netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 182 wyświetleniazałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 102 103 104 105 106 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 696 do 6 760 z 8 269 ]

6 696

Odp: Być drugą i macochą
zombiii napisał/a:
sunrider napisał/a:

Jaki jest tytuł wątku? Chyba "być drugą i macochą" a nie "mściwe byłe żony i wiecznie pokrzywdzone przez los, krzyż pański dźwigające dzieci z pierwszego małżeństwa"...

troche długi tytuł : " facet i jego wszystkie problemowe partnerki"

Widziałaś tu jakiegoś faceta w tym wątku?
Za to Byłe żony przyciąga nasz wątek jak magnes. One uwielbiają pasjami śledzić co dzieje się w życiu Ex męża. Niestety ten nasz macoszy ekshibicjonizm to świetna pożywka dla rozgoryczonych byłych żon. Nie jedna Była Żona wypowiadała się w tym wątku, że z naszych treści czerpie inspiracje jakimi sposobami dokopać Byłemu i Jego nowej żonie/partnerce. Jak Im uprzykrzyć życie? Co Ich zaboli najbardziej?
Dlatego moją radą na czepiające się Byłe jest : IGNORANCJA. To Was wkurza najbardziej, kiedy Wasze szantaże, zaczepki i kopanie dołów nie robią już na nikim wrażenia. Pozostaje .... jeszcze większa frustracja.

6 697 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-05-09 11:44:22)

Odp: Być drugą i macochą
zombiii napisał/a:

wiecie jestem tą pierwszą która z dzieckiem została.....
troche tak atakujecie poszukiwaczka za być może niesprecyzowane wypowiedzi- nie znam nie oceniam.
ja z doswiadczenia swego wiem jak jest z tatusiami którzy zawierają nowy  związek (chociaż znam też wiele wyjątków)- obecują dzieciom cuda wianki a później nawet na ślub nie biorą bo nowa partnerka nie chce obecności dziecka, o czym zostałam poinformowana dzień przed ślubem sms- nie było komu pofatygować się powiedzieć dziecku osobiście. ale to inna kwestia.
więc może tak troszkę delikatniej- bo sprawy dzieci to najgorsze co może być- co byś nie zrobił komuś będzie źle

Ale dlaczego delikatniej?
To jest wątek macoch, drugich żon. Z założenia jak i z treści większości postów wynika, że Byłe żony uprzykrzają nam życie, mieszają w naszej teraźniejszości, że mszczą się na nas za swoje niepowodzenia i w Nas (NOWYCH PARTNERKACH) upatrują przyczynę swoich porażek. W większości , nie wiem czemu tak się utarło, wszyscy twierdzą, że to MY jesteśmy przyczyną rozpadu szczęśliwej (?) rodziny. Co w większości opisywanych tu historii nie miało miejsca.
Czego oczekiwałaś wchodząc na ten wątek? Że pogłaszczemy po główce i powiemy: "masz rację. Biedna Ty i biedne Twoje dziecko"? Może i masz rację w tym konkretnym przypadku. Facet zachował się jak świnia nie wyjaśniając nic dziecku. Ale .... takiego faceta wybrałaś na ojca swojego dziecka. Załóż wątek - "samotna matka i moje przeprawy z ojcem dziecka" Tam na pewno zamelduje się mnóstwo samotnych matek i "skrzywdzonych przez los" Byłych żon, które podzielą Twój ból. Baaaa, nawet sama tam z chęcią zajrzę i podzielę się swoją historią. Jeśli zaś założysz wątek "rozgoryczone Byłe żony - łączmy się w bólu" to na pewno tam nie zajrzę. Bo moja decyzja w rozwodzie była jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Nie czuje grama rozgoryczenia z tego powodu, ze Były Mąż nie jest już moim mężem, że układa sobie życie.

Dziwię się masochistkom, byłym żonom, które wkładają kij w mrowisko, a potem mówią, że jest nieprzyjemnie. " czują się obrażane, za ostro się do nich zwracamy, nie przytakujemy i wogóle jesteśmy nie miłe..." No cóż....

6 698

Odp: Być drugą i macochą

Kjim napisalas ze jest to forum dla drugich zon macoch. Podkreslasz czesto ze nie lubisz coreczek swojego meza. Mam nadzieje ze kiedys na tym forum pojawi sie nowa partnerka twojego eks. Ktora opisze jak wielkim problem dla niej sa dzieci jej partnera jak ich nie znosi, jakie sa okropne i wogole. Wiadomo ze nie chcesz tego by partnerka twojego bylego kochala twoje dzieci jak matka. Maja Ciebie, ale nie chcesz na pewno by byly obiektem zlych uczuc.

6 699

Odp: Być drugą i macochą

Nigdy sie nie spotkalam zeby dziewczyna (córka) zaakceptowała macochę. Sama sobie myślę, że gdyby mój tata był z inną kobietą to wolałabym żeby trzymała się ode mnie z daleka

6 700 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-05-11 09:49:55)

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Kjim napisalas ze jest to forum dla drugich zon macoch. Podkreslasz czesto ze nie lubisz coreczek swojego meza. Mam nadzieje ze kiedys na tym forum pojawi sie nowa partnerka twojego eks. Ktora opisze jak wielkim problem dla niej sa dzieci jej partnera jak ich nie znosi, jakie sa okropne i wogole.

I znów się mylisz marza. Ale już przestałam się dziwić, bo przecież Ty nie umiesz czytać ze zrozumieniem.
Po pierwsze: M - nie jest moim mężem.
Po drugie: nigdy nie mówiłam , że nie lubię córek M za to nie cierpię byłej zony M, która swoim zachowaniem wpływa na moje życie.
Po trzecie: moje dzieci - bardzo lubią partnerkę mojego byłego męża. Wydaje mi się, że z wzajemnością. Sekret w tym, że ja nigdy nie nastawiałam dzieci przeciwko tej kobiecie ( w przeciwieństwie do byłej żony M, która robił to premedytacją). Zawsze powtarzam swoim dzieciom, że szacunek należy się zarówno ojcu jak i  Jego kobiecie i nie mają prawa źle się do Niej zwracać, ignorować Jej, mają się słuchać również Jej , bo wiem, że podczas nieobecności ojca, to ona sprawuje nad Nimi opiekę. 

marza2 napisał/a:

Wiadomo ze nie chcesz tego by partnerka twojego bylego kochala twoje dzieci jak matka. Maja Ciebie, ale nie chcesz na pewno by były obiektem złych uczuc.

Ale oczywiście, że chciałabym żeby pokochała moje dzieci. Niby dlaczego miałabym tego nie chcieć? Mają mnie, mają ojca i mają w swoim otoczeniu kilka innych osób do kochania. Mają M i kobietę ojca. Nie rozumiem Twojego toku myślenia. Wykazujesz się tym samym myśleniem co była żona M: "Matka jest jedna i dzieci nie mają prawa, kochać czy nawet lubić żadnej innej kobiety. Domyślam się, że jest to myślenie zakompleksionych kobiet, które są pełne obaw, że dzieci jakąś obcą kobietę mogą darzyć większym uczuciem niż matkę.

6 701 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-05-11 09:42:41)

Odp: Być drugą i macochą
Halexandra1 napisał/a:

Nigdy sie nie spotkalam zeby dziewczyna (córka) zaakceptowała macochę. Sama sobie myślę, że gdyby mój tata był z inną kobietą to wolałabym żeby trzymała się ode mnie z daleka

Moja córka (aktualnie 9 lat)  bardzo lubi partnerkę swojego ojca. Zawsze ciepło się o Niej wyraża.  Ale też wie, że nie będę się na Nią złościć, albo nie sprawi mi przykrości opowiadaniem o tym, jak świetnie się bawiła piekąc z "ciocią" babeczki.  Tak to powinno wyglądać.
Co by było jednak, gdybym ciągle podważała autorytet "cioci", była zła na dzieci za to, że dzieciom smakowała ugotowana przez "ciocię" zupa, albo zabroniła dzieciom dobrze bawić się z "ciocią"? Czego bym nauczyła swoje dzieci takim zachowaniem? Tego, że "ciocia " jest zła , niedobra i wszystko co z "ciocią" związane jest złe. Napewno nic dobrego z takiego zachowania by nie wynikło. Potem dzieci będą miały traumę jak marza2, która nienawidziła swojej macochy. Wolę swoje dzieci wychowywać na szczęśliwych ludzi i nie fundować Im niepotrzebnych konfliktów lojalnościowych i traumy na resztę życia..

6 702

Odp: Być drugą i macochą

A ja lubiłam i lubię żonę mojego taty. Nie nazwałam jej nigdy macochą - brzmi to jak określenie starej, zrzędliwej baby, czarnego charakteru z bajki big_smile
Pani Ania zadbała jednak o nasze relacje. Nie wtrącała się w moje życie, nie wchodziła z butami, mogłam z nią wypić kawę, wyjść do kina, czy posprzątać razem mieszkanie - nie było problemów. Poznałam  ją jak miałam 13 lat, mieszkałam wtedy raz z mamą raz z tatą - takie ustalenia. Nigdy moja mama nie powiedziała o niej złego słowa, przynajmniej w mojej obecności, podobnie ona o mojej mamie, ich relacje są poprawne - na ploteczki się nie umawiają, ale kilka zdań jak się gdzieś widzimy na rodzinnej imprezie - ślubie kogoś z rodziny - zamienią, do gardeł się sobie nie rzucają.

Także nie generalizujcie, nie każda partnerka taty to zołza, tak jak nie każda pierwsza żona to ostatni parch żerujący na byłym mężu do końca swych dni.

6 703

Odp: Być drugą i macochą

supremacjazla dziękuję za Twój wpis. Jesteś dowodem na to, że da się poukładać te relacje w normalny, cywilizowany sposób.
Chciałabym aby moja córka kiedyś w przyszłości mogła powiedzieć, że miała szczęśliwe dzieciństwo mimo rozwodu rodziców. Że miała/ma dobre relacje z każdą ze stron.
Chciałabym też w przyszłości mieć poprawne relacje z dziećmi M, ale mogłoby to nastąpić tylko w sytuacji gdyby matka tych dzieci zrozumiała, że nie tędy droga.

6 704 Ostatnio edytowany przez supremacjazla (2016-05-11 10:40:49)

Odp: Być drugą i macochą

kjim - jestem zdania, że tak da się poukładać. Ja razem z siostrą mieszkałyśmy do końca liceum dwa tygodnie z mamą, dwa z tatą - ani z jednym, ani z drugim nie miałam większych konfliktów. Po jakimś czasie nawet do tych przeprowadzek się przyzwyczaiłam. Pewnie przyczyniło się do tego to, że rodzice nie mieli innych dzieci poza nami, ani tata z Panią Anią, ani moja mama. A relacje jeśli się chce mogą być normalne i cywilizowane. Pani Ania ma syna z pierwszego małżeństwa - nawet razem studiowaliśmy w jednym mieście, przez jakiś czas wynajmowaliśmy mieszkanie - do dziś mówi, że moja mama robi najlepszy bigos świata big_smile ale pierogi to tylko Pani Ania big_smile

Mam nadzieje, że i u Was się poukłada. To, że ludzie się rozwiedli nie znaczy, że mają nagle pałać do siebie szczerą nienawiścią. Moi rodzice sądzę, ze się lubią. A wynika to z szacunku - jednak wiele lat razem spędzili, kolejne łączyły ich dzieci - ale to nie znaczy, ze każdy z nich nie ma prawa ułożyć sobie życia. Nie robili o kosztem nas - pewnie i jednemu i drugiemu było ciężko, ale nie mogę powiedzieć, ze miałam nieudane dzieciństwo. Skończyłam studia, chętnie odwiedzam rodziców, miło było widzieć jak razem tańczą na ślubie siostry, ale i bardzo miło spojrzeć jak tacie dobrze się żyję z Panią Anią.

Więc mam nadzieje, ze wiele z Was porzuci żal i gorycz, bo potem świetnie spojrzeć, ze mimo ze bywało różnie, można zapytać żony taty czy wybrać taki kolor czy taki na sukienkę, albo usłyszeć, że Twoja mama bardzo ładnie ładnie wygląda na tym czy na tym ślubie z ust partnerki ojca. Małe rzeczy, a sprawiają, ze człowiek wie, że o nic i z nikim nie musi rywalizować.

6 705

Odp: Być drugą i macochą

Jeszcze raz dziękuję za te słowa. W takim duchu chciałabym wychować swoje dzieci.

