Jestem w stanie sobie wyobrazić że kobieta 40+, która już ma za sobą jakieś związki i wie jakich partnerów przyciąga, może stwierdzić że sobie daruje i nie ma na co czekać.
Zaskakujaco duzo facetow tez tak myśli. Nawet osobiscie znam
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wolność i spełnianie swoich marzeń, czy związek i ustępstwa?
Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 9 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Jestem w stanie sobie wyobrazić że kobieta 40+, która już ma za sobą jakieś związki i wie jakich partnerów przyciąga, może stwierdzić że sobie daruje i nie ma na co czekać.
Zaskakujaco duzo facetow tez tak myśli. Nawet osobiscie znam
Podobne tematy
Partnerstwo to kolejny mit. Nie ma czegoś takiego. Czego innego wymaga się od mężczyzny, który dalej ma zapewnić poziom materialny i bezpieczeństwo, a czego innego od kobiety, która powinna być niezależna.
Chyba nie jesteś zbyt dobrze zaznajomiony ze słowem partnerstwo
A ono absolutnie nie oznacza, że każdy z partnerów ma takie same obowiązki.
I jest proste hasło, z którym wszyscy się zgadzamy, facet to ma na rodzinę za...lać.
To chyba akurat część Twojego światopoglądu, bo przytaczasz to hasło nie pierwszy raz.
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Jestem w stanie sobie wyobrazić że kobieta 40+, która już ma za sobą jakieś związki i wie jakich partnerów przyciąga, może stwierdzić że sobie daruje i nie ma na co czekać.
Zaskakujaco duzo facetow tez tak myśli. Nawet osobiscie znam
Mój kolega też rozpoczał ten dom w okolicach 40 urodzin. Nawet fajny gość ale strasznie nieporadny, jesli chodzi o relacje z ludzmi. Moim zdaniem na luzie by kogoś poznał, ale jakoś tak przyciągał same wariatki. My się cieszymy że mieszka sam, a nie z exami, ale moze kogoś pozna.
Bert, nie wyciągaj z całej wypowiedzi jednego zdania.
Ja rozumiem dziewczynę, bo tu chodzi o całą zmianę kulturową, o której napisałam w niedzielę: ja jeszcze byłam tak wychowana, że celem dziewczyny było wydanie się za mąż. Teraz dziewczyny mają szersze perspektywy, choć oczywiście są też takie, które idą "starym" modelem wychowywczym. To miałam na myśli pisząc " nie kumasz".
Ja nie o tym!!!!
Ja to rozmumiem mam dwie corki. Ciesze sie ze swiat jest dla babek latwiejszy i ze sie zmienia. Ja nigdzie nie podwazam Waszych pretensji do swiata.
Ja sie odzywam tylko w obronie. Nie atakuje Was. Mowie ze wiele rzeczy robimy tak samo choc przedstawiacie to jako meskie (zdrada, przemoc itp). To jest jakas epidemia "facet to to to tamto itd itd itd itd itd itd".
.
Legat napisał/a:Użytkowniczkom mówiącym jak to kiedyś było źle kobietom, nich by sobie zrobiły mały test, spróbowały zaorać 1 ha pola konikiem i pługiem w 30 stopniowym upale. Aż zapytałem AI ile to długości wychodzi, no i podał około 30 kilometrów. No dobra nawet bez pługa spróbujcie to przejść.
![]()
Oranie to tylko jedna z potrzebnych czynności, które trzeba było na nóżkach własnych zrobić.Oj weź, wchodzisz w licytację "kto ciężej harował fizycznie w czasach dawnych"? Tą metodą to proszę bardzo, też umiem - urodź dziecko, zawiń w płachtę i zasuwaj na pole w to samo 30 stopni z sierpem w dłoni, bo żniwa. Albo kartofle zasuwaj kopać, dla odmiany w zimnie i błocie. Durne te licytacje. A tak indywidualizując na moment to baba 1,80 i postury solidnej zapewne się lepiej by przy tym pługu sprawdziła niż cherlawy pan 1,50 w kapeluszu. A już złośliwie dopowiem, że u tych najuboższych, jak zwierzęcia pociągowego nie było, do opisanego przez ciebie pługa zaprzęgano...babę.
Zamierzałam napisać coś podobnego, więc się tylko podepnę pod Twoją wypowiedź. Nie wiem, co argument Legata miał udowodnić, może jakby ktoś nie miał pojęcia o historii, to by się na niego złapał ![]()
Trzeba jeszcze zmusic pieszych aby na chodniku chodzili w kaskach bo co jak w nich rowerzysta pyerdolnie?
Nie zauwazyles, ze w zyciu sa jeszcze inne wartosci od bezpieczenstwa i bezgraniczne skupienie na bezpieczenstwie zabija radosc i spotanicznosc - czyli caly sens?Pomijajac,
1. Jako jedyny zywiciel rodziny zgromadzilem oszczednosci wystarczajace na nasze zycie przez kilkanascie lat bez mojej pracy.
2. Fakt, ze kobieta pracuje w domu nie oznacza, ze nie jest w stanie znalezc pracy zarobkowej gdyby zaistniala potrzeba - moja zona by szybciej znalazla prace zarobkowa od Ciebie bo ma duzo potrzebnych na rynku umiejetnosci.Ale nie musi.
Bo pracuje w domu.
Pracuje. Wiec nie "staje sie nie do zniesienia".Sluchasz sie jakis przegrywow, ktorzy swoim analfabetyzmem i fanatyzmem spyerdolili sobie zycie a klocisz sie z gosciem, ktory zycie ma zayebiste.
Najmadrzejszy to Ty nie jestes.
Patrząc na to jak chodzą niektórzy piesi i jak jeżdżą niektórzy rowerzyści to nawet nie byłoby takie głupie.
Czemu w ogóle mnie o to pytasz? Przecież to ty powtarzasz, że dzięki twoim wysokim zarobkom twoja żona nie musi pracować dzięki czemu może robić wszystko inne. Gdyby nie miała tego, moim zdaniem wątpliwego poczucia bezpieczeństwa wynikającego z twoich zarobków nie byłaby jak to piszesz, wypoczęta i wolna od stresu. Nie da się skupić na niczym innym jeśli nie wiesz czy będziesz mieć co jeść. Ja pisałem o dawaniu sobie nawzajem tego poczucia bezpieczeństwa przez obie osoby w związku.
1. I tu pojawia się pierwszy problem. Opisujesz swoją sytuację jako coś normalnego co powinno być wzorem dla innych związków. Ok. 50% ludzi w tym kraju nie ma żadnych oszczędności więc w ich przypadku zastosowanie twojego wzoru skończyłoby się marnie.
2. Ciężko nazwać pracą coś za co nie ma pieniędzy, nie ma umowy ani urlopu czy zwolnienia. Gdyby ci powiedziała, że od jutra rzuca wszystko i idzie na miesiąc zwolnienia jakbyś zareagował?
Słucham tylko tych powszechnie uważanych za autorytety, ludzi mających tytuły naukowe lub potwierdzoną działalność w danym temacie. Nie ma wśród nich pseudo coachów ani jakichś mistrzów podrywu. Nigdy nie wytrzymałem dłużej niż 5 min słuchania takich ludzi, a próbowałem nie raz. Do kłótni to tu jeszcze daleko, na razie to tylko luźna wymiana zdań. Czemu miałbym słychać się ciebie skoro nic o tobie nie wiem poza twoim stylem wypowiedzi?
Argument do słuszności poglądów, potwierdzający bycie ofiarą już historycznie.
Coś może w tym być i tym bardziej nie ogarniam jaki jest sens w roztrząsaniu tego. Co nam da teraz, we współczesnych czasach rozstrząsanie odległej przeszłości? Kiedyś kobiety nie miały praw, bywały służącymi lub nawet niewolnicami. I co? Jakie to ma znaczenie dla współczesności? To wygląda tak jakby współczesne kobiety chciały karać współczesnych mężczyzn za czyny mężczyzn sprzed setek czy nawet tysięcy lat. Przecież współcześni mężczyźni nie mają nic wspólnego z czynami ich odległych przodków. To nie tylko w niczym nie pomoże ale jeszcze będzie zaogniać wojnę damsko-męską. Tamte czasy dawno minęły i raczej już nie wrócą więc w czym tak naprawdę jest problem? Dziś panują inne zasady relacji damsko-męskich, inne normy społeczne, inny sposób traktowania danej płci niż kiedyś, a niektóre osoby tu piszą jakby nic się nie zmieniło do średniowiecza. Coraz więcej mężczyzn jasno mówi, że nie chcieliby partnerki w stylu kobiet z dawniejszych czasów, która byłaby im całkowicie podległa tylko partnerki na równych zasadach, a mimo to cały czas pojawia się obwinianie o traktowanie kobiet przez współczesnych mężczyzn jak służącą. My nie chcemy mieć ani służącej ani pracownicy ani niewolnicy tylko partnerkę, która razem z nami szłaby przez życie, nie z tyłu, nie z przodu tylko obok idąc równo z nami.
Ale my mówimy IRL. IRL znasz kogoś takiego?
No dobra tu trafiłaś, nie znam nikogo takiego w realu.
Co do twoich wypowiedzi to niestety widać po nich iż jesteś niezłym przykładem na to, że ta wojna damsko-męska działa bardzo sprawnie. Ktoś kto za tym wszystkim stoi widząc wypowiedzi takie jak twoje jedynie się cieszy, że jego plan zniszczenia cywilizacji białego człowieka działa coraz lepiej. Rozumiem co masz na myśli i patrząc logicznie ciężko się nie zgodzić ale taka logika sprowadzi na nas zagładę. To, że ktoś woli być sam niż z toksyczną osobą jest w pełni zrozumiałe ale twierdzenie, że partner już nie jest potrzebny bo można sobie zrobić dziecko samemu i samemu je wychowywać już nie brzmi zbyt dobrze. Jeszcze to, że samotne wychowywanie dziecka jest ciężkie ale te silne i niezależne kobiety jakoś dają radę. Większość młodych ludzi, którzy coś takiego przeczytają stwierdzi, że nie warto mieć dzieci bo nawet we dwójkę to jest ciężkie, a co dopiero w pojedynkę. Czy nie byłoby lepiej przekonywać ludzi by mimo niepowodzeń próbowali dalej wchodzić w związki niż odpuścić bo przecież samotnie też można być szczęśliwym? Jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia. Czy twoje wymagania odnoście potencjalnego partnera byłyby w ogóle możliwe do spełnienia? Wierz mi, że nie próbuję cię w jakiś sposób obrazić czy sprowokować, staram się jedynie zrozumieć twoje podejście. Prawda jest taka, że wszyscy tu się nawzajem nakręcamy na siebie przez co osiągamy skutek odwrotny do zamierzonego.
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Ale my mówimy IRL. IRL znasz kogoś takiego?
No dobra tu trafiłaś, nie znam nikogo takiego w realu.
Co do twoich wypowiedzi to niestety widać po nich iż jesteś niezłym przykładem na to, że ta wojna damsko-męska działa bardzo sprawnie. Ktoś kto za tym wszystkim stoi widząc wypowiedzi takie jak twoje jedynie się cieszy, że jego plan zniszczenia cywilizacji białego człowieka działa coraz lepiej. Rozumiem co masz na myśli i patrząc logicznie ciężko się nie zgodzić ale taka logika sprowadzi na nas zagładę. To, że ktoś woli być sam niż z toksyczną osobą jest w pełni zrozumiałe ale twierdzenie, że partner już nie jest potrzebny bo można sobie zrobić dziecko samemu i samemu je wychowywać już nie brzmi zbyt dobrze. Jeszcze to, że samotne wychowywanie dziecka jest ciężkie ale te silne i niezależne kobiety jakoś dają radę. Większość młodych ludzi, którzy coś takiego przeczytają stwierdzi, że nie warto mieć dzieci bo nawet we dwójkę to jest ciężkie, a co dopiero w pojedynkę. Czy nie byłoby lepiej przekonywać ludzi by mimo niepowodzeń próbowali dalej wchodzić w związki niż odpuścić bo przecież samotnie też można być szczęśliwym? Jeszcze jedna rzecz mnie zastanawia. Czy twoje wymagania odnoście potencjalnego partnera byłyby w ogóle możliwe do spełnienia? Wierz mi, że nie próbuję cię w jakiś sposób obrazić czy sprowokować, staram się jedynie zrozumieć twoje podejście. Prawda jest taka, że wszyscy tu się nawzajem nakręcamy na siebie przez co osiągamy skutek odwrotny do zamierzonego.
