Podział NFZ= źle a prywatnie = dobrze to chyba dawno nieaktualny jest.
1 756 2026-02-16 00:39:43
Podobne tematy
1 757 2026-02-16 03:43:20 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-02-16 03:49:33)
A propos mojej rzekomej obsesji na punkcie Shiniego i nabijania postów i prześladowania go....
Nigdzie nie napisałam, że masz obsesję, tylko że uporczywe zarzucanie komuś kłamstwa do tego stopnia, że podważa się istnienie jego dziewczyny, zakrawa o paranoję, a mówienie, że ten użytkownik rozkręca jakąś karuzelę w celu zdobycia atencji, podczas gdy samemu jest się bardziej aktywnym nawet w jego temacie jest absurdem. Tyle.
Zresztą słowa o paranoi były skierowane do Jacka.
Co ja takiego mówię?
Co takiego mówisz? Różnie, zależy jak wiatr zawieje.
Niemniej już wielokrotnie go otwarcie wyśmiewałaś, umniejszałaś jego problemom i chętnie dołączałaś do nagonki.
Koleś mnie zupełnie nie obchodzi, ale jak się wejdzie na forum i przeczyta taki wynurzenia to moim zdaniem to zaczyna wygladać niebezpiecznie. Jakby zaraz się miał wyhuśtać.
Wystarczy przeczytać jego wpisy z uwagą i zrozumieniem, a nagle staje się całkiem jasne, dlaczego ostatnio jest w gorszym stanie psychicznym.
Ale skoro tak bardzo masz go gdzieś, że aż czujesz potrzebę wielokrotnego podkreślania swojej obojętności, to po cholerę drążysz co mu dolega i czy terapia jest skuteczna? Też dla zabawy i relaksu?
1 758 2026-02-16 12:40:34 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-02-16 12:43:12)
Drążę koleżanko, bo się do mnie dosrałaś ze swoim syndromem mesjańskim i mnie maglujesz ![]()
1 759 2026-02-16 12:43:32 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-02-16 12:45:26)
Podział NFZ= źle a prywatnie = dobrze to chyba dawno nieaktualny jest.
Chyba nadal aktualny jest.
Rozumiem że jesteś NFZ entuzjastą. No i gitarka. Ja nie, więc moje wypowiedzi będą inne bo mamy inne poglądy bazowe. To nie jest MuqinGPT chatbot, tylko forum, otwarte i ogólnodostępne ![]()
1 760 2026-02-16 12:48:20
Drążę koleżanko, bo się do mnie dosrałaś ze swoim syndromem mesjańskim i mnie maglujesz
LOL
A te posty, które pisałaś na początku miesiąca, to też dlatego, że się dosrałam, choć od dawna nie wypowiadałam się w tym temacie? ![]()
1 761 2026-02-16 12:57:12 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-02-16 13:01:12)
Podział NFZ= źle a prywatnie = dobrze to chyba dawno nieaktualny jest.
My mamy w mieście takiego chirurga. Jeden z najlepszych lekarzy, również pod względem podejścia do pacjenta, u jakiego byłam w całym życiu. Średnia na znanylekarz 5.0 na kilkaset opinii. Można się do niego zapisać prywatnie i zapłacić kilka stówek za wizytę. A można przyjść do przychodni i to samo mieć za darmo. Zwłaszcza, że jak zdarzy się coś pilnego, to spokojnie przyjmie tego samego dnia.
Podobnie moja laryngolog, do której chodziłam prywatnie, a która sama mi powiedziała, że przyjmuje też na NFZ i skoro mam bardziej złożony problem, to po co mam bulić tyle kasy.
No ale widocznie niektórzy wolą płacić za „lepsze” wizyty ![]()
1 762 2026-02-16 13:04:09
Nie jestem entuzjastką NFZ, Smutna. Jestem realistką. Prywatnie jest bardzo nierówno i liczba bezczelnie ciągnących kasę z biednych chorych zatrważająco wzrosła, in dłuższe kolejki na NFZ tym silniej sektor prywatny się polaryzuje i dla własnego dobra warto go równie krytycznie traktować jak publiczny.
Z prawdziwym zdziwieniem stwierdziłam, ze moja NFZ-owa lekarka rodzinna jest o kilka klas lepszym lekarzem od iluś prywatnych, których przećwiczyłam wcześniej, uznając, że "prywatnie= lepiej".
1 763 2026-02-17 18:28:14
Czyli mogło być tak, że na wizycie u psychiatry ten zalecił, by powoli odstawiać leki, co zajęło finalnie około trzy miesiące, po których całkowicie zaprzestał ich brania?
