netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Mężczyzna z dzieckiem i ja

121 odpowiedzi9 455 wyświetleńzałożony przez independent_01, 03.03.2023

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mężczyzna z dzieckiem i ja

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 122 z 122 ]

66

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

A to wszystkie rozwiedzioną pary mieszkają w innych miastach? Nie, zwykle mieszkają blisko siebie.
Więc dlaczego piszecie tak, jakby tylko weekendy były możliwe?
Dziecko powinno mieć JEDEN dom.
Ty byś chciał Windy mieszkać co tydzień w innym??
Przecież można ustalić dodatkowe spotkania/ zajęcia z dzieckiem 2 razy w tygodniu, jako constance
Bo ta stałość,  pewność,  jest bardzo ważna.
Tak samo jak  JEDEN  system wychowawczy na co dzień.
Wiem że nie Twoja wina,  ale Twoich dzieci też nie.
Proponuję uważniej poczytać opinie w necie  np na forum gazeta.pl
Ile lat doświadczenia mieli psychologowie dziecięcy, których się radzileś?
To jest jakieś g. ten pomysł.
Podobnie jak bezstresowe wychowanie.
To ma szansę się skończyć u psychiatry.

67

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Jest taki model opieki naprzemiennej, bardzo korzystny dla dziecka, którego nikt w Polsce nie stosuje. Mianowicie: dzieci na stałe w jednym mieszkaniu, a rodzice naprzemiennie się wprowadzają na 1/2 tygodnie i potem zmieniają. Wymaga to więcej nakładów (3 mieszkania, ale zasadniczo każdy rodzic może pomieszkiwać z nowym partnerem i wyprowadzać się do dziecka), no i przede wszystkim: kto by chciał żyć na dwa domy? Mieć dwie różne kuchnie, ubrania w szafach, kosmetyki, ksiązki? Nikt przecież, bo to niewygodny absurd. A dzieci tak muszą wink

68

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

A moi sąsiedzi to stosują i to jest dla nich zabójcze. Nie mogą sobie ułożyć życia normalnie, bo kto trzeci wejdzie w taki układ?

69 Ostatnio edytowany przez Kasssja (2023-03-05 21:12:34)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Ela210 napisał/a:

A moi sąsiedzi to stosują i to jest dla nich zabójcze. Nie mogą sobie ułożyć życia normalnie, bo kto trzeci wejdzie w taki układ?

Ja na pewno nie big_smile Ale słyszałam o takiej opiece stosowanej w Skandynawii, ona jest nakierowana stricte na dobro dzieci i do tego się sprawdza (nazywa się opieką gniazdową: https://mamadu.pl/163732,gniazdowanie-c … ychologa).

Skoro Windy i inni tatusiowie naprzemienni są zdania, że ich dzieciom świetnie się żyje na dwa domy, to mogą się skonfrontować i z takim pomysłem. Czy im tez by się tak świetnie żyło.

70

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

No... Ja wam powiem, że gdyby mi rodzice po rozwodzie próbowali zafundować opiekę naprzemienną, to bym się nie zgodziła. No ale ja już miałam więcej niż 5 lat i nikt by mnie na siłę z kąta w kąt nie przestawiał. Jasne, niby dla dobra dziecka, ale dla mnie akurat największym dobrem było to, że nie było ustalonych kontaktów, a decyzja należała do mnie. W tym sensie, że spotykałam się z ojcem, kiedy chciałam, kiedy nam obojgu to pasowało, mogłam zostać na noc, mogłam z nim wyjechać, mogłam wszystko w zasadzie tak samo jak wcześniej, poza tym, że z nami nie mieszkał. I z perspektywy czasu myślę, że w dużej mierze dzięki temu nie odczułam w ogóle rozwodu rodziców - bo nie było wokół mnie żadnych okołorozwodowych spraw.

71

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
SaraS napisał/a:

I z perspektywy czasu myślę, że w dużej mierze dzięki temu nie odczułam w ogóle rozwodu rodziców - bo nie było wokół mnie żadnych okołorozwodowych spraw.

Brawo dla rodziców, to wielka rzadkość takie mądre i spokojne podejście.

72

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Kasssja napisał/a:

Czemu od czasu do czasu? Często chcę mieć seks, więc chłop nie może mieć zadzieciowanej chaty ;P Normalny związek wchodzi w grę, ale bez mieszkania razem. Takie modele są zresztą coraz popularniejsze na świecie, zwłaszcza wśród osób po rozwodach.

Czyli wygodna relacja, bez większych zobowiązań. Z dziećmi, dopóki nie wyjdą z gniazda i się usamodzielnią, to może mieć sens. Ja ewentualnie planuję taki model na starość, gdyby coś poszło nie tak i gdybym musiała wrócić do randkowania. Wtedy nowy Edek na pewno musi mieć wolną chatę, baaa, nawet wnuków nie będę chciała poznawać i każę mu ściągać ze ściany wszystkie zdjęcia z ex-małżonką na czas mojego pobytu. Liczy się tylko tu i teraz big_smile big_smile.

Kasssja napisał/a:

Ty twojesłowo jesteś tylko macochą czy macie tez wspólne dziecko?

Ja tam żadną macoszką nie jestem, raczej drugą żoną taty smile. Dzieciaki mają już swoją mamę i tatę, razem ogarniają sprawy bytowo-opiekuńczo-wychowawcze, jednakże wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i zależymy od siebie, więc się konsultujemy co i jak smile. Nie mamy jeszcze wspólnego dziecka z mężem.

73 Ostatnio edytowany przez twojeslowo (2023-03-06 09:57:22)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
wieka napisał/a:

Tu się nie zgodzę, bo młoda kobieta nie zdaje sobie sprawy na co się ew. pisze i wcale się nie dziwię.
Przecież jest obawa, czy dziecko ją zaakceptuje, w tym przypadku mam duże obawy, że nie.
Dlatego należałoby poznać to dziecko i zobaczyć czy złapią kontakt, czy się polubią, dopiero myśleć o wspólnej przyszłości , przecież można się wspólnie spotykać, nie mówiąc dziecku, że jest się partnerką ojca.

Myślę, że młode, bezdzietne kobiety, w wieku autorki, nie powinny wchodzić w takie układy, przede wszystkim dlatego, że nie mają życiowego doświadczenia i nie będą w stanie takiego tetrisa dobrze poukładać z partnerem. Autorka niepotrzebnie generuje sobie stres w życiu, tym bardziej, że wiedziała, wchodząc w ten związek, że ona ma dziecko i 2 prace, więc nie ma dla niej ani miejsca, ani czasu. Ja nie kupuję dzieciatych, którzy nie robią miejsca dla partnera. Dopóki jest opieka nad małym dzieckiem, to taki absztyfikant/ka wypada po prostu z rynku, bo nie ma za wiele co oferować. Poza tym to na pewno się nie uda, bo oni ze sobą nie rozmawiają i autorka jest już negatywnie nastawiona do dziecka, więc relacja z nim nie będzie się budowała naturalnie.

74

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Ela210 napisał/a:

A to wszystkie rozwiedzioną pary mieszkają w innych miastach? Nie, zwykle mieszkają blisko siebie.
Więc dlaczego piszecie tak, jakby tylko weekendy były możliwe?
Dziecko powinno mieć JEDEN dom.
Ty byś chciał Windy mieszkać co tydzień w innym??
Przecież można ustalić dodatkowe spotkania/ zajęcia z dzieckiem 2 razy w tygodniu, jako constance
Bo ta stałość,  pewność,  jest bardzo ważna.
Tak samo jak  JEDEN  system wychowawczy na co dzień.
Wiem że nie Twoja wina,  ale Twoich dzieci też nie.
Proponuję uważniej poczytać opinie w necie  np na forum gazeta.pl
Ile lat doświadczenia mieli psychologowie dziecięcy, których się radzileś?
To jest jakieś g. ten pomysł.
Podobnie jak bezstresowe wychowanie.
To ma szansę się skończyć u psychiatry.

Elu, ty patrzysz na to zdecydowanie z punktu wygodnictwa kobiety. I portal Gazeta.pl nie jest dla mnie żadnym autorytetem w tej sprawie (mimo że w wersjach od papierowej do elektronicznej czytam ten dziennik od 30 lat), bo kierunek w jakim idzie jest zatrważający (od śmieszno-chorego przeginania z feminatywami po naginanie prawdy przez prezentowanie często marginalnych przypadków korzystnych ze skrajnie feministycznego punktu widzenia przy całkowitym pomijaniu niewygodnych dla feministek tematów jak przemoc fizyczna i werbalna ze strony kobiet, kwestie dyskryminacji facetów przez wydziały rodzinne sądów i tym podobne kwestie; wisienką na torcie są "występy" takich indywiduów jak Wiktoria Beczek, której ostatni popis "literacki" został zdjęty ze strony głównej przez zwierzchników po circa 2 godzinach, tak przegięła.

Mój rozwód miał miejsce gdy gdy córka była już po I klasie liceum i jakkolwiek przez mój tryb pracy niestety nie mam możliwości sprawować opieki naprzemiennej, to widzę do jakiego ochłapu został sprowadzony po rozwodzie mój kontakt z nią (aż miłym zaskoczeniem jest to jaką silną więź mamy mimo tak symbolicznego kontaktu bezpośredniego (po jakieś 3-4 godziny w sb i ndz wokół obiadu - gdy raz w czasie wypada mi praca w weekend, to i tego nie ma), czasem nocleg u mnie (najczęściej z pt na sb, w ten weekend tak spędziliśmy pełną dobę). Ty patrzysz z punktu widzenia kobiety(alimenty, możliwość ustawienia dziecka po swojemu przy jednoczesnym zredukowaniu wpływu byłego i jego więzi z dzieckiem), faceci widzą drugą stronę medalu i nie jest ona wcale mniej ważna. Więź dziecka z matką nie jest ważniejsza od więzi dziecka z ojcem.

75

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Kasssja napisał/a:
Ela210 napisał/a:

A moi sąsiedzi to stosują i to jest dla nich zabójcze. Nie mogą sobie ułożyć życia normalnie, bo kto trzeci wejdzie w taki układ?

Ja na pewno nie big_smile Ale słyszałam o takiej opiece stosowanej w Skandynawii, ona jest nakierowana stricte na dobro dzieci i do tego się sprawdza (nazywa się opieką gniazdową: https://mamadu.pl/163732,gniazdowanie-c … ychologa).

Skoro Windy i inni tatusiowie naprzemienni są zdania, że ich dzieciom świetnie się żyje na dwa domy, to mogą się skonfrontować i z takim pomysłem. Czy im tez by się tak świetnie żyło.

Skandynawia akurat też nie jest jednoznacznie pozytywnym przykładem (negatywną sławę zdobył słynny norweski Barnevernet, który szczytną ideę dbania o dobro dziecka doprowadził do absurdu, mającego często paranoiczny wręcz charakter). Opieka gniazdowa to właśnie takie swego rodzaju kuriozum, bo akurat w wypadku dziecka można znacznie sprawniej to załatwić (dziecko i tak ma wszystko co potrzebuje w dwóch miejscach, rodzice w wypadku opieki gniazdowej chyba nie i w ich wypadku mamy życie na walizkach we wzorcowej wręcz formie. No i jeszcze jedno: właśnie bliskie zamieszkanie rodziców to najlepsze warunki do opieki naprzemiennej.

76 Ostatnio edytowany przez logika (2023-03-06 17:43:32)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

jeden Norweg czy dwóch, nie przesądza o tym, czy rozwiązanie jest lepsze , czy gorsze.

Zasada jest taka, żeby to dzieciom było lepiej, a rodzicom gorzej,
nigdy odwrotnie.

Jeden dom, miejsce dla dzieci, a rodzice mogą biegać z walizkami,
skoro nie dali rady wspólnie odchować.

Znam wiele takich rozwiązać, bo mieszkam w Danii, ale trudno to przenieść na realia polskie,
tutaj, każdy kto ma tylko pracę, może mieć dom, albo mieszkanie,
a zatem wiele rodzin po rozwodzie ma 2 domy,
natychmiast rozwiedzeni mają nowych partnerów, i z nimi pomieszkiwać,
ale naprzemiennie wracają do domu "rodzinnego" i dzieci..
Dla nich to tak, jakby co tydzień, raz jedno z rodziców, raz drugie, wyjeżdżało na delegację.
zawsze są u siebie i zawsze z jednym rodzice,

ale równie chętnie przemieszczają się od jednego, do drugiego..

po prostu, to są inne dzieci,
dlatego, przykład, czy my sami byśmy tak chcieli? jest oderwany od realiów,
my byliśmy inaczej wychowani,
a tym samym, jesteśmy innym pokoleniem,
ja na co dzień obserwuję radosne dzieci, cieszące się, że jadą do SWOJEGO drugiego domu,

zaznaczam, że to jest inny świat,
nie da się tego tak wybiórczo przeszczepić,
to lata praktyk wypracowanych przez pokolenia..

