netkobietyWszystkie działy
Wychowanie, zdrowie i edukacja dziecka

Dzisiejsze dzieci

154 odpowiedzi2 849 wyświetleńzałożony przez Ewika99, 04.10.2026

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 155 ]

66

Odp: Dzisiejsze dzieci
Tamiraa napisał/a:
wieka napisał/a:

Myślę też, że mogło tak być w podanym przykładzie, że ojciec nie raz do niej w ten sposób się odezwał, więc...
Dla mnie niewyobrażalne.

Nie powiedziałabym do nastolatki, ktora prawie nic nie je, że liczy kalorie nawet w formie żartu, po prostu każdy ma prawo jeść lub nie jeść czegoś. Ale jej odpowiedź nie była kulturalna. Widać, że granice dobrego wychowania dawno i  niejeden raz zostały tu przekroczone. Ojciec mógł się martwić, że dziewczynka nie je i starać się ją wytłumaczyć wobec rodziny, może jednak lepiej gdyby jej nie zaglądał do talerza.  Nie wyobrażam sobie jednak, żeby na takie słowa dziewczynka odpowiedziała do ojca: "zamknij mordę". A ojciec co na to? Nic. Wygląda na to, że ojciec nie potrafi rozmawiać z własną córką, której nikt nie nauczył kulturalnej rozmowy przy stole.

A dla zego nie? Co jest w złego w stwierdzeniu "liczy kalorie"? Takie podejście jest właśnie zapalnikiem, bo sama traktujesz zwykle zdanie, jak coś wielce delikatnego. Rozumiem, że nastolatka jest przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu, ale robienie z tego tematu niemalże tabu też nie jest wyjściem. Uczymy dzieci tego, że nie wolno mówić kompletnie nic na newralgiczne tematy, bo jeszcze, nie daj Boże, dziecku się coś nie spodoba.
Wracając do sytuacji- możecie źle rozumieć cały kontekst, bo dość ogólnikowo to opisałam. Sytuacja wyglądała tak, że młoda przyszła do stołu. Ja zaproponowałam jej kurczaka z warzywami. Ona coś tam burknęła pod nosem i nałożyła sobie sałatki, więc powiedziałam, że może sobie wziąć do tego jeszcze kurczaka. Nie odpowiedziała, więc ojciec powiedział, że liczy kalorie. Na co ona wypaliła: "zamknij mordę, już Ci coś mówiłam na ten temat". Usadziła go jak smarkacza. Cóż, jeśli według Ciebie ojciec tu zawinił, bo osmielił się otworzyć usta, to faktycznie- powinien ją przeprosić i obiecać poprawę. Prawdą jest jednak to, że dziewczyna nigdy nie potrafiła się zachować kulturalnie. Nie pierwszy raz u nas byli. Dziewczyna rzadko raczyła odpowiedzieć na pytanie, na przykład, gdy pytałam ją, gdzie zamierza iść do szkoły albo pytałam ją, co u niej słychać. Nigdy konkretnej odpowiedzi. Jedynie poburkiwania pod nosem albo "nie wiem". Mój mąż mówił, że niekiedy spotkał ich w sklepie na zakupach. Nawet dzień dobry mu nie powiedziała, gdy go mijała.

67

Odp: Dzisiejsze dzieci
Tamiraa napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Jak to się nie ma pojęcia? big_smile ... kobieto my nie żyjemy w średniowieczu,że jak mi golab w dziobie nie przyniesie wiadomości po miesiącu czasu to ja niewiem co sie w Polsce dzieje i na swiecie xD

Najwyraźniej nie wiesz. Dostałaś kiedyś alert albo nad twoją głową rozległy się syreny alarmowe? Wiesz, co to znaczy wojna hybrydowa?

Tak wiem... lekarz nie musi chorowac,zeby wiedziec jak leczyć-znasz to powiedzenie? Tutaj doskonale pasuje

68 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-10-06 14:05:36)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Tamiraa napisał/a:
wieka napisał/a:

Myślę też, że mogło tak być w podanym przykładzie, że ojciec nie raz do niej w ten sposób się odezwał, więc...
Dla mnie niewyobrażalne.

Nie powiedziałabym do nastolatki, ktora prawie nic nie je, że liczy kalorie nawet w formie żartu, po prostu każdy ma prawo jeść lub nie jeść czegoś. Ale jej odpowiedź nie była kulturalna. Widać, że granice dobrego wychowania dawno i  niejeden raz zostały tu przekroczone. Ojciec mógł się martwić, że dziewczynka nie je i starać się ją wytłumaczyć wobec rodziny, może jednak lepiej gdyby jej nie zaglądał do talerza.  Nie wyobrażam sobie jednak, żeby na takie słowa dziewczynka odpowiedziała do ojca: "zamknij mordę". A ojciec co na to? Nic. Wygląda na to, że ojciec nie potrafi rozmawiać z własną córką, której nikt nie nauczył kulturalnej rozmowy przy stole.

Nie chodziło mi o to co powiedział ojciec, tylko jak ona na to zareagowała, więc
mogła brać przykład z ojca od którego słyszała te słowa nie raz.

69 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-10-06 17:31:33)

Odp: Dzisiejsze dzieci

Konkluzja tego przykładu pokazuje, że ojciec nie wyciągnie z tej historii właściwego wniosku i nadal będzie postępować jak dotychczas. Natomiast jego córka nie pozna innych, bardziej normalnych zachowań, nie tylko w podobnych sytuacjach, ale w ogóle, ponieważ nikt jej tego nie nauczy.

70 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-06 18:32:06)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:

Przepraszam, ale mam wrażenie, że to Ty nie zrozumiałaś mnie. Podkreśliła wiele razy, że to wina rodziców. Ewidentnie. Owszem, takie zachowanie ze strony dziewczyny musiało się niejednokrotnie spotkać z brakiem reakcji. I tu można się doszukać winy ojca. Ale mimo to 13-latka już powinna mieć na tyle oleju w głowie, by wiedzieć, co mówi i do kogo. A ja oceniam całe pokolenie, pomimo, że są wspaniałe młode osoby. Chodzi o ogólny trend, a ten ewidentnie równa w dół. Obecnie wychowanie dziecka to eksperymentowanie- a może taka metoda, a może taka, a może Montessori, a może dieta planetarna, a może brak prac domowych, a może więcej prac domowych, itd. Rozmawiałam miesiąc temu z wychowawcą mojego dziecka- był dokładnie tego samego zdania. Mało tego- powiedział wprost, że dzisiaj dzieci, jeśli chodzi o naukę, nie są tak bystre, jak jeszcze 20 lat temu. Stwierdził, że w systemie edukacji jest za dużo mieszane i co roku są jakieś zmiany. Tak samo jest z wychowaniem dziecka. Rodzic nie może sam go wychować, bo zewsząd tylko eksperci, dobre rady, a pomimo to trend ciągle spadkowy, jeśli chodzi o jakość... Czyli coś robimy źle, więc udawanie i brnięcie w zaparte jest bez sensu. I nie, nie chodzi mi o bicie dzieci, bo już moja babcia uważała, że dzieci bić nie wolno i trzeba rozmawiać czy tłumaczyć. Jednak dzieci miały jakiś niemalże wrodzony intelekt, że dorosły jest dorosłym i dziecko musi okazać szacunek. Nie jesteśmy jakimiś troglodytami (na wsiach), którzy myślą, że tylko biciem się dziecko wychowa. Jednak jakiś respekt dziecko musi odczuwać i wiedzieć, gdzie są granice.

Ale w tym, co piszesz, coś mi się nie składa. Z jednej strony nazywasz tę dziewczynę "gówniarą" i "księżniczką”, robisz z niej przykład tego, co jest nie tak z dzisiejszymi dziećmi, a z drugiej piszesz, że to dorośli odpowiadają za to, jakie są dzieci.
No to w końcu jak jest? Bo w Twoim sposobie pisania jest sporo pogardy dla niej i dla innych młodych ludzi, ale jeśli to dorośli ich tak ukształtowali, to właściwie za co masz do nich aż tyle pretensji?

Trudne jednostki były, są i będą, ale NIE reprezentują całej młodzieży. Można oczywiście powiedzieć, że małolata zachowała się skandalicznie - tego w żadnej mierze nie kwestionuję, ale wtedy bardziej logiczne byłoby zastanowienie się, kto i czego ją nauczył, zamiast obrzycania jej inwektywami i ferowania opinii, że dzisiejsza młodzież jest do bani.

I nadal nie widzę związku między traktowaniem dziecka jak partnera w rozmowie a brakiem granic. Dziecko może mieć własne zdanie, być traktowane z szacunkiem i nie być z góry uciszane, a jednocześnie powinno znać zasady i ponosić konsekwencje swojego zachowania. Swoboda myślenia nie oznacza przecież, że dziecku wszystko wolno. To z kolei zależy od wychowania.

Dlatego mam wrażenie, że trochę mieszasz trzy różne rzeczy: konkretne, źle wychowane dziecko, odpowiedzialność dorosłych i ocenę całego pokolenia.


- - - - - - - - - -

wieka napisał/a:
Muqin napisał/a:

Bo mądrze napisałaś smile

Jak zwykle smile

Ojej, dziękuję i już zaczynam obrastać w piórka wink big_smile

71

Odp: Dzisiejsze dzieci

https://www.facebook.com/tkliwinihilisc … Y4Asmj1fZl

72

Odp: Dzisiejsze dzieci

Trzeba też dodać, jak ważna jest konsekwencja, bo często rodzice rzucają słowa na wiatr.
A jeszcze jak jeden rodzic mówi "a" drugi "b"
...
Od szkoły podstawowej powinna być nauka o życiu w rodzinie, tylko z kolei kto by miał to prowadzić, jak nie potrafi żyć w swojej, ale zawsze ktoś by się znalazł kto by mógł wnieść sporo w tej materii.
Tak samo w szkołach rodzenia powinny być wykłady jak prawidłowo wychowywać dzieci.
Tak jak w państwowych naukach przedmałżeńskich jak żyć w małżeństwie, żeby był wilk syty i owca cała wink

73

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:

A dla zego nie? Co jest w złego w stwierdzeniu "liczy kalorie"? Takie podejście jest właśnie zapalnikiem, bo sama traktujesz zwykle zdanie, jak coś wielce delikatnego. Rozumiem, że nastolatka jest przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu, ale robienie z tego tematu niemalże tabu też nie jest wyjściem. Uczymy dzieci tego, że nie wolno mówić kompletnie nic na newralgiczne tematy, bo jeszcze, nie daj Boże, dziecku się coś nie spodoba.

To może odwróćmy sytuację - jakaś bliska osoba, wiedząc, że masz nadmiar kilogramów (zakładam hipotetycznie, bo nie wiem, jak jest), w sytuacji towarzyskiej, przy porcji deseru, zażartuje: „"a to sobie nie odmawia!”. Jasne, że można bronić się stwierdzeniem, że masz do siebie dystans, ale trzeba mieć go bardzo dużo, żeby nie poczuć się źle, kiedy ktoś publicznie zwraca uwagę na coś, co może być dla Ciebie kompleksem.
I nie uwierzę, że żadnej osoby przy kości taki komentarz zupełnie nie dotknie - ktoś może mieć dystans do siebie, a ktoś inny nie mieć go wcale i też ma do tego prawo. Sam fakt, że tego typu aluzje odnoszą się do dziecka, niczego tu nie zmienia.

Swoją drogą uważam za zwyczajnie nietaktowne takie głośne zwracanie uwagi na to, co i ile ktoś je. Zwłaszcza kiedy robi się to w formie żartu, który dla jednej osoby jest niewinnym dowcipem, a dla drugiej może być zwyczajnie przykry.

Ewika99 napisał/a:

Wracając do sytuacji- możecie źle rozumieć cały kontekst, bo dość ogólnikowo to opisałam. Sytuacja wyglądała tak, że młoda przyszła do stołu. Ja zaproponowałam jej kurczaka z warzywami. Ona coś tam burknęła pod nosem i nałożyła sobie sałatki, więc powiedziałam, że może sobie wziąć do tego jeszcze kurczaka. Nie odpowiedziała, więc ojciec powiedział, że liczy kalorie. Na co ona wypaliła: "zamknij mordę, już Ci coś mówiłam na ten temat". Usadziła go jak smarkacza. Cóż, jeśli według Ciebie ojciec tu zawinił, bo osmielił się otworzyć usta, to faktycznie- powinien ją przeprosić i obiecać poprawę. Prawdą jest jednak to, że dziewczyna nigdy nie potrafiła się zachować kulturalnie. Nie pierwszy raz u nas byli. Dziewczyna rzadko raczyła odpowiedzieć na pytanie, na przykład, gdy pytałam ją, gdzie zamierza iść do szkoły albo pytałam ją, co u niej słychać. Nigdy konkretnej odpowiedzi. Jedynie poburkiwania pod nosem albo "nie wiem". Mój mąż mówił, że niekiedy spotkał ich w sklepie na zakupach. Nawet dzień dobry mu nie powiedziała, gdy go mijała.

No widzisz, czyli to nie była pierwsza taka sytuacja, a skoro poprzednie próby zwracania ojcu uwagi, że stawia córkę w niekomfortowej sytuacji, nie przyniosły efektu, to młoda tym razem wybuchła i zareagowała gwałtowniej. Jest szansa, że zadziała.

Dla pewności raz jeszcze powtarzam, że jej zachowanie było skandaliczne, ale za takim zachowaniem ZAWSZE coś się chowa.

74

Odp: Dzisiejsze dzieci
Priscilla napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

A dla zego nie? Co jest w złego w stwierdzeniu "liczy kalorie"? Takie podejście jest właśnie zapalnikiem, bo sama traktujesz zwykle zdanie, jak coś wielce delikatnego. Rozumiem, że nastolatka jest przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu, ale robienie z tego tematu niemalże tabu też nie jest wyjściem. Uczymy dzieci tego, że nie wolno mówić kompletnie nic na newralgiczne tematy, bo jeszcze, nie daj Boże, dziecku się coś nie spodoba.

