netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 196 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 29 30 31 32 33 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 951 do 2 015 z 8 269 ]

1 951

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha, u nas też będzie Halloween, tzn. dzieci będą szurać po osiedlu i zbierać słodycze wink Ja nie przewiduję swojego udziału w tym evencie raczej. Ale nie dlatego, że "kult szatana" big_smile

Zazdrosna, ja bym chyba tak samo zareagowała. Twój problem to, że za często spędza czas z dziećmi, czy że nie trzyma się ustalonych planów? A może obydwa?

Marianna, jak się czujesz? Na kiedy masz termin w ogóle? smile

1 952

Odp: Być drugą i macochą

Termin mam pod koniec lutego a czuję się średnio. Właśnie ostatnio miałam jakies podejrzane skurcze...Spędziłam w szpitalu kilka dni, na szczęście już jest ok. Pojawiły się po jazdach z moją matką, która nadal nastawia moją córkę przeciw mnie hmm Tak sobie czasem myślę, że my to się z  M nieźle dobraliśmy, on ma jazdy z ex, ja z matką...A obojgu nam chodzi tylko o to, żeby nasze dzieci były szczęśliwe. Dwoje przeciwko całemu światu tongue

1 953

Odp: Być drugą i macochą

Marianna, uważaj na siebie kobieto! Może zaprzestań na jakiś czas udziału w tych jazdach z matką, skoro aż w szpitalu wylądowałaś przez to...

1 954 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-10-31 12:00:36)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Zazdrosna, ja bym chyba tak samo zareagowała. Twój problem to, że za często spędza czas z dziećmi, czy że nie trzyma się ustalonych planów? A może obydwa?

Taka niezapowiedziana wizyta młodych na noc, zdarzyła się pierwszy raz i myślę, że zostało to już wyjaśnione między nami.
Problem jest jednak w czym innym. Ja nigdy nie przepadałam za dziećmi w ogóle, swoje kocham całym sercem, poświęciłam im najlepsze lata i może dlatego też brak mi cierpliwości do obcych. Czasem, kiedy chłopcy mojego proszą mnie o pomoc, wsparcie, gdy widzę ich cierpienie, coś we mnie pęka i mam ochotę się nimi zająć na stałe. Jednak, gdy zaczynam się angażować pojawiają się problemy, które oczywiście rozwiązujemy na bieżąco, później przychodzą wątpliwości i mam ochotę uciec z własnego domu, dla chwili spokoju.
Drugi jeszcze poważniejszy problem jest taki, że mój zawala swoją pracę na rzecz spędzania czasu z dziećmi. Zabiera je co drugi dzień, to już rytuał i one też się tego domagają, a tatuś nie potrafi odmawiać. Przez ten ostatni incydent o którym pisałam (dwa całe dni z dziećmi) mój zawalił ważny termin, co łączy się z karami finansowymi w najlepszym wypadku. Tych niedotrzymanych terminów jest więcej, rozumiem jego niechęć do pracy, gdy jeden dług goni kolejny, a czas z dziećmi jest formą ucieczki od rzeczywistości. Później jednak pracuje do rana, ja czuję się zaniedbywana, a całą złość kieruję na jego dzieci.
Wczoraj prosił mnie, by znów wziąć synów, aż do weekendu, zgodziłam się niechętnie. Wiem, rozumiem, że dzieci potrzebują ojca, jednak spotkania z nimi są zawsze zaplanowane, czas tylko dla nas nigdy. Gdy zaczyna mnie to przerastać, on bierze dzień wolnego, by załagodzić sytuację. Jest człowiekiem, z którym można się dogadać i który stara się zrobić wszystko, by zadowolić innych. Ma moje pełne przyzwolenie na pracę do późna, bo wiem, że tak trzeba, choć czasem nie jest łatwo, gdy wszelkie obowiązki domowe spływają na mnie. Jego ex zaniedbuje synów, a on stara się to zrekompensować, chodzi z nimi do lekarzy, odrabia lekcje, dobrze się bawią. Jednak dla mnie związek to równy podział obowiązków, jestem z kimś, a czuję się samotna. Zastanawiam się nad przyszłością, czy temu podołam i czy coś się zmieni w tej kwestii.

1 955 Ostatnio edytowany przez MariannaM (2012-10-31 18:15:57)

Odp: Być drugą i macochą

Z jedenej strony rozumiem cie Zazdrosna...ale patrząc na to jeszcze inaczej to niestety tak wygląda właśnie wspólne życie rodzinne...mało ma się czasu dla siebie. Nawet gdy ludzie wychowują wyłącznie wspólne dzieci, to przecież one również pochłaniają mnóstwo czasu, tak że na rozrywki dla dorosłych już go często brakuje. Inna sprawa, że rozumiem iż swoje już odchowałaś i chciałabyś trochę "pożyć", no ale niestety...Ona ma zobowiązania i się ich nie pozbędzie a nawet gdyby, to o nim świadczyło? Myślę, że gdyby dzieci na stałe mieszkały z wami, to mogłoby być ci paradoksalnie lżej. Ojciec nie czułby presi nieustannego wynagradzania im zaniedbań matki. A jak z jego rodzinką? Babcia, dziadek? Może oni również chcieli by się trochę włączyć w opiekę nad chłopcami?
Ja jazd sie staram bardzo unikać, ale niestety...sama ich nie wywołuję a uczestniczę w nich, bo aby tego nie robić musiałabym przestac sie kontaktowac z moja córką hmm niejako jestem póki co skazana na matkę...Ale do czasu.

1 956

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Wiem, rozumiem, że dzieci potrzebują ojca, jednak spotkania z nimi są zawsze zaplanowane, czas tylko dla nas nigdy.

To może pora to zmienić? OK, dzieci potrzebują ojca, ale Ty potrzebujesz męża. Odrobina zdrowego egoizmu to nic złego. Ja już o tym kilka razy pisałam, to nie może być tak, że tylko my rezygnujemy, tylko my ich rozumiemy i ustępujemy, bo dzieci. On związując się z Tobą chyba nie zakładał, że nic się nie zmieni i nie będzie musiał iść na żadne kompromisy, bo na wszystkie pójdziesz Ty? No halo.

zazdrosna13 napisał/a:

Wczoraj prosił mnie, by znów wziąć synów, aż do weekendu, zgodziłam się niechętnie.

Ja w takiej sytuacji postawiłabym sprawę jasno - OK, w ten weekend są dzieci, za to następny jest nasz.  I konsekwentnie się tego trzymać. Inaczej zawsze będziesz się czuła wykorzystywana i zrobiona na szaro.

zazdrosna13 napisał/a:

Ma moje pełne przyzwolenie na pracę do późna, bo wiem, że tak trzeba, choć czasem nie jest łatwo, gdy wszelkie obowiązki domowe spływają na mnie.

Ale z jakiej racji? Czemu postawiłaś się w takiej roli? Najpierw obowiązki, czyli utrzymanie domu, później przyjemności czyli spotkanie z dziećmi - ewentualnie są może pewne czynności, które może wykonywać z nimi lub w ich obecności. Pomyśl o tym, bo się zajedziesz.

zazdrosna13 napisał/a:

Zastanawiam się nad przyszłością, czy temu podołam i czy coś się zmieni w tej kwestii.

Raczej samo się nie zmieni. Musisz walczyć o swoje, mówić głośno co Cię boli i co Ci przeszkadza. Ja wiem, że takie rozmowy nie są łatwe i często kończą się awanturą, ale z drugiej strony chłopy to mało domyślne stworzenia i z nimi trzeba kawa na ławę. Ja na początku też cierpiałam w samotności, sama gryzłam się ze swoimi bolączkami ale ileż można, kiedyś mu wygarnęłam co mi leżało na wątrobie. On wygarnął mi, bo też miał swoje przemyślenia. I sytuacja się trochę oczyściła i mniej więcej wiemy w jakim kierunku pracować.

Marianna, nikt nie mówi o pozbywaniu się zobowiązań, tylko o utrzymanie równowagi, złotego środka, żeby i wilk był syty i London city wink

1 957

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję Metaksa,
Rozmowy o kompromisach pozostają bez zmian. On ma tylko 2 niedziele wolne w miesiącu i zawsze spędza je z dziećmi. W tygodniu też nie ma szans na wcześniejszy powrót, bo zasłania się pracą. Dla mnie to sytuacja pasowa. Zabiera dzieci zaraz po szkole, a później nadrabia zaległości służbowe.  Czasem starcza czasu na małe zakupy do domu.
To chore, ale gdy w środę ex nie dała mu dzieci, byłam przeszczęśliwa. Za to wczoraj, zostawił mnie przed cmentarzem, by pojechać po dzieci. Było mi strasznie przykro, bo musiałam sama odwiedzić groby moich bliskich. Miałam naprawdę ochotę z nim zerwać, przed nami kolejna rozmowa.  Sama nie wiem jak to rozegrać, mam wrażenie, że on ciągle myśli tylko o dzieciach. Chłopcy są zagrożeni w szkole i też wymagają pomocy i uwagi. Z jednej strony go rozumiem i godzę się na zbyt wiele, z drugiej nienawidzę, za brak wsparcia. On naprawdę dużo pracuje, sam jest przemęczony i ma niewiele wolnego czasu. Ratowanie małżeństwa i rozwód kosztował go wiele, teraz trzeba spłacić zaciągnięte długi. Ciągle słyszę, że ta sytuacja się zmieni, tylko czy ja to przetrwam...

1 958

Odp: Być drugą i macochą

MariannaM
co do dziadków, to owszem pomagają, ale mój czuje się winny, że podrzuca im dzieci i woli sam się nimi zająć.
Z tego, co mówi jego starszy syn, fakt mieszkania z ojcem jest tylko kwestią czasu. Z jednej strony może i byłoby lżej, z drugiej strasznie się boję. Może i jestem egoistką, ale i też już nie chcę.

1 959

Odp: Być drugą i macochą

Zdrowy egoizm jest potrzebny. Nie chodzi przeciez o to zeby naginac samego siebie i dostosowywac cały czas siebie do czyis potrzeb o oczekiwań. Szczerze mówiąc, Zazdrosna jestes faktycznie w trudnej sytuacji. Rozumiem twoją zazdrość, przyznam szczerze, że choc mam świetny kontakt z młodym też czasem czuję irytację gdy np M bardziej liczy sie ze zdaniem syna niz z moim np co do fryzury jaką powinien nosić M...może to głupie, ale w takich chwilach mam ochote powiedzieć do dziecka:"to mój facet, nie wtrącaj sie". I wiece co? Mówię to smile Moze nie tak ostro,... mówię to lekkim, żartobliwym tonem. W ten sposób nie gromadze frystracji a dzieciak o dziwo szybko to łapie, że trzeba sie dogadywać, że nie wszystko jest dla niego i tak jak on chce. I M tez sie nie oburza. Taka szczerość jest najlepsza, to jest naturalna relacja, taka jak w rodzinie, bez obaw ze ktos sie obrazi, ze bedzie jakis kwas. Może własnie trzeba nauczyc sie spędzac czas z tymi dziecmi i to w taki sposób zeby one wiedziały ze dla macoszki też jest miejsce przy boku taty i to jest miejsce honorowe, bardzo ważne.

1 960

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, to kiedy Wy macie czas tylko dla siebie? Bo tak czytam co napisałaś i nie widzę.


zazdrosna13 napisał/a:

Z tego, co mówi jego starszy syn, fakt mieszkania z ojcem jest tylko kwestią czasu. Z jednej strony może i byłoby lżej, z drugiej strasznie się boję. Może i jestem egoistką, ale i też już nie chcę.

