kocurek nie rozgryzłaś mnie . Nie cieszy mnie to ,że inni mają też ciężko ale jak 28 letni facet wchodzi na forum dla kobiet i płacze ,że zostawiła go kobieta itd. to co mam mu napisać ,że na pewno kiedyś jakąś znajdzie ?! bardzo trudno w takim wieku kogoś znaleść ... a nawet jak mu się uda to kobiety w tym wieku potrzebują wsparcia , poczucia bezpieczeństwa .... czy da im to koleś ,który w ogóle nie jest pewny siebie i słucha rad nastolatek z internetu ? Odpowiedź brzmi NIE . Może się z tym pogodzić i zacząć się realizować lub płakać po byłej do śmierci ..wiem ,że jest mu ciężko "nic nowego pod słońcem ".
Facet dalej jesteś sam .... co niby się zmieniło na lepsze ?
Mam rade dla gregorka ( mój kuzyn jest w jego wieku ..ma żone ,dziecko i całe dnie pracuje dla nich a nie użala się na necie ) zacznij szukać plusów bycia singlem .
Podobne tematy
Ok, każdy może mieć swoje zdanie.
Tylko nie pisz że Gregor80_80 NA PEWNO bedzie już sam bo to nie prawda! Skąd możesz mieć tą pewność? Ludzie się zakochują w każdym wieku, to wcale nie jest zarezerwowane dla ludzi < 20 lat. Oczywiście, Gregor80_80, że powinnien się realizować, a nie zamulać na forum, ale na to trzeba czasu. To on sam musi dojść do wniosku, że już dość! Że szkoda mu życia ma rozpacz. Każdy musi mieć czas na wyżalenie się, wypłakanie komuś w ramie bo to oczyszcza i pozwala wrócić do równowagi. Jeśli ktoś kochał nigdy nie przechodzi nad rozstaniem do porządku dziennego w ciągu 24h!
A przy okazji, skoro to jest "forum dla kobiet na którym rad udzieleją nastolatki z internetu" to co Ty tu robisz jeśli można wiedzieć?
kocurek nie rozgryzłaś mnie . Nie cieszy mnie to ,że inni mają też ciężko ale jak 28 letni facet wchodzi na forum dla kobiet i płacze ,że zostawiła go kobieta itd. to co mam mu napisać ,że na pewno kiedyś jakąś znajdzie ?! bardzo trudno w takim wieku kogoś znaleść ... a nawet jak mu się uda to kobiety w tym wieku potrzebują wsparcia , poczucia bezpieczeństwa .... czy da im to koleś ,który w ogóle nie jest pewny siebie i słucha rad nastolatek z internetu ? Odpowiedź brzmi NIE . Może się z tym pogodzić i zacząć się realizować lub płakać po byłej do śmierci ..wiem ,że jest mu ciężko "nic nowego pod słońcem ".
Facet dalej jesteś sam .... co niby się zmieniło na lepsze ?
Mam rade dla gregorka ( mój kuzyn jest w jego wieku ..ma żone ,dziecko i całe dnie pracuje dla nich a nie użala się na necie ) zacznij szukać plusów bycia singlem .
Ziomek według Twojej teorii jedynie pełnie szczęścia daje obecność drugiej osoby u boku szczerze nie jest to do końca prawdą przez pewien czas może to wystarczać ale i tak nie możemy całego sensu naszego życia pokładać w innej osobie. Jest wielu ludzi którzy kogoś mają i co z tego wynika niejednokrotnie są jeszcze bardziej nieszcześliwi niż inni . Tak jak się czyta Twoje posty to widać przykład raczkującej depresji to że ktoś ma 28 lat o niczym nie świadczy sam znam wiele przykładów szczęśliwych par które się poznały w tym wieku i to były zdecydowanie bardziej przemyślane i dojrzałe związki czy człowiek 19 letni ma tyle rozumu by dobrze w tym wieku wybrać jako że sam miałem tyle lat jakiś czas temu z własnego doświadczenia wiem że nie bardzo.. Wiek nigdy nie jest problemem problemem jest sposób myślenie i podejście do życia u Ciebie występuje takie rozgoryczenie tym całym światem i tą sytuacją w której się znalazłeś ze pokładasz cała nadzieje na zmianę własnej sytuacji w spotkaniu innej osoby może się to okazać terapeutyczne nie powiem ale z mojego punktu widzenia z Twoim sposobem patrzenia na świat i życie będzie Ci ciężko ...
134 2008-11-02 12:42:06 Ostatnio edytowany przez un hombre (2008-11-02 12:46:21)
kocurek nie rozgryzłaś mnie . Nie cieszy mnie to ,że inni mają też ciężko ale jak 28 letni facet wchodzi na forum dla kobiet i płacze ,że zostawiła go kobieta itd. to co mam mu napisać ,że na pewno kiedyś jakąś znajdzie ?! bardzo trudno w takim wieku kogoś znaleść ... a nawet jak mu się uda to kobiety w tym wieku potrzebują wsparcia , poczucia bezpieczeństwa .... czy da im to koleś ,który w ogóle nie jest pewny siebie i słucha rad nastolatek z internetu ? Odpowiedź brzmi NIE . Może się z tym pogodzić i zacząć się realizować lub płakać po byłej do śmierci ..wiem ,że jest mu ciężko "nic nowego pod słońcem ".
Facet dalej jesteś sam .... co niby się zmieniło na lepsze ?
Mam rade dla gregorka ( mój kuzyn jest w jego wieku ..ma żone ,dziecko i całe dnie pracuje dla nich a nie użala się na necie ) zacznij szukać plusów bycia singlem .
Zalosna jest twoja opinia ziomek...
Co ty mozesz wiedziec o byciu 28-latkiem?
Myslisz, ze to juz jest wiek uczuciowej emerytury? Ze ludzie w tym wieku nie poznaja innych i trudniej jest kogos znalezc?
Gucio prawda, jesli ktos ciagle siedzi w domu i nigdzie nie wychodzi, to nawet bedac 19 latkiem nikogo nie znajdzie.
W kazdym wieku mozna kogos znalezc, tylko, ze kazdy wiek rzadzi sie troche innymi prawami, tyle ![]()
W dzisiejszych czasach jest troche inaczej jak za czasow naszych rodzicow, gdy byli 25-26 latkami. Wtedy to juz sie mialo dzieci i rodzinke. Dzisiaj ludzie sa zabiegani, nie maja na nic czasu, wracaja wieczorami do domu i nie maja po prostu sily i czasu na bycie z kims, a co dopiero poznanie kogos. Takie smutne realia, ale to sie da zmienic, trzeba po prostu dokonac w pewnym momencie wyborow.
Kazdy ma czasem ochote sie wygadac i wyzalic, nie kazdy ma natomiast komu.
Sa rozne typy ludzi, sa tacy, ktorzy nastawiaja sie na nie i mimo mlodego wieku zakladaja, ze nikogo sensownego nie poznaja. (mimo, ze maja dopiero 19 lat...
)
Sa rowniez tacy, ktorzy sa hurra optymistami i mimo licznych porazek nie zniechecaja sie do zycia i chca dalej walczyc.
Takie forum jest po to, aby sie wygadac osobie obcej, ktora nie zna naszego zycia i moze spojrzec obiektywnie i cos doradzic, niezaleznie, czy jestes optymista czy pesymista, czy masz sile do zycia czy chwilowo ja straciles i potrzebujesz zastrzyku energii.
Ja w wielkiej mierze dzieki tym ludziom mialem wole walczyc w chwilach, kiedy brakowalo mi juz energii do czegokolwiek. Jednak udalo mi sie i w sporym stopniu dzieki nim jestem z kims, z kim bardzo chce byc.
Nie proboj wmowic tutaj ludziom, ze zycie nie ma sensu. Dla ciebie moze nie miec - twoj problem, ale nie probuj tej negatywnej energii wstrzykiwac reszcie.
Ziomek nie jest przykladem raczkujacej depresji, to jest raczej juz zaawansowana moim zdaniem...
Jestesmy na tym swiecie tylko chwile - wykorzystajmy ja jak najlepiej i przestanmy marudzic, ze nic nie ma sensu ![]()
Witam wszystkich,naszczescie niebiore tego do siebie co mowi ziomek,staram siie zapomniec o niej i ulozyc zycie na nowo staram sie wierzyc ze mi sie to uda,troszke dziwne masz podejscie ziomek do zycia,ludzie kturzy do mnie tutaj pisza nawet niewiesz jak mi pomagaja dzieki nim wlasnie niezamknelem sie na maxa na swiat,nic sobie niezrobilem i niestoczylem sie na dno!!!!jeszcze raz wszystkim wam serdecznie dziekuje ,dzieki wam mam nadzieje ze wszystko sie ulozy:-)i to wlasnie ta nadzieja mnie napedza zebym cos robil a nie sie dolowal,Kocurek156 z mila checia z toba pomejluje,pozdrawiam wszystkich goraco
a ja tez nzalam jednego 28latka bez zony i dzieci po przejsciach i jak go tak troche lepiej poznalam to do dzisiaj jestesmy razem bardzo szczesliwi. jestem od niego mlodsza o 5 lat. bardzo nam ze soba dobrze. Tobie tez sie uda!!!!!
ziomek........... androny opowiadasz. Ja mam 50 - i cały czas liczę na to,że znajdę.Co to jest 28 lat??????? Młodość !!!!!!!Czy Ty uważasz,że jest bariera wiekowa........ odtąd ..... dotąd ...... a później,............ o nie...... Ty jesteś poza limitem. Jasna sprawa,że jak jesteś w zwiazku ileś lat........ snujesz plany,układasz przyszłość ........ jak to walnie......... wali się świat...... dobrze- jesli tylko na jakiś czas.Oby krótki.Jeszcze raz piszę........ na nieszczęśliwą miłość..... najlepsza jest ta następna - i tego Ci Gregor życzę.
gregor80_80 właśnie od tygodnia przeżywam to co Ty ichcem wierzyć że będzie dobrze i zaczne żyć bo teraz wegetuje też nie mam znajomych bo była tylko ta jedna osoba i cały czas wiec teraz przypłacam to samotnością oraz i nie wiedzą co zrobić z wolnym czasem.
