netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Burzliwy związek, bolesne rozstanie

19 odpowiedzi1 196 wyświetleńzałożony przez serafina123, 09.01.2026

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Burzliwy związek, bolesne rozstanie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1 Ostatnio edytowany przez serafina123 (2026-01-09 14:52:02)

Temat: Burzliwy związek, bolesne rozstanie

Witam Was, chciałabym poprosić o opinię. Wczoraj zerwał ze mną chłopak po raz drugi. Byliśmy razem około rok. Za pierwszym razem zerwał, ale potem chciał wrócić. Zgodziłam się. Twierdził, że chce wszystko naprawić i że zrobił to w złości. Chyba naiwnie uwierzyłam. Zawsze był dla mnie kochany, kupował prezenty, robił jedzenie, placił sporo, pytał jak się czuję, mówił, że mnie kocha "nad życie", że chce mieć dzieci, pytał czy za niego wyjdę. Poznał mnie z rodziną. Pomógł mi wrócić na studia i się podnieść po moim poprzednim rozstaniu i depresji. Zgodziłam się pójść dla niego na terapię, bo nalegał.



Byliśmy bardzo różni od siebie. Lubił otaczać się przyjaciółkami ze studiów, z którymi dużo pisał, i kolegami. Ja mam tylko jedną koleżankę, i to w innym mieście, zero męskich znajomych. Na początku powiedział, że gdybym zakazała mu kontaktu z przyjaciółkami, to by ze mną zerwał.. Bywałam bardzo zazdrosna o nie, ale zaakceptowałam jego pisanie z nimi. Znają się od początku studiów. Powiedziałam jednak, że nie chcę, by je odwoził po uczelni. Uważał to za "głupią granicę", ale się dostosował. Postawiłam też granicę, że nie chcę, by spotykał się z nimi beze mnie. Nie podobało mu się, że "wchodzę z buciorami" w jego wolny czas i relacje. Że np nie może wyjść z kolegą sam, bo za każdym razem chcę też dołączyć. Z czasem narzekał też, że nie może sam wyjść z dziewczynami. Mimo, że były zajęte, miałam problem z zaufaniem. Bałam się, że np powie, że idzie z kolegą, a będzie to "przyjaciółka". Że mnie zdradzi, a nawet nie będę o tym wiedzieć. Pisał z dziewczynami regularnie, i na grupie, i prywatnie. Jedna z nich proponowała mu wyjazd zagranicę na jakiś staż razem w wakacje, bo "nie chciała sama", ale powiedział, że akurat wtedy wyjeżdża ze mną do Stanów (mieliśmy jechać na wymianę razem..). Moim zdaniem to dziwne, że proponuje coś takiego "przyjacielowi", sama mając kogoś.



Nie podobało mi się, że cały wolny czas przeznaczał na gry po pracy, albo akurat gdy nic razem nie robiliśmy. Bardzo mnie to irytowało. Czułam, że sama nie potrafię się zmotywować do samodoskonalenia, bo odbierało mi motywację, że on wiecznie gra. Twierdził, że ciągle czegoś od niego wymagam. Nie chciałam też takiego życia, z kimś kto nie ma ambicji czy jakiegoś celu poza siedzeniem przed komputerem (nie mówię tu o jego pracy i studiach, tylko czymś poza). Myślę, że miał na punkcie gier obsesję i nie widział perspektywy na zmianę czy ograniczenie tego. Czułam się zaniedbana, gdy siedział przy komputerze z słuchawkami, odcięty od świata. Powiedziałam mu to ostatnio i nic (dopiero podczas ostatniej kłótni). Gdyby mógł, grałby ponad 8h dziennie (bywało tak, gdy jeszcze nie mieszkaliśmy razem). W grach miał nabite setki godzin, a w jednej ponad tysiąc. Obowiązki domowe wykonywał. Wymyśliłam dla nas różne aktywności jak wolontariat, wyjazd do Stanów czy zajęcia językowe, jednak poza tym nadal było to samo, granie. Mówił, że nazywanie tego "troską" czy "chęcią dobra dla niego" (tak to wyraziłam, gdy mówiłam o ograniczeniu grania) jest śmieszne. Mówił, że życie gamera mu odpowiada, że to jego pasja.



Potrzebował ode mnie sporo wytchnienia i wcześniej mówił, że czuje się przytłoczony mną. To po co proponował wspólne mieszkanie, skoro już na tym etapie nie mógł wytrzymać? Jego znajomi też mówili, że jestem kontrolująca, bo rozpowiedział im nasze problemy. Byliśmy na terapii dla par, nic nie dało. Zdążył mi przed tym postawić ultimatum, że albo przestanę kontrolować jego wolny czas i relacje, albo kończymy ze sobą. Czułam się oszukana i zastanawiałam się, czy mu zależy. Na tym, żebyśmy oboje czuli się dobrze. Powiedziałam mu to, a on twierdził, że mu zależy, bo inaczej "dawno by mnie rzucił", dowiedziawszy się, że wcześniej wyrzucili mnie z uczelni.. Wcześniej się mnie pytał, co wnoszę do związku. Padł też kiedyś tekst "jeśli Ci nie pasuje nasz związek, to masz blisko mieszkanie mamy" (mieszkaliśmy w mieszkaniu po jego siostrze, która wyemigrowała). Ogólnie dużo mnie obgadywał i pisał przyjaciółkom, że nie da się ze mną wytrzymać, że jestem niereformowalna i różne inne rzeczy, mimo że wyrażałam sprzeciw. Mówił mi, że z powodu mojej niewdzięczności zasługuję na "kubeł zimnej wody". Zarzucał mi, że nie przepraszam nigdy, i że nie widzę winy w sobie. Mało przepraszałam, to fakt. Miał mi kupić prawo jazdy, ale się wycofał i po jakiejś kłótni stwierdził, że "nie zasługuję na aż takie poświęcenie". O mało co się nie wycofał też z wyjazdu do Stanów. Pisał dziewczynom, że nie chce tam jechać. Zawsze mnie informował o swoich planach wyjścia czy to z dziewczynami, czy z kolegą.