Łatwo interpretować wózek, ubrania, zdjęcia zwierzaka jako potwierdzenie tez z internetu. IRL zawsze okazuje się że to nie ma nic wspólnego z internetowymi tezami. Internet to takie filmy marvela tylko dla zetek ![]()
Ale co mają moje wymagania do nowego stylu życia, który w Polsce jest może optymalny dla 100 kobiet? Nie interesuje mnie granie w kasynie, ale odnotowałam z tyłu głowy, że może dla niektórych to fajna zabawa. Jestem w stanie zrozumieć, że dla niektórych ludzi założenie rodziny w klasyczny sposób jest po prostu niewykonalne. Dlaczego zakładasz że w pojedynkę? Możesz mieć siostry, braci, rodziców, dziadków i opiekunke do pomocy. Mama mojej przyjaciółki wzięła urlop i przyjechała do niej na kilka miesięcy w połogu. Ma męża, ale akurat wtedy mama była największym wsparciem, bo potrzebowała kogoś na miejscu 24/7. Moim zdaniem wiele ludzi dało sobie wmówić że wychowanie dzieci w pojedynkę czyli mąż idzie do pracy, wraca wieczorem do domu i tak przez 2 lata macierzyńskiego o ile uda się wrócić do pracy i nie bedzie kolejnego dziecka jest normalne. A po moich znajomych widzę że to mocno odbija się na psychice. Moim zdaniem warto mieć kilku zaufanych ludzi do pomocy z dzieckiem bo to jest bardzo obciążające. Ja osobiście nie widzę przewagi mężczyzny nad opiekunką, dobrym żłobkiem, przedszkolem i rodziną. Ale zgadzam sie że w 100% samodzielnie to jest ponad siły psychiczne i fizyczne. Dużo kobiet rozwodzi sie własnie z tego powodu że są samotnymi matkami w małżeństwie. Społecznie tylko kobiety spotyka ostracyzm jeśli nie są zaangazowanymi matkami.
Wierz mi, że nie tylko dla mnie taki układ byłby pasujący, wielu innych mężczyzn też by tak chciało choć się do tego nie przyznają.
Wierzę, że są tacy mężczyźni, ale raczej niewiele kobiet chętnie wejdzie w tego typu układ i (pewnie nie zawsze, ale tak obstawiam) trzeba liczyć się z tym, że taka kobieta będzie bardziej dominująca, w męskiej energii, skoro ma pełnić bardziej męską rolę w związku. Mała szansa, że równocześnie będzie urocza i słodka, jak dziewczynka z anime.
Ślub to powinien być jedynie rytuał mający na celu oficjalne połączenie dwójki ludzi w jedną rodzinę. To przede wszystkim powinno być jak najbardziej równe.
Dlaczego ślub powinien być tylko rytuałem i jak w takim razie rozwiązałbyś kwestie rozwodu? Podziału majątku?
Ja też znam parę takich związków, w sensie kobieta nie pracuje, a mężczyzna utrzymuje całą rodzinę. Patrząc na ich związki nie chciałbym być na ich miejscu.
Czy to aby na pewno jest zgodne z prawdą? To, że "mężczyzna utrzymuje całą rodzinę", a kobieta tylko "nie pracuje"? Nie sądzisz, że narzuca to już pewną narrację? Twoim zdaniem zajmowanie się domem i ewentualnymi dziećmi to nie jest żadna praca?
To prawda ale koszty życia były zdecydowanie niższe niż dziś. Ja nie chodzę regularnie do fryzjera tylko zwykle raz w miesiącu albo i rzadziej. Do kosmetyczki czy na paznokcie też nie. Podejrzewam, że większość ludzi, a na pewno mężczyzn ma podobnie. Smartfona i laptopa kupuję się zwykle raz na kilka lat. Nawet bez tych wszystkich wydatków z minimalnej nie dałoby się utrzymać w pojedynkę. W czasach dziadka dało się to zrobić, a nawet raz w roku pojechać maluchem na wakacje. Dziś minimalna nie starczyłaby ani na malucha ani na wakacje utrzymując się w pojedynkę.
Weź jeszcze pod uwagę, że pensje też były dużo niższe, niektóre towary bardzo słabo dostępne, a wynajem praktycznie nie istniał.
Znam dosłownie kilka osób, które na etacie zarabiają 10k lub więcej. Tyle, że wszyscy są grubo po 40 więc mają wieloletnie doświadczenie w danym zawodzie i wszyscy pracują w jakichś wąskich specjalizacjach, które wymagały lat nauki i sporo pieniędzy. Oczywiście nie wszyscy z nich doszli do tego sami.
No to ja z kolei znam trzydziestolatków, którzy tyle zarabiają na etacie.
Tak samo nigdzie jeszcze nie słyszałem by kobieta zmęczona i zestresowana po pracy była dla jakiegoś mężczyzny problemem.
Jeśli ktoś nie kocha swojej kobiety, to może jej samopoczucie żadnym problemem nie jest ![]()
Czekanie na mężczyzne z życiowymi planami to jeszcze nie jest ostateczna faza niezależności. Powoli kobiety zaczynają rozumieć że rodzina =\= mężczyzna i planują samodzielne macierzyństwo. Dziewczyna która ma własną nieruchomość, dobre zarobki, fajne kontakty z rodziną na luzie ogarnie dziecko sama. Dużo kobiet po rozwodzie stwierdza, że ma mniej obowiązków zajmując się tylko dziećmi, bez męża, więc niektórzy już na tyle nie wierzą w małżeństwa i związki że je pomijają i od razu preskakują w samotne macierzyństwo.
Znam kilka samotnych matek i muszę przyznać, że to najbardziej efektywne kobiety jakie znam. Zarówno zawodowo jak i wychowawczo. Chodzi o sytuacje gzie mężczyzny nie było wcale. Tam gdzie męczyzna pojawia się i zninka to masakra, trochę jak opisywała minnie, która nawet własną córke gashlithingowała żeby skłonić ja do akceptacji przemocowego i nieodpowiedzialnego ojca.
O, Smutna, przestałaś mnie już ignorować?
Tak coś czułam, że długo nie wytrzymasz. Siła prawdziwej kobiecej przyjaźni kolejny raz pokonuje przeszkody <3
A przechodząc do tematu. Wszystko rozbija się o to, czego się faktycznie chce i czy jest się świadomym potencjalnych konsekwencji i ceny, jaką się zapłaci za osiągnięcie wyznaczonych celów (jak to w życiu bywa, bez gwarancji, że te cele uda się osiągnąć, ani że będzie to tak satysfakcjonujące jak nam się wydaje). Nigdy ludziom nie narzucam mojego stylu życia, ani nie twierdzę, że on jest najlepszy, na jaki się można zdecydować, bo... to, że mi się coś sprawdza, nie znaczy, że sprawdzi się komuś innemu. Zauważyłam też, że nierzadko ludzie, którzy mają silne wątpliwości, czy wybrali dobrze lub wręcz czują, że wybrali źle, ale nie do końca potrafią się ze swojej sytuacji wyplątać - próbują ściągać inne osoby na swoją drogę. Czasem ze strachu, instynktownie, żeby móc połudzić się chwilę dłużej, bo "skoro tyle osób się na to zdecydowało, to przecież coś w tym musi być", a czasem z czystego egoizmu, byle samemu nie taplać się w bagienku i poczuć lepiej, bo "nie tylko ja niosę ten krzyż". Coś jak w szkole, gdy ktoś jeszcze dostał jedynkę ze sprawdzianu. Niektórzy otwarcie się cieszyli, że ktoś poza nimi oblał.
P.S. Wbrew temu, co nam się próbuje wmawiać (głównie po to, by nas jeszcze bardziej nakręcić na konsumpcję) nie da się mieć w życiu wszystkiego, a hasła typu "zasługujesz na więcej", "nie pozwól, by coś Cię ograniczało", to niskich lotów manipulacja.
Imo ludzie którzy mają wątpliwości są ok. Widzą plusy i minusy. Jak ktoś robi cope i żyje w wyparciu jest bardziej niebezpieczny z tym ściąganiem na swoją drogę.
Zobacz uzależnienia. W trakcie uzależnienia nie panujesz nad sobą,a nawet o tym nie wiesz. Kiedy pojawia się wątpliwości i zaczynasz kwestionować swój styl życia możesz coś zmienić i przynajmniej nikogo nie będziesz wciągał w nałóg, bo juz zrobiłeś rachunek zysków i strat na sobie.
Do reszty się nie odniósł bo nie mam pojęcia o czym mowa i jak to się ma do obserwacji, że "muszę czekać na właściwego mężczyznę żeby X" to nie jest full feminizm. Teoretycznie,bo technicznie to można czekać i czekać. Kobieta która ma dobre zarobki i gdzie mieszkać już wygrała kapitalizm i moim zdaniem nic nie musi czekać- ataki przypadek chyba odpisałaś na początku? Jej niezależność to fakt, nie iluzja bo jej ktoś wmówił że może to czego nie może. Ona już ma zabezpieczone życie niezależnie od relacji z mężczyznami.
Nie wiem, co argument Legata miał udowodnić, może jakby ktoś nie miał pojęcia o historii, to by się na niego złapał
Kłopot polega na tym, że każdy ma swoją wersję historii.
W feministycznej kobiety były sprawczyniami wszystkiego dobrego i to one zrobiły to i to.
Tylko jakoś nie potrafią odpowiedzieć na argumenty, że np. feministkom w Korei Płd. jakoś nie idzie.
Co do argumentu o krzywdzie kobiet i ich służebności wobec mężczyzn, pal licho kto jaką ma wersję historii. No ale w odziedziczonych konwenansach społecznych nikt się nie stara, nie zabiega o służącego, o kogoś z niższego stanu. A jednak to mężczyźni mają mieć jakiś status, jakieś zasoby, kupować kwiaty, wręczać pierścienie. No jak to? Tyle zachodu o służącego?
Ten wątek ma całą masę przekłamań, sprzeczności. Raz mężczyźni są tyranami, innym razem nic nie wartymi słabiakami. Jak pasuje tak się stosuje, byle zwalić całą winę co złe na nich. ![]()
Z resztą tak jak pisałem feminizm przypomina nacjonalistów, oni też zawsze poszkodowani, winna Unia, no i oni najbardziej wartościowi, a tak bardzo historycznie źle im się działo.
Shinigami napisał/a:Wierz mi, że nie tylko dla mnie taki układ byłby pasujący, wielu innych mężczyzn też by tak chciało choć się do tego nie przyznają.
Wierzę, że są tacy mężczyźni, ale raczej niewiele kobiet chętnie wejdzie w tego typu układ
Tu mamy sedno problemu.
Zdaje się Smutna mówiła o tym, że mężczyźni zostali gdzieś tam w 19 wieku. A kobiety? Dlaczego kobieta, nie chce przejąć roli kogoś kto pociągnie wózek? Nadal popełnia ten historyczny błąd (tu oczywiście żartuję) i nadal chce tego mocnego faceta, mniej aktywni, słabsi jej nie interesują. Dlaczego potrzebuje zabiegania o nią, szuka kogoś kto zapewni jej bezpieczeństwo? Jaki tu mamy postęp u kobiet, to nadal 19 wiek.
Bledna logika. Zakladasz ze wszyscy faceci to swinie. Na szali stawiasz zycie z dupkiem vs zycie samotne. Nie ma w Twoim podejsciu opcji fajny facet, fajna babka. Ta pani podejmujaca decyzje o skorzystaniu z nasienia obcego goscia (pewnie na podstawie zlych doswiadczen) decyduje o "okrojonym" wychowaniu dziecka. Bez swiata meskiego. Tego nie da sie naprawic. Wychowanie w swiecie kompletnego braku akceptacji swiata meskiego dla dziewczynki skonczy sie problemem z ulozyniem zycia z facetem i lekiem przed facetem. Nie bedzie potrafila zaufac. Bo za mlodu nie spotka faceta ktoremu mozna zaufac. Bedzie nimi straszona. Nie przypadkiem nie ma taty - mama tak chciala. Jak mama nie powie tego glosno to dziecko i tak uslyszy. Wiekszy dramat bedsie u chlopca ktory bedzie wychowywany jako osobnik "nie taki jak powinien". Bedzie sie bal i nienawidzil wlasnej meskosci. Bo jest zla. Z tego juz sa same dramaty. Chlopak nie bedzie mogl byc soba.
Ale co tam. Najwazniejsze miec dzidziusia. Milosc wszystko zalatwi. Zalatwimy nauke jezykow, basen, pilke nozna, taniec, kolorowy pokoj z lalkami albo samochodzikami i git
Bert chwilę spotykałem się właśnie z taką "radyklaną-feministką" co szuka faceta-partnera ale za chwile z jej wymowy wynika ze facet to świnie i że jej faceta nie trzeba bo sama sobie daje radę i jej nie potrzebny. Bo ona niezależna i itd ![]()
Babka samo wychowywala dwojke dziecki. Chlopca (starszego) i córkę. Córka - typowa ksieżniczka gdzie starszy syn musiał ZAWSZE jej ustępować. Chłopiec wychowany na pantofla. Widziałem że brakuje mu męskiego wzorca.
Jak te dzieci dorosną to wątpie aby jakiekolwiek z nich było założyć rodzinę i mieć normalne życie.
Po prostu z takimi wzorcami nie ma szansy aby były normalne, a będą jeszcze gorsze od ich matki ...
Co do "feminizmu" to bylo to dobre kilkadziesiat lat temu a moze wcześniej jak kobiety walczyły o prawa wyborcze. Ale od czasu gdy je mają i tak naprawdę mają dostęp do większości zawodów i nie ma żadnej dyskrymiacji ?
To raczej czasy oszołomów w formie męskiej i damskiej ...
