Witam.
No, i jestem żoną. Chyba tak naprawdę to jeszcze do mnie to nie doszło.
W wielkim skrócie opiszę moją sytuacje.
- mam prawie lat czterdzieści, pracowałam jako tłumacz, nigdy nie miałam męża, ani dzieci..... chociaż z "obecnym" mężem byłam w ciąży. 23 sierpnia byłam na amniopunkcji i okazało się, że dzidziuś nie żyje
. Któraś z Pań spytała o moją sytuację. Czy mieszkam u nich, czy oni u mnie. Ja u nich. Mam swoje mieszkanie, samochód i nie jestem od nikogo uzależniona. W razie "W'' mam gdzie mieszkać. Dla nich zostawiłam mieszkanie, prace i przeprowadziłam się z Warszawy do małego miasteczka.
- on troszkę starszy ode mnie. Dobry człowiek, ale uważam że czasami niesprawiedliwy. Jego "niesprawiedliwość" aż razi w oczy.
Mąż mojej przyjaciółki, która popełniła samobójstwo. Chorowała na depresję.
Po jej śmierci dowiedziałam się - i to z pewnego źródła - że był moment ( dwa lata przed śmiercią)że zakochała się w kimś, i nawet chciała odejść od męża. Ale widocznie zabrakło jej odwagi. Nie wiem, już nie wnikam. WIem, tylko tyle, że mnie boli. Boli to, że mnie okłamywała. Grała dobrą żonę, a w głowie miała co innego. Krytykowała, a sama nie była lepsza.
- dzieci. Dwójka dzieci - dwie dziewczynki - w czym jedno adoptowane ( 10 i 8 lat).
Moje "problemy" to:
- brak sprawiedliwość ze strony ojca - traktuje wybiórczo np.:
1. Starszej mówi 3 razy - w ciągu 15 sekund - aby się umyła, a za 4 razem krzyczy na nią używając również kolokwializmu.
Młodsza, rozsypała cienie do powiek, wytrzepała dywanik do Wc, resztę zgarnęła papierem toaletowym i wrzuciła pod szafkę w łazience.. Spytałam która to zrobiła.
Młodsza patrząc w oczy powiedziała, że to nie ona. Po czym pokazując jej, że jeszcze ma brudne oczy...... przyznała się.
Nie chodzi o to, że wysypała. Dziecięca ciekawość. Ja też bym zajrzała. Przeraża mnie to, że ...... że manipuluje.
Jakąkolwiek winę zawala na starszą. A przed ojcem robi z siebie aniołka.
Są takie kłamstwa, dzięki którym dziecko chce zrobić dobre wrażenie na rodzicach, ciociach itp. ludziach, którym można się podlizać.
A tatuś co zrobił w takiej sytuacji? Nic. Powiedział tylko, że nie wolno kłamać.
I powiedzcie mi, jak ma taką "kobietę" szanować mężczyzna jeśli jej własny ojciec nie szanuje.
Wczoraj młodszej mówiłam 4 razy " Przebierz się z ciuszków szkolnych" - muszą się przebierać w dresy. Młodsza, nic sobie z moich słów nie zrobiła. Wchodzi tata z pracy. I mówię przy nim " Przebierz się, powtarzam już po raz czwarty". Młodsza wstaje i się przebiera.
Pytam ojca: " w takiej sytuacji powinnam zachować się, tak jak ty wczoraj, zamiast prosić, to zacząć krzyczeć przeklinając. Ciekawe czy byłbyś zadowolony? "
2. Wychodzimy na spacer. Jest jakieś miejscowe święto. Tatuś sadza młodszą na barierce etc.... W domu okazuje się, że ma czerwoną plamę na swetrze, na rękawie.
Następnego dnia, szykuję młodszej ciuchy do szkoły, na spodniach na tylnej kieszeni też ma plamę czerwoną.
Tatuś, od razu się wydziera na starszą, że to przez nią, bo miała szminkę - taki błyszczyk ochronny - koloru czerwonego. Nie sprawdzając co to za plama. Zaatakował bezpodstawnie. Niesprawiedliwie, bo to nie była żadna szminka. Później próbował wmówić, że to chyba bransoletka fluorescencyjna, koloru czerwonego - która niby rozwaliła się O. . Szkoda tylko, że "nie dosłuchał" ,że to pękło zapięcie a nie rozlała się zawartość bransoletki.
