netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Być drugą i macochą

8 268 odpowiedzi1 087 195 wyświetleńzałożony przez Alutka131, 20.11.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Strony Poprzednia 1 … 98 99 100 101 102 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 436 do 6 500 z 8 269 ]

6 436

Odp: Być drugą i macochą

Masz dzieci z poprzedniego zwiazku to akceptuj pasieebow bez gadania. Albo niech twoj partner w taki sam spisob odnosi sie do twoich dzieci.

6 437

Odp: Być drugą i macochą

Masz dzieci z poprzedniego zwiazku to akceptuj pasierbow  bez gadania. Albo niech twoj partner w taki sam sposob odnosi sie do twoich dzieci. Zasada prosta ty dobrze traktujesz moje dziecina ja twoje jak nie to ja tez nie. Nie uwazasz ze tak powinno byc.?

6 438 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-01 13:02:58)

Odp: Być drugą i macochą

I tu też się mylisz.  Bo ja nigdy nie pisałam, że nie akceptuję Jego dzieci. Ja po prostu nie biorę odpowiedzialności za ich wychowanie , bo od tego mają rodziców. Niedoskonalych jak stwierdzono na forum, ale mają. Nie mam prawa ani obowiązku wyręczać Ich w tych obowiązkach.

Nigdy tez nie zwalałam obowiązku wychowania moich dzieci na mojego partnera lub obecną partnerkę mojego Byłego męża. Moje dzieci (mimo rozwodu) mają oboje rodziców, oboje zapewniamy Im opiekę i wychowanie w takim stopniu, że nie jest konieczne angażowanie w to osób postronnych. To co robi mój partner dla moich dzieci to jest tylko i wyłącznie TO, na co On ma ochotę. Do niczego nie jest zmuszany, ani nikt Mu nie narzuca obowiązków związanych z moimi dziećmi.  OCZEKUJĘ TEGO SAMEGO. NIECH NIKT MI NIE NARZUCA OBOWIĄZKU WYCHOWYWANIA, NIAŃCZENIA LUB OPIEKI NIE NAD SWOIMI DZIEĆMI.
NIE UWAŻASZ, ŻE TAK POWINNO BYĆ ?

6 439

Odp: Być drugą i macochą

Wiem ze mam negatywny stosunek do macoch. Na tym forum Hh999 jest dobra osobo. Nawet troche za bardzo sie przejmuje. Ale wiekszosc macoch nie jest zbyt dobra dla dzieci partnera. Sytuacja w mojej rodzinie sie unormowala po mojej ciezkiej walce. Szwagier zrozumial ze zabiedbal corke.

6 440

Odp: Być drugą i macochą

Dzieci paetnera bywaja w waszym domu?

6 441

Odp: Być drugą i macochą

Moją sytuację opisuje tu od jakiś stu stron. Jeśli jesteś tego ciekawa zapoznań się ze wcześniejszymi wpisami.
Chociaż w Twoim przypadku myślę, że nawet gdybyś zapoznała się z historiami wszystkich macoch i przeczytała te 170 stron wstecz, to Ty i tak zdania i oceny o macochach nie zmienisz. Ty już wydałaś na nas wyrok.

6 442 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-03-01 13:19:22)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

I tu też się mylisz.  Bo ja nigdy nie pisałam, że nie akceptuję Jego dzieci. Ja po prostu nie biorę odpowiedzialności za ich wychowanie , bo od tego mają rodziców. Niedoskonalych jak stwierdzono na forum, ale mają. Nie mam prawa ani obowiązku wyręczać Ich w tych obowiązkach.

Nigdy tez nie zwalałam obowiązku wychowania moich dzieci na mojego partnera lub obecną partnerkę mojego Byłego męża. Moje dzieci (mimo rozwodu) mają oboje rodziców, oboje zapewniamy Im opiekę i wychowanie w takim stopniu, że nie jest konieczne angażowanie w to osób postronnych. To co robi mój partner dla moich dzieci to jest tylko i wyłącznie TO, na co On ma ochotę. Do niczego nie jest zmuszany, ani nikt Mu nie narzuca obowiązków związanych z moimi dziećmi.  OCZEKUJĘ TEGO SAMEGO. NIECH NIKT MI NIE NARZUCA OBOWIĄZKU WYCHOWYWANIA, NIAŃCZENIA LUB OPIEKI NIE NAD SWOIMI DZIEĆMI.
NIE UWAŻASZ, ŻE TAK POWINNO BYĆ ?

kijm

daj spokój,wiesz zawsze sie znajdzie jakas która uważa ze ma MISJE POLEGAJACA NA NAKAZYWANIU INNYM JAK MAJA ZYC,JEJ RACJA BEDZIE ,,NAJMOJSZA,,
one wiedza lepiej co jest dobre dla kogoś i ucza innych  jak żyć,najczesciej te wlasnie swojego życia nie umieją poukładać

heh i te pytania,toż to jak przesłuchanie prawie
plus ten mentorski nakazujący ton ,ojejku jejku

6 443

Odp: Być drugą i macochą

Kiedy czytam historię kjim to drżę, że być może czeka mnie to samo. Nasza eks nie zaniedbuje dzieci w tak drastyczny sposób, żeby były niedomyte (horror, dramat i masakra....), ale jak wiele razy pisałam są zapuszczone pod kątem obowiązków szkolnych i ... intelektualnie. Ale tak jak pisze Kjim musi być pewna symetria - eks i M mają obowiązek dbać o swoje dzieci, więc jeżeli eks będzie je szczuła przeciwko mnie, jeżeli w domu zacznie się jakiś koszmar, to ja mam przede wszystkim dbać i ochronić własne dzieci. Jeżeli w domu dochodzi do sytuacji nad którymi nie można zapanować, to czy skazywać się na walkę z wiatrakami, być zaszczutym we własnym domu i sprowadzonym do narożnika, zaciskać zęby i brać wszystko na klatę ...? Hm ... też uważam, że w takim przypadku najlepiej ustąpić pola i udawać, że nas nie ma w układzie.

Wczoraj znowu miałam dyskusję z M na temat MM i tego, że jest zaniedbana, że jak tak dalej pójdzie do nie dostanie się do dobrego gimnazjum, liceum i nie pójdzie na studia. Oczywiście, może i mieć wykształcenie zawodowe czy policealne - może być kosmetyczką, fryzjerką, kucharką - szanuję każdą pracę, ale chyba teoretycznie chcemy zapewnić dzieciom jak najlepszy start i możliwość wyboru; żeby nie ograniczały jej słabe oceny czy braki. Wychodzi na to, że to ja namawiam M, żeby siedział z nią w weekend i nadrabiał... A M mówi mi, że "MM mnie znienawidzi i nie będzie chciała przychodzić do nas".... no i sorry, co mam robić? Powiedziałam mu, że moje zdanie zna, to jest jego córka i niech on decyduje co uważa za najlepsze dla córki. Dokładnie ta sama sytuacja co u kjim - u nas mogą "mieć gorzej" bo muszą się uczyć, M bierze na klatę awantury MM, kiedy jest sfrustrowana bo matematyka jej nie idzie. M boi się, że w ogóle nas przestaną odwiedzać ...

6 444

Odp: Być drugą i macochą

Ja nigdy nie nakazywalam jak kto ma zyc. Kazdy czlowiek zasluguje na dobre traktowanie zwlaszcza dzieci. Sama jestem matko i nie moge zrozumiec jak inne kobiety ktore sa takze matkami, maja taki negatywny stosunek do dzieci partnera.

6 445

Odp: Być drugą i macochą

LUSILJU przerazaja mnie tacy ludzie jak ty.

