netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 184 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 25 26 27 28 29 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 691 do 1 755 z 8 269 ]

1 691

Odp: Być drugą i macochą

Witam dziewczyny:)
Wróciłam z wojaży i powoli wracam też do burej rzeczywistości. Czytam posty, czytam, czytam i jest tak wiele do przemyślenia, że aż się nie umiem dokładnie wyrazić. Brak mi słów by komentować, muszę się wgryźć aby być bardziej na bieżąco.
Carota - faktycznie, ręka przeznaczenia jest w tym, abyś to Ty w tej rodzinie była. Postępujesz bardzo mądrze wobec dzieci, oby tak dalej. W ogóle historia, którą opowiedziałaś, jest po prostu jak z filmu, aż by się nie uwierzyło, że to się dzieje naprawdę. Jak widać życie pisze różne scenariusze, a my jesteśmy aktorami...
A propos toksyczności...Kiedy ja podejmowałam terapię u psychologa, podejmowałam ją głównie z jednego powodu - nie umiałam sobie poradzić z obecnością dziecka partnera w moim życiu. Podczas terapii wyskoczyły inne elementy, między innymi właśnie moje relacje z rodzicami. Wymagają one naprawy, oj wymagają...Teraz więcej potrafię zrozumieć, zaczynam rozróżniać pewne mechanizmy zachowań i niekiedy sama siebie stawiam do pionu. Rodzice uważają że problemu nie ma, sama sobie coś tam wymyślam itp itd. Więc muszę się "sama leczyć". Ojciec alkoholik terapii nigdy nie podjął, bo nie uważa siebie za alkoholika. Matka całe życie jemu podporządkowana (jak podejrzewam, że strachu) zawsze po jego stronie, rzadziej po stronie dzieci. Mam starszą siostrę, z którą do tej pory w jakiś sposób rywalizuję...Ona zawsze uważała, że to ja jestem córeczką rodziców, ja, że ona i do dzisiaj nie potrafimy się poukładać. Ma lepiej o tyle, że wyprowadziła się z domu już dawno, poszła za mężem, ja z rodzicami zostałam ( w pewnym sensie, mamy po prostu dwa oddzielnie mieszkania, tyle, że z jednym wejściem). Na razie z wielu powodów o wyprowadzce myśleć nie mogę, muszę się starać poukładać to jak jest. A bywa różnie.
Jedno jest niezmienne: exi:d. Problemy nadal te same, opierające się głównie na braku komunikacji (ona udaje że słucha i robi odwrotnie, a potem twierdzi, że tak słyszała). Nie wiem czy to dobrze czy źle, że jest to aż tak w moim życiu niezmienne:D

1 692

Odp: Być drugą i macochą

Część dziewczęta! Długo się nie odzywałam, chyba z pół roku prawie. Poczytałam trochę co piszecie, szczególnie zwróciłam uwagę na historię FM i właśnie do Ciebie droga Fracuzeczko chciałam napisać kilka swoich refleksji.

Szczególnie ta kwestia braku miejsca i własnego kąta zwróciła moją uwagę, bo byłam w podobnej sytuacji, może nadal jestem, ale zmieniłam swoje nastawienie i jest lepiej.
Ja myślę, że jednak dużo zależy od Ciebie. Nazywasz  dziewczyny księżniczkami i myślę, że już na samym wstępie popełniasz błąd. W ten sposób sama je wywyższasz w swojej podświadomości i jednocześnie stawiasz siebie w swojej głowie na niższej pozycji. Może wymyśl dla nich jakąs inna nazwę ;-)Kolejna sprawa to to, że  niepotrzebnie się do nich porównujesz, ja wiem, że to trudne do przeskoczenia, sama popełniałam kiedyś ten błąd, ale dotarło to do mnie i zmieniłam to. 

Myślę, że czujesz się niedowartościowana przez tą całą sytuacje i ja to w pełni rozumiem po przeczytaniu Twojej historii. Pomyśl jednak o tym, że nikt Ciebie bardziej nie dowartościuje i nie doceni jak tylko Ty sama możesz to zrobić. Musisz zmienić stosunek do samej siebie, zacznij od siebie, zrób taki eksperyment, potraktuj to jako zabawę, test, nie masz nic do stracenia. Spróbuj przez jakiś czas patrzeć życzliwie na dziewczyny, nie czepiaj się. Zastanów się nad taką opcją: zabierz swojemu facetowi siebie w takim sensie, że jeśli Ci tam źle, to nie rób wyrzutów nikomu, tylko (o ile masz taką możliwość) nie przyjeżdząj tam do nich do Francji przez jakiś czas, tylko do Polski. Jeśli zaczniesz unikać tych weekendów, kiedy one są, to myślę, że wtedy do niego dotrze, że musi coś zmienić, inaczej Cię straci. Nie ma innej metody. Ja zastosowałam taką metodę i to działa. Po prostu jeśli nie miałam ochoty być z nimi, bo mi sie nie podobały jakieś sprawy, to wracałam do siebie, do swojego mieszkania, zajmowałam się sobą. Mój facet zauważył to wreszcie i naprawdę dużo się zmieniło na lepsze przez te pół roku.
Ja wprawdzie mam ten komfort, że nie mamy dziecka (on ma córkę) i dotarło do niego, że w każdej chwili moge odejść bo nic mnie nie wiąże. Facet musi czuć, że może Cię stracić. Mój teraz już to wie.

Muszę teraz kończyć, mam jeszcze dużo do napisania, ale to następnym razem.

1 693

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, znalazłam fajny wpis na blogu... oto link: http://grethag.bloog.pl/id,331985651,title,O-grupie-matek-roszczeniowych,index.html?ticaid=5f2da
Znaczy to, że zaczyna się na pewne kwestie zwracać uwagę "porządniej".

1 694

Odp: Być drugą i macochą
Alutka131 napisał/a:

Dziewczyny, znalazłam fajny wpis na blogu... oto link: http://grethag.bloog.pl/id,331985651,title,O-grupie-matek-roszczeniowych,index.html?ticaid=5f2da
Znaczy to, że zaczyna się na pewne kwestie zwracać uwagę "porządniej".

Oj, temu wpisowi do "porządnego" to jeszcze troche brakuje wink
Ale stanowisko profesora nieco bardziej mi się podoba wink

1 695

Odp: Być drugą i macochą

No nie jest to wielki kaliber,chodziło mi bardziej o stwierdzenie,że kwestia jest znana i nazwana po imieniu.:)

1 696

Odp: Być drugą i macochą
zyfika napisał/a:

Część dziewczęta! Długo się nie odzywałam, chyba z pół roku prawie. Poczytałam trochę co piszecie, szczególnie zwróciłam uwagę na historię FM i właśnie do Ciebie droga Fracuzeczko chciałam napisać kilka swoich refleksji.

Szczególnie ta kwestia braku miejsca i własnego kąta zwróciła moją uwagę, bo byłam w podobnej sytuacji, może nadal jestem, ale zmieniłam swoje nastawienie i jest lepiej.
Ja myślę, że jednak dużo zależy od Ciebie. Nazywasz  dziewczyny księżniczkami i myślę, że już na samym wstępie popełniasz błąd. W ten sposób sama je wywyższasz w swojej podświadomości i jednocześnie stawiasz siebie w swojej głowie na niższej pozycji. Może wymyśl dla nich jakąs inna nazwę ;-)Kolejna sprawa to to, że  niepotrzebnie się do nich porównujesz, ja wiem, że to trudne do przeskoczenia, sama popełniałam kiedyś ten błąd, ale dotarło to do mnie i zmieniłam to. 

Myślę, że czujesz się niedowartościowana przez tą całą sytuacje i ja to w pełni rozumiem po przeczytaniu Twojej historii. Pomyśl jednak o tym, że nikt Ciebie bardziej nie dowartościuje i nie doceni jak tylko Ty sama możesz to zrobić. Musisz zmienić stosunek do samej siebie, zacznij od siebie, zrób taki eksperyment, potraktuj to jako zabawę, test, nie masz nic do stracenia. Spróbuj przez jakiś czas patrzeć życzliwie na dziewczyny, nie czepiaj się. Zastanów się nad taką opcją: zabierz swojemu facetowi siebie w takim sensie, że jeśli Ci tam źle, to nie rób wyrzutów nikomu, tylko (o ile masz taką możliwość) nie przyjeżdząj tam do nich do Francji przez jakiś czas, tylko do Polski. Jeśli zaczniesz unikać tych weekendów, kiedy one są, to myślę, że wtedy do niego dotrze, że musi coś zmienić, inaczej Cię straci. Nie ma innej metody. Ja zastosowałam taką metodę i to działa. Po prostu jeśli nie miałam ochoty być z nimi, bo mi sie nie podobały jakieś sprawy, to wracałam do siebie, do swojego mieszkania, zajmowałam się sobą. Mój facet zauważył to wreszcie i naprawdę dużo się zmieniło na lepsze przez te pół roku.
Ja wprawdzie mam ten komfort, że nie mamy dziecka (on ma córkę) i dotarło do niego, że w każdej chwili moge odejść bo nic mnie nie wiąże. Facet musi czuć, że może Cię stracić. Mój teraz już to wie.

Muszę teraz kończyć, mam jeszcze dużo do napisania, ale to następnym razem.

Dzieki Kochana, wiem to delikatne sprawy, bylam w Polsce tydzien i jest miedzy nami lepiej, ja tez sie uspokoilam, i wyciszylam, zobaczymy....

1 697

Odp: Być drugą i macochą

cześć dziewczyny, mam pytanie: jest wsród was osoba, która weszła w nowy związek z partnerem posiadającym dziecko, sama nie mając swoich dzieci? może miałayście dobre relacje z dzieckiem partnera zanim pojawiło sie wspólne dziecko, ale coś się zmieniło, gdy pojawiło się wasze wspólne dziecko?  jak partner traktuje wasze wspólne dziecko?  czy macie czasem wrażenie, że wasze dziecko jest gorzej traktowane?

1 698

Odp: Być drugą i macochą
zyfika napisał/a:

cześć dziewczyny, mam pytanie: jest wsród was osoba, która weszła w nowy związek z partnerem posiadającym dziecko, sama nie mając swoich dzieci? może miałayście dobre relacje z dzieckiem partnera zanim pojawiło sie wspólne dziecko, ale coś się zmieniło, gdy pojawiło się wasze wspólne dziecko?  jak partner traktuje wasze wspólne dziecko?  czy macie czasem wrażenie, że wasze dziecko jest gorzej traktowane?

Hej Zyfika, ja nie mialam dzieci kiedy sie zwiazalismy, kiedy pojawilo sie wspolne dziecko, moj m zaczal jeszcze bardziej 'chronic' swoje corki, zeby one nie czuly sie pokrzywdzone, czyli jeszcze bardziej skupia na nich uwage i zabiega. Jednoczesnie jest dobrym ojcem dla naszego synka, nie moge powiedziec ze traktuje go gorzej, nawet mam poczucie ze kocha go duzo bardziej niz dziewczyny, ale boi sie tego okazac...

1 699

Odp: Być drugą i macochą
Francuzeczka Mila napisał/a:
zyfika napisał/a:

cześć dziewczyny, mam pytanie: jest wsród was osoba, która weszła w nowy związek z partnerem posiadającym dziecko, sama nie mając swoich dzieci? może miałayście dobre relacje z dzieckiem partnera zanim pojawiło sie wspólne dziecko, ale coś się zmieniło, gdy pojawiło się wasze wspólne dziecko?  jak partner traktuje wasze wspólne dziecko?  czy macie czasem wrażenie, że wasze dziecko jest gorzej traktowane?

Hej Zyfika, ja nie mialam dzieci kiedy sie zwiazalismy, kiedy pojawilo sie wspolne dziecko, moj m zaczal jeszcze bardziej 'chronic' swoje corki, zeby one nie czuly sie pokrzywdzone, czyli jeszcze bardziej skupia na nich uwage i zabiega. Jednoczesnie jest dobrym ojcem dla naszego synka, nie moge powiedziec ze traktuje go gorzej, nawet mam poczucie ze kocha go duzo bardziej niz dziewczyny, ale boi sie tego okazac...

Tak naprawde mysle ze on szalenie kocha nasze dziecko, ale czuje sie winny wobec corek, wiec stara sie dzielic milosc po rowno. Starsza corka to byla dla niego gwiazda i krolewna wczesniej, mlodsza to brzydkie kaczatko w rodzinie, tak naprawde najbardziej skupia sie na mlodszej bo ma poczucie winy, chcociaz oficjalnie wszystkie dzieci kocha rowno...

1 700

Odp: Być drugą i macochą

Wydaje mi się, że każde dziecko kocha się równie mocno, może tylko inaczej,bo też każdy jest inny i inaczej sie z nim czujemy. Nie chciałabym zeby mój M kochał nasze wspólne dziecko bardziej niż to z poprzedniego związku. Każde dziecko jest tak samo ważne, tak samo pragnie bezwarunkowej miłości i pewności ze ma swoje miejsce w sercu rodzica.
FM, czasem mam wrażenie, że wciąż próbujesz rywalizować z księżniczkami...i po co? Wyluzuj.