Agula jak już się wypłaczesz i będziesz na to gotowa to postaraj się poodświeżać stare znajomości. Ze studiów, ze szkoły.
Warto spróbować.
Poza tym będziesz musiała wyjść do ludzi, kiedy już przetrwasz ten trudny okres, żeby nie zwariować w czterech ścianach. Zacząć wychodzić do kina, teatru.
Trzymam za Ciebie kciuki. Dasz radę!
kocurek156 dzieki wielkie z tymi zajomymi jest najgorzej bo przeba będzie o tym opowiadac dlaczego a to najbardziej boli opowiadanie o tym czy kiedykolwiek sie o tym zapomni:(
Ja to znajomym mówiłem tylko: "Sytuacja życiowa" ![]()
Na to, że się nie odzywałem do nikogo jak nie miałem ochoty, dlaczego zacząłem palić, dlaczego miałem doła - zawsze jedna odpowiedź ![]()
I każdy szanował to, że nie mam zamiaru o tym gadać i temat stał się czymś w rodzaju tabu ![]()
Nie potrzebowałem rozmów o tym co się stało, tylko oderwania się właśnie od tego tematu - i jak widać pomogło.
Trzymaj się Aga ![]()
Oj, ale to niektórzy mają czarne podejście do życia w wieku 19 lat że aż strach sie bać co będzie z biegiem lat, nie lubię aż takich pesymistów chociaz sama się do nich zaliczam.
Gregor_80 cieszę się że zachowujesz zdrowy rozsądek i nie bierzesz do serca takich komentarzy i porad, to byłaby prawdziwa katastrofa. Spójrz na zycie z innej strony. Ono płata nam figle, ale mimo wszystko jest piękne. I uwierz mi że na nieudany związek najlepszy jest kolejny. Zapewne zapytasz, jak go znaleźć lub jak go stworzyć, gdy serce zranione. Rozmawiaj z ludźmi, patrz na nich, nie ukrywaj się w swoim światku, bo szczęście czeka za rogiem. Gdy sie uśmiechasz i otwierasz przed ludźmi, świat nabiera jasnych barw. Warto w to wierzyć. Znajdź zajęcie, pójdź gdzieś, zajmij sie sportem: pływalnia, siłownia, taniec. Jest mnóstwo rzeczy, które możesz robić by przestać myśleć o tym co minęło. Zostaw wspomnienia za sobą i zacznij żyć. To nieprawda, że większość kobiet jest juz zajęta. One są nadal wolne i czekają gdzieś tam na Ciebie, ale musisz chcieć je znaleźć. A przede wszystkim rozmawiaj z ludźmi. Nikt nie może ci obiecać, że jutro będzie lepiej i nikt nie może Ci obiecać że ONA wróci do Ciebie. Jesli nie stanie się tak jakbyś chciał, to znaczy, że czas sie otrząsnąć. Właśnie tym się leczę że znalazłam innego i to jest to!!!!!! Mówię Ci, działa jak prawdziwe lekarstwo.
domyślam się że takie chwile może i nadejdą jak ktoś nowy , ale ja osobiście nie wyobrażam sobie kogoś innego niż on jego widziałam i widze jako tą jedyną osobe i nie moge wyobrazić że on może mnieć inna naprawde nie wiem co wtedy zrobie. W kółko tylko myśle co robi gdzie jest z kim ,a najgorsze ze mieszkamy na tym samym osiedlu chcąc niechcąc widze czy jest jego auto czy nie jak nie ma to dopiero sa katusze:(
`
Agula80
Katusze przeżywasz dlatego, że widzisz te przedmioty czy zdarzenia które go dotyczą. Gdybyś przestała to dostrzegać albo gdyby ci to zniknęło w oczu, od razu poczułabyś ulgę. Ja miałam dokładnie to samo. Gdy widywałam faceta, to przez kolejny tydzień nie mogłam sie otrząsnąć. Ale ostatni raz widziałam go we wrześniu i całe szczęście ze jakoś się wyleczyłam. Poza tym jest juz ktoś inny, tak jak napisałam wczesniej. To mnie uzdrowiło z tej chorej sytuacji. latałam jak głupia za facetem, a on czasem raczył spojrzeć i usmiechnąć się i czasem raczył napisać. Mam to już gdzieś, znam swoją wartość i nie będę się poniżać już więcej. Jeśli kiedys uzna że dojrzał do tego by mnie chcieć, to wtedy on będzie latał za mną. Ale teraz nie ma mowy...... już się otrząsnęłam. Miłość nas bardzo zaślepia i powoduje, że nie kierujemy się rozsądkiem i w akcie desperacji robimy głupie rzeczy, których potem się wstydzimy. Ja wyszłam na głupka parę razy, a nigdy wczesniej w moim życiu nie wygłupiłam się w podobny sposób, w końcu powiedziałam sobie, że mam już dość!!!!!!!!
To nieprawda, że nikt inny nie jest w stanie zastąpić Ci tego jednego jedynego. Teraz tak sądzisz, ale gdy przestaniesz się zadręczać myślami o nim, zobaczysz i zrozumiesz, że jest inaczej i można znaleźć kogoś innego kto będzie Cię uwielbiał, nosił na rękach, szeptał do ucha miłe słowa i kochał bezwarunkowo za to że jesteś......... Czas leczy rany, uwierz w to !!!!!!!!!!!!!!!!!!
Agula80
......cut....Poza tym jest juz ktoś inny, tak jak napisałam wczesniej. To mnie uzdrowiło z tej chorej sytuacji..........cut............Jeśli kiedys uzna ( ten pierwszy) że dojrzał do tego by mnie chcieć, to wtedy on będzie latał za mną.............cut...................
Mam nadzieję ,że ten INNY nie jest tylko plastrem na twe złamane serce. Z powyższej wypowiedzi nie wynika jednoznacznie że nie chcesz mieć już z tym pierwszym do czynienia a wręcz przeciwnie,podświadomie chciałabyś by za Tobą latał. Uważaj więc byś nie skrzywdziła tego obecnego ponieważ może on czuć do Ciebie ( bądź poczuć w przyszłości) dokładnie to co ty czujesz ( czułaś) do tego pierwszego. Nie ma większej nikczemność jak zabawa czyimiś uczuciami w celu leczenia własnych ran.
Pozdrawiam
Tamten pierwszy co dziwny typ, mówię ci...... Nie mozna go rozgryźć o co mu naprawdę chodzi. Jest jak duch, pojawia się i znika. Nigdy nie wiesz co dalej wykombinuje, może nic a może coś.......
Ale ja zaangażowałam się juz w ten drugi związek, więc nawet jak ten pierwszy facet zacznie latać, to raczej nic nie wskura ........ Z nim to tak jest, że jak mnie gdzieś zobaczy to wtedy przypomina sobie o mnie i zaczyna na nowo podchody a potem przerywa nagle wszystko. Nasza znajomość (mimo że znamy sie w realu) głównie toczyła się w wirtualnym świecie poprzez pisanie listów o różnym zabarwieniu. Nigdy się z nim nie spotkałam sam na sam.
czas który upływa stasznie mnie męczy czuje sie jak by moje życie przeciekało mi przez palce nic mnie nie cieszy, nie obchodzi.chce już zapomnieć nie moge, napiszcie co robić jak sobie radzić bo nie daje rady chciała bym zapomnieć ![]()
Agula80
Chciałabym Ci jakoś pomóc, czy opisałac gdzies swoją historię, bo nie mialam czasu przejrzeć dokładnie tego wątku? historie naszych netfacetów znam, bo sledze je od początku więc łatwo mi cokolwiek im napisać.
Jeśli cos mi odpowiesz to postaram sie odpisac w czwartek, bo ostatnio rzadko tu zaglądam z braku czasu.
A ten INNY znowu zaczął latać. A mam juz tego kolejnego i juz się zaangażowałam. Co robić????? panika na maksa, bo jednak mi nie przeszła słabość do tego pierwszego i nadal z nim piszę.
Czy uważacie że jak z jednym tylko piszę ale się nie spotykam, a z drugim się spotykam ale nie piszę, to powinnam sie otrząsnąć???? Zawiłe to strasznie.......
Witam,
moja rada jest następująca przestań myśleć o tym, że sobie nie radzisz tylko weź się w grać. Idź do fryzjera, na zakupy, zainwestuj trochę w siebie, to bardzo pomaga. Skoro twoi przyjaciele mają w nosie Twoje problemy, to oznacz tylko jedno zobacz jakich masz beznadziejnych przyjaciół. Jak już się Lello odświeżysz nowa fryzura, spodnie, T-shert, wyskocz z kumplami z pracy do clubu na piwo i zacznij rozglądać się za nową połówką .