6 706

Odp: Być drugą i macochą

Kjim jak chcesz wiedziec to na poczatku malzenstwa taty z Da myslalam i chcialam by nasze relacje byly poprawne, przyjacielskie. To zona taty dawala nam odczuc ze zawalamy jej z siostra. Nie raz dala nam odczuc ze jestesmy kulo u nogi jej nowej rodziny. Jej pierwszy maz zmarl, chciala by moj tata adoptowal jej corke. Wspolnie maja dwoje dzieci. Z ojczymem mialam i mam dobre relacje, bardzo sie lubimy, tak jak moja mama z dziecmi ojczyma. Fakt moze w tym przypadku bylo latwiej z siostra mialysmy 18 lat a dzieci ojczym 17 i 23 jak nasi rodzice sie pobrali. Ps zona szwagra urodzila dzis dziewczynke.

6 707

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Kjim jak chcesz wiedziec.

No nie, nie specjalnie.

marza2 napisał/a:

to na poczatku malzenstwa taty z Da myslalam i chcialam by nasze relacje byly poprawne, przyjacielskie. To zona taty dawala nam odczuc ze zawalamy jej z siostra. Nie raz dala nam odczuc ze jestesmy kulo u nogi jej nowej rodziny..

Tak oczywiście. Wy byłyście Aniołkami a ta wredna baba , macocha chciała Was wywieść do lasu i zakopać.

marza2 napisał/a:

Jej pierwszy maz zmarl, chciala by moj tata adoptowal jej corke. Wspolnie maja dwoje dzieci
Z ojczymem mialam i mam dobre relacje, bardzo sie lubimy, tak jak moja mama z dziecmi ojczyma. Fakt moze w tym przypadku bylo latwiej z siostra mialysmy 18 lat a dzieci ojczym 17 i 23 jak nasi rodzice sie pobrali. Ps zona szwagra urodzila dzis dziewczynke.

Oczywiście , że z mamą i ojczymem było łatwiej. Bo matka, mimo że Cię nie chciała w domu , zabrała siostrę do siebie, a Ciebie zostawiła z ojcem, Ty i tak będziesz Ją usprawiedliwiać, bronić i gloryfikować.  Macocha, która się z Tobą użerała na co dzień jest BEEE, ale matka, która nie chciała Cię zabrać do siebie jest SUPER. Booooszzze, jakie to płytkie i żenujące jest co piszesz.

6 708

Odp: Być drugą i macochą

marza2 - czy Ty nie informowałaś taty o tym, jak się czujesz? To on jest osobą, która wzięła na siebie ciężar Twojego wychowania i winien zapewnić Ci poczucie bezpieczeństwa i dbać, abyś dobrze czuła się w swoim domu.

Trudno winić obca osobę - a taką jest partnerka/żona ojca - odpowiedzialność ponosi rodzic. To on winien być między Wami mediatorem, ustalić pewne zasady współżycia skoro mieszkaliście pod jednym dachem.

Nie można zmusić obcej osoby do sympatii, nie chce mieć z kimś dobrych relacji - nie ma, tylko i wyłącznie jej decyzja i ona ponosi konsekwencję. Natomiast Twój tata jako rodzic był zobligowany zadbać o Ciebie - wysłuchać, starać się zrozumieć - nie jego żona.

Uważam, że od rodzica można oczekiwać bardzo wiele, ale od obcej osoby - wszystko zależy od jej woli i nastawienia.
Jak wybierałam kierunek studiów pytałam mamy i taty o ich zdanie, nie ich ówczesnych partnerów. Jak miałam jakieś problemy, scysje, a wiadomo, że się pojawiały, to brałam tatę i Panią Anię i otwarcie mówiłam to i to uważam, za nieodpowiednie. Tato, nie podobało mi się to, mówię to przy Pani Ani, bo nie chce, aby czuła, że wyrażam się o niej nieprzychylnie za plecami - tak zostałam wychowana. Zgłaszałam problem i zostawiałam tacie czy mamie do weryfikacji i zastanowienia się nad nim - a nie szukałam winnych w obcych ludziach.

6 709

Odp: Być drugą i macochą

Mieszkalam z mamo i siostro. Pisalam ze z tata mialam lepszy kontakt, siostra lepiej dogadywala sie z mamo. To nie znaczy ze mama mnie nie kochala, a tata nie kochal siostry. Kochali nas obie. Siostra byla bardziej uczuciowa , delikatna, latwo wybaczala tak jak mama. Ja za to bardziej jestem podobna do taty.  Tata wiedzial jaki stosunek miala do nas jego zona. Wiele razy z nia rozmawial na ten temat. Mowila ze sie zmieni, ale to nie przynosilo efektu na dluzszy czas. Naszego widoku nie mogla zniesc kilka razy w miesiacu, za to od mojego taty wymagala by jej corke traktowal jak swoje dziecko. MAM WSPANIALYCH RODZICOW KTORZY MNIE KOCHAJA OBOJE. Z tata po prostu lepiej sie dogadywalam i tyle.

6 710 Ostatnio edytowany przez supremacjazla (2016-05-12 10:50:04)

Odp: Być drugą i macochą

marza2 w takim razie jest mi bardzo przykro. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Skoro Twój tata widział jak jesteście traktowane, to czemu nie reagował mocnej? Skoro dziecku dzieje się coś złego każdy rodzic reaguje - tupnie nogą. Dla mnie to niepojęte. Dziecko nie jest produktem ubocznym związku i nie powinno się tak czuć, niezależnie czy rodzice są razem czy nie.

Mnie nigdy żona taty nie potraktowała w taki sposób, żeby dała mi odczuć, że nie jestem we własnym domu, czy że nie mam do czegoś prawa ect. Jasne, że nie zawsze się zgadzałyśmy, ale nie wyobrażam sobie, żeby mój tata widział, że ktoś mnie źle traktuje i taka sytuację tolerował - jest to wręcz nieprawdopodobne co mówisz, brzmi jak w matrixie smile

No chyba, że uważasz, że wybaczcie wyrażenie zasłużony opieprz jest złym traktowaniem, u mnie też się zdarzyło, że wróciliśmy całą trójką, ja, siostra i syn Pani Ani z imprezy narobiliśmy rumoru w mieszkaniu mamy to rano opieprz od niej, a potem nie mniejsza reprymenda od Pani Ani - bo tata był w delegacji, ale mama zdała mu relacje jak pociechy z 18-nastki Filipa - syna Pani Ani wróciły. I co miło nie było, ale racji i mamie i Pani Ani odmówić nie można było. Trudno, żeby w takiej sytuacji tata nas bronił, czy mama czy Pani Ania miały wzajemne pretensje, że opieprzyły nieswoje dzieci.

6 711

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Mieszkalam z mamo i siostro. Pisalam ze z tata mialam lepszy kontakt, siostra lepiej dogadywala sie z mamo. To nie znaczy ze mama mnie nie kochala, a tata nie kochal siostry. Kochali nas obie. Siostra byla bardziej uczuciowa , delikatna, latwo wybaczala tak jak mama. Ja za to bardziej jestem podobna do taty.  Tata wiedzial jaki stosunek miala do nas jego zona. Wiele razy z nia rozmawial na ten temat. Mowila ze sie zmieni, ale to nie przynosilo efektu na dluzszy czas. Naszego widoku nie mogla zniesc kilka razy w miesiacu, za to od mojego taty wymagala by jej corke traktowal jak swoje dziecko. MAM WSPANIALYCH RODZICOW KTORZY MNIE KOCHAJA OBOJE. Z tata po prostu lepiej sie dogadywalam i tyle.

No chyba raczej nie do końca tak świetnie się dogadywałaś z ojcem skoro ojciec pozwolił abyś była tak źle i podle traktowana przez Jego żonę. Stał obojętnie kiedy Ona "dawała Wam odczuć, ze jesteście kulo (pisownia oryginalna!) u nogi jej nowej rodziny."? A może Wy po prostu nie dałyście się lubić? :-)  Kiedy ojciec wszedł w nowe małżeństwo? Kiedy byłyście już nastolatkami, czy wcześniej?

6 712

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

No chyba raczej nie do końca tak świetnie się dogadywałaś z ojcem skoro ojciec pozwolił abyś była tak źle i podle traktowana przez Jego żonę. Stał obojętnie kiedy Ona "dawała Wam odczuć, ze jesteście kulo (pisownia oryginalna!) u nogi jej nowej rodziny."? A może Wy po prostu nie dałyście się lubić? :-)  Kiedy ojciec wszedł w nowe małżeństwo? Kiedy byłyście już nastolatkami, czy wcześniej?

Ja tu też widzę sprzeczność, skoro miała dobry kontakt, skoro uważa, że ma cudownych rodziców to jak jej tata mógł nie zareagować? Jego żona była czarownicą i poczęstowała go miksturą tajemną powodującą zaćmę i niedowład intelektualny? Twój tata był od niej uzależniony mieszkaniowo albo finansowo?

6 713

Odp: Być drugą i macochą

Syn M, podobnie jam marza2, uważa mnie za złą, wredną i podłą kobietę, za to swoją mamę broni i obstaje z Nią jak nikt inny. Dlaczego? Dlatego, że Jego mama nie ma w stosunku do Niego ŻADNYCH wymagań. Pozwala na wagary, palenie (które pod okiem mamy zaczął w wieku 16 lat) , nocne wyjścia z kumplami, spanie z dziewczyną w jednym łóżku (również pod okiem mamy) i w obecności młodszych sióstr. Wie , że pod naszym nadzorem nie miałby 10% takiej swobody, jaką daje mu mama. Jestem osobą wymagającą. Gdyby mieszkał z ojcem, bądź przyjeżdżał do ojca (czyli również do mnie) na pewno nie głaskałabym Go po główce za zawalenie klasy lub nie dopuszczenie do matury. Nie mógł by palić w mojej obecności i nie pozwoliłabym na nocowanie koleżanki pod naszym dachem w wieku 16 lat. Woli totalną izolację ode mnie i od ojca, oby tylko nikt Mu nie zakłócał sielankowego życia, które aktualnie wiedzie pod "czujnym" okiem mamusi. Oczywiście co powie w życiu dorosłym? To co mówi marza2 teraz: że miał/ma wredną macochę i super relacje ze swoją mamą. Tylko to sielankowe życie niedługo mu się skończy i co w tedy....? Wredna macocha na pewno nie będzie wspomagała obiboka i nie pozwoli na zamieszkanie bezrobotnego, niewykształconego 20 latka w naszym domu.

6 714

Odp: Być drugą i macochą

Mialysmy 16 lat gdy tata sie ozenil, 5 miesięcy pozniej urodzil sie moj brat. Bylysmy prawie dorosle tata nie o wszystkim wiedzial. Rozmowa taty z DA dawala skutek tymczasowy. Nie byl zalezny finansowo i mieszkaniowo. Mieszkaja w domu ktory nalezal do mamy taty. Moi rodzice nie rozstali sie po przyjacielsku. Wyszla na jaw tajemnica ktora mama ukrywala przed tatą. Ich rozwod to byl koszmar. Normalnie udalo im sie ze sobą rozmawiac jak siostra zachorowala. Rozmawial z żoną wiele razy, ze powinna akceptowac ze ma dzieci z poprzedniego związku. Mowila ze się poprawi, chwilę bylo lepiej a potem wszystko wracalo do punktu wyjścia. Nie rozumiem tego ze, macocha nie mogla zniesc faktu naszego istnienia, a chciala by tata trakrowal jej corke jak swoje dziecko. Co za hipokryzja.

6 715

Odp: Być drugą i macochą

Kjim po skonczeniu technikum zaczelam pracę, wiec nie ciągnęłam kasy od rodzicow. Fakt konczac szkole mialam 20 lat wiec do tego momentu bylam na ich utrzymaniu, nie liczac prac dorywczych. Mam zal do zony taty za to jak traktowala nas jak intruzów. Pisalam juz chyba jaką zrobila awanture jak tata przekazal pieniądze siostrze i szwagrowi gdy siostra byla chora, mieli klopoty finansowe, ktore mialy pojsc na samochod dla jej corki.

6 716 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-05-12 12:04:15)

Odp: Być drugą i macochą

Czyli miałyście tyle lat (16) co syn M. On miał 15 kiedy zaczęliśmy się spotykać z M . Kiedy się poznaliśmy mieszkał z M w Jego domu. Jednak szybko wyczaił, że wraz ze mną pojawiły się obowiązki i wymagania, więc szybciutko zdezerterował do mamusi. Tak na prawdę nawet nie mieliśmy czasu dobrze się poznać. Ale u mamusi obibok ma nastolatkowy raj na ziemi, więc po co miałby się w ogóle fatygować i próbować choćby mnie poznać.   Z założenia kobieta ojca jest wredna, zła i podła, jakakolwiek by nie była, każda będzie gorsza niż mama. Myślę , że założyłyście z siostrą wspólny front przeciwko D, konflikt rodziców dodatkowo podsycał nienawiść do tej "z założenia zlej kobiety". Próbowałyście za wszelką cenę bronić SWOJEGO miejsca u boku ojca i wkurzało Was , że komuś innemu ojciec też poświęcał czas. Z postów wynika , że nienawidzisz córki D. Dlaczego? Bo miała Twojego ojca na co dzień? Bo Jej również poświęcał czas? Jego kolejnych dzieci , tych wspólnych z D, też tak nie lubisz?  Bo są? Bo pojawiły się na świecie?

