netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 173 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 105 106 107 108 109 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 891 do 6 955 z 8 269 ]

6 891

Odp: Być drugą i macochą

az tak dużo nas znowu nie odeszło od tych swoich partnerów:-) z tego co piszesz to może nie masz złego tego pasierba a po prostu nie jesteś przyzwyczajona do obecności dziecka w domu. Niestety, gdy sa dzieci nie ma czasu dla siebie, jest głośno i bałagan w domu...tymczasowo jesteś rodzicem. U nas jest tak ze ciocia ugotuje, upierze noi w ogóle człowiek orkiestra:-p ale ja teraz chce wyjść z tej roli bo to jest meczące i niewdzięczne. A ludzie szybko się przyzwyczajają. ja mam o kogo dbac:-)

6 892

Odp: Być drugą i macochą

Dusia123
witaj w klubie... to co piszesz jest mi bardzo bardzo bliskie. Też chciałabym być dobra, wyrozumiała, otwarta i też czuję frustrację i bezsilność kiedy narasta we mnie irytacja wewnętrzna... Moje pasierbice są "w trudnej" sytuacji (tj. rodzice nie są razem od kiedy jedna miała lat 3,5 druga rok) i ja jako dorosła i macocha "powinnam" się dostosowywać elastycznie, zaciskać zęby itd. I co do zasady udaje mi się, ale są dni kiedy zamykam się w łazience i po cichu klnę. Dziewczynki są w miarę ok, a moja bezsilność wynika głównie z tego, że ja bym je zupełnie inaczej wychowywała, że sposób ich zachowania zupełnie nie odpowiada standardom, które uważam za słuszne i jestem w takim emocjonalnym rozkroku; nie będę ich wychowywała, ale sposób ich zachowania bardzo mnie irytuje. Gdyby to były moje dzieci, doprowadziłabym je do pionu, ale macocha jest "nikim" i praktyka wskazuje, że lepiej się w to nie wtrącać, bo oberwie się tylko rykoszetem (najczęściej od sfrustrowanej eks).
Mój M dzwoni do mnie - odezwała się dziś jego ukochana córka. Zapytał jej czemu nie dzwoniła do niego od końca wakacji i dowiedział się, że był słaby zasięg (w Chałupach na Półwyspie Helskim!!!), a potem jak była w domu nie mogła naładować telefonu (kłamstwo, bo widział ją online na Viberze, sprawdzał to i widziałam, że źle mu z tym, że się do niego nie odzywa).... Żali mi się no i co jako macocha i druga mam powiedzieć? "Daj chłopie luz i olej ją jak ona olewała Ciebie", czy też "wyjaśnij jej, że czekasz na jej telefon i jest Ci przykro, że się z Tobą nie kontaktuje i potem zachowuj się jak gdyby nigdy nic". Mam wrażenie, że "świat" oczekuje, że powiem to drugie, ale ja w odniesieniu do własnego dziecka powiedziałabym o swoim rozczarowaniu tym, że dwa tygodnie się do mnie nie odezwał, podczas gdy oczekuje, że ja będę na każde jego wezwanie.
Czasami jak włącza się w rozmowę marza2, to myślę sobie tak - chciałabym, żeby świat był idealny; dzieciaki miłe i kontaktowe, my zawsze w dobrym humorze, szczęśliwe i otwarte na pasierbów, eks niewtrącające się, konstruktywne i uczciwe.... Po sobie przekonuję się, że czasem mi sił brak i to, że wybuchłam tylko raz to i tak było okupione wieloma sytuacjami, kiedy szlag mnie trafiał, ale nie dawałam po sobie poznać i irytację czasem wyładowywałam na M. I wkurza mnie niekiedy przekonanie, że my jako macochy powinnyśmy być wyrozumiałe, dobre itd. i powinnyśmy rozumieć frustracje wszystkich wokoło i ich "trudną sytuację". Mój M pomimo, że jego stosunek do córek czasem mnie wkurza, jest dla mnie wsparciem i to chyba jest najważniejsze. Olać eks, jakoś wytrwać w relacjach z dzieciakami... A co do M i Twoich wątpliwości. Ja dostałam w którymś momencie do przeczytania orzeczenie i uzasadnienie wyroku rozwodowego. Czułam się z tym źle, bo to tak jakby przy okazji ujawniano przede mną kawałek życia również eks, ale staram się nie patrzeć na nią poprzez perspektywę przeszłości z M. To co przeczytałam nie było miłe w kontekście M, sędzia go dość mocno podsumował, podobnie jak eks. Może powinnaś poprosić o to samo?

6 893

Odp: Być drugą i macochą

Kitkat pewnie jest tak, że nie jestem przyzwyczajona do dzieci, bo dostałam tatę z siedmiolatkiem w pakiecie i musiałam zacząć w tym jakoś funkcjonować. A moje ostatnie poza młodym doświadczenia z dziećmi dotyczyły mojej młodszej siostry :0 Czasem jest lepiej, czasem gorzej, generalnie radzimy sobie, jednak w ciągu roku w tygodniu praktycznie ja zajmuję się młodym, bo M wraca późno z pracy i dlatego w wakacje mam dość, jak młody jest z nami tydzień w tydzień 24 H to mam po całym roku takie podsumowanie, że wymiękam i przyznam, że czekam na sierpień bo to oznacza miesiąc odpoczynku, miesiąc tylko dla nas, bo od września wszystko od nowa. I mimo wszystko, mimo scen zazdrości, które na 100 % przed nami,być może większych problemów z ex (nie wiem jak zareaguje), chciałabym mieć podobnie jak Ty czyli móc zajmować się swoim dzieckiem, swoim życiem. Na razie w dużej mierze żyję problemami M (czyli moczenia nocne pasierba, próchnica, wyjazdy wakacyjne, obozy harcerskie, dodatkowe zajęcia, wywiadówki itp) on sam się mnie często radzi, pyta, konsultuje, widzę że potrzebuje takiego wsparcia, żeby ze mną przegadać różne tematy, ale ja naprawdę marze o tym, by moje życie z M toczyło się wreszcie wg naszego scenariusza, na razie dogania mnie ciągle przeszłość. I jasne że młody będzie, ale jednak uwaga nie będzie skupiała się tylko na nim, myslę że też w pewnym sensie psychicznie poczuje się lepiej, kiedy zrobimy krok, dwa dalej.

6 894

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 myślę, że ja nie mialabym czego czytać w uzasadnieniu. M ma wyrok, widziałam go, ale bez uzasadnienia - nie wiem czy o nie nie zawnioskował, nie wziął go do prawnika w każdym razie w domu jest tylko sentencja i porozumienie wychowawcze pod wyrok, dzięki któremu mój M także ma pełną władzę rodzicielską. Ja myślę, że z uzasadnienia niewiele bym się dowiedziała, z tego co wiem rozprawa była formlanością, dogdali się poza podpisując to porozumienie, ustalili co z majatkiem, co ze zobowiązaniami itp. i to podpisali u notariusza, także sędzia sobie przy nich rękawów nie wyrywał. Myślę, że potwierdzili zgodnie to co im prawnicy kazali potwierdzić, żeby sędzia miał co wpisać w uzasadnienie i żeby się nie musieli szarpać w sądzie. Im chyba obojgu specjalnie nie zależało, by to przedłużać, zgodnie przyznali z tego co mówił, że bez orzekania o winie i prania brudów. Chyba wszystko potoczyło się szybko, kilka miesięcy wcześniej byli jeszcze na jakiś wakacjach, a po wakacjach pozew leżał już w sądzie i w listopadzie mieli już rozwód. Dlatego M własciwie nie potrafił podać powodu rozwodu, ona tego chciała, ponoć namawiała go na terapię małżeńską wcześniej, on nie chciał iść, a jak ona zadecydowała o rozwodzie i on zachciał terapii to ona już nie chciała. W zasadzie trudno powiedzieć czy maja wzajemne żale, jakoś tak dziwnie chyba bez więszych emocji i walki o siebie wszytsko się odbyło. Co nie oznacza, ze dziś są w dobrych relacjach, są w poprawnych, nie kłóca się w taki sposób by się wyzywac, każde z nich ma bardzo ambiwalentny stosunek do drugiego, dlatego nie ma scen typu wyzywanie na środku ulicy od makaroniarzy. Ona taka nie jest, zaniedbuje młodego w pewnych kwestiach, co w dużej mierze przysparza obowiązków M, nie daje ubrań, przysyła rachunki w każde wakacje za obozy/kolonie itd. robi nam takie kuku jak brak butów w góry, o czym dowiadujemy sie o 19.30 w niedzielę, mimo iż prosimy o info trzy razy itp. mnie takie olewanie/brak odpowiedzi wkurza bo ja nawet gdybym tych butów nie miała i nie zamierzała kupić, to chociaż napisałabym że nie mam, a ona milczy. Podczas gdy ona jak poprosi by młody z nami zostal pozaplanowo (co w ciągu ostatnich 5 miesięcy miało miejsce 5 razy) dostaje od nas odpowiedź, zawsze pozytywną, a nie milczącą. M twierdzi że ona jest egoistką, dba o własny tyłek i zawsze taka była, że jak jej jest wygodnie na rękę i ma z tego korzyść to coś dla drugiego zrobi, a jak nie to nie. Brak szacnku dla M to norma, dla mnie zresztą też, gdyz miałam juz z nią jedna sytację, że czekałam 25 min, a ona nawet nie miała ochoty powiadomić M że się spóźni, kiedy M sie do niej dodzwonił to laskwie poinformowała M że stoi w korku i że się spóźni. To byl mój pierwszy i ostatni raz kiedy postanowiłam pomóc i jej i M, nigdy więcej, bo później załowałam tego i wyżywałam się na M cały weekend.  Zastanawiam się czy ona jest taka tylko dla nas czy dla wszystkich. W każdym razie czekam na to ze młody będzie większy, że z nim załatwimy takie rzeczy, jak buty w góry od mamy, ktore sobie sam spakuje , a nie proszenie sie czy ona mu je spakuje. Myslę, że pomijanie jej w tych sprawach życia codziennego, pozwoli mi/nam mimo wszytsko trochę od tego konstaktu/braku kontaktu z nią odsapnąć. Nie wiem czy nie odbije jej jak załozymy swoją rodzinę, ale teraz ma M i życie prytwatne M totalnie gdzieś, więc liczę że tak juz będzie zawsze smile
A co do młodego to także nie podobają mi się niektóre jego zachowania, choć z chłopcami jest chyba łatwiej, na pewno nie ma wymyslania co do ubrań, prania bo nie interesuje go w czym chodzi:) więc jakies dziwczyńskie kaprysy odpadaja, ale z drugiej strony jak może się zachowywać dziecko wychowywane przez taką matkę, która nam okazuje totalny brak szacunku, kultury. Nie będe wybielać M bo kiedy się poznalismy to zwróciłam uwage, że jego relacje z synem polegaja na obsłudze dziecka, czyli piorę, gotuje, sprzątam, odrabiam lekcje i do szkoły i ze szkoły, były jakieś wyjazdy i organizowanie atrakcji w weekedny, ale było jakos tak chłodno - zupełnie inaczej niż w moim dzieciństwie. Myslę, że teraz się zmieniło na lepsze i jeden i drugi potrafią powiedzieć do siebie kocham cię, przytulić się itd. uważam, że to ważne. Jednak młody nie ma potrzeby dzownić do matki/ojca kiedy jest u drugiego rodzica, w tym na urodziny, świeta. Nie rozumiem tego uważam, że każde powinno byc ponadto i zmusic dziecko do tego, by zadzownić do drugiego rodzica, ze względu na dobro dziecka, na pokazanie mu że do rodziców trzeba miec szacunek. W weekend mamy urodziny M i pasierba, zamówiłam fotokubek ze zdjęciami pasierba dla M i kazalam mu jutro zrobić kartkę dla taty z okazji urodzin. Sam na to nie wpadnie... i do tego często musze go zmuszać, bo nie chce mu sie tego zrobić. Zapytałam dziś koleżankę czy jej 5letnia córka też tak ma, że sama nie pomyśli o mamie, tacie w ich święto i Jodpowiedziala, że Zuzia zawsze robi laurke i daje jakąś swoją zabawkę, bez proszenia jej o to. Młody zupełnie nie jest nauczony takich zachowań, ale kto miałby go tego nauczyć, kiedy jedno i drugie maja to gdzieś. Za soba mamy także pierwsze wysłanie pocztówki do matki i do dziadków - nie wiedział co to jest i gdzie sie do skrzynki wrzuca listy. Ja jestem wychowana inaczej, pamiętam, że zawsze wymyślało sie jakis prezent dla mamy i taty, składało życzenia, to była celebra. W tych dzieciach nie ma chyba takich odruchów, względem rodziców, młody jest z nami dwa tygodnie, w ciągu ktorych sam ani razu nie pomyślał żeby zadzownić do matki, a jak M mu kazał oddzwonić to zapytał po co ma do niej oddzwaniac... te dzieci są poszkodowane, ale z drugiej strony, co to oznacza, że my mamy spelniać teraz misję i uzdrawiać swiat ? Chciałabym, by w tym w czym przyszlo nam życia, było jak najbardziej komfortowo i tak jak piszesz, uczciwie, bez zlosliwości, tolerancyjnie, ale albo my mamy takie cechy charakteru, że dobro dziecka liczyło by sie bardziej niż zaszłości z byłym i że faktycznie tak byśmy postępowały albo sobie schlebiamy tak myśląc smile bo może po rozwodzie ten kontakt z byłym mężem/żoną to naprawdę ciężki orzech do zgryzienia i może trudno wytrwac w zgodzie ?:)

6 895

Odp: Być drugą i macochą

"Żali mi się no i co jako macocha i druga mam powiedzieć? "Daj chłopie luz i olej ją jak ona olewała Ciebie", czy też "wyjaśnij jej, że czekasz na jej telefon i jest Ci przykro, że się z Tobą nie kontaktuje i potem zachowuj się jak gdyby nigdy nic". Mam wrażenie, że "świat" oczekuje, że powiem to drugie, ale ja w odniesieniu do własnego dziecka powiedziałabym o swoim rozczarowaniu tym, że dwa tygodnie się do mnie nie odezwał, podczas gdy oczekuje, że ja będę na każde jego wezwanie."

Hh999 to zdanie doskonale odzwierciedla stany, które mam ja. W wielu sytuacjach mam ochotę powiedzieć mu nie, odpuść sobie, albo nie odpowiadaj byłej tak jak ona Ci nie odpowiada,a z drugiej strony wiesz, że to jest ojciec, że może byc mu przykro, że może chce podjąć inną decyzję niż Ty, bo w końcu chodzi o jego dziecko. I kiedy była wysyła sms, czy młody może spędzic u nas tydzien bo ona wyjeżdża, i M dzowni do mnie i pyta o to, to co ja mam powiedzieć, że się nie zgadzam, żeby ojciec przyjął własne dziecko na tydzień, a matka szukała mu zastępstwa wśrod obcych cioć ?

6 896

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny szczerze mówiąc kiedy tak czytam Wasze posty dopiero dochodzi do mnie, jakie żona taty mogła mieć rozterki. Jest to mocno pouczające, pozwala spojrzeć na nią jeszcze życzliwszym okiem.

Co prawda u mnie wyglądało to odrobinę inaczej, bo mieszkałam na wymianę z mamą i z tatą, a później z tatą i jego żoną. Co nie zmienia faktu, że przyznam, że jeśli chciałam przenocować w domu - mam tu na myśli mieszkanie taty - to po prostu pisałam, że po szkole idę i już nie zastanawiałam się nawet czy będąc w tygodniu, gdzie teoretycznie winnam nocować u mamy - ja jednak chce zatrzymać się u taty.


Chociaż Wasi partnerzy mają młodsze dzieci i z nimi nie mieszkają, więc pojawienie się ich w domu - pewnie jest czymś hmmm...wybijającym z codziennego rytmu.
Takie oto rozważania po lekturze Waszych postów.

6 897

Odp: Być drugą i macochą

supremacjazla, pięknie napisane. Dziękuję Ci za ten post :*

Daje mi siłę do dalszej walki - mooooże za kilkanaście lat usłyszę coś podobnego od córki mojego M. big_smile

6 898

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Bark elementarnego szacunku do WAS to pokazanie dziecku, ze nie musi tego szacunku być.
Dzieciak jest rozpieszczony, jak to zwykle bywa rozpuszczają rodzice i dziadkowie, żeby wynagrodzić rozwód = brak pełnej rodziny. Ja mojemu M długo musiałam tłumaczyć, że jak syn przyjeżdża to do ojca a nie do bawialni. Bo mąż chciał u wszystko wynagrodzić, mimo że to  jego Ex odeszła do "nowej" miłości.
Wasze "wakacje" zawsze będą tak wyglądać, dziecko będzie przyjeżdżać, dziadkowie będą głupieć:-) tak to niestety wygląda nie będę Ci czarować:-p  Warto poczytać jak dziadkowie reagują na kolejne dzieci, bo reakcje tez są różne..

potwierdzam na tysiące procent... ostatnio miałam wrażenie że udało mi się .. nam poukładać sprawy .. że mamy życie i młody jest jego częścią..wtedy kiedy jest ...ale nie!!!
remont domu jest też uzależniony od niego! bo najważniejsze kryterium to to żeby młody nie czuł się wykluczony...bo ja chce zainstalować dużą szafę w pokoju który jest "jego "... czyli w pokoju który stoi pusty 95 % w ciągu roku... nie mówimy o wyrzuceniu jego rzeczy tylko o wykorzystaniu przestrzeni 12 metrów dla mieszkańców!! płakać mi się chce z bezsilności .. i z myśli które mnie ogarniają ,,, mam życie układać pod  gościa który jest 1-2 razy w miesiącu...
wiecie co jest w tym naj... wkurwiajace??? M chce dziecka....pytam co jeśli się pojawi ??? gdzie będzie miało pokój ??? czy wtedy jego syn nie będzie czuł się pomijany ? ON  NIE CHCE O TYM ROZMAWIAĆ!!
1wszystko musi być pod dyktando biednego synka bo mu się rodzice rozwiedli... moja rada dla M i dla wszystkich biednych tatusiów i dziadków/babć- niech synek (tatuś ) wróci i siebie zmusi do życia pod dyktando synka i ex...a nie swojej nowej rodziny !! to nie my dokonywałyśmy ich wyborów?!!!!!!!!!! niech sami ponoszą konsekwencje swoich decyzji ! a nie każą nam je  znosić!!
byli egoistami ??? chcieli dobrze dla siebie??? gdzie wtedy była ich big love do syna/córki ???
skoro tak chcą im wszystko dać/ układać ??? droga wolna !!!!