Szkoda czasu na sentyment z przeszłości, głowa do góry i idziemy do przodu :-)
też mam problem jak gregor i reszta ,też nie moge sie pogodzić z utratą ukochanego,mija 2 tyg.narazie,od rozstania, nie moge zapomnieć,ciągle o nim myśle,są chwile że czuje sie silna ,ze myśle przetrwam to ale zaras znowu łapie nieziemskiego doła i wspominam jak to było super,to jest taki ból ze niechce sie totalnie żyć,ale sami dobrze o tym wiecie.Czuje w sercu taka próżnie , boje sie że nikt nie zdoła jej zapełnić.Siedze i czytam wasze posty,szukam dla siebie ratunku, wiem że najlepszym lekarstwem jest czas,nadzieja na lepsze czasy.
anuska mam to samo tylko mineł u mnie 3 tyg i ja ciągel cierpie, wydaje mi się że czas który mija rani mnie jeszcze bardziej niż leczy najgorsze że nie moge zapomnieć a on chce być moim przyjacielem a ja tak nie moge czuje się fatalnie i nie mam co z soba zrobić ![]()
u mnie minęły 2 tyg.i wiem ze on ma juz inną,właśnie sie dowiedziałam i poprostu ja go tak kocham ze niezapomne szybko.Mi równiez sie wydaje ze ten czas co mija rani jeszcze bardziej,boje sie ze wpadne w jakąs depresje.Najlepszeym lekarstwem na złamane serce jest nowa miłość ale gdzie ją znaleźć? niewiem,ja zupełnie też niewiem co ze soą robić miałam tyle planów z nim związanych i wszystko sie posypało. ![]()
anuska właśnie tego się obawiam nie wiem co zrobie bardzo Ci wspóiłczuje kochana chciała bym Cię jakoś pocieszyć ale nie wiem jak:( ja depresje juz mam niehce mi się wychodzić z domu, nie mam znajomych bo cały czas tylko on i teraz jestem sama całkiem sama jak palec jestem naprawde w dużej rozpaczy, czeka tylko jak ktoś odezwie sie tu i moge chociaż tak z kimś pogadać ![]()
ja też niemam zabardzo znajomych,mam kilka koleżanek ale one sa zajęte swoimi chłopakami, też był tylko on i nikt sie więcej nieliczył.Nie mam z kim pogadać,jedynie co z mamą i czasami popisze z kolegą. Agula musimy to przetrzymać,zapomnieć wymazać go z pamieci,ale niewiem jak,ja ciągle o nim myśle i nie ma dnia żebym niepłakała do poduszki ,najbardziej jak ide spać.A jeszcze jak wiem że ma inną ,Ze do innej mówi tak jak mówił do mnie to aż mam ochote pojechać do niego i go udusić.Trzymaj sie i pisz.mam nadzieje że będzie dobrze.Kurde jakbyśmy miały jakiś znajomych z którymi by sie często spotykało byłoby dużo lepiej.
NAJGORZE JES TO ŻE RZEKOMY CZAS KTÓRY LECZY TO MNIE JESZCZE BARDZIE MĘCZY I NISZCZY ![]()
mnie też ja poprostu tak bardzo chciałabym żeby było jak dawniej.A to jest niemożliwe,czuje coraz większą pustke w sercu.Kurcze pierwszy raz tak mocno kocham chłopaka i nic z tego,wcześniej to były jakieś zauroczenia to co czuje do niego jest bardzo głębokie i prawdziwe uczucie,przynajmniej wiem co to znaczy miłość,niestety on z tego co wynika przez pare miesięcy był poprostu zauroczony mną nic więcej.Jeszcze czeka mnie z nim poważna (pożegnalna) rozmowa za 2.tyg. osobiście bo dotąd niemieliśmy możliwości sie pożegnać.:(
ja już miałam on chce być moim przyjacielem ale ja nie moge mnie to za bardzo rani
wiem, ja niemogłabym sie przyjaźnić z człowiekiem którego kocham,i słuchać go jak mówi np.o swojej dziewczynie to by mnie chyba zabiło,byłabym za bardzo zazdrosna,i ciągle bym sie tym męczyła.Najlepiej nieutrzymywać zabardzo kontaktów,z tą osobą tylko jak coś to tylko od czasu do czasu.Ja niewiem jak będzie u mnie po tej rozmowie, przyjaciółmi napewno niebedziemy,niechce tego.
Bedzie dobrze dziewczyny, Anuska i Agula_80 uwierzcie że los sie do was jeszcze usmiechnie. Znajdziecie sobie napewno kogoś, to tylko kwestia czasu. Ważne by sie usmiechać i tryskać energią, zadbać o siebie i swoje wnętrze. Nic nie da duszenie się w tym sobie, który zatruwa Was jak jad.
Wiele rzeczy łatwiej jest napisać i doradzać Wam co robić i wiem że nikt nie zrozumie Was co przezywacie tak dobrze jak wy same. Zapominanie bywa trudne. Ale chociaz chciałabym zarazic Was swoim optymizmem, którego obecnie mi nie brakuje. Moje sprawy mają się doskonale i chce mi się żyć......... Na smutki należy znaleźć odpowiednie lekarstwo, które uleczy.
cześć gregor
Przestań chłopie.
Ja z pierwszym byłam 4 lata, jakaś gehenna, pół roku trwało żebym sie pozbierała następne 2 lata żebym zapomniała. Ale to nie był związek o jakim marzyłam. Tylko szarpanina na co dzień. TY ja, kto silniejszy i czyje rację będą na wierzchu.
Potem trochę przerwy i pojawił się Jaś. Obaj przystojni i puści jak lalka, obaj nadużywający alkoholu.
Stąd też od tamtej pory jestem sama, boję się że trafę znów na jakiegoś frajera, KTÓREGO BĘDĘ MUSIAŁA FINANSOWAĆ.
Dlatego też cię rozumiem. Pracuję z facetami trochę poznałam ich myślenie. Ale musisz się wziąć z garść niestety. życie toczy się dalej. Jesteś jeszcze młody, młodszy ode mnie. Znajdziesz sobie kogoś
z kim spędzisz życie. Pamiętaj że może dobrze się stało teraz niz po ślubie.
JESTEM Z TOBĄ I TRZYMAM KCIUKI
MONIKA
Cześć wam. Trafilem na to forum przez google, i ten temat stal mi sie szczegolnie bliski,poniewż kobieta która kochałem (bylismy razem 7 miesiecy)..zostawiła mnie dla mojego najlepszego przyjaciela z osiedla ( 4 lata przyjazni).od rozstania w pazdzierniku minal rok...na poczatku 1sze pol roku cierpialem orutnie tak jak gregor, oszczedze wam szczegolow....pozniej jakos tak to sie stalo, ze poznalem kilka kobiet przez neta,ale nic nigdy z tego na dluzej nie wychodzilo ( roznica chrakterow albo ja im sie nie podobalem, albo jedno i drugie razem)..owszem rok temu poznalem przez to samo forum co moja byla fajna dziewczyne..i spotykamy sie czasem (dzieli nas 300 kilometrow,ale na szczescie mam auto w gazie wiec w miare czasu staram sie do niej jechać,jak sa obopolne czas i checi ,bo sa niezawsze
) ..ale nic z tej przyjazni nie wyjdzie zapewne wiecej, choc bardzo bym chcial, bo z charakteru to jest cudowna,nigdy z zadna sie tak nie rozumialem jak znia...no ale skoro nie ma milosci.to ja mysle ze naprawde juz przekichane mam w tej materii i bede sam jak gl;upi kolek...bo ja mam dosyc bycia tylko albo dobrym kolega albo przyjacielem albo nikim. Chce byc dla jakiejs facetem w koncu tak jak bylem dla bylej ale zniszczyl to moj eks-kumpel. Przy okazji oni sa dalej razem i ja walcze ze soba zeby nie wlazic na jego profil na NK ale czasem to silniejsze jest..i sa ich nowe foty razem to sie wkurzam i dola lapie w wakacje niestety musze ich czasem razem ogladac a jego codziennie bo mieszkamy naprzeciwko...ja chyba zwariuje, dosedlem do wniosku ze skoro poznalem chyba z 5 kobiet w tym roku i z zadna nie wyszlo ( nie wiem czy znaczenie ma fakt iz kazda mieszkala powyzej 200 km ode mnie) to znaczy ze mam przefikane w tej materii i tyle,, pochodze z malego miasteczka gdzie niestety warosciowych ladnych dziewczyn nie ma albo sa zajete..a wolne sa takie co leca na samochod a ja nie chce takiej
chcialbym taka wartosciowa i fajna jak ta moja przyjaciolka,ale czy taka znajde ? zaczalem juz szukac nawet poza granicami kraju, na litwie i ukrainie..poznalem stamtad 2 dziewczyny ..i co tez tylko kolezanki bo odleglosc jeszcze wieksa.500-600km.
a moj kolega np poznal na wyjezdzie za granice rosjanke, i sie z nia ozenil ona jest w moim wieku i sa bardzo szczesliwi.chyba jednak ziomek ma racje ze nie kazdemu jest dane szzcescie w milosci, ja juz sobie dalem spokoj z szukaniem nie wchodze na czaty na serwisy , na fora to i tak sensu nie ma widocznie na imprezy nie chodze bo nie mam z kim, jdynie mi zostaje poznac kogos podczas moich wyjazdow,ale jakos nikogo nie widac.....czasami chcialbym umrzec...staram sie realizowac w pasjach, w pracy, na studiach..ale ten przeklety bol i potrzeba bliskosci jednak czasem wraca jak bumerang....i wtedy czarne chmury tylko w glowie nie wiem juz co mam robić
:( niby wszystko mam oprocz milosci ![]()
zdaje sobie sprawe ze niektorzy chcieli by byc na moim miejscu ale zadne pieniadze nie zastapia milosci i drugiego czlowieka przy boku
:( a nie zamierzam placic prostytutkom za zwykle przytulenie cieple slowo czy wogole za co kolwiek
:(
163 2008-11-27 14:52:39 Ostatnio edytowany przez anuska (2008-11-27 14:53:51)
Wiem co czujesz Tadeusz, mnie miesiąc temu zostawił chłopak moja pierwsza wielka miłość,jeszcze do niedawna niemogłam sie pogodzić ,dalej jest to dla mnie trudne ,poznałam fajnego chłopaka zależy mu a mi? niewiem bo ciągle mam tamtego w głowie i boje sie że nikogo już tak niepokocham jak jego ,że będe sie meczyć w kolejnych związkach z których nic niewyniknie bo kocham tamtego,ale chce zaryzykować .Najgorsza jest ta pierwsza miłość ona jest tą najsilniejszą,najpiękniejszą chciałabym kogos jeszcze tak pokochać jak byłego,ale czy sie uda niewiem.Tadeusz miłośc cie jeszcze sama znajdzie myśle.:)
cześć gregor
Przestań chłopie.