3. Dziewczyny siedzą z nami śmieją się etc.... starsza idzie, gdzieś się chowa ( to miała być zabawa w chowanego) i woła młodszą. Wykrzykuje jej imię około 60 razy. Mała siedzi i przegląda gazetę. Siedzi z nami - zawsze siedzi, aby kontrolować to co robimy, mówimy...aczkolwiek teraz jest już lepiej, bo nie jest to już 12 h w ciągu dnia - i nawet nie drgnie, aby zobaczyć co chce jej siostra. Po 5 minutach starsza wychodzi i uderza młodszą w rękę " wołałam cie!!!"
Wstaje ojciec i daje starszej siarczystego klapa, plus małe szarpanko. Młodsza siedzi jak kapłanka Wenus w świątyni niewzruszona, pilnując rodzinnego ognia. Starsza się tuli do mnie. Ojciec mówi, że musiała tak zareagować. A ja uważam, że nie musiał. Uważam, że są winne we dwie - i ojciec. Dlaczego? Cholera, mnie jakby ktoś wołał 60 razy to z czystej ciekawości wstałabym, aby zobaczyć co chce ta osoba. Taka zwykła ludzka ciekawość, a nie siedzieć i "kontrolować". A jeśli byłabym tą co woła, to też bym strzeliła siostrze przez łeb, że nie przyszła. Powiedziałam im wszystkim co o tym sądzę.
Dziewczyny mają iść do pokoju ( mamy tylko dwa pokoje i to przerobione, wiec jest pokój dla nich, sypialnia ( przerobiona z kuchni), i salon z kuchnią ( duży pokój przerobiony). Ojciec wychodzi z psem na spacer. Młodsza się chce tulić. A ja podjęłam decyzję, że nie będę żadnej tulić, puki nie zaczną ze sobą rozmawiać, bawić się a nie wiecznie rywalizować.
Przecież to jest chore co ludzie fundują własnym dzieciom. Później się dziwią, że dzieci ( i jako już dorośli ludzi) nie rozmawiają ze sobą. A jak mają rozmawiać, jak dzięki rodzicom nie mogą patrzeć na siebie.
4. Wraca młodsza ze szkoły( druga klasa Sz.P) . Odrobiła lekcje. Sprawdzam. Jest ok, ale jeśli chce to może zrobić dodatkowe zadanie. Okienko z wakacji. Czyli ramka na zdjęcia, zdjęci z wakacji np. jezioro, jakieś wycięte słoneczko, chmurka, ponaklejane jedno na drugie. Robię okienko. Przychodzi starsza ze szkoły ( klasa czwarta) maluje młodszej słoneczko. Później wychodzi z psem. Wraca i siada do lekcji. Wraca tata. Młodsza chwali się okienkiem, że zrobiła etc....
Starszej potrzebny zeszyt. Młodsza chce iść go kupić. Kupuje. Po jakimś czasie ojciec w kuchni mówi do młodszej " Nie zanoś O., niech sobie sama przyjdzie, nawet ci nie podziękowała, że jej zeszyt kupiłaś!!!" . Starsza jednak powiedziała od razu " dzięki" . No, rzesz !!!! myślę sobie - i mówię. " To my jej robimy obrazek, tamta ( starsza) siedzi i maluje słoneczka, klei i nawet nie usłyszałyśmy słowa " DZIĘKUJE" od młodszej, a teraz się wymaga aby jej mówiono!!! Tatuś zdziwiony i czule mówi, młodszej, że ma dziękować.
5. Wracam z tatusiem ze spaceru. Młodsza stoi w piżamce w przedpokoju, robi śliczną minę i " ja już się umyłam, i idę do łóżeczka. O. się jeszcze myje. Dobranoc blablabla..."
Ponieważ każę im się myć codziennie ..na wieczór szybki prysznic a rano ząbki, buźkę, więc już nie powinnam im tego powtarzać codziennie.
Rano młodsza idzie do szkoły. Starsza idzie do WC i załatwia swoje potrzeby fizjologiczne. Mówię " O. umyj jeszcze dupcie, bo masz WF itd...." Ona odpowiada " czemu ja mam się myć, a A. wczoraj się nie umyła i jest wszystko ok, nic jej nie mówicie!?!? Przecież oglądała jeszcze TV, czytałaś nam książkę. Miała czas" . Pytam, jak to się nie umyła? Przecież mówiła, że się myła.
