Muqin napisał/a:Oj weź, wchodzisz w licytację "kto ciężej harował fizycznie w czasach dawnych"?
Nie. Stawiam argumenty przeciwko twierdzeniu, że to kobiety były służącymi mężczyzn. Co nie jest prawdą.
Twierdzenie jakoby kobiety wraz z mężczyznami tworzyły związki partnerskie, też prawdą nie jest. Przy takim podejściu, związków nie ma, albo dość szybko się rozlatują. Kobiety nie chcą mieć w związku kogoś, kto jest drugą kobietą.
Także sprawczyni naszych dywagacji, ciągle się myli.
Noble nic takiego nie napisała.
Napisała, że ona osobiście nie zamierza być czyjąś służącą po to, żeby "być w związku". Oraz ogólnie, że kobieta służącą mężczyzny być nie powinna - twoim zdaniem powinna wobec mężczyzny pełnić rolę służebną i podporządkowaną czy jak?
Masz ewidentnie jakiś problem ze słowem "partnerstwo" chyba, nadajesz mu znaczenie odmienne od słownikowego. Z tym trudno polemizować.
Kobiety nie chcą mieć w związku kogoś, kto jest drugą kobietą?
Pomijając lesbijki, które ewidentnie chcą to obecnie obserwuję coś odmiennego - liczne kobiety oczekujące, że mężczyzna w związku będzie miał silnie rozwinięte cechy tradycyjnie uznawane za "kobiece".
Bardziej bym się skłaniała ku twierdzeniu, że od jakiegoś czasu w wysoko rozwiniętych gospodarczo krajach równolegle kobiety się maskulinizują, a mężczyźni feminizują.
I zgrzyta tu jak jasna cholera, fakt. Zgrzyta obu stronom, tak na skalę makro czyli coś nowego się rodzi, jak wiadomo rodzenie boli.
Wiesz, Smutna/Wesoła, ci co pojadą po żonę do Afryki czy Azji iżby ją tu implementować to szybko się przekonają, że ta przywieziona i zaimplementowana żona nader szybko się dostosowuje do tego, w czym żyje aktualnie (wersja: no co jest grane, przecież miała być inna niż te paskudne sfeminizowane Europejki a ta cholera o rozwód wniosła! do pracy poszła zamiast dbać o mój dobrostan! ) albo (wersja smutna) czyli implementowana żona nie da rady się dostosować do nowych realiów i popada w depresję czy inne psychiczne problemy.
Ja bym takim panom pragnącym żony feminizmem nietkniętej sugerowała pojechać tam i samym się zaimplementować w tamtejsze systemy rodzinne.
Tak na marginesie, Kaszpir, to kulturowo Azja od Afryki różni się zdecydowanie i bardzo. Azja to głównie cywilizacja konfucjańska, bardzo silna (Daleki Wschód) albo islam (ci geograficznie bliżej) . Afryka to mieszanka, bardzo zróżnicowana.
Komuna samotnych matek? Nie podoba mi się ta nazwa, "samotna matka" to stygmatyzacja. Serio mi się nie podoba.
Kiedyś już o tym na forum pisałam, jest nadal na świecie zachowana społeczność matriarchalna - tam nie ma samotnych matek, dziecko należy do matki i jej rodziny, w ich języku nawet nie istnieje słowo "ojciec", bo nie jest potrzebne do opisu rzeczywistości.
W sumie ta matriarchalna oferta mogła by być całkiem atrakcyjna dla wielu współczesnych panów... tam się pan nie musi wyprowadzać od mamusi i rezygnować z ulubionych obiadków ani wykonywać jakichś niemęskich prac domowych, wikt i opierunek ma zapewnione dozgonnie, bo jak nie mamusia to siostry czy młodsze krewne się tym zajmują, pan nie musi deklarować jakiejś dozgonnej miłości do żadnej pani ani wierności tej pani od niego nikt nie oczekuje, jeśli spłodzi dziecko to kompletnie go nie obchodzi, co z tym dzieckiem dalej i nikt go o alimenty nie ściga... żyć nie umierać
No dobrze, ma to swoje minusy - mamusia w niego tyra w domu (ale nasze patriarchalne mamusie też to czynią) i nie ma prawa oczekiwać seksualnej wierności od kobiety, z którą aktualnie romansuje i to kobieta decyduje o czasie trwania relacji intymnej. No coś za coś, ale oferta wydaje się co najmniej do rozważenia ![]()