Praca zabiera nam 8 godzin dziennie, Kolejne 8 godzin zabiera sen ( tym co mają szczęście i mogą tyle spać) Niewiele czasu zostaje na twoje życie. chyba dlatego tak dużo z nas marzy o połączeniu pracy i pasji. Niektórym się udaje. Jest ciężko bo zawód wybieramy gdy mamy 18/20 lat i wtedy tak naprawdę nic nie wiemy o życiu i nawet o sobie. wybieramy studia a wcale nie jesteśmy gotowe na takie decyzje a później całe życie trzeba się męczyć. Niektórzy się przekwalifikują inni nie mają możliwości/czasu/pieniędzy itp. Gdyby ktoś, stał przed wyborem kosmetologi i chciał poczytać o zawodzie kosmetyczki to zapraszam na [spam].
66 2018-02-09 12:57:34 Ostatnio edytowany przez Olinka (2018-02-09 13:19:57)
Podobne tematy
U mnie to studia były przypadkiem. Potem praca była przypadkiem i tak tkwię w tym przypadku już 20 rok... I nadal nie mam pojęcia co jest moim powołaniem. Może w ogóle nie każdy ma do czegoś powołanie ?
Wilczysko pytanie czy z tego przypadku wyszło coś co uważasz że jest ok, całkiem fajnie Ci się pracuje, może bez fajerwerków ale też bez dramatu że trzeba w tej pracy tkwić czy szczerze nie lubisz swojego zawodu, niechętnie go wykonujesz i gdyby nie pieniądze i inne zobowiązania to najchętniej byś to rzucił.
Bo opcja nr 1 nie jest wcale taka zła
niektórzy np mają pasje których w sposób na życie raczej nie przerodzisz. Gorzej jak swojej pracy nie cierpisz, to już jest według mnie problem. Ja np swojej nie cierpię (ale w sumie nie jest ona związana z moim kierunkiem studiów który uwielbiam).
Wilczysko pytanie czy z tego przypadku wyszło coś co uważasz że jest ok, całkiem fajnie Ci się pracuje, może bez fajerwerków ale też bez dramatu że trzeba w tej pracy tkwić czy szczerze nie lubisz swojego zawodu, niechętnie go wykonujesz i gdyby nie pieniądze i inne zobowiązania to najchętniej byś to rzucił.
Bo opcja nr 1 nie jest wcale taka złaniektórzy np mają pasje których w sposób na życie raczej nie przerodzisz. Gorzej jak swojej pracy nie cierpisz, to już jest według mnie problem. Ja np swojej nie cierpię (ale w sumie nie jest ona związana z moim kierunkiem studiów który uwielbiam).
Szczerze nie lubię swojego zawodu. Nie czuję tego co robię. Gdyby nie pieniądze i to, że nie wiem co mógłbym robić innego, to najchętniej bym to rzucił. Nie mam pasji, którą mógłbym się pokierować w zmianie zawodu.
U mnie to studia były przypadkiem. Potem praca była przypadkiem i tak tkwię w tym przypadku już 20 rok... I nadal nie mam pojęcia co jest moim powołaniem. Może w ogóle nie każdy ma do czegoś powołanie ?
Mam tak samo.
Skończyłam liceum zawodowe. Potem nie wiedziałam, co chcę robić, więc poszłam na studia. Wydawało mi się, że bez studiów, to nie da rady, że będę "nikim", myślałam, ze po studiach zawsze znajdę pracę. Nie wiedziałam, co chcę studiować, więc poszłam na to, co mnie wtedy interesowało, co wydawało się łatwe - filologię - ale też nie było to moją pasją. Teraz żałuję zmarnowanych 5 lat.
z pracą różnie to było i na pewno nie jest to powołanie, raczej "tak wyszło".
Jako, że miałam trochę problemów zawodowych ostatnio, nauczyłam się jednej rzeczy - trzeba szanować pracę jaką się ma. Dużo się teraz mówi o odkrywaniu własnych pasji, o tym, że praca to ma być przyjemność, inaczej twoje życie nie ma sensu, że trzeba ciągle szukać, doskonalić - takie tam gadki modnych coachów. A ja z doświadczenia powiem, że trzeba docenić fakt, że ma się pracę - jesli jest ona dobra, ma się uczciwą umowę i wypłatę, to nie ma co narzekać i szukać gruszek na wierzbie. Zamiast się rozglądać stale za czymś lepszym, starać się dostrzec dobro w tym, co jest - inaczej stale towarzyszyć nam będzie poczucie zawodu i niespełnienia.
Skończyłam liceum zawodowe. Potem nie wiedziałam, co chcę robić, więc poszłam na studia. Wydawało mi się, że bez studiów, to nie da rady, że będę "nikim", myślałam, ze po studiach zawsze znajdę pracę. Nie wiedziałam, co chcę studiować, więc poszłam na to, co mnie wtedy interesowało, co wydawało się łatwe - filologię - ale też nie było to moją pasją. Teraz żałuję zmarnowanych 5 lat.
z pracą różnie to było i na pewno nie jest to powołanie, raczej "tak wyszło".
Jako, że miałam trochę problemów zawodowych ostatnio, nauczyłam się jednej rzeczy - trzeba szanować pracę jaką się ma. Dużo się teraz mówi o odkrywaniu własnych pasji, o tym, że praca to ma być przyjemność, inaczej twoje życie nie ma sensu, że trzeba ciągle szukać, doskonalić - takie tam gadki modnych coachów. A ja z doświadczenia powiem, że trzeba docenić fakt, że ma się pracę - jesli jest ona dobra, ma się uczciwą umowę i wypłatę, to nie ma co narzekać i szukać gruszek na wierzbie. Zamiast się rozglądać stale za czymś lepszym, starać się dostrzec dobro w tym, co jest - inaczej stale towarzyszyć nam będzie poczucie zawodu i niespełnienia.
