netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 189 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 27 28 29 30 31 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 821 do 1 885 z 8 269 ]

1 821

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Impreza komunijna bez ojca dziecka? Może dla wielu ludzi wydaje się to dziwne...ale nie dla niektórych...Wspaniała ex uważa, że M nie ma prawa przyjść na imprezę, nie zamierza robić jej wspólnie, nie przyjmuje do wiadomości, że dziecku będzie niesamowicie przykro, że tylko mama i część rodziny ze strony mamy będzie z nim wspólnie świętowała. A dlaczego? Bo ona nie chce widzieć gęby byłego, bo ona nie życzy sobie żeby babcia ze strony ojca była obecna...Żenada normalnie...

Mój też przez to przeszedł, byliśmy oboje w kościele (młody prosił żebym przyszła, podobnie jak chłopak matki) jego ex zrobiła scenę przed kościołem, kiedy chcieliśmy zrobić chłopcu zdjęcia z obojgiem rodziców, aż mały się rozpłakał. Ogrom nerwów, ja trzymałam się raczej na uboczu, wiedząc, że to święto dziecka, ale byłoby mi przykro gdybym z kościoła musiała sama wracać, bo nie jestem mile widziana. W końcu mój też odwołał rezerwację w restauracji, bojąc się, że ex sama zabierze dziecko, a na jej imprezę nie dostał zaproszenia i na przyjęciu nie było nikogo z rodziny ojca. W końcu dzieciak miał 2 przyjęcia w 2 terminach. Szkoda gadać, że tak zachowują się dorośli ludzie.

1 822

Odp: Być drugą i macochą

a ja już sama nie wiem co jest lepsze...czy ex która nie chce widzieć gęby byłego czy taka która jednego dnia napisze "spier..." a następnego dnia na konie wspólnie zaprasza....tak przynajmniej człowiek wie na czym stoi....

1 823

Odp: Być drugą i macochą

Ja i tak mam komunię swojej córy w tym samym terminie (chodzą do tej samej szkoły wiec i parafia ta sama), wiec nie zamierzam się pchać na to przyjęcie. Ale jak pomyśle, jak mojemu M bedzie przykro że wszyscy rodzicie ze swoimi dziećmi a on jak ten wyrzutek bedzie mógł z syna wziąc dopiero jak jaśnie pani pozwoli, np wieczorem...a co na to dzieciak? Jakie to bedzie dla niego przykre i smutne przeżycie...
"a ja już sama nie wiem co jest lepsze...czy ex która nie chce widzieć gęby byłego czy taka która jednego dnia napisze "spier..." a następnego dnia na konie wspólnie zaprasza....tak przynajmniej człowiek wie na czym stoi..."
no faktycznie taka schizofrenia jest straszna! Widać babka ma duuuuże problemy ze sobą

1 824

Odp: Być drugą i macochą

Witam Drogie Panie,

jak miło, że jeszcze mnie pamiętacie smile czytam od czasu do czasu nowinki na forum i och... ciężkie to wszystko...
Emocje raz na górze raz na dole i tak w kółko.
Ex nie udało się pozbyć - o szczegółach pisała nie będę, ale jeszcze długa walka przed nami. Zastanawiam się czy mam do tego siłę...
Ogólnie rozterki życia codziennego przytłaczają. Próbujemy sobie jakoś radzić, ale często też między nami dochodzi do spięć, z tytułu ciągłego, nieprzerwanego stresu sad
Dzieciaków nadal szkoda. Nie wiem i nie rozumiem co taka matka ma w głowie. Jak można dzieciom robić taką krzywdę! Co to za matka jest w ogóle?
Zdaje sobie sprawę, że to wszystko kwestia czasu - oni w końcu rosną i mają swoje oczy... Ale czy wytrwamy?
Ta kobieta sama robi sobie krzywdę i będzie za to surowo płaciła. M i jego postępowanie w końcu odniesie sukcesy, tylko to "w końcu" to może jeszcze kilka lat trwać.

Apropo komunii - ja to przeszłam bez udziału w niej. Na szczęście jako tako się dogadali i była ona wspólna z rodziną z obu stron. Dziwna atmosfera, ale młody był w miarę zadowolony. Jednak nie potrafię pojąć jak te baby mogą tak ranić uczucia swoich pociech.

Zazdrość - pojawia się do dziś a już trochę minęło. Na szczęście mój facet ma do mnie cierpliwość pod tym względem i tłumaczy mi odpowiednio wiele swoich przemyśleń czy odczuć. Najbardziej podobało mi się, że on chce mieć prawdziwy związek i kochającą kobietę i rodzinę a nie substytut rodziny - co już miał.

Dziękuję za pozdrowienia i również mocno was ściskam!

1 825

Odp: Być drugą i macochą

Saphira, słabo Cię kojarzyłam, więc pozwoliłam sobie wrócić do Twoich wcześniejszych postów. Mam pytanie, czy poznałaś w końcu jego dzieci?

I kolejne pytanie, otwarte, do wszystkich: czy Wasi rodzice wiedzą, że on ma dzieci? Jak zareagowali na taki stan rzeczy?

1 826

Odp: Być drugą i macochą

Tak, poznałam. My jesteśmy oficjalnie razem i dzieci mnie znają i o mnie wiedzą. Co prawda przez mamuśkę mają co innego do głowy kładzione, ale jakoś dają radę. Sami się przekonują co i jak.

U mnie jest tak samo jak u zazdrosnej - starszy jest za ojcem, młodszy idzie na ślepo za mamusią. Tato zły i wszystko co złe to przez niego, a mamusia biedna ofiara, która strasznie cierpi i jest pokrzywdzona, w związku z czym nadaje na tatę równo i oczernia go jak może, próbując robić wszystko by dzieci czuły to samo co ona, by nie chciały do niech wychodzić, by nie dzwoniły, nie chwaliły się swoimi sukcesami... gorzej jak w lekcjach są problemy, bo mamusia średnio wykształcona... Ogólnie jak coś nie idzie i mamusia pomóc nie umie to wtedy o tatusiu się pamięta. No i kiedy widzą się ze mną to jest dramat - ogólnie koniec świata, bo ja fajna i miła jestem.

Duuużo cierpliwości trzeba na to wszystko, a moje nerwy są na skrawku wyczerpania.

Pytanie odnośnie rodziców - tak wiedzą i wiedzieli od początku i mówili że to ciężki i trudne i będzie trwało latami... ale jednocześnie widzieli, jak fajnie nam razem, jak się kochamy, jak jesteśmy szczęśliwi... to że nie wyszło mu, nie znaczy że już nie może ułożyć sobie życia. A ja w końcu dorosła jestem, więc decyduje sama i to moje życie i moje problemy...
Oczywiście nie raz przejdzie mi przez myśl :mamo, miałaś rację - nie daje już rady. Bo na początku wszystko miało iść zgodnie z moimi wyobrażeniami, a im bardziej w środku się jest, tym bardziej ma się dość i zastanawiasz się czy on jest tego wart... czasami chciałabym, żeby ich nie było, żeby zniknęli; czasami żeby to już nabrało jakiejś ogłady i stabilności; jeszcze innym razem by ich po prostu zabrać i próbować jakoś to sobie układać bez walniętej czarownicy; a czasami sama chciałabym zniknąć smile
Gigantyczne emocje, często sprzeczne ze sobą - a ten mój jakoś wytrzymuje smile

W moim przypadku ten rok to jakiś dramat - porażka jedna za drugą, ciągle coś się komplikuje, nie wychodzi, przeistacza... normalnie nic zgodnie z planami i założeniami - no nic. Więc przestałam planować... Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Co ma być to będzie! A jak przez kolejne kilka miesięcy nie zacznie się coś zmieniać to chyba wrzucę na luz, bo ileż można... Jesteś silna, ale powoli przestaję mieć siłę na bycie silną.

1 827

Odp: Być drugą i macochą

Jestem przerażona jak czytam co niektóre eks potrafią wyczyniać.
U nas jest spokój jeśli chodzi o eks. Przestała wydzwaniać, jeśli chce się wyżyć to pisze sms;-)
ostatnio dowiedzieliśmy się ciekawostki. Otóż zdaniem eks po rozstaniu było "spoko"! spoko??? krzyki, wrzaski, wyzwiska, ograniczony kontakt z dzieckiem to jest spoko??
W moim słowniku to słowo ma inne znaczenie.

Jak zareagowali moi rodzice? Hmm.. Nie komentowali mojego wyboru (chyba, że między sobą). Postanowili poznać mojego faceta i teraz bardzo Go lubią.
Z mojego rodzicami też mam dobry kontakt. Chyba mnie lubią, a już na pewno cieszą się, że ich syn układa sobie życie na nowo.

Jeśli chodzi o mnie to bywa różnie.. W środku jestem wrakiem.. ale przed wszystkimi udaję, że jest ok. Psychicznie wykańcza mnie ta sytuacja. Niekiedy mam wrażanie, że nie jestem sobą. Czasami zachowuję się zupełnie inaczej niż przed tym związkiem.
A najbardziej nienawidzę w sobie chęci kontrolowania wszystkiego w obawie, że zostanę oszukana;-(

Pozdrawiam.

1 828 Ostatnio edytowany przez MariannaM (2012-10-15 17:00:26)

Odp: Być drugą i macochą

Ja z moją matką mam raczej chłodne relacje...ale o dziwo jakoś dosyć łatwo przyjęła fakt istnienia syna mojego M. W sumie to nawet chyba go lubi i jest dla niego miła.
A wiecie...z tymi ex....to porażka. Ja już sama nie wiem jak to nazwać. O co tym kobietom chodzi? O zemstę? Chęć kontroli? I tak cierpi dziecko...Najgorsze, że mozna sobie gardło zedrzeć tlumacząc, pertraktując, odnosząc się do wyższych wartości i NIC. Wiem ze nie ma lekko. My, macochy jesteśmy w to uwikłane chcąc nie chcąc i często jeszcze na nas się skupia ogromna część impetu z jakim uderza ex. To chyba wręcz zoologiczna niechęc do drugiej samicy, do tej, która zajęła jej terytorium. A najśmieszniejsze, ze często nie ma to nic wspólnego z miłoscią. Mojego M ex nie kocha od lat a może nawet nigdy nie kochała. Od samego początku miała postawę roszczeniową a dziecko stanowiło jej własność i było zabezpieczeniem statusu materialnego. Aż tu nagle sługa się wymknął spod kontroli i w dodatku próbuje dochodzić swoich praw w sądzie. Ba, śmie twierdzić, że ma prawo opiekować się synem na równi z matką! Kto by pomyślał. Należy więc niszczyć ich więź, okłamywac kogo się da, plątać, motać, snuć intrygi...
Czasami też się zastanawiam w co ja się wpakowałam:) Nie jest lekko, nie raz mam serdecznie dosyć, ale jednocześnie bardzo mi zależy na mojej rodzinie, no i pojawi sie nasz wspólny bobas, wiec staram sie nie dręczyć czarnymi myślami.
Bardziej się martwie o M. Rozwód sam w sobie jest dla niego stresujący, ale najbardziej boli go próba odunięcia go od syna. Wcześniej często nie udawało mu sie dodzwonić do młodego, teraz z kolei ex wymyśliła nową perfidię: tzw. tworzenie pokus. Ponieważ w obecności pani psycholog zobowiązała sie umożliwić ich kontakt telefoniczny(wcześniej twierdziła, że to jej niesamowicie dezorganizuje życie) więc młody faktycznie odbiera tel. o umówionej godzinie, ale zawsze o dziwo jest zajęty czymś bardzo atrakcyjnym. A to akurat pozwoliła mu oglądać bajkę, albo grać na kompie, a to wychodzi do kolegi a to z kolei musi jeść kolację ( to mniej atrakcyjne ale ciężko się raczej wtedy rozmawia). Oczywiście nie musze tłumaczyć jak trudno jest dziecku zrezygnować z bajki nawet na rzecz pogadania z ukochanym tatą (szczególnie ejśli nie pozwalano mu na to cały dzień). Próbuje wiec maluch rozbić uwagę na dwoje,ale oczywiście jest przywieszony na TV i M rezygnuje.O tym aby mógł zadzwonić np 30 min później, gdy chłopiec skończy już swoje zajęcie nie ma mowy. Jej odpowiedz: "chciałes na tę godzinę, to się trzymajmy ustaleń. Widocznie on nie ma ochoty z tobą rozmawiać." Smutne, lecz prawdziwe.
Tak wiec pomimo pełni praw rodzicielskich i braku ustalenia kontaktów przez sąd (bóg jaśnisty raczy wiedzieć kiedy sąd ruszy szacowną dupę w tym temacie) ojciec nie może w tygodniu zabierać syna na noc ("to bardzo szkodliwe dla dziecka, dziecko musi mieć jedno GNIAZDO") a jedynie na kilka godz po szkole 2 razy w tygodniu i co drugi weekend. Nie może również uczestniczyć w ważnych wydarzeniach w życiu syna ("Nie zamierzam oglądać Twojej gęby"), nie wolno mu odwiedzać syna pod szkołą, jeśli to nie jest akurat dzień M ("nie życze sobie żeby syn sądził, że przyszedłeś po niego bo MA IŚĆ ZE MNĄ"), nie wolno mu również interesować się zdrowiem syna ("nie twoja sprawa czy byliśmy u lekarza").
W momencie gdy M się sprzeciwia to wychodzi na pieniacza, nikt jakoś nie rozumie dlaczego sie tak złości, przecież ma kontakt  z synkiem a tak w ogóle to najlepiej nich sobie da spokój,przecież będzie miał "nowe dziecko". A ex surowo karze za sprzeciw...awantura, szarpanie, agresja, wyzwiska, plucie jadem no i przede wszystkim tresowanie dziecka. Więc M kładzie uszy po sobie i się boi zrobić ruch aby syn nie oberwał. Bo przecież wiadomo, że ona raniąc dziecko rani w ten sposób M. Cel osiągnięty...a że kosztem własnego syna? "Chłopak jest zmanipulowany przez ojca, dlatego tęskni". Taaaa....

1 829

Odp: Być drugą i macochą

Marianno jak wygląda sprawa rozwodowa?? Oni już są po czy w trakcie??
Msatko błogosławię sąd i sędzinę a może najbardziej mojego kolegę adwokata który prowadził sprawę rozwodową mojego M.Nasz Paweł od razu kazal nam "na wszelki wypadek" przygotować Plan Rodzicielski z dokładnością co do "piardnięcia" czyli urodziny w lata....u matki w lata...u ojca - 18 wspólnie, święta Wielkanocne w lata...tu w lata...tu itp...Nawet dentystę mamy podzielonego.Oczywiście ex najgłośniej szczekała, że za dużo itp i M ma tylko 1 i 3 weekend przyznany ale wiecie :-) Ex jak to Ex tak samo głośno jak krzyczala tak samo szybko zmieniła :-) Mala bywa u nas bardzo często i generalnie jest od czwartku do wtorku :-) Ja się tylko o jedno pytam - po co szczekać ryjem????Mogła by mieć z nami luksus.Ubrania kupione, na zajęcia zapisana ( M płaci) wycieczki, wyprawy, zabawy itp, mega dużo dodatkowych dni, leki, dentysta, duże alimenty - wszystko dostaje i co>?????? i wieczne krzyki, wyzwiska, i teksty w stylu "odpierdol się".

