Zgadzam się z Lusi. Pamiętaj , że NIC NIE MUSISZ. Możesz ewentualnie się na coś zgodzić, albo nie. Twoje zdanie i dobro WASZEGO dziecka również powinno być brane pod uwagę. Zadaniem M jest pogodzenie wszystkiego. A nie Twoim zgadzanie się na wszystko. M tęskni za jednym dzieckiem, ok..... a gdzie troska o dobro drugiego, wspólnego dziecka? Gdzie troska o Twój komfort psychiczny? Dlaczego tylko M ma być "spełniony" i Jego potrzeby (tęsknota) mają być spełniane? A dlaczego Twoja potrzeba świętego spokoju ma nie być zaspokojona? Dlaczego walcząc o komfort psychiczny i dobre warunki dla WASZEGO dziecka , Ty masz być na przegranej pozycji??? Powinna być jakaś równowaga w tych naszych układach/związkach/małżeństwach. A w większości to niestety tatuś ma być zrealizowany zawodowo i duchowo. To co czuje kobieta i Jej potrzeby z jakiś nieznanych powodów spychane jest na boczny tor.....
6 826 2016-06-14 09:11:04
Podobne tematy
6 827 2016-06-14 09:54:14 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-06-14 09:56:54)
kijm
bo trzeba zmienić myślenie,facet nie będzie kochał kobiety bardziej ,chociaz jej sie wydaje ze zaskarbi sobie mega pokłady uczuc jak będzie sie poswiecala dla jego przychowku
nic bardziej mylnego,facet przesuwa granice,zaczynaja sie pretensje,w miedzy czasie zaczyna wymagać udzialu w obowiązkach ,
kobieta robi to wbrew sobie,wreszcie po którejś ,,szarpaninie,z jego dzieciakiem pęka
a wtedy co?? Wtedy jest wredna,egoistyczna macocha ...tylko dlatego ze nie chce juz brać odpowiedzialności za błędne decyzje życiowe faceta i ponosić konsekwencji tych decyzji,powtórzę sie ,nie musimy nic,nie musimy grzebac sie w glownie tylko dlatego ze naszym mężem kiedyś powodowala,hmm ambicja czy honor i odszedl od jakiejs kobiety z którą ma dziecko tego dzieciaka niańczyć,nie musimy ponosić konsekwencji jego wyborow,to nie nasz problem tylko jego,a bredzenie ze wiedzialo sie co sie brało to niech sobie jedna z druga w buty wlozy będzie wyższa
6 828 2016-06-14 14:27:51
Witam wszystkich ![]()
Lusi dobrze gadasz
a do tego jak słyszę teksty typu, że TRZEBA, MUSZĘ coś tam zaakceptować, bo tak już będzie zawsze, bo pewne rzeczy się nie zmienią, a jak nie to nie będzie dobrze, albo nie musimy być razem to już w ogóle nóż w kieszeni się otwiera, a podejście do dziecka zmienia się na gorsze.
A oni to myśleli i myślą, że zawsze będzie kolorowo i wszystko im się należy bo jest dziecko ? Ja wiedziałam, że jego bagaż w postaci ex i dziecka będą zawsze. Ale to jego bagaż i jego obowiązek aby ani jedna ani druga strona nie czuła się gorsza. Wiem, że niestety pewnych rzeczy nie przeskoczę i nie zmienię. I muszę z tym żyć. Raz jest lepiej raz gorzej. Ale w niczym nie jestem gorsza i tak jak dziecku tak i mnie pewne rzeczy się należą, a sprawiedliwość musi być. Oczywiście mam świadomość, że są i będą różne sytuacje i zawsze coś tam po drodze może wyskoczyć. Ale walczę i będę walczyć o swoje. Nie muszę robić pewnych rzeczy, nie mam takiego obowiązku, jak nie chcę nie robię, będę mieć ochotę i chęci to zrobię. A on jak chce i inni się na to godzą to niech się wyręcza innymi.
Im się wydaje, że jak mają dzieci z poprzednich związków to wszystko im się należy, a naszym obowiązkiem jest podporządkować się temu w całości. A gdy tak nie jest to jest raban.
6 829 2016-06-16 09:25:56
No właśnie w tym problem, że niby mogę się nie zgodzić, mogę podawać mnóstwo argumentów. Chociażby te, że najzwyczajniej w świecie, że nie chce niańczy cudzego dziecka. Nie ograniczam mu czasu zdzieciekiem co robi w wolnym czasie to jego sparawa, nie mam tez zmairu wszystkiego robić w domu sama, bo on ma"widzenie". Jak mówię, żeby nie mieszał mnie w to,zeby nie przychodził z nim do domu bo to w końcu mój dom tez? chyba nie? to słysze,że ograniczam mu kontakty, że robie wszystko żeby się z nim nie widział. Gdzie tu ograniczanie kontaktów? Jak mówię, że nie wiem jak jego i Ex dalsze awantury wpłyną na naszą rodzinę, to mowi mi że mu grożę. Nie mam siły.. w końcu i tak wychodzi na jego. Nie mam w nim oparcia, ani akceptacji i zroxzumienia.
6 830 2016-06-16 09:32:22 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2016-06-16 09:33:26)
jak mu mowię,że może zmienić kontakty (typu częściej ale na miescie, rzadziej w domu np. bez nocowania)to nagle pojawia się problem w postaci pracy, wolnego czasu itp. A przecież nikt nie obiecywal,żę będzie łatwo.. Niby ja wiem, że on powinien jakoś manewrować w tym bałaganie, bo SAM go stworzył. Ale jak przychodzi co do czego, to nagle ja jestem ta zła "niedobra kobieta". I jak coś dla mnie zrobi w tym temacie to mi wypomina ile to on dla mnie zrobił, albo obwinia, że mogłoby być tak ... a jest tak. Ta sytuacja wprowadza mnie w mega doły.. po prostu usiąść i płakać. Mogę postawić na swoim, ale to mnie obwini o zło całego świata później, wiec niech robi co chce...
6 831 2016-06-16 10:55:44
Nie daj się wmanewrować w poczucie winy!!!!! Każdy manipulant zawsze pogrywa na wyrzutach sumienia słabszego osobnika. Masz być winna wszystkiego tylko dlatego, że chcesz zadbać o swój i dziecka komfort psychiczny??? Nie daj sobie tego wmówić. Masz prawo czuć się komfortowo we własnym domu i jeśli chcesz odpocząć z wyciągniętymi nagami na kanapie to..... masz do tego prawo. I niech w tym czasie tatuś zajmie się swoim dzieckiem a nie sadza go przed xboxem , bo On musi popracować. Jak pracuje i braknie Mu czasu na bezpośrednią opiekę nad synem.... to ma dwa wyjścia: przestać w tym czasie pracować i zając się dzieckiem, albo nie zabierać dzieciaka od mamy. Gdyby pracował na etacie w jakiejś firmie to w godzinach pracy nie zabierałby przecież syna ze sobą do roboty??!! A jeżeli już jest w domu to niech coś z tym dzieciakiem robi : wyjdzie na rowery, na basen, na spacer, może niech z nim lekcje odrobi, a nie sadza go przed telewizor. Może to weź Panu uświadom, że jego tęsknota i Jego widzenia z dzieckiem wyglądają tak naprawdę byle jak.
6 832 2016-06-16 11:14:04 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2016-06-16 11:17:08)
kijm tylko problem jest jeszcze tego typu, że on angażuje się w życie dziecka. Czyli 2x w tygodniu on jest u nas, wtedy odrabia z nim lekcje, albo jeździ na zajecia sportowe a jak coś się dzieje w szkole czy na zajęciach dodatkowych to tez tam jest.Problem polega na tym, ze jest to zbyt często i jak przychodzi "wolny dzień" to on chce odpocząć ja za"znowu się czepiam". Dla tametego dziecka to ojciec roku, bo matka mu utrudniakontakty na każdym kroku, on chyba nie robi tego dla dziecka tylko po to żeby jej dopiec. A ona głupia zamiast odpuścić, to jeszcze bardziej go nakreca na widzenia z dzieckiem, których zresztą nie chce..On jest wiecznie niezadowolony, ostatnio mi powiedział,ze on nie może dwóch rzeczy naraz robić. Sprzatac i zajmować się dzieckiem, to się wkurzyłam, bo jakoś ja potrafię z dzieckiem na rekach prasowanie robić, czy posprzatac mieszkanie. Tylko ja nie mam czasu na oglądanie TV czy siedzenie przed kompem. Ostatno stwierdził,ze to wsztstko nie potrzebne, to już w ogóle się zawsciekłam bo ubranka dziecka same się piorą i prasują. Mały sam się karmi i usypia. Bo wiesz ja za "dużo" chcę, niech będzie syf w domu, a zajecie się dzeickeim to nic wielkiego chyba. No i lepiej dziecko zasypia mi o 21ej, to non słysze jaki on jest zmęczony itp.. A nie ważne że w tym dniu, ja wstaje o 9ej i zajmuje się nim do 21ej, kładę się ok.22ej bo od 24ej mam pobudki co 2h!! Wiec nie wysypiam się, słucham jeszcze że dziecko nie ma rytmu dnia, że nie je o stałych porach i ze za póżno kładzie isę spać. Ryczec mi się chce, bo nie ma mi kto pomóc i już nie wiem sama, może faktycznie nie wychodzi mi to maciezynstwo. Ale trudno jest na cycku, ustalić cykl karmien itp.. tym bardziej ze on raz wisi na cycku godzine a raz 5min. Ostatnio jestem tak spiąca,ze już zapominam czy go przykryłam, budze się w nocy i go szukam, a przez sen odniosłam go do łóżeczka. Nie wiem, zaczynam myśleć, że wszystkie matki są takie super a mnie się nie udaje... A jego Ex to już w ogóle i tamto to zlote dziecko było. No ale, to że strsze było i wiele innych chociażby butla z mlekiem modyfikowanym co 3h... Powinnma zmienić nick na załamana.. Czy moej problemy to jak zwykle problemy pary, u której się pojawia nowy członek rodziny? przepychanki w stylu ty się zajmij itp..? bo wszyscy mi mówią, że przesadzam, albo jakie to one miały problemy i że ja nie potrafie tego czy tamtego.. Albo właśnie widziałm co se brałam..
Ostatnio było super.. wto i czw widzenie M nie jest do dyspozycji wraca ok 20-21ej. Do tego sobota - tak akurat wypadło, a w następnym tygodniu zawody w pon, potem znowu widzenia wto i czw, no i dodatkowo niedz. W te dni mój M nie jest w stanie niczego zronbić, a jak coś zrobi to dlatego że mu robie awanture.
6 833 2016-06-16 11:16:31
Kitkaat czytalam twoje wcześniejsze posty na początku napisałaś ze syn twojego męża jest adoptowany. Czy chłopiec wie ze nie jestem biologicznym dzieckiem swoich rodziców? Rozwód rodziców jest ciężkim przeżyciem, a sytuacja tego chlopca jest bardziej trudna niż innych dzieci. Brawo dla twojego faceta ze nie odciął się od małego gdy okazało się ze będzie miał biologiczne dziecko.
6 834 2016-06-16 11:23:02
wie i uczestniczymy w jego adopcji wszyscy razem... a może bardziej ja przez wyksztalcenie. Nie jest to prosta sytuacja i nikt nie chce dziecka od ojca odcinać, ale czas musi podzielić na pół i srodki tez. Jednak tego nie robi, bo przecież ten jest wygrany bo biologiczny, a tamten biedny bo adoptowany. Nawet w obecności tamtego nie mówi się o młodszym, nie mówi się do kogo podobny że nie urazić itp.. Najlepiej to udawac,ze tego młodszego nie ma bo ojcu udało się mieć biologiczne dziecko. Ja się starałam z pasiernbem dogadać, pomóc wychowywać itp... ale z czasem zaczął mnie wykorzystywać i próbował zmanipulować ojca. Na szczęście wszystko wyszło na jaw. Niestety dzieci adoptowane to nie jest czysta karta, a ja mam o kogo dbać.
6 835 2016-06-16 11:30:05
A poza tym jakie znaczenie ma to że jest adoptowany. Mój M nie rozróżnia ten biologiczny a tamten nie. Z doświadczenia wiem, że rodzice którzy chcą dzieciom coś wynagrodzić (rozwód, swoje ułomności a nawet adopcje) wychowują kolejną warstwę patologii. Przez to przymykane oczy są na jego agresywne zachowania, histerie bo on adoptowany... itp. W dorosłym życiu nie ma taryfy ulgowej, wiem co mówię.
6 836 2016-06-16 11:30:11
Był mały jak został adoptowany nie zna biologicznych rodziców więc to jaki jest to dzieło rodziców adopcyjnych. Moze jestem zbyt wscibska, ale co się stało z biologicznymi rodzicami małego? Poczatki macierzynstwa są często trudne ja przez pierwsze tygodnie sprawdzalam w nocy czy moja córka oddycha bałam się śmierci lozeczkowej.
6 837 2016-06-16 11:33:17
Miałam w podstawówce kolegę który był adoptowany jego matka miała na jego punkcie takiego bzika ze szkoda gadać. Domyślam się ze rodzice chcą wynagrodzic dziecku porzucenie i im na wiecej pozwalają.
6 838 2016-06-16 11:39:42
Nie wiadomo co się stało, tak jak z większością dzieci adoptowanych. Czasem dopiero po adopcji dowiadujesz się dlaczego zabrano prawa rodzicom, bo dziecko dziwnie się zachowuje... gorzej jak jest małe dziecko w domu. Bo dzieci adopcyjne często mają mnóstwo problemów same ze sobą. W jednej chwili kochają wszystkich, a za chwilę rzucają się do gardła. Żeby wyprostować takei zachowania potrzeba pracy obu stron i nawet najlepszy psycholog sam pracując z dzieciem "nie naprawi" go. I znowu się tłumaczę... Wybacz, ale dopóki człowiek nie jest po tamtej stronie adopcji nie wie jak to wygląda. Z zewnątrz my jesteśmy bardzo wzorową poskładaną rodzinką:-p
6 839 2016-06-16 11:54:57
Zgadzam się z Lusi. Pamiętaj , że NIC NIE MUSISZ. Możesz ewentualnie się na coś zgodzić, albo nie. Twoje zdanie i dobro WASZEGO dziecka również powinno być brane pod uwagę. Zadaniem M jest pogodzenie wszystkiego. A nie Twoim zgadzanie się na wszystko. M tęskni za jednym dzieckiem, ok..... a gdzie troska o dobro drugiego, wspólnego dziecka? Gdzie troska o Twój komfort psychiczny? Dlaczego tylko M ma być "spełniony" i Jego potrzeby (tęsknota) mają być spełniane? A dlaczego Twoja potrzeba świętego spokoju ma nie być zaspokojona? Dlaczego walcząc o komfort psychiczny i dobre warunki dla WASZEGO dziecka , Ty masz być na przegranej pozycji??? Powinna być jakaś równowaga w tych naszych układach/związkach/małżeństwach. A w większości to niestety tatuś ma być zrealizowany zawodowo i duchowo. To co czuje kobieta i Jej potrzeby z jakiś nieznanych powodów spychane jest na boczny tor.....
Oczywiste to wydaje mi się teraz, ale do niedawna dawałam się wkręcać w takie klimaty i źle się z tym czułam. A co najgorsze, myślałam, że "źle czuję", że dobro dzieci...Kiedyś nie poszłam na otwarcie wystawy, na której też były moje prace, bo M umówił się ze swoją Ex na odebranie dzieci. I zgodziłam się pojechać (mamy 400 km do miejsca zamieszkania dzieci, co jest zbawienne, bo inaczej chyba nasze małżeństwo byłoby wspomnieniem). Dzisiaj bym już tego nie zrobiła. A wtedy otworzyłam M furtkę do tego, żeby dać się zepchnąć na boczny tor. Teraz też M zapytał nieśmiało, czy gdy on weźmie córki (jeszcze nie takie pewne, bo nie wiadomo, co odbije Ex), to mnie nie będzie z nimi. Odpowiedziałam, że będę wtedy u mojej rodziny! W ogóle zamierzam teraz robić więcej dla siebie. W sierpniu jadę sobie sama (z koleżanką) na wycieczkę 4-dniową i M musi się z tym pogodzić i pobyć z synem. Jedziemy na Białoruś (wiem, że to mało atrakcyjne dla niektórych miejsce, ale dla mnie ma wartość), a M nie chciał tam jechać, gdy proponowałam, więc się znów (po raz enty) dostosowałam. Ale trafiła się okazja i jadę. Tym bardziej, że siedzę sama w domu z dzieckiem od 1,5 miesiąca. Rzeczywiście mój M bardziej w tym naszym małżeństwie się realizuje. Częściej rusza się z domu, jeździ służbowo, nawet zrobił studia podyplomowe. Ja głównie siedzę w domu. A do moich ambicji i marzeń zawsze jest nastawiony sceptycznie. Wczoraj powiedziałam M: Kto ma lepiej niż ty? Masz troje dzieci i żadnym się nie zajmujesz. ![]()
Jakieś 1,5 roku temu Ex próbowała wymusić na M częstsze kontakty. Myślę, że chciała zniszczyć tym nasze małżeństwo, ponieważ, gdyby sąd na takie coś poszedł, to M nie byłoby chyba wcale w naszym domu. Założyła sprawę, żądając częstszych kontaktów. Przy typie pracy M (ostatnio wysłany służbowo na 1,5 miesiąca) i przy odległości od miejsca zamieszkania dziewczyn byłoby to niewykonalne. Stworzyła listę żądanych odwiedzin M u córek: ferie (1 tydzień), Wielkanoc, długi weekend majowy, zakończenie roku szkolnego, miesiąc wakacji, rozpoczęcie roku szkolnego, urodziny (wiosną i jesienią), weekend listopadowy, Boże Narodzenie, Sylwestra. No i jeszcze wizyty raz w miesiącu. Wyobrażacie to sobie przy 400 km odległości? A co ze mną i naszym synem? A co z moją rodziną, którą też mam daleko (starych rodziców). Mielibyśmy też zawsze tam jeździć i zwalać się rodzinie na głowę? A może we wszystkie te dni zostawać sami w domu? A urlop też nie jest z gumy, tak więc byłabym skazana na "wypoczynek" urlopowy tylko i wyłącznie z jego dziećmi. Na szczęście tak się nie stało.
