netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Co to znaczy żyć?

3 085 odpowiedzi145 014 wyświetleńzałożony przez Shinigami, 10.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 … 30 31 32 33 34 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 2 016 do 2 080 z 3 086 ]

2 016 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-02 20:14:22)

Odp: Co to znaczy żyć?

Strasznie nieprzyjemnie się z tobą rozmawia i nie za bardzo mam na to ochotę.

2 017

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Przyznaję uczciwie, że nie chciało mi się tworzyć listy, tym bardziej, że sama pewnie nie pomyślałabym o wszystkich możliwościach, ale od czego mamy Chata GPT?

Absolwent kierunku bezpieczeństwo po Akademia Sztuki Wojennej (ASzWoj) może pracować w wielu sektorach związanych z bezpieczeństwem państwa, zarządzaniem kryzysowym i ochroną informacji.

Typowe ścieżki kariery:

Służby mundurowe i administracja publiczna:
Wojsko Polskie (oficer, analityk, planista)
Policja
Straż Graniczna
Państwowa Straż Pożarna
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego
urzędy wojewódzkie i samorządowe (zarządzanie kryzysowe, obrona cywilna)

Sektor prywatny:
specjalista ds. bezpieczeństwa
menedżer ochrony
audytor bezpieczeństwa
konsultant ds. ryzyka
ochrona infrastruktury krytycznej
firmy ochroniarskie i centra monitoringu

Cyberbezpieczeństwo i ochrona informacji:
specjalista ds. bezpieczeństwa informacji
inspektor ochrony danych
analityk ryzyka
compliance/security officer

Logistyka i zarządzanie kryzysowe:
koordynator reagowania kryzysowego
planista bezpieczeństwa
specjalista ds. continuity management

Edukacja i analityka:
think tanki
ośrodki badawcze
szkolenia z zakresu bezpieczeństwa
uczelnie i instytuty

Dodatkowe możliwości:
Przy odpowiednich kursach/certyfikatach można wejść także w:
cyberbezpieczeństwo
OSINT/analitykę wywiadowczą
ochronę VIP
bezpieczeństwo międzynarodowe

Atuty po ASzWoj:
znajomość struktur bezpieczeństwa państwa
zarządzanie kryzysowe
strategia i analiza zagrożeń
kompetencje przydatne w administracji, wojsku i biznesie

Zarobki:
Zależne od sektora:
administracja publiczna: zwykle stabilna, ale umiarkowana pensja
sektor prywatny/cyber: często wyższe wynagrodzenie
służby mundurowe: dodatkowe benefity i ścieżka awansu

Największe możliwości daje łączenie wykształcenia z dodatkowymi specjalizacjami (np. języki obce, cyber, zarządzanie projektami).

Z początku (zanim jeszcze się określiłeś) myślałam, że jesteś po jakiejś filozofii, kulturoznawstwie albo innym kierunku, który bardziej przypomina sztukę dla sztuki niż zdobywanie zawodu, a tu okazuje się, że nawet jeśli wziąć pod uwagę Twoje ograniczenia, to tych możliwości jest tak dużo, że wchodzenie w retorykę "skończyłem beznadziejne studia" jest zwykłą zasłoną dymną.
Gdybyś na tamtym etapie zamiast czekać na gotowe propozycje (takie rzeczy to tylko u naprawdę wyróżniających się studentów/absolwentów), wziął się za poważne szukanie pracy, a przy tym gotów był do dalszej nauki zawodu, to dziś na pewno nie zarabiałbyś najniższej krajowej, w dodatku bez dalszych perspektyw.
Sam to sobie zrobiłeś, bo tak Ci było wygodnie.

Podam tylko dla przykładu: mam sporo młodszego kuzyna, który właśnie kończy lotnictwo, praktyki odbywał w firmie, która produkuje dla wojska specjalistyczne drony. Tam pokazał się od swojej najlepszej strony, wykazując zaangażowanie i chęci i już dostał od nich propozycję pracy, musi się tylko obronić. Bardzo wiele osób właśnie w taki sposób rozpoczyna swoją ścieżkę kariery.

A wiesz, że ja też nie? Mało tego, byłabym bardzo zdziwiona widząc takie ogłoszenie na ogólnych platformach. Ale ja nigdy nie szukałam pracy w tej branży, bo gdybym szukała, to podjęłabym bardziej zdecydowane działania.

I co zamierzasz z tym zrobić? Ale tak do bólu konkretnie?

Kilka z opcji wymienionych przez czata brzmi ciekawie. Mam jedno pytanie. Jak ty osobiście sądzisz, które z tych opcji byłyby realnie możliwe? Nie chodzi mi o jakieś badania nad tym czy procentowe wyliczenia czata na temat prawdopodobieństwa tylko twoje osobiste zdanie. Ja nawet nie pomyślałem o zapytaniu o to czata i przyznam szczerze, że aż jestem zaskoczony ilością możliwości, o niektórych nie miałem pojęcia. Te atuty się zgadzają, większość z tego jeszcze pamiętam. Spora część z tych opcji raczej od razu odpada bo do służb mnie nie przyjmą, a wszystko związane z cyber raczej jest poza moim zasięgiem możliwości nauczenia się. Nawet gdybym zaliczył testy psychologiczne to jestem za stary żeby dopiero zaczynać karierę w służbach. W kwestii cyber byłoby ciężko z uwagi na moje znikome umiejętności matematyczne, maturę z matematyki ledwo zdałem.

Biorąc pod uwagę moje ograniczenia ponawiam pytanie. Jak myślisz, które z powyższych opcji byłby dla mnie możliwe biorąc pod uwagę te ograniczenia? Znasz jakieś inne słowa niż "wygodne"? Na prawdę myślisz, że właśnie to był powód? To, a nie depresja, skrajnie niskie poczucie własnej wartości, błędne i destrukcyjne przekonania oraz wszelkie inne dolegliwości zdrowotne? Na prawdę widzisz tylko wygodę, ograniczenia nagle zniknęły? Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło samo słowo "wygodne" nie mówiąc już o zastanawianiu się nad tym co faktycznie by takie było. Tamten etap jest stracony i nie da się go przywrócić ale gotów do dalszej nauki jestem cały czas. Spokojnie mógłbym pójść na jakieś podyplomowe lub kursy. W związku z tym myślisz, że da się jeszcze wykorzystać te studia czy już całkowicie wszystko stracone?

Niech zgadnę kuzyn nie ma ani jednego z moich ograniczeń, a na dodatek pewnie jest w szczęśliwym związku, nie mieszka z rodzicami i ogólnie nie narzeka na relacje międzyludzkie ani na to jakie miał w przeszłości relacje z rodzicami?

Co rozumiesz poprzez bardziej zdecydowane działania szukając pracy?

Kontynuować terapię, brać leki, rozmawiać na forum i próbować coś wymyślić z tą pracą. Nic więcej nie mogę zrobić, nie wiem czy coś jeszcze mogę zrobić.

2 018

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Dosłownie wczoraj wysłuchałam podcastu z udziałem coacha relacji (mam dystans do "kołczów", ale tej naprawdę suchało się bardzo dobrze i miała do przekazania wiele cennych uwag oraz wniosków), która wyraźnie podkreślała, co w gruncie rzeczy nie jest żadnym odkryciem, że zanim człowiek wejdzie w bliską relację i oczekuje, że będzie ona zdrowa oraz trwała, to najpierw powinien porządnie przepracować samego siebie. Chodzi między innymi o uporanie się z wewnętrznym krytykiem, własnymi ograniczeniami i przekonaniami, które sabotują relacje.

Co ważne w kontekście Twojej wypowiedzi, mocno zwracała uwagę, że jeśli ktoś jest naprawdę zmotywowany, to nie trzeba w tym procesie tkwić długimi miesiącami. Wręcz przeciwnie - coraz częściej zakłada się, że ten proces powinien być możliwie krótki w czasie. W tym nowym podejściu liczy się konkret: zadania, działanie, konfrontacja z własnymi schematami i realne zaangażowanie. Ona sama pracuje z klientami w taki sposób, że dostają bardzo konkretne zadania do wykonania i muszą w to włożyć dużo wysiłku i zaangażowania, za to efekty przychodzą bardzo szybko, często zaskakując nawet samych klientów.

P.S.
Przy okazji przypomniało mi się, ile krytyki spadło na mnie, kiedy otwarcie mówiłam, że jeśli Shini się nie ogarnie, to jego związek prawdopodobnie nie przetrwa długo. Nie dlatego, że życzyłam mu źle, ani tym bardziej nie dlatego, że dziś daje mi to jakąkolwiek satysfakcję. Po prostu pewnych braków w samoświadomości, dojrzałości emocjonalnej czy schematach myślenia nie da się na dłuższą metę przykryć samym faktem wejścia w relację. Związek nie naprawia człowieka, za to szybciej uwidacznia to, co od dawna było problemem.

Też słuchałem wielu takich podcastów i mam z tego jeden wniosek. Mam tak dużo do przepracowania, że nie starczyłoby na to całego życia. To oznacza, że powinienem całkowicie zrezygnować z relacji damsko-męskich bo nigdy nie zdołam przepracować wszystkiego co we mnie siedzi? Już teraz jest bardzo późno by dopiero zaczynać budowanie tych relacji.

U mnie nie da się tego przepracować w kilka miesięcy. Tego jest po prostu za dużo i siedzi za głęboko, na dodatek cały czas jestem w otoczeniu, które tylko to wzmacnia i nie mam jeszcze możliwości by z niego wyjść. Już kiedyś pisałem dlaczego ja nie dostaje takich zadań. Wykonał bym je wszystkie w pierwszym terminie. Rzuciłbym wszystko inne by je wykonać, narzucił bym na siebie mega presję i nie wyciągnął bym z tego nic poza jeszcze większym stresem. Skupił bym się na samym wykonaniu zadania, a nie na tym czego miałoby mnie to nauczyć.

Sytuacja związkowa nie miała kompletnie nic wspólnego z moim stanem psycho-fizycznym, zawodowym czy finansowym. To było niezależne ode mnie i nie mogłem nic zrobić. To było bardziej jak sytuacja losowa dla dziewczyny, więcej nie mogę napisać. Fakt pozostaje taki, że będąc z nią byłem najlepszą wersją siebie. Część z moich ograniczeń magicznie znikała w jej obecności, a ja miałem wrażenie, że mógłbym przenosić góry. W moim przypadku jednak całkiem nieźle związek naprawiał.

2 019

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Strasznie nieprzyjemnie się z tobą rozmawia i nie za bardzo mam na to ochotę.

Ja bardzo chętnie bym porozmawiał ale cóż, zmusić cię nie mogę.

2 020

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Chcesz powiedzieć, że moja obecna sytuacja jest efektem wysokiej inteligencji? Czyż definicją inteligencji nie jest umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach? No może nie każdy ale jednak większość ma te studia lub prawo jazdy. Chodzi o to, że to nie jest niczym nadzwyczajnym, to żadne osiągnięcie i na nikim nie robi wrażenia.

Chciałbym powiedzieć, że żaden człowiek nie dorówna androidowi ale prawda jest taka, że nie wiem. Nie wiem jaka ty byś była w porównaniu do androida i nie sposób tego określić. Wiem tyle, że ja takiemu nie dorastam do pięt tak samo jak większości ludziom.

Ja tak na prawdę nie wiem czego potrzebuję do szczęścia. Wydaje mi się, że tego szacunku społecznego ale pewności nie mam. Chciałbym być znany i podziwiany, chciałbym by to ze mną robili wywiady i podcasty, może nawet pokazywali w telewizji. Chciałbym dawać ludziom inspirację i przykład. Wydaje mi się, że to byłoby mi potrzebne do szczęścia. Możliwe też, że na przykład udany związek by mi do tego szczęścia wystarczył i nie potrzebowałbym niczego z powyższych rzeczy.
Nie twierdzę, że od ciebie nie oczekiwali ale skąd pewność, że ode mnie by nie oczekiwali? Od mężczyzn oczekuje się zwykle więcej. Po prostu nie mogę sobie wyobrazić bym mógł trafić na kogoś tak wyrozumiałego jak ty. Prędzej się spodziewam takiego traktowania jak Jack tutaj. Chęci, zapał i pracowitość pewnie nawet ja zdołałbym wykrzesać tylko pytanie czy moje pojęcie pracowitości byłoby zgodne z ich pojęciem. Czy nie wymagaliby roboty po 12h dziennie i robienia kilkuset procent normy żeby pokazać tą pracowitość?

Nie tak zero - jedynkowo, Shini. Twoja obecna sytuacja to wynik wielu czynników. Po prostu akurat nie masz niskiej inteligencji, z całą pewnością. A wysokie IQ nie gwarantuje wcale tak zwanego życiowego sukcesu.
Definicji inteligencji jest więcej niż jedna. Jest ta inteligencja od testów IQ, ale istnieją też różne rodzaje inteligencji emocjonalnej.  Człowiek jest zauważalnie skomplikowany.

Jaka bym była w porównaniu do androida? Inna, Shini. W czymś byłby lepszy, ale są obszary, w których android byłby bez szans, między innymi dlatego, że emocji nie posiada, paru innych rzeczy też. smile

Nie dorastasz do pięt większości ludzi? Niemoralny skurwiel, bandzior, złodziej,  oszust, handlarz ludźmi, alfons, leniwy menel ochlajmorda, bydlak co żonę i dzieci leje bo może, żerujący na zasiłkach z lenistwa i z premedytacją,  taki, co dręczy innych bo zwyczajnie lubi i frajdę mu to sprawia, łapówkarz, intrygant... to może nie ludzie? Im też w pewnym sensie do pięt nie dorastasz ... i wielkie szczęście.

Chciałbyś dawać ludziom inspirację i przykład - tu akurat masz szanse. Jesteś w jakiejś sytuacji - wyjdziesz z niej na prostą  i dla iluś ludzi w podobnej możesz spokojnie stać się przykładem, że "da się" oraz "można".

Jak zmieniałam pracę, był kurs, powszechnie dostępny, wymogi wstępne dla chętnych pań i panów były jednakie - wiek 30plus i mgr. przed nazwiskiem. No i płatny był ten kurs, acz nie jakoś szaleńczo drogi.

Shini, bez złudzeń - wyrozumiała to ja bywam, bywam też bardzo, bardzo mało wyrozumiała. Ja Cię po prostu rozmawiając nie oceniam i paru innych rzeczy nie robię. Takie mam podejście do każdego, póki mi rzecz jasna nie podpadnie. Niełatwo mi podpaść, ale paru osobom w moim życiu się ta sztuka udała, stąd wiem, ze moja wyrozumiałość ma swoje granice.