6 446

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Ja nigdy nie nakazywalam jak kto ma zyc. Kazdy czlowiek zasluguje na dobre traktowanie zwlaszcza dzieci. Sama jestem matko i nie moge zrozumiec jak inne kobiety ktore sa takze matkami, maja taki negatywny stosunek do dzieci partnera.

marza, a nie przeraza Cię matka, która zaniedbuje swoje dzieci, która ich nie myje, nie dba o ich higienę i naukę podstawowych czynności? Która dla własnej wygody i chęci odespania zarwanej nocki (bynajmniej nie z powodu nocnej zmiany w pracy) nie zaprowadza dzieci do szkoły, bo jej się nie chce d..y z łóżka ściągnąć?
Wszyscy mówią, że takie zachowania macochy w stosunku do pasierbów jest naganne, przerażające. Ale kiedy takie zachowania należą do matki, (RODZONEJ) to takie zachowania się społecznie usprawiedliwia. Bo biedna, bo sama, bo samotna, bo dwoje małych dzieci, bo zero wsparcia, bo może ma dołek, a może depresję związaną z rozwodem. Sranie w banie. Takie działanie rodzonej matki względem swoich dzieci nie powinno być niczym usprawiedliwione!  To Cie nie przeraża ?! NIE. Bo całemu złu na świeci winne sa MACOCHY.

6 447 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2016-03-01 13:44:36)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Kiedy czytam historię kjim to drżę, że być może czeka mnie to samo. Nasza eks nie zaniedbuje dzieci w tak drastyczny sposób, żeby były niedomyte (horror, dramat i masakra....), ale jak wiele razy pisałam są zapuszczone pod kątem obowiązków szkolnych i ... intelektualnie. Ale tak jak pisze Kjim musi być pewna symetria - eks i M mają obowiązek dbać o swoje dzieci, więc jeżeli eks będzie je szczuła przeciwko mnie, jeżeli w domu zacznie się jakiś koszmar, to ja mam przede wszystkim dbać i ochronić własne dzieci. Jeżeli w domu dochodzi do sytuacji nad którymi nie można zapanować, to czy skazywać się na walkę z wiatrakami, być zaszczutym we własnym domu i sprowadzonym do narożnika, zaciskać zęby i brać wszystko na klatę ...? Hm ... też uważam, że w takim przypadku najlepiej ustąpić pola i udawać, że nas nie ma w układzie.

Wczoraj znowu miałam dyskusję z M na temat MM i tego, że jest zaniedbana, że jak tak dalej pójdzie do nie dostanie się do dobrego gimnazjum, liceum i nie pójdzie na studia. Oczywiście, może i mieć wykształcenie zawodowe czy policealne - może być kosmetyczką, fryzjerką, kucharką - szanuję każdą pracę, ale chyba teoretycznie chcemy zapewnić dzieciom jak najlepszy start i możliwość wyboru; żeby nie ograniczały jej słabe oceny czy braki. Wychodzi na to, że to ja namawiam M, żeby siedział z nią w weekend i nadrabiał... A M mówi mi, że "MM mnie znienawidzi i nie będzie chciała przychodzić do nas".... no i sorry, co mam robić? Powiedziałam mu, że moje zdanie zna, to jest jego córka i niech on decyduje co uważa za najlepsze dla córki. Dokładnie ta sama sytuacja co u kjim - u nas mogą "mieć gorzej" bo muszą się uczyć, M bierze na klatę awantury MM, kiedy jest sfrustrowana bo matematyka jej nie idzie. M boi się, że w ogóle nas przestaną odwiedzać ...

odpuść trochę dla własnego zdrowia

tez kiedyś wykazywalam dobre chęci,nie mniej jednak nie angazowalam sie w naukę mlodej bo po 2 razach otrzymałam zapłatę ,wiec zlałam temat,napisze po raz n-ty w tym kraju nie ma obowiązku zdania matury,ukoczenia studiow,baaa obowiązek nauki jest do 18 tego roku życia, w tym kraju większe szanse na,sukces zawodowy ma mechanik samochodowy,czy kucharz niż magister pedagogiki których ten kraj naprodukował jak krowa rozpłodowa

6 448

Odp: Być drugą i macochą

marza2
nie pisz proszę, ze jestem dobrym człowiekiem, bo to tak, jakby inne macochy były złe - a to nieprawda. Ja jestem na początku macochowania i nie mam takich traumatycznych doświadczeń jak inne dziewczyny.
Ale wyobraź sobie taką sytuację. Masz przed sobą "tylko" 9 letnią dziewczynkę, która z uśmiechem na ustach ignoruje Twoje prośby po raz któryś, która próbuje taktyki "przeciągania struny" jak wiele dzieci i aktualnie korzysta z tego, że nie ma ojca. A Ty jesteś "tylko" macochą, bez żadnych praw, dorosłym, który obrabia kilkanaście wątków wokoło niej (sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie itd.) ale ..... nie może nawet okazać zniecierpliwienia, bo przecież nie może podnieść głosu (jakże to ... nie można przecież krzyczeć na nieswoje dzieci). A kiedy dzieci są uczone, że jesteśmy nikim ... a kiedy same wykorzystują nas do usprawiedliwiania siebie (tak .. tak było w moim przypadku ostatnio, kiedy trzeba było jakoś wyjaśnić matce, atak histerii o 23.30 i "wzywanie jej na pomoc", kiedy to okazało się, że ja jestem współwinna sytuacji, bo krzyczałam na dziecko - a cholera nie krzyczałam....). Wierz mi, że gdyby było słodko i dobrze, to bym nie musiała tu się wyżalać non-stop, aż sama się czuję jak jakiś wiecznie pipczący element bo rozwala mnie dwójka dzieci, tak że nie mam pojęcia co robić i jak się zachować...

6 449 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-01 13:57:35)

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Kiedy czytam historię kjim to drżę, że być może czeka mnie to samo. Nasza eks nie zaniedbuje dzieci w tak drastyczny sposób, żeby były niedomyte (horror, dramat i masakra....), ale jak wiele razy pisałam są zapuszczone pod kątem obowiązków szkolnych i ... intelektualnie. Ale tak jak pisze Kjim musi być pewna symetria - eks i M mają obowiązek dbać o swoje dzieci, więc jeżeli eks będzie je szczuła przeciwko mnie, jeżeli w domu zacznie się jakiś koszmar, to ja mam przede wszystkim dbać i ochronić własne dzieci. Jeżeli w domu dochodzi do sytuacji nad którymi nie można zapanować, to czy skazywać się na walkę z wiatrakami, być zaszczutym we własnym domu i sprowadzonym do narożnika, zaciskać zęby i brać wszystko na klatę ...? Hm ... też uważam, że w takim przypadku najlepiej ustąpić pola i udawać, że nas nie ma w układzie.

Wczoraj znowu miałam dyskusję z M na temat MM i tego, że jest zaniedbana, że jak tak dalej pójdzie do nie dostanie się do dobrego gimnazjum, liceum i nie pójdzie na studia. Oczywiście, może i mieć wykształcenie zawodowe czy policealne - może być kosmetyczką, fryzjerką, kucharką - szanuję każdą pracę, ale chyba teoretycznie chcemy zapewnić dzieciom jak najlepszy start i możliwość wyboru; żeby nie ograniczały jej słabe oceny czy braki. Wychodzi na to, że to ja namawiam M, żeby siedział z nią w weekend i nadrabiał... A M mówi mi, że "MM mnie znienawidzi i nie będzie chciała przychodzić do nas".... no i sorry, co mam robić? Powiedziałam mu, że moje zdanie zna, to jest jego córka i niech on decyduje co uważa za najlepsze dla córki. Dokładnie ta sama sytuacja co u kjim - u nas mogą "mieć gorzej" bo muszą się uczyć, M bierze na klatę awantury MM, kiedy jest sfrustrowana bo matematyka jej nie idzie. M boi się, że w ogóle nas przestaną odwiedzać ...

