Co sądzicie i dlaczego? Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
Podobne tematy
Zwiazek to budowanie i spelnianie wsolnych marzen, ktore sa znacznie bardziej satysfakcjonujace niz te w ktorych jestesmy sami.
Zatracenie "swojego ja" to nie strata. To ewolucja z jednostki do bycia istotna czescia organizmu.
Problemem jest jezyk, ktorego uzywasz.
Bo ten trzyma Ciebie w izolacji i strachu przed doswiadczeniem w zyciu czegos wiecej niz dotychczas.
Wolność i spełnianie marzeń nie wykluczają związku. Moim zdaniem warto rozróżnić dwie rzeczy:
1. Kompromis, czyli obie strony czasem rezygnują z czegoś, żeby tworzyć wspólne życie. To normalne i działa w obie strony.
2. Poświęcenie siebie, czyli tylko jedna osoba stale odkłada swoje potrzeby, marzenia i rozwój, żeby dostosować się do drugiej.
To pierwsze jesr zdrowym podejściem,to drugie już nie
Ale ja rozumiem skąd obawy, bo w Polsce nadal oczekuje się, że to kobieta się poświęci i np zrezygnuje z kariery,czy czegoś tam innego. Zależy też jakiego ma partnera/męża
Najważniejsze, żeby obie strony w zwiazku ustępowały raz jedną raz druga strona
Co sądzicie i dlaczego? Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
A dlaczego pytasz na netfacetach? Nie macie jakiejś grupki kobiecej do ploteczek?
Zwiazek to budowanie i spelnianie wsolnych marzen, ktore sa znacznie bardziej satysfakcjonujace niz te w ktorych jestesmy sami.
Zatracenie "swojego ja" to nie strata. To ewolucja z jednostki do bycia istotna czescia organizmu.
Problemem jest jezyk, ktorego uzywasz.
Bo ten trzyma Ciebie w izolacji i strachu przed doswiadczeniem w zyciu czegos wiecej niz dotychczas.
Na pewno, tylko na ile byłyby one wspólne, a na ile tej drugiej strony?
Wychodzi na to, że sugerujesz, że w życie musi wjechać buldożer, a szansa na relację z kimś podobnym bez tej konieczności nie istnieje. Co jeśli człowiek jest szczęśliwy? Gdyby nie był, to co innego. To zresztą bardzo częsta motywacja ludzi do wchodzenia w relacje - ich braki.
Wolność i spełnianie marzeń nie wykluczają związku. Moim zdaniem warto rozróżnić dwie rzeczy:
1. Kompromis, czyli obie strony czasem rezygnują z czegoś, żeby tworzyć wspólne życie. To normalne i działa w obie strony.
2. Poświęcenie siebie, czyli tylko jedna osoba stale odkłada swoje potrzeby, marzenia i rozwój, żeby dostosować się do drugiej.To pierwsze jesr zdrowym podejściem,to drugie już nie
Ale ja rozumiem skąd obawy, bo w Polsce nadal oczekuje się, że to kobieta się poświęci i np zrezygnuje z kariery,czy czegoś tam innego. Zależy też jakiego ma partnera/męża
Najważniejsze, żeby obie strony w zwiazku ustępowały raz jedną raz druga strona
Tak, tylko po co to przemeblowanie? Jeśli nie można mieć tego, czego się pragnie z tą osobą?
A dlaczego pytasz na netfacetach? Nie macie jakiejś grupki kobiecej do ploteczek?
My?
Czyli kto? Tak z nudów wrzuciłam temat.
Co sądzicie i dlaczego? Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
Moim zdaniem to wszystko zależy od tego, jaki mental ma dana kobieta i na ile jest uległa. Niektóre same prowadzą do tego "zrostu" i dają sobie wejść na głowę, nawet jeśli potem narzekają na swój los. Dobry partner totalnie nie wymaga tego, żeby całe życie ustawiać pod niego, a wręcz cieszy się, gdy poza związkiem masz jeszcze swoją przestrzeń.
7 2026-07-12 20:40:56 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-07-12 20:41:31)
Tak, tylko po co to przemeblowanie? Jeśli nie można mieć tego, czego się pragnie z tą osobą?
Jeśli masz już sobie wszystko dokładnie poukładane, wiesz czego chcesz, do czego dążysz, to... trzeba po prostu szukać kogoś, kto chce tego samego / mocno zbliżonego.
Choć oczywiście to nie daje gwarancji, że będziecie zawsze spoglądać w tym samym kierunku, bo ludzie się zmieniają, a wraz z nami zmieniają się nasze priorytety i oczekiwania względem życia.
WesołaDziewczyna007 napisał/a:A dlaczego pytasz na netfacetach? Nie macie jakiejś grupki kobiecej do ploteczek?
My?
Czyli kto? Tak z nudów wrzuciłam temat.
Wy, kobiety.
Wy, kobiety.
Smutna, Ty już zaczynasz robić podchody jak ci, co najpierw pytają o polecenia fajnego szamponu, a potem z drugiego konta reklamują produkt ![]()
10 2026-07-12 20:56:26 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-07-12 20:57:42)
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Wy, kobiety.
Smutna, Ty już zaczynasz robić podchody jak ci, co najpierw pytają o polecenia fajnego szamponu, a potem z drugiego konta reklamują produkt
Biedactwo. Nasze pożegnanie jest ostatnie. Nie musisz biegać za mną po wątkach, nie odpisze ci. Szczęścia.
Dla jasności życzenie szczęścia to zwyczajowe pożegnanie. Synonim żegnam, nara, bez odbioru.
Biedactwo. Nasze pożegnanie jest ostatnie. Nie musisz biegać za mną po wątkach, nie odpisze ci. Szczęścia.