To może odwróćmy sytuację - jakaś bliska osoba, wiedząc, że masz nadmiar kilogramów (zakładam hipotetycznie, bo nie wiem, jak jest), w sytuacji towarzyskiej, przy porcji deseru, zażartuje: „"a to sobie nie odmawia!”. Jasne, że można bronić się stwierdzeniem, że masz do siebie dystans, ale trzeba mieć go bardzo dużo, żeby nie poczuć się źle, kiedy ktoś publicznie zwraca uwagę na coś, co może być dla Ciebie kompleksem.
I nie uwierzę, że żadnej osoby przy kości taki komentarz zupełnie nie dotknie - ktoś może mieć dystans do siebie, a ktoś inny nie mieć go wcale i też ma do tego prawo. Sam fakt, że tego typu aluzje odnoszą się do dziecka, niczego tu nie zmienia.

Swoją drogą uważam za zwyczajnie nietaktowne takie głośne zwracanie uwagi na to, co i ile ktoś je. Zwłaszcza kiedy robi się to w formie żartu, który dla jednej osoby jest niewinnym dowcipem, a dla drugiej może być zwyczajnie przykry.

Ewika99 napisał/a:

Wracając do sytuacji- możecie źle rozumieć cały kontekst, bo dość ogólnikowo to opisałam. Sytuacja wyglądała tak, że młoda przyszła do stołu. Ja zaproponowałam jej kurczaka z warzywami. Ona coś tam burknęła pod nosem i nałożyła sobie sałatki, więc powiedziałam, że może sobie wziąć do tego jeszcze kurczaka. Nie odpowiedziała, więc ojciec powiedział, że liczy kalorie. Na co ona wypaliła: "zamknij mordę, już Ci coś mówiłam na ten temat". Usadziła go jak smarkacza. Cóż, jeśli według Ciebie ojciec tu zawinił, bo osmielił się otworzyć usta, to faktycznie- powinien ją przeprosić i obiecać poprawę. Prawdą jest jednak to, że dziewczyna nigdy nie potrafiła się zachować kulturalnie. Nie pierwszy raz u nas byli. Dziewczyna rzadko raczyła odpowiedzieć na pytanie, na przykład, gdy pytałam ją, gdzie zamierza iść do szkoły albo pytałam ją, co u niej słychać. Nigdy konkretnej odpowiedzi. Jedynie poburkiwania pod nosem albo "nie wiem". Mój mąż mówił, że niekiedy spotkał ich w sklepie na zakupach. Nawet dzień dobry mu nie powiedziała, gdy go mijała.

No widzisz, czyli to nie była pierwsza taka sytuacja, a skoro poprzednie próby zwracania ojcu uwagi, że stawia córkę w niekomfortowej sytuacji, nie przyniosły efektu, to młoda tym razem wybuchła i zareagowała gwałtowniej. Jest szansa, że zadziała.

Dla pewności raz jeszcze powtarzam, że jej zachowanie było skandaliczne, ale za takim zachowaniem ZAWSZE coś się chowa.

Dokladnie tak jak wcześniej napisalam duzo tez zależy od tonu glosu. I od intencji tez czasami ktos celowo prowokuje w slowach

75 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-10-06 19:13:43)

Odp: Dzisiejsze dzieci
wieka napisał/a:

Trzeba też dodać, jak ważna jest konsekwencja, bo często rodzice rzucają słowa na wiatr.
A jeszcze jak jeden rodzic mówi "a" drugi "b"
...
Od szkoły podstawowej powinna być nauka o życiu w rodzinie, tylko z kolei kto by miał to prowadzić, jak nie potrafi żyć w swojej, ale zawsze ktoś by się znalazł kto by mógł wnieść sporo w tej materii.
Tak samo w szkołach rodzenia powinny być wykłady jak prawidłowo wychowywać dzieci.
Tak jak w państwowych naukach przedmałżeńskich jak żyć w małżeństwie, żeby był wilk syty i owca cała wink

Co do nauki "życia w rodzinie" w szkole to zgoda. Ale mam wrażenie że to byłoby zawsze pole bitew politycznych

W szkole rodzenia wykłady jak wychowywać dzieci to nie bardzo. Tam i tak mało czasu i skupiają sie na porodzie i pielęgnacji szkraba jak jest świeżakiem.  Świetna sprawa. Pozwoliła mi bez zaskoczeń przejść przez ten trudny dla mnie okres porodu  smile

Przedmałżeńskie tez zaliczyłem. Ale to oklejone ideologią. Jak się fajny ksiądz trafi to nawet coś mądrego powie. Ja trafiłem na wystrzelonego anty-antykoncepcjoniste

76

Odp: Dzisiejsze dzieci
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

Trzeba też dodać, jak ważna jest konsekwencja, bo często rodzice rzucają słowa na wiatr.
A jeszcze jak jeden rodzic mówi "a" drugi "b"
...
Od szkoły podstawowej powinna być nauka o życiu w rodzinie, tylko z kolei kto by miał to prowadzić, jak nie potrafi żyć w swojej, ale zawsze ktoś by się znalazł kto by mógł wnieść sporo w tej materii.
Tak samo w szkołach rodzenia powinny być wykłady jak prawidłowo wychowywać dzieci.
Tak jak w państwowych naukach przedmałżeńskich jak żyć w małżeństwie, żeby był wilk syty i owca cała wink

Co do nauki "życia w rodzinie" w szkole to zgoda. Ale mam wrażenie że to byłoby zawsze pole bitew politycznych

W szkole rodzenia wykłady jak wychowywać dzieci to nie bardzo. Tam i tak mało czasu i skupiają sie na porodzie i pielęgnacji szkraba jak jest świeżakiem.  Świetna sprawa. Pozwoliła mi bez zaskoczeń przejść przez ten trudny dla mnie okres porodu  smile

Przedmałżeńskie tez zaliczyłem. Ale to oklejone ideologią. Jak się fajny ksiądz trafi to nawet coś mądrego powie. Ja trafiłem na wystrzelonego anty-antykoncepcjoniste

Miałam na myśli nauki profesjonalne.
Dobre z tym trudnym okresem porodu big_smile
Wiadomo, że musiał by być dodatkowy czas na naukę wychowania dziecka, bo ono paradoksalnie zaczyna się po porodzie, tak jak pielęgnacja.

77 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-06 19:44:57)

Odp: Dzisiejsze dzieci
wieka napisał/a:
Bert44 napisał/a:
wieka napisał/a:

Trzeba też dodać, jak ważna jest konsekwencja, bo często rodzice rzucają słowa na wiatr.
A jeszcze jak jeden rodzic mówi "a" drugi "b"
...
Od szkoły podstawowej powinna być nauka o życiu w rodzinie, tylko z kolei kto by miał to prowadzić, jak nie potrafi żyć w swojej, ale zawsze ktoś by się znalazł kto by mógł wnieść sporo w tej materii.
Tak samo w szkołach rodzenia powinny być wykłady jak prawidłowo wychowywać dzieci.
Tak jak w państwowych naukach przedmałżeńskich jak żyć w małżeństwie, żeby był wilk syty i owca cała wink

Co do nauki "życia w rodzinie" w szkole to zgoda. Ale mam wrażenie że to byłoby zawsze pole bitew politycznych

W szkole rodzenia wykłady jak wychowywać dzieci to nie bardzo. Tam i tak mało czasu i skupiają sie na porodzie i pielęgnacji szkraba jak jest świeżakiem.  Świetna sprawa. Pozwoliła mi bez zaskoczeń przejść przez ten trudny dla mnie okres porodu  smile

Przedmałżeńskie tez zaliczyłem. Ale to oklejone ideologią. Jak się fajny ksiądz trafi to nawet coś mądrego powie. Ja trafiłem na wystrzelonego anty-antykoncepcjoniste

Miałam na myśli nauki profesjonalne.
Dobre z tym trudnym okresem porodu big_smile
Wiadomo, że musiał by być dodatkowy czas na naukę wychowania dziecka, bo ono paradoksalnie zaczyna się po porodzie, tak jak pielęgnacja.

Tylko pytanie jak Ci "profesjonalisci" wychowuja wlasne dzieci,żeby pouczac o tym innych rodzicow... to wlasnie o to chodzi,zeby panstwo i instytucje nie dyktowaly rodzicom jak maja wychowywac dzieci. Jedynie na co powinni reagowac to przemoc.

78

Odp: Dzisiejsze dzieci
Alessandro napisał/a:

Zamiast analizować tą całą sytuację, to bardziej proponowałbym pochylić się nad poszukaniem rozwiązania, co należałoby zrobić, aby podobna historia więcej już się nie powtórzyła. Mleko się wylało, czasu nie cofniemy.

Mleko się wylało dużo wcześniej. Tam coś nie działa.  I to od dawna. Nie ma szacunku. Pewnie wzajemnie.

Nie znamy "podkładu " całej sytuacji. Czy młoda ma śrubę na punkcie swojej wagi i wstydzi się. Przecież to zagubiona małolata. Dzieciaki w dzisiejszym świecie sa strasznie pogubione. Tyle teorii jak żyć,  tyle systemów wartości, przebodźcowanie, wszyscy sa toksykami, wszyscy wszystko wiedzą najlepiej,  kontakt z rodzicami przycięty.  Dzieciaki też sie w tym świecie gubią. Zależy jak "nabrzmialy" jest problem młodej. Może wiele razy prosiła ojca o dyskrecję i niekomentowanie. Może nie chciała być na tej imprezie. Oczywiscie niezależnie od przyczyny zachowanie nieodpowiednie. Ale każdy medal ma dwie strony. Wielu rodziców popełnia taki błąd że lekceważą problemy dzieciaków bo dla nich sa błahe. A dla dzieciaka to sprawa życia i śmierci może być.

Mówimy blaha sprawa.

Ale znajdź faceta który oleje tekst partnerki na imprezie typu - no demon wielkości to tam nie siedzi

Albo sympatycznie powiedziane przez faceta - no moja słodka kłoda

Przecież błahe i przyjaźnie powiedziane. Ot taki żarcik

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia a my jako dorośli często nie portafimy wejść w buty dzieci.

Co nie zmienia faktu że nie przepusciłbym mlodej takiego tekstu. Tylko tu coś sie powinno dziać dużo wcześniej

79

Odp: Dzisiejsze dzieci

Łeee.. demografia szoruje po dnie, więc niebawem rozpuszczone towarzystwo nie będzie problemem.

Za moich czasów, nie tak znowu odległych, dzieciak, który pokazywałby dupę na lekcjach czy coś w ten deseń lądował z miejsca w 'es-ach' z odpowiednią etykietką, dla niewtajemniczonych szkole specjalnej - koniec marzeń o karierze czy coś. To tylko teraz mamy nadmiar wszelkiej maści psychologów i innych szamanów itd., którzy w każdym świrze czy innym ludzkim odpadzie widzą biedne, zagubione dziecko.

80 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-06 22:10:20)

Odp: Dzisiejsze dzieci
assassin napisał/a:

Łeee.. demografia szoruje po dnie, więc niebawem rozpuszczone towarzystwo nie będzie problemem.

Za moich czasów, nie tak znowu odległych, dzieciak, który pokazywałby dupę na lekcjach czy coś w ten deseń lądował z miejsca w 'es-ach' z odpowiednią etykietką, dla niewtajemniczonych szkole specjalnej - koniec marzeń o karierze czy coś. To tylko teraz mamy nadmiar wszelkiej maści psychologów i innych szamanów itd., którzy w każdym świrze czy innym ludzkim odpadzie widzą biedne, zagubione dziecko.

Albo wykrywają ostatnio modny autyzm u każdego dziecka,ktore sie źle zachowuje ... jak mialam Facebooka to tam byla taka grupa dla rodzicow i za kazdym razem ktos pisał  "że ma problemy z dzieckiem" to od razu wiele osób pisało"ze to autyzm"... na wszystkie złe zachowania dzieciaków mają teraz autyzmowa wymówkę.  Trochę to wkurza,bo z prawdziwego autyzmu robi pośmiewisko

81

Odp: Dzisiejsze dzieci
Julia life in UK napisał/a:
assassin napisał/a:

Łeee.. demografia szoruje po dnie, więc niebawem rozpuszczone towarzystwo nie będzie problemem.

Za moich czasów, nie tak znowu odległych, dzieciak, który pokazywałby dupę na lekcjach czy coś w ten deseń lądował z miejsca w 'es-ach' z odpowiednią etykietką, dla niewtajemniczonych szkole specjalnej - koniec marzeń o karierze czy coś. To tylko teraz mamy nadmiar wszelkiej maści psychologów i innych szamanów itd., którzy w każdym świrze czy innym ludzkim odpadzie widzą biedne, zagubione dziecko.

Albo wykrywają ostatnio modny autyzm u każdego dziecka,ktore sie źle zachowuje ... jak mialam Facebooka to tam byla taka grupa dla rodzicow i za kazdym razem ktos pisał  "że ma problemy z dzieckiem" to od razu wiele osób pisało"ze to autyzm"... na wszystkie złe zachowania dzieciaków mają teraz autyzmowa wymówkę.  Trochę to wkurza,bo z prawdziwego autyzmu robi pośmiewisko

Ewentualnie ADHD lol

82

Odp: Dzisiejsze dzieci
assassin napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
assassin napisał/a:

Łeee.. demografia szoruje po dnie, więc niebawem rozpuszczone towarzystwo nie będzie problemem.