6 717 Ostatnio edytowany przez supremacjazla (2016-05-12 12:15:10)

Odp: Być drugą i macochą

kijm - te zachowania, o jakich mówisz to raczej opis patologii a nie wychowania. Mnie rodzice ufali, nie miałam problemu żeby wypić piwo po ukończeniu 18 roku życia ze znajomymi, czy wyjść na koncert ulubionego zespołu pod warunkiem, że wrócę taksówką. Natomiast kiepskie oceny, nieodpowiednie zachowanie czy palenie w młodym wieku było nie do pomyślenia i żadne z rodziców nie wyraziłoby na to zgody. Całkowicie rozumiem więc Twoją dezaprobatę. Tylko sądzę, że osobą, która winna reagować jest Twój mąż/partner. To on jest rodzicem, on wychowuje swoje dziecko, Ty swoje - wiesz czego od nich oczekujesz i wiesz, jakie masz wymagania.

marza2 - ciężko mi się wypowiadać, u mnie było inaczej, ja mieszkałam z tatą, kiedy wprowadziła się Pani Ania z synem, to był mój dom. To ona musiała pokonać pewną granicę, żeby nie czuć się w nim gościem. Miałam 13 lat, siostra 11- mieliśmy swoje nawyki, przyzwyczajenia - zachowywałam dystans, ale byłam przygotowana na jej pojawienie się. Rozmowa i z tatą i z mamą, pełna informacja o zmianie sytuacji.

Do głowy by mi jednak nie przyszło, żeby na wieść o nowej partnerce taty jednak zdecydować się zamieszkać z mamą na stałe i tatę widywać tylko w weekendy - podobnie w przypadku mamy, gdyby zdecydowała się na zamieszkanie w tym czasie z partnerem. Co to za pomysł, uciekać z własnego domu. Niepojęte.

6 718

Odp: Być drugą i macochą
supremacjazla napisał/a:

kijm - te zachowania, o jakich mówisz to raczej opis patologii a nie wychowania. Mnie rodzice ufali, nie miałam problemu żeby wypić piwo po ukończeniu 18 roku życia ze znajomymi, czy wyjść na koncert ulubionego zespołu pod warunkiem, że wrócę taksówką. Natomiast kiepskie oceny, nieodpowiednie zachowanie czy palenie w młodym wieku było nie do pomyślenia i żadne z rodziców nie wyraziłoby na to zgody. Całkowicie rozumiem więc Twoją dezaprobatę. Tylko sądzę, że osobą, która winna reagować jest Twój mąż/partner. To on jest rodzicem, on wychowuje swoje dziecko, Ty swoje - wiesz czego od nich oczekujesz i wiesz, jakie masz wymagania.

Masz rację takie zachowania to patologia, której nie chcę w swoim domu. Ale oczywiście budzę tym obrzydzenie takich osób jak marza2, że nie chcę TAKIEGO pasierba w swoim domu i nie chcę by świadkami takich zachowań były mojej dzieci. Oczywiście , że rolę wychowawczą powinni pełnić rodzice (nie macocha i nie ojczym). Jednak w naszym konkretnym przypadku, od czasu gdy syn zamieszkał z matką, ojciec ma ZEROWY wpływ na jego wychowanie. Kiedy jesteś z dzieckiem/nastolatkiem na co dzień w domu,(lub tak jak to bylo u Was część czasu tu , część tam) możesz rozmawiać, tłumaczyć, wymagać pewnych rzeczy, wyciągać konsekwencje za złe zachowania, odbierać przywileje za niesubordynację. Możesz użyć któryś z w/w narzędzi do wychowania. Jednak w sytuacji kiedy dziecko/nastolatek na co dzień jest z matką, która na wszystko ma zlewkę, weekendowy ojciec nie ma takiego wachlarza możliwości i pozostaje jedynie rozmowa i tłumaczenie, które po synku spływa i nie odnosi żadnego skutku. Syn łże w żywe oczy i śmieje się ojcu w twarz. Póki ojciec jest zobligowany do płacenia alimentów na syna, zarówno matce jaki i synkowi nie znika uśmiech z twarzy. Obawiam się jednak, że jak tak dalej będzie zawalał szkołę to te alimenty szybciutko się skończą. Synek przestanie być dochodowym interesem mamusi, a stanie się uciążliwym utrzymankiem. Ciekawe czy również wtedy uśmiech nie zniknie z ich twarzy.

6 719

Odp: Być drugą i macochą
supremacjazla napisał/a:

Do głowy by mi jednak nie przyszło, żeby na wieść o nowej partnerce taty jednak zdecydować się zamieszkać z mamą na stałe i tatę widywać tylko w weekendy - podobnie w przypadku mamy, gdyby zdecydowała się na zamieszkanie w tym czasie z partnerem. Co to za pomysł, uciekać z własnego domu. Niepojęte.

W czasie kiedy zaczęliśmy się spotykać dobiegała końca rozprawa rozwodowa M. Kwestię kluczową stanowiły alimenty i ich wysokość. Matka miała ogromny interes w tym, żeby wszystkie dzieci mieszkały z Nią, bo wiązało się z to z większymi alimentami, które miałaby dostawać. Zrobiła wiele, naobiecywała wiele żeby przekonać syna, żeby mieszkał z Nią. Jednocześnie zbiegło się to w czasie z moim wkroczeniem w życie M i zmianami, które zaszły w życiu 15 letniego synka. Wybrał drogę, którą jako nastolatek uznał za najprostszą. Życie bez wymagań u boki matki - lekkoducha, czy życie z ojcem w domu, w którym nagle zaczęły obowiązywać jakieś zasady??? Jako 15 latek miał prawo poinformować Sąd w swoim wyborze i Sąd uszanował tę decyzję. no i skończyło się to jak się skończyło. Jest czas matur a synek informuje ojca , że nie przystępuje do matury , bo....... w sumie to on nawet nie zaliczył tej ostatniej klasy.

6 720

Odp: Być drugą i macochą

kjim - Nie rozumiem takiego zachowania. Chłopak w tym wieku doskonale powinien wiedzieć, że są wartości jakich nie da się kupić za żadne pieniądze i rodzina moim zdaniem, niezależnie od tego jak patetycznie to brzmi, jest. A to, czy jesteś partnerką jego ojca, panią ekspedientką w sklepie, sąsiadką z trzeciego piętra należy Ci się szacunek. Nie musi ani Ciebie, ani Twoich dzieci lubić, ale szacunek i kultura osobista to najważniejsza rzecz jaką człowiek z domu wynosi. Przykro mi, że chłopak w tej nieświadomości i zawziętości tak wiele traci, a pewnie straci jeszcze więcej. Sądząc po Twoich wypowiedziach można jednak być pewnym, że zarówno Twoja córka jak i dziewczynki Twojego męża będą inaczej patrzyły na takie schematy zachowania.

A alimenty nie są źródłem utrzymania - czy wreszcie ktoś to pojmie. Dziecko ma dwoje rodziców i oboje winni je utrzymywać. Jak dla mnie prawny obowiązek ich płacenia generuje takie właśnie patologię. Trzeba się zastanowić z kim chce się mieć dziecko, brać odpowiedzialność za swoje ruchy prokreacyjne, a nie później liczyć, ze państwo wpłynie na mój stan materialny dzięki prawnemu obowiązkowi. Dobry ojciec podobnie jak dobra matka będzie miało świadomość, że jest zobowiązane pomóc własnemu dziecku - wspierać je finansowo i żadne instrumenty prawne nie są mu do tego potrzebne. A teraz pewnie będzie lincz big_smile

6 721 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-05-12 13:05:18)

Odp: Być drugą i macochą
supremacjazla napisał/a:

kjim - Nie rozumiem takiego zachowania. Chłopak w tym wieku doskonale powinien wiedzieć, że są wartości jakich nie da się kupić za żadne pieniądze i rodzina moim zdaniem, niezależnie od tego jak patetycznie to brzmi, jest. A to, czy jesteś partnerką jego ojca, panią ekspedientką w sklepie, sąsiadką z trzeciego piętra należy Ci się szacunek. Nie musi ani Ciebie, ani Twoich dzieci lubić, ale szacunek i kultura osobista to najważniejsza rzecz jaką człowiek z domu wynosi.

Tak. Tak powinno być , że wynosi się to z domu. Jednak czego się spodziewać, kiedy matka wpaja do głowy jak mantrę: nie możesz kochać tej kobiety, nie musisz się Jej słuchać, ta kobieta jest dla Ciebie obca nie ma prawa C niczego kazać lub zabraniać. kiedy rodzona matka zasiewa to w głowach dzieci, trudno od tych dzieci wymagać potem szacunku do swojej osoby.

supremacjazla napisał/a:

Przykro mi, że chłopak w tej nieświadomości i zawziętości tak wiele traci, a pewnie straci jeszcze więcej. Sądząc po Twoich wypowiedziach można jednak być pewnym, że zarówno Twoja córka jak i dziewczynki Twojego męża będą inaczej patrzyły na takie schematy zachowania. .

Niestety w przypadku młodszych córek M, matka jest jeszcze bardzie twórcza i kreatywna niż w przypadku syna. Dziewczynki również są zmanipulowane przez matkę i niestety nie wróży to nic dobrego na przyszłość. Dzieci przejmuję roszczeniową postawę matki i traktują ojca jako "zaspokajacza" zachcianek. Syn już parę razy odbił się od ściany (tzn spotkał się z odmową M w jakiś kwestiach) i jest na etapie focha ogólnego. Tata jest be, mama jest super, a to wszystko przez ta wredną babę (czyli przeze mnie).

supremacjazla napisał/a:

A alimenty nie są źródłem utrzymania - czy wreszcie ktoś to pojmie.

Ja to wiem!!! Ty to wiesz, ale jest wiele kobiet, dla których alimenty na dziecko to jedyne źródło utrzymania. W przypadku Ex żony M, tak to właśnie wygląda. Ta kobieta ma tak ogromne problemy utrzymać się w jakiekolwiek pracy, że na koniec roku ma problem z odzyskaniem podatkowej ulgi na dzieci, bo.... nie odprowadziła wystarczająco dużego podatku do US.

6 722 Ostatnio edytowany przez supremacjazla (2016-05-12 13:07:26)

Odp: Być drugą i macochą

kjim - powiedz mi, jak można być tak zakompleksionym i niepewnym siebie, żeby własnym dzieciom zabraniać lubić kobiety, która też się nimi opiekuje? Nie wiem jak jest u Was, ale jak mieszkałyśmy u taty było oczywiste, ze powiem dziękuje do kobiety, która robiąc swoje pranie, pierze i moje ubrania i mojej siostrze czy poczęstuje mnie obiadem skoro mieszkamy pod jednym dachem?

Mama by mnie chyba ze skóry obdarła, gdybym w tym czasie była niemiła dla żony taty. To normalne, że wraz z ojcem dzielili się obowiązkami. Nie było absurdu, że nasze rzeczy pierze tata, a ona swoje i syna - no bez żartów. A nic tak nie świadczy o rodzicach, jak kultura ich dzieci. I nic tak dobrze nie mówi o moich rodzicach, jak fakt, że mimo młodego wieku umiesz się zachować.

A była żona Twojego partnera - szczyt niedojrzałości. Współczuje, że musisz się użerać z taką jednostką. Pewnie tak trudno zrozumieć, że na plecach byłego męża nie da się przeżyć całego życia. A manipulowanie dziećmi, zamiast uczyć ich rozwiązywania samodzielnego konfliktów - poniżej krytyki. Dużo cierpliwości smile

6 723

Odp: Być drugą i macochą

Kjim tez nie rozumiem jak matka moze traktowac dzieci jako źródło dochodu. Alimenty sa przeznaczone dla dzieci fakt zdarzaja sie wyjatkowe sytuacje gdzie byla zona ma prawo do alimentow. Co do syna partnera sytuacja nie jest zbyt ciekawa, tez nie rozumiem co za matka pozwala sypiac nieletniemu z dziewczyną w jednym lozku i pic. Nigdy nie mialysmy zadnego frontu z siostrą przeciwko DA. Kocham swoje przyrodnie rodzenstwo siostr wprost uwielbiam. Fakt nie lubie corki macochy, ale nie od dziecinstwa tylko od czasu wydarzenia z pieniędzmi na samochod dla niej. Zachowala sie wrednie tak jak jej matka.

6 724

Odp: Być drugą i macochą
supremacjazla napisał/a:

kjim - powiedz mi, jak można być tak zakompleksionym i niepewnym siebie, żeby własnym dzieciom zabraniać lubić kobiety, która też się nimi opiekuje?

