netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 182 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 24 25 26 27 28 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 626 do 1 690 z 8 269 ]

1 626

Odp: Być drugą i macochą

W kazdym razie przyznal sie, ze nie za bardzo wie jak mnie traktowac w obecnosci dzieci (nie okazuje mi nic, zero rozmowy, czulosci, on nawet na mnie niemal nie patrzy!!!) bo one sa jeszcze male i nie wiedza o co za bardzo chodzi, a sa za male na rozmowe i zeby im wytlumaczyc. Jak dla mnie - argument z dupy wziety, bo to nie sa 4latki, tylko 8latki - chyba dzieci w tym wieku juz co nieco ogarniaja??


A mnie się wydaje,że to jest tak 4 latek akceptuje stan rzeczy bo jest za mały na zrozumienie ...8latek wie o co chodzi ale jak się mu nie "opowie" w odpowiedni sposób to przetłumaczy sobie po swojemu albo po mamusiowemu i wtedy może być kłopot.
U nas mała miała ponad 2 lata jak ze sobą zamieszkaliśmy, przyjęła mnie lepiej niż własną matkę, ma tak do dziś jednak kiedyś zadała nam pytanie dlaczego tata nie mieszka z mamą , na spokojnie odpowiedzieliśmy jej "tata z mamą nie są już razem bo nie umieli się dogadać ale nadal bardzo Cie kochają, dodatkowo kocha Cię też ciocia".

wracając do tematu nazewnictwa bo teraz mi się przypomniało.Jestem zdania tego co Alutka.Wszystkie dzieci w rodzinie i poza nią mówią do mnie ciociu, córka M miała troszkę ponad dwa lata więc po imieniu to jakoś nie bardzo...zresztą nie wypowiedziałaby - za trudne

1 627

Odp: Być drugą i macochą

Równiez uważam że powinna byc ciocia, nie po imieniu.

1 628

Odp: Być drugą i macochą

Ja mu powiedziałam juz kiedyś dla mnie postępowanie osób zaangażowanych w tą sytuacje jest jak otwarta książka. Każde poczynanie ex jest dla mnie jasne i przejżyste i mówie mu to jasno. Teraz robi to i to bo będzie chciała to i to. A on jest w szoku że tak się dzieje jak ja mówie. To smao jeśli chodzi o młodą. 

Shedir, mam dokładnie tak samo....też na początku mój M sie dziwił skąd to wiem teraz już się nie dziwuje tylko po prostu się liczy z moim zdaniem bo wie ze mam  sporą wiedzę na temat zachowań ludzkich a także świetną intuicję.

Co do waszej młodej, to niestety ale jedyną metodą jest zaprzestać skakania nad nią. Obrazi się? trudno...Nie będzie przychodziła? Dopóki jest niepełnoletnia to nie ma wiele do powiedzenia i skoro ojciec ma widzenie to sie grzecznie ubiera i z nim idzie( tu by sie przydała współpraca z ex, ale domyślam sie ze moze byc trudno) Przywileje i nagrody są dla tych dzieci, które są miłe i słuchają poleceń a rodzic nie jest od głaskania tylko do wychowywania. Nim bardziej ojciec będzie nad nią skakał tym mała będzie miała mniej do niego szacunku. Niektóre dzieci można nauczyć czegoś tylko przez doświadczenie, widać ze szacunek do ojca nie został jej wpojony, wiec Twój M będzie miał sporo pracy aby go odbudować. Najważniejsze to kochać, wspierać i wymagać. Nie doceni? trudno, ale niech przynajmniej widzi, że ojciec to nie jej chłopak na posyłki.

Wiecie, dziewczyny tak sobie rozmyślałam nad tym co piszecie o waszych problemach z akceptacją cudzych dzieci...może faktycznie jest jakaś predyspozycja w człowieku, że potrafi pokochać latorośl nie ze swojej krwi, nie swoje geny...A może to zależy do wielu czynników? Może zaproponuję coś mało tu praktykowanego..spróbujmy się wczuć w naszch szanownych M.
Są po rozwodzie, mają dzieci z pierwszych związków i mówiąć krótko są udupieni. Kochają swoje dzieci, ale jednocześnie często ich nie znają. Wielu z nich za pewno wychowywanie pozstawiało partnerkom, sami pracowali i sporadycznie poświęcali czas pociechom. Więź sama się nie wytworzy, potrzeba wiele uwagi i czasu aby dziecko nam w pełni zaufało i wpuściło nas do swojego świata. Wbrew temu co myśli wielu rodziców, nie dzieje sie to automatycznie z racji więzów krwi. One tylko pomagają kochac bezwarunkowo, ale obustronne zaufanie musi sie wytworzyć dzięki silnej więzi. Wielu opisywanych tu ojców trawi poczucie winy. Sądzę, że nie jest to jednak uczucie, które pojawiło sie jedynie z powodu rozstania. Myslę, że wraz z rozpadem rodziny ujawnił sie problem wzajemnych relacji, więc dzieci surowo oceniły ojca i jego postępowanie (co podsycają ochoczo ex). Ludzie nie potrafią rozmawiać z własnymi dziećmi, taki ojciec się boi usiaść koło syna czy córki i powiedziec tak po prostu: "słuchaj, mama i ja już nie potrafimy być razem, ale nadal ciebie bardzo kochamy". Najczęsciej dziecko pozostaje samo z domysłami co, dlaczego i jak. Jeśli zadaje za dużo niewygodnych pytań jest zbywane lub nawet skrzyczane. Później jest tylko gorzej, bo pojawia się nowa żona i ojciec jest całkiem przerażony bo oto kocha inną panią i boi się śmiertelnie oceny własnych dzieci. Zachowuje się więc dziwnie, udaje obojętność i chłód wobec wybranki, bo sądzi ze to będzie dla pociech łatwiejsze do przyjęcia. Natomiast taki mały człowiek nie znosi w postępowaniu dorosłych jednej zasadniczej rzeczy: obłudy. Skoro już ojciec mieszka z nową kobietą, skoro wiadomo ze mają nawet wspólne dziecko to czemu udaje ze jej nie kocha? Albo gorzej...skoro jej nie kocha i nie szanuje to dlaczego my, jego dzieci mielibyśmy ją akceptować?! Ale taki zagubiony facet tego nie wie i brnie dalej, pozwala sobą manipulować dzieciom i ex...Bo popełnił wielki błąd i już na starcie, nie poznał własnych dzieci, nie rozmawiał z nimi, nie zbudował silnej więzi dzięki któej one zrozumieją jego pobudki i poczują się dobrze w nowej rodzinie. I teraz uwaga: dotychczas to ex była opiekunką ogniska domowego i to ona dbała o dzieci. Więc on automatycznie zamierza tę rolę powierzyć nowej żonie. Oczekuje ze pokocha jego dzieci jak swoje. I ma prawo pragnąć by kochała jego dzieci, by się o nie troszczyła...JA to rozumiem bo sama też przyglądałąm się nowemu partnerowi z perspektywy jego stosunku do mojej córki. Ale trzeba takie relacje budować z głową. Pokazać dzieciom ze sie kocha tę kobietę, pokazać tej kobiecie jak ważna jest w jego życiu. Doceniona pani domu zrobi wiele by dzieci czuły sie u niej dobrze. Ale i tak nie odawli roboty za ojca. To włąsnie sobie musi uswiadomic każdy niedzielny tatuś, że dopóki będzie się poniżał przed własnymi dzieci i wił sie w poczuciu winy doputy one będą go traktowały okrutnie. Ich poczucie bezpieczensrwa w takim domu bedzie silnie zaburzone, bo dziecko potrzebuje jasnego podziału ról. Rodzic ma byc silny, dawac wsparcie i wzbudzac szacunek a dziecko wtedy odnajduje swoje miejsce w nowej rodzinie.

1 629

Odp: Być drugą i macochą

Duzo madrych rzeczy napisalyscie dziewczyny i moglabym sie pod wiekszoscia podpisac.

shedir napisał/a:

DLa mnie te rzeczy sa naturalne, a on musiał to studiowac żeby do tego dojśc.  (...) Teraz robi to i to bo będzie chciała to i to. A on jest w szoku że tak się dzieje jak ja mówie. To smao jeśli chodzi o młodą.

Jestes dobra obserwatorka smile A po drugie, z boku wszystko lepiej widac. Oni patrza emocjonalnie - na dzieci zbyt pozytywnie, na eksie negatywnie. Ja np. do niej nic nie mam i powiem wiecej, ja nawet czesto ja rozumiem!

Na szczescie mam po swojej stronie tesciowa. M twierdzi, ze jeszcze nie widzial matki, ktora by sie tak cieszyla z rozwodu swojego syna, jak ona wink

shedir napisał/a:

Bo kiedy on staje na rzęsach żeby jej było dobrze, poświęca sie i robi wszytko żeby była zdrowa, mądra ona na to głeboko w dupie i z wyrachowaniem szantazuje go emocjonalnie ze nie będzie do niego chodziła bo..niedostaje słodyczy, nie ma pełnego dostepu do internetu o każdej porze dnia, sa jakies zasady w domu.

To u nas odwrotnie. Mam wrazenie, ze z M dzieci moga robic, co chca, natomiast u eksi sa jakies zasady. Chociaz tez ona jest pochlonieta swoja kariera i swoim zyciem i troche traktuje te dzieci (nomen omen) po macoszemu. I on przez to tez czuje sie winny, bo nie dosc, ze dzieciory nie maja ojca, to i matki (jak twierdzi).

MariannaM napisał/a:

Przywileje i nagrody są dla tych dzieci, które są miłe i słuchają poleceń a rodzic nie jest od głaskania tylko do wychowywania.

Zgadzam sie. Z tym tez moj ma problem. Bo uwaza, ze skoro jest tam od wielkiego dzwonu, to jak on moze ukarac dziecko. A dla mnie krotka pilka - albo sie grzecznie ubierasz, masz 5 minut, albo sorry Winetou i zostajesz w domu. A on nie, czeka, negocjuje, walczy, krzyczy, a na koncu i tak przewaznie ustepuje. Ja nie mam slow na takie "wychowywanie" dzieci, trafia mnie.

MariannaM napisał/a:

Może zaproponuję coś mało tu praktykowanego..spróbujmy się wczuć w naszch szanownych M.

Marianna, ja potrafie sie wczuc w postepowanie M - ale nawet jesli go rozumiem, to nie pochwalam, no i niestety nie potrafie zapanowac nad emocjami. Rozum sobie a emocje sobie. Dlatego jest to takie trudne do ogarniecia.

MariannaM napisał/a:

Później jest tylko gorzej, bo pojawia się nowa żona i ojciec jest całkiem przerażony bo oto kocha inną panią i boi się śmiertelnie oceny własnych dzieci. Zachowuje się więc dziwnie, udaje obojętność i chłód wobec wybranki, bo sądzi ze to będzie dla pociech łatwiejsze do przyjęcia.

Masz racje, dokladnie tak to wyglada. Moj mial z dziecmi jedna rozmowe. Powiedzial, ze mama i tata wprawdzie nie mieszkaja juz razem, ale nadal je kochaja i NIC sie nie zmieni. No i widze, ze faktycznie robi tak, zeby one myslaly, ze nic sie nie zmienilo. Czyli spedza z nimi jeszcze wiecej czasu, niz wczesniej, udaje, ze jestem lampa i generalnie wszystko git majonez. Nie rozumie, ze to dziala na zasadzie troche buntu: "OK, ty masz mnie w dupie, to ja mam w dupie twoje dzieci". Wczoraj mi powiedzial, ze on myslal, ze ja sie bede bardziej angazowac.

To jest to, o czym piszesz Marianna:
"Oczekuje ze pokocha jego dzieci jak swoje. I ma prawo pragnąć by kochała jego dzieci, by się o nie troszczyła... Ale trzeba takie relacje budować z głową. Pokazać dzieciom ze sie kocha tę kobietę, pokazać tej kobiecie jak ważna jest w jego życiu. Doceniona pani domu zrobi wiele by dzieci czuły sie u niej dobrze."

Natomiast on by wolal odwrotnie - ze ja sie najpierw zaangazuje, a on dopiero wtedy sie na mnie otworzy. Ale chwileczke, to ty mnie chlopie wprowadzasz w te klimaty, wiec spraw, zebym poczula sie dobrze i wtedy rozwine skrzydla. Poki co to jest dla mnie jak walka o przetrwanie. Ja glownie podczas tych pobytow wkladam cala energie, zeby sie nerwowo nie posypac, a co tu mowic o jakims zaangazowaniu. Na dodatek, kiedy na moich oczach przytula dzieci i piesci sie z nimi, to tez mi gul rosnie, bo jak z nimi to moze, a ze mna juz nie? Tym bardziej, ze ja mam go na wylacznosc niemal caly czas, wiec pozniej tym trudniej mi sie przestawic na role lampy!

Ale OK, jest nadzieja, rozmawiamy duzo ostatnio, powoli do niego dociera, ze to nie jest normalne co on wyprawia. I ze tak dalej byc nie moze. To znaczy moze, mozemy dalej udawac, ze nie ma problemu, ale do niczego dobrego to nie doprowadzi.