1 830

Odp: Być drugą i macochą

och, skąd ja to znam. u nas jest dokładnie tak samo jak u Marianny.
Nie będę pisała co sąd postanowił, bo to niedorzeczne, ale jeszcze za pewne minimum rok lub więcej walki...
Odnośnie ex - jak wiatr zawieje. Raz cudowna mamusia pozwalająca na wszystko i ciesząca się, że dzieci z tatusiem się widziały i fajnie spędziły czas, a za chwilę: oni nie wyjdą i darcie mordy.
Generalnie masakra jakaś. Jak tata ma przyjść to trzeba pozwolić grać na kompie, to syn umówiony z kolegą, to ma korepetycje i tak w kółko... Robi wszystko by oni nie mieli ochoty i by nie chcieli widzieć się z ojcem. A jak są u tatusia to co chwila telefony i kontrola, co by przypadkiem mnie nie bylo w pobliżu. Już się nauczyli mówić: nie, nie ma albo sami jesteśmy...
Głupia baba nie rozumie, że sama strzela sobie w kolano. W końcu oni rosną i w końcu będą mieli swoje zdanie, mają swoje oczy i widzą co się dzieje.
Teraz jest czas na kompletne ignorowanie ex - a niech po ścianach chodzi. Mojego szlag trafia i musi się trzymać na baczności, ale nie ma wyjścia... Musi jej utrzeć nosa i pokazać, że ma ją gdzieś.
M uważa, że w końcu jej minie i jakoś się uspokoi, ale ja czytając te wasze doświadczenia bardzo nie fajne, jakoś mam wątpliwości.
Czasami to mam tak ogromną ochotę ją upodlić i dać jej w kość i mieć z tego satysfakcję, ale mój zawsze stawia mnie do pionu i pyta - ale co to ma mieć na celu? Wtedy ma rację, bo moja odpowiedź nie jest racjonalna smile

1 831

Odp: Być drugą i macochą

Tak naprawde to rozwód dopiero sie zaczął. Miało być spokojnie ale ex wyjechała z takimi żądaniami, których nie M nie mógł zaakceptować i sie zaczęła wojna. Oczywiscie uderzenie od razu w kontakty z dzieckiem, ją zabolało finansowo to zaatakowała w najczulszy punkt M. A on postanowił sie bronić i tak się rozkręciła spirala...Jeszcze nie przesłuchano świadków, jeszcze nie zostały wylane wszelkie pomyje dotyczące ich wspólnego życia a ja już mam wrażenie, że to już trwa latami i zastanawiam sie jak my to zniesiemy. A jak pomyślę jeszcze,że M a i pośrednio ja będziemy skazani na wiele, wiele takich lat przymusowych kontaktów z nią to robi mi się słabo.
Macoszko a powiedz jak wam się udało wymusić na sądzie przyjcie planu wychowawczego? O ile wiem bez zgody jednego z rodziców nie jest możliwe takie ustalanie formy kontaktów. Czy twój M ma pełnię praw? Jak wam się to udało, bo podobno często jeśli rodzicie nie potrafią sie dogadać (a w tym wypadku jedna strona nie zamierza) to sąd z automatu ustala kto ma pełnię praw a komu się ogranicza (najczęsciej ojcu hmm)
Saphira, witaj w klubie....:s

1 832

Odp: Być drugą i macochą

Cześć kobietki, czytam to forum od jakiegoś czasu i nie mogę wyjść z podziwu, jak identyczna sytuacja może być u tak wielu z Nas jednocześnie. Ja również jestem macochą i tą drugą... historia oczywiście jest długa i strasznie pokręcona więc przy następnym wpisie ją opiszę, ale mam do Was pytanie. Jak wyglądało Wasze pierwsze spotkanie z Ex Waszego partnera, bo mnie niedługo to czeka, i z jednej strony cieszę się, że ją poznam, tyle się w końcu nasłuchałam(od rodziny mojego P., znajomych) ale z drugiej boję się że dopiero rozpęta się prawdziwe piekło i to co było teraz to była po prostu cisza przed burzą. Nie wiem też jak mam się zachować, to takie głupie problemy smile ale np czy uśmiechnąć się na powitanie i po prostu być miła, czy zachować obojętność?

1 833

Odp: Być drugą i macochą

Marianno u nas sprawa wyglądała tak...hehehe troche od początku muszę zacząć :-)co będzie ( moim skromnym zdaniem) również radą dla naszej nowej koleżanki moonscape.
Nasz ex zdradzała wielokrotnie mojego M.Co chciała tym osiągnąć? tego do dziś nie wie nikt.Ostatnim razem kiedy to zrobiła mój m powiedział dość.Wyjechał na 3 tygodnie i w tym czasie kazał jej się wynieść.Kilka dni przed jego wyjazdem poznaliśmy się my.Pani w tym czasie się wyniosła, wynajęła mieszkanie z obecnym wtedy kochankiem.Miesiąc po przyjeździe zamieszkaliśmy razem...i się zaczęło:-) Dowiedziała się o mnie od małej " ciocia to , ciocia tamto". Zrobiła wywiad, zapytała czy to coś poważnego a jak dostała odpowiedź to mieliśmy cyrk na kółkach :-) Do tego stopnia, że w przeciągu 1 godziny wysłała do M ok 20 sms i wiadomości mailowych o treści - " przyjedź z nią muszę wiedzieć z kim jest moje dziecko" - " nie nie przyjeżdżaj nie zniosła bym tego widoku,wciąż Cię kocham" i tak na zmianę.M wrócił do domu po pracy zdenerwowany i pyta co ma zrobić.Decyzję podjęłam ja.Jadę.Niech mnie zobaczy, niech nacieszy oko i niech się odwali.To co zastała ...Dantejska scena to mało powiedziane.I tu moja przestroga - jeśli nie musisz nie spotykaj się z ex.Najpierw zatrzasnęła nam drzwi przed nosem, potem odstawiła na klatce cyrk ( był to dzień kiedy M miał zabrać małą więc nie znaleźliśmy się tam bez powodu) potem był jej płacz a na koniec kiedy ja się już poddałam na schodach spotkaliśmy Pana kochanka. Okazał się zresztą równie spokojny jak i ja w tamtej sytuacji.Zaprosił nas do domu i znowu...Szarpała dzieckiem, zaczeła ubierać i krzyczeć " kochanie wracamy do domu tatuś nas kocha a my kochamy tatusia" itp.Ja i kochanek staliśmy jak wryci, M mało nie zemdlał...Nikt nie zareagował.Mała się wyszarpała podleciała do mnie złapała za nogę i w płacz.I tak się zaczęła przygoda z Ex...Gdybym mogła cofnąć czas nigdy bym tam nie pojechała a moment spotkania przeciągałabym do maksimum.Jaka była konsekwencja??taka , że Ex to niezła aktorka która przyjęła taktykę typowej Ex.Po tej akcji znalazła mnie na portalu społecznościowym, napisała do mnie, że mnie przeprasza ( bo oczywiście jak się uspokoiła to jeszcze miałam z nią pogadankę która trwała ok godziny....)wychwalała mnie itp. Potem zapraszala na różne spotkania , wysyłała setki maili ( nawet wysłała mi maila pt " takie zdjęcie M wyświetla mi się kiedy do mnie dzwoni")potem była faza jestem chora mam raka umieram, potem miała chorą nogę...itd itp...pewnego dnia kiedy przyjechaliśmy po małą pokazala nam pozew rozwodowy.Niby chciała uprzedzić M że nic mu nie grozi, że sprawa będzie bez orzekania o winie...Oczywiście pozew był beznadziejnie napisany, alimenty ( choć na początku mówiła nam , że przecież to ona odeszła i nic nie będzie chciała od M ani podziału majątku , ani alimentów...)były mega wysokie.Jak to się mówi strzeliła sobie w kolano.Opornie jej szlo składanie tego wniosku.Ustaliliśmy z M , że on go złoży nic jej nie mówiąc.Poleciałam do kolegi adwokata, pokazaliśmy maile, rozmowy z portali itp.i doradził co robić, napisał wniosek, nam kazał napisać plan ( co byśmy chcieli wywalczyć, jeden miał być zawyżony drugi trochę bardziej realny :-)) tak zrobiliśmy.Jak dostała wezwanie na sprawę ( mieliśmy też wtyki w sądzie, wiedzieliśmy kto będzie prowadził sprawę, i przyspieszyliśmy trochę termin) mało nie padła...pokornie przyszła i........Znowu się zaczęło.M ja Cię kocham , mozemy to naprawić , możemy to zbudować od początku , mamy cudowne dziecko.M wysłuchał, powiedział NIE i poszedł do swojego adwokata.Sędzina na sprawie przeczytała plan, zapytała czy jak zrobi przerwę kilku minutową to strony się dogadają.Ex przeczytała , szczekała, straszyła, częściowo zaakceptowała, reszte zmienili.Sąd przypieczętował.Pani oczywiście płakała na sprawie ... Jedna sprawa i wszystko się rozwiązało.Takim oto sposobem udało nam się załatwić sprawę. :-)

1 834 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-10-16 09:36:36)

Odp: Być drugą i macochą

.

1 835 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-10-16 11:39:30)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
moonscape napisał/a:

Cześć kobietki, czytam to forum od jakiegoś czasu i nie mogę wyjść z podziwu, jak identyczna sytuacja może być u tak wielu z Nas jednocześnie. Ja również jestem macochą i tą drugą... historia oczywiście jest długa i strasznie pokręcona więc przy następnym wpisie ją opiszę, ale mam do Was pytanie. Jak wyglądało Wasze pierwsze spotkanie z Ex Waszego partnera, bo mnie niedługo to czeka, i z jednej strony cieszę się, że ją poznam, tyle się w końcu nasłuchałam(od rodziny mojego P., znajomych) ale z drugiej boję się że dopiero rozpęta się prawdziwe piekło i to co było teraz to była po prostu cisza przed burzą. Nie wiem też jak mam się zachować, to takie głupie problemy smile ale np czy uśmiechnąć się na powitanie i po prostu być miła, czy zachować obojętność?

Ja też raczej starałabym się odwlec spotkanie z ex m. Najpierw opowiem o tym jak poznałam dziewczynę mojego byłego męża. Spotykali się od kilku dobrych miesięcy, już podczas rozwodu. Nie powiem, był to dla mnie szok, łudziłam się, że wszystko można jeszcze naprawić, mieszkaliśmy w tedy razem z ex. Sama wpadłam w histerię jak dowiedziałam się, że zamierzają zabrać nasze dzieci na wycieczkę, ale zrozumiałam, że jeśli dziewczynie zależy na moim mężu to będzie miła dla dzieci i odpuściłam. Ciężko było, wiele łez i żalu, ale przeszło. Myślę, że ten okres jest najlepiej przeczekać. Później ja poznałam kogoś wspaniałego i odmieniło się moje życie diametralnie.
Podczas wakacji mój młody rozchorował się, gdy był u ojca. Nie widziałam go przez kilka dni, więc postanowiłam go odwiedzić i w tedy poznałam Panią. Przywitała się, zaproponowała herbatę, za którą podziękowałam, bo nie przeszła by mi przez gardło ze stresu. Pamiętam, że to mój ex był nie miły, aż ona go upomniała. Nie byłam tam długo, upewniłam się tylko, że z młodym jest wszystko ok. Ogólnie odniosłam pozytywne ważenie, dzieci też mówią o niej same dobre słowa. Czuję, że moim dzieciom nic nie grozi w jej towarzystwie, chce się angażować w stosunku do nich ? proszę bardzo.
Żałuję, tylko, że spotkanie z ex mojego m nie odbyło się w takiej atmosferze. Też niejako zostałam do niego zmuszona, czy raczej poproszona ? komunia młodego, o której już pisałam. Pomimo, że to ex m złożyła pozew, że miała faceta już od 3 lat, to na wiadomość o mnie dostawała furii. Trwało to jakiś czas, też miała różne fazy o jakich tu opisywałyście. Zagregowała bardzo emocjonalnie jak mój m nas przedstawił i zaraz pobiegła po swojego chłopaka. Trochę ją rozumiem, bo to trudne przeżycie, wiele wspólnych lat i w tym dzieci, nie łatwo pogodzić się z porażką. By przejść to bez scen, trzeba dojrzałości, pozbycia się więzi z przeszłością. Teraz jest już znacznie lepiej, niestety wyzwiska są przy każdym spotkaniu, dlatego jestem tak wdzięczna, że mój były mąż znalazł sobie przynajmniej dziewczynę na poziomie.
Powodzenia smile

