netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 198 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 99 100 101 102 103 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 501 do 6 565 z 8 269 ]

6 501

Odp: Być drugą i macochą

Marza2
zatem ja zrewanżuję się również artykułem http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psycholo … atki/hl2fx
Wierz mi, że bardzo rzeczowo przygotowywałam się do roli macochy czytając różne artykuły, to forum itd. A tak, gdybyś nie chciała przebijać się przez ten arcyciekawy artykuł, który oddaje idealnie sytuację przynajmniej z 60% macoch na tym forum, to załączam fragment-streszczenie problemu


"Tymczasem małe pociechy mogą spokojnie kierować swoją złość w stronę nowej kobiety w życiu ojca. Dzieci są bezsilne, gdy rodzice podejmują decyzję o rozwodzie, ale mają wiele do stracenia. Z drugiej strony mają wielką moc, by zniszczyć kolejny związek rodziców. Wrogość wobec macochy jest z oczywistych powodów często akceptowana przez matkę. Ojciec, który obawia się popsucia swoich relacji z dziećmi, boi się ustanowienia podstawowych zasad. Macocha, która rozpaczliwie stara się udowodnić, że nie pasuje do stereotypu, milczy. Jest jak chłopiec do bicia, a cenę za to płaci jej małżeństwo. Martin w swojej książce przytacza historie kobiet, które często dosłownie były popychane przez dzieci, gdy ich biologiczni rodzice przymykali oko na takie zachowanie.

- Wszyscy twierdzą, że uczucia dzieci są najważniejsze. To prawda, są istotne, ale jeśli pominie się potrzeby emocjonalne przybranych matek, to gubi się ważny element układanki - mówi autorka. Wyraźnie widać, że to temat tabu, ale Martin rozprawia się z nim odważnie. - Za słowami "jesteś dorosła, więc odpuść", kryje się często fakt, że pasierbowie nie zawsze są takimi słodkimi ofiarami jak Królewna Śnieżka. Można poczuć się zdradzoną, gdy mąż nie reaguje na wrogie czyny lub słowa dziecka. Gdyby to dotyczyło obcej osoby, nie tolerowałby takiego zachowania - twierdzi.
 
Według Martin odpowiedź jest dość prosta. Przede wszystkim ojcowie muszą przestać robić uniki i odrzucić stereotyp dobrotliwego słabeusza w stylu ojca Kopciuszka. - Ojciec powinien powiedzieć jedną prostą rzecz: "Jesteś moim dzieckiem, zawsze będę cię kochać, ale moja żona zostaje tutaj. Nie musisz jej kochać, ale musisz ją szanować". Mogę zaręczyć, że żaden mężczyzna nie mówi tak w chwilach konfliktów. To jest także dar dla dzieci, gdy widzą, że relacja oparta jest na autorytecie. Dzieci wściekają się, że tracą swoją przewagę, ale w końcu odpuszczają - mówi.
 
Drugą istotną kwestią jest zdanie sobie sprawy, że takie rodziny nigdy nie będą czuć się jak te pierwotne. - Takie myślenie sytuuje macochy z góry na przegranej pozycji. Stawia wobec nich niedorzeczne oczekiwania. Mieszane rodziny są mniej spójne, zachowują się w różny sposób. Ale mają za to dużo innych zalet. Na przykład większą elastyczność - opowiada Wednesday.
 
Martin nie koloryzuje swojej relacji z teraz już dorosłymi pasierbicami. Mają dobre stosunki, ale nie są to cotygodniowe wspólne obiadki matki z córkami. Pokazała im fragmenty rękopisu książki z opisami ich najgorszych zachowań i teraz jest w stanie uśmiechać się z pobłażaniem, gdy widzi ich reakcję. - Och Wednesday - mówią. - Pamiętamy, że tak się zachowywałyśmy, ale do głowy nam nie przyszło, że to cię rani!

I jeszcze jeden "ekstra" fragment, trochę zmieniony żeby wprowadzić kontekst
Fałszywa złota zasada macochy brzmi: "jego dzieci są najważniejsze, sprawy dyscypliny pozostaw ojcu, dzięki cierpliwości i miłości w końcu przekonają się do ciebie". Jednak takie przekonania mogą mieć fatalne skutki dla rodzin z dziećmi. Ten, kto twierdzi, że dyscyplinę należy pozostawić ojcu, nigdy chyba nie był w domu, w którym są pasierbowie, a ojciec akurat wyszedł.

6 502 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-02 16:22:54)

Odp: Być drugą i macochą

Przeczytałam ten artykuł. Bardzo życiowy. Najbardziej spodobało mi się ostatnie zdanie: Ten, kto twierdzi, że dyscyplinę należy pozostawić ojcu, nigdy chyba nie był w domu, w którym są pasierbowie, a ojciec akurat wyszedł.

No właśnie. A co w sytuacji gdy ojciec mówi wprost do macochy: "nie chcę żebyś się wtrącała w sprawy moich dzieci, nie chcę żebyś czegokolwiek im zabraniała lub coś nakazywała. Jeśli będą ciągle na cenzurowanym, nie będą chciały do nas przyjeżdżać. Moje dzieci moja sprawa. "????  Wtedy nie pozostaje nic innego, jak pozostawić drzwi otwarte i pozwolić Panu spotykać się z dziećmi po za zasięgiem macochy :-)

6 503 Ostatnio edytowany przez Olinka (2016-03-02 20:30:42)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 przeczytam co polecasz. Mnie z tego artykulu to wkurza ta Agnieszka. Ma dziecko ktorego partner jej akceptuje a pasierbice traktuje jak intruza. Trzeba nie miec serca by kazac 5 latce spac na materacu jak by nie mogla spac razem z jej corko.

-------------
Przeczytalam Martin nie miala latwo. Nastolatki potrafia byc wredne w nie ktorych przypadkach duzo wine ma ojciec zwlaszcza gdy sprawa dotyczy dzieci 15 lat i wiecej. Facet powinien odbyc powazna rozmowe zwlaszczavz nastolatkami ze maja szanowac jego nowa kobiete i nie uprzykzac jej zycia. Zapewnic o swojej milosci. Partnerce powinien powiedziec ze dzieci beda zawsze w jego zyciu ona ma sie nie wtracac do tych relacji. Powinien zapewnic ja ze zrobi wszystko by dzieci jej nie dokuczaly. Dac jej do zrozumienia ze ona nie ma prawa krzywdzic jego dzieci. Ktore beda zawsze czescia jego rodziny.

6 504

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Hh999 przeczytam co polecasz. Mnie z tego artykulu to wkurza ta Agnieszka. Ma dziecko ktorego partner jej akceptuje a pasierbice traktuje jak intruza. Trzeba nie miec serca by kazac 5 latce spac na materacu jak by nie mogla spac razem z jej corko.

Jeśli to , że z braku miejsca (pokoi i łóżek) dziecko śpi na materacu nazywasz traktowaniem dziecka jak intruza, to Ty chyba nigdy gości w domu nie miałaś. Jeżeli zwala mi się do domu dalsza rodzina, tudzież znajomi i zostają na noc, to  rozkładam im materace lub koce na podłodze lub gdzie się da i kimają w śpiworach. Jeśli nie mieszkasz willi z 17-stoma sypialniami i/lub nie masz w obejściu domku gościnnego, to gdzie położysz gości jak nie na materacu???
Nie przesadzaj marza z tą nagonką. Jak przychodzą do mojej córki koleżanki na noc, to mają świetną zabawę, kiedy pompuję Im materac, daję śpiwory i mają cudną zabawę w kamping. To, że córka partnera Agnieszki z artykułu , przyjeżdża raz na jakiś czas, nie znaczy od razu, że trzeba jej dokupić pokój, łóżko i utrzymywać ten pokój jak ołtarzyk na tę rzadką, sporadyczną wizytę Jejmości.

6 505

Odp: Być drugą i macochą

To niech jej corka spi na materacu. Ja bylam nauczona w domu by zapewnic gosciom wygode i komfort. Dziewczynki razem moga spac w jednym lozku.

6 506

Odp: Być drugą i macochą

No właśnie marza2 - czasem/często brakuje konstruktywnej postawy ojca... i dlatego my macochy spijamy piwo nawarzone przez eks, często naszych M i ... pasierbów. I nie wyobrazisz sobie z wszystkich aspektów małżeństwa i macochowania dopóki nie wejdziesz do tej rzeki. Dlatego serdecznie życzę Ci, żebyś nie miała takich rozterek jak my smile

Szczerze - w trakcie wizyt u moich kuzynów ogromną frajdą było spanie na materacu. Wolałam po stokroć mieć "własny" materac niż spać z kuzynką na jednym łóżku. 5-cio latce to na pewno nie przeszkadza, bierze sytuację jaka jest. Z drugiej strony wyobraź sobie frustrację jej przybranej siostry, która musi ją nocować w swoim pokoju - ją też zapewne nikt nie pytał, czy ma na to ochotę...

6 507 Ostatnio edytowany przez Olinka (2016-03-02 20:28:40)

Odp: Być drugą i macochą

Partner Agnieszki powinien zmadrzec i zrobic cos by zmienic stosunek partnerki do swojej corki lub zaczac zle traktowac jej dziecko.

----------------
Widze ze dziecko macochy ma byc numerm 1.

----------------
A jak czuje sie dziewczynka jak przyjezdza do domu ojca i jest na gorszej pozycji niz dziecko macochy. Ktora spedza wiecej czasu z jej ojcem. Nie nazywaj ich siostrami ta mala jest zagrozeniem dla tej 5 latki. Nie wiadomo kto jest ojcem tej malej. Matka robi wszystko by ojczym byl jej ojcem a jego corki pozbyc sie z ich zycia. Mam nadzieje ze facet przejzy na oczy i nie przyjdzie mu do glowy uznac tej malej.

6 508

Odp: Być drugą i macochą

A jak się ma czuć dziecko, które mieszkało z matką w jej 3 pokojowym mieszkaniu i nagle wprowadza się do domu najpierw ojczym a potem dzieli pokój z innym dzieckiem - ma mu oddać własne łóżko, przestrzeń itd.

Co do pojęć, to marza2 trochę mnie wkurzyłaś. Pod względem prawnym córka Agnieszki i jej pasierbica jest to "przybrane rodzeństwo" i sama zobacz jak deprecjonujesz relacje między nimi, oburzając się, że nazywam je "siostrami". Bo nie wiesz jak mnie wkur---wiła eks, nie tyle nazywaniem mojego syna bękartem, ale tym, że córkom zaczęła mącić, że ich PRZYRODNI BRAT (nie PRZYBRANY tylko PRZYRODNI) nie jest ich bratem. Wtedy mi ciśnienie poszło istotnie do góry, bo to torpedowanie naszego trudu, żeby dziewczynki oswoić z tym, że pojawi się dziecko, co robiliśmy między innymi po to, żeby nie czuły się zagrożone w tym układzie. Ja mówię im i je zapewniam, że jak Jasiu będzie mały i będzie je np. bił czy gryzł, co często robią małe dzieci, to mają mi o tym mówić, bo nie ma akceptacji, żeby rodzeństwo się biło. I jak tylko Jasiu będzie rozumiał o co chodzi, to zostanie skarcony za brzydkie traktowanie sióstr.

Moje stosunki z eks mam oględnie mówiąc w zadzie - nie jest mi do niczego potrzebna, nie interesuje mnie itd., może mi mówić co chce, nazywać mnie jak chce. Jednak w sytuacji, kiedy zaczyna gry dziećmi i sama w swojej frustracji gnoi swoje własne dzieci, niszczy ich relacje z ich "drugą" rodziną co może mieć skutki dla mojego dziecka, to wybacz - ale wychodzi ze mnie lwica i zakres mojej tolerancji właśnie w tym miejscu się kończy. Akurat tak się dzieje, że dziewczynki są póki co pozytywnie nastwione do braciszka, pytają się czy jak "urodzi się w ich weekend" to czy będą mogły iść do szpitala. Staramy się im cierpliwie niektóre rzeczy tłumaczyć - czasem pocieszne. Jednego dnia dałam im do zabawy pieluchy Jasia (kupiłam takie wielorazowe fajne kolorowe pieluszki-kieszonki) i zakładały lalkom, dostały też dość nietrafione śpiochy, które kupiłam "bo tanie" w pepco i były bardzo rozczarowane, jak po zabawie im te pieluchy zabrałam. Oczywiście wyjaśniłam im, że pieluszki są potrzebne dla Jasia, ale jak brat będzie wyrastał z tych najmniejszych rzeczy noworodkowych, to mogą sobie wybrać kilka śpioszków, kaftaników do zabawy dla lalek, ale też nie dużo, tylko kilka, bo chcemy dać ubranka jakiemuś innemu dziecku, którego mama nie może sobie pozwolić na kupienie wyprawki. Dziewuchy na wszystko się zgadzają, MM mówi babci, że będzie chodziła z braciszkiem na spacer itd. i w to wszystko wpiep...rza się eks ze swoimi trzema groszami. I to mnie wkurza i to jak. Nie dość, że babsku nic nie zrobiłam, dbam o jej córki pod każdym względem - emocjonalnym, fizycznym, gotuję im, jestem dla nich dobra itd. to ona niszczy dobre emocje swoich córek i szczepi w nich niechęć do tego dziecka.

6 509 Ostatnio edytowany przez Olinka (2016-03-02 20:27:12)

Odp: Być drugą i macochą

Wynajmuja to mieszkanie ponosza razem koszty wiec obie dziewczynki powinny sie czuc dobrze w tym miejscu.

---------------
Dla mnie moja siostra blizniaczka byla wazniejsza niz dzieci mojego ojca corka macochy i dzieci ojczyma. Najblizsi sa zawsze numerem 1. Troche to brutalne ale twoje dziecko nigdy nie bedzie tak wazne dla siostr jak one sa wazne dla siebie.

---------------
Oczywiscie nie maja prawa go krzywdzic i mu to okazywac one sa zawsze razem a brata beda czasami widywac

---------------
Przez sytuacje z siostrzenica i czytanie forum o macochach uswiadomilam sobie jaki zal czuje do macochy. Agnieszka z artykulu bardzo ja przypomina.


Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim, jest to bowiem sprzeczne z Regulaminem Forum. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji "edytuj".
Z pozdrowieniami, Olinka

6 510

Odp: Być drugą i macochą

marza2
więc sama sobie odpowiadasz

"Dla mnie moja siostra blizniaczka byla wazniejsza niz dzieci mojego ojca corka macochy i dzieci ojczyma. Najblizsi sa zawsze numerem 1. Troche to brutalne ale twoje dziecko nigdy nie bedzie tak wazne dla siostr jak one sa wazne dla siebie"

A dla większości macoch jej własne dzieci są ważniejsze niż pasierbowie - najbliżsi są zawsze nr 1 i niestety ........... jak sama zauważasz - to brutalne smile Dla mnie moje dziecko, kiedy się urodzi, będzie ważniejsze niż pasierbice; to za nie jestem odpowiedzialna, to jemu dałam życie, to dla niego żyję. Moje pasierbice mają ojca i matkę, którzy powinni dbać o swoje dzieci. Dodam, że również oczekuję od M, ojca dziewczynek i mojego syna, że dzieci będzie traktował po równo. Jeżeli tak się dzieje, to wszystko w porządku. I jeszcze jedno - ostatnie co zamierzam napisać w temacie. Akurat jest tak, ze mieszkamy w domu M, pomimo tego że ja mam swoje wygodne mieszkanie w optymalnym dla mnie miejscu, gdzie mój syn spokojnie mógłby mieć swój pokój. Sprowadziłam się do domu M dlatego, że tu mają pokój jego córki. Mój syn, jak będzie starszy będzie musiał spać w innej części domu, w małym pokoiku-gabinecie, ponieważ dom jest mały. A dlaczego to moje dziecko ma mieć gorzej? Skoro ono tutaj mieszka 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę? W czym jest gorsze od swoich sióstr (czy nie wiem tam kogo wg Twojej nomenklatury). Dlaczego to ja mam eksmitować trzylatka na parter i być w oddaleniu od niego, a nie mieć go koło siebie na piętrze, skoro jego siostry korzystają z pokoju tylko 6-7 dni w miesiącu?