Okazuje się, że można.

supremacjazla napisał/a:

Nie wiem jak jest u Was, ale jak mieszkałyśmy u taty było oczywiste, ze powiem dziękuje do kobiety, która robiąc swoje pranie, pierze i moje ubrania i mojej siostrze czy poczęstuje mnie obiadem skoro mieszkamy pod jednym dachem?
Mama by mnie chyba ze skóry obdarła, gdybym w tym czasie była niemiła dla żony taty. To normalne, że wraz z ojcem dzielili się obowiązkami. Nie było absurdu, że nasze rzeczy pierze tata, a ona swoje i syna - no bez żartów. A nic tak nie świadczy o rodzicach, jak kultura ich dzieci. I nic tak dobrze nie mówi o moich rodzicach, jak fakt, że mimo młodego wieku umiesz się zachować.

Podobnie uczę swoje dzieci. O kobiecie mojego byłego męża nikt nigdy nie usłyszał złego słowa. Wiem, że gdyby moje dzieci dostrzegły choćby grymas na mojej twarzy , kiedy opowiadają, że "ciocia" zrobiła pyszną zupę za szparagów (ja kompletnie nie umiem gotować), kiedy dzieci dostrzegłyby, że jest mi przykro z tego powodu, że ONA robi coś lepiej ode mnie....... konsekwencje mogłyby być dwie : albo moje dzieci następnym razem nie powiedzą Jej, że ugotowała pyszną zupę (może nawet odmówią zjedzenia), albo zjedzą, ale mnie niż nic nigdy nie opowiedzą na ten temat, zaczną mieć przede mną tajemnice. W tej sytuacji .... ubawiona powiedziałam, że cieszę się że ciocia dobrze gotuje przynajmniej od czasu do czasu zjedzą coś nie przypalonego :-)

Niestety od dziewczynek M, wiele razy usłyszałam: mama powiedziała , że jak nie chcę, to nie muszę u Ciebie jeść. Ok -  odpowiadałam, będziesz w takim razie siedzieć głodna.

6 725

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Kjim tez nie rozumiem jak matka moze traktowac dzieci jako źródło dochodu. Alimenty sa przeznaczone dla dzieci fakt zdarzaja sie wyjatkowe sytuacje gdzie byla zona ma prawo do alimentow. Co do syna partnera sytuacja nie jest zbyt ciekawa, tez nie rozumiem co za matka pozwala sypiac nieletniemu z dziewczyną w jednym lozku i pic. .

Nic nie pisałam o piciu, tylko o paleniu. Chociaż picie w tym przypadku również nie wykluczone. Takie zachowanie uważasz za niedopuszczalne i naganne a jednocześnie dziwisz się mi , że takiej patologi nie chcę w swoim domu i ganisz mnie za to , ze nie chcę by dzieci M odwiedzały nas w moim domu.  Pamiętasz jak Lusilju tłumaczyła dlaczego nie chce widzieć pasierbicy w swoim domu???? Pisała Ci wiele razy, że dziewczyna kradła Jej rzeczy z domu, a Ty jak ten osioł pisałaś , że żadna macocha nie może zabronić pasierbom przebywać w ich domu. Może. Jeśłi te dzieci nie sa w porządku macocha nie ma obowiązku przytakiwać patologicznym zachowaniom i narażać swoje potomstwo i życie domowników na wpływ patologi. Tego zdaje się od początku nie rozumiałaś.

6 726

Odp: Być drugą i macochą

Może dziewczynki jak dorosną inaczej spojrzą na całą te sytuacje. Powiem Ci, ze ja z perspektywy czasu jestem wdzięczna rodzicom, ze tak rozwiązali opiekę nad nami, ale kiedyś bywało, że irytowało mnie to ciągłe przenoszenie z jednego domu do drugiego. Teraz wiem, że dzięki temu miałam codzienny kontakt z obojgiem rodziców. Żona taty nie jest mi osobą obcą, mieszkając z nimi nie czułam się osobą trzecią. A i ona nas poznała i mogła szybciej zaakceptować sytuację, że bywamy w domu - jaki za jakiś czas nazwała mam nadzieje także swoim. (po rozwodzie tata został w mieszkaniu, gdzie się wychowywałyśmy, a mama kupiła inne lokum) - dlatego mieszkanie taty uważam, za swój dom rodzinny.

Jedyną osobą, jakiej nie lubiłam i to bardzo z wzajemnością była teściowa taty, jaka całej sytuacji nie rozumiała. Powiedziała kiedyś coś niemiłego o mojej mamie - że jak to tak porzucić swoje dzieci i pozwolić im mieszkać dwa tygodnie z ojcem - to spowodowało wybuch mojego taty i dość duże zgrzyty na linii tata-teściowie.

6 727

Odp: Być drugą i macochą
supremacjazla napisał/a:

Może dziewczynki jak dorosną inaczej spojrzą na całą te sytuacje. Powiem Ci, ze ja z perspektywy czasu jestem wdzięczna rodzicom, ze tak rozwiązali opiekę nad nami, ale kiedyś bywało, że irytowało mnie to ciągłe przenoszenie z jednego domu do drugiego. Teraz wiem, że dzięki temu miałam codzienny kontakt z obojgiem rodziców. .

Oby tak to rozwiązać potrzeba wiele chęci i dobrej woli wszystkich stron (mamy, taty i dzieci) . Gdyby między Twoimi rodzicami były jakieś większe zgrzyty i brakowało porozumienia odnośnie Was, nie udałoby im się podzielić opieki w ten sposób i współpracować w tym zakresie. Chwała Twoim rodzicom, że mimo rozwodu potrafili współpracować. Ja również nie mam większych problemów by dogadywać się z Byłym Mężem na temat dzielenia opieki nad naszymi dziećmi. Jednak w przypadku M, zabrakło współpracy ze strony Exowej. A wręcz zrobiła wszytko by te kontakty i relacje popsuć na maxa.

6 728 Ostatnio edytowany przez supremacjazla (2016-05-12 13:50:04)

Odp: Być drugą i macochą

Życzę wytrwałości. Może w końcu ex zrozumie, że z życia Twojego męża nie znikną ani dzieci, ani Ty. I chcąc nie chcąc im szybciej się dogadacie tym dla Was wszystkich, i dla niej, i dla dzieciaków - myśle, ze wszystkich - dużo lepiej.
Swoją drogą wspólnie macie już całkiem niezłą gromadkę - pełen podziw.

6 729 Ostatnio edytowany przez marza2 (2016-05-12 13:52:04)

Odp: Być drugą i macochą

Mnie dziwi ze nie chcesz widziec dziewczynek to sa male dzieci.. Jesli chodzi o syna to sytuacja jest inna. Co mozna wybaczyc kilkulatce u doroslej osoby jest niedopuszczalne. Tych dziewczynek jest mi bardzo zal.

6 730

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Mnie dziwi ze nie chcesz widziec dziewczynek to sa male dzieci.. Jesli chodzi o syna to sytuacja jest inna. Co mozna wybaczyc kilkulatce u doroslej osoby jest niedopuszczalne. Tych dziewczynek jest mi bardzo zal.

Nie można nikogo do niczego zmuszać. Na siłę nic nie ma. Mają tatę, on ma być dla nich kimś ważnym w życiu. Partnerka ojca to towarzyszka jego, a niekoniecznie przyjaciółka jego dzieci. To jakie będą między nimi relacje, zależy tylko od nich. A przymuszanie do okazywania pozytywnych emocji przynosi tylko negatywne skutki.

6 731

Odp: Być drugą i macochą

Piszecie ze kobieta nie musi sie zmuszac do lubienia dzieci partnera, ale jak facet nie lubi dzieci partnera to zle.  W sumie to facet tez moze powiedziec do partnerki pomimo tego ze mieszkają razem by jej dzieci schodzily mu z drogi np: ze nie chce przebywac z nimi sam na sam. Nie bedzie sie nimi zajmowal.

6 732

Odp: Być drugą i macochą

Pewnie, że może. Uważam, że wcale nie musi lubić dzieci swojej partnerki. Wchodząc w związek obliguje się do tego, że będzie je tolerował. A ojca przecież mają. Czy mój tata traktował Filipa inaczej niż nas - tak traktował, tak samo jak Pani Ania inaczej traktowała nas inaczej jego. Czym innym są swoje dzieci, a czym innym dzieci partnera.

6 733 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-05-12 14:17:23)

Odp: Być drugą i macochą

marza2 mnie tez żal tych dziewczynek. Przede wszystkim dlatego , że matka robi Im nie potrzebnie sieczkę z mózgu. To Matka Im tłumaczy, że nie mogą mnie lubić, nie mogą się do mnie przytulać (a robiły to często i chętnie) ale przestały bo????? BO MAMIE BĘDZIE PRZYKRO. To matka Im wmawia, że mogą sie nas (M i mnie) nie słuchać, że mogą chodzić w buciorach po moim domu .
Dziewczyny z wizyty na wizytę zachowywały się co raz gorzej. Dało się odczuć negatywny wpływ mamy na ich zachowania. Nałożył się na to dodatkowo - brak konsekwencji w działaniu M i brak rozmów ze strony M z córkami. W chwili kiedy stwierdził, że nie będzie niczego wymagał od swoich córek, bo widzi się z Nimi tylko przez trochę i przez te trochę czasu nie będzie niczego od nich wymagał, bo boi się, że nie będą chciały się z Nim widywać, tak jak to zrobił Jego syn. W momencie kiedy M zaczął od Niego wymagać, ganił za wagary , synek uciekł do mamusi. M twierdzi, ze jeśli będzie wymagający w stosunku do córek, to One za jakiś czas (równiez pod wpływem matki) nie będą chciały się z Nim spotykać . W takiej sytuacji jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydawało mi się ( i na dzień dzisiejszy nadal tak uważam), że powinien spotykać się z córkami bez mojego udziału. Po co wszyscy mamy sobie działać na nerwy? Chce spędzić z córkami dzień na basenie albo w fikolandzie, niezależnie od tego czy są grzeczne czy nie, czy uczą się dobrze czy zawalają szkołę, On chce spędzić z nimi miło czas, a nie wyciągać konsekwencje za złe zachowanie. Dla mnie to jest niedopuszczalne i powiedziałam , że nie będę uczestniczyć w rozbestwieniu tych dzieci. Dla mnie takie postępowanie jest  nie wychowawcze a postawa M naganna. Nie popieram Go w tej kwestii. Dałam Mu w takim razie wolną rękę. Nie chce wychowywać córek tylko Im dogadzać to proszę bardzo, ale nie pozwolę na to, żeby moje dzieci były świadkami tego, że jedzeniem można  bezkarnie pluć, że dorosłych można obrażać, że lekcji można nie odrabiać a i tak zostanie to wynagrodzone biletem do zoo lub nowym telefonem. Wychowuję swoje dzieci inaczej i nie chcę aby postępowanie M w stosunku do swoich dzieci odbiło się negatywnie na moich dzieciach

6 734

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

marza2 mnie tez żal tych dziewczynek. Przede wszystkim dlatego , że matka robi Im nie potrzebnie sieczkę z mózgu. To Matka Im tłumaczy, że nie mogą mnie lubić, nie mogą się do mnie przytulać (a robiły to często i chętnie) ale przestały bo????? BO MAMIE BĘDZIE PRZYKRO. To matka Im wmawia, że mogą sie nas (M i mnie) nie słuchać, że mogą chodzić w buciorach po moim domu .
Dziewczyny z wizyty na wizytę zachowywały się co raz gorzej. Dało się odczuć negatywny wpływ mamy na ich zachowania. Nałożył się na to dodatkowo - brak konsekwencji w działaniu M i brak rozmów ze strony M z córkami. W chwili kiedy stwierdził, że nie będzie niczego wymagał od swoich córek, bo widzi się z Nimi tylko przez trochę i przez te trochę czasu nie będzie niczego od nich wymagał, bo boi się, że nie będą chciały się z Nim widywać, tak jak to zrobił Jego syn. W momencie kiedy M zaczął od Niego wymagać, ganił za wagary , synek uciekł do mamusi. M twierdzi, ze jeśli będzie wymagający w stosunku do córek, to One za jakiś czas (równiez pod wpływem matki) nie będą chciały się z Nim spotykać . W takiej sytuacji jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydawało mi się ( i na dzień dzisiejszy nadal tak uważam), że powinien spotykać się z córkami bez mojego udziału. Po co wszyscy mamy sobie działać na nerwy? Chce spędzić z córkami dzień na basenie albo w fikolandzie, niezależnie od tego czy są grzeczne czy nie, czy uczą się dobrze czy zawalają szkołę, On chce spędzić z nimi miło czas, a nie wyciągać konsekwencje za złe zachowanie. Dla mnie to jest niedopuszczalne i powiedziałam , że nie będę uczestniczyć w rozbestwieniu tych dzieci. Dla mnie takie postępowanie jest  nie wychowawcze a postawa M naganna. Nie popieram Go w tej kwestii. Dałam Mu w takim razie wolną rękę. Nie chce wychowywać córek tylko Im dogadzać to proszę bardzo, ale nie pozwolę na to, żeby moje dzieci były świadkami tego, że jedzeniem można  bezkarnie pluć, że dorosłych można obrażać, że lekcji można nie odrabiać a i tak zostanie to wynagrodzone biletem do zoo lub nowym telefonem. Wychowuję swoje dzieci inaczej i nie chcę aby postępowanie M w stosunku do swoich dzieci odbiło się negatywnie na moich dzieciach

I zgoda, jego dzieci jego sprawa jak chce je wychować. Ty robisz to inaczej, masz inną perspektywę - dbasz, aby Twoje dzieci miały inne fundamenty.

