Piszę w bardzo delikatnej sprawie. Nie chce być źle zrozumiany. Nie żałuje wydawanych pieniędzy ani nie patrzę na związek przez prymat wydatków i finansów.
Zacząłem od pewnego czasu analizować jak zachowuje się moja partnerka.
Zarówno ja jak i ona nie jesteśmy może wielkimi krezusami finansowymi ale w życiu radzimy sobie całkiem dobrze. Stabilne zatrudnienia, bardzo przyzwoita pensja , dodatkowo partnerka pochodzi z zamożnej rodziny i ma mieszkanie od rodziców. Niedawno kupiła kolejne i część spłaca jeszcze. Zarabiam dobrze ale jednak mniej od partnerki.
Dodam że jesteśmy koło 30tki. Spotykamy się 9 miesięcy.
Spotykamy się zazwyczaj w weekendy ponieważ mieszkamy po dwóch różnych stronach dużego miasta wojewódzkiego.
Od początku naszego związku za wyjścia i randki płaciłem ja. Od pierwszego spotkania przez kilka kolejnych wyjść. Absolutnie to nie stanowiło problemu dla mnie. Na początku zupełnie mi to nie przeszkadzało.
Poznawaliśmy się.
Zastanawiać zacząłem się w momencie kiedy partnerka zaproponowała pewnej soboty wyjazd i wspólne zwiedzanie. Był to jej autorski pomysł i w sytuacji kiedy ja zabierałem ją do restauracji i czułem się zobowiązany do płacenia tak tu byłem pewien że ona weźmie to na siebie skoro to wymyśliła. Nic bardziej mylnego. Płaciłem ja . Partnerka zapytała kurtuazyjnie czy coś mi dorzucić podczas płacenia. Sytuacja później powtórzyła się jeszcze dwa razy. Ona wpada na pomysł jak spędzamy czas i gdzie idziemy coś zjeść ale nie myśli zapłacić za wyjście.
Dla mnie to dziwne. Rozumiem kiedy ja gdzieś ją zabieram ale kiedy jedziemy z jej inicjatywy ?
W ciągu pół roku byliśmy trzy razy w kinie oczywiście z mojej inicjatywy zawsze ja płacę za bilety i przekąski.
Od jakiegoś czasu wspominała o wyjściu do teatru. Wręcz usilnie wpływając na mnie żebym zarezerwował bilety. Czekam żeby sprawdzić czy sama coś zrobi w tej kwestii. Miesiąc minął i oczywiście nic.
Coraz bardziej uważam że ona jest materialistką.
Sama wspominała że jest gadżeciarką i zakupocholiczką. Jej szafa to studnia bez dna.
Na urodziny dostała ode mnie prezent. Po miesiącu były moje urodziny. Dostałem coś o wartości 1/3 tego co kupiłem ją.
Faceci nie zwracają na takie rzeczy uwagi ale kobieta napewno znała wartość prezentu tym bardziej że było widać radość i zadowolenie. Tym bardziej że to był prezent wyszukany a ona poszła ewidentnie na łatwiznę.
Przykre bo tydzień później przy mnie zamawiała sobie kolejny zestaw kieliszków o wartości większej niż mój prezent urodzinowy.
Zawsze jadąc do dziewczyny kupuje coś dobrego, ciasto lub jakieś inne słodkości , dzwonię i pytam czy czegoś nie potrzeba.
Niejednokrotnie okazuje się że później albo ledwo tego spróbujemy albo nawet nie a mimo to przy następnej okazji tych rzeczy już nie ma.
Zaczynam się zwyczajnie czuć głupio od jakiegoś czasu.
Wiem że przecież ona ma pieniądze a jakby na wszystko żałowała.
Przepraszam za powielenie wątku i proszę administratora o usunięcie . Jakiś błąd przy dodawaniu.