A jeszcze ze 3 lata temu matka Ex wspominała, że zastanawiają się nad tym, czy nie pozbawić M praw rodzicielskich, bo nie spełniał jakichś ich dziwnych życzeń.
Zobaczymy jaki repertuar niespodzianek szykuje nam Ex w tym roku.
POZDRAWIAM WAS
6 840 2016-06-16 12:06:47
pięknie napisane:-) chyba faktycznie tak czuje i dałam zepchnąć się na boczny tor - chciałam być ta dobra. Poza tym jak nie da się inaczej ktoś musi ustapic, bo inaczej nic z tego nie będzie. Chyba ostatnio już mam po kokarde, albo dojrzałam, bo jak nie da się po mojemu to niech się wszystko wali najwyżej rozwód będzie. Czasem mysle, ze lepiej byłoby mi bez tego wszystkiego a boje się sprawdzić..U nas chyba nie ma innej opcji, on nie chce nic zmieniac a ja już nie mam siły. Może pogodzić się z tym, ze popełniłam błąd. Tylko co z dzieckiem? kolejny z rozbitej rodziny. Może mnie tez M będzie cigał po sądach bo już gada że on chce opieki naprzemiennej. Tylko jak on to widzi, jak ja z dzieckiem siedzę usypiam, kąpie..
6 841 2016-06-16 12:33:11
kijm tylko problem jest jeszcze tego typu, że on angażuje się w życie dziecka. Czyli 2x w tygodniu on jest u nas, wtedy odrabia z nim lekcje, albo jeździ na zajecia sportowe a jak coś się dzieje w szkole czy na zajęciach dodatkowych to tez tam jest.Problem polega na tym, ze jest to zbyt często i jak przychodzi "wolny dzień" to on chce odpocząć ja za"znowu się czepiam". Dla tametego dziecka to ojciec roku, bo matka mu utrudniakontakty na każdym kroku, on chyba nie robi tego dla dziecka tylko po to żeby jej dopiec. A ona głupia zamiast odpuścić, to jeszcze bardziej go nakreca na widzenia z dzieckiem, których zresztą nie chce..On jest wiecznie niezadowolony, ostatnio mi powiedział,ze on nie może dwóch rzeczy naraz robić. Sprzatac i zajmować się dzieckiem, to się wkurzyłam, bo jakoś ja potrafię z dzieckiem na rekach prasowanie robić, czy posprzatac mieszkanie. Tylko ja nie mam czasu na oglądanie TV czy siedzenie przed kompem. Ostatno stwierdził,ze to wsztstko nie potrzebne, to już w ogóle się zawsciekłam bo ubranka dziecka same się piorą i prasują. Mały sam się karmi i usypia. Bo wiesz ja za "dużo" chcę, niech będzie syf w domu, a zajecie się dzeickeim to nic wielkiego chyba. No i lepiej dziecko zasypia mi o 21ej, to non słysze jaki on jest zmęczony itp.. A nie ważne że w tym dniu, ja wstaje o 9ej i zajmuje się nim do 21ej, kładę się ok.22ej bo od 24ej mam pobudki co 2h!! Wiec nie wysypiam się, słucham jeszcze że dziecko nie ma rytmu dnia, że nie je o stałych porach i ze za póżno kładzie isę spać. Ryczec mi się chce, bo nie ma mi kto pomóc i już nie wiem sama, może faktycznie nie wychodzi mi to maciezynstwo. Ale trudno jest na cycku, ustalić cykl karmien itp.. tym bardziej ze on raz wisi na cycku godzine a raz 5min. Ostatnio jestem tak spiąca,ze już zapominam czy go przykryłam, budze się w nocy i go szukam, a przez sen odniosłam go do łóżeczka. Nie wiem, zaczynam myśleć, że wszystkie matki są takie super a mnie się nie udaje... A jego Ex to już w ogóle i tamto to zlote dziecko było. No ale, to że strsze było i wiele innych chociażby butla z mlekiem modyfikowanym co 3h... Powinnma zmienić nick na załamana.. Czy moej problemy to jak zwykle problemy pary, u której się pojawia nowy członek rodziny? przepychanki w stylu ty się zajmij itp..? bo wszyscy mi mówią, że przesadzam, albo jakie to one miały problemy i że ja nie potrafie tego czy tamtego.. Albo właśnie widziałm co se brałam..
Ostatnio było super.. wto i czw widzenie M nie jest do dyspozycji wraca ok 20-21ej. Do tego sobota - tak akurat wypadło, a w następnym tygodniu zawody w pon, potem znowu widzenia wto i czw, no i dodatkowo niedz. W te dni mój M nie jest w stanie niczego zronbić, a jak coś zrobi to dlatego że mu robie awanture.
Jasne, starsze było złotym dzieckiem... Pieprzenie. Dzieci sprawiają problemy i to, o czym piszesz, jest normalne. Nie jesteś beznadziejną matką, nie myśl tak o sobie. Ja też tak się czułam, jak Ty. Chyba nie wiedziałam, z czym "się je" macierzyństwo i było mi trudno. Tym bardziej, że bez pomocy babć, cioć. Jeśli ktoś gada, że mu tak dobrze idzie w macierzyństwie i ma takie złote dziecko i radzi sobie z problemami, to nie wierz w to - to poza. Jak się popatrzy na tę sielankę z Facebooka, te teksty (np uśmiech dziecka wynagradza mi wszystko), to naprawdę można się załamać. Ludzie często chcą się dowartościować takim gadaniem. Ale to nie jest prawdziwe życie. Angażuj M w więcej obowiązków. Wiem, że to trudne, ale czasem trzeba robić awantury. Może znajdź kogoś do opieki na kilka godzin tygodniowo chociaż (jakąś nianię, czy koleżankę) i daj sobie odsapnąć od tego wszystkiego. Niestety, mój M też czuje, że on ma trudniej i stara się obarczyć mnie obowiązkami, bo on ma przecież jeszcze 2 dzieci. Powiedziałam mu raz: ty nie powinieneś się drugi raz żenić i zakładać rodziny. Nikt by od ciebie w domu nic nie chciał, siedziałbyś sobie przed TV i kompem (nie wiem, czy wszyscy faceci najbardziej to lubią robić?!), poszedłbyś na piwo z kolegami, a raz na jakiś czas pojechał do dzieci. Miałbyś wtedy najlepiej.
Mój M, gdy dziecko miało ok. pół roku poszedł na kurs angielskiego w pracy. Uczył się w pracy (ja od rana sama w domu z dzieckiem), a gdy wracał, musiał uczyć się kilka godzin w domu (zgadnij, kto zajmował się w tym czasie dzieckiem i domem). Wtedy poczułam bardzo dotkliwie, jak czuję się rozczarowana moim małżeństwem. To był czas awantur. Nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić i jak o tym myśleć. Mój M przecież MUSIAŁ. Chodziłam po pomoc do pielęgniarek środowiskowych (bardziej chodziło mi o to, żeby się pożalić, usłyszeć słowa otuchy), bo czułam się okropnie uwiązana. Mój syn jadł co 2 godziny, tylko mleko z piersi (i inne rzeczy, ale mleka z butli nie chciał ruszyć), darł się w wózku w mieście tak, że ludzie patrzyli na mnie z litością lub pogardą. A mój M w książkach (bo mu trochę słabo szło) albo na egzaminach. Byłam też raz u psychiatry, który stwierdził, początki depresji poporodowej (to nie baby blues). Chciał zapisać leki, ale mi wystarczyło, że pogadałam z mądrym, ludzkim, ciepłym człowiekiem. Może Tobie też ktoś by pomógł? Psycholog? Bo myślę, że nie możesz stwarzać sobie presji, że sama musisz sobie ze wszystkim poradzić.
Po zakończeniu kursu M oznajmił mi z radością, że teraz wyjeżdża na 2 tygodnie do córek. Nie wytrzymałam i zrobiłam taką awanturę, że nie pojechał (pojechał później). Ale dziwił się, o co mi właściwie chodzi.
Trzymaj się.
6 842 2016-06-16 12:42:30 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-06-16 13:05:11)
Jakieś 1,5 roku temu Ex próbowała wymusić na M częstsze kontakty. Myślę, że chciała zniszczyć tym nasze małżeństwo, ponieważ, gdyby sąd na takie coś poszedł, to M nie byłoby chyba wcale w naszym domu. Założyła sprawę, żądając częstszych kontaktów. Przy typie pracy M (ostatnio wysłany służbowo na 1,5 miesiąca) i przy odległości od miejsca zamieszkania dziewczyn byłoby to niewykonalne. Stworzyła listę żądanych odwiedzin M u córek: ferie (1 tydzień), Wielkanoc, długi weekend majowy, zakończenie roku szkolnego, miesiąc wakacji, rozpoczęcie roku szkolnego, urodziny (wiosną i jesienią), weekend listopadowy, Boże Narodzenie, Sylwestra. No i jeszcze wizyty raz w miesiącu. Wyobrażacie to sobie przy 400 km odległości? A co ze mną i naszym synem? A co z moją rodziną, którą też mam daleko (starych rodziców). Mielibyśmy też zawsze tam jeździć i zwalać się rodzinie na głowę? A może we wszystkie te dni zostawać sami w domu? A urlop też nie jest z gumy, tak więc byłabym skazana na "wypoczynek" urlopowy tylko i wyłącznie z jego dziećmi. Na szczęście tak się nie stało.
A jeszcze ze 3 lata temu matka Ex wspominała, że zastanawiają się nad tym, czy nie pozbawić M praw rodzicielskich, bo nie spełniał jakichś ich dziwnych życzeń.
Zobaczymy jaki repertuar niespodzianek szykuje nam Ex w tym roku.
POZDRAWIAM WAS
Ze skrajności w skrajność, oby tylko dokopać tatusiowi :-). Nie dało się zabrać praw, to dla odmiany dowalić Mu z drugiej strony. Pomysły Exowych nigdy nie przestaną mnie zadziwiać.
6 843 2016-06-16 13:31:37
kitkeet
ja na twoim miejscu wiedziała co powtarzać twojemu M jak mantrę,aż do znudzenia żeby do niego dotarło,tu nie będę pisać ,bo zaraz nawiedzone skręcą sie w swoich umoralniających replikach,wiec sobie podaruje ale na priw napisze bo nie zdzierżę
6 844 2016-06-16 21:34:51
..On jest wiecznie niezadowolony, ostatnio mi powiedział,ze on nie może dwóch rzeczy naraz robić. Sprzatac i zajmować się dzieckiem, to się wkurzyłam, bo jakoś ja potrafię z dzieckiem na rekach prasowanie robić, czy posprzatac mieszkanie. Tylko ja nie mam czasu na oglądanie TV czy siedzenie przed kompem. Ostatno stwierdził,ze to wsztstko nie potrzebne, to już w ogóle się zawsciekłam bo ubranka dziecka same się piorą i prasują. Mały sam się karmi i usypia. Bo wiesz ja za "dużo" chcę, niech będzie syf w domu, a zajecie się dzeickeim to nic wielkiego chyba. No i lepiej dziecko zasypia mi o 21ej, to non słysze jaki on jest zmęczony itp.. A nie ważne że w tym dniu, ja wstaje o 9ej i zajmuje się nim do 21ej, kładę się ok.22ej bo od 24ej mam pobudki co 2h!! Wiec nie wysypiam się, słucham jeszcze że dziecko nie ma rytmu dnia, że nie je o stałych porach i ze za póżno kładzie isę spać. Ryczec mi się chce, bo nie ma mi kto pomóc i już nie wiem sama, może faktycznie nie wychodzi mi to maciezynstwo. Ale trudno jest na cycku, ustalić cykl karmien itp.. tym bardziej ze on raz wisi na cycku godzine a raz 5min. Ostatnio jestem tak spiąca,ze już zapominam czy go przykryłam, budze się w nocy i go szukam, a przez sen odniosłam go do łóżeczka. Nie wiem, zaczynam myśleć, że wszystkie matki są takie super a mnie się nie udaje... A jego Ex to już w ogóle i tamto to zlote dziecko było. No ale, to że strsze było i wiele innych chociażby butla z mlekiem modyfikowanym co 3h... Powinnma zmienić nick na załamana.. Czy moej problemy to jak zwykle problemy pary, u której się pojawia nowy członek rodziny? przepychanki w stylu ty się zajmij itp..? bo wszyscy mi mówią, że przesadzam, albo jakie to one miały problemy i że ja nie potrafie tego czy tamtego.. Albo właśnie widziałm co se brałam...
Kitikaat
jesteśmy w podobnej sytuacji i proszę Cię, nie martw się, bo przechodzę podobne męki. Mam dwumiesięcznego synka i chociaż mój M mi pomaga bardzo, to wierz mi, że też czasem ryczeć mi się chce ze zmęczenia. Jak tylko Jaś zamknie oko, ja w tempie ekspresowym wstawiam indycze skrzydło do garnka, po godzinie z dzieckiem na ręku dorzucam do wywaru włoszczyznę w mrożonce, po pół godzinie dolewam passatę pomidorową i zastanawiam się, czy będę miała czas jeszcze ugotować makaron, a tak ogólnie to jestem szczęśliwa, że "ugotowałam" zupę. Na obiad podaję zdrowo - dziki ryż i kasze, bo nie mam możliwości obrać ziemniaków (cud, że jakiś kotlet i sos zrobię). Prasuję w nocy jak M śpi z młodym w pokoju, bo mój syn jest takim małym upierdasem, że śpi w dzień albo na cycku albo na spacerze. Obie okoliczności nie sprzyjają obowiązkom domowym, więc jak tylko przez 3 dni niepoprasuję, to mam hałdę ciuchów do obrobienia... Niedawno synek miał skok rozwojowy i przez tydzień był nie do życia, na co mój M w weekend postanowił mi pokazać jak zajmować się dzieckiem, bo ja "źle się z nim obchodzę i za dużo go noszę na rękach, dlatego siada mi kręgosłup"... Około godziny 15 M powiedział, że "Jaś go wku...wia" bo ciągle jojczy i nie wiadomo o co mu chodzi... a wieczorem powiedział, że ... bolą go plecy
A ja istotnie - odliczam codziennie godziny kiedy M wróci z pracy, po to żeby wziął ode mnie dziecko chociażby na godzinę na spacer i żebym mogła się ogarnąć z robotą domową. W każdym razie po ostatnim weekendzie przestałam słyszeć tekst, że czemu coś jest nie zrobione, obiad nie jest dwudaniowy, bo przecież siedzę cały dzień w domu...
Doskonale Cię rozumiem.....
A w temacie pasierbic, to przed ich wizytami zazwyczaj mam nerwówkę, bo muszę ugotować dla nich obiad, a czy ja wiem jak synek się będzie zachowywał w danym dniu i co ja będę mogła zrobić? Jak są dni, kiedy one są u nas, to odliczam godziny kiedy ich nie będzie, bo do tego całego galimatiasu związanego z opieką nad małym niemowlakiem mam jeszcze dwie dziewczynki, które ogotowuję, opieram i zabawiam. Po ich wizytach błogosławię codzienność w której ich nie ma. Nie dlatego, że są złe albo że ich nie lubię, tylko dlatego że jest mi bardzo trudno łączyć obowiązki matki niemowlaka i macochy. Gdyby z nami mieszkały, pewnie życie byłoby zorganizowane inaczej - miałyby swoje obowiązki np. obranie ziemniaków na obiad, rozwieszenie prania itp. U nas one są jak goście, więc jak gości się je obrabia - M czasem widzę, ze sprząta im nawet ciuchy w garderobie.
I tak kitikaat, to najbardziej mnie teraz dziwi jak ktoś mnie pyta czy jestem za Hillary Clinton czy za Trumpem... Z wiadomości interesuje mnie tylko pogoda, bo zła pogoda oznacza brak spacerów, co oznacza udrękę w domu z Jasiem.
6 845 2016-06-19 20:25:05
Assunta napisał/a:Jakieś 1,5 roku temu Ex próbowała wymusić na M częstsze kontakty. Myślę, że chciała zniszczyć tym nasze małżeństwo, ponieważ, gdyby sąd na takie coś poszedł, to M nie byłoby chyba wcale w naszym domu. Założyła sprawę, żądając częstszych kontaktów. Przy typie pracy M (ostatnio wysłany służbowo na 1,5 miesiąca) i przy odległości od miejsca zamieszkania dziewczyn byłoby to niewykonalne. Stworzyła listę żądanych odwiedzin M u córek: ferie (1 tydzień), Wielkanoc, długi weekend majowy, zakończenie roku szkolnego, miesiąc wakacji, rozpoczęcie roku szkolnego, urodziny (wiosną i jesienią), weekend listopadowy, Boże Narodzenie, Sylwestra. No i jeszcze wizyty raz w miesiącu. Wyobrażacie to sobie przy 400 km odległości? A co ze mną i naszym synem? A co z moją rodziną, którą też mam daleko (starych rodziców). Mielibyśmy też zawsze tam jeździć i zwalać się rodzinie na głowę? A może we wszystkie te dni zostawać sami w domu? A urlop też nie jest z gumy, tak więc byłabym skazana na "wypoczynek" urlopowy tylko i wyłącznie z jego dziećmi. Na szczęście tak się nie stało.