1 630

Odp: Być drugą i macochą

a ja myślałam że to okazywanie uczuć to jakiś uraz z dzieciństwa albo z poprzedniego związku mojego m - a ta "rasa" tak ma widocznie heeh jak mnie to wkurzało !!! Jak przychodził mały mojego m to był dla mnie szok nawet buziaka nie dostałam,normalnie intruz co najmniej jakbym na cholere była chora !!
Dużo o tym rozmawialiśmy, za każdym razem to wyciągałam, ale normalnie straszne to było ...
Z mówieniem ciociu, wujku to u nas jest po imieniu smile Jakoś ta ciocia mi tak słabo pasi może dlatego że mam naprawę dużą rodzinkę hehe i się słowo "ciocia" nie przebiło:)

1 631

Odp: Być drugą i macochą
mamuśka3 napisał/a:

a ja myślałam że to okazywanie uczuć to jakiś uraz z dzieciństwa albo z poprzedniego związku mojego m - a ta "rasa" tak ma widocznie heeh jak mnie to wkurzało !!! Jak przychodził mały mojego m to był dla mnie szok nawet buziaka nie dostałam,normalnie intruz co najmniej jakbym na cholere była chora !!
Dużo o tym rozmawialiśmy, za każdym razem to wyciągałam, ale normalnie straszne to było ...

Dopóki rozmawiacie tzn ze jest szansa na porozumienie:)

1 632

Odp: Być drugą i macochą

Witam serdecznie. Postanowiłam napisać na tym forum, ponieważ mam pewien "problem".
Pokrótce przedstawię moją obecną sytuacje.
Od paru miesięcy mieszkam z wdowcem - który wraz ze swoją nieżyjącą żoną, był ( jest) moim przyjacielem - i jego dwoma córkami. Przy czym,  jedna z ich córek jest adoptowana.
Nie jestem z wykształcenia psychologiem dziecięcym, i dlatego potrzebuję "porady". A może nie tyle porady, co informacji na temat relacji innych kobiet z dziećmi ( pasierbami). Za co z góry dziękuję.
Niby wszystko jest ok, ale........
Czy jest możliwe, aby 9 letnie dziecko posiadało umiejętność manipulowania dorosłymi ludźmi, a w tym przypadku emocjami ojca?

Powiedzmy,że na te pytania znam odpowiedzi, ale jakoś tak, zaczynam się w tym wszystkim po troszku "gubić".

W sobotę będzie ślub, a ja po raz setny zaczynam się zastanawiać, czy podołam całej tej sytuacji.

Przeczytałam wiele postów, kobiet, które musiały "stoczyć" niejedną walkę, aby otrzymać szacunek, zrozumienie, dobre słowo od ojca i jego dzieci.
Chyba po prostu zaczynam się bać tego wszystkiego.

Pozdrawiam

1 633

Odp: Być drugą i macochą
Carota napisał/a:

Czy jest możliwe, aby 9 letnie dziecko posiadało umiejętność manipulowania dorosłymi ludźmi, a w tym przypadku emocjami ojca?

Hej Carota, witaj wśród nas smile

Ja bym postawiła pytanie inaczej - czy to ojciec daje sobą manipulować. Jak poczytasz nasze forum to zobaczysz, że (po głębszej rozkmince) my mamy problemy głównie z facetami i ich podejściem. Zachowanie dzieci to dopiero wypadkowa ich podejścia, pobłażliwości, poczucia winy, jednym słowem dupowatości.

Napisz więcej z czym te problemy. Do soboty jeszcze trochę czasu zostało jakby co wink

1 634

Odp: Być drugą i macochą

Witaj Carota!
Czy to możliwe? Oj możliwe, możliwe...dziewięciolatek rozumie już bardzo dużo i doskonale potrafi wyłapać słąbości bliskich by móc manipulować. Oczywiście tak jak pisze Metaksa dzieje się głównie za nieświadomym przyzwoleniem ojca. Dziecko uczy sie radzic sobie w środowisku w którym żyje najlepiej jak potrafi. Jeżeli warunki są sprzyjające lub nawet wymuszają na nim takie zachowania to będzie je uskuteczniało aby ugrać coś dla siebie. Taka jest ludzka natura...:)
Nic dziwnego, że sie boisz ślubu, pakujesz sie w trudne życie, nie ma co się czarować. Tylko od was, dorosłych zależy jaki będzie wasz dom. Myśle ze warto sie przyjrzeć na chłodno i z dystansem waszym wzajemnym relacjom. Pamiętaj, że to jak Cię teraz traktuje Twój narzeczony nie zmieni sie nagle na lepsze po ślubie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki; może być wręcz przeciwnie, wasze problemy pogłębią się. A dzieci jak to dzieci reagują na wszystko po swojemu.

1 635

Odp: Być drugą i macochą
Carota napisał/a:

Witam serdecznie. Postanowiłam napisać na tym forum, ponieważ mam pewien "problem".
Pokrótce przedstawię moją obecną sytuacje.
Od paru miesięcy mieszkam z wdowcem - który wraz ze swoją nieżyjącą żoną, był ( jest) moim przyjacielem - i jego dwoma córkami. Przy czym,  jedna z ich córek jest adoptowana.
Nie jestem z wykształcenia psychologiem dziecięcym, i dlatego potrzebuję "porady". A może nie tyle porady, co informacji na temat relacji innych kobiet z dziećmi ( pasierbami). Za co z góry dziękuję.
Niby wszystko jest ok, ale........
Czy jest możliwe, aby 9 letnie dziecko posiadało umiejętność manipulowania dorosłymi ludźmi, a w tym przypadku emocjami ojca?

Powiedzmy,że na te pytania znam odpowiedzi, ale jakoś tak, zaczynam się w tym wszystkim po troszku "gubić".

W sobotę będzie ślub, a ja po raz setny zaczynam się zastanawiać, czy podołam całej tej sytuacji.

Przeczytałam wiele postów, kobiet, które musiały "stoczyć" niejedną walkę, aby otrzymać szacunek, zrozumienie, dobre słowo od ojca i jego dzieci.
Chyba po prostu zaczynam się bać tego wszystkiego.

Pozdrawiam

Polowa sukcesu to ze jest wdowcem, sytuacja jest czysta, nie masze jakiejs ex za plecami. Szacunke dla zmarlej, ale zyjemy tu i teraz. To Twoj dom, Twoj maz i jego dzieci - prosze porozmawiajcie jaki ma byc Wasz dom ? jakie maja byc zasady ? kiedy ogladacie telewizje kiedy jecie itd, niech one wiedza z emieszkaja w Waszym domu, najlepiej byloby zmienic mieszkanie, bo jesli to Ty sie 'dolaczylas' oni beda powtarzac stare zachowania i schematy ktore moze Ci nie beda odpowiadac ? one beda mialy w glowie ze Ty sie dolaczylas wiec masz sie podporzakowac do ich zasad....
Jesli ich matka nie zyje, bedziesz pelnic jej role w jakims sensie, ale dajesz, wymagasz, masz wplyw na zachowanie, wychowanie, to trudna ale 'oplacalna' rola. Masz cos do powiedzenia. My macochy dzieic ktorych matki zyja, jestesmy kucharkami i sprzataczkami, ktore nie maja nic do pwowiedzenia, bo przeciez dzieci maja swoich rodzicow... wiec ogladamy spektakle i wystepy naszych pasierbow i ich tatusiow pelnych poczucia winy. Twoj m mam nadzieje ze nie jest pelen poczucia winy, (no chyba ze zamordowal ex- sorry to taki ponury zarcik....)

Masz wiele szans moim zdaniem, pokaz m, ze Ci zalezy, ze jestes otwarta i gotowa, ale tez mow czego oczekujesz jaka masz wizje wspolnego zycia, jakie macie piorytety jako rodzina itd itp... tylko tak jest szansa ze sie nie rozminiecie...

no to milego slubu kolezanko macocho i glowa do gory!

M

1 636 Ostatnio edytowany przez mamuśka3 (2012-09-07 13:37:31)

Odp: Być drugą i macochą

Carota - skoro się zastanawiasz, i szukasz porady to chyba już coś było???
Miałaś jakieś sygnały????
Ja nie mam ślubu, i taki stan rzeczy sobie troszkę chwalę (tj. kiedyś miałam ale z aktualnym partnerem nie mam smile)
Wiesz fajnie że już wiesz że jest trudno i sorki że bez pociechy - ale będzie jeszcze gorzej sad
A jak twój narzeczony na całą sytuację????
Gdzie mieszkacie????
Będzie ciężko kochana, ale fantastycznie że już wiesz z czym będziesz się mierzyć  po sobocie smile oj to już jutro
Jak byś nie postanowiła kochana WSZYSTKIEGO NAJ !!! - bo już pewnie masz szykowania dużżżoooooo
Ustal na początku zasady, o których piszą dziewczyny, może wyda ci się to niepotrzebne, ale zaufaj im wiedzą co piszą smile

1 637

Odp: Być drugą i macochą
shedir napisał/a:

Równiez uważam że powinna byc ciocia, nie po imieniu.

ciocia to takie wkrecanie na doczepke, ze to jakas rodzina.....  po imieniu, jest bezpretensjonalnie, i bez jakiegos udawania ze to rodzina i wiezy krwi, jakos tak uczciwiej, mnie osobiscie nie bardzo sie podoba, zreszta tu po imieniu mowie tez tesciowej, wiec pewnie to zalezy od pewnych uwarunkowan kulturowych w rodzinie....

1 638

Odp: Być drugą i macochą

FM ja ma za trudne imie dla 4 latki :-) zreszta gadaliśmy M na ten temat i doszliśmy do wniosku, ze po pierwsze różnica wieku, po drugie to zaciera pewne granice,...może było by inaczej gdyby mała mówiła po imieniu do taty...ale nie ...wolimy tate i ciocie ;-)Jak tam delegacja??

1 639

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

FM ja ma za trudne imie dla 4 latki :-) zreszta gadaliśmy M na ten temat i doszliśmy do wniosku, ze po pierwsze różnica wieku, po drugie to zaciera pewne granice,...może było by inaczej gdyby mała mówiła po imieniu do taty...ale nie ...wolimy tate i ciocie ;-)Jak tam delegacja??

4 latka moze ok dla niej istnieja dobre ciocie i czarodziejskie wrozki, ale potem to jest sciemnianie ze jakas ciocia... partnerka czy zona, taty a nie jakas ciocia, to rowniez kwestia uczciwosci i szacunku wobec dziecka, tak uwazam.

Delegacja super, zawsze milo spotkac klientow i kolegow, i otoczenie super, gorzej bo daleko dwa loty i wrocilam niezywa, niewyspana bo kolacja dlugo z klientami....

Najlepsze bylo zakonczenie delegacji, taksowkarz z lotniksa na moje pytanie czy pracuje w rowniez niedziele odpowiedzial, ze nie bo w niedziele ma corke i to jest jego priorytet, ma ja jeszcze w srode i tam kiedys, i ogolnie mi wyznal ze dla niego w zyciu prorytetem jest jego corka... jak widzicie tatusiowie coreczek przesladuja mnie tez w taksowkach. Ja sie tak zaczelam zastanawiac, ze nie moge powiedziec ze moje dziecko to moj priorytet (jesli juz to nie jedyny), mimo tego ze szalenie go kocham i bardzo go chcialam, moge powiedziec ze jest b wazny dla mnie, albo jest jednym z moich priorytetow zyciowych..... i tak wyszlo ze w koncu nie tylko jestem wyrodna macocha ale i wyrodna matka.... smile))  czlowiek sie cale zycie dowaduje czegos o sobie...

milego weekedu
M

1 640

Odp: Być drugą i macochą

Absolutnie nie jesteś wyrodną macochą i matką!
Masz prawo do szczęscia i spełnienia.Nieszczęsliwe dzieci to te których rodzice się nie spełnili bo niby poświęcili się dla swoich pociech a potem na siłę wciskaja dzieciaki w swoje ramy.
Ważne jest też by mieć kilka priorytetów po to żeby nie zatracić się dla jednego a potem...nie czuć rozczarowania, ze nic poza jednym w zyciu nie zrobiłem.

1 641

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Absolutnie nie jesteś wyrodną macochą i matką!
Masz prawo do szczęscia i spełnienia.Nieszczęsliwe dzieci to te których rodzice się nie spełnili bo niby poświęcili się dla swoich pociech a potem na siłę wciskaja dzieciaki w swoje ramy.
Ważne jest też by mieć kilka priorytetów po to żeby nie zatracić się dla jednego a potem...nie czuć rozczarowania, ze nic poza jednym w zyciu nie zrobiłem.

dokładnie TAK

1 642

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Absolutnie nie jesteś wyrodną macochą i matką!
Masz prawo do szczęscia i spełnienia.Nieszczęsliwe dzieci to te których rodzice się nie spełnili bo niby poświęcili się dla swoich pociech a potem na siłę wciskaja dzieciaki w swoje ramy.
Ważne jest też by mieć kilka priorytetów po to żeby nie zatracić się dla jednego a potem...nie czuć rozczarowania, ze nic poza jednym w zyciu nie zrobiłem.

no wiem macocha, zartowalam sobie troche.... wiecie jak tak o sobie mysle, to wiem ze najpierw jestem kobieta, a dopiero potem matka, i chyba tak jest dobrze dla wszystkich...

co innego nasi wyrodni m, oni to sa najpierw tatusiami pierworodnych a potem ewentualnie... cos jeszcze, no moze tez sobie tak gorzko zartuje....

z poswiecania sie,  nic nie wychodzi, potem dziecku to gardlem wychodzi, a rodzic tak czy siak wczesniej czy pozniej wypomi jak to sie poswiecal, kariere, mlodosc, domniemane sukcesy i podboje przeszly mu tuz kolo nosa, bo tak o dobro dziecka dbal...

ech...

czytalam kiedys biografie niejakiej Ireny Krzywickiej, taka przedwojenna pisarka, dziennikarka, zydowka, przezyla wojne. W swojej biografii zrobila kiedys ranking kogo najbardziej kocha, na pierwszym miejscu byl jej syn Piotrus - zmarl w czasie wojny na zapalenie miesnia sercowego, potem jej mama, na trzecim miejscu jej kochanek niejaki Boy Zelenski - zastrzelony we Lwowie razem z Profesorami Uniwersytetu, a na czwartym miejscu zalapal sie jej maz !

moze oni Ci m, na wiecej nie zasluguja ? czwarte miejsce tuz za podium, czemu nie....

caluje Was

M

1 643

Odp: Być drugą i macochą

jeszcze o Krzywickiej stracila w czasie wojny wszystkich 'facetow' ktorych kochala, tzn zmarl jej synek, zginal jej kochanek Boy i jej maz rowniez.... wiec moze tak powiem teraz bardziej humanistycznie za ksiedzem twardowskim, spieszmy sie kochac ludzi tak szybko odchodza....  mialo byc pozytywnie a wyszlo egzystencjalnie i nieco nostalgicznie... ech moze to klimakterium mnie lapie...