Shinigami napisał/a:

Zastanawiałem się nad tym i serio nic nie mogę wymyślić. Same słowa "praca" i "ciekawa" niezbyt mi się łączą. Kiedyś ciekawe wydawały mi się zawody takie jak na przykład policjant kryminalny. Dopóki się nie dowiedziałem, że to co jest w seriach to kompletne brednie. Na pewno ciekawa byłaby jakaś praca związana z odkrywaniem czegoś nowego. Niestety na to są złe czasy. Za późno by odkrywać świat, za wcześnie by odkrywać wszechświat. Na pewno praca w jakiejś wielkiej organizacji typu ONZ byłaby ciekawa. Coś związanego z wyjazdami zagranicznymi. Myślę, że opieka nad egzotycznymi zwierzętami mogłaby być ciekawa. Robota dziennikarza, korespondenta w różnych krajach też pewnie byłaby ciekawa. Poza tym nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Ewentualnie właśnie coś związanego z bezpieczeństwem bo to stałe zmieniająca się branża.

Słowa "praca" i "ciekawa" ci się nie łączą... ciekawe, dlaczego? Masz jakiś pomysł, skąd Ci się to wzięło?
Nie jest za późno, żeby odkrywać świat, bzdura. Na wszechświat też nie za wcześnie - druga bzdura.
Cała reszta, Shini, jest strasznie niekonkretna... sam to widzisz. Spróbujesz pomyśleć nad czymś konkretniejszym?
Na przykład czy opieka nad egzotycznym zwierzętami to "praca w ZOO"?

2 021

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Strasznie nieprzyjemnie się z tobą rozmawia i nie za bardzo mam na to ochotę.

Ja bardzo chętnie bym porozmawiał ale cóż, zmusić cię nie mogę.

W takim razie polecam popracować nad odbiorem przez rozmówcę. Bardzo cięzko mi się czyta kolejną twoją mini autobiografię - miałem najgorzej w życiu i cały świat sprzysiągł sie przeciwko mnie.

2 022

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

W takim razie polecam popracować nad odbiorem przez rozmówcę. Bardzo cięzko mi się czyta kolejną twoją mini autobiografię - miałem najgorzej w życiu i cały świat sprzysiągł sie przeciwko mnie.

wcale nie miał najgorzej

ma/miał ciężko, ale bez przesady

robienie z siebie ofiary to mechanizm obronny i uciekanie od odpowiedzialności za własny los

W dorosłym wieku trzeba sobie radzić.

2 023

Odp: Co to znaczy żyć?
Farmer napisał/a:

wcale nie miał najgorzej

ma/miał ciężko, ale bez przesady

robienie z siebie ofiary to mechanizm obronny i uciekanie od odpowiedzialności za własny los

W dorosłym wieku trzeba sobie radzić.

Jakbym słyszała słowo w słowo podejście powszechnie obowiązujące za czasów mojego dzieciństwa. To było zauważalnie dawno, a prezentowali je ludzie pokoleniowo obciążeni traumą co najmniej jednej wojny i okresu stalinizmu.
Co z tej oceny w punktach wynika? Ano nic. Odkryliśmy już odkrytą Amerykę.

2 024

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

Ja znam takie związki i również układy typu FWB. I uważam, że w pracy o takie najłatwiej, zdecydowanie łatwiej niż na ulicy, czy w apkach. Oczywiście w odpowiedniej pracy i z odpowiednim podejściem do tematu.

Ale z tego co tu piszesz to ja rozumiem, że jest jakaś firma duża, gdzie pracują Twoj znajomi, faceci, wszyscy są singlami i muszą słuchać jak kobiety, opowiadają o zdolnościach seksualnych swoich partnerów/kolegów itp? I również chwalą się zdradami.

Czyli ta firma wygląda tak, że np pracuje tam 100 osób, 50 facetów i 50 kobiet. Te kobiety wszystkie kochają seks, zdradzają, obgadują, wyśmiewają. A faceci wszyscy są singlami-prawiczkami.

Czuje tu trochę wyolbrzymienie i przesadę. Chociaż pomyśl, jeśli one rzeczywiście tak opowiadają o zdradach, podbojach seksualnych to znaczy, że to z kimś robią, czyli z facetami.

----

A co do budowlanki, to widać, że jesteś negatywnie nastawiony, więc rzeczywiście chyba lepiej w to nie iść, bo się będziesz źle tam czuł w takiej pracy.

Wspominałeś o własnym mieszkaniu/domu w poprzednich postach itp

To najlepiej iść na jakiś magazyn gdzie pracuje dużo dziewczyn, a praca nie absorbuje mocno psychicznie i w wolnym czasie kombinować jakiś biznes. Jednoosobowy z niskim wkładem, aby uniknąć szefowania i jak boisz się ryzyka nie inwestować za dużo.

Pójście do pracy zgodnej z wykształceniem, lepszej to może zbyt absorbować umysł i nie będzie szansy na biznes jakiś. Taka praca może być lepiej płatna od magazynu, napewno jest, ale ani ta praca ani ta nie pozwoli zarobić na mieszkanie.

Romanse i układy typu FWB nie przeszkadzają ludziom w tej pracy? Nie powstają z tego jakieś afery w miejscu pracy?

Firma duża ale konkretne miejsce pracy już nie takie duże. W jednym przypadku mowa o drogerii gdzie pracuje kilka do kilkunastu osób na jeden sklep z czego większość to kobiety.

Aż takich informacji czy są prawiczkami to nie mam ale są singlami. Narzekają na te kobiety, że takie wyrachowane, zdradliwe, zawistne i wszystko rozpowiadają.

Pewnie z facetami ale wiesz, że to nie działa 1 do 1 nie? Na 10 kobiet przypada 2-3 mężczyzn, a pozostałych 7-8 pozostaje niewidocznych dla tych kobiet.

W samej pracy czy raczej wykonując obowiązki z tej pracy nie miałbym problemów. Gorzej jest z atmosferą w takie pracy, ludzie nie za ciekawi. I jak już pisałem społeczne postrzeganie tej pracy nie jest zbyt dobre, człowiek dostaje łatkę "robola".

To byłby ostateczny cel zarabiania, przynajmniej na aktualnym etapie mojego życia

Chwila, magazyn z dużą ilością dziewczyn? Od kiedy dziewczyny pracują na magazynach? Widziałem nie jeden magazyn i jeszcze nigdy żadnej dziewczyny na takim magazynie. Co prawda to były w większości magazyny z dość ciężkimi rzeczami typu płyty meblowe.

Jeśli ta praca by mi się spodobała, czułbym się w niej spełniony, byłaby możliwość rozwoju i awansu nie musiałbym się zastanawiać nad swoimi biznesami. Żadna praca nie pozwoli zarobić na mieszkanie. Nawet zarabiając 50k miesięcznie i tak trzebaby było brać kredyt więc nie ma za bardzo różnicy. Mi by spokojnie wystarczyło 10k miesięcznie.

2 025

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Nie tak zero - jedynkowo, Shini. Twoja obecna sytuacja to wynik wielu czynników. Po prostu akurat nie masz niskiej inteligencji, z całą pewnością. A wysokie IQ nie gwarantuje wcale tak zwanego życiowego sukcesu. Definicji inteligencji jest więcej niż jedna. Jest ta inteligencja od testów IQ, ale istnieją też różne rodzaje inteligencji emocjonalnej.  Człowiek jest zauważalnie skomplikowany.

Jaka bym była w porównaniu do androida? Inna, Shini. W czymś byłby lepszy, ale są obszary, w których android byłby bez szans, między innymi dlatego, że emocji nie posiada, paru innych rzeczy też. smile

Nie dorastasz do pięt większości ludzi? Niemoralny skurwiel, bandzior, złodziej,  oszust, handlarz ludźmi, alfons, leniwy menel ochlajmorda, bydlak co żonę i dzieci leje bo może, żerujący na zasiłkach z lenistwa i z premedytacją,  taki, co dręczy innych bo zwyczajnie lubi i frajdę mu to sprawia, łapówkarz, intrygant... to może nie ludzie? Im też w pewnym sensie do pięt nie dorastasz ... i wielkie szczęście.

Chciałbyś dawać ludziom inspirację i przykład - tu akurat masz szanse. Jesteś w jakiejś sytuacji - wyjdziesz z niej na prostą  i dla iluś ludzi w podobnej możesz spokojnie stać się przykładem, że "da się" oraz "można".

Jak zmieniałam pracę, był kurs, powszechnie dostępny, wymogi wstępne dla chętnych pań i panów były jednakie - wiek 30plus i mgr. przed nazwiskiem. No i płatny był ten kurs, acz nie jakoś szaleńczo drogi.

Shini, bez złudzeń - wyrozumiała to ja bywam, bywam też bardzo, bardzo mało wyrozumiała. Ja Cię po prostu rozmawiając nie oceniam i paru innych rzeczy nie robię. Takie mam podejście do każdego, póki mi rzecz jasna nie podpadnie. Niełatwo mi podpaść, ale paru osobom w moim życiu się ta sztuka udała, stąd wiem, ze moja wyrozumiałość ma swoje granice.

Słowa "praca" i "ciekawa" ci się nie łączą... ciekawe, dlaczego? Masz jakiś pomysł, skąd Ci się to wzięło?
Nie jest za późno, żeby odkrywać świat, bzdura. Na wszechświat też nie za wcześnie - druga bzdura.
Cała reszta, Shini, jest strasznie niekonkretna... sam to widzisz. Spróbujesz pomyśleć nad czymś konkretniejszym?
Na przykład czy opieka nad egzotycznym zwierzętami to "praca w ZOO"?

Ja nawet nie miałem na myśli sukcesu tylko chociaż jakąś stabilną sytuację, a moja jest obecnie totalnie niestabilna. Ujmę to inaczej. Jeśli faktycznie mam tą inteligencję to kompletnie nie potrafię z niej skorzystać. Krótko mówiąc jest ona bezużyteczna w moim przypadku.

Ja na to patrzę przez pryzmat samego siebie. Mi teraz najbardziej by się przydały te cechy i umiejętności, w którym androidowi żaden człowiek nie dorasta do pięt. Mi teraz potrzeba skuteczności, braku wątpliwości i typowo ludzkich ograniczeń, w szczególności emocji.

Nawet takich ludzi uważam za lepszych ode mnie. Dlaczego? Bo nie stoją w miejscu. Wolałbym robić złe rzeczy niż nie robić nic. Większość z tych wymienionych ludzi osiąga to czego chcą, a przede wszystkim oni wiedzą czego chcą. Minus z tego taki, że tacy ludzie często lądują w więzieniu albo pod ziemią. Na tą chwilę nikomu do pięt nie dorastam i to jest mój problem.

Jeśli kiedyś uda mi się wyjść z tej sytuacji to z chęcią to opiszę i dam inspirację innym w podobnej sytuacji. Problem w tym, że na moje wyjście z tej sytuacji szanse są niewielkie.

Ja też nie miałbym problemów z pójściem na kurs, nawet płatny ale musiałbym wiedzieć jaki i do czego mógłby mi się przydać.

W takim razie postaram się ci nie podpaść. Ty i terapeutka jesteście chyba jedynymi osobami, które w ogóle mnie nie oceniają.

Bo praca kojarzy mi się z niewolnictwem, z robiłem czegoś "bo muszę". Napatrzyłem się na januszostwo, na ludzi zażywających po 12h dziennie za marne grosze. Nasłuchałem się historii jak to pracownicy byli traktowani co najwyżej jak cyferka w exelu. Regularnie natykam się na memy z Januszem i "Areczkiem", którego ten Janusz oszukuje i wykorzystuje na każdym kroku. Dodatkowo prawie wszyscy z mojego otoczenia pracowali zawsze w jednym miejscu, nikt nigdy nie osiągnął nic poza "trochę ponad minimalną". Co jeszcze nie zostało odkryte na Ziemi? Poza głębinami oceanów. Jak mielibyśmy odkrywać wszechświat skoro nie było nas jeszcze nawet na Marsie, a i księżyc wciąż jest niejasną kwestią? Właśnie problem w tym, że nie mogę wymyślić nic konkretnego. Praca w tym ZOO mogłaby być na prawdę ciekawa. Tylko też pewnie wymagania byłyby spore, jakieś studia z zoologii i pewnie nie tylko.

Próbowałem poprzeglądać trochę ogłoszeń. Wytrzymałem 10 min i dostałem czegoś w stylu ataku paniki. Jak zobaczyłem te wszystkie nazwy stanowisk w stylu "security manager" albo "director of security department" to dosłownie się przeraziłem. Te wszystkie ogłoszenia, wymagania, całość po angielsku, konieczność wpisania konkretnego stanowiska przy szukaniu to jest tak czarna magia, że czuję się jakbym próbował czytać coś napisanego w języku z innej planety. Sama myśl, że muszę wchodzić w to wszystko i to wszystko ogarnąć mnie dosłownie przeraża. Jeszcze ten LinkedIn gdzie sama strona pyta jakich konkretnie stanowisk poszukuję, jakie mam kontakty gdzie ja nawet znajomych nie mam zbyt wielu. Wyświetlają mi się jacyś ludzie w stylu proponowanych znajomych z FB i ci ludzie mają nazwy zawodów lub stanowisk o jakich nigdy nawet nie słyszałem. Tego jest tak dużo, jest tak różne i dziwne, że kompletnie nie rozumiem niczego co tam widzę. Tych potencjalnych możliwości jest tak dużo, że nawet nie wiem co czytać, czuję się kompletnie zagubiony na tych stronach do szukania pracy. Jakbym trafił do obcego kraju, na obcej planecie, w innej galaktyce. Jestem pozamiatany.

2 026

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Co z tej oceny w punktach wynika? Ano nic. Odkryliśmy już odkrytą Amerykę.

A co ma wynikać?

Jest facetem. Nikt mu nie pomoże.

2 027 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-05-04 09:58:23)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Dosłownie wczoraj wysłuchałam podcastu z udziałem coacha relacji (mam dystans do "kołczów", ale tej naprawdę suchało się bardzo dobrze i miała do przekazania wiele cennych uwag oraz wniosków), która wyraźnie podkreślała, co w gruncie rzeczy nie jest żadnym odkryciem, że zanim człowiek wejdzie w bliską relację i oczekuje, że będzie ona zdrowa oraz trwała, to najpierw powinien porządnie przepracować samego siebie. Chodzi między innymi o uporanie się z wewnętrznym krytykiem, własnymi ograniczeniami i przekonaniami, które sabotują relacje.

