netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Co to znaczy żyć?

3 085 odpowiedzi144 968 wyświetleńzałożony przez Shinigami, 10.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 … 46 47 48

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 056 do 3 086 z 3 086 ]

3 056

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini czy Ty masz jakieś życiowe cele/marzenia do których dążysz?

3 057

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Raczej nie chyba, że masz znajomości w polityce albo dużo kasy. Ja nie widzę sensu w tym przykładzie. Sam pisałeś, że masaż to nic złego i nikt nie powinien za to urywać głowy, a teraz zrównujesz to z morderstwem. Mi nie chodziło o porównywanie samego czynu tylko o jego społeczny odbiór. Cały czas kręcimy się wokół związków, szans na takowy i potencjalnej partnerki. Dla większości kobiet korzystanie z płatnych usług będzie tak samo złe jak morderstwo o ile nie gorsze. W końcu nie raz zdarzało się, że seryjni mordercy, którzy dokonywali szczególnie brutalnych czynów mieli rzesze fanek. Z drugiej strony nie słyszałem by jacyś dziwkarze czy tym bardziej przegrywy mieli jakieś fanki.

O mordercy napisałeś Ty. Ja sie odniosłem.

Byłbyś kretynem gdybyś dziewczynie powiedział że korzystałeś z płatnego seksu.

3 058

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Niestety bardzo trafnie to ująłeś. Ja wiem o Priscilli tyle, że nie jest złą osobą i z pewnością jest jedną z najbardziej inteligentnych i otwartych na zdanie innych osób na tym forum. Są pewne rzeczy, których nie da się zrozumieć jeśli samemu się ich nie doświadczyło, nikt nie zdoła tego zrobić. Niektórych nie da się nawet sobie wyobrazić. Też miałem kiedyś tego przykład rozmawiając z jedną dziewczyną na oko będącą w moim wieku, a wtedy miałem chyba 23 lata. Rozmowa zeszła na temat związków więc powiedziałem prawdę, że nigdy w żadnym nie byłem. Dziewczyna zbierała szczękę z podłogi. Nawet nie pytała o żadne szczegóły tego faktu, była tak zaskoczona jakby patrzyła na kosmitę. To w ogóle nie mieściło się w granicach jej pojmowania. Tak samo może być z ludźmi, którzy zawsze kogoś mieli i nigdy nie doświadczyli samotności, pustki czy tego, że nie mieli nawet z kim pogadać.

Z tym pustym pokojem i tym, że nie ma nawet do kogo zadzwonić trafiłeś aż za bardzo.

Też uwazam ze Priscilla nie jest zla osobą, czesto stara sie rozmawiac i doradzać ludziom w dobrej wierze, ale robi to subiektywnie, zreszta jak kazdy z nas. A z jej punktu widzenia (i 99%) samotny facet korzystajacy z usług rozluźniający który nie moze sobie znaleźć za darmo jest właśnie tym kosmita. to jak np dla wielu jest pewne ze nie bedzie dzis i jutro głodny bo ma chleb i nie czuje presji braku. Ciezko nam zrozumieć osobe ktora sie tym bardzo stresuje kazdego dnia np z innych kontynentów. To jest poza naszym pojmowaniem. to samo mają kobiety (i wielu facetow)

Juz pisalem ale tak samo z masazystkami. Mowisz im ze jestes samotny i od lat nikogo nie masz a one cos w stylu "Dobra dobra, nie liczac pukania sąsiadki, byłej itp... wy faceci wiadomo jacy jestescie"

Zreszta np mowisz o pustym pokoju.. i wczesniej pisales o wybaczaniu wielu rzeczy atrakcyjnym kobieta i powiem Ci szczerze ze to tez moja obserwacja i rowniez czytałem tez na zagranicznych tekstach. Że atrakcyjnej kobiecie facet w dzisiejszych czasach wybaczy naprawde duzo aby byc przy niej. I co ciekawe czytałem ze nawet ze zdradami to takie kobiety nie wybaczaja tego facetom, a faceci znacznie czesciej wybaczają to takim kobieta. Powód? dla mnie prosty, taka kobieta ma alternatywy ZAWSZE kogos znajdzie, nie poczuje samotnosci a ten facet moze juz nigdy w życiu nie miec takiej atrakcyjnej kobiety, nie przytulic sie do takiej.

Czasami tez mysle jak ty ze moze lepiej byc w toksycznym zwiazku a nie w zadnym. Nawet w rodzinie mam takiego faceta, przecietyny spokojny facet i trafila mu sie naprawde ładna kobieta 25 lat brunetka, wręcz czarne oczy bardzo duze, bardzo bardzo zgrabna w leginsach to jej sie tak super odznacza wszystko... marzenie sie przytulic. No i ta toksycznosc wynika z tego ze ona mu cos raz na jakies pół roku coś odwali. Głownie zdrady (wiem ze raz go zdradziła z dziewczyna) i potem jest 2-3 dni awantur jak to wychodzi i.... żyją potem normalnie i tak w kółko, ale sa już razem 4 lata. Jako ze ten facet jest z mojej dalszej ale jednak rodziny zapytałem go kiedyś o co chodzi z tym związkiem i tymi dramami. To powiedzial szczerze. Cos w stylu ze czasami nie ma lekko i po jej akcjach są 2-3dni awantur, ale ona potem dostaje jakis wyrzutów sumienia i potem następne 2-3 tygodnie on żyje jak pączek w maśle. Ma codzien przygotowane wszystkie posiłki jakie nie zamarzy, uprawiaja seks ile tylko chce i jak chce, jest wtedy wzorową partnerką...tyle ze potem znowu....  On jednak podsumowal to krotko tak.. Że czasami go to boli ze sa takie akcje i to toksyczne, ale nie wyobraza sobie znowu siedziec w pustym pokoju latami, wybiera chodząca mu nago po mieszkaniu piekna kobiete ktora gotuje mu obiad, majac z tyłu głowy ze napewno jeszcze będzie przez nią nieraz cierpiał to i tak wybiera to. Wybiera to ze spaceruje z taką kobieta i faceci oglądają się za nimi i pewnie mu zazdroszczą ze ona z nim dzis śpi.

Sam nie wiem, ale w aktualnych czasach z facetów wybrzydzac to moze nie wiem z 5% jakis Chadów.



A co do masazy to ja nie rozumiem tych atakow ze usługa seksualna. Wedlug biologi stosunek seksualny to co innego... do tego salony daja paragony na usługi jakie wykonuja czyli masaz. legalne firmy, a znajdzcie mi legalne agnecje towarzyskie. I tutaj dochodzi do tego ze zaraz bedzie, tak jak pisałeś pare postów temu że jak sie pojdzie do Urologa to tu na forum powiedza ze usługa seksualna bo dotykał narządów.
Porównywanie masazy do agencji to jakby porownywac rutinoscorbin do opioidów to tabletka i to ale chyba jest troche róznica... a na tym forum jak ktos był raz w życiu na masazu to jest nic nie wartym dziwkarzem.

3 059 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-20 22:51:56)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

To też nie do końca tak. Doszedłem do wniosku, że coś takiego skreśla przyszły związek po zobaczeniu reakcji osób z forum. Mi osobiście ani trochę by nie przeszkadzało, że potencjalna partnerka korzystała z takich masaży kiedy była samotna. Powiem więcej, nawet bym nie pomyślał żeby kogoś skreślać z takiego powodu. Nawet gdyby mi powiedziała, że ten masaż był super i nigdy nie czuła się tak dobrze to też by mnie nie odrzuciło. Pewnie jeszcze bym powiedział żeby mi pokazała jak to powtórzyć, oczywiście kiedy już byśmy byli w związku. Podejrzewam, że większość mężczyzn też nie miałaby z tym problemu. Nie rozumiem dlaczego dla kobiet to tak wielki problem, a tym bardziej dla niektórych mężczyzn. Przecież cały czas mówimy o korzystaniu z czegoś takiego będąc singlem, nie zdradzając nikogo. Jak pisałem tu nie chodzi o sam czyn tylko jego społeczne postrzeganie. Piszesz, że chodzi o zakłamywanie rzeczywistości więc pozwól, że zapytam. Czy gdyby temat całej rozmowy dotyczył czegoś innego niż te masaże też tak by wszystkim zależało na tym by naprostować to zakłamywanie rzeczywistości?

Potencjalnej partnerki nawet bym nie próbował do tego przekonywać. W ogóle rozmowy na temat by nie było bo nie mógłbym jej o tym powiedzieć. Skoro ludzie, których nawet nie znam osobiście reagują na to tak ostro to jak mogłaby zareagować potencjalna partnerka? Chyba wolałbym tego nie sprawdzać. Jedyny wyjątek byłby gdyby to ona pierwsza poruszyła ten temat lub niekoniecznie samego masażu tylko bardziej ogólnie próbowania różnych rzeczy. Wtedy pewnie dałoby się o tym wspomnieć. A jak by było z tobą? Gdybyś spotkała faceta, który naprawdę by ci się podobał, gdyby wszytko było z nim w porządku poza tym jednym drobnym szczegółem, że kiedyś korzystał z takich masaży. Odrzuciłabyś go z tego powodu czy to by nie przeszkadzało?

Masz może jakiś pomysł co w przyszłości mogłoby mi pomóc budować tą bliskość? Nie licząc rzeczy tak oczywistych jak dobra praca.

Shini, jesteś niezniszczalny i w tym kontekście to nie jest niestety komplement.

W każdym razie znowu mieszasz kilka różnych kwestii, a potem wyciągasz z tego wniosek, że to inni skreślają Cię z powodu Twojej przeszłości. Tymczasem nikt NIE napisał, że nie masz prawa do związku ani że korzystanie z takiej usługi jako singiel automatycznie przekreśla człowieka - sam sobie, a przy okazji nam usiłujesz to wmówić.
Zwrócono Ci jedynie uwagę, żebyś nie próbował przedstawiać usługi o charakterze erotycznym jako zwykłego masażu, bo tak jest Ci wygodniej.