M

1 644

Odp: Być drugą i macochą
Francuzeczka Mila napisał/a:

jeszcze o Krzywickiej stracila w czasie wojny wszystkich 'facetow' ktorych kochala, tzn zmarl jej synek, zginal jej kochanek Boy i jej maz rowniez.... wiec moze tak powiem teraz bardziej humanistycznie za ksiedzem twardowskim, spieszmy sie kochac ludzi tak szybko odchodza....  mialo byc pozytywnie a wyszlo egzystencjalnie i nieco nostalgicznie... ech moze to klimakterium mnie lapie...

M

wlasnie przez przypadek, zobaczylam na facebooku zdjecie calujacej sie pasierbicy z jakims kolesiem... i mowiac szczerze niezmiernie sie ucieszylam...

1 645

Odp: Być drugą i macochą
Francuzeczka Mila napisał/a:

wlasnie przez przypadek, zobaczylam na facebooku zdjecie calujacej sie pasierbicy z jakims kolesiem... i mowiac szczerze niezmiernie sie ucieszylam...

Heheh, dorasta Wam pannica wink Ja niestety jeszcze pare lat musze na takie eventy zaczekac wink

Co sie taka cisza na watku zrobila? Problemy sie skonczyly czy jak? big_smile

1 646

Odp: Być drugą i macochą

własnie przez przypadek, zobaczylam na facebooku zdjecie calujacej sie pasierbicy z jakims kolesiem... i mowiac szczerze niezmiernie sie ucieszylam...

To w sumie pocieszające...chociażby dlatego, że już jej bliżej do dorosłości niż naszej :-)

U nas niby cisza ale...zaczynamy gre w sztuce pt " przeżyj to jeszcze raz"
Nasza ex w zeszłym roku miała Pana co wydawało by się powinno nas cieszyć bo teoretycznie powinna nam odpuścić..nic bardziej mylnego telefony, maile, sms'y itp wszytsko po to by pokazać nowemu panu jak bardzo ona zabiega o dobry kontakt dziecka z ojcem i jak bardzo jest lojalna wobec owego ojca w sprawach informowania go co w danej chwili dzieje się z dzieckiem ( oczywiście było to mega wybiórcze ale cóż tam każdy z nas ma swoja rzeczywistość).
Kolejny Pan i kolejny teatr...znowu mamy telefony w nocy bo mała ma wirusówkę, znowy mamy 100000sms itp.
Boże ześlij kogoś kto zostanie z nią już do końca życia ( bo oczywiście po pewnym czasie Pani gra w " jestem zajeb...i ponad wszytskim" nudzi się i powraca prawdziwe oblicze) a  my nie będziemy wiecznie przezywać tego " te że we".

Miłej niedzieli :-)

1 647

Odp: Być drugą i macochą

Hello Ladies,

wlasnie wyladowalam i jestem w Polszy!!!! jestem szczesliwa!!!!

caluje Was

1 648

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:
Francuzeczka Mila napisał/a:

wlasnie przez przypadek, zobaczylam na facebooku zdjecie calujacej sie pasierbicy z jakims kolesiem... i mowiac szczerze niezmiernie sie ucieszylam...

Heheh, dorasta Wam pannica wink Ja niestety jeszcze pare lat musze na takie eventy zaczekac wink

Co sie taka cisza na watku zrobila? Problemy sie skonczyly czy jak? big_smile

no przepraszam ja sie udzielam!  no kto sie leni ????

1 649

Odp: Być drugą i macochą

a jakbyśmy taki zlot czarownic kiedyś zrobiły??

1 650

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

a jakbyśmy taki zlot czarownic kiedyś zrobiły??

fajny pomysł tylko że pewnie jesteśmy z baaardzo odległych krańców Polski:)

1 651

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

U nas niby cisza ale...zaczynamy gre w sztuce pt " przeżyj to jeszcze raz"
Nasza ex w zeszłym roku miała Pana co wydawało by się powinno nas cieszyć bo teoretycznie powinna nam odpuścić..nic bardziej mylnego telefony, maile, sms'y itp wszytsko po to by pokazać nowemu panu jak bardzo ona zabiega o dobry kontakt dziecka z ojcem i jak bardzo jest lojalna wobec owego ojca w sprawach informowania go co w danej chwili dzieje się z dzieckiem ( oczywiście było to mega wybiórcze ale cóż tam każdy z nas ma swoja rzeczywistość).
Kolejny Pan i kolejny teatr...znowu mamy telefony w nocy bo mała ma wirusówkę, znowy mamy 100000sms itp.
Boże ześlij kogoś kto zostanie z nią już do końca życia ( bo oczywiście po pewnym czasie Pani gra w " jestem zajeb...i ponad wszytskim" nudzi się i powraca prawdziwe oblicze) a  my nie będziemy wiecznie przezywać tego " te że we".

Miłej niedzieli :-)

kurcze aż mnie ciary pzechodzą co to będzie jak nasza ex se chłopa znajdzie...ta tez lubi teatrzyk odstawić a jak się trafi jeszcze jakoś matoł co będzie wierzył we wszystko i się przejmował losem pokrzywdzonej mamusi to może być problem...
U nas cisza przed burzą, zaraz rozprawa...Na razie tylko siostrunia się nadal wyzłośliwia w kąśliwych mailach, podejrzewam, że będzie baaardzo brzydko oczerniała własnego bata. Cóż...każdy ma swój wybór, oby kiedyś jej młody nie ocenił odpowiednio (że niby taka zatroskana o bratanka,kochana ciotunia) hmm

1 652

Odp: Być drugą i macochą

W sumie jest nas kilka ( tych regularnie udzielających się ) napiszcie gdzie która na swej miotle lata.Znajdziemy jakiś kompromis...
Warszawa

1 653

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

W sumie jest nas kilka ( tych regularnie udzielających się ) napiszcie gdzie która na swej miotle lata.Znajdziemy jakiś kompromis...
Warszawa

oj macocha ja dzis w Warsiawie na goscinnych wystepach, widzisz wyskoczylybysmy na drinka....  ja bywam w Wawie dosc regularnie i Krakowie,

milego wieczoru Ladies

1 654

Odp: Być drugą i macochą

Francuzeczka w takim razie nastepny Twoj pobyt rezerwuje dla siebie i ewentualnie innych latajacych na miotlach:-)
Wspanialy weekend spedzilismy z M. Ex poza telefonami w piatkowa noc i kilkoma smsami byla spokojna:-)

1 655

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:
macocha napisał/a:

U nas niby cisza ale...zaczynamy gre w sztuce pt " przeżyj to jeszcze raz"
Nasza ex w zeszłym roku miała Pana co wydawało by się powinno nas cieszyć bo teoretycznie powinna nam odpuścić..nic bardziej mylnego telefony, maile, sms'y itp wszytsko po to by pokazać nowemu panu jak bardzo ona zabiega o dobry kontakt dziecka z ojcem i jak bardzo jest lojalna wobec owego ojca w sprawach informowania go co w danej chwili dzieje się z dzieckiem ( oczywiście było to mega wybiórcze ale cóż tam każdy z nas ma swoja rzeczywistość).
Kolejny Pan i kolejny teatr...znowu mamy telefony w nocy bo mała ma wirusówkę, znowy mamy 100000sms itp.
Boże ześlij kogoś kto zostanie z nią już do końca życia ( bo oczywiście po pewnym czasie Pani gra w " jestem zajeb...i ponad wszytskim" nudzi się i powraca prawdziwe oblicze) a  my nie będziemy wiecznie przezywać tego " te że we".

Miłej niedzieli :-)

kurcze aż mnie ciary pzechodzą co to będzie jak nasza ex se chłopa znajdzie...ta tez lubi teatrzyk odstawić a jak się trafi jeszcze jakoś matoł co będzie wierzył we wszystko i się przejmował losem pokrzywdzonej mamusi to może być problem...
U nas cisza przed burzą, zaraz rozprawa...Na razie tylko siostrunia się nadal wyzłośliwia w kąśliwych mailach, podejrzewam, że będzie baaardzo brzydko oczerniała własnego bata. Cóż...każdy ma swój wybór, oby kiedyś jej młody nie ocenił odpowiednio (że niby taka zatroskana o bratanka,kochana ciotunia) hmm

eeee daj spokoj, moze sie smiertelnie i romantycznie zakocha, i tam zaangazuje sily i srodki, zlagodnieje pod wplywem regularnych orgazmow i bedzie super ?

kurcze nie da sie przewidziec, a scenariusze jakie pisze zycie bywa takie rozne, czasami rozmawiam z ludzmi w trakcie podrozy, dzis w Paryzu na lotnisku rozmawialam z jednym Prof z US, z pochodzenia Francuz byl zonaty z Polka, taka karierowiczka ale daleko zaszla zostala Prof na Unwerystecie w Princton, wiec opowiadal ze ma wizje Polek, jako urodziwych, przebojowych, ale wykorzystujacych wszystko dokola dla Wlasnych celow, dal przyklad kolejny Pani Barbary Piaseckiej Johnson kt byla to wyszla za maz za Pana Johnsona i zostala multimilionerka...

no wiedzmy te Polki i na miotlach lataja jak zauwazyla macocha i wyhaczaja facetow....

1 656

Odp: Być drugą i macochą

gdzies przeczytalam ze 90 proc rzeczy kt sie obawiamy nigdy sie nie zdarza, a zycie pisze takie scenariusze ze nikt by nie wymyslil...

1 657

Odp: Być drugą i macochą

Witam

My również bylismy szczęsliwi gdy ex znalazła faceta i sa nadal. Myślelismy że sie uspokoi ale niestety...chyba jest gorzej niz było wczesniej.
Każdy problem z facetem odreagowuje na nas, jego trzyma dość na dystans tzn nie jest specjalnie wtajemniczony w to jak wyglądaja jej kontakty z nami i rodzina m za to robi z siebie ofiare w jego oczach że my jej nie dajemy spokoju, a ona taka biedna smile. Wypisywanie do m kiedy nie jest z facetem się nasiliło zawsze w tych dniach i awantury o wszytko. Kazda kłótnie czy spiecie z chłopem równiez odreagowuje kłotnia z nami i wyżywaniem się na młodej. Nasiliło się podrzucanie młodej po ludziach żeby ona i facet mlogli mieć wolny czas albo żeby mogli gdzieś wyjśc.
Generalnie jeśli chodzi o kolesia to jest naprawde oki, taki troche ciaptak ale spoko i sami zastanawiamy się ile jeszcze wytrzyma. Młoda czesto opowiada jak mama się na niego ciągle wydziera albo jak robi mu awnatury,  ma w pracy wziąść wolny dzień bo ona coś zaplanowała. Podobno on tylko się z tego śmieje...no comu pozostało haha. Biedny koleś niestety nie specjalnie jak widac jest uswiadomiony tego jak ex jest uzależniona od m i jego rodziny. Ona sama to wypiera i te awantury i wieczne skakanie ma na celu zmniejszenia zasług tych od których jest uzalezniona w oczach jej samej.

Niestety znalezienie sobie chłopa przez ex nie jest rozwiązaniem a często tylko włożeniem kija w mrowisko, przynajmniej u nas tak jest.

1 658

Odp: Być drugą i macochą
shedir napisał/a:

Niestety znalezienie sobie chłopa przez ex nie jest rozwiązaniem a często tylko włożeniem kija w mrowisko, przynajmniej u nas tak jest.

Zgadzam się na 100%%%% u mnie również a najgorsze jest po jakimś czasie problem małego pasierba, który jest krzywdzony przez nowego partnera (jeszcze się nie zdażył taki fajny na 4) i integrencja jest większa !!!

allle musze wam cos opowiedzieć smile
Pamiętacie jak miałam kryzys taki mega ze 3-4 tygodnie temu?? i przeżyłam wtedy dzięki wam??!!! Pisałam nawet list z forum hehe - list przekładam w kalendażu, niestety nie ujżał światła dziennego ale jako wyładowanie negatywnych emocji bardzo polecam !!!!
Więc zamówiałam sobie książkę toksyczni rodzice - tak jak polecała chyba Marianna hm nie pamiętam dokładnie i przyszła
Wierzycie że woziłam ją w aucie, bo jakoś taki gorący okres teraz i ... (tu dłuższa historia) mój m został na chwilę dłuższą w aucie !!!
Przychodzę a on na 12 stronie smile Yuppppiii
kurcze nie sądziłam że tak się wciągnie - nie wiem co tam pisze bo nie zdążyłam jej przeczytać, jest dziwny, taki zamyślony ale ja myślę sobie w cichy że może do niego coś doszło hmmmmm
super - ostatnio jest fajnie i pasierba nie było dawno więc jest pięknie smile)

A jak już pytacie to ja latam ze śląska na tej miotle taki śląsk - Bielsko-Biała

1 659

Odp: Być drugą i macochą

Jeśli chodzi o nowego partnera ex ... hehe nawet regularne orgazmy nie poprawiają nastroju - my jesteśmy z tej beczki gdzie tylko, daj !! masz !! zrób !!! przywieź!!! ja nie będę !!!

