netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Co to znaczy żyć?

3 085 odpowiedzi144 978 wyświetleńzałożony przez Shinigami, 10.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 … 45 46 47 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 991 do 3 055 z 3 086 ]

2 991 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-11 02:55:22)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Nie wiem jak ale jakie może być inne wytłumaczenie tego, że nie mogę mieć tych zwykłych rzeczy?

To wytłumaczenie jest bardzo, bardzo proste - nie masz tych wszystkich rzeczy, bo NIC w tym kierunku nie robisz, aby je mieć. Tu nie ma żadnej filozofii ani wyższej matematyki.

Zamiast tego chorobliwie analizujesz i rozczulasz się nad sobą, a to zabiera Ci czas i energię, które mógłbyś spożytkować na coś konstruktywnego. Przecież to Twoje myślenie nie przynosi nawet jakichś sensownych wniosków. Na dobrą sprawę NIC dobrego nie przynosi i nie wynika z niego nic poza coraz większym pogrążaniem się.

Julka ma rację - Twoja terapia też nie daje żadnych efektów.

2 992 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-10-11 13:09:48)

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Zawsze to samo. Twój umysł obcy twór

Aż tak nieprawdopodobnie to brzmi? Tak właśnie to wygląda. Mam wrażenie jakbym miał w ciele jakąś inną istotę, która robi wszystko przeciw mnie, która nie pozwala na jakąkolwiek zmianę.

Priscilla napisał/a:

To wytłumaczenie jest bardzo, bardzo proste - nie masz tych wszystkich rzeczy, bo NIC w tym kierunku nie robisz, aby je mieć. Tu nie ma żadnej filozofii ani wyższej matematyki.

Zamiast tego chorobliwie analizujesz i rozczulasz się nad sobą, a to zabiera Ci czas i energię, które mógłbyś spożytkować na coś konstruktywnego. Przecież to Twoje myślenie nie przynosi nawet jakichś sensownych wniosków. Na dobrą sprawę NIC dobrego nie przynosi i nie wynika z niego nic poza coraz większym pogrążaniem się.

Julka ma rację - Twoja terapia też nie daje żadnych efektów.

Bo już nic więcej nie mogę zrobić. Co według ciebie jeszcze mógłbym robić by iść w stronę tego normalnego życia? Biorąc pod uwagę oczywisty fakt, że nie da się cofnąć w czasie żeby znaleźć dziewczynę jeszcze w szkole lub pójść na bardziej przydatne studia. Miałbym siedzieć na portalach randkowych? Wziąć jakąkolwiek pracę jaka tylko się nawinie znów za minimalną? Trenować 6 razy w tygodniu zamiast 5? Czytać więcej książek? Medytować? Wywalić oszczędności na ten przeszczep włosów? Lub wywalić je by przez kilka miesięcy pomieszkać poza domem by potem do niego wrócić? Czy cokolwiek z wymienionych mogłoby mnie przybliżyć do tego normalnego życia czy wciąż nawet nie widzę tego co naprawdę trzeba zrobić?

Oczywiście, że nic dobrego to nie przynosi tylko co ma mi dać świadomość tego? Nie da się tak po prostu zmienić myślenia, które od zawsze było jedynym znanym. Wierz mi, gdybym mógł wyłączyć to myślenie już dawno bym to zrobił. Nie mam nad tym kontroli, mój umysł zrobi wszystko łącznie z całkowitym zmarnowaniem życia byle tylko nic się w nim nie zmieniło. Nie pojętne jest dla mnie to dlaczego tak bardzo podświadomość jest przeciwna świadomości. Dlaczego jest gotowa poświęcić całe życie, a więc i swoje istnienie byle tylko nic się nie zmieniło. Mam wrażenie jakby ktoś za mną stał i mi szeptał, że jakakolwiek zmiana to najgorsze zło. W jednej chwili jestem pewny co do chęci zmiany, a w drugiej już nie jestem pewny. Nieustanne wątpliwości, lęk, przytłaczająca chęć odłożenia czegoś na później, nieustanne analizy, których mam już totalnie dość i jestem nimi zmęczony. Energii mam tak naprawdę więcej niż się wydaje ale tu znów mój umysł robi wszystko był myślał, że jestem zmęczony. Podobnie z tymi problemami gastrycznymi. Kiedy siedzę w domu prawie nie ma tego problemu. Gdy tylko gdzieś wychodzę to jest koszmar pod tym względem, potrafię po 5-6 razy w ciągu dnia biegać do łazienki. Ponownie wszystko bylebym tylko nie wychodził z domu i przypadkiem czegoś nie zmienił w życiu.

I co w związku z tym miałbym zrobić? Przerwać tą terapię i czekać kolejne 2 lata na następną?

2 993

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Zawsze to samo. Twój umysł obcy twór

Aż tak nieprawdopodobnie to brzmi? Tak właśnie to wygląda. Mam wrażenie jakbym miał w ciele jakąś inną istotę, która robi wszystko przeciw mnie, która nie pozwala na jakąkolwiek zmianę.

Priscilla napisał/a:

To wytłumaczenie jest bardzo, bardzo proste - nie masz tych wszystkich rzeczy, bo NIC w tym kierunku nie robisz, aby je mieć. Tu nie ma żadnej filozofii ani wyższej matematyki.

Zamiast tego chorobliwie analizujesz i rozczulasz się nad sobą, a to zabiera Ci czas i energię, które mógłbyś spożytkować na coś konstruktywnego. Przecież to Twoje myślenie nie przynosi nawet jakichś sensownych wniosków. Na dobrą sprawę NIC dobrego nie przynosi i nie wynika z niego nic poza coraz większym pogrążaniem się.

Julka ma rację - Twoja terapia też nie daje żadnych efektów.

Bo już nic więcej nie mogę zrobić. Co według ciebie jeszcze mógłbym robić by iść w stronę tego normalnego życia? Biorąc pod uwagę oczywisty fakt, że nie da się cofnąć w czasie żeby znaleźć dziewczynę jeszcze w szkole lub pójść na bardziej przydatne studia. Miałbym siedzieć na portalach randkowych? Wziąć jakąkolwiek pracę jaka tylko się nawinie znów za minimalną? Trenować 6 razy w tygodniu zamiast 5? Czytać więcej książek? Medytować? Wywalić oszczędności na ten przeszczep włosów? Lub wywalić je by przez kilka miesięcy pomieszkać poza domem by potem do niego wrócić? Czy cokolwiek z wymienionych mogłoby mnie przybliżyć do tego normalnego życia czy wciąż nawet nie widzę tego co naprawdę trzeba zrobić?

Oczywiście, że nic dobrego to nie przynosi tylko co ma mi dać świadomość tego? Nie da się tak po prostu zmienić myślenia, które od zawsze było jedynym znanym. Wierz mi, gdybym mógł wyłączyć to myślenie już dawno bym to zrobił. Nie mam nad tym kontroli, mój umysł zrobi wszystko łącznie z całkowitym zmarnowaniem życia byle tylko nic się w nim nie zmieniło. Nie pojętne jest dla mnie to dlaczego tak bardzo podświadomość jest przeciwna świadomości. Dlaczego jest gotowa poświęcić całe życie, a więc i swoje istnienie byle tylko nic się nie zmieniło. Mam wrażenie jakby ktoś za mną stał i mi szeptał, że jakakolwiek zmiana to najgorsze zło. W jednej chwili jestem pewny co do chęci zmiany, a w drugiej już nie jestem pewny. Nieustanne wątpliwości, lęk, przytłaczająca chęć odłożenia czegoś na później, nieustanne analizy, których mam już totalnie dość i jestem nimi zmęczony. Energii mam tak naprawdę więcej niż się wydaje ale tu znów mój umysł robi wszystko był myślał, że jestem zmęczony. Podobnie z tymi problemami gastrycznymi. Kiedy siedzę w domu prawie nie ma tego problemu. Gdy tylko gdzieś wychodzę to jest koszmar pod tym względem, potrafię po 5-6 razy w ciągu dnia biegać do łazienki. Ponownie wszystko bylebym tylko nie wychodził z domu i przypadkiem czegoś nie zmienił w życiu.

I co w związku z tym miałbym zrobić? Przerwać tą terapię i czekać kolejne 2 lata na następną?

A co do tej pory zrobiłeś,ale podaj konkretne przykłady,że nie możesz nic więcej zrobić?

Tak jeżeli psychoterapia sprawia,że przez długi czas stoisz w miejscu to jest to gówniana terapia proste.... ja po chorobie wznowiła psychoterapie online i już po miesiacu widzę poprawę,a Ty po kilku latach nic. Takze zmiana psychoterapeutki na 100%

2 994 Ostatnio edytowany przez sebastiannn (2026-10-11 14:04:26)

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini z tą idealną czystością to nawet ciężko to komentować, bo przecież wiadomo jak jest.... do korzystania z usług seksualnych i opisywania ich publicznie, masturbacji, oglądania porno, seksualizowania większości kobiet które Ci się podobają to warto dodać jeszcze jedno. Uprawiałeś seks przed ślubem. No nie jest to chyba dla większości ludzi opis osoby idealnie czystej big_smile

Już taki nie będziesz, tak jak prostytutka nie zostanie już dziewicą nawet jak pójdzie na zabieg odbudowania błony.

Oczywiście nic złego nie zrobiłeś, ale po co sobie wmawiać tą czystość... i to idealną.

Idź do lekarza, nich Ci zmieni leki i zmień terapeutę bo to nie działa.

Nie wiem czy dobrze pamiętam ale mówiłeś, że na NFZ chodzisz, jednocześnie masz oszczędności i coś tam zarabiasz. Zainwestuj w solidnego lekarza, dobre leczenie i terapie. Stać Cię.

2 995 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-11 14:07:22)

Odp: Co to znaczy żyć?
sebastiannn napisał/a:

Shini z tą idealną czystością to nawet ciężko to komentować, bo przecież wiadomo jak jest.... do korzystania z usług seksualnych i opisywania ich publicznie, masturbacji, oglądania porno, seksualizowania większości kobiet które Ci się podobają to warto dodać jeszcze jedno. Uprawiałeś seks przed ślubem. No nie jest to chyba dla większości ludzi opis osoby idealnie czystej big_smile

Już taki nie będziesz, tak jak prostytutka nie zostanie już dziewicą nawet jak pójdzie na zabieg odbudowania błony.

Idź do lekarza, nich Ci zmieni leki i zmień terapeutę bo to nie działa.

Nie wiem czy dobrze pamiętam ale mówiłeś, że NFZ chodzisz, jednocześnie masz oszczędności i coś tam zarabiasz. Zainwestuj w solidnego lekarza, dobre leczenie i terapie. Stać Cię.

Dokładnie Shini niestety czy się to Tobie podoba czy nie Twoja nieskazitelną czystość przeminęła z wiatrem.

I tak.zmiana psychoterapii i też leków bo to może od tych leków sobie Shini ubzdurałeś te czystość dziewicza po tym co już robiłeś xD

2 996

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

A co do tej pory zrobiłeś,ale podaj konkretne przykłady,że nie możesz nic więcej zrobić?

Już je podałem zadając pytania Priscilli. Niemal wszystko z tego co wymieniłem poza portalami randkowymi zrobiłem lub cały czas robię. A według ciebie co jeszcze miałbym zrobić?

sebastiannn napisał/a:

Shini z tą idealną czystością to nawet ciężko to komentować, bo przecież wiadomo jak jest.... do korzystania z usług seksualnych i opisywania ich publicznie, masturbacji, oglądania porno, seksualizowania większości kobiet które Ci się podobają to warto dodać jeszcze jedno. Uprawiałeś seks przed ślubem. No nie jest to chyba dla większości ludzi opis osoby idealnie czystej big_smile

Już taki nie będziesz, tak jak prostytutka nie zostanie już dziewicą nawet jak pójdzie na zabieg odbudowania błony.

Oczywiście nic złego nie zrobiłeś, ale po co sobie wmawiać tą czystość... i to idealną.

Idź do lekarza, nich Ci zmieni leki i zmień terapeutę bo to nie działa.

Nie wiem czy dobrze pamiętam ale mówiłeś, że na NFZ chodzisz, jednocześnie masz oszczędności i coś tam zarabiasz. Zainwestuj w solidnego lekarza, dobre leczenie i terapie. Stać Cię.

Już rozumiem dlaczego nie do końca się rozumieliśmy. Mi nie chodziło o faktyczną czystość bo na to jak piszecie jest za późno. Chodzi o to by nie wyszło na jaw korzystanie z płatnej usługi jaką jest masaż. Nie dlatego, że to nieczyste tylko dlatego, że to chyba największy możliwy przejaw przegrywu i mężczyzny. Nie jestem w stanie uzyskać kontaktu fizycznego z kobietą za darmo więc muszę za to płacić. O to chodziło, by potencjalna partnerka nie dowiedziała się, że jestem aż takim przegrywem, że musiałem płacić by poczuć chociaż dotyk kobiety. Chyba właśnie dlatego masaże to dla mnie coś niewłaściwego choć nie aż tak jakby było z korzystaniem z usług prostytutek.

A czy prostytutka nie jest skreślona z możliwości wejścia w związek z powodu takiej pracy? Znasz kogokolwiek kto chciałby wejść w związek z byłą prostytutką wiedząc, że nią była?

Nie uważam by to było złe ale na pewno niewłaściwe, nie tak jak to być powinno.

Do lekarza idę już niedługo, a terapeuty jak już pisałem zmienić nie mogę.

Już wcześniej zarabiałem minimalną, teraz jeszcze mniej. Spora część z tego idzie na bieżące wydatki. Wiesz ile kosztuje terapia prywatnie. Przyjmijmy 300zł za jedno spotkanie, w miesiąc jest już z tego 1200zł, w rok mamy już prawie 15k. A to i tak przy dość niskiej cenie terapii, są znacznie droższe. Na coś takiego mnie nie stać więc musi być NFZ. Poza tym jakie według ciebie powinny być efekty tej terapii? Nie raz już ktoś mi tu pisał, że terapia sama w sobie nie zmieni niczego w moim życiu. Więc jakie powinny być jej efekty?

Mam do ciebie pytanie o jeszcze jedną rzecz. W innym wątku radziłeś autorowi by zagadał do 100 kobiet i nawet jeśli będzie 1% powodzenia to już będzie dla niego sukces. Jak to miałoby wyglądać w sensie technicznym? Masz na myśli zagadywanie do dosłownie każdej kobiety jaka tylko się nawinie nawet jeśli kompletnie nam się nie podoba czy jednak chodzi o takie, które choć trochę nam się podobają? W pierwszym przypadku bym zrozumiał, w drugim nie mam pojęcia jak to miałoby wyglądać. Przez całe dotychczasowe życie spotkałem może z kilkanaście dziewczyn, które mi się podobały. W większości z tych przypadków od początku wiedziałem, że były dawno zajęte więc nie było mowy o zagadywaniu. Skąd miałoby się ich wziąć 100 lub więcej?

2 997

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

A co do tej pory zrobiłeś,ale podaj konkretne przykłady,że nie możesz nic więcej zrobić?

Już je podałem zadając pytania Priscilli. Niemal wszystko z tego co wymieniłem poza portalami randkowymi zrobiłem lub cały czas robię. A według ciebie co jeszcze miałbym zrobić?

sebastiannn napisał/a:

Shini z tą idealną czystością to nawet ciężko to komentować, bo przecież wiadomo jak jest.... do korzystania z usług seksualnych i opisywania ich publicznie, masturbacji, oglądania porno, seksualizowania większości kobiet które Ci się podobają to warto dodać jeszcze jedno. Uprawiałeś seks przed ślubem. No nie jest to chyba dla większości ludzi opis osoby idealnie czystej big_smile

Już taki nie będziesz, tak jak prostytutka nie zostanie już dziewicą nawet jak pójdzie na zabieg odbudowania błony.

Oczywiście nic złego nie zrobiłeś, ale po co sobie wmawiać tą czystość... i to idealną.

Idź do lekarza, nich Ci zmieni leki i zmień terapeutę bo to nie działa.

Nie wiem czy dobrze pamiętam ale mówiłeś, że na NFZ chodzisz, jednocześnie masz oszczędności i coś tam zarabiasz. Zainwestuj w solidnego lekarza, dobre leczenie i terapie. Stać Cię.

Już rozumiem dlaczego nie do końca się rozumieliśmy. Mi nie chodziło o faktyczną czystość bo na to jak piszecie jest za późno. Chodzi o to by nie wyszło na jaw korzystanie z płatnej usługi jaką jest masaż. Nie dlatego, że to nieczyste tylko dlatego, że to chyba największy możliwy przejaw przegrywu i mężczyzny. Nie jestem w stanie uzyskać kontaktu fizycznego z kobietą za darmo więc muszę za to płacić. O to chodziło, by potencjalna partnerka nie dowiedziała się, że jestem aż takim przegrywem, że musiałem płacić by poczuć chociaż dotyk kobiety. Chyba właśnie dlatego masaże to dla mnie coś niewłaściwego choć nie aż tak jakby było z korzystaniem z usług prostytutek.

A czy prostytutka nie jest skreślona z możliwości wejścia w związek z powodu takiej pracy? Znasz kogokolwiek kto chciałby wejść w związek z byłą prostytutką wiedząc, że nią była?

Nie uważam by to było złe ale na pewno niewłaściwe, nie tak jak to być powinno.

Do lekarza idę już niedługo, a terapeuty jak już pisałem zmienić nie mogę.

Już wcześniej zarabiałem minimalną, teraz jeszcze mniej. Spora część z tego idzie na bieżące wydatki. Wiesz ile kosztuje terapia prywatnie. Przyjmijmy 300zł za jedno spotkanie, w miesiąc jest już z tego 1200zł, w rok mamy już prawie 15k. A to i tak przy dość niskiej cenie terapii, są znacznie droższe. Na coś takiego mnie nie stać więc musi być NFZ. Poza tym jakie według ciebie powinny być efekty tej terapii? Nie raz już ktoś mi tu pisał, że terapia sama w sobie nie zmieni niczego w moim życiu. Więc jakie powinny być jej efekty?

Mam do ciebie pytanie o jeszcze jedną rzecz. W innym wątku radziłeś autorowi by zagadał do 100 kobiet i nawet jeśli będzie 1% powodzenia to już będzie dla niego sukces. Jak to miałoby wyglądać w sensie technicznym? Masz na myśli zagadywanie do dosłownie każdej kobiety jaka tylko się nawinie nawet jeśli kompletnie nam się nie podoba czy jednak chodzi o takie, które choć trochę nam się podobają? W pierwszym przypadku bym zrozumiał, w drugim nie mam pojęcia jak to miałoby wyglądać. Przez całe dotychczasowe życie spotkałem może z kilkanaście dziewczyn, które mi się podobały. W większości z tych przypadków od początku wiedziałem, że były dawno zajęte więc nie było mowy o zagadywaniu. Skąd miałoby się ich wziąć 100 lub więcej?

No to sprobuj jeszcze te portale randkowe  big_smile

2 998

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Już rozumiem dlaczego nie do końca się rozumieliśmy. Mi nie chodziło o faktyczną czystość bo na to jak piszecie jest za późno. Chodzi o to by nie wyszło na jaw korzystanie z płatnej usługi jaką jest masaż. Nie dlatego, że to nieczyste tylko dlatego, że to chyba największy możliwy przejaw przegrywu i mężczyzny. Nie jestem w stanie uzyskać kontaktu fizycznego z kobietą za darmo więc muszę za to płacić. O to chodziło, by potencjalna partnerka nie dowiedziała się, że jestem aż takim przegrywem, że musiałem płacić by poczuć chociaż dotyk kobiety. Chyba właśnie dlatego masaże to dla mnie coś niewłaściwego choć nie aż tak jakby było z korzystaniem z usług prostytutek.

A czy prostytutka nie jest skreślona z możliwości wejścia w związek z powodu takiej pracy? Znasz kogokolwiek kto chciałby wejść w związek z byłą prostytutką wiedząc, że nią była?

Nie uważam by to było złe ale na pewno niewłaściwe, nie tak jak to być powinno.

Do lekarza idę już niedługo, a terapeuty jak już pisałem zmienić nie mogę.

Już wcześniej zarabiałem minimalną, teraz jeszcze mniej. Spora część z tego idzie na bieżące wydatki. Wiesz ile kosztuje terapia prywatnie. Przyjmijmy 300zł za jedno spotkanie, w miesiąc jest już z tego 1200zł, w rok mamy już prawie 15k. A to i tak przy dość niskiej cenie terapii, są znacznie droższe. Na coś takiego mnie nie stać więc musi być NFZ. Poza tym jakie według ciebie powinny być efekty tej terapii? Nie raz już ktoś mi tu pisał, że terapia sama w sobie nie zmieni niczego w moim życiu. Więc jakie powinny być jej efekty?

Mam do ciebie pytanie o jeszcze jedną rzecz. W innym wątku radziłeś autorowi by zagadał do 100 kobiet i nawet jeśli będzie 1% powodzenia to już będzie dla niego sukces. Jak to miałoby wyglądać w sensie technicznym? Masz na myśli zagadywanie do dosłownie każdej kobiety jaka tylko się nawinie nawet jeśli kompletnie nam się nie podoba czy jednak chodzi o takie, które choć trochę nam się podobają? W pierwszym przypadku bym zrozumiał, w drugim nie mam pojęcia jak to miałoby wyglądać. Przez całe dotychczasowe życie spotkałem może z kilkanaście dziewczyn, które mi się podobały. W większości z tych przypadków od początku wiedziałem, że były dawno zajęte więc nie było mowy o zagadywaniu. Skąd miałoby się ich wziąć 100 lub więcej?