Hahaha, napisała ta, co w wątku obok sama mnie zaczepiała, odpisując w prowokujący sposób na post, który nawet nie był adresowany do niej
I jeszcze znowu kłamie. Serio, nie musisz się kryć z prawdziwymi odczuciami. To żadna tajemnica, jak bardzo mnie uwielbiasz i czego tak naprawdę mi życzysz :*
Zwiazek to budowanie i spelnianie wsolnych marzen, ktore sa znacznie bardziej satysfakcjonujace niz te w ktorych jestesmy sami.
Zatracenie "swojego ja" to nie strata. To ewolucja z jednostki do bycia istotna czescia organizmu.
Problemem jest jezyk, ktorego uzywasz.
Bo ten trzyma Ciebie w izolacji i strachu przed doswiadczeniem w zyciu czegos wiecej niz dotychczas.
Zgadzam sie
Dla jasności życzenie szczęścia to zwyczajowe pożegnanie. Synonim żegnam, nara, bez odbioru.
Mi nie musisz tłumaczyć, dobrze wiem co naprawdę masz na myśli. Na tym etapie znajomości rozumiemy się bez słów ![]()
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Biedactwo. Nasze pożegnanie jest ostatnie. Nie musisz biegać za mną po wątkach, nie odpisze ci. Szczęścia.
Hahaha, napisała ta, co w wątku obok sama mnie zaczepiała, odpisując w prowokujący sposób na post, który nawet nie był adresowany do niej
![]()
I jeszcze znowu kłamie. Serio, nie musisz się kryć z prawdziwymi odczuciami. To żadna tajemnica, jak bardzo mnie uwielbiasz i czego tak naprawdę mi życzysz :*
Jak nie Jack z Nowe Otwarcie sie kloci na 20 stron tematu, tak teraz wy dwie bedziecie ? ![]()
Jak nie Jack z Nowe Otwarcie sie kloci na 20 stron tematu, tak teraz wy dwie bedziecie ?
My się nie kłócimy. To tylko taka gra wstępna ![]()
Julia life in UK napisał/a:Jak nie Jack z Nowe Otwarcie sie kloci na 20 stron tematu, tak teraz wy dwie bedziecie ?
My się nie kłócimy. To tylko taka gra wstępna
Taaa właśnie widze ![]()
Zgadzam sie
Według mnie tamto jest prawdziwe tylko pod warunkiem, że to "zatracanie" jest na poczet stworzenia razem czegoś nowego, a nie zatracenia się w rozumieniu, że któryś organizm "dominuje" i "wchłania" ten drugi. A tak niestety też się dzieje, i to wcale nierzadko.
Taaa właśnie widze
Nigdy nie słyszałaś o "kto się czubi, ten się lubi"? ![]()
Bert44 napisał/a:Zgadzam sie
Według mnie tamto jest prawdziwe tylko pod warunkiem, że to "zatracanie" jest na poczet stworzenia razem czegoś nowego, a nie zatracenia się w rozumieniu, że któryś organizm "dominuje" i "wchłania" ten drugi. A tak niestety też się dzieje, i to wcale nierzadko.
Tylko ciekawe jakie Johny mial na myśli zatracanie siebie i po czyjej stronie, bo pamietam nie tak dawno temu pisal "ze jezeli kobieta by nie podniosla jego brudnych skarpetek do kosza na pranie to by zrobila wypad z domu". Myślę,ze nie tylko ja widzialam ten wpis, także u Johnego jak on pisze o rezygnacji z siebie i poswieceniu to sie pewnie równa, ze to kobieta musi sie poświęcac,a nie koniecznie on sam ![]()
Julia life in UK napisał/a:Taaa właśnie widze
Nigdy nie słyszałaś o "kto się czubi, ten się lubi"?
Slyszalam ![]()
Tylko ciekawe jakie Johny mial na myśli zatracanie siebie i po czyjej stronie, bo pamietam nie tak dawno temu pisal "ze jezeli kobieta by nie podniosla jego brudnych skarpetek do kosza na pranie to by zrobila wypad z domu". Myślę,ze nie tylko ja widzialam ten wpis, także u Johnego jak on pisze o rezygnacji z siebie i poswieceniu to sie pewnie równa, ze to kobieta musi sie poświęcac,a nie koniecznie on sam
Mnie akurat "co Johny miał na myśli" kompletnie przestało interesować po paru jego obrzydliwych postach, dlatego też odnosiłam się do Berta, a nie do jego osoby.
Niemniej tak właśnie jest, że dla niektórych to "stanie się jednością" oznacza "stanie się nim" w dwóch postaciach ![]()
Slyszalam
No właśnie. To między innymi o nas, tylko Smutna jeszcze się boi otworzyć na to uczucie
![]()
Julia life in UK napisał/a:Tylko ciekawe jakie Johny mial na myśli zatracanie siebie i po czyjej stronie, bo pamietam nie tak dawno temu pisal "ze jezeli kobieta by nie podniosla jego brudnych skarpetek do kosza na pranie to by zrobila wypad z domu". Myślę,ze nie tylko ja widzialam ten wpis, także u Johnego jak on pisze o rezygnacji z siebie i poswieceniu to sie pewnie równa, ze to kobieta musi sie poświęcac,a nie koniecznie on sam
Mnie akurat "co Johny miał na myśli" kompletnie przestało interesować po paru jego obrzydliwych postach, dlatego też odnosiłam się do Berta, a nie do jego osoby.
Niemniej tak właśnie jest, że dla niektórych to "stanie się jednością" oznacza "stanie się nim" w dwóch postaciach
To prawda, dlatego też w zwiazku trzeba myśleć zarówno o sobie jak I o drugiej osobie, jak sie myśli tylko o sobie albo tylko o kimś to jest to niezdrowe
Mrs.Happiness napisał/a:WesołaDziewczyna007 napisał/a:Wy, kobiety.
Smutna, Ty już zaczynasz robić podchody jak ci, co najpierw pytają o polecenia fajnego szamponu, a potem z drugiego konta reklamują produkt
Biedactwo. Nasze pożegnanie jest ostatnie. Nie musisz biegać za mną po wątkach, nie odpisze ci. Szczęścia.