6 735

Odp: Być drugą i macochą

Chyba juz kiedys o tym pisalam, potrafię zrozumieć kobietę młodą, bezdzietna , ktora nie umie odnaleźć sie w tym ze jej facet ma dzieci. Rozumiem ze moze czuć zal, ze jej pierwsze dziecko nie będzie ich pierwszym dzieckiem. Bezdzietna kobieta ma prawo nie rozumiec kłopotów z dziecmi partnera, byc mniej tolerancyjna. Kobieta która sama jest matką powinna mieć w sobie wiecej zrozumienia. Gdy w zwiazek wchodzą ludzie ktorzy oboje mają dzieci. Powinni mieć wiecej zrozumienia dla pasierbow. Wiadomo dzieci zostają z matka w wiekszosci przypadków i to ojczym musi codziennie widywać dzieci partnerki. Czy mu się to podoba czy nie. Kobiety tak jak w przypadku mojej macochy od meza oczekuja uczucia wobec swojego dziecka, a same nie potrafią zaakceptować dzieci męża. Drogie macochy dlaczego tak się dzieje? Znalazlam sie na tym profilu by uzyskać odpowiedź na to pytanie. Czy jest tu ktoś kto spokojnie i bez obrazania mi to wyjaśni?

6 736 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-05-16 13:44:30)

Odp: Być drugą i macochą

marza2 od 178-u stron macochy piszą w tym wątku, co jest nie tak w ich relacjach. Odpowiedzi na swoje pytania znalazłabyś gdybyś przeczytała (ze zrozumieniem) wpisy od strony pierwszej.
Pofatyguj się odrobinę i przestań w końcu używać słów "powinna", powinien", "powinni". Ja też mogłabym odmieniać słowo "powinno się" przez osoby. W szczególności przez osobę Pani Exi. Ona powinna zrozumieć, że swoją postawą niszczy relacje dzieci z ojcem, sprowadza dzieci na złą drogę. Powinna być mądrzejsza, powinna być bardziej zaradna, powinna troszczyć się o swoje dzieci, powinna zacząć współpracować z ojcem dla dobra dzieci. Ale tego nie robi, więc i ja NIC nie powinnam, ani dla Niej, ani dla Jej dzieci.  A Ty masz problem i radzę Ci ( nie ja jedna): POWINNAŚ pogadać od serca ze SWOJĄ Macochą i wyjaśnić co było i jest w WASZYCH relacjach nie tak. Albo idź do psychologa.

6 737

Odp: Być drugą i macochą

między karmieniami Jasia podczytuję co tam u Was smile nie... nie żeby eks zniknęła, dziewczynki stały się grzecznymi wzorowymi uczennicami, a M wyluzował w relacji z byłą żoną....:) wszystko po staremu - wczoraj M miał pyskówkę z eks, dzisiaj go córki wkurzyły, dziewczyny mają coraz to bardziej wyjechane problemy .... ostatnio M przeżywał, bo starsza pasierbica miała w szkole jakieś dziecięce fochy z koleżankami i przeżywała, że koleżanka powiedziała jej, że ma głupie nazwisko, żółte zęby, beznadziejne włosy, źle się ubiera i jest gruba. Z tych wszystkich "zniewag" powiedziałabym, że ziarno prawdy jest w ostatnim - MM jest pulchna, ale w granicach normy... M przeżywał to tak, że prawie zorganizował pogotowie psychologiczne dla MM (sic!). Chciał nawet jechać z nią do dentysty, żeby ta doradziła co można zrobić z zębami. Jaś przy cycku, męczy go kolka, a ten mi gitarę zawraca, że ktoś MM powiedział, że ma żółte żeby i co on ma zrobić (dziewczyny, dziecko ma normalne, ładne zęby, grube włosy i pospolite nazwisko, ubrane jest normalnie....). Mówię mu - weź zacznij od tego, że nazwisko sobie zmień, skoro jakaś smarkula powiedziała, że jest głupie.......... Zamiast nauczyć córki jak uodpornić się na głupie gadanie koleżanek, zbudować w nich pewność siebie i odporność na taką paplaninę, to on już leci do dentysty... aż ciekawa jestem co za perły ma ta dziewczynka, która obśmiała MM.

i takie pierdoły.... wczoraj mnie też M wkurzył, bo wdał się z eks w pyskówkę, a prosiłam, żeby tego nie robił. Ja lulam Jasia, bo wyje bo ma kolkę, a on mi pieprz...y co eks mu napisała. Powiedziałam mu, że przykro mi, ale  nie obejmuję tego intelektualnie jak Jaś ma kolkę, więc niech ze mnie zejdzie smile obraził się - ale jak sam pcha paluchy między drzwi.

I podoba mi się wpis Kjim - o tym co "powinno"
Moja eks powinna mnie szanować, za to że dbam o jej córki, że troszczę się o to, żeby nie czuły się przez nas zaniedbane, ze dobrze i zdrowo je karmię, że daję ubranka Jasia dla ich lalek, organizuję kostium na przedstawienie o chrzcie Polski itd. Póki co zbieram same uszczypliwości. Zapewne powinnam się tym przejmować (M się przejmuje), ale na szczęście ja nie mam problemów z eks smile mam ją gdzieś i tego samego życzę M....

6 738 Ostatnio edytowany przez marza2 (2016-05-16 22:24:42)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 trzymaj sie, wiem ze jesteś berdzo zmęczona.  Ja przez pierwsze 3 miesiace zycia mojej córki chodzilam na rzęsach. W tym czasie nic nie liczylo sie po za nią, M powinien zrozumieć ze maly jest teraz najwazniejszy dla Ciebie. Nie powinien Cię obarczac problemami dziewczynek w tych pierwszych tygodniach. Niech porozmawia o tym,rodzicami,eks,rodzenstwem. Ty nie mozesz  sie zloscic za to ,ze on sie martwi o dziewczynke. Gdyby to byly twoja córka martwilabys się o nia nawet na sali porodowej.Życzę Ci wytrwałości i zdrowia dla Ciebie i Jana.

6 739

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
Halexandra1 napisał/a:

Nigdy sie nie spotkalam zeby dziewczyna (córka) zaakceptowała macochę. Sama sobie myślę, że gdyby mój tata był z inną kobietą to wolałabym żeby trzymała się ode mnie z daleka

Moja córka (aktualnie 9 lat)  bardzo lubi partnerkę swojego ojca. Zawsze ciepło się o Niej wyraża.  Ale też wie, że nie będę się na Nią złościć, albo nie sprawi mi przykrości opowiadaniem o tym, jak świetnie się bawiła piekąc z "ciocią" babeczki.  Tak to powinno wyglądać.
Co by było jednak, gdybym ciągle podważała autorytet "cioci", była zła na dzieci za to, że dzieciom smakowała ugotowana przez "ciocię" zupa, albo zabroniła dzieciom dobrze bawić się z "ciocią"? Czego bym nauczyła swoje dzieci takim zachowaniem? Tego, że "ciocia " jest zła , niedobra i wszystko co z "ciocią" związane jest złe. Napewno nic dobrego z takiego zachowania by nie wynikło. Potem dzieci będą miały traumę jak marza2, która nienawidziła swojej macochy. Wolę swoje dzieci wychowywać na szczęśliwych ludzi i nie fundować Im niepotrzebnych konfliktów lojalnościowych i traumy na resztę życia..

szacun :-) dawno nie zaglądałam i czytam takie pozytywy:-) ja na początku chciałam dogadywać się z Ex. Ale po tym co robi straciłam nadzieje. Poza tym już nawet nie wiem czy chce z tą kobietą mieć coś wspólnego. Doszło już do tego, że mąż jeździł po dzieciaka. który był chory(grypa). I przywoził mi dziecko do domu w którym był nasz bobas 2 tygodniowy!! To nic ona się w ogóle nie przejmuje, że może zrobić krzywdę dziecku... No i trzeba dziecko brać, bo ona tylko na to czeka,żeby do sądu isć ze ojciec dziecka nie bierze.Albo wykorzysta przeciw niemu.. A mąż się przejmuje, staram się zrozumieć, ale mam dość.  No i jest kalendarz "widzeń" jak dziecka teraz nie weźmiesz, to nie dostaniesz go w ogóle. Ja mam dość terroryzowania naszej rodziny. Myślę,żeby rozwieść się, bo teraz też chodzi o dobro mojego dziecka.. To jest patowa sytuacja, bo mąż nigdy nie będzie potrafił wybrać pomiędzy "rodzinami". A unieszczęśliwia nas.. Jego dziecko z pierwszego związku, jest już tak rozchwiane przez poczynania mamusi, że wyżywa się na meblach.. Jest wiecznie na nie, cokolwiek się dzieje to histeria i trzaskanie drzwiami, kręci i manipuluje..Szkoda mi dzieciaka, ale mam dość takiego życia..

6 740

Odp: Być drugą i macochą

Marza2
bardzo dziękuję za życzenia smile trzymamy się z Jasiem dzielnie na razie smile

kitkaat
a już myślałam, że to tylko moja "eks" wzbija się na wyżyny złośliwości posyłając mi do domu, gdzie jest noworodek zakatarzoną córkę z grypą wirusówką. Na tyle perwersyjna sytuacja, że jeszcze podawałam dwa razy dziennie pasierbicy leki przeciwwirusowe... drżąc co z tego wyniknie dla mojego synka. Na szczęście złapał "tylko" katar, który go trzyma do dziś (czyli około 2 tygodnie z 4 tygodniowego życia), ale poryczałam się kilka razy jak przy karmieniu piersią charczał i dławił się, bo nie miał jak oddychać i jeść. Po tym wydarzeniu ostrzegłam mojego M, że jeżeli któraś z jego córek będzie chora, to ja pojadę do swojego mieszkania na weekend, bo nie będę narażała dziecka na infekcje.

6 741

Odp: Być drugą i macochą

Hh999
ja niestety nie mam dokąd iść:-( ale pracuje nad tym. Mieliśmy z M tyle planów, że szkoda gadać.. Nauczyłam się że w tym związku to tylko sama mogę do czegoś dojść. Bo on przez alimenty, wieczne walki w sądzie do tego jeszcze konkurencja z mamusią wiecznie potrzebuje kasy.
Co do widzeń powiedziałam tak samo i g... z tego wyszło. Czuje jakby ta laska deptała mnie, a M na to pozwala.. Jeszcze ostatnio mieliśmy komunie, bo M jest chrzestnym i rodzice dziewczynki zaprosili M samego, czaisz??
Bo mamusi będzie przykro, bo M się życie układa a ona sama..
Znajomi M nie są lepsi, boją się rozmawiać o moim dziecku w obecności pasierba - żeby jemu się przykro nie zrobiło. Dobrze, że mój maluch jeszcze nic nie rozumie. Swoją drogą nie widzę nic dobrego dla chłopca z takiej sytuacji. bo w dorosłym życiu nie ma taryfy ulgowej. Nikt nie będzie tłumaczył go, bo pochodzi z rozbitej rodzinny.