Ja z pierwszym byłam 4 lata, jakaś gehenna, pół roku trwało żebym sie pozbierała następne 2 lata żebym zapomniała. Ale to nie był związek o jakim marzyłam. Tylko szarpanina na co dzień. TY ja, kto silniejszy i czyje rację będą na wierzchu.
Potem trochę przerwy i pojawił się Jaś. Obaj przystojni i puści jak lalka, obaj nadużywający alkoholu.
Stąd też od tamtej pory jestem sama, boję się że trafę znów na jakiegoś frajera, KTÓREGO BĘDĘ MUSIAŁA FINANSOWAĆ.Dlatego też cię rozumiem. Pracuję z facetami trochę poznałam ich myślenie. Ale musisz się wziąć z garść niestety. życie toczy się dalej. Jesteś jeszcze młody, młodszy ode mnie. Znajdziesz sobie kogoś
z kim spędzisz życie. Pamiętaj że może dobrze się stało teraz niz po ślubie.JESTEM Z TOBĄ I TRZYMAM KCIUKI
MONIKA
Musisz być bardzo zdesperowana skoro finansujesz facetów.
Cześć wam. Trafilem na to forum przez google, i ten temat stal mi sie szczegolnie bliski,poniewż kobieta która kochałem (bylismy razem 7 miesiecy)..zostawiła mnie dla mojego najlepszego przyjaciela z osiedla ( 4 lata przyjazni).od rozstania w pazdzierniku minal rok...na poczatku 1sze pol roku cierpialem orutnie tak jak gregor, oszczedze wam szczegolow....pozniej jakos tak to sie stalo, ze poznalem kilka kobiet przez neta,ale nic nigdy z tego na dluzej nie wychodzilo ( roznica chrakterow albo ja im sie nie podobalem, albo jedno i drugie razem)..owszem rok temu poznalem przez to samo forum co moja byla fajna dziewczyne..i spotykamy sie czasem (dzieli nas 300 kilometrow,ale na szczescie mam auto w gazie wiec w miare czasu staram sie do niej jechać,jak sa obopolne czas i checi ,bo sa niezawsze
) ..ale nic z tej przyjazni nie wyjdzie zapewne wiecej, choc bardzo bym chcial, bo z charakteru to jest cudowna,nigdy z zadna sie tak nie rozumialem jak znia...no ale skoro nie ma milosci.to ja mysle ze naprawde juz przekichane mam w tej materii i bede sam jak gl;upi kolek...bo ja mam dosyc bycia tylko albo dobrym kolega albo przyjacielem albo nikim. Chce byc dla jakiejs facetem w koncu tak jak bylem dla bylej ale zniszczyl to moj eks-kumpel. Przy okazji oni sa dalej razem i ja walcze ze soba zeby nie wlazic na jego profil na NK ale czasem to silniejsze jest..i sa ich nowe foty razem to sie wkurzam i dola lapie w wakacje niestety musze ich czasem razem ogladac a jego codziennie bo mieszkamy naprzeciwko...ja chyba zwariuje, dosedlem do wniosku ze skoro poznalem chyba z 5 kobiet w tym roku i z zadna nie wyszlo ( nie wiem czy znaczenie ma fakt iz kazda mieszkala powyzej 200 km ode mnie) to znaczy ze mam przefikane w tej materii i tyle,, pochodze z malego miasteczka gdzie niestety warosciowych ladnych dziewczyn nie ma albo sa zajete..a wolne sa takie co leca na samochod a ja nie chce takiej
chcialbym taka wartosciowa i fajna jak ta moja przyjaciolka,ale czy taka znajde ? zaczalem juz szukac nawet poza granicami kraju, na litwie i ukrainie..poznalem stamtad 2 dziewczyny ..i co tez tylko kolezanki bo odleglosc jeszcze wieksa.500-600km.
a moj kolega np poznal na wyjezdzie za granice rosjanke, i sie z nia ozenil ona jest w moim wieku i sa bardzo szczesliwi.chyba jednak ziomek ma racje ze nie kazdemu jest dane szzcescie w milosci, ja juz sobie dalem spokoj z szukaniem nie wchodze na czaty na serwisy , na fora to i tak sensu nie ma widocznie na imprezy nie chodze bo nie mam z kim, jdynie mi zostaje poznac kogos podczas moich wyjazdow,ale jakos nikogo nie widac.....czasami chcialbym umrzec...staram sie realizowac w pasjach, w pracy, na studiach..ale ten przeklety bol i potrzeba bliskosci jednak czasem wraca jak bumerang....i wtedy czarne chmury tylko w glowie nie wiem juz co mam robić:( niby wszystko mam oprocz milosci
zdaje sobie sprawe ze niektorzy chcieli by byc na moim miejscu ale zadne pieniadze nie zastapia milosci i drugiego czlowieka przy boku:( a nie zamierzam placic prostytutkom za zwykle przytulenie cieple slowo czy wogole za co kolwiek
:(
To była zła kobieta,a ten gość to szuja a nie przyjaciel. Obserwuj ten związek, zobaczysz jak skończą.
Jeśli ludzi nie maja zasad to nikt nigdy na nich nie może polegać. Nawet ktoś kto w dniu dzisiejszym jawi sie byc ich partnerem.,jutro bedzie wrogiem.
166 2008-11-27 20:13:41 Ostatnio edytowany przez -i+ (2008-11-27 20:15:59)
Tadeusz może zadedykujesz jej ten uwór.
Peja - (kto ma wiedzieć to wie)
cześć wam forum znalazłem przez przypadek tak jak gregor czy inni mam podobny przypadek kobieta mnie zostawiła po 2 latach i też nie potrafie sobie poradzic z tym wszystko co widze to widzę z nią a miłość się nie kończy z dnia na dzień całe życie mi runeło jeszcze te swieta wogóle nie widze sensu
luka poznasz inną napewno! gwarantuje Ci to!!!! olej ją totalnie rozglądnij sie za inną,widocznie nie była ciebie warta.Mnie rzucił chłopak którego kochałam nad zycie 4 tyg. temu tez nie mogłam sobie z tym poradzić niewidziałąm sensu życia już myslałm ze do psychiatry może sie udać.ale nie minęło ,nie powiem ze go już niekocham bo miłość szybko nie mija ,ale mam go totalnie w d...... jeszcze jak mnie potraktował to juz zupełnie mam go gdzieś.Tydzień temu poznałam fajnego faceta,gdyby mi ktoś powiedział 4 tyg.temu że kogoś poznam i zacznie mi zależeć to bym wysmiała tego kogoś. Jeszcze sie wszystko ułoży zobaczysz luka.Zycze szczęścia:)
czasem człowiekowi wydaje się po co ja się urodziłem????? żeby cierpiec ??? tak jak .Tak jest jak sie kocha ! a ta druga osoba już nie a dni tygodnia poniedziałek i tak do niedzieli stają sie nic nie warte. a czy mam doła dziennie nawet tabletki już nie pomagaja zostają fajki i nawet o jedzeniu nie mysle bo nie moge nic jejść ale te słowa nie dochodza do mnie "dobrze będzie"
luka poznasz inną napewno! gwarantuje Ci to!!!! olej ją totalnie rozglądnij sie za inną,widocznie nie była ciebie warta.Mnie rzucił chłopak którego kochałam nad zycie 4 tyg. temu tez nie mogłam sobie z tym poradzić niewidziałąm sensu życia już myslałm ze do psychiatry może sie udać.ale nie minęło ,nie powiem ze go już niekocham bo miłość szybko nie mija ,ale mam go totalnie w d...... jeszcze jak mnie potraktował to juz zupełnie mam go gdzieś.Tydzień temu poznałam fajnego faceta,gdyby mi ktoś powiedział 4 tyg.temu że kogoś poznam i zacznie mi zależeć to bym wysmiała tego kogoś. Jeszcze sie wszystko ułoży zobaczysz luka.Zycze szczęścia:)
Nic tylko współczuć. Musiałaś go naprawde \"kochać\" skoro już ci mineło.Obym nigdy na kogoś takiego jak ty nie trafił. Zreszta o ile pamietam równie szybko przeszła ci miłość do poprzedniego chłopaka którego zostawiłaś. Mial rację że cie rzucił ten drugi bo wcześniej czy później rzuciłabys go ty skoro tak \"silne\" są twoje uczucia.