Gwoli wyjaśnienia - on będzie w tamtym pokoju, bo nie będę eksmitowała dzieci (pasierbic) z ich pokoju - bez przesady, taką jędzą nie jestem, nie jestem również pozbawiona empatii i zdrowego rozsądku. I nie oczekuję tego, że dziewczyny nawiążą z moim synem taką samą relację jak mają z sobą - to nie jest możliwe ze względu na różnicę wieku i płci. I wiesz co - przekonuje mnie to, że warto mieć drugie dziecko - tak żeby mój syn miał również "prawdziwe" rodzeństwo, takie 100% jego. Bo ...kierując się Twoją filozofią, to czemu mam dziecko pozbawiać prawdziwie bliskiej mu osoby, skoro rodzeństwo przyrodnie to tylko "namiastka" .....

Marza2 - ja temat wyczerpałam

6 511

Odp: Być drugą i macochą

Wiadomo ze twoje dziecko bedzie dla ciebie numerem 1 tak ma byc. Prawdziwe rodzenstwo to te z ktorym jestesmy na codzien w tej samej sytuacji. W jakims stopniu kocham przyrodnie rodzenstwo i lubie dzieci ojczyma. Fakt corki macochy nienawidze robily wszystko by rozdzielic z nas ojcem. Jesli twoj syn bedzie potrzebowal pomocy i jedna z pasierbic tez bedzie jej potrzebowala i oboje zwroco sie o pomoc do siostry. Ktora bedzie mogla pomoc tylko jednemu z nich to pomoze siostrze. To bedzie prawidlowa reakcja i nikt nie bedzie mogl miec do niej pretensji.

6 512

Odp: Być drugą i macochą

marza2
ja już temat wyczerpałam. Inne macochy z pewnością okażą się większą empatią i może będą kontynuowały jałową dyskusję. Ja już nie. I jeszcze jedno - nie potrafię z Tobą polemizować, bo nie byłam skażona nigdy nienawiścią wobec kogokolwiek

6 513

Odp: Być drugą i macochą

Macochy zachowujcie sie jak chcecie wobec pasierbow nienawidzcie, obrazajcie. Podczas odwiedzin niech spia w garazu. Calego swiata nie zbawie zrobilam porzadek w rodzinie to najwazniejsze. Nie zmienie podejscia ludzi do dzieci. Nie chce byc wredna ale nie ktorzy z tych pasierbow sie odwdziecza. Przyrodniemu rodzenstwu wtedy dzieci macoch doswiadcza tych negatywnych uczuc.    Zycze wam duzo szczescia.

6 514

Odp: Być drugą i macochą

jeżeli już marza2 szczęśliwie zarzuciła misję "zbawiania świata", możemy dalej spokojnie spiskować przeciwko pasierbom. 

Dzisiaj M był na spotkaniu z wychowawczynią młodszej pasierbicy. Ta zasugerowała, że dziewczynka powinna powtarzać drugą klasę, bo nie daje sobie rady.... żal dziecka, bo ona jest bardzo wrażliwa i delikatna i doprawdy nie wiem co jest dla niej lepsze. M mówił o tych cholernych zajęciach dodatkowych, że może one powodują, że dziecko jest zbyt rozproszone - wychowawczyni potwierdziła, ze ona uważa też, że tak różnorodne i liczne zajęcia to dla 7 letniego dziecka przesada. Powiedziała też, że zna sytuację rodzinną AA, i że dziewczynka opowiada o ojcu zawsze dobrze i ona uważa, że pasierbica jest do taty bardzo przywiązana. M wrócił do domu rozmiękczony smile Najbliższe spotkanie z dziewuchami dopiero we wtorek - mam zatem nadzieję, że do wtorku "mam wolne" od macochowania smile

6 515 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-03 09:33:29)

Odp: Być drugą i macochą

Hhh999, jakie są szanse, żeby M zdobył oświadczenie/opinię/zaświadczenie od psychologa szkolnego i dyrekcji szkoły, że nadmiar zajęć dodatkowych ma negatywny wpływ na prawidłowy rozwój dziecka i ma szkodliwy wpływ na Jej podstawową edukację? Ojciec póki co nie ma ograniczonych praw i powinien mieć realny wpływ na wychowanie dziecka i jego zdanie o edukacji dziecka powinno być równorzędne ze zdaniem ich matki w tym zakresie  (przynajmniej zgodnie z prawem) . Zdaje sobie sprawę (bardzo zdaję sobie sprawę), że prawo ojca o współdecydowaniu jest w naszych realiach prawem czysto teoretycznym, ale czy w rozmowach z prawnikami, lub pedagogami nikt nie podpowiedział Wam jak ojciec może te swoje prawo wyegzekwować w praktyce? Co zrobić by mieć realny wpływ na jakie zajęcia chodzi lub nie chodzi Jego córka?  Może jest szansa na przyznanie kuratora , który by oceniał czy matka respektuje prawo ojca do współdecydowania w kwestiach ważnych dla dziecka i nadzorował matkę w tym zakresie? Może przedstawiając w sądzie opinię psychologa szkolnego, że braki w edukacji wynikają z nadmiernego angażowania dziecka w zajęcia po za lekcyjne, będzie jakimś argumentem w sądzie, że matka nierozsądnie kieruje edukacją dzieci? Wiem , że to takie moje gdybania. Znam realia i wiem jak działają sądy rodzinne w moim rejonie. Ale może mieszkacie w innym rejonie, może macie bardziej rozsądnych sędziów, lub kuratorów którzy traktują swoją pracę jak powołanie i naprawdę będzie zależeć im na dobru tych dzieci. My wszędzie odbijaliśmy się od ściany, ale może Wy macie szansę na jakieś bardziej przyzwoite działania sądu w tym zakresie.

6 516

Odp: Być drugą i macochą

Kjim
najbliższe 2 tygodnie będą bardzo kluczowe - starsza pasierbica ma dosłownie wysyp klasówek i kartkówek. Jeżeli będzie tak, że nie da sobie rady i wyniki będą poniżej przeciętnej, M zamierza interweniować już dość ostro (czekamy na to, ponieważ tu dosłownie MM będzie musiała się uczyć z dnia na dzień, a ma tak zapakowany plan dnia, że nie wiem kiedy). Na razie jest po spotkaniu z pedagogiem i psychologiem szkolnym, gdzie przedstawił problem (tj. poniżej przeciętne wyniki w nauce, irytacja dziecka w różnych sytuacjach domowych itp.) i prosił o rozmowę pedagoga i psychologa z nauczycielami, jak diagnozują przyczynę problemów MM z nauką i emocjami. Jeżeli panie pedagog/psycholog szkolne będą miały sygnał, że to nadmiar zajęć dodatkowych i brak czasu na naukę, M będzie próbował mediować z żoną za pośrednictwem psychologa szkolnego. Jeżeli to nic nie da, wystąpi do sądu .... być może będzie wnioskował o ustanowienie kuratora. Wolałabym mediatora, ale nie mam dużej nadziei, że dogada się z matką.
W końcu M dostał dostęp do specjalnego programu do korespondencji między rodzicami a szkołą. Okazało się, że w listopadzie eks kontaktowała się z panią psycholog szkolną w sprawie MM i jej słabych wyników w nauce, a mianowicie rozpoczęcia terapii biofeedbacku (czytałam o tym w intrenecie... no cóż najlepiej doszukiwać się w dziecku problemów neurologicznych, niż siedzieć z nią i uczyć się.... dlatego ja jestem cokolwiek powściągliwa co do oceny o co ma chodzić w tej cokolwiek kosztownej terapii. Natomiast jeżeli dziecko jej by potrzebowało, to bezwzględnie uważam, że należy próbować każdej terapii). Niby eks coś robi, bo w jednym z maili do M napisała, że była z MM u laryngologa w celu diagnozy jej problemów z nauką. Albo ona coś pomyliła, albo jest jakieś nieporozumienie. Młoda ma słuch dobry jak cholera, jak coś gadamy w kuchni, to ona często coś nam odpowiada/dopowiada z pokoju na piętrze, także problemy ze słuchem raczej polegają na tym, że słucha wybiórczo to co chce, jednak nie nazwałabym to problem laryngologicznym...
W międzyczasie (pod koniec marca) będzie rozprawa w kwestii alimentów. Koszt zajęć dodatkowych każdej z dziewczynek to około tysiąc zł miesięcznie, w piśmie do sądu M pisał o tym, że wydatki te w znacznej części nie tyle nie są uzasadnione, ale co więcej - są szkodliwe biorąc pod uwagę wyniki dziewczynek i ich zmęczenie. Jeszcze M będzie rozmawiał z prawnikiem na temat dalszych kroków i obu powiązanych ze sobą kwestii....

6 517

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Macochy zachowujcie sie jak chcecie wobec pasierbow nienawidzcie, obrazajcie. Podczas odwiedzin niech spia w garazu. Calego swiata nie zbawie zrobilam porzadek w rodzinie to najwazniejsze. Nie zmienie podejscia ludzi do dzieci. Nie chce byc wredna ale nie ktorzy z tych pasierbow sie odwdziecza. Przyrodniemu rodzenstwu wtedy dzieci macoch doswiadcza tych negatywnych uczuc.    Zycze wam duzo szczescia.

Całe szczęście, że plując jadem gdzie popadnie nie ugryzłaś się w język.

Jak przyjeżdżają do mnie goście to nie rezygnuje z własnego łóżka, toalety i majtek. Goszczę ich w miarę możliwości. Nie zamierzam rozbudowywać domu tylko dlatego, że ktoś zamierza mnie odwiedzić.

6 518 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-03 11:35:22)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999
Podjęte działania uważam za bardzo słuszne. Pozostaje liczyć na rozsądnego sędziego w tej sprawie i bynajmniej nie chodzi mi tu o kwestię wysokości alimentów tylko o dobro dziecka, bo póki co to ojciec wykazuje się tu zdrowym rozsądkiem.   Dla przestrogi przytoczę Ci sytuację z mojej bliskiej rodziny. Matka dziecka zrobiła ze swojego dziecka - dziecko specjalnej troski. Zaczeło sie o totalnego zaniedbania dziecka w początkowych latach nauki (wczesna podstawówka). Nie poświęcała dziecku należytej uwagi, podrzucała dzieciaka do dziadków, wujków byle gdzie jednocześnie utrudniając ojcu widzenia się z dzieckiem i odrzucając wsparcie, które deklarował. Za każdym razem kiedy jechał po/do dziecka odbijał się od ściany , całował klamkę i ciągle słyszał , że dziecko jest albo chore i może z nim jechać, albo u babci, albo na zajęciach dodatkowych, albo na treningu, albo..... milion różnych powodów. Rozwodził się w czasie kiedy sąd nie żądał porozumienia wychowawczego a więc ustalonych wizyt z dziećmi nie miał, zatem interwencje Policji w tej sprawie nic nie dawały. Sprawa w sądzie w ustalenie wizyt przeciąga się w nieskończoność. W między czasie mamusia załatwiła dziecku zaświadczenia od psychologów, ze dziecko wymaga indywidualnego toku nauczania, że ma zespół Aspergera. Mało tego, szkoła skierowała dziecko do poradni psychologiczno -pedagogicznej, w której była z dzieckiem RAZ. Potem podjęła "leczenie" dziecka w prywatnych gabinetach przedstawiając w Sądzie ogromne rachunki poniesione z tytułu leczenia dziecka. Na pytanie sadu czemu leczy dziecko prywatnie skoro takich samych specjalistów ma w poradni psycholog-pedagogicz. , odpowiedziała, że dziecku nie odpowiadał klimat tam pasujący, za to w prywatnej klinice odnajduje się doskonale, a terapia przynosi oczekiwaną poprawę. Przedstawiła również rachunki za korepetycje (też ogromne). Na argumenty ojca , że oferował wielokrotnie pomoc dziecku w nauce (pedagog z wykształcenia) , że Jego pomoc jest odrzucana na poczet prywatnych, płatnych korepetytorów - te argumenty również nie były wzięte pod uwagę. Alimenty zostały stanowczo podniesione - przy czym sprawa o widzenia toczy się niezależnie i nadal jest w czarnej dupie. Aktualnie czekają na wizytę w RODK , która ma stwierdzić stosunek dzieci do ojca , stopień ich przywiązania itd.... A jak mają być przywiązane do ojca jak od kilku lat ojciec nie ma możliwości spędzania czasu z dziećmi. Uczestniczy w ich akademiach szkolnych, widuje się przez krótką chwilę pod szkołą, lub między zajęciami. Dzieci mają zabronione rozmawiać z ojcem. Telefony na kartę są wciąż przez matkę zmieniane. achhh niekończąca się historia....
Hh999 owszem,jeśli terapia dzieci byłaby faktycznie niezbędna, to należałoby taką terapię przejść, jednak starałabym się udowodnić, że problemy wynikają z jej nieodpowiedzialnego gospodarowania czasem tych dzieci i nierozsądnych decyzji co do ich edukacji, a kosztami ewentualnych korepetycji czy później terapii z prywatnymi psychologami próbowałabym obciążyć tę nieodpowiedzialną matkę.

6 519

Odp: Być drugą i macochą

Hh999,kjim , moim zdaniem przeceniacie rolę pedagoga szkolnego. Już wcześniej pisałam, że ped. szk. raczej nie będzie mieszał się w sprawy rodzinne dopóki dziecku nie dzieje się krzywda. Szkoła może wystawić opinie o postępach w nauce MM, jej zachowaniu, stosunkach z rówieśnikami, ale uwierzcie mi, dwie, czy trzy oceny dostat. na półrocze, nie spowodują opinii o obniżonych wynikach.
Są jeszcze oceny dopuszczające i niedostateczne i są uczniowie, którzy takie oceny otrzymują. Zapewniam Was, że na tle szkoły tzn wszystkich uczniów klas 4 , MM jest przeciętniakiem (nikt nie pojęcia jaką "krwawicą" te oceny są zdobyte wink). A Wy tak naprawdę nie wiecie, czy jej wyniki są poniżej poziomu. Owszem jak na 4 klasę wyniki są marne, ale to tylko punkt widzenia.
Pedagog raczej  nie da się wciągnąć w rozgrywki między rodzicami. Może ewentualnie zasugerować (jeżeli ulegnie naciskom rodzica), że nadmiar zajęć pozalekcyjnych może mieć wpływ na zaległości MM w nauce, czy sąd weźmie taką opinie pod uwagę? Trudno stwierdzić..
Nie wiem, czy sąd, aż tak głęboko będzie ingerował i wymusi na ex zmianę jej absurdalnych pomysłów.
Hh999 z tego co piszesz wnioskuję, ze w szkole funkcjonuje dziennik elektroniczny. Dziwię się, że M dopiero teraz ma do niego dostęp. Teraz wreszcie może na bieżąco kontrolować wyniki MM w nauce, może też prowadzić korespondencję z nauczycielami, sprawdzać jej frekwencję, czytać ogłoszenia itd.
Podejrzewam, że dziwne pomysły ex na jeszcze dziwniejsze terapie dla MM (choć brzmią interesująco), to jednak kolejny powód wyłudzenia kasy.
Dobrze byłoby, żeby zrównoważyć te zajęcia pozalekcyjne - zabawowe z korepetycjami, terapią itd
Nie wiem tylko, czy sąd może np. zabronić akrobatyki, a nakazać korepetycje???