Wraca młodsza i pytam czy to jest prawdą, że się nie myła? Po namyśle odpowiada, że tak. Reakcja tatusia? " Ja nic nie słyszałem, aby mówiła wieczorem" O Rzesz !!!! słuch wybiórczy!!!
Wyczytałam na pewnej stronie o rywalizacji między dziećmi,taki artykuł, który przesłałam kochanemu tacie.
Wkleję kawałek maila do tatusia ( musiałam mu to napisać przed ślubem), coby nie pisać po raz drugi, tego co chcę "powiedzieć" :
cyt.
Jak unikać niezdrowej rywalizacji wśród rodzeństwa?
1. Nie porównuj.
Zwróć uwagę na sytuacje, kiedy przeciwstawiasz sobie dzieci jako rywali, bo może to prowadzić do frustracji. Wiele młodszych dzieci skarży się na porównywanie ich ze starszym rodzeństwem.
TUTAJ JEST ODWROTNIE. JEDNO JEST FAJNIUSIE A DRUGIE hmmmm PO PROSTU NIEGRZECZNE, NIESFORNE, NIE WYKONUJĄCE POLECEŃ - CHOĆ MOJE WYKONUJE. CZYLI CHYBA WYCZUWA, ŻE PRZEZ MNIE JEST OCENIANA SPRAWIEDLIWIE.
2. Zachowuj neutralność.
Im bardziej angażujesz się w kłótnie dzieci, tym większe staje się prawdopodobieństwo rywalizacji wśród rodzeństwa. Dzieci muszą się nauczyć rozwiązywać swoje problemy we własnym gronie. Interweniuj, kiedy emocje sięgają zenitu, zanim kłótnia wymknie się spod kontroli, ale kiedy sprzeczka rozwija się, zachowaj neutralność i udzielaj rady tylko wtedy, kiedy dzieci utkną w martwym punkcie.
TUTAJ - I NIE TYLKO W TYM DOMU, BO U CIOTEK, BABCI- W KAŻDEJ KŁÓTNI JEST WINNA TYLKO I WYŁĄCZNIE JEDNA OSOBA (O.). A SZKODA, BO WIELE RAZY ZACZYNA A. JEDNAK DOSTAJE SIĘ TYLKO O.
3. Zachęcaj do współpracy.
Jednym z najprostszych sposobów wzmacniania harmonii wśród rodzeństwa jest chwalenie dzieci, kiedy pomagają sobie nawzajem, nawet gdy nie jest to częsta sytuacja. Dzieci będą bardziej skłonne do powtarzania takich zachowań, bo wiedzą, że tego od nich oczekujesz.
TUTAJ WYMAGA SIĘ SZACUNKU I DZIĘKOWANIA TYLKO I WYŁĄCZNIE OD JEDNEJ ZE STRON. DRUGA NIE MUSI NIKOMU ZA NIC DZIĘKOWAĆ. NO, CHYBA ŻE - W TYM PRZYPADKU TATATUSIOWI, KTÓRY OCENIA DZIECI NA PODSTAWIE BYCIA MIŁYM PODLIZUSKIEM ( JAK TO TATUŚ POWIEDZIAŁ, ŻE A. JEST TAK TRAKTOWANA, BO JEST GRZECZNA ETC) LUB GDY WIDZI, ŻE JEST W ZASIĘGU WZROKU OWEGO TATUSIA. A SZKODA,BO JEDNO Z DZIECI JEST RÓWNIEŻ BARDZO MIŁE, POMOCNE, UCZYNNE I Z TEGO CO ZAUWAŻYŁAM MA W SOBIE DUŻO EMPATII. EMPATIA- KTOŚ KTO MA DUŻO SERCA I DOBROCI W SOBIE,NAWET DO ZWYKŁEGO PSA KUNDLA. CZYLI JEJ UCZUCIA SĄ SPONTANICZNE, A NIE NA POKAZ.
4. Uświadom, że nie jest możliwe postępowanie we właściwy sposób przez cały czas.
Nie musisz się denerwować, starając się wykonywać wszystko równo i sprawiedliwie to jest po prostu niemożliwe. Ponadto, prawdziwe życie nie zawsze jest sprawiedliwe. Sukces polega na ograniczaniu sytuacji, które niszczą więzy pomiędzy rodzeństwem lub rówieśnikami i prowadzą do długotrwałej niechęci.