Ostatnio też było dość niemiło, bo powiedział "nie chcę być z wiecznie narzekającą utrzymanką". Wkurzyłam się bardzo, bo zignorował fakt, że szukam pracy cały czas i jest ciężko. Poza tym płacił sam z siebie, nie prosiłam go zbytnio. Chciał, żebym miała jakąkolwiek pracę, a nie taką zwiazaną z moim kierunkiem. Bardzo źle przyjął informację o tym, że nie chciałam już kontynuować terapii. Nazywał mnie niewdzięczną i ciągle mówił, że nie widzę, ile dla mnie robi. Padały też inne epitety jak "mama" czy "księżniczka". Ostatnio również "egoistka". Mówił, że wiecznie się do mnie dostosowywał (Stany, przyjaciółki, sprzątanie itp), a ja do niego nigdy. Nie uważam do końca, że to prawda, bo tylko dla niego chodziłam na terapię. Zarzucał mi, że nic nie robię w domu. Może nie robiłam bardzo dużo, ale też nie "nic". Wracał wkurzony z pracy, że mało zrobione.



Mówił o sobie, że jest wolnym ptakiem. Jak powiedziałam, że nie liczy się z moim zdaniem, stwierdził "Będę się liczył z kimś, kto na to zasługuje". Gdy zajęłam mu raz przez dłuższy czas komputer, wkurzył się i wyszedł z domu, pojechał do rodziców. Czasami robiłam mu wonty o ciągłe granie, a on mówił, że sama nie mam hobby i przez to się "przypieprzam do chłopa". Mówił też, że w pracy "haruje dla mnie jak wół" i że go nie doceniam. Myślałam, że pracuje dla siebie.. Raz też w zwykłej rozmowie powiedział "dam Ci młotek i się nim je..ij" w reakcji na coś według niego niedorzecznego, co powiedziałam. Przytoczyłam mu to później podczas kłótni, a on na to "no bo się je..ij, bo nie widzisz ile dla Ciebie robię".. Kiedyś też mówił do mnie "de..ilu" i "młocie", tak niby w żartach. Przestał po licznych awanturach...



Ostatnio przez kilka dni nie pisaliśmy do siebie wcale. Nagle wyskoczył, że jedzie do przyjaciółek "poradzić się w związku z naszą sytuacją". Chodziło chyba o to, w jaki sposób ze mną zerwać... Chciałam iść z nim, ale powiedział, że nie jestem tam mile widziana i wprowadzam "złą atmosferę" (jestem naturalnie wycofana i akurat z nimi nie miałam tematów). Zarzucał mi też, że nie umiem sama niczego załatwić, bo nadal nie załatwiłam paszportu do USA (ponad miesiąc, bo dużo rzeczy się działo i się martwiłam wszystkim). Dodał, że nie chce być moim "opiekunem". Zerwał ze mną na miejscu, spakował mi rzeczy, wyszedł i powiedział, że do jutra (czyli właściwie do dzisiaj) do 20.00 mam wziąć swoje rzeczy. Szukał pretekstów do zerwania, bo się mną znudził? Czy to we mnie był problem? Służyłam do wzbudzenia zazdrości u przyjaciółek, i tyle..? Czuję, jakby pokazał, że mnie nie kocha, pomimo że ciągle i mnie, i innym w jego otoczeniu wygadywał, jak mnie kocha. Czy jemu w ogóle zależało? Bałam się go stracić, nie chciałam mimo wszystko zrywać. Miałam nadzieję, że jeszcze będzie lepiej, a on wyrzucił mnie z życia.

2 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-01-09 14:38:52)

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie

I czego oczekujesz w związku z tym?
Nie pasowaliście do siebie, pora się rozstać i iść do przodu.
Na siłę nikogo nie zmienisz. Mieliście inne priorytety, więc wcześniej czy później i tak ten związek by się rozleciał, dlatego nie było sensu dalej marnować czasu.

3

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
wieka napisał/a:

I czego oczekujesz w związku z tym?
Nie pasowaliście do siebie, pora się rozstać i iść do przodu.
Na siłę nikogo nie zmienisz. Mieliście inne priorytety, więc wcześniej czy później i tak ten związek by się rozleciał, dlatego nie było sensu dalej marnować czasu.

Zastanawiam się, czy to jedynie niedopasowanie, czy również różnica w poziomie zaangażowania. Obwiniam się cały czas.

4

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
serafina123 napisał/a:
wieka napisał/a:

I czego oczekujesz w związku z tym?
Nie pasowaliście do siebie, pora się rozstać i iść do przodu.
Na siłę nikogo nie zmienisz. Mieliście inne priorytety, więc wcześniej czy później i tak ten związek by się rozleciał, dlatego nie było sensu dalej marnować czasu.