Kiedys spotkałem kogoś podobnego kto zmieniał facetów jak rekawiczki i każemu z nich opowiadał te same bajeczki o uczuciu,zupełnie tak samo jak ty.
ja już miałam on chce być moim przyjacielem ale ja nie moge mnie to za bardzo rani
Są ludzie którzy niestety tego nie rozumieją. I nie zrozumieją do momentu aż ich samych to spotka.
172 2008-11-29 02:19:26 Ostatnio edytowany przez anuska (2008-11-29 02:23:37)
anuska napisał/a:luka poznasz inną napewno! gwarantuje Ci to!!!! olej ją totalnie rozglądnij sie za inną,widocznie nie była ciebie warta.Mnie rzucił chłopak którego kochałam nad zycie 4 tyg. temu tez nie mogłam sobie z tym poradzić niewidziałąm sensu życia już myslałm ze do psychiatry może sie udać.ale nie minęło ,nie powiem ze go już niekocham bo miłość szybko nie mija ,ale mam go totalnie w d...... jeszcze jak mnie potraktował to juz zupełnie mam go gdzieś.Tydzień temu poznałam fajnego faceta,gdyby mi ktoś powiedział 4 tyg.temu że kogoś poznam i zacznie mi zależeć to bym wysmiała tego kogoś. Jeszcze sie wszystko ułoży zobaczysz luka.Zycze szczęścia:)
Nic tylko współczuć. Musiałaś go naprawde \"kochać\" skoro już ci mineło.Obym nigdy na kogoś takiego jak ty nie trafił. Zreszta o ile pamietam równie szybko przeszła ci miłość do poprzedniego chłopaka którego zostawiłaś. Mial rację że cie rzucił ten drugi bo wcześniej czy później rzuciłabys go ty skoro tak \"silne\" są twoje uczucia.
Kiedys spotkałem kogoś podobnego kto zmieniał facetów jak rekawiczki i każemu z nich opowiadał te same bajeczki o uczuciu,zupełnie tak samo jak ty.
co? czy ja napisałam, że go niekocham? kocham go ale próbuje zapomnieć a nie użalać sie co dotąd robiłam.!!!!!!!!!!!!!!!!!! nic mi nie minęło, po co mam żyć nadzieją ze do mnie wróci jak wiem że mnie nie kocha.Nie wiesz co piszesz wogóle!!!!!!!!! to on zmienia dziewczyny jak rekawiczki .wkurzyłam sie w tym momencie , a tamtego poprzedniego chłopaka nigdy nie kochałam to jak miało mi uczucie przejść. Nie miał racji że mnie zostawił ja go nadal kocham i niewiem czy kogoś tak pokocham jak jego,wmawiam sobie ze mam go gdzieś zeby nie myśleć,nie wiesz co czuje zupełnie.I nie jestem taka jak myślisz ze jestem, zresztą nieważne,mysl co chcesz ja swoje wiem.
173 2008-11-29 02:58:29 Ostatnio edytowany przez luuuzna (2008-11-29 03:07:58)
Gregor po pierwsze musisz się pozbierać i ,bez urazy oczywiście, przestać mazać jak dziecko zagubione we mgle. Jesteś młody i masz naprawdę bardzo duże szanse na znalezienie swojej połówki. Nie udało Ci się raz - zdarza się przecież! Miłość nie przychodzi na zawołanie, a im bardziej jej szukamy, tym bardziej ona nie chce nas znaleść. Po prostu odródź się na nowo - znajdź nowych przyjaciół, postaraj się dać sobie czas na masę innych rzeczy, które czerpiemy z życia - zabawa, pasja; na pewno znajdzie się coś, co lubisz robić. Po prostu zapomnij o tym, daj swojej duszy i umysłowi odpocząć od tych udręk. Zobaczysz, że życie Ci to wynagrodzi podwójnie:) Nie wiadomo czy za dzień, miesiąc, rok...ale na pewno. Możesz być ewentualnie czujny na pewne okoliczności sprzyjające poznaniu nowych kobiet - a nigdy nie wiadomo kiedy się owa pojawi. Zmierzam do tego, żebyś nabrał dystansu do siebie, bo udręczanie się nic nie da, z wręcz pogorszy sytuację Twojego zdrowia i samopoczucia.
Nie zwalaj na samotność, zapewne masz rodzinę na której możesz zawsze polegać! Dla niekórych Ci najbliżsi są największym skarbem i radością w życiu. Postaraj się przystopować, odetchnąć i spojrzeć na życie przez pryzmat "a może jutro będzie lepiej".
Nawet w pracy nie może być nudno
Trzeba być tylko otwartym na ludzi, a może okazać się, że zaprzyjaźnisz się z osobą, po której nie spodziewałbyś się, że jest taką sympatyczną osobą i świetnie się z nią pracuje oraz dogaduje poza pracą ![]()
Więc co do kobiet - daj sobie na nie czas. Bądź sobą - nie staraj się na siłę grać kogoś, kim w rzeczywistości nie jesteś!
Pewnego dnia znajdziesz taką, która powie - "Na niego właśnie czekałam!Opłacało się:)"
Nie wiem czy problem jest nadal aktualny - ale nie tylko Gregor ma takie problemy...wielu mężczyzn uważa, że jak się zbiżają do "Trzydziestki" to nie mają żadnych szans - otóż a co mamy powiedzieć my kobiety??
wiem że to są dobre rady jeśli o mnie chodzi to nie dochodzą do mnie jest żle a miało byc z dniem mijającym coraz lepiej ale nie jest przychodzi sobota i klapa nie ma się gdzie podziać takie to źycie do dupy .....................
kkkk napisał/a:anuska napisał/a:luka poznasz inną napewno! gwarantuje Ci to!!!! olej ją totalnie rozglądnij sie za inną,widocznie nie była ciebie warta.Mnie rzucił chłopak którego kochałam nad zycie 4 tyg. temu tez nie mogłam sobie z tym poradzić niewidziałąm sensu życia już myslałm ze do psychiatry może sie udać.ale nie minęło ,nie powiem ze go już niekocham bo miłość szybko nie mija ,ale mam go totalnie w d...... jeszcze jak mnie potraktował to juz zupełnie mam go gdzieś.Tydzień temu poznałam fajnego faceta,gdyby mi ktoś powiedział 4 tyg.temu że kogoś poznam i zacznie mi zależeć to bym wysmiała tego kogoś. Jeszcze sie wszystko ułoży zobaczysz luka.Zycze szczęścia:)
Nic tylko współczuć. Musiałaś go naprawde \"kochać\" skoro już ci mineło.Obym nigdy na kogoś takiego jak ty nie trafił. Zreszta o ile pamietam równie szybko przeszła ci miłość do poprzedniego chłopaka którego zostawiłaś. Mial rację że cie rzucił ten drugi bo wcześniej czy później rzuciłabys go ty skoro tak \"silne\" są twoje uczucia.
Kiedys spotkałem kogoś podobnego kto zmieniał facetów jak rekawiczki i każemu z nich opowiadał te same bajeczki o uczuciu,zupełnie tak samo jak ty.co? czy ja napisałam, że go niekocham? kocham go ale próbuje zapomnieć a nie użalać sie co dotąd robiłam.!!!!!!!!!!!!!!!!!! nic mi nie minęło, po co mam żyć nadzieją ze do mnie wróci jak wiem że mnie nie kocha.Nie wiesz co piszesz wogóle!!!!!!!!! to on zmienia dziewczyny jak rekawiczki .wkurzyłam sie w tym momencie , a tamtego poprzedniego chłopaka nigdy nie kochałam to jak miało mi uczucie przejść. Nie miał racji że mnie zostawił ja go nadal kocham i niewiem czy kogoś tak pokocham jak jego,wmawiam sobie ze mam go gdzieś zeby nie myśleć,nie wiesz co czuje zupełnie.I nie jestem taka jak myślisz ze jestem, zresztą nieważne,mysl co chcesz ja swoje wiem.
A czy ten z którym teraz jesteś wie że kochasz innego i że on jest tylko takim plastrem na rane ?
Przeciez on ma takie same uczucia jak ty i może się zakochac w tobie tak jak ty w tamtym,bierzesz to pod uwagę ?
Uważasz że nie ma nic złego w wykorzystywaniu czyichś uczuć, robieniu komus nadzieii w takim celu jak twój?
Przecież wystarczy że tamten kiwnie palcem a polecisz do niego bez wahania zostawiajac obecnego na lodzie.