6 520

Odp: Być drugą i macochą

josz
M jest ostatnio dość zdeterminowany aby uporządkować sprawy szkolne dzieci i tak naprawdę od szkoły nie oczekuje dużo. Panie pedagog i psycholog obiecały, że zapytają o trudności szkolne MM nauczycieli - co jest ich przyczyną i generalnie ja osobiście nie spodziewam się wielkiego wsparcia z ich strony. Pani pedagog/psycholog zasugerowały, że zajmują się sytuacjami skrajnie patologicznymi (pobite dzieci, dzieci z poważnymi dysfunkcjami itp.), do których MM nie należy ... Dodatkowo M nie za bardzo chce w szkole dzielić się informacjami o życiu osobistym i nieporozumieniach z eks, bo nie chce w jakikolwiek sposób zaszkodzić dziewczynkom. Nie mniej jeżeli zdaniem psycholog/pedagog szkolnej dzieci są zbyt obciążone zajęciami pozalekcyjnymi, co wpływa na ich wyniki w nauce, to stanowi to jednak jakąś przesłankę dla decyzji mediatora/kuratora (jeżeli dojdzie aż do tak drastycznych rozwiązań)
M prosił nauczycielki na pierwszym zebraniu o dostęp do dziennika elektronicznego. MM (starsza pasierbica) dała mu swój login - widział jej oceny, zadania domowe itd. Hasła dla niego zostały wygenerowane i przekazane dziewczynkom, co .... przejęła ich mama i nie dotarły do M (ale nie mamy na to dowodów, a dziewczynki na pytanie co zrobiły z hasłem dla taty, twierdziły że "nie pamiętają"). Dopiero od około 2 tygodni M ma dostęp do dziennika w trybie "rodzic", a nie tylko "dziecko". Młodszą córką był do tej pory mniej zainteresowany (chociaż to niezbyt trafne określenie), bo ona problemów z nauką nie ma i zasadniczo nie ma dużo zadawane jako uczennica 2giej klasy. U niej nasze interwencje szkolne ograniczały się do wspólnego odrabiania nielicznych zadań domowych, sprawdzania czy opanowała matematykę (tabliczkę mnożenia itp.), wspólne czytanie lektur itp. W przypadku młodej problemem jest jej wiek - jest dzieckiem grudniowym, które poszło do szkoły de facto jako 5,5 letnie dziecko. Teraz jest w drugiej klasie, a ledwo skończyła 7 lat... W weekend malowała sobie książeczkę "historię krulika i jego przyjaciela żufia" (pisownia oryginalna, a ostatnie to "żółw") - sama w sobie inicjatywa fajna, ale uświadomiła nam, że z ortografią młodsza jest nieco na bakier ... co niestety potwierdziła ostatnie dyktando z której dostała ocenę niedostateczną. Ale to jej jedyna zła ocena, więc .... jest nowy obszar do zaorania - ćwiczenie ortografii, którym pewnie my się zajmiemy. Spodziewam się niestety buntu młodej, bo ona póki co też nie za bardzo się uczy, no ale będziemy jej tłumaczyć, że to dla jej dobra i mimo wszystko próbować.
Niestety ostatnio dziewczynki kilka razy minęły się z prawdą opisując, co jest do zrobienia w weekend i M dostał opr od eks, że czegoś nie zrobił. Dlatego ruszył zad i pojechał do szkoły po hasła. Młodsza twierdziła, że ma nauczyć się tabliczki mnożenia do 20-stu, a okazało się, że do 30tu itp.... kombinują jak to dzieciaki...
Ja nie uważam, że MM jest jakaś totalnie beznadziejna - nie .... uważam, że ma kłopoty z nauką, brak umiejętności analizy informacji, a potem ich syntezy. Nie poświęca też dość czasu na naukę - i to jest najważniejsze w przypadku historii i przyrody, gdzie nie ma mocnych i trzeba materiał wyryć, a ona nie ma kiedy. Jak M wrócił z wywiadówki i analizował wyniki MM na półrocze, to mówi mi "nie ... dobrze się uczy, ma średnią 4,05". No cóż, to ja rozpoczęłam z nim polemikę, co to znaczy "dobrze się uczyć" i to, że teraz to może są cztery trójki na świadectwie półrocznym to nie tragedia, ale zaległości będą się nakładać i rok za rokiem będziemy zawalali kolejny etap nauki, zadowalając się wynikami poniżej przeciętnej. Plus jak się nie wykształci w młodej stosownych nawyków, to może być zawsze kłopot z procesem uczenia się. Poza tym wracam sama do swoich wspomnień z podstawówki; w mojej klasie byli uczniowie bardzo dobrzy, przeciętniaki i dzieciaki słabo się uczące. Jak już łatka do ucznia przylgnęła, to mógł być uznany za "tępaka, lenia itp." do końca szkoły. Jednak też dobre stopnie wpływają na pewność siebie i mogą kształtować pozytywne poczucie własnej wartości dziecka. Dlatego mi zależy, żeby MM jednak zawalczyła z tematem, bo widzę tylko pozytywy sytuacji, kiedy poprawi stopnie. Tego chciałabym dla własnego dziecka i do tego przekonuję M. M porównuje się często do MM, na zasadzie, że on w podstawówce też miał przeciętne oceny i jemu rodzice nie poświęcali czasu. Ja go ripostuję, że w przeciwieństwie do niego ja miałam bardzo dobre oceny i rodzice mi poświęcali dużo czasu, w związku z czym nie widzę powodu, żeby powielać jego negatywne doświadczenia szkolno-rodzinne, zamiast oferować dzieciom to co dla nich najlepsze.
Sprawy szkolne okazuje się, że poświęcają nam jakieś 60% czasu z dziećmi, 30% to wychowanie a 10% to logistyka... Jestem zadowolona, że M zajął się tematem, bo jeszcze do listopada zeszłego roku, tylko pipczył (co ja biedny mogę, na nic nie mam wpływu, eks mnie o nic nie pyta itd.), a teraz widzi interes dzieci i o niego walczy. Mam nadzieję, że wystarczy mu determinacji, bo ja niedługo się wyłączam z procesu....

6 521 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-03-04 10:26:25)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999

nie odbierz mnie żle ,juz od dawna mialam to napisac,wiec moze teraz to zrobie
zauważyłaś ze to parcie na dobre oceny i ta cala sytuacja zeby je miec,plus psycholog,pedagog szkolny i cale to zamieszenia sa tylko  Z TWOJEJ INICJATYWY ze ojcu w zasadzie pasuje jak sie corki ,a glownie starsza ucza ,srednia 4,0 ,ich matce w sumie chyba tez,a to cale larum o oceny i nauke to glównie podnosisz ty
ja ciebie nawet troche rozumiem,ty uczylas sie dobrze,nie mialas problemow z nauka i mialas innych rodzicow,bardzo wymagajacych,tez wychowalam sie w domu z dyscyplina i wygorowanymi ambicjami matki treserki,ale to nie znaczy ze kazde dziecko musi sie dobrze uczyc,jesli rodzicom tego dziecka odpowiada srednia 4,0  z jakichs powodow to moze trzeba by to przyjac do wiadomosci i dac spokoj ,bo mieszanie do tego pedagoga szkolnego jest mocno przesadzone,to srednia 4,0 a nie 2,0 to raz ,dwa nie dzieje sie dramat by tenże pedagog miala ruszyc z jakimis procedurami ,dajcie troche zyc ,bo to sie robi groteskowe

nie obraz sie ale jak czytam,ze tobie zalezy na ich dobrych ocenach,ze ty tlumaczysz ojcu ze srednia 4,0 jest do doopy,ze to ,ze śmo to odnosze wrazenie ze na sile chcesz coś udowodnić i że nawet te dzieci musza spelnić twoje oczekiwania ,bo coś tam i nie byloby tego parcia na oceny i tej calej szamotaniny gdybys ty jej nie inicjowała ,bo z tego co juz od jakiegos czasu czytam,wszystkim pasuje ,tylko nie tobie


edit
wypowiem sie jeszcze co do tego ,ze chcecie,a w zasadzie to ty chcesz by sprawa nauki dziewczyn ,czy tez tylko tej starszej byla podniesiona na rozprawie sadowej o alimenty i co sie z tym wiąże problem tych nieszczęsnych zajęć dodatkowych,jak sobie to wyobrażasz ze sedzia ktory dowiaduje sie ze dziecko ma srednia ocen 4,0 ZAKAŻE MATCE BY POSYŁALĄ DZIEWCZYNY NA DODATKOWE ZAJECIA,bo macesze wydaje sie ze ta srednia jest za niska? no,dobrze ojcu wydaje sie (pod wplywem macochy)?
przeczytaj jak to wyglada a sama sie z tego uśmiejesz,argument ze srednia 4,0??? prosze cie....
rozumiem podnoszenie tego gdyby dziecko bylo zagrozone,powtarzalo klase,ale tak....groteska...


przestancie juz z tymi pedagogami,psychologami,bo szukacie miodu w doopie ,chwilami mam takie odczucie,
nakrecacie jakas chora spirale,psycholog szkolny,pedagog ,matko kochana bo dzieciak ma srednia 4,0 ocknij sie,bo ktos wreszcie powie ze macie albo przerost ambicji albo zwyklego fioła

6 522 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-03-04 10:38:27)

Odp: Być drugą i macochą

hm ... lusilju, może masz trochę racji. To prawda, że jestem typem perfekcjonistki w pracy i lubię jak wszystko jest dobrze, więc jestem trochę wypaczona. Nie mniej średnia 4 jest osiągnięcia dzięki w-f, plastyce, religii i tego typu hm ... "śmieciowych" przedmiotów. Z polskiego, historii, przyrody miała 3-ki i to po części dlatego, że ma dużo zadanych plakatów itp. prac, które robi z rodzicami, dostaje z nich piątki, a na sprawdzianach jest katastrofa. A 4 z matematyki, to krwawica ojca, który ją "katuje" przerabiając z nią materiał. Jedyny poważny przedmiot z którego nie ma zaległości i który jej idzie dość pozytywnie. Na tle klasy jest słaba, a potencjał ma...
Sama jestem w rozterce, czy traktować ją jak "swoje" dziecko i naciskać na M, żeby coś robił, czy dla zdrowia psychicznego i w ogóle (bo co mnie to obchodzi) - olać temat. Przecież jej dwóje i tróje to nie moja sprawa. Ale jeszcze mam naprawdę tak, że nie chcę dla niej problemów w przyszłości i mam jeszcze do tego chęć...

6 523

Odp: Być drugą i macochą

Hhh999 póki masz chęć i ochotę wikłać się w te sprawy, to chwała Tobie. Z doświadczenia jednak wiem, że z biegiem czasu nasz (macoch) entuzjazm maleje i parcie na to , by pasierbicom było dobrze (kosztem własnego zdrowia psychicznego) z czasem też osłabnie. Jednak każda z nas musi dojrzeć do tego indywidualnie. Z czasem okazuje się to syzyfową pracą i mimo naszych ambicji i wrodzonego perfekcjonizmu stwierdzamy, że kopanie się z koniem nie ma sensu. Walka z wiatrakami nie służy nikomu ani nam , ani wiatrakom i ..... przychodzi czas, że dojrzewamy do innych decyzji 
Lusilju nie przyspieszysz obrotu spraw pisząc, żeby dla własnego zdrowia nieco odpuściła. Od trzech lat obserwuje historie macoch na tym forum i jedynie Ewarg wytrzymała do wieku dorosłości swoich pasierbów, przy ogromny wsparciu i dojrzałości Jej męża.  Większość macoch wycofuje się z roli "dobrej cioci" lub wogóle wycofuje się z takiego związku. Ale każda ma inny poziom cierpliwości i empatii i każda potrzebuje innego czasu na zmianę priorytetów w związku lub ewentualne wycofanie się z niego.

Hhh999 spojrzy na wszystko inaczej za dwa miesiące. Pojawienie sia malucha w rodzinie pozmienia Jej priorytety.

6 524

Odp: Być drugą i macochą

Nie no ja wiem ze procesu nie przyśpieszę,myślę ze wraz z urodzeniem synka u Hh999 zacznie sie klarować

6 525

Odp: Być drugą i macochą

Hh999, LUSILJU ma sporo racji. Obawiam się, że z wróbla nie zrobisz orła. Może MM kiedyś "zaskoczy", zdarzają się takie cuda.
Dziewczyny nigdy nie będą funkcjonowały w/g Twoich zasad. Mam na myśli ambicję, porządek w życiu i wokół siebie.
To, co do tej pory zostało zniszczone trudno będzie odrobić, mimo ich wieku, a to ze względu na konflikt między ich rodzicami.
W przeciwnym razie byłaby jakaś szansa na "wyprostowanie" dziewczyn, co nie znaczy, żeby odpuszczać.
Jednak przed M trudna droga i ciężka walka, a efekty nieznane.
Na Twoim miejscu skupiłabym się raczej na tym, aby dziewczynki przebywając u Was przestrzegały kontraktu jaki spisaliście, bo od tego w głównej mierze zależy spokój w Waszym domu i między Tobą, a M.
Naukę, kształcenie, naprawdę pozostaw M i ex, dla własnego dobra.

6 526

Odp: Być drugą i macochą

Zauważyłam pewna prawidłowość,większości z nas trafili sie mężowie czy tez partnerzy u których w poprzednich domach panowaly zupelnie inne standardy,w zwiazku z tym dzieci byly WYCHOWYWANE WG TYCH INNYCH STANDARDOW,oni byli do tego przyzwyczajeni ,dla nas są one nieakceptowalne,czesto patologiczne bądź na granicy patologii,w zwiazku z tym co?
będziemy zbawiać swiat?mamy misję by nawracać?
nie ,mamy zajac sie swoim zyciem , bo swiat jest pelen różnych ludzi,różnych dzieci i nasz model wychowawczy moze byc z 5 poziomów wyższy od tamtego co nie znaczy ze ONI MUSZA DOSKAKIWAC DO NASZEJ POPRZECZKI bo po co?

6 527

Odp: Być drugą i macochą

Kjim, odpisałam Ci na maila - nie wiem czy dostałaś smile

6 528

Odp: Być drugą i macochą

Dziękuje, ale niestety nic do mnie nie doszło.

6 529

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:
zazdrosna13 napisał/a:

Kjim, mogę podać ci rękę, mój M się wyprowadził sad

Przykro mi Zazdrosna, wiem dobrze jak się teraz czujesz. Przez ostatni miesiąc wyłam praktycznie codziennie, bo tak mi brakowało M. W między czasie stoczyliśmy jeszcze kilka wojen, wykrzyczeliśmy sobie chyba wszystkie żale ostatnich dwóch lat. I ...... dużo lżej mi z tym. Wykrzyczałam mu co mnie boli w związku z Jego Byłą, co mnie boli w związku z Jego dziećmi, co mnie boli w Jego zachowaniu. On mi nie był dłużny i wytknął mi to, co mu przeszkadza we mnie i to, że w domu nie czuje się jak u siebie. Po miesiącu wojny wykrzyczałam mu tez jak bardzo za Nim tęsknię i że swoim odejściem skrzywdził nie tylko mnie, ale również moje dzieci (które pokochały Go i również za Nim tęsknią). I wydaje mi się, że znowu coś drgnęło. Jesteśmy chyba na dobrej drodze , żeby zawrzeć jakiś kompromis, ale to byłby już czwarty "come back". Z jednej strony cieszę się, z tego miesiąca rozłąki, bo chyba oboje potrzebowaliśmy odpocząć (może nie od siebie , ale od tego całego zamieszania związanego z dziećmi, z grafikami spotkań, z napiętym harmonogramem, który oboje mamy). Szykują się spore zmiany i próba zaczęcia od początku na nowych zasadach - może jednak się uda, może w końcu poukładamy to tak, żeby wszyscy byli w miarę zadowoleni.
Zazdrosna mam nadzieję, że przerwa i Wam dobrze zrobi. Myślę, że jak każda z nas, która jest w drugim czy kolejnym związku, boimy się kolejnego rozstania, kolejnego zostania samemu. Wiem, że nawet kiedy wydaje się, że jesteśmy silne, niezależne i samowystarczalne, to wieczorem w poduszkę i tak swoje wypłaczemy i szukamy rąk, które nas przytulą. Dlatego trzymam kciuki, żeby ręce Twojego M szybko zrozumiały, że tęsknią i do Ciebie wróciły.  A Ty się trzymaj i spróbuj odpocząć i się wyciszyć. Daruj sobie na razie kolejny weekend z Jego dziećmi. Daj mu szansę pobyć z chłopakami samemu. Nawet jeśli to będzie dwa tygodnie czy więcej. Odpocznijcie.