6 899

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Jeżeli jesteś już na tym forum, to Ex daje Ci w kość:-) może w inny sposób niż nam ale normalna to ona tez nie jest. Ja mam w rodzinie kilka dzieci z rozbitych rodzin. No i są szczęśliwe, i zawsze jest podobnie jedna strona jest w porządku i dba o dobro dziecka druga nie. Przykładowo matka dzwoni do ojca bo dziecko za nim tęskni, tłumaczy dziecku dlaczego ma w dupie. Ojczulkowie, a nie płacą alimentów itp.. Gdyby Eksiki miały takich byłych to doceniłyby naszych mężczyzn:-) No i gdyby Ci faceci trafili nasze Ex to by docenili swoje byłe partnerki.
Mam kilka fajnych rodzin z rozwiedzionymi rodzicami, ale tam wszyscy się próbują dogadywać. Na komunie dziecka była zaproszona rodzina jego oraz rodzina z którą obecnie mieszka czyli drugiego męża matki.Było naprawdę fajnie:-) A tutaj zapomnij!
My z M czasem się buntujemy, ale generalnie staramy się mało mówić o jego matce. No i dzieciak ma do nas większy szacunek niż do niej. Ona już go zatruła swoim jadem i sobie z nim nie radzi. Są dni kiedy jest fajnie, siadamy razem do stołu i jest miło i sympatycznie. Czasem wszyscy się kokosimy z rana, a czasem już od wejścia widać ze będzie ciężko. W większości to pierwszy tydzień jest ogarnianiem go - uczymy nastolatka, ze trzeba spuszczać wodę, myc zęby. myc ręce no itp.. Po tygodniu już jest lepiej i wszyscy jesteśmy zadowoleni, my bo mamy czysto w domu, a on bo jest z siebie dumny:-)swoja droga dzieci lubią jasne zasady. Jak się przepracuje cos to wychodzi cos nowego.. A co do twojego "szycia" ja wychodzę z założenia, ze kontakty maja być poprawne i ze trzeba się jakoś znosić. Myślę, ze mój pasierb mnie lubi, czego dowodem jest zazdrość o mnie. Ale czasem jesteśmy w stanie permanentnej wojny. U nas było łatwiej, bo ja poznałam go gdy zaczynał przedszkole. Duzo trudniej jest się doogadac z 8 czy 10latkiem. My żyjemy w symbiozie przez "zasiedzenie".

Ja znam młodego od 8 lat prawie ..czyli miał 2 lata jak mnie poznał... traktuje mnie jak przeszkodę w realizacji planu " mamusia i tatuś  sa razem " ... to wina wszystkich ... ze mną włącznie . Kiedyś nadskakiwałam mu... troszczyłam się .... ale rodzina M z ex i nim samym krytykowała mnie przy każdej próbie wychowawczej ... młody niczego nie robi... bo nie potrafi... jest dumny z siebie jak tyłek sobie wytrze smile kończy 10 lat... moczy łóżko... nie kapie się jak go nie zmusisz... chodzi w osranej bieliźnie ... popuszcza w gacie przed kompem ...bo mu szkoda odejść ...heh
wiele z tego. Ale to nie jego wina tylko M , ex i rodziny.
Sa dni kiedy jest fajnie... młody jest fajnym dzieciakiem tak głębiej... jest wrażliwy... i moim zdaniem takie brak  granic , zasad - jest dla niego bardziej szkodliwe . Sam opowiada że koledzy to maja zakazy, obowiązki... jakby im zazdrościł

6 900

Odp: Być drugą i macochą

u nas tez podobnie, jak zrobiliśmy pokój dla dziecka, to zaczęło się.. Nie mamy dużego mieszkania, wiec jest to pokoik a nie pokój, gdzie jeszcze został dorzucony w gratisie pasierb. Od razu było pytanie z jego strony czy to tez jego pokój? wcześniej była tam nasza sypialnia, i nie rozumiem skąd stwierdzenie ze to tez jego pokój i naszego syna. Mój M oczywiście, już chciał przytaknąć, ale spojrzał na mnie i wymijająco odpowiedział pokoik dziecięcy. Próżniej żeśmy się kłócili tyle razy, w końcu zostało, że to pokój naszego syna, a on gościnnie w nim zamieszkuje. Pokój to on ma swój u mamy, i powiedziałam M, że to niesprawiedliwe. Bo pasierb nagle ma dwa pokoje a nasz syn ani jednego swojego. No i w efekcie na takie pytania, M odpowiada : jak zamieszkasz kiedyś z nami to będzie twój pokój teraz to jest pokój S. No i jest trochę spokoju, ale to trwało, jak chciałam zdjęcia powiesić nasze ślubne, i naszego syna w JEGO pokoju, to M,ze pasierbowi będzie przykro. A co mnie to obchodzi? przecież nie mieszka z nami.. dużo tego pisać.. Ja tam czasem myślę o rozwodzie, ale ostatnio ktoś mi uświadomił, że to poddanie się. Z tego powodu i wielu innych:-p będę walczyć o nasz spokój:-) żeby moje dziecko miało pełną rodzinę, bo to ma duże znaczenie. Teraz na przykład w domu jest hardcore, i tylko słyszę jak M opiernicza pasierba.. A zaczęło się o mega egoizmu z mojej strony. Mamy na naszym osiedlu plagę robali (obrzeżki) , chodzą i gryzą w nocy. Prosiłam M, ze nie zabierał dzieciaka na wakacje, bo nie mamy warunków. Ja śpię w pokoju dziecięcym, bo mam uczulenie na ugryzienia i jad tego świństwa. M i tak pojechał po dziecko, pomińmy że ja jako matka, nie oddałabym dziecka do takich warunków ale cóż jej to nie przeszkadza - bo robi na złość M i mi. Przez dwa tygodnie spałam w pokoju gdzie nie wiadomo czemu się pojawiają. Pomińmy, ze byłam nie wyspana i nie miałam siły zajmować się moim dzieckiem, dodatkowo miałam mega doły. A pasierb spal na moim łóżeczku:-( gdy mnie pogryzło, stwierdziłam dość! znowu leki doustnie a ja karmie! skoro wszyscy mają w d.. tego dzieciaka to czemu mi zależy..? I powiedziałam do męża, że ja wracam na swoje łózko, bo ja musze mieć siłę zająć się moim dzieckiem. Teraz pewnie wszyscy mnie ocenią, jak mogłam itp.. A mogłam, bo mało nie doszło do tragedii!  No i pasierb teraz jest zły i nie wyspany, M ma go dość a ja sobie siedzę w drugim pokoju, ale mam spokój! No i lepiej śpi z tym brudasem w łóżku, codziennie ma histerie z jakiegoś powodu, codziennie mu tłumaczy, że on pracuje po pracy... Korci mnie żeby wyjzec z drugiego pokoju i powiedzieć, że właśnie dlatego, ze tata pracuje podczas urlopu ma pieniądze a mama nie. Zobaczymy gdy anielska cierpliwość M się skończy. To trzeba było zrobić dawno temu. Jeszcze pasierb się rozchorował i trzeba mu usługiwać, ja mam to gdzieś i  nie pomagam, niech M sobie jakoś radzi. I tak ma dobrze, bo w większości ja się zajmuje drugim dzieckiem.

6 901

Odp: Być drugą i macochą

Kitkaat biedny ten syn twojego męża, dziecko nie ma szczescia do ludzi, tylko mu współczuć takiej "rodziny". Myślę ze byś się dawno rozwiodla tylko boisz sie ze twoja nastepczyni podobnie traktowala by twoje dziecko a ojciec tez by pewnie zaczął tracic do syna cierpliwość. Jesli chodzi o zdjecia w pokoju oprocz waszego zdjecia i waszego syna mozna tez powiesić zdjęcie pasierba i chlopcu nie bylo by przykro. Maly czuł by się jak czlonek rodziny a nie jak ktoś na przyczepke. Mam nadzieję ze choroba pasierba ro nic powaznego i szybko wyzdrowieje.

6 902

Odp: Być drugą i macochą

Zdecydowaliśmy się jednak na pomoc psychologa i on jak mantrę powtarza nam:

Zdrowa rodzina:
1. Ma rozwinięty subsystem rodziców i dzieci To rodzice kierują rodziną i są za nią odpowiedzialni
2. W subsystemie rodziców najważniejszymi osobami są rodzice. Dla męża żona a dla żony mąż jest osobą najważniejszą a nie dzieci, które z domu odejdą, jeśli są dobrze wychowane i mają odpowiednie wzorce. W rodzinach rozbitych - matka sama w subsystemie rodziców jest osobą najważniejszą - ona, a nie dzieci!
3. Są jasno określone granice dla każdego członka rodziny.  Są granice, których nie wolno przekraczać. Nie znaczy to, że nikt tego nie będzie próbował. W rodzinie jest walka o terytorium i władzę.

Głównym elementem systemu rodzinnego jest związek małżeński. Fundamentem rodziny, podkreśla J. Bradshaw, jest relacja Mamy ze sobą, relacja Taty ze sobą oraz wzajemne relacje pomiędzy nimi. W takim ujęciu, mąż i żona są architektami rodziny. 


Bez zrozumienia powyższego tworzy się rodzinę dysfunkcyjną.

6 903

Odp: Być drugą i macochą

Chceuciekacstad... dawno Cię nie było. Myślałam, że u Was wszystko już poukładane.
Kitkaat - tak trzymaj. Masz dziecko , masz o kogo walczyć w tym związku.
Ciocia-ola nie wiem gdzie macie tego psychologa, ale bardzo podoba mi się Jego podejście. Jeśli to na Mazowszu, to poproszę namiary na priv.
Wszystkim spokojnego dnia życzę.

6 904

Odp: Być drugą i macochą

Niestety nasz psycholog na północy.


A tu u nas wisi na lodówce:


Apel dziecka do dorosłych – prośba dziecka. (znane też jako Apel Twojego Dziecka według Janusza Korczaka)


Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba sił z mojej strony.

Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.

Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.

Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.

Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.

Nie chroń mnie przed konsekwencjami. Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę. To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga.

Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.

Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.

Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.

Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To, dlatego nie zawsze się rozumiemy.

Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.

Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.

Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.

Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.

Nie bój się miłości. Nigdy.

6 905

Odp: Być drugą i macochą

Witaj ciocia - Ola, słowa piękne tylko trudne do zastosowania w praktyce. Fajnie było je sobie jednak przypomnieć, wysłałam je mojemu M ponad dwa lata temu, kiedy nie znałam młodego. Dziś nabierają innego znaczenia, kiedy sama dokładam trzy grosze do wychowania 9latka . Ciocia - Ola możesz powiedzieć z jakim problemem dokładnie trafiliście do psychologa. Pisałaś że Nie masz Problemu z córką męża ani była żoną.  Czy problem dotyczył Was czy raczej Ciebie? Pozdrawiam

6 906

Odp: Być drugą i macochą

Sprawa jest dość śmieszna, bo poszłam sama ze sobą (czyli aby uzyskać pomoc, jak się przestawiać psychicznie między trybem "ja sama" -> “ja tylko z moim M." -> “ja z M. i jego córeczką"), a po 3 spotkaniach wyszło zupełnie coś innego.

Otóż okazało się, że podświadomie moim problemem jest dokładnie to, co macie Wy wszystkie, czyli sposób wychowywania córki przez M, który stoi w sprzeczności z moim wyobrażeniem wychowywania dzieci oraz z tym, co wyniosłam z domu rodzinnego. Dlatego ciężko jest mi się przestawić - ponieważ podświadomie nie zgadzam się z podejściem M. do dziecka, co wpływa na moje samopoczucie w czasie, gdy jesteśmy wszyscy razem. Po trafnym zdiagnozowaniu problemu, psycholog każe nam chodzić razem, bo jak to ujął “to nie Pani potrzebuje porady, tylko Pan ma problem z wyznaczeniem granic”.

Przykłady tego, co mnie raziło, gdy byliśmy w trójkę:
- zero obowiązków dziecka, gdy jest u nas, ponieważ jak to M. określił “jest u nas gościem, więc nie chcę dręczyć (sic!)”,
- spełnianie każdej zachcianki córeczki - lody, zakupy, ciuszki, słodycze, konie, kino - zawsze i wszędzie,
- rekompensowanie rozwodu poprzez bycie 24 h na dobę do dyspozycji dziecka, układając nasz plan dnia pod dziewczynkę, jej kurs tańca, szkołę, zawożenie do koleżanek i przywożenie etc. (wtedy się irytowałam, że muszę w tym wszystkim uczestniczyć)
- brak umiejętności odmowy dziecku czegokolwiek, o co poprosi,
- wyręczanie dziewczynki we wszystkim, tworząc tym samym sierotkę niezdolną do życia.


Ale co jest najważniejsze w tym wszystkim, to fakt, że mój M. ROBIŁ TO WSZYSTKO SAM, z własnej inicjatywy. Córeczka jest mega grzeczna, nie jest wyrachowana, nie żąda niczego odgórnie, nie robi scen, jest naprawdę bardzo porządnym i dobrym dzieckiem. Ona tylko korzysta z tego, co tata jest daje sam z siebie. Nie robi scen o nic, bo dostanie zanim poprosi. Nie musi prosić o ciuszki, bo to M. sam jej pokazuje, co można by kupić. I to jest właśnie kuriozalne - że to on popełnia błąd za błędem, przyzwyczajając dziecko do otrzymywania wszystkiego, co sobie zamarzy, podczas gdy dziecko absolutnie nie jest roszczeniowe w tej kwestii.  Ja się dotychczas obawiałam wtrącać, bo przecież to nie moje dziecko i to ojciec decyduje, jak wychowa swoje potomstwo, ale psycholog stwierdził, że jego błędy są przyczyną mojej psychicznej frustracji. I jeżeli M. nie zmieni sam z siebie swojego podejścia, nasz związek się prędzej czy później rozpadnie bo:

a) ja nie wytrzymam tkwienia w czymś, co jest niegodne z moimi wartościami życiowymi, a co musze znosić na co dzień,
b) dziewczynka wejdzie w okres buntu, a przyzwyczajona do dostawania odgórnie tego, czego chce, urządzi tacie piekło, gdy pewnego razu przestanie to dostawać.

Podczas terapii mój M. uczy się odmawiać, nie wychodzić z propozycjami ciągłego kupowania prezentów i organizowania wyjazdów, nie być do dyspozycji dziecka 24/7, a co najważniejsze - zacząć wprowadzać obowiązki. I to nie dla mojego lepszego samopoczucia psychicznego, ale dla dobra dziewczynki - aby wyrosła na fajną, dojrzałą emocjonalnie kobietę, która będzie miała poczucie obowiązku i właściwe proporcje 'co daje' vs. 'co dostaje' w życiu. Bo dotychczas była uczona, że porażki nie istnieją - wszystko przychodzi gładko, bez problemów, nie trzeba nic z siebie dać, aby dostać, nic poswięcić, aby zyskać.

Na szczęście jest wyjątkowo grzecznym i nieroszczeniowym dzieckiem i dobrze znosi pierwsze nieśmiałe odmowy czy ograniczenia w wykonaniu M. Jest zdziwiona, czasem się obrazi na 5 minut, ale poprzez właściwe wyjaśnienie, rozmowę lub nawet humorystyczne pokazanie listy z lodówki pomaga przełknąć obowiązek w postaci wyniesienia śmieci (chyba pierwszy raz w życiu).

Czyli jak się okazało - nie my, nie dzieci, nie pasierby i nie pasierbice są prawdziwym problemem, tylko rodzice, którzy nie potrafią stawiać granic, żyjąc w poczuciu konieczności ciągłego wynagradzania dzieciom rozwodu. A na pierwszym spotkaniu M. usłyszał “NIE MA NA ŚWIECIE TAKIEJ RZECZY, KTÓRA JEST W STANIE WYNAGRODZIĆ DZIECKU ROZWÓD. Od rozwodu dziecko ma dwa osobne światy i nic nigdy tego mu nie zrekompensuje. Trzeba tylko teraz starać się zapewnić, aby oba były normalne, tak jak w zwyczajnej rodzinie - z zakazami, obowiązkami, wyjściem na lody, ale i awanturami o niepościelone łóżko czy nieodrobione lekcje”. Bo żadni rodzice w “normalnej” rodzinie nie cackają się z dzieckiem, starając wychować je na porządnego człowieka, który poradzi sobie w życiu. Wiec dlaczego w tych dwóch utworzonych po rozwodzie światach-rodzinach ma być inaczej?

Tak więc moje psychozy były de facto wynikiem braku “szkolenia” dla ojca po rozwodzie smile

6 907

Odp: Być drugą i macochą

A co do zdjęć wieszanych w domu, to miałam podobnie jak Wy. Nie chciałam w swoim domu codziennie patrzeć na zdjęcie dziecka mojego M., które ma z inną kobietą, bo to było jego życie z nią, ich wspomnienie, a nie nasze wspólne, więc u nas w ramkach są tylko zdjęcia nasze - moje z M. Dla mnie zdjęcia są wspomnieniem wyjątkowych chwil osób na nich uwiecznionych, a nie obrazem czy inną ozdobą, więc nie uważam, że muszę na siłę wyszukiwać jakieś zdjęcia z córeczką, aby jej nie było przykro. Tym bardziej, że jak wybierałam zdjęcia do ramek, Julcia zapytała się, co robię i wyjaśniłam, że szukam zdjęć, które przywołują specjalnie miłe momenty mojego życia. Spytałam, czy u mamy są też jakieś fajne zdjęcie, na co odpowiedziała, że tak - tylko te z podróży mamy z koleżankami po Tajlandii. Więc jeśli rodzona matka nie ma w ramce zdjęć córki, to dlaczego ja mam mieć w swoim domu? Owszem, Julka jest teraz częścią mojego życia, ale tak samo częścią jest również ex mojego M., mój brat z żoną, rodzice czy koleżanki z pracy, a jakoś nie wciskam ich zdjęć do ramek wink
Powiedziałam Julci, że resztę zdjęć trzymam w albumach w telefonie i na komputerze i tam także są te z nią i razem sobie oglądałyśmy. Nie było pretensji ani fochów. Zaproponowałam, że jeśli ma jakieś fajne zdjęcia, które chciałaby wywołać i umieścić w jej pokoju, niech wybierze - ucieszyła się, a potem (jak to dziecko) zajęła się czymś innym i temat upadł. Czy nie jest to najwyraźniej dla niej aż tak ważne, jak nam dorosłym się wydaje.