A jeszcze ze 3 lata temu matka Ex wspominała, że zastanawiają się nad tym, czy nie pozbawić M praw rodzicielskich, bo nie spełniał jakichś ich dziwnych życzeń.
Zobaczymy jaki repertuar niespodzianek szykuje nam Ex w tym roku.
POZDRAWIAM WASZe skrajności w skrajność, oby tylko dokopać tatusiowi :-). Nie dało się zabrać praw, to dla odmiany dowalić Mu z drugiej strony. Pomysły Exowych nigdy nie przestaną mnie zadziwiać.
A w tamtym roku, gdy zbliżał się dzień zabrania dzieci na wakacje, Ex przestała odbierać telefon po tym, jak M poinformował ją, że zabiera dzieci do siebie (wolna chata, jezioro, górki, lasy itp.) Ex nie odpowiadał poziom atrakcyjności pobytu u ojca. Oczekiwała chyba, że zabierze je gdzieś do pensjonatu czy nie wiem co. Ale nie powiedziała tego wprost. I się obraziła. Dzieci też miały zakaz rozmowy z ojcem. Odebrała (z pretensjami, bo zawsze muszą być) dopiero po 2 tygodniach. No i dzieci u ojca nie były, a przecież wcześniej naciskała, że koniecznie trzeba je wziąć. A w sądzie mówiła, że dzieci bardzo potrzebują ojca, tęsknią, płaczą... A gdy miał je wziąć na wakacje, to nie było już tak ważne. To jest dopiero prefidia i złośliwość.
6 846 2016-06-20 13:25:27
w ten weekend był ostatni weekend przed wakacjami, co oznacza że pasierbice następnym razem będą u nas na dłużej w sierpniu - 2 tygodnie wakacji ![]()
i różne smaczki. MM jedzie na wycieczkę klasową "tato, fajnie ze kupiłeś mi kurtkę przeciwdeszczową, bo w domu nie mam to sobie wezmę na wycieczkę" ... ok .... "i czapkę z daszkiem" .... ok.... i piżamę i bluzkę i coś tam jeszcze z ciuchów... ok.... i szczotkę do włosów.... ok....."tato i wezmę pastę do zębów, bo jak wezmę tą co mamy w domu to AA nie będzie miała czym myć zębów"..... nie skomentuję.... Po chwili młodsza - "tato, a mogę sobie zabrać taśmę klejącą do domu, bo nie mam....". Przypomnę, że matka deklaruje, że utrzymanie dwóch córek to 7 kPLN miesięcznie, w tym 400 zł miesięcznie na materiały piśmiennicze i 200 zł na kosmetyki... M się wku..rwił. Tym bardziej, że dostał od ex opr, że robi MM drogie prezenty, bo dał córce używanego 6 letniego iphona, którego nie używał.... na co ex mu zarzuciła, że "ona w telefonie ma rozbitą szybkę i pracodawca jej nie chce wymienić telefonu, a teraz córka ma lepszy telefon niż ona"...
po mnie to spływa, M chodzi wkuty od wczoraj, co akurat mnie wkurza, bo jego ściny z ex oznaczają jego zły humor.
6 847 2016-06-20 14:21:07
I co???? Dał Jej te wszystkie rzeczy? Pastę do zębów, piżamę, kurtkę i taśmę????
Ja bym wykorzystała ten moment na pogadankę edukacyjną na temat co to są przelewy bankowe, jak pieniądze z konta taty, trafiają na konto mamy i że zgodnie z postanowieniem sądu (Sąd dla dzieci to dość duży autorytet) mama z tych pieniędzy co daje tata powinna kupić córkom kurtkę, pastę, taśmę i inne przybory niezbędne do wyjazdu na wycieczkę, gdyż , ale , dlatego, że mama nie dokłada się do zakupów, które tata robi dla dzieci we własnym domu, czyli to co kupuje tata zostaje u taty w domu, to co kupuje mama, jest na wyposażeniu u mamy w domu. I jeżeli teraz dziewczyny zabiorą taśmę i pastę, oznacza to, że następnym razem jak przyjadą do taty to taśmy i pasty dla nich nie będzie.
Ale to ja bym tak zrobiła i pewnie Hh999 tez, ale tatuś zapewne wymiękł i przekazał córkom wszystko o co prosiły. Bo cóż to jest: 2 zl na taśmę, 10 zł na pastę, 100 za kurtkę i 50 zł za piżamę.....Kupi się dziewczynkom nowe.
6 848 2016-06-20 16:23:21
Kjim
doskonale znasz mojego M
oczywiście, że wszystko dostały co chciały. Powiedział tylko MM, że ma "odwieźć" ciuchy, co może zrobi, może nie. Szczerze mówiąc, kiedy zapytał mnie "co o tym myślę" machnęłam ręką. Wypowiadałam się o tych sytuacjach wielokrotnie i nie widzę sensu powtarzania się przy każdej okazji. Ponieważ to ja robię zakupy kosmetyczne, napomknęłam tylko, że przed ich kolejną wizytą M ma przypomnieć o konieczności zabrania z sobą "pożyczonej na wycieczkę" pasty do zębów. Oczywiście, zrobiłam to z przekąsem, ponieważ wiem, że ani M tego nie powie córce, ani MM tej pasty nie odwiezie. I qź-wa, nie chodzi przecież o pastę tylko o kuriozalną sytuację, że matka nie przygotowuje córki na wycieczkę klasową kupując jej pastę do zębów... A tłumaczenie M? U nas rzekomo mają rzeczy lepszej jakości (co do past to istotnie, mam schizę w temacie zębów i kupuję dobre pasty, szczoteczki, płyny itd.), więc MM chciała wziąć "naszą" pastę, żeby pochwalić się koleżankom. Dodam, że tylko fakt, że trzymałam synka na rękach spowodował, że nie opadły mi ręce do kolan....
6 849 2016-06-21 16:05:35
Hh999, z jednej strony dobrze, że masz takie podejście zlewające, bo szkoda nerwów, tym bardziej w Twojej sytuacji, lepiej energię zużywać na swoje dziecko. Z drugiej jednak strony jak masz taką roszczeniową ex, która dodatkowo zaniedbuje swoje obowiązki w zakresie zakupu podstawowych rzeczy dla dzieci z alimentów i jeszcze jest na tyle bezczelna że idzie do sądu po podwyżkę, to ja bym się wqurwiła nie na żarty. Ja nauczyłam swojego (choć czasem mu pomagam, bo generalnie jak to facet nie dbał o to specjalnie, żeby ślad zostawiać pisemnie) w przypadku, kiedy coś pokrywa co powinno być z alimentów albo podzielone pomiędzy obojga rodziców (zgodnie z porozumieniem wychowawczym, które podpisali przy rozwodzie i określone tam jest kto co płaci i w jakiej procentowej wysokości, albo że coś pokrywane jest z alimentów np. wyprawka szkolna we wrześniu). Kiedy w ubiegłym roku pokrył koszty leczenia zębów w wysokości 750 zł to napisał maila i załączył wszystkie rachunki, potwierdzające wizyty i kwoty, które wyłożył. Co innego, że mimo iż z porozumienia wynika, ze każde pokrywa połowę, odmówiła oczywiście. Ale mamy ślad i gdyby się zachciało jej pójść do sądu to dowody są i jej odpowiedź odmowna na mailu też jest. Dodatkowo zapomina się "ptaszyna" co nam odpisuje, a że ja mam dobrą pamięć, to ją złapałam przy ostatniej okazji, na tym że przy tej odmowie zapłacenia połowy za dentystę napisała, ze wyprawiła dziecko za 500 zł do szkoły we wrześniu i że nie prosiła M o zwrot tych DODATKOWYCH kosztów, które poniosła (mimo iż w porozumieniu jak byk stoi, że są to koszty pokrywane z alimentów zarówno płaconych przez M jak i przez matkę dziecka). Ok, odpuściliśmy kłótnie o tych klika stówek, trudno - dziecko ma przynajmniej zęby wyleczone, czego ona by nie zrobiła, bo generalnie jak ma iść z młodym do jakiegokolwiek lekarza, to jest chora i olewa temat, musiałby jej chyba zacząć wyć z bólu, może by się ulitowała wtedy. W każdym razie, w związku z tym, że każde wakacje to miesiąc u nas, a teraz dwa razy pod rząd po 5 tyg. M poprosił ją o zmniejszenie alimentów (poza sądem) za jeden miesiąc kiedy jest u nas tzn. tak żeby sobie pokryła koszty stałe utrzymania młodego, jego udział w wynajmie mieszkania i czesne za szkołę, a resztę on przeznaczy na młodego jak będzie u nas w tym czasie, w którym z nią nie będzie. W końcu obok alimentów musimy młodego utrzymywać 5 tyg, co oznacza nie tylko wyżywienie i zapewnienie bieżących potrzeb, ale coś trzeba 5 tyg z tym dzieckiem robić, więc tydzień z nami w górach, tydzień z dziadkami (gdzie też na baseny, kina i parki rozrywki trzeba wydać, żeby się nie nudził), tydzień półkolonie piłkarskie i ostatnie dwa obóz. Więc jeden miesiąc kosztuje wtedy ok 4 - 4,5 tys zł. Nie zgodziła się bo uargumentowała, że ona z tych pieniędzy musi opłacić wyprawkę we wrześniu, gdzie poł roku wcześniej napisała, że za wyprawkę M nie ciągała, więc o żadnym podziale kosztów leczenia zębów nie ma mowy
No i wpadła, bo raz twierdzi tak, a raz siak. Na szczęście nasza ex, wie, że czas panowania i wyciągania od M się skończył, bo teraz ja tu rządzę i pilnuję, by wszytsko było na piśmie! Radzę to samo. W takim przypadku, napisałabym maila (jak jest szansa na outlook wysłać to z opcją potwierdzenia odczytu) że w nawiązaniu do argumentacji z pozwu o podwyższenie alimentów, wysyłasz rachunki za rzeczy, które dla dzieci kupiliście, których nie zapewniła im matka, mimo iż z alimentów zobowiązana jest realizować podstawowe potrzeby dzieci np. kurtkę przeciwdeszczową, której nie miała starsza córka, płyn do płukania jamu ustniej, który nie jest przez dziewczyny używany u matki itp. Wówczas jeśli jesteście jeszcze przed zamknięciem rozprawy, napisać pismo z wnioskiem o dopuszczenie dowodów w związku z nowymi okolicznościami i wykazywać, ile pieniędzy wkładacie w utrzymanie dzieci przedkładając rachunki i treść maila. Co do nowego dziecka, to orzecznictwo milczy praktycznie, w jednym tylko znalazłam, niekorzystne dla nowych dzieci twierdzenie sądu, że nowe dziecko i koszty z nim związane nie mogą wpływać na pogorszenie jakości życia "starych: dzieci bo ojciec mógł przewidzieć czy ma środki na utrzymanie kolejnego czy nie. Wiec generalnie polskie sądownictwo rodzinne stoi na stanowisku, że jak zrobiłeś pierwszej żonie, to już możesz obciąć sobie jaja (sorry za tekst, ale wkurzam się od razu na takie podejście)! bo jak chcesz mieć inne dzieci nawet z miłości z innego związku (bo życie Ci się przecież nie kończy) to powinieneś zapie... na trzy zmiany, żeby tylko te pierwsze miały zajebiście od początku do końca.... niestety nie znalazłam orzeczenia, że poziom życia i ponoszone w związku z tym koszty na rzecz "starych" dzieci nie mogą stanowić o niskim poziomie życia nowego członka rodziny... Dobra kończę, bo na serio temat alimentów i hienowatych EX mnie wyprowadza z równowagi. A czy by nie mogło być po prostu tak, że alimenty powyżej 1.500 zł miesięcznie podlegają rozliczeniu w postaci raportu z zarządu nimi raz do roku np. do marca każdego roku za rok poprzedni... I tyle, a tak dajesz takiej klilkanście, kiladziesią tysięcy rocznie, ale dziecko nie ma bluzek, spodenki kupione przed trzema latami na 122 nijak się nadają na 140 cm, a Ty jedyne co możesz zrobić, to się powkurzać i sobie ponarzekać, bo ex i tak robi co chce i ma Cię totalnie gdzieś. Kończę drogie:) pa
6 850 2016-06-22 01:16:07 Ostatnio edytowany przez Taka_iga (2016-06-22 01:17:37)
Dziewczyny!
Leze teraz w lozku i placze bo juz sama nie wiem czy przesadzam czy mam racje...
Moj M jest rozwiedziony ima 2 dzieci( ja tez po rozwodzie-ale bez dzieci).
Planujemy slub we wrzesniu.
I dzis doszlo do mega awantury-to on ja zrobil-i uslyszalam ze sie "wpierdalam w jego sprawy a tu nic mi do tego"...
A chodzi o to ze byla zona chce zeby on jej wzial auto na firme swoja bo taniej...
I zapytal mnie o zdanie wiec pow ze ok ale ze chcialabym zeby nie bylo wiecej takich rzeczy i ona sobie zyla swoim zyciem bo tera on bedzie moim mezem.
Ze oczywiscie ze jak chodzi o dzieci to wiaodmo...
Ale np uwazam ze powinien przepisac nc+ ktora jest na niego na nia albo tel zrobic cesje z jego firmy na nia.
Bo chyba tak powinno byc?
A on sie obrazil na mnie i mowi ze sie zastanowi jednak nad slubem bo ja jestem zazdrosna i zawistna wobec bylej zony...
I ze to jego sprawa czy jej bierze to auto czy nie...
Nie wiem co myslec...
Zeby bylo jasne-6tys alimentow jej placi, zostawil dom za krory dodatkow splaca kredyt, dzieci sa co 2 weekend u nas, wakacje, i raz w tyg jezdzi do nich(100 km nas dzieli-wiec nie atakujcie odrazu ze malo widzi dzieci)...
6 851 2016-06-22 08:17:17
Dziewczyny!
Leze teraz w lozku i placze bo juz sama nie wiem czy przesadzam czy mam racje...
.
Nie przesadzasz. Z doświadczenia 4-letniego z rozwodnikiem mówię Ci - NIE PRZESADZASZ! Jeśli już teraz takie rzeczy jak "dogadzanie Ex w imię dobra dzieci" Cię denerwują a M nie widzi w tym problemu i zwala na Ciebie winę (że czepliwa jesteś, że zazdrosna, że zawistna.....) to kopnij dziada w dupę bo za rok, dwa , trzy, pięć uzbiera Ci się tego tyle , że nerwowo nie wytrzymasz. I stwierdzisz , że zwaliłaś sobie 5 lat życia. Latka lecą, młodsza nie będziesz a roszczeniowa Ex i uległy mąż to najgorsze bagno , które może się trafić w rodzinach patchworkowych!!!! Postaw na swoim i czekaj na rozwój wydarzeń. Jeśli M i tak pójdzie na rękę Exowej mimo , że już wie, że dla Ciebie to wkurzające .... będziesz miała jasną sytuację, kto będzie rządził w Waszym związku. ONA.
6 852 2016-06-22 18:41:07
Dziewczyny!
Leze teraz w lozku i placze bo juz sama nie wiem czy przesadzam czy mam racje...
Moj M jest rozwiedziony ima 2 dzieci( ja tez po rozwodzie-ale bez dzieci).
Planujemy slub we wrzesniu.
I dzis doszlo do mega awantury-to on ja zrobil-i uslyszalam ze sie "wpierdalam w jego sprawy a tu nic mi do tego"...
A chodzi o to ze byla zona chce zeby on jej wzial auto na firme swoja bo taniej...
I zapytal mnie o zdanie wiec pow ze ok ale ze chcialabym zeby nie bylo wiecej takich rzeczy i ona sobie zyla swoim zyciem bo tera on bedzie moim mezem.
Ze oczywiscie ze jak chodzi o dzieci to wiaodmo...
Ale np uwazam ze powinien przepisac nc+ ktora jest na niego na nia albo tel zrobic cesje z jego firmy na nia.
Bo chyba tak powinno byc?
A on sie obrazil na mnie i mowi ze sie zastanowi jednak nad slubem bo ja jestem zazdrosna i zawistna wobec bylej zony...
I ze to jego sprawa czy jej bierze to auto czy nie...
Nie wiem co myslec...Zeby bylo jasne-6tys alimentow jej placi, zostawil dom za krory dodatkow splaca kredyt, dzieci sa co 2 weekend u nas, wakacje, i raz w tyg jezdzi do nich(100 km nas dzieli-wiec nie atakujcie odrazu ze malo widzi dzieci)...
To nie są tylko JEGO sprawy, bo skoro macie wziąć ślub, to będą to WASZE sprawy. "Wpierdalasz się" - ładnie powiedziane. No niestety - małżeństwo to związek 2 osób, a nie trzech. "My się nie dzieli przez trzy". Kjim ma rację - musisz się postawić i poczekać. Bo teraz to on się stawia i jeszcze grozi, że się rozmyśli. Nie przesadzasz - dobrze to znam: "to nie twoje sprawy", "moje dzieci - więc będę z nimi postępował tak, jak chcę", "czepiasz się", "ona (EX)nie ma złych zamiarów - przesadzasz i doszukujesz się tego, czego nie ma", "nasz syn i moje córki to dwie zupełnie różne sprawy" - tak mi mówił mój M. Nic mnie tak nie wyprowadza z równowagi jak takie gadanie. Jestem z nim prawie 8 lat i niestety kładzie się to cieniem na nasz związek. A ja jeszcze nie mam tak źle, bo pasierbice i Ex 400 km ode mnie. Trzymaj się i myśl racjonalnie, chociaż wiem, że to trudne na Twoim etapie, kiedy jesteś zakochana (chyba mam rację?). Ja patrzę na to z perspektywy 8 lat, więc inaczej.