50% rozwodników i jeden z najszczęśliwszych krajów na świecie,
w tym dzieci.

77

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Żyć nie umierać w tej Danii.
smile smile
Albo inaczej: żyć, rozwodzić się i produkować szczęśliwe dzieciaki..
Jak to bylo:
"Źle się dzieje w Państwie Duńskim? wink
Czy Twoim zdanie Birgite Nyborg jest szczęśliwą kobietą?
Śmieszy mnie to wymyślanie przeszkód do kontaktu z dziećmi przez rodzica, który z nim aktualnie nie mieszka.
Jak ktoś chce mieć dobry kontakt z dzieckiem,  to co ma, nawet jak się widuje rzadziej.
Jak ktoś pisze że po rozwodzie stracił kontakt z córką czy synem,  to nie ma szans, by ten kontakt kiedykolwiek był dobry.

78

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
logika napisał/a:

jeden Norweg czy dwóch, nie przesądza o tym, czy rozwiązanie jest lepsze , czy gorsze.

Zasada jest taka, żeby to dzieciom było lepiej, a rodzicom gorzej,
nigdy odwrotnie.

Jeden dom, miejsce dla dzieci, a rodzice mogą biegać z walizkami,
skoro nie dali rady wspólnie odchować.

Znam wiele takich rozwiązać, bo mieszkam w Danii, ale trudno to przenieść na realia polskie,
tutaj, każdy kto ma tylko pracę, może mieć dom, albo mieszkanie,
a zatem wiele rodzin po rozwodzie ma 2 domy,
natychmiast rozwiedzeni mają nowych partnerów, i z nimi pomieszkiwać,
ale naprzemiennie wracają do domu "rodzinnego" i dzieci..
Dla nich to tak, jakby co tydzień, raz jedno z rodziców, raz drugie, wyjeżdżało na delegację.
zawsze są u siebie i zawsze z jednym rodzice,

ale równie chętnie przemieszczają się od jednego, do drugiego..

po prostu, to są inne dzieci,
dlatego, przykład, czy my sami byśmy tak chcieli? jest oderwany od realiów,
my byliśmy inaczej wychowani,
a tym samym, jesteśmy innym pokoleniem,
ja na co dzień obserwuję radosne dzieci, cieszące się, że jadą do SWOJEGO drugiego domu,

zaznaczam, że to jest inny świat,
nie da się tego tak wybiórczo przeszczepić,
to lata praktyk wypracowanych przez pokolenia..

50% rozwodników i jeden z najszczęśliwszych krajów na świecie,
w tym dzieci.

Logika, ciebie przez to mieszkanie w Danii (po co najmniej kilku wątkach widzę) nieco odkleiło od naszych realiów.
Zresztą nawet to co piszesz w tym poście już też daje do myślenia. 50% rozwodników, no jest się czym chwalić... tym że to aż tak nieodpowiedzialny naród, tak bezmyślnie idący do ołtarza? Chociaż może i w tym sęk, ludzie nieodpowiedzialni mniej się przejmują problemami codziennego życia i zobowiązaniami, tym za co się utrzymają; dla nich zawsze "jakoś to będzie"...

79

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
twojeslowo napisał/a:

Czyli wygodna relacja, bez większych zobowiązań.

No trudno, żebym szukała relacji niewygodnej wink I ze zobowiązaniami za cudze sprawy, dzieci. Za swoje jestem w 100% odpowiedzialna od lat i mam po kokardę ciśnienia i nerwów, żeby wszystko mi się spinało, od domowej logistyki, przez zdrowie, po finanse.

A co do Danii, Skandynawii w ogóle - nie ma co porównywać, to inny świat, inne wychowanie. Dla mnie szokiem było już to, jak chłodni są ci ludzie w stosunku do swoich dzieci i siebie nawzajem (chwilowo tam pomieszkiwałam), jak łatwo pozbywają się zarówno dzieci (oddawanie np. na 3 tygodnie wakacji zupełnych maluszków), jak i seniorów (tam nikt się nie opiekuje rodzicami, dziadkami, wszystko jest scedowane na placówki). Poziom życia super wysoki, emocje trochę jak u robotów. Tak pewnie będzie wyglądał cały cywilizowany świat za 50 lat.

80

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Myślę Elu, ze nie doceniasz możliwości adaptacyjnych dzieci.
Nie znalazłem żadnych badan (badan, a nie opinii jakiś psychologów)mówiących o tym, ze taka opieka wpływa negatywnie na dzieci.
Po prostu rozumieją że maja dwa domy.
Tak jak kiedyś rozmawialiśmy, opieka naprzemienna powinna być obligatoryjna,o ile jeden z rodziców nie przejawia zachowań agresywnych, lub nie jest uzależniony.
Wielu, naprawdę wielu mężczyzn nadal tkwi i jest niszczonych w toksycznych małżeństwach, bo wiedza,ze w matriarchalnej Polsce, w tych sfeminizowanych sądach rodzinnych, to matka dostanie opiekę, bo tak, bo ma macice.
I praktycznie bezkarnie będzie mogła mu kontakty z dzieckiem uniemożliwiać.
Gdyby wprowadzono obligatoryjną opiekę naprzemienną,to zobaczyłabyś kolejki facetów przed sądami z papierami rozwodowymi.

81

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Byłam rok z rozwodnikiem z dwójką małych dzieci.
Dzieci uwielbiałam i nie one były problemem, lecz ich matka. Bardzo robiła pod górkę, gdy dowiedziała się że zamieszkamy razem, utrudniała wizyty dzieci itd. Jak w Twoim przypadku wygląda sytuacja z matką dziecka?

82 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2023-03-07 13:38:00)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Szeptuch napisał/a:

Myślę Elu, ze nie doceniasz możliwości adaptacyjnych dzieci.
Nie znalazłem żadnych badan (badan, a nie opinii jakiś psychologów)mówiących o tym, ze taka opieka wpływa negatywnie na dzieci.
Po prostu rozumieją że maja dwa domy.

Dokładnie tak.
Wczoraj z ciekawości spojrzałam, co mówią o tym badania i trafiłam na fajne podsumowanie badań badaczy zajmujących się tym tematem latami, z których wynikało, że dla dzieci opieka naprzemienna to lepsza opcja niż mieszkanie z jednym rodzicem i tylko sporadyczne „pomieszkiwanie” u drugiego. Oczywiście były tam pewne kryteria, na które zwracano uwagę, jak np. Więź z rodzicami, zwracanie się do nich z problemami.
Poszukam, może trafię na to ponownie, to wstawię link.

To chyba to było: https://repozytorium.uni.wroc.pl/Conten … dobrze.pdf

83 Ostatnio edytowany przez M!ri (2023-03-07 13:28:31)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Szeptuch napisał/a:

Gdyby wprowadzono obligatoryjną opiekę naprzemienną,to zobaczyłabyś kolejki facetów przed sądami z papierami rozwodowymi.

Ta na pewno. Statystyki niepłaconych alimentów potwierdzają jak ojcowie przejmują się "byłymi dziećmi" (sic).

84

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
M!ri napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Gdyby wprowadzono obligatoryjną opiekę naprzemienną,to zobaczyłabyś kolejki facetów przed sądami z papierami rozwodowymi.

Ta na pewno. Statystyki niepłaconych alimentów potwierdzają jak ojcowie przejmują się "byłymi dziećmi" (sic).

Zgadzam się, znam kilka przypadków ojcowskiej walki o naprzemienną, byle tylko nie dawać ex żonie alimentów na dziecko ("na pazury"). Jeden przypadek jest ekstremalny, mam go w bliskim otoczeniu - ojciec przedstawił w sądzie propozycję podziału dzieci, on bierze nastolatka, 5-latek zostaje przy matce, zero alimentów. Kij z tym, że dzieci nie będą się wychowywać razem, on sobie z małym nie poradzi, a nastolatek ogarnia się sam i nawet na siebie zarabia (śpiewa w profesjonalnym chórze, jest super zdolny). I wyobraźcie sobie, że mu się udało. Mianowicie sąd dał im co prawda naprzemienną 2 tyg/2 tyg dla obu synów, ale de facto ojciec zabrał nastolatka, namówił go na zostanie na stałe, a małego nie chce brać nawet na weekendy. To biedne dziecko nie ma u ojca nawet swojego łózka w wypasionym pokoju starszego brata, awaryjnie jest jakiś materac rozkładany na ziemi. Tatuś sobie na luzie pracuje i randkuje, nie płaci nic, a nastolatek sam zarabia na swoje potrzeby. Nie genialne?
Dla równowagi znam też przypadek naprzemiennej, w której ojciec mimo wszystko buli alimenty i to grube. To ten, z którym się spotykałam. Płacił, bo lepiej od ex żony zarabiał, a ona tylko w zamian za ali zgodziła się na naprzemienną. Więc ma 2 tygodnie luzu co miesiąc od maluchów i jeszcze kasę. Tez genialne tongue

85 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-03-07 14:51:20)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Szeptuch napisał/a:

Myślę Elu, ze nie doceniasz możliwości adaptacyjnych dzieci.
Nie znalazłem żadnych badan (badan, a nie opinii jakiś psychologów)mówiących o tym, ze taka opieka wpływa negatywnie na dzieci.
Po prostu rozumieją że maja dwa domy.
Tak jak kiedyś rozmawialiśmy, opieka naprzemienna powinna być obligatoryjna,o ile jeden z rodziców nie przejawia zachowań agresywnych, lub nie jest uzależniony.i.

Etam ...

Nie jest powiedziane że rodzice mieszkają obok siebie. Czasami jeden mieszka np. w mieście a drugie w oddalonej odległości.

A przecież te dzieci mają swoich znajomych , przyjaciół tam gdzie był dom rodzinny.

Raczej nie wiem czy dla dziecka takie fajne było by przebywanie w domu z mężczyzną/kobietą która nie jest ich matką czy ojcem a potem powrót do domu.

Mogą być zupełnie inne reguł i zasady panujące w domu , bo przeciez w obu przypadkach mogą być juz nowe rodziny.

Ja mieszkam na wsi , była mieszka w mieście. Dzieci mają blisko szkołę i mogę chodzić pieszo na do szkoły. Tu mają też koleżanki.

U mnie dzieci by miały gorzej bo do szkoły musialbym je odwozić i musiały by czekac aż będę wracał do domu. Kontaktu z koleżankami w tym czasie też by nie miały.

Ja nie widzę żadnej zalety dla dziecka. Jedyny plus takie że jakby była tylko taka opieka to mogło by sie okazac że wiele małżeństw by się nie rozpadło , bo brak alimentów mógły byc dla wielu "nieopłacalny" wink
A inna rzecz taka opieka też by powodowała by ciężko było byłym partnerom założyć nowe rodziny , bo nikt raczej by w takie coś nie chciał wejść.

Ja bym na pewno w takie coś nie wszedł ...

Każdy rozwód jest zły dla dziecka i lepiej aby rodzice zanim pomyślą o rozwodzie pomyśleni aby do tego rozwodu nie doszło ..

86

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Ela210 napisał/a:

A to wszystkie rozwiedzioną pary mieszkają w innych miastach? Nie, zwykle mieszkają blisko siebie.
Więc dlaczego piszecie tak, jakby tylko weekendy były możliwe?
Dziecko powinno mieć JEDEN dom.
Ty byś chciał Windy mieszkać co tydzień w innym??
Przecież można ustalić dodatkowe spotkania/ zajęcia z dzieckiem 2 razy w tygodniu, jako constance
Bo ta stałość,  pewność,  jest bardzo ważna.
Tak samo jak  JEDEN  system wychowawczy na co dzień.
Wiem że nie Twoja wina,  ale Twoich dzieci też nie.
Proponuję uważniej poczytać opinie w necie  np na forum gazeta.pl
Ile lat doświadczenia mieli psychologowie dziecięcy, których się radzileś?
To jest jakieś g. ten pomysł.
Podobnie jak bezstresowe wychowanie.
To ma szansę się skończyć u psychiatry.