Za moich czasów, nie tak znowu odległych, dzieciak, który pokazywałby dupę na lekcjach czy coś w ten deseń lądował z miejsca w 'es-ach' z odpowiednią etykietką, dla niewtajemniczonych szkole specjalnej - koniec marzeń o karierze czy coś. To tylko teraz mamy nadmiar wszelkiej maści psychologów i innych szamanów itd., którzy w każdym świrze czy innym ludzkim odpadzie widzą biedne, zagubione dziecko.

Albo wykrywają ostatnio modny autyzm u każdego dziecka,ktore sie źle zachowuje ... jak mialam Facebooka to tam byla taka grupa dla rodzicow i za kazdym razem ktos pisał  "że ma problemy z dzieckiem" to od razu wiele osób pisało"ze to autyzm"... na wszystkie złe zachowania dzieciaków mają teraz autyzmowa wymówkę.  Trochę to wkurza,bo z prawdziwego autyzmu robi pośmiewisko

Ewentualnie ADHD lol

Tak właśnie  to też  big_smile....kiedyś autyzm to było może 2% dzieciaków,a teraz każdego diagnozują z tą chorobą albo z ADHD normalnie epidemia,a kto wie może już nawet i pandemia xD

83 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-06 23:33:58)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Julia life in UK napisał/a:
assassin napisał/a:

Ewentualnie ADHD lol

Tak właśnie  to też  big_smile....kiedyś autyzm to było może 2% dzieciaków,a teraz każdego diagnozują z tą chorobą albo z ADHD normalnie epidemia,a kto wie może już nawet i pandemia xD

Podobno teraz są lepsze narzędzia diagnostyczne, dlatego obecność określonych zaburzeń w danej populacji wcale się nie zwiększyła, za to specjaliści lepiej sobie radzą ze stawianiem diagnoz. Jednym słowem, częściej nazywa się to, co kiedyś pozostawało nienazwane. Nie wiem, czy tak jest w istocie, ale wielokrotnie spotkałam się z takim stwierdzeniem.

84

Odp: Dzisiejsze dzieci
Priscilla napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
assassin napisał/a:

Ewentualnie ADHD lol

Tak właśnie  to też  big_smile....kiedyś autyzm to było może 2% dzieciaków,a teraz każdego diagnozują z tą chorobą albo z ADHD normalnie epidemia,a kto wie może już nawet i pandemia xD

Podobno teraz są lepsze narzędzia diagnostyczne, dlatego obecność określonych zaburzeń w danej populacji wcale się nie zwiększyła, za to specjaliści lepiej sobie radzą ze stawianiem diagnoz. Jednym słowem, częściej nazywa się to, co kiedyś pozostawało nienazwane. Nie wiem, czy tak jest w istocie, ale wielokrotnie spotkałam się z takim stwierdzeniem.

Pewnie faktycznie obecnie ma się lepsza wiedzę o tym. Natomiast przepisywać każdemu dziecku za złe zachowanie jakieś zaburzenia to już jest przesada big_smile

85 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-10-07 02:15:48)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Priscilla napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
assassin napisał/a:

Ewentualnie ADHD lol

Tak właśnie  to też  big_smile....kiedyś autyzm to było może 2% dzieciaków,a teraz każdego diagnozują z tą chorobą albo z ADHD normalnie epidemia,a kto wie może już nawet i pandemia xD

Podobno teraz są lepsze narzędzia diagnostyczne, dlatego obecność określonych zaburzeń w danej populacji wcale się nie zwiększyła, za to specjaliści lepiej sobie radzą ze stawianiem diagnoz. Jednym słowem, częściej nazywa się to, co kiedyś pozostawało nienazwane. Nie wiem, czy tak jest w istocie, ale wielokrotnie spotkałam się z takim stwierdzeniem.

W latach 90-tych i jeszcze sporo później diagnostyka spectrum autyzmu raczkowała dopiero. Do dziś niejeden uważa spectrum autyzmu i ADHD za "chorobę" co to da się ją wyleczyć albo za zaburzenie psychiczne co je można psychoterapią naprostować, choć i spectrum i ADHA to neuroodmienność o rożnej skali, ani upośledzenie umysłowe, ani zaburzenie psychiczne ani choroba. Czysta neurologia dana całkiem sporej liczbie ludzi jako wyposażenie fabryczne.


A co do tej opisywanej dziewczyny to widać w jej domu tak ludzie do siebie mówią.

86

Odp: Dzisiejsze dzieci
Julia life in UK napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Jak to się nie ma pojęcia? big_smile ... kobieto my nie żyjemy w średniowieczu,że jak mi golab w dziobie nie przyniesie wiadomości po miesiącu czasu to ja niewiem co sie w Polsce dzieje i na swiecie xD

Najwyraźniej nie wiesz. Dostałaś kiedyś alert albo nad twoją głową rozległy się syreny alarmowe? Wiesz, co to znaczy wojna hybrydowa?

Tak wiem... lekarz nie musi chorowac,zeby wiedziec jak leczyć-znasz to powiedzenie? Tutaj doskonale pasuje

Lekarzu, lecz się sam.

87 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-10-07 09:31:22)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
wieka napisał/a:

Myślę też, że mogło tak być w podanym przykładzie, że ojciec nie raz do niej w ten sposób się odezwał, więc...
Dla mnie niewyobrażalne.

Nie powiedziałabym do nastolatki, ktora prawie nic nie je, że liczy kalorie nawet w formie żartu, po prostu każdy ma prawo jeść lub nie jeść czegoś. Ale jej odpowiedź nie była kulturalna. Widać, że granice dobrego wychowania dawno i  niejeden raz zostały tu przekroczone. Ojciec mógł się martwić, że dziewczynka nie je i starać się ją wytłumaczyć wobec rodziny, może jednak lepiej gdyby jej nie zaglądał do talerza.  Nie wyobrażam sobie jednak, żeby na takie słowa dziewczynka odpowiedziała do ojca: "zamknij mordę". A ojciec co na to? Nic. Wygląda na to, że ojciec nie potrafi rozmawiać z własną córką, której nikt nie nauczył kulturalnej rozmowy przy stole.

A dla zego nie? Co jest w złego w stwierdzeniu "liczy kalorie"? Takie podejście jest właśnie zapalnikiem, bo sama traktujesz zwykle zdanie, jak coś wielce delikatnego. Rozumiem, że nastolatka jest przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu, ale robienie z tego tematu niemalże tabu też nie jest wyjściem. Uczymy dzieci tego, że nie wolno mówić kompletnie nic na newralgiczne tematy, bo jeszcze, nie daj Boże, dziecku się coś nie spodoba.
Wracając do sytuacji- możecie źle rozumieć cały kontekst, bo dość ogólnikowo to opisałam. Sytuacja wyglądała tak, że młoda przyszła do stołu. Ja zaproponowałam jej kurczaka z warzywami. Ona coś tam burknęła pod nosem i nałożyła sobie sałatki, więc powiedziałam, że może sobie wziąć do tego jeszcze kurczaka. Nie odpowiedziała, więc ojciec powiedział, że liczy kalorie. Na co ona wypaliła: "zamknij mordę, już Ci coś mówiłam na ten temat". Usadziła go jak smarkacza. Cóż, jeśli według Ciebie ojciec tu zawinił, bo osmielił się otworzyć usta, to faktycznie- powinien ją przeprosić i obiecać poprawę. Prawdą jest jednak to, że dziewczyna nigdy nie potrafiła się zachować kulturalnie. Nie pierwszy raz u nas byli. Dziewczyna rzadko raczyła odpowiedzieć na pytanie, na przykład, gdy pytałam ją, gdzie zamierza iść do szkoły albo pytałam ją, co u niej słychać. Nigdy konkretnej odpowiedzi. Jedynie poburkiwania pod nosem albo "nie wiem". Mój mąż mówił, że niekiedy spotkał ich w sklepie na zakupach. Nawet dzień dobry mu nie powiedziała, gdy go mijała.

Mówienie o kaloriach było w mniemaniu ojca delikatne pewnie, a dziewczyna miała dość mówienia o niej. Jak dla mnie przy stole nie rozmawia się o tym, co kto ma na talerzu. Najczęściej: jedz, jedz.. Czemu nic nie jesz... To jest zdrowe.... itp. Może od tego się zaczęło? Ojciec może ją usprawiedliwiał, bo jadła niewiele i nie miał nic złego na myśli? A wyszło jak wyszło. Lepiej by zrobił gdyby nie żartował i nie tłumaczył, a zmienił temat na inny. Piszesz: księżniczka - być może dla ojca nią była  i pozwalał jej na wiele. Który ojciec by pominął milczeniem odpowiedź:"zamknij mordę"? Przypuszczam, że wszyscy przy stole poczuli się źle, ale dziewczyna nauczyła się, że aby dano jej spokój przy stole, to właśnie tak ma zareagować. Gdybym siedziała przy tym stole i słyszała taką odpowiedź, pewnie wtrąciłabym swoje trzy grosze:)

88

Odp: Dzisiejsze dzieci
Priscilla napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

A dla zego nie? Co jest w złego w stwierdzeniu "liczy kalorie"? Takie podejście jest właśnie zapalnikiem, bo sama traktujesz zwykle zdanie, jak coś wielce delikatnego. Rozumiem, że nastolatka jest przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu, ale robienie z tego tematu niemalże tabu też nie jest wyjściem. Uczymy dzieci tego, że nie wolno mówić kompletnie nic na newralgiczne tematy, bo jeszcze, nie daj Boże, dziecku się coś nie spodoba.

To może odwróćmy sytuację - jakaś bliska osoba, wiedząc, że masz nadmiar kilogramów (zakładam hipotetycznie, bo nie wiem, jak jest), w sytuacji towarzyskiej, przy porcji deseru, zażartuje: „"a to sobie nie odmawia!”. Jasne, że można bronić się stwierdzeniem, że masz do siebie dystans, ale trzeba mieć go bardzo dużo, żeby nie poczuć się źle, kiedy ktoś publicznie zwraca uwagę na coś, co może być dla Ciebie kompleksem.
I nie uwierzę, że żadnej osoby przy kości taki komentarz zupełnie nie dotknie - ktoś może mieć dystans do siebie, a ktoś inny nie mieć go wcale i też ma do tego prawo. Sam fakt, że tego typu aluzje odnoszą się do dziecka, niczego tu nie zmienia.

Swoją drogą uważam za zwyczajnie nietaktowne takie głośne zwracanie uwagi na to, co i ile ktoś je. Zwłaszcza kiedy robi się to w formie żartu, który dla jednej osoby jest niewinnym dowcipem, a dla drugiej może być zwyczajnie przykry.

Ewika99 napisał/a:

Wracając do sytuacji- możecie źle rozumieć cały kontekst, bo dość ogólnikowo to opisałam. Sytuacja wyglądała tak, że młoda przyszła do stołu. Ja zaproponowałam jej kurczaka z warzywami. Ona coś tam burknęła pod nosem i nałożyła sobie sałatki, więc powiedziałam, że może sobie wziąć do tego jeszcze kurczaka. Nie odpowiedziała, więc ojciec powiedział, że liczy kalorie. Na co ona wypaliła: "zamknij mordę, już Ci coś mówiłam na ten temat". Usadziła go jak smarkacza. Cóż, jeśli według Ciebie ojciec tu zawinił, bo osmielił się otworzyć usta, to faktycznie- powinien ją przeprosić i obiecać poprawę. Prawdą jest jednak to, że dziewczyna nigdy nie potrafiła się zachować kulturalnie. Nie pierwszy raz u nas byli. Dziewczyna rzadko raczyła odpowiedzieć na pytanie, na przykład, gdy pytałam ją, gdzie zamierza iść do szkoły albo pytałam ją, co u niej słychać. Nigdy konkretnej odpowiedzi. Jedynie poburkiwania pod nosem albo "nie wiem". Mój mąż mówił, że niekiedy spotkał ich w sklepie na zakupach. Nawet dzień dobry mu nie powiedziała, gdy go mijała.

No widzisz, czyli to nie była pierwsza taka sytuacja, a skoro poprzednie próby zwracania ojcu uwagi, że stawia córkę w niekomfortowej sytuacji, nie przyniosły efektu, to młoda tym razem wybuchła i zareagowała gwałtowniej. Jest szansa, że zadziała.

Dla pewności raz jeszcze powtarzam, że jej zachowanie było skandaliczne, ale za takim zachowaniem ZAWSZE coś się chowa.

Sytuacja, gdzie młoda odzywa się do ojca w ten sposób była pierwszą. I nigdy nie słyszałam, by ojciec źle odzywał się do córki albo żony. A trochę się znamy. A ja myślę, szansa to jest tylko ja to, że gowniara tylko utwierdziła się w przekonaniu, że do ojca może mówić, jak jej się tylko podoba i jeszcze chwila, a nie będzie mu można buzi przy niej otworzyć. Na żaden temat.

89

Odp: Dzisiejsze dzieci

Nie wiesz co się dzieje u nich w domu, bo na zewnątrz często inaczej wygląda.

90

Odp: Dzisiejsze dzieci

Uwierz, wiem.

91

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:

Uwierz, wiem.

Wiedziałabyś, żeby to było w twojej rodzinie, bo u nich w domu tzw. prześcieradłem nie byłaś.

92

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:

Uwierz, wiem.

Skąd to przekonanie?


Raz jeszcze wrócę do fragmentu, na temat którego już się wypowiedziałam, ale to pominęłaś:

Ewika99 napisał/a:

Na co ona wypaliła: "zamknij mordę, już Ci coś mówiłam na ten temat".

