netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 181 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 103 104 105 106 107 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 761 do 6 825 z 8 269 ]

6 761 Ostatnio edytowany przez ciocia-ola (2016-05-23 13:08:28)

Odp: Być drugą i macochą

Kurczę, jakbym czytała o mojej sytuacji - identyczna ex, tylko jeszcze dodatkowo bardzo interesowna i łasa na pieniądze. Ale ex nie jest u mnie problemem samym w sobie, tylko brak spokojnego życia, z własnymi problemami - ciągle się muszę dopasowywać, planować kto z kim, kiedy, jak. Czasami myślę, że zatraciłam całkiem swoje życie i jestem sobą tylko wtedy, gdy jestem 4 tygodnie sama, a mąż na wyjeździe. Wtedy nie muszę udawać "najlepszej macochy na świecie" jak pisze Hh999, robiąc duuuużo rzeczy wbrew sobie, bojąc się wymagać cokolwiek, skrytykować złe zachowanie, odmówić dziecku, bojąc się je zranić, bo i tak już przecież wycierpiało dużo przez rozwód (powód - romans i odejście matki).

Bo czasami czuję się jak mąciwoda, gdy dziecko zachowuje się źle, a ja sugeruję po cichu mojemu mężowi, że może by porozmawiał z nim odnośnie obowiązków czy dobrego zachowania np. przy stole, bo sama nie mam odwagi zwrócić uwagi, jako że to nie jest moje dziecko i wydaje mi się, że nie mam prawa sad


Joga może być super! smile
A może psycholog? yikes

6 762

Odp: Być drugą i macochą

Co do interesowności i łasucha finansowego :0 to oczywiście mam podobnie. Generalnie przy rozwodzie, mój M miał zaćmienie, mimo adwokata i zgodził się na bardzo wysokie alimenty plus duże koszty dodatkowe (w przypadku wakacji, zakupu sprzętu sportowego, leczenia itd.) do tego wziął na siebie kredyt na działkę, w sumie wychodząc z małżeństwa miał na dzień dobry stałych obciążeń ok 3.500 zł. Dziś po jednej batalii sądowej alimenty są mniejsze 600 zł, ale co z tego jak w wakacje mimo, iż młody jest z nami 5 tyg, M płaci tyle samo, a dodatkowo dochodzi utrzymanie go w tym okresie u nas plus wyjazd z nami, plus opłacenie obozu, półkolonie i jak np. w ubiegłym roku 800 zł leczenia stomatologicznego - łącznie w sierpniu wydał tylko na utrzymanie syna 4500 zł i czasem się naprawdę zastanawiam, kiedy rozmawiamy o naszej rodzinie, czy damy radę finansowo, jeśli tak to będzie wyglądać i czy aby nasze dziecko nie powinno mieć takiej samy stopy życiowej jak młody, tylko jak to zrobić ? Myślę, ze w sądzie sprawiedliwości nie znajdziemy... tymczasem mama spędza trzy tyg w Chorwacji, a młody w niedzielna popołudnia zajada się świeżymi krabami w poznańskich  restauracjach....
Psycholog będzie dobry, jeśli chcemy zaakceptować sytuację jaką jest, bo myślę, że nic nie ulegnie zmianie, dopóki dzieci naszych mężów nie dorosną i nie będą samodzielne. EX się nie zmieni, nie będzie inna, nie będzie inaczej reagować i nie zacznie mówić transparentnie, potrzebuję na to i na to, tyle i tyle, bo to i to tyle kosztuje, więc takie pieniądze na wychowanie naszego dziecka są uzasadnione. Kochamy naszych mężów, oni kochają nas, więc wygląda na to, że pozostaje nam świadomość siebie, duże poczucie wartości i akceptacja sytuacji mimo tego jaka jest.
Co do wychowania i wtrącania się w wychowanie  - ja uważam, że moje uwagi kiedy młody beka, puszcza bąki przy stole, nie ścieli łózka, zostawia brudne rzeczy na środku łazienki nie są nietaktem, wyrządzaniem mu krzywdy, wręcz odwrotnie zaczęłam egzekwować pewne obowiązki i idzie mi nieźle, łóżko po wyjściu z pokoju pościelone, brudy posprzątane, ręcznik zawieszony - uważam, że jak jesteście razem, a dziecko tworzy część Waszego domu, to musi znać i przestrzegać zasad tego domu. Ja wyszłam z założenia, że muszę to zrobić teraz, nie będę uczyć kultury i porządku 15-letniego byka wyższego ode mnie bo będzie już za późno. Powinnaś porozmawiać z mężem i ustalić, że też masz prawo głosu, a on musi Cię w tym popierać, tak by mała to widziała. My tak uzgodniliśmy, że jak jedno albo drugie nakaże coś zrobić, nie podważamy się nawzajem, mamy konsekwencje i w ten sposób doszliśmy do tego, że młody czasami bardziej słucha mnie niż taty, a jak jesteśmy sami to już w ogóle nie ma problemu, rozkazów, po prostu jak coś powiem, to od razu jest zrobione, bez wymówek, dziecko - anioł smile Myślę, że to kwestia wypracowania zasad wspólnie z mężem i trzymania się tego, by dziecko miało konsekwencje i się nie gubiło w decyzjach dorosłych. Psychologa rozważałam, ale dam sobie jeszcze szansę na złapanie oddechu, uspokojenie się smile joga na razie wystarczy smile pozdrawiam Cię serdecznie ciocia - ola

6 763

Odp: Być drugą i macochą
Dusia123 napisał/a:

Ciocia –ola nie masz łatwej sytuacji.

Dziękuję Dusia :* Jeszcze nikt nigdy nie powiedział, że JA też nie mam łatwo - zewsząd słyszę, żeby się wziąć w garść i przestać narzekać, bo jestem dorosła i "widziały gały, co brały", a prawdziwą ofiarę ponosi porozwodowe dziecko i ono powinno być najważniejsze.

6 764

Odp: Być drugą i macochą

Myślę, że taki rodzaj relacji sam w sobie nie jest łatwy, potrzeba wiele tolerancji i wyrozumiałości. I w sumie na początku związku ja również byłam przekonana, że sobie poradzę, że miłość zwycięzy wszystko, że dam rade zaakceptować taką sytuację, ale prawda jest taka, że im głębiej w las tym ciemniej. Wiadomo, że każda miłość zaczyna się od romantycznych początków i w związku z wolnym facetem i z osobą po rozwodzie z bagażem doświadczeń. W miarę upływu czasu wchodzimy w fazę miłości dojrzałej i docierania się, przychodzi rutyna, a pożądanie nie jest już tak silne jak w pierwszych miesiącach znajomości. A nam - tym drugim żonom/partnerkom przychodzi jeszcze mierzyć się z problemami dotyczącymi byłej żony, dziecka, nowej sytuacji. Ja syna M poznałam po ośmiu miesiącach, po dwóch kolejnych zamieszkaliśmy razem. Do marca ubiegłego roku miałam zajęcie, bo kończyłam aplikację prawniczą, zdawałam egzamin zawodowy i tak naprawdę każde popołudnie, każdy weekend z małymi wyjątkami poświęcałam na naukę. Od kwietnia 2015 zaczęłam uczestniczyć w naszym życiu na 100 %, a w wakacje przeżyłam horror, popisy zazdrości, skarżenie mamie i to był kubeł zimnej wody na głowę. Wychodzi na to, że najmniej się przejmowałam, martwiłam i samodzielnie wyrywałam do zajęć związanych z wychowywaniem młodego, kiedy miałam swoje zajęcie. I naprawdę wtedy żyło mi się chyba najlżej, nie przeszkadzało mi istnienie byłej żony, jej umizgi (takie tez się zdarzały). Tak naprawdę najciężej jest mi obecnie, kiedy być może za bardzo zaangażowałam się w wychowanie syna mojego M. Fakt, że wcześniej była M zarzucała M zbyt małe zaangażowanie w wychowanie syna, dlatego, cieszę się, ze zmotywowałam M do działania w różnym zakresie (szkoła, leczenie, wspólne wyjazdy itp.), tak że nie może mu teraz nic powiedzieć, bo M naprawdę się stara dbać o syna - więc idealnie byłoby to zostawić, niech M trzyma teraz poziom zaangażowania, do jakiego doszedł, a ja sobie znajdę swoje zajęcia. I myślę, ze Tobie w tyg, kiedy mała jest u Was zalecam to samo, rób swoje, rozumiem, ze także chcesz nacieszyć się swoim M, ale może warto pozwolić mu spędzać trochę więcej czasu z córką, a Wy np. możecie mieć czas dla siebie po tym jak mała idzie spać. Możecie też czas spędzać razem, choć dla Twojego zdrowia sugeruję rozsądek. Ja naprawdę lubię syna M, dogadujemy się, słucha mnie, macha przed szkołą na pożegnanie - myślę, że dobrze czujemy się we własnym towarzystwie, ale ma zachowania i odpały, których czasami jego tata ma dość, a co dopiero ja, więc mam już sprawdzone, że bez nerwów i stresu wytrzymuję 4 doby, powyżej ciągłego przebywania z młodym, odczuwam zmęczenie i poddenerwowanie.
Droga ciociu Olu polecam szczerą rozmowę z Twoim M na temat wychowania córki - byście jednak w czasie, kiedy jest u Was oboje mieli coś do powiedzenia - myślę, ze to ważne by Twój mąż pokazał córce, że Twoje zdanie także jest ważne - im szybciej, tym lepiej. Co do matkowania - to pisząc tutaj, sama wyciągam dobre wnioski dla siebie, wiadomo że żyjemy razem i różne prace domowe (pranie, sprzątanie) również wykonuje się siłą rzeczy dla dzieci naszych mężów - w końcu gotujemy nie tylko dla męża i siebie, robimy śniadanie nie tylko dla męża i siebie, czy piorąc nie odkładamy na osobną kupkę ubrań dzieci, ale jednak trzeba umieć zachować granicę. Mają ojców - mimo iż facetom trzeba czasami pokazać palcem, powiedzieć wprost, bo jakoś sami nie potrfią na coś wpaść, to jednak mój M jak już mu się powie to wszystko zrobi, wypierze, uprasuje, przebierze pościel w pokoju syna, pójdzie do lekarza, na wywiadówkę, przeczyta bajkę na dobranoc -  jest naprawdę dobrym ojcem i niech się realizuje w tej roli. Ja mu od czasu do czasu podpowiem, a sama wrócę na fitness, do biegania, wychodzenia z koleżankami. U Ciebie jest trudniej, bo nie widzisz męża miesiąc, ale córka też nie widzi, więc może daj im też w jakieś dni nacieszyć sobą, a Ty rób w tym czasie coś dla siebie smile Może taki schemat zadziała, byś nie czuła emocjonalnego wypalania, bo zdaję sobie sprawę, że te dodatkowe okoliczności mogą utrudniać wiele kwestii w tej i tak trudnej konfiguracji.

6 765

Odp: Być drugą i macochą

Chyba masz rację, że powinnam porozmawiać z mężem, aby sami spędzali więcej czasu, gdy mała jest u nas, a ja w tym czasie zajmę się sobą. Bo pomimo ogromnej sympatii do córeczki, naprawdę mam poczucie zmarnowanej soboty, gdy muszę jechać na drugi koniec Polski, oglądać turniej taneczny małych dzieci. Mój M. uważa, że tak jest dobrze, że tworzymy taką namiastkę rodziny, którą mała straciła, ale ja się męczę niemiłosiernie. Bez szczerej rozmowy ani rusz - muszę się wreszcie przyznać, że czasem wolę, aby sami gdzieś poszli, dla dobra wszystkich wink

Albo zacznę studia prawnicze, aby mieć spokój tongue

Czuję, że im więcej serca wkładam w życie małej, im bardziej się nią zajmuję i przejmuję, im bardziej angażuję, tym ciężej znoszę późniejsze 4 tygodnie kompletnej samotności. Jak sobie bardziej odpuszczam, to jest łatwiej znieść pusty dom, ale z kolei zżerają mnie wyrzuty sumienia, że mała i tak ma ciężko, musząc tak zmieniać dom co tydzień, więc zasługuje na więcej uwagi.

6 766

Odp: Być drugą i macochą

Ciocia Ola tylko to nie jest Twój problem, że rodzice się rozstali. Oczywiście dobrze jest stworzyć dom pełen miłości, by mała wiedziała, jak wygląda prawidlowa relacja, ciepły dom i z chęcia do niego wracała teraz i w przyszłości, kiedy będzie dorosła, będzie miała męża, dzieci i swoje życie, ale Twój mąż nie może wymagać, że zastąpisz jej matkę - bo ona ma mamę i nie potrzebuje drugiej, a męczenie się dla dobra dziecka to raczej sposób na unieszczęśliwanie siebie, a małej jak sądzę, nie wyrządzisz dramatu, jesli jednak sobotę spędzisz w domu z ksiażką, a nie na turnieju. My nawet ustaliliśmy że są zajecia, które robią tylko razem, bo w ostatnie wakacje doszło do dużych scen zazdrosci ze str młodego. Mój M z nim porozmawiał i ja też i kiedy zapytałam go wprost, czy chciałby żeby tata był sam, beze mnie - odpowiedział, że czasem tak, czasem nie i  ze chciałby żeby czasami bylo tak jak kiedyś, kiedy byli sami. Jasne było, że chce w ten sposób powiedzieć, że poterzebuje czasu tylko z ojcem, muszą mieć czas tylko dla siebie i mają. Nie zawsze uczestniczę w każdym wyjściu, rolkach, lodowisku, jak nie mam ochoty to nie idę z nimi. I tak za dwa tyg kiedy M ma młodego, ja jadę z siostrami na weekend do warszawy, a oni mają zaliczyć jakiś piknik z okazji dnia dziecka w sobotę, a w niedzielę biegną w biegu Color Run i jakos ogarną się beze mnie. Myślę, że za dużo się angażujemy, poswięcamy, nikt nam - jak już ktoś ładnie na tym forum napisał pomnika za to nie postawi, a te dzieci mimo iż z rozbitych rodzin, mają rodziców i nie musimy ich zastępować. Oczywiście, ze mieszkają z nami, ale chyba trzeba umieć zachować umiar w tym angażowaniu się w wychowanie, bo to doprowadza do sytuacji, kiedy się denerwjemy, wkurzamy i czujemy niemoc albo wypalenie. Ola, a może to instynkt macierzyński nam się włącza i pora na swoje ? Ja kończę w tym roku 30 lat i tak powoli, powoli zadraszczam koleżankom tulącym swoje bobaski smile

6 767

Odp: Być drugą i macochą

a ja wyszlam za wdowca z 2 doroslych dzieci (juz zalozyly rodziny) Z synem nie bylo konfliktow (choc mieszkalismy jakis czas razem) , natomiast jego corka byla bardzo zazdrosna . Wtrącała się w nasze życie. Gdy mąż ją odwiedzał -zdawal jej sprawozdanie z naszego życia, a ona nastawiala go przeciwko mnie. Gdy przychodzila do nas (a mieszkala bardzo blisko) to nie byla wizyta , A WIZYTACJA : a czemu to tuja dalas , a czemu to usunęłas... Mam podstawy, ze zaglądała mi do szaf. Gdy chcialam ,by mąż mnie zameldowal w mieszkaniu (komunalne) to ją pytal o zdanie !!! Corka nie wyrazila zgody (jest zameldowana u tesciowej) ,bo chce się kiedys wprowadzic do tego mieszkania i traktuje jak swoje. Gdy mąż robil remont, to nie ze mna tylko z nią... Nie chcialam być traktowana jak gosposia, ktora tylko robi zakupy, sprzata , gotuje , pilnuje finansow a nic z tego nie ma -powiedzialam mężowi ,ze jak sie ta sytuacja nie zmieni , to ja sie wyprowadzę (bylam u kresu wytrzymalosci) Powiedzial ,ze mogę się wyniesc. Nie wiedzial ,ze mam odlozone pieniadze za ktore kupilam sobie mieszkanie I JESTEM PRZESZCZĘSLIWA ! JESTEM U SIEBIE I ROBIĘTO ,NA CO MAM OCHOTĘ. Mąz zrozumial swoj błąd i chce ,żebym wrocila, ale dwra razy w g.... nie wchodzę ! Tym bardziej ,ze i on mi dawal do zrozumienia, że mieszkam u niego i mam sie dostosowac do jego zasad (on mial swoj pokoj ,a ja zajmowalam "goscinny" ) TERAZ JESTEM SPOKOJNA I SZCZESLIWA , a on zniszczyl nasze malzenstwo i milosc (juz go nie kocham)

6 768

Odp: Być drugą i macochą

Caly dzien byl podporzadkowany mężowi : zakupy, obiad (oczywiscie taki ,jaki lubi mąż), mycie naczyn ,kanapki do pracy, sprzatanie.... A TERAZ ROBIĘ TO NA CO MAM OCHOTĘ ! Z ex żyję w zgodzie i tyle ! To on dal o rozwod, a teraz proponuje ponowny slub - NIGDY , PRZENIGDY nie wrocę do tego ,co przezylam

6 769

Odp: Być drugą i macochą

Dalia 45 to co piszesz to jest jakaś patologia. Co innego są klopoty z malym dzieckiem a fochy dorosłej osoby. Przeszlas naprawdę bardzo duzo współczuję. Moje relacje z zona taty nie są zbyt dobre, ale cieszę się ze nie jest sam. Tak jak cieszę sie ze mama tez kogos ma. Życzę Ci duzo szczescia.