Dla jasności życzenie szczęścia to zwyczajowe pożegnanie. Synonim żegnam, nara, bez odbioru.
Taaa
piąty albo szósty raz - kolejne pożegnanie
a i tak Julki nie przebijesz ![]()
Julka potem długo, długo nic
a następnie Wesoła/Smutna z dramatem pożegnań i fochem w nosie ![]()
Gra wstępna na ostro między paniami i to tak przy wszystkich ? Ale czad !
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Mrs.Happiness napisał/a:Smutna, Ty już zaczynasz robić podchody jak ci, co najpierw pytają o polecenia fajnego szamponu, a potem z drugiego konta reklamują produkt
Biedactwo. Nasze pożegnanie jest ostatnie. Nie musisz biegać za mną po wątkach, nie odpisze ci. Szczęścia.
Dla jasności życzenie szczęścia to zwyczajowe pożegnanie. Synonim żegnam, nara, bez odbioru.Taaa
piąty albo szósty raz - kolejne pożegnanie![]()
a i tak Julki nie przebijesz
Julka potem długo, długo nic
a następnie Wesoła/Smutna z dramatem pożegnań i fochem w nosie
Tak ja sie juz tutaj z wami zegnalam,tyle razy,ze juz sama nie moge tego zliczyc... a bo mnie spamer pokemonowy wkurzal
Gra wstępna na ostro między paniami i to tak przy wszystkich ? Ale czad !
Gotujcie wielki gar kisielu, żebyśmy miały w czym się pokotłować ![]()
Gra wstępna na ostro między paniami i to tak przy wszystkich ? Ale czad !
![]()
paslawek napisał/a:WesołaDziewczyna007 napisał/a:Biedactwo. Nasze pożegnanie jest ostatnie. Nie musisz biegać za mną po wątkach, nie odpisze ci. Szczęścia.
Dla jasności życzenie szczęścia to zwyczajowe pożegnanie. Synonim żegnam, nara, bez odbioru.Taaa
piąty albo szósty raz - kolejne pożegnanie![]()
a i tak Julki nie przebijesz
Julka potem długo, długo nic
a następnie Wesoła/Smutna z dramatem pożegnań i fochem w nosieTak ja sie juz tutaj z wami zegnalam,tyle razy,ze juz sama nie moge tego zliczyc... a bo mnie spamer pokemonowy wkurzal
Emocje , emocje ![]()
Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
To kwestia wieku jak i trafienia na drugą połówkę. Im człowiek młodszy tym łatwiej o kompromisy. Później już może być za późno na wiele rzeczy. Ktoś ma szczęście w kartach, a ktoś w miłości. Ale generalnie trzeba się otworzyć na drugą osobę i zawierzyć, inaczej się nie da, choć oczywiście z głową.
31 2026-07-12 21:29:00 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-07-12 21:29:40)
JohnyBravo777 napisał/a:Zwiazek to budowanie i spelnianie wsolnych marzen, ktore sa znacznie bardziej satysfakcjonujace niz te w ktorych jestesmy sami.
Zatracenie "swojego ja" to nie strata. To ewolucja z jednostki do bycia istotna czescia organizmu.
Problemem jest jezyk, ktorego uzywasz.
Bo ten trzyma Ciebie w izolacji i strachu przed doswiadczeniem w zyciu czegos wiecej niz dotychczas.Na pewno, tylko na ile byłyby one wspólne, a na ile tej drugiej strony?
Wychodzi na to, że sugerujesz, że w życie musi wjechać buldożer, a szansa na relację z kimś podobnym bez tej konieczności nie istnieje. Co jeśli człowiek jest szczęśliwy? Gdyby nie był, to co innego. To zresztą bardzo częsta motywacja ludzi do wchodzenia w relacje - ich braki.
Ogolnie aby nie skonczyc z reka w nocniku to - i tak - w zycie musi od czasu do czasu wjechac buldozer.
Bo aspiracje i marzenia, ktore zbudowalas 10 lat temu byly oparte o mniejsza wiedze i doswiadczenia niz masz teraz.
I za 10 lat bedziesz miala znow wiecej wiedzy i doswiadczen.
Bez sensu byloby trzymac sie decyzji, ktore podjelismy w mniejszym zrozumieniu swiata i samych siebie.
"na ile byłyby one wspólne, a na ile tej drugiej strony?" - wspolne.
Zwyczajnie myslisz o tym co sprawialo Ci radosc w przeszlosci bedac z mezczyzna i w jaki sposob mozesz ulozyc sobie przyszlosc aby bylo tego wiecej i bylo realistyczne (czyli o jakie inne kwestie, kto musi moc i chciec zadbac, aby to bylo utrzymywalne).
SamotnaWilczyca napisał/a:Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
To kwestia wieku jak i trafienia na drugą połówkę. Im człowiek młodszy tym łatwiej o kompromisy. Później już może być za późno na wiele rzeczy. Ktoś ma szczęście w kartach, a ktoś w miłości. Ale generalnie trzeba się otworzyć na drugą osobę i zawierzyć, inaczej się nie da, choć oczywiście z głową.
To nie prawda,ze im mlodszy człowiek tym latwiej o kompromisy z nim/nią
33 2026-07-12 21:31:04 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-07-12 21:32:40)
Taaa
piąty albo szósty raz - kolejne pożegnanie![]()
a i tak Julki nie przebijesz
Julka potem długo, długo nic
a następnie Wesoła/Smutna z dramatem pożegnań i fochem w nosie
Kocham cię, a kochanie moje
To rozstania i powroty
I nagle dzwony dzwonią
I ciało mi płonie, kocham cię, tak, tak... TAK!
34 2026-07-12 21:31:54 Ostatnio edytowany przez paslawek (2026-07-12 21:32:14)
Dżaro2026 napisał/a:SamotnaWilczyca napisał/a:Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
To kwestia wieku jak i trafienia na drugą połówkę. Im człowiek młodszy tym łatwiej o kompromisy. Później już może być za późno na wiele rzeczy. Ktoś ma szczęście w kartach, a ktoś w miłości. Ale generalnie trzeba się otworzyć na drugą osobę i zawierzyć, inaczej się nie da, choć oczywiście z głową.