Pytanie po co komuś takiemu, związek z innym człowiekiem? Niepewności i zagrożenia z tym związane?
Wg mnie takie "znafczynie" przyczyniają się do wzrostu liczebności singli.
Oglądam kanał Autostopem na koniec świata. Tam facet powiedział jasno, co to za stabilizacja życiowa, gdy biorę sobie na głowę inną osobę, do tego często musze mieć kredyt, żeby gdzieś z nią żyć. No i oczywiście problemy z ewentualnymi dziećmi. To wprowadzanie trudności i niepewności, zamiast stabilizacja.
Przecież bycie singlem, nauczenie się siebie, własnych potrzeb i realizacja ich - jest najlepszą formą stabilizacji życiowej.

2 028

Odp: Co to znaczy żyć?
Farmer napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

W takim razie polecam popracować nad odbiorem przez rozmówcę. Bardzo cięzko mi się czyta kolejną twoją mini autobiografię - miałem najgorzej w życiu i cały świat sprzysiągł sie przeciwko mnie.

wcale nie miał najgorzej

ma/miał ciężko, ale bez przesady

Moim zdaniem nie chodzi o to, żeby się licytować kto miał gorzej. W ten sposób człowiek pokazuje jak jest roszczeniowy i egocentryczny.
Z założenia opowiadasz, że miałeś najgorzej bo nie jesteś na tyle empatyczny i ogarnięty, żeby sobie wyobrazić, że każdy człowiek ma swoje problemy, swoje kłopoty.
Zakładasz też że ludzie są głupi. Kiepska praca, mało kasy, brak dziewczyny - każdy rozumie że to niefajna sytuacja. Podkreślanie i mnozenie kolejnych szczegółów i scenariuszy tylko obciąża emocjonalnie rozmówcę, sugeruje, że rozmówca nie potrafi operować na szczątkowej informacji i trzeba mu wyjaśnić jak krowie na rowie zawiłość życia Shiniego.  Każdy rozumie, że jeśli twoje życie wygląda w okreslony sposób to cos poszło nie tak. Rozmówca to rozumie, i z tego co widzę w tym wątku naprawdę chce pomóc i ma dobre intencje.

2 029 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-04 12:56:20)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Jakbym słyszała słowo w słowo podejście powszechnie obowiązujące za czasów mojego dzieciństwa. To było zauważalnie dawno, a prezentowali je ludzie pokoleniowo obciążeni traumą co najmniej jednej wojny i okresu stalinizmu.

Może skoro tyle przeżyli, to zrozumieli więcej niż my, więc warto zastanowić czy możemy coś do dziś czerpać z tych mądrości? Skoro ciebie wychowali tak i funkcjinujesz lepiej niż Shini, to dlaczego uważasz, że Shini musi przyjąć dokładnie odwrotne zasady? U ciebie się sprawdziło. Założyłaś rodzinę, nie masz problemów finansowych. Chyba sukces wychowawczy. Nie zostałaś zwariowaną starą panną, wiecznie na terapii, bez konkretnego planu co zrobić ze swoim życiem.
Czyli tak mądrość pokoleniowa zła. Podejście behawioralne złe. Mierzalność efektów zła. Teraz już nawet twoja "empatia" zmienia się we wmawianie Shiniemu problemów których nie ma - system światopoglądowy, który wypracował przez ćwierć wieku, a nie zwykłe uzależnienie od porno. Tzn. ja nie wiem co mu jest, ale też widze, że ty coraz bardziej się rozkręcasz we wmawianiu mu jakiś problemów, które on sam potem debunkuje w odpowiedziach do ciebie.

2 030

Odp: Co to znaczy żyć?
Legat napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Dosłownie wczoraj wysłuchałam podcastu z udziałem coacha relacji (mam dystans do "kołczów", ale tej naprawdę suchało się bardzo dobrze i miała do przekazania wiele cennych uwag oraz wniosków), która wyraźnie podkreślała, co w gruncie rzeczy nie jest żadnym odkryciem, że zanim człowiek wejdzie w bliską relację i oczekuje, że będzie ona zdrowa oraz trwała, to najpierw powinien porządnie przepracować samego siebie. Chodzi między innymi o uporanie się z wewnętrznym krytykiem, własnymi ograniczeniami i przekonaniami, które sabotują relacje.

Pytanie po co komuś takiemu, związek z innym człowiekiem? Niepewności i zagrożenia z tym związane?
Wg mnie takie "znafczynie" przyczyniają się do wzrostu liczebności singli.
Oglądam kanał Autostopem na koniec świata. Tam facet powiedział jasno, co to za stabilizacja życiowa, gdy biorę sobie na głowę inną osobę, do tego często musze mieć kredyt, żeby gdzieś z nią żyć. No i oczywiście problemy z ewentualnymi dziećmi. To wprowadzanie trudności i niepewności, zamiast stabilizacja.
Przecież bycie singlem, nauczenie się siebie, własnych potrzeb i realizacja ich - jest najlepszą formą stabilizacji życiowej.

Kobieta która promuje postawę, żeby nauczyć sie być w miare bezproblemową osoba zanim sie wejdzie w relacje, przyczynia sie do wzrostu singlozy, ale facet który mówi wprost, że jest zbyt leniwy na jakiekolwiek zobowiązania rodzinno, damsko-męskie i finansowe, bo stabilizacja to jest on sam i jego hedonizm to już się nie przyczynia.
Ok. Sensowne.

2 031 Ostatnio edytowany przez Legat (2026-05-04 13:24:54)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Kobieta która promuje postawę, żeby nauczyć sie być w miare bezproblemową osoba zanim sie wejdzie w relacje, przyczynia sie do wzrostu singlozy, ale facet który mówi wprost, że jest zbyt leniwy na jakiekolwiek zobowiązania rodzinno, damsko-męskie i finansowe, bo stabilizacja to jest on sam i jego hedonizm to już się nie przyczynia.
Ok. Sensowne.

Dyskutujesz z własnymi stwierdzeniami, które dla własnej wygody sobie zbiłaś. Bez sensu, ale jakoś tak masz. smile
Facet podróżuje po całym świecie, nazywanie go leniem, to twoje karkołomne ustawianie jak ci pasuje.
Samodzielne kobiety i mężczyźni, to kiepski materiał do związku. Takie są moje obserwacje i zdanie. Mogę je mieć? smile

2 032

Odp: Co to znaczy żyć?
Legat napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Kobieta która promuje postawę, żeby nauczyć sie być w miare bezproblemową osoba zanim sie wejdzie w relacje, przyczynia sie do wzrostu singlozy, ale facet który mówi wprost, że jest zbyt leniwy na jakiekolwiek zobowiązania rodzinno, damsko-męskie i finansowe, bo stabilizacja to jest on sam i jego hedonizm to już się nie przyczynia.
Ok. Sensowne.

Dyskutujesz z własnymi stwierdzeniami, które dla własnej wygody sobie zbiłaś. Bez sensu, ale jakoś tak masz. smile
Facet podróżuje po całym świecie, nazywanie go leniem, to twoje karkołomne ustawianie jak ci pasuje.
Samodzielne kobiety i mężczyźni, to kiepski materiał do związku. Takie są moje obserwacje i zdanie. Mogę je mieć? smile

Możesz być leniwy w jednym obszarze, a pracowity w innym.
Jasne. Rozumiem, że wg ciebie on tez nie jest dobrym materiałem i tu się zgadzam. Ja nie widze samodzielności Pani coach i jej klientach, ale to chyba kwestia jak definijuemy samodzielność.

2 033

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Legat napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Dosłownie wczoraj wysłuchałam podcastu z udziałem coacha relacji (mam dystans do "kołczów", ale tej naprawdę suchało się bardzo dobrze i miała do przekazania wiele cennych uwag oraz wniosków), która wyraźnie podkreślała, co w gruncie rzeczy nie jest żadnym odkryciem, że zanim człowiek wejdzie w bliską relację i oczekuje, że będzie ona zdrowa oraz trwała, to najpierw powinien porządnie przepracować samego siebie. Chodzi między innymi o uporanie się z wewnętrznym krytykiem, własnymi ograniczeniami i przekonaniami, które sabotują relacje.

Pytanie po co komuś takiemu, związek z innym człowiekiem? Niepewności i zagrożenia z tym związane?
Wg mnie takie "znafczynie" przyczyniają się do wzrostu liczebności singli.
Oglądam kanał Autostopem na koniec świata. Tam facet powiedział jasno, co to za stabilizacja życiowa, gdy biorę sobie na głowę inną osobę, do tego często musze mieć kredyt, żeby gdzieś z nią żyć. No i oczywiście problemy z ewentualnymi dziećmi. To wprowadzanie trudności i niepewności, zamiast stabilizacja.
Przecież bycie singlem, nauczenie się siebie, własnych potrzeb i realizacja ich - jest najlepszą formą stabilizacji życiowej.

Kobieta która promuje postawę, żeby nauczyć sie być w miare bezproblemową osoba zanim sie wejdzie w relacje, przyczynia sie do wzrostu singlozy, ale facet który mówi wprost, że jest zbyt leniwy na jakiekolwiek zobowiązania rodzinno, damsko-męskie i finansowe, bo stabilizacja to jest on sam i jego hedonizm to już się nie przyczynia.
Ok. Sensowne.

Przyczynia się jedno i drugie. W ogóle jaki jest sens wchodzić w związek jeśli sami mamy wszystko czego nam potrzeba? To po co ta druga osoba? Ja najwięcej energii i motywacji miałem będąc z dziewczyną i robiąc coś dla niej, nie dla siebie. Będąc z nią potrafiłem robić rzeczy, których sam bym nie zrobił. Nic nie skłania mężczyzny do działania i rozwoju tak bardzo jak te wyżej wymienione zobowiązania.

2 034

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Kilka z opcji wymienionych przez czata brzmi ciekawie. Mam jedno pytanie. Jak ty osobiście sądzisz, które z tych opcji byłyby realnie możliwe? Nie chodzi mi o jakieś badania nad tym czy procentowe wyliczenia czata na temat prawdopodobieństwa tylko twoje osobiste zdanie.
(...)
Biorąc pod uwagę moje ograniczenia ponawiam pytanie. Jak myślisz, które z powyższych opcji byłby dla mnie możliwe biorąc pod uwagę te ograniczenia?

Uważam, że to nie jest pytanie do mnie, bo nie jestem w stanie ocenić Twoich kompetencji i możliwości. Jeśli już, to w pogłębionej rozmowie powinieneś przedyskutować to ze specjalistą,
Możesz też wykonać tę pracę samodzielnie, wybierając z listy pozycje, które leżą w zakresie Twojego zainteresowania i korzystając ze wspaniałego narzędzia, jakim jest Internet, zebrać interesujące Cię informacje. To naprawdę jest do zrobienia, nie trzeba czekać aż ktoś podsunie gotowe odpowiedzi na zadane pytania.

Shinigami napisał/a:

Znasz jakieś inne słowa niż "wygodne"? Na prawdę myślisz, że właśnie to był powód? To, a nie depresja, skrajnie niskie poczucie własnej wartości, błędne i destrukcyjne przekonania oraz wszelkie inne dolegliwości zdrowotne? Na prawdę widzisz tylko wygodę, ograniczenia nagle zniknęły? Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło samo słowo "wygodne" nie mówiąc już o zastanawianiu się nad tym co faktycznie by takie było.

Ujęłam to dokładnie tak, jak uważam, że powinno zostać ujęte. Moim zdaniem nie byłeś skłony podjąć jakichkolwiek działań, bo najłatwiej było schować się pod ochronnym parasolem firmy szwagra, wszystko inne wymagało podjęcia określonych działań i/lub ryzyka. Z kolei wyszukiwanie potencjalnych usprawiedliwień, to ściąganie z siebie odpowiedzialności za to, co jest dzisiaj. Przykro mi, ale tak to widzę.

Shinigami napisał/a:

Tamten etap jest stracony i nie da się go przywrócić ale gotów do dalszej nauki jestem cały czas. Spokojnie mógłbym pójść na jakieś podyplomowe lub kursy. W związku z tym myślisz, że da się jeszcze wykorzystać te studia czy już całkowicie wszystko stracone?

A Ty sam jak uważasz?
Bo ja, że nie ma takich ram czasowych, po których przekroczeniu nie warto podejmować wyzwań, by zmieniać swoje życie na lepsze. Wszystko jest kwestią siły motywacji.

Właśnie przypomniał mi się 87-letko pan Józef, który po raz trzeci podchodzi do matury. Uparty jest, ale bardzo go za tę determinację podziwiam.

Shinigami napisał/a:

Niech zgadnę kuzyn nie ma ani jednego z moich ograniczeń, a na dodatek pewnie jest w szczęśliwym związku, nie mieszka z rodzicami i ogólnie nie narzeka na relacje międzyludzkie ani na to jakie miał w przeszłości relacje z rodzicami?

Po raz kolejny patrzysz na świat przez pryzmat własnych ograniczeń, a to prowadzi do błędnych wniosków.
W każdym razie nie zgadłeś. Kiedy ten młody chłopak był dzieckiem, jego ojciec popełnił samobójstwo zostawiając matkę, dwoje dzieci i rozpoczętą budowę domu. Jest zatem półsierotą i starszym z braci. Obaj mogli albo taplać się w swoim nieszczęściu, albo ogarnąć, kiedy mama podjęła decyzję o dokończeniu budowy, przeprowadce i wzięciu pełnej odpowiedzialności za dzieci, co jednak wymagało od nich współpracy. Czy było im łatwo? Na pewno nie. Obecnie kończy studia, równocześnie pracuje, ale mieszka z mamą i bratem, co biorąc pod uwagę sytuację na pewno nie stawia go w gorszym świetle.
Muszę przy tym dodać, że z roku na rok jestem pod coraz większym wrażeniem tego młodego człowieka. Jest niesamowicie "normalny", zabawny, operatywny i zaradny, nie boi się pracy, widać też wielki szacunek do matki.
Nie wiem czy obecnie jest w związku, bo widuję go przy okazji rodzinnych spotkań i o to nie pytam, ale rok temu na weselu, na którym wspólnie się bawiliśmy, pojawił się z koleżanką.

Shinigami napisał/a:

Co rozumiesz poprzez bardziej zdecydowane działania szukając pracy?

Shini, piszę bardzo poważnie - zadajesz pytania jak dziecko, nie jak ktoś, kto żyje w społeczeństwie od ponad trzech dekad.
Bardziej zdecydowane działania to coś więcej niż zachowawcze przeglądanie ofert, ewentualnie czekanie aż praca sama przyjdzie.
Podaję tylko dla przykłądu: można się kontaktować z pracodawcami, u których chciałoby się pracować, umawiać na spotkanie z kimś z działu HR, wysyłać konkretne oferty, zostawić CV w agencjach pracy, brać udział w targach i mogłabym tak jeszcze.