6 742

Odp: Być drugą i macochą

Cześć dziewczyny!
Czytam Was od kilku dni, wreszcie postanowiłam się odezwać. Od ponad dwóch lat jestem w związku z moim EM. Jestem tą drugą, jeszcze nie żoną (ślub mamy w przyszłym roku) i prawie macochą dla 9 - latka mojego EM. Generalnie czytając, ile kosztuje Was użeranie się z byłymi żonami, powinnam być szczęśliwa, bo ex byłego podjęła decyzję o rozwodzie i dziś mimo, iż jest sama, nie miała chyba od rozwodu żadnego faceta, to jednak jest spokojna - nie manipuluje dzieckiem, sama się nie wtrąca. Po prostu cud, miód i orzeszki - w porównaniu do tego, co Wy musicie przechodzić. Jednak sam fakt, że istnieje i że muszę jej pośrednią obecność w naszym życiu znosić, czasami mnie trochę dołuje. Drugą kwestią są  wysokie alimenty i koszty utrzymania młodego - raz się je udało obniżyć (dogadali się, ale była to walka na twarde argumenty z przeszłości), ale stwierdzam, ze mój EM chyba naprawdę miał zaćmienie przy rozwodzie, że godził się na każdy jej kaprys (dla dobra syna).... no cóż dziś się musi z nią użerać, kiedy wydaje na utrzymanie ponad 2 tys miesięcznie, a jak prosi o jakieś ubrania dla młodego, to dostaje odp., że jakby miała mieć ubrania w takiej ilości, żeby dać EM cokolwiek, to musiałaby je dokupić. Dodam, że ona bardzo dobrze zarabiam, obecnie być może nawet lepiej od EM. Ehhhhh, rozumiem, ze samica i dba o młode, chyba każda matka ma taki instynkt, ale dlaczego nie można szczerze powiedzieć, że na to i na to potrzebuję tyle i tyle i po prostu taka kwota wychodzi, w związku z czym nie dostawać mniej na dziecko ... Nie jest to łatwy związek, ale chyba nie aż tak trudny, skoro była EM jest raczej emocjonalnym klocem i niewiele ją rusza, dlatego nie okazje w stosunku do mnie żadnych emocji - nie sądzę, by była o cokolwiek zazdrosna i całe szczęście dla mnie i mojego EM. Dlatego w sumie nie powinnam (oprócz kwestii finansowych) specjalnie narzekać. Młody już do mnie przywykł, mamy dobry kontakt, wypowiada się o naszej trójce w kategorii rodzina, wnioskuję, z jego zachowania, że dobrze czuje się w moim towarzystwie - ale chyba jak każda tutaj macocha, chcąc nie chcąc, tworząc wspólne gospodarstwo z EM uczestniczę w jego wychowaniu i mam związane z tym obowiązki. Czasami dopadają mnie pesymistyczne myśli, czy naprawdę chce mi się mierzyć z problemami, które dotykają rodzin patchwork i czy damy sobie radę z tym, co przed nami? np. wiek dojrzewania młodego + (mam nadzieję, już niedługo) nasze wspólne dziecko. Stany typu, że on miał już dziecko z inną i że przeżywał usg, szkoły rodzenia, pieluchy, wspólne wakacje, spacery, kolki itd. chyba mam za sobą, w każdym razie etap główny mam za sobą, czasem mi się przypomni, ale staram się tym nie przejmować. EM ciągle powtarza mi, że mnie kocha, że przecież nasze dziecko, to będzie nasze pierwsze wspólne dziecko, więc dlaczego miałby się nie cieszyć tak samo, kiedy urodził mu się syn. Staram się wymazać tamtą babę (mimo, iż EM ma z nią kontakt mailowy, smsowy w sprawie syna) z pamięci, nie porównywać się, nie myśleć o tym, co było - EM też mnie o to prosił, jak sam powiedział, to jest skończony etap, zamknięta księga, a ja mam się koncentrować na naszej przyszłości. Zaliczyłam w ciągu dwóch ostatnich dni zjazd, bo w weekend była komunia syna EM i miałam tę babę przed oczyma w kościele łącznie jakieś 2,5 h. Przywitałyśmy się z uśmiechem słowami cześć, tak samo się pożegnałyśmy, było generalnie miło, jeśli można taką sytuacje w ogóle tak określić, przywitałam się także z byłymi teściami EM - też jakoś było, chociaż ta była teściowa generalnie na stałe ma wypisany jakiś okropny grymas na twarzy. Wyszło ok, ja się specjalnie nie stresowałam, poznałam byłą w grudnia 2015 i nie denerwowałam się na to spotkanie, ale chyba po tym weekendzie uwolniły się jakieś uczucia, emocje, które trzymałam w podświadomości. Dobrze, że już po smile i że przed długim weekendem - to NASZ weekend, więc tym razem wyjeżdżamy sami połazić po górach smile pozdrawiam Was serdecznie smile D

6 743

Odp: Być drugą i macochą
Dusia123 napisał/a:

Staram się wymazać tamtą babę (mimo, iż EM ma z nią kontakt mailowy, smsowy w sprawie syna) z pamięci, nie porównywać się, nie myśleć o tym, co było - EM też mnie o to prosił, jak sam powiedział, to jest skończony etap, zamknięta księga, a ja mam się koncentrować na naszej przyszłości. Zaliczyłam w ciągu dwóch ostatnich dni zjazd, bo w weekend była komunia syna EM i miałam tę babę przed oczyma w kościele łącznie jakieś 2,5 h. Przywitałyśmy się z uśmiechem słowami cześć, tak samo się pożegnałyśmy, było generalnie miło, jeśli można taką sytuacje w ogóle tak określić, przywitałam się także z byłymi teściami EM - też jakoś było, chociaż ta była teściowa generalnie na stałe ma wypisany jakiś okropny grymas na twarzy. Wyszło ok, ja się specjalnie nie stresowałam, poznałam byłą w grudnia 2015 i nie denerwowałam się na to spotkanie, ale chyba po tym weekendzie uwolniły się jakieś uczucia, emocje, które trzymałam w podświadomości. Dobrze, że już po smile i że przed długim weekendem - to NASZ weekend, więc tym razem wyjeżdżamy sami połazić po górach smile pozdrawiam Was serdecznie smile D

Cześć.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia... Nie masz problemów z jakimi borykają się dziewczyny powyżej, to już samo istnienie Ex Ci przeszkadza. No musisz nad ty popracować, bo to nie jest ok.
Ja jestem byłą... nieczepliwą... i na początku też słyszałam, że samo moje istnienie komuś przeszkadza... porównywanie, bo może ładniejsza, mądrzejsza, więc niech zniknie i pamięć o wspólnych chwilach też.
Ciesz się, że Ona nie przeszkadza i zachowuje się w porządku - bo tak być powinno. Ale swoją bezpodstawną zazdrością możesz to zmienić. Po co ci to? Zgoda buduje - niezgoda rujnuje.
Zacznij myśleć, że twój EM jest z Tobą bo jesteś wyjątkowa, że przed wami całe lata budowania nowej przyszłości. Przeszłość zostaw - dla siebie i swoje związku - to wyjdzie na dobre.

6 744

Odp: Być drugą i macochą

Tendre77 dzięki za odpowiedź.
Jestem świadoma, że te prymitywne uczucia, które mną targają czasami to tylko i wyłącznie mój problem i sama muszę się z tym uporać.
Absolutnie nie przenoszę tej zazdrości na grunt kontaktów mojego EM z byłą, ani też na ich syna. Nigdy bym nie pozwoliła by mój problem miał stwarzać kolejne pomiędzy EM a jego byłą żoną, a co grosza ich synem. Myślałam nawet kiedyś o tym, że gdybym poznała ją w innych okolicznościach, to mogłaby być spokojnie koleżanką z pracy, ale wiem jednak o niej troszkę za dużo i nie podzielam niektórych zachowań wobec EM mimo, iż on naprawdę jest bardzo spokojny i zrównoważony i właściwie nie wiem dlaczego była EM tak reaguje albo nie reaguje w ogóle, kiedy trzeba jej reakcji.
Ona też właściwie może powiedzieć, że nie odczuwa mojej obecności, nigdy z nią nie rozmawiałam, nie mamy wobec siebie wzajemnie żadnych pretensji. Jeśli ktoś coś słyszy ode mnie (tj. narzekania) to tylko EM. Wiem, że ona nie zniknie i wiem też jak bardzo potrzebuje jej syn EM i dlatego rozmawiając z synem EM, kiedy rozmowa schodzi na temat mamy ( a wiem od młodego duuuużżżżo, bo nawet przechodząc alejką w Rossmanie, słyszę stale: a mama używa tego szamponu tego żelu, ma taki kolor lakieru do paznokci:)) zawsze odpowiadam naturalnie, bez żadnych negatywnych emocji, ale co do ich chwil spędzonych wspólnie to jednak to życzenie ich zakopania głęboko pod ziemią pozostawiam aktualne, mimo iż się tego zrobić nie da sad Wiem, ze EM bardzo kocha swojego synka i w związku z tym utrzymuje z nią dobry kontakt i w sumie dobrze to o nim świadczy. Mnie wkurza tylko czasami, w jaki sposób była EM się w stosunku  odnosi albo wręcz olewa (tj. nie odpowiada na maile, sms, nie odbiera tel) w bardzo poważnych tematach (jak np. stan uzębienia ich syna, kiedy młody wraca od matki z tygodniowym osadem na zębach, a EM zbiera opieprz u dentysty, że jak można tak niedomyć zębów i że ich tydzień musiał nie szorować), mimo iż EM naprawdę stara się bardzo dbać o syna. Rzutuje to poniekąd na mnie, bo jeśli on się czymś martwi, na coś wkurza albo ma problem i nie pała optymizmem i radością, to naturalnie te emocje pośrednio mi także się udzielają.
Ale co do zasady nie mogę narzekać, myślę że wiele zmieni założenie naszej wspólnej rodziny. Synek EM jest na razie pozytywnie nastawiony do tworzenia naszej rodziny, mam nadzieję że tak pozostanie, chociaż nie łudzę się że żadnych problemów z tym związanych nie będzie.
Oprócz zastrzeżeń w kwestii wychowania syna, które ma do niej EM, to w zakresie naszego związku z EM mam na serio spokój.  Nieczepliwe, spokojne EX też istnieją ! smile pozdrawiam

6 745

Odp: Być drugą i macochą
Dusia123 napisał/a:

Mnie wkurza tylko czasami, w jaki sposób była EM się w stosunku  odnosi albo wręcz olewa

I dobrze ;-) ... Spójrz na to w ten sposób, że była EM nie jest taka idealna i pewnie dlatego nie są już razem. A twój EM przyjdzie i przytuli się do Ciebie myśląc jak dobrze, że Ty tak do niego się nie odnosisz.
A to im lepiej ona zajmuje się synem - tym mniej zmartwień dla was. Nie czepiaj się o błahostki, bo nie ma ludzi idealnych... ciężko jest być samotną matką, może nie na wszystko ma czas i starcza jej sił.
Zajmij się swoim życiem, nie zatruwaj się sama własnym jadem. Życzę Ci aby EX zawsze pozostała taka bezobsługowa ;-)

6 746

Odp: Być drugą i macochą

Chyba wypowiedziałam te wszystkie dobre słowa nt. ex mojego m w złą godzinę. Może ją jednak coś ruszyło po Komunii, która była w weekend bo odnotowuje dziwne ruchy w jej zachowaniu w tym tygodniu, których to ruchów wcześniej nie było, a ponadto młody zachowuje się nienaturalnie w stosunku do swojego taty, szkoda bo w weekend był kochanym dzieckiem, a nie próbującym imponować mamie małym - dorosłym. Nadal jestem dobrej myśli, że ex poradzi sobie z słabszą formą sprzed komunii i wszytsko wróci do normy. Choć jestem w stanie ją zrozumieć, ma 38 lat i od rozwodu czyli od 5 lat jest sama, ma syna i pracę, której się max. oddaje.
Btw dziewczyny - te które jesteście w podobnej sytuacji tj. tata z dzieckiem w pakiecie:) jak dzieci Waszych partnerów/mężów przyjęły rodzeństwo z Waszych związków? Z jakimi problemami się mierzyłyście/mierzyliście wraz z mężem/partnerem ?

6 747

Odp: Być drugą i macochą

Dusia
czasami trudno jest zapanować nad emocjami i są irracjonalne. Ja ubolewam bo ostatnio mam problem z sobą związany z pasierbicami, które lubią mojego małego miesięcznego synka, są dla niego dobre, ale strasznie je kusi, żeby go nosić. Są w domu u nas na weekend a ja cały czas borykam się z lękiem, że któraś z dziewczynek będzie go chciała podnieść i go przewróci. Jestem tak wyczulona, że niepokoję jak tylko stoją bez asysty dorosłego nad wózkiem czy łóżeczkiem (zdarzył się taki incydent, że starsza chciała przynieść mi synka, kiedy płakał, pomimo że prosiliśmy że jest jeszcze za mały na noszenie. Zresztą to trochę kłopotliwe kiedy dziewczynki mają 10 i 8 lat i chcą go nosić - są w takim wieku że ani nie za małe na podnoszenie, ani dość dojrzałe....). Nie mam zaufania do nich, myślę że bardzo chcą go nosić jak lalę i popadam w paranoję.... zaraz jak widzę je przy wózku to zostawiam wszystko i pilnuję synka...

