SmutnaDziewczyna007 napisał/a:Coś czuję że jesteś trolem i zaraz usłyszymy że ona się zeszła z exem koleżanki.
A to super pomaganie to jest wykorzystywanie pozycji zawodowej i jest mega nieetyczne. Po to jest szybka ścieżka onkologiczna żeby nie trzeba było po znajomości walczyć z rakiem 
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a człowiek chory i zdesperowany sięgnie po każdą możliwość, nawet jeśli będzie ona nieetyczna. Nieetyczność lekarza naturalnie jest poza dyskusją, choć też nie wiem, czy gdyby rak dosięgnął kogoś znajomego czy z rodziny lekarza, to ważna dla niego byłaby ścieżka onkologiczna. "Wejdz w moje buty i przejdż moją ścieżkę, a potem mnie oceniaj" tak jakoś to brzmialo...
Nie mówimy tu oczywiście o czystym szalbierstwie, gdy ktoś/komuś/coś za pieniądze.
Wracając do tematu..
Uważam, że nie można każdego zerwania oceniać tak samo.
Czasem bywa tak, że jedna strona inaczej, jakoś bardziej wczuwa się w rolę, wyobraża sobie więcej niż naprawdę widać.. Kolacja z rodziną dla jednych oznacza ogromny krok naprzód w relacji, dla innych jest po prostu kolacją ze znajomymi i nic więcej. Do tego jeśli drogi takiej pary się rozchodzą bo jedno gdzieś wyjeżdza, uklada sobie życie setki czy tysiące kilometrów dalej, to czy ma obowiązek pokonywać te setki czy tysiące kilometrow fizycznie, by powiadomić drugą stronę, że to koniec?
Moim zdaniem, naturalnie że należaloby się rozmówić w cztery oczy, ale z drugiej.. Czy nie lepiej przyjąć na klatę, że się nie bylo dla tej strony odchodzącej nikim ważnym, żadnym pępkiem świata i trzeba po prostu się z tym pogodzić?
Dla mnie w tej całej aferze z zerwaniem nie tyle jest wązne jak ta strona zerwała, ale jak ta druga strona to przyjęła i to jest dramat.
Ludzie, szanujcie się i nie wyobrażajcie sobie zbyt wiele, to nie spotka was "zerwanie przez telefon". Nie wszystko złoto co się świeci i nie każdy kto zgodzi się z wami spotkać czy zjeść kolację, od razu jest waszym partnerem do końca waszego jestestwa. Dla niektórych - niestety.