.. Tak czytam o tym wychowaniu bez stresu, bez krzykniecia, bez klapsa, bo to wszystko źle wpływa na dzieci i wpędza je w traumy, a tymczasem mam wrażenie , że tracimy kontrolę, jako społeczeństwo, nad młodym pokoleniem. I nie chodzi mi o bicie dzieci. Ogólnie. Dlaczego nie potrafimy wychować dzieci, pomimo tych wszystkich cudownych metod? A więc krótko:
Przykład 1- w klasie mojego 13-letniego dziecka był chłopak (był, bo nie zdał do 7-ej klasy), który ściągnął spodnie na lekcji, pokazując goły tyłek i każąc się w niego całować nauczycielce. Wyzywał nauczycielki również od suk czy szmat. Raz wziął krzesło i chciał uderzyć kolegę, ale traf chciał, że napatoczyła się akurat dyrektorka... Takich sytuacji mogłabym przytoczyć jeszcze wiele.
Przykład 2: inny kolega z klasy mojego dziecka pali elektryka. Potrafi przyjechać ze swojej wsi na naszą późnym wieczorem, gdy jest ciemno, hulajnogą elektryczną. Klnie. Na jeszcze innej wsi podobno ma dziewczynę (13-latek, podkreślam). Ostatnio mknął na hulajnodze do niej z bukietem kwiatów. Wcześniej jedna z mam, podczas rozmowy, powiedziała mi, że Kamil (o którym mowa) masturbowal się na lekcji, a dzieciom kazał robić chellenge, gdzie mówił im, by skakali przez okno w szkole. Jakbyście zapomnieli- ja cały czas piszę zaledwie o 13-latku (sytuacja z masturbacja miała miejsce jeszcze wcześniej).
Przykład 3. Dzisiaj był u nas chrzestny mojego dziecka ze swoją córką i żoną. Córka (14 lat) mało je, bo jest niby na diecie, więc gdy tak skubala, jej ojciec (chrzestny mojego dziecka) zażartował, że liczy kalorie, a ona na to z nerwami: zamknij mordę! Już Ci coś mówiłam na ten temat! Byłam z mezem w szoku i nie wiedziałam, jak mam się zachować.
Gdzieś jako społeczeństwo popełniamy ogromny błąd, bo to nie jest jeden przypadek. To jest zaledwie kilka z najbliższej mi okolicy, otoczenia, rodziny. Patrzę na to wszystko i myślę, że ciężkie czasy sobie szykujemy.