6 770

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 dziękuję ze mnie uczulilas na to jak moja siostrzenica powinna zachowywac się wobec siostry. Powiedzialam Dorotce ze ma podchodzic do siostry tylko w obecnosci taty. Chodz bez tego podchodzila do malej z dystansem. Mam nadzieje ze W teraz nie zacznie robic zadnych akcji przeciwko mojej siostrzenicy.

6 771

Odp: Być drugą i macochą

dziękuję marza smile Po prostu jego corka jest BARDZO samolubna i do celu po trupach. Nawet poswięcila szczescie swojego ojca dla swoich celow. A zeby w pelni ukazac tą osobe ,to napiszę ,ze po 7 latach oddala (niosac na wlasnych rękach ) swojego psa do schroniska, bo jej sie znudzil. Kiedys moze tak zrobic z ojcem...

6 772 Ostatnio edytowany przez marza2 (2016-05-24 18:20:28)

Odp: Być drugą i macochą

Widzę ze mialas do czynienia z egoistyczna osobą współczuję tobie i jej ojcu. Jak mozna tak wtracac sie w zycie rodzica. Wiem ze czesto krytykowalam tu macochy, ale one mają do czynienia z malymi dziecmi, ktore czesto zle zachowuja sie ze strachu. Ty mialas do czynienia z dorosłą osobą ktora nie potrafila pogodzic sie z tym ze w zyciu jego ojca jest nowa kobieta. Gdyby rodzice byli po rozwodzie to moglaby liczyc na to ze sie zejdą. Biedny ten twoj byly ze tak daje sobą manipulowac. Jeszcze raz napiszę cieszę sie ze moi rodzice są w zwiazkach. Moje ralacje z żoną taty to inna bajka. Zaprocowala na to bym jej nie lubiła.

6 773

Odp: Być drugą i macochą

dalia45
ciotka mojej przyjaciółki mając lat około 40 wyszła za wdowca - pana po 50-tce, a odchowanymi dzieciakami. Okazało się, że dwoje z jego dzieci zaakceptowała "macochę" a dwója nie... Ta kobieta doczekała się z mężem dziecka, którego dwójka z rodzeństwa nie raczyła nigdy obdarować nawet drobiazgiem, a było między nimi ponad 20 lat różnicy. Mocno to przeżywała, ze względu na syna, ale zaciskała zęby. Teraz ona ma lat 70 a jej mąż 80, ich syn jako jedyny zdobył solidne wykształcenie (jest lekarzem) i dopiero niedawno, kiedy jej mąż zachorował poważnie a ona również ze względów zdrowotnych nie mogła się nim zajmować, ta dwójka, która ją przez 30 lat szykanowała, doceniła to że opiekuje się ich ojcem - że facet ma jedzenie podane, czystą bieliznę, jest obdobiony i zdrowy. Bez niej by szczezł 20 lat temu....

Ciocia-Ola i Dusia
ja byłam też i chyba nadal jestem "zaangażowaną macochą", ale mam coraz większy luz. Mój M dzisiaj przychodzi ze spotkania z wychowawczynią młodszej pasierbicy (8 lat), która w ogóle nie czyta książek (nie lubi) i sadzi takie błędy ortograficzne, że czasem nie wiem co to za wyraz napisała. To uczennica 2 klasy szkoły podstawowej... w każdym razie jej mama, żeby sobie zaoszczędzić kłopotu z ortografią, próbuje załatwić jej papiery na dysgrafię. Nauczycielka mówi M, że to nieporozumienie, bo dziecko nie ma czasu się uczyć i jest po tym względem zaniedbane. M przychodzi do domu i przeżywa... a po mnie to coraz bardziej spływa... No cóż - ma do wyboru albo sam uczyć dziecko, albo pogadać z matką... ja nie będę trenowała ortografii pasierbicy, bo nie mam na to czasu bo mam niemowlaka przy piersi. Czy mnie to denerwuje? coraz mniej, bo mam swoje dziecko, za które jestem odpowiedzialna. Dziewczynki mają na szczęście ojca i matkę, nie są pół sierotami, czy sierotami całkowitymi, więc niech ich problemy rozwiązują rodzice. Niech również rozwiązują problemy między sobą, o ile nie muszę, nie chcę się angażować w nic co związane z eks emocjonalnie.
A to, że mnie wkurza, że mój M czasami nie zachowuje się jak ojciec tylko jak baran? No cóż - powoli też zaczynam się przyzwyczajać smile garderoba pasierbic się nie zamyka, mają po 40 spódnic, a on kupił im 3 jeansowe w weekend. Powiedziałam, że moje zdanie zna, ale jak ma ochotę kupować kolejną szmatę, której one nie będą szanować to ok. Jak podrosną, to zrobię tak, że zaangażuję je w pranie i prasowanie swoich ciuchów, bo nie za bardzo mam czas i wolę prać tony ich ciuchów po tym jak weekend mają paradę mody i przebierają się co godzinę (naprawdę!!!).... Będą sobie te rzeczy segregowały, wrzucały do pralki, rozwieszały i przyniosę im z domu turystyczne żelazko ze szczerą zachętą do prasowania.... albo niech on sam to robi, bo widać ma frajdę... ja nie mam smile
i normalnie bym była o to zła, przekonywała go, że nie powinien chować córki na pustaki, które się non stop przebierają, ale ... mam teraz to gdzieś. Moje zdanie ma, a ponieważ moje zdanie to zdanie odrębne w sprawie (on uważa, że dobrze robi), to niech robi jak chce. Dodam jeszcze, że zamierzam mu powiedzieć, że niektóre z ciuchów, które kupuje córkom są wyzywające i wyglądają w nich jak lolitki. Nie są to skromne ubrania w które np. ja bym ubierała córkę. Jeżeli zatem kiedyś będą jakieś problemy z tym związane, to nabawią się ich na własną prośbę - eks bo chowa córki na puste niunie dla których ważna jest kasa, zero przy tym wartości jakichkolwiek, M bo je rozpuszcza. Taki udany tandem mój M i eks, który w dodatku nie potrafi się dogadać w niczym....
ale ... co mnie to obchodzi? Ja mam się za nich dogadywać? Ja o swoje dziecko bym walczyła, o to żeby było normalne, miało dobre wzorce itd. Jeżeli oni mają inny pomysł na chowanie dzieci, to cóż mnie to... Ponieważ się nie znamy, powiem że nie jestem żadną patologią, ale coraz mniej we mnie pragnienia zbawiania świata, tam gdzie nikt ode mnie tego nie chce. Oj... chce - bo matce wygodnie, że to ja im wykonywałam wianki na występ, breloczki na prace ręczne itd., a mojemu M wygodne, że im piorę i prasuję, że gotuję itd. Po prostu - niania i sprzątaczka bez etatu, bez "Bóg zapłać" (no ... może w tym drugim życiu) smile

6 774

Odp: Być drugą i macochą

slodka czarodzijeka -masz rację ! Dla ciebie to wazne, bys sie do zachowania męża zdystansowala , bo zglupiejesz (a on Ciebie nie slucha, tak jak moj to robil) I masz rację, ze wlasnie teraz ksztaltuje się charakter dzieci !!! Potem bedzie za pozno. No coz...nie kazdy jest dobrym rodzicem i nie kazdy slucha dobrych rad , a potem placzą sad

6 775

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

marza2 mnie tez żal tych dziewczynek. Przede wszystkim dlatego , że matka robi Im nie potrzebnie sieczkę z mózgu. To Matka Im tłumaczy, że nie mogą mnie lubić, nie mogą się do mnie przytulać (a robiły to często i chętnie) ale przestały bo????? BO MAMIE BĘDZIE PRZYKRO. To matka Im wmawia, że mogą sie nas (M i mnie) nie słuchać, że mogą chodzić w buciorach po moim domu .
Dziewczyny z wizyty na wizytę zachowywały się co raz gorzej. Dało się odczuć negatywny wpływ mamy na ich zachowania. Nałożył się na to dodatkowo - brak konsekwencji w działaniu M i brak rozmów ze strony M z córkami. W chwili kiedy stwierdził, że nie będzie niczego wymagał od swoich córek, bo widzi się z Nimi tylko przez trochę i przez te trochę czasu nie będzie niczego od nich wymagał, bo boi się, że nie będą chciały się z Nim widywać, tak jak to zrobił Jego syn. W momencie kiedy M zaczął od Niego wymagać, ganił za wagary , synek uciekł do mamusi. M twierdzi, ze jeśli będzie wymagający w stosunku do córek, to One za jakiś czas (równiez pod wpływem matki) nie będą chciały się z Nim spotykać . W takiej sytuacji jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydawało mi się ( i na dzień dzisiejszy nadal tak uważam), że powinien spotykać się z córkami bez mojego udziału. Po co wszyscy mamy sobie działać na nerwy? Chce spędzić z córkami dzień na basenie albo w fikolandzie, niezależnie od tego czy są grzeczne czy nie, czy uczą się dobrze czy zawalają szkołę, On chce spędzić z nimi miło czas, a nie wyciągać konsekwencje za złe zachowanie. Dla mnie to jest niedopuszczalne i powiedziałam , że nie będę uczestniczyć w rozbestwieniu tych dzieci. Dla mnie takie postępowanie jest  nie wychowawcze a postawa M naganna. Nie popieram Go w tej kwestii. Dałam Mu w takim razie wolną rękę. Nie chce wychowywać córek tylko Im dogadzać to proszę bardzo, ale nie pozwolę na to, żeby moje dzieci były świadkami tego, że jedzeniem można  bezkarnie pluć, że dorosłych można obrażać, że lekcji można nie odrabiać a i tak zostanie to wynagrodzone biletem do zoo lub nowym telefonem. Wychowuję swoje dzieci inaczej i nie chcę aby postępowanie M w stosunku do swoich dzieci odbiło się negatywnie na moich dzieciach

U mnie jest identycznie, tylko jak przetrwać weekendy, ferie i wakacje.. mam się z domu wyprowadzać? jak to u was wygląda? u mnie M chce rozszerzać kontakty, a mi już jest ciężko tak jak jest. To rozszerzenia kontaktów to takie dawanie jeszcze większej władzy tej matce. Bo u nas to działa tak, im częściej młody jest w domu tym więcej awantur jest.  Albo fochy strzela, czy pyskuje i źle się zachowuje do domowników i już każdy ma zły humor.. Albo odgrzebuje historie rodziców i pyta czy nie mogą być razem, znowu? i mi wtedy jest smutno, ale M wszystko dzielnie tłumaczy.. Ale chyba po kilku latach ma już dość.. Fakt, matka robi sieczkę z mózgu dzieciakowi, kłamie na temat ojca. Ten się wścieka i wyjaśnia bo boi się że straci dziecko jak zostawi to "bez komentarza". I tak minęło już kilka lat a oni cały czas wałkują przeszłość..

6 776 Ostatnio edytowany przez suzi82 (2016-05-31 09:18:56)

Odp: Być drugą i macochą

Witam Was dziewczyny

Jakiś czas nie było mnie na forum. Wczoraj u nas kłótnia. Wybuchłam.
Sama do teraz nie potrafię zrozumieć swojego zachowania.
Nie mieszkam z moim partnerem. On mieszka ze swoimi córkami.
Przez ostatnie dwa tygodnie bez dnia wolnego pracował na popołudniu. Widywaliśmy się godzinie może na 1,5 wieczorem. Wczoraj pierwszy raz miał na noc. Miał przyjechać o 17 sam. Ucieszyłam się. Myślałam, że pójdziemy na spacer, może coś razem zjemy, popatrzymy na film. Okazało się, że przyjechał z 16-letnią córką.
Piana mi poszła ale wszystko dusiłam w sobie i udawałam, że jest OK.
O 20 musiałam już zażyć lek na uspokojenie bo nie dawałam rady. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że wkurzałam się na maxa o to, że siedzą razem na kanapie, wygłupiają się i dotykają. Byłam zazdrosna o każdy ruch. Ja siedziałam na ziemi. Nie zwracali na mnie uwagi.
Wszystko mnie przerasta. To trudne. Za trudne. Rozważam odejście od tego człowieka. Teraz znów się pewnie obrazi i nie będzie się odzywał przez 2 albo 3 tygodnie. Tydzień jest OK i znów obraza. Dla niego wtedy nie istnieję.

6 777

Odp: Być drugą i macochą

Nie chcę być postrzegana jako ta zła. Dzieci wiele przeszły. Matka odeszła do kochanka, wrzuca na FB zdjęcia półnagie z facetem, do którego odeszła. To są naprawdę fajne dziewczyny. Ale wczoraj sama siebie nie poznałam. Może chciałam go mieć poprostu na chwilę tylko dla siebie. Przytulić się, pobyć razem. Kocham go ale nie wyobrażam sobie, że mam się męczyć.

6 778

Odp: Być drugą i macochą

Suzi na Twoim miejscu szczerze bym się zastanowiła nie nad Twoimi relacjami z córkami partnera, ale nad tym, czy partner wogóle traktuje Cię poważnie?
Pisałam Ci już wcześniej, żebyś się zastanowiła nad tym, czy nie jest z Tobą tylko dla Twoich ewentualnych zeznań w rozprawie rozwodowej. Znasz rodzinę od wielu lat, będziesz wiarygodnym świadkiem, mogłabyś duże wnieść do rozprawy i S wie, że ma Cię po swojej stronie. Do czasu rozprawy być może będzie dalej Cię mamił , że Mu zależy, że jesteście razem. Ale może Tobie się tylko wydaje , że jesteście razem????  A co będzie po rozprawie?
Bo czy naprawdę zdrowy na ciele i umyśle facet w sile wieku po kilku tygodniach nie odzywania/ nie widzenia się, nie chciałby spędzić miłych chwil z kobietą sam na sam? Na randkę (wyczekiwaną od długiego czasu przez Ciebie) przychodzi z córką???!!!  Zresztą nie oszukujmy się - pannica w wieku 16 lat mogłaby pobyć trochę sama w domu. Baaaa, jestem pewna że w normalnych warunkach 16 latka chciałaby mieć ojca z głowy i wykorzystać wieczór w inny sposób niż robić jako przyzwoitka na spotkaniu ojca z kobietą. Śmierdzi ta sytuacja z daleka , a Ty się zadręczasz , że wyjdziesz na te złą , która powoli zaczyna mieć dosyć córeczek jako przyzwoitek.

Nie . Nie jesteś zła, że irytuje Cię ta sytuacja. Ba ta sytuacja jest chora i nie Ty jesteś temu winna, tylko Twój partner, który wg mnie, nie traktuje Cie poważnie.