6 530

Odp: Być drugą i macochą
LUSILJU napisał/a:
Hh999 napisał/a:

kjim
Nie pisałam jakiś czas - miałam trochę innych zajęć plus pasierbice na karku. Tak tylko gwoli uzupełnienia - eks wymyśliła, że M może się zajmować dziewczynkami na stałe ..... nie tylko na okoliczność przerwy międzyświątecznej, ale na co dzień, na stałe, aby "zapoznał się z obowiązkami rodzicielstwa". Co jest znamienne to to, że M walczył o kontakt z córkami, którego żona go chciała pozbawić, a teraz kiedy ma się urodzić nasze dziecko, eks prezentuje postawę "jak tak koniecznie chcesz, bierz dzieci na swoje barki" !!!!!! Nawet nie traktuję serio tej "propozycji"....

Mieliśmy młode na sylwestra i strasznie mnie wymęczyły - są miłe i mnie lubią i łażą za mną jak dwa małe kotki; idę do łóżka położyć się na moment - one idą za mną, włączam telewizor obejrzeć dziennik - one też chcą oglądać Disney Channel.... I tak  w kółko. Wczoraj już chyba trochę z takiego "utrucia" nie wytrzymałam. Jak to dzieciaki, cwanie wykombinowały, że łatwiej jest wrzucić ciuchy do prania, niż je składać i odkładać do garderoby. Widzę, że idą dwie glorie do łazienki ze stosami ciuchów i pakują je do kosza na brudy. Zwróciłam uwagę na jeden sweter, który młodsza pasierbica miała na sobie 1 raz. Akurat szłam z jej spodniami narciarskimi, bo poprosiła mnie, żebym jej pomogła złożyć. Pytam "a dlaczego wrzucasz do prania ten sweterek, przecież nie jest brudny". "Bo miałam go w kinie a tam są różne bakterie". "Wszędzie są bakterie, gdyby w kinie były groźne bakterie, nie poszlibyśmy w ogóle do kina" na co ona mówi "ten sweterek śmierdzi", "czym śmierdzi", "nie wiem". Kiedy wyciągnęłam rękę po ten sweter, żeby powąchać (może rzeczywiście coś z nim nie tak) młoda rzuciła ten sweter na podłogę w łazience. Mi poszła adrenalina uszami..... po pierwsze, już w 6tym miesiącu ciężko mi się schylać, po drugie - co to za demonstracje. Rzuciłam przed nią jej spodnie narciarskie i powiedziałam "skoro tak, składaj sobie spodnie sama". Powiedziałam to dość agresywnie - potem nawet miałam wyrzuty sumienia.... ale stało się. Sprawdziłam w brudniku - swetra nie było smile Młoda obchodziła mnie przez kilka godzin, a potem przyszła się przytulać.
Oglądam teraz film na youtube "jak wychować malucha" o różnych metodach wychowawczych niemowląt - od "zimnego wychowu" po totalne poświęcanie się potrzebom dzieci. To co mnie w pasierbicach wkurza niestety, to to jak są one wychowane - w tym przez ojca. Są bardzo bardzo absorbujące - łażą ciągle za mną i nie potrafią zająć się same sobą. Zaczynam się źle czuć już bo zaczynam trzeci trymestr i ich ciągłe towarzystwo staje się okropnie męczące .... ale nie robią zasadniczo nic złego, więc to chyba ja sobie nie daję rady z ich permanentną obecnością. Ciągle się nudzą .... cholera...... ja jako dziecko nigdy się nie nudziłam o ile nie miałam książki.... a one mają telewizor, komputer, tablet, smartfona, gry towarzyskie itd i są znudzone .... Nie zagrają same w scrabble, bo to pełni satysfakcji brakuje im towarzystwa dorosłych. Nie chce mi się inwestować w czytanie książek o rozwoju emocjonalnym dzieci w wieku podstawówkowym .... ja ich nie wychowuję tylko matka, więc to dla mnie nie ma sensu - będę czytała jak chować własne dziecko. Mój główny problem z pasierbicami polega na tym, że ja bym zupełnie inaczej je wychowywała... W zastanej sytuacji dostosowuję się do niej, ale mnie to tak okropnie wkurza czasami, bo nie mam siły .....

no to wyobraź sobie jakbys miała je non stop,ja przeszlam dokladnie to co ty teraz,najpierw maz nie mial kontaktu z mloda,jej matka o to sie postarala,potem absurdalnie wysokie alimenty ,które szly na utrzymanie obydwu ,pasożytowanie na mnie,bo to ja zarabialam wtedy dużo wiecej niż maz,jemu po zaplaceniu alim zostawało NIC ,placil jeszcze durne kredyty zaciągnięte w czasie tamtego zwiazku
potem z dnia na dzien nastapila zmiana frontu,eksiara wiedziala jak i co jest w naszym domu,bo gowniara raportowala jej wszystko,dla niej i jej matki bylo to inne życie którego zazdroscily,ex znalazla gacha w miedzyczasie i zaczela  akcje mające na celu wyekspediowanie mlodej do nas,to trochę trwalo,straszyla ,ze odda nam mloda ,bo jest okropna,nie daje z nią rady,u mnie będzie miala lepsze warunki ,nie spodziewałam sie ze zrealizuje swoje pogróżki
w tamtym czasie mój mąż,staral sie o prace o której zawsze marzyl,motywowalam go ,wspieralam,wciąż,się o ty m u nas mowilo i informacje wyciekaly,to chyba tez spowodowalo intensyfikacje działań babsztyla
no i dopiela swego,dziewucha przeniosla,sie do nas i nastalo piekiełko....
maz prace dostał,zabrał cztery litery i dostalam ze swoim dzieckiem ,jego przychowkiem i problemami z ex,z jej jazgotem itd ,moja matka przeciwna mojemu malzenstwu przyslużyla mi sie wtedy za co jestem jej mega wdzięczna ,chociaz w życiu niezle dala mi popalić
zaczela mnie buntować,ja zaczelam pracować jeszcze wiecej,plus kolejny kierunek studiów,czyli weekendy,,z domu,, matka i czesto siostra pomagaly mi organizować opieke dla syna ale KATEGORYCZNIE ODMOWILY JAKIEJKOLWIEK POMOCY JESLI CHODZILO O PASIERBICE
no i mój mąż poinformowal o tym mamcie pasierbicy,a ja napisalam.pozew o alimenty,bo matka roku ich nie płacila bo nie miala z czego i SPRAWA SIE RYPŁA
powiedzialam mężowi ze ma 2miesiace na powrót jak chce by mloda mieszkala,dalej u nas i nie odpuszczę w kwestii alimentów...
i szybciutko wszystko wrócili na swoje miejsce,powiem tak utrudnialam życie jak moglam,rzucalam kłody pod nogi ,nie podejmowałam obowiązków wobec mlodej,zmusilam jej babkę ze strony matki do zaangażowania w opieke,bo przecież ja pracoholiczka nie mialam kiedy sie cudzym dzieckiem zajac,babkę tez postraszylam ze mogę zacząć egzekwować ewentualnie nieściagalne alimenty z jej emerytury,wiem sucz ze mnie

6 531

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU biedna corka twojego partnera duzo przeszla w zyciu a ty jeszcze rodzine swoja nastawilas przeciwko niej. Nie wstyd ci. Jestem ciekawa jak sie poczujesz jak ktos tak okrutnie potraktuje twoje dziecko? Podtrzymuje opinie ze mnie przerazasz. Jestes bezwzgledna nie patrzysz na ofiary idziesz do celu po trupach. A to podobno ja pluje jadem. Sama jestes dno moralne.

6 532 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-05 11:04:42)

Odp: Być drugą i macochą

Widzę marza, że ostro się wzięłaś za czytanie forum (bądź tylko wybranych naszych wypowiedzi) niestety tak jak mówiłam wcześniej, choćbyś przebrnęła przez wszystkie 172 strony, Ty zdania nie zmienisz, bo Ty już nienawidzisz wszystkich macoch, które zajęły miejsce Twojej siostry i macochują Twojej siostrzenicy. Przez ten  i tylko ten pryzmat oceniasz nas. A ja Ci jeszcze raz powtórzę . To nie my macochujemy Twojej siostrzenicy. Masz problem z akceptacją kobiety , która zajęła miejsce przy boku twego szwagra. Z nią wyjaśniaj Jej zachowanie. Jej tłumacz , że powinna lepiej traktować Twoją siostrzenicę. Ze szwagrem porozmawiaj, że zaniedbuje córkę. Tyle możesz zrobić. A jeśli młodej dzieje się krzywda to , staraj się o przejęcie opieki nad Nią przed sądem. A wtedy , kiedy zobaczysz, że Twoich dobrych chęci nikt nie dostrzega, bo ani szwagier, ani Jego nowa żona , ani nawet sąd , nikt Cię nie poprze. Wtedy dopiero poczujesz co to jest bezradność. Wtedy dopiero dostrzeżesz, że tak naprawdę nie masz na to ŻADNEGO wpływu. Wtedy dopiero załamiesz ręce i stwierdzisz, że szwagier jest do dupy, a i sąd nie stoi po Twojej stronie. Mimo , że twierdzisz, że siostrzenica cierpi, że dzieje się Jej krzywda, to tak naprawdę nic nie możesz zrobić!!!   Mimo , że jesteś Jej najbliższą rodziną.
A wiesz co my możemy zrobić , kiedy wiemy, że własna rodzona matka robi krzywdę własnym dzieciom (naszym pasierbom). Wiesz co możemy zrobić kiedy wiemy, ze matka Je zaniedbuje, jest niewydolna wychowawczo, że zaniedbuje Ich edukację, higienę, nie spełnia podstawowych funkcji wychowawczych. Wiesz co my (obce osoby) możemy zrobić dla tych dzieci? NIC. Bo matka sobie tego nie życzy.

W Twoim wypadku to ojciec dziewczynki ma decydujące zdanie o losie dziewczynki i jeśli On Jej losu nie poprawi, Ty nie możesz nic zrobić. I to Cię cholernie wkurza. Jesteś bezradna i dlatego postanowiłaś wyżywać się tu na tym forum.  Jeszcze raz Ci piszę, to nie my jesteśmy nie miłe dla Twojej siostrzenicy! Idź do psychologa bo najwyraźniej to Ty nie możesz zaakceptować tego , że jakaś baba zajęła miejsce Twojej siostry. Stworzyłyście z siostrzenicą wspólny front przeciwko tej kobiecie. Być może sama nakręcasz siostrzenicę przeciwko macosze, a potem dziwisz się że tamta jest dla młodej nie miła. Zmieńcie obie front i zaakceptujcie sytuację że teraz u boku szwagra jest nowa kobieta. Nota bene w ciąży i za chwilę urodzi Mu drugie dziecko. Zachowujesz się tak jak byś przejęła funkcję Ex żony i ryła dziecku beret tylko dlatego, że ojciec ośmielił się wejść w nowy związek. Ciekawe czy siostra byłaby z Ciebie dumna?

6 533

Odp: Być drugą i macochą

Ja zycze W i K szczesliwego zwiazku. D po zakonczeniu szostej klasy zamieszka ze mna i moja rodzino szwagier sie na to zgodzil. Wie ze dziewczynka w tym wieku potrzebuje doroslej kobiety ktora bedzie przy niej w okresie dojrzewania. Szwagier wie ze zaniedbal corke. Mam nadzieje ze W wytrzyma ten rok i nie bedzie zadnych akcji z jej strony. Mieszkamy od siebie ponad 15 km bez sensu by bylo dziecko przenosic w 6 klasie do nowej szkoly.

6 534

Odp: Być drugą i macochą

W urodzi mu drugie dziecko to znaczy ze D ma przestac sie liczyc. Ja tez w pazdzierniku urodze drugie dziecko czy to oznacza ze przestane kochac corke?  Milosci sie nie dzieli tylko mnozy.  Pisal juz zw W i K byli paro w mlodosci. Poltora roku po smierci siostry byli jyz razem. Czasami mam wrazenie zw oboje czekali na jej smierc. Moze nie wsztstkie macochy sa z gruntu zle,ale wiekszosc macoch ma negatywne uczucia dla pasierbow. Na roznych forach macochy nawzajem sie nakrecaja i usprawiedliwaja.

6 535

Odp: Być drugą i macochą

marza zastanów się poważnie nad jakąś terapią, która pomoże się Tobie uporać z negatywnymi emocjami dotyczącymi własnego dzieciństwa. Z każdą kolejną Twoją wypowiedzią, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w Twoim umyśle wciąż rozgrywa się dramat nieprzepracowanych traum i zranień własnych, których erupcja następuje podczas lektury tego wątku. Dawne krzywdy  uniemożliwiają Tobie obiektywną ocenę przestawionych tutaj historii, w związku z czym podchodzisz do nich zdecydowanie wybiórczo i krzywdząco. Jeżeli chcesz z sukcesem, "nawracać" i "naprawiać" innych, to musisz najpierw dojść do ładu z własnymi emocjami. Póki co jesteś mało wiarygodna...

6 536

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

W urodzi mu drugie dziecko to znaczy ze D ma przestac sie liczyc. Ja tez w pazdzierniku urodze drugie dziecko czy to oznacza ze przestane kochac corke?  Milosci sie nie dzieli tylko mnozy.  Pisal juz zw W i K byli paro w mlodosci. Poltora roku po smierci siostry byli jyz razem. Czasami mam wrazenie zw oboje czekali na jej smierc. Moze nie wsztstkie macochy sa z gruntu zle,ale wiekszosc macoch ma negatywne uczucia dla pasierbow. Na roznych forach macochy nawzajem sie nakrecaja i usprawiedliwaja.

marza2, czy nie pomyślałaś o tym, że swoim uporem, walką ze szwagrem i jego nową żoną, wyrządziłaś siostrzenicy więcej krzywdy niż pożytku?
Jej najbliższą osobą po śmierci matki jest ojciec. Ty i Wasza rodzina jesteście na drugim miejscu, bez względu na to jak bardzo ją kochacie.
Gdybyś postępowała mądrze i bez agresji, mogłabyś się dogadać ze szwagrem i jego żoną. Tłumaczyć, uświadamiać, jednocześnie dbając o kontakt z siostrzenicą.
Tymczasem na skutek Twoich działań, szwagier zrezygnował z córki???!!!
To straszne, tym samym zafundowałaś dziewczynce traumę do końca życia. Faktycznie, ojciec nie popisał się rezygnując ze stałej opieki na córką, będzie miał teraz spokojne życie z nową żoną i ich dzieckiem, a jego żona już zadba o to, żeby córka nie wróciła na stałe do ich domu, dla świętego spokoju.
Dziewczynka już zawsze będzie czuła się odtrącona i mniej ważna od ich dziecka, dzięki Tobie. Twoja miłość do niej niczego nie zmieni.
Zadowolona jesteś z siebie? Sobie zrobiłaś dobrze, nie dziecku.

Trochę  nie na temat; litości, popracuj nad ortografią, a konkretnie nad pisownią końcówek.
To tylko niektóre kwiatki z Twoich wypowiedzi:
"jestem matko, wredno siostrę, byli paro, to jak "piejo kury piejo".

6 537

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Pisal juz zw W i K byli paro w mlodosci. Poltora roku po smierci siostry byli jyz razem. Czasami mam wrazenie zw oboje czekali na jej smierc. Moze nie wsztstkie macochy sa z gruntu zle,ale wiekszosc macoch ma negatywne uczucia dla pasierbow. Na roznych forach macochy nawzajem sie nakrecaja i usprawiedliwaja.