To, że ktoś inaczej ocenia charakter tej usługi, nie oznacza, że potępia Ciebie jako człowieka, a Ty konsekwentnie sprowadzasz dyskusję do tego, jak bardzo jesteś niesprawiedliwie oceniany. 

Co do budowania bliskości - zacznij od tego, żeby nie traktować reakcji kilku osób z forum jak wyroku wydanego przez wszystkie kobiety. Na ten moment samego siebie skreślasz i to zanim jakakolwiek kobieta w ogóle dostanie szansę, żeby Cię poznać. 

P.S.
Uprzdzając: nie pisz przypadkiem czegoś w typie, że nawet nie śmiałbyś myśleć, że to jakaś kobieta dostanie od Ciebie szansę, bo przecież to Ty liczysz na swoją. Po prostu nie chce mi się kopać z koniem.

3 060

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Byłbyś kretynem gdybyś dziewczynie powiedział że korzystałeś z płatnego seksu.

A gdyby wprost zapytała, to uważasz, że należy skłamać? Poważnie pytam.

3 061

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini widziałeś te notatkę nad Twoim tematem? big_smile

3 062 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-20 23:36:35)

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

Shini widziałeś te notatkę nad Twoim tematem? big_smile

To pewnie AI robi te zajawki.

3 063 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-10-20 23:42:19)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Byłbyś kretynem gdybyś dziewczynie powiedział że korzystałeś z płatnego seksu.

A gdyby wprost zapytała, to uważasz, że należy skłamać? Poważnie pytam.

Trudne pytanie. Nie potrafię odpowiedzieć.

Z jednej strony co innego przemilczeć a co innego kłamać. Wtedy chyba kawa na ławę.  Chcemy być szczerzy i być zaakceptowanymi takimi jakimi jesteśmy, z calym dobrodziejstwem inwentarza i potknięciami. Ale to już zależy na kogo się trafi.  I jaki to etap relacji. Sam start, czy znamy się (prawie) jak łyse konie

Z drugiej strony niektórzy sugerują że dla dobra związku można kłamać. Np. terapeuci par mówiący żeby nie mówić o zdradzie jak sie gdzies tam jedorazowo powinie noga. Jak skłamiesz to prawda o płatnym seksie nigdy na jaw nie wyjdzie i spokój.  Ale czy spokoj? Mała rysa jest - nie możesz się pokazać na 100%

A Ty jakie masz zdanie? Bo jako babka raczej nie wystąpiłabyś po tej stronie smile Skreślasz,  nie skreślasz,  zależy?

3 064

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Shini widziałeś te notatkę nad Twoim tematem? big_smile

To pewnie AI robi zajawki.

AI nie wie,że to już trwa kilka lat,a nie jedyne pół roku i kręci się w kółko jak na karuzela xD

Shini weź w końcu zmień te psychoterapeutke.  Przecież to jest nic nie warta terapia.

Usłyszeć od psychoterapeutki mając depresję "żeby zacząć żyć " to jest jakiś żart. Ona wogole nie jest profesjonalna. Mnie moj psychoterapeuta nigdy nie powiedział "ze mam zacząć wiecej sie ruszac " gdy uslyszal o moim chronicznym zmeczeniu... Ta baba nie ma podejscia do choroby dlatego tkwisz w miejscu

3 065

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Trudne pytanie. Nie potrafię odpowiedzieć.

Z jednej strony co innego przemilczeć a co innego kłamać. Wtedy chyba kawa na ławę.  Chcemy być szczerzy i być zaakceptowanymi takimi jakimi jesteśmy, z calym dobrodziejstwem inwentarza i potknięciami. Ale to już zależy na kogo się trafi.  I jaki to etap relacji. Sam start, czy znamy się (prawie) jak łyse konie

Z drugiej strony niektórzy sugerują że dla dobra związku można kłamać. Np. terapeuci par mówiący żeby nie mówić o zdradzie jak sie gdzies tam jedorazowo powinie noga. Jak skłamiesz to prawda o płatnym seksie nigdy na jaw nie wyjdzie i spokój.  Ale czy spokoj? Mała rysa jest - nie możesz się pokazać na 100%

A Ty jakie masz zdanie? Bo jako babka raczej nie wystąpiłabyś po tej stronie smile Skreślasz,  nie skreślasz,  zależy?

Oczywiście odpowiem, ale najpierw chciałabym doprecyzować pytanie: rozumiem, że pytasz, czy skreśliłabym faceta wiedząc, że korzystał z płatnego seksu, a nie o to, co uważam na temat powiedzenia prawdy lub kłamstwa na ten temat?

3 066 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-21 00:43:37)

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

AI nie wie,że to już trwa kilka lat,a nie jedyne pół roku i kręci się w kółko jak na karuzela xD

To ja Ci mówię, że mało wiesz o AI cool
Poza tym myślisz, że komuś chciałoby się czytać i analizować tak długie wątki po to tylko, by na koniec sklecić kilka słów streszczenia? Pytanie jest oczywiście retoryczne.

3 067 Ostatnio edytowany przez DarekFDD (2026-10-21 00:52:45)

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:
Priscilla napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Byłbyś kretynem gdybyś dziewczynie powiedział że korzystałeś z płatnego seksu.

A gdyby wprost zapytała, to uważasz, że należy skłamać? Poważnie pytam.

Trudne pytanie. Nie potrafię odpowiedzieć.

Z jednej strony co innego przemilczeć a co innego kłamać. Wtedy chyba kawa na ławę.  Chcemy być szczerzy i być zaakceptowanymi takimi jakimi jesteśmy, z calym dobrodziejstwem inwentarza i potknięciami. Ale to już zależy na kogo się trafi.  I jaki to etap relacji. Sam start, czy znamy się (prawie) jak łyse konie

Z drugiej strony niektórzy sugerują że dla dobra związku można kłamać. Np. terapeuci par mówiący żeby nie mówić o zdradzie jak sie gdzies tam jedorazowo powinie noga. Jak skłamiesz to prawda o płatnym seksie nigdy na jaw nie wyjdzie i spokój.  Ale czy spokoj? Mała rysa jest - nie możesz się pokazać na 100%

A Ty jakie masz zdanie? Bo jako babka raczej nie wystąpiłabyś po tej stronie smile Skreślasz,  nie skreślasz,  zależy?

Czytalem w wolnych chwilach duzo starych tematow i np w 90% przypadkow dziewczyny pisaly aby nigdy nie mowic o liczbie partnerow seksualncyh (byłych) swojemu aktualnemu bo zawsze są z tego problemy i lepiej powiedzieć jakas bezpieczna niska liczbe niz prawdziwą.

Ze zdrada wiele osob twierdzi ze jak to wychodzi to juz obciaza dwie strony i powiedziec to jest cos złego w stosunku do męza. I radzili aby zakonczyc romans i zabrac to do grobu bo to nie jest ok obciazac kogos swoim błedem.

Szczerze nie znam sie na zwiazkach, jestem przegrywem, ale rozmawialem czy to w pracach czy z sasiadkami i one lubia flirtowac z roznymi facetami i pewnie inne rzeczy tez... mimo ze maja mezow a potem udają swiete z tymi mezami. powiem szczerze tez mam w najblizszej rodzinie dziewczyne - wzor cnót, jeden chlopak niby całe zycie ona święta... w zyciu nikt by jej nie podejrzewał.. a ja wiem ze zdradza swojego juz meza z lokalnym przystojniakiem bo ich zobaczyłem w samochodzie jak sie cały trzepał na takim troche uboczu gdzie sobie lubie w samotnosci spacerowac

I ja teraz mimo ze jestem sam to uwazam ze jak tak zycie wyglada, ze oficjalnie to wszyscy sa super swieci a i tak robią swoje to tez czemu byc swiętszym i lepiej nic nie mowic o prostytutkach ze sie było. O masazach to juz dłuzszy temat do dyskusji bo to jednak usługa rozluzniająca. ale jak widac kobiety tego nie rozumieja więc moze to tez lepiej zachowac w tajemnicy, Moga nie rozumiec ze nie raz ja czy jak pisał Shinigami ze chodził bardziej przez zmęczenie i ból mięśni nie dla celow seksualnych. Mozna sie spotkac tez z wyśmiewaniem tego jak np zrobila Priscilla jak uzyłem słowa pacjent salonu masazu i masazystki to od razu zostałem za to zaatakowany.

3 068 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-10-21 07:05:48)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Trudne pytanie. Nie potrafię odpowiedzieć.

Z jednej strony co innego przemilczeć a co innego kłamać. Wtedy chyba kawa na ławę.  Chcemy być szczerzy i być zaakceptowanymi takimi jakimi jesteśmy, z calym dobrodziejstwem inwentarza i potknięciami. Ale to już zależy na kogo się trafi.  I jaki to etap relacji. Sam start, czy znamy się (prawie) jak łyse konie

Z drugiej strony niektórzy sugerują że dla dobra związku można kłamać. Np. terapeuci par mówiący żeby nie mówić o zdradzie jak sie gdzies tam jedorazowo powinie noga. Jak skłamiesz to prawda o płatnym seksie nigdy na jaw nie wyjdzie i spokój.  Ale czy spokoj? Mała rysa jest - nie możesz się pokazać na 100%

A Ty jakie masz zdanie? Bo jako babka raczej nie wystąpiłabyś po tej stronie smile Skreślasz,  nie skreślasz,  zależy?

Oczywiście odpowiem, ale najpierw chciałabym doprecyzować pytanie: rozumiem, że pytasz, czy skreśliłabym faceta wiedząc, że korzystał z płatnego seksu, a nie o to, co uważam na temat powiedzenia prawdy lub kłamstwa na ten temat?

Taki był plan ale ciekawy jestem odpowiedzi na oba pytania

3 069

Odp: Co to znaczy żyć?