1 701

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Wydaje mi się, że każde dziecko kocha się równie mocno, może tylko inaczej,bo też każdy jest inny i inaczej sie z nim czujemy. Nie chciałabym zeby mój M kochał nasze wspólne dziecko bardziej niż to z poprzedniego związku. Każde dziecko jest tak samo ważne, tak samo pragnie bezwarunkowej miłości i pewności ze ma swoje miejsce w sercu rodzica.
FM, czasem mam wrażenie, że wciąż próbujesz rywalizować z księżniczkami...i po co? Wyluzuj.

Hej Marianna, ja nie dyskutuje z potrzebami dziecka, jasne ze kazde pragnie i ma miejsce w sercu rodzica i ja rowniez zle bym sie czula gdyby jego dzieci mialy dostac jakies 'gorsze' miejsce, ale tez nie widze powodu zeby dostawaly 'lepsze' miejsce tylko dlatego ze on rozstal sie z ich matka...

Nie dyskutowalam, skoro ma dzieci tutaj, bez dyskusji ruszylam tylek i sie przenioslam do Francji, zostawiajac wszystko, nie dsyktutowalam ze chcial zostawic im dom, dorobek jego zycia, skoro ma zobowiazania uwazam ze to etyczne zabezpieczyc rodzine, i to tez jego wybor ktory szanuje, a my skoro chcemy mozemy sie dorabiac od nowa, nasz wybor, nasze zycie ok...

Nie wiem czy to rywalizacja Marianno, chce sie czuc u siebie, i to one przychodza do mojego domu, a nie ja do ich domu, mam poczucie ze maja prawa gosci i domownikow jednoczesnie, bez zadnych obowiazkow, jak przychodzneie na czas, zostawianie porzadku itd wszystko mam byc podporzadkowane ich planom i zachciankom, ale niby dlaczego ? Plan  wciagu weekendu zmienia sie co godzine, ja chce kurcze troche normalnosci i oddechu...

1 702 Ostatnio edytowany przez zyfika (2012-09-19 23:56:26)

Odp: Być drugą i macochą
Francuzeczka Mila napisał/a:
MariannaM napisał/a:

Wydaje mi się, że każde dziecko kocha się równie mocno, może tylko inaczej,bo też każdy jest inny i inaczej sie z nim czujemy. Nie chciałabym zeby mój M kochał nasze wspólne dziecko bardziej niż to z poprzedniego związku. Każde dziecko jest tak samo ważne, tak samo pragnie bezwarunkowej miłości i pewności ze ma swoje miejsce w sercu rodzica.
FM, czasem mam wrażenie, że wciąż próbujesz rywalizować z księżniczkami...i po co? Wyluzuj.

Hej Marianna, ja nie dyskutuje z potrzebami dziecka, jasne ze kazde pragnie i ma miejsce w sercu rodzica i ja rowniez zle bym sie czula gdyby jego dzieci mialy dostac jakies 'gorsze' miejsce, ale tez nie widze powodu zeby dostawaly 'lepsze' miejsce tylko dlatego ze on rozstal sie z ich matka...

Nie dyskutowalam, skoro ma dzieci tutaj, bez dyskusji ruszylam tylek i sie przenioslam do Francji, zostawiajac wszystko, nie dsyktutowalam ze chcial zostawic im dom, dorobek jego zycia, skoro ma zobowiazania uwazam ze to etyczne zabezpieczyc rodzine, i to tez jego wybor ktory szanuje, a my skoro chcemy mozemy sie dorabiac od nowa, nasz wybor, nasze zycie ok...

Nie wiem czy to rywalizacja Marianno, chce sie czuc u siebie, i to one przychodza do mojego domu, a nie ja do ich domu, mam poczucie ze maja prawa gosci i domownikow jednoczesnie, bez zadnych obowiazkow, jak przychodzneie na czas, zostawianie porzadku itd wszystko mam byc podporzadkowane ich planom i zachciankom, ale niby dlaczego ? Plan  wciagu weekendu zmienia sie co godzine, ja chce kurcze troche normalnosci i oddechu...

Wiesz co..przeczytałam Twój post i właśnie dzięki Tobie uświadomiłam sobie coś...popełniasz ten sam błąd, co ja. Mianowicie piszesz:
"bez dyskusji ruszylam tylek i sie przenioslam do Francji, zostawiajac wszystko"

albo to:
"wszystko mam byc podporzadkowane ich planom i zachciankom, ale niby dlaczego ? Plan  wciagu weekendu zmienia sie co godzine, ja chce kurcze troche normalnosci i oddechu"...

No właśnie nie ma być podporządkowany ich zachciankom, ale żeby tak nie było to Ty musisz zacząć planować i się konsekwentnie trzymać planu. Kto obecnie  planuje i decyduje o tym co będziecie robić? Z tego co piszesz to wnioskuję, że nie Ty...zapewne plany próbuje układać ich ojciec lub one...być może oni po prostu nie potrafią planować i dobrze organizować, a Ty przecież jesteś specjalistką od tego, dobrym managerem, prawda?...zatem zmień to! Zacznij narzucać im swoje plany. Zacznij po prostu zarządzać waszym życiem - zacznij od drobnyc spraw i zmieniaj po kolei na więcej..

Ja robiłam ten sam błąd wcześniej, córka partnera przychodziła do nas, robiła bałagan w całym mieszkaniu, nie sprzatała po sobie, ja nie miałam sie gdzie podziać, wszędzie bałagan, nie czułam sie jak u siebie, miałam jedną szafkę dla siebie, jego córka miała i nadal ma swój pokój tylko dla siebie ( a mieszkanie ma tylko dwa pokoje) mimo, że nie mieszka u nas tylko z matką  i czułam się okropnie (jak teraz o tym pomyślę to śmiać mi się chce z siebie).... ale małymi kroczkami zaczęłam wiele rzeczy  zmieniać - po prostu zaczęłam sie inaczej zachowywać,zrobiłam reorganizacje w mieszkaniu, zaczęłam robić tak, żebym to ja była zadowolona. Zaczęłam robić wiele nowych rzeczy konsekwentnie, a mój partner widząc, że ja nie narzekam, nie gadam tylko robię , zaczął sie dostossowywać, malo tego, spodobało mu się kilka rzeczy i zaczął mnie naśladować.  Bo widział, że ja naprawdę jestem konsekwentna i zdeterminowana i to nie sa żadne fochy czy wyrzuty bo przestałam o tym mówić wogóle i zaczęłam po prostu działać-   widział, że faktycznie wprowadzam zmiany i mu to chyba nawet zaimponowało i sie spodobało.

Robiłam to wszystko instynktownie, ale teraz dzięki Tobie zdałam sobie z tego sprawę, że dzięki temu wszystko się zmieniło. Teraz czuję, że kieruję  - oni się dostosowują do mnie. Właśnie poczułam to, gdy przeczytałam Twoj post i bardzo Ci za niego dziękuję, bo zdałam sobie sprawę, w którym kierunku mam iść żeby było jeszcze lepiej i jak postępować dalej, teraz już calkowicie świadomie.

1 703

Odp: Być drugą i macochą
zyfika napisał/a:
Francuzeczka Mila napisał/a:
MariannaM napisał/a:

Wydaje mi się, że każde dziecko kocha się równie mocno, może tylko inaczej,bo też każdy jest inny i inaczej sie z nim czujemy. Nie chciałabym zeby mój M kochał nasze wspólne dziecko bardziej niż to z poprzedniego związku. Każde dziecko jest tak samo ważne, tak samo pragnie bezwarunkowej miłości i pewności ze ma swoje miejsce w sercu rodzica.
FM, czasem mam wrażenie, że wciąż próbujesz rywalizować z księżniczkami...i po co? Wyluzuj.

Hej Marianna, ja nie dyskutuje z potrzebami dziecka, jasne ze kazde pragnie i ma miejsce w sercu rodzica i ja rowniez zle bym sie czula gdyby jego dzieci mialy dostac jakies 'gorsze' miejsce, ale tez nie widze powodu zeby dostawaly 'lepsze' miejsce tylko dlatego ze on rozstal sie z ich matka...

Nie dyskutowalam, skoro ma dzieci tutaj, bez dyskusji ruszylam tylek i sie przenioslam do Francji, zostawiajac wszystko, nie dsyktutowalam ze chcial zostawic im dom, dorobek jego zycia, skoro ma zobowiazania uwazam ze to etyczne zabezpieczyc rodzine, i to tez jego wybor ktory szanuje, a my skoro chcemy mozemy sie dorabiac od nowa, nasz wybor, nasze zycie ok...

Nie wiem czy to rywalizacja Marianno, chce sie czuc u siebie, i to one przychodza do mojego domu, a nie ja do ich domu, mam poczucie ze maja prawa gosci i domownikow jednoczesnie, bez zadnych obowiazkow, jak przychodzneie na czas, zostawianie porzadku itd wszystko mam byc podporzadkowane ich planom i zachciankom, ale niby dlaczego ? Plan  wciagu weekendu zmienia sie co godzine, ja chce kurcze troche normalnosci i oddechu...

Wiesz co..przeczytałam Twój post i właśnie dzięki Tobie uświadomiłam sobie coś...popełniasz ten sam błąd, co ja. Mianowicie piszesz:
"bez dyskusji ruszylam tylek i sie przenioslam do Francji, zostawiajac wszystko"

albo to:
"wszystko mam byc podporzadkowane ich planom i zachciankom, ale niby dlaczego ? Plan  wciagu weekendu zmienia sie co godzine, ja chce kurcze troche normalnosci i oddechu"...

No właśnie nie ma być podporządkowany ich zachciankom, ale żeby tak nie było to Ty musisz zacząć planować i się konsekwentnie trzymać planu. Kto obecnie  planuje i decyduje o tym co będziecie robić? Z tego co piszesz to wnioskuję, że nie Ty...zapewne plany próbuje układać ich ojciec lub one...być może oni po prostu nie potrafią planować i dobrze organizować, a Ty przecież jesteś specjalistką od tego, dobrym managerem, prawda?...zatem zmień to! Zacznij narzucać im swoje plany. Zacznij po prostu zarządzać waszym życiem - zacznij od drobnyc spraw i zmieniaj po kolei na więcej..

Ja robiłam ten sam błąd wcześniej, córka partnera przychodziła do nas, robiła bałagan w całym mieszkaniu, nie sprzatała po sobie, ja nie miałam sie gdzie podziać, wszędzie bałagan, nie czułam sie jak u siebie, miałam jedną szafkę dla siebie, jego córka miała i nadal ma swój pokój tylko dla siebie ( a mieszkanie ma tylko dwa pokoje) mimo, że nie mieszka u nas tylko z matką  i czułam się okropnie (jak teraz o tym pomyślę to śmiać mi się chce z siebie).... ale małymi kroczkami zaczęłam wiele rzeczy  zmieniać - po prostu zaczęłam sie inaczej zachowywać,zrobiłam reorganizacje w mieszkaniu, zaczęłam robić tak, żebym to ja była zadowolona. Zaczęłam robić wiele nowych rzeczy konsekwentnie, a mój partner widząc, że ja nie narzekam, nie gadam tylko robię , zaczął sie dostossowywać, malo tego, spodobało mu się kilka rzeczy i zaczął mnie naśladować.  Bo widział, że ja naprawdę jestem konsekwentna i zdeterminowana i to nie sa żadne fochy czy wyrzuty bo przestałam o tym mówić wogóle i zaczęłam po prostu działać-   widział, że faktycznie wprowadzam zmiany i mu to chyba nawet zaimponowało i sie spodobało.

Robiłam to wszystko instynktownie, ale teraz dzięki Tobie zdałam sobie z tego sprawę, że dzięki temu wszystko się zmieniło. Teraz czuję, że kieruję  - oni się dostosowują do mnie. Właśnie poczułam to, gdy przeczytałam Twoj post i bardzo Ci za niego dziękuję, bo zdałam sobie sprawę, w którym kierunku mam iść żeby było jeszcze lepiej i jak postępować dalej, teraz już calkowicie świadomie.

Zyfiko, ale podaj przyklady o jakich zmianach mowisz?

Planowac sie nie da, dziewczyny w ostatniej chwili informuja, ze bede o tej godzinie zeby je odebrac, potem sie okazuje, ze nie sa gotowe, potem ze jedna tak przyjedzie a druga zostaje u kolezanki, potem dzwonia ze jednak przyjada z kolezanka itd itp. No i jak ja mam to opanowac ? mam namowic m zeby je nie odbieral ? on sam nad tym nie panuje i nie nadaza... ja nie kieruje, ba nawet nikt nie ma w glowie zeby mnie poinformowac co sie dzieje, mysle ze recepcjonistka hotelowa ma wiecej wplywu na gosci hotelowych niz ja na nich...

