netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 190 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 100 101 102 103 104 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 566 do 6 630 z 8 269 ]

6 566

Odp: Być drugą i macochą

Dlaczego mnie atakujesz Kasjanaa? Bo nie jestem macocha, sama mam macoche ktora chciala mnie i moja siostre rozdzielic z ojcem. Bronilam dziecka ktore kocham i to jest takie okropne? Ja jestem zmija ze nie potrafie zrozumiec jak dorosla kobieta zle traktuje dzieci meza partnera i nie chce ich widziec w swoim domu. Gdy siostra byla chora ona i jej maz mieli ciazka sytuacje finansowa. Ojciec przekazal im pewna sume pieniedzy. Wiesz jaka zareagowala jego zona miala pretensje ze jej corka nie kupi sobie samochodu. Fakt miala dostac czesc tej kwoty. Siostra i szwagier bardziej potrzebowali tych pieniędzy. A to ja jestem zmija. Moze i jestem ale nie tylko ja.

6 567 Ostatnio edytowany przez ciocia-ola (2016-03-19 22:17:14)

Odp: Być drugą i macochą

Cytat z dnia 16 lutego br.

marza2 napisał/a:

Wiem ze to bylo wredne i zle i powinnam sie wstydzic, powiedzialam jej ze nienawidze jej dziecka i zycze mu wszystkiego najgorszego.


Cytat z dnia 15 marca br.

marza2 napisał/a:

W nadal jest w szpitalu musi zostac w szpitalu grozi jej wczesniejszy porod. Dzwonilam dzis do siostrzenicy D bardzo sie martwi o swoja przyszla siostre uspokoilam ja mowiac ze wszystko bedzie dobrze. Zycze W by dziecko urodzilo sie o czasie i bylo zdrowe. Nie moge zniesc tylko tego ze to mnie wszyscy obwiniaja o te sytuacje.


Sama przeczytaj, jakie okrutne słowa jeszcze miesiąc temu wypowiedziałaś.


Atakujesz dziewczyny bez powodu, a gdy nikt Ci nie odpisuje, starasz się wytknąć personalnie jedną osobę, aby wywołać dyskusję wokół siebie. Ktoś tutaj dobrze radził - dla własnego świętego spokoju, zmień forum.

Dla mnie posty wszystkich dziewczyn, które są tu obecne, bardzo dużo wnoszą - uczą pewnych zachowań, czasem przestrzegają, czasem podnoszą na duchu. Niekiedy się z nimi zgadzam, niekiedy nie, ale nigdy nie atakuję. Natomiast Twoje posty nie wnoszą nic poza ciągle ta samą pretensją do wszystkich macoch świata. Wylewasz żółć, w swojej głowie budujesz wizerunek innych i dajesz rady, które obnażają Twoją kompletną nieznajomość tematu i doświadczenia "od tej drugiej strony".

Odnoszę też wrażenie, że jesteś w stanie zniszczyć wszystkich dookoła: siostrzenicę, szwagra, jego nową żonę i ich dziecko, aby tylko postawić na swoim i dowieść, że wszystkie macochy są złe. Wydaje mi się, że masz ogromny problem do przerobienie ze sobą, nie z innymi. Wydaje mi się też, że jesteś bardzo samotną osobą.

Tylko tyle Ci chciałam napisać, nie wchodzę z Tobą w dyskusję, ponieważ Twoje argumenty w mojej opinii nie wytrzymują próby logiki.

6 568

Odp: Być drugą i macochą

Okrutne to sa macochy ktore nie potrafia akceptowac pasierbow w zyciu ich ojca. Sama jestem pasierbico i wiem jak macocha potrafi umilac zycie. Chciala by jej  corka stala sie dla niego wazniejsza niz ja i moja siostra. Na szczescie sie tak nie stalo zawsze moglysmy na niego liczyc. Ojciec dobrze traktowal i traktuje corke swojej zony. Na szczescie nie pokochal jej nigdy tak jak mnie i Oli. Macocha nie moze tego zniesc do tej pory.

6 569

Odp: Być drugą i macochą

Tak mam problem dzieki 2 kobietom takim jak wy. Czego nie mozecie zniesc w moich wypowiedziach. Tego ze kiedys dzieci waszych partnerow napisza tak o was?

6 570

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Tak mam problem dzieki 2 kobietom takim jak wy. Czego nie mozecie zniesc w moich wypowiedziach. Tego ze kiedys dzieci waszych partnerow napisza tak o was?

Nie każdy się tu wypowiada, ale wiele osób czyta.
Dyskusja z Tobą to jak kopanie się z koniem. Zupełnie bez sensu. Strata czasu i energii.
I powie to Tobie zapewne większość, a Ty i tak jak zdarta płyta.
Masz poważny problem.

I zacznij pracę że słownikiem. Czyta się Ciebie tragicznie. Już abstrahując od treści.
Jesteś złym człowiekiem.

6 571

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Noż kuź-wa ........... Nic... mówię M, że czeka nas kolejna poważna rozmowa z MM na temat tego co nam sprzedaje.

Podobno kłamią inteligentni (choć, nie każdy potrafi robić to inteligentnie wink). Szkoda, że MM nie wykorzystuje swojego polotu w nauce. Problem można byłoby opanować gdyby rodzice grali do jednej bramki, a ponieważ walczą z sobą, młoda to wykorzystuje w dość umiejętny jak na swój wiek sposób.

Hh999 napisał/a:

Dziwne to są dzieci - bo latają na teatr, wokal, muzykę, akrobatykę, taniec  i takie tam, a są ewidentnie zaniedbane; ich wiedza ogólna bardzo przeciętna, słownictwo - ubogie, kiedy pytają o znaczenie niektórych słów to trochę się dziwię, bo to raczej słowa z kanonu słów powszednich itd.


Muszę Cię "pocieszyć", ubogi zasób słów i brak podstawowej wiedzy nie jest tylko problemem MM. Z pewnością jest to efekt jej braku ambicji, lenistwa umysłowego, a także czytaniem badziewia w postaci durnych gazetek. Samo czytanie takich pisemek dla dziewczynek nie byłoby jeszcze niczym szkodliwym, gdyby dziewczynka dodatkowo chętnie czytała inną literaturę. Domyślam się (sądząc z opisu sposobu spędzania czasu u Was), że oprócz lektur obowiązkowych, które zapewne czyta pod przymusem, innych książek do ręki nie bierze. Brak podstawowej wiedzy wynika także, niestety, ze współczesnego systemu edukacji. Dzieci i młodzież uczone są pod kątem testów. Nie ma czasu na utrwalanie wiadomości, bo n-el musi zrealizować podstawę programową z której jest rozliczany, więc pędzi z programem.
Dla przykładu; moja córka, która jest dobrą uczennicą (II kl. liceum), też czasami jak zada pytanie, to ręce mi opadają. Tylko czemu się dziwić, gdy w II kl. liceum nie ma już biol, chem, hist, geogr, tylko przedmioty do matury. Owszem posiada wiedzę z dziedziny którą się pasjonuje (malarstwo, rysunek, architektura, fotografia), ale nie jestem pewna czy potrafiłaby np. Mozambik umiejscowić w Afryce?

Hh999 napisał/a:

Ja oglądałam nagrane na wideo przez M, efekty kilkumiesięcznej nauki gry na gitarze. M się cieszył, bo występowała jego córka, a ja  ... powiedziałam M, że cieszę się, że MM nie ma kompleksów jeżeli chodzi o grę na instrumencie, może o to chodzi, ale mnie zęby bolą jak tego słucham tak fałszuje... Eks albo tak wierzy organizatorom komercyjnych warsztatów, że MM jest super uzdolniona, albo ma bielmo matki i nie potrafi spojrzeć na córkę obiektywnie. Obiektywnie to MM rzępoli rozpaczliwie, jest przy tym tak przekonana, że to było "ładnie", że uśmiecham się czasem... Przecież nikt jej nie powie, ze było mocno przeciętnie... No i istotnie, buduje być może na tym przekonanie o "swojej wartości", tylko jak bardzo fałszywe to są podstawy..


Broń Cię boże przed jakimś krytycznym komentarzem, czy choćby dezaprobatą w postaci wyrazu twarzy smile Niech się zachwycają, to naturalne.
Moja córka ukończyła szkołę muzyczną II stopnia w klasie fortepianu. Na popisach grały dzieci od kl. I do VI, więc poziom diametralnie różny. Niektórzy po prostu dramatycznie rzępolili, ale...na widowni siedziały całe rodziny (rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i inni krewni i znajomi królika) z aparatami fot, kamerami i wszyscy absolutnie zachwyceni:)
Jeżeli MM jest z siebie zadowolona to ok, życie zweryfikuje jej talent, jak zagra w przyszłości na jakiejś imprezie przy rówieśnikach, a teraz niech się cieszy.
Pitolenie n-eli (to pewnie zajęcia w domu kultury?) o rzekomym talencie ma swój oczywisty cel. W szkole muzycznej w bawełnę nie owijają.

Hh999 napisał/a:

Przepraszam, za sformułowanie, ale eks czasem pierdzieli tak, że ręce opadają. Napisała w sms, że "problemem MM jest również młodsza siostra". M zaczął dopytywać, ale że w jakim sensie młodsza siostra, na co eks - zapytaj MM.


...a może młodsza jest podobna do M?

6 572

Odp: Być drugą i macochą

Odczep sie z tym slownikiem Fatma W i jej dziecko maja sie lepiej a ja przez akcje jej matki i przykra rozmowe z macocha stracilam swoje. Zadowolone jestescie?

6 573

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie,

Bardzo się cieszę, że znalazłam ten wątek. Może opiszę swoją sytuację.

Jestem w związku partnerskim od 6 lat, ja mam córę z poprzedniego małżeństwa, mój partner dwóch synów. Od 4 lat mieszkamy wspólnie - chłopcy dojeżdżają co drugi weekend i w tygodniu na jeden dzień. Weekendy są wspólne w sensie jest cała 3.
Przez te 6 lat przeszłam przez wiele fochów, kłótni i innych zatargów z dziećmi. Prawda, jest taka, że wychowani są w innym stylu niż ja preferuje.
Wiele spraw przepracowałam i wywalczyłam u partnera wiele jednak nadal zostaje w powijakach.

Po wielu latach gdybym cofnęła czas nie weszłabym w taki związek a to dlaczego. Nie wiem czy tak jest wszędzie bo nie przebrnęłam przez wszystkie wątki. Ale mój partner wiwle rzeczy przerzucił na mnie odnośnie swoich synów. Jak mieszkamy z moją córką jego obowiązki wiążą się do minimum. Tzn nie robi nic. Nigdzie ją nie wiezie na zajęcia, rano nie wstał nigdy i nie wyręcxzył mnie przy wyprawce do szkoły. Zachowuje się tak jakby córka bo jest moja więc on się nie tyka zajmowania się nią.

Z kolei z chłopcami jest inaczej jak przyjeżdżają - obiady , śniadania cała logistyka jest nadal na mojej głowie tyle że dodatkowo z 3 dzieci. Spędzanie czasu z reguły pojedź sama. Poza tym niestety czas wolny spędzany jest w taki sposób jak preferują chłopcy.

Rok temu nie wytrzymałam i zmieniłam taktykę patrze też w weekend co woli moja córka bo jest od nich młodsza i po prostu zostawiamy ich i jedziemy same,

Dwa lata temu spędzaliśmy we 3 wakacje do tej pory odbijają mi się. Chłopcy mili fochy, że nudno, partner obwiniał o to mnie. Codziennie były kłótnie, ten im wchodził w d....aby poprawić im nastroje. Na dowidzenia usłyszałam, że zepsułam wakacje. W tym roku jedziemy sami z córką.
Partner sie obraził , że nie biorę jego chłopców ale ja nie potrafię,
Starszy syn non stop ma focha i mój partner wtedy ma doła i włazi mu jak może.
Młodszy z kolei syn jest strasznie zaniedbany przez matkę - przez co do tej pory potrafi zrobić jedno i drugie w majtki (ma 11 lat) z lenistwa.
Nie wspomnę , że potem ja to opieram. Non stop przyklejony jest do tableta albo do telefonu zreszta podobnie jak starszy.

Obydwoje są bardzo zazdrośni o partnera może bardziej ten młodszy i jak jesteśmy w 5 jest straszna rywalizacja. Pomiędzy jednym a drugim domem /ich matki/ są duże dysproporcje bo tamta mama nie ma dla nich czasu i pozostawiła ich samych sobie w wychowaniu stąd jest jak jest.

W związku pojawił się poza tym problem totalnej oziębłości mojego partnera. Tak jak pierwsze 6 miesięcy opowiadał o różowym świecie i o miłości. Tak teraz jest telewizor, jego pasje i problem z dziećmi. Od 2 lat nawet nie sypiamy ze sobą bo on albo zasypia albo mu się nie chce. Jest strasznie nieuporządkowany mówi, że coś zrobi a totalnie to zlewa. Ciągle wszystko zapomina, nie garnie się do pomocy w domu . Poprosić go o coś to jest tragedia sad Ogólnie tylko kanapa, telewizor i siłownia.

Żyjemy obok siebie  - najchętniej odeszłabym od niego. Wiem, że miałabym lżej psychicznie - nie potrzebny mi facet do dowartościowania się. Zresztą przy czym tu się wartościować jak nawet nie ma pożądania - o czym sam się przyznał a potem zaprzeczał.

Teraz jestem na zakręcie życiowym - sflustrowana związkiem , brakiem seksu, i takim życiem byle jakim.

Wszystko jest jednak sporo skomplikowane - wspólne kredyty, jakieś zobowiązania - nawet nie wiem jak to odkręcić.
Wiem, jedno, że związek kosztuje mnie wiele energii i nie potrafię sobie z tym poradzić.

6 574

Odp: Być drugą i macochą

Tak się zastanawiam, marza2, po co zadajesz pytania, na które sama sobie odpowiadasz tongue

marza2 napisał/a:

Dlaczego mnie atakujesz Kasjanaa?

I odpowiedź

marza2 napisał/a:

Bo nie jestem macocha, sama mam macoche ktora chciala mnie i moja siostre rozdzielic z ojcem. Bronilam dziecka ktore kocham i to jest takie okropne? Ja jestem zmija ze nie potrafie zrozumiec jak dorosla kobieta zle traktuje dzieci meza partnera i nie chce ich widziec w swoim domu. Gdy siostra byla chora ona i jej maz mieli ciazka sytuacje finansowa. Ojciec przekazal im pewna sume pieniedzy. Wiesz jaka zareagowala jego zona miala pretensje ze jej corka nie kupi sobie samochodu. Fakt miala dostac czesc tej kwoty. Siostra i szwagier bardziej potrzebowali tych pieniędzy. A to ja jestem zmija. Moze i jestem ale nie tylko ja.

(Cytat z oryginalną pisownią)

A teraz moja odpowiedź.

Nie czytasz ze zrozumieniem, robisz straszne błędy ortograficzne, ziejesz jadem, masz pretensje do całego świata za winy (???) jednej czy dwóch osób, nie przyjmujesz do wiadomości, że świat nie jest zero-jedynkowy. Twój pogląd na rodzicielstwo ogranicza się do nienawiści do macoch i wynoszenia pod niebiosy dzieci. Dlatego Twoje wypowiedzi są irytujące i mają na celu tylko i wyłącznie wywołać awanturę i zainteresowanie Tobą. Jak dla mnie, albo masz problemy do przepracowania z psychologiem, albo jesteś trolem.
Tyle w temacie, bo nie będę się kopać z koniem tongue

6 575

Odp: Być drugą i macochą
Bezlęku napisał/a:

Witajcie,

Bardzo się cieszę, że znalazłam ten wątek. Może opiszę swoją sytuację.

Jestem w związku partnerskim od 6 lat, ja mam córę z poprzedniego małżeństwa, mój partner dwóch synów. Od 4 lat mieszkamy wspólnie - chłopcy dojeżdżają co drugi weekend i w tygodniu na jeden dzień. Weekendy są wspólne w sensie jest cała 3.
Przez te 6 lat przeszłam przez wiele fochów, kłótni i innych zatargów z dziećmi. Prawda, jest taka, że wychowani są w innym stylu niż ja preferuje.
Wiele spraw przepracowałam i wywalczyłam u partnera wiele jednak nadal zostaje w powijakach.

Po wielu latach gdybym cofnęła czas nie weszłabym w taki związek a to dlaczego. Nie wiem czy tak jest wszędzie bo nie przebrnęłam przez wszystkie wątki. Ale mój partner wiwle rzeczy przerzucił na mnie odnośnie swoich synów. Jak mieszkamy z moją córką jego obowiązki wiążą się do minimum. Tzn nie robi nic. Nigdzie ją nie wiezie na zajęcia, rano nie wstał nigdy i nie wyręcxzył mnie przy wyprawce do szkoły. Zachowuje się tak jakby córka bo jest moja więc on się nie tyka zajmowania się nią.

Z kolei z chłopcami jest inaczej jak przyjeżdżają - obiady , śniadania cała logistyka jest nadal na mojej głowie tyle że dodatkowo z 3 dzieci. Spędzanie czasu z reguły pojedź sama. Poza tym niestety czas wolny spędzany jest w taki sposób jak preferują chłopcy.

Rok temu nie wytrzymałam i zmieniłam taktykę patrze też w weekend co woli moja córka bo jest od nich młodsza i po prostu zostawiamy ich i jedziemy same,

Dwa lata temu spędzaliśmy we 3 wakacje do tej pory odbijają mi się. Chłopcy mili fochy, że nudno, partner obwiniał o to mnie. Codziennie były kłótnie, ten im wchodził w d....aby poprawić im nastroje. Na dowidzenia usłyszałam, że zepsułam wakacje. W tym roku jedziemy sami z córką.
Partner sie obraził , że nie biorę jego chłopców ale ja nie potrafię,
Starszy syn non stop ma focha i mój partner wtedy ma doła i włazi mu jak może.
Młodszy z kolei syn jest strasznie zaniedbany przez matkę - przez co do tej pory potrafi zrobić jedno i drugie w majtki (ma 11 lat) z lenistwa.
Nie wspomnę , że potem ja to opieram. Non stop przyklejony jest do tableta albo do telefonu zreszta podobnie jak starszy.