Widzisz , Twój M kieruje się taką samą logiką jak mój partner. Skoro matka ma w nosie obowiązki i niczego od dziewcząt nie wymaga, to ojciec, który wymaga od razu jest na straconej pozycji. M w chwili gdy od mieszkającego z nim 15-latka zaczął egzekwować obowiązki związane ze szkołą, dał szlaban na kumpli i komputer ten szlaban trwał dwa dni. Po czym Młody stwierdził , że w takim razie wyprowadza się do matki , która zacierała ręce i w tym samym dniu uzyskała alimenty na syna. Niczego od Niego nie wymagała i nie wymaga. Teraz M jak zbity pies twierdzi, że jak będzie czegokolwiek wymagał od dziewczyn to sytuacja i tu się powtórzy i nie będą chciały się z nim widywać (już mamusia o to zadba). W takim wypadku powiedziałam, droga wolna, bo ja na takie rozbestwienie , w obecności moich dzieci pozwolić nie mogę. Rozumiem Jego strach i tęsknoty. Akceptuje dzieci, ale na rozbestwienie w moim domu przyzwolenia nie będzie. Stąd wizyty na mieście, u dziadków albo w innych miejscach.
Wcześniej na siłę chciałam to zmieniać, Strach M przed utratą kontaktu z córkami był tak wielki, że nie wymagał niczego od córek (i nadal tego nie robi) . Wciąż się o coś kłócilismy, bo mnie coś nie pasowało, "czepiałam się", a On nie stawał po mojej stronie. Konsekwencje takiego stanu rzeczy były oczywiste.

6 450

Odp: Być drugą i macochą

Owszem nie potrafie zrozumiec matek ktore zaniedbuja swoje dzieci ale to sa skrajne przypadki i w swoim otoczeniu takich nie znam. Nikt nie wymaga od macoch by kochaly pasierbow jak wlasne dzieci zwlaszcza gdy matka zyje. Wierzcie mi ze mozna kochac dziecko ktorego sie nie urodzilo jak wlasne. Na kilku forach czytalam jak macochy pisza o pasierbach bachor gnoj bekart itp a inne dawaly im rade jak maja traktowac dzieci. Przy ojcu byc mile a za plecami ojca pokazac swoje prawdziwe ja.

6 451

Odp: Być drugą i macochą

Kjim jak twoje dzieci beda sprawiac problemy i beda przeszkadzac twojemu partnerowi oddasz je do dziadkow?

6 452

Odp: Być drugą i macochą

Dobrze drogie macochy ze macie takie cudowne dzieci a dzieci partnera to samo zlo.

6 453

Odp: Być drugą i macochą

Kjim a jak matka pasierbow wyladowalaby w szpitalu to wtedy tez bys nie pozwolila im na ten czas zamieszkac w swoim domu.

6 454

Odp: Być drugą i macochą

Pewnie nigdy sie nie zrozumiemy jestesmy po dwoch roznych stronach.

6 455 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-01 14:33:05)

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Kjim jak twoje dzieci beda sprawiac problemy i beda przeszkadzac twojemu partnerowi oddasz je do dziadkow?

Jesli moje dzieci będą sprawiać kłopoty wychowawcze to moim zadaniem i zadaniem Ich ojca będzie przywołanie dzieci do porządku i naprowadzenie na właściwe tory. Nie zakładam , że będą święte przez całe życie. Przede mną wiek dojrzewania moich dzieci i zakładam, że z temperamentem moich dzieci, może to być to ciężki czas dla wszystkich domowników. Ale nie będę obciążała partnera tym , żeby prostował, wychowywał moje dzieci. To mój obowiązek i obowiązek Ich ojca. Jeśli jednak moje dzieci kiedykolwiek odniosą się bez należnego szacunku do M, - to również moja rola w tym, ze przywołać dzieci do porządku. Jeśli kiedykolwiek powiedziały by coś złego na swoją macochę (obecna partnetrkę mojego Byłego męża) zanim spaliłabym ją na stosie, najpierw próbowałam się dowiedzieć w czym rzecz. Rozmawiałabym z Byłym mężem, a nawet z Nią samą jeśli by to było konieczne. Ale nie ukrzyżowałabym Jej z miejsca, jak to Ty robisz.

A jeśli moje dzieci będą przeszkadzać partnerowi? Bo tak dla zasady, bez uzasadnienia? - zmienię partnera  :-)))

6 456

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Kjim a jak matka pasierbow wyladowalaby w szpitalu to wtedy tez bys nie pozwolila im na ten czas zamieszkac w swoim domu.

M dysponuje swoim mieszkaniem. mógłby zabrac dzieci do siebie i również nie musiałabym w tym uczestniczyć.
Jeszcze jakieś pytania, pani Prokurator?

6 457

Odp: Być drugą i macochą

Nie jestem prokuratorem. Gdyby ktora z was postawila sie na moim mniejscu musiala patrzec na krzywde dziecka na ktorym wam zalezy ktore stracilo matke. Jak juz pisalam sytuacja sie unormowala. Ciekawe na jak dlugo. Odkad jestem w ciazy latwo wpadam w zlosc i gdyby byla teraz akcja z W to bym jej wszystkie wlosy powyrywala.

6 458

Odp: Być drugą i macochą

Biedny twoj partner twoje dzieci musi codziennie ogladac. Ze swoimi musi na miescie lub u swoich rodzicow sie spotykac.

6 459

Odp: Być drugą i macochą

Biedny twoj partner twoje dzieci musi codziennie ogladac. Ze swoimi musi na miescie lub u swoich rodzicow sie spotykac.

6 460

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Nie jestem prokuratorem. Gdyby ktora z was postawila sie na moim mniejscu musiala patrzec na krzywde dziecka na ktorym wam zalezy ktore stracilo matke. Jak juz pisalam sytuacja sie unormowala. Ciekawe na jak dlugo. Odkad jestem w ciazy latwo wpadam w zlosc i gdyby byla teraz akcja z W to bym jej wszystkie wlosy powyrywala.

Zrobiłaś to co powinnaś. Porozmawiałaś ze szwagrem. Teraz ruch należy do Niego. To Jego dziecko, Jego żona, Jego rodzina. Może Ci Ona nie pasować,l bo zajęła miejsce Twojej siostry, ale myślę , że jak poszukasz, to znajdziesz w necie bardziej odpowiednie forum dla osób w Twoim położeniu.

6 461 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-01 14:50:49)

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Biedny twoj partner twoje dzieci musi codziennie ogladac. Ze swoimi musi na miescie lub u swoich rodzicow sie spotykac.

Nie przesadzaj z tą czułością. Nie rozczulaj się nad Nim. Jakby mu było źle, to by odszedł. Proste.   ;P

6 462

Odp: Być drugą i macochą

Tak szczerze to jest mi zal tych wszystkich dzieci ktorzy traca rodzicow lub rodzice sa po rozwodzie. Musza sie dopasowac do nowej sytuacji. Nie zawsze tez sa akceptowane przez nowych partnerow rodzicow.

6 463

Odp: Być drugą i macochą

Mnie by bylo przykro jesli nie mialabym wstepu do domu rodzica a tobie? Nikt z nas nie byl idealny i nie raz podniosl rodzicom cisnienie. Czy przez to nie mamy wstepu do domu rodzicow?

6 464

Odp: Być drugą i macochą

Mnie jest żal bitych, gwałconych , poniżanych kobiet w krajach islamskich. Żal mi jest też dzieci głodujących i umierających na malarię w Afryce. Tez muszą to zaakceptować i ......
Nic na to nie poradzimy. Tak ten świat jest zbudowany.
Użalałaś się już nad biedną Exową, nad dziećmi, nawet nad moim M. Nad czymś jeszcze się poużalamy?