1 704

Odp: Być drugą i macochą
Francuzeczka Mila napisał/a:
zyfika napisał/a:
Francuzeczka Mila napisał/a:

Hej Marianna, ja nie dyskutuje z potrzebami dziecka, jasne ze kazde pragnie i ma miejsce w sercu rodzica i ja rowniez zle bym sie czula gdyby jego dzieci mialy dostac jakies 'gorsze' miejsce, ale tez nie widze powodu zeby dostawaly 'lepsze' miejsce tylko dlatego ze on rozstal sie z ich matka...

Nie dyskutowalam, skoro ma dzieci tutaj, bez dyskusji ruszylam tylek i sie przenioslam do Francji, zostawiajac wszystko, nie dsyktutowalam ze chcial zostawic im dom, dorobek jego zycia, skoro ma zobowiazania uwazam ze to etyczne zabezpieczyc rodzine, i to tez jego wybor ktory szanuje, a my skoro chcemy mozemy sie dorabiac od nowa, nasz wybor, nasze zycie ok...

Nie wiem czy to rywalizacja Marianno, chce sie czuc u siebie, i to one przychodza do mojego domu, a nie ja do ich domu, mam poczucie ze maja prawa gosci i domownikow jednoczesnie, bez zadnych obowiazkow, jak przychodzneie na czas, zostawianie porzadku itd wszystko mam byc podporzadkowane ich planom i zachciankom, ale niby dlaczego ? Plan  wciagu weekendu zmienia sie co godzine, ja chce kurcze troche normalnosci i oddechu...

Wiesz co..przeczytałam Twój post i właśnie dzięki Tobie uświadomiłam sobie coś...popełniasz ten sam błąd, co ja. Mianowicie piszesz:
"bez dyskusji ruszylam tylek i sie przenioslam do Francji, zostawiajac wszystko"

albo to:
"wszystko mam byc podporzadkowane ich planom i zachciankom, ale niby dlaczego ? Plan  wciagu weekendu zmienia sie co godzine, ja chce kurcze troche normalnosci i oddechu"...

No właśnie nie ma być podporządkowany ich zachciankom, ale żeby tak nie było to Ty musisz zacząć planować i się konsekwentnie trzymać planu. Kto obecnie  planuje i decyduje o tym co będziecie robić? Z tego co piszesz to wnioskuję, że nie Ty...zapewne plany próbuje układać ich ojciec lub one...być może oni po prostu nie potrafią planować i dobrze organizować, a Ty przecież jesteś specjalistką od tego, dobrym managerem, prawda?...zatem zmień to! Zacznij narzucać im swoje plany. Zacznij po prostu zarządzać waszym życiem - zacznij od drobnyc spraw i zmieniaj po kolei na więcej..

Ja robiłam ten sam błąd wcześniej, córka partnera przychodziła do nas, robiła bałagan w całym mieszkaniu, nie sprzatała po sobie, ja nie miałam sie gdzie podziać, wszędzie bałagan, nie czułam sie jak u siebie, miałam jedną szafkę dla siebie, jego córka miała i nadal ma swój pokój tylko dla siebie ( a mieszkanie ma tylko dwa pokoje) mimo, że nie mieszka u nas tylko z matką  i czułam się okropnie (jak teraz o tym pomyślę to śmiać mi się chce z siebie).... ale małymi kroczkami zaczęłam wiele rzeczy  zmieniać - po prostu zaczęłam sie inaczej zachowywać,zrobiłam reorganizacje w mieszkaniu, zaczęłam robić tak, żebym to ja była zadowolona. Zaczęłam robić wiele nowych rzeczy konsekwentnie, a mój partner widząc, że ja nie narzekam, nie gadam tylko robię , zaczął sie dostossowywać, malo tego, spodobało mu się kilka rzeczy i zaczął mnie naśladować.  Bo widział, że ja naprawdę jestem konsekwentna i zdeterminowana i to nie sa żadne fochy czy wyrzuty bo przestałam o tym mówić wogóle i zaczęłam po prostu działać-   widział, że faktycznie wprowadzam zmiany i mu to chyba nawet zaimponowało i sie spodobało.

Robiłam to wszystko instynktownie, ale teraz dzięki Tobie zdałam sobie z tego sprawę, że dzięki temu wszystko się zmieniło. Teraz czuję, że kieruję  - oni się dostosowują do mnie. Właśnie poczułam to, gdy przeczytałam Twoj post i bardzo Ci za niego dziękuję, bo zdałam sobie sprawę, w którym kierunku mam iść żeby było jeszcze lepiej i jak postępować dalej, teraz już calkowicie świadomie.

Zyfiko, ale podaj przyklady o jakich zmianach mowisz?

Planowac sie nie da, dziewczyny w ostatniej chwili informuja, ze bede o tej godzinie zeby je odebrac, potem sie okazuje, ze nie sa gotowe, potem ze jedna tak przyjedzie a druga zostaje u kolezanki, potem dzwonia ze jednak przyjada z kolezanka itd itp. No i jak ja mam to opanowac ? mam namowic m zeby je nie odbieral ? on sam nad tym nie panuje i nie nadaza... ja nie kieruje, ba nawet nikt nie ma w glowie zeby mnie poinformowac co sie dzieje, mysle ze recepcjonistka hotelowa ma wiecej wplywu na gosci hotelowych niz ja na nich...

zreszta moj m ma takie zalozenie, ze skoro zyje ze mna, weekendy kiedy one sa, sa po prostu dla nich i odbiera moje pytania o plany na weekedn jako wtracanie sie, jako probe ingerencji, nigdy nie zapytal co ja chce robic w taki weekend, on uwaza ze taki weekend jest dla niego i jego corek, a ja sobie moge robic co chce... a najlepiej zebym biegala wokol jego corek jak on sam i mu pomagala wtedy jest szczesliwy...

1 705 Ostatnio edytowany przez zyfika (2012-09-20 14:39:54)

Odp: Być drugą i macochą

On uważa, że możesz sobie robić, co chcesz. A czy Ty faktycznie robisz wtedy to, co chcesz?
I dalej piszesz, że jednak najbardziej lubi, jak biegasz wokół nich razem z nim. I co? Biegasz?  Mam wrażenie, że biegasz wokół nich wbrew sobie. I stąd jesteś niezadowolona z siebie. To jest zrozumiałe. Nikt nie jest szczęśliwy, jeśli robi cokolwiek wbrew sobie.

Ja mam wrażenie, że Ty cały czas dostosowujesz się do nich i jesteś jakby bierna.

Ja bym zrobiła tak: przed każdym weekendem ułożyła plan, co i kiedy robimy i poinformowała o tym resztę. Jeśli ktoś się nie dostosuje, to Ty i tak realizujesz plan konsekwentnie, nawet sama bez nich. Zobaczą wtedy, że jesteś konsekwentna. Nie wiem, czy sie dostosują, ale zaczną szanować Twój czas.  Zobaczą, że tak powiesz, tak robisz i nie ma żartów. Jeśli nie będa chcieli brac pod uwagę Twoich potrzebm to bedą sami ze sobą. jakoś nie chce mi się wierzyć, że Twój partner, który przecież Cie kocha, nie zacznie tęsknić za Tobą w takiej sytuacji i czasem spędzanym z Tobą.

Wiesz, ja nie jestem zwolenniczką robienia takich planów, bo lubię robić wiele rzeczy spontanicznie, jednak w takiej sytuacji nie ma wyjścia. Trzeba trochę narzucić swoją wolę, żeby reszta zaczęła szanować Ciebie i Twój czas.

A jakie zmiany konkretnie u mnie? Np. zaczęłam inaczej się odżywiać, regularnie i zdrowo tak, jak kiedyś - wcześniej dostosowywałam się do ich niezdrowego trybu życia.  Oświadczyłam, że od tej pory będę jadła tak, jak ja lubię i zrobiłam to. Na poczatku jadałam więc sama i konkretnych porach, które sama ustaliłam sobie i nie obchodzilo mnie, kiedy oni będa jeść i co. Mój partner po jakims czasie dostosował się do mnie, teraz odzywia się zdrowo, widziałam, że zaczęło brakować  mu wspólnych kolacji ze mną, więc się musial dostosować i koniec.  Zaczęłam po prostu dbać o siebie pod każdym względem: zaczęłam dbac o ducha i ciało bez poswiecania sie dla kogokolwiek.
Kolejna sprawa zajełam się sobą, zaczęłam wykonywac pewna czynności, związane z hobby, albo moją pracą o ustalonych porach. Nie mogli więc ingerować w nic. Jeśli ja postanowiłam, że cos bede robic - to robiłam i koniec. 
Mój partner i jego córka nie potrafia planować, są bardzo niezorganizowani, jest bardzo podobnie jak u Ciebie. No, ale jeśli chcemy z kimś żyć, to nie można zniżać się do gorszego poziomu, tylko ciagnać naszych bliskich w górę. Skoro więc ja potrafie coś lepiej robić to uznałam, że w tych kwestiach to ja będe narzucać styl życia. Ja wcale  nie oczekiwałam, że oni sie dostosują. Po prostu pewne sprawy zaczęły mi tak bardzo przekszadzać, źle się z tym czułam i uznałam, że nie będe sobie szkodzić, nic robic wbrew sobie i swoim wartościom.jak oni chca sobie szkodzić - ich sprawa. Poniewaz stało się to dla mnie sprawą priorytetową, to nie obchodziło mnie to, czy oni się dostosuja, czy nie.  Ale to jakoś samo wyszło, bo mój partner jest mądra osobą i zobaczył, że robie coś pozytywnego.

Jest u mnie jeszcze wiele spraw, które chcę zmienić, nie to że jest wszystko tak różowo.

Wiesz, ja nie mam swojego dziecka i córke partnera traktuję po prostu jak obce dziecko, które lubię. Absolutnie nie próbuje jej zastapić mamy, więc wogóle nie zajmuję sie obsługiwaniem małej. Robi to głównie jej ojciec (ale mam jakiś wkład mimo wszystko, jesli chodzi o naukę czytania, liczenia, motywacji itp. ) Jak napisałam nie mam sowjego dziecka i nie mam takiej potrzeby , czy tez może instynktu jaki być może mają mamy. Nie jestem gotowa na to, żeby miec własne dziecko, więc niby z jakiej racji miałabym sie opiekować obcym dzieckiem? Nie mam takiej potrzeby i sie od tego odcinam.

Mam z mała stosunki na zasadzie koleżeńsko- przyjacielskiej. Jestem jakby dobrą ciocią i tyle.  I jeśli bym kiedykolwiek miała dziecko z moim obecnym partnerem, to takie relacje będe chciała zachować. Jego córka nie jest moja córką i nigdy jej tak nie będe traktować, jak swoje dziecko. I jest to dla mnie naturalną sprawą.
Co nie znaczy, że nie bedzie mogła na mnie liczyć, poniewac ją lubię i jeśli będziemy nadal w dobrych relacjach, to zawsze będę ją wspierać jak przyjaciółka, koleżanka, ale nie jak matka.

1 706

Odp: Być drugą i macochą

Hej Zyfika, widac ze jestes twarda Laska i swoje osiagasz, gratuluje i dziekuje za inspiracje, nie dajesz sie tez wiklac tylko robisz swoje. Mysle nad tym jak uprzyjemnic sobie czas, i jak robic swoje w tych warunkach jakie mam..... dzieki, bardzo zdroworozsadkowy post napisalas i naprawde jets pomocny...

1 707

Odp: Być drugą i macochą
Francuzeczka Mila napisał/a:

Jednoczesnie jest dobrym ojcem dla naszego synka, nie moge powiedziec ze traktuje go gorzej, nawet mam poczucie ze kocha go duzo bardziej niz dziewczyny, ale boi sie tego okazac...

To zdanie mnie zaniepokoiło, bo świadczy o tym, że jednak porównujesz dzieci...zastanawiasz się kogo kocha bardziej a nawet wyrażasz przypuszczenie, że waszego syna dużo bardziej. Taką postawą sama sprowadzasz na siebie neiszczęście. Ja rozumiem, że plany, że cię to wkurza, że cie ignorują...ale może tak być również dlatego, że ty sama się od nich zupełnie odcinasz emocjonalnie. Dzieci to ZAWSZE czują a także twój facet.

1 708

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:
Francuzeczka Mila napisał/a:

Jednoczesnie jest dobrym ojcem dla naszego synka, nie moge powiedziec ze traktuje go gorzej, nawet mam poczucie ze kocha go duzo bardziej niz dziewczyny, ale boi sie tego okazac...

To zdanie mnie zaniepokoiło, bo świadczy o tym, że jednak porównujesz dzieci...zastanawiasz się kogo kocha bardziej a nawet wyrażasz przypuszczenie, że waszego syna dużo bardziej. Taką postawą sama sprowadzasz na siebie neiszczęście. Ja rozumiem, że plany, że cię to wkurza, że cie ignorują...ale może tak być również dlatego, że ty sama się od nich zupełnie odcinasz emocjonalnie. Dzieci to ZAWSZE czują a także twój facet.