Zastanawiam się, czy to jedynie niedopasowanie, czy również różnica w poziomie zaangażowania. Obwiniam się cały czas.

On raczej nie dojrzał do związku, skoro chciał żyć jak singiel.
Czyli i tak to nie był chłopak dla ciebie.

5 Ostatnio edytowany przez Serduszko<3 (2026-01-09 15:15:02)

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie

Ale czym sie obwiniasz?

Jesteś jeszcze bardzo młoda. On był uzależniony od gier jak każdy grający chłopak. Jeśli ci to nie pasuje to następnym razem nie bierz grającego.
Z drugiej strony studia, praca to on na was zarabiał, więc może potrzebował odskoczni. Napewno to ty powinnaś była zająć sie mieszkaniem. Nie robić coś, ale większość, bo jednak on pracował, a ty nie. Dzielenie sie pół na pół jest w chwili gdy oboje pracujecie i nie macie czasu i padacie na twarz. I to chyba jedyne, co można ci zarzucić. Jemu naewno te przyjaciółki.

Nie wyobrażam sobie związku z chłopakiem z wiankiem koleżanek. Omijam takich z daleka. Dlatego mam spokój.


Teraz skup sie na studiach. Zamiast szukać chłopaka, poszukaj koleżanki. Nie będziesz taka zależna od chłopaka. Gdy on będzie robił coś swojego ty będziesz mogła porobić coś z koleżanką. Na dodatek nauczysz sie rozmawiać i mieć kontakty społeczne - już przez sam proces szukania. Przyda ci sie to w życiu.


Ty miałaś tylko jego. Był ci za chłopaka i koleżanke. Dlatego chciałaś 100% uwagi. A teraz zostałaś sama to ci źle. Mając koleżanke napewno byłoby łatwiej. Ale nie martw sie, prawie wszystkie pierwsze związki sie rozpadają. To nie znaczy, że do końca życia będziesz sama.

6 Ostatnio edytowany przez madoja (2026-01-09 17:21:38)

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie

Trzymam kciuki za tego chłopaka. Bardzo dobrze zrobił.
Jesteś kontrolującą, czepialską księzniczką
- nie pracujesz
- nie sprzątasz / nie gotujesz
- żyjesz na czyjś koszt
- kontrolujesz czyjeś życie
- zabraniasz komuś czegoś, co lubi

Biedny chłopak wytrzymał aż rok z Tobą.

7 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-09 17:40:49)

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie

Zawsze, jak mowa o nałogowym graniu, to ciężko mi się obiektywnie wypowiedzieć. Jakoś kompletnie nie jarzę tego klimatu, dla mnie to straszny złodziej czasu, który zdecydowanie można poświęcić na coś dużo lepszego.

Mimo to, związek z kimś, kto stara się kontrolować partnera a przy tym nie ma za bardzo żadnego zajęcia oraz utrzymuje się z cudzych środków, bez wkładu własnego, na dłuższą metę może być ciężki. Związek to przecież partnerstwo a silna oraz długo utrzymująca się asymetria w tym, co każdy do związku wnosi powoduje, że granice komfortu mogą zostać przekroczone.

8 Ostatnio edytowany przez Serduszko<3 (2026-01-09 18:37:50)

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
madoja napisał/a:

- nie sprzątasz / nie gotujesz

Dlatego ja jej napisałam, że powinna większość, skoro nie pracuje, a nie wszystko bo może nie potrafi gotować.
Ja np. jestem beztalenciem kulinarnym. Starałam sie nauczyc z przepisami, nawet yt, i to nie pół roku czy rok, a 5, żeby nie wydawać kasy na mieście. Nic mi nie wychodzi, ani nie ma wyglądu, konsystencji,  nawet mi nie smakuje. Potrafie zepsuć jajecznice. Pieczenia też próbowałam. Nie potrafie przyprawiać. Ale moge sprzątać. smile

9

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
madoja napisał/a:

Trzymam kciuki za tego chłopaka. Bardzo dobrze zrobił.
Jesteś kontrolującą, czepialską księzniczką
- nie pracujesz
- nie sprzątasz / nie gotujesz
- żyjesz na czyjś koszt
- kontrolujesz czyjeś życie
- zabraniasz komuś czegoś, co lubi

Biedny chłopak wytrzymał aż rok z Tobą.


I tak długo typ wytrzymał.....

10

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
bagienni_k napisał/a:

Zawsze, jak mowa o nałogowym graniu, to ciężko mi się obiektywnie wypowiedzieć. Jakoś kompletnie nie jarzę tego klimatu, dla mnie to straszny złodziej czasu, który zdecydowanie można poświęcić na coś dużo lepszego.

Mnie to bawi, jak babki zarzucają uzależnienie swoim partnerom, a same na serialach z dupy (lub socialach) spędzają jeszcze więcej czasu i problemu nie widzą. wink


Umówmy się - osoba uzależniona (bez względu od czego) nie przeszłaby studiów pracując (choćby i dorywczo).

11

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie

Serafina123, rzuciłabym go od razu gdy pierwszy raz zaplotkował o mnie swoim przyjaciołom lub gdy nazwałby mnie "młotem".  Tak się nie robi, pomimo wszystko. On zachowywał się dziadowsko, ty z kolei zajmij się najlepiej swoim życiem, swoim poczuciem wartości i pamiętaj, że facet z przyjaciółką to się chyba nigdy dobrze nie kończy.