6 465 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-01 15:00:45)

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Mnie by bylo przykro jesli nie mialabym wstepu do domu rodzica a tobie? Nikt z nas nie byl idealny i nie raz podniosl rodzicom cisnienie. Czy przez to nie mamy wstepu do domu rodzicow?

A kto powiedział, że nie mają wstępu do domu ojca??? Przecież pisałam, że M ma swoje mieszkanie i gdyby była taka potrzeba lub sam czuł taką potrzebę, to może dzieci do swojego domu zaprosić.

Czytasz ze zrozumieniem?

6 466

Odp: Być drugą i macochą

Mnie by bylo przykro jesli nie mialabym wstepu do domu rodzica a tobie? Nikt z nas nie byl idealny i nie raz podniosl rodzicom cisnienie. Czy przez to nie mamy wstepu do domu rodzicow?

6 467

Odp: Być drugą i macochą

Wczesniej pisalas ze spotykaja sie na miescie i u dziadkow.

6 468

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Wczesniej pisalas ze spotykaja sie na miescie i u dziadkow.

Bo tak sobie wymyślił M. Wcześniej tez pisałam, że miał taki okres , że zabierał je do siebie. Czytałaś?

6 469

Odp: Być drugą i macochą

Bez obrazania zadna z macoch nie zmieni zdania ani ja go nie zmienie.

6 470

Odp: Być drugą i macochą

Bez obrazania zadna z macoch nie zmieni zdania ani ja go nie zmienie.

6 471

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Bez obrazania zadna z macoch nie zmieni zdania ani ja go nie zmienie.

Wiem, dlatego od dwóch stron traktuję rozmowę z Tobą jako niezłą zabawę tongue

6 472 Ostatnio edytowany przez Hh999 (2016-03-01 15:15:06)

Odp: Być drugą i macochą

marza2
trochę też nie wiem jak Cię przekonać, że Twoja opinia jest krzywdząca. Zazwyczaj w życiu w takich sytuacjach proponuję ustalić protokół rozbieżności i pogodzić się z tym (tj. z różnicą zdań/poglądów). Znasz nasze zdanie, my znamy Twoje i tak mi się wydaje, ze z mojej strony to wszystko

6 473

Odp: Być drugą i macochą

Kjim ladnie to tak z kogos kpic?

6 474

Odp: Być drugą i macochą

A ładnie to tak na kimś psy wieszać, nie poznając Jego historii? Nie wchodząc w Jego buty?

6 475

Odp: Być drugą i macochą

Przykre dla kobiety gdy czyta ze inne kobiety maja taki negatywny stosunek do dzieci. Jedna drugiej bije brawo ze tak jest ok. Jaj ktos ma inne zdanie to atakujecie te osobe.

6 476

Odp: Być drugą i macochą

A Ty nas nie atakujesz?

6 477

Odp: Być drugą i macochą

Naprawde nie jest wam zal tych dzieci ktore i tak maja ciezko?

6 478

Odp: Być drugą i macochą

Nie atakuje chce byscie przez chwile weszly w skore tych dzieci.

6 479

Odp: Być drugą i macochą

Juz to wyjaśniałam. Jest mi okropnie żal , że moje pasierbice mają taką pokręconą matkę. Co jeszczę mogę zrobić?

6 480

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Nie atakuje chce byscie przez chwile weszly w skore tych dzieci.

ja tez Cię nie atakuję. Chcę żebyś na chwilę postawiła się w mojej sytuacji.

6 481 Ostatnio edytowany przez gagatka0075 (2016-03-01 18:47:22)

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Jesli moje dzieci będą sprawiać kłopoty wychowawcze to moim zadaniem i zadaniem Ich ojca będzie przywołanie dzieci do porządku i naprowadzenie na właściwe tory. Nie zakładam , że będą święte przez całe życie. Przede mną wiek dojrzewania moich dzieci i zakładam, że z temperamentem moich dzieci, może to być to ciężki czas dla wszystkich domowników. Ale nie będę obciążała partnera tym , żeby prostował, wychowywał moje dzieci. To mój obowiązek i obowiązek Ich ojca. Jeśli jednak moje dzieci kiedykolwiek odniosą się bez należnego szacunku do M, - to również moja rola w tym, ze przywołać dzieci do porządku. Jeśli kiedykolwiek powiedziały by coś złego na swoją macochę (obecna partnetrkę mojego Byłego męża) zanim spaliłabym ją na stosie, najpierw próbowałam się dowiedzieć w czym rzecz. Rozmawiałabym z Byłym mężem, a nawet z Nią samą jeśli by to było konieczne. Ale nie ukrzyżowałabym Jej z miejsca, jak to Ty robisz.

A jeśli moje dzieci będą przeszkadzać partnerowi? Bo tak dla zasady, bez uzasadnienia? - zmienię partnera  :-)))

I o to mi chodziło. Jako matka masz zdrowy stosunek do własnych dzieci i wymagania wobec ich ojca. Przypuszczam, że wszelkie tendencje do autodestrukcji w ich zachowaniu starałabys się stlumic i żądałabys pomocy byłego w tym dążeniu. Mam tak samo, i na pewno starałabym się nie dopuścić,  by mój mąż po rozwodzie niweczył te wysiłki.
Jednak kiedy partnerka faceta z dziećmi z poprzedniego małżeństwa  krytykuje te dzieci bez refleksji, że ktoś je tak właśnie wychował, inne macochy przyznają jej rację. I tylko to mnie razi. Kiedy niesprawiedliwie nie widzi się prawdziwych winnych, czyli właśnie ich rodziców,  w tym przede wszystkim własnego partnera/ męża. Tłumaczenie, że robi tak z obawy, że one się na niego obrażą i wypną, jest żałosne. Zwłaszcza, gdy wie, że matka jest głupia,  i on jest jedyną osobą, która może od tych dzieci wymagać i je ukształtować. Nie wyobrażam sobie,  bym mogła z takim niemotą  żyć i go szanować. I póki co, nie wyobrażam sobie też, że mogłabym być w związku,  w którym do dzieci partnera mam taką urazę,  że mają one zakaz wstępu do naszego domu. Historia zaczynająca się od "dbałam o jego dzieci",  kończąca się na "on ma się z nimi widywać tylko poza domem" wydaje się nieprawdopodobna. Wiele rozwodników ma się w rodzinie i znajomych, nie słyszałam, by ktoś przeżywał taki hardcor. Ale nie chciałabym w czymś takim uczestniczyć,  żaden facet nie jest tego wart.
Na pytanie o opiekę czy adopcję dziecka alkoholiczki czy narkomanki odpowiadam - tak, dlaczego nie? A co to dziecko winne? Nie byłam wolontariuszką w domu dziecka,  bo w okolicy mam same rodzinne domy dziecka. Ale dokarmialismy i przechowywalismy swego czasu dziecko sąsiada, alkoholika, jak wpadał w cug i olewal małego. Wolę zrobić coś konkretnego w okolicy  niż przejmować się bliżej mi nieznanymi dziećmi z Afryki czy islamskimi kobietami.
Lubię dzieci. Jeśli mają zryte berety, to uważam, że to dorośli,  rodzice, dziadkowie, bliscy krewni są głównie temu winni.  One dorastając mają wpływ na swój charakter,  ale co spaprano  w dzieciństwie,  ciężko wyprostować. Czy macochy tez miewają swój wkład? Tak. Dobry? Nie zawsze, są takie, które nienawidzą dzieci partnera bez specjalnych powodów. Ok, już nie uważam, że mają obowiązek o nie dbać,  starać się o ich sympatię,  nakłaniac faceta do porządnej opieki nad nimi  i pacyfikowania eks. Niech mu w tym po prostu nie przeszkadzają. I naprawdę piszę tu ogólnie.