1 660

Odp: Być drugą i macochą

U nas z racji tego, ze nasza ex jest mistrzynią 5 minutowego teatru to jest tak.
Akt pierwszy - jestem taka zagubiona,zraniona,noszę cały syf tego świata na swoich plecach ( w sumie powinien być " bo to jej słowa ale...)
Akt drugi - jestem w Tobie taka zakochana, jestem cudowną przyjaciółką, jestem wspaniałą matka, jestem matką ponad rozwód, podziały, to ON - mój były jest beznadziejny, zobacz próbuje się z nim dogadać a On ... ( oczywiście w tym czasie M jest nękany smsami, telefonami, mailami, Pani zgadza się na wszystko co dotyczy dziecka do tego stopnia, że jak by chciał żeby wydziarała sobie na czole jestem głupia też by pozwoliła)
Akt trzecie - to dziecko przeszkadza mi w miłości która niestety się sypie a ja chcę ją ratować
Akt czwarty - znowu jestem sama

Obecnie przechodzimy to 3 raz w przeciągu półtora roku.
Bilety są darmowe a i ja jako aktorka biorę w tym udział...Pan Pani też ...a z tego co wiem nikt z nas nie jest po szkole aktorskiej.
Dziękuję.

1 661

Odp: Być drugą i macochą
mamuśka3 napisał/a:

Jeśli chodzi o nowego partnera ex ... hehe nawet regularne orgazmy nie poprawiają nastroju - my jesteśmy z tej beczki gdzie tylko, daj !! masz !! zrób !!! przywieź!!! ja nie będę !!!

cholerka...no to mnie pocieszyłyście tongue

1 662

Odp: Być drugą i macochą
macocha napisał/a:

Akt trzecie - to dziecko przeszkadza mi w miłości która niestety się sypie a ja chcę ją ratować

kochana ty szczęściaro !!! Masz 4 akty smile u mnie zawsze tylko jeden !!! - trzeci sad

1 663

Odp: Być drugą i macochą

noooom mam aż 4 :-) tylko cyklicznie powtarzające się :-) ale spoko kochane nie martwcie się można się do takich akcji przyzwyczaić.Nie zaakceptować ale przyzwyczaić. Wtedy np. wiesz co będzie po danym zachowaniu ewentualnie kiedy przyjdzie następny sms i jakiej treści :-)

1 664

Odp: Być drugą i macochą

hej:)ja na miotle nad Poznaniem zasuwam. Pozdrawiam w ogóle ze Soliny  na wakacjach jestem . ale czytam czytam i udzielę się po powrocie :)buziaki:)

1 665

Odp: Być drugą i macochą

no nareszcie Solina napisala:-)
Kobitki wracajcie z tych wakacji,konferencji i poki cieplo robimy zlot.

1 666

Odp: Być drugą i macochą

A my męczymy się z ex w Krakowie smile

1 667

Odp: Być drugą i macochą

ooooo Kraków jest na prowadzeniu :-) to piękne miejsce :-)

1 668 Ostatnio edytowany przez mamuśka3 (2012-09-11 09:46:45)

Odp: Być drugą i macochą

macocha - ja tak myślę o tym moim 4 akcie i jego można podzielić na:
- jaka jestem zakochana, nareszcie, tak mnie skrzywdziłeś że dopiero teraz wiem co to miłość - bierz dzieciaka bo nie mam czasu
- jaka jestem szczęśliwa - ciągle z dzieckiem, może byś choć chwilę czasami się nim zajął
- jaka jestem nieszczęśliwa - wszystko przez ciebie - nie mogę sobie teraz ułożyć życia
heheh
kiedyś to nawet była taka akcja, że myślałam że pojedzie do niej ją pocieszyć, przytulić bidulka - przecież jak ona będzie zła to będzie wyżywać się na dziecku hmmmmm
no to się rozbuddował 4 akt w żadnym miejscu nie zauważyłam pozytywu dla mnie (nas) nawet przy tych regularnych orgazmach hehe

1 669

Odp: Być drugą i macochą

A jest ktos jeszcze z Krakowa???? smile

Fakt Kraków jest piękny tylko strasznie duzo w nim upierdliwych exi smile

1 670

Odp: Być drugą i macochą

No tak pozytywnych stron brak...jedyne co mogę to powiedzieć " a nie mówiłam", to jednak nie jest dla mnie ani pocieszeniem ani osiągnięciem.Póki co jesteśmy w tej lepszej fazie księżyca, czyli orgazmy są obfite i urozmaicone bo od soboty cisza jak makiem zasiał...jednak jak zawsze jest to chwilowe i zwiastuje nic innego jak wielką burzę i to z piorunami trzaskającymi w osoby "3-cie".

1 671

Odp: Być drugą i macochą

kurcze to ja mam najdalej...zza Buga jestem tongue do krakowa to spora wyprawa...
U nas też komedyje....mały był przez miesiac u nas i super sie odżywił, humorek dopisywał...pochodził do matki i już znowu apetyt gorszy (tam nie musi zjadać całej porcji obiadu i może jeść słodycze bez ograniczeń plus dostaje łakocie do szkoły w sporych ilościach) a i ma takie chwile jakiejś załamki, jest rozbity, popłakuje bez powodu..Na pewno znowu się nasłuchał tego i owego bo ex w słowach nie przebiera i potrafi bardzo brutalnie przedstawić swoją opinię o moim M i o mnie. Robi komedie bo przyłazi do szkoły i próbuje sie kłócić ze młody ma do niej na cały tydzień przyjść a on nie chce. Idzie na dwa dni i chce wracać do nas...Kto by lubił wysłuchiwac ględzenia...

1 672

Odp: Być drugą i macochą

No to nieźle sad Marianna za dobrzy jesteście hehe po prostu staracie się wychować małego a nie wykorzystywać do swoich gierek!! Tak trzymać dzieci i tak same najlepiej to ocenią w przyszłości..

1 673

Odp: Być drugą i macochą

Witam.
No, i jestem żoną. Chyba tak naprawdę to jeszcze do mnie to nie doszło.
W wielkim skrócie opiszę moją sytuacje.
- mam prawie lat czterdzieści, pracowałam jako tłumacz, nigdy nie miałam męża, ani dzieci..... chociaż z "obecnym" mężem byłam w ciąży. 23 sierpnia byłam na amniopunkcji i okazało się, że dzidziuś nie żyje sad . Któraś z Pań spytała o moją sytuację. Czy mieszkam u nich, czy oni u mnie. Ja u nich. Mam swoje mieszkanie, samochód i nie jestem od nikogo uzależniona. W razie "W'' mam gdzie mieszkać. Dla nich zostawiłam mieszkanie, prace i przeprowadziłam się z Warszawy do małego miasteczka.
- on troszkę starszy ode mnie. Dobry człowiek, ale uważam że czasami niesprawiedliwy. Jego "niesprawiedliwość" aż razi w oczy.
Mąż mojej przyjaciółki, która popełniła samobójstwo. Chorowała na depresję.
Po jej śmierci dowiedziałam się - i to z pewnego źródła - że był moment ( dwa lata przed śmiercią)że zakochała się w kimś,  i nawet chciała odejść od męża. Ale widocznie zabrakło jej odwagi. Nie wiem, już nie wnikam. WIem, tylko tyle, że mnie boli. Boli to, że mnie okłamywała. Grała dobrą żonę, a w głowie miała co innego. Krytykowała, a sama nie była lepsza.

- dzieci. Dwójka dzieci - dwie dziewczynki - w czym jedno adoptowane ( 10 i 8 lat).
Moje "problemy" to:
- brak sprawiedliwość ze strony ojca - traktuje wybiórczo np.:
1. Starszej mówi 3 razy - w ciągu 15 sekund - aby się umyła, a za 4 razem krzyczy na nią używając również kolokwializmu.
Młodsza, rozsypała cienie do powiek, wytrzepała dywanik do Wc, resztę zgarnęła papierem toaletowym i wrzuciła pod szafkę w łazience.. Spytałam która to zrobiła.
Młodsza patrząc w oczy powiedziała, że to nie ona. Po czym pokazując jej, że jeszcze ma brudne oczy...... przyznała się.
Nie chodzi o to, że wysypała. Dziecięca ciekawość. Ja też bym zajrzała. Przeraża mnie to, że ...... że manipuluje.
Jakąkolwiek winę zawala na starszą. A przed ojcem robi z siebie aniołka.
Są takie kłamstwa, dzięki którym dziecko chce zrobić dobre wrażenie na rodzicach, ciociach itp. ludziach, którym można się podlizać.
A tatuś co zrobił w takiej sytuacji? Nic. Powiedział tylko, że nie wolno kłamać.
I powiedzcie mi, jak ma taką "kobietę" szanować mężczyzna jeśli jej własny ojciec nie szanuje.
Wczoraj młodszej mówiłam 4 razy " Przebierz się z ciuszków szkolnych" - muszą się przebierać w dresy. Młodsza, nic sobie z moich słów nie zrobiła. Wchodzi tata z pracy. I mówię przy nim " Przebierz się, powtarzam już po raz czwarty". Młodsza wstaje i się przebiera.
Pytam ojca: " w takiej sytuacji powinnam zachować się, tak jak ty wczoraj, zamiast prosić, to zacząć krzyczeć przeklinając. Ciekawe czy byłbyś zadowolony? "

2. Wychodzimy na spacer. Jest jakieś miejscowe święto. Tatuś sadza młodszą na barierce etc.... W domu okazuje się, że ma czerwoną plamę na swetrze, na rękawie.
Następnego dnia, szykuję młodszej ciuchy do szkoły, na spodniach na tylnej kieszeni też ma plamę czerwoną.
  Tatuś, od razu się wydziera na starszą, że to przez nią, bo miała szminkę - taki błyszczyk ochronny - koloru czerwonego. Nie sprawdzając co to za plama. Zaatakował bezpodstawnie. Niesprawiedliwie, bo to nie była żadna szminka. Później próbował wmówić, że to chyba bransoletka fluorescencyjna, koloru czerwonego - która niby rozwaliła się O. . Szkoda tylko, że "nie dosłuchał" ,że to pękło zapięcie a nie rozlała się zawartość bransoletki.

3. Dziewczyny siedzą z nami śmieją się etc.... starsza idzie, gdzieś się chowa ( to miała być zabawa w chowanego) i woła młodszą. Wykrzykuje jej imię około 60 razy. Mała siedzi i przegląda gazetę. Siedzi z nami - zawsze siedzi, aby kontrolować to co robimy, mówimy...aczkolwiek teraz jest już lepiej, bo nie jest to już 12 h w ciągu dnia - i nawet nie drgnie, aby zobaczyć co chce jej siostra. Po 5 minutach starsza wychodzi i uderza młodszą w rękę " wołałam cie!!!"
Wstaje ojciec i daje starszej siarczystego klapa, plus małe szarpanko. Młodsza siedzi jak kapłanka Wenus w świątyni niewzruszona, pilnując rodzinnego ognia. Starsza się tuli do mnie. Ojciec mówi, że musiała tak zareagować. A ja uważam, że nie musiał. Uważam, że są winne we dwie - i ojciec. Dlaczego? Cholera, mnie jakby ktoś wołał 60 razy to z czystej ciekawości wstałabym, aby zobaczyć co chce ta osoba. Taka zwykła ludzka ciekawość, a nie siedzieć i "kontrolować".  A jeśli byłabym tą co woła, to też bym strzeliła siostrze przez łeb, że nie przyszła. Powiedziałam im wszystkim co o tym sądzę.
Dziewczyny mają iść do pokoju ( mamy tylko dwa pokoje i to przerobione, wiec jest pokój dla nich, sypialnia ( przerobiona z kuchni), i salon z kuchnią ( duży pokój przerobiony). Ojciec wychodzi z psem na spacer. Młodsza się chce tulić. A ja podjęłam decyzję, że nie będę żadnej tulić, puki nie zaczną ze sobą rozmawiać, bawić się a nie wiecznie rywalizować.
Przecież to jest chore co ludzie fundują własnym dzieciom. Później się dziwią, że dzieci ( i jako już dorośli ludzi) nie rozmawiają ze sobą. A jak mają rozmawiać, jak dzięki rodzicom nie mogą patrzeć na siebie.