To nie prawda,ze im mlodszy człowiek tym latwiej o kompromisy z nim/nią
Zgadza się ![]()
Dżodżo czy jak mu tam z dziadkami do czynienia nie miał zbyt wiele chyba .
35 2026-07-12 21:34:15 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-07-12 21:34:45)
Ogolnie to jest dobrze nie miec w zyciu wielu marzen.
Im mniej chcemy, tym czesciej jestesmy szczesliwi.
Dżaro2026 napisał/a:Gra wstępna na ostro między paniami i to tak przy wszystkich ? Ale czad !
Gotujcie wielki gar kisielu, żebyśmy miały w czym się pokotłować
Ehhh, bez gadżetów i innych asortymentów tej dziedziny sztuki też jest ładnie ... chociaż.
Dżaro2026 napisał/a:Gra wstępna na ostro między paniami i to tak przy wszystkich ? Ale czad !
Gotujcie wielki gar kisielu, żebyśmy miały w czym się pokotłować
"Na rękę" walkę to Wesoła przegrywa z Tobą ![]()
To kwestia wieku jak i trafienia na drugą połówkę. Im człowiek młodszy tym łatwiej o kompromisy. Później już może być za późno na wiele rzeczy. Ktoś ma szczęście w kartach, a ktoś w miłości. Ale generalnie trzeba się otworzyć na drugą osobę i zawierzyć, inaczej się nie da, choć oczywiście z głową.
Zapominasz o osobach, które z wiekiem "obniżają standardy", bo orientują się, że poprzeczka była za wysoko, przez co nikt "godny" się nie znalazł, a tu zegar tyka
Niektórym się wtedy taka desperacja włącza, że nagle jakoś dużo łatwiej o kompromis.
Ogolnie to jest dobrze nie miec w zyciu wielu marzen.
Im mniej chcemy, tym czesciej jestesmy szczesliwi.
To akurat jest prawda
Dżaro2026 napisał/a:SamotnaWilczyca napisał/a:Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
To kwestia wieku jak i trafienia na drugą połówkę. Im człowiek młodszy tym łatwiej o kompromisy. Później już może być za późno na wiele rzeczy. Ktoś ma szczęście w kartach, a ktoś w miłości. Ale generalnie trzeba się otworzyć na drugą osobę i zawierzyć, inaczej się nie da, choć oczywiście z głową.
To nie prawda,ze im mlodszy człowiek tym latwiej o kompromisy z nim/nią
Powiedziała mama nastolatki.
Julia life in UK napisał/a:Dżaro2026 napisał/a:To kwestia wieku jak i trafienia na drugą połówkę. Im człowiek młodszy tym łatwiej o kompromisy. Później już może być za późno na wiele rzeczy. Ktoś ma szczęście w kartach, a ktoś w miłości. Ale generalnie trzeba się otworzyć na drugą osobę i zawierzyć, inaczej się nie da, choć oczywiście z głową.
To nie prawda,ze im mlodszy człowiek tym latwiej o kompromisy z nim/nią
Powiedziała mama nastolatki.
No tak,a co w tym dziwnego? ![]()
To nie prawda,ze im mlodszy człowiek tym latwiej o kompromisy z nim/nią
To jest sama prawda. Im człowiek starszy tym mocniej zarasta się w wyuczonych schematach. Znacznie trudniej o naukę po przekroczeniu pewnego wieku. Najszybciej wiedzę, emocje chłoną dzieciaki, a im starzej tym trudniej.
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:To nie prawda,ze im mlodszy człowiek tym latwiej o kompromisy z nim/nią
Powiedziała mama nastolatki.
No tak,a co w tym dziwnego?
To chyba jest najlepsze stanowisko do takich obserwacji jak nastolatkowie przechodzą różne fazy.
Julia life in UK napisał/a:To nie prawda,ze im mlodszy człowiek tym latwiej o kompromisy z nim/nią
To jest sama prawda. Im człowiek starszy tym mocniej zarasta się w wyuczonych schematach. Znacznie trudniej o naukę po przekroczeniu pewnego wieku. Najszybciej wiedzę, emocje chłoną dzieciaki, a im starzej tym trudniej.
Zależy od czlowieka i jego charakteru. Jak ktos ma uparty charakterek to od małego nie bedzie chcial iść na zadne kompromisy, tylko ja i moje sie bedzie liczyc dla takiej osoby, nieważne czy ma lat 20 czy 50
Dżaro2026 napisał/a:To kwestia wieku jak i trafienia na drugą połówkę. Im człowiek młodszy tym łatwiej o kompromisy. Później już może być za późno na wiele rzeczy. Ktoś ma szczęście w kartach, a ktoś w miłości. Ale generalnie trzeba się otworzyć na drugą osobę i zawierzyć, inaczej się nie da, choć oczywiście z głową.
Zapominasz o osobach, które z wiekiem "obniżają standardy", bo orientują się, że poprzeczka była za wysoko, przez co nikt "godny" się nie znalazł, a tu zegar tyka
Niektórym się wtedy taka desperacja włącza, że nagle jakoś dużo łatwiej o kompromis.
Ważne rozróżnienie, desperacja to nie kompromis. Desperacja to strach, a kompromis można wypracować, dogadać bo to często wynika z tego, że ktoś ma jakieś karty w rękach i może nimi grać. Kompromis to zdrowy fundament, a desperacja to już ostateczność.
Julia life in UK napisał/a:WesołaDziewczyna007 napisał/a:Powiedziała mama nastolatki.
No tak,a co w tym dziwnego?
To chyba jest najlepsze stanowisko do takich obserwacji jak nastolatkowie przechodzą różne fazy.