Ela, masz prawo jak każdy do własnego zdania. Tylko w tym przypadku (moim zdaniem) bardzo generalizujesz.
Ja konsultowałem się z dwoma psychologami - młodą (35-40l) babką i gościem bliżej emerytury. I ich zdanie było zbieżne:
- dla dzieci rozwód to ogólnie gówniana sytuacja i można starać się ten stan możliwie ogarnąć
- gniazdowanie to mimo wszystko nowość, zobaczy się za 20-30 lat jak statystycznie sobie dzieci z tym radzą. Ja brałem takie rozwiązanie pod uwagę, bż nie.
- dziecko powinno mieć równowagę w kontakcie z rodzicami (i tu była cała dyskusja do czego taki brak równowagi prowadzi, jeśli dzieci są przed rozwodem mocno związani z obojgiem rodziców).
- sytuacja może ulec zmianie z wiekiem dzieci i relacją między rodzicami - trzeba obserwować, myśleć i też się adaptować.
- dla dzieci stałość polega na tym, że wiedzą o tym, że oboje rodziców je kocha, że zawsze mogą zadzwonić, spotkać się, odwiedzić. Na chwilę obecną to trudno dzieciakom znieść, że po wybudowaniu domu trzeba będzie oddać właścicielom wynajmowane mieszkanie, bo chciałyby mieszkać trochę tu, trochę u mamy, trochę w domu i w ogóle:P Urok kilkulatków.

A w odniesieniu do Twoich twierdzeń:
- obecnie to ja domu nie mam, bo w ramach podziału majątku mieszkanie zostało u bż. Wybuduję się, to będę miał:) Biorąc pod uwagę mój obecny styl życia w mieszkaniu jestem prawie tylko wtedy, gdy mam dzieci. Poza tym - może raz na parę dni.
- znam pary, gdzie ojciec wolał mieć "czystszą" kartę i ma dzieci co drugi weekend - więź jest słabsza, ale nie oceniam. Mi taki układ nie odpowiada.
- bezstresowe wychowanie od początku było chorym pomysłem, co przyznał później jego autor. A uczenie dzieci, że czyny mają konsekwencje działa raczej, gdy są u mnie....
- pamiętaj, że ja też mógłbym wziąć dzieci do siebie na stałe - czemu miałby to być zły pomysł?
- bardzo możliwe, że jak dzieci będą starsze, to opieka naprzemienna zacznie ich uwierać. To rolą rodzica jest takie rzeczy zauważyć, omówić z dzieckiem i wziąć jego zdanie pod uwagę. Z wiekiem dzieci prowadzą jednak bardziej "samodzielne" życie i rodzic nie będzie już w jego centrum, a wtedy zmiana form opieki może okazać się konieczna.
- z bż emocje opadły, nie kłócimy się, dzieciaki jak chcą to zostają czasem dłużej u mnie, czasem dłużej u niej lub w trakcie danego tygodnia przenoszą się na dzień lub dwa. I dla mnie dużo istotniejszą częścią zapewniania dzieciom komfortu psychicznego jest fakt dogadywania się rodziców dla dobra dzieci niż tego, czy jest to opieka naprzemienna, gniazdowanie, czy przebywanie u jednego rodzica.

87

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Kaszpir007 napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Myślę Elu, ze nie doceniasz możliwości adaptacyjnych dzieci.
Nie znalazłem żadnych badan (badan, a nie opinii jakiś psychologów)mówiących o tym, ze taka opieka wpływa negatywnie na dzieci.
Po prostu rozumieją że maja dwa domy.
Tak jak kiedyś rozmawialiśmy, opieka naprzemienna powinna być obligatoryjna,o ile jeden z rodziców nie przejawia zachowań agresywnych, lub nie jest uzależniony.i.

Etam ...

Nie jest powiedziane że rodzice mieszkają obok siebie. Czasami jeden mieszka np. w mieście a drugie w oddalonej odległości.

A przecież te dzieci mają swoich znajomych , przyjaciół tam gdzie był dom rodzinny.

Raczej nie wiem czy dla dziecka takie fajne było by przebywanie w domu z mężczyzną/kobietą która nie jest ich matką czy ojcem a potem powrót do domu.

Mogą być zupełnie inne reguł i zasady panujące w domu , bo przeciez w obu przypadkach mogą być juz nowe rodziny.

Ja mieszkam na wsi , była mieszka w mieście. Dzieci mają blisko szkołę i mogę chodzić pieszo na do szkoły. Tu mają też koleżanki.

U mnie dzieci by miały gorzej bo do szkoły musialbym je odwozić i musiały by czekac aż będę wracał do domu. Kontaktu z koleżankami w tym czasie też by nie miały.

Ja nie widzę żadnej zalety dla dziecka. Jedyny plus takie że jakby była tylko taka opieka to mogło by sie okazac że wiele małżeństw by się nie rozpadło , bo brak alimentów mógły byc dla wielu "nieopłacalny" wink
A inna rzecz taka opieka też by powodowała by ciężko było byłym partnerom założyć nowe rodziny , bo nikt raczej by w takie coś nie chciał wejść.

Ja bym na pewno w takie coś nie wszedł ...

Każdy rozwód jest zły dla dziecka i lepiej aby rodzice zanim pomyślą o rozwodzie pomyśleni aby do tego rozwodu nie doszło ..

A  jakbyś mieszkał w tym samym mieście, parę przecznic od byłej żony, dzieci chciałyby spędzać u Ciebie więcej dni?

88

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
WindyBoy napisał/a:

A  jakbyś mieszkał w tym samym mieście, parę przecznic od byłej żony, dzieci chciałyby spędzać u Ciebie więcej dni?

Moje córki mają po 16lat. Obok mieszkania byłej mają szkoły do których chodza pieszo.
Maja też tam koleżanki.

To jest czas że mają już swój świat i swoje prawie życie. Obecnie rodzice nie są już tak ważni jak jeszcze kilka lat temu ...

89

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
M!ri napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Gdyby wprowadzono obligatoryjną opiekę naprzemienną,to zobaczyłabyś kolejki facetów przed sądami z papierami rozwodowymi.

Ta na pewno. Statystyki niepłaconych alimentów potwierdzają jak ojcowie przejmują się "byłymi dziećmi" (sic).

A jaki jest to procent ojców ogólnie?

Fakt że są samce( bo nie ojcowie) którzy nie dopełniają swoich obowiązków rodzicielskich, nie sprawia,ze problem mężów i ojców którzy tkwią w relacji z pojebana kobietą, tylko dlatego, że boja sie o swoje dzieci,  nie jest wart próby rozwiązania.
A takim rozwiązaniem, moim zdaniem była by obligatoryjna opieka naprzemienna.
Sądzisz ze samiec, który nawet  nie płaci alimentów, nagle zapragnie wziąć sobie pod opiekę  np 6 latka?
Przecież po miesiącu zgodzi sie na alimenty w dowolnej kwocie,byle by tylko mama dziecko zabrała.

90

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Szeptuch napisał/a:
M!ri napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Gdyby wprowadzono obligatoryjną opiekę naprzemienną,to zobaczyłabyś kolejki facetów przed sądami z papierami rozwodowymi.

Ta na pewno. Statystyki niepłaconych alimentów potwierdzają jak ojcowie przejmują się "byłymi dziećmi" (sic).

A jaki jest to procent ojców ogólnie?

“Należnych świadczeń nie otrzymuje nawet milion dzieci. Zdecydowana większość dłużników (95 proc.) to mężczyźni – w bazie ERIF BIG jest ich blisko 300 tys. Średnia wartość długu alimentacyjnego mężczyzny to jest prawie 30 tys.” https://www.dziennikprawny.pl/pl/a/to-j … ia-500plus

“Według danych ze Spisu Powszechnego przeprowadzonego w 2021 r. w Polsce mieszkało blisko 7 milionów dzieci w wieku 0–17 lat (Główny Urząd Statystyczny [GUS], 2022). “

Szeptuch napisał/a:

Sądzisz ze samiec, który nawet  nie płaci alimentów, nagle zapragnie wziąć sobie pod opiekę  np 6 latka?

Sądząc po tym jakie potrafią robić uniki byle tylko nie płacić to wielu na takie coś przystanie. Przecież wersja minimum to tylko dać żreć.

91

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
M!ri napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
M!ri napisał/a:

Ta na pewno. Statystyki niepłaconych alimentów potwierdzają jak ojcowie przejmują się "byłymi dziećmi" (sic).

A jaki jest to procent ojców ogólnie?

“Należnych świadczeń nie otrzymuje nawet milion dzieci. Zdecydowana większość dłużników (95 proc.) to mężczyźni – w bazie ERIF BIG jest ich blisko 300 tys. Średnia wartość długu alimentacyjnego mężczyzny to jest prawie 30 tys.” https://www.dziennikprawny.pl/pl/a/to-j … ia-500plus

“Według danych ze Spisu Powszechnego przeprowadzonego w 2021 r. w Polsce mieszkało blisko 7 milionów dzieci w wieku 0–17 lat (Główny Urząd Statystyczny [GUS], 2022). “

Szeptuch napisał/a:

Sądzisz ze samiec, który nawet  nie płaci alimentów, nagle zapragnie wziąć sobie pod opiekę  np 6 latka?

Sądząc po tym jakie potrafią robić uniki byle tylko nie płacić to wielu na takie coś przystanie. Przecież wersja minimum to tylko dać żreć.

Właśnie w kontekście powyższego uświadomiłem sobie że w tej statystyce brakuje mi pewnego podziału, a mianowicie na tych którzy faktycznie konsekwentnie olewają płacenie czegokolwiek i na tych którzy płacą tyle ile są w stanie (bo przecież znane są przypadki gdy jakaś czarna małpa z fioletowym żabotem zasądziła powódce w ramach solidarności jajników kwotę wziętą z sufitu, by nie napisać : z dupy); a do takiego właśnie obrazka również może pasować przypadek tego "rekordzisty", który niby wisi bańkę (co przy podzieleniu na 18 lat daje kwotę circa 4,6 koła miesięcznie. Tak, wiem że w tej grupie są i tacy, którzy w odpowiedzi na niesprawiedliwą wielkość alimentów zacinają się się przeginają w drugą stronę (nie płacąc nic), ale wszystko też nie jest takie czarno-białe jak by chciała autorka artykułu (choć nie twierdzę że problemu jako całości nie ma).

92 Ostatnio edytowany przez M!ri (2023-03-07 17:06:31)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

“Jak wynika z danych przedstawionych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, w 2019 roku średnia wysokość alimentów wyniosła: 674,5 zł (kwota zasądzona poza rozwodami) oraz 966,9 zł (kwota zasądzona przy rozwodzie).”

Czyli biedne żuczki średnio nie są w stanie płacić 1k. To ciekawe jaki był ich wkład w dziecko wcześniej...

93 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2023-03-07 17:34:48)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
M!ri napisał/a:

“Jak wynika z danych przedstawionych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, w 2019 roku średnia wysokość alimentów wyniosła: 674,5 zł (kwota zasądzona poza rozwodami) oraz 966,9 zł (kwota zasądzona przy rozwodzie).”

Czyli biedne żuczki średnio nie są w stanie płacić 1k. To ciekawe jaki był ich wkład w dziecko wcześniej...

Wiesz, da się pewnie to wszystko wyjaśnić i to całkiem łatwo.
Są wśród nich tacy, którzy wolą wydać na imprezy z nową babą czy na wóde, fajki i co tam jeszcze.

Są tacy, którym ta kwota urosła z różnicy między tym co płacą, a tym co im zbójeckim prawem zasądziła stronnicza sędzia.

Są tacy, którzy wpadli w spore problemy finansowe i (jak było napisane) alimenty nie są jedynym problemem (trwałe bezrobocie, depresja itd.).