To nie była pierwsza taka sytuacja i nie należy udawać, że tego nie było. Dziewczyna wyraźnie zwracała już ojcu uwagę, a skoro tak, to widocznie było to dla niej ważne, w jakiś sposób uciążliwe i/lub stawiało ją w niekomfortowej sytuacji. On zaś po raz kolejny nic sobie z tego nie zrobił i nie umiejąc inaczej poradzić sobie z emocjami, które w tamtej chwili wzięły górę, wybuchła. Sam sposób może wskazywać na wielokrotne przekraczanie jej granic, nieumiejętność konstruktywnego rozładowywania napięcia, nieumiejętność radzenia sobie z takimi sytuacjami i pewnie znajdzie się jeszcze kilka potencjalnych przyczyn. To nie jest tak, że "gówniara" jest źle wychowana, w końcu sama się nie wychowuje i ktoś jej to musiał pokazać, a przy tym nie nauczył, że można inaczej. Brak reakcji ojca też jest zresztą bardzo wymowny.

93 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-07 14:30:29)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Priscilla napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

Uwierz, wiem.

Skąd to przekonanie?


Raz jeszcze wrócę do fragmentu, na temat którego już się wypowiedziałam, ale to pominęłaś:

Ewika99 napisał/a:

Na co ona wypaliła: "zamknij mordę, już Ci coś mówiłam na ten temat".

To nie była pierwsza taka sytuacja i nie należy udawać, że tego nie było. Dziewczyna wyraźnie zwracała już ojcu uwagę, a skoro tak, to widocznie było to dla niej ważne, w jakiś sposób uciążliwe i/lub stawiało ją w niekomfortowej sytuacji. On zaś po raz kolejny nic sobie z tego nie zrobił i nie umiejąc inaczej poradzić sobie z emocjami, które w tamtej chwili wzięły górę, wybuchła. Sam sposób może wskazywać na wielokrotne przekraczanie jej granic, nieumiejętność konstruktywnego rozładowywania napięcia, nieumiejętność radzenia sobie z takimi sytuacjami i pewnie znajdzie się jeszcze kilka potencjalnych przyczyn. To nie jest tak, że "gówniara" jest źle wychowana, w końcu sama się nie wychowuje i ktoś jej to musiał pokazać, a przy tym nie nauczył, że można inaczej. Brak reakcji ojca też jest zresztą bardzo wymowny.

"Ktoś jej musiał pokazac"- no ojciec jej napewno nie pokazał i jej nie uczył tego,zeby sie do niego chamsko odzywala... sama sie nauczyła albo od rowiesnikow,a ze ojciec zamknal morde w sekunde bo jest glupi jak but to inna sprawa xD. Gdybym to byla ja to gowniara by zamknela morde,a nie ja

94

Odp: Dzisiejsze dzieci

Najwyraźniej temat "liczenia kalorii" ma w tej historii duże tak zwane drugie dno, o którym Ewika albo nie wiesz, albo je oceniasz jakoś po swojemu. Taki wierzchołek góry lodowej.
Była jakaś sytuacja - oceniłaś, ze niewychowana gówniara czy jakoś tak. I ojciec "powinien".
Zapewne z jakiegoś powodu zmilczał.
Sadzę, że powody istnieją.

Tak odnośnie savoir - vivre to masa dorosłych ludzi potrafi w sytuacjach towarzyskich rzucać teksty tak niedelikatne (łagodnie mówiąc) że spontaniczną reakcję chce się mieć podobną do tej nastolatki. Tyle, że nie wypada. Te ciotki, kuzyni, teściowe....

Tyle ze od tej konkretnej sytuacji do narzekania na dzisiejszą młodzież droga daleka.

Jak opisałaś tego chłopaka co to z bukietem kwiatów pruje do dziewczyny to wiesz, dla mnie to było bardziej romantyczne niż godne potępienia smile Pewnie że nie powinien pruć na oślep bo to niebezpieczne, ale tak ogólnie co w tym widzisz godnego napiętnowania i potępienia?

95

Odp: Dzisiejsze dzieci
Muqin napisał/a:

Najwyraźniej temat "liczenia kalorii" ma w tej historii duże tak zwane drugie dno, o którym Ewika albo nie wiesz, albo je oceniasz jakoś po swojemu. Taki wierzchołek góry lodowej.
Była jakaś sytuacja - oceniłaś, ze niewychowana gówniara czy jakoś tak. I ojciec "powinien".
Zapewne z jakiegoś powodu zmilczał.
Sadzę, że powody istnieją.

Tak odnośnie savoir - vivre to masa dorosłych ludzi potrafi w sytuacjach towarzyskich rzucać teksty tak niedelikatne (łagodnie mówiąc) że spontaniczną reakcję chce się mieć podobną do tej nastolatki. Tyle, że nie wypada. Te ciotki, kuzyni, teściowe....

Tyle ze od tej konkretnej sytuacji do narzekania na dzisiejszą młodzież droga daleka.

Jak opisałaś tego chłopaka co to z bukietem kwiatów pruje do dziewczyny to wiesz, dla mnie to było bardziej romantyczne niż godne potępienia smile Pewnie że nie powinien pruć na oślep bo to niebezpieczne, ale tak ogólnie co w tym widzisz godnego napiętnowania i potępienia?

No powiedziec do ojca "zamknij mordę " to jest niedopuszczalne. Z drugiej strony jeżeli on sprowokował glupimi odzywkami to się częściowo nie dziwie. Wina jest po obu stronach

96

Odp: Dzisiejsze dzieci

Ja uważam ze bywa różnie. Generalnie jest jakoś mniej szacunku do starszych.  Tak mi sie wydaje. Ale tak czarno jak Ewika piszesz też nie jest. Dużo zależy od dzieciaka, rodziny, środowiska. Ja wiekszych problemów wychowawczych nie zauważyłem. W szkole dzieją się różne rzeczy ale są to najczęściej akcje ograniczonej liczby dzieci. Za moich czasów tez tak bylo. Byly "diabły" w każdej klasie.
Za to dużo zależy od środowiska rówieśników w ktorym przybywa dziecko. Jak załapie słaby system wartości to różnie może być. Córka mojego kolegi sie "stoczyla". Załamał się.  Przeszła z podstawówki (tam było z nią ok) do przeciętnej szkoły a tam jeszcze w gówniane towarzystwo weszła.  I u nieletniej zaczęły sie odbiory z komisariatu, wagary, nie wracanie na noc, dragi. Tragedia. Ale w tamtej grupie jest kozakiem. Bo ma niezłe oceny bez wysiłku a jednocześnie wciąga,  imprezuje, łamie wszelkie zasady

97 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-07 17:29:52)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Bert44 napisał/a:

Ja uważam ze bywa różnie. Generalnie jest jakoś mniej szacunku do starszych.  Tak mi sie wydaje. Ale tak czarno jak Ewika piszesz też nie jest. Dużo zależy od dzieciaka, rodziny, środowiska. Ja wiekszych problemów wychowawczych nie zauważyłem. W szkole dzieją się różne rzeczy ale są to najczęściej akcje ograniczonej liczby dzieci. Za moich czasów tez tak bylo. Byly "diabły" w każdej klasie.
Za to dużo zależy od środowiska rówieśników w ktorym przybywa dziecko. Jak załapie słaby system wartości to różnie może być. Córka mojego kolegi sie "stoczyla". Załamał się.  Przeszła z podstawówki (tam było z nią ok) do przeciętnej szkoły a tam jeszcze w gówniane towarzystwo weszła.  I u nieletniej zaczęły sie odbiory z komisariatu, wagary, nie wracanie na noc, dragi. Tragedia. Ale w tamtej grupie jest kozakiem. Bo ma niezłe oceny bez wysiłku a jednocześnie wciąga,  imprezuje, łamie wszelkie zasady

No i to nie jest wina rodziców. Należy liczyć,że od czasu pójścia dziecka do szkoły,a zwłaszcza od lat nastoletnich to już nie rodzice są autorytetem,tylko rówieśnicy. Dlatego mnie wkurza,że każde zle zachowanie dziecka jest odbierane tak,że to wina rodziców.  No właśnie,że NIE zawsze jest to wina rodziców.  Np rodzice mogą nie mieć żadnych nałogów i nawet tłumaczyć dziecku o ich szkodliwości,a pójdzie takie do szkoly i zacznie palić,ćpać,bo inne dzieciaki tak robią... mnie jako rodzica i matkę szczerze wkurza ,że wszystkie zle zachowania dziecka jest zwalane na wychowanie rodziców. Jeżeli to jest małe dziecko to tak,ale nie jak juz idzie do szkoly i przez pół dnia chlonie zupełnie inne towarzystwo

98

Odp: Dzisiejsze dzieci
Priscilla napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

Uwierz, wiem.

Skąd to przekonanie?


Raz jeszcze wrócę do fragmentu, na temat którego już się wypowiedziałam, ale to pominęłaś:

Ewika99 napisał/a:

Na co ona wypaliła: "zamknij mordę, już Ci coś mówiłam na ten temat".

To nie była pierwsza taka sytuacja i nie należy udawać, że tego nie było. Dziewczyna wyraźnie zwracała już ojcu uwagę, a skoro tak, to widocznie było to dla niej ważne, w jakiś sposób uciążliwe i/lub stawiało ją w niekomfortowej sytuacji. On zaś po raz kolejny nic sobie z tego nie zrobił i nie umiejąc inaczej poradzić sobie z emocjami, które w tamtej chwili wzięły górę, wybuchła. Sam sposób może wskazywać na wielokrotne przekraczanie jej granic, nieumiejętność konstruktywnego rozładowywania napięcia, nieumiejętność radzenia sobie z takimi sytuacjami i pewnie znajdzie się jeszcze kilka potencjalnych przyczyn. To nie jest tak, że "gówniara" jest źle wychowana, w końcu sama się nie wychowuje i ktoś jej to musiał pokazać, a przy tym nie nauczył, że można inaczej. Brak reakcji ojca też jest zresztą bardzo wymowny.

Ten fragment: "już Ci coś mówiłam na ten temat" tyczył się tych wcześniejszych jej wypowiedzi, gdzie uciszała ojca z byle powodu. U nas w domu, na tej samej imprezie. Mówiła jak do smarkacza. A nie że już kiedyś mówił coś na temat kalorii. A nawet, gdyby powiedział, to nie był powód, by tak odpowiedzieć do ojca. W dodatku przy ludziach.

99

Odp: Dzisiejsze dzieci
Julia life in UK napisał/a:
Muqin napisał/a:

Najwyraźniej temat "liczenia kalorii" ma w tej historii duże tak zwane drugie dno, o którym Ewika albo nie wiesz, albo je oceniasz jakoś po swojemu. Taki wierzchołek góry lodowej.
Była jakaś sytuacja - oceniłaś, ze niewychowana gówniara czy jakoś tak. I ojciec "powinien".
Zapewne z jakiegoś powodu zmilczał.
Sadzę, że powody istnieją.

Tak odnośnie savoir - vivre to masa dorosłych ludzi potrafi w sytuacjach towarzyskich rzucać teksty tak niedelikatne (łagodnie mówiąc) że spontaniczną reakcję chce się mieć podobną do tej nastolatki. Tyle, że nie wypada. Te ciotki, kuzyni, teściowe....

Tyle ze od tej konkretnej sytuacji do narzekania na dzisiejszą młodzież droga daleka.

Jak opisałaś tego chłopaka co to z bukietem kwiatów pruje do dziewczyny to wiesz, dla mnie to było bardziej romantyczne niż godne potępienia smile Pewnie że nie powinien pruć na oślep bo to niebezpieczne, ale tak ogólnie co w tym widzisz godnego napiętnowania i potępienia?

No powiedziec do ojca "zamknij mordę " to jest niedopuszczalne. Z drugiej strony jeżeli on sprowokował glupimi odzywkami to się częściowo nie dziwie. Wina jest po obu stronach

Czy słowa "liczy kalorie" są zaliczane do kategorii głupich odzywek? No sorry, ale jeśli będziemy tak się zastanawiać, czy nasze słowa nie urażą gowniary (tak, gowniary, straciła w moich oczach dużo) to w końcu nic nie będzie można powiedzieć, bo nastolatek moze być przewrażliwiony dosłownie na wszystko. Jedyną winę ojca, jaką tu widzę to brak reakcji.

100

Odp: Dzisiejsze dzieci
wieka napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

Uwierz, wiem.

Wiedziałabyś, żeby to było w twojej rodzinie, bo u nich w domu tzw. prześcieradłem nie byłaś.

To jest moja rodzina. Dość bliska. I wiem dokładnie, jak to wygląda u nich w domu.

101

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:

Czy słowa "liczy kalorie" są zaliczane do kategorii głupich odzywek? No sorry, ale jeśli będziemy tak się zastanawiać, czy nasze słowa nie urażą gowniary (tak, gowniary, straciła w moich oczach dużo) to w końcu nic nie będzie można powiedzieć, bo nastolatek moze być przewrażliwiony dosłownie na wszystko. Jedyną winę ojca, jaką tu widzę to brak reakcji.

Owszem, tekst "ona liczy kalorie" zalicza się do kategorii głupich odzywek. W pewnych sytuacjach i niektórych relacjach może to nie być głupią odzywką, ale ogólnie jest to kategoria włażenia z kaloszami w czyjeś sprawy prywatne. Temat czyjegoś chudnięcia/ tycia i ogólnie bycia na diecie to nie temat do dyskusji przy stole, jeśli sam chudnący/będący na diecie tego tematu nie poruszy.   

Odnoszę wrażenie, ze zwyczajnie jakoś tych młodych, czy ja wiem... nie lubisz?

102 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-07 19:42:47)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Muqin napisał/a:

Najwyraźniej temat "liczenia kalorii" ma w tej historii duże tak zwane drugie dno, o którym Ewika albo nie wiesz, albo je oceniasz jakoś po swojemu. Taki wierzchołek góry lodowej.
Była jakaś sytuacja - oceniłaś, ze niewychowana gówniara czy jakoś tak. I ojciec "powinien".
Zapewne z jakiegoś powodu zmilczał.
Sadzę, że powody istnieją.