1. chętnie dowiem się jakie to forum, gdzie macochy nawzajem się nakręcają i usprawiedliwiają
2. to co piszesz o swoim szwagrze i jego żonie brzmi chamsko. Wyobraź sobie, że jeżeli tkwisz w urojeniach na temat ich związku, to możesz zrobić krzywdę swojej siostrzenicy i jej ojcu, może bezpowrotnie zniszczysz jej relację z przyrodnim rodzeństwem. Weźmiesz swoją siostrzenicę na przednówku jej wieku buntu - ciekawe co na ten temat twój mąż/partner, ciekawe też czy zażądasz od szwagra alimentów na utrzymanie siostrzenicy, ciekawe czy pytałaś psychologa co lepsze dla dziecka - bycie z "byle-jakim ojcem", czy z ciocią, która stosunek do ojca ma jak widać powyżej?
3. jeszcze niedawno pisałaś "Szwagier akurat corje dobrze traktuje" teraz okazuje się, że jednak ją zaniedbał?

marza2 wiesz bardzo dużo na temat macoch ....
1. "Wiem ze macochy w 95 procentach nie pokocha pasierba jak swojego dziecka ale dobrze traktowac to chyba można" - skąd ta statystyka, jakieś dane z prywatnych doświadczeń?
2. "sama przyznaj ze czesto macochy kombinuja co zrobic by dziecko jak najmniej spotykalo sie z ojcem czy ograniczyc alimenty" - jak wchodzi się na fora ojców walczących o prawa do dzieci, to mam wrażenie, że dość często kombinują eks jak wyeliminować ojca z życia dzieci
3. "A tej zolzie zrobie takie pieklo ze popamieta na zawsze. Juz mnie nie obchodzi ze jest w ciazy. Nie bede sie przejmowac jej dzieckiem. A powinnam napisac bachorem" -  piszesz o dziecku które genetycznie jest bliższe Twojej siostrzenicy, niż Twoje dzieci jako "zaledwie" kuzynostwo
4. "Zaczela sie tak podle zachowywac kilka tygodni po tym jak dowiedziala sie ze jest w ciazy. Smutna prawda ale wiekszosc macoch jest taka ze gdy ma sie pojawic jej dziecko. To chca by poprzednie zniknelo z zycia jej rodziny. W czym dzieci drugich zon sa lepsze od pierwszych?" - znowu jakieś spostrzeżenie - ciekawe po czym wnosisz, że tak się dzieje? A może Twoja siostrzenica poczuła się zagrożona i zaczęła gorzej się zachowywać wobec macochy? Jeżeli Twoja siostrzenica ma 13 lat, to to nie jest niewinne dzieciątko, to już całkiem spora panna. Twoje podejrzenia co do związku ojca i macochy (a może nawet i spiskowa teoria, jakoby sobie życzyli śmierci matki) to może miód na jej uszy, może gdzieś to usłyszała, może Ty będziesz winna tego, ze dziecko utraci kontakt ze swoją prawdziwą rodziną
5. "Macochy to robia i czuja nienawisc do dzieci.  Nawet moi rodzice w to nie wierza. Swietna aktorka z niej jest. Na zlo wychodze ja . ok moge byc najgorsza ale dziecka nie pozwole dalej krzywdzic. Chcialam byc dobra i poczekac do jej rozwiazania. Teraz mam w gdzies czy zaszkodze jej czy dziecku" - wszystko to tłumaczy - macochy czują nienawiść do dzieci. "masz gdzieś czy zaszkodzisz macosze i jej bachorowi" - jakby wnioskować z Twoich wypowiedzi na temat Ciebie, nie różnisz się mocno od "wielu macoch", 
6. "Wiem ze to bylo wredne i zle i powinnam sie wstydzic, powiedzialam jej ze nienawidze jej dziecka i zycze mu wszystkiego najgorszego. To nia wstrzasnelo. Niech wie co ja czuje jak slysze od malej ze macochabjej nie znosi". Ilekroć słyszę podobne teksty, jestem szczerze zszokowana. Mną też wstrząsnęło, kiedy eks zrobiła mi awanturę, że krzyczę na jej córki. Ciekawe jednak, że przypływ agresji macochy pokrył się z momentem, kiedy zaciążyła - pytanie tylko czy to frustracja młodej, której status się nieco zmieni (jak sama wskazałaś, miłość na szczęście się mnoży, nie dzieli - może ona tego nie wie) i nie będzie jedynym dzieckiem w rodzinie, czy to w macosze odezwał się pierwotny instynkt eliminacji młodych innej samicy, kiedy w planach są nowe młode? A i dodam jeszcze cytat "Przykre dla kobiety gdy czyta ze inne kobiety maja taki negatywny stosunek do dzieci". Przykre, że masz taki zły stosunek do nowego dziecka swojego szwagra
7. "Naprawde nie jest wam zal tych dzieci ktore i tak maja ciezko?" - mi jest żal. Żal mi też macoch, które są poniewierane przez swoich partnerów, eks i pasierbów.

6 538

Odp: Być drugą i macochą

Przesyłam pozdrowienia dla wszystkich wytrwałych macoch od..... Zazdrosnej :-)
Żyje, ma się nie źle i pozdrawia Was wszystkie.

6 539

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 wiem ze D wejdzie zaraz w trudny okres. Pierwsze nieszczesliwe milosci pierwsza miesiaczka itp. Dziewczyna w tym wieku potrzebuje doroslej kobiety ktora okaże jej milosc zrozumienie. Maz nie ma nic przeciwko bardzo sie lubią z D. Dla niego D tez nie jest obca babcia mojego meza i babcia szwagra byly siostrami. Mysle ze K nie zrezygnuje calkiem z corki. Jest pod pantoflem zony nie potrafi obronic corki. Wiem ze moje ostatnie wypowiedzi delikatnie mówiąc nie byly zbyt mile. Poprzednia ciaze stracilam w 8 tygodniu do tego czasu bylam na zwolnieniu i troche mi odbijalo. Wrocily tez negatywne uczucia z mlodosci

6 540

Odp: Być drugą i macochą

Nie chce sie znowu klocic moim skromnym zdaniem uwazam ze kobieta ktora sama ma dzieci z poprzedniego zwiazku dzieci paetnera powinna akceptowac w 100 procentach. Skoro partner oglada jej dzieci codziennie to ona nie ma prawa narzekac ze widzi pasierbow co drugi weekend czesc wakacji u ferii. Nie ma prawa na nich narzekac i je krytykowac. Bezdzietna mozna jakos tam zrozumiec ze nie potrafi sie odnaleźć w sytuacji,ale nie ma prawa krzywdzic dziecka.

6 541

Odp: Być drugą i macochą

Witam, szukam pomocy na takich forach bo czuje ze znalazlam sie w potrzasku. Jestem rozwodka z 4 letnia coreczka ktora wychowuje, od niespelna 2 lat tkwie w zwiazku z rozwodnikiem ktory z kolei wychowuje dwojke swoich dzieci-mamusia zostawila je ojcu....... Poczatkowo bardzo odpowiadala mi taka sytuacja. Oboje po podobnych przejsciach ze wspolmalzonkami, z dziecmi na wychowaniu, swietnie sie rozumielismy. po okolo 1,5 roku zamieszkalismy razem, a po 4 miesiacach wspolnego zycia zdecydowalismy sie na wspolne dziecko. Okazalo sie ze jestem w ciazy z blizniakami. I wszystko byloby ok gdyby nie to ze dzieci mojego faceta zaczely mi bardzo przeszkadzac...........mam ogromne wyrzuty sumienia bo nie potrafie odwzajemnic ich uczuc. to naprawde dobre dzieci, ktore potrzebuja matczynego uczucia.....maja po 10 lat a matka zostawila je w wieku 5 lat. jedna z nich ma kontakt sporadyczny z matka a druga odciela sie zupelnie i cala swoja milosc przelala na mnie.......mowia do mnie mamusiu, chca sie tulic calowac..... a ja.........poczatkowo ok ale teraz zaczyna mi to przeszkadzac, nie umiem wyjasnic czemu. Moze dlatego ze moje dziecko jest bardzo zazdrosne, co poteguje tez jej ojciec z ktorym dosc czesto sie widuje i ewidentnie jest nagadywane przeciwko mniue i mojemu nowemu zyciu....czuje ze zaniedbuje wlasne dziecko i jest mi z tym bardzo zle, w dodatku partner calkowicie obciazyl mnie wychowaniem swoich dzieci tzn to ja odrabiam z nimi lekcje, to ja musze ogarniac pranie i prasowanie, gotowanie dla nich, to ja musze myslec co im potrzebne do szkoly i jakie trzeba kupic im ubrania etc. on tak naprawde nic o nich nie wie.....w dodatku jest pod silnym wplywem swojej matki ktora do tej pory zajmowala sie jego dziecmi, ma wciaz za duzo do powiedzenia a ja czuje sie poirytowana ze wtraca sie w nasze zycie bo skoro ja musze robic przy dzieciach co najgorsze to dlaczego ona ma podejmowac inne decyzje.......przyznam siue szczerze ze sie pospieszylam z tym zwiazkiem i wspolnyym dzieckiem. Gdyby nie to to raczej bym sie probowala wycofac z tego zwiazku, ale boje sie zostac sama z 3 malych dzieci...... przeraza mnie mysl ze bede tkwic w takim ukladzie do konca zycia, ja bede zyc swoim zyciem a on swoim....pod jednym dachem ale jednak osobno, to jeszcze gorzej niz z eks mezem....Prosze o jakies wsparcie z waszej strony, moze ktos obcy spojrzy na to inaczej niz ja, moze jeszcze jaos da sie zyc normalnie w takim zwiazku. Jestem juz na skraju zalamania nerwowego, moze to tez przez te ciazowe hormony.........ale wiem ze jesli czegos nie zrobie to bedzie tylko gorzej.............

6 542 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-03-10 07:02:31)

Odp: Być drugą i macochą

gość
z pewnością bardziej doświadczone macochy będą bardziej kompetentne, żeby Ci coś doradzić. Czuję jednak w Twojej wypowiedzi żal do partnera, że zostawia Cię z majdanem samą... Masz swoje dziecko, jego dwójkę, Wasze w drodze i masę obowiązków, wtrącającego się eks i teściową - trudna sytuacja. Wydaje mi się, że jeżeli Twój partner nie zaangażuje się bardziej w obowiązki domowo-wychowawcze, a babcia (teściowa) np. od czasu do czasu nie zabierze pasierbic na weekend, tak żebyś mogła pobyć tylko z córką i zrekompensować jej czas, który poświęcasz pasierbicom, to będziesz ofiarą tej sytuacji i frustracja będzie narastać.
Przyznam Ci, że też jestem w ciąży (na szczęście wkrótce już koniec) i było tak, że ledwo żyłam, dziewczynki hałasowały, były bardzo angażujące a ja nie miałam ani siły, ani ochoty na latanie wokoło nich. Jak zrobiłam obiad (powstrzymując wymioty, bo wprawdzie nie wymiotowałam, ale strasznie mnie zapachy męczyły i np. nie było mowy żebym chociaż otworzyła zmywarkę), kładłam się spać w środku dnia, a one przychodziły do mnie się poniuniać - też byłam w podobnej rozterce jak Ty. Trudno odrzucić dziecko, które przychodzi z zaufaniem, ale jak padasz po całym dniu pracy w firmie na pysk, masz złe samopoczucie, mdłości, rozdrażnienie, to trudno się tym cieszyć. A to, że Twoja 4 latka jest zazdrosna... no cóż - wcale się nie dziwię, bo 4 letnie dzieci są zazdrosne nawet o rodzone rodzeństwo.
Moja starsza pasierbica też już ma prawie 10 lat - ja miałam tyle, kiedy urodził się mój brat i byłam naprawdę dużą pociechą dla matki. Mogła spokojnie posłać mnie z 2-3 letnim bratem na plac zabaw (nawet przyznam, że trochę nadużywała mojego baby-sittowania), potem biegałam po brata do przedszkola,  a kiedy matka wróciła do pracy zostawałam z nim sama w domu itd. Może Twoje pasierbice okażą się nieocenioną pomocą w przyszłości w opiece nad przyrodnim rodzeństwem...
Ale to trochę podłe, że w ciąży jesteś z tym wszystkim sama. Co będzie jak będziesz już w zaawansowanej ciąży, a jak się urodzą Wasze bliźnięta? To oczywiste, że nie będziesz miała czasu na lekcje i tyle obowiązków domowych. Ale ... może dziewczynki Ci pomogą...

6 543

Odp: Być drugą i macochą
gosc17763 napisał/a:

w dodatku partner calkowicie obciazyl mnie wychowaniem swoich dzieci tzn to ja odrabiam z nimi lekcje, to ja musze ogarniac pranie i prasowanie, gotowanie dla nich, to ja musze myslec co im potrzebne do szkoly i jakie trzeba kupic im ubrania etc. on tak naprawde nic o nich nie wie.....w dodatku jest pod silnym wplywem swojej matki ktora do tej pory zajmowala sie jego dziecmi, ma wciaz za duzo do powiedzenia a ja czuje sie poirytowana ze wtraca sie w nasze zycie bo skoro ja musze robic przy dzieciach co najgorsze to dlaczego ona ma podejmowac inne decyzje.......przyznam siue szczerze ze sie pospieszylam z tym zwiazkiem i wspolnyym dzieckiem. Gdyby nie to to raczej bym sie probowala wycofac z tego zwiazku, ale boje sie zostac sama z 3 malych dzieci...... przeraza mnie mysl ze bede tkwic w takim ukladzie do konca zycia, ja bede zyc swoim zyciem a on swoim....pod jednym dachem ale jednak osobno, to jeszcze gorzej niz z eks mezem....Prosze o jakies wsparcie z waszej strony, moze ktos obcy spojrzy na to inaczej niz ja, moze jeszcze jaos da sie zyc normalnie w takim zwiazku. Jestem juz na skraju zalamania nerwowego, moze to tez przez te ciazowe hormony.........ale wiem ze jesli czegos nie zrobie to bedzie tylko gorzej.............

Cześć. Po pierwsze sadzaj faceta przed sobą i albo powiedz Mu to wszystko co tu napisałaś, albo daj mu to do przeczytania. Nie może być tak, ze całą robotę zwala na Ciebie a ja przyjdzie co do czego to bardziej liczy się zdanie babci niż Twoje.

Powiedz , że nie odpowiada Ci rola gosposi i niańki i zacznij stawiać wymagania w stosunku do męża, bo za chwile naprawdę nie dźwigniesz tych obowiązków sama.
Hormony , hormonami, ale masz prawo być zmęczona ogarnianiem całego majdanu sama. Wiem czym będzie się zasłaniał facet w Jego sytuacji - bo On pracuje, utrzymuje cały dom i pada na pysk żeby utrzymać rodzinę, więc domem powinnaś zająć się Ty. Guzik prawda. Uświadom Pana, że za chwilę dostaniecie spory zastrzyk gotówki, na tę gromadkę Waszych dzieci . Na czworo a może nawet pięcioro dzieci dostaniecie 2000-2500 zł. Odciąży to faceta i nie będzie jedynym żywicielem rodziny, jednak i On powinien odciążyć Ciebie w obowiązkach domowych. Ogarnięcie 5-ki dzieci to naprawdę duże wyzwanie i jak najbardziej powinnaś mieć w tym wsparcie męża. Rozmowy o zmianie podziału obowiązków zacznij jak najszybciej!