No masz racje, że dla wielu ludzi jest kontrowersyjne korzystanie z takich usług. Bo normalnie facet powinien mieć to za darmo. Ale nie wiem czy to powód aby się bać tego, że to tak ogromna tajemnica i jak wyjdzie to się życie rujnuje, bo trochę tak to przedstawiasz.

Nie znam, ale prostytutki zapewne mają partnerów.
Chociaż większość jak ja i Ty nie chcielibyśmy takich partnerek, to jasne. Zwykła dziewczyna może mieć za sobą nwm 10-20 partnerów seksualnych przez np 5-10 lat, a prostytutka tyle to w 2 - 3 dni ogarnie big_smile więc nie dziwne, że to odstrasza trochę, ale jak mówię nie wierzę w samotność prostytutek, że nie mają szans mieć faceta.

Co do terapii to już lepiej chodzić rzadziej jak nie masz na tyle kasy niż chodzić na NFZ i tracić czas bo to nic nie daje. Uważasz, że 1-2 spotkania w miesiącu Ci nie wystarczą? 300-600 zł to nie jest już jakiś nie do udźwignięcia wydatek miesięcznie. Pewnie więcej idzie na jakieś pierdoły.

Co do efektów terapii to nie znam wiele osób po. Ale jednej naprawdę bardzo pomogło (inny człowiek). A inna stała się męcząca bo "filozofuje" cały czas o tym gadając.

Natomiast większe obserwacje mam co do leków. I tu widzę po ludziach których znam, lub z dalszej rodziny jak bardzo leki potrafią zmienić zachowanie. Znam też osoby co się bujały po kiepskich psychiatrach aż w końcu zainwestowały w dobre leczenie, dobrego lekarza i to zmieniło wiele.

Jak jesteś tak na nie i chcesz NFZ to przynajmniej znajdź dobrego psychiatrę prywatnie. Tu masz 300 zł jednorazowo i potem co jakiś czas konsultacja, a jakby leczenie było dobre to już tylko przez neta zamawiasz receptę. I nie ma chodzenia co miesiąc.

Co do zagadywania - to jak tak mało dziewczyn Ci się spodobało, to nwm jaki masz gust? Co jest nie tak z zwykłymi kobietami ogólnie uważanymi za atrakcyjne?
Ale technicznie to tak, zagadujesz do tych jakie Ci się podobają, są atrakcyjne, albo zachowaniem Cie zainteresowały, czymkolwiek.
Nie do każdej jaką mijasz to nie sonda uliczna, tylko w jakimś kontekście.

I co z tego, że były zajęte? Co to przeszkadza w zagadaniu? I właśnie o to chodzi aby podejść do kobiety dla ROZMOWY a nie od pierwszych sekund atakować jak potencjalną partnerkę. I teraz pomyśl, że zagadujesz normalnie zajętą która Ci się podoba. Ona jest zajęta ma męża/faceta itp więc nie interesuję ją romantyczna relacja z Tobą. ALE fajnie się gada jak z CZŁOWIEKIEM i daje Ci numer telefonu. Okazuje się, że lubi np takie same filmy jak Ty i chce co 2 miesiące chodzić z Tobą koleżeńsko do kina. Po prostu staje się Twoją koleżanką. No dobra, wiem, że szukasz czegoś innego ale z tego też możesz mieć "zysk"

1. Masz koleżankę, jest zajęta ale ona może mieć wolne koleżanki. Poznaje Cie z jakąś w naturalny sposób i..... wiadomo.
2. Kiedyś w przyszłości rozstaje się z facetem, ma Twój numer, byłeś wcześniej fajnym kolegą, dzwoni spędza z Tobą czas i... może jakaś głębsza relacja?


I jeszcze jedna uwaga. Chyba idealizujesz związki. I masz podział, że związek to idealne życie a samotność to dno. Wiadomo, że jak chcesz być z kimś to będziesz do tego dążyć, ale nie zakładaj, że związek to piękne życie bo zobaczy ile par żyje w jakiś toksycznych relacjach, ryją sobie głowy wzajemnie, dramy, zdrady. Ilu ludzi jest samotnych w związkach? Też dużo. Więc bycie samemu to nie jest piekło a w związku raj z urzędu, często bywa właśnie odwrotnie.

2 999

Odp: Co to znaczy żyć?
sebastiannn napisał/a:

No masz racje, że dla wielu ludzi jest kontrowersyjne korzystanie z takich usług. Bo normalnie facet powinien mieć to za darmo. Ale nie wiem czy to powód aby się bać tego, że to tak ogromna tajemnica i jak wyjdzie to się życie rujnuje, bo trochę tak to przedstawiasz.

Nie znam, ale prostytutki zapewne mają partnerów.
Chociaż większość jak ja i Ty nie chcielibyśmy takich partnerek, to jasne. Zwykła dziewczyna może mieć za sobą nwm 10-20 partnerów seksualnych przez np 5-10 lat, a prostytutka tyle to w 2 - 3 dni ogarnie big_smile więc nie dziwne, że to odstrasza trochę, ale jak mówię nie wierzę w samotność prostytutek, że nie mają szans mieć faceta.

Co do terapii to już lepiej chodzić rzadziej jak nie masz na tyle kasy niż chodzić na NFZ i tracić czas bo to nic nie daje. Uważasz, że 1-2 spotkania w miesiącu Ci nie wystarczą? 300-600 zł to nie jest już jakiś nie do udźwignięcia wydatek miesięcznie. Pewnie więcej idzie na jakieś pierdoły.

Co do efektów terapii to nie znam wiele osób po. Ale jednej naprawdę bardzo pomogło (inny człowiek). A inna stała się męcząca bo "filozofuje" cały czas o tym gadając.

Natomiast większe obserwacje mam co do leków. I tu widzę po ludziach których znam, lub z dalszej rodziny jak bardzo leki potrafią zmienić zachowanie. Znam też osoby co się bujały po kiepskich psychiatrach aż w końcu zainwestowały w dobre leczenie, dobrego lekarza i to zmieniło wiele.

Jak jesteś tak na nie i chcesz NFZ to przynajmniej znajdź dobrego psychiatrę prywatnie. Tu masz 300 zł jednorazowo i potem co jakiś czas konsultacja, a jakby leczenie było dobre to już tylko przez neta zamawiasz receptę. I nie ma chodzenia co miesiąc.

Co do zagadywania - to jak tak mało dziewczyn Ci się spodobało, to nwm jaki masz gust? Co jest nie tak z zwykłymi kobietami ogólnie uważanymi za atrakcyjne?
Ale technicznie to tak, zagadujesz do tych jakie Ci się podobają, są atrakcyjne, albo zachowaniem Cie zainteresowały, czymkolwiek.
Nie do każdej jaką mijasz to nie sonda uliczna, tylko w jakimś kontekście.

I co z tego, że były zajęte? Co to przeszkadza w zagadaniu? I właśnie o to chodzi aby podejść do kobiety dla ROZMOWY a nie od pierwszych sekund atakować jak potencjalną partnerkę. I teraz pomyśl, że zagadujesz normalnie zajętą która Ci się podoba. Ona jest zajęta ma męża/faceta itp więc nie interesuję ją romantyczna relacja z Tobą. ALE fajnie się gada jak z CZŁOWIEKIEM i daje Ci numer telefonu. Okazuje się, że lubi np takie same filmy jak Ty i chce co 2 miesiące chodzić z Tobą koleżeńsko do kina. Po prostu staje się Twoją koleżanką. No dobra, wiem, że szukasz czegoś innego ale z tego też możesz mieć "zysk"

1. Masz koleżankę, jest zajęta ale ona może mieć wolne koleżanki. Poznaje Cie z jakąś w naturalny sposób i..... wiadomo.
2. Kiedyś w przyszłości rozstaje się z facetem, ma Twój numer, byłeś wcześniej fajnym kolegą, dzwoni spędza z Tobą czas i... może jakaś głębsza relacja?

I jeszcze jedna uwaga. Chyba idealizujesz związki. I masz podział, że związek to idealne życie a samotność to dno. Wiadomo, że jak chcesz być z kimś to będziesz do tego dążyć, ale nie zakładaj, że związek to piękne życie bo zobaczy ile par żyje w jakiś toksycznych relacjach, ryją sobie głowy wzajemnie, dramy, zdrady. Ilu ludzi jest samotnych w związkach? Też dużo. Więc bycie samemu to nie jest piekło a w związku raj z urzędu, często bywa właśnie odwrotnie.

Ja tak to widzę, że jeśli potencjalna partnerka dowie się o czymś takim to od razu zrujnuje życie, nie całe tylko związkowe. Masaż pewnie jeszcze jakoś by przeszedł bo jak sama nazwa wskazuje to przede wszystkim masaż. Usługa, która wymaga pewnych umiejętności od osoby jej udzielającej. Czegoś takiego raczej nie da się uzyskać za darmo. Chodzi bardziej o sam fakt fizycznego kontaktu z kobietą.

Żeby były dobre w tym zawodzie muszą bardzo dobrze wyglądać. Podejrzewam, że dla wielu mężczyzn taki zawód nie przeszkadza jeśli mogą mieć tak atrakcyjną dziewczynę. Większość ludzi też boi się klasycznego "co ludzie powiedzą" i tak naprawdę właśnie to im najbardziej przeszkadza, a nie sam fakt wykonywania takiego zawodu przez kobietę. Dziewczyna może być turbo atrakcyjna i mieć super charakter ale w końcu trzeba będzie ją przestawić rodzinie czy znajomym. Niedawno była afera, że dziewczynę z OF pokazują w mainstreamowych mediach jako wzór. Połowa komentarzy na jej temat była ostro krytykująca, a druga połowa pisała, że tak naprawdę każdy facet chciałby mieć tak atrakcyjną dziewczynę nawet mimo tego kim jest i co robi. Spora część z nich na pewno też skutecznie ukrywa ten fakt przed obecnymi partnerami.

Tracę na tym zaledwie 1 godzinę w tygodniu więc to dla mnie żadna strata. O wiele więcej czasu tracę siedząc bezproduktywnie przed komputerem. 300 jeszcze dałoby się przeżyć, 600 już byłoby gorzej. Teraz nie kupuję za bardzo żadnych pierdół, staram się oszczędzać ile tylko się da. Teraz na przykład przydałoby mi się kilka nowych ubrań i cały czas się zastanawiam czy kupować cokolwiek czy jednak stare dadzą radę jeszcze jeden rok. Powoli zaczyna mi się robić naprawdę krucho z pieniędzmi.

Ja nie znam nikogo kto jest na terapii lub po niej więc nie mam żadnego przykładu.

Co do leków to niedługo mam wizytę i zobaczymy co z niej wyjdzie. Już byłem prywatnie i płaciłem właśnie po 300 zł za wizytę, było gorzej niż teraz na NFZ.

Po pierwsze wszystko zależy od tego co masz na myśli poprzez "zwykłe" kobiety. Po drugie nawet ja mam pewne wymagania i swój typ. Od razu zaznaczam, że nie są one szczególnie wysokie ale jednak pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć w kwestii tego co jest dla mnie atrakcyjne. Tyle, że sam wygląd nie wystarczy. Trzeba coś wiedzieć o danej osobie żeby zagadać. A jeśli nie wiedzieć to przynajmniej mieć jakiś kontekst do rozmowy. Dlatego zagadywanie na ulicy lub tym podobnych miejscach publicznych raczej nie ma sensu bo nic nie wiemy o danej osobie i nie ma o czym rozmawiać. W miejscach gdzie bywałem się regularnie nie pojawiało się zbyt wiele atrakcyjnych dla mnie kobiet więc stąd się wzięło te kilkanaście w ciągu całego życia. Kilka w szkole, że 2-3 na studiach i jakieś pojedyńcze przypadki typu kawiarnia, w której bywałem przez jakiś czas regularnie. Tak naprawdę największym problemem nie tylko moim ale chyba większości samotnych mężczyzn jest dosłowny, fizyczny brak kobiet w otoczeniu. Nie ma takich miejsc i okoliczności do bywania regularnie gdzieś gdzie są też wolne kobiety do, których można by było zagadać.

Kiedy się dowiaduję, że jakaś kobieta jest zajęta od razu przestaje być dla mnie atrakcyjna. Ten fakt z automatu oznacza, że nie ma po co zagadywać więc nie ma też po co się zachwycać na przykład jej wyglądem. I tylko z takimi da się wejść w relacje koleżeńską i rozmawiać jak "z człowiekiem". W życiu nie słyszałem by zajęta kobieta weszła z innym facetem w taką relację by chodzić razem do kina nawet nie myśląc o głębszej relacji. Mi też niezbyt by się podobało gdyby moja dziewczyna chodziła z innym facetem do kina chyba, że sam dobrze bym go znał. Pogadać o filmach byłoby fajnie, zresztą to już robiłem z jedną zajętą użytkowniczką tego forum. W szkole i na studiach miałem koleżanki ale te relacje nigdy nie weszły na żaden wyższy poziom właśnie dlatego, że wszystkie były dawno zajęte. Nikomu nawet przez myśl nigdy nie przeszło żeby przedstawiać się koleżankom czy coś w tym stylu.

1. Nigdy nie miałem na tyle bliskiej koleżanki by mnie przedstawiała komukolwiek.
2. Czy to nie oznacza bycia opcją zapasową? Odpadem, który się bierze tymczasowo bo lepsza opcja zniknęła?

Dokładnie tak to widzę bo nie mam możliwości zobaczyć tego inaczej. Z mojej obecnej perspektywy wolałbym nawet toksyczny związek niż tą samotność i pustkę. Mój związek był za krótki by zobaczyć jak będzie bez tych słynnych "motyli". Poza tym ktoś w nawet najbardziej toksycznym związku jest traktowany poważniej i bardziej jak dorosły niż ktoś od zawsze sam. I nie chodzi tu tylko o traktowanie przez innych ale też, a może przede wszystkim przez samego siebie.

3 000

Odp: Co to znaczy żyć?
DarekFDD napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Powtarzaj za mną: to nie prostytucja, to zwykły masaż fundowany swoim partnerom przez większość kobiet

https://male-spa.pl/oferta/

Jack na ogloszeniach salonow masazy na wiekszosci pisze jasno ze nie oferuja usług seksualnych i ze jest to usługa rozluźniajaca lub relaksacyjna.

nie wiem czy jestes poinformowany ale na takim masazu nie ma seksu ani penetracji. i taki masaz ma na celu rozluznienie a nie uprawianie seksu.

Do tego wielu facetow na forum nawet uwaza ze to nie jest zdrada w przeciwienstwie do wizyt w agencjach, co nawet potwierdzaja słowa Shinigamiego ze całymi grupami do salonow udezaja faceci ktorym to zony oplaciły wizyty, jestem prawie pewny ze one nie opłaciły by im tego gdyby chcieli isc do agencji towarzyskiej

masaze do tego maja dużo zalet, taki wypoczety, rozluzniony facet po maszazu jest znacznie lepszym partnerem dla swojej kobiety niz spięty wkurzony


W Polsce stręczycielstwo (czerpanie korzyści finasowych z cudzej prostytucji) jest karalne. Prostytucja nie jest. Oczywiście że żaden salon masażu będący działalnością gospodarczą NIE będzie oferował verbatim usług seksualnych, bo by poszli siedzieć za stręczycielstwo swoich pracownic. Jeśli bierzesz za dobrą monetę te wszystkie zapewnienia że to usługa relaksacyjna i w żadnym razie nie seksualna, no to gratuluję naiwności.

Kiedy 5% usługi polega na masażu penisa to sorry xD ale to jest właśnie decydujące 5%.

Ten kawałek o grupowych wycieczkach fundowanych przez żony bezcenny. tongue Prawie cały ten wątek jest roztrząsaniem i konfrontacją różnych wersji tego, co mówił Shini o swoim życiu (często wzajemnie sprzecznych). Więc jesli traktujesz słowa Shiniego jak prawdę objawioną, to jesteś tu od niedawna.

No i powstaje fundamentalne pytanie. Po co pośrednictwo salonów w ogóle? Nie prościej żeby po prostu mąż się rozluźnił przy udziale żony i vice versa? Słyszałeś o więziotwórczym aspekcie seksu? Mówisz jak ślepy o kolorach po prostu.

3 001

Odp: Co to znaczy żyć?
KSandraK napisał/a:

W Polsce stręczycielstwo (czerpanie korzyści finasowych z cudzej prostytucji) jest karalne. Prostytucja nie jest. Oczywiście że żaden salon masażu będący działalnością gospodarczą NIE będzie oferował verbatim usług seksualnych, bo by poszli siedzieć za stręczycielstwo swoich pracownic. Jeśli bierzesz za dobrą monetę te wszystkie zapewnienia że to usługa relaksacyjna i w żadnym razie nie seksualna, no to gratuluję naiwności.

Kiedy 5% usługi polega na masażu penisa to sorry xD ale to jest właśnie decydujące 5%.

Ten kawałek o grupowych wycieczkach fundowanych przez żony bezcenny. tongue Prawie cały ten wątek jest roztrząsaniem i konfrontacją różnych wersji tego, co mówił Shini o swoim życiu (często wzajemnie sprzecznych). Więc jesli traktujesz słowa Shiniego jak prawdę objawioną, to jesteś tu od niedawna.

No i powstaje fundamentalne pytanie. Po co pośrednictwo salonów w ogóle? Nie prościej żeby po prostu mąż się rozluźnił przy udziale żony i vice versa? Słyszałeś o więziotwórczym aspekcie seksu? Mówisz jak ślepy o kolorach po prostu.


Jakiej naiwnosci? Usługa seksualna oznacza uprawianie seksu. Natomiast usługa rozluźniajaca oznacza masaż. Na takiej usłudze dziewczyny NIE uprawiaja seksu. W ogłoszeniach salonów masazu pisze jasno, że nie świadcza usług seksualnych. oczywiście na usługi rozluźniające możesz dostać paragon. Czy dostaniesz taki na seks analny? nie

Mąż przy zonie? Wiezotwórczy aspekt jest wazny ale jest tez inny aspekt praktyczny. Chyba nie powiesz mi ze 40 letnia żona lepiej wymasuje faceta niż dwie 19 latnie super zgrabne i bardzo wykwalifikowane w masażyski? Zreszta 99% nie zgodzi się na godzinny masaż swojego faceta, a jak się zgodzi to i tak odpadnie po 5 minutach kondycyjnie.

Mówisz o penisie, czy to jest jakaś gorsza czesc ciała ze masazystka ma ją pomijac? MAsaz ma na celu rozluznienie całego ciała a nie tylko nogi.

Co do żon fundujących masaze to jestem wstanie w to uwiezyc. Chyba kazda kobieta woli aby facet wracal do domu rozluzniony po takiej usłudze niż spięty i zdenerwowany. takie usługi maja korzysc i dla zony i męza.

3 002

Odp: Co to znaczy żyć?

Przeczytaj jeszcze raz to co napisałam, tym razem ze zrozumieniem smile

I popracuj nad ortografią.

3 003 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-14 21:04:40)

Odp: Co to znaczy żyć?
KSandraK napisał/a:

Przeczytaj jeszcze raz to co napisałam, tym razem ze zrozumieniem smile

I popracuj nad ortografią.

Darek to on trolluje o tym masazu  xD

3 004

Odp: Co to znaczy żyć?

Poza tym. Rozluźniający masaż penisa jest raczej kontrproduktywny wink

3 005

Odp: Co to znaczy żyć?
KSandraK napisał/a:

Przeczytaj jeszcze raz to co napisałam, tym razem ze zrozumieniem smile

I popracuj nad ortografią.

Syzyfowa praca

3 006

Odp: Co to znaczy żyć?
KSandraK napisał/a:

Poza tym. Rozluźniający masaż penisa jest raczej kontrproduktywny wink

lol

3 007

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
KSandraK napisał/a:

Poza tym. Rozluźniający masaż penisa jest raczej kontrproduktywny wink

lol

A mnie to tez rozbawiło

3 008 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-10-14 23:28:14)

Odp: Co to znaczy żyć?
KSandraK napisał/a:

Ten kawałek o grupowych wycieczkach fundowanych przez żony bezcenny. tongue Prawie cały ten wątek jest roztrząsaniem i konfrontacją różnych wersji tego, co mówił Shini o swoim życiu (często wzajemnie sprzecznych). Więc jesli traktujesz słowa Shiniego jak prawdę objawioną, to jesteś tu od niedawna.

No i powstaje fundamentalne pytanie. Po co pośrednictwo salonów w ogóle? Nie prościej żeby po prostu mąż się rozluźnił przy udziale żony i vice versa? Słyszałeś o więziotwórczym aspekcie seksu? Mówisz jak ślepy o kolorach po prostu.

Ta grupowa wycieczka to był totalnie pojedynczy przypadek i raczej nie była to żadna zorganizowana wycieczka. Ty jak widzę jesteś tu od dawna i podobnie jak pewien inny użytkownik wiesz lepiej ode mnie co sam piszę. Można pozazdrościć przenikliwości.