1 836

Odp: Być drugą i macochą

Macoszko, jak ja Ci zazdroszczę tej jednej rozprawy:) niestety, nasza ex jednak jest nieco rozsądniejsza, co wcale nie znaczy, że mniej szurnięta. Po prostu lepiej się z tym kryje, no i konsekwencji nikt jej nie odmów, nienawidzi nas twardo i zacięcie. Również świetnie potrafi grać, ale w jej przypadku to całkiem skuteczna taktyka. Wszystkim wkoło ukazuje sie jako w miare ogarnięta, może nieco zagubiona, ale na pewni nie walnięta osoba. Ale, niech tylko się wkurzy, niech no tylko znajdzie sie w tym wkurwie z dala od kamer, ludzi postronnych a wtedy zobaczycie jej prawdziwą twarz. To jest kobieta baaardzo wulgarna, prosta, używąjaca wręcz rynsztokowego słownictwa. Ton jej wypowiedzi w takich momentach oscyluje na granicy totalnej żenady, pogardliwy, prostacki, gburowaty. Ma trudności z prawidłową polszczyzną, a jej sposób argumentacji również pozostawia wiele do życzenia. Czasami się zastanawiam jak mój M mógł popełnić taki mezalians intelektualny tongue cóż...młodość ma swoje prawa:), przynajmniej się pojawił na świecie fajny syn. Widze, że u ciebie Macoszko, podobnie jak i u mnie , dziecko tej kobity ucieka pod twoje ochronne skrzydła. Młody ma bardzo zbliżone zachowania, potrafi matkę odepchnąć i i sie do mnie przytulić. No i o czym to świadczy?
Moonscape, ja poznałam moją ex w neutralnych okolicznościach, po prostu była żoną mojego szefa (trochę banalnie to brzmi, co) od samego początku nie była szczęsliwa z mojego pojawienia się w firmie. Ja oczywiscie byłam wtedy niewinna, z regułu nie biorę się za żonatych, zresztą byłam w zwiazku. Dopiero potem się okazało jak wygląda ich fikcyjne małżeństwo...oj dostało mi sie, dostało. Oczywiscie jak tylko ex przuważyła, że M mnie bardzo lubi zaczęła węszyć. Myśmy wtedy faktycznie sie widywali czasem po pracy, ale była to relacja przyjacielska. On potrzebował sie wygadać, był strasznie przybity, męczył sie z nią dla syna ale już nie dawał rady psychicznie. Długo mu tłumaczyłam, ze warto walczyć, że może jednak sie doagadają itp...Ale z czasem ona zrobiłamu kilka takich awantur przy mnie że w zaczęłam rozumieć jego pragnienie uwolnienia się. Z tak apodyktycznym, nieznoszącym sprzeciwu człowiek nie da sie żyć. Mentalna kastracja, oto co mu robiła.
Podczas tych miesięcy ona próbowała mnie nawet zwolnić, hehe. Szybko przestaął przede mną udwać miłą, bo strasznie wkurzał ją sposób w jaki z nią rozmawiam, spokojny, rzeczowy. No i przede wszystkim że sie jej nie bałam. Pewnie uważała, że jestem bezczelna:). Potem wyrzuciła M z domu i on już nigdy tam nie wrócił. Stalismy sie parą. Ex oczywiscie twierdzi, że jestem zwykłą szmatą i ze odbiłam jej męża. tych wielu lat gehenny jakoś nie zauważa, twierdzi, że wcześniej byli całkiem udanym małżeństwem (!).
Moja rada jest podobna jak Macochy, jeśli nie musisz to sobie daruj te spotkanie. Ale domyślam sie ze i ciebie gryzie ciekawość. Uważaj jednak, bo możesz zastać sytuację, która cie zaszokuje. Kobiety są naprawdę nieobliczalne:)

1 837

Odp: Być drugą i macochą

Dziś w dobie internetu jeśli coś nas mocno ciekawi zawsze możemy zerknąć :-) tam mnie znalazła ex...i zaprosiła do grona znajomych:-) moja najlepsza przyjaciółka:-)zastanawialiśmy się z M czy mam zaakceptować jej zaproszenia czy nie.Uznałam, że zaakceptuje bo Pani mnie i tak szybko wywali a po co mam zaogniać sytuację.Zaakceptowałam.Byłam w jej znajomych może miesiąc.Tak szybko jak mnie zaprosiła tak też szybko mnie zablokowała :-)
Dlatego mówię, ciekawość ciekawością lepiej poszperać w necie niż doprowadzać do konfrontacji w 4 oczy.

1 838

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki dziewczyny za rady smile już się przyznam że w necie szukałam troche:P ale wychodzi na to że nie ma żadnego facebook'a, naszej-klasy albo innego cuda, moze i dobrze bo bym pewnie z ciekawości zaglądała co jakiś czas i się tylko nie potrzebnie dołowała.
Powiem Wam że ciekawi mnie jak wygląda i jaką osobą jest ex, bow końcu P, wziął ją sobie za żone, i miałam nadzieję, że może jak się poznamy to ona zrozumie, że nasz związek jest w 1000% poważny i nie jestem tylko "wywłoką, która pcha się tam gdzie nie ma dla niej miejsca"to są jej słowa,ale chyba Was posłucham i na razie sobie daruję to urocze spotkanko...

Ale do rzeczy smile Czas na moją historię tongue, poznaliśmy się z moim P. dwa lata temu nad morzem, on był na wakacjach ze swoją córką(teraz już 8 lat). Niestety poznaliśmy się przedostatniego dnia jego pobytu, no ale i tak spędziliśmy ten ostatni wieczór razem, ja przyszłam do ich domku, kiedy mała już spała,usiedliśmy sobie na tarasie, wypiliśmy wino i juz wtedy cos zaiskrzylo.

Na codzień dzieli nas różnica setek kilometrów, ponieważ ja mieszkam w Toruniu, on we Wrocławiu, i tu zaczynają się kolejne schody.
P. rozwiódł się ze swoją Ex 4 lata temu, ale z racji tego, że oboje nie zarabiali kokosów zdecydowali że "są dorosłymi ludźmi więc mogą bez problemu jeszcze troche pomieszkać dopóki ktoś z nich nie znajdzie sobie innego lokum".
Wg mnie jedno z nich mogło po prostu wrócić do rodziców, ale oni uważają to za kompletną porażkę kiedy wraca się do swojego domu rodzinnego więc wolą mieszkać po rozwodzie razem, eh... O tej sytuacji dowiedziałam się po dwóch tygodniach od poznania
kiedy przyjechałam do P. do Wrocławia, oczywiście nie mogliśmy mieszkać u nich w domu, więc pomieszkiwaliśmy kątem u jego przyjaciela.
Wtedy było powiedziane, że jeszcze tylko 2-3 miesiące bo juz podobno nowy facet Ex kupił jakies mieszkanie(to był listopad),
potem przedłużyło się to do wakacji, żeby mała nie przenosiła się w trakcie szkoły, teraz przeciągnęło się to znowu do Świat Bożego Narodzenia, bo dopiero wtedy wraca nowy facet Ex z Anglii już na stałe(tam do tej pory pracował).
Dzięki Bogu, że ja w Toruniu wynajmuję mieszkanie, przynajmniej mamy jakiś kąt w którym zawsze możemy się zaszyć. Nie obawiam się, że P mnie oszukuje, zdradza czy coś w tym stylu,bo poznałam całą jego rodzinę, przyjaciół, z córką też mam w miare dobry kontakt(pomimo, że jest rozpusczona jak ruski bicz).

Szczerze Wam powiem, że już nie mam siły ani ochoty czekać aż Ex wyprowadzi się z mieszkania (notabene jest to mieszkanie P., ale o tym innym razem), a jeśli coś po raz kolejny się przedłuży już chyba podziekuję za taki układ...
Dla wielu z Was może się wydawać, że on się tylko mną bawi, ale kocham go i ufam, wiem że z jego strony wygląda to tak samo.Ex wie o moim istnieniu jak jestem we Wroclawiu to zawsze
spotykamy się z mała, ja wtedy czekam gdzieś na nich a on idzie po małą do nich do mieszkania, byliśmy w razem na wakacjach, cały czas wierzę że to tylko kwestia czasu ale zaczyna mi czasami brakowac tej wiary...

Kilka szczególów pominęłam, ale gdybym chciała opisać wszystko dokładnie to czytałybyście to co najmniej ze 3 godziny, więc pytajcie jeśli chcecie:)
Aaa no i ja nie mogę się na chwilę obecną przeprowadzic do Wrocławia, bo muszę tu skończyć studia a poza tym mam pracę, ale mam nadzieję ze w lipcu 2013roku zrobie najazd na Wrocław i zostanę tam na dłużej big_smile

i współczuje Wam, że jesteście w trakcie tej gehenny rozwodowej, ja cieszę się, że chociaż to mnie ominęło..
Pozdrawiam wszystkie kobitki smile

1 839 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-10-16 14:50:39)

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Ton jej wypowiedzi w takich momentach oscyluje na granicy totalnej żenady, pogardliwy, prostacki, gburowaty. Ma trudności z prawidłową polszczyzną, a jej sposób argumentacji również pozostawia wiele do życzenia. Czasami się zastanawiam jak mój M mógł popełnić taki mezalians intelektualny tongue cóż...młodość ma swoje prawa:)

Ha Ha mam podobnie, chyba to znak, że też jesteśmy zauroczone smile

Z drugą częścią wypowiedzi, nie zgodzę się z Tobą.
Ja nie zainteresowała bym się żonatym facetem. Jeśli taki, by się pojawił niech najpierw pozałatwia swoje sprawy, tzn. rozwód. Wchodzeniem z butami w czyjeś życie nie zyskamy sobie szacunku również jego dzieci.
Możesz mieć racje, masz prawo do własnego zdania, rozumiem to.
Jestem wdzięczna jednej dziewczynie za obecne życie o jakim nawet nie marzyłam. Jednak nie zmienia to faktu, iż niewinne dzieci cierpią najbardziej i to one są najważniejsze, a rozwód jest dla nich piekłem. Nikomu tego nie życzę.
Wszystko ma swoją kolej, dla mnie dziewczyna mojego ex ma jedno określenie. Wiem, że również ponoszę winę za rozpad swojego małżeństwa, ale podczas rozwodu uświadamiałam sobie i pracowałam nad swoimi błędami. Faceci nie mają w zwyczaju się skarżyć, więc skąd mamy o nich wiedzieć.
Tu zjawiła się ona, też twierdzi, że moje małżeństwo było już klapą. Prawdziwe jest powiedzenie, że nigdy nie wiesz, co byłoby gdyby?

1 840

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, rozumiem Twoje stanowisko, tym bardziej ze niejako doświadczyłaś tej drugiej strony...czyli bycia żoną. Niemniej nie czuję się w żadnym stopniu winna temu co sie stało. Powiem nawet więcej, uważam,że byłat o relacja bardzo toksyczna a dziecko cierpiało niesamowicie widząc codzienne awantury. Oni praktycznie mieszkali w odzielnych pokojach i jedyne co ich łączyło to awantury no i syn. Zresztą młody nie tak dawno powiedział, że cieszy sie ze rodzice nie mieszkają już razem, bo tak jest dużo lepiej i spokojniej. I powiem ci, że mam przyjaciół, którzy przeżyli rozwód rodziców a teraz jako dorośli ludzie wspominają, że kiedy ustały wieczne kłótnie w domu odetchnęli z ulgą. Czasami naprawdę nie ma co zbierać...Cóż, każda historia jest nieco inna.
Oczywisćie, że moglibyśmy czekać az M dostanie rozwód,tylko nie wiadomo czy to nie potrwa kilka lat. Sam papierek rozwdowy jest już tylko przypieczętowaniem formalnego końca związku. On przecież nie istnieje,nie ma małżeństwa, nie ma MY jest ona i on. Oddzielnie. Jeśli czytałaś uważnie, zauważyłaś pewnie,że to ex wyrzuciła go z domu,ponad to zaczęliśmy się spotykać jako para dopiero po tym fakcie. No, nie czekaliśmy do orzeczenia sądu...aż tak cierpliwi to nie jesteśmy.

1 841

Odp: Być drugą i macochą

Moonscape,podziwiam cię za cierpliwość..Pewnie, że nie musi być tak, że on cie oszukuje. Ale ja to bym jednak była zazdrosna:p

1 842

Odp: Być drugą i macochą

Nic mi nie mów o zazdrości... szlag mnie trafia jak sobie pomyśle, że on codziennie wraca do ich wspólnego mieszkania, i co z tego, że maja osobne pokoje przecież mijają się w kuchni, w łazience...

1 843 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-10-16 15:51:59)

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Zazdrosna, rozumiem Twoje stanowisko, tym bardziej ze niejako doświadczyłaś tej drugiej strony...czyli bycia żoną. Niemniej nie czuję się w żadnym stopniu winna temu co sie stało. Powiem nawet więcej, uważam,że byłat o relacja bardzo toksyczna a dziecko cierpiało niesamowicie widząc codzienne awantury. Oni praktycznie mieszkali w odzielnych pokojach i jedyne co ich łączyło to awantury no i syn. Zresztą młody nie tak dawno powiedział, że cieszy sie ze rodzice nie mieszkają już razem, bo tak jest dużo lepiej i spokojniej. I powiem ci, że mam przyjaciół, którzy przeżyli rozwód rodziców a teraz jako dorośli ludzie wspominają, że kiedy ustały wieczne kłótnie w domu odetchnęli z ulgą. Czasami naprawdę nie ma co zbierać...Cóż, każda historia jest nieco inna.
Oczywisćie, że moglibyśmy czekać az M dostanie rozwód,tylko nie wiadomo czy to nie potrwa kilka lat. Sam papierek rozwdowy jest już tylko przypieczętowaniem formalnego końca związku. On przecież nie istnieje,nie ma małżeństwa, nie ma MY jest ona i on. Oddzielnie. Jeśli czytałaś uważnie, zauważyłaś pewnie,że to ex wyrzuciła go z domu,ponad to zaczęliśmy się spotykać jako para dopiero po tym fakcie. No, nie czekaliśmy do orzeczenia sądu...aż tak cierpliwi to nie jesteśmy.

Tak czytałam dokładnie i masz rację, nie jestem na Twoim miejscu, nie znam sprawy i miałaś prawo postąpić jak uznałaś za stosowne. Jednak ja nie mieszam się do niczyjego związku i nie chciałam by inna kobieta tak postąpiła w stosunku do mnie, wiem pobożne życzenie smile ale wydaje mi się, że tak jest uczciwie.
Poza tym nasi mężczyźni też ubarwiają swoje historie, nie zawsze istnieje możliwość poznania opinii drugiej strony, by wyciągnąć bezstronne wnioski. Kobieta też docenia swojego mężczyznę, gdy czuje, że go traci i wtedy wpada w panikę robiąc głupoty, co jest również naturalnym objawem więzi emocjonalnych.
Dlatego bezpiecznej dla nas jest zaczekać i angażować się w związki z wolnymi facetami.
Powodzenia Kochana smile))

1 844

Odp: Być drugą i macochą
moonscape napisał/a:

Nic mi nie mów o zazdrości... szlag mnie trafia jak sobie pomyśle, że on codziennie wraca do ich wspólnego mieszkania, i co z tego, że maja osobne pokoje przecież mijają się w kuchni, w łazience...

No to czas na poważną rozmowe. W końcu nie ma prawa od ciebie oczekiwać, żebyś się tak męczyła...

1 845

Odp: Być drugą i macochą

moonscape nie będę Cię straszyć, ale dla własnego dobra załatw sprawę mieszkania swojego mężczyzny z ex jak najszybciej.
3 maj się smile

1 846

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:
moonscape napisał/a:

Nic mi nie mów o zazdrości... szlag mnie trafia jak sobie pomyśle, że on codziennie wraca do ich wspólnego mieszkania, i co z tego, że maja osobne pokoje przecież mijają się w kuchni, w łazience...

No to czas na poważną rozmowe. W końcu nie ma prawa od ciebie oczekiwać, żebyś się tak męczyła...