Dobra psychoterapeutka powinna umiec przede wszystkim pacjenta wysluchac na początku bez oceniania i bez presji ,a z tego co Shini opisywal to tak nie było.... dostal kijowa terapeutke z lekami,ktore tez moze sa kijowe i zle dobrane i no tak juz kilka lat kreci sie w miejscu na tej karuzeli,a wy wszyscy z nim xD

3 070

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Mordercy też byś napisał żeby zaakceptował to kim jest i co zrobił to będzie mu się lepiej żyło?


A nie. To słaby przykład.  Jak chcesz analogiczny do tego o czym mówię to bylaby to np. taka sytuacja:

Morderca zabija kogoś bo np. ten ktoś ma fajne buty i on je chce. Zabija i bierze buty.

Teraz morderca mówi tak: to nie było mordersteo bo nie stać mnie na buty. To byla walka o przetrwanie i przypadkiem uderzony czlowiek zmarł. Ja nie jestem mordercą tylko biednym studentem ktory potrzebował tego do przeżycia. Nie wiecie jak to jest i mnie nie zrozumiecie bo tego nie zanzaliscie. To nie było zamierzone,  nie użyłem żadnego narzędzia, nie mialem do tego czlowieka żadnych nagatywnych odczuć. Więc co najwyzej to pechowy wypadek którego będę żałował do końca życia. Żadne morderstwo.  Sąd to łyknie?

IMHO rozbój ze skutkiem śmiertelnym technicznie rzecz biorąc nie jest morderstwem. Z morderstwem mamy do czynienia jeśli pozbawienie życia jest świadomym i celowym działaniem, a nie nieumyślnym wynikiem. Inne paragrafy, inne kary.


Priscilla napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Byłbyś kretynem gdybyś dziewczynie powiedział że korzystałeś z płatnego seksu.

A gdyby wprost zapytała, to uważasz, że należy skłamać? Poważnie pytam.


A jakakolwiek kobieta przyzna się do rzeczywistej ilości partnerów czy niestandardowych praktyk?



Nie zadaje się pytań, których odpowiedzi nie da się zweryfikować, bo odpowiedź jest dyktowana pod odbiorcę.

3 071

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:
Priscilla napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Trudne pytanie. Nie potrafię odpowiedzieć.

Z jednej strony co innego przemilczeć a co innego kłamać. Wtedy chyba kawa na ławę.  Chcemy być szczerzy i być zaakceptowanymi takimi jakimi jesteśmy, z calym dobrodziejstwem inwentarza i potknięciami. Ale to już zależy na kogo się trafi.  I jaki to etap relacji. Sam start, czy znamy się (prawie) jak łyse konie

Z drugiej strony niektórzy sugerują że dla dobra związku można kłamać. Np. terapeuci par mówiący żeby nie mówić o zdradzie jak sie gdzies tam jedorazowo powinie noga. Jak skłamiesz to prawda o płatnym seksie nigdy na jaw nie wyjdzie i spokój.  Ale czy spokoj? Mała rysa jest - nie możesz się pokazać na 100%

A Ty jakie masz zdanie? Bo jako babka raczej nie wystąpiłabyś po tej stronie smile Skreślasz,  nie skreślasz,  zależy?

Oczywiście odpowiem, ale najpierw chciałabym doprecyzować pytanie: rozumiem, że pytasz, czy skreśliłabym faceta wiedząc, że korzystał z płatnego seksu, a nie o to, co uważam na temat powiedzenia prawdy lub kłamstwa na ten temat?

Taki był plan ale ciekawy jestem odpowiedzi na oba pytania

Ogólnie to był tu taki wątek poruszany wielokrotnie. Wniosek - nie przyznawać się do niczego. Czemu? Bo nawet pierdoła może zburzyć obraz jaki ma w głowie kobieta o swoim mężczyźnie. Cokolwiek by to nie było z rzeczy choć odrobinę kontrowersyjnych.

Dragi? Nie, nigdy.
Upicie do odcięcia świadomości? Nie, nigdy.
Długi hazardowe? Nie, nigdy.
Płatne usługi seksualne? A w życiu.
Zdrada? Nigdy.

Podobnie to działa w drugą stronę. To trochę tak jakby babka się przyznała, że jej dildo jest większe niż penis jej partnera. Niewielu jest facetów, którzy to udźwigną.

Świadomość gry do jednej bramki to jedno, ale realia są takie, że większość o tym zapomina podejmując takie tematy i to mocno rzutuje na wizerunek i sposób postrzegania partnera. Tu jest dużo "ale" - staż związku, na jakim etapie życia się w niego weszło, jakie się ma motywacje do trwania i budowania relacji.

3 072

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

Shini czy Ty masz jakieś życiowe cele/marzenia do których dążysz?

Serio pytasz o to kogoś takiego jak ja? Ja nie wiem czy za miesiąc będę jeszcze żył. Inna sprawa, że mam cele ale już chyba sam nie wierzę w możliwość ich realizacji. Nie ma sensu posiadać marzeń bo i tak nie da się ich spełnić.

Bert44 napisał/a:

O mordercy napisałeś Ty. Ja sie odniosłem.

Byłbyś kretynem gdybyś dziewczynie powiedział że korzystałeś z płatnego seksu.

Jak pisałem, powiedziałbym tylko w sytuacji kiedy ona sama zaczęłaby taki temat. Poza tym nie wspomniałbym o żadnym płatnym seksie tylko o masażach. A i w tym przypadku nie powiedziałbym, że z nich korzystałem tylko, że wiem czym są. Może bym powiedział, że spróbowałem raz z ciekawości nie mając jeszcze pojęcia czym to jest.

Darek z pewnością coś jest w tym pojmowaniu. Serio jakaś masażystka powiedziała ci coś takiego "Dobra dobra, nie liczac pukania sąsiadki, byłej itp... wy faceci wiadomo jacy jestescie"? Dopytuję bo naprawdę w głowie mi się nie mieści, że można być aż tak nieświadomym. To już musi być przekonanie na poziomie moich najgorszych. 

Dokładnie tak, powód wybaczania jest bardzo prosty i to działa w obie strony choć wydaje mi się, że w przypadku mężczyzn bardziej. Kobieta też jest w stanie dużo wybaczyć szczególnie jeśli facet jest na tyle bogaty by zapewnić jej luksusowe życie. Nie raz widziałem też totalnych gołodupców, którzy na dodatek potrafili traktować dziewczynę bez krzty szacunku i te dziewczyny potrafiły wybaczać im wszystko. Największy hit to kiedy jedna dziewczyna będąc bitą przez "jej misia" zawzięcie tłumaczyła, że jest z nim bo czuje się przy nim bezpiecznie. A gość to był taki troglodyta, że ciężko było z nim zamienić choć kilka słów. Wracając do wybaczania kobietom to tak jak piszesz dla wielu mężczyzn taka kobieta może być jedyną na całe życie, a przynajmniej oni tak myślą i dlatego trzymają się ich niezależnie od tego jakie akcje potrafią odwalać.

Co do myślenia, że toksyczny związek lepszy niż żaden napiszę trochę później. Historia tego faceta, którego opisujesz jest całkiem powszechna i pełni zrozumiała. A to jest najlepszym tego wytłumaczeniem "znowu siedziec w pustym pokoju latami". Ktoś kto przez całe życie był sam i siedział w tym pustym pokoju, potem udało mu się od tego uwolnić będzie się tego trzymał jak tylko się da. Dlaczego? Bo ból po stracie czegoś jest nieporównywalnie większy niż nigdy tego nie doświadczyć.

Czy to jest 5% tego nie wiem ale najciekawsze w tym wszystkim jest to, że ci faceci z tych kilku procent zwykle nie są materiałem na związek i często tego po prostu nie chcą. Niedawno  słuchałem jakiegoś podcastu dotyczącego bodycount. Pojawiła się tam ciekawa rzecz. Większość mężczyzn chciałoby by partnerka miała jak najmniejszy bodycount. To oczywiste i wszyscy o tym wiedzą. Ciekawe było to skąd się biorą te duże liczby u kobiet. Bohaterka podcastu tłumaczyła to tak, że to wina właśnie tych chadów bo zaliczają i znikają. Kobieta nie tylko nie może stworzyć związku z kimś kto od razu zniknął ale to jeszcze zwiększa jej bodycount przez co jest gorzej postrzegana przez kolejnych mężczyzn.

3 073

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini co masz na myśli pisząc "że nie wiesz czy będziesz jeszcze żyć za miesiąc"?  sad

3 074 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-10-21 20:18:28)

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

AI nie wie,że to już trwa kilka lat,a nie jedyne pół roku i kręci się w kółko jak na karuzela xD

Shini weź w końcu zmień te psychoterapeutke.  Przecież to jest nic nie warta terapia.

Usłyszeć od psychoterapeutki mając depresję "żeby zacząć żyć " to jest jakiś żart. Ona wogole nie jest profesjonalna. Mnie moj psychoterapeuta nigdy nie powiedział "ze mam zacząć wiecej sie ruszac " gdy uslyszal o moim chronicznym zmeczeniu... Ta baba nie ma podejscia do choroby dlatego tkwisz w miejscu

AI odnosi się tylko do pierwszego posta w tym wątku dlatego brzmi niezbyt aktualnie.

Po pierwsze ta terapia nic mnie nie kosztuje. Po drugie sama terapeutka powiedziała, że nawet jeśli tego nie widzę to zrobiłem już całkiem sporo kroków naprzód względem tego co było na samym początku. Największym z nich jest coraz częstsze zauważanie, że moje przekonania są totalnie błędne. Na początku kompletnie tego nie zauważałem, byłem tak zabetonowany w tych przekonaniach, że w ogóle nie dopuszczałem do siebie myśli, że może być inaczej nawet jeśli miałem to przed oczami. Teraz to widzę z czego pojawia się kolejny problem bo wyzwala to we mnie mnóstwo negatywnych emocji, których nie potrafię skierować nigdzie indziej niż na samego siebie.