Z tym pośrednictwem jest raczej podobnie jak z różnymi innymi dziwnymi układami w związkach lub małżeństwach. Z tym musi być podobnie jak ze swingowaniem czy innymi tym podobnymi układami. Dla jednych ludzi coś takiego jest nie do przyjęcia, a dla innych to coś całkowicie normalnego. Wykonanie takiego masażu to całkiem ciężka robota i wymaga pewnych umiejętności więc nie każda żona byłaby do tego zdolna. Sam kiedyś tego spróbowałem z dziewczyną. Było wręcz nieporównywalnie przyjemniej dzięki tej więzi, o której piszesz. Jeszcze przyjemniejsze dla mnie było to, że ja też mogłem zrobić coś podobnego do masażu mojej dziewczynie. Jednak pod względem czysto technicznym ciężko było to w ogóle nazwać masażem. To jest zawód wymagający nauczania się konkretnych umiejętności manualnych i zdobycia certyfikatu potwierdzającego ich nabycie. Od masażu typu tajski, Shinatsu, sportowy czy po prostu relaksacyjny masaż erotyczny różni się jedynie tymi 5%, które według ciebie są decydujące. No i faktem iż jest wykonywany nago choć i to nie zawsze. 

Jeszcze co do tego "wieziotwórczego aspektu seksu". Jak według ciebie miałby tego doświadczyć ktoś kto nie ma możliwości na tą więź? Ja akceptuję fakt, że bez związku nie ma seksu ale nie każdy musi to robić. Uważasz, że każdy kto nie ma możliwości by wejść w wiązek miałby tak jak ja całkowicie odrzucić też możliwość seksu tylko dlatego, że nie ma możliwości stworzyć tej więzi?

3 009 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-14 23:18:27)

Odp: Co to znaczy żyć?
DarekFDD napisał/a:

Jakiej naiwnosci? Usługa seksualna oznacza uprawianie seksu. Natomiast usługa rozluźniajaca oznacza masaż. Na takiej usłudze dziewczyny NIE uprawiaja seksu. W ogłoszeniach salonów masazu pisze jasno, że nie świadcza usług seksualnych. oczywiście na usługi rozluźniające możesz dostać paragon. Czy dostaniesz taki na seks analny? nie

Mąż przy zonie? Wiezotwórczy aspekt jest wazny ale jest tez inny aspekt praktyczny. Chyba nie powiesz mi ze 40 letnia żona lepiej wymasuje faceta niż dwie 19 latnie super zgrabne i bardzo wykwalifikowane w masażyski? Zreszta 99% nie zgodzi się na godzinny masaż swojego faceta, a jak się zgodzi to i tak odpadnie po 5 minutach kondycyjnie.

Mówisz o penisie, czy to jest jakaś gorsza czesc ciała ze masazystka ma ją pomijac? MAsaz ma na celu rozluznienie całego ciała a nie tylko nogi.

Co do żon fundujących masaze to jestem wstanie w to uwiezyc. Chyba kazda kobieta woli aby facet wracal do domu rozluzniony po takiej usłudze niż spięty i zdenerwowany. takie usługi maja korzysc i dla zony i męza.


No to mamy nową definicję usług seksualnych: jeśli jest paragon, w ogłoszeniu widnieje "masaż relaksacyjny”, a penis przecież należy do reszty ciała, to seksu... nie ma lol

Argument z żoną to już w ogóle złoto! Dwie dziewiętnastolatki są zgrabniejsze i mają lepszą kondycję niż czterdziestoletnia żona, dlatego ta ostatnia powinna się cieszyć, że mąż korzysta z usług młodszych specjalistek. No cóż za ulga, że ktoś zrobi to za nią!
Tak sobie jednak myślę, że jeśli jest to masaż rozluźniający, to wiek czy figura masażystek powinny być przecież bez znaczenia, a liczyć się umiejętności, czyli głównie sprawne dłonie. Jak idziesz do lekarza, to też głównym kryterium wyboru jest niski PESEL i fizyczna atrakcyjność?  Swoją drogą umiejętności najczęściej nabywa się wraz z wiekiem tongue

Naprawdę, podziwiam Twoją kreatywność. Nie każdy potrafi tak ponaciągać definicje, żeby na końcu zawsze wyszło, że wszystko było/jest całkowicie niewinne, a partnerka/żona powinna przede wszystkim docenić korzyści, jakie za tym idą.

Jeszcze kilka wpisów i odkryjesz, że zdrada to po prostu "outsourcing potrzeb relaksacyjnych" wink big_smile

3 010

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Od masażu typu tajski, Shinatsu, sportowy czy po prostu relaksacyjny masaż erotyczny różni się jedynie tymi 5%, które według ciebie są decydujące.

Masaż erotyczny różni się o 95% od tamtych. Inny jest cel masażu.  Masaż jest drogą do zaspokojenia pewnych potrzeb.  I tu jest różnica. Masaż sportowy ma na celu co innego niż erotyczny. Technicznie może się niewiele różnić ale w rzeczywistości to nieporównywalne rzeczy które przypadkiem łączy tylko słowo "masaż ". Nie okłamuj samego siebie

3 011

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Masaż erotyczny różni się o 95% od tamtych. Inny jest cel masażu.  Masaż jest drogą do zaspokojenia pewnych potrzeb.  I tu jest różnica. Masaż sportowy ma na celu co innego niż erotyczny. Technicznie może się niewiele różnić ale w rzeczywistości to nieporównywalne rzeczy które przypadkiem łączy tylko słowo "masaż ". Nie okłamuj samego siebie

Nie muszę bo właśnie o ten techniczny aspekt mi chodziło. Próbowałem paru innych masaży poza erotycznym i naprawdę różnica między nimi była niewielka. Ruchy masażystek czy wykonywane przez nie poszczególne rzeczy takie jak ugniatanie, głaskanie, rozcieranie, oklepywanie w przypadku każdego masażu jest takie samo, ich cel w większości przypadków też jest taki sam. Te ruchy mają takie samo oddziaływanie na poszczególne części ciała. Przypominam, że masaż erotyczny jest też masażem całego ciała. Podobnie z bardziej "bliskimi" typami masażu takimi jak Nuru. Też jest wykonywany nago i dotyka się całym ciałem ale nie musi zawierać dotkania miejsc intymnych. Podobnie z tantrycznym, którego jednym z głównych elementów jest masaż miejsc intymnych ale nie zawiera w sobie słowa "erotyczny". Kiedyś nawet ktoś się tu kłócił, że masaż tantryczny to nie to samo co erotyczny właśnie dlatego, że jego cel jest inny. To co w takim razie jest decydujące? Fakt dotykania tych miejsc intymnych, słowo "erotyczny" czy może założenie przyjęte przy wykonywaniu takiego masażu?

3 012

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Nie muszę bo właśnie o ten techniczny aspekt mi chodziło. Próbowałem paru innych masaży poza erotycznym i naprawdę różnica między nimi była niewielka. Ruchy masażystek czy wykonywane przez nie poszczególne rzeczy takie jak ugniatanie, głaskanie, rozcieranie, oklepywanie w przypadku każdego masażu jest takie samo, ich cel w większości przypadków też jest taki sam. Te ruchy mają takie samo oddziaływanie na poszczególne części ciała. Przypominam, że masaż erotyczny jest też masażem całego ciała. Podobnie z bardziej "bliskimi" typami masażu takimi jak Nuru. Też jest wykonywany nago i dotyka się całym ciałem ale nie musi zawierać dotkania miejsc intymnych. Podobnie z tantrycznym, którego jednym z głównych elementów jest masaż miejsc intymnych ale nie zawiera w sobie słowa "erotyczny". Kiedyś nawet ktoś się tu kłócił, że masaż tantryczny to nie to samo co erotyczny właśnie dlatego, że jego cel jest inny. To co w takim razie jest decydujące? Fakt dotykania tych miejsc intymnych, słowo "erotyczny" czy może założenie przyjęte przy wykonywaniu takiego masażu?

To, że techniki masażu mogą być podobne, nie oznacza, że charakter każdej usługi jest taki sam. Ugniatanie, głaskanie czy rozcieranie to tylko techniki, a nie definicja celu, w jakim są stosowane. O tym, czy mamy do czynienia z masażem relaksacyjnym, czy usługą o charakterze erotycznym, decyduje znacznie więcej niż same ruchy dłoni, bo również kontekst, zakres czynności i ich charakter.

Można oczywiście dyskutować o granicach między poszczególnymi rodzajami masażu, ale sprowadzanie wszystkiego do tego, że "ruchy są takie same", jest zwyczajnym uproszczeniem i naginaniem rzeczywistości. Idąc tym tropem, można by uznać, że skoro niektóre czynności wyglądają podobnie, to ich cel i znaczenie również muszą być identyczne, a przecież doskonale wiemy, że tak nie jest.

3 013 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-15 08:09:15)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Nie muszę bo właśnie o ten techniczny aspekt mi chodziło. Próbowałem paru innych masaży poza erotycznym i naprawdę różnica między nimi była niewielka. Ruchy masażystek czy wykonywane przez nie poszczególne rzeczy takie jak ugniatanie, głaskanie, rozcieranie, oklepywanie w przypadku każdego masażu jest takie samo, ich cel w większości przypadków też jest taki sam. Te ruchy mają takie samo oddziaływanie na poszczególne części ciała. Przypominam, że masaż erotyczny jest też masażem całego ciała. Podobnie z bardziej "bliskimi" typami masażu takimi jak Nuru. Też jest wykonywany nago i dotyka się całym ciałem ale nie musi zawierać dotkania miejsc intymnych. Podobnie z tantrycznym, którego jednym z głównych elementów jest masaż miejsc intymnych ale nie zawiera w sobie słowa "erotyczny". Kiedyś nawet ktoś się tu kłócił, że masaż tantryczny to nie to samo co erotyczny właśnie dlatego, że jego cel jest inny. To co w takim razie jest decydujące? Fakt dotykania tych miejsc intymnych, słowo "erotyczny" czy może założenie przyjęte przy wykonywaniu takiego masażu?

To, że techniki masażu mogą być podobne, nie oznacza, że charakter każdej usługi jest taki sam. Ugniatanie, głaskanie czy rozcieranie to tylko techniki, a nie definicja celu, w jakim są stosowane. O tym, czy mamy do czynienia z masażem relaksacyjnym, czy usługą o charakterze erotycznym, decyduje znacznie więcej niż same ruchy dłoni, bo również kontekst, zakres czynności i ich charakter.

Można oczywiście dyskutować o granicach między poszczególnymi rodzajami masażu, ale sprowadzanie wszystkiego do tego, że "ruchy są takie same", jest zwyczajnym uproszczeniem i naginaniem rzeczywistości. Idąc tym tropem, można by uznać, że skoro niektóre czynności wyglądają podobnie, to ich cel i znaczenie również muszą być identyczne, a przecież doskonale wiemy, że tak nie jest.

O czym wy tu ludzie dyskutujecie o jakis masażach erotycznych masakra Priscilla bezwstydnico

3 014

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Masaż erotyczny różni się o 95% od tamtych. Inny jest cel masażu.  Masaż jest drogą do zaspokojenia pewnych potrzeb.  I tu jest różnica. Masaż sportowy ma na celu co innego niż erotyczny. Technicznie może się niewiele różnić ale w rzeczywistości to nieporównywalne rzeczy które przypadkiem łączy tylko słowo "masaż ". Nie okłamuj samego siebie

Nie muszę bo właśnie o ten techniczny aspekt mi chodziło. Próbowałem paru innych masaży poza erotycznym i naprawdę różnica między nimi była niewielka. Ruchy masażystek czy wykonywane przez nie poszczególne rzeczy takie jak ugniatanie, głaskanie, rozcieranie, oklepywanie w przypadku każdego masażu jest takie samo, ich cel w większości przypadków też jest taki sam. Te ruchy mają takie samo oddziaływanie na poszczególne części ciała. Przypominam, że masaż erotyczny jest też masażem całego ciała. Podobnie z bardziej "bliskimi" typami masażu takimi jak Nuru. Też jest wykonywany nago i dotyka się całym ciałem ale nie musi zawierać dotkania miejsc intymnych. Podobnie z tantrycznym, którego jednym z głównych elementów jest masaż miejsc intymnych ale nie zawiera w sobie słowa "erotyczny". Kiedyś nawet ktoś się tu kłócił, że masaż tantryczny to nie to samo co erotyczny właśnie dlatego, że jego cel jest inny. To co w takim razie jest decydujące? Fakt dotykania tych miejsc intymnych, słowo "erotyczny" czy może założenie przyjęte przy wykonywaniu takiego masażu?

Wbicie gwoździa w ścianę i walnięcie komuś w łeb młotkiem też sa podobne. A jednak inne

3 015

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:
Shinigami napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Masaż erotyczny różni się o 95% od tamtych. Inny jest cel masażu.  Masaż jest drogą do zaspokojenia pewnych potrzeb.  I tu jest różnica. Masaż sportowy ma na celu co innego niż erotyczny. Technicznie może się niewiele różnić ale w rzeczywistości to nieporównywalne rzeczy które przypadkiem łączy tylko słowo "masaż ". Nie okłamuj samego siebie

Nie muszę bo właśnie o ten techniczny aspekt mi chodziło. Próbowałem paru innych masaży poza erotycznym i naprawdę różnica między nimi była niewielka. Ruchy masażystek czy wykonywane przez nie poszczególne rzeczy takie jak ugniatanie, głaskanie, rozcieranie, oklepywanie w przypadku każdego masażu jest takie samo, ich cel w większości przypadków też jest taki sam. Te ruchy mają takie samo oddziaływanie na poszczególne części ciała. Przypominam, że masaż erotyczny jest też masażem całego ciała. Podobnie z bardziej "bliskimi" typami masażu takimi jak Nuru. Też jest wykonywany nago i dotyka się całym ciałem ale nie musi zawierać dotkania miejsc intymnych. Podobnie z tantrycznym, którego jednym z głównych elementów jest masaż miejsc intymnych ale nie zawiera w sobie słowa "erotyczny". Kiedyś nawet ktoś się tu kłócił, że masaż tantryczny to nie to samo co erotyczny właśnie dlatego, że jego cel jest inny. To co w takim razie jest decydujące? Fakt dotykania tych miejsc intymnych, słowo "erotyczny" czy może założenie przyjęte przy wykonywaniu takiego masażu?

Wbicie gwoździa w ścianę i walnięcie komuś w łeb młotkiem też sa podobne. A jednak inne

Dokładnie  big_smile

3 016 Ostatnio edytowany przez DarekFDD (2026-10-15 14:20:32)

Odp: Co to znaczy żyć?

Ja sie zgodze z Shiniganim. 5% masazu nie moze decydowac o jego ocenie całosciowej. To tak jakby ocenieac człowieka po jego stopie bo to np 5% jego ciała.

tak naprawdę roznica jest to ze masaz jest wykonywany nago i ze ostatnie 5% to masaz penisa i jąder. Wszystkie inne masaze tak samo jak i ten o ktorym mówimy opieraja się na ugniataniu mięśni i ściegien w celu rozluznienia ich. Po prostu niektore masaze medyczne pomijaja penisa. Ale cel jest taki sam ROZLUŹNIENIE.

Niezaleznie czy osoba jest pacjetnem salonu masazu czy fizjoterapii idzie tam w tym samym celu.

W innym wątku Shingami wyraznie zaznaczył ze są to usługi rozluźniające a nie seksualne i pod tym też sie podpisuje.



Priscilla ale ja tak nie powiem i nigdy w zadnym poscie tak nie mowilem. Nie nazwal bym tak zdrady jak mowisz, zdrada nie jest dobra. Jak facet ma kochanke to nie jest zaden outsurcing jak piszesz tylko zdradza swoja partnerke i to nie jest dobre.

Jednak bądź teraz zupelnie szczera.

Twoj facet ma kochanke - wraca spięty do domu że to wyjdzie bo jednak kochanka to jakas relacja. I nawet jak Ty sie całe zycie nie dowiesz o jego romansach to i tak rzutuje to na wasz związek bo jest spięty drażliwy.

Twój facet chodzi na masaze - NIE UPRAWIA SEKSU. nie ma relacji, nie obawia sie ze kochanka zadzwoni o 3 w nocy albo będzie wtopa, wraca do domu rozluźniony w pełni zrelaksowany

Serio Ty nie widzisz różnicy? 1 przypadek działa na szkode związku a drugi na korzyść

juz nawet zakładajac seks z prostytutka, to chyba dla 99% kobiet gorsza byłaby kochanka zwykła niz prostytutka w kwestii wybaczenia a tu mówimy o prostytucji a nie niewinnych masażach ktores sa 10 poziomów nizej. Były takie wątki i pamietam ze jedna pisała ze lepsza kochanka i szybciej by wybaczyła bo to by znaczyło ze facet ma cos w sobie ze jednak ona z nim chciała, a po prostytuce by nie chciała bo żałosne i nienaturalne. Ale to byla jedna wypowiedz tylko

3 017

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

To, że techniki masażu mogą być podobne, nie oznacza, że charakter każdej usługi jest taki sam. Ugniatanie, głaskanie czy rozcieranie to tylko techniki, a nie definicja celu, w jakim są stosowane. O tym, czy mamy do czynienia z masażem relaksacyjnym, czy usługą o charakterze erotycznym, decyduje znacznie więcej niż same ruchy dłoni, bo również kontekst, zakres czynności i ich charakter.

Można oczywiście dyskutować o granicach między poszczególnymi rodzajami masażu, ale sprowadzanie wszystkiego do tego, że "ruchy są takie same", jest zwyczajnym uproszczeniem i naginaniem rzeczywistości. Idąc tym tropem, można by uznać, że skoro niektóre czynności wyglądają podobnie, to ich cel i znaczenie również muszą być identyczne, a przecież doskonale wiemy, że tak nie jest.

Otóż to, to są techniki i każdy rodzaj masażu używa podobnych lub tych samych. Z celem masażu jest bardzo podobnie. Oczywiście te cele nie są dokładnie identyczne bo mamy tu rozluźnienie mięśni, pobudzenie krążenia, przyspieszenie regeneracji, redukcje obrzęków, redukcja stresu, pobudzenie metabolizmu, odżywienie skóry czy odprężenie. Jednak wiele różnych masaży łączy w sobie przynajmniej kilka z tych celów i tak samo jest z masażem erotycznym. On też łączy w sobie cele takie jak odprężenie, redukcja stresu, rozluźnienie mięśni czy też pielęgnacja skóry dzięki olejkom używanym choćby przy Nuru. Nawet te najbardziej erotyczne formy czyli Yoni i Lingam są opisywane jako prozdrowotne choćby dlatego, że poprawiają ukrwienie oraz redukują napięcie i stres.

Jak widzisz nie tylko ruchy ale i cel masażu może być taki sam więc nie ma potrzeby naginania rzeczywistości. Zastanawia mnie co tak naprawdę wszystkim przeszkadza w tych masażach? Jak ktoś jest w związku to rozumiem, że może traktować coś takiego jako niewłaściwe lub zdradę? Tylko czemu kiedy korzysta z tego jakiś singiel, szczególnie taki nie mający możliwości na doświadczenie bliskości z drugą osobą w domyślny sposób to też jest uznawane za niewłaściwe? Jeszcze bym zrozumiał jakby komuś działa się jakaś krzywda jak to może mieć miejsce w przypadku prostytucji. Ja kiedyś korzystałem ale teraz już tego nie robię, ktoś inny korzysta nadal i nikogo przy tym nie krzywdzi więc w czym tak naprawdę jest problem? Chodzi o to, że ktoś próbuje grać czystego i niewinnego czy o samo nazewnictwo tej usługi? Jest wiele badań i dowodów na to, że masaże w tym też erotyczne mają pozytywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne. Z drugiej strony jeszcze nie słyszałem by miały jakiś negatywny wpływ na kogokolwiek nie licząc uszczuplenia zawartości portfela.

DarekFDD napisał/a:

Ale cel jest taki sam ROZLUŹNIENIE.

Niezaleznie czy osoba jest pacjetnem salonu masazu czy fizjoterapii idzie tam w tym samym celu.

Dokładnie tak z tym, że rozluźnienie to tylko jeden z celów ale pozostałe też mogą być takie same.

Ja kiedyś poszedłem na masaż tylko dlatego, że wszystko mnie bolało, byłem cały spięty i zmęczony. Po wyjściu z masażu czułem się znacznie lepiej mimo iż był on erotyczny. Teraz kiedy tak się czuję to po prostu zaciskam zęby i staram się nie zwracać uwagi na bycie spiętym i zmęczonym, a ból po jakimś czasie przechodzi albo się do niego przyzwyczajam. Jednak wtedy na zwykłą zdrowotną dolegliwość masaż erotyczny pomógł, a cenowo był tylko trochę droższy niż inne formy masażu.

3 018

Odp: Co to znaczy żyć?