6 908 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-07-13 08:25:12)

Odp: Być drugą i macochą

Ciocia-ola dawno nie było tu tak jasnego opisu naszych problemów. Nie chcę się przez to w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać, bo być może jestem zbyt egoistyczna, zbyt mało we mnie cierpliwości aby zaakceptować M w pakiecie z Ich dziećmi. Gdyby to były dzieci z sąsiedztwa, albo jacyś koledzy moich dzieci, to opinię o nich miałabym tę samą: że to niegrzeczne, niewychowane, roszczeniowe dzieciaki bez skrupułów sięgające po to lub żądające tego, co według nich Im się należy.
Gdyby to były dzieciaki z sąsiedztwa, mogłabym mieć to zwyczajnie w d..pie, oby nie robiły moim dzieciom krzywdy. Jednak szlag jasny mnie trafia, bo to nie są "tylko" dzieciaki z sąsiedztwa. Te dzieciaki to nieodłączny element mojego partnera i niestety nie wielki mam wpływ na to, by cokolwiek w Nim lub tych dzieciach zmienić. W moim przypadku , żeby "nie robić krzywdy" tym dzieciom, do psychologa z północy powinni trafić wszyscy z otoczenia tych dzieci. Ja, M, Exowa, rodzice M i rodzice Exowej.  Może wtedy udało by się coś zmienić. Ja najwyraźniej nie pasuję do tego towarzystwa. Mój system wartości mocno się mija z Ich systemem wartości, o czym rodzice M dają mi często znać .

6 909

Odp: Być drugą i macochą

Powiem Wam, że u mnie w weekend, też było gro zabawy. Dawno nie przeżyłam takiego galimatiasu i nie widziałam taty tak mocno zirytowanego. Filip - syn żony taty, urządzał chrzciny pierworodnej córki - na uroczystość została zaproszona najbliższa rodzina jego i jego żony. Filip zaprosił mnie, moją siostrę z mężem, rodziców swoich - mój tata z Panią Anią - jego żoną i swojego tatę, a także moją mamę. Moja mama była na weselu u Filipa - mają dobry kontakt, na studiach w Wawie wynajmowaliśmy razem mieszkanie, moja mama nie jest dla niego obcą osobą, zresztą jak stwierdził, jego mama na ślubie mojej siostry była i moja mama absolutnie nie czyniła z tego powodu żadnych problemów - raz że żona taty, dwa - co tu kryć, jak chodziłyśmy do szkoły mieszkałyśmy też z tatą, więc Pani Ania była obecna w naszym życiu - proste.

I początkowo było ok, a potem głos zabrała teściowa taty, zasugerowała, że nasza obecność a zwłaszcza mojej mamy to szczyt. Że to uroczystość rodzinna, a ani my i ani nasza mama rodziną nie jest. Filip nie wytrzymał powiedział babci, że nie ona będzie mu mówiła kto jest jego rodziną a kto nie i kogo on jako dorosły człowiek zaprasza. Teściowa taty się popłakała, Pani Ania starała się sytuację ogarnąć, ale Filip podszedł do mojego taty powiedział mu co usłyszał, w ojcu zawrzało i wygarnął babie, co o niej myśli. Wszystko działo się na szczęście na dworze, więc rodzina żona Filipa nie byłą świadkiem, ale pewnie zauważyli, że dość szybko towarzystwo się ulotniło.

Skończyło się tak, że siedzieliśmy we trójkę po całej tej imprezie koło 20, ja, Filip i moja siostra i zastanawialiśmy się czy kiedyś głupi, wścibscy ludzie wymrą. Alkohol etylowy ułatwiał roztaczanie świetlanej wizji, że niebawem smile

6 910

Odp: Być drugą i macochą

Dla mnie ten psycholog to zbawienie smile

Sytuacja z jednego spotkania:

Psych: Proszę, aby Pan podszedł teraz do okna.
M. wstaje z kanapy (kozetki wink ) podchodzi grzecznie.
Psych: Widzi Pan tego chłopca na boisku w niebieskiej kurtce?
M: Widzę.
Psych: To od dzisiaj on będzie mieszkał z Wami. Będzie Pan z nim dzielił mieszkanie, łazienkę, stół, posiłki, życie, będzie Pan się nim opiekował, sprzątał po nim, zawoził tam gdzie chce i kiedy chce, będzie Pan mu kupował rzeczy, o które poprosi, będzie mu robił posiłki, pranie, odrabiał z nim lekcje. Chłopiec może nie będzie chciał jeść, sprzątać po sobie, będzie płakał, gdy nie dostanie wymarzonego telefonu, będzie miał swoje napady, wymagania, charakter, oczekiwania, pragnienia, fochy, ale tez potrzeby uczucia i miłości od Pana. Od jutra musi się Pan nim zająć i musi Pan być wyrozumiały, nie zwracać mu uwagi, nie krzyczeć na niego, nie wymagać pomocy, nie dawać obowiązków, być tylko dla niego całą dobę.
M: Tak się nie da, przecież ja go nie znam.
Psych: smile
Ja: smile

6 911

Odp: Być drugą i macochą
ciocia-ola napisał/a:

M: Tak się nie da, przecież ja go nie znam.
Psych: smile
Ja: smile

Nie da się? Doprawdy? :-)))
Pięknie to zobrazował.

6 912

Odp: Być drugą i macochą

Wysłałam to mojemu M:) dzięki Ciocia - Ola za ten wpis.:)

6 913

Odp: Być drugą i macochą

dziewczyny
bardzo mi się podoba to co piszecie .... i "przygoda" supremacjizła (szacunek dla Pana Filipa wink ) i ciocia-ola i kjim. Mi dość dużo czasu zajęło "odkrycie", że tak naprawdę wkurza mnie to, że moimi domownikami, które chcę uważać za członków rodziny, są dzieci, które są chowane w patologicznym układzie, są wychowywane kiepsko przez matkę i "swoje" dokłada nadskakujący ojciec. To co mnie najbardziej wkurza to poczucie totalnego bezhołowia i anarchii, kiedy pojawiają się pasierbice, przy czym dzieci same w sobie nie są złe, ale rodzice popełniają klasyczne błędy o których pisała "ciocia-ola". Ojciec wynagradza im rozwód i postępuje dokładnie tak jak M "cioci-oli"; ostatnio słyszę od niego "ostatni raz posprzątam im pokój i garderobę"....... sprzątanie u siebie w pokoju w znaczeniu uporządkowanie swoich rzeczy (bo nie odkurzanie, mycie podłogi i zmiana pościeli) to ich jedyny obowiązek, który dziewczyny olewają...

I podam przykład ze swojego ogródka. Córki nie odzywały się do M przez pierwszą część wakacji, nagle zaczęły. Kilka dni temu AA miała imieniny. Okazało się, że w prezencie imieninowym życzy sobie trzecią odmianę deskorolki (ma klasyczną deskorolkę i waveboarda, a chce jeszcze "fiszkę"- nie pytajcie mnie co to takiego, bo nie mam pojęcia) i ojciec powiedział jej, że jej kupi. Dla mnie ok - lepsze to niż kolejny tablet. Na co ona mówi, że chce to zabrać na wakacje do babci i czy on jej przywiezie w przyszłym tygodniu; wracają z wakacji nad morzem w czwartek wieczorem, a w piątek popołudniu jadą do babci i ona chce, żeby ojciec jej w piątek rano (M pracuje) przywiózł tą fiszkę. Dodam, że jej starsza siostra fiszkę ma, ale się non stop kłócą i nie pożyczają sobie swoich rzeczy. Nie, że chciałaby ojca zobaczyć, bo zatęskniła, tylko  czy ojciec jej ten prezent przywiezie. I wiecie co ........ mi tak poszło ciśnienie, że pokazuję M na migi (słyszałam rozmowę bo M ma dość głośny telefon), że NIE, NIE PRZYWIEZIE. On jej powiedział "no dobra, zobaczymy", a mnie szlag trafił, ale nawet nie o to chodzi.... Mówię mu, "M, chyba oszalałeś, będziesz leciał na jej skinienie, zwalniał się z pracy, żeby AA dogodzić. Niech nauczy się współpracy z siostrą, niech się wymieniają zabawkami, a nie, że ty jesteś świętym Mikołajem co nie tylko kupi, ale w zębach dostarczy w wyznaczonym czasie i miejscu. Poza tym - ona nie zaproponowała Ci spotkania, bo chce Cię zobaczyć, bo tęskni i jest taka możliwość się zobaczyć. Ona po prostu chce kolejnego gadżetu, który masz jej dać i dlatego łaskawie możesz do niej przyjechać". Co gorsza słychać było jak to "rozwiązanie" sugeruje eks i AA je powtarza. I wiecie co zrobiłam poza tym, że powiedziałam to co powiedziałam? Miałam zły humor cały wieczór i odreagowałam na M, bo mnie szlag trafił, bo ja nie proszę M, żeby wrócił szybciej z pracy bo nasz syn ma ciężki dzień, marudzi, ja go nynam przez 8 godzin i jestem wykończona (młody już mało śpi w dzień, nie potrafi się jeszcze sam bawić zabawkami i żąda zabaw, bo jak leży, to się nudzi, więc ja albo go noszę i pokazuję mieszkanie, albo z nim spaceruję, albo po raz tysięczny pokazuję mu zabawkę dinozaura, zająca, grzechotki itd. - oszaleć można smile ). Natomiast on już czeka w blokach startowych, żeby lecieć z tą fiszką, bo córka chce.... A druga córka? M pyta AA, co robi MM "ogląda telewizję", na co M mówi "to daj mi ją do telefonu". Po czym M zadaje córce szereg pytań, na które ona odpowiada "tak/no/nie/nie wiem" i widać, że w ogóle nie jest skoncentrowana na rozmowie z tatą. U mnie adrenalina chlupie już pod rzęsami i mówię M "kończ w tej chwili", on kończy i pyta o co chodzi. "Czy ty naprawdę nie słyszysz, że ona ma w nosie rozmowę z tobą, że ogląda telewizję i nawet średnio słucha o co ją pytasz, a ty ją pytasz o pogodę? po co ta szopka, poczekaj aż będzie czegoś od ciebie chciała, to będzie bardziej wylewna". Wiem, że to złośliwe, ale właśnie piszę Wam po to, żeby potwierdzić mechanizm o którym pisze "ciocia-ola". Wkurza mnie sytuacja; dzieciaki jak dzieciaki - kombinują, ojciec jak ojciec - spełnia durne zachcianki, a mnie ..... trafia szlag i pomimo, że nazywam po imieniu przed M co myślę o sytuacji, to jestem zirytowana i on ode mnie dodatkowo dostaje rykoszetem....
Rozpoznawanie własnych uczuć, stanów emocjonalnych, potrzeb, frustracji itd. to niekiedy trudne zdanie smile
I to jest ważne co powiedział psycholog cioci-oli - znalezienie balansu w rozpieszczaniu dzieci, ich wychowywaniu, egzekwowaniu obowiązków itd. jest kluczowe dla ich przyszłości, dla wychowania "fajnej, asertywnej młodej kobiety". To, że dzisiaj dziewczyny odczują dyskomfort i frustrację bo usłyszą "NIE", jest tak naprawdę dla ich dobra. One też muszą rozumieć o co mogą prosić, co jest racjonalne, a co staje się kaprysem.
Jesteśmy macochami - wszyscy mogą być ułomni nasi M, eks, dzieci, ale tylko na nas jest presja, że my musimy być idealne. Boli mnie na swój sposób, że oczekuje się ode mnie, że będę rekompensowała pasierbicom fakt, że chowają się w niepełnej rodzinie, albo miała gdzieś w sobie poczucie winy, że one mają gorzej podczas, gdy mój syn "ma lepiej", bo ma mamę i tatę w domu. PRZECIEŻ JA TO TEGO NIE DOPROWADZIŁAM!!! Ja chcę traktować te dzieci normalnie - wymagać od nich ich obowiązków, tak jak ode mnie się wymaga, że ugotuję, upiorę, chcę wymagać żeby były dla mnie miłe i uczciwe, tak jak one domagają się okazywania zrozumienia, sympatii i uczciwości...

Ciocia-ola, pisz co Ci radzi psycholog - to ciekawe i inspirujące smile

6 914 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-07-15 15:07:53)

Odp: Być drugą i macochą

U każdej z nas powtarza się ten sam schemat. Kłótnie między nami a partnerami głównie z powodu różnych poglądów na WYCHOWYWANIE/nie wychowywanie dzieci. Domy, z których pochodzimy różnią się diametralnie. Styl życia rodziny, w której wychował się M, jest bardzo różny od tego, w którym wychowałam się ja. Oczywistym jest , że każde z nas powiela to co wyniosło z domu rodzinnego. Ja - "dyscyplina, obowiązki". M - "hulaj dusza,piekła nie ma". Co dziwne: M twierdzi, że bardzo podoba Mu się to jak wychowuję własne dzieci. Podoba Mu się , że dzieci są grzeczne, potrafią okazywać uczucia, potrafią same z siebie podejść spytać czy można nam w czymś pomóc.  Czasem jak każde dzieci zawalą jakieś swoje obowiązki, ale wystarczy spojrzenie z mojej strony lub jeden gest żeby potrafiły się zreflektować. Dotychczas M deklarował jednak, że nie będzie niczego wymagał od swoich dzieci bo nie jest w stanie ich wychować ( tak jak ja swoje dzieci) bo nie przeskoczy wszystkich dookoła (czyli Exowej i babć).
A teraz niusy ostatnich dni. Od pewnego czasu M znów zaczął widywać się z rodzicami. Kilka przypadkowych sytuacji ( mam jednak wrażenie, że zaaranżowanych przez teściową), które tak się ułożyły, że musiał bywać u rodziców. Jak się okazuje dzieci przebywają aktualnie u babci (czyli mamy M) , bo przecież wakacje. I jak co roku schemat się powtarza. Kilka wizyt u mamusi i M wyskakuje wczoraj z tekstem: "chciałbym jednak żeby moje dzieci mogły przyjeżdżać do nas, bym mógł je zabierać na noc (choćby na dwie noce w miesiącu)". Ocho, myślę sobie, mamusia znów Mu ryła beret. No to się go pytam grzecznie: czy zapewnił dzieciom, warunki no to by mogły u nas bywać? (Mieszkanie, które kupiłam jest wystarczające dla 4 osób , ale pokoi dla 6 osób w Nim się nie da zrobić). M nie robi nic w kierunku poprawienia warunków lokalowych, temat wspólnego większego mieszkania/domu upadł śmiercią naturalną po tym jak powiedziałam, że wspólny dom owszem ale najpierw uregulowanie sytuacji formalnej naszego związku i podpisanie rozdzielności majątkowej. M widział w tym zbyt dużo komplikacji i pomysł na powiększenie lokalu umarł. Ostatnio (nie dalej jak dwa tygodnie temu) przy okazji podsumowywania wspólnego budżetu mieliśmy ciężką rozmowę, bo okazuje się , że pieniądze, ktore wrzucamy na wspólne konto (umówiona wcześniej składka) zwyczajnie nie starcza nam do końca miesiąca któryś miesiąc z rzędu kończymy z debetem na koncie. Zasugerowałam M, że będę dokładać się więcej do domowego budżetu (ze swoich oszczędności) jednak On twierdził, że nie stać Go na wpłacanie większej kwoty do wspólnego budżetu, bo go zwyczajnie nie stać i już, kropka. To się Go teraz pytam , czy zabierając dzieci do nas liczy się z tym, że nasze koszty utrzymania wzrosną (dodatkowa pościel dla dziewczyn, kolejne kupowanie ciuchów, bo Lady Ex nigdy ubrań na zmianę nie daje), więc siłą rzeczy na jeden weekend w miesiącu potrzeba będzie ciągłe dokupować ubrania, bo to w czym przyjadą w lipcu na pewno nie założą np we wrześniu, kiedy będzie już chłodniej, kolejny przyjazd (jak twierdzi jeden weekend w miesiącu) w październiku lub listopadzie będzie się wiązał z koniecznością kupienia ciepłych kurtek i butów ( bo znając Exową wystawi dziewczyny przed dom w sandałach). Co do zasad obowiązujących w domu stwierdził, że jest już gotowy zacząć dziewczyny wychowywać i sytuacje , które miały miejsce wcześniej na pewno się już nie powtórzą. To MU mówię,  że oczywiście wierze, że będziesz próbował wychowywać córki, nie będziesz Im pozwalał na ignorowanie mnie w tym domu i może nawet będą miały narzucone przez Ciebie obowiązki (typu odwieś ręcznik na miejsce), ale nie wierzę w zmianę postępowania Pani Exowej ani Twoich rodziców. Nie wierzę , że przestanie nastawiać dzieci przeciwko mnie (bo jest zakompleksioną alkoholiczką) i nie wierzę , żeby nagle zaczęła współpracować. Więc zanim podejmiesz jakiekolwiek decyzje przemyśl czy jesteś w stanie zapewnić dzieciom godne warunki i czy stać Cię na to? Na moją sugestię, że przecież ma swoje mieszkanie i jeśli tak bardzo potrzebuje tego kontaktu z dziećmi to niech zabiera dzieci na ten 1 weekend w miesiącu do siebie, Będą tylko sami dla siebie, będą mogli się sobą nacieszyć, nasycić, nikt Im w tym nie będzie przeszkadzał. Odpowiedział , że nie chce tego robić, bo doszłyby do tego jeszcze koszty utrzymania dodatkowego mieszkania, które się teraz wynajmuje. Ale jak się okazuje On chce zabierać dzieci do nas, ale o tym wszystkich innych rzeczach z tym związanych nie myślał....... No rzesz.... czy tylko jak tak mam , że zanim podejmę jakąkolwiek decyzję, to wszystko najpierw muszę przeanalizować, przemyśleć, przyszykować plan B w razie awarii? Mam wrażenie, że On zachowuje się jak te właśnie Jego córki: "bo ja to chcę i to ma być". Zanim przeanalizował cokolwiek, zarzucił mi , że oczywiście jestem na nie, że jeszcze nie przyjechały a ja już robię problem. Tak kurde, robię problem teraz, bo chcę Go zmusić do myślenia o konsekwencjach decyzji. Jeśli chce zabierać córki do nas, to niech najpierw zadba o to, żeby były ku temu warunki. Ale skoro Go nie stać na dorzucanie się do wspólnego budżetu , ale na wizyty dzieci znajdzie jakąś dodatkową kasę to, czuję się oszukana przez Niego i nie zamierzam partycypować w kosztach tych wizyt. Niech znajduje takie rozwiązania, które zaspokoją wszystkich - a nie tylko Jego i ...... Jego mamusię.

Przepraszam za chaos, musiałam to z siebie wyrzucić.

Dobrze było, póki mamusia nie miała pola do manewrów. Kilka wizyt u rodziców i M nagle zmienia front i wywala z takimi decyzjami, czy dobrze myślę , że teściowa suszy Mu głowę? Znów wzięła na siebie obowiązek niańczenia dzieci w wakacje, a teraz pretensje, że to On się powinien dziećmi zajmować a nie Ona? Co Wy  o tym myślicie? I zastanawia mnie regularność tych zmian. Co roku w porze wakacji i ferii powtarza nam się ten sam repertuar.