Nie dziwię Ci się, też bym nie chciała. Są kobiety, którym przychodzi to naturalnie, a nam niebardzo.. Może po prostu nie nadajemy się do roli macochy. Przynajmniej dla mnie to jest mój pierwszy i ostatni raz, i jak nie wyjdzie to nigdy więcej faceta z dziećmi.


MariannaM napisał/a:

Może własnie trzeba nauczyc sie spędzac czas z tymi dziecmi i to w taki sposób zeby one wiedziały ze dla macoszki też jest miejsce przy boku taty i to jest miejsce honorowe, bardzo ważne.

Tak Marianna, tylko wg mnie to jest zadanie rodzica, pokazać dzieciom gdzie jest miejsce macochy. Jeśli oni sami traktują nas jako drugi plan to nie ma bata, dzieci czują, że są najważniejsze a macocha jest gdzieś za górami, za lasami wink Nie wiem, nie mam dzieci, więc nie jestem w stanie ogarnąć, że dla niektórych rodziców dziecko jest zaraz po Bogu, albo i samym Bogiem.

1 961 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-11-03 13:58:56)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Zazdrosna, to kiedy Wy macie czas tylko dla siebie? Bo tak czytam co napisałaś i nie widzę.

Do niedawna pilnowałam, by jeden wieczór w tygodniu był tylko nasz, obecnie razem spędzamy tylko noce. Nastał trudny okres, wierzę, że to przejściowe problemy.

metaksa napisał/a:

Może po prostu nie nadajemy się do roli macochy. Przynajmniej dla mnie to jest mój pierwszy i ostatni raz, i jak nie wyjdzie to nigdy więcej faceta z dziećmi.

Ja też nigdy nie weszłabym w taki związek, jednak moje wyobrażenie ojca jest trochę inne. Nie znam innego faceta, który chciałby mieć swoje dzieci ciągle przy sobie. Może to dla tego, że wciąż ex robi mu trudności, jednak inny facet już dawno by odpuścił.
Swoje pociechy kocha się miłością bezgraniczną, nawet jeśli do obcych brak cierpliwości i ochoty na wyrzeczenia. Na pomoc naszych skarbów będziemy liczyć w przyszłości. Rola macochy jest niewdzięczna, wiecznie narażamy się na krytykę matek.

MariannaM napisał/a:

Może własnie trzeba nauczyc sie spędzac czas z tymi dziecmi i to w taki sposób zeby one wiedziały ze dla macoszki też jest miejsce przy boku taty i to jest miejsce honorowe, bardzo ważne.

Nie mogę na to narzekać, gdy spędzamy czas wszyscy razem, mój jest zawsze przy mnie i uczy dzieci szarmanckiego zachowania wobec mnie i zawsze liczą się z moim zdaniem. Stara się też znaleźć indywidualnie czas dla każdego.

Widzę, że to jednak ja też popełniam błędy, zgadam się na zbyt wiele, a później narzekam. Kiedy spędzam z nimi więcej czasu  jest mi naprawdę szkoda tych chłopców i trudno jest odmówić. Zwłaszcza starszy chłopieć jest naprawdę grzeczny i stara się jak może, by być z ojcem. Dla niego też to trudna sytuacja, obcy dom, obca baba, a mój syn też czasem pokaże, kto tu rządzi. Jednak młody robi wszystko, by nie wracać do matki i jej faceta, aż nie chce mi się wierzyć, że sprawia im wiele problemów.
Grunt to wyznaczyć granice i nie zapomnieć o własnych potrzebach, wciąż się uczę...
Teraz czuję się trochę przyparta do muru, postanowiliśmy zredukować koszty i wynająć mieszkanie mojego, a w związku z tym jego dzieci będą częściej u mnie.

1 962

Odp: Być drugą i macochą

Moja pc (pasierbica vel tzw pchła) dala mi w kośc. Potlukla moje orginalne perfumy ,prosilam ją tyle aby nie brala w swoje łapki nic z mojej drogeri bez pytania czy pozwolenia,niestety oczywiscie jako zła wiedźma co ja tam przeciez bede jej rozkazywać czy zabraniać,oczywiscie musiala pokazac swoją przekorność i cwaniakowatosc,co skonczylo sie tak,że chwila jej nieuwagi i flakonik polecial na posadzke yikes chyba nie musze dodawac ze witki mi opadły po same kostki sad
Tak mnie wizielo na popsioczenie,bo jakos humor-muchomor nie dopisuje

1 963

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Moja pc (pasierbica vel tzw pchła) dala mi w kośc. Potlukla moje orginalne perfumy

Well, nalezalo by sie potracic jej z kieszonkowego, albo "przypadkiem" tez jej cos zniszczyc - uwazam, ze jednak najlepiej dociera nauka na przykladzie wink


zazdrosna13 napisał/a:

Nie znam innego faceta, który chciałby mieć swoje dzieci ciągle przy sobie. Może to dla tego, że wciąż ex robi mu trudności, jednak inny facet już dawno by odpuścił.

Hmm... Wiesz, swoja droga to niezla ironia losu: tak wiele kobiet chcialoby, zeby ich mezowie spedzali wiecej czasu z dziecmi, pomagali, itp. tymczasem musi nastapic rozwod, zeby marzenia sie spelnily wink Ja uwazam, ze (bo moj tez nalezy do tych pro-dzieciowych), ze chec przebywania z dziecmi to jedno, ale kieruje nimi rowniez pragnienie udowodnienia sobie, eksi i dzieciom, ze ciagle go potrzebuja. Ze jest niezastapiony. Ba, ze jest lepszy niz mamusia! Ja to mojego juz troche rozgryzlam - niby tak kocha te dzieci i w ogole, ale jak przyjdzie co do czego to potrzebuje stada murzynow, zeby mu pomogli sie nimi zajmowac. No tak, bo najlatwiej sie kocha na odleglosc i bez zadych obowiazkow. Ale jak przychodzi proza zycia to juz mu troche rzednie mina.

Zazdrosna, a jak ukladaja sie stosunki Twojego partnera z Twoim synem?

1 964

Odp: Być drugą i macochą

Mortisha ...też mi przyszło do głowy obcięcie z kieszonkowego...ale za chwilę tak sobie pomyślałam, że trochę za mało danych na tak srogą ocenę..bo czy własnemu dziecku też od razu kazałbym oddawać kasę gdy coś mi zniszczy??
Myślisz, że zrobiła to specjalnie?

1 965

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Mortisha ...też mi przyszło do głowy obcięcie z kieszonkowego...ale za chwilę tak sobie pomyślałam, że trochę za mało danych na tak srogą ocenę..bo czy własnemu dziecku też od razu kazałbym oddawać kasę gdy coś mi zniszczy??
Myślisz, że zrobiła to specjalnie?

Specjalnie czy niespecjalnie, co za roznica. Miala powiedziane nie tykac i nie posluchala. I tak, swojemu tez bym obciela z kieszonkowego.

1 966

Odp: Być drugą i macochą

Dla mnie całkiem spora.Jeśli miałabym na pieńku z pasierbicą i zrobiłaby to specjalnie byłby to powód do obcięcia jej tego z kieszonkowego.Gdybym nie miała z nią na pieńku i zrobiła by to niechcący postarałabym się łagodnie potraktować sprawę. Trudno wymagać od dziecka bezwzględnego posłuszeństwa.Nie sądzę aby którakolwiek z nas nie złamała zakazu danego nam przez któregoś z rodziców , dziadków czy innej "instytucji" wychowawczej.Być może jak każda normalna dziewczynka ( córka mojego M gdy ja się maluje lub perfumuje zawsze mnie pyta czy ona też by mogła - taki wiek) chciała się popsikać i niechcący strąciła, a może zrobiła to specjalnie po złości...to już nie mnie oceniać jak dla mnie za mało informacji.Oczywiscie skazać zawsze można :-)

1 967

Odp: Być drugą i macochą

macocha tu chodzi mi o jasną zasade.Było powiedziane wiele razy ,że ma bez mojej zgody i pozwolenia nie brac nic w swoje łapki z mojej drogeri,czy to biżuteria, czy to kosmetyki,czyto jakieś psikadła,jesli chce ,to ma sie najpierw mnie zapytać, ale nie wyrażam zgody aby ruszala czegos z mojej kosmetyczki ,jeśli ja o tym nie wiem,czy tym bardziej pod moją nieobecność. W sumie oficjalna wersja jets taka ze to był wypadek, a nie celowo,choć co do tego mam ciche wątpliwosci, ale to tylko dla siebie zostawilam
Poszłam do sklepu,ona zostala sama w domu, przyszlam niemal po 30 min i co widze? jak  zmiana rozbity flakonik z podlogi. Zapierala sie ,że to był wypadek
Normalnie az brak mi slow,tyle prosilam aby nie ruszała moich perfum bez pytania,bo mialam tą swiaodmosc,że chwila nieuagi i sie potłuką,a tu patrz, jestem prorokiem.
I sie pytam jej ,czemu to zrobilas?czemu zlamalas zakaz? wiedzialas ,że bez pytania i  pozowlenia nie mozesz ruszać coś z mojej domowej drogeri,co cie podkusilo? itd.., a ona nic sie nie odzywa,milczy, zaciela sie i ani mee ,ani bee, tylko wybąkala pod nosem ze to byl wypadek,i to bylo niechcący.Żadnego dialogu.
A ma swoje psikadelka ,ktore dostala kiedys na jakies okazje i nimi w ogole sie nie psika,nawet do rak swoich nie weźmie

Chcący/niechcący,tego nie wiem,ale fakt jest taki,że chodzi juz do 4 klasy i i juz pownna panowac nad tą pokusą i diabelkiem co jej cos do ucha szepcze,powinna sobie zakodowac ze nie rusz to znaczy nie rusz
Nie!! nie kierowalam sie myslą ze ono to zlosliwe zrobila,przemilczałam,kierowalam sie faktem ze wziela w łapki cos ,czego nie pozwalalam nigdy jej ruszac bez mojej wiedzy czy zgody
Pominelam moje uwagi ,że może to zrobila celowo, i do tego sie nie odnosilam, ale do faktu,że tyle prosilam a pod moją nieobecnosc diabel ją podkusil

To nie jest woda perfumowana za 35 zl, albo markowy flakonik za trzy stówy, jaki  od meza dostalam na rocznice,i akurat ten musial sie rostrzaskac,w oficjalnej wersji ze to byl wypadek.
Po co w rece to brała?była swiadoma,że  tak nie mozna, tym bardziej pod moją nieobecnosc. Autentycznie jestem prorokiem hmm

1 968

Odp: Być drugą i macochą

No cóż chciałam trochę rozjaśnić sytuację.
Wiem jedno - byłam dzieckiem.Być może mój szatan cicho szeptał ale szeptał też mi się kilka razy trafiło zrobić coś czego matka mi zabraniała.Ja miałam manie chowania kanapek ze szkoły.Tłumaczyła i nic to nie dawało ...oczywiście z czasem przestałam ale ile pogadanek miałam, kar, opierniczania itp...Może ciężej mi zrozumieć Twoje nastawienie do sprawy bo ja kocham córkę M i ona mnie również kocha.Mamy bardzo dobre relacje i mała nie robi mi na złość.Jeśli jednak uważasz , że Twoja pasierbica zrobiła to celowo to zwyczajnie odetnij jej z kieszonkowego ( a raczej odcinaj bo to pewnie spora kwota).
A tymczasem muszę wam powiedzieć, że dziś dzien jest jakiś straszny, wszyscy mają mega nerwy...u mnie w pracy jakaś siekiera wisi...