Tak odnośnie savoir - vivre to masa dorosłych ludzi potrafi w sytuacjach towarzyskich rzucać teksty tak niedelikatne (łagodnie mówiąc) że spontaniczną reakcję chce się mieć podobną do tej nastolatki. Tyle, że nie wypada. Te ciotki, kuzyni, teściowe....

Tyle ze od tej konkretnej sytuacji do narzekania na dzisiejszą młodzież droga daleka.

Jak opisałaś tego chłopaka co to z bukietem kwiatów pruje do dziewczyny to wiesz, dla mnie to było bardziej romantyczne niż godne potępienia smile Pewnie że nie powinien pruć na oślep bo to niebezpieczne, ale tak ogólnie co w tym widzisz godnego napiętnowania i potępienia?

No powiedziec do ojca "zamknij mordę " to jest niedopuszczalne. Z drugiej strony jeżeli on sprowokował glupimi odzywkami to się częściowo nie dziwie. Wina jest po obu stronach

Czy słowa "liczy kalorie" są zaliczane do kategorii głupich odzywek? No sorry, ale jeśli będziemy tak się zastanawiać, czy nasze słowa nie urażą gowniary (tak, gowniary, straciła w moich oczach dużo) to w końcu nic nie będzie można powiedzieć, bo nastolatek moze być przewrażliwiony dosłownie na wszystko. Jedyną winę ojca, jaką tu widzę to brak reakcji.

No w sumie to nie są glupie słowa same w sobie... ale ton w jaki zostały wypowiedziane też się liczy. Jeżeli ojciec spokojnie zapytał i w odpowiedzi dostał "zamknij morde" to w tym właśnie momecie wszelkie przywileje uleciały by z życia tej gowniary,gdybym była na jego miejscu

103

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:
wieka napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

Uwierz, wiem.

Wiedziałabyś, żeby to było w twojej rodzinie, bo u nich w domu tzw. prześcieradłem nie byłaś.

To jest moja rodzina. Dość bliska. I wiem dokładnie, jak to wygląda u nich w domu.

Łatwość dyskusji z tobą jest porażająca big_smile
Nawet jeśli byłaby to siostra, to do końca nie jesteś w stanie wiedzieć co się u nich dzieje.
Jak tego nie możesz pojąć, to sorry, o czym my tu rozmawiamy, jedynie kręcimy się w kółko tongue

104

Odp: Dzisiejsze dzieci
Muqin napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

Czy słowa "liczy kalorie" są zaliczane do kategorii głupich odzywek? No sorry, ale jeśli będziemy tak się zastanawiać, czy nasze słowa nie urażą gowniary (tak, gowniary, straciła w moich oczach dużo) to w końcu nic nie będzie można powiedzieć, bo nastolatek moze być przewrażliwiony dosłownie na wszystko. Jedyną winę ojca, jaką tu widzę to brak reakcji.

Owszem, tekst "ona liczy kalorie" zalicza się do kategorii głupich odzywek. W pewnych sytuacjach i niektórych relacjach może to nie być głupią odzywką, ale ogólnie jest to kategoria włażenia z kaloszami w czyjeś sprawy prywatne. Temat czyjegoś chudnięcia/ tycia i ogólnie bycia na diecie to nie temat do dyskusji przy stole, jeśli sam chudnący/będący na diecie tego tematu nie poruszy.   

Odnoszę wrażenie, ze zwyczajnie jakoś tych młodych, czy ja wiem... nie lubisz?

Wręcz przeciwnie. Sama stara nie jestem. Widzę, co wokół mnie się dzieje i ewidentnie, jako społeczeństwo, zawodzimy, jeśli chodzi o wychowanie. Bo to nie są już tylko jednostki, czy kwestia bycia "tym jednym niegrzecznym dzieckiem w klasie". Nie da się zaprzeczyć, że coraz więcej niebezpiecznych zachowań ze strony dzieci, coraz częściej okazują brak szacunku. Nie tylko rodzicom. I tu się zgodzę z Julką - rodzice wychowują tylko do pewnego okresu. Potem wychowuje tez szkoła, a nawet rowiesnicy. I właśnie zchamialo nam społeczeństwo coś. Ciągły dostęp do internetu i nieodpowiednich tresci też robi swoje. No i ciągłe eksperymenty "wychowawcze" na dzieciach. Dlatego już w pierwszym poście wyraźnie zaznaczyłam, że gdzieś popełniamy błąd jako społeczeństwo, a nie że wszystko to wina dzieciaków.

105

Odp: Dzisiejsze dzieci
wieka napisał/a:
Ewika99 napisał/a:
wieka napisał/a:

Wiedziałabyś, żeby to było w twojej rodzinie, bo u nich w domu tzw. prześcieradłem nie byłaś.

To jest moja rodzina. Dość bliska. I wiem dokładnie, jak to wygląda u nich w domu.

Łatwość dyskusji z tobą jest porażająca big_smile
Nawet jeśli byłaby to siostra, to do końca nie jesteś w stanie wiedzieć co się u nich dzieje.
Jak tego nie możesz pojąć, to sorry, o czym my tu rozmawiamy, jedynie kręcimy się w kółko tongue

Owszem może wiedzieć. Wyobraź sobie,ze rodzenstwo miedzy soba potrafi sie zwierzac z roznych problemów..sama znam takie przypadki

106

Odp: Dzisiejsze dzieci
wieka napisał/a:
Ewika99 napisał/a:
wieka napisał/a:

Wiedziałabyś, żeby to było w twojej rodzinie, bo u nich w domu tzw. prześcieradłem nie byłaś.

To jest moja rodzina. Dość bliska. I wiem dokładnie, jak to wygląda u nich w domu.

Łatwość dyskusji z tobą jest porażająca big_smile
Nawet jeśli byłaby to siostra, to do końca nie jesteś w stanie wiedzieć co się u nich dzieje.
Jak tego nie możesz pojąć, to sorry, o czym my tu rozmawiamy, jedynie kręcimy się w kółko tongue

Ale przecież nie będę się tu z Tobą licytować. Nie musisz mi wierzyć na słowo, ale ja dobrze wiem, co piszę. I wiem, jak ojciec odzywa się córki, żony. A co Ty z tym zrobisz- Twoja sprawa, na którą nie mam wpływu.

107

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:
Muqin napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

Czy słowa "liczy kalorie" są zaliczane do kategorii głupich odzywek? No sorry, ale jeśli będziemy tak się zastanawiać, czy nasze słowa nie urażą gowniary (tak, gowniary, straciła w moich oczach dużo) to w końcu nic nie będzie można powiedzieć, bo nastolatek moze być przewrażliwiony dosłownie na wszystko. Jedyną winę ojca, jaką tu widzę to brak reakcji.

Owszem, tekst "ona liczy kalorie" zalicza się do kategorii głupich odzywek. W pewnych sytuacjach i niektórych relacjach może to nie być głupią odzywką, ale ogólnie jest to kategoria włażenia z kaloszami w czyjeś sprawy prywatne. Temat czyjegoś chudnięcia/ tycia i ogólnie bycia na diecie to nie temat do dyskusji przy stole, jeśli sam chudnący/będący na diecie tego tematu nie poruszy.   

Odnoszę wrażenie, ze zwyczajnie jakoś tych młodych, czy ja wiem... nie lubisz?

Wręcz przeciwnie. Sama stara nie jestem. Widzę, co wokół mnie się dzieje i ewidentnie, jako społeczeństwo, zawodzimy, jeśli chodzi o wychowanie. Bo to nie są już tylko jednostki, czy kwestia bycia "tym jednym niegrzecznym dzieckiem w klasie". Nie da się zaprzeczyć, że coraz więcej niebezpiecznych zachowań ze strony dzieci, coraz częściej okazują brak szacunku. Nie tylko rodzicom. I tu się zgodzę z Julką - rodzice wychowują tylko do pewnego okresu. Potem wychowuje tez szkoła, a nawet rowiesnicy. I właśnie zchamialo nam społeczeństwo coś. Ciągły dostęp do internetu i nieodpowiednich tresci też robi swoje. No i ciągłe eksperymenty "wychowawcze" na dzieciach. Dlatego już w pierwszym poście wyraźnie zaznaczyłam, że gdzieś popełniamy błąd jako społeczeństwo, a nie że wszystko to wina dzieciaków.

Dokładnie tak teraz dzieci moga wszystko,a rodzice to nawet nie mogą mówić podniesionym głosem tylko muszą ciuchotko i pokorniutko tłumaczyć aż do skutku... chore czasy...jedyne z czym się zgadzam to brak bicia dzieci i inne patologiczne formy przemocy... natomiast kary powinny być jak najbardziej stosowane,a dzieciak nigdy nie powinen być głośniej od rodzica. Ojciec to powinen tak się wydrzeć na nią za te słowa,ze az by zyranfol zlecial z sufitu big_smile a nie zamilczec na jej rozkaz jak glupi xD

108

Odp: Dzisiejsze dzieci

czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że rozmawiam trochę z taką "starą ciotką na kanapie" co to po pierwsze wie lepiej i po drugie uważa, ze "za moich czasów było lepiej" i że dzisiejszy świat, w tym dzisiejsza młodzież  ewidentnie zmierza ku nieuchronnej przepaści, zagładzie cywilizacji czy innym takim okropnościom. To nie sprawa wieku metrykalnego. smile

109

Odp: Dzisiejsze dzieci
Muqin napisał/a:

czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że rozmawiam trochę z taką "starą ciotką na kanapie" co to po pierwsze wie lepiej i po drugie uważa, ze "za moich czasów było lepiej" i że dzisiejszy świat, w tym dzisiejsza młodzież  ewidentnie zmierza ku nieuchronnej przepaści, zagładzie cywilizacji czy innym takim okropnościom. To nie sprawa wieku metrykalnego. smile

Ale to prawda jest i dorośli są też temu winni. Teraz dzieciaki są coraz gorsze. Dlatego ja sie po części cieszę,ze jest niz demograficzny im mniej sie tego urodzi tym lepiej. Lepiej zeby na jedną klase w szkole byl jeden taki Brajanek niz 10 takich dlatego mnie to cieszy ze jest spadek narodzin,bo dzieciaki sa coraz gorsze,wiec no niewiem moze Bóg a moze natura tak dzialaja dla dobra świata ze się tego malo rodzi

110

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:
wieka napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

To jest moja rodzina. Dość bliska. I wiem dokładnie, jak to wygląda u nich w domu.

Łatwość dyskusji z tobą jest porażająca big_smile
Nawet jeśli byłaby to siostra, to do końca nie jesteś w stanie wiedzieć co się u nich dzieje.
Jak tego nie możesz pojąć, to sorry, o czym my tu rozmawiamy, jedynie kręcimy się w kółko tongue

Ale przecież nie będę się tu z Tobą licytować. Nie musisz mi wierzyć na słowo, ale ja dobrze wiem, co piszę. I wiem, jak ojciec odzywa się córki, żony. A co Ty z tym zrobisz- Twoja sprawa, na którą nie mam wpływu.

Chodzi o to, że ta sytuacja nie była jednorazowa i takie odzywki w domu musiały być, nie od wczoraj.
Jeśli nawet ojciec tak się do córki nie odzywał, to musiał przyzwalać na jej zachowanie w domu, a to jest wypadkowa wychowania od małego.
Wiadomo, że jest wpływ mediów czy środowiska, ale na co dziecko może sobie pozwolić w obecności rodziców, to już nie jest tylko wina dziecka.

111

Odp: Dzisiejsze dzieci
wieka napisał/a:
Ewika99 napisał/a:
wieka napisał/a:

Łatwość dyskusji z tobą jest porażająca big_smile
Nawet jeśli byłaby to siostra, to do końca nie jesteś w stanie wiedzieć co się u nich dzieje.
Jak tego nie możesz pojąć, to sorry, o czym my tu rozmawiamy, jedynie kręcimy się w kółko tongue

Ale przecież nie będę się tu z Tobą licytować. Nie musisz mi wierzyć na słowo, ale ja dobrze wiem, co piszę. I wiem, jak ojciec odzywa się córki, żony. A co Ty z tym zrobisz- Twoja sprawa, na którą nie mam wpływu.

Chodzi o to, że ta sytuacja nie była jednorazowa i takie odzywki w domu musiały być, nie od wczoraj.
Jeśli nawet ojciec tak się do córki nie odzywał, to musiał przyzwalać na jej zachowanie w domu, a to jest wypadkowa wychowania od małego.
Wiadomo, że jest wpływ mediów czy środowiska, ale na co dziecko może sobie pozwolić w obecności rodziców, to już nie jest tylko wina dziecka.

No ale ja cały czas o tym piszę - że to nie tylko wina dziecka i ojciec zdecydowanie zawinił przez brak reakcji. I tu masz rację - młoda przegina. Nie tylko podczas tamtej sytuacji.

112

Odp: Dzisiejsze dzieci
Muqin napisał/a:

czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że rozmawiam trochę z taką "starą ciotką na kanapie" co to po pierwsze wie lepiej i po drugie uważa, ze "za moich czasów było lepiej" i że dzisiejszy świat, w tym dzisiejsza młodzież  ewidentnie zmierza ku nieuchronnej przepaści, zagładzie cywilizacji czy innym takim okropnościom. To nie sprawa wieku metrykalnego. smile

Bo tak jest. Mogę być i "starą ciotką na kanapie", ale widzę, co się dzieje i jak równamy w dół, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci, bo przemocy wcale nie jest coraz mniej. Wręcz przeciwnie- zmienia tylko formy. No tak- wiem bardzo dobrze, jak tam sytuacja wygląda i jak wyglądała podczas tamtej konkretnej sytuacji. Tak, za moich czasów było pod tym względem lepiej- był większy szacunek do rodziców, były autorytety. No i jakby to niewiarygodnie zabrzmiało- akurat do przepaści cywilizacyjnej to my nieuchronnie zmierzamy. A nad przepaścią moralną i etyczną to już dawno stoimy.