6 915

Odp: Być drugą i macochą

Mój M wysłał dziś młodego na 10 dni obozu, mamy go jeszcze 5 ostatnich dni lipca i cały sierpień mamy luz. Wybieramy się sami na 4 dni do Kazimierza Dolnego, nie mogę się doczekać smile I najważniejsze cały miesiąc odpoczynku od byłej M smile w tym miesiącu niestety było trochę kontaktu, pisali w sprawie teg  ale w sierpniu już nie powinna nam zawracać .... głowy oczywiście smile od września się zacznie na nowo, ale także my będziemy musieli trochę zareagować. Udało nam się trochę wyprowadzić młodego z sikaniem, wprowadziliśmy na nowo zasady, zaznaczanie nocy suchych i mokrych, niestety musieliśmy przejśc na pieluchy dla chłopcow w wieku 8-15 lat, ale widać, że bardziej się teraz chłopak motywuje bez sikania, nawet ostatnio pierwszy raz za mojej kadencji z M smile młody nie zmoczył się przez pełnych 5 nocy bez wybudzania go o 4 nad ranem, to duży sukces, zależy mu tak samo jak nam, by pomóc zdiagnozować przyczynę tego stanu i pozbyć się tej przypadłości. M chodzi z nim po lekarzach, robimy mierzenie ilości oddwanego moczu podczas dnia itp. Napisał do niej o tym wszytskim i pytał czy udałoby jej się pójść z młodym na wizytę w sierpniu, jeśli ją M zorganizuje - bo musimy trafić do tej samej dr co zawsze no i co ??? i nic zero odpowiedzi, masakra. Jak nazwać kobietę - matkę której nie leżą problemy z moczeniem nocnym się syna, która to ignoruje, a jak ojciec dziecka się wziął za temat to nie ma zamiaru uczestniczyć w pomocy ? Ja się staram, M się stara, młody się stara, ale jeśli młody spędza z nią trochę więcej czasu, to jak u niej zabraknie konsekwencji to sami nic nie zdziałamy niestety. Nawet na obóż nie chciał teraz jechać, bo mówił że stresuje się że się zmoczy i co on wtedy zrobi ze śpiworem, koledzy będą się śmiali itp. Naprawdę ta kobieta to pod tym kątem chodząca masakra, na szczęście ja lubuję się w art i par., a to jedyna opcja, która na nią dzaiała, więc pewnie wyślemy pismo, że jeśli nie zacznie współdzialać w kwestii sypiących się zębów, kiespkiego wzroku (po niej swoją drogą) i moczenia nocnego, to M porposi sąd o nałożenie jej zarządzeń w tym zakresie. Ja się staram dla nieswojego dziecka (nie powiem, mi też zależy, żeby nie sikał, bo to duży problem techniczny i w d0omu i na wakacjach), ale pierwszy raz też zauważyłam, że zaczyna mieć z tym problem psychologiczny, no więc komu jak komu, ale osobie, która przenosiła go 9 m-cy pod sercem powinno zależeć na leczeniu swojego dziecka bardziej niż mi....
A jak u Was wakacje mijają drogie macoszki ?:) jesteście przed wakacjacmi z pasierbami, czy należycie do tych szczęśliwców, do których należę ja, że za chwilę zaczynam wakacje smile pozdrowienia ! smile

6 916

Odp: Być drugą i macochą

kjim
nie dziwię się Twojej irytacji... Napisałam dość długiego posta, ale go wyrzuciłam po przeczytaniu. Nie dziwię się, że stawiasz tak sprawę i nie godzisz się na wizyty u siebie w domu, jeżeli Twój M nie ogarnia się z kwestiami, o których napisałaś. W świetle finansowej indolencji M i jego braku myślenia w szerszej perspektywie w kontekście przyszłości (mieszkanie itp), to dlaczego masz "odbierać" własnym dzieciom i narażać je na niewygody, a siebie na nieprzyjemności... Z drugiej strony chyba też bym nie zdzierżyła, gdyby mi eks dała dzieci bez ubrań na zmianę (naszej eks to się zdarza, ale nie w tak drastycznej formie)... Żal mi dzieci, które cierpią, bo mają durnych rodziców (a na to wygląda, że Twoje pasierbice mają niegodziwą matkę). Zastanawia mnie też, co w takich sytuacjach robi babcia (tj. Twoja teściowa), bo rozumiem, że eks też wysyła do niej dzieci nieprzygotowane, bez stosownego ekwipunku... Poza tym babcia chyba też gra przeciw Tobie, bo każda "normalna" babcia w takiej sytuacji byłaby przeszczęśliwa, że ma dzieci u siebie i dla siebie, a ona czuję, że chce Ci podrzucić pasierbice jak kukułcze jaja....

6 917

Odp: Być drugą i macochą

Dusia123
przede mną w sierpniu 2 tygodnie z dziewczynami nad morzem. Nienawidzę plażowania (wychowałam się nad morzem), a mój syn też jako 3 miesięczniak, raczej nie będzie siedział nad morzem godzinami, dlatego zgodziłam się na "kierat" tj. będę zajmowała się Jasiem i gotowała, prała itp. M będzie się zajmował córkami i taki układ wolę smile
Czeka dziewczynki sporo zmian .... po pierwsze dość wydawania kasy na prawo i lewo. Każda codziennie dostanie po 20 zł, które mogą oszczędzić lub wydać na co chcą. Poza tym będą miały od nas to co potrzebne (posiłki, wodę/soki do picia, coś ekstra na plażę, raz dziennie fajny podwieczorek-deser w kawiarni ), natomiast trampoliny, gofry, lody itp. mogą sobie sfinansować w ramach swoich budżetów. Niech się gospodarują pieniędzmi, bo do tej pory to była masakra - każde wyjście na promenadę to była ruina... Poza tym nie zamierzam im pozwalać jak ich ojciec robić rewii mody i przebierać się co pół godziny. Zrobię listę rzeczy, które mają spakować określając ilość sweterków, koszulek, spódnic itd.... Jak M im w tym zakresie poluzuję, to już mu zapowiedziałam, że będę bardzo niezadowolona.... W zeszłym roku była amba, bo ubierały ciuch raz, na pół godziny, a potem go rzucały do brudów. M zabrał im hałdę ciuchów i z hałdą brudów wracał po 1,5 tygodnia. Ja nie zamierzam pozwolić na taką sytuację... Mamy pralkę, ciuchy będą codziennie prane, ale ... dziewczyny będą sobie pranie same rozwieszały i prasowały (ja im oczywiście pomogę). Muszą nauczyć się szacunku do rzeczy, które maja i do pracy.... krasnoludki nie piorą, nie rozwieszają i nie przygotowują im ciuchów do ubrania... No trudno... ja jestem z tych "wrednych" macoch, które są wymagające wobec dzieci, ale sama tak byłam wychowana smile

A co do kwestii zdrowia Twojego pasierba, to serdecznie współczuję dziecku... moczenie się nocne to okropny stres dla chłopaka, wiem bo mój kuzyn miał z tym problem. Pamiętam do dziś jak nocowałam u wujostwa i jak 8 letni chłopak był zażenowany, kiedy ciotka posyłając mu łóżko rozkładała ceratę pod prześcieradłem... Jeżeli eks nie współpracuje z Wami w tym zakresie, to paranoja... żal dzieciaka...

6 918 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-07-18 08:41:47)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

kjim
nie dziwię się Twojej irytacji... Napisałam dość długiego posta, ale go wyrzuciłam po przeczytaniu. Nie dziwię się, że stawiasz tak sprawę i nie godzisz się na wizyty u siebie w domu, jeżeli Twój M nie ogarnia się z kwestiami, o których napisałaś. W świetle finansowej indolencji M i jego braku myślenia w szerszej perspektywie w kontekście przyszłości (mieszkanie itp), to dlaczego masz "odbierać" własnym dzieciom i narażać je na niewygody, a siebie na nieprzyjemności... Z drugiej strony chyba też bym nie zdzierżyła, gdyby mi eks dała dzieci bez ubrań na zmianę (naszej eks to się zdarza, ale nie w tak drastycznej formie)... Żal mi dzieci, które cierpią, bo mają durnych rodziców (a na to wygląda, że Twoje pasierbice mają niegodziwą matkę). Zastanawia mnie też, co w takich sytuacjach robi babcia (tj. Twoja teściowa), bo rozumiem, że eks też wysyła do niej dzieci nieprzygotowane, bez stosownego ekwipunku... Poza tym babcia chyba też gra przeciw Tobie, bo każda "normalna" babcia w takiej sytuacji byłaby przeszczęśliwa, że ma dzieci u siebie i dla siebie, a ona czuję, że chce Ci podrzucić pasierbice jak kukułcze jaja....

Wyrzuciłaś posta , bo?.....
Nie godzę się na wizyty Ich dzieci w moim domu z różnych powodów nie tylko z przyczyn lokalowo-finasowych. Szereg zdarzeń z przeszłości doprowadził mnie do takich wniosków i nie pozwolę by to wróciło dla dobra wszystkich, również dla dobra Ich dzieci. Matka jest dla dzieci najważniejsza i choćbym na rzęsach stawała nie dogodzę. Jeśli M chce, niech się widuje z dziećmi na swoim terenie. Ale rzecz w tym , że On nie koniecznie chce i każda taka zmiana opcji w jego zachowaniu to..... efekt pogadanki z mamusią i chęć polepszenia tych relacji. Czyli żeby mieć w miarę poprawny kontakt z rodziną, M czuje się zobowiązany do częstszych spotkań z dziećmi. Nie wypływa to z serca i duchowych potrzeb, tylko jest spowodowane czystą kalkulacją z Jego strony. Chce kupić sobie święty spokój tym, że będzie dzieci przechowywał pod moim dachem przez kilka dni w miesiącu. Uważam to za wielce nieuczciwe nie tylko w stosunku do mnie, ale również w stosunku do Jego rodziny a przede wszystkim w stosunku do dzieci. 

A co chce osiągnąć swoim zachowaniem "teściowa" ? (piszę w cudzysłowie, bo oficjalną teściową przecież nie jest)
Otóż jak to Ona twierdzi dla dobra dzieci chce na siłę zobowiązać ojca do większej nad Nimi opieki - to jest Jej wersja oficjalna. Moim zdaniem, bierze na siebie duży obowiązek, bo w Jej wieku opieka nad dziewczynami, które są jak kataklizm, tornado i trąba powietrzna jest dla Niej wysiłkiem ponad Jej siły. Stąd moje wnioski, że afery wychodzą zawsze wtedy, kiedy "teściowa" bierze na siebie obowiązki (chcąc odciążyć patologiczną mamusię) a potem nie jest w stanie tym obowiązkom podołać i próbuje na siłę angażować w to ojca. Moim zdaniem jak sobie patologiczna mamusia wychowała tornado, to teraz te tornado powinna ogarniać a nie podrzucać raz do jednej babci, raz do drugiej. Co do tego czy mamusia przygotowuje dzieci na wizyty u babci..... hmmm, byłam tam wczoraj . Dziewczyny właśnie ubierały kolejne ciuchy z metkami. Babcia postarała się żeby nie wyglądały jak siedem nieszczęść i sama dba o to, żeby dziewczyny miały stosowną garderobę.  W domu rozpiździaj, kupa porozwalanych rzeczy , szczotka z włosami w kuchni, spinki , gumki w salonie na stole, zabawki wszędzie, kredki wszędzie, conajmniej po sześć par Ich butów w przedpokoju na podłodze. Ubranka porozrzucane po całym domu. Nie dziwi mnie , że "teściowa" tego nie ogarnia i woła o pomstę do nieba. Ja tego bałaganu ogarniać nie zamierzam.Jak sobie dzieci wychowali tak teraz niech po nich sprzątają.

6 919

Odp: Być drugą i macochą
Dusia123 napisał/a:

Mój M wysłał dziś młodego na 10 dni obozu, mamy go jeszcze 5 ostatnich dni lipca i cały sierpień mamy luz. Wybieramy się sami na 4 dni do Kazimierza Dolnego, nie mogę się doczekać smile I najważniejsze cały miesiąc odpoczynku od byłej M smile w tym miesiącu niestety było trochę kontaktu, pisali w sprawie teg  ale w sierpniu już nie powinna nam zawracać .... głowy oczywiście smile od września się zacznie na nowo, ale także my będziemy musieli trochę zareagować. Udało nam się trochę wyprowadzić młodego z sikaniem, wprowadziliśmy na nowo zasady, zaznaczanie nocy suchych i mokrych, niestety musieliśmy przejśc na pieluchy dla chłopcow w wieku 8-15 lat, ale widać, że bardziej się teraz chłopak motywuje bez sikania, nawet ostatnio pierwszy raz za mojej kadencji z M smile młody nie zmoczył się przez pełnych 5 nocy bez wybudzania go o 4 nad ranem, to duży sukces, zależy mu tak samo jak nam, by pomóc zdiagnozować przyczynę tego stanu i pozbyć się tej przypadłości. M chodzi z nim po lekarzach, robimy mierzenie ilości oddwanego moczu podczas dnia itp. Napisał do niej o tym wszytskim i pytał czy udałoby jej się pójść z młodym na wizytę w sierpniu, jeśli ją M zorganizuje - bo musimy trafić do tej samej dr co zawsze no i co ??? i nic zero odpowiedzi, masakra. Jak nazwać kobietę - matkę której nie leżą problemy z moczeniem nocnym się syna, która to ignoruje, a jak ojciec dziecka się wziął za temat to nie ma zamiaru uczestniczyć w pomocy ? Ja się staram, M się stara, młody się stara, ale jeśli młody spędza z nią trochę więcej czasu, to jak u niej zabraknie konsekwencji to sami nic nie zdziałamy niestety. Nawet na obóż nie chciał teraz jechać, bo mówił że stresuje się że się zmoczy i co on wtedy zrobi ze śpiworem, koledzy będą się śmiali itp. Naprawdę ta kobieta to pod tym kątem chodząca masakra, na szczęście ja lubuję się w art i par., a to jedyna opcja, która na nią dzaiała, więc pewnie wyślemy pismo, że jeśli nie zacznie współdzialać w kwestii sypiących się zębów, kiespkiego wzroku (po niej swoją drogą) i moczenia nocnego, to M porposi sąd o nałożenie jej zarządzeń w tym zakresie. Ja się staram dla nieswojego dziecka (nie powiem, mi też zależy, żeby nie sikał, bo to duży problem techniczny i w d0omu i na wakacjach), ale pierwszy raz też zauważyłam, że zaczyna mieć z tym problem psychologiczny, no więc komu jak komu, ale osobie, która przenosiła go 9 m-cy pod sercem powinno zależeć na leczeniu swojego dziecka bardziej niż mi....
A jak u Was wakacje mijają drogie macoszki ?:) jesteście przed wakacjacmi z pasierbami, czy należycie do tych szczęśliwców, do których należę ja, że za chwilę zaczynam wakacje smile pozdrowienia ! smile

Dusia jeśli robiliście dziecku badania (wiem , że są takie na przykład na gęstość moczu) i z tych badań nie wynika nic niepokojącego, to może problem leży w psychice dziecka? Może należałoby się udać do jakieś poradni z Nim? Może to moczenie to raczej problem na tle nerwowym? Jeśli matka jest jaka jest, to może dziecko podświadomie zwraca na siebie uwagę tym moczeniem? U Was po kilku dniach udało się zachować suche prześcieradło, u matki to nie musi być Jej brak konsekwencji, tylko stan ciągłego olewania dzieciaka i suchość tych relacji ,  prowokuje dziecko do takich zachowań?

6 920

Odp: Być drugą i macochą

kijm jeżeli mogę Ci coś poradzić, to nie bierz ślubu. U nas od razu po naszym ślubie pojawił się pozew o podwyższenie alimentów. Mimo,ze mamy rozdzielność majątkową, M był pytany o moje dochody, a że nie jest źle to podwyżka alimentów o 100% bo mój M ma:
- bardziej stabilną sytuację finansową - czytaj utrzyma go żonka..
- ja mam obowiązek wobec męża utrzymywać go w niedostatku (spowodowanym alimentami....)
Ogólnie zawsze mogło być gorzej, ale ja bardzo żałuję ze wzięłam ślub. BTW nikogo nie interesował gach mamusi, tylko "nowa żona", a jak M powiedział że mamy rozdzielność to się zaczęło..
Co do nagłego zrywu męża, trzeba czasu i temat sam upadnie:-p U mnie podobnie było, tylko ja mu na każdym kroku okazywałam, że chyba trochę go poniosło.. i chyba dotarło na jakiś czas.. Ja na początku tyle chciałam, kupić mieszkanie większe, może działkę ale jak widzę jak to działa to chyba do końca osobne konta będą. Bo ja nie chce się denerwować, że ja zamiast mojemu dziecku coś "dać" oddam tamtemu, bo tak jakoś to się układa do tej pory. Pomagając mężowi, ląduję w dupę jemu synkowi = Ex.

6 921 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-07-20 13:22:35)

Odp: Być drugą i macochą

Wiem, ze ślub w naszej sytuacji "trochę" komplikuje życie. Ale tak na dobrą sprawę, to w kwestii alimentów okazuje się , że nie ważne czy jestem żoną, czy nie... Na poprzedniej sprawie o podwyższenie alimentów Exowa podniosła taki argument, że skoro M mieszka ze mną to Jego koszty utrzymania są praktycznie zerowe. Sąd łyknął argument jak pelikan żabę i nawet nie pytał czy jesteśmy małżeństwem a już napewno nikt się nie pytał o moje dochody i podwyższył alimenty na taką kwotę, że M po zapłaceniu alimentów i zakupie paliwa do pracy zostawała stawka żywieniowa w wysokości 8,00 zł/dzień. Żyć nie umierać :-) Na szczęście sąd apelacyjny miał inne zdanie w tym zakresie. Rozmawialiśmy , że przy okazji następnego pozwu spiszę z M umowę najmu pokoju w moim mieszkaniu, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś pomijał fakt, że M partycypuje w kosztach utrzymania mieszkania i w kosztach opłat za media.
A co do bycia żoną, to zwyczajnie po babsku chciałabym mieć MĘŻA a nie partnera tudzież konkubenta. Ostatnio zostałam nawet "zdegradowana" przez rodzinę M do roli "osoby towarzyszącej". M został zaproszony na wesele z "osobą towarzyszącą". Przy czym "teściowa" nie omieszkała wspomnieć, że nie wie czy M mnie na to wesele zabierze. Riposta moja była krótka - w tej sytuacji to przecież może iść z dowolną koleżanką  np. z pracy, bo ja się na to wesele nie wybieram. Nie czuję się tylko "osobą towarzyszącą".