6 482

Odp: Być drugą i macochą
Hh999 napisał/a:

Wychodzi na to, że to ja namawiam M, żeby siedział z nią w weekend i nadrabiał... A M mówi mi, że "MM mnie znienawidzi i nie będzie chciała przychodzić do nas".... no i sorry, co mam robić? Powiedziałam mu, że moje zdanie zna, to jest jego córka i niech on decyduje co uważa za najlepsze dla córki. Dokładnie ta sama sytuacja co u kjim - u nas mogą "mieć gorzej" bo muszą się uczyć, M bierze na klatę awantury MM, kiedy jest sfrustrowana bo matematyka jej nie idzie. M boi się, że w ogóle nas przestaną odwiedzać ...

Być może jest to pierwsza czerwona lampka, która właśnie zapaliła się po stwierdzeniu, a raczej obawach Twojego M, nie wiem, czy dostrzegłaś?
Hh999, jesteś osobą przestrzegającą zasad, które wyniosłaś z domu. Wpojono Ci dyscyplinę, szacunek do siebie, innych, do pracy, nauczono, czy może wyzwolono w Tobie ambicję dzięki której zdobyłaś dobre wykształcenie i pracę.
Ukazujesz te wartości swojemu M i w pewnym sensie wywierasz na niego presję w kwestii pracy z dziećmi. On dobrze wie, że masz rację, jednak jest bezsilny wobec rzeczywistości.
Moim zdaniem, tym stwierdzeniem, że MM może Cię znienawidzić, odsłonił swoją bezradność, lęk przed utratą dzieci i w zawoalowany sposób, Ciebie właśnie wskazuje jako źródło problemu (bo nie odpuszczasz).
Brzmi okrutnie, ale dlaczego MM miałaby Cię znienawidzić, bo ojciec zmusza ją do pracy, do nauki? Dlaczego Ciebie? Nie wierzę, żeby dawał córce do zrozumienia, że obowiązek nauki jest Twoją sugestią, ale już przestrzeganie zasad  panujących w Waszym domu... być może  gotów jest odpuścić dla świętego spokoju, z obawy przed utratą dzieci.
Problem jest ogromny; złe wychowanie dzieci, lenistwo umysłowe i nie tylko, brak ambicji, a do tego kontra niewydolnej wychowawczo, nieukrywającej nienawiści do ojca i do Ciebie, niezrównoważonej ex.
Twój M zaczyna wymiękać, niestety, uważaj, żebyś nie stała się ofiarą ich błędów wychowawczych. U niego ślepa miłość ojcowska idzie przed rozsądkiem.
Hh999, odpuść swoje rady w kwestii jego dzieci, a dyskusję skieruj raczej na ustalenie planu B, a konkretnie jak on zamierza chronić Ciebie i Wasze dziecko przed rozpasaniem swoich córek?
Daj mu spokój w sprawie nauki jego córek, niech robi co chce, Ty pomożesz jeśli zechcesz, ale przecież już niedługo. Skoncentruj się raczej na sprawach dotyczących ogólnie ich zachowania w Waszym domu. Dlaczego Ty masz walczyć z nimi o porządek w łazience? Poczekaj, aż on go dostrzeże i powalczy z córkami, ewentualnie sam posprząta po nich (pewnie, że to będzie porażka, ale on zdaje się jest na to gotów). Nie reaguj gdy się tłuką, nie Twoja sprawa.
Masz prawo żądać spokoju w domu, zwłaszcza gdy pojawi się Wasze dziecko i w tej kwestii wypracujcie jakiś konsensus.

6 483

Odp: Być drugą i macochą

Gagatka, pewnie byś nie wytrzymała z taką "niemotą", ale na szczęście Ty nie musisz. Nie będę usprawiedliwiała wyborów i zachowania M. Ale też Ty, bez poznania szczegółów Jego sytuacji życiowej nie powinnaś Go oceniać. Utraciwszy kontakt z z synem (PO PRÓBIE PRZYWOŁANIA GO DO PORZĄDKU), boi się , że córki zrobią to samo. Czego tu nie rozumiesz?

Hhh999 , josz wydaje mi się na Twoim przykładzie , pięknie "zdiagnozowała" moją sytuację. Wiele razy zastanawiałam się tylko czy argumenty M, żeby pobłażać córkom, nie wymuszać nic na nich, nie oczekiwać za wiele wypływają tylko z tego strachu, że się od Niego odwrócą, czy po prostu On sam ma w dupie zasady, dobre maniery, ambicje. Na razie widzę, że jest Mu po prostu z tym wygodnie. Widuje się z Nimi, ja się nie czepiam, córki sa zadowolone z kina, basenu, pobytów w fikolandach itd.
Wracając do Twojego M, sądząc po "sarmackim" dowcipie Twojej teściowej, może w Jego domu rodzinnym też było lekkie rozpasanie? Może nie było wszystko w kancik i nie oczekuje też , że Jego córki będą chodziły jak w zegarku?  Takie będzie przekazywał dzieciom zasady jakie sam wyniósł z domu rodzinnego.

6 484

Odp: Być drugą i macochą

Gdy pisalam tu o tym co sie dzieje w mojej rodzinie nikt nie zapytal mnie o to jak moja siostrzenica to wszystko znosi. Jak przezyla smierc mamy. Dawalyscie sugestie ze D zmysla ze ja to wyolbrzymiam. Pisalyscie ze to przez hormony ze wije gniazdko swojemu dziecku.

6 485

Odp: Być drugą i macochą
kjim napisał/a:

Wracając do Twojego M, sądząc po "sarmackim" dowcipie Twojej teściowej, może w Jego domu rodzinnym też było lekkie rozpasanie? Może nie było wszystko w kancik i nie oczekuje też , że Jego córki będą chodziły jak w zegarku?  Takie będzie przekazywał dzieciom zasady jakie sam wyniósł z domu rodzinnego.

kjim, wydaje mi się, że w większości rodzin, panuje pewne "rozpasanie" względem dzieci wink U mało kogo jest wszystko w kancik i dzieci chodzą jak w zegarku.
Mnie bardzo imponuje taki sposób wychowania jaki odebrała Hh999, ale w większości brakuje ludziom konsekwencji, zwłaszcza wobec dzieci.
Jako matka także popełniam błędy; rozpieszczam, obdarowuję za bardzo, nie zawsze jestem konsekwentna, jednak potrafię stawiać granice i wymagać.
Moje dzieci zawsze uczyły się same, owszem pomagam/pomagałam (syn jest już dorosły i samodzielny), sprawdzałam, odpytywałam, kazałam się douczyć, gdy okazywało się że nauczyły się na pół gwizdka. Córka ma korepetycje z mat i fiz, bo nie jest tak zdolna jak syn, syn też miał korepetycje ale bardziej rozwijające niż wyrównujące.
Jednak takie akcje jakie odwala MM są mi obce.
Uważam, że M powinien skonsultować się z pedagogiem szkolnym i poprosić o literaturę dotyczącą pracy z dzieckiem trudnym, mało zdolnym. Takie wtłaczanie siłą do głowy nigdy nie przyniesie spodziewanych efektów. Przecież to chore, żeby przez 6 godz robić notatkę z historii (czy biologii, już nie pamiętam).
Tylko, że M powinien sam wpaść na ten pomysł, tutaj "domowe" sposoby nie wystarczą.
Jednak problem z nauką nie jest jedynym, "charakterek" dziewczynek, błędy w wychowaniu, konflikt między rodzicami, to wszystko odbije się (już się odbija) rykoszetem na Hh999.
Hh999 kocha, wspiera, radzi, pomaga, a tymczasem już dostała pierwszy komunikat, że M jest zmęczony jej twardymi zasadami i prawdopodobnie ma ochotę wycofać się rakiem i poluzować córkom.
Zastanawiam się jak M ogarnie sytuację, gdy w domu pojawi się maleństwo, gdy będzie spało, a dziewczynki zaczną się kłócić, bić, piszczeć, gdy MM dostanie histerii i zacznie wrzeszczeć w dzień czy w nocy (nie rozumiem jak o godz 23, czy nawet później, dzieci w wieku 7 i 9 lat mogą się jeszcze plątać po domu, nawet w weekend?).
Co będzie, gdy Hh999 przestanie od nich wymagać cedując ten przykry obowiązek na M, jak będzie wyglądał dom, kuchnia, łazienka, jeżeli dziewczynki nie mają nawyku sprzątania po sobie, lekceważą polecenia Hh999, a tato odpuszcza?
Dlatego uważam, że zamiast na ten moment przejmować się córkami M, Hh999 powinna dogadać takie własnie sytuacje, jakie wymieniłam i z góry ustalić zasady i kierunek działań, bo skończy się tak, że wymęczona, wróci z dzieckiem do swojego mieszkania.

