netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Co to znaczy żyć?

3 085 odpowiedzi145 018 wyświetleńzałożony przez Shinigami, 10.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 … 31 32 33 34 35 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 081 do 2 145 z 3 086 ]

2 081

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

To co opisuje Muqin brzmi jak niska samoocena. Częścią wysokiej samooceny, jest to, że jesteś przekonany, że coś co może być postrzegane jako wyzwanie i rywalizacja, dla ciebie będzie proste, bo jesteś kompetentny i sobie poradzisz.
Naturalną konsekwencją prawidłowej i wysokiej samooceny są wyzwania. Biegnę 10km w 50 minut? Ok to może dam rade w 40. Udało się? No to może w 35 się uda. O jest bieg 10km w mojej okolicy, to się zapisze. Nie dlatego że planuje zostać mistrem świata, ale żeby się sprawdzić, bo wiem że sobie poradzę. Wyzwanie i rywalizacja - nawet samemu ze sobą- to jest naturalna droga do progresji w czymkolwiek.


Dodałbym do tego zwykły element zabawy i satysfakcji. Bo nawet jak spróbujesz i ci się nie uda pokonanie kolejnej bariery to i tak masz z tego frajdę.

Przegranie w szachy po dobrej partii z równym przeciwnikiem daje więcej uśmiechu niż wygranie z przedszkolakiem w warcaby. To są naturalne reakcje fizjologiczne zdrowego człowieka. I nie ja jestem autorem tej tezy. To jest fizjologia i psychologia sportu, która przekłada się na wszystkie płaszczyzny, w których te elementy występują. Ciągła (słowo klucz w tym zdaniu) ucieczka i wycofanie są objawami zaburzeń lub patologii.

2 082

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

To co opisuje Muqin brzmi jak niska samoocena. Częścią wysokiej samooceny, jest to, że jesteś przekonany, że coś co może być postrzegane jako wyzwanie i rywalizacja, dla ciebie będzie proste, bo jesteś kompetentny i sobie poradzisz.
Naturalną konsekwencją prawidłowej i wysokiej samooceny są wyzwania. Biegnę 10km w 50 minut? Ok to może dam rade w 40. Udało się? No to może w 35 się uda. O jest bieg 10km w mojej okolicy, to się zapisze. Nie dlatego że planuje zostać mistrem świata, ale żeby się sprawdzić, bo wiem że sobie poradzę. Wyzwanie i rywalizacja - nawet samemu ze sobą- to jest naturalna droga do progresji w czymkolwiek.


Dodałbym do tego zwykły element zabawy i satysfakcji. Bo nawet jak spróbujesz i ci się nie uda pokonanie kolejnej bariery to i tak masz z tego frajdę.

Przegranie w szachy po dobrej partii z równym przeciwnikiem daje więcej uśmiechu niż wygranie z przedszkolakiem w warcaby. To są naturalne reakcje fizjologiczne zdrowego człowieka. I nie ja jestem autorem tej tezy. To jest fizjologia i psychologia sportu, która przekłada się na wszystkie płaszczyzny, w których te elementy występują. Ciągła (słowo klucz w tym zdaniu) ucieczka i wycofanie są objawami zaburzeń lub patologii.

Frajda wymaga normalnej samooceny. Jak ktoś ma zawyżoną -czyli uważa, że od razu z marszu musi być najlepszy i każdy ma sie kłaniać w pas, albo zaniżoną - boi sie każdej rywalizacji bo jeszcze rzeczywistość go zweryfikuje, to raczej nie ma frajdy.
Podajesz przykłady hobbystyczne, ale jeśli idziesz na 30 randkę i znowu żaden odzew to nie jest jak z szachami, że sobie poćwiczysz i jesteś w procesie rozwojowym więc nawet z porażek się uczysz. Tu też trzeba nauczyć się odnosić porazki, albo zaakceptować, że nie wszystko jest możliwe. Ważne jednak żeby oceniać stuacje realistycznie.

2 083 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-06 15:14:21)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Tak, ale to nic nie znaczy.

Jakby nic nie znaczyło, nikt by o to nie pytał. Wiadomo, że jak ktoś tam wpisze, że chciałby zostać modelem, albo piosenkarzem, to urzędnik co najwyżej się uśmiechnie z politowaniem, ale jak pojawi się informacja na przykład o pracy jako policjant, to już można coś podziałać. Nie wiem, jak w innych częściach kraju, ale u mnie co się przechodziło koło urzędu, wiecznie wisiała kartka z ofertą pracy w policji właśnie. A takich zawodów, gdzie brakuje rąk do pracy jest przecież więcej.

Jack Sparrow napisał/a:

Ja mówię o ofercie szkoleniowej. Niemniej jednak to też jest tak, że czym innym jest samodzielne odpowiedzenie na ofertę pracy dostępną w UP a czym innym bierne czekanie aż oni ci coś zaoferują. To co oni sami oferują podlega profilowaniu i priorytetyzacji. Co sam znajdziesz to twoje.

Nie wiem, czy wszędzie tak jest, ale w ostatnim czasie raczej słyszę, że po prostu odsyłają do strony z ofertami. Tej, którą tu podlinkowałam. Bo przecież nic innego w bazie nie mają, żadnych "specjałów spod lady". Ewentualnie wspominają o jakimś konkretnym ogłoszeniu, ale też na zasadzie, że jest taka i taka oferta, i że może warto by się jej przyjrzeć. Aczkolwiek nie cisną już na wzięcie byle czego, byle jak najszybciej skreślić kolejną pozycję z listy.

Jack Sparrow napisał/a:

Ale to jest inny mechanizm. Bo są też takie, że idziesz do UP z "gwarancją" zatrudnienia jeśli odbędziesz kurs, który UP ma w swojej ofercie. Są też  dofinansowania dla pracodawców na stworzenie stanowiska pracy i to też wtedy działa inaczej. To są różne tryby, fundusze i mechanizmy. Tego naprawdę jest niemało. Ale większość ma te same ograniczenia - brak wykształcenia, odpowiedni wiek, bycie kobieta, osobą niepełnosprawną, trwale bezrobotną i tak dalej. Jako 30stolatkowi z mgr to niewiele mu pozostaje jeśli chodzi o szkolenia, ale w ofertach pracy może przebierać do woli.

Myślę, że mimo wszystko dobrze wiedzieć, że taka możliwość istnieje (nawet jeśli z ograniczeniami) i się dowiadywać, czy akurat na coś się kwalifikuje, albo czy jest w bazie pracodawca, który oferuje zatrudnienie po konkretnym szkoleniu. Nie wiem, jak to dokładnie działa, bo nigdy z takich szkoleń nie korzystałam, ale jednak ktoś korzysta, a osobiście jestem z tych osób, co wolą zapytać i usłyszeć, że nie da rady, niż odpuścić na starcie, bo „na pewno nic z tego nie będzie”.

Jack Sparrow napisał/a:

Shiniego nikt nie zwolni, bo jego szwagier nie znajdzie drugiego takiego jelenia.

Też myślę, że będzie chciał mu przedłużyć umowę, choć trzymam kciuki, żeby Shini jednak znalazł w sobie siłę, żeby szukać czegoś innego, zamiast resztę życia spędzić w fizycznej robocie za plus minus najniższą krajową.

EDIT: Jakby co, to nie uważam, by było coś złego, czy uwłaczającego w fizycznej pracy. Jeśli ktoś lubi swoje zajęcie i jest w stanie się z niego utrzymać, to bezsensu na siłę je zmieniać.

2 084 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 17:12:01)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Jakby nic nie znaczyło, nikt by o to nie pytał.

Są po prostu pewne standardy tego typu dokumentów, ale to nie znaczy, że każde pole jest istotne w procesie decyzyjnym z punktu widzenia urzędu czy urzędnika. Pewne pola po prostu funkcjonują dla zachowania pozoru humanitarności systemu, który z definicji ma być logiczny i pozbawiony sentymentów.


Nie wiem, czy wszędzie tak jest, ale w ostatnim czasie raczej słyszę, że po prostu odsyłają do strony z ofertami.

Bo nie miało to żadnego uzasadnienia, aby urzędnik robił to za osobę szukającą pracy.


Aczkolwiek nie cisną już na wzięcie byle czego, byle jak najszybciej skreślić kolejną pozycję z listy.

Nigdy nie cisnęli. A odmówić zawsze można było. Tylko trzeba było tą odmowę umieć uzasadnić logicznie, a nie narzekać "to nie dla mnie", "tego nie będę robił". Uzasadnieniem logicznym jest, że np to przekracza moje kompetencje (brak uprawnień) lub możliwości transportowe (brak możliwości dojazdu). Albo zdrowotne jeśli posiadasz odpowiednie zaświadczenie lekarskie (np przeciwwskazanie do pracy fizycznej).


Myślę, że mimo wszystko dobrze wiedzieć, że taka możliwość istnieje (nawet jeśli z ograniczeniami) i się dowiadywać, czy akurat na coś się kwalifikuje, albo czy jest w bazie pracodawca, który oferuje zatrudnienie po konkretnym szkoleniu. Nie wiem, jak to dokładnie działa, bo nigdy z takich szkoleń nie korzystałam,

A ja organizowałem. Widzisz różnicę? I nikt nie mówi, że Shini ma odpuścić - wręcz przeciwnie. Ma próbować. Ale ma mieć świadomość, że z własnej winy pogrzebał swoje szanse na większości frontów. Nie dlatego, że system jest zły. Nie dlatego, że bóg tak chciał. Ale dlatego, że jest leniwcem. I im dłużej będzie czekać tym, więcej drzwi się przed nim zamknie. Nie z winy systemu szkolnictwa, nie z winy rodziców, czy niefortunnych okoliczności. To tylko i wyłącznie jego własna wina i jego codziennie podejmowanej decyzji i siedzeniu na dupie z ręką w majtach.

Najbezpieczniejszy kierunek to takie narzędzia: https://funduszeeuropejskie.gov.pl/jak- … a-i-kursy/

Tylko przede wszystkim shini musi wiedzieć co chce robić. A jak nie wie, to niech zrobi sobie profesjonalny (a nie darmowy) test predyspozycji zawodowych i poszuka czegoś zgodnie z wynikami tego testu bez względu na to czy to czuje czy nie. Bo znowu - to najbezpieczniejszy krok. Ryzyko, że coś mu nie podejdzie zawsze jest. Ale jak wymagane na stanowisku umiejętności i predyspozycje pokrywają się z tymi, które się faktycznie posiada, to szanse na sukces wzrastają.


Nie - żadna legalna praca nie hańbi. Ale do większości ciekawych zajęć fizycznych to również trzeba mieć uprawnienia. Obsługa CNC, spawanie, elektryka i cala reszta. Same umiejętność to za mało w dzisiejszych czasach. Bo spawacz co to po prostu umie nigdy nie będzie miał takich szans rozwojowych i zarobkowych jak spawacz z odpowiednim certem (a zobacz ile ich z samego tylko właśnie spawania) np stąd: https://certo.pl/lp/warszawa-kursy-i-szkolenia/

Ze stolarką (którą i tak się zajmuje) jest dokładnie tak samo: https://www.bensariworkshop.com/kursy-stolarskie/ i są i kursy dające uprawnienia zawodowe.

A jak mu się nudzi i chce coś naprawdę odjechanego, to może sobie zrobić kurs operatora drona filmowego albo pomiarowego. Roboty od chuja i jeszcze trochę: https://kursy.kwalifikacjezawodowe.info … ieckie.htm

Ogólnie ofert szkoleń od chuja i jeszcze.

-edit- i to w każdym możliwym miejscu i formie - w tym na platformach wiertniczych. W sytuacji shiniego (jakby miał jakieś ciekawe uprawnienia) to idealna robota: https://offshoreworks.org/index_pl.php#home kilka tygodni na platformi - kilka tygodni u rodziców. Problem mieszkania odpada i każdy w takiej sytuacji zrozumie dlaczego. Zarobki wysokie, fajna kumulacja czasu wolnego (realnie co każdą zmianę w domu można na tydzień-dwa wakacji pojechać). A jak się jest singlem to niemal jak spełnienie marzeń jak ktoś nie lubi nudy.

2 085 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-05-06 16:43:54)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

To co opisuje Muqin brzmi jak niska samoocena. Częścią wysokiej samooceny, jest to, że jesteś przekonany, że coś co może być postrzegane jako wyzwanie i rywalizacja, dla ciebie będzie proste, bo jesteś kompetentny i sobie poradzisz.
Naturalną konsekwencją prawidłowej i wysokiej samooceny są wyzwania. Biegnę 10km w 50 minut? Ok to może dam rade w 40. Udało się? No to może w 35 się uda. O jest bieg 10km w mojej okolicy, to się zapisze. Nie dlatego że planuje zostać mistrem świata, ale żeby się sprawdzić, bo wiem że sobie poradzę. Wyzwanie i rywalizacja - nawet samemu ze sobą- to jest naturalna droga do progresji w czymkolwiek.

To co opisałaś znam z autopsji i nawet konkretnie w temacie biegania. Często wychodziłam z domu z założeniem, że przebiegnę sześć kilometrów, zwłaszcza jak miałam gorszy dzień, ale jak przebiegłam sześć, to zwykle byłam już na takiej dopaminie i "rozkręceniu się", że bez problemu przebiegałam kolejne dwa i kolejne. Po dwunastym musiałam samą siebie stopować, bo to już wywoływało negatywny dla organizmu wyrzut kortyzolu.
Osobiście podzielam Twój pogląd, że stawianie sobie wyzwań jest elementem samorozwoju.