Takie jest moje zdanie.
ja jeszcze z nim nie jestem oficjalnie,on wie że jeszcze coś czuje do tamtego i powiedział że pomoże mi zapomnieć.Nie wystarczy że tamten kiwnie palcem a ja do niego polece nie ma opcji ,że bym do niego wróciła,po co mi znowu cierpieć taka sytuacja znowu by sie powtórzyła on znowu by znalazł sobie inną to taki typ że jedną sie niezadowoli.Ja chce poprostu zapomnieć,wymazać go z pamięci i pokochać kogos innego,to tamten robił mi nadzieje ja sie zaangażowałam a on z dnia na dzień zaczął mnie mieć gdzieś, jego wielka miłość do mnie wyparowała.Ja sie nikim nie bawie i nie gram na uczuciach bo wiem jak to póżniej może zaboleć.Ja niezmieniam facetów jak rękawiczki i kiedy jestem w związku wszystko traktuje powaźnie,za powaźnie.Mnie nieinteresuja przelotne związki chce czegoś poważnego ,wzajemności.
jesten bo jestem ale nie wiem ile jeszcze
nie ma nas od trzech tygodni...a wydaje się mi że minęło dużo więcej czasu..nie ma we mnie chęci do życia,pracy...do niczego.żyję ale nie wiem jak..muszę żyć bo syn jeszcze mały chociaż czasami wolałabym sie naćpać tabletkami i zasnąć i się nie obudzić.Byliśmy dwa lata razem,teraz mogę powiedzieć że były to bogate w doświdczenia lata.Uczyłam się miłości do kogoś kto nie jest całkiem zdrowy(przeszczep nerki,duża głuchota-aparaty słuchowe).Aż kiedyś stwierdziłam że to nie jest ważne bo przecież idąc ulicą może mnie potrącić samochód i do końca życia mogę jeździć na wózku lub jakiekolwiek inne zdarzenie które spowodowac może chorobę=niepełnosprawność.
Czasami było ciężko,jak w każdym innym związku..zaliczaliśmy"ciche dni".Po dwóch latach bycia stwierdziłam że chcę czegoś więcej,nie spotkania kiedy mamy chęć być razem,ale życia wspólnego z odpowiedzialnością nas obojga.I co usłyszałam:"ja się boję","nie pasujemy do siebie".I zagotowało się we mnie bo przez dwa lata pasowaliśmy a teraz nie pasujemy?Zadałam sobie pytanie-co jest grane?Nie rozumiem,kiedy byliśmy oddzielnie to było dobrze a kiedy chcę zaryzykować wspólne życie to "nie pasujemy do siebie"?Przez te trzy tygodnie cały czas myślę i nic nie wymyśliłam...a może jednak tylko nie chcę głośno sama przed sobą się przyznać że On boi się odpowiedzialności,że boi się wspólnego życia,boi się że nam nie wyjdzie,boi się .....bać.Oboje jesteśmy po przejściach więc rozumiem strach przed czym co kojarzy się z bólem,utratą.Ale jeżeli nie zrobi się kroku na przód to ten strach,ból cały czas w nas będzie...Więc po tej rozmowie odeszłam,ale moje serce nie!Dzień zaczynam od myślenia o Nim/nas i tak też go kończę.Chciałabym go zrozumieć ale nie potrafię,chciałabym wlać mu otuchę do serca i powiedzieć że nie wiem jak to będzie ale zrobię wszystko aby było jak najlepiej dla nas.Ale nie wiem czy On tego chce.Nie wiem czy ja chcę być z takim mężczyzną,który chyba nie dojrzał do odpowiedzialności i związku...Ale się męczę.Czuję się zawieszona w próżni.Czy ktoś to przerabiał i mi podpowie co robić?
Witam wszystkich.. Jestem kolejną osobą która ma podobny problem. Byłem z kobietą 5 lat. Mieszkaliśmy razem i świetnie się dogadywaliśmy. Przez pierwsze dwa lata dominowała niesamowita miłość i kochaliśmy się bardzo. Później stopniowo to się przeradzało w przyjaźń bardziej ale wydawało mi się że to normalna kolej rzeczy. Ostatni rok niestety trochę zawaliłem ponieważ nabawiłem się nerwicy hipochondrycznej co mogło napewno się przyczynić do rozstania. Bo ile można słuchać 23 letniego faceta jak pieprzy cały czas że jest chory na coś jak badania ma w normie. Niestety z nerwicą generalnie walczę od jakiegoś czasu. Nagle Kinga (tak miała na imię miłość mojego życia) stwierdziła że musi się wyprowadzić. Mieszkaliśmy sami ale co jakiś czas na dwa, trzy miesiące przyjeżdżała moja matka z zagranicy i wiadome jest że mieszkanie z rodzicami nie wychodzi raczej na dobre i jest uciążliwe chociażby z racji tego że człowiek nie czuje się swobodnie i komfortowo.. Zrywała po woli ze mną bo nie chciała jak sama powiedziała robić tego drastycznie ale... W wakacje byliśmy razem w pracy (ponieważ nie było innego wyjśćia bo formalności były już załatwione i nie było odwrotu). Tak się składało że moja matka też tam była i jak to większość matek była totalnie na nią zła i się kłóciły non stop. Moja matka nie mogła wytrzymać że ona mogła Mi coś takiego zrobić, chociaż wie że jestem dorosły i dawała spokój z tym ale błya antypatycznie do niej nastawiona a niestety razem pracowaliśmy.. Wydawało mi się że uda mi się naprawić to co było nie tak i podpielęgnować nasz związek tym bardziej że ona mówiła że będzie ok. Że nie zamieszka ze mną od razu ale że kiedyś wróci do mnie bo gdzie ona znajdzie tak kochanego faceta jak ja i tak czuła (chyba). To są jej słowa.. Jeszcze przed wyjazdem do pracy poznała jakiegoś chłopaka z uczelni i się z nim przespała niby po tym jak zerwała ze mną. Ale jak można jednego dnia powiedzieć po 5 latach wspólnego mieszkania, psa, łóżka, życia, planów na nie że zerwałam z tobą i nie czuje się winna. Od tamtych chwil Kinga zmieniła się nie do poznania. Nie mogę kompletnie na nią liczyć a będąc w związku naprawdę mogłem i świetnie nam się mieszkało. Ona spod znaku Byka ja Rak. Rozumieliśmy się bez słów. Teraz jest grudzień. Ona sobie żyje frywolnie nie ma stałego partnera ale jacyś faceci się przewijali przez ten okres. Ja próbowałem o tym zapomnieć chociaż ilekroć to robiłem to czułem że ją zupełnie tracę!!!??? Byłem pewny że jeszcze mogę coś zrobić, walczyć a naprawdę walczyłem o nią. Ona mi powiedziała że to nie moja wina i żebym absolutnie tak nie myślał bo nasz związek był zajebisty!!! Teraz ona leci do jakiegoś goscia do Nowego Jorku na tydzień a ja ją nadal KOCHAM!!!! Od razu piszę że próbowałem z innymi dziewczynami żeby zapomnieć ale NAPRADĘ UWIERZCIE MI że ilekroć próbowałem coś z innymi dziewczynami to po chwili nie miałem ochoty i przypominały mi się najpiękniejsze chwile związane z Kingą i tak mi w tych dziewczynach brakowało tych cech jakie miała Kinga tych naszych wspólnych znaków których nikt nie rozumiał tylko my!!!!! Co ja mam teraz zrobić błągam pomóżcie bo się psychicznie wykończę.. Ja już popadam w chorobę psychiczną!!! Mam doły a potem jest trochę lepiej a za chwilę znów rycze jak debil!!!! Już nie mogę tak dłużej!!! Pozdrawiam wszystkich skrzywdzonych związkiem ludzików tutaj!!! ;(:(:(:(:(:(;(
Witam wszystkich.. Jestem kolejną osobą która ma podobny problem. Byłem z kobietą 5 lat. Mieszkaliśmy razem i świetnie się dogadywaliśmy. Przez pierwsze dwa lata dominowała niesamowita miłość i kochaliśmy się bardzo. Później stopniowo to się przeradzało w przyjaźń bardziej ale wydawało mi się że to normalna kolej rzeczy. Ostatni rok niestety trochę zawaliłem ponieważ nabawiłem się nerwicy hipochondrycznej co mogło napewno się przyczynić do rozstania. Bo ile można słuchać 23 letniego faceta jak pieprzy cały czas że jest chory na coś jak badania ma w normie. Niestety z nerwicą generalnie walczę od jakiegoś czasu. Nagle Kinga (tak miała na imię miłość mojego życia) stwierdziła że musi się wyprowadzić. Mieszkaliśmy sami ale co jakiś czas na dwa, trzy miesiące przyjeżdżała moja matka z zagranicy i wiadome jest że mieszkanie z rodzicami nie wychodzi raczej na dobre i jest uciążliwe chociażby z racji tego że człowiek nie czuje się swobodnie i komfortowo.. Zrywała po woli ze mną bo nie chciała jak sama powiedziała robić tego drastycznie ale... W wakacje byliśmy razem w pracy (ponieważ nie było innego wyjśćia bo formalności były już załatwione i nie było odwrotu). Tak się składało że moja matka też tam była i jak to większość matek była totalnie na nią zła i się kłóciły non stop. Moja matka nie mogła wytrzymać że ona mogła Mi coś takiego zrobić, chociaż wie że jestem dorosły i dawała spokój z tym ale błya antypatycznie do niej nastawiona a niestety razem pracowaliśmy.. Wydawało mi się że uda mi się naprawić to co było nie tak i podpielęgnować nasz związek tym bardziej że ona mówiła że będzie ok. Że nie zamieszka ze mną od razu ale że kiedyś wróci do mnie bo gdzie ona znajdzie tak kochanego faceta jak ja i tak czuła (chyba). To są jej słowa.. Jeszcze przed wyjazdem do pracy poznała jakiegoś chłopaka z uczelni i się z nim przespała niby po tym jak zerwała ze mną. Ale jak można jednego dnia powiedzieć po 5 latach wspólnego mieszkania, psa, łóżka, życia, planów na nie że zerwałam z tobą i nie czuje się winna. Od tamtych chwil Kinga zmieniła się nie do poznania. Nie mogę kompletnie na nią liczyć a będąc w związku naprawdę mogłem i świetnie nam się mieszkało. Ona spod znaku Byka ja Rak. Rozumieliśmy się bez słów. Teraz jest grudzień. Ona sobie żyje frywolnie nie ma stałego partnera ale jacyś faceci się przewijali przez ten okres. Ja próbowałem o tym zapomnieć chociaż ilekroć to robiłem to czułem że ją zupełnie tracę!!!??? Byłem pewny że jeszcze mogę coś zrobić, walczyć a naprawdę walczyłem o nią. Ona mi powiedziała że to nie moja wina i żebym absolutnie tak nie myślał bo nasz związek był zajebisty!!! Teraz ona leci do jakiegoś goscia do Nowego Jorku na tydzień a ja ją nadal KOCHAM!!!! Od razu piszę że próbowałem z innymi dziewczynami żeby zapomnieć ale NAPRADĘ UWIERZCIE MI że ilekroć próbowałem coś z innymi dziewczynami to po chwili nie miałem ochoty i przypominały mi się najpiękniejsze chwile związane z Kingą i tak mi w tych dziewczynach brakowało tych cech jakie miała Kinga tych naszych wspólnych znaków których nikt nie rozumiał tylko my!!!!! Co ja mam teraz zrobić błągam pomóżcie bo się psychicznie wykończę.. Ja już popadam w chorobę psychiczną!!! Mam doły a potem jest trochę lepiej a za chwilę znów rycze jak debil!!!! Już nie mogę tak dłużej!!! Pozdrawiam wszystkich skrzywdzonych związkiem ludzików tutaj!!! ;(:(:(:(:(:(;(
Daj sobie spokój z kimś kto mimo tego co was łączy bądź łączyło spotyka jakiegos chłopaka i ot tak sobie wskakuje mu do łóżka.