Wiesz, zanim mielismy dziecko, i wspolne zycie, duzo rozmawialismy, poznalismy sie kiedy obydwoje bylismy w zwiazkach, on sam jak sie poznalismy mowil mi duzo o swojej rodzinie, mowil ze ze starsza ma duza wiez, duzo sie nia opiekowal i zajmowal, kiedy sie urodzila mlodsza, on  zmienil prace, duzo wyjezdzal i ta gleboka wiez sie nie narodzila, bo on sam zajmowal sie praca, nie ukladalo sie mu z partnerka wiec mial tez romans, zajmowal sie innymi sprawami. Jestem pewna ze mlodsza tez kocha, ale to inna milosc.

Kiedys sam z siebie bez pytania powiedzil do mnie kiedy bylam w ciazy, a byl szalenie dumny i szczesliwy, wiesz to prawda ze ja mam juz dzieci, ale to jest cos zupelnie inne przezycie kiedy ma sie dziecko z kims kogo sie gleboko kocha.


Moim zdaniem kazde dziecko ma miejsce w sercu rodzica, to pewne i kazdy rodzic pragnie wszystkiego dobrego dla swojego dziecka, ale mysle ze to poprawnosc polityczna, mowienie ze dzieci kocha sie rowno i tak samo. Moim zdaniem kocha sie zupelnie inaczej a kazda wiez jets po prostu inna....

Co do mnie, czasami jak jestem wkurzona czy zmeczona na pewno jestem zablokowana emocjonalnie na dziewczyny, sa tez momenty dobre, smiechu z malego, wspolnej kolacji, zabawy, wspolnego kapania mojego synka, czy urodzin...

jakby z zalozenia mowimy tu o rzeczach trudnych i bolesnych, ale to tze nie oznacza ze dobrych momentow nie ma....

1 709

Odp: Być drugą i macochą
Francuzeczka Mila napisał/a:
MariannaM napisał/a:
Francuzeczka Mila napisał/a:

Jednoczesnie jest dobrym ojcem dla naszego synka, nie moge powiedziec ze traktuje go gorzej, nawet mam poczucie ze kocha go duzo bardziej niz dziewczyny, ale boi sie tego okazac...

To zdanie mnie zaniepokoiło, bo świadczy o tym, że jednak porównujesz dzieci...zastanawiasz się kogo kocha bardziej a nawet wyrażasz przypuszczenie, że waszego syna dużo bardziej. Taką postawą sama sprowadzasz na siebie neiszczęście. Ja rozumiem, że plany, że cię to wkurza, że cie ignorują...ale może tak być również dlatego, że ty sama się od nich zupełnie odcinasz emocjonalnie. Dzieci to ZAWSZE czują a także twój facet.

Wiesz, zanim mielismy dziecko, i wspolne zycie, duzo rozmawialismy, poznalismy sie kiedy obydwoje bylismy w zwiazkach, on sam jak sie poznalismy mowil mi duzo o swojej rodzinie, mowil ze ze starsza ma duza wiez, duzo sie nia opiekowal i zajmowal, kiedy sie urodzila mlodsza, on  zmienil prace, duzo wyjezdzal i ta gleboka wiez sie nie narodzila, bo on sam zajmowal sie praca, nie ukladalo sie mu z partnerka wiec mial tez romans, zajmowal sie innymi sprawami. Jestem pewna ze mlodsza tez kocha, ale to inna milosc.

Kiedys sam z siebie bez pytania powiedzil do mnie kiedy bylam w ciazy, a byl szalenie dumny i szczesliwy, wiesz to prawda ze ja mam juz dzieci, ale to jest cos zupelnie inne przezycie kiedy ma sie dziecko z kims kogo sie gleboko kocha.


Moim zdaniem kazde dziecko ma miejsce w sercu rodzica, to pewne i kazdy rodzic pragnie wszystkiego dobrego dla swojego dziecka, ale mysle ze to poprawnosc polityczna, mowienie ze dzieci kocha sie rowno i tak samo. Moim zdaniem kocha sie zupelnie inaczej a kazda wiez jets po prostu inna....

Co do mnie, czasami jak jestem wkurzona czy zmeczona na pewno jestem zablokowana emocjonalnie na dziewczyny, sa tez momenty dobre, smiechu z malego, wspolnej kolacji, zabawy, wspolnego kapania mojego synka, czy urodzin...

jakby z zalozenia mowimy tu o rzeczach trudnych i bolesnych, ale to tze nie oznacza ze dobrych momentow nie ma....

Wiesz, naprawde milosc wyraza sie w czasie i uwadze jakie poswieca sie dziecku, a jednak z roznych wzgledow dzieci nie dostaja zawsze tyle samo uwagi i czasu, jeszcze raz powtorze, zgodze sie ze kazde dziecko sie kocha, ale zupelnie inaczej, czy da sie powiedziec bardziej czy mniej ?i czy trzeba to tak nazywac nie wiem....

Mysle, ze mimo problemow, teraz moj m jest bardziej swiadomym i dojrzalym facetem i smakuje do ojcostwo troche jak dojrzale wino, z rozkosza i swiadomoscia, no i to jego jedyny syn, wiesz ja bardzie obserwuje niz powrownuje, nie widzialam przeciez jak one byly malutkie, wiec do czego porownywac, znam tylko opowiesci, no a teraz widze to co widze....



milego dnia

1 710

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny zostałam wróżką - jeśli któraś chce posłuchać jaka będzie jej przyszłość to zapraszam :-) Oczywiście ŻARTOWAŁAM!! Choć nie bez przyczyny...Moje słowa kolejny raz się po prostu sprawdziły..Nowy Pan nowy teatr....Najpierw dziecko = moja wielka miłość, jestem cudowną matką...teraz kolejny akt dziecko = nie mam na nie czasu, drogi tatusiu zajmij się nim.
Tak jak kiedyś pisałam ten teatr odgrywaliśmy wiele razy.
Mała była u nas od piątku do wtorku rano,jednak Pani zabrała poniedziałki a dziś co?? a dziś Pani pyta czy jednak szanowny tata nie chciałby żeby dziecko było u niego od czwartku do wtorku....bilety wstępu za darmo.Zapraszam.

1 711

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Dziewczyny zostałam wróżką - jeśli któraś chce posłuchać jaka będzie jej przyszłość to zapraszam :-) Oczywiście ŻARTOWAŁAM!! Choć nie bez przyczyny...Moje słowa kolejny raz się po prostu sprawdziły..Nowy Pan nowy teatr....Najpierw dziecko = moja wielka miłość, jestem cudowną matką...teraz kolejny akt dziecko = nie mam na nie czasu, drogi tatusiu zajmij się nim.
Tak jak kiedyś pisałam ten teatr odgrywaliśmy wiele razy.
Mała była u nas od piątku do wtorku rano,jednak Pani zabrała poniedziałki a dziś co?? a dziś Pani pyta czy jednak szanowny tata nie chciałby żeby dziecko było u niego od czwartku do wtorku....bilety wstępu za darmo.Zapraszam.

no Ty macocha zlosliwa bestia jestes.... niech ze sobie kobieta ulozy zycie, ale dziecka szkoda, ze jest przestawiane z kata w kat...

1 712

Odp: Być drugą i macochą
Francuzeczka Mila napisał/a:
Francuzeczka Mila napisał/a:
MariannaM napisał/a:

To zdanie mnie zaniepokoiło, bo świadczy o tym, że jednak porównujesz dzieci...zastanawiasz się kogo kocha bardziej a nawet wyrażasz przypuszczenie, że waszego syna dużo bardziej. Taką postawą sama sprowadzasz na siebie neiszczęście. Ja rozumiem, że plany, że cię to wkurza, że cie ignorują...ale może tak być również dlatego, że ty sama się od nich zupełnie odcinasz emocjonalnie. Dzieci to ZAWSZE czują a także twój facet.

Wiesz, zanim mielismy dziecko, i wspolne zycie, duzo rozmawialismy, poznalismy sie kiedy obydwoje bylismy w zwiazkach, on sam jak sie poznalismy mowil mi duzo o swojej rodzinie, mowil ze ze starsza ma duza wiez, duzo sie nia opiekowal i zajmowal, kiedy sie urodzila mlodsza, on  zmienil prace, duzo wyjezdzal i ta gleboka wiez sie nie narodzila, bo on sam zajmowal sie praca, nie ukladalo sie mu z partnerka wiec mial tez romans, zajmowal sie innymi sprawami. Jestem pewna ze mlodsza tez kocha, ale to inna milosc.

Kiedys sam z siebie bez pytania powiedzil do mnie kiedy bylam w ciazy, a byl szalenie dumny i szczesliwy, wiesz to prawda ze ja mam juz dzieci, ale to jest cos zupelnie inne przezycie kiedy ma sie dziecko z kims kogo sie gleboko kocha.


Moim zdaniem kazde dziecko ma miejsce w sercu rodzica, to pewne i kazdy rodzic pragnie wszystkiego dobrego dla swojego dziecka, ale mysle ze to poprawnosc polityczna, mowienie ze dzieci kocha sie rowno i tak samo. Moim zdaniem kocha sie zupelnie inaczej a kazda wiez jets po prostu inna....

Co do mnie, czasami jak jestem wkurzona czy zmeczona na pewno jestem zablokowana emocjonalnie na dziewczyny, sa tez momenty dobre, smiechu z malego, wspolnej kolacji, zabawy, wspolnego kapania mojego synka, czy urodzin...

jakby z zalozenia mowimy tu o rzeczach trudnych i bolesnych, ale to tze nie oznacza ze dobrych momentow nie ma....

Wiesz, naprawde milosc wyraza sie w czasie i uwadze jakie poswieca sie dziecku, a jednak z roznych wzgledow dzieci nie dostaja zawsze tyle samo uwagi i czasu, jeszcze raz powtorze, zgodze sie ze kazde dziecko sie kocha, ale zupelnie inaczej, czy da sie powiedziec bardziej czy mniej ?i czy trzeba to tak nazywac nie wiem....

Mysle, ze mimo problemow, teraz moj m jest bardziej swiadomym i dojrzalym facetem i smakuje do ojcostwo troche jak dojrzale wino, z rozkosza i swiadomoscia, no i to jego jedyny syn, wiesz ja bardzie obserwuje niz powrownuje, nie widzialam przeciez jak one byly malutkie, wiec do czego porownywac, znam tylko opowiesci, no a teraz widze to co widze....



milego dnia

tak nadal mysle o tym co napisalas, duzo podrozuje i czesto rozmawiam z tak roznymi ludzmi o ich losach, sprawach, dzieciach. Ostatnio jedna pedicukrzystka opowiadala mi o swoich corkach, nad starsza mowila z takim zachwytem, ze az tchu jej brakowalo, duma ja rozpierala, a tawrz jasniala, cala promieniala, prawie podskakiwala na krzesle, o mlodszej ledwie wspomniala, no tez fajna i w ogole, ale to tak troche od niechcenia, no i zeby nie bylo...

Kurcze nie ma sprawiedliwosci na tym swiecie... przypomina mi sie w sumie wiele spotkan i rozmow, ktore odbylam z przypadkowymi ludzmi, w pociagu, samolocie czy taksowce...

Np oczywiscie ja kocham mojego syna, ale wie Pani MOJA CORKA TO.... i tu nastepuje litania

jako dziecko tego nie odczuwalam, czy mama kocha mnie mniej czy bardziej od mojego brata jakos czulam ze bardzo NAS kocha, czulam wspolnote, ale rodzice nie kochaja rowno....

amen

1 713

Odp: Być drugą i macochą

No jaka cisza na forum.
U nas nowosc, mlodsza chce miec u nas swojego zwierzaka! spedza u nas dwa weekendy, z czego czesc na koniach a reszta lekcje i kolezanki, kolejny kaprys ksiezniczki, tata wynegocjowal ze moze rybki, my czetso wyjezdzamy wiec futrzak nie wchodzi w gre, pytanie tylko z jakiej okazji ona ma miec u nas zwierzaka? juz pomijam ze sie nim nie zajmie to pewne, ale ma psa w swoim domu, tatus zamiast  z mety odmowic, podjal negocjacje....

1 714

Odp: Być drugą i macochą
Francuzeczka Mila napisał/a:

No jaka cisza na forum.
U nas nowosc, mlodsza chce miec u nas swojego zwierzaka! spedza u nas dwa weekendy, z czego czesc na koniach a reszta lekcje i kolezanki, kolejny kaprys ksiezniczki, tata wynegocjowal ze moze rybki, my czetso wyjezdzamy wiec futrzak nie wchodzi w gre, pytanie tylko z jakiej okazji ona ma miec u nas zwierzaka? juz pomijam ze sie nim nie zajmie to pewne, ale ma psa w swoim domu, tatus zamiast  z mety odmowic, podjal negocjacje....