Ironicznie piszesz o "biednych żuczkach", a ja ci tylko przypomnę że koszty życia dla samotnej osoby gwałtownie rosną w stosunku do kosztów życia w rodzinie przeliczonych na łebka. Wyobraź sobie rodzinę powiedzmy 2 + 2, oboje rodzice zarabiają średnio lub tak niezbyt, ale mają dodatkowo tauzena w ramach "pińcet plus". No to teraz popatrzmy co się dzieje po rozwodzie, jeszcze przy stronniczej sędzi (a to nie jest rzadki wypadek): opieka nad dziećmi zostaje przydzielona, jak w lwiej części wypadków, matce (500 plus zostaje więc przy niej), mieszkanie podobnie (facet musi się wyprowadzić i coś sobie wynająć, czyli koszty życia mu dość gwałtownie i znacząco rosną (zwłaszcza jak to nie było własnościowe), alimenty często w wysokości jaką sędzia z sufitu wyczyta (albo matka dzieci, a sędzia przyklepie). Tak więc wziąwszy pod uwagę ilość rozwodów i odjąwszy lewusów którzy po prostu w ogóle nie chcą płacić, to w tym procencie spokojnie nałapiesz sporo takich wypadków. Jakiś niewielki procent będą też stanowić wypadki gdzie matka wrobiła faceta w ojcostwo (choć dziecko nie jego), a polskie prawo jej to ułatwia.

Ja płacę więcej niż ta średnia, ale zarówno warunki rozwodu, alimentów jak i opieki nad córką w sumie wyszły dla mnie relatywnie łagodne; jednak nie wiem co by było gdyby była chciała iść mocniej po bandzie (pewne jej zagrywki zostały uziemione przez sędzię w zarodku, co do innych są podstawy sądzić że mogłaby jej pójść na rękę; inna sprawa że jak zwykle w przypadku mojego zawodu żadna sędzia nie była w stanie rzetelnie oszacować mojej zdolności zarobkowej, bo żadna nawet nie wiedziała dokładnie "z czym to się je"). Tak czy siak w momencie rozwodu córka była dość duża i dość mocno ze mną zżyta, więc była na za wiele nie mogła sobie pozwolić. Ale wiesz dobrze że przy małym dziecku kobieta potrafi być na sali sądowej znacznie większą sooką w stosunku do byłego i mocnie zarówno grać dzieckiem, jak i nastawiać to dziecko przeciw ojcu, przy jednoczesnej chęci większego zniszczenia go.

94 Ostatnio edytowany przez Fjord (2023-03-07 18:23:44)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
independent_01 napisał/a:

Pracowałam kilka lat z pewnym chłopakiem. Oboje wtedy byliśmy w związkach, wiec po prostu się przyjaźniliśmy. Później nasze drogi się rozeszły, a teraz po x latach znowu się spotkaliśmy. Niestety w kiepskiej dla mnie konfiguracji. On po rozwodzie z dzieckiem, ja nie. Początkowo, jak wcześniej po prostu dużo pisaliśmy, później zaczęliśmy się spotykać, jednak bardzo rzadko. Na starcie powiedziałam ze nie jestem gotową na głębszą relację (byłam wtedy strasznie pogubiona emocjonalnie). Do tego on i jego 2 etaty, dziecko co tydzień na 5 dni i totalny brak czasu. Był idealny do rozmowy w samotne wieczory gdy nie szłam z koleżankami na miasto. Dla mnie facet z dzieckiem zawsze był skreślony.
I  nagle, nie wiedzieć kiedy zaczęłam zauważać ze to wartościowy człowiek. Mimo wielu obowiązków potrafił poświęcać mi czas i mogłam na niego liczyć w wielu sytuacjach. Nie naciskał, był ciągle gdzieś obok.

I wtedy zrozumiałam, że zakochałam się. Zakochałam w kimś dla kogo zawsze będę na „drugim planie”.  Ze za wszelką cenę chciałam uciec od związków, w których czułam się niewystarczająca  i nie dostawałam miłości i nie czułam się kochana, a tymczasem kocham się w facecie, dla którego moje potrzeby nigdy nie będą najważniejsze. Ba! To ja muszę być tą, która będzie kochała na tyle mocno, żeby zaakceptować to wszystko i nie oszaleć.

Codziennie czytam miliony artykułów jak wygląda takie życie… „Nie matkuj temu dziecku, nie stawiaj ultimatum, pamiętaj, że on chce być ojcem i być odpowiedzialny, a dziecko nie jest niczemu winne i ma prawo Cię nienawidzić”. Mam wrażenie, że zapamiętuje to wszystko niczym notatki na studia, żeby w razie potrzeby umieć zastosować, żeby mu zaimponować, że jednak jestem dojrzała, że potrafię, że dam radę, że nie będę histeryczką i zaakceptuje ten cały stan rzeczy…

Jednak to tylko teoria. Nie poznałam tego dziecka, spotykamy się wtedy kiedy go nie ma. Ale od kilku dni chodzę strasznie struta, ciągle płaczę, nie potrafię zadecydować czego chcę, co czuję. Z jednej strony nie chcę  rezygnować  z niego, uważam, że to świetny facet, ale z drugiej nieubłagalnie nadchodzi moment zderzenia się z prawdziwą rzeczywistością i nie wiem czy podołam.
Nie wiem czym się kierować, z jednej strony pragnę uwagi i miłości, z drugiej on jest człowiekiem, z którym chcę być. Z nim, nie wiem czy z jego dzieckiem, a to niestety nieoderwalne ogniwo. Wiem, że jemu także na mnie zależy, czuje to i widzę. Ale czy to wystarczy?
Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia z chęcią przeczytam takie historie. Może pomogą mi ukierunkować myśli, niestety nie mam już innego pomysłu, żeby sobie pomóc…

Podchodząc do tematu bardzo poważnie, przyjrzyjmy się najpierw pewnej bardzo ważnej rzeczy.
W pierwszej kolejności to: nie każdy chce wchodzić w związki, które wnoszą coś, co widzimy jak okowy. Czyli: po rozwodzie, czy z dzieckiem, a w najgorszym wypadku i z dzieckiem i wciąż w związku bądź separacji.
Jest to oczywiście normalne w większości przypadków gdzie ludzie po prostu chcą założyć rodzinę a nie być puzzlem, który wstawia się w brakujące miejsce i stara się dopasować.

Masz wątpliwości, co oczywiste, szczególnie w dzisiejszym świecie który tyle mówi o mniejszej wartości mężczyzn, bo tak, o, patrz na mój slogan proporcowy, on tak mówi!

Czy podołasz? Oczywiście, że tak. Inna nazwa dla ludzkości to adaptacja, szczególnie kiedy coś jest tego warte.

Twoje wątpliwości? Wypływają właśnie z tego, że dookoła krzyczą, co kobiecie się należy, tylko dlatego bo jest kobietą. Koleżanki Ci powiedziały, że nie jest tego warty bo ma dziecko? Chrzanić koleżanki. To, co mówią ewidentnie źle na Ciebie wpływa, jak również na Twoje szczęście.

Czujesz, że jesteś na drugim planie?
Ktoś już tu nakreślił teorię dwóch torów, kiedy chodzi o stosunki rodzinne, ale jest to trochę bardziej skomplikowane.
Faceci wiedzą, że ich wartość spada kiedy są samotnymi ojcami. Zastanów się przez chwilę, czy to właśnie Ty nie spowodowałaś, że on poczuł się drugoplanowo ze względu na jego dziecko. Rozumiał to i się nie narzucał a ponad to potrzebował czasu na pracę i wychowywanie/zajmowanie się nim.

Już abstrachując oczywiście, bo to może być tylko i wyłącznie zakładanie, ale czy dałaś sobie chociaż przez chwilę czas na prawdziwe zastanowienie się nad całą sytuacją?
Czy bezemocjonalnie podeszłaś do tematu?
Jest facet, którego kochasz.
Tym, co Cię od niego odrzuca to fakt, że posiada dziecko i wiążące się z tym odpowiedzialności.
Boisz się odpowiedzialności bo oznaczają narzucanie pewnych zachowań wynikających z dorosłego życia.
Boisz się zrobić ten ostatni krok ku dorosłości, bo wiesz, że zabierze Ci to Twoje dotychczasowe wolności.
Innymi słowy: boisz się stać dorosła, w pełnym tego słowa znaczeniu.

A gdybyś tak poznała to dziecko?
Miłość rodzicielska może Cię uderzyć tak niespodziewanie, że jeszcze będziesz się smiać ze swoich głupiutkich lęków i zastanawiać się, czemu nie zrobiłaś tego wcześniej.

Z drugiej strony, być może powinnaś chociaż pójść o krok dalej i kontynuuować związek na jasnych zasadach, typu:
"Nie wiem, czy jestem gotowa, ale chcę spróbować i przekonać się, czy jestem warta aby być matką twojego dziecka."
Warta, bo mało jest i kobiet i mężczyzn którzy są w stanie traktować nie swoje dzieci z szacunkiem na jaki zasługują i być dla nich wartościowym rodzicem.

Te Twoje pisemka i magazyny? Wyrzuć przez okno.
Z dzieckiem budujesz zaufanie oparte na obopulnym zrozumieniu granic i wartości waszej znajomości.
Będzie Cię nienawidzić tylko wtedy jeśli dasz mu na to powód, a pokocha jeśli dasz mu na to czas i chęci
A swoją drogą "matkowanie" służy nastolatkom, nie pięciolatkom.

A o tym, że musisz te naiwne myślenie, że świat obraca się wokół Ciebie, czy kobiet ogólnie rzecz mówiąc, zabić już chyba wspominać nie muszę.
Jeśli okaże się chujem, to go rzuć, a jeśli będzie Cię szanował i kochał, co innego pozostaje jak nie odwzajemnić tego tym samym?
Jeśli jesteś jedną z tych kobiet, które za nic mają facetów i oceniają ich po ich wyglądzie i ilości zer na wypłacie, daj facetowi święty spokój. Nie zasługujesz na takiego, który jest odpowiedzialny.

95 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-03-07 18:46:50)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Szczerze ?

Mam kumpla który jest też rozwodnikiem. W moim wieku , 2 dzieci. Bardzo religijni i żona znalazła sobie faceta na necie i go zostawiła. Oczywiście dzieci zostały przy niej.
Mi został kredyt za mieszkanie , a byłej żonie kredyt na dom. PLus taki że miał do czego wrócić , choć minus że kredy. Po opłaceniu alimentów , kredytu , opłat mówił że żyje na zupkach chińskich i oszczędza na czym się da bo ledwo może przeżyć ...
Kumpel wiele lat ze mną pracował sad

U mnie ? Dobrze że miałem własny majątek i po rozwodzie mam pewien majątek. Dzięki temu  nie muszę płacić za wynajem , nie muszę spłacać kredytu. Po zapłaceniu alimentów stać mnie na życie i pewne przyjemności ale też szaleć nie mogę , bo zarabiam poniżej średniej krajowej a jeszcze muszę opłacić alimenty.

Jakbym miał wynająć mieszkanie to nie stać by mnie bylo na .. alimenty.

A mnóstwo ludzi zarabia jeszcze mniej ode mnie i muszą jeszcze zapłacić za wynajem albo inne opłaty i naprawdę często po prostu ich nie stać na alimenty ...

Inna rzecz ze są kobiety które żyją z alimentów.  Mają po kilka dzieci z różnymi facetami i żyją z alimentów. To ich dochód i sposób na życie ...

Nie dziwię się że tacy faceci często nie chcą płacić bo wiedzą że zostani wrobienie w dziecko. W dziecko którego nie chcieli ...

Ale czasami tych facetów rozumie. Bo jeśli faktycznie ma do wyboru głodowanie albo alimenty to wiadomo co się wybierze.
A przy zarobkach jak w Bułgarii a wydatkach jak w Niemczech to wcale nie dziwię się ludziom ..

96

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Fjord napisał/a:

Boisz się odpowiedzialności bo oznaczają narzucanie pewnych zachowań wynikających z dorosłego życia.
Boisz się zrobić ten ostatni krok ku dorosłości, bo wiesz, że zabierze Ci to Twoje dotychczasowe wolności.
Innymi słowy: boisz się stać dorosła, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Wiązanie się z samotnym ojcem to nie jest żaden wyznacznik dorosłości ani dojrzałości. Byłoby głupotą w wieku 30 lat inwestować czas w relację z opisanym człowiekiem. Jeśli autorka chce mieć rodzinę, to powinna znaleźć kogoś z czystą kartą, bo dla dziecka tego gościa i tak nie będzie matką.

97

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
bb8 napisał/a:
Fjord napisał/a:

Boisz się odpowiedzialności bo oznaczają narzucanie pewnych zachowań wynikających z dorosłego życia.
Boisz się zrobić ten ostatni krok ku dorosłości, bo wiesz, że zabierze Ci to Twoje dotychczasowe wolności.
Innymi słowy: boisz się stać dorosła, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Wiązanie się z samotnym ojcem to nie jest żaden wyznacznik dorosłości ani dojrzałości. Byłoby głupotą w wieku 30 lat inwestować czas w relację z opisanym człowiekiem. Jeśli autorka chce mieć rodzinę, to powinna znaleźć kogoś z czystą kartą, bo dla dziecka tego gościa i tak nie będzie matką.