2 086 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 17:55:54)

Odp: Co to znaczy żyć?

Tak o tej platformie teraz myślałem...

Specjalista ds bezpieczeństwa (Safety Officer) na platformie wiertniczej to zarabia kilkaset euro dziennie, co przy 140-180 dniach pracy w roku daje jakieś ~250tyś złoty rocznie. A to przecież nie jest jeszcze sufit w tej robocie. Jakby po swoich studiach "bez perspektyw" shini się zakręcił za odpowiednimi szkoleniami offshore to dzisiaj zarabiałby krocie w nieszablonowej, ciekawej robocie.

Idąc tym tropem, to jednak biorąc pod uwagę jakiego ma mgr to chyba kierunkiem rozsądnym będzie drążenie tematu dalej. Szkoleń i opcji tylko w tym jednym zakresie to też od metra i jeszcze trochę: https://safetyproject.edu.pl/

Ze szkoleń offshore to też większość kursów jest w zasięgu jego portfela:

https://dziekanat.morska.edu.pl/kategor … e-offshore

https://vulcantc.com/pl/kursy-offshore

https://hse-online.pl/2025/02/03/bezpie … dek-awari/



Jak tak teraz patrze na ten rynek to chyba źle drugie studia wybrałem. LOL xD

2 087

Odp: Co to znaczy żyć?

Na poszczególne posty po odpowiadam później, a teraz sprawy bieżące. Ta umowa już się skończyła, jeszcze w tym tygodniu, jutro lub pojutrze jadę się zarejestrować do urzędu. Jak się zapewne domyślacie jestem tym totalnie zestresowany, a nawet bym powiedział przerażony. Nie wiem co im powiedzieć, a najbardziej boję się pytania "Co chciałby pan robić?" Lub jeszcze gorzej "Na jakim stanowisku chciałby pan pracować?".

Kursy to dobry pomysł i dziękuję wszystkim za wszystkie linki dla nich. Mam teraz spory problem bo robienie kursów z pewnością potrwa, nawet jakbym leciał jeden za drugim to i tak zajmie miesiące. A ja już nie mam umowy i o ile 2-3 miesiące bez pracy pewnie jakoś bym przeżył to więcej już nie bardzo.

Macie jakieś pomysły co teraz na chwilę obecną powiedzieć im w tym urzędzie jak będą zadawali pytania takie wyżej wymienione? Obawiam się, że będą chcieli mi coś wcisnąć na szybko, a ja nie nie będę miał jak uzasadnić odmowy jeśli to będzie coś nieciekawego.

2 088 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 18:37:32)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Jak się zapewne domyślacie jestem tym totalnie zestresowany, a nawet bym powiedział przerażony. Nie wiem co im powiedzieć, a najbardziej boję się pytania "Co chciałby pan robić?" Lub jeszcze gorzej "Na jakim stanowisku chciałby pan pracować?".

(...)

Macie jakieś pomysły co teraz na chwilę obecną powiedzieć im w tym urzędzie jak będą zadawali pytania takie wyżej wymienione?


Oczekiwania wobec ciebie są na poziomie gruntu, ale widzę, że i tak przyniosłeś łopatę.....


Tak z czystej ciekawości - pytałeś szwagra czy ci przedłuży umowę lub czemu nie? Czy po prostu srasz po gaciach? Bo skoro umowa po prostu dobiegła końca (nie dostałeś wypowiedzenia) to jakby....no......ta data była od samego początku podpisania umowy. Czasu na przygotowania na to co dalej miałeś od chuja i jeszcze trochę, żeby zrobić jakieś kursy czy powysyłać CV. Na kogo zwalisz winę tym razem?

-edit- swoją drogą - zanim umowa wygaśnie to musisz wykorzystać dni wolne lub za niewykorzystane dni szwagier musi ci zapłacić. I pamiętaj, że ma ci wydać świadectwo pracy.

-edit 2- jak miałeś terapię w godzinach pracy to psychiatra powinien był ci wystawić L4 na czas wizyty u psychoterapeutki. Jeśli nie poprosiłeś o L4 (tak - to leży w twojej gestii dopytać/poprosić o to) i teraz szwagier będzie chciał ci wcisnąć, że dawał ci (godziny/dni) wolne, abyś mógł się leczyć to jesteś frajer. Bo to są podstawowe prawa pracownicze i to w twojej gestii leży wiedzieć co ci przysługuje i w jakich okolicznościach.

2 089 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-06 19:08:59)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Na poszczególne posty po odpowiadam później, a teraz sprawy bieżące. Ta umowa już się skończyła, jeszcze w tym tygodniu, jutro lub pojutrze jadę się zarejestrować do urzędu. Jak się zapewne domyślacie jestem tym totalnie zestresowany, a nawet bym powiedział przerażony. Nie wiem co im powiedzieć, a najbardziej boję się pytania "Co chciałby pan robić?" Lub jeszcze gorzej "Na jakim stanowisku chciałby pan pracować?".

„Dzień dobry, przyszedłem się zarejestrować jako osoba bezrobotna”. Nic więcej mówić nie trzeba. Dalej to już urzędnik przejmie stery.
Masz już świadectwo pracy od szwagra? Jeśli nie, to się upomnij, bo będzie potrzebne, żeby Ci policzyli te lata pracy i żebyś mógł otrzymać zasiłek dla bezrobotnych.
To naprawdę nie jest żadne straszne przeżycie, siadasz, wypełniasz wniosek, pokazujesz świadectwo pracy, dyplom ukończenia studiów, numer konta bankowego chyba też lepiej mieć od razu ze sobą. No i, rzecz jasna, dowód osobisty.
Pani później wklepie wniosek do systemu i wyznaczy datę pierwszego spotkania „kontrolnego”, na które musisz się stawić. Nie wiem, czy wszędzie jest tak samo, ale w moich rodzinnych i aktualnych okolicach dopiero wtedy jest pierwsza rozmowa na temat potencjalnego zatrudnienia. Przy rejestracji dostaje się tylko formularz do wypełnienia, czyli takie podstawowe formalności.
Do dnia rejestracji możesz sobie wstępnie poprzeglądać ogłoszenia w swojej okolicy. Te stanowiska, o których pomyślisz, że mogłyby być okej, zapisz sobie na kartce. Podobnie jak te, które są zgodne z Twoim wykształceniem, a o których pisaliście tu w temacie. Weź tę kartkę potem ze sobą, nie będziesz musiał się zastanawiać „na gorąco”.

Shinigami napisał/a:

Macie jakieś pomysły co teraz na chwilę obecną powiedzieć im w tym urzędzie jak będą zadawali pytania takie wyżej wymienione? Obawiam się, że będą chcieli mi coś wcisnąć na szybko, a ja nie nie będę miał jak uzasadnić odmowy jeśli to będzie coś nieciekawego.

Nie stresuj się na zapas. W razie, gdyby jakimś cudem zaproponowali coś już na pierwszej rozmowie, powiedz, że bardzo dziękujesz i na spokojnie zapoznasz się z ofertą w domu. Pistoletu nikt do głowy nie przystawi i nie każe w ciągu pięciu sekund podjąć decyzji.

Jeszcze na koniec, podbijam pytanie Jacka, szwagier jakkolwiek skomentował to, że nie przedłuża Ci umowy? Pytałeś dlaczego tego nie zaproponował?

2 090 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-06 19:12:13)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Oczekiwania wobec ciebie są na poziomie gruntu, ale widzę, że i tak przyniosłeś łopatę.....

big_smile

Zaraz się okaże że Shini ma najbardziej przyszłościowy zawód z nas wszystkich. Bardzo ciekawie brzmi praca na platformie.

2 091

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Nie stresuj się na zapas. W razie, gdyby jakimś cudem zaproponowali coś już na pierwszej rozmowie, powiedz, że bardzo dziękujesz i na spokojnie zapoznasz się z ofertą w domu. Pistoletu nikt do głowy nie przystawi i nie każe w ciągu pięciu sekund podjąć decyzji.

Urzędnik po prostu zaznaczy odmowę, bo ma do tego prawo jeśli z kontekstu rozmowy (mowy ciała i doboru słów) petenta będzie to wyglądać jak rezygnacja. Czyli to "dziękuję, ale coś tam" zawsze wpadnie w tą kategorię. Wyjątek - "Oferta ciekawa, ale stanowisko jest związane z dużym stresem, a leczę się psychiatrycznie i muszę to skonsultować z lekarzem". I wtedy uzasadnieniem odmowy będzie jakaś forma zaświadczenia lekarskiego o przeciwwskazaniach zdrowotnych do pracy w warunkach np silnego stresu. Nic się wtedy nie stanie. Każde inne gdybania pod tytułem "zastanowię się" to są odmową nie wprost bez uzasadnienia.


Od tego roku jest tak, że odmowa bez uzasadnienia skutkuje utratą statusu osoby bezrobotnej. Automatycznie.

Przy pierwszej odmowie utrata statusu jest na 120 dni.
Przy drugiej na 180 dni.
Przy trzeciej na 270 dni.

2 092

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Oczekiwania wobec ciebie są na poziomie gruntu, ale widzę, że i tak przyniosłeś łopatę.....

big_smile

Zaraz się okaże że Shini ma najbardziej przyszłościowy zawód z nas wszystkich. Bardzo ciekawie brzmi praca na platformie.


No nie bez przyczyny kilkukrotnie tu pisałem, że te studia w kontekście rozwoju branży security w ostatniej ~dekadzie (a szczególnie po covidzie i od wojny na Ukrainie) to kopalnia złota zarówno w przypadku ciekawych stanowisk jak i zarobków.

2 093

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Urzędnik po prostu zaznaczy odmowę, bo ma do tego prawo jeśli z kontekstu rozmowy (mowy ciała i doboru słów) petenta będzie to wyglądać jak rezygnacja. Czyli to "dziękuję, ale coś tam" zawsze wpadnie w tą kategorię. Wyjątek - "Oferta ciekawa, ale stanowisko jest związane z dużym stresem, a leczę się psychiatrycznie i muszę to skonsultować z lekarzem". I wtedy uzasadnieniem odmowy będzie jakaś forma zaświadczenia lekarskiego o przeciwwskazaniach zdrowotnych do pracy w warunkach np silnego stresu. Nic się wtedy nie stanie. Każde inne gdybania pod tytułem "zastanowię się" to są odmową nie wprost bez uzasadnienia.


Od tego roku jest tak, że odmowa bez uzasadnienia skutkuje utratą statusu osoby bezrobotnej. Automatycznie.

Przy pierwszej odmowie utrata statusu jest na 120 dni.
Przy drugiej na 180 dni.
Przy trzeciej na 270 dni.

Jeśli mieliby wziąć pod uwagę jego leczenie u psychiatry, to chyba też musiałby mieć przy sobie stosowny papierek od lekarza, bo tak to sobie może każdy powiedzieć, że się na coś leczy.
Nie bez powodu urzędnicy odsyłają do strony z ogłoszeniami. Petent też musi mieć czas, by się z ofertą zapoznać, a nie że tylko powiedzą „praca jako magazynier” i już, bez szczegółów, a Ty masz się zdecydować tu i teraz, bierzesz czy nie.
Lepiej (wygodniej) jak przejrzy ofertę w domu. Zwłaszcza, że średnio co miesiąc są kolejne rozmowy kontrolne, wtedy można go zapytać, czy aplikował na wspomniane stanowisko, albo jakiekolwiek inne.
Oczywiście, jeśli ktoś uważa, że lepiej będzie to sformułować inaczej, to obstawiam, że wszelkie propozycje są przez Shiniego mile widziane.

2 094

Odp: Co to znaczy żyć?

Swoją drogą, nie zapominajmy, że Shini przez ostatnie lata pracował, więc można zakładać, że nie jest leniem, który przyszedł tylko po zasiłek i ubezpieczenie.

2 095 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 19:45:45)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Jeśli mieliby wziąć pod uwagę jego leczenie u psychiatry, to chyba też musiałby mieć przy sobie stosowny papierek od lekarza, bo tak to sobie może każdy powiedzieć, że się na coś leczy.

Dlatego napisałem, że takie zaświadczenie musiałby donieść.


Nie bez powodu urzędnicy odsyłają do strony z ogłoszeniami. Petent też musi mieć czas, by się z ofertą zapoznać, a nie że tylko powiedzą „praca jako magazynier” i już, bez szczegółów, a Ty masz się zdecydować tu i teraz, bierzesz czy nie.


Na tym etapie to tak to właśnie wygląda. Bo to tylko oferta a nie od razu gwarancja zatrudnienia. Nie jest w cale powiedziane, że petent przejdzie sito selekcji na stanowisko. A ludzie kombinują jak mogą, żeby oferty odrzucać (bo np mają mieszkanie socjalne lub komunalne i jak przekroczą progi dochodowe lub podejmą pracę to straca benefity). Dlatego to tak działa.

Jak się shiniemu nie spodoba oferta to przyjąć musi i tak jak nie chce stracić statusu. Ale CV może wysłać po terminie i z błędami, może storpedować rozmowę kwalifikacyjną (przyjść skacowanym, niechlujnym po maksie, wdawać się w pyskówki na rozmowie i tak dalej).

Mrs.Happiness napisał/a:

Swoją drogą, nie zapominajmy, że Shini przez ostatnie lata pracował, więc można zakładać, że nie jest leniem, który przyszedł tylko po zasiłek i ubezpieczenie.