Zamiast ślepo wierzyć w to co pisze AI przypomnij sobie choć kilka ostatnich stron wątku, w których sama sporo pisałaś. "Żeby zacząć żyć" powiedziała ta pierwsza terapeutka, która sama zrezygnowała z mojej terapii. Aktualna terapeutka nigdy czegoś takiego nie powiedziała. Ta pierwsza faktycznie nie miała za bardzo podejścia do choroby, cała tamta terapia wyglądała tak jakbym był jej obiektem doświadczalnym. Obecna jest zupełnie inna, tu naprawdę widać profesjonalizm, zupełnie inne podejście. Ona nigdy mnie nie pośpiesza, niczego nie narzuca, nie tworzy mi presji. Próbuje wyzwalać jak najwięcej tłumionych przeze mnie emocji konfrontując mnie z moimi przekonaniami i pokazując jak bardzo są błędne.

Niedawno byłem też u psychiatry więc uprzedzę kolejne pytania. Jak już kiedyś pisałem mocniejszych leków już nie mogę dostać bo nie ma do tego wskazań medycznych. Nie ma objawów typowych chorób psychicznych, które się leczy lekami. Nie mam stanów lękowych, psychozy, zaburzeń maniakalnych itp więc leków niemal dosłownie zmieniających w zombie nie dostanę. Psychiatra powiedziała, że jedyne co jeszcze można zrobić to mogłaby mi dać skierowanie do szpitala ale to też nie pomoże w moim przypadku. Moje życie to po prostu kompletnie gówno i na to nie ma leków, a terapia też ma ograniczone możliwości. Moje problemy to bardzo destrukcyjne przekonania i niezaspokojone potrzeby społeczne, relacyjne i seksualne. Powiedziałem jej o tym, że coraz częściej mam myśli, że nawet najbardziej toksyczny związek byłby lepszy niż samotność. Odpowiedziała, że to najgorsza droga jaką tylko da się pójść. Za bardzo nienawidzę siebie, za dużo od siebie wymagam, za bardzo i za często się porównuję z niemal każdym kogo tylko zobaczę, mam za duże oczekiwania względem siebie, za bardzo się za wszystko obwiniam. Powiedziała, że tak bardzo nienawidząc siebie nie można się zakochać w nikim innym ani uwierzyć, że ktoś mógłby się zakochać we mnie. Powiedziała, że jeśli nie przestanę widzieć w sobie najgorszego wroga i największego przegrywa, jeśli nie przestanę ciągle się karać i dowalać sobie na każdym kroku to każdy związek byłby tylko jeszcze większym cierpieniem. Nikt nie widzi mnie nawet w połowie tak źle jak ja siebie widzę. Dla mnie to wszystko wygląda jedynie jako błędne koło, z którego nie ma wyjścia. Cały czas zadaje sobie pytania "jak można zaakceptować takiego śmiecia?", "jak bardzo muszę być odrażający skoro nie mam nawet z kim pogadać, pójść na kawę czy na zakupy?", "jak złe musiałoby być coś co kiedyś zrobiłem skoro pierwsza dziewczyna została mi odebrana i to w taki sposób?", "czy ja jestem przeklęty albo potępiony, że nie mogę mieć tego co mają wszyscy wokół?", "dlaczego nie mogę mieć tego co wszyscy wokół skoro to też są zwykli ludzie, przeciętnie wyglądający i nie będący jacyś bogaci?", "czy ja tak bardzo odstaje albo dlaczego nie zasługuję na to by mieć normalne życie?". Nie ma dnia żeby te pytania nie pojawiały się w mojej głowie.

Julia life in UK napisał/a:

Shini co masz na myśli pisząc "że nie wiesz czy będziesz jeszcze żyć za miesiąc"?  sad

To czy mój stan psychiczny nie będzie miał nagłego spadku na takim poziomie jakiego jeszcze nie było do tej pory.

3 075

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

AI nie wie,że to już trwa kilka lat,a nie jedyne pół roku i kręci się w kółko jak na karuzela xD

Shini weź w końcu zmień te psychoterapeutke.  Przecież to jest nic nie warta terapia.

Usłyszeć od psychoterapeutki mając depresję "żeby zacząć żyć " to jest jakiś żart. Ona wogole nie jest profesjonalna. Mnie moj psychoterapeuta nigdy nie powiedział "ze mam zacząć wiecej sie ruszac " gdy uslyszal o moim chronicznym zmeczeniu... Ta baba nie ma podejscia do choroby dlatego tkwisz w miejscu

AI odnosi się tylko do pierwszego posta w tym wątku dlatego brzmi niezbyt aktualnie.

Po pierwsze ta terapia nic mnie nie kosztuje. Po drugie sama terapeutka powiedziała, że nawet jeśli tego nie widzę to zrobiłem już całkiem sporo kroków naprzód względem tego co było na samym początku. Największym z nich jest coraz częstsze zauważanie, że moje przekonania są totalnie błędne. Na początku kompletnie tego nie zauważałem, byłem tak zabetonowany w tych przekonaniach, że w ogóle nie dopuszczałem do siebie myśli, że może być inaczej nawet jeśli miałem to przed oczami. Teraz to widzę z czego pojawia się kolejny problem bo wyzwala to we mnie mnóstwo negatywnych emocji, których nie potrafię skierować nigdzie indziej niż na samego siebie.

Zamiast ślepo wierzyć w to co pisze AI przypomnij sobie choć kilka ostatnich stron wątku, w których sama sporo pisałaś. "Żeby zacząć żyć" powiedziała ta pierwsza terapeutka, która sama zrezygnowała z mojej terapii. Aktualna terapeutka nigdy czegoś takiego nie powiedziała. Ta pierwsza faktycznie nie miała za bardzo podejścia do choroby, cała tamta terapia wyglądała tak jakbym był jej obiektem doświadczalnym. Obecna jest zupełnie inna, tu naprawdę widać profesjonalizm, zupełnie inne podejście. Ona nigdy mnie nie pośpiesza, niczego nie narzuca, nie tworzy mi presji. Próbuje wyzwalać jak najwięcej tłumionych przeze mnie emocji konfrontując mnie z moimi przekonaniami i pokazując jak bardzo są błędne.

Niedawno byłem też u psychiatry więc uprzedzę kolejne pytania. Jak już kiedyś pisałem mocniejszych leków już nie mogę dostać bo nie ma do tego wskazań medycznych. Nie ma objawów typowych chorób psychicznych, które się leczy lekami. Nie mam stanów lękowych, psychozy, zaburzeń maniakalnych itp więc leków niemal dosłownie zmieniających w zombie nie dostanę. Psychiatra powiedziała, że jedyne co jeszcze można zrobić to mogłaby mi dać skierowanie do szpitala ale to też nie pomoże w moim przypadku. Moje życie to po prostu kompletnie gówno i na to nie ma leków, a terapia też ma ograniczone możliwości. Moje problemy to bardzo destrukcyjne przekonania i niezaspokojone potrzeby społeczne, relacyjne i seksualne. Powiedziałem jej o tym, że coraz częściej mam myśli, że nawet najbardziej toksyczny związek byłby lepszy niż samotność. Odpowiedziała, że to najgorsza droga jaką tylko da się pójść. Za bardzo nienawidzę siebie, za dużo od siebie wymagam, za bardzo i za często się porównuję z niemal każdym kogo tylko zobaczę, mam za duże oczekiwania względem siebie, za bardzo się za wszystko obwiniam. Powiedziała, że tak bardzo nienawidząc siebie nie można się zakochać w nikim innym ani uwierzyć, że ktoś mógłby się zakochać we mnie. Powiedziała, że jeśli nie przestanę widzieć w sobie najgorszego wroga i największego przegrywa, jeśli nie przestanę ciągle się karać i dowalać sobie na każdym kroku to każdy związek byłby tylko jeszcze większym cierpieniem. Nikt nie widzi mnie nawet w połowie tak źle jak ja siebie widzę. Dla mnie to wszystko wygląda jedynie jako błędne koło, z którego nie ma wyjścia. Cały czas zadaje sobie pytania "jak można zaakceptować takiego śmiecia?", "jak bardzo muszę być odrażający skoro nie mam nawet z kim pogadać, pójść na kawę czy na zakupy?", "jak złe musiałoby być coś co kiedyś zrobiłem skoro pierwsza dziewczyna została mi odebrana i to w taki sposób?", "czy ja jestem przeklęty albo potępiony, że nie mogę mieć tego co mają wszyscy wokół?", "dlaczego nie mogę mieć tego co wszyscy wokół skoro to też są zwykli ludzie, przeciętnie wyglądający i nie będący jacyś bogaci?", "czy ja tak bardzo odstaje albo dlaczego nie zasługuję na to by mieć normalne życie?". Nie ma dnia żeby te pytania nie pojawiały się w mojej głowie.

Julia life in UK napisał/a:

Shini co masz na myśli pisząc "że nie wiesz czy będziesz jeszcze żyć za miesiąc"?  sad

To czy mój stan psychiczny nie będzie miał nagłego spadku na takim poziomie jakiego jeszcze nie było do tej pory.

Bierzesz leki przeciwdepresyjne lub jakieś inne? Jeżeli tak sprawdz ich skutki uboczne i jeżeli jakieś do Ciebie pasują to porozmawiaj z psychiatra i dopasuje leki do Ciebie

Wg mnie powinieneś zmienić psychoterapeutke na dobre Ci to wyjdzie.

3 076

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Poza tym nie wspomniałbym o żadnym płatnym seksie tylko o masażach.