6 922 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2016-07-20 21:48:05)

Odp: Być drugą i macochą

kijm ja tez bym nie poszła na wesele jako "osoba towarzysząca", ale to zależy jeszcze jaka zażyłość jest miedzy wami. BTW mi tez zależało, żeby było"normalnie', ale chyba w tych związkach jesteśmy daleko od normalności:-) ja tak samo chciałam być żoną przez duże Ż. Może jestem po prostu troszkę zawiedziona, ale po głębszym namyśle pewnie miałabym tak jak ty. Ex nazywała mnie "konkubiną", tylko ja z czasem stałam się żoną a jej "narzeczony" - stał się jej przeszłością:-p U mnie zmiany M się wziął za wychowywanie syna, no i są takie awantury.... Nie ma spokoju w tym domu. Powieszę na lodówce  to co ciocia - ola napisala,zeby powtarzał sobie to do znudzenia:-) O dziwo pasierb chyba nawet zadowolony z takiego obrotu sytuacji. Ja zostałam publicznie doceniona odkąd nie ma upranych majtów itp. wiec po krótkim buncie na pokładzie daje im jeszcze szanse. Mój M zrozumiał jak ciężko mi jest, bo jeszcze młodszym się zajmował. A pasierb, zrozumiał że to co ma to moja dobra wola i należy ze mną dobrze żyć. Bo ja dbam o wszystkich domowników w tum domu i zapewniam spokój, kiedy go nie ma przez jednego albo drugiego idiotę :-p szkoda ze "matki roku" nie da się tez zresocjalizować...  Musze nawet pochwalić mojego M, bo nawet coś tam się zmieniło i pasierb naprawdę się "poprawił". Tylko oczywiście jak wróci od nas mamusia przypisze sobie zasługi, a nie ważne że to M z nim rozmowy moralno - dydaktyczne przeprowadzał i nie tylko..  Bo oczywiście on jest rodzic gorszej kategorii, a ona to ma pedagogikę we krwi. Jakby bycie dobrym rodzicem przychodziło razem z cyckami...

edit: przepraszam ze tak chaotycznie, ale jak mamchwile to pisze, bo moje dziecie jest strasznie absorbujące i do tego mało spi:-(

6 923

Odp: Być drugą i macochą

kjim
co do poprzedniego posta, to skasowałam bo wydawał mi się trywialny... tylko tyle. DOmyślam się, że nie szukałaś rady dla swojej sytuacji, ale chciałaś w pewien sposób wyrzucić z siebie żal/frustrację, więc to co napisałam było nieadekwatne smile

Kitkaat & kjim
poruszyłyście ciekawy temat - ślubu z naszymi M. Ja nie czuję wielkiej potrzeby, ale wiem że moja rodzina będzie piła chociaż co ślubu cywilnego ze względu na moje bezpieczeństwo materialne. Dla mnie ślub cywilny ma małe znaczenie, ale M rozpoczął procedurę kościelnego unieważnienia małżeństwa - zobaczymy co będzie... Natomiast przyznam, że zastanawiałam się, jaki wpływ będzie miało zalegalizowanie naszego związku na alimenty i to co napisałyście mnie trochę zaniepokoiło. Jakoś nie za bardzo mi w smak, żeby eks formalnie pytała o moje dochody... Zdaję sobie sprawę, że pośrednio partycypuję i w utrzymaniu dziewczynek i w alimentach (żywię je, dokładam do tego na co M już z pensji po prostu nie starcza), ale do diaska nie chcę być w to włączona formalnie... W dodatku do niedawna eks pół-żyła z jakimś facetem. W trakcie postępowania o alimenty jak wyliczyła ile kosztuje utrzymanie domu na osobę, M podniósł że koszty mediów powinny być dzielone jeszcze na jedną osobę, bo tam pomieszkuje jej aktualny partner życiowy. Po tym piśmie facet zniknął z domu, od kilku tygodni dziewczynki twierdzą, że wujka już w ogóle nie ma i się nie pojawia - chyba eks się z nim rozstała (co na marginesie w ogóle mnie nie obchodzi).
Poza tym coś innego mnie jeszcze irytuje... Skoro ja w domu M mam powodować wzrost jego zdolności do płacenia alimentów, to czemu nasze dziecko wg orzecznictwa sądowego, nie powinno mieć wpływu na jego zdolność alimentacyjną?

Jesteśmy przed wakacjami i już dochodzi między mną a M do małych zgrzytów, bo podświadomie jestem niezadowolna z perspektywy 2 tygodni z dziewczynkami, gdzie tak naprawdę boję się ich fochów i awantur.... na ostatnich wakacjach akcje były codziennie, a mając Jasia przy cycku naprawdę ostatnia rzecz na którą mam ochotę, to awantury.... Normalnie boję się wyjazdu i najchętniej wyekspediowałabym M z córkami, a sama nie brała w tym udziału, ale niestety nie mogę....

6 924

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Jesteśmy przed wakacjami i już dochodzi między mną a M do małych zgrzytów, bo podświadomie jestem niezadowolna z perspektywy 2 tygodni z dziewczynkami, gdzie tak naprawdę boję się ich fochów i awantur.... na ostatnich wakacjach akcje były codziennie, a mając Jasia przy cycku naprawdę ostatnia rzecz na którą mam ochotę, to awantury.... Normalnie boję się wyjazdu i najchętniej wyekspediowałabym M z córkami, a sama nie brała w tym udziału, ale niestety nie mogę....

A kto powiedział , że nie możesz?
Być może za jakiś czas sama dojrzejesz do wniosków, że urlop najlepiej spędza Ci się samej z Jasiem. Nie chcę niczego prorokować, ale z perspektywy swoich doświadczeń wiem, że na początku wszystko chciałam robić razem z M, aby jak najwięcej czasu spędzać razem, czułam niedosyt Jego obecności. Tak to jest na początku związku, kiedy próbujesz każdą wspólną minutą nadrobić kilka lat zwalonego wcześniej życia. Niestety jak się później okazało, wspólnie z M znaczy wspólnie z dziećmi, które doprowadzają mnie o wrzody żołądka, więc odpuściłam. Chce spędzić z dziećmi urlop, to proszę bardzo, ja wyjadę na urlop w innym terminie, bo nie po to tyram przez 11 miesięcy w roku , żeby wyczekane 2 tygodnie urlopu spędzić na użeraniu się z dzieciarnią, która ma mnie w du..e.  Urlop to czas na odpoczynek. Urlop to czas, który chcę spędzić ze swoimi dziećmi. One też mnie potrzebują. Jeśli M ma potrzebę spędzenia urlopu z dziećmi i poświęcenia Im się bez reszty, to tym bardziej uzasadnione jest to , by mnie z Nimi nie było. To moje doświadczenia, ale patrząc na Was dziewczyny, to wydaje mi się , że nie mam tyle cierpliwości co Wy. Ja wymiękłam po dwóch latach takiej wspólnej "sielanki". Przez ostatnie dwa lata M miał wolną rękę co do spędzania wakacji/urlopu z dziećmi.  Jednego roku "skorzystał" z tej promocji i zabrał dzieci nad morze (wraz ze swoimi rodzicami, bo jak twierdził : sam przecież ich nie dałby rady ogarnąć). Drugiego roku, to dziadkowie zabrali dzieci nad morze, M łaskawie dojechał do nich na weekend. W tym roku, nawet nie wspomniał o tym, że chciałby gdzieś zabrać dzieci. Póki co, dzieci są u babci.
A ja nauczyłam się robić plany urlopowe w ten sposób, aby mieć plany dla siebie i dzieci bez brania pod uwagę M. Nie uzależniam swoich planów urlopowych od Niego, bo nigdy nie wiem czy będzie ten czas z nami spędzał. Jeśli chce spędzać ten czas z nami, nie jest problemem dopakować Jego rzeczy do naszych. Jeśli nie chce, to też nie problem - po prostu jedziemy sami.

6 925

Odp: Być drugą i macochą

kijm ja tez wyjeżdżam z M, albo sama :-) najgorzej to wakacje, bo nie weźmiesz urlopu to padnięta będę chodziła do pracy. Jak weźmiesz urlop to spędzasz go w męczarniach, jeszcze gorzej bo my mamy wspólne dziecko i M chce tez z nim spędzić urlop.  Nie wiem jak to pogodzi w przyszłości, wakacje z pasierbem i naszym synem. No i kwestia wakacji:
M płaci alimenty w których pokrywa obóz zimowy i letni dziecka. Na obozy zimowe nie jeździ, a obozy letnie były dwa i tyle. W tym roku jedzie za granice z mamą oczywiście to "prezent' ood mamy. A przecież skoro to jedyny wyjzad w wakaxje toojciec partycypuje w kosztach? My tez chcieliśmy wyskoczyć zagranice, ale moim zdaniem to nie wychowacze aby dziecko jezdzilo dwa razy do roku na takie drogie wakacje. Nie wiem jak to będzie dalej, bo przecież pasierbowi będzie przykro jak my będziemy jeździli na wakacje a on nie. Tylko ze matka powinna mu zapewniać tego typu rozrywki, a skoro tego nie robi to sorry. No i jeszcze jedno, czy nasz syn będzie wyjeżdżał na dwa obozy letnie, czy dwa razy na ekskluzywne wakacje? oczywiście ze nie bo mojego M na to nie stać. W przyszłości będzie musiał wybrać czy płaci alimenty i pasierb nigdzie nie jedzie a my pokazujemy swiat naszemu synowi czy odwrotnie, bo dwóch rzeczy się nie da.

6 926

Odp: Być drugą i macochą

Kjim chcialabym Cie przeprosic za to, ze uwazalam ze odciagasz ojca od swoich dzieci. Jesteś matką i myślisz w pierwszej kolejności o swoch dzieciach to naturalne. Szkoda ze faceci tak nie mają. To co piszesz o swoim M jest przerazajace. Z tego co piszesz to Jemu nie bardzo zalezy na czestszych kontaktach z wlasnymi dziećmi, czy ich dobrym wychowaniu. Chwali twoje dzieci, że są takie grzeczne i pomocne a nie robi nic by jego tez takie były.

6 927 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-07-21 10:25:51)

Odp: Być drugą i macochą

marza nie potrzebne mi są Twoje przeprosiny. Ale od początku Ci mówiłam nie wydawaj wyroków w sprawach , o których nie masz pojęcia, nie oceniaj osób, bo nie znasz Ich historii. I niestety punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ty na naszym miejscu nie siedzisz więc i perspektywę masz inną.

Edit - i nie oceniaj M - bo na Jego miejscu też nie jesteś i Jego historii nie znasz. To, w jaki sposób się teraz zachowuje, też jest wypadkową różnych rzeczy i nie Tobie oceniać Jego postawę.

6 928

Odp: Być drugą i macochą

Wiem ze nie jestem na waszym miejscu, ale bylam na miejscu waszych pasierbow. Fakt byłyśmy z siostrą nastolatkami jak D pojawiła się w naszym życiu, z ojcem widywalysmy sie 1 lub 2 razy w tygodniu bez nocowania a dla niej i to było za dużo. Wiesz co było dla mnie najgorsze i dlaczego najbardziej to ty mnie zloscisz, to że D chciala by tata traktował jej córkę jak swoje dziecko. Na szczescie mój tata był i jest wspanialym ojcem i nie zerwał z nami kontaktu bo tak chciała jego żona.

6 929 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-07-21 11:23:47)

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

.... Wiesz co było dla mnie najgorsze i dlaczego najbardziej to ty mnie zloscisz, to że D chciala by tata traktował jej córkę jak swoje dziecko.

A Ty dalej swoje. Moje dzieci mają ojca i utrzymują z Nim stały kontakt. Aktualnie spędzają u ojca cały lipiec. Nie dążę do tego by M był dla moich dzieci jak ojciec, by traktował moje dzieci jak swoje!!!! Ani mnie, ani moim dzieciom M jako ojciec dzieci nie jest potrzebny i nikt z nas do tej roli Go nie zmusza i nie oczekuje od Niego, że taką rolę będzie spełniał. M nie jest obciążany żadnymi obowiązkami związanymi z moimi dziećmi. Jego dobra wola czy zechce np. przywieźć dzieci ze szkoły, bo nie musi tego robić. Mam tak życie zorganizowane, że sprawy logistyczno/organizacyjne z dziećmi związane, załatwiam sama bądź przy udziale ojca moich dzieci czyli byłego męża. M z chęcią pomaga mojemu synowi w matematyce (to konik M) ale mój syn przychodzi też i z chęcią pomaga M przy robieniu obiadu czy nakrywaniu do stołu. M lubi gotować , za to ja nie umiem i moje dzieci mówią, że robi najlepsze mielone na świecie. Ale nikt nie oczekuje od M, ze będzie gotował tylko i wyłącznie dlatego by być "dobrym ojcem" dla moich dzieci. Jeśli ma ochotę to robi mielone , jak nie ma ochoty gotować to robię to ja i nikt nie rozpatruje tego w kategoriach : jesteś dobry dla moich dzieci, bo zrobisz czasem mielone , które one uwielbiają, bądź : jesteś kiepskim ojcem bo nie robisz moim dzieciom mielonych codziennie. To że M jest w naszym domu, że z nami mieszka nie oznacza , że zastępuje ojca moim dzieciom!!!!

6 930

Odp: Być drugą i macochą

Wiem ze twoje dzieci mają ojca i nie potrzebują drugiego. D byla wdową gdy wyszła za tatę, jej córka miała 3 lata gdy straciła ojca. Ojczym nie ma wyboru jeśli chce być z kobietą na której mu zależy, musi oglądać i znosic jej dzieci czy mu sie to podoba czy nie, kobieta moze powiedzieć ze nie chce oglądać dzieci faceta i nikt do niej o to pretensji nie ma. Szkoda ze dzisiejsi mlodzi ojcowie nie potrafią czy nie chcą walczyć o swoje dzieci. Na szczęście mój ojciec był inny.

6 931

Odp: Być drugą i macochą

marza2 "na szczęście moj ojciec był inny" czyżby bo zadasz jak potłuczona;-) a co do D i jej córki, nie rozumiem twojej zazdrości( biedne dziecko) umarł jej ojciec a tutaj zazdrosna córka uprzykrza jej życie. A tak serio to powinnaś iść na terapie.. Ojciec miał prawo traktować córkę Ex jak swoje dziecko, a Ciebie jak  "obowiązek".  bo ciężko jest zbudować silna więź z kimś kogo się widzi 1-2 razy w tygodniu. Gach twojej matki miałby na Ciebie większy wpływ niż twój biologiczny ojciec. Niestety twoi rodzice się rozwiedli i to powoduje ze jest deficyt jednego z rodziców. BTW "widzenia" 1-2 razy w tygodniu to dla mnie mały przejaw miłości ojcowskiej. Nie wiem po co siedzisz na tym forum. Każda z nas pisze co tutaj co jej się podoba ale nie znasz nas i byłaś w naszych domach. Nie wiesz jakimi osobami, macochami, ciotkami jesteśmy...

6 932

Odp: Być drugą i macochą

powinnas sobie co nieco z D - macochą powyjasniac a nie pisać do nas/z nami.

6 933 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-07-21 12:18:50)

Odp: Być drugą i macochą

Zgadzam się z kitkat, a co takiego złego zrobiła córka Twojej macochy, że Jej tak nienawidzisz? Zmarł Jej ojciec. Twój ojciec jest jedynym "ojcem" którego znała ta dziewczyna. A tu jeszcze jakieś dwie zazdrosne nastolatki wpadały do domu na dwa dni w tygodniu i rzucały młodej kłody pod nogi. I tak przez całe życie z takim nienawidzącym, zazdrosnym  "rodzeństwem "(?) Nie dziwię się , że D stawała po stronie swojej córki. Rozumiem ją całym sercem.

6 934 Ostatnio edytowany przez marza2 (2016-07-21 13:09:43)

Odp: Być drugą i macochą

Moja siostrzenica nie jest biedna? Straciła matkę a macocha będąc w ciąży zatruwala jej życie. Teraz jest spokój W do wszystkiego sie przyznała, obiecała poprawę i jak narazie dotrzymuje slowa. Nie czuję nienawiści do córki D. Bylysny prawie pełnoletnie to spotkania 2 razy w tygodniu wcale nie byly rzadkie. Tak D była po stronie swojej córki a tata i babcia po naszej. Moj tata nie mial obowiązku A kochac jak swojej córki, żona taty nie miala obowiazku nas lubic, ale oboje musieli akceptowac istnienie dzieci swoich partnerów, mój tata akceptowal córkę D

6 935

Odp: Być drugą i macochą

Kitkaat nie nazywaj męża mojej mamy gachem J jest dobrym i porządnym czlowiekiem. Mama miała wielkie szczescie że Go poznała, mama i ja mamy dobre relacje z jego dziećmi. Szkoda ze mama i J nie poznali się wcześniej i nie mają wspolnego dziecka.

6 936

Odp: Być drugą i macochą

marza2 żle podchodzisz do postów, które zobaczysz na forum. Ja tez nie jestem macochą - a dzieckiem, które wychowywało się po rozpadzie ich związku i z mamą i z tata i jego żoną.

Czytajac wypowiedzi dziewczyn - nie staram się porównywać swoich sytuacji do tych o jakich one piszą - każda rodzina jest inna, każdy rozpad relacji jest związany z inną historią, każda ojciec i każda matka - ma swoją własną wizję wychowania i traktowania dzieci - swoich i partnera.

Przeczytaj kilka tych postów raz jeszcze, ale zamiast odwoływać się do swoich odczuć w podobnych sytuacjach, spróbuj tym razem wczuć się w rolę tych dziewczyn, ich problemów, ich odczuć - ja własnie po to obserwuje ten wątek - dzięki temu wiem, co mogła czuć Pani Ania w danej sytuacji, a czego ja absolutnie nie zauważyłam, nawet by mi nie przeszło przez myśl, że taka a taka sytuacja może - oczywiście, nie musi, to zależy od człowieka - ale może wywołać takie a takie emocje.

Mam cudowną mamę i świetnego tatę - wytrzymali razem 10 lat - mimo że byli młodym małżeństwem - bylyśmy my z siostrą - więc chcąc nie chcąc wiązałyśmy ich w jakiś sposób i wiążemy nadal - bo to z powodu naszych urodzin, imienin, ślubów, wesel, odebrania dyplomu, odebrania nowego mieszkania, ciąży, choroby ect są zobligowani do jakieś kooperacji - ba, planowanie wakacji, informację o stanie zdrowia gdy coś się dzieje, edukacja - kontakt ojca z jego matką jest - jasne, ze można go ograniczyć do minimum, ale nie da się go wyeliminować - i teraz spójrz co mają do powiedzenia te dziewczyny - one albo są też matkami ich dzieci, albo nie a żyją z nimi na co dzień - abstrahując od tego, że często decyzje byłych żon, matek dzieci im nie odpowiadaja, czy one same inaczej rozwiązałyby dane kwestie - mają świadomość tego, że przeszłość czy ich czy ich partnera nie znika - te dzieci są, będą sobie rosły, byłe żony się zestarzeją, może same ułożą sobie życie - co nie zmienia faktu, że wzmianki o przeszłości i tak się będą ciągnęły - bo tu ich partner jest chrzestnym ojcem siostrzeńca żony, tu na ślub kogoś w rodzinie i była żona jest zaproszona, tu z kolei na weselu pojawi się teściowa - i z takim obciążeniem trzeba sobie umieć radzić.