4. Wraca młodsza ze szkoły( druga klasa Sz.P) . Odrobiła lekcje. Sprawdzam. Jest ok, ale jeśli chce to może zrobić dodatkowe zadanie. Okienko z wakacji. Czyli ramka na zdjęcia, zdjęci z wakacji np. jezioro, jakieś wycięte słoneczko, chmurka, ponaklejane jedno na drugie. Robię okienko. Przychodzi starsza ze szkoły ( klasa czwarta) maluje młodszej słoneczko. Później wychodzi z psem. Wraca i siada do lekcji. Wraca tata. Młodsza chwali się okienkiem, że zrobiła etc....
Starszej potrzebny zeszyt. Młodsza chce iść go kupić. Kupuje. Po jakimś czasie ojciec w kuchni mówi do młodszej " Nie zanoś O., niech sobie sama przyjdzie, nawet ci nie podziękowała, że jej zeszyt kupiłaś!!!" . Starsza jednak powiedziała od razu " dzięki" . No, rzesz !!!! myślę sobie - i mówię. " To my jej robimy obrazek, tamta ( starsza) siedzi i maluje słoneczka, klei i nawet nie usłyszałyśmy słowa " DZIĘKUJE" od młodszej,  a teraz się wymaga aby jej mówiono!!! Tatuś zdziwiony i czule mówi, młodszej, że ma dziękować.

5. Wracam z tatusiem ze spaceru. Młodsza stoi w piżamce w przedpokoju, robi śliczną minę i " ja już się umyłam, i idę do łóżeczka. O. się jeszcze myje. Dobranoc blablabla..."
Ponieważ każę im się myć codziennie ..na wieczór szybki prysznic a rano ząbki, buźkę, więc już nie powinnam im tego powtarzać codziennie.
Rano młodsza idzie do szkoły. Starsza idzie do WC i załatwia swoje potrzeby fizjologiczne. Mówię " O. umyj jeszcze dupcie, bo masz WF itd...."  Ona odpowiada " czemu ja mam się myć, a A. wczoraj się nie umyła i jest wszystko ok, nic jej nie mówicie!?!?  Przecież oglądała jeszcze TV, czytałaś nam książkę. Miała czas" . Pytam, jak to się nie umyła? Przecież mówiła, że się myła.
Wraca młodsza i pytam czy to jest prawdą, że się nie myła? Po namyśle odpowiada, że tak. Reakcja tatusia? " Ja nic nie słyszałem, aby mówiła wieczorem" O Rzesz !!!! słuch wybiórczy!!!

Wyczytałam na pewnej stronie o rywalizacji między dziećmi,taki artykuł, który przesłałam kochanemu tacie.
Wkleję kawałek maila do tatusia ( musiałam mu to napisać przed ślubem), coby nie pisać po raz drugi, tego co chcę "powiedzieć" :

cyt.
Jak unikać niezdrowej rywalizacji wśród rodzeństwa?

1. Nie porównuj.

Zwróć uwagę na sytuacje, kiedy przeciwstawiasz sobie dzieci jako rywali, bo może to prowadzić do frustracji. Wiele młodszych dzieci skarży się na porównywanie ich ze starszym rodzeństwem.
TUTAJ JEST ODWROTNIE. JEDNO JEST FAJNIUSIE A DRUGIE hmmmm PO PROSTU NIEGRZECZNE, NIESFORNE, NIE WYKONUJĄCE POLECEŃ - CHOĆ MOJE WYKONUJE. CZYLI CHYBA WYCZUWA, ŻE PRZEZ MNIE JEST OCENIANA SPRAWIEDLIWIE.

2. Zachowuj neutralność.

Im bardziej angażujesz się w kłótnie dzieci, tym większe staje się prawdopodobieństwo rywalizacji wśród rodzeństwa. Dzieci muszą się nauczyć rozwiązywać swoje problemy we własnym gronie. Interweniuj, kiedy emocje sięgają zenitu, zanim kłótnia wymknie się spod kontroli, ale kiedy sprzeczka rozwija się, zachowaj neutralność i udzielaj rady tylko wtedy, kiedy dzieci utkną w martwym punkcie.
TUTAJ - I NIE TYLKO W TYM DOMU, BO U CIOTEK, BABCI-  W KAŻDEJ KŁÓTNI JEST WINNA TYLKO I WYŁĄCZNIE JEDNA OSOBA (O.). A SZKODA, BO WIELE RAZY ZACZYNA A.  JEDNAK DOSTAJE SIĘ TYLKO O.

3. Zachęcaj do współpracy.

Jednym z najprostszych sposobów wzmacniania harmonii wśród rodzeństwa jest chwalenie dzieci, kiedy pomagają sobie nawzajem, nawet gdy nie jest to częsta sytuacja. Dzieci będą bardziej skłonne do powtarzania takich zachowań, bo wiedzą, że tego od nich oczekujesz.

TUTAJ WYMAGA SIĘ SZACUNKU I DZIĘKOWANIA TYLKO I WYŁĄCZNIE OD JEDNEJ ZE STRON. DRUGA NIE MUSI NIKOMU ZA NIC DZIĘKOWAĆ. NO, CHYBA ŻE  - W TYM PRZYPADKU TATATUSIOWI, KTÓRY OCENIA DZIECI NA PODSTAWIE BYCIA MIŁYM PODLIZUSKIEM ( JAK TO TATUŚ POWIEDZIAŁ, ŻE A. JEST TAK TRAKTOWANA, BO JEST GRZECZNA ETC) LUB GDY WIDZI, ŻE JEST W ZASIĘGU WZROKU OWEGO TATUSIA. A SZKODA,BO JEDNO Z DZIECI JEST RÓWNIEŻ BARDZO MIŁE, POMOCNE, UCZYNNE I Z TEGO CO ZAUWAŻYŁAM MA W SOBIE DUŻO EMPATII. EMPATIA- KTOŚ KTO MA DUŻO SERCA I DOBROCI W SOBIE,NAWET DO ZWYKŁEGO PSA KUNDLA. CZYLI JEJ UCZUCIA SĄ SPONTANICZNE, A NIE NA POKAZ.

4. Uświadom, że nie jest możliwe postępowanie we właściwy sposób przez cały czas.

Nie musisz się denerwować, starając się wykonywać wszystko równo i sprawiedliwie to jest po prostu niemożliwe. Ponadto, prawdziwe życie nie zawsze jest sprawiedliwe. Sukces polega na ograniczaniu sytuacji, które niszczą więzy pomiędzy rodzeństwem lub rówieśnikami i prowadzą do długotrwałej niechęci.

TUTAJ NIESTETY "TRZEBA"  FAWORYZOWAĆ TYLKO I WYŁĄCZNIE JEDNO. A GDY JEST SIĘ INNEGO ZDANIA, I WIDZI WADY TEGO DRUGIEGO DZIECKA, TO CZŁOWIEK JEST OCENIANY  JAKO KTOŚ NIESPRAWIEDLIWY ETC..... TRZEBA RÓWNIEŻ - BYNAJMNIEJ TAK BYŁO NA POCZĄTKU -
1. ODPROWADZAĆ DO SZKOŁY TYLKO JEDNO - NAWET BABCIA ŻYCZYŁA SOBIE " PROSZĘ DO SZKOŁY ODPROWADZAĆ MOJĄ KOCHANĄ A. .... O. NIE TRZEBA, MOŻE CHODZIĆ SAMA!!!
2. DBAĆ O UBIÓR TYLKO JEDNEGO DZIECKA
3. USYPIAĆ TYLKO JEDNO - " A. PROSIŁA CIĘ WCZORAJ, ABYŚ JĄ UŚPIŁA A TY NIE POSZŁAŚ!!! " ...ALE JAK O. MNIE PROSI TO NA NIĄ TYLKO KRZYCZYSZ " DO SPANIA!!!"
4. TOLEROWAĆ KŁAMSTWA TYLKO JEDNEGO - CHOĆ O. NIGDY NIE KŁAMIE. MNIE OKŁAMAŁA TYLKO RAZ. CIEBIE TEŻ NIE OKŁAMUJE

A GDZIE W TYM ŚWIECIE JEST MIEJSCE DLA DRUGIEGO?

W tym całym bajzlu życiowym, przeraża mnie, że to dopiero początek.
Jeśli chodzi o ślub. Tak, w czwartek już miałam zamiar zrezygnować ze wszystkiego. Była kłótnia właśnie o to. O to, że jedna jest krzywdzona a druga faworyzowana. Uważam, że to chore. Chore i ze szkodą dla dzieci. Nie, nie dzisiaj, ale za 20 lat.
  Tatuś powiedział mi, że O. piękniej w oczach, że się zmieniła. Tak, uważam że się zmienia, bo w jej życiu zjawił się ktoś, kto ją docenia i widzi prawdziwe oblicze tego co się dzieje.
Wiecie co, młodsza od razu mówiła " mamo" etc..... a starsza nic. Pracowałam też z dziećmi ...dziećmi adoptowanymi i z doświadczenia wiem, że gdy dziecko od razu mówi "mamo" to tak naprawdę tego nie czuje, a po pewnym czasie wyjdzie z niego "cała prawda" o nim. Natomiast gdy dzieciom ciężko jest to słowo wymówić to później, gdy już powiedzą to naprawdę zagościsz w ich sercu.
Starsza od 5 miesięcy powiedziała mi to dwa razy. A któregoś dnia, hmmmm kazała mi iść zobaczyć prezent, który leżał na mojej poduszce. Było to pudełeczko a w nim kolczyki i karteczka " Dla najlepszej mamy na świecie! O. " Prawie się popłakałam.


Pociesza mnie to, że tatuś mnie słucha, i próbuje obserwować i zmieniać siebie i cały ten galimatias.
Młodsza, gdy tylko widzi, że między nami jest coś nie tak.... od razu czuje siłę. W piątek prawie krzyczała na mnie, abym jej pokazała obrączki, których wcześniej nie można było pokazać starszej. Tzn. tatuś powiedział starszej: " nie, nie można tego dotykać". Po dziesięciu minutach, młodsza chciała je zobaczyć. Siedziałyśmy ze starszą przy stole. Ja mówię, że tata nie pozwolił, a ona z prawie krzykiem i pretensjami, że mam pokazać. Dobrze, że tatuś był i zareagował w mojej obronie.
Ciekawe jak będzie się na mnie "wydzierać" za lat osiem.
Ok. przepraszam,że się tak rozpisałam, ale..........
ale jakoś tak mi lżej.
Jeśli chodzi o spotkanie w Warszawie. Ja również jestem dyspozycyjna.

1 674

Odp: Być drugą i macochą

o kurcze sad niezły galimatjas - domyślam sie że ta starsza jest adoptowana?
Wiesz na pocieszenie moje dzieci 16 i 10 lat też ciągle na siebie krzyczą i odnoszą się nie fajnie, że czasami aż się popłaczę. To straszne. Kiedyś spotkałam taka Panią i powiedziała że miała podobnie i dopiero jak jedno skonczył 21 lat (to starsze) to się uspokoiło i teraz są bardzo za sobą smile
Pocieszyła mnie wtedy bardzo - więc i ja cię chciałabym pocieszyć - ale może być różnie. Fajnie że miałaś mały sukces przy stole - yupi jak będzie tak dalej to myślę że ogarniesz wszystko, choć będzie ciężko bo okres sorastania i buntu się zbliża sad

1 675

Odp: Być drugą i macochą

Carota,a która jest adoptowana? Najpierw z Twojej opowieści również wnioskowałam, że starsza, ale potem zrozumiałam, że młodsza...

1 676

Odp: Być drugą i macochą

Witam.
Adoptowana jest starsza. Fajna dziewczynka. Zresztą obydwie są fajne. Uważam, że rodzice nie zdają sobie sprawy, jak bardzo krzywdzą dzieci, gdy "wprowadzają" między dzieci rywalizację.
Rywalizację, która nie jest zdrowa. Tak, tak można rywalizować o hmmm ilość przeczytanych książek, o to która więcej razy odbije piłką itp.....ale rywalizować o uczucia?
Ja wiem, że taki młody człowiek, gdy podrośnie to mu " mija" - albo, po prostu nauczył się, już z tym żyć.

Tak, galimatias jest sporawy.
Przeraża mnie też, że większość z jego rodziny - no, poza jednym wujkiem - nie myśli o mnie. Nie zastanawia się, że z czegoś zrezygnowałam, że czasami mi ciężko, że moje życie totalnie się zmieniło. Oni myślą tylko o tym aby dziewczynkom usługiwać, opierać i nadskakiwać.
Któregoś dnia zadzwoniła ciocia - Pani M. proszę przed polaniem zupy ją zamieszać. .... no, rzesz, myślę sobie, a co ja zupy nie umiem nalać do talerza!!!
To że byłam w ciąży, było wielkim zaskoczeniem. Jakoś nigdy specjalnie nie myślałam o dzieciach  - aczkolwiek kocham dzieci.
Robię test - x 3 , bo nie jestem w stanie uwierzyć - on się cieszy, jest szczęśliwy, starsza córa również, a młodsza ma fochy.
  NIe wspomnę o rodzinie i babciach.
Mama, mojej przyjaciółki - ex teściowa mojego obecnego męża - bardzooooo chciała, abym z nimi zamieszkała. Stara panna, niezależna finansowo ... to jest coś.
Ale gdy okazało się, że jestem w ciąży, tez zaczęła mieć pretensje.
Powiem tak. Jakoś do tej pory wiedziałam, że ludzie bywają potworni, okrutni... Ale powiem wam, że teraz dopiero na własnej skórze, widzę jacy potrafią być egoistyczni, zakłamani, nie patrząc na cudze uczucia, wrażliwość, depczą je, ot tak dla kaprysu.
Najgorsi są chyba ci, których horyzonty nie sięgają dalej, jak po czubek własnego nosa.
A w takich małych pipidówach ( miasteczkach) jest najgorzej.
Mój mąż ( he he he jak to głupio brzmi) , mówi aby się niczym nie denerwować, że damy sobie radę.
Wczoraj zakupiłam na allegro książkę, chyba warta przeczytania. Jakby któraś miała ochotę to tytuł książki jest " Przestrzeń dla rodziny" Jesper Juul.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
C.