2 035

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Przyczynia się jedno i drugie. W ogóle jaki jest sens wchodzić w związek jeśli sami mamy wszystko czego nam potrzeba? To po co ta druga osoba? Ja najwięcej energii i motywacji miałem będąc z dziewczyną i robiąc coś dla niej, nie dla siebie. Będąc z nią potrafiłem robić rzeczy, których sam bym nie zrobił. Nic nie skłania mężczyzny do działania i rozwoju tak bardzo jak te wyżej wymienione zobowiązania.

To dlaczego się nie rozwijasz, skoro wiesz, że to zwiększy szanse na poznanie kolejnych dziewczyn?
To jest strategia na ostatnia chwilę - zaczynam działaś kiedy już mam nagrodę w reku.
Strategia myślenia na przyszłość - zaczynam działać, bo spodziewam się nagrody w przyszłości.

2 036

Odp: Co to znaczy żyć?
Legat napisał/a:

Pytanie po co komuś takiemu, związek z innym człowiekiem? Niepewności i zagrożenia z tym związane?
Wg mnie takie "znafczynie" przyczyniają się do wzrostu liczebności singli.
Oglądam kanał Autostopem na koniec świata. Tam facet powiedział jasno, co to za stabilizacja życiowa, gdy biorę sobie na głowę inną osobę, do tego często musze mieć kredyt, żeby gdzieś z nią żyć. No i oczywiście problemy z ewentualnymi dziećmi. To wprowadzanie trudności i niepewności, zamiast stabilizacja.
Przecież bycie singlem, nauczenie się siebie, własnych potrzeb i realizacja ich - jest najlepszą formą stabilizacji życiowej.

Komuś takiemu, czyli jakiemu? Temu już naprawionemu czy wciąż do naprawy? wink
Bo ja uważam, że tylko jeśli w związek wchodzi dwoje zdrowych emocjonalnie, dojrzałych i życiowo stabilnych ludzi, to nie ma tego, co nazywasz niepewnością i zagrożeniem. Samodzieność jest wyłącznie atutem, bo nikt nikogo już na starcie nie musi wyciągać na prostą ani nawet pomagać mu się "naprawiać". Jeśli jest inaczej, to często jest to prosta droga do katastrofy. Nie mówię, że zawsze, ale za dużo w życiu widziałam, żeby twierdzić inaczej.
Związek nawet tym samodzielnym osobom daje bliskość, wsparcie i możliwość dzielenia życia z kimś ważnym - nie z potrzeby, ale z wyboru. W końcu nawet jeśli sama mogę w zasadzie wszystko, to sama się przecież nie przytulę wink Nie lubię też wracać do pustego domu, w którym nikt na mnie nie czeka, zasypiać w pustym łóżku i jesienią pić herbatę w swoim własnym towarzystwie, bo obok nie ma nikogo, kto jest tam zawsze.

2 037

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Ja nawet nie miałem na myśli sukcesu tylko chociaż jakąś stabilną sytuację, a moja jest obecnie totalnie niestabilna. Ujmę to inaczej. Jeśli faktycznie mam tą inteligencję to kompletnie nie potrafię z niej skorzystać. Krótko mówiąc jest ona bezużyteczna w moim przypadku.

Ja na to patrzę przez pryzmat samego siebie. Mi teraz najbardziej by się przydały te cechy i umiejętności, w którym androidowi żaden człowiek nie dorasta do pięt. Mi teraz potrzeba skuteczności, braku wątpliwości i typowo ludzkich ograniczeń, w szczególności emocji.

Nawet takich ludzi uważam za lepszych ode mnie. Dlaczego? Bo nie stoją w miejscu. Wolałbym robić złe rzeczy niż nie robić nic. Większość z tych wymienionych ludzi osiąga to czego chcą, a przede wszystkim oni wiedzą czego chcą. Minus z tego taki, że tacy ludzie często lądują w więzieniu albo pod ziemią. Na tą chwilę nikomu do pięt nie dorastam i to jest mój problem.

Jeśli kiedyś uda mi się wyjść z tej sytuacji to z chęcią to opiszę i dam inspirację innym w podobnej sytuacji. Problem w tym, że na moje wyjście z tej sytuacji szanse są niewielkie.

Ja też nie miałbym problemów z pójściem na kurs, nawet płatny ale musiałbym wiedzieć jaki i do czego mógłby mi się przydać.

W takim razie postaram się ci nie podpaść. Ty i terapeutka jesteście chyba jedynymi osobami, które w ogóle mnie nie oceniają.

Bo praca kojarzy mi się z niewolnictwem, z robiłem czegoś "bo muszę". Napatrzyłem się na januszostwo, na ludzi zażywających po 12h dziennie za marne grosze. Nasłuchałem się historii jak to pracownicy byli traktowani co najwyżej jak cyferka w exelu. Regularnie natykam się na memy z Januszem i "Areczkiem", którego ten Janusz oszukuje i wykorzystuje na każdym kroku. Dodatkowo prawie wszyscy z mojego otoczenia pracowali zawsze w jednym miejscu, nikt nigdy nie osiągnął nic poza "trochę ponad minimalną". Co jeszcze nie zostało odkryte na Ziemi? Poza głębinami oceanów. Jak mielibyśmy odkrywać wszechświat skoro nie było nas jeszcze nawet na Marsie, a i księżyc wciąż jest niejasną kwestią? Właśnie problem w tym, że nie mogę wymyślić nic konkretnego. Praca w tym ZOO mogłaby być na prawdę ciekawa. Tylko też pewnie wymagania byłyby spore, jakieś studia z zoologii i pewnie nie tylko.

Próbowałem poprzeglądać trochę ogłoszeń. Wytrzymałem 10 min i dostałem czegoś w stylu ataku paniki. Jak zobaczyłem te wszystkie nazwy stanowisk w stylu "security manager" albo "director of security department" to dosłownie się przeraziłem. Te wszystkie ogłoszenia, wymagania, całość po angielsku, konieczność wpisania konkretnego stanowiska przy szukaniu to jest tak czarna magia, że czuję się jakbym próbował czytać coś napisanego w języku z innej planety. Sama myśl, że muszę wchodzić w to wszystko i to wszystko ogarnąć mnie dosłownie przeraża. Jeszcze ten LinkedIn gdzie sama strona pyta jakich konkretnie stanowisk poszukuję, jakie mam kontakty gdzie ja nawet znajomych nie mam zbyt wielu. Wyświetlają mi się jacyś ludzie w stylu proponowanych znajomych z FB i ci ludzie mają nazwy zawodów lub stanowisk o jakich nigdy nawet nie słyszałem. Tego jest tak dużo, jest tak różne i dziwne, że kompletnie nie rozumiem niczego co tam widzę. Tych potencjalnych możliwości jest tak dużo, że nawet nie wiem co czytać, czuję się kompletnie zagubiony na tych stronach do szukania pracy. Jakbym trafił do obcego kraju, na obcej planecie, w innej galaktyce. Jestem pozamiatany.

No i Shini jest zasadnicza różnica między "nie mam inteligencji na wystarczającym poziomie a "mam i nie potrafię z niej skorzystać". W pierwszym przypadku ograniczenie niezależne od człowieka, w drugim ograniczenie ale takie, z którym da się coś zrobić.
Emocje, Shini, nie są wyłącznie ograniczeniem. Emocje są też motorem do działania. Przy braku emocji na niczym człowiekowi nie zależy poza podtrzymaniem funkcji życiowych na poziomie podstawowym, a tu działa raczej instynktownie i sorki, nawet zwierzęta wyżej rozwinięte mają emocje na wyposażeniu fabrycznym. Emocje im pozwalają przeżyć, gdyby na przykład nie czuły strachu to by stały jak kołki zamiast przed atakującym drapieżnikiem uciekać.
Ten android mocno Ci bruździ, rozmawiałeś o tym swoim koncepcie z terapeutką?

Na Ziemi zostały niezbadane nie tylko głębiny morskie, poza tym świat to nie tylko geografia. Wszechświat poznaje się używając innych narzędzi niż statki kosmiczne i całkiem nieźle to idzie. smile

Wszystko lepsze od stania w miejscu? A wiesz, że to trafna obserwacja? Całkiem sporo wielce poważanych ludzi na to wpadło, że stanie w miejscu straszliwie szkodliwe bywa. Konkretnie w kontekście działań wojennych to widać. Jeśli by uznać, że życie to walka zaiste - masz rację.

Podpaść mi niełatwo, nie musisz się starać, samo Ci się uda smile

Straszne z tym skojarzeniem pracy i niewolnictwa. Ja to nazywam prywatnie mentalnością chłopa z nędznej wioski.  Nie ruszy się, jakoś przeżyje ale słabo i tego złego pana ma na karku chce czy nie chce. Egzystuje i innym zazdrości. Kiedyś to był real dla wielu. Z takiej wioski jeden na wielu zrywem w świat się wyrwie, uda mu się albo nie, ale jeśli się uda to do wsi nie wraca.
Ja miałam szczęście, oboje moi rodzice uznawali, że praca to coś, co się lubi. Czym skorupka za młodu... jak się zastanawiałam, co to ja będę w życiu robić "będę to lubić" było bardzo istotnym kryterium.
U Ciebie środowiskowo wyszło, że pracy się lubić nie da, praca zarobkowa to musowo jakiś koszmar. I jak Cię tu przekonać, że wcale tak być nie musi oraz nie powinno?

Shini, skoro praca w ZOO mogłaby być naprawdę ciekawa to może by sprawdzić, kto w takim ZOO pracuje. Toż nie tylko lekarze weterynarii i naukowcy - zoologowie. Zwierzaki ktoś karmi, ktoś wybiegi czyści, pomaga przy leczeniu... to też praca.

Przeglądanie ogłoszeń nie za bardzo ma sens jeśli człowiek nie wie, czego szuka. Inaczej to będzie wyglądało, jak już zdecydujesz, w którą stronę iść.
Najpierw określenie zakresu przynajmniej, potem ogłoszenia, inaczej idzie oszaleć.
Tak Ci przypomnę, że szukasz pracy na teraz, nie na wieki. smile

2 038

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Bo ja, że nie ma takich ram czasowych, po których przekroczeniu nie warto podejmować wyzwań, by zmieniać swoje życie na lepsze. Wszystko jest kwestią siły motywacji.

Właśnie przypomniał mi się 87-letko pan Józef, który po raz trzeci podchodzi do matury. Uparty jest, ale bardzo go za tę determinację podziwiam.

W ramach "można różnie na rzecz spojrzeć"
Ja w ogóle nie funkcjonuję w modelu "podejmowanie wyzwań". Hasło "podejmij wyzwanie" na mnie działa odwrotnie, niezwłocznie staję okoniem. Ale nigdy nie jest za późno na coś nowego, ciekawego i owszem, jak najbardziej. Od dziecka nie znosiłam rywalizacji, żadna wygrana mnie nie cieszyła jakoś zauważalnie, za to wciągały mnie rzeczy, które uznałam za fajne, ciekawe, warte wysiłku. Nigdy też nie weszłam w tryb walki z samą sobą jako koncepcji na funkcjonowanie w jakimkolwiek obszarze życia.

Pan Józef nie budzi mojego podziwu, raczej chyba coś na kształt zrozumienia połączonego ze współczuciem. 
Nie napisałam tego, Priscilla, w ramach nijakiej polemiki z Tobą, tak na wszelki wypadek dopiszę. Chodziło mi o pokazanie, że różni są ludzie i różnie do tego samego podchodzą. smile

2 039 Ostatnio edytowany przez Farmer (2026-05-04 20:57:37)

Odp: Co to znaczy żyć?

To co wszyscy próbują napisać, to to, że czas najwyższy opuścić swoją strefę komfortu, bo życie ci ucieka.

Chcesz lepszej pracy? Idź do konkurencji. Zapytaj ile tam płacą i co mogą dodatkowo zaproponować - kursy, dofinansowania itp.

Zaplanuj sobie krótki urlop za granicą - sprawdź koszty samodzielnego lotu do Włoch, Hiszpanii, Grecji, gdzie oprócz biletów musiałbyś załatwić sobie nocleg i jedzenie.

Nie rozwiniesz się, gdy nie masz powodów do zmiany i rozwoju.

2 040

Odp: Co to znaczy żyć?

Oj, Farmer, Farmer....
gdybyż to było takie proste...
Shini od dawna teoretycznie wie, co powinien zrobić, problem w tym, że nie jest w stanie z przyczyn przelicznych.

2 041

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

A po co sami mają wyciągać rękę po jakiegoś jelenia, który tylko chciał się prześlizgnąć? Ręce są wyciągane - a i owszem - do stypendystów, do członków kół naukowych. Tak jest na każdej uczelni. Moje kontakty z czasów studenckich wciąż mi robią robotę. A ty zjebałeś po maksie perspektywiczny kierunek, który wybrałeś sobie sam.

Koleś nie skontaktował się z biurem ani razu przez całe studia, nie wysłał nigdzie CV. Jak ktoś ma się do niego zgłosić?

Shini czy ty masz autyzm? Twoje wypowiedzi są dość robotyczne. Robiłeś sobie kiedyś testy?

Po pierwsze jeszcze nie słyszałem by na studiach zaocznych w ogóle dało się należeć do kół naukowych.

Moje drugie studia robiłem niestacjonarnie. Byłem w kole naukowym i byłem w-ce przewodniczącym samorządu studenckiego ds. studentów niestacjonarnych. Byłem też w komisji stypendialnej.


Do stypendium zawsze mi minimalnie brakowało.

LO? I to najlepszy dowód jakim jesteś ignorantem. Stypendium to nie średnia. Średnia to tylko próg minimalny. Liczą się zdobyte ECTSy poprzez publikacje w czasopismach naukowych, udział w konferencjach naukowych, reprezentowanie uczelni na oficjalnych eventach i tak dalej. U mnie była taka konkurencja, że sama średnia nie dawała nic, bo jest też ograniczenie jaki % studentów może to stypendium dostać. 


W tamtym czasie nawet się nie zastanawiałem nad perspektywicznością kierunku.

Pisałeś o tym, że wybrałeś kierunek sobie sam na podstawie tego, że ci się podobał.


Po drugie o jakim ty biurze mówisz? Chodzi o biuro karier, które w weekendy było zamknięte? Zanim zapytasz czemu po prostu nie poszedłem na dzienne to już odpowiadam. Bo nie miałbym żadnych swoich pieniędzy i o wszystko musiałbym żebrać u rodziców, którzy też zbyt wiele nigdy nie mieli.

A wiesz, ze tam można maila napisać? A wiesz, ze jest coś takiego jak stypendium socjalne?

Możliwe, że mam spektrum autyzmu. Testów jeszcze nie robiłem, jest plan żeby je zrobić.

Robiłeś. W szkole. Dlatego masz zdiagnozowaną dysgrafię.

