Jak widzę takie szczęśliwe zakochane pary, to myślę w duchu, że też bym tak chciała... na chwilę obecną chyba nie wiem czym jest miłość. Wiedziałam, że daję z siebie wszystko, ale czy miłość to tylko dawanie? to egoizm? Nie mam znajomych, bo zrezygnowałam z wszystkiego dla narzeczonego... bo czekałam wierna, gdy on był za granicą... zgubiłam sens życia i siebie... nie ma już mnie. Na dzień dzisiejszy nie wiem kim jestem
Podobne tematy
Będzie mu przykro?! On nie martwi się o Ciebie, to z jakiej okazji ty masz się martwić o niego. Jeszcze człowieka, który cię wykańcza..
smutna, poproś mamę lub jakaś przyjaciółkę by wspierały Cię, bo czujesz, ze wszystko się wali. Ta choroba to zapewne ze stresów.
Nie bierz wszystkiego na raz, załatwiaj sprawy po kolei. Na pewno czas nie jest Twoim sprzymierzeńcem jeśli chodzi o ślub. Bo na studia możesz startować i w razie czego się przenieść (chyba). A przy odwołaniu ślubu, gdy tak blisko termin, to będziesz mieć więcej kłopotów i tutaj właśnie poprosiłabym o pomoc. Ale najpierw powiedz swojemu mężczyźnie, że odwołujesz (na razie) całą imprezę.
I jeszcze jedno: dlaczego musiałaś zrezygnować ze znajomych? Przecież wierność nie oznacza siedzenia w czterech ścianach domu.
69 2010-07-02 21:37:38 Ostatnio edytowany przez ladyred (2010-07-02 22:06:46)
Kochana ,, smutna 88 ,, - serce mi krwawi jak czytam twoje posty - uciekaj dziewczyno
od niego poki czas......nie zwracaj uwagi na konwenanse / co kto powie , lub zainwestowane pieniadze w slub i wesele /. Jestem matka corek w podobnym wieku jak ty i dlatego doskonale cie rozumiem . Twoja mama tez nie jest przekonana na 100 procent - wiec masz juz wsparcie......a znam przypadek , gdzie corka mojej znajomej na kilka m-cy przed slubem oswiadczyla ---- slubu nie bedzie ---- / byla juz sukienka , zaproszeni goscie , oplacone sale itp. / Moja znajoma szalala - jak to - co ludzie powiedza - itp. ale jej corka byla zdecydowana. , chodzila z tym chlopakiem 7 lat......Tez fajna dziewczyna , wyksztalcona , madra , - wkrotce poznala chlopaka i bodajze po pol roku wzieli slub i wszystko jest o key....teraz maja dzieciatko....
Dziewczynko kochana ---- on cie juz nie kocha --- dlatego to jego zniecierpliwienie i obojetnosc do twojej osoby.....nie obrazaj sie ze tak napisalam - ale troche zyje na tym swiecie....i zycze ci z calego serca jak najlepiej ...jestes madra osoba bo potrafisz dostrzec juz teraz to co ci nie odpowiada w jego osobie --- wiec swiadomie sie nie pograzaj......bedzie ci smutno , trudno , bedziesz miec watpliwosci , ---- ale czas leczy rany.....zreszta to zalezy jak sie nastawisz psychicznie.....pozdrawiam i zycze madrych decyzji
70 2010-07-04 00:03:36 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-07-04 00:05:29)
smutna88 czy wierzysz, że po ślubie będzie lepiej? Na 200% będzie gorzej, więc proponuje Ci przełożyć ten ślub i zacząć wprowadzać zmiany do Waszego związku. Po pierwsze musisz się zająć sobą. Jeśli On nie chce np. iść na spacer to wyjdź sama np. do sklepu na ciuszki i wróć zadowolona i uśmiechnięta, nie zwracaj na niego uwagi, bo to On ma w końcu zauważyć Ciebie. Musisz kilka razy tak się zachować i jak w nim się w końcu coś ruszy i zaproponuje Ci wspólne spędzenie czasu to odmów mu, powiedz, że masz już czas