6 779

Odp: Być drugą i macochą

Witam Kjim
Wczoraj już tego nie wytrzymałam psychicznie. Spakowałam jego rzeczy w ciągu 5 minut w kartony i nakleiłam u góry fioletową kokardkę. Wywiozłam to na komisariat. Gdy przyszedł na noc do pracy ... chyba się zdziwił. Ale to już nie moja broszka.
Pojawiły się sms ... "że się nie obraził". Kłamie! Pod dupą mu się pali.
"czy to koniec"? i "że rozumie mój wybór i to szanuje".
To tak w telegraficznym skrócie.
Nie odpisałam na ani jeden. Mam to w nosie. Nie mam zamiaru wracać. Nie wie jak ja sie czułam przez ten czas.
Dzisiejsza noc dosyć ciężka. Śnił mi się w nocy. Do tego kilka razy się budziłam. Męczy mnie ból głowy.
Ale patrze na siebie ... bo sama dla siebie jestem najważniejsza

6 780

Odp: Być drugą i macochą

No i dobrze. Pomysł z wywiezieniem rzeczy i postawieniem sprawy jasno bardzo mi się podoba. Musiało to na Nim zrobić wrażenie :-)  I tak trzymaj. Bądź konsekwentna i albo facet się w końcu zastanowi co traci i zmieni nastawienie, albo... nie będzie się starał i sobie odpuści. Jak Mu to przyjdzie łatwo, to w końcu dowiesz się czy Mu naprawdę zależało.
Tylko bądź konsekwentna. Jak będzie błagał byś dała szanse Jemu i temu związkowi, stawiaj warunki i jasno określ czego oczekujesz. Nie uginał się i nie zgadzaj na coś co już wiesz , że jest dla Ciebie nie do przeskoczenia. 
Jeśli sobie odpuści starania i powie, że nie może nic zmienić, bo dobro córek i bla bla bla, to Ty sobie odpuść. Córki nie są maleńkie. Facet mógłby to w jakiś racjonalny sposób pogodzić. Tylko musi chcieć!!!
Czemu fioletowa kokardka???

6 781

Odp: Być drugą i macochą

Napisał mi wczoraj czy to znaczy, że jest koniec. Po godzinie, że wie że jest mi ciężko, rozumie i szanują moją decyzję.
Nie odpisałam. Mam to w nosie. Niech sobie robi co chce.
To, że nie będzie walczył było więcej niż pewne.
Dlaczego fioletowa kokardka? bo innej nie miałam smile
A kokardka to premedytacja smile

6 782

Odp: Być drugą i macochą
suzi82 napisał/a:

Napisał mi wczoraj czy to znaczy, że jest koniec. Po godzinie, że wie że jest mi ciężko, rozumie i szanują moją decyzję.
Nie odpisałam. Mam to w nosie. Niech sobie robi co chce.
To, że nie będzie walczył było więcej niż pewne.
Dlaczego fioletowa kokardka? bo innej nie miałam smile
A kokardka to premedytacja smile

I bardzo dobrze!!
On się rozwodzi. Żona odeszła. Dziewczynkom ciężko. To wszystko zrozumiałe.
Ale dlaczego Ty masz na tym cierpieć? Gdzie romantyczne randki, gdzie kwitnąca miłość, gdzie zabieganie o twoje względy, gdzie staranie się o nowy związek?
No sorry, ale mam córkę w tym wieku i wiem doskonale, że organizowanie sobie czasu tylko dla siebie to dla nastolatki gratka i żaden problem. Nie musi z ojcem spędzać wieczoru.
Podobnie jak dziewczyny wyżej też uważam, że tracisz wiele pięknego na rzecz związku, który od początku zaczyna się od chłodnej atmosfery, więc uważam, że może być tylko chłodniej...
A Ty oczekuj żaru, fajerwerków i motyli w brzuchu.

6 783

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 podziwiam Cię za podejście - luzackie mimo wszystko, bo gdybym miała tak jak masz Ty chyba bym zwariowała. Bez dystansu się nie obejdzie.... Może to i szczęście, ze tutaj jest chłopak, odpada mi pranie stosu ciuchów, bo jemu jest raczej wszystko jedno w czym chodzi - co mu się podsunie, w tym chodzi, a najlepiej w dresach. Dziś przed nami dzień dziecka z dziadkami, będzie się działo, bo wiem że masa prezentów przygotowana !!! Także mam zdanie na ten temat i je już wyłożyłam M, ale mama (moja przyszła teściowa) go tak męczyła o rękawice bramkarskie (mimo, tego, że w drodze są korki do grania w nogę, strój jakiegoś tam zawodnika i coś tam jeszcze), że nie opanował się - wczoraj zostały zakupione po drodze z pracy do domu.  A miały być motywacją do tego, by się oduczał moczyć w łóżko, no i po motywacji, a ja będę upierać zesikaną pościel, jak ją upieram po stokroć obecnie. Szkoda słów, widzę, jak można dziecko rozpuszczać, jak uczyć braku szacunku do tego co się dostaje, do osoby, która daje prezent przez wybrzydzanie, ze nie taki, że owaki, zamiast słowa dziękuję. Przesyt po prostu i rekompensowanie niełatwego dzieciństwa i brak zrozumienia, że z mamą i tatą i ich wsparciem i pomocą przez całe życie się nie idzie, że trzeba samodzielności i czasami zaciśniętych zębów, bo obecnie nie jest łatwo w różnych sferach życia i łatwiej już nigdy nie będzie. Szkoda słów. Przede mną wakacje - długich 5 tyg. Już je zorganizowałam, by mieć w miarę komfort psychiczny, to dużo czasu, biorąc pod uwagę, że nie jest to mój syn i że ma odpały, które trzeba tolerować i znosić cały czas, nie tylko w co drugi weekend i w środę. Mam nadzieję, że będzie mi trochę lżej niż roku temu. Hh999 życzę Ci powodzenia w wychowywaniu synka, myślę, że po naooglądaniu się takich wychowawczych obrazków, my same zyskujemy, na tym, by negatywnych wzorców wychowania jednak nie powielać w stosunku do własnych dzieci. Pozdrowienia dla Ciebie i wszystkiego dobrego dla Twojego synka, a i pasierbic smile z okazji Dnia Dziecka. Szkoda, że nie ma Dnia Macochy, Dnia Partnerki taty z dzieckiem itp. smile Wtedy my byśmy oczekiwały prezentów i życzeń za cierpliwość, tolerancję, akceptację, zaciskanie zębów czasami i odwagę ! wink

6 784

Odp: Być drugą i macochą

Moja macocha - jak to koszmarnie brzmi to słowo - dostaje ode mnie i siostry kwiatka na dzień matki, dzień macochy uważam za zbędny - Wam też to słowo tak źle się kojarzy? grrr..
Jak można nie podziękować kobiecie co z Ciebie pierze, gotuje, sprawia, ze tata jest szczęśliwy - jakimś drobnym upominkiem. Jasne, ze nikt nie zastąpi mamy - ale bycie porządnym człowiek nie oznacza od razu ingerencji w życie innego młodego człowieka. Komunikacja jest podstawą.

Dzieciom na pewno jest ciężko, ale kiedy mają jasną sytuację i są nauczone szacunku do ludzi to myślę, że wygląda to zgoła inaczej. Czy byłam rozpieszczanym prezentami dzieckiem? Trochę tak. Zwłaszcza przez dziadków z jednej i z drugiej strony, rodzice jeśli oczekiwałam jakiegoś językowego wyjazdu czy cokolwiek droższego się komunikowali i składali po połowie na takie eskapady - niemniej pamiętam, że wtedy byłam zobligowana do jakiś czynności pomocniczych - i to i w domu mamy i taty.

Moim zdaniem to świetnie jeśli ma się dystans. A dzieci z poprzednich związków to nie takie zło konieczne, nie każde to uosobienie żalu i goryczy matki, tak samo nie każda partnerka taty to harpia i tyran smile

6 785

Odp: Być drugą i macochą

supremacjazla przeczytałam klika Twoich wcześniejszych postów i dochodzę do wniosku, ze Twoja postawa, umiejętność okazywania wdzięczności, używania słowa dziękuję wynika w głównej mierze z tego w jakich okolicznościach rozstali się Twoi rodzice - wydaje się, że nie było kłótni, złości i żalu, że postawili Twoje dobro przed konieczność udowadniania sobie nawzaje czegokolwiek - myślę, że to trudne, ale biorąc pod uwagę, że dzieci wychowuje się nie dla siebie, ale po to by kiedyś same potrafiły odnaleźć swoje szczęście, założyć rodzinę, mieć przyjaciół i nie mieć obciążeń z dzieciństwa. Ja nie mam dużych problemów z ex, jednak nie jestem zwolenniczką snobistycznego sposobu wychowywania dziecka, wysyłania go do najlepszych przedszkoli i szkół w mieście, gdzie tym dzieciom wmawia się wyjątkowość, w stosunku do dzieci ze szkół publicznych, pobłaża i wchodzi w tyłek na każdym kroku. Super jak są pieniądze, jak się dziecku potrafi zapewnić dostatnie życie i zawód, by mogło wieść je na wysokim poziomie, gorzej jak się nie jest dziedzicem fortuny rodzinnej, a o pieniądze i dobry start trzeba się wystarać własnymi rączkami - moim zdaniem takie wychowanie mimo wszytsko do niczego dobrego nie prowadzi w swiecie, w którym trzeba przepychać się łokciami. No ale cóż.
Nie wiem czy kiedykolwiek od młodego usłyszę bezinteresowne dziękuję za całokształt, fajnie zapewne byłoby to usłyszeć, jednak nie ma co liczyć na takie słowa i podejście do drugich żon i partnerek, co pokazują posty na tym forum. Lepiej być realistą, a w takich relacjach, także odrobinę egoistą - nie zapominać o sobie i swoich potrzebach.

6 786

Odp: Być drugą i macochą
Tendre77 napisał/a:
suzi82 napisał/a:

Napisał mi wczoraj czy to znaczy, że jest koniec. Po godzinie, że wie że jest mi ciężko, rozumie i szanują moją decyzję.
Nie odpisałam. Mam to w nosie. Niech sobie robi co chce.
To, że nie będzie walczył było więcej niż pewne.
Dlaczego fioletowa kokardka? bo innej nie miałam smile
A kokardka to premedytacja smile

I bardzo dobrze!!
On się rozwodzi. Żona odeszła. Dziewczynkom ciężko. To wszystko zrozumiałe.
Ale dlaczego Ty masz na tym cierpieć? Gdzie romantyczne randki, gdzie kwitnąca miłość, gdzie zabieganie o twoje względy, gdzie staranie się o nowy związek?
No sorry, ale mam córkę w tym wieku i wiem doskonale, że organizowanie sobie czasu tylko dla siebie to dla nastolatki gratka i żaden problem. Nie musi z ojcem spędzać wieczoru.
Podobnie jak dziewczyny wyżej też uważam, że tracisz wiele pięknego na rzecz związku, który od początku zaczyna się od chłodnej atmosfery, więc uważam, że może być tylko chłodniej...
A Ty oczekuj żaru, fajerwerków i motyli w brzuchu.


Romantyczne randki? On to typowy domator i centuś. Nigdzie mnie nie zabrał prócz Mc Donalda, gdzie musiałam sama za siebie płacić smile
Wyszliśmy razem tylko raz do kina w walentynki.
Jeśli chodzi o dziecko, które ciągnie się za nim jak smród po gaciach. Zauważyłam, że zawsze wszystko podsłuchiwała. Chciała mieć pod kontrolą wszystko. Gdy się dowiedziała, że myślimy o dziecku ... wpadła w histerię i leciała go prosić, żeby powiedział że to nieprawda. Ja już się z tego wypisałam.
Dostałam za to wczoraj ciepłego sms ...

"Syla w zwiazku z zaistnialymi wydarzeniami chcialem sie dowiedziec kiedy moge odebrac pozostale rzeczy i zwrocic ci klucze?"

po godzinie dzwonił a po kolejnej wysłał mi:
"Martwie sie co u ciebie, nie odpisujes nie odbierasz, nie chcesz gadac odpisz"

Ja nie mam zamiaru tego ciągnąć. Niech się stuknie w łeb. Pozostała u mnie tylko jego kasa. Oddam za 3 tygodnie. Niech zobaczy jakie to miłe, gdy znika się na 3 tygodnie. Potraktuję go tak jak on mnie. Może egoistyczne ale wiecie co ... mam to w dupie.

Ja sobie w życiu poradzę wink Mam cudownego psa. Zaczynam jazdy na prawku. Myślę o działalności smile Plany na życie są :)A miłość?? jest ważna ... na nią też przyjdzie czas smile

6 787

Odp: Być drugą i macochą

Suzi82 gdyby była taka opcja kliknęłabym "Lubię to" smile Trzymam kciuki i powodzenia na nowej drodze życia smile

6 788

Odp: Być drugą i macochą

Supemacjazla zgadzam się z tobą przy dobrej woli wszystkich stron da sie wszystko tak poukładać by wszyscy zyli razem w poprawnych stosunkach, a dzieci z poprzednich związków nie muszą byc zlem koniecznym.                                              Suzi82 życzę Ci duzo szczęścia i gratuluję ze udało Ci sie wyrwac z toksycznej relacji.

6 789

Odp: Być drugą i macochą

Kochane
Bardzo Wam dziękuję za słowa wsparcia.
Ja dodatkowo jestem w psychoterapii, ponieważ leczę nie tylko depresję ale i syndrom DDA. Ja naprawdę potrzebuje spokoju.
W środę miałam pierwszą godzinę jazd. Po tej akcji z kartonami (wtorek) nie potrafiłam się na jazdach skupić. Dzisiaj było o niebo lepiej. Sama siebie nie poznałam. Szłam i wracałam z uśmiechem na twarzy smile Nawet wyjechałam na ulicę!!! Wiecie jak się cieszę smile
Gdy wróciłam ten kretyn zostawił na messsenger wiadomość. Jakiś debilny filmik, którym stara baba leci z torbami z zakupów w chuście na głowie. Napisał, że widział mnie na zakupach a na dowód przesyła nagranie.
W pierwszym momencie się popłakałam ale potem sobie myślę ... Ty stary kretynie. Facet 43 lata a zachowanie poniżej krytyki. Olałam bo tak najlepiej. Teraz czekam na fajną kumpelę. Zrobimy sobie babski wieczór smile
Dziewczyny nie bójcie się walczyć o swoje szczęście i komfort psychiczny. Ja kocham tego starego kretyna ale nie pozwolę, aby ktoś mnie w ten sposób traktował.
Piekłam mu codziennie ciasta do pracy. Skakałam jak walnięta, żeby tylko mu było dobrze. Teraz mam podziękowanie.
Ale nie żałuję, że to dla niego robiłam. Bo ja nie mam sobie nic do zarzucenia. W przeciwieństwie do niego smile i tego się trzymam.

Nie dajcie się. Pamiętajcie, że powinnyście być w życiu szczęśliwe. Dbajcie o siebie smile

6 790

Odp: Być drugą i macochą

Suzi82 w twoim przypadku to nie córki twojego bylego sprawialy największe problemy, tylko sprawial je on, tym ze nie traktował Cię tak jak należy. Jeszcze raz życzę Ci powodzenia i duzo szczęścia. Mam nadzieję ze wkrótce pojawi się ktos, dla kogo będziesz wyjątkowa.