Nie mogło. Żaden lekarz bez zmiany objawów nie zdecydowałby się odstawić lub zredukować leków w okresie świątecznym, który jest szczególnie depresyjny.
Zauważ, że to TWOIM zdaniem sytuacja się nie zmienia.
Bo obiektywnie się nie zmienia. Dalej mieszka u rodziców, dalej nie jest w stanie złożyć CV i odpowiedzieć na oferty pracy itd.
Być może w tamtym momencie jeszcze nie wiedział.
Nope. Wątek przestał ciągnąć dopiero po tym jak mu Priscilla wytknęła, że kolejny raz to samo bez sensu pierdoli.
Nie możesz być tego pewien, chyba że chodziłeś z nim na te konsultacje.
Shini nie zeznaje tu pod przysięgą, więc nie musi pisać o każdym szczególe swojego leczenia i terapii.
Akurat wiem jak wygląda redukcja i wychodzenie z różnych leków o silnym działaniu. W związku z leczeniem bólu psychotropy mi również proponowano, bo taka jest procedura. Ale w związku z tym, ze nie rozwija się u mnie depresja (co sprawdzam co roku) to nie mam takiej potrzeby.
Wtedy doczekałam się tylko pierwszego sensownego badania, które powinni byli mi zrobić dużo wcześniej. Diagnozę finalnie uzyskałam jakieś trzy lata temu.
No właśnie. Czyli w końcu badania zrobiłaś, w końcu diagnozę dostałaś. Shini nie. Choć lata po lekarzach różnych specjalizacji od podstawówki.
Zacznijmy od tego, że nie uważam, by był osobą niezdolną do samodzielnej analizy jakiegokolwiek zagadnienia, a przypominam, że jako jedyna mam z nim prywatny kontakt.
Tak naprawdę nie obchodzi mnie wasz prywatny kontakt, bo i co ja mam do tego? Shini przedstawia sobą na forum to, co przedstawia.
Mówię co AKTUALNIE stanowi problem.
Aktualnie to wygląda tak, ze im dłużej siedzi na tym forum i im więcej zyskuje uwagi takiego typu jakiej z Muqin mu zapewniacie, tym gorzej z nim jest.
Nie wiesz, jacy są jego rodzice.
Nie wiesz, na ile mogli wywierać na nim presję oczekiwaniami, których ostatecznie nie udało mu się spełnić, bo, jak sam podkreślał, uczniem był przeciętnym, mimo tych wszystkich korepetycji.
Wszyscy rodzice jacyś są. Nikt go nie bił nikt go nie zmuszał. Wersje o jego domu rodzinnym to mu się zmieniały tyle razy, że palców nie starcza.
można założyć, że łatwo przychodzi im krytyka i poprzeczkę stawiają wysoko.
Jak większości rodzicom.
1 764 2026-02-17 18:30:03
Wystarczy przeczytać jego wpisy z uwagą i zrozumieniem, a nagle staje się całkiem jasne, dlaczego ostatnio jest w gorszym stanie psychicznym.
Przecież rzekomo jest lepiej i dlatego odstawił leki. To jak w końcu?
1 765 2026-02-17 18:37:01
Szkoda,ze nie masz takiego psychoterapeuty co ja mam,bo ja juz w 1 dniu widze postępy
1 766 2026-02-17 18:44:18 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-02-17 18:52:03)
Mrs.Happiness napisał/a:Wystarczy przeczytać jego wpisy z uwagą i zrozumieniem, a nagle staje się całkiem jasne, dlaczego ostatnio jest w gorszym stanie psychicznym.
Przecież rzekomo jest lepiej i dlatego odstawił leki. To jak w końcu?
Jest tak, że chcesz coś widzieć to widzisz. Shini jako człowiek kompletnie cię nie interesuje, jest dla ciebie obiektem, nie czującą i myślącą ludzką istotą, której miedzy innymi należy się szacunek, tak "z urzędu".
Jest tak, że chcesz pisać do Shiniego i o Shinim zatem to robisz. Bo chcesz, możesz oraz potrzebujesz czyli zaspokajasz jakąś potrzebę własną.
Jest tak, że piszesz co piszesz i jak piszesz, bo masz absolutną pewność całkowitej bezkarności nawet, jeśli to, co i jak piszesz jest solidnie przemocowe , a z całą pewnością uporczywe zarzucanie komuś publicznie iż jest kłamcą w sytuacji, w której ten ktoś nie ma możliwości skutecznej obrony przez zarzutem to przemoc.
Jest tak, że robisz co powyżej to dla beki - no chyba że kłamałeś.