113

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:
Muqin napisał/a:

czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że rozmawiam trochę z taką "starą ciotką na kanapie" co to po pierwsze wie lepiej i po drugie uważa, ze "za moich czasów było lepiej" i że dzisiejszy świat, w tym dzisiejsza młodzież  ewidentnie zmierza ku nieuchronnej przepaści, zagładzie cywilizacji czy innym takim okropnościom. To nie sprawa wieku metrykalnego. smile

Bo tak jest. Mogę być i "starą ciotką na kanapie", ale widzę, co się dzieje i jak równamy w dół, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci, bo przemocy wcale nie jest coraz mniej. Wręcz przeciwnie- zmienia tylko formy. No tak- wiem bardzo dobrze, jak tam sytuacja wygląda i jak wyglądała podczas tamtej konkretnej sytuacji. Tak, za moich czasów było pod tym względem lepiej- był większy szacunek do rodziców, były autorytety. No i jakby to niewiarygodnie zabrzmiało- akurat do przepaści cywilizacyjnej to my nieuchronnie zmierzamy. A nad przepaścią moralną i etyczną to już dawno stoimy.

My juz jestesmy w moralnej przepasci,a nie ze nad nia stoimy  big_smile

114 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-10-08 00:52:18)

Odp: Dzisiejsze dzieci

Taaa...stoimy zupełnie tak samo jak ten lamentujący ojciec z sumeryjskie tabliczki z pismem klinowym , tak 2500 lat przed naszą erą. big_smile
Chyba Cie frustracja jakaś dopadła Ewika.
Życie z takim nastawieniem do świata musi być przykre sad

115

Odp: Dzisiejsze dzieci

Dokładnie tak. Jeśli chodzi o wychowanie to szorujemy po dnie, jako społeczeństwo.

116

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:

Dokładnie tak. Jeśli chodzi o wychowanie to szorujemy po dnie, jako społeczeństwo.

Osobiście uważam, że ten cały bum z " róbta, co chceta" już się przetoczył i do rodziców powoli dociera, że sami muszą zadbać o dzieciaki. Tworzy się spore zróżnicowanie.

117

Odp: Dzisiejsze dzieci

Cały świat się zmienia, więc nie uciekniemy od cywilizacji, aż ona nas pokona, więc póki co trzeba się pogodzić z tym w jakim kierunku zmierza.
Pozostaje indywidualnie dbać o dobro świata smile

118 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-10-08 14:55:21)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:

.. Tak czytam o tym wychowaniu bez stresu, bez krzykniecia, bez klapsa, bo to wszystko źle wpływa na dzieci i wpędza je w traumy, a tymczasem mam wrażenie , że tracimy kontrolę, jako społeczeństwo, nad młodym pokoleniem. I nie chodzi mi o bicie dzieci. Ogólnie. Dlaczego nie potrafimy wychować dzieci, pomimo tych wszystkich cudownych metod? A więc krótko:

Przykład 1- w klasie mojego 13-letniego dziecka był chłopak (był, bo nie zdał do 7-ej klasy), który ściągnął spodnie na lekcji, pokazując goły tyłek i każąc się w niego całować nauczycielce. Wyzywał nauczycielki również od suk czy szmat. Raz wziął krzesło i chciał uderzyć kolegę, ale traf chciał, że napatoczyła się akurat dyrektorka... Takich sytuacji mogłabym przytoczyć jeszcze wiele.
Przykład 2: inny kolega z klasy mojego dziecka pali elektryka. Potrafi przyjechać ze swojej wsi na naszą późnym wieczorem, gdy jest ciemno, hulajnogą elektryczną. Klnie. Na jeszcze innej wsi podobno ma dziewczynę (13-latek, podkreślam). Ostatnio mknął na hulajnodze do niej z bukietem kwiatów. Wcześniej jedna z mam, podczas rozmowy, powiedziała mi, że Kamil (o którym mowa) masturbowal się na lekcji, a dzieciom kazał robić chellenge, gdzie mówił im, by skakali przez okno w szkole. Jakbyście zapomnieli- ja cały czas piszę zaledwie o 13-latku (sytuacja z masturbacja miała miejsce jeszcze wcześniej).
Przykład 3. Dzisiaj był u nas chrzestny mojego dziecka ze swoją córką i żoną. Córka (14 lat) mało je, bo jest niby na diecie, więc gdy tak skubala, jej ojciec (chrzestny mojego dziecka) zażartował, że liczy kalorie, a ona na to z nerwami: zamknij mordę! Już Ci coś mówiłam na ten temat! Byłam z mezem w szoku i nie wiedziałam, jak mam się zachować.
Gdzieś jako społeczeństwo popełniamy ogromny błąd, bo to nie jest jeden przypadek. To jest zaledwie kilka z najbliższej mi okolicy, otoczenia, rodziny. Patrzę na to wszystko i myślę, że ciężkie czasy sobie szykujemy.

Oczywiście, ze dzisiaj dzieci sa inne niz kiedyś. To, ze zawsze się narzeka na nie w każdych czasach to jedno, ale to, co dzisiaj odwalają to włos się jeży.
Jest różnica miedzy kiedyś a dziś. Kiedyś przemoc miała swoje granice na podwórku i nie była na taką skalę. Kiedyś nauczyciel miał jakiś autorytet i nikt mu nie podskoczył, była ta granica.
Dzisiaj, przez internet i smartfony, dzieci od najmłodszych lat mają łatwy dostęp do drastycznej przemocy, pornografii i brutalnych gier, co nie pozostaje bez wpływu na rozwijajacy sie mozg.
Już dawno badania udowodniły, że to znieczula wrażliwość i niszczy empatie.

Dzisiaj przemoc to rozrywka i content do sieci, nękanie rówieśników trwa w sieci 24 godziny na dobę, a katowanie innych stało się rozrywką nagrywaną dla lajków na TikToka. To nie jest zwykły młodzieńczy bunt, tylko głębokie znieczulenie emocjonalne wyhodowane przez cyfrowy świat. Udawanie, że kiedyś było tak samo to zamykanie oczu na dramat.
Dzieci sa przebodźcowane od najmłodszych lat - przecież to powszedni widok dziecko w wózku ze smartfonem w ręku, ktory daje mu matka, zeby go zająć.
To żadne odkrywanie Ameryki, że wybuchy zlosci, impulsywność to skutek chronicznego przebodźcowania i zmęczenia emocjonalnegp.
Dzisiejsze dzieci muszą przetwarzać w ciągu jednego dnia tyle bodźców, ile ich dziadkowie przez tydzień. Może się we łbie popie*dolić? Może;)

Za moich czasów nikt do szkoły z nożami nie chodził ani nie pyskował nauczycielom. Żeby powiedzieć do jakiegoś "zamknij się"? W głowie się nie mieściło.
A dzisiaj żaden problem dla smarkacza. 
Oczywiście, ze to wina dorosłych, głównie rodziców.  Zamiast budować z dzieckiem więź, zdrowe relacje, stawiać mądre granice, łatwiej dla świętego spokoju wcisnąć mu ekran, a potem wielkie zdziwienie, że rośnie pokolenie pozbawione jakichkolwiek hamulców. Szkoły mają związane ręce przez przepisy, nauczyciele stracili jakikolwiek autorytet, a rodzice zamiast wychowywać, wiecznie usprawiedliwiają swoje pociechy.
Mam koleżankę nauczycielkę i mówi, że rodzice są straszni, gorsi od dzieciaków:) Większość widzi w swoich Brajankach i Dżesikach ósmy cud świata i zawsze problem widzi nie w sobie, nie w swoim dziecku tylko w innych - winna szkoła, inne dzieci, nauczyciele...tylko nie ich aniołek.
Z takim podejściem to wiadomo. Jak ich dziecko komus odrąbie łeb to dalej będą zaklinać rzeczywistość.
Ryba psuje się od głowy. Dziecko nie rodzi się z poczuciem, że jest bezkarne i że wszystko mu wolno.

119 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-10-08 15:53:15)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Solaris napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

.. Tak czytam o tym wychowaniu bez stresu, bez krzykniecia, bez klapsa, bo to wszystko źle wpływa na dzieci i wpędza je w traumy, a tymczasem mam wrażenie , że tracimy kontrolę, jako społeczeństwo, nad młodym pokoleniem. I nie chodzi mi o bicie dzieci. Ogólnie. Dlaczego nie potrafimy wychować dzieci, pomimo tych wszystkich cudownych metod? A więc krótko:

Przykład 1- w klasie mojego 13-letniego dziecka był chłopak (był, bo nie zdał do 7-ej klasy), który ściągnął spodnie na lekcji, pokazując goły tyłek i każąc się w niego całować nauczycielce. Wyzywał nauczycielki również od suk czy szmat. Raz wziął krzesło i chciał uderzyć kolegę, ale traf chciał, że napatoczyła się akurat dyrektorka... Takich sytuacji mogłabym przytoczyć jeszcze wiele.
Przykład 2: inny kolega z klasy mojego dziecka pali elektryka. Potrafi przyjechać ze swojej wsi na naszą późnym wieczorem, gdy jest ciemno, hulajnogą elektryczną. Klnie. Na jeszcze innej wsi podobno ma dziewczynę (13-latek, podkreślam). Ostatnio mknął na hulajnodze do niej z bukietem kwiatów. Wcześniej jedna z mam, podczas rozmowy, powiedziała mi, że Kamil (o którym mowa) masturbowal się na lekcji, a dzieciom kazał robić chellenge, gdzie mówił im, by skakali przez okno w szkole. Jakbyście zapomnieli- ja cały czas piszę zaledwie o 13-latku (sytuacja z masturbacja miała miejsce jeszcze wcześniej).
Przykład 3. Dzisiaj był u nas chrzestny mojego dziecka ze swoją córką i żoną. Córka (14 lat) mało je, bo jest niby na diecie, więc gdy tak skubala, jej ojciec (chrzestny mojego dziecka) zażartował, że liczy kalorie, a ona na to z nerwami: zamknij mordę! Już Ci coś mówiłam na ten temat! Byłam z mezem w szoku i nie wiedziałam, jak mam się zachować.
Gdzieś jako społeczeństwo popełniamy ogromny błąd, bo to nie jest jeden przypadek. To jest zaledwie kilka z najbliższej mi okolicy, otoczenia, rodziny. Patrzę na to wszystko i myślę, że ciężkie czasy sobie szykujemy.

Oczywiście, ze dzisiaj dzieci sa inne niz kiedyś. To, ze zawsze się narzeka na nie w każdych czasach to jedno, ale to, co dzisiaj odwalają to włos się jeży.
Jest różnica miedzy kiedyś a dziś. Kiedyś przemoc miała swoje granice na podwórku i nie była na taką skalę. Kiedyś nauczyciel miał jakiś autorytet i nikt mu nie podskoczył, była ta granica.
Dzisiaj, przez internet i smartfony, dzieci od najmłodszych lat mają łatwy dostęp do drastycznej przemocy, pornografii i brutalnych gier, co nie pozostaje bez wpływu na rozwijajacy sie mozg.
Już dawno badania udowodniły, że to znieczula wrażliwość i niszczy empatie.

Dzisiaj przemoc to rozrywka i content do sieci, nękanie rówieśników trwa w sieci 24 godziny na dobę, a katowanie innych stało się rozrywką nagrywaną dla lajków na TikToka. To nie jest zwykły młodzieńczy bunt, tylko głębokie znieczulenie emocjonalne wyhodowane przez cyfrowy świat. Udawanie, że kiedyś było tak samo to zamykanie oczu na dramat.
Dzieci sa przebodźcowane od najmłodszych lat - przecież to powszedni widok dziecko w wózku ze smartfonem w ręku, ktory daje mu matka, zeby go zająć.
To żadne odkrywanie Ameryki, że wybuchy zlosci, impulsywność to skutek chronicznego przebodźcowania i zmęczenia emocjonalnegp.
Dzisiejsze dzieci muszą przetwarzać w ciągu jednego dnia tyle bodźców, ile ich dziadkowie przez tydzień. Może się we łbie popie*dolić? Może;)

Za moich czasów nikt do szkoły z nożami nie chodził ani nie pyskował nauczycielom. Żeby powiedzieć do jakiegoś "zamknij się"? W głowie się nie mieściło.
A dzisiaj żaden problem dla smarkacza. 
Oczywiście, ze to wina dorosłych, głównie rodziców.  Zamiast budować z dzieckiem więź, zdrowe relacje, stawiać mądre granice, łatwiej dla świętego spokoju wcisnąć mu ekran, a potem wielkie zdziwienie, że rośnie pokolenie pozbawione jakichkolwiek hamulców. Szkoły mają związane ręce przez przepisy, nauczyciele stracili jakikolwiek autorytet, a rodzice zamiast wychowywać, wiecznie usprawiedliwiają swoje pociechy.
Mam koleżankę nauczycielkę i mówi, że rodzice są straszni, gorsi od dzieciaków:) Większość widzi w swoich Brajankach i Dżesikach ósmy cud świata i zawsze problem widzi nie w sobie, nie w swoim dziecku tylko w innych - winna szkoła, inne dzieci, nauczyciele...tylko nie ich aniołek.
Z takim podejściem to wiadomo. Jak ich dziecko komus odrąbie łeb to dalej będą zaklinać rzeczywistość.
Ryba psuje się od głowy. Dziecko nie rodzi się z poczuciem, że jest bezkarne i że wszystko mu wolno.

Uważam, że ta era zachłyśnięcia się tabletami i smartfonami u dzieci powoli się kończy. Na "aniołków" są sposoby. Kiedy jakieś dziecko jest niedostosowane, cała grupa rodziców potrafi się przeciwstawić jego agresywnym zachowaniom i wywrzec presję na rodzica tego dziecka (piszę rodzica, ale głównie chodzi o matki, ojców jakoś mało widać w tym procesie wychowania). Gorzej, kiedy rodzice innych dzieci milczą, nauczyciele nie reagują.