Kochana...chciałabym mieć teraz twoje problemy:) Żarcik.
U nas dramatyczna walka o dziecko. Matka-wszystkie chwyty dozwolone. Wyszarpywanie młodego z samochodu, zabranianie kontaktu, przetrzymywanie małego w domu (nawet nie poszedł do szkoły zeby go ojciec nie odebrał). Dziecko jest zdołowane, boli go brzuch odkąd pojechał na weekend do matki. Jest poddawane indoktrynacji...:(

1 715

Odp: Być drugą i macochą

Marianna a sądownie nie możecie tego uleczyć???
Zbierajcie dowody, nagrywajcie rozmowy,nagrywajcie zachowania (tylko dyskretnie), zgłoście to na policje.
My tam robimy wszystko żeby uzbierać jak najwięcej, żeby mieć niezbite argumenty.
U nas cisza i spokój choć znowu dostaliśmy "nadprogramowo " chore dziecko...

1 716

Odp: Być drugą i macochą

Macoszko, zbieramy, zbieramy...Dziś mały wył w ramionach ojca i błagał matkę aby pozwoliła mu pójść do ojca. M próbował kilka razy z dzieckiem przejsc do samochodu ale mamusia rzucała sie na nich jak harpia i na siłę wydzierała małego. Rozdarła by go na pół bez mrugnięcia okiem. Chłopiec jest załamany i bardzo tęskni...Nagrywamy, zbbiramy wszystko co się da. Serce boli, co to dziecko musi przechodzić sad

1 717

Odp: Być drugą i macochą

jezu co za suka...wybacz ale nic innego mi sie na usta nie cisnie.3maj sie kochana i niech ten Twoj sie 3ma musicie byc silni aby to przejsc.spokojnej nocy.

1 718

Odp: Być drugą i macochą

dzięki za dobre słowo,macoszko:)
A tak propo toksycznych rodziców..Znalazłam ostatnio ciekawy blog. Laska dobrze pisze i opisuje wiele mechanizmów ze swojego życia. Jak bardzo wiele w tym odnajduje swoich emocji...

http://poradzesobie.wordpress.com

1 719 Ostatnio edytowany przez Enya37 (2012-10-03 14:45:36)

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

U nas dramatyczna walka o dziecko. Matka-wszystkie chwyty dozwolone. Wyszarpywanie młodego z samochodu, zabranianie kontaktu, przetrzymywanie małego w domu (nawet nie poszedł do szkoły zeby go ojciec nie odebrał). Dziecko jest zdołowane, boli go brzuch odkąd pojechał na weekend do matki. Jest poddawane indoktrynacji...:(

Skad ja to znam...

Najpierw nachodzenie w domu i szantaż emocjonalny, szlochy, łzy, błagania, obietnice, potem nie można doprosic się zeby dziecko zobaczyc przez kilka miesięcy, bo jasnie pani sie odmieniło. Jak M "cos" jej da, to wtedy moze zobaczyc syna... Jak bedzie grac w jej gre to moze zobaczyc syna, a jak nie to zapomnij.
A co na to sąd? Sąd ma w dupie ojców! Chocbys nie wiem jak sie starał i argumentował, udowadniał to i tak nie wygrasz z matką dziecka. W Polsce matka z dzieckiem to swieta krowa - nie do ruszenia ot co! W innych krajach jest normalne prawo, tylko u nas w tym polskim grajdole prawo jest jeszcze z czasow Mieszka I.  Sad zawsze przychyli sie do matki niz do ojca. Musiałoby wydarzyc sie cos w stylu znecanie sie fizyczne nad dzieckiem, pobyt dziecka w szpitalu, aby moc o cos w sadzie walczyc...
Mielismy dobrego adwokata, mocne argumenty i naprawde niewiele mozna bylo zdziałac. To zupełna wioska, ciemnogrod. Sama adwokatka az była zdziwiona. Najgorsza jest bezsilnosc wobec polskiego prawa.
Jak na razie staramy sie nie grac w jej gierki. Ona sie wścieka, wydzwania, znow szantazuje...
Wiecie co, nie mam litosci ani zrozumienia dla takich bab.
Ja jestem tez zza Buga.

1 720

Odp: Być drugą i macochą

Ja z za Buga nie jestem ale takie mam myśli czasem....że gdyby myśli były karalne siedziałabym na 8 krotnym dożywociu...
U nas znowu awantury i przepychanki ale M stanął na wysokości zadania, zamknął szczekającą jadaczkę jednym zdaniem i się rozłączył....Jednak nowy Pan nie zaspakaja potrzeb Pani i chyba odbija to się na nas...A ja??? Ja już w jej opinii ( tak, tak bo ona swoją opinię na mój temat wiele razy wypowiadała) już nie jestem Pięknym Blond Aniołem a Blond Niunią :-) Od dziś pod tym nickiem występuję moje koleżanki :-)

1 721 Ostatnio edytowany przez Alutka131 (2012-10-03 19:01:33)

Odp: Być drugą i macochą

Blond Niunia?heheh ja mam ksywę: "Twoja Pani". Oczywiście mówione z przekąsem. Ciekawe, jak pójdzie dalej. Na razie ex ma etap robienia z siebie ofiary. Nawet mi się nie chce tego opisywać....
A propos polskiego prawa... Przypominałam tu kiedyś film "Tato" i do niego wracam. Ręce opadają. Matka chociażby najgorsza, matką zostanie i nie wiem, co się musi dziać, żeby opiekę nad dzieckiem miał ojciec. Masakra.
A gdyby karali za myśli, to bym z kicia mogła nie wyjść....

1 722

Odp: Być drugą i macochą

Alutka ile u was to trwa,ze dopiero macie etap "jestem samotna matka -jestem ofiara" czy u was jest tak jak u nas?czyli teatr " zycie" a w nim ciagle powracajace akty?

1 723 Ostatnio edytowany przez zazdrosna13 (2012-10-04 11:02:10)

Odp: Być drugą i macochą

Cześć Dziewczyny!
Powiem wprost jestem zazdrosna o czas jaki mój mężczyzna spędza z nastoletnimi dziećmi. Tak wiem, że ojciec powinien zajmować się dziećmi, ale według mnie to przesada, sama mam 2 dzieci. Mój kochany pracuje 6-7 dni w tygodniu po 16 godz. Dla pewności praktycznie wyłącznie, wszystko idzie na jego alimenty i spłatę jego kredytów zaciągniętych w byłym małżeństwie. Do pracy co 2 dzień zabiera swoich chłopców, spędza z nimi każdą wolną niedziele. Fakt czasem do nich się dołączam, ale jakoś ryby, piłka nożna, czy bajki w kinie mnie nie interesują.  Nie sądziłam, że trafię na faceta który jest nadopiekuńczy w stosunku do swoich dzieci, uważa, że matka je krzywdzi i tylko u niego jest im dobrze. Ogarnia mnie złość, że mamy tak mało czasu dla siebie. Poza tym jest wspaniały, cudowny, kochany. Powtarzam sobie, że dzieci rosną, ale czasem zaliczam doła. Nie chcę wyłączności, ale trochę czasu na budowanie związku, gdyż sami spędzamy prawie wyłącznie noce i tak jest od roku. Pomóżcie proszę.

1 724

Odp: Być drugą i macochą
Enya37 napisał/a:
MariannaM napisał/a:

U nas dramatyczna walka o dziecko. Matka-wszystkie chwyty dozwolone. Wyszarpywanie młodego z samochodu, zabranianie kontaktu, przetrzymywanie małego w domu (nawet nie poszedł do szkoły zeby go ojciec nie odebrał). Dziecko jest zdołowane, boli go brzuch odkąd pojechał na weekend do matki. Jest poddawane indoktrynacji...:(

Skad ja to znam...

Najpierw nachodzenie w domu i szantaż emocjonalny, szlochy, łzy, błagania, obietnice, potem nie można doprosic się zeby dziecko zobaczyc przez kilka miesięcy, bo jasnie pani sie odmieniło. Jak M "cos" jej da, to wtedy moze zobaczyc syna... Jak bedzie grac w jej gre to moze zobaczyc syna, a jak nie to zapomnij.
A co na to sąd? Sąd ma w dupie ojców! Chocbys nie wiem jak sie starał i argumentował, udowadniał to i tak nie wygrasz z matką dziecka. W Polsce matka z dzieckiem to swieta krowa - nie do ruszenia ot co! W innych krajach jest normalne prawo, tylko u nas w tym polskim grajdole prawo jest jeszcze z czasow Mieszka I.  Sad zawsze przychyli sie do matki niz do ojca. Musiałoby wydarzyc sie cos w stylu znecanie sie fizyczne nad dzieckiem, pobyt dziecka w szpitalu, aby moc o cos w sadzie walczyc...
Mielismy dobrego adwokata, mocne argumenty i naprawde niewiele mozna bylo zdziałac. To zupełna wioska, ciemnogrod. Sama adwokatka az była zdziwiona. Najgorsza jest bezsilnosc wobec polskiego prawa.
Jak na razie staramy sie nie grac w jej gierki. Ona sie wścieka, wydzwania, znow szantazuje...
Wiecie co, nie mam litosci ani zrozumienia dla takich bab.
Ja jestem tez zza Buga.

Cholerka...no u nas to samo....Tu chodzi o odegranie sie i żądzę władzy. Uczucia innych w ogóle się nie liczą a dziecko jest tylko własnością takiej matki. Często słysze argument: ale to przecież mama tego dziecka, na pewno je kocha, może się czasem zdenerwuje ale przecież chce dobrze dla swojego potomka.
Czy aby na pewno? Czy miłośc do dziecka wyraża się poprzez szarpanie go, szantaż emocjonalny, oczernianie ukochanego ojca, odcinanie dziecka od tego co dla niego ważne, potrzebne. Młody, odkąd sąd wydał to badziewne orzeczenie o zabezpieczeniu miejsca pobytu u matki jest nieustannie zmuszany do różnych rzeczy. musi kłamać na komendę (ale robi to tylko przy niej, potem i tak nam mówi prawdę), nie może rozmawiać z tatą dłużej niż 10 min przez tel. Ostatnio ex nie zgadza sie na nocowanie młodego u nas, możemy go brać tylko czasem po szkole. Dostał od nas maskotkę do przytulania, bo musi sam zasypiać, przcież poczytać dziecku książkę przed snem to bardzo ciężko i te 15 min można poswięcieć na ciekawsze zajęcia. Ma tę maskotkę od kliku dni zaledwie i już raz się "zgubiła" w dziwnych okolicznościach, ale udało się znaleść. Młody nawet plecaka który od nas dostał nie może nosić do szkoły...Ale ksiazki to i owszem (ex przecież nie kupi drugiego kompletu za 300zł). Mały jest bardzo nieszczęscliwy w tej sytuacji. Stał się płaczliwy, wychowawczyni mówi ze jest gorzej przygotowany do lekcji, chodzi zamyślony...nieobecny. Ciągle powtarza, ze chce mieszkać z nami, że tu jest jego prawdziwy dom. A ta suka, (tak napisze tak włąsnie bo moje myśli również nadają się do kroniki kryminalnej)robi nawet awanturę o to, że ojciec zajdzie pod szkołe żeby synka uściskać! To się w głowie nie miści jaką ona krzywdę dziecku robi. I gdzie tu jest miłość sie pytam? No gdzie? To tylko puste słowo, licza się czyny...Jeżeli ona nie jest w stanie dla własnego dziecka spuścić z tonu, spróbowac się dogadać to jakie to jest uczucie?
Jak tak sobie czytam o waszych ex, to mam wrażenie ze ten typ kobiet funkcjonuje na podobnych mechanizmach. Są tak tendencyjne w swoich działaniach, tak podobne w zagrywkach że to aż zadziwia. Ten teatrzyk pt : "jestem taką skrzywdzoną samotną matką" rozgrywa się na naszych oczach nazbyt często...Te udawane łzy, usprawiedliwianie swoich bezmyślnych i okrutnych czynów ciężką sytuacją, bo przecież jej wolno wszystko, bo ona taka rozbita, nerwowa przez tego skurwysyna i tę jego dziwkę jest. To nasz wina, ze ona nie ma dobrej relacji z dzieckiem, to nasza wina, że ona ma długi, to nasza wina, że ona nie może spokojnie żyć...Najlepiej to żeby ojciec dziecka przestał sie wpieprzać, ma płacić porządne alimenty, tak z 700zł no i jeszcze z 500zł na nią (już zapowiedziała,że będzie sie starała o alimenty na siebie od M. Naprwdę, trzeba nie mieć za grosz godności...) i ma się nie interesować czy syn je obiady, czy lekcje odrabia, z kim nocami zostaje (a często i sam) i dlaczego jak jest chory to nie odpoczywa w swoim łózku tylko go matka autobusem albo rowerem(!) na drugi koniec miasta ciągnie do swojej koleżaneczki.
Gdyby moje myśli zabijały...ech....to byłoby pięknie:)

1 725 Ostatnio edytowany przez MariannaM (2012-10-04 12:32:22)

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Cześć Dziewczyny!
Powiem wprost jestem zazdrosna o czas jaki mój mężczyzna spędza z nastoletnimi dziećmi. Tak wiem, że ojciec powinien zajmować się dziećmi, ale według mnie to przesada, sama mam 2 dzieci. Mój kochany pracuje 6-7 dni w tygodniu po 16 godz. Dla pewności praktycznie wyłącznie, wszystko idzie na jego alimenty i spłatę jego kredytów zaciągniętych w byłym małżeństwie. Do pracy co 2 dzień zabiera swoich chłopców, spędza z nimi każdą wolną niedziele. Fakt czasem do nich się dołączam, ale jakoś ryby, piłka nożna, czy bajki w kinie mnie nie interesują.  Nie sądziłam, że trafię na faceta który jest nadopiekuńczy w stosunku do swoich dzieci, uważa, że matka je krzywdzi i tylko u niego jest im dobrze. Ogarnia mnie złość, że mamy tak mało czasu dla siebie. Poza tym jest wspaniały, cudowny, kochany. Powtarzam sobie, że dzieci rosną, ale czasem zaliczam doła. Nie chcę wyłączności, ale trochę czasu na budowanie związku, gdyż sami spędzamy prawie wyłącznie noce i tak jest od roku. Pomóżcie proszę.