TUTAJ NIESTETY "TRZEBA" FAWORYZOWAĆ TYLKO I WYŁĄCZNIE JEDNO. A GDY JEST SIĘ INNEGO ZDANIA, I WIDZI WADY TEGO DRUGIEGO DZIECKA, TO CZŁOWIEK JEST OCENIANY JAKO KTOŚ NIESPRAWIEDLIWY ETC..... TRZEBA RÓWNIEŻ - BYNAJMNIEJ TAK BYŁO NA POCZĄTKU -
1. ODPROWADZAĆ DO SZKOŁY TYLKO JEDNO - NAWET BABCIA ŻYCZYŁA SOBIE " PROSZĘ DO SZKOŁY ODPROWADZAĆ MOJĄ KOCHANĄ A. .... O. NIE TRZEBA, MOŻE CHODZIĆ SAMA!!!
2. DBAĆ O UBIÓR TYLKO JEDNEGO DZIECKA
3. USYPIAĆ TYLKO JEDNO - " A. PROSIŁA CIĘ WCZORAJ, ABYŚ JĄ UŚPIŁA A TY NIE POSZŁAŚ!!! " ...ALE JAK O. MNIE PROSI TO NA NIĄ TYLKO KRZYCZYSZ " DO SPANIA!!!"
4. TOLEROWAĆ KŁAMSTWA TYLKO JEDNEGO - CHOĆ O. NIGDY NIE KŁAMIE. MNIE OKŁAMAŁA TYLKO RAZ. CIEBIE TEŻ NIE OKŁAMUJE
A GDZIE W TYM ŚWIECIE JEST MIEJSCE DLA DRUGIEGO?
W tym całym bajzlu życiowym, przeraża mnie, że to dopiero początek.
Jeśli chodzi o ślub. Tak, w czwartek już miałam zamiar zrezygnować ze wszystkiego. Była kłótnia właśnie o to. O to, że jedna jest krzywdzona a druga faworyzowana. Uważam, że to chore. Chore i ze szkodą dla dzieci. Nie, nie dzisiaj, ale za 20 lat.
Tatuś powiedział mi, że O. piękniej w oczach, że się zmieniła. Tak, uważam że się zmienia, bo w jej życiu zjawił się ktoś, kto ją docenia i widzi prawdziwe oblicze tego co się dzieje.
Wiecie co, młodsza od razu mówiła " mamo" etc..... a starsza nic. Pracowałam też z dziećmi ...dziećmi adoptowanymi i z doświadczenia wiem, że gdy dziecko od razu mówi "mamo" to tak naprawdę tego nie czuje, a po pewnym czasie wyjdzie z niego "cała prawda" o nim. Natomiast gdy dzieciom ciężko jest to słowo wymówić to później, gdy już powiedzą to naprawdę zagościsz w ich sercu.
Starsza od 5 miesięcy powiedziała mi to dwa razy. A któregoś dnia, hmmmm kazała mi iść zobaczyć prezent, który leżał na mojej poduszce. Było to pudełeczko a w nim kolczyki i karteczka " Dla najlepszej mamy na świecie! O. " Prawie się popłakałam.
Pociesza mnie to, że tatuś mnie słucha, i próbuje obserwować i zmieniać siebie i cały ten galimatias.
Młodsza, gdy tylko widzi, że między nami jest coś nie tak.... od razu czuje siłę. W piątek prawie krzyczała na mnie, abym jej pokazała obrączki, których wcześniej nie można było pokazać starszej. Tzn. tatuś powiedział starszej: " nie, nie można tego dotykać". Po dziesięciu minutach, młodsza chciała je zobaczyć. Siedziałyśmy ze starszą przy stole. Ja mówię, że tata nie pozwolił, a ona z prawie krzykiem i pretensjami, że mam pokazać. Dobrze, że tatuś był i zareagował w mojej obronie.
Ciekawe jak będzie się na mnie "wydzierać" za lat osiem.
Ok. przepraszam,że się tak rozpisałam, ale..........
ale jakoś tak mi lżej.
Jeśli chodzi o spotkanie w Warszawie. Ja również jestem dyspozycyjna.