Tych poważnych rozmów już była niezliczona liczba, P. wciąż mi tłumaczy, że już niedługo, żebym była cierpliwa jeszcze tylko do Świąt i wszystko będzie normalnie. Jest na prawdę kochanym i wspaniałym facetem i kiedy widzimy się wynagradza mi wszystkie krzywdy swoją miłością, chociaż wg mnie za ulgowo traktuje swoją Ex, bo zamiast postawić sprawę jasno do tego i tego dnia się wyprowadzasz to cierpliwie czeka aż łaskawie szanowna Pani zechce się wynieść, zwłaszcza że to już trwa 4 lata! no litości...
Ale powiedziałam już P., że jeśli do świat to się nie skończy to rezygnuję i odchodzę i tego jestem już pewna, no zobaczymy na razie pozostaje mi jeszcze wierzyć w niemożliwe smile
ale kamień z serca mi spadł, że mogę się tu wygadać smile

1 847 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-10-16 16:12:06)

Odp: Być drugą i macochą

Rola macochy jest bardzo niewdzieczna,o tym przekonalam sie niejednokrotnie, nie o tyle od samej "podopiecznej",ale od osob trzecich,ktore odgórnie degradują macochy za samą nazwe ,i stereotypami sie kierują
Sama osobiscie bylam świadkiem jak meza córka komus mowila że jej ojciec ma konkubine, czy już aktualnie żone, to pierwsza jaka była reakcja,to zdania wypowiedziane .."oj to musi byc krepujace, nie zazdroszcze,napewno nie masz z nią lekko,patchworkowa rodzina to nie to co "normalna (??) itd.."

Pisze o tm, bo wlasnie dzisiaj pasierbica mi o tym powiedziala, jak dorosli(tak dorosli,nie jej rowiesnicy,bo dzieciecą glupote jeszce mozna wybaczyc)podchodzą do tego że mieszka razem z żoną taty.
Mimo dosyc jej mlodego wieku,odpowiedziala to co Pani mówi to jest czysty sabotaż,i wyczytane popierdółki z babskich pisemek(ja sama bym nie potrafila tak tego ując,ale dobrze powiedziała)
Wsumie teraz zdalam sobie sprawe że nawet nie zapytalam kto pierwszy poruszyl ten temat i w jakim celu

Równiez na wlasne uszy slyszałam takie teksty i nawet nie wiedzialam jak reagowac czy pominąc to milczeniem.
To jest bardzo uwłaczające

1 848 Ostatnio edytowany przez moonscape (2012-10-16 16:24:50)

Odp: Być drugą i macochą
mortisha napisał/a:

Rola macochy jest bardzo niewdzieczna,o tym przekonalam sie niejednokrotnie, nie o tyle od samej "podopiecznej",ale od osob trzecich,ktore odgórnie degradują macochy za samą nazwe ,i stereotypami sie kierują
Sama osobiscie bylam świadkiem jak meza córka komus mowila że jej ojciec ma konkubine, czy już aktualnie żone, to pierwsza jaka była reakcja,to zdania wypowiedziane .."oj to musi byc krepujace, nie zazdroszcze,napewno nie masz z nią lekko,patchworkowa rodzina to nie to co "normalna (??) itd.."

Pisze o tm, bo wlasnie dzisiaj pasierbica mi o tym powiedziala, jak dorosli(tak dorosli,nie jej rowiesnicy,bo dzieciecą glupote jeszce mozna wybaczyc)podchodzą do tego że mieszka razem z żoną taty.
Mimo dosyc jej mlodego wieku,odpowiedziala to co Pani mówi to jest czysty sabotaż,i wyczytane popierdółki z babskich pisemek(ja sama bym nie potrafila tak tego ując,ale dobrze powiedziała)
Wsumie teraz zdalam sobie sprawe że nawet nie zapytalam kto pierwszy poruszyl ten temat i w jakim celu

Równiez na wlasne uszy slyszałam takie teksty i nawet nie wiedzialam jak reagowac czy pominąc to milczeniem.
To jest bardzo uwłaczające

Niestety, te stereotypy są okropne, sama dzięki mojej obecnej sytuacji nauczyłam się nie oceniać nie nikogo póki nie poznam go wystarczająco dobrze,wiadomo, że w głowie zawsze rodzi się jakiś tam zarys tej osoby, budzi się sympatia albo niechęć, ale nie można od razu oskarżać kogoś, że jest taki czy siaki. Takie zasady musimy wpoić naszym dzieciom, to może pokolenie naszych wnuków czy prawnuków będzie pozbawione tej zaściankowości i chorych stereotypów.
A słowa takie jak macocha czy konkubina to już w ogóle kojarzą się z najgorszą wiedźmą i zołzą, która tylko czeka żeby jak najwięcej osób skrzywdzić.

1 849

Odp: Być drugą i macochą

moonscape do tego dochodza jakies pomniejszające prawa wychowawcze. Wystarczy ze zwróce uwage dziecku na jakies zachowanie, to juz stykam sie z reakcją ze od zwracania uwagi powinien byc ojciec a nie "obca" baba
Obca nie jestem, po drugie jak sie mieszka w tym samym domu,to naprawde to wyglada inaczej niz by dziecko raz na tydzien czy co dwa tygodnie odwiedzalo ojca.
To jest bezporównywalne mieszkac ze sobą a widziec sie kilka godzin wciągu kilku-kilkunastu dni
A nie daj boze jak przy dziecku takie teksty i swoje ideologie ktoś mówi na glos, wten czas doprawdy bagno zaczyna sie robić

1 850

Odp: Być drugą i macochą

Tak czytałam dokładnie i masz rację, nie jestem na Twoim miejscu, nie znam sprawy i miałaś prawo postąpić jak uznałaś za stosowne. Jednak ja nie mieszam się do niczyjego związku i nie chciałam by inna kobieta tak postąpiła w stosunku do mnie, wiem pobożne życzenie smile ale wydaje mi się, że tak jest uczciwie.
Poza tym nasi mężczyźni też ubarwiają swoje historie, nie zawsze istnieje możliwość poznania opinii drugiej strony, by wyciągnąć bezstronne wnioski. Kobieta też docenia swojego mężczyznę, gdy czuje, że go traci i wtedy wpada w panikę robiąc głupoty, co jest również naturalnym objawem więzi emocjonalnych.
Dlatego bezpiecznej dla nas jest zaczekać i angażować się w związki z wolnymi facetami.
Powodzenia Kochana smile))
Mialam nie skomentować ale jak już wiecie jestem zołza i skomentuje :-)
Miałaś prawo postąpić jak uznałaś za stosowne...miałaś prawo - no właśnie mamy prawo.Tylko co to oznacza mamy prawo? Gazety np. mają prawo opisywać historię Pani W. która zabiła swoją córeczkę, zrobiła z tego spektakl a teraz w ramach kary jeździ konno - no właśnie bo ma prawo.
Piszesz o uczciwości mężczyzny wobec kobiety i odwrotnie..Nasza ex była bardzo uczciwa w stosunku do mojego M.Wracała ze schadzki z kochankiem podchmielona klękała przed nim i dobierała mu się do rozoprka mówiąc " uderz mnie bo jestem dziwką własnie przespałam się z facetem".Uczciwa była nie??A mój M??a to drań nie dość, że po 4 latach takich jazd kazał się wyprowadzić to jeszcze lale sobie znalazł i no i jaka ta lala, że nie zaczekała.Zastanawiam się o jakiej uczciwości piszesz??Miałabym się litować nad ex? Miałabym współczuć jej cyrku z rozwodem?Miałabym czekać aż ona się łaskawie otrząśnie z emocji??Jakich emocji?Tych , ze właśnie zszedł z niej obcy Pan czy tych, że ja mieszkam w mieszkaniu w którym ona sobie uskuteczniała orgie?
Ja miałam okazję poznać ex - pisałam o tym.Byłam na tyle wspaniałomyślna ( i rozsądna zarazem mimo młodego wieku) , że jej wysłuchałam i powiedziałam oficjalnie ,że jeśli jest choć cień szansy na to aby nadal byli rodziną dla dobra dziecka to ja się usunę.Mój M mało fikołka nie zaliczył a ona powiedziała tylko, że nie widzi takiej szansy bo skoro zdradzała go tyle razy to będzie to robiła do końca życia.( choć chwile wcześniej odegrała przy mnie scene, że jej kochanek nie pachnie jak M , nie patrzy jak M  itp).Więc sama widzisz o uczciwości nie ma mowy w takich sytuacjach.Wolny facet...to ciekaw pojęcie.Widzisz mój mimo papierka w urzędzie wolny był od dnia w którym kazał jej się wynieśc z domu.Dawał jej wiele szans, nie skorzystała więc ile miał czekać?rozumiem kiedy ludzie rozchodzą się z klasą.Siadają obok siebie i mówią "zrobiliśmy wszystko aby wyszło - nie wyszło, podzielmy co mamy i idźmy w swoją strone".Tylko, ze takich rozwodów jest 1 na 1000.Wtedy możemy mówić o czasie, o uczciwości i zasadach.Nie w sytuacji kiedy ktoś traktuje Cię jak smiecia, ścierkę do podłogi, emocjonalnie robi z Ciebie szmatę a potem maślanymi oczkami w sądzie mówi tak zgadzam się na rozwód bo on ma już inną.To jest obłuda i fałsz.W taka uczciwość nie gram.Gram w swoją bardziej mi pasuje.

1 851

Odp: Być drugą i macochą

Ja nie miałam "przyjemności" poznania exi i szczerze mówiąc nie planuję. Do niczego mi to nie jest potrzebne, ciekawość zaspokoiłam zerkając na jedną czy drugą fotografię i finito.

Moon, ja trochę z przestrogą do Ciebie - spotykałam się z 10 lat temu z pewnym panem, utrzymywał, że jest w separacji z żoną. Nic ich już niby nie łączyło tylko wspólny dom, czy tam mieszkanie i tak tkwili. Uwierzysz, że do dziś tak tkwią? Wiem, bo mam z nim sporadycznie kontakt. Mimo, że obydwoje przez te lata mieli jakieś relacje, to nie dali rady się rozwieść i zamieszkać oddzielnie. Także miej świadomość, że to różnie może być.

1 852

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Ja nie miałam "przyjemności" poznania exi i szczerze mówiąc nie planuję. Do niczego mi to nie jest potrzebne, ciekawość zaspokoiłam zerkając na jedną czy drugą fotografię i finito.

Moon, ja trochę z przestrogą do Ciebie - spotykałam się z 10 lat temu z pewnym panem, utrzymywał, że jest w separacji z żoną. Nic ich już niby nie łączyło tylko wspólny dom, czy tam mieszkanie i tak tkwili. Uwierzysz, że do dziś tak tkwią? Wiem, bo mam z nim sporadycznie kontakt. Mimo, że obydwoje przez te lata mieli jakieś relacje, to nie dali rady się rozwieść i zamieszkać oddzielnie. Także miej świadomość, że to różnie może być.

Mam świadomość, że może być różnie, łudzę się jeszcze że wszystko skończy się po mojej myśli, ale tak jak pisałam wcześniej, jeśli do świąt nadal będą mieszkać razem to ja kończę to raz na zawsze bo mi zdrowia i nerwów na taki związek nie starczy. Niech sobie sami w tym tkwią...
Dzięki Metaksa za przestrogę, dzięki temu nie dopuszczę do "ślepej miłości" smile

1 853

Odp: Być drugą i macochą

Dobrze, że wyznaczyłaś sobie i jemu granicę. Niech sobie nie myśli, że sroce spod ogona wypadłaś i będziesz na niego wiecznie czekać. Tym bardziej, że jeszcze z dziećmi w komplecie to raczej słabsza z niego partia od Ciebie wink Powodzenia!

1 854

Odp: Być drugą i macochą
moonscape napisał/a:

Nic mi nie mów o zazdrości... szlag mnie trafia jak sobie pomyśle, że on codziennie wraca do ich wspólnego mieszkania, i co z tego, że maja osobne pokoje przecież mijają się w kuchni, w łazience...

Jak znam siebie, trafiłby mnie szlag i taka sytuacja w ogóle nie miałaby prawa mieć miejsca. W życiu bym nie pozwoliła, żeby mój mieszkał z ex. Nie do pomyślenia dla mnie, więc odczucia rozumiem. A może im jest po prostu tak wygodnie...?
Co do spotkania z ex powiem tak. Gdyby nie komunia dziecka, nigdy by mnie wołami nie zaciągnął w jej kierunku. Akurat mi to do czegoś potrzebne. Spotkałyśmy się dwa razy, przed komunią i w jej trakcie - było poprawnie. Wystarczy. Chciała mnie poznać, poznała, teraz ma w nosie i dobrze. O czym niby miałabym z nią rozmawiać..?

1 855

Odp: Być drugą i macochą

ooo yeyku, jak to czytam to nie wiem czy śmiać się czy płakać ... jakoś dużo się was tu drogie kobietki narobiło, jeden dzień, a tu dwie strony czytania smile o czym to świadczy? że coraz więcej ludzi próbuje układać sobie życie na nowo, nie tkwią w chorych związkach i szukają miłości i szczęścia...
ja zgodnie ze stereotypami nadal jestem kochanka - nie cierpię tego określenia, ale formalnie mój facet nie ma rozwodu. w sumie to tylko papierek, a że po ponad dwóch latach sąd postanowił co postanowił - cóż... jak dobrze, że nie jestem prawnikiem, bo chyba w takim przypadku popełniłabym samobójstwo. ogólnie - co jest najbardziej prawdopodobne - ez postanowiła zmienić zdanie i są efekty!
nasz ulubienica też zdradzała, prócz tego tylko darła się, wyzywała, oczekiwała i chciała więcej luzu i więcej kasy - wszystko było źle. a sama z siebie nie wiele dawała - zajmowała się sobą.
taki typ - ciągle tylko zrzędzi jak stara jędza, pomijam to że jest stara smile  ale nawet te biedne chłopaki ledwo co z nią wytrzymują. boją się jej i krzyków, pomijam szantaże, wyprowadzki do ojca na siłę i ciągłe kłamstwa typu: olał was, nie kocha was, nie chce was, zostawił was, nie daje, nie dzwoni, itp. bezustanne manipulacje i odwracanie kota ogonem.
pomijam naszą sytuację, która ciekawa nie jest. do tego jeszcze minimum z 5 lat zanim ona przestanie zrzędzić... a może już nigdy nie przestanie. nie zapowiada się by miała innego. jest zgorzkniałą, skrzywdzoną, biedną czarownicą, która żyje nienawiścią i w koło sączy jad. to jej priorytet życiowy.
mąż to drań, złodziej, przestępca - nie ma prawa widywać się z synami, jak nie zrobi tak jak ona chce to ich nie puści, to nie będzie się widział. nie może odebrać po szkole, nie może zadzwonić - nie może nic... bo ona ma władzę i ona rządzi - matrona się znalazła...
ale dostanie za swoje - jeszcze trochę. ja ... wytrzymam. jak ze swoim M się dogadam i ustalimy w końcu konsekwentny front to wytrzymam smile i postawię na swoim. a chłopcy kiedyś zrozumieją, zobaczą obiektywnie i będą mogli sami ocenić...
na szczęście nie poznałam jej i nie zamierzam poznać. no może sama mi się nawinie jak chłopaków będziemy zabierać, ale wtedy niech tylko spróbuje, niech zacznie drzeć japę, niech się rzuci z łapami to wtedy nie ma litości - od razu para jedynek do wymiany - nie będę czekać... wystarczy, że na zdjęciach ją widziałam i słyszę ten głos - a raczej pisk... uszy pękają - nie da się tego słuchać, ciągły bezustanny wrzask i pisk i tak w kółko... ona nawet jak mówi to się drze - nie do opisania!
ja przetrwam kolejny rok lub więcej, jak będę miała dziecko z tym moim, a planujemy smile to chyba do końca życia będzie mi się odwdzięczał z te przeżycia smile))
no i nie wykluczam, że jeszcze trochę a ci jego faceci w końcu zamieszkają z nami - nie zdziwię się, bo ileż można z taką jędzą wytrzymać... okropny pisk sad

1 856

Odp: Być drugą i macochą

Ja równiez nie wyobrażam sobie sytuacji w której mój facet mieszka z ex. Nie wierze w takie akcje, jest mu albo im obojgu wygodnie i tyle.

