netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Co to znaczy żyć?

3 085 odpowiedzi145 015 wyświetleńzałożony przez Shinigami, 10.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 … 29 30 31 32 33 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 951 do 2 015 z 3 086 ]

1 951

Odp: Co to znaczy żyć?

Bert, Shini potrzebuje między innymi pogadać z ludźmi, którzy nie są jego rodziną. Pogadać tak po prostu. Czasem nawet jeśli decyzję się podejmuje samodzielnie pogadanie pomaga ją podjąć.
Nie tylko porad "co masz zrobić", tych to dostał aż nadto.

Dzięki rozmowie s Shinim właśnie poszerzyłam swoją wiedzę o świecie współczesnym - Urząd Pracy zawsze był dla mnie nieco enigmatyczny, nie miałam pojęcia jak to teraz wygląda, przeciekawe. Strasznie dużo się zmieniło do lat dawnych. Nawet jeśli w praktyce słabo czasem działa (zapewne zależy od konkretnego urzędu i konkretnych pracowników )  to od strony teoretycznej jest o wiele lepiej niż było. I wygodniej, na przykład nie trzeba się własną osobą do urzędu fatygować celem zarejestrowania się, to zapewne jeden z efektów ubocznych pandemii.
Kiedyś nie było na przykład koncepcji "poszukujący pracy" w odróżnieniu od "osoba bezrobotna". Nie było tych IPD (Indywidualnych Planów Działania) , masy rzeczy nie było a są.
@Shini

Wykonaj może próbę zorientowania się, co Ci przysługuje. Poszukującemu pracy i jako bezrobotnemu, okazuje się że to wcale nie jest to samo. Mnie wyszło na to, że może lepiej dla Ciebie zarejestrować się jako "poszukujący pracy" zanim Ci umowa wygaśnie.

Zaproponują co zaproponują, przyjmować nie musisz, to nie wyrok tylko propozycja. Studia biorą pod uwagę, ale nie jest to wiążące. Co dla kogo jest "porządną pracą w mieście" to dyskusyjne, weź się zastanów, co to oznacza dla Ciebie. Co byś wziął, a czego za nic.
Bert ma rację, firmy podwarszawskie miewają lepsze warunki niż te w stolicy, poza tym praca to nie przywiązanie na wieki do miejsca czy stanowiska.

Co do "przegrywa" - Shini, ja Ci sugerowałam tyko nie używanie w odniesieniu do samego siebie jednego, określonego słowa.  Co jest wykonalne. Bez wnikania i analizowania. Spróbuj. Po prostu. smile

Nie robisz z siebie idioty - pracujesz w terapii. Emocje Ci wyłażą w czasie sesji czyli tak, jak być powinno w tym momencie. Nie nawykłeś do ujawniania emocji to się z tym dziwnie czujesz i niekomfortowo, bo inaczej niż przywykłeś.
Wolałbyś nie czuć - na tym "nie czuję" zajechałeś gdzie zajechałeś, co Ciebie samego nie zachwyca przecież.

Shini, błagam, nie piszże o młodości co minęła, please. Zaczynam się czuć zmurszałą starowinką smile to żart, ale serio znowu samospełniające się proroctwo - widzisz siebie staruszkiem, co to młodość mu minęła i stajesz się "młodym staruszkiem".

1 952

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Ciężko sobie wyobrazić by zaproponowali cokolwiek lepszego niż jakiś magazyn czy budowę za najniższą.

Bo nie zaproponują. Oni zaproponują coś zgodne z twoim dotychczasowym doświadczeniem - czyli nic. Bo swoim dyplomem możesz się podetrzeć w obecnej sytuacji przez fakt, że nigdy nie spróbowałeś pracy zgodnej z wykształceniem, choć od jakiejś dekady to jedna z najbardziej perspektywicznych branż w PL. Wykonujesz najprostszą pracę fizyczną, a że uprawnień nie masz żadnych (spawanie, tokarki, cnc, koparko-ładowarki, żadnego formalnego przeszkolenia czy kursu, dosłownie nic) to i takie będą efekty, że max co ci zaproponują to bycie dozorcą lub taksówkarzem. O ile w ogóle cokolwiek. Bo nie mogą zaproponować ci niczego niezgodnego z doświadczeniem. Lub wykształceniem o ile daje uprawnienia i o ile pracowałeś w zawodzie zgodnym z wykształceniem.


Bert44 napisał/a:

Shini zamiast pytać na forum co Ci powiedza w urzędzie wybierz się tam po prostu. Nie wiem czy jest jakaś regionalizacja sprawdź. Przekaz swoje wymagania np lokalizację ktora Cie interesuje. Firmy poza miastem wcale nie muszą miec gorszych warunkow. Obok mojego miasta jest wielka strata przemysłowa gdzie pensje sa ok 20% wyższe niz w miescie - bo brakuje ludzi. Zwoza ich autobusami z miejscowości w promieniu 80 km. To ze jest poza miastem nie oznacza ze jest gorzej. Poza tym zalezy w co celujesz ale jeśli cos związanego z produkcją to najczesciej beda obrzeża miast. Pomyśl nad kierunkiem  w ktorym chcesz isc. . Że swojej strony moge powiedzieć ze np. dobry operator maszyny cnc w pewnych branżach jest na wagę złota. Zarabia 10k+ netto. Urzędy sponsorują szkolenia w roznych branżach. Wiem bo sam załatwiałem szkolenia w innej spejlcjalizacji urząd pracy sponsorował za ok 8000 zl.

Poza tym sprawdzaj ogłoszenia o pracę.



Tyle tylko, że Shini już tu dostawał takie...oferty. Dosłownie - linki z ofertami pracy do właśnie takich miejsc jak piszesz czy też takich bez doświadczenia i uprawnień, bez niczego. Brali jak leci, bo brakowało ludzi. I też to olał. A że nie ma kursu obsługi CNC czy niczego, to i dostał też linki do stron z kursami i szkoleniami - w tym takich do zrobienia za darmo (dofinansowanymi). I też olał.

On nie tylko porady tego typu już dostał. On dostał wręcz gotowe rozwiązania. Oferty pracy, oferty mieszkań (i to za grosze). Nigdy z żadnego nie skorzystał. Bo to wymagałoby wzięcia odpowiedzialności za siebie. A tego nie zrobi, bo sumarycznie wygodnie mu tam gdzie jest i tylko samotność mu doskwiera i tyle. Problemem jest to, do czego za którymś razem się przyznał: on by chciał być podziwiany (mieć uwagę na sobie) a obecna forma uwagi to max co jest w stanie uzyskać. A drugim problem jest to, że chciałby, żeby tą pracę ktoś mu załatwił. Co, jak w dyskusji się okazało, oznacza mniej więcej to, że ktoś miałby go zaprowadzi za rękę, wszystko mu pokazać i wziąć na siebie konsekwencje jego błędów tak długo, aż on się poczuje pewnie na nowym stanowisku w nowej pracy. Oczywiście z gwarancją zatrudnienia po takim "okresie próbnym".





Muqin napisał/a:

Kiedyś nie było na przykład koncepcji "poszukujący pracy" w odróżnieniu od "osoba bezrobotna".

Pierwszej pracy szukałem m.in przez urząd pracy jak miałem 15-16 lat. Czyli jakieś 25-30lat temu i takie coś już wtedy istniało. Odesłano mnie wtedy do Ochotniczych Hufców Pracy, bo oni zajmowali się (i dalej zajmują, bo ciągle istnieją) pracą sezonową dla nieletnich. Doradztwem zawodowym kursami, szkoleniami i pracą dalej się zajmują. Tak samo jak to było w PRLu - tylko co najwyżej nazewnictwo się zmieniło. Zasadniczo "poszukujący pracy"  w UP byli zawsze. W takiej lub innej formie. Status "bezrobotnego" przysługiwał tylko w określonych warunkach na potrzeby ubezpieczenia zdrowotnego. Jak się miało pracującego współmałżonka to nie można się było zarejestrować jako bezrobotny tylko jako poszukujący pracy, a problem ubezpieczenia spoczywał wtedy na współmałżonku. Dlatego ten podział istnieje. Dla zakłamywania statystyk bezrobocia. W PRL natomiast oficjalnie bezrobocia nie było. Także "poszukujący pracy" to była jedyna opcja. Wtedy to się ładnie nazywało "dystrybucją siły roboczej" a zaproponowanej tak pracy czasami odmówić nie można było. Można być też zarejestrowanym jako bezrobotny i nie być poszukującym pracy. To są osoby zagrożone wykluczeniem społecznym, w kryzysie bezdomności (nie mylić z menelami). I mają swoje określone benefity. I to niemałe.

1 953

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Shini zamiast pytać na forum co Ci powiedza w urzędzie wybierz się tam po prostu. Nie wiem czy jest jakaś regionalizacja sprawdź. Przekaz swoje wymagania np lokalizację ktora Cie interesuje. Firmy poza miastem wcale nie muszą miec gorszych warunkow. Obok mojego miasta jest wielka strata przemysłowa gdzie pensje sa ok 20% wyższe niz w miescie - bo brakuje ludzi. Zwoza ich autobusami z miejscowości w promieniu 80 km. To ze jest poza miastem nie oznacza ze jest gorzej. Poza tym zalezy w co celujesz ale jeśli cos związanego z produkcją to najczesciej beda obrzeża miast. Pomyśl nad kierunkiem  w ktorym chcesz isc. . Że swojej strony moge powiedzieć ze np. dobry operator maszyny cnc w pewnych branżach jest na wagę złota. Zarabia 10k+ netto. Urzędy sponsorują szkolenia w roznych branżach. Wiem bo sam załatwiałem szkolenia w innej spejlcjalizacji urząd pracy sponsorował za ok 8000 zl.

Poza tym sprawdzaj ogłoszenia o pracę.

Patrząc na to jak działa spora część państwowych instytucji byłbym zdziwiony gdyby tam było cokolwiek na moją korzyść. Szczerze wątpię, że w ogóle wzięliby pod uwagę lokalizację czy tym bardziej studia. Zresztą zobacz sobie wpis naszego pseudo wszystkowiedzącego. Nie mam żadnego doświadczenia poza zwykłą fizyczną robotą ani tym bardziej żadnych kursów czy uprawnień. Po takim urzędzie spodziewam się traktowania jak jakiegoś wyrzutka, którego będą chcieli się jak najszybciej pozbyć.

Znam parę firm w okolicach Warszawy i jeszcze nie słyszałem by ktoś zarabiał więcej niż w samym mieście, a już tym bardziej takich sum. Oczywiście mogą być takie, o których nie słyszałem. To akurat prawda, że w wielu firmach braku ludzi tylko czy to też nie jest pewnego rodzaju red flag? Czy to nie oznacza, że nikt nie chce tam pracować?

Największy problem polega na tym, że nie wiem w co celować. Kompletnie nie mam pomysłu, wiedziałbym jedynie czego na pewno bym nie chciał. Produkcja jest jedną z takich rzeczy, tak samo jak typowo biurowa robota gdzie przez bite 8 lub więcej godzin się robi tabelki w exelu. Produkcja kojarzy mi się z potwornie nudną robotą gdzie robię cały czas to samo i co chwilę przy tym zasypiam. Coś jak te chińskie fabryki albo magazyny Amazona gdzie nawet do kibla nie można pójść. Jednak to tylko moje skojarzenie, nigdy nie pracowałem na produkcji ani nie znam nikogo kto by pracował.

Nawet jeśli będę je sprawdzał to i tak niczego nie wybiorę. Poza tym nie wiem czy moje CV jest dobrze napisane, jeszcze nikt go nie oceniał ani nawet nie czytał.

Muqin napisał/a:

@Shini

Wykonaj może próbę zorientowania się, co Ci przysługuje. Poszukującemu pracy i jako bezrobotnemu, okazuje się że to wcale nie jest to samo. Mnie wyszło na to, że może lepiej dla Ciebie zarejestrować się jako "poszukujący pracy" zanim Ci umowa wygaśnie.

Zaproponują co zaproponują, przyjmować nie musisz, to nie wyrok tylko propozycja. Studia biorą pod uwagę, ale nie jest to wiążące. Co dla kogo jest "porządną pracą w mieście" to dyskusyjne, weź się zastanów, co to oznacza dla Ciebie. Co byś wziął, a czego za nic.
Bert ma rację, firmy podwarszawskie miewają lepsze warunki niż te w stolicy, poza tym praca to nie przywiązanie na wieki do miejsca czy stanowiska.

Co do "przegrywa" - Shini, ja Ci sugerowałam tyko nie używanie w odniesieniu do samego siebie jednego, określonego słowa.  Co jest wykonalne. Bez wnikania i analizowania. Spróbuj. Po prostu. smile

Nie robisz z siebie idioty - pracujesz w terapii. Emocje Ci wyłażą w czasie sesji czyli tak, jak być powinno w tym momencie. Nie nawykłeś do ujawniania emocji to się z tym dziwnie czujesz i niekomfortowo, bo inaczej niż przywykłeś.
Wolałbyś nie czuć - na tym "nie czuję" zajechałeś gdzie zajechałeś, co Ciebie samego nie zachwyca przecież.

Shini, błagam, nie piszże o młodości co minęła, please. Zaczynam się czuć zmurszałą starowinką smile to żart, ale serio znowu samospełniające się proroctwo - widzisz siebie staruszkiem, co to młodość mu minęła i stajesz się "młodym staruszkiem".

Nie mam nawet kiedy pojechać do tego urzędu nadal pracując ale jeśli nadarzy się okazja to sprawdzę. Obawia się jednak, że nie przysługuje mi nic i nawet nie zostałbym ten potraktowany poważnie. Każdy tak jak tylko mnie zobaczył to złapie się za głowę. 30 latek po studiach, który nie ma doświadczenia ani żadnych kursów, żadnych kredytów ani rodziny na utrzymaniu, żadnej niepełnosprawności ani ciężkich chorób nie licząc depresji. Przecież oni mnie tam potraktują co najmniej jak Jack tutaj. Musiałbym trafić na kogoś tak empatycznego i wyrozumiałego jak ty żeby w ogóle było o czym rozmawiać. A na to szanse są raczej niewielkie w takiej instytucji.

Dla mnie "porządną pracą w mieście" byłaby taka, która pozwoliłaby zarobić tyle by móc w tym mieście zamieszkać w pojedynkę i żyć na przyzwoitym poziomie, dająca perspektywy rozwoju i zwiększenia zarobków. Nie mam totalnie pojęcia co bym wziął ale mam kilka opcji, których na pewno bym nie wziął. Myślisz, że takie wypisanie tego czego wiem, że bym nie chciał mogłoby pomóc? Na prawdę ciężko sobie wyobrazić by pod Warszawą mieli lepsze warunki niż w niej samej. Jak już pisałem znam parę takich firm i januszostwo jest w nich na grubo. Terapeutka mówi tak samo, że to nie byłoby wiążące na całe życie jak jakiś cyrograf, a ja wciąż tego nie kupuję. Gdybyś zatrudniała pracownika i zobaczyła byś, że próbował już kilku miejsc pracy ale w żadnym nie wytrzymał dłużej niż miesiąc jakbyś na niego spojrzała?

Pewnie jest wykonalne ale nie będzie łatwo. To słowo już dość mocno utożsamiałem ze sobą. Tak samo jak "incel" czy "prawiczek" choć tym drugim technicznie rzecz biorąc już nie jestem.

To nawet nie tak, że nie nawykłem do ujawniania emocji tylko odczuwam lęk jak ktoś zareaguje kiedy to zobaczy. Zawsze uważałem, że tego wręcz nie wolno robić bo od razu wszyscy będą patrzeć i oceniać. Tych emocji podczas sesji wychodzi coraz więcej, a ja coraz bardziej się martwię jak terapeutka na to zareaguje. Mogę tylko liczyć na jej profesjonalizm. Jednak wciąż jest obawa, że w jakimś momencie przesadzę z czymś i nie będzie chciała dalej prowadzić mojej terapii. Nie wspominając już o tym, że obawiam się jakiegoś odblokowania tych emocji na tyle, że zacznę je uzewnętrzniać poza sesją. To czasami nie daje mi spać. Zajechałem gdzie zajechałem bo nigdy nie udało się osiągnąć stanu całkowitego braku odczuwania emocji. Mi nie chodziło o taki stan jaki już udało się osiągnąć tylko o całkowity brak odczuwania jakichkolwiek emocji. Stan będący już niemal fantasy, wykraczający poza możliwości każdego człowieka. Kiedyś na prawdę myślałem, że to jest możliwe. Chciałem dosłownie być jak maszyna, taki terminator, którego nic nie zatrzyma przed osiągnięciem celu.

Jak miałbym tak nie pisać i się nie czuć jak staruszek skoro już czuję, że nie jestem w takiej formie jak jeszcze 10 lat wcześniej, a nadal nie mam nic? Czuję się jakbym dosłownie zmarnował przynajmniej te 10 lat, jakbym na przykład przesiedział w więzieniu. Do tej pory powinienem zarabiać przynajmniej te 10k, kupować mieszkanie lub budować dom albo już mieć to za sobą. Mieć żonę albo przynajmniej być w wieloletnim związku, może nawet mieć też dzieci. Zwiedzić chociaż kilka krajów. I przede wszystkim wiedzieć co robić dalej. Tego wszystkiego bym chciał, a czas na osiągnięcie tego był właśnie w przedziale 20-30 lat. Wtedy kiedy miałem najwięcej energii, kiedy miałem lepszy stan zdrowia i kiedy jest to społecznie postrzegane jako najlepszy czas do tego. Teraz jestem w o wiele gorszej sytuacji niż 10 lat temu bo nie dość, że nadal nie wiem co robić to mam mniej energii i zdrowotnie też jest gorzej, a ja wciąż nawet nie zacząłem żyć.

1 954 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-23 16:35:02)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Po takim urzędzie spodziewam się traktowania jak jakiegoś wyrzutka, którego będą chcieli się jak najszybciej pozbyć.


IHMO to nie jest wina urzędu tylko twoja. Bo masz mgr, ale nigdy nic z tym nie zrobiłeś. Nawet nie starałeś się o pracę zgodną z wykształceniem. Pracujesz jako fizol najniższego szczebla, a nawet nie zrobiłeś sobie żadnych szkoleń dających konkretne uprawnienia i certyfikaty (choćby Kurs Kwalifikacji Zawodowych DRM.04 - czyli kurs stolarza, który można zrobić nawet online), choć rozmawiasz na ten temat z kolejnymi ludzikami od KILKU LAT. I wszyscy powtarzają ci dokładnie to samo: idź do JAKIEGOKOLWIEK doradcy zawodowego, niech ci zrobi testy predyspozycji zawodowych i wedle nich zaproponuje ścieżkę dalszej kariery. I zacznij działać w tym właśnie kierunku, bo nie ma innej opcji. Dostałeś linki do poradni, stowarzyszeń, fundacji, do platform e-learningowych czy dofinansowań i nic z tym nie zrobiłeś. Nawet nie spróbowałeś. A tu nie ma żadnego złotego środka, żadnej złotej rady i jednego, najlepszego rozwiązania gwarantującego sukces. Jest tylko to - próbowanie kolejnych rozwiązań i wysiłek. DO SKUTKU. Aż się znajdzie to, co daje satysfakcję. A ty jojczysz jak dziecko we mgle "jejku, jejku, jak mi źle, jak mi niedobrze, bo nie wiem co chce w życiu robić, a niczego nie spróbuję, bo nie.....łeeee....niech mi ktoś coś doradzi...". I to samo OD LAT. Niczego nie chcesz spróbować i czego oczekujesz? Że inni ci powiedzą co ci się spodoba? Idź wózki pchać w markecie. Robota idealna dla ciebie - zero wymagań, zero stresu.


Poza tym nie wiem czy moje CV jest dobrze napisane, jeszcze nikt go nie oceniał ani nawet nie czytał.

Napisał 30letni absolwent uczelni wyższej o pełni władz umysłowych. To takie samo złoto jak twoja wypowiedź z wątku obok o samotnym 30stolatku, gdzie próbujesz udowodnić, że nie wiesz co to jest pewność siebie, bo z japońskich bajek dla dzieci to miałeś inne wyobrażenie. LOL xD No tego to się przecież nie da się traktować poważnie.


Jak miałbym tak nie pisać i się nie czuć jak staruszek skoro już czuję, że nie jestem w takiej formie jak jeszcze 10 lat wcześniej, a nadal nie mam nic? Czuję się jakbym dosłownie zmarnował przynajmniej te 10 lat, jakbym na przykład przesiedział w więzieniu. Do tej pory powinienem zarabiać przynajmniej te 10k, kupować mieszkanie lub budować dom albo już mieć to za sobą. Mieć żonę albo przynajmniej być w wieloletnim związku, może nawet mieć też dzieci. Zwiedzić chociaż kilka krajów.

Marnuj czas na wypłakiwanie się w internetach jak to masz ciężko w życiu z winy rodziców, bo opłacali ci korepetycje, zajęcia pozaszkolne i obozy wakacyjne; siedź dalej przed kompem waląc gruchę do animowanego porno do kompletnej znieczulicy jak to obecnie robisz to zobaczysz gdzie będziesz za kolejne 10 lat.

1 955

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Shini zamiast pytać na forum co Ci powiedza w urzędzie wybierz się tam po prostu. Nie wiem czy jest jakaś regionalizacja sprawdź. Przekaz swoje wymagania np lokalizację ktora Cie interesuje. Firmy poza miastem wcale nie muszą miec gorszych warunkow. Obok mojego miasta jest wielka strata przemysłowa gdzie pensje sa ok 20% wyższe niz w miescie - bo brakuje ludzi. Zwoza ich autobusami z miejscowości w promieniu 80 km. To ze jest poza miastem nie oznacza ze jest gorzej. Poza tym zalezy w co celujesz ale jeśli cos związanego z produkcją to najczesciej beda obrzeża miast. Pomyśl nad kierunkiem  w ktorym chcesz isc. . Że swojej strony moge powiedzieć ze np. dobry operator maszyny cnc w pewnych branżach jest na wagę złota. Zarabia 10k+ netto. Urzędy sponsorują szkolenia w roznych branżach. Wiem bo sam załatwiałem szkolenia w innej spejlcjalizacji urząd pracy sponsorował za ok 8000 zl.

Poza tym sprawdzaj ogłoszenia o pracę.

Patrząc na to jak działa spora część państwowych instytucji byłbym zdziwiony gdyby tam było cokolwiek na moją korzyść. Szczerze wątpię, że w ogóle wzięliby pod uwagę lokalizację czy tym bardziej studia. Zresztą zobacz sobie wpis naszego pseudo wszystkowiedzącego. Nie mam żadnego doświadczenia poza zwykłą fizyczną robotą ani tym bardziej żadnych kursów czy uprawnień. Po takim urzędzie spodziewam się traktowania jak jakiegoś wyrzutka, którego będą chcieli się jak najszybciej pozbyć.

Znam parę firm w okolicach Warszawy i jeszcze nie słyszałem by ktoś zarabiał więcej niż w samym mieście, a już tym bardziej takich sum. Oczywiście mogą być takie, o których nie słyszałem. To akurat prawda, że w wielu firmach braku ludzi tylko czy to też nie jest pewnego rodzaju red flag? Czy to nie oznacza, że nikt nie chce tam pracować?

Największy problem polega na tym, że nie wiem w co celować. Kompletnie nie mam pomysłu, wiedziałbym jedynie czego na pewno bym nie chciał. Produkcja jest jedną z takich rzeczy, tak samo jak typowo biurowa robota gdzie przez bite 8 lub więcej godzin się robi tabelki w exelu. Produkcja kojarzy mi się z potwornie nudną robotą gdzie robię cały czas to samo i co chwilę przy tym zasypiam. Coś jak te chińskie fabryki albo magazyny Amazona gdzie nawet do kibla nie można pójść. Jednak to tylko moje skojarzenie, nigdy nie pracowałem na produkcji ani nie znam nikogo kto by pracował.

Nawet jeśli będę je sprawdzał to i tak niczego nie wybiorę. Poza tym nie wiem czy moje CV jest dobrze napisane, jeszcze nikt go nie oceniał ani nawet nie czytał.