Czyli o płatnym seksie smile

A tak nawiązując do historii z życia i Waszych historiach o wybaczających facetach "bo nie znajdą już takiej". Wrzućcie mnie do Waszej listy historii. Nie ma bata żebym był z kobietą która sypia z innymi. Nie ma k..wa takiej możliwości.  Wolałbym być sam do końca życia. Nawet gdybym nikogo nie znalazł.  Kropka

3 077

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Czyli o płatnym seksie smile

A tak nawiązując do historii z życia i Waszych historiach o wybaczających facetach "bo nie znajdą już takiej". Wrzućcie mnie do Waszej listy historii. Nie ma bata żebym był z kobietą która sypia z innymi. Nie ma k..wa takiej możliwości.  Wolałbym być sam do końca życia. Nawet gdybym nikogo nie znalazł.  Kropka

Tak z ciekawości skoro piszesz, że to seks, co prawda płatny ale jednak to czy taka masażystka liczy się do ogólnej liczby partnerek seksualnych?

Ja nie mam pojęcia co bym zrobił znajdując się w takiej sytuacji więc za siebie się nie wypowiem ale rozumiem, że mogą istnieć ludzie, którzy wybaczają nawet zdradę. Jeszcze całkiem niedawno bym powiedział tak samo jak ty, że absolutnie nie ma takiej opcji. Teraz kiedy na chwilę spróbowałem i nagle straciłem już sam nie wiem co bym zrobił. Kiedyś ta samotność i pustka bolały ale nawet nie wiedziałem dlaczego. Teraz wiem dlaczego i boli znacznie bardziej. Pozwól, że zapytam czy kiedykolwiek byłeś w sytuacji, że dosłownie nie miałeś nawet z kim pogadać? Albo przez 20 parę lat nie doświadczyłeś nawet małej namiastki kontaktu fizycznego z kimkolwiek, a w szczególności z kobietą? Patrzyłeś jak wszyscy wokół wchodzili w związki, przytulali się, całowali itd, a ty nie mogłeś?

Ja kiedyś nie rozumiałem jak ktoś może płacić za OF ani jak to możliwe, że te dziewczyny potrafią zarabiać nie raz wielkie pieniądze. Kiedy się dowiedziałem jak to działa przestało mnie to dziwić. Tam też wszystko opiera się na samotności. Faceci wydają nie raz całe wypłaty na to tylko by totalnie obca im dziewczyna pogadała z nimi chwilę prywatnie. By choć na chwilę mieć tę boginię z ekranu dla siebie, nadal tylko na ekranie. Na podobnej zasadzie całkiem sporo facetów chodzi do prostytutek żeby tylko pogadać albo się przytulić, bez seksu i płacą za to po kilkaset złotych albo i więcej.

3 078 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-22 00:03:19)

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:
Priscilla napisał/a:
Bert44 napisał/a:

(...) A Ty jakie masz zdanie? Bo jako babka raczej nie wystąpiłabyś po tej stronie smile Skreślasz,  nie skreślasz,  zależy?

Oczywiście odpowiem, ale najpierw chciałabym doprecyzować pytanie: rozumiem, że pytasz, czy skreśliłabym faceta wiedząc, że korzystał z płatnego seksu, a nie o to, co uważam na temat powiedzenia prawdy lub kłamstwa na ten temat?

Taki był plan ale ciekawy jestem odpowiedzi na oba pytania

Słowo się rzekło wink

Tak, wiedząc o tym, że mój partner korzystał z płatnego seksu, miałabym z tym problem. Jasne, że to wszystko nie jest też takie do końca czarno-białe, bo uważam, że istnieją pewne okoliczności, które można potraktować jako łagodzące. Na przykład zaczenie miałoby źródło pochodzenia tej informacji (czy sam mi o tym powiedział, czy dowiedziałam się od osób trzecich), okoliczności, w jakich się dowiedziałam (czy się z tym gryzł i chciał, żebym wiedziała, czy uważałby, że to normalna sprawa, czy może "wyrzygał" w czasie kłótni, żeby mnie tym dotknąć), ale chyba przede wszystkim powody. Czym innym jest bowiem traktowanie płatnego seksu jak sportu, a czym innym jednorazowe doświadczenie. Jeszcze czym innym, jeśli była to jedyna możliwość, by w ogóle mieć jakiś seks.

Mimo wszystko uczciwie napiszę, że to rzuciłoby negatywne światło na tę osobę. Nie jest to nawet do końca racjonalne, ale na pewno pokazywałoby inny system wartości i stosunek do bliskości fizycznej, a to z kolei mogłoby zwiastować przyszłe problemy. Obawiam się również, że straciłby u mnie szacunek, a bez tego nie ma przecież dobrego związku ani nawet pożądania.

Dodam, że z zasady nigdy nie zajmowała mnie kwestia przeszłości związkowej partnera. Ba, nigdy nie wychodziło to poza jakąś ewentualną ciekawość. Niemniej gdyby okazało się, że facet jest zwykłym (sorry za wyrażenie, ale ono dobrze oddaje istotę rzeczy) jebaką czy właśnie płaci za seks prostytutkom, uznałabym, że to nie jest ktoś, z kim widzę swoje życie.

Co do kłamstwa albo powiedzenia prawdy - jednorazowa, kompletnie nieznacząca "przygoda", po której facet poczuł, że to na pewno nie jest dla niego - nie mówić.
Regularne wizyty - no cóż, uważam, że nie da się zbudować dobrej relacji zaczynając od pokazywania fałszywego obrazu swojej osoby.

3 079 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-22 00:11:20)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

A jakakolwiek kobieta przyzna się do rzeczywistej ilości partnerów czy niestandardowych praktyk?

To zależy od tego, na ile bezpiecznie czuje się przy swoim partnerze.

Jack Sparrow napisał/a:

Nie zadaje się pytań, których odpowiedzi nie da się zweryfikować, bo odpowiedź jest dyktowana pod odbiorcę.

Nie zadaje się też pytań, jeśli nie jesteśmy gotowi przyjąć każdej odpowiedzi wink

3 080

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Nie planuje w ogóle o tym mówić bo chyba, że trafionym na taką osobę jak piszesz tylko jakie według ciebie są na to szanse? Ja już wyczerpałem limit szczęścia na całe życie. Gdybym spotkał dziewczynę tak otwartą na różne doświadczenia to tak jakbym spotkał na przykład fankę anime albo jakąś milionerkę.

Właśnie o tym pisałem. Dla wielu facetów fakt takiej pracy nie będzie aż tak przeszkadzał jeśli będą mogli mieć tak atrakcyjną dziewczynę. A raczej powinienem napisać, że ta atrakcyjność będzie przeważać nad wszystkim innym. Wielu facetów też jest po prostu zmęczonych i nie mają energii ani cierpliwości na szukanie kolejnej dziewczyny więc są w stanie wybaczyć nawet zdradę byle tylko nie musieli znowu być sami. Całkiem prawdopodobne, że ja też bym to wybaczył żeby nie musieć czuć tego wszystkiego co teraz czuję. Od zawsze tak było, że ci najładniejsi mieli najłatwiej i najwięcej jest im wybaczane. To akurat jest niezależne od płci. Nie raz widziałem sytuacje gdzie ten przystojny chłopak mógł niemal wszystko i wszyscy wszystko mu wybaczali.

Podejrzewam, że jest całkiem sporo takich facetów, którzy nie mają pojęcia w jaki sposób wcześniej sobie dorabiały ich partnerki. Całkiem niedawno widziałem badania według, których ok. 20% studentek pracowało tak przynajmniej przez jakiś czas. A to tylko jeśli chodzi o jakieś ogłaszanie się, bez uwzględnienia bycia utrzymanką. Oczywiście to tylko badania i nie mam pojęcia co do ich prawdziwości.

Z ciuchami nie ma aż takiego problemu. W ich przypadku zawsze byłem oszczędny więc nie kupuję ich zbyt dużo. Chodzę po wiele lat w tych samych rzeczach aż się nie rozpadną. Tylko na jakiś eleganckie okazje mam całkiem porządne ubrania ale takie okazje są bardzo rzadko więc i ubrań nie muszę kupować zbyt wiele.

Ja znam podobną historię tyle, że działa się na studiach. Niestety ona była niemal odwrotna. Jeden facet na dużą grupę dziewczyn z czego większość była od początku zajęta, a pozostałe trzymały się razem tak,  że ten facet nie miał nawet z kim pogadać. Był tam totalnie niewidzialny. A co ciekawe on wcale nie był niski i przeciętny. Wyglądał całkiem nieźle i był naprawdę porządnym gościem. W niczym mu to nie pomogło. Co w jego historii mogło być nie tak, nie miał szczęścia znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie? Co do sąsiadek to może tak to wygląda jak mieszkasz w bloku w mieście gdzie fizycznie są te sąsiadki. Na wsi nie ma kompletnie nic. Mamy wpływ na pracę, naprawdę? Ja szukam jej od pół roku i na każde zgłoszenie dostaję albo odmowę albo wcale nie dostaję odpowiedzi. Co do reszty dotyczącej pracy trudno się nie zgodzić. To najczęstsze miejsce zdrad czyli krótko mówiąc środowisko w jakim nie chciałbym się znaleźć ale to akurat jest raczej nieuniknione. Jednak to, że nie ma etapu zagadywania bo ludzi się poznaje przy okazji to wielki plus.