Redpill a ultra-feminizm to to samo tylko w wersji męskiej i damskiej ...
Robienie sobie dziecka jako zachcianki to czysty egoizm , bo to nie chomik czy zwierzątko.
Choć wiele ludzi nawet nie dorosło aby mieć zwierzątko ...
Dziecko MUSI mieć do prawidłowego wychowania obajga rodziców, bo dziecko to OBSERWATOR i obserwuje rodziców i chłonie wartości zarówno męskie i damskie bo są one potrzebne mu do prawiłowego rozwoju ...
Robiene sobie dziecka jak "zachcianki" pokazuje niedojrzałośc danej kobiety. Jej egoizm i głupotę i nic wiecej ...
Ale społeczeństwo jest coraz głupsze i coraz bardziej samolubne ...
Robienie sobie dziecka jako zachcianki to czysty egoizm , bo to nie chomik czy zwierzątko.
Choć wiele ludzi nawet nie dorosło aby mieć zwierzątko ...Dziecko MUSI mieć do prawidłowego wychowania obajga rodziców, bo dziecko to OBSERWATOR i obserwuje rodziców i chłonie wartości zarówno męskie i damskie bo są one potrzebne mu do prawiłowego rozwoju ...
Robiene sobie dziecka jak "zachcianki" pokazuje niedojrzałośc danej kobiety. Jej egoizm i głupotę i nic wiecej ...
A co jest złego w czystym egoizmie? Jeśli powodowany egoizmem przyczyniasz się do rzeczy społecznie opłacalnych jak wzrost populacji to chyba ok?
Czysty egoizm może cię prowadzić do fajnych dla innych rzeczy. Idziesz na medycyne bo chcesz robić coś za co bedziesz poważany i żeby hajs się zgadzał, a kończysz pomagając ludziom.
Dużo reporterów i dziennikarzy ma pęd do sławy, ale prowadzi to do fajnych rzeczy - piszą dobre i wartościowe teksty.
Dziecko wychowane w egoistycznym i niedojrzałym środowisku ma okazję szybciej samemu wyrobić cechy dojrzałości. Zaryzykuje teze że większość raperów z lat 90 pochodzi z takich szemranych środowisk, ale społecznie to dla nas efektem jest fajna muzyka.
Ogólnie dzieci zawsze sie miało z egoizmu. Żeby było więcej rąk do pracy, żeby mieć zabezpieczenie na starość. Koncepcja dziecka jako małej niezależnej osoby to jest pomysł z ostatnich 30 lat. Chociaż i tak dotyczy tylko topki społeczeństwa, którzy są w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby emocjonalne i egzystencjalne samodzielnie i nie mają jakiś egoistycznych pobudek do posiadnia potomstwa.
Wolałbyś nie istnieć, czy istieć ale powstać z egoizmu? Mnie nie za bardzo mnie interesuje idea która mojemu powstaniu przyświecała.
No i co do męskich wzorców. Na forum masz Teda, Chłopskiego. Myślisz że oni są w stanie dac bardziej wartościowe wzorce młodemu chłopakowi niż instruktor harcerstwa, czy trener piłki nożnej? Przecież dla kobiety to ogromne ryzyko że jej dziecko dostanie taki wzorzec bo nie ogarnela że coś jest z kolesiem nie tak. Co powiesz na sytuacje gdzie kobieta minimalizuje takie ryzyko?
Imo ludzie którzy mają wątpliwości są ok. Widzą plusy i minusy. Jak ktoś robi cope i żyje w wyparciu jest bardziej niebezpieczny z tym ściąganiem na swoją drogę.
Jeśli wątpliwości prowadzą do szczerej refleksji i prób zweryfikowania tych wątpliwości, to wszystko w porządku. Mi jednak chodziło o ludzi, którzy nie są pewni czy podjęli dobrą decyzję, gdzieś ich tam gniecie w środku, że może popełnili błąd, ale zamiast się zatrzymać i skonfrontować (z tym uczuciem i z rzeczywistością), przekonują innych, że to dobry pomysł i żeby też spróbowali.
Zobacz uzależnienia. W trakcie uzależnienia nie panujesz nad sobą,a nawet o tym nie wiesz. Kiedy pojawia się wątpliwości i zaczynasz kwestionować swój styl życia możesz coś zmienić i przynajmniej nikogo nie będziesz wciągał w nałóg, bo juz zrobiłeś rachunek zysków i strat na sobie.
Możesz coś zmienić lub nie. Sporo uzależnionych osób ma takie „momenty przebłysku”, podczas których sobie obiecują, że będą nad sobą pracować, że więcej nie wypiją, a potem nic z tego nie wynika. Ludzie pod wpływem nałogu potrafią robić straszne rzeczy, więc tym bardziej nie dziwi, gdy szukają sobie „kompanów w niedoli”.
Kobieta która ma dobre zarobki i gdzie mieszkać już wygrała kapitalizm i moim zdaniem nic nie musi czekać- ataki przypadek chyba odpisałaś na początku? Jej niezależność to fakt, nie iluzja bo jej ktoś wmówił że może to czego nie może. Ona już ma zabezpieczone życie niezależnie od relacji z mężczyznami.
Jeden powie, że coś wygrała, inny że coś przegrała. Zależy czego się naprawdę chce od życia. Ona pisała, że tak naprawdę zarobki i praca nie są dla niej najważniejsze, więc na pewno ciężej jest jej postrzegać własną sytuację jako „wygraną”. Mimo że świadomie docenia własny dach nad głową i finansową stabilność, to jednak widzi, że aby dojść do tego punktu w życiu, z czegoś innego musiała (przynajmniej czasowo) zrezygnować. A teraz nie wie, czy uda się to nadrobić.
W wątku padło stwierdzenie „być niezależną we wszystkim, od wszystkich”, a taka forma niezależności nie istnieje.
Gdy ją rozbić na poszczególne kategorie, np. niezależność finansowa, to na pewno niektórzy ludzie są niezależni finansowo, ale takich osób jest stosunkowo niewiele. Przynajmniej moim zdaniem, ponieważ nie uważam, by sam fakt posiadania swoich „paru groszy” dawał niezależność, jeśli jednocześnie żyje się z miesiąca na miesiąc, bo nie stać nas na zgromadzenie jakichkolwiek oszczędności.
Wystarczy, że wydarzy się coś nieprzewidzianego i można bardzo szybko się przekonać, że bez pomocy innych ludzi ciężko będzie się wygrzebać z powrotem na powierzchnię.
A jak ktoś ma problem z angażowaniem się i wysiłkiem na rzecz budowania relacji, gotowością do poświęceń (żeby była jasność, nie mówię tu o żadnych ratownikach), to nic dziwnego, że nie potrafi się odnaleźć w związku i musi „radzić sobie w życiu sam”, bo takie osoby niespecjalnie przyciągają.
Co do argumentu o krzywdzie kobiet i ich służebności wobec mężczyzn, pal licho kto jaką ma wersję historii. No ale w odziedziczonych konwenansach społecznych nikt się nie stara, nie zabiega o służącego, o kogoś z niższego stanu.
A to mało zamożnych rodzin ma gosposie, sprzątaczki, kierowcę itp.?
Ten wątek ma całą masę przekłamań, sprzeczności. Raz mężczyźni są tyranami, innym razem nic nie wartymi słabiakami. Jak pasuje tak się stosuje, byle zwalić całą winę co złe na nich.
Z resztą tak jak pisałem feminizm przypomina nacjonalistów, oni też zawsze poszkodowani, winna Unia, no i oni najbardziej wartościowi, a tak bardzo historycznie źle im się działo.
Jak już wcześniej pisałam, ludzie są zagubieni. Nie tylko kobiety, bo mężczyźni również. Redpillowcy też piszą okropne rzeczy na nasz temat, mimo że tak naprawdę to chcieliby mieć kobietę i gdyby znalazły się chętne, to nagle nie wszystkie byłyby egoistkami, które pragną tylko giga chada z kwadratową szczęką i wypchanym portfelem
Radykalne podejście często jest szkodliwe, bo jak się ktoś zacietrzewi w swoich przekonaniach, to sytuacja może mu się łatwo wymknąć spod kontroli.
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Kobieta która ma dobre zarobki i gdzie mieszkać już wygrała kapitalizm i moim zdaniem nic nie musi czekać- ataki przypadek chyba odpisałaś na początku? Jej niezależność to fakt, nie iluzja bo jej ktoś wmówił że może to czego nie może. Ona już ma zabezpieczone życie niezależnie od relacji z mężczyznami.
Jeden powie, że coś wygrała, inny że coś przegrała. Zależy czego się naprawdę chce od życia. Ona pisała, że tak naprawdę zarobki i praca nie są dla niej najważniejsze, więc na pewno ciężej jest jej postrzegać własną sytuację jako „wygraną”. Mimo że świadomie docenia własny dach nad głową i finansową stabilność, to jednak widzi, że aby dojść do tego punktu w życiu, z czegoś innego musiała (przynajmniej czasowo) zrezygnować. A teraz nie wie, czy uda się to nadrobić.
W wątku padło stwierdzenie „być niezależną we wszystkim, od wszystkich”, a taka forma niezależności nie istnieje.
Gdy ją rozbić na poszczególne kategorie, np. niezależność finansowa, to na pewno niektórzy ludzie są niezależni finansowo, ale takich osób jest stosunkowo niewiele. Przynajmniej moim zdaniem, ponieważ nie uważam, by sam fakt posiadania swoich „paru groszy” dawał niezależność, jeśli jednocześnie żyje się z miesiąca na miesiąc, bo nie stać nas na zgromadzenie jakichkolwiek oszczędności.
Wystarczy, że wydarzy się coś nieprzewidzianego i można bardzo szybko się przekonać, że bez pomocy innych ludzi ciężko będzie się wygrzebać z powrotem na powierzchnię.
A jak ktoś ma problem z angażowaniem się i wysiłkiem na rzecz budowania relacji, gotowością do poświęceń (żeby była jasność, nie mówię tu o żadnych ratownikach), to nic dziwnego, że nie potrafi się odnaleźć w związku i musi „radzić sobie w życiu sam”, bo takie osoby niespecjalnie przyciągają.
Przecież gdyby była w dobrym związku to by była na takim samym poziomie finansowym albo lepszym, bo by nie musiała robić samopoświęcenia. Więc co niby przegrała? Musiała zapracować na to samo na co by zapracowała z fajnym partnerem ale bez wsparcia. Nie rozumiem.
Przecież gdyby była w dobrym związku to by była na takim samym poziomie finansowym albo lepszym, bo by nie musiała robić samopoświęcenia. Więc co niby przegrała? Musiała zapracować na to samo na co by zapracowała z fajnym partnerem ale bez wsparcia. Nie rozumiem.
Bazuję tylko na tym, co pisała na grupie, ale chodziło o to, że przez poświęcenie się pracy i robieniu pieniędzy, nie miała już w życiu przestrzeni na związki i zakładanie rodziny. Więc mając lat trzydzieści parę, nie jest w żadnym związku i nie ma dzieci, mimo że tak właściwie to chciałaby mieć, a ta dobra praca i hajs nie są w stanie jej tego zrekompensować. Bo zamiast czuć się super, że dobrze sobie radzi finansowo, czuje się źle, że jest sama.
Także nie każdemu sprawdza się hasło "najpierw kariera, później rodzina", bo niektórych taka droga zwyczajnie unieszczęśliwia.
Także nie każdemu sprawdza się hasło "najpierw kariera, później rodzina", bo niektórych taka droga zwyczajnie unieszczęśliwia.
Dotyczy to obu płci. Myślą, że gdy zdobędą niezależność materialną, staną się mega atrakcyjni na rynku matrymonialnym. A tu pech, najlepsze latka uciekły.
Do tego mają już takie przyzwyczajenia, czy maniery singla, że praktycznie nie są zdolni do tworzenia związków.
Tu już ktoś o tym wspominał. Jesteśmy ofiarami konsumpcjonizmu, w reklamach szczęście daje nowy samochód, czy nowa pralka i złudne poczucie wolności.
Tu mamy sedno problemu.
Zdaje się Smutna mówiła o tym, że mężczyźni zostali gdzieś tam w 19 wieku. A kobiety? Dlaczego kobieta, nie chce przejąć roli kogoś kto pociągnie wózek? Nadal popełnia ten historyczny błąd (tu oczywiście żartuję) i nadal chce tego mocnego faceta, mniej aktywni, słabsi jej nie interesują. Dlaczego potrzebuje zabiegania o nią, szuka kogoś kto zapewni jej bezpieczeństwo? Jaki tu mamy postęp u kobiet, to nadal 19 wiek.
Pragnę tylko przy tym zauważyć, że nie dla każdej kobiety ten sam facet będzie kojarzył się ze słabością. Dla jednych będzie to ktoś cherlawej budowy, dla innej facet, który sobie nie za dobrze radzi w życiu, dla jeszcze innej taki, co nie potrafi stworzyć więzi z drugim człowiekiem i się otworzyć.