Co do bycia macocha to z góry stracona pozycja i ja złudzeń nie mam. W pewnym wieku dzieci tak bardzo potrzebuja matki, nie wazne czy dobrej czy złej, że będa w stanie dla niej zrobic wszytko i to jest ten moment kiedy większośc matek to wykorzystuje przeciagając dziecko na swoja strone.

My od kilku tygodni mamy totalna jazde. Ostatnio mąz powiedział juz młodej że my doskonale widzimy jak przez ostatani czas jest ona nastawiana przeciwko nam przez matkę. Kiedy młoda ostatnio powiedziała nam w wielkiej tajemnicy "że mama jej powiedziała, że tata zdradzał ją z róznymi paniami w tym ze mna" już wiedzielismy co mamausia próboje zrobić. Oczywiście wspomne żeby nie było, że jak się rozeszli ja nawet sie nie znalismy. Sam fakt, że takie rzeczy opowiada 8 latce. Teraz zaczeła mamić młoda że za dwa lata będa mieli swój dom, a młoda swój własny pokój i specjalny pokój dla swoich zwierzaków smile . Oczywiście dzieciak w to wierzy i żyje nadzieją że tak będzie. Jak trzeba byc wyrachowanym żeby własne dziecko tak niszczyc psychicznie.  My z tym nie walczymy, tylko robimy swoje i zostaje nam zyc nadzieja że jak młoda będzie starsza to jej się rozjaśni co nieco.

1 857

Odp: Być drugą i macochą

Macocha Widzę, że dotknęłam czułego punktu smile Szanuję Twoje zdanie i życzę Wam wszystkiego najlepszego. Ludzie są różnorodni i mają bardzo odmienne zachowania i emocje, dzięki temu świat jest taki piękny!:)
Miłego dnia Drogie Macochy smile

1 858

Odp: Być drugą i macochą

moonscape nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiej sytuacji w moim przypadku. W ogóle nie wchodziłoby to w grę. Ja bym tego psychicznie nie wytrzymała.

shedir napisał/a:

.
Co do bycia macocha to z góry stracona pozycja i ja złudzeń nie mam. W pewnym wieku dzieci tak bardzo potrzebuja matki, nie wazne czy dobrej czy złej, że będa w stanie dla niej zrobic wszytko i to jest ten moment kiedy większośc matek to wykorzystuje przeciagając dziecko na swoja strone.

Nie rozumiem tych kobiet. Jak można się tak zachowywać względem swoich dzieci. Przecież robi się im tylko krzywdę. Nie dość, że przeżywają rozstanie rodziców, to jeszcze matki tak nimi manipulują. Faceta tym bardziej takim zachowaniem nie odzyska, a na złość wtedy najbardziej robi dzieciom, nie facetowi, nie jego kobiecie.  Dzieci w środku w swoich małych główkach muszą mieć niezły chaos i to się pewnie kiedyś na nich obije. Tak samo jak obija się na psychice dzieci zachowanie ojca, który po rozstaniu przestaje się nimi interesować.

Dziewczyny powiedzcie mi czy jest jakaś szansa żeby w sądzie ustalić, że nie tylko ojciec przyjeżdża po dziecko, ale matka również przywozi dziecko do ojca?
Wczoraj zaglądałam w papiery jak zostały ustalone widzenia w takie dni jak święta, ferie, itp. i zupełnie bezsensu zostało to ustalone. W niektórych sytuacjach wręcz jest to niewykonalne.

1 859

Odp: Być drugą i macochą
pupa7 napisał/a:

Nie rozumiem tych kobiet. Jak można się tak zachowywać względem swoich dzieci. Przecież robi się im tylko krzywdę. Nie dość, że przeżywają rozstanie rodziców, to jeszcze matki tak nimi manipulują. Faceta tym bardziej takim zachowaniem nie odzyska, a na złość wtedy najbardziej robi dzieciom, nie facetowi, nie jego kobiecie.  Dzieci w środku w swoich małych główkach muszą mieć niezły chaos i to się pewnie kiedyś na nich obije. Tak samo jak obija się na psychice dzieci zachowanie ojca, który po rozstaniu przestaje się nimi interesować .

Tu chodzi tylko i wyłącznie o nią. Nie o dziecko, nie o m tylko o nia. Dziecko to narzędzie bo ładnie wygląda przed innymi jak sięmówi dla dobra dziecka, a pod przykrywką tego robi co się chce.
Te kobiety kierują sie tylko i wyłącznie swoimi uczuciami i emocjami i wydaje sie im, że jak one tak czuja to wszyscy na około tez tak powinni, a juz napewno dzicko tez powinno miec takie zdanie jak one i być w stosunku do niej lojalne. Naszej wydaje sie, że zrobi nam na złośc, że popsuje stosunki między nami, nasze malżeństwo itd. Do tego przyznam że do perfekcji ma opanowane własne public relation smile. Potrafi zrobic z siebie taką wspaniałą, idealna, a do tego taka ofiare. W domu lub przy blizszym poznaniu wychodzi jaka jest naprawde. Jeśli posuwa się już do tego, że dziecku opowiada takie bzdury, że tatuś ja zdradzał z ciocia to co musi opowiadac innym. Mało tego, dziecko ma to powiedziane w formie tajemnicy, a młoda wie, że jak powie nam to my tego dalej nie powtórzymy.
Ex jest sfokusowana na własne korzyści tylko i wyłącznie i wykorzystuje do tego młodą bo to najlepsza przepustka do osiagnięcia celu, wiedząc że ojciec ją kocha i nigdy nie zostawi i że rodzina m też młodej nie pozwoli zginąc.
Poza tym nasza ex jest naprawde mocno zaburzona emocjonalnie stąd tez takie jej zachowanie. To tykająca bomba DDA, DDR i niestabilna emocjonalnie.


pupa7 napisał/a:

Dziewczyny powiedzcie mi czy jest jakaś szansa żeby w sądzie ustalić, że nie tylko ojciec przyjeżdża po dziecko, ale matka również przywozi dziecko do ojca?
Wczoraj zaglądałam w papiery jak zostały ustalone widzenia w takie dni jak święta, ferie, itp. i zupełnie bezsensu zostało to ustalone. W niektórych sytuacjach wręcz jest to niewykonalne.

Spróbujcie napisac plan pobytu dziecka i kto zabiera i przywozi najlepiej tak aby było sprawiedliwie i wyslijcie listem poleconym za potwierdzeniem odbioru do matki aby podpisała. Jeśli nie podpisze to złożcie papiery do sadu o ustalenie tych kwestii sądownie.

1 860

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Wolny facet...to ciekaw pojęcie.Widzisz mój mimo papierka w urzędzie wolny był od dnia w którym kazał jej się wynieśc z domu.Dawał jej wiele szans, nie skorzystała więc ile miał czekać?rozumiem kiedy ludzie rozchodzą się z klasą.Siadają obok siebie i mówią "zrobiliśmy wszystko aby wyszło - nie wyszło, podzielmy co mamy i idźmy w swoją strone".Tylko, ze takich rozwodów jest 1 na 1000.Wtedy możemy mówić o czasie, o uczciwości i zasadach.Nie w sytuacji kiedy ktoś traktuje Cię jak smiecia, ścierkę do podłogi, emocjonalnie robi z Ciebie szmatę a potem maślanymi oczkami w sądzie mówi tak zgadzam się na rozwód bo on ma już inną.To jest obłuda i fałsz.W taka uczciwość nie gram.Gram w swoją bardziej mi pasuje.

Zgadzam sie w zupełności, nie trzeba potwierdzenia sądu aby było jasne, że to koniec.

1 861

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Moon, ja trochę z przestrogą do Ciebie - spotykałam się z 10 lat temu z pewnym panem, utrzymywał, że jest w separacji z żoną. Nic ich już niby nie łączyło tylko wspólny dom, czy tam mieszkanie i tak tkwili. Uwierzysz, że do dziś tak tkwią? Wiem, bo mam z nim sporadycznie kontakt. Mimo, że obydwoje przez te lata mieli jakieś relacje, to nie dali rady się rozwieść i zamieszkać oddzielnie. Także miej świadomość, że to różnie może być.

Nie chciałam już dziewczyny dołowac, ale ja również miałąm podobną "przygodę" i dokładnie tak samo jak u metaksy, trwa to u nich wiele lat. Tamten facet również nie potrafi powiedzieć kobiecie aby sie wyprowadziła. A poza tym jego mama bardzo ją lubi i on się bał jej reakcji tongue Mam wrażenie, że niektórzy tak lubią sobie siedziec we własnym gówienku...:/

1 862

Odp: Być drugą i macochą

Sphira, witaj w klubie kochanek:0 albo jeszcze lepiej "konkubin". Jak ja nie cierpię tego słowa...Tylko ja się pytam co to za kochanka, co swojemu facetowi pierze przysłowiowe skarpety i troszczy się o jego dziecko?
Bo mi się wydaje, że kochanka to taka pani któa samą śmietankę spija, fajnie ma i zero obowiązków wobec faceta. A my? My sie kurde zajeżdżamy psychicznie żeby wesprzeć i zadbać o rodzinę. Na szczęscie są ludzie, którzy rozumieją takie "drobne niuanse" a jak ktoś nie kuma, to jego problem, nie? smile
Shedir napisała:
Tu chodzi tylko i wyłącznie o nią. Nie o dziecko, nie o m tylko o nia. Dziecko to narzędzie bo ładnie wygląda przed innymi jak sięmówi dla dobra dziecka, a pod przykrywką tego robi co się chce.
Te kobiety kierują sie tylko i wyłącznie swoimi uczuciami i emocjami i wydaje sie im, że jak one tak czuja to wszyscy na około tez tak powinni, a juz napewno dzicko tez powinno miec takie zdanie jak one i być w stosunku do niej lojalne. Naszej wydaje sie, że zrobi nam na złośc, że popsuje stosunki między nami, nasze malżeństwo itd. Do tego przyznam że do perfekcji ma opanowane własne public relation smile. Potrafi zrobic z siebie taką wspaniałą, idealna, a do tego taka ofiare. W domu lub przy blizszym poznaniu wychodzi jaka jest naprawde. Jeśli posuwa się już do tego, że dziecku opowiada takie bzdury, że tatuś ja zdradzał z ciocia to co musi opowiadac innym. Mało tego, dziecko ma to powiedziane w formie tajemnicy, a młoda wie, że jak powie nam to my tego dalej nie powtórzymy.
Ex jest sfokusowana na własne korzyści tylko i wyłącznie i wykorzystuje do tego młodą bo to najlepsza przepustka do osiagnięcia celu, wiedząc że ojciec ją kocha i nigdy nie zostawi i że rodzina m też młodej nie pozwoli zginąc.
Poza tym nasza ex jest naprawde mocno zaburzona emocjonalnie stąd tez takie jej zachowanie. To tykająca bomba DDA, DDR i niestabilna emocjonalnie.

Dokładnie tak. I niech sobie nie myślą, że nikt tego nie widzi...jeśli się trafi na dobrego psychologa to szybciutko rozpracowuje taką Panią Matkę. No, ale to oczywiście kosztuje...:/

1 863

Odp: Być drugą i macochą

Moim zdaniem rozwód w takich sytuacjach to już tylko formalność - papierek.
Dla mnie to idiotyczne, że jak bierzemy ślub to nikt nas nie pyta, nie sprawdza, nie robi wywiadu... po prostu mamy wolną wolę. A kiedy przychodzi do rozstania to mecenasi, sądy, ławnicy, świadkowie, psychologowie, dowody i przeciąganie decyzji latami - dramat. Żeby Ci ludzie jeszcze kompetentni byli to byłoby cudownie.
Faktycznie mało jest osób, które potrafią uszanować zdanie i decyzje drugiego człowieka. Nie kocham cię, nie jesteśmy szczęśliwi, nie chcę z tobą być, odchodzę - koniec i kropka! Wypaliło się, trzeba dać sobie na luz. Każdy po rozstaniu próbuje budować siebie i swoje życie na nowo. Przynajmniej normalni ludzie z szacunkiem do samych siebie tak robią.
Najgorsze jest to - jak już nie jedna z Was pisała - że matka choć najgorsza czarownica jest matką - a ojciec - może zniknąć i tak będzie tym złym, byleby płacił.
Niestety ja się obawiam, że jej nienawiść, sączący się jad, zazdrość i robienie z siebie na siłę ofiary to cel jak chce osiągać przy każdej możliwej okazji, która się pojawi.

W kwestii mieszkania razem - zgadzam się z dziewczynami - to dziwne. Również miałam przypadek, taki epizod w swoim życiu, że interesował się mną facet, który a i owszem był po rozwodzie, ale zapomniało mu się powiedzieć, że po 4 latach nadal mieszka z byłą żoną i dziećmi... Dlaczego - bo tak im wygodnie. W sumie spotykają się z innymi, sami ze sobą czasami pewnie też sypią i tak się toczy - nie ma to jak własne gówienko.

pupa7 - odnośnie przywożenia i odwożenia, to takich detali chyba się nie ustala - ustala się konkretnie dni, tygodnie, zarys spotkań, a ewentualne dopasowania i dogrania czy zamienić weekend w razie potrzeby, czy zgoda na wyjazd, czy inne sprawy powinny być ustalane przez rodziców o ile Ci się porozumieli w kwestii opieki. Bo jeśli nie to pewnie każdy szczegół można ustalić, ewentualnie mieć mediatora w tej sprawie. W naszym przypadku niby się porozumieli, ale ona niczego nie dotrzymuje i ciągle tylko rzuca kłody pod nogi robiąc tak, by tata był zły i by popsuć ich relacje. Co gorsza próbuje skłócać jednego z drugim i nastawiać przeciwko sobie, bo jednego tata kocha a drugiego nie i tak w kółko. A człowiek stoi obok - patrzy z niedowierzaniem i czuje niemoc.