Jakoś nie znam ludzi, którzy się kolegują z kimś płci przeciwnej będąc zajętymi na tyle by robić z nimi cokolwiek poza rozmową czy jakimiś pojedynczymi aktywnościami. Kiedy dwie pary się kolegują to normalne, kiedy robi to zajęty facet lub zajęta kobieta z kimś płci przeciwnej kto nie jest zajęty to już niekoniecznie. A przynajmniej w moim otoczeniu to zawsze tak wyglądało. Aż cię podziwiam za takie podejście. Kiedyś słyszałem o teorii, że nie ma czegoś takiego, że dana osoba jest twoja, a jedynie może być twoja kolej. Właśnie z tym mi się kojarzy to co piszesz. Brzmi to okropnie i może dlatego tak ciężko mi zaakceptować fakt, że ludzie mogą tak się traktować. Miałbym powiedzieć takiej dziewczynie "od początku mi się podobałaś i czekałem aż się rozstaniesz z partnerem"? To byłoby co najmniej niestosowne. "Zgaduje się z kumplem" to totalnie brzmi jak branie odpadu bo lepsza opcja zniknęła. Takie na przeczekanie aż nie pojawi się jeszcze lepsza. Poza tym nie mogę sobie za bardzo wyobrazić takiego koleżeństwa z dziewczyną, która mi się podoba. Kiedyś nawiązałem kontakt z tą pierwszą dziewczyną ze studniówki, po 10 latach od naszego ostatniego spotkania. Zaproponowała, że moglibyśmy wejść w co najwyżej koleżeńską relację bo od dawna jest już zajęta. Gdyby była wolna nawet bym się nie zastanawiał tylko od razu bym w to wszedł. Jednak była zajęta więc odmówiłem. Wiedziałem, że nie potrafiłbym na nią patrzeć jak na koleżankę bo za bardzo mi się podobała. Takich relacji nie ma. Mam jedną zajętą koleżankę, ani trochę mi się nie podoba i nie chciałbym wchodzić z nią w związek, dzięki temu możemy być w takiej relacji od wielu lat i jeszcze nigdy nie mieliśmy żadnego problemu.

Sądzisz, że taki toksyczny związek mógłby jeszcze bardziej zryć mi banie niż jest to teraz? Wielokrotnie się zastanawiałem czy nie byłoby lepiej gdybyśmy z dotychczasową dziewczyną zaliczyli wpadkę. Przynajmniej miałbym pewność, że wróci, a ja miałbym dla kogo żyć. Z drugiej strony każdy kto wie o mojej sytuacji z dziewczyną mówi, że miałem niezłego farta, że żadnej ciąży nie było przed tym co się wydarzyło.

Nie chodzi o dosłowną czystość tylko by nie być traktowany jak ta parodia mężczyzny. Jak ktoś kto musiał płacić za coś co inni mają za darmo. Wolałbym żeby mnie widzieli jako po prostu kogoś samotnego kto tylko nigdy nie zdołał nikogo znaleźć niż kogoś kto zniżył się do takiego poziomu by płacić za marną namiastkę bliskości.

Nie mogę się czuć ani prawie prawiczkiem ani żadnym innym bo nim nie jestem. Awansowałem z prawiczka na kogoś kto ma znikome doświadczenie ale jednak ma. Różnicy prawie nie ma ale jednak jest, a negatywny wpływ na psychikę nadal jest.

Ktoś taki jak ja nie może być tym złym. Jestem na to zbyt słaby zarówno fizycznie jak i psychicznie. Mam za dużo współczucia i wyrozumiałości, za mało pewności siebie, za niską samoocenę, niemal zero decyzyjności i wpływu na swoje życie, za dużo kontroli że strony rodziny i za bardzo chciałbym być bohaterem, który wszystkich ratuje. Pojęcia takie jak "zabawa" czy "korzystanie z życia" u mnie nie istnieją, a przecież to właśnie robią ci niegrzeczni chłopcy.

Myślę, że jest trochę dziewczyn otwartych na różne niestandardowe doświadczenia, w tym seksualne.

Z wybaczaniem się zgadzam, tutaj nie ma sprawiedliwości, więcej zostanie wybaczone osobie atrakcyjnej, czarującej... i tak tyczy się to obu płci. Sam mówisz, że może byś wybaczył. Zresztą być może się zgodzisz, być może nie, ale ideały ideałami a życie życiem, czyli trzeba wiedzieć jakie się ma karty w ręku i nimi grać. Jak się dostało kiepskie/średnie to trzeba się dostosowywać i nimi grać. I jakbyś miał alternatywę siedzieć kolejne miesiące/lata samemu a wybaczyć zdradę (oczywiście jeśli dziewczyna by serio przepraszała i żałowała) i mieć z kim chodzić do kina, na spacery, spędzać noce i robić wiele innych rzeczy...to no pewnie byś się zastanowił dwa razy nad decyzją. I tak podchodzi do tego pewnie wielu facetów... po prostu pragmatycznie, a nie emocjonalnie. Bilans zysków i strat. To tak samo jak ludzie są razem, mimo, że być może się nie kochają ale razem im łatwiej prowadzić gospodarstwo domowe i łatwiej żyć.

Tak, z pewnością wielu facetów nie wie, że ich kobiety tak dorabiały, jak i nie wie o wielu rzeczach z przeszłości. Ja uważam, że nie ma co drążyć tego tematu z partnerką bo przecież i tak jak nie chce to nie powie prawdy, lub skłamie. Więc nawet jak się jest ciekawskim to to wypytywanie nic nie daje. Ale to działa w obie strony, również faceci nie wszystko mówią, przecież sam poruszałeś temat że wolałbyś raczej nie wspominać o masażach. Chociaż akurat powiem Ci, że to zależy od dziewczyny, nieliczne same chodzą na takie masaże rozluźniające (podobno 1-3% zaledwie klientów to dziewczyny, ale jednak takie są).

Są różne historie, jeden w otoczeniu kobiet trafi tak, że pozna kogoś inny nie. W każdym razie praca w otoczeniu kobiet dobrze by Ci zrobiła. Nawet nie chodzi o jakieś związki, czy seks spotkania ale samo obycie, rozmowy, jakieś żarty... No po prostu uważam, że to by było dobre dla Ciebie.

Ja uważam, że nikt nie jest czyjąś własnością. Można kogoś kochać, ale nikt za nas życia nie przeżyje i nie umrze. I jak ktoś ma taki styl bycia, że chce mieć kolegów i koleżanki poza związkiem to zakazywanie tego jest słabe. Nawet jak to jest trochę nie komfortowe to dziwne jest zakazywanie czegoś dorosłemu człowiekowi. Więc może najlepiej się tak dobrać z drugą połówką aby mieć podobny temperament, ekstrawertyk z ekstrawertyczką itp...

Z toksycznymi związkami też różnie bywa. Niektóre nie są złe, a inne mogą wpędzić do grobu. Zależy kto co przez to rozumie. Czy by Tobie pomógł? Nie wiem, toksyczny związek z założenia nie jest dobry, ale potrzeba by więcej szczegółów co dla Ciebie znaczy toksyczny. Co do wpadki to mega głupi pomysł. Jeszcze skończyło by się, że zostałbyś samotnym ojcem. Chociaż każda sytuacja ma swoje plusy i znam przypadek, gdzie facet na "samotnego ojca" poderwał masę gówniar. Co "zabawne" nie był samotnym ojcem. Ale dziecko "zmiękczało" dziewczyny i dawały mu numery telefonu.

Mówisz, że masz dużo wyrozumiałości...to raczej powszechnie uważana cecha za pozytywną smile

3 081

Odp: Co to znaczy żyć?

Wiesz co, jakbyś nie wywalił cytatów których użyłam to może miałbyś więcej kontekstu i rozumiałbyś co piszę wink One tam nie są przypadkowo.

Shinigami napisał/a:

Darek nie napisał niczego nowego czy tym bardziej nieprawdziwego. Ja naprawdę byłem świadkiem rozmowy gdzie grupka facetów gadała, że ich partnerki kupiły im te masaże w prezencie. Darek jedynie się tym posłużył wyrażając swoje zdanie na temat masażu

DarekFDD napisał/a:

Do tego wielu facetow na forum nawet uwaza ze to nie jest zdrada w przeciwienstwie do wizyt w agencjach, co nawet potwierdzaja słowa Shinigamiego ze całymi grupami do salonow udezaja faceci ktorym to zony oplaciły wizyty, jestem prawie pewny ze one nie opłaciły by im tego gdyby chcieli isc do agencji towarzyskiej

Pomijając dość przewrotną stronę wiarygodności, ja tu widzę solidną egzagerację.


Shinigami napisał/a:

Gdzie się z tobą zgadzam? Napisałem, że jest te 5% różnicy ale według mnie nie są one decydujące więc nie bardzo się z tobą zgadzam.

No i właśnie tej pogrubionej końcówki nie napisałeś, Sherlocku. Za to znalazłeś nawet więcej różnic niż ja wyjściowo.

Shinigami napisał/a:

Jedynie tylko nie podoba mi nierówne traktowanie tych, którzy korzystali. Ktoś jest w związku i skorzystał to tylko zdrada i pewnie robił to z ciekawości bo przecież nie musiał. Ktoś nie miał innej możliwości i skorzystał więc jest potępiony na wieczność.

Ależ oczywiscie, że miał inne możliwości. Zaczynając od zwykłego porno na ścisłej chrześcijańskiej wstrzemięźliwości seksualnej kończąc. Tinder też by nie zabolał, jeśli faktycznie celem jest po prostu zaruchać.

Bawi mnie sposób, w jaki próbujesz się wybielać w imię ni mniej ni więcej tylko walki o "równe traktowanie". I nie chodzi o jakieś... bo ja wiem, szczytne cele typu walka z głodem w Afryce albo żeby każdy kot miał kochający dom. Ale jak chodzi o czubek własnego penisa to nagle się okazuje najważniejszym tematem dyskryminacji na świecie big_smile

Wydawałoby się że masz ciekawsze rzeczy w życiu.

Aha, i to "potępienie na wieczność" brzmi dość pretensjonalnie. Jak z konfesjonału.

Jeśli to ma brać na litość, to nie bierze.

Shinigami napisał/a:

Jeszcze co do tego "wieziotwórczego aspektu seksu". Jak według ciebie miałby tego doświadczyć ktoś kto nie ma możliwości na tą więź? Ja akceptuję fakt, że bez związku nie ma seksu ale nie każdy musi to robić. Uważasz, że każdy kto nie ma możliwości by wejść w wiązek miałby tak jak ja całkowicie odrzucić też możliwość seksu tylko dlatego, że nie ma możliwości stworzyć tej więzi?

Shinigami napisał/a:

Teraz sama sobie przeczysz. Skoro i ja i Darek mamy jakieś tam doświadczenie bo korzystaliśmy z "płatnych usług seksualnych" to i tak piszemy o tym jak ślepy o kolorach?