PS A propos imion dzieciaków ostatnio słyszę  Franek, Jadzia...

120

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:

.. Tak czytam o tym wychowaniu bez stresu, bez krzykniecia, bez klapsa, bo to wszystko źle wpływa na dzieci i wpędza je w traumy, a tymczasem mam wrażenie , że tracimy kontrolę, jako społeczeństwo, nad młodym pokoleniem. I nie chodzi mi o bicie dzieci. Ogólnie. Dlaczego nie potrafimy wychować dzieci, pomimo tych wszystkich cudownych metod? A więc krótko:

Przykład 1- w klasie mojego 13-letniego dziecka był chłopak (był, bo nie zdał do 7-ej klasy), który ściągnął spodnie na lekcji, pokazując goły tyłek i każąc się w niego całować nauczycielce. Wyzywał nauczycielki również od suk czy szmat. Raz wziął krzesło i chciał uderzyć kolegę, ale traf chciał, że napatoczyła się akurat dyrektorka... Takich sytuacji mogłabym przytoczyć jeszcze wiele.
Przykład 2: inny kolega z klasy mojego dziecka pali elektryka. Potrafi przyjechać ze swojej wsi na naszą późnym wieczorem, gdy jest ciemno, hulajnogą elektryczną. Klnie. Na jeszcze innej wsi podobno ma dziewczynę (13-latek, podkreślam). Ostatnio mknął na hulajnodze do niej z bukietem kwiatów. Wcześniej jedna z mam, podczas rozmowy, powiedziała mi, że Kamil (o którym mowa) masturbowal się na lekcji, a dzieciom kazał robić chellenge, gdzie mówił im, by skakali przez okno w szkole. Jakbyście zapomnieli- ja cały czas piszę zaledwie o 13-latku (sytuacja z masturbacja miała miejsce jeszcze wcześniej).
Przykład 3. Dzisiaj był u nas chrzestny mojego dziecka ze swoją córką i żoną. Córka (14 lat) mało je, bo jest niby na diecie, więc gdy tak skubala, jej ojciec (chrzestny mojego dziecka) zażartował, że liczy kalorie, a ona na to z nerwami: zamknij mordę! Już Ci coś mówiłam na ten temat! Byłam z mezem w szoku i nie wiedziałam, jak mam się zachować.
Gdzieś jako społeczeństwo popełniamy ogromny błąd, bo to nie jest jeden przypadek. To jest zaledwie kilka z najbliższej mi okolicy, otoczenia, rodziny. Patrzę na to wszystko i myślę, że ciężkie czasy sobie szykujemy.

Co sie odiwania .....

121

Odp: Dzisiejsze dzieci
Julia life in UK napisał/a:

No i to nie jest wina rodziców. Należy liczyć,że od czasu pójścia dziecka do szkoły,a zwłaszcza od lat nastoletnich to już nie rodzice są autorytetem,tylko rówieśnicy. Dlatego mnie wkurza,że każde zle zachowanie dziecka jest odbierane tak,że to wina rodziców.  No właśnie,że NIE zawsze jest to wina rodziców.  Np rodzice mogą nie mieć żadnych nałogów i nawet tłumaczyć dziecku o ich szkodliwości,a pójdzie takie do szkoly i zacznie palić,ćpać,bo inne dzieciaki tak robią... mnie jako rodzica i matkę szczerze wkurza ,że wszystkie zle zachowania dziecka jest zwalane na wychowanie rodziców. Jeżeli to jest małe dziecko to tak,ale nie jak juz idzie do szkoly i przez pół dnia chlonie zupełnie inne towarzystwo

No nie. Jeśli rodzic jest autorytetem, to tym autorytetem zostanie, nawet jeśli na horyzoncie pojawią się też nowe. 

Ponadto, a może przede wszystkim, dziecko, które ma ukształtowany system wartości i wysokie poczucie własnej wartości, nie będzie palić ani ćpać tylko po to, by zyskać akceptację grupy. Jeśli okaże się, że przynależność do niej wymaga zachowań niezgodnych z jego przekonaniami, po prostu poszuka sobie innego towarzystwa. I właśnie na tym polega zadanie rodzica - nie na tym, by za wszelką cenę chronić dziecko przed wpływem rówieśników, ale by wychować je tak, aby potrafiło samodzielnie myśleć, dokonywać własnych wyborów i nie uzależniało poczucia własnej wartości od akceptacji otoczenia.

Można się więc zastanawiać, co Cię tak wkurza. W końcu nikt nie powiedział, że wychowywanie dziecka to jest prosta sprawa, o czym najlepiej świadczy choćby ten temat.

122 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-09 01:16:05)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Ewika99 napisał/a:

Bo tak jest. Mogę być i "starą ciotką na kanapie", ale widzę, co się dzieje i jak równamy w dół, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci, bo przemocy wcale nie jest coraz mniej. Wręcz przeciwnie- zmienia tylko formy. No tak- wiem bardzo dobrze, jak tam sytuacja wygląda i jak wyglądała podczas tamtej konkretnej sytuacji. Tak, za moich czasów było pod tym względem lepiej- był większy szacunek do rodziców, były autorytety. No i jakby to niewiarygodnie zabrzmiało- akurat do przepaści cywilizacyjnej to my nieuchronnie zmierzamy. A nad przepaścią moralną i etyczną to już dawno stoimy.

A czyja to wina, że dziś nie ma autorytetów? Przecież nie młodzieży.
Jeśli zaś chodzi o szacunek, to nigdy nie dostaje się go z automatu, dlatego jeżeli dziecko swojego rodzica nie szanuje, to wyraźnie jakoś się o to postarał.

Muqin napisał/a:

Owszem, tekst "ona liczy kalorie" zalicza się do kategorii głupich odzywek. W pewnych sytuacjach i niektórych relacjach może to nie być głupią odzywką, ale ogólnie jest to kategoria włażenia z kaloszami w czyjeś sprawy prywatne. Temat czyjegoś chudnięcia/ tycia i ogólnie bycia na diecie to nie temat do dyskusji przy stole, jeśli sam chudnący/będący na diecie tego tematu nie poruszy.

Prawda? Jest wiele kwestii, których nie powinno się poruszać, zwłaszcza w towarzystwie, bo mogą dotykać zbyt intymnych sfer czyjegoś życia. To elementarne zasady dobrego wychowania, a jednak nagminnie zdarza się, że ludzie o nich zapominają (lub bezrefleksyjnie lekceważą), jakby własna ciekawość lub swoboda wypowiedzi były ważniejsze niż czyjś komfort i prawo do prywatności. Stąd zresztą biorą się te wszystkie opowieści o rodzinnych spotkaniach, które niektórych z nas przyprawiają o dreszcze.

123 Ostatnio edytowany przez Alice1 (2026-10-09 01:40:45)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Tamiraa napisał/a:
Solaris napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

.. Tak czytam o tym wychowaniu bez stresu, bez krzykniecia, bez klapsa, bo to wszystko źle wpływa na dzieci i wpędza je w traumy, a tymczasem mam wrażenie , że tracimy kontrolę, jako społeczeństwo, nad młodym pokoleniem. I nie chodzi mi o bicie dzieci. Ogólnie. Dlaczego nie potrafimy wychować dzieci, pomimo tych wszystkich cudownych metod? A więc krótko:

Przykład 1- w klasie mojego 13-letniego dziecka był chłopak (był, bo nie zdał do 7-ej klasy), który ściągnął spodnie na lekcji, pokazując goły tyłek i każąc się w niego całować nauczycielce. Wyzywał nauczycielki również od suk czy szmat. Raz wziął krzesło i chciał uderzyć kolegę, ale traf chciał, że napatoczyła się akurat dyrektorka... Takich sytuacji mogłabym przytoczyć jeszcze wiele.
Przykład 2: inny kolega z klasy mojego dziecka pali elektryka. Potrafi przyjechać ze swojej wsi na naszą późnym wieczorem, gdy jest ciemno, hulajnogą elektryczną. Klnie. Na jeszcze innej wsi podobno ma dziewczynę (13-latek, podkreślam). Ostatnio mknął na hulajnodze do niej z bukietem kwiatów. Wcześniej jedna z mam, podczas rozmowy, powiedziała mi, że Kamil (o którym mowa) masturbowal się na lekcji, a dzieciom kazał robić chellenge, gdzie mówił im, by skakali przez okno w szkole. Jakbyście zapomnieli- ja cały czas piszę zaledwie o 13-latku (sytuacja z masturbacja miała miejsce jeszcze wcześniej).
Przykład 3. Dzisiaj był u nas chrzestny mojego dziecka ze swoją córką i żoną. Córka (14 lat) mało je, bo jest niby na diecie, więc gdy tak skubala, jej ojciec (chrzestny mojego dziecka) zażartował, że liczy kalorie, a ona na to z nerwami: zamknij mordę! Już Ci coś mówiłam na ten temat! Byłam z mezem w szoku i nie wiedziałam, jak mam się zachować.
Gdzieś jako społeczeństwo popełniamy ogromny błąd, bo to nie jest jeden przypadek. To jest zaledwie kilka z najbliższej mi okolicy, otoczenia, rodziny. Patrzę na to wszystko i myślę, że ciężkie czasy sobie szykujemy.

Oczywiście, ze dzisiaj dzieci sa inne niz kiedyś. To, ze zawsze się narzeka na nie w każdych czasach to jedno, ale to, co dzisiaj odwalają to włos się jeży.
Jest różnica miedzy kiedyś a dziś. Kiedyś przemoc miała swoje granice na podwórku i nie była na taką skalę. Kiedyś nauczyciel miał jakiś autorytet i nikt mu nie podskoczył, była ta granica.
Dzisiaj, przez internet i smartfony, dzieci od najmłodszych lat mają łatwy dostęp do drastycznej przemocy, pornografii i brutalnych gier, co nie pozostaje bez wpływu na rozwijajacy sie mozg.
Już dawno badania udowodniły, że to znieczula wrażliwość i niszczy empatie.

Dzisiaj przemoc to rozrywka i content do sieci, nękanie rówieśników trwa w sieci 24 godziny na dobę, a katowanie innych stało się rozrywką nagrywaną dla lajków na TikToka. To nie jest zwykły młodzieńczy bunt, tylko głębokie znieczulenie emocjonalne wyhodowane przez cyfrowy świat. Udawanie, że kiedyś było tak samo to zamykanie oczu na dramat.
Dzieci sa przebodźcowane od najmłodszych lat - przecież to powszedni widok dziecko w wózku ze smartfonem w ręku, ktory daje mu matka, zeby go zająć.
To żadne odkrywanie Ameryki, że wybuchy zlosci, impulsywność to skutek chronicznego przebodźcowania i zmęczenia emocjonalnegp.
Dzisiejsze dzieci muszą przetwarzać w ciągu jednego dnia tyle bodźców, ile ich dziadkowie przez tydzień. Może się we łbie popie*dolić? Może;)

Za moich czasów nikt do szkoły z nożami nie chodził ani nie pyskował nauczycielom. Żeby powiedzieć do jakiegoś "zamknij się"? W głowie się nie mieściło.
A dzisiaj żaden problem dla smarkacza. 
Oczywiście, ze to wina dorosłych, głównie rodziców.  Zamiast budować z dzieckiem więź, zdrowe relacje, stawiać mądre granice, łatwiej dla świętego spokoju wcisnąć mu ekran, a potem wielkie zdziwienie, że rośnie pokolenie pozbawione jakichkolwiek hamulców. Szkoły mają związane ręce przez przepisy, nauczyciele stracili jakikolwiek autorytet, a rodzice zamiast wychowywać, wiecznie usprawiedliwiają swoje pociechy.
Mam koleżankę nauczycielkę i mówi, że rodzice są straszni, gorsi od dzieciaków:) Większość widzi w swoich Brajankach i Dżesikach ósmy cud świata i zawsze problem widzi nie w sobie, nie w swoim dziecku tylko w innych - winna szkoła, inne dzieci, nauczyciele...tylko nie ich aniołek.
Z takim podejściem to wiadomo. Jak ich dziecko komus odrąbie łeb to dalej będą zaklinać rzeczywistość.
Ryba psuje się od głowy. Dziecko nie rodzi się z poczuciem, że jest bezkarne i że wszystko mu wolno.

Uważam, że ta era zachłyśnięcia się tabletami i smartfonami u dzieci powoli się kończy. Na "aniołków" są sposoby. Kiedy jakieś dziecko jest niedostosowane, cała grupa rodziców potrafi się przeciwstawić jego agresywnym zachowaniom i wywrzec presję na rodzica tego dziecka (piszę rodzica, ale głównie chodzi o matki, ojców jakoś mało widać w tym procesie wychowania). Gorzej, kiedy rodzice innych dzieci milczą, nauczyciele nie reagują.

PS A propos imion dzieciaków ostatnio słyszę  Franek, Jadzia...

Tosia , Zosia ale Jadzia ?

124

Odp: Dzisiejsze dzieci

Co za przykra ironia losu. Polacy nie chcieli Muzulmanow w Polsce,bo bali sie atakow terrorystycznych.... a sie okazalo,ze terrorystami sa polskie bachory. Co za wstyd sad

125

Odp: Dzisiejsze dzieci
Priscilla napisał/a:
Muqin napisał/a:

Owszem, tekst "ona liczy kalorie" zalicza się do kategorii głupich odzywek. W pewnych sytuacjach i niektórych relacjach może to nie być głupią odzywką, ale ogólnie jest to kategoria włażenia z kaloszami w czyjeś sprawy prywatne. Temat czyjegoś chudnięcia/ tycia i ogólnie bycia na diecie to nie temat do dyskusji przy stole, jeśli sam chudnący/będący na diecie tego tematu nie poruszy.