Dokładnie. To przypomina argumentację samotnych matek, że gdyby był prawdziwym mężczyzną to pokochałby jak swoje wink

Jak autorka poświęci na tę mało rokującą relację powiedzmy z 5 lat to później jej szanse na znalezienie partnera spadną o 50% a na założenie rodziny prawie do zera.

98

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Mój sprawuje opiekę naprzemienną. W zasadzie od pół roku, wcześniej była to opcja weekendowa.
Mimo, że kontakt z dziećmi mam świetny (nie raz usłyszałam od nich, że mnie kochają), to jednak reorganizacja życia była dla mnie potężnym wyzwaniem.
Nie mam własnych dzieci, więc uczę się od nich.
Tak, na początku dominuje uczucie "pokrzywdzenia" i  bycia lekko z tyłu. Tu jednak refleksem i przytomnością umysłu wykazał się mój mąż, któremu zwinnie udaje się pogodzić potrzeby nas wszystkich. Np dzieci chciały iść na basen, ja wolałam kino (nie lubię chodzić na basen z miesiączką), poszliśmy do kina. Bez żalu, pretensji. Uczą się, że wszyscy jesteśmy dla siebie ważni. Owszem, muszę czasem rezygnować choćby z wyjazdu we dwójkę, jak wypada nasza opieka, ale sądzę, że jest to przyzwoita cena za całkiem fajny dom, który w tej całej głupiej sytuacji udaje nam się stworzyć. Dużo pracy kosztowało mnie zdjęcie dzieci z poziomu rywali, a przeniesienie do członków mojej rodziny, ale dzięki temu nie czuję się odstawiona na bok.
Matka dzieci przestała ze mną rywalizować, przestała przeszkadzać. Dzieci kontaktują się ze mną nawet, gdy są u mamy.
Nie jest to prosty układ, ale kocham tego mojego męża i tyle..

99

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
independent_01 napisał/a:

, a tymczasem kocham się w facecie, dla którego moje potrzeby nigdy nie będą najważniejsze. …

Jest tylko jedna osoba dla której Twoje potrzeby będą najważniejsze - to Ty.
Pora dorosnąć.

100 Ostatnio edytowany przez twojeslowo (2023-03-07 20:30:34)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Motocyklistka napisał/a:

Tu jednak refleksem i przytomnością umysłu wykazał się mój mąż, któremu zwinnie udaje się pogodzić potrzeby nas wszystkich.

I to jest całe clue zdrowo budowanych relacji patchworkowych smile. To na dzieciatym parterze spoczywa odpowiedzialność za umiejętne zbalansowanie potrzeb wszystkich członków tej układanki. A później wszystko się układa, bo nikt nie czuje się gorszy czy pomijany i każdy garnie się do takich poszerzonych relacji i ich utrzymywania, bo jest fajnie. U mnie też tak to działa, jest pełna i fajna chata. Gdyby mi mój obecny mąż, już na etapie randkowania, wyskoczył z tekstami, że dzieci są dla niego caaaaaaaaaaaaałym światem, najważniejsze, numerem jeden, albo byłby niezadowolony, że ja czegoś nie akceptuję, lub non stop byłby jakieś zmiany w ustalonych wcześniej między nami terminach, to od razu byśmy się rozstali. Dodam też, że jak się ma mądrego partnera, to i też pewność, że ex-partnerki będą na poziomie, bo w końcu nie przypadkowo je wybierał smile.

101

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Kaszpir007 napisał/a:
WindyBoy napisał/a:

A  jakbyś mieszkał w tym samym mieście, parę przecznic od byłej żony, dzieci chciałyby spędzać u Ciebie więcej dni?

Moje córki mają po 16lat. Obok mieszkania byłej mają szkoły do których chodza pieszo.
Maja też tam koleżanki.

To jest czas że mają już swój świat i swoje prawie życie. Obecnie rodzice nie są już tak ważni jak jeszcze kilka lat temu ...

Jak moje będą miały 16 lat to też obstawiam, że będą w pod jednym adresem. To zupełnie inna sytuacja....

102 Ostatnio edytowany przez Fjord (2023-03-07 20:47:01)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
bb8 napisał/a:
Fjord napisał/a:

Boisz się odpowiedzialności bo oznaczają narzucanie pewnych zachowań wynikających z dorosłego życia.
Boisz się zrobić ten ostatni krok ku dorosłości, bo wiesz, że zabierze Ci to Twoje dotychczasowe wolności.
Innymi słowy: boisz się stać dorosła, w pełnym tego słowa znaczeniu.

Wiązanie się z samotnym ojcem to nie jest żaden wyznacznik dorosłości ani dojrzałości. Byłoby głupotą w wieku 30 lat inwestować czas w relację z opisanym człowiekiem. Jeśli autorka chce mieć rodzinę, to powinna znaleźć kogoś z czystą kartą, bo dla dziecka tego gościa i tak nie będzie matką.

Jak najbardziej. To samo napisałem na samym początku; nie wszyscy chcą wchodzić w takie związki i jest to zrozumiałe. Rozwijałem bardziej problem dlaczego autorka autentycznie się boi, zamiast podejść do sprawy racjonalnie, jak osoba dorosła.

Plusy i minusy związku, w bardzo prosty sposób określić przed samym sobą, czy chce się brnąć w taki związek pomimo tylu lęków.

M!ri napisał/a:

Dokładnie. To przypomina argumentację samotnych matek, że gdyby był prawdziwym mężczyzną to pokochałby jak swoje ;)

No, na całe szczęście nic takiego nie napisałem ;) ani nie zakładałem.

M!ri napisał/a:

Jak autorka poświęci na tę mało rokującą relację powiedzmy z 5 lat to później jej szanse na znalezienie partnera spadną o 50% a na założenie rodziny prawie do zera.

Jeśli autorka będzie dalej podchodzić do tematyki związków w sposób jaki to opisała, każdy jeden będzie z góry skazany na porażkę.
Może oczywiście robić co chce, ale w końcu wpadnie na takiego, co chce założyć rodzinę, a ona, jeśli nie wydorośleje, dalej będzie przerażona faktem, że "będzie na drugim planie."

Autorka nie wie, co robić, bo została zachwiana wizja jej idealnego związku; poznała faceta, którego kocha, ale ma dziecko.
Osoby, które wiedzą czego chcą, od razu podejmą decyzję. W tym przypadku powinno być: "nie, nie zrobię tego."
Mamy jednak niezdecydowaną kobietę, która chciałaby spróbować, ale nie jest przekonana czy coś takiego może w ogóle wypalić.

Statystycznie rzecz ujmując, w większości przypadkach nie wypala. Dlaczego?
Właśnie przez to, że jedna ze stron jest na tyle egocentryczna, że wymaga więcej niż samo dziecko, a w przypadku w którym nie ma dziecka, staje się tyranem.
Być może to rzeczywiście ten facet odsunął ją drugi bok, bo uznał, że taka jest?
A może to on nie chce się wiązać z racji tego ile mu to narobiło kłopotów? Może to on jest tym, który sprawia, że ona ma tyle wątpliwości?

Chyba się tego nie dowiemy, dlatego właśnie ta propozycja do autorki aby podeszła do sprawy bez emocji i racjonalnie.
Wymień wszystkie plusy i minusy, zastanów się, co jest dla Ciebie ważne, poznaj gościa jeszcze lepiej niż weekendowe rozmowy.. oceń, czy jest to miłość warta poświęcenia, czy nie.

103 Ostatnio edytowany przez Elena_Lenu (2023-03-07 23:39:15)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Byłam w związku z rozwodnikiem z dziećmi i nie chcę generalizować, ale obecnie już bym raczej się na to nie zdecydowała. Uważam, ze bardzo trudno jest stworzyć taki związek, żeby potrzeby wszystkich osób były zaspokojone. Wymaga to ogromnej dojrzałości, skłonności do kompromisów i "nagimnastykowania się" w wielu sprawach.

Ja weszłam do tego związku z podejściem bardzo idealistycznym. Myślałam, że skoro lubię dzieci, jestem gotowa do kompromisów, to jakoś będzie. Nie było. Na początku fascynacja, on obiecywał mi złote góry, że zaręczyny, ślub, będziemy mieć też wspólne dziecko, jeżeli będę chciała... Lubiłam nawet jego dzieci, ja bym mogła zostać dla nich nową mamą, ale oczywiście one już miały swoją matkę. A mój eks spalał sie walcząc z nią o wszystko: o wizyty, o alimenty, o kawałek działki. Był tym sfrustrowany, zmęczony, nie miał chyba już sił i chęci, by pielęgnować nasz związek.

Ja starałam się pomagać i "rozumieć". "Rozumiałam", że niektóre weekendy będą z dziećmi, że nie jest tak elastyczny, pomagałam mu prać i prasować ubranka, by mieć więcej czasu później dla nas, nie gniewałam się gdy wieczorem było podejrzenie że mała zachorowała i nagle leciał  50 km do niej... 

Ale w końcu zrozumiałam że mnie i moich potrzeb w tym nie ma. Nasze plany, także te poważniejsze, odsuwały się na wieczne nigdy. Był problem nawet z tymi mniejszymi: przez wiele miesięcy nie był w stanie znaleźć jednego dnia w weekend, by pojechać poznać moich rodziców, jedyny czas, gdy mogliśmy skoordynować urlopy w pracy, postanowił spędzić z dziećmi nad jeziorkiem, w swoje urodziny siedziałam sama do 23, a potem wpadł i tylko burknął od niechcenia "wszystkiego najlepszego" choć byliśmy wcześniej umówieni do restauracji...

Nie mówię, że mój eks był złym facetem, na pewno nie, ale nie poradził sobie z natłokiem obowiązków, z dziećmi, nie było w jego życiu miejsca na związek. Odeszłam, bo źle czułam się w tym ukladzie.

Z perspektywy czasu myślę, że związek z "dzieciatym" to raczej  albo dla kobiet, które też mają dzieci, albo luźna znajomość jeżeli komuś pasuje taki układ.
Chyba że matka jest całkowicie nieobecna/nie żyje i Ty wychowujesz to dziecko jak swoje, albo dziecko jest już dorosłe/odchowane.

104

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Nowe_otwarcie napisał/a:
logika napisał/a:

jeden Norweg czy dwóch, nie przesądza o tym, czy rozwiązanie jest lepsze , czy gorsze.

Zasada jest taka, żeby to dzieciom było lepiej, a rodzicom gorzej,
nigdy odwrotnie.

Jeden dom, miejsce dla dzieci, a rodzice mogą biegać z walizkami,
skoro nie dali rady wspólnie odchować.

Znam wiele takich rozwiązać, bo mieszkam w Danii, ale trudno to przenieść na realia polskie,
tutaj, każdy kto ma tylko pracę, może mieć dom, albo mieszkanie,
a zatem wiele rodzin po rozwodzie ma 2 domy,
natychmiast rozwiedzeni mają nowych partnerów, i z nimi pomieszkiwać,
ale naprzemiennie wracają do domu "rodzinnego" i dzieci..
Dla nich to tak, jakby co tydzień, raz jedno z rodziców, raz drugie, wyjeżdżało na delegację.
zawsze są u siebie i zawsze z jednym rodzice,

ale równie chętnie przemieszczają się od jednego, do drugiego..

po prostu, to są inne dzieci,
dlatego, przykład, czy my sami byśmy tak chcieli? jest oderwany od realiów,
my byliśmy inaczej wychowani,
a tym samym, jesteśmy innym pokoleniem,
ja na co dzień obserwuję radosne dzieci, cieszące się, że jadą do SWOJEGO drugiego domu,

zaznaczam, że to jest inny świat,
nie da się tego tak wybiórczo przeszczepić,
to lata praktyk wypracowanych przez pokolenia..

50% rozwodników i jeden z najszczęśliwszych krajów na świecie,
w tym dzieci.

Logika, ciebie przez to mieszkanie w Danii (po co najmniej kilku wątkach widzę) nieco odkleiło od naszych realiów.
Zresztą nawet to co piszesz w tym poście już też daje do myślenia. 50% rozwodników, no jest się czym chwalić... tym że to aż tak nieodpowiedzialny naród, tak bezmyślnie idący do ołtarza? Chociaż może i w tym sęk, ludzie nieodpowiedzialni mniej się przejmują problemami codziennego życia i zobowiązaniami, tym za co się utrzymają; dla nich zawsze "jakoś to będzie"...