No i co dalej? Bo tylko Ty mozesz cos dalej. Podejmij rękawice zamiast opowiadać jak Cie potraktują. Idź pogadaj - oni zawodowo spotykają sie z tlumami ludzi z podobnymi problemami zawodowymi. Nie pisz 100 domysłów zeby nic nie zrobic tylko to zrób. Czym do cholery ryzykujesz? Musisz zdrowie, czas, pieniadze zainwestować?

Poza tym nie moge juz Twojego jęczenia słuchać. Ja się wpier...łem w takie problemy ze zazdroszcze Ci sytuacji. Bardzo chciałbym zaczynac od zera zawodowo. Bez zajeb...go bagażu który mam. Wierz mi nie tylko Ty borykasz sie z problemami.

1 956

Odp: Co to znaczy żyć?

A ja tylko dodam, że w takim urzędzie mają gdzieś, czy masz doświadczenie zawodowe, czy nie. Tam idziesz się zarejestrować, dają ci oferty, które mają i tyle. Ja tam sobie chodziłam po maturze, żeby sobie porobić jakieś staże, coś sobie zarobić sama. Kursy również można zrobić. Masz dopiero 30 lat i piszesz, że za późno na zmiany? Kobieta z mojej pracy poszła na studia mając prawie 50 lat, bo wisiała nad nią likwidacja jej stanowiska pracy, więc podjęła decyzję o przekwalifikowaniu się. Miał być tylko licencjat, ale zrobiła też magistra. I nikt się na nią krzywo nie patrzył. Chcesz coś zmienić w swoim życiu? To zaciskasz pośladki i to robisz. Nikt tego nie zrobi za ciebie.

1 957

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

No i co dalej? Bo tylko Ty mozesz cos dalej. Podejmij rękawice zamiast opowiadać jak Cie potraktują. Idź pogadaj - oni zawodowo spotykają sie z tlumami ludzi z podobnymi problemami zawodowymi. Nie pisz 100 domysłów zeby nic nie zrobic tylko to zrób. Czym do cholery ryzykujesz? Musisz zdrowie, czas, pieniadze zainwestować?

Poza tym nie moge juz Twojego jęczenia słuchać. Ja się wpier...łem w takie problemy ze zazdroszcze Ci sytuacji. Bardzo chciałbym zaczynac od zera zawodowo. Bez zajeb...go bagażu który mam. Wierz mi nie tylko Ty borykasz sie z problemami.

I właśnie to mnie martwi. Jeśli zajmują się tłumami takich jak ja to możliwe, że będą lecieć na szybko nawet nie słuchając tego co mówię. Ale masz rację to tylko domysły i raczej się nie dowiem póki nie sprawdzę. Ryzykuję na pewno czasem, na pewno sporym zwiększeniem ilości stresu i możliwe, że dalszym traktowaniem mnie w tym urzędzie. Słyszałem od paru osób, że im wręcz nie można odmawiać, a jeśli ileś razy się to zrobi to nie dają więcej ofert. Ale wciąż masz rację, bez sprawdzenia raczej się nie da.

Tego się nie spodziewałem. Wybacz jeśli zacząłem wkurzać, po prostu nie rozumiem jak coś takiego może kogoś denerwować. Nawet to słowo "jęczeć" jest dla mnie bezsensowne bo po prostu nie istnieje dla mnie takie pojęcie. W jakie problemy zawodowe mogłeś się wpakować? Zwolnili cię dyscyplinarnie albo narobiłeś sobie długów? Kompletnie nie rozumiem jak można chcieć zaczynać od zera zawodowo. Przecież doświadczenie to chyba największa wartość zaraz po znajomościach w kwestii zawodowej. Im większe tym lepiej czyż nie?

Lunka86 napisał/a:

A ja tylko dodam, że w takim urzędzie mają gdzieś, czy masz doświadczenie zawodowe, czy nie. Tam idziesz się zarejestrować, dają ci oferty, które mają i tyle. Ja tam sobie chodziłam po maturze, żeby sobie porobić jakieś staże, coś sobie zarobić sama. Kursy również można zrobić. Masz dopiero 30 lat i piszesz, że za późno na zmiany? Kobieta z mojej pracy poszła na studia mając prawie 50 lat, bo wisiała nad nią likwidacja jej stanowiska pracy, więc podjęła decyzję o przekwalifikowaniu się. Miał być tylko licencjat, ale zrobiła też magistra. I nikt się na nią krzywo nie patrzył. Chcesz coś zmienić w swoim życiu? To zaciskasz pośladki i to robisz. Nikt tego nie zrobi za ciebie.

No właśnie to mnie zastanawia bo jak już pisałem wcześniej słyszałem, że to oni wręcz narzucają oferty i albo bierzesz albo wypad. Widzisz właśnie i tym pisałem. Ty chodziłaś zaraz po maturze, a wtedy się ma o ile dobrze pamiętam 19 lat. To spora różnica niż 30 lat i podejrzewam, że inaczej będą na to patrzeć. Jak na przegrywa, który właśnie zmarnował ostatnie 10 lat na robienie kompletnie bezproduktywnych rzeczy. Też znam człowieka, który po 50 poszedł na studia tyle, że on już dawno miał pracę i potrzebował tych studiów żeby awansować. W jego przypadku nie wiem czy ktoś się krzywo patrzył ale sam mówił, że czuł się jak totalny odmieniec bo wszyscy inni na tych studiach mieli po 20 lat. Poza tym tu nie chodzi o studia tylko o potencjalnego pracodawcę lub współpracowników. Przecież ja mam niemal lukę w życiorysie. Oczywiście, że chcę coś zmienić tylko obawiam się, że będę z góry traktowany jak ten przegryw, który przez 10 lat nic nie robił. Że nie dostanę nawet szansy by spróbować choć trochę naprawić te błędy, które do tej pory popełniłem. I że przez to już nic nie będę mógł osiągnąć bo wszystkie drzwi będą zamknięte jeszcze zanim zdążyły się otworzyć. 30 lat to bardzo późno by zaczynać od zera.

1 958

Odp: Co to znaczy żyć?

Nikt tam krzywo się patrzeć nie będzie, bo ich to tak naprawdę nie interesuje. Dają oferty. Nie musisz od razu korzystać, a jak to w dłuższej perspektywie wygląda, to nie wiem. Z tego, co czytałam, wkrótce kończy ci się umowa o pracę, więc i tak dobrze, żebyś się zarejestrował. I przeglądaj na bierząco oferty pracy, bo jednak dobrze wiedzieć, co chcesz robić dalej w życiu. Widzę, że po raz kolejny zatoczyłeś tu koło, bo już chyba o tym tu pisaliśmy.

1 959

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Nie mam nawet kiedy pojechać do tego urzędu nadal pracując ale jeśli nadarzy się okazja to sprawdzę. Obawia się jednak, że nie przysługuje mi nic i nawet nie zostałbym ten potraktowany poważnie. Każdy tak jak tylko mnie zobaczył to złapie się za głowę. 30 latek po studiach, który nie ma doświadczenia ani żadnych kursów, żadnych kredytów ani rodziny na utrzymaniu, żadnej niepełnosprawności ani ciężkich chorób nie licząc depresji. Przecież oni mnie tam potraktują co najmniej jak Jack tutaj. Musiałbym trafić na kogoś tak empatycznego i wyrozumiałego jak ty żeby w ogóle było o czym rozmawiać. A na to szanse są raczej niewielkie w takiej instytucji.

Dla mnie "porządną pracą w mieście" byłaby taka, która pozwoliłaby zarobić tyle by móc w tym mieście zamieszkać w pojedynkę i żyć na przyzwoitym poziomie, dająca perspektywy rozwoju i zwiększenia zarobków. Nie mam totalnie pojęcia co bym wziął ale mam kilka opcji, których na pewno bym nie wziął. Myślisz, że takie wypisanie tego czego wiem, że bym nie chciał mogłoby pomóc? Na prawdę ciężko sobie wyobrazić by pod Warszawą mieli lepsze warunki niż w niej samej. Jak już pisałem znam parę takich firm i januszostwo jest w nich na grubo. Terapeutka mówi tak samo, że to nie byłoby wiążące na całe życie jak jakiś cyrograf, a ja wciąż tego nie kupuję. Gdybyś zatrudniała pracownika i zobaczyła byś, że próbował już kilku miejsc pracy ale w żadnym nie wytrzymał dłużej niż miesiąc jakbyś na niego spojrzała?

Pewnie jest wykonalne ale nie będzie łatwo. To słowo już dość mocno utożsamiałem ze sobą. Tak samo jak "incel" czy "prawiczek" choć tym drugim technicznie rzecz biorąc już nie jestem.



To nawet nie tak, że nie nawykłem do ujawniania emocji tylko odczuwam lęk jak ktoś zareaguje kiedy to zobaczy. Zawsze uważałem, że tego wręcz nie wolno robić bo od razu wszyscy będą patrzeć i oceniać. Tych emocji podczas sesji wychodzi coraz więcej, a ja coraz bardziej się martwię jak terapeutka na to zareaguje. Mogę tylko liczyć na jej profesjonalizm. Jednak wciąż jest obawa, że w jakimś momencie przesadzę z czymś i nie będzie chciała dalej prowadzić mojej terapii. Nie wspominając już o tym, że obawiam się jakiegoś odblokowania tych emocji na tyle, że zacznę je uzewnętrzniać poza sesją. To czasami nie daje mi spać. Zajechałem gdzie zajechałem bo nigdy nie udało się osiągnąć stanu całkowitego braku odczuwania emocji. Mi nie chodziło o taki stan jaki już udało się osiągnąć tylko o całkowity brak odczuwania jakichkolwiek emocji. Stan będący już niemal fantasy, wykraczający poza możliwości każdego człowieka. Kiedyś na prawdę myślałem, że to jest możliwe. Chciałem dosłownie być jak maszyna, taki terminator, którego nic nie zatrzyma przed osiągnięciem celu.

Jak miałbym tak nie pisać i się nie czuć jak staruszek skoro już czuję, że nie jestem w takiej formie jak jeszcze 10 lat wcześniej, a nadal nie mam nic? Czuję się jakbym dosłownie zmarnował przynajmniej te 10 lat, jakbym na przykład przesiedział w więzieniu. Do tej pory powinienem zarabiać przynajmniej te 10k, kupować mieszkanie lub budować dom albo już mieć to za sobą. Mieć żonę albo przynajmniej być w wieloletnim związku, może nawet mieć też dzieci. Zwiedzić chociaż kilka krajów. I przede wszystkim wiedzieć co robić dalej. Tego wszystkiego bym chciał, a czas na osiągnięcie tego był właśnie w przedziale 20-30 lat. Wtedy kiedy miałem najwięcej energii, kiedy miałem lepszy stan zdrowia i kiedy jest to społecznie postrzegane jako najlepszy czas do tego. Teraz jestem w o wiele gorszej sytuacji niż 10 lat temu bo nie dość, że nadal nie wiem co robić to mam mniej energii i zdrowotnie też jest gorzej, a ja wciąż nawet nie zacząłem żyć.

Shini - po cholerę jechać do urzędu jak można coś sprawdzić na stronach internetowych?  w dobie obecnej człek jedzie do urzędu jak naprawdę musi, jeden z plusów pandemii.
IPD przysługuje każdemu, należy się jak psu zupa, tyle że jak się nie ma ukończonych 30 lat robią to w momencie rejestracji (bo muszą) a po 30-ce dopiero po 3 miesiącach ewentualnie wcześniej na wniosek. Sprawdź w necie co to jest IPD czyli Indywidualny Plan Działania.

Dla urzędu jesteś "numerkiem sprawy", urzędnicy nie zajmują się indywidualnym dręczeniem petentów w taki sposób, w jaki Jack robi to tutaj.
Bycie numerem ma wady i zalety, jak wszystko. Zasadniczo urzędnika guzik obchodzi jaki jesteś, on ma załatwić twoją sprawę czyli wykazać w statystyce, że pan X zgłosił się, czynności obowiązkowe wykonano i tyle mniej więcej. Oczywiście im więcej panów X pracę znajdzie tym statystyka lepiej wygląda.

Ty jesteś tak na teraz przypadkiem prostym. Studia, praca fizyczna w jednym zakładzie pracy, brak dodatkowych kwalifikacji. Pasujesz do puli "zdobywanie/podnoszenie kwalifikacji". Urząd musi się wykazać, że dzięki dzielnym urzędnikom obywatele kwalifikacje podnoszą. Jasne, ze z urzędnikiem się nie rozmawia towarzysko jak ze mną na forum, ale też urzędnik nie czepia się i nie ocenia jak Jack na forum. Pewne rzeczy to musisz sobie ustalić sam ze sobą. Nikogo w urzędzie nie obchodzi, czego byś nie chciał, obchodzi ich ewentualnie czego wziąć nie możesz, ale to inna część zabawy.
Shini, ta Twoja "porządna praca w mieście" to jest coś oderwanego od aktualnego realu. Cel do ewentualnej realizacji za czas jakiś i przede wszystkim stopniowo. Innymi słowy punkt pierwszy - musisz zdobyć jakieś kwalifikacje. Znaczy zawód. Bez tego nie pójdziesz dalej. To nie jest pytanie "czy" tylko "jakie kwalifikacje".
Na zdrowy rozum biorąc takie, które masz szansę na rynku pracy sprzedać najlepiej. A to ci akurat zapewne zasugerują w urzędzie. Z realu wiem, że są kwalifikacje bardzo poszukiwane, naprawdę wymagające niesamowitej wiedzy i umiejętności, a pracownik z takimi to "wart swojej wagi w złocie". Rodzice wbili Ci do głowy, że "fizyczny jest gorszy" od urzędnika za biurkiem?

Gdybym miała chętnego do pracy co wiele razy zakład pracy zmieniał ? Shini, ja się rekrutacją do pracy nie zajmuję, raz w życiu w czymś takim uczestniczyłam po stronie rekrutującej jako coś na kształt doradcy, ale to było korpo i nie zatrudniano pracowników fizycznych bez kwalifikacji.

Skoro nie określanie samego siebie słowem przegryw" uważasz za wykonalne - super, zatem zacznij od dziś. Na pewno nie zaszkodzi smile
Nic się nie martw tym, jak terapeutka zareaguje na Twoje ujawniające się emocje - dla niej one są informacją, ważną w terapii. Im więcej ujawniasz tym jej łatwiej z Tobą pracować.

W pewnym sensie przesiedziałeś w więzieniu własnej psychiki ileś lat.
Wyrok" za niewinność", na szczęście nie dożywocie., bo powoli z tego wiezienia wychodzisz.

Shini - człowiek, który nie odczuwa emocji  nie jest w stanie stworzyć żadnej bliskiej relacji z drugim człowiekiem.

1 960

Odp: Co to znaczy żyć?
Lunka86 napisał/a:

Nikt tam krzywo się patrzeć nie będzie, bo ich to tak naprawdę nie interesuje. Dają oferty. Nie musisz od razu korzystać, a jak to w dłuższej perspektywie wygląda, to nie wiem. Z tego, co czytałam, wkrótce kończy ci się umowa o pracę, więc i tak dobrze, żebyś się zarejestrował. I przeglądaj na bierząco oferty pracy, bo jednak dobrze wiedzieć, co chcesz robić dalej w życiu. Widzę, że po raz kolejny zatoczyłeś tu koło, bo już chyba o tym tu pisaliśmy.


Nawet kilkukrotnie smile

1 961

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Pasujesz do puli "zdobywanie/podnoszenie kwalifikacji".

Nie pasuje. Bo wykształcenie ma. Mieszkać gdzie ma. Nie spełnia kryteriów do żadnej sensownej pomocy systemowej, bo ta skierowana jest do ściśle określonych przypadków zdefiniowanych w projektach i celach programowych.

Nie jest zagrożony wykluczeniem społecznym, nie grozi mu bezdomność, nie jest ofiarą zwolnień grupowych, nie został zwolniony w specyficznym zawodzie z powodu likwidacji miejsca pracy typu stadnina koni czy coś innego, równie niszowego. Jest po prostu leniwy. I stary.

1 962

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
Muqin napisał/a:

Pasujesz do puli "zdobywanie/podnoszenie kwalifikacji".

Nie pasuje. Bo wykształcenie ma. Mieszkać gdzie ma. Nie spełnia kryteriów do żadnej sensownej pomocy systemowej, bo ta skierowana jest do ściśle określonych przypadków zdefiniowanych w projektach i celach programowych.

Nie jest zagrożony wykluczeniem społecznym, nie grozi mu bezdomność, nie jest ofiarą zwolnień grupowych, nie został zwolniony w specyficznym zawodzie z powodu likwidacji miejsca pracy typu stadnina koni czy coś innego, równie niszowego. Jest po prostu leniwy. I stary.

On nie jest stary,jest mlody i potrzebuje przede wszystkim skutecznej psychoterapii,bo ta na,ktora chodzi do tej babki to.watpie ,ze mu pomaga, skoro jest jak obserwuje gorzej niz bylo przed terapia u niej. Nie kazdy psychoterapeuta jest dobry. Jak sie stan zdrowia psychicznego pogarsza to trzeba zmienic metode leczenia ,a nawet samego lekarza... on ma tez objawy depresyjne i zdrowotne pewnie tez,wiec musi zrobic wiecej badań,  problemy ze snem ma,tak jak ja i nie ma co tu mu pisać, zeby szedl do pracy i wzial sie w garsc,bo to nie pomoże,tylko musi sie skupic Shini na leczeniu depresji,a nie na szukaniu pracy,bo praca nie wyleczy nikogo z problemow natury psychicznej, ani fizycznej

1 963

Odp: Co to znaczy żyć?
Lunka86 napisał/a:

Nikt tam krzywo się patrzeć nie będzie, bo ich to tak naprawdę nie interesuje. Dają oferty. Nie musisz od razu korzystać, a jak to w dłuższej perspektywie wygląda, to nie wiem. Z tego, co czytałam, wkrótce kończy ci się umowa o pracę, więc i tak dobrze, żebyś się zarejestrował. I przeglądaj na bierząco oferty pracy, bo jednak dobrze wiedzieć, co chcesz robić dalej w życiu. Widzę, że po raz kolejny zatoczyłeś tu koło, bo już chyba o tym tu pisaliśmy.

Kończy się więc tak czy inaczej będę musiał się zarejestrować w tym urzędzie choćby po to by mieć ubezpieczenie przez jakiś czas. Z tym przeglądaniem ofert chodzi ci o to by się do tego przyzwyczaić? Samo przeglądanie wszystkiego jak leci nie tylko nie pomoże w odkryciu co chcę robić ale pewnie jeszcze by w tym przeszkodziło. Pisaliśmy i to nie raz, dla mnie ten temat cały czas jest aktualny.

Muqin, właśnie wiem, nawet nie pomyślałem o zrobieniu tego przez internet, dzięki za przypomnienie. O IPD jeszcze nie słyszałem, sprawdzę.

Odnoszę wrażenie, że jestem przypadkiem jednym z najtrudniejszych lub już straconych. Zresztą zobacz co Jack pisze na ten temat. Właśnie o to mi chodzi, że potraktują mnie tam jak jakiegoś lenia, który nie chciał nic robić, każą zjeżdżać i radzić sobie samemu, że nikt nie będzie chciał mi tam pomóc. Raczej nikogo nie będzie obchodziło jakie mam problemy psychiczne, lęki i depresję. Prędzej zobaczą, że nie ma doświadczenia, nigdy nie pracowałem w zawodzie zgodnym ze studiami i każą wyp... na budowę albo magazyn za minimalną. Serio nie próbuję się spierać tym na prawdę obawiam się, że wyjdzie właśnie tak jak piszę. Że nie tylko mi nie pomogą ale jeszcze skończę bez pracy, bez żadnych pieniędzy i bez ubezpieczenia.

Wiem, że od razu nie udałoby się przeprowadzić do miasta ale to wciąż pozostaje moim celem bo bez tego nie ma możliwości się usamodzielnić. Wiem, że dla niektórych to może być głupie bo coraz więcej ludzi ucieka z miasta i ja też cenię sobie spokój i przestrzeń jakie są na wsi ale usamodzielnienie się jest najważniejsze.

Pytanie "jakie kwalifikacje" to jest to samo co brak wiedzy co mógłbym robić. Żeby zrobić jakiekolwiek kwalifikacje muszę wiedzieć właśnie jakie, a przecież właśnie na tym polega problem. Oczywiście, że są takie zawody gdzie pracownik jest na wagę złota ale tak jak piszesz to wymaga wybitnych umiejętności. Sądzisz, że to w ogóle możliwe by nabyć takie umiejętności przez kogoś kto w szkole leciał na ledwo trójach i poszedł na gówniane teoretyczne studia, które nic nie dają? Ludzie mający takie umiejętności nie muszą chodzić do urzędu pracy. Ja jestem totalnie przeciętny, niezdolny do nauczenia się czegoś super wysokopoziomowego typu medycyna albo jakaś niszowa inżynieria. Nie tylko rodzice ale każdy z otoczenia do momentu skończenia szkoły wbijał mi to do głowy. "Ucz się bo będziesz rowy kopał" wszyscy tak mówili. Zamiast ich słuchać i uczyć się rzeczy, których i tak nie byłem w stanie się nauczyć trzeba było uczyć się kopania tych rowów i zarabiać po 10k na koparce. Matka zawsze wbijała mi do głowy żeby właśnie iść do biura. Ja chyba najbardziej bym chciał jakąś państwową instytucję, najlepiej jeszcze związaną z moimi studiami. Tylko pytanie czy to jest w ogóle możliwe bez znajomości?

Raczej nigdzie takich nie zatrudniają, a już na pewno za więcej niż minimalną.

Postaram się ale chyba muszę znaleźć jakieś inne słowo na to. Oby było jak piszesz. Jak na razie terapeutka nie wzbudza żadnych podejrzeń więc wierzę w jej profesjonalizm i to, że na prawdę może mi pomóc.

Dokładnie tak, a jak się traktuje ludzi po odsiadce? Co najmniej jak wyrzutków, a na pewno jak gorszych. Ludzie patrzą na takich podejrzliwie i nikt im nie ufa. To już zostaje w papierach i człowiek ma łatkę "karanego". Dożywocie nie ale 10 lat też zostawia ślady w psychice. Nigdy nie będę postrzegany tak jak ten co zaczął pracę w wieku 16 lat, wiedział na jakie studia pójść i od razu zaczął pracę w swoim zawodzie, a mając te 30 lat został już jakimś kierownikiem. Lub jak ktoś kto mając 20 lat odtworzył swoją firmę i zarobił pierwszy milion przed 30.

Wierz mi, że wolałbym nie tworzyć tej relacji ale nie mieć żadnych ograniczeń do wszystkiego innego. Teraz też nie tworzę takich relacji, a jedyna jaką udało mi się stworzyć skończyła się równie szybko jak się zaczęła i to jeszcze niezależnie ode mnie. Wolałbym nie czuć nic, wtedy i tak brak relacji by mi nie przeszkadzał.

1 964

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Lunka86 napisał/a:

Nikt tam krzywo się patrzeć nie będzie, bo ich to tak naprawdę nie interesuje. Dają oferty. Nie musisz od razu korzystać, a jak to w dłuższej perspektywie wygląda, to nie wiem. Z tego, co czytałam, wkrótce kończy ci się umowa o pracę, więc i tak dobrze, żebyś się zarejestrował. I przeglądaj na bierząco oferty pracy, bo jednak dobrze wiedzieć, co chcesz robić dalej w życiu. Widzę, że po raz kolejny zatoczyłeś tu koło, bo już chyba o tym tu pisaliśmy.

Kończy się więc tak czy inaczej będę musiał się zarejestrować w tym urzędzie choćby po to by mieć ubezpieczenie przez jakiś czas. Z tym przeglądaniem ofert chodzi ci o to by się do tego przyzwyczaić? Samo przeglądanie wszystkiego jak leci nie tylko nie pomoże w odkryciu co chcę robić ale pewnie jeszcze by w tym przeszkodziło. Pisaliśmy i to nie raz, dla mnie ten temat cały czas jest aktualny.

Muqin, właśnie wiem, nawet nie pomyślałem o zrobieniu tego przez internet, dzięki za przypomnienie. O IPD jeszcze nie słyszałem, sprawdzę.