6 791

Odp: Być drugą i macochą

Marza2 nie znając córek nie wyglaszalabym tak śmiałych hipotez. Myślę że to całokształt sytuacji i % byłego suzi i zachowanie córek, które może mógłby być lepsze gdyby osoba dorosła czyli ich ojciec wziął  za to odpowiedzialność. W tego typu relacjach trzeba od razu wyznaczać granicę, egzekwować jasny podział czasu i zadań. U mnie tak jest, ale to dlatego że mój M potrafi to zrobić. W ostatnich dniach przeczytałam posty do str 120 i po przemyśleniu uznałam, że wielu destrukcyjnych zachowań w swoim związku nie widzę (co do zasady brak odpalow ex, młody jak dziecko, bywa męczący ale w sumie dobrze razem funkcjonujemy, mój M chyba jednak nie jest typem tatusia wynagradzacza rozwodu, bo w sumie poza tym że stara się jakimiś atrakcjami zapewnić czas, wyjazdami na wakacje, wyprawieniem urodzin, i prezentami na konkretne okazje, nie spełnia życzeń młodego na skiwniecie palcem. Nie biega po sklepach z zabawkami, ubrania to raczej ja mu kupuje albo babcia bo m to taki typ że idzie ze mną na zakupy bo gustu mu raczej brakuje. Dobrze zajmuje się młodym, uwzględnia moje zdanie, nie podważa go, wręcz mówi że ma zrobić to co powiedziałam czyli w tej chwili umyć zęby smile mimo problemów dnia codziennego, kłótni o pierdoly, to chyba powinnam się cieszyć, że żyje w dość zdrowym na tego typu rodzinę w układzie.  Po przeczytaniu wielu historii tutaj, uświadomiłam sobie, jakiego typu problemy mogą dotyczyć rodzin patchwork, tzw. Rekonstruowanych, związków z osobami rozwiwdzionymi, o których nie miałam pojęcia. Chociaż moje dylematy w stylu ze on się zastanawial czy w kościele podczas Komunii usiąść na miejscu dla rodziców (czyli obok byłej)  są nie do pomyślenia /nie do przejścia dla moich koleżanek w związkach z wolnymi facetami. Dziś zdaje sobie sprawę, że i nas jakoś mimochodem dzięki opanowaniu i właściwie nie wiem czego M jest dobrze, jest zdrowo, nie dotyczą mnie problemy wielu z Was. Uświadomiłam sobie ze to ja mam problem, którego nie miałam prze pierwszy rok związku i żyło mi się bardzo dobrze: była M. A słowo klucz to moja zazdrość, o to że była pierwsza, że byli razem ponad 10 lat, że razem zwiedzili Rzym, Berlin, mają za sobą podróże z 2latkiem po Grecji, Turcji, weekendowe wypady rodzinne, piersi urodziny dziecka, chrzest, roczek itd. O jej życie, że doskonale radzi sobie zawodowo, jeździ super furami służbowymi, stać ja na kilka wyjazdów zagranicznych do roku. Porównywanie się do niej, jest a raczej było męczące, Wygarnianie M przeszłości też. Chyba sama w pewnym momencie miałam siebie dosyć i tej wiecznej złości na M o to, że ma za sobą tyle doświadczeń, nie ze mną. Jestem świadoma ze to mój problem, że może wynikać z jakiegoś niedowartosciowania, chociaż sama nie wiem dlaczego się tak katuje, mam 29 lat, długo, długo się uczyłam a teraz jestem prawnikiem w jednym z największych banków w Polsce, w sumie nie mogę narzekać , dość dobrze zarabiam, ale po każdym sukcesie już mi mało, zaczynam się nudzić i chce więcej i więcej. Nas tym muszę zapanować, bo się troszkę wykanczam głupimi myślami. Druga sprawa to zbyt duże angażowania się. Byłam najstarsza z trójki rodzeństwa, przypadło mi względem niego trochę obowiązków, więc teraz mam coś takiego, że jestem nadgorliwa i nadopiekuncza nawet jeśli tego nikt ode mnie wymaga. Suzi myślę że twój problem polega na tym, że jesteś DDA, osoby z tą przypadłościa szybko wchodzą w rolę uslugiwacza, poświęcając siebie, swoje plany, na rzecz innych. Znam jedna dziewczynę która po zdradzie przez męża, po dwóch kolejnych nieudanych relacjach, nie potrafi stworzyć zdrowej. W każdej przyjmuje rolę ofiary, poświęca się, załatwia za partnera dla partnera, zamiast niego, do tego rezygnuje ze swojego życia do tego stopnia że rzuca pracę, nie ma swojego życia, znajomych, wszystko dla związku.. Ma silne, wręcz desperackie zamierzenie stworzenia rodziny, ma córkę i mimo, że ma tatę z którym się spotka, to wkłada tych facetów kolejno w rolę przyszywanych ojców. Jest DDA więc stąd zapewne taki bieg w stronę miłości, normalnych rodzinnych więzi, jej to nie było dane, chce tego dla siebie i córki, ale w związku przyjmuje pozycje jakby poza partnerem, domem, jej dzieckiem nic nie istniało. Zero własnego życia, stabilnej pracy, skoro ciągle je zmienia, stając się zależna finansowo od partnerów. Później cierpi, że jej partner nie dziękuję za wszystko co robi, że ona czeka w domu  obiadem, a go szef przed wyjściem z pracy wola na spotkanie przez co kolejny raz wraca godzinę później. Niestety ona moim zdaniem nie rozumie jaki ma problem. Ty jesteś o kilka kroków dalej, zdaje sobie sprawę  suzi że wchodząc w taką relacje będąc DDA trzeba na siebie uważać jeszcze bardziej. Trzymam za Ciebie kciuki, życzę wytrwałości, jestem pewna że dasz radę. Ja trzy lata temu rozstałam się z facetem, z którym byłam 10 lat, wyszłam że związku przerażona, co teraz będzie, przecież ja nawet nie umiałam już chyba randkowac po takim czasie. Powracalismy do siebie przez trzy miesiące po rozstaniu, tak było mi ciężko to rzucić, po nowym roku mi przeszło skutecznie, wiedziałam że to nie ten facet, że nie będę z nim szczęśliwa, że jak wężem ślub, to szybko napisze sobie sama pozew rozwodowy smile zacisnelam żeby, żeby przetrwać zmianę, duża zmianę, prozaiczne czynność wydawały mi się dziwne, zakupy dla jednej osoby, wolne popołudnia weekendy tyle było tego czasu do zagospodarowania no i po trzech miesiącach (chodziłam na randki w międzyczasie, nie proznowalam) poznałam M, trochę nam zajęło przekonanie się do siebie, ale to naprawdę kochany mężczyzna, niebo a zmienia między tym poprzednim. Mi pomógł nowym związek, ale po wszystkim i po poznaniu M wiedziałam, że to co czułam do poprzedniego to było przyzwyczajenie o strach przed nowym, nie miłość, miłość sobie poszła jakieś trzy lata wcześniej i zapomniała mi powiedzieć, że w związku z tym na mnie też już pora smile a może to wykrzyczala tylko strach, nie pozwoli mi zamknąć za sobą drzwi. Ty jeśli uważasz, że to co czujesz to miłość, pewnie powinnaś dać sobie więcej czasu, ale jak kurz już opadnie to polecam, ładnie się ubrać, wylądować i dać zaprosić jakiemuś Panu nawet z portalu randkowego na niezobowiazujaca kolejce. To poprawia humor, o ile się nie trafi na palanta, ale wtedy wiesz włączone Żelazko w domu czy tam garnek na gazie i się szybko zmywasz smile wytrwałości i powodzenia!

6 792

Odp: Być drugą i macochą

Drogie Macochy, drugie itd.
dawno nie pisałam, bo synek, kolki, zastoje, kryzys laktacyjny, ból kręgosłupa itd.... Mój M mi pomaga, nie mogę złego słowa powiedzieć; przychodzi z pracy, bierze młodego na spacer, robi zakupy, przewija, kąpie, nosi na rękach przy kolkach, stoi jak idiota z suszarką ... kto przez to przechodził, wie o czym mówię (ja 6 tygodni temu nie wiedziałam). Moje macosze obowiązki ograniczyły się do prania, okazjonalnego prasowania, gotuję obiady "pod dziewczyny" no i .... pozwalam im na różne czynności wobec młodego - wożą go wózkiem, asystują przy kąpieli itd. Mocno mnie to męczy, ale staram się i sama proponuję, żeby poczytały bratu książeczkę a ja pójdę porozwieszać pranie, ot żeby czuły, że robią przy nim coś "pożytecznego" za co im dziękuję itd...

Wczoraj był kryzys. Nie wiem czy skończę pisać historię do końca, bo młody rusza się w wózku na wstawanie, ale jak coś to dokończę później.

Zaczęło się od problemów samochodowych. Mamy spory samochód, ale niestety dwie dorosłe osoby, dwie dziewczynki i niemowlę to już trochę problem. Starsza pasierbica została usadzona na swoim "poddupniku" na przednim siedzeniu. Bardzo chciała siedzieć z tyłu przy Jasiu, ale niestety Jaś nie lubi fotelika samochodowego, drze się i muszę go uspokajać. Siedzę z tyłu między młodszą AA i Jasiem. Eks zabroniła MM (starszej pasierbicy) siedzieć z przodu, bo powiedziała że nie pozwala bo to niebezpieczne. MM było to w to mi graj - to też cwana sztuka i mówi, że ona nie pojedzie z przodu tylko z tyłu, bo mama nie pozwala. Na to M zdziwiony, że przepisy jak najbardziej pozwalają jej siedzieć z przodu, poza tym jeździmy po mieście, a nie w dalekie trasy, więc nie ma żadnych niebezpieczeństw. Po chwili MM zadzwoniła do mamy i "nakablowała" na co matka powiedziała, że zakazuje jej jechać z przodu. MM zrobiła to hm .... perfidnie - to już któryś raz, kiedy okazuje się wybitnie karna wobec zakazów matki, kiedy jej to na rękę (dodam na marginesie, że obie dziewczynki potrafią łgać jak z nut również kiedy im to na rękę). Ja byłam zawsze cierpliwa, zawsze załagadzająca, zawsze uspokajałam M, ale wczoraj wpadłam pierwszy raz ... w szał smile

to było preludium, bo chodzi o to, że obie dziewczynki zaczęły strasznie ojcu pyskować. Ja siedziałam z Jasiem na ręku w salonie i słyszę "mama powiedziała, że jak byłyśmy małe to jeździłyśmy same z tyłu", "nie obchodzi mnie co mówisz", "wyjdź z tego pokoju" - awantura się rozkręcała. W którymś momencie obie darły się na ojca w sposób, którego nie jestem w stanie opisać, a nerwy miałam takie, że dziewczyny nie pamiętam połowy z tego co mówiły, ale tylko mi brakowały żeby zaczęły rzucać jakimś mięsem. Ojciec był też wkurzony i podniesionym głosem z nimi dyskutował. Dziewczyny...... jak usłyszałam z góry "jesteś dla nas surowy od kiedy jest Jaś" i "idź sobie do swojej H (moje imię) i Jasia) to sory - mnie wzięła qr-wica. Wcisnęłam Jasia M i jak się na nie wydarłam, że są niewdzięcznicami, ze nigdy nie widziałam, żeby dziewczynki w ten sposób zwracały się do ojca, że ojciec o nich ciągle myśli, obkupuje je we wszystko co im potrzebne a w mojej ocenie niepotrzebne, a one go tak traktują, że w styczniu załatwia im apartament na wakacje, żeby spędziły fajnie czas nad morzem itd. itp. że ja w weekendy obgotowuję je we wszystko co lubią, że staramy się im zorganizować rozrywki, że na spacerze zbieram dla nich kwiatki, żeby miały co sypać na Boże Ciało, że do pierwszej w nocy w tym tygodniu prasowałam ich ciuchy, pomimo że padam na twarz przy Jasiu itd. itp. Zwyzywałam je od niewdzięcznic, smarkul, egoistek, kreatur itd. Starsza siedziała zaryczana i widać było, że kruszeje. Jak mówiłam ile ojciec dla nich poświęca, że staramy się im stworzyć drugi dom, że oboje padamy na twarz bo są problemy z Jasiem, ale w weekend ojciec jest do ich dyspozycji najwięcej jak może, że odrabia z nimi lekcje, a one mu robią łaskę itd. ..... Powiem Wam, że poszłam po bandzie. Starszą ruszyło - młodsza - nie... ona jest harda. Ale ja byłam w amoku. AA wyciągnęła komórkę i idzie do łazienki dzwonić do matki, ja za nią, ona "wyjdź stąd", ja "nie wyjdę", ona "wyjdź" i zaczęła piszczeć na cały głos. Ja zbliżyłam swoją twarz do jej i też wydarłam się na cały głos (a śpiewałam w chórze i płuca mam niezgorsze) i mówię jej "co ty myślisz, że mnie krzykiem wystraszysz - jestem u siebie, skoro ty jesteś bezczelna i zakazujesz mi wchodzenia do swojego pokoju, to oświadczam ci, że mi można w tym domu znacznie więcej od ciebie i będę wchodziła tam gdzie będę chciała BO TO JA JESTEM DOROSŁA I TO JA USTALAM Z TWOIM OJCEM REGUŁY W TYM DOMU". Młoda do garderoby, ja za nią....

dokończę później - młody ryczy smile

6 793

Odp: Być drugą i macochą

powiedzieć, że szlag mnie trafił - to mało.... One były jeszcze w tej fazie chojraczki - szczególnie młodsza AA. Jak tylko wychodziłam z pokoju ona zaczynała pyskować ojcu. Do mnie nie odzywa się tak jak do ojca i nie mam pojęcia z czego to wynika. M jest dość słaby w ciętych ripostach, ale nie ja. Wracałam i odpowiadałam za niego. AA ryczała z wściekłości - moich rund powrotu do awantury było kilkanaście. Byłam w amoku, ale miałam już serdecznie dość - wygarnęłam im to co myślę na temat ich postępowania, zachowania wobec ojca itd. że nie widziałam tak niewdzięcznych i hardych dzieci, które by tak pomiatały ojcem itd... AA powiedziała, że one chcą do mamy. M powiedział - ok, dzwoń zatem do matki, żeby Was zabrała. Potem kłótnia szła w deseń; nie przyjeżdżaj po nas w czwartek, na to M mówi - nie przyjadę jak nie chcecie, ani w czwartek, ani we wtorek, ani w następny nasz weekend. Jak będziecie chciały się ze mną spotkać, to zadzwonicie do mnie i poprosicie. One, że nie zadzwonią, M "no to się spotkamy dopiero jak będziemy jechali na wakacje do Świnoujścia w sierpniu".
W międzyczasie eks napisała sms w stylu, że mam zapanować nad emocjami i przestać po raz kolejny wydzierać się na jej córki. M pokazał mi tego sms, ja już była w furii (mnie ciężko wkurzyć, ale jak coś to idę jak buldożer). Wpadłam do dziewczynek po raz kolejny i pytam MM czy to ona łże matce, że ja na nie krzyczę. MM, że to AA. Zatem ja do AA - ile wg Ciebie razy na Ciebie krzyczałam. Ona, że tylko dzisiaj, na to ja - to dlaczego okłamujesz matkę, że na was krzyczę, a ona na to - bo raz nakrzyczałaś na MM. Mówię - zatem M daj mi numer telefonu do ich matki, dzwonimy i AA ma powiedzieć matce ile razy na nie krzyczałam, eks nie odbierała, na to mówię - ok, wasza mama ma przyjechać o godzinie 13 więc dobrze się składa - wyjaśnimy sobie ile na was krzyczę osobiście. Widziałam przerażenie w ich oczach......... ale dziewczyny, ja byłam w fazie mordu. Jakby eks pojawiła się o tej 13, to bym chyba rzuciła się jej do tchawicy (choć kobita ode mnie jest wyższa prawie o głowę).
Eks powiedziała, że nie przyjedzie po dziewczyny. Jeszcze się stawiały - nie chciały  iść na spacer, ale .......... po godzinie w pokoju "spuchły" i nas przeprosiły......

to nie wszystko - napiszę Wam jeszcze później. Do końca weekendu były jak aniołki. Ja poszłam też po bandzie. Wkur-wiło mnie jak MM przynosi z obrzydzeniem ze swojego pokoju naszą ładowarkę do komputera i rzuca z pogardą na podłogę w naszej sypialni z komentarzem "to nie nasze było U NAS".... ja zeszłam na parter, wzięłam jej okulary przeciwsłoneczne weszłam do ich pokoju i rzuciłam na podłogę z komentarzem - mam po dziurki w nosie chodzenia i zbierania waszych rzeczy, które są porozwalane po NASZYM domu..... Kiedy AA demonstracyjnie robiła taki plakat "moje sekrety" w których pisała "kocham mamę, MM, babcię i kuzynki" (żeby dosrać ojcu, że jego nie kocha), otworzyłam jej szufladę biurka, wyciągnęłam "książeczkę-sekret" którą już kiedyś pisała i napisała mniej więcej "kocham mamę i nie lubię taty" i niby przypadkiem zostawiła w pokoju (ja ją zauważyłam i żeby M nie było przykro schowałam przed nim - serce by mu pękło". W każdym razie wyciągnęłam tą książęczkę-sekret i powiedziałam, żeby nie była śmieszna, bo powtarza stare akcje - z jej sekretami, których jedynym celem jest dotknięcie ojca, już się zapoznaliśmy kilka miesięcy temu. Niech się nie kłopocze, tylko przywiesi książeczkę - zaoszczędzi na materiałach papierniczych, które jej ojciec kupuje.............

wiem, że byłam mega-świnią, ale miara się przebrała. Byłam tak cholernie złośliwa i ripostująca je do poziomu parteru. W każdym razie - przeprosiły i do końca weekendu sielanka .................

zobaczymy dziewczyny co będzie. Bo ja nie wytrzymałam już ich bezczelności......... M mi mówił, że ostatnio słyszał jak MM wydziera się na matkę, tak jak na niego. W trakcie awantury powiedziałam im, że w nosie mam jak są nauczone zwracać się do matki w ich domu. Tu będą się zwracały do dorosłych z szacunkiem, bo tu jest nasz dom i mamy prawo do tego, żeby nasze zdanie dzieci respektowały bo traktujemy je dobrze, zaspokajamy ich potrzeby i ja nie pozwolę, żeby para smarkul pod moim dachem obrażała ojca, który je kocha nad życie.