Obydwoje są bardzo zazdrośni o partnera może bardziej ten młodszy i jak jesteśmy w 5 jest straszna rywalizacja. Pomiędzy jednym a drugim domem /ich matki/ są duże dysproporcje bo tamta mama nie ma dla nich czasu i pozostawiła ich samych sobie w wychowaniu stąd jest jak jest.

W związku pojawił się poza tym problem totalnej oziębłości mojego partnera. Tak jak pierwsze 6 miesięcy opowiadał o różowym świecie i o miłości. Tak teraz jest telewizor, jego pasje i problem z dziećmi. Od 2 lat nawet nie sypiamy ze sobą bo on albo zasypia albo mu się nie chce. Jest strasznie nieuporządkowany mówi, że coś zrobi a totalnie to zlewa. Ciągle wszystko zapomina, nie garnie się do pomocy w domu . Poprosić go o coś to jest tragedia sad Ogólnie tylko kanapa, telewizor i siłownia.

Żyjemy obok siebie  - najchętniej odeszłabym od niego. Wiem, że miałabym lżej psychicznie - nie potrzebny mi facet do dowartościowania się. Zresztą przy czym tu się wartościować jak nawet nie ma pożądania - o czym sam się przyznał a potem zaprzeczał.

Teraz jestem na zakręcie życiowym - sflustrowana związkiem , brakiem seksu, i takim życiem byle jakim.

Wszystko jest jednak sporo skomplikowane - wspólne kredyty, jakieś zobowiązania - nawet nie wiem jak to odkręcić.
Wiem, jedno, że związek kosztuje mnie wiele energii i nie potrafię sobie z tym poradzić.

po pierwsze

Witam nowe macoszki

po drugie

pretensje o zepsute wakacje ,to szok,na szczęście nie dane mi bylo w takich uczestniczyć (pasierbowych) bo zwyczajnie nigdy sie na to nie godziłam,co wiecej nie zgodziłam sie nawet na odwiedzenie nas na wakacjach przez pasierbice z jej facetem,kilka lat temu miała taki pomysł,gdyby maz nie liczył sie z moim zdaniem pakowanie zajeloby mi ok 10 minut ,wiec....
nie wyobrażam sobie co bym zrobila z chłopek który waliłby mi fochy na wczasach ,uprzednio obarczywszy mnie opieka nad swoją czeredą,jedno mi przychodzi do głowy,a mianowicie kop w doope z rozpedu
facet obarczył cię swoim przychowkiem i jeszcze wali fochy,dobre sobie,wymiksuj sie czym predzej ,na to zawsze jest odpowiedni czas,
mozesz,albo drastycznie z dnia na dzien powiedzieć,,koniec,,bądź sukcesywnie wymiksowywac sie z roli narzuconej,aż do zerowego zaangażowania,co prawda to dugie zajmie trochę czasu ale chłopina będzie ,,miał czas przywyknąć ,niespecjalnie zauważywszy,ze cos sie odwrocilo,,

6 576

Odp: Być drugą i macochą

Bezlęku, Twoja historia bardzo przypomina tę: http://www.netkobiety.pl/t93869.html, tyle, że tam głównym bohaterem jest mężczyzna.
Jestem podobnego zdania, co LUSILJU tzn. "mozesz,albo drastycznie z dnia na dzien powiedzieć,,koniec,,bądź sukcesywnie wymiksowywac sie z roli narzuconej,aż do zerowego zaangażowania,".
Nie masz chyba już nic do stracenia, a raczej do zyskania. Być może musisz pozbyć się lęku przed jego reakcją. Poczytaj wypowiedzi chceuciekacstad. Osobiście podoba mi się sposób jaki znalazła na swojego partnera, jej argumenty w rozmowie.
Każda opisana tutaj historia jest inna, inne uwarunkowania, jednak w Twoim przypadku dochodzi, oprócz wykorzystywania Cię, całkowita, jak się wydaje, obojętność Twojego partnera wobec Ciebie (o Twoim dziecku nie wspomnę).
Piszesz, że wiążą Was kredyty i inne zobowiązania, jednak nie ma takiego węzła, którego nie da się rozwiązać.
Nie piszesz, czy rozmawiałaś z nim na temat podziału obowiązków, jakiegokolwiek jego zaangażowania w pomoc w opiece na Twoją córką (choćby z uwagi na Twój udział w opiece nad jego dziećmi).
Chyba na początku popełniłaś błąd, chciałaś być dobra i przedobrzyłaś, a on to bez skrupułów wykorzystał i nadal to robi.
Czy Ty jesteś w jakiś sposób od niego uzależniona; mieszkasz w jego mieszkaniu, nie pracujesz?
Nick jaki sobie wybrałaś świadczy, że silna z Ciebie kobitka, zacznij działać. Przy najbliższej okazji uprzedź swego pana, żeby zawczasu przygotował program pobytu dla swoich synów, bi Ty masz inne plany.

6 577

Odp: Być drugą i macochą

dziewczyny. Piszę dla mojego M pismo do sądu w sprawie alimentów i cofa mi się ... dosłownie. Mogę to powiedzieć tylko Wam, bo pazerność eks i "argumenty" z jakimi muszę dyskutować są dla mnie obezwładniające. Rocznie na 2 córki eks deklaruje wydatki na artykuły biurowe i papiernicze rzędu 4.8 kPLN (podręcznikimają za darmo ze szkoły, a zawartość piórnika, plecak itd oceniłabym na maks 700 zł rocznie na każdą), na 2 tygodniowy wypoczynek u rodziny, eks potrzebuje 3.600 zł na córki (to tylko 1 pozycja wakacje, bo jeszcze jest 6 kPLN na półkolonie, 3 kPLN na zimowe (nigdzie nie była) i 5 kPLN na letnie), paliwa rzekomo zużywa 500 zł miesięcznie na obie, co daje 1.500 km i jest totalną bzdurą, do tego angielski z nativem, taniec, teatr, gitara, pianino, szachy i takie tam .......... Deklaruje swoich dochodów 3,6 kPLN, ma dodatkowo alimenty 3 kPLN, a jej łączne miesięczne wydatki tylko na dzieci to prawie 7 kPLN miesięcznie.

Szczerze mówiąc, mnie to wali, ale na dzień dzisiejszy M oddaje znaczną część dochodów córkom, po rozliczeniu kosztów okazuje się, że po kredytach, rachunkach, wydatkach na jedzenie, wydatkach na córki (bo przecież im jeszcze opłaca kieszonkowe, komórki, są u nas to są rozrywki, kupuje im ciuchy, zabiera na narty w zimie i 2 tygodnie w Świnoujściu, plus regularnie coś tam im kupuje bo jak to dzieciaki naciągają starego na różne bzdury) to jemu zostaje miesięcznie 800 zł "na czysto". Nie wystarczy to na zaspokojenie apetytu eks na podwyżkę. Jak M trafi na porąbanego sędziego (do tej pory miał szczęście do rozsądnych), to powiem Wam, że będzie miał kłopot z dopięciem budżetu. Oczywiście jestem ja, moje dochody, które oczywiście dołożę do tego bajzlu, ale perspektywa utrzymywania fanaberii eks cieszy mnie ...... niezmiernie

6 578

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Oczywiście jestem ja, moje dochody, które oczywiście dołożę do tego bajzlu, ale perspektywa utrzymywania fanaberii eks cieszy mnie ...... niezmiernie

Nie jestem biegła w tego typu sprawach, ale zastanawiam się, czy nie byłoby z korzyścią dla Was, aby tę sprawę przeciągnąć do momentu pojawienia się na świecie Waszego dziecka (domyślam się, że ex zależy właśnie na czasie).
Przecież wtedy M będzie ojcem trojga dzieci i swój wkład w utrzymanie dzieci będzie musiał dzielić na trzy, a nie jak do tej pory na dwa.
Ty, jako matka Waszego wspólnego dziecka, nie masz żadnego obowiązku brać całkowitego kosztu utrzymania Waszego dziecka na własne barki, a już zupełnym absurdem jest Twoje partycypowanie w kosztach utrzymania jego dzieci, a co za tym idzie - ex (wiadomo o co chodzi).
Nie bądź za dobra, bo nikt Ci za to w przyszłości nie podziękuje.
Nie jesteście jeszcze małżeństwem i nie wiem, czy Twoje dochody mają w tej kwestii jakieś znaczenie. W końcu to Twoje dochody i nikt nie może oczekiwać od Ciebie utrzymania partnera, bo ten wszystko przeznacza na dzieci (dwoje). Rozumiem, że on nieba by przychylił córkom, ale za chwilę będzie miał też syna i naturalny jest fakt, że trzeba się dzielić.
Dziewczyny muszą to zrozumieć (będzie ciężko), ale przede wszystkim M także powinien wziąć pod uwagę ograniczenie tych wszystkich fanaberii ze względu na trzecie dziecko.
Jeżeli już w tej chwili on po wywiązaniu się z wszelkich opłat, cienko przędzie, to zamiast podniesienia kwoty alimentów, powinny być mu one obniżone, zwłaszcza, że dodatkowo łoży na córki.
Myślę, że narodziny Waszego dziecka powinny być ostatecznym argumentem, zwłaszcza, że M nie jest krezusem.
Zastanów się, czy w przyszłości nie byłaby dla Was korzystna rozdzielność majątkowa.

6 579

Odp: Być drugą i macochą

josz
dołączamy do pisma do sądu, które teraz piszę, zaświadczenie o mojej ciąży (już jestem w 34 tc i od połowy kwietnia mogę się spodziewać zakończenia ciąży.. uff...). Skalkulowałam miesięczne koszty nowego dziecka i załączam je do pisma. "Oczekuję", że udział M w kosztach naszego dziecka to około 400 zł miesięcznie. Niestety czy stety na dzień dzisiejszy dokładam się do różnorodnych wydatków, bo i mieszkam w domu M, a też nasze dziecko będzie korzystało z pewnych sprzętów, więc partycypowałam w ich zakupie. Może nie mamy wspólnego konta, ale tak jak w normalnym domu wiele rzeczy finansujemy wspólnie i np. to ja głównie robię zakupy spożywcze, środki czystości itp. Oczywiste dla mnie jest to, że legalnie to jego dom, jego wyposażenie i jakby coś się stało i byśmy się rozstali, to nie będę się bawiła w wyliczanie typu "dołożyłam Ci do kosztów zabudowy tyle i tyle, do garderoby tyle i tyle itd.... więc mi oddaj". Robię to, bo chcę i też widzę, że łata w niektóre miesiące swój budżet kasą pożyczoną od brata czy rodziców.

Nie jesteśmy małżeństwem, bo ślub cywilny nie jest dla mnie istotny na dzień dzisiejszy. W informowaniu o mnie względem eks byliśmy bardzo wstrzemięźliwi. Onego czasu wyśmiewała w sms-ach M, że "dał się złapać na ciążę", bo wg eks ja się przyssałam do "bogatego faceta z domem". Eks nie zdaje sobie sprawy, że zarabiam lepiej niż M i tak też niech myśli. Najwyraźniej z oglądu mnie, stwierdziła że wyglądam biednie smile I zgodnie z informacją prawnika, nie ma prawa póki co dochodzić o wysokości moich dochodów....

Na dzień dzisiejszy bulwersuje mnie jedno; jak można deklarować koszty, których ewidentnie się nie ponosi... rozumiem też, że dziecku nie może szkodzić, że rodzice się rozstali i status majątkowy dzieci nie powinien się pogorszyć, ale którą normalną rodzinę stać na wydawanie prawie 7 kPLN miesięcznie na dwójkę dzieci. Jeszcze eks zawiadamia sąd, że aktualna sytuacja materialna nie pozwala jej na wyjazd narciarski i pokazuje ofertę wyjazdu narciarskiego do Francji.... Nie omieszkałam wspomnieć, że aktualnie ojca też na taki wydatek nie stać, dlatego zabrał córki na ferie zimowe do Zakopanego....

6 580

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

. "Oczekuję", że udział M w kosztach naszego dziecka to około 400 zł miesięcznie. .

Dlaczego tak marnie? Przecież tym samym dajesz pole do popisu ex, to tak jakbyś przyznała, że Twoje dziecko ma mniejsze potrzeby niż jej córki.
Też mogłabyś wkalkulować w koszty środki pielęgnacyjne najdroższych firm, wyżywienie, ubrania (te z najwyższej półki), lekarstwa, wyprawkę (najdroższy wózek), prywatne wizyty u lekarzy, pampersy które są dużym wydatkiem, oraz inne gadżety, typu zabawki, bujaki, kojce itp. jak najbardziej niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka wink
To nieistotne, że masz inne podejście i nie są Ci do szczęścia potrzebne ekskluzywne rzeczy dla dziecka, ale ex nie musi o tym wiedzieć.
Fakt obowiązku utrzymania przez M trzeciego dziecka powinien sprowadzić ją z obłoków na ziemię.
M powinien w takim samym stopniu partycypować w kosztach utrzymania wszystkich swoich dzieci, bez względu na Twoje dochody.
Hh999, nie wiem, czy te kwestie konsultowaliście z prawnikiem, ale odnoszę wrażenie, że za bardzo się poświęcasz.
Wiem, że go wspierasz, pomagasz i wierzysz, że za dobro odpłacone będziesz miała tym samym...oby tak się stało.

6 581 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-03-20 20:55:05)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999
z gory przepraszam ale w koncu musze to napisac,ROBISZ KARDYNALNY BŁĄD juz na starcie ustawiajac swoje dziecko na gorszej pozycji
jakis czas temu pisalas o uzywanym wozku i czyms tam jeszcze BŁĄD DUZY BŁĄD ,KOLEJNY TO TE KOSZTY 400 ZL wyliczoe przez ciebie ,oszalałaś??


nic nie rozumiem ,twoj partner wydaje krocie na córki a ty kupujesz uzywany wozek,ja pierd...e
brak mi słów ROZPUSZCZASZ DZIADA

zaraz dopisze reszte bo z kuchni nadaje ale sorry nie wytrzymalam

wiele razy zbieralam sie by napisac,jak czytam o jakichs uzywanych sprzetach i ciuchach  DLA TWOJEGO JEDYNEGO WYCZEKANEGO DZIECKA i pierdolach na jakie wydaje kase twoj M to oczy az wybałuszam,czy ty zdajesz sprawe czego go uczysz,ze on nic nie musi,ze rzuci jakis ochlap i wystarczy...........
piszesz o zapchanej szufladzie dla małolat pelnej pierdól ,zakupach bzdurnych ze hoho,o zajeciach dodatkowych na granicach absurdu,o zdrowym jedzeniu jakie im serwujesz i O KOSZTACH JAKIE WYLICZYLAS ZE PONIESIE TWOJ M NA WASZE DZIECKO 400 ZLOTY ,PROSZE CIE OCKNIJ SIE\

edit;
zobacz do czego przyzwyczajasz swojego M,do wygody,DO MINIMALIZMU (w stosunku do waszego dziecka),INWESTUJESZ W JEGO CHATE??? bez pokrycia w rachunkach,fakturach imiennych??? zeby on mogl kupic kolejna pierdołe rozkapryszonym,rozpuszczonym do granic ludzkiej możliwosci malolatom,rob tak dalej...

pamietaj ze facet latwo sie przyzwyczaja,do wygody zwłaszcza,robisz błąd za bledem

WYRECZASZ GO W PISANIU DO SADU?? czy on jest do cholery NIEGRAMOTNY???

EDIT2

jeszcze wroce do tych uzywanych rzeczy,mi sie w glowie nie miesci co to za facet ktory zgadza sie a te uzywki dla syna jednoczesnie kupujac corkom pierdoly za kilka setek,nie przemawia do mnie tlumaczenie z twoich wczesniejszych postow ,ze po co,ze na co,ze mozna oszczedzic na cos tam,
wyliczylabym wyprawke na 3500 co najmniej plus koszty utrzymania waszego dziecka na 1800 zloty 400 zloty alimentow to dostaje bezrobotny rodzic na dziecko w polskich sadach i powiem wiecej taka kwota dla sedziego to dziadowizna i bedzie gleboko zdziwiony jak to przeczyta,chyba bardziej nawet ode mnie,
oczywiscie mozna dziecko ubierac w lumpeksach i kupowac uzywane zabawki,mozna dziadowac TYLKO PO CO?ZEBY CHLOPU BYLO WYGODNIE?? weż mi to wyswietl bo ja nie pojmuje takiej OPIEKI UPOŚLEDZONEGO

6 582 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-03-21 06:51:56)

Odp: Być drugą i macochą

hm ....
przeczytałam i macie rację... poprawiłam kalkulację podwyższając koszty dziecka. Nie mam nic do dokładania do naszego gospodarstwa domowego, ale nie zamierzam doprowadzić do sytuacji, kiedy finansuję fanaberie eks... zestawiłam wszystko - w trakcie roku szkolnego dodatkowe zajęcia dziewczynek to ponad 16 kPLN, wakacje i ferie, których finansowania żąda matka to ponad 17 kPLN, materiały biurowe prawie 5 kPLN itd. Chyba najbardziej mnie rozsierdziło pipczenie eks w piśmie, że nie stać jej na wyjazd narciarski z córkami do Francji.