6 486

Odp: Być drugą i macochą
marza2 napisał/a:

Gdy pisalam tu o tym co sie dzieje w mojej rodzinie nikt nie zapytal mnie o to jak moja siostrzenica to wszystko znosi. Jak przezyla smierc mamy. Dawalyscie sugestie ze D zmysla ze ja to wyolbrzymiam. Pisalyscie ze to przez hormony ze wije gniazdko swojemu dziecku.

Marza pisze ostatniego posta do Ciebie, bo zaczynasz mnie irytować.
Gdyby psuł mi się samochód i napisałabym na forum MEDYCZNYM posta z prośbą o pomoc: " moj peżot kaszle i się dusi prosze o pomoc co robic?" (pisownia celowa) to zrobiłabym z siebie kompletną idiotkę. Gdybym chwilę potem zaczęła pouczać lekarzy udzielających się na tymże forum medycznym, potępiała ich metody diagnozy lub metody leczenia ludzi, i wyzywała ich od konowałów, a na koniec jeszcze miała pretensje, że nikt z tych forumowiczów nie powiedział mi jak mam naprawić auto to........ w najlepszym, razie potraktowali by mnie jak trola i  zignorowali. Z Tobą tutaj jest podobnie. Z wrodzonej uprzejmości próbowałam nawet z Tobą dyskutować. Mówiłam Ci, że jedyne co możesz zrobić to porozmawiać ze szwagrem z jego żoną i skonfrontować  to z tym co mówi dziewczynka. I dalej źle. Ty dalej masz jakieś pretensje. Za chwilę pomyślę , że to nie 12 latka ma problemy w tej rodzinie tylko Ty, bo najwyraźniej masz jakiś problem. Spróbuj poszukać pomocy na WŁAŚCIWYM dla swojego problemu forum.

6 487

Odp: Być drugą i macochą
josz napisał/a:

kjim, wydaje mi się, że w większości rodzin, panuje pewne "rozpasanie" względem dzieci wink U mało kogo jest wszystko w kancik i dzieci chodzą jak w zegarku.
Mnie bardzo imponuje taki sposób wychowania jaki odebrała Hh999, ale w większości brakuje ludziom konsekwencji, zwłaszcza wobec dzieci.
Jako matka także popełniam błędy; rozpieszczam, obdarowuję za bardzo, nie zawsze jestem konsekwentna, jednak potrafię stawiać granice i wymagać.
Moje dzieci zawsze uczyły się same, owszem pomagam/pomagałam (syn jest już dorosły i samodzielny), sprawdzałam, odpytywałam, kazałam się douczyć, gdy okazywało się że nauczyły się na pół gwizdka. Córka ma korepetycje z mat i fiz, bo nie jest tak zdolna jak syn, syn też miał korepetycje ale bardziej rozwijające niż wyrównujące.
Jednak takie akcje jakie odwala MM są mi obce.
Uważam, że M powinien skonsultować się z pedagogiem szkolnym i poprosić o literaturę dotyczącą pracy z dzieckiem trudnym, mało zdolnym. Takie wtłaczanie siłą do głowy nigdy nie przyniesie spodziewanych efektów. Przecież to chore, żeby przez 6 godz robić notatkę z historii (czy biologii, już nie pamiętam).
Tylko, że M powinien sam wpaść na ten pomysł, tutaj "domowe" sposoby nie wystarczą.
Jednak problem z nauką nie jest jedynym, "charakterek" dziewczynek, błędy w wychowaniu, konflikt między rodzicami, to wszystko odbije się (już się odbija) rykoszetem na Hh999.
Hh999 kocha, wspiera, radzi, pomaga, a tymczasem już dostała pierwszy komunikat, że M jest zmęczony jej twardymi zasadami i prawdopodobnie ma ochotę wycofać się rakiem i poluzować córkom.
Zastanawiam się jak M ogarnie sytuację, gdy w domu pojawi się maleństwo, gdy będzie spało, a dziewczynki zaczną się kłócić, bić, piszczeć, gdy MM dostanie histerii i zacznie wrzeszczeć w dzień czy w nocy (nie rozumiem jak o godz 23, czy nawet później, dzieci w wieku 7 i 9 lat mogą się jeszcze plątać po domu, nawet w weekend?).
Co będzie, gdy Hh999 przestanie od nich wymagać cedując ten przykry obowiązek na M, jak będzie wyglądał dom, kuchnia, łazienka, jeżeli dziewczynki nie mają nawyku sprzątania po sobie, lekceważą polecenia Hh999, a tato odpuszcza?
Dlatego uważam, że zamiast na ten moment przejmować się córkami M, Hh999 powinna dogadać takie własnie sytuacje, jakie wymieniłam i z góry ustalić zasady i kierunek działań, bo skończy się tak, że wymęczona, wróci z dzieckiem do swojego mieszkania.

Wiem josz , że piszesz bezpośrednio do Hhh99, ale wtrącę się. Hhh999 - kobieta mądrze pisze. Przeszłam podobną drogę (mimo, ze Gagatka pisze że " Historia zaczynająca się od "dbałam o jego dzieci",  kończąca się na "on ma się z nimi widywać tylko poza domem" wydaje się nieprawdopodobna. ) . A jednak zdarzyła się i to nie tylko u mnie. U kilku macoch udzielających się na forum było podobnie. Początkowe zaangażowanie, chęć pomocy czy nawet odwalanie czarnej roboty za matkę, odbiło się potem czkawką, a największą czkawkę ma potem macocha.  Początkowo angażowałam się we wszystko tak jak Ty. Potem zaczęły się kłótnie z M , że mnie nie popiera i nie interweniuje, że wymaga ode mnie bym wyjeżdżała z nimi na wakacje, ferie, organizowała czas Jego dzieciom, a jednocześnie nie ma żadnych wymagań jeśli chodzi o obowiązki w stosunku do matki tych dzieci. Potem dowiedziałam się , że M jest zmęczony moimi twardymi zasadami i .... ma ochotę wycofać się rakiem i poluzować córkom. że się boi a na końcu , ze On sam nie zamierza niczego wymagać od córek ".
Potem powinno nastąpić to, o czym pisze josz: powinien zasięgnąć fachowej porady, jak postępować z córkami, ale zrobił to, co dla faceta jest najwygodniejsze. Stwierdził, że będzie spotykał się z córkami, będzie je rozpieszczał, nie będzie niczego od nich wymagał, bo je kocha, chce z nimi spędzać miło czas i nie zamierza się o nic czepiać. Wtedy moja reakcja była taka, że ja i moje dzieci nie będziemy w tym cyrku uczestniczyć i będzie to robił bez naszego udziału. Ty Hh999 już przewidujesz taki scenariusz, mówiąc, że w razie, gdy M nie da rady/nie będzie chciał ogarnąć córek, Ty zabierzesz Jasia i przeczekasz ten czas w swoim domu.
Wg mnie, mój M wybrał najgorszą z możliwych dróg i życzę Ci Hh999, życzę Wam, żeby Twój partner wykazał więcej rozsądku decydując co dalej z córkami.