Tak moja ma faze zbuntowana,ale w sumie nie jest tak źle da sie przeżyć ![]()
Dżaro2026 napisał/a:Julia life in UK napisał/a:To nie prawda,ze im mlodszy człowiek tym latwiej o kompromisy z nim/nią
To jest sama prawda. Im człowiek starszy tym mocniej zarasta się w wyuczonych schematach. Znacznie trudniej o naukę po przekroczeniu pewnego wieku. Najszybciej wiedzę, emocje chłoną dzieciaki, a im starzej tym trudniej.
Zależy od czlowieka i jego charakteru. Jak ktos ma uparty charakterek to od małego nie bedzie chcial iść na zadne kompromisy, tylko ja i moje sie bedzie liczyc dla takiej osoby, nieważne czy ma lat 20 czy 50
No tak, wszystko w życiu i w relacjach zależy od człowieka, ale im dalej w dorosłość tym trudniej o zmiany. Tak po prostu działa człowiek.
Ważne rozróżnienie, desperacja to nie kompromis. Desperacja to strach, a kompromis można wypracować, dogadać bo to często wynika z tego, że ktoś ma jakieś karty w rękach i może nimi grać. Kompromis to zdrowy fundament, a desperacja to już ostateczność.
Desperacja to, tak mocno upraszczając, przekonanie, że się nie ma kart w rękach, dlatego dajesz siebie rozgrywać, byle nie zostać z niczym. Nie wybierasz, tylko jesteś wybierany, a potem "walczysz" o to, by nie zostać porzucony. Czyli to taka seria toksycznych kompromisów. W każdym razie ja tak postrzegam desperację.
Choć występuje też wersja mniej skrajna tego zjawiska, czyli może nie desperacja, ale pogodzenie się z tym, że nie jest się tak "smakowitym kąskiem" na rynku matrymonialnym. To też może prowadzić do obniżenia standardów i większej elastyczności po latach mocno wyśrubowanych wymagań i upartego trwania przy swoim podejściu.
Julia life in UK napisał/a:Dżaro2026 napisał/a:To jest sama prawda. Im człowiek starszy tym mocniej zarasta się w wyuczonych schematach. Znacznie trudniej o naukę po przekroczeniu pewnego wieku. Najszybciej wiedzę, emocje chłoną dzieciaki, a im starzej tym trudniej.
Zależy od czlowieka i jego charakteru. Jak ktos ma uparty charakterek to od małego nie bedzie chcial iść na zadne kompromisy, tylko ja i moje sie bedzie liczyc dla takiej osoby, nieważne czy ma lat 20 czy 50
No tak, wszystko w życiu i w relacjach zależy od człowieka, ale im dalej w dorosłość tym trudniej o zmiany. Tak po prostu działa człowiek.
Tak nie dziala człowiek. Człowiek sie moze zmienic/lub sytuacja zmieni zyciowa w każdym wieku
50 2026-07-12 22:05:39 Ostatnio edytowany przez Dżaro2026 (2026-07-12 22:07:08)
Choć występuje też wersja mniej skrajna tego zjawiska, czyli może nie desperacja, ale pogodzenie się z tym, że nie jest się tak "smakowitym kąskiem" na rynku matrymonialnym. To też może prowadzić do obniżenia standardów i większej elastyczności po latach mocno wyśrubowanych wymagań i upartego trwania przy swoim podejściu.
Można zmienić swoje podejście i do tych spraw, jasne. Z biegiem lat zmienia się to jak człowiek odczuwa, rozumie świat, przesuwa się próg bólu, też pozycja życiowa sprawia, że można - a czasem trzeba - pewne rzeczy inaczej zrobić aniżeli jak się miało lat 20. Można żonglować słowami i określeniami, ale ciężko ruszyć z posady głaz który od lat tkwi w jednym miejscu.
Tak nie dziala człowiek. Człowiek sie moze zmienic/lub sytuacja zmieni zyciowa w każdym wieku
Człowiek może próbować chcieć się zmienić, ale sam zamiar po przekroczeniu pewnego progu to może być za mało. Ja nie wierzę w to, że człowiek jest kowalem swojego losu - ja uważam, że człowiek jest tragarzem swojego losu. Dostajesz na start jakiś pakiet i idziesz z nim dalej przez życie. Na pewnym etapie życia możesz przeprowadzić pewne drobne kosmetyczne zmiany w tym jak działa twoje wyuczone życie, ale rewolucji nie będzie. Przykładowo, szachiści w wieku 40 lat to już emeryci, piłkarze zresztą tak samo. Wszyscy przemijamy i coś raz uleci nie będzie ponownie w takim samym stopniu uchwytne jak kiedyś. Pewne rzeczy przemijają. Tak działa wszechświat, tak działa entropia. Inaczej się nie da. Niestety albo stety.
Mrs.Happiness napisał/a:Choć występuje też wersja mniej skrajna tego zjawiska, czyli może nie desperacja, ale pogodzenie się z tym, że nie jest się tak "smakowitym kąskiem" na rynku matrymonialnym. To też może prowadzić do obniżenia standardów i większej elastyczności po latach mocno wyśrubowanych wymagań i upartego trwania przy swoim podejściu.
Można zmienić swoje podejście i do tych spraw, jasne. Z biegiem lat zmienia się to jak człowiek odczuwa, rozumie świat, przesuwa się próg bólu, też pozycja życiowa sprawia, że można - a czasem trzeba - pewne rzeczy inaczej zrobić aniżeli jak się miało lat 20. Można żonglować słowami i określeniami, ale ciężko ruszyć z posady głaz który od lat tkwi w jednym miejscu.
