Batszeba-ja nikogo nie oceniam,napisałm tylko jak wyglądało moje życie,kiedy zostałam sama z dziećmi....
Saphira
Ojciec mojej córki nie zyjewychowała ja od małego mój niewierny,do dzis jest oczkiem w jego głowie,ale...wielokrotnie się zawiodła.Nie ma problemu z kasą-nie odmawia,czasem nawet znajdzie chwilke na kawę...Moja córka dziś ma 20 lat,mówiąc MOJA--kłamie,zawsze z niewiernym mówilismy NASZA.
Małżeństwo,mój związek z niewiernym to chyba całe moje dorosłe życie...Kilka lat żylismy razem,bez ślubu,pamiętam dzień,kiedy wreszcie powiedziałam Tak.
Dorabialiśmy sie wszystkiego od początku,z pomocą mojego ojca....
Niewierny ciągle,z racji swojego zawodu się dokształcał,pracowalismy na dwa etaty...Samo życie...
Kiedy zaczęło sie psuć??To jest hit,ja nie wiedziałam,że coś sie psuje,niewierny nigdy nic nie powiedział...To znaczy MNIE nie powiedział,ani nie dał odczuć...Dama pewnie zna inną strone naszego małżenstwa-jak to zwykle bywa....
Najpierw wywalczyłam alimenty,potem sądownie uregulowałam kontakty z synkiem.Nadmienię tylko,że alimenty również na córkę,tu zachował się fer....Ale forsa to nie wszystko...
O wszystkim dowiedziłąm się w marcu,szok,próbowałam jakoś to sklejać,ratowac...Bardzo próbowałam,robiłam wszystko,co mogłam...Nie udało się.Niewierny wyprowadził się w maju....
Rozprawa alimentacyjna to pocztek roku,potem zaraz regulacja kontaktów,potem rozwodowe...
Wszystko to,łącznie z zajęciem komorniczym,robiłam ,kiedy kochałam...Wbrew swoim uczuciom,ale dzięki bardzo dobremu prawnikowi,zabezpieczyłam siebie i dzieci...I nadal kochałam.
Pozew o rozwód nie ja złożyłam...Tak bardzo kochałam,że ciągle miałam nadzieję...
To jest dopiero trauma,kiedy trzeba zrobic coś,na co się ne ma ochoty,ale ma się śiadomośc,że nie można mysleć tylko o sobie,bo są dzieci...
Co powiedziałam???
Córce---powiedział wszystko niewierny,z młodym był cyrk,ale nigdy nie usłyszał,że ojciec jest zły...Ojciec nie kocha mamy,ale jego będzie zawsze kochał...
Dama....
Mówiłam o niej larwa,lafirynda,chciałam zrobić jej krzywdę,winiłam za wszystko...
Przeżyłam wszystkie etapy po zdradzie,od niedowierzania,bólu,tęsknoty,nie obce mi były antydepresanty...
Ja nie żyłam.Byłam jak robot,bez uczuć,emocji,bez uśmiechu,bez chęci do życia.Wydawało mi się,że bez niewiernego mnie nie ma....
Kochac przestałam rok temu,nie wiem jak,nie wiem co się stało,może po kolejnym ciosie ze strony niewiernego przejrzałam na oczy....Nie wiem.Mój niewierny był fer tylko,jeżeli chodzi o forsę...Reszta-szkoda gadac.....
Ja dziś naprawdę nie wiem,czy niewierny jest nadal z Damą,na serio,może to juz kolejna,nie wiem.
Nie wyrażam się o niej z szacunkiem,dla mnie to będzie zawsze kobieta,która rozwaliła mi Rodzinę...Co prawda to nie ona mnie zdradziła,ale to ona była przyczyną odejścia niewiernego...
Mogłabym z nią dziś normalnie rozmawiać,ale jak znam siebie,moja złośliwośc sięgnęłaby zenitu...Tego,co przeżyłam przez nią,nie zapomne.Długo zadawałam sobie pytanie w czym jest lepsza ode mnie,czy ładniejsza,mądrzejsza itd....
Ona i niewierny zabrała mi kilka miesięcy z życia...
Paradoksalnie-przysłużyła mi się.Jak już zamknęłam stare drzwi,jak przestałam kochac,jak pogrzebałam swoją miłośc do niewiernego,jak zaczęłam znowu zyć,poznałam Człowieka---nigdy nie zakładałam ,że będę sama,nie mówiłam,że wszyscy faceci to świnie,ale tez nie ładowałam się w jakięś zwariowane związki...Święta tez nie jestem.Nikt nie jest,ale mam przekonanie,że nikogo nie skrzywdziłam...
Mam wszystko.
Tak mówią.
Tak widzą.
Tak oceniają.
Mam tez zespół stresu pourazowego,jest coraz lepiej....Właściwie coraz bardzo lepiej(cóż za składnia:))--to też dostałam od Damy i niewiernego....
Ja walczyłam,z całych sił,przegrałam,ale się nie poddałam,nie oddałam niczego walkowerem,nie wiem skąd tak naprawdę wzięłam siłę,dzieci,rodzice,przyjaciele,forum dla zdradzonych,może wewnętrzna siła...
Przegrałam małżenstwo,w nierównej walce,byłam z góry skazana na porażkę,wygrałam Siebie,dziś wiem,że potrafię być szczęśliwa i nie uzależniam swojego szczęścia od mężczyzny przy boku.
IKS??-oby zawsze był,jest dla mnie jak....powietrze.
Dziewczyny,naprawdę zdradę mam za sobą,wszystkie jej etapy,przyszłam do tego miejsca,na to forum,bo tam gdzie mnie postawiono na nogi-oddałam juz wszystko i nie ma co ukrywać,jestem juz na zupełnie innym etapie życia...
Metaksa,mój Syn ma dzis kolegów.ale te wydarzenia działy się tuz po naszej przeprowadzce,do innego miasta,w połowie roku szkolnego...Wtedy syn jeszcze kolegów nie miał...
Nie wiem czy niewierny dziś chetnie spedza czas z synem czy tylko wypełnia postanowienie sądu,nie obchodzi mnie to,dopóki młody go potrzbuje,ja dopilnuje,żeby niewierny był ojcem,raz w tygodniu przez 4 godziny,raz w miesiącu cały wekend....To nie dużo.NASZ syn na świat sie nie prosił,był upragniony,wyleżany,drżelismy o każdy dzien ciązy...
MÓJ SYN ma prawo do widywania ojca,ja mu tego prawa nigdy nie odbiore,a dopóki moge,dopóki sam nie jest w stanie,będę mu to ułatwiać--dopóki ojca potrzebuje...
Jestem wredna.Niech będzie.