1 969

Odp: Być drugą i macochą

macocha ,wlasnie sęk w tym ,ze ja nie mam żadnego dowou czy ona zrobila to celowo, czy niechcący,poprostu musze sie opierac na faktach, i takze nie moge zgóry zarzucić ,ze zrobila to zlosliwie, bo tego nie wiem,moze tak, może faktycznie to był wypadek, i sądze że sie nie dowiem jak naprawde to bylo
Widzialam, ze pojela sytuacje i zrozumiala co sie stalo,widzialam po niej że zobaczyla powage sprawy,jak to sie skonczyło, dlatego kary nie otrzymala, glownie ze wzgledu iz było widac po niej ze wcale ja nie bawila zaistniala sytuacja.Moze to bląd moze i nie ze ukarana nie zostala, nie wiem, dalam juz sobie z tym spokoj.Ma nauczke i to wiem, nie sądze aby drugi raz to sie powtorzylo

Ja nigdy nie powiedziala ze nie kocham pchełki,bo dbam o nia jak o wlasne dziecko,i cale serce wkladam w jej wychowanie,ale nawet biol rodzic jest tez często zły na wlasne dziecko,gdy zlamie jakis zakaz i zrobi cos na przekór,wiedząc ze tak nie wolno.
Kochac mozna bezinteresownie ale nie bezkrytycznie
Maz przyszedł dopieor po godzinie do domu,po tym incydencie,nie był zły,ale byl smutny. Poszedl do niej i na osobnosci porozmawial na spokojnie z cór,dlugo rozmawial, nie było mnie wtedy przy nich,nie wiem co mu powiedziała.Nie dal kary,tylko przeprowadzil rozmowe,ze bez czyjes sgody i pytania nie mozna brac cennych rzeczy.Powiedzial mi,że ona obiecala ze juz wiecej nie wezmie ic w rece bez pytania
Ja takze juz na sam wieczor z nia porozmawialam ,tez w oczy mi powiedzial,ze na drugi raz sie mnie zapyta,bo ma nauczke jak to sie skonczyło

macocha napisał/a:

A tymczasem muszę wam powiedzieć, że dziś dzien jest jakiś straszny, wszyscy mają mega nerwy...u mnie w pracy jakaś siekiera wisi...

No wlasnie.,tez zauwazylam ze odkąd naszla jesien,kazdy podminowany i drazliwy,nawet w domu moje futerkowce takie foszaste sie zrobiły tongue
A ja dzisiaj do pracy nie ide i mam caly dzien wolny smile

1 970

Odp: Być drugą i macochą

Całkowicie jestem za waszą postawą i Twoją i męża.Mała się nauczy jak każde dziecko,najważniejsze, że umiecie z nią rozmawiać i że chcecie z nią rozmawiać.Dziś dialog jest niemal nieosiągalny...niestety.
Ja miałam wolne 4 ostatnie dni...a dziś bomba za bombą i to w każdym dziale :-)

1 971

Odp: Być drugą i macochą

Macocha, nie tylko u Ciebie  bomba w każdym dziale. Jeden dzień nie byłam kurczaki w robocie, przyszłam dzisiaj i ręce mam do samej ziemi. szczękę też:)
Poza tym uff..spokój. Mam nadzieję że to nie cisza przed burzą:)

1 972 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-11-06 16:51:43)

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Hmm... Wiesz, swoja droga to niezla ironia losu: tak wiele kobiet chcialoby, zeby ich mezowie spedzali wiecej czasu z dziecmi, pomagali, itp. tymczasem musi nastapic rozwod, zeby marzenia sie spelnily wink Ja uwazam, ze (bo moj tez nalezy do tych pro-dzieciowych), ze chec przebywania z dziecmi to jedno, ale kieruje nimi rowniez pragnienie udowodnienia sobie, eksi i dzieciom, ze ciagle go potrzebuja. Ze jest niezastapiony. Ba, ze jest lepszy niz mamusia! Ja to mojego juz troche rozgryzlam - niby tak kocha te dzieci i w ogole, ale jak przyjdzie co do czego to potrzebuje stada murzynow, zeby mu pomogli sie nimi zajmowac. No tak, bo najlatwiej sie kocha na odleglosc i bez zadych obowiazkow. Ale jak przychodzi proza zycia to juz mu troche rzednie mina.

Zazdrosna, a jak ukladaja sie stosunki Twojego partnera z Twoim synem?

W tym sęk, że mój zajmował się swoimi dziećmi od małego. To on wstawał w nocy, gdy ex nawet się nie budziła, to on kąpał, bo były brudne. To on gotował, bo gdy przychodził wieczorem z pracy nic nie było również dla dzieci, a ex siedziała w domu. Dziś jego synowie jedzą obiady w szkole, a w weekend mc donalds. To on odrabia z nimi lekcje, bo ona ma to gdzieś. Mogę długo wymieniać, faceci chyba kochają zołzy, albo miłość może być aż tak ślepa. To głupie, ale zazdroszczę jej tego faceta, ja nie potrafię być taką egoistką.

Stosunki z moim młodym są ok, to trudny wiek i z początku młody się buntował. Teraz raczej się tolerują, ale zdarza się, że to młody wychodzi do niego z jakoś inicjatywą i np. długo razem rozmawiają lub coś robią.

Co do kary dla młodej, to może dać jej szansę na odpracowanie, np pomoc w domu. Jednak wydaje mi się, że to ojciec powinien ją wymierzyć, po co narażać się na krytykę matki. Mi mój ex też kiedyś zarzucił, że wykorzystuje syna, gdy pomagał mojemu w pracy.

Poza tym, jakoś udało mi się w miarę ogarnąć młyn w pracy, więc coś w tym jest smile))

1 973 Ostatnio edytowany przez Alutka131 (2012-11-06 20:12:52)

Odp: Być drugą i macochą

Wiecie co..ja bym też raczej obcięła z kieszonkowego. Tu nawet nie o to chodzi, czy specjalnie czy nie, bo to inna kwestia, tylko o to, że miało dziecko powiedziane, żeby nie ruszać. A pewnie, że szatan kusi, każde dziecko kusi, ja też różne numery robiłam, ale nie ruszanie cudzych rzeczy to była jedna ze świętszych kwestii. I tak, swojemu dziecku też bym obcięła z kieszonkowego.
smile

1 974

Odp: Być drugą i macochą

Możliwe że źle, moze i dobrze ,że kary nie otrzymala,ale co sie nasluchala wykladu to z tego co widzialam ostro do niej trafila powaga sprawy, wiec już kar nie bylo nakładanych,ale tylko z powodu jej "pokory" jaką pokazala podczas rozmowy
I powiedziałam,nastepnym razem  jak sie powtorzy taka sytuacja to kieszonkoww nie tylko obetne ,ale łapy tez obetne tongue,powiedzial że obiecuje zę juz nast razu nie bedzie

Dzisiaj jak przyszła ze szkoly,odkupila mi takie same,i wreczyła.Ja dobrze sie domyslam,że to mąż gdy wczoraj tak dlugo rozmawial z nią na osobnosci, daj jej pieniązki i napewno ustalili, że niby to ona z wlasnych kupila , no ale jestem wiecej niż pewna,ze nie miala tyle w śwince i on tak dla załagodzenia sprawy jej "po kryjomu" przemycił,
Rozmawialam dzisiaj z nim,czy to jego pomysl,,oczywiscie zaparl sie, wyparł sie,no ale przeczuwam ,że tak miedzy sobą ustalili trzymając sie oficjalnej wersji ,że to ona z wlasnych moniakow i woli odkupila

Nawet mi Pchła mówila ,ze te Panie w drogeri pytały sie skąd ma tyle pieniążkow,i dla kogo to,patrzyły sie na nią podejrzanie,no bo dziecko prawie 11 l.z plecakiem (a wygladające na 2 kl a nie na 4 kl)wzrost ma na wysokosci lady, jak kupuje za 300 zl flakonik perfum ,to sama bym wstrząs lekki przezyla i odrazu mysl ze to pieniadze kradzione,lub "starym" dziecko zakosiło,wiec sie nie dziwie dociekliwosci ekspedientek .
Dobrze,że żadnej tam policji nie wezwali,ani nic, bo wiadomo jak to teraz bywa

1 975

Odp: Być drugą i macochą

A która z nas w takim wieku nie podkradała mamie czy ciociom czy siostrom perfum, albo ciuchów albo butów?
Ja pamiętam, że zgubiłam mamy złoty pierścionek, a wtedy wart była bardzo dużo... Też miałam zakazane, no ale... mała główka nie rozumie, chce i już smile
Uważam, że bardzo fajnie się zachowaliście i Mortisha i tata małej. Ona na pewno była przerażona, że stłukła ten flakonik i miała wyrzuty sumienia. A ze odkupiła sama, fakt, że za zgodą i w konspiracji z tatą - patrząc obiektywnie, bardzo fajnie, że tak ją wsparł w tej sytuacji - to tylko dobrze o niej świadczy.

U mnie w pracy też masakra, ledwo ogarniam. A wracam strasznie zmęczona. W dodatku ta ciemnica jak się wychodzi jakoś tak przytłacza psychicznie sad

Mój facet też zawsze zajmował się swoimi dziećmi. Jednym z argumentów ZA była moja obserwacja jego jako ojca. Potłuczona głowa, lekarz, dentysta, lekcje, dodatkowe zajęcia - wszystko z tatą i zawsze tata.
Teraz im ciężko i długo przyzwyczajali się do nowych zasad i marudzą, że nie ma taty na co dzień, ale jakoś powolutku się z tym oswajają. Co mnie zaskoczyło - mówią, że mnie lubią i nawet jeden w rozmowie z tatą przekazał mi pozdrowienia. Bardzo miłe.

Eks przechodzi do ofensywy cwaniakowatej i opanowanej. Przestała się mnie czepiać i wyzywać, za to daje na M - on jest zło w czystej postaci, a ja na pewno będę tego doświadczać. No cóż... szkoda, że tego nie widział przez ładnych kilka lat bycia żoną smile i szkoda, że jak on taki straszny to siedziała z nim i nie popuściła skacząc do nieba kiedy odchodził.
Na szczęście od czasu do czasu i sporadycznie takie wymiany mają miejsce. Bardzo M  ograniczył kontakt i na dobre to wychodzi jemu oraz nam.

Nie wiem czy to dobrze, ale powoli zaczyna mi wracać nadzieja, że może jednak nie będzie tak źle i jakoś się ułoży. Że mój ma rację i w końcu ją ustawi odpowiednio, tak by nasze życie było bez zbędnych, negatywnych niespodzianek.

1 976 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-11-07 11:46:51)

Odp: Być drugą i macochą
Saphira napisał/a:

Uważam, że bardzo fajnie się zachowaliście i Mortisha i tata małej. Ona na pewno była przerażona, że stłukła ten flakonik i miała wyrzuty sumienia. A ze odkupiła sama, fakt, że za zgodą i w konspiracji z tatą - patrząc obiektywnie, bardzo fajnie, że tak ją wsparł w tej sytuacji - to tylko dobrze o niej świadczy.

A ja uważam, że mała nauczyła się, że tatuś ją wyratuje z każdej opresji. Tylko jeśli faktycznie było jej przykro to może ją powstrzymać od podobnych wybryków, ale to zależy od wrażliwości dziecka. Zakazany owoc w końcu kusi najbardziej. Ważne Mortisha czy Ty jesteś zadowolona?
Z drugiej strony, mój też lubi rozpieszczać swoje dzieci i uważam, że tym je psuje. Jestem pewna, że widząc moją reakcję robi to tak bym się nie dowiedziała. Ex ciągle mu wytyka, że za mało łoży na dzieci, zna jego słaby punkt, a on przecież chce być dobrym ojcem. Wnerwia mnie to, ale on od zawsze pieniędzmi starał się zrekompensować jej swoją nieobecność w domu z powodu pracy.

1 977

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

A ja uważam, że mała nauczyła się, że tatuś ją wyratuje z każdej opresji.