No ale generalnie, jeśli chodzi o takie prowadzenie przez życie, to większość kobiet, które znam (w tym również ja - przyznaję otwarcie), nie chce faceta, którego trzeba we wszystkim prowadzić za rękę. To nie znaczy, że chcemy, by facet dominował w każdym aspekcie życia (bo też lubimy mieć coś do powiedzenia), ale żeby w pewnych najważniejszych kwestiach (tu znów - kwestia indywidualnych potrzeb i co dla kogo jest najważniejsze) potrafił być zdecydowany i wejść w "męską energię", żeby kobieta mogła pozostać w kobiecej.
Choć wyjątki istnieją i jak kobieta z natury jest bardziej "męska", lubi mieć nad wszystkim kontrolę, albo np. ma tendencję do bycia ratowniczką, to może związać się z kimś, kto się jej podporządkuje, albo kimś, kogo będzie w pewnym sensie "chronić" przed życiem. Tylko wtedy, co już pisałam Shiniemu, trzeba się liczyć z tym, że pewne cechy idą w pakiecie z innymi cechami.
Bazuję tylko na tym, co pisała na grupie, .
i tak się kończą spotkania na wszelkich discordach. wywlekanie na forum publiczne to, co kto pisał prywatnie. fuj.
Mrs.Happiness napisał/a:WesołaDziewczyna007 napisał/a:Kobieta która ma dobre zarobki i gdzie mieszkać już wygrała kapitalizm i moim zdaniem nic nie musi czekać- ataki przypadek chyba odpisałaś na początku? Jej niezależność to fakt, nie iluzja bo jej ktoś wmówił że może to czego nie może. Ona już ma zabezpieczone życie niezależnie od relacji z mężczyznami.
A jak ktoś ma problem z angażowaniem się i wysiłkiem na rzecz budowania relacji, gotowością do poświęceń (żeby była jasność, nie mówię tu o żadnych ratownikach), to nic dziwnego, że nie potrafi się odnaleźć w związku i musi „radzić sobie w życiu sam”, bo takie osoby niespecjalnie przyciągają.
Przecież gdyby była w dobrym związku to by była na takim samym poziomie finansowym albo lepszym, bo by nie musiała robić samopoświęcenia. Więc co niby przegrała? Musiała zapracować na to samo na co by zapracowała z fajnym partnerem ale bez wsparcia. Nie rozumiem.
popieram zdanie Dziewczyny.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, optyka w życiu się zmienia, mnie si e też wydawało na poczatku mojej solowej kariery, że tylko w parze się da iść przez życie, ale przekonałam się, że umiem inaczej. Tak samo myślałam o sobie jako o przegranej, teraz jak patrzę na zamężne koleżanki, to nie zamieniłabym się z nimi i moje życie wydaje mi sie lekkie, bo nie mam dorosłej osoby, którą muszę sie zajmować jak małym dzieckiem. Szereg problemow odpadł, natomiast te które się pojawiają - nie mam pewności, że w związku również nie zostałabym z nimi sama.
Bzdurą jest, że takie osoby niespecjalnie przyciągają - przyciągają, ale często łajzy i darmozjady, które szukają zaopiekowania.
Nic to nie ma wspólnego z niezależnościa, bo to pojęcie trzeba rozpatrywać na wielu poziomach: jasne, że musi mi ktoś wywieźć śmieci, natomiast w zamian za moje usługi stać mnie na ten wywóz bez wysiłku. I tu przykłady można by mnożyć, bo nawet nie ma gospodarek krajow, które bylyby całkowicie niezależne od innych krajów, a jednoczesnie na arenie miedzynarodowej znaczą wiele.
Co sądzicie i dlaczego? Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
Wilczyca, gdy byłam młoda, to zawsze mi się wydawało, że najpierw trzeba znaleźć własną drogę, aby ktoś właściwy się mógł na niej pojawić. Innymi słowy, najpierw podjąć wybory i decyzje we własnej sprawie, dopiero potem myśleć o związkach, przynajmniej tych poważnych.
Mrs.Happiness napisał/a:Shinigami napisał/a:Wierz mi, że nie tylko dla mnie taki układ byłby pasujący, wielu innych mężczyzn też by tak chciało choć się do tego nie przyznają.
Wierzę, że są tacy mężczyźni, ale raczej niewiele kobiet chętnie wejdzie w tego typu układ
Tu mamy sedno problemu.
Zdaje się Smutna mówiła o tym, że mężczyźni zostali gdzieś tam w 19 wieku. A kobiety? Dlaczego kobieta, nie chce przejąć roli kogoś kto pociągnie wózek? Nadal popełnia ten historyczny błąd (tu oczywiście żartuję) i nadal chce tego mocnego faceta, mniej aktywni, słabsi jej nie interesują. Dlaczego potrzebuje zabiegania o nią, szuka kogoś kto zapewni jej bezpieczeństwo? Jaki tu mamy postęp u kobiet, to nadal 19 wiek.
Bo nie tylko mężczyźni zostali w XIX wieku, Legat, ten podział nie idzie wedle płci tylko indywidualnie i może trochę wedle grup wiekowych, ci starsi zwykle w XIX w są bardziej.
Nadal uznajesz, że to mężczyzna "ciągnie wózek" - to jest ewidentnie wiek XIX , a że już wcześniej pisałeś, że obowiązki kobiet były (historycznie) i są mniej ważne od obowiązków mężczyzn mamy pewną jasność, jesteś z tych co mocno w dawnym wzorcu tkwią mentalnie i dostosowanie do czegoś odmiennego im nie idzie.
Teraz to jest zamęt, bo spotykasz kogoś i nie wiesz, jaki ten ktoś jest i czego się spodziewać - musisz się dopiero dowiedzieć, jakie ta druga osoba ma podejście, a trochę trudno zaczynać znajomość od przesłuchania.
No i moze się okazać, że ktoś zalety ma rozliczne, ale jeśli chodzi o model ewentualnego związku zgodności stron brak. I "mogło być tak pięknie, ale nie będzie".
Facet, którego trzeba prowadzić za rękę mało atrakcyjny jest, Mrs. Happiness, to prawda. Ale taki, który bierze za rękę i wlecze uznając, że "ja wiem lepiej, bom mężczyzna" to też wątpliwa atrakcja. I, w obecnej dobie spore ryzyko.
Masz rację, ocena "słaby facet" może oznaczać całkiem różnych mężczyzn.
i tak się kończą spotkania na wszelkich discordach. wywlekanie na forum publiczne to, co kto pisał prywatnie. fuj.
Haha, a wystarczyło zapytać, zamiast sobie dodawać nieprawdziwe informacje, to byś się dowiedziała, że ta historia pochodzi z liczącej 100 000 członków grupy
w której ta dziewczyna publicznie (choć z anonima) opisała swoją historię.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, optyka w życiu się zmienia, mnie si e też wydawało na poczatku mojej solowej kariery, że tylko w parze się da iść przez życie, ale przekonałam się, że umiem inaczej. Tak samo myślałam o sobie jako o przegranej, teraz jak patrzę na zamężne koleżanki, to nie zamieniłabym się z nimi i moje życie wydaje mi sie lekkie, bo nie mam dorosłej osoby, którą muszę sie zajmować jak małym dzieckiem. Szereg problemow odpadł, natomiast te które się pojawiają - nie mam pewności, że w związku również nie zostałabym z nimi sama.
Popełniasz ten sam błąd, co wielu innych użytkowników tutaj, czyli przenosisz na innych swoje własne doświadczenia i przez pryzmat tych doświadczeń oraz własnych potrzeb oceniasz cudze życie. Mimo wszystko Ty męża miałaś, masz dzieci. Jeśli ktoś nie miał nigdy ani jednego, ani drugiego, a BARDZO BY CHCIAŁ, to jego bólu nie ukoi historia kogoś, kto z perspektywy czasu uznał, że woli żyć sam niż w kiepskim związku. No bo super, że odnalazłaś spokój, ale jak to się ma do jego sytuacji? Zwłaszcza, że nie każdy mężczyzna to jest "duże dziecko", którym trzeba się opiekować i nie każdy związek jest nieudany? Ja to widzę trochę tak, jakby przyszła tu dziewczyna, która jest bezpłodna, albo nie może znaleźć faceta, z którym mogłaby założyć rodzinę, a osoba, która nigdy dzieci nie chciała, oddała jakieś do adopcji, czy usunęła ciążę, powiedziała jej, że jej się super żyje samemu, bez żadnych "obciążeń" i że dzięki temu mogła się skupić na karierze, hobby, wybierz dowolne.
Bzdurą jest, że takie osoby niespecjalnie przyciągają - przyciągają, ale często łajzy i darmozjady, które szukają zaopiekowania.
Miałam na myśli ludzi, z którymi da się zbudować fajną relację. Dlatego pisałam o konkretnych cechach, dzięki którym można przyciągnąć ludzi, z którymi warto dzielić życie. Nie tylko mężczyzn.
Nic to nie ma wspólnego z niezależnościa, bo to pojęcie trzeba rozpatrywać na wielu poziomach: jasne, że musi mi ktoś wywieźć śmieci, natomiast w zamian za moje usługi stać mnie na ten wywóz bez wysiłku.
Co nie zmienia faktu, że zarówno Ty potrzebujesz kogoś, kto te śmieci wywiezie, jak i ten wywożący śmieci potrzebuje kogoś, kto zapłaci za jego usługi. Dzięki temu on ma za co żyć, a Ty nie musisz myśleć, co się dalej stanie z pudełkiem po pizzy, jak już je wrzucisz do kubła.
Bazuję tylko na tym, co pisała na grupie, ale chodziło o to, że przez poświęcenie się pracy i robieniu pieniędzy, nie miała już w życiu przestrzeni na związki....
Bardzo ciekawe, że kobiety z góry zakładają że facet będzie je ograniczał
Więc ta kobieta niby tęski do relacji, ale zaklada że ona będzie zła. W żalu i tęsknocie za związkiem (nie mowa o dzieciach, bo to inna liga) kryje się założenie że mężczyzna jest absorbujący. Eee można na luzie połaczyć wymagającą prace ze związkami. Trzeba być masochistą żeby zakładać że partner = obciążenie które przeszkadza w zarabianiu pieniędzy i skupieniu na pracy. Dobry partner to nawet ogarnie fajne weekendy, zaplanuje wakacje, jak zamieszkacie razem to w domu będzie ogariał i jest sumaryczie lżej i taniej.
Bardzo ciekawa wypowiedz jak sie nad tym zastanowić. Widac że ma złe wzorce facetów.
Tak samo myślałam o sobie jako o przegranej, teraz jak patrzę na zamężne koleżanki, to nie zamieniłabym się z nimi i moje życie wydaje mi sie lekkie, bo nie mam dorosłej osoby, którą muszę sie zajmować jak małym dzieckiem. Szereg problemow odpadł, natomiast te które się pojawiają - nie mam pewności, że w związku również nie zostałabym z nimi sama.
Właśnie wydaje mi sie że samotne matki z wyboru (Muqin halo!!!!, gdzie mój przyjazny i neutralny synonim !?!?!?!?) widzą swoje koleżanki i po prostu się zniechęcają.
I nie deprecjonnuje tutaj wartości fajnego związku. Tylko, że tak na moje oko takich par jest 1 na 10.
Noble napisał/a:Tak samo myślałam o sobie jako o przegranej, teraz jak patrzę na zamężne koleżanki, to nie zamieniłabym się z nimi i moje życie wydaje mi sie lekkie, bo nie mam dorosłej osoby, którą muszę sie zajmować jak małym dzieckiem. Szereg problemow odpadł, natomiast te które się pojawiają - nie mam pewności, że w związku również nie zostałabym z nimi sama.
Właśnie wydaje mi sie że samotne matki z wyboru (Muqin halo!!!!, gdzie mój przyjazny i neutralny synonim !?!?!?!?) widzą swoje koleżanki i po prostu się zniechęcają.
I nie deprecjonnuje tutaj wartości fajnego związku. Tylko, że tak na moje oko takich par jest 1 na 10.
Ja mam to samo jak patrze co niektóre kobiety mają w związkach/małżeństwie to naprawdę aż grzech narzekać
Mrs.Happiness napisał/a:Bazuję tylko na tym, co pisała na grupie, ale chodziło o to, że przez poświęcenie się pracy i robieniu pieniędzy, nie miała już w życiu przestrzeni na związki....
Bardzo ciekawe, że kobiety z góry zakładają że facet będzie je ograniczał
Więc ta kobieta niby tęski do relacji, ale zaklada że ona będzie zła. W żalu i tęsknocie za związkiem (nie mowa o dzieciach, bo to inna liga) kryje się założenie że mężczyzna jest absorbujący. Eee można na luzie połaczyć wymagającą prace ze związkami. Trzeba być masochistą żeby zakładać że partner = obciążenie które przeszkadza w zarabianiu pieniędzy i skupieniu na pracy. Dobry partner to nawet ogarnie fajne weekendy, zaplanuje wakacje, jak zamieszkacie razem to w domu będzie ogariał i jest sumaryczie lżej i taniej.
Bardzo ciekawa wypowiedz jak sie nad tym zastanowić. Widac że ma złe wzorce facetów.