6 853 2016-06-22 22:29:59
Taka iga współczuję tego jak potraktowal Cię narzeczony jak można powiedzieć do kobiety z która dzieli się życie nie wpier... sie w moje sprawy. Jak mozna szantażować odwołaniem slubu tylko dlatego, ze druga strona wyraziła swoje zdanie. W twoim związku to nie przeszlosc partnera jest najwiekszym problemem tylko jego charakter. Gdyby nie bylo eks i dzieci to pewnie bys miala podobne problemy z narzeczonym tylko z innego powodu. Trzymaj się.
6 854 2016-06-23 10:46:00 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-06-23 11:54:09)
Dusia
przyznam, że ja sobie to "odnotowuję" w głowie i zazwyczaj korzystamy z pewnych argumentów w momencie, kiedy przychodzi na to okazja (dbając, aby zostały utrwalone na piśmie np. w korespondencji mailowej). Lubię święty spokój i jest tak, że "nierozjuszona", nie mam skłonności do zaogniania sytuacji, bo w przypadku mojej ex i mojego M o konstruktywnej dyskusji nie ma mowy... Każde z nich deklaruje, że niby ma na to chęć, ale to jest tylko pozór - pomimo rozstania 7 lat temu sądzę, że najchętniej by się pozarzynali (żałosne, ale tak to postrzegam).
Chciałabym szczerze, żeby potrafili przegadać sprawy dotyczące wychowania córek, w tym oczywiście sprawy finansowe. Nie jestem głupia i mam taką trochę intuicję co do działań podejmowanych przez ludzi - po tylu latach życia już trochę potrafię przewidzieć, co cwani ludzie kombinują i ... następnym etapem będzie walka o zęby a raczej jej finansowanie
wierz mi, że poruszyłaś temat opisując swojego pasierba, który w mojej ocenie będzie kolejną "kostką domina". Otóż dziewczyny są zmęczone zajęciami dodatkowymi, a ich matka chyba też przeliczyła siły i nie daje radę. Pojawiają się oznaki znużenia i mowa, ze "teatr jest głupi", "po akrobatyce po rozciąganiu boli mnie w kroczu" itd. Okazuje się też, że młodsza cierpi na paraliżującą ją tremę i już chyba trzykrotnie w trakcie przedstawień (gdzie np. miała swoją rolę do wypowiedzenia na scenie), wpadała w histerię i odmawiała występu. Ostatnio miała mieć występ i grać na pianinie i w momencie, gdy ją wywoływali na scenę rozpłakała się i nie było siły, żeby ją skłonić do zagrania publicznie utworu "wlazł kotek na płotek" (autentycznie....). W trakcie przedstawienia jasełek, miała być murzynkiem i też nie wyszła na scenę. Dzisiaj okazało się, że starsza nie ma ochoty na próbę jakiegoś teatrzyku, M mówi mi, że ją zabierze z domu i gdzieś tam pójdzie, na co ja go opieprzam, że to niepedagogiczne - skoro zapisała się na teatr, chodzi cały rok to odpowiedzialność wymaga, że musi chodzić na próby. M mi na to, ale MM twierdzi, że zna rolę i wszystko wie, ja na to, że ona nie bierze udziału w monodramie i może jakieś inne dzieci potrzebują jej na przestawieniu, żeby wiedzieć po kim wchodzą i jak..... w końcu pracuje w grupie i jest za tą grupę odpowiedzialna i on jej nieobecność ma przynajmniej omówić z matką, a nie że MM nie idzie bo jej się nie chce....!!!! A wracając do tematu, przewiduję, że w przyszłym roku same dziewczyny nie za bardzo będą miały ochotę na kontynuowanie wszystkich zajęć. Rosną im za to krzywe zęby... sprawa jest o tyle irytująca, że jako osoba, która przez 8 lat nosiła aparat ortodontyczny, trochę się na tym znam. Młodsza (8 lat) ma za małą szczękę (ja też tak miałam) i była u ortodonty, który ten problem zdiagnozował - niestety zęby stałe nie będą miały się gdzie mieścić. Też tak miałam i od 5 roku życia nosiłam na noc specjalny aparat, który tą szczękę miał mi powiększyć. A tu qź-wa, nie wiem na co eks czeka... może techniki leczenia ortodontycznego się zmieniły, ale wygląda na to, że czeka aż wyrosną jej zęby krzywulce, po to żeby je potem prostować... Już o tym bąknęła w jednej z korespondencji. Starszej dziewczynce (obie są ładnymi dziećmi) też rośnie krzywo ząb, a matka nie wiem na co czeka... żeby ją te zęby oszpeciły? Ja już bym chodziła do dobrego ortodonty, żeby problemowi przeciwdziałać tam gdzie można, dla dobra dziewczynek. Sądzę, że w następnym kroku zaprzestanie zajęć dodatkowych a postawi na leczenie ortodontyczne i na jedno wyjdzie, bo na dobrego ortodontę na dwójkę dzieci można i wydać majątek. Piszę dlatego o młodszej, że teraz ją można by leczyć w ramach NFZ, bo jej za mała szczęka mogłaby być już korygowana aparatem ruchomym i nie mam pojęcia czemu eks tego teraz nie robi... Nie mówię, że eks jest złą matką, że zaniedbuje dziewczynki, ale jest dziwna, bo w wielu obszarach je zaniedbuje a w innych przesadza.
Taka-Iga
nie dodam nic do tego co napisały koleżanki, ale nie wyobrażam sobie, żeby kobieta która otrzymuje 6 kPLN alimentów, miała dom z kredytem spłacanym przez byłego męża, potrzebowała jeszcze samochodu na firmę, żeby było korzystniej... taka filozofia to w mojej ocenie prosta droga do tego, że zawsze będzie jakiś pretekst, żeby czegoś chcieć, prosić, żądać, a w efekcie - nigdy nie pozbyć się bieżących kontaktów z eks...
6 855 2016-06-24 09:01:36
Ex mojego M zaczyna robić jazdy. Zażądała, żeby M przyjechał na zakończenie roku starszej córki (skończyła podstawówkę), ale M nie ma jeszcze urlopu, poza tym jutro wyjeżdżamy wszyscy nad morze (rezerwacja od lutego). I nie pojechał. M liczy na to, że weźmie córki 20 lipca do siebie, ale chyba boi się dokładnie umówić, bo jeszcze się dokładnie nie dogadali. Napisała mu ironiczny sms, że córka chce podziękować ojcu za wkład włożony w jej edukację. Gdy M nie pojechał, obraziła się, obraziły się wszystkie trzy i nie odbierają żadnych telefonów. O telefonie na Dzień Ojca M mógł zapomnieć. No i teraz chyba 2 tygodnie urlopu z córkami stoją pod znakiem zapytania, bo nie można się skontaktować. Moim zdaniem M jest za miękki wobec Ex i za mało konkretny, czeka, aż ona coś powie, coś zdecyduje. M twierdzi, że nie chce psuć relacji. Ale te relacje i tak są beznadziejne i zależne od humoru Ex. Ona mu wszystko potrafi wygarnąć, być złośliwa, robić różne numery i pogrywać dziećmi. On za to rzadko potrafi być wobec niej stanowczy. Nie wie, że nie naprawi tych stosunków, bo Ex przez to za dużo sobie pozwala i nie ma do niego za grosz szacunku.
6 856 2016-06-24 09:46:32 Ostatnio edytowany przez supremacjazla (2016-06-24 10:21:53)
Assunta - rozumiem, że relacje Twojego partnera z Ex są nieodpowiednie. Tylko podany przykład dowodzi o braku zainteresowania ojca - zakończenie roku szkolnego jest ogłoszone już na jego początku - we wrześniu znana jest data - mogliście to uwzględnić dokonując rezerwacji urlopu - od września do lutego jakby nie liczyć jest to 6 miesięcy, więc termin zakończenia został podany wcześniej. Także była to świadoma decyzja Twoja i partnera, że nie będzie go w tym dniu w Waszym mieście.
To nie jest absolutnie atak, tylko wydaje mi się, że na taką sytuację można spojrzeć też z tej perspektywy. Zakończenie roku szkolnego czy zakończenie podstawówki dla jednego dziecka jest nic nie warta, dla innego to coś ważnego. Nie opowiadam się pozytywnie o zachowaniu Ex Twojego partnera, ale jestem w stanie zrozumieć, że córka mogła liczyć na obecność taty w tym dniu.
6 857 2016-06-27 10:09:45 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-06-27 10:11:37)
Assunta, supremacjazla ma rację w tym, że podany przez Ciebie przykład dowodzi braku zainteresowania ojca tym , że dziewczyny mają zakończenie roku szkolnego. I tak na dobrą sprawę... jeśli On nie przejawia tym zainteresowania, to Exowa owszem może być tym faktem wkurzona a dzieci rozżalone. Ale.... nie bardzo rozumiem Twoje zdenerwowanie z tego powodu??? Że Exowa zaczyna robić jazdy? Że nie da dzieci na wakacje? A może Twojemu facetowi właśnie o to chodzi? Wie, że jeśli weźmie do siebie córki, to Ty z synem wyjedziesz na ten czas do swojej rodziny i... znów będzie musiał z nimi być sam. Sam ugotować, uprać, ogarnąć dziewczyny i poświęcić Im czas. Wie, że nie będzie mógł scedować tych obowiązków na Ciebie, więc może byłoby Mu wygodniej żeby jednak Exowa walnęła focha i znów nie puściła dzieci do ojca? Mógłby z Tobą wyjechać i po prostu odpocząć bo przecież waszym synem to ty się zajmiesz , On nie będzie musiał tego robić wyłącznie SAM.
Dostrzegam analogię w tym co robi Twój M, z tym jak zachowuje się mój partner. W chwili kiedy przestałam wyręczać go w obowiązkach związanych z Jego dziećmi, kiedy na urlop z dziećmi wyjechał sam, bo ja odmówiłam wspólnego "wypoczynku", nagle Jego zainteresowanie sprawami dzieci zmalało. Wszyscy obwiniają za to mnie, że ja nie chcę ich pod swoim dachem ( bo nie chcę - to prawda), ale pod swój dach M też ich nie chce zabierać, bo tam musi wszystko sam. Tam nikt Go nie wyręcza w obowiązkach i niestety spuchł. Przyjemnie jest spełniać zachcianki dzieci przez 4 czy 6 godzin w weekend, ale mieć je na głowie przez cały urlop to już niekoniecznie. Więc wyluzuj Assunta, nie przeszkadzaj ale i nie wyręczaj M w Jego obowiązkach związanych z Jego dziećmi. Z tego co pisałaś wcześniej wnioskuję, że jeśli Exowa nie da Mu dzieci na wakacje, całą winę będzie mógł zwalić na podły charakter Exowej i odegrać rolę pokrzywdzonego tatusia. A tak naprawdę będzie zadowolony , że spędzi urlop tak jak będzie chciał , nie obarczany żadnymi obowiązkami, bo przecież Waszym synem Ty się zajmiesz, On nie będzie musiał.
6 858 2016-06-28 14:32:41
Dziewczyny!
Leze teraz w lozku i placze bo juz sama nie wiem czy przesadzam czy mam racje...
Moj M jest rozwiedziony ima 2 dzieci( ja tez po rozwodzie-ale bez dzieci).
Planujemy slub we wrzesniu.
I dzis doszlo do mega awantury-to on ja zrobil-i uslyszalam ze sie "wpierdalam w jego sprawy a tu nic mi do tego"...
A chodzi o to ze byla zona chce zeby on jej wzial auto na firme swoja bo taniej...
I zapytal mnie o zdanie wiec pow ze ok ale ze chcialabym zeby nie bylo wiecej takich rzeczy i ona sobie zyla swoim zyciem bo tera on bedzie moim mezem.
Ze oczywiscie ze jak chodzi o dzieci to wiaodmo...
Ale np uwazam ze powinien przepisac nc+ ktora jest na niego na nia albo tel zrobic cesje z jego firmy na nia.
Bo chyba tak powinno byc?
A on sie obrazil na mnie i mowi ze sie zastanowi jednak nad slubem bo ja jestem zazdrosna i zawistna wobec bylej zony...
I ze to jego sprawa czy jej bierze to auto czy nie...
Nie wiem co myslec...Zeby bylo jasne-6tys alimentow jej placi, zostawil dom za krory dodatkow splaca kredyt, dzieci sa co 2 weekend u nas, wakacje, i raz w tyg jezdzi do nich(100 km nas dzieli-wiec nie atakujcie odrazu ze malo widzi dzieci)...
To żeś se gentelmena wyrwała:-) poczekaj jak mu ręka poleci, bo chyba trochę nerwowy ten twój miś. Zresztą chyba trochę się zapędził. Ten pan to typ z rodzaju " jak Ci się nie podoba to spier..." Zmarnujesz czas, w takich związkach musi być porozumienie i praca obu stron. A czasem i to jest za mało. Nie wiesz w co się pakujesz..
To się skończy rozdzielnością, a jeżeli takową macie. To on ma prawo robic co chce. Szykuj się wtedy na więcej, drogie prezenciki dla córek a ty koszty po pól wyliczane co do złotówki. Nie będzie normalne życia rodzinnego. Będziesz bardzo samotna.
6 859 2016-06-28 14:39:09 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2016-06-28 14:48:00)
Ex mojego M zaczyna robić jazdy. Zażądała, żeby M przyjechał na zakończenie roku starszej córki (skończyła podstawówkę), ale M nie ma jeszcze urlopu, poza tym jutro wyjeżdżamy wszyscy nad morze (rezerwacja od lutego). I nie pojechał. M liczy na to, że weźmie córki 20 lipca do siebie, ale chyba boi się dokładnie umówić, bo jeszcze się dokładnie nie dogadali. Napisała mu ironiczny sms, że córka chce podziękować ojcu za wkład włożony w jej edukację. Gdy M nie pojechał, obraziła się, obraziły się wszystkie trzy i nie odbierają żadnych telefonów. O telefonie na Dzień Ojca M mógł zapomnieć. No i teraz chyba 2 tygodnie urlopu z córkami stoją pod znakiem zapytania, bo nie można się skontaktować. Moim zdaniem M jest za miękki wobec Ex i za mało konkretny, czeka, aż ona coś powie, coś zdecyduje. M twierdzi, że nie chce psuć relacji. Ale te relacje i tak są beznadziejne i zależne od humoru Ex. Ona mu wszystko potrafi wygarnąć, być złośliwa, robić różne numery i pogrywać dziećmi. On za to rzadko potrafi być wobec niej stanowczy. Nie wie, że nie naprawi tych stosunków, bo Ex przez to za dużo sobie pozwala i nie ma do niego za grosz szacunku.
Ale jak to zażądala? jeżeli wcześniej nie byliście umówieni, że M ma jechać na zakończenie roku. Bo przysłowiowo "nic nie obiecywał". To nie rzuci teraz wszystkiego i nie pojedzie, bo matka jego dzieci ma fanaberie. A poza tym córka to już dorosła pannica sama mogła pogadać z ojcem. Jeżeli nie zrobiła tego wcześniej, to czas najwyższy pokazać jej, że życie toczy się nie tylko wokól niej. Jeżeli tak właśnie było, to matka manipuluje córkami by dopiec ojcu. Zapewne jego przyjazd na zakończenie podstawówki zaowocowałby awanturą o cos zupełnie innego. Poza tym duza dojrzałość matki i bardzo wychowawcze to nie odbieranie telefonów. Niedługo ona tez będzie miała z córeczkami ciche dni. Bo dzieci bardzo szybko nasladuja zachowania rodziców. Niestety tylko te złe....
6 860 2016-06-29 03:58:02
Assunta
u mnie sytuacja na koniec roku była zgoła inna, a też skończyła się moim wq-wem. Codziennie od poniedziałku do piątku M miał zajęte popołudnie, bo ciągle jego córki miały jakieś przedstawienie; a to pianino (niezagrany utwór "wlazł kotek na płotek"), a to teatr (obie miały występy, gdzie wypowiadały może po trzy linijki tekstu) a to występ z akrobatyki (15 minut fikołków i wygibasów), a to w końcu koniec roku szkolnego, po którym M wziął dziewczynki na obiad. Doszło przy okazji do scysji z żoną i akcji rodem z brazylijskiej telenoweli. M i eks nie dogadali się co do terminu zwrotu dziewczynek w ten piątek (mam wrażenie, że młode coś pokręciły), efekt był taki że eks zażądała, że ma je zawieść jej na jakąś tam ulicę, M powiedział, że nigdzie ich nie zawiezie, że są pod domem. Na to eks, wściekła że musi wracać do domu, zajechała mu drogę, zatrzymała się na postojowych na środku ulicy, wyleciała z samochodu i zaczęła się drzeć na M.... ten też jej coś odpyskował. Jak mi to opowiadał, to ciśnienie mi poszło, że daje się eks prowokować do pyskówek. Potem słała sms-y... i powiem Wam, że pomimo iż staram się być neutralna, to kobieta naprawdę jest żałosna. Wyobraźcie sobie, że to że ojciec po zakończeniu roku zabrał córki na obiad do włoskiej knajpy, gdzie jedna sobie wybrała spaghetti po bolońsku, a druga carbonarę (lubią makarony) - ich matka skwitowała "dorabiasz sobie w knajpie robiąc makaron?"... noż... nie zrobiła dzieciom obiadu i nie wiem po jaką cholerę te uszczypliwości.
Dziewczyny w sobotę pojechały z matką na wakacje i ani razu nie odezwały się do ojca, ani jednym głupim sms. Niestety widzę jak mu przykro... Zakazałam mu się odzywania jako pierwszy. Jestem pewna, że jak będą coś od niego chciały, to przypomną sobie o ojcu ....