Witaj!
Cóż...warto abyś z nim pogadała. Może to brzmi jak banał (ciągle o tym piszemy:)) ale rozmowa jest najlpeszą forma komunikacji jaką wymyślono:) Badź szczera ale nie oceniaj i nie obwiniaj partnera. Wytłumacz mu jak bardzo ci zależy na tym,by mieć wiećej czasu dla was.
Co do jego zobowiązań finansowcy...no tego raczej łatwo nie zmienisz. Alimenty musi płacić i za pewne chce a wspólny kredyt z byłą żoną niestety trzeba uregulować. To jest kwestia pogodzenia sie z tym czego zmienić nie możesz...

1 726

Odp: Być drugą i macochą

Nasza Pani prowadzi bloga chciałabym go kiedyś wam pokazać...oczywiście jest to nie realne bo wiadomo świat jest mały ale...jakie tam cuda wypisuje :-)czasem aż nie wiem czy się śmiać czy płakać :-)

1 727

Odp: Być drugą i macochą

Dzięki, MariannaM. Poruszaliśmy ten temat kilka razy i jest naprawdę ciężko, facet jest wspaniały, daje mi poczucie, że jestem najważniejsza, dzieci uczy szacunku do mnie. Twierdzi jednak, że jego była żona bije i nie zajmuje się ich synami, że dzieci są zaniedbywane i tylko on jest w stanie coś temu zaradzić.
Efekt jest taki, że w wolną niedziele zawozi synów do rodziców i mam trochę czasu dla siebie i tak jest do mojego kolejnego sprzeciwu. A później znów zamiast pracować spędza czas z dziećmi. Jego długi rosną, ja mam natomiast cały dom na swojej głowie, a też pracuję i uczę się. Rozumiem, że synowie potrzebują ojca, ale on zajmuje się nimi co 2 dzień, mi pozostają noce lub 1 dzień w tygodniu z dzieciarnią. Wiem, że facet jest warty zachodu, żal mi dzieci, ale czuje, że ogarnia mnie złość na nie. One świetnie manipulują ojcem, wykorzystując jego dobre serce, chyba też tak powinnam ?

1 728

Odp: Być drugą i macochą

Macocha, te etapy się u nas powtarzają. Na początku była deprecha i rozbicie kompletne, bo ona bidna,sama, z niczym nie daje rady. Po awanturach trochę się ogarnęła. Potem zwolniła się z pracy, siedziała w domu, co nieco przemyślała, znalazła pracę i była euforia. Przez miesiąc, bo potem praca przestała się jej podobać, więc się zwolniła. I znowu krzyki. I znowu do pracy, na kolejne dwa miesiące, potem w domu,bo coś tam. Trwało pół roku, nawet jakoś szło. Trzy mce temu znalazła pracę, ponoć rewelacyjną i och,ach, w ogóle. tydzień temu przestała się komunikować, o coś tam była awantura a wczoraj znajomy powiedział nam, że właściwie to już jest na wypowiedzeniu. No i masz, pracę rewelacyjną...No i teraz etap biduli.
Zazdrosna, rozmawiaj i stawiaj granice. Pomaga:)

1 729

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Nasza Pani prowadzi bloga chciałabym go kiedyś wam pokazać...oczywiście jest to nie realne bo wiadomo świat jest mały ale...jakie tam cuda wypisuje :-)czasem aż nie wiem czy się śmiać czy płakać :-)

Szkoda...strasznie chętnie bym poczytała...
Zazdrosna a ile dzieci mają lat?

1 730

Odp: Być drugą i macochą

macoszka, przyślij mi link do bloga na maila,jeżeli możesz. Ciekawa jestem jak to z jej strony wygląda.
poczytam incognito:)

1 731

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Dzięki, MariannaM. Poruszaliśmy ten temat kilka razy i jest naprawdę ciężko, facet jest wspaniały, daje mi poczucie, że jestem najważniejsza, dzieci uczy szacunku do mnie. Twierdzi jednak, że jego była żona bije i nie zajmuje się ich synami, że dzieci są zaniedbywane i tylko on jest w stanie coś temu zaradzić.
Efekt jest taki, że w wolną niedziele zawozi synów do rodziców i mam trochę czasu dla siebie i tak jest do mojego kolejnego sprzeciwu. A później znów zamiast pracować spędza czas z dziećmi. Jego długi rosną, ja mam natomiast cały dom na swojej głowie, a też pracuję i uczę się. Rozumiem, że synowie potrzebują ojca, ale on zajmuje się nimi co 2 dzień, mi pozostają noce lub 1 dzień w tygodniu z dzieciarnią. Wiem, że facet jest warty zachodu, żal mi dzieci, ale czuje, że ogarnia mnie złość na nie. One świetnie manipulują ojcem, wykorzystując jego dobre serce, chyba też tak powinnam ?

Wiesz co, moim zdaniem, powinniscie isc do psychologa. Facet musi nabrac dystansu i ktos musi mu powiedziec 'z zewnatrz' zeby uslyszal. On teraz ma 'poczucie misji' zeby bronic dzieci przed zagrazajaca matka, no przeciez jak smok zieje ogniem i zagraza, wiec dzieci trzeba zabrac pod skrzydla. Jesli matka jest patologiczna iddcie do sadu, albo zrobcie obdukcje dzieci , ze sa bite i niech zostana z Wami moze wtedy facet starci 'poczucie misji'. Zbierajcie dowody. Psycholog, ale dobry. Wiem ze facet moze byc fajny, ale po czasie bedziesz sie czula jak ofiara sytuacji, przeciez nie Ty wybralas im matke...

1 732

Odp: Być drugą i macochą
Alutka131 napisał/a:

macoszka, przyślij mi link do bloga na maila,jeżeli możesz. Ciekawa jestem jak to z jej strony wygląda.
poczytam incognito:)

Alutka, z ust (a raczej spod palców) mi to wyjęłaś:P Możemy przecież cichutko jak myszki sobie looknąć jak to wygląda od tej drugiej strony. Jesli możesz przyślij linka, droga macoszko:)

1 733

Odp: Być drugą i macochą

Zazdrosna, jeśli rzeczywiście dzieci są bite to Mila ma rację, trzeba rozważyć jakieś stanowcze kroki. Tylko...no właśnie czy byłabyś gotowa wziac te dzieciaki do was?

1 734

Odp: Być drugą i macochą

Chętnie bym wam wysłała ale świat jest tak mały...a my mamy z nią wystarczająco dużo kłopotów...niech się okaże , że ma tu "swoich" ludzi.Ona lubi afery i wszelkie takie sytuacje...

1 735

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Cześć Dziewczyny!
Powiem wprost jestem zazdrosna o czas jaki mój mężczyzna spędza z nastoletnimi dziećmi. Tak wiem, że ojciec powinien zajmować się dziećmi, ale według mnie to przesada, sama mam 2 dzieci. Mój kochany pracuje 6-7 dni w tygodniu po 16 godz. Dla pewności praktycznie wyłącznie, wszystko idzie na jego alimenty i spłatę jego kredytów zaciągniętych w byłym małżeństwie. Do pracy co 2 dzień zabiera swoich chłopców, spędza z nimi każdą wolną niedziele. Fakt czasem do nich się dołączam, ale jakoś ryby, piłka nożna, czy bajki w kinie mnie nie interesują.  Nie sądziłam, że trafię na faceta który jest nadopiekuńczy w stosunku do swoich dzieci, uważa, że matka je krzywdzi i tylko u niego jest im dobrze. Ogarnia mnie złość, że mamy tak mało czasu dla siebie. Poza tym jest wspaniały, cudowny, kochany. Powtarzam sobie, że dzieci rosną, ale czasem zaliczam doła. Nie chcę wyłączności, ale trochę czasu na budowanie związku, gdyż sami spędzamy prawie wyłącznie noce i tak jest od roku. Pomóżcie proszę.

Dziękuje Francuzeczko Mila.
Sprawa o znęcanie się nad nieletnim przeciwko mojej poprzedniczce jest już w sadzie. Sami pewnie wiecie, że w polskich sądach rodzinnych facet nie ma szans o opiekę nad dziećmi, a sprawa ciągnie się miesiącami. Temat rzeka?
Twoje słowa mnie pocieszyły, może nie jest ze mną tak tragicznie. Hmm ?psycholog, coś wymyślę, a z pewnością będę poruszać ten temat.
Jestem wdzięczna za pomoc smile

1 736

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

Zazdrosna, jeśli rzeczywiście dzieci są bite to Mila ma rację, trzeba rozważyć jakieś stanowcze kroki. Tylko...no właśnie czy byłabyś gotowa wziac te dzieciaki do was?

To jest pytanie! Jestem zszokowana jak te dzieci się do mnie garną i chcą zostawać na noc. Szczerze to chciałabym ten etap mieć już za sobą. Sama wcześnie zostałam matką, znam to poświęcenie, i wydaje mi się, że jest inaczej jak to są nasze dzieci. Nawet czytając Wasze posty mam wątpliwości. Z drugiej strony czego się nie robi dla kochanej osoby. Pomału przechodzi mi złość, jestem Wam naprawdę wdzięczna, to forum jest super.

1 737

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:
MariannaM napisał/a:

Zazdrosna, jeśli rzeczywiście dzieci są bite to Mila ma rację, trzeba rozważyć jakieś stanowcze kroki. Tylko...no właśnie czy byłabyś gotowa wziac te dzieciaki do was?

To jest pytanie! Jestem zszokowana jak te dzieci się do mnie garną i chcą zostawać na noc. Szczerze to chciałabym ten etap mieć już za sobą. Sama wcześnie zostałam matką, znam to poświęcenie, i wydaje mi się, że jest inaczej jak to są nasze dzieci. Nawet czytając Wasze posty mam wątpliwości. Z drugiej strony czego się nie robi dla kochanej osoby. Pomału przechodzi mi złość, jestem Wam naprawdę wdzięczna, to forum jest super.

Kochana, jesli to sa nastolatki i tak garna sie do Was, moze to lepsze wyjscie, zeby zostaly u Was i tak za chwile gdzies sie wyniosa. Jesli facet wart tego, moze wtedy odetchnie i wyluzuje i zaczniecie cos budowac...
dobrze ze sprawa w sadzie, ale psychologa tez polecam, Ty jestes strona w sprawie chcesz GO wiecej, a psycholog pokaze mu mechanizmy albo zmotywuje go do konstruktywnych rozwiazan, naprawde popracujcie nad tym, bo inaczej po czasie sie wypalisz jesli bedziesz miala poczucie krzywdy, ze nie ma czasu dla Ciebie, zlosc i frustracja bedzie narastac...

calusy!

1 738

Odp: Być drugą i macochą

No i jakby były u was to alimenty odpadają:P Żarcik...wiem ze dzieci kosztują kupe kasy. Warto jednak na nie spojrzec łaskawym okiem. Nie chodzi tylko o to, że to dzieci twojego faceta...to przede wszystkim mali ludzie, którzy jak widać nie mieli łatwego życia i potrzebują miłości. Rozumiem ze czasem ciezko jest pokochac czyjes dzieci, ale warto choćby je polubić. Może onie nie chcą zabierać ic jego czas a po prostu naprawde potrzebują ojca. Jeżeli matka sie nad nimi znęcała to na pewno są zagubione i mają problem z poczuciem bezpieczeństwa. Postaw sie w ich sytuacji, W takiej chwili mają tylko ojca po swojej stronie. On jest ich ratunkiem i odskocznią od wrednej matki. To chyba oczywiste ze oczekuja jego uwagi i troski. Pokaz im ze nie zamierzasz was rozdzielac, okaż im serce...Może sie okazac ze zyskasz wiele na takiej relacji. Bądźmy kochane macoszki dobrymi ludzmi dla tych dzieciaków.
Macoszko, rozumiem twoją ostrożność:) Niech wiec tak pozostanie...