2 042

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Dosłownie wczoraj wysłuchałam podcastu z udziałem coacha relacji (mam dystans do "kołczów", ale tej naprawdę suchało się bardzo dobrze i miała do przekazania wiele cennych uwag oraz wniosków), która wyraźnie podkreślała, co w gruncie rzeczy nie jest żadnym odkryciem, że zanim człowiek wejdzie w bliską relację i oczekuje, że będzie ona zdrowa oraz trwała, to najpierw powinien porządnie przepracować samego siebie. Chodzi między innymi o uporanie się z wewnętrznym krytykiem, własnymi ograniczeniami i przekonaniami, które sabotują relacje.

Co ważne w kontekście Twojej wypowiedzi, mocno zwracała uwagę, że jeśli ktoś jest naprawdę zmotywowany, to nie trzeba w tym procesie tkwić długimi miesiącami. Wręcz przeciwnie - coraz częściej zakłada się, że ten proces powinien być możliwie krótki w czasie. W tym nowym podejściu liczy się konkret: zadania, działanie, konfrontacja z własnymi schematami i realne zaangażowanie. Ona sama pracuje z klientami w taki sposób, że dostają bardzo konkretne zadania do wykonania i muszą w to włożyć dużo wysiłku i zaangażowania, za to efekty przychodzą bardzo szybko, często zaskakując nawet samych klientów.

Zasadniczo to nic nowego. To samo się wykorzystywało w szkoleniu unitarnym i zaawansowanym w wojsku od wielu lat. Inna forma i cel, ale sposób ten sam.

2 043 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-04 23:32:44)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Jak ty osobiście sądzisz, które z tych opcji byłyby realnie możliwe?

Poza mundurówką i pracami/stanowiskami gdzie jest kontrola kontrwywiadowcza to miałeś szansę. Obecnie masz bardzo małe ze względu na brak dodatkowych kursów/uprawnień i kwalifikacji. Nawet nie uczestniczyłeś jako bierny słuchacz w konferencjach dot. bezpieczeństwa.

https://safetyproject.pl/wydarzenia/

edit - Na tym rynku jest mocna konkurencja. Zacząłbym od udziału w jakiejś konferencji i zrobił sobie kurs SERE. To zawsze dobrze wygląda i daje dobry wgląd w samego siebie. Z takich dających najwięcej to są:

- Kurs Audytora Wewnętrznego (a później wiodącego) ISO 27001
- Certyfikat IOD
- PRINCE2 Foundation / Practitioner
- Kurs Specjalisty ds. Zamówień Publicznych
- Inspektor Ochrony Przeciwpożarowej / lub coś z BHP
- (już po kilku latach) ASIS CPP
- certyfikaty językowe
- tu bardziej prawnie, ale mimo wszystko - wszystko związane z RODO

To tak na początek. Wystarczy poszukać czego wymagają na stanowiskach w ofertach pracy np https://www.pracuj.pl/praca/specjalista … I_L3_5_1_1


To, a nie depresja, skrajnie niskie poczucie własnej wartości, błędne i destrukcyjne przekonania oraz wszelkie inne dolegliwości zdrowotne?

Połowa (jak nie lepiej) twoich problemów zdrowotnych to psychosomatyka i efekty uzależnienia i przebodźcowania. Niska samoocena to fajna wymówka, ale nieprawdziwa. Zdradził cię sposób w jaki pisałeś dlaczego nie byłeś zainteresowany interakcją z kolegami i dlaczego nie gadasz za bardzo na necie z innymi pasjonatami anime i mangi.

Co rozumiesz poprzez bardziej zdecydowane działania szukając pracy?

Zrobienie kursów, uprawnień, uczestnictwo w otwartych wykładach, warsztatach, sympozjach, konferencjach, WYSŁANIE CHOĆ JEDNEGO CV. Takie tam.....


Muqin napisał/a:

Po prostu akurat nie masz niskiej inteligencji

Napisałaś to 30letniemu  kolesiowi, któremu trzeba tłumaczyć podstawy, bo jemu coś tam się inaczej wydawało na podstawie bajek dla dzieci.

LOL.

2 044

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

mocno zwracała uwagę, że jeśli ktoś jest naprawdę zmotywowany, to nie trzeba w tym procesie tkwić długimi miesiącami. Wręcz przeciwnie - coraz częściej zakłada się, że ten proces powinien być możliwie krótki w czasie. W tym nowym podejściu liczy się konkret: zadania, działanie, konfrontacja z własnymi schematami i realne zaangażowanie. Ona sama pracuje z klientami w taki sposób, że dostają bardzo konkretne zadania do wykonania i muszą w to włożyć dużo wysiłku i zaangażowania, za to efekty przychodzą bardzo szybko, często zaskakując nawet samych klientów.

Od jakiegoś czau mnie autentycznie intryguje to "naprawdę zmotywowany".
Oczywiście, jeśli ktoś szybko i sprawnie realizuje można uznać, ze był naprawdę zmotywowany.
Fajnie, że się zakłada krótki proces i ok. w sumie znakomicie brzmi.

A co z osobnikiem "niezmotywowanym" czynić należy? Czy powiedzmy "nie-naprawdę zmotywowanym"?
Albo, o zgrozo opór bierny stosującym w charakterze tzw. mechanizmu obronnego?

Pani cytowana zwyczajnie z takimi nie pracuje najprawdopodobniej, choć może się mylę i zna jakieś znakomite a skuteczne sposoby by niewystarczająco zmotywowanego zmotywować. Jeśli zna i skutecznie stosuje to bez ironii chętnie poznam. Ale jakoś mi się nie wydaje.

Jak pani coach  może skłonić kogoś do włożenia w coś wysiłku? Kij - nie będę z panem pracować dalej. Marchewka- ?
A jak na kij/marchewka nie idzie?

2 045 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-04 23:26:36)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Od jakiegoś czau mnie autentycznie intryguje to "naprawdę zmotywowany".
Oczywiście, jeśli ktoś szybko i sprawnie realizuje można uznać, ze był naprawdę zmotywowany.
Fajnie, że się zakłada krótki proces i ok. w sumie znakomicie brzmi.

A co z osobnikiem "niezmotywowanym" czynić należy? Czy powiedzmy "nie-naprawdę zmotywowanym"?

Nie ma niezmotywowanych. Są tylko zmotywowani do złych rzeczy - np marudzenia w internecie (a przecież Shini pisał, że każdy dłuższy post zajmuje mu z godzinę jak nie lepiej), porno i masturbacji, przetapiania czasu na anime i tak dalej. Do tego jakoś mu motywacji nie brakuje. Ba - można rzecz, że osiągnął poziom mistrzowski w rozbijaniu gówna na atomy.


Albo, o zgrozo opór bierny stosującym w charakterze tzw. mechanizmu obronnego?

Jak ktoś potrafi bawić się fujarą do znieczulicy, a przy tym uprawiać sztuki walki od dziecka (nawet jak z przerwami) to tu nie ma żadnego oporu. Jest lenistwo i księżniczkowanie. Jego marudzenie jest tylko grą dla zwrócenie uwagi, bo sumarycznie mu wygodnie w jego życiu: finansami martwić się nie musi, obowiązków i odpowiedzialności nie ma żadnej.

-edit-

Jak pani coach  może skłonić kogoś do włożenia w coś wysiłku? Kij - nie będę z panem pracować dalej. Marchewka- ?
A jak na kij/marchewka nie idzie?

Jak ktoś nie chce nic zrobić/nie chce włożyć wysiłku to znaczy, że szuka przysłowiowego chuja do dupy i tak naprawdę żadną zmianą zainteresowany nie jest. Najlepszy przykład z Shinim - jak chciał pójść na masaż kutasa to poszedł. Od razu. Jak chce na jakiś konwent czy co tam anime/mangi pojechać to jedzie. W tych tematach praktycznie żadnych obiekcji nie miał. Jak chciał zmieniać szkołę walki to zmieniał. Jak chciał ćwiczyć w domu to jakieś graty do tego celu kupił. Jak przyszło mu załatwiać sprawy firmowo-urzędowe załatwiać to to ogarnął. Jak przyszło szkolić pracownika to też dał radę. Więc to nie jest tak, że Shini nie jest zdolny do zmiany, czy do działania. Bo jest. O ile tego realnie chce.

2 046

Odp: Co to znaczy żyć?

Znowu dokonujesz wyboru, Jack.
Oprawca to nie, ale dręczyciel na pewno. Tak szkolny dręczyciel. Jest okazja - dowalę Shiniemu. Bo mogę oraz dla beki.

2 047 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-05 00:24:21)

Odp: Co to znaczy żyć?

Wmawiasz Shiniemu problemy, których zwyczajnie nie ma i kreujesz przed nim konieczność pracy latami bez jakiegokolwiek realnego do osiągnięcia celu. Bo nie rozwiązuje to żadnych starych (przeszłych) problemów, a nowe (aktualne) tylko przybywają. Po co? Taka ciocia dobra rada jesteś? Bo ja tu widzę tylko nawijany przez ciebie makaron na jego uszy, aby go w tej chujni utrzymać. Po co? Abyś mogła się poczuć lepiej, ze wreszcie jakiś młodszy koleś ma problemy, które tobie w jakiś sposób przeszkadzały w młodości?

Jakby chłopak swoją zawziętość do walenia konia spożytkował na pracę i zdobywanie uprawnień to już by zarabiał 10k z palcem w nosie po swoim "kierunku bez perspektyw". Jakby wysłał CV w ilościach wyprodukowanych tutaj postów to robotę dawno by znalazł.

To jest jego przynajmniej trzecia terapia. Pierwszą miał w szkole, bo już tu wyszło, że oprócz pedagoga to chodził do szkolnego psychologa. Stąd psychotesty i diagnoza dysgrafii (czy co on tam ma) oraz m.in zalecenie uczęszczania na zajęcia walki wręcz. Później był w kolejnej terapii, zaraz na początku jego przygody z tym forum. To terapeutka się poddała, bo przegadała z nim wszystko co było do przegadania (bo go nikt nie molestował, ani nie ma żadnej traumy, ani nikt go nie krzywdził w żaden sposób, nie tkwił w toksycznej relacji, nie ma żadnych zobowiązań) i jak przyszło do wprowadzania wniosków z terapii w życie to przestał do niej chodzi. Z tym jego chodzeniem po lekarzach podobnie - jak w końcu dostał diagnozę, że ma IBS-D, to przestał chodzić i nie podjął leczenia. Zrezygnował i zaczął szukać czegoś innego - kolejnego lekarza i kolejnych badań. Po których wychodzi, że jednak nic mu nie jest. A zmian w życiu nie wprowadza żadnych - ani co do diety, ani higieny snu, ani uzależnienia.

Do psychiatry chodzi już przynajmniej trzeciego, a leki jak przyjmował to w kratkę (ba - przecież nawet ma tu temat o tym jak z dnia na dzień mu się leki skończyły). I stawiam dolary przeciwko orzechom, że tak naprawdę żadnemu psychiatrze do uzależnienia od porno i masturbacji się nie przyznał. A wiesz skąd wiem? Bo dostałby inne leki. Przy opisywanych przez niego tutaj objawach dostałby z marszu Androcur i Dulsevie. Oba mają działanie antydepresyjne, przeciwlękowe i jednocześnie używa się pierwszego do obniżenia libido, a drugiego do leczenia bólu przewlekłego. I hydroksyzynę do okazjonalnego stosowania jako coś nasennego jeśli mieszanka dwóch poprzednich będzie pod tym kątem za słaba. Albo dostałby jakąś podobną mieszankę leków, ale właśnie o takim/zbliżonym spektrum działania.

Skutek twojego rozbijania gówna na atomy kolejnymi pogaduszkami i zagłaskiwania go jest taki, że Shini ma co raz więcej wymówek, aby sumarycznie nie robić nic. No bo przecież do niczego zdolny nie jest, póki problemów nie przepracuje. A nie przepracuje, póki nie przegada. A nie przegada, bo przecież z każdym nowym rozmówcą/terapeutą można zacząć od początku. I tak bez końca. A już tylko na tym forum mówi wciąż i wciąż o tym samym w LATACH. O problemie jego CV i pracy to jest gadka chyba z 4 raz. DOKŁADNIE TAKA SAMA. O takim samym przebiegu i wnioskach.

2 048

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Oj, Farmer, Farmer....
gdybyż to było takie proste...
Shini od dawna teoretycznie wie, co powinien zrobić, problem w tym, że nie jest w stanie z przyczyn przelicznych.

a te przeliczne problemy nie stanowią przeszkody dla innych ludzi
Dlaczego?

2 049

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
Shinigami napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Koleś nie skontaktował się z biurem ani razu przez całe studia, nie wysłał nigdzie CV. Jak ktoś ma się do niego zgłosić?

Shini czy ty masz autyzm? Twoje wypowiedzi są dość robotyczne. Robiłeś sobie kiedyś testy?

Po pierwsze jeszcze nie słyszałem by na studiach zaocznych w ogóle dało się należeć do kół naukowych.

Moje drugie studia robiłem niestacjonarnie. Byłem w kole naukowym i byłem w-ce przewodniczącym samorządu studenckiego ds. studentów niestacjonarnych. Byłem też w komisji stypendialnej.

I własnie wychodzi największy problem robienia z siebie ofiary. Poznajesz kogoś kto był w podobnej sytuacji i sobie poradził. Ale w trybie ofiary już zamykasz się, że dostaniesz od kogos takiego feedback i wsparcie - bo przecież sie nie da, niemożliwe, niewykonalne.

2 050 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-05 10:19:25)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

A co z osobnikiem "niezmotywowanym" czynić należy? Czy powiedzmy "nie-naprawdę zmotywowanym"?
Albo, o zgrozo opór bierny stosującym w charakterze tzw. mechanizmu obronnego?

Pani cytowana zwyczajnie z takimi nie pracuje najprawdopodobniej, choć może się mylę i zna jakieś znakomite a skuteczne sposoby by niewystarczająco zmotywowanego zmotywować. Jeśli zna i skutecznie stosuje to bez ironii chętnie poznam. Ale jakoś mi się nie wydaje.

Jak pani coach  może skłonić kogoś do włożenia w coś wysiłku? Kij - nie będę z panem pracować dalej. Marchewka- ?
A jak na kij/marchewka nie idzie?

A jaką można mieć motywacje żeby wstawać do dziecka o 3 rano? Albo zapieprzać na zmywaku w UK? Albo zajmowania sie niepełnosprawnym dzieckiem? Jesteś zblazowana i myślisz w terminach ludzi których stać na psychologiczne autoanalizy. Dużo ludzi nie tyle nie doświadcza tych wszystkich mechanizmów, co po prostu ich nie stać, żeby sobie pozwolić na ich przeżywanie. Shini do nich należy.