Julia life in UK napisał/a:Tak nie dziala człowiek. Człowiek sie moze zmienic/lub sytuacja zmieni zyciowa w każdym wieku
Człowiek może próbować chcieć się zmienić, ale sam zamiar po przekroczeniu pewnego progu to może być za mało. Ja nie wierzę w to, że człowiek jest kowalem swojego losu - ja uważam, że człowiek jest tragarzem swojego losu. Dostajesz na start jakiś pakiet i idziesz z nim dalej przez życie. Na pewnym etapie życia możesz przeprowadzić pewne drobne kosmetyczne zmiany w tym jak działa twoje wyuczone życie, ale rewolucji nie będzie. Przykładowo, szachiści w wieku 40 lat to już emeryci, piłkarze zresztą tak samo. Wszyscy przemijamy i coś raz uleci nie będzie ponownie w takim samym stopniu uchwytne jak kiedyś. Pewne rzeczy przemijają. Tak działa wszechświat, tak działa entropia. Inaczej się nie da. Niestety albo stety.
A ja wiem,ze na każdym etapie zycia można zmienic swoje zycie o 180 stopni i nie ma żadnego progu wiekowego
Bert44 napisał/a:Zgadzam sie
Według mnie tamto jest prawdziwe tylko pod warunkiem, że to "zatracanie" jest na poczet stworzenia razem czegoś nowego, a nie zatracenia się w rozumieniu, że któryś organizm "dominuje" i "wchłania" ten drugi. A tak niestety też się dzieje, i to wcale nierzadko.
Tak tez to zrozumialem - jako pierwsza wersja z Twojej odpowiedzi.
Co sądzicie i dlaczego? Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
To samo mozna w druga strone napisac. Czy zwiazek dla faceta to poswiecenie, zatracenie swojego ja i czy warto sie poswiecac.
Kazdy wchodzac z zwiazek cos poswieca, kazdy buduje jakies kompromisy. Cos za cos. W zalezbosci od tego z kim sie zwiazesz albo "caloksztalt" wyjdzie na plus w staosunku do bycia singlem (to jest ok) albo wyjdzie ze lepiej jest byc singlem. Wtedy nie wyjdzie.
Ja troszke filtruje Twoj wpis bo pare razy czytalem jak w Twojej opini babka musi sie poswiecac dla tego zlego faceta. Lacznie z pretensjami ze nie rodzimy dzieci (oczywiscie nasza wina)
Ludzie niezaburzeni mają potrzebę miłości, bliskości, przynależności.
Samo określenie "zatracenie swojego ja", czy "zrośnięcie" - temu przeczy, nie jest zgodne z naturą człowieka.
Taaa
piąty albo szósty raz - kolejne pożegnanie![]()
a i tak Julki nie przebijesz
Julka potem długo, długo nic
a następnie Wesoła/Smutna z dramatem pożegnań i fochem w nosie
Obawiam się, że tak jak konsekwentnie ignoruje zaczepki JB, tego gościa co pisał dziwne rzeczy o swojej żonie wdowie, Otwarcie Parasola tak uda mi się zlać Hapines.
56 2026-07-12 23:05:09 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-07-12 23:05:45)
SamotnaWilczyca napisał/a:Co sądzicie i dlaczego? Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
To samo mozna w druga strone napisac. Czy zwiazek dla faceta to poswiecenie, zatracenie swojego ja i czy warto sie poswiecac.
Kazdy wchodzac z zwiazek cos poswieca, kazdy buduje jakies kompromisy. Cos za cos. W zalezbosci od tego z kim sie zwiazesz albo "caloksztalt" wyjdzie na plus w staosunku do bycia singlem (to jest ok) albo wyjdzie ze lepiej jest byc singlem. Wtedy nie wyjdzie.
Ja troszke filtruje Twoj wpis bo pare razy czytalem jak w Twojej opini babka musi sie poswiecac dla tego zlego faceta. Lacznie z pretensjami ze nie rodzimy dzieci (oczywiscie nasza wina)
Widzisz Wilczyco. Dlatego 3po postów temu zapytałam, czy może macie jakieś kobiece miejsce na takie rozmowy, jeśli akurat nie macie ochoty rozmawiać o męskiej perspektywie.
Temat zamienia się w wyliczanke kobiety vs mężczyźni za 5, 4, 3, 2, ...
Bert44 napisał/a:SamotnaWilczyca napisał/a:Co sądzicie i dlaczego? Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
To samo mozna w druga strone napisac. Czy zwiazek dla faceta to poswiecenie, zatracenie swojego ja i czy warto sie poswiecac.
Kazdy wchodzac z zwiazek cos poswieca, kazdy buduje jakies kompromisy. Cos za cos. W zalezbosci od tego z kim sie zwiazesz albo "caloksztalt" wyjdzie na plus w staosunku do bycia singlem (to jest ok) albo wyjdzie ze lepiej jest byc singlem. Wtedy nie wyjdzie.
Ja troszke filtruje Twoj wpis bo pare razy czytalem jak w Twojej opini babka musi sie poswiecac dla tego zlego faceta. Lacznie z pretensjami ze nie rodzimy dzieci (oczywiscie nasza wina)
Widzisz Wilczyco. Dlatego 3po postów temu zapytałam, czy może macie jakieś kobiece miejsce na takie rozmowy, jeśli akurat nie macie ochoty rozmawiać o męskiej perspektywie.
Temat zamienia się w wyliczanke kobiety vs mężczyźni za 5, 4, 3, 2, ...
1,0..... START ![]()
Bert44 napisał/a:SamotnaWilczyca napisał/a:Co sądzicie i dlaczego? Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
To samo mozna w druga strone napisac. Czy zwiazek dla faceta to poswiecenie, zatracenie swojego ja i czy warto sie poswiecac.
Kazdy wchodzac z zwiazek cos poswieca, kazdy buduje jakies kompromisy. Cos za cos. W zalezbosci od tego z kim sie zwiazesz albo "caloksztalt" wyjdzie na plus w staosunku do bycia singlem (to jest ok) albo wyjdzie ze lepiej jest byc singlem. Wtedy nie wyjdzie.