12

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie

Czy

madoja napisał/a:

Trzymam kciuki za tego chłopaka. Bardzo dobrze zrobił.
Jesteś kontrolującą, czepialską księzniczką
- nie pracujesz
- nie sprzątasz / nie gotujesz
- żyjesz na czyjś koszt
- kontrolujesz czyjeś życie
- zabraniasz komuś czegoś, co lubi

Biedny chłopak wytrzymał aż rok z Tobą.

Czyli w związku powinno się robić, co chce, nie licząc się w ogóle z partnerem i jego poczuciem bezpieczeństwa? I z potrzebami emocjonalnymi, choćby bliskości?

Pracy szukam cały czas i on wiedział, że miałam dużo rozmów, z których nic nie wyniknęło. To nie zupełnie bierne korzystanie z dochodu rodzica. Nie chcę brać byle pracy niezwiązanej z tym, co zamierzam robić.

13

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
serafina123 napisał/a:

Nie chcę brać byle pracy niezwiązanej z tym, co zamierzam robić.

Dlaczego? Przecież mogłaś pracować i w międzyczasie szukać czegoś innego.
Mi by wstyd i sumienie nie pozwoliły tak doić faceta i nie iść do pracy. Nawet byle jakiej na początek.

14

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
serafina123 napisał/a:

Czy

madoja napisał/a:

Trzymam kciuki za tego chłopaka. Bardzo dobrze zrobił.
Jesteś kontrolującą, czepialską księzniczką
- nie pracujesz
- nie sprzątasz / nie gotujesz
- żyjesz na czyjś koszt
- kontrolujesz czyjeś życie
- zabraniasz komuś czegoś, co lubi

Biedny chłopak wytrzymał aż rok z Tobą.

Czyli w związku powinno się robić, co chce, nie licząc się w ogóle z partnerem i jego poczuciem bezpieczeństwa? I z potrzebami emocjonalnymi, choćby bliskości?

Pracy szukam cały czas i on wiedział, że miałam dużo rozmów, z których nic nie wyniknęło. To nie zupełnie bierne korzystanie z dochodu rodzica. Nie chcę brać byle pracy niezwiązanej z tym, co zamierzam robić.

Nie obwiniaj się, nie było wam po drodze.

15

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
serafina123 napisał/a:

Witam Was, chciałabym poprosić o opinię. Wczoraj zerwał ze mną chłopak po raz drugi. Byliśmy razem około rok. Za pierwszym razem zerwał, ale potem chciał wrócić. Zgodziłam się. Twierdził, że chce wszystko naprawić i że zrobił to w złości. Chyba naiwnie uwierzyłam. Zawsze był dla mnie kochany, kupował prezenty, robił jedzenie, placił sporo, pytał jak się czuję, mówił, że mnie kocha "nad życie", że chce mieć dzieci, pytał czy za niego wyjdę. Poznał mnie z rodziną. Pomógł mi wrócić na studia i się podnieść po moim poprzednim rozstaniu i depresji. Zgodziłam się pójść dla niego na terapię, bo nalegał.



Byliśmy bardzo różni od siebie. Lubił otaczać się przyjaciółkami ze studiów, z którymi dużo pisał, i kolegami. Ja mam tylko jedną koleżankę, i to w innym mieście, zero męskich znajomych. Na początku powiedział, że gdybym zakazała mu kontaktu z przyjaciółkami, to by ze mną zerwał.. Bywałam bardzo zazdrosna o nie, ale zaakceptowałam jego pisanie z nimi. Znają się od początku studiów. Powiedziałam jednak, że nie chcę, by je odwoził po uczelni. Uważał to za "głupią granicę", ale się dostosował. Postawiłam też granicę, że nie chcę, by spotykał się z nimi beze mnie. Nie podobało mu się, że "wchodzę z buciorami" w jego wolny czas i relacje. Że np nie może wyjść z kolegą sam, bo za każdym razem chcę też dołączyć. Z czasem narzekał też, że nie może sam wyjść z dziewczynami. Mimo, że były zajęte, miałam problem z zaufaniem. Bałam się, że np powie, że idzie z kolegą, a będzie to "przyjaciółka". Że mnie zdradzi, a nawet nie będę o tym wiedzieć. Pisał z dziewczynami regularnie, i na grupie, i prywatnie. Jedna z nich proponowała mu wyjazd zagranicę na jakiś staż razem w wakacje, bo "nie chciała sama", ale powiedział, że akurat wtedy wyjeżdża ze mną do Stanów (mieliśmy jechać na wymianę razem..). Moim zdaniem to dziwne, że proponuje coś takiego "przyjacielowi", sama mając kogoś.