Odnoszę wrażenie, że jestem przypadkiem jednym z najtrudniejszych lub już straconych. Zresztą zobacz co Jack pisze na ten temat. Właśnie o to mi chodzi, że potraktują mnie tam jak jakiegoś lenia, który nie chciał nic robić, każą zjeżdżać i radzić sobie samemu, że nikt nie będzie chciał mi tam pomóc. Raczej nikogo nie będzie obchodziło jakie mam problemy psychiczne, lęki i depresję. Prędzej zobaczą, że nie ma doświadczenia, nigdy nie pracowałem w zawodzie zgodnym ze studiami i każą wyp... na budowę albo magazyn za minimalną. Serio nie próbuję się spierać tym na prawdę obawiam się, że wyjdzie właśnie tak jak piszę. Że nie tylko mi nie pomogą ale jeszcze skończę bez pracy, bez żadnych pieniędzy i bez ubezpieczenia.

Wiem, że od razu nie udałoby się przeprowadzić do miasta ale to wciąż pozostaje moim celem bo bez tego nie ma możliwości się usamodzielnić. Wiem, że dla niektórych to może być głupie bo coraz więcej ludzi ucieka z miasta i ja też cenię sobie spokój i przestrzeń jakie są na wsi ale usamodzielnienie się jest najważniejsze.

Pytanie "jakie kwalifikacje" to jest to samo co brak wiedzy co mógłbym robić. Żeby zrobić jakiekolwiek kwalifikacje muszę wiedzieć właśnie jakie, a przecież właśnie na tym polega problem. Oczywiście, że są takie zawody gdzie pracownik jest na wagę złota ale tak jak piszesz to wymaga wybitnych umiejętności. Sądzisz, że to w ogóle możliwe by nabyć takie umiejętności przez kogoś kto w szkole leciał na ledwo trójach i poszedł na gówniane teoretyczne studia, które nic nie dają? Ludzie mający takie umiejętności nie muszą chodzić do urzędu pracy. Ja jestem totalnie przeciętny, niezdolny do nauczenia się czegoś super wysokopoziomowego typu medycyna albo jakaś niszowa inżynieria. Nie tylko rodzice ale każdy z otoczenia do momentu skończenia szkoły wbijał mi to do głowy. "Ucz się bo będziesz rowy kopał" wszyscy tak mówili. Zamiast ich słuchać i uczyć się rzeczy, których i tak nie byłem w stanie się nauczyć trzeba było uczyć się kopania tych rowów i zarabiać po 10k na koparce. Matka zawsze wbijała mi do głowy żeby właśnie iść do biura. Ja chyba najbardziej bym chciał jakąś państwową instytucję, najlepiej jeszcze związaną z moimi studiami. Tylko pytanie czy to jest w ogóle możliwe bez znajomości?

Raczej nigdzie takich nie zatrudniają, a już na pewno za więcej niż minimalną.

Postaram się ale chyba muszę znaleźć jakieś inne słowo na to. Oby było jak piszesz. Jak na razie terapeutka nie wzbudza żadnych podejrzeń więc wierzę w jej profesjonalizm i to, że na prawdę może mi pomóc.

Dokładnie tak, a jak się traktuje ludzi po odsiadce? Co najmniej jak wyrzutków, a na pewno jak gorszych. Ludzie patrzą na takich podejrzliwie i nikt im nie ufa. To już zostaje w papierach i człowiek ma łatkę "karanego". Dożywocie nie ale 10 lat też zostawia ślady w psychice. Nigdy nie będę postrzegany tak jak ten co zaczął pracę w wieku 16 lat, wiedział na jakie studia pójść i od razu zaczął pracę w swoim zawodzie, a mając te 30 lat został już jakimś kierownikiem. Lub jak ktoś kto mając 20 lat odtworzył swoją firmę i zarobił pierwszy milion przed 30.

Wierz mi, że wolałbym nie tworzyć tej relacji ale nie mieć żadnych ograniczeń do wszystkiego innego. Teraz też nie tworzę takich relacji, a jedyna jaką udało mi się stworzyć skończyła się równie szybko jak się zaczęła i to jeszcze niezależnie ode mnie. Wolałbym nie czuć nic, wtedy i tak brak relacji by mi nie przeszkadzał.

Niestety w Polsce jest duża szansa na to,że panie urzędniczki potraktują Ciebie jak lenia. Szczerze to współczuję, ale jeżeli masz za co żyć to skup się na leczeniu depresji,bo widać, że ja masz. Pójście do pracy Cie z niej nie wyleczy... w Anglii osoby z depresja kwalifikują się jako niezdolne do pracy,a w Polsce wszytko na odwrót- masz depresje-idz do pracy lol big_smile

1 965

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Kończy się więc tak czy inaczej będę musiał się zarejestrować w tym urzędzie choćby po to by mieć ubezpieczenie przez jakiś czas. Z tym przeglądaniem ofert chodzi ci o to by się do tego przyzwyczaić? Samo przeglądanie wszystkiego jak leci nie tylko nie pomoże w odkryciu co chcę robić ale pewnie jeszcze by w tym przeszkodziło. Pisaliśmy i to nie raz, dla mnie ten temat cały czas jest aktualny.

Muqin, właśnie wiem, nawet nie pomyślałem o zrobieniu tego przez internet, dzięki za przypomnienie. O IPD jeszcze nie słyszałem, sprawdzę.

Odnoszę wrażenie, że jestem przypadkiem jednym z najtrudniejszych lub już straconych. Zresztą zobacz co Jack pisze na ten temat. Właśnie o to mi chodzi, że potraktują mnie tam jak jakiegoś lenia, który nie chciał nic robić, każą zjeżdżać i radzić sobie samemu, że nikt nie będzie chciał mi tam pomóc. Raczej nikogo nie będzie obchodziło jakie mam problemy psychiczne, lęki i depresję. Prędzej zobaczą, że nie ma doświadczenia, nigdy nie pracowałem w zawodzie zgodnym ze studiami i każą wyp... na budowę albo magazyn za minimalną. Serio nie próbuję się spierać tym na prawdę obawiam się, że wyjdzie właśnie tak jak piszę. Że nie tylko mi nie pomogą ale jeszcze skończę bez pracy, bez żadnych pieniędzy i bez ubezpieczenia.

Wiem, że od razu nie udałoby się przeprowadzić do miasta ale to wciąż pozostaje moim celem bo bez tego nie ma możliwości się usamodzielnić. Wiem, że dla niektórych to może być głupie bo coraz więcej ludzi ucieka z miasta i ja też cenię sobie spokój i przestrzeń jakie są na wsi ale usamodzielnienie się jest najważniejsze.

Pytanie "jakie kwalifikacje" to jest to samo co brak wiedzy co mógłbym robić. Żeby zrobić jakiekolwiek kwalifikacje muszę wiedzieć właśnie jakie, a przecież właśnie na tym polega problem. Oczywiście, że są takie zawody gdzie pracownik jest na wagę złota ale tak jak piszesz to wymaga wybitnych umiejętności. Sądzisz, że to w ogóle możliwe by nabyć takie umiejętności przez kogoś kto w szkole leciał na ledwo trójach i poszedł na gówniane teoretyczne studia, które nic nie dają? Ludzie mający takie umiejętności nie muszą chodzić do urzędu pracy. Ja jestem totalnie przeciętny, niezdolny do nauczenia się czegoś super wysokopoziomowego typu medycyna albo jakaś niszowa inżynieria. Nie tylko rodzice ale każdy z otoczenia do momentu skończenia szkoły wbijał mi to do głowy. "Ucz się bo będziesz rowy kopał" wszyscy tak mówili. Zamiast ich słuchać i uczyć się rzeczy, których i tak nie byłem w stanie się nauczyć trzeba było uczyć się kopania tych rowów i zarabiać po 10k na koparce. Matka zawsze wbijała mi do głowy żeby właśnie iść do biura. Ja chyba najbardziej bym chciał jakąś państwową instytucję, najlepiej jeszcze związaną z moimi studiami. Tylko pytanie czy to jest w ogóle możliwe bez znajomości?

Raczej nigdzie takich nie zatrudniają, a już na pewno za więcej niż minimalną.

Postaram się ale chyba muszę znaleźć jakieś inne słowo na to. Oby było jak piszesz. Jak na razie terapeutka nie wzbudza żadnych podejrzeń więc wierzę w jej profesjonalizm i to, że na prawdę może mi pomóc.

Dokładnie tak, a jak się traktuje ludzi po odsiadce? Co najmniej jak wyrzutków, a na pewno jak gorszych. Ludzie patrzą na takich podejrzliwie i nikt im nie ufa. To już zostaje w papierach i człowiek ma łatkę "karanego". Dożywocie nie ale 10 lat też zostawia ślady w psychice. Nigdy nie będę postrzegany tak jak ten co zaczął pracę w wieku 16 lat, wiedział na jakie studia pójść i od razu zaczął pracę w swoim zawodzie, a mając te 30 lat został już jakimś kierownikiem. Lub jak ktoś kto mając 20 lat odtworzył swoją firmę i zarobił pierwszy milion przed 30.

Wierz mi, że wolałbym nie tworzyć tej relacji ale nie mieć żadnych ograniczeń do wszystkiego innego. Teraz też nie tworzę takich relacji, a jedyna jaką udało mi się stworzyć skończyła się równie szybko jak się zaczęła i to jeszcze niezależnie ode mnie. Wolałbym nie czuć nic, wtedy i tak brak relacji by mi nie przeszkadzał.

Pisałeś kiedyś, że żeby wyjść ze stanu marazmu potrzebny Ci kopniak - no to dostałeś, może nie jakiegoś mocarnego ale jednak.
Zrobiło się zero - jedynkowo czyli jeśli się nie zarejestrujesz stracisz NFZ, a jeśli stracisz NFZ to nie będziesz mógł kontynuować terapii czyli jest o co zawalczyć.
Jedyny sensowny wybór to się zarejestrować.
IPD urząd musi wykonać, łaski nie robi. Dla Ciebie istotne, żeby to zrobił jak najszybciej. Tu urząd nie może Cię olać, bo IPD sporządzić zwyczajnie musi.
Jasne, ze odnosisz wrażenie, że jesteś przypadkiem trudnym i straconym - ogólnie odnosisz takie wrażenie, tak siebie nadal postrzegasz.
Z punktu widzenia urzędu jesteś przypadkiem prostym i banalnym. Faceta należy skierować na szkolenie żeby zawód zdobył. Banalne, urzędnik się wysilić nie musi.
Jakie kwalifikacje powinieneś zdobyć - takie, co się obecnie dobrze sprzedają.
Nie napisałam nic o wybitnych umiejętnościach, nie przesadzajmy z tą wybitnością smile
Może spróbuj troszkę pousuwać z głowy to, co Ci matka wbijała? Ona nie ma patentu na nieomylność, masz prawo mieć zdanie odmienne od niej.
Ktoś po 10-letniej odsiadce najpierw popełnił przestępstwo, a potem poniósł konsekwencje. Ty jesteś w lepszej sytuacji, zdecydowanie. Raczej jak ktoś uwięziony za niewinność i to nie uwięziony "systemowo" czyli z zabagnioną kartoteką.
Owszem, takie swoiste uwiezienie zostawia ślady w psychice. Ale podobnie jak z fizycznymi zranieniami - psychiczne zranienia też się zalecza, zostają może blizny, ale nie ma co szaleć w drugą stronę, blizna to blizna.
Shini, ten co to zaczął pracę w wieku lat 16 itd - istnieją tacy ludzie. Są ewenementami nie normą. A tacy co to w wieku lat 20 otworzyli własną firmę i zarobili pierwszy milion przed 30-ką to sorki, ale rzadkość. Nie jesteś takim człowiekiem, nie będziesz i na tym koniec tematu.  Sporo ludzi w życiu poznałam, podobnych do tych opisywanych przez Ciebie też i wiesz co, jak tak głębiej grzebnąć w te ich sukcesy to niektórzy mieli zwyczajnie dzikiego farta, większość zaś miała startowe wsparcie, które prezentując siebie starannie ukrywają. W latach 90-tych na przykład założenie firmy to było zupełnie co innego niż teraz - bo real był inny. Mam takiego kolegę, zaczął w latach 90-tych i od zera, bo się z własną rodziną pożarł i postanowił im pokazać. Ok, pokazał. Przed 30-ką miał pierwszy milion,  który - praktycznie w całości zainwestował, gnieżdżąc się z zoną w kawalerce, a na wakacje jeżdżąc jeśli w ogóle to na kilka dni do teściów na wieś.  Sporo czasu upłynęło , nim zaczęli te pieniądze konsumować. Jak sam twierdzi - w dzisiejszych realiach by mu ten biznes tak nie poszedł, bo realia inne. Jakiś inny by mu wyszedł? Być może, jest ewidentnie utalentowany, ale jego zdaniem obecnie z takim startem od zera jest zdecydowanie trudniej.

Jeśli nie zależy Ci na żadnej bliskiej relacji z kobietą to czemu piszesz, że chciałbyś być kochany? Wolałbyś tylko przelatywać laski, które by przyciągała twoja kasa? Serio?

Kopania rowów to się chyba za bardzo uczyć nie trzeba. A operator koparki to obecnie fachowiec, dzisiejsze koparki to nie byle co. Albo taki operator CNC (takich różnych laserowych) - toż to trudne jest, a przy okazji pożyteczne i chyba zwyczajnie ciekawe, umieć coś, czego większość ludzi nie umie.
Zawód wielce na rynku poszukiwany, płatny nieźle albo i dobrze.
Co się właściwie robi po takich studiach jak Twoje? Tak teoretycznie?

1 966

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Pisałeś kiedyś, że żeby wyjść ze stanu marazmu potrzebny Ci kopniak - no to dostałeś, może nie jakiegoś mocarnego ale jednak.
Zrobiło się zero - jedynkowo czyli jeśli się nie zarejestrujesz stracisz NFZ, a jeśli stracisz NFZ to nie będziesz mógł kontynuować terapii czyli jest o co zawalczyć.
Jedyny sensowny wybór to się zarejestrować.
IPD urząd musi wykonać, łaski nie robi. Dla Ciebie istotne, żeby to zrobił jak najszybciej. Tu urząd nie może Cię olać, bo IPD sporządzić zwyczajnie musi.
Jasne, ze odnosisz wrażenie, że jesteś przypadkiem trudnym i straconym - ogólnie odnosisz takie wrażenie, tak siebie nadal postrzegasz.
Z punktu widzenia urzędu jesteś przypadkiem prostym i banalnym. Faceta należy skierować na szkolenie żeby zawód zdobył. Banalne, urzędnik się wysilić nie musi.
Jakie kwalifikacje powinieneś zdobyć - takie, co się obecnie dobrze sprzedają.
Nie napisałam nic o wybitnych umiejętnościach, nie przesadzajmy z tą wybitnością smile
Może spróbuj troszkę pousuwać z głowy to, co Ci matka wbijała? Ona nie ma patentu na nieomylność, masz prawo mieć zdanie odmienne od niej.
Ktoś po 10-letniej odsiadce najpierw popełnił przestępstwo, a potem poniósł konsekwencje. Ty jesteś w lepszej sytuacji, zdecydowanie. Raczej jak ktoś uwięziony za niewinność i to nie uwięziony "systemowo" czyli z zabagnioną kartoteką.
Owszem, takie swoiste uwiezienie zostawia ślady w psychice. Ale podobnie jak z fizycznymi zranieniami - psychiczne zranienia też się zalecza, zostają może blizny, ale nie ma co szaleć w drugą stronę, blizna to blizna.
Shini, ten co to zaczął pracę w wieku lat 16 itd - istnieją tacy ludzie. Są ewenementami nie normą. A tacy co to w wieku lat 20 otworzyli własną firmę i zarobili pierwszy milion przed 30-ką to sorki, ale rzadkość. Nie jesteś takim człowiekiem, nie będziesz i na tym koniec tematu.  Sporo ludzi w życiu poznałam, podobnych do tych opisywanych przez Ciebie też i wiesz co, jak tak głębiej grzebnąć w te ich sukcesy to niektórzy mieli zwyczajnie dzikiego farta, większość zaś miała startowe wsparcie, które prezentując siebie starannie ukrywają. W latach 90-tych na przykład założenie firmy to było zupełnie co innego niż teraz - bo real był inny. Mam takiego kolegę, zaczął w latach 90-tych i od zera, bo się z własną rodziną pożarł i postanowił im pokazać. Ok, pokazał. Przed 30-ką miał pierwszy milion,  który - praktycznie w całości zainwestował, gnieżdżąc się z zoną w kawalerce, a na wakacje jeżdżąc jeśli w ogóle to na kilka dni do teściów na wieś.  Sporo czasu upłynęło , nim zaczęli te pieniądze konsumować. Jak sam twierdzi - w dzisiejszych realiach by mu ten biznes tak nie poszedł, bo realia inne. Jakiś inny by mu wyszedł? Być może, jest ewidentnie utalentowany, ale jego zdaniem obecnie z takim startem od zera jest zdecydowanie trudniej.

Jeśli nie zależy Ci na żadnej bliskiej relacji z kobietą to czemu piszesz, że chciałbyś być kochany? Wolałbyś tylko przelatywać laski, które by przyciągała twoja kasa? Serio?

Kopania rowów to się chyba za bardzo uczyć nie trzeba. A operator koparki to obecnie fachowiec, dzisiejsze koparki to nie byle co. Albo taki operator CNC (takich różnych laserowych) - toż to trudne jest, a przy okazji pożyteczne i chyba zwyczajnie ciekawe, umieć coś, czego większość ludzi nie umie.
Zawód wielce na rynku poszukiwany, płatny nieźle albo i dobrze.
Co się właściwie robi po takich studiach jak Twoje? Tak teoretycznie?

Jeszcze nie dostałem i w ogóle go nie czuję. Lęk jest ale nawet on to za mało żeby zacząć działać. Zero jedynkowo dopiero będzie, już niedługo. Terapia to jedno, nawet do zwykłego lekarza od przeziębienia nie będzie można pójść.

Oby faktycznie tak było, że urząd nie może mnie olać. Dokładnie tak, takie odnoszę wrażenie dotyczące całego życia. I ciągle zauważam nowe dowody na to.

Bycie jedynym w swoim rodzaju wymaga wybitnych umiejętności. Praca za duże pieniądze też. Jak już pisałem wybitnym nie można się stać, trzeba się takim urodzić.

Gdyby dało się tak po prostu posuwać to co ktoś wbijał do głowy przez 30 lat tego wątku pewnie by nie było. Ja widzę to tak jakbym też był winny, jakbym to ja popełnił jakieś przestępstwo, a teraz za nie odpowiadał. Czuję się jakby moja kartoteka była taka sama jak tego co odsiedział te 10 lat. Tak samo z tymi śladami na psychice. Fizycznie rany da się zaleczyć całkiem łatwo, psychiczne i wiele trudniej o ile w ogóle się da. Nie można ich zszyć, leki też nie pomagają. Moje rany cały są otwarte, do blizn tu daleko.

Ja też znam sporo takich ludzi tyle, że niestety nie ma znaczenia czy oni mieli lepszy start czy nie. Ja jestem oceniany tak samo jak oni i z nimi muszę konkurować. Z tymi firmami tak samo. Poznałem nie jednego, który też wprost mówił, że teraz już nie udałoby im się stworzyć tych biznesów. I wciąż jakie to ma znaczenie? Ja teraz potrzebuję dużo większych pieniędzy. Na mieszkanie, na usamodzielnienie się, na dalsze leczenie. Ten kolega inwestował gnieżdżąc się z żoną w kawalerce. Ja nie mam ani żony ani kawalerki. Samo to już by mi wystarczyło i nawet tego nie mogę mieć

Tu chodzi o wybór, którego nie ma. Gdyby to było w ogóle możliwe by nic nie czuć i gdybym mógł wybrać żeby czuć lub nie czuć wybrałbym to drugie. Niestety to nie jest możliwe więc wyboru też nie ma. Skoro go nie ma to chciałbym być kochany. Chciałbym mieć tą jedną dziewczynę, zamieszkać z nią, po jakimś czasie się oświadczyć, a potem wziąć ślub. Tylko tyle, to co mają wszyscy wokół. Dziś byłem na targach fantastyki i było jak zawsze. Na samych targach fajnie ale potem koszmar bo znowu sam, znowu nie mam nawet z kim pogadać o tych targach i znowu wracałem sam. Jak za każdym razem po takim wydarzeniu żałuję, że się urodziłem. Takie wydarzenia to jedne z bardzo niewielu okazji do wyjścia z domu, a z każdym kolejnym jest coraz trudniej. Zaczynam się zastanawiać czy powinienem na nie chodzić. To jedyne miejsce gdzie można kupić tyle fajnych rzeczy i zobaczyć tyłu ludzi w ciekawych strojach ale jeśli to ma tak boleć to już nie wiem. Na prawdę wolałbym nic nie czuć niż zmagać się z czymś takim na i po wydarzeniu, które powinno być czymś przyjemnym i dającym pozytywne emocje. Nawet leki od psychiatry średnio przy tym pomagają. Ja na prawdę jedyne czego chcę to nie być sam i nawet tego nie mogę mieć.

Operator zarówno koparki jak i CNC to robota daleka od ciekawej. Potrzebna, dobrze płatna i trudna z pewnością. Wrażenia na innych raczej to nie robi, szacunku społecznego też raczej nie daje. Mogą być z tego nieźle pieniądze ale mnóstwo ludzi i tak powie, że taką robotę wykonuje tylko "robił" bez żadnej szkoły ani ambicji.

Teoretycznie po moich studiach można pracować w służbach mundurowych, służbach specjalnych, państwowych instytucjach zajmujących się bezpieczeństwem, prywatnych firmach w dziale bezpieczeństwa, zespołach zarządzania kryzysowego, agencjach ochrony i biurach detektywistycznych. A co, masz jakiś pomysł z tym związany?

1 967

Odp: Co to znaczy żyć?

Kopniak nie koniecznie chyba musi być taki, żeby się nogami przykryć, Shini smile

Ewidentnie jesteś w takim momencie życia, w którym coś od Ciebie zależy - coś, co dotyczy ciągu dalszego Twojego własnego życia. Doszedłeś do rozwidlenia drogi.
Wiesz to doskonale. Masz wybór. Całkiem konkretny i tylko Twój. Konsekwencje wyboru będą też Twoje. I w jakimś stopniu już teraz dają się przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem trafienia , jesteś inteligentny i też to wiesz.

Jeśli się nie zarejestrujesz stracisz leczenie na NFZ. Oraz jakikolwiek dochód. Utkniesz w domu. Wiesz, jak dalej będzie czy mam opisać dokładniej?

Jeśli się zarejestrujesz i wykonasz pewne minimum coś się zmieni w Twoim życiu. Na gorsze raczej trudno, zatem zapewne na lepsze.

W tym momencie masz wybór. Nie jesteś w sytuacji "nie mam wyboru". Wiele razy nie miałeś go jako dziecko, nastolatek, a nawet jeśli teoretycznie miałeś, w praktyce nie za bardzo, bo byłeś dzieckiem/nastolatkiem zależnym od dorosłych.

Wybitnym się człowiek staje, a nie rodzi, Shini. Rodzi się człowiek z potencjałem. Potencjał zaś może zostać zmarnowany, zarówno całkiem bez winy osoby nim obdarzonej jak i przy jej mniejszym bądź większym czynnym udziale.
Owszem, potencjał mamy niejednaki, nie rodzimy się identyczni. Ale każdy go ma.

Każdemu coś do głowy wbijano - nie tylko Tobie. Zarówno rzeczy sensowne jak i całkiem niesensowne. Niesensowne trzeba zweryfikować i się pozbyć - co męczy i jest żmudne, ale wykonalne.
Czy musisz konkurować jest co najmniej dyskusyjne. Jedno z bezsensownych przekonań wbitych do głowy to "muszę konkurować". Przekonanie bardziej sensowne - mogę konkurować, zakres i skalę sam ustalam. Przyjęcie innej postawy życiowej w kwestii tego konkurowania łatwe nie jest, bo tzw. świat nieustannie je narzuca i "nakazuje" - ale jest możliwe.