Oraz, że macoszkę można robić w balona za przyzwoleniem i z udziałem tatusia. Jak dla mnie słaba lekcja - o ile faktycznie ojciec brał w tym udział a teraz się wypiera. Bo być może mortisha nic takiego nie zaszło, a kobieca intuicja Cię myli wink

1 978

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

A ja uważam, że mała nauczyła się, że tatuś ją wyratuje z każdej opresji.

zazdrosna13-mąż nie wyręcza cór z kazdej opresji,,wczesniej takiej sytuacji nie było,dla mnie to coś nowego,a jak byly inne "przeskrobania" to wcale sie z nią nie cackał,i i jestem daleka od powiedzenia,że ją rozpieszcza,czy kryje.Zawsze mi daje wolna ręke do wychowawczych krokow,bez podważania zdania
W tej sytuacji co opisalam zalagodzil konflikt,moje nerwy,bo byly takie że az iskry lecialy,i zapewne nie chcial ciagnąc tej gestej atmosfery.Do tej pory nie wiem,czy to on dal jej pieniazki, ale domniemam ,że tak
Pewnie ,że też mogło by tak zostac odebrane jak piszesz,i w polemike nie ma co w tym wypadku wchodzić,ale raczej  nie widzialam w jego oczach usprawiedliwienia do córki,bo jasno i konkretnie wyglosil swoje zdanie,że istotnie zxawiniła, ruszając coś,co mówilam że ma bez pozowlenia nie brać,i tu ją zganił

metaksa napisał/a:

Oraz, że macoszkę można robić w balona za przyzwoleniem i z udziałem tatusia. Jak dla mnie słaba lekcja....

metaksa-mozliwe,nie bede sie wypierac, dlatego kilkukrotnie tutaj napisalam,że nie wiem czy,to że kary nie dostala to bylo dobre pusuniecie wychowacze,czy tez zle ,że "tylko" skonczylo sie na dłuugiej powaznej rozmowie, nie bede sie wyklocac ani wybielać żadnej stronya tym bardziej Pchły bo jakby nie patrzec, zrobila coś zakazanego.
Może tak być jak piszecie,że zostalo to zobrazowane,że wiedźmakowatą można robic w balona z udziałem tatusia,,ale też moze tak byc jak obiecala ze już nast razu nie bedzie,i faktycznie tą lekcje wychowawcza wziela sobie do serca.Tym bardziej jak autentycznie zapowiedzialam,że nast razem łapy ucinam wink

W kazdym bądź razie,na dwoje babka wrózyła z dzieciakami zwłaszcza w tym szczeniackim wieku.
Bronić w żadnym wypadku nie mam zamiaru,bo swoją przekornoscią tez potrafią zaleźc za skóre, ale chyba to jest już taki dzieciecy "urok",czasami incydentalny a niekiedy regularny  hmm hmm

1 979 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-11-07 14:20:14)

Odp: Być drugą i macochą

Czas pokaże smile

mortisha napisał/a:

Tym bardziej jak autentycznie zapowiedzialam,że nast razem łapy ucinam

Ostrzeżenia musza być realne, w przypadku braku możliwości ich realizacji tracimy na autorytecie. Tak wiem, zauważyłam uśmiech, jednak nie mówiłabym tak dziecku.

1 980

Odp: Być drugą i macochą

Nie obraźcie się... ale brzmicie jak prawdziwe macochy rodu z Królewny i 7 krasonoludków - okrutne.

To tylko dziecko i jeszcze dziecko - bez przesady! Zaraz tam się nauczyło, że tatuś z opresji wyciąga, że macochę można robić w balona!
Miała zakaz, nie posłuchała, popsuła i to nie koniec świata.
Była rozmowa z macochą, była rozmowa z tatą - trzeba założyć że młoda się zreflektowała, dostrzegła swój błąd i się poprawi. Jeśli zdarzy się to znów, wtedy należy powziąć bardziej radykalne kroki, typu brak kieszonkowego, jakaś kara!
Ale nie róbcie z dzieciaka wyrafinowanego i podłego potwora! Owszem, potrafią takie być i się wyładowywać i robić non stop na złość i wbrew wszystkim, ale to chyba nie w tym przypadku.

Ważne by dziecko poczuło, że jest rozumiane. Ok - kusiło cię, wzięłaś, popsułaś i co - trzeba ponieść konsekwencje. Jeśli nawet tato pomógł z kasą, bo to droga rzecz, to następnym razem pójdzie ze świnki i koniec rozmowy.
I jestem przekonana, że tata przed pomocą wytłumaczył i wyjaśnił o co chodzi, a nie dał kasę bez słowa i po sprawie.

Więcej optymizmu smile

1 981

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, jestem w szoku, mojemu przyznano syna, matka sama złożyła wniosek, by ojciec przejął opiekę nad dzieckiem. Wiem, mówiłyście, że może to nam wiele ułatwić, ale nie spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy. Młody ma zamieszkać z nami od już, jestem przerażona, obawiam się, że nasze życie wywróci się do góry nogami.

1 982

Odp: Być drugą i macochą

wywróci na pewno pytanie czy na lepsze czy na gorsze...uszy do góry...dasz sobie radę.

1 983

Odp: Być drugą i macochą

OMG, zazdrosna, wyrazy współczucia wink Ile on ma lat, bo nie pamiętam?

1 984

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

wywróci na pewno pytanie czy na lepsze czy na gorsze...uszy do góry...dasz sobie radę.

Dziękuję macocha:)
A jak Twoje obawy przed wprowadzaniem własnych metod wychowawczych?
Ja z młodym mojego obchodzę się jak z jajkiem. Z jednej strony wymagam tyle, co od własnych dzieci, a z drugiej zdaję sobie sprawę, że chłopcu też jest trudno. Jakaś obca baba nagle żąda, by sprzątał koło siebie, szykował sobie śniadanie, pilnował nauki i o normalnej godzinie chodził spać, do czego nie był przyzwyczajony.
Spędzałam już z nim cały dzień, bez jego ojca, ale w razie przypadkowej konfrontacji z matką, też nie wiem jak bym się zachowała, jestem przecież nikim dla tego dziecka.
Wydaje mi się, że ex mojego nie będzie się wtrącać, bo praktycznie porzuciła syna, gdyż nie akceptował go jej partner.

metaksa
młody ma 12 lat, jest bardzo grzeczny, wręcz wycofany, więc na zapas nie będę się martwić. Mój chce częściowo zrezygnować z pracy na rzecz opieki nad synem, więc nie wiem jak to się wszystko ułoży.  Są plusy i minusy, zobaczymy.

1 985

Odp: Być drugą i macochą

wywróci na pewno pytanie czy na lepsze czy na gorsze...uszy do góry...dasz sobie radę.
Dziękuję macocha:)

Każde dziecko wywraca życie...a już obce dziecko wywraca je razy dwa :-) ale mówie masz nas i faceta i na pewno będzie ok...choć nie oznacza to , że będzie lekko.Jednak my macochy mamy chyba też siłę razy 2 skoro wlazłyśmy w taki zwiazek :-)


A jak Twoje obawy przed wprowadzaniem własnych metod wychowawczych?
Ja z młodym mojego obchodzę się jak z jajkiem. Z jednej strony wymagam tyle, co od własnych dzieci, a z drugiej zdaję sobie sprawę, że chłopcu też jest trudno. Jakaś obca baba nagle żąda, by sprzątał koło siebie, szykował sobie śniadanie, pilnował nauki i o normalnej godzinie chodził spać, do czego nie był przyzwyczajony.

U mnie od samego początku nie było z tym kłopotu..może dlatego, że mała była bardzo mała kiedy ja się pojawiłam a może dlatego, że kochamy się z małą jak biologicznie związane ...ostatnio ze łzami w oczach pytała czy może mówić do mnie mamo...więc kiedy wymagam mała się nie buntuje :-)
Spędzałam już z nim cały dzień, bez jego ojca, ale w razie przypadkowej konfrontacji z matką, też nie wiem jak bym się zachowała, jestem przecież nikim dla tego dziecka.
Wydaje mi się, że ex mojego nie będzie się wtrącać, bo praktycznie porzuciła syna, gdyż nie akceptował go jej partner.


o fuck...nie akceptował partner i zostawiła dziecko?? to miano rodzicielki nie matki jej się należy...I owszem jesteś dla tego dziecka kimś bo poświęcasz mu swój czas, bo oddajesz się , bo się troszczysz i opiekujesz, to ze nie urodziłaś nie znaczy, ze jesteś nikim.A konfrontacji z matką unikaj ( wiem z doświadczenia) że tak jest zdrowiej.

1 986

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki macocha , jestem wdzięczna za każde słowo otuchy. Gratuluję kontaktu z małą, niektóre kobiety mają chyba taki dar, poza tym z małą dziewczynką jest chyba prościej, niż z chłopcami, którzy zawsze będą dla mnie z ?innej planety?.
Na szczęście moje wielokrotne tłumaczenia mojemu, by trochę odpuścił w braniu do nas dzieci dały szybki skutek. Młody pokrzyżował matce plany kilkakrotnie i pozbyła się problemu, współczuje mu. Ostatnio proponowaliśmy mu wspólne zamieszanie i chłopiec nie był zdecydowany, bo szkoła, koledzy, a u nas obowiązki, nowy dom. Biedne dziecko.

1 987

Odp: Być drugą i macochą

Ja wychodzę z założenia, że te "nakazy" nabiorą znaczenia w przyszłości.U nas jest dyscyplina ale dzięki temu dziecko gdy jest u nas umie się zachować adekwatnie do sytuacji...gdy wraca od mamy pierwsze chwile zachowuje się jak "małpa w kąpieli".Tak jak mówisz relacje mamy dobre bo obie jesteśmy dziewczynami, bo z małym dzieckiem jest prościej niż ze starszym..no i może mi też troszkę pomaga fakt, że ja nie mam swoich dzieci a ją kocham jak swoją...

1 988

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, tylko razem i równym frontem z Twoim M i dacie radę:) Trzymamy kciuki:)

1 989

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki Alutka,
Mój M nie ma wyjścia, po pół roku wspólnego mieszkania, praktycznie na głowę zwalił mi się jego syn.

1 990

Odp: Być drugą i macochą

zazdrosna13-- jak mnie mnie męza mały diabeł do grobu nie wpedził jeszcze, to czyli co cie nie zabije to Cie wzmocni wink
I to prawda, to co mnie zamiast załamac tak ze bym uciekala jak nie drzwiami to oknami,to jedynie wzmocnilo ,uodpornilo, zawsze czlowiek sam sie w nowych sytuacjach zaskakuje , i odkrywa ,czesto pozytywnie
Moze byc ci momentami ciezko,choc wcale tak nie musi byc,ale jesli bedziesz miala wsparcie i oparcie w swoim mezczyznie (mezu?), bez podwazania twojej osoby czy glosu to tylko do przodu  gladko bedzie szło
Najwazniejsze abys nie nastawiala sie wrogo do tego chlopca,ani nie dawala sie poniesc emocjom,jak cos bedzie "nie tak",bo jemu napewno tez cięzko z tą nową sytuacją bedzie lub juz jest.

1 991

Odp: Być drugą i macochą

Będzie dobrze:) U nas też praktycznie mała jest cały czas i niekiedy to przypomina wojnę, często gęsto podjazdową:D No ale co, radę dać trzeba. Pewnie że bywa trudno ale kto powiedział że będzie łatwo?:)

1 992

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuję Dziewczyny, jesteście kochane smile Fajnie jest wyżalić się komuś, kto jest w podobnej sytuacji.

