Jack Sparrow napisał/a:SaraS napisał/a:Ja rozumiem, o czym mówisz. Chodziło mi o to, że w dyskusji o rodzeniu dzieci i alimentach na dzieci, raczej idiotycznie byłoby podkreślać za każdym razem, że mowa o alimentach-na-dzieci-a-nie-na-matkę-brata-wnuka-itd. 
Sęk w tym, że mamy taki porządek prawny, że właśnie nawet jak dziecko jest owocem zdrady, to facet i tak może zostać przymuszony do płacenia alimentów, z tym, ze na żonę, a nie na dziecko. A nawet jeśli nieopatrznie facet przyzna się, że jest współwinny do rozpadu małżeństwa, to i tak dalej alimenty płacić może jeśli personalia prawdziwego ojca są niemożliwe do ustalenia, bo ojcostwo jest z automatu przypisywane mężowi. Matka jest zajebiście zabezpieczona w naszym prawie.
W sytuacji wcześniej przedstawionej, że jak babka oszuka faceta i zaciąży, to jeśli zostanie to udowodnione w sądzie, to automatycznie powinno to zwalniać faceta z jakiejkolwiek odpowiedzialności finansowej za dziecko. I tak powinno się dziać niezależnie od sytuacji ekonomicznej matki. Nie może być bowiem tak, ze oszustwo pozostaje bezkarne, albo wręcz jest nagradzane alimentami (nie ważne, że na dziecko). Co do aborcji - to sprawa jest bardzo skomplikowana. Moim zdaniem powinna być możliwa i oboje rodziców powinno decydować, ale nie może być też tak, że decyzja jest wymuszona.
Rozwód z orzeczeniem o winie w przypadku zdrady żony, tym bardziej jeśli mamy żywy dowód tejże zdrady i żadnych alimentów nie będzie. I tu jak najbardziej powinno się dążyć do tego, żeby dla zdradzanych było to jak najłatwiejsze do uzyskania, żeby nie dochodziło sytuacji, w której zdradzany woli machnąć ręką niż się "użerać w sądach".
Natomiast co do nagradzania alimentami na dziecko - no nie. O tym właśnie pisałam wcześniej. Jeśli traktuje się je jako "nagrodę dla matki", to rozmowa nie ma sensu. Bo ta matka jest w zasadzie poza tym wszystkim, to jest sprawa ojciec - dziecko. Alimenty należą się dziecku i to, że matka zrobiła coś tam, nie może być powodem do odebrania dziecku jego praw.
I tak już poza tematem: trochę mnie bawi, a trochę przeraża, że ja "muszę" pisać takie rzeczy. Bo ja nawet nie przepadam za dziećmi, nie zamierzam mieć własnych, uważam, że spora część samotnych matek jest sama sobie winna, a także - że często rzeczywiście to mężczyźni są poszkodowani w sprawach okołorodzinnych; no, w każdym razie jestem bardzo daleka od uważania, że matki i dzieci to jakaś świętość.
A co do emerytur: zgadzam się z Jackiem i M!ri. Dostanie się to, co wcześniej zabrano, więc nikt żadnym dzieciom być wdzięczny nie musi, bo to nie sprawa emeryta, co w międzyczasie państwo z tymi pieniędzmi robiło. On płacił, ze swojej części się wywiązał. Żaden dzieciak nie będzie na niego płacił z dobroci serduszka, tak jak teraz żaden emeryt nie musi być wdzięczny pracującym, bo oni nie robią niczego dla niego.