Wczoraj długo rozmawiałam o piśmie z M. Łącznie napisałam 11 stron, które on dziś sczyta i wyśle do prawnika. Mieszkamy w dużym mieście, eks zawsze miała dość "ekskluzywne" aspiracje i bogatych znajomych. M czasami wspominał (mierzą mnie takie teksty), że eks twierdziła, że mieszkają w "ekskluzywnej" dzielnicy miasta. Byli oboje nakręceni na kasę; M zarabiał przyzwoicie ale nie dość na realizację jej życzeń. M zresztą sam miał jakieś kompleksy w kwestii finansów, które eks jeszcze wzmacniała. W momencie, kiedy rozstali się, eks straciła "żywiciela", zresztą w trakcie postępowania rozwodowego, kiedy na początku żądała o orzekaniu o winie M za rozpad małżeństwa, życzyła sobie miesięcznie 10 kPLN alimentów dla siebie i dzieci. Kwota dość abstrakcyjna, bo M nie zarabia tyle netto, nie mówiąc o tym, że jednak jakiś ochłap powinien dostać też na swoje potrzeby jak mieszkanie i jedzenie. Nie dostała satysfakcjonującego ją orzeczenia. Mam wrażenie, że fakt mieszkanie w "bogatej dzielnicy" i posiadanie "bogatych znajomych" odmóżdża ją. Może i jej znajomych stać na zapewnianie dzieciom życia "na bogato", ale obiektywnie patrząc łączne dochody M i eks, gdyby byli nawet dalej małżeństwem, nie pozwalałyby na takie fanaberie. Eks zachowuje się tak, jakby to życie w "bogatej dzielnicy" uzasadniało, że jej dzieci będą żyły ponad stan.
M też ma swoje za uszami. Pisałam już kiedyś, że dostał wypasiony samochód od swojego szefa na wakacje (jakąś markę mercedesa - oczywiście samochód firmowy) i specjalnie judził tym samochodem do eks po córki, która myślała że to jego nowy samochód służbowy i dostawała szału. Jego to bawiło, eks miała apopleksję, ja jak o tym słyszałam to pukałam się po czole. Przed budową domu M miał małe dwupokojowe mieszkanie, gdzie coraz ciężej mu było mieszkać z dwiema córkami. Eks mu wymawiała też, że nie ma odpowiednich warunków dla dzieci, sądzę że mu dopieprzała że jest nieudacznikiem i "co stracił" odchodząc od niej (tj. dom w ekskluzywnej dzielnicy) itd. M zaparł się i zbudował dom - z oszczędności, z kasy za sprzedaż mieszkania, z własnej pracy (ma wykształcenie techniczne więc elektrykę i dużo w domu sam był w stanie zrobić). Przez pół roku żył jak dziad w przyczepie kampingowej pod domem i pilnował budowy. Oczywiście zaciągnął też kredyt, wcale nie jakiś wielki. Ratę miesięczną kredytu płaci tylko nieco większą niż eks swój kredyt na samochód. Eks dała wyraz w piśmie, żeby odrzucić zobowiązania kredytowe, jako zaciągnięte po to, żeby podwyższyć koszty własne M.... Eks nie przestaje mnie zadziwiać - to jej zakup samochodu i wygenerowanie obciążenia tylko o kilkaset złotych niższego jest uzasadnione, a kredyt na dom M nie jest słusznie zaciągnięty. 

Jest jeszcze jeden aspekt całej sprawy - dzieci i ich pewna "demoralizacja" - przez ojca i matkę. Nie do końca się na tym znam, nie jestem psychologiem, nie jestem też matką z doświadczeniem... Wczoraj jednak w trakcie spaceru z M dużo myślałam o jego córkach. To są dzieci, które są zblazowane - w pełnym słownikowym znaczeniu tego słowa ("znudzony, zobojętniały, przesycony wrażeniami, uciechami życia"). Wyjście do muzeum nie jest dla nich atrakcją, wyjazd w góry po to żeby pochodzić po górach, jest nudne, w zeszłe wakacje obserwowałam to w trakcie pobytu w Świnoujściu - od rana do wieczora musiały być atrakcje - nawet na plaży kąpiel i plażowanie to nie było dość. M z nimi chodził na część plaży gdzie były takie place zabaw dla dzieci. Jak im się nudziło na plaży, to bawiły się na tych placach zabaw, gdzie miały animację. Non-stop atrakcje i podniety zapewnia im matka i ojciec (w trakcie weekendu z tatą przecież też nie może być nudno...). One nie są nauczone zajęcia się spokojnie sobą, poczytania książki (czytanie książek jest nudne), pobawienia się same przez jakiś czas zabawkami których mają mnóstwo. Nie podejrzewam, że to problem wychowawczy z którym borykają się wyłącznie moje pasierbice, ale przyznam że nie chcę tego dla swojego dziecka. Dziewczyny przy lekcjach siedzą jak na szpilkach, nie są w stanie się skoncentrować, są ciągle pobudzone, a lekcje je nudzą i widać, że myślą o tym co będzie "po".

Oczywiście, że pasierbice to ukochane córeczki ojca, ale M zaczyna dostrzegać swój wkład w tworzenie patologii. Jest też ostatnio trochę rozżalony, bo przyłapał kilka razy córki na różnych kłamstwach i na sytuacjach kiedy np. ukrywają coś, bo prawdopodobnie im mama każe coś tam mówić/nie mówić. Przykład ... w rozliczeniu kosztów dziewczynek jest banalny koszt obiadów w szkole. MM jednak wspominała, że ona obiadów w szkole nie jada. Analizowałam koszty i pytam M jak to w końcu jest - MM je te obiady w szkole czy nie. MM zapytana zaczęła coś kręcić, że je, ale nie zawsze, że czasami itd. Na to M zauważył (zadał pytanie dzieciom w samochodzie), jak młodsza tarmosi starszą pasierbicę i pokazuje jej, że ma nic nie mówić. Trudno mieć pretensje do dzieci, ale myślę że M czuje się na swój sposób "zdradzony" przez córki. Myślę w tym kontekście jak narodziny syna wpłyną na relację z córkami. Są emocje, z którymi myślę że i dzieciom i dorosłym ciężko sobie poradzić. Z perspektywy M widzę, że on czuje się jak "rodzic drugiej kategorii", który jest potrzebny jak coś się dzieje - coś trzeba przywieść, załatwić, kupić itd. Młodsza córka wprost napisała kiedyś w swojej "książeczce", że ona kocha mamę a nie za bardzo tatę lubi; kilka razy zdarzyło się, że wybuchła tekstami "ty nas zostawiłeś jak byłyśmy malutkie" albo "nie dajesz mamie pieniędzy na nas". Jak kiedyś rozmawiałam z młodszą córką, która powiedziała że Jaś nie jest jej bratem zapytałam "a gdyby Twoja mama urodziła trzecie dziecko to czy to byłby Twój brat" - "byłby", "to wiedz, że dokładnie na tej samej zasadzie trzecie dziecko Twojego taty jest Twoim rodzeństwem przyrodnim, pomimo tego że z nim nie mieszkasz". Dlatego kiedy M mówi o synu, to widzę że z jednej strony kraśnieje (jak to facet, chce mieć syna), a z drugiej strony planuje co będzie z nim robił jak będzie starszy. Widzę, że perspektywa posiadania dziecka w domu, wracania do "normalnego" domu jest mu bardzo potrzebna. Nie wiem jak będą na to reagowały dziewczyny - czy to dostrzegą i uznają, że "mama miała rację i tata woli Jasia", czy trochę oprzytomnieją i zaczną chociaż minimalnie zabiegać o ojca. Bo teraz .... mają go raczej gdzieś, chyba że akurat jest im potrzebny. Nie dalej jak wczoraj MM zadzwoniła do niego, widziałam jak się cieszy, bo dosłownie w przeddzień trochę rozżalony powiedział, że dziewczyny do niego same z siebie nie zadzwonią. Odbiera i pyta "tak córeczko" na co po drugiej stronie córka "tata, przywieź mi leginsy na poniedziałek". Widziałam jak po prostu sklapł w ciągu 5 sekund...

6 583 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-03-21 16:18:52)

Odp: Być drugą i macochą

Nie,nie,nie
wasza eksiare nic nie odmóżdza ona jest po prostu CWANA a,Ty wybacz bo nie pisze po to by obrazić bardzo naiwna jeszcze,ale życie w tym kolchozie jeszcze zweryfikuje twoje prawe podejście do tematu
zapewniam cię ze będziesz miała twarda dupe i nauczysz sie wyrachowania bo jak nie to nie przetrwasz i rzeczywiście mlode będą ubrane w złotogłów a twoje dziecko w połatane szmaty,
uzmyslow swojemu chlopu ze wasze dziecko juz ma potrzeby ,a będzie ich cale mnostwo za chwile

edit

masz podobne podejście jak ja przed laty,ale ja bylam wtedy bardzo mloda i idealistycznie nastawiona do swiata i ludzi
jednak tak sobie myślę ze nie chodzi tu o wiek a o staż w macoszeniu,gruba skora pojawia sie z czasem,trzeba nie dać sobie narobić na glowe i nie rozbisurmaniać chlopa, stawiaj wysoko poprzeczkę i chociaz to zabrzmi jak paradoks masz dobra nauczycielkę w postaci ex ,ona nie ma sentymentów ty tez ich nie miej,misiu sobie poradzi,tu utnie tam ukróci i kasa dla waszego syna znajdzie sie na pewno,skończą sie podusie z pieskami i milion dupereli,zepnie chłop poślady i młode będą miały utarte nochale,czas im pokazać ze nie są pępkiem swiata,moze twój M by im zrobił jakieś zakupki w lumpeksie na ten przykład

co do dokładania do wydatków domowych itp ,dobrze zastanow sie czy bez tego sie nie obedziesz,przebudowa CUDZEJ GARDEROBY NIE LEZY W TWOIM INTERESIE a jak masz na zbyciu kilka tysiakow zaloz swojemu dziecku polisę posagowa czy odkladaj na mieszkanie ,rozpuszczasz dziada ,ze sie powtórzę,poki będziesz taka ,,dokładająca,,i pomocna on nigdy nie przestanie włazić w doopska młodym ,no wie ze ty kupisz,dolozysz itd
zapewne jest wiele spraw o których nie piszesz,pewnie wydatki związane z ciaza i wyprawka dotąd ponosiłaś jedynie Ty,badania itp
zaraz zaczna sie szczepienia dziecka  i inne wydatki,których oczywiscie nie musisz ponosić bo mozna zastąpić to czymś tańszym itp tylko czy o to chodzi w życiu?


edit 2

doczytalam o obiadach itd
alez to bardzo łatwo zweryfikować,idziesz do szkoly ,pytasz i BIERZESZ ZASWIADCZENIE ZE NIE JEDZA OBIADOW OD INTENDENTKI i siedzisz cicho na doopie do sprawy ,na sprawie przedstawiasz dowod na konfabulacje exowej ,jak dobrze pomyślisz jeszcze kilka takich zdołasz zebrac,
ja tak podwazylam wiarygodność bylej męża i skonczylo sie wyciąganie łapsk na swoje utrzymanie,babsku szczeka opadla po tym co w sadzie dostała,wystarczylo sie przylozyc

6 584 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-21 10:49:47)

Odp: Być drugą i macochą

Bezlęku - na Twoim miejscu wymiksowałabym się ze związku, który daje zerową satysfakcję i dodatkowo obarczony jest jakimiś pretensjami. Wszystkie sprawy typu kredyty i. in. da się jakoś rozwiązać.

Hhh999 - Im szybciej przystaniesz się angażować w sprawy pasierbic, tym mniej Cię serce będzie bolało w przyszłości. Wierz mi, to co dzieje się u Was teraz, to tylko wierzchołek góry lodowej. Apetyt Exowej będzie rósł w miarę jedzenia. Złośliwe zachowanie pasierbic będzie wprost proporcjonalnie rosło do głębokości wchodzenia Im w dupki. Im szybciej przystaniecie się nad nimi trząść,tym szybciej dojdziecie z Nimi do ładu.
I popieram Lusilju - nie trzeba zbierać nie wiadomo jakich argumentów. Wystarczy w kilku punktach podważyć wiarygodność Exowej - przedstawić kilka suchych faktów o tym , że kłamie żeby wyłudzić większe pieniądze. Obiady są tu prostym przykładem.   Nie chce mi się tez wierzyć , że Młode faktycznie chodzą na te wszystkie zajęcia! "angielski z nativem, taniec, teatr, gitara, pianino, szachy i takie tam .........." z tego co pamiętam to jeszcze akrobatyka i żagle. Czy te dzieci mają dłuższą dobę niż przeciętny człowiek?! I najważniejsze o czym trzeba pamiętać: alimenty są na uzasadnione  potrzeby dzieci, a nie na fanaberie Mamusi i Jej wygórowane ambicje!!!!

Marza2 - możesz mnie nie lubić. Mam to w d.pie. W końcu jestem bezduszną, oziębłą, wredną osobą :-).

6 585

Odp: Być drugą i macochą

kjim, Lusilju, Josz

bardzo doceniam to co piszecie - w sensie; jestem otwarta na Wasze uwagi, włącznie jak piszecie, że jestem naiwna itd. smile lecę zaraz do lekarza i wieczorem jeszcze raz sobie to wszystko uporządkuję. Od wczoraj czytam też pojawiające się w internecie wpisy i motywy na forach typu "jak wykończyć finansowo byłego męża, jak wywalczyć wysokie alimenty" i kiedy czytam o kobietach, które dostają po 200-300 zł alimentów na utrzymanie dziecka i konfrontuję to z moją eks, jej pretensjami, żalami, pipczeniem, to czuję jak zaczynam żądać krwi.

Lecę do lekarza, poza tym od rana dokucza mi okropny refluks wink muszę odetchnąć chwilę świeżym powietrzem, bo rzeczywiście treść żołądka mi się zaraz cofnie na to wszystko smile

6 586

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

kjim, Lusilju, Josz

bardzo doceniam to co piszecie - w sensie; jestem otwarta na Wasze uwagi, włącznie jak piszecie, że jestem naiwna itd. smile lecę zaraz do lekarza i wieczorem jeszcze raz sobie to wszystko uporządkuję. Od wczoraj czytam też pojawiające się w internecie wpisy i motywy na forach typu "jak wykończyć finansowo byłego męża, jak wywalczyć wysokie alimenty" i kiedy czytam o kobietach, które dostają po 200-300 zł alimentów na utrzymanie dziecka i konfrontuję to z moją eks, jej pretensjami, żalami, pipczeniem, to czuję jak zaczynam żądać krwi.

Lecę do lekarza, poza tym od rana dokucza mi okropny refluks wink muszę odetchnąć chwilę świeżym powietrzem, bo rzeczywiście treść żołądka mi się zaraz cofnie na to wszystko smile

wiesz kubeł zimnej wody potrafil zdziałać cuda,zawsze po mozna głowe wysuszyć ale otrzezwienie zostaje,
wazne ze piszemy to z troski,pamietaj ze forumowe macochy wiecej pomoga zrozumieć niż niejeden psycholog,zwyczajnie trzeba przez to przejść by wiedzieć jak przetrwać i nie zwariowac

6 587 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-21 13:31:47)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Od wczoraj czytam też pojawiające się w internecie wpisy i motywy na forach typu "jak wykończyć finansowo byłego męża, jak wywalczyć wysokie alimenty" i kiedy czytam o kobietach, które dostają po 200-300 zł alimentów na utrzymanie dziecka i konfrontuję to z moją eks, jej pretensjami, żalami, pipczeniem, to czuję jak zaczynam żądać krwi.


OMG są takie fora?  Tak coś podejrzewałam ;-)

Marza może powinnaś na takich forach poszukać odpowiedzi na swoje pytania: jak zgnoić macochę, jak odebrać ojcu dziecko, jak dokopać facetowi za to, że się śmiał powtórnie ożenić, jak zabrać Mu dziecko i jak uzyskać alimenty od Niego na to właśnie dziecko, by zabezpieczyć Mu godny byt?

6 588 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-03-21 16:27:49)

Odp: Być drugą i macochą

Jeszcze odnośnie podwyżki alimentów,ja nie bardzo rozumiem co ja ma  usprawiedliwiać,bo są dwa powody z prawnego punktu widzenia,wzrost usprawiedliwionych potrzeb dzieci ,stad wzrost wydatków na nie ,oraz poprawa sytuacji finansowej rodzica który je placi,
tego bym sie,,czepiła,,
nie widzę tu powodow do podwyższenia alimentów,mało tego ja widzę powod do ich obniżki,nowe dziecko

6 589 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-21 16:55:58)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 słusznie Lusi mówi. W sumie naszą apelację od podwyższenia alimentów, wygraliśmy dzięki temu właśnie, że zarobki M nie wzrosły od czasu poprzedniego ich ustalenia a potrzeby córek zmalały (biorąc pod uwagę fakt, że przestały chodzić do płatnego przedszkola i że szkoła zapewnia bezpłatnie podręczniki). Zatem sąd apelacyjny uznał argumentację i stwierdził , że podwyżka alimentów w tej sytuacji jest nieuzasadniona.

Ja następnego pozwu o podwyższenie spodziewam się we wrześniu/październiku tego roku. Pełnoletni pasierb najprawdopodobniej nie  przystąpi do matury, a co za tym idzie nie będzie się dalej uczył, a co się z tym wiąże straci prawo do alimentów. Kiedy M wystąpi o zniesienie obowiązku alimentacji na syna  ( o ile wystąpi :-)   spodziewać się można, że Exiara wystąpi o podwyższenie alimentów na dziewczyny.