To nikogo nie interesuje, bo przyznanie zasiłku nie jest decyzją per se. Jest formalnością jak się spełnia kryteria. Tam gdzie pozostaje jakiekolwiek pole do interpretacji, to będzie ona przeciwko petentowi. Bo w systemie brakuje pieniędzy i jest przeciążony. Kolejki (np sądowe, a procesuję się właśnie) są takie, że Państwo Polskie przekracza wszelkie ustawowe terminy, a na takich biegłych to się czeka miesiące lub niekiedy lata.

2 096 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-06 21:19:02)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Na tym etapie to tak to właśnie wygląda. Bo to tylko oferta a nie od razu gwarancja zatrudnienia. Nie jest w cale powiedziane, że petent przejdzie sito selekcji na stanowisko. A ludzie kombinują jak mogą, żeby oferty odrzucać (bo np mają mieszkanie socjalne lub komunalne i jak przekroczą progi dochodowe lub podejmą pracę to straca benefity). Dlatego to tak działa.

Znam osoby, które od miesięcy są zarejestrowane jako bezrobotne. W tym kogoś, kto siedzi na bezrobociu ponad pół roku, nie jest ani w kryzysie bezdomności, ani niepełnosprawny, ani nie ma dzieci, a jednak nikt żadnej pracy mu nie wciska na siłę.
Także RÓŻNIE BYWA i nie ma sensu z góry niczego zakładać.
Jak się nad moją propozycją odpowiedzi zastanowiłam, to doszłam do wniosku, że w sumie… można dla spokoju ducha po prostu zapytać „czy mógłbym na spokojnie zapoznać się z ofertą w domu, czy muszę zdecydować już teraz?”  i od razu wiadomo, na czym się stoi.
Tam pracują ludzie, tacy sami jak my, a nie jakieś bezduszne roboty. 
Nie każdy jest nadgorliwym służbistą.
Nie każdy czerpie przyjemność z dojeżdżania innych, bo „oto jest panem sytuacji”.

Jack Sparrow napisał/a:

może storpedować rozmowę kwalifikacyjną (przyjść skacowanym, niechlujnym po maksie, wdawać się w pyskówki na rozmowie i tak dalej).

Moim zdaniem to idiotyczny pomysł. NIGDY nie wiadomo, co przyniesie przyszłość i czy kiedyś nie będzie chciał się zatrudnić u tego pracodawcy na innym stanowisku / nie trafi na tego samego rekrutera, który już będzie miał o nim wyrobione zdanie, bo złe pierwsze wrażenie zapada w pamięć. Robienie samemu sobie czarnego PR-u jest strzałem w stopę. Nawet jak się zwalniałam z jakiegoś miejsca, to zawsze z szacunkiem i w normalnej atmosferze. Do dziś z wieloma dawnymi współpracownikami / kierownikami mam pozytywne / neutralne stosunki. W jednym miejscu pracy mnie zatrudniono dwukrotnie, właśnie dlatego, że nie palę mostów.

Jack Sparrow napisał/a:

To nikogo nie interesuje, bo przyznanie zasiłku nie jest decyzją per se. Jest formalnością jak się spełnia kryteria. Tam gdzie pozostaje jakiekolwiek pole do interpretacji, to będzie ona przeciwko petentowi. Bo w systemie brakuje pieniędzy i jest przeciążony. Kolejki (np sądowe, a procesuję się właśnie) są takie, że Państwo Polskie przekracza wszelkie ustawowe terminy, a na takich biegłych to się czeka miesiące lub niekiedy lata.

Jakby nawet nie dostał zasiłku, to spokojnie będzie miał ubezpieczenie i status bezrobotnego.

2 097 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 22:03:32)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Znam osoby, które od miesięcy są zarejestrowane jako bezrobotne. W tym kogoś, kto siedzi na bezrobociu ponad pół roku, nie jest ani w kryzysie bezdomności, ani niepełnosprawny, ani nie ma dzieci, a jednak nikt żadnej pracy mu nie wciska na siłę.

Ok, napiszę czytelniej, żebyś zrozumiała o czym mówię. To, że nikt tej osobie niczego nie wciska to jest właśnie efekt tego, że jest na końcu kolejki. Dlatego nikt się tą osobą za bardzo nie interesuje i nie dostaje ofert i od miesięcy tak wisi.

Co do wciskania - UP nie wciska pracy. Daje ofertę. Innymi słowy mówiąc daje ci ogłoszenie o pracę do przeczytania. Decyzja jest o aplikowaniu na stanowisko - podjęciu się procesu rekrutacyjnego. A nie od razu samej pracy.


Jak się nad moją propozycją odpowiedzi zastanowiłam, to doszłam do wniosku, że w sumie… można dla spokoju ducha po prostu zapytać „czy mógłbym na spokojnie zapoznać się z ofertą w domu, czy muszę zdecydować już teraz?”  i od razu wiadomo, na czym się stoi.

Dokładnie. To gra słów. Lepiej powiedzieć w stylu "potrzebuję to policzyć i przemyśleć" i najwyżej potem LOGICZNIE odmówić niż używać zwrotów sugerujących odmowę "tak, ale". Logiczna odmowa może też wyglądać tak: "przemyślałem tą ofertę i obawiam się, że przy dzisiejszych cenach paliwa oferowane zarobki są zbyt niskie i po odjęciu kosztów dojazdu(paliwa) nie starczy mi na życie". Argument finansowy to u niego może być akurat grany bardzo, bardzo długo. "Panie - pomagałem szwagrowi rozkręcić interes, a mi umowy nie przedłużył i pracowałem za minimalną stawkę. Mam mgr - chcę średniej krajowej, bo muszę teraz mieszkać z rodzicami, a tak się nie da żyć". Ta odmowa jest również logiczna i uzasadniona koniecznością zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych i mieszkaniowych (to sformułowanie to magiczny wytrych) - a do tego potrzebne są odpowiednie zarobki.


Tam pracują ludzie, tacy sami jak my, a nie jakieś bezduszne roboty.

Tak, ale ich wytyczne i wewnętrzne regulacje nie pokrywają się z interesami petentów. Wiesz czemu tak zmienili przepisy, że od razu po pierwszym odrzuceniu oferty (nie pracy - oferty) tracisz status bezrobotnego? Bo tu chodzi o statystyki urzędowe i inne bzdety tego pokroju. Bo to co widzisz staty w TV o bezrobociu to jest właśnie na podstawie ilości ludzi zarejestrowanych w UP. A nie na podstawie ile faktycznie pracuje lub nie. Oni mają też obsłużyć jak największą ilość ludków bez względu na wynik/jakość tej obsługi. Bo oni nie prowadzą rekrutacji - nie są pracodawcą. Są tylko pośrednikiem. Oni mają zapełnić sloty na finansowanych przez UE szkoleniach, przygotować indywidualne plany działania itp . I tu nie chodzi o dojeżdżanie kogokolwiek. Na całą Warszawę i jej okolice (przy czym te okolice to np Nowy Dwór Mazowiecki czy Grodzisk - czyli mówimy o obszarze 40-50km wokół granic samej Warszawy) jest tylko 10 Powiatowych Urzędów Pracy. To jest ogromna ilość zarejestrowanych ludzi (nie licząc tych, co status bezrobotnego stracili ani tych co to są tylko jako poszukujący pracy), którzy się przez ten przybytek przewijają.


Moim zdaniem to idiotyczny pomysł.

Ale ludzie tak robią. I już ci mówię czemu. Bo mają zapomogi (finansowe i rzeczowe) o wartości 2-3x minimalna krajowa. Jeden koleś powiedział nam to (jak realizowałem pewien projekt wiele lat temu) prosto w twarz: on tu jest, bo musi. Ale roboty nie podejmie żadnej, bo mu się nie opłaca. Przy stanowiskach podstawowych fizoli bez kwalifikacji to bardziej opłaca im się dorabiać na czarno i czerpać socjal niż iść do pracy za takie grosze. Więc ludzie tak właśnie robią.


Zasiłek dostanie. I o ile się nic nie zmieniło to pewnie szybko na staż do korpusu służby cywilnej gdzieś go wrzucą. Bo to chujnia jakich mało za psie pieniądze i nikt tam nigdy nie chciał pracować i zawsze była spora rotacja jak pamiętam. Nawet teraz w samej tylko stolicy jest ponad 150 wolnych wakatów:

https://nabory.kprm.gov.pl/


UP działa tak, że można to wykorzystać jako szansę. Ale trzeba wiedzieć jak to zrobić (na jakich kierunkach walczyć, a jakie sobie odpuścić), a nie grać szarą myszkę, którą trzeba za rąsie prowadzić. Nikt go nie będzie traktował jak dziecka i nikt się z nim bawił nie będzie. Jak jest ofermą (albo ją udaje) to bezduszna machina biurokracji go tylko przemieli i wypluje i tyle z tego będzie mieć. To nie jest trudne. To jest podstawowa umiejętność czytania ze zrozumieniem i komunikacji bez bumelanctwa jakie uprawia.

2 098

Odp: Co to znaczy żyć?

Dzięki za wszystkie rady i słowa wsparcia. Już trochę mniej się stresuję choć nadal mam sporo obaw. Mi jest potrzebne tak na prawdę tylko ubezpieczenie, to absolutny priorytet. Trochę dodatkowych pieniędzy by nie zaszkodziło ale to nie jest niezbędne. Liczy się to żeby mieć ubezpieczenie do czasu znalezienia nowej pracy.

Co do przedłużenia umowy to się nie stało bo cała firma zawiesza działalność. Dowiedziałem się o tym niedawno.

2 099 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-06 22:13:07)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Dzięki za wszystkie rady i słowa wsparcia. Już trochę mniej się stresuję choć nadal mam sporo obaw. Mi jest potrzebne tak na prawdę tylko ubezpieczenie, to absolutny priorytet. Trochę dodatkowych pieniędzy by nie zaszkodziło ale to nie jest niezbędne. Liczy się to żeby mieć ubezpieczenie do czasu znalezienia nowej pracy.

Jak coś, to po ustaniu zatrudnienia jeszcze przez 30 dni masz normalnie ubezpieczenie.
A jak się w tym czasie zarejestrujesz jako bezrobotny, to ubezpieczenie z urzędu liczy się od dnia rejestracji.
Oczywiście lepiej nie zostawiać tego na ostatnią chwilę.

Shinigami napisał/a:

Co do przedłużenia umowy to się nie stało bo cała firma zawiesza działalność. Dowiedziałem się o tym niedawno.

Szwagier nagle podjął decyzję, czy po prostu chamsko nie powiadomił z wyprzedzeniem?

2 100

Odp: Co to znaczy żyć?

No i fajnie, że trochę oswoiłeś temat. 
Tak w ramach mojego wkładu masz do najnowszych przepisów dotyczących odrzucania ofert, bo tu nastąpiła radykalna zmiana: 

Do tej pory uzasadnioną przesłaną odmowy przyjęcia oferty był brak "odpowiedniej pracy", a więc takiej, która podlega ubezpieczeniom społecznym. Obowiązujący art. 65 ust. 1 pkt 2) wprowadza zupełnie nowy ciąg zdarzeń.

    Starosta pozbawia statusu bezrobotnego bezrobotnego, który:
    [...]
    2) z własnej winy po skierowaniu przez PUP lub zawarciu umowy nie podjął albo przerwał realizację formy pomocy, chyba że powodem niepodjęcia albo przerwania realizacji było podjęcie zatrudnienia, innej pracy zarobkowej lub działalności gospodarczej; pozbawienie statusu bezrobotnego następuje od następnego dnia po dniu skierowania lub zawarciu umowy, albo od dnia przerwania realizacji, na okres 90 dni;
    3) odmówił bez uzasadnionej przyczyny propozycji prac społecznie użytecznych; pozbawienie statusu bezrobotnego następuje od dnia odmowy na okres 90 dni;

    [...]

Jak należy rozumieć zacytowany wyżej przepis? Bezrobotny sam decyduje, czy przyjąć którąś z zaoferowanych mu przez PUP form pomocy. Jeżeli uzna, że mu taka nie odpowiada, to nic się złego nie stanie. Konsekwencje zaczynają się dopiero później.
REKLAMA
Konsekwencje zaczynają się w momencie przyjęcia skierowania

Innymi słowy, inaczej niż było przez wiele lat, teraz nie przyjmować oferty pracy z UP można bezkarnie i dowolną ilość razy, zatem zastanów się dobrze , nim powiesz urzędnikowi "przyjmuję skierowanie do pracy".  Tylko jeśli Cię skierują do prac społecznie użytecznych przyjąć musisz.

2 101

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Jak coś, to po ustaniu zatrudnienia jeszcze przez 30 dni masz normalnie ubezpieczenie. A jak się w tym czasie zarejestrujesz jako bezrobotny, to ubezpieczenie z urzędu liczy się od dnia rejestracji. Oczywiście lepiej nie zostawiać tego na ostatnią chwilę.

Szwagier nagle podjął decyzję, czy po prostu chamsko nie powiadomił z wyprzedzeniem?

Wiem ale też chcę to ogarnąć jak najszybciej żeby potem nie wyszło, że się nie wyrobię. Szczególnie, że mam zapisane że cztery wizyty u lekarzy na parę miesięcy do przodu i oczywiście terapia.

Nie jestem pewny, raczej pierwsza opcja. Nawet jeśli myślał o tym wcześniej to termin ustalił na ostatnią chwilę.

2 102

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Co do przedłużenia umowy to się nie stało bo cała firma zawiesza działalność. Dowiedziałem się o tym niedawno.