Poznając mężczyznę z dziećmi, założyłam, że one mają swoją matkę, której ja nie mam zamiaru zastępować. Mój M potwierdził, że nie oczekuje ode mnie, że będę im matkować.
Teraz wychodzi na to, że młodego matka praktycznie porzuciła, a że ojciec dużo pracuje, więc zostałam wrobiona w opiekę nad nim. Niby tylko na jakiś czas, później wszystko się zmieni jak M spłaci swoje zobowiązania, chłopak też rośnie. Tylko, że ja nie chcę żyć przyszłymi obietnicami, kiedy obecne nie są dotrzymywane.
Ze spędzaniem czasu tylko we dwoje zawsze były problemy, najpierw były to sporadyczne wypady, później jeden wieczór w tygodniu, a teraz dawno, dawno nic. Nawet jak zaplanujemy godzinę lub dwie to zawsze ten czas wypełnią nam jego dzieci, z którymi jest mu trudno się rozstać. Fakt mój M pracuje naprawdę dużo i tego czasu wolnego jest naprawdę niewiele. Ostatnio zaproponowałam wypad do Aquaparku, zaznaczyłam, że bez dzieci, później dowiedziałam się, że dzieci wzięły tak na wszelki wypadek kąpielówki, a teraz słyszę, że już im obiecał i one nie odpuszczą. Powiedziałam mu, że mogą sobie iść sami, bo mi nie o to chodziło.

Mój M czyta książki ?Jak być dobrym tatą?, nie widząc, że problem zaczyna narastać w naszym związku. Zastanawiam się, czy nie powinniśmy zamieszkać osobno, jednak czuję, że tego nie przetrwamy, z prostej przyczyny ? braku czasu.
Muszę postawić warunki zaraz na początku, nie wiem nawet czego żądać, by było to realne. Takie rozmowy nic nie wnoszą, a bywało że kończą się na krótko rozstaniem. Dzieci też się przyzwyczajają i nie chcę ich narażać na przykre rozczarowania, ale trzeba myśleć o sobie.
Przed nami diametralne zmiany, mój M rezygnuje z jednej pracy, ogranicza godziny w drugiej. Młodego trzeba przenieść do bliższej szkoły i tu wchodzi kwestia zameldowania u mnie.
Znajomi zaczynają przebąkiwać o zalegalizowaniu naszego związku. Kocham mojego M, ale nie o takim życiu marzyłam, a czuję, że jak zgodzę się na ślub to nic się nie zmieni. Mój M mówił coś o intercyzie, dla mojego bezpieczeństwa, nie znam wszystkich szczegółów, ale nie podoba mi się to. To w końcu mój M w kilka dni zarabia tyle, co ja przez miesiąc.
Dziś wieczorem wychodzimy na kawę, czuję, że bez łez się nie obejdzie.

1 993

Odp: Być drugą i macochą

nie jestm macochą, ale moja kuzynka jest, jego dzieci jej nie lubia... wiec ma ciezko, ale za to mojej mamy przyjaciolka swietnie sie dogaduje z jego dziecmi i jest szczesliwa macocha:)

1 994

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, i jak bylo na kawie? Obylo sie bez lez?

U nas na tapecie problemy w szkole. A konkretnie tabliczka mnozenia, ktora sama nie chce wejsc do glowy. Przy okazji wyszlo tez bezstresowe wychowanie i wyreczanie we wszystkim (np. maja 8 lat a niania ciagle je karmi, zeby bylo szybciej...). Te dzieci wszystko maja, wiec nie ma za bardzo juz co im obiecac za dobre oceny. Wiec eksia wziela sie na sposob i zaczela odbierac przywileje typu ipod, ipad, psp, ps3 i inne cuda wianki za ktorymi ja nie nadazam. Okazalo sie, ze nic to nie dalo, bo mala jest tak uparta, ze nie to nie, i nikt jej nie bedzie mowil co ona ma robic. Doszlo ponoc do tego, ze po tygodniu takich przepychanek eksia nie wytrzymala i zdzielila mala po pysku. Takze zaczyna sie robic hardcorowo.

Moj M niby chce w tym wszystkim uczestniczyc, kladzie malej do glowy, ale sam mi powiedzial, ze ona mu tylko naobiecuje, ze sie poprawi, a tak naprawde robi swoje. Nie ma na nia mocnych. Matka juz nie daje rady - zreszta ona nie jest przyzwyczajona, od malego zostawiala dzieci z niankami, wiec teraz jak sie obudzila, to juz jest ciut poznawo i ciezko jej te dzieci ogarnac. Ojciec (czyli M) widzi dzieci kilka razy w roku i jak sam mowi, nie jedzie tam, zeby z nimi walczyc - czyli mloda znow robi co chce, bo tak to by musiala byc non stop draka.

Przyznam sie Wam, ze mu wspolczuje. Nie wiem co bym zrobila w takiej sytuacji. Jak pomoc corce, gdzie jest granica miedzy zmuszaniem do obowiazkow a znecaniem sie nad nia. Jak zmotywowac takiego malego uparciucha? A moze odpuscic? Jestescie bardziej doswiadczone, moze macie jakies sprawdzone patenty? wink

1 995 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-11-26 11:19:01)

Odp: Być drugą i macochą

Tak, udało się jakoś ustalić plan na najbliższe dni. Uważam, że nie ma co wychodzić w przyszłość, bo to zbyt duże zmiany, lepiej posuwać się małymi kroczkami. Muszę Wam powiedzieć, że ta sytuacja jest dla mnie bardzo stresująca. Zastanawiam się jakich nieprzyjemności mogę spodziewać się ze strony ex mojego M. Ona na razie w ogóle nie interesuje się synem, spakowała mu tylko kilka rzeczy. Chłopiec też nie zna całej prawdy, ale to chyba lepiej dla niego. Żal mi jest jego, widać, że tęskni za matką, ale nosi mnie jak młody do niej dzwoni. Poświęcam mu czas, uwagę, troskę, dostosowuję swoje życie, a zdaję sobie sprawę, że nie równam się nawet do wyrodniej, ale matki. Dzieci z reguły rzadko okazują wdzięczność i uważają, że wszystko im się należy, więc to nic nowego.
Mam nadzieję, że wszystko się ułoży w ciągu najbliższych dni. Na razie ex M robi problemy, by przenieść młodego do bliższej szkoły i ten dojeżdża godzinę w jedną stronę, co dokłada nam zmartwień.
Rodzice mojego M, ofiarowali mi wsparcie, ale zarazem widzę, że mają w stosunku do mnie duże oczekiwania jako do kobiety. Prawda jest taka, że nie mam wyjścia. Mój wczoraj mi powiedział, że związałam się z nieodpowiednim człowiekiem, fakt kosztuje mnie to wiele nerwów, wyrzeczeń i cierpliwości, oby starczyło mi sił.

metaksa jest sposób na liczenie tabliczki mnożenia na palcach, wystarczy opanować technikę, w necie są informację na ten temat. Na pewno warto, by nauka nie była przykrym obowiązkiem, ale stała się frajdą, zabawą. Tabliczki mnożenia można uczyć nie tylko w domu nad książkami, ale również będąc na spacerze. Poza tym większe efekty osiąga się chwaleniem za drobne postępy, by dziecko uwierzyło, że potrafi opanować materiał i widziało natychmiastowe efekty.

1 996

Odp: Być drugą i macochą

metaksa  - to co napisalas o małej i opornosci przed matematyką, to wypisz wymaluj przechodzilam to na wlasnej skorze z naszą pchłą,i do tej pory ile trzeba sie natargowac, nagadac aby zasiadla do zadan to glowa mała
Nasza akurat nie miala problemow z mnozeniem,ale ogolnie z rozwiązywaniem równan,no taka zaparta, w "po co", "pozniej", "zaraz",az krewsie gotuje
Teraz chodzi do 4 klasy i doszly nawiasy,połówki z przecinkami, powoli  ułamki i to wystarczy.
Kategoryczny bląd byl,jak pisalam tutaj dosyc oprzernie, jej nauczycielka calkwicie dala doopy,nic ne tlumaczyła, i prowadzila tak lekcje,ze dziecko w domu musialo dochodzic,co skąd sie wzielo,zmienilismy jej klase aby miala inna nauczycielke, i oceny lepsze bo Pani lepiej tlumaczy,chociaz pracuje z dziecmi,a nie wyrzywa sie przy tablicy
Lecz sam fakt, jak jest pora aby juz wkoncu oderwala sie od swoich rozrywek ,i zasiadla do zadan no diabla za skorą dostaje, przeciez wiadomo ,ze lepiej bawic sie na pdoworku,niz ślęczec nad rownaniami, i jedna wielka katorga,by szanowną Madan do biureczka zaprosić
Co sie przechodzilo to głowa mała,nerwy w roznej postaci-i rzucanie zeszytami o sciane, kopanie w łózko, i patrzenie sie w sufit,gdy sie jej cos tlumaczy, i strajki,bo ją to nudzi i nie ma zamiaru do tego przysciąśc to nie zlicze jakie apogeum z durnej matematyki potrafi urządzić.Poprostu tryska wkur....em,że nie chce tego zrozumiec,bo szkoda jej wielce cennego czasu i to jesty glupie jak to argumentuje .Ohhhhh ..para z uszu leci i to jak.:o
Lecz jak trzeba ,to trzeba ostro i konkretnie ją stonowac,(bez zadnej agresji) a nieraz to tak gladko idzie,bez breweri

Co do twojej pasierbicy, musisz ze swoim facetem pogadac, aby jakos porozmawial z matką małej, ze zadne wrzaski, bicie w zyciu nie pomoą ani nie zmotywują, a jeszce bardziej mala bedzie w zaparte iść. Nagoroda nie ma byc materialna , ale taka czysto psychiczna, w tym motywowanie, chwalenie, pokazanie jak sie jest z niej dumnym,ze chociaz sie stara,próbuje cos zrozumiec.Przytulenie, buziak, usciskanie to jest dla dziecka nagroda
Nie wolno malej przy obliczaniu poganiac, pospieszac, nerwowo sie zachowywac, bo ją to dekoncentruje,i za nic w swiecie sie nie bedzie potragfila skupic.
Owszem matka ma prawo wymagac od corki wykonywania obowiazkow,ale powinna robic to w taki sposob by malą zachęcac i motywowac, dopingowac,a nie stosować rekoczyny,krzyki,czy jakies obelgi ,bo takim sposobem nic nie wskóra a pogorszy hmm

Cos mi sie zdaje, ze chyba dziewczyny( matka i corka)nie maja wytworzonej do siebie nawzajem  silnej wiezi i poprawnych relacji,ze jedna i druga nie mają do siebie nabytego szacunku.A dziecko im starsze tym bardziej potrafio być pamietliwe i gniewne sad

1 997

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Cos mi sie zdaje, ze chyba dziewczyny( matka i corka)nie maja wytworzonej do siebie nawzajem  silnej wiezi i poprawnych relacji,ze jedna i druga nie mają do siebie nabytego szacunku.A dziecko im starsze tym bardziej potrafio być pamietliwe i gniewne sad

Wydaje mi sie, ze masz duzo racji w tym stwierdzeniu. Tak jak wspomnialam, dzieci od poczatku zostawiane byly z niankami, z babcia, a matka zajeta byla kariera i swoimi sprawami. I teraz wychodza kwiatki. I tez wydaje mi sie, ze bedzie coraz gorzej wraz z uplywem czasu. Ciekawa jestem jak oni ja ogarna jak mloda bedzie w wieku nastoletnim. Oho, to sie dopiero bedzie dzialo!