Czyli jest jak jest.
Analogie do szkolnego prześladowcy są wyraźnie widoczne.
1 767 2026-02-17 19:03:38
Jest tak, że chcesz coś widzieć to widzisz.
Według Shiniego jest lepiej - stabilniej i leki nic mu nie dawały poza skutkami ubocznymi. Dlatego je odstawił. Jak powątpiewałem czy za zgodą lekarza prowadzącego to posypały się na mnie gromy. Teraz Mrs.Happiness utrzymuje, że jednak mu się pogorszyło w ostatnim czasie.
Jedyne co tu widzę to zmieniającą się narrację, aby pasowało do tezy "biedny Shini".
Zdecydujcie się w końcu - jest lepiej i terapia działa, czy jest gorzej i niesłusznie odstawił leki?
1 768 2026-02-17 19:16:21 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-02-17 19:35:13)
Nie mogło. Żaden lekarz bez zmiany objawów nie zdecydowałby się odstawić lub zredukować leków w okresie świątecznym, który jest szczególnie depresyjny.
Nie powinni też zapisywać niektórych leków bez wcześniejszych badań, a to robią. Każdy lekarz ma inne podejście, w dodatku psychiatra mógł w czasie rzeczywistym i osobiście ocenić stan Shiniego zanim zdecydował, czy można te leki odstawiać, czy nie. Gdyby nie zrobił nic, to oznaczałoby, że gówniany z niego lekarz, jak miałby w tyle to, że młody chłopak nie może normalnie uprawiać seksu. Co zresztą samo w sobie raczej nie działało za dobrze na psychikę.
Bo obiektywnie się nie zmienia. Dalej mieszka u rodziców, dalej nie jest w stanie złożyć CV i odpowiedzieć na oferty pracy itd.
Rok temu dodałbyś do równania jeszcze to, że jest prawiczkiem i nigdy nie miał dziewczyny, a jednak to się zmieniło.
Akurat wiem jak wygląda redukcja i wychodzenie z różnych leków o silnym działaniu. W związku z leczeniem bólu psychotropy mi również proponowano, bo taka jest procedura. Ale w związku z tym, ze nie rozwija się u mnie depresja (co sprawdzam co roku) to nie mam takiej potrzeby.
No i przecież chronologia się zgadza. Trzy miesiące po wizycie u psychiatry zakończył brać leki. To chyba nie jest za krótki czas?
No właśnie. Czyli w końcu badania zrobiłaś, w końcu diagnozę dostałaś. Shini nie. Choć lata po lekarzach różnych specjalizacji od podstawówki.
Jak się nie ma masy oszczędności, żeby się zbadać wzdłuż i wszerz prywatnie, to diagnostyka może trwać bardzo długo. Wielu lekarzy nie chce wypisywać od razu większej ilości zleceń, więc tak łazisz po sto razy jak debil i czekasz pojedynczo na kolejne badanie. Ostatnio na wizycie poprosiłam ginekolog, żeby mi wypisała takie typowe badania, które zaleca się przy stosowaniu antykoncepcji. D-dimery, USG piersi, próby wątrobowe, te sprawy. Na co ona odrzekła, że przecież nie wypisze mi tak wszystkiego na raz, najpierw dostanę jedno, a następne na kolejnych wizytach.
A przecież jakieś diagnozy Shini uzyskał, inaczej nie dostałby leków od psychiatry.
Więc już tak nie przesadzaj z tym, że „lata po lekarzach” i nic nie wie.
Aktualnie to wygląda tak, ze im dłużej siedzi na tym forum i im więcej zyskuje uwagi takiego typu jakiej z Muqin mu zapewniacie, tym gorzej z nim jest.
Jaką uwagę? Przecież obecnie go tu nawet nie ma. Dyskutujemy głównie z Tobą i Smutną. W jednym moim poście na poprzedniej stronie masz czarno na białym, że na ostatnie teraz już około 150 postów on napisał ich 17.
Dawniej czepialiście się, że łazi po całym forum i próbuje przekierować uwagę na siebie. Obecnie przeszkadza Wam, że od czasu do czasu napisze coś w SWOIM temacie. Potrafiłeś przyjść się czepiać, że sobie ze mną gada na luzie o filmach i anime, bo dyskusja była za mało wnikliwa.
Może warto się jednak zastanowić, dlaczego wzbudza w Tobie aż tak dużą potrzebę krytyki?
Jaką różnicę Tobie tak naprawdę robi, że dostanie atencję ode mnie, od Muqin, czy kogokolwiek innego? Czegoś Ci ubędzie?
Jak większości rodzicom.
