Marza2 nie znając córek nie wyglaszalabym tak śmiałych hipotez. Myślę że to całokształt sytuacji i % byłego suzi i zachowanie córek, które może mógłby być lepsze gdyby osoba dorosła czyli ich ojciec wziął za to odpowiedzialność. W tego typu relacjach trzeba od razu wyznaczać granicę, egzekwować jasny podział czasu i zadań. U mnie tak jest, ale to dlatego że mój M potrafi to zrobić. W ostatnich dniach przeczytałam posty do str 120 i po przemyśleniu uznałam, że wielu destrukcyjnych zachowań w swoim związku nie widzę (co do zasady brak odpalow ex, młody jak dziecko, bywa męczący ale w sumie dobrze razem funkcjonujemy, mój M chyba jednak nie jest typem tatusia wynagradzacza rozwodu, bo w sumie poza tym że stara się jakimiś atrakcjami zapewnić czas, wyjazdami na wakacje, wyprawieniem urodzin, i prezentami na konkretne okazje, nie spełnia życzeń młodego na skiwniecie palcem. Nie biega po sklepach z zabawkami, ubrania to raczej ja mu kupuje albo babcia bo m to taki typ że idzie ze mną na zakupy bo gustu mu raczej brakuje. Dobrze zajmuje się młodym, uwzględnia moje zdanie, nie podważa go, wręcz mówi że ma zrobić to co powiedziałam czyli w tej chwili umyć zęby
mimo problemów dnia codziennego, kłótni o pierdoly, to chyba powinnam się cieszyć, że żyje w dość zdrowym na tego typu rodzinę w układzie. Po przeczytaniu wielu historii tutaj, uświadomiłam sobie, jakiego typu problemy mogą dotyczyć rodzin patchwork, tzw. Rekonstruowanych, związków z osobami rozwiwdzionymi, o których nie miałam pojęcia. Chociaż moje dylematy w stylu ze on się zastanawial czy w kościele podczas Komunii usiąść na miejscu dla rodziców (czyli obok byłej) są nie do pomyślenia /nie do przejścia dla moich koleżanek w związkach z wolnymi facetami. Dziś zdaje sobie sprawę, że i nas jakoś mimochodem dzięki opanowaniu i właściwie nie wiem czego M jest dobrze, jest zdrowo, nie dotyczą mnie problemy wielu z Was. Uświadomiłam sobie ze to ja mam problem, którego nie miałam prze pierwszy rok związku i żyło mi się bardzo dobrze: była M. A słowo klucz to moja zazdrość, o to że była pierwsza, że byli razem ponad 10 lat, że razem zwiedzili Rzym, Berlin, mają za sobą podróże z 2latkiem po Grecji, Turcji, weekendowe wypady rodzinne, piersi urodziny dziecka, chrzest, roczek itd. O jej życie, że doskonale radzi sobie zawodowo, jeździ super furami służbowymi, stać ja na kilka wyjazdów zagranicznych do roku. Porównywanie się do niej, jest a raczej było męczące, Wygarnianie M przeszłości też. Chyba sama w pewnym momencie miałam siebie dosyć i tej wiecznej złości na M o to, że ma za sobą tyle doświadczeń, nie ze mną. Jestem świadoma ze to mój problem, że może wynikać z jakiegoś niedowartosciowania, chociaż sama nie wiem dlaczego się tak katuje, mam 29 lat, długo, długo się uczyłam a teraz jestem prawnikiem w jednym z największych banków w Polsce, w sumie nie mogę narzekać , dość dobrze zarabiam, ale po każdym sukcesie już mi mało, zaczynam się nudzić i chce więcej i więcej. Nas tym muszę zapanować, bo się troszkę wykanczam głupimi myślami. Druga sprawa to zbyt duże angażowania się. Byłam najstarsza z trójki rodzeństwa, przypadło mi względem niego trochę obowiązków, więc teraz mam coś takiego, że jestem nadgorliwa i nadopiekuncza nawet jeśli tego nikt ode mnie wymaga. Suzi myślę że twój problem polega na tym, że jesteś DDA, osoby z tą przypadłościa szybko wchodzą w rolę uslugiwacza, poświęcając siebie, swoje plany, na rzecz innych. Znam jedna dziewczynę która po zdradzie przez męża, po dwóch kolejnych nieudanych relacjach, nie potrafi stworzyć zdrowej. W każdej przyjmuje rolę ofiary, poświęca się, załatwia za partnera dla partnera, zamiast niego, do tego rezygnuje ze swojego życia do tego stopnia że rzuca pracę, nie ma swojego życia, znajomych, wszystko dla związku.. Ma silne, wręcz desperackie zamierzenie stworzenia rodziny, ma córkę i mimo, że ma tatę z którym się spotka, to wkłada tych facetów kolejno w rolę przyszywanych ojców. Jest DDA więc stąd zapewne taki bieg w stronę miłości, normalnych rodzinnych więzi, jej to nie było dane, chce tego dla siebie i córki, ale w związku przyjmuje pozycje jakby poza partnerem, domem, jej dzieckiem nic nie istniało. Zero własnego życia, stabilnej pracy, skoro ciągle je zmienia, stając się zależna finansowo od partnerów. Później cierpi, że jej partner nie dziękuję za wszystko co robi, że ona czeka w domu obiadem, a go szef przed wyjściem z pracy wola na spotkanie przez co kolejny raz wraca godzinę później. Niestety ona moim zdaniem nie rozumie jaki ma problem. Ty jesteś o kilka kroków dalej, zdaje sobie sprawę suzi że wchodząc w taką relacje będąc DDA trzeba na siebie uważać jeszcze bardziej. Trzymam za Ciebie kciuki, życzę wytrwałości, jestem pewna że dasz radę. Ja trzy lata temu rozstałam się z facetem, z którym byłam 10 lat, wyszłam że związku przerażona, co teraz będzie, przecież ja nawet nie umiałam już chyba randkowac po takim czasie. Powracalismy do siebie przez trzy miesiące po rozstaniu, tak było mi ciężko to rzucić, po nowym roku mi przeszło skutecznie, wiedziałam że to nie ten facet, że nie będę z nim szczęśliwa, że jak wężem ślub, to szybko napisze sobie sama pozew rozwodowy
zacisnelam żeby, żeby przetrwać zmianę, duża zmianę, prozaiczne czynność wydawały mi się dziwne, zakupy dla jednej osoby, wolne popołudnia weekendy tyle było tego czasu do zagospodarowania no i po trzech miesiącach (chodziłam na randki w międzyczasie, nie proznowalam) poznałam M, trochę nam zajęło przekonanie się do siebie, ale to naprawdę kochany mężczyzna, niebo a zmienia między tym poprzednim. Mi pomógł nowym związek, ale po wszystkim i po poznaniu M wiedziałam, że to co czułam do poprzedniego to było przyzwyczajenie o strach przed nowym, nie miłość, miłość sobie poszła jakieś trzy lata wcześniej i zapomniała mi powiedzieć, że w związku z tym na mnie też już pora
a może to wykrzyczala tylko strach, nie pozwoli mi zamknąć za sobą drzwi. Ty jeśli uważasz, że to co czujesz to miłość, pewnie powinnaś dać sobie więcej czasu, ale jak kurz już opadnie to polecam, ładnie się ubrać, wylądować i dać zaprosić jakiemuś Panu nawet z portalu randkowego na niezobowiazujaca kolejce. To poprawia humor, o ile się nie trafi na palanta, ale wtedy wiesz włączone Żelazko w domu czy tam garnek na gazie i się szybko zmywasz
wytrwałości i powodzenia!