Chciałabym przeprosić autorkę independent_01,
odniosłam się do ostatniego wpisu, nie czytając Twojego posta, tematu wątku,
- cała dyskusja zeszła na inny temat, czyli jak na tradycyjnej polskiej STYPIE,
wszyscy świetnie się bawią i zapomnieli już kto umarł!

Wracając do Twojego dylematu,
nie należy się nigdy bać czegoś, czego nie znamy.
Nie istnieje coś takiego jak: jakieś dziecko, czy jakiś ojciec z dzieckiem.

To jest zawsze jakieś ono z imieniem, i on taki, a nie inny,
dlatego należy spróbować, skoro zaangażowałaś się emocjonalnie.
Wszystko co się teraz dzieje, to nieodzywanie się jego przez kilka dni, wynika z faktu, że
oboje nie wiecie na czym stoicie,
gdy się określisz, że wchodzisz w to, bierzesz jego z całym dobrodziejstwem,
jego zachowanie powinno się zmienić.

To jak odnajdzie się osoba dobijająca do relacji ojciec-dziecko, zależy tylko i wyłącznie od ojca tego dziecka. ponieważ tylko on sam wie, czy:
1.dziecko jest całym jego życiem i potrzebuje kobiety tylko na dostawkę, czy
2.kobieta stanie się jego życiem i wspólnie spędzą je z jego dzieckiem,

A zatem spróbuj, a dowiesz się, gdzie jest Twoje miejsce wg niego,
potem dopiero możesz powiedzieć, że to nie dla Ciebie,
przykłady innych niech Cię nie odstraszą, ponieważ to byli inni faceci i inne relacje.
U Was może być inaczej.
Bez poznania dziecka, nie masz nad czym się zastanawiać, bo i nad czym?

Ktoś napisał, że własne dziecko będzie zawsze ważniejsze,
gdy tak jest, nie należy wiązać się z nikim innym..
Każdy chce i szuka związku, a nie bycia satelitą wokół związku rodzic-dziecko!

Naprzemienna opieka nie jest głupotą, głupsi są zazwyczaj rodzice, którzy nie rozumieją, że dziecko potrzebuje obojga rodziców, a jak to oboje zorganizują, to już zależy od indywidualnych ustaleń, każde dobre, gdy dobre dla dzieci..

Nowe_otwarcie:
pewnie mnie odkleiło.. mam nadzieję, że od polskiej mentalności również smile
Ja się wcale nie chwalę rozwodami, tylko informuję, a po za tym,
nie dosłownie o same rozwody tu chodzi, ponieważ u Nas również konkubinaty są tak samo traktowane, na równych prawach i konsekwencjach, a zatem dosłownie chodzi o same rozstania związków wszelakich, w tym małżeństwa, których jest bardzo mało, coraz mniej..

gdyby autorka żyła w Danii, przez moment by się nie wahała, bo większość wolnych facetów ma już dzieci smile trzeba próbować, gdy kogoś znajdziemy i uważamy, że on jest dla nas, nie bać się..
zawsze się znajdzie jakieś, ale..

105 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2023-03-10 08:15:08)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Głupotą jest stwierdzenie, że tylko przy opiece naprzemiennej dziecko może mieć właściwy kontakt z obojgiem rodziców.
To czy rodzic nie mieszkający na co dzień  z dzieckiem ma dobry kontakt, zależy akurat głównie od niego.
No chyba że druga strona robi wszystko by to zepsuć, ale wtedy przy opiece naprzemiennej będzie robić to samo.? I więcej będzie mieć do tego naboi.
A autorka chyba napisała, że temat nieaktualny?

Jak ja uwielbiam tych Polaków z prowincji,  co wyrwą się gdzieś na emigrację i nagle wszystko tam jest wspaniale, a w Polsce wszystko źle wink
Zaraz się dowiemy,  że Duńczycy    to w ogóle mają cudowne...wszystko big_smile

Większość wolnych facetów ma dzieci?
Czyli  większość dzieci nie wychowuje się w modelu : ojciec, matka dziecko? ..
To gorzej jest tylko w Rosji 70 % rozwodów

106

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
logika napisał/a:

Nowe_otwarcie:
pewnie mnie odkleiło.. mam nadzieję, że od polskiej mentalności również smile
Ja się wcale nie chwalę rozwodami, tylko informuję, a po za tym,
nie dosłownie o same rozwody tu chodzi, ponieważ u Nas również konkubinaty są tak samo traktowane, na równych prawach i konsekwencjach, a zatem dosłownie chodzi o same rozstania związków wszelakich, w tym małżeństwa, których jest bardzo mało, coraz mniej..

gdyby autorka żyła w Danii, przez moment by się nie wahała, bo większość wolnych facetów ma już dzieci smile trzeba próbować, gdy kogoś znajdziemy i uważamy, że on jest dla nas, nie bać się..
zawsze się znajdzie jakieś, ale..

Widzisz, powszechnym problemem osób zbytnio zafascynowanych innym krajem jest to że zamiast dostrzegać zarówno zalety i jak i wady tego kraju (bo wiadomo że pewne rzeczy będą lepsze niż u nas, ale pewne gorsze, jak praktycznie wszędzie) jest przyjmowanie z automatu wszystkiego jako lepsze, a nawet nadmierna racjonalizacja tamtejszych "minusów".

Ty starasz się dostrzegać jedynie to że autorka w duńskich warunkach byłaby bardziej przyzwyczajona do samotnych facetów z dzieckiem. Ale odwracając to: może w kraju o poważniejszym podejściu do małżeństwa i do ratowania rodziny w kryzysie on a w ogóle by nie spotkała tego swojego faceta, bo miałby inną mentalność (może jego była też) i ktoś mógłby mu pomóc uratować rodzinę? Bo na razie u nas też jest coraz szerzej propagowane gówniarskie, iście godne liceum a nie dorosłego życia, podejście  w stylu "coś ci nie pasuje, to się rozejdźcie i szukaj lepszego".

Od pewnego czasu widzę że wylano dziecko z kąpielą i w ramach odwetu za wpieprzanie się czarnych sukienkowych we wszystko postanowiono przypuścić atak na ich "sojusznika" (lub projekt, sztandarowe hasło) czyli rodzinę jako taką, nie wnikając za bardzo w to że klechy sobie uzurpują dbanie o nią i na tej samej zasadzie narzucają jej kształt. Nie, poważne podejście do rodziny i dbania o nią to nie wymysł kościółkowych, a gówniarsko-niepoważne podejście do związków czy małżeństwa to nie oznaka nowoczesności czy otwartości światopoglądowej. To jedynie gówniarstwo i egoizm; nie dziwi więc wzmiankowane przez Elę 70% rozwodów w Rosji, w kraju gdzie jedność rodziny przez całe dekady była zwalczana i gdzie po upadku ZSRR zaczęła się bezwzględna pogoń za kasą; wystarczy popatrzeć na "nowych Ruskich", ale także na gorzej sytuowane warstwy społeczeństwa by zrozumieć czemu tak jest.

107

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Ela210 napisał/a:

Głupotą jest stwierdzenie, że tylko przy opiece naprzemiennej dziecko może mieć właściwy kontakt z obojgiem rodziców.
To czy rodzic nie mieszkający na co dzień  z dzieckiem ma dobry kontakt, zależy akurat głównie od niego.
No chyba że druga strona robi wszystko by to zepsuć, ale wtedy przy opiece naprzemiennej będzie robić to samo.? I więcej będzie mieć do tego naboi.

Gdzie więcej naboi? Nie żartuj Elu. Opieka naprzemienna prawie zawsze bije w pozycję i cele tylko jednej strony i nie jest nią dziecko, lecz strona która w naszym sądownictwie w dziewięćdziesięciu kilku procentach dostaje opiekę nad dzieckiem... czyli w pozycję i cele matki. Popatrzmy na klasyczny model i możliwości matki mającej grube anse do byłego: dostaje alimenty, przy jednoczesnym trzymaniu dziecka przy sobie przez przytłaczającą większość czasu. Czyli nie dość że ściąga z byłego kasę, to jeszcze niewiele ryzykując może mu ograniczać kontakt z dzieckiem i znacznie swobodniej urabiać dziecko przeciwko niemu, jednocześnie podbijając byłemu stawkę jaką musi zapłacić by w ogóle pozostać w grze o realny kontakt z dzieckiem (znam taki przypadek z zakończonej już relacji koleżanki: była jej ówczesnego faceta utrudniała mu widzenia, starała się wręcz go wykończyć, a on musiał naprawdę na bogato organizować te krótkie spotkania z dzieciakiem by mamuśka nie zniechęciła skutecznie dziecka do niego. No dla matki "klasyczna" wersja to pełna wygrana i pełna kontrola; przy rozwodzie z małym dzieckiem to już w zasadzie tylko od matki zależy czy (nim dziecko osiągnie pełnoletniość) będzie co zbierać z jego relacji z ojcem. Przy opiece naprzemiennej matka traci i kasę i większy wpływ na dziecko; taka forma będzie jej odpowiadać bardziej tylko jeśli patrzy bardziej do przodu (na nową relację) niż do tyłu (na dzieci z poprzedniej relacji).

108

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

No to, to tylko kobieta mogłaby wymyślić:
jej się należy opieka, a jemu dobry kontakt ! smile

I chętnie Elu poczekam z Tobą, może zaraz się dowiemy!


miłego dnia dla wszystkich

109

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Nowe_otwarcie napisał/a:

Gdzie więcej naboi? Nie żartuj Elu. Opieka naprzemienna prawie zawsze bije w pozycję i cele tylko jednej strony i nie jest nią dziecko, lecz strona która w naszym sądownictwie w dziewięćdziesięciu kilku procentach dostaje opiekę nad dzieckiem... czyli w pozycję i cele matki. Popatrzmy na klasyczny model i możliwości matki mającej grube anse do byłego: dostaje alimenty, przy jednoczesnym trzymaniu dziecka przy sobie przez przytłaczającą większość czasu. Czyli nie dość że ściąga z byłego kasę, to jeszcze niewiele ryzykując może mu ograniczać kontakt z dzieckiem i znacznie swobodniej urabiać dziecko przeciwko niemu, jednocześnie podbijając byłemu stawkę jaką musi zapłacić by w ogóle pozostać w grze o realny kontakt z dzieckiem (znam taki przypadek z zakończonej już relacji koleżanki: była jej ówczesnego faceta utrudniała mu widzenia, starała się wręcz go wykończyć, a on musiał naprawdę na bogato organizować te krótkie spotkania z dzieciakiem by mamuśka nie zniechęciła skutecznie dziecka do niego. No dla matki "klasyczna" wersja to pełna wygrana i pełna kontrola; przy rozwodzie z małym dzieckiem to już w zasadzie tylko od matki zależy czy (nim dziecko osiągnie pełnoletniość) będzie co zbierać z jego relacji z ojcem. Przy opiece naprzemiennej matka traci i kasę i większy wpływ na dziecko; taka forma będzie jej odpowiadać bardziej tylko jeśli patrzy bardziej do przodu (na nową relację) niż do tyłu (na dzieci z poprzedniej relacji).

Alimenty są na dziecko, nie na byłą, i są twoim obowiązkiem. Ty jesteś weekendowym tatusiem, ze słabą więzią z dzieckiem, bo tak ją zbudowałeś. W dodatku masz słabe zarobki i wciąż uważasz, że to problem świata, twojej byłej, a nie twój.

110

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
twojeslowo napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Gdzie więcej naboi? Nie żartuj Elu. Opieka naprzemienna prawie zawsze bije w pozycję i cele tylko jednej strony i nie jest nią dziecko, lecz strona która w naszym sądownictwie w dziewięćdziesięciu kilku procentach dostaje opiekę nad dzieckiem... czyli w pozycję i cele matki. Popatrzmy na klasyczny model i możliwości matki mającej grube anse do byłego: dostaje alimenty, przy jednoczesnym trzymaniu dziecka przy sobie przez przytłaczającą większość czasu. Czyli nie dość że ściąga z byłego kasę, to jeszcze niewiele ryzykując może mu ograniczać kontakt z dzieckiem i znacznie swobodniej urabiać dziecko przeciwko niemu, jednocześnie podbijając byłemu stawkę jaką musi zapłacić by w ogóle pozostać w grze o realny kontakt z dzieckiem (znam taki przypadek z zakończonej już relacji koleżanki: była jej ówczesnego faceta utrudniała mu widzenia, starała się wręcz go wykończyć, a on musiał naprawdę na bogato organizować te krótkie spotkania z dzieciakiem by mamuśka nie zniechęciła skutecznie dziecka do niego. No dla matki "klasyczna" wersja to pełna wygrana i pełna kontrola; przy rozwodzie z małym dzieckiem to już w zasadzie tylko od matki zależy czy (nim dziecko osiągnie pełnoletniość) będzie co zbierać z jego relacji z ojcem. Przy opiece naprzemiennej matka traci i kasę i większy wpływ na dziecko; taka forma będzie jej odpowiadać bardziej tylko jeśli patrzy bardziej do przodu (na nową relację) niż do tyłu (na dzieci z poprzedniej relacji).