6 488

Odp: Być drugą i macochą

Rzadko ostatnio tu piszę, ale czytam regularnie.
Ale chciałabym napisać, że macie dziewczyny anielską cierpliwość.
Nie spotykam się z dziećmi mojego partnera jak już pisałam wcześniej - było jedno podejście i spaliło się. Od tego czasu dałam sobie prawo do spokoju mojego i moich dzieci i do spokoju jego i jego dzieci. Niech się z nimi spotyka ale nie kosztem moich nerwów. I nie dam sobie wmówić, że jestem zła bo on biedny musi tułać się po kinach, parkach itp. Jego decyzja.
Mam wrażenie, że takich co to lubią mówić innym jak maja żyć jest na pęczki - a sami mają burdel we własnym ogródku.
I ponieważ mają źle - to koniecznie innym też muszą wmówić, że poświęcenie, rezygnacja z własnego Ja, swobody, prawa decydowania o sobie i swoim czasie wolnym jest OBOWIĄZKIEM , a dbanie o własne potrzeby jest beeeee... bo jesteś z facetem dzieciatym to jesteś ograniczona.
Nie, nie i jeszcze raz nie. Związek dwojga dorosłych ludzi - na zasadach wypracowanych i satysfakcjonujących obie strony.
Jeżeli mój partner w pracy ma szefa, który go wkurza czy to jest tożsame z tym, że ja też muszę się z tym szefem spotykać? Nie - to jego sfera życia i on ją ogarnia. Inne sfery jego życia też nie muszą być moim udziałem.

6 489

Odp: Być drugą i macochą

Tendre - jesteś zła, egoistyczna i ograniczona w poglądach. Nie wykazujesz krzty empatii i jest to obrzydliwe , że każesz tułać się Twojemu facetowi i jego biednym owieczkom po kinach i parkach!
Przygarnij kropka, odwal za Niego czarną robotę, wychowaj Jego dzieci, porzuć swoje ambicje i egoistyczne cele i poświęć się bez reszty w opiece i niańczeniu Jego dzieci. 



;P

6 490

Odp: Być drugą i macochą

Tak jest ;-)
Pozwolisz, że zacznę od razu...
Muszę tylko znaleźć chętnego, który wychowa Moje dzieci, porzuci swoje ambicje i egoistyczne cele i poświęci się bez reszty w opiece i niańczeniu Moich dzieci....
bo ich ojcowie od wielu lat nie pamiętają o ich istnieniu... pewnie jakieś złe macochy ich odciągnęły...

6 491 Ostatnio edytowany przez kjim (2016-03-02 11:45:35)

Odp: Być drugą i macochą

Czy jako matka dzieci, których ojcowie porzucili swoje dzieci założyłaś gdzież w necie forum, w którym zastanawiasz się jak dopiec Byłemu facetowi, jak uprzykrzyć życie Jego i Jego nowej panny (złej, wyrachowanej, okropnej egoistki), która zabrała ojca Twoim dzieciom? jak zemścić się na bylym facecie za jego brak wsparcia? Jakimi sposobami jątrzyć w Jego nowym związku żeby dziad nigdy życia sobie nie ułożył? Założyłaś gdzieś klub wsparcia rozgoryczonych żon z poradami jak być wredną Byłą i jak nastawiać dzieci przeciwko ojcu i tej wrednej lafiryndzie?

6 492

Odp: Być drugą i macochą

Zakładam, że nikt nie zabrał ojca dzieciom - bo to decyzja ojców i oni są odpowiedzialni za relacje. Nigdy niczego nie utrudniałam, ale i ułatwiałam... nie wybielałam, nie tłumaczyłam... koń jaki jest każdy widzi.

Ja skupiam się na swoim życiu i wychowywaniu dzieci. Nie traktuję dzieci inaczej, nie wyręczam, nie hoduję w poczuciu krzywdy. Mój partner moich dzieci nie utrzymuje. W wychowanie angażuje się tyle ile chce, zgodnie z potrzebami - podkreślę - wynikającymi ze wspólnego życia. Już pisałam wcześniej, że szacunku wymagam obustronnego -  dzieci do partnera i partnera do dzieci.
Uważam, że życie w jednym domu determinuje pewne relacje. I naprawdę uważam za niedorzeczne oczekiwanie, że kobieta będzie rekompensowała i wychowywała dzieci partnera bo on coś pomoże przy jej dzieciach... Wyznaje zasadę - wszystkim wg. potrzeb - nie wszystkim po równo. Nawet mając dwójkę własnych dzieci zupełnie inaczej przydzielam im swój czas, uwagę czy finanse - bo inne są potrzeby i warunki.

Natomiast bezdyskusyjne jest to, że im rzadziej tatuś widuje dzieci tym bardziej je gloryfikuje... bo nie widzi niewyniesionych śmieci, nieodrobionych lekcji, nieposprzątanego pokoju... dziecko idealne. Im większe zaangażowanie w bieżące sprawy i problemy tym więcej wymagań, oczekiwać i zgrzytów. A wszystkie dzieci na zdjęciach wyglądają przesłodko...

6 493

Odp: Być drugą i macochą

:-) Nie musiałaś odpowiadać, pytania były retoryczne :-)

Dzięki forum i ja dojrzałam do takiej postawy. Gdyby nie Wy dalej kopałabym się z koniem. Dalej walczyłabym z wiatrakami i najpewniej dziś (po czterech latach kopania się z koniem ) byłabym już w psychiatryku.

6 494

Odp: Być drugą i macochą

Najpierw powiem, że mnie też trochę marza2 już trochę męczy, bo naprawdę nie dotrzemy do siebie nawzajem. Nasze wzajemne różnice poglądów przypominają mi mniej więcej dyskusję, którą miałam kilka dni temu ze znajomymi pt "co robić z imigrantami z krajów arabskich/afrykańskich". Też oczywiście przemyśliwuję sobie również "poza-macochowe" kwestie i też mam w tej kwestii (podobnie jak w macochowych) ambiwalentne odczucia; jak widzę dzieci i kobiety uciekające od wojny to oczywiście uważam, że naszym obowiązkiem jest im pomóc, jak widzę młode byczki o semickich lub afrykańskich rysach twarzy domagających się rozrywek i lepszego jedzenia (bo w obozach jest tak źle), wszczynających burdy, niszczących własność publiczną, zachowujących się (przepraszam za sformułowanie) jak dzicz, to pojawia się pewien dysonans. Podobnie jak wyobrażę sobie, że ktoś mógłby źle potraktować jakąś Polkę (np. jedną z moich pasierbic), molestować ją tak jak kobiety w Kolonii, to jestem córką byłego komandosa - zapewne nie wyrzymałabym tylko rzuciłabym się przegryzać tchawicę. Nie pozwoliłabym panoszyć się po mojej ojczyźnie elementowi, który nie szanowałby kultury, porządku prawnego, zasad i tradycji kraju goszczącego.
Problem macochowy jest podobnie skomplikowany ... przynajmniej dla mnie (co do zasady niewinne dzieci, które co nieco mają już za uszami, problemy wychowawcze względem których nie wiadomo jak się ustosunkować, przepychanki między M i eks, słabość M). I tak jak w problem uchodźców nie angażuję się, bo nie mam woli i możliwości, tak problemy z przeszłością M, eks i dziewczynkami po prostu już są i nie trudno schować głowę w piasek. Ale poziom skomplikowania problemu jest naprawdę podobna smile