1 677

Odp: Być drugą i macochą

Carota, a jak to sie w ogole stalo, ze zainteresowalas sie mezem przyjaciolki?

Zanim napisalas, ktora dziewczynka jest adoptowana, obstawialam wlasnie starsza. Czy ona o tym wie?

Nieciekawa masz sytuacje, prawde mowiac. I jeszcze ta rodzina..

A w ogole natknelam sie dzis na ciekawa informacje wink
http://metromsn.gazeta.pl/Gwiazdy/1,127256,12459039,Maz_Joanny_Liszowskiej_ma_dziecko_z_inna_.html
Jak widac, nie tylko my sie borykamy z takimi problemami.

1 678

Odp: Być drugą i macochą

Carota GRATULACJE I SZCZĘŚCIA NA NOWEJ DRODZE ŻYCIA !!!
Kurde połóż asfalt na tej drodze od razu albo chociaż kostke brukową bo dziury masz straszne hehe
wiesz w tej sytuacji w relacjach z dziweczynami będziesz miała najbardziej obiektywne zdanie, i twój MĄŻ powienien o tym wiedzieć - bo on patrzy przez emocje pewnie sad dlatego tą starszą tak surowiej traktuje
Szkoda mi właśnie tej starszej, i chyba jej więcej miłości byłabym w stanie ofiarować, bo taki potwór mały 8 latek jak opowiadasz to już się boję co napiszesz za kilka lat sad takie dzieciaki mają łatwiej bo mniej rozumieją tak mi się wydaję - prościej postrzegają świat tylko ja i ja czad a ta starsza bardziej ustępuje, czyli nie ma szans na stanie się egoistą! I właśnie jej będzie ciężej w życiu sad

A wiecie ja chciałabym na troszkę do tych toksycznych rodziców wrócić - jak mówiłam mój M porwał książkę na delegacje, i napisał że jest bardzo ciężka, że nawet nie wiedział tylu rzeczy i że tyle rzeczy muu się przypomniło z dzieciństwa - hmmm chyba nie byłam na to przygotowana sad Jak mu pomóc?? Co on czuje??? Co zrobić żeby nie pogorszyć???

1 679

Odp: Być drugą i macochą

Carota, ja również jestem adoptowana (ok drugiego roku życia) i musze ci powiedziec ze z perspektywy czasu widze ze mało któy człowiek potrafi sprostać takiemu wyzwaniu jak pokochanie cudzego dziecka. To sie tylko tak pięknie mówi, że to dziecko jest jak "własne' jak "rodzone", niestety życie weryfikuje takie opinie i się okazuje że przybrani rodzice nie potrafią odnaleść w sobie tyle wyrozumiałośći, czułości i dobroci co dla dzieci z nimi autentycznie spokrewnionymi. Geny pozostają obce i gdzieś w podświadomości kryje się reakcja odrzucania, każde zachowanie które nie pasuje, każda wada jest nieakceptowana. Wiem że to niesprawidliwe i bolesne...nie zawsze tak jest ale niestety często. Moja przybrana matka kompletnie nie zdała egzaminu z rodzicielstwa i jak widać Twój mąż też ma z tym problem. Tym bardziej, że pojawiła się po jakimś czasie ich własna, biologiczna córka i wtedy okazało się jak wielka to miłość, jak detetrminująca i niezależna od charakteru dziecka. Od adopcyjnego potomka będzie się zawsze wymagało więcej, jakby miało spłacac dług wdzięczności, rodzone dziecko jest kochane bezwarunkowo...Nie dziwie sie ze jest ci przykro widząc taką sytuację w waszym domu, starsza dziewczyna na pewno bardzo cierpi. Jeśli nie wie,że jest adoptowana być może obwinia siebie za to ze jest mniej kochana. Jeśli zaś wie to jeszcze bardziej pogłębia jej poczucie samotności i braku prawdziwej rodziny. To wspaniale ze pojawiłas sie w jej życiu. Myśle ze jak najszybciej musisz modyfikować zasady panujące w waszym domu. Porozmawiaj z mężem tak od serca i spróbuj wytłumaczyć mu jaka krzywdę robi starszej córce. Nie oceniaj jego postępowania bo się zatnie. Pobudź jego wyobraźnię, niech poczuje się przez chwile w skórze tamtej dziewczynki. Zwracaj jego uwagę na każde niesprawiedliwe traktowanie. Zaznacz, że jesli nie potrafi być sprwiedliwy z miłosci do obu dzieci, niech to choć zrobi z powodu młodszej. Jego zachowanie mocno demoralizuje dziewczynkę i sprawia,że wyrośnie na egoistkę..to może się kiedyś obrócić przecw wam. Dzieci,które manipulują rodzicami nie mają do nich szacunku a nie trudno jest sobie wyobrazić co będzie gdy taka osoba wejdzie w wiek dojrzewania. Będą z nią ogrmone kłopoty hmm
Co do ciąży..bardzo mi przykro z powodu waszego maluszka sad  Ja również usłyszałam od niektórych z rodziny M jacy to jesteśmy okropni, że się nie przejmujemy innymi tylko od tak sobie majstrujemy dziecko...Ich problem...masz racje, ludzie potrafią być okrutni.

1 680

Odp: Być drugą i macochą
mamuśka3 napisał/a:

tych toksycznych rodziców wrócić - jak mówiłam mój M porwał książkę na delegacje, i napisał że jest bardzo ciężka, że nawet nie wiedział tylu rzeczy i że tyle rzeczy muu się przypomniło z dzieciństwa - hmmm chyba nie byłam na to przygotowana sad Jak mu pomóc?? Co on czuje??? Co zrobić żeby nie pogorszyć???

Tak jak pisałam wcześniej, to nie będzie łatwy proces.Za wiele mu nie pomożesz, musi to przerobić. Najważniejsze ze ma w Tobie wsparcie i wie,że każdej chwili może się wygadać. Faceci niezbyt często mówią o swoich emocjach, ale może nadejść taki moment, że bedzie na to gotowy, Rzuć wtedy wszystko i go wysłuchaj. Pozwól mu wyrzucić z siebie złość i ból. Nazbierało sie tego na pewno bardzo dużo. Jeżeli nie potrafi rozmawiać o tym z bliską osobą może dobrym rozwiązaniem byłby psychoterapeuta? Możesz mu delikatnie zasugerować takie rozwiązanie jesli zauważysz ze męczy sie bardzo i nie potrafi dać upust swoim emocjom. Nie wiem jak wasze możliwości finansowe ale jeśli was na to stać to warto zainwestować w prywatne spotkania, nfz raczej słabo się wywiązuje z takiej opieki.

1 681

Odp: Być drugą i macochą

Najlepsze są komentarze pod linkiem od Metaksy:" Nawarzyła piwa więc niech je teraz wypije.." albo "Poleciała na kasę a teraz..." uwielbiam te ludzkie mądrzenie się hmm

1 682

Odp: Być drugą i macochą

Marianna ja mu odpisałam tylko że ... "kocham cię" nic więcej ... nie wiedziałm jak... już go z rok proszę o pójście do psycholożki w sprawie jego syna ale zawsze było nie i nie ;(
dużo rozmawialiśmy kiedyś dopóki ja nie mądrzyłam się tj. przewidywałam co jego mamuśka zrobi i zawsze się sprawdzało nawet do tego stopnia że kiedyś powiedział ze do nas przyjdzie hehe na kawę - a ja mu powiedziałam że ona i tak nie przyjdzie do nas prędzej sobie nogi połamie na schodach żeby tylko nie przyjść - oczywiście powiedział że przesadzam  a tu hehehe telefon godzinkę przed i ... ratunku skręciła sobie noge w łazience !!!
Wiesz jestem gotowa, tylko nie wiem czy przygotowana - bo dla mnie to jest proste kurde palłabym babę - ja nie mam do niej żadnych emocji nic !! - wiem to straszne ale dużo mi krwi napsuła przez te 8-9 lat nienawidzę jej uważam że znęca się psychicznie nad nim, poniża, wyśmiewa, nic go nie przygotowała do życia, nawet szkoły nie zrobił porządnie - bo musiał ją utrzymywać nooo dużżżo tego
no i z czasem temat matki zrobił się tematem tabu sad Ona nadal uważa że on skrzywdził żonę i dziecko bardzo nawet nadaje na mnie małemu -bbuuu jak ja jej nienawidzę
jak ja mam to ukryć cholera żeby go teraz cierpliwie słuchać - aż się boję, ale cieszę się że już wie, wie że przez nią wiele traci, poczucia własnej wartości nie ma co ja mu nagadam że kocham, ze będzie dobrze, że jest fantastycznym ojcem, dobrym człowiekiem aż czasami sama potrzebuję odstresowania jak on pojedzie w delegacyjkę hehe
wierzę że będzie dobrze ale cholernie się boję sad

1 683

Odp: Być drugą i macochą

Mamuśka, rozumiem, że przeżywasz jego ból. Pamiętaj, że to nie jego wina,te relacje z matką. Jesteś na nią wściekła i masz prawo, ale nie pomożesz mu pałając do niej nienawiścią. Jeżeli nabierzesz dystansu to mozę będziecie mogli spokojnie porozmawiać o tej kobiecie. Domyślam się jak on mocno wszystko przeżywa a gdy ty zaczynasz mówić o niej same złe rzeczy on tylko jeszcze bardziej zamyka się w sobie. Dzieci (nawet te już całkiem dorosłe) utożsamiają się z rodzicem, ba nawet czują się często odpowiedzialne za jego zachowanie, czują się też niedocenione i winne wszystkiego. Jesli wyjeżdżasz z oskarżeniami pod jej adresem a może także pod jego, że nie umie się matce przeciwstawić, to nic nie osiągniesz. On tylko utwierdzi sie w przekonaniu, że nikt go nie rozumie i nie akceptuje w pełni. Matka ma nad nim ogromną władze psychiczną, musi minąc wiele czasu zanim uwolni się od tego. Musisz wykazać się cierpliwością. Pierwszy krok już został uczyniony, Twój M czyta książkę i odkrywa prawdę o swoim dzieciństwie. Tak, własnie prawdę, o której nie miał pojęcia. Dzieci wypierają złe momenty ze świadomości, chcą wierzyć, że ich rodzice są wspaniali. Jesli są źle traktowane to obwiniają siebie.Teraz on odkrywa,że jego wyobrażenie o tym jak wyglądają wzajemne relacje z matką odbiegają od tego jak jest w rzeczywistości. Ktoś dla niego zupełnie obcy opisał dokładnie i obrazowo jego matkę. To dla niego szokujące doświadczenie. A wiec nie jest niezwykła i wszechmocna. Już dawno jej zagrywki zostały przejrzane, nazywane po imieniu i zakwalifikowane. Łatwiej mu tę prawdę przyjąc z ksiązki niż od ciebie, bo tobą targają negatywne emocje, które sprawiają, że jemu się wydawało iż jesteś niesprawiedliwa, że przesadzasz.
Kiedy dojdzie do rozmowy powiedz łagodnie, ze cieszysz się iż przeczytał tę książkę choc jest ci bardzo przykro ze odkrył tam tyle bolesnych rzeczy. Przepros go za swoje ostre słowa, które niekiedy wypowiadałaś w złości. Zaznacz, że nie był to złość na niego, lecz na całą sytuację. Powiedz, że rozumiesz jego miłość do matki, ale chciałabyć aby zaczął dostrzegać, że jest dorosłym, wolnym człowiekiem i nie musi się przejmować aż tak bardzo co myśli jego mama. Uhonoruj jej miejsce w jego życiu, okaż przed nim szacunek do niej, tylko tak do niego dotrzesz. Powiedz mu, że spotkanie z psychologiem będzie podobne do przygody z książką. To będzie osoba wyrozumiała i umiejąca słuchać, która nie b edzie go oceniała. Pomoże mu tylko wyrazić swoje emocje i nauczy jak zmienić swoje życie emocjonalne na satysfakcjonujące.

1 684

Odp: Być drugą i macochą

Witam.
Pragnę odpowiedzieć na zadane mi pytanie. " Jak to się stało, że zainteresowałam się mężem przyjaciółki"

Twoje słowa mogę rozumieć w dwojaki sposób:
1. "zakręciła się " koło męża przyjaciółki
2. " jest" z byłym mężem przyjaciółki - wdowcem

Nie, nie zainteresowałam się mężem przyjaciółki. To mąż zainteresował się mną.

Zawsze uważałam, że "mężów, chłopaków, narzeczonych i jak inaczej ich można było nazwać" się nie tyka - to jest świętość i tyle.
Moją drugą zasadą było - w życiu faceta z dzieckiem itp. przeżyciami. To "gmatwanie" sobie życia na własne życzenie.

Ale jest również powiedzenie " wypierała się, żaba błota ....." .
Myślę, że w życiu nasze poglądy, racje, etc z czasem się zmieniają. Inaczej odbieramy życie gdy mamy 20, 30 i 40 lat.

To byli moi Przyjaciele. Wiecie, jak ktoś jest zajęty tylko pracą, jak nie ma czasu na ułożenie sobie prywatnego życia to pozostają przyjaciele.
Człowiek ten był ( jest ) dobrym człowiekiem, aczkolwiek przy kawie, lampce wina nigdy nie poznamy wszystkich wad i zalet drugiego człowieka. Po prostu, aby to wszystko poznać, trzeba z nim żyć.