Ja prdl nie wierze. Dyskutujecie z trollem,który rozwala temat swoimi oblesnymi tematami i jeszcze w tym uczestniczycie razem z nim.... a temat byl nawet fajny taki psychologiczny chociaz meczacy z maruda Shinim. Teraz tu bedziemy przez kolejne 20 stron czytać o masażach...oczywiscie dyskutejecie z nim w taki sposob jakby to co pisal to wydarzyło sie w jego zyciu na 100%. Ciekawe po czym poznajecie,że ktos tutaj pisze prawdę.  Jeszcze tylko wieki brakuje i będzie komplet

3 019

Odp: Co to znaczy żyć?
DarekFDD napisał/a:

Po prostu niektore masaze medyczne pomijaja penisa.


smile

3 020 Ostatnio edytowany przez sebastiannn (2026-10-15 16:46:13)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Otóż to, to są techniki i każdy rodzaj masażu używa podobnych lub tych samych. Z celem masażu jest bardzo podobnie. Oczywiście te cele nie są dokładnie identyczne bo mamy tu rozluźnienie mięśni, pobudzenie krążenia, przyspieszenie regeneracji, redukcje obrzęków, redukcja stresu, pobudzenie metabolizmu, odżywienie skóry czy odprężenie. Jednak wiele różnych masaży łączy w sobie przynajmniej kilka z tych celów i tak samo jest z masażem erotycznym. On też łączy w sobie cele takie jak odprężenie, redukcja stresu, rozluźnienie mięśni czy też pielęgnacja skóry dzięki olejkom używanym choćby przy Nuru. Nawet te najbardziej erotyczne formy czyli Yoni i Lingam są opisywane jako prozdrowotne choćby dlatego, że poprawiają ukrwienie oraz redukują napięcie i stres.

Jak widzisz nie tylko ruchy ale i cel masażu może być taki sam więc nie ma potrzeby naginania rzeczywistości.


Odprężenie, relaks, rozluźnienie, redukcja stresu, prozdrowotnie, pobudzenie krążenia, pielęgnacja skóry, redukcja obrzęków, przyśpieszenie regeneracji, odżywienie skóry i wiele innych właściwości widzę ma taki masaż big_smile

Jest w tym sporo prawdy, ale jednak nie ukrywajmy.... mówiąc o "redukcji obrzęków" zapewne najbardziej chodziło o ten obrzęk między nogami, to rzeczywiście takie masażystki potrafią zredukować taki obrzęk na jakiś czas big_smile niestety nie trwale bo takie zabiegi trzeba ponawiać jak obrzęk znowu się pojawia big_smile


Shinigami napisał/a:

Ja kiedyś poszedłem na masaż tylko dlatego, że wszystko mnie bolało, byłem cały spięty i zmęczony. Po wyjściu z masażu czułem się znacznie lepiej

3 021

Odp: Co to znaczy żyć?
sebastiannn napisał/a:

Odprężenie, relaks, rozluźnienie, redukcja stresu, prozdrowotnie, pobudzenie krążenia, pielęgnacja skóry, redukcja obrzęków, przyśpieszenie regeneracji, odżywienie skóry i wiele innych właściwości widzę ma taki masaż big_smile

Jest w tym sporo prawdy, ale jednak nie ukrywajmy.... mówiąc o "redukcji obrzęków" zapewne najbardziej chodziło o ten obrzęk między nogami, to rzeczywiście takie masażystki potrafią zredukować taki obrzęk na jakiś czas big_smile niestety nie trwale bo takie zabiegi trzeba ponawiać jak obrzęk znowu się pojawia big_smile

Może najpierw odpowiedział byś na mój poprzedni post skierowany do ciebie.

Te informacje zostały zaczerpnięte prosto z AI czyli są bardziej wiarygodne niż mogą się wydawać. Przy czym te wymienione właściwości dotyczą wielu różnych masaży. Napisałem jakie dotyczą akurat masażu erotycznego.

Prawdę mówiąc z tą redukcją obrzęków jeszcze nie zgłębiałem dokładniejszych danych akurat tego dotyczących ale jakiś rodzaj masażu z pewnością na to działa. W opisany przez ciebie sposób na mnie to nigdy nie zadziałało więc nie wiem skąd masz takie informacje. Ja miałem zupełnie inny cel chodząc kiedyś na masaże.

3 022 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-15 22:35:58)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Zastanawia mnie co tak naprawdę wszystkim przeszkadza w tych masażach? Jak ktoś jest w związku to rozumiem, że może traktować coś takiego jako niewłaściwe lub zdradę? Tylko czemu kiedy korzysta z tego jakiś singiel, szczególnie taki nie mający możliwości na doświadczenie bliskości z drugą osobą w domyślny sposób to też jest uznawane za niewłaściwe? Jeszcze bym zrozumiał jakby komuś działa się jakaś krzywda jak to może mieć miejsce w przypadku prostytucji. Ja kiedyś korzystałem ale teraz już tego nie robię, ktoś inny korzysta nadal i nikogo przy tym nie krzywdzi więc w czym tak naprawdę jest problem? Chodzi o to, że ktoś próbuje grać czystego i niewinnego czy o samo nazewnictwo tej usługi? Jest wiele badań i dowodów na to, że masaże w tym też erotyczne mają pozytywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne. Z drugiej strony jeszcze nie słyszałem by miały jakiś negatywny wpływ na kogokolwiek nie licząc uszczuplenia zawartości portfela.

Shini, już wiele razy zostało tutaj napisane, że w samych masażach nic nikomu nie przeszkadza, niech każdy robi ze swoim życiem co chce, bo to on będzie ponosił ewentualne konsekwencje swoich decyzji.
To co razi, to zakłamywanie rzeczywistości i próba ubrania tego w "grzeczną" usługę, choć wszyscy wiemy, jak jest. Jednym słowem, jeżeli ktoś decyduje się korzystać z płatnej formy rozładowania napięcia seksualnego, to niech potem nie udaje dziwicy orleańskiej. Tylko tyle i aż tyle.



Edycja:

Shinigami napisał/a:

Ja kiedyś poszedłem na masaż tylko dlatego, że wszystko mnie bolało, byłem cały spięty i zmęczony. Po wyjściu z masażu czułem się znacznie lepiej mimo iż był on erotyczny.

Mimo że erotyczny?? Doprawdy niezwykłe... big_smile
No sorry, ale jak miałeś się po nim czuć? cool

3 023

Odp: Co to znaczy żyć?
DarekFDD napisał/a:

Priscilla (...)
Jednak bądź teraz zupelnie szczera.

Twoj facet ma kochanke - wraca spięty do domu że to wyjdzie bo jednak kochanka to jakas relacja. I nawet jak Ty sie całe zycie nie dowiesz o jego romansach to i tak rzutuje to na wasz związek bo jest spięty drażliwy.

Twój facet chodzi na masaze - NIE UPRAWIA SEKSU. nie ma relacji, nie obawia sie ze kochanka zadzwoni o 3 w nocy albo będzie wtopa, wraca do domu rozluźniony w pełni zrelaksowany

Serio Ty nie widzisz różnicy? 1 przypadek działa na szkode związku a drugi na korzyść

O mało się nie zakrztusiłam, taki jesteś pocieszny big_smile
Masaż u fizjoterapeuty jest w porządku, ale u nagich panienek, które robią wszystko, co prostytutki, jedynie z pominięciem (a może i nie tongue) pełnego stosunku - to nic innego jak zdrada, którą podobno uważasz za zło dla związku wink
Tak że tego... Dalej opowiadaj bajki z mchu i paproci dla dużych chłopców, którzy chcieliby wierzyć, że wystarczy prostytucję nazwać masażem relaksacyjnym i iść w poczuciu, że robią coś dobrego dla swojej relacji. Bo przecież nie ma to jak zadbać o małżeństwo, fundując sobie intymne atrakcje u obcych kobiet, a potem dorabiać do tego ideologię o dobroczynnym wpływie na związek tongue
Czego to człowiek (czytaj: Daruś vel Kamil) nie wymyśli, żeby samemu przed sobą dobrze wypaść big_smile

DarekFDD napisał/a:

juz nawet zakładajac seks z prostytutka, to chyba dla 99% kobiet gorsza byłaby kochanka zwykła niz prostytutka w kwestii wybaczenia a tu mówimy o prostytucji a nie niewinnych masażach ktores sa 10 poziomów nizej. Były takie wątki i pamietam ze jedna pisała ze lepsza kochanka i szybciej by wybaczyła bo to by znaczyło ze facet ma cos w sobie ze jednak ona z nim chciała, a po prostytuce by nie chciała bo żałosne i nienaturalne. Ale to byla jedna wypowiedz tylko

Taaa... pamiętam jedną użytkowniczkę, która przez bardzo długi czas pobytu na forum z pełnym przekonaniem twierdziła, że ma na tyle wysokie poczucie włąsnej wartości, że nie miałaby problemu ze zdradą męża - do czasu aż została przez niego zdradzona. Nagle okazało się, że zdrada przekreśla WSZYSTKO.

3 024

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Shini, już wiele razy zostało tutaj napisane, że w samych masażach nic nikomu nie przeszkadza, niech każdy robi ze swoim życiem co chce, bo to on będzie ponosił ewentualne konsekwencje swoich decyzji.
To co razi, to zakłamywanie rzeczywistości i próba ubrania tego w "grzeczną" usługę, choć wszyscy wiemy, jak jest. Jednym słowem, jeżeli ktoś decyduje się korzystać z płatnej formy rozładowania napięcia seksualnego, to niech potem nie udaje dziwicy orleańskiej. Tylko tyle i aż tyle.

Mimo że erotyczny?? Doprawdy niezwykłe... big_smile
No sorry, ale jak miałeś się po nim czuć? cool

Mi osobiście już tak bardzo nie zależy na tym by udowadniać iż masaż to nic złego. Jak pisałem nie przeszkodziło mi to w wejściu w związek. Jedynie tym ja sam gorzej siebie przez to widzę. Tym co najbardziej mi tu nie daje spokoju jest to w jaki sposób niektórzy piszą o masażach i osobach z nich korzystających. Z daleka widać wręcz pogardę wobec takich osób, jakby byli ludźmi gorszej kategorii. Rozumiem, że fakt płacenia za coś takiego może się komuś nie podobać ale naprawdę istnieją ludzie, którzy nie mają możliwości doświadczyć żadnego fizycznego kontaktu jeśli za to nie zapłacą. Nie uważam by to wina tych ludzi, ja miałem ogromne szczęście trafiając akurat na tą dziewczynę nawet mimo tego jak ostatecznie potoczyły się jej losy. Gdyby nie ona do dziś nie miałabym żadnego doświadczenia związkowo-seksualnego. Ktoś mógł nie mieć tyle szczęścia i nigdy nie trafić na taką osobę. Czy ma przez to już na zawsze być odpadem społecznym bo płaci za coś co inni mają za darmo? Czy już zawsze ma być gorzej traktowany bo nie może mieć czegoś co ma większość ludzi?

Cały czas źle na to patrzysz. Ja nigdy z żadnego masażu nie miałem żadnej satysfakcji seksualnej ani nawet tego "zakończenia", o które toczy się ta wojna bo po prostu nigdy się to nie udało. Czułem się lepiej bo dzięki masażowi plecy przestały mnie boleć i mięśnie nie były tak spięte jak zwykle. Sam fakt kobiecego dotyku na sobie był niesamowicie kojący i uspokajający, przez chwilę moje nieustanne uczucie stresu się wyłączało. Wybacz ale podejrzewam, że możesz tego nie rozumieć codziennie mając przy sobie partnera. Dla większości ludzi ten dotyk drugiej osoby jest czymś totalnie oczywistym i nawet nie wiedzą jak można tego nie mieć. To naprawdę jest coś niesamowicie cennego i wiele bym dał by móc znowu tego doświadczyć choć na chwilę. Niestety na mnie masaż już nie zadziała, a jedyny rodzaj kontaktu fizycznego z jakimkolwiek innym człowiekiem to podanie ręki na przywitanie. Jesteś w stanie sobie to wyobrazić tylko, że przez 20-30 lat? Ja tak właśnie miałem, a teraz znów mam. Dla takich jak ja masaż był jedynym sposobem by tego doświadczyć. Takich ludzi może być znacznie więcej i w pełni ich rozumiem więc nie podoba mi się kiedy się nimi pogardza.

3 025

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

O mało się nie zakrztusiłam, taki jesteś pocieszny big_smile
Masaż u fizjoterapeuty jest w porządku, ale u nagich panienek, które robią wszystko, co prostytutki, jedynie z pominięciem (a może i nie tongue) pełnego stosunku - to nic innego jak zdrada, którą podobno uważasz za zło dla związku wink
Tak że tego... Dalej opowiadaj bajki z mchu i paproci dla dużych chłopców, którzy chcieliby wierzyć, że wystarczy prostytucję nazwać masażem relaksacyjnym i iść w poczuciu, że robią coś dobrego dla swojej relacji. Bo przecież nie ma to jak zadbać o małżeństwo, fundując sobie intymne atrakcje u obcych kobiet, a potem dorabiać do tego ideologię o dobroczynnym wpływie na związek tongue
Czego to człowiek (czytaj: Daruś vel Kamil) nie wymyśli, żeby samemu przed sobą dobrze wypaść big_smile

Ale prostytucja to co innego niż masaż. W renomowanym salonie za seks z klientem masazystka jest zwalniania. w ogłoszeniach jasno pisze ze nie świadcza usług seksualnych. Jedyne RAZ w ŻYCIU spotkałem sie z możliwoscia lodzika za dopłatą ale nigdy stosunku.
Ja nie rozumiem jaka logika sie kierujszesz zrównując masaż rozluźniajacy z posiadaniem regularnej kochanki i nazywajac to pełnoprawną zdradą.
Shinigami już Ci wystarczajaca wytłumaczył, że to usługa ROZLUŹNIAJĄCA a nie seksualna.


Priscilla napisał/a:

Taaa... pamiętam jedną użytkowniczkę, która przez bardzo długi czas pobytu na forum z pełnym przekonaniem twierdziła, że ma na tyle wysokie poczucie włąsnej wartości, że nie miałaby problemu ze zdradą męża - do czasu aż została przez niego zdradzona. Nagle okazało się, że zdrada przekreśla WSZYSTKO.

Tylko co to za argument? przeciez sytuacja również moze byc odwrotna. Ze ktos był pewny ze sie rozstanie a po zdradzie zostawał ze soba. Przeciez kazdy ma inaczej, a z tego co czytam to wiekszosc ludzi jednak sobie wybacza zdrady i jakos zyja razem potem wiec gdzie to przekreslenie wszystkiego. ponad połowa par sie zdradza a pewnie znacznie wiecej i sa razem. Ale juz nie o to chodzi tylko ze dajesz przykład ktory nie odpowiada na nasza rozmowe, na to ze wiekszosc kobiet lżej przezyłaby prostytutke niz kochanke

chociaz przyznam ze zapytałem o to dzis jedna kobiete ktora znam i ona powiedziała odwrotnie, ze prostytutki by nigdy nie wybaczyła i niby powiedziala ze jakby facet zaryzykował związek dla godziny za kase to dramat i ze obleśne ze płacił i że dużo prędzej by wybaczyła zwykła kobiete ale to tez nie argument bo to 1 osoba.


Shinigami napisał/a:

Tym co najbardziej mi tu nie daje spokoju jest to w jaki sposób niektórzy piszą o masażach i osobach z nich korzystających. Z daleka widać wręcz pogardę wobec takich osób, jakby byli ludźmi gorszej kategorii. Rozumiem, że fakt płacenia za coś takiego może się komuś nie podobać ale naprawdę istnieją ludzie, którzy nie mają możliwości doświadczyć żadnego fizycznego kontaktu jeśli za to nie zapłacą.

Tutaj uważam nie dogadasz się z Priscilla z uwagi na to że sie nie zrozumiecie jak kot i pies, jak człowiek i kosmita. już o tym pisałem ale podczas rozmów z masażystkami które nie wierzyły ze facet jest wykluczony z seksu i ze jak tylko ma ochote to bzyka się z partnerka, kochanka, sasiadka, kumpelami itp wystarczy ochota nic wiecej według nich. One nie rozumiały i nie potrafily tego zrozumiec co czuje człowiek wykluczony z życia erotycznego i co zabawne nawet ze taki istnieje nie z własnej woli. Nie wiem za duzo o Priscilli, ale chodiz na tańce, ma wielu znajomych, pewnie wielu facetów sie przewija na tych tańcach, ma kontakt z ludźmi, taniec tez daje troche bliskości, moze sie spotkać z kims po tym prywatnie, iśc gdzies, pewnie miała partnerów, chłopakow, moze męza - to jest nieważne co miała, ale MIAŁA. Ona niezrozumie samotnego 30 letniego faceta ktory siedzi w pustym pokoju i nie ma do kogo zadzownić (w sensie kobiety). Dla niej i dla 99% kobiet to jest niestety kosmita mowiacy innym językiem.

3 026 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-16 00:17:29)

Odp: Co to znaczy żyć?
DarekFDD napisał/a:

Ale prostytucja to co innego niż masaż. W renomowanym salonie za seks z klientem masazystka jest zwalniania. w ogłoszeniach jasno pisze ze nie świadcza usług seksualnych. Jedyne RAZ w ŻYCIU spotkałem sie z możliwoscia lodzika za dopłatą ale nigdy stosunku.
Ja nie rozumiem jaka logika sie kierujszesz zrównując masaż rozluźniajacy z posiadaniem regularnej kochanki i nazywajac to pełnoprawną zdradą.
Shinigami już Ci wystarczajaca wytłumaczył, że to usługa ROZLUŹNIAJĄCA a nie seksualna.

Nie szkodzi, że nie rozumiesz. Ja nic z tym nie zrobię wink
Bawić się w tę grę też już mi się nie chce tongue

DarekFDD napisał/a:

Tylko co to za argument? przeciez sytuacja również moze byc odwrotna. Ze ktos był pewny ze sie rozstanie a po zdradzie zostawał ze soba. Przeciez kazdy ma inaczej, a z tego co czytam to wiekszosc ludzi jednak sobie wybacza zdrady i jakos zyja razem potem wiec gdzie to przekreslenie wszystkiego. ponad połowa par sie zdradza a pewnie znacznie wiecej i sa razem. Ale juz nie o to chodzi tylko ze dajesz przykład ktory nie odpowiada na nasza rozmowe, na to ze wiekszosc kobiet lżej przezyłaby prostytutke niz kochanke.

A to był w ogóle jakiś argument, bo nie zauważyłam? wink

3 027 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-16 00:23:44)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Mi osobiście już tak bardzo nie zależy na tym by udowadniać iż masaż to nic złego. Jak pisałem nie przeszkodziło mi to w wejściu w związek. Jedynie tym ja sam gorzej siebie przez to widzę. Tym co najbardziej mi tu nie daje spokoju jest to w jaki sposób niektórzy piszą o masażach i osobach z nich korzystających. Z daleka widać wręcz pogardę wobec takich osób, jakby byli ludźmi gorszej kategorii. Rozumiem, że fakt płacenia za coś takiego może się komuś nie podobać ale naprawdę istnieją ludzie, którzy nie mają możliwości doświadczyć żadnego fizycznego kontaktu jeśli za to nie zapłacą. Nie uważam by to wina tych ludzi, ja miałem ogromne szczęście trafiając akurat na tą dziewczynę nawet mimo tego jak ostatecznie potoczyły się jej losy. Gdyby nie ona do dziś nie miałabym żadnego doświadczenia związkowo-seksualnego. Ktoś mógł nie mieć tyle szczęścia i nigdy nie trafić na taką osobę. Czy ma przez to już na zawsze być odpadem społecznym bo płaci za coś co inni mają za darmo? Czy już zawsze ma być gorzej traktowany bo nie może mieć czegoś co ma większość ludzi?

Cały czas źle na to patrzysz. Ja nigdy z żadnego masażu nie miałem żadnej satysfakcji seksualnej ani nawet tego "zakończenia", o które toczy się ta wojna bo po prostu nigdy się to nie udało. Czułem się lepiej bo dzięki masażowi plecy przestały mnie boleć i mięśnie nie były tak spięte jak zwykle. Sam fakt kobiecego dotyku na sobie był niesamowicie kojący i uspokajający, przez chwilę moje nieustanne uczucie stresu się wyłączało. Wybacz ale podejrzewam, że możesz tego nie rozumieć codziennie mając przy sobie partnera. Dla większości ludzi ten dotyk drugiej osoby jest czymś totalnie oczywistym i nawet nie wiedzą jak można tego nie mieć. To naprawdę jest coś niesamowicie cennego i wiele bym dał by móc znowu tego doświadczyć choć na chwilę. Niestety na mnie masaż już nie zadziała, a jedyny rodzaj kontaktu fizycznego z jakimkolwiek innym człowiekiem to podanie ręki na przywitanie. Jesteś w stanie sobie to wyobrazić tylko, że przez 20-30 lat? Ja tak właśnie miałem, a teraz znów mam. Dla takich jak ja masaż był jedynym sposobem by tego doświadczyć. Takich ludzi może być znacznie więcej i w pełni ich rozumiem więc nie podoba mi się kiedy się nimi pogardza.

Ale kto tu mówi o pogardzie dla ludzi samotnych czy pozbawionych bliskości? To Ty próbujesz przesunąć dyskusję na ten tor, jakby krytyka konkretnej usługi była równoznaczna z pogardą dla każdego, kto z niej korzysta. Można rozumieć czyjąś samotność, współczuć mu jej i jednocześnie nie udawać, że każda forma płatnego kontaktu fizycznego jest tym samym, co zwykły masaż. Jedno nie wyklucza drugiego.
Twoja samotność jak najbardziej może tłumaczyć, dlaczego szukałeś takiego kontaktu, ale nie sprawia z automatu, że wszyscy muszą identycznie oceniać tę usługę. Co ważne, przedstawianie krytyków jako ludzi pozbawionych empatii tylko dlatego, że nie podzielają Twojej interpretacji, jest już zwyczajną próbą ustawienia dyskusji pod siebie.