Jeśli się dojdzie do momentu, w którym się wie, że jakiegoś wyboru nie ma warto odpuścić dalsze zastanawianie się nad tym, bo jako żywo jeśli nie ma, to nie ma.
Gdybyś nie czuł nie kiwnąłbyś palcem w bucie. Bo po co? Żaden cel nie miałby sensu, ba! w ogóle byś nie miał celu, bo po co? Zrealizowanie celu łączy się z doznawaniem emocji, pozytywnych. Nie ma emocji nie ma ani celu, ani realizacji. Android nie realizuje swojego celu, bo go nie ma. Realizuje coś, co jest czyimś celem. Narzędziem jest, trochę bardziej skomplikowanym niż widły. Czy widły realizują jakiś cel własny? Co najwyżej cel tego, który ich używa. Widłom za jedno czy leżą na wystawie czy tkwią w gnoju - bo nie czują.  Są doskonale obojętne. Taki byś chciał być? Serio? Nie wydaje mi się.

Naprawdę sądzisz, ze człowiek uczciwie wykonujący potrzebną pracę, żyjący przyzwoicie nie budzi szacunku społecznego?
Najniższym szacunkiem społecznym od lat "cieszą się" influencerzy, youtuberzy i politycy w różnych odmianach. Oraz pracownicy HR, pracownicy call-center i coach'owie/trenerzy personalni.
Niewykwalifikowany pracownik fizyczny w rankingu szacunku społecznego jest mniej więcej w środku skali, wyżej od urzędnika/referenta.

Jaka praca byłaby dla Ciebie ciekawa? Właśnie ciekawa, bez aspektów dochodowych? Wyobraź sobie, że ktoś oferuje ci ileś kasy za wykonywanie dowolnej pracy - niezależnie od tego, jaka praca, kasa identyczna. Co być wybrał?

Na mnie osobiście akurat operator CNC robi wrażenie. W ogóle ludzie potrafiący obsługiwać takie różne skomplikowane maszyny hurtem robią na mnie wrażenie w znaczeniu pozytywnym.

Ciekawa byłam, co właściwie można robić po takich studiach jak Twoje. Czemu nie próbowałeś podjąć pracy w zawodzie?

1 968

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini musisz sie skupić i wylapywac myśli którymi wszystko sabotujesz. Z jakiego powodu, pewnie z obawy przed skokiem na głęboka wodę i zmiana,  wiecznie wyciagasz niespodzianki z kapelusza. Jak najnowsza pt "praca nie zapewniająca szacunku spolecznego". Po pierwsze wybieranie drogi zawodowej to żaden skok na głęboka wodę- całkiem płytko będzie a po drugie i tak nie masz wyboru. Wiec nie przeszkadzaj sam sobie. Jak bedzie szacunek społeczny to zacznie ci przeszkadzać np. praca zmianowa. Wylapuj myśli które cie hamują i odstawiaj na bok

Parę luźnych przemyslen

1. Nie obawiaj sie januszeksow.  Sa januszeksy i januszeksy. W wielu rodzinnych firmach szanuje sie pracowników duzo bardziej niz w korporacjach.  Elastyczne sa. Nie wszystkie ale wiele

2. Nie bój się obrzeży miast. Tam jest sporo okazji

3. Rekrutacja to nie spotkanie mające na celu zgnojenie drugiej strony tylko poszukiwanie współpracowników. Wierz mi od długiego czasu w Polsce poszukiwanie pracownika to nie żaden luksus tylko trudne zadanie. Dla tych po drugiej stronie. Niektore januszeksy sa elastyczne - za pewne cechy sa w stanie nieźle zapłacić. Powiedzmy ze od ok 20 lat jestem raczej po stronie zatrudniajacych niz zatrudnianych. W małej firmie. Nie wiem ile razy zwiekszalismy budżet na dane stanowisko bo nie bylo nikogo pasującego. A pasujący chcieli więcej. I dostawali. W korpo tak łatwo nie idzie.

4. Nie wiem jaki masz problem z tym szanowanym społecznie etatem. Jak nie wypruwsz flaków w robocie, kasa sie zgadza, na wszystko starcza, zycie, potrzeby, moze kredyt hipoteczny, wakacje, to co cię obchodzi odbiór społeczny? I od kiedy operator cnc to poniżające robota? Jak szukalimy na gwałt bo się zamówienia sypnęły i nie było pasujących to stwierdziliśmy ze bierzemy pasującego potencjalnymi cechami (obsługujący kompa, dobry z matmy, klejący geometrię, kulturalny, myslacy) i douczymy. Wzięliśmy dobrego chłopaka. Nauczył sie. Zaczął od 5.5 k netto, po 1.5 roku miał 10 k netto. I odszedł do konkurencji bo wiecej płacili.

5. Papiery ktore masz w zależności od etatu maja większe lub mniejsze znaczenie. O czymś tam świadczą. Były stanowiska na ktorych papiery w ogole mnie nie interesowały. Bo czesto nic za nimi nie idzie

6. Druga strona tak samo jak Ty szuka kogos zeby zrobic deal. To nie jest tak ze oni rozdają karty a Ty biernie jestes albo nie. Masz na to wpływ. I Ty i oni maja problem do rozwiązania. Nie sprzedawaj sie na siłę- dopytaj o co chodzi  i zaproponuj ze rozwiążesz ich problem.

7. Najważniejsze. Musisz stać sie aktywny. Bez tego nic sie nie zmieni. Tzn. jedno, drugie, pięćdziesiąte wysłane cv, jedna, druga, piecdziesiata rozmowa. Bez tego nie będzie nic. Postaraj się miec jakiś wybór. Pozwól zeby stworzyły sie okazję. Ona beda ale musi byc jaka próba. Ileś okazji do wykorzystania. Musisz ruszyć tylek.  CV, rozmowy, szukanie ogłoszeń, urząd pracy, szkolenia. Działaj po prostu. Bez tego nic nie bedzie.

PS. Jak odpiszesz mi ze niby racja ale.....to Ci w pysk dam

1 969 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-04-26 23:07:32)

Odp: Co to znaczy żyć?

Muqin
Może taki kopniak by pomógł.

Ty widzisz to jako rozwidlenie drogi, ja jako mur nie do przejścia.

Gdybym był inteligentny nie znalazłbym się w obecnej sytuacji. Ten wybór nie jest ani trochę konkretny. Przecież wciąż nie mam pojęcia na jaką pracę zmienić.

Domyślam się jak będzie dalej.

Zawsze być gorzej ale faktycznie w tej sytuacji byłoby o to trudno.

Nie wiem czy brak wyboru nie byłby lepszy. W końcu to nie takich sytuacjach ludzie najbardziej się rozwijają, kiedy są przyparci do muru. Mając do wyboru tylko rozwój albo śmierć sam fakt, że żyją oznacza, że poszli dalej.

Na prawdę sądzisz, że każdy ma jakiś potencjał? Nawet jeśli przez 30 lat się nie pokazał? I co ważniejsze, każdy może stać się wybitnym?

Na prawdę myślisz, że da się pozbyć czegoś co było wbijane tak długo i tak głęboko? Ja zaczynam tracić w to wiarę nawet mimo terapii. To nawet nie jest "muszę konkurować" tylko "muszę osiągnąć znacznie więcej niż inni by zaledwie im dorównać". Jak już pisałem, tak naprawdę chciałbym tylko tego co większość, a skoro nie mogę tego mieć to znaczy, że muszę osiągnąć więcej niż oni.

Wiem, to jest jakiś absurd bo normalnie aż za często myślę zero-jedynkowo, a kiedy trzeba tak pomyśleć to jest nieskończona analiza.

Porównywać androida do wideł to nie najlepszy pomysł. Wiem o co ci chodzi ale to po prostu zbyt odległe od siebie rzeczy. Widłami nie chciałbym być ale androidem jak najbardziej. Nie musieć jeść, pić ani spać, nie czuć bólu ani się nie starzeć. Pod niemal każdym względem przewyższać człowieka, a dodatkowo nie posiadać żadnych typowo ludzkich ograniczeń. Faktycznie wtedy nie byłoby własnego celu ale też nie byłby potrzebny. Jedynym celem istnienia byłoby realizowanie czyichś celów. Czyli w sumie niewielka różnica względem tego co każdy z nas robi na co dzień. Android pracuje dla swojego stwórcy, a biedni pracują dla bogatych. Wolałbym być narzędziem ale wykorzystanym w najlepszy możliwy sposób przez odpowiednią osobę, osiągając wyżyny swoich możliwości niż mieć nad sobą pełną kontrolę, nie potrafić z niej skorzystać i zmarnować swoje życie, a teraz właśnie to się dzieje. Wolałbym być obojętny ale skuteczny niż taki jak teraz. Oprócz tych wszystkich złych emocji, których nie chciałbym czuć czuję też parę dobrych. Czuję empatię, współczucie, wyrozumiałość, troskę, mam w sobie chęć pomocy i opieki nad innymi. I na co mi to wszystko skoro nawet nie mam możliwości by to wykorzystać? Czuję się coraz bardziej samotny, a poza forum i dosłownie kilkoma osobami w realu nie mam nawet z kim porozmawiać. Wolałbym nie czuć nawet tych wszystkich dobrych emocji jeśli to sprawiłoby, że nie czułbym tych złych i umożliwiłoby ruszenie z miejsca.

Szacunek społeczny budzi tylko ktoś kto osiągnął dużo więcej niż inni. Ktoś kto wybił się daleko ponad poziom większości ludzi. Ktoś kto ma wybitne osiągnięcia i może być przykładem dla innych. Ja osobiście na przykład szanuję ludzi ze wszelkich fizycznych zawodów, a szczególnie tych najbardziej potrzebnych typu śmieciarze czy pracownicy służb. Takich zawodów, które ja osobiście szanuję jest więcej ale to wciąż tylko moje osobiste. Słyszałaś kiedyś żeby ktokolwiek, a już szczególnie kobiety mówiły o zawodzie śmieciarza albo budowlańca jako prestiżowym, wysoko poziomowym czy właśnie szanowanym? Ja jeszcze nie. To prawda, że według statystyk właśnie te wymienione zawody cieszą się najniższym szacunkiem społecznych. Jednak dziwnym trafem ich przedstawiciele często są tymi najlepiej ustawionymi w życiu, którzy nie muszą się martwić o przetrwanie, dobrobyt i atrakcyjność dla płci przeciwnej. Mi zależy na tym szacunku choć nie mam możliwości osiągnąć tak wiele by go wzbudzić. Poza tym chciałbym jeszcze żeby ktoś mnie docenił, pochwalił i powiedział, że to co robię jest ważne, że to ma sens.

Cokolwiek tu napiszę odpiszesz, że to coś nieosiągalnego, poza moimi możliwościami i będziesz mieć rację. Nie mam pojęcia jaka praca z takich realnych byłaby dla mnie ciekawa, nie jestem wstanie określić żadnego konkretnego zawodu. Przynajmniej na tą chwilę nie, jutro w ciągu dnia postaram się nad tym zastanowić i napiszę.

Poznałem nie jednego operatora jakieś skomplikowanej maszyny w tym kilku od CNC. To zwykli ludzie, którzy po prostu się tego nauczyli co według nich samych wcale nie było trudne. Mam wrażenie, że stawiasz tych ludzi na równym poziomie co ludzi obsługujących wielkie samoloty, wojskowe odrzutowce, okręty podwodne czy statki kosmiczne, a to zupełnie inny poziom. Pilotem samolotu wszyscy się zachwycają, a już pracownik kontroli lotów nie robi na nikim wrażenia choć on ma równie odpowiedzialną robotę co ten pilot. Jego błąd też może spowodować katastrofę z setkami ofiar.

Do służb jak wiesz się nie nadaję choćby z powodu zdrowia psychicznego. Do państwowej instytucji nigdy nawet nie próbowałem się dostać bo zawsze byłem przekonany, że bez znajomości nie ma to sensu. W przypadku prywatnych firm miałem przekonanie, że bez doświadczenia nikt nawet nie potraktuje mnie poważnie jeśli chodzi o stanowiska związane z bezpieczeństwem. Z zespołów zarządzania kryzysowego i biur detektywistycznych jeszcze nigdy nie widziałem ogłoszenia. A w ochronie się bardzo marnie zarabia. Oczywiście nie licząc takich super ochroniarzy na przykład dla bogaczy ale to są niemal wyłącznie jacyś weterani służb specjalnych lub tym podobni.

1 970

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

PS. Jak odpiszesz mi ze niby racja ale.....to Ci w pysk dam

Zacznijmy od tego, że Shini co roku tak traci pracę. Nikt go nie zwolni, bo nie znajdą drugiego takiego jelenia jak on. wink

1 971

Odp: Co to znaczy żyć?

Po raz kolejny dokonałeś, Jack, świadomego wyboru.

1 972

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini - kopniaki radykalne to mają do siebie, że są - radykalne. Co oznacza, że albo idzie do góry alb w dół. I przewidzieć trudno. Moim zdaniem lepsze lżejsze.

Skoro rozwidlenie drogi to dla Ciebie za słabe ok, powiedzmy kompromisowo bardzo ostry zakręt i to pod górkę, ok? . Na mur nie do przebycia nie idę, za radykalne. Żeby był mur nie do przejścia trza by dodać na przykład solidne zadłużenie na etapie egzekucji komorniczej, jakieś niepełnosprawne dziecko pod opieką i coś z tych klimatów.

Gdybyś nie był inteligentny to byś się w obecnej sytuacji zapewne nie znalazł. Bo byś tak nie kombinował tym intelektem jak kombinujesz. Osoba o niskiej inteligencji nie byłaby w stanie stworzyć tak skomplikowanych konstrukcji myślowych. Sorki, nie kupuję braku inteligencji. smile

Nawet jeśli uznasz, że brak wyboru byłby lepszy wybór jest. Być może w tej chwili jest to wybór typu "między dżumą a cholerą" ale nadal - jest.

Ludzie przyparci do muru albo się rozwijają albo wypaczają. Nie przewidzisz.

Oczywiście, że każdy ma jakiś potencjał. Niektórzy go kompletnie nie wykorzystują albo wykorzystują fatalnie. Z przyczyn różnych.
I nie przesadzaj z tymi 30 latami - nauczyłeś się mówić, chodzić, jeść nożem i widelcem też umiesz i skończyłeś studia, prawo jazdy też masz i jeździć umiesz. I jeszcze by się znalazło więcej. Masz potencjał na więcej. smile

No dobrze, między widłami a androidem faktycznie spora różnica, ale jako żeś inteligentny pojąłeś, o co mi chodziło. Gdybyś nie był, to bym Ci musiała tłumaczyć jak przysłowiowy Marcin krowie na rowie.
Android nie musi jeść ani spać, ale musi mieć zasilanie - na to samo wychodzi. Starzeje się - zużycie części. Owszem - nie czuje bólu - NIC nie czuje. Przyjemności też. Ani satysfakcji. Ani radości.
Tak mi to brzmi, jakbyś sam siebie postrzegał jak takiego "niedrobionego" androida...
Skoro czujesz współczucie, chęć opieki nad kimś, potrzebę pomagania komuś - może byś spróbował je zaspokoić? Liczne wolontariaty czekają. Wiele nie wymaga żadnych kwalifikacji prócz czasu i chęci. Zamiast w weekend kisnąc w domu. Wiem, źle się czujesz. Ale jak się poczujesz lepiej? Choćby i godzina w niedzielę, metodą maleńkich kroków. Potrzebujących jest wielu. W tym zwierzaki.

Z tym szacunkiem społecznym to chyba troszkę pojechałeś, Shini. Jak właściwie definiujesz szacunek społeczny?

W tym momencie Twojego życia są rzeczy w zasięgu Twoich możliwości oraz takie poza zasięgiem. Innymi słowy - małe kroki, bo skoku w siedmiomilowych butach nie wykonasz, brak butów,  one są ze świata baśni.

Ja zasadniczo to jeśli już dzielę ludzi na takich, co uczciwie i rzetelnie wykonują pożyteczną pracę oraz tych, co tego nie czynią. Za jedno mi czy ktoś pilotuje odrzutowiec czy dba o czystość klatki schodowej. Osobiście fascynują mnie trochę różne skomplikowane maszyny i mechanizmy, może dlatego tak się tego CNC uczepiłam jak pijany płota?  smile
Bardziej się zachwycam kontrolerem lotów niż pilotem odrzutowca, jeśli już mam się zachwycać koniecznie. A że mam chłodny temperament z zachwycaniem się u mnie słabiuśko.

1 973

Odp: Co to znaczy żyć?

Shinigami - co do poszukiwania pracy, czy myślałeś o własnej działalności? Wiem, że nie jest łatwo w depresji, ale możesz zacząć od działalności nierejestrowanej na początku i dopiero jak przekroczy kwoty, rozwinie się, to normalnie założysz. Piszesz o swojej pracy fizycznej, że wykonywałeś ciężką prace. Potrafisz coś? W budowlance można zarobić znacznie więcej niż średnia krajowa. Jakbyś się uczył fachu to mogłaby wpadać znacznie wyższa wypłata, niż na etacie.

Z drugiej strony, to jak chcesz celować w jakiś etat, to może w coś gdzie jest dużo dziewczyn? W pracach bywają różne romanse, znajomości. No ale to na pewno nie w robotach gdzie sami faceci są.

1 974

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

Shinigami - co do poszukiwania pracy, czy myślałeś o własnej działalności? Wiem, że nie jest łatwo w depresji, ale możesz zacząć od działalności nierejestrowanej na początku i dopiero jak przekroczy kwoty, rozwinie się, to normalnie założysz. Piszesz o swojej pracy fizycznej, że wykonywałeś ciężką prace. Potrafisz coś? W budowlance można zarobić znacznie więcej niż średnia krajowa. Jakbyś się uczył fachu to mogłaby wpadać znacznie wyższa wypłata, niż na etacie.

Z drugiej strony, to jak chcesz celować w jakiś etat, to może w coś gdzie jest dużo dziewczyn? W pracach bywają różne romanse, znajomości. No ale to na pewno nie w robotach gdzie sami faceci są.

Bardzo trudno jest prowadzić działalność w depresji. To jest duża odpowiedzialność. Nie ma że dziś przeleze w lozku caly dzień, bo ma się depresje-tylko dlugi rosną i niezadowolenie klientów tak samo. Biznes to się prowadzi będąc mentalnie zdrowym i nie tylko mentalnie, bo fizycznie też-człowiek z chorobami chronicznymi nie będzie w stanie efektownie prowadzić biznesu.  W sumie mógł by, ale kosztem zdrowia

1 975

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Operator zarówno koparki jak i CNC to robota daleka od ciekawej. Potrzebna, dobrze płatna i trudna z pewnością. Wrażenia na innych raczej to nie robi, szacunku społecznego też raczej nie daje. Mogą być z tego nieźle pieniądze ale mnóstwo ludzi i tak powie, że taką robotę wykonuje tylko "robił" bez żadnej szkoły ani ambicji.

To nie jest prawdą, co napisałeś, ale nawet gdyby było, to i tak miałbyś lepsze pieniądze niż masz teraz, a za tym idą nowe możliwości. Zawsze to lepiej niż niczego nie zmieniać i narzekać.

Shinigami napisał/a:

Teoretycznie po moich studiach można pracować w służbach mundurowych, służbach specjalnych, państwowych instytucjach zajmujących się bezpieczeństwem, prywatnych firmach w dziale bezpieczeństwa, zespołach zarządzania kryzysowego, agencjach ochrony i biurach detektywistycznych.

Uważasz, że to mało możliwości, zwłaszcza teraz?
No cóż, chyba nigdy nie zrozumiem Twojego sabotującego myślenia.

Muqin napisał/a:

Bardziej się zachwycam kontrolerem lotów niż pilotem odrzutowca, jeśli już mam się zachwycać koniecznie. A że mam chłodny temperament z zachwycaniem się u mnie słabiuśko.

Mam w rodzinie pilota, obecnie pracuje w wojsku, mam też przyszłego kontrolera lotów (upartcie do tego dąży) - imponują mi obaj, ale tak naprawdę zachwycam się zawsze, kiedy spotykam ludzi, którzy swoją pracę wykonują z pasją. Tak naprawdę to właściwie wszystko można robić z zaangażowaniem lub "byle do 16.00" Zaś w moim odczuciu Shini usilnie szuka argumentów, które mają mu zapewnić poczucie, że pracy, która spełnia jego kryteria, na pewno nie dostanie. Z tego samego powodu tak sztucznie podnosi sobie poprzeczkę.

1 976

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Shini usilnie szuka argumentów, które mają mu zapewnić poczucie, że pracy, która spełnia jego kryteria, na pewno nie dostanie. Z tego samego powodu tak sztucznie podnosi sobie poprzeczkę.

Przestanie to robić jak zrozumie dlaczego to robi. Tylko on moze się dowiedzieć. Moze obawa przed zmianą?

1 977

Odp: Co to znaczy żyć?

Przypomnę tylko mój wpis dotyczący Shiniego sprzed jakiegoś czasu,  nawet szkoda się wysilać na nowy, bo i tak nic się nie zmienia niezależnie co, kiedy i gdzie się napisze.

Salomonka napisał/a:

Za dobrze w życiu mu się wiedzie, właściwie nic od niego nie zalezy, bo nie musi. Tak się chłopaczek "śliska" przez życie z hasłem na chorągwi "że więcej z siebie nie wykrzesze". Nie? NIE!! Bo nikt od niego niczego więcej nie wymagał. Ani rodzice, ani rodzina, ani pracodawca, ani żaden inny organizm na tym padole. Nigdy nie był postawiony pod ściąną i nigdy nie musiał zdać sobie sprawy, że teraz albo koniec, albo się na tę ścianę wdrapie, nawet jeśli by musiał zedrzeć paluchy do krwi. Taki z niego minimalisytyczny oportunista.
Dla mnie Shini to okaz kogoś, komu się z poczucia bezpieczeństwa, pełnego brzucha i satysfakcji z tego, że mu w zimie gacie do podłogi nie przymarzają, całkiem w głowie wszystko poprzestawialo.
Tylko że ta sytuacja wieczna nie będzie... Kiedyś zabraknie mamusi, tatusia, brata czy tam kuzyna który zapewnia wikt i opierunek płacąc jakąś tam niziutką pensję, ale regularnie i bez przestojów. Shini wpadnie z ciepłej laguny w której się teraz pławi wprost na głęboką wodę pełną rekinow. Prędzej czy później to się stanie, więc nie wiem czy jest sens odbierać mu wiarę, że ta laguna będzie bezpieczna do końca jego dni... Niech się chłop cieszy życiem niedojrzałego dziecka, ile tylko może.

1 978

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Shini usilnie szuka argumentów, które mają mu zapewnić poczucie, że pracy, która spełnia jego kryteria, na pewno nie dostanie. Z tego samego powodu tak sztucznie podnosi sobie poprzeczkę.

Przestanie to robić jak zrozumie dlaczego to robi. Tylko on moze się dowiedzieć. Moze obawa przed zmianą?

Moim zdaniem na tym etapie Shini już doskonale wie, gdzie leży problem, tylko wygodniej jest udawać, że wciąż szuka odpowiedzi niż realnie się z nim zmierzyć. W końcu dopóki analizuje, rozkłada wszystko na czynniki pierwsze i tworzy kolejne przeszkody, to nie musi podejmować ryzyka ani konfrontować się z możliwością porażki.

U niego to nie wygląda jak brak świadomości, ale jak bardzo sprawna racjonalizacja. W końcu łatwiej jest wmawiać sobie, że standardy są wyjątkowo wysokie, rynek beznadziejny albo własne wymagania nieosiągalne, niż otwarcie przyznać, że największą blokadą jest własny lęk przed działaniem i zmianą.

Problem nie polega więc na tym, że on "nie wie", po prostu dużo bezpieczniejsze jest pozostawanie w analizie niż przejście do konkretnego działania, które niesie ze sobą określone konsekwencje, a Shini tych konsekwencji nie chce ponosić, bo się ich zwyczajnie boi. Dopóki wszystko pozostaje teorią, to zawsze można poudawać, że chciałoby się inaczej i w ten sposób chronić swoje ego. W praktyce trzeba byłoby wziąć odpowiedzialność za własne decyzje, a to już bywa znacznie mniej komfortowe.

