Od jakiegoś czasu zastanawiam się, dlaczego tak wielu facetów jest wstanie znosić tak wiele i akceptować/wybaczać swoim partnerkom rzeczy, których one w drugą stronę by raczej nie wybaczyły, za....seks.
Pomyślałam o tym, bo znam parę takich sytuacji z mojego otoczenia, jak i z własnego doświadczenia.
Przyjaciółka, zaręczona. Zdradziła swojego narzeczonego i to nie jeden raz, on się dowiedział. Nie gadałam z nią tydzień, następnie umawiamy się na spotkanie a ona ze swoim narzeczonym w świetnych nastrojach..... myślę o co chodzi.. rozmawiam dzień później z nią i okazuje się, że przez tydzień jak to powiedziała "nie wychodzili z łóżka" Tak więc jej facet wybaczył jej przez jej presje seksualną. To już było jakiś czas temu. Aktualnie sa już w związku małżeńskim. Co ciekawe moja przyjaciółka jest bardzo radykalna co do zdrady i gdyby to było w drugą stronę, natychmiast by porzuciła faceta. Więc w drugą stronę nie byłoby przebaczenia. Czyli ona uratowała ten związek seksem.
Znam więcej takich sytuacji, ale nie ma co się rozpisywać.
Po prostu zastanawiam się o co chodzi z facetami, czy to naiwność, czy taka wielka chęć seksu czy co, że właściwie partnerka może zdradzać, robić w balona ale jeśli zapewnia świetny regularny seks i jeszcze go inicjuje to facet jest wstanie w zasadzie wszystko wybaczyć. W drugą stronę to nie działa. Nie da się tak "prosto" załatwić wybaczenia. Zapytałam o to również kolegę, odpowiedział coś w stylu, że jak dziewczyna jest atrakcyjna z wysokim libido to "lepiej jeść kawałek tortu, niż siedzieć głodnym".
Nawet znalazłam jakieś opracowania, że jak po wykrytej zdradzie, partnerka zaczyna szybko i regularnie inicjować seks to taki związek ma wielokrotnie większą szansę na przetrwanie niż taki w którym to się nie dzieje.