6 590

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 pozwól, że odniosę się jeszcze do sprawy tych nieszczęsnych zajęć pozalekcyjnych. Moim zdaniem (chyba wcześniej o tym wspominałam) zajęcia pozalekcyjne na które uczęszczają dziewczyny, te które mają służyć wypełnieniu czasu do momentu odbioru dzieci przez rodziców wracających z pracy, są uzasadnione.
Domyślam się, że są to zajęcia w (dawniej zwanym) domu kultury (właściwie są to Ośrodki Pracy Twórczej smile) i opłaty za te zajęcia są stosunkowo niskie (można sprawdzić).
Dziewczynki mogą spędzić czas aktywnie, bawiąc się i ucząc jednocześnie (nie mam na myśli nauki "szkolnej"). Niestety w większości świetlic szkolnych nie ma warunków do odrabiania lekcji, zresztą najczęściej można do nich zapisać tylko uczniów klas I -III.
Pozostałe zajęcia są bez sensu, pochłaniają czas, wysiłek i kasę. Szczególnie, że dziewczyny mają problemy z nauką i zaległości. Uważam, że jest to bardzo istotny argument na to, aby z tych zajęć zrezygnować, ewentualnie zamienić na korepetycje wyrównujące np. z matematyki, czy z j. obcego.
Nie rozumiem, dlaczego M nie zawalczy o prawo do decyzji w kwestii tych zajęć. Jeżeli matka ma kaprys, to niech płaci z własnych środków, ale jest to także powód do wytknięcia jej błędów wychowawczych.
Domyślam się, że M w głębi ducha obawia się pretensji córek w przypadku odcięcia im tych wątpliwych przyjemności (ex już by je odpowiednio pouczyła, dzięki komu nie mogą chodzić na akrobatykę, czy żagle). Takie zajęcia (jedne) mogłyby być nagrodą za dobre wyniki w nauce, a do tego daleka droga.
Moim zdaniem, to bardzo istotne, żeby ta sprawa o alimenty odbyła się już po narodzinach Waszego dziecka, bo dopóki nie go na świecie, M jest nadal ojcem tylko dwojga dzieci.
Jak wcześniej wspomniałam, podobnie jak kjim, M powinien wręcz zawalczyć o obniżenie alimentów, nie robiąc tego okazuje Tobie w pewnym sensie brak szacunku.
Sytuuje Ciebie i Wasze dziecko na pozycji osób drugiej kategorii, osób niewymagających odpowiedniego zabezpieczenia finansowego (przecież Ty sobie świetnie radzisz, więc jest ok).
Efekt będzie taki, że Ty na swoje barki weźmiesz 90% utrzymania Waszej rodziny (Ty, on i Jaś), a M 90% swoich dochodów odda ex i córkom.
Hh999, wybacz, nie chcę cie urazić, ale czy nie jest tak, że Ty podkładasz się i nie chcesz wkładać kija w mrowisko w trosce o dobre relacje z M?
Tak jak on boi się twardo przeciwstawić rozpasaniu córek z obawy o utratę ich względów, tak Ty obawiasz się nazwania rzeczy po imieniu (jesteś wykorzystywana).
Przy okazji spytam, czy M sfinansował Ci choćby jedną wizytę u ginekologa?

6 591

Odp: Być drugą i macochą
josz napisał/a:

Hh999 pozwól, że odniosę się jeszcze do sprawy tych nieszczęsnych zajęć pozalekcyjnych. Moim zdaniem (chyba wcześniej o tym wspominałam) zajęcia pozalekcyjne na które uczęszczają dziewczyny, te które mają służyć wypełnieniu czasu do momentu odbioru dzieci przez rodziców wracających z pracy, są uzasadnione.
Domyślam się, że są to zajęcia w (dawniej zwanym) domu kultury (właściwie są to Ośrodki Pracy Twórczej smile) i opłaty za te zajęcia są stosunkowo niskie (można sprawdzić).
Dziewczynki mogą spędzić czas aktywnie, bawiąc się i ucząc jednocześnie (nie mam na myśli nauki "szkolnej"). Niestety w większości świetlic szkolnych nie ma warunków do odrabiania lekcji, zresztą najczęściej można do nich zapisać tylko uczniów klas I -III.
Pozostałe zajęcia są bez sensu, pochłaniają czas, wysiłek i kasę. Szczególnie, że dziewczyny mają problemy z nauką i zaległości. Uważam, że jest to bardzo istotny argument na to, aby z tych zajęć zrezygnować, ewentualnie zamienić na korepetycje wyrównujące np. z matematyki, czy z j. obcego.
Nie rozumiem, dlaczego M nie zawalczy o prawo do decyzji w kwestii tych zajęć. Jeżeli matka ma kaprys, to niech płaci z własnych środków, ale jest to także powód do wytknięcia jej błędów wychowawczych.
Domyślam się, że M w głębi ducha obawia się pretensji córek w przypadku odcięcia im tych wątpliwych przyjemności (ex już by je odpowiednio pouczyła, dzięki komu nie mogą chodzić na akrobatykę, czy żagle). Takie zajęcia (jedne) mogłyby być nagrodą za dobre wyniki w nauce, a do tego daleka droga.
Moim zdaniem, to bardzo istotne, żeby ta sprawa o alimenty odbyła się już po narodzinach Waszego dziecka, bo dopóki nie go na świecie, M jest nadal ojcem tylko dwojga dzieci.
Jak wcześniej wspomniałam, podobnie jak kjim, M powinien wręcz zawalczyć o obniżenie alimentów, nie robiąc tego okazuje Tobie w pewnym sensie brak szacunku.
Sytuuje Ciebie i Wasze dziecko na pozycji osób drugiej kategorii, osób niewymagających odpowiedniego zabezpieczenia finansowego (przecież Ty sobie świetnie radzisz, więc jest ok).
Efekt będzie taki, że Ty na swoje barki weźmiesz 90% utrzymania Waszej rodziny (Ty, on i Jaś), a M 90% swoich dochodów odda ex i córkom.
Hh999, wybacz, nie chcę cie urazić, ale czy nie jest tak, że Ty podkładasz się i nie chcesz wkładać kija w mrowisko w trosce o dobre relacje z M?
Tak jak on boi się twardo przeciwstawić rozpasaniu córek z obawy o utratę ich względów, tak Ty obawiasz się nazwania rzeczy po imieniu (jesteś wykorzystywana).
Przy okazji spytam, czy M sfinansował Ci choćby jedną wizytę u ginekologa?

josz


no normalnie ubiegłas mnie,
chcialam juz od jakiegoś czasu to napisać ,tylko sie certoliłam,bo pomyślałam,ze zrobie to jak nam Hh 999 urodzi ,no ale.....

ja wiem ze jest tak jak napisałaś bo u mnie bylo identycznie,tez sie spinalam żeby mój mąż byl szczęśliwy,wlazilam mu w doope bo uwazalam ze tym sposobem zapunktuje,ze to jest sposób na niego,ale szybko zrobilam w tył zwrot,nie pisałam wam tu dziewczyny do czego ja sie posunęłam i od czego u mnie zaczelo sie normalnie poprawiać,chociaz potem byl epizod z mieszkaniem młodej u nas ale to tez zrobilam ,,dlaczegoś,,
po prostu chcialam by maz zaczal wreszcie normalnie zarabiac a nie wisieć na moim garbie i mnie wykorzystywać , z czym wiazal sie jego wyjazd i nowa praca...
to co zrobilam wcześniej niejako zaczelo go motywować ,chociaz w sumie nie miał wyjscia musiał zebrac doope w trok ,ale szok przezyl i otrząsnąć sie nie mogl
nie opisze tu szczegolow bo jakiś troliszon nie musi wiedzieć ,
szkoda ze tu nie mozna zalozyc wątku zamkniętego ,chyba ze ....

6 592 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-03-22 05:13:22)

Odp: Być drugą i macochą

więc tak
1. zajęcia dodatkowe są różne, prowadzone przez komercyjną warsztatownię, częściowo w godzinach "świetlicowych" w większości jednak po. Młodsza dziewczynka istotnie zostaje w świetlicy, starsza chodzi już sama do domu po szkole (ma dosłownie 500 metrów w ramach osiedla). Ceny zajęć - od 100 do 190 zł miesięcznie, razem 16 kPLN rocznie...

2. dochody M zwiększyły się minimalnie, dlatego to właśnie zwiększonymi potrzebami dzieci eks tłumaczy wzrost alimentów - wszakże wcześniej chodziły jedynie do prywatnego przedszkola. Teraz 750 zł miesięcznie na każdą nie jest konsumowane na przedszkole, ale na zajęcia dodatkowe. I to 750 zł miesięcznie na każdą z nich nie wystarcza na zajęcia dodatkowe smile Otóż na wszystko znajdzie się argument; zajęcia dodatkowe taneczne i akrobatyka potrzebne są starszej "bo ma problemy z nadwagą" a młodszej, bo jak się okazało kilka tygodni temu ma problemy natury ortopedycznej, na co otrzymała zalecenie "wizyta za pół roku, dużo ruchu". Jakby to Wam powiedzieć... Młodsza ma o 0,5 cm krótszą nogę, co jest dość częstą wadą rozwojową u dzieci. Akurat w rodzinie mam ortopedę i zadzwoniłam do niego z pytaniem, czy to coś istotnego. Na co on powiedział, że nie - zdarza się, jak asymetria jest większa, wtedy profilaktycznie (bo wada często jest przejściowa) dzieci noszą wkładki ortopedyczne i chodzą na zajęcia rehabilitacyjne (w ramach pakietu medycznego dla dziewczynek M ma rehabilitację lecznicą, badanie było realizowane w tej samej placówce). Tu lekarz zalecił obserwację, ponieważ wada prawdopodobnie ma charakter przejściowy, rozwojowy i oczywiście, zawsze ruch jest zalecany dziecku 8 letniemu. Oczywiście, pytanie czy to muszą być odpłatne formy ruchu, czy nie wystarczyłoby, żeby dziewczynka chodziła na spacery, jeździła na rowerze, ma 2 baseny w tygodniu (w tym jeden szkolny).... wiecie jak dziwnie się polemizuje z takimi uzasadnieniami....
Uzasadnienia są też takie - stawkę za wyżywienie dzieci należy podnieść, bo starsza ma skłonność do nadwagi, a młodsza ma niedowagę, zatem należy kupować im jedzenie zbilansowane, nieprzetworzone... A zajęcia dodatkowe są potrzebne, żeby w dziewczynkach wykształcić systematyczność, sumienność, również wzmóc pewność siebie, ponieważ liczne sukcesy osiągane przez dzieci (sic!) pozwalają im kształtować pozytywny wizerunek własnej osoby (oczywiście, bo biorąc pod uwagę szkołę, tu sukcesów jakby brakuje - to złośliwa uwaga własna...). Wszystko ma uzasadnienie; zwiększenie puli wydatków na wypoczynek też, bo przecież córki chcą jechać na wakacje zimowe na narty w Alpy, jak niektórzy ich rówieśnicy, a matki na to nie stać ...

A tak na marginesie. Wczoraj z "teściami" byliśmy na przedstawieniu tanecznym pasierbic. Matka w swoich sms  pisała do M, że na tym koncercie zobaczy, jakie fantastyczne postępy taneczne w ciągu zaledwie 6 lekcji zrobiły ich córki. MM zapraszała mnie, żebym przyszła, w tym czasie M był w szkole na spotkaniu z nauczycielkami MM, ale nie chciał jej o tym mówić, żeby jej nie stresować. Dodam, jestem pragmatyczna, sztuka do mnie jednak trafia, no ale ....  pewnie przedstawienie szkoły baletowej, gdzie dzieciaki ćwiczą całymi dniami, gdzie można zobaczyć krew, pot i łzy młodych tancerzy, jest w stanie we mnie wzbudzić "drgnięcie artystyczne". Tu na scenie działy się różne ekscesy, które wzbudzały we mnie autentyczny śmiech, ale nie taki złośliwy, tylko na zasadzie "no to dzieciaki mają frajdę", natomiast co to było .... miotanina po scenie kilkanaściorga dzieciaków przez mniej niż 5 minut. Po prostu dzieciaki się bawią i to wszystko. Była też zainscenizowana próba "Dziadów" w wykonaniu "młodych artystów" i tu też się uśmiechnęłam. Ekscentryczny aktor, opiekun grupy, opowiadał rodzicom jak to dzieci "przerabiają najpierw sztukę psychologicznie", a potem te emocje wyrażają na scenie. To ma na pewno wielkie znaczenie dla rodziców, dziadków tych dzieciaków, ale ja sobie siedziałam i myślałam, że mam nadzieję, że mój syn będzie wolał kopać w piłę, albo grać w ping-ponga niż "przerabiać sztukę psychologicznie" z panem aktorem. Dzieciaki miały trochę polew, nie umiały tekstu na pamięć (a nie miały go dużo), chodziły po scenie z marsową miną, coś tam przeżywały, przewracały się. Uśmiechałam się też, bo braki w dykcji i emisji głosu powodowały, że czasem i tak ciężko było zrozumieć co dzieciaki mamroczą na scenie. To wszystko jest wielką wartością dla dzieciaków i ich rodziców, ale o kandydatów na Jandę czy Gajosa raczej w tej grupie było ciężko.

3. pismo do sądu zawierało wiele polemik z kwotami kosztów deklarowanymi przez matkę, też pisaliśmy o nowym dziecku (wnosiłam zaświadczenie o byciu w ciąży). Jest we mnie cień wiary w wymiar sprawiedliwości. W jednym z fragmentów pisma napisałam tak (pokazywałam statystyki dotyczące kosztów utrzymania dzieci z GUS i różnych firm badających konsumentów, usunęłam też dane o kwotach):
"Biorąc pod uwagę zadeklarowane zarobki matki w wysokości XX zł netto oraz uzyskiwane alimenty w wysokości XX zł, należy zauważyć że średniomiesięczna suma wydatków zadeklarowana przez matkę wynosząca łącznie niemal X tys. zł miesięczne w sposób trwały wykracza ponad średniomiesięczne dochody przez nią uzyskiwane w wysokości X zł  (włączając w to kwotę alimentów). Na podstawie dokumentów przedstawionych przez matkę, ojciec nie jest w stanie ocenić, czy matka osiąga dodatkowe dochody, których nie ujawnia, a które służą finansowaniu wydatków wykraczających poza jej dochody, czy finansuje je z oszczędności lub przy współudziale osób trzecich, czy też zadeklarowana pula wydatków na dzieci nie odzwierciedla ich prawdziwej wysokości (pozywający podnosił ten argument wskazując, że wiele z wydatków w jego ocenie nie odzwierciedla rzeczywistości). Nie mniej, do oceny sądu ojciec pozostawia kwestię, czy biorąc pod uwagę łączne możliwości zarobkowe matki oraz ojca, matka świadomie i z rozwagą planuje wydatki na dzieci i czy są one rzeczywiście uzasadnione sytuacją materialną rodziców i potrzebami dzieci. Zaprezentowana łączna kwota utrzymania dzieci na poziomie XXX zł średniomiesięcznie, w ocenie ojca jest zupełnie oderwana od rzeczywistości.
Ojciec przyznaje też, że prezentowane przez niego kwoty statystyczne są wartościami uśrednionymi i wydatki na jego córki mogą być wyższe, dostosowane do możliwości finansowych rodziców, ale dysproporcja pomiędzy wydatkami zaprezentowanymi przez matkę, a publikowanymi statystykami jest rażąca, podobnie jak rażąca jest relacja pomiędzy sumą wydatków ponoszonych na dzieci jedynie przez matkę, a łącznymi dochodami rodziców. Potrzeby dzieci można kształtować dowolnie i windować bazę kosztów do absurdalnej wysokości, pytanie czy jest to uzasadnione rzeczywistymi potrzebami dzieci i możliwościami finansowymi obojga rodziców"

Tak to widzę. Potrzeby potrzebami, część z nich może jest uzasadniona i niech sąd rozstrzyga kto bardziej racjonalnie uzasadnia co jest w interesie dzieci. Każdy jednak musi się gospodarować w ramach budżetu, który posiada (a wydatki na utrzymanie eks i jej dzieci, które ona zadeklarowała prawie dwukrotnie przekraczają jej łączne dochody), jest to tak oczywiste, że dziwne że dorosłemu człowiekowi trzeba o tym pisać. A budżet który ma eks i tak naprawdę wykracza ponad środki, którymi dysponuje znaczna część matek po rozwodach itd. Na razie zawieszę temat, bo od pisania o kasie, niedobrze mi się robi....

4. M i jego postawa. Nie - nie mogę narzekać na M i jego "wkład" finansowy w Jasia. Owszem, kupiliśmy wiele rzeczy używanych, owszem poza łóżeczkiem, które było nowe, inne meble (komody sosnowe) zostały przez M odświeżone, bo zlecił ich malowanie na ten sam kolor co łóżeczko, bo ja uznałam, że nie ma co inwestować w meble dla noworodka. To ja jestem raczej osobą, która racjonalizuje wydatki. No niestety taka jestem, że kiedy mam okazję kupić fajny wózek głęboki (jest to też baza do spacerówki, którą możemy odrębnie kupić, bo wózek jest modelu 3 w 1), który będę używała zaledwie kilka miesięcy, to wolę wydać 650 zł, a nie cztery razy więcej za nowy. Podobnie nie mam problemów z tym, że dostałam dużo rzeczy od znajomych po ich dzieciach, bo ile Jaś w niektórych rzeczach będzie chodził - kilka tygodni, kilka miesięcy. M przyśpieszył wiele inwestycji w domu w związku z moją wprowadzką do niego i tak, żeby je zakończyć przed narodzinami dziecka. Dużo zainwestował w pilne zakończenie garderoby, organizację gabinetu, gdzie Jaś będzie miał swoje półki na zabawki i kąt do zabawy itd. Nie potrafię porównywać wartości wkładu mojego i jego (ja kupowałam dużo pierdół dla Jasia, on raczej ponosił jednorazowo duże wydatki), ale widzę jak wiele robi, żeby wszystko dobrze urządzić i raczej jestem przekonana, że dziecku nic nie będzie brakowało.