Po śmierci przyjaciółki, okazało się, że tak naprawdę to prowadziła "drugie życie". NIby coś wiedziałam, ale nie do końca.
Nie myślałam, że była aż tak w zaawansowanej "miłości'' : pisała na necie z innym, spotkała się z nim, chciała odejść itd...
Nie będę opisywać tutaj wszystkiego, gdyż nie jest tutaj odpowiednie miejsce.
Ja, zawsze byłam konserwatystką - taka kobieta starych czasów. Jak małżeństwo to jedno, jak zdrada to się rozstajemy.
U mnie mój ex - po 13 latach chodzenia - znalazł sobie o 16 lat młodszą.
Zawsze uważałam, że zdrada to coś okropnego. Można wszystko wybaczyć, nawet zdradę, ale już nigdy nie będzie jak kiedyś, więc lepiej jak każdy pójdzie swoją drogą.

Po jej śmierci życie toczyło się dalej. Od czasu do czasu słyszałam się z mężem- mężem moim = przyjaciółki. W między czasie poznałam faceta, ale okazał się dupkiem, a ja idiotką która chciała "leczyć" dupka. Gdy się rozstaliśmy, któregoś dnia zadzwonił mój przyjaciel i zaproponował, abyśmy zaczęli żyć razem. Ja parsknęłam śmiechem i na tym się skończyło.
Ale on dzwonił, dzwonił, dzwonił. Po dwóch miesiącach spotkaliśmy się na kawie. Po następnym miesiącu znowu....a później jakoś tak wyszło.
Gdy pytam, dlaczego ja? ( i to zawsze powtarzała moja przyjaciółka) odpowiada: bo masz stare wartości, które w dzisiejszym świecie zanikają, rozsądek, kocham dzieci i życie, i  zawsze uważaLI, że ten z kim będę, będzie szczęściarzem. Zresztą oni oboje szukali mi odpowiedniego faceta. Ale zawsze jakoś "szkoda" mnie było. No, i prócz tego jeszcze ta praca.
Ciężko jest mi odpowiedzieć dlaczego z nim jestem. Na początku czułam się okropnie. I tylko ta kobieta mnie zrozumie, która przeżyła coś takiego. Nie raz miałam ochotę odejść. Nie czułam się na swoim miejscu. Ciężko to pojąć, ale tak było.

Fakt, bolało, że "ona zdradziła" i mnie, i jego i dzieci, i innych przyjaciół. Przecież cholera, zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji. Nie trzeba uciekać, w tak okropny sposób.
W dzień kiedy to zrobiła rozmawiałam z nią przez telefon. Miała tylko iść się wykąpać. hmmmm, a ja idiotka zamiast rozmawiac to jej uwierzyłam. Gdy zadzwoniłam za godzinę już ........... . ok, teraz to nie ma znaczenia.

Jedna z Was pytała o adoptowaną.
Tak, wie - od zawsze - że jest adoptowana.
Masz rację pisząc, że człowiek który adoptuje musi kochać inaczej, mocniej. Pokochanie cudzego dziecka nie jest łatwe.
Trzeba mieć dużo cierpliwości i zrozumienia. Kiedyś (gdy jeszcze żyła ich mama) to młodsza powiedziała w piaskownicy do starszej " to nie twoja mama, ty jesteś adoptowana!" . Myślę, że pomimo tego, że starsza "udaje" że ją to nie boli.... to tam w środku w sercu strasznie przeżywa. Pomimo tego, że "niby" miała lepsze rzeczy od młodszej. hmmm, powiedzcie mi, co każda z was wolałaby mieć? lepsze rzeczy, czy więcej czułości od rodziców? Ja wolałabym, abym matka czy ojciec mnie przytulili, a nie.....przytulać się do misia, aby poczuć miłość.

On się zmienia. Dużo rozmawiamy. O tym, że robi w ten sposób straszną krzywdę  jednej i drugiej. Młodszej, bo wyrośnie z niej jedna wielka egoistka - bo jej się należy. A druga też w jakiś inny sposób egoistka - bo nigdy nie miała tego co chciała, czułości i będzie "wszystko" ciągnąć do siebie.Plus tego  będzie w jakiś sposób "uległa" tylko dlatego, aby pozyskać trochę czułości.

Uważam, że w życiu najważniejsza jest równowaga. Dawać i brać. Musi być pewien umiar we wszystkim.
Wiecie czego pragnę. aby za 30 lat, one kochały się nawzajem. Kochały i szanowały. Spotykały przy jednym stole w czasie świąt....a nie darły koty, i nie odzywały się do siebie latami.
Chciałabym, aby we dwie były szczęśliwe. Aby cieszyły się z każdego promyka słońca,płatka śniegu czy kropli deszczu.
Takich małych rzeczy, z których składa się życie.

Jeśli chodzi o rodzinę. Ludzie, potrafią być okropni, samolubni, egoistyczni i z premedytacją wykorzystać innych do swoich celów, bo im tak wygodniej.
Co niektórym by  pasowało, abym opiekowała się dziećmi, opierała, dała jeść i chodziła na cmentarz ( proponowałam im parę razy ale nie chciały) i najlepiej spała w innym łóżku. Tak, wtedy bym uszczęśliwiła wszystkich.
Pragnę dodać, że mama mojej przyjaciółki, była szczęśliwa i chciała abym ja "zgodziła się " na życie z nimi - w sensie zięć i dzieci.
Myślę tylko, że podświadomie nie zdawała sobie sprawy, że ex zięć może być szczęśliwy z inną kobietą, że będzie pragnął dziecka i małżeństwa. Niby mówi się, ojjj fajnie by było. Ale jest różnica pomiędzy mówieniem a rzeczywistością.
Boli mnie, że np. powiedziała, któregoś dnia do młodszej " kocham tylko ciebie", a gdy młodsza spytała o starszą, to odpowiedziała, " nie, nie tylko ciebie". Młodsza gdy przyszła od babci, poinformowała nas o tym. Szok. Jak babcia, może powiedzieć coś takiego. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jak mogą dzieciom krzywić psychikę.

Ostatnio gdy była u nas z moją mamą, to nic się nie odzywała..... i chyba wiem dlaczego.
Aby "wejść" w serce dziecka adoptowanego, trzeba poczuć to co ono czuje. I mi  chyba udało się to poczuć. Starsza na początku, cieszyła się, że jestem, ale podchodziła z dystansem. Bo przecież każdy ją "kocha" ale do chwili gdy tego chce.
A tutaj poczuła się pewnie. Bo jak wymagam od jednej to wymagam i od drugiej. Nie ma lepszego i gorszego traktowania. Mają sprzątać, myć się itp razem. Nie ma taryfy ulgowej - dla żadnej. I dlatego - od młodszej dostawałam non stop duże laurki,które trzeba było wieszać na lodówce - starsza napisała mi karteczkę " Dla najlepszej mamy na świecie" . Karteczka ta jest w ramce na zdjęcia.
I chyba nie ma nic piękniejszego i szczerego. Nawet nie wiecie jak bardzo "uszczęśliwił" mnie ten skrawek papieru.
I wszystkie laurki nie mają takiego znaczenia jak ta jedna zwykła karteczka.
Ok, już nie zanudzam.
smile
U mnie dzisiaj pada, ale i tak uważam, że życie jest piękne. Szkoda tylko, że większość ludzi myśli, że będzie mieć szanse na przeżycie go jeszcze raz.

smile

Dziewczynki poszły do szkoły. Zaraz przeczytam Wasze posty smile.

1 685

Odp: Być drugą i macochą

Carota, odnoszę wrażenie, że wolisz starszą dziewczynkę - czy słusznie?

Dzielna z Ciebie babka, ja bym chyba nie dała rady mieszkać z pasierbami.

1 686

Odp: Być drugą i macochą
MariannaM napisał/a:

kurcze to ja mam najdalej...zza Buga jestem tongue do krakowa to spora wyprawa...
U nas też komedyje....mały był przez miesiac u nas i super sie odżywił, humorek dopisywał...pochodził do matki i już znowu apetyt gorszy (tam nie musi zjadać całej porcji obiadu i może jeść słodycze bez ograniczeń plus dostaje łakocie do szkoły w sporych ilościach) a i ma takie chwile jakiejś załamki, jest rozbity, popłakuje bez powodu..Na pewno znowu się nasłuchał tego i owego bo ex w słowach nie przebiera i potrafi bardzo brutalnie przedstawić swoją opinię o moim M i o mnie. Robi komedie bo przyłazi do szkoły i próbuje sie kłócić ze młody ma do niej na cały tydzień przyjść a on nie chce. Idzie na dwa dni i chce wracać do nas...Kto by lubił wysłuchiwac ględzenia...

hmmm. szkoda dzieciaka.
Musi być bardzo rozbity. W dzieciach którzy mają obydwoje rodziców,ale nie mieszkających już razem, dochodzi do konfliktu lojalnościowego.
Matka to zawsze matka i nie ważne, że może bardziej "kochać" tę drugą - mam na myśli partnerkę ojca.

Czytając wasze posty, uważam, że chyba nie wszyscy Panowi przeszli tzw. żałobę i dlatego ich ex żony, mają "władzę" nad ich emocjami, no a przede wszystkim życiem.
Tak, książka "Toksyczni rodzice" jest książką, którą powinni przeczytać i rodzice, i ich dzieci.
Z tego co dobrze zrozumiałam, są ex partnerki które mają problemy natury emocjonalnej - zresztą uważam, że każdy z nas ma jakieś braki - są dwie, trzy fajne książki, które mogę polecić do przeczytania.
Wiecie co to jest DDA - dorosłe dzieci alkoholików. Ale jest również DDD - dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych.
Książka to " Czas na wyleczenie" Timmen L. Cermak i Jacques Rutzky
druga "Toksyczna miłość" Pia Mellody - fajna książka
"Bunt ciała" Alici Miller naprawdę warto przeczytać.
  cyt." Najnowsza książka Alice Miller po raz kolejny burzy społeczne stereotypy dotyczące powiązań między metodami wychowawczymi w dzieciństwie a późniejszym losem krzywdzonych dzieci.
Analizując biografie znakomitych artystów i przypadki własnych klientów, dostrzega, jak destrukcyjną więzią jest związek dziecka, a później dorosłego człowieka z rodzicami, którzy maltretowali go w dzieciństwie.

Utrzymywanie takiej relacji, opartej na iluzjach i niespełnionych oczekiwaniach wobec rodziców, odbywa się kosztem zdrowia dziecka, a później dorosłego, bowiem ciało buntuje się przeciwko wymuszonym uczuciom, jak miłość czy wdzięczność.

Uświadomienie sobie strachu przed rodzicami i zrozumienie własnych, prawdziwych uczuć może pozwolić na uwolnienie się od niszczących więzi i wykorzystanie tłumionych sił witalnych na rozpoczęcie pełnego i szczęśliwego życie. "

Z tego co dobrze zrozumiałam to jeden z partnerów - nie pamiętam tylko, której z Was - ma problemy w relacjach z własną matką. Nie umie wytyczyć granic.
A one chyba są najważniejsze.
Mówi się, że miłość rodzicielska jest bezwarunkowa etc.... gówno prawda. Są rodzice, którzy tak naprawdę kochają tylko siebie. Niby opiekują się dziećmi, ale dawanie dachu nad głową to nie opieka, dawanie słodyczy i pozwalanie na wszystko to nie miłość. Wiecie kiedy dzieci mają poczucie bezpieczeństwa? gdy się od nich wymaga, gdy stawiamy im granice, gdy czują, że dbamy o nich a nie oni muszą dbać o nas.

Wiem jedno. Kiedyś były chore czasy. Wszędobylska bieda, pustki w sklepach, ale teraz czasy są jeszcze gorsze. Teraz jest wszędobylska rywalizacja. Rywalizacja, której uczy się już od przedszkola.

1 687

Odp: Być drugą i macochą

Carota - fajnie że dzielisz miłość równo, to ciężka i niewdzięczna praca - ale wierz że warto bo budujesz świadomość dziewczyn, która okaże się w przyszłości motorem do działania dla nich. Jestem z Ciebie bardzo dumna !!! Naprawdę !!! To szczęście że Ciebie spotkały, swoim poświęceniem zdziałasz cuda, będzie ciężko bardzo ciężko jeszcze jak urodzi się maleństwo to będzie dramacik, rodzina też cię nie wspiera - ale wierz że warto. Fajnie że sa tacy ludzie jak ty.

MariannaM dziękuję smile bardzo dziękuję... popłakałam się jak czytałam to co napisałaś a w pracy jestem szok...
wydrukuję sobie to co napisałaś i będe czytać codziennie. Chciałabym przejąć trochę spokoju od Ciebie. Wiesz ja tak źle nie reaguję na nią, najbardziej z wszytkich (dwóch synów i synowych jednej ex) pomagałam jej. Tu dałam upust swojej nienawiści... chociaż był okres, gdzie powiedziałam dużo złych rzeczy na nią - to było dawno i troszkę otworzyło im oczy (proponowałam aby ją ubezwłasnowolnili bo jak już pisałam to alkoholiczka - choć od 2 lat nie pije; i kredytocholiczka - mój m ciągle spłaca długi i dogaduje się z windykatorami(jak miał kase to i po 17 tyś na rok!!), wszytko to wymagało czasu strasznie to wszytko brzmi.
dziękuję Ci bardzo, boję się ... ale teraz jest dobrze i temat pasierba się uciszył hmm rok szkolny dawno go nie było - tak mogło by być hehe pobożne życzenia; wiem wiem trzeba akceptować pasierbow, matki naszych m i ich rodzinki, chociaż oni jak by mogli to nożem by poczęstowali w plecy...
w tym temacie toksycznej matki nie miałam pojęcia co zrobić - dzięki po prostu będę i będę słuchać, postaram się nic nie doradzać kurcze cieżki temat.
A ty juz się z tym uporałaś? Jaki Jest koniec takiej terapii?? Jak to się kończy ?? Czy takie dzieci, które staja się dorosłymi sa w stanie to zaakceptować i żyć w dobrych relacjach z małżonkami z nimi?? Do czego ona może się posunąć?? jak on zmieni swoje nastawienie teraz do nniej?? zmieni???