Ja poczytalam troche w necie o tym mnozeniu i zapodalam mojemu pare przykladow (wlasnie jak na palcach policzyc), sciagnelam jakas gre, znalazlam strone www gdzie tez dzieci sie ucza przez zabawe, ale moj twierdzi ze eksia chce, zeby sie mloda nauczyla na pamiec, a nie jakims sposobem czy zabawa. W takim razie pozostaje zyczyc powodzenia wink Mala jest uparta rownie jak ex, takze trafila kosa na kamien - pozabijaja sie, a nie naucza sie tej tabliczki w zyciu big_smile

Na jakims forum wyczytalam, ze teraz w ogole nastaly dziwne czasy, w ktorych rodzice boja sie wlasnych dzieci. Boja sie im "narazic", boja sie, ze dziecko bedzie niezadowolone. Tak wiec pozwalaja im na wszystko, kupuja co tylko zapragna. Nie zdaja sobie sprawy, ze zderzenie z rzeczywistoscia nastapi wczesniej, niz im sie wydaje...

1 998

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

ale moj twierdzi ze eksia chce, zeby sie mloda nauczyla na pamiec, a nie jakims sposobem czy zabawa.

Jak będzie powtarzać wielokrotnie, nie ważne jakim sposobem to i tak w końcu wyuczy się na pamięć. W atmosferze zabawy po prostu lepiej wchodzi do głowy, szczególnie jak dziecko naukę uznaje za coś złego i ma blokadę psychiczną.

1 999

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, myślę, że przed tobą faktycznie trudne chwile adaptacji do nowej sytuacji. Pomyśl jednak co przeżywa ten mały...Opuściła go matka, wybrała faceta zamiast syna! Nawet jeśli on nie wie na pewno co sie stało, to jestem przekonana, że czuje...dziecko ma niesamowity 6 zmysł. Moja rada jest taka: bądź sobą. Nie napinaj sie aby go niańczyć, aby mu coś wynagradzać, nie staraj się żeby cie lubił. Po prostu postępuj z nim tak, jak bys sama chciała być traktowana w jego sytuacji. Serdeczność, życzliwość i niewymuszona troska działają cuda, naprawdę. Rozumiem, że nie potrafisz pokochać cudzego dziecka, ale na pewno możesz je polubić. Poznaj jego swiat, rozmawiaj z nim, pożartuj, niech poczuje sie przy tobie swobodnie. Wtedy często okazuje sie ze dziecko staje sie oddane i posłuszne. Naprawdę mało jest takich, które nie docenią dobrego traktowania. A że nigdy rangą nie dorównasz matce? Nie jestes jego mamą...jakkolwiek bardzo go ta kobieta skrzywdziła on zawsze będzie na nia czekał. Wspieraj w nim tę wiare ze  może mieć dobre relacje z mamą, wyrażaj sie o niej dobrze. Uwierz, że nic tak nie wzbudzi jego szacunku do ciebie jak Twój szacunek do jego mamy. Będzie dobrze, dacie radę!

2 000

Odp: Być drugą i macochą
koma5 napisał/a:

Niestety, w życiu Waszych facetów są dzieci i musicie sie z tym pogodzić.

"Widziały gały, co brały" - takie przysłowie chyba wyjaśnia wszystko.

Ojciec odszedł, ale ma swoje obowiązki i koniec! Nie widzę powodu, aby była żona musiała oszczędzać kochanego tatuśka tylko dlatego, że zostawił ją z małym dzieckiem i odszedł do drugiej kobiety.

I tutaj zgadzam się .
Wyjaśnię , dlaczego, dużo czytam postów tych "drugich" żon, konkubin, partnerek ( jak zwał tak zwał). To zadziwiające, jak jesteście podobne do tych "pierwszych" żon..Jedna i druga chce ( ex chciała) mieć faceta na wyłączność/ własność i zaczyna się przeciąganie liny..coś z gatunku .." teraz on jest mój..mój mój a ty już go miałaś i wynocha z mojej piaskownicy "...jedna gra dziećmi druga strzela focha i rozpacza jakie to jego dzieci są wredne ( bo mnie nie akceptują - no chyba nie mają obowiązku, my też kogoś lubimy a kogoś nie..)  i jak ta pierwsza go wykorzystuje.
Moje drogie Panie, życie z facetem który już ma dzieci i zobowiązania - wymaga kobiety o silnym charakterze..no niestety to tak jak życie w rodzinie Mormonów..( z tą różnicą, że wasz obecny partner nie sypia ze swoją ex). Jego ustawowym obowiązkiem jest opieka nad dziećmi, i pomoc przy jego wychowywaniu...USTAWOWYM OBOWIĄZKIEM ( w prawie polskim jest to napisane) !!! Więc nie bardzo rozumiem, skąd te lamenty..i wieszaniu psów na byłą żonę ? Ona egzekwuje ( no cóż, czasem jak komornik) zapisy w prawie.
Co by Panie powiedziały o kobiecie, która zostawiała dzieci i odeszła do innego faceta a jej ex maż wymagał aby również zajęła się dziećmi i pomogła mu je wychować ? ...Ona zła a on anioł ..Jej nowy facet powinien to zrozumieć ..to niedopuszczalne, że robi jej jakieś wymówki, musi to zaakceptować w końcu jest ona matką !! grzmiałyby wpisy..no a jak jest odwrotnie poczytajcie rady poniżej...co za hipokryzja i stary "Patriarchalizm" :-)

2 001

Odp: Być drugą i macochą
Beata_Ann napisał/a:

W swoim zacietrzewieniu zapomniałaś o jednej rzeczy NIE WSZYSTKIE TE KOBIETY SĄ PRZYCZYNĄ ROZWODU FACETA!!! Odróżnij łaskawie kochankę (dla której facet zostawił rodzinę) od kobiety, która spotkała go gdy był wolny!
Poczytaj ze zrozumieniem!!!!  I czasami jest tak, że to właśnie byłej żonie serio odbija i gra dziećmi!!!

2 002

Odp: Być drugą i macochą
Beata_Ann napisał/a:
koma5 napisał/a:

Niestety, w życiu Waszych facetów są dzieci i musicie sie z tym pogodzić.

"Widziały gały, co brały" - takie przysłowie chyba wyjaśnia wszystko.

Ojciec odszedł, ale ma swoje obowiązki i koniec! Nie widzę powodu, aby była żona musiała oszczędzać kochanego tatuśka tylko dlatego, że zostawił ją z małym dzieckiem i odszedł do drugiej kobiety.

I tutaj zgadzam się .
Wyjaśnię , dlaczego, dużo czytam postów tych "drugich" żon, konkubin, partnerek ( jak zwał tak zwał). To zadziwiające, jak jesteście podobne do tych "pierwszych" żon..Jedna i druga chce ( ex chciała) mieć faceta na wyłączność/ własność i zaczyna się przeciąganie liny..coś z gatunku .." teraz on jest mój..mój mój a ty już go miałaś i wynocha z mojej piaskownicy "...jedna gra dziećmi druga strzela focha i rozpacza jakie to jego dzieci są wredne ( bo mnie nie akceptują - no chyba nie mają obowiązku, my też kogoś lubimy a kogoś nie..)  i jak ta pierwsza go wykorzystuje.
Moje drogie Panie, życie z facetem który już ma dzieci i zobowiązania - wymaga kobiety o silnym charakterze..no niestety to tak jak życie w rodzinie Mormonów..( z tą różnicą, że wasz obecny partner nie sypia ze swoją ex). Jego ustawowym obowiązkiem jest opieka nad dziećmi, i pomoc przy jego wychowywaniu...USTAWOWYM OBOWIĄZKIEM ( w prawie polskim jest to napisane) !!! Więc nie bardzo rozumiem, skąd te lamenty..i wieszaniu psów na byłą żonę ? Ona egzekwuje ( no cóż, czasem jak komornik) zapisy w prawie.
Co by Panie powiedziały o kobiecie, która zostawiała dzieci i odeszła do innego faceta a jej ex maż wymagał aby również zajęła się dziećmi i pomogła mu je wychować ? ...Ona zła a on anioł ..Jej nowy facet powinien to zrozumieć ..to niedopuszczalne, że robi jej jakieś wymówki, musi to zaakceptować w końcu jest ona matką !! grzmiałyby wpisy..no a jak jest odwrotnie poczytajcie rady poniżej...co za hipokryzja i stary "Patriarchalizm" :-)

Wiesz...tylko, że mój M marzy o tym aby ex pozwoliła mu wykonywać jego obowiązki względem dziecka. Mylisz się sądząc, że większość ojców uchyla się od odpowiedzialności, często jest właśnie tak, że oni bardzo pragną zajmować się jak najwięcej swoimi pociechami a mama owych dzieci robi wszystko by to utrudniać.

2 003

Odp: Być drugą i macochą
Beata_Ann napisał/a:

[
"...jedna gra dziećmi druga strzela focha i rozpacza jakie to jego dzieci są wredne ( bo mnie nie akceptują - no chyba nie mają obowiązku, my też kogoś lubimy a kogoś nie..)

Bardzo uogólniasz, ja np. nie narzekam, że pasierby wredne. Swoją drogą to ciekawe, że od macochy najchętniej wymaga się, aby traktowała i kochała dzieci męża jak swoje własne. A czy od swoich dzieci nasi mężowie też wymagają, aby kochali nas jak matki i wołali na nas "mamo"? wink Bo póki co nie słyszałam o takim przypadku wink

Po drugie uogólniasz, że to facet porzuca żonę - a przecież wcale nie zawsze tak jest.

2 004

Odp: Być drugą i macochą
batszeba napisał/a:
Beata_Ann napisał/a:

W swoim zacietrzewieniu zapomniałaś o jednej rzeczy NIE WSZYSTKIE TE KOBIETY SĄ PRZYCZYNĄ ROZWODU FACETA!!! Odróżnij łaskawie kochankę (dla której facet zostawił rodzinę) od kobiety, która spotkała go gdy był wolny!
Poczytaj ze zrozumieniem!!!!  I czasami jest tak, że to właśnie byłej żonie serio odbija i gra dziećmi!!!

Wolny? Wolny od czego i kogo? ..bo nie rozumiem? Czy wolnym nazywasz faceta, który jest rozwiedziony urzędowo? Bo dla mnie wolny facet to taki, który wchodzi w związek bez żadnych zobowiązań wobec innych osób ..szczególnie dzieci...Odbijanie psychiczne ex żony ? W jakiej kwestii? W tej, że chce równouprawnienia w opiece nad dziećmi..? Mężczyzna może odejść od kobiety ale nie od dziecka. Jeśli ojciec ma silne relacje z dziećmi to nie rozumiem dlaczego ma je zniszczyć ? w imię czego i kogo? Co najbardziej drażni kobiety w drugich związkach..kontakty obecnego partnera z jego ex? Czego one się tak faktycznie boją? Może zamiast się skupiać na otoczeniu ( ex, dzieci z pierwszego małżeństwa) skupią się na ich związku z tym facetem..co takiego faktycznie ich połączyło i gdzie to "uciekło" skoro życie z nim zaczęło ich drażnić i szukają winy lub przyczyny wokół? Przecież po pierwszym spotkaniu facet nie zaciągnął jej do urzędu i obrączki na palec nie wcisnął..musiał minąć czas zanim powiedziały TAK ?

2 005

Odp: Być drugą i macochą

Bo to jest tak: jeśli zajmuję się młodym jak należy, dbam o niego, karmię zdrowo, odrabiam z nim lekcje, rozmawiam i czytam to tak jakby mój psi obowiązek, ale jednocześnie jesli chciałabym przyjść na komunię, odwiedzic go gdy jest chory w domu matki (ona nas odwiedzała), czy tez zajść po niego do szkoły ( bo np ojciec akurat nie może) to już ABSOLUTNIE NIE bo kim ja jestem? Przecież obcą osobą!
Ale jeśli bym nie dbała o młodego, jeść mu nie dawała, nie odzywała do niego słowem i czułby się u nas obco to zaraz by ex okrzyknęła jaka ze mnie jędza.
Jesli ktoś chce znaleźć punk zaczepienia do pretensji, to zawsze go znajdzie.