1 739

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

No i jakby były u was to alimenty odpadają:P Żarcik...wiem ze dzieci kosztują kupe kasy. Warto jednak na nie spojrzec łaskawym okiem. Nie chodzi tylko o to, że to dzieci twojego faceta...to przede wszystkim mali ludzie, którzy jak widać nie mieli łatwego życia i potrzebują miłości. Rozumiem ze czasem ciezko jest pokochac czyjes dzieci, ale warto choćby je polubić. Może onie nie chcą zabierać ic jego czas a po prostu naprawde potrzebują ojca. Jeżeli matka sie nad nimi znęcała to na pewno są zagubione i mają problem z poczuciem bezpieczeństwa. Postaw sie w ich sytuacji, W takiej chwili mają tylko ojca po swojej stronie. On jest ich ratunkiem i odskocznią od wrednej matki. To chyba oczywiste ze oczekuja jego uwagi i troski. Pokaz im ze nie zamierzasz was rozdzielac, okaż im serce...Może sie okazac ze zyskasz wiele na takiej relacji. Bądźmy kochane macoszki dobrymi ludzmi dla tych dzieciaków.
Macoszko, rozumiem twoją ostrożność:) Niech wiec tak pozostanie...

Piękne słowa, będę starała się temu sprostać smile))
Walczymy, ale chce mi się jednak wierzyć, że polskie sądy mogą przyznać opiekę nad dziećmi. Matka choćby najgorsza jest matką i wszystko jej uchodzi płazem. To tylko ojciec może być tym złym charakterem.
Pozdrawiam

1 740

Odp: Być drugą i macochą

Witam! Widze że temacik równiez mnie sie tyczy
Swóje spostrzezenia,problemy opisalam w tym temacie:
http://www.netkobiety.pl/t44021.html
Przejrzałam tutaj ostanie kilka stron i widze że rowniez macie sporo na głowie.Ja wychowuje męza corke,od 2 lat i bywają chwile załamania, że jakby nie wsparcie męza to chyba bym całkiem sie poddała.Nawet nie spodziewałam sie ile trudu i wysiłku  bedzie mnie kosztowac wiązanie sie z samotnym ojcem.Dzieki tylko wzajemnej milosci do siebie nawzajem kryzys pokonuje,jaki czasami nachodzi.
Dziecko bywa trudne,ma silny charakter,mimo duzej dyscyplinie jaką wprowadzamy bywa problemowa,ale mąz kocha bardzo dziecko,jak i rowniez mnie, a ja go z wzajemnoscią ,i zyje nam sie dobrze .Są lepsze jak i gorsze dni, ale byle do przodu smile

1 741

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Piękne słowa, będę starała się temu sprostać smile))
Walczymy, ale chce mi się jednak wierzyć, że polskie sądy mogą przyznać opiekę nad dziećmi. Matka choćby najgorsza jest matką i wszystko jej uchodzi płazem. To tylko ojciec może być tym złym charakterem.
Pozdrawiam

Mój M też walczy...łatwo nie będzie ale warto spróbować. Jeżeli dzieci chcą być z nim to mogą to wykazać badania w ośrodku diagnostycznym. Czy możesz napisać w jakim są wieku? Od tego również wiele zależy. A jeśli chodzi o wyroki, to faktycznie matka ma za zwyczaj wielką przewagę, ale to się powoli zmienia. Skoro dzieciarnia sie garnie także do ciebie, tzn ze szuka Twojej akceptacji, chcą być częścią tej nowej rodzinki którą tworzycie. A czy Twoje dzieci mieszkają z wami? Pozdrawiam również:)

1 742

Odp: Być drugą i macochą

Witaj Mortisha:)

Poczytałam sobie Twój wątek i bardzo miło mi sie zrobiło widząc z jaką troską wychowujesz córke Twojego ukochanego. Z Twojego postu można się domyśleć, że stanowicie sympatyczną i wesołą rodzinkę, które wszak swoje kłopoty ma. Myśle ze bardzo wiele dajesz Temu dziecku i na pewno w pewien sposób zstępujesz jej matkę. Czytając o usposobieniu dziewczynki mnie również przyszło do głowy, że mała może mieć ADHD. Rozumiem, że możesz mieć uprzedzenia do takich świstków, ale moim zdaniem czasami warto jednak wybrac sie do poradni z dzieckiem. Może sie okazać, że są jakieś poważniejsze powody takiego zachowania. Przed wszystkim to by pomogło nauczycielom spojrzec na nią łaskawszym okiem. A poza tym istnieją różne techniki, które mogą jej pomóc skupiać uwagę na danej czynności.
Zastanawia mnie również kwestia matki dziewczynki. Napisałaś, że ojciec ma jako jedyny prawa rodzicielskie. Rozumiem więc, że matka nie sprawdziła sie w tej roli. Czy młoda ma z nią kontakt? Jeśli tak to jaki? Nie chcę Cię wypytywać, ale to może być przyczyną jej trudnego chwilami zachowania...

1 743 Ostatnio edytowany przez mortisha (2012-10-06 14:48:28)

Odp: Być drugą i macochą

MariannaM dziekuje ci bardzo za wypowiedz.Co do matki dziecka, to ona ma odebrane prawa rodzicielskie,z dzieckiem nie utrzymuje zadnego kontaktu,rola matki to dla niej jedna wielka pomylka,i tak nigdy dzieckiem sie nie interesowała ani nie zajmowała,mąż cały czas od urodzenia małą sie zajmował i wszystko przy niej robił, nawet do pracy ją brał czasami,lub jak miał taką mozliwość to prace wykonywał w domu.
Z tego co wiem dziewczyny bardzo działały sobie na nerwy i mała matki nieznosiła i wzajemnie.Krowa wyjechala za granice gdy córka była mała i nie miala zamiaru wracać,gdy mąz zlozył pozew o pozbawienie ją praw rodzicielskich,to nie prostestowała, nawet na reke jej to było,i mozna by powodziec ze dobrowolnie zrzekła sie praw do dziecka,traktując małą jako balast w swoim życiu.Alimentów nie płaci,a mąż sie nie ubiega,jest zbyt honorowy
Dziecko ma problemy z natury psychologicznej,takze neuroligicznej,w chwilach ekstemalnych,gdy nad emocjami nie potrafiła panować dochodziła autoagresja,ale nie to aby wzbudzić zainteresowanie tylko krzywde sobie robiła (szczypiąc sie,gryząc, wykrecając rece) tak gdy nikt tego nie widział.Agresywna fizycznie do nas nie jest,za to do innych dzieci w obronie wlasnej potrafi komus przywalić i to dotkliwie (gdy ktos jej dokucza,lub w czyjes obronie) niestety jest zdystansowana do rowiesnikow,woli trzymac ich na dystans,to mi sie nie podoba bo lepiej jakby miala jakąś zaufaną choc jedną kolezanke,z ktorą moze na spacery chodzic, a nie tylko z psami.Oczywiscie wspołpracujemy z psychologami,są naprawde kompetentni i pomocni,to dużo daje
Jestem osobą dosyc mało cierpliwą,są sytuacje że jestem wyprowadzona z równowagi,(oczywiscie wtedy kontroluje swoje słowa,by za duzo nie powiedzieć) ale równiez miewam nieraz wyrzuty sumienia że moze nader surowa bywam,lecz i tak ponad siebie daje,i poswiecam sie z wlasnej woli bezinteresownie,kosztem swojego wolnego czasu.Są chwile że wszystko mnie to przerasta,ale z męzem tworzymy zgraną druzyne, nie ma jakiś anomali poglądowych,czy pretensji do siebie nawzajem, i to jest najwazniejsze,daje siłe i stawia na nogi
Czytam sobie ten temacik,i wyciągam wnioski :)Nie ma nic gorszego jak brak wsparcia i oparcia w swoim męzczyznie w kryzysowych chwilach jak tutaj niektóre kobiety z tym sie zetkneły,to jest autentycznie przybijające

1 744

Odp: Być drugą i macochą

Dzielna z ciebie kobieta, Mortisha:) Gratuluję wspaniałego podejścia do dziecka i ogromnego serducha. Z cała pewnością młoda ma poważny problem na tle odrzucenia przez matkę. Wiem, że jestes dla niej ogromym wsparciem, jednak ta rana będzie się w niej jątrzyła przez całe życie. Stąd brak zaufania do rówieśników, autoagresja itp. Bardzo dobrze, że dostrzegacie problem i reagujecie, dzięki temu może ud się wychować ją na w miarę szczęsliwego człowieka. Czy ona potrafi rozmawiać o swoich uczuciach? Potrafi się otworzyć?
Nie "ryj sobie bani", ze może bywasz zbyt surowa. Wbrew pozorom takie dzieciaki potrzebują twardego podejścia, lecz zawsze opartego na miłości i zrozumieniu. Dzięki temu dajesz jej poczucie bezpieczeństwa,a nawet gdy ją czasem opieprzysz, to ona czuje, że ci na niej zależy. Z jednej strony bardzo jej człowiek współczuje, wiadomo, że to ogromne cierpienie być opuszczonym przez matkę, jednak nie wolno jej pobłażać, bo zacznie swoją sytuację wykorzystywać.
Myślę, że masz dobrą intuicję i ona pomaga ci przebrnąć przez wiele problemów wychowawczych. Nie zapominaj też o sobie:) Odwalasz kawał dobrej roboty, macie z mężem wspólny front i to jest najważniejsze. A co do alimentów, ja bym "krowę" podała. Honor tu ni ma nic do rzeczy. Niech poczuje ból, choćby finansowy, jeśli ją córka w ogóle nie interesuje. A te pieniądze możecie przecież wpłacać na lokatę, przydadzą się w przyszłości:)

1 745

Odp: Być drugą i macochą

Kolejna zabawna sytuacja z cyklu " cyrk na kółkach" :-)
Kilka miesięcy szanowna mama prosiła nas o zdjęcia, obiecała również , że nagra nam "swoje" po wakacjach.
Co prawda trochę to u nas trwało ale nagraliśmy, dostarczyliśmy....u nas cisza.Na koniec września M pyta grzecznie czy może nagrać nam zdjęcia.Odpowiedź : "PIERDOL SIĘ"....
Dziś otwieramy pocztę i co widzimy???????Kto zgadnie ten ma lizaka od cioci macochy:-)

1 746

Odp: Być drugą i macochą
Alutka131 napisał/a:

macoszka, przyślij mi link do bloga na maila,jeżeli możesz. Ciekawa jestem jak to z jej strony wygląda.
poczytam incognito:)

Ja też bardzo bym chciała smile Jestem z dwóch stron smile

1 747

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Dziewczyny zostałam wróżką - jeśli któraś chce posłuchać jaka będzie jej przyszłość to zapraszam :-) Oczywiście ŻARTOWAŁAM!! Choć nie bez przyczyny...Moje słowa kolejny raz się po prostu sprawdziły..Nowy Pan nowy teatr....Najpierw dziecko = moja wielka miłość, jestem cudowną matką...teraz kolejny akt dziecko = nie mam na nie czasu, drogi tatusiu zajmij się nim.
Tak jak kiedyś pisałam ten teatr odgrywaliśmy wiele razy.
Mała była u nas od piątku do wtorku rano,jednak Pani zabrała poniedziałki a dziś co?? a dziś Pani pyta czy jednak szanowny tata nie chciałby żeby dziecko było u niego od czwartku do wtorku....bilety wstępu za darmo.Zapraszam.

Biorę bilet i prosze w pierwszym rzędzie smile bo krucho u mnie ze wzrokiem a nie chciałąbym nic opuścić smile
U nas podobnie - teatrzyk ex wyprowadziła się z pasierbem 110 km od domu - kurcze straszne 2 godziny żeby go przywieźć i zawieź sad
Teraz już mały nie chciał jechać tam nawet płakał sad a ponieważ byłam jedyną osobą, która jakoś nie pajala entuzjazmem że ex w końcu ułożyła soibie życie - wiele wątków mnie omija. Czuję to bo mój m chodzi struty że szok nawet mam wrażenie że zły jest na mnie że nie mieszka z żonką i synkiem -  że nie zapewnia mu domu, tylko żyje z ... osobą którą kocha mam nadzieję czyli zajebiste poczucie winy że szczęście mu się nie należy - masakra

A propo książki o toksycznych rodzicach nie doczytał do końca sad zostało mu 10 stron stwierdził że to za ciężkie sad
Nie wiem do końca co robić czy dopytywać, czy zostawić i czekać w gotowości sad
Mamuśka (toksyczna mamuśka M) aktulanie lepiej się poczuła i chodzi na grzyby, wstaje o 4 nad ranem i nagina, za tydzień pewnie znów będzie mój jeździł po szptalach bo się sezon na grzyby skończy
ups trochę się wyrzuciłam, długo mnie nie było...

