Muqin
Może taki kopniak by pomógł.
Ty widzisz to jako rozwidlenie drogi, ja jako mur nie do przejścia.
Gdybym był inteligentny nie znalazłbym się w obecnej sytuacji. Ten wybór nie jest ani trochę konkretny. Przecież wciąż nie mam pojęcia na jaką pracę zmienić.
Domyślam się jak będzie dalej.
Zawsze być gorzej ale faktycznie w tej sytuacji byłoby o to trudno.
Nie wiem czy brak wyboru nie byłby lepszy. W końcu to nie takich sytuacjach ludzie najbardziej się rozwijają, kiedy są przyparci do muru. Mając do wyboru tylko rozwój albo śmierć sam fakt, że żyją oznacza, że poszli dalej.
Na prawdę sądzisz, że każdy ma jakiś potencjał? Nawet jeśli przez 30 lat się nie pokazał? I co ważniejsze, każdy może stać się wybitnym?
Na prawdę myślisz, że da się pozbyć czegoś co było wbijane tak długo i tak głęboko? Ja zaczynam tracić w to wiarę nawet mimo terapii. To nawet nie jest "muszę konkurować" tylko "muszę osiągnąć znacznie więcej niż inni by zaledwie im dorównać". Jak już pisałem, tak naprawdę chciałbym tylko tego co większość, a skoro nie mogę tego mieć to znaczy, że muszę osiągnąć więcej niż oni.
Wiem, to jest jakiś absurd bo normalnie aż za często myślę zero-jedynkowo, a kiedy trzeba tak pomyśleć to jest nieskończona analiza.
Porównywać androida do wideł to nie najlepszy pomysł. Wiem o co ci chodzi ale to po prostu zbyt odległe od siebie rzeczy. Widłami nie chciałbym być ale androidem jak najbardziej. Nie musieć jeść, pić ani spać, nie czuć bólu ani się nie starzeć. Pod niemal każdym względem przewyższać człowieka, a dodatkowo nie posiadać żadnych typowo ludzkich ograniczeń. Faktycznie wtedy nie byłoby własnego celu ale też nie byłby potrzebny. Jedynym celem istnienia byłoby realizowanie czyichś celów. Czyli w sumie niewielka różnica względem tego co każdy z nas robi na co dzień. Android pracuje dla swojego stwórcy, a biedni pracują dla bogatych. Wolałbym być narzędziem ale wykorzystanym w najlepszy możliwy sposób przez odpowiednią osobę, osiągając wyżyny swoich możliwości niż mieć nad sobą pełną kontrolę, nie potrafić z niej skorzystać i zmarnować swoje życie, a teraz właśnie to się dzieje. Wolałbym być obojętny ale skuteczny niż taki jak teraz. Oprócz tych wszystkich złych emocji, których nie chciałbym czuć czuję też parę dobrych. Czuję empatię, współczucie, wyrozumiałość, troskę, mam w sobie chęć pomocy i opieki nad innymi. I na co mi to wszystko skoro nawet nie mam możliwości by to wykorzystać? Czuję się coraz bardziej samotny, a poza forum i dosłownie kilkoma osobami w realu nie mam nawet z kim porozmawiać. Wolałbym nie czuć nawet tych wszystkich dobrych emocji jeśli to sprawiłoby, że nie czułbym tych złych i umożliwiłoby ruszenie z miejsca.
Szacunek społeczny budzi tylko ktoś kto osiągnął dużo więcej niż inni. Ktoś kto wybił się daleko ponad poziom większości ludzi. Ktoś kto ma wybitne osiągnięcia i może być przykładem dla innych. Ja osobiście na przykład szanuję ludzi ze wszelkich fizycznych zawodów, a szczególnie tych najbardziej potrzebnych typu śmieciarze czy pracownicy służb. Takich zawodów, które ja osobiście szanuję jest więcej ale to wciąż tylko moje osobiste. Słyszałaś kiedyś żeby ktokolwiek, a już szczególnie kobiety mówiły o zawodzie śmieciarza albo budowlańca jako prestiżowym, wysoko poziomowym czy właśnie szanowanym? Ja jeszcze nie. To prawda, że według statystyk właśnie te wymienione zawody cieszą się najniższym szacunkiem społecznych. Jednak dziwnym trafem ich przedstawiciele często są tymi najlepiej ustawionymi w życiu, którzy nie muszą się martwić o przetrwanie, dobrobyt i atrakcyjność dla płci przeciwnej. Mi zależy na tym szacunku choć nie mam możliwości osiągnąć tak wiele by go wzbudzić. Poza tym chciałbym jeszcze żeby ktoś mnie docenił, pochwalił i powiedział, że to co robię jest ważne, że to ma sens.
Cokolwiek tu napiszę odpiszesz, że to coś nieosiągalnego, poza moimi możliwościami i będziesz mieć rację. Nie mam pojęcia jaka praca z takich realnych byłaby dla mnie ciekawa, nie jestem wstanie określić żadnego konkretnego zawodu. Przynajmniej na tą chwilę nie, jutro w ciągu dnia postaram się nad tym zastanowić i napiszę.
Poznałem nie jednego operatora jakieś skomplikowanej maszyny w tym kilku od CNC. To zwykli ludzie, którzy po prostu się tego nauczyli co według nich samych wcale nie było trudne. Mam wrażenie, że stawiasz tych ludzi na równym poziomie co ludzi obsługujących wielkie samoloty, wojskowe odrzutowce, okręty podwodne czy statki kosmiczne, a to zupełnie inny poziom. Pilotem samolotu wszyscy się zachwycają, a już pracownik kontroli lotów nie robi na nikim wrażenia choć on ma równie odpowiedzialną robotę co ten pilot. Jego błąd też może spowodować katastrofę z setkami ofiar.
Do służb jak wiesz się nie nadaję choćby z powodu zdrowia psychicznego. Do państwowej instytucji nigdy nawet nie próbowałem się dostać bo zawsze byłem przekonany, że bez znajomości nie ma to sensu. W przypadku prywatnych firm miałem przekonanie, że bez doświadczenia nikt nawet nie potraktuje mnie poważnie jeśli chodzi o stanowiska związane z bezpieczeństwem. Z zespołów zarządzania kryzysowego i biur detektywistycznych jeszcze nigdy nie widziałem ogłoszenia. A w ochronie się bardzo marnie zarabia. Oczywiście nie licząc takich super ochroniarzy na przykład dla bogaczy ale to są niemal wyłącznie jacyś weterani służb specjalnych lub tym podobni.