zaplanowany... Wiesz po co to jest? On ma zacząć Ciebie na nowo zdobywać. Dlaczego na początku znajomości mężczyźni zabiegają o nas? Bo jesteśmy dla nich zagadką, nie wiedzą wtedy jeszcze czy się będziemy z nimi umawiały i chciały spotkać więc kombinują, starają się. A teraz... stałyśmy się takie przewidywalne, oni wiedzą że my czekamy na ich propozycje i zawsze jesteśmy na TAK, więc po co się starać i zdobywać coś co już zdobyte i całkowicie nasze... Musimy być tajemnicze, niezależne i nieprzewidywalne to wtedy ruszą główką i swoim tyłkiem i zaczną coś robić. Bierz się więc do roboty i pokaż mu inną siebie. Nie marudź mu tylko żyj pełnią życia bez niego to może się obudzi. Pamiętaj też, że od mężczyzny kobieta osiągnie o wiele więcej ciepłem, spokojem, wyrozumiałością i dobrem niż fochami, pretensjami, krzykiem, czy płaczem. Jeśli na niego nic z tych rzeczy nie zadziała to nie pozostaje Ci nic innego jak odejść i zaczekać na prawdziwego mężczyznę. Życzę Ci siły i wytrwałości, a także mądrych decyzji !!! I już teraz UŚMIECHNIJ SIĘ ![]()
Tylko jak znów stać się tajemniczą, pewną siebie i żyjącą bez niego? Jak odzyskać spokój i poczucie własnej wartości? Od zawsze tak było, że zabiegałam o to, by swój czas spędzał ze mną... mam wrażenie, że zależało mi za bardzo..bałam się, że on wyjdzie gdzieś beze mnie, że spotka ładniejszą, fajniejszą, że ja się przestanę liczyć...
Wyjdź gdzieś z przyjaciółkami. Trochę się pobaw i odstresuj po obronie (a jak Ci w ogóle poszło?).
obroniłam się na 5
chociaż to jedno mi wyszło w życiu... nie mam przyjaciółek... jedyna, którą miałam wyjechała na studia na drugi koniec Polski i jeszcze nie wróciła... czuję się totalnie rozbita
A może jakiś czat? Nie mówię o zakładaniu konta na portalach randkowych. Po prostu wejż wieczorem na pierwszy lepszy czat, załóż jakiś nick i po prostu pogadaj sobie z ludźmi.
Może to i dobry pomysł. Spróbuję...
Jak odzyskać szacunek do samej siebie?
Może na początek przeczytaj jakieś książki np. "Kochaj siebie a nieważne z kim się ziważesz", albo "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy". Ty się za dużo zastanawiasz co robić, zamiast coś wogóle robić, odwróc te proporcje, zrób coś konkretnego. Odłóż ten ślub to może w ten sposób odzyskasz szacunek do siebie, bo jak narazie to Ty dziewczyno nic nie robisz tylko się pogłębiasz w swoim smutku i użalasz nad sobą. Tkwisz w tym bagnie na własne życzenie, bo przecież nie jestes uwiązana przy nim, a nie potrafisz nic zrobić i choć jest Ci bardzo źle to Ty i tak nie próbujesz tego zmienić. Obudź się kobieto, jest lato, piękny czas, zmień swoje życie. Jak mamy Ci przetłumaczyć, że będąc w tym związku całe życie będziesz się tak czuła, a na logikę to chyba tego nie chcesz co? hmm a może właśnie chcesz..
To wszystko leży we mnie, gdzieś głęboko. Nie potrafię uwierzyć w siebie, zaufać. Może za wiele chcę od życia... Nie jestem ideałem. Przeczytałam tą książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" już jakiś czas temu. Tylko ja tak nie potrafię. Zawsze odkąd pamietam miałam wrażliwe serce. I zawsze obrywałam po tyłku za to... Nie potrafię tego zmienić. Zawsze dbam najpierw o innych, później o siebie. Masz rację Zakochana, tkwię w tym na własne życzenie. Ale nie potrafię tego zmienić...
