A ja się cofnę w czasie...
Mój osobisty niewierny odszedł od NAS do innej kobiety,która ma dzieci mniej wiecej w wieku moich...
Z dnia na dzień zostałam sama ze wszystkim,z siedmiolatkiem tęsknącym,płaczącym,moczącym się w nocy z lekcjami,byłam mama i tata,nauczyłam sie grać w piłkę,chodzę na mecze,oglądam mecze,kibicuję ulubionej druzynie dziś dziesięciolatka...Nauczyłam sie układac lego,sklejac samoloty,grąc w Fifę...Musiałam się nauczyć...
Córka byla akurat w klasie maturalnej...Do szkoły pociągiem,na korki woziłam ja...Znpwu musiałam sie nauczyć wielu rzeczy,szybko sobie przypomniałam biologię...
Kilka miesięcy z mojego zycia wyglądało tak;
Wstawałam o piątej,szybko z wychodziłam z psem,robiłam śniadanie dla dzieciaków,biegłam [pod prysznic,gdzie piłam filiżanke kawy...
6.00--córkę wiozłam na pociąg
6.30 byłam z powrotem w domu,pakowałam młodego do auta i podzrzucałam na świetlicę szkolną
6.50 meldowałam się w pracy
Plan się rujnował jak np.młodemu zachciało sie ....KUPĘ.byłam spózniona do pracy...
14.35 wsiadałam znowu w auto i odbierałam synka ze szkoły
ok 15 byliśmy w domu,razem wychodziliśmy z psem
mieliśmy czas do 16.30 ,żeby odrobic lekcje...
O 17.byłam juz na dworcu po córke
szybko do domu,córka obiad,na 17.45 -korki z chemi
zawoziłam ją i wracałam po młodego,bo ten na 18.30 miał trening
córkę odbierałam z korków,synla z trenicgu...
Było około 20-j...Dzieciaki szły z psem....
Synek do wanny,bajka-miałam szczęscie,zasypiał od razu...
Córka nauka do pólnocy,wiadomo,dobrze zdana matura,dobre studia..te wymarzone...
Ja gotowanie...na kilka dni,nauczyłam się mrozić...
Zakupy robiłam po 22-j w Tesco,czynne do pólnocy
około pólnocy miałam jeszcze jakieś zajęcia,ogarnąc dom,z grubsza,prasowanie...
Pralkę nasatwiałam na 4 rano i wieszałam pranie natychmiast po obudzeniu,oszczędzałąm czas....
Zasypiałam o pierwszej,drugiej,po to,żeby o piatej wstac...
Wekendy to spanie do siódmej,mogłam soobie na to pozwolić...Potem nadrabianie zaległości domowych,do 9 zdążałam obrobic ogórdek,albo odgarnąc śnieg--w zależności od pory roku
Potem śniadanie z dziećmi....Nadrabianie w rozmowie całego tygodnia...
Kino,teatr,basen,kręgle,turniej synka,mecze,zajęcia córki....
Nauczyłam się tak zoraganizować czas,że moja doba miała co najmniej 36 godzin,była jak z gumy...
Wszystko zapisane,na lodówce kartka,na która każdy z nas wpisywała co trzeba kupić,zakupy ciuchowe dla dzieciaków tez zaplanowane z wyprzedzeniem...Zwolnienia na chorego synka TYLKO JA.
Prosiłam o pomoc niewiernego,zawsze ją tylko deklarowała,z dziećmi widywała się sporadycznie.
Pewnego dnia nie wytrzymałam,uregulowała sądownie kontakty synka z ojcem,zgodziłam się na wszystko,co chciał niewierny,zawsze idę mu na rękę,nie ma problemu...Oddałam dobrowolnie częśc RODZICIELSKICH obowiązków,nie dawałąm sama rady...
Niewierny nie był zadowlony,kiedyś mi wykrzyczałą,że zorganizowałam mu cały wolny czas....Nie ma czasu na prywatne życie...
Zaskoczyłam go,powiedziłąm,że nie mam nic przeciw,żeby spędzał czas z synem i z Damą oraz jej dziećmi,wyszłam z założenia ,że dla dziecka jest lepiej,kiedy widzi,że ojciec jest szczęsliwy...Niewiernego zamurowało...
Dziś;
Bardzo pilnuję ustalonych sądownie kontaktów,nie robię trudności w zmianie planów,dzonię kiedy młody jest chory,kiedy ma sukces,albo problem,z prawdziwą przyjemnością,oddałam częśc rodzicielską dotyczącą treningów,odrabiania lekcji,turnieji...
NIe mam żadnych skrupułów ,że syn jedzie do ojca(nie znaczy to,że do Damy,bo do Babci),mam czas dla siebie...
Przez pierwsze kilka razy odsypiałam,potem nauczyłam ,że czas dla mnie,to czas dla mnie...
Idę do kosmetyczki,kina,spotykam się z ludzmi,albo najnormalniej siedzę w wannie...
Syn jest szczęśliwy,ma ojca...Ojciec mniej,ale dopóki synek go potrzebuje ja dopilnuję,żeby dawał mu swój czas....
I naprawdę nie mam nic przeciw ,żeby spędzali czas z Damą i jej dziećmi,niech jadą razem na wekend,na wakacje...
Odkąd w moim życiu jest Pan Iks,co prawda wekendowo,jak to mówią dzieci,nabrałam do swoich Latorosli ogromnego szacunku.Mówią do niego po imieniu,zapytali czy mogą,nie traktują go jak ojca,ale jak człowieka,który ma u nich autorytet.
Nie ma dla nich problemu,że jest w domu w wekend,już nie pytaja kiedy będzie,tylko o której....
A Dama???
Wiedziała że niewierny ma dzieci,wiedziała,że ojcostwo to przywilej...Nie wiedziała tylko,że ja chętnie sie podzielę rodzicielskimi obowiązkami...
Przez kilka miesięcy byłam TYLKO mamą,szoferem,praczką,korepetytorem,sprzataczką,kucharką,psychologiem,trenerem piłki...Nie planowałam nigdy samotnego macierzyństwa...Nie dałam sobie sama rady,dlatego przypomniałam OJCU o jego przywileju,tak -ojcostwo to przywilej,obowiązek to jest alimentacyjny...
I teraz jestem szczęśliwa,dzieci też,a szczęście niewiernego i jego pani niewiele mnie obchodzi....
Napisałam to z punktu widzenia kobiety,która zostaje sama z dziećmi,której nie dano mozliwości wyboru,za którą wybór podjął ktoś inny,ktoś,kto miał prawo do szczęścia...
Zapomniał tylko,że Ja tez mam takie prawo....