Nie podobało mi się, że cały wolny czas przeznaczał na gry po pracy, albo akurat gdy nic razem nie robiliśmy. Bardzo mnie to irytowało. Czułam, że sama nie potrafię się zmotywować do samodoskonalenia, bo odbierało mi motywację, że on wiecznie gra. Twierdził, że ciągle czegoś od niego wymagam. Nie chciałam też takiego życia, z kimś kto nie ma ambicji czy jakiegoś celu poza siedzeniem przed komputerem (nie mówię tu o jego pracy i studiach, tylko czymś poza). Myślę, że miał na punkcie gier obsesję i nie widział perspektywy na zmianę czy ograniczenie tego. Czułam się zaniedbana, gdy siedział przy komputerze z słuchawkami, odcięty od świata. Powiedziałam mu to ostatnio i nic (dopiero podczas ostatniej kłótni). Gdyby mógł, grałby ponad 8h dziennie (bywało tak, gdy jeszcze nie mieszkaliśmy razem). W grach miał nabite setki godzin, a w jednej ponad tysiąc. Obowiązki domowe wykonywał. Wymyśliłam dla nas różne aktywności jak wolontariat, wyjazd do Stanów czy zajęcia językowe, jednak poza tym nadal było to samo, granie. Mówił, że nazywanie tego "troską" czy "chęcią dobra dla niego" (tak to wyraziłam, gdy mówiłam o ograniczeniu grania) jest śmieszne. Mówił, że życie gamera mu odpowiada, że to jego pasja.



Potrzebował ode mnie sporo wytchnienia i wcześniej mówił, że czuje się przytłoczony mną. To po co proponował wspólne mieszkanie, skoro już na tym etapie nie mógł wytrzymać? Jego znajomi też mówili, że jestem kontrolująca, bo rozpowiedział im nasze problemy. Byliśmy na terapii dla par, nic nie dało. Zdążył mi przed tym postawić ultimatum, że albo przestanę kontrolować jego wolny czas i relacje, albo kończymy ze sobą. Czułam się oszukana i zastanawiałam się, czy mu zależy. Na tym, żebyśmy oboje czuli się dobrze. Powiedziałam mu to, a on twierdził, że mu zależy, bo inaczej "dawno by mnie rzucił", dowiedziawszy się, że wcześniej wyrzucili mnie z uczelni.. Wcześniej się mnie pytał, co wnoszę do związku. Padł też kiedyś tekst "jeśli Ci nie pasuje nasz związek, to masz blisko mieszkanie mamy" (mieszkaliśmy w mieszkaniu po jego siostrze, która wyemigrowała). Ogólnie dużo mnie obgadywał i pisał przyjaciółkom, że nie da się ze mną wytrzymać, że jestem niereformowalna i różne inne rzeczy, mimo że wyrażałam sprzeciw. Mówił mi, że z powodu mojej niewdzięczności zasługuję na "kubeł zimnej wody". Zarzucał mi, że nie przepraszam nigdy, i że nie widzę winy w sobie. Mało przepraszałam, to fakt. Miał mi kupić prawo jazdy, ale się wycofał i po jakiejś kłótni stwierdził, że "nie zasługuję na aż takie poświęcenie". O mało co się nie wycofał też z wyjazdu do Stanów. Pisał dziewczynom, że nie chce tam jechać. Zawsze mnie informował o swoich planach wyjścia czy to z dziewczynami, czy z kolegą.



Ostatnio też było dość niemiło, bo powiedział "nie chcę być z wiecznie narzekającą utrzymanką". Wkurzyłam się bardzo, bo zignorował fakt, że szukam pracy cały czas i jest ciężko. Poza tym płacił sam z siebie, nie prosiłam go zbytnio. Chciał, żebym miała jakąkolwiek pracę, a nie taką zwiazaną z moim kierunkiem. Bardzo źle przyjął informację o tym, że nie chciałam już kontynuować terapii. Nazywał mnie niewdzięczną i ciągle mówił, że nie widzę, ile dla mnie robi. Padały też inne epitety jak "mama" czy "księżniczka". Ostatnio również "egoistka". Mówił, że wiecznie się do mnie dostosowywał (Stany, przyjaciółki, sprzątanie itp), a ja do niego nigdy. Nie uważam do końca, że to prawda, bo tylko dla niego chodziłam na terapię. Zarzucał mi, że nic nie robię w domu. Może nie robiłam bardzo dużo, ale też nie "nic". Wracał wkurzony z pracy, że mało zrobione.



Mówił o sobie, że jest wolnym ptakiem. Jak powiedziałam, że nie liczy się z moim zdaniem, stwierdził "Będę się liczył z kimś, kto na to zasługuje". Gdy zajęłam mu raz przez dłuższy czas komputer, wkurzył się i wyszedł z domu, pojechał do rodziców. Czasami robiłam mu wonty o ciągłe granie, a on mówił, że sama nie mam hobby i przez to się "przypieprzam do chłopa". Mówił też, że w pracy "haruje dla mnie jak wół" i że go nie doceniam. Myślałam, że pracuje dla siebie.. Raz też w zwykłej rozmowie powiedział "dam Ci młotek i się nim je..ij" w reakcji na coś według niego niedorzecznego, co powiedziałam. Przytoczyłam mu to później podczas kłótni, a on na to "no bo się je..ij, bo nie widzisz ile dla Ciebie robię".. Kiedyś też mówił do mnie "de..ilu" i "młocie", tak niby w żartach. Przestał po licznych awanturach...