Gratuluję, że w dobie boomu na rękodzieło i renowacje udało wam się zajebać firmę na obrzeżach stolicy, choć wszystkie tego typu zakłady w mojej okolicy mają ruch jak nigdy. Ci co jeszcze robią do tego dobre dobre filmiki na youtuba to mają zapisy w kolejkach na miesiące do przodu. A jak pisałem z rok temu, że opieranie się o wytwory z najtańszej płyty wiórowej to gwóźdź do trumny, bo nie wygracie z ikeą to się mądrzyłeś, że co ja tam wiem, bo nawet wasi super bogaci klienci takie kupują.

2 103

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Gratuluję, że w dobie boomu na rękodzieło i renowacje udało wam się zajebać firmę na obrzeżach stolicy, choć wszystkie tego typu zakłady w mojej okolicy mają ruch jak nigdy. Ci co jeszcze robią do tego dobre dobre filmiki na youtuba to mają zapisy w kolejkach na miesiące do przodu. A jak pisałem z rok temu, że opieranie się o wytwory z najtańszej płyty wiórowej to gwóźdź do trumny, bo nie wygracie z ikeą to się mądrzyłeś, że co ja tam wiem, bo nawet wasi super bogaci klienci takie kupują.

Eee... co? Jakim "Wam"? Przecież to nie firma Shiniego, a więc i nie jego porażka, że coś nie pykło. Chłopak tam dostawał marną kasę i miał jeszcze pilnować, żeby interes kwitł, szukać lepszych rozwiązań, etc.? Ty to naprawdę lubisz ludziom dowalać i wpędzać ich w poczucie winy.

2 104

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Innymi słowy, inaczej niż było przez wiele lat, teraz nie przyjmować oferty pracy z UP można bezkarnie i dowolną ilość razy, zatem zastanów się dobrze , nim powiesz urzędnikowi "przyjmuję skierowanie do pracy".  Tylko jeśli Cię skierują do prac społecznie użytecznych przyjąć musisz.


czy ty czytasz co wklejasz?


2) z własnej winy po skierowaniu przez PUP lub zawarciu umowynie podjął albo przerwał realizację formy pomocy, chyba że powodem niepodjęcia albo przerwania realizacji było podjęcie zatrudnienia, innej pracy zarobkowej lub działalności gospodarczej

2 105 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 23:21:23)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Eee... co? Jakim "Wam"? Przecież to nie firma Shiniego, a więc i nie jego porażka, że coś nie pykło. Chłopak tam dostawał marną kasę i miał jeszcze pilnować, żeby interes kwitł, szukać lepszych rozwiązań, etc.? Ty to naprawdę lubisz ludziom dowalać i wpędzać ich w poczucie winy.

Normalnie - WAM. Bo to firma RODZINNA, a Shini, bez względu na wypłatę, był drugi po bogu. Odpowiadał za szkolenie pracowników czy załatwiał sprawy urzędowe jak trzeba było. Sam o tym pisał. Kto mu bronił wprowadzać innowacje i walczyć o klientów? Przecież to nie jest tak, ze pracował w jakieś sieciówce z zagranicznym kapitałem. Robił dla siebie i rodziny. No to chyba oczywiste, że w takiej sytuacji to się robi co się może, aby się udało. Nawet jeśli oznacza to zaciśnięcie pasa w okresie transformacji.

Więc tak - WAM. Tym bardziej, że to co wskazane jest w cytatach niżej, to było też i jemu tłumaczone, że to jest jedyna droga przetrwania małych firm, bo nie wygrają na rynku ulepców z najtańszej płyty.

-edit - mnie tam zawsze uczono, że w rodzinie nie ma "ja" i "ty". Jesteśmy "MY". Jakbyś pracowała po rodzinie to odwalałabyś chałturę i bylejakość, aby do fajrantu czy jednak starałabyś się bardziej niż robiąc "u obcego' ?


W ostatnich 5 latach polski rynek rękodzieła przeszedł transformację z niszowego hobby w profesjonalny, dynamiczny sektor o obiegu zamkniętym. Napędzany trendami ekologicznymi i potrzebą unikalności, skupia się na trwałości, lokalności i autentyczności. Kluczowe okazały się profesjonalizacja sprzedaży online (media społecznościowe, platformy tematyczne) oraz upcycling.

Rynek rękodzieła w Polsce przeżywa renesans, zyskując na popularności dzięki rosnącemu popytowi na unikalne produkty. Choć brak jednej, precyzyjnej wartości dla polskiego rynku, wpisuje się on w globalny trend wzrostowy (11% rocznie), napędzany przez e-commerce i trendy ekologiczne. Sprzedaż opiera się na platformach takich jak Allegro, OLX, a także na Etsy

Bum na renowację mebli drewnianych wynika z trendów ekologicznych (upcykling), chęci posiadania unikalnych przedmiotów oraz wysokiej jakości starych mebli z litego drewna. Odnawianie pozwala nadać meblom nowy charakter, oszczędzając przy tym pieniądze w porównaniu do zakupu nowych

Rynek mebli na zamówienie (na wymiar) w Polsce dynamicznie rozwija się, opierając na potrzebie personalizacji wnętrz, szczególnie kuchni i zabudów. Sukces zależy od znalezienia niszy i unikalnych usług, których nie oferują sieciówki.

Polska pozostaje 3. światowym eksporterem mebli, a Centrum Analiz PKO BP prognozuje dalszy rozwój do 2030 roku, mimo wyzwań jak koszty energii i dostępność surowca


To naprawdę trzeba mieć zdolności, żeby wyjebać firmę w czasie hossy.

2 106 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-05-06 22:59:20)

Odp: Co to znaczy żyć?

Ja na to nie wpadłam, ja to zacytowałam, Jack.
Tak, czytam. całość tutaj.
https://bezprawnik.pl/odmowa-przyjecia-oferty-pracy/

Przy okazji sprawdziłam autora, obawiam się że jednak od ciebie może wiedzieć na ten konkretny temat ciut więcej.
Ale że ja to znalazłam i ja wkleiłam wiadomo było, że zareagujesz i wiadomo jak.
Jak zawsze, gdy jest ślad wątpliwości czy aby na pewno masz rację, o Wielki Nieomylny.


A poza tym bez zmian, nie ma jak pojechać po Shinim z wieczora, tak na dobry sen, czyż nie?
Bo się chce i bo można.

2 107 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 23:14:39)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Ja na to nie wpadłam, ja to zacytowałam, Jack.
.


No i masz jak byk w artykule:

Status bezrobotnego wraz z dostępem do darmowej opieki zdrowotnej można utracić. Wystarczy niestawienie się na wezwanie do PUP albo odmowa przyjęcia oferty pracy. Chodzi o to, by bezrobotni rzeczywiście zgłaszali się do pracy, zamiast po prostu tkwić w systemie na koszt państwa albo samorządu. W jakiej sytuacji odmowa przyjęcia oferty pracy skutkuje utratą statusu bezrobotnego? Co do zasady nastąpi to w każdym przypadku. Warto w tym momencie wspomnieć, że nowa ustawa o rynku pracy i służbach zatrudnienia wyraźnie zracjonalizowała podejście do bezrobotnych. Do tej pory uzasadnioną przesłaną odmowy przyjęcia oferty był brak "odpowiedniej pracy", a więc takiej, która podlega ubezpieczeniom społecznym.

Później jest mowa o odrzuceniu którejś z FORM pomocy. A nie o odrzuceniu konkretnej oferty. I teraz, czytamy dalej:

Jak należy rozumieć zacytowany wyżej przepis? Bezrobotny sam decyduje, czy przyjąć którąś z zaoferowanych mu przez PUP form pomocy. Jeżeli uzna, że mu taka nie odpowiada, to nic się złego nie stanie. Konsekwencje zaczynają się dopiero później. O ile odmowa przyjęcia oferty pracy nie oznacza pozbawienia statusu bezrobotnego, o tyle może się to stać nieco później. Załóżmy, że ofertę przyjęliśmy. W tym momencie mamy obowiązek ją rzeczywiście podjąć. Jeżeli tego nie zrobimy, to pozostaje jeszcze kwestia winy. Może się tak zdarzyć, że nasze zaniechanie wynika z działania jakiejś siły wyższej. Dobrym przykładem może tu być wypadek albo choroba. Trzeba jednak uważać: odrzucenie oferty pracy tylko dlatego, że nam się z jakiegoś powodu nie spodobała, wciąż trudno byłoby uznać za niezawinione niepodjęcie pracy.


Innymi słowy mówiąc - w tym artykule stoi dokładnie to co napisałem wcześniej - odrzucić propozycję można. Ale nie na zasadzie "nie, bo nie", tylko trzeba mieć legitny powód. A ty po prostu nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

2 108

Odp: Co to znaczy żyć?

Oczywiście, o Wielki Nieomylny i Najlepszy z Nauczycieli.
Nie umiem absolutnie nic i na niczym się nie znam. No i nie zapominajmy, że mi się ze starości w głowie pojebało (Twoje to słowa, o Wielki) czyli dla odmiany dokuczasz bezbronnej staruszce. Przypomnę dla porządku : dokuczanie osobom z racji wieku niesprawnym umysłowo jest ewidentnie przemocą wobec tychże. 

Czyżbyś zamierzał dodatkowo stać się moim osobistym hejterem na forum? Bo coś mi na to zaczyna pomalutku wyglądać.
Poczekamy, zobaczymy., moja duszyczka eksperymentatora póki co jest zaciekawiona dalszym przebiegiem zdarzeń, zabawa w Katona jest całkiem fajna. smile

2 109 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 23:47:21)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Eee... co? Jakim "Wam"? Przecież to nie firma Shiniego, a więc i nie jego porażka, że coś nie pykło. Chłopak tam dostawał marną kasę i miał jeszcze pilnować, żeby interes kwitł, szukać lepszych rozwiązań, etc.? Ty to naprawdę lubisz ludziom dowalać i wpędzać ich w poczucie winy.

Taka jeszcze rzecz jedna - mogliby się zamienić. Jakby Shini założył działalność, to miałby zus na start (przez pół roku tylko składka zdrowotna), a potem obniżony (przez kolejne 24 miesiące 30% podstawy). Mógłby wziąć dofinansowanie z jednego z projektów i w jego ramach stworzyć stanowisko pracy dla szwagra. Tam są ogromne pieniądze - górny limit kwoty to 6x średnia krajowa, także trochę wyposażenia mogliby sobie załatwić.

Klasyczna podmianka - w zasadzie standardowa praktyka w firmach rodzinnych dla obniżenia kosztów. Ewentualnie mogliby założyć spółkę zoo. Składki emerytalno-rentowe też wtedy odpadają jak dobrze pamiętam. Zostałaby jedynie dobrowolna składka NFZ, a zyskiem mogliby się dzielić według umowy, np 50-50.

Także to nie jest tak, że ich sytuacja jest jakaś nietypowa czy trudna, że trzeba tu zęby w parapet i na kolankach do UP zasuwać, żeby tu mówić o jakimkolwiek "dowalaniu". Wystarczy standardowa restrukturyzacja.

2 110 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 23:49:32)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Nie umiem absolutnie nic i na niczym się nie znam.


Artykuł mówi prawdę. I jego treść pokrywa się z tym co napisałem wcześniej. Po prostu pierdolnęłaś bąka i ci poszło z kleksem.


Katon....weź mnie nie rozśmieszaj. Okulista i elementarz.

2 111 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-05-06 23:53:37)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Eee... co? Jakim "Wam"? Przecież to nie firma Shiniego, a więc i nie jego porażka, że coś nie pykło. Chłopak tam dostawał marną kasę i miał jeszcze pilnować, żeby interes kwitł, szukać lepszych rozwiązań, etc.? Ty to naprawdę lubisz ludziom dowalać i wpędzać ich w poczucie winy.

Jest tak jak piszesz ale dla jasności wyjaśnię dokładniej by wszyscy zrozumieli. Nigdy nie było "NAS", a ja nigdy nie miałem tam nic do powiedzenia i nawet nie chciałem mieć. Od samego początku ja byłem tam tylko zwykłym pracownikiem. Od samego początku wiedziałem, że nie będę w tej pracy na zawsze, i że kiedyś nadejdzie właśnie to co nadeszło. Ja nigdy nie chciałem prowadzić firmy bo po prostu się do tego nie nadaję, przynajmniej na razie. Nigdy też nie czułem takiej potrzeby. Dla mnie to może nawet lepiej bo inaczej pewnie nigdy bym się nie rozwinął, o zarobkach umożliwiających usamodzielnienie się i pójście na swoje nawet nie wspominając. Poza tym nikt nie mówił, że firma się posypała. Działalność została zawieszona, a co dalej to już nie moje zmartwienie. Nadszedł czas by skupić się na swojej własnej przyszłości zawodowej. O ile to będzie dla mnie możliwe.

2 112 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-07 00:15:23)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Jest tak jak piszesz ale dla jasności wyjaśnię dokładniej by wszyscy zrozumieli. Nigdy nie było "NAS", a ja nigdy nie miałem tam nic do powiedzenia i nawet nie chciałem mieć. Od samego początku ja byłem tam tylko zwykłym pracownikiem. Od samego początku wiedziałem, że nie będę w tej pracy na zawsze, i że kiedyś nadejdzie właśnie to co nadeszło. Ja nigdy nie chciałem prowadzić firmy bo po prostu się do tego nie nadaję, przynajmniej na razie. Nigdy też nie czułem takiej potrzeby. Dla mnie to może nawet lepiej bo inaczej pewnie nigdy bym się nie rozwinął, o zarobkach umożliwiających usamodzielnienie się i pójście na swoje nawet nie wspominając. Poza tym nikt nie mówił, że firma się posypała. Działalność została zawieszona, a co dalej to już nie moje zmartwienie. Nadszedł czas by skupić się na swojej własnej przyszłości zawodowej. O ile to będzie dla mnie możliwe.