Nie wiem jak będzie dalej - czy dobrze, czy źle..... zobaczymy. Ja w każdym razie, cieszę się z tej awantury. Dosłownie czuję się jak człowiek którego boli brzuch i który w końcu zwróci co mu stało na żołądku....

6 794

Odp: Być drugą i macochą

Dusia

Dziękuję za odpowiedź. Tak to prawda DDA musi uważać o wiele bardziej. Ja weszłam w ten związek trochę wcześniej niż weszłam w terapię. Nie mam jeszcze wszystkiego wypracowanego. Ja poprostu robiłam wszystko żeby tylko go zadowolić. Z dobrego serca. Bo bałam się, że jak nie będę wystarczająco dobra to odejdzie.
Wypełniam sobie czas. Spotykam się ze znajomymi, wychodzę na spacery z psem, buszuję po portalu randkowym. Tylko sobie piszemy. Nie szukam miłości. Ale na kawę jeśli ktoś fajny zaprosi to pójdę smile
Do tego to prawo jazdy, jestem wolontariuszem w fundacji i tam mam też trochę pracy. Czas sobie wypełniam.
Tęsknota jakaś jest wiadomo. Ale ja nie chce kogoś kto kłamie.
A poza tym związek z dzieciatym facetem nie jest dla mnie. Może inne kobiety w tym się odnajdują. Ja nie.
Dostałam wczoraj piękną piosenkę od znajomej ze specjalną dedykacją. Cała prawda o kobietach, które chcą w końcu wyjść z cienia faceta.
Posłuchajcie dziewczyny Haliny Młynkowej "Kobieta z moich snów".

Życzę Wam przyjemnego dnia smile

6 795

Odp: Być drugą i macochą

Hh999, takie katharsis najwidoczniej było potrzebne. I Tobie i dziewczynom. Trzymaj się ciepło. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Lepiej teraz zacząć stawiać wszystkich do pionu, niż za trzy lata obudzić się z ręką w nocniku, kiedy dziewczyny staną się roszczeniowymi, dumnymi i wiecznie obrażalskimi pannicami.

6 796 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2016-06-06 10:40:23)

Odp: Być drugą i macochą

HH999 jak czytałam to szczerzyłam się do komputera jak głupia:-) w takich układach, dzieci zawsze manipulują rodzicami. U nas młody nie zadzwoni do mamy się poskarżyć, ale mówi jak mu źle u mamy. A mój M od razu chce mu nieba przychylić:-p wiec każdy radzi sobie jak potrafi. A jak Jaś ma kolki to może wcale nie kolki tylko nietolerancja laktozy. My myśleliśmy, że to kolki w końcu podalismy mu laktazę i mój mały człowiek przespał całą noc bez dramatu:-) w ogóle po 10h od podania leku wreszcie się uśmiechał. Bo go non stop brzuch bolał i oprócz wiecznego rozdrażnienia spowodowanego bólem brzucha nic nie wskazywało na nietolerancje. A wracając do tematu i tak Cię podziwiam, bo ja nie potrafię trzymać języka za zębami.  Nie jestem jakaś kłótliwa, tylko czasem chciałabym umieć to olać.. A ja albo delikatnie opierniczam, albo uciszam obu bo szkoda dnia na kłótnie, a ja tak lubie spokój:-)

KIJM a jak u Ciebie? jakoś mało tu kobietek zadowolonych z własnego życia:-)tobie chyba się udało.

6 797

Odp: Być drugą i macochą

Suzi takie związki są bardzo ciężkie, i jeszcze więcej się ich rozpada niż tych mniej problemowych (czytaj zwykłach ) związków. Ja nie mam syndromu DDA, ani depresji, kiedyś się leczyłam na nerwicę. Jestem wykształcona, mam dobra pracę. I tez każdego dnia się zastanawiam jak ja się w to wpakowałam? Myślę, że był czas gdzie chciałam "odpowiedzialnego" faceta, on był po przejściach wiec niby odpowiedzialny. Wydawał się dojrzały, widziałam jak walczył o tamto dziecko. To założyłam, że będzie dobrym ojcem i mężem. Ale to wszystko trzeba podzielić przez dwa. Bo natamto dziecko "musi" mieć czas, tutaj rodzina się dostosuje. Tamto jest pokrzywdzone, ato przecież jest szczęściarzem. Tam "trzeba" płacić alimenty, a to że tutaj oszczędzamy na wszystkim to żonka zrozumie, że jest ciężka sytuacja( to się skończyło).  Jeśli uda Ci się zamknąć ten temat to dobrze robisz. Czasem miłość nie wystarczy... Ale to tez różnie bywa, bo i w bezproblemowych związkach miłość to za mało:-p

6 798

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

  Nie jestem jakaś kłótliwa, tylko czasem chciałabym umieć to olać.. A ja albo delikatnie opierniczam, albo uciszam obu bo szkoda dnia na kłótnie, a ja tak lubie spokój:-)

KIJM a jak u Ciebie? jakoś mało tu kobietek zadowolonych z własnego życia:-)tobie chyba się udało.

U mnie/ u nas względny spokój. Jestem zadowolona z dnia codziennego, jednak naszej sytuacji nie nazwałabym zupełnie "komfortową". M widuje się z dziewczynami jak go najdzie tęsknota. Exowa nie robi problemów (tak jak to bywało wcześniej). Korzysta z każdego dnia, kiedy może pozbyć się dzieci i chętnie przekazuje dzieci czy to ojcu czy też dziadkom.. Nie dalej jak w tę sobotę, M zabrał córki na basen, posiedział z Nimi do wieczora u swoich rodziców. Jak się okazało dziadkowie (rodzice M) już od piątku zabrali wnuczki do siebie. W niedzielę mieli odwieźć dziewczyny do matki. Więc tak jak było wcześniej, tak jest i teraz tzn.: dziadkowie robią co chcą, nie pytając się M o zdanie, dogadują się bezpośrednio z Byłą Synową, wspierają Ją, bo Ona biedna, poszkodowana, nieudolna, niewydolna, niemota po prostu. Podczas wizyt dziadkowie pozwalają dziewczynkom na wszystko przy okazji obkupując je za każdym razem w nowe ciuchy i zabawki itd. Starszy syn nadal okłamuje ojca i robi co chce. Widzę , że powoli i M ma dosyć tej, już pełnoletniej wredoty. M wrócił w sobotę do domu i ..... nawet nie bardzo chciał opowiadać jak Mu/Im minęła sobota. Wniosek wyciągnęłam jeden---> jak zwykle Jego rodzice Mu dali do wiwatu, nagadali Mu i po prostu nie chciał mi nic mówić na ten temat, bo wie jak alergicznie reaguję na Ich peplaninę. Niestety, tym różnimy się z M, że jak mnie coś nurtuje, jestem na coś wściekła, to wyrzucam to z siebie. M - jak go coś nurtuje milknie i zakopuje to głęboko w sobie. A jak Mu już się uzbiera po kokardę, to wybucha ze zdwojoną siłą. Odnoszę wrażenie , że teraz jest na etapie kumulowania w sobie tego, o czym nie chce na dzień dzisiejszy mówić głośno.
Także, ..... u nas chwilowy spokój, ale jak to w życiu bywa, za długo spokojnie być nie może, więc spodziewam się jakiś kłopotów w niedługim czasie.

6 799

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 kazdy kiedyś pęka i to predzej czy pozniej musialo przydarzyć się Tobie.  Wiem jak czlowiek jest bardzo zly to nie panuje nad sobą swoimi słowami, wiem ze teraz jest Ci ciężko male dziecko które ma kolki. Zastanawiam się tylko jak można powiedziec na dzieci kreatura, nie rozumiem tez jak mogłaś wypomniec dziewczynkom miłość ojca do nich, odrabianie z nimi lekcje. To naturalne ze rodzice sie zajmują dziecmi i dbaja o nie.  Wiadomo Ty nie musisz dla nich nic robic no moze tylko zapewnic im bezpieczenstwo, Tobie mają byc wdzięczne nie jestes ich rodzicem.Co z tego ze twoj partner zajmuje się nimi pomimo ze jest zmeczony opieką nad Janem. Pojawienie sie syna nie sprawiło ze przestal byc ojcem dziewczynek. Nie rozumiem.dlaczego gotujesz pod nie,rob potrawy ktore bys zrobiła jak by ich nie było. Ps czy jak Jan za kilka lat będzie niegrzeczny tez mu wypomnisz ile dla Niego robilas jak byl maly jak nie spalas z powodu jego kolek itp.

6 800

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 nie zazdroszczę, ale czuję, że jakbym była wściekła za każdym razem, gdyby tak rozpuszczone dzieci biegały po naszym domu. Jestem zaszokowana stopniem manipulacji obu. Może twój M powinien je traktować bardziej twardą rękę, zanim będzie za późno. Z tego co piszesz, wynika, że jest im z Wami naprawdę dobrze, nawet bym powiedziała, że w dupkach się przewraca, że wpadają na takie pomysły i wydziwienia. Kablowanie mamie trzeba zdecydowanie ukrócić, pokazać że to nie działa. Była – chociaż nie wiem jakie ma do Was nastawienie, jakby była mądra, niezłośliwa, to sama by wiedziała najlepiej, że  młodym odbija, czasami trudno z nimi wytrzymać i że takie alarmy i wydzwaniania wynikają z ich widzimisię i nie powinno się na nie reagować. Albo reagować konsekwentnie – czyli jesteś z tatą, to proszę wyjaśnić nieporozumienia z tatą, a nie skarżyć. To czegoś by je nauczyło. Generalnie, jeśli idzie o naszego młodego to jestem zwolenniczką rozmowy i wyjaśniania sytuacji. Krzyczałam na niego kilka razy w ubiegłe wakacje – ale był naprawdę tak wku+++ący, złośliwy, że po raz pierwszy poczułam się bezsilna i miałam go naprawdę dosyć, czekałam na koniec wakacji. Przyjechał po miesiącu spędzonym z ex i jej rodzicami i bratem, był tak rozpuszczony, zachowywał się jak małe dziecko (zmiękczał głos, nie potrafił sobie nawet wlać soku do szklanki) z wszystkim trzeba było mu pomóc i średnio co 5 min zadawał pytanie tato a co teraz będziemy robić – nawet zanim kończyli coś wspólnie robić. Ale wybuchłam, jak nie chciał umyć zębów przed wizytą u dentysty, brakowało 2 min, bym go rozniosła… Wkurzał mnie celowo, tekstami, ze on nie chce jechać z nami w góry, ze to bez sensu, zostaje w domu, że ma gdzieś wyjazdy z nami, ja nie wiem jak ro dziś jest, ale kiedy jako dziecko mogłam wyjechać nad morze, na obóz na Mazury, w góry to był szczyt szczęścia, podsekscytowanie i radość. Jemu nic się nie podobało, półkolonie z ang – bez sensu, on chce gdzieś indziej, wyjazd w góry – beznadzieja, lepiej siedzieć w domu. Ewidentnie robił wszytsko, by nam dokurzyć. I mu się udawało. Raz nawet przy okazji jakiejś rozmowy, kiedy odwoziłam go do szkoły językowej, kiedy mu powiedziałam, że zachowuje się jak dwulatek, że jeśli nie przestanie, to tak będziemy go z tatą traktować, to się zaczęły grożby, że powie mamie i że więcej do nas nie przyjedzie. Odpowiedziałam, że proszę bardzo- zaraz mu podam tel. i może mamie powiedzieć, za trzy min. to co mi przed chwilą, a co do przyjeżdżania do nas to sobie na ten temat porozmawia z tatą popołudniu, bo wszystko mu opowiem. Od razu zamilknął, a mój M popołudniu z nim porozmawiał i dał reprymendę. Tak czy inaczej nie zapomnę zeszłorocznych wakacji i boję się o kolejne, ale teraz będzie z nami od razu po zakończeniu roku szkolnego, wiec mam nadzieję, że jeszcze będzie w miarę ustawiony do pionu i nie będę tak źle. Jest też starszy, wydaje się trochę bardziej rozsądny, mam nadzieję, ze więcej będzie do niego trafiać. A i nie jest znowu taki straszny manipulant, choć zakusy próbuje robić. Mam nadzieję Hh999, ze młode po tej akcji trochę spokornieją wobec Ciebie i Twojego M. Moim zdaniem M musi wyciągać wobec nich konsekwnecje bo nie ujedziecie. Ja wiem, że u matki pewnie się pożądanych przez Was zachowań nie egzekwuje i że trudno jest egzekwować, kiedy u Was są zasady a u niej nie. Ale innego wyjaścia chyba nie macie. System kar i zasad, zbieranie czerwonych i zielonych kropek i po uzbieraniu iluś zielonych za dobre zachowania dopiero kupowanie ciuszków, a nie bez okazji. Może pomoże, a Wam na pewno za takie podejście do wychowania, jak już same będą dorosłe podziękują.

6 801

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Hh999 kazdy kiedyś pęka i to predzej czy pozniej musialo przydarzyć się Tobie.  Wiem jak czlowiek jest bardzo zly to nie panuje nad sobą swoimi słowami, wiem ze teraz jest Ci ciężko male dziecko które ma kolki. Zastanawiam się tylko jak można powiedziec na dzieci kreatura, nie rozumiem tez jak mogłaś wypomniec dziewczynkom miłość ojca do nich, odrabianie z nimi lekcje. To naturalne ze rodzice sie zajmują dziecmi i dbaja o nie.  Wiadomo Ty nie musisz dla nich nic robic no moze tylko zapewnic im bezpieczenstwo, Tobie mają byc wdzięczne nie jestes ich rodzicem.Co z tego ze twoj partner zajmuje się nimi pomimo ze jest zmeczony opieką nad Janem. Pojawienie sie syna nie sprawiło ze przestal byc ojcem dziewczynek. Nie rozumiem.dlaczego gotujesz pod nie,rob potrawy ktore bys zrobiła jak by ich nie było. Ps czy jak Jan za kilka lat będzie niegrzeczny tez mu wypomnisz ile dla Niego robilas jak byl maly jak nie spalas z powodu jego kolek itp.

Świetny wykład marza. Dzięki Tobie już wiemy jakie obowiązki wobec dzieci mają rodzice i czego nie należy dzieciom wypominać smile Wobec faktu, że ojciec dziewczynek wykonuje swoje "naturalne" obowiązki  z należytą starannością, Twoim zdaniem może on oczekiwać jakiś "naturalnych" odruchów ze strony własnych dzieci , czy jednak to się ojcu nie należy ?

6 802

Odp: Być drugą i macochą

Marza ma bardzo subiektywne, moim zdaniem dość skrzywione podejście do drugich żon. Myślę że pomógłby jej psycholog, tutaj nie znajdzie pomocy, mało tego nie wybieli wszystkich pasierbow i pasierbic. Marza a może Ty również tak źle odnosiłas się do drugiej żony swojego ojca, a może do ojca? A teraz szukasz uzasadnienia dla swojego zachowania wybielajac wszystkie dzieci z rozbitych rodzin tego świata? Najedzony głodnego nie zrozumie, nie patrzysz z naszej perspektyw na te problemy bo nie masz o tym pojęcia. Poszukaj sobie taty z dzieckiem na męża i wtedy ponownie zapraszamy na forum. A jeśli nie masz na to ochoty, a jeśli nie masz taki zamiarów to może załóż swój temat dla poszkodowanych dzieci z rozbitych rodzin uprzednio zasiegnowszy opinii psychologa zanim będziesz głosić powszechnie swoje zdanie. Bo obecnie niekoniecznie śmiejesz swoimi tezami korzyść, nie trzeba być psychologiem by widzieć, że masz obciążenia z dzieciństwa i przenosisz je w dorosłe życie. Współczuję Ci i życzę powodzenia.