Ja troszke filtruje Twoj wpis bo pare razy czytalem jak w Twojej opini babka musi sie poswiecac dla tego zlego faceta. Lacznie z pretensjami ze nie rodzimy dzieci (oczywiscie nasza wina)
Widzisz Wilczyco. Dlatego 3po postów temu zapytałam, czy może macie jakieś kobiece miejsce na takie rozmowy, jeśli akurat nie macie ochoty rozmawiać o męskiej perspektywie.
Temat zamienia się w wyliczanke kobiety vs mężczyźni za 5, 4, 3, 2, ...
A co gdzies cos naciagnalem?
Po prostu akurat kiedy Wilczyca zadaje takie pytanie tonl wiem o co jej chodzi. I tyle.
59 2026-07-13 00:38:51 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-07-13 01:15:53)
Można zmienić swoje podejście i do tych spraw, jasne. Z biegiem lat zmienia się to jak człowiek odczuwa, rozumie świat, przesuwa się próg bólu, też pozycja życiowa sprawia, że można - a czasem trzeba - pewne rzeczy inaczej zrobić aniżeli jak się miało lat 20. Można żonglować słowami i określeniami, ale ciężko ruszyć z posady głaz który od lat tkwi w jednym miejscu.
Tak naprawdę, to ciężko wejść tu w głębszą dyskusję, skoro nie rozpatrujemy konkretnego przypadku, bo co człowiek, to inna historia, inne potrzeby i spojrzenie. Przykładowo, skoro już jesteśmy przy tym wieku, pewne rzeczy z czasem łatwiej może być akceptować, na przykład wygląd może tracić na znaczeniu, albo pieniądze, jeśli samemu się już dorobiło na tyle, że nie potrzebujemy „finansowej poduszki” w postaci partnera, który radzi sobie lepiej od nas i w razie co „wyratuje”. Albo dzięki któremu będzie można poszpanować przed koleżankami.
Z kolei inne gorzej, na przykład spontaniczną przeprowadzkę do innego miasta, by zamieszkać razem z partnerem. Jak się ma dwadzieścia lat, to zwykle mniej „boli” niż jak się ma lat 40+, w miarę poukładane życie, grono znajomych, stałą pracę (może nawet jakąś karierę), dzieci.
Przy czym… są też ludzie, którzy nie mają i nigdy nie mieli większego celu w życiu, po prostu żyją z dnia na dzień, mieszkają gdzieś, pracują gdzieś, nie są jakoś specjalnie „zakorzenieni” w swoim otoczeniu. Dla takich przeprowadzka już wielką rewolucją nie będzie.
Podobnie jak są materialistki, dla których kasa zawsze będzie najważniejsza, niezależnie ile mają lat i jaki jest ich własny stan majątkowy.
Czy starsi panowie, którzy próbują dowartościowywać się młodym ciałkiem, nawet jeśli w ogólnym rozrachunku lepiej by im się żyło z kimś w zbliżonym wieku, a te "młode ciałka" co chwilę trzeba wymieniać, bo mentalnie jest za duża przepaść.
I tak można wyliczać w nieskończoność.
Trzeba po prostu szukać partnera / partnerki w ten sposób, by nie czuć, że się jakoś poświęcamy na rzecz związku, czy wręcz zatracamy siebie. *
Zamiast tego powinniśmy czuć, że inwestujemy. Nawet jeśli robimy coś, co w danym momencie może nie sprawia nam przyjemności, jest trochę uciążliwe, musimy z czegoś tam zrezygnować, pójść na kompromis.
Bycie inwestorem ma zupełnie inny wydźwięk niż bycie cierpiętnikiem.
Dojrzały człowiek wie, że nie zawsze jest kolorowo czy interesująco (nie lubimy myć sedesu, czy wynosić śmieci, ale chcemy mieć porządek w domu, więc sprzątamy - wtedy raczej nikt nie mówi "o Boże, ale się straszliwie poświęcam, żeby móc się komfortowo wysikać"
) i że na fajne rzeczy zwykle trzeba sobie zapracować.
A moim zdaniem warto się wysilić, gdy nagrodą jest dobry związek i możliwość podążania przez życie z drugim człowiekiem, zamiast samotnej wędrówki.
* W tym miejscu daję gwiazdkę, bo... czasem przez deficyty i różne bieżące zawirowania nie potrafimy trzeźwo ocenić sytuacji i coś zupełnie normalnego wydaje nam się przeszkodą nie do obejścia, kompletnie poza progiem bólu. Ciężko coś robić całkowicie wbrew sobie i tego nie polecam, ale dobrze byłoby to zauważyć i przepracować. Inaczej można się tak bujać całe życie i odrzucać ludzi bez żadnego logicznego powodu (nasz jest wyolbrzymiony, wykreowany przez strach przed bliskością itp.)
Co sądzicie i dlaczego? Jaka jest szansa na połączenie jednego z drugim? Czy związek dla kobiety = poświęcenie w mniejszym lub większym stopniu, zatracenie swojego ja i przyzwyczajenie do stanu "zrośnięcia" z mężczyzną?
Nie da się ocenić statystycznie, jaka jest szansa na stworzenie związku, który nie ogranicza w realizowaniu spełnianiu marzeń i własnych celów. Moim zdaniem wszystko zależy od konkretnych ludzi, ich dojrzałości, wzajemnego szacunku i umiejętności komunikacji.
Na pewno jednak nie warto "zrastać" się z partnerem, bo każdy z nas jest odrębną jednostką. Zdrowy związek nie polega na zatraceniu siebie, lecz na tym, że dwie samodzielne osoby świadomie wybierają wspólną drogę, a w tej drodze mają wspólne cele. Równolegle warto mieć własne pasje, przyjaźnie, plany i przestrzeń dla siebie. To nie osłabia relacji, a wręcz przeciwnie - często ją wzmacnia, bo skrajności w żadnym wydaniu nie są dobre.
Oczywiście każdy związek wiąże się z pewnymi kompromisami, czasem z poświęceniem, ale to nie powinno oznaczać rezygnacji z własnej tożsamości czy szczęścia. Dla mnie dobry związek to taki, w którym obie osoby mogą się rozwijać, wspierać nawzajem i jednocześnie pozostać sobą.