Przecież to jest kuriazalne i niedorzeczne tłumaczenie. Nie chciałeś tam pracować, a w sumie zapierdalałeś przez ile - dekadę (?) skoro studia robiłeś niestacjonarnie pracując jednocześnie? I wiedząc, że nie chcesz pracować u szwagra, ani w ogóle w tej branży to przez cały ten czas nie zrobiłeś ani jednego kursu ani szkolenia i nie wysłałeś ani jednego CV?


A pogrubienie najwięcej mówi o tobie samym. Nie o twojej rodzinie tylko o twoim podejściu do nich i poczucia obowiązku. Przecież szwagier wziął cię z litości. I jakoś tak dziwnie zawieszenie JEGO działalności wypadło akurat tak samo jak czas trwania twojej umowy. No ciekawy przypadek.

Twój brak chęci do jakiekolwiek pracy wali po oczach. O braku umiejętności i koordynacji manualnej wielokrotnie pisałeś. Pasji do drewna też nigdy nie było widać w twoich postach. Jedyny argument dlaczego ci pomógł szwagier jak roboty potrzebowałeś to fakt, że jesteście rodziną (czyli gdzieś twoi rodzice musieli go wyprosić, bo w tobie nie ma i nigdy nie było żadnej inicjatywy). A teraz "ja tam nigdy nie chciałem mieć nic do powiedzenia i co będzie z nim dalej to nie moje zmartwienie". Rodzice opłacali ci korepetycje, obozy, zajęcia pozaszkolne i pracowałeś U RODZINY. Na wasz wspólny dobrobyt i życiowy sukces. A ty na nich wszystkich po prostu szczasz, bo nikt cię nie podziwia (jakby było za co), nie kupili ci mieszkania i nie zapewnili milionów, na co strasznie utyskiwałeś ~2(?) lata temu. Z takim nastawieniem do własnej rodziny, która tyle ci dała i zapewniła, to ci szczerze życzę jak najgorzej załgany, niewdzięczny chuju.

2 113

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Działalność została zawieszona, a co dalej to już nie moje zmartwienie. Nadszedł czas by skupić się na swojej własnej przyszłości zawodowej. O ile to będzie dla mnie możliwe.

Shini, tak "na dobranoc" - coś się w Tobie zmieniło. Serio. Jakoś inaczej piszesz, w innym klimacie. I chcesz się skupić na czymś. 
Załatwisz te urzędowe sprawy,  dasz radę. smile

2 114

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Twój brak chęci do jakiekolwiek pracy wali po oczach. O braku umiejętności i koordynacji manualnej wielokrotnie pisałeś. Pasji do drewna też nigdy nie było widać w twoich postach. Jedyny argument dlaczego ci pomógł szwagier jak roboty potrzebowałeś to fakt, że jesteście rodziną (czyli gdzieś twoi rodzice musieli go wyprosić, bo w tobie nie ma i nigdy nie było żadnej inicjatywy). A teraz "ja tam nigdy nie chciałem mieć nic do powiedzenia i co będzie z nim dalej to nie moje zmartwienie". Rodzice opłacali ci korepetycje, obozy, zajęcia pozaszkolne i pracowałeś U RODZINY. Na wasz wspólny dobrobyt i życiowy sukces. A ty na nich wszystkich po prostu szczasz, bo nikt cię nie podziwia (jakby było za co), nie kupili ci mieszkania i nie zapewnili milionów, na co strasznie utyskiwałeś ~2(?) lata temu. Z takim nastawieniem do własnej rodziny, która tyle ci dała i zapewniła, to ci szczerze życzę jak najgorzej załgany, niewdzięczny chuju.

No mocno poleciałeś, kolego.
Bez złudzeń.

2 115

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

No mocno poleciałeś, kolego.
Bez złudzeń.


Nie szanuję ludzi plujących na własne rodziny. Więcej szacunku ma u mnie polityk, kurwa i złodziej niż tacy jak on.

2 116

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Z takim nastawieniem do własnej rodziny, która tyle ci dała i zapewniła, to ci szczerze życzę jak najgorzej załgany, niewdzięczny chuju.

Oj, czyżby coś mocno zarezonowało u Jacusia? Jakieś doświadczenie własne?
To nie jest normalna reakcja.

2 117

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Jest tak jak piszesz ale dla jasności wyjaśnię dokładniej by wszyscy zrozumieli. Nigdy nie było "NAS", a ja nigdy nie miałem tam nic do powiedzenia i nawet nie chciałem mieć. Od samego początku ja byłem tam tylko zwykłym pracownikiem. Od samego początku wiedziałem, że nie będę w tej pracy na zawsze, i że kiedyś nadejdzie właśnie to co nadeszło. Ja nigdy nie chciałem prowadzić firmy bo po prostu się do tego nie nadaję, przynajmniej na razie. Nigdy też nie czułem takiej potrzeby. Dla mnie to może nawet lepiej bo inaczej pewnie nigdy bym się nie rozwinął, o zarobkach umożliwiających usamodzielnienie się i pójście na swoje nawet nie wspominając. Poza tym nikt nie mówił, że firma się posypała. Działalność została zawieszona, a co dalej to już nie moje zmartwienie. Nadszedł czas by skupić się na swojej własnej przyszłości zawodowej. O ile to będzie dla mnie możliwe.


Przecież to jest kuriazalne i niedorzeczne tłumaczenie. Nie chciałeś tam pracować, a w sumie zapierdalałeś przez ile - dekadę (?) skoro studia robiłeś niestacjonarnie pracując jednocześnie? I wiedząc, że nie chcesz pracować u szwagra, ani w ogóle w tej branży to przez cały ten czas nie zrobiłeś ani jednego kursu ani szkolenia i nie wysłałeś ani jednego CV?


A pogrubienie najwięcej mówi o tobie samym. Nie o twojej rodzinie tylko o twoim podejściu do nich i poczucia obowiązku. Przecież szwagier wziął cię z litości. I jakoś tak dziwnie zawieszenie JEGO działalności wypadło akurat tak samo jak czas trwania twojej umowy. No ciekawy przypadek.

Twój brak chęci do jakiekolwiek pracy wali po oczach. O braku umiejętności i koordynacji manualnej wielokrotnie pisałeś. Pasji do drewna też nigdy nie było widać w twoich postach. Jedyny argument dlaczego ci pomógł szwagier jak roboty potrzebowałeś to fakt, że jesteście rodziną (czyli gdzieś twoi rodzice musieli go wyprosić, bo w tobie nie ma i nigdy nie było żadnej inicjatywy). A teraz "ja tam nigdy nie chciałem mieć nic do powiedzenia i co będzie z nim dalej to nie moje zmartwienie". Rodzice opłacali ci korepetycje, obozy, zajęcia pozaszkolne i pracowałeś U RODZINY. Na wasz wspólny dobrobyt i życiowy sukces. A ty na nich wszystkich po prostu szczasz, bo nikt cię nie podziwia (jakby było za co), nie kupili ci mieszkania i nie zapewnili milionów, na co strasznie utyskiwałeś ~2(?) lata temu. Z takim nastawieniem do własnej rodziny, która tyle ci dała i zapewniła, to ci szczerze życzę jak najgorzej załgany, niewdzięczny chuju.

Wzięcie kogoś do pracy z LITOSCI,bo wypada,bo to rodzina(no czyli na zasadzie nie chce,ale musze)to faktycznie powod do wdzięczności

2 118 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-07 11:38:02)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Normalnie - WAM. Bo to firma RODZINNA, a Shini, bez względu na wypłatę, był drugi po bogu. Odpowiadał za szkolenie pracowników czy załatwiał sprawy urzędowe jak trzeba było. Sam o tym pisał. Kto mu bronił wprowadzać innowacje i walczyć o klientów? Przecież to nie jest tak, ze pracował w jakieś sieciówce z zagranicznym kapitałem. Robił dla siebie i rodziny. No to chyba oczywiste, że w takiej sytuacji to się robi co się może, aby się udało. Nawet jeśli oznacza to zaciśnięcie pasa w okresie transformacji.

Dopiero co pisałeś, że szwagier go nie zwolni, bo „drugiego takiego jelenia nie znajdzie”, a teraz nagle twierdzisz, że Shini miał dawać z siebie więcej? Bo nie jest ważna byle jaka wypłata, skoro to rodzinna firma?
LOL.
A walczyć o klientów to można jak się dostanie z tego tytułu jakiś dodatek, ustaloną prowizję, nie z powodu źle rozumianej lojalności wobec członka rodziny.
Takie zaangażowanie powinno działać w obie strony. Nie tak, że ktoś się dzięki Tobie bogaci, a Ty masz być dozgonnie wdzięczny, że dostajesz jakiekolwiek wynagrodzenie za swój wysiłek.

Jack Sparrow napisał/a:

mnie tam zawsze uczono, że w rodzinie nie ma "ja" i "ty". Jesteśmy "MY". Jakbyś pracowała po rodzinie to odwalałabyś chałturę i bylejakość, aby do fajrantu czy jednak starałabyś się bardziej niż robiąc "u obcego' ?

Pracowałam po rodzinie. Jedno z moich najgorszych miejsc pracy w życiu. Też można by mnie wtedy określić mianem jelenia, biorąc pod uwagę wysokość wynagrodzenia i obowiązki, które wykonywałam. Na szczęście się z tego bycia jeleniem skutecznie wyleczyłam. Gość rodzonemu bratu dawał mniejszą kasę niż obcym ludziom, oczywiście nie mając nawet odwagi mu tego powiedzieć wprost, chłop się przypadkiem dowiedział od innego pracownika.
Ale pewnie ten brat też źle zrobił, że po tym odszedł i wolał zacząć robić na własny rachunek, niż za psi grosz zapieprzać na sukces „rodziny”?

2 119

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Z takim nastawieniem do własnej rodziny, która tyle ci dała i zapewniła, to ci szczerze życzę jak najgorzej załgany, niewdzięczny chuju.

Ty się dobrze czujesz, Jack?

2 120 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-07 13:17:47)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Dopiero co pisałeś, że szwagier go nie zwolni, bo „drugiego takiego jelenia nie znajdzie”, a teraz nagle twierdzisz, że Shini miał dawać z siebie więcej? Bo nie jest ważna byle jaka wypłata, skoro to rodzinna firma?

Szwagier shiniego nie zwolnił. Poczekał aż termin umowy dobiegł końca i zawiesił działalność. A to całkowicie zmienia postać rzeczy. Kompletnie.

Nigdy nie prowadziłaś własnej działalności, prawda? Ani nie zajmowałaś żadnego stanowiska decyzyjnego, nie ponosiłaś odpowiedzialności biznesowej, a jedynie prywatną, co? To widać. Bo dziwią cię rzeczy, które są normalne w tych realiach. Zapytaj Berta dlaczego ma z żoną rozdzielność. Małe, rodzinne firmy, w których pracuje dosłownie kilka osób są specyficzne. Ich największą bolączką są koszty stałe jak składki (i generalnie podatki). Bo niezależnie od wszystkiego je zapłacisz musisz. Nawet jak nie masz z czego. Dlatego najczęściej to wygląda tak, że pracuje pół rodziny, reszta eksploatuje szarą strefę (bo nie ma prawa zakazującego pomagać rodzinie za darmo). I ludzie się rotują w sposób jak to opisałem wcześniej - najpierw firma na synka, potem na córkę, potem na matkę, ojca, babkę, dziadka, stryjna i tak w koło. Właśnie dla preferencyjnych warunków na start i dotacji. Albo zakłada się spółki zoo, bo wspólnicy są zwolnieni ze składek ZUS. Tak się to kręci w tym światku. Bo to pozwala oszczędzić kilka tyś zł każdego miesiąca (jak masz minimalną krajową to pracownik dostaje ok 3,5tyś netto, ale ogólny koszt pracodawcy ze wszystkimi składkami, podatkami i całą resztą to ponad 5,8tyś) i zdobyć kapitał z dotacji i różnych programów rozwojowych. W większości wypadków wystarczy, aby jeden klient zwlekał z płatnościami i możesz utracić płynność finansową. Bo za materiały zapłacisz musisz, składki i podatki też. A potem bujasz się pół roku z chujem, który nie chce płacić lub płaci ci jakimiś śmiesznymi kwotami co kilka tygodni. Jak robisz szafkę na buty to pies to jebał, bo to drobne. Ale jak robisz komuś pół mieszkania to robi się z tego kilkadziesiąt tyś na jednym tylko zleceniu. A wciąż musisz mieć w kieszeni kapitał na materiały na kolejne zlecenie, na rachunki (prąd), paliwo i tak dalej.