Natomiast zdystansowana eks to skarb .... mam kuzynkę, która odeszła od męża z własnej inicjatywy, bo była już okropnie zmęczona dziadem-nierobem. Nie robi mu problemu z widzeniami, jest bardzo elastyczna jeżeli chodzi o organizację czasu z młodym, jest zadowolona z alimentów (całe 750 zł .... ) i jak sama deklaruje - chce żeby jej były mąż poukładał sobie życie, bo wtedy z niej w końcu zejdzie. A czy porównywanie się do eks ma sens....? Moja eks jest wysoką, dość atrakcyjną kobietą (niegdyś była naprawdę ładna, ale wiek jej nie służy). Ja mam za to dobrą pracę, stabilny charakter, ludzie mnie lubią .... czy mam mieć problemy z tego powodu, że ona może obiektywnie jest ładniejsza? Może lęki wynikające z porównywania się mijają z wiekiem, ale ja przy mojej 40-stce uważam, że to absolutnie niczemu nie służy. Nawet powiedziałabym, że korzystam z pewnych aspektów "przeszłości" mojego M z byłą żoną - M potrafi dużo zrobić przy synu (ma przecież już dwie córki, więc on w nocy przewija a ja karmię), M szanuje spokój który teraz ma w domu i to, że nie jestem kobietą-pijawką niezaspokojoną finansowo.... gehenna, którą przeszedł z eks w trakcie związku i rozwodu powoduje, że jest wdzięczny za normalność i nie potrzebuje fajerwerków w związku...

6 748

Odp: Być drugą i macochą

I jeszcze temat dzieci z nowego związku
1. u mnie dziewczynki przyjęły brata pozytywnie - myślę, że gdyby miały siostrę byłyby bardziej zazdrosne, a chłopak to chłopak - jak same powiedziały "Jaś będzie trzymał z tatą, bo to są chłopaki"... przytaknęłam im, że pewnie będą mieli swoje sprawy tak jak gra w piłkę czy ping-pong, tak jak one mają swoje "babskie" sprawy z mamą
2. dość długo pracowaliśmy nad dziewczynkami, aby je oswoić z perspektywą posiadania brata - z ich punktu widzenia trochę się zmieniło, ale to detale - np. rano już nie wygłupiamy się wszyscy w łóżku, bo tam śpi Jaś, zatem one przychodzą i kładą się cicho i czekają aż się obudzi, a potem asystują w jego toalecie. Natomiast nie zadziało się jeszcze nic co by spowodowało zgrzyt
3. coś się zadziało z młodszą pasierbicą. Ona zawsze była młodsza, jej dużo uchodziło na sucho - po prostu mała dzidzia. Jak się urodził jej przyrodni brat straciła przywileje najmłodszego dziecka, poza tym M jej mocno nadskakiwał, aby pozyskać jej względy (ona jest bardziej emocjonalnie związana z matką i ma jakąś formę urazu do M - kiedyś wypaliła, litanię żali do niego na zasadzie "to ty zostawiłeś mamę jak byłyśmy malutkie i nie dajesz mamie pieniędzy" - co jest ćwierć-prawdą przekazaną dziecku przez matkę). Od kiedy jest Jaś ona czuje się trochę zagrożona i wygłupiona i stara się o względy M jak nigdy.... jest dla niego milsza, dąży do kontaktu (na który jeszcze kilka miesięcy temu okazywała, że ma zlew)....
4. ja też odetchnęłam, bo nie muszę grać "dobrej macochy" w każdej sytuacji nawet kiedy nie mam ochoty.... czyli, kiedy któraś z nich ma ochotę na grę planszową, to ja nie muszę zmuszać się do grania (a chętnie wtedy poczytałabym książkę), tylko w majestacie prawa robię smutną minę i mówię "bardzo chętnie bym pograła, ale zaraz muszę przewinąć i nakarmić braciszka, co zajmie około godziny. Ale jak uśnie to chętnie z Tobą pogram" - oczywiście one chcą grać natychmiast, dlatego na szczęście mogę się skutecznie wymówić koniecznością opieki nad dzieckiem smile

niestety nowe dziecko to jeszcze bardzo świeża sprawa, więc z pewnością przyjdą kolejne problemy z zazdrością, frustracją itd. Na szczęście między nimi jest nie tylko różnica płci, ale duża różnica wieku, więc kiedy mój syn będzie miał lat 10, jego siostry będą miały odpowiednio 20 i 18 lat .... więc dużo kwestii będzie można wyjaśnić "one są od ciebie starsze i mogą więcej" itp.

6 749 Ostatnio edytowany przez marza2 (2016-05-20 11:33:33)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 to ze dziewczynki chcą nosic brata to naturalne u dzieci w tym wieku. Tez naturalne jest ze Ty sie tego obawiasz. Moja siostrzenica tez chciala nosic moją córkę jak byla mała, tez sie tego bałam, ale D jest posluszna dziewczynką więc wytłumaczyłam jej co moze sie stac malej jak zle ja ktos będzie trzymal. Pozwolilam wziąć Julke siostrzenicy na rece okolo 5 miesiaca, ale sama z łóżeczka jej nie brala, to ja jej ja podawalam. Mam wrazenie ze zaczyna wychodzić z Ciebie matka lwica, broniąca swojego mlodego za wszelką cenę. Myślę ze gdyby to byly twoje córki,  siostrzenice czy bratanice  nie przezywalabys tak faktu ze dziewczynki chcą nosić Jasia na rękach, chyba podswiadomie obawiasz sie tego, ze zrobią malemu krzywdę.

6 750

Odp: Być drugą i macochą

marza2
Jaś ma miesiąc, a one nie są do końca posłuszne i pomimo, że wiedziały że nie mogą go nosić "chciały Jasia przynieść bo płakał"... ale zapewniam, że gdyby to były moje siostrzenice, kuzynki "krwi" itp., to również nie byłoby pozwolenia na podnoszenie.... tylko że nie mam w rodzinie dzieci w takim wieku i tego nie zweryfikuję smile

6 751

Odp: Być drugą i macochą

Nie ważne czy z krwi i kości, czy nie, przy dzieciach obowiązuje zasada "ograniczonego zaufania" , bo niestety nie zawsze zachowują się odpowiedzialnie. Przykład z własnego podwórka: kiedy urodziłam córkę , synek miał 2,5 roku. Teoretycznie powinien kochać siostrzyczkę najmocniej na świecie, ale zdarzyło się, że w czasie karmienia córki, synek podszedł do nas ze swoją "butlą" w ręku i z nienacka zdzielił siostrę w głowę. Za nic. Tak po prostu. Chociaż prawdopodobnie był zazdrosny, że ona wtulona w moją pierś a On.... z butlą obok. Oczywiście, że tłumaczyłam Mu przytulałam go o wiele częściej nawet niż wcześniej , żeby nie czuł się odsunięty i zaniedbany, ale mimo wszystko potem śledziłam już każdy Jego ruch i obserwowałam jak zachowuje się przy siostrze. Nie wszystkie zachowania dzieci są do przewidzenia, nie mają one jeszcze pełnej świadomości konsekwencji swoich zachowań. Dziewczyny Hhh999 mimo, że starsze od mojego synka (wtedy) mogą nawet nie wiedzieć z jakimi konsekwencjami może wiązać się złe trzymanie niemowlęcia. Lalki można trzymać i za stopę, do góry nogami i nic jej się przecież nie dzieje. Mogą zrobić krzywdę dziecku nawet działając w dobrej wierze. Dlatego Hhh99, Twoje przewrażliwienie na tym punkcie, jest jak najbardziej wskazane. Ściskam ciepło. Tak sobie myślę, że fajną porę wybrał sobie Jaś na przyjście na świat. Piękna pogoda już na dworze, więc można wychodzić do woli na świeże powietrze z maluchem.

6 752 Ostatnio edytowany przez marza2 (2016-05-20 12:54:25)

Odp: Być drugą i macochą

Kjim i Hh999 wiadomo dzieci są nieobliczalne i trzeba uwazac by nie zeobily mniejszemu dziecku krzywdy. Twoj syn byl maly i nie zdawal sobie sprawy jak wielką krzywdę moze zrobic siostrze. Pasierbice Hh999 są juz w takim wieku ze powinny miec "swój rozum". Jest różnica czy to twoje dziecko czy nie, oboje dzieci darzy sie tym samym uczuciem. Pewnie bylas zla na syna jak uderzył siostrę, ale to nie sprawilo ze przestalas go kochac. Dla Hh999 Jan jest numerem 1 i jak czuje, ze malemu cos grozi to budzi się w niej niechęć do pasierbic. Jak pisalam W urodzila dziewczynkę ponad tydzien temu. Rozmawialam z Dorotą mowila mi ze woli trzymac się z dala od siostry by nie wkurzyc macochy.

6 753

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Dla Hh999 Jan jest numerem 1 i jak czuje, ze malemu cos grozi to budzi się w niej niechęć do pasierbic..

,
??? Ty to jak zwykle urobisz sobie historię pod własną teorię. Hhh99 nigdzie nie pisała , że budzi się w Niej niechęć do pasierbic. Owszem pisała cyt.: " cały czas borykam się z lękiem, że któraś z dziewczynek będzie go chciała podnieść i go przewróci. Jestem tak wyczulona, że niepokoję jak tylko stoją bez asysty dorosłego nad wózkiem czy łóżeczkiem',
ale nie widzę tu nic na temat niechęci do pasierbic, a jedynie lęk o Jasia. TO NIE TO SAMO!!!! ALE TY OCZYWIŚCIE WYCHODZISZ Z ZAŁOŻENIA , ŻE NOWE DZIECKO MACOCHY POWODUJE U NIEJ Z AUTOMATU NIENAWIŚĆ DO DZIECI PARTNERA.
Naprawdę zmień płytę, bo to się robi męczące.

6 754

Odp: Być drugą i macochą

Wiem ze nie napisala ze czuje do coreczek męża niechęć. Sama na początku byłam przeczulona na punkcie córki z czasem to przechodzi. Wydaje mi sie ze Hh999 w tej sprawie wyolbrzymia swoje lęki, gdyby to byly jej córki jej strach bylby mniejszy ze dziewczynki zrobią coś małemu.

6 755

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 dzięki za odpowiedź. My też powoli przygotowujemy młodego na rodzeństwo, chociaż opinie miewa różne, raz się cieszy i kontynuuje temat, a za innym potrafi odpowiedzieć, że nie chce mieć rodzeństwa.
Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma wink Pewnie bardziej doceniałabym ciszę ze stron ex, jeśli najpierw przeżyłabym burze. Potrafi mieć odpały, potrafi być niegodziwa w stosunku do EM i za to miewam negatywne emocje związane z jej osobą. Ona jest dosyć zimną emocjonalnie osobą tzn. nie rusza jej rozmowa, przegadanie jakieś sytuacji - jest z tych milczących i stawiających na swoim za wszelką cenę, nie przyjmujących innego punktu widzenia niż swój - nazwałabym to bierną agresją np. EM dał młodemu najprostszy tel. na święta, z blokadą wszystkich niepożądanych funkcji, z zasadami używania i doładowaniami, które EM zapewniał co miesiąc, by młody mógł do niego i do dziadków dzwonić, kiedy EM wyjeżdża w delegacje i EM nie ma kontaktu z synem po kilka dni. Co prawda była wyrażała jakąś niechęć do tego pomysłu, ale uśmiechnęła się kiedy młody wyrecytował zasady używania, że tylko kiedy mama wyjeżdża, że tel tylko do taty i do dziadków, że nie nosi do szkoły itd. W tym samym dniu odebrała młodemu tel. pod pretekstem kary, to był w święta w 2014 r. i tak się temat skończył. A kiedy była jeździ po świecie, EM nawet nie wie u której cioci jest jej syn, bo nie ma z nim kontaktu... Nic do niej nie trafia, nawet prośby, jeśli ma swoje zdanie, to kompletnie nie ma rozmowy, żadnych negocjacji. EM mówił o tym, że ona jest bardzo stanowcza, oschła, dosyć egoistyczna i nie licząca się z drugim człowiekiem. Ja mam zupełnie inaczej, wolę porozmawiać, przemyśleć, wysłuchać - może dlatego tworzymy dość zgodny związek. I może dlatego też, że ja jestem raczej emocjonalna (chociaż potrafię panować nad negatywnymi emocjami albo mam świadomość niepanowania smile) czasami mnie ta była wkurza, mimo iż generalnie żadna z nas sobie w drogę nie wchodzi. Do tego młody inaczej zachowuje się będąc z nią, a teksty do taty (przy niej), że nie ma czasu z EM rozmawiać, bo ma lepsze rzeczy do roboty, powinny być pacyfikowane przez nich obojga. Niestety wydaje się, że tylko EM od niego wymaga, ona jest w stosunku do młodego miękka do tego stopnia, ze pyta EM jak ma zmusić młodego do mycia zębów. Więc z jednej strony beton, emocjonalny kloc nie potrafiący nawiązać relacji partnerskiej/małżeńskiej - (jej brat ma to samo - sądze, że to kwestia wychowania przez zaborczą, twardą matkę nieliczącą się ze swoim mężem - to wiem od EM), a z drugiej strony przelewająca wszystkie emocje na dziecko, nawet jeśli miałaby mu tym w pewnym sensie wyrządzać krzywdę... bo młody ma teraz niekonsekwencje, że u nas szoruje te zęby 3 min z zegarkiem w ręku, a u niej jak mu się zachce. Rozpisałam się, ale nie na serio nie chodzi STRICTE o nią, co do porównywania się, to myślę, że obie status zawodowy mamy podobny, wiekowo dzieli nas różnica ośmiu lat, ale mam gdzieś która ładniejsza, brzydsza, fajniejsza. W zasadzie, boli mnie troszkę, to o czym pisałam, że EM ma z nią jednak przeszłość, wspólną przeszłość z pieluchami, usg, z wspólnymi wkacjami - ale muszę to przepracować samodzielnie. Wkurzam się jej podejściem, bo jestem w tym, jak coś się dzieje u EM, nie ma siły bym się kompletnie odcięła, tym bardziej że również pomagam w wychowaniu młodego -  choć wolałabym. Szkoda, ze ona kompletnie nie ceni sobie porozumienia i rozmowy, myślę, że mogliby ,młodego wychowywać naprawdę w sposób harmonijny, ale cóż - wszystkiego mieć nie można smile  pozdrownia dla Was dziewczyny - drugie i macochy !