Kjim i josz
przemyślałam i macie rację. Muszę jeszcze raz pogadać z M, ale dam mu trochę czasu, bo ... w weekend z dziewczynkami spisaliśmy zasady, które panują u nas w domu; że nie krzyczymy na siebie, że dorośli nie powtarzają próśb wielokrotnie, że każdy ma prawo przedstawić swoje racje/żale i zostanie wysłuchany, że dzieci dbają o porządek w swoim pokoju i swoich rzeczy, że obowiązki realizujemy przed przyjemnościami, że szanujemy innych domowników - ich własność, przestrzeń, czas wolny, kiedy zrobimy coś źle to przepraszamy itd. M był tak zachwycony i rozentuzjazmowany postawą dziewczynek, które się zaangażowały, że w niedzielny wieczór dopytywał mnie kilka razy "super zrobiliśmy, teraz dziewczynki wiedzą, że mają tu dom zawsze i obiecały przestrzegać zasad". No cóż.... ja się uśmiechnęłam i mówię, że istotnie to dobre zasady, ale zweryfikuje je pierwsza histeria dziewczynek, dajmy zatem sobie czas...
Wczoraj mnie MM na swój sposób rozbroiła. Jak przyjeżdżają do ojca dostają kieszonkowe - 2,5 zł na każdy dzień szkoły (żeby mogły sobie w szkole kupić picie, czy jakąś przekąskę). Ponieważ następny raz zobaczymy się dopiero we wtorek w przyszłym tygodniu, każda "skasowała" po 12,5 zł. MM przyniosła 2 zł i mi dała. Pytam się "na co są te pieniążki" a ona "to dla Ciebie", pytam "a na co", a ona "możesz sobie kupić drożdżówkę". Przyznam Wam, że mi trochę mowę odjęło i wzruszyłam się. Podziękowałam jej i przytuliłam, powiedziałam że bardzo mi miło. Nie chciałam jej sprawiać przykrości odmawiając przyjęcia pieniążków, ale postanowiłam że dam jej następnym razem 20 zł do takiej skarbonki, którą dostały w kościele na jałmużnę wielkopostną (dzieci mają sobie odmawiać przyjemności i zaoszczędzone pieniądze przekazać na leczenie dzieci). Wydaje mi się, że po rozmowie w weekend młodej jest trochę głupio, bo istotnie inicjowała większość awantur ostatnimi czasy plus w trakcie rozmowy wyjaśniłam jej, że niestety jako dorośli rozumiemy, że nakłamała mamę żeby uzasadnić, dlaczego ta musiała przyjechać po nią o 23.30 do babci. Nakłamała, zarówno co do przyczyn awantury (powiedziała mamie, że to dlatego że tata nie chciał jej zawieść na koncert, podczas gdy przyczyną awantury było to że została ukarana przez ojca odwołaniem wizyty u babci, za to że bezczelnie się do niego odzywała i odrzucała telefony od niego), no i swój ryk i histerię uzasadniła tym że tata i ja na nią krzyczeliśmy (co dość mocno mijało się z prawdą), a na końcu dowiedzieliśmy się, że była obolała bo tata ją szarpał... (ojciec istotnie w którymś momencie, po 1,5 godziny oczekiwania chciał ją wyprowadzić do samochodu, ale młoda podniosła taki wrzask, że mielibyśmy na karku zaraz policję, że dziecko mordują - teściowie mieszkają w bloku z płyty i sądzę, że i tak sąsiedzi mieli sporo atrakcji tego wieczora). Myślę, że młoda wie, że przegięła i jednak gdzieś tam odczuwa jakieś wyrzuty sumienia i po dziecięcemu chce się zrehabilitować.... No cóż ... pożyjemy, zobaczymy smile

Jest jeszcze jedna sprawa, bardzo delikatna. Wczoraj ponownie czytałam uzasadnienia do wyroków rozwodowych. Nie lubię tego czytać, bo mam wrażenie że kiedy czytam o M, to jakbym czytała o osobie której nie znam. Wyrok jest negatywny dla obu stron i prezentuje M i eks jako parę, która nawzajem działała na siebie toksycznie i to od pierwszych momentów małżeństwa; świadkowie zeznawali o awanturach i wzajemnym ubliżaniu sobie, złośliwościach itd. Powiedziałabym, że wzajemnie wyzwalali w sobie najgorsze emocje i to szok, że zostali małżeństwem po 7 latach narzeczeństwa. Nie mam bielma na oczach i również widzę, że M ma wystawioną przez sąd kiepską cenzurkę, ale nawet nie o to chodzi.
MM nie pamięta raczej tego okresu (rodzice rozstali się, kiedy ona miała 3 lata), ale przy tak scharakteryzowanych rodzicach, trochę się nie dziwię, że ma problemy emocjonalne. Bo skoro oboje jej rodzice, jako ludzie dwudziestokilkuletni zachowywali się poniżej krytyki - brak samokontroli, kompromisu, wzajemnego szacunku itd., no to istnieje ryzyko, że MM ma temperament po nich obojgu - w awanturach idzie na całość, nie rozumie, że są słowa których się nie mówi nawet w najgorszych emocjach, a kiedy się je wypowie, trzeba potem się z nimi skonfrontować itd. Wszystko to się nakłada na siebie - trudny temperament MM, jej przemęczenie i mimo wszystko słabe wyniki w nauce, złe nastawianie dziecka przez eks do nas, brak kintersztuby, dlatego myślę że to dziecko jest totalnie rozwalone i wygłupione. Może i są jakieś inne powody, których nie znam - nie wiem co się dzieje w domu.
Jedno dzieje się nadal - jak M i eks się konfrontują, to wierzcie mi, że aż przykro na to patrzeć...

6 495

Odp: Być drugą i macochą

Tendre
żałuję serdecznie, że nie jesteś moją "eks". Niestety profil psychologiczny dość mocno się nie zgadza .... zatem nadzieja we mnie umarła wink

6 496

Odp: Być drugą i macochą

Też się chciałam tylko wtrącić, nie karmcie trolla. Wprawdzie problem bycia drugą i macochą mnie już chyba nie dotyczy, ale z jakiegoś masochizmu dalej wątek podczytuje.

6 497

Odp: Być drugą i macochą

Cześć Sunrider. Czytaj, czytaj, na drugi raz trzy razy przemyślisz zanim zwiążesz się z dzieciatym facetem. A jeśli już nawet Ci się zdarzy od początku będziesz mogła ustalić zasady, bo już wiesz czego na pewno tolerowac nie jesteś w stanie.

6 498

Odp: Być drugą i macochą

Hh999 moze i jestem meczaca mam prawo do tego w moim stanie. Czytalam inne fora macoch asz wloswlos jezyl od tego co bylo tam napisane. Dzieci paetnerow byly wyzywane od bachorow gnojow. Moze dlatego mam tak zle zdanie o macochach. Zapraszam do przeczytania artykulu dbam tylko o swoje stado nie lubie dzieci partnera. Jest tam historia 3 kobiet Basi Agnieszki i Karoliny o tym jak nie znosza pasierbow zwlaszcza Agnieszka jest wredna dla pasierbicy. Zapraszam do lektury.

6 499

Odp: Być drugą i macochą

Przepraszam za bledy telefon mi sie zacina.

6 500

Odp: Być drugą i macochą

No i masz. Przeczytała jeden artykuł i teraz trauma do końca życia.

Posty [ 6 436 do 6 500 z 8 269 ]

Strony Poprzednia 1 … 98 99 100 101 102 … 128 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Być drugą i macochą

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026