Shini początkowo kreował narrację, jakoby im się powodziło - klienci 'milionerzy', ciągłe wyjazdy z dostawami (też używał tego jako wymówki swego czasu przecież, ze on nie może bo nigdy nie wie ile będzie pracował i gdzie będzie z dostawami), normalna umowa o pracę od pierwszego dnia. I wydawało się że szwagier go rucha na hajs. Wszak minimalna krajowa przy płynności finansowej pozwalającej na legitną umowę i tacy bogaci klienci? Tak - to śmierdziało. Wielokrotnie o tym pisałem, ze szwagier go rucha na hajs. Bo rzeczywiście to sprawiało wrażenie, że szwagier się bogaci m.in jego kosztem. Zwłaszcza w sytuacji ogólnego rozwoju branży, w której warsztaty produkcyjne 2-3osobowe mają obrót średnio w wysokości ok pół banki rocznie przy zarobkach na pracownika przekraczających 7tyś zł netto (wygooglana średnia dla takich zakładów produkcyjnych w okolicach dużych miast). Ten jeden niuans - zawieszenie działalności w tej samej chwili co koniec umowy shiniego zmienia absolutnie wszystko. Nikt nie zawiesza działalności, która przynosi realny zysk bez względu na sytuację na papierze.


Shini nie miał nic do powiedzenia, bo.....sam nic nie mówił. Niczym się nie interesował, nic go nie obchodziło. Wiecznie nic nie wiedzący, wiecznie się wszystkiemu dziwiący. Jak dziecko we mgle. Takich ludzi nie da się traktować poważnie i partnersko. Z jego pracą u szwagra wychodzi na to, że jest/było to samo co z jego studiami. "Bezwartościowe", choć jak się dopytało jaki kierunek i uczelnia to się okazuje w praktyce, że to jedna z najbardziej rozwojowych branż w PL ostatniej dekady z zarobkami pod tytułem "sky is the limit". No ale skąd to shini bidulek moze wiedzieć? Studia wybrał sobie sam, ale nikt mu nie powiedział co może po nich robić...nie napisał do biura karier, nie wysłał nigdzie cv, nie zrobił żadnego szkolenia, nie wziął udziału w żadnym sympozjum czy konferencji. Nic. Ale przecież to nie jego wina. Inni źli. Bo mu nie powiedzieli. Nie pokazali. Nigdy do roboty się nie przyłożył, niczego nie spróbował, nie wykazał żadnej inicjatywy - ale winny szwagier, który tak się dorobił, że zawiesił działalność i zapewne będzie teraz żyć jak krezus popijając drineczki w tropikach...

A tak szczerze - zapytałabyś sama z siebie o cokolwiek pracownika, który leci po absolutnym minimum, nie jest zainteresowany rozwojem i pracuje fizycznie, choć jego koordynacja wzrokowo-ruchowa jest tak zła, że nawet nie potrafi sobie samemu ogolić głowy maszynką, czy kozłować piłki? W pracy, która wymaga koordynacji i dokładności? Przecież 90% pracodawców takich ludzi się pozbywa zaraz po okresie próbnym.

Szwagier zawiesił działalność w momencie terminowego skończenia się umowy shiniego a ty kupujesz narrację biduleczka shiniego o bogaceniu się szwagra jego kosztem.

2 121 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-07 13:26:03)

Odp: Co to znaczy żyć?

Zanim odpiszę na post powyżej... bo wczoraj mi to w ogóle nie przyszło do głowy.

Skoro umowa dobiegła końca, to czy Ty w ogóle byłeś na umowie o pracę, Shini? Przecież po tylu latach szwagier musiałby Ci dać umowę na czas nieokreślony.

2 122

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

Dopiero co pisałeś, że szwagier go nie zwolni, bo „drugiego takiego jelenia nie znajdzie”, a teraz nagle twierdzisz, że Shini miał dawać z siebie więcej? Bo nie jest ważna byle jaka wypłata, skoro to rodzinna firma?

Szwagier shiniego nie zwolnił. Poczekał aż termin umowy dobiegł końca i zawiesił działalność. A to całkowicie zmienia postać rzeczy. Kompletnie.

Nigdy nie prowadziłaś własnej działalności, prawda? Ani nie zajmowałaś żadnego stanowiska decyzyjnego, nie ponosiłaś odpowiedzialności biznesowej, a jedynie prywatną, co? To widać. Bo dziwią cię rzeczy, które są normalne w tych realiach. Zapytaj Berta dlaczego ma z żoną rozdzielność. Małe, rodzinne firmy, w których pracuje dosłownie kilka osób są specyficzne. Ich największą bolączką są koszty stałe jak składki (i generalnie podatki). Bo niezależnie od wszystkiego je zapłacisz musisz. Nawet jak nie masz z czego. Dlatego najczęściej to wygląda tak, że pracuje pół rodziny, reszta eksploatuje szarą strefę (bo nie ma prawa zakazującego pomagać rodzinie za darmo). I ludzie się rotują w sposób jak to opisałem wcześniej - najpierw firma na synka, potem na córkę, potem na matkę, ojca, babkę, dziadka, stryjna i tak w koło. Właśnie dla preferencyjnych warunków na start i dotacji. Albo zakłada się spółki zoo, bo wspólnicy są zwolnieni ze składek ZUS. Tak się to kręci w tym światku. Bo to pozwala oszczędzić kilka tyś zł każdego miesiąca (jak masz minimalną krajową to pracownik dostaje ok 3,5tyś netto, ale ogólny koszt pracodawcy ze wszystkimi składkami, podatkami i całą resztą to ponad 5,8tyś) i zdobyć kapitał z dotacji i różnych programów rozwojowych. W większości wypadków wystarczy, aby jeden klient zwlekał z płatnościami i możesz utracić płynność finansową. Bo za materiały zapłacisz musisz, składki i podatki też. A potem bujasz się pół roku z chujem, który nie chce płacić lub płaci ci jakimiś śmiesznymi kwotami co kilka tygodni. Jak robisz szafkę na buty to pies to jebał, bo to drobne. Ale jak robisz komuś pół mieszkania to robi się z tego kilkadziesiąt tyś na jednym tylko zleceniu. A wciąż musisz mieć w kieszeni kapitał na materiały na kolejne zlecenie, na rachunki (prąd), paliwo i tak dalej.

I jak się domyślamy twoim zdaniem psim obowiązkiem Shininiego jest pokornie tkwić w takim jak opisany rodzinnym układzie aż do śmierci  zajmując karnie przydzielone mu miejsce dla dobra rodziny pochodzenia? Bo przecież nie rodziny, którą sam stworzył. Gdyby rodzina znalazła mu żonę zapewne by tkwił.
Nie ma prawa skorzystać z żadnych możliwości pokierowania swoim życiem  bo winien rodzinie pochodzenia wdzięczność oraz lojalność?
Jeśli będzie miał czelność układ naruszyć to będzie bydlę i świnia? Ma się obowiązek dostosować do tych realiów bo....bo tak.

Tym zatrudnieniem u szwagra rodzina wyrządziła mu niedźwiedzią przysługę, na dobre go zamykając w układzie wygodnym dla rodziny i dla niego niestety też.
Gdyby tuż po studiach MUSIAŁ poszukać pracy gdzie indziej dziś byłby w innym miejscu życia niż jest.

2 123

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Zanim odpiszę na post powyżej... bo wczoraj mi to w ogóle nie przyszło do głowy.

Skoro umowa dobiegła końca, to czy Ty w ogóle byłeś na umowie o pracę, Shini? Przecież po tylu latach szwagier musiałby Ci dać umowę na czas nieokreślony.

Nie musiał. Jest wiele sposób na obejście tego limitu. Pewną wskazówką jest tutaj grafik pracy shiniego, o jakim wspominał. Nigdy nie wiedział ile dokładnie godzin, w jakie dni itp. Mogły to być zatem kolejne umowy zlecenia/o dzieło lub umowa na pracę dorywczą (taką można podpisać nawet na kilka lat i nie wlicza się to do limitów 33 miesięcy terminowych umów o pracę - w szczególności ze studentem).

Tutaj polecam ci artykuł poniżej, bo opisuje wyjątki. Przy firmie na granicy bankructwa, żyjącej z jednego zlecenia do drugiego to takie umowy czasowe można podpisywać tak na dobrą sprawę bez ograniczeń:

https://kadry.infor.pl/zatrudnienie/umo … slony.html

2 124 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-07 14:00:27)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Nie musiał. Jest wiele sposób na obejście tego limitu. Pewną wskazówką jest tutaj grafik pracy shiniego, o jakim wspominał. Nigdy nie wiedział ile dokładnie godzin, w jakie dni itp. Mogły to być zatem kolejne umowy zlecenia/o dzieło lub umowa na pracę dorywczą (taką można podpisać nawet na kilka lat i nie wlicza się to do limitów 33 miesięcy terminowych umów o pracę - w szczególności ze studentem).

Tutaj polecam ci artykuł poniżej, bo opisuje wyjątki. Przy firmie na granicy bankructwa, żyjącej z jednego zlecenia do drugiego to takie umowy czasowe można podpisywać tak na dobrą sprawę bez ograniczeń:

https://kadry.infor.pl/zatrudnienie/umo … slony.html

Ale ja doskonale wiem jak to działa. Nie musisz mi tłumaczyć. Jeśli Shini przez te wszystkie lata był na śmieciówkach, to... faktycznie zajebisty ten szwagier. Taki "wspaniałomyślny" i "dobroduszny". A jeszcze powinien mu naganiać klientów i szukać lepszych materiałów, żeby szwagrowi się powodziło. Hahaha.

2 125

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

I jak się domyślamy twoim zdaniem psim obowiązkiem Shininiego jest pokornie tkwić w takim jak opisany rodzinnym układzie aż do śmierci  zajmując karnie przydzielone mu miejsce dla dobra rodziny pochodzenia?

Rodzice zapewnili mu start w życie? Zapewnili. Korepetycji miał tyle, że NOWY samochód mogliby kupić. A jednak wybrali zainwestowanie w niego i jego przyszłość. Studiował niestacjonarnie (wybierając kierunek samodzielnie, a nie pod dyktando rodziny) pracując u szwagra? No studiował i pracował. Bo choć nie miał ani umiejętności, ani predyspozycji do tej pracy to i tak go wziął. Dzięki czemu miał swoje własne pieniądze. Mógł je zainwestować w kursy, szkolenia, kwalifikacje zawodowe, a nie w płatne masowanie kutasa. Jaka to wina jego rodziców czy szwagra? Niedźwiedzia przysługa? Nikt go tam na siłę nie trzymał. Dostał SZANSĘ. Mógł odejść w każdej chwili. Ale teraz wiedzę, że wszystko będzie niedźwiedzią przysługą albo innym toksyczno-patologicznym zachowaniem. Dali? Źle. Nie dali? Też źle. W jego narracji, którą mu podpowiadasz i pomagasz utrzymać wszystko jest traumą i pułapką. Jak się nie obrócisz, tak dupa z tyłu.

Nikt tu nie mówi o tkwieniu w czymś do śmierci. Ale zwykła wdzięczność za otrzymaną pomoc i wsparcie to aż tak wiele?

Dajesz gnojowi pracę, inwestuje w niego ogrom pracy i pieniędzy, a mały chujek wyskakuje ci z postawą "chuj mnie obchodzą twoje problemy - teraz WRESZCIE JA".

A kiedy nie był on? Ile to czasu jego rodzice bujali się po lekarzach, szkołach walki, psychotestach, obozach, korepetycjach? Przecież to nie on szukał sobie tych korepetytorów, szkół walki i wakacyjnych obozów dopłacając z kieszonkowego. Jemu to wszystko ogarnęli rodzice. A jeszcze widząc, że smark ma trudności w nauce i ledwo zdaje to nie obciążali go dodatkowymi obowiązkami domowymi, żeby go nie przeładowywać. Żeby się skupił na nauce i osiągnął w życiu więcej niż oni sami mieli.

Mało zrobili? Korepetycje, dowolność wyboru kierunku studiów, praca, w której nikt mu problemów nie robił z powodu jego ciągłego jeżdżenia po lekarzach, terapeutach i wiecznych problemów z byciem w odpowiednio bliskiej odległości od kibla. W jakiej normalnej, regularnej pracy trzymano by takiego pracownika? Wyjebaliby by go z pierwszą nadarzającą się okazją. Dostał szansę na rozwój. Szanse, jakiej większość ludzi nie ma i może najwyżej pomarzyć. I co - nie zasługują nawet na "dziękuję" ? Tylko wieczne marudzenie, narzekanie i wskazywanie ich jako winnych jego własnego lenistwa i skutków uzależnienia od porno i masturbacji?

Teraz kurwa "JA" ? A kiedy nie był tylko "on"?

2 126

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Nigdy nie prowadziłaś własnej działalności, prawda? Ani nie zajmowałaś żadnego stanowiska decyzyjnego, nie ponosiłaś odpowiedzialności biznesowej, a jedynie prywatną, co? To widać.

Zadajesz pytanie, a potem sam na nie odpowiadasz, bo coś „widać” big_smile Fajna „rozmowa”.

Jack Sparrow napisał/a:

Małe, rodzinne firmy, w których pracuje dosłownie kilka osób są specyficzne. Ich największą bolączką są koszty stałe jak składki (i generalnie podatki). Bo niezależnie od wszystkiego je zapłacisz musisz. Nawet jak nie masz z czego. Dlatego najczęściej to wygląda tak, że pracuje pół rodziny, reszta eksploatuje szarą strefę (bo nie ma prawa zakazującego pomagać rodzinie za darmo). I ludzie się rotują w sposób jak to opisałem wcześniej - najpierw firma na synka, potem na córkę, potem na matkę, ojca, babkę, dziadka, stryjna i tak w koło. Właśnie dla preferencyjnych warunków na start i dotacji. Albo zakłada się spółki zoo, bo wspólnicy są zwolnieni ze składek ZUS. Tak się to kręci w tym światku. Bo to pozwala oszczędzić kilka tyś zł każdego miesiąca (jak masz minimalną krajową to pracownik dostaje ok 3,5tyś netto, ale ogólny koszt pracodawcy ze wszystkimi składkami, podatkami i całą resztą to ponad 5,8tyś) i zdobyć kapitał z dotacji i różnych programów rozwojowych. W większości wypadków wystarczy, aby jeden klient zwlekał z płatnościami i możesz utracić płynność finansową. Bo za materiały zapłacisz musisz, składki i podatki też. A potem bujasz się pół roku z chujem, który nie chce płacić lub płaci ci jakimiś śmiesznymi kwotami co kilka tygodni. Jak robisz szafkę na buty to pies to jebał, bo to drobne. Ale jak robisz komuś pół mieszkania to robi się z tego kilkadziesiąt tyś na jednym tylko zleceniu. A wciąż musisz mieć w kieszeni kapitał na materiały na kolejne zlecenie, na rachunki (prąd), paliwo i tak dalej.