Doceniam pewne plusy tej pracy, czyli to, że w ogóle jest i daje jako takie pieniądze. Ale na tym wg mnie plusy się kończą. Może nie umiem się do tej kwestii odpowiednio zdystansować. Mam po prostu wrażenie, że ta robota mnie degeneruje psychiczne. Ale może tak by było w każdym przypadku...
Doceniam pewne plusy tej pracy, czyli to, że w ogóle jest i daje jako takie pieniądze. Ale na tym wg mnie plusy się kończą. Może nie umiem się do tej kwestii odpowiednio zdystansować. Mam po prostu wrażenie, że ta robota mnie degeneruje psychiczne. Ale może tak by było w każdym przypadku...
Tak się czułam w poprzedniej pracy, z której odeszłam, by za modnymi radami szukać czegoś lepszego. Nie cierpiałam tej pracy. Ale teraz mając pewne problemy dostrzegam drugą stronę. Może i tamta praca była okropna, ale dawała poczucie bezpieczeństwa i stabilności, którego teraz nie mam.
Mam za to nauczkę - nikogo nie należy słuchać, tylko siebie. Choćby nie wiem, jak dobrze brzmiało: follow your dream, spełniaj marzenia, rozwijaj się, działaj, możesz! potrafisz! Nie. Trzeba samemu ocenić swoją sytuację, co w danej chwili mogę, a czego nie.
wilczysko napisał/a:Doceniam pewne plusy tej pracy, czyli to, że w ogóle jest i daje jako takie pieniądze. Ale na tym wg mnie plusy się kończą. Może nie umiem się do tej kwestii odpowiednio zdystansować. Mam po prostu wrażenie, że ta robota mnie degeneruje psychiczne. Ale może tak by było w każdym przypadku...
Tak się czułam w poprzedniej pracy, z której odeszłam, by za modnymi radami szukać czegoś lepszego. Nie cierpiałam tej pracy. Ale teraz mając pewne problemy dostrzegam drugą stronę. Może i tamta praca była okropna, ale dawała poczucie bezpieczeństwa i stabilności, którego teraz nie mam.
Mam za to nauczkę - nikogo nie należy słuchać, tylko siebie. Choćby nie wiem, jak dobrze brzmiało: follow your dream, spełniaj marzenia, rozwijaj się, działaj, możesz! potrafisz! Nie. Trzeba samemu ocenić swoją sytuację, co w danej chwili mogę, a czego nie.
U mnie to nie bardzo działa. Trzeba mieć dream , żeby za nim ewentualnie podążać.
74 2018-02-11 13:52:32 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2018-02-11 13:52:45)
Żałuję dopiero od jakiegoś czasu,że nie zostałam projektantką ogrodów ![]()
Mój zawód od zawsze przynosił mi dużo satysfakcji,radości i nie czułam zmęczenia.Lubię moja pracę,lubię podnosić swoje kwalifikacje kiedy widzę ile dobrego dają mi w praktyce. Pieniądze nie są wielkie ale zważywszy na ilość godzin pracy to wiem,że nigdzie za sześć,siedem godzin pracy dziennie,z wolnymi weekendami nigdzie tyle nie zarobię.
Ale pracowałam już i w korpo i w banku i w przychodni.
Nie lubię jednak środowiska,w którym pracuję.Normalnie,na wakacjach czy jakichś wyjazdach nie przyznaję się,że jestem nauczycielem.A to dlatego,że gdziekolwiek jestem o nauczycielach słyszę nienajlepsze opinie.Mój ginekolog-nie wie,że jestem nauczycielką.Słyszałam jak prosił kolegę by przyjął jego ciężarną pacjentkę.Powiedział,że nie ma co z nią dyskutować bo ona i tak wszystko lepiej wie.Trzeba jej po prostu,bez wdawania się w szczegóły dwa razy powtórzyć zalecenia.Podobnie w przychodni męża-mówi,że jak na zabiegi przychodzi taka nauczycielka to terapeuci przerzucają się nią jak gorącym kartoflem-nikt nie chce z nią pracować.
Oczywiście na pewno są też normalni nauczyciele ale jednak na hasło: nauczyciel większość ma pojęcie,że wszechwiedzący,pouczający,wywyższający się.
Ostatnio,być może z powodu, że fizycznie jestem słabsza,zastanawiam się czy mam już dość czy to może jakiś syndrom wypalenia...
Ja swój zawód wybierałem od lat. Najpierw to była praca na budowie jako budowniczy rusztowań. Potem kierowca, przedstawiciel handlowy, gdzieś w międzyczasie miałem swoją minifiremkę. Teraz, chyba już jako ostatnia profesja, to jest administrator IT.
Zawsze byłem typem niespokojnego ducha i każdy zawód był dla mnie z powołania. Jak powołanie się zmieniało, rzucałem robotę i szukałem nowego powołania. Teraz, z racji wieku, chyba już nie zmienię zawodu, ale powoli znów włącza mi się tryb poszukiwacza. Może zmiana firmy coś pomoże, bo jak już mi "przeskoczy klapka" to nic mnie nie zatrzyma.
Cztery razy podchodziłem do studiów, bo w trakcie mi się nudziły, studiowałem w trzech krajach, pracowałem w tyluż, zawodów i firm nie zliczę. Ot, niespokojny duch.
Jesteś informatykiem a obecnie zamierzam rozkręcić swój własny biznes, tylko zastanawiam się w którą stronę iść.
77 2018-04-21 00:02:38 Ostatnio edytowany przez SonyXperia (2018-04-21 00:03:21)
Przypadek, który okazał się powołaniem ![]()
Nie żałuję ![]()