Może najlepiej najpierw tych związków próbować, wxhodzić w nie na serio, a nie asekuracyjnie i wtedy oceniać co Ci się podoba a co nie? By w końcu poczuć że z kimś się naprawdę rozumiemy.
w żadnym wypadku związek nie powinien być znaczony bólem naginania się na siłę do innej osoby, trzeba się tak dopasować, by nie musiał być.
62 2026-07-13 10:42:52 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-07-13 10:43:58)
Swoja droga, gdy kobiety z nickami typu "Samotna Wilczyca" zaczynaja rozwazac koncept zwiazku to wiesz, ze zbliza sie ekonomiczny kryzys xD
Swoja droga, gdy kobiety z nickami typu "Samotna Wilczyca" zaczynaja rozwazac koncept zwiazku to wiesz, ze zbliza sie ekonomiczny kryzys xD
JB czy może BJ( od blow job w nawiązaniu do twojego popaprania, wyjaśniam bo wiem że nie złapiesz). Jesteś tak ograniczony że już mnie nudzi gadanie z tobą, kiedy w swoim mitomanstwie produkujesz kolejne dissy na Bogu ducha winne kobiety i to warsztatem niezbyt lotnego nastolatka.l
Taki nick może być nawiązaniem do biografii wernera henke, feministycznego kanonu biegajaca z wilkami, albo luźnym nawiązaniem do literatury Hessego. Ale to trzeba nie być kodojebcą żeby ogarnąć szerszy kontekst. Nie pozdrawiam. Nie produkuje się nie odpisze. Przekaż mele ode mnie ![]()
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Bert44 napisał/a:To samo mozna w druga strone napisac. Czy zwiazek dla faceta to poswiecenie, zatracenie swojego ja i czy warto sie poswiecac.
Kazdy wchodzac z zwiazek cos poswieca, kazdy buduje jakies kompromisy. Cos za cos. W zalezbosci od tego z kim sie zwiazesz albo "caloksztalt" wyjdzie na plus w staosunku do bycia singlem (to jest ok) albo wyjdzie ze lepiej jest byc singlem. Wtedy nie wyjdzie.
Ja troszke filtruje Twoj wpis bo pare razy czytalem jak w Twojej opini babka musi sie poswiecac dla tego zlego faceta. Lacznie z pretensjami ze nie rodzimy dzieci (oczywiscie nasza wina)
Widzisz Wilczyco. Dlatego 3po postów temu zapytałam, czy może macie jakieś kobiece miejsce na takie rozmowy, jeśli akurat nie macie ochoty rozmawiać o męskiej perspektywie.
Temat zamienia się w wyliczanke kobiety vs mężczyźni za 5, 4, 3, 2, ...1,0..... START
I się mleko wylało.
Do zobaczenia piękne panie w kolejnych wątkach, które się jeszcze toczą bez osób nie kobiecych- sorry ale mężczyzna to już dla niektórych tutaj za duży komplement- na pokładzie.
Tak naprawdę, to ciężko wejść tu w głębszą dyskusję, skoro nie rozpatrujemy konkretnego przypadku. Trzeba po prostu szukać partnera / partnerki w ten sposób, by nie czuć, że się jakoś poświęcamy na rzecz związku, czy wręcz zatracamy siebie. *Dojrzały człowiek wie, że nie zawsze jest kolorowo czy interesująco. A moim zdaniem warto się wysilić, gdy nagrodą jest dobry związek i możliwość podążania przez życie z drugim człowiekiem, zamiast samotnej wędrówki.
* czasem przez deficyty i różne bieżące zawirowania nie potrafimy trzeźwo ocenić sytuacji i coś zupełnie normalnego wydaje nam się przeszkodą nie do obejścia. Ciężko coś robić całkowicie wbrew sobie i tego nie polecam, ale dobrze byłoby to zauważyć i przepracować. Inaczej można się tak bujać całe życie i odrzucać ludzi bez żadnego logicznego powodu (nasz jest wyolbrzymiony, wykreowany przez strach przed bliskością itp.)
Pisząc o kompromisie, wieku i szukaniu drugiej połówki miałem na myśli to, że mając 20 lat człowiek nie wie czego właściwie oczekiwać od życia i tym łatwiej jest mu zawierać kompromisy – bo często nie wie na co się pisze tak czy inaczej i idzie po trochu w nieznane. W wieku 40 lat zmienia się perspektywa bo człowiek już trochę więcej widział i zaczyna więcej kalkulować aniżeli odczuwać i trudniej wtedy o kompromis. Pojawia się wyrafinowanie bardziej wyraźne od samego uczucia. Czasem pojawia się i desperacja bo już wyjścia nie ma.
Wiele zależy od podejścia do życia, ale trzeba i mieć trochę szczęścia w miłości. Ja idę bez spiny przez życie (w sensie relacji z paniami). Kobiety przeważnie same podchodziły, a ja jestem dosyć wybredny, nie ważne czy słusznie czy nie – tak po prostu mam. Jeżeli nie będzie takiej jakiej ja chcę to dalej sobie będę szedł w pojedynkę. Raz trafiłem na kobietę która mi się podobała i tyle. Wiem, że jest sporo osób które autentycznie boją się samotności i są z kimkolwiek lub po jakimś czasie szukają kogokolwiek. Mam znajomego który od dawna mówił, że nie chce być z kobietą, ale chce mieć dzieci … no i tak dokładnie ma jak chciał.
Tak więc sporo idzie z wnętrza człowieka i jego potrzeb. Chyba najgorzej mają ci którzy potrzebują bardzo wiele z zewnątrz, a przychodzi im to ociężale, czasem nie z ich winy. Generalnie pytanie o pójście na kompromisy najlepiej zadawać stosunkowo na wczesnym etapie życia bo później może się okazać, że człowiek z wieloma sprawami się zwyczajnie spóźnił, zagapił.