ale czy będę mogła wykonywać ją w domu, np przez 3-4 godz, bo normalnie będę pracowała 8 godzin
Podobne tematy
ale czy będę mogła wykonywać ją w domu, np przez 3-4 godz, bo normalnie będę pracowała 8 godzin
Raczej nie. Jeśli chcesz uzyskać konkretną odpowiedź, to precyzuj swoje pytania, bo zadajesz je w niezrozumiały sposób...
od nowego miesiąca zaczynam pracę na etacie od 7-15 i chciałabym dorobić sobie "na słuchawce" ale w domu, czyli otrzymuję służbowy telefon i wydzwaniam z domu, nie wiem czy jest taka możliwość, czy Wy wszyscy wykonujecie swoja pracę w biurze ...
69 2014-03-21 19:40:40 Ostatnio edytowany przez marioosh666 (2014-03-21 19:42:12)
Marioosh, gdzie?
Jarosław Ł. popełnił błąd w kolejności. Należało poprosić klienta o wszystkie wymagane dane, a kiedy zgłoszenie było już przyjęte poinformować go o czasie oczekiwania i pozostałej części procedury. Zapewne rozmowa przebiegłaby delikatnie, a poza tym można było się rozłączyć w razie potrzeby i mieć klienta z głowy.
od nowego miesiąca zaczynam pracę na etacie od 7-15 i chciałabym dorobić sobie "na słuchawce" ale w domu, czyli otrzymuję służbowy telefon i wydzwaniam z domu, nie wiem czy jest taka możliwość, czy Wy wszyscy wykonujecie swoja pracę w biurze ...
Nie wiem czy jakaś firma się na to zgodzi. Myślę, że możesz spróbować dogadać się bezpośrednio np.: z agentem ubezpieczeniowym czy doradcą finansowym i umawiać mu klientów. Jeżeli będziesz mogła wyjść z domu to sama możesz się czymś takim zająć.
Ostatnio zauważyłam taką irytująco-wnerwiającą praktykę stosowaną w telemarketingu: dzwoni telefon, po czym po odebraniu włącza się automat, który informuje, że będzie połączenie, na to połączenie trzeba jednak czekać. Uważam, że coś tu jest nie tak, bo to nie ja mam do tego kogoś sprawę, ale ten ktoś ma ją do mnie, nawet jeśli mogłabym być potencjalnie zainteresowana daną ofertą. Nie ukrywam, że w takiej sytuacji szybko się wyłączam.
Agnieszkaaa, spotkałam się z ofertami pracy w telemarketingu, w których widniała wyraźna informacja, że pracę można wykonywać zdalnie. Osobiście pracowałam w biurze i przyznaję, że za nic bym tego nie zamieniła.
Też dawno temu pracowałam w telemarketingu.
Prawdą jest, że człowiek nabywa ogłady rozmowy przez telefon... a do tego różnorakie szkolenia, które z powodzeniem wykorzystuję po dzień dzisiejszy.
Pracowałam 3 lata w tym 'awans' na stanowisko referenta.
Ważne jest, aby umieć cieszyć się z pracy:) dla mnie to była nowość, a teraz jest miłym wspomnieniem poznanych tam masy ludzi (no niestety w telemarketingu przewija się multum ludzi) i utrzymywanie kontaktu po dzień dzisiejszy z kilkoma osobami:) i to tu najbardziej doceniam:)
72 2014-03-25 11:08:58 Ostatnio edytowany przez KasiaLas (2014-03-25 12:39:21)
Praca telemarketera nie jest łatwa ale internet daje ogromne możliwości szukałaś innej zdalnej pracy? Poszukaj w internecie teraz jest dużo fajnych stronek. Widziałaś ten portal https://www.youtube.com/watch?v=TC3f6Fb1aec ?