6 756

Odp: Być drugą i macochą

marza2
przemyślałam co napisałaś i niestety zupełnie nie masz racji. Co wzbudza moją frustrację? Otóż konieczność i chęć bycia "dobrą macochą".... Nie mam ochoty na to, żeby 10 letnia dziewczynka prowadziła wózek w lesie, bo robi to niewprawnie i szarpie dzieckiem, a ............ robię to, bo mnie o to prosi M, bo prosi bo "dziewczynki chcą i bardzo Jasia kochają"....... swojemu dziecku powiedziałabym "NIE" i byłoby po krzyku. A tak jak powiem NIE to muszę uzasadniać, bo inaczej wyjdę na "złą macochę". I tak - M zadowolony, pasierbice zadowolone, a ja z odczuciem niesmaku, że zmuszam się do czegoś na co nie mam ochoty.... zupełnie.... i przysięgam Ci, kieruje mną tylko i wyłącznie dobro Jasia, bo nie chcę żeby nim szarpano, ciągle go dotykano po twarzy i główce - potem mam wieczorem dziecko wykończone i tak pobudzone, że nie możemy go uśpić. Dobija mnie, że oczekuje się ode mnie, że jako "dobra macocha" będę wciągała dziewczynki w opiekę nad Jasiem, nie w stopniu w jakim ja uważam za stosowne, a w stopniu jaki wynika z ich potrzeb.
Oczywiście "walczę" o pewne kwestie. W niedzielę o 4 rano, Jaś wisi na piersi, ja rozchełstana w koszuli nocnej, z plamami mokrymi na biuście (z przyczyn wiadomych), wykończona po wieczornym usypianiu go, a tu do sypialni wali starsza dziewczynka położyć się z nami do łóżka.... M chciał ją wziąć, ale ja zaprotestowałam - jest do cholery 4 rano, Jaś się kręci, ja się męczę a tu jeszcze do łóżka pakuje nam się pasierbica, bo akurat się obudziła na siku i ma ochotę z nami spać. Mówię - MM, to 4 rano, przyjdź o 8, my tu mamy środek nocy i opiekujemy się Jasiem.... poszła obrażona...

6 757

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny potrzebuję Waszej pomocy/opinii, jak sobie poradzić z huśtawką emocjonalną w moim obecnym życiu.

Mój obecnie już mąż co 4 tygodnie jedzie na 4-tygodniowy kontrakt, a ma opiekę naprzemienną nad 11-letnią córeczką i nasze życie wygląda tak:

Najpierw 4 tygodnie mieszkam sama. Mam swoje nawyki, przyzwyczajenia, plan dnia, zajęcia etc. Ponieważ nie mamy jeszcze wspólnych dzieci, muszę zapełnić każdy dzień pracą, hobby, znajomymi etc. Tęsknimy za sobą, ale ten stały rytm dnia jakoś pomaga przetrwać rozłąkę.

Następnie mąż wraca na cztery tygodnie i:

- pierwszy tydzień jesteśmy sami – mój plan dnia się zmienia, jesteśmy razem, randki, romantyczne kolacje, oglądanie filmów, aby "nadrobić" czas rozłąki, rezygnuję z hobby aby więcej pobyć z mężem, kąpiele przy otwartych drzwiach, swobodne chodzenie, przebieranie się etc.
- drugi tydzień przyjeżdża córeczka męża i rytm dni zmienia się znowu – staramy się wtedy cały czas poświęcić jej - zachowanie prywatności fizycznej, zmiana relacji z romantycznej na rodziną, codziennie robienie posiłków, zawożenie i przywożenie do szkoły a po szkole na zajęcia tańca, gry na gitarze, siatkówki etc., odrabianie lekcji, brak czasu dla siebie, weekendy z filmami dla dzieci, zajęciami typowo dziecięcymi lub wyjazdami do aqua parku lub na pokazy taneczne z grupą, bo mała długo nie widziała ojca, więc powinna się nim nacieszyć i nie będziemy ją zostawiać samą i iść gdzieś sami na romantyczną kolację czy do kina.
- trzeci tydzień jak pierwszy
- czwarty tydzień jak drugi.

I potem mąż wyjeżdża znowu na 4 tygodnie i zostaję znowu sama. W tych tygodniach nie mam żadnego kontaktu z córeczką męża, bo wraca do swojej mamy i nie ma potrzeby przebywania ze mną.

Ostatnio zauważyłam, że coraz ciężej mi się jest przestawić z tych trzech różnych trybów życia i zaczynam mieć kłopoty z taką zmiennością i koniecznością ciągłej adaptacji do nowego planu dnia. Najpierw jestem sama, potem wskakuję w rolę żony i kochanki wink a potem w rolę matki, potem znowu żony, znowu matki i znowu zostaję sama. Jest mi coraz ciężej lawirować między tymi odmiennymi stanami i nie mam pojęcia, jak sobie poradzić z rosnącą frustracją wynikającą z braku stabilizacji, stałego planu życia, zorganizowania. Każdy pierwszy dzień nowego trybu jest dla mnie coraz cięższy i bardzo wybija z życia i dłuższych planów.

Jak sobie pomóc to ogarnąć?

6 758

Odp: Być drugą i macochą

Ciocia –ola nie masz łatwej sytuacji. Ja niestety nie będę dobrym doradcą, mimo iż jestem 2,5 roku w związku od ponad 1,5 roku mieszkam z moim M i w związku z tym co środę i drugi weekend także z jego synem, to brak mi mimo wszystko dystansu, który tak jest potrzebny w takiego typu związkach.
Mam ostatnio chwile zwątpienia czy podołam jako żona, matka naszego wspólnego dziecka w takiej konfiguracji. Uderzyło mnie, ze piszesz o sobie, ze czasami czujesz się jak matka (tzn. w tygodniach kiedy macie córkę męża). Ja niestety także daję się wciągać  w taką rolę choć nie powinnam, a później obrywam. Dbanie o nieswoje dzieci, jest początkiem innych problemów i wkurw…się, że ma matkę i ojca, którzy powinni interesować się że 9-latek ma próchnicę w zębach stałych, że od 4 lat regularnie  3 – 4 razy sika do łóżka, że jest to stres na każdych wakacjach, bo zdarzało się że moczył łóżko hotelowe….
Chciałoby się mieć takie rzeczy w dupie, a jednak kiedy kolejny raz się zmoczy, to czujesz nieprzyjemny zapach z jego pokoju już w holu – nie da się od tego odizolować. Mój M biega po lekarzach, sprawdza nerki, pęcherz, bo mu powiedziałam, że to jest raczej już niepokojące, że od 4 lat nic się nie zmienia (musiałam mu powiedzieć, ze ma umawiać go do lekarzy i kolejno eliminować przyczyny, ale jest zadaniowcem – jak mu powiesz to zrobi wszystko, tylko jak to facetowi trochę ma trudności, żeby sam na takie rzeczy wpaść) za to matka, której powinno tak samo zależeć, ma to w dupie totalnie, miała z nami robić pomiary tego sikania i nic kompletnie zero reakcji, do dentysty z młodym chodzić nie chce, rachunkami za leczenie, które kosztowało 800 zł za 5 wizyt, też się nie chcę dzielić, mimo wysokich alimentów, za to uczy młodego snobizmu, biegając po restauracjach sushi i z najlepszymi owocami morza (słowa 9-latka).
Qurwa mam ją w dupie, nie chcę o niej myśleć, chce spokojnie żyć z moim M mieć, rodzinę, swoje sprawy, psa i normalne, normalne życie. Ale niestety mimo tego, że moja ex nie jest wtrącająca się, to przez weekend doszłam do wniosku, że może lepsza jest wtrącająca się, ale dbająca o dziecko – ta ma sprawy zdrowia, kompletnie w dupie – wszystko zostaje na naszej głowie (czyt. w dużej mierze mojej, bo jako jedyna w tym trójkącie zastanowiło mnie dlaczego młody wciąż się tak moczy i zmotywowałam M żeby poszedł z nim do lekarza). Możecie pisać że się za bardzo przejmuje, ze powinnam olać, ma ojca, niech się ojciec martwi, ale nikt mi nie powie że stękające z bólu zęba dziecko, w piątek o 20, kiedy wspólnie spędzamy wieczór i nagle M rzuca wszystko i obdzwania kolejno wszystkich możliwych dentystów w okolicy, bo na drugi dzień dziecko wyjeżdża na obóz na tydzień, nie ma wpływu na mnie, kiedy jesteśmy akurat w tym czasie razem…. Musiałam się wygadać, na serio mam qur… dość tego układu czasami, marzę o tym by mieć normalny związek, bez takich problemów, a z drugiej str czy mam karać siebie i M , kiedy my się dogadujemy i jest nam razem dobrze, za to że sobie wybrał leniwą i wygodną małżonkę ????
Potrzebuję nabrać spokoju, dystansu, doceniania i cieszenia się z własnego szczęścia i zaakceptowania, ze niestety jeszcze kilka lat ona będzie, będą alimenty na wysokim poziomie, będą dodatkowe koszty i dogadywanie świąt, długich weekendów, rezygnacja z wspólnych planów na rzecz młodego itd. – i może jak to wszystko przejdziemy – to będzie nasze dziecko, rodzina, nasz dom z młodym, ale bardziej samodzielnym, świadomym, dokonującym samodzielnych wyborów, bez ex w tle, bez dogadywania się z nią, ustalania i wkur… się kiedy wymownie, jak zawsze milczy, kiedy chcesz coś ustalić. Jeszcze trochę.
Ufff lepiej mi jak się wygadałam, nawet tak on- line smile

6 759

Odp: Być drugą i macochą
Dusia123 napisał/a:

chce spokojnie żyć z moim M mieć, rodzinę, swoje sprawy, psa i normalne, normalne życie.


Witam w klubie Dusia123 smile To też obecnie moje największe marzenie... smile SPOKÓJ smile

6 760

Odp: Być drugą i macochą

A masz spokojną ex czy musisz się szarpać ?:) ja mam niby spokojną, to ona podjęła decyzję o rozwodzie, zresztą w stosunku do innych osobiście uważam, ze brak jej empatii i emocji, ciepła i dlatego nie potrafi związać się z drugim człowiekiem na stałe (od rozwodu jest sama), dlatego ja jej nie ruszam, nie jest zazdrosna itd. Ale tak jak napisałam już wcześniej, ciągłe milczenie, brak możliwości normalnego ustalenia czegokolwiek np. ja pójdę do dentysty, Ty do okulisty nazwałabym na serio bierną agresją w jej wykonaniu. A ten mój M jest z tych, co robią jak im się powie, więc tata biega, załatwia lekarzy, albę, katechizm do komunii, garnitur i buty do komunii, a ona na pytanie co z albą, bo ponoć uczestniczyła w jakimś spotkaniu w kościele (akurat był jej weekend) odpowiada mimochodem, że "ksiądz coś tam załatwia" i jakby M nie zadzwonił i nie dopytał, to dziecko nie miałoby alby do komunii bo nikt niczego nie załatwił, ona jest taka wygodna, nie wiem może leniwa, że nic kompletnie, ponad zakup ubrań i odbieranie ze szkoły plus karmienie po szkole (trzy, do czterech razy w tyg, pozostały czas mamy go my) jej nie obchodzi... nawet nie obcina mu paznokci u stóp i rąk!

Ciocia Ola, może joga nam pomoże ?:)

Posty [ 6 696 do 6 760 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 102 103 104 105 106 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026