Znam chłopaka, który już jako nastolatek dorabiał w rodzinie przy skręcaniu mebli, więc… jakie niby kwalifikacje są potrzebne do złożenia w całość GOTOWYCH elementów i zamontowania ich, które był w stanie przyswoić dzieciak, a nie byłby dorosły mężczyzna?
Żebyś miała jasność, a nie opierała się na swoich wyobrażeniach, kilka słów wyjaśnienia:
Branża meblarska - czyli głównie produkcja gotowych mebli z tanich płyt wiórowych ma średnią marżę na poziomie 2-3%. Stolarska - czyli produkty z drewna na zamówienie ma średnią marżę na poziomie 30-60% i więcej. Małe zakłady produkcyjne w tym segmencie zarabiają głównie na dwóch rzeczach - sprzedaży gotowych półproduktów domowym majsterkowiczom (typu nogi to stołu osobno, blaty osobno i tak dalej) i usługach hi-endowych typu ekskluzywne kuchnie na wymiar z granitowymi blatami, drewnianymi, zdobionymi frontami, ręcznie robionymi okuciami, stolikami kawowymi z epoksy i tak dalej.
Ludzie zatrudniają obecnie nawet do składania mebli z ikei, bo sami albo nie mają czasu, albo umiejętności. Bo w takich czasach żyjemy. Przypomnę tylko że N_o betonował karnisz. Czy jakoś tak. I do prac domowych tego typu zawsze kogoś zatrudniał. Mniejsza o przyczyny, ale takie są właśnie realia rynku.
Więc tak - w branży, która zarabia na umiejętnościach i technikach manualnych zatrudnienie kogoś bez kwalifikacji, umiejętności i predyspozycji to koszt bez wizji jakiegokolwiek zysku.
Punkt wyjściowy umiejętności shiniego był taki, że nawet ogolić sobie głowy maszynką nie potrafił (to jego słowa), ani kozłować piłką (to też jego słowa). Jaka jest potencjalna dokładność i tempo pracy takiej osoby, która ma pracować manualnie? Czy shini to obrotny chłopak, który jest samodzielny i szybko się uwija z robotą czy raczej bezradna sierota i miernota życiowa, którą trzeba prowadzić za rączkę i wszystko tłumaczyć na każdym kroku?
Szwagier shiniego popełnił taki błąd, że zamiast iść w wyposażenie warsztatu to zatrudniał tanich ludzi bez kwalifikacji. Przecież oni ani obrabiarki CNC nie mieli, ani nawet tokarki do drewna. Ani maszyny do drukowania winylowych wrapów na meble (też hit ostatnich lat na tanie odświeżenie mebli), ani parownika do gięcia drewna, ani w sumie niczego poza kilkoma ręcznymi elektronarzędziami. Wiem, bo już kilka lat temu o tym rozmawialiśmy.
I ja kumam, że nie każdy ma zdolność spojrzenia z szerszej perspektywy czy ogólnie do prowadzenia biznesu. Bo zarządzanie i kierowanie firmą, a własnoręczna praca manualna to są dwie zupełnie osobne kwestie. Bo to trzeba wiedzieć nie tylko jakie właściwości mają różne gatunki drewna czy bejc, ale też trzeba kumać, że w zależności od sposobu montażu to meble mają różne stawki VAT. I trzeba kumać co można wrzucić w koszty, a czego się nie da. I ja kumam, że czasem mało rozgarnięte biznesowo osoby trudno przekonać do inwestycji, bo w takich miejscach też pracowałem. Ale żeby pracować w 3 osobowej firmie, w której się jest osobą nr 2 i nie zdawać sobie sprawy z kondycji tejże firmy? To jakim ignorantem trzeba być? Jakim ignorantem trzeba być, aby pomimo pierdyliona rozmów właśnie o pracy, kwalifikacjach i dotacjach jakie tutaj mieliśmy nie podjąć ani jednej rozmowy ze szwagrem, choć jak deklaruje shini zależy mu na siostrze? Przecież są dofinansowania na szkolenia pracowników, na tworzenie miejsc pracy. I to są ogromne pieniądze. Dziesiątki tysięcy.
Łatwo siedziec na dupie i zwalać zawsze winę na kogoś innego lub okoliczności. Ale ile można? Czy inicjatywa własna to jakaś ujma na honorze? Duma go zaboli? Co mu groziło? Sukces? Bo jak widać, zgodnie z moimi przewidywaniami te ~2 lata temu firma padła. I wbrew temu co piszesz - dochodowej firmy nie zawieszasz. Jak z przyczyn obiektywnych nie jesteś w stanie dalej prowadzić dochodowego biznesu to go sprzedajesz.
-edit- i nie, nie chodzi o to, że ma chłopak robić tak jak ja mówię. Chodzi o to, że przez lata nie wykorzystał absolutnie niczego z rzeczy, o jakich tutaj mówiliśmy WSZYSCY na przestrzeni lat, aby pomóc sobie lub swojej rodzinie. I nawet cień myśli nie przeszedł mu przez głowę, aby porozmawiać o takich rzeczach, zapytać jak się sprawy mają skoro szwagier od miesięcy coś przebąkiwał. Nic. Null. Nada.