Mariosh - racja, ale kto by przewidział, że to TAKI klient? ![]()
Olinka - szczerze, pierwszy raz słyszę, że są takie telefony, które każą na siebie czekać
Nie spotkałam się z czymś takim, ale rzeczywiście sama odłożyłabym słuchawkę. Telemarketerów mi szkoda, więc byłabym miła, ale automatyczna sekretarka to już coś innego ![]()
O pracy telemarketera w domu nie słyszałam. Widziałam ogłoszenia i oferty, ale nie wiem czy jest to opłacalne, czy ma się stałe zlecenia itd. Ciekawe...
Olinka - szczerze, pierwszy raz słyszę, że są takie telefony, które każą na siebie czekać
Nie spotkałam się z czymś takim, ale rzeczywiście sama odłożyłabym słuchawkę. Telemarketerów mi szkoda, więc byłabym miła, ale automatyczna sekretarka to już coś innego
W ostatnim czasie takich telefonów miałam kilka. Być może były wykonane z tej samej firmy - kiedy nie udało im się nawiązać rozmowy, to próbowali do skutku. Irytujące straaaasznie...
Mariosh - racja, ale kto by przewidział, że to TAKI klient?
Podawanie najgorszych informacji na końcu powinno być standardowym działaniem. Tym sposobem klient ma mniejszą szansę na nakręcenie się. Istnieje możliwość, że rozłączy się, a dopiero później pomyśli.
Stawki naprawdę tak niskie? Gdzie? oO
Pracowałam w telemarketingu w Warszawie 2 lata temu. Wiadomo, że tutaj stawki będą pewnie najwyższe, ale nie wiedziałam, że może być aż taka różnica. Średnio ok. 10 zł, ja w pierwszej firmie miałam jakoś 13 zł, ale nie ukończyłam nawet szkolenia, bo oddzwonili do mnie z takiej, gdzie za godzinę było 15 zł, a po miesiącu - dwóch i przy dobrych wynikach 17 zł. Plus prowizje, ale z tym było ciężko. W Krakowie kiedyś przeglądałam oferty, to stawki były trochę niższe, z tego, co widziałam, najwyższa - 16 zł.
Wrażenia - pół na pół.
Na plus:
- współpracownicy - większość młoda, sympatyczna, pomagało się nowym, nawet przejmując ich rozmowy i zamykając, żeby mieli jakieś zamówienia, kierowniczki i szefowa sympatyczni
- wielki luz - nieobecności nie stanowiły problemu, wystarczyło napisać sms-a, że się nie przyjdzie
- metody nagradzania - sprzedaj za 3,5 tys. (sprzedawaliśmy reklamy w internecie, różne formy), to wyjdziesz do domu od razu, a masz płacone za cały dzień - każda kierowniczka miała swoje, akurat trafiłam do tej i często było tak, że przychodziłam na 8, wychodziłam o 9, a miałam płacone do 16 ![]()
- wysokie prowizje - niektórzy wyciągali z nich i po 3 pensje
- przerwy - 2x 10 min, 1x 25 min, teoretycznie ustalone, ale jak się akurat rozmawiało czy coś, to można było wykorzystać w dowolnej chwili albo wyjść wcześniej
- stawka - jedna z wyższych
- W ciągu dnia trzeba było mieć przegadane zdaje się 2h, ale jak ktoś sprzedał coś, to nikt tego nie pilnował i można było nawet siedzieć "na fejsie"
Na minus:
- odsłuchiwanie rozmów dopiero pod koniec miesiąca - jak ktoś robił coś źle, mogło to wyjść pod koniec miesiąca = wszystkie zamówienia wycofane
- szkolenia - nie było ich dużo, ale były bezpłatne, czasem trzeba było posiedzieć przez godzinę za darmo i wysłuchiwać. O ile były tylko dla tych ze słabymi wynikami, to okej, ale zdarzały się takie dla wszystkich.
- nastawienie ludzi - sama nie cierpię, jak ktoś dzwoni z bzdurami do mnie, więc ciężko było mi się na początku przełamać
- manipulacja - nauczyłam się tak sprzedawać, że często nie wiedzieli, za co i ile płacą, mimo że mieli wyraźnie powiedziane, bo inaczej byłoby wycofane zamówienie. Niby o tym wiem, ale jednak sposób prowadzenia rozmowy dużo dawał i czasem miałam wyrzuty sumienia.
