Marza2
zatem ja zrewanżuję się również artykułem http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psycholo … atki/hl2fx
Wierz mi, że bardzo rzeczowo przygotowywałam się do roli macochy czytając różne artykuły, to forum itd. A tak, gdybyś nie chciała przebijać się przez ten arcyciekawy artykuł, który oddaje idealnie sytuację przynajmniej z 60% macoch na tym forum, to załączam fragment-streszczenie problemu
"Tymczasem małe pociechy mogą spokojnie kierować swoją złość w stronę nowej kobiety w życiu ojca. Dzieci są bezsilne, gdy rodzice podejmują decyzję o rozwodzie, ale mają wiele do stracenia. Z drugiej strony mają wielką moc, by zniszczyć kolejny związek rodziców. Wrogość wobec macochy jest z oczywistych powodów często akceptowana przez matkę. Ojciec, który obawia się popsucia swoich relacji z dziećmi, boi się ustanowienia podstawowych zasad. Macocha, która rozpaczliwie stara się udowodnić, że nie pasuje do stereotypu, milczy. Jest jak chłopiec do bicia, a cenę za to płaci jej małżeństwo. Martin w swojej książce przytacza historie kobiet, które często dosłownie były popychane przez dzieci, gdy ich biologiczni rodzice przymykali oko na takie zachowanie.
- Wszyscy twierdzą, że uczucia dzieci są najważniejsze. To prawda, są istotne, ale jeśli pominie się potrzeby emocjonalne przybranych matek, to gubi się ważny element układanki - mówi autorka. Wyraźnie widać, że to temat tabu, ale Martin rozprawia się z nim odważnie. - Za słowami "jesteś dorosła, więc odpuść", kryje się często fakt, że pasierbowie nie zawsze są takimi słodkimi ofiarami jak Królewna Śnieżka. Można poczuć się zdradzoną, gdy mąż nie reaguje na wrogie czyny lub słowa dziecka. Gdyby to dotyczyło obcej osoby, nie tolerowałby takiego zachowania - twierdzi.
Według Martin odpowiedź jest dość prosta. Przede wszystkim ojcowie muszą przestać robić uniki i odrzucić stereotyp dobrotliwego słabeusza w stylu ojca Kopciuszka. - Ojciec powinien powiedzieć jedną prostą rzecz: "Jesteś moim dzieckiem, zawsze będę cię kochać, ale moja żona zostaje tutaj. Nie musisz jej kochać, ale musisz ją szanować". Mogę zaręczyć, że żaden mężczyzna nie mówi tak w chwilach konfliktów. To jest także dar dla dzieci, gdy widzą, że relacja oparta jest na autorytecie. Dzieci wściekają się, że tracą swoją przewagę, ale w końcu odpuszczają - mówi.
Drugą istotną kwestią jest zdanie sobie sprawy, że takie rodziny nigdy nie będą czuć się jak te pierwotne. - Takie myślenie sytuuje macochy z góry na przegranej pozycji. Stawia wobec nich niedorzeczne oczekiwania. Mieszane rodziny są mniej spójne, zachowują się w różny sposób. Ale mają za to dużo innych zalet. Na przykład większą elastyczność - opowiada Wednesday.
Martin nie koloryzuje swojej relacji z teraz już dorosłymi pasierbicami. Mają dobre stosunki, ale nie są to cotygodniowe wspólne obiadki matki z córkami. Pokazała im fragmenty rękopisu książki z opisami ich najgorszych zachowań i teraz jest w stanie uśmiechać się z pobłażaniem, gdy widzi ich reakcję. - Och Wednesday - mówią. - Pamiętamy, że tak się zachowywałyśmy, ale do głowy nam nie przyszło, że to cię rani!
I jeszcze jeden "ekstra" fragment, trochę zmieniony żeby wprowadzić kontekst
Fałszywa złota zasada macochy brzmi: "jego dzieci są najważniejsze, sprawy dyscypliny pozostaw ojcu, dzięki cierpliwości i miłości w końcu przekonają się do ciebie". Jednak takie przekonania mogą mieć fatalne skutki dla rodzin z dziećmi. Ten, kto twierdzi, że dyscyplinę należy pozostawić ojcu, nigdy chyba nie był w domu, w którym są pasierbowie, a ojciec akurat wyszedł.