Muqin napisał/a:

Znowu dokonujesz wyboru, Jack.
Oprawca to nie, ale dręczyciel na pewno. Tak szkolny dręczyciel. Jest okazja - dowalę Shiniemu. Bo mogę oraz dla beki.

Dziewczyno, to rozmowa dwoch facetów 30+. Jak szkoła? Szkoła to jest dla dzieci. Weź sie ogarnij. Bili cię w szkole, że tak to przezywasz i to jedyny punkt odniesienina do całego twojego życia?

Jack Sparrow napisał/a:

Wmawiasz Shiniemu problemy, których zwyczajnie nie ma i kreujesz przed nim konieczność pracy latami bez jakiegokolwiek realnego do osiągnięcia celu. Bo nie rozwiązuje to żadnych starych (przeszłych) problemów, a nowe (aktualne) tylko przybywają. Po co? Taka ciocia dobra rada jesteś? Bo ja tu widzę tylko nawijany przez ciebie makaron na jego uszy, aby go w tej chujni utrzymać. Po co? Abyś mogła się poczuć lepiej, ze wreszcie jakiś młodszy koleś ma problemy, które tobie w jakiś sposób przeszkadzały w młodości?
....
Skutek twojego rozbijania gówna na atomy kolejnymi pogaduszkami i zagłaskiwania go jest taki, że Shini ma co raz więcej wymówek, aby sumarycznie nie robić nic. No bo przecież do niczego zdolny nie jest, póki problemów nie przepracuje. A nie przepracuje, póki nie przegada. A nie przegada, bo przecież z każdym nowym rozmówcą/terapeutą można zacząć od początku. I tak bez końca. A już tylko na tym forum mówi wciąż i wciąż o tym samym w LATACH. O problemie jego CV i pracy to jest gadka chyba z 4 raz. DOKŁADNIE TAKA SAMA. O takim samym przebiegu i wnioskach.

Dochodze do podobnych wniosków. Nie jestem w stanie nawet czytać rozmemłanych postów Muqin, z aluzjami i nawiązaniami do poważnych problemów, ale nie do końca już wiadomo jakich, oraz metod które mają pomóc, ale też nie wiadomo jak i z czym.

2 051

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

I własnie wychodzi największy problem robienia z siebie ofiary. Poznajesz kogoś kto był w podobnej sytuacji i sobie poradził. Ale w trybie ofiary już zamykasz się, że dostaniesz od kogos takiego feedback i wsparcie - bo przecież sie nie da, niemożliwe, niewykonalne.

To nie tyle problem robienia z siebie ofiary co stała zagrywka w repertuarze shiniego "nie słyszałem/nikt mi nie powiedział". Inicjatywy własnej zero, wkładu własnego zero, pracy zero. A oczekiwania kosmiczne - żeby go podziwiali i wywiady z nimi robili. Przecież to narcyzm w czystej postaci. Nie depresja. Nie niska samoocena. Narcyzm i wybujałe ego pod kamuflażem.

Mając porównanie studiów dziennych i niestacjonarnych to z doświadczenia mogę powiedzieć, że studenci niestacjonarni są traktowani poważniej. A wykładowcy lubią się przechwalać swoimi osiągnięciami i możliwościami jakie daje skończenie tego właśnie kierunku studiów. W dodatku uczelnie są rozliczane ze swoich działań (np kół naukowych, działań biur kariery, ilości stypendystów i wysokości stypendiów i tak dalej) i pewne rzeczy są wałkowane niemal non stop. Trzeba się postarać, żeby pewnych informacji uniknąć.

2 052

Odp: Co to znaczy żyć?

Moim zdaniem, każda z tych postaw osobno jest ok.
Robie mniej, żyje skromnie i jestem takim szaraczkiem - ok, nie każdy potrzebuje i ma ochotę robić dynamiczną kariere.
Chce być podziwiany i szanowany, wiec pracuje za trzech i mam więcej możliwości niż ktoś mniej zaangażowany i samodzielny - ok, good for you.
Problemem jest jak chce mieć wszystko. Tego nie da się pogodzić. Z jednej strony czekac na dokładne instrukcje, nie podejmować ryzyka, z drugiej oczekiwać, że się daleko zajedzie.

2 053 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-05 11:07:40)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Dochodze do podobnych wniosków. Nie jestem w stanie nawet czytać rozmemłanych postów Muqin, z aluzjami i nawiązaniami do poważnych problemów, ale nie do końca już wiadomo jakich, oraz metod które mają pomóc, ale też nie wiadomo jak i z czym.

Ani kiedy i czy wogóle.

Poznałem sporo takich osób w życiu. Insynuują innym większe problemy niż mają w rzeczywistości. Toksyczne zachowanie mające na celu poprawę własnego samopoczucia. Dzięki takiemu manipulowaniu innymi, ich poczucie własnych sukcesów z przezwyciężonych problemów staje się większe. Bo nagle to nie jest tak, że jakąś przeszkodę pokonują wszyscy, a tylko nieliczni. Choć obiektywnie jest tylko neutralna czynność do wykonania, a nie problem do przezwyciężenia.

Moim zdaniem, każda z tych postaw osobno jest ok.

Tak, to niejako oczywista oczywistość. Tylko dla mnie dochodzi jeszcze jeden problem: granie idioty i udawana bezradność. Tu jest za wiele podstawowych sprzeczności logicznych, aby to mogło być prawdziwe - jak z tym basenem (w zasięgu aglomeracji stołecznej) bez żadnych kursów nauki pływania.

2 054

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

A jaką można mieć motywacje żeby wstawać do dziecka o 3 rano? Albo zapieprzać na zmywaku w UK? Albo zajmowania sie niepełnosprawnym dzieckiem? Jesteś zblazowana i myślisz w terminach ludzi których stać na psychologiczne autoanalizy. Dużo ludzi nie tyle nie doświadcza tych wszystkich mechanizmów, co po prostu ich nie stać, żeby sobie pozwolić na ich przeżywanie. Shini do nich należy.

A różne można mieć motywacje, Smutna. Bardzo często nad wyraz proste i analizy nijakiej nie potrzebujące. Jeśli motywacja występuje to analizowanie jej może mieć co najwyżej sens powiedzmy badawczy dla psychologów. Temat się robi gdy motywacji dającej w efekcie sensowne działanie u kogoś brak i w efekcie ten ktoś działań nie podejmuje. Powiedzmy jeśli ktoś do tego wrzeszczącego o 3 rano dziecka NIE WSTAJE choć powinien, NIE bierze roboty na zmywaku choć w swojej aktualnej sytuacji na zwykły zdrowy rozum lepiej by zrobił, gdyby wziął itd.
Pracowałam kiedyś na wtryskarce, robota wymagająca skupienia uwagi pewnego rodzaju, ale równolegle nie da się ukryć idealnie ogłupiająca, w tamtym czasie była nieźle płatna. Znakomicie mi się przy tej wtryskarce analizowało różne różności. Jak ktoś ma upodobanie to się w to może bawić także w pozornie nie sprzyjających warunkach. A jak upodobania nie ma - nawet  idealne warunki obawiam się nie pomogą. Nie tyle zatem mnie stać ile mój mózg tak pracuje.



WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Dziewczyno, to rozmowa dwoch facetów 30+. Jak szkoła? Szkoła to jest dla dzieci. Weź sie ogarnij. Bili cię w szkole, że tak to przezywasz i to jedyny punkt odniesienina do całego twojego życia?

Niektórzy, Smutna, na etapie szkoły się miejscami mentalne zatrzymali.

W życiu mnie nikt nie uderzył, ani w domu, ani w szkole, ani w żadnej relacji.



WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Nie jestem w stanie nawet czytać rozmemłanych postów Muqin, z aluzjami i nawiązaniami do poważnych problemów, ale nie do końca już wiadomo jakich, oraz metod które mają pomóc, ale też nie wiadomo jak i z czym.

No mówi się trudno. Unikaj ich czytania, to chyba jedyna sensowna możliwość.
Piszę w niewielu wątkach, w niektórych nawet zdaje się miewamy zbliżone nieco podejście do tematu, nie będzie tak trudno. smile

2 055

Odp: Co to znaczy żyć?

Twardy z ciebie zawodnik, Jack. W dwójkę fajniej?

2 056 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-05 11:49:32)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

W życiu mnie nikt nie uderzył, ani w domu, ani w szkole, ani w żadnej relacji.

I widać tego skutki. Każdy twój brak komfortu emocjonalnego urasta do rangi agresji. Za każdym razem jak ci ktoś wytknie brednie reagujesz tak samo - najpierw ton znawczyni. Później wycofanie, a na koniec oskarżenia o agresję i próby grania na emocjach.

I tak też wmawiasz innym - że brak owego komfortu to automatycznie bycie ofiarą. Że konfrontacja jest złem, a konkurencja to patologia. Źle ukierunkowana motywacja urasta do rangi bezradności. A lenistwo jest usprawiedliwioną, bo nabytą (z winy rodziców i otoczenia rzecz jasna) niemocą/ brakiem decyzyjności o własnym życiu.

Wiesz co się robi z psem/koniem/jakimkolwiek zwierzęciem z lękiem (takim lub innym)? Socjalizuje się go i odczula. A nie zamyka w domu kolejnymi analizami.

Z ludźmi jest to samo. Trening umiejętności społecznych nie polega na bezcelowej i długotrwałej analizie tylko na powtarzaniu konkretnych czynności i form zachowań. Staż i praktyka zawodowa nie polega na czytaniu opisów stanowisk. Jak wyjebałaś się z rowerka to siadasz na niego z powrotem - im szybciej tym lepiej. A nie analizujesz dlaczego się wyjebałaś i nie kreślisz pierdyliona scenariuszy kiedy możesz wyjebać znowu, jak i z jakimi skutkami. Wsiadasz i jedziesz. Otrzepujesz ujebane spodnie, przemywasz 'uczulenie na asfalt' a nie siadasz do analizy rynku ubezpieczeń na życie i NNW.


Ze Smutną/Wesołą darłem tyle kotów, że insynuacje o jakiejś "fajnej dwójce" to są przekomiczne. Ani mnie jej zdanie chłodzi, ani grzeje. Czasem się zgadzam, a czasem nie. Twoje specyficzne podejście do shiniego nie czyni z ciebie osoby wyjątkowej, która widzi więcej od innych i lepiej coś rozumie. Widzisz to co chcesz widzieć i żyjesz urojeniami. Tak po prostu.

2 057

Odp: Co to znaczy żyć?

Darcie kotów i fajna zabawa wcale się nie wykluczają. Toż sam pisałeś, że z kumplami dawaliście sobie "z piąchy" i wyzywaliście się od "łysych chujów"  i wcale wam to nie przeszkadzało być znakomitymi kumplami w znakomicie się bawić w swoim towarzystwie.

2 058

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Darcie kotów i fajna zabawa wcale się nie wykluczają. Toż sam pisałeś, że z kumplami dawaliście sobie "z piąchy" i wyzywaliście się od "łysych chujów"  i wcale wam to nie przeszkadzało być znakomitymi kumplami w znakomicie się bawić w swoim towarzystwie.


Tobie się chyba coś w dyńce odkleiło skoro stawiasz znak równości pomiędzy dobrym, zażyłym koleżeństwem z realnego życia, a dwójką obojętnych sobie nawzajem i kompletnie anonimowych randomów w necie.

Jak napiszesz komentarz pod postem na socjalach kancelarii premiera to nie oznacza, że się przyjaźnisz z Tuskiem. LOL. xD

2 059 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2026-05-05 15:02:19)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Dochodze do podobnych wniosków. Nie jestem w stanie nawet czytać rozmemłanych postów Muqin, z aluzjami i nawiązaniami do poważnych problemów, ale nie do końca już wiadomo jakich, oraz metod które mają pomóc, ale też nie wiadomo jak i z czym.

Jej postawa jest dla niego szkodliwa, bo utrwala jego bezczynność.
On by chciał, teoretycznie, a boi się. Wsparcie w tysiącu wymówek, reakcje przeciw ludziom którzy skupiają się na realnym działaniu i do niego nawołują, to jest szkodliwe.
Może być dobre na start, kiedy ktoś jest w czarnej dupie i potrzebuje kogokolwiek obok, ale w dłuższej perspektywie szkodzi, bo zatrzymuje. Usprawiedliwia bezczynność.


Farmer napisał/a:

To co wszyscy próbują napisać, to to, że czas najwyższy opuścić swoją strefę komfortu, bo życie ci ucieka.

Chcesz lepszej pracy? Idź do konkurencji. Zapytaj ile tam płacą i co mogą dodatkowo zaproponować - kursy, dofinansowania itp.

Zaplanuj sobie krótki urlop za granicą - sprawdź koszty samodzielnego lotu do Włoch, Hiszpanii, Grecji, gdzie oprócz biletów musiałbyś załatwić sobie nocleg i jedzenie.

Nie rozwiniesz się, gdy nie masz powodów do zmiany i rozwoju.

Ile to razy było już tutaj wałkowane. Tylko realnym działaniem jest w stanie coś zmienić, TYLKO tym.
Zacząć trzeba od małych kroków, na tyle na ile stać, ale cokolwiek i systematycznie.
Urlop samodzielny za granicą? Może kiedyś, teraz niech byłby to weekend w Pcimiu Dolnym, połączony z jakąś atrakcją czy wydarzeniem. Ma gość od groma czasu na internet, znalazłby sobie grupy z podobnymi hobby, zaczął bywać wśród ludzi- bez żadnych konkretnych oczekiwań, tylko po to by wyjść z czterech ścian, zacząć zyc społecznie.
Obserwować tych, którzy w swoim życiu coś robią, inspirować się. Takie bezpośrednie przykłady działają lepiej niż setki rad ludzi zza monitora.

Jakiekolwiek kroki, jakikolwiek cel- plan działania. Tam jest klucz do zmiany sytuacji.

Każdy z nas ma takie życie, jakie sobie wypracował. Każdy z nas jest ograniczony okolicznościami, ale zawsze ma jakieś pole manewru.
Ostatecznie, to zawsze jest wybór.

Autor tematu też go dokonuje, jego efekty są wynikiem jego działań. A raczej ich brak.
Jeśli do niego nie dotrze błędna strategia W jakiej tkwi, będzie za 10 lat w tym samym miejscu, z setkami szans które mu przejdą koło nosa i nie wrócą.
Ale będzie umiał sobie jeszcze ładniej zracjonalizowac, że nie było warto..