1 979 Ostatnio edytowany przez kamil555x (2026-04-28 20:06:23)

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:
kamil555x napisał/a:

Shinigami - co do poszukiwania pracy, czy myślałeś o własnej działalności? Wiem, że nie jest łatwo w depresji, ale możesz zacząć od działalności nierejestrowanej na początku i dopiero jak przekroczy kwoty, rozwinie się, to normalnie założysz. Piszesz o swojej pracy fizycznej, że wykonywałeś ciężką prace. Potrafisz coś? W budowlance można zarobić znacznie więcej niż średnia krajowa. Jakbyś się uczył fachu to mogłaby wpadać znacznie wyższa wypłata, niż na etacie.

Z drugiej strony, to jak chcesz celować w jakiś etat, to może w coś gdzie jest dużo dziewczyn? W pracach bywają różne romanse, znajomości. No ale to na pewno nie w robotach gdzie sami faceci są.

Bardzo trudno jest prowadzić działalność w depresji. To jest duża odpowiedzialność. Nie ma że dziś przeleze w lozku caly dzień, bo ma się depresje-tylko dlugi rosną i niezadowolenie klientów tak samo. Biznes to się prowadzi będąc mentalnie zdrowym i nie tylko mentalnie, bo fizycznie też-człowiek z chorobami chronicznymi nie będzie w stanie efektownie prowadzić biznesu.  W sumie mógł by, ale kosztem zdrowia


Masz rację. Dlatego właśnie zaproponowałem budowę, bo taka praca, że tak powiem, sporo wybacza. Coś co jest nie do pomyślenia, w innych branżach w tej może być akceptowane. Do tego jest coś takiego jak działalność nierejestrowana. Więc mógłby zacząć, że robi ogłoszenie i próbuje sił.

Może być ciężko, jak mówisz. Ale to tylko propozycja do rozważenia. Ewentualnie jakaś inna działalność. To nie jest proste, Ale z tego co czytam Shinigami, jest zainteresowany większymi zarobkami, zagranicznymi wycieczkami, usamodzielnieniem, randkami itp... Z bardzo niską pensją może być trudno. Do tego wysokie zarobki, mogą dać mu pewność siebie większą.

1 980

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
kamil555x napisał/a:

Shinigami - co do poszukiwania pracy, czy myślałeś o własnej działalności? Wiem, że nie jest łatwo w depresji, ale możesz zacząć od działalności nierejestrowanej na początku i dopiero jak przekroczy kwoty, rozwinie się, to normalnie założysz. Piszesz o swojej pracy fizycznej, że wykonywałeś ciężką prace. Potrafisz coś? W budowlance można zarobić znacznie więcej niż średnia krajowa. Jakbyś się uczył fachu to mogłaby wpadać znacznie wyższa wypłata, niż na etacie.

Z drugiej strony, to jak chcesz celować w jakiś etat, to może w coś gdzie jest dużo dziewczyn? W pracach bywają różne romanse, znajomości. No ale to na pewno nie w robotach gdzie sami faceci są.

Bardzo trudno jest prowadzić działalność w depresji. To jest duża odpowiedzialność. Nie ma że dziś przeleze w lozku caly dzień, bo ma się depresje-tylko dlugi rosną i niezadowolenie klientów tak samo. Biznes to się prowadzi będąc mentalnie zdrowym i nie tylko mentalnie, bo fizycznie też-człowiek z chorobami chronicznymi nie będzie w stanie efektownie prowadzić biznesu.  W sumie mógł by, ale kosztem zdrowia


Masz rację. Dlatego właśnie zaproponowałem budowę, bo taka praca, że tak powiem, sporo wybacza. Coś co jest nie do pomyślenia, w innych branżach w tej może być akceptowane. Do tego jest coś takiego jak działalność nierejestrowana. Więc mógłby zacząć, że robi ogłoszenie i próbuje sił.

Może być ciężko, jak mówisz. Ale to tylko propozycja do rozważenia. Ewentualnie jakaś inna działalność. To nie jest proste, Ale z tego co czytam Shinigami, jest zainteresowany większymi zarobkami, zagranicznymi wycieczkami, usamodzielnieniem, randkami itp... Z bardzo niską pensją może być trudno.

Budowa i depresja!? Ty chyba oszalales  big_smile

1 981

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

Budowa i depresja!? Ty chyba oszalales  big_smile

A dlaczego nie? Przecież jego stan nie uniemożliwia mu podejmowania się takich zajęć. Sama depresja nie oznacza automatycznego zakazu pracy na budowie - wszystko zależy od nasilenia objawów, samopoczucia i oceny lekarza medycyny pracy. Owszem, mogą pojawić się pewne ograniczenia, jeśli choroba wpływa na koncentrację, poziom energii czy bezpieczeństwo (np. przy pracy na wysokości albo z maszynami), ale w wielu przypadkach można zupełnie normalnie pracować.

1 982 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-29 11:33:26)

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

Potrafisz coś?

Nie. Nawet nie jest zainteresowany rozwojem swoich umiejętności stolarskich. Żadnych kursów, ani szkoleń tematycznych też nie ma. Ani jakichkolwiek innych.

Z powodu IBS-D na budowie chłopak też za bardzo nie popracuje. Choć mógłby. Mógłby sobie zrobić kurs montera sieci i instalacji sanitarnych (i wiele innych tego pokroju) i tak dorabiać jak mówisz - działalność nierejestrowana jako "złota raczka" czy pomoc na budowach. Wolny strzelec. Pracuje gdzie chce i kiedy chce. A roboty co niemiara. Jeden dzieciak, student na moim osiedlu tak dorabia i co chwila go polecają na grupie sąsiedzkiej. Kilka razy w tygodniu jakieś pierdoły robi chłopak - tu okna umyje, tam żyrandol zmieni, malować pomoże, paczkę odbierze z paczkomatu jak ktoś chory. Sąsiadki to tam ochy i achy o nim mówią jaki obrotny i zdolny i przede wszystkim chętny do uczciwego robienia nie szukając drogi na skróty. Jego ojciec to jakąś firmę budowlaną właśnie ma i tak dorabiał/pomagał od małego więc wie co robi.


edit- dzięki niemu (nie wprost, od innych sąsiadów, ale info pierwotnie pochodzi od niego) dowiedziałem się, że nawet budowlane sieciówki (szczególnie castorama) robią szkolenia za darmo:

https://www.castorama.pl/akademia-casto … kxO6lfxiTh

https://swiatatlasa.com.pl/szkolenia/zapisycastorama

https://knauf.com/pl-PL/knauf-gips/uslu … -castorama



Bert44 napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Shini usilnie szuka argumentów, które mają mu zapewnić poczucie, że pracy, która spełnia jego kryteria, na pewno nie dostanie. Z tego samego powodu tak sztucznie podnosi sobie poprzeczkę.

Przestanie to robić jak zrozumie dlaczego to robi. Tylko on moze się dowiedzieć. Moze obawa przed zmianą?


A bierzesz pod uwagę, że doskonale wie co i dlaczego robi? smile

1 983 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-29 11:01:45)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

U niego to nie wygląda jak brak świadomości, ale jak bardzo sprawna racjonalizacja. W końcu łatwiej jest wmawiać sobie, że standardy są wyjątkowo wysokie, rynek beznadziejny albo własne wymagania nieosiągalne, niż otwarcie przyznać, że największą blokadą jest własny lęk przed działaniem i zmianą.

Trudno się z tym nie zgodzić. Nie da się bowiem pogodzić "nie wiem jak napisać dobre CV" i jego gdybań, bo "tak widziałem w bajkach" z faktem, że koleś ma mgr z jednej z najlepszych uczelni na swoim polu na świecie. On przecież nie kończył prywatnej placówki, tylko państwówkę. W grę wchodzi albo WAT (wątpię) albo ASz Woj (prawie na 100%). A to była i jest jedna z najlepszych uczelni wojskowych świata, której absolwenci odpowiadają nie tylko za bezpieczeństwo tego kraju, ale również współtworzą politykę bezpieczeństwa NATO i UE (m.in poprzez współtworzenie European Security and Defence College) w tej części świata.

Bo wydaje mi się, że wielu ludzi nie ma o tym bladego pojęcia. Dla zobrazowania, to tak jakby ktoś kończył WUM i dopytywał na forum jak nakleić plasterek na skaleczenie i co należy zastosować na odparzoną dupkę, bo w internetach ro różne kremy są i preparaty i on nie wie co kupić.


Dopóki wszystko pozostaje teorią, to zawsze można poudawać, że chciałoby się inaczej i w ten sposób chronić swoje ego. W praktyce trzeba byłoby wziąć odpowiedzialność za własne decyzje, a to już bywa znacznie mniej komfortowe.

Amen.

1 984

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Trudno się z tym nie zgodzić. Nie da się bowiem pogodzić "nie wiem jak napisać dobre CV" i jego gdybań, bo "tak widziałem w bajkach" z faktem, że koleś ma mgr z jednej z najlepszych uczelni na swoim polu na świecie. On przecież nie kończył prywatnej placówki, tylko państwówkę. W grę wchodzi albo WAT (wątpię) albo ASz Woj (prawie na 100%). A to była i jest jedna z najlepszych uczelni wojskowych świata, której absolwenci odpowiadają nie tylko za bezpieczeństwo tego kraju, ale również współtworzą politykę bezpieczeństwa NATO i UE (m.in poprzez współtworzenie European Security and Defence College) w tej części świata.

Bo wydaje mi się, że wielu ludzi nie ma o tym bladego pojęcia. Dla zobrazowania, to tak jakby ktoś kończył WUM i dopytywał na forum jak nakleić plasterek na skaleczenie i co należy zastosować na odparzoną dupkę, bo w internetach ro różne kremy są i preparaty i on nie wie co kupić.

Nawet pomijając uczelnie. Jest tak jak piszesz - można sobie dorabiać pracami remontowymi. Ludzi teraz płaca nawet za skręcenie mebli z IKEA. Pewnie jako główne źródło dochodu to za mało, ale jako ekstra praca w weekendy to może wpaść 1-2k/miesięcznie.

1 985 Ostatnio edytowany przez kamil555x (2026-04-29 12:29:40)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
kamil555x napisał/a:

Potrafisz coś?

Nie. Nawet nie jest zainteresowany rozwojem swoich umiejętności stolarskich. Żadnych kursów, ani szkoleń tematycznych też nie ma. Ani jakichkolwiek innych.

Z powodu IBS-D na budowie chłopak też za bardzo nie popracuje. Choć mógłby. Mógłby sobie zrobić kurs montera sieci i instalacji sanitarnych (i wiele innych tego pokroju) i tak dorabiać jak mówisz - działalność nierejestrowana jako "złota raczka" czy pomoc na budowach. Wolny strzelec. Pracuje gdzie chce i kiedy chce. A roboty co niemiara. Jeden dzieciak, student na moim osiedlu tak dorabia i co chwila go polecają na grupie sąsiedzkiej. Kilka razy w tygodniu jakieś pierdoły robi chłopak - tu okna umyje, tam żyrandol zmieni, malować pomoże, paczkę odbierze z paczkomatu jak ktoś chory. Sąsiadki to tam ochy i achy o nim mówią jaki obrotny i zdolny i przede wszystkim chętny do uczciwego robienia nie szukając drogi na skróty. Jego ojciec to jakąś firmę budowlaną właśnie ma i tak dorabiał/pomagał od małego więc wie co robi.


edit- dzięki niemu (nie wprost, od innych sąsiadów, ale info pierwotnie pochodzi od niego) dowiedziałem się, że nawet budowlane sieciówki (szczególnie castorama) robią szkolenia za darmo:

https://www.castorama.pl/akademia-casto … kxO6lfxiTh

https://swiatatlasa.com.pl/szkolenia/zapisycastorama

https://knauf.com/pl-PL/knauf-gips/uslu … -castorama


No właśnie jest sporo szkoleń i możliwości i to za darmo. Dodatkowo dużo osób robiło tak, że zatrudniało się w jakiejś firmie, aby się nauczyć i potem przechodziło na "swoje" lub miało własne dodatkowe fuchy. Plusem jest, że w przeciwieństwie do prac typu magazyn itp do takiej pracy można iść w zasadzie z dnia na dzień, popracować tydzień, dostać pensje i zrezygnować. W sensie jest to plus w kontekście nauki i próbowania czy coś pasuje czy nie, bo w innej sytuacji to może być minus. Ale w takich pracach, na pewno nauczyłby się lepszej obsługi narzędzi i ogólnie trochę fachu. To nie tajemna nauka i kursy + trochę praktyki i dosyć szybko by się nauczył. Kolejna opcja jakby już coś umiał to ewentualnie wyjazd za granicę zarobić, chociaż to już się nie za bardzo opłaca w porównaniu tego, co było kiedyś, ale i tak warto wspomnieć, że to również jest jakaś opcja.

Ma w zasadzie DARMOWE szkolenia, które podałeś. Może zrobić praktykę, za którą mu ktoś zapłaci normalną pensję. Szukanie praktyki nie jest trudne. Wchodzi na portal z ogłoszeniami, dzwoni dziś i jestem pewny, że w ciągu 2-3 dni znajduje jakąś tego typu pracę, na pomocnika na początek. Tego typu pracę najłatwiej znaleźć. Popracuje, zobaczy, co mu się podoba i może iść w specjalizację jakąś.

Przeczytałem trochę postów Shinigami i takie rozwiązanie wydaje się naprawdę wartę rozważenia. W oczekiwaniach widzę, że chce zarobić na zagraniczne wycieczki, mieszkanie i randki z dziewczynami. A do tego ma depresje. Praca za minimalną pensję to może jeszcze zdołować, bo to będzie praca na czynsz i jedzenie i podstawowe potrzeby. Oczywiście lepsze to niż nic, ale jak są możliwości i Shinigami sam pisał, że pracował fizycznie, (w tym ciężko) to znaczy, że takiej pracy się nie boi.

1 986

Odp: Co to znaczy żyć?

Kamil555x
Historia i problemy Shiniego są o wiele bardziej złożone niż jesteś w stanie ocenić na podstawie kilku czy kilkunastu postów.
Gdyby on miał
prostą depresję...
Jack go od jakiegoś czasu zwyczajnie dręczy. Bo może i dla beki - co sam w tym wątku wyznał.

1 987

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Kamil555x
Historia i problemy Shiniego są o wiele bardziej złożone niż jesteś w stanie ocenić na podstawie kilku czy kilkunastu postów.
Gdyby on miał
prostą depresję...
Jack go od jakiegoś czasu zwyczajnie dręczy. Bo może i dla beki - co sam w tym wątku wyznał.


Dręczę wskazując rozjazdy w jego historiach i oczywiste kłamstwa oraz wytykając, że nawet darmowych kursów nie chce mu się robić czy CV nigdzie wysłać - nawet na ogłoszenia mu podlinkowane, które pasowały do jego umiejętności. A nic tylko siedzi i lamentuje i narzeka.

1 988

Odp: Co to znaczy żyć?

Ale to chyba właśnie po to jest forum? Muqin daje ksiażki o PTSD i gada o psychologii, Jack "dręczy", ktoś inny pogada o anime...
Czy Ty Muqin masz problem, że wszyscy nie jesteśmy tobą, bo tylko ty jesteś Shiniemu do szczęścia potrzebna?

1 989

Odp: Co to znaczy żyć?
Bert44 napisał/a:

Shini musisz sie skupić i wylapywac myśli którymi wszystko sabotujesz. Z jakiego powodu, pewnie z obawy przed skokiem na głęboka wodę i zmiana,  wiecznie wyciagasz niespodzianki z kapelusza. Jak najnowsza pt "praca nie zapewniająca szacunku spolecznego". Po pierwsze wybieranie drogi zawodowej to żaden skok na głęboka wodę- całkiem płytko będzie a po drugie i tak nie masz wyboru. Wiec nie przeszkadzaj sam sobie. Jak bedzie szacunek społeczny to zacznie ci przeszkadzać np. praca zmianowa. Wylapuj myśli które cie hamują i odstawiaj na bok

Parę luźnych przemyslen

1. Nie obawiaj sie januszeksow.  Sa januszeksy i januszeksy. W wielu rodzinnych firmach szanuje sie pracowników duzo bardziej niz w korporacjach.  Elastyczne sa. Nie wszystkie ale wiele

2. Nie bój się obrzeży miast. Tam jest sporo okazji

3. Rekrutacja to nie spotkanie mające na celu zgnojenie drugiej strony tylko poszukiwanie współpracowników. Wierz mi od długiego czasu w Polsce poszukiwanie pracownika to nie żaden luksus tylko trudne zadanie. Dla tych po drugiej stronie. Niektore januszeksy sa elastyczne - za pewne cechy sa w stanie nieźle zapłacić. Powiedzmy ze od ok 20 lat jestem raczej po stronie zatrudniajacych niz zatrudnianych. W małej firmie. Nie wiem ile razy zwiekszalismy budżet na dane stanowisko bo nie bylo nikogo pasującego. A pasujący chcieli więcej. I dostawali. W korpo tak łatwo nie idzie.

4. Nie wiem jaki masz problem z tym szanowanym społecznie etatem. Jak nie wypruwsz flaków w robocie, kasa sie zgadza, na wszystko starcza, zycie, potrzeby, moze kredyt hipoteczny, wakacje, to co cię obchodzi odbiór społeczny? I od kiedy operator cnc to poniżające robota? Jak szukalimy na gwałt bo się zamówienia sypnęły i nie było pasujących to stwierdziliśmy ze bierzemy pasującego potencjalnymi cechami (obsługujący kompa, dobry z matmy, klejący geometrię, kulturalny, myslacy) i douczymy. Wzięliśmy dobrego chłopaka. Nauczył sie. Zaczął od 5.5 k netto, po 1.5 roku miał 10 k netto. I odszedł do konkurencji bo wiecej płacili.

5. Papiery ktore masz w zależności od etatu maja większe lub mniejsze znaczenie. O czymś tam świadczą. Były stanowiska na ktorych papiery w ogole mnie nie interesowały. Bo czesto nic za nimi nie idzie

6. Druga strona tak samo jak Ty szuka kogos zeby zrobic deal. To nie jest tak ze oni rozdają karty a Ty biernie jestes albo nie. Masz na to wpływ. I Ty i oni maja problem do rozwiązania. Nie sprzedawaj sie na siłę- dopytaj o co chodzi  i zaproponuj ze rozwiążesz ich problem.

7. Najważniejsze. Musisz stać sie aktywny. Bez tego nic sie nie zmieni. Tzn. jedno, drugie, pięćdziesiąte wysłane cv, jedna, druga, piecdziesiata rozmowa. Bez tego nie będzie nic. Postaraj się miec jakiś wybór. Pozwól zeby stworzyły sie okazję. Ona beda ale musi byc jaka próba. Ileś okazji do wykorzystania. Musisz ruszyć tylek.  CV, rozmowy, szukanie ogłoszeń, urząd pracy, szkolenia. Działaj po prostu. Bez tego nic nie bedzie.

PS. Jak odpiszesz mi ze niby racja ale.....to Ci w pysk dam

Wiem i staram się to robić od dawna. Wierz mi, że to siedzi na prawdę bardzo mocno, mózg robi wszystko co tylko może żebym nic nie zmienił, broni się przed nawet każdą myślą o zmianie. Z mojej perspektywy nie ma skoku na wodę głębszą niż zmiana pracy, to już jest najgłębszy poziom. To ogromny skok, który może zadecydować o całej reszcie życia. Akurat praca zmianowa była dla mnie w porządku.

Co do twoich przemyśleń:

1. Czy samo słowo "januszexu" nie oznacza, że należy się tego obawiać? Zapewne masz rację, ja po prostu musiałem trafiać na same takie firmy gdzie coś takiego jak szacunek wobec pracownika było rzadko spotykane. Zdecydowana większość firm, które widziałem miały jedną wspólną cechę, pracownicy dość szybko się zmieniali. Mało kto wytrzymywał dłużej niż kilka miesięcy. Cały czas się zastanawiam czy po prostu miałem pecha do odwiedzania takich miejsc czy to są moje automatyczne projekcje mające mnie zniechęcić do takich ch firm.

2. To, że są okazję to ja wiem jednak mi nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Są one bardzo ważnym elementem mojej chęci zmiany ale nie jedynym.

3. Zgnojenie to trochę za duże słowo, ja bardziej miałem na myśli coś takiego, że ci rekruterzy pokazują swoją wyższość nad kandydatem. Nie takie gnojenie jak obrażanie czy poniżanie tylko takie "jesteś tu po to by nam służyć, będziesz naszym niewolnikiem i masz się z tego cieszyć". Skoro musieliście zwiększać budżet na dane stanowisko to czy nie opłacałoby się bardziej zatrudnić kogoś kto nie był od razu pasujący i go nauczyć?

4. Nie potrafię potraktować pracy tylko jako pracy, nie potrafię tego oddzielić od reszty życia. Może to dlatego, że nie mam reszty życia. Mam za dużą pustkę w życiu więc myślę o pracy jak o czymś co by ją wypełniło. Nie mogę sobie nawet wyobrazić bezuczuciowego wypełnienia obowiązków. Chciałbym taką pracę, która będzie określała to kim jestem. Chyba dlatego zależy mi na tym szacunku społecznym.

5. Ja właśnie nie chciałbym by papiery nie miały znaczenia. Mimo iż uważam, że moje studia są średnio użyteczne to jednak poszło na nie 5 lat i wolałbym by nie był to czas stracony.

6. Tu jest chyba mój największy problem związany z pracą, w ogóle nie potrafię spojrzeć na tą drugą stronę jak na zwykłych ludzi. Dla mnie pracodawca to osoba postawiona dużo wyżej, która będzie mnie traktować jak niewolnika lub przynajmniej jak dziecko. Nawet jeśli i ja i oni mamy jakiś problem do rozwiązania to oni mogą sobie w każdej chwili znaleźć wielu takich jak ja. Ja się w ogóle dla nich nie liczę, jestem cyferką w tabeli. A dla mnie to może być kwestia życia i śmierci gdybym na przykład nie miał żadnych oszczędności.

7. Same te liczby wydają się dla mnie nierealne. Przez całe życie były okresy gdzie po kilka dni z rzędu przeglądałem ogłoszenia. Takich, które mnie interesowały albo uważałem za możliwe przez całe życie nie było nawet 50. Jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy moje CV się do czegoś nadaje inny niż doradca zawodowy lub podawanie wszystkich swoich danych do czata GPT?

Starałem się odpowiedzieć jak najbardziej szczerze i nie kierując się emocjami.

1 990 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-29 13:33:18)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Mimo iż uważam, że moje studia są średnio użyteczne


LOL. to jedna z najszybciej rozwijających się branż ostatniej ~dekady w Polsce. Rok do roku dwucyfrowe wzrosty.


Dla mnie pracodawca to osoba postawiona dużo wyżej, która będzie mnie traktować jak niewolnika lub przynajmniej jak dziecko.

Bo takim niewolnikiem/świeżynką jesteś. Każdy jest. Bo każdy tak zaczyna. Nawet jak przychodzisz na kierownicze stanowisko i musisz zapracować na szacunek swojego zespołu.

1 991

Odp: Co to znaczy żyć?

Muqin

Może i jest trudno przewidzieć jako byłby efekt takiego kopniaka ale wolałbym pójść gdziekolwiek niż stać w miejscu.

Mur nie musi być fizyczny żeby powstrzymywał. Tak silne blokady i mózg sabotujący wszystko na każdym kroku też może być murem.

Nie znalazłbym się w niej bo od początku wiedziałbym co robić i w ogóle nie musiałbym nad niczym kombinować. Człowiek na prawdę inteligentny znajdzie wyjście z każdej sytuacji i rozwiązanie każdego problemu. Ja nie jestem wstanie nawet dorównać przeciętnemu obywatelowi, który zarabia powyżej minimalnej, stworzył długotrwały związek i wyprowadził się od rodziców.

Dokładnie to jest taki wybór. Wolałbym nie wybierać wcale niż mieć tylko takie opcje.