Ostatnio przez kilka dni nie pisaliśmy do siebie wcale. Nagle wyskoczył, że jedzie do przyjaciółek "poradzić się w związku z naszą sytuacją". Chodziło chyba o to, w jaki sposób ze mną zerwać... Chciałam iść z nim, ale powiedział, że nie jestem tam mile widziana i wprowadzam "złą atmosferę" (jestem naturalnie wycofana i akurat z nimi nie miałam tematów). Zarzucał mi też, że nie umiem sama niczego załatwić, bo nadal nie załatwiłam paszportu do USA (ponad miesiąc, bo dużo rzeczy się działo i się martwiłam wszystkim). Dodał, że nie chce być moim "opiekunem". Zerwał ze mną na miejscu, spakował mi rzeczy, wyszedł i powiedział, że do jutra (czyli właściwie do dzisiaj) do 20.00 mam wziąć swoje rzeczy. Szukał pretekstów do zerwania, bo się mną znudził? Czy to we mnie był problem? Służyłam do wzbudzenia zazdrości u przyjaciółek, i tyle..? Czuję, jakby pokazał, że mnie nie kocha, pomimo że ciągle i mnie, i innym w jego otoczeniu wygadywał, jak mnie kocha. Czy jemu w ogóle zależało? Bałam się go stracić, nie chciałam mimo wszystko zrywać. Miałam nadzieję, że jeszcze będzie lepiej, a on wyrzucił mnie z życia.

Jesteście całkowicie niekompatybilni. On miał inną wizję, od twojej, w związku. Zamiast szukać winy u kogoś, roztrząsać wydarzenia, dzielić włosy na czworo - skup się najpierw na znalezieniu pracy takiej jakiej oczekujesz. Skup się na sobie, zrealizuj na początek jakieś małe plany, dowartościuj się sama przed sobą.
Spróbuj na chłodno przeanalizować swoje błędy w związku aby poprawić pewne cechy charakteru, które samej tobie przeszkadzają. I pamiętaj - tego kwiatu pół światu.

16 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2026-01-10 21:00:20)

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
AdamJeden napisał/a:
serafina123 napisał/a:

Witam Was, chciałabym poprosić o opinię. Wczoraj zerwał ze mną chłopak po raz drugi. Byliśmy razem około rok. Za pierwszym razem zerwał, ale potem chciał wrócić. Zgodziłam się. Twierdził, że chce wszystko naprawić i że zrobił to w złości. Chyba naiwnie uwierzyłam. Zawsze był dla mnie kochany, kupował prezenty, robił jedzenie, placił sporo, pytał jak się czuję, mówił, że mnie kocha "nad życie", że chce mieć dzieci, pytał czy za niego wyjdę. Poznał mnie z rodziną. Pomógł mi wrócić na studia i się podnieść po moim poprzednim rozstaniu i depresji. Zgodziłam się pójść dla niego na terapię, bo nalegał.



Byliśmy bardzo różni od siebie. Lubił otaczać się przyjaciółkami ze studiów, z którymi dużo pisał, i kolegami. Ja mam tylko jedną koleżankę, i to w innym mieście, zero męskich znajomych. Na początku powiedział, że gdybym zakazała mu kontaktu z przyjaciółkami, to by ze mną zerwał.. Bywałam bardzo zazdrosna o nie, ale zaakceptowałam jego pisanie z nimi. Znają się od początku studiów. Powiedziałam jednak, że nie chcę, by je odwoził po uczelni. Uważał to za "głupią granicę", ale się dostosował. Postawiłam też granicę, że nie chcę, by spotykał się z nimi beze mnie. Nie podobało mu się, że "wchodzę z buciorami" w jego wolny czas i relacje. Że np nie może wyjść z kolegą sam, bo za każdym razem chcę też dołączyć. Z czasem narzekał też, że nie może sam wyjść z dziewczynami. Mimo, że były zajęte, miałam problem z zaufaniem. Bałam się, że np powie, że idzie z kolegą, a będzie to "przyjaciółka". Że mnie zdradzi, a nawet nie będę o tym wiedzieć. Pisał z dziewczynami regularnie, i na grupie, i prywatnie. Jedna z nich proponowała mu wyjazd zagranicę na jakiś staż razem w wakacje, bo "nie chciała sama", ale powiedział, że akurat wtedy wyjeżdża ze mną do Stanów (mieliśmy jechać na wymianę razem..). Moim zdaniem to dziwne, że proponuje coś takiego "przyjacielowi", sama mając kogoś.



Nie podobało mi się, że cały wolny czas przeznaczał na gry po pracy, albo akurat gdy nic razem nie robiliśmy. Bardzo mnie to irytowało. Czułam, że sama nie potrafię się zmotywować do samodoskonalenia, bo odbierało mi motywację, że on wiecznie gra. Twierdził, że ciągle czegoś od niego wymagam. Nie chciałam też takiego życia, z kimś kto nie ma ambicji czy jakiegoś celu poza siedzeniem przed komputerem (nie mówię tu o jego pracy i studiach, tylko czymś poza). Myślę, że miał na punkcie gier obsesję i nie widział perspektywy na zmianę czy ograniczenie tego. Czułam się zaniedbana, gdy siedział przy komputerze z słuchawkami, odcięty od świata. Powiedziałam mu to ostatnio i nic (dopiero podczas ostatniej kłótni). Gdyby mógł, grałby ponad 8h dziennie (bywało tak, gdy jeszcze nie mieszkaliśmy razem). W grach miał nabite setki godzin, a w jednej ponad tysiąc. Obowiązki domowe wykonywał. Wymyśliłam dla nas różne aktywności jak wolontariat, wyjazd do Stanów czy zajęcia językowe, jednak poza tym nadal było to samo, granie. Mówił, że nazywanie tego "troską" czy "chęcią dobra dla niego" (tak to wyraziłam, gdy mówiłam o ograniczeniu grania) jest śmieszne. Mówił, że życie gamera mu odpowiada, że to jego pasja.