Sam mnie pytałeś o więziotwórczy aspekt seksu w kontekście chodzenia na dziwki. Czyli zakładam że chodzi o więź z dziwką. o.O

To jest tak... oderwane zestawienie, że nie wiadomo śmiać się czy płakać big_smile

Oczywiście, że piszecie jak ślepi o kolorach. Dokładnie to powiedziałam. No i nie wyjaśniłeś, skąd w ogóle wyciągnąłeś w tym kontekście jakichś singli bez szans na związek. Ale wygodniej udawać że po chodzeniu na dziwki nagle jesteś wystarczającym specem od związków i doświadczasz więzi z panienką big_smile

No to nie brzmi zbyt poważnie po prostu.

3 082

Odp: Co to znaczy żyć?
KSandraK napisał/a:

Sam mnie pytałeś o więziotwórczy aspekt seksu w kontekście chodzenia na dziwki. Czyli zakładam że chodzi o więź z dziwką. o.O

To jest tak... oderwane zestawienie, że nie wiadomo śmiać się czy płakać big_smile

Oczywiście, że piszecie jak ślepi o kolorach. Dokładnie to powiedziałam. No i nie wyjaśniłeś, skąd w ogóle wyciągnąłeś w tym kontekście jakichś singli bez szans na związek. Ale wygodniej udawać że po chodzeniu na dziwki nagle jesteś wystarczającym specem od związków i doświadczasz więzi z panienką big_smile

No to nie brzmi zbyt poważnie po prostu.

I tu podsumowałas swoj poziom, nie bede go oceniac, kazdy kto przeczyta oceni to sam.

Jesli dla ciebie masazystka to dziwka, ktora realnie nie ma nic wspolnego z tym zawodem, to kto nia nie jest? Pielęgniarki to dziwki? lekarki urologi też? kosmetyczki ktore depiluja?

Udzielasz sie w temacie a nie rozróżniasz wizyty w agencji ktorej celem jest seks, uprawianie seksu.. od wizyty w zupełnie legalnym salonie masazu na masaż rozluzniający. Shinigami nie raz pisał, że czesto celem było zmęczenie, ogolnie spięcie miesni i chęc rozluźnienia sie, to chyba róznica niz wizyta w agencji.

Ale jak widac jestes kolejna osoba ktore nie rozumie po co samotny facet idzie do salonu masazu rozluzniającego. Bo łaknie kontaktu z atrakcyjnymi kobietami a nie moze go dostać w normalny sposób bo natura wykluczyła go z tej dziedziny zycia, nie urodziła się taka osoba chadem który moze co weekend przyprowadzac nową dziewczyne na mieszkanie. Taka osoba długimi latami moze byc kompletnie sama. I mozliwosc posiedzenie z atrakcyjna młoda dziewczyna, rozmowa, dotyk, wspólny prysznic jest zupełnie czym innym niz pojscie do agencji przez faceta ktory co tydzien moze miec inna, ale w danym dniu nie znalazł i idzie do agencji.

To zupełnie inne zachowanie, mimo ze narzedzie moze podobne. Ksiazke tez mozesz przeczytac i sie z niej wiele nauczyc albo ją podpalic i przy okazji wzniecic pozar. Niby ta sama rzecz a do jakich roznych celow moze słuzyc... widzisz analogie?

Przeczytaj jeszcze raz posty i ja np nie widzialem aby Shinigami chodzil tam w celach seksualnych lub tez prosił dziewczyny o jakies dodatkowe usługi.. nie raczej jasno wszedzie pisal ze chodzi w celach rozluźniajacych i dla zabicia samotnosci.

Dlatego tez lubie uzywać słowa ze samotny facet z niklymi szansami na zmianę jest pacjentem salonu masazu a nie klientem.

3 083

Odp: Co to znaczy żyć?
KSandraK napisał/a:

Wiesz co, jakbyś nie wywalił cytatów których użyłam to może miałbyś więcej kontekstu i rozumiałbyś co piszę wink One tam nie są przypadkowo.

Zauważyłam, że ta technika forsowania swoich teorii jest nader częsta, choć sama doświadczyłam jeszcze wycinania z mojej wypowiedzi fragmentów, które po takim pocięciu brzmiały zupełnie inaczej niż ich pierwowzór.

3 084

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
KSandraK napisał/a:

Wiesz co, jakbyś nie wywalił cytatów których użyłam to może miałbyś więcej kontekstu i rozumiałbyś co piszę wink One tam nie są przypadkowo.

Zauważyłam, że ta technika forsowania swoich teorii jest nader częsta, choć sama doświadczyłam jeszcze wycinania z mojej wypowiedzi fragmentów, które po takim pocięciu brzmiały zupełnie inaczej niż ich pierwowzór.

Czasami jednak powolujesz sie na to aby wycofac się z rzeczy ktore mówiłas. Ze niby cos wyciete zle zrozumiale, zamiast po prostu to przyjac na klate Priscilla. Wiesz co mama na mysli, ta przykrą sytuacje co pisalas o mnie i Mikloszy a potem chyba Ci sie glupio zrobilo i sie wykrecalas jak moglas

3 085

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Tak, wiedząc o tym, że mój partner korzystał z płatnego seksu, miałabym z tym problem. Jasne, że to wszystko nie jest też takie do końca czarno-białe, bo uważam, że istnieją pewne okoliczności, które można potraktować jako łagodzące. Na przykład zaczenie miałoby źródło pochodzenia tej informacji (czy sam mi o tym powiedział, czy dowiedziałam się od osób trzecich), okoliczności, w jakich się dowiedziałam (czy się z tym gryzł i chciał, żebym wiedziała, czy uważałby, że to normalna sprawa, czy może "wyrzygał" w czasie kłótni, żeby mnie tym dotknąć), ale chyba przede wszystkim powody. Czym innym jest bowiem traktowanie płatnego seksu jak sportu, a czym innym jednorazowe doświadczenie. Jeszcze czym innym, jeśli była to jedyna możliwość, by w ogóle mieć jakiś seks.

Mimo wszystko uczciwie napiszę, że to rzuciłoby negatywne światło na tę osobę. Nie jest to nawet do końca racjonalne, ale na pewno pokazywałoby inny system wartości i stosunek do bliskości fizycznej, a to z kolei mogłoby zwiastować przyszłe problemy. Obawiam się również, że straciłby u mnie szacunek, a bez tego nie ma przecież dobrego związku ani nawet pożądania.

Piszesz o pochodzeniu tej informacji czyli najlepszą opcją byłoby gdyby sam ci powiedział? Jak byś to traktowała gdyby chodziło o tą ostatnią opcję?

System wartości o stosunek do bliskości fizycznej. Czy ktoś kto skorzystał z usługi takiej jak masaż bo nie miał innej możliwości nie oznaczałoby, że ta bliskość fizyczna jest dla niego ważna i dlatego chciał jej chociaż raz doświadczyć?

sebastiannn napisał/a:

Myślę, że jest trochę dziewczyn otwartych na różne niestandardowe doświadczenia, w tym seksualne.

Z wybaczaniem się zgadzam, tutaj nie ma sprawiedliwości, więcej zostanie wybaczone osobie atrakcyjnej, czarującej... i tak tyczy się to obu płci. Sam mówisz, że może byś wybaczył. Zresztą być może się zgodzisz, być może nie, ale ideały ideałami a życie życiem, czyli trzeba wiedzieć jakie się ma karty w ręku i nimi grać. Jak się dostało kiepskie/średnie to trzeba się dostosowywać i nimi grać. I jakbyś miał alternatywę siedzieć kolejne miesiące/lata samemu a wybaczyć zdradę (oczywiście jeśli dziewczyna by serio przepraszała i żałowała) i mieć z kim chodzić do kina, na spacery, spędzać noce i robić wiele innych rzeczy...to no pewnie byś się zastanowił dwa razy nad decyzją. I tak podchodzi do tego pewnie wielu facetów... po prostu pragmatycznie, a nie emocjonalnie. Bilans zysków i strat. To tak samo jak ludzie są razem, mimo, że być może się nie kochają ale razem im łatwiej prowadzić gospodarstwo domowe i łatwiej żyć.

Tak, z pewnością wielu facetów nie wie, że ich kobiety tak dorabiały, jak i nie wie o wielu rzeczach z przeszłości. Ja uważam, że nie ma co drążyć tego tematu z partnerką bo przecież i tak jak nie chce to nie powie prawdy, lub skłamie. Więc nawet jak się jest ciekawskim to to wypytywanie nic nie daje. Ale to działa w obie strony, również faceci nie wszystko mówią, przecież sam poruszałeś temat że wolałbyś raczej nie wspominać o masażach. Chociaż akurat powiem Ci, że to zależy od dziewczyny, nieliczne same chodzą na takie masaże rozluźniające (podobno 1-3% zaledwie klientów to dziewczyny, ale jednak takie są).

Są różne historie, jeden w otoczeniu kobiet trafi tak, że pozna kogoś inny nie. W każdym razie praca w otoczeniu kobiet dobrze by Ci zrobiła. Nawet nie chodzi o jakieś związki, czy seks spotkania ale samo obycie, rozmowy, jakieś żarty... No po prostu uważam, że to by było dobre dla Ciebie.

Ja uważam, że nikt nie jest czyjąś własnością. Można kogoś kochać, ale nikt za nas życia nie przeżyje i nie umrze. I jak ktoś ma taki styl bycia, że chce mieć kolegów i koleżanki poza związkiem to zakazywanie tego jest słabe. Nawet jak to jest trochę nie komfortowe to dziwne jest zakazywanie czegoś dorosłemu człowiekowi. Więc może najlepiej się tak dobrać z drugą połówką aby mieć podobny temperament, ekstrawertyk z ekstrawertyczką itp...