Myślę, że czasem wynika to z faktu, że ktoś się w pewnym sensie po prostu zagapił. Przykładowo kończysz studia, masz dwadzieścia parę lat, idziesz do pierwszej pracy. Myślisz sobie, że w sumie to młoda jesteś, masz przed sobą dużo czasu, faceci mogą poczekać, a teraz skupisz się maksymalnie na rozwoju. No i wkręcasz się w ten rozwój, powoli pniesz wyżej na szczebelkach kariery. Awanse, lepsza wypłata, pierwsze własne mieszkanie. Pomiędzy wpadają myśli, że "jeszcze tylko..." i wtedy sobie kogoś znajdziesz. Nadal jesteś młoda, wiele kobiet, z jakimi masz na co dzień styczność, też nie ma jeszcze dzieci. Jest git, na wszystko przyjdzie czas.
A potem, gdy już osiągasz swoje cele, okazuje się, że minęło wiele lat, znalezienie tego kogoś nie jest tak łatwe jak się wydawało z perspektywy dwudziestolatki i w sumie dociera do Ciebie, że to już ostatni dzwonek, jeśli chcesz założyć rodzinę, urodzić dzieci. Takie myśli mogą zdołować i uruchomić desperację.
Poza tym my serio jesteśmy mocno bombardowane tekstami o niezależności, wolności i rozwoju zawodowym, a tak naprawdę obecnie żyjące pokolenia kobiet są pierwszymi, które funkcjonują w rzeczywistości, w której kobieta (ale też ludzie ogółem) ma tak duże możliwości i, skoro nie znamy konsekwencji takiego stylu życia, bo jest on czymś nowym, łatwo się nim zachłysnąć, a nie bardzo ma kto powiedzieć, co może na nas czekać na mecie, jaką cenę trzeba będzie zapłacić.
Choć sądząc po rosnącej liczbie singli, niskiej demografii i pogarszającym się stanie psychicznym obywateli... dla wielu to może być naprawdę trudna lekcja.
Właśnie wydaje mi sie że samotne matki z wyboru (Muqin halo!!!!, gdzie mój przyjazny i neutralny synonim !?!?!?!?) widzą swoje koleżanki i po prostu się zniechęcają.
Biorac pod uwage, ze kobiety nie widza nic zlego w zakrzywianiu rzeczywistosci tylko po to aby czuc sie lepiej, trzeba wziac pod uwage, ze wiele "samotnych matek z wyboru" dokonalo takiego samego wyboru co incele w kwestii seksu - "nikt mnie nie chce wiec wybieram siebie" xD
wcześniej pisałeś, że obowiązki kobiet były (historycznie) i są mniej ważne od obowiązków mężczyzn mamy pewną jasność
Nic takiego nie pisałem. Stosujesz fałszywy podział. Przecież pisałem, że podobnie jak kobiety, praw nie mieli też chłopi i jakoś nie wyciągnęłaś wniosku, że wykonywali mniej ważne obowiązki.
Napisałem jedynie z resztą zgodnie z prawdą historyczną, że w Polsce kobiety otrzymały prawa wyborcze, dzięki udziałowi w wysiłku wolnościowym, wyzwoleńczym. Z resztą prawa wyborcze chłopi w płciach kobiet i mężczyzn, również tak jak wszystkie kobiety otrzymali w 1918 roku. Tak zbudowano prawdziwie demokratyczne państwo, gdzie każdy stan mógł mieć wpływ na to co dzieje się w Polsce.
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Noble napisał/a:Tak samo myślałam o sobie jako o przegranej, teraz jak patrzę na zamężne koleżanki, to nie zamieniłabym się z nimi i moje życie wydaje mi sie lekkie, bo nie mam dorosłej osoby, którą muszę sie zajmować jak małym dzieckiem. Szereg problemow odpadł, natomiast te które się pojawiają - nie mam pewności, że w związku również nie zostałabym z nimi sama.
Właśnie wydaje mi sie że samotne matki z wyboru (Muqin halo!!!!, gdzie mój przyjazny i neutralny synonim !?!?!?!?) widzą swoje koleżanki i po prostu się zniechęcają.
I nie deprecjonnuje tutaj wartości fajnego związku. Tylko, że tak na moje oko takich par jest 1 na 10.Ja mam to samo jak patrze co niektóre kobiety mają w związkach/małżeństwie to naprawdę aż grzech narzekać
Ale co jakiś czas chcialbys takiego co sie będzie słuchać ![]()
Myślę, że czasem wynika to z faktu, że ktoś się w pewnym sensie po prostu zagapił. Przykładowo kończysz studia, masz dwadzieścia parę lat, idziesz do pierwszej pracy. Myślisz sobie, że w sumie to młoda jesteś, masz przed sobą dużo czasu, faceci mogą poczekać, a teraz skupisz się maksymalnie na rozwoju....
IRL znasz chociaż jedną taką kobietę?
Twoje wypowiedzi trochę brzmią jakby je pisał red pillowiec. Przecież w pracy - no może jak ktoś jest pielęgniarką na geriatrii to wyjątek- masz kontakt z ludzmi. Wyjazdy, konferencje, szkolenia, naprawdę łatwo o kontakty i ztwardziałe singielki nie ujdą.
Moim zdaniem kobiety, które uważają że faceci moga poczekać, bo to jest jakiś bloker życiowy, to są tylko kobiety które mają złe wzorce związków i zakładają że mężczyźni muszą być obciążający. Potem takich mężczyzn przyciągają bo tk sobie na poczatku założyły. Facet musi być tak bezsensownym partnerem że musisz reorganizować całe życie i wszystko musi sie kręcić wokół niego.
Moim zdaniem jest odwrotnie - skupienie na pracy czasem wynika z tego że masz fajnego faceta, więc masz luz w głowie. Jak zaliczasz spadek formy na jakiejkowliek płaszczyźnie w trakcie związku to czesto jest symptom że po prostu jesteś w kiepskim związku. I to dotyczy zarówno facetow jak i kobiet. Jak widzę że ktos zaliczył 180 w związku to często jest objaw że coś jest nie tak. Słynne jesteś nie do poznania, odkąd jesteś z X.
Najfajniejsze związki jakei znam to nawet nie widzisz różnicy w nim w momencie kiedy kogoś poznaje bo jest fajny match.
Dobra chyba temat się wyczerpał. Ty uważasz że nie da się wszystkiego pogodzić, ja uważam że z dobrym partnerem można mieć wszystko. Dosłownie wszystko. To że musisz się zmieniać i rezygnowac z czegoś to jest wynik kiepskiego partnera. Widze że jest taka grupa kobiet które dosłownie znikają jak pojawia się dziecko i w 99% to jest spowodowane tym że ich facet ma wywalone na swoją kobiete i nie pomaga. Te co mają fjnego to chłop sam wypycha laske żeby wyszła do koleżanek, wróciła do hobby bo chce widzieć swoją babeczke szczesliwą i jej aktywnie w tym pomaga.
Julia life in UK napisał/a:WesołaDziewczyna007 napisał/a:Właśnie wydaje mi sie że samotne matki z wyboru (Muqin halo!!!!, gdzie mój przyjazny i neutralny synonim !?!?!?!?) widzą swoje koleżanki i po prostu się zniechęcają.
I nie deprecjonnuje tutaj wartości fajnego związku. Tylko, że tak na moje oko takich par jest 1 na 10.Ja mam to samo jak patrze co niektóre kobiety mają w związkach/małżeństwie to naprawdę aż grzech narzekać
Ale co jakiś czas chcialbys takiego co sie będzie słuchać
Bo ogląda takich co się nie słuchają i widzi jak to sie kończy ![]()
ja uważam że z dobrym partnerem można mieć wszystko. Dosłownie wszystko.
A wiesz to najlepiej z doswiadczenia bycia stara panna? xD
Ja mam to samo jak patrze co niektóre kobiety mają w związkach/małżeństwie to naprawdę aż grzech narzekać
Jak to u naszej Julci sprzeczności ![]()
A ja bym chciala byc w związku i wziac ślub
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Właśnie wydaje mi sie że samotne matki z wyboru (Muqin halo!!!!, gdzie mój przyjazny i neutralny synonim !?!?!?!?) widzą swoje koleżanki i po prostu się zniechęcają.
Biorac pod uwage, ze kobiety nie widza nic zlego w zakrzywianiu rzeczywistosci tylko po to aby czuc sie lepiej, trzeba wziac pod uwage, ze wiele "samotnych matek z wyboru" dokonalo takiego samego wyboru co incele w kwestii seksu - "nikt mnie nie chce wiec wybieram siebie" xD
Nie do końca. Incele sa powodowani własnym interesem. Macierzyństwo to duży wydatek finansowy i zobowiązanie. Więc to taki wybór, że chce coś z siebie dać drugiemu człowiekowi vs chce żeby kobieta zadbała o mnie w jakiejś sferze.
Żeby być saotną matką trzeba nadfunkcjonować, żeby być incelem trzeba niedofunkcjonować. Incelstwo to zależność, co mi ktos da, samotne macierzyństwo to opcja - ok ja juz nic nie potrzebuję, mogę sama brać czego chcę.
Trochę nietrafiona analogia. Ale jak ktoś czerpie wiedze o świecie z onetu, to trudno oczekiwać myślenia na abstrakcyjnnym pozioie i szukania anlogi w zjawiskach społecznych.
Najważniejsze że próbujesz i nie poddajesz się. RUN FOREST! RUN!
Mrs.Happiness napisał/a:Bazuję tylko na tym, co pisała na grupie, ale chodziło o to, że przez poświęcenie się pracy i robieniu pieniędzy, nie miała już w życiu przestrzeni na związki....
Bardzo ciekawe, że kobiety z góry zakładają że facet będzie je ograniczał
Więc ta kobieta niby tęski do relacji, ale zaklada że ona będzie zła. W żalu i tęsknocie za związkiem (nie mowa o dzieciach, bo to inna liga) kryje się założenie że mężczyzna jest absorbujący. Eee można na luzie połaczyć wymagającą prace ze związkami. Trzeba być masochistą żeby zakładać że partner = obciążenie które przeszkadza w zarabianiu pieniędzy i skupieniu na pracy. Dobry partner to nawet ogarnie fajne weekendy, zaplanuje wakacje, jak zamieszkacie razem to w domu będzie ogariał i jest sumaryczie lżej i taniej.
Bardzo ciekawa wypowiedz jak sie nad tym zastanowić. Widac że ma złe wzorce facetów.
Masz racje. Dziecko rzeczywiscie robi przerwe w karierze. Facet raczej nie. Ale jednak czesc babek nie bedzie miala czasu na fateta. Kwestia priorytetow. Czesc babek sie zdecyduje jak bedzie mogla powiedziec: bez niego dam rade bo sie dorobilam i teraz juz moge bo jestem niezalezna. Ale moze byc pozno (ze wzgledu na mozliwosc posiadania dzieci jesli chce i "ilosci" normalnych dostepnych facetow). Zreszta faceci to samo - choc u nas pozno jest troche pozniej.
W kazdym razie kazdy sobie rzepke skrobie. Duzi jestesmy i jak ktos uklada swoje priorytety to jego sprawa. Z drugiej strony prawda jest ze wczesne wystartowanie z jednym, drugim dzieckiem utrudni zrobienie kariery. Cos za cos. Niech kazdy sam decyduje co wazne w jego życiu
WesołaDziewczyna007 napisał/a:ja uważam że z dobrym partnerem można mieć wszystko. Dosłownie wszystko.
A wiesz to najlepiej z doswiadczenia bycia stara panna? xD
Wiem to z opisów twojego cudownego pożycia małżeńskiego.
Dubel
Masz racje. Dziecko rzeczywiscie robi przerwe w karierze. Facet raczej nie.
raczej
To zależy właśnie. Patus potrafi zrobić przerwę, długi i jeszcze w nałogi wciągnąć.
Masz racje. Dziecko rzeczywiscie robi przerwe w karierze.
Tu znowu mamy patrzenie na jedno oko - trudności kobiet. Dla wielu facetów dziecko, to kompletna zmiana sposobu życia. Np. rezygnacja ze studiów i pójście do roboty.
Skończmy z tym ciągłym robieniem z kobiet ofiar i mnożeniem tylko ich trudności, bo to zwykła nieprawda.
Dziecko to też zmiana w życiu ojca.
Bert44 napisał/a:Masz racje. Dziecko rzeczywiscie robi przerwe w karierze. Facet raczej nie.
raczej
To zależy właśnie. Patus potrafi zrobić przerwę, długi i jeszcze w nałogi wciągnąć.
Trzeba wiedziec z kim sie wiazac. Faceci tez popelniaja durne bledy
IRL znasz chociaż jedną taką kobietę?
IRL to znam osoby (mężczyzn również), którzy chcieli się najpierw dorabiać i skupiać na karierze, a teraz np. siedzą sami i nikogo sensownego nie mogą sobie znaleźć. Mało kto przyzna się (zwłaszcza jak się z tą osobą nie jest blisko), że głupio zrobił, że tyle czekał z zaangażowaniem się w relację, albo np. był zbyt wybredny względem wcześniejszych kandydatek / kandydatów i teraz zostało mu albo być samemu albo "brać co jest". Za to w necie z anonima wylewają to z siebie.