Obojętnie czy rozwój czy wypaczenie to nadal jest ruszenie się z miejsca czyli i tak coś lepszego niż tkwienie w nim.

Wybacz ale nie kupuję tego. Skoro każdy ma jakiś potencjał to jak to możliwe, że przez 30 lat w ogóle się nie pokazał?
To prawda, zrobiłem to wszystko i co w związku z tym?  W dzisiejszych czasach każdy człowiek żyjący w cywilizowanym kraju zrobił i nauczył się tego wszystkiego, a także wielu innych rzeczy będąc młodszym ode mnie.

Pojąłem bo mam trochę wiedzy na temat androidów i dzięki niej potrafię załapać o co ci chodzi. Akurat w kwestii wyłapywania co ktoś miał na myśli zawsze byłem całkiem niezły tyle, że to też nie ma żadnego znaczenia w życiu i do niczego się nie przydaje. Wystarczyłoby się podłączać do prądu na jakiś tak ja się codziennie ładuje telefon. Części można wymienić na nowe, nawet lepsze niż poprzednio. Ja teraz też nie czuję przyjemności, satysfakcji ani radości więc to nawet nie byłaby różnica. Nie jako niedorobionego androida tylko coś znacznie poniżej, jak jakąś niższą formę życia, która nie dorasta do pięt doskonałości androida.

Gdzie widziałaś takie oferty wolontariatów? Pytam całkowicie poważnie bo ja jeszcze nigdy takich nie widziałem, a szukałem wielokrotnie. Na godzinę tylko w niedzielę? W życiu czegoś takiego nie widziałem. Jedyne co zawsze znajdowałem to oferty z wymaganiami jak do pracy i to na jakiegoś specjalistę albo po wiele godzin w tygodniu i to oczywiście nie w weekendy tym w dni robocze. Serio gdzie szukać takich wolontariatów?

Dla mnie szacunek społeczny to kiedy jest się traktowanym poważnie. Kiedy ktoś cię chwali i dziekuje za zrobienie czegoś. Kiedy ktoś powie "dobra robota" albo "liczymy na ciebie". Ostatecznie kiedy jest się kimś znanym, podziwianym i uważanym za przykład do naśladowania.

Tyle, że jestem trochę za stary żeby zaczynać od malutkich kroczków tak jak ludzie 10 lat młodsi ode mnie. Jak już pisałem, nikt nie potraktuje poważnie 30 latka, który stawia gdzieś dopiero pierwsze kroki. Będą wymagać wiedzy i doświadczenia adekwatnych do wieku, a więc traktować bardziej jak Jack.

Ja podobnie dlatego właśnie te zawody najbardziej społecznie potrzebne najbardziej szanuję. Na mnie skomplikowane maszyny i mechanizmy nie robią żadnego wrażenia poza wizualnym. Rozumiem, że niektórzy mogą być zafascynowani budową takich maszyn, ich działaniem i ogólnie jakimś majsterkowaniem ale ja kompletnie nie jestem w tym. Tak samo na przykład grzebanie przy samochodach. Niby typowo męska czynność, a ja tego kompletnie nie ogarniam. Wielu mężczyzn mówi, że coś takiego ich wycisza czy rozluźnia, a na mnie to w ogóle nie działa choć próbowałem nie raz. Może dlatego obsługa takiego CNC czy innej maszyny nie wydaje się dla mnie ciekawa. Choć nigdy nie ma pewności, może by mnie zaciekawiło. Ludzie się zachwycają pilotem bo to jeden z najtrudniejszych do nauczenia się zawodów. Wymaga wybitnych umiejętności zarówno manualnych jak i umysłowych. Niewielu się rodzi ludzi tak utalentowanych, że zdołają nauczyć się tylu tak skomplikowanych rzeczy jednocześnie mając niemal idealne zdrowie fizyczne i psychiczne. To jest jeden z tych zawodów, które stoją na absolutnym szczycie ludzkich możliwości. Jeszcze wyżej jest chyba tylko astronauta ewentualnie jakiś podwodny spawacz lub coś w tym stylu.

1 992

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

Shinigami - co do poszukiwania pracy, czy myślałeś o własnej działalności? Wiem, że nie jest łatwo w depresji, ale możesz zacząć od działalności nierejestrowanej na początku i dopiero jak przekroczy kwoty, rozwinie się, to normalnie założysz. Piszesz o swojej pracy fizycznej, że wykonywałeś ciężką prace. Potrafisz coś? W budowlance można zarobić znacznie więcej niż średnia krajowa. Jakbyś się uczył fachu to mogłaby wpadać znacznie wyższa wypłata, niż na etacie.

Z drugiej strony, to jak chcesz celować w jakiś etat, to może w coś gdzie jest dużo dziewczyn? W pracach bywają różne romanse, znajomości. No ale to na pewno nie w robotach gdzie sami faceci są.

Wiele razy myślałem o własnej działalności tylko nigdy nie miałem pomysłu na tą działalność. Wiem, że w budowlance można nieźle zarobić ale jeszcze nie słyszałem by ktokolwiek kto się tym zajmował chwalił i polecał tą robotę. Nie mam żadnych konkretnych i udokumentowanych umiejętności czy uprawnień. Poza tym żeby dać radę na dłuższą metę trzebaby było zatrudniać pracowników, a ja nie potrafię od nikogo niczego wymagać. Roznieśli by tą moją firmę dosłownie i w przenośni. Szczególnie, że mówimy o branży budowlanej gdzie wynoszenie materiałów i narzędzi przez pracowników jest na porządku dziennym. O piciu w pracy już nie wspominając.

Praca gdzie jest dużo dziewczyn akurat byłyby dla mnie wskazana. Nawet nie z powodu romansów bo to raczej nigdy nie kończy się dobrze ale żeby po prostu przebywać w otoczeniu dziewczyn i się do nich przyzwyczaić. Choć to też nie wiem czy byłoby takie dobre. Znam paru facetów pracujących w miejscach gdzie jest dużo dziewczyn i każdy z nich zaczyna coraz bardziej ich nie lubić. Co nie zmienia faktu, że mi akurat by się przydało coś takiego.

kamil555x napisał/a:

Masz rację. Dlatego właśnie zaproponowałem budowę, bo taka praca, że tak powiem, sporo wybacza. Coś co jest nie do pomyślenia, w innych branżach w tej może być akceptowane. Do tego jest coś takiego jak działalność nierejestrowana. Więc mógłby zacząć, że robi ogłoszenie i próbuje sił.

Może być ciężko, jak mówisz. Ale to tylko propozycja do rozważenia. Ewentualnie jakaś inna działalność. To nie jest proste, Ale z tego co czytam Shinigami, jest zainteresowany większymi zarobkami, zagranicznymi wycieczkami, usamodzielnieniem, randkami itp... Z bardzo niską pensją może być trudno. Do tego wysokie zarobki, mogą dać mu pewność siebie większą.

Co takiego poza piciem budowa wybacza? Sądzisz, że przy obecnych cenach za materiał i wszystko inne ktokolwiek potraktowałby poważnie ogłoszenie z dopiskiem "próbuję sił"? Po takim co próbuje sił często trzeba poprawiać co generuje podwójne albo i potrójne koszty, żaden klient by na to nie poszedł i ja też nie. Nie ma miejsca na próbowanie czy uczenie się na błędach gdy w grę wchodzą pieniądze. Obecnie jeszcze pojawia się coraz więcej klientów, którzy kombinują jak tylko mogę by nie zapłacić za robotę.

To prawda, jestem zainteresowany tym wszystkim co wymieniłeś, no może poza randkowaniem bo wolałbym jeden stały związek. Jednak własna działalność zwykle wiąże się z pracą po 12 lub więcej godzin dziennie. Gdzie tu miejsce i czas na podróże czy w ogóle wydawanie tych pieniędzy? I jakim sposobem połączyłeś pracę budowlańca z randkowaniem? Przecież bycie robolem to od razu spory minus do atrakcyjności.

1 993 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-04-29 15:17:19)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

To nie jest prawdą, co napisałeś, ale nawet gdyby było, to i tak miałbyś lepsze pieniądze niż masz teraz, a za tym idą nowe możliwości. Zawsze to lepiej niż niczego nie zmieniać i narzekać.

Uważasz, że to mało możliwości, zwłaszcza teraz?
No cóż, chyba nigdy nie zrozumiem Twojego sabotującego myślenia.

I jakie według ciebie byłyby te nowe możliwości wynikające tylko z trochę większych pieniędzy? Wciąż byłoby to o wiele za mało żeby kupić mieszkanie czy wybudować dom. Chyba, że masz na myśli na przykład podróże i ogólne poszerzanie swoich horyzontów. Na wynajem nie wiem czy by starczyło. Jeśli tak to faktycznie to już by stworzyło trochę nowych możliwości.

Po pierwsze co rozumiesz poprzez "teraz"? Po drugie nie za mało możliwości tylko niemożliwe dla mnie do skorzystania. Jak już pisałem, do służb mnie nie przyjmą z powodu zdrowia, a nawet gdyby to byłbym krawężnikiem do emerytury. Do biura detektywistycznego i sztabów zarządzania kryzysowego jeszcze nigdy nie widziałem ogłoszenia. Tak na prawdę chyba jedynym co faktycznie mógłbym próbować byłyby te państwowe instytucje związane z bezpieczeństwem tylko tu też pojawia się pytanie czy to w ogóle możliwe bez znajomości. To, że możesz zrozumieć mojego sabotującego myślenia nie jest niczym dziwnym. Tego się nie da zrozumieć i nie uda się to nikomu kto sam nie był w takiej sytuacji. Tak samo na przykład nikt kto nigdy nie miał myśli samobójczych nie zrozumie jak to jest je mieć.

Priscilla napisał/a:

Moim zdaniem na tym etapie Shini już doskonale wie, gdzie leży problem, tylko wygodniej jest udawać, że wciąż szuka odpowiedzi niż realnie się z nim zmierzyć. W końcu dopóki analizuje, rozkłada wszystko na czynniki pierwsze i tworzy kolejne przeszkody, to nie musi podejmować ryzyka ani konfrontować się z możliwością porażki.

U niego to nie wygląda jak brak świadomości, ale jak bardzo sprawna racjonalizacja. W końcu łatwiej jest wmawiać sobie, że standardy są wyjątkowo wysokie, rynek beznadziejny albo własne wymagania nieosiągalne, niż otwarcie przyznać, że największą blokadą jest własny lęk przed działaniem i zmianą.

Problem nie polega więc na tym, że on "nie wie", po prostu dużo bezpieczniejsze jest pozostawanie w analizie niż przejście do konkretnego działania, które niesie ze sobą określone konsekwencje, a Shini tych konsekwencji nie chce ponosić, bo się ich zwyczajnie boi. Dopóki wszystko pozostaje teorią, to zawsze można poudawać, że chciałoby się inaczej i w ten sposób chronić swoje ego. W praktyce trzeba byłoby wziąć odpowiedzialność za własne decyzje, a to już bywa znacznie mniej komfortowe.

Oczywiście, że wiem gdzie leży problem, w lęku i blokadach psychicznych. Jak już pisałem, mózg robi wszystko co może żeby mnie odciągnąć i uniemożliwić zmianę. Podświadomość działa totalnie przeciwko świadomości.

Nie muszę przyznawać, że powodem jest lęk bo zrobiłem to już dawno temu i mam pełną świadomość, że tak właśnie jest.

Dokładnie tak jak piszesz, boję się konsekwencji. Terapeutka poszła nawet dalej i użyła określenia, że "boję się życia" i dokładnie tak jest. Każde nawet najmniejsze konsekwencje od razu kojarzą mi się z ostatecznością. Jestem uwięziony w systemie wszystko albo nic. Nie ma tu miejsca na żadne błędy ani wnioski czy naukę z nich wyciągniętą. Jakakolwiek porażka, jakikolwiek błąd to śmierć, niekoniecznie w dosłownym tego znaczeniu.

1 994

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Wiele razy myślałem o własnej działalności tylko nigdy nie miałem pomysłu na tą działalność. Wiem, że w budowlance można nieźle zarobić ale jeszcze nie słyszałem by ktokolwiek kto się tym zajmował chwalił i polecał tą robotę. Nie mam żadnych konkretnych i udokumentowanych umiejętności czy uprawnień. Poza tym żeby dać radę na dłuższą metę trzebaby było zatrudniać pracowników, a ja nie potrafię od nikogo niczego wymagać. Roznieśli by tą moją firmę dosłownie i w przenośni. Szczególnie, że mówimy o branży budowlanej gdzie wynoszenie materiałów i narzędzi przez pracowników jest na porządku dziennym. O piciu w pracy już nie wspominając.

Praca gdzie jest dużo dziewczyn akurat byłyby dla mnie wskazana. Nawet nie z powodu romansów bo to raczej nigdy nie kończy się dobrze ale żeby po prostu przebywać w otoczeniu dziewczyn i się do nich przyzwyczaić. Choć to też nie wiem czy byłoby takie dobre. Znam paru facetów pracujących w miejscach gdzie jest dużo dziewczyn i każdy z nich zaczyna coraz bardziej ich nie lubić. Co nie zmienia faktu, że mi akurat by się przydało coś takiego.

Nie trzeba mieć udokumentowanych uprawnień, po prostu trzeba mieć umiejętności. Z pracownikami masz rację. Potrafią zniszczyć działalność, zwłaszcza w tej branży. A jak nie masz predyspozycji do "szefowania" to już kaplica. Nie polecają z wielu powodów, min aby nie robić konkurencji i... no że ja osobiście uważam, że jednak nie jest to praca na całe życie. Tzn, najlepiej jakby nie była. Ale warto to robić aby zarobić i się nauczyć umiejętności, które możesz wykorzystać w życiu prywatnym, dorobić później.

Tak, praca z kobietami może zmienić naprawdę bardzo dużo. To w pracy najczęściej zawiązywane są romanse, znajomości i inne, na lata. Ja znam wiele przykładów, gdzie ktoś poznał kobietę w pracy. Do małżeństwa i do "układów". To jedna z najbardziej "naturalnych" dróg do poznania kogoś, odpada Ci etap zagadania jak jesteś nieśmiały, samo wychodzi.

Nie rozumiem, co znaczy że faceci jakich znasz, nie lubią dziewczyn coraz bardziej? Z jakiego powodu?



Shinigami napisał/a:

Co takiego poza piciem budowa wybacza? Sądzisz, że przy obecnych cenach za materiał i wszystko inne ktokolwiek potraktowałby poważnie ogłoszenie z dopiskiem "próbuję sił"? Po takim co próbuje sił często trzeba poprawiać co generuje podwójne albo i potrójne koszty, żaden klient by na to nie poszedł i ja też nie. Nie ma miejsca na próbowanie czy uczenie się na błędach gdy w grę wchodzą pieniądze. Obecnie jeszcze pojawia się coraz więcej klientów, którzy kombinują jak tylko mogę by nie zapłacić za robotę.

To prawda, jestem zainteresowany tym wszystkim co wymieniłeś, no może poza randkowaniem bo wolałbym jeden stały związek. Jednak własna działalność zwykle wiąże się z pracą po 12 lub więcej godzin dziennie. Gdzie tu miejsce i czas na podróże czy w ogóle wydawanie tych pieniędzy? I jakim sposobem połączyłeś pracę budowlańca z randkowaniem? Przecież bycie robolem to od razu spory minus do atrakcyjności.

Wybacza to, że jak masz gorszy dzień możesz ściemniać, że awaria, że coś i nie przyjść. Że możesz przyjechać 4 godziny później i zostać 4 godziny dłużej. Co do nauki. Dlatego napierw robota u kogoś za tygodniówki, a nie sam od razu idziesz robić nie wiedząc nic. Dopiero potem sam.
Ale przyznaje Ci też rację, że klienci w Polsce są jednymi z najbardziej wymagających w Europie. Niemiec, Szwed, Fin aż tak nie sprawdza robót przy odbiorze. Ale zazwyczaj ludzie robią to aby zbijać z ceny a nie oszukiwać.

Dla osoby o niskiej pewności siebie to może być minus do atrakcyjności. Ale pieniądze już nie są. Jak mówiłem, nie jest to robota na całe życie. I prawda, przeszkadza w randkowaniu, wycieczkach, może też zmniejszyć pewność siebie do kobiet jak dla Ciebie to wstyd tak pracować. Ale pieniądze już nie. Jeśli się rozkręcisz i zarobisz nie wiem 15-20k/miesiąc to po jakimś czasie możesz mieć już trochę pieniędzy i nie pracować kilka miesięcy i wtedy poznawać kobiety i jeździć na wycieczki. Zarabiając 4k to nie będzie możliwe aby przestać pracować.

Coś za coś. Coś tracisz coś zyskujesz.
Są też inne działalności, nie musi być akurat taka.

1 995

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Owszem, mogą pojawić się pewne ograniczenia, jeśli choroba wpływa na koncentrację, poziom energii czy bezpieczeństwo (np. przy pracy na wysokości albo z maszynami), ale w wielu przypadkach można zupełnie normalnie pracować.

Przypominam, że od wielu miesięcy piszę, że mam bardzo niski poziom energii, a koncentracja niemal nie istnieje.

Jack Sparrow napisał/a:

Trudno się z tym nie zgodzić. Nie da się bowiem pogodzić "nie wiem jak napisać dobre CV" i jego gdybań, bo "tak widziałem w bajkach" z faktem, że koleś ma mgr z jednej z najlepszych uczelni na swoim polu na świecie. On przecież nie kończył prywatnej placówki, tylko państwówkę. W grę wchodzi albo WAT (wątpię) albo ASz Woj (prawie na 100%). A to była i jest jedna z najlepszych uczelni wojskowych świata, której absolwenci odpowiadają nie tylko za bezpieczeństwo tego kraju, ale również współtworzą politykę bezpieczeństwa NATO i UE (m.in poprzez współtworzenie European Security and Defence College) w tej części świata.

Bo wydaje mi się, że wielu ludzi nie ma o tym bladego pojęcia. Dla zobrazowania, to tak jakby ktoś kończył WUM i dopytywał na forum jak nakleić plasterek na skaleczenie i co należy zastosować na odparzoną dupkę, bo w internetach ro różne kremy są i preparaty i on nie wie co kupić.

Oczywiście, że da się to wszystko pogodzić. Zarówno w szkole jak i na studiach nigdy nikt nie uczył pisania CV. Można czerpać o tym wiedzę jedynie z internetu. To jest dokładnie ASzWoj i zdaję się, że już kiedyś o tym pisałem. Mocno przesadzasz z tą najlepszą uczelnią na swoim polu na świecie. W Polsce tak ale na pewno nie na świecie. To z NATO i UE to też prawda, regularnie są tam robione różne spotkania i wykłady z jakimiś oficjelami ze struktur NATO. Ogólnie to dość ważna instytucja dla funkcjonowania całego NATO. I co najważniejsze związku z tym? Skoro to taka prestiżowa uczelnia to pracodawcy powinni sami się do mnie zgłaszać z pytaniem czy nie chciałbym pracy, a jakoś tak się nie dzieje. W takiej instytucji chętnie poszedłbym nawet na sprzątacza.

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Pewnie jako główne źródło dochodu to za mało, ale jako ekstra praca w weekendy to może wpaść 1-2k/miesięcznie.

2k dodatkowo pracując tylko w weekendy? Raczej wątpię by ktokolwiek chciał tyle zapłacić chyba, że masz na myśli pracę w każdy weekend sobotę i niedzielę po 12h.

1 996

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Muqin

Może i jest trudno przewidzieć jako byłby efekt takiego kopniaka ale wolałbym pójść gdziekolwiek niż stać w miejscu.

Mur nie musi być fizyczny żeby powstrzymywał. Tak silne blokady i mózg sabotujący wszystko na każdym kroku też może być murem.

Nie znalazłbym się w niej bo od początku wiedziałbym co robić i w ogóle nie musiałbym nad niczym kombinować. Człowiek na prawdę inteligentny znajdzie wyjście z każdej sytuacji i rozwiązanie każdego problemu. Ja nie jestem wstanie nawet dorównać przeciętnemu obywatelowi, który zarabia powyżej minimalnej, stworzył długotrwały związek i wyprowadził się od rodziców.

Dokładnie to jest taki wybór. Wolałbym nie wybierać wcale niż mieć tylko takie opcje.

Obojętnie czy rozwój czy wypaczenie to nadal jest ruszenie się z miejsca czyli i tak coś lepszego niż tkwienie w nim.

Wybacz ale nie kupuję tego. Skoro każdy ma jakiś potencjał to jak to możliwe, że przez 30 lat w ogóle się nie pokazał?
To prawda, zrobiłem to wszystko i co w związku z tym?  W dzisiejszych czasach każdy człowiek żyjący w cywilizowanym kraju zrobił i nauczył się tego wszystkiego, a także wielu innych rzeczy będąc młodszym ode mnie.

Pojąłem bo mam trochę wiedzy na temat androidów i dzięki niej potrafię załapać o co ci chodzi. Akurat w kwestii wyłapywania co ktoś miał na myśli zawsze byłem całkiem niezły tyle, że to też nie ma żadnego znaczenia w życiu i do niczego się nie przydaje. Wystarczyłoby się podłączać do prądu na jakiś tak ja się codziennie ładuje telefon. Części można wymienić na nowe, nawet lepsze niż poprzednio. Ja teraz też nie czuję przyjemności, satysfakcji ani radości więc to nawet nie byłaby różnica. Nie jako niedorobionego androida tylko coś znacznie poniżej, jak jakąś niższą formę życia, która nie dorasta do pięt doskonałości androida.

Gdzie widziałaś takie oferty wolontariatów? Pytam całkowicie poważnie bo ja jeszcze nigdy takich nie widziałem, a szukałem wielokrotnie. Na godzinę tylko w niedzielę? W życiu czegoś takiego nie widziałem. Jedyne co zawsze znajdowałem to oferty z wymaganiami jak do pracy i to na jakiegoś specjalistę albo po wiele godzin w tygodniu i to oczywiście nie w weekendy tym w dni robocze. Serio gdzie szukać takich wolontariatów?

Dla mnie szacunek społeczny to kiedy jest się traktowanym poważnie. Kiedy ktoś cię chwali i dziekuje za zrobienie czegoś. Kiedy ktoś powie "dobra robota" albo "liczymy na ciebie". Ostatecznie kiedy jest się kimś znanym, podziwianym i uważanym za przykład do naśladowania.

Tyle, że jestem trochę za stary żeby zaczynać od malutkich kroczków tak jak ludzie 10 lat młodsi ode mnie. Jak już pisałem, nikt nie potraktuje poważnie 30 latka, który stawia gdzieś dopiero pierwsze kroki. Będą wymagać wiedzy i doświadczenia adekwatnych do wieku, a więc traktować bardziej jak Jack.

Ja podobnie dlatego właśnie te zawody najbardziej społecznie potrzebne najbardziej szanuję. Na mnie skomplikowane maszyny i mechanizmy nie robią żadnego wrażenia poza wizualnym. Rozumiem, że niektórzy mogą być zafascynowani budową takich maszyn, ich działaniem i ogólnie jakimś majsterkowaniem ale ja kompletnie nie jestem w tym. Tak samo na przykład grzebanie przy samochodach. Niby typowo męska czynność, a ja tego kompletnie nie ogarniam. Wielu mężczyzn mówi, że coś takiego ich wycisza czy rozluźnia, a na mnie to w ogóle nie działa choć próbowałem nie raz. Może dlatego obsługa takiego CNC czy innej maszyny nie wydaje się dla mnie ciekawa. Choć nigdy nie ma pewności, może by mnie zaciekawiło. Ludzie się zachwycają pilotem bo to jeden z najtrudniejszych do nauczenia się zawodów. Wymaga wybitnych umiejętności zarówno manualnych jak i umysłowych. Niewielu się rodzi ludzi tak utalentowanych, że zdołają nauczyć się tylu tak skomplikowanych rzeczy jednocześnie mając niemal idealne zdrowie fizyczne i psychiczne. To jest jeden z tych zawodów, które stoją na absolutnym szczycie ludzkich możliwości. Jeszcze wyżej jest chyba tylko astronauta ewentualnie jakiś podwodny spawacz lub coś w tym stylu.