Z toksycznymi związkami też różnie bywa. Niektóre nie są złe, a inne mogą wpędzić do grobu. Zależy kto co przez to rozumie. Czy by Tobie pomógł? Nie wiem, toksyczny związek z założenia nie jest dobry, ale potrzeba by więcej szczegółów co dla Ciebie znaczy toksyczny. Co do wpadki to mega głupi pomysł. Jeszcze skończyło by się, że zostałbyś samotnym ojcem. Chociaż każda sytuacja ma swoje plusy i znam przypadek, gdzie facet na "samotnego ojca" poderwał masę gówniar. Co "zabawne" nie był samotnym ojcem. Ale dziecko "zmiękczało" dziewczyny i dawały mu numery telefonu.

Mówisz, że masz dużo wyrozumiałości...to raczej powszechnie uważana cecha za pozytywną smile

Pewnie masz rację ale takie dziewczyny raczej nawet nie patrzą na zwykłych, przeciętnych facetów.

Dokładnie tak, tu wszystko zależy od czyichś możliwości i aktualnej sytuacji. Całe życie spędzić w samotności i dostać możliwość by się od tej samotności uwolnić nawet kosztem bycia zdradzanym albo kolejne lata spędzić w tej samotności. Podejrzewam, że dla wielu ludzi ten wybór nie byłby trudny, dla mnie pewnie też. Ja bym powiedział, że to właśnie bardziej emocjonalnie niż pragmatycznie. Uczucia są pierwszą i najprostszą rzeczą jaką ludzie się kierują. Większość ludzi woli siedzieć nawet z kimś kogo tylko toleruje lub nawet nie lubi niż siedzieć samemu w pustym mieszkaniu. Większość ludzi woli mieć do kogo się przytulić nawet raz na rok od święta kiedy ta osoba będzie mieć dobry humor niż nie mieć do tego w ogóle możliwości.

Ja też tak uważam, drążenie w przeszłości zwykle nie przynosi niczego dobrego.

Pewnie masz rację, że praca w otoczeniu kobiet dobrze by mi zrobiła. Masz może jakiś pomysł co to mogłaby być za praca? Od wielu miesięcy wysyłam zgłoszenia na różne oferty i albo dostaje odmowy albo żadnych odpowiedzi. Nie mam pojęcia jaka mogłaby być praca gdzie jest dużo kobiet niewymagająca specjalistycznych umiejętności, uprawnień czy studiów. Przykładowo dużo dziewczyn pracuje we wszelkiego rodzaju placówkach medycznych, przychodnie, kliniki itd. W takich miejscach raczej nie ma pracy dla ludzi takich jak ja. W zawodach związanych z modelingiem czy branżą beauty raczej też nie ma miejsca dla ludzi bez konkretnego zawodu. Pytam całkowicie poważnie, gdzie byłaby możliwość pracy w otoczeniu kobiet?

Z tym nie mogę się do końca zgodzić. Będąc w związku w pewnym sensie jesteśmy własnością partnera/partnerki. Oczywiście wszystko zależy od osobistych ustaleń w związku. Mi na przykład nie przeszkadzałoby, że partnerka ma kolegów ale już osobiste spotkania z nimi tak. Jakieś wyjścia na kawę czy coś takiego to luz ale jakieś wspólne wyjazdy itp nie bardzo. Podejrzewam, że większość ludzi miałoby podobne zdanie. A ty?

Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak zdefiniować toksyczny związek bo nigdy w takim nie byłem. Wiem tylko czym mógłby być opierając się na teori, do której każdy ma dostęp. W byciu samotnym ojcem nie chodzi o zmiękczanie dziewczyn. Taki samotny ojciec to dla wielu kobiet przyjście na gotowe. Facet, który jest w stanie sam wychowywać dziecko ogarnie wszystko inne i właśnie to najbardziej przyciąga kobiety. Te gówniary nie widziały w nim partnera tylko właśnie ojca, który wszystko za nie ogarnie. Mi kompletnie nie o to chodziło kiedy pisałem o wpadce.

Może i pozytywna ale czy dodająca atrakcyjności?

3 086

Odp: Co to znaczy żyć?
KSandraK napisał/a:

Wiesz co, jakbyś nie wywalił cytatów których użyłam to może miałbyś więcej kontekstu i rozumiałbyś co piszę wink One tam nie są przypadkowo.

Shinigami napisał/a:

Darek nie napisał niczego nowego czy tym bardziej nieprawdziwego. Ja naprawdę byłem świadkiem rozmowy gdzie grupka facetów gadała, że ich partnerki kupiły im te masaże w prezencie. Darek jedynie się tym posłużył wyrażając swoje zdanie na temat masażu

DarekFDD napisał/a:

Do tego wielu facetow na forum nawet uwaza ze to nie jest zdrada w przeciwienstwie do wizyt w agencjach, co nawet potwierdzaja słowa Shinigamiego ze całymi grupami do salonow udezaja faceci ktorym to zony oplaciły wizyty, jestem prawie pewny ze one nie opłaciły by im tego gdyby chcieli isc do agencji towarzyskiej

Pomijając dość przewrotną stronę wiarygodności, ja tu widzę solidną egzagerację.

Shinigami napisał/a:

Gdzie się z tobą zgadzam? Napisałem, że jest te 5% różnicy ale według mnie nie są one decydujące więc nie bardzo się z tobą zgadzam.

No i właśnie tej pogrubionej końcówki nie napisałeś, Sherlocku. Za to znalazłeś nawet więcej różnic niż ja wyjściowo.

Shinigami napisał/a:

Jedynie tylko nie podoba mi nierówne traktowanie tych, którzy korzystali. Ktoś jest w związku i skorzystał to tylko zdrada i pewnie robił to z ciekawości bo przecież nie musiał. Ktoś nie miał innej możliwości i skorzystał więc jest potępiony na wieczność.

Ależ oczywiscie, że miał inne możliwości. Zaczynając od zwykłego porno na ścisłej chrześcijańskiej wstrzemięźliwości seksualnej kończąc. Tinder też by nie zabolał, jeśli faktycznie celem jest po prostu zaruchać.

Bawi mnie sposób, w jaki próbujesz się wybielać w imię ni mniej ni więcej tylko walki o "równe traktowanie". I nie chodzi o jakieś... bo ja wiem, szczytne cele typu walka z głodem w Afryce albo żeby każdy kot miał kochający dom. Ale jak chodzi o czubek własnego penisa to nagle się okazuje najważniejszym tematem dyskryminacji na świecie big_smile

Wydawałoby się że masz ciekawsze rzeczy w życiu.

Aha, i to "potępienie na wieczność" brzmi dość pretensjonalnie. Jak z konfesjonału.

Jeśli to ma brać na litość, to nie bierze.

Shinigami napisał/a:

Jeszcze co do tego "wieziotwórczego aspektu seksu". Jak według ciebie miałby tego doświadczyć ktoś kto nie ma możliwości na tą więź? Ja akceptuję fakt, że bez związku nie ma seksu ale nie każdy musi to robić. Uważasz, że każdy kto nie ma możliwości by wejść w wiązek miałby tak jak ja całkowicie odrzucić też możliwość seksu tylko dlatego, że nie ma możliwości stworzyć tej więzi?

Shinigami napisał/a:

Teraz sama sobie przeczysz. Skoro i ja i Darek mamy jakieś tam doświadczenie bo korzystaliśmy z "płatnych usług seksualnych" to i tak piszemy o tym jak ślepy o kolorach?

Sam mnie pytałeś o więziotwórczy aspekt seksu w kontekście chodzenia na dziwki. Czyli zakładam że chodzi o więź z dziwką. o.O

To jest tak... oderwane zestawienie, że nie wiadomo śmiać się czy płakać big_smile

Oczywiście, że piszecie jak ślepi o kolorach. Dokładnie to powiedziałam. No i nie wyjaśniłeś, skąd w ogóle wyciągnąłeś w tym kontekście jakichś singli bez szans na związek. Ale wygodniej udawać że po chodzeniu na dziwki nagle jesteś wystarczającym specem od związków i doświadczasz więzi z panienką big_smile

No to nie brzmi zbyt poważnie po prostu.

Teraz nie będę wywalał niczego.

Czy to, znalazłem więcej różnic nie oznacza, że właśnie niezbyt się zgadzaliśmy w tamtym miejscu?

Aż nie wierzę w to co czytam. Piszesz, że skoro ktoś nie ma możliwości doświadczyć realnej bliskości ma się zadowolić porno lub tak po prostu olać niespełnianie przez wiele lat potrzeby? Że to byłoby lepsze od pójścia na masaż? To tylko dowodzi, że nie masz ani krzty pojęcia jak ktoś taki się czuje. Z tym Tinderem jeszcze bardziej mnie załamujesz. Czym się niby różni szukanie na Tinderze kogoś tylko do seksu od szukania prostytutki do tego samego celu?

Dokładnie o to chodzi, o sprawiedliwość i równe traktowanie dla innych. Nie wiem czy zauważyłaś ale mnie cała ta sytuacja już dawno nie dotyczy.

Wygląda na to, że ty masz równie ciekawe rzeczy co ja w życiu.

Pytałem o wieziotwórczy aspekt seksu w przypadku osób, które nie mają do tego możliwości. To była kompletna odwrotność tego co próbujesz mi przybić.

Ponownie nie wiem czy zauważyłaś ale pisałem już dawno, że mi się już udało doświadczyć seksu i to tego z wieziotwórczym aspektem więc jakieś tam podstawy tych kolorów znam. Zaczynam mieć wątpliwości czy ty je znasz. Single bez szans na związek wzięły się stąd, że sam jeszcze niedawno takim byłem. Wiem, że istnieje wiele takich osób i dobrze ich rozumiem więc staję po ich stronie mi iż sam już nie jestem w ich sytuacji.

Ty też brzmisz coraz mniej poważnie.

Posty [ 3 056 do 3 086 z 3 086 ]

Strony Poprzednia 1 … 46 47 48

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026