6 544

Odp: Być drugą i macochą

wczoraj przeszłam z M małe katharsis.... mamy dziewczyny na weekend i od rana w domu są permanentne piski i wrzaski, awantury itd. Awantury, bo ta włożyła do wózka którym się bawią maskotkę nietoperza, to starszej się nie podoba, bo muszą robić lekcje, młodsza ryczy, bo ojciec powiedział że pojadą na basen w niedzielę, a ona chce w sobotę, bo w niedzielę będzie musiała się pakować do szkoły i "będzie musiała zrobić sobie włosy" (????) i takie tam ... Zasadniczo, wszystko jest potencjalnym powodem do awantury - od pieczywa do śniadania (była chałka i chlebek, a młodsza przecież woli bułki, po organizację dnia - po śniadaniu lekcje, dlaczego po śniadaniu, a nie wieczorem). Ja już nie mam siły; budzę się opuchnięta i bolą mnie obrzęki, drętwieją mi ręce, nawala biodro, coś się dzieje znowu z alergią i trochę mi duszno itd. No ale, dobrze, są dziewczyny więc robimy z M śniadanie, potem robiłam obiad, potem zakupy w Auchan i niestety stwierdziłam, że mnie w trakcie zakupów duet dziewczyny-M doprowadza do szału. Chciały ręczniki - poszliśmy do Auchan (nie ma takich ręczników jak chcą "ten różowy jej się podoba, ale jak będzie starsza, to może nie będzie sobie w stanie dokupić ręczników do kompletu), do Yzyska (nie ma takich jak chcą) w końcu do Home&You (tu im się podobało, wybrały sobie ręczniki po 59 zł za sztukę). Przy okazji zobaczyły w Yzysku jakieś beznadziejne poduszki o formacie 20x20 cm z fotografiami kotków i piesków "tata, ale słodkie, kup...". Przypomniało im się, że one przecież potrzebują poduszki. Pytam: do czego potrzebujecie te poduszki. One po prostu potrzebują, no ale do spania, do czego? No bo kuż-wa nie wiem, czy chcą jaśka do spania, czy tak ot ku ozdobie (wcześniej o potrzebie poduszek nic nie wspominały). Ok - naciągnęły ojca jeszcze w Home&You na poduszki - przynajmniej te wyglądały w miarę porządnie choć najtańsze nie były....  Idziemy dalej. Doszliśmy do jakiegoś innego sklepu z mierzwą, one chcą wejść popatrzeć. ok, siadłam na fotelach przed sklepem i M mówi "idę zobaczyć co robią", zostawił mnie z zakupami i poszedł. Siedzę i siedzę przed tym sklepem, w końcu wchodzę, a tam ... M prawie przy kasie - starsza chce koronę za 49 zł, młodsza jakąś kulkę do gniecenia fluorescencyjną (cena nieznana). Jak ryknęłam na M, że dość i idziemy do samochodu, to młode foch, ojciec szok. Noż ... mówię mu - kasy nie masz na co wydawać, tylko na jakąś mierzwę? to już lepiej idź kup dodatkowy ręcznik za tą cenę, a nie plastikową koronę. Dobra, zakupy skończone.
Dojechaliśmy do domu, mówię - siądę i popracuję w gabinecie (tj. będę miała chwilę spokoju) - no niestety nie. Za chwilę były obie w gabinecie, dodatkowo doszusował M. Starsza miała jakiś breloczek do zrobienia z filcu, ale zapomniały kupić watę, żeby go wypchać. Słyszę jak się namawiają, że nie ma waty, ale są płatki do twarzy (dodam MOJE płatki). Mówię - niestety nie chcę, żebyście mi marnowały płatki, macie mnóstwo ścinków filcu, potnijcie je na drobniejsze i tym napakujcie swoje breloczki. Foch.... ale nie trwał długo, bo musiałam pomóc starszej dokończyć jej breloka (był straszny, obszyty fastrygą, pokazałam jej jak go obszyć dookoła ściegiem a la Richelieu, żeby jakkolwiek wyglądał....). Okazało się, że dostała jedynkę za breloczek, ponieważ jak twierdzi "mama nie miała czasu jej nawlec nitkę na igłę i zawiązać supełka" - no super... Szczerze mówiąc, odliczałam godziny aż pójdą spać, bo już sił po prostu nie miałam, ani emocjonalnych ani fizycznych. Nagle słyszę "tata, a możemy spać w salonie?", "możecie" i wiecie co ......... szlag mnie trafił już definitywnie. Nie przy dzieciach, ale w gabinecie, praktycznie rzuciłam się na M na zasadzie, co to kuź-wa jest, kto tu rządzi w tym domu, czy moje zdanie jest cokolwiek ważne, czy on mnie pyta co ja mam ochotę robić wieczorem - może mam ochotę w końcu uwalić się przed telewizorem i obejrzeć sobie jakiś odmóżdżający film (bo cholera latam od rana i obrabiam towarzystwo). Noż ... dziewczyny, wiem, że to drobiazg, ale miałam wczoraj taki dzień, że mało go nie zabiłam. Dodatkowo dochodziło do tego to, że dziewczyny pytają wieczorem "kiedy kolacja?", a M patrzy na mnie "kiedy zrobisz kolację"?. Wiecie co...... jak mnie nerw wziął... po całym dniu, ledwo żyję, a mam wyręczać M w robieniu kolacji, potem nie mam prawa do chwili odpoczynku i relaksu, tylko mam iść do sypialni, gdzie ewentualnie M wpadł na pomysł, że przecież możemy oglądać film z komputera.
Zdaję sobie sprawę, że przereagowałam, ale nie mam siły. Nie wiem czy tak się zachowują u mamy, ale częstotliwość awantur przekracza jedną na 15 minut - od rana. M leci od razu z interwencją, a ja mu mówię - zostaw je, niech się same próbują zgodzić, nie lataj z byle powodu do nich, bo one się drą "tata, tata chodź tu". On idzie, po czym słyszę "A ona mi przełożyła piórnik z biurka na ziemię i teraz nie chce podnieść". Matko jedyna.... i tak cały okrąglutki dzień. "Tata a jej lalka ma więcej miejsca w wózku niż moja", "tata a ona się położyła na moim miejscu", "a ona użyła mojej szczotki do włosów" itd. Kupiłam im koszule nocne w bon-prix. Akurat przyszły w piątek. Pokazałam im, mówię że jutro włożą, bo dzisiaj je przepiorę i na jutro będą... nie ... one chcą dzisiaj. Ja bym powiedziała, będą jutro, ale nie M położył na kaloryferze koszule, żeby wyschły. Po 3 godzinach wrzask starszej i ryk... "dlaczego tak położyłeś, że rękawy są mokre"....  i ryczy... dziewczyny, ja nie mam siły - autentycznie jestem wykończona... Wczoraj przez 2 godziny robiłam awanturę M tak miałam dość wszystkiego. W naszym domu, jak są dziewczyny, to rządzą one i decybele. Ja chyba jestem za stara na dzieci...

6 545

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 zachowanie dziewczynek wcale nie odbiega od normy chca zwrocic na siebie uwage. Czuja sie zagrozone ze brat bedzie wazniejszy dla ich ojca. Twoj partner nie powinien na Ciebie zwalac wszystkich obowiazkiw jesli chodzi o opieke nad dziecmi. Sama wiem jakie ostatnie tygodnie sa ciezkie. Wiesz cos w tym jest ze im mlodsza osoba tym lepiej dogaduje sie z dziecmi. Pamieta sie lepiej swoje dziecinstwo.

6 546 Ostatnio edytowany przez josz (2016-03-13 18:01:11)

Odp: Być drugą i macochą

Hh999, obawiam się, że w czasie wizyt dziewczynek długo będą jeszcze rządzić decybele, a czy one same też, to już zależy od Was, a w szczególności od M.
Domyślałam się, że on łatwo nie odpuści z "obkupowaniem" ich, taki jego dowód miłości, a w domu..., cóż, cienki Bolek z niego (wybacz).
[Przy okazji, też wczoraj zrobiłam mały zakup w Home&You i przy kasie spotkała mnie miła niespodzianka, zapłaciłam tylko 1/3 ceny, gdyż okazało się, że wzięłam ostatni artykuł smile]
Hałasu w domu nie unikniesz, ale sugerowałam, żebyś nie reagowała na ich spory, niech ojciec będzie sędzią, Ty ewentualnie zwracaj uwagę i proś o ciszę, o zaprzestanie pisków i krzyku.
Masz prawo do odseparowania się, odpoczynku, choćby z uwagi na Twój stan i tutaj stanowczo możesz żądać od M szacunku dla własnej autonomii w trosce o własne zdrowie i spokój.
Uważam, że M zdecydowanie przegiął, oczekując, że po całym intensywnym dniu, staniesz jeszcze na opuchniętych nogach przy kuchni i będziesz ich obsługiwać, ale w pewnym sensie, sama do tego doprowadziłaś swoją aktywnością i chęcią niesienia pomocy.
Nadgorliwość, niestety rozleniwia "adresatów" i szybko staje się codziennością i oczywistością.
M chyba zapomniał, że ta pomoc, to wyraz Twojej dobrej woli, a nie obowiązek.
Postaraj się, dla własnego dobra zdystansować nieco, a wtedy, gdy czasem wykażesz odrobinę chęci  i zrobisz coś dla księżniczek, może potraktują to jako szczególny dar.
W sytuacji, gdy angażujesz się i  jesteś na każde ich zawołanie, one i niestety także M, uważają, że im się należy.
W sumie nie zostało Ci wiele czasu, aby jakoś naprostować sytuację, M, jak widać przeszedł nad wszystkim do porządku dziennego, a gdy urodzi się Jaś nastanie rewolucja i przede wszystkim Ty dostaniesz rykoszetem.
Pomyślałam, że zamiast kłócić się z nim 2 godziny, mogłabyś wyłożyć swoje racje, po czym rozpłakać się tak po prostu, po babsku. Jesteś konkretną i stanowczą (tak mi się wydaje) osobą, ale przecież jesteś też człowiekiem, który ma prawo do słabości, a w sytuacji w jakiej się znalazłaś, zdecydowanie odbiegającej od komfortu, do tego w ciąży, możesz nie wytrzymać i rozkleić się. To takie ludzkie.
Tobie też potrzebna jest opieka, wsparcie i pogłaskanie po główce, czemu nie?

6 547

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 zgadzam sie z josz to twoj partner powinien zrobic wszystko by dziewczynki nie czuly sie odrzucone jak maly sie urodzi. Ciebie powinien odciazyc i Cie nie denerwowac. Szkoda ze nie czujesz jego wsparcia. Mam jedno pytanie czy mialas robione badania prenatalne? Ja w tym roku skoncze 36 lat i moj lekarz zasugerowal ze powinnam je zrobic.

6 548

Odp: Być drugą i macochą

no dziewczyny, dlatego napisałam, że przeszłam z M katharsis, bo już wczoraj nie dawałam rady. Nie mam o tyle właśnie pretensji do dzieci, chociaż przyznam, że obiektywnie dziewuchy są rozbrykane, ciągle się tłuką i są hałaśliwe (to oczywiście jest męczące, a przy moich ciążowych dolegliwościach trudno mi niekiedy opanować emocje), ale do M...
napiszę później niestety, bo ciągle tu mamy jeszcze akcje ... smile

6 549 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-03-14 06:16:14)

Odp: Być drugą i macochą

kłótnia-awantura z M wstępnie wyszła na dobre. W niedzielę M sam zrobił śniadanie, przygotował schabowe i ziemniaki do obiadu (ja tylko sałatę), po obiedzie zabrał dziewczyny na basen i byłam kilka godzin sama, a po powrocie to nawet zapakował pralkę z rzeczami z basenu i ją wstawił (myślałam, że już zatracił tą umiejętność...). Mogłam się popołudniu chwilę położyć z nogami do góry i przespać. Nie mogę powiedzieć, M jest co do zasady opiekuńczy, ale jak większość dziadów ma tendencję do "umoszczenia się" kosztem kobiety... W dodatku miałam dość komfortową ciążę, nie narzekałam, bo dolegliwości były raczej symboliczne, ale teraz to już zostało mi około 40 dni do końca, więc czuję się źle tym bardziej, że młody się gdzieś już ustawia w kanale i od czasu do czasu czuję ostry ból w podbrzuszu... więc jak znowu usłyszałam "ciąża to nie choroba", to ciśnienie mi poszło smile

No i niestety nie za bardzo mam zwyczaj przy awanturach się popłakać .... trudno mnie wkurzyć, ale jak już się komuś uda, to wpadam w szewską pasję i idę jak buldożer. Taki trochę defekt charakteru smile Mam zresztą wrażenie, że biorąc pod uwagę córki, które non stop ryczą (autentycznie, próby wymuszenia płaczem to średnio 3-4 akcje dziennie w weekend; na początku też się przejmowałam, że im się krzywda dzieje, dopóki nie przekonałam się, że w 99% procent przypadków to krokodyle łzy), to spodziewam się, że na tą formę damskich "argumentów", musi być uodporniony smile

Staramy się i dbamy, żeby nie wzbudzać w dziewczynkach zazdrości o Jasia, ale też zdaję sobie sprawę, że nie tylko wchodzą w trudny wiek, ale też uzyskanie 100% sukcesu w tej materii jest niemożliwe. Myślę, że problemem już byłam ja, bo z jednej strony po prostu ktoś konkretny pojawił się przy ojcu, z drugiej strony odegrałam swoją rolę "złej macochy" i np. wyegzekwowałam pewne zmiany w zachowaniu M (jak jestem, to nie ma bezsensownych zakupów "bo chcą" i niestety dodatkowo jestem tak złośliwa, że chodzę z nimi na te zakupy i pilnuję, aby były zgodne z przygotowaną listą. Oczywiście zastanawiam się, gdzie są pewne granice stawiania przeze mnie granic M, bo .... np. głupi problem - mamy szufladę z jedzeniem dla nich; pełną szufladę wypełnioną słodyczami, popkornem, ciastkami i napojami gazowanymi. Mnie wkurza to, że do śniadania wypijają 7upa, lipton w puszce, pepsi itp. no ale ... czy powinnam ingerować w to co piją. Ja bym swojemu dziecku nie pozwoliła na pochłanianie 4-5 puszek napojów dziennie, no ale M mówi "one lubią". No to mam już być najgorszą z najgorszych i zakazać mu kupowania tych świństw?). Dziewuchy, miały ojca na wyłączność, teraz będzie brat, który będzie z ojcem na co dzień i to jest patowe, tym bardziej że M bardzo chciał rodziny między innymi, żeby mieć w domu dziecko "dla którego będzie tatą codziennie i które będzie mógł wychowywać". Nie ma możliwości w mojej ocenie, żeby nie dochodziło do scen zazdrości, nawet jeżeli w sposób najbardziej delikatny będziemy chcieli je przez to przeprowadzić. M już bąka o tym, że on będzie Jasia kąpał i po karmieniu chce kangurować go przed spaniem "bo tak robił z córkami". Czy nie będą o to zazdrosne ... będą... No ale co mam zrobić? Jaś podrośnie i też będzie mówił, że jak przyjeżdżają dziewczyny to np. one mogą pić napoje w puszce do woli, a on nie może, bo do śniadania dostanie mleko albo ewentualnie sok/wodę .... To są oczywiście głupoty, ale biorąc pod uwagę realia, to ja rozumiem, że codzienne spięcia w domu dotyczą drobiazgów, a nie wielkich, egzystencjalnych dylematów.