Jest jednak coś, co mnie bardziej irytuje. M przed tymi sprawami alimentacyjnymi w sądzie, po ostatnich zgrzytach z córkami jest emocjonalnie rozwalony. Oczywiście wspieram go, uspokajam, pomagam na ile mogę, ale mnie irytuje słabość M, która się przed każdą rozprawą powtarza. Rozumiem, że rozwód był traumatyczny, rozumiem, że z eks się nie trawią, ale on nie jest w stanie skupić się na celu, na konkrecie - "idziesz człowieku przygotowany na rozmowę na temat alimentów, nie ma co przeżywać, przygotuj się, skup i tyle. Nikomu się nic nie dzieje, dzieci zdrowe, czym tu się przejmować....". Czasami M przeżywa jakieś pracowe kwestie i chociaż oboje jesteśmy ekstrawertykami i sobie opowiadamy o różnych sytuacjach, to on często "lapie doła" i się zniechęca, podczas gdy ja raczej przemyśliwuję i działam. Czuję się jak pogotowie emocjonalne dla M, który przy takich okazjach się rozsypuje, a ja się czuję jak facet-zastępczy, który wszystko ogarnia; współczesna wersja siłaczki....

Nie, nie chcę dopłacać do eks, do jej chorych pomysłów na chowanie swoich dzieci. Nie lubię takiego toku myślenia, ale jest we mnie teraz taka myśl, że w tym roku przygotowując się do rozprawy alimentacyjnej, eks rozdymała wydatki do absurdalnych wysokości i przyznam, że byłoby dla mnie satysfakcją, gdyby sąd odrzucił jej żądania, ze względu na taką prymitywną cwaność, którą ona prezentuje. Na dzień dzisiejszy eks ma dwa problemy, z którymi w mojej ocenie nie daje sobie rady - przekonanie, że M się lepiej powodzi finansowo niż jej (po zapłacie alimentów, to ona w rzeczywistości ma więcej pieniędzy, ale M zbudował dom i ją męczy skąd miał na to środki - może cham coś ukrywa) no i fakt, że stanął na nogi po rozwodzie, ma kobietę i dziecko w drodze. Ona też ma partnera z którym pomieszkuje nieoficjalnie, stan taki trwa od kilku lat, ale jednak to związek ze mną ją boli. Nie tylko dlatego, że jej córki mnie lubią, ale ona życzy M jak najgorzej, w pewnym też sensie ja staję się "ważniejszą" kobietą w życiu M niż ona. Bo przecież ona jest ważna jako matka jego dzieci i winien się z nią liczyć, a teraz ja staję się również matką dziecka M plus mieszkam z nim i stanowimy raczej dość udany związek.

6 593

Odp: Być drugą i macochą

Hh999

moze sie powtórzę ale to co robicie w kwestii alimentów jest od doopy strony,wierz mi wiem co mowie (napisze ci na priw skad wiem ,tzn skad u mnie takie doświadczenie)
troliszony czytają ,moze wieczorem bo teraz,pisze z doskoku

Musicie zebrac dowody które podważa wiarygodność ex,to jest JEDYNA droga by ukrócić jej nienasycony apetyt,
jeszcze jedno idealnie byloby gdyby sprawę przeciągać do twojego porodu,zwolnienie lekarskie M w ostateczności,
to istotne żeby twój M byl ojcem trojki dzieci  gdy będzie sie odbywala sprawa a nie dwójki,to ze jestes w ciąży 3 miesiące czy 8 nie jest równoznaczne z tym ze ojciec dziecka uzna dziecko itd oczywiscie mam tu na myśli ze dla sadu

6 594

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU
bardzo zatem czekam na Twoje doświadczenia. Bardzo, bardzo dziękuję

6 595

Odp: Być drugą i macochą

Jakie są rozsądne sposoby na odroczenie sprawy na dwa, trzy miesiące?

6 596

Odp: Być drugą i macochą

Hh999

wysłałam maila testowego ,daj znac czy doszło,reszte napisze wieczorem,jakbys miała jakieś pytania to śmiało

6 597

Odp: Być drugą i macochą

Lusi ja wysłałam do Ciebie ale chyba nie dochodzą :-(

6 598 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-03-22 20:21:06)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Lusi ja wysłałam do Ciebie ale chyba nie dochodzą :-(

mam ,tylko ze pisze z telefonu i mam problem z odczytaniem bo mi net kuleje,napisze wieczorem z domu



edit 
kijm wyslalam ci maila w odpowiedzi na tamtego


Hh999 -daj znac czy cos doszlo

6 599

Odp: Być drugą i macochą

Hej, niestety nic nie mam :-(

6 600 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-03-23 10:13:03)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Hej, niestety nic nie mam :-(

wyslalam przed chwila,mam nadzieje ze bedzie ok


Hh999 do ciebie tez naskrobalam z rana


dziewczyny ktos wie czemu te maile moga nie dochodzic?

6 601

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Jakie są rozsądne sposoby na odroczenie sprawy na dwa, trzy miesiące?

Dokładnie, może zwolnienie lekarskie?  Wspominałam już o tym, że Hh999 i M będą w zupełnie innej sytuacji, gdy ich dziecko będzie już na świecie, więc warto tę rozprawę odroczyć.
Uważam, że M nie powinien mieć obiekcji, bo ex ich nie ma.
kjim i LUSILJU znacie problem z autopsji, ja nie rozwodziłam się, ale gdzieś kiedyś przeczytałam, że sąd może zasądzić od pozwanego (rodzica) na rzecz alimentów, nawet 50% jego dochodów.
To raczej logiczne, że sąd musi wziąć pod uwagę także potrzeby życiowe płacącego alimenty rodzica, a nie zostawiać mu jakiś ochłap na chleb z pasztetową, no ale, jak już napisałam, moja wiedza w temacie jest teoretyczna.
Z tego, co pisze Hh999, wynika, że M po przelaniu alimentów oraz spłacie kredytu, niewiele zostaje. Jeżeli M płaci po 1,5 tyś na każdą córkę (nie licząc dodatkowych wydatków na różne inne atrakcje) i jest to dla niego duży wysiłek finansowy, to w momencie posiadania trojga dzieci powinien przeznaczyć po 1 tyś na każde, bo więcej nie jest w stanie.
Jest to normalne, że w większości rodzin, gdy pojawia się nowy członek rodziny, dochód na głowę spada.
Dlatego zamiast podniesienia kwoty alimentów powinna być ona obniżona, ale dopiero wtedy, gdy dziecko się urodzi. Nie wiem, czy w tych okolicznościach, fakt, że Hh999 i M nie są małżeństwem nie działa na ich korzyść. W końcu każdy rodzic musi łożyć na dziecko w miarę swoich możliwości (niektórzy upierają się, że po połowie, ale to raczej nie prawda) i to że Hh999 zarabia więcej nie powinno mieć chyba wpływu na wysokość świadczeń na syna (a tym bardziej na córki) przez M?
Zastanawiam się, czy M bierze taką opcję pod uwagę, czy może z obawy przed utratą miłości córek, nastawionych odpowiednio przez matkę, zawalczy o utrzymanie takiej kwoty jaką płaci teraz, a dla Jasia zostaną ochłapy, bo przecież z pustego i Salomon nie naleje, a  Hh999 weźmie na swoje barki całą resztę.

6 602

Odp: Być drugą i macochą

Kijm

probowalam do Ciebie wyslac kilka maili ,na bezpośredni tez i klapa,nie wiem czemu,będę jutro jeszcze probowac
nie wiem co jest do Hh 999 dochodzą

6 603 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-24 09:39:59)

Odp: Być drugą i macochą
josz napisał/a:

Uważam, że M nie powinien mieć obiekcji, bo ex ich nie ma.

M będzie miał obiekcje, przede wszystkim z powodów o których piszesz:

josz napisał/a:

z obawy przed utratą miłości córek, nastawionych odpowiednio przez matkę,.

nie będzie o to walczył tak jakby Hh999 chciała.

josz napisał/a:

To raczej logiczne, że sąd musi wziąć pod uwagę także potrzeby życiowe płacącego alimenty rodzica, a nie zostawiać mu jakiś ochłap na chleb z pasztetową, no ale, jak już napisałam, moja wiedza w temacie jest teoretyczna..

Sąd nie kieruje się żadną logiką. M miał zasądzone podwyższenie alimentów na córki (bo jak zeznała matka, wydaje Ona dziennie na każdą z córek po 80 zł na jedzenie), a konkretnie wg zeznań matki - kupuje Ona dużą ilość serków Danio!. Po odliczeniu od pensji M: alimentów, rachunków za media, kosztów dojazdów do pracy i utrzymania samochodu zostało mu na jedzenie 8 zł /dzień!!! 240 zł/m-c.  Sąd apelacyjny na szczęście uchylił ten wyrok, ale Rejonowy miał w dupie, to czy M da radę wyżyć za 8 zł na dzień. Ważne żeby córki zjadały dziennie serków Danio za 80 zł - bo tak zeznała Ich matka . Wg Niej w skali miesiąca na dwie małe dziewczynki wydaje kwotę 4800,00 zł na serki Danio!
Aż strach pomyśleć, co by było gdyby wymyśliła sobie płatne zajęcia baletu, akrobatyki, tenisa ziemnego, gry na gitarze i in.

josz napisał/a:

Z tego, co pisze Hh999, wynika, że M po przelaniu alimentów oraz spłacie kredytu, niewiele zostaje. Jeżeli M płaci po 1,5 tyś na każdą córkę (nie licząc dodatkowych wydatków na różne inne atrakcje) i jest to dla niego duży wysiłek finansowy, to w momencie posiadania trojga dzieci powinien przeznaczyć po 1 tyś na każde, bo więcej nie jest w stanie.
Jest to normalne, że w większości rodzin, gdy pojawia się nowy członek rodziny, dochód na głowę spada. .

Tak, w normalnych rodzinach to normalne, ale w rozwiedzionych rodzinach taka logika nie obowiązuje i wg Sądu jak się ojciec decyduje na kolejne dziecko, to nie może się to odbywać "kosztem" wcześniejszych dzieci.

josz napisał/a:

Dlatego zamiast podniesienia kwoty alimentów powinna być ona obniżona, ale dopiero wtedy, gdy dziecko się urodzi..

  Mimo beznadziejności naszych sądów też uważam , że tak należałoby zrobić. W chwili narodzenia Jasia złożyć kontr-pozew do tego, który złożyła Exowa, o obniżenie alimentów ze względu na zmianę okoliczności i sytuacji życiowej M.


josz napisał/a:

Nie wiem, czy w tych okolicznościach, fakt, że Hh999 i M nie są małżeństwem nie działa na ich korzyść. .

  Działa na korzyść , bo dochody Hhh99, nie mogą być wzięte pod uwagę jako dochody łączne z M i Exowa nie może/ nie powinna powołać się na Ich łączny duży dochód. Jednak to, że M "z kimś " mieszka, oznacza, że ponosi mniejsze koszty związane z utrzymaniem domu, bo ten "ktoś" partycypuje, a przynajmniej wg sądu powinien, partycypować w kosztach utrzymania tego domu. W praktyce ( tak jak u nas ) oznaczałoby to jedno, że M może przeżyć za swoje 8zł/ dziennie, bo przecież jestem jeszcze ja i ja mogę Go przecież utrzymywać i wspierać w tej biedzie.
Hh999 - myślę, że zwolnienie lekarskie ze wskazaniem na "musi leżeć' jest dobrym rozwiązaniem na tę chwilę.

6 604

Odp: Być drugą i macochą

Wesolych Świąt drogie macochy wam zycze, waszym pasierbom zycze tego by mogly odwiedzac swoich ojcow w ich domu. Waszym dzieciom zycze tego by ktos ich kiedys tak traktowal jak WY traktujecie pasierbow.

6 605

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Wesolych Świąt drogie macochy wam zycze, waszym pasierbom zycze tego by mogly odwiedzac swoich ojcow w ich domu. Waszym dzieciom zycze tego by ktos ich kiedys tak traktowal jak WY traktujecie pasierbow.

Zaraportowałam Twój post do moderacji. Może Cię zbanują  (oby)
Bez odbioru.

6 606

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie.   
Dawno nie pisałam, ale śledzę Wasze wpisy regularnie.
Nie pisałam, bo pasierbice wyjechały i na razie słuch prawie zaginął. Wiecie, że one na szczęście mieszkają 400 km od nas, więc nie widzę ich często. Cieszę się, bo chyba to by rozwaliło nasze małżeństwo. Ex i dzieci są bardzo roszczeniowe, do tego złośliwa była teściowa…Jednak, gdy jadę do rodziny M, to jestem chora, gdyż często są tam cyrki i użeranie się z Ex. Raz na przykład umówili się np. na 15, że dzieci wyjdą od dziadków prosto do samochodu Ex (raz tylko miała po nie przyjechać). Dzieci (jak to dzieci) długo się ubierały i wyszły z 7 minut po 15. Samochodu już nie było, a M dowiedział się przez telefon, że Ex nie zamierzała czekać, bo on się spóźnił, nie dotrzymał słowa i takie tam dyrdymały. Dla mnie to jest chore – nie poczekać na własne dzieci.

Bezlęku – współczuję sytuacji. Czasami sama się zastanawiam, po co mi to było? Rozpuściłaś faceta i musisz porozmawiać z nim o obowiązkach. To niesprawiedliwe, że wszystko spoczywa na Tobie. Chyba musisz się zbuntować, bo to droga donikąd.

Lusilju – jesteś wielka w walce o siebie. Zazdroszczę konsekwencji w działaniu. Ja ciągle wybijam się na niepodległość. Teraz zmiękłam w ferie i zgodziłam się na przyjazd do nas. Było trochę nieznośnie, na szczęście chodziłam do pracy, a syn do przedszkola, więc zajmowali się sami sobą. Starsza traktowała mnie jak powietrze, a młodsza czekała, aż wrócę z pracy i zrobię z nią babeczki. Ale wszystko było na dystans. Właściwie zastanawiałam się, po co przyjechali do nas, skoro mieli w planach góry.  Ex naciskała, to M chciał się zgodzić. A w wakacje, gdy chciał je zabrać do nas (ale beze mnie), to jej się chyba nie podobało, że nie bierze ich na jakieś wczasy, TYLKO do domu (mało atrakcyjne)i nie odbierała telefonu przez 2 tygodnie.
Kiedyś spędziłam z nimi 2 razy kawałek wakacji, ale skończyłam z tym, bo było coraz gorzej. Starałam się, ale i tak zostało zauważone to, co akurat było nieudane. Gdy ugotowałam obiad, to którejś nie smakowało to, a drugiej co innego. Potem kazałam M zapisać się z córkami na obiady abonamentowe. Córki M są źle wychowane – tak uważam. Nie ponoszą konsekwencji niczego, a chcą wszystkiego. To też nie mój styl. Gdy zwracałam uwagę na coś, to starsza się obrażała i ostentacyjnie dzwoniła do matki, skarżąc się na mnie. Zaczęłam mieć na dziewczynę alergię, bo nie dało się normalnie porozmawiać. Nie mogłam też patrzeć na „miękkość” M wobec córek. Dosyć szybko się sparzyłam na moich staraniach, gdy po wakacjach zostałam obsmarowana przez Ex w pozwie: że nie lubię dzieci, robię im rogi na zdjęciach, jestem niemiła i do tego wylegiwałam się na plaży i M musiał zajmować się 2-letnim synem, przez co nie mógł poświęcać czasu dziewczynkom. Paranoja! Po tych wakacjach opowiedziały matce od razu to, co było nieudane (np. tata nie dogotował ziemniaków), o wielu dobrych rzeczach  i chwilach zapomniały. Dlatego od jakiegoś czasu M wiezie sobie córki do domu, a mnie w nim nie ma! Jadę z synem do rodziców, mam luz-blues i spędzam fajnie czas z rodziną. Wiadomo, że to nie jest na rękę M, bo musi się sporo natrudzić. I dużo znieść.

LUSILJU napisał/a:

ja wiem ze jest tak jak napisałaś bo u mnie bylo identycznie,tez sie spinalam żeby mój mąż byl szczęśliwy,wlazilam mu w doope bo uwazalam ze tym sposobem zapunktuje,ze to jest sposób na niego,ale szybko zrobilam w tył zwrot,nie pisałam wam tu dziewczyny do czego ja sie posunęłam i od czego u mnie zaczelo sie normalnie poprawiać,chociaz potem byl epizod z mieszkaniem młodej u nas ale to tez zrobilam ,,dlaczegoś,,
po prostu chcialam by maz zaczal wreszcie normalnie zarabiac a nie wisieć na moim garbie i mnie wykorzystywać , z czym wiazal sie jego wyjazd i nowa praca...
to co zrobilam wcześniej niejako zaczelo go motywować ,chociaz w sumie nie miał wyjscia musiał zebrac doope w trok ,ale szok przezyl i otrząsnąć sie nie mogl
nie opisze tu szczegolow bo jakiś troliszon nie musi wiedzieć ,
szkoda ze tu nie mozna zalozyc wątku zamkniętego ,chyba ze ....

Ciekawa jestem Twoich sposobów na podważenie wiarygodności Ex.