Prawda? Jest wiele kwestii, których nie powinno się poruszać, zwłaszcza w towarzystwie, bo mogą dotykać zbyt intymnych sfer czyjegoś życia. To elementarne zasady dobrego wychowania, a jednak nagminnie zdarza się, że ludzie o nich zapominają (lub bezrefleksyjnie lekceważą), jakby własna ciekawość lub swoboda wypowiedzi były ważniejsze niż czyjś komfort i prawo do prywatności. Stąd zresztą biorą się te wszystkie opowieści o rodzinnych spotkaniach, które niektórych z nas przyprawiają o dreszcze.

Wy tak na serio??
Nie popadajmy w paranoję.  " W towarzystwie" brzmi jakby to była kolacja u angielskiej królowej a nie zwykła nasiadówka u najbliższej rodziny.
Co w liczeniu kalorii takiego okropnego, że aż dziewczyna każe zamykać ojcu mordę?? Nie robmy z dzieci płatki śniegu.
Jakby mi dziecko takim tekstem pojechało "zamknij morde" to ode mnie dostałoby w tę pyskatą mordę przy tym stole od razu aż spadłoby z krzesła i nie musiało już liczyć kalorii:)
Są granice i nie ma zmiłuj. Tekst o liczeniu kalorii w żaden sposób nie usprawiedliwia takiego zachowania. Nie widzę w nim nic obraźliwego, co by usprawiedliwiało to.
Niedługo za pytanie jak w szkole" dzieciak odpysknie "zamknij morde" bo naruszy to jego strefę komfortu - bo ono szkoły nie lubi więc pytanie uzna za prowokację To dowód na to jak nieudolni wychowawczo są rodzice, że ich dziecko tak się zachowuje.

126

Odp: Dzisiejsze dzieci
Julia life in UK napisał/a:

Co za przykra ironia losu. Polacy nie chcieli Muzulmanow w Polsce,bo bali sie atakow terrorystycznych.... a sie okazalo,ze terrorystami sa polskie bachory. Co za wstyd sad

Dalej wolę polskich bachorów niż muzułmanów:)
Ci drudzy niech się integrują ze sobą u siebie i w ramach tej integracji, sobie łby obcinają.

127

Odp: Dzisiejsze dzieci
Julia life in UK napisał/a:
Muqin napisał/a:

czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że rozmawiam trochę z taką "starą ciotką na kanapie" co to po pierwsze wie lepiej i po drugie uważa, ze "za moich czasów było lepiej" i że dzisiejszy świat, w tym dzisiejsza młodzież  ewidentnie zmierza ku nieuchronnej przepaści, zagładzie cywilizacji czy innym takim okropnościom. To nie sprawa wieku metrykalnego. smile

Ale to prawda jest i dorośli są też temu winni. Teraz dzieciaki są coraz gorsze. Dlatego ja sie po części cieszę,ze jest niz demograficzny im mniej sie tego urodzi tym lepiej. Lepiej zeby na jedną klase w szkole byl jeden taki Brajanek niz 10 takich dlatego mnie to cieszy ze jest spadek narodzin,bo dzieciaki sa coraz gorsze,wiec no niewiem moze Bóg a moze natura tak dzialaja dla dobra świata ze się tego malo rodzi

Dzieciaki sa paskudne, ale nic się nie dzieje bez przyczyny. One są dla nas jak lustro. Obserwują rzeczywistość a ta jest nieciekawa. Skądś te przyklady czerpią.
Co oczywiscie nie usprawiedlwiia ich calkowicie. Kilkunastolatek, jeśli nie jest upośledzony umysłowo, ma rozeznanie co dobre, co złe, wie, że przemoc jest zła, więc jak najbardziej może i powinien odpowiadać za swoje czyny. Ale poprawczaki to raczej wylęgarnia patologii, więc w sumie gdzie miałby się resocjalizować??
Niż demograficzny metodą?:)) Niekoniecznie. Natura nie znosi prożni więc w miejsce jednych przyjdą inni. Gorsi. Bo lepszych to coś nie widać:))

128 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-10-09 16:48:39)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Tamiraa napisał/a:
Solaris napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

.. Tak czytam o tym wychowaniu bez stresu, bez krzykniecia, bez klapsa, bo to wszystko źle wpływa na dzieci i wpędza je w traumy, a tymczasem mam wrażenie , że tracimy kontrolę, jako społeczeństwo, nad młodym pokoleniem. I nie chodzi mi o bicie dzieci. Ogólnie. Dlaczego nie potrafimy wychować dzieci, pomimo tych wszystkich cudownych metod? A więc krótko:

Przykład 1- w klasie mojego 13-letniego dziecka był chłopak (był, bo nie zdał do 7-ej klasy), który ściągnął spodnie na lekcji, pokazując goły tyłek i każąc się w niego całować nauczycielce. Wyzywał nauczycielki również od suk czy szmat. Raz wziął krzesło i chciał uderzyć kolegę, ale traf chciał, że napatoczyła się akurat dyrektorka... Takich sytuacji mogłabym przytoczyć jeszcze wiele.
Przykład 2: inny kolega z klasy mojego dziecka pali elektryka. Potrafi przyjechać ze swojej wsi na naszą późnym wieczorem, gdy jest ciemno, hulajnogą elektryczną. Klnie. Na jeszcze innej wsi podobno ma dziewczynę (13-latek, podkreślam). Ostatnio mknął na hulajnodze do niej z bukietem kwiatów. Wcześniej jedna z mam, podczas rozmowy, powiedziała mi, że Kamil (o którym mowa) masturbowal się na lekcji, a dzieciom kazał robić chellenge, gdzie mówił im, by skakali przez okno w szkole. Jakbyście zapomnieli- ja cały czas piszę zaledwie o 13-latku (sytuacja z masturbacja miała miejsce jeszcze wcześniej).
Przykład 3. Dzisiaj był u nas chrzestny mojego dziecka ze swoją córką i żoną. Córka (14 lat) mało je, bo jest niby na diecie, więc gdy tak skubala, jej ojciec (chrzestny mojego dziecka) zażartował, że liczy kalorie, a ona na to z nerwami: zamknij mordę! Już Ci coś mówiłam na ten temat! Byłam z mezem w szoku i nie wiedziałam, jak mam się zachować.
Gdzieś jako społeczeństwo popełniamy ogromny błąd, bo to nie jest jeden przypadek. To jest zaledwie kilka z najbliższej mi okolicy, otoczenia, rodziny. Patrzę na to wszystko i myślę, że ciężkie czasy sobie szykujemy.

Oczywiście, ze dzisiaj dzieci sa inne niz kiedyś. To, ze zawsze się narzeka na nie w każdych czasach to jedno, ale to, co dzisiaj odwalają to włos się jeży.
Jest różnica miedzy kiedyś a dziś. Kiedyś przemoc miała swoje granice na podwórku i nie była na taką skalę. Kiedyś nauczyciel miał jakiś autorytet i nikt mu nie podskoczył, była ta granica.
Dzisiaj, przez internet i smartfony, dzieci od najmłodszych lat mają łatwy dostęp do drastycznej przemocy, pornografii i brutalnych gier, co nie pozostaje bez wpływu na rozwijajacy sie mozg.
Już dawno badania udowodniły, że to znieczula wrażliwość i niszczy empatie.

Dzisiaj przemoc to rozrywka i content do sieci, nękanie rówieśników trwa w sieci 24 godziny na dobę, a katowanie innych stało się rozrywką nagrywaną dla lajków na TikToka. To nie jest zwykły młodzieńczy bunt, tylko głębokie znieczulenie emocjonalne wyhodowane przez cyfrowy świat. Udawanie, że kiedyś było tak samo to zamykanie oczu na dramat.
Dzieci sa przebodźcowane od najmłodszych lat - przecież to powszedni widok dziecko w wózku ze smartfonem w ręku, ktory daje mu matka, zeby go zająć.
To żadne odkrywanie Ameryki, że wybuchy zlosci, impulsywność to skutek chronicznego przebodźcowania i zmęczenia emocjonalnegp.
Dzisiejsze dzieci muszą przetwarzać w ciągu jednego dnia tyle bodźców, ile ich dziadkowie przez tydzień. Może się we łbie popie*dolić? Może;)

Za moich czasów nikt do szkoły z nożami nie chodził ani nie pyskował nauczycielom. Żeby powiedzieć do jakiegoś "zamknij się"? W głowie się nie mieściło.
A dzisiaj żaden problem dla smarkacza. 
Oczywiście, ze to wina dorosłych, głównie rodziców.  Zamiast budować z dzieckiem więź, zdrowe relacje, stawiać mądre granice, łatwiej dla świętego spokoju wcisnąć mu ekran, a potem wielkie zdziwienie, że rośnie pokolenie pozbawione jakichkolwiek hamulców. Szkoły mają związane ręce przez przepisy, nauczyciele stracili jakikolwiek autorytet, a rodzice zamiast wychowywać, wiecznie usprawiedliwiają swoje pociechy.
Mam koleżankę nauczycielkę i mówi, że rodzice są straszni, gorsi od dzieciaków:) Większość widzi w swoich Brajankach i Dżesikach ósmy cud świata i zawsze problem widzi nie w sobie, nie w swoim dziecku tylko w innych - winna szkoła, inne dzieci, nauczyciele...tylko nie ich aniołek.
Z takim podejściem to wiadomo. Jak ich dziecko komus odrąbie łeb to dalej będą zaklinać rzeczywistość.
Ryba psuje się od głowy. Dziecko nie rodzi się z poczuciem, że jest bezkarne i że wszystko mu wolno.

Uważam, że ta era zachłyśnięcia się tabletami i smartfonami u dzieci powoli się kończy. Na "aniołków" są sposoby. Kiedy jakieś dziecko jest niedostosowane, cała grupa rodziców potrafi się przeciwstawić jego agresywnym zachowaniom i wywrzec presję na rodzica tego dziecka (piszę rodzica, ale głównie chodzi o matki, ojców jakoś mało widać w tym procesie wychowania). Gorzej, kiedy rodzice innych dzieci milczą, nauczyciele nie reagują.

PS A propos imion dzieciaków ostatnio słyszę  Franek, Jadzia...

Na aniolków nie ma sposobu. Jak ma papier a wiekszość ma, ze jakies adhd czy inne dysmozgowie, więc moze robic co chce, a nauczyciel ma zwiazane ręce. Bo takie dzieci sa pod ochroną. A nauczyciele nie mają autorytetu. Nic nie mogą. Bo dzieci sa niczym hostia, spojrzeniem nawet zbrukać nie można . Kiedyś za pyskowanie za ucho i do dyrektora plus na dywanik ojciec lub matka... a w domu parę pasów od ojca i gagatkowi szybko wietrzały durne pomysły ze łba;) A dzisiaj przyleci mamuśka i jeszcze będzie pyszczyć za dwoje. Masakra.
Ta moja kolezanka nauczycielka jak jest zebranie to mowi, że jej wszystko opada jak gada z rodzicami. Twierdzi że niektorzy sa glupsi od swoich dzieci:)

129 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-09 16:57:35)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Solaris napisał/a:

Nie popadajmy w paranoję.  " W towarzystwie" brzmi jakby to była kolacja u angielskiej królowej a nie zwykła nasiadówka u najbliższej rodziny.
Co w liczeniu kalorii takiego okropnego, że aż dziewczyna każe zamykać ojcu mordę?? Nie robmy z dzieci płatki śniegu.
Jakby mi dziecko takim tekstem pojechało "zamknij morde" to ode mnie dostałoby w tę pyskatą mordę przy tym stole od razu aż spadłoby z krzesła i nie musiało już liczyć kalorii:)
Są granice i nie ma zmiłuj. Tekst o liczeniu kalorii w żaden sposób nie usprawiedliwia takiego zachowania. Nie widzę w nim nic obraźliwego, co by usprawiedliwiało to.
Niedługo za pytanie jak w szkole" dzieciak odpysknie "zamknij morde" bo naruszy to jego strefę komfortu - bo ono szkoły nie lubi więc pytanie uzna za prowokację To dowód na to jak nieudolni wychowawczo są rodzice, że ich dziecko tak się zachowuje.

Z mojej strony to była akurat dosyć luźna myśl, choć zupełnie serio, że nie zadaje się pytań ani nie robi sugestii w typie: "coś słabo ci idzie to odchudzanie", "ty coś w ogóle jesz, że jesteś taka chuda?, "trzy lata po ślubie, a wy wciąż nie macie dzieci?" albo "kiedy w końcu się ożenisz?".
Każdy z nas zdaje sobie przecież sprawę z tego, jak jest i takie uwagi są po prostu nie na miejscu. I jasne, że to może być podszyte troską, ale nie musi, a już na pewno nie robi się tego w towarzystwie.

Cała resztę, jak ja to widzę, wyjaśniłam już wcześniej.

130 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-09 17:00:33)

Odp: Dzisiejsze dzieci
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Co za przykra ironia losu. Polacy nie chcieli Muzulmanow w Polsce,bo bali sie atakow terrorystycznych.... a sie okazalo,ze terrorystami sa polskie bachory. Co za wstyd sad

Dalej wolę polskich bachorów niż muzułmanów:)
Ci drudzy niech się integrują ze sobą u siebie i w ramach tej integracji, sobie łby obcinają.

A ja nie wole ani jednych ani drugich... obie grupy to terrororysci. Nie widzę żadnej różnicy,gdy Ahmed zamieszcza wpis "ze wysadzi w powietrze jakis budynek" a miedzy Brajankiem ktory zamieszcza wpis "że weźmie do szkoły nóż i wszystkich pozabija"

Tak to co robią polskie bachory należy zakwalifikować do terroryzmu

Posty [ 66 do 130 z 155 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026