6 803

Odp: Być drugą i macochą

Dusia 123 traktowano Cie jak intruza w domu rodziców? Mnie tak traktowała zona taty. Nie mam zadnych obciążeń mam złe doswiadczenia z macochami i tyle. Miałyśmy z siostrą 16 lat gdy tata się ożenił drugi raz, nie spędzalysmy juz z tatą całych weekendow, wpadalysmy tam czasami po szkole czy w sobotę. D nawet takie wizyty nie byly w smak. Tak 6 lat temu powiedzialam co o niej myślę, dopiero wtedy bylam niemiła. Jesli bym związała sie z facetem dzieckiem to traktowalabym je tak jak bym chciala zeby moja córka była traktowana przez ojczyma, lub macoche.

6 804

Odp: Być drugą i macochą

Marza  temat sobie założyła... jakoś nikt gadać nie chciał więc tu dalej trololuje.

6 805

Odp: Być drugą i macochą

Marza2
mam chwilę czasu, bo akurat młody ma drzemkę a ja jem śniadanie i sprawdzam pocztę smile
1. przykro mi, że miałaś złe doświadczenia z macochami. Ja założyłam, że najbezpieczniej będzie traktować pasierbice jak swoje siostrzenice/bratanice - czyli dobrze, z wyrozumiałością i troską, ale nie wpieprzać się między wódkę i zakąskę, bo rodziców mają
2. co do mnie, ja miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo, między innymi dlatego, że będąc dzieckiem refleksyjnym zauważyłam jak dużo "mam" - tj. że rodzice o mnie dbają (uświadomiła mi to w drugiej klasie koleżanka z klasy, która nigdy nie miała śniadania do szkoły, a kiedyś przyszła do szkoły bez majtek, bo rodzice pijacy jej nie kupili), że mam w domu wszystko czego potrzebuję zarówno od strony emocjonalnej jak i materialnej. Zorientowałam się w tym bardzo szybko obserwując dzieci z rodzin dotkniętych różnymi patologiami lub niedostatkami, których w mojej miejscowości trochę było. Dlatego bardzo wcześnie pojęłam, że trzeba być wdzięcznym i umieć dziękować. Chociaż to może nie forum do tego typu wynurzeń, ale ja jestem przeszczęśliwa z faktu, że mieszkam w Polsce - wcale nie chce mi się do miodem i mlekiem płynącego zachodu, bo jestem wdzięczna, ze jestem w kraju gdzie jak człowiek pracuje, to raczej nie głoduje, że nie mamy w Polsce wojny itd.... Zastanawiałam się kiedyś mocno, dlaczego "tak mam", że zadowalają mnie rzeczy oczywiste i uznałam, że szybko jako dziecko nauczyłam się zauważać, jak za wiele rzeczy powinnam być wdzięczna i jak wiele dostałam. Nie myśl jednak, że moje dzieciństwo to sielanka - moi rodzice byli bardzo surowi, zgodnie z zasadą - wiele otrzymujesz, wiele od ciebie wymagamy. Uważam, że mieli prawo
3. Uważasz, że "wymawiam" dziewczynkom poświęcenie ich ojca i częściowo moje? Można to tak nazwać z pewnej perspektywy, którą określiłabym wąską.... Nie chodziło o to, żeby je skopać, ale im uświadomić, że ojciec ma obowiązki względem nich, przykłada się do nich pomimo tego, że mógłby odpuścić. Bo czy musi uczyć się z córką, która rzuca zeszytami po ścianach, albo drze się na niego, że jej źle tłumaczy ułamki, bo pani w szkole mówiła inaczej i ona nie chce żeby ją ojciec uczył? A on sieci nad nią i nie odpuszcza, dzwoni do nauczycielki z przyrody, że MM się nauczyła i czy pani mogłaby ją zapytać i postawić jej na zachętę dobrą ocenę itd.... To nie chodzi o wypominanie, to chodzi o pokazanie, że ojciec daje z siebie najwięcej ile może - owszem, to jego obowiązek, ale co jest do cholery obowiązkiem dzieci....? Czy nie aby szacunek do rodziców, za ich wysiłki, za ich miłość i poświęcenie??? I to dziewczynom wykrzyczałam, że wszyscy staramy się stworzyć im dom, a one ojca traktują jak pomiotło, zwracają się do niego jak do jakiegoś kundla. Powiedziałam MM, że słyszałam wielokrotnie jak krzyczy do ojca, że go nienawidzi i że jest najgorszym ojcem na świecie i zapytałam jej, czy naprawdę tak uważa, czy naprawdę los ją pokarał ojcem, który ją bije, znęca się nad nią, głodzi, nie łoży na jej utrzymanie, ma w dupie co się z nią dzieje, z jej zdrowiem, czy ojca który leci na każde zawołanie, bo MM zapomniała wianka obiecanego koleżance, więc ten jedzie przez pół miasta, żeby jej zawieźć.
Na marginesie, nie wyobrażam sobie w latach 80tych, żebym powiedziała ojcu, że go nienawidzę i że jest najgorszym ojcem na świecie. A gdyby coś takiego padło, zapewne dostałabym od matki tak w pysk, że pamiętałabym to do emerytury, a milicja obywatelska bynajmniej nie założyłaby za to niebieskiej karty.... Jeżeli mój syn coś takiego powie ojcu, to nie wiem czy zapanuję nad sobą.... ale będę go chowała od maleńkości tak, żeby nigdy nie być w podobnym dylemacie...
4. I zastanawiałam się, że nic się nie bierze z próżni - to że dziewczynki tak się zwracają do ojca jak słyszę, a do matki jak mi o tym powiedziano, wzięło się skądś. I nie będę zgadywać, czy to matka uczy je lekceważącego stosunku do ojca, czy są inne tego przyczyny. Wiem od M, że eks i jej matka nawzajem się wyzywają i krzyczą na siebie, że przekleństwa i agresja to była pewna norma w relacjach eks z jej matką. Zastanawiające jest, że dziewczynki mnie szanują, moje prośby lub nakazy wykonują i mi nie pyskują, a ojcu i owszem. Nie zasługuję bardziej na szacunek niż ich ojciec.....
5. Pewne rzeczy, trzeba zdusić w zarodku........ Nie żałuję tej akcji, bo sądzę że wiedzą, że na gadanie typu "masz swojego Jasia i H" albo "od kiedy jest Jaś jesteś dla nas surowy" nie ma przyzwolenia. Nie chodzi o to, żeby je kneblować, ale po pierwsze to nieprawda, a po drugie trzeba im dać jasny przekaz - DOŚĆ PRZEGINACIE. Gdyby onego czasu ojciec reagował odpowiednio na słowa typu "nienawidzę cię", z dużym prawdopodobieństwem padłyby tylko raz. Jeżeli Jaś kiedyś użyje jakiegokolwiek argumentu typu "kochasz AA i MM bardziej niż mnie" zostanie przeze mnie natychmiast doprowadzony do pionu i uświadomiony, że nie ma akceptacji dla tego typu kłamliwych argumentów...

I wolałabym to wszystko powiedzieć dziewczynom spokojnie, ale niestety wyszło w awanturze. Powiedziałam im również, że mają nie uważać dorosłych za ślepych i głupich idiotów, bo my jako dorośli doskonale widzimy ich kłamstewka, półprawdy i manipulacje, którymi nas karmią. I niech nie myślą, że są takie cwane i kute na cztery kopyta, bo my to dostrzegamy ...

6 806

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 abstrahując od poglądów marzy, która za wszystko wini rodziców, przyklaskuje Ci szczerze w postanowieniu wychowania syna na osobę wdzięczną za to co ma ! Ja również, mimo iż syn M nie jest rozpuszczony do szpiku, ale ma odzywki, za które ja raz dostałam od ojca w twarz i więcej ich nie powtórzyłam (mam do niego o to żal, ale może czegoś mnie to jednak nauczyło) mam nadzieję i zamiar wytrwać w postanowieniu, że moje dziecko będzie inne, wdzięczne, będzie znało słowo dziękuję. Ja też się dziwię wszechobecnemu wchodzeniu dzieciom w dupę i tak samo wszechobecnemu tolerowaniu ich niezadowolenia, bo kolejny raz nad morze, w góry, bo chce coś innego, bo ciągle za mało ...  a żeby usłyszeć dziękuję, to trzeba przypomnieć magiczne słowo. Nie mogę tego pojąć ! Bardzo będę starać się wychowywać swoje dziecko na dobrego, wdzięcznego, nieroszczeniowego człowieka - inaczej wyrośnie wiecznie niezadowolony, niecieszący się życiem, nieszczęśliwy zniewieścialec. Pokazywać dziecku świat, ale nie przez pryzmat krabów w restauracji, a pikniku z rodziną na trawie - tak chcę smile !

6 807

Odp: Być drugą i macochą

No i mamy przedterminowe wakacje smile Wczoraj mama młodego poinformowała mojego M że w przyszłym tygodniu ma wyjazd służbowy, w związku z czym młody jest u nas od niedzieli od 12 do piątku, albo i cały kolejny weekend. Chciałam trochę odpocząć przed naszymi wakacjami, ale chyba już nie dam rady... Hh999 w jakim wieku są Twoje pasierbice bo mi gdzieś umknęło ?
ps. ja nadal nie znam innego zastosowania suszarki niż suszenie i układanie włosów i rozpalanie grilla smile pozdrawiam ! Miłego dnia girls smile

6 808

Odp: Być drugą i macochą
Dusia123 napisał/a:

No i mamy przedterminowe wakacje smile Wczoraj mama młodego poinformowała mojego M że w przyszłym tygodniu ma wyjazd służbowy, w związku z czym młody jest u nas od niedzieli od 12 do piątku, albo i cały kolejny weekend. Chciałam trochę odpocząć przed naszymi wakacjami, ale chyba już nie dam rady... Hh999 w jakim wieku są Twoje pasierbice bo mi gdzieś umknęło ?
ps. ja nadal nie znam innego zastosowania suszarki niż suszenie i układanie włosów i rozpalanie grilla smile pozdrawiam ! Miłego dnia girls smile

Ja rozumiem , że wyjazd służbowy tudzież jakieś dodatkowe obowiązki z pracą związane mogą się zdarzyć. Mnie samej czasem coś takiego wypadnie czasem i muszę się dogadywać z Byłym, ale...... w przypadku kiedy Pani Szanowna straszy ojca, że za niewywiązywanie się z obowiązków odwiedzin będzie wyciągać konsekwencje prawne to....  wykorzystałambym ten przypadek jako świetny kontrargument w takich dyskusjach. Jeśli Pani Szanowna ma w wyroku zapisane, że ma się zajmować dzieckiem w dni....., to jeśli wyjeżdża niech zorganizuje w tym czasie opiekę zastępczą dla dziecka (babcia, ciocia, niania). M może pójść na ustępstwo i zająć się w tym czasie dzieckiem, ale niech te ustalenia i informację o Jej wyjeździe załatwi drogą pisemną np. mailem!!! Będzie jak znalazł w czasie przyszłych przepychanek.
Swoją drogą wyjazd służbowy w niedzielę o 12-ej??? A nie w poniedziałek od 6 rano??  I czy na pewno wyjazd będzie trwał aż przez kolejny weekend? Czy może Pani Szanowna organizuje sobie wcześniejszy urlop z Was robiąc etatową niańkę za pro bono. Drogą mailowa można zażądać od Pani Szanownej skanu "polecenia wyjazdu służbowego" jako uzasadnienia tak długiego wyjazdu. Jeśli nie da - odmówić opieki nad dzieckiem w "jej" dni.

6 809

Odp: Być drugą i macochą

kjim była M trafiła na prawnika po drugiej str, dlatego dbam o to by takie ustalenia były w mailach, smsach - generalnie na trwałym nośniku, jeśli będzie ich trzeba użyć, to użyjemy. Ogólnie raz jej się zdarzyło napisać, że ona zgodziła się na obniżkę alimentów, żeby M spędzał z młodym więcej czasu, odbierał go ze szkoły w inne dni niż swoje i żeby mimo wszystko partycypował w dodatkowych kosztach -M nie ma możliwości by odbierać młodego w inne niż swoje dni ze szkoły i spędzać z nim czas popołudniami, ale i tak przedłużliśmy weekendy do poniedziałku rana z niedzieli do 18 i odwozimy go w poniedziałek rano do szkoły, więc o ten jeden dzień ma lżej. A na zmniejszenie alimentów nie zgodziła się z takiego powodu, a z powodów darowizny na jej rzecz w dużej kwocie pieniężnej wykonanej przez rodziców M w okresie ich narzeczeństwa (odbiło tym rodzicom wtedy !!!!) i niechęci ex do zwrotu tych pieniędzy teraz. Innych możliwości rozmowy z nią nie było, bo żadnych argumentów ta Pani nie przyjmuje, chyba że chodzi o jej własną dupę. A alimenty miała na 7 latka naprawdę godne, ponad 2 tys zł, przy naszym naprawdę dużym udziale w wychowaniu (kupowaniu mu ubrań, pokrywaniu połowy kosztów obozów i kolonii itp.) Zeszła trochę z tych alimentów, ale nadal ma problemy z tym, żeby dać jakieś ubrania – sami kupujemy, bo ona odpowiada, ze nie ma takiej ilości, żeby dać coś M – chociaż stale się ubraniami wymieniamy, sami wiecie ja to wygląda. Albo młody jest z nią, albo z nami, dlatego zasadności dla utrzymywania podwójnej garderoby w każdym domu naprawdę nie widzę i takie też widziałam orzeczenia sądów, że alimenty są po to, żeby z nich pokrywać koszty bieżącego utrzymania, w  tym garderoby – to są podstawowe sprawy przecież, no ale ex ma inne zdanie na ten temat. Niedawno po tym jak biczowała M w mailach i smsach, że nie robi tego, owego i srego, uświadomiłam jej że alimenty to nie jest pojęcie czysto rozwodowe i z urzędu przypisane ojcu – jak to się w świadomości społeczeństwa utarło, a pojęcie z Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego zgodnie z którym rodzice (i matka i ojciec) są w  obowiązku łożyć na dziecko tzw. Rentę alimentacyjną tak długo, póki dziecko tego wymaga, bo nie jest w stanie się samodzielnie utrzymać. Zmotywowałam też w międzyczasie trochę M, żeby bardziej angażował się w sprawy szkolne, w leczenie młodego (dentysta, okulista, urolog) i faktycznie ex ma coraz mniej głupawych argumentów. Poza tym, że młody spędza z nami każdą środę i co drugi weekend, mamy też równy podział świąt, wolnego w szkole i długich weekendów,  no a teraz, kiedy rodzice M przeprowadzili się blisko nas, ex regularnie pyta czy pomożemy (w tym roku już chyba z piąty raz) bo a to choroba młodego, ostatnio była służbowo w Londynie, w Wielkanoc, która była jej, zapomniała, ze po św. były jeszcze dwa dni wolnego, więc młody był z nami, konferencja w Wawie. Generalnie od kiedy rodzice M są na miejscu, M powiedział ex, że może pomagać, bo jest mu teraz łatwiej, aniżeli wcześniej kiedy rodzice M mieszkali 200 km stąd – poszli na emeryturę i przeprowadzili się tu ze względu na M, jego siostrę i wnuczęta, którymi teraz mają czas się zajmować. Wcześniej często ex organizowała młodemu jakieś zastępcze opieki, ale albo były to ciocie – różne dziwne ciocie z jej pracy (mam na myśli nawet ciocie homoseksualistki – ja tam nie mam nic przeciwko, ale może jakbym była matką, to w sumie bym się zastanowiła, czy bym chciała by u nich mój 7letni syn nocował ) albo jej brat – 35 letni, nierób socjopata, samotnik mieszkający z rodzicami w dwupokojowym mieszkaniu i utrzymujący się z ich pieniędzy, bo nie ma zamiaru iść do pracy – nigdy nie miał nawet dziewczyny, nie ma też znajomych nie mówiąc o tworzeniu jakichkolwiek nawet przyjacielskich więzi z kimkolwiek  – który ma naprawdę zły wpływ na młodego, przez to jaki jest nieprzystosowany do życia. Więc M woli, żeby młody był z nami w tym czasie, tym bardziej, ze ex nie pozwoliła mieć w takich sytuacjach młodemu tel. kom, więc M czasami nawet nie wiedział gdzie i z kim jest jego syn, bo mógł dzwonić tylko do niej, a ona odrzucała połączenie albo nie odbierał tel, to jego dziecko, w końcu,  więc nie neguję, nie oponuję, a młody zachwycony,  na informacje, że spędza u ojca cały tydzień wykrzyknął genialnie (Euro zaczyna się w niedzielę) więc będę mieć męski tydzień w chacie   W każdym razie ex nie powinna narzekać, M daje radę i stara się jak może, a ona faktycznie ma coraz więcej tych wyjazdów, spotkań, konferencji …. To taki typ karierowiczki ponad wszystko, mocno skoncentrowanej na sobie, przez to mam wrażenie, ze młody ma teraz silniejszą więź z M niż z matką. Ale jak ona woli z koleżankami spędzać czas we Włoszech w długi weekend i oddać dziecko na 5 dni do dziadków, po tym jak ostatni długi weekend młody spędził cały u nas – w sumie z naszą środą prawie tydzień (gdzie my w tym czasie, byliśmy z nim nad morzem, później na kajakach) to się nie ma co dziwić, że jak mają dla siebie dwa weekendy w miesiącu i ledwie klika godzin w niewszytskie popołudnia, to tak się właśnie dzieje… szkoda mi trochę tego dziecka, bo matkę ma typowo nowoczesną, nie kwokę – dobrze to niedobrze, nie można chyba przeginać w żadną ze stron, ale już zarządziłam, że w przyszłym tyg, ok mogę go odbierać ze szkoły, bo mam blisko, ale popołdunia spędza z nim M, ewentualnie dziadkowie, i M codziennie zawozi go do szkoły – muszę dbać o swoją przestrzeń i higienę umysłu, kiedy młody jest u nas, bo już nie raz zuważyłam, ze w takich sytuacjach pomagam, poświęcam się, a później wku*** ze mi źle.