2 006

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Na jakims forum wyczytalam, ze teraz w ogole nastaly dziwne czasy, w ktorych rodzice boja sie wlasnych dzieci. Boja sie im "narazic", boja sie, ze dziecko bedzie niezadowolone. Tak wiec pozwalaja im na wszystko, kupuja co tylko zapragna. Nie zdaja sobie sprawy, ze zderzenie z rzeczywistoscia nastapi wczesniej, niz im sie wydaje...

Ja to nawet na zadnym forum nie musze wyczytwac, ja to widze co rusz,gdy wystawie nosa poza dom.Na dworze,w markecie, w restauracji,w kinie, i gdzie sie da
Tak to jest,ze w wychowaniu brak jakichkolwiek zakazow czy nakazow bo dziecko sie zdenerwuje, ale niestety przez takie wychowanie w otoczeniu spolecznym dziecku fundujemy kolosalny stres bo raptem z czym nowym nieznanym sie styka, jakim prawem ktos mu cos zabrania.Bezstrseowe wychowanie funduje takim dzieciom o wiele wiekszy stres i jedną niewiadomą ,co inni od nich chcą.


Beata_Ann napisał/a:

Co by Panie powiedziały o kobiecie, która zostawiała dzieci i odeszła do innego faceta a jej ex maż wymagał aby również zajęła się dziećmi i pomogła mu je wychować ? ...Ona zła a on anioł ..Jej nowy facet powinien to zrozumieć ..to niedopuszczalne, że robi jej jakieś wymówki, musi to zaakceptować w końcu jest ona matką !! grzmiałyby wpisy..no a jak jest odwrotnie poczytajcie rady poniżej...co za hipokryzja i stary "Patriarchalizm" :-)

No ,cos tu dzwoni,ale nie wiadomo gdzie i skąd smile Jestem w zwiazku z mezczyzną,ktory ma dziecko z poprzedniego ,nieudanego związku,i to on dziecko wychowywał sam ,be zniczyjej pomocy.Jego exsia nigdy nie poczuwala sie do roli matki, i nią nie byla,nawet na reke bylo jej ,ze ma odebrana prawa rodzicielskie,nie protestowala w zadnym wypadku.
Niestety alimentow na dziecko nie łozy,i w sumie nawet nie wiadomo gdzie sie podziewa,w jakiej czesci swiata jest.
Obce osoby ,ktore dowiadywaly sie ze ojciec samotnie wychowuje dziecko, a matka nie utrzymuje kontaktow z dzieckiem, to pierwsze co ludziom niektórym przychodziło na mysl..coz takiego On jej zrobił, ze postanowila "uciec" od niego i  porzucic wlasne dziecko, robili odgórnie z krowy ofiare,i jakies teorie spiskowe.Ojciec dziecka od narodzin corką sie zajmowal, wychowywal, matka nawet palcem, nie kiwnela, i jak tylko mogla to dała nogi.

I szczerze powiem, ze nawet sie ciesze ,że exsia w nasze zycie sie nie wpierdziela, nie robi prania mózgu dziecku, nie nastawia przeciwko kobiecie ojca jak to bywa.I zrobila męzowi, jak i dziecku, wielką przysluge ,że jej osoba nie uczestniczy w ich zyciu ,bo sporo by nerwow zszargała.Jest to typ kobiety,ktora nigdy w zyciu nie powinna sie rozmnazac
Beata -zanim ogórne jakies insynuacje tutaj napiszesz, to warto bardziej zagłębic sie w temat,a nie cytowac czyjes slowa daawno napisane  wyrwane z kontekstu

2 007

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:
Beata_Ann napisał/a:
koma5 napisał/a:

Niestety, w życiu Waszych facetów są dzieci i musicie sie z tym pogodzić.

"Widziały gały, co brały" - takie przysłowie chyba wyjaśnia wszystko.

Ojciec odszedł, ale ma swoje obowiązki i koniec! Nie widzę powodu, aby była żona musiała oszczędzać kochanego tatuśka tylko dlatego, że zostawił ją z małym dzieckiem i odszedł do drugiej kobiety.

I tutaj zgadzam się .
Wyjaśnię , dlaczego, dużo czytam postów tych "drugich" żon, konkubin, partnerek ( jak zwał tak zwał). To zadziwiające, jak jesteście podobne do tych "pierwszych" żon..Jedna i druga chce ( ex chciała) mieć faceta na wyłączność/ własność i zaczyna się przeciąganie liny..coś z gatunku .." teraz on jest mój..mój mój a ty już go miałaś i wynocha z mojej piaskownicy "...jedna gra dziećmi druga strzela focha i rozpacza jakie to jego dzieci są wredne ( bo mnie nie akceptują - no chyba nie mają obowiązku, my też kogoś lubimy a kogoś nie..)  i jak ta pierwsza go wykorzystuje.
Moje drogie Panie, życie z facetem który już ma dzieci i zobowiązania - wymaga kobiety o silnym charakterze..no niestety to tak jak życie w rodzinie Mormonów..( z tą różnicą, że wasz obecny partner nie sypia ze swoją ex). Jego ustawowym obowiązkiem jest opieka nad dziećmi, i pomoc przy jego wychowywaniu...USTAWOWYM OBOWIĄZKIEM ( w prawie polskim jest to napisane) !!! Więc nie bardzo rozumiem, skąd te lamenty..i wieszaniu psów na byłą żonę ? Ona egzekwuje ( no cóż, czasem jak komornik) zapisy w prawie.
Co by Panie powiedziały o kobiecie, która zostawiała dzieci i odeszła do innego faceta a jej ex maż wymagał aby również zajęła się dziećmi i pomogła mu je wychować ? ...Ona zła a on anioł ..Jej nowy facet powinien to zrozumieć ..to niedopuszczalne, że robi jej jakieś wymówki, musi to zaakceptować w końcu jest ona matką !! grzmiałyby wpisy..no a jak jest odwrotnie poczytajcie rady poniżej...co za hipokryzja i stary "Patriarchalizm" :-)

Wiesz...tylko, że mój M marzy o tym aby ex pozwoliła mu wykonywać jego obowiązki względem dziecka. Mylisz się sądząc, że większość ojców uchyla się od odpowiedzialności, często jest właśnie tak, że oni bardzo pragną zajmować się jak najwięcej swoimi pociechami a mama owych dzieci robi wszystko by to utrudniać.

Widocznie Twój M, tak do końca nie zamknął/ wyjaśnił ze swoją ex tematu związanego z jego byłym związkiem..stąd ta "wojna" ( tylko wydaje nam się, że poznałyśmy sekrety swego partnera a on nam jak na spowiedzi wszystko obiektywnie przedstawił, cała sytuację etc - może nie wiesz o wielu rzeczach o tych niuansach jakie były przyczyna dlaczego się rozstali, znasz tylko relację jego, pewnie nie usiedliście w trójkę i nie rozmawialiście). Przez kobietę ( jego ex) może przemawiać , żal..nienawiść..różnie, bo każdy człowiek jest różny i w sytuacjach ekstremalnych reaguje tak jak podpowiada mu serce, rzadko kiedy kieruje się rozumem..

2 008

Odp: Być drugą i macochą
Beata_Ann napisał/a:
batszeba napisał/a:
Beata_Ann napisał/a:

W swoim zacietrzewieniu zapomniałaś o jednej rzeczy NIE WSZYSTKIE TE KOBIETY SĄ PRZYCZYNĄ ROZWODU FACETA!!! Odróżnij łaskawie kochankę (dla której facet zostawił rodzinę) od kobiety, która spotkała go gdy był wolny!
Poczytaj ze zrozumieniem!!!!  I czasami jest tak, że to właśnie byłej żonie serio odbija i gra dziećmi!!!

Wolny? Wolny od czego i kogo? ..bo nie rozumiem? Czy wolnym nazywasz faceta, który jest rozwiedziony urzędowo? Bo dla mnie wolny facet to taki, który wchodzi w związek bez żadnych zobowiązań wobec innych osób ..szczególnie dzieci...Odbijanie psychiczne ex żony ? W jakiej kwestii? W tej, że chce równouprawnienia w opiece nad dziećmi..? Mężczyzna może odejść od kobiety ale nie od dziecka. Jeśli ojciec ma silne relacje z dziećmi to nie rozumiem dlaczego ma je zniszczyć ? w imię czego i kogo? Co najbardziej drażni kobiety w drugich związkach..kontakty obecnego partnera z jego ex? Czego one się tak faktycznie boją? Może zamiast się skupiać na otoczeniu ( ex, dzieci z pierwszego małżeństwa) skupią się na ich związku z tym facetem..co takiego faktycznie ich połączyło i gdzie to "uciekło" skoro życie z nim zaczęło ich drażnić i szukają winy lub przyczyny wokół? Przecież po pierwszym spotkaniu facet nie zaciągnął jej do urzędu i obrączki na palec nie wcisnął..musiał minąć czas zanim powiedziały TAK ?

ja się już wcale nie dziwię, dlaczego założyłaś sąsiedni wątek big_smile  Odszedł od Ciebie facet do innej kobiety i nie interesuje się dziećmi? To rozmów się z tym facetem przede wszystkim...

2 009 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-11-27 16:01:29)

Odp: Być drugą i macochą
Beata_Ann napisał/a:

[
"...jedna gra dziećmi druga strzela focha i rozpacza jakie to jego dzieci są wredne ( bo mnie nie akceptują - no chyba nie mają obowiązku, my też kogoś lubimy a kogoś nie..)

Hmmmm.Nie bede zaprzeczac, ze tak bwya w niektorych rodzinach,ale akurat w moi przypadku,zadnego teatrzykowania, czy fochów nie ma do dziecka.I jesli tak bylo, ze PC(pasierbica vel.Pchła)  brzydko sie zachowala, nie ładnie cos odpwiedziala, nie wazne do kogo, czy to do mnie, czy obcej osoby,czy to do ojca to chyba oczywistem faktem jest ,ze mozna zwrócic dziecku uwage, aby tak nie robiło, czy nie mowiło,bo to jest brak szacunku.
Jesli ja dziecko szanuje, poswiecam caly swoj wolny czas, dbam o nią, troszcze sie, to jest oznaka,że tez czegos oczekuje,, nie o tyle wdziecznosci, ale pokazania ,że widzi ile ktos z siebie daje.Nigdy nie wymagałam, ze dziecko odrazu mnie pokocha, bo to absurd, ale  zawsze dązylam do przyjacielskiego ukladu.Mam takie same prawa wychowawcze jak mąz do corki,bez podziału
No wiec już nie przesadzaj, nawet biol.rodzic ,jesli nie jest zaslepiony  nie zawsze  akceptuje "wredne" zachowanie  ich dziecka do kogos,bo tak nie mozna.Brak akceptacji bym zrozumiala, ale nie wrednosci,zlosliwosci, czy chamstwa

2 010

Odp: Być drugą i macochą
batszeba napisał/a:
Beata_Ann napisał/a:
batszeba napisał/a:

W swoim zacietrzewieniu zapomniałaś o jednej rzeczy NIE WSZYSTKIE TE KOBIETY SĄ PRZYCZYNĄ ROZWODU FACETA!!! Odróżnij łaskawie kochankę (dla której facet zostawił rodzinę) od kobiety, która spotkała go gdy był wolny!
Poczytaj ze zrozumieniem!!!!  I czasami jest tak, że to właśnie byłej żonie serio odbija i gra dziećmi!!!