Nieprawda. Nie każdy rodzic krytykowałby bez wyraźnego powodu i w tak prostacki sposób partnerkę swojego syna. Zwłaszcza takiego, który nigdy wcześniej nie był w związku i powoli zapowiadało się na to, że zostanie starym kawalerem. Normalni rodzice zaklaskaliby uszami z radości, że pojawiła się szansa, że chłopak sobie ułoży życie, zamiast siedzieć u nich kątem do starości.
Przecież rzekomo jest lepiej i dlatego odstawił leki. To jak w końcu?
Gorzej jest od niedawna. Chodzi o kwestie związkowe, o których tu przecież pisał.
1 769 2026-02-17 20:06:17
Muqin napisał/a:Jest tak, że chcesz coś widzieć to widzisz.
Według Shiniego jest lepiej - stabilniej i leki nic mu nie dawały poza skutkami ubocznymi. Dlatego je odstawił. Jak powątpiewałem czy za zgodą lekarza prowadzącego to posypały się na mnie gromy. Teraz Mrs.Happiness utrzymuje, że jednak mu się pogorszyło w ostatnim czasie.
Jedyne co tu widzę to zmieniającą się narrację, aby pasowało do tezy "biedny Shini".
Zdecydujcie się w końcu - jest lepiej i terapia działa, czy jest gorzej i niesłusznie odstawił leki?
Terapia działa. Gdybyś przeczytał odpowiedni rozdział wyżej wskazanego podręcznika, to byś się dowiedział, że w działającej psychoterapii nie istnieje liniowa poprawa. I dowiedziałbyś się też, dlaczego tak jest.
Po raz kolejny - widzisz, co chcesz widzieć, bo ci to umożliwia między innymi dalsze pisanie o Shinim.
1 770 2026-02-17 22:03:58
Nie było mnie dwa dni ale już jestem i lecę z odpowiedzią.
1. Nie mam pojęcia skąd się wzięła informacja, że leki sam sobie odstawiłem. Było dokładnie tak jak napisała Mrs.Happiness i jestem prawie pewien, że o tym pisałem. Leki zostały odstawione na zalecenie psychiatry i pod jego kontrolą. Właśnie tak jak powinno się to robić czyli stopniowo. To ja zapytałem psychiatry czy mogę je odstawić bo w tamtym momencie faktycznie było całkiem dobrze, dodatkowo ich efektem ubocznym były problemy z tą hydrauliką. Teraz znów jest trochę gorzej i ponownie zastanawiam się czy pójść po jakieś inne. Przypominam, że głównym powodem brania tamtych leków były wybuchy złości i coraz trudniejsza do kontrolowania agresja. Teraz nie mam z tym problemów, za to zaczynają się pojawiać inne, typowo depresyjne.
2. Co do terapii i tego, że nie robimy na niej innych rzeczy niż rozmowa. Terapeutka wprost mi powiedziała, że to na mnie nie zadziała tak samo jak "praca domowa". Nie dlatego, że bym tego nie robił tylko wręcz przeciwnie. Traktowałbym to zbyt poważnie, jak obowiązek, jak sprawa życia i śmierci by tylko było zrobione. Narzucił bym na siebie mega presję, tylko bym się stresował nie wyciągając z tego nic pożytecznego. Terapeutka już na samym początku terapii powiedziała, że najskuteczniejsza będzie dla mnie forma po prostu rozmowy. Wyrzucania z siebie wszystkiego co normalnie tłumie jak tylko mogę. Tylko tam mam możliwość skonfrontowania się z moimi emocjami, nie muszę ich tłumić i mogę robić to pod fachowym okiem. W kompetencje terapeutki póki co nie wątpię. Po każdym spotkaniu jestem nieźle zmęczony co znaczy, że jakąś robotę robię. Odkąd jestem na tej terapii udało się już przecież osiągnąć jedną z rzeczy, które jeszcze niedawno uważałem za nierealne.