Alimenty są na dziecko, nie na byłą, i są twoim obowiązkiem. Ty jesteś weekendowym tatusiem, ze słabą więzią z dzieckiem, bo tak ją zbudowałeś. W dodatku masz słabe zarobki i wciąż uważasz, że to problem świata, twojej byłej, a nie twój.

Ooo,widzę że kafeteryjna spierdolinka już wypiła poranną kawę i postanowiła nieco pohejtować  wink

O mojej więzi z dzieckiem nic nie wiesz,ale piszesz co ci do pustej głowy przychodzi. Uspokaja cię: jest znacznie silniejsza niż sądzisz, właśnie dlatego że zbudowałem ją właśnie przed rozwodem, bo wie że może na mnie liczyć gdy ma problem.

A moje zarobki nie są słabe,po prostu zaliczam się do klasy średniej.

111

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Wszystko dalej się toczy. Wydaje sie, że mu zależy, ale jest bardzo ostrożny. Niechetnie rozmawiano o uczuciach, przyszlosc najczęściej nazywamy „zobaczymy”. Ma dziecko które zawsze będzie najważniejsze (jak podkreśla).
Staram się być cierpliwa, nie naciskać. Jest we mnie wiele emocji, wiele pytań, dużo rzeczy chciałabym przegadać, ale czuje ze on nie chce na razie takich rozmów i nie jest na nie gotowy.
Co prawda wolałbym móc swobodnie wyrażać swoje uczucia, mówić o potrzebach, ale mam wrażenie ze chce mieć na razie przestrzeń i możliwość zaakceptowania nowej sytuacji, a ja nie mam wyjścia jak tylko to uszanować i czekać.

112

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Nowe_otwarcie napisał/a:

Ooo,widzę że kafeteryjna spierdolinka już wypiła poranną kawę i postanowiła nieco pohejtować  wink

O mojej więzi z dzieckiem nic nie wiesz,ale piszesz co ci do pustej głowy przychodzi. Uspokaja cię: jest znacznie silniejsza niż sądzisz, właśnie dlatego że zbudowałem ją właśnie przed rozwodem, bo wie że może na mnie liczyć gdy ma problem.

A moje zarobki nie są słabe,po prostu zaliczam się do klasy średniej.

Ty możesz sobie dodać nawet, że jesteś królem w polskiej klasie średniej i za partnerkę masz doktorantkę, a z dzieckiem masz super kontakt, tylko generalnie wolisz pisać na babskim forum kocopoły i tutaj spędzać czas. Wszyscy wiemy jak jest smile.

113

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
independent_01 napisał/a:

Co prawda wolałbym móc swobodnie wyrażać swoje uczucia, mówić o potrzebach, ale mam wrażenie ze chce mieć na razie przestrzeń i możliwość zaakceptowania nowej sytuacji, a ja nie mam wyjścia jak tylko to uszanować i czekać.

A dlaczego ich nie wyrażasz i uważasz, że masz zaciskać szczęki? W związku musicie być równi, nie zmienia tego sytuacja z jego dzieckiem, inaczej będzie to toksyczny związek, gdzie Twoje potrzeby i uczucia nie będą się liczyć, a Ty będziesz chorować i będziesz zdesperowana.

114

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
independent_01 napisał/a:

Niechetnie rozmawiano o uczuciach, przyszlosc najczęściej nazywamy „zobaczymy”.

A co ma Ci powiedzieć? Wprost że jesteś tylko czasoumilaczem? Że wspólnej przyszłości w postaci ślubu i rodziny nie chce. Przecież wiadomo że wtedy uciekniesz a nie o to chodzi.

independent_01 napisał/a:

Ma dziecko które zawsze będzie najważniejsze (jak podkreśla).

Czyli tak jak się bałaś jesteś na drugim miejscu. Partnerką drugiej kategorii.

independent_01 napisał/a:

ale czuje ze on nie chce na razie takich rozmów i nie jest na nie gotowy.

On to (małżeństwo, potomstwo) już przeżył. Nie chce drugi raz. Jemu jest dobrze tak jak jest - luźno, bez większych zobowiązań. On ma czas. Tobie zegar tyka.

independent_01 napisał/a:

a ja nie mam wyjścia jak tylko to uszanować i czekać.

Masz wyjście. Znaleźć sobie kogoś z kim będziesz mogła realizować "karierę życiową". Zasługujesz związać się z kimś dla kogo będziesz na pierwszym miejscu. Dla kogo Was ślub będzie pierwszy i ważny. Aby razem urodzić i wychować pierwsze dziecko.

115 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-03-12 11:34:54)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
M!ri napisał/a:
independent_01 napisał/a:

Niechetnie rozmawiano o uczuciach, przyszlosc najczęściej nazywamy „zobaczymy”.

A co ma Ci powiedzieć? Wprost że jesteś tylko czasoumilaczem? Że wspólnej przyszłości w postaci ślubu i rodziny nie chce. Przecież wiadomo że wtedy uciekniesz a nie o to chodzi.

independent_01 napisał/a:

Ma dziecko które zawsze będzie najważniejsze (jak podkreśla).

Czyli tak jak się bałaś jesteś na drugim miejscu. Partnerką drugiej kategorii.

independent_01 napisał/a:

ale czuje ze on nie chce na razie takich rozmów i nie jest na nie gotowy.

On to (małżeństwo, potomstwo) już przeżył. Nie chce drugi raz. Jemu jest dobrze tak jak jest - luźno, bez większych zobowiązań. On ma czas. Tobie zegar tyka.

independent_01 napisał/a:

a ja nie mam wyjścia jak tylko to uszanować i czekać.

Masz wyjście. Znaleźć sobie kogoś z kim będziesz mogła realizować "karierę życiową". Zasługujesz związać się z kimś dla kogo będziesz na pierwszym miejscu. Dla kogo Was ślub będzie pierwszy i ważny. Aby razem urodzić i wychować pierwsze dziecko.

Zgadza się z Tym.

Facet powiedział że pytajaca jest dla niego na drugim miejscu.
Gdyby naprawdę ją poważnie traktował i traktował jako partnerkę czy przyszłą żonę to by rozmawiał o związku.

Baaaardzo często jest tak że jak jedna strona ma swoje dziecko a druga nie ma dziecka to para stara się o własne dziecko, tak aby było efektem ich miłości i było to ich własne dziecko.
Dlatego często pary mają jedno np. dziecko z pierwszego małżeństwa i drugie z obecnego związku.
Uważam że to sprawiedliwe i kobieta/mężczyzna wchodzący z nowy związek nie jest też "poszkodowany" ...

W większości słowo "kiedyś , pomyślimy" oznacza ... nigdy ...
Dlatego jak nie ma jakiś realnych deklaracji to w większości nie ma żadnych planów ..

Jak dla mnie jeśli faktycznie ją facet kocha to powinna być deklaracja ślubu (nawet cywilnego) który nie wymaga tak naprawdę niczego jeśli chodzi o finanse i przygotowania i jeśli ona chce mieć dziecko/dziecko to także staranie się o wspólne potomstwo.

Dla mnie jakby kobieta chciała mieć dziecko nie jest dla mnie problemem. Tak samo jakby chciała ślub.
Uwazam że warto słuchać i ważne są potrzeby obu stron.

Myślę że wiążąc się z kimś bez dzieci i w wieku gdzie może mieć jeszcze dzieci trzeba zakładać że wielu kobietom na tych dzieciach jeszcze zależy.

Inna rzecz że dziecko to efekt miłości rodziców. Jest wyczekiwane , oczekiwane.  Więc dla rodziców będzie zawsze baaaaardzo ważne. Dla obcej osoby takie dziecko będzie tylko zwykłym dzieckiem i to dzieckiem zupełnie innej kobiety/mężczyzny, więc ciężko aby takie dziecko od razu pokochać ? Może łatwiej jak matka/ojciec dziecka nie żyje , albo jest sie w takim wieku albo sytuacji że nie można mieć już własnych dzieci.

Ale jak można mieć własne dzieci i sie tego chce to rezygnowanie z tego to głupota.

116

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

Nic dodać nic ująć.
Nie zależy mu i to widać.

117

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
independent_01 napisał/a:

Wszystko dalej się toczy. Wydaje sie, że mu zależy, ale jest bardzo ostrożny. Niechetnie rozmawiano o uczuciach, przyszlosc najczęściej nazywamy „zobaczymy”. Ma dziecko które zawsze będzie najważniejsze (jak podkreśla).
Staram się być cierpliwa, nie naciskać. Jest we mnie wiele emocji, wiele pytań, dużo rzeczy chciałabym przegadać, ale czuje ze on nie chce na razie takich rozmów i nie jest na nie gotowy.
Co prawda wolałbym móc swobodnie wyrażać swoje uczucia, mówić o potrzebach, ale mam wrażenie ze chce mieć na razie przestrzeń i możliwość zaakceptowania nowej sytuacji, a ja nie mam wyjścia jak tylko to uszanować i czekać.

Autorko - z pozycji ojca po rozwodzie obstawiam, że Twój ukochany trzyma Cię dla umilania sobie czasu. I również na podstawie doświadczeń (nie tylko własnych) widzę, że Wasz związek nie wypali. Jak wyobrażasz sobie tworzenie rodziny w sytuacji, w której nie jesteście jako jej członkowie na równoważnych pozycjach, bo "dzieci zawsze będą najważniejsze"? Z kilku takich sytuacji z mojego otoczenia:
- albo panna traktowana jest tak jak Ty i związku z tego finalnie nie ma,
- albo partnerka szybko (w przeciągu paru miesięcy) staje się równie ważna co dzieci, pojawia się wspólne planowanie przyszłości i temat się rozwija
Nie zauważyłem innych scenariuszy.

118

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja

To jest jakieś kuriozum, żeby to młoda panna, mogąca związać się z kimś bez zobowiązań i stworzyć z nim własną rodzinę, uganiała się za dzieciatym, olewającym ją facetem. To on powinien dziękować losowi, że ktoś go chce z tym bagażem, a nie żebyś ty się dopraszała i akceptowała deklaracje, że dziecko zawsze będzie najważniejsze. Będzie, wiadomo, ale do jasnej ciasnej nie mówi się tego osobie, na której nam zależy i z którą chcemy żyć. On powinien ci mówić, że jesteś wspaniała, bardzo dla niego ważna, że o ciebie też będzie dbał, bez wdawania się w stopniowanie kogo bardziej, a kto mniej.

119

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Kasssja napisał/a:

To jest jakieś kuriozum, żeby to młoda panna, mogąca związać się z kimś bez zobowiązań i stworzyć z nim własną rodzinę, uganiała się za dzieciatym, olewającym ją facetem. To on powinien dziękować losowi, że ktoś go chce z tym bagażem, a nie żebyś ty się dopraszała i akceptowała deklaracje, że dziecko zawsze będzie najważniejsze. Będzie, wiadomo, ale do jasnej ciasnej nie mówi się tego osobie, na której nam zależy i z którą chcemy żyć. On powinien ci mówić, że jesteś wspaniała, bardzo dla niego ważna, że o ciebie też będzie dbał, bez wdawania się w stopniowanie kogo bardziej, a kto mniej.

Jest młoda, bez doświadczenia, mądrości życiowej i źle selekcjonuje, bo sama czuje się niedokochana i ma deficyty. Mam nadzieję, że wpisy w jej wątku nakierują ją na właściwy tor myślenia i postępowania.