6 861 2016-06-29 08:22:32
Bo tak z tymi Exowymi jest. Jak robisz wiele dla dzieci to będzie ssała jak pijawa (zasłaniając się dobrem dzieci) i jeszcze docinki w stylu " dorabiasz jako makaroniarz" - no faktycznie żenujące. Zamiast podziękować, że po zakończeniu roku szkolnego zorganizował dzieciom popołudnie. Ale Jej ciągle będzie źle i nie dobrze i ciągle będzie mało, jeszcze Jej dzieci zawieź tam gdzie Ona aktualnie przebywa (dobrze , że nie pojechała do ... dajmy na to do Brukseli) :-))) Masz rację żałosna jest. Ale niestety wszystkie te cechy przejmą córeczki. Zatem cierpliwości....
6 862 2016-06-29 09:45:38
Kjim ty tez jesteś eks i nie wierzę, że nigdy nie robiłaś akcji byłemu mężowi, i trudno mi uwierzyć że twoje dzieci nigdy nie zdenerwowaly partnerki twojego eks. Za co matka ma dziękować ojcu, ze zabrał dzieci na obiad? Fakt komentarz o zostaniu makoranarzem nie byl na miejacu. Hh999 i inne kobiety które ostatnio piszą o swoich problemach weszły w związek jako bezdzietne. Ty posiadasz dzieci z poprzedniego związku, więc powinnaś miec większą tolerancję dla dzieci partnera. Piszesz ze dziewczynki będą takie same jak ich matka. Wiele razy podkreslasz ze swoje dzieci wychowujesz inaczej, mnie się wydaje ze swoim zachowaniem w stosunku do pasierbow pokazujesz swoim dzieciom że są lepsze od dzieci partnera.
6 863 2016-06-29 10:20:17
Kjim ty tez jesteś eks i nie wierzę, że nigdy nie robiłaś akcji byłemu mężowi, i trudno mi uwierzyć że twoje dzieci nigdy nie zdenerwowaly partnerki twojego eks. Za co matka ma dziękować ojcu, ze zabrał dzieci na obiad? Fakt komentarz o zostaniu makoranarzem nie byl na miejacu. Hh999 i inne kobiety które ostatnio piszą o swoich problemach weszły w związek jako bezdzietne. Ty posiadasz dzieci z poprzedniego związku, więc powinnaś miec większą tolerancję dla dzieci partnera. Piszesz ze dziewczynki będą takie same jak ich matka. Wiele razy podkreslasz ze swoje dzieci wychowujesz inaczej, mnie się wydaje ze swoim zachowaniem w stosunku do pasierbow pokazujesz swoim dzieciom że są lepsze od dzieci partnera.
Nic mnie tak nie drażni, jak ludzie, którzy imputują innym co sądzą o sobie wzajemnie. Kjim pokazuje, że są zachowania, których nie akceptuje i pewnie podobne zachowania u jej własnych dzieci są także nieakceptowalne - proste jak konstrukcja cepa. A dzieci w takich rodzinach - nie mają o co rywalizować. W innej sytuacji jest dziecko wychowywane przez obydwoje rodziców - nawet posiadających potomstwo z innych relacji, a w innej te, które mieszkają wyłącznie z jednym rodzicem, a drugie widują w terminach dogodnych dla nich, bądź ustalonych przez sąd - trzeba być emocjonalnie niesprawnym, żeby nie mieć tej świadomości.
Hh999 - moim zdaniem Twój mąż zachował się bardzo dobrze, to jak pogrywa jego Ex to jest tylko świadectwo jej niedojrzałość - jak można się pokłócić z ojcem własnych dzieci na ich oczach - niezależnie, czy zmiana miejsca odwiezienia dzieci - jej odpowiada, czy też nie. Winna powiedzieć na osobności Twojemu mężowi, co o tym myśli, a nie robić awantury przy dzieciach. Pokazując im, że mile spędzony czas z ojcem generuje frustracje matki. Pogrom.
Kijm - uważam, że to jak ojciec chce spędzać czas z własnymi dziećmi - to jest uzależnione od jego indywidualnych potrzeb. Mówisz, że Ex to wykorzystuje i zasłania się dobrem dzieci - pewnie są przypadki, gdy tak jest - ale z drugiej strony, pewnikiem gdyby nie awantura byłej u Hh999 jego córki po latach wspominałyby, że ojciec mimo natłoku obowiązków, zobowiązań wobec nowej partnerki znalazł czas, żeby świętować z nimi zakończenie roku.
A dzieci dorastają, po pewnym czasie będą mniej podatne na sugestie. Wiele kwestii po latach wygląda zupełnie inaczej.
I co tu dużo kryć, to Wasi partnerzy dokonują określonych wyborów, podobnie jak dokonywał ich mój ojciec. To oni decydują czy pojadę na zarezerwowane wakacje nad morze, czy pójdą na zakończenie roku szkolnego do dziecka. Zastanawiają się jak rozsądnie podzielić święta czy dni wolne, aby każdy był zadowolony - tak się nie da. Zawsze będzie coś, co według drugiej strony czy dzieci, czy Ex, czy aktualnej partnerki można zrobić lepiej, zorganizować inaczej. Jak podoba się jednej stronie, druga często nawet mimo zrozumienia sytuacji jest rozczarowana i normalnie ludzko smutna - że każde popołudnie jest zajęte na spektakle dzieci, że ojciec nie przyszedł na zakończenie roku ect. W takich sytuacjach ratuje tylko dystans.
6 864 2016-06-29 10:51:26
Kjim ty tez jesteś eks i nie wierzę, że nigdy nie robiłaś akcji byłemu mężowi, i trudno mi uwierzyć że twoje dzieci nigdy nie zdenerwowaly partnerki twojego eks.
Nie musisz wierzyć w nic co tu piszę. Nie zależnie od tego co tu napiszę TY i tak masz już o mnie wyrobione negatywne zdanie.
Za co matka ma dziękować ojcu, ze zabrał dzieci na obiad?
A dlaczego miałaby nie podziękować. Córki też - czemu miałyby nie podziękować ojcu za świetowanie zakończenia roku szkolnego w restauracji ???
Nawet będąc jeszcze w małżeństwie z Byłym, zdarzało mi się podziękować Mu za to, że zabrał dzieci gdzieś na parę godzin (choćby na plac zabaw), tylko dlatego, że odpoczynek sam na sam ze sobą (jako młodej matce na wychowawczym) był mi potrzebny!!!! Również obecnie, w sytuacji gdy dogadujemy się w jakieś sprawie (np. kiedy chcę wyjechać gdzieś z dziećmi i muszę Byłego poprosić by zrezygnował ze swojego niedzielnego "widzenia", lub zamienił się ze mną na jakiś weekend), kiedy dogadujemy się w tym zakresie i On idzie mi na rękę, mówię Mu "DZIĘKUJĘ". Nie rozumiem dlaczego zakładasz, że ojcu nie powinno się dziękować za takie rzeczy???
Ty posiadasz dzieci z poprzedniego związku, więc powinnaś miec większą tolerancję dla dzieci partnera.
I kolejny raz Ci powtarzam, dzieci są jakie są przez zaniedbania ich rodziców. Nie brakuje mi tolerancji dla dzieci partnera. Ja nie toleruje beznadziejnego stylu nie wychowywania tych dzieci przez M i Jego Byłą żonę. Uważam , że oboje robią to beznadziejnie przez co dzieci są jakie są, a ja nie pozwolę by łobuzerka rządziła w moim domu. Czego innego uczę swoje dzieci !!!!
Piszesz ze dziewczynki będą takie same jak ich matka.
Bo wyniosą z domu to, czego ich matka z ojcem nauczą. Matka uczy nienawiści do ojca i sposobów na Jego dojenie, a ojciec Je uczy, że coby nie zrobiły, to On i tak je po dupce będzie całował. Dl;a mnie to krótka droga do patologii.
Wiele razy podkreslasz ze swoje dzieci wychowujesz inaczej, mnie się wydaje ze swoim zachowaniem w stosunku do pasierbow pokazujesz swoim dzieciom że są lepsze od dzieci partnera.
Moje dzieci nie widzą mojego stosunku do pasierbów, bo tych stosunków wogóle u nas nie ma. Nie widuję się z nimi i dbam o to, by moje dzieci nie spotykały się z pasierbami. Organizujemy sobie czas oddzielnie. Ja ze swoimi dziećmi, M ze swoimi.
I oczywiście nie musisz wierzyć w NIC co tu napisałam :-)
6 865 2016-06-29 11:10:34
Kijm - uważam, że to jak ojciec chce spędzać czas z własnymi dziećmi - to jest uzależnione od jego indywidualnych potrzeb.
Tak, ale weź pod uwage to, że te Jego potrzeby to nie zawsze jest potrzeba "dobra dziecka" . Czasem Jego decyzje (ojca), są podyktowane dokopaniem Pani Byłej, udowodnieniem światku , że jest zajebistym ojcem, a "dobro dzieci" jest potrzebą trzeciorzędną!!!
Nie zawsze Jego "wniosek o zwiększenie kontaktów " jest podyktowany tęsknotą za dzieckiem. Czasem ojcowie robią to z pobudek bardziej egoistycznych!!!
Mówisz, że Ex to wykorzystuje i zasłania się dobrem dzieci - pewnie są przypadki, gdy tak jest - ale z drugiej strony, pewnikiem gdyby nie awantura byłej u Hh999 jego córki po latach wspominałyby, że ojciec mimo natłoku obowiązków, zobowiązań wobec nowej partnerki znalazł czas, żeby świętować z nimi zakończenie roku. .
Mam wrażenie, że akurat te dzieci, nigdy ojcu za nic nie podziękują, bo nikt Ich nie uczy, że za takie "proste" rzeczy też wypada dziękować. Nauczone są jednak, że wszystko Im się należy niezależnie od tego, jak będą się zachowywać. Póki ktoś Im nie uświadomi, nie nauczy, że ojciec nie jest od zaspakajania zachcianek, póty nie będą wiedziały, że za poświęcony czas można by ojcu czy matce podziękować.
A dzieci dorastają, po pewnym czasie będą mniej podatne na sugestie. Wiele kwestii po latach wygląda zupełnie inaczej. .
Byc może po latach dostrzegą, że toco przez tyle lat opowiadała matka o ojcu nie jest prawdą, że ojciec nie jest taki drań jak matka to przedstawiała, ale jeśli wyuczą się od małego takich zachowań (że ojciec to śmieć, którego można wykorzystywać) to nie sądzę , że w takich dzieciach po latach zajdzie jakaś zmiana. Obym się myliła.
6 866 2016-06-29 12:10:51
Kjim fakt nie musisz jesli nie chcesz widywac się z dziećmi partnera, w koncu jak tu wiele razy piszecie macocha nie musi oglądać dzieci swojego faceta jak nie ma na to ochoty. Na miejscu faceta który związał się z kobieta która nie lubi i nie ma ochoty widywac pasierbow, a sama ma dzieci z wczesniejszego związku, to traktowalabym dzieci partnerki jak powietrze, nie rozmawiala z nimi nie pomagała w lekcjach itp. Mam nadzieję ze twój M traktuje tak twoje dzieci, lub zacznie Je tak traktować.
6 867 2016-06-29 12:23:14
Kjim wcale tak zle nie myślę o tobie jak piszesz. Tylko nie potrafię zrozumieć twojego postepowania, wzgledem partnera i jego dzieci. Pamietam jak napisałaś jak było ciężko Ci po rozstaniu z mężem bylas na wychowawczym nie mialas dochodu, dzieci były małe. Pewnie wiesz jak musiało być ciężko bylej twojego partnera, czy eks M Hh999 one, tez zostały z malymi dziecmi. Nie każdy tak samo poradzi sobie w tej samej sytuacji.
6 868 2016-06-29 12:39:02 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-06-29 12:47:45)
Kjim fakt nie musisz jesli nie chcesz widywac się z dziećmi partnera, w koncu jak tu wiele razy piszecie macocha nie musi oglądać dzieci swojego faceta jak nie ma na to ochoty. Na miejscu faceta który związał się z kobieta która nie lubi i nie ma ochoty widywac pasierbow, a sama ma dzieci z wczesniejszego związku, to traktowalabym dzieci partnerki jak powietrze, nie rozmawiala z nimi nie pomagała w lekcjach itp. Mam nadzieję ze twój M traktuje tak twoje dzieci, lub zacznie Je tak traktować.
Powody, dla których nie chcę by moje dzieci miały kontakt z pasierbami wyjaśniałam wielokrotnie, ale Ty najwyraźniej dalej tego nie rozumiesz.
Być może też byłabym bardziej przychylna dzieciom partnera (tak jak M jest przychylny do moich dzieci) gdyby Jego dzieci zachowywały siĘ w stosunku do mnie tak , jak moje dzieci w stosunku do M. Moje dzieci nie mówią do M - "nie muszę się Ciebie słuchać", " bo co mi zrobisz?", " nie jesteś moim tatą i nie będę robić tego co mi mówisz", "tata powiedział , że nie muszę się Ciebie słuchać i że mogę robić co chcę". Moje dzieci za takie zachowanie, lub choćby za próby takiego zachowania byłyby natychmiast wyprostowane przeze mnie. Wiele razy tłumaczyłam dzieciom dlaczego M lub cioci (czyli partnerce mojego Byłego) należy się szacunek. W odniesieniu do stosunków pasierbic do mnie, nie padło żadne wychowawcze słowo ze strony M, a ze strony matki tych dzieci było wieczne podjudzanie i negatywne nastawianie. WIDZISZ RÓŻNICĘ???? GDYBY M USŁYSZAŁ RAZ LUB DWA ZDANIE OD MOJEGO SYNA: "NIE JESTEŚ MOIM TATĄ, NIE MOŻESZ MI ROZKAZYWAĆ LUB ZABRANIAĆ" GWARANTUJE CI, ŻE NIE BYŁBY Z NAMI ANI JEDNEGO DNIA DŁUŻEJ.
6 869 2016-06-29 12:42:00 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-06-29 12:43:31)
Co widzę,marza nadal prowadzi krucjatę przeciw podłym macochom stając w obronie uciśnionych ex i ich biednych niebożątek i nawet do łba jej nie przyjdzie ze wredne macochy maja w zadzie jej pobożne życzenia
kobieta która nie moze sobie poradzić z zaszłościami z dzieciństwa,jest zgorzkniała,przesiąknięta nienawiścią do swojej macochy projektuje swoja nienawiść na nas,OLEJCIE I NIE ODPOWIADAJCIE NA TE BREDZENIA,PISZĄC SAMA DO SIEBIE W KONCU SIE TYM ZNUDZI
6 870 2016-06-29 12:51:18 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-06-29 14:32:11)
Kjim wcale tak zle nie myślę o tobie jak piszesz. Tylko nie potrafię zrozumieć twojego postepowania, wzgledem partnera i jego dzieci. Pamietam jak napisałaś jak było ciężko Ci po rozstaniu z mężem bylas na wychowawczym nie mialas dochodu, dzieci były małe.
Pamiętam , że było mi ciężko jednak nie był i nie jest to powód zeby z tego powodu wyżywać się na Byłym mężu, wisiec na Nim jak na rzepie. Decyzję o rozwodzie podjęłam świadomie ponosząc wszystkie konsekwencje z tym związane , łącznie z tym, że "byłoo mi ciężko"
Pewnie wiesz jak musiało być ciężko bylej twojego partnera, czy eks M Hh999 one, tez zostały z malymi dziecmi. Nie każdy tak samo poradzi sobie w tej samej sytuacji.
Nie oczekuj proszę, że będę współczuła Exowej sytuacji w jakiej się znalazła. " Moja" Exowa nie została SAMA z dziećmi!!!!!!! Spakowała dzieci (dwoje mniejszych, bo starszego syna zostawiła jak psa w domu) i wyprowadziła się do kochanka!!!! Więc gadki o tym jak Jej było ciężko i jak sobie bidna nie radziła z małymi kruszynkami w dupę sobie wsadź.
Jest dorosła. Decyzję o ucieczce po kryjomu z domu, zabraniu młodszych dzieci i wyprowadzeniu się do kochanku podjęła jako dorosła 35letnia kobieta. Zawsze powtarzacie "widziały gały co brały" co oznacza, że trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów. Exowa pojęła takie decyzje a nie inne i teraz za to płaci Ona, płacą Ich dzieci. Ale nie zamierzam Jej współczuć z tego powodu. Niech konsekwencje swoich decyzji ponosi sama.
6 871 2016-06-29 12:55:30
Lusilju jestes bezwzgledna i pozbawiona skrupułów w tobie jest tyle złości do ludzi, którzy mają inne zdanie niż Ty. Skąd w Tobie tyle zlych emocji? Ja do nikogo nie palam nienawiścią tak jak Ty to robisz. Mam nadzieję ze u córki twojego męża wszystko w porządku.
6 872 2016-06-29 17:10:50
Jak tak czytam i czytam posty marzy2, to zastanawiam się, czy jej macocha nie lubiła jej przypadkiem nie za fakt, że jest z pierwszego małżeństwa, tylko za to, jaką osoba była. Bo jeśli miałabym przebywać z kimś o takim charakterze i takim poziomie inteligencji emocjonalnej, to chyba bym też sobie darowała...
A może czas zacząć szukać winy w sobie, a nie w macosze? A może marza2 też była taką nieznośną, roszczeniową, rozpuszczoną, zaślepioną swoim egoizmem dziewuchą jaką opisują niektóre macochy? Tak łatwo zrobić z siebie ofiarę i ciągnąć to całe życie, tak łatwo obwinić inną osobę (a teraz już nawet wszystkie macochy świata) o to, kim i jakim się jest obecnie, tak wygodnie odsunąć od siebie winę i przerzucić ją w całości na kogoś innego. No bo przecież w przeciwnym razie trzeba by przyjrzeć się sobie, a to może zaboleć.