Twoje wypowiedzi trochę brzmią jakby je pisał red pillowiec. Przecież w pracy - no może jak ktoś jest pielęgniarką na geriatrii to wyjątek- masz kontakt z ludzmi. Wyjazdy, konferencje, szkolenia, naprawdę łatwo o kontakty i ztwardziałe singielki nie ujdą.
Sam kontakt z ludźmi nie oznacza, że będziesz gotowy i otwarty na związek. Albo że będziesz się do tego związku nadawać.
Dobra chyba temat się wyczerpał. Ty uważasz że nie da się wszystkiego pogodzić, ja uważam że z dobrym partnerem można mieć wszystko. Dosłownie wszystko. To że musisz się zmieniać i rezygnowac z czegoś to jest wynik kiepskiego partnera. Widze że jest taka grupa kobiet które dosłownie znikają jak pojawia się dziecko i w 99% to jest spowodowane tym że ich facet ma wywalone na swoją kobiete i nie pomaga. Te co mają fjnego to chłop sam wypycha laske żeby wyszła do koleżanek, wróciła do hobby bo chce widzieć swoją babeczke szczesliwą i jej aktywnie w tym pomaga.
Nie, ja napisałam, że nie da się mieć w życiu WSZYSTKIEGO. Jak chcesz super karierę, to często odbywa się to kosztem życia osobistego. Masz mniej czasu na partnera, mniej czasu na dzieci. Pewnie, możesz sobie do dzieci wynająć nianię, ale to również wpłynie na relacje z nimi, obce osoby będą bardziej matką niż Ty, więc... wracamy do "nie można mieć w życiu wszystkiego". Czasem trzeba wybrać i lepiej, żeby wybierać w zgodzie ze sobą, a nie pod wpływem innych ludzi, czy trendów.
Co do tych "znikających" kobiet-matek, to... szczerze? Niektóre same sobie to robią, bo jak facet coś próbuje pomóc przy dziecku, to go odganiają, albo opieprzają, bo za cienką czapeczkę założył dziecku na spacer, źle je trzymał, karmił mlekiem o jedną setną stopnia cieplejszym niż ona by karmiła. Generalnie nadal sporo kobiet sama się wyrywa do różnych czynności w domu, bo "przecież zrobię to lepiej", albo "i tak trzeba będzie poprawiać", a potem szok i niedowierzanie, że chłop siada w fotelu i odpala konsolę.
A jeśli chodzi o to, że życie z fajnym mężczyzną jest... fajniejsze i lżejsze, no to się zgadzam. Nigdzie nie pisałam inaczej. Zresztą nie mam powodu pisać inaczej, bo sama mam fajnego partnera, także wiem z doświadczenia, jak to jest mieć prawdziwe wsparcie.
Bert44 napisał/a:Masz racje. Dziecko rzeczywiscie robi przerwe w karierze.
Tu znowu mamy patrzenie na jedno oko - trudności kobiet. Dla wielu facetów dziecko, to kompletna zmiana sposobu życia. Np. rezygnacja ze studiów i pójście do roboty.
Skończmy z tym ciągłym robieniem z kobiet ofiar i mnożeniem tylko ich trudności, bo to zwykła nieprawda.
Dziecko to też zmiana w życiu ojca.
Oczywiscie. Ale standardem jest ze facet kontynuuje kariere a babka ma przerwe. Jak bys sie staral cycem nie nakarmisz
Takie zycie nie ma winnych
Bert44 napisał/a:Masz racje. Dziecko rzeczywiscie robi przerwe w karierze.
Tu znowu mamy patrzenie na jedno oko - trudności kobiet. Dla wielu facetów dziecko, to kompletna zmiana sposobu życia. Np. rezygnacja ze studiów i pójście do roboty.
Skończmy z tym ciągłym robieniem z kobiet ofiar i mnożeniem tylko ich trudności, bo to zwykła nieprawda.
Dziecko to też zmiana w życiu ojca.
Ale ty czytałeś tytuł wątku? Rozumiesz że to kobiece forum?
Oczywiscie. Ale standardem jest ze facet kontynuuje kariere a babka ma przerwe. Jak bys sie staral cycem nie nakarmisz.
Standardem jest fakt, że 70% kobiet do 30 roku żywota nie ma dzieci. A niektóre prowadzą narracje jakby każda z nich miała przynajmniej po 3. ![]()
WesołaDziewczyna007 napisał/a:IRL znasz chociaż jedną taką kobietę?
IRL to znam osoby (mężczyzn również), którzy chcieli się najpierw dorabiać i skupiać na karierze, a teraz np. siedzą sami i nikogo sensownego nie mogą sobie znaleźć. Mało kto przyzna się (zwłaszcza jak się z tą osobą nie jest blisko), że głupio zrobił, że tyle czekał z zaangażowaniem się w relację, albo np. był zbyt wybredny względem wcześniejszych kandydatek / kandydatów i teraz zostało mu albo być samemu albo "brać co jest". Za to w necie z anonima wylewają to z siebie.
Ale to są osoby które faktycznie skupiły się na pracy, czy miały jakieś traumy, które uniemożliwiały im tworzenie satysfakcjonujących związków, a praca była najszybszą wymówką?
Internet to specyficzne miejsce, które przyciąga samotników z małą siatką znajomych. Szczególnie dział szukanie porad u obcych.
Ja nie znam ani jednej fajnej, ogarniętej osoby, która naprawdę nie może znaleźć sobie fajnego związku kiedy jest gotowa i tego chce. Jasne nie możesz mieć dzieci w wieku 50+, ale małżeństwa nadal się w tym wieku udają. Patchworki itp.
Nawet justyna kowalczyk i serena williams znalzały czas na rodzinę. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej pracochłonna kariere niż podróżowanie 300 dni w roku po całym świecie na zawody plus ciało to twoje narzedzie pracy, więc przerwa w pracy to fakt.
jesteśmy mocno bombardowane tekstami o niezależności, wolności i rozwoju zawodowym, a tak naprawdę obecnie żyjące pokolenia kobiet są pierwszymi, które funkcjonują w rzeczywistości, w której kobieta (ale też ludzie ogółem) ma tak duże możliwości i, skoro nie znamy konsekwencji takiego stylu życia, bo jest on czymś nowym, łatwo się nim zachłysnąć, a nie bardzo ma kto powiedzieć, co może na nas czekać na mecie, jaką cenę trzeba będzie zapłacić.
Choć sądząc po rosnącej liczbie singli, niskiej demografii i pogarszającym się stanie psychicznym obywateli... dla wielu to może być naprawdę trudna lekcja.
To jest taka psychoterapia sączona przez media, która znajduje bardzo szeroką rzeszę odbiorców, a więc się świetnie sprzedaje. Co do konsekwencji to nie trzeba nawet zgadywać bo wystarczy spojrzeć na USA, gdzie zachodzi wyraźna korelacja wzrostu singielstwa wśród kobiet ze wzrostem zażywanych antydepresantów + innych psychotropów, leków nasennych na przestrzeni ostatnich 20-30 lat. To ma już dzisiaj opłakane konsekwencje, a przyszłość będzie tragiczna i spodziewam się popularyzacji eutanazji (zresztą nie bez powodów to się tak reklamuje, firmy czują pismo nosem) bo tym ludziom się zwyczajnie odechce żyć (dobrym pomysłem nota bene jest inwestycja w spółki zarabiające na leczeniu chorób i zaburzeń psychicznych w USA czy też w domy starości. Na marginesie to mówi się o zemście Chin wobec zachodu za epokę wojen opiumowych - na pochyłe drzewo koza skacze). Takie coś może przetrwać zupełnie naturalne skrajny introwertyk, ale dla większości społeczeństwa to się skończy bardzo źle.
Nudziło mi się ostatnio i się umówiłem z jakąś babką. Swoją drogą to te portale randkowe są zalane matkami wychowującymi dzieci w pojedynkę. Te matki wychowujące dzieci bez ojca cierpią i to już widzę któryś raz … ale one te dzieci jednak mają więc generalnie nie jest tak źle. Śmiesznie trochę wyszło bo babkę znałem od 6-8 godzin, a ta mi się żaliła ze swojego życia i to ja ją pocieszałem, że ma się jednak z czego cieszyć bo jednak ma dzieciaki. Jak się rozmawia z ludźmi w cztery oczy to wychodzi co innego i widać przez pancerz co tam się dzieje w środku. Tutaj w netach widzę jeszcze niektóre babki kozaczą, ale świeca życia coraz bardziej wypalona.
Życia nie da się przeżyć na 100% spełnienia. Czasem 60% to już całkiem solidny wynik.
Bert44 napisał/a:Oczywiscie. Ale standardem jest ze facet kontynuuje kariere a babka ma przerwe. Jak bys sie staral cycem nie nakarmisz.
Standardem jest fakt, że 70% kobiet do 30 roku żywota nie ma dzieci. A niektóre prowadzą narracje jakby każda z nich miała przynajmniej po 3.
Nie zaprzeczam ale to jednak dwie rozne sprawy
Ale to są osoby które faktycznie skupiły się na pracy, czy miały jakieś traumy, które uniemożliwiały im tworzenie satysfakcjonujących związków, a praca była najszybszą wymówką?
Nie wiem, bo nie jestem na tyle blisko z tymi ludźmi, pewnie czasem wynika to z traum, innym razem z błędnego przekonania, że koniecznie trzeba najpierw się dorobić. Albo podejścia, że sobie pokorzystają z życia, zanim się ustatkują, więc wchodzą w takie płytkie relacje i w międzyczasie skupiają się na przykład na zarabianiu kasy.
Internet to specyficzne miejsce, które przyciąga samotników z małą siatką znajomych. Szczególnie dział szukanie porad u obcych.
Internet aktualnie to miejsce, w którym przebywa większość populacji, bo mało kto teraz nie ma konta na żadnym portalu społecznościowym. Niektóre grupy są mocno ogólne, raz ktoś zapyta o polecenie dobrego szamponu do włosów, innym razem "jak żyć". Oczywiście łatwiej napotkać post kogoś, kto sobie z czymś nie radzi, niż zadowolonego z własnego życia (o czym zresztą już pisałam w tym wątku), ale pewne trendy mimo wszystko da się zauważyć. Np. z jaką częstotliwością pojawia się konkretny problem.
Nawet justyna kowalczyk i serena williams znalzały czas na rodzinę. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej pracochłonna kariere niż podróżowanie 300 dni w roku po całym świecie na zawody plus ciało to twoje narzedzie pracy, więc przerwa w pracy to fakt.
A ile takich kobiet nigdy się nie ustatkowało? Albo mają już za sobą kilka rozwodów i co chwilę zakładają kolejne rodziny?
Spójrzmy na taką Joannę Krupę, czy Kasię Sokołowską. Obie zostały matkami późno, bo wcześniej wybrały karierę, a później tak naprawdę ryzykowały tym, że dziecko urodzi się z wadami, czyli ich wybory skupiały się wokół ich własnego komfortu. Krupa miała 40 lat, Sokołowska prawie 50. To jest MEGA późno na rodzenie pierwszego dziecka. Krupa z ojcem dziecka już nie jest, rozwiodła się gdy córka miała cztery lata
Mimo że ma już swój wiek, to jednak się ustatkować nie potrafi.
Poza tym, jak kogoś nie ma ciągle w domu, bo wiecznie pracuje, to się tym dzieckiem i tak nie zajmuje. Jak wyżej, matkami bardziej są niańki.
Później zdziwienie, że dziecko odwala jakieś krzywe akcje, bo nigdy miłości i uwagi rodziców nie dostało, wiecznie pod opieką obcych ludzi. No ale ważne, że macierzyństwo "odhaczone".
Dla każdego z nas doba trwa tyle samo. Takie przypadki, gdzie ktoś naprawdę mocno rozwija karierę, a prócz tego ma zajebisty związek, czas na rodzinę (nie tylko dzieci i męża, bo jeszcze rodziców, dziadków, rodzeństwo) i wychowywanie dzieci, to ze świecą szukać.
Zresztą generalnie osób, które zrobiły jakąś większą karierę jest mało w stosunku do tych, co żyją zwyczajnie.
Ja nie znam ani jednej fajnej, ogarniętej osoby, która naprawdę nie może znaleźć sobie fajnego związku kiedy jest gotowa i tego chce. Jasne nie możesz mieć dzieci w wieku 50+, ale małżeństwa nadal się w tym wieku udają. Patchworki itp.
Jeszcze jedno. Jeśli rozważać ten konkretny przykład, tamtej dziewczyny po trzydziestce, która teraz się martwi, że już nie założy rodziny, to... te zmartwienia są jak najbardziej uzasadnione. Oczywiście, można wejść w związek nawet jak się ma 70 lat (sama mam w rodzinie ciotkę, która mniej więcej w tym wieku ponownie wyszła za mąż), ale jak chcesz dzieci i się "budzisz" w wieku 30+, to masz serio mało czasu, by to pragnienie spełnić. Nie możesz randkować latami, szukając "tego właściwego", bo potem jeszcze trzeba go trochę poznać, żeby wiedzieć, czy warto z nim zakładać rodzinę. Przetestować relację. Chyba że komuś wszystko jedno, kto będzie dawcą spermy, no ale tu była mowa o założeniu wspólnie rodziny, więc przyjmuję, że chciałaby stałego związku. Poza tym nie każda kobieta z łatwością zachodzi w ciążę, niektóre bardzo długo starają się o dzieci i nie wiadomo, czy omawiana przez nas kobieta nie byłaby właśnie takim przypadkiem, skoro nigdy nie próbowała.