Jeśli ktoś daje mi najniższą krajową i zatrudnia na stanowisku najniższego szczebla, to nie widzę żadnych powodów, żeby wkładać większy wysiłek niż to wynika z mojej umowy, aby dbać o jego interes. Co innego jak to żona, albo dzieci, czyli ktoś, kto z tych pieniędzy realnie może skorzystać.
BEZ ZNACZENIA jest dla mnie fakt, że to ktoś, z kim jestem spokrewniona, czy spowinowacona.
Traktuję wyjątkowo tylko tych ludzi, u których mogę liczyć na wzajemność.

Dla mnie to jest zwykłe pasożytowanie na członkach rodziny i cwaniactwo.
Nie ma przymusu prowadzenia własnego biznesu.
Alternatywnie można być jednoosobową działalnością i robić wszystko samemu.
Zamiast liczyć, że szwagier czy dziadek przyjdzie robić za darmo, a jak zajdzie potrzeba, to jeszcze karku nadstawi, bo to przecież „rodzina”.

Jack Sparrow napisał/a:

Szwagier zawiesił działalność w momencie terminowego skończenia się umowy shiniego a ty kupujesz narrację biduleczka shiniego o bogaceniu się szwagra jego kosztem.

LOL. To była przede wszystkim Twoja własna narracja. Jeśli dobrze kojarzę, to w którymś poście pisałeś, że po przeliczeniu nie wychodzi mu nawet najniższa krajowa.

2 127

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Zanim odpiszę na post powyżej... bo wczoraj mi to w ogóle nie przyszło do głowy.

Skoro umowa dobiegła końca, to czy Ty w ogóle byłeś na umowie o pracę, Shini? Przecież po tylu latach szwagier musiałby Ci dać umowę na czas nieokreślony.

Od samego początku to była umowa o pracę na czas nieokreślony i pozostawała taka przez cały czas aż do teraz.

2 128 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-07 14:22:22)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Dajesz gnojowi pracę, inwestuje w niego ogrom pracy i pieniędzy, a mały chujek wyskakuje ci z postawą "chuj mnie obchodzą twoje problemy - teraz WRESZCIE JA".

Pracował w tej pracy? Pracował. Szkolił pracowników? Szkolił. Jak trzeba było robić nadgodziny, robił nadgodziny.
Więc gdzie tu widzisz jakiś nadmierny wysiłek po stronie szwagra i za mały po stronie Shiniego?
Typ płacił mu plus minus najniższą krajową. W markecie na kasie dostaniesz więcej.
Oczywiście dobrze jest się przejmować rodziną, ale NIE WIESZ jakie są dokładnie ich relacje, nie wiesz, jakim człowiekiem jest ten szwagier, po prostu sobie dodajesz, żeby jego postawić w dobrym świetle, a Shiniego w złym, bo go nie lubisz.
Szwagier na pewno z dnia na dzień się nie dowiedział o tym, że trzeba będzie zawiesić działalność. A jednak Shini usłyszał o tym dopiero na sam koniec, kiedy już nie było czasu rozejrzeć się za inną pracą.
Ale trzeba założyć, że szwagier dobry samarytanin czekał z zawieszeniem działalności do zakończenia umowy Shiniego.
Skąd to możesz wiedzieć?
Bo moim zdaniem, gdyby zaczekał na Shiniego, to co stało na przeszkodzie, by dać mu znać, żeby szukał nowego pracodawcy?
Jesteś zaślepiony swoją niechęcią do niego i wszystko obrócisz przeciwko niemu.

2 129

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Od samego początku to była umowa o pracę na czas nieokreślony i pozostawała taka przez cały czas aż do teraz.

Czyli to nie tak, że jej termin dobiegł końca (bo go nie miała), tylko została zakończona z uwagi na zawieszenie działalności. Dobrze rozumiem?

2 130

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Czyli to nie tak, że jej termin dobiegł końca (bo go nie miała), tylko została zakończona z uwagi na zawieszenie działalności. Dobrze rozumiem?

Dokładnie tak.

2 131 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-07 14:28:46)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Ale ja doskonale wiem jak to działa. Nie musisz mi tłumaczyć. Jeśli Shini przez te wszystkie lata był na śmieciówkach, to... faktycznie zajebisty ten szwagier. Taki "wspaniałomyślny" i "dobroduszny". A jeszcze powinien mu naganiać klientów i szukać lepszych materiałów, żeby szwagrowi się powodziło. Hahaha.

Ok, kilka spraw zanim zabrniesz za daleko:

1) kiedyś już na tym forum rozmawialiśmy o realiach jego pracy u szwagra i teoretycznych możliwościach jego rozwoju tam. Proponowałem mu rękodzieło japońską metodą sashimono, bo jest (była) na to spora moda. Kosztuje to krocie ze względu na kunszt wykonania, a nie materiały. Dobry sposób na naukę nowych technik stolarskich i zyskanie potencjalnie nowych klientów i rynków. Jak wynikało z tamtej rozmowy, szwagier nie robiłby mu absolutnie żadnych problemów, jakby shini chciał w ten sposób dorobić po godzinach. Ale nie chciał, bo miał w dupie stolarstwo i przekraczało to jego możliwości manualne.

2) Umowę dostał i pracował legalnie (edit - jak widać umowa na czas nieokreślony była). Bez względu na to jaka to umowa, to może się pochwalić udokumentowaną historią zatrudnienia. Co przy mikroprzedsiębiorstwach rodzinnych nie jest ani takie częste, ani takie oczywiste.

3) Nikt nigdy shiniemu nie robił problemów w związku z jego ciągłymi wypadami do lekarzy i na terapię. Nikt mu nigdy problemów nie robił, że musi być stale w zasięgu kibla.

4) Załóż JDG i zatrudnij kogoś. Wtedy pogadamy o realiach mikroprzedsiębiorstw w Polsce. Tym bardziej, że firma została zawieszona. Czyli nie dysponuje (i najprawdopodobniej nigdy nie dysponowała) odpowiednim kapitałem. A zrób matematykę - ile musisz kasy wyłożyć każdego miesiąca, aby zatrudnić 2 pracowników i opłacić składki za siebie samego? Serio - policz zanim zaczniesz brnąć dalej. Skoro tutaj nikt się nie bogacił niczyim kosztem (ponownie zwracam uwagę na fakt, że dochodowego biznesu nikt nie zawiesza) to dlaczego Shini miałby nie pomóc własnej RODZINIE, która go zatrudniła pomimo braku jakichkolwiek kwalifikacji i predyspozycji? Tym bardziej, ze jedyne czego doświadczył to wsparcie i zrozumienie dla jego problemów i ograniczeń zdrowotnych?


W regularnej pracy, przy nastawieniu i problemach shiniego to nie przetrwałby on przecież pierwszej ewaluacji. To że szkolił pracowników to nie była jego inicjatywa. To było polecenie służbowe.


Jak się najmujesz na psa to szczekasz. Bez względu na czy ci się to podoba czy nie. Jak ktoś ci daje szansę i wykazuje się zrozumieniem, to wypada się odwdzięczyć, a nie odwracać się plecami od rodziny. Nikt go tam nie bił, nikt się na nim nie pastwił. Ten klaun miał wolną rękę we wszystkich swoich działaniach, a nawet zmywać naczyń nie musiał i ty uważasz jego postawę za uzasadnioną? Naprawdę?

2 132 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-07 14:48:42)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

To była przede wszystkim Twoja własna narracja. Jeśli dobrze kojarzę, to w którymś poście pisałeś, że po przeliczeniu nie wychodzi mu nawet najniższa krajowa.

Bo takie to sprawiało wrażenie początkowo. Tak to wynikało z historii przedstawionej przez Shiniego. Ale skoro firma została zawieszona to nie ma tu absolutnie żadnych podstaw do domniemania złych intencji szwagra. Po prostu dopłynęli do ściany. Kapitał obrotowy się skończył. Aczkolwiek ludzie zarabiają na skręcaniu mebli z ikeii innym (bo w takich czasach żyjemy) więc całość tej sytuacji jest dość komiczna mimo wszystko.

-edit- poza tym to też zmienia postać rzeczy - umowa mu się nie skończyła (co utrzymywał początkowo - czyli kłamał), ani nie wygasła. Po prostu biznes zdechł.


Mrs.Happiness napisał/a:

Zadajesz pytanie, a potem sam na nie odpowiadasz, bo coś „widać” big_smile Fajna „rozmowa”.

Czy znana jest ci figura pytania retorycznego? Ten zabieg podkreślił jedynie twoją niewiedzę w tym zagadnieniu i tyle. Nie znasz realiów prowadzenia jdg, nie znasz rynku, nigdy odpowiedzialności biznesowej nie ponosiłaś. Masz pojęcie jedynie od strony pracownika i to dość niskiego szczebla.

2 133

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Mógł je zainwestować w kursy, szkolenia, kwalifikacje zawodowe, a nie w płatne masowanie kutasa.

A może to właśnie była inwestycja, bo w planie ma założenie salonu "masażu" i chciał zobaczyć jak interes wygląda od środka.

2 134

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Mógł je zainwestować w kursy, szkolenia, kwalifikacje zawodowe, a nie w płatne masowanie kutasa.

A może to właśnie była inwestycja, bo w planie ma założenie salonu "masażu" i chciał zobaczyć jak interes wygląda od środka.


xD

2 135

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Dokładnie tak.

Jeszcze dopytam, bo w sumie w tym wątku zaczyna być więcej domysłów niż faktów… kiedy się dowiedziałeś? Coś kojarzę, że jakiś czas temu wspominałeś o „kończącej się umowie”, ale nie pamiętam, kiedy to było.

2 136 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-07 16:02:17)

Odp: Co to znaczy żyć?

Czasem się z Jackiem zgadzam, ale teraz to brednie. Shini miał szukać klientów i robić transformacje firmy w której był szeregowym pracownikiem? Niby jak? Szwagier dał mu pracę, ale i tak mógł sobie nie życzyć, żeby Shini się mieszał. Kto powiedział, że szwagrowi działa się krzywda i on właśnie takiego przynieś, podaj pozamiataj nie szukał? Mógłby, gdyby Shini wykazał inicjatywę nauczyć się od szwagra księgowości, niuansów prawnych prowadzenia firmy, tutaj rzeczywiście na własne życzenie stracił. Tylko pytanie czy szwagier jest komunikatywny, współpracujący i by chciał mu coś więcej zaoferować, czy po prostu tak wyszło, męczył się z nim i jego gównym celem było zeby przypadkiem ktoś nie podłapał know-how.

Podobnie jak Happiness, uważam, że interesy w rodzinie dużo zależą od rodziny i czasem odbywają się na zasadzie - młody, głupi, to go wykorzystajmy. Niestety ale w niektórych rodzinach jest jak mówi Happiness, czyli swój ma gorzej niż obcy.

Z japońskim stolarstwem to troche głupoty. Pamiętam, że chyba nawet weszłam na pofil takiego rękodzielnika i wyliczyłam że średni to on tam zarabia 1-2k/miesięcznie. Czyli raczej side project, a to przy założeniu że ma się wszystkie narzędzia, których Shini nie ma, bo to zakład szwagra i nie wiadomo czy on tam sobie może ot tak wchodzić i majsterkować.

Ciekawe co teraz szwagier będzie robił? Nowa branża?

2 137

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

1) kiedyś już na tym forum rozmawialiśmy o realiach jego pracy u szwagra i teoretycznych możliwościach jego rozwoju tam. Proponowałem mu rękodzieło japońską metodą sashimono, bo jest (była) na to spora moda. Kosztuje to krocie ze względu na kunszt wykonania, a nie materiały. Dobry sposób na naukę nowych technik stolarskich i zyskanie potencjalnie nowych klientów i rynków. Jak wynikało z tamtej rozmowy, szwagier nie robiłby mu absolutnie żadnych problemów, jakby shini chciał w ten sposób dorobić po godzinach. Ale nie chciał, bo miał w dupie stolarstwo i przekraczało to jego możliwości manualne.

No jak TY proponowałeś, to straszną hańbą było nie zastosowanie się do rad. Potwarz!
Nie chciał, nie czuł się zainteresowany, czy na siłach, by uczyć się tych technik stolarskich? JEGO sprawa.

Jack Sparrow napisał/a:

2) Umowę dostał i pracował legalnie (edit - jak widać umowa na czas nieokreślony była). Bez względu na to jaka to umowa, to może się pochwalić udokumentowaną historią zatrudnienia. Co przy mikroprzedsiębiorstwach rodzinnych nie jest ani takie częste, ani takie oczywiste.