Efektu bardzo silnego kopniaka nie da się przewidzieć. Czyli - nie ma co teoretyzować smile Wiem, że Twój mózg jest murem. Ale nie jest murem nie do przebycia.

Wysoka inteligencja jako taka to potencjał. Sporo członków MENSA życiowo wcale dobrze nie wylądowało. Jeden z najinteligentniejszych ludzi świata, William James Sidis - życiorys w sumie raczej smutny. Podobnież tak życiowo najlepiej lądują ci inteligentni średnio, nie jakoś bardzo wysoko.
Dalej lecisz w uogólnienia, Shini. Jaki "każdy człowiek w cywilizowanym kraju"? Każdy człowiek w cywilizowanym kraju skończył studia? Każdy ma prawo jazdy?

Jeżeli sobie androida ustawisz za coś lepszego od człowieka...Twój wybór, w pewnym sensie. Osobiście a całkiem bezczelnie uznaję siebie za coś zdecydowanie lepszego od androida. smile Uważasz, że jestem od androida gorsza? Nie dorastam do pięt jego doskonałości?

Oferty wolontariatów - wpisałam "wolontariat warszawa" i się wypluły stosowne strony. Kiedyś takich organizujących stron z wolontariatami faktycznie nie było, pamiętam. Świat się zmienia, teraz są.

No nie wiem z tym szacunkiem społecznym....ktoś chwali, dziękuje? Może chwalić fałszywie, dziękować nieszczerze.
Jak się wykona dobrą robotę to jest szansa, ze ktoś pochwali - ale ją trzeba wykonać najpierw. Nie mieszasz aby trochę szacunku społecznego z sytuacją bardziej indywidualną? Znana jako osoba publiczna nie jestem, podziwiana podobno przez kilka osób (tak twierdzą) i raczej doceniana niż stricte podziwiana , jako przykład do naśladowania to zwyczajnie nie wiem czy jestem podawana, nie sądzę. Nie mam szacunku społecznego? Może i nie mam, w takiej wersji jak Ty podajesz. I kompletnie go najwyraźniej do szczęścia nie potrzebuję.
Jak się człowiek uczy całkiem nowego zawodu to nikt od niego nie oczekuje wiedzy i doświadczenia, Shini. Zrobiłam to mając lat 32, słowo honoru że nie oczekiwali. Sprawdzili tylko, czy ukończyłam studia, bo to był warunek konieczny, te literki przed nazwiskiem. Moje mgr kompletnie nie było z nowym zawodem związane, nic a nic. Chęci, zapału, pracowitości i owszem, w pewnym sensie oczekiwano.

Jak nie masz ciągotek do maszyn i majsterkowania to przynajmniej wiesz, że dla Ciebie to nie jest kierunek zawodowego rozwoju. Zawszeć coś. 

Przypominam o swoim pytaniu, miałeś się zastanowić smile

1 997 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-30 17:36:30)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Mocno przesadzasz z tą najlepszą uczelnią na swoim polu na świecie.

Nie, nie przesadzam. A nawet uważam, że za mało o niej napisałem.

To z NATO i UE to też prawda, regularnie są tam robione różne spotkania i wykłady z jakimiś oficjelami ze struktur NATO. Ogólnie to dość ważna instytucja dla funkcjonowania całego NATO. I co najważniejsze związku z tym?

LOL.

I co z tego? No takie pytanie to mógł zadać tylko idiota i kompletny ignorant. I co z tego, że uczelnia, którą ukończyłeś jest w szpicy NATO i UE na swoim polu, w branży, która od niemal dekady ma coroczne, ~dwucyfrowe (procentowo) wzrosty, skoro ty nie wysłałeś nigdy ani jednego CV do ani jednego, potencjalnego pracodawcy. Bo przecież to oni powinni zapraszać ciebie gwarantując ci wszystko. LOL. Shini - obudź się - zesrałeś się


Skoro to taka prestiżowa uczelnia to pracodawcy powinni sami się do mnie zgłaszać z pytaniem czy nie chciałbym pracy, a jakoś tak się nie dzieje.

A po co sami mają wyciągać rękę po jakiegoś jelenia, który tylko chciał się prześlizgnąć? Ręce są wyciągane - a i owszem - do stypendystów, do członków kół naukowych. Tak jest na każdej uczelni. Moje kontakty z czasów studenckich wciąż mi robią robotę. A ty zjebałeś po maksie perspektywiczny kierunek, który wybrałeś sobie sam.

1 998

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Skoro to taka prestiżowa uczelnia to pracodawcy powinni sami się do mnie zgłaszać z pytaniem czy nie chciałbym pracy, a jakoś tak się nie dzieje.

A po co sami mają wyciągać rękę po jakiegoś jelenia, który tylko chciał się prześlizgnąć? Ręce są wyciągane - a i owszem - do stypendystów, do członków kół naukowych. Tak jest na każdej uczelni. Moje kontakty z czasów studenckich wciąż mi robią robotę. A ty zjebałeś po maksie perspektywiczny kierunek, który wybrałeś sobie sam.

Koleś nie skontaktował się z biurem ani razu przez całe studia, nie wysłał nigdzie CV. Jak ktoś ma się do niego zgłosić?

Shini czy ty masz autyzm? Twoje wypowiedzi są dość robotyczne. Robiłeś sobie kiedyś testy?

1 999

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

. Shini - obudź się - zesrałeś się
A ty zjebałeś po maksie perspektywiczny kierunek, który wybrałeś sobie sam.

Nie ma jak kopnąć leżącego, czyż nie?

2 000

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

. Shini - obudź się - zesrałeś się
A ty zjebałeś po maksie perspektywiczny kierunek, który wybrałeś sobie sam.

Nie ma jak kopnąć leżącego, czyż nie?

To on jest leżący teraz? Przecież okazało się, że ma bardzo fajne wykształcenie, które po jakimś doszlifowaniu można zmienić na fajną pracę.

2 001

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

I jakie według ciebie byłyby te nowe możliwości wynikające tylko z trochę większych pieniędzy? Wciąż byłoby to o wiele za mało żeby kupić mieszkanie czy wybudować dom. Chyba, że masz na myśli na przykład podróże i ogólne poszerzanie swoich horyzontów. Na wynajem nie wiem czy by starczyło. Jeśli tak to faktycznie to już by stworzyło trochę nowych możliwości.

Przyznaję uczciwie, że nie chciało mi się tworzyć listy, tym bardziej, że sama pewnie nie pomyślałabym o wszystkich możliwościach, ale od czego mamy Chata GPT?

Absolwent kierunku bezpieczeństwo po Akademia Sztuki Wojennej (ASzWoj) może pracować w wielu sektorach związanych z bezpieczeństwem państwa, zarządzaniem kryzysowym i ochroną informacji.

Typowe ścieżki kariery:

Służby mundurowe i administracja publiczna:
Wojsko Polskie (oficer, analityk, planista)
Policja
Straż Graniczna
Państwowa Straż Pożarna
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego
urzędy wojewódzkie i samorządowe (zarządzanie kryzysowe, obrona cywilna)

Sektor prywatny:
specjalista ds. bezpieczeństwa
menedżer ochrony
audytor bezpieczeństwa
konsultant ds. ryzyka
ochrona infrastruktury krytycznej
firmy ochroniarskie i centra monitoringu

Cyberbezpieczeństwo i ochrona informacji:
specjalista ds. bezpieczeństwa informacji
inspektor ochrony danych
analityk ryzyka
compliance/security officer

Logistyka i zarządzanie kryzysowe:
koordynator reagowania kryzysowego
planista bezpieczeństwa
specjalista ds. continuity management

Edukacja i analityka:
think tanki
ośrodki badawcze
szkolenia z zakresu bezpieczeństwa
uczelnie i instytuty

Dodatkowe możliwości:
Przy odpowiednich kursach/certyfikatach można wejść także w:
cyberbezpieczeństwo
OSINT/analitykę wywiadowczą
ochronę VIP
bezpieczeństwo międzynarodowe

Atuty po ASzWoj:
znajomość struktur bezpieczeństwa państwa
zarządzanie kryzysowe
strategia i analiza zagrożeń
kompetencje przydatne w administracji, wojsku i biznesie

Zarobki:
Zależne od sektora:
administracja publiczna: zwykle stabilna, ale umiarkowana pensja
sektor prywatny/cyber: często wyższe wynagrodzenie
służby mundurowe: dodatkowe benefity i ścieżka awansu

Największe możliwości daje łączenie wykształcenia z dodatkowymi specjalizacjami (np. języki obce, cyber, zarządzanie projektami).

Z początku (zanim jeszcze się określiłeś) myślałam, że jesteś po jakiejś filozofii, kulturoznawstwie albo innym kierunku, który bardziej przypomina sztukę dla sztuki niż zdobywanie zawodu, a tu okazuje się, że nawet jeśli wziąć pod uwagę Twoje ograniczenia, to tych możliwości jest tak dużo, że wchodzenie w retorykę "skończyłem beznadziejne studia" jest zwykłą zasłoną dymną.
Gdybyś na tamtym etapie zamiast czekać na gotowe propozycje (takie rzeczy to tylko u naprawdę wyróżniających się studentów/absolwentów), wziął się za poważne szukanie pracy, a przy tym gotów był do dalszej nauki zawodu, to dziś na pewno nie zarabiałbyś najniższej krajowej, w dodatku bez dalszych perspektyw.
Sam to sobie zrobiłeś, bo tak Ci było wygodnie.

Podam tylko dla przykładu: mam sporo młodszego kuzyna, który właśnie kończy lotnictwo, praktyki odbywał w firmie, która produkuje dla wojska specjalistyczne drony. Tam pokazał się od swojej najlepszej strony, wykazując zaangażowanie i chęci i już dostał od nich propozycję pracy, musi się tylko obronić. Bardzo wiele osób właśnie w taki sposób rozpoczyna swoją ścieżkę kariery.

Shinigami napisał/a:

Do biura detektywistycznego i sztabów zarządzania kryzysowego jeszcze nigdy nie widziałem ogłoszenia.

A wiesz, że ja też nie? Mało tego, byłabym bardzo zdziwiona widząc takie ogłoszenie na ogólnych platformach. Ale ja nigdy nie szukałam pracy w tej branży, bo gdybym szukała, to podjęłabym bardziej zdecydowane działania.

Shinigami napisał/a:

Dokładnie tak jak piszesz, boję się konsekwencji. Terapeutka poszła nawet dalej i użyła określenia, że "boję się życia" i dokładnie tak jest. Każde nawet najmniejsze konsekwencje od razu kojarzą mi się z ostatecznością. Jestem uwięziony w systemie wszystko albo nic. Nie ma tu miejsca na żadne błędy ani wnioski czy naukę z nich wyciągniętą. Jakakolwiek porażka, jakikolwiek błąd to śmierć, niekoniecznie w dosłownym tego znaczeniu.

I co zamierzasz z tym zrobić? Ale tak do bólu konkretnie?

2 002 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-01 12:14:28)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Z początku (zanim jeszcze się określiłeś) myślałam, że jesteś po jakiejś filozofii, kulturoznawstwie albo innym kierunku, który bardziej przypomina sztukę dla sztuki ...

TBH ja powoli przestaje wierzyć, że są takie kierunki. Po kulturoznawstwie możesz pracować w instytucjach kultury -muzea, skanseny, domy kultury, albo w komercji i wszystko w kierunku HR/PR. Na pewno to jest inna ścieżka kariery niż lekarz, pielęgniarka, czy prawnik, gdzie studia są jedyną ścieżką zdobycia uprawnień i właściwie gwarantują zatrudnienie na określonych stanowiskach. Teraz kiedy jest niskie bezrobocie, dużo ludzi pracuje w swoim zawodzie, nawet jeśli mają niszowe specjalizacje.

2 003

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Dokładnie tak jak piszesz, boję się konsekwencji. Terapeutka poszła nawet dalej i użyła określenia, że "boję się życia" i dokładnie tak jest. Każde nawet najmniejsze konsekwencje od razu kojarzą mi się z ostatecznością. Jestem uwięziony w systemie wszystko albo nic. Nie ma tu miejsca na żadne błędy ani wnioski czy naukę z nich wyciągniętą. Jakakolwiek porażka, jakikolwiek błąd to śmierć, niekoniecznie w dosłownym tego znaczeniu.

I co zamierzasz z tym zrobić? Ale tak do bólu konkretnie?

No ale co z tego, że terpeutka to zauważyła? To chyba jej praca, żeby niwelować twoje błędne przekonania i ułatwić ci działanie mimo nich. Jak tylko zauważa to już właściwie "my" na forum to zrobiliśmy kilka lat temu.

2 004 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-05-01 14:00:58)

Odp: Co to znaczy żyć?

Toż problemem Shiniego nie jest obiektywny brak jakichkolwiek możliwości tylko jego postrzeganie świata i samego siebie.
Jak ktoś się boi życia to jest jak sparaliżowany, tyle że psychicznie. Intelektualnie "wie co powinien" i na tym się kończy.
Człek z lękiem wysokości wie, że powinien zejść ścieżka, którą inni wszak spokojnie schodzą,  a tkwi i ruszyć się nie może. Nawet jeśli obiektywnie by mógł i niczym mu to nie grozi. I wie, ze powinien a tkwi.
Nikt się taki nie rodzi, z jakiegoś powodu niektórzy tacy się stają.
Owszem, terapeutka zauważyła to, co widać także z czytania na forum.
Jak sądzicie, ile czasu trwa zniwelowanie przekonań budowanych przez ponad ćwierć wieku? Jakichkolwiek przekonań?
I jak się to właściwie robi, takie niwelowanie?
W innym wątku, niedawno, rozmawiałaś z Shini, Priscilla o pewności siebie. Może pamiętasz? Okazało się, że w przekonaniu Shniego ta pewność siebie to jest zupełnie coś innego niż dla Ciebie. Wykazał pełną gotowość do zmiany swojej definicji pewności siebie na inną, tą podaną przez Ciebie i zasadniczo zdecydowanie sensowniejszą, psychologicznie prawidłową i pozornie oczywistą. Skutkiem tej waszej krótkiej wymiany zdań być może Shini zacznie nieco inaczej postrzegać świat, ludzi i tą "pewność siebie" jako zjawisko też. Żeby tak się stało ktoś mu musiał zwyczajnie spokojnie pokazać, podać inną definicję, tak na początek. On opisuje świat niezliczonymi pokręconymi definicjami. W tym takimi, które mu za dzieciaka wdrukowano. "Aplikowanie do urzędu nie ma sensu, bo tam się tylko znajomości liczą i nikt bez znajomości szans nie ma" - jedna z takich wdrukowanych, uwierzył i po studiach nawet nie próbował.
Ile takich "przekonań" Shini ma do zniwelowania? A diabli wiedzą, ale z rozmowy z nim wynika, ze bardzo dużo. Każde trzeba znaleźć, zidentyfikować, nad każdym pokombinować, przegadać. No bo co innego z takimi przekonaniami można zrobić?

2 005 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-01 19:26:10)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Jak sądzicie, ile czasu trwa zniwelowanie przekonań budowanych przez ponad ćwierć wieku? Jakichkolwiek przekonań?
I jak się to właściwie robi, takie niwelowanie?

Jak jest dobry psycholog to kilka miesięcy, jak chujowy to i 5 lat mu nie wystarczy smile
Medytacja, mindfullnes,  dziennik przekonań, dziennik aktywności, trening radzenia sobie ze stresem, ekspozycja... ale podobno ty jesteś ekspertem?

Muqin napisał/a:

Ile takich "przekonań" Shini ma do zniwelowania? A diabli wiedzą, ale z rozmowy z nim wynika, ze bardzo dużo. Każde trzeba znaleźć, zidentyfikować, nad każdym pokombinować, przegadać. No bo co innego z takimi przekonaniami można zrobić?

Można zignorować. Po prostu działać pomimo nich. Wpadłaś w pułapke wiecznej terpaii. Musisz osiągnąć idealny, optymalny mindset, żeby działać. Są już takie szkoły, że przekonanie o niebezpiecznych przekonaniach które uiemożliwiają życie traktuje się jako defekt sam w sobie. No pracy w urzędzie nie dostanę, ale podanie wyśle.  Nie dlatego, że mam idealne, rozwojowe przekonanie o własnej skutecznosci i sprawczości, ale po prostu w ramach ekspozycji na nowe doświadczenia. A iech przekonanie sobie zostanie. Wystarczy przestać ciągle rozmyślać, a nie rozmyślać o rozmyslaniu.

Także zarówno szkoła zostawmy to i działajmy, jak i szkoła zmieńmy to daje dość dobre efekty w takich sytuacjach. No i Shini nie budował przekonań ćwierć wieku, bo przecież życiowego doświadczenia to za bardzo nie ma. Po prostu żył jak mu było wygodnie, nie myśląc o przyszłości. To jest co innego żyć wygodnie, a co innego budować sobie jakiś skomplikowany sysem swiatopoglądowy jak Grecki filozof z książek od historii wink

2 006 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-05-01 19:38:46)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Można zignorować. Po prostu działać pomimo nich. Wpadłaś w pułapke wiecznej terpaii. Musisz osiągnąć idealny, optymalny mindset, żeby działać. Są już takie szkoły, że przekonanie o niebezpiecznych przekonaniach które uiemożliwiają życie traktuje się jako defekt sam w sobie. No pracy w urzędzie nie dostanę, ale podanie wyśle.  Nie dlatego, że mam idealne, rozwojowe przekonanie o własnej skutecznosci i sprawczości, ale po prostu w ramach ekspozycji na nowe doświadczenia. A iech przekonanie sobie zostanie. Wystarczy przestać ciągle rozmyślać, a nie rozmyślać o rozmyslaniu.


I kto tu robi za eksperta i przy okazji lansuje jedynie słuszne podejście poznawczo behawioralne w kolejnej odmianie i wersji ?  Ja?

Namów Shiniego, żeby zerwał obecną terapie, udał się do terapeuty pracującego w tym jedynym słusznym nurcie  i jak już odniesie spektakularny sukces będę się szczerze radować. Jeśli odniesie.
Ja mam odnośnie psychoterapii jako takiej zdanie odmienne od twojego, bardziej chyba sceptyczne. Terapie  poznawczo behawioralne mają swoje ograniczenia i jednym pomagają, a innym potrafią zaszkodzić, jak zresztą każda wersja psychoterapii. W dyskutowaniu z tobą na ten teoretyczny i poboczny temat sensu nie widzę, a już na pewno nie w tym wątku.  Masz swoje przekonania, z czegoś wynikają - jak każde przekonania, także te Shiniego czy moje czy czyjekolwiek.  No to miej, przekonywać cię do zmiany zdania nie zamierzam, bo i po co?

2 007 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-01 19:58:56)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Można zignorować. Po prostu działać pomimo nich. Wpadłaś w pułapke wiecznej terpaii. Musisz osiągnąć idealny, optymalny mindset, żeby działać. Są już takie szkoły, że przekonanie o niebezpiecznych przekonaniach które uiemożliwiają życie traktuje się jako defekt sam w sobie. No pracy w urzędzie nie dostanę, ale podanie wyśle.  Nie dlatego, że mam idealne, rozwojowe przekonanie o własnej skutecznosci i sprawczości, ale po prostu w ramach ekspozycji na nowe doświadczenia. A iech przekonanie sobie zostanie. Wystarczy przestać ciągle rozmyślać, a nie rozmyślać o rozmyslaniu.


I kto tu robi za eksperta i przy okazji lansuje jedynie słuszne podejście poznawczo behawioralne w kolejnej odmianie i wersji ?  Ja?

Namów Shiniego, żeby zerwał obecną terapie, udał się do terapeuty pracującego w tym jedynym słusznym nurcie  i jak już odniesie spektakularny sukces będę się szczerze radować. Jeśli odniesie.
Ja mam odnośnie psychoterapii jako takiej zdanie odmienne od twojego, bardziej chyba sceptyczne. Terapie  poznawczo behawioralne mają swoje ograniczenia i jednym pomagają, a innym potrafią zaszkodzić, jak zresztą każda wersja psychoterapii. W dyskutowaniu z tobą na ten teoretyczny i poboczny temat sensu nie widzę, a już na pewno nie w tym wątku.  Masz swoje przekonania, z czegoś wynikają - jak każde przekonania, także te Shiniego czy moje czy czyjekolwiek.  No to miej, przekonywać cię do zmiany zdania nie zamierzam, bo i po co?

Niczego nie lansuje. Jest pierdyliard różnych podejść, nawet dobry terapeuta psychodynamiczy po kilku miesiącach może dać fajne efekty. Sama chyba dałaś mu jakąś książke, która jak rozumiem miała mu pomóc lepiej zafunkcjonować w świecie? Tylko własnie, ja o efektach a ty o procesie. Chodzenie na terapię, żeby rozmawiać o terapii i być w terapii jako cel sam w sobie jest troche bez sensu.
Nie jestem też fanem terapii żadnej. Gadanie że teraz gośc co rąbie drewno musi latami pracować nad zmianą swojego systemu przekonań co go budował ćwierć wieku między porno a anime, to jest trochę tragifarsa.

2 008

Odp: Co to znaczy żyć?

No i zostań w spokoju przy swoim zdaniu oraz opinii. smile

2 009

Odp: Co to znaczy żyć?
kamil555x napisał/a:

Nie trzeba mieć udokumentowanych uprawnień, po prostu trzeba mieć umiejętności. Z pracownikami masz rację. Potrafią zniszczyć działalność, zwłaszcza w tej branży. A jak nie masz predyspozycji do "szefowania" to już kaplica. Nie polecają z wielu powodów, min aby nie robić konkurencji i... no że ja osobiście uważam, że jednak nie jest to praca na całe życie. Tzn, najlepiej jakby nie była. Ale warto to robić aby zarobić i się nauczyć umiejętności, które możesz wykorzystać w życiu prywatnym, dorobić później.

Tak, praca z kobietami może zmienić naprawdę bardzo dużo. To w pracy najczęściej zawiązywane są romanse, znajomości i inne, na lata. Ja znam wiele przykładów, gdzie ktoś poznał kobietę w pracy. Do małżeństwa i do "układów". To jedna z najbardziej "naturalnych" dróg do poznania kogoś, odpada Ci etap zagadania jak jesteś nieśmiały, samo wychodzi.

Nie rozumiem, co znaczy że faceci jakich znasz, nie lubią dziewczyn coraz bardziej? Z jakiego powodu?

Wybacza to, że jak masz gorszy dzień możesz ściemniać, że awaria, że coś i nie przyjść. Że możesz przyjechać 4 godziny później i zostać 4 godziny dłużej. Co do nauki. Dlatego napierw robota u kogoś za tygodniówki, a nie sam od razu idziesz robić nie wiedząc nic. Dopiero potem sam.
Ale przyznaje Ci też rację, że klienci w Polsce są jednymi z najbardziej wymagających w Europie. Niemiec, Szwed, Fin aż tak nie sprawdza robót przy odbiorze. Ale zazwyczaj ludzie robią to aby zbijać z ceny a nie oszukiwać.

Dla osoby o niskiej pewności siebie to może być minus do atrakcyjności. Ale pieniądze już nie są. Jak mówiłem, nie jest to robota na całe życie. I prawda, przeszkadza w randkowaniu, wycieczkach, może też zmniejszyć pewność siebie do kobiet jak dla Ciebie to wstyd tak pracować. Ale pieniądze już nie. Jeśli się rozkręcisz i zarobisz nie wiem 15-20k/miesiąc to po jakimś czasie możesz mieć już trochę pieniędzy i nie pracować kilka miesięcy i wtedy poznawać kobiety i jeździć na wycieczki. Zarabiając 4k to nie będzie możliwe aby przestać pracować.

Coś za coś. Coś tracisz coś zyskujesz.
Są też inne działalności, nie musi być akurat taka.