6 810

Odp: Być drugą i macochą
Dusia123 napisał/a:

kjim była M trafiła na prawnika po drugiej str,

:-) czyli mamy do czynienia z zawodowcem. Dusia pewnie mogłabyś nas wiele nauczyć w zakresie postępowania z upierdliwymi Byłymi :-) Nie chcesz się podzielić czymś o czym jeszcze tu na forum nie mówiłyśmy? Może zostało coś pominięte albo przez nas niezauważone?

6 811

Odp: Być drugą i macochą

smile procesowo wiem jak się przygotować, wiem co pisać i jak pisać, żeby w sądzie było łatwiej w razie czego. W swoich sprawach, póki nie urodzi nam się dziecko nie widzę przesłanki do obniżenia alimentów, dlatego daję sobie na razie spokój...., ale pisma, maile, zawsze przydadzą się w sądzie, kiedy z drugiej strony pojawiłoby się roszczenie o podwyższenie. Prawdą jest kochane, że życie swoje, a realia sądowej swoje - w wydziałach rodzinnych 95 % sędziów to kobiety, które mają gorsze i lepsze dni... da się zatem zauważyć tendencje, to stawiania ojca w gorszej roli, choćby nie wiadomo, jakimi dowodami się w sądzie wykazywał i tak u jednego sędziego coś będzie zasadne, a u innego nie. Poza tym procesy rodzinne są napompowane emocjami i koronnym argumentem jest zawsze dobro dziecka, a jak dziecko jest od początku przy matce - jak w większości przypadków to ojciec jest z góry na pozycji "ten weekendowy", niedzielny ojciec i matka, która zawsze ma rację. My mamy do czynienia z twardą, egoistyczną eks, stawiającą na swoim, ale nie wpraszającą się, nie mącącą - to jest dobre. Ale dziwią mnie jej zachowania jako matki np. to że odpuszcza wspólną imprezę komunijną i pozwoliła mojemu M zabrać młodego zaraz po mszy komunijnej na przyjęcie komunijne, które dla niego i rodziny zorganizowaliśmy, a sama poszła ze swoimi rodzicami do domu.. - a chcieliśmy organizować razem to odmówiła. kjim życie życiem, nie wszystko da się osadzić w ramach prawnych, inaczej jak się w sądzie udowadnia, że faktura niezapłacona i jest dług i wynosi tyle i tyle, a tu jest podstawa zapłaty, a inaczej jak idzie o człowiek i emocje, jak udowodnić  osobiste starania w wychowaniu dziecka, co również winno mieć wpływ na wysokość alimentów... Poza tym nasze przepisy w tym zakresie są do bani, nieważne ile zarabiasz, ważne jakie masz możliwości zarobkowe, jeśli masz wykształcenie takie i takie i możesz mieć lepiej płatną pracę to od tego się uzależnia wysokość alimentów.... nie od realiów a od szans/możliwości. Wiadomo, że są patologiczne przypadki, gdzie ojciec nie idzie specjalnie do pracy albo pracuje na czarno, żeby nie płacić, ale nie o patologie mi chodzi, a o wyłudzenia ex - zawyżanie kosztów utrzymania, gdzie na oświadczenia strony sąd łyka wszystko, choćby nie było w tym sensu i logiki. Moim zdaniem powinno być jak w systemie niemieckim, tabela z zarobkami rodzica i wiekiem dziecka (gdzie kalkuluje się jego potrzeby w zależności od wieku) a nie uznaniowość  i kompletne odrealnienie niektórych sędziów powodują, że "nie widzą" rzekomego wyłudzania pieniędzy, a kosmetyki i środki czystości dla zdrowego, siedmioletniego chłopca na 20 dni, których spędza z matką kosztują w Polsce 400 zł... tak samo jak nie rozumiem pokrywania kosztów najmu mieszkania kobiety, która zarabia lepiej od mojego M, a swojego mieszkania nie kupi, bo nie chce ! I dla prawnika są obszary w prawie rodzinnym nieodkryte, o których się nie śniło filozofom. Ale jeśli macie jakieś proceduralne pytania, to spróbuję Wam pomóc, choć zastrzegam, że mogę dzielić się wiedzą, nie będą to porady prawne smile A ja zapytam czy jest na sali lekarz - najlepiej psycholog ?:)

6 812 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-06-08 21:17:31)

Odp: Być drugą i macochą

Dusia
moje pasierbice mają 10 i 8 lat. To są dzieci współczesnych czasów i nie odbiegają niczym od rówieśników - wyszczekane jak dorosłe, bo wyuczone na głupowatych filmach typu Hannah Montana czy Jessie z Disney Channel, a głupiutkie jak przedszkolaki, bo pozbawione jakiejkolwiek egzystencjalnej refleksji. Ich podstawowe problemy to mniej więcej co sobie zażyczyć na dzień dziecka i w co się ubrać....

A suszarka ... pomaga przy kolkach - to jest tzw "biały szum", podobny dźwięk do przepływu w aorcie, który dziecko słyszy w czasie życia płodowego. Dźwięk suszarki bardzo wycisza noworodki i młodsze niemowlęta, podobnie jak pralka i zmywarka. Najpierw włączaliśmy młodemu suszarkę, żeby go uspokoić, teraz znaleźliśmy na youtube 2 godziny nagranej suszarki, która ma ponad 2 mln wejść smile zapewne tyle zdesperowanych rodziców odtwarza biały szum dzieciom. My już chyba kilkadziesiąt razy smile

6 813

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 to mój jest pomiędzy, bo w tym roku skończy 9 lat. Teraz to się chyba nawet cieszę, że trafiłam na tatę z chłopcem, bo na początku byłam trochę przerażona (mam trzy siostry, z chłopakami - dziećmi niewiele miałam do czynienia:)) Widać, że jednak nam kobietom od najmłodszych lat udzielają się emocje i to w nadmiarze, bo młody jest raczej opanowany i wyluzowany. No i dość posłuszny, dziś mnie nawet zapytał czy może otworzyć karty z piłkarzami, które dostał od babci chwilę wcześniej, mimo że jego tata był na górze smile ale tutaj jest chyba duża rola mojego M, że młody słucha się i jego i mnie także. Z chłopakami jest jednak łatwiej stwierdzam, jakby była dziewczyna to pewnie zazdrości i fochów byłoby co niemiara. Ja Cię w pełni Hh999 popieram w Twoim podejściu, uważam, że będzie lepiej i dla Ciebie i dla Twojego M i dla Jasia i dla nich obu jak będą miały jakieś ograniczenia i zasady. W końcu Jaś to ich brat, dobrze byłoby gdyby miał normalne i przychylne mu siostry w przyszłości, jak tak myślę o młodym, że gdybyśmy mieli mieć wspólnie tylko jedno dziecko, to bardzo chciałabym, mimo różnicy wieku, żeby mogli na siebie liczyć kiedy będą dorośli - rodzeństwo to fajna sprawa.

6 814

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
kitkaat napisał/a:

  Nie jestem jakaś kłótliwa, tylko czasem chciałabym umieć to olać.. A ja albo delikatnie opierniczam, albo uciszam obu bo szkoda dnia na kłótnie, a ja tak lubie spokój:-)

KIJM a jak u Ciebie? jakoś mało tu kobietek zadowolonych z własnego życia:-)tobie chyba się udało.

U mnie/ u nas względny spokój. Jestem zadowolona z dnia codziennego, jednak naszej sytuacji nie nazwałabym zupełnie "komfortową". M widuje się z dziewczynami jak go najdzie tęsknota. Exowa nie robi problemów (tak jak to bywało wcześniej). Korzysta z każdego dnia, kiedy może pozbyć się dzieci i chętnie przekazuje dzieci czy to ojcu czy też dziadkom.. Nie dalej jak w tę sobotę, M zabrał córki na basen, posiedział z Nimi do wieczora u swoich rodziców. Jak się okazało dziadkowie (rodzice M) już od piątku zabrali wnuczki do siebie. W niedzielę mieli odwieźć dziewczyny do matki. Więc tak jak było wcześniej, tak jest i teraz tzn.: dziadkowie robią co chcą, nie pytając się M o zdanie, dogadują się bezpośrednio z Byłą Synową, wspierają Ją, bo Ona biedna, poszkodowana, nieudolna, niewydolna, niemota po prostu. Podczas wizyt dziadkowie pozwalają dziewczynkom na wszystko przy okazji obkupując je za każdym razem w nowe ciuchy i zabawki itd. Starszy syn nadal okłamuje ojca i robi co chce. Widzę , że powoli i M ma dosyć tej, już pełnoletniej wredoty. M wrócił w sobotę do domu i ..... nawet nie bardzo chciał opowiadać jak Mu/Im minęła sobota. Wniosek wyciągnęłam jeden---> jak zwykle Jego rodzice Mu dali do wiwatu, nagadali Mu i po prostu nie chciał mi nic mówić na ten temat, bo wie jak alergicznie reaguję na Ich peplaninę. Niestety, tym różnimy się z M, że jak mnie coś nurtuje, jestem na coś wściekła, to wyrzucam to z siebie. M - jak go coś nurtuje milknie i zakopuje to głęboko w sobie. A jak Mu już się uzbiera po kokardę, to wybucha ze zdwojoną siłą. Odnoszę wrażenie , że teraz jest na etapie kumulowania w sobie tego, o czym nie chce na dzień dzisiejszy mówić głośno.
Także, ..... u nas chwilowy spokój, ale jak to w życiu bywa, za długo spokojnie być nie może, więc spodziewam się jakiś kłopotów w niedługim czasie.

Jak ty znajdujesz spokój w tej sytuacji, ja mam jednego pasierba i po prostu nie daje rady. Brak szacunku, wybuchy agresji, i do tego histeria i fochy. Wyobrażasz sobie dziecko które karze dorosłych? Mi się wydawało to nie możliwe, ponoć zachowania mamusi. Focha walnie i się nie odzywa do nas 2h a M biega i przeprasza,  a ja się pytam za co? I jak to dzieci w tych związkach raz narzekają na jednego z rodziców a potem na drugiego. Od którego więcej dostaną tego w danej chwili lubią. Jak rodzice się nie dogadują to dopiero mają pole do popisu. Fałszywe, manipulujące ehhh Zastanawiam się ostatnio jak ja się w to wpakowałam. Wiem, wiem teraz można sobie gadać:-p

6 815 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-06-13 13:49:59)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Jak ty znajdujesz spokój w tej sytuacji, ja mam jednego pasierba i po prostu nie daje rady. Brak szacunku, wybuchy agresji, i do tego histeria i fochy. Wyobrażasz sobie dziecko które karze dorosłych? Mi się wydawało to nie możliwe, ponoć zachowania mamusi. Focha walnie i się nie odzywa do nas 2h a M biega i przeprasza,  a ja się pytam za co? I jak to dzieci w tych związkach raz narzekają na jednego z rodziców a potem na drugiego. Od którego więcej dostaną tego w danej chwili lubią. Jak rodzice się nie dogadują to dopiero mają pole do popisu. Fałszywe, manipulujące ehhh Zastanawiam się ostatnio jak ja się w to wpakowałam. Wiem, wiem teraz można sobie gadać:-p

Mój spokój to całkowita izolacja od Jego dzieci i patologicznych , według mnie, zachowań i dzieci i dorosłych. Jak nie widzę tego o czym piszesz: fochy dzieci, manipulacje dorosłymi, brak jakiegokolwiek posłuchu a to wszystko wynagradzane przez dorosłych kolejnymi prezentami..... to jestem zdrowsza. Czego oczy nie widzą..... itd.
Naprawdę wolę tego nie widzieć, wolę w tym nie uczestniczyć jestem wtedy spokojniejsza.
Oczywiście, że denerwują mnie nawet te szczątkowe informacje, które do mnie docierają, ale te jestem w stanie przetrzymać. Wrogość teściów w stosunku do mnie? Olewam. Staram się nie jeździć tam, bo odnoszę wrażenie, że każde Ich zaproszenie jest tylko i wyłącznie pretekstem do tego, by doprowadzić do kolejnej konfrontacji nas i dzieci. Za każdym razem kiedy rodzice M nas zapraszają do siebie, w ich domu są również wnuczki. Wracam z takich wizyt chora i ograniczam je do niezbędnego minimum. Co do wakacji moje stanowcze veto w tym zakresie również podtrzymuję. Nie dam się więcej wrobić we wspólny urlop , bo urlop jest po to by wszyscy odpoczęli, a nie skakali sobie do oczu.
Swoją konsekwencją doprowadzam teściów do furii, a M do sporych dylematów. I jak co roku przed i w trakcie wakacji spodziewam się wybuchu jakieś bomby, w czasie gdy M nie wytrzyma nacisków z każdej strony i guma w majtach Mu w końcu pęknie. Dlatego nauczona doświadczeniem planuje sobie wakacje z dziećmi (moimi) a M, jak będzie w stanie pojedzie z nami. Jeśli wybuch bomby Mu na to nie pozwoli, pojadę z dziećmi sama. Innej opcji wogóle nie biorę pod uwagę. Nie uzależniam swojego życia od M i Jego dzieci, Jego Ex, Jego rodziców. Robię swoje i przynajmniej nie jestem potem niczym rozczarowana.

6 816

Odp: Być drugą i macochą

kijm mądrze gadasz:-) u mnie jest trochę prościej bo teściów nie mam na miejscu i nie mam problemu. Za to wakacje to jakiś dramat 3 tygodnie siedzenia jak na bombie od dramatu do dramatu. No i weekendy, do tego M chce kontakty rozszerzyć jeszcze. A ja mam dość, jak to ladnie nazwałaś patologicznych zachowań jego dziecka, Ex no i jego bo przecież cały czas walczy o widywanie się z dzieckiem itp.. Faktycznie to ciężka sytuacja bo Ex wszystko utrudnia, kłamie dziecku, manipuluje nim by "ojcu" zrobić kuku. A mój M zamiast odpuścić to szarpie się z wariatką, kosztem naszego spokoju. Malolat stosuje takie same metody jak mamusia. Krzyczy na nas, jest chamski, lepiej przez pare godzin traktuje nas jak powietrze. Ja jestem dorosła i sobie poradzę z gówniarzem, ale mój syn nie zrozumie dlaczego on naniego krzyczy itp... Nie chce tej patologii wprowadzać do mojego domu. Wczesniej wspólczulam dzieciakowi, rozmawiałam itp.. ale pare razy pokazał co "potrafi" i staram się nie wnikać. Wszyscy mu współczują i przymykają oczy, niby dorośnie to będzie lepiej..Tylko jak to zrobić jak on jest u nas co drugi dzień? do tego nocuje? jakaś rada? bo jak na razie mam mega depreche.