Dziewczyny piszą jak one sobie radzą, jakie maja problemy - dzięki temu ja patrząc na swoja sytuację domyślam się jak czasem niekomfortowo czuła się czy Pani Ania czy moja mama, czy tata, który z racji sytuacji starał się doprowadzić obie strony - swoje dzieci i obecną żonę do kompromisu.

6 937 Ostatnio edytowany przez Tendre77 (2016-07-22 09:38:06)

Odp: Być drugą i macochą
ciocia-ola napisał/a:

Niestety nasz psycholog na północy.

Serio, jestem pod wrażeniem tego psychologa, czy mogłabyś podać na niego namiar?
Może być mailem na priv

6 938

Odp: Być drugą i macochą

Padały tutaj pytania czy sędzia może pytać o dochody partnerki ojca. Odpowiedź nie wynika wprost z przepisów prawa i często trzeba odpowiedzieć na takie pytanie to zależy. Niemniej dla smaczku smile w tę niedzielny wieczór wrzucę ciekawy przepis kro:
Art. 144 [Powinowaci]
§ 1. Dziecko może żądać świadczeń alimentacyjnych od męża swojej matki, niebędącego jego ojcem, jeżeli odpowiada to zasadom współżycia społecznego. Takie samo uprawnienie przysługuje dziecku w stosunku do żony swego ojca, niebędącej jego matką.
§ 2. Mąż matki dziecka, niebędący jego ojcem, może żądać od dziecka świadczeń alimentacyjnych, jeżeli przyczyniał się do wychowania i utrzymania dziecka, a żądanie jego odpowiada zasadom współżycia społecznego. Takie samo uprawnienie przysługuje żonie ojca dziecka, niebędącej matką dziecka.
§ 3. Do obowiązku świadczeń przewidzianego w poprzedzających paragrafach stosuje się odpowiednio przepisy o obowiązku alimentacyjnym między krewnymi.

Najciekawszy jest oczywiście par. 1., a niżej rozwinięcie tego przepisu:

1. Ustalenie, czy obciążenie ojczyma lub macochy świadczeniami alimentacyjnymi na rzecz pasierba odpowiada zasadom współżycia społecznego, zależy od okoliczności konkretnej sprawy, nie można więc wskazać reguł o charakterze ogólnym. Ocena ta, tak co do samej zasady, jak i rozmiaru świadczeń alimentacyjnych, zależy m.in. od czasu trwania małżeństwa rodzica dziecka z ojczymem lub macochą, wieku dziecka, jego stosunku do ojczyma lub macochy, sytuacji zarobkowej i majątkowej ojczyma lub macochy oraz porównania jej z sytuacją krewnych, których obowiązek alimentacyjny może wchodzić w rachubę, przyczyn rozkładu lub ustania tego małżeństwa itp. Doświadczenia praktyki wskazują na to, że w sytuacjach typowych, gdy pasierb przez dłuższy czas wychowywał się w rodzinie założonej przez małżeństwo jego rodzica z ojczymem lub macochą, jak w normalnej własnej rodzinie, jego żądanie świadczeń alimentacyjnych od ojczyma lub macochy jest z reguły zgodne z zasadami współżycia społecznego, chyba że co innego wynika z całokształtu okoliczności konkretnej sprawy.

2. Obowiązek alimentacyjny ojczyma lub macochy a obowiązek alimentacyjny rodziców dziecka. Nawiązując do wyjaśnień przedstawionych wyżej (Nb 3 i 4), należy wskazać, że zgodnie z wyjaśnieniem zamieszczonym w uchwale SN z 4.4.1968 r. (III CZP 27/68, OSN 1969, Nr 1, poz. 6) obowiązek alimentacyjny ojczyma lub macochy nie może wyprzedzać obowiązku alimentacyjnego rodziców dziecka. W sytuacjach odpowiadających zasadom współżycia społecznego dziecko będzie mogło żądać świadczeń alimentacyjnych od swego ojczyma lub macochy w całości lub w części wtedy, gdy jego rodzice nie mogą spełnić swego obowiązku alimentacyjnego albo gdy ich możliwości zarobkowe i majątkowe nie wystarczają na zaspokojenie wszystkich usprawiedliwionych potrzeb dziecka. Por. też w tej kwestii T. Smyczyński, Obowiązek alimentacyjny, s. 39.

3. Obowiązek innych krewnych dziecka istnieje wprawdzie niezależnie od obowiązku ojczyma lub macochy, jednakże nie będą oni obciążeni świadczeniami alimentacyjnymi względem dziecka w takim zakresie, w jakim zasady współżycia społecznego przemawiają za obciążeniem takimi świadczeniami ojczyma lub macochy.

4. Obowiązek alimentacyjny ojczyma lub macochy. Ogólnie przyjmuje się, że obowiązek alimentacyjny ojczyma lub macochy względem pasierba w zasadzie może istnieć także wtedy, gdy małżeństwo ustało wskutek śmierci rodzica pasierba albo wskutek rozwodu, gdyż, zgodnie z art. 26, powinowactwo trwa nadal pomimo ustania małżeństwa (por. m.in. T. Smyczyński, Obowiązek alimentacyjny rodziców względem dziecka a polityka socjalna państwa, Ossolineum 1978, s. 33). Regułę tę należy stosować również do obowiązku alimentacyjnego pasierba względem ojczyma lub macochy.

O tym, że była żona jeśli popadnie w niedostatek (w przypadku, gdy nie orzeczono rozwodu z jej winy) może dochodzić od byłego męża alimentów to zapewne wiecie. Myślę, że dobrze w naszej sytuacji orientować się w przepisach, żeby chociaż mieć świadomość jakie obowiązki narzuca na nas kodeks... a właściwie przypisuje nam matkowanie i łożenie na nie swoje dzieci... myslę, że te przepisy są zbyt daleko idące, ale tego nie zmienimy  niestety sad

6 939 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-07-25 01:39:16)

Odp: Być drugą i macochą

Dusia
jedyna zatem rada to nie być formalnie "żoną ojca dziecka" smile oczywiście żartuję... dzięki za przepisy; są ciekawe i warto wiedzieć smile

Kjim
co do przyszłych wakacji to przyszłość pokaże. Dziś zdałam sobie sprawę, że jestem przewrażliwioną matką i potrafię się rozkleić emocjonalnie nad tym, że Jaś ma ropiejące oko (a zawsze się miałam za twardzielkę i chojraczkę)... Jeżeli coś by się działo mojemu dziecku fizycznie/emocjonalnie/jakkolwiek i źródłem tego byłyby relacje z przyrodnimi siostrami, to wiem że stać byłoby mnie na bardzo stanowcze działania, o ile uznałabym, że są konieczne i są jedynym rozwiązaniem. Mam bardzo duży wpływ na M i przeforsowałabym spędzanie oddzielnych wakacji, ale na razie nie mam ku temu konkretnych powodów. Jednak... już mnie autentycznie trochę brzuch pobolewa z nerwów i wiem, że nie jest możliwe żebym wypoczęła emocjonalnie na wspólnych wakacjach.
Nie wiem na ile to deficyt współczesnych dzieci, czy też dziewczynki mają z tym problem, ale są w permanentnym pobudzeniu. Nie wiem czy to dobrze opiszę, ale one muszą mieć non-stop jakieś akcje, zabawy, wypełniacze czasu. Nawet plażowanie to nie jest siedzenie na plaży i wypoczywanie, tylko musi być windsurfing, plac zabaw na plaży, napoje i posiłki kupowane w knajpce (też na plaży), w drodze na plażę trampolina, po plaży jakieś inne pierdoły. Mówię M, że bez sensu, że liczy się czas spędzony wspólnie - kąpanie razem, robienie wspólnego zamku z piasku, granie w ringo i paletki, że nie można non-stop zabiegać, żeby dziewczyny się nie nudziły. One muszą rozumieć, że nudzenie się i leniwe spędzanie czasu to też sposób wypoczywania - mogą sobie poczytać książkę itd. Kurcze.... ja jestem z nad morza i moi rodzice uważali, że wyjście nad morze to jest rozrywka, a nie zaledwie preludium do nieustającej parady atrakcji. Mówię M - picie wam zapakuję do torby-lodówki, zrobię naleśniki, kanapki, owoce - nie ma potrzeby kupowania na plaży i kilkukrotnego przepłacania. Na to M mi mówi "ale dziewczyny lubią jeść na plaży w knajpce spaghetti po bolońsku i nas stać". Ja się autentycznie emocjonalnie obawiam takiego "kociokwiku" - tata kup to, kup tamto i fochów jak tego nie dostaną .... Będę się z całych sił starała być spokojna i wyluzowana, ale czuję że mnie to będzie dużo kosztowało...
Naprawdę zastanawiałam się długo, czy jestem taką wredną macochą, że mnie to tak strasznie irytuje, ale zdałam sobie sprawę, że to totalnie różny system wychowawczy w którym funkcjonowałam ja i w którym chciałabym wychować syna, a to co mają dziewczyny. Jeżeli dziewczyny będą miały jakiekolwiek ograniczenia i to ja będę ich źródłem, to nie tylko wyjdę na podłą kreaturę, ale też eks będzie miała mocny argument, że dziewczynki są "dziećmi drugiej kategorii" - co już napisała M przy jednej z awantur. Czuję, że przestaję zbawiać świat tj. przestaję trząść się nad przyszłością córek M; jeżeli on chce je rozpuszczać, robić z nich puste niunie, które tylko czekają na to co dostaną, to proszę bardzo... Nie mam siły być maksymalistką i wychowywać M i wpływać, żeby dobrze wychowywał swoje córki - NIE MAM NA TO SIŁY. Proponuję i dzielę się spostrzeżeniami, jeżeli on to zignoruje, to wypije piwo które nawarzył za kilka lat. Dziewczyny już teraz są ciężkie w relacjach, kręcą i mataczą tak żeby dobrze się w relacjach z rodzicami ustawić... Jak wejdą w wiek dojrzewania to będzie masakra...
A jeszcze ... mówię M - może w przyszłym roku pojedziemy w góry razem. Zapakujemy młodego w nosidełko i możemy jechać w Sudety albo Beskidy na jakieś lżejsze szlaki z dzieciakami. On na to, że nie... bo chodzenie po górach dziewczyny nudzi....

6 940

Odp: Być drugą i macochą

Dusia , dziękuję za te przepisy. Jeśli czytać je wprost, to obowiązek alimentacyjny dotyczy męża/żony, ale nie dotyczy konkubentów . Zatem "bezpiecznie" byłoby pozostać konkubiną :-) Przynajmniej w obliczu prawa.

Hh999 to, że dziewczyny czegoś nie lubią, bądź nie chcą robić, bądź są za małe ograniczało mnie od samego początku. To też był argument wyciągany przez M przy ustalaniu planów na urlop. Na góry też są "za małe". Odpowiedziałam, że One zawsze będą małe lub mniejsze od moich dzieci. Dwa lata temu w góry postanowiłam ruszyć sama z dziećmi (skoro On uważał , że nie da rady ogarnąć tam dziewczyn..... pojechał wtedy z dziećmi i rodzicami nad morze).

W Waszym przypadku tu nawet nie o wiek dzieci chodzi, tylko o ich "widzimisię", bo Im się tam będzie nudziło.... no żesz.... Mówiłam już , że jestem mniej cierpliwa od Was. Mnie by krew zalała na taką argumentację.

6 941

Odp: Być drugą i macochą

Wklejam, jeszcze art. 60 KRO, który dotyczy obowiązku alimentacyjnego między rozwiedzionymi małżonkami. Oczywiście wszytsko zależy od tego, czy rozwód był z orzeczeniem o winie któregoś z małżonków czy nie. Jeśli nie było orzekania o winie w przypadku Waszych M, to obowiązek alimentacyjny względem byłej żony wygasa po 5 latach od rozwodu, chyba że zostanie przedłużony przez sąd na skutek wyjątkowych okoliczności dotyczących uprawnionego do alimentacji.

Art.  60. §  1. Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i majątkowym zobowiązanego.
§  2. Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku.
§  3. Obowiązek dostarczania środków utrzymania małżonkowi rozwiedzionemu wygasa w razie zawarcia przez tego małżonka nowego małżeństwa. Jednakże gdy zobowiązanym jest małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za winnego rozkładu pożycia, obowiązek ten wygasa także z upływem pięciu lat od orzeczenia rozwodu, chyba że ze względu na wyjątkowe okoliczności sąd, na żądanie uprawnionego, przedłuży wymieniony termin pięcioletni.

A odnośnie alimentów od macoch/ojczymów to ustawodawca przyznał nam takie samo prawo, czyli domagania się alimentów od "przyszywanych dzieci", ale tylko wtedy, jeśli przed sądem wykażemy, że dokładałyśmy osobistych starań w wychowaniu i utrzymaniu dziecka, w tym ponosiłyśmy na ich rzecz koszty związane z utrzymaniem tych dzieci. Jeśli jednak macocha/ojczym ma dzieci własne, to w pierwszej kolejności, należy dochodzić alimentów od własnych dzieci.

W kwestii pytania przez sąd o dochody partnerki ojca dziecka, zgodnie z tym niżej wskazanym art., zakres świadczeń alimentacyjnych zależy także od możliwości zarobkowych i MAJĄTKOWYCH zobowiązanego. No i właśnie, jeśli obecnie w związku z tym, że M mieszka z nową partnerką, z którą współdzieli budżet domowy np. oboje płacą czynsz za mieszkanie, rachunki, pokrywają koszty wyżywienia itp. to sąd może uznać, że obecnie możliwości majątkowe ojca są większe, bo te rachunki, które wcześniej musiał płacić sam, teraz płaci na poł, więcej zostaje mu w kieszeni, to stać go na większe alimenty. Znam jednak sprawę, w której nowa partnerka ojca, wprowadziła się do ojca wraz ze swoją trzyletnią córką, nie pracowała, a na dziecko były zasądzone bardzo niskie alimenty, więc ojciec dziecka tworząc z nową partnerką wspólne gospodartwo domowe, utrzymywał także nową partnerkę i jej córkę.
Sąd w ogólnie nie wziął w takiej sytuacji pod uwagę, że jego sytuacja się zmieniła, założył rodzinę z nową kobietą, że teraz ponosi wyższe koszty utrzymania domu, wyżywienia itp. bo ma więcej osób na utrzymaniu - taka sytuacja majątkowa sądu już nie obchodziła. Więc z jednej str jak widzicie, sądy wypytują o dochody partnerki, koszty życia we wspólnym gospodarstwie, rozkład tych kosztów i ich zmniejszenie potrafią dostrzec. Ale jak facet próbuje założyć rodzinę, ma nawet własne dzieci z nową żoną, które utrzymuje to wtedy już jego sytuacja majątkowa, choćby była dużo gorsza niż przy zasądzaniu alimentów nie ma znaczenia, bo jak zakłada rodzinę to się musi godzić, że kolejne dzieci będą kosztować. Chore, ale prawdziwie, bo widziałam takie orzeczenia, kiedy jeszcze miałam nadzieję, coś w sądzie rodzinnym przewalczyć. Teraz już raczej jej nie mam. Szkoda że nie orzekają w tych wydziałach faceci, którzy mogliby spojrzeć na takie sprawy bardziej rzeczowo, obiektywnie. Teraz sędziowie - kobiety od razu zakładają przewagę matki - choćby były w niektórych obszarach wychowania swoich dzieci wypaczone tak jak była moje M (wszelkie kwestie zdrowotne czy brak dbałości o ubiór dla dziecka, ciągłe stwarzanie problemów w tym zakresie) albo była M He9999, która rozpieszcza swoje dzieci, nie potrafi przekazać żadnego systemu wartości, za to posyła na tysiące zajęć, które co najmniej dobru dzieci nie służą, jeśli są tak kiepskie w nauce. Co z tego, ze będą wiersze w teatrach recytować, jak im będzie brak znajomości podstaowowych zasad gramatyki i ortografii, bo z polskiego pała...

Art.  135. [Zakres świadczeń alimentacyjnych] §  1. Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego.

Kończąc wpis o przepisach to ja bardzo chcę ślubu z M, chcę mieć status żony, zależy mi na tym i myślę sobie powoli jak rozwiązać kwestie majątkowe. Jeśli chodzi o ewentualne roszczenia alimentacyjne pasierbów, nie ma to znaczenia, czy będzie wspólność majątkowa czy rozdzielność bo jesteśmy zobowiązane, jeśli taka sytuacja się zdarzy, płacić alimenty na rzecz pasierba niezależnie od ustroju majątkowego w małżeństwie. Jednak w przypadku wspólnych inwestycji (w nieruchomości) albo odkładania oszczędności, ja rozważam rozdzielność majątkową. Jeśli będzie wspólność, to część majątku przypadającego Waszym M, jest dzielona pomiędzy dzieci Wasze i dzieci M w drodze normalnego spadkobrania zgodnie z kodeksem cywilnym. Jeśli wybierzecie rozdzielność to co wasze to wasze, a co Waszego męża to Waszego męża i wówczas tylko majątek Waszego męża będzie dzielony zgodnie z ustawą albo zgodnie z testamentem, jeśli z ustawą to zgodnie z tym par.  §  1. W pierwszej kolejności powołane są z ustawy do spadku dzieci spadkodawcy oraz jego małżonek; dziedziczą oni w częściach równych. Jednakże część przypadająca małżonkowi nie może być mniejsza niż jedna czwarta całości spadku. Czyli np. jeśli miał 1/2 udziału w Waszym mieszkaniu, to Wy dostajecie min. 1/4 tego mieszkania, czyli macie swoją część, do której nikt nie ma prawa i jeszcze 1/4 z części przypadającej Waszemu mężowi, resztę po równo dostają dzieci.
Ciekawym ustrojem jest rozdzielność z wyrównaniem dorobków, a polega na tym, że jeśli M zarabia więcej od Ciebie i ma większy majątek, to przy rozwodzie albo po jego śmierci najpierw wyrównujesz wartość swojego majątku - jeśli on ma więcej - to zabierasz różnicę, której brakuje Tobie i dopiero wtedy, spadek po nim podlega podziałowi, albo przy rozwodzie - zostaje z resztą majątku po wyrównaniu Twojej części.
Myślę, że w takich związkach, gdzie są dzieci warto pomyśleć w taki pragmatyczny sposób, żeby po prostu o siebie zadbać na przyszłość. Ja wiem, że gdyby coś stało się nie daj Boże M to nigdy nie dogadam się z jego byłą, która jeszcze 9 lat będzie podejmować wszystkie decyzje za swojego syna. Dlatego wolę dziś zabezpieczyć się w taki sposób, żeby wszytsko wynikało wprost z przepisów prawa, a nie żeby musieć z nią negocjować kiedykolwiek, bo ona nie będzie mnie nigdy traktować jak partnera do rozmów, jest egoistką i jeśli ma ochotę coś zrobić, to nie pogadasz, nie liczy się zupełnie ze zdaniem innych, a co dopiero z moim - drugą żoną, swojego byłego, któremu teraz tak "umila" życie....