Najbardziej żal mi siostrzenicy marzy2. Jeśli dostanie ona do głowy to wszystko, co marza2 próbuje przekazać nam, to dziecko wyrośnie w ślepej nienawiści do macochy wynikającej tylko i wyłącznie z nieprzerobionych przeżyć marzy2. W poczuciu niesprawiedliwości i szukania winy w jednej osobie, na którą będzie mogła zrzucić wszystkie swoje niepowodzenia. Biedna dziewczynka. Nie powinna mieć żadnego kontaktu z marza2.
6 873 2016-06-29 17:55:17
Nie znam sytuacji marży. To jakie ma doświadczenia i odczucia to jej sprawa. Ma prawo na ich podstawie się wypowiadać. Podobnie jak każda z nas. Łatwo jest oceniać. Można rzec wiele o człowieku, nie będąc w jego skórze macochy chyba wiedzą to najlepiej :-)
6 874 2016-06-30 13:15:46 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-06-30 13:16:30)
jestem wyprowadzona z równowagi - rozmawiałam z M, który ma dziś od rana scysję z eks
1. nie wiem od jak dawna, ale w lipcu (tj przez okres wakacji inny niż zasądzony jako jego wakacje) M nie "dostawał" dziewczynek na weekendy i cotygodniowe spotkania. Tak brzmi wyrok sądu i zostało to nawet dzisiaj potwierdzone z prawniczką
2. eks zaczepiła dzisiaj M i przekazuje mu jak gdyby nigdy nic, że w piątek dziewczynki są "do odbioru. Co więcej w sobotę MM ma wizytę u laryngologa i czy M pojedzie z nią sam, czy ona ma jechać
M odpisał, że nie rozumie o co chodzi, przecież zgodnie z wyrokiem sądu w wakacje nie ma z nimi weekendów i spotkań i przecież ona dobrze o tym wie....... Na co eks, że M traktuje dziewczynki jak dzieci drugiej kategorii, że one są rozczarowane, że się z ojcem nie zobaczą itd. Nie widziałam tej korespodencji w całości i wiem tylko tyle co M mi powtórzył...... M napisał jej też, że jakby dziewczynki były zainteresowane kontaktem, mogą do niego zadzwonić i powiedzieć, że tego chcą...
Q-źwa... dziewczynki ani razu od piątku z wakacji nie napisały do ojca głupiego sms. Wczoraj nawet M coś burknął w stylu "odezwą się jak coś będą chciały. MM ma słabą baterię w telefonie i będzie chciała, żebym ją naprawił". Myślę, że było mu naprawdę przykro, że nie zadzwoniły w wakacji nad morzem.
I wiecie co... jestem wkuta, bo wiem, że chodzi teraz o jej manipulacje. Kiedyś działała w przeświadczeniu, że najbardziej dokuczy M utrudniając kontakt z dziećmi, zatem nie mógł liczyć na dodatkowy czas z dziećmi. Teraz kombinuje inaczej - wciska mu córki przy każdej okazji, bo wie, że z dwumiesięcznym niemowlęciem i dwiema córkami, zaczyna robić się gemela. Gemela dla mnie, nie dla M, bo M zajmuje się głownie dziewczynkami (ale przyznaję, że młodego też usypia, więc respekt dla niego - pomaga mi jak może)... Mówię Wam, jestem rozdrażniona. Dzisiaj jak wróci do domu napiszę jej w jego imieniu maila. Tak aby czarno na białym było, że pozwala sobie wobec byłego męża na złośliwości (chociażby to co pisałam wcześniej, że "dorabia w knajpie", bo karmi dzieci makaronem), że zmienia zasady obowiązujące w wakacje (zapewne robiąc dzieciom wodę z mózgu przy okazji). M lata na te cholerne występy, ona spóźnia się na każdy po 15 minut, nie była na zakończeniu roku szkolnego starszej córki itd. A teraz pisze mu, że zaniedbuje córki .......... nazbierało się tego, musimy to udokumentować i udzielić jej odpowiedzi. Głupie babsko .... ale mi podniosła dziś ciśnienie....
6 875 2016-06-30 13:41:31 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-06-30 13:47:27)
jestem wyprowadzona z równowagi - rozmawiałam z M, który ma dziś od rana scysję z eks
1. nie wiem od jak dawna, ale w lipcu (tj przez okres wakacji inny niż zasądzony jako jego wakacje) M nie "dostawał" dziewczynek na weekendy i cotygodniowe spotkania. Tak brzmi wyrok sądu i zostało to nawet dzisiaj potwierdzone z prawniczką
2. eks zaczepiła dzisiaj M i przekazuje mu jak gdyby nigdy nic, że w piątek dziewczynki są "do odbioru. Co więcej w sobotę MM ma wizytę u laryngologa i czy M pojedzie z nią sam, czy ona ma jechać
M odpisał, że nie rozumie o co chodzi, przecież zgodnie z wyrokiem sądu w wakacje nie ma z nimi weekendów i spotkań i przecież ona dobrze o tym wie....... Na co eks, że M traktuje dziewczynki jak dzieci drugiej kategorii, że one są rozczarowane, że się z ojcem nie zobaczą itd. Nie widziałam tej korespodencji w całości i wiem tylko tyle co M mi powtórzył...... M napisał jej też, że jakby dziewczynki były zainteresowane kontaktem, mogą do niego zadzwonić i powiedzieć, że tego chcą...
Q-źwa... dziewczynki ani razu od piątku z wakacji nie napisały do ojca głupiego sms. Wczoraj nawet M coś burknął w stylu "odezwą się jak coś będą chciały. MM ma słabą baterię w telefonie i będzie chciała, żebym ją naprawił". Myślę, że było mu naprawdę przykro, że nie zadzwoniły w wakacji nad morzem.I wiecie co... jestem wkuta, bo wiem, że chodzi teraz o jej manipulacje. Kiedyś działała w przeświadczeniu, że najbardziej dokuczy M utrudniając kontakt z dziećmi, zatem nie mógł liczyć na dodatkowy czas z dziećmi. Teraz kombinuje inaczej - wciska mu córki przy każdej okazji, bo wie, że z dwumiesięcznym niemowlęciem i dwiema córkami, zaczyna robić się gemela. Gemela dla mnie, nie dla M, bo M zajmuje się głownie dziewczynkami (ale przyznaję, że młodego też usypia, więc respekt dla niego - pomaga mi jak może)... Mówię Wam, jestem rozdrażniona. Dzisiaj jak wróci do domu napiszę jej w jego imieniu maila. Tak aby czarno na białym było, że pozwala sobie wobec byłego męża na złośliwości (chociażby to co pisałam wcześniej, że "dorabia w knajpie", bo karmi dzieci makaronem), że zmienia zasady obowiązujące w wakacje (zapewne robiąc dzieciom wodę z mózgu przy okazji). M lata na te cholerne występy, ona spóźnia się na każdy po 15 minut, nie była na zakończeniu roku szkolnego starszej córki itd. A teraz pisze mu, że zaniedbuje córki .......... nazbierało się tego, musimy to udokumentować i udzielić jej odpowiedzi. Głupie babsko .... ale mi podniosła dziś ciśnienie....
dobra,wszystko ok tylko w końcu co?
macie zamiar jednak brać młode do siebie bo ona tak chce?
czy jednak konsekwentnie trzymac sie planu?
ja bym babsku nie ulegała ,a juz ja musicie tzn twój M nie będzie umial odmówić to w waszym miesiącu tez bym jej male odtransportowala pod drzwi w weekendy
pamietasz co kiedyś pisalam ,ze jak urodzisz to będzie wam.je wciskala przy każdej okazji,żeby tobie uprzykrzyć życie,no i żeby przypadkiem za wiele czasu synkowi nie poswiecil twój M
6 876 2016-06-30 13:56:52 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-06-30 14:40:18)
Nie, nie bierzemy. Jeżeli młode wykażą chęć spotkania z ojcem, to proszę bardzo - ojciec może je wziąć na popołudnie do kina, na spacer albo do dziadków, ale ma to charakter nadzwyczajny i niech to dziewczyny wykażą się inicjatywą spotkania. A nie, że kontakt z ojcem jest jak coś chcą... O żadnych weekendach w wakacje nie ma mowy i na szczęście i M i ja jesteśmy w tym zgodni.... Ona jest zołza i pogrywa dziećmi byle utruć byłemu mężowi życie - tyle powiem....
6 877 2016-06-30 16:32:24 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-06-30 16:35:12)
. Ona jest zołza i pogrywa dziećmi byle utruć byłemu mężowi życie - tyle powiem....
Potwierdzam, też takie wnioski wyciągam z tego co piszesz.
U nas w pierwszym roku po wyroku też wystąpił problem z interpretacją zapisu, że ojciec ma prawo spędzić z dziećmi jeden miesiąc wakacji. Mój Były zinterpretował to tak, że będzie zabierał dzieci codziennie od 8 i do 17 czyli jak ja wracam z pracy będzie dzieci odwoził do domu, bo.... w tym samym wyroku rozwodowym jest napisane, że miejscem zamieszkania dzieci jest każdorazowe miejsce zamieszkania matki, więc według Niego dzieci noce powinny spędzać w domu. W związku z tym On będzie codziennie dzieci odwoził do domu. Celem Jego oczywiście było to, żebym cały miesiąc mimo, że dzieci teoretycznie są u Niego, ja była uziemiona w domu . Na co puknęłam Go w czółko i odesłałam do prawnika o interpretację wyroku. Po czym napisał grzecznie maila, że w związku z wyrokiem zabiera dzieci 1 lipca i odwiezie 31 lipca. KROPKA. Przejawił jednak dobrą wolę, bo jak dzieci zatęskniły i chciały się ze mną zobaczyć, to zadzwonili i spytali czy jestem w domu. Przyjechały na wieczór, poprzytulały się, po czym wieczorem odwiozłam dzieci do taty. W kolejnych latach obyło się bez przepychanek. Jeśli dzieci są w wakacje na miejscu i stęsknią się za którymś z nas, to dzwonimy i pytamy czy mogą odwiedzić drugiego rodzica. Ale zdarza się to co raz rzadziej. Dzieci są starsze i nie tęsknią aż tak bardzo jak były malutkie :-(
Jednak w waszym przypadku , przekopałabym korespondencje z ubiegłych lat , w których na pewno znajdziecie coś żeby przypomnieć Exowej poprzednie Jej interpretacje.
Chwała Twojemu M, że był twardy i nieugięty. Chyba powoli zaczyna Mu się ulewać ....
6 878 2016-07-02 16:51:04
He999 współczuję Wam tego babsztyla, który widać jest niedowartosciowany i nie potrafi zająć się swoim życiem. Oczywiście że jeśli macie podział wakacji czy ferii to dziecko spędza cały ten czas z jednym rodzicem. Poza tym jak rozumiem w ubiegłych latach była prawidłowo interpretowala ten podział, od tego roku jej się zmienił tok rozumowania? My mamy połowiczne problemy, jak odmowa spakowania dziecku ubrań na wakacje, a jak po ostrej wymianie zdań postanowiła nie odstawiac nam dziecka w tym co ma na sobie, to wiedząc że w pon jedziemy w góry po 100 pytaniach czy młody ma buty w góry a jak nie to niech da znać to sami kupimy, i po sms że wszystko mu spakowala, przywiozła go w niedzielę wieczorem bez butów oczywiście. Trampki które dała może sobie wsadzić głęboko w tylek bo sa z Reserved i tylko ładnie wyglądają ale nawet nie są sznurowanwe... Do szkoły ok, ale nie na wakacje. Tak nam spakowala dziecko na wakacje w tym obóz harcerski że już musiał mój M zrobić zakupy (ubrania, buty 2 pary, akcesoria na obóz harcerski), ale ona jak twierdzi spakowala wszystko jak należy. A męczyłam mojego M żeby jej trzy razy napisał co ma spakować, bo będzie w niedzielę wieczorem przed poniedziałkiem i wyjazdem stres, to mi mówil że skoro napisała że wszystko ma i niczego nie trzeba dokupić, to pewnie tak jest i co? I w poniedziałek rano we Wrocławiu robiliśmy zakupy w decathlon na szybko. Masakra. Tak bym chciała by on szybko urósł i nie trzeba było się już z nią kontaktować, niczego ustalać, prosić, żeby zniknęła z naszego życia albo było jej niezbędne minimum. I byśmy zaczęli żyć tylko naszym życiem, nie przyszłym jak obecnie, terazewszystko podporządkowane jest młodemu, powiem szczerze że nie mogę doczekać się kiedy zaczniemy żyć jako my, oczywiście młody jest i będzie i będzie spędzał z nami czas, ale chciałabym móc mieć na pierwszym planie swoje problemy wychowawcze a nie M i jego syna. Myślę że dobrze nam to zrobi, M ma przeszłośc i syna z tej przeszłości, ale przed nami fajna przyszłość i nie będę dostosowywac swojego życia pod jego przeszłośc. Ostatnie dwa lata spędziłam na obsłudze pasierba, jeszcze max rok i będzie musiał jako 11 latek pogodzić się ze nie gra pierwszych skrzypiec. A teraz życzcie mi powodzenia bo przedonami jeszcze dwa i tygpół wspólnych wakacji. Ale tydzień spędzony wspólnie w górach nie był najgorszy, choć mi już wystarczy ![]()
6 879 2016-07-03 20:20:35
Jednak nie wytrzymuje, tydzień dzień w dzień z tym dzieckiem i mam naprawdę dosyć. A tu jeszcze dwa tygodnie... dwa długie tygodnie, przy czym jeden spędza z dziadkami, którzy nie maja nad nim kontroli, na wszystko mu pozwalają... Jest wtedy nie do zniesienia. A jest to typ dziecka uwieszacza, nie potrafiący się zająć sobą, nawet do kąpieli musi mieć ojca przy sobie. Ciągle marudzi i narzeka i zwaraca na siebie uwagę za wszelką cenę, walczy ze mną, widzę to, jest zazdrosny o ojca, więc nie pozwala nam nawet porozmawiać, tylko wtrąca się i np. krzyczy i ciągnie mojego M za rękę, za koszulkę... nozesz ... zeby mi 9latek nie pozwalał nawet na chwilę rozmowy. Mam w stosunku do niego obecnie tyle negatywnych uczuć, że aż sama się o siebie martwię. Wiem, że to dziecko, tylko dziecko, powinnam być mądrzejsza, ale on jest jak modliszka, jak na chłopaka i w dodatku 9latka to aż mnie dziwi że się tak potrafi przyssać... Ok, nie bardzo ma u nas towarzystwo, mieszkamy za miastem, a w sąsiedztwie nie mamy dzieci, tylko emerytów (bez wnuków w dodatku) do kumpli ze szkoły ma daleko, a znajomi z dziećmi po rozwodzie pozostali z eksią, więc mój M średnio mu zapewnia towarzystwo innych dzieci (tylko kuzynek właściwie), a mi to wisi. Ja nie jestem na tym etapie, koleżeństwo i rówieśników zapewniać będę, ale swoim dzieciom. Z drugiej strony M znosi go dzielnie, odpowiada mu na 1000 głupich pytań, znosi humory, marudzenie i zabawy w trzylatka, czyli, tatusiu chce mi się pić, chce mi się siusiu, noga mnie boli, bo komar mnie ugryzł, mam guza tatusiu. Ja pier++++ zapomniałam przez rok, jaki potrafi być męczący, ale w końcu jest rok starszy, miałam nadzieję, że trochę zmądrzał, ale nic z tego
Trzymajcie za mnie kciuki, bo dostanę qurwi.... przez te dwa tygodnie. Nie chce mi się jutro wracać do domu po pracy... chyba w tym tygodniu jedną noc spędzę u siostry dla własnego dobra i dla dobra M i jego syna. Miłego wieczoru!
6 880 2016-07-04 09:22:02 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-07-04 09:49:20)
Jednak nie wytrzymuje, tydzień dzień w dzień z tym dzieckiem i mam naprawdę dosyć. A tu jeszcze dwa tygodnie... dwa długie tygodnie, przy czym jeden spędza z dziadkami, którzy nie maja nad nim kontroli, na wszystko mu pozwalają... Jest wtedy nie do zniesienia. A jest to typ dziecka uwieszacza, nie potrafiący się zająć sobą, nawet do kąpieli musi mieć ojca przy sobie. Ciągle marudzi i narzeka i zwaraca na siebie uwagę za wszelką cenę, walczy ze mną, widzę to, jest zazdrosny o ojca, więc nie pozwala nam nawet porozmawiać, tylko wtrąca się i np. krzyczy i ciągnie mojego M za rękę, za koszulkę... nozesz ... zeby mi 9latek nie pozwalał nawet na chwilę rozmowy. Mam w stosunku do niego obecnie tyle negatywnych uczuć, że aż sama się o siebie martwię. Wiem, że to dziecko, tylko dziecko, powinnam być mądrzejsza, ale on jest jak modliszka, jak na chłopaka i w dodatku 9latka to aż mnie dziwi że się tak potrafi przyssać... Ok, nie bardzo ma u nas towarzystwo, mieszkamy za miastem, a w sąsiedztwie nie mamy dzieci, tylko emerytów (bez wnuków w dodatku) do kumpli ze szkoły ma daleko, a znajomi z dziećmi po rozwodzie pozostali z eksią, więc mój M średnio mu zapewnia towarzystwo innych dzieci (tylko kuzynek właściwie), a mi to wisi. Ja nie jestem na tym etapie, koleżeństwo i rówieśników zapewniać będę, ale swoim dzieciom. Z drugiej strony M znosi go dzielnie, odpowiada mu na 1000 głupich pytań, znosi humory, marudzenie i zabawy w trzylatka, czyli, tatusiu chce mi się pić, chce mi się siusiu, noga mnie boli, bo komar mnie ugryzł, mam guza tatusiu. Ja pier++++ zapomniałam przez rok, jaki potrafi być męczący, ale w końcu jest rok starszy, miałam nadzieję, że trochę zmądrzał, ale nic z tego
Trzymajcie za mnie kciuki, bo dostanę qurwi.... przez te dwa tygodnie. Nie chce mi się jutro wracać do domu po pracy... chyba w tym tygodniu jedną noc spędzę u siostry dla własnego dobra i dla dobra M i jego syna. Miłego wieczoru!