Haha, no tak, łaskę mu zrobił, że mu dał umowę…

Jack Sparrow napisał/a:

3) Nikt nigdy shiniemu nie robił problemów w związku z jego ciągłymi wypadami do lekarzy i na terapię. Nikt mu nigdy problemów nie robił, że musi być stale w zasięgu kibla.

A skąd wiesz, że na te wypady nie poświęcał urlopu? Albo nie odpracowywał później tych godzin?

Jack Sparrow napisał/a:

4) Załóż JDG i zatrudnij kogoś. Wtedy pogadamy o realiach mikroprzedsiębiorstw w Polsce. Tym bardziej, że firma została zawieszona. Czyli nie dysponuje (i najprawdopodobniej nigdy nie dysponowała) odpowiednim kapitałem. A zrób matematykę - ile musisz kasy wyłożyć każdego miesiąca, aby zatrudnić 2 pracowników i opłacić składki za siebie samego? Serio - policz zanim zaczniesz brnąć dalej.

Jak będzie taka potrzeba, by zatrudnić pracownika i będzie mnie STAĆ, by zapewnić mu godziwe warunki, to może tak zrobię. Śmieszą mnie „przedsiębiorcy”, którzy bez przerwy narzekają, jak to są dojeżdżani ze wszystkich stron, dlatego MUSZĄ oszukiwać, pracowników zatrudniać na czarno, ewentualnie na śmieciówkach, albo część wypłaty dawać im pod stołem. Bo „takie są realia”. I jeszcze opowiadają o tych wszystkich fikołkach, jakby byli jakimiś bohaterami narodowymi, rebeliantami w opozycji do rządu-tyrana. Rzyg.
Normalny człowiek, nawet jak łamie czy nagina prawo, to się tym nie chełpi.

Jack Sparrow napisał/a:

Skoro tutaj nikt się nie bogacił niczyim kosztem (ponownie zwracam uwagę na fakt, że dochodowego biznesu nikt nie zawiesza)

Skąd wiesz, że nie było tak, że szwagier nieumiejętnie zainwestował pieniądze i narobił sobie długów? Albo że nie wynikło to z przyczyn zdrowotnych? Przecież ludzie zawieszają / kończą działalność z przeróżnych powodów.

Jack Sparrow napisał/a:

dlaczego Shini miałby nie pomóc własnej RODZINIE, która go zatrudniła pomimo braku jakichkolwiek kwalifikacji i predyspozycji?

Znam chłopaka, który już jako nastolatek dorabiał w rodzinie przy skręcaniu mebli, więc… jakie niby kwalifikacje są potrzebne do złożenia w całość GOTOWYCH elementów i zamontowania ich, które był w stanie przyswoić dzieciak, a nie byłby dorosły mężczyzna?

Jack Sparrow napisał/a:

Tym bardziej, ze jedyne czego doświadczył to wsparcie i zrozumienie dla jego problemów i ograniczeń zdrowotnych?

Skąd wiesz, że jedyne? Mieszkasz z nim?

Jack Sparrow napisał/a:

Ten klaun miał wolną rękę we wszystkich swoich działaniach, a nawet zmywać naczyń nie musiał i ty uważasz jego postawę za uzasadnioną? Naprawdę?

Rozmawiamy teraz o pracy, czy o jego obowiązkach domowych?

2 138

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Ciekawe co teraz szwagier będzie robił? Nowa branża?

A może właśnie dlatego zawiesił, bo zarobił już tyle, że nie musi dalej pracować smile

2 139

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Ciekawe co teraz szwagier będzie robił? Nowa branża?

A może właśnie dlatego zawiesił, bo zarobił już tyle, że nie musi dalej pracować smile

Ma nieogarnięta żonę i dzieci. Wątpię. No chyba że niedługo rozwodzik.

2 140

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Ma nieogarnięta żonę i dzieci. Wątpię. No chyba że niedługo rozwodzik.

Nieogarnięta żona, nie oznacza, że rozrzutna.

2 141

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Jeszcze dopytam, bo w sumie w tym wątku zaczyna być więcej domysłów niż faktów… kiedy się dowiedziałeś? Coś kojarzę, że jakiś czas temu wspominałeś o „kończącej się umowie”, ale nie pamiętam, kiedy to było.

Pierwsze wzmianki były parę miesięcy temu ale bez żadnych nawet przybliżonych terminów. Prawdę mówiąc nie sądziłem, że to na prawdę nastąpi choć miałem świadomość, że kiedyś ten dzień nadejdzie. O terminie dowiedziałem się mniej więcej miesiąc temu.

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Ciekawe co teraz szwagier będzie robił? Nowa branża?

Nie wiem co będzie robił, może coś innego, może to samo tylko na innych zasadach, a może za jakiś czas wznowi działalność. Równie dobrze może być tak, że jeśli nie znajdę nic ciekawego, a działalność zostanie wznowiona to i ja wrócę.

Mrs.Happiness napisał/a:

A skąd wiesz, że na te wypady nie poświęcał urlopu? Albo nie odpracowywał później tych godzin?

Skąd wiesz, że nie było tak, że szwagier nieumiejętnie zainwestował pieniądze i narobił sobie długów? Albo że nie wynikło to z przyczyn zdrowotnych? Przecież ludzie zawieszają / kończą działalność z przeróżnych powodów.

Rozmawiamy teraz o pracy, czy o jego obowiązkach domowych?

Z tym było różnie, raz tak, raz tak, a  raz jeszcze inaczej.

Jakie są tego przyczyny nie wiem i nie muszę tego wiedzieć. To jego działalność i jego decyzja co z nią zrobi. Nie spowiada mi się z powodów takiej decyzji, a ja nie dopytuję.

Ja też się zastanawiam o czym już jest ta rozmowa.

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Ma nieogarnięta żonę i dzieci. Wątpię. No chyba że niedługo rozwodzik.

Normalnie twoje docinki niezbyt mi przeszkadzają ale z tym już przesadziłaś. Przypominam, że ta żona to moja siostra, a jej dzieci są mi niemal tak bliskie jakby były moje. Po mnie możesz sobie jechać do woli ale reszty rodziny proszę nie ruszać. Gdybym ja był choć w połowie tak ogarnięty jak siostra to tego wątku by nie było. Szwagier też sobie poradzi cokolwiek będzie robił, a ja pomogę ze wszystkim z czym tylko będę mógł, niekoniecznie na warunkach pracy.

Z tym "nie moje zmartwienie" nawet przez ułamek sekundy nie miałem na myśli czegoś złego czy niewdzięcznego. Chodziło jedynie o to, że jeśli już nie będę pracował w tej firmie to będę miał o jedno zmartwienie mniej z całego tego ich ogromu. Nie będę się ciągle przejmował tym czy zrobiłem coś dobrze czy nie i inne tym podobne moje nieustannie analizy. Żaden "rozwodzik" raczej się nie szykuje, a przynajmniej nic na to nie wskazuje.

kamil555x, ty też nie brnij w to za głęboko.

Zdaje się, że niektórzy tu sobie sami wymyślili jakie mam relacje z rodziną. Te relacje są dobre z większością członków rodziny, nawet tej dalszej. Nie zawsze i nie wszyscy w rodzinie byli i są w porządku ale i tak uważam, że jest dobrze. Ten wątek jest o mnie, a nie o mojej rodzinie i byłoby fajnie gdybyśmy się tego trzymali. To są tematy na terapię, a nie na publiczne forum.

2 142

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Ma nieogarnięta żonę i dzieci. Wątpię. No chyba że niedługo rozwodzik.

Normalnie twoje docinki niezbyt mi przeszkadzają ale z tym już przesadziłaś. Przypominam, że ta żona to moja siostra, a jej dzieci są mi niemal tak bliskie jakby były moje. Po mnie możesz sobie jechać do woli ale reszty rodziny proszę nie ruszać. Gdybym ja był choć w połowie tak ogarnięty jak siostra to tego wątku by nie było.
...
Zdaje się, że niektórzy tu sobie sami wymyślili jakie mam relacje z rodziną. Te relacje są dobre z większością członków rodziny, nawet tej dalszej. Nie zawsze i nie wszyscy w rodzinie byli i są w porządku ale i tak uważam, że jest dobrze. Ten wątek jest o mnie, a nie o mojej rodzinie i byłoby fajnie gdybyśmy się tego trzymali. To są tematy na terapię, a nie na publiczne forum.

Sam mówiłeś że ty i twoja siostra różnicie się tylko tym, że ona jest kobietą. Sam piszesz o sobie że nie ogarniasz. Czyli twoja siostra jest nieogranięta. I sam to napisałeś. Nie wyrażałeś się o niej w żadne pozytywny sposób, wręcz jej zazdrościłeś że jest nieogranięta ale mąż za nią ogarnia i gdybyś był kobieta to by ci było łatwiej. Zaraz Jack zacytuje odpowiedni paragraf.  Sam jeździsz po swojej rodzinie to czego od nas oczekujesz?

2 143 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-08 12:17:54)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Shini miał szukać klientów i robić transformacje firmy w której był szeregowym pracownikiem? Niby jak?

Nie chodzi o to, że on miał koniecznie dokonać transformacji, albo jakoś szczególnie aktywnie szukać klientów. Chodzi o to, że branża się ogólnie rozwija i jest dużo sposobów na zwiększenie zakresu usług lub zdobycie dotacji. Wystarczy pogadać. Jak dorosły człowiek z dorosłym człowiekiem. Jak to w rodzinie.

Nie pomagasz rodzinie? No popatrz - a niby siostra i jej dzieci są tak bliskie sercu shiniego. Tak bliskie, że dalszy los firmy szwagra to nie jego zmartwienie. Jak mu się nóżka podwinęła to idzie dalej. Ale jak jak nei znajdzie to wróci jeśli tylko szwagier wznowi działalność. Kto tu kogo wykorzystuje? Tłumaczenie, że "nie o to mu chodziło" to jakiś pokraczny żart. Tak samo będzie się przejmował czy dobrze coś zrobił czy źle w każdej robocie. Ba - z brakiem rodzinnego parasola ochronnego będzie się przejmował jeszcze bardziej, bo nikt się nie będzie z nim patyczkował. A gacie będzie miał pełne przy każdym zwróceniu mu uwagi i konieczności tłumaczenia oczywistości.

Z wykorzystywaniem rodziny to nie ten przypadek - tutaj wiele w shiniego zainwestowano i dano mu szanse. Rodzice zainwestowali majątek, a szwagier go wziął mimo braku wiedzy, umiejętności i predyspozycji. Wykorzystać to można kogoś, kto coś ma lub jest w stanie zrobić. Jak widać firma szwagra cienko wiązała koniec z końcem. A mimo wszystko dostał umowę. Na najniższą krajową? No takie finanse szwagra były. A jakie inne miał alternatywy shini, aby można było mówić o wykorzystywaniu?

Moje doświadczenia rodzinne są z kolei odmienne - w mojej rodzinie ludzie sobie pomagają. Mogą na siebie liczyć. Nikt nikogo nie podejrzewa z automatu o najgorsze rzeczy. Wręcz przeciwnie - jest domniemanie pomocy i dobrych intencji. No ale tak.....to ja jestem ten patologiczny.



Pamiętam, że chyba nawet weszłam na pofil takiego rękodzielnika i wyliczyłam że średni to on tam zarabia 1-2k/miesięcznie. Czyli raczej side project

To zawsze miał być side project. Dla rozwoju umiejętności i ewentualnego dorobienia. Pisałem wcześniej o chłopaku - złotej rączce z osiedla. Jak się zaczęło robić ciepło to koleś myje meble ogrodowe, a drewniane dodatkowo bejcuje/olejuje. Sporo zarabia na skręcaniu mebli z ikei czy olejowaniu/woskowaniu akcesoriów dla dzieci i niemowląt. Albo naprawia meble w mieszkaniach studenckich. Bo tam to siłą rzeczy spora rotacja wyposażenia, bo kupowane najtańsze przez właścicieli, a studenci nie szanują więc żywot takiego regału czy szafki to 2-3 lata max. Za półkę/żyrandol bierze ok 50zł. Za regalik typu albert 50-100zł. Jak ogarniał komuś całe mieszkanie na najem studencki to w 2 tygodnie zarobił 5k. Także rynek jest.

2 144

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Zdaje się, że niektórzy tu sobie sami wymyślili jakie mam relacje z rodziną.

Przecież to ty zawsze twierdziłeś, że to nie twoja wina, że taki jesteś tylko rodziców. Bo w ciebie nie inwestowali, nie pozwali tego czy tamtego, że nie mogłeś liczyć na pomoc, że zawsze oceniany. A teraz kolejna wolta w historii?

Z siostrą podobnie - rzekomo była taka sama jak ty, a cokolwiek jej się udało w życiu (w sensie jedynym jej sukcesem to wyjście za mąż i posiadanie dzieci) to tylko dlatego, ze jest kobietą.

2 145 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-08 12:20:42)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Jak będzie taka potrzeba, by zatrudnić pracownika i będzie mnie STAĆ, by zapewnić mu godziwe warunki, to może tak zrobię.

To załóż jdg i zacznij biznes to pogadamy. Bo z fantazjami dyskutował nie będę.


Masz dziwną manierę utożsamia słabości i bezradności życiowej z "to na pewno dobry chłopak". I za każdym razem doszukujesz się winnych w ludziach na około. Chociaż dziwnym trafem w wątku o incelach podkreślasz jak bardzo jest to ich własna wina, ze znaleźli się w takim położeniu życiowym. Ciekawy szpagat.

Posty [ 2 081 do 2 145 z 3 086 ]

Strony Poprzednia 1 … 31 32 33 34 35 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026