Hh999 – dziewczyny mają rację, musisz dbać o dobro dziecka. Ono będzie Cię kosztować więcej i nie ma co odpuszczać cwanej Ex. Ja kupuję używane rzeczy, czego nie uważam za dziadowanie, ale oszczędzanie. Poza tym warto dawać fajnym używanym rzeczom drugie życie – tak uważam, Ale kupuję też nowe – żeby nie było Natomiast, gdy widziałam pasierbice tylko w nowych rzeczach i chwalące się, że one kupują tylko w DOBRYCH sklepach, to dało mi do zastanowienia. Ex też zawyżała mocno koszty. Poczekała z pozwem do komunii drugiej córki (żeby nie rozdrażniać M, aby on i jego rodzina sypnęli kasą) i ruszyła do natarcia. Rachunki 500 zł miesięcznie za paliwo, kilka stów na raz w Rossmanie, jakieś bilety PKS, telewizor do pokoju córek (rzeczywiście – podstawowa potrzeba, chyba żeby jeszcze bardziej zamulać im mózgi) i  inne bzdety. Ex jeszcze dopisała, że córki w ostatnie wakacje nie było stać na obóz. Ja bym się wstydziła pisać takie rzeczy. Zresztą świadczy to o nieumiejętności gospodarowania pieniędzmi. Nie chcę źle wróżyć, ale musisz być przygotowana na podwyżkę alimentów. My też wykazywaliśmy nasze potrzeby, niemowlęcia, rehabilitacji, ale nic to nie dało. Od zawsze sąd jest po stronie Ex. Mimo tego, że M wziął adwokata i tak podnieśli mu o 100 zł. A co byłoby bez adwokata? Mam wrażenie, że sąd nie brał wcale pod uwagę odpowiedzi M i naszych kosztów. Może ona ma jakieś znajomości w sądzie? Czułam się z M, jak „Procesie” Kafki – bezsilni wobec machiny sądowej.
Ostatnio M dostał awizo. Zawsze, gdy tak jest, ogarnia mnie strach, że to Ex podała go do sądu.   

Hh999 napisał/a:

Jest jeszcze jeden aspekt całej sprawy - dzieci i ich pewna "demoralizacja" - przez ojca i matkę. Nie do końca się na tym znam, nie jestem psychologiem, nie jestem też matką z doświadczeniem... Wczoraj jednak w trakcie spaceru z M dużo myślałam o jego córkach. To są dzieci, które są zblazowane - w pełnym słownikowym znaczeniu tego słowa ("znudzony, zobojętniały, przesycony wrażeniami, uciechami życia"). Wyjście do muzeum nie jest dla nich atrakcją, wyjazd w góry po to żeby pochodzić po górach, jest nudne, w zeszłe wakacje obserwowałam to w trakcie pobytu w Świnoujściu - od rana do wieczora musiały być atrakcje - nawet na plaży kąpiel i plażowanie to nie było dość. M z nimi chodził na część plaży gdzie były takie place zabaw dla dzieci. Jak im się nudziło na plaży, to bawiły się na tych placach zabaw, gdzie miały animację. Non-stop atrakcje i podniety zapewnia im matka i ojciec (w trakcie weekendu z tatą przecież też nie może być nudno...). One nie są nauczone zajęcia się spokojnie sobą, poczytania książki (czytanie książek jest nudne), pobawienia się same przez jakiś czas zabawkami których mają mnóstwo. Nie podejrzewam, że to problem wychowawczy z którym borykają się wyłącznie moje pasierbice, ale przyznam że nie chcę tego dla swojego dziecka. Dziewczyny przy lekcjach siedzą jak na szpilkach, nie są w stanie się skoncentrować, są ciągle pobudzone, a lekcje je nudzą i widać, że myślą o tym co będzie "po".

U córek M jest to samo – doskonal Cię rozumiem. Dzieci nie potrafią się sobą zająć. Ciągle trzeba coś im organizować i zapewniać atrakcje. Nie przypominam sobie, żeby moi rodzice tak robili. I rodzice Ex z pewnością też nie, a już na pewno rodzice M. Znak naszych czasów? Na pewno też. Starsza już umie zająć się sobą – wisi na tablecie i smartfonie. Kiedy M chciał zabrać dziewczyny do siebie na część wakacji, to Ex zażądała listy atrakcji, jakie zamierza im zapewnić, bo inaczej wyjazd będzie NIEATRAKCYJNY. Więc nie liczy się czas z tatą. Zgroza! Ja też nie chcę takiego czegoś dla mojego dziecka!
I nie zgadzam się, że "widziały gały, co brały"! Niestety, nie przewidziałam, jak to może być, bo nie jestem jasnowidzem. Nie wiedziałam, że Ex i jej matka to wariatki i że można być tak perfidnym. Nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałam.

6 607

Odp: Być drugą i macochą

No i oczywiście, Wesołych Świąt - kochane. My nigdzie nie wyjeżdżamy i nie będę widzieć dzieci M, ale Wam, które będziecie się z nimi widzieć,  życzę siły, wytrzymałości i dużo dystansu. Trzymajcie się!

6 608

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczynki życze Wam wszystkim spokojnych świat ,przede wszystkim żebyście je spędziły w zgodzie z sama sobą ,bez wymuszania,bez pretensji ze strony partnerów ,bez jakiejkolwiek presji,pogody i radosci i uśmiechu
pamiętajcie ze też jestescie wazne,ba,nawet najwazniejsze dla,samych siebie

6 609

Odp: Być drugą i macochą

Dziewczyny
przyłączam się do serdecznych życzeń świątecznych .... smile chociaż na dzień dzisiejszy to świąt mam serdecznie dość .... 36 tc, Jaś się już jakoś układa dziwnie w miednicy, więc nie tylko toczę się krokiem marynarza, to z obuwia mam do wyboru crocksy i buty górskie. Czuję się przeatrakcyjna i do tego mam Wielkanoc na 9 osób (z pasierbicami włącznie, ale do tej pory zachowują się bez zarzutu, więc na nie akurat złego słowa nie mogę powiedzieć)...... jak to przeżyję to przeżyję wszystko smile

6 610

Odp: Być drugą i macochą

Kochane, słonecznych Świąt , spokojnych ... tak jak Wam odpowiada:)

U nas nie było najgorzej.. ale kilkudniowe patrzenie jak dorosły facet jest na każde skinienie swojego synka... bryyyy
Tracę szacunek do niego coraz bardziej -  ręce opadają po prostu.
Nawet termin wyjazdu jest uzależniony od niego - pytałam kilka razy o której ma odwieźć młodego - nie wiem usłyszałam. Po czym od rana M mi komunikuje że zaraz jadą po synuś ma życzenie polewać się jeszcze z kolegami u siebie pod domem ... po czym zmieniał kilka razy godzinę !
Nie chcę już  nawet dociekać czy to prawda...czy może ex miała dać znać o której może syna odstawić!
Bo słyszałam sygnał tel... i nagle M do syna , pakuj się , jedziemy i jak strzała poleciał ! 
Mam  żal do M- że nie trzyma ze mną jednego frontu tylko zawsze przeciw- chroni ex , syna - ich lekceważenie jego i nas .

to tyle ..wylałam trochę swoich żali smile

6 611 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-03-29 05:31:18)

Odp: Być drugą i macochą

Witajcie po świętach
mam chwilę oddechu, bo rodzinka jeszcze śpi, a ja już nie.... (kiepsko sypiam pod koniec ciąży).

1. dziś M idzie na rozprawę dotyczącą alimentów; pewnie będą kolejne, bo przedstawiono nowe dowody itd. Lusilju - będę się z Tobą kontaktowała w tej sprawie, jak tylko wyjdą jakieś "kłopoty". Póki co pisma poszły i nie da się ich zmodyfikować, ale jak będę miała informacje/wnioski to pozwolę sobie skontaktować się z Tobą

2. święta mieliśmy "integracyjne" - moja rodzina, rodzice M, oczywiście M i jego córki. Dotarło do mnie, że póki nie było mnie, święta i ogólnie życie M kręciło się wokoło córek. One nie do końca rozumieją, że tak już nie jest i wychodzą z tego niestety pewne sytuacje, którym trzeba będzie zaradzić. Przykład pierwszy z brzegu. Moja matka przywiozła im grę do układania (takie klocki w wieży, które się wyciąga aż wieża się obali). Dziewczyny ułożyły wieżę i z pokoju drą się, że "przyjdźcie do nas, chcemy Wam coś pokazać". Wyobraźcie sobie, że nikt się nie rusza.... w sumie w salonie, przy stole siedzieli sami dorośli, rozmawiali, jedli ciasto i pili kawę. Po kilku wezwaniach schodzi młodsza pasierbica i z pretensją pyta "ruszycie dupę, przecież wołamy?". Moi rodzice są mega konserwatywni i trochę im mowę odebrało, rodzice M chyba trochę też byli przerażeni, a M miał pianę na ustach.... "Normalnie" byłoby tak, że one by zawołały, i cala pielgrzymka poszłaby oglądać ich dzieło i oczywiście szczerze podziwiać. Tylko że była moja rodzina, rodzice M skupili się na rozmowie z moimi rodzicami i bratem i trochę zignorowali dziewczyny. No ale wyobrażacie sobie minę moich rodziców na tekst 8 latki, zaserwowany w przerwie między śniadaniem wielkanocnym, a obiadem w pierwszy dzień świąt smile Gdybym to ja lub brat coś takiego powiedzieli, to sprawiedliwość w postaci jakiejś kary zostałaby wymierzona w trybie natychmiastowym i ze względu na nadzwyczajne okoliczności, to w wymiarze nadzwyczajnie obostrzonym...
Też tak jak u "chceuciekacstąd" M spełnił zachciankę młodych i po tym jak nieopatrznie zapytał, co chcą na zająca, leciał im kupić deskorolki. Trochę go zrugałam na zasadzie - po cholerę pytasz, kupiłbyś książkę i słodycze i byłoby ok. No ale jeżeli chce spełniać ich kaprysiki, to proszę bardzo, ale niech mnie w to nie mieszaj. Był jednak moment pozytywny. Młode samowolnie wyszły na ulicę i sobie jeździły poza domem, pomimo wyraźnego zakazu (na ulicy jeździć mogą wyłącznie pod nadzorem dorosłych). Niby czekały na dziadka, ale że dziadek się trochę opóźniał z wyjściem, to one sobie "poradziły". Jak M to zobaczył to się wkurzył, kazał im wracać do domu natychmiast i za karę siedzieć w pokoju. Próbowały coś tam pyszczyć, ale widziały że M przekroczył pewną granicę irytacji i nie ma miejsca na pyskówki, więc poszły karnie do siebie. Włączyły sobie telewizor i siedzą w pokoju, po czym po kilkunastu minutach młodsza drze się z góry do dorosłych "możecie być w końcu ciszej, przeszkadzacie nam".......... Mina moich rodziców - bezcenna. Mina rodziców M i samego M na minę moich rodziców - bezcenna po stokroć.... Myślę, że dziewuchy tak przegięły, tak obnażyły wszem i wobec "panujące układy", że bardziej już nie mogły. No cóż.... czeka nas w najbliższym czasie brutalne uświadomienie dzieciom, że co do zasady świat nie kręci się wokoło nich i że muszą mieć wyczucie i wiedzieć, kiedy są sytuacje, gdy dorośli nie są nimi zainteresowani. Pomimo tego, że te gafy dziewczyn były dość ostre, to powiem Wam, że chyba wszystkim to było potrzebne, a mam szczerą nadzieję, że i dzieci na tym skorzystają, bo zostaną sprowadzone z kosmosu na ziemię smile Te sytuacje nie są mega-drastyczne, ale pokazują że jesteśmy na etapie pewnego przejścia, z którym dziewczynom ciężko się pogodzić; z fazy "jestem pępkiem świata" w fazę "jestem częścią tego świata".... Sądzę, że bardziej to póki co czują, niż rozumieją i stąd te nieporozumienia

3. pozostaje temat dziadków, który musimy też z M ukrócić bardzo jednoznacznie. Onego czasu była u mnie koleżanka z dzieckiem. Jej córka zaczęła myszkować w kuchni po szufladach, na co jej matka ostro ją skarciła. Ja bezmyślnie powiedziałam coś w stylu "e.... niech sobie grzebie, tam nie ma nic niebezpiecznego", na co koleżanka grzecznie ale dobitnie mnie zripostowała w stylu, że to ona jest od wychowywania dziecka i mówienia mu co mu wolno, a co nie i to źle, jeżeli osoby trzecie podważają przy dziecku jej decyzję. Trochę mi poszło w pięty, ale wiedziałam, że ma rację i ją przeprosiłam. Kilka lat później moja kuzynka u nas w domu napomniała swojego syna, że ma przestać biegać i hałasować. Moja matka na to "a niech sobie biega" i wtedy, przyznam że stanęłam po stronie kuzynki. Jej było niezręcznie zareagować wobec mojej matki, ale ja powiedziałam "Mamo, to Ewa decyduje co można dziecku a co nie, jeżeli ona mu tego zakazuje, to nie podważajmy jej autorytetu wobec dziecka". Kuzynka potem mi dziękowała, bo powiedziałam to nie tylko przy swojej matce, ale przy jej matce, a ona miała ogromy problem ze swoją matką. Kuzynka np. nie pozwalała dziecku jeść słodyczy między posiłkami, a jej matka "kochana babcia" po kryjomu (że niby Ewa nie widzi) dawała mu jakieś żelki czy czekoladki - taka "babciowa" krecia robota wobec rodzica.
U nas M coś mówi do córek, a dobrzy dziadkowie zaraz coś tam kwestionują, wyłagadzają, że dzieci niby takie biedne i dlaczego...? Młode mają karę i mają nie wychodzić poza dom, na co dziadek przy nich beszta M, że jest za surowy itd., że on dziewczyny weźmie i będzie je pilnował na ulicy. A to nie o to chodzi - one mają karę, bo poszły na ulicę samowolnie - mają karę, żeby przyswoić, że samowola wiąże się z konsekwencjami i ta kara musi być wykonana, a nie kwestionowana przez dziadka. Trzeba będzie delikatnie dać do zrozumienia dziadkom, że nie życzymy sobie takich sytuacji, kiedy kwestionują zdanie M i wchodzą jako "pseudo-rozjemcy" między niego a dziewuchy. Oczywiście, dziewuchy natychmiast się przyklejają do dziadków i z oczyma zbitego psa prawie żalą się jaki to ten ojciec okropnie surowy. Jak tam się w tym swoim nieszczęściu nynały z dziadkami, to byłam świnią i mówię do nich "No cóż dziewczyny, to nic że dziadkowie was pożałują, ale jak tata wam zakazał, to dziadkowie zakazu odwołać nie mogą. Na ten temat możecie rozmawiać wyłącznie z tatusiem". Mówiłam to nie do dzieci, ale do dziadków smile

6 612

Odp: Być drugą i macochą

"ruszycie dupę, przecież wołamy?" - To nawet nie jest śmieszne. Żenujące.

Gdyby moje dziecko wyskoczyło z takim tekstem do dorosłych - zebrałoby taką burę, że do końca życia by zapamiętało, że takie teksty to do kolegów na podwórku, a nie do dorosłych. Ty sie do tego przyzwyczaiłaś. M uważa to za normalne, ale Twoim rodzicom współczuję. Wyobraź sobie jak skomentowali to zachowanie miedzy sobą, jak już wyszli z Waszego domu.

6 613

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Witajcie po świętach
mam chwilę oddechu, bo rodzinka jeszcze śpi, a ja już nie.... (kiepsko sypiam pod koniec ciąży).

1. dziś M idzie na rozprawę dotyczącą alimentów; pewnie będą kolejne, bo przedstawiono nowe dowody itd. Lusilju - będę się z Tobą kontaktowała w tej sprawie, jak tylko wyjdą jakieś "kłopoty". Póki co pisma poszły i nie da się ich zmodyfikować, ale jak będę miała informacje/wnioski to pozwolę sobie skontaktować się z Tobą

Czyli kto przedstawił nowe dowody Wy, czy tamta strona?

6 614

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
co to stopnia zażenowania sytuacją "ruszcie dupę....", to moim rodzicom odebrało głos. Oczywiście rodzicom M i M było głupio, ja się tylko uśmiechnęłam; niestety na swój sposób "przyzwyczaiłam się" do odzywek dziewczyn i wiem czego się spodziewać.

Co do alimentów - napiszę trochę później, niestety teraz nie mam warunków

6 615

Odp: Być drugą i macochą

Sprawa alimentów wygląda tak

1. Rozprawa była dzisiaj, a dwa tygodnie temu (chyba tak mniej więcej) dostaliśmy pismo od prawnika eks z nowym wyliczeniem kosztów utrzymania dziewczynek, na które przygotowaliśmy odpowiedź i prawniczka ostatecznie przekazała je chyba w zeszłym tygodniu.

2. Sędzina była nieprzygotowana do sprawy - stwierdziła, że oba pisma dostała do rąk przed świętami i nie czytała ich w święta. Przed rozprawą zapoznała się pobieżnie z głównymi wątkami.

3. Pismo złożone przez naszą prawniczkę w 80% bazowało na wyjaśnieniach, które napisałam, gdzie dość systematycznie polemizowałam z argumentacją o konieczności podniesienia alimentów. Dla mnie najważniejszy był argument, że koszty miesięcznego utrzymania dziewczynek pokazywane przez matkę znacząco przekraczają jej dochody łącznie z alimentami. Napisałam coś w deseń, że ojciec nie ma możliwości weryfikacji z jakich źródeł matka finansuje takie koszty utrzymania, czy z oszczędności, czy posiada dodatkowe źródła dochodów, których nie ujawnia, czy pomagają jej osoby trzecie, czy też (a takie jest zdanie pozywanego, co prezentował w piśmie) koszty przedstawiane przez nią są nierzetelne, dublowane i nieodpowiadające rzeczywistości, natomiast należy stwierdzić, że żadne gospodarstwo domowe (czy prowadzone przez samotną matkę, czy pełną rodzinę), nie jest w stanie pozwolić sobie na łączne koszty średniomiesięczne przekraczające o ponad 4 kPLN (circa), deklarowane dochody, gdzie około 7 kPLN to koszty dzieci. Dlatego też w punktach dyskutowaliśmy jak to "uzasadnionych potrzeb dzieci" mają się ich zajęcia dodatkowe w trakcie roku szkolnego za łączną kwotę 16,5 kPLN rocznie itd. itp.