Niby tak ale przecież umiejętności nie widać na pierwszy rzut oka więc przy rekrutacji tylko te uprawnienia miałyby znaczenie. Patrząc na to co do tej pory widziałem, jakie predyspozycje do szefowania widziałem to chyba nie chciałbym ich mieć bo nie mógłbym spojrzeć w lustro. Raczej większość ludzi z tej branży zwykle narzeka na tą pracę. A jak zapytasz czemu siedzą w tej pracy skoro im się nie podoba to odpowiadają, że nie umieją niczego innego. Kiedyś jeden budowlaniec powiedział, że "nie chciało mu się uczyć" więc wylądował w budowlance. Ja powiedziałem, że skończyłem studia, gość był mocno zdziwiony, a co najciekawsze zarabiał więcej niż ja.

Osobiście nie znam żadnego związku powstałego w pracy. Co więcej, wielokrotnie słyszałem, wchodzenie w bliskie relacje w pracy to najgorszy pomysł. Z moich dotychczasowych obserwacji chyba każdy związek, który przetrwał dłużej niż kilka lat powstał jeszcze w szkole. Autentycznie nie znam żadnego związku czy tym bardziej małżeństwa, które powstało po skończeniu szkoły. Ale wiem, że takie są i też mogą się udać. Wiem też, że mi osobiście praca w miejscu gdzie jest dużo kobiet by pomogła choćby w oswojeniu się z ich towarzystwem.

Chodzi o to, że widzą jakie te kobiety potrafią być w mocno sfeminizowanym towarzystwie. Z tych historii, które mi opowiadali to ciągle kogoś obgadują i to tak, że jak stoją we trzy to obgadują czwartą. Kiedy jedna odejdzie to dwie pozostałe zaczynają obgadywać tą ci właściwie poszła. Rozpowiadają wszystkie tajemnice swoich partnerów. Każda wie wszystko o partnerach innych łącznie z ich zdolnościami seksualnymi. Chwalenie się koleżankom ze zdrad to podobno też całkiem częste zjawisko. Wszyscy ci faceci są singlami mimo iż mają wokół dużo kobiet i mają redpillowe poglądy.

Już nie jedna osoba łącznie z terapeutką mi mówiła, że w każdej normalnej pracy tak można. Że wystarczy się dogadać z pracodawcą co zawsze mi się wydawało absurdalne. Akurat co do budów to właśnie słyszałem, że takich akcji nie ma. Że w budowlance właśnie ostro cisną i nie ma przychodzenia sobie później tylko jest jazda od 6-7 rano. Ale browarki mogą być. Nawet nie chodzi o sprawdzanie tylko o kombinowanie, wymyślanie często totalnie absurdalnych rzeczy żeby jak najbardziej zejść z ceny. Są i tacy co jawnie oszukują wiedząc, że dla wykonawcy nie opłaca się iść do sądu.

Już nawet nie chodzi o wstyd bo moim zdaniem ta praca jest bardzo ważna i bardzo zasługuje na szacunek. Chodzi bardziej o postrzeganie tego typu pracy przez kobiety i w ogóle ludzi z tych bardziej umysłowych zawodów. Z tym, że to nie jest praca na całe życie to też nie do końca prawda. Jeszcze nie widziałem by ktoś z roboty na budowie przeniósł się do innego zawodu. Z tego co do tej pory widziałem to jest jeden z tych zawodów gdzie jak ktoś już w to wejdzie to już nie wychodzi. Pewnie co innego jest kiedy mowa o jakichś młodych, studentach na przykład tylko dorabiających na budowie. Tak samo jeszcze nie słyszałem by ktoś kto mógł tyle zarobić po odłożeniu jakiejś sumy nie pracowałby kilka miesięcy. Tacy ludzie raczej zaczynają pracować coraz więcej i faktycznie mają coraz więcej pieniędzy ale nie mają nawet kiedy ich wydać. Albo wydaje im się, że zaraz będą milionerami i na przykład biorą drogie leasingi, których potem nie mogą spłacić.

2 010 Ostatnio edytowany przez kamil555x (2026-05-01 22:38:46)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Osobiście nie znam żadnego związku powstałego w pracy. Co więcej, wielokrotnie słyszałem, wchodzenie w bliskie relacje w pracy to najgorszy pomysł. Z moich dotychczasowych obserwacji chyba każdy związek, który przetrwał dłużej niż kilka lat powstał jeszcze w szkole. Autentycznie nie znam żadnego związku czy tym bardziej małżeństwa, które powstało po skończeniu szkoły. Ale wiem, że takie są i też mogą się udać. Wiem też, że mi osobiście praca w miejscu gdzie jest dużo kobiet by pomogła choćby w oswojeniu się z ich towarzystwem.

Chodzi o to, że widzą jakie te kobiety potrafią być w mocno sfeminizowanym towarzystwie. Z tych historii, które mi opowiadali to ciągle kogoś obgadują i to tak, że jak stoją we trzy to obgadują czwartą. Kiedy jedna odejdzie to dwie pozostałe zaczynają obgadywać tą ci właściwie poszła. Rozpowiadają wszystkie tajemnice swoich partnerów. Każda wie wszystko o partnerach innych łącznie z ich zdolnościami seksualnymi. Chwalenie się koleżankom ze zdrad to podobno też całkiem częste zjawisko. Wszyscy ci faceci są singlami mimo iż mają wokół dużo kobiet i mają redpillowe poglądy.

Ja znam takie związki i również układy typu FWB. I uważam, że w pracy o takie najłatwiej, zdecydowanie łatwiej niż na ulicy, czy w apkach. Oczywiście w odpowiedniej pracy i z odpowiednim podejściem do tematu.

Ale z tego co tu piszesz to ja rozumiem, że jest jakaś firma duża, gdzie pracują Twoj znajomi, faceci, wszyscy są singlami i muszą słuchać jak kobiety, opowiadają o zdolnościach seksualnych swoich partnerów/kolegów itp? I również chwalą się zdradami.

Czyli ta firma wygląda tak, że np pracuje tam 100 osób, 50 facetów i 50 kobiet. Te kobiety wszystkie kochają seks, zdradzają, obgadują, wyśmiewają. A faceci wszyscy są singlami-prawiczkami.

Czuje tu trochę wyolbrzymienie i przesadę. Chociaż pomyśl, jeśli one rzeczywiście tak opowiadają o zdradach, podbojach seksualnych to znaczy, że to z kimś robią, czyli z facetami.




----

A co do budowlanki, to widać, że jesteś negatywnie nastawiony, więc rzeczywiście chyba lepiej w to nie iść, bo się będziesz źle tam czuł w takiej pracy.

Wspominałeś o własnym mieszkaniu/domu w poprzednich postach itp

To najlepiej iść na jakiś magazyn gdzie pracuje dużo dziewczyn, a praca nie absorbuje mocno psychicznie i w wolnym czasie kombinować jakiś biznes. Jednoosobowy z niskim wkładem, aby uniknąć szefowania i jak boisz się ryzyka nie inwestować za dużo.

Pójście do pracy zgodnej z wykształceniem, lepszej to może zbyt absorbować umysł i nie będzie szansy na biznes jakiś. Taka praca może być lepiej płatna od magazynu, napewno jest, ale ani ta praca ani ta nie pozwoli zarobić na mieszkanie.

2 011

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Toż problemem Shiniego nie jest obiektywny brak jakichkolwiek możliwości tylko jego postrzeganie świata i samego siebie.
Jak ktoś się boi życia to jest jak sparaliżowany, tyle że psychicznie. Intelektualnie "wie co powinien" i na tym się kończy.
Człek z lękiem wysokości wie, że powinien zejść ścieżka, którą inni wszak spokojnie schodzą,  a tkwi i ruszyć się nie może. Nawet jeśli obiektywnie by mógł i niczym mu to nie grozi. I wie, ze powinien a tkwi.
Nikt się taki nie rodzi, z jakiegoś powodu niektórzy tacy się stają.
Owszem, terapeutka zauważyła to, co widać także z czytania na forum.
Jak sądzicie, ile czasu trwa zniwelowanie przekonań budowanych przez ponad ćwierć wieku? Jakichkolwiek przekonań?
I jak się to właściwie robi, takie niwelowanie?
W innym wątku, niedawno, rozmawiałaś z Shini, Priscilla o pewności siebie. Może pamiętasz? Okazało się, że w przekonaniu Shniego ta pewność siebie to jest zupełnie coś innego niż dla Ciebie. Wykazał pełną gotowość do zmiany swojej definicji pewności siebie na inną, tą podaną przez Ciebie i zasadniczo zdecydowanie sensowniejszą, psychologicznie prawidłową i pozornie oczywistą. Skutkiem tej waszej krótkiej wymiany zdań być może Shini zacznie nieco inaczej postrzegać świat, ludzi i tą "pewność siebie" jako zjawisko też. Żeby tak się stało ktoś mu musiał zwyczajnie spokojnie pokazać, podać inną definicję, tak na początek. On opisuje świat niezliczonymi pokręconymi definicjami. W tym takimi, które mu za dzieciaka wdrukowano. "Aplikowanie do urzędu nie ma sensu, bo tam się tylko znajomości liczą i nikt bez znajomości szans nie ma" - jedna z takich wdrukowanych, uwierzył i po studiach nawet nie próbował.
Ile takich "przekonań" Shini ma do zniwelowania? A diabli wiedzą, ale z rozmowy z nim wynika, ze bardzo dużo. Każde trzeba znaleźć, zidentyfikować, nad każdym pokombinować, przegadać. No bo co innego z takimi przekonaniami można zrobić?

Rozumiem, o co Ci chodzi, ale odnoszę wrażenie, że zbyt mocno przesuwasz to wszystko w stronę bezradności, jakby Shini był wyłącznie ofiarą własnych przekonań i właściwie pozostawało już tylko cierpliwie go "odczarowywać". Jasna, że schematy, lęki i błędne definicje mają znaczenie, ale w pewnym momencie nie można wszystkiego tłumaczyć wyłącznie przeszłością.

Bo owszem, zmiana myślenia trwa długo, ale samo ciągłe analizowanie swoich przekonań bez realnego działania też może stać się wygodnym mechanizmem unikania odpowiedzialności i to chyba jest główny problem Shiniego na ten moment. Można latami rozkładać problem na części pierwsze, szukać źródeł, analizować dzieciństwo i społeczne wpływy, ale jeśli finalnie NIC z tego nie wynika poza kolejną analizą, to zaczyna to jeszcze bardziej utrwalać bierność niż ją przełamywać.

Shini nie potrzebuje już wyłącznie kolejnych definicji i tłumaczeń, bo wiele rzeczy zostało mu czy to na terapii, czy - jak slusznie zauważyłaś - na forum pokazanych wielokrotnie. Bardziej potrzebne byłoby faktyczne skonfrontowanie się z rzeczywistością, nawet małymi krokami, zamiast nieustannie mielić temat w głowie i dokładać sobie kolejne wymówki. Bo oczywiście, że można mieć trudny start, błędne przekonania i lękii - to wszystko prawda, ale w pewnym momencie dalsze trwanie wyłącznie w analizie przestaje być leczeniem, a zaczyna być formą ochrony przed zmianą.

2 012 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-05-02 16:26:48)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Można zignorować. Po prostu działać pomimo nich. Wpadłaś w pułapke wiecznej terpaii. Musisz osiągnąć idealny, optymalny mindset, żeby działać. Są już takie szkoły, że przekonanie o niebezpiecznych przekonaniach które uiemożliwiają życie traktuje się jako defekt sam w sobie. No pracy w urzędzie nie dostanę, ale podanie wyśle.  Nie dlatego, że mam idealne, rozwojowe przekonanie o własnej skutecznosci i sprawczości, ale po prostu w ramach ekspozycji na nowe doświadczenia. A iech przekonanie sobie zostanie. Wystarczy przestać ciągle rozmyślać, a nie rozmyślać o rozmyslaniu.

Także zarówno szkoła zostawmy to i działajmy, jak i szkoła zmieńmy to daje dość dobre efekty w takich sytuacjach. No i Shini nie budował przekonań ćwierć wieku, bo przecież życiowego doświadczenia to za bardzo nie ma. Po prostu żył jak mu było wygodnie, nie myśląc o przyszłości. To jest co innego żyć wygodnie, a co innego budować sobie jakiś skomplikowany sysem swiatopoglądowy jak Grecki filozof z książek od historii wink

Dosłownie wczoraj wysłuchałam podcastu z udziałem coacha relacji (mam dystans do "kołczów", ale tej naprawdę suchało się bardzo dobrze i miała do przekazania wiele cennych uwag oraz wniosków), która wyraźnie podkreślała, co w gruncie rzeczy nie jest żadnym odkryciem, że zanim człowiek wejdzie w bliską relację i oczekuje, że będzie ona zdrowa oraz trwała, to najpierw powinien porządnie przepracować samego siebie. Chodzi między innymi o uporanie się z wewnętrznym krytykiem, własnymi ograniczeniami i przekonaniami, które sabotują relacje.

Co ważne w kontekście Twojej wypowiedzi, mocno zwracała uwagę, że jeśli ktoś jest naprawdę zmotywowany, to nie trzeba w tym procesie tkwić długimi miesiącami. Wręcz przeciwnie - coraz częściej zakłada się, że ten proces powinien być możliwie krótki w czasie. W tym nowym podejściu liczy się konkret: zadania, działanie, konfrontacja z własnymi schematami i realne zaangażowanie. Ona sama pracuje z klientami w taki sposób, że dostają bardzo konkretne zadania do wykonania i muszą w to włożyć dużo wysiłku i zaangażowania, za to efekty przychodzą bardzo szybko, często zaskakując nawet samych klientów.

P.S.
Przy okazji przypomniało mi się, ile krytyki spadło na mnie, kiedy otwarcie mówiłam, że jeśli Shini się nie ogarnie, to jego związek prawdopodobnie nie przetrwa długo. Nie dlatego, że życzyłam mu źle, ani tym bardziej nie dlatego, że dziś daje mi to jakąkolwiek satysfakcję. Po prostu pewnych braków w samoświadomości, dojrzałości emocjonalnej czy schematach myślenia nie da się na dłuższą metę przykryć samym faktem wejścia w relację. Związek nie naprawia człowieka, za to szybciej uwidacznia to, co od dawna było problemem.

2 013 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-05-02 16:56:17)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Dosłownie wczoraj wysłuchałam podcastu z udziałem coacha relacji (mam dystans do "kołczów", ale tej naprawdę suchało się bardzo dobrze i miała do przekazania wiele cennych uwag oraz wniosków), która wyraźnie podkreślała, co w gruncie rzeczy nie jest żadnym odkryciem, że zanim człowiek wejdzie w bliską relację i oczekuje, że będzie ona zdrowa oraz trwała, to najpierw powinien porządnie przepracować samego siebie. Chodzi między innymi o uporanie się z wewnętrznym krytykiem, własnymi ograniczeniami i przekonaniami, które sabotują relacje.

Co ważne w kontekście Twojej wypowiedzi, mocno zwracała uwagę, że jeśli ktoś jest naprawdę zmotywowany, to nie trzeba w tym procesie tkwić długimi miesiącami. Wręcz przeciwnie - coraz częściej zakłada się, że ten proces powinien być możliwie krótki w czasie. W tym nowym podejściu liczy się konkret: zadania, działanie, konfrontacja z własnymi schematami i realne zaangażowanie. Ona sama pracuje z klientami w taki sposób, że dostają bardzo konkretne zadania do wykonania i muszą w to włożyć dużo wysiłku i zaangażowania, za to efekty przychodzą bardzo szybko, często zaskakując nawet samych klientów.

P.S.
Przy okazji przypomniało mi się, ile krytyki spadło na mnie, kiedy otwarcie mówiłam, że jeśli Shini się nie ogarnie, to jego związek prawdopodobnie nie przetrwa długo. Nie dlatego, że życzyłam mu źle, ani tym bardziej nie dlatego, że dziś daje mi to jakąkolwiek satysfakcję. Po prostu pewnych braków w samoświadomości, dojrzałości emocjonalnej czy schematach myślenia nie da się na dłuższą metę przykryć samym faktem wejścia w relację. Związek nie naprawia człowieka, za to szybciej uwidacznia to, co od dawna było problemem.

Dobry psycholog też powinien korzystać z jakiś ram czasowych żeby ewaluować swój postęp. To się nie tyczy tylko coachów. Najlpiej jak samemu sobie mierzymy postępy.
Chociaż jest taka szkoła psychologiczna, że po wejściu do gabinetu zamykamy za sobą drzwi i jest współpraca na 5 lat, bo to jest trudne, skomplikowane, trzeba przepracować. Strategia, która nie przejdzie w żadnych innych usługach.

2 014

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Efektu bardzo silnego kopniaka nie da się przewidzieć. Czyli - nie ma co teoretyzować smile Wiem, że Twój mózg jest murem. Ale nie jest murem nie do przebycia.

Wysoka inteligencja jako taka to potencjał. Sporo członków MENSA życiowo wcale dobrze nie wylądowało. Jeden z najinteligentniejszych ludzi świata, William James Sidis - życiorys w sumie raczej smutny. Podobnież tak życiowo najlepiej lądują ci inteligentni średnio, nie jakoś bardzo wysoko.
Dalej lecisz w uogólnienia, Shini. Jaki "każdy człowiek w cywilizowanym kraju"? Każdy człowiek w cywilizowanym kraju skończył studia? Każdy ma prawo jazdy?

Jeżeli sobie androida ustawisz za coś lepszego od człowieka...Twój wybór, w pewnym sensie. Osobiście a całkiem bezczelnie uznaję siebie za coś zdecydowanie lepszego od androida. smile Uważasz, że jestem od androida gorsza? Nie dorastam do pięt jego doskonałości?

Oferty wolontariatów - wpisałam "wolontariat warszawa" i się wypluły stosowne strony. Kiedyś takich organizujących stron z wolontariatami faktycznie nie było, pamiętam. Świat się zmienia, teraz są.

No nie wiem z tym szacunkiem społecznym....ktoś chwali, dziękuje? Może chwalić fałszywie, dziękować nieszczerze.
Jak się wykona dobrą robotę to jest szansa, ze ktoś pochwali - ale ją trzeba wykonać najpierw. Nie mieszasz aby trochę szacunku społecznego z sytuacją bardziej indywidualną? Znana jako osoba publiczna nie jestem, podziwiana podobno przez kilka osób (tak twierdzą) i raczej doceniana niż stricte podziwiana , jako przykład do naśladowania to zwyczajnie nie wiem czy jestem podawana, nie sądzę. Nie mam szacunku społecznego? Może i nie mam, w takiej wersji jak Ty podajesz. I kompletnie go najwyraźniej do szczęścia nie potrzebuję.
Jak się człowiek uczy całkiem nowego zawodu to nikt od niego nie oczekuje wiedzy i doświadczenia, Shini. Zrobiłam to mając lat 32, słowo honoru że nie oczekiwali. Sprawdzili tylko, czy ukończyłam studia, bo to był warunek konieczny, te literki przed nazwiskiem. Moje mgr kompletnie nie było z nowym zawodem związane, nic a nic. Chęci, zapału, pracowitości i owszem, w pewnym sensie oczekiwano.

Jak nie masz ciągotek do maszyn i majsterkowania to przynajmniej wiesz, że dla Ciebie to nie jest kierunek zawodowego rozwoju. Zawszeć coś. 

Przypominam o swoim pytaniu, miałeś się zastanowić smile

Oby tak było.

Chcesz powiedzieć, że moja obecna sytuacja jest efektem wysokiej inteligencji? Czyż definicją inteligencji nie jest umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach? No może nie każdy ale jednak większość ma te studia lub prawo jazdy. Chodzi o to, że to nie jest niczym nadzwyczajnym, to żadne osiągnięcie i na nikim nie robi wrażenia.

Chciałbym powiedzieć, że żaden człowiek nie dorówna androidowi ale prawda jest taka, że nie wiem. Nie wiem jaka ty byś była w porównaniu do androida i nie sposób tego określić. Wiem tyle, że ja takiemu nie dorastam do pięt tak samo jak większości ludziom.

Poszukam ponownie i zobaczymy czy coś znajdę.

Ja tak na prawdę nie wiem czego potrzebuję do szczęścia. Wydaje mi się, że tego szacunku społecznego ale pewności nie mam. Chciałbym być znany i podziwiany, chciałbym by to ze mną robili wywiady i podcasty, może nawet pokazywali w telewizji. Chciałbym dawać ludziom inspirację i przykład. Wydaje mi się, że to byłoby mi potrzebne do szczęścia. Możliwe też, że na przykład udany związek by mi do tego szczęścia wystarczył i nie potrzebowałbym niczego z powyższych rzeczy.
Nie twierdzę, że od ciebie nie oczekiwali ale skąd pewność, że ode mnie by nie oczekiwali? Od mężczyzn oczekuje się zwykle więcej. Po prostu nie mogę sobie wyobrazić bym mógł trafić na kogoś tak wyrozumiałego jak ty. Prędzej się spodziewam takiego traktowania jak Jack tutaj. Chęci, zapał i pracowitość pewnie nawet ja zdołałbym wykrzesać tylko pytanie czy moje pojęcie pracowitości byłoby zgodne z ich pojęciem. Czy nie wymagaliby roboty po 12h dziennie i robienia kilkuset procent normy żeby pokazać tą pracowitość?

Nigdy nie miałem takich ciągotek. Nigdy nie widziałem siebie jako jakiegoś inżyniera czy mechanika.

Zastanawiałem się nad tym i serio nic nie mogę wymyślić. Same słowa "praca" i "ciekawa" niezbyt mi się łączą. Kiedyś ciekawe wydawały mi się zawody takie jak na przykład policjant kryminalny. Dopóki się nie dowiedziałem, że to co jest w seriach to kompletne brednie. Na pewno ciekawa byłaby jakaś praca związana z odkrywaniem czegoś nowego. Niestety na to są złe czasy. Za późno by odkrywać świat, za wcześnie by odkrywać wszechświat. Na pewno praca w jakiejś wielkiej organizacji typu ONZ byłaby ciekawa. Coś związanego z wyjazdami zagranicznymi. Myślę, że opieka nad egzotycznymi zwierzętami mogłaby być ciekawa. Robota dziennikarza, korespondenta w różnych krajach też pewnie byłaby ciekawa. Poza tym nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Ewentualnie właśnie coś związanego z bezpieczeństwem bo to stałe zmieniająca się branża.

2 015

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Skoro to taka prestiżowa uczelnia to pracodawcy powinni sami się do mnie zgłaszać z pytaniem czy nie chciałbym pracy, a jakoś tak się nie dzieje.

A po co sami mają wyciągać rękę po jakiegoś jelenia, który tylko chciał się prześlizgnąć? Ręce są wyciągane - a i owszem - do stypendystów, do członków kół naukowych. Tak jest na każdej uczelni. Moje kontakty z czasów studenckich wciąż mi robią robotę. A ty zjebałeś po maksie perspektywiczny kierunek, który wybrałeś sobie sam.

Koleś nie skontaktował się z biurem ani razu przez całe studia, nie wysłał nigdzie CV. Jak ktoś ma się do niego zgłosić?

Shini czy ty masz autyzm? Twoje wypowiedzi są dość robotyczne. Robiłeś sobie kiedyś testy?

Po pierwsze jeszcze nie słyszałem by na studiach zaocznych w ogóle dało się należeć do kół naukowych. Nie przypominam sobie w weekendy te koła jakoś działały, a nawet jeśli to niby kiedy miałbym brać w nich udział jak zajęcia były od rana do wieczora. Do stypendium zawsze mi minimalnie brakowało. W tamtym czasie nawet się nie zastanawiałem nad perspektywicznością kierunku. Myślałem tylko o tym by zdać i nie zdechnąć z powodu depresji i skrajnie niskiej samooceny.

Po drugie o jakim ty biurze mówisz? Chodzi o biuro karier, które w weekendy było zamknięte? Zanim zapytasz czemu po prostu nie poszedłem na dzienne to już odpowiadam. Bo nie miałbym żadnych swoich pieniędzy i o wszystko musiałbym żebrać u rodziców, którzy też zbyt wiele nigdy nie mieli.

Możliwe, że mam spektrum autyzmu. Testów jeszcze nie robiłem, jest plan żeby je zrobić. Przy następnej wizycie u psychiatry ruszę dalej ten temat.

Posty [ 1 951 do 2 015 z 3 086 ]

Strony Poprzednia 1 … 29 30 31 32 33 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026