Proszę Cię nie mów mi, że nie potrafisz, bo POTRAFISZ tylko nie chcesz. Obudzisz się za kilka latek, mając dzieci, nie interesującego się Tobą męża i mając wszystkiego dosyć. I pomyślisz sobie, jakie to było proste... miałam 22 lata, byłam młodziutka, świat stał przede mną otworem, a ja tkwiłam w jakimś dziwnym układzie licząc nie wiadomo na co, ależ ja byłam głupia i naiwna i napiszesz tu na forum o swoim nieszczęśliwym życiu, które mogłaś zmienić w bardzo prosty sposób, a tego nie zrobiłaś, bo najłatwiej było Ci powiedzieć, że nie potrafisz... No to powodzenia !!!
Już koniec lipca. Smutna jaką decyzję podjęłaś???
81 2010-07-30 10:19:25 Ostatnio edytowany przez alutka88 (2010-07-30 10:22:39)
On chce być ze mną, ale na jego warunkach. Tzn ja mam robić to, co on chce. Jeśli jest inaczej, to od razu teksty, że "nie dam się Tobie owinąć wokół palca, nie dam z siebie zrobić pantoflarza". Tylko że jak ja go o coś proszę, to zawsze jest stały tekst "Ty wiecznie o coś prosisz". Ja już nie pamiętam kiedy słyszałam jakiś komplemet z jego ust. A po każdej kłótni on do mnie z tekstem "Bedziesz już grzeczna" A jak się pokłócimy to on od razu chce jechać do domu. Facet 27 letni... może do mamusi albo szwagierka (bo nawiasem mówiąc to go uwielbia). Ja już nie mam siły. Nie mogę się nic odezwać, bo się czepiam. Poprosić też nie, bo nie i już. To co ja mam robić? Siedzieć w garach i z odkurzaczem w ręce? A kiedyś niańczyć dzieci i tyle? To chyba nie na tym polega związek - szczęśliwy. Ja się już nie czuję atrakcyjna, nie czuję się kobietą. Mimo iż zawsze uważałam się za ładną... Czuję się jak śmieć dosłownie
Słońce, Twój facet to kompletny egoista i egocentryk! W jego "jaskini" kobieta zajmuje miejsce podrzędne, nie ma prawa głosu. Mój facet jest czuły, troskliwy, obsypuje mnie komplementami, dba o mnie i nawet jest smutny, gdy czasem nie może mnie gdzieś zabrać (mamy problemy finansowe). Nasze "ciche dni" trwają średnio kilka godzin, razem trajkoczemy o ślubie i dzieciach. W związku mamy równe prawa, dzielimy się spostrzeżeniami i potrzebami. Nie mam wątpliwości, że będzie wspaniałym mężem i ojcem. Tym bardziej dziwi mnie zachowanie Twojego mężczyzny! Gdzie jest Twoje miejsce w tej relacji??? Sama najlepiej potrafisz ocenić sytuację i podjąć decyzję, z tego co piszesz wiem jednak, że na Twoim miejscu nie angażowałabym się w małżeństwo z takim człowiekiem. Fakt, nikt nie jest ideałem, ale trzeba wymagać pewnych rzeczy, a już zwłaszcza szacunku, czułości i równej pozycji w związku. Podpisuję się pod cennymi spostrzeżeniami Forumowiczek i trzymam kciuki, żebyś wreszcie poczuła się szczęśliwa i doceniana.
Podjęłam decyzję... nie potrafię go zostawić. Mam nadzieję, że nasze rozmowy i ostatnia rozłąka coś pokazały... Postawiłam warunki, zmieniłam swoje zachowanie...dużo ryzykuję, ale na obecną chwilę jest dobrze. Może coś zrozumiał - oby.
smutna, pamiętaj. Jeżeli on się nie zmieni PRZED ślubem, to nikłe szanse że tak się stanie po ślubie. Po ślubie będzie tylko gorzej, bo będzie czuł, że ma Cię już na własność i nic nie musi.
Bądź konsekwentna i nie odpuszczaj w niczym. Oby Twoja decyzja nie była błędem.
Wiem... Mam nadzieję, że zrozumiał. Wisiało to wszystko już na włosku, jakoś uratowaliśmy to wspólnymi siłami. Obyśmy dali radę. Wierzę w to... Dziś już jest inaczej...