1 748

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Kolejna zabawna sytuacja z cyklu " cyrk na kółkach" :-)
Kilka miesięcy szanowna mama prosiła nas o zdjęcia, obiecała również , że nagra nam "swoje" po wakacjach.
Co prawda trochę to u nas trwało ale nagraliśmy, dostarczyliśmy....u nas cisza.Na koniec września M pyta grzecznie czy może nagrać nam zdjęcia.Odpowiedź : "PIERDOL SIĘ"....
Dziś otwieramy pocztę i co widzimy???????Kto zgadnie ten ma lizaka od cioci macochy:-)

Statwiam na zajeb.....iste zdjęcia ex w roli gwiazdy, przy zachodzie słońca, przy wschodzie, przy promenadzie, w górach ... gdzie tam jeszcze no może ze dwa zdjęcia dzieciaczka??
I jak mam lizaka??

1 749

Odp: Być drugą i macochą

Brawo zdjęcia - co prawda nie ex ale zdjęcia.
Ja się pytam po kiego wała szczeka, po co obraża, po co wyzywa, po co ODPIERDOL się????po to żeby w poniedziałek z rana wysłać zdjęcia??
Mało tego w sobotę mieliśmy zaproszenie do cyrku a w niedziele na konie:-)

1 750

Odp: Być drugą i macochą

Mój M też walczy...łatwo nie będzie ale warto spróbować. Jeżeli dzieci chcą być z nim to mogą to wykazać badania w ośrodku diagnostycznym. Czy możesz napisać w jakim są wieku? Od tego również wiele zależy. A jeśli chodzi o wyroki, to faktycznie matka ma za zwyczaj wielką przewagę, ale to się powoli zmienia. Skoro dzieciarnia sie garnie także do ciebie, tzn ze szuka Twojej akceptacji, chcą być częścią tej nowej rodzinki którą tworzycie. A czy Twoje dzieci mieszkają z wami? Pozdrawiam również:)

Dzieci mają 10 i 12 lat. Młodszy jest bardzo uległy, natomiast starszy bardzo buntuje się wobec matki, nie umieją się dogadać.
Moje natomiast są troszkę starsze, córka mieszka z nami i bywa zazdrosna o ?przybrane rodzeństwo?. Syn wyprowadził się do swojego ojca, trochę dawał nam w kość swoim zachowaniem, ale już chyba się przyzwyczaił. Córka natomiast ma fantastyczne relacje z moim mężczyzną, z czego bardzo się cieszę. On jest bardzo kontaktowy, otwarty i wyrozumiały, czuję że to ja mam problem. Nigdy nie przepadałam za dziećmi, swoje owszem kocham bezgranicznie, ale czy znajdę na tyle cierpliwości i wyrozumiałości, by przygarnąć kolejne. To chore, ale coś mnie zżera jak on ciągle kupuje swoim dzieciom prezenty, zawsze je gdzieś zabiera, ja uważam, że je rozpieszcza, przyznam szczerze, że mnie na to nie stać. Mój A. ma długi, ale jeśli chodzi o dzieci to ich zadowolenie jest najważniejsze. W stosunku do mnie, też tak było. Proponował mi np. kosztowny wyjazd, jednak ja stwierdziłam, że zobowiązania finansowe są ważniejsze. On bardzo chce wszystkich zadowolić, poświęcając się, nie bacząc na swoje potrzeby.
Drogie Macochy poproszę o kilka słów spostrzeżeń, jeśli znajdujecie się w podobnej sytuacji.

1 751

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Brawo zdjęcia - co prawda nie ex ale zdjęcia.
Ja się pytam po kiego wała szczeka, po co obraża, po co wyzywa, po co ODPIERDOL się????po to żeby w poniedziałek z rana wysłać zdjęcia??
Mało tego w sobotę mieliśmy zaproszenie do cyrku a w niedziele na konie:-)

ja mysle zupelnie bez zartow, ze kobieta ma chorobe dwubiegunowa, stad te doly i zwyzki nastrojow, raz odwal sie, raz zaproszenie na konie, to przypadek do leczenia, zupelnie serio ona jest chora i stad takie wahania nastrojow....

1 752

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Mój M też walczy...łatwo nie będzie ale warto spróbować. Jeżeli dzieci chcą być z nim to mogą to wykazać badania w ośrodku diagnostycznym. Czy możesz napisać w jakim są wieku? Od tego również wiele zależy. A jeśli chodzi o wyroki, to faktycznie matka ma za zwyczaj wielką przewagę, ale to się powoli zmienia. Skoro dzieciarnia sie garnie także do ciebie, tzn ze szuka Twojej akceptacji, chcą być częścią tej nowej rodzinki którą tworzycie. A czy Twoje dzieci mieszkają z wami? Pozdrawiam również:)

Dzieci mają 10 i 12 lat. Młodszy jest bardzo uległy, natomiast starszy bardzo buntuje się wobec matki, nie umieją się dogadać.
Moje natomiast są troszkę starsze, córka mieszka z nami i bywa zazdrosna o ?przybrane rodzeństwo?. Syn wyprowadził się do swojego ojca, trochę dawał nam w kość swoim zachowaniem, ale już chyba się przyzwyczaił. Córka natomiast ma fantastyczne relacje z moim mężczyzną, z czego bardzo się cieszę. On jest bardzo kontaktowy, otwarty i wyrozumiały, czuję że to ja mam problem. Nigdy nie przepadałam za dziećmi, swoje owszem kocham bezgranicznie, ale czy znajdę na tyle cierpliwości i wyrozumiałości, by przygarnąć kolejne. To chore, ale coś mnie zżera jak on ciągle kupuje swoim dzieciom prezenty, zawsze je gdzieś zabiera, ja uważam, że je rozpieszcza, przyznam szczerze, że mnie na to nie stać. Mój A. ma długi, ale jeśli chodzi o dzieci to ich zadowolenie jest najważniejsze. W stosunku do mnie, też tak było. Proponował mi np. kosztowny wyjazd, jednak ja stwierdziłam, że zobowiązania finansowe są ważniejsze. On bardzo chce wszystkich zadowolić, poświęcając się, nie bacząc na swoje potrzeby.
Drogie Macochy poproszę o kilka słów spostrzeżeń, jeśli znajdujecie się w podobnej sytuacji.

Sorry kochana, ale nie bedzie optymistycznie, moim zdaniem Twoj m buduje na uzczesliwianiu innych poczucie wlasnej wartosci, jesli robi rozne gesty wbrew rozsadkowi, to niestety oznacza ze ma male poczucie wlasnej wartosci, jest tak 'glodny' tego, ze robi to w wersji 'autodestruktywnej' no bo dlugi w konsekwecji dalszej graja mocno przeciwko niemu. Wiele osob myli dobroc ze slaboscia. Bardzo Cie przepraszam ale uwazam ze Twoj m jest slaby i robi rozne rzeczy ku zadowoleniu innych... ulega im, nie jest asertywny, dbanie o dobro nie polega na powierzchownych gestach jak drogi wyjazd, prezent...

Zrozum mnie, on zapewne chce dobrze i jest dobrym czlowiekiem, ale to co piszesz swiadczy o jego slabosci charakteru nie dobroci, to sa dwie rozne rzeczy. Moj byly zawsze robil co chcialam i ja zawsze myslalam, jaki on dla mnie dobry, ale po latach doszlo do mnie ze to slaby czlwoiek ktory nigdy nie mial wlasnego zdania i ulegal innym, poddawal sie ze slabosci, braku pomyslu, pewnosci siebie, nie dobroci.... to naprawde wazne zeby to rozroznic, moze w ten sposob jak to zauwazysz oszczedzisz troche czasu w zyciu...

M

1 753

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, bardzo Was prosze o zdanie, bo ja juz mam schozofrienie. Ogladamismy z m mieszkanie do wynajecie, duze, 3 poziomowe, tzn, parter, polpietro i pietro. Chyba 130m. Na dole salon, i duza lazienka, na polpietrze pokoj i na pietrze 3 pokoje i dwie lazienki, w tym jedna w pokoju, tu taka moda, ze para ma lazienke w sypialni. Ta lazienka jest bez sensu, bo my rano nigdy razem nie wstajemy, tzn w tygodniu m wstaje pierwszy, w weekedn ja, wiec automatycznie ktwo wstaje pierwszy zaswieci swiatlo albo otworzy rolety i zbudzi drugiego... jest tez druga lazienka ale duzo mniejsza niz ta na dole. Po obejrzeniu mieszkania, zaczelismy rozmowe w samochodzie z m, ja sie sklanialam do rozwiazania, ze gora tzn, 3 pokoje powinny byc dla nas, poptrzbujemy, pokoj dla malego, nasza sypialnie i biuro, pokoj dla dziewczyn na polpietrze, tak wydawalo mi sie logicznie. Moj m zaczal rozmowe, z eta lazienka na dole bez sensu, ja na to dlaczego ? jest bardzo duza i ladna, powiedzialam dziewczyny moga ja uzywac... no i sie zaczelo, jak ja to sobie wyobrazam, ze one bede w rezcniku przez salon przechodzic ? taki dyskomfort i niewygoda, ze mnie nigdy malo, bede miala lazienke w sypialni (co prawda bez sensu, ale zawsze) a biedne dziewczyny chce wygnac na dol, dodal, ze skoro taka fajna ta lazienka na dole to ja sobie moge chodzic....  wiec wychodzi na to ze majac trzy laziennki bedziemy sie gniezdzic w jednej najmniejszej ale za to bardzo rodzinnie i blisko.... wiecie co ja po prostu poptrzebuje troche prywatnosci, jesli jest szansa zeby miec pietro dla nas, a dziewczyny pokoj i lazienke na dole do wlasnej dyspozycji dlaczego z tego nie skorzystac ? on na to slowo prywatnosc dostal szalu! powiedzice mi szczerze, czy ja przesadzam ? czy to jest problem z polpietra zejsc na dol ? i tak chodza w recznikach na glowie, kapciach, w salonie moge miec szlafroki. Powiedzcie, czy ja mam prawo do prywatnosci w moim domu ? ja sie naprawde pogubilam.... mam kompletny zamet w glowie...

1 754

Odp: Być drugą i macochą

Francuzeczko oczywiście, że masz prawo do prywatności, do chwili sam na sam dla siebie ...może spróbujcie iść na kompromis i poszukajcie czegoś innego?jedno poziomowego, z wieloma pokojami na jednym poziomie i z jedną łazienka.Ja kiedyś wynajmowałam mieszkanie - było nas 4 osoby w 3 pokojowym mieszkaniu z jedną łazienką...dalismy radę i wręcz było super :-)moze kochana i wam się uda.

1 755

Odp: Być drugą i macochą
zazdrosna13 napisał/a:

Nigdy nie przepadałam za dziećmi, swoje owszem kocham bezgranicznie, ale czy znajdę na tyle cierpliwości i wyrozumiałości, by przygarnąć kolejne. To chore, ale coś mnie zżera jak on ciągle kupuje swoim dzieciom prezenty, zawsze je gdzieś zabiera, ja uważam, że je rozpieszcza.

Ja cie doskonale rozumiem,równiez nigdy nie przepadałam za dziecmi i tak jest,a  tym bardziej małymi to juz w ogóle,nie dla mnie.Dzieci twojego mezczyzny akurat są w wieku bardzo intensywnym,chwiejnym,humorzastym i przed tym nie da sie uciec.
Do cierpliwosci i wyrozumialosci nie da sie zmusić, bywaja przerozne sytuacjie domowe ,ktore zapewne bedą tą twoją cierpliwosc i wyrozumialosc wystawiac na probe, byc moze chlopaki beda cie testowac za jakis czas.
Wedlug mnie w kupowaniu prezentow czy zabieraniu gdzies chlopakow przez twojego mezczyzne nie ma nic złego dopoki zachowuje sie w tym zdrowy rozsądek.Jesli ma wymagania do synow, naklada obowiązku, zwraca uwage na ich zachowanie, to ok.Jesli całkowicie  jest  ulegly i poblazliwy, stosuje metody przekupstwa,i to juz gorzej bo to uczy postawy roszczeniowej mlodych.Nagrody nie zawsze powinny byc materialne,dobre slowo,pochwala, poczochranie po czuprynie rowniez moze sluzyc to jako komplement i docenienie u dziecka czegos co nas zadowolilo
Super ze twoja córka ma z nim swietne relacje i on do niej jest bez zarzutów, to powino cie uskrzydlać,(ile corka ma lat??)tylko wbij mu to do glowy ze on nie tylko ma być do twojej córki super kumplem,ale rowniez wychowawcą ,ktory wymaga,uczy i wychowuje w partnerstwie z tobą.Oczywiscie musicie ustalic jedną linie wychowawczą  i do twojego dziecka i do jego dzieci aby zadnych anomali poglądowych nie było,bo dziecko to wykorzystuje na swoją korzysc

Posty [ 1 691 do 1 755 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 25 26 27 28 29 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026