1 688

Odp: Być drugą i macochą
metaksa napisał/a:

Carota, odnoszę wrażenie, że wolisz starszą dziewczynkę - czy słusznie?

Dzielna z Ciebie babka, ja bym chyba nie dała rady mieszkać z pasierbami.

hmmm, nie, nie wolę. Jedna jest "dobra" jak i druga.
Po prostu patrzę na to z dystansem i umiem ocenić na chłodno całą tą sytuację. A tutaj widać, że jedna jest faworyzowana a druga nie. I to boli.
Przytulam jak i jedną tak i drugą. Czytam książki i jednej i drugiej - obecnie mają wspólny pokój, mieszkamy w bloku. ...Ale jak dwa miesiące mieszkaliśmy w domu jednorodzinnym i każda miała swój pokój, to uważam, że przytulić na dobranoc trzeba obydwie. Dlaczego miałabym przytulać tylko młodszą? - bo ich tata uważa, że tylko młodsza potrzebuje? a starsza to co?
Jeśli leżałam z jedną 20 minut to i powinnam leżeć z drugą.
dlaczego starsza ma przytulać się do misia.
Wiesz, że ma maskotkę do spania bez której kiedyś nie zasnęła. A dlaczego ją ma? Jak myślisz? ja uważam, że to hmmm właśnie ten brak uczuć w stosunku do jej osoby.
Młodsza zawsze była ta naj....... taki lider. A teraz cóż, jest ktoś kto traktuje je identyko.
Jak trzeba to krzyknę na jedną i drugą.
Już pisałam....jak młodsza kłamie to jest cisza...a  jak starsza nie idzie do mycia, to jest krzyk.


Ja, byłam tą młodszą w moim rodzinnym domu.
Moja mama kochała mnie i moją siostrę, ale ..........
ale po latach - pomimo, że mama pomagała bardziej siostrze - moja siostra uważała, że ja z racji wieku - a było to tylko rok różnicy - zawsze miałam taryfy ulgowe.
Siostra ma dwójkę dzieci - już dzisiaj dorosłych - i musiała mieszkać z rodzicami. Sama nie byłby w stanie się utrzymać.
Ja po przeczytaniu wielu książek, no i plus mój wiek i rodzaj pracy jaką wykonywałam, hmmm.... przyznaję siostrze rację.

Tak, miałam taryfy ulgowe. Ale czy to moja wina? nie, to wina moich rodziców, a w szczególności matki.
Uważam, że moi rodzice zbyt wcześnie się pobrali. Napewno mentalnie nie dorośli do tego, aby mieć dzieci.
Dzisiaj z siostrą, żyjemy w zgodzie. Zresztą zawsze żyłyśmy. Ja jej dużo pomagałam - miała dwójkę dzieci i rozstała się z ich ojcem = brak środków do życia. Ona pomoc brała, ale ....ale była straszenie zazdrosna o dzieci. O ich miłość.

Nie da się ocenić cudzego życia, doświadczeń od tak na podstawie np. ostatniego roku.
Uważam, że w naszym dzieciństwie możemy doszukiwać się odpowiedzi na pytania, które zadajemy sobie w dorosłym życiu.
Nic nie dzieje się z dnia na dzień.
Wszystko ma podłoże w dzieciństwie.
Dlaczego wiele kobiet znosi poniżenia? bicie???
Dlaczego wiele kobiet - jak i mężczyzn - żyje w toksycznych związkach?
Związkach, które zamiast dodawać im siły to odejmują...energii.

Ja pragnę tylko jednego, aby one się kochały, szanowały i mogły liczyć na siebie, gdy już nas nie będzie.

1 689

Odp: Być drugą i macochą
mamuśka3 napisał/a:

MariannaM dziękuję smile bardzo dziękuję... popłakałam się jak czytałam to co napisałaś a w pracy jestem szok...
wydrukuję sobie to co napisałaś i będe czytać codziennie. Chciałabym przejąć trochę spokoju od Ciebie. Wiesz ja tak źle nie reaguję na nią, najbardziej z wszytkich (dwóch synów i synowych jednej ex) pomagałam jej. Tu dałam upust swojej nienawiści... chociaż był okres, gdzie powiedziałam dużo złych rzeczy na nią - to było dawno i troszkę otworzyło im oczy (proponowałam aby ją ubezwłasnowolnili bo jak już pisałam to alkoholiczka - choć od 2 lat nie pije; i kredytocholiczka - mój m ciągle spłaca długi i dogaduje się z windykatorami(jak miał kase to i po 17 tyś na rok!!), wszytko to wymagało czasu strasznie to wszytko brzmi.
dziękuję Ci bardzo, boję się ... ale teraz jest dobrze i temat pasierba się uciszył hmm rok szkolny dawno go nie było - tak mogło by być hehe pobożne życzenia; wiem wiem trzeba akceptować pasierbow, matki naszych m i ich rodzinki, chociaż oni jak by mogli to nożem by poczęstowali w plecy...
w tym temacie toksycznej matki nie miałam pojęcia co zrobić - dzięki po prostu będę i będę słuchać, postaram się nic nie doradzać kurcze cieżki temat.
A ty juz się z tym uporałaś? Jaki Jest koniec takiej terapii?? Jak to się kończy ?? Czy takie dzieci, które staja się dorosłymi sa w stanie to zaakceptować i żyć w dobrych relacjach z małżonkami z nimi?? Do czego ona może się posunąć?? jak on zmieni swoje nastawienie teraz do nniej?? zmieni???

Kochana, z tym spokojem to też bywa u mnie różnie...szczególnie teraz, gdy jestem w ciąży gorzej znoszę pewne sytuacje. Mimo, że jestem dorosła i staram się żyć najlepiej jak potrafię ścigają mnie wciąż demony przeszłości. Moja matka to osoba bardzo toksyczna, w dodatku szanowana, wielka katoliczka i patriotka. Przed ludzmi ukazuje się jako zaradna, wręcz heroiczna kobieta, która całe życie poświęciła na wychowyanie najpierw mnie a teraz mojej córki. Mało kto wie jaka jest naprawdę. Szczerze mówiąc nie raz wręcz żałowałam, że nie jest chociaż alkoholiczką, przynajmniej byłoby jasno i wyraźnie widać, ze jest z nią coś nie tak. Ale ona potrafi się świetnie kryć. Jest mistrzynią w manipulowaniu ludźmi. Planuję rozpocząć starania o przywrócenie mi pełni władzy rodzicielskiej i jestem właśnie po przeczytaniu akt. Normalnie ręce mi opadły wzdłuż tułowia...Z relacji mojej matki wynika jasno, że jestem wyrachowaną, zimną uczuciowo, zdeprawowaną moralnie narkomanką, która porzuciła swoje dziecko i przez te wszystkie lata mało się nią interesowała lub tylko na pokaz. Padło wiele oszczerstw i kłamstw pod moim adresem, które na nowo rozgrzebały stare rany. Staram się jednak nie popadać w rozpacz, przecież mogłam się tego spodziewać. Byłam wtedy bardzo młoda, naiwna i totalnie zagubiona. Moja psychika w wymagała gruntownej naprawy, myśle ze byłam bliska zrobienia sobie krzywdy, ale jakoś sie ogarnęłam. Jak pisałam zajęło mi wiele lat dojście do jako takiej równowagi. Wiesz, mamuśka toksyczny rodzic, póki żyje to nie popuści. Tak długo jak ma wpływ na dziecko będzie z niego korzystał i dręczył. Ja zawsze słyszałam o sobie wiele złych rzeczy,że mam geny patologiczne, że jestem bez ambicji, że jestem taka i owaka. Rok po roku, dzień po dniu matka niszczyła całą moją wiarę w siebie i umiejętność bycia szczęśliwym, tak po prostu. Nie raz słyszałam, że jeśli nie będe grzeczna to mnie odda tam skąd przyszłam. Pamiętam jej wybuchy agresji,ataki słowne, poniżanie, wyśmiewanie. Odebrała mi wszystko, pozostała nadzieja. Pamiętam jak marzyłam, że kiedyś pojawi się mój jakiś zagubiony krewny i mnie zabierze...Najgorsze jednak było to, że jednak ją kochałam, ale jednocześnie rosła we mnie orgromna frustracja.
Pytałaś o koniec takiej terapii...Nigdy nie ma końca...Najważniejsze to się nie poddawać. Często wydawało mi sie, że już jest dużo lepiej, że czuję sie szczęśliwsza, spokojniejsza...że już matka nie ma nade mną takiej mocy. A potem nagle dopadał mnie znowu totalny dół, czasem bez wyraźnego powodu, czasem przez jej kolejne jakieś zachowanie. Cały czas trzeba pracować nad sobą, są lepsze i gorsze dni. Dopiero z perspektywy czasu da się zauważyć postępy wtedy człowiek może sobie pogratulować. Najłatwiej oczywiście byłoby się odciąć całkowicie od toksycznego rodzica, ale wiadomo, że nie zawsze jest to możliwe. Dlatego trzeba się dociąć mentalnie. Przestać służyc, odkryć swoja własną wartość. No i najważniejsze wybaczyć. To chyba najtrudniejsze...
Jeśli człowiek się pogodzi ze swoją przeszłoscią i złapie równowagę to może być dobrym partnerem i rodzicem. Ja pakowałąm sie w wiele toksycznych związków, które po prostu odtwarzały moje relacje z matką, zachowywałam sie tak, jakbym mnie zasługiwała na lepsze traktowanie. Zawsze stawałam sie ofiarą, bo rozpaczliwie pragnełam miłosci. Najczęsciej do takich osób z syndromem ofiary lepiły sie osoby z równie pokręconymi uczuciami i nic dobrego z tego nie wychodziło...Ale i to udało mi sie przerwać...musiałam "tylko"spojrzeć prawdzie w oczy i powiedziec sobie jasno, że musze zmienić kryteria doboru partnera, musze nauczyć sie kochać ludzi, którzy na to zasługują (kieds gdy ktos był dla mnie dobry wydawał mi sie słaby). To wszystko polega głównie na obserwacji samego siebie. Nie wolno siebie okłamywać, nie wolno udawać. W waszej relacji z Twoim M ty jetses kimś kto go wspiera i chce by otworzył oczy. Na pewno wiele to dla niego znaczy, jeśli przy tym nabierzesz do tego troszkę dystansu będzie wam łatwiej rozmawiać. Myśle ze jest szansa ze jego emocje zaczną sie uzdrawiać.
Jak jego matka zareaguje? Nie wiem...tak naprawde to własnie chodzi o to zeby on przestał sie tym przejmować. Jej psychika to oddzielny temat, na pewno ma ona poważne problemy ze sobą. Może być agresywana, może go sznatażować emocjonalnie, może wywierać presje, próbowac go znowu za wszystko obwiniać, wzbudzać litość i wiele innych. Najważniejsze, że gdy on złapie dystans zacznie inaczej postrzegać jej zachowanie. Zrozumie, że nie jest odpowiedzialny za jej emocje, że to tak naparwde jej problem jak ona sie czuje. Dzieci nie są po to żeby spełniac oczekiwania rodziców i rekompensować im ich własne braki.
Jego zachowanie na pewno nie zmieni sie diametralnie, to będzie długi i żmudny proces, mam nadzieje ze da rady wytrzymać ból i pójdzie dalej. Nie oczekuj od razu zbyt wiele, liczą sie nawet małe osiągnięcia.
Wierzę,że wam sie uda smile

1 690

Odp: Być drugą i macochą

Carota, jednym słowem to prawdziwa ręka przeznaczenia przysłała Cię do tej rodziny. Od razu widac,ze jestes mądrą kobietą i możesz zrobić wiele dobrego. Ja będąc małą dziewczynką marzyłam o kimś kto mnie wreszcie doceni, dzięki tobie starsza  rozwinie skrzydła. Jestem pewna, że ona bardzo cierpi. Takie traktowanie jest okrutne. Nikt nie zrozumie jak wiele musi przejść dziecko, które najpierw zostało porzucone przez własnych rodziców a potem trafia do domu, gdzie obiecano mu miłość ale znowu jej nie otrzymało. Pozostają ogromne rany i pustka, samotność, tęsknota...Aż srece mnie boli jak sobie myśle o tej małej...A słowa babci...szok...jak można tak bardzo głupio si zachowywać? Też często zauważam,że ani wiek ani pozycja społeczna nie chroni wcale ludzi od bezmyślności i bezduszności.
Co do naszego młodego, masz racje, że jest mu ciężko. Choć musze przyznać, że jest naprawdę bardzo dzielnym i rozumnych chłopcem. Boli go zachowanie matki, a u nas w domu ma spokój i dlatego woli tu mieszkać. To przykre ze matka nie potrafi z nim nawiązać dobrych relacji, nigdy z nim szczerze nie rozmawia. Taka jest...sama też była wychowywana w chłodzie...

Posty [ 1 626 do 1 690 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 24 25 26 27 28 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026