6 942

Odp: Być drugą i macochą

He999 w kwestii zachowania dziewczynek to uważam, że M powinien pogadać z psychologiem, tak jak mąż Cioci Oli. Może wtedy zrozumiałby, ze krzywdzi swoje córki, że dziś nie potrafiąc być wobec nich asertywny, uczy je tego samego w przyszłości. Ja także pochodzę z domu, gdzie obowiązywały mnie i moje rodzeństwo zasady, do tego jestem najstarsza i przecierałam wszystkie szlaki siostrom, a to liceum, studia, pierwszy chłopak itd. Czułam też dużą odpowiedzialność za rodzeństwo i dziś mam tak w stosunku do innych. Dlatego wkurzam się na olewcze zachowania byłej względem jej syna, ja walczę o to, by przestał się moczyć, byśmy znaleźli tego przyczynę, żeby mu pomóc, a kiedy M zapytał czy była pójdzie z nim w sierpniu do nefrolog na wizytę (nie była nigdy) to milczy. Sam młody nie jest źle wychowany, oprócz napadów zazdrości i idotycznych zachowań, nie manipuluje nami specjalnie, nawet jak próbuje, to tak ułomnie, że zaraz go gaszę. Mój M też ma dość zdrowe podejście do wychowania tzn. sam nie ma za wiele pomysłów np. związanych ze sprzątaniem po sobie (jak się wprowadziłam to młody nie był nauczony ścielenia łóżka, wynoszenia brudnej odzieży do pralni, czy w ogóle zbierania jej z podłogi po kąpieli - wszytsko robił za niego M mechanicznie), ale jak narzucam pewne zasady albo coś mu sugeruję, że może w atakach zazdrości i przekrzykiwania dorosłych, kiedy rozmawiamy powinien powiedzieć młodemu, że jak skończymy rozmawiać, to on może wtedy powiedzieć, to coc chce, to jak nie zapomni to stara się trzymać tych wskazówek. Młody ma u nas dyscyplinę i sam się jej trzyma, a jak zapomina, to mu przypominam i po jednym zdaniu, że łóżko niepościelone, po 3 min jest pościelone. Najlepiej mi się z nim dogaduje, kiedy jesteśmy sami wtedy jest dzieckiem do rany przyłóż. A co do nudzenia się to tym bardziej nie mogę zrozumieć, ze dzieczynki nudzą się we własnym towarzystwie skoro są dwie to coś sobie mogą wymyślić. My mamy go jednego i często słyszę: Tato, nudzi mi się co teraz będziemy robić. Czasami uda mu się podsunąć książkę albo jakieś kropki do łączenia i jest trochę spokoju, ale często domaga się aktywności, bo sam niczego sobie nie wymyśli i mój M też mu wymyśla zajęcia. Też uważam, że dziecku nie można dostarczać tylu bodźców, żeby te dzieci non stop musiały coś robić, mieć coś nowego - to nie jest zdrowe, dzisiaj, kiedy konsumpcja wyziera z każdej strony a reklamy kreują sztuczne potrzeby posiadania, to chyba trzeba te dzieci uczyć, że nadmiar wszystkiego nie zapewnia szczęścia. Jeśli ten świat dziś jest tak bardzo skoncentrowany na pieniądzach, na gromadzeniu gadżetów i te dzieci wszytsko dostają, to jak one będą funkcjonowały za 20 lat w swoim dorosłym życiu? czy cokolwiek będzie je cieszyć ?
Wczoraj mój M po tym jak kółko od toru formuły jeden na który łącznie z nowymi samochodami wydał 400 zł walało się po podłodze w kuchni, bo dziś tor w częściach zapewnia już rozrywkę tylko kotu (który gryzie te kółka) a nie pasierbowi, że szkoda już kasy na takie prezenty, bo młody i tak się nimi nie bawi. No cóż jakby miał mniej w tyłku to by się pewni bawił, ale pośród chmury prezentów, które dostaje od całej rodziny (ze strony M i osobno ze strony byłej) on już nawet nie wie jakie zabawki, w którym domu ma. Więc teraz ja wymyślam prezenty i wszytsko na razie się sprawdza bo są użyteczne, a młody z nich korzysta, a nie rzuca w kąt po trzech dniach. I tak książki zawsze mile widziane, bo je połyka w ilościach jak na 9latka ogromnych i teraz dostaje książki po 200 str, bo te po 50 -60 były na 2 -3 h i rzeczy związane z aktywnością: na boże narodzenie była hulajnoga, na komunię dostał m.in. dużą bramkę do kopania piłki, a na urodzinki duży basen. Na takie prezenty składamy się wszyscy, M, jego rodzice i siostra M razem z mężem. I dziecko nie ma przesytu, a ja jestem zadowolona, bo wszystkie te sprzęty, zapewniają nam chwilę wolnego, bo albo sobie kopie tę piłkę, albo się latem kąpie smile a ja mam chwilkę spokoju (sprytnie co ?:) żartuję ta naprawdę wdzię, że zamiast ciskania mu tych zabawek, to takie prezenty sprawiają mu w dłuższym czasie radość, bo z nich korzysta.
He999 jeśli masz wpływ na swojego M, to przewalcz pewne zasady, ustalcie coś razem z dziewczynkami, napiszcie na lodówce i trzymajcie się tego. Może jakiś system nagradzania za dobre zachowania, super pomysłem jest kieszonkowe, chociaż ja nie akceptowałabym lodów albo gofrów trzy razy dziennie, bo mam szajbe na punkcie dbania o zęby wszystkich nas. Wyprowadziliśmy młodego z próchnicy, z dużego zaniedbania i nie pozwolę, by ten stan wrócił, dlatego on wie, że coś słodkiego jest zawsze reglamentowane i np. pyta za każdym razem czy może dwa misie haribo po obiedzie itd. czasami ja mu luzuję, bo też niestety lubię słodkie i robimy sobie mini rozpustę np. po obiedzie kiedy odbieram go ze szkoły, kupujemy sobie lody albo jakieś ciastka.

6 943 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-07-27 05:18:01)

Odp: Być drugą i macochą

Dusia123
zasady na lodówce już u nas są. Pierwsza zasada "nie krzyczymy na siebie, mówimy spokojnie i nie zachowujemy się agresywnie" działała tylko w pierwszym dniu po spisaniu smile. Zgadzam się co do kwestii spotkań z psychologiem, że przydałoby mu się "nastawienie kręgosłupa" jako ojciec, obawiam się jednak, że ciężko będzie mi go tam zawlec. Myślę że to poczucie winy  za rozwód i za brak obecności w życiu dziewczynek na co dzień, jest w nim taka silna, że wyzwala w nim poczucie konieczności wynagradzania i to w wielu wymiarach - od zakupów po totalną pobłażliwość (on też zbiera porozrzucane ciuchy w łazience, sprząta garderobę dziewczyn itd). Poza tym istnieje coś co nazwałabym emocjonalnym "zaszczuciem" ojców - chodzi mi o to, że jest ryzyko, że dzieci odmówią widywania się z nim, jeżeli nie będzie "dobrym tatą". Eks jest przeszczęśliwa (chyba poza tymi sytuacjami, kiedy ma inne plany/chce odpocząć itd. a córka nie chce iść do M), kiedy dziewuchy mają focha i nie idą do ojca (a nie idą, bo np. kazał im sprzątać i była w temacie awantura, bo one nie chciały). Mam do takich sytuacji ambiwalentny stosunek:
- żal mi M, bo widzę jak cierpi, ale cieszę się, że jest spokój w domu
- oczyma duszy widzę przyszłość, jak nastoletnie dziewczyny jak im coś nie będzie odpowiadało w domu u matki, będą zawijały 4 litery i pojawiały się u taty - dokładnie na podobnej zasadzie jak teraz mają fochy i nie chcą się z nim spotkać.

I jeszcze dodam jeden temat do kwestii poruszanej - ALIMENTY. Z pewnością na tym świecie często zdarzają się gnoje, którzy nie łożą, albo łożą śmieszne pieniądze na dzieci, ale na szczęście mój M do nich nie zależy. Były takie okresy, kiedy finansowo było mu bardzo ciężko, bo zasądzone ma wysokie alimenty, a zaczął zbierać pieniądze na sfinansowanie budowy domu (eks wyśmiewała go bo miał malutkie mieszkanko i twierdziła, że nie ma tam warunków do spędzania czasu z córkami). Mówił mi kiedyś, że dosłownie odmawiał sobie wszystkiego, żeby coś od siebie dziewczynom kupić, zabrać je na weekend itd. Dziś M idzie na rozmowę kwalifikacyjną i wczoraj mi mówi "może nie warto iść, jak tylko dostanę lepszą pracę i może lepsze pieniądze, to znowu wyląduję w sądzie na rozprawie o podwyższeniu alimentów, a jak coś nie wyjdzie w tej robocie, to zostanę z alimentami, których nie będę w stanie płacić". Pomijam fakt, że od kwietnia mamy wspólne dziecko, więc i wyższe koszty utrzymania (tak jak napisałaś, sąd może mieć to gdzieś, nie ważne są kolejne dzieci skoro się na nie decydujesz "a cię nie stać") to wiem, że jak tylko coś się zmieni w "sytuacji majątkowej M", to eks natychmiast zakłada sprawę o podwyższenie alimentów. Już kiedyś pisałam o tym, że eks i M się super dobrali pod jednym kryterium - oboje są skrajnymi materialistami, dla nich "szczęście" równa się "sukces finansowy". Nie będę tu prezentowała swojego światopoglądu, który o 180 stopni jest odmienny, ale... eks po pierwsze jest sama z siebie mega pazerna na pieniądze, z drugiej strony oni się nawzajem nienawidzą więc ona trafia w jego najczulszy punkt. Takie chore kalosze. Poza tym eks żyje jakby w oderwaniu od rzeczywistości; ma ogromne ambicje finansowe, wyższe niż jej możliwości zarobkowe i środkiem ich zaspokajania są alimenty. Taka jest moja teoria, bo kto normalny utrzymuje, że koszty życia dwójki normalnych dzieci to 7,6 kPLN miesięcznie. No może jacyś celebryci albo ludzie, którzy płacą za prywatne szkoły, mają takie wysokie koszty utrzymania 10 i 8 latki, ale pokazywanie takich kosztów utrzymania sądowi jest dla mnie idiotyczne...Chyba jednak sąd zdaje sobie sprawę, że to nie jest sprawa o alimenty Ibisza czy Zamachowskiego, tylko normalnego  faceta... To, że eks walczy to może i jakoś rozumiem, ale że sąd nie bierze pod uwagę że urodziło się kolejne dziecko, to dla mnie skandal... Mam założyć M sprawę o alimenty i co....? M nie ma już wolnych środków, więc nie dostanę alimentów, bo po co mam dziecko z rozwodnikiem? smile paranoja
I jeszcze - naprawdę, nie chcę być złośliwa ... eks rozwala mnie swoim podejściem do życia... Dodam, że jest to typ teatralny, na który osobiście mam skrajną alergię, to jeszcze ma pańskie oczekiwania. Hm.... biorą się one z jej przekonania o wyższości jej rodziny np. nad rodziną M - ona pochodzi z rodziny ludzi wykształconych, lekarzy itd. Tylko, że sama kierowała się jakimś ograniczonym pragmatyzmem życiowym i studiowała historię, co jednak (z całym ogromnym szacunkiem do osób studiujących tą niezwykle ciekawą dziedzinę) nie daje jej jakiś finansowych benefitów, w związku z czym po rozwodzie jej sytuacja się rzeczywiście pogorszyła. Nie mniej, zamiast zachować w sobie pewną pokorę, to kobieta ma z garem - wszędzie jej pełno, taka gloria i celebrytka. Jej dzieci zażywają wszelkich rozrywek i zajęć, które mają je ubogacić, wyzwolić w nich talenty sportowe i duchowe, uczynić z nich damy pełną gębą - czyli windsurfing, jazda konna, akrobatyka, pianino, teatr, wokal itd. Drogie Macochy, chciałoby mi się powiedzieć - jedno wielkie gówno i fantasmagorie, bo dziewczyny w tym całym kociokwiku są zapuszczone na poziomie podstawowym - nie czytają, nie rozumieją podstawowych słów itd. Ich matka zdaje się tego nie widzieć, bo przecież jest w swoim odczuciu świetna i tylko brak współpracy z M powoduje, że dzieci mają jakieś braki - oczywiście to wina M, który im poświęca za mało czasu, bo ona przecież jest tak zapracowana na co dzień, dbaniem o wszechstronną edukację i rozwój dzieci........... Nie wiem, czy dobrze oddałam to z czym mam do czynienia, ale wierzcie mi, nie mówię tego z perspektywy uprzedzeń - laska jest chora z chorych ambicji. Najgorsze, że dzieci są przeciętne, więc Shirley Temple nie wychowa, a odbiera im dzieciństwo ...