RUSZ DUPĘ, NIKT TEGO ZA CIEBIE NIE ZROBI

2 060

Odp: Co to znaczy żyć?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Jej postawa jest dla niego szkodliwa, bo utrwala jego bezczynność.
On by chciał, teoretycznie, a boi się. Wsparcie w tysiącu wymówek, reakcje przeciw ludziom którzy skupiają się na realnym działaniu i do niego nawołują, to jest szkodliwe.
Może być dobre na start, kiedy ktoś jest w czarnej dupie i potrzebuje kogokolwiek obok, ale w dłuższej perspektywie szkodzi, bo zatrzymuje. Usprawiedliwia bezczynność.

Na start jest dobre uświadomienie, że zawiązanie sznurowadeł butów przed wyjściem z domu to nie jest problem tylko neutralna czynność, koniecnzość jak podtarcie dupy po sraniu. A samo wyjście z domu jest po prostu niczym innym jak okazją. Tym czasem, w miarę upływu czasu to wygląda tak, jakby ona go przekonywała, że to nie jego wina, że mając 30 lat nie potrafi dobrać butów do okoliczności, a przecież najpierw te buty trzeba kupić. A żeby to zrobić to trzeba najpierw wiedzieć jaki typ stopy się ma i jakie są jej wymiary. I trzeba sobie zorganizować katalogi od różnych producentów. A przecież nie każdy ma wiedzę o tym jakie są firmy na rynku i nie wiadomo do czego mu te buty potrzebne - do tańca, biegania, trekkingu czy codzienne. I tak wyliczanka staje się co raz dłuższa i dłuższa.....końca nie widać tym analizom podologicznym i rynku obuwniczego, a typ siedzi w przedpokoju własnego życia w marynarce, spodniach dresowych i zastanawia się czy onuce będą spoko rozwiązaniem jak założy gumofilca na jedną nogę i lakierki na drugą.


Jeśli do niego nie dotrze błędna strategia W jakiej tkwi, będzie za 10 lat w tym samym miejscu, z setkami szans które mu przejdą koło nosa i nie wrócą.
Ale będzie umiał sobie jeszcze ładniej zracjonalizowac, że nie było warto..

Dokładnie. Ten proces już widać i teraz. Wystarczy porównać jego pierwsze posty z obecnymi. A tak naprawdę nie ma znaczenie jaką obierze drogę - ważne, aby ruszył dupę w dowolnym kierunku.

2 061 Ostatnio edytowany przez RozrabiakaWmalinowymGaju (2026-05-05 16:09:40)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

A tak naprawdę nie ma znaczenie jaką obierze drogę - ważne, aby ruszył dupę w dowolnym kierunku.

Na tę chwilę tylko o to chodzi, o nic więcej. Robić, cokolwiek, byle przełamać bezczynność. Od jak najmniejszych kroków zaczynając, bezsensownych pozornie i śmiesznych, ale realnych do wykonania.

Kolesiom którzy chcą wyjść pobiegać czy na siłownię, ale nie umieją się zmobilizować, radzi się by choć założyli buty, przygotowali strój.
Po tygodniu czy miesiącu w końcu wyjdą, jeśli będą się choć codziennie do wyjścia przebierać.
W skali roku to robi 11m-cy działania i miesiac przygotowań.
W tej chwili tego nie ma, 12 mcy rozważań w necie na rok, rok za rokiem.

Potem przyjdzie etap, by się pilnować z rodzajem aktywności, dobierać takie ktore nie są ucieczką, które prowadzą do konkretnego celu jaki sam sobie wybierze.

Konkretnie, trzy najważniejsze sfery życia-
-relacje
-zdrowie
-kasa

Jaki cel w każdej z nich? Co będzie pierwszym mierzalnym mini-celem, do którego będę dążył?
Co realnie jestem w stanie zrobić?
Jaki pierwszy krok i kiedy? Jakie będą następne i kiedy?
Jaki plan działania i grupa wsparcia?
To drugie już tu jest, wystarczy pomyśleć i powoli wdrażać.

To jest realne robienie czegoś że swoim życiem, a nie pitolenie o szopenie latami.

2 062

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Terapeutka też radzi by zobaczyć co by zaproponowali z tego urzędu i prawdę mówiąc właśnie tego się obawiam. Ciężko sobie wyobrazić by zaproponowali cokolwiek lepszego niż jakiś magazyn czy budowę za najniższą. Wątpię żeby w ogóle wzięli pod uwagę coś takiego jak studia. To by raczej było jakieś miejsce z okolicy gdzie od dłuższego czasu szukają pracowników czyli miejsce gdzie nikt nie chce pracować. Szczególnie, że mój najbliższy urząd pracy nie jest nawet w Warszawie więc pewnie wylądował bym w jakimś wsiowym januszexie, a nie porządnej pracy w mieście. Oni tam chociaż pytają o cokolwiek czy dają pierwszą ofertę jaka się nawinie?

https://oferty.praca.gov.pl/portal/strona-glowna

Jak coś, to nie musisz wpisywać stanowiska, wystarczy podać preferowaną lokalizację i wyskoczy wszystko, co Urząd Pracy ma obecnie w swojej bazie. Także na spokojnie możesz sobie przejrzeć aktualne oferty UP, bez żadnego kontaktu z urzędnikiem.
To już nie te czasy, że ktoś na siłę wciska pracę przy kopaniu rowów, albo w masarni, a jak nie weźmiesz, to automatycznie skreślają Cię z listy.
W dodatku często zamiast takich spotkań twarzą w twarz są rozmowy telefoniczne raz w miesiącu. Urzędnik dzwoni, pyta, czy udało się znaleźć jakieś zatrudnienie, ewentualnie wspomina o ofertach, które się ostatnio pojawiły w bazie i… zwykle to tyle. Jak pojawi się możliwość szkoleń, które leżą w zakresie Twoich zainteresowań (przy rejestracji wypełniasz listę), to pewnie taka informacja też może się pojawić w rozmowie. Albo można samemu dopytać.
Jeśli zaś chodzi o doradcę zawodowego z UP, to możesz zadzwonić i zapytać, czy jest możliwość rozmowy przez telefon, bo wiem, że w niektórych urzędach taka możliwość istnieje. Wtedy mógłbyś nawet w trakcie pracy zrobić sobie przerwę i iść pogadać w samochodzie, czy gdzieś tam, żeby mieć trochę prywatności. 
Także, jak widzisz... nie taki diabeł straszny.

2 063 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-05 16:44:29)

Odp: Co to znaczy żyć?

Jeszcze w temacie szkoleń. Trzy pierwsze strony z darmowymi szkoleniami, jakie przychodzą mi do głowy.

https://akademia.parp.gov.pl

https://navoica.pl/

https://www.pfp.com.pl/platforma-szkoleniowa/

Santander Bank również czasem ma jakieś spoko darmowe kursy. Kiedyś tam robiłam kurs Excela.

Być może ktoś już tutaj wrzucał te linki, ale... trudno, najwyżej będzie dubel.
W tych czasach mamy OGROM możliwości, żeby zdobyć wiedzę i nowe skille, bez wychodzenia z domu, bez inwestowania dużych pieniędzy, wystarczy tylko szukać i próbować, aż się znajdzie coś, co nas zainteresuje. Języka też można się nauczyć za darmo lub za niewielką opłatą.

2 064

Odp: Co to znaczy żyć?

I mamy winnego, hura!
Muqin winna!

2 065

Odp: Co to znaczy żyć?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

To jest realne robienie czegoś że swoim życiem, a nie pitolenie o szopenie latami.

W punkt.


Jak pojawi się możliwość szkoleń, które leżą w zakresie Twoich zainteresowań (przy rejestracji wypełniasz listę), to pewnie taka informacja też może się pojawić w rozmowie. Albo można samemu dopytać.

To tak nie działa. Po pierwsze UP ma w dupie twoje zainteresowania, bo liczą się kwalifikacje i doświadczenie zawodowe. Po drugie UP są rozliczane ze swojej efektywności. Są grupy ludzi, które mają pierwszeństwo - ze względu na wiek, płeć, długość bycia w rejestrze, posiadanie dzieci i tak dalej. UP po prostu profiluje swoje działania, aby przeciwdziałać bezdomności, wykluczeniu społecznemu i tym podobnym zjawiskom. To nie jest tak, że wystarczy się zarejestrować i się dostanie oferty na pstryknięcie. Shini, ze względu na brak zobowiązań, brak zadłużenia, posiadanie dachu nad głową i średni wiek jest na końcu kolejki (o ile do tej kolejki się kwalifikuje w pierwszej kolejności). To jest po prostu profil petenta o najniższym stopniu priorytetyzacji - który z definicji powinien poradzić sobie sam.

Większość tych "kursów i szkoleń" to są projekty w ramach FERS (Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego). One są kierowane do określonych ludzi - jak osoby długotrwale bezrobotne, kobiety, osoby niepełnosprawne czy nisko wykwalifikowane (czyli np nie mają matury ani zawodu czy choćby prawka).
Tu masz przykłady takich projektów:
https://wupwarszawa.praca.gov.pl/rynek- … i-projekty

A tu masz konkretnie kto się może zakwalifikować:  https://wupwarszawa.praca.gov.pl/-/akty … chodnim-i-


Nie ma pomocy systemowej dla mężczyzn pokroju Shiniego. Jest dla kobiet, migrantów, ludzi starszych (lub młodszych), zagrożonych wykluczeniem społecznym i tak dalej. Ale nie dla wykształconych facetów w średnim wieku, a tylko leniwych.

2 066

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Jeszcze w temacie szkoleń. Trzy pierwsze strony z darmowymi szkoleniami, jakie przychodzą mi do głowy.

https://akademia.parp.gov.pl

https://navoica.pl/

https://www.pfp.com.pl/platforma-szkoleniowa/

Santander Bank również czasem ma jakieś spoko darmowe kursy. Kiedyś tam robiłam kurs Excela.

Być może ktoś już tutaj wrzucał te linki, ale... trudno, najwyżej będzie dubel.
W tych czasach mamy OGROM możliwości, żeby zdobyć wiedzę i nowe skille, bez wychodzenia z domu, bez inwestowania dużych pieniędzy, wystarczy tylko szukać i próbować, aż się znajdzie coś, co nas zainteresuje. Języka też można się nauczyć za darmo lub za niewielką opłatą.


Tych linków, w tym do różnych platform to shini już dostał pierdylion. Sam mu wrzucałem do udemy, uniqskills czy coursery, a pojawiły się też do szkoleń organizowanych (lub współorganizowanych) przez castoramę czy własnie z UP. Z tego co kojarzę, to on tu dostał linki do chyba chyba wszystkich najpopularniejszych platform ze szkoleniami, ofertami pracy, mieszkań jak i same oferty. Nigdy nic z tym nie zrobił. Znikał na kilka tygodni, aby pojawić się z "nowym" problemem.

2 067 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-05-05 16:59:14)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

To tak nie działa. Po pierwsze UP ma w dupie twoje zainteresowania, bo liczą się kwalifikacje i doświadczenie zawodowe. Po drugie UP są rozliczane ze swojej efektywności. Są grupy ludzi, które mają pierwszeństwo - ze względu na wiek, płeć, długość bycia w rejestrze, posiadanie dzieci i tak dalej. UP po prostu profiluje swoje działania, aby przeciwdziałać bezdomności, wykluczeniu społecznemu i tym podobnym zjawiskom. To nie jest tak, że wystarczy się zarejestrować i się dostanie oferty na pstryknięcie. Shini, ze względu na brak zobowiązań, brak zadłużenia, posiadanie dachu nad głową i średni wiek jest na końcu kolejki (o ile do tej kolejki się kwalifikuje w pierwszej kolejności). To jest po prostu profil petenta o najniższym stopniu priorytetyzacji - który z definicji powinien poradzić sobie sam.

W formularzu jest osobno miejsce, żeby wpisać PREFERENCJE, w jakich branżach / na jakich stanowiskach siebie widzisz i na które można by Cię przebranżowić, jeśli zajdzie taka potrzeba. Oczywiście to nie znaczy, że urzędnik będzie siedział dniami i nocami, żeby znaleźć Tobie wymarzoną pracę, ale też nie jest tak, że będzie na siłę cisnął w zatrudnienie zgodne z wykształceniem i dotychczasowym doświadczeniem.
Oferty są dostępne DLA KAŻDEGO. W przypadku niektórych z nich nie trzeba być nawet zarejestrowanym w Urzędzie Pracy, żeby aplikować na dane stanowisko, bo wysyłasz CV bezpośrednio do pracodawcy. Także nie siej dezinformacji.
A skoro kończy mu się umowa o pracę, to po zarejestrowaniu się będzie mu jeszcze przysługiwał zasiłek dla bezrobotnych.

Jack Sparrow napisał/a:

Nie ma pomocy systemowej dla mężczyzn pokroju Shiniego. Jest dla kobiet, migrantów, ludzi starszych (lub młodszych), zagrożonych wykluczeniem społecznym i tak dalej. Ale nie dla wykształconych facetów w średnim wieku, a tylko leniwych.

Przecież nawet Bert tu pisał, że mu urząd zasponsorował jakieś szkolenie z innej branży. A chyba do żadnej z tych grup nie należy.

2 068

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Tych linków, w tym do różnych platform to shini już dostał pierdylion. Sam mu wrzucałem do udemy, uniqskills czy coursery, a pojawiły się też do szkoleń organizowanych (lub współorganizowanych) przez castoramę czy własnie z UP. Z tego co kojarzę, to on tu dostał linki do chyba chyba wszystkich najpopularniejszych platform ze szkoleniami, ofertami pracy, mieszkań jak i same oferty. Nigdy nic z tym nie zrobił. Znikał na kilka tygodni, aby pojawić się z "nowym" problemem.

Nie będzie chciał, to nie skorzysta. Trudno. Jego decyzja, jego konsekwencje. Moim zdaniem warto sobie popróbować różnych kursów, zwłaszcza gdy są one darmowe i niezobowiązujące, bo w każdej chwili można przerwać dany kurs, jeśli okaże się nieciekawy.

2 069

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Przecież nawet Bert tu pisał, że mu urząd zasponsorował jakieś szkolenie z innej branży. A chyba do żadnej z tych grup nie należy.

Uzupelnie. To nie bylo szkolenie dla mnie ale je dogrywalem z up.  Wymagane bylo zeby osoba byla zgłoszona jako bezrobotna. Jedno pisemko. Bo ta osoba akurat nigdzie nie pracowała.

Nie wiem czy sa jakies dofinansowania na podnoszenie kwalifikacji juz pracujących. Ale na pewno sa np. dla startujacych ze swoja dzialalnoscia.

Przecież to wymaga przejścia sie do urzędu i pogadania jakie sa opcje

2 070

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Uzupelnie. To nie bylo szkolenie dla mnie ale je dogrywalem z up.  Wymagane bylo zeby osoba byla zgłoszona jako bezrobotna. Jedno pisemko. Bo ta osoba akurat nigdzie nie pracowała.