A ile takich kobiet nigdy się nie ustatkowało? Albo mają już za sobą kilka rozwodów i co chwilę zakładają kolejne rodziny?
Spójrzmy na taką Joannę Krupę, czy Kasię Sokołowską. Obie zostały matkami późno, bo wcześniej wybrały karierę, a później tak naprawdę ryzykowały tym, że dziecko urodzi się z wadami, czyli ich wybory skupiały się wokół ich własnego komfortu. Krupa miała 40 lat, Sokołowska prawie 50. To jest MEGA późno na rodzenie pierwszego dziecka. Krupa z ojcem dziecka już nie jest, rozwiodła się gdy córka miała cztery lataMimo że ma już swój wiek, to jednak się ustatkować nie potrafi.
Poza tym, jak kogoś nie ma ciągle w domu, bo wiecznie pracuje, to się tym dzieckiem i tak nie zajmuje. Jak wyżej, matkami bardziej są niańki.
Później zdziwienie, że dziecko odwala jakieś krzywe akcje, bo nigdy miłości i uwagi rodziców nie dostało, wiecznie pod opieką obcych ludzi. No ale ważne, że macierzyństwo "odhaczone".
Dla każdego z nas doba trwa tyle samo. Takie przypadki, gdzie ktoś naprawdę mocno rozwija karierę, a prócz tego ma zajebisty związek, czas na rodzinę (nie tylko dzieci i męża, bo jeszcze rodziców, dziadków, rodzeństwo) i wychowywanie dzieci, to ze świecą szukać.
Zresztą generalnie osób, które zrobiły jakąś większą karierę jest mało w stosunku do tych, co żyją zwyczajnie.
To może wyjasnijmy że mi w moich wypowiedziach nie chodzi o wielką swiatową sławę i co dla mnie kariera znaczy. Intensywne podróże, bardzo absorbujące hobby, bardzo specjalistyczne wykształcenie, praca w niszowej dziedzinie. Dla mnie fryzjerka która ma własny salon i kasuje 1k za farbowanie to już jest kariera i różni się od fryzjerki całe życie u kogoś w salonie. Tak samo ktoś kto podróżował jako stewardesa i zwiedził świat, ma kontatky wszędzie, to dla mnie już jest kariera. Ogólnie jakakolwiek ścieżka życia która wymaga głębszej konsekwencji i budowania zdolności latami. Nawet taka stwerdesa jedna zrezygnuje po 2 latach, inna może bedzie pracować 10, złapie zajawkę do nauki języków, bedzie awansować zdobywać nowe uprawnienia, a potem zacznie robić jakies szkolenia dla początkujących stweardes juz stacjonarnie - więc niby porosta praca, ale jednak z zaangażowaniem robiona. Dla mnie to wszystko co jest ponad przypadek i widać wieloletnią konsekwencje to jest już kariera. Albo samorealizacja, bo przecież zdobycie korony gór polski wielokrotnie i wycieczka na K2, albo przebiegnięcie kilku maratonów to też już jest samorealizacja, a absorbuje tak samo jak formalna kariera zarobkowa.
Więc uważam że taki rodzaj samorealizacji na pewnym etapie życia jest konieczny wręcz do ustatkowania się i odkrycia kim się naprawdę jest.
Tak samo można powiedzieć, co z tego że ktoś na szybko machnął dziecko w wieku 20 lat jak potem z partnera okaze sie patus i dzieciaki będa miały traume i do rodziców się więcej nie odezwą. Też niby macierzyństwo odhaczone, ale nie wiem czy z korzyścią dla kogokolwiek. Porównujesz najgorszy scenariusz, jakby inne formy macierzyństwa zawsze szły najlepszym torem. Porównuj najgorszy z najgorszym, najlepszy z najlepszym. Tak będzie uczciwie.
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Ja nie znam ani jednej fajnej, ogarniętej osoby, która naprawdę nie może znaleźć sobie fajnego związku kiedy jest gotowa i tego chce. Jasne nie możesz mieć dzieci w wieku 50+, ale małżeństwa nadal się w tym wieku udają. Patchworki itp.
Jeszcze jedno. Jeśli rozważać ten konkretny przykład, tamtej dziewczyny po trzydziestce, która teraz się martwi, że już nie założy rodziny, to... te zmartwienia są jak najbardziej uzasadnione. Oczywiście, można wejść w związek nawet jak się ma 70 lat (sama mam w rodzinie ciotkę, która mniej więcej w tym wieku ponownie wyszła za mąż), ale jak chcesz dzieci i się "budzisz" w wieku 30+, to masz serio mało czasu, by to pragnienie spełnić. Nie możesz randkować latami, szukając "tego właściwego", bo potem jeszcze trzeba go trochę poznać, żeby wiedzieć, czy warto z nim zakładać rodzinę. Przetestować relację. Chyba że komuś wszystko jedno, kto będzie dawcą spermy, no ale tu była mowa o założeniu wspólnie rodziny, więc przyjmuję, że chciałaby stałego związku. Poza tym nie każda kobieta z łatwością zachodzi w ciążę, niektóre bardzo długo starają się o dzieci i nie wiadomo, czy omawiana przez nas kobieta nie byłaby właśnie takim przypadkiem, skoro nigdy nie próbowała.
Jasne. Dla mnie duże zarobki to 15k na rękę. IMO z takimi funduszami to można usunąć kolesia z równania, jeśli interesuje ją dziecko, a potem sobie kogos poznać i sie hajtać już bez presji czasu. Tak sobie wyobraziłam, że tutaj jej strach jest nieuzasadniony. Dziecko jest biologicznie jej, a partner kiedyś się bedzie musiał dostosować, ale dla niej to jest nadal dobra sytuacja.
Moim zdaniem większy problem może mieć kobieta 30+ bez własnej kasy, która nadal musi polegać na mężczyźnie z decyzją o założeniu rodziny bo finansowo sama nie ogarnie.
To, że ktoś się nie skupiał na samorealizacji wcale nie oznacza że z automatu ma stabilną sytuacje rodzinną.
Wbrew pozorom można być w wieloletnim związku a i tak dzieci nie mieć i mieć te same obawy co singielka dobijająca do perimenopauzy.
Tak odnośnie tego co nam tu prawi Smutna, przypomniała mi się sytuacją jaką zastał podróżnik Michał Pater na Madaskarze. Otóż przyszła do niego dziewczyna, która oczywiście chciała związku z bogatym (w domyśle) białasem i o dziwo dziewczyna pokazywała mu swoje dziecko, co raczej zniechęciło podróżnika do związku z nią. Później dopytywał ludzi, dlaczego ta dziewczyna przynajmniej na początku znajomości tego dziecka nie ukrywa. No i dowiedział się, że w ich kulturze ona w ten sposób pokazywała, że jest zdrowa i może z nią mieć zdrowe dzieci.
Tak odnośnie tego co nam tu prawi Smutna, przypomniała mi się sytuacją jaką zastał podróżnik Michał Pater na Madaskarze. Otóż przyszła do niego dziewczyna, która oczywiście chciała związku z bogatym (w domyśle) białasem i o dziwo dziewczyna pokazywała mu swoje dziecko, co raczej zniechęciło podróżnika do związku z nią. Później dopytywał ludzi, dlaczego ta dziewczyna przynajmniej na początku znajomości tego dziecka nie ukrywa. No i dowiedział się, że w ich kulturze ona w ten sposób pokazywała, że jest zdrowa i może z nią mieć zdrowe dzieci.
No tak bo na Madagaskar jest inna kultura niż w Polsce więc dlatego pokazała dziecko od razu. Ja też nie ukrywam że mam dziecko ale nie dlatego że chce mieć więcej dzieci ale dlatego że uczciwie trzeba postępować i nie wyobrażam sobie dziecka ukrywać a potem niespodzianka że o tu dziecko mam ![]()
To może wyjasnijmy że mi w moich wypowiedziach nie chodzi o wielką swiatową sławę i co dla mnie kariera znaczy. Intensywne podróże, bardzo absorbujące hobby, bardzo specjalistyczne wykształcenie, praca w niszowej dziedzinie. Dla mnie fryzjerka która ma własny salon i kasuje 1k za farbowanie to już jest kariera i różni się od fryzjerki całe życie u kogoś w salonie. Tak samo ktoś kto podróżował jako stewardesa i zwiedził świat, ma kontatky wszędzie, to dla mnie już jest kariera. Ogólnie jakakolwiek ścieżka życia która wymaga głębszej konsekwencji i budowania zdolności latami. Nawet taka stwerdesa jedna zrezygnuje po 2 latach, inna może bedzie pracować 10, złapie zajawkę do nauki języków, bedzie awansować zdobywać nowe uprawnienia, a potem zacznie robić jakies szkolenia dla początkujących stweardes juz stacjonarnie - więc niby porosta praca, ale jednak z zaangażowaniem robiona. Dla mnie to wszystko co jest ponad przypadek i widać wieloletnią konsekwencje to jest już kariera.
W odpowiedzi wymieniłam znane osoby, bo Ty również wymieniłaś znane osoby. Choć z innej branży, to dla każdej z nich ciało jest narzędziem pracy.
Dla mnie kariera też niekoniecznie oznacza karierę na skalę jakiejś Ariany Grande, czy innej Rihanny.
NATOMIAST…
Trzeba by do tego słowa podejść indywidualnie, bo są tacy ludzie, co fajnie zarabiają i mają na tyle dużo wolnego czasu, że nie tylko mogą faktycznie podróżować po świecie, mieć fajne hobby, ale też budować związek, zakładać rodzinę.
Niestety są również tacy, którzy czasu mają bardzo mało lub pracę na tyle obciążającą psychicznie, że brak im sił na cokolwiek, gdy wracają do domu.
Piszesz o stewardessach, tak się składa, że kiedyś obserwowałam jedną dziewczynę, co pracowała ileś lat w arabskich liniach lotniczych. Opowiadała dużo o swojej pracy i można było z tych opowieści wywnioskować, że musiała być mocno elastyczna. Czyli nagle dostajesz info, że jutro lecisz do miejsca X, zostajecie tam kilka dni, a potem kolejny lot.
Więc jak wyobrażasz sobie np. macierzyństwo, jak co chwilę jesteś w innym miejscu na świecie?
Jak musisz z dnia na dzień być gotowa spakować się i wyjechać?
Co więcej, te dziewczyny nawet były regularnie mierzone i ważone, bo musiały spełniać „normy”. Przekroczyłaś limit – dostawałaś info, że masz schudnąć.
Ludzie, którzy zakładają własny biznes przez pierwsze lata nierzadko wysiadują w pracy godzinami, bo liczy się każdy sprzedany towar, każdy klient, który przyszedł po usługę. A jak akurat nie pracują, to myślą o tej pracy.
Oczywiście, jakiś tam związek można mieć przy właściwie dowolnym trybie życia, ale na prawdziwe budowanie relacji trzeba mieć czas i miejsce, zarówno w głowie, jak i w codziennej przestrzeni.
Albo samorealizacja, bo przecież zdobycie korony gór polski wielokrotnie i wycieczka na K2, albo przebiegnięcie kilku maratonów to też już jest samorealizacja, a absorbuje tak samo jak formalna kariera zarobkowa.
Więc uważam że taki rodzaj samorealizacji na pewnym etapie życia jest konieczny wręcz do ustatkowania się i odkrycia kim się naprawdę jest.
Podobnie widzę samorealizację w związku czy życiu rodzinnym. Czyli to zależy, co dana osoba chciałaby robić w ramach samorealizacji i czy chodzi jej "tylko" o związek (bo wtedy, jeśli jest to coś mocno absorbującego, może po prostu celować w kogoś, kto ma podobne potrzeby), czy również o dzieci (bo pewne rzeczy ciężko pogodzić z macierzyństwem).
Tak samo można powiedzieć, co z tego że ktoś na szybko machnął dziecko w wieku 20 lat jak potem z partnera okaze sie patus i dzieciaki będa miały traume i do rodziców się więcej nie odezwą. Też niby macierzyństwo odhaczone, ale nie wiem czy z korzyścią dla kogokolwiek. Porównujesz najgorszy scenariusz, jakby inne formy macierzyństwa zawsze szły najlepszym torem. Porównuj najgorszy z najgorszym, najlepszy z najlepszym. Tak będzie uczciwie.
Chodzi mi wyłącznie o to, że jak chcesz naprawdę wychować dziecko, a nie tylko je urodzić, to musisz mieć dla niego czas. Kasa nie zrekompensuje mu braku kontaktu z matką czy ojcem. Tylko dorosłym się czasem wydaje, że jak kupią tysiąc zabawek, to dziecko nie zauważy, że praktycznie się nie widują. Albo że jest tylko maskotką rodziny, którą się pokazuje w okresie świąt.