No i oczywiście w weekend miały miejsce drobne ukłucia od eks, która wczoraj sms-ami atakowała M, bo się spóźnił 10 minut z odwozem dziewczynek. M czuł już zew krwi i chciał jej złośliwie odpisać, ale mu nie pozwoliłam. Kazałam mu "mimo tego 10 minutowego afrontu, życzyć byłej żonie miłego niedzielnego wieczora z dziewczynkami". Odpisała coś w stylu "jesteś mi winny te 10 minut z dziećmi" - czytaj, odbierze sobie teraz jak będzie chciała te 10 minut i M będzie przy najbliższej okazji czekał na nie, a może będzie jakaś kumulacja spóźnień i będzie czekał dłużej. Cóż za dziecinada...
Pod koniec marca jest kolejna rozprawa ustalająca wysokość alimentów. Obce mi były kiedyś "taktyki" rozwiedzionych, które stosują przed sądem, ale teraz już dość nieźle radzę sobie ogarnięciem o co lata. Wyobraźcie sobie, że jeden z zarzutów eks (absurdalny totalnie) to jest taki, że M "fikcyjnie" wziął kredyt na budowę domu, a przecież sprzedał swoje 37 metrowe mieszkanie, więc miał pieniądze. Zarzut jest obezwładniający o tyle, że wystarczy minimalne rozeznanie w kwestiach finansowych, żeby wiedzieć że mało kogo stać dzisiaj, żeby kupić działkę, wybudować dom dysponując ograniczonymi oszczędnościami plus pieniędzmi za sprzedaż małego mieszkania w starym bloku (wartość tego mieszkania nie wystarczyła nawet na cenę działki). Akurat brak "fikcyjności" umowy kredytowej łatwo udowodnić pokazując jej fragmenty, albo potwierdzenie warunków z banku. W weekend M specjalnie (nie lubię takich intryg), gdzieś tam nawiązał w rozmowie przy dzieciach, ze zanim dziewczyny się urodziły to mieszkał z mamą tam i tam w mieszkaniu. Zapytał, czy były tam. Okazało się, że były, ale starsza bez zająknięcia chlapnęła, że "mama już tego mieszkania nie ma, bo je w wakacje sprzedała". Eks zaciągnęła pod koniec roku kredyt na zakup samochodu, pomimo że miała środki ze sprzedaży mieszkania. Normalnie, mnie żenuje przyglądanie się czyimś finansom... no ale już wiem od M, co to taktyka "eskalacji" stałych kosztów utrzymania domu/rodziny itd., która między innymi uzasadnia zwiększenie alimentów. No dobrze, zrozumiałabym nawet że kobieta "walczy o swoje", ale to jest żenujące o tyle, to że zarzuca M nieczystą grę, którą sama uprawia... W mojej ocenie jeżeli eks będzie czyniła w trakcie rozprawy zarzuty, że M wziął niezasadnie kredyt (bo jak rozumiemy chce tego dowodzić) i przez to "zyskał" stałe koszty w postaci raty kredytowej, które obniżają jego zdolność alimentacyjną, to M ma jej wskazać, że ona właśnie zrobiła dokładnie to w odniesieniu do samochodu - mając pieniądze ze sprzedaży mieszkania, wzięła kredyt na samochód, żeby wykazać wysokie koszty miesięczne utrzymania rodziny i w ten sposób uzyskać wyższe alimenty na dzieci.... Pewnie niejedna macocha, gdzieś tam wysłuchiwała podobnych i gorszych opowieści "alimentacyjno-rozwodowych", ale dla mnie to wszystko dno i 3 metry mułu.

Co do badań prenatalnych, to jestem przebadania w "zdłuż i wszerz" i pod opieką 2 lekarzy. Zresztą taka też była nasza decyzja, że jakiekolwiek będą wyniki badań, to dla nas mają one tylko taki walor, że może można dziecku jakoś pomóc i np. przygotować się do operacji po narodzinach. Na szczęście na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje, że Jaś jest zdrowy smile

6 550

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Hh999 zachowanie dziewczynek wcale nie odbiega od normy chca zwrocic na siebie uwage. Czuja sie zagrozone ze brat bedzie wazniejszy dla ich ojca. .

Zależy co, kto uważa za tę normę.
Wg mnie, zachowanie dziewczyn zdecydowanie odbiega od mojej normy. Dziewczyny są rozkapryszone, rozpuszczone i w moim domu na takie zachowanie nie byłoby przyzwolenia.

Z kolei w domu rodzinnym M, jak najbardziej miałyby na to przyzwolone, czego świadkiem byłam wczoraj. Kolejna impreza rodzinna w domu rodzinnym M, z cyklu tych, na których wypada być.
Obecne miedzy innymi dziewczyny M i inne kuzynki z tej rodziny. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że rosół nie jest jedzony tylko z premedytacją i w ramach wygłupów siorbany (zapryskane brody, sukienki, obrus), nikt nie zwrócił uwagi na to, że  7 i 8 letnie dziewczyny parskają śmiechem siorbiąc sok, podczas parskania plują na biały wyprasowany obrus, na rozlany podczas wygłupów przy stole sok też nikt nie zareagował, sok po prostu spłynął na sukienkę , krzesło i dywan. Nikt nie powiedział, że tak nie należy zachowywać się przy stole, nikt nie skończył wygłupów i przekomarzania się podczas jedzenia. Na kaprys wnuczki, że nie chce przygotowanego przez babcię rosołu, babcia bez słowa przygotowała pomidorową na jedną porcję. Na słowa 8 -letniej kuzynki , że ona nie chce jeść tego rozmemłanego na talerzu kotleta, Jej mama stwierdziła tylko - " to nie jedz", po czym dziewczynka wstała od stołu i pobiegła jeść słodycze.

Dla mnie to nie jest norma. Dla mnie to jest totalna ignorancja dorosłych na zasady dobrego wychowania. Negatywny wpływ dorosłych stosujących sposób "bezstresowego wychowania".
Nawet nie wiecie ile mnie kosztowało, zaciskanie zębów, żeby podczas wylewania na siebie soku nie zwrócić uwagi 8-letniej pannicy, że zachowuje się jak świnia.

Cieszę się , że nie zabrałam na tę "uroczystość" swoich dzieci.

6 551

Odp: Być drugą i macochą

Według mnie to również nie jest normalne zachowanie !
To efekt hodowania dzieci i traktowania ich jak upośledzonych - od zdrowych i normalnych dzieci wymaga się pewnego zachowania , a za wykraczające poza te normy są kary i ograniczenia .

Ja obserwuję teraz jak mój M ponosi już konsekwencje swojego chowu beztroskiego - wybrał rolę czaso umilacza i bankomatowego tatusia - syn nic nie musi, nie chce jeść obiadu - nie musi , może jeść słodycze, chce mieć nogi na stole bo to takie śmieszne? niech ma , chce bekać alfabet, grzebać w nosie , chodzić w brudnej bieliźnie bo 10 latek nie potrafi samodzielnie skorzystać z toalety ?? tatuś funduje takie weekendy, mamusia tez nie wymaga ... a teraz co ??
Tatuś wstydzi się synka zachowania w towarzystwie .. sam mówi do niego że je jak świnia, że zachowuje się jak głupek.... zbiera swoje żniwo !

Hh999- pozwalasz na to wszystko dziewczynkom, na tą szufladę niezdrowego jedzenia - a co powiesz swojemu synowi ???
Jego będziesz ograniczała w "przyjemnościach " a dziewczyny będą rozpuszczane na jego oczach ?
Sama pracujesz na przyszłe konflikty ! Pozwalasz na zachowania w swoim domu których nie będziesz tolerować u swojego dziecka .
Ja mam zasadę - podobnie jak Kjim, poza moim domem mogą sobie robić co chcą , ale w moim domu są zasady równe dla wszystkich.

Powinnaś poważnie porozmawiać z partnerem , żeby już teraz wprowadzić pewien schemat dnia .

6 552

Odp: Być drugą i macochą

Mialam na mysli ze normalne jest ze dzieci chca miec wszystko ci im sie spodoba i ze sie kloca czasami miedzy soba. Wy sie nie klocilyscie z rodzenstwem? To rodzice maja wyznaczac granice. Jesli zachowuja sie nie wlasciwie jest to tylko wina ich rodzicow to na nich trzeba pomstowac nie na dzieci.

6 553 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-14 14:53:57)

Odp: Być drugą i macochą

Tak. Zgadzam się . To dorośli są odpowiedzialni za złe zachowanie i złe nawyki dzieci. Zgadzam się. I skoro M daje swoim dzieciom przyzwolenie na TAKIE zachowanie, skoro dziewczyny przez matkę, dziadków i innych członków rodziny zostały rozpuszczone jak dziadowski bicz, to ja z tym całym "złym systemem" nie chce mieć nic wspólnego. Na przekór wszystkim, nie wychowam pasierbic i nie nauczę kulturalnego zachowania. Skoro całej Ich rodzinie to wisi, to tym bardziej mnie to wisi. Jednak nie będę tolerować takiego zachowania i takiego pobłażania w moim domu, więc siłą rzeczy dziewczyny nie będą do mnie przyjeżdżać, póki M nie zacznie ich wychowywać i wymagać choćby podstaw kultury i grzecznego zachowania...  A nie zanosi się na to, by Mu się chciało z tym walczyć.

Marza2 pisałaś, że masz już dzieci. Czy jeśli Twoje dziecko/-ci wkraczając w wiek dojrzewania, trafiłyby na tzw.: złe towarzystwo , aroganckie, klnące lub pijące małolaty, to co byś wtedy zrobiła? Pozwoliła byś swoim dzieciom na kontakt z takim "złym towarzystwem", czy wolałabyś żeby jednak Twoje dzieci nie miały kontaktu z takim "elementem"? Ja chciałabym, aby moje dzieci jak najdłużej otaczały się takimi ludźmi, którzy mają na nie pozytywny wpływ. Aby mogły czerpać z przykładów dobrego wychowania , otaczały się ludźmi ambitnymi i pozytywnymi. Póki mam szanse izolować ich od złych wpływów , będę to robić.

6 554 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-03-14 17:33:32)

Odp: Być drugą i macochą

bardzo bardzo się cieszę, że macie podobne problemy (nie dlatego, że życzę komukolwiek podobnych scysji, ale dobrze, że mnie rozumiecie). Kładzenie nóg na stół w towarzystwie dziadków, bawienie się jedzeniem z kuzynkami (np. rzucanie makaronem, czy bulgotanie w szklance), wybrzydzanie przy naprawdę dobrze zrobionym jedzeniu "w gościach" to standardzik. Przy wigilijnym stole myślałam, że wyjdę z siebie, kiedy przy stole uginającym się od potraw, dziewczyny razem ze swoją kuzynką 5 letnią, zażyczyły sobie zamiast barszczu z uszkami i zupy rybnej, sam makaron. Już kiedyś wspominałam, że u mnie w domu była dyscyplina i dzieciom dawano przy wielu okazjach do zrozumienia, że "dzieci i ryby głosu nie mają", albo że to zostaje położone na talerzu ma być zjedzone i to bez kapryszenia, a już w ogóle opcji zabawy jedzeniem jako dziecko nie praktykowałam. Miałam tak wryte, że w gościach się nie wybrzydza, że pamiętam jak zjadłam jako kilkunastoletnia panienka podfermentowane ciasto, którym poczęstowali mnie starsi państwo, bo matka tak mnie wytresowała , że uważałam że muszę wdusić siebie to ciasto, żeby nie robić gospodarzom przykrości. Dopiero jak wyszliśmy powiedziałam matce, że ciasto było już lekko sfermentowane, czego ci starsi ludzie pewnie nie czuli..... Dlatego mnie brak minimalnego dobrego wychowania niestety bardzo razi i irytuje. Tak jak mówi Kjim - dostaję szczękościsku obserwując akcje przy gościach, a mam wrażenie że im większa widownia, tym natężenie fanaberii rośnie wprosproporcjonalnie....

A porównanie ojca do bankomatu i czasoumilacza, też mi jest bliskie, chociaż na szczęście widzę że po niedawnych akcjach M się trochę otrząsnął. No i znowu wychodzę na wredną jędzę, bo mu uświadamiam te sytuacje, kiedy dziewczyny orzą mu po poczuciu winy. Daleka jestem od tego, żeby uważać że to dowód na to, że 10 i 8 latka są zdemoralizowane, ale to właśnie dorośli są od tego, żeby takie zachowania rozpoznawać i im nie ulegać... M "po prostu" chce, żeby im się "dobrze spędzało z nim czas".... taki bidulek wink

Pewnie, że myślałam jak będę uzasadniała synowi, że on nie może 7upa, a dziewczynki mogą. Muszę sobie dać jeszcze trochę czasu na wyrugowanie takich patologii... Już zresztą rozmawiałam z M na temat wakacji (to też patologia) - one lubią jeździć do Świnoujścia i każde przejście po deptaku to 60-70 zł wydane na bzdury (trampoliny, pamiątki, gofry, frytki itd.), dodam że tych przejść dziennie jest co najmniej z dwa. W tym roku dziewczyny będą dostawały codziennie 15 zł na przyjemności i niech kupują sobie za tą kasę co chcą, albo niech oszczędzają. Raz dziennie pójdziemy z dziećmi na deser po obiedzie, a resztę niech kupują z własnego kieszonkowego. Jak to zda egzamin to będziemy to stosowali do zakupów "śmieciowego" jedzenia. Dostaną po 10 zł i niech kupią sobie co chcą - batoniki, czekoladę, picie itd. Jak znam młodszą to będzie oszczędzała, starsza wyda, ale ma prawo ....

6 555

Odp: Być drugą i macochą

Kjim nie chcialabym zeby moje dzieci mialy kontakt z kims kto ma na nie zle wplyw. Wasze przypadki sa inne to nie sa jakies tam dzieci z ulicy tylko dzieci waszych partnerow. Kjim czy twojemu partnerowi nie jest przykro ze jego dzieci nie maja wstepu do waszego domu JEGO domu? Macie wspolne dziecko? Dzisiejsi mlodzi faceci nie sa prawdziwymi mezczyznami oczywiscie nie wszyscy nie potrafia zapanowac nad swoja rodzina. Z siostra jak zrobilysmy cos zlego wystarczylo jedno spojrzenie ojca a wiedzialysmy ze mamy sie uspokoic. Jednym slowem nie maja autorytetu.

6 556

Odp: Być drugą i macochą

Godzine temu dowiedzialam sie ze W zona szwagra jest znowu w szpitalu. Matka W zadzwonila ze to moja wina przez te wczesniejsze wydarzenia. Jak ona moze mnie obwiniac kiedy nie mialam z nia kontaktu od kilku tygodni. Powiedziala ze jestem bez serca ze atakuje kobiete w ciazy. Do poprzedniego pobytu w szpitalu moze sie przyczynilam ale teraz na pewno nie.

6 557

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Kjim nie chcialabym zeby moje dzieci mialy kontakt z kims kto ma na nie zle wplyw. Wasze przypadki sa inne to nie sa jakies tam dzieci z ulicy tylko dzieci waszych partnerow. Kjim czy twojemu partnerowi nie jest przykro ze jego dzieci nie maja wstepu do waszego domu JEGO domu? Macie wspolne dziecko? Dzisiejsi mlodzi faceci nie sa prawdziwymi mezczyznami oczywiscie nie wszyscy nie potrafia zapanowac nad swoja rodzina. Z siostra jak zrobilysmy cos zlego wystarczylo jedno spojrzenie ojca a wiedzialysmy ze mamy sie uspokoic. Jednym slowem nie maja autorytetu.

Myślę, że jest mu przykro. Baaa, ja wiem, że jest Mu z tego powodu przykro. Ale dałam Mu alternatywę, uważam rozsądną: jak zaczniesz wychowywać swoje dzieci i uczyć szacunku do mnie, do zasad tu obowiązujących, do naszych rzeczy, to proszę bardzo. Ale On wybrał : brak zasad,  i spotkania na mieście, więc..... sama widzisz.

6 558

Odp: Być drugą i macochą

W koncu sie uspokoilam po tej rozmowie jest mi przykro ze W jest w szpitalu, ale nie bede sobie rwac wlosow z glowy. Moja ciaza ta kobieta sie nie przejmuje robiac mi awantury. Doskonale wie ze poronilam poltora roku temu i dlugo nie moglam zajsc w ciążę. Wiekszosc facetow w dzisiejszych czasach idzie na latwizne byle miec tylko spokoj. Tak widze poszedl na latwizne. Nie boisz sie ze jak ktores z twoich dzieci zrobi cos zlego w przyszlosci to twoj partner bedzie chcial sie pozbyc pasierba z domu? Pamietajac ze jego dzieci za swoje przewinienia nie mialy wstepu do waszego domu. Wybacz mi ale mam wrazenie ze chcesz by twoje dzieci byly mu blizsze niz jego wlasne. Czytalam twoje wczesniejsze posty jak pisalas jak sie rozstaliscie.

6 559

Odp: Być drugą i macochą

Kjim czy dom mieszkanie w ktorym mieszkacie jest twoja wkasnoscia?

