Mrs.Happiness napisał/a:Tak naprawdę, to ciężko wejść tu w głębszą dyskusję, skoro nie rozpatrujemy konkretnego przypadku. Trzeba po prostu szukać partnera / partnerki w ten sposób, by nie czuć, że się jakoś poświęcamy na rzecz związku, czy wręcz zatracamy siebie. *Dojrzały człowiek wie, że nie zawsze jest kolorowo czy interesująco. A moim zdaniem warto się wysilić, gdy nagrodą jest dobry związek i możliwość podążania przez życie z drugim człowiekiem, zamiast samotnej wędrówki.
* czasem przez deficyty i różne bieżące zawirowania nie potrafimy trzeźwo ocenić sytuacji i coś zupełnie normalnego wydaje nam się przeszkodą nie do obejścia. Ciężko coś robić całkowicie wbrew sobie i tego nie polecam, ale dobrze byłoby to zauważyć i przepracować. Inaczej można się tak bujać całe życie i odrzucać ludzi bez żadnego logicznego powodu (nasz jest wyolbrzymiony, wykreowany przez strach przed bliskością itp.)Pisząc o kompromisie, wieku i szukaniu drugiej połówki miałem na myśli to, że mając 20 lat człowiek nie wie czego właściwie oczekiwać od życia i tym łatwiej jest mu zawierać kompromisy – bo często nie wie na co się pisze tak czy inaczej i idzie po trochu w nieznane. W wieku 40 lat zmienia się perspektywa bo człowiek już trochę więcej widział i zaczyna więcej kalkulować aniżeli odczuwać i trudniej wtedy o kompromis. Pojawia się wyrafinowanie bardziej wyraźne od samego uczucia. Czasem pojawia się i desperacja bo już wyjścia nie ma.
Wiele zależy od podejścia do życia, ale trzeba i mieć trochę szczęścia w miłości. Ja idę bez spiny przez życie (w sensie relacji z paniami). Kobiety przeważnie same podchodziły, a ja jestem dosyć wybredny, nie ważne czy słusznie czy nie – tak po prostu mam. Jeżeli nie będzie takiej jakiej ja chcę to dalej sobie będę szedł w pojedynkę. Raz trafiłem na kobietę która mi się podobała i tyle. Wiem, że jest sporo osób które autentycznie boją się samotności i są z kimkolwiek lub po jakimś czasie szukają kogokolwiek. Mam znajomego który od dawna mówił, że nie chce być z kobietą, ale chce mieć dzieci … no i tak dokładnie ma jak chciał.
Tak więc sporo idzie z wnętrza człowieka i jego potrzeb. Chyba najgorzej mają ci którzy potrzebują bardzo wiele z zewnątrz, a przychodzi im to ociężale, czasem nie z ich winy. Generalnie pytanie o pójście na kompromisy najlepiej zadawać stosunkowo na wczesnym etapie życia bo później może się okazać, że człowiek z wieloma sprawami się zwyczajnie spóźnił, zagapił.
Akurat piszesz tutaj głupoty i to zresztą nielogiczne. To,że ktoś w wieku 20 kilku lat nie wie czego chce od życia (chociaż jest też wiele młodych osób, które to już wiedzą) to nie znaczy,że takie osoby idą łatwo na kompromis. A pisze to z doświadczenia wlasnego, bo jakoś ciężko mnie sobie przypomnieć, żebym była jakaś ugodowa w wieku 20 kilku lat, tak samo inni moi znajomi,gdy byli w tym wieku- także nie filozofuj ,bo piszesz farmazony,zresztą jak zwykle ![]()