Potrzebował ode mnie sporo wytchnienia i wcześniej mówił, że czuje się przytłoczony mną. To po co proponował wspólne mieszkanie, skoro już na tym etapie nie mógł wytrzymać? Jego znajomi też mówili, że jestem kontrolująca, bo rozpowiedział im nasze problemy. Byliśmy na terapii dla par, nic nie dało. Zdążył mi przed tym postawić ultimatum, że albo przestanę kontrolować jego wolny czas i relacje, albo kończymy ze sobą. Czułam się oszukana i zastanawiałam się, czy mu zależy. Na tym, żebyśmy oboje czuli się dobrze. Powiedziałam mu to, a on twierdził, że mu zależy, bo inaczej "dawno by mnie rzucił", dowiedziawszy się, że wcześniej wyrzucili mnie z uczelni.. Wcześniej się mnie pytał, co wnoszę do związku. Padł też kiedyś tekst "jeśli Ci nie pasuje nasz związek, to masz blisko mieszkanie mamy" (mieszkaliśmy w mieszkaniu po jego siostrze, która wyemigrowała). Ogólnie dużo mnie obgadywał i pisał przyjaciółkom, że nie da się ze mną wytrzymać, że jestem niereformowalna i różne inne rzeczy, mimo że wyrażałam sprzeciw. Mówił mi, że z powodu mojej niewdzięczności zasługuję na "kubeł zimnej wody". Zarzucał mi, że nie przepraszam nigdy, i że nie widzę winy w sobie. Mało przepraszałam, to fakt. Miał mi kupić prawo jazdy, ale się wycofał i po jakiejś kłótni stwierdził, że "nie zasługuję na aż takie poświęcenie". O mało co się nie wycofał też z wyjazdu do Stanów. Pisał dziewczynom, że nie chce tam jechać. Zawsze mnie informował o swoich planach wyjścia czy to z dziewczynami, czy z kolegą.



Ostatnio też było dość niemiło, bo powiedział "nie chcę być z wiecznie narzekającą utrzymanką". Wkurzyłam się bardzo, bo zignorował fakt, że szukam pracy cały czas i jest ciężko. Poza tym płacił sam z siebie, nie prosiłam go zbytnio. Chciał, żebym miała jakąkolwiek pracę, a nie taką zwiazaną z moim kierunkiem. Bardzo źle przyjął informację o tym, że nie chciałam już kontynuować terapii. Nazywał mnie niewdzięczną i ciągle mówił, że nie widzę, ile dla mnie robi. Padały też inne epitety jak "mama" czy "księżniczka". Ostatnio również "egoistka". Mówił, że wiecznie się do mnie dostosowywał (Stany, przyjaciółki, sprzątanie itp), a ja do niego nigdy. Nie uważam do końca, że to prawda, bo tylko dla niego chodziłam na terapię. Zarzucał mi, że nic nie robię w domu. Może nie robiłam bardzo dużo, ale też nie "nic". Wracał wkurzony z pracy, że mało zrobione.



Mówił o sobie, że jest wolnym ptakiem. Jak powiedziałam, że nie liczy się z moim zdaniem, stwierdził "Będę się liczył z kimś, kto na to zasługuje". Gdy zajęłam mu raz przez dłuższy czas komputer, wkurzył się i wyszedł z domu, pojechał do rodziców. Czasami robiłam mu wonty o ciągłe granie, a on mówił, że sama nie mam hobby i przez to się "przypieprzam do chłopa". Mówił też, że w pracy "haruje dla mnie jak wół" i że go nie doceniam. Myślałam, że pracuje dla siebie.. Raz też w zwykłej rozmowie powiedział "dam Ci młotek i się nim je..ij" w reakcji na coś według niego niedorzecznego, co powiedziałam. Przytoczyłam mu to później podczas kłótni, a on na to "no bo się je..ij, bo nie widzisz ile dla Ciebie robię".. Kiedyś też mówił do mnie "de..ilu" i "młocie", tak niby w żartach. Przestał po licznych awanturach...



Ostatnio przez kilka dni nie pisaliśmy do siebie wcale. Nagle wyskoczył, że jedzie do przyjaciółek "poradzić się w związku z naszą sytuacją". Chodziło chyba o to, w jaki sposób ze mną zerwać... Chciałam iść z nim, ale powiedział, że nie jestem tam mile widziana i wprowadzam "złą atmosferę" (jestem naturalnie wycofana i akurat z nimi nie miałam tematów). Zarzucał mi też, że nie umiem sama niczego załatwić, bo nadal nie załatwiłam paszportu do USA (ponad miesiąc, bo dużo rzeczy się działo i się martwiłam wszystkim). Dodał, że nie chce być moim "opiekunem". Zerwał ze mną na miejscu, spakował mi rzeczy, wyszedł i powiedział, że do jutra (czyli właściwie do dzisiaj) do 20.00 mam wziąć swoje rzeczy. Szukał pretekstów do zerwania, bo się mną znudził? Czy to we mnie był problem? Służyłam do wzbudzenia zazdrości u przyjaciółek, i tyle..? Czuję, jakby pokazał, że mnie nie kocha, pomimo że ciągle i mnie, i innym w jego otoczeniu wygadywał, jak mnie kocha. Czy jemu w ogóle zależało? Bałam się go stracić, nie chciałam mimo wszystko zrywać. Miałam nadzieję, że jeszcze będzie lepiej, a on wyrzucił mnie z życia.