Wolny? Wolny od czego i kogo? ..bo nie rozumiem? Czy wolnym nazywasz faceta, który jest rozwiedziony urzędowo? Bo dla mnie wolny facet to taki, który wchodzi w związek bez żadnych zobowiązań wobec innych osób ..szczególnie dzieci...Odbijanie psychiczne ex żony ? W jakiej kwestii? W tej, że chce równouprawnienia w opiece nad dziećmi..? Mężczyzna może odejść od kobiety ale nie od dziecka. Jeśli ojciec ma silne relacje z dziećmi to nie rozumiem dlaczego ma je zniszczyć ? w imię czego i kogo? Co najbardziej drażni kobiety w drugich związkach..kontakty obecnego partnera z jego ex? Czego one się tak faktycznie boją? Może zamiast się skupiać na otoczeniu ( ex, dzieci z pierwszego małżeństwa) skupią się na ich związku z tym facetem..co takiego faktycznie ich połączyło i gdzie to "uciekło" skoro życie z nim zaczęło ich drażnić i szukają winy lub przyczyny wokół? Przecież po pierwszym spotkaniu facet nie zaciągnął jej do urzędu i obrączki na palec nie wcisnął..musiał minąć czas zanim powiedziały TAK ?

ja się już wcale nie dziwię, dlaczego założyłaś sąsiedni wątek big_smile  Odszedł od Ciebie facet do innej kobiety i nie interesuje się dziećmi? To rozmów się z tym facetem przede wszystkim...

No kulą w płot.. niestety, interesuje mnie ten temat, wiele osób z mojego otoczenia się rozwodzi ( jakiś cholerny trend) . Przyczyny są różne on zostawił żonę i dzieci dla innej ( i mam sytuację taką jak napisałam w poprzednim wątku), albo ona rozbiła małżeństwo z dzieckiem ( i problemy takie jak w tym wątku) itp. a ja pośrodku. Z jedną i drugą znamy się długo..więc wypadałoby wysłuchać i poznać opinię i znaleźć jakiś złoty środek na to zacietrzewienie jednej na ex męża a drugiej na ex żonę :-)

2 011

Odp: Być drugą i macochą

A tak gwoli ukazania jak to często widzi nasz społeczeństwo...Oto wypowiedz jednej pani na forum, która pokazuje macoszce jej miejsce:

"Dziecko mieszka i zyje na co dzień z mamą. Jeśli mama ma drugiego męża, który uczestniczy w wychowaniu dziecka to siłą rzeczy ? jest członkiem rodziny tzw. ?zrekonstruowanej?, ale jednak rodziny. Ty bartas ? owszem - jesteś partnerką taty, ale w wychowaniu tego dziecka czynnego udziału nie bierzesz. Jesteś ciocią ?z doskoku? ? taka prawda."

Ciekawy tok rozumowania, nieprawdaż?

2 012

Odp: Być drugą i macochą

Wiesz, Beata_Ann nie interesują mnie personalne zagrywki pomiędzy ex a moim M. Jaki to powinno mieć wpływ na relacje ojca z dzieckiem? Żadne! Słabe to tłumaczenie : "bo ex kieruje sie złością." Więc co? Ma prawo maltretować własne dziecko z tego powodu? Nie masz pojęcia jak ten chłopiec cierpi z powodu jej zawiści. A za rozpad zwiazku ponoszą odpowiedzialność prawie zawsze dwie osoby (nie licząc sytuacji ekstremalnych takich jak poważne nałogi, znęcanie się itp)

2 013

Odp: Być drugą i macochą

"No kulą w płot.. niestety, interesuje mnie ten temat, wiele osób z mojego otoczenia się rozwodzi ( jakiś cholerny trend) . Przyczyny są różne on zostawił żonę i dzieci dla innej ( i mam sytuację taką jak napisałam w poprzednim wątku), albo ona rozbiła małżeństwo z dzieckiem ( i problemy takie jak w tym wątku) itp. a ja pośrodku. Z jedną i drugą znamy się długo..więc wypadałoby wysłuchać i poznać opinię i znaleźć jakiś złoty środek na to zacietrzewienie jednej na ex męża a drugiej na ex żonę :-)"


W takim razie zacznij czytać i pisać ze zrozumieniem.

2 014

Odp: Być drugą i macochą
batszeba napisał/a:

"No kulą w płot.. niestety, interesuje mnie ten temat, wiele osób z mojego otoczenia się rozwodzi ( jakiś cholerny trend) . Przyczyny są różne on zostawił żonę i dzieci dla innej ( i mam sytuację taką jak napisałam w poprzednim wątku), albo ona rozbiła małżeństwo z dzieckiem ( i problemy takie jak w tym wątku) itp. a ja pośrodku. Z jedną i drugą znamy się długo..więc wypadałoby wysłuchać i poznać opinię i znaleźć jakiś złoty środek na to zacietrzewienie jednej na ex męża a drugiej na ex żonę :-)"


W takim razie zacznij czytać i pisać ze zrozumieniem.

Faktycznie, moje odpowiedzi mogą być kontrowersyjne, i nie wynika to z tego, że czytam jak twierdzisz bez zrozumienia, tylko dlatego, że nie zawsze zgadzam się z tym co jest przedstawiane w poście..

2 015

Odp: Być drugą i macochą

A ja się cofnę w czasie...

Mój osobisty niewierny odszedł od NAS do innej kobiety,która ma dzieci mniej wiecej w wieku moich...

Z dnia na dzień zostałam sama ze wszystkim,z siedmiolatkiem tęsknącym,płaczącym,moczącym się w nocy z lekcjami,byłam mama i tata,nauczyłam sie grać w piłkę,chodzę na mecze,oglądam mecze,kibicuję ulubionej druzynie dziś dziesięciolatka...Nauczyłam sie układac lego,sklejac samoloty,grąc w Fifę...Musiałam się nauczyć...

Córka byla akurat w klasie maturalnej...Do szkoły pociągiem,na korki woziłam ja...Znpwu musiałam sie nauczyć wielu rzeczy,szybko sobie przypomniałam biologię...

Kilka miesięcy z mojego zycia wyglądało tak;

Wstawałam o piątej,szybko z wychodziłam z psem,robiłam śniadanie dla dzieciaków,biegłam [pod prysznic,gdzie piłam filiżanke kawy...
6.00--córkę wiozłam na pociąg
6.30 byłam z powrotem w domu,pakowałam młodego do auta i podzrzucałam na świetlicę szkolną
6.50 meldowałam się w pracy

Plan się rujnował jak np.młodemu zachciało sie ....KUPĘ.byłam spózniona do pracy...
14.35 wsiadałam znowu w auto i odbierałam synka ze szkoły
ok 15 byliśmy w domu,razem wychodziliśmy z psem
mieliśmy czas do 16.30 ,żeby odrobic lekcje...
O 17.byłam juz na dworcu po córke
szybko do domu,córka obiad,na 17.45 -korki z chemi
zawoziłam ją i wracałam po młodego,bo ten na 18.30 miał trening
córkę odbierałam z korków,synla z trenicgu...

Było około 20-j...Dzieciaki szły z psem....
Synek do wanny,bajka-miałam szczęscie,zasypiał od razu...
Córka nauka do pólnocy,wiadomo,dobrze zdana matura,dobre studia..te wymarzone...
Ja gotowanie...na kilka dni,nauczyłam się mrozić...
Zakupy robiłam po 22-j w Tesco,czynne do pólnocy
około pólnocy miałam jeszcze jakieś zajęcia,ogarnąc dom,z grubsza,prasowanie...
Pralkę nasatwiałam na 4 rano i wieszałam pranie natychmiast po obudzeniu,oszczędzałąm czas....
Zasypiałam o pierwszej,drugiej,po to,żeby o piatej wstac...

Wekendy to spanie do siódmej,mogłam soobie na to pozwolić...Potem nadrabianie zaległości domowych,do 9 zdążałam obrobic ogórdek,albo odgarnąc śnieg--w zależności od pory roku

Potem śniadanie z dziećmi....Nadrabianie w rozmowie całego tygodnia...
Kino,teatr,basen,kręgle,turniej synka,mecze,zajęcia córki....

Nauczyłam się tak zoraganizować czas,że moja doba miała co najmniej 36 godzin,była jak z gumy...
Wszystko zapisane,na lodówce kartka,na która każdy z nas wpisywała co trzeba kupić,zakupy ciuchowe dla dzieciaków tez zaplanowane z wyprzedzeniem...Zwolnienia na chorego synka TYLKO  JA.

Prosiłam o pomoc niewiernego,zawsze ją tylko deklarowała,z dziećmi widywała się sporadycznie.
Pewnego dnia nie wytrzymałam,uregulowała sądownie kontakty synka z ojcem,zgodziłam się na wszystko,co chciał niewierny,zawsze idę mu na rękę,nie ma problemu...Oddałam dobrowolnie częśc RODZICIELSKICH obowiązków,nie dawałąm sama rady...
Niewierny nie był zadowlony,kiedyś mi wykrzyczałą,że zorganizowałam mu cały wolny czas....Nie ma czasu na prywatne życie...

Zaskoczyłam go,powiedziłąm,że nie mam nic przeciw,żeby spędzał czas z synem i z Damą oraz jej dziećmi,wyszłam z założenia ,że dla dziecka jest lepiej,kiedy widzi,że ojciec jest szczęsliwy...Niewiernego zamurowało...

Dziś;

Bardzo pilnuję ustalonych sądownie kontaktów,nie robię trudności w zmianie planów,dzonię kiedy młody jest chory,kiedy ma sukces,albo problem,z prawdziwą przyjemnością,oddałam częśc rodzicielską dotyczącą treningów,odrabiania lekcji,turnieji...
NIe mam żadnych skrupułów ,że syn jedzie do ojca(nie znaczy to,że do Damy,bo do Babci),mam czas dla siebie...

Przez pierwsze kilka razy odsypiałam,potem nauczyłam ,że czas dla mnie,to czas dla mnie...
Idę do kosmetyczki,kina,spotykam się z ludzmi,albo najnormalniej siedzę w wannie...

Syn jest szczęśliwy,ma ojca...Ojciec mniej,ale dopóki synek go potrzebuje ja dopilnuję,żeby dawał mu swój czas....

I naprawdę nie mam nic przeciw ,żeby spędzali czas z Damą i jej dziećmi,niech jadą razem na wekend,na wakacje...

Odkąd w moim życiu jest Pan Iks,co prawda wekendowo,jak to mówią dzieci,nabrałam do swoich Latorosli ogromnego szacunku.Mówią do niego po imieniu,zapytali czy mogą,nie traktują go jak ojca,ale jak człowieka,który ma u nich autorytet.

Nie ma dla nich problemu,że jest w domu w wekend,już nie pytaja kiedy będzie,tylko o której....

A Dama???
Wiedziała że niewierny ma dzieci,wiedziała,że ojcostwo to przywilej...Nie wiedziała tylko,że ja chętnie sie podzielę rodzicielskimi obowiązkami...

Przez kilka miesięcy byłam TYLKO mamą,szoferem,praczką,korepetytorem,sprzataczką,kucharką,psychologiem,trenerem piłki...Nie planowałam nigdy samotnego macierzyństwa...Nie dałam sobie sama rady,dlatego przypomniałam OJCU o jego przywileju,tak -ojcostwo to przywilej,obowiązek to jest alimentacyjny...

I teraz jestem szczęśliwa,dzieci też,a szczęście niewiernego i jego pani niewiele mnie obchodzi....




Napisałam to z punktu widzenia kobiety,która zostaje sama z dziećmi,której nie dano mozliwości wyboru,za którą wybór podjął ktoś inny,ktoś,kto miał prawo do szczęścia...

Zapomniał tylko,że Ja tez mam takie prawo....

Posty [ 1 951 do 2 015 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 29 30 31 32 33 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026