120

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
independent_01 napisał/a:

Pracowałam kilka lat z pewnym chłopakiem. Oboje wtedy byliśmy w związkach, wiec po prostu się przyjaźniliśmy. Później nasze drogi się rozeszły, a teraz po x latach znowu się spotkaliśmy. Niestety w kiepskiej dla mnie konfiguracji. On po rozwodzie z dzieckiem, ja nie. Początkowo, jak wcześniej po prostu dużo pisaliśmy, później zaczęliśmy się spotykać, jednak bardzo rzadko. Na starcie powiedziałam ze nie jestem gotową na głębszą relację (byłam wtedy strasznie pogubiona emocjonalnie). Do tego on i jego 2 etaty, dziecko co tydzień na 5 dni i totalny brak czasu. Był idealny do rozmowy w samotne wieczory gdy nie szłam z koleżankami na miasto. Dla mnie facet z dzieckiem zawsze był skreślony.
I  nagle, nie wiedzieć kiedy zaczęłam zauważać ze to wartościowy człowiek. Mimo wielu obowiązków potrafił poświęcać mi czas i mogłam na niego liczyć w wielu sytuacjach. Nie naciskał, był ciągle gdzieś obok.

I wtedy zrozumiałam, że zakochałam się. Zakochałam w kimś dla kogo zawsze będę na „drugim planie”.  Ze za wszelką cenę chciałam uciec od związków, w których czułam się niewystarczająca  i nie dostawałam miłości i nie czułam się kochana, a tymczasem kocham się w facecie, dla którego moje potrzeby nigdy nie będą najważniejsze. Ba! To ja muszę być tą, która będzie kochała na tyle mocno, żeby zaakceptować to wszystko i nie oszaleć.

Codziennie czytam miliony artykułów jak wygląda takie życie… „Nie matkuj temu dziecku, nie stawiaj ultimatum, pamiętaj, że on chce być ojcem i być odpowiedzialny, a dziecko nie jest niczemu winne i ma prawo Cię nienawidzić”. Mam wrażenie, że zapamiętuje to wszystko niczym notatki na studia, żeby w razie potrzeby umieć zastosować, żeby mu zaimponować, że jednak jestem dojrzała, że potrafię, że dam radę, że nie będę histeryczką i zaakceptuje ten cały stan rzeczy…

Jednak to tylko teoria. Nie poznałam tego dziecka, spotykamy się wtedy kiedy go nie ma. Ale od kilku dni chodzę strasznie struta, ciągle płaczę, nie potrafię zadecydować czego chcę, co czuję. Z jednej strony nie chcę  rezygnować  z niego, uważam, że to świetny facet, ale z drugiej nieubłagalnie nadchodzi moment zderzenia się z prawdziwą rzeczywistością i nie wiem czy podołam.
Nie wiem czym się kierować, z jednej strony pragnę uwagi i miłości, z drugiej on jest człowiekiem, z którym chcę być. Z nim, nie wiem czy z jego dzieckiem, a to niestety nieoderwalne ogniwo. Wiem, że jemu także na mnie zależy, czuje to i widzę. Ale czy to wystarczy?
Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia z chęcią przeczytam takie historie. Może pomogą mi ukierunkować myśli, niestety nie mam już innego pomysłu, żeby sobie pomóc…



Czesc - napisalam jeden temat na tym forum i dostalam dobre rady wiec czuje ze musze tu cos tez zostawic smile byc moze troche pomoge byc moze nie . Od 24 roku zycia mialam dwa powazne zwiazki jeden 7 lat drugi 4 lata. Pierwszy byl to zwiazek z facetem starszym majacym roczne dziecko - akurat tu duzo powiedzuec nie moge bo on po prostu nie dogadywal sie z byla i oboje zdecydowali ze dziecko wychowa sama a on bedzie placil ( nie bede wchodzic w szczegoly). Drugi zwiazek bedac po 30 stce to rowniez facet z dzieckiem tym razem z dziewczynka - jak ja poznalam miala 3 lata wiec dziecko malutkie. Szczerze - nie chcialam faceta z dzieckiem tak jak Ty. Juz po pierwsszym spotkaniu bardzo polubilam to dziecko - po prostu to bylo to smile Dodatkowo rowniez polubilam sie z jej Mama z czasem i jestesmy dobrymi kolezankami . Dziewczynka byla z nami co 2 weekend jezdzilismy po nia razem jak mialam czas a jak nie to jezdzil on i ja przywozil . Nie zostawala na noc - Ojciec odwozil ja do jej domu gdzie miala " drugiego Tate " bo eks mojego faceta wziela slub z nowym. Zabieralam ja do lasu na " szukanie czekoladek" w wielkanoc , bawila sie z moim psem , czasem musialam ja przebrac i tak to lecialo 2 lata . Mialam u siebie w domu dla niej rzeczy jakis namiot ksiezniczki itp . Moja Mama ja polubila tez bo nie ma wnukow . No wiec przechodzac do sedna sprawy - masz tu duzo powazniejsza sytuacje bo jak pisalas dziecko jest czesciej i to nie jest Twoje dziecko i nigdy nie bedzie - na mnie ta dziewczynka na poczatku mowila Mama ale zawsze jej tlumaczylan ze jestsmy Przyjaciolkami - tak jak pisaly niektore osoby na 1000% bedziesz to dziecko ubierac rano bedziesz robila mu jedzenie moze czytala bajke na dobranoc bo rozumiem ze zostaje na 5 dni - trzeba robic pranie trzeba poprasowac trzeba posprzatac a czasem bedzie chore . Teraz przypuszczam ze swoje dzieci tez chcesz miec no wiec musisz sobie wyobrazic ze jest to dziecko plus Wasze wspolne jedno czy dwojka czy trojka . Od razu dopowiem to ci mi pwoiedzial i jeden byly i drugi " ja zawsze bardziej bede kochal to dziecko ktore nie mieszka ze mna na stale bo to ono jest najbardziej pokrzywdzone" serio ja to uslyszalam od dwoch facetow . Dodatkowo mam kolezanke ktora funkcjonowala ponownie jak Ty teraz ktora ma teraz 31 lat i jej zwiazek sie rozlecial ( nie przez to dziecko ale inne sprawy) i ona mi powiedziala cos takiego ( zauwaz ze Syn jej faceta mieszkal tez 2 tyg w miesiacu pod jej dachem ) " nigdy w zyciu juz nie chce kolesia z dzieckiem i mam uraz zwlaszcza do chlopcow po nim bo musialam sie opiekowac czyims dzieckiem brac je ze soba do pracy ogarniqc uspokajac wozic tulic - a z mojego zwiazku nic nie wyszlo wiec po co to bylo " - tyle ze tutaj akurat eks byla okropna dzwonila non stop buntowala to dziecko przeciw niej . U mnie bylo inaczej ja wysylalam Mamie dziewczynki jej zdj z zakupow czy z wycieczki ALE ja to dziecko widzialam 2  weekendy w miesiacu . No i ogolnie jesli juz teraz boisz sie o takie rzeczy ze dziecko bedzie wazniejsze jak Ty to ja mysle ze juz podjelas decyzje i nie jestes na to gotowa smile bo ja sie nie balam tego wchodzac w ostatni zwiazek - bardziej sie obawialam jaka jest eks bo zauwaz tez ze ta " eks " to tak jakby jego rodzina ! Jej rodzice to dziadkowie tego dziecka - wiec tez pamietaj ze kazde uroczystosci urodziny swieta potem komunia jakies jaselka w szkole - dzien dziadka dzien Babci ( to czesto moga spedzac w gronie rodzinnym ) . Przemysl to wszystko jeszcze smile Moj byly to byl akurat zly czlowiek ja za jego corka tesknie no ale to byl innego typu uklad miedzy nimi - on byl bardziej jej kumplem jak Tata a Ty z tego co pisalas wchodzisz w typowa patchworkowa rodzine .

121

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
Ela210 napisał/a:

Nie pierwszy raz na tym forum napiszę, że opiekę naprzemienną uważam za głupotę, dla wszystkich stron integracji, w tym przyszłej partnerki.
Jako osoba z dorosłymi dziećmi nie biorę pod uwagę związania sie  kimś z małymi,  ale teoretycznie  wolałabym związać się z samotnym ojcem i tworzyć  relację  z jego dziećmi, tak jak zrobili to Misinx czy Szeptuch, zamiast tworzyć dziwny hybrydowy związek, gdzie, jak się przez 2 tygodnie przywiążesz do dzieci, jesteś w świecie ich problemów,  to nagle na 2 tygodnie masz to zostawić.
To jest dobre dla układów otwartych,  romansów,  ale na pewno nie dla tworzenia związków.
Już bym wolała by mężczyzna  znikał raz na 2 tygodnie na cały weekend że swoimi dziećmi  i na jakieś wybrane terminy w tygodniu.
Albo zostać "macochą" na cały etat, z prawami i obowiązkami mamy.
Jakoś  nie widzę tego inaczej.
Dzieci też się przywiązują.
Autorko, wcale nie jesteś niedojrzała.
Bo wiesz , że w drugiego człowieka, nawet 5 letniego, trzeba angażować emocje.
Może niektórzy dają radę bez tego, wtedy takich dylematów nie mają.
A tutaj jest misz masz z czasem z dzieckiem.
"Ni pies ni wydra"  to utrudnia sprawy.
Nie wiem co bym zrobiła i Twoim emocjom nie dziwię się.
Ale dobry temat do przegadania z nim.
Jak dla mnie osoby z opieką naprzemienną znalazły sposób by dalej tkwić w związku z ex
Niby dla równości, niby dla sprawiedliwości, niby dla dzieci.
A tak naprawdę dzieci nie mają swojego jednego stałego otoczenia, a rodzice problem z ulozeniem sobie relacji z innymi.

totalnie sie zgadzam z Toba i w mojej odpowiedzi do autorki tez przedstawilam dwie rozne sytuacje z opieka naprzemienna czyli rodzina patchworkowa co dla mnie jest niepojete i druga ( swoj przyklad) gdzie bylam z facetem co widzial corke tylko w nieparzyste weekendy i odwozil na noc i byl tak jakby jej " kumplem". Ja z nia bylysmy przyjaciolkami i w sumie to bylo ekstra bo to bylo na zasadzie " zabawy " , jedziemy do parku, plac zabaw nad morze do kina itp a problemy wychowawcze , szykowanie ciuchow jedzenia i nieprzespane noce naleza do Matki oraz jej nowego Meza- dla mnie jako kobiety " z doskoku" w jej zyciu to bylo ok i do dzis przyjaznie sie z jej Matka choc razem z jej Ojcem juz nie jestem . Nigdy nie moglabym byc z kims kto funkcjonuje 2x2 bo tak jak piszesz chyba byl dostala dwubiegunowki

122 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2023-03-13 19:59:05)

Odp: Mężczyzna z dzieckiem i ja
twojeslowo napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Ooo,widzę że kafeteryjna spierdolinka już wypiła poranną kawę i postanowiła nieco pohejtować  wink

O mojej więzi z dzieckiem nic nie wiesz,ale piszesz co ci do pustej głowy przychodzi. Uspokaja cię: jest znacznie silniejsza niż sądzisz, właśnie dlatego że zbudowałem ją właśnie przed rozwodem, bo wie że może na mnie liczyć gdy ma problem.

A moje zarobki nie są słabe,po prostu zaliczam się do klasy średniej.

Ty możesz sobie dodać nawet, że jesteś królem w polskiej klasie średniej i za partnerkę masz doktorantkę, a z dzieckiem masz super kontakt, tylko generalnie wolisz pisać na babskim forum kocopoły i tutaj spędzać czas. Wszyscy wiemy jak jest smile.

Taaaak, setki razy już czytałem tę śpiewkę w twoim wykonaniu.
Nie twierdzę że jestem królem klasy średniej; po prostu do tej klasy kwalifikują mnie oficjalnie przyjęte kryteria klasyfikacji ekonomicznej.
Nie twierdzę że mam doktorantkę za partnerkę; doktorat miała moja była żona i jednak z kobiet, z którymi się w przeszłości
spotykałem (obecna ma "tylko" podyplomowe jeśli chodzi o edukację po mgr).
Kto bardziej tu siedzi, to widać po ilości postów na każdy miesiąc siedzenia tutaj (przeliczysz sobie sama?).
Jeśli chodzi o mój kontakt z dzieckiem, to ważne co sądzi o nim moja córka, a nie co sądzisz o tym ty, która o nim kompletnie nic nie wiesz.

Ale tak: nie od dziś wiem że ty i tak "wiesz swoje" lol

Posty [ 66 do 122 z 122 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Mężczyzna z dzieckiem i ja

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026