Jesteście całkowicie niekompatybilni. On miał inną wizję, od twojej, w związku. Zamiast szukać winy u kogoś, roztrząsać wydarzenia, dzielić włosy na czworo - skup się najpierw na znalezieniu pracy takiej jakiej oczekujesz. Skup się na sobie, zrealizuj na początek jakieś małe plany, dowartościuj się sama przed sobą.
Spróbuj na chłodno przeanalizować swoje błędy w związku aby poprawić pewne cechy charakteru, które samej tobie przeszkadzają. I pamiętaj - tego kwiatu pół światu.

Cholera, chyba nigdy nie zrozumiem tych, którzy nałogowo napierdalają w gry. Nie powiedziałbym też do swojej kobiety "ty debilu" , a żebym kazał jej się jebnąć młotkiem, to... sam nie wiem... może gdyby mnie sprowokowała słowami znacznie gorszymi od tego tekstu, ale też ciężko to sobie wyobrazić.  Jednak jedno mi się nie klei: ona mu zarzuca brak ambicji, ale jej samej ciężko ruszyć leniwą dupę w kwestii samodoskonalenia i to już jest ok? Czeka (niczym Ferdek Kiepski) aż jej zaproponują pracę "godną jej aspiracji i oczekiwań płacowych"? Ile to już trwa? Jej facet miał.na nią do śmierci zapieprzać aż jej na złotej tacy podadzą oczekiwaną pracę? I ona na niego w tych okolicznościach szczęka? Pewne fragmenty jakby zalatywały prowokacją. A jeśli to nawet nie prowo, to Madoja to chyba najtrafniej skomentowała.

17

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
madoja napisał/a:

Trzymam kciuki za tego chłopaka. Bardzo dobrze zrobił.
Jesteś kontrolującą, czepialską księzniczką
- nie pracujesz
- nie sprzątasz / nie gotujesz
- żyjesz na czyjś koszt
- kontrolujesz czyjeś życie
- zabraniasz komuś czegoś, co lubi

Biedny chłopak wytrzymał aż rok z Tobą.

Oj, poleciałaś ...

Ale dużo się nie pomyliłaś smile

Autorko: NATYCHMIAST jakakolwiek praca. Wreszcie zobaczysz jak wygląda życie i może przestaniesz ksieżniczkować.

18 Ostatnio edytowany przez serafina123 (2026-01-11 18:35:38)

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie

ona mu zarzuca brak ambicji, ale jej samej ciężko ruszyć leniwą dupę w kwestii samodoskonalenia i to już jest ok? Czeka (niczym Ferdek Kiepski) aż jej zaproponują pracę "godną jej aspiracji i oczekiwań płacowych"? Ile to już trwa? Jej facet miał.na nią do śmierci zapieprzać aż jej na złotej tacy podadzą oczekiwaną pracę? I ona na niego w tych okolicznościach szczęka? Pewne fragmenty jakby zalatywały prowokacją. A jeśli to nawet nie prowo, to Madoja to chyba najtrafniej skomentowała.


On sam proponował płacenie za mnie, robienie zakupów. Nie mówiłam "sponsoruj mnie". Gdy stwierdziłam, że mnie nie stać na nasz kurs językowy, sam zaproponował zapłatę, to się zgodziłam, bo dalej chciał chodzić.

19

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie

Autorko: NATYCHMIAST jakakolwiek praca. Wreszcie zobaczysz jak wygląda życie i może przestaniesz ksieżniczkować.

I dlaczego nazywasz to księżniczkowaniem? Chyba druga osoba powinna być ważniejsza od gier. Jakbym się zachowywała wobec niego w taki sposób, oznaczałoby to, że mam go gdzieś, bo uważam, że gry i przyjaciele są ważniejsi. Z chęcią brałabym go na każde spotkanie z moimi "przyjaciółmi", bo bym chciała go w moim świecie.

20

Odp: Burzliwy związek, bolesne rozstanie
serafina123 napisał/a:

ona mu zarzuca brak ambicji, ale jej samej ciężko ruszyć leniwą dupę w kwestii samodoskonalenia i to już jest ok? Czeka (niczym Ferdek Kiepski) aż jej zaproponują pracę "godną jej aspiracji i oczekiwań płacowych"? Ile to już trwa? Jej facet miał.na nią do śmierci zapieprzać aż jej na złotej tacy podadzą oczekiwaną pracę? I ona na niego w tych okolicznościach szczęka? Pewne fragmenty jakby zalatywały prowokacją. A jeśli to nawet nie prowo, to Madoja to chyba najtrafniej skomentowała.


On sam proponował płacenie za mnie, robienie zakupów. Nie mówiłam "sponsoruj mnie". Gdy stwierdziłam, że mnie nie stać na nasz kurs językowy, sam zaproponował zapłatę, to się zgodziłam, bo dalej chciał chodzić.

Czy Ty się sama czytasz? Bo ja nawet w tym poście widzę niewartą go kobietę (i to mimo jego uzależnienia od gier).

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Burzliwy związek, bolesne rozstanie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026