3. Doszło do sytuacji, kiedy sędzina pobieżnie zapoznana z oboma pismami, udzieliła stronom 5 minut czasu na konsultacje między sobą, czy wycofają pozwy. Jak stwierdziła "ona nie widzi przesłanek ani do podwyższenia ani do obniżenia alimentów, argumentem do obniżenia nie jest fakt że za 2 tygodnie urodzi się trzecie dziecko", na to M powiedział, że fakt narodzin trzeciego dziecka jest tylko jedną z okoliczności, która została przedstawiona

4. W trakcie tego jak prawnicy M i eks rozmawiali, sędzina chyba przeczytała nasze pismo. Napisałam je taką trochę techniką jak piszę pisma do urzędu skarbowego; w punktach porozwijane różne kwestie i kobiecie myślę że stosunkowo łatwo było szybko ogarnąć pismo i zapoznać się z tymi argumentami, które chciała (nie obcowałam do tej pory z pismami o alimenty, ale powiem Wam uczciwie, że prawnicy często bełkoczą i walą "strumienie świadomości", które się fatalnie czyta. Ja jestem umysł ścisły-ekonomista, tekst zredagowałam przejrzyście, powstawiałam tabelki, wyliczenia itd)... Prawnicy M i eks ustalili, że w ciągu tygodnia spróbują wypracować rozwiązanie kompromisowe, a następna rozprawa ma być za 2 tygodnie (czyli względnie szybko) i jeżeli nie dojdą do kompromisu, sędzina coś tam zasądzi. Natomiast .... sędzina na zakończenie w dość mocnych słowach podkreśliła, że alimenty służą pokryciu uzasadnionych potrzeb dzieci, a nie każdej potrzeby i wydatku ponoszonego na dziecko (to były też argumenty z naszego pisma, że wydatki są życzeniowe i zupełnie oderwane od realiów życia obojga rodziców. Nie można mówić o tym, że matka odbiera sobie od ust, a ojciec cham nie chce płacić, bo ta inżynieria alimentacyjna jest w naszym przypadku, myślę że dość zmyślnie "rozdęta". Nie mniej, nie jestem specjalistą od alimentów/rozwodów i to moje zdanie, a mogę się mylić).

5. Prawnik eks wyszedł z propozycją, że alimenty mogą pozostać na niezmienionym poziomie, ale M ma partycypować w połowie w kosztach półkolonii. Ja bym odpuściła, ale M niestety/stety nie pójdzie na to.... powiedział, że woli za te dwa tygodnie "półkolonii", które ma finansować (tj. 2kPLN) dać kasę swojej matce i ojcu, żeby zabrali gdzieś dziewczynki na tydzień nad jezioro (one pobędą z dziadkami i dziadkowie będą mieli odpoczynek, więc dwie pieczenie na jednym ogniu), a także on weźmie tydzień urlopu i sam się z nimi zajmie. Nie mówił tego eks tak jak ja Wam, ale powiedział, że on zapewni dziewczynom dodatkowe 2 tygodnie wakacji, na co eks pyta "poza Poznaniem?", na co M odpowiedział "ja o tym zdecyduję gdzie i jak, będą miały wakacje jak normalne dzieci". Dodam, ze eks wie, że poza tym dodatkowym czasem jedziemy na 2 tygodnie z dziewczynami nad morze. M nie chce dać eks ani złotówki nad to, co ona aktualnie otrzymuje.... Gdyby dostawała 400 zł jak wiele kobiet, miałabym go za gnoja, ale płaci sowite alimenty.

6. Inna sprawa to zachowanie eks w trakcie rozprawy. Nie widziałam, nie wiem, znam tylko z opowiadań. Do tej pory mama dziewczynek podobno odgrywała emocjonalne monodramy w sądzie i na korytarzach była agresywna wobec M. Podobno w trakcie tej rozprawy była cicha jak trusia... nie wiem jak to interpretować, ale zawsze takie "metamorfozy" mnie martwią, tym bardziej że nie mówił o tym tylko M, ale przede wszystkim jego prawniczka, więc gdzieś tam podświadomie obawiam się, że coś się dzieje ....

7. I na koniec jeszcze jedna myśl. Nie ma we mnie chęci i potrzeby "ucierania nosa"; wprawdzie kontakty z eks mnie irytują, jej pisma są beznadziejne itd., ale mnie personalnie ani grzeje ani ziębi. Ale dziewczyny jest we mnie taki cień złośliwości, że tak się przygotowywała do batalii o podwyższenie alimentów - załatwiła dodatkowe zajęcia, pipczy, że jej nie stać na narty we Francji z córkami (sic!), a nawet ostatnio pogrywa kwestiami zdrowia córek (nie pisałam o tym, bo to trochę żenujące, ale młodsza córka ma asymetrię nóg; jedna nóżka jest o 0,5 cm krótsza. Skonsultowałam się z żoną przyjaciela, która jest ortopedą i pytam, czy to coś poważnego, jak to się leczy, jak się postępuje. Lekarka mi wyjaśniła, że to częsta przypadłość dzieci, że na tym etapie to jest do obserwacji, ale jak się będzie pogłębiać to taką nóżkę się rehabilituje i często nosi wkładki ortopedyczne, żeby zapobiec np. powstaniu skoliozy, czy deformacji stawów. W każdym razie lekarz z placówki w której M ma kartę ubezpieczenia dodatkowego na leczenie rodziny, napisał w zaleceniach "kontrola za pół roku, dużo ruchu". Zdaniem matki, to mocny argument popierający jej wybór zajęć dodatkowych dla dzieci. Kilka dni temu M dostał maila od byłej żony z informacją o stanie zdrowia córek, gdzie pisała o tej asymetrii i, że ona pójdzie do rehabilitanta na prywatne zajęcia z córką. Akurat ten pakiet, który zapewnia im ojciec obejmuje rehabilitację leczniczą i kuź-wa, gdyby ortopeda widział taką konieczność, to by to wpisał w zalecenia i skierował ją w ramach karty...). W każdym razie, jest we mnie taki cień złośliwości, że bym chciała, żeby minimalnie jej ktoś utarł nosa za to jak kombinuje...

tak w telegraficznym skrócie .....

6 616

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

3. Pismo złożone przez naszą prawniczkę w 80% bazowało na wyjaśnieniach, które napisałam, gdzie dość systematycznie polemizowałam z argumentacją o konieczności podniesienia alimentów. Dla mnie najważniejszy był argument, że koszty miesięcznego utrzymania dziewczynek pokazywane przez matkę znacząco przekraczają jej dochody łącznie z alimentami. Napisałam coś w deseń, że ojciec nie ma możliwości weryfikacji z jakich źródeł matka finansuje takie koszty utrzymania, czy z oszczędności, czy posiada dodatkowe źródła dochodów, których nie ujawnia, czy pomagają jej osoby trzecie, czy też (a takie jest zdanie pozywanego, co prezentował w piśmie) koszty przedstawiane przez nią są nierzetelne, dublowane i nieodpowiadające rzeczywistości, natomiast należy stwierdzić, że żadne gospodarstwo domowe (czy prowadzone przez samotną matkę, czy pełną rodzinę), nie jest w stanie pozwolić sobie na łączne koszty średniomiesięczne przekraczające o ponad 4 kPLN (circa), deklarowane dochody, gdzie około 7 kPLN to koszty dzieci. Dlatego też w punktach dyskutowaliśmy jak to "uzasadnionych potrzeb dzieci" mają się ich zajęcia dodatkowe w trakcie roku szkolnego za łączną kwotę 16,5 kPLN rocznie itd. itp.

Wg mnie argumentacja słuszna. Z rachunków naszej Exowej też wynikało , że wydaje trzy razy więcej niż wykazuje dochodu ( łącznie z dotychczasowymi alimentami). Nasz adwokat użył podobnej argumentacji jak u Was.

Hh999 napisał/a:

. Jak stwierdziła "ona nie widzi przesłanek ani do podwyższenia ani do obniżenia alimentów, argumentem do obniżenia nie jest fakt że za 2 tygodnie urodzi się trzecie dziecko", na to M powiedział, że fakt narodzin trzeciego dziecka jest tylko jedną z okoliczności, która została przedstawiona

Pisałam to wcześniej. Wg polskich sądów , decydując się na kolejne dziecko nie możesz tego robić kosztem dotychczasowych dzieci i obniżać im z tego powodu standardów życia. W każdej normalnej rodzinie rodzice dążą do tego, żeby dzieci miały po równo. W rozwiedzionych rodzinach, wg sądów dzieci wcześniejsze są dziećmi "pierwszego sortu".

Hh999 napisał/a:

.
.... sędzina na zakończenie w dość mocnych słowach podkreśliła, że alimenty służą pokryciu uzasadnionych potrzeb dzieci, a nie każdej potrzeby i wydatku ponoszonego na dziecko (to były też argumenty z naszego pisma, że wydatki są życzeniowe i zupełnie oderwane od realiów życia obojga rodziców. Nie można mówić o tym, że matka odbiera sobie od ust, a ojciec cham nie chce płacić, bo ta inżynieria alimentacyjna jest w naszym przypadku, myślę że dość zmyślnie "rozdęta".

I chwała sędzinie za to. W tym bym upatrywała Waszą szansę na wygranie tej sprawy w kolejnym terminie. I jeśli tamta strona nie wniesie w między czasie wniosku o zmianę sędziego to uważam, że sprawę macie wygraną i nie musicie iść na żaden kompromis w tej sprawie.

Hh999 napisał/a:

....na co eks pyta "poza Poznaniem?", na co M odpowiedział "ja o tym zdecyduję gdzie i jak, będą miały wakacje jak normalne dzieci". Dodam, ze eks wie, że poza tym dodatkowym czasem jedziemy na 2 tygodnie z dziewczynami nad morze. M nie chce dać eks ani złotówki nad to, co ona aktualnie otrzymuje.... Gdyby dostawała 400 zł jak wiele kobiet, miałabym go za gnoja, ale płaci sowite alimenty.

  Brawa dla Twojego faceta za taką postawę :-)))

Hh999 napisał/a:

Nie ma we mnie chęci i potrzeby "ucierania nosa"; .......... Ale dziewczyny jest we mnie taki cień złośliwości, ......... że bym chciała, żeby minimalnie jej ktoś utarł nosa za to jak kombinuje...
tak w telegraficznym skrócie .....

I bardzo dobrze Cię rozumiem. Nienawidzę ludzi , którzy kombinują, knują, są takimi życiowymi pijawkami i pasożytami. Chce mieć lepsze życie, dorównać poziomem życia do sąsiadów, to niech się sama za robotę też weźmie, a nie wisi na tym facecie jak jemioła.

6 617

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
właśnie ... nie chciałabym urazić żadnej macochy czy matki otrzymującej alimenty pisząc, że jak facet płaci 400 zł alimentów to jest gnojem. Pewnie są mężczyźni, dla których 400 zł na dziecko to jest duża kwota, bo zarabiają najniższą krajową, czy z innych powodów. W przypadku mojej eks koszty dzieci nie są skalkulowane "na bogato", one są obliczone "na luksusowo", na poziomie na który mogą sobie pozwolić naprawdę bardzo zamożne rodziny. Uważam jednak, że to co M płaci na córki w formie alimentów, co im zapewnia u siebie w domu i w trakcie czasu spędzanego z nim, dodatkowe wydatki na ich różne fanaberie, zaangażowanie w różne doraźne akcje, świadczą "za" M. Na razie na koszty dziewczyn (alimenty plus to co M ponosi w związku z nimi) M poświęca około 55% dochodów. Aby zaspokoić apetyty pani eks musiałby prawdopodobnie oddawać koło 75%, co już byłoby problematyczne w kontekście normalnego życia (utrzymanie domu, kredyty, koszty życia). Dlatego nie możemy odpuścić i będziemy walczyć o to, żeby alimenty nie wzrosły. Już nie chcę się babrać w kwotach, kosztach, racjach, ale podam jeszcze jeden przykład. Eks miała swoją działalność gospodarczą jako tłumacz języka angielskiego i wynajmuje dziewczynom lektora, native speakera, za którego rzekomo płaci 400 zł miesięcznie, co daje 4 kPLN w ciągu roku. Jeżeli istotnie, jej tak ciężko, jej nie stać na sfinansowanie półkolonii dla dzieci, no to która normalna matka decyduje się na prywatnego nauczyciela angielskiego, skoro jej kompetencje językowe pozwalają na nauczanie dzieci na poziomie elementarnym. Jak pisałam pismo, to naprawdę pomyślałam sobie, że gdyby relacje/stosunki byłyby normalne, to ja mam doświadczenie studenckie z nauczania dzieciaków angielskiego i mogłabym z przyjemnością siedzieć z dziewczynami i je uczyć. Tylko po jaką cholerę mam się pchać przed szereg... więc napisałam w piśmie jako jeden z przykładów nieracjonalnych wydatków, koszty native speakera za 50 zł za godzinę dla dziewczynek, które ledwo dukają po angielsku.

6 618 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-30 12:58:50)

Odp: Być drugą i macochą

400zł na dziecko - moje dzieci dostają niewiele więcej, ale nie czuję się urażona Twoimi słowami. Jak słusznie zaznaczyłaś, alimenty są uzależnione od dochodu płacącego alimenty. Trudno wymagać od mojego byłego męża płacenia nie wiadomo jakich kokosów, skoro na podobnej stopie żyliśmy razem w czasach małżeństwa. Nie uważam nas za "ubogą" rodzinę, ale też nigdy nie obrastaliśmy w luksusy. To, że moje dzieci nie dostają takich alimentów jak Twoje pasierbice, nie oznacza, że żyjemy w nędzy i biedzie i chodzimy w dziurawych ubraniach. Alimenty i to co sama zarabiam starcza nam na naprawdę fajne życie. Owszem nie jeździmy na ferie w Alpy ale Białka Tatrzańska w zupełności nam wystarcza. Moje dzieci nie chodzą na siedemnaście różnych zajęć poza szkolnych, ale córka realizuje swoją pasję w chórze szkolnym, a syn na bezpłatnych zajęciach z wędkarstwa. Jak się chce (mimo niskich alimentów) naprawdę można sobie wszystko fajnie poukładać, ale sporo pracy własnej trzeba też w to włożyć!!! Dlatego taka wściekła byłam na Exową M, która w perfidny sposób próbowała sobie ułożyć wygodne życie kosztem M i moim , zamiast sama ruszyć d...ę do roboty.  Ta kobieta naprawdę w życiu nie za wiele się  napracowała, ale nadzwyczaj łatwo Jej przychodzi sięganie po czyjeś.
Przeglądałam PITY M z lat ich małżeństwa. Dochody Exowej rok w rok bliskie zeru, dochody M na porównywalnym poziomie co i teraz, a Ona w pozwie o podwyższenie alimentów wykazuje nagle  takie wydatki jakich nigdy w życiu nie miała, bo nawet żyjąc razem nie było Ich na takie "bogate" życie stać. Uzasadniając "poprawę sytuacji życiowej M" wskazywała na to, że teraz mieszka ze mną (tzn z konkubiną) "dzieli ze mną gospodarstwo domowe", a zatem ponosi On mniejsze koszty codziennego utrzymania, skoro tak , tę "wypracowaną nadwyżkę mógłby oddać dzieciom". Czyim kosztem zatem miałoby się to odbyć? Kosztem moim i moich dzieci. Stąd moja wrogość do Niej i do wszystkich Jej podobnych manipulantek.

6 619 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-30 12:50:33)

Odp: Być drugą i macochą

.

6 620

Odp: Być drugą i macochą

kjim, dziękuję za naświetlenie pewnych spraw. Osobiście zawsze współczułam (i nadal tak jest), osobom samotnie wychowującym dzieci. Jakby na to nie patrzeć, bez względu na ustalenie kontaktów z drugim rodzicem, to własnie na samotnych rodzicach spoczywa większość obowiązków dotyczących opieki i wychowania dzieci.
Kobiety "obarczone" dziećmi, na ogół mają też mają większy problem w znalezieniu partnera niż ich "wolny" były mąż i generalnie w ułożeniu sobie życia, facetom jakby łatwiej.
Jednak podobnie jak Ty "Nienawidzę ludzi , którzy kombinują, knują, są takimi życiowymi pijawkami i pasożytami. Chce mieć lepsze życie, dorównać poziomem życia do sąsiadów, to niech się sama za robotę też weźmie, a nie wisi na tym facecie jak jemioła."
Niestety, wiele samotnych mam nie przyjmuje do wiadomości, że alimenty są dla dzieci, a nie dla nich. Nie chcę wszystkich samotnych matek stawiać w jednym szeregu, bo jednak wiele z nich zostało bardzo skrzywdzonych przez byłych mężów, często też alimenty jakie otrzymują są żałośnie niskie, wynikające z manipulacji, czy zwykłego oszustwa tatusia, który celowo zaniża, lub ukrywa dochody, żeby dowalić byłej żonie, nie bacząc na krzywdę własnych dzieci.
Jednak w sytuacjach jakie opisujecie "nóż się w kieszeni otwiera".
Trudno uwierzyć i zrozumieć, że dzieci jednego rodzica mogą być "lepsze" i "gorsze".
W przypadku Hh999, gdyby nie jej możliwości finansowe, ich syn byłby niczym ubogi krewny swoich przyrodnich sióstr i to bynajmniej nie z powodu świetnej pozycji zawodowej ich matki sad

6 621

Odp: Być drugą i macochą

josz
zgadzam się z Tobą i absolutnie nie kwestionuję trudu matki, która znaczną część roku zajmuje się dziećmi. Niestety moje współczuję względem naszej eks, jest nieco ograniczone .... jestem przekonana, że gdyby inaczej postępowała (i nie chodzi wyłącznie o względy finansowe), to M znacznie bardziej wspierałby ją w logistyce związanej z dziećmi. Jak M tylko wyczuje, że eks zaczyna sobie układać "jego kosztem" swoje interesy i korzysta z niego wtedy kiedy jej wygodnie, momentalnie się wycofuje. Czasami też jej prośby są absurdalne i zadaje pytanie doskonale wiedząc, że M nie jest w stanie tych życzeń realizować. Czasem to intryga, która ma pokazać jakim kiepskim ojcem jest i nastawić dziewczyny przeciwko ojcu. Przykład ... zajęcia z akrobatyki w środę od godziny 20.00 do 21.00 - tak zapisała dzieci. Okazało się, że są zajęcia we wtorek, które zaczynają się od 19.00 do 20.00 - zatem są wcześniej i tylko jest jeden problem - w tym czasie dziewczyny mają spotkanie z ojcem. Wtedy napisała do M w deseń, że jeżeli mu zależy na dobru dzieci, powinien zgodzić się na skrócenie swoich "widzeń" z dziewczynami o pół godziny (z trzech godzin, które ma i gdzie 1 godzina poświęcona jest na przejazdy). Potem dziewczyny miały pretensje do ojca, że to przez jego upór "one mają w środę do późna akrobatykę". Widziałam jak M się gryzł, czy nie odpuścić dla "dobra dzieci", ale ... czym jest faktyczne dobro dzieci? czy dobry kontakt z ojcem i odrabianie z nim lekcji, czy akrobatyka ....?