Generalnie pod względem prowadzenia rozmowy praca była nietypowa - nie było żadnych formułek/regułek poza ostatecznym zawarciem umowy ustnej, w której też mogliśmy zmieniać kolejność. Rozmowy tam nie trwały 10-15 min, ale często od 40 min do 1,5h jedna. Mieliśmy duże pole do popisu, każdy - z tych, co zostali dłużej - wypracował swój sposób sprzedaży, manipulacja niesamowita.
Podsumowując, nauczyłam się sporo, nie żałuję, ale nie lubiłam tej pracy.
Ale to jest chyba praca od poniedziałku do piątku, czy tak?
bo w weekendy nie mam zamiaru przychodzić do pracy
Agnieszkaaa, to zależy od firmy. W niektórych tylko poniedziałek - piątek, w innych np. co druga sobota, w jeszcze innych możesz sobie praktycznie sama ustawić grafik (np. pod studia czy inne zajęcia).
Ja pracowałam i odradzam! Praca wyczerpuje psychicznie, przez 8 godzin rozmawiasz z klientami non stop i idzie zwariować. Musisz miec duza odpornosc psychiczna bo ludzie krzycza, dra sie, wyzywaja.. Ale co jest zaleta to fakt, ze pozniej latwiej dogadac sie w zyciu codziennym z ludzmi.
Poradźcie coś
Pracuję od niedawna na słuchawce i zupełnie mi nie idzie. Klienci z reguły są ok, tyle że bardzo rzadko się zdarza że coś kupują. Kolejny dzień z rzędu kończę z zerem na koncie - nie jestem w tym osamotniona, jednak do mnie menadżer ma pretensje bo twierdzi że za słabo naciskam klientów. Chodzi o to, że gdy wiem, że przyjęcie propozycji będzie ze szkodą dla osoby kupującej lub że nie za bardzo rozumie warunki to nie naciskam na kupno. Mam kurde dylematy moralne - i zrezygnowałabym gdyby nie to, że jest miesięczny okres wypowiedzenia.
A może chodzi o to, że Ty sama nie jesteś przekonana do produktu, który sprzedajesz i klient "wyczuwa" Twoją niepewność? Nie macie może tam jakiegoś "coachingu" na którym możesz odsłuchać swoje rozmowy i poprawić swoje błędy? Spróbuj też porozmawiać ze swoim koordynatorem/ką o swoich obawach. Powinni Ci przekazać jakieś wskazówki dotyczące tzw. języka korzyści
Staraj się również zbadać potrzeby danego klienta, bez tego nie można mówić o jakiejkolwiek rozmowie sprzedażowej. Nawet jeśli potem pojawią się "obiekcje" to w trakcie rozmowy będziesz mogła odwołać się do badania potrzeb. I przede wszystkim głowa do góry.
Początki zawsze są trudne, ale z czasem będzie coraz lepiej.
Oj, ale to zupełnie nie o to chodzi - ja miałam to wszystko o języku korzyści i nie mam problemu ze swoim produktem - i zawsze bada się potrzeby klienta i zbywa jego obiekcje. Chodzi o to że jeśli te obiekcje są słuszne to nie naciskam - konkretnie sprzedaję abonamenty w Orange - i jeśli klient mi mówi że zostało mu półtora roku do końca umowy to nie naciskam na przeniesienie, bo ludzie z reguły nie rozumieją że będą przy tym otrzymywać przez te kolejne półtora roku dwa rachunki. Proponuję drugi numer, ale ludzie są rzadko chętni.
auoxonne napisał/a:A może chodzi o to, że Ty sama nie jesteś przekonana do produktu, który sprzedajesz i klient "wyczuwa" Twoją niepewność? Nie macie może tam jakiegoś "coachingu" na którym możesz odsłuchać swoje rozmowy i poprawić swoje błędy? Spróbuj też porozmawiać ze swoim koordynatorem/ką o swoich obawach. Powinni Ci przekazać jakieś wskazówki dotyczące tzw. języka korzyści
Staraj się również zbadać potrzeby danego klienta, bez tego nie można mówić o jakiejkolwiek rozmowie sprzedażowej. Nawet jeśli potem pojawią się "obiekcje" to w trakcie rozmowy będziesz mogła odwołać się do badania potrzeb. I przede wszystkim głowa do góry.
