wieka napisał/a:Myślę też, że mogło tak być w podanym przykładzie, że ojciec nie raz do niej w ten sposób się odezwał, więc...
Dla mnie niewyobrażalne.Nie powiedziałabym do nastolatki, ktora prawie nic nie je, że liczy kalorie nawet w formie żartu, po prostu każdy ma prawo jeść lub nie jeść czegoś. Ale jej odpowiedź nie była kulturalna. Widać, że granice dobrego wychowania dawno i niejeden raz zostały tu przekroczone. Ojciec mógł się martwić, że dziewczynka nie je i starać się ją wytłumaczyć wobec rodziny, może jednak lepiej gdyby jej nie zaglądał do talerza. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby na takie słowa dziewczynka odpowiedziała do ojca: "zamknij mordę". A ojciec co na to? Nic. Wygląda na to, że ojciec nie potrafi rozmawiać z własną córką, której nikt nie nauczył kulturalnej rozmowy przy stole.
A dla zego nie? Co jest w złego w stwierdzeniu "liczy kalorie"? Takie podejście jest właśnie zapalnikiem, bo sama traktujesz zwykle zdanie, jak coś wielce delikatnego. Rozumiem, że nastolatka jest przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu, ale robienie z tego tematu niemalże tabu też nie jest wyjściem. Uczymy dzieci tego, że nie wolno mówić kompletnie nic na newralgiczne tematy, bo jeszcze, nie daj Boże, dziecku się coś nie spodoba.
Wracając do sytuacji- możecie źle rozumieć cały kontekst, bo dość ogólnikowo to opisałam. Sytuacja wyglądała tak, że młoda przyszła do stołu. Ja zaproponowałam jej kurczaka z warzywami. Ona coś tam burknęła pod nosem i nałożyła sobie sałatki, więc powiedziałam, że może sobie wziąć do tego jeszcze kurczaka. Nie odpowiedziała, więc ojciec powiedział, że liczy kalorie. Na co ona wypaliła: "zamknij mordę, już Ci coś mówiłam na ten temat". Usadziła go jak smarkacza. Cóż, jeśli według Ciebie ojciec tu zawinił, bo osmielił się otworzyć usta, to faktycznie- powinien ją przeprosić i obiecać poprawę. Prawdą jest jednak to, że dziewczyna nigdy nie potrafiła się zachować kulturalnie. Nie pierwszy raz u nas byli. Dziewczyna rzadko raczyła odpowiedzieć na pytanie, na przykład, gdy pytałam ją, gdzie zamierza iść do szkoły albo pytałam ją, co u niej słychać. Nigdy konkretnej odpowiedzi. Jedynie poburkiwania pod nosem albo "nie wiem". Mój mąż mówił, że niekiedy spotkał ich w sklepie na zakupach. Nawet dzień dobry mu nie powiedziała, gdy go mijała.