Dodam, że ja rozumiem naszą eks, że ma prawo być zmęczona córkami, bo naprawdę panny rosną na małe awanturnice i czasami mi też ciśnienie mocno podniosą, a należę do typów zrównoważonych. M chciałby kupić działkę obok domu, żeby trochę powiększyć dom (okazuje się ciut za mały) i zaczął kombinować, że ta dobudówka byłaby dla dziewczyn. Zaprotestowałam, że do tej dobudówki możemy się ewentualnie my przeprowadzić a dzieci mają być razem w głównej części domu, bo mamy mieć kontrolę co się dzieje. Oczyma wyobraźni widzę dziewczyny, które mając w centrum miasta "azyl" w domu ojca, zaczynają kombinować kiedy, z kim i na jakich warunkach mieszkać. Już dziś drą się na ojca "wyjdź stąd, to nasz pokój", to wyobrażam sobie że ich "domek" byłby również obszarem poza naszą jurysdykcją. Na szczęście na dzień dzisiejszy sąsiad nie chce sprzedać działki, M wykańczają alimenty, a ja nie wykazuję wielkiego entuzjazmu ani co do koncepcji ani co do finansowania.... jednym słowem nie ma ku temu ani woli sąsiada, ani dostatecznych środków. I... już teraz widzę jak młode sprytnie sprzedają newsy swoim rodzicom, jak naprawdę w dziecięcy sposób manipulują nimi wiedząc, że przepływ informacji jest słaby. Dlatego jak słyszę o "domku dla dziewczynek" połączonym z naszym to zaczynam odczuwać stres. Okaże się, że chcą mieszkać z ojcem, lodówkę będę napełniała ja, im będzie wygodniej jeździć do szkół, spotykać się ze znajomymi z miejsca gdzie my mieszkamy i takie tam .... Jak coś im ojciec nie pozwoli, to zawiną się i pojadą do matki, jak wejdą w konflikt z matką, przylecą wyżalić się do ojca... Nie wiem czy jestem gotowa na takie atrakcje smile

6 622 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-31 08:18:14)

Odp: Być drugą i macochą
josz napisał/a:

kjim, dziękuję za naświetlenie pewnych spraw.

Jakich spraw, bo nie bardzo rozumiem?

6 623 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-03-31 09:02:17)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

josz
zgadzam się z Tobą i absolutnie nie kwestionuję trudu matki, która znaczną część roku zajmuje się dziećmi. Niestety moje współczuję względem naszej eks, jest nieco ograniczone .... jestem przekonana, że gdyby inaczej postępowała (i nie chodzi wyłącznie o względy finansowe), to M znacznie bardziej wspierałby ją w logistyce związanej z dziećmi. Jak M tylko wyczuje, że eks zaczyna sobie układać "jego kosztem" swoje interesy i korzysta z niego wtedy kiedy jej wygodnie, momentalnie się wycofuje. Czasami też jej prośby są absurdalne i zadaje pytanie doskonale wiedząc, że M nie jest w stanie tych życzeń realizować. Czasem to intryga, która ma pokazać jakim kiepskim ojcem jest i nastawić dziewczyny przeciwko ojcu. Przykład ... zajęcia z akrobatyki w środę od godziny 20.00 do 21.00 - tak zapisała dzieci. Okazało się, że są zajęcia we wtorek, które zaczynają się od 19.00 do 20.00 - zatem są wcześniej i tylko jest jeden problem - w tym czasie dziewczyny mają spotkanie z ojcem. Wtedy napisała do M w deseń, że jeżeli mu zależy na dobru dzieci, powinien zgodzić się na skrócenie swoich "widzeń" z dziewczynami o pół godziny (z trzech godzin, które ma i gdzie 1 godzina poświęcona jest na przejazdy). Potem dziewczyny miały pretensje do ojca, że to przez jego upór "one mają w środę do późna akrobatykę". Widziałam jak M się gryzł, czy nie odpuścić dla "dobra dzieci", ale ... czym jest faktyczne dobro dzieci? czy dobry kontakt z ojcem i odrabianie z nim lekcji, czy akrobatyka ....?

Dodam, że ja rozumiem naszą eks, że ma prawo być zmęczona córkami, bo naprawdę panny rosną na małe awanturnice i czasami mi też ciśnienie mocno podniosą, a należę do typów zrównoważonych. M chciałby kupić działkę obok domu, żeby trochę powiększyć dom (okazuje się ciut za mały) i zaczął kombinować, że ta dobudówka byłaby dla dziewczyn. Zaprotestowałam, że do tej dobudówki możemy się ewentualnie my przeprowadzić a dzieci mają być razem w głównej części domu, bo mamy mieć kontrolę co się dzieje. Oczyma wyobraźni widzę dziewczyny, które mając w centrum miasta "azyl" w domu ojca, zaczynają kombinować kiedy, z kim i na jakich warunkach mieszkać. Już dziś drą się na ojca "wyjdź stąd, to nasz pokój", to wyobrażam sobie że ich "domek" byłby również obszarem poza naszą jurysdykcją. Na szczęście na dzień dzisiejszy sąsiad nie chce sprzedać działki, M wykańczają alimenty, a ja nie wykazuję wielkiego entuzjazmu ani co do koncepcji ani co do finansowania.... jednym słowem nie ma ku temu ani woli sąsiada, ani dostatecznych środków. I... już teraz widzę jak młode sprytnie sprzedają newsy swoim rodzicom, jak naprawdę w dziecięcy sposób manipulują nimi wiedząc, że przepływ informacji jest słaby. Dlatego jak słyszę o "domku dla dziewczynek" połączonym z naszym to zaczynam odczuwać stres. Okaże się, że chcą mieszkać z ojcem, lodówkę będę napełniała ja, im będzie wygodniej jeździć do szkół, spotykać się ze znajomymi z miejsca gdzie my mieszkamy i takie tam .... Jak coś im ojciec nie pozwoli, to zawiną się i pojadą do matki, jak wejdą w konflikt z matką, przylecą wyżalić się do ojca... Nie wiem czy jestem gotowa na takie atrakcje smile

kochana uwazaj ,ja tez nie bylam gotowa na takie atrakcje,ale dostalam wplatana w pasierbice u nas,a wcześniej w przepychanki ,trochę u nas trochę u swojej starej
to z tym domkiem dla nich to prosta droga dla ciebie by wpierdol...c sie na mine
exowa i te małe juz zauwazyly ze jestes miła ,dobra ,pomocną osoba i
ze tak naprawdę kto ? ONE TRZESA WASZYM DOMEM A WY SIE TYLKO DOSTOSOWUJECIE
wyobrażasz sobie te dwa rozpuszczone,zblazowane,tak tak wyobraź sobie ze jak o nich czytalam to wiele razy przechodzilo mi do głowy to słowo,indywidua jako nastolatki? Wyobrażasz sobie takie nastolatki zbuntowane w twoim domu ,którym trzeba wszystko pod pysk podstawić,a które mówią do was ,,ruszcie tyłek,,

mam doroslego syna,ale nigdy nie pozwolilam na takie teksty do mnie,ba jemu by one do głowy nie przyszly na zadnym etapie dorastania,dla mnie szok i przychodzi mi do głowy jedna refleksja - te małe maja swojego ojca za nic,o przepraszam za durnia ktoremu mozna lać na glowe a on powie ze deszcz pada

ja z postu na post ,z jednych rewelacji na drugie wybaluszam oczy i nie mogę sie nadziwić braku reakcji ojca na to co one wyrabiaja

co jeszcze mialam napisać ,otoz w kwestii tego domku czy przybudówki ,twój M to cwana sztuka ,niby wie ze kasy nie ma ,niby wie ze go nie stać ale..... co robi? probuje .bo a moze Ty zgodzisz sie byc WSPOLTWORCZYNIA a wlasciwie SPONSORKA TEGO CHADZIAJSTWA ,pomyslowy Dobromir bym rzekła,uwazaj jest takie powiedzenie,,jak sie daje to sie kraje,,ja bylam naciągana w ten sposób jak zarabialam 3 razy wiecej niż mój M ale wymiksowalam sie w tempie expresowym ,sposobem co prawda hard korowym i tylko ja wiem ile mnie to kosztowało wtedy

6 624

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
josz napisał/a:

kjim, dziękuję za naświetlenie pewnych spraw.

Jakich spraw, bo nie bardzo rozumiem?

Post 6,603, wyjaśniłaś mi zawiłości przyznawania alimentów i różnych, czasem dziwnych decyzji sądu.

6 625

Odp: Być drugą i macochą

Dokładnie kjim. Mnie też wkurza cwaniactwo.
Przykład mojego M - gdyby byli razem z ex musieliby się utrzymać za ciut ponad 4 tys. (M stracił doskonale płatną posadę i jest, że tak powiem na etapie przejściowym). Tym czasem exiowa złożyła wniosek o alimenty w wysokości 800zl. Dodatkowo pani, "bo ma dzieci" wspólnie zaciągniętych kredytów spłacać nie będzie. Tak więc lekką ręką zostawiła M z zobowiązaniami na prawie 3 tysie miesięcznie + chce ponad 2 alimentów na dzieci.
Witki opadają.
Oczywiście oddanie najmłodszych dzieciaków pod opiekę ojca nie wchodzi w rachubę. Ech...

6 626 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-31 09:57:19)

Odp: Być drugą i macochą

.

6 627

Odp: Być drugą i macochą
josz napisał/a:

wyjaśniłaś mi zawiłości przyznawania alimentów i różnych, czasem dziwnych decyzji sądu.

Nie wiem czy działa to wszędzie tak samo, ale z własnego doświadczenia, ze spraw M i spraw podobnego typy w moim otoczeniu wynika, że sąd nie kieruje się żadną logiką. Często mimo twardych dowodów, mimo argumentów podpartych dokumentami - sąd kieruje się emocjami . Świetna gra aktorska Pani Exowej, melodramaty przez Nią odgrywane przed sadem, przynosiły lepsze efekty niż najlepiej przygotowany prawnik. Żałosne to jest niestety. Czasem sobie myślę wiecie o czym? Jak łatwo byłoby mi zniszczyć byłego męża. Wystarczyłoby odegrać przed sądem rolę "biednej" mamusi, pozbierać paragony od koleżanek i .... sąd by dzieciom przyznał takie alimenty, że byłemu nie starczyłoby na paliwo, żeby po dzieci przyjeżdżać, albo musiałby pracować na dwa etaty i nie starczyłoby Mu czasu na spotkanie z dziećmi  .....ale czy tędy droga?
Czy dzieciom lepiej by było gdybym zabierała je na zagraniczne wakacje dwa razy w roku, czy lepiej kiedy mają dobry kontakt z ojcem, że widują się z Nim , z rodziną z Jego strony, że mają dobry kontakt z dziadkami z obu strony?
Pytanie dla mnie retoryczne. Nie oczekuję na nie odpowiedzi, bo dla mnie odpowiedź jest jasna.

6 628

Odp: Być drugą i macochą

lusilju
ten domek "dla dziewczyn" to na razie dla mnie jakaś fantasmagoria i z pewnością nie będę finansowała czegokolwiek istotnego, bez stosownej umowy/współwłasności działki itp. zabezpieczeń. Zresztą M zainwestował w dom teściowej/żony mnóstwo kasy, a potem wyszedł z tego domu z jedną walizką bielizny i rzeczy osobistych, więc jakby co powinien rozumieć, że chcę sformalizować finansowanie jego własności. Bo leginsy i zakupy spożywcze dla jego córek mogę robić, ale bez przesady... smile
Wiem, że M chciałby mieć córki w domu i łudzi się, że może jako nastolatki z nim zamieszkają. No cóż .... kocha je .... Czy mi się podoba ta perspektywa? Umiarkowanie, jest dla mnie akceptowalna o ile dziewczyny będą zachowywały się "stosownie", czyli będą funkcjonowały na prawie normalnych domowników, z obowiązkami względem innych mieszkańców, przestrzeganiem zasad, kulturalnym zachowaniem. Minie wiele czasu zanim będą decydowały o tym z kim chcą mieszkać... ja bym nawet została przy wersji minimalistycznej domu; na razie mają swój wspólny duży pokój, u matki każda ma osobną sypialnię, więc po co je zanęcać stawiając im samodzielną chatę? Nie będę się martwiła na zapas, ale profilaktycznie trzymam rękę na pulsie, co by się M nie rozbujał w wyobrażeniach na temat wspólnej sielanki w przyszłości z nastoletnimi córkami w roli głównej. Ja raczej widzę potencjalną gehennę wink

6 629

Odp: Być drugą i macochą

Hh999, to oczywiste, że gdyby współpraca między rodzicami układała się poprawnie, dziewczyny miałyby szanse na prawidłowy rozwój.
"Prawidłowy rozwój" - tak górnolotnie ujęłam całokształt ich zachowania i cech charakteru, ale niestety to co dzieje się między ich rodzicami już w tej chwili ma negatywne skutki na wielu płaszczyznach.
Sytuacja jaka jest w tej chwili zmierza ku katastrofie. Ex w swoim zacietrzewieniu, chcąc uprzykrzyć życie M, robi krzywdę córkom i aż trudno uwierzyć, że inteligentna jakby nie było, kobieta nie chce dostrzec destrukcji do jakiej doprowadza własne dzieci.
Incydent z Wielkanocy, jaki opisałaś "ruszcie dupy...", jest tylko małym przykładem tego co czeka w przyszłości obydwoje rodziców. Ex jest bardzo krótkowzroczna, jeśli sądzi, że ominą ją skutki jej nieuczciwych działań. Płacić będą obydwoje.
Począwszy od problemów dziewczyn z nauką, a w przyszłości zdobyciem konkretnego wykształcenia (nie widzę tutaj światełka w tunelu - pospolite lenistwo, wciskanie dzieciom wiedzy siłą do głowy, a przecież wiadomo że z niewolnika nie ma pracownika, bezsensowne marnotrawienie czasu na dodatkowe zajęcia, brak ambicji, a do tego "nagrody" w postaci spełniania kaprysów, które nijak się mają do wkładu ich pracy i osiągnięć), sprzyjanie różnorakim roszczeniom dzieci (im będą starsze, tym więcej zażądają), manipulacja dziewczynek (efekt wojny między rodzicami), która z wiekiem będzie ewoluować, kultura osobista, hmm może życie je czegoś nauczy, bo w tej chwili jak widać hamulców brak (zarówno w stosunku do ojca, jak też w towarzystwie), oliwy do ognia doleje fakt pojawienia się przyrodniego brata.
Dlatego wspomniałam o katastrofie. M będzie walczył do upadłego i gdy w przyszłości będzie już leżał bez sił, może wtedy odpuści i zrozumie, że nie ma już wpływu.
Hh999 mimo tego co się dzieje, Ty masz ciągle wiele sympatii do dziewczynek, jesteś chętna do pomocy i współpracy, ale niestety przyszłość dziewczyn jest w rękach M i ex i tak długo dopóki jej ręce zaciśnięte są w pięści, to Was czekają mroczne czasy.

6 630

Odp: Być drugą i macochą

Hhh999 podobnie jak Lusilju uważam, że Młode trzęsą ojcem i Waszym domem.
Z własnego doświadczenia też wiem, ze metody wychowawcze mogą poróżnić nawet najbardziej zgraną parę. Jeśli nie ma spójności co do podejścia do dzieci i wspólnego frontu w tym zakresie rozłoży to każdy związek - kwestia tylko tego, jak szybko to nastąpi.
Ty i M wynieśliście z domów zupełnie inny model wychowania dzieci i w życiu dorosłym nawet nieświadomie będzie powielać te metody.  M - popuszczanie dzieciom, puszczanie bąków, ruszanie dupy - to nic nadzwyczajnego ani dla Niego ani dla Jego rodziny. Twoje metody : zasady, konsekwencje,  savoir vivre - są Im obce. Nie wyobrażam sobie jak można w jednym domu, pod jednym dachem wychowywać jedne dzieci w oparciu o zasady, a te drugie w oparciu o brak zasad jakichkolwiek. Przerobiłam na sobie - wiem, że to niewykonalne. Tego nie da się pogodzić i widzę tu trzy możliwe scenariusze Waszej przyszłości:
1. zaczniecie w końcu wychowywać te dziewczyny i stosować jednolite zasady wobec dziewczyn i Jasia albo,
2. będziesz musiała zrezygnować ze swoich zasad, ze swoich metod, będziesz musiała się podstosować, a tym samym zatracisz siebie i za 10 lat może się ockniesz, że żyjesz wbrew sobie, wbrew swojemu sumieniu, wbrew swoim potrzebom, że Ciebie już nie ma.
3. za jakiś czas wyprowadzisz się z domu M i nie będziesz chciał mieć z Nim/z Jego rozpuszczonymi dzieciarami nic wspólnego.

Posty [ 6 566 do 6 630 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 100 101 102 103 104 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026