Niestety jest taki typ ludzi którzy mimo czasu jaki się im poświęci i jaki sami poświęcają dla jakiegoś związku, nie potrafią wykształcić w sobie żadnych więzi które byłyby spoiwem zapewniającym długotrwałe istnienie tegoż związku.
Wcześnie się o tym przekonałeś , tym lepiej dla ciebie. Wielu ludzi doświadcza tego gdy są już w zwiazkach małżeńskich, gdy mają dzieci a jedno z partnerów poprostu sobie odchodzi bo jak mówi przestało kochać i wybiera "inny kwiatek".
Wybierz sie prywatnie do psychiatry , opowiedz swoją historię i dostaniesz leki które cię wyciszą i pozwolą zapomnieć. Zrób to jak najszybciej!
Nie jestes jedyny
Witam wszystkich.. Jestem kolejną osobą która ma podobny problem. Byłem z kobietą 5 lat. Mieszkaliśmy razem i świetnie się dogadywaliśmy. Przez pierwsze dwa lata dominowała niesamowita miłość i kochaliśmy się bardzo. Później stopniowo to się przeradzało w przyjaźń bardziej ale wydawało mi się że to normalna kolej rzeczy. Ostatni rok niestety trochę zawaliłem ponieważ nabawiłem się nerwicy hipochondrycznej co mogło napewno się przyczynić do rozstania. Bo ile można słuchać 23 letniego faceta jak pieprzy cały czas że jest chory na coś jak badania ma w normie. Niestety z nerwicą generalnie walczę od jakiegoś czasu. Nagle Kinga (tak miała na imię miłość mojego życia) stwierdziła że musi się wyprowadzić. Mieszkaliśmy sami ale co jakiś czas na dwa, trzy miesiące przyjeżdżała moja matka z zagranicy i wiadome jest że mieszkanie z rodzicami nie wychodzi raczej na dobre i jest uciążliwe chociażby z racji tego że człowiek nie czuje się swobodnie i komfortowo.. Zrywała po woli ze mną bo nie chciała jak sama powiedziała robić tego drastycznie ale... W wakacje byliśmy razem w pracy (ponieważ nie było innego wyjśćia bo formalności były już załatwione i nie było odwrotu). Tak się składało że moja matka też tam była i jak to większość matek była totalnie na nią zła i się kłóciły non stop. Moja matka nie mogła wytrzymać że ona mogła Mi coś takiego zrobić, chociaż wie że jestem dorosły i dawała spokój z tym ale błya antypatycznie do niej nastawiona a niestety razem pracowaliśmy.. Wydawało mi się że uda mi się naprawić to co było nie tak i podpielęgnować nasz związek tym bardziej że ona mówiła że będzie ok. Że nie zamieszka ze mną od razu ale że kiedyś wróci do mnie bo gdzie ona znajdzie tak kochanego faceta jak ja i tak czuła (chyba). To są jej słowa.. Jeszcze przed wyjazdem do pracy poznała jakiegoś chłopaka z uczelni i się z nim przespała niby po tym jak zerwała ze mną. Ale jak można jednego dnia powiedzieć po 5 latach wspólnego mieszkania, psa, łóżka, życia, planów na nie że zerwałam z tobą i nie czuje się winna. Od tamtych chwil Kinga zmieniła się nie do poznania. Nie mogę kompletnie na nią liczyć a będąc w związku naprawdę mogłem i świetnie nam się mieszkało. Ona spod znaku Byka ja Rak. Rozumieliśmy się bez słów. Teraz jest grudzień. Ona sobie żyje frywolnie nie ma stałego partnera ale jacyś faceci się przewijali przez ten okres. Ja próbowałem o tym zapomnieć chociaż ilekroć to robiłem to czułem że ją zupełnie tracę!!!??? Byłem pewny że jeszcze mogę coś zrobić, walczyć a naprawdę walczyłem o nią. Ona mi powiedziała że to nie moja wina i żebym absolutnie tak nie myślał bo nasz związek był zajebisty!!! Teraz ona leci do jakiegoś goscia do Nowego Jorku na tydzień a ja ją nadal KOCHAM!!!! Od razu piszę że próbowałem z innymi dziewczynami żeby zapomnieć ale NAPRADĘ UWIERZCIE MI że ilekroć próbowałem coś z innymi dziewczynami to po chwili nie miałem ochoty i przypominały mi się najpiękniejsze chwile związane z Kingą i tak mi w tych dziewczynach brakowało tych cech jakie miała Kinga tych naszych wspólnych znaków których nikt nie rozumiał tylko my!!!!! Co ja mam teraz zrobić błągam pomóżcie bo się psychicznie wykończę.. Ja już popadam w chorobę psychiczną!!! Mam doły a potem jest trochę lepiej a za chwilę znów rycze jak debil!!!! Już nie mogę tak dłużej!!! Pozdrawiam wszystkich skrzywdzonych związkiem ludzików tutaj!!! ;(:(:(:(:(:(;(
WIEM CO CZUJESZ BO SAM JETEM W TAKIEJ SYTUACJI CO TY MIłOść PRZEZ TAKI OKRES I NAGLE SIE KONCZY WIDOCZNIE NIE BYłA CIBIE WARTA WMAWIAJ TO SOBIE TAK JAK JA CZAS LECZY RANY WIEM ŁATWO POWIEDZIEC NAJGORSZE SA DOŁY I JAK SIE KOCHA A ONA JUZ NIE
Dzięki wam wielkie. Obawiałem się że tego nikt nie przeczyta.. A jednak.. Wiem że mnie rozumiecie i że sami mieliście podobne sytuacje bądź macie.. Jest to kurewsko trudne bo wszystko traci sens.. Nawet jeśli coś robisz to wszystko jest takie na siłę.. Nie tak że sam mam na coś ochotę robić tylko wszystko żeby tylko nie myśleć..
Może nie była warta, ale gdzie ja teraz znajdę taką świruskę jak ona??? Ehhh... Sam już nie wiem.. A psychiatra to na pewno bo samemu na pewno nie dam rady.. Mam słabą psychę
Czy jest jakiś sens jeszcze "walczyć o nią"??? Wiadomo że natury się nie zmieni ale jak dzwonie to ona często mówi do mnie "misiu","kochanie", jakby coś tam było i wiem na pewno że coś tam czuje ale czy kiedyś wrócimy do siebie??? Chciałbym chyba że poznam kogoś i się zakocham na nowo. Na razie nie ma takiej
Poza tym samemu mi się jakoś nie chcę.. ;( Dzięki za odpisanie na mojego posta i życzę wam powodzenia w miłosci i nie tylko.. Co myślicie z tą odwieczną walką o ukochaną..??? Pozdrawiam all broken hearts!!!
184 2008-12-04 09:41:50 Ostatnio edytowany przez luka (2008-12-05 09:54:07)
co do walki o miłość raczej to nie ma celu jesli chodzi o mnie może o ciebie jeśli kobieta już nie chce to nic nie zrobisz na siłe zostaje ci walka samemu z uczuciami a to dobre nie jest nie zmusisz jej do siebie
Majlo spotkasz taka na pewno!!! A tamtą olej jak najprędzej - przecież nie będziesz czekał wiecznie na nia jak wierna Penelopa, żyjąc w celibacie, kiedy ona używa sobie ile wlezie z kim popadnie.