1 864

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Macocha Widzę, że dotknęłam czułego punktu smile Szanuję Twoje zdanie i życzę Wam wszystkiego najlepszego. Ludzie są różnorodni i mają bardzo odmienne zachowania i emocje, dzięki temu świat jest taki piękny!:)
Miłego dnia Drogie Macochy smile

Sęk w tym , ze nie dotknęłaś.Nie czuje się abym wchodziła w ich życie mało tego jeśli czytasz ze zrozumieniem to zauważyłaś, że byłam na tyle dobroduszna, że pomimo tego, że puszczała się jak dziwka na Pigalaku to powiedziałam, ze się usunę jeśli są szanse na szczęśliwy dom dla ich dziecka.
Mój kręgosłup moralny ( pomimo 10 lat różnicy między mną a ex) jest dużo większy.

1 865

Odp: Być drugą i macochą

Kochanka to konkurentka, nieformalna partnerka. W dzisiejszych czasach kojarzy się ono raczej z kobietą polującą na żonatych mężczyzn, której celem jest rozbicie cudzego związku lub korzyści materialne. Trudno się dziwić, że budzi negatywne odczucia.

1 866

Odp: Być drugą i macochą

(1.1) mężczyzna utrzymujący stosunki seksualne z kobietą bez wchodzenia z nią w otwarty związek
zamienić na rodzaj żeński...

Z tego co wiem żadna z nas nie jest w takiej sytuacji...:-)
Ja mimo iż optymistką nie jestem powiedziałabym , że jesteśmy lepszym losem mężczyzn z marnymi doświadczeniami :-)

1 867

Odp: Być drugą i macochą

Dla mnie kochanka ma wiele znaczeń... kim jest kobieta singiel i facet singiel, którzy nie chcą związku a mają na jakiś czas stałych partnerów w łóżku? Kochanka i kochanek smile
Facet, który ma żonę i spotyka się z jedną lub wieloma kobietami, z którymi tylko uprawia seks - to owszem są to kochanki... Zazwyczaj żonę kłamie prosto w twarz i udaje super cudownego męża, który zawsze wraca lub gra w dwa życie jednocześnie okłamując obie kobiety. Ale facet, który odszedł od żony i nie mieszka z nią i nie chce z nią być i jest uczciwy w stosunku do niej, mówiąc jej prawdę prosto w oczy - że nie kocha, odchodzi i już, po jakimś czasie zaczyna być w innym związku oficjalnie, a rozwód jest w trakcie... to kobietę, z którą jest jak należy nazwać? W moim odczuciu życiowa partnerka nie kochanka. Choć dla żony każda taka będzie kochanką w najgorszym znaczeniu tego słowa, co ukradła męża, rozbiła rodzinę i pozbawiła dzieci ojca - samo zło i diabeł w pięknej otoczce smile

A co na to sądy?

Zachowania małżonków w okresie, gdy rozkład ich pożycia małżeńskiego był już zupełny i trwały, nie są jednak bez znaczenia dla oceny przesłanek rozwodowych określonych w art. 56 k.r.o. Małżonkowie zobowiązani są do wzajemnej lojalności i przyzwoitego zachowania wobec siebie przez cały czas trwania małżeństwa. Jeśli ich niewłaściwe zachowanie stało się przyczyną rozkładu pożycia, ponoszą tego skutki w postaci możliwości przypisania im winy rozkładu ze wszystkimi tego konsekwencjami, jakie przewiduje ustawa. Natomiast jeśli ich niewłaściwe zachowanie miało miejsce już po powstaniu i utrwaleniu rozkładu pożycia i nie może być uznane za jego przyczynę, oceniać je trzeba z punktu widzenia przesłanki zasad współżycia społecznego, jaką przewiduje art. 56 § 2 i 3 k.r.o. dla oceny zgodności orzeczenia rozwodu z tymi zasadami oraz oceny zgodności z nimi odmowy zgody na rozwód małżonka, któremu nie można przypisać winy (wyrok SN ).

Związek jednego z małżonków z innym partnerem w czasie trwania małżeństwa, lecz po wystąpieniu zupełnego i trwałego rozkładu pożycia między małżonkami, nie daje podstawy do przypisania temu małżonkowi winy za ten rozkład (wyrok SN ).

Ups... czas leci! A skupiamy się nad tym co doprowadziło i było przyczyną rozpadu, a nie życie po rozpadzie!

1 868

Odp: Być drugą i macochą

A ja jestem żoną i kochanką mojego!!! mężą smile


A tak szczerze dla mnie kochanka/kochanek to osoba ukrywana przez małżonka przez drugim małżonkiem. Osoba z którą nie łaczy nas tylko jeden skok w bok ale z którą regularnie uprawia się seks, łączy bliska relacja psychiczna tylko w tajemnicy przed innymi. A i kochanka/kochaneg godzą się na takie relacje, mają świadomośc że dany odobnik posiada żonę/męża z którym/którą prowadzi normalne życie rodzinne i nie zamierza z niego rezygnowac.

1 869

Odp: Być drugą i macochą
shedir napisał/a:

A tak szczerze dla mnie kochanka/kochanek to osoba ukrywana przez małżonka przez drugim małżonkiem. Osoba z którą nie łaczy nas tylko jeden skok w bok ale z którą regularnie uprawia się seks, łączy bliska relacja psychiczna tylko w tajemnicy przed innymi. A i kochanka/kochaneg godzą się na takie relacje, mają świadomośc że dany odobnik posiada żonę/męża z którym/którą prowadzi normalne życie rodzinne i nie zamierza z niego rezygnowac.

no właśnie::)

1 870

Odp: Być drugą i macochą

Wszyscy mamy tendencję do "wybielania" się. Pozwolę sobie przytoczyć fragment książki DALE CARNAGIE, który mówi sam za siebie.

Emocje związane z największym w historii Nowego Jorku posagiem sięgnęły szczytu 7 maja 1931 roku. Po tygodniach poszukiwań Crowley, rewolwerowiec znany jako ?Pistolet-abstynent", został osaczony przez policję w mieszkaniu swojej przyjaciółki na West End Avenue.
Stu pięćdziesięciu policjantów i detektywów przypuściło atak na jego mieszczącą się na ostatnim piętrze kryjówkę. Wykuli dziury w dachu i usiłowali wykurzyć stamtąd Crowleya, ?postrach policjantów", przy pomocy gazu łzawiącego. Gniazda karabinów maszynowych były ustawione na dachach sąsiednich budynków. Dobrze ponad godzinę w jednej z najelegantszych dzielnic mieszkaniowych Nowego Jorku rozbrzmiewały serie wystrzałów i kanonada z broni maszynowej. Crowley, ukryty za miękkim fotelem, nie przestawał strzelać do policjantów. Bitwie przyglądało się dziesięć tysięcy podnieconych ludzi. Nigdy przedtem nie widziano czegoś podobnego na ulicach Nowego Jorku.
Kiedy Crowley został schwytany, komisarz E. P. Mułrooney oświadczył, że ten uzbrojony desperat jest najniebezpieczniejszym przestępcą w historii Nowego Jorku. ?On zabija zupełnie bez powodu" ? powiedział komisarz.

A jak oceniał siebie sam Pistolet? Kiedy policja pod osłoną ognia przebijała sobie drogę do mieszkania, w którym się zabarykadował, napisał list otwarty. Zamiast podpisu zostawił purpurowe ślady krwi. Crowley pisał: ?Bije we mnie serce znużone, ale delikatne ? serce, które nie wyrządziłoby nikomu żadnej krzywdy."
Nieco wcześniej siedział wraz z dziewczyną w samochodzie na bocznej drodze za Long Island. Nagle do samochodu podszedł policjant i spytał: ?Czy mógłbym zobaczyć pańskie prawo jazdy?"
Crowley bez słowa wyciągnął rewolwer i wystrzelił wszystkie kule z magazynku do policjanta. Kiedy ten upadł. Pistolet wyskoczył z samochodu, chwycił jego rewolwer i oddał jeszcze jeden strzał do leżącego twarzą do ziemi policjanta. I ten właśnie morderca napisał, że bije w nim ?serce znużone, ale delikatne ? serce, które nie wyrządziłoby nikomu żadnej krzywdy".
Crowleya skazano na krzesło elektryczne. Czy wchodząc do celi śmierci w Sing Singu przyznał, że spotyka go kara za zabijanie ludzi? Nie; oto co powiedział: ?Spotyka mnie kara za to, że się broniłem."
Tak więc Crowley-Pistolet nie winił się absolutnie za nic.
Czy to niezwykłe w przypadku przestępców? Jeśli tak sądzisz, to posłuchaj:
?Spędziłem najlepsze lata mojego żyda dostarczając ludziom różnych przyjemności, pomagając im dobrze się bawić, a wszystko, co w zamian dostaję, to obelgi i życie ściganego zwierzęcia."
Tak mówił o sobie Al Capone. Tak, ten najbardziej znany amerykański wróg publiczny, najbardziej złowieszczy gangster, jaki kiedykolwiek pojawił się w Chicago. Capone nie czuł się winny. Uważał się nawet za dobroczyńcę ? nie docenionego i nie rozumianego dobroczyńcę.

1 871

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna konkretny argument nie teoria i słowniki.W czym jesteśmy winne? Konkretny przykład np w mojej sytuacji.Bo teoretyzowanie nic konstruktywnego nie daje.Znasz moją historię więc rozmawiajmy na jej przykładzie

1 872 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-10-18 10:45:05)

Odp: Być drugą i macochą

O nic Cię nie obwiniam, to Twoja sprawa, Twoje życie, Twoje szczęście. Ludzka psychika jest ciekawa i dobrze jest poznać sprawę dogłębnie z dwóch stron, by wyciągnąć właściwe wnioski. Mnie to ciekawi i dowiedziałam się kilku istotnych rzeczy na tym forum. Z doświadczenia wiem, że sprawy nie zawsze mają się takimi jakimi nam się wydają. Wina z rozpadu związku leży zawsze po środku. Ja tu piszę o sobie i nikogo nie chcę urazić. Nie wypowiadam w kwestiach, których nie znam gruntownie, a już tym bardziej nikogo nie oceniam. Najważniejsze to być szczęśliwym, tego sobie i Wam wszystkie Kobitki życzę smile

1 873 Ostatnio edytowany przez shedir (2012-10-18 11:15:13)

Odp: Być drugą i macochą

Oczywiście że każdy ma tendencję do wybielania się, tłumaczenia swoich poczynań, tego co robi, jak zrobił, wyjasniania sobie. To jest bardzo znane w psychologi. Robimy wszytko by mieć o sobie dobre zdanie o swoim "ja".
W kazdej tej sytuacji zauważyłam jednak jedna rzecz byłe żony robia to wyjątkowo silnie, i często do tego odgrywaja przewaznie straszną ofiare.
Jest takie forum o rozwodach i tam w 98% to kobiety. Niezaleznie jaki facet na forum sie pojawi, z jakim problemem jest linczowany i traktowany jak worek bokserski. Jeśli napisze choc słowo krytyki na matkę, a czasem to są wręcz absurdy co matka robi, kobiety odrazu przystepuja do ataku. Ostatnio napisał facet który chce odejśc od żony, mieszkają w osobnych pokojach, nie sypiaja ze soba, nie rozmawiaja albo się kłocą i on juz zony nie kocha i nie chce dłużej tak żyć. Ma syna 10 letniego. Kobiety go odrazu zlinczowały, bo napewno ma kochanke i chce odejśc do niej, bo jest nieodpowiedzialny, bo ma problem ze soba. Jego żona jest oczywiście cacy i bez winy. Facet zawsze jest winiem. dla mnie to absur. Natomiast wśród kobiet po rozwodzie to zupełnie normalne aby za wszytko obwiniac faceta.

Mało tego był tam przykład faceta który walczył z zona o dziecko i o alimenty które żona ciagle podnosiła i chciała więcej i więcej,niebotyczne wymagania itd. Wszytkie panie jej wtórowały, popierały i poddawały pomysły jak utrudnic kolesiowi i dokopać. Facet na forum był dosłownie zgnojony przez kobiety, wypisywały mu że załuje na dziecko, nie interesuje się, że była żona biedna itd. I w końcu owy pan wygrał i dostał opieke nad dzieckiem, które zresztą samo chciało z nim byc, zarządał alimentów na dziecko takich samych jak jego matka i nagle okazało się, że mamausia uważa iz dziecko tyle wcale nie potrzebuje i alimenty sa niebotycznie duże. Mało tego nawet na forum panie zwymyslały pna że gnebi biedna byłą żone, skąd ona ma wziąść pieniądze, jest bez honoru bo rząda od kobiety alimentów na dziecko  itd.

Kolejny przykład z tego forum:

Pani która zdradziła męza, mąz na poczatku probował chodzić z nia na terapie małżeńską ale po 4 miesiącach zrezygnował, zlożył papiery o rozwod i zyja juz od ponad roku osobno, rozwód w toku. Pani przecież tak kocha jeszcze męza, nie może mu wybaczyc że o malżeństwo nie walczył, a reszta Pań na forum ją wspiera bo jak on mógł, że sam powienien się przyjrzeć związkowi, przciez nie rozpada sie z winy tylko jednej osoby, on tez bez winy nie był, a ona niech juz przestanie sie katowac każdy ma prawo do błedów. Na koniec Pani powiedziała że ostatnio jeszcze mąż, zapoznał ich córke z jego nowa partnerką iii.... Jak on mógł, jaki to drań wtórowały inne. Oczywiście Panie odrazu doszły do wniosku że mimo iż ich związek rozpadł się prawie dwa lata temu ten owy jeszcze mąż znalazł sobie dziewczyne by się po nej pocieszyć i na niej odegrac i że współczuja tej nowej jego kobiecie smile .
Znalazł się na forym jeden pan który napisał kobietom prawde ale znowy rzuciły się na niego jak sępy na padline wspierając wzajenie. I doszedł do wniosku, że jeżeli facet zdradza czy zostawia żonę to dlatego że jest draniem, nie kocha, że jest nic nie wart itd, a jeżeli kobieta zdradza i rozbija rodzine to dlatego że mąż jest draniem, nieczuły, nie kocha i nic nie wart.