3. O treningu i całej mojej sportowej historii pisałem już wielokrotnie ale co tam, napiszę jeszcze raz. Nigdy nie trenowałem zawodowo, to zawsze miało charakter amatorski, rekreacyjny. Każde zawody na jakich kiedykolwiek byłem też były jedynie amatorskie. Tam nie było żadnych testów antydopingowych czy ważenia. Zacznijmy w ogóle od tego, że ostatni medal zdobyłem mając jakieś 12-13 lat, nie licząc takich za sam udział. To były zawody dla dzieci, zabawa ale nazwa "mistrzostwa Polski" brzmi fajnie więc tak to nazywali. To nie miało zbyt wiele wspólnego z takimi zawodami czy walkami jakie można oglądać w telewizji. Poza tym zawsze trenowałem na siłowni i kiedyś sporo biegałem. Wszystko na czuja, całą wiedzę czerpiąc z internetu. Na publicznej siłowni byłem dosłownie dwa razy w życiu. Gdyby nie YT nawet bym nie wiedział, że w ogóle powinno się mieć dietę dostosowaną do treningu. Poza sztukami walki nigdy nie miałem żadnego trenera czy mentora, który by mi wytłumaczył co i jak. Te sztuki walki zawsze były na zasadzie płacenia za miesiąc i dziś jesteś, następnym razem może cię nie być i nikt nie zwracał na to uwagi. Skąd osobowe też dość często się zmieniał. Nawet teraz na kickboxingu skład mojej grupy jest już zupełnie inny niż kiedy ja zaczynałem. Nie ma czegoś takiego żeby trener pilnował czy ktoś ma dietę albo jaki prowadzi tryb życia. Nie ma żadnego członkostwa w klubie czy czegoś podobnego
4. Nie wiem skąd ta obsesja na punkcie mojego uzależnienia od masturbacji. Nikt nigdy mi nie zdiagnozował konkretnie tego uzależnienia, ani psychiatra ani terapeutka. Mam uzależnienie behawioralne dotyczące ogólnie ekranów, komputera, telefonu, telewizora itd, a dokładniej wynikającej z tego szybkiej dopaminy. Zalicza się do tego porno ale to wciąż tylko jeden z czynników. Najprawdopodobniej to właśnie jest głównym źródłem mojego przebodźcowania, a więc także zmęczenia, senności i braku koncentracji. Głównym, nie jedynym. Z samą masturbacją nie mam problemu, a przynajmniej nie według definicji uzależnienia od niej.
5. Tak samo nie rozumiem co fakt zdania matury i skończenia studiów ma wspólnego z tym, że nie jestem w stanie zmienić pracy. W szkole zawsze byłem przeciętny i tak samo mi poszło na maturze. Na studiach szło mi znacznie lepiej, a pracę licencjacką i magisterką pisało się nawet przyjemnie bo były to tematy, które mnie w miarę interesowały. Wszystko było na czas w pierwszym terminie. Przez całe studia chyba dwa razy miałem poprawki we wrześniu. Szukanie informacji i źródeł do pisania prac nie było szczególnie trudne. Jednakże wiedziałem czego szukam i mniej więcej gdzie tego szukać. To zupełnie inna sytuacja niż nie wiedzieć nawet czego szukać. Co do prawa jazdy to twierdzenie, że udało mi się to bezproblemowo jest kompletną bzdurą. Chyba z 10 razy podchodziłem do tego egzaminu. Nic innego w życiu nie dostarczyło mi takich ilości stresu. Mimo iż wszystko wiedziałem i umiałem stresowałem się tak bardzo, że dosłownie cały się trząsłem. Uwalałem najprostsze manewry, a ze dwa razy uwaliłem jeszcze zanim ruszyłem z miejsca. Zdawanie tego prawa jazdy zajęło mi chyba z 5 lat, to był koszmar.
6. Ta terapia jest dla mnie jedyną dostępną bo jest na NFZ. Czekałem na nią ponad dwa lata i nawet gdybym chciał to nie mógłbym tak po prostu jej zmienić bo to pewnie by oznaczało kolejne lata czekania. Póki co to nie ważne bo nie zamierzam jej zmieniać. Psychiatra był prywatnie, a każda wizyta kosztowała prawie 400 zł. Dodam jeszcze, że moja terapeutka ma też prywatny gabinet i z tego co pamiętam za pojedyncze spotkanie bierze chyba nawet więcej niż u tego psychiatry. Mi się udało na NFZ i nie zamierzam tego marnować.
7. Problemy gastryczne są nadal i powiem szczerze, że już nie mam pomysłu co z tym zrobić. Robiłem do tej pory wiele różnych badań i wszystkie wychodziły dobrze. Diety nie mam jakiejś super ale też nie jest najgorsza. Ograniczyłem słodycze, fast foodów nie jem prawie w ogóle. Laktozy, na którą jestem uczulony też jak najmniej. Z produktów, które jem najczęściej to makarony, mięso, ziemniaki, pieczywo i owoce. Piję w większości wodę, herbatę i kawę. Rzeczy takie jak Cola czy energetyki coraz rzadziej. Ostatnio też sporo mrożonek i podejrzewam, że to one mogą powodować efekty uboczne. Już mi się kończą pomysły co innego mógłbym jeść niż to co wymieniłem. W