Duśka - mam dwoje dzieci w wieku 9l. (córka) i 11l. (syn) uważam za nienaturalne zachowanie Twojego pasierba. Nie wyobrażam sobie aby , któreś z moich dzieci (w tym wieku!!!) przerywało rozmowę dorosłych, żeby nie potrafiło/nie chciało wykąpać się samo. Chłopiec w tym wieku zaczyna się wstydzić. Mój syn krępuje się jak ktokolwiek wchodzi do łazienki w czasie gdy on bierze prysznic. Tekst: " tatusiu chce mi siusiu" są na miejscu dla trzylatka, ale w ustach 9-latkach brzmią śmiesznie. Aż strach pomyśleć gdyby to była dziewczynka. Kolejna mimoza, która wpadłaby w histerię gdyby ją komar ugryzł. Także Duśka - chłopie, ogarnij się, nie panikuj, ciesz się , że na horyzoncie masz chłopca a nie dziewczynkę :-))) Zazdrosny syn to nie to samo co zazdrosna córeczka. Głowa do góry. Jak możesz ewakuuj się na trochę. Może jakiś babski wieczór - na przekór tym dwóm "facetom" ? A nie musisz w tym tygodniu pilnie skoczyć do kosmetyczki? A może zapomniałaś o jakieś wizycie u fryzjera??? I coś mi się wydaje , że zapomniałaś, że w tym tygodniu umówiłaś się z siostrą na rowery któregoświeczora :-). Powadzenia. Masz kilka alternatywnych rozwiązań. Rusz głową.
6 881 2016-07-04 11:14:29
Dusia
ja tez zaczęłam miesięczne pranie gaci:-p bo mamusia dała tylko 4 pary, bo przecież nie może być za łatwo.
Dziecko nie wyposażono w nic na ewentualny wyjazd ręcznik kąpielowy, majtasy na basen, klapki po prostu nic..W tym roku znowu zakupy jeszcze. Mój M się wkurzył i powiedział dość(zobaczymy na jak długo:-p) nie będziemy nic mu kupować niech biega na boso po plaży czy basenie, bo matka zrobiła tatusiowi po złości. Niech się w końcu zastanowi komu ona na złość robi.
Ja na wszelkie wyjazdy byłam wyposażona w majatasy an ewentualne ewentualności od basenu krytego po wyboiste plaże:-) do tego szereg leków z karteczka na co i w razie co robić. Książeczka zdrowia plus karteczka na co jestem uczulona.. A tutaj telefon wyłączony i matka roku ma wakacje. Nie do pomyślenia. Dziecko chciała nam już 3 dni wcześniej wtryniać na wakacje.
Ale to nic mój pasierb nie wiele starszy od twojego i słuchaj: woda w kiblu nie spuszczona, zabrudził umywalkę terakotę jak brał prysznic a był cały w błocie.. Żeby się umył to trzeba wieczorem mu awanturę rozkręcić. Wczoraj wychodzi i mówi dumnie" umyłem się, ale tak mydłem.." Na co ja uszczypliwie " a można inaczej??" Ostatnio mu powiedziałam, że w tym domu nie ma sprzątaczek i jak ma zamiar robić syf i nie sprzątać to założę mu pieluchę jak młodszemu bo widać nim się tez trzeba zaopiekować. Na co małolat " taaa nie wierze" na co ja:" jeszcze trochę a złożę mu tę pieluchę słowo daję! " i poleciałam do drugiego pokoju po pampera buhehe.. Tamten oczy otworzył i nie wiedział co ma robić, M załagodził sytuację i od tej pory jest posłuch, bo pewnie myśli że chora jakaś jestem:-)
Ostatnio już mi się ulewa i mam dość bycia miłą.. Powiedziałam mu że brudas jest, to się popłakał i tyle..Na co M, ze nie ma co płakać trzeba się ogarnąć.
Pare dni temu kolejna wpadka, nawet nie wiem jak to nazwać.. Byliśmy u znajomych mojej mamy, ludzie na poziomie itp.. Pojechaliśmy odebrać dokumenty, koleżanka mojej mamy postawiła mnóstwo słodyczy bo tak zawsze jest jak dzieci przyjeżdżają:-p No i gdy się żegnaliśmy mówi do mojego pasierba, żeby sobie wziął trochę słodyczy, bo ona i tak tego nie zje. Na co on " już wziąłem". Gdy się żegnaliśmy w przedpokoju, on poleciał i napakował w kieszenie ciastka..??? Opanowałam się ale w samochodzie, tak się na niego darłam zrobił mi taki wstyd.. Nigdy nie byłam tak zażenowana. A jak miał z 3 lata to tez był taki absorbujący, bo to chyba taki wiek. Z drugiej strony opiekowałam się dziećmi mojego brata i były dużo bardziej zaradne.
Jeszcze jak ojciec zaczyna mu zwracać uwagę to słyszy od niego, ze on jest ten gorszy.. No i M chyba tez ma dość, wiec nie daje się wciągnąć w te gadki.
6 882 2016-07-04 12:54:48
Na serio jestem w stanie go jeszcze jakoś znieść w ciągu roku szkolnego, co drugi weekend i każda środa to jest mój dopuszczalny max. Każde ferie, wakacje, długie weekendy, po czterech dniach zaczynają wyglądać właśnie w taki sposób jak wczoraj opisałam. Rozumiem, że może mu brakować towarzystwa rówieśników, kiedy czas spędza tylko z nami, jednak uważam, że nie wszystkie zachowania w tym wieku da się uzasadnić nudą. Potrzebuje towarzystwa ojca jak powietrza, rozumiem, że może tęskni itd. bo ma go w ciągu roku mniej, chociaż jak jest z matką, to mu nawet ręka nie drgnie żeby samemu do ojca zadzwonić - to mu się ani razu nie zdarzyło, nawet na urodziny tatusia czy dzień ojca. Nie wpadnie na to, żeby tacie dać jakiś prezent, nie jest wdzięczności za cokolwiek nauczony w ogóle i nikt od niego tego nie wymaga, nie pokazuje, że za prezent należy dziękować itd. za pomoc należy dziękować. Zero. Typ wychowywany w przeświadczeniu należy mi się i tyle. Zawsze jest dobrze, zawsze mam, to mi się należy bez pocałuj mnie w dupę nawet. Do tego hipochondryk, dziś od rana jęczał że w nocy nabił sobie guza i nie może iść do fryzjera dzisiaj z dziadkami bo go boli głowa... Na serio on się tak zachowuje jak taka ostatnia pipa tylko przy ojcu i dziadkach, więc na maxa próbuje zwrócić swoją uwagę. Przy mnie jest normalnie, bo wie że mam jego zagrywki głęboko gdzieś i te litanie i boleści nie wywołują żadnej reakcji, a wręcz spokojnym tonem oświadczam, że nie ma trzech lat i takie zachowania będę ignorowane. Efekt jest taki, że dziś rano jego babcia prosiła mnie bym mu powiedziała, że się ma uczesać, bo ona nie potrafiła go zmusić. A niespuszczona woda nawet po kupie to też standard, dostaje wtedy opr, ale i tak się zapomina. Czy faceci od dzieciństwa mają gen świni ???? Kupę robi przy M przy mnie nie krępuje się siada na kibel i robi... Naprawdę dostrzegam, że matka robi z niego pipę, rozmemla go na maksa, a później jest tatusiu to, tatusiu, tatmo i sramto... W tym roku i tak mamy go od razu po szkole, gdzie wśród kolegów, nie pip, jeszcze jakoś funkcjonuje i nie robi z siebie dziecka specjalnej troski, bo w ubiegłym roku po miesiącu spędzonym z matką i jej rodzicami i wujkiem nierobem mieliśmy w domu cyrk, istny cyrk, z zachowaniami naprawdę odpowiadającymi malutkiemu dziecku. Niestety widzę że obecnie też mu zaczyna odpier+++, ale tylko w towarzystwie M, czyli nie mogę się przytulić, nic powiedzieć, bo on ciągle na nim wisi, ciągle gada, zadaje głupawe pytania, odwraca jego uwagę ode mnie jak tylko może. nie mamy dla siebie przestrzeni, w czasie kiedy jest z nami. Nawet mu zwróciłam w sobotę uwagę, jak przytuliłam się do M a ten już wisiał na jego plecach, że teraz jest czas dla mnie i musimy się tatą sprawiedliwie dzielić, bo ja też go kocham i czasami chciałabym się przytylić, a jak ja się nie przyulam to mu do głowy nie przyjdzie żeby on sam z siebie się przytulił do taty, na co się na chwilę odkleił, a wczoraj na każdym kroku się do niego kleił i patrzył na mnie z wyższością że mi M zabiera pierwszy
. Może to są naturalne zachowania, te zazdrości i próby zwrócenia uwagi M, ale ja naprawdę im nie odbieram wspólnego czasu tylko sam na sam, np. pół piątku spędziliśmy osobno, sama sobie poszłam w góry, a oni łazili po muzeach, wczoraj pojechałam na spacer z rodziną i też byli sami 3 h, daję im czas na osobności, bo nie mam ochoty spędzać go w takiej atmosferze, mimo iż M się wkurza, że ich zostawię nie chcę z nimi spędzać czasu. Nie chcę bo nie będę się siłować z 9latkiem. Tylko muszę się pogodzić, że dwa i pół tyg nie ma dla mnie M, w ogóle praktycznie, bo czas po pracy będzie poświęcał jemu, a ja nie chcę z nimi przebywać, jak tak ma to wyglądać. Wolę odpuścić. Dziś miałam spotkać się z siostrą, ale mam tyle pracy, że zamknę się na górze i będę pracować, jutro do niej pojadę, na środę mam koleżankę... Dwa tygodnie uciekania, taki los
trudno się mówi, wolę tak, niż się wkurzać non stop, a jak mnie przy nich nie ma to młodemu też na ojcu już przestaje zależeć, tzn. od razu wracają mu pomsyły na zajęcie się sobą i nie odczuwa potrzeby leżenia i wieszania się na ojcu. Strach pomyśleć, co będzie jak będziemy mieć swoje dziecko. Czy na wakacje i ferie będę musiała się wyprowadzać, bo pasierb nie będzie mógł znieść już nie tylko mojej obecności ale także obecności przyrodniego rodzeństwa. Tak to jest z jedynakami mamisynkami... współczuję mu, gdyż jego matka hoduje z niego pipę, a życie potrafi kopnąć w dupę, nie da się cały czas stwarzać nierelanej otoczki oddzielającej od rzeczywistości... Pisałam wcześniej, ze już chciałabym mieć swoje dziecko, swoje problemy, swoje życie, nie przeszłość M ... akceptuję ją, ale nie znaczy to że zawsze dobrze znoszę. Zajmuje się jego dzieckiem 10 miesięcy. Co środę odbieram ze szkoły i oprzątam po szkole (obiad, lekcje itp.) i co czwartek i co drugi poniedziałek zawożę do szkoły, piorę, prasuję, sprzątam w pokoju, umawiam wizyty u lekarzy itp. W wakacje chce mieć od niego spokój, mam prawo od tego odpocząć. A tu zong, on mnie naprawdę irtytuje, chodzę nie zła, a wqurwiona, a M nie może zrozumieć, o co mi chodzi i jak mi wczoraj powiedział, czasami nie ma na mnie siły, bo jestem zła, wkurzona, zdenerwowana... jestem rozdrażniona, chce z tym walczyć, ale tylko usłyszę jęki i po spokoju zostaje nic. ![]()
6 883 2016-07-04 13:15:46
Nie daj się zepchnąć na drugi tor, nie uciekaj. Ja tak robiłam, teraz ucieczka nie jest taka prosta bo nie uciekniesz już sama. Poza tym lepiej sobie to wszystko "poukładać" a nie zrobić dziecko i potem rozprawia się z taką patologią. Bo jedyne albo będziesz to dzielnie znosić dla dobra dziecka, albo odejdziesz i niestety twoje dziecko też będzie skażone tą patologią. Bo przecież będzie chłonąć zachowania starszego rodzeństwa, gdy będzie u ojca. Albo zaczniesz walczyć, tylko ta walka może pójść tylko w jedną stronę. Mówię z doświadczenia:-)
Spróbuj nakreślić granicę teraz, potem będzie Ci bardzo ciężko to tez twój dom, niech on się dostosuje. Ja mojemu M cały czas musze tłumaczyć, że wobec mnie tez ma obowiązki. A skoro mu nie po drodze to nie trzeba było rodziny zakładać. Teraz ma swój czas dzielić pomiędzy nas wszystkich, a nie obchodzi mnie jak to zrobi. Może wreszcie będzie po równo, wszyscy będziemy równie nie zadowoleni:-p bo na tym polega kompromis. A synuś musi się nauczyć, że ty tu tez jesteś i będziesz spędzać czas z ojcem sam na sam tak jak on. Możecie ten czas spędzać tez we trójkę, ale aktywności dostosowane do potrzeb każdego. Ja miałam cały czas problem ze sobą, czułam że cos chce, ale szkoda mi było dzieciaka... Bo to tylko dziecko, bo wiedziąłm na co się pisze, wiec musze zacisnąć zęby i jakoś z uśmiechem na twarzy to przetrwać. Ale moje potrzeby tez są ważne, synus nie ma już 3 lat, że potrzebuje ojca. W twoim przypadku to prawie nastolatek, niech się sobą zajmie, albo niech zacznie wam pomagać w domu skoro nie potrafi sam znaleźć sobie zajęcia. Ja powiedzialm M, że albo traktujemy jego synusia jak gościa, albo jak członka rodziny. A jak ma być częścią tej rodziny, to niech się postara. No i pomaga mi w domu, zajmuje się młodszym rodzeństwem. Nie wychodzi mu to, ale się stara. Nie mam tez siły, non stop mu mówić, że robi coś źle, bo to matka zrobiła z niego taką niedojdę i nie mam zamiaru dzieciaka im wychowywać.
6 884 2016-07-04 15:01:11
Bardzo chciałabym żeby było normalnie, już w tej złości myślę czasami, że mi odbija, że stwarzam problemy, że mi się wydaje, że podchodzę do tego na wyrost, ale od ubiegłego roku sprawdza się, że 4 dni wspólni wytrzymujemy bez problemu i nawet jest fajnie, od pon do czw naprawdę miło spędziliśmy czas, żartowaliśmy, śmialiśmy się, zrobiliśmy wspólnie z 25 km po górach i obyło się bez marudzenia, ewentualnie że nogi go bolą, ale nas po 12 km też bolały, więc to były rzeczywiste powody do ponarzekania. Ale w piątek już od rana słyszałam jak stęka, a później było tylko gorzej, tych spodenek nie założy, tego nie zje na śniadanie i o 10 powiedziałam M że rezygnuję z muzeum, niech pojadą sami, a ja sobie pójdę w góry do schroniska i spotkamy się na obiad - było mi naprawdę błogo, mogłam sobie odpocząć, pobyć sama ze sobą, powiedziałabym że była to zdrowa decyzja.
W sobotę byliśmy już razem i niestety odbijanie na dekiel miało swoją kontynuuację, to samo wczoraj
I teraz jest z dziadkami i kuzynkami, które też są wychowywane w duchu, ze wszytsko im wolno, więc na pewno będą akcje i popisy przy dziadkach i ojcu. Zresztą M mi wczoraj powiedział sam, ze niestety, ale tak będzie. I widać, że on ma świadomość, że ten jego syn zachowuje się dziwnie czasami, trochę go nawet piłuje, na pewno bardziej niż rok temu, czyli na tatusiu przyniesiesz mi piżamę, przyniesziesz mi okulary odpowiada: proszę samemu sobie przynieść, ale jest naprawdę masa sytuacji, gdzie wchodzi w nim w te głupie gadki, kiedy ten nawet ton głosu zmiękcza jak trzylatek i nie potrafi wypowiedzieć normalnie wyrazu. I tak było wczoraj na spacerze w parku, gdzie znowu było wieszanie się na szyi, podchodzenie tacie pod nogi, pić mi się chce, jeść mi się chce (obiadu nie chciał jeść, za to chętnie w restauracji - ale weszłam tutaj w słowo, że reszta niedojedzonego obiadu czeka w domu i za pół godziny może zjeść), za to jak M spotkał kolegę z pracy, który z nami spacerował 15 min ze swoim 2latkiem, to się młody potrafił normalnie zachowywać, nie przerywać naszej rozmowy. Kitkat myślę, że to nie ja powinnam dziecku powiedzieć, ze pół godziny graliśmy w piłkę to teraz porysuj sobie, a ja spędzę czas z D (czyli ze mną) albo mam czas dla siebie, tylko M. A on niby to wie, niby o tym myśli, bo i tak reaguje dużo adekwatniej niż rok wcześniej, ale takich modliszkowych zachowań jednak nie tłumi. Naprawdę jestem zrozumieć czas na wspólną grę w piłkę, oglądanie meczu itp.. i mają ten czas, ale młody pochałania jego czas w całości, a jak nic chwilowo nie robią to non stop są pytania o to co będą robić, albo kiedy, albo problemy typu guz, komar, boli mnie noga, codziennie go coś boli. Wczoraj na spacerze też go bolała noga, czy głowa bo 2 h wcześniej nabił sobie guza na głowie (a nabił bo w czasie kiedy razem z M robiłam obiad, przyszedł do kuchni i przypier*** specjalnie głową w lodówkę
) dość mocno, niestety nadal bez zmian:))) w każdym razie w czasie spaceru prosił M o maść na tego guza czy komara, po czym M mnie pyta czy mamy coś w domu i ze złością nieukrywaną powiedziałam że tak nazywa się placebo. I oczywiście jak byliśmy w domu to już nie chciał maści bo zapomniał, ze go coś boli. Jak tak to opisuje to chyba to moje rozdrażnienie od piątku nie jest spowodowane tylko PMS ale także nim, bo sama widzę, że jest to nienaturalne zachowanie. Za dwa i pół tyg. jedzie na obóz harcerski w środku lasu, jestem pewna, że wśród harcerzy, kolegów, druha potrafi się zachowywać normalnie, tylko przez tę zazdrość ma tak bije na dekiel w domu, z nami. A ja naprawdę wolę uciekać niż to znosić, jak mam M przemówić, pokazywać każde zachowanie które odbiega od normy ??? Sam powinien to dostrzegać, stawiać granice, a jak nie potrafi to może warto się zastanowić, bo skoro teraz tego nie umie opanować, a jednak tych dłuższych okazji, kiedy młody jest z nami trochę mamy to co będzie kiedy przyjdzie na świat nasze dziecko. Czasami się łudzę, że je zaakceptuje jako rodzeństwo, że pokocha, będzie się zajmował, ale jak widzę te obrazki, kiedy tak bardzo zabiega o M, jest tak bardzo zazdrosny, choć ja mu powodów do tego naprawdę nie daję, to lepiej spojrzeć prawdzie w oczy. Będzie zazdrosny, bo przez 10 lat życia był jedynakiem, wychowywanym przez matkę, samotną, bez faceta. MASAKRA, kitkat nie strasz mnie
sama nie wiem co mam robić, mam ochotę odpuścić, uciekać, odgrodzić się od tego dla św. spokoju, a z drugiej str będę później walczyć z nastolatkiem o względy ojca w stosunku do mnie i do naszego dziecka ?