I ja się z tym wszytkim zgadzam. Kobiety po rozwodach maja klapki na oczach, zamknięte w swoim świecie i bólu do którego przyczynił sie tylko i wyłącznie mężczyzna.      Nie ma znaczenia czy facet dba o dzieci, trzeba zrobic tak aby przestał o nie dbac by można było mu zarzucac że jest draniem i olał dziecko, a jesli nie dba to tez po nim jeździć no bo olał dziecko. Prawda jest taka, że wielu facetów poprostu się poddaje bo to walka z wietrakami, zamiast koncentrowac się na dziecku muszą wiecznie toczyc wojne z byłą żoną o jeje dobre samopoczucie i z jej problemami podszytymi dobrem dziecka. Byłe zony i mamusie bardzo ale to bardzo rzedko widza w sobie błedy i chca się do nich przyznac nawet same przed soba.
Zreszta to forum tez to tylko potwierdza, niestety.

Mnie sie wydaje, że tego sie poprostu nie zmieni bo takie zachowania sa w kobietach głeboko zakodowane. Nie zmieni sie dopóki sądy nie przestana przyznawac dzieci matka na wyłączności robic z nich właścicielki dzieci.

1 874 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-10-18 10:54:42)

Odp: Być drugą i macochą

Shedir, całkowicie się z Tobą zgadzam, warto mieć o tym świadomość. Wszyscy jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy, grunt to wyciągać właściwe wnioski na przyszłość.

1 875 Ostatnio edytowany przez MariannaM (2012-10-18 13:40:11)

Odp: Być drugą i macochą

Każdy troszkę się wybiela, wiadomo.Ale wszystko ma swoje granice. Zazdrosna, przykłady które podałaś choć szokujące dotyczą raczej psychopatów i socjopatów, czyli osób pozbawionych sumienia. Najgorsze jednak co może sie stać, to gdy pozornie normalna, szanowana i społecznie akceptowana osoba, taka jak np Pani Matka postępuje egoistycznie i rani własne dziecko zasłaniając się jego dobrem. Rozumiem, że można się zapędzić w próbie usprawiedliwiania swoich poczynań,ale jednak jest gdzieś ta cienka niebieska linia, za którą takie czy inne postępowanie jest już niedopuszczalne i zdrowy człowiek powinien umieć tę granicę rozpoznać. Jeżeli nie potrafi i żyje w fikcyjnej rzeczywistości, gdzie tylko on jeden ma słuszność i wobec krzywd ma prawo na każde świństwo jakie tylko mu wpadnie do głowy, tzn ze zdrowym człowiekiem nie jest.
Takie byłe żonki niestety mają poważny problem ze sobą a sytuacja życiowa tylko ten problem uzewnętrznia. Nie sztuka jest być w porządku gdy wszystko układa się dobrze. Zachować klasę i rozstać się z godnością chroniąc przy tym dzieci to objaw dojrzałości i postawa godna szacunku. Te panie,które pławią się po rozwodzie czy tez podczas we własnym jadzie, tak naprawdę tylko udowadniają, że facet miał całkowitą słuszność zwiewajac gdzie pieprz rośnie od takiej kobiety. Zapewniam was, że jeśli uskutecznia tego rodzaju zachowania w trakcie rozstania, to z pewnością w obliczu jakichkolwiek kłopotów podczas trwania związku też nie było z nią lekko.

1 876

Odp: Być drugą i macochą

No dobrze moje panie - a jaką klasę wykazujecie Wy - te drugie? Jedziecie jadem na byłe żony. One w Waszej wersji nie kochają dzieci, są wredne itp. a Wy cudowne, dobroduszne, wyrozumiałe.
Nie atakuję Was, ale uważam, że kobiety nie różnią się od siebie tylko stoją po dwóch stronach barykady. Po jednej stoi była żona którą zalewa krew, jest zazdrosna, że były mąż (lub jeszcze obecny) zakachał się i układa sobie życie z inną która jeszcze jest konkurencją w miłości dziecka. A po drugiej stoici, Wy, te teraz kochane, wybranki, które uśmiechami i troską obdarzacie ich dzieci.
Zapewniam Was (jako była i obecna) że jeśli podzielicie los tych byłych wasze zachowanie niewiele będziecie sie różnić od ich obecnego. Bo jak to się mówi "punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia". Zresztą czy tak wiele teraz się różnicie? Jedziecie na te byłe równo. Jesteście pierwszy raz w takiej sytuacji, nie macie swoich dzieci ale jesteście majmądrzejsze zarówno w wychowywaniu jak i w pożyciu.
Stara już jestem. Wiele doświadczyłam i nie pochwalam takiego zachowania. Uważam, że ludzie powinni wchodzić w nowe związki dopiero po pozamiataniu po poprzednim, ustabilizować rozchwiane nerwy swoje i dzieci. Jak nastanie stabilizacja to i myśli się  trzeźwo i postępuje racjonalnie. Macocha może matkować dziecku którego matka nieżyje. To dziecko potrzebuje miłości i ciepła od kobiety.
Nie rozumiem, jakim prawem drugie żony a wielokrotnie tylko partnerki angażują się w "walkę" o nie swoje dziecko. Rozumiem, że rozmawiają z partnerem o tym, że wysłuchają ale chodzenie z nim do prawników, bycie obecnym na sprawach w sądzie to już znaczna przesada. Nie WY walczycie i rozwodzicie się tylko wasz partner.

Nie dawno rozpisywałyście się o nietaktownej rodzinie partnerów bo w ich domach wystawione są zdjecia z ich byłymi żonami. To co? Jeśłi rodzice dostali od wszystkich dzieci, synowych, zięciów wspólntą pamiątkę - zdjecie rodzinne to mają wyciąć dziurę? Nikomu nie wolno wspominać imprez i zabawnych syuacji w kórych uczestniczyli? Rozumiem, że skoro tak to oczekujecie że wszyscy wymarzą z pamieci te kobiety i tylko patrzeć jak zarządacie tego od ich dzieci. Takim zachowaniem właśnie okazujecie swoją zazdrość że one istniały w życiu waszych facetów. No i to potwierdz, że wy też nie akceptujecie istnienia tych kobiet. Jakie wnioski - one nie akceptują was, wy ich. Obie kobiety jednego mężczyzny zieją ogniem do siebi. Obie temu samemu "susza" głowę, obie żądąją dla siebie większych praw.
Krzywdzicie go tak samo jak one, tyle, że teaz on wam ufa i was kocha dlatego stara sie was uszczęśliwić a nie je. Dlatego wy czujecie się pewniej.
NIgdy nie byłam zazdrosna o zdjećia. Nawet odwrotnie, jak bratowa pokazała mi ich zdjecia ślubne i z chrzcin dzieci widziałam jak mój mąż potrafi kochać.
Nikt nie wmówi mi, że żenił się z rozsądku bo kobieta była w ciąży. Kolejne dzieci przyszły na świat z powietrza? No chyba, ze facet jest przysłowiowa "dupa" i daje sobą manipulować. Ale jak był to i jest..... i każda kolejna robi to samo.

Lepiej byście zrobiły gdybyście wymieniały się doświadczeniami, odczuciami a nie nawzajem nakręcały się.
Co się stało nie odstanie się. Nikt nie zniknie z powierzchni ziemi i waszego życia. Niestety, tak długo jak będziecie z tymi panami tak długo narażone jesteście na jakiś kontakt z ex i rozmowy o nich.

I POWTARZAM, TO NIE ATAK NA KTÓRĄŚ Z WAS.

1 877

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

I POWTARZAM, TO NIE ATAK NA KTÓRĄŚ Z WAS.

A jednak zabrzmiało złowrogo smile

1 878 Ostatnio edytowany przez MariannaM (2012-10-18 15:22:07)

Odp: Być drugą i macochą

"Nie atakuję Was, ale uważam, że kobiety nie różnią się od siebie tylko stoją po dwóch stronach barykady."
Uważam, że jednak się różnią...zresztą to jest kwestia charakteru a nie płci.

"Zapewniam Was (jako była i obecna) że jeśli podzielicie los tych byłych wasze zachowanie niewiele będziecie sie różnić od ich obecnego."
NA tyle siebie znamy, na ile nas sprawdzono, to fakt. A jednak miałam już niejednokrotnie okazję w życiu sprawdzić swoją wytrzymałość psychiczną, oraz to, czy jestem mściwa. I okazało sie ze jednak nie jetsem, a uwierz mi, że miałam powody...oraz możliwości dopiec komuś, kto mnie źle potraktował. Więc śmiem twierdzić, że pomimo rozgoryczneiu jakie mogłoby mi towarzyszyć podczas rozwdu nie odstawiałabym takich szopek jakie mają niekiedy miejsce. Może to wynika nawet z tego, że było by mi zwyzajnie glupio tak sie zachowwyac. Albo jetseśmy dorosli albo nie...I nie chodzi o to, że facet był niewinny a ona to wredna jędza. Oczywiście, że oboje ponoszą odpowiedzialność za taki rozpad. A jednak w pewnym momencie lepiej odpuścić i zaprzestać raninia wszystkich wokół siebie (a szczególnie dziecka) z powodu własnego bólu.
Jakoś nie miałam ochoty skakać do gardła ex i w  sumie to żałuję, że nie jest możliwe jakaś bardziej poprawna forma kontaktów.Nie jestem ani na jotę o nią zazdrosna. Forum to stanowi swoisty wentyl bezpieczeństwa dla naszych trudnych emocji i to chyba lepiej że tutaj sie czasem wyzyjemy niz zebyśmy robiły to pod balkonem ex tongue

"Macocha może matkować dziecku którego matka nieżyje. To dziecko potrzebuje miłości i ciepła od kobiety.
Nie rozumiem, jakim prawem drugie żony a wielokrotnie tylko partnerki angażują się w "walkę" o nie swoje dziecko. Rozumiem, że rozmawiają z partnerem o tym, że wysłuchają ale chodzenie z nim do prawników, bycie obecnym na sprawach w sądzie to już znaczna przesada. Nie WY walczycie i rozwodzicie się tylko wasz partner. "
Oczywiście. Matkować, czyli co? No bo jeśli dziecko przebywa u mnie w domu, to mam na nie nie zwracac uwagi? Mam nie nakarmić, nie poczytać tylko dlatego, ze nie wolno mi matkować? A co gdy matka jest chłodna emocjonalnie i nie okazuje dzieku uczuć (naturalnie kcoha je ale jest bardzo zamknięta)? Co jeśli dziecko nie doznało ciepła kobiecego, pomimo że jego matka żyje? Skoro jesteś doświadczona i "stara" to na pewno wiesz, że świat nie jest czarno-biały i są różne, różniste sytuacje. Nie ma co wrzucać wszystkiego do jednego wora.
Tak, pomagam mojemu partnerowi w załatwianiu różnych spraw, na rozprawy z nim nie jeżdże...Pomagam, bo go kocham, bo go wspieram, bo właśnie teraz potrzebna mu pomoc emocjonalna i mało tego będe nawet zeznawała w sądzie jeśli zajdzie taka potrzeba. I co z tego? Jestem przede wszystkim jego przyjaciółką i może na mnie liczyć w tej trudnej sytuacji.

"Obie kobiety jednego mężczyzny zieją ogniem do siebi. Obie temu samemu "susza" głowę, obie żądąją dla siebie większych praw. "
Ex nie jest już jego kobietą, gwoli ścisłości. Każdy człowiek am wolną wolę i ma prawo żyć z kim chce. Jeżeli ludzie się rozstają, to papier jest tylko formalnością. Więc o jakich prawach tu mówimy? Była zona pozostaje matką jego dzieci i to wszystko. Muszą sie dogadac w tej kwestii (i w kwestii majątku) i każdy idzie swoją drogą. Kontaktują sie ze względu na dzieci. Facet ma nowy związek i ta nowa kobieta jest w tym momencie dla niego wazniejsza, to chyba oczywiste?

"Krzywdzicie go tak samo jak one, tyle, że teaz on wam ufa i was kocha dlatego stara sie was uszczęśliwić a nie je. Dlatego wy czujecie się pewniej."
No nie wiem...mój chyba bardziej nie lubi swojej ex, niż ja. Mi tam ona wisi...ot upierdliwa jest i tyle.

"Nikt nie wmówi mi, że żenił się z rozsądku bo kobieta była w ciąży. "
Faktycznie, jakby nie było pełno takich małżeństw...Obecności kolejnych dzieci jest jednak zastanawiająca:)

"No chyba, ze facet jest przysłowiowa "dupa" i daje sobą manipulować. Ale jak był to i jest..... i każda kolejna robi to samo."
Cóż...bardzo wielu ludzi nawet nie wie ze są manipulowani i nie am to nic wspólnego z byciem ciapą...To zależy od baardzo wielu czynników.

1 879

Odp: Być drugą i macochą

A tam  tendencja do wybielania sie..Jelsi ktos ma na tyle pokory i samodyscypliny w sobie potrafi bardzo,ale to bardzo krytycznie spojrzec na siebie.I nie musi wcale to na glos powiedzieć,lecz czuc

Ja nieraz sama mialam sytuacje,że w głownej lub polowicznej mierze bylam winna czegoś, i mimo ze staralam sie nie pokazac na zewnatrz,że czuje sie jak skonczony frajer,i jestem wsciekła nie tylko na drugą strone,ale i okropnie na siebie,chlostałam sie w myslach,a stwarzalam pozory że o sprawie zapomnialam,to jednak w glebi serca czulam sie jak skonczony ostatni debil, i moja samokrytyka wobec siebie wbijała mnie równo w glebe,a to dawało duzo do myslenia i wyciągania wniosków

Wcale nie musialam przyznać głosno do swoich bledów,lecz to co na sumieniu mialam to o żadnym wybielaniu nie było mowy, ale biczowanie sie z myslami i rozsterkami okrutne
Kwestia odrobiny krytycznosci,i pokory do naszych posuniec dobrze działa na trzeźwosć umysłu tongue

1 880 Ostatnio edytowany przez shedir (2012-10-18 17:11:37)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Jesteście pierwszy raz w takiej sytuacji, nie macie swoich dzieci ale jesteście majmądrzejsze zarówno w wychowywaniu jak i w pożyciu.

Byłam w poważnym związku zdradzona, oszukana a mój były partner odszedł do kochanki i zyje z nią do tej pory. Do głowy by mi nie przyszło aby im mieszacz czy się wtrącac.
Ja i mam swoje dziecko i wychowuje je i wychowuje dziecko mojego męza i żyje w zgodzie z męzem dłużej niż ex więc chyba jednak mądrzejsza w tym pożyciu jestem. Tym się różnimy.