Widzisz, Jack? Wystarczyło zarejestrować się jako osoba bezrobotna.

Bert44 napisał/a:

Nie wiem czy sa jakies dofinansowania na podnoszenie kwalifikacji juz pracujących. Ale na pewno sa np. dla startujacych ze swoja dzialalnoscia.

Przecież to wymaga przejścia sie do urzędu i pogadania jakie sa opcje

Wstępnie można nawet zadzwonić / napisać maila, jeśli ktoś nie ma czasu, czy się wstydzi pójść osobiście z takim zapytaniem.

2 071 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-05 17:43:28)

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

W formularzu jest osobno miejsce, żeby wpisać PREFERENCJE, w jakich branżach / na jakich stanowiskach siebie widzisz i na które można by Cię przebranżowić, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Tak, ale to nic nie znaczy. A przebranżowienie Shiniego nie dotyczy. W takim sensie, że taki wniosek wymaga uzasadnienia. I nie jest to uzasadnienie typu "bo ja tak chcę, bo mi się obecna branża znudziła". To musi być uzasadnienie prawne i ekonomiczne. I wiąże się z wieloma dodatkowymi warunkami jak np deklaracja zatrudnienia potencjalnego pracodawcy. Jak masz szkolenia indywidualne (czyli to ty się zgłaszasz z konkretnym szkoleniem, które chcesz odbyć, a UP ci to opłaca), to też masz masę dodatkowych ograniczeń :
https://warszawa.praca.gov.pl/szkolenia … ywidualnym

Oferty są dostępne DLA KAŻDEGO. W przypadku niektórych z nich nie trzeba być nawet zarejestrowanym w Urzędzie Pracy, żeby aplikować na dane stanowisko, bo wysyłasz CV bezpośrednio do pracodawcy. Także nie siej dezinformacji.

Ja mówię o ofercie szkoleniowej. Niemniej jednak to też jest tak, że czym innym jest samodzielne odpowiedzenie na ofertę pracy dostępną w UP a czym innym bierne czekanie aż oni ci coś zaoferują. To co oni sami oferują podlega profilowaniu i priorytetyzacji. Co sam znajdziesz to twoje.


Przecież nawet Bert tu pisał, że mu urząd zasponsorował jakieś szkolenie z innej branży. A chyba do żadnej z tych grup nie należy.

Ale to jest inny mechanizm. Bo są też takie, że idziesz do UP z "gwarancją" zatrudnienia jeśli odbędziesz kurs, który UP ma w swojej ofercie. Są też  dofinansowania dla pracodawców na stworzenie stanowiska pracy i to też wtedy działa inaczej. To są różne tryby, fundusze i mechanizmy. Tego naprawdę jest niemało. Ale większość ma te same ograniczenia - brak wykształcenia, odpowiedni wiek, bycie kobieta, osobą niepełnosprawną, trwale bezrobotną i tak dalej. Jako 30stolatkowi z mgr to niewiele mu pozostaje jeśli chodzi o szkolenia, ale w ofertach pracy może przebierać do woli.

Shiniego nikt nie zwolni, bo jego szwagier nie znajdzie drugiego takiego jelenia. Najlepszą opcją to tutaj jest Krajowy Fundusz Szkoleniowy (https://www.gov.pl/web/rodzina/krajowy-fundusz-szkoleniowy oraz https://psz.praca.gov.pl/kfs-2026). Nie jest to proste, ale przynajmniej się kwalifikuje.

2 072

Odp: Co to znaczy żyć?

Ktoś tu wspominał o pracy w zoo.... xD


Obrazek dodany przez użytkowniczkę

2 073 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2026-05-05 18:55:32)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
Muqin napisał/a:

W życiu mnie nikt nie uderzył, ani w domu, ani w szkole, ani w żadnej relacji.

I widać tego skutki.

Proszę proszę, jak pięknie wyszedł przemocowiec.
Widzę, że kolega z gatunku tych, co to preferują "ręczne" "metody wychowawcze" wobec kobiet.

2 074

Odp: Co to znaczy żyć?

Szkolenia dobra rzecz ale w przypadku Shiniego nie wiem czy to dobry pomysł. Bo po pierwsze trzeba sie na cos zdecydowac i zaangażować, po drugie laczy sie to z jakims cyrografem wiec piękna okazja do przeciągnięcia sprawy w nieskończoność.

Ja bym raczej obstawiał poszukiwanie pracy i zatrudnienie na lepszych warunkach, uspokojenie i wtedy szukanie dalszej drogi.

Osoba o ktorej pisalem i ktora miala szkolenie z UP (całkiem fajne i dajace pewne formalne uprawnienia) i tak wylądowała pomimo szkolenia w firmie jako człowiek z potencjałem do przyuczenia. Bo robi to w czym chce sie rozwijać wiec troche trzeba popracować za średnia kase.

2 075

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

I mamy winnego, hura!
Muqin winna!

Wina nie leży po Twojej stronie.

Rozumiem Shiniego, bo życie go nie rozpieszczało i można się załamać.
Jednak u niego jest narzekanie, zamiast działania.
Brak tej wewnętrznej motywacji, by za wszelką cenę polepszyć swój los.


Dzień trzeba zacząć od pościelenia łózka smile
12 życiowych zasad. Antidotum na chaos - Peterson Jordan B

2 076

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Ze Smutną/Wesołą darłem tyle kotów, że insynuacje o jakiejś "fajnej dwójce" to są przekomiczne.

W międzyczasie w wątku obok mamy zupełnie różne zdania, a w innych się wyzywamy. Tak, tak, wszystko, żeby biednemu Shiniemu zepsuć humor.

2 077 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-05-06 03:14:56)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

W ramach "można różnie na rzecz spojrzeć"
Ja w ogóle nie funkcjonuję w modelu "podejmowanie wyzwań". Hasło "podejmij wyzwanie" na mnie działa odwrotnie, niezwłocznie staję okoniem. Ale nigdy nie jest za późno na coś nowego, ciekawego i owszem, jak najbardziej. Od dziecka nie znosiłam rywalizacji, żadna wygrana mnie nie cieszyła jakoś zauważalnie, za to wciągały mnie rzeczy, które uznałam za fajne, ciekawe, warte wysiłku. Nigdy też nie weszłam w tryb walki z samą sobą jako koncepcji na funkcjonowanie w jakimkolwiek obszarze życia.

Wyzwanie może być rozumiane jako wewnętrzny impuls, żeby wyjść poza własną strefę komfortu i zmierzyć się z czymś, co w założeniu ma przynieść coś wartościowego. To nie musi być ani presja, ani przymus, raczej świadomy krok w stronę czegoś nowego.

Ja też nie lubię nacisku ani presji, ale nie utożsamiam tego z samym pojęciem wyzwania. To mogą być zupełnie różne rzeczy, w zależności od tego, jak ktoś to odbiera. W przypadku Shiniego on wyraźnie deklaruje motywację, ale uważa, że w przejściu do działania hamują go blokady i przekonania. 

Muqin napisał/a:

Pan Józef nie budzi mojego podziwu, raczej chyba coś na kształt zrozumienia połączonego ze współczuciem. 
Nie napisałam tego, Priscilla, w ramach nijakiej polemiki z Tobą, tak na wszelki wypadek dopiszę. Chodziło mi o pokazanie, że różni są ludzie i różnie do tego samego podchodzą. smile

A u mnie budzi, bo mu się chce i na pewno musiał poświęcić na to dużo swojego czasu, choć na dobrą sprawę, to przecież poza własną satysfakcją nie jest mu to już do niczego potrzebne.
Współczucie? Dlaczego współczucie?

Muqin napisał/a:

Od jakiegoś czau mnie autentycznie intryguje to "naprawdę zmotywowany".
Oczywiście, jeśli ktoś szybko i sprawnie realizuje można uznać, ze był naprawdę zmotywowany.
Fajnie, że się zakłada krótki proces i ok. w sumie znakomicie brzmi.

A co z osobnikiem "niezmotywowanym" czynić należy? Czy powiedzmy "nie-naprawdę zmotywowanym"?
Albo, o zgrozo opór bierny stosującym w charakterze tzw. mechanizmu obronnego?

Pani cytowana zwyczajnie z takimi nie pracuje najprawdopodobniej, choć może się mylę i zna jakieś znakomite a skuteczne sposoby by niewystarczająco zmotywowanego zmotywować. Jeśli zna i skutecznie stosuje to bez ironii chętnie poznam. Ale jakoś mi się nie wydaje.

Jak pani coach  może skłonić kogoś do włożenia w coś wysiłku? Kij - nie będę z panem pracować dalej. Marchewka- ?
A jak na kij/marchewka nie idzie?

Zacznę od tego, że jeśli ktoś nie jest zmotywowany, to prawdopodobnie w ogóle nie przyjdzie do takiej pani coach po pomoc. To raz, a dwa - jakikolwiek proces ma sens i szanse powodzenia tylko wtedy, gdy klient dzięki swojej motywacji jest w stanie podjąć działanie, czyli zrobić coś więcej niż złożyć deklaracje chęci działania.

Jest taka sentencja: Nie przekonasz się, jak bardzo jesteś silny, dopóki bycie silnym nie jest jedynym, co ci zostaje. Rozumiem ją tak, że trzeba dotknąć jakiegoś dna, czyli znaleźć się w naprawdę trudnym położeniu, by odkryć w sobie siłę, o której wcześniej nie miało się pojęcia. I dopiero wtedy, gdy wiemy, że może być naprawdę źle, to przestajemy się nad sobą użalać, mobilizujemy się i robimy wszystko, by przetrwać.
To jest coś, co mogłabym nazwać byciem "naprawdę zmotywowanym", choć rzecz jasna nie ma jednej miary, którą można zmierzyć rzeczone dno, bo zapewne mogą być to także "denka".

Dążę do tego, że taka osoba działa dopiero pod silną presją, znajdując się w głębokim kryzysie, przy ścianie, a dopóki może, to - jak Shini - skupia się na racjonalizacji swojej bierności.
Ludzie funkcjonują bardzo różnie, ale  To, że ktoś nie działa szybko albo napotyka opór, nie musi oznaczać braku motywacji czy „nie-naprawdę zmotywowania”. Może wynikać z tego, że inny jest jego sposób działania, inne rzeczy go uruchamiają (ciekawość, sens, zainteresowanie), a inne wręcz blokują (presja, nacisk, „kij i marchewka”).

Pytasz, jak taka osoba może skłonić kogoś do wysiłku, ja z kolei twierdzę, że bez odpowiedniej motywacji wewnętrznej to jest nie do zrobienia. Można klientowi naświetlić konsekwencje braku podjęcia działania oraz wizję potencjalnych zmian, które nastąpią, jeśli się na nie zdecyduje, ale chyba nikt nie ma takiej mocy, aby zgodnymi z prawem i etycznymi metodami nakłonić kogoś do wybrania określonej drogi. Ba, chyba nawet nie powinien tego robić.

P.S.
Właśnie sobie pomyślałam że może to wcale nie jest dobrze, że Shini korzysta z terapii na NFZ?
Gdyby musiał za nią słono płacić, to z samego tego faktu przypuszczalnie byłby bardziej zmotywowany do przyspieszenia jej efektów, a tak ma osobę, z którą bez końca może mielić te same zagadnienia, a nawet uprawiać sztukę dla sztuki, przy okazji skupiając na sobie jej uwagę oraz zaspokajając potrzebę rozmowy.
Co prawda ma już na swoim koncie takie płatne doświadczenie, ale pamiętajmy, że teraz permanentnie narzeka na kiepskie finanse, z kolei terapia nie była dla niego wystarczająco ważna, by chcieć wydawać na nią ciężko zarobione pieniądze.

2 078 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-05-06 03:02:34)

Odp: Co to znaczy żyć?

dubel

2 079 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-06 11:56:31)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Współczucie? Dlaczego współczucie?


Bo to nie współczucie tylko zakamuflowana pogarda/politowanie.


Gdyby musiał za nią słono płacić, to z samego tego faktu przypuszczalnie byłby bardziej zmotywowany do przyspieszenia jej efektów,

Jak dobrze kojarzę to za poprzednią terapię płacił. Zrezygnował jak przyszło do działania. W sytuacji finansowej jest cały czas niezmiennej - zarabia minimalną i nie ma wydatków stałych mieszkając u rodziców. Pieniądze stają się argumentem w zależności od wygody.

2 080 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-06 12:07:14)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
Muqin napisał/a:

W ramach "można różnie na rzecz spojrzeć"
Ja w ogóle nie funkcjonuję w modelu "podejmowanie wyzwań". Hasło "podejmij wyzwanie" na mnie działa odwrotnie, niezwłocznie staję okoniem. Ale nigdy nie jest za późno na coś nowego, ciekawego i owszem, jak najbardziej. Od dziecka nie znosiłam rywalizacji, żadna wygrana mnie nie cieszyła jakoś zauważalnie, za to wciągały mnie rzeczy, które uznałam za fajne, ciekawe, warte wysiłku. Nigdy też nie weszłam w tryb walki z samą sobą jako koncepcji na funkcjonowanie w jakimkolwiek obszarze życia.

Wyzwanie może być rozumiane jako wewnętrzny impuls, żeby wyjść poza własną strefę komfortu i zmierzyć się z czymś, co w założeniu ma przynieść coś wartościowego. To nie musi być ani presja, ani przymus, raczej świadomy krok w stronę czegoś nowego.

Ja też nie lubię nacisku ani presji, ale nie utożsamiam tego z samym pojęciem wyzwania. To mogą być zupełnie różne rzeczy, w zależności od tego, jak ktoś to odbiera. W przypadku Shiniego on wyraźnie deklaruje motywację, ale uważa, że w przejściu do działania hamują go blokady i przekonania.

To co opisuje Muqin brzmi jak niska samoocena. Częścią wysokiej samooceny, jest to, że jesteś przekonany, że coś co może być postrzegane jako wyzwanie i rywalizacja, dla ciebie będzie proste, bo jesteś kompetentny i sobie poradzisz.
Naturalną konsekwencją prawidłowej i wysokiej samooceny są wyzwania. Biegnę 10km w 50 minut? Ok to może dam rade w 40. Udało się? No to może w 35 się uda. O jest bieg 10km w mojej okolicy, to się zapisze. Nie dlatego że planuje zostać mistrem świata, ale żeby się sprawdzić, bo wiem że sobie poradzę. Wyzwanie i rywalizacja - nawet samemu ze sobą- to jest naturalna droga do progresji w czymkolwiek.

Posty [ 2 016 do 2 080 z 3 086 ]

Strony Poprzednia 1 … 30 31 32 33 34 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026