6 817 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-06-13 15:16:55)

Odp: Być drugą i macochą

Ja odpuściłam wtrącanie się, próby wychowawcze, bo dziewczyny były u nas co drugi weekend. Dwa popołudnia w ciągu tygodnia M, ze względów logistycznych był z dziewczynami u dziadków. A zatem statystycznie rzecz biorąc próby wychowywania tych dzieci były przeze mnie podejmowane przez 4 dni w miesiącu. W pozostałe 26 dni matka robiła dzieciom pranie mózgu, w między czasie dziadkowie rozpuszczali jak mogli, M ignorował każde złe zachowanie swoich dzieci. Przyznałam w końcu rację M, że przez 4 dni w miesiącu nie da się zreformować czegoś, co przez pozostałe 26 dni wszyscy mają w dupie. Odpuściłam ale jednocześnie postawiłam ultimatum M, jeśli również i On nie podejmie walki o wychowanie dzieci, nie życzę sobie, aby te 4 dni zaważały na ciężkiej pracy wychowawczej jaką wkładam na co dzień w relacje ze swoimi dziećmi. W Twoim wypadku , jeśli wizyty są tak częste, a w zasadzie jest to bliskie do opieki naprzemiennej, nie wyobrażam sobie, że Twój facet nadal akceptował złe zachowanie chłopca i przepraszam syna za to żyje. Ty nie chłopca powinnaś reformować tylko swojego faceta. Ktoś Mu musi uświadomić, że swoją postawą i włażeniem chłopcu w d..kę robi Młodemu najgorszą krzywdę . Niech zacznie chłopca dyscyplinować, bo pobłażaniem w kwestiach wychowawczych strzela sobie i Tobie w kolana a Młody wyrośnie na egoistycznego, roszczeniowego bezrobotnego.
Chyba , że Twojemu facetowi nie przeszkadza zachowanie syna i uznaje takie zachowania za właściwe. Być może to co ja lub Ty nazywamy "patologicznym zachowaniem" Twój facet uważa za normalne. Ja z przykrością stwierdzam, że w rodzinie M , zachowanie Jego dzieci nie odbiega od ogólnie przyjętej u nich normy. Normą u nich jest zabawa jedzeniem, kapryszenie i marudzenie przy posiłkach, a na wylewany na biały obrus sok, nikt z dorosłych po prostu nie reaguje. U mnie w rodzinie takie zachowania są niedopuszczalne i o ile w zabawy dzieci (kiedy bawią się między sobą ) nikt z dorosłych się nie wtrąca, to jednak przy wspólnym stole wymaga się od dzieci kulturalnego zachowania.
Porównam Ci dwie sytuacje.
Mam w domu gości. Dzieci bawią się w swoich pokojach. Kiedy goście wychodzą, idę do dzieci i mówię: chodźcie się pożegnać, goście już wychodzą.
Ostatnia wizyta u rodziców M, moich dzieci tam nie było, ale były dzieci z rodziny M i między innymi dzieci M, biegały gdzieś po domu. Wychodzą jacyś goście. I co wtedy mówi mama M? Zwraca się do dorosłych: "a pożegnaliście się z dzieciakami???" I oczywiście dorośli idą , szukają dzieci i się z nimi żegnają. Widzisz różnicę??? Niby drobiazg, ale nawet ten drobiazg podniósł mi ciśnienie. Czy tak to powinno wyglądać? Wg mnie nie. Ale dla nich to norma. O podobnych sytuacjach pisała HHH999. Dla Niej i Jej rodziny mówienie o bąkach przy świątecznym stole to .... niezręczne nieco. Dla rodziny M był to powód do śmiechu. Więc...... wniosek wyciągnij sama. Może to co dla Ciebie jest niedopuszczalne dla Twojego faceta jest normą wyniesioną z domu?

6 818 Ostatnio edytowany przez kitkaat (2016-06-13 15:09:57)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Ja odpuściłam wtrącanie się, próby wychowawcze, bo dziewczyny były u nas co drugi weekend. Dwa popołudnia w ciągu tygodnia M, ze względów logistycznych był z dziewczynami u dziadków. A zatem statystycznie rzecz biorąc próby wychowywania tych dzieci były przeze mnie podejmowane przez 4 dni w miesiącu. W pozostałe 26 dni matka robiła dzieciom pranie mózgu, w między czasie dziadkowie rozpuszczali jak mogli, M ignorował każde złe zachowanie swoich dzieci. Przyznałam w końcu rację M, że przez 4 dni w miesiącu nie da się zreformować czegoś, co przez pozostałe 26 dni wszyscy mają w dupie. Odpuściłam ale jednocześnie postawiłam ultimatum M, jeśli również i On nie podejmie walki o wychowanie dzieci, nie życzę sobie, aby te 4 dni zaważały na ciężkiej pracy wychowawczej jaką wkładam na co dzień w relacje ze swoimi dziećmi. W Twoim wypadku , jeśli wizyty są tak częste, a w zasadzie jest to bliskie do opieki naprzemiennej, nie wyobrażam sobie, że Twój facet nadal akceptował złe zachowanie chłopca i przepraszam syna za to żyje. Ty nie chłopca powinnaś reformować tylko swojego faceta. Ktoś Mu musi uświadomić, że swoją postawą i włażeniem chłopcu w d..kę robi Młodemu najgorszą krzywdę . Niech zacznie chłopca dyscyplinować, bo pobłażaniem w kwestiach wychowawczych strzela sobie i Tobie w kolana a Młody wyrośnie na egoistycznego, roszczeniowego bezrobotnego.

do opieki naprzemiennej jeszcze daleko, ale i tak wychodzi mi to bokiem. Na razie M chce co drugii weekend od pt do pon rano, do tego wto i czw (bez nocowania) teraz jest dużo mniej bo w weekendy tylko z niedz na pon (plus w wto i czw). Jak były weekendy całe to powiedziałam,że psychicznei nie daje rady. Ciągle foch, agresja i pytania skąd to mamy? ile to kosztowało? i ciągła obserwacja koncząca się donosem do mamusi. Po prostu,byliśmy sterroryzowani, wiedziąlm,że nie mogę powiedzieć o podwyżce w pracy, o kupieniub czegokolwiek bo alimenty. Źle się odezwę do gnoja, czy po prostu zrobię coś nie tak, to Ex polecido sądu i ograniczy kontakty mojemu M. Dlatego ciągle życie na cenzurowanym, skończyło się przeprowadzką. kontakty zostały częstrze, ale krótsze  żeby M mógł widywać się na mieście gdy będę chciała odpocząć od tego wszystkiego. Tak się wtedy dogadaliśmy, teraz chce zmieniać te ustalenia. Mamy syna, gdybym wiedziała,że tak się to skończy to bym rodziny z nim nie zakładała. Do tego idzie kupa kasy na małolata, a na naszego syna ciągle muszę oszczedzac i słyszę, że to sąd zasądził alimenty i on "musi' płacić.. Krew mnie zalewa gdy słyszę, ja tamten dumnie mówi jak to on miał wszystko nowe..

6 819 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-06-13 15:30:45)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

Dlatego ciągle życie na cenzurowanym, skończyło się przeprowadzką. kontakty zostały częstrze, ale krótsze  żeby M mógł widywać się na mieście gdy będę chciała odpocząć od tego wszystkiego. Tak się wtedy dogadaliśmy, teraz chce zmieniać te ustalenia. Mamy syna, gdybym wiedziała,że tak się to skończy to bym rodziny z nim nie zakładała. Do tego idzie kupa kasy na małolata, a na naszego syna ciągle muszę oszczedzac i słyszę, że to sąd zasądził alimenty i on "musi' płacić.. Krew mnie zalewa gdy słyszę, ja tamten dumnie mówi jak to on miał wszystko nowe..

A czemu teraz M chce zmieniĆ wcześniejsze ustalenia? Spytałaś go DLACZEGO?

A za tekst, że sąd zasądził takie alimenty więc on musi się z tego wywiązywać ...... a dla drugiego dziecka to Ty musisz oszczędzać... powiesiłabym faceta za jaja. Skoro tak, zagroziłabym sprawą o alimenty na drugie dziecko ( to Wasze wspólne) argumentując to tym, że obojgu jego dzieciom należy się takie samo wsparcie finansowe!!!!

6 820

Odp: Być drugą i macochą

kitkaat

koszmar....
to co opisujesz,tez mam za sobą podobne doświadczenia z pasierbicą,tylko ze u nas to ja ja dyscyplinowałam,z miernym skutkiem niestety i szybko mi do tego zapał przeszedł,bowiem uświadomiłam sobie ze tak naprawdę to wole nie widziec jej i nie slyszec tego patolstwa niż szarpać sie z cudzym problemem,wybralam drogę podobna do kijm ,odciełam sie ,zerowy kontakt  zaprocentowal spokojem moim i dzieci,niech sie szarpią zainteresowani tematem

6 821

Odp: Być drugą i macochą

bo tęskni za synem, bo małolat ma źle u matki i chce mu zapewnić azyl u nas w domu (kosztem naszego spokoju psychicznego). Jak zaproponowałam M, że w takim razie niech się do ans przeprowadzi, lepiej teraz niż jak będzie "dorodnym" facetem i jak mamusia nie będzie sobie dawała  z nim rady(na własne życzenie). Że wygodniej, bo ja chce kupić działkę, wiec on będzie musiał jeździć w niedz. rano po niego i wracać wieczorem. Ze nie może nigdzie wyjechać na weekend. Ale głownie chodzi o to,ze małolat histerie urządza od czasu do czasu że chce z nami mieszkać(gdy jest zły na matkę) potem wszystko wraca do normy i już ie chce. A mój M obrońca uciśnionych, chce dzieciaka wyciągać bo ma w domu piekło.. Po paru awanturach w których zamieszani jesteśmy wszyscy mamusia się poprawia na parę tygodni i jego syn jest wtedy za mamusią znowu. No i tak na zmianę...

6 822

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

bo tęskni za synem, bo małolat ma źle u matki i chce mu zapewnić azyl u nas w domu (kosztem naszego spokoju psychicznego). Jak zaproponowałam M, że w takim razie niech się do ans przeprowadzi, lepiej teraz niż jak będzie "dorodnym" facetem i jak mamusia nie będzie sobie dawała  z nim rady(na własne życzenie). Że wygodniej, bo ja chce kupić działkę, wiec on będzie musiał jeździć w niedz. rano po niego i wracać wieczorem. Ze nie może nigdzie wyjechać na weekend. Ale głownie chodzi o to,ze małolat histerie urządza od czasu do czasu że chce z nami mieszkać(gdy jest zły na matkę) potem wszystko wraca do normy i już ie chce. A mój M obrońca uciśnionych, chce dzieciaka wyciągać bo ma w domu piekło.. Po paru awanturach w których zamieszani jesteśmy wszyscy mamusia się poprawia na parę tygodni i jego syn jest wtedy za mamusią znowu. No i tak na zmianę...

u mnie bylo identycznie,mloda po jazdach z matka wyladowala u mnie...
nie daj sie w to wmontowac,bo koszty tego kroku będą straszne,ucietpisz glownie ty i twoje dzieci

6 823 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-06-13 15:44:42)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

bo tęskni za synem, bo małolat ma źle u matki i chce mu zapewnić azyl u nas w domu (kosztem naszego spokoju psychicznego). Jak zaproponowałam M, że w takim razie niech się do ans przeprowadzi, lepiej teraz niż jak będzie "dorodnym" facetem i jak mamusia nie będzie sobie dawała  z nim rady(na własne życzenie). Że wygodniej, bo ja chce kupić działkę, wiec on będzie musiał jeździć w niedz. rano po niego i wracać wieczorem. Ze nie może nigdzie wyjechać na weekend. Ale głownie chodzi o to,ze małolat histerie urządza od czasu do czasu że chce z nami mieszkać(gdy jest zły na matkę) potem wszystko wraca do normy i już ie chce. A mój M obrońca uciśnionych, chce dzieciaka wyciągać bo ma w domu piekło.. Po paru awanturach w których zamieszani jesteśmy wszyscy mamusia się poprawia na parę tygodni i jego syn jest wtedy za mamusią znowu. No i tak na zmianę...

W tym wypadku też bym była za tym, żeby Jego dzieci były z nami cały czas. Po pierwsze mielibyśmy ( a na pewno ja) większy wpływ na Ich wychowanie. Po drugie, kiedy dzieci mieszkałyby z nami, M nie musiałby płacić EX alimentów, ich utrzymanie na pewno kosztowałoby mniej niż alimenty i prezenty razem wzięte. I też jestem zdania , że dzieci w tym wieku dałoby sie jeszcze wyprowadzić na ludzi. Za 4, 5 lat to bedą juz zdemoralizowane pannice i skończy sie to tak jak u Lusilju. Jednak mój M jest zbyt wygodny na to, żeby cały ciężar z codzienną opieką wziąć na siebie. Wie, że musiałby sporo spraw z dziećmi związanych ogarniać sam i wie, że poprzeczkę miałby wysoko przeze mnie ustawioną. Więc na pytanie czy nie chciałby walczyć o przejęcie całkowitej opieki nad dziećmi, odpowiada krótko NIE!

6 824

Odp: Być drugą i macochą

to już trwa 1,5 roku. Byliśmy u adwokatów i niby szanse male są na to żeby jego syn zamieszkał z nami. jednak każdy psycholog radził rozszerzeie kontaktów. A z doświadczenia wiem,ze raczej nie idzie to w parze z obniżeniem alimentów.Dziecko tego potrzebuje i to "njalepszy" sposób, ale nikt nie patrzy na moje dziecko. Ono  ma cierpieć skoro glupia amtka związała się z rozwodnikiem z dzieckiem. Potem M zaczął się zastanawiać jak będzie jak przegra i się wycofał i będzie czekał, az synek pewnego dnia oświecony powie "chce mieszkac u Ciebie". Ogóonie racji ma trochę z tym,żeby nie iść do sądu bo raczej jej dziecka nikt nie zabierze. A jak przegramy, ona dostanie "moc", żeby nami pomiatać. Przez te minimum 2 lata będzie wyładowywać się na dzieciaku = będzie jeszcze gorzej. Pochłonie to oszczędności zycia mojego M. A jak zabraknie, to kto się dołoży? dobra żonka. Dlatego M chce zwiekszyc kontakty, gdzie i tak jest nie komfortowo w domu bo ciasno itp.. no i będzie od dramatu do dramatu, a ja nie chce być wiecznie sfrustrowana matką.

6 825 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-06-13 17:08:40)

Odp: Być drugą i macochą
kitkaat napisał/a:

to już trwa 1,5 roku. Byliśmy u adwokatów i niby szanse male są na to żeby jego syn zamieszkał z nami. jednak każdy psycholog radził rozszerzeie kontaktów. A z doświadczenia wiem,ze raczej nie idzie to w parze z obniżeniem alimentów.Dziecko tego potrzebuje i to "njalepszy" sposób, ale nikt nie patrzy na moje dziecko. Ono  ma cierpieć skoro glupia amtka związała się z rozwodnikiem z dzieckiem. Potem M zaczął się zastanawiać jak będzie jak przegra i się wycofał i będzie czekał, az synek pewnego dnia oświecony powie "chce mieszkac u Ciebie". Ogóonie racji ma trochę z tym,żeby nie iść do sądu bo raczej jej dziecka nikt nie zabierze. A jak przegramy, ona dostanie "moc", żeby nami pomiatać. Przez te minimum 2 lata będzie wyładowywać się na dzieciaku = będzie jeszcze gorzej. Pochłonie to oszczędności zycia mojego M. A jak zabraknie, to kto się dołoży? dobra żonka. Dlatego M chce zwiekszyc kontakty, gdzie i tak jest nie komfortowo w domu bo ciasno itp.. no i będzie od dramatu do dramatu, a ja nie chce być wiecznie sfrustrowana matką.

a nie przyszlo ci do glowy ze ty nie musisz sie godzic na to rozszerzenie kontaktow czy Ew mieszkanie tamtego dziecka z wami,ja sie nie zgodziłam i uświadomiłam mężowi ze ja wcale nie musze tego chciec

nie czujesz sie w pewien sposób zmanipulowana i wkręcona w sytuacje której nie chcesz,twoje dzieci tez są w nią wmontowane,w przepychanki,w brak spokoju ,w awantury tamtego dzieciaka,pasuje ci taki układ,żę to ty i twoje dzieci macie sie dostosowywać do tego szitu,mi nie pasowało....
pamietaj nic nie musisz

Posty [ 6 761 do 6 825 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 103 104 105 106 107 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026