To najwidoczniej nie była miłość; ale nie obracaj tych lat w lata stracone. Zapamiętaj je jako jeden z piekniejszych okresów w Twoim życiu!! Miałeś miłość, kobietę w domu - teraz fakt zostałeś sam -ale podoba mi się Twoje nastawienie do sprawy
![]()
Zyj normalnie, lecz się (bo to ważne), bądź sobą i ciesz się, że znów możesz powalczyć o nową miłość ^^^
Odśwież kontakty z rodziną, daj sobie żyć, a wszystko się ułoży - naturalna kolej rzeczy sprawi, że kiedyś niespodziewanie znów poczujesz świeżość poranka hehe xD
Pozdrawiam i życzę miłosnych sukcesów ![]()
WIEM CO CZUJESZ BO SAM JETEM W TAKIEJ SYTUACJI CO TY MIłOść PRZEZ TAKI OKRES I NAGLE SIE KONCZY WIDOCZNIE NIE BYłA CIBIE WARTA WMAWIAJ TO SOBIE TAK JAK JA CZAS LECZY RANY WIEM ŁATWO POWIEDZIEC NAJGORSZE SA DOŁY I JAK SIE KOCHA A ONA JUZ NIE
Nie piszcie już takich bzdur !!!! Czas nie leczy ran tylko przyzwyczaja do cierpienia i zapamiętajcie to sobie raz na zawsze !
Gregor i co znalazłeś dziewczynę ? ( hahaha )
W tym wątku natknąłem się jeszcze na teksty typu :" będzie dobrze zobaczysz " itp. ..... Litości ![]()
luka napisał/a:WIEM CO CZUJESZ BO SAM JETEM W TAKIEJ SYTUACJI CO TY MIłOść PRZEZ TAKI OKRES I NAGLE SIE KONCZY WIDOCZNIE NIE BYłA CIBIE WARTA WMAWIAJ TO SOBIE TAK JAK JA CZAS LECZY RANY WIEM ŁATWO POWIEDZIEC NAJGORSZE SA DOŁY I JAK SIE KOCHA A ONA JUZ NIE
Nie piszcie już takich bzdur !!!! Czas nie leczy ran tylko przyzwyczaja do cierpienia i zapamiętajcie to sobie raz na zawsze !
Gregor i co znalazłeś dziewczynę ? ( hahaha )
W tym wątku natknąłem się jeszcze na teksty typu :" będzie dobrze zobaczysz " itp. ..... Litości
Dokładnie tak Ziomek. Pierwszy raz zgadzam się z tym co napisałeś.
Ta mowa trawa uskuteczniana przez różnej masci pocieszaczy jest naprawde irytująca i niczemu nie służy.
Witam po dłuuuuugiej przerwie... Nie było mnie tu z dobrych kilka miesięcy ![]()
Tak postanowiłem sobie tutaj wejść i co mnie od razu poruszyło - "czas lecz rany".
Jeżeli ktokolwiek jeszcze pamięta moją historię, to będzie wiedział o co chodzi. W każdym razie moje szczęście z moją ukochaną skończyło się w lipcu zeszłego roku. Minęło 9 pełnych miesięcy i co? Czas jakoś mnie nie uleczył. Wręcz przeciwnie. Popadłem w depresję (może dystymię?), ostatnio chyba doszła do tego jakaś nerwica. Moja miesiąc temu zakochała się, wiem że jest z nim strasznie szczęśliwa, po niecałym miesiącu już wskoczyli do łóżka, co spowodowało wzięcie przeze mnie benzodiazepin... Tak więc czas leczy rany? Może fizyczne...
W przyszłym tygodniu idę do psychiatry, żałuję że tak późno... Mam tylko nadzieję, że nie za późno... Wolę się czymś faszerować, ale mieć choć odrobinkę chęci do życia...
A teksty typu "zapomnij" "weź się w garść" "nie przesadzaj" itp działają na mnie jak płachta na byka. Osoby "trzecie" nie wiedzą co się dzieje w mojej głowie i nie wiedzą, że nie mogę się wziąć w garść...
To najwidoczniej nie była miłość; ale nie obracaj tych lat w lata stracone. Zapamiętaj je jako jeden z piekniejszych okresów w Twoim życiu!!
Tak, był to najszczęśliwszy okres mojego życia. Trwał pół roku, ale teraz mam już 9 miesięcy najgorszych mojego życia. A to może jeszcze nie koniec... Tak więc bilans wychodzi 3 miesiące na "-". Wolałbym nie mieć tych 6 szczęśliwych, a życie normalne...
Pozdrawiam wszystkich ![]()
Witam po dłuuuuugiej przerwie... Nie było mnie tu z dobrych kilka miesięcy
Tak postanowiłem sobie tutaj wejść i co mnie od razu poruszyło - "czas lecz rany".Jeżeli ktokolwiek jeszcze pamięta moją historię, to będzie wiedział o co chodzi. W każdym razie moje szczęście z moją ukochaną skończyło się w lipcu zeszłego roku. Minęło 9 pełnych miesięcy i co? Czas jakoś mnie nie uleczył. Wręcz przeciwnie. Popadłem w depresję (może dystymię?), ostatnio chyba doszła do tego jakaś nerwica. Moja miesiąc temu zakochała się, wiem że jest z nim strasznie szczęśliwa, po niecałym miesiącu już wskoczyli do łóżka, co spowodowało wzięcie przeze mnie benzodiazepin... Tak więc czas leczy rany? Może fizyczne...
W przyszłym tygodniu idę do psychiatry, żałuję że tak późno... Mam tylko nadzieję, że nie za późno... Wolę się czymś faszerować, ale mieć choć odrobinkę chęci do życia...
A teksty typu "zapomnij" "weź się w garść" "nie przesadzaj" itp działają na mnie jak płachta na byka. Osoby "trzecie" nie wiedzą co się dzieje w mojej głowie i nie wiedzą, że nie mogę się wziąć w garść...luuuzna napisał/a:To najwidoczniej nie była miłość; ale nie obracaj tych lat w lata stracone. Zapamiętaj je jako jeden z piekniejszych okresów w Twoim życiu!!
Tak, był to najszczęśliwszy okres mojego życia. Trwał pół roku, ale teraz mam już 9 miesięcy najgorszych mojego życia. A to może jeszcze nie koniec... Tak więc bilans wychodzi 3 miesiące na "-". Wolałbym nie mieć tych 6 szczęśliwych, a życie normalne...
Pozdrawiam wszystkich
może ty po prostu nie chcesz o niej zapomnieć ??
może ty po prostu nie chcesz o niej zapomnieć ??
Nie mam możliwości, razem studiujemy, widzimy się 4 dni w tygodniu...
Czas leczy jednak rany:) z każdym dniem będzie lepiej, apoza tym NIC W NASZYM ŻYCIU NIE DZIEJE SIĘ BEZ PRZYCZYNY
więc szykuj się na MIŁOŚĆ TWOJEGO ŻYCIA
TEN na górze wie co robi
(choć nie zawsze sie to nam podoba
)
szirina napisał/a:może ty po prostu nie chcesz o niej zapomnieć ??
Nie mam możliwości, razem studiujemy, widzimy się 4 dni w tygodniu...
kochanie słuchaj to kwestia tego co jest w twojej głowie. jeśli będziesz chciał o niej zapomnieć to to zrobisz tylko musisz wyłączyć myśli, marzenia i fantazje. mój facet mnie zdradził i bałam się wychodzić na miasto bo wiedziałam że go spotkam nawet na zakupach w LIDLU. ale porzuciłam nadzieję że z nim będę nie rozmyślałam o tym jak było dobrze nam razem i pozwoliłam nowemu mężczyźnie wejść do mojego życia, i teraz jest dobrze. nie czuję do niego nic nawet jak widzę go już z nową narzeczoną (bo się zaręczył) nie czuję już nic
uśmiecham się tylko i trzymam głowę podniesioną do góry bo jestem dumna że to przeszłam i jestem nową kobietą mocniejszą ![]()
dasz radę tylko uwierz mi musisz chcieć pisz może pamiętnik wyżalaj się jemu ze swoich uczuć to oczyszcza, lekarz też ci pomoże mi pomogło spotkanie z nim. napewno dasz radę !!!! bądź silnym chłopcem !!!
jestem z tobą
193 2009-05-02 15:53:07 Ostatnio edytowany przez Delicious (2009-05-06 19:44:05)
a ile z nią byleś?? i miała jakiś większy powód dla którego cię zostawiała??
Nie wiem dlaczego, ale podziałało to na mnie pozytywnie ![]()
Czekam na wizytę, może jakaś psychoterapia, gdzie ktoś będzie wiedział co zrobić z moimi myślami i podejściem ![]()
Na razie walczę sam ze sobą, jadę do domu, gdzie czeka na mnie kumpel i spędzimy weekend - zawsze potrafił mi pomóc ![]()
A po weekendzie do lekarza i zobaczym co będzie.
PS. Widzę, że stałaś się silną dziewczynką
Gratulacje, też chciałbym osiągnąć taki stan umysłu ![]()
Nie wiem dlaczego, ale podziałało to na mnie pozytywnie
Czekam na wizytę, może jakaś psychoterapia, gdzie ktoś będzie wiedział co zrobić z moimi myślami i podejściem
Na razie walczę sam ze sobą, jadę do domu, gdzie czeka na mnie kumpel i spędzimy weekend - zawsze potrafił mi pomóc
A po weekendzie do lekarza i zobaczym co będzie.PS. Widzę, że stałaś się silną dziewczynką
Gratulacje, też chciałbym osiągnąć taki stan umysłu
silna jestem bo na nowo kocham a myślałam, tfu tfu BYŁAM PEWNA !! że nigdy się nie zakocham a tu masz
zobaczysz że wszystko zależy od tego jakie masz podejście do tych spraw do niej. uspokoją się twoje emocje i zgaśnie ta obsesja miłość czy jak to tam można nazwać. póki co trzymaj się ciepło i zobaczysz że wyjdzie słońce
jak coś to pisz kochanie wszyscy czekamy ![]()