3 028 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-10-16 07:43:36)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Shini, już wiele razy zostało tutaj napisane, że w samych masażach nic nikomu nie przeszkadza, niech każdy robi ze swoim życiem co chce, bo to on będzie ponosił ewentualne konsekwencje swoich decyzji.
To co razi, to zakłamywanie rzeczywistości i próba ubrania tego w "grzeczną" usługę, choć wszyscy wiemy, jak jest. Jednym słowem, jeżeli ktoś decyduje się korzystać z płatnej formy rozładowania napięcia seksualnego, to niech potem nie udaje dziwicy orleańskiej. Tylko tyle i aż tyle.

Mimo że erotyczny?? Doprawdy niezwykłe... big_smile
No sorry, ale jak miałeś się po nim czuć? cool

Mi osobiście już tak bardzo nie zależy na tym by udowadniać iż masaż to nic złego. Jak pisałem nie przeszkodziło mi to w wejściu w związek. Jedynie tym ja sam gorzej siebie przez to widzę. Tym co najbardziej mi tu nie daje spokoju jest to w jaki sposób niektórzy piszą o masażach i osobach z nich korzystających. Z daleka widać wręcz pogardę wobec takich osób, jakby byli ludźmi gorszej kategorii. Rozumiem, że fakt płacenia za coś takiego może się komuś nie podobać ale naprawdę istnieją ludzie, którzy nie mają możliwości doświadczyć żadnego fizycznego kontaktu jeśli za to nie zapłacą. Nie uważam by to wina tych ludzi, ja miałem ogromne szczęście trafiając akurat na tą dziewczynę nawet mimo tego jak ostatecznie potoczyły się jej losy. Gdyby nie ona do dziś nie miałabym żadnego doświadczenia związkowo-seksualnego. Ktoś mógł nie mieć tyle szczęścia i nigdy nie trafić na taką osobę. Czy ma przez to już na zawsze być odpadem społecznym bo płaci za coś co inni mają za darmo? Czy już zawsze ma być gorzej traktowany bo nie może mieć czegoś co ma większość ludzi?

Cały czas źle na to patrzysz. Ja nigdy z żadnego masażu nie miałem żadnej satysfakcji seksualnej ani nawet tego "zakończenia", o które toczy się ta wojna bo po prostu nigdy się to nie udało. Czułem się lepiej bo dzięki masażowi plecy przestały mnie boleć i mięśnie nie były tak spięte jak zwykle. Sam fakt kobiecego dotyku na sobie był niesamowicie kojący i uspokajający, przez chwilę moje nieustanne uczucie stresu się wyłączało. Wybacz ale podejrzewam, że możesz tego nie rozumieć codziennie mając przy sobie partnera. Dla większości ludzi ten dotyk drugiej osoby jest czymś totalnie oczywistym i nawet nie wiedzą jak można tego nie mieć. To naprawdę jest coś niesamowicie cennego i wiele bym dał by móc znowu tego doświadczyć choć na chwilę. Niestety na mnie masaż już nie zadziała, a jedyny rodzaj kontaktu fizycznego z jakimkolwiek innym człowiekiem to podanie ręki na przywitanie. Jesteś w stanie sobie to wyobrazić tylko, że przez 20-30 lat? Ja tak właśnie miałem, a teraz znów mam. Dla takich jak ja masaż był jedynym sposobem by tego doświadczyć. Takich ludzi może być znacznie więcej i w pełni ich rozumiem więc nie podoba mi się kiedy się nimi pogardza.

Jeszcze raz Shini. Jak powiesz zapłaciłem za SEKS to rozminujesz 90% krytykujących. Bo przestaniesz zakłamywać rzeczywistość. Ludzi denerwuje oszukiwanie samego siebie i innych. Ja wiem że dla ochrony czystości i świadomości ze jestem ok. Ludzie robią różne rzeczy: kłamią, zdradzają, kradną, robią krzywdę  Za seks w postaci masażu nikt Ci głowy nie urwie. I nie powie że śmieciem jesteś.

A skoro ten masaż jest taki neutralny to idź na masaż erotyczny do faceta. Przecież bez różnicy.  Mięśnie Cię boleć nie będą

PS. Przyszlej lasce nie mów o Twoim doświadczeniu z masażem

3 029 Ostatnio edytowany przez sebastiannn (2026-10-16 13:17:10)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Ja tak to widzę, że jeśli potencjalna partnerka dowie się o czymś takim to od razu zrujnuje życie, nie całe tylko związkowe. Masaż pewnie jeszcze jakoś by przeszedł bo jak sama nazwa wskazuje to przede wszystkim masaż. Usługa, która wymaga pewnych umiejętności od osoby jej udzielającej. Czegoś takiego raczej nie da się uzyskać za darmo. Chodzi bardziej o sam fakt fizycznego kontaktu z kobietą.

Żeby były dobre w tym zawodzie muszą bardzo dobrze wyglądać. Podejrzewam, że dla wielu mężczyzn taki zawód nie przeszkadza jeśli mogą mieć tak atrakcyjną dziewczynę. Większość ludzi też boi się klasycznego "co ludzie powiedzą" i tak naprawdę właśnie to im najbardziej przeszkadza, a nie sam fakt wykonywania takiego zawodu przez kobietę. Dziewczyna może być turbo atrakcyjna i mieć super charakter ale w końcu trzeba będzie ją przestawić rodzinie czy znajomym. Niedawno była afera, że dziewczynę z OF pokazują w mainstreamowych mediach jako wzór. Połowa komentarzy na jej temat była ostro krytykująca, a druga połowa pisała, że tak naprawdę każdy facet chciałby mieć tak atrakcyjną dziewczynę nawet mimo tego kim jest i co robi. Spora część z nich na pewno też skutecznie ukrywa ten fakt przed obecnymi partnerami.

Tracę na tym zaledwie 1 godzinę w tygodniu więc to dla mnie żadna strata. O wiele więcej czasu tracę siedząc bezproduktywnie przed komputerem. 300 jeszcze dałoby się przeżyć, 600 już byłoby gorzej. Teraz nie kupuję za bardzo żadnych pierdół, staram się oszczędzać ile tylko się da. Teraz na przykład przydałoby mi się kilka nowych ubrań i cały czas się zastanawiam czy kupować cokolwiek czy jednak stare dadzą radę jeszcze jeden rok. Powoli zaczyna mi się robić naprawdę krucho z pieniędzmi.

Ja nie znam nikogo kto jest na terapii lub po niej więc nie mam żadnego przykładu.

Co do leków to niedługo mam wizytę i zobaczymy co z niej wyjdzie. Już byłem prywatnie i płaciłem właśnie po 300 zł za wizytę, było gorzej niż teraz na NFZ.

Po pierwsze wszystko zależy od tego co masz na myśli poprzez "zwykłe" kobiety. Po drugie nawet ja mam pewne wymagania i swój typ. Od razu zaznaczam, że nie są one szczególnie wysokie ale jednak pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć w kwestii tego co jest dla mnie atrakcyjne. Tyle, że sam wygląd nie wystarczy. Trzeba coś wiedzieć o danej osobie żeby zagadać. A jeśli nie wiedzieć to przynajmniej mieć jakiś kontekst do rozmowy. Dlatego zagadywanie na ulicy lub tym podobnych miejscach publicznych raczej nie ma sensu bo nic nie wiemy o danej osobie i nie ma o czym rozmawiać. W miejscach gdzie bywałem się regularnie nie pojawiało się zbyt wiele atrakcyjnych dla mnie kobiet więc stąd się wzięło te kilkanaście w ciągu całego życia. Kilka w szkole, że 2-3 na studiach i jakieś pojedyńcze przypadki typu kawiarnia, w której bywałem przez jakiś czas regularnie. Tak naprawdę największym problemem nie tylko moim ale chyba większości samotnych mężczyzn jest dosłowny, fizyczny brak kobiet w otoczeniu. Nie ma takich miejsc i okoliczności do bywania regularnie gdzieś gdzie są też wolne kobiety do, których można by było zagadać.

Kiedy się dowiaduję, że jakaś kobieta jest zajęta od razu przestaje być dla mnie atrakcyjna. Ten fakt z automatu oznacza, że nie ma po co zagadywać więc nie ma też po co się zachwycać na przykład jej wyglądem. I tylko z takimi da się wejść w relacje koleżeńską i rozmawiać jak "z człowiekiem". W życiu nie słyszałem by zajęta kobieta weszła z innym facetem w taką relację by chodzić razem do kina nawet nie myśląc o głębszej relacji. Mi też niezbyt by się podobało gdyby moja dziewczyna chodziła z innym facetem do kina chyba, że sam dobrze bym go znał. Pogadać o filmach byłoby fajnie, zresztą to już robiłem z jedną zajętą użytkowniczką tego forum. W szkole i na studiach miałem koleżanki ale te relacje nigdy nie weszły na żaden wyższy poziom właśnie dlatego, że wszystkie były dawno zajęte. Nikomu nawet przez myśl nigdy nie przeszło żeby przedstawiać się koleżankom czy coś w tym stylu.

1. Nigdy nie miałem na tyle bliskiej koleżanki by mnie przedstawiała komukolwiek.
2. Czy to nie oznacza bycia opcją zapasową? Odpadem, który się bierze tymczasowo bo lepsza opcja zniknęła?

Dokładnie tak to widzę bo nie mam możliwości zobaczyć tego inaczej. Z mojej obecnej perspektywy wolałbym nawet toksyczny związek niż tą samotność i pustkę. Mój związek był za krótki by zobaczyć jak będzie bez tych słynnych "motyli". Poza tym ktoś w nawet najbardziej toksycznym związku jest traktowany poważniej i bardziej jak dorosły niż ktoś od zawsze sam. I nie chodzi tu tylko o traktowanie przez innych ale też, a może przede wszystkim przez samego siebie.

Co do mówienia o masażach... Lepiej nie, z pewnością nie na początku. Z czasem jak zobaczysz jaka będzie ta druga połówka można decydować, może się okazać bardzo otwarta w tych sprawach, może się nawet okazać, że sama będzie chciała z Tobą iść, bo sam mówiłeś o parach które chodzą. No ale na początku jasne, że nie ma co gadać o tych masażach zwłaszcza bez kontekstu.

Mówisz, że taki zawód nie przeszkadza wielu jeśli mogą mięć atrakcyjną kobietę. Mi się wydaje, że większości przeszkadza, ale jednak jakiś czas temu był nawet temat o tym, że kobieta zdradziła faceta i widziałem, że było kilka wypowiedzi, że facet dla atrakcyjnego młodego ciała jest wstanie wiele wybaczyć i że to waluta kobiety. Zwłaszcza dla takiej powyżej przeciętnej gdzie wie, że może być trudno znaleźć podobną. Myślę, że wielu facetów wybacza takim kobietą bardzo dużo. Z perspektywy kobiet to również nie jest fajne, bo niezbyt urodziwa panna musi się bardziej starać. A ta piękna....Często z perspektywy facetów wystarczy że jest jego wizytówką, takiej naprawdę dużo wybaczają... Do tego przy dzisiejszym poziomie "męskości" faceci są coraz bardziej "chętni" do wybaczania/ulegania.

Jeszcze co do takiej pracy, to znam jeden przypadek i również słyszałem, że jest takich więcej, że facet/mąż nie wie, że jego kobieta dorabiała sobie trochę w taki sposób za młodu.

Piszesz o pieniądzach i ciuchach. Polecam ciucholand, można znaleźć piękne ciuchy i mega wytrzymałe, które są nie do zdarcia big_smile

Co do zagadywania i braku obecności fizycznej kobiet w okolicy to tak to jest w pewnym stopniu utrudnienie. Miałem kolegę, który wybrał profil w technikum gdzie 95% to były dziewczyny. Był rodzynkiem. Niski i mocno przeciętny, ale sympatyczny. Jednak z uwagi na wysoką liczbę dziewczyn co się tam zabawił z niektórymi to jego. Po prostu znalazł się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. To samo jak masz atrakcyjne sąsiadki siłą rzeczy z nimi gadasz. No jest jeszcze coś na co mamy wpływ - praca. W pracy dużo ludzi się poznaje, czytałem, że romanse to najczęściej właśnie z osobami z pracy są. Odpada etap zagadywania, można kogoś powoli poznawać, naturalnie.

Co do zajętych to przecież zwykłe koleżeństwo nie jest złe. Przecież związek to nie pustelnia z jedną osobą. Zajęte kobiety i faceci mają przyjaźnie i znajomości, to zupełnie normalne i zdrowe. Mówisz opcją zapasową, odpadem... No nie wiem, przecież np możesz się kolegować z super laską 3 lata, ona może być z facetem już w martwym związku ale siedzi z nim 2 lata bo mieszkanie wspólne bo coś tam, bo udogodnienia, takich związków jest trochę. W końcu się rozstaje i zgaduje się z kumplem, np z Tobą... normalna kolej rzeczy a nie jakiś odpad czy coś.

Z tym że wolałbyś toksyczny związek... tu bym się zastanowił. Taki związek potrafi zryć banie i niektórym słabszym jednostką nawet złamać życiorys, chociaż inni znowu świetnie odnajdują się w takim środowisku i jest to dla nich naturalne.



Bert44 napisał/a:

Jeszcze raz Shini. Jak powiesz zapłaciłem za SEKS to rozminujesz 90% krytykujących. Bo przestaniesz zakłamywać rzeczywistość. Ludzi denerwuje oszukiwanie samego siebie i innych. Ja wiem że dla ochrony czystości i świadomości ze jestem ok. Ludzie robią różne rzeczy: kłamią, zdradzają, kradną, robią krzywdę  Za seks w postaci masażu nikt Ci głowy nie urwie. I nie powie że śmieciem jesteś.

A skoro ten masaż jest taki neutralny to idź na masaż erotyczny do faceta. Przecież bez różnicy.  Mięśnie Cię boleć nie będą

PS. Przyszlej lasce nie mów o Twoim doświadczeniu z masażem


Ja tu jeszcze jedną korzyść widzę z takiego postawienia sprawy.

Z jednej strony Shini potrzebuje pielęgnować swoją czystość itp i w tym przypadku określanie takich usług tak jak jest tu opisywane czyli: Odprężenie, relaks, rozluźnienie, redukcja stresu, prozdrowotnie, pobudzenie krążenia, pielęgnacja skóry, redukcja obrzęków, przyśpieszenie regeneracji, odżywienie skóry, redukcja bóli..... ale nigdy usługa seksualna... pomaga przed sobą samym zachować założony wizerunek swojej osoby... ale to wiadomo już od dawna, że tak ma.

Jednak z drugiej strony Shini narzeka na brak doświadczenia seksualnego. I tu jest korzyść z jasnego postawienia sprawy o jakim mówisz. Wiadomo, za kasę to nie to samo, ale nadal jest to jakieś doświadczenie życiowe/seksualne. Jednak po przyjęciu takiej wersji może przestanie się czuć "prawie prawiczkiem" co też negatywnie wpływa na psychikę.


Shini może warto postarać się zmienić w sobie pogląd na samego siebie, z prawego, najporządniejszego rycerza na niegrzecznego chłopaka big_smile

3 030

Odp: Co to znaczy żyć?
DarekFDD napisał/a:

Tutaj uważam nie dogadasz się z Priscilla z uwagi na to że sie nie zrozumiecie jak kot i pies, jak człowiek i kosmita. już o tym pisałem ale podczas rozmów z masażystkami które nie wierzyły ze facet jest wykluczony z seksu i ze jak tylko ma ochote to bzyka się z partnerka, kochanka, sasiadka, kumpelami itp wystarczy ochota nic wiecej według nich. One nie rozumiały i nie potrafily tego zrozumiec co czuje człowiek wykluczony z życia erotycznego i co zabawne nawet ze taki istnieje nie z własnej woli. Nie wiem za duzo o Priscilli, ale chodiz na tańce, ma wielu znajomych, pewnie wielu facetów sie przewija na tych tańcach, ma kontakt z ludźmi, taniec tez daje troche bliskości, moze sie spotkać z kims po tym prywatnie, iśc gdzies, pewnie miała partnerów, chłopakow, moze męza - to jest nieważne co miała, ale MIAŁA. Ona niezrozumie samotnego 30 letniego faceta ktory siedzi w pustym pokoju i nie ma do kogo zadzownić (w sensie kobiety). Dla niej i dla 99% kobiet to jest niestety kosmita mowiacy innym językiem.

Niestety bardzo trafnie to ująłeś. Ja wiem o Priscilli tyle, że nie jest złą osobą i z pewnością jest jedną z najbardziej inteligentnych i otwartych na zdanie innych osób na tym forum. Są pewne rzeczy, których nie da się zrozumieć jeśli samemu się ich nie doświadczyło, nikt nie zdoła tego zrobić. Niektórych nie da się nawet sobie wyobrazić. Też miałem kiedyś tego przykład rozmawiając z jedną dziewczyną na oko będącą w moim wieku, a wtedy miałem chyba 23 lata. Rozmowa zeszła na temat związków więc powiedziałem prawdę, że nigdy w żadnym nie byłem. Dziewczyna zbierała szczękę z podłogi. Nawet nie pytała o żadne szczegóły tego faktu, była tak zaskoczona jakby patrzyła na kosmitę. To w ogóle nie mieściło się w granicach jej pojmowania. Tak samo może być z ludźmi, którzy zawsze kogoś mieli i nigdy nie doświadczyli samotności, pustki czy tego, że nie mieli nawet z kim pogadać.

Z tym pustym pokojem i tym, że nie ma nawet do kogo zadzwonić trafiłeś aż za bardzo.

Priscilla napisał/a:

Ale kto tu mówi o pogardzie dla ludzi samotnych czy pozbawionych bliskości? To Ty próbujesz przesunąć dyskusję na ten tor, jakby krytyka konkretnej usługi była równoznaczna z pogardą dla każdego, kto z niej korzysta. Można rozumieć czyjąś samotność, współczuć mu jej i jednocześnie nie udawać, że każda forma płatnego kontaktu fizycznego jest tym samym, co zwykły masaż. Jedno nie wyklucza drugiego.
Twoja samotność jak najbardziej może tłumaczyć, dlaczego szukałeś takiego kontaktu, ale nie sprawia z automatu, że wszyscy muszą identycznie oceniać tę usługę. Co ważne, przedstawianie krytyków jako ludzi pozbawionych empatii tylko dlatego, że nie podzielają Twojej interpretacji, jest już zwyczajną próbą ustawienia dyskusji pod siebie.

Dla mnie to wygląda jak pogarda nie dla samej usługi tylko właśnie dla osób z niej korzystającej. Jeszcze bym zrozumiał jakby chodziło o ludzi, którzy są w związkach i w ten sposób zdradzają swoje partnerki. Ale tu przecież mowa o ludziach samotnych, którzy nie mają innego wyboru. O ludziach, którzy nawet nie mają kogo zdradzać. Poza tym wciąż nie rozumiem dlaczego sam masaż jest aż tak pogardzany. To tylko usługa, z której korzysta mnóstwo ludzi będących w związkach. O nich nikt nawet nie wspomina, za to wszyscy chcieliby ukrzyżować tego jednego samotnego, który nikogo tym nie krzywdzi. Czy na prawdę ten jeden fakt, że ktoś nie jest w stanie znaleźć partnerki jest aż tak odrażający?

No dobra mamy tu różnice zdań i doszliśmy do tego, że każdy mieć swoją interpretację i swoją ocenę danej usługi. Dlaczego w takim razie interpretacja moja czy Darka jest tak potępiana? Jedni krytykują, inni oceniają pozytywnie więc w czym tak naprawdę jest problem?

Bert44 napisał/a:

Jeszcze raz Shini. Jak powiesz zapłaciłem za SEKS to rozminujesz 90% krytykujących. Bo przestaniesz zakłamywać rzeczywistość. Ludzi denerwuje oszukiwanie samego siebie i innych. Ja wiem że dla ochrony czystości i świadomości ze jestem ok. Ludzie robią różne rzeczy: kłamią, zdradzają, kradną, robią krzywdę  Za seks w postaci masażu nikt Ci głowy nie urwie. I nie powie że śmieciem jesteś.

A skoro ten masaż jest taki neutralny to idź na masaż erotyczny do faceta. Przecież bez różnicy.  Mięśnie Cię boleć nie będą

PS. Przyszlej lasce nie mów o Twoim doświadczeniu z masażem

Tyle, że do niczego takiego nie doszło. Naprawdę uważasz, że jeśli przyznam się do czegoś co nigdy się nie wydarzyło to pomoże bo krytykujący stracą obiekt krytyki? Seks był dopiero z dziewczyną o wiele później niż ostatnia wizyta w salonie masażu. Jak nikt miałby nie powiedzieć, że jestem z tego powodu śmieciem skoro to się dzieje za każdym razem kiedy wspomnę o moich wizytach w salonach masażu? Nawet jeśli nikt nie mówi tego wprost to ja tak to widzę. Dla mnie to brzmi mniej więcej tak "zapłaciłeś za fizyczny kontakt z kobietą więc jesteś najgorszym typem przegrywa, zwykłym śmieciem i parodią mężczyzny, który nie potrafi znalazł dziewczyny". To wywołuje takie poczucie winy i tak obniża poczucie własnej wartości, że najchętniej sam urwałbym sobie głowę. W związku z tym zapytam o jedną rzecz. Czy mogę się jeszcze nazywać mężczyzną skoro musiałem skorzystać z masażu żeby pierwszy raz w życiu doświadczyć fizycznego kontaktu z kobietą?