6 560 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-03-15 06:48:34)

Odp: Być drugą i macochą

Wczoraj M zaliczył znowu korespondencję z eks. Opiszę kilka najistotniejszych myśli, bo całej pyskówki nie jestem w stanie powtórzyć, zresztą dobrze nie pamiętam
1. starsza pasierbica kłamie. Miałam już takie ostre przebłyski tego, że wbrew pozorom całkiem spoko radzi sobie ze swoją sytuacją i każdemu sprzedaje odpowiednią rzeczywistość, tak żeby się odpowiednio ustawić. Jak odwaliła histerię i schizę, to matce sprzedała, że ja na nią krzyczę a ojciec używa przemocy .... swoje standardowe cotygodniowe braki zadań uzasadnia ojcu brakiem czasu na odrabianie lekcji. Brak zadania z prac ręcznych nam sprzedała, że "mama nie miała czasu jej nawlec nitki na igłę". Rozmawiałam o tym z M i mówię, że no już nie sądzę żeby matka tego nie chciała zrobić (pomijając zupełnie kwestię, że żenujące jest, że młoda sama nie potrafi nawlec nitki na igłę. Nic jednak nie mówię, bo na warsztatowni na którą chodzi są zajęcia z "mody" i obyśmy nie sprowokowali, że młoda pójdzie jeszcze dodatkowo na modę).
Kiedy odpytywałam młodą z przyrody, ta non-stop rugała swoją siostrę. Pytam "wyjaśnij co to są stawy" - na co młoda "łe AA, uważaj jak idziesz", ponawiam pytanie "M, opowiedz nam o stawach", na co ona popycha siostrę i krzyczy na nią. Jakby AA była winna, że MM nie za bardzo potrafi udzielić odpowiedzi. Ze sprawdzianu na który uczyła się kilka godzin w sobotę (dość czasu, żeby opanować 4 strony podręcznika), dostała 3. Na jednej ze stron był układ szkieletowy z oznaczeniem najważniejszych kości, stawów itd. Twierdziła, że tego nie ma się uczyć, ojciec zażądał zeszytu, aby zweryfikować co przerabiali jeszcze może dodatkowo w szkole. Okazało się, ze zeszytu nie ma, zostawiła w domu u mamy- tak nam powiedziała, a wczoraj jej matka pisze, że MM twierdzi, że zeszyt miała
W piątek przyjechała do nas zakatarzona, trochę się nawet zdziwiłam że z katarem matka ją puściła na basen. W niedziele chciały znowu iść na basen, mówię M - niech dziewczynka zapyta matkę na wszelki wypadek, że ma katar i czy może - żeby nie było z tego jakiejś chryi. Pytam MM "mama Ci pozwala chodzić na basen z katarem, tak jak w piątek", oczywiście potwierdziła. Ojciec kazał jej zadzwonić do matki i zapytać o potwierdzenie. Po pół godzinie pyta MM "mama Ci pozwoliła" na co obie pasierbice zgodnie odpowiadają "pozwoliła". Oczywiście wczoraj się okazało, że matka utrzymuje, że MM kaszle, bo z katarem poszła na basen i jej MM o nic nie pytała. Noż kuź-wa ........... Nic... mówię M, że czeka nas kolejna poważna rozmowa z MM na temat tego co nam sprzedaje.

2. M stoi na stanowisku, że kiepskie wyniki w nauce MM wynikają ze zbyt dużej liczby zajęć dodatkowych, z czym eks się nie zgadza. Pyta w sms retorycznie M "jaki Ty widzisz pomysł, żeby pomóc MM". On pisze mniej więcej - ograniczenie zajęć dodatkowych, traktowanie ich jako nagrodę za dobre wyniki w nauce, a nie coś co się "należy", zarezerwowanie co najmniej 2 godziny dziennie na naukę. Na co eks ripostuje, że na MM sukcesy w zajęciach dodatkowych dobrze wpływają, wyrabiają w niej pewność siebie i systematyczność ... czyli jeden rodzic swoje, drugi swoje. MM jest na tyle sprytna, że to widzi i kiedyś kiedy M z nią rozmawiał, M mówi "jak się nie będziesz dobrze uczyła, to nie będziesz mogła chodzić na zajęcia dodatkowe", na co MM patrząc mu prosto w oczy mówi "będę mogła, mama mnie zapisze i będę chodziła". Cieszy, że młoda jest inteligentna, smuci, że jej matka pozostaje w sferze jakiś fantazji. Dziwne to są dzieci - bo latają na teatr, wokal, muzykę, akrobatykę, taniec  i takie tam, a są ewidentnie zaniedbane; ich wiedza ogólna bardzo przeciętna, słownictwo - ubogie, kiedy pytają o znaczenie niektórych słów to trochę się dziwię, bo to raczej słowa z kanonu słów powszednich itd. 
Wczoraj eks wspomniała, że w poniedziałek dziewczynki mają występ i że M "zobaczy jakie efekty mają po zaledwie 6 lekcjach tańca". Ja oglądałam nagrane na wideo przez M, efekty kilkumiesięcznej nauki gry na gitarze. M się cieszył, bo występowała jego córka, a ja  ... powiedziałam M, że cieszę się, że MM nie ma kompleksów jeżeli chodzi o grę na instrumencie, może o to chodzi, ale mnie zęby bolą jak tego słucham tak fałszuje... Eks albo tak wierzy organizatorom komercyjnych warsztatów, że MM jest super uzdolniona, albo ma bielmo matki i nie potrafi spojrzeć na córkę obiektywnie. Obiektywnie to MM rzępoli rozpaczliwie, jest przy tym tak przekonana, że to było "ładnie", że uśmiecham się czasem... Przecież nikt jej nie powie, ze było mocno przeciętnie... No i istotnie, buduje być może na tym przekonanie o "swojej wartości", tylko jak bardzo fałszywe to są podstawy.
3. Przepraszam, za sformułowanie, ale eks czasem pierdzieli tak, że ręce opadają. Napisała w sms, że "problemem MM jest również młodsza siostra". M zaczął dopytywać, ale że w jakim sensie młodsza siostra, na co eks - zapytaj MM. M pisze, ale Ty używasz takiego argumentu, więc wyjaśnij proszę o co chodzi z młodszą siostrą - ona nie będzie tłumaczyć. Sama rozlicza M z każdego pytania, M odpowiedział jej, że dopóki nie będzie odpowiadała również na jego pytania, to on nie widzi podstaw, żeby odpowiadać na jej. Na co eks napisała w duchu "nie odpowiadasz bo nie masz argumentów"... gadanie z eks podobne jest do kopania się z koniem - nie masz realnych szans na powodzenie.... Dziewczyny istotnie non stop się szarpią, tłuką i wydzierają na siebie, ale sądzę że to jeszcze trzymają normę dla 8 i 10 latki, plus ja wcale nie mam przekonania, kto inicjuje awantury. Powiedziałam MM i AA, że jeżeli biorą kwestie wyjaśniania spraw w swoje ręce i zaczynają się tłuc, to niech się tłuką i mi nic do tego. Jeżeli mają z czymś problem i nie potrafią się ugodzić, niech przyjdą do nas i my im pomożemy, jeżeli natomiast przyjmują swoje rozwiązania, to już z konsekwencjami. Młodsza dokucza MM, kilka razy przy mnie jej dogadała np. na temat jej tuszy i takie tam, ale wtedy ja brałam MM w obronę i kończyłam temat. Kiedyś AA mówi "ja mam długie i szczupłe nogi, a MM ma krótsze i ma grube". Pytam się AA - a mówisz to, w związku z czym? "nie, bez związku", "czyli powiedziałaś sobie tak bo powiedziałaś, bo generalnie nie ma tu za bardzo o czym gadać, tylko tak ci się przypomniało", "tak" - "no dobrze, już o tym słyszałam 3 razy, przyjmuję do wiadomości Twój pogląd, akurat nogi MM mnie nie interesują, bo są normalne i odpowiednie, nie ma potrzeby, żebyś to powtarzała po raz czwarty". Temat się skończył i AA już do niego nie nawiązała, a widziałam że MM była zadowolona. Nie za bardzo rozumiem, co dzieje się w domu rodzinnym, że matka postrzega AA jako jakiś problem dla MM. U nas tego problemu nie ma/nie widać.

Dzieci oczywiście szkoda, ze ich rodzice nie są razem, ale  .... okazuje się jednak, że radzą sobie całkiem nieźle i mają swoje metody na starych po rozwodzie. Przynajmniej moje obie Glorie są naprawdę sprytne w poruszaniu się w trójkącie - one-mama-tata. Nie są to zagubione i bezradne niebożątka smile

6 561

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 widac ze matka faworyzuje starsza corke. Widze ze wszyscy sa skupieni na starszej. Co to za matka z tej eks rece opadaja pisac ze mlodsza corka jest problemem dla starszej. Mlodsza czuje ze starsza jest faworyzowana i dlatego dogryza siostrze. Twoj partner powinien teraz glownie zajac sie mlodsza corka. Wiem ze to okrutne co napisze nie sadzilam ze kiedys dojde do takich wnioskow. Pewnie sie ze mna tak do konca nie zgodzisz ale wydaje mi sie ze w tej sytuacji ojciec powinien przejac opieke nad mlodsza corka a ze starsza i eks ograniczyc kontakty do minimum. Nie zly numer z tej starszej mlodszej szkoda. Nie pozwolcie by mlodsza stala sie taka sama jak jej siostra.

6 562

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Kjim nie chcialabym zeby moje dzieci mialy kontakt z kims kto ma na nie zle wplyw. Wasze przypadki sa inne to nie sa jakies tam dzieci z ulicy tylko dzieci waszych partnerow.

Tak masz rację - to są dzieci mojego partnera. Nie moje. Dla mnie to są obce osoby, których zachowanie może mieć negatywny wpływ na moje dzieci i swoje dzieci będę przed złym wpływem chronić. Gdyby partner przyjął inną postawę - podjąłby się naprostowania swoich dzieci, wymagał od nich szacunku do mnie, przestrzegania zasad panujących w domu, szacunku do rzeczy, które się w tym mieszkaniu znajdują i na które oboje ciężko pracujemy, to nie widzę problemu, żeby mogły nas odwiedzać i żebyśmy wspólnie spędzali czas. Ale z tymi dziećmi jest większy problem niż z zupełnie obcymi dziećmi, koleżankami i kolegami moich dzieci, które nas odwiedzają. Różnica polega na tym, że jak przychodzi do mojego syna jakiś Krzyś, a do mojej córki jakaś Angelika, to jeśli zdarzy im się rozrabiać, krzyczeć czy czynić inne wariactwa, które mi się nie podobają to TYM dzieciom, oraz swoim mogę zwrócić uwagę, mogę przywołać do porządku. Przychodzisz do nas do domu to wiedz, że u nas ściąga się buty w przedpokoju, a po łóżkach się nie skacze. Wiedzą to moje dzieci i wiedzą to ich koledzy i nikt nie wali focha tylko dla tego , że musi buty w przedpokoju ściągnąć.. Natomiast dzieci M ignorowały nawet te proste zasady i z tekstem na ustach  "mama powiedziała, że nie muszę się Ciebie słuchać " z premedytacją właziły w zaśnieżonych butach na nowy dywan. Czujesz to? Przy braku reakcji ze strony partnera, moja reakcja obronna była jedna. Jeśli One nie będą przestrzegać podstawowych zasad, a Ty nie będziesz od Nich tego wymagał , to sorry, ale ja takiego cyrku sobie w domu nie życzę. To nieb była reakcja zwrócona przeciwko tym dzieciom. To była reakcja na brak reakcji ze strony M. A Jego reakcja była wszystkim już tu wiadoma: "jeśli One nie będą mogły tu przyjeżdżać, to mnie też tu nie będzie". No i ok. To zabieraj swoje i ich rzeczy i życzę szczęścia. Jeśli czytałaś posty to ciąg dalszy też znasz. Ja rozumiem co Ty do mnie mówisz, mówiąc o tym , że nie dzieci są winne takiej sytuacji. ROZUMIEM i przyznaje Ci rację. Ale ze względu na swoją postawę M , ma to co ma. I może i żal dupę Mu ściska ale ma to na własne życzenie. Jeśli zechciałby wychowywać córki, wymagać od nich tego czego w naszym domu wymagamy od moich dzieci to.... proszę bardzo. Ale jeśli Jego córki mają być traktowane jak święte krowy, tylko dlatego , że tu bywają, a nie mieszkają, to sory, nie w tym domu.   

marza2 napisał/a:

Kjim czy twojemu partnerowi nie jest przykro ze jego dzieci nie maja wstepu do waszego domu JEGO domu?

To jest mój dom, Jego dom, ale nie Jego dzieci. One mają dom u swojej matki. Tak jak moje dzieci mają swój dom tam gdzie ja, to tamte dzieci mają dom tam gdzie mieszka Ich matka.

marza2 napisał/a:

Dzisiejsi mlodzi faceci nie sa prawdziwymi mezczyznami oczywiscie nie wszyscy nie potrafia zapanowac nad swoja rodzina. Z siostra jak zrobilysmy cos zlego wystarczylo jedno spojrzenie ojca a wiedzialysmy ze mamy sie uspokoic. Jednym slowem nie maja autorytetu.

W moim domu rodzinnym też funkcjonowało coś takiego jak "karne spojrzenie" , moje dzieci też potrafię przywołać do porządku nawiązując z nimi tylko i wyłącznie kontakt wzrokowy. Ale to trzeba sobie wypracować. Trzeba uczyć dzieci od małego. Dzieci M nikt nigdy tego nie uczył i jak widać, nie ma chętnego, który by chciał to robić.

marza2 napisał/a:

Wybacz mi ale mam wrazenie ze chcesz by twoje dzieci byly mu blizsze niz jego wlasne.

Masz złe wrażenie. Moje dzieci mają ojca i nikt nie próbuje żeby było inaczej. Jednak nie zmienia to faktu, że moje dzieci bardzo lubią M - bo......bo jest fajny, bo nie wymaga, niczego nie egzekwuje, bo taki po prostu jest. Nie wymaga niczego od swoich dzieci , nie wymaga od moich.  Od wymagania, stawiania granic, wyciągania konsekwencji, wychowywania jestem ja i ojciec moich dzieci.

6 563

Odp: Być drugą i macochą

W nadal jest w szpitalu musi zostac w szpitalu grozi jej wczesniejszy porod. Dzwonilam dzis do siostrzenicy D bardzo sie martwi o swoja przyszla siostre uspokoilam ja mowiac ze wszystko bedzie dobrze. Zycze W by dziecko urodzilo sie o czasie i bylo zdrowe. Nie moge zniesc tylko tego ze to mnie wszyscy obwiniaja o te sytuacje.

6 564

Odp: Być drugą i macochą

Kjim piszesz ze twoje dzieci maja fajne relacje z twoim partnerem pewnie sie bardzo cieszysz ze tak jest. Nie myslalas zeby sie odwdzieczyc partnerowi za to jak dobrze dogaduje sie z pasierbami i polubic lub sprobowac polubic jego dzieci?

6 565

Odp: Być drugą i macochą

Cześć smile Podczytuję was od dawna, mój P też ma syna z poprzedniego związku. Kontakt mamy co prawda ograniczony, ale wciągnął mnie wasz wątek smile

Marza2, daruj, ale muszę to napisać. Czy Ty kobieto potrafisz czytać ze zrozumieniem?? Kjim już chyba z 5 razy pisała ci, ze lubiła dziewczynki i, że próbowała się z nimi dogadać. A Ty jak ten koń z klapkami na oczach. Sama ziejesz jadem jak rasowa żmija, a próbujesz zbawiać świat? Kurcze, normalnie ciśnienie mi podnosisz...
Kjim przepraszam, że się wtrącam smile Adwokatem nie jestem, ale kobieta mnie irytuje tongue

Resztę serdecznie pozdrawiam i trzymam za was kciuki smile

Posty [ 6 501 do 6 565 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 99 100 101 102 103 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026