6 944

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 u Was dochodzi jeszcze kwestia tego, że dziewczyny cwaniactwa i manipulacji, uczą się od mistrza w tym zakresie - od swojej matki i współczuje Twojemu M, że musi wysłuchiwać od swoich córek, że nie chcą jechać do ojca (bo narzuca im zadania i egzekwuje obowiązki) czemu matka przyklaskuje. Gdyby ta kobieta była normalna to po pierwsze sama dyscyplinowałaby dziewczyny, a po drugie w sytuacji gdy nie chcą jechać/oddzwonić/dzownić do ojca egzekwować, by mimo ich widzi mi się pojechały i by przypomniały sobie o ojcu na wakacjach, ze istnieje i że może warto do niego zadzwonić. Młody tylko raz gęgał, że chce do mamy, ale była to chęć zwrócenia na siebie uwagi bo rozmawialiśmy w aucie z M, a on siedział z tyłu i powtarzał jak mantrę, tak po prostu bez powodu, chcę do mamy, chcę do mamy. Ale to zignorowaliśmy i po 5 min przestał. Co do dzownienia/oddzawania to sam nie dzowni w ogóle, często nie oddzwania albo kiedy jest z nią u jej rodziców, odbiera i mówi: że rozmowa z tatą go nudzi i nie zamierza z nim rozmawiać. Widać, że chce się przypodobać mamie i jej rodzinie, która to rodzina prawdopodobnie afiszuje niechęć w stosunku do M w towarzystwie młodego, a on będąc u nich chce się im przypodobać i dlatego puszcza takie teksty, które ewidentnie nie pasują do tego dziecka. To świadczy o ich poziomie i braku świadomości, że wyrażając jakąś dezaprobatę w stosunku do drugiego rodzica w obecności dziecka, tak naprawdę manipulują nim, a ono pewnie samo już nie wie co ma myśleć, bo kiedy jest z ojcem, to dałby się za niego pokroić, byleby poświęcał mu 100 % czasu. Najgorsze jest to, że w takiej sytuacji nie ma pocieszenia, ze może jak dziewczyny będą większe, bardziej świadome, samodzielne to pewnie same prawidłowo osądzą sytuację. Myślę jednak, że nie osądzą, myślę, że tak dopóki coś, ktoś na nie nie wpłynie, będą grały na uczuciach i manipulowały - w końcu takiego sposobu wywierania wpływu na innych i egzekwowania swoich racji, uczone były od małego. Myślę, że Ty powinnaś skupić się na sobie, Waszym dziecku i Waszym życiu. Wiem, ze łatwo się mówi, gorzej wykonać, bo jednak pojawia się tyle sytuacji, w których nie potrafimy po prostu milczeć, bo wpływają na nasze życie bezpośrednio, że czasami trzeba reagować, a w konsekwencji wkurzyć, zdenerwować, kolejny raz pomyśleć na co mi to było.... Ja już wielokrotnie pisałam, że chciałabym odciąć temat byłej, życzyłabym sobie żeby z roku na rok było jej coraz mniej i mniej, by na pierwszym miejscu była nasza nowa rodzina. Wszystko od nowa, czysta karta. Szkoda, że tak się nie da, jest dziecko to  jest i matka, często złośliwa, samotna, niespełniona, zakompleksiona, emocjonalna. Nie mamy na to wpływu, ale mamy wpływ na nasze podejście do tego - wiem, że czasami się nie da, że chce się na całe miasto wydrzeć, że z czymś się  nie zgadzamy, że nie tego jesteśmy nauczone i że w życiu nie uczyłybyśmy takiego postępowania swoje dzieci, ale lepiej odpuszczać w większości takich sytuacji, angażować się tylko w tematy niezbędne, konieczne. Ja tak zaczęłam od pewnego czasu robić, kiedy nie chcę spędzać wspólnie weekendu – wyjeżdżam do rodziców 180 km dalej, nie wychylam się z pomocą, nie wychodzę przed szereg, pomagam, kiedy M poprosi, bo nie ma wyjścia, bo rodzice nie mogą pomóc, on nie może wyjść wcześniej etc. Sama nie będę się jednak więcej męczyć jak wcześniej, wzięłam na siebie misję wybawiania świata, siły wolę gospodarować inaczej i na własne plany przede wszystkim. Przekonałam się wielokrotnie, że mojemu M wystarczy powiedzieć co ma coś zrobić i to robi, więc po co ja mam prasować młodemu, wystarczy że muszę zrobić obiad w każdą środę. Niech M ogarnia resztę, pranie, prasowanie, odrabianie lekcji – kiedy mnie nie było, radził sobie sam, nie zginęli z głodu i brudu, a byli sami. Nie chcę uczyć M wygodniactwa, bo nie chciałabym, żeby przy naszym wspólnym dziecku odcinał się od obowiązków i mi nie pomagał w dom, nie chcę być później być jedną ze zrujnowanych matek, którym wstyd przyznać, że nie dają sobie rady, bo wszystko ostatecznie spoczywa na ich barkach. W moim myśleniu w ogóle od jakiegoś czasu zaszło dużo zmian, na lepsze - przede wszystkim przeczytałam dokumenty rozwodowe (za Twoja radą He999). To pomogło. Uzasadnienia wyroku nie czytałam, bo go nie ma, zresztą podejrzewa, że nic w nim nie ma ciekawego. Czytałam pozew i odp. na pozew i dowody pod pozew o obniżenie alimentów. Po przeczytaniu tego marnego pozwu wniesionego przez nią, w którym były trzy zdania, że od 4 miesięcy nie ma pożycia między małżonkami, a M nie interesuje się swoją byłą żoną i jej sprawami, to biorąc pod uwagę całokształt - wiedząc po trzech latach jaki jest M, widząc jak była żona postępuje w stosunku do M, jak dba o swoje dziecko, jaki ma czasami beznadziejnie tępy sposób myślenia, jaka potrafi być nieporadna (aż dziw że się rozwiodła, chyba sama nie wiedziała co robi, bo wierzcie mi że czasami nie potrafi sama podjąć tak prostej decyzji, że aż żal bierze i dzwoni do M i pyta co ma zrobić albo miałczy że ona jest sama, że jej nie pomaga sztab ludzi (czyt. JA) jak M, no sorry, wiedziała co oznacza rozwód, walczyła o niego zażarcie to teraz niech spija tego konsekwencje do dna albo niech sobie znajdzie faceta co będzie jej sztabem ludzi do pomocy, żałosna jest użalając się byłemu mężowi, nie sądzicie ??? - zły adres) to wierzę M, kiedy mówi, że on nie wie właściwie dlaczego się rozstali, bo ona chciała i wszystko się potoczyło się szybko, ledwo co byli razem w Rzymie, po czym 5 miesięcy później już się wyprowadziła z domu. Dzięki temu, że to przeczytałam nie mam już obaw co do M, jest mi lżej, myślę, że trafiał na złe kobiety. Jego była żona odpuściła małżeństwo po 7 latach, zapewne kiedy pojawił się pierwszy poważny kryzys, który po 4 miesiącach trwania zamienił się w pozew o rozwód. M mówił mi, kiedy pytałam, czemu się rozwiódł, że była go zdradzała, o czym dowiedział się od kobiety, która była tą zdradzoną. Pewnie była sądziła że trawa u sąsiada bardziej zielona, więc postanowiła się szybko zwinąć z małżeństwa, zgarnąć duże alimenty, a w pozwie napisać, ze wnosi o rozwód bez orzekania o winie, by czasami M jej tej zdrady nie wywlekał, bo konsekwencje byłby takie, że dziś sąd nie na M patrzyłby jak na tego złego ( z założenia, bo ojciec – rozwodnik to samo zło), ale na nią bo  rozwaliła małżeństwo. W każdym razie kiedy to poczytałam, zobaczyłam maile, w których ona pisze, jakie to M ma beznadziejne życie zawodowe i osobiste ŻAL.PL - cytuję smile a on jej odpisuje, tak spokojnie, na poziomie i rzeczowo na takie emocjonalne bzdety, że ja musiałabym się najpierw najeść tab na uspokojenie, żeby tak odpisać -  to uznałam, że M to mój M taki jak jest teraz, ze nie powinnam spodziewać, że po ślubie wyjdzie z niego tyran i cham i że to on trafił źle, a dzięki temu ja wiem, że ja trafiłam dobrze smile uspokoiłam się tym, bo gnębiło mnie, co się takiego stało, że ona tak bardzo chciała tego rozwodu, czy on się nad nią znęcał psychicznie, finansowo, był toksyczny, o czym ja się dopiero przekonam. Pewnie po czasie trwa u sąsiada okazała się mniej zielona niż we własnym ogródku , a Pan  Zbigniew, Bogusław lub inny Antoni, z którym zdradzała mojego M wycofał się po tym kiedy postanowiła porzucić małżeństwo dla nowego faceta, spękał i uciekł, a ona od 6 lat jest samotna. Teraz jestem pewna, że z nim wszystko dobrze, on dziś tworzy nową rodzinę, a ona ma syna, pracę i samotność -  kilka razy prosiła o spotkanie z synem w czasie kiedy jest w wakacje z nami (w tym roku to aż 5 tyg). Nie dziwię jej się tęskni, wraca do pustego domu dzień w dzień, nie ma się do kogo odezwać itd.
Napisałam dużo, ale lepiej mi że mogłam to z siebie wyrzucić, tak jak pisałam dużo mi dało zrozumienie wszcześniejszej życiowej sytuacji M, myślę, że będziemy szczęśliwi mimo, iż życie z rozwodnikiem z dzieckiem do najłatwiejszych nie należy. W każdym razie uciekła ze mnie jakakolwiek zazdrość, wrogość, mam spokój  mam nadzieję, ze głupie myśli, już nigdy nie wrócą, że pogodziłam się z sytuacją. Dlatego też byłą M i jej dociny, złośliwości, mam głęboko w poważaniu. Nie odpuszczę jej tych lekarzy, których do ogarniania z młodym mamy trzech i nie mam zamiaru z M latać po tych lekarzach non stop jak robimy to od roku, po to żeby ona te tematy olewała - myślę, ze krótkie pismo do tej Pani załatwi sprawę i zacznie nam pomagać. A fakt że jednak jest w naszym życiu, jeszcze trochę poznoszę, myślę, że to już niedługo, poza tym oprócz konkretnych sytuacji, raczej i tak mamy z nią względny spokój.. to że nam robi problemy z tymi ubraniami, z milczeniem w wielu sprawach, to jest jedyny sposób w jaki sposób, może zrobić na złość M za to, że radzi sobie i układa życie, podczas gdy w jej oczach po rozwodzie miał być skończony. He999, zrób tak by nie przejmować się aż tak bardzo dziewczynami, chociaż rozumiem Cię, że jak M będzie luzował nad morzem w kwestii wydawania kasy, to wydaje tak naprawdę z Waszego wspólnego budżetu, że jak dziewczny będą sobie robiły codziennie paryski wybieg, to nie nadążysz z praniem, ale może zbuntuj się w zakresie niektórych obowiązków, pokaż że nie jesteś od obsługi, a Twoje życie dziś stanowi M i Wasz syn, dziewczynki to drugi plan, na pierwszym planie mają być dla swoich rodziców. W kwestii nowej pracy, mam nadzieję, że zakończycie spór sądowy, nim Twój M zdąży się zatrudnić w nowym miejscu – bo wtedy to jest zmiana okoliczności sprawy i ma wpływ na wysokość alimentów, chociaż liczę że sąd swoje wniosku będzie opierał na uzasadnionych potrzebach dzieci, jeśli są zaspokojone, to nie powinno mieć wpływu podniesienie wynagrodzenia M, chyba że będzie naprawdę duże. A co do Twojego syna, to walcz o to obniżenia na argument, że macie dziecko – przecież M musi teraz pensję dzielić pomiędzy 3 dzieci, nie 2 jak wcześniej. Poza tym alimenty obciążają rodziców, a nie tylko ojca – skoro matka uważa, że jej dzieci po zaspokojeniu podstawowych potrzeb życiowych z alimentów płaconych przez nią i ojca, nie żyją na odpowiednio  wysokim poziomie, to niech ona zmieni pracę, w końcu wysokość alimentów zależy także od możliwości zarobkowych rodzica, matki także, jeśli może lepiej zarabiać, to niech zmieni pracę i wyjeżdża na wakacje nawet do Honolulu. A co do kosztów utrzymania to w pozwie, była M określia koszt utrzymania 4letniego dziecka na 4 tys zł  miesięcznie  - sąd przyklasnął, a mój M zgodził się pokrywać ponad 60 % tych kosztów obok utrzymywania dziecka u siebie. A więc widzisz że można, da się ?:) w tym kraju niestety wszystko się da.

6 945

Odp: Być drugą i macochą

Wczoraj miałam spotkanie pierwszego stopnia z byłą żoną M. Odbierała młodego z autobusu przywożącego dzieci z obozu i mój M umówił się z nią, że przywiezie młodego do nas na 19, ale okazało się że przywiozła 40 min wcześniej.  M nie było jeszcze w domu, a tu dzwonek do drzwi, otworzyłam, bo przecież nie będę się ukrywać we własnym domu. Wzięłam z młodym, rzeczy młodego z bagażnika jej samochodu, ale byłam zestresowana, zresztą obie byłyśmy dosyć mocno sfatygowane. Prosiłam by mi dała jakieś rzeczy do ręki, bo młody miał z dwa plecaki i z trzy torby/worki, a ona niepewnie wszystko wkładała na młodego, po czym ja to od młodego zabierałam bo by do dzrzwi nie doszedł taki obwieszony, mimo iż mówiłam jej żeby mi coś podała to wezmę. Generalnie było ok, powiedziałyśmy sobie cześć i do widzenia z uśmiechem na twarzy, nawet zażartowałam że tata spakował młodego jak na wojnę smile przez=żyłyśmy obie ten stres jakoś, a najmniej go miał młody, który czuł się bardzo swobodnie, gadał od wejścia o zgubionym śpiworze i w ogóle gadał jak najęty.
Trochę zrobiło mi się jej nawet żal, choć pewnie niepotrzebnie, bo ona nie potrzebuje niczyjego żalu ani współczucia - przynajmniej na taką wygląda w obyciu, w każdym bądź razie trudno mi ją wyczuć, bo raz M się z nią dogaduje, a innym razem ona zachowuje się jak obrażona gówniara, nie odpowiada na maile, nie współpracuje, robi złośliwości itd. Dziwnie to wygląda. Bo niby z jednej strony nie ma żalu o to że jesteśmy z M tak wprost, bo pod swoim adresem nigdy niczego nie usyszałam, ale z drugiej str widzę jak się zmieniło jej podejście do M kiedy dowiedziała się, ze kogoś ma. Wcześniej żartowała w mailach, nie miał problemu, żeby coś z nią ustalić, odpowiadała od razu, nie męczyła go o dodatkowe wydatki na młodego, nawet pokryła całą należność za obóz, a po tym jak się dowiedziała o tym, że jesteśmy razem zaczęło się wygadywanie, ze młody wraca od nas chory, że M nie będzie spędzał z nim weekendów, jak tak to będie wyglądać, a takie zarzuty pojawiały się, wtedy kiedy puszczała w listopadzie młodego do szkoły rowerem i M poprosił by go odwoziła autem jak temp spada do 2 stopni o 7 rano. Po tym spotkaniu, nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć, wcześniej miałam dużo wyobrażeń nt tej kobiety, teraz kiedy stanęłam z nią ramię w ramię, to włącza mi się empatia, wyobrażenie stało się realnym człowiekiem. Wcześniej spotkałam ją tylko dwa razy, pierwszy raz to było 30 sek. , kiedy się poznałyśmy, tylko podała mi rękę i poszła. A drugi raz na komunii, podałyśmy sobie rękę, a później to już każdy rozmawiał z rodziną, ja z Marcina oczywiście i tak zleciała msza i spotkanie przed kościołem. Teraz to był trzeci raz tak sam na sam.   Żałuję, że ona nie chce się z nami dogadywać, myślę, że inaczej - lepiej mogłyby się układać relacje, kiedy byłaby szczera i naprawdę przekonana, że dobro dziecka jest najważniejsze a przeszłość to sina dal i już dziś nie ma znaczenia, a wydaje mi się, że te dąsy, są spowodowane niechęcią do M, choć naprawdę nie wiem za co. Jeśli sobie dali kiedyś w kość, to myślę, ze to były rekcje na wzajemne uprzykrzanie sobie życia i że każde tam może wziąć winę za to jak potoczyło się ich życie w związku. Szkoda że nie chciała się ze mną spotkać, co mnie dziwi bo w końcu przebywam dość często w obecności jej syna, mam wpływ na jego wychowanie, zawożę i odwożę do szkoły. Ja chciałabym wiedzieć, z kim moje dziecko przebywa tyle czasu, byłabym spokojniejsza z taką wiedzą. Szkoda, bo może każda z nas mogłaby spojrzeć na tę sytuację z innej, mniej wrogiej perspektywy i może złamałybyśmy utarte schematy. A tak zostaje to co mamy, czyli milczenie, brak współpracy itp.

6 946

Odp: Być drugą i macochą

Powiem Ci Duska, że gdybym nie widziała swoich dzieci, tydzień, dwa nie daj Boże z miesiąc to po powrocie z obozu mielibyśmy sobie tyle do opowiedzenia, do przegadania i do przytulania, że wykorzystałabym na to każdą sekundę tych 40 minut, które zyskała Pani Ex przez wcześniejszy przyjazd autobusu. A Ona odebrała dzieciaka z autobusu  i odstawiła Tobie?! Żenada. Matka roku po prostu.

6 947

Odp: Być drugą i macochą

Ona odebrała go już po 16, chciała to zrobić, M się zgodził, ale poprosił by w takim razie przywiozła go do nas o 19, bo o tej wracał z pracy. Ja nie chciałam się z nią spotkać, dlatego M wyznaczył godzinę, by był już w domu. No i masz pojechała z młodym na obiad, ale zeszło im 1.5 h i jak mi powiedziała pogoda pokrzyżowala plany, no zaczęło padać to uznała, że go przywiezie 40 min wcześniej. Dzwoniła w międzyczasie do M i powiedział jej ze nie wie czy będę już w domu, ale postanowiła spróbować, a że miałam wyciszony tel to nie odebrałam połączenia od M, który chciał mi powiedzieć, że ona już jedzie. Mi też przemknelo przez myśl, że skoro godzila się na 19 to mogła go wziąć jeszcze na lody, kawaiarnie mamy 7 min od domu, a ona w sumie wiedziała, że przywiezie młodego pod moją opiekę i tak zrobiła. Ale zobaczcie jakim zaufaniem mnie musiała obdarzyć, że wolała  powierzyć dziecko partnerce męża niż spędzić z nim tych 40 min więcej smile)))  żart oczywiście!

6 948 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-08-03 16:09:12)

Odp: Być drugą i macochą

Pytanie mam do kobiet, które mają swoje dzieci. Jakie rozwiązanie finansowe przyjęliście ze swoimi partnerami jeśli chodzi o codzienne funkcjonowanie rodziny i o wspólne wyjazdy? Poruszałyśmy już ten temat wcześniej na forum i przyznam , że skorzystałam z rozwiązań podpowiedzianych przez koleżanki (tzn.: zrzuta z partnerem na codzienne rachunki i wydatki). W moim przypadku moja część zrzutki jest większa, bo moje dzieci mieszkają z nami, więc i nasze (moje i dzieci) koszty są większe. Takie rozwiązanie funkcjonuje u nas od dłuższego czasu  i w codziennym życiu się sprawdza. Jednak stoję przed problemem rozwiązania kwestii finansowej związanej ze wspólnym wyjazdem. Jadę ja , partner i moje dzieci. Jak u siebie rozwiązujecie te kwestie? Proszę o przykłady, może u Was jakieś rozwiązania są już sprawdzone???

6 949

Odp: Być drugą i macochą

kijm odpisałam na priv, dostałaś?

6 950

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
ciocia-ola napisał/a:

Niestety nasz psycholog na północy.

Serio, jestem pod wrażeniem tego psychologa, czy mogłabyś podać na niego namiar?
Może być mailem na priv

Wysłałam na priv smile

6 951

Odp: Być drugą i macochą

Namiary dostałam :-) Wielkie dzięki

6 952

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny, które próbowały się ze mną kontaktować na prv bardzo, bardzo przepraszam. Nie otrzymałam dotychczas żadnego maila kierowanego przez forum, bo uzupełniając swój profil, swój adres mailowy wpisałam ....... z błędem. Uświadomiła mi to dopiero kitkaat, której bardzo dziękuję.
Wyszłam pewnie na buraka, który nie odpisuje na maile i ignoruje koleżanki z forum. Jeszcze raz przepraszam.

6 953 Ostatnio edytowany przez marza2 (2016-08-12 13:36:41)

Odp: Być drugą i macochą

Nie wiem co robic, kilka dni temu zona taty trafila do szpitala z powodu zaslebniecia. Wczoraj dzwonil tata, mowiac, ze jego zona prawdopodobnie jest chora,lekarze musza zrobic dodatkowe badania. D chce ze mna porozmawiac i za posrednictwem ojca prosi bym odwiedzila ja w szpitalu. Zastanawiam sie czego ona chce ode mnie. Zal mi taty bo widac jak bardzo sie przejmuje zdrowiem zony.

6 954

Odp: Być drugą i macochą

Cześć macoszki, co u Was słuchać taka cisza się nagle na forum zrobiła jak makiem zasiał smile Jak Wam mijają wspólne wakacje ? ja odpoczywam, jeszcze dwa tygodnie, ale cieszę się z tej ciszy, spokoju. Co prawda zmącono nam urlop, prośbą o zwrot połowy kosztów wymysłu Pani ex, który okazał się zbędnym wydatkiem i nie konsultowanym wcześniej, a chodzi w sumie o niemałą kwotę bo 700 zł. Na razie dyplomatycznie , kulturalnie i grzecznie (i co najważniejsze naszym zdaniem zasadnie) spuściliśmy Panią ex na drzewo, jest cisza, ale nie wiem czy czegoś nie wymyśli, zapewne wypomni przy najbliższym spięciu. Poza tym błogi spokój smile Wypoczywam przed wrześniem i rozpoczęciem roku szkolnego. Nie chcę być okropna, prefidna itp. ale dobrze mi tak jak ten kontakt jest taki min. i nie ma tylu obowiązków, na szczęście przed nami 4 klasa, później 5 i 6 i będzie tylko lepiej smile Pozdrowienia dla Was
ps. Hee999 mam nadzieję, że jakoś trzymasz albo trzymałaś się nad morzem i nie miałaś wielu powodów do stresu.

6 955

Odp: Być drugą i macochą

Cześć macoszki smile
wakacje w połowie minęły - tj. w tej "gorszej połowie" kiedy był M i pasierbice. Teraz jestem nad morzem sama z synem i matką i .... czuję się jakbym dopiero zaczynała wypoczynek. Z dziewczynkami nie było źle, ale piski, kwiki, ustalanie co zjedzą na każdy posiłek, co będą robiły do obiadu, po obiedzie, wieczorem itd. jest dla mnie wyjątkowo uciążliwe... ale to jeszcze pryszcz... dziewczyny bardzo chcą się zajmować młodszym bratem, ale robią to tak, że ja robię się cała nerwowa, bo zamiast pilnować Jasia pilnuję go i dwie dziewczynki, żeby mu nie zrobiły krzywdy. Zaraz pierwszego dnia wyszłam na moment z pokoju, wracam po 1 minucie, a Jaś leży na brzuchu, bo MM go przełożyła z pleców "żeby ćwiczył główkę". Dość zasadniczo wyjaśniłam, że nie są od trenowania brata i że nie mogą takich rzeczy robić same. Byłam ciągle spięta i musiałam mieć oczy dookoła głowy dodatkowo pilnując dziewczyn...
jestem szczęśliwa, że mam już to za sobą... teraz do września
dzisiaj M miał spinę z byłą, ale to napiszę może jutro ... dziś muszę już powoli kłaść się spać
dobranoc smile

Posty [ 6 891 do 6 955 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 105 106 107 108 109 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026