Nie słyszałem by istniały takie opcje masażu. Pewnie są jakieś przeznaczone specjalnie dla homoseksualistów ale w oficjalnych salonach masażu jeszcze nigdy nie widziałem takiej opcji. Każda opcja masażu świadczonego przez mężczyznę jaką kiedykolwiek widziałem była wyłącznie dla kobiet. Choć i tego widziałem bardzo mało.

Nie zamierzam, oczywiście jeśli jeszcze kiedyś spotkam taką dziewczynę.

3 031 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2026-10-17 21:23:15)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Ty jak widzę jesteś tu od dawna i podobnie jak pewien inny użytkownik wiesz lepiej ode mnie co sam piszę. Można pozazdrościć przenikliwości.

Podziękuj Darkowi za scisłe streszczanie twoich słów. Szczekasz nie na to drzewo wink

DarekFDD napisał/a:

Do tego wielu facetow na forum nawet uwaza ze to nie jest zdrada w przeciwienstwie do wizyt w agencjach, co nawet potwierdzaja słowa Shinigamiego ze całymi grupami do salonow udezaja faceci ktorym to zony oplaciły wizyty, jestem prawie pewny ze one nie opłaciły by im tego gdyby chcieli isc do agencji towarzyskiej

Shinigami napisał/a:

Od masażu typu tajski, Shinatsu, sportowy czy po prostu relaksacyjny masaż erotyczny różni się jedynie tymi 5%, które według ciebie są decydujące. No i faktem iż jest wykonywany nago choć i to nie zawsze.

Więc nie zgadzasz się ze mną ale jednak się zgadzasz tongue A nawet znalazłes więcej różnic.


Shinigami napisał/a:

Jeszcze co do tego "wieziotwórczego aspektu seksu". Jak według ciebie miałby tego doświadczyć ktoś kto nie ma możliwości na tą więź? Ja akceptuję fakt, że bez związku nie ma seksu ale nie każdy musi to robić. Uważasz, że każdy kto nie ma możliwości by wejść w wiązek miałby tak jak ja całkowicie odrzucić też możliwość seksu tylko dlatego, że nie ma możliwości stworzyć tej więzi?

To się ciężko czyta. Nie wiem, co dokładnie chciałes powiedzieć. Na pierwszy rzut oka robisz jakiś domek z kart żeby wykazać, że KAŻDY musi mieć seks ergo chodzenie na dziwki to prawo człowieka? o.O

Też zauważ, do czego się odnoszę. Do pomysłu Darka że najlepsze co może zrobić kobieta w związku to wysłać faceta na rozluźniający masaż penisa xD Skąd ty tu wyciągnąłeś singli bez szans na związek.

Jest dość wyraźne, że Darek pisze o seksie i związkach jak ślepy o kolorach. Ty też.

3 032

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Tyle, że do niczego takiego nie doszło. Naprawdę uważasz, że jeśli przyznam się do czegoś co nigdy się nie wydarzyło to pomoże bo krytykujący stracą obiekt krytyki?

Spuściłeś się? To byl "core" tego masażu (bez seksu)

A co do krytykujacych? Że za seks płacą przegrywy? Cóż.  Znam wielu "ludzi sukcesu" odpowiadających jak na dziwkach byli, jak na dziwki idą i jakoś hejt się na nich nie wylewa. I oni też nie czują się z tym źle.  Ktoś powie to słabe jest ktoś sie skrzywi a ktoś sie wkręci jakie to świetne.  Ty filtrujesz pod siebie

3 033

Odp: Co to znaczy żyć?
sebastiannn napisał/a:

Co do mówienia o masażach... Lepiej nie, z pewnością nie na początku. Z czasem jak zobaczysz jaka będzie ta druga połówka można decydować, może się okazać bardzo otwarta w tych sprawach, może się nawet okazać, że sama będzie chciała z Tobą iść, bo sam mówiłeś o parach które chodzą. No ale na początku jasne, że nie ma co gadać o tych masażach zwłaszcza bez kontekstu.

Mówisz, że taki zawód nie przeszkadza wielu jeśli mogą mięć atrakcyjną kobietę. Mi się wydaje, że większości przeszkadza, ale jednak jakiś czas temu był nawet temat o tym, że kobieta zdradziła faceta i widziałem, że było kilka wypowiedzi, że facet dla atrakcyjnego młodego ciała jest wstanie wiele wybaczyć i że to waluta kobiety. Zwłaszcza dla takiej powyżej przeciętnej gdzie wie, że może być trudno znaleźć podobną. Myślę, że wielu facetów wybacza takim kobietą bardzo dużo. Z perspektywy kobiet to również nie jest fajne, bo niezbyt urodziwa panna musi się bardziej starać. A ta piękna....Często z perspektywy facetów wystarczy że jest jego wizytówką, takiej naprawdę dużo wybaczają... Do tego przy dzisiejszym poziomie "męskości" faceci są coraz bardziej "chętni" do wybaczania/ulegania.

Jeszcze co do takiej pracy, to znam jeden przypadek i również słyszałem, że jest takich więcej, że facet/mąż nie wie, że jego kobieta dorabiała sobie trochę w taki sposób za młodu.

Piszesz o pieniądzach i ciuchach. Polecam ciucholand, można znaleźć piękne ciuchy i mega wytrzymałe, które są nie do zdarcia big_smile

Co do zagadywania i braku obecności fizycznej kobiet w okolicy to tak to jest w pewnym stopniu utrudnienie. Miałem kolegę, który wybrał profil w technikum gdzie 95% to były dziewczyny. Był rodzynkiem. Niski i mocno przeciętny, ale sympatyczny. Jednak z uwagi na wysoką liczbę dziewczyn co się tam zabawił z niektórymi to jego. Po prostu znalazł się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. To samo jak masz atrakcyjne sąsiadki siłą rzeczy z nimi gadasz. No jest jeszcze coś na co mamy wpływ - praca. W pracy dużo ludzi się poznaje, czytałem, że romanse to najczęściej właśnie z osobami z pracy są. Odpada etap zagadywania, można kogoś powoli poznawać, naturalnie.

Co do zajętych to przecież zwykłe koleżeństwo nie jest złe. Przecież związek to nie pustelnia z jedną osobą. Zajęte kobiety i faceci mają przyjaźnie i znajomości, to zupełnie normalne i zdrowe. Mówisz opcją zapasową, odpadem... No nie wiem, przecież np możesz się kolegować z super laską 3 lata, ona może być z facetem już w martwym związku ale siedzi z nim 2 lata bo mieszkanie wspólne bo coś tam, bo udogodnienia, takich związków jest trochę. W końcu się rozstaje i zgaduje się z kumplem, np z Tobą... normalna kolej rzeczy a nie jakiś odpad czy coś.

Z tym że wolałbyś toksyczny związek... tu bym się zastanowił. Taki związek potrafi zryć banie i niektórym słabszym jednostką nawet złamać życiorys, chociaż inni znowu świetnie odnajdują się w takim środowisku i jest to dla nich naturalne.

Ja tu jeszcze jedną korzyść widzę z takiego postawienia sprawy.

Z jednej strony Shini potrzebuje pielęgnować swoją czystość itp i w tym przypadku określanie takich usług tak jak jest tu opisywane czyli: Odprężenie, relaks, rozluźnienie, redukcja stresu, prozdrowotnie, pobudzenie krążenia, pielęgnacja skóry, redukcja obrzęków, przyśpieszenie regeneracji, odżywienie skóry, redukcja bóli..... ale nigdy usługa seksualna... pomaga przed sobą samym zachować założony wizerunek swojej osoby... ale to wiadomo już od dawna, że tak ma.

Jednak z drugiej strony Shini narzeka na brak doświadczenia seksualnego. I tu jest korzyść z jasnego postawienia sprawy o jakim mówisz. Wiadomo, za kasę to nie to samo, ale nadal jest to jakieś doświadczenie życiowe/seksualne. Jednak po przyjęciu takiej wersji może przestanie się czuć "prawie prawiczkiem" co też negatywnie wpływa na psychikę.

Shini może warto postarać się zmienić w sobie pogląd na samego siebie, z prawego, najporządniejszego rycerza na niegrzecznego chłopaka big_smile

Nie planuje w ogóle o tym mówić bo chyba, że trafionym na taką osobę jak piszesz tylko jakie według ciebie są na to szanse? Ja już wyczerpałem limit szczęścia na całe życie. Gdybym spotkał dziewczynę tak otwartą na różne doświadczenia to tak jakbym spotkał na przykład fankę anime albo jakąś milionerkę.

Właśnie o tym pisałem. Dla wielu facetów fakt takiej pracy nie będzie aż tak przeszkadzał jeśli będą mogli mieć tak atrakcyjną dziewczynę. A raczej powinienem napisać, że ta atrakcyjność będzie przeważać nad wszystkim innym. Wielu facetów też jest po prostu zmęczonych i nie mają energii ani cierpliwości na szukanie kolejnej dziewczyny więc są w stanie wybaczyć nawet zdradę byle tylko nie musieli znowu być sami. Całkiem prawdopodobne, że ja też bym to wybaczył żeby nie musieć czuć tego wszystkiego co teraz czuję. Od zawsze tak było, że ci najładniejsi mieli najłatwiej i najwięcej jest im wybaczane. To akurat jest niezależne od płci. Nie raz widziałem sytuacje gdzie ten przystojny chłopak mógł niemal wszystko i wszyscy wszystko mu wybaczali.

Podejrzewam, że jest całkiem sporo takich facetów, którzy nie mają pojęcia w jaki sposób wcześniej sobie dorabiały ich partnerki. Całkiem niedawno widziałem badania według, których ok. 20% studentek pracowało tak przynajmniej przez jakiś czas. A to tylko jeśli chodzi o jakieś ogłaszanie się, bez uwzględnienia bycia utrzymanką. Oczywiście to tylko badania i nie mam pojęcia co do ich prawdziwości.

Z ciuchami nie ma aż takiego problemu. W ich przypadku zawsze byłem oszczędny więc nie kupuję ich zbyt dużo. Chodzę po wiele lat w tych samych rzeczach aż się nie rozpadną. Tylko na jakiś eleganckie okazje mam całkiem porządne ubrania ale takie okazje są bardzo rzadko więc i ubrań nie muszę kupować zbyt wiele.

Ja znam podobną historię tyle, że działa się na studiach. Niestety ona była niemal odwrotna. Jeden facet na dużą grupę dziewczyn z czego większość była od początku zajęta, a pozostałe trzymały się razem tak,  że ten facet nie miał nawet z kim pogadać. Był tam totalnie niewidzialny. A co ciekawe on wcale nie był niski i przeciętny. Wyglądał całkiem nieźle i był naprawdę porządnym gościem. W niczym mu to nie pomogło. Co w jego historii mogło być nie tak, nie miał szczęścia znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie? Co do sąsiadek to może tak to wygląda jak mieszkasz w bloku w mieście gdzie fizycznie są te sąsiadki. Na wsi nie ma kompletnie nic. Mamy wpływ na pracę, naprawdę? Ja szukam jej od pół roku i na każde zgłoszenie dostaję albo odmowę albo wcale nie dostaję odpowiedzi. Co do reszty dotyczącej pracy trudno się nie zgodzić. To najczęstsze miejsce zdrad czyli krótko mówiąc środowisko w jakim nie chciałbym się znaleźć ale to akurat jest raczej nieuniknione. Jednak to, że nie ma etapu zagadywania bo ludzi się poznaje przy okazji to wielki plus.

Jakoś nie znam ludzi, którzy się kolegują z kimś płci przeciwnej będąc zajętymi na tyle by robić z nimi cokolwiek poza rozmową czy jakimiś pojedynczymi aktywnościami. Kiedy dwie pary się kolegują to normalne, kiedy robi to zajęty facet lub zajęta kobieta z kimś płci przeciwnej kto nie jest zajęty to już niekoniecznie. A przynajmniej w moim otoczeniu to zawsze tak wyglądało. Aż cię podziwiam za takie podejście. Kiedyś słyszałem o teorii, że nie ma czegoś takiego, że dana osoba jest twoja, a jedynie może być twoja kolej. Właśnie z tym mi się kojarzy to co piszesz. Brzmi to okropnie i może dlatego tak ciężko mi zaakceptować fakt, że ludzie mogą tak się traktować. Miałbym powiedzieć takiej dziewczynie "od początku mi się podobałaś i czekałem aż się rozstaniesz z partnerem"? To byłoby co najmniej niestosowne. "Zgaduje się z kumplem" to totalnie brzmi jak branie odpadu bo lepsza opcja zniknęła. Takie na przeczekanie aż nie pojawi się jeszcze lepsza. Poza tym nie mogę sobie za bardzo wyobrazić takiego koleżeństwa z dziewczyną, która mi się podoba. Kiedyś nawiązałem kontakt z tą pierwszą dziewczyną ze studniówki, po 10 latach od naszego ostatniego spotkania. Zaproponowała, że moglibyśmy wejść w co najwyżej koleżeńską relację bo od dawna jest już zajęta. Gdyby była wolna nawet bym się nie zastanawiał tylko od razu bym w to wszedł. Jednak była zajęta więc odmówiłem. Wiedziałem, że nie potrafiłbym na nią patrzeć jak na koleżankę bo za bardzo mi się podobała. Takich relacji nie ma. Mam jedną zajętą koleżankę, ani trochę mi się nie podoba i nie chciałbym wchodzić z nią w związek, dzięki temu możemy być w takiej relacji od wielu lat i jeszcze nigdy nie mieliśmy żadnego problemu.

Sądzisz, że taki toksyczny związek mógłby jeszcze bardziej zryć mi banie niż jest to teraz? Wielokrotnie się zastanawiałem czy nie byłoby lepiej gdybyśmy z dotychczasową dziewczyną zaliczyli wpadkę. Przynajmniej miałbym pewność, że wróci, a ja miałbym dla kogo żyć. Z drugiej strony każdy kto wie o mojej sytuacji z dziewczyną mówi, że miałem niezłego farta, że żadnej ciąży nie było przed tym co się wydarzyło.

Nie chodzi o dosłowną czystość tylko by nie być traktowany jak ta parodia mężczyzny. Jak ktoś kto musiał płacić za coś co inni mają za darmo. Wolałbym żeby mnie widzieli jako po prostu kogoś samotnego kto tylko nigdy nie zdołał nikogo znaleźć niż kogoś kto zniżył się do takiego poziomu by płacić za marną namiastkę bliskości.

Nie mogę się czuć ani prawie prawiczkiem ani żadnym innym bo nim nie jestem. Awansowałem z prawiczka na kogoś kto ma znikome doświadczenie ale jednak ma. Różnicy prawie nie ma ale jednak jest, a negatywny wpływ na psychikę nadal jest.

Ktoś taki jak ja nie może być tym złym. Jestem na to zbyt słaby zarówno fizycznie jak i psychicznie. Mam za dużo współczucia i wyrozumiałości, za mało pewności siebie, za niską samoocenę, niemal zero decyzyjności i wpływu na swoje życie, za dużo kontroli że strony rodziny i za bardzo chciałbym być bohaterem, który wszystkich ratuje. Pojęcia takie jak "zabawa" czy "korzystanie z życia" u mnie nie istnieją, a przecież to właśnie robią ci niegrzeczni chłopcy.

3 034

Odp: Co to znaczy żyć?
KSandraK napisał/a:

Podziękuj Darkowi za scisłe streszczanie twoich słów. Szczekasz nie na to drzewo wink

Więc nie zgadzasz się ze mną ale jednak się zgadzasz tongue A nawet znalazłes więcej różnic.

To się ciężko czyta. Nie wiem, co dokładnie chciałes powiedzieć. Na pierwszy rzut oka robisz jakiś domek z kart żeby wykazać, że KAŻDY musi mieć seks ergo chodzenie na dziwki to prawo człowieka? o.O

Też zauważ, do czego się odnoszę. Do pomysłu Darka że najlepsze co może zrobić kobieta w związku to wysłać faceta na rozluźniający masaż penisa xD Skąd ty tu wyciągnąłeś singli bez szans na związek.

Jest dość wyraźne, że Darek pisze o seksie i związkach jak ślepy o kolorach. Ty też.

Darek nie napisał niczego nowego czy tym bardziej nieprawdziwego. Ja naprawdę byłem świadkiem rozmowy gdzie grupka facetów gadała, że ich partnerki kupiły im te masaże w prezencie. Darek jedynie się tym posłużył wyrażając swoje zdanie na temat masażu. Nie mam z tym problemu bo jak pisałem to prawda.

Gdzie się z tobą zgadzam? Napisałem, że jest te 5% różnicy ale według mnie nie są one decydujące więc nie bardzo się z tobą zgadzam.

Nigdzie nie pisałem, że to miałoby być traktowane jak prawo człowieka. Jedynie tylko nie podoba mi nierówne traktowanie tych, którzy korzystali. Ktoś jest w związku i skorzystał to tylko zdrada i pewnie robił to z ciekawości bo przecież nie musiał. Ktoś nie miał innej możliwości i skorzystał więc jest potępiony na wieczność.

Z tym pomysłem Darka ja też się nie zgadzam i nie uważam tego za coś dobrego. Nawet my choć w wielu rzeczach się zgadzamy to nie w każdej.

Teraz sama sobie przeczysz. Skoro i ja i Darek mamy jakieś tam doświadczenie bo korzystaliśmy z "płatnych usług seksualnych" to i tak piszemy o tym jak ślepy o kolorach?

Bert44 napisał/a:

Spuściłeś się? To byl "core" tego masażu (bez seksu)

A co do krytykujacych? Że za seks płacą przegrywy? Cóż.  Znam wielu "ludzi sukcesu" odpowiadających jak na dziwkach byli, jak na dziwki idą i jakoś hejt się na nich nie wylewa. I oni też nie czują się z tym źle.  Ktoś powie to słabe jest ktoś sie skrzywi a ktoś sie wkręci jakie to świetne.  Ty filtrujesz pod siebie

Pisałem nie raz, że do tego nigdy nie doszło więc według twojej teorii tego "core" nie było.

Ja też znam paru takich, może nie ludzi sukcesu ale takich, o których wiem, że korzystali będąc od dawna w związkach. Nigdy nie widziałem ani nie słyszałem by ktoś ich za to potępiał poza jakimiś pojedynczymi przypadkami paru niezbyt pochlebnych słów. Nawet tacy ludzie są traktowani lepiej niż ktoś kto nie miał innych opcji. Chyba nigdy nie zapomnę jak kiedyś na studiach jeden gość gadał jakieś zboczone i niezbyt cenzuralne rzeczy parząc na jakieś zdjęcie gołej laski. Dziewczyny wokół tylko się śmiały bo gość był żonaty. Kiedy ja wtrąciłem jedno słowo od razu zostałem przez nie zjechany jak szmata bo nie miałem żony ani nawet dziewczyny. Od tamtej pory już nie wtrącałem żadnego słowa w żadną rozmowę. W przypadku masaży wygląda to tak samo.

3 035

Odp: Co to znaczy żyć?

Jeszcze jedna historia z dziś. Poszedłem na siłownię i to co niemal od razu mi się rzuciło w oczy to, że było tam kilka par. Już nie raz widziałem scenę gdzie na tej siłowni była na prawdę atrakcyjna dziewczyna z totalnie przeciętnym facetem. Ludzie tam dość często głośno rozmawiają, a jako, że jestem jednym z nielicznych, którzy nie korzystają ze słuchawek to słyszę te rozmowy. W dość dużej części dotyczą one pracy i to co najbardziej we mnie uderza to fakt, że zdecydowana większość facetów z tej siłowni pracuje w zwykłych prostych zawodach typu magazynier, sprzedawca czy jakiś budowlaniec. Mimo to chyba wszyscy z nich mają dziewczyny/żony, domy i swoje rodziny. Nawet z wyglądu nie raz się zdarza, że facet będący z bardzo atrakcyjną dziewczyną wygląda gorzej ode mnie. Dziś widziałem jedną taką, nawet chciałem zagadać szczególnie, że wyglądała na starszą niż ta poprzednia. Jednak tym co najbardziej przykuło moją uwagę była jej forma. Od razu było widać, że dziewczyna ma doświadczenie w treningu i się na tym zna. Pomyślałem sobie, że mogłaby być towarzyszką w właśnie w treningu. Oczywiści nie minęło dużo czasu kiedy się okazało, że nie jest tam sama tylko z chłopakiem, który z wyglądu był totalnym przeciętniakiem. I niech ktoś mi powie jak miałbym przy czymś takim nie czuć się jak śmieć? Skoro bardzo możliwe, że mam więcej niż nie jeden z tych facetów, którzy mają bardzo atrakcyjne dziewczyny, a ja nie mogę mieć żadnej? Już dawno nie czułem takiej mieszanki złości, nienawiści do siebie, bezsilności i beznadziei na raz. Tak mi to przywaliło, że nawet nie zauważyłem kiedy zacząłem źle wykonywać ćwiczenia i gdyby jeden znajomy nie zwrócił mi uwagi to pewnie w ogóle bym tego nie zauważył. Totalnie nie mogłem się skupić na treningu i czułem się jak śmieć. Nieustanna lawina myśli w stylu "we mnie naprawdę musi być coś odrażającego" skoro każdy kto choć trochę zna moją sytuację twierdzi, że mam wszystko co trzeba by znaleźć super dziewczynę, a mimo to nie mam nawet koleżanek poza tą jedną, o której wcześniej pisałem. Nawet terapeutka mówi, że ja naprawdę mam wszystko co potrzeba by mieć dziewczynę tylko nie daje nikomu możliwości się poznać bo po prostu nie mam gdzie poznawać dziewczyn. Raz jak rozmawialiśmy o dziewczynie z kawiarni, która mi się podobała to zarzuciła mi pomysłem o jakim bym nawet nie pomyślał, a normalni ludzi podobno tak robią. Dziewczyny z kawiarni już nigdy więcej nie spotkałem mimo iż byłem tam wiele razy.

