SmutnaDziewczyna007 napisał/a:Osoba nastawiona na realizację swoich potrzeb w rzeczywistości: masz mi mówić że mnie kochasz, wysyłać takie smsy i popracować nad komunikacja i flirtem bo mi nie odpowiada jak jest.
Jeśli masz kontakt z rzeczywistością, to robi się radykalnie, bo nie ukrywasz swoich potrzeb, więc nie możesz udawać, że są zaspokajane, mimo że nie są.
Jeśli mam dojrzały kontakt z rzeczywistością z całym jej skomplikowaniem to radykalnie jest rzadko i w sprawach największego kalibru.
Do których zaspokojenie mojej potrzeby gadania o kochaniu nie należy. "Masz mi to dać bo ja tego chcę"w sprawie "mówienia, ze kochasz" to postawa dziecka. Które owszem, na tym etapie życia ma pełne prawo być egocentryczne, bo rzeczywistość ogarnia w stopniu ograniczonym możliwościami rozwojowymi, dopiero się uczy.
Malta, to typowe, ta telenowela
Z tego co opisujesz jesteś w naprawdę udanej relacji, świadomie nie nazywam tego związkiem , bo oboje zachowujecie duży stopień autonomii. I z tego co piszesz to Ci pasuje. Pan stanowi wspaniałe uzupełnienie Twojego niezależnego życia. Tak na tym etapie jest i tyle. Relacja ma potencjał, bo istnieją pewne ograniczenia ze strony pana w postaci wychowywania nieletniego potomstwa.
Czy rozmowa na temat uczuć nie będzie wymuszaniem? Ano jeśli otrzymałaś w swoim czasie jasną informację iż "nie umiem mówić o uczuciach" aspekt wymuszania się pojawi. Pan jest w wieku stosownym czyli wychowany wedle typowego wzorca czyli "mężczyźni nie gadają tylko robią". Na spontanie to on o uczuciach nie gada, może i wedle współczesnych psychologicznych kryteriów jest tu ciut niepełnosprawny, ale wyjątkiem to nie jest. Tak był wychowywany indywidualnie i tak kształtowany społecznie.
W wersji optymistycznej tej poważnej rozmowy zakomunikujesz mu o swojej potrzebie usłyszenia "kocham cię", on się zepnie i wydusi z siebie, a Ty już nigdy nie będziesz miała pewności, czy aby tego nie wymusiłaś. W wersji pesymistycznej to ta poważna rozmowa o uczuciach będzie de facto końcem fajnej relacji.
Warianty pośrednie rzecz jasna dopuszczalne, podałam skrajne.
To Ty się, Malta zastanów, czego chcesz i co jest dla Ciebie ważne naprawdę.
Skoro nie marzysz o wspólnym zamieszkaniu i zacieśnieniu do poziomu dzielenia codzienności. Nie lecisz na jego kasę. Nie masz parcia na ślub. I zwyczajnie jak sama piszesz jest Ci dobrze tak, jak jest. Boisz się, że to się skończy? Że znajdzie inną?
Zawsze się może skończyć. Wypadki chodzą po ludziach. I choroby.