Oczywiście, to że ktoś ma bardzo dużo wolnego czasu nie znaczy z automatu, że będzie dobrym rodzicem, ale żeby tym dobrym rodzicem zostać, nie możesz być wiecznie nieobecna. Kwestia priorytetów.
No tak bo na Madagaskar jest inna kultura niż w Polsce więc dlatego pokazała dziecko od razu. Ja też nie ukrywam że mam dziecko ale nie dlatego że chce mieć więcej dzieci ale dlatego że uczciwie trzeba postępować i nie wyobrażam sobie dziecka ukrywać a potem niespodzianka że o tu dziecko mam
Zostawmy wymiar moralny, bo tutaj jest on mniej ważny. Chodzi o pewną zasadę kulturową. Bo wg mnie Smutna też mówi o pewnej zmianie kulturowej.
Gdzie źle rozumie się przeszłość i na tej podstawie, chce się budować nowe wzory kobiety niezależnej, gdzie jakby dodatkiem do tej niezależności jest najpierw dziecko, a potem jeśli już mężczyzna.
....IMO z takimi funduszami to można usunąć kolesia z równania, jeśli interesuje ją dziecko, a potem sobie kogos poznać i sie hajtać już bez presji czasu.....
Boże dzięki ci że na ten typ kobiety w życiu nie trafilem
PS.1. W kazdym (doslownie w kazdym) momencie mojego malzenstwa moglem usunac zone z rownania. Bez wiekszego wplywu na moja sytuacje finansowa. Ale nawet jak sie walilo to jakos tego nie zrobilem. Patrzac na wskaznik ilosci inicjacji rozwodow duzo facetow tak ma.
PS2. Taki plan zycia kobiety o ktorym piszesz moze sie oczywiscie udac i nawet przy odrobinie szczescia moze miec udane zycie, rowniez rodzinne. Ale patrzac na prawdopodobienstwo:
1. Zarobki babki nie sa topowym parametrem dla faceta przy wiazaniu sie i nie beda oceniane w pierwszej kolejnosci
2. Babka z dzieckiem ma bardzo ale to bardzo ograniczony wybor na rynku matrymonialnym. Wsrod wolnych facetow olbrzymia czesc nie wejdzie w zwiazek z babka z dzieckiem
3. W pewnym wieku rynek jest juz "przebrany". Najzdrowsi, bazpieczni nie unikaja zwiazkow i wiaza sie w mlodszym wieku. Oczywiscie cos mozna znalezc ale juz nie tak latwo jak za mlodu. To troche tak jak idziesz do lasu na grzyby a z lasu wychodzi 20 osob. No wiec smetasz sie po tym lesie z nadzieja ze jeszce gdzies pod liscmi cos sie uchowalo.
Prawdopodobienstwo dziala mocno na niekorzysc babki w takiej sytuacji. Ale ze to swiadomy wybor to tez istnieje swiadomosc problemow. Ostatecznie babka ktora moze wykreslic z latwoscia faceta z rownania jak dla mnie lepiej zeby sie trzymala z daleka od facetow. Szkoda ich. Tak samo jak lepiej zeby faceci przemocowcy nie wiazali sie z zadna babka.
Ale rzeczgwiscie takie zmiany kulturowe "juz lecą". Na szczescie jestemy wolni i kazdy decyduje jaka droge wybrac
Zastanawiam się co taka mama mówi dziecku. Gdzie jest tata?
Nie żyje? A gdzie grób? Gdzie imię i nazwisko?
Rozwiódł się, uciekł? A kto to był?
Każdy facet to świnia nie chcesz go znać?
Nie wiem kim est tata - jakiś koleś z probowki w banku nasienia?
Bzyknelam sie na wakacjach z przystojniakiem ale nie zapisalam numeru?
Mysle ze najczesciej - tata nas zostawil i nie chce cie znac
Jasne. Dla mnie duże zarobki to 15k na rękę. IMO z takimi funduszami to można usunąć kolesia z równania, jeśli interesuje ją dziecko, a potem sobie kogos poznać i sie hajtać już bez presji czasu. Tak sobie wyobraziłam, że tutaj jej strach jest nieuzasadniony. Dziecko jest biologicznie jej, a partner kiedyś się bedzie musiał dostosować, ale dla niej to jest nadal dobra sytuacja.
Smutna, co Ty masz z tym "usuwaniem kolesia z równania"? Przecież to, kto jest ojcem dziecka, dla większości kobiet ma znaczenie i większość kobiet wcale nie chce być samotną matką. Zwłaszcza, że jeśli ojciec dziecka będzie tego chciał, to ma prawo uczestniczyć w jego życiu.
Poza tym pisałam, że dziewczyna chce założyć z kimś rodzinę. Mieć dzieci z tą konkretną osobą, a nie z byle kim, bo "pełnoetatowego tatusia to się znajdzie później".
Moim zdaniem większy problem może mieć kobieta 30+ bez własnej kasy, która nadal musi polegać na mężczyźnie z decyzją o założeniu rodziny bo finansowo sama nie ogarnie.
To, że ktoś się nie skupiał na samorealizacji wcale nie oznacza że z automatu ma stabilną sytuacje rodzinną.
Wbrew pozorom można być w wieloletnim związku a i tak dzieci nie mieć i mieć te same obawy co singielka dobijająca do perimenopauzy.
Taka, która dużo zarabia, też dobrze jakby miała już konkretną pozycję w branży, żeby móc sobie pozwolić na samotne macierzyństwo i na tym nie stracić, bo np. gdyby okazało się, że źle znosi ciążę i musi iść na długie L4, albo nie da rady / nie chce zaraz po porodzie wracać do pracy, to żeby pracodawca nie przyjął kogoś innego na jej miejsce, a ją samą zdegradował, albo starał się usunąć z firmy. Co się niestety zdarza. Poza tym dziecko może być chorowite. Jak masz faceta, to możecie na zmianę brać wolne, żeby się dzieckiem zaopiekować. Jak jesteś sama, to wszystkie obowiązki spadają na Ciebie.
Czyli każda opcja ma swoje plusy i minusy. Każda opcja też niesie pewne ryzyko. Jak ktoś naprawdę lubi pracować, to będzie go ciągnęło w innym kierunku niż kogoś, kto pracować nie lubi. Dla tych pierwszych życie w związku, gdzie zarabia tylko facet, może być horrorem, ale dla tych drugich, sposobem na wygodę i brak stresu, który by odczuwały, jakby się musiały codziennie rano zmuszać do wstawania i np. pracy w markecie przy wykładaniu towaru.
Z decyzją o założeniu rodziny tak czy siak trzeba polegać na mężczyznach, bo kobieta sama siebie nie zapłodni. Nawet w banku spermy "towar" pochodzi od mężczyzn. A poza tym dzieci potrzebują również ojca.
Boże dzięki ci że na ten typ kobiety w życiu nie trafilem
Ja jestem kobietą a i tak mnie poraża to, w jaki sposób pisze Smutna
I mimo że sama miałam naprawdę kiepskiego ojca, to nadal uważam, że dzieci potrzebują obojga rodziców, żeby dobrze się rozwijać. Rzecz jasna, mówimy o ludziach względnie normalnych, żeby nie było, że zaraz ktoś wyskoczy z tekstem, że lepiej nie mieć żadnego ojca niż ojca patusa.
Zastanawiam się co taka mama mówi dziecku. Gdzie jest tata?
Nie żyje? A gdzie grób? Gdzie imię i nazwisko?
Rozwiódł się, uciekł? A kto to był?
Każdy facet to świnia nie chcesz go znać?
Nie wiem kim est tata - jakiś koleś z probowki w banku nasienia?
Bzyknelam sie na wakacjach z przystojniakiem ale nie zapisalam numeru?
Mysle ze najczesciej - tata nas zostawil i nie chce cie znac
Tak szczerze, to ja nie znam takich kobiet, które by mówiły, że one chcą samotnie wychowywać dzieci. Jeśli już, to np. związek im się rozpadł, albo dziecko pochodzi z wpadki i facet nie chciał uczestniczyć w jego życiu. Ewentualnie nie mogły sobie nikogo znaleźć (niekoniecznie dlatego, że są takie super i nikt "godny" się nie trafił po drodze) a zegar tykał.
Bert44 napisał/a:Zastanawiam się co taka mama mówi dziecku. Gdzie jest tata?
Nie żyje? A gdzie grób? Gdzie imię i nazwisko?
Rozwiódł się, uciekł? A kto to był?
Każdy facet to świnia nie chcesz go znać?
Nie wiem kim est tata - jakiś koleś z probowki w banku nasienia?
Bzyknelam sie na wakacjach z przystojniakiem ale nie zapisalam numeru?
Mysle ze najczesciej - tata nas zostawil i nie chce cie znac
Tak szczerze, to ja nie znam takich kobiet, które by mówiły, że one chcą samotnie wychowywać dzieci. Jeśli już, to np. związek im się rozpadł, albo dziecko pochodzi z wpadki i facet nie chciał uczestniczyć w jego życiu. Ewentualnie nie mogły sobie nikogo znaleźć (niekoniecznie dlatego, że są takie super i nikt "godny" się nie trafił po drodze) a zegar tykał.
No jasne. Czym innym sytuacja losowa a czym innym sprytny plan
Bert44 napisał/a:Zastanawiam się co taka mama mówi dziecku. Gdzie jest tata?
Nie żyje? A gdzie grób? Gdzie imię i nazwisko?
Rozwiódł się, uciekł? A kto to był?
Każdy facet to świnia nie chcesz go znać?
Nie wiem kim est tata - jakiś koleś z probowki w banku nasienia?
Bzyknelam sie na wakacjach z przystojniakiem ale nie zapisalam numeru?
Mysle ze najczesciej - tata nas zostawil i nie chce cie znac
Tak szczerze, to ja nie znam takich kobiet, które by mówiły, że one chcą samotnie wychowywać dzieci. Jeśli już, to np. związek im się rozpadł, albo dziecko pochodzi z wpadki i facet nie chciał uczestniczyć w jego życiu. Ewentualnie nie mogły sobie nikogo znaleźć (niekoniecznie dlatego, że są takie super i nikt "godny" się nie trafił po drodze) a zegar tykał.
Dokładnie ja też nie znam kobiet,które by chciały mieć dziecko i same je wychowywać celowo... ja np zachodzac w ciążę to z myślą,że będę pełna rodziną wychowywać corke czyli ja mój partner(ojciec corki) i dziecko . A nie planowalam sobie wychowywać dziecka samotnie.... niestety przyszła zdrada że strony eks więc logiczne że się rozstałam. Wielu facetów też myśli że dziecko to jest ich gwarancja że mogą robić co chcą a kobieta ich nie zostawi bo ma dzieci no tak to nie działa. Osobiście znam kobietę z trójka małych dzieci która rozwodzi się bo w małżeństwie była przemoc także faceci powinni przestać traktować dzieci jako gwarancje że kobieta od nich nie odejdzie
Chodzi mi wyłącznie o to, że jak chcesz naprawdę wychować dziecko, a nie tylko je urodzić, to musisz mieć dla niego czas. Kasa nie zrekompensuje mu braku kontaktu z matką czy ojcem. Tylko dorosłym się czasem wydaje, że jak kupią tysiąc zabawek, to dziecko nie zauważy, że praktycznie się nie widują. Albo że jest tylko maskotką rodziny, którą się pokazuje w okresie świąt.
Oczywiście, to że ktoś ma bardzo dużo wolnego czasu nie znaczy z automatu, że będzie dobrym rodzicem, ale żeby tym dobrym rodzicem zostać, nie możesz być wiecznie nieobecna. Kwestia priorytetów.
Operujesz mocnymi stereotypami. Wbrew pozorom pani która pracuje jako salowa na nocki i zarabia minimalną tez może nie mieć czasu dla rodziny. To że luzie pracują cięzko w kiepsko płatnych zawodach i ani nie mają pieniędzy, ani czasu dla rodziny to nie jest jakiś wyjątek w Polsce. Chirurg potrafi pracować 2-3 dni w tygodniu i mieć więcej czasu dla rodziny niż kelner.
Trochę sie mieszaja 2 wątki. Feminizm importowany z USA i mądrość ludowa babeczek z Polski które chcą uczyć się na błędach rodziców. Nie wiem czy pamiętasz bezrobocie transformacji? Dużo ludzi z dnia na dzień było zmuszonych do migracji, ich poziom życia spadła z dwie zatrudnione osoby w PGR dożywotnio, do kloszard na wygwizdowie, bezrobocie 50%. Myślę że kobiety 40+ w Polsce nie są feministkami tylko po prostu to pamiętają, pracowały na smieciówkach, jeżdziły do niemca na szparagi. Dlatego czekają z dzieckiem bo rozumieją że nauczycielka, pielęgniarka, ma po prostu więcej swobody niż osoba niewykwalifikowana na wypadek recesji.
Transformacja i bezrobocie lat 90 najwięcej dotknelo osoby niewykwalifikowane. Nauczycielki, lekarki, pielęgniarki, urzędniczki, prawniczki może nie zarabiały dużo ale jednak prace miały.
Strony Poprzednia 1 … 4 5 6 7 8 9 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Wolność i spełnianie swoich marzeń, czy związek i ustępstwa?
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026