Zresztą podobnie jest z pracą. Byłem na targach pracy, pokazałem moje CV kilku osobom i wszyscy powiedzieli tak samo, że z takim CV bez problemu powinienem znaleźć pracę. A wygląda to tak jak już pisałem, na każde zgłoszenie albo dostaje odmowę albo nie dostaję żadnej odpowiedzi. Niby wszędzie wokół jest tyle pracy, a w Warszawie to już szczególnie, a ja jakoś nie mogę jej znaleźć.

3 036

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Pisałem nie raz, że do tego nigdy nie doszło więc według twojej teorii tego "core" nie było.

Masakra. Wiec furtkę znalazłeś?

3 037

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Masakra. Wiec furtkę znalazłeś?

Nie musiałem szukać, sam mi ją dałeś.

3 038 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-10-17 23:29:00)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Masakra. Wiec furtkę znalazłeś?

Nie musiałem szukać, sam mi ją dałeś.

No ok. Seksu nie bylo. Spoko

Ale masowanko penisa bylo? Tylko bez finiszu?

3 039

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

No ok. Seksu nie bylo. Spoko

Ale masowanko penisa bylo? Tylko bez finiszu?

Sam zaczynasz iść w kiepską stronę.

Dokładnie tak było tylko bez finiszu. Teraz pewnie będziesz chciał napisać, że "core" zostało zastąpione przez sam fakt dotykania narządów płciowych. Idąc dalej w tę stronę wychodzi na to, że urolog i ginekolog też świadczą usługi seksualne wykonując swoje badania. Dodatkowo idąc do takiego lekarza prywatnie płacisz za to więc powstaje "płatna usługa seksualna".

3 040

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Bert44 napisał/a:

No ok. Seksu nie bylo. Spoko

Ale masowanko penisa bylo? Tylko bez finiszu?

Sam zaczynasz iść w kiepską stronę.

Dokładnie tak było tylko bez finiszu. Teraz pewnie będziesz chciał napisać, że "core" zostało zastąpione przez sam fakt dotykania narządów płciowych. Idąc dalej w tę stronę wychodzi na to, że urolog i ginekolog też świadczą usługi seksualne wykonując swoje badania. Dodatkowo idąc do takiego lekarza prywatnie płacisz za to więc powstaje "płatna usługa seksualna".

No tak brak finiszu powoduje ze seksu nie bylo

Co to za teskt: "zostało zastąpione przez sam fakt dotykania narządów płciowych" ?

To coś z lekcji biologii?

3 041

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

No tak brak finiszu powoduje ze seksu nie bylo

Co to za teskt: "zostało zastąpione przez sam fakt dotykania narządów płciowych" ?

To coś z lekcji biologii?


Muszę przyznać, że całkiem nieźle ci wychodzi udawanie nieogarniającego.

Skoro przyznałeś, że "core" to nie musi być finisz to co w takim razie nim będzie?

3 042

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Skoro przyznałeś, że "core" to nie musi być finisz to co w takim razie nim będzie?

Postaranie się o "core" wystarczy czy nie?

3 043 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-18 03:26:00)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Niestety bardzo trafnie to ująłeś. Ja wiem o Priscilli tyle, że nie jest złą osobą i z pewnością jest jedną z najbardziej inteligentnych i otwartych na zdanie innych osób na tym forum. Są pewne rzeczy, których nie da się zrozumieć jeśli samemu się ich nie doświadczyło, nikt nie zdoła tego zrobić. Niektórych nie da się nawet sobie wyobrazić. Też miałem kiedyś tego przykład rozmawiając z jedną dziewczyną na oko będącą w moim wieku, a wtedy miałem chyba 23 lata. Rozmowa zeszła na temat związków więc powiedziałem prawdę, że nigdy w żadnym nie byłem. Dziewczyna zbierała szczękę z podłogi. Nawet nie pytała o żadne szczegóły tego faktu, była tak zaskoczona jakby patrzyła na kosmitę. To w ogóle nie mieściło się w granicach jej pojmowania. Tak samo może być z ludźmi, którzy zawsze kogoś mieli i nigdy nie doświadczyli samotności, pustki czy tego, że nie mieli nawet z kim pogadać.

Wszystko fajnie, ale nawet nie zwróciłeś uwagi, że ja wypowiadałam się na zupełnie inny temat.

Priscilla napisał/a:

Ale kto tu mówi o pogardzie dla ludzi samotnych czy pozbawionych bliskości? To Ty próbujesz przesunąć dyskusję na ten tor, jakby krytyka konkretnej usługi była równoznaczna z pogardą dla każdego, kto z niej korzysta. Można rozumieć czyjąś samotność, współczuć mu jej i jednocześnie nie udawać, że każda forma płatnego kontaktu fizycznego jest tym samym, co zwykły masaż. Jedno nie wyklucza drugiego.
Twoja samotność jak najbardziej może tłumaczyć, dlaczego szukałeś takiego kontaktu, ale nie sprawia z automatu, że wszyscy muszą identycznie oceniać tę usługę. Co ważne, przedstawianie krytyków jako ludzi pozbawionych empatii tylko dlatego, że nie podzielają Twojej interpretacji, jest już zwyczajną próbą ustawienia dyskusji pod siebie.

vs

Shinigami napisał/a:

Dla mnie to wygląda jak pogarda nie dla samej usługi tylko właśnie dla osób z niej korzystającej. Jeszcze bym zrozumiał jakby chodziło o ludzi, którzy są w związkach i w ten sposób zdradzają swoje partnerki. Ale tu przecież mowa o ludziach samotnych, którzy nie mają innego wyboru. O ludziach, którzy nawet nie mają kogo zdradzać. Poza tym wciąż nie rozumiem dlaczego sam masaż jest aż tak pogardzany. To tylko usługa, z której korzysta mnóstwo ludzi będących w związkach. O nich nikt nawet nie wspomina, za to wszyscy chcieliby ukrzyżować tego jednego samotnego, który nikogo tym nie krzywdzi. Czy na prawdę ten jeden fakt, że ktoś nie jest w stanie znaleźć partnerki jest aż tak odrażający?

Specjalnie pozostawiłam obydwa cytaty - żeby pokazać, że cokolwiek się nie napisze, to Ty i tak wiesz lepiej. Jaki sens ma taka wymiana zdań?
I to, że dla Ciebie coś w jakiś sposób wyglada (tutaj: jak pogarda), to jeszcze nie znaczy, że tak jest. Czujesz się jak śmieć, o czym wciąć przypominasz, a przy okazji innym przypisujesz takie samo myślenie na swój temat.

Shinigami napisał/a:

No dobra mamy tu różnice zdań i doszliśmy do tego, że każdy mieć swoją interpretację i swoją ocenę danej usługi. Dlaczego w takim razie interpretacja moja czy Darka jest tak potępiana? Jedni krytykują, inni oceniają pozytywnie więc w czym tak naprawdę jest problem?

Ile razy można Ci to samo powtarzać? I naprawdę myślisz, że jak zaczniesz coś nazywać interpretacją, to realia staną się inne?
I nie, to nie jest kwestią interpretacji, ale zakłamywania rzeczywistości, co tak ochoczo uskuteczniasz, aby samemu ze sobą poczuć się lepiej.

3 044

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Postaranie się o "core" wystarczy czy nie?

Raczej ja powinienem o to zapytać. To ty szukasz sposobu by wyszło, że jednak jestem pozbawionym resztek przyzwoitości degeneratem i przegrywem, który upadł tak nisko, że musiał zapłacić za marną namiastkę bliskości ze strony kobiety.

Priscilla napisał/a:

Wszystko fajnie, ale nawet nie zwróciłeś uwagi, że ja wypowiadałam się na zupełnie inny temat.

Specjalnie pozostawiłam obydwa cytaty - żeby pokazać, że cokolwiek się nie napisze, to Ty i tak wiesz lepiej. Jaki sens ma taka wymiana zdań?
I to, że dla Ciebie coś w jakiś sposób wyglada (tutaj: jak pogarda), to jeszcze nie znaczy, że tak jest. Czujesz się jak śmieć, o czym wciąć przypominasz, a przy okazji innym przypisujesz takie samo myślenie na swój temat.

Ile razy można Ci to samo powtarzać? I naprawdę myślisz, że jak zaczniesz coś nazywać interpretacją, to realia staną się inne?
I nie, to nie jest kwestią interpretacji, ale zakłamywania rzeczywistości, co tak ochoczo uskuteczniasz, aby samemu ze sobą poczuć się lepiej.

Cały czas dokładnie wiedziałem na jaki temat się wypowiadałaś.

Sądzisz, że nie wiem, że ja siebie widzę o wiele gorzej niż widzą mnie inni? Jeśli ci wszyscy, którzy tak krytykują te moje wizyty w salonach masażu nie widzą mnie jak śmiecia to jak w takim razie widzą? Wiem, że nie aż tak ale jak w takim razie? Czemu aż tak wszystkim zależy żebym się przyznał do zrobienia czegoś złego i niemoralnego?

Pamiętasz jeszcze, że to ty jako pierwsza użyłaś słowa "interpretacja"? Dziwi cię to, że staram się poczuć trochę lepiej? Nie jest zbyt fajnie czuć się jak śmieć. Na koniec pozwolę sobie zacytować fragment o interpretacji, który trochę się kłóci z tym co napisałaś ostatnio.

Priscilla napisał/a:

Co ważne, przedstawianie krytyków jako ludzi pozbawionych empatii tylko dlatego, że nie podzielają Twojej interpretacji, jest już zwyczajną próbą ustawienia dyskusji pod siebie.

To jak to jest z tą interpretacją? Każdy może mieć swoją tak jak ci wszyscy krytycy czy jeśli moja się różni od ich to staje się zakłamywaniem rzeczywistości?

3 045

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Postaranie się o "core" wystarczy czy nie?

Raczej ja powinienem o to zapytać. To ty szukasz sposobu by wyszło, że jednak jestem pozbawionym resztek przyzwoitości degeneratem i przegrywem, który upadł tak nisko, że musiał zapłacić za marną namiastkę bliskości ze strony kobiety.

Uważasz więc że moim celem jest spowodowanie żebyś poczuł się przegrywem. I dlatego z Tobą tu gadam.

Moim celem jest żebyś przestał się okłamywać. Uwolnij się. Ja widzę i interpretuję to tak:

1. Zapłaciłeś za seks
2. Nie jesteś przegrywem

Dla mnie nie ma tam znaku równości.  Ja rozumiem Twój ból wynikający z niedostępności płci przeciwnej. Potrzebę dowiedzenia sie jak to jest, potrzebę dotyku. Nawet niektore dziewczyny mówiły Ci idź zapalać i miej to z glowy. Ale cała reszta oceny jest Twoja.

Myślisz że JA potrzebuje Twojego zdania "zapłaciłem za seks" żeby ocenić sytuację? Twoja ocena nie ma znaczenia ani dla mnie ani dla kogoś innego. Oceniam jak oceniam niezależnie jak to nazwiesz. To Ty potrzebujesz spójności. To Ty stawiasz zbak równości: zapłacił za seks = przegryw. 2 mln facetow rocznie w Polsce korzysta z usług prostytutek. Myślisz że uważają sie za 2 mln przegrywów? Co ja myślę o prostytucji wiele razy mówiłem na forum.

Proste zdanie: zapłaciłem za seks bo bardzo chcialem wiedzieć jak to jest. I nagle jesteś transparentny. Szczery. Cześć ludzi powie: no nieładnie, inni powiedzą no dobra nie ty pierwszy nie ostatni. Większość pewnie powie: aha (czytaj mam to gdzieś). I nieważne jak Ty to nazwiesz - inni i tak już ocenili. Dla Ciebie najlepiej byloby gdybyś powiedział prawdę sam sobie i nie wyrywał sobie z tego powodu włosów z glowy. Twoja ocena nie zmieni rzeczywistości. NIC sie nie zmieni na zewnątrz. Zmieni się tylko w Tobie. Powiesz sobie prawdę.

3 046

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Cały czas dokładnie wiedziałem na jaki temat się wypowiadałaś.

Zatem skoro pamiętasz, to czemu to wszystko ze sobą mieszasz? W ten sposób tworzy się chaos informacyjny.

Shinigami napisał/a:

Sądzisz, że nie wiem, że ja siebie widzę o wiele gorzej niż widzą mnie inni? Jeśli ci wszyscy, którzy tak krytykują te moje wizyty w salonach masażu nie widzą mnie jak śmiecia to jak w takim razie widzą? Wiem, że nie aż tak ale jak w takim razie? Czemu aż tak wszystkim zależy żebym się przyznał do zrobienia czegoś złego i niemoralnego?

Nikomu na niczym nie zależy. Stwierdzamy tylko fakt, że zakłamujesz rzeczywistość i przekazujemy, w jaki sposób jest to przez nas odbierane.

Shinigami napisał/a:

Pamiętasz jeszcze, że to ty jako pierwsza użyłaś słowa "interpretacja"? Dziwi cię to, że staram się poczuć trochę lepiej? Nie jest zbyt fajnie czuć się jak śmieć. Na koniec pozwolę sobie zacytować fragment o interpretacji, który trochę się kłóci z tym co napisałaś ostatnio.
(...)
To jak to jest z tą interpretacją? Każdy może mieć swoją tak jak ci wszyscy krytycy czy jeśli moja się różni od ich to staje się zakłamywaniem rzeczywistości?

Są kwestie, które podlegają interpretacji i takie, które jej nie podlegają. Na przykład to, że tydzień ma siedem dni, interpretacji nie podlega. Tak samo jak to, że masaż o zabarwieniu erotycznym, obejmujący elementy erotyki, jest usługą o charakterze seksualnym.

Możesz dwoić się i troić, polemizować na sto sposobów, wykonywać słowne fikołki i za nic mieć logikę, ale od tego rzeczywistość się nie zmienia. Inaczej mówiąc, możesz sobie zaklinać tę rzeczywistość do woli, tylko nie oczekuj, że wszyscy będą udawać, że nie widzą, co robisz.

3 047

Odp: Co to znaczy żyć?

LOL. Widzę karuzela kręci się w najlepsze.

xD

3 048

Odp: Co to znaczy żyć?

W dodatku głupia jest ta karuzela i Darek nią kręci,a reszta siedzi i kręci się w kółko i wiruje im cały świat  xD

3 049

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

W dodatku głupia jest ta karuzela i Darek nią kręci,a reszta siedzi i kręci się w kółko i wiruje im cały świat  xD

Stwierdziła Julka, która w kółko pisze o tym samym tongue

3 050 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-10-19 18:46:29)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

W dodatku głupia jest ta karuzela i Darek nią kręci,a reszta siedzi i kręci się w kółko i wiruje im cały świat  xD

Stwierdziła Julka, która w kółko pisze o tym samym tongue

No,ale ja nie krece sie na Darka karuzeli tak jak wy tutaj big_smile

A szkoda,bo temat byl o czyms innym,ale on zaczal o masazasach seksualnych i juz tak widzę sie to rozkrecilo,ze juz nudno tu jest i głupia jest ta karuzela

3 051

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Uważasz więc że moim celem jest spowodowanie żebyś poczuł się przegrywem. I dlatego z Tobą tu gadam.

Moim celem jest żebyś przestał się okłamywać. Uwolnij się. Ja widzę i interpretuję to tak:

1. Zapłaciłeś za seks
2. Nie jesteś przegrywem

Dla mnie nie ma tam znaku równości.  Ja rozumiem Twój ból wynikający z niedostępności płci przeciwnej. Potrzebę dowiedzenia sie jak to jest, potrzebę dotyku. Nawet niektore dziewczyny mówiły Ci idź zapalać i miej to z glowy. Ale cała reszta oceny jest Twoja.

Myślisz że JA potrzebuje Twojego zdania "zapłaciłem za seks" żeby ocenić sytuację? Twoja ocena nie ma znaczenia ani dla mnie ani dla kogoś innego. Oceniam jak oceniam niezależnie jak to nazwiesz. To Ty potrzebujesz spójności. To Ty stawiasz zbak równości: zapłacił za seks = przegryw. 2 mln facetow rocznie w Polsce korzysta z usług prostytutek. Myślisz że uważają sie za 2 mln przegrywów? Co ja myślę o prostytucji wiele razy mówiłem na forum.

Proste zdanie: zapłaciłem za seks bo bardzo chcialem wiedzieć jak to jest. I nagle jesteś transparentny. Szczery. Cześć ludzi powie: no nieładnie, inni powiedzą no dobra nie ty pierwszy nie ostatni. Większość pewnie powie: aha (czytaj mam to gdzieś). I nieważne jak Ty to nazwiesz - inni i tak już ocenili. Dla Ciebie najlepiej byloby gdybyś powiedział prawdę sam sobie i nie wyrywał sobie z tego powodu włosów z glowy. Twoja ocena nie zmieni rzeczywistości. NIC sie nie zmieni na zewnątrz. Zmieni się tylko w Tobie. Powiesz sobie prawdę.

Nie trzeba tego powodować bo cały czas tak się czuję. Ja to widzę bardziej tak, że chodzi o to bym właśnie się od tego nie uwalniał. Nie zapomniał tylko zaakceptował fakt, że jestem przegrywem i już zawsze nim będę nie ważne co zrobię.

Punkt 1 jest równoznaczny z 2. Przy czym ja to widzę jeszcze trochę inaczej. Ktoś kto płaci za seks mimo iż nie musi nie jest przegrywem bo może go mieć w każdej chwili za darmo. Ktoś kto płaci bo musi jest przegrywem bo nie może mieć za darmo.

To prawda, że niektóre dziewczyny tak pisały i sądzisz, że robiły to z dobrej chęci, by dać dobrą radę? Dla mnie to brzmiało tak jakby robiły to z litości. Nawet jeśli miały dobre intencje taka rada nigdy nie będzie dobra. To było bardziej w stylu "idź zapłać i przestań już o tym gadać".

Ja nie potrafię spojrzeć na to inaczej jak seks = przegryw. Nikt nie powinien płacić za bliskość z drugim człowiekiem. Nikt nie powinien musieć tego robić. Myślę, że znaczna część z tych 2 mln nie uważa się za przegrywów bo mają dziewczyny/żony i bez większych problemów mogliby mieć seks za darmo. Tylko jakaś niewielka część z tych 2 mln, która tak jak ja nie może mieć tego za darmo uważa się za przegrywów. Może poza jakimiś pojedynczymi przypadkami ludzi pozbawionych empatii i przyzwoitości. Ja nie uważam prostytucji samej w sobie za coś złego o ile nie ma jakiegoś zmuszania kogoś do tego, handlu ludźmi czy innych tym podobnych patologii. Złe jest to, że dla niektórych ludzi to jedyny sposób na doświadczenie jakiejkolwiek bliskości, już nawet niekoniecznie samego seksu.

Przyznając coś takiego faktycznie byłbym transparentny i przyznałbym, że zrobiłem coś czego nie da się cofnąć, coś co już na zawsze drastycznie umniejszyłoby mojej atrakcyjności jeśli tylko ktoś by się dowiedział. O ile w ogóle istnieje coś takiego jak moja atrakcyjność. Niby jak nic miałoby się nie zmienić na zewnątrz? Gdyby to wyszło na przykład w jakimś środowisku typu miejsce pracy to byłbym pozamiatany, wytykali by mnie palcami, a u kobiet byłbym totalnie spalony. To coś co już zawsze będę musiał ukrywać i uważać żeby się nie wydało. To byłoby niemal jak ukrywanie się i wieczne oglądanie się za siebie żeby tylko nie popełnić jakiegoś błędu. Piszesz, że powiem sobie prawdę. Mordercy też byś napisał żeby zaakceptował to kim jest i co zrobił to będzie mu się lepiej żyło? Ja tak to widzę, jakby to był czyn na podobnym poziomie. Większość morderców dla społeczeństwa jest spalona jako człowiek i członek tego społeczeństwa. Ja też byłbym spalony tylko jako mężczyzna.

Priscilla napisał/a:

Zatem skoro pamiętasz, to czemu to wszystko ze sobą mieszasz? W ten sposób tworzy się chaos informacyjny.

Nikomu na niczym nie zależy. Stwierdzamy tylko fakt, że zakłamujesz rzeczywistość i przekazujemy, w jaki sposób jest to przez nas odbierane.

Są kwestie, które podlegają interpretacji i takie, które jej nie podlegają. Na przykład to, że tydzień ma siedem dni, interpretacji nie podlega. Tak samo jak to, że masaż o zabarwieniu erotycznym, obejmujący elementy erotyki, jest usługą o charakterze seksualnym.

Możesz dwoić się i troić, polemizować na sto sposobów, wykonywać słowne fikołki i za nic mieć logikę, ale od tego rzeczywistość się nie zmienia. Inaczej mówiąc, możesz sobie zaklinać tę rzeczywistość do woli, tylko nie oczekuj, że wszyscy będą udawać, że nie widzą, co robisz.