Początki zawsze są trudne, ale z czasem będzie coraz lepiej.
Oj, ale to zupełnie nie o to chodzi - ja miałam to wszystko o języku korzyści i nie mam problemu ze swoim produktem - i zawsze bada się potrzeby klienta i zbywa jego obiekcje. Chodzi o to że jeśli te obiekcje są słuszne to nie naciskam - konkretnie sprzedaję abonamenty w Orange - i jeśli klient mi mówi że zostało mu półtora roku do końca umowy to nie naciskam na przeniesienie, bo ludzie z reguły nie rozumieją że będą przy tym otrzymywać przez te kolejne półtora roku dwa rachunki. Proponuję drugi numer, ale ludzie są rzadko chętni.
Ale przecież jak klient ma umowę, to wy nie możecie wciskać niczego. Nie podpisywaliście takiej deklaracji? Ja pracuję w innej firmie i podpisywałam oświadczenie, że nie będę się przedstawiać za pracowników Orange ![]()
Myślę, że nie każdy nadaje się do tej pracy. Nie wiąż z nią przyszłości, może szukaj czegoś innego. Jak ci nie idzie, to z czasem zaczniesz się wkurzać, dołować i oczywiście to ci nie pomoże w sprzedażach. Jak dla mnie to jedna z najgorszych prac...
Ale przecież jak klient ma umowę, to wy nie możecie wciskać niczego. Nie podpisywaliście takiej deklaracji? Ja pracuję w innej firmie i podpisywałam oświadczenie, że nie będę się przedstawiać za pracowników Orange
Myślę, że nie każdy nadaje się do tej pracy. Nie wiąż z nią przyszłości, może szukaj czegoś innego. Jak ci nie idzie, to z czasem zaczniesz się wkurzać, dołować i oczywiście to ci nie pomoże w sprzedażach. Jak dla mnie to jedna z najgorszych prac...
Nie- ja mam w skrypcie "dzwonię w imieniu Orange Polska" choć wielu mówi po prostu dzwonię z orange/ jestem konsultantem orange. I osoby mające umowę to właśnie nasz cel - przy czym to nie problem jeśli do końca zostało mało czasu bo pierwsze miesiące są z rabatem 100% na abonament. Obsługuję bazy zewnętrzne, czyli tylko tych którzy mają umowę gdzie indziej niż w Orange.
Co do wiązania przyszłości - to by było nawet niemożliwe bo zatrudniają WYŁĄCZNIE studentów a ja kończę studia
I naprawdę wolałabym inną pracę - chyba nawet popytam tych Pań konserwatorek powierzchni płaskich za jaką stawkę u nas pracują - bo one jedyne poza szefem nie są studentkami ![]()
84 2019-11-23 15:34:20 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-11-23 16:50:39)
Ciężko jest faktycznie na początku bez żadnego doświadczenia, praktyki. Mnie od razu wrzucili na głęboką wodę i się zniechęciłam, bo jak mam sprzedawać coś o czym nie mam pojęcia. Dlatego miałam rok przerwy ale potem się zatrudniłam w innej firmie, w której uprawiało się tzw Cold Calling, czyli też krótkie rozmowy telefoniczne żeby umówić potencjalnego klienta na spotkanie. Firma nam zasponsorowała szkolenie z człowiekie, który ma dużą wiedze jeśli chodzi o ten temat i potrafi ją przekazać. Nazywa się [spam] i też prowadzi konsultacje indywidualne, na które również się zapisałam bo bardzo wkręciłam się w temat, dużo z nich wyniosłam, ćwiczyliśmy rozmowy z różnymi scenariuszami i oswoiłam się z trudnymi rozmowami, już nie panikuję jak kiedyś.