6 885 2016-07-04 15:25:38
Nie miej złudzeń, tez będziesz dzieciaka niańczyć. Jak mi to powiedziano kiedyś na tym forum to nie wierzyłam, ale niestety doświadczenie starszych stażem koleżanek trzeba szanować:-p Nie ważne jak jest u mnie, ważne jak może być i jak to w większości wygląda.
Dzieci z poprzednich związków sa zazdrosne o te nowe i tutaj niestety duża rola obojga rodziców, aby wszystko było dobrze. Zatem jeżeli Ex jest nienormalna, "normalnie" nie będzie. Dzieciaka będziesz widzieć często, a twój facet będzie chciał stworzyć z was szczęśliwą rodzinkę, bo mu tak wygodnie. Ale nie tylko o wygodę chodzi, nie wie jak poustawiać priorytety, no i trudno jest zaakceptować fakt ze popełniło się błąd. Niestety rodzina tego dziecka jest jego matka i ojciec a nie ty czy wy (jeżeli będzie dziecko). Przez parę "widzeń" w tygodniu nie zbuduje się takich relacji jakie są w rodzinach pełnych(gdzie wszyscy mieszkają razem).
Poza tym dziecko jak dziecko może być najfajniejsze na świecie a i tak będziesz zazdrosna i ono tez. Trzeba mega dojrzałości, żeby nie wejść w konkurencje. Poza tym to cudze dziecko i inaczej się reaguje na wszelkie niedociągnięcia cudzego dziecka.
Często niestety dzieci rozwodników to patologia, ale nie wynika to z rozwodu rodziców. Tylko z tego ze wszelkie zaszłości czy ich poczucie winy nadal tam jest i nie pozwala wspólnie i normalnie wychowywać dzieci. A wiec będzie zazdrość, będą problemy z pasierbem, będziesz ta zła jak nie dasz sobie wejść na głowę:-) A Ex nieprzestanie Cię zadziwiać, to tylko czesc bałaganu w jakim będziesz musiała = chciała zyc:-)
6 886 2016-07-04 16:35:14
Obecnie z eks są relacje chłodne, generalnie nie ma jej, jak trzeba do lekarza, jak ząb boli itp. Ma to gdzieś co widać, że nie dba o niego pod tym względem. Z kupnem ubrań, butów też ma duży problem, robi łaskę by dziecku spakować rzeczy na wakacje, ferie, co roku ten sam problem - po czym jeszcze pisze, czy M jej robi łaskę, jak do niej napisał ostrym tonem, że oczekuje że dziecku podstawowe ciuchy na wakacje jednak spakuje. W końcu napisała, ze to jej syn że o niego dba i go spakuje, po czym okazuje się że połowy w plecaku nie ma i trzeba dokupić (po tym jak napisała nam że wszytsko spakowała). I oczywiście teskty że M chodzi tylko o pieniądze, że go zło spotka, masakra, dostaje wysokie alimenty, my też kupujemy mu ciuchy i ich nie zżeramy, chodzi w nich i te lepsze to wręcz ma od nas, nie od niej. A ta ciągle robi swoje, na serio rzygać mi się tymi przepychankami chce. Oprócz tego nie wcina się, nie wtrynia, a informacji o ślubie pogratulowała nawet. Nie wiem jednak jak będzie jak pojawi się dziecko, od jakiś trzech miesięcy pozwala sobie na wycieczki personalne, w stylu, ze ona nie ma sztabu ludzi do pomocy przy młodym jak M, że go włąśnie spotka zło, bo zło wraca itp. więc coś tam jej trochę odwala. A ja marzę o tym, żeby już nie musieć się z nią kontaktować, żeby mieć ją głęboko gdzieś...żeby zniknęła ;(
Sama nie wiem co mam o tym myśleć, ale chyba lepiej zakładać gorszy scenariusz, myślę, ze nawet jak ona M głęboko w tyłku bo M, to jednak obojętnie jej koło nosa nie przejdzie, że M zdecydował się wieku 38 lat na założenie rodziny raz jeszcze.
Zresztą, kiedy się nie poznałam jeszcze z pasierbem i ona o mnie nie wiedziała, to widzałam w smsach i ogólnie ich ustaleniach jej podejście do M. Jak wiedziała, ze jest sam to na serio cud, miód i orzeszki. Jak dowiedziała się, że jesteśmy razem, to od razu nastawienie mające nas w poważaniu i ustalenia z M, a właściwie ich brak, bo jej sposób kontaktu to brak kontaktu, nieodpowiadanie na sms i maile, ale generalnie nie nastawia młodego przeciwko mnie, delikatnie mówiąc ma nas w dupie, ale nie zamierza niczego ułatwiać, co też odczuwam i ja i M. Nie wiem co będzie dalej, ona raczej się nie upokorzy żeby robić nam na złość, bo jest drugie dzieko, raczej jest z tych dumnych i nie okazujących żadnych emocji, ale uważam, że brak odpowiedzi/ współpracy w podstawowowych kwestiach dot. dziecka jest także agresją ale bierną... Wychodzę zaraz z pracy, ale nie jadę do chaty, mam kilka spraw do załatwienia, a po powrocie będę ciężko pracować. Pozdrowienia.
6 887 2016-07-05 15:37:26
Ale czy Ex na pewno niczego nie utrudnia? brak ubrań dostosowanych do odpowiednich aktywności "wakacyjnych", jest chyba swojego rodzaju utrudnieniem skoro wymusza na was zakupy. Bark elementarnego szacunku do WAS to pokazanie dziecku, ze nie musi tego szacunku być.
Dzieciak jest rozpieszczony, jak to zwykle bywa rozpuszczają rodzice i dziadkowie, żeby wynagrodzić rozwód = brak pełnej rodziny. Ja mojemu M długo musiałam tłumaczyć, że jak syn przyjeżdża to do ojca a nie do bawialni. Bo mąż chciał u wszystko wynagrodzić, mimo że to jego Ex odeszła do "nowej" miłości.
Wasze "wakacje" zawsze będą tak wyglądać, dziecko będzie przyjeżdżać, dziadkowie będą głupieć:-) tak to niestety wygląda nie będę Ci czarować:-p Warto poczytać jak dziadkowie reagują na kolejne dzieci, bo reakcje tez są różne..
6 888 2016-07-06 08:21:41
Teściowie są w porządku, stoją po naszej stronie. Po obiedzie z okazji zaręczyn nawet zasugerowali że czekają na kolejne wnuki. Dochodzę jednak do wniosku że ex jest walnieta, w inny sposób niz Wasze ex bo to typ bez emocji, kamień, bryła lodu. Ale pomiędzy tym wszystkim przemocą złośliwości, utrudnienia itd. Czekam aż pasierb będzie większy i więcej będzie rozumiał, mam nadzieję że wtedy uda się pomijać ja w kwestiach dnia codziennego i czynić ustalenia w ważnych sprawach od wielkiego dzwonu.
Co do obecnej sytuacji w poniedziałek wróciłam do domu o 21.30 więc nie było mi dane uczestniczyć w życiu rodzinnym, a wczoraj trochę młodego stępiłam jak kolejny raz czegoś nie umiał sobie sam zrobić, tylko dlatego że mu się nie chciało. Generalnie było ok. M zna moje zdanie, przyznał mi rację i obiecał popracować nad jego wyglupami i wydziwieniami. Kitkat masz rację, konsekwentnie teraz musimy ustalić zasady i pokazać młodemu że jego głupie zachowania nie działają, nie będę uciekać ze swoim dzieckiem ma wakacje czy ferie, tylko dlatego że młody będzie miał humory. I niestety jeszxze w jednym masz rację zapewne nie uda się tego wszystkiego związać rodzinnym sznurkiem, skoro mlody jest u nas raz w tygodniu i co drugi weekend. Pozostały czas jest z matką, jej rodzicami, bratem, którzy wychowują go na swoją modlę. Trudno się mówi, może będzie gotowy także na 3 dziecko, ważne by moja dwójka się dogadywala, jeśli młody nie będzie chciał /umiał zaakceptowaćjnowej sytuacji nie będę niczego szyć na siłę.
6 889 2016-07-06 09:32:37 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2016-07-06 09:33:10)
Jeżeli jesteś już na tym forum, to Ex daje Ci w kość:-) może w inny sposób niż nam ale normalna to ona tez nie jest. Ja mam w rodzinie kilka dzieci z rozbitych rodzin. No i są szczęśliwe, i zawsze jest podobnie jedna strona jest w porządku i dba o dobro dziecka druga nie. Przykładowo matka dzwoni do ojca bo dziecko za nim tęskni, tłumaczy dziecku dlaczego ma w dupie. Ojczulkowie, a nie płacą alimentów itp.. Gdyby Eksiki miały takich byłych to doceniłyby naszych mężczyzn:-) No i gdyby Ci faceci trafili nasze Ex to by docenili swoje byłe partnerki.
Mam kilka fajnych rodzin z rozwiedzionymi rodzicami, ale tam wszyscy się próbują dogadywać. Na komunie dziecka była zaproszona rodzina jego oraz rodzina z którą obecnie mieszka czyli drugiego męża matki.Było naprawdę fajnie:-) A tutaj zapomnij!
My z M czasem się buntujemy, ale generalnie staramy się mało mówić o jego matce. No i dzieciak ma do nas większy szacunek niż do niej. Ona już go zatruła swoim jadem i sobie z nim nie radzi. Są dni kiedy jest fajnie, siadamy razem do stołu i jest miło i sympatycznie. Czasem wszyscy się kokosimy z rana, a czasem już od wejścia widać ze będzie ciężko. W większości to pierwszy tydzień jest ogarnianiem go - uczymy nastolatka, ze trzeba spuszczać wodę, myc zęby. myc ręce no itp.. Po tygodniu już jest lepiej i wszyscy jesteśmy zadowoleni, my bo mamy czysto w domu, a on bo jest z siebie dumny:-)swoja droga dzieci lubią jasne zasady. Jak się przepracuje cos to wychodzi cos nowego.. A co do twojego "szycia" ja wychodzę z założenia, ze kontakty maja być poprawne i ze trzeba się jakoś znosić. Myślę, ze mój pasierb mnie lubi, czego dowodem jest zazdrość o mnie. Ale czasem jesteśmy w stanie permanentnej wojny. U nas było łatwiej, bo ja poznałam go gdy zaczynał przedszkole. Duzo trudniej jest się doogadac z 8 czy 10latkiem. My żyjemy w symbiozie przez "zasiedzenie".
6 890 2016-07-06 12:24:16
U nas jest też ok w trakcie roku, kiedy tak naprawdę nie mamy dla siebie wszyscy razem czasu, bo praca, szkoła i tygodnie uciekają, więc w takim kontakcie jest dobrze. Ale kiedy młody spędza z nami więcej czasu, kiedy jesteśmy kilka dni wspólnie, to pierwsze dwa tydzień temu był złoty, pomocny, zabawny, chętny do wyjścia w góry itp. ale po kilku dniach po raz któryś mu zaczyna odbijać i właśnie zwraca na siebie uwagę, przez głupie zachowania... no cóż, walczy o względy ojca, tylko nie rozumie, że nie musi, bo ja im naprawdę zostawiam czas dla siebie. Teraz, kiedy oboje chodzimy do pracy i wracamy popołudniu, a mój M ok 19 czasami to też nie jest źle tzn. wczoraj nie było, ale w weekend pewnie się zacznie. Choć w sobotę mamy wspólne urodziny mojego M i pasierba dla rodziny a o 17 idziemy na koncert z M, a młody zostaje z dziadkami, więc pewnie jakoś sobota nam upłynie, bo cały dzień będziemy mieć zajęcie. Ogólnie nie jest to złe dziecko, jak mu się powie, powtórzy i kiedy jesteśmy sami to zna zasady, wczoraj sam ścielił łóżko, nie musiałam mu po raz setny przypominać, ale czasami ma taki dni że mam ochotę go rozszarpać, na serio brak mi cierpliwości, denerwuje się, chodzę zła, kłócę się od razu z M i mamy napiętą atmosferę w domu. A ex jest moim zdaniem skrzywdzona przez rodziców, przez 5 lat od rozwodu z nikim się nie związała, z tego co wiem, nawet nie próbowała. Może ma jakieś przygody boku, nie wiem, ale jak bym 5 lat bez seksu nie wytrzymała
:):) w każdym razie na stałe nikogo nie ma (może to wynika ze świadomego wyboru, a może nie - też nie wiem), ale naturalną potrzebą człowieka jest bliskość drugiego człowieka, wsparcie, potrzeba przytulenia się, okazania czułości, uczucia i to jest dla mnie dziwne że ona nie ma takich potrzeb.... że jako kobieta nie potrzebuje męskiego ramienia, wystarcza jej ta samotność i wyjazdy na wakacje z synem i znajomymi rodzinami z dziećmi. Jej brat też nie ułożył sobie życia, nie tylko rodzinnego, jako 35latek po studiach zaocznych mieszka z rodzicami w bloku, w dwóch pokojach, nie ma znajomych, partnerki, pracy - wegetuje i tak przeżywa życie. Jego światełkiem jest właśnie pasierb, któremu poświęca czas kiedy do nich jeździ, bo to jest jedyna osoba której imponuje i niestety pasierb przejmuje czasami jego teksty zachowania itp. Myślę, że cała ta konstrukcja jest co najmniej dziwna i rzutuje na sposób w jaki była traktuje mojego M. On jest naprawdę ugodowy, spokojny, opanowany, myślę że miał swoje za uszami, że mu małżeństwo nie wyszło, moim zdaniem wina zawsze leży po obu stronach, ale jednak kiedy z nim rozmawiałam po poznaniu i zapytałam wprost dlaczego się rozwiódł to nie potrafił podać powodu, potoczyło się szybko, bez wyzwisk i głośnych kłótni, ona chciała się rozstać - prawdopodobnie miała wtedy kogoś na boku, bo kobieta faceta z którą miała zdradzać mojego M dotarła do M i mu to powiedziała, ale że i tak pozew był w sądzie to nie szukał prawdy, bo już była decyzja o rozwodzie i wszystko w toku. Podsumowując mam czasami stracha, ze wchodzę w jakieś bagno, którego głębokości nie znam, niby nie mam powodów do tego typu obaw, ale jednak o tym myślę czasami, że dowiem się czegoś z jego przeszłości (chociaż chyba bym już wiedziała po 2,5 roku), że ujawni się dlaczego się rozstał z byłą żoną z kolejną partnerką, że są powody, o których nie wiem, a które wynikają z jego winy... Sama nie wiem, czy on źle trafiał, czy one źle trafiły... niedobranie albo co - z tego co wiem, to żadna z nich nie ułożyła sobie życia, są samotne. Więc mam nadzieję, że z nim wszytsko jednak gra
W każdym bądź razie my pomijając problemy dnia codziennego jesteśmy jednak szczęśliwi, mieliśmy parę nerwowych wyzwań do pokonania parę jeszcze przed nami, stresujące chwile i problemy i razem potrafimy mobilizować się by je wspólnie pokonywać, więc może wreszcie jest jak być powinno. Każde z nas trafiło chyba dobrze
Mam nadzieję, bo za rok i 9 dni mamy ślub i chciałabym by był to mój pierwszy i ostatni, a jego drugi i ostatni. Wchodzę w temat związków, więc wychodzę poza tematykę bycia macochą
ale nasze są wyjątkowe, trudniejsze i wymagają większej akceptacji i tolerancji. Miałam okazję czytać forum, co prawda nie strona po stronie, ale trafiło się kilka postów, w których kobiety rezygnowały z takich związków, bo problemy, które w zasadzie w większości ma każda z nas, były zbyt uciążliwe. Liczę jednak, że jest tutaj znaczna większość, tych, które wytrwały i mimo przeszłości naszym M są szczęśliwe...