Ja wciąż potrafię bez problemu poruszać się w tym chaosie. Możliwe, że to kolejna z bezużytecznych umiejętności. Jednak masz rację, chyba trochę zamieszałem w akurat tej kwestii.

Wytłumacz mi jak miałbym zaakceptować rzeczywistość, która stawia mnie na straconej pozycji? Jak miałbym uznać za rzeczywistość coś co niemal całkowicie mnie skreśla z tego na czym bardzo mi zależy czyli na głębokiej relacji z kobietą? Miałbym całkowicie zrezygnować z czegoś czego ledwo spróbowałem, bardzo mi się spodobało i zostało mi odebrane bo kiedyś kiedy ciekawość i chęć spróbowania wzięły nade mną górę?

Nie mam wyboru jak tylko przekonywać wszystkich, że jednak nie zrobiłęm czegoś złego i niewybaczalnego. W przeciwnym razie wyszłoby na to, że się poddałem i nie ma już o co się starać.

Julia life in UK napisał/a:

A szkoda,bo temat byl o czyms innym,ale on zaczal o masazasach seksualnych i juz tak widzę sie to rozkrecilo,ze juz nudno tu jest i głupia jest ta karuzela

Nie wiem czy zauważyłaś ale na tematy psychologiczne nikt nie chciał pisać. Poza tym w ciągu ostatnich tygodni niewiele się zmieniło w kwestii mojego zdrowia psychicznego więc nie ma za bardzo o czym pisać w tej kwestii. Dostałem tu już chyba możliwe diagnozy i były już przytaczane rożne definicje, badania czy statystyki. Na terapii cały czas jest walka z moimi przekonaniami. Jest ona coraz trudniejsza, wyzwala coraz więcej silnych emocji. Coraz częściej się wręcz kłócę z terapeutką i po prostu nie mogę uwierzyć lub bardziej zaakceptować tego jak bardzo moje przekonania są błędne. Jednak są one bardzo silne i tkwią bardzo głęboko. Weźmy na przykład tą mega niską samoocenę, obwinianie się o wszystko i dowalanie sobie na każdym kroku. Terapeutka od dawna próbuje mi wbić do głowy, że wcale nie jestem taki zły, że mam w sobie wiele dobrych cech, że jestem całkiem atrakcyjny, że jestem inteligentniejszy niż mi się wydaje, że zniknięcie dziewczyny to nie moja wina, że nie zrobiłem nic złego i nie muszę ponieść żadnej wielkiej kary by nie być samotnym, że ja też mogę mieć to co ma większość ludzi bez osiągania wielkich rzeczy, że zwykli ludzie mający zwykłą pracę i przeciętny wygląd mogą być w związkach bez konieczności płacenia za namiastkę bliskości. Ona naprawdę robi co może by wbić mi to do głowy ale ja po prostu nie potrafię w to uwierzyć. Wszystko we mnie stara się ze wszystkich sił by to zagłuszyć, by temu zaprzeczyć, by znaleźć cokolwiek co się z tym nie zgodzi. Ja też pracuję najciężej jak tylko mogę, po każdym spotkaniu jestem bardziej zmęczony niż po treningu, to jest taki wysiłek psychiczny i uwalnia tyle emocji jak nigdzie indziej.

3 052

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Uważasz więc że moim celem jest spowodowanie żebyś poczuł się przegrywem. I dlatego z Tobą tu gadam.

Moim celem jest żebyś przestał się okłamywać. Uwolnij się. Ja widzę i interpretuję to tak:

1. Zapłaciłeś za seks
2. Nie jesteś przegrywem

Dla mnie nie ma tam znaku równości.  Ja rozumiem Twój ból wynikający z niedostępności płci przeciwnej. Potrzebę dowiedzenia sie jak to jest, potrzebę dotyku. Nawet niektore dziewczyny mówiły Ci idź zapalać i miej to z glowy. Ale cała reszta oceny jest Twoja.

Myślisz że JA potrzebuje Twojego zdania "zapłaciłem za seks" żeby ocenić sytuację? Twoja ocena nie ma znaczenia ani dla mnie ani dla kogoś innego. Oceniam jak oceniam niezależnie jak to nazwiesz. To Ty potrzebujesz spójności. To Ty stawiasz zbak równości: zapłacił za seks = przegryw. 2 mln facetow rocznie w Polsce korzysta z usług prostytutek. Myślisz że uważają sie za 2 mln przegrywów? Co ja myślę o prostytucji wiele razy mówiłem na forum.

Proste zdanie: zapłaciłem za seks bo bardzo chcialem wiedzieć jak to jest. I nagle jesteś transparentny. Szczery. Cześć ludzi powie: no nieładnie, inni powiedzą no dobra nie ty pierwszy nie ostatni. Większość pewnie powie: aha (czytaj mam to gdzieś). I nieważne jak Ty to nazwiesz - inni i tak już ocenili. Dla Ciebie najlepiej byloby gdybyś powiedział prawdę sam sobie i nie wyrywał sobie z tego powodu włosów z glowy. Twoja ocena nie zmieni rzeczywistości. NIC sie nie zmieni na zewnątrz. Zmieni się tylko w Tobie. Powiesz sobie prawdę.

Nie trzeba tego powodować bo cały czas tak się czuję. Ja to widzę bardziej tak, że chodzi o to bym właśnie się od tego nie uwalniał. Nie zapomniał tylko zaakceptował fakt, że jestem przegrywem i już zawsze nim będę nie ważne co zrobię.

Punkt 1 jest równoznaczny z 2. Przy czym ja to widzę jeszcze trochę inaczej. Ktoś kto płaci za seks mimo iż nie musi nie jest przegrywem bo może go mieć w każdej chwili za darmo. Ktoś kto płaci bo musi jest przegrywem bo nie może mieć za darmo.

To prawda, że niektóre dziewczyny tak pisały i sądzisz, że robiły to z dobrej chęci, by dać dobrą radę? Dla mnie to brzmiało tak jakby robiły to z litości. Nawet jeśli miały dobre intencje taka rada nigdy nie będzie dobra. To było bardziej w stylu "idź zapłać i przestań już o tym gadać".

Ja nie potrafię spojrzeć na to inaczej jak seks = przegryw. Nikt nie powinien płacić za bliskość z drugim człowiekiem. Nikt nie powinien musieć tego robić. Myślę, że znaczna część z tych 2 mln nie uważa się za przegrywów bo mają dziewczyny/żony i bez większych problemów mogliby mieć seks za darmo. Tylko jakaś niewielka część z tych 2 mln, która tak jak ja nie może mieć tego za darmo uważa się za przegrywów. Może poza jakimiś pojedynczymi przypadkami ludzi pozbawionych empatii i przyzwoitości. Ja nie uważam prostytucji samej w sobie za coś złego o ile nie ma jakiegoś zmuszania kogoś do tego, handlu ludźmi czy innych tym podobnych patologii. Złe jest to, że dla niektórych ludzi to jedyny sposób na doświadczenie jakiejkolwiek bliskości, już nawet niekoniecznie samego seksu.

Przyznając coś takiego faktycznie byłbym transparentny i przyznałbym, że zrobiłem coś czego nie da się cofnąć, coś co już na zawsze drastycznie umniejszyłoby mojej atrakcyjności jeśli tylko ktoś by się dowiedział. O ile w ogóle istnieje coś takiego jak moja atrakcyjność. Niby jak nic miałoby się nie zmienić na zewnątrz? Gdyby to wyszło na przykład w jakimś środowisku typu miejsce pracy to byłbym pozamiatany, wytykali by mnie palcami, a u kobiet byłbym totalnie spalony. To coś co już zawsze będę musiał ukrywać i uważać żeby się nie wydało. To byłoby niemal jak ukrywanie się i wieczne oglądanie się za siebie żeby tylko nie popełnić jakiegoś błędu. Piszesz, że powiem sobie prawdę. Mordercy też byś napisał żeby zaakceptował to kim jest i co zrobił to będzie mu się lepiej żyło? Ja tak to widzę, jakby to był czyn na podobnym poziomie. Większość morderców dla społeczeństwa jest spalona jako człowiek i członek tego społeczeństwa. Ja też byłbym spalony tylko jako mężczyzna.

Priscilla napisał/a:

Zatem skoro pamiętasz, to czemu to wszystko ze sobą mieszasz? W ten sposób tworzy się chaos informacyjny.

Nikomu na niczym nie zależy. Stwierdzamy tylko fakt, że zakłamujesz rzeczywistość i przekazujemy, w jaki sposób jest to przez nas odbierane.

Są kwestie, które podlegają interpretacji i takie, które jej nie podlegają. Na przykład to, że tydzień ma siedem dni, interpretacji nie podlega. Tak samo jak to, że masaż o zabarwieniu erotycznym, obejmujący elementy erotyki, jest usługą o charakterze seksualnym.

Możesz dwoić się i troić, polemizować na sto sposobów, wykonywać słowne fikołki i za nic mieć logikę, ale od tego rzeczywistość się nie zmienia. Inaczej mówiąc, możesz sobie zaklinać tę rzeczywistość do woli, tylko nie oczekuj, że wszyscy będą udawać, że nie widzą, co robisz.

Ja wciąż potrafię bez problemu poruszać się w tym chaosie. Możliwe, że to kolejna z bezużytecznych umiejętności. Jednak masz rację, chyba trochę zamieszałem w akurat tej kwestii.

Wytłumacz mi jak miałbym zaakceptować rzeczywistość, która stawia mnie na straconej pozycji? Jak miałbym uznać za rzeczywistość coś co niemal całkowicie mnie skreśla z tego na czym bardzo mi zależy czyli na głębokiej relacji z kobietą? Miałbym całkowicie zrezygnować z czegoś czego ledwo spróbowałem, bardzo mi się spodobało i zostało mi odebrane bo kiedyś kiedy ciekawość i chęć spróbowania wzięły nade mną górę?

Nie mam wyboru jak tylko przekonywać wszystkich, że jednak nie zrobiłęm czegoś złego i niewybaczalnego. W przeciwnym razie wyszłoby na to, że się poddałem i nie ma już o co się starać.

Julia life in UK napisał/a:

A szkoda,bo temat byl o czyms innym,ale on zaczal o masazasach seksualnych i juz tak widzę sie to rozkrecilo,ze juz nudno tu jest i głupia jest ta karuzela

Nie wiem czy zauważyłaś ale na tematy psychologiczne nikt nie chciał pisać. Poza tym w ciągu ostatnich tygodni niewiele się zmieniło w kwestii mojego zdrowia psychicznego więc nie ma za bardzo o czym pisać w tej kwestii. Dostałem tu już chyba możliwe diagnozy i były już przytaczane rożne definicje, badania czy statystyki. Na terapii cały czas jest walka z moimi przekonaniami. Jest ona coraz trudniejsza, wyzwala coraz więcej silnych emocji. Coraz częściej się wręcz kłócę z terapeutką i po prostu nie mogę uwierzyć lub bardziej zaakceptować tego jak bardzo moje przekonania są błędne. Jednak są one bardzo silne i tkwią bardzo głęboko. Weźmy na przykład tą mega niską samoocenę, obwinianie się o wszystko i dowalanie sobie na każdym kroku. Terapeutka od dawna próbuje mi wbić do głowy, że wcale nie jestem taki zły, że mam w sobie wiele dobrych cech, że jestem całkiem atrakcyjny, że jestem inteligentniejszy niż mi się wydaje, że zniknięcie dziewczyny to nie moja wina, że nie zrobiłem nic złego i nie muszę ponieść żadnej wielkiej kary by nie być samotnym, że ja też mogę mieć to co ma większość ludzi bez osiągania wielkich rzeczy, że zwykli ludzie mający zwykłą pracę i przeciętny wygląd mogą być w związkach bez konieczności płacenia za namiastkę bliskości. Ona naprawdę robi co może by wbić mi to do głowy ale ja po prostu nie potrafię w to uwierzyć. Wszystko we mnie stara się ze wszystkich sił by to zagłuszyć, by temu zaprzeczyć, by znaleźć cokolwiek co się z tym nie zgodzi. Ja też pracuję najciężej jak tylko mogę, po każdym spotkaniu jestem bardziej zmęczony niż po treningu, to jest taki wysiłek psychiczny i uwalnia tyle emocji jak nigdzie indziej.

W takim razie masz kiepska psychoterapeutke.  Ja bardzo szybko zaczelam zauważać poprawę na mojej psychoterapii. Pomyśl o zmianie psychoterapii,bo niestety stoisz w miejscu,a nawet się cofasz

3 053

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Mordercy też byś napisał żeby zaakceptował to kim jest i co zrobił to będzie mu się lepiej żyło?


A nie. To słaby przykład.  Jak chcesz analogiczny do tego o czym mówię to bylaby to np. taka sytuacja:

Morderca zabija kogoś bo np. ten ktoś ma fajne buty i on je chce. Zabija i bierze buty.

Teraz morderca mówi tak: to nie było mordersteo bo nie stać mnie na buty. To byla walka o przetrwanie i przypadkiem uderzony czlowiek zmarł. Ja nie jestem mordercą tylko biednym studentem ktory potrzebował tego do przeżycia. Nie wiecie jak to jest i mnie nie zrozumiecie bo tego nie zanzaliscie. To nie było zamierzone,  nie użyłem żadnego narzędzia, nie mialem do tego czlowieka żadnych nagatywnych odczuć. Więc co najwyzej to pechowy wypadek którego będę żałował do końca życia. Żadne morderstwo.  Sąd to łyknie?

3 054 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-10-20 00:46:04)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Wytłumacz mi jak miałbym zaakceptować rzeczywistość, która stawia mnie na straconej pozycji? Jak miałbym uznać za rzeczywistość coś co niemal całkowicie mnie skreśla z tego na czym bardzo mi zależy czyli na głębokiej relacji z kobietą? Miałbym całkowicie zrezygnować z czegoś czego ledwo spróbowałem, bardzo mi się spodobało i zostało mi odebrane bo kiedyś kiedy ciekawość i chęć spróbowania wzięły nade mną górę?

Nie mam wyboru jak tylko przekonywać wszystkich, że jednak nie zrobiłęm czegoś złego i niewybaczalnego. W przeciwnym razie wyszłoby na to, że się poddałem i nie ma już o co się starać.

To wszystko, co napisałeś, jest bardzo pokrętne. Sam spójrz - wmawiasz sobie, że fakt, że skorzystałeś z wiadomej usługi, skreśla możliwość wejścia w przyszłości w jakiś związek i dlatego siebie samego i nas wszystkich musisz przekonywać, że to nie było nic złego. Serio, Shini? Ile razy mamy Ci jeszcze napisać, że chodzi wyłącznie o brak zakłamywania rzeczywistości?

Jednak idąc dalej, nawet jeśli hipotetycznie założyć, że nas wszystkich uda Ci się przekonać do swojej teorii, to ostatecznie i tak liczyć się będzie wyłącznie akceptacja tego faktu przez jakąś konkretną kobietę. Naprawdę nie ma absolutnie żadnego znaczenia, co myślę ja czy inne osoby wypowiadające się w tym temacie, bo to nie my będziemy stać na miejscu Twojej potencjalnej partnerki, a to przecież wyłącznie od niej zależy, czy świadomość, że korzystałeś z płatnej opcji zrobienia sobie dobrze będzie kłaść się cieniem na Waszej relacji i czy gotowa jest wejść z Tobą w związek. Ona, tylko ta jedna kobieta i nikt inny.

W każdym razie naprawdę nie musisz przekonywać wszystkich do swojej racji, żeby mieć prawo do związku. Zamiast więc walczyć o rozgrzeszenie całego forum, choć ustaliliśmy już, że w ogóle nie o to chodzi, lepiej skup się na tym, co w przyszłości może Ci realnie pomóc budować bliskość z drugą osobą.

3 055

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

A nie. To słaby przykład.  Jak chcesz analogiczny do tego o czym mówię to bylaby to np. taka sytuacja:

Morderca zabija kogoś bo np. ten ktoś ma fajne buty i on je chce. Zabija i bierze buty.

Teraz morderca mówi tak: to nie było mordersteo bo nie stać mnie na buty. To byla walka o przetrwanie i przypadkiem uderzony czlowiek zmarł. Ja nie jestem mordercą tylko biednym studentem ktory potrzebował tego do przeżycia. Nie wiecie jak to jest i mnie nie zrozumiecie bo tego nie zanzaliscie. To nie było zamierzone,  nie użyłem żadnego narzędzia, nie mialem do tego czlowieka żadnych nagatywnych odczuć. Więc co najwyzej to pechowy wypadek którego będę żałował do końca życia. Żadne morderstwo.  Sąd to łyknie?

Raczej nie chyba, że masz znajomości w polityce albo dużo kasy. Ja nie widzę sensu w tym przykładzie. Sam pisałeś, że masaż to nic złego i nikt nie powinien za to urywać głowy, a teraz zrównujesz to z morderstwem. Mi nie chodziło o porównywanie samego czynu tylko o jego społeczny odbiór. Cały czas kręcimy się wokół związków, szans na takowy i potencjalnej partnerki. Dla większości kobiet korzystanie z płatnych usług będzie tak samo złe jak morderstwo o ile nie gorsze. W końcu nie raz zdarzało się, że seryjni mordercy, którzy dokonywali szczególnie brutalnych czynów mieli rzesze fanek. Z drugiej strony nie słyszałem by jacyś dziwkarze czy tym bardziej przegrywy mieli jakieś fanki.

Priscilla napisał/a:

To wszystko, co napisałeś, jest bardzo pokrętne. Sam spójrz - wmawiasz sobie, że fakt, że skorzystałeś z wiadomej usługi, skreśla możliwość wejścia w przyszłości w jakiś związek i dlatego siebie samego i nas wszystkich musisz przekonywać, że to nie było nic złego. Serio, Shini? Ile razy mamy Ci jeszcze napisać, że chodzi wyłącznie o brak zakłamywania rzeczywistości?

Jednak idąc dalej, nawet jeśli hipotetycznie założyć, że nas wszystkich uda Ci się przekonać do swojej teorii, to ostatecznie i tak liczyć się będzie wyłącznie akceptacja tego faktu przez jakąś konkretną kobietę. Naprawdę nie ma absolutnie żadnego znaczenia, co myślę ja czy inne osoby wypowiadające się w tym temacie, bo to nie my będziemy stać na miejscu Twojej potencjalnej partnerki, a to przecież wyłącznie od niej zależy, czy świadomość, że korzystałeś z płatnej opcji zrobienia sobie dobrze będzie kłaść się cieniem na Waszej relacji i czy gotowa jest wejść z Tobą w związek. Ona, tylko ta jedna kobieta i nikt inny.

W każdym razie naprawdę nie musisz przekonywać wszystkich do swojej racji, żeby mieć prawo do związku. Zamiast więc walczyć o rozgrzeszenie całego forum, choć ustaliliśmy już, że w ogóle nie o to chodzi, lepiej skup się na tym, co w przyszłości może Ci realnie pomóc budować bliskość z drugą osobą.

To też nie do końca tak. Doszedłem do wniosku, że coś takiego skreśla przyszły związek po zobaczeniu reakcji osób z forum. Mi osobiście ani trochę by nie przeszkadzało, że potencjalna partnerka korzystała z takich masaży kiedy była samotna. Powiem więcej, nawet bym nie pomyślał żeby kogoś skreślać z takiego powodu. Nawet gdyby mi powiedziała, że ten masaż był super i nigdy nie czuła się tak dobrze to też by mnie nie odrzuciło. Pewnie jeszcze bym powiedział żeby mi pokazała jak to powtórzyć, oczywiście kiedy już byśmy byli w związku. Podejrzewam, że większość mężczyzn też nie miałaby z tym problemu. Nie rozumiem dlaczego dla kobiet to tak wielki problem, a tym bardziej dla niektórych mężczyzn. Przecież cały czas mówimy o korzystaniu z czegoś takiego będąc singlem, nie zdradzając nikogo. Jak pisałem tu nie chodzi o sam czyn tylko jego społeczne postrzeganie. Piszesz, że chodzi o zakłamywanie rzeczywistości więc pozwól, że zapytam. Czy gdyby temat całej rozmowy dotyczył czegoś innego niż te masaże też tak by wszystkim zależało na tym by naprostować to zakłamywanie rzeczywistości?

Potencjalnej partnerki nawet bym nie próbował do tego przekonywać. W ogóle rozmowy na temat by nie było bo nie mógłbym jej o tym powiedzieć. Skoro ludzie, których nawet nie znam osobiście reagują na to tak ostro to jak mogłaby zareagować potencjalna partnerka? Chyba wolałbym tego nie sprawdzać. Jedyny wyjątek byłby gdyby to ona pierwsza poruszyła ten temat lub niekoniecznie samego masażu tylko bardziej ogólnie próbowania różnych rzeczy. Wtedy pewnie dałoby się o tym wspomnieć. A jak by było z tobą? Gdybyś spotkała faceta, który naprawdę by ci się podobał, gdyby wszytko było z nim w porządku poza tym jednym drobnym szczegółem, że kiedyś korzystał z takich masaży. Odrzuciłabyś go z tego powodu czy to by nie przeszkadzało?

Masz może jakiś pomysł co w przyszłości mogłoby mi pomóc budować tą bliskość? Nie licząc rzeczy tak oczywistych jak dobra praca.

Posty [ 2 991 do 3 055 z 3 086 ]

Strony Poprzednia 1 … 45 46 47 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026