Sama do niedawna rozpisywałaś się na temat ślubu swojego pasierba, aby się nie angażowac w dzieci bo ex i tak zrobi z nimi jak będzie chciała, a teraz unosisz sie i prawisz morały bo mamay swoje zdanie na temat byłych żon i nie pochwalamy ich zachowania. Nadawałaś na matkę pasierba która jednym słowem i zachcianką niszczy to co ustaliliście. Dotkneło cię to bo jesteś byłą żoną?

Ewarg napisał/a:

Zapewniam Was (jako była i obecna) że jeśli podzielicie los tych byłych wasze zachowanie niewiele będziecie sie różnić od ich obecnego.

A na jakiej podstawie nas zapewniasz? Sama tak robiłaś będąc byłą żoną?
Właśnie dlatego że widze jak to niszczy dziecko zapewniam cię, że mojemu synowi nigdy bym takiego piekłą nie urządziłą w życiu. Decydując się na rozwód decyduje się na życie bez mojego męża, na budowaniu go od nowa i ze świadomością, że były maż nie będzie się biczował do końca życia ze nam się nie udało. Rozumiem, ż ewiększośc byłych żon by tak chciałą ale to ich problem i jeśli nie potrafią się z tym uporac i nie chcą by to zniszczyło oom życie radze się udac do psychologa.


Owszem stoimi po dwóch róznych stronach i co z tego?


Ewarg napisał/a:

Jakie wnioski - one nie akceptują was, wy ich.

Myśle że nieakceptujemy się nawzajem.



"Naszą" zazdrośc potępiasz a byłych żon uprawiedliwiasz?
MAm byc wyrozumiałą dla utrudniania mojego życia przez ex bo ją krew zalewa że jej były mąż układa sobie życie?
Jeśli ma z tym problem niech idzie do psychologa i coś zrobi ze swoim życiem a nie manipuluje dzieckiem i zatrówa życie.

Wybacz matka dziecka(8lat) mojego męza opowiad mu że ten miał romans ze mną aby ją nastwic przeciwko. Jak to nazwiesz? Znowu wspomne, ż emojego męza nawet nie znałam jak się rozeszli.  Nie doś że atak na ojca aby nastawic dziecko przeciwko to jeszcze i na mnie, aby myślało, że zabrała mamausi tatusia.
Masz na to jakies racjonalne wytłumaczenie? Czy znowu wytłumaczysz to zazdrością o to że jeje były mąz układa sobie szczęsliwie życie. I jak się kolejny raz pytam, co mnie to obchodzi że ona jest zazdrosna? Mam się biczowac z tego powodu?



Ewarg napisał/a:

Obie kobiety jednego mężczyzny zieją ogniem do siebi.

Wybacz ale chyba coś ci sie pomyliło. JA jestem kobietą mojego męża, jedną i jedyną przynajmniej na tą chwile. Ex żona był a nią kiedyś po rozwodzie już przestała nią byc. Jak widac byłe żony wciąż mają problem z tym, gdzieś tam w środku zawsze uważacie się za kobietę byłeg męza. A tu nalezy używac czasu przeszłego. Byłaś kobietą swojego męża już kiedyś, teraz kobietą byłego męza jest jego obecna partnerka.

Ewarg napisał/a:

Obie temu samemu "susza" głowę, obie żądąją dla siebie większych praw.

Możesz mi wytłumaczyc jakie prawa do mojego męza ma jego była żona albo jakie może sobie rościc?


Jeszcze do niedawna na innym forum wdałaś się w polemike z byłymi żonami które graja dzieckiem i utrudniaja życie byłemu męzowi i stanowisko miałaś zupełnie inne. Nagle się zmieniło????

1 881

Odp: Być drugą i macochą

Ja na pewno nie chcę matkować dziecku partnera, bo od tego ma matkę i ojca, ale wybacz ewarg jeśli dziecko jest w moim (a teraz moim i mojego faceta) mieszkaniu to mam prawo chyba się odezwać? O czymś zadecydować.

Ja również pisałam o tym, że było mi przykro kiedy w albumie zobaczyłam zdjęcia z eks, ale czy nie ma prawa mi być przykro? Uważam, że może się zrobić przykro kiedy zobaczy się takie zdjęcia. Ale przecież nie wstałam i nie powiedziałam:"wytnijcie głowę tej Pani!! Nie chcę jej oglądać!"- zwyczajnie było mi smutno i tyle. Nie widzę w tym nic złego.
Nie oczekuję od nikogo, że wymaże tę kobietę z pamięci.
Ty ewarg nie byłaś zazdrosna o zdjęcia, ja pupa jestem- jesteśmy dwoma różnymi osobami.


A ja zapewniam Ciebie ewarg, że kiedy znajdę się w takiej sytuacji jak eks to nigdy nie będę się tak zachowywała jak inne eks.

Z jednym się z Tobą ewarg zgadzam. Ludzie powinni wchodzić w kolejny związek kiedy już pozamykają pewne sprawy (nie musi to być rozwód, bo czasem ciągnie się latami), ale niech emocje opadną, niech poukładają chociaż w pewnym stopniu stare sprawy.

1 882

Odp: Być drugą i macochą

No dobrze moje panie - a jaką klasę wykazujecie Wy - te drugie? Jedziecie jadem na byłe żony. One w Waszej wersji nie kochają dzieci, są wredne itp. a Wy cudowne, dobroduszne, wyrozumiałe.

Ty wiesz kobieto masz racje pluje w nią jadem, pluje w nią takim jadem, że czasem żałuję , że zbyt słabym i ona nadal włazi w moje życie.jednak zaraz chwila...aaaa zapomniałam, że mój jad to moje 4 ściany i forum.Nie latam po mieście, nie pisze na FB " mój były mąż skurwysyn", nie próbuje przeciągać dziecka na swoją stronę, nie wysyłam maili w stylu " odpierdol się", nie i nie i nie i tych nie jest mega dużo.Jad??owszem bo ona niszczy MOJEGO mężczyznę , moje szczęście, kogoś przy kim budzę się codziennie rano i wiem po co żyję.Miała swoje 5 minut.Dlaczego nie wtedy nie zagrała pierwszych skrzypiec???a nie przepraszam zagrała a raczej to na niej grali i to nie jeden a kilku.
Nie atakuję Was, ale uważam, że kobiety nie różnią się od siebie tylko stoją po dwóch stronach barykady. Po jednej stoi była żona którą zalewa krew, jest zazdrosna, że były mąż (lub jeszcze obecny) zakachał się i układa sobie życie z inną która jeszcze jest konkurencją w miłości dziecka.

Zadzrosna, że były mąż zakochał się??przeczytaj to zdanie i zastanów się co za bzdety wypisujesz.
Była żona mojego M miała pewną część ciała wiecznie nie zaspokojoną i lepkie rączki.Zazdrosna??Ona nie ma prawa do takiego uczucia.


A po drugiej stoici, Wy, te teraz kochane, wybranki, które uśmiechami i troską obdarzacie ich dzieci.

A co nie należy mi się uśmiech?miłość? czy to ja ja pchalam do łóżka tych facetów??Kurde kobieto zastanów się co Ty piszesz?


Zapewniam Was (jako była i obecna) że jeśli podzielicie los tych byłych wasze zachowanie niewiele będziecie sie różnić od ich obecnego. Bo jak to się mówi "punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia". Zresztą czy tak wiele teraz się różnicie? Jedziecie na te byłe równo. Jesteście pierwszy raz w takiej sytuacji, nie macie swoich dzieci ale jesteście majmądrzejsze zarówno w wychowywaniu jak i w pożyciu.
Stara już jestem. Wiele doświadczyłam i nie pochwalam takiego zachowania. Uważam, że ludzie powinni wchodzić w nowe związki dopiero po pozamiataniu po poprzednim, ustabilizować rozchwiane nerwy swoje i dzieci. Jak nastanie stabilizacja to i myśli się  trzeźwo i postępuje racjonalnie. Macocha może matkować dziecku którego matka nieżyje. To dziecko potrzebuje miłości i ciepła od kobiety.


Matkować dziecku którego matka nieżyje.To dziecko potrzebuje miłosci i ciepła od kobiety.Rozumiem.Czyli macocha - ta z kopciuszka była idealna??wspaniała??cudowna??A ja ta co się tym dzieckiem zajmuje, co zapisuje je na zajecia, co kupuje ubrania , co koloruje z nią, bawi się, robi różne rzeczy, uczy liczyć, pisać, zabiera do teatru to jestem zła bo wchodzę w kompetencje mamuni która tego nie robi bo uważa że dziecko 4 letnie powinno grac na kompie.Wybacz ale jak dla mnie to masz chore podejście do sprawy.

1 883 Ostatnio edytowany przez Alutka131 (2012-10-18 22:35:55)

Odp: Być drugą i macochą

Ewarg,jak sama słusznie zauważyłaś, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...
Poza tym chciałam dodać, że nie jestem ani idealna,ani mega wyrozumiała. Każdy ma swoje. Przypominam, że też jestem byłą - tą zdradzoną, ale nie przyszło mi do głowy mojemu ex życia zatruwać, kurczę, nie chciało mi się z nim nawet gadać, a co dopiero bawić się w głupie gierki. A teraz jeżeli ktoś ma ochotę się tak zabawiać, to bardzo proszę, ale nie kosztem moim i moich bliskich. Ja nie muszę ex lubić, ona nie musi lubić mnie, dziecko jest jej i mojego partnera, wypadałoby mieć stosunki poprawne. Ale do tego potrzebne jest zachowanie obu stron. A to, że ktoś nie potrafi i przy okazji robi krzywdę wszystkim wokoło? Dlaczego tego nie powiedzieć głośno? Po wtóre...Nie wyręczam w niczym mojego faceta, ja mu pomagam. Chce, żeby pójść z nim na rozprawę - dlaczego nie, nie chce, nie idę. Co do obecności dziecka, nie wybieram dla niej szkoły, ale skoro jest u mnie w domu, to chyba mam prawo się odezwać..? Zwłaszcza jak spędzam z nią mnóstwo czasu..?
No i to, co wielokrotnie powtarzałam: gdzie mamy wylać swoje żale, jak nie tutaj...?
PS. Też nienawidzę słowa konkubina:D

1 884 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-10-19 08:59:07)

Odp: Być drugą i macochą
Ewarg napisał/a:

Nie dawno rozpisywałyście się o nietaktownej rodzinie partnerów bo w ich domach wystawione są zdjecia z ich byłymi żonami. To co? Jeśłi rodzice dostali od wszystkich dzieci, synowych, zięciów wspólntą pamiątkę - zdjecie rodzinne to mają wyciąć dziurę?

Ewarg tak napisałam:

zazdrosna13 napisał/a:

U moich "przyszłych" teściów na honorowym miejscu wisi duży obraz - zdjęcia synów z żonami i dziećmi. W tym oczywiście moja poprzedniczka, boli mnie to, człowiek uświadamia sobie jak mało znaczy rok do kilkunastu lat małżeństwa. To prezent na 50 rocznicę dziadków i zdaję sobie sprawę, że nikt dla mnie go nie ściągnie.

Po dwudziestu latach, jak przetrwamy też pewnie będziemy mówić o tym bez emocji. Na razie przynajmniej dla mnie jest to nowe doświadczenie i liczyłam tutaj na możliwość wygadania się, zrozumienie, wsparcie i pomoc w rozwiązaniu problemów, czym jestem w stanie się odwdzięczyć. Kobiety chyba mają zakodowaną nienawiść do siebie i oraz pierwotny instynkt pozbycia się i eliminację potencjalnej konkurencji.
Miłego dnia Wszystkie ex i next.

1 885

Odp: Być drugą i macochą

Ileż to razy już te kwestie były przerabiane na tym forum, ale zawsze znajdzie się ktoś kto wsadza kij w mrowisko... Cóż!

Moim zdaniem - w pewnym sensie Ewarg ma rację, ale w tym różnieniu się i podejściu i jadzie i pluciu na siebie wzajemnie i prawach dp jednego faceta to lekka przesada - muszą być granice zdrowego rozsądku!
To kwestia charakteru, zasad, wychowania, honoru, ambicji i szacunku do siebie oraz innych ludzi, a przede wszystkim godności!
Ex tego nie mają! A trzeba umieć rozstawać się z godnością i już. Nie wyszło - trudno! Rozpadło się - trudno. Ok - rozżalenie, zawiedzenie, zderzenie z rzeczywistością, smutek, pokrzywdzenie - rozumiem, to naturalne odczucia, kiedy nie wyszło tak jak w jej/czy każdej z nas mniemaniu wyjść miało. Ale do cholery trzeba to przeboleć i dać na luz, zająć się dziećmi, sobą, życie płynie dalej... a nie tkwić w przeszłości i karać non stop, dogryzać, poniewierać, krzywdzić dzieci.
Co one są winne? Co ja jestem winna, że im nie wyszło? Mam cierpieć i tolerować jej zachowania, bo on zakochał się akurat we mnie i ja akurat z nim jestem szczęśliwa?
No bez przesady - nie jestem Matką Teresą i nie mam skłonności masochistycznych.
Ona ewidentnie molestuje psychicznie i dzieci i jego i poniekąd mnie... U mnie to kwestia odcięcia się... ale żal mi mojego jak widzę, że tęskni za synami, że sam nie wierzy, że ją wybrał za żonę, że mógł z nią być tak długo, że nie widział tego wcześniej... ale jak był nianią i kasa była na rachunku to czarownica nie przekraczała pewnych granic...
Nie można pozwolić się tłamsić, nie można pozwolić by ktoś nas niszczył, ubliżał, wyzywał, by nie szanował!
Ja jej życzę wszystkiego co najlepsze, niech będzie szczęśliwa, niech się zakocha, niech daje i bierze... niech spędza z synami super czas - niech jej się jeszcze uda... byleby z daleka od nas i byleby bez krzywdy dla dzieci!
Oni już mają sieczkę w głowie - co będzie dalej - aż boję się myśleć! Cholernie im współczuję matki - bo to ona nie daje za wygraną, ona nie umie ustawić się do pionu.
Mój M wyszedł jak stał, wszystko oddał dla synów, dostawali mnóstwo pieniędzy i co... Interesował się, jeździł, spotykał, dzwonił... źle! Wszystko do cholery źle!

W kwestii zdjęcia - chyba każdy z nas, czy to kobieta czy facet- czułby się nie fajnie, byłoby mu/jej smutno i przykro w momencie takim jaki miała zazdrosna! To naturalne, że godzi w człowieka kiedy widzi się kogoś innego na swoim miejscu czy to w przeszłości czy w przyszłości...
Mój facet też poczułby ukłucie, gdyby u moich dziadków czy mamy zobaczył zdjęcia moje z moim byłym mężem - moi byli partnerzy go wkurzają, a co dopiero gdybym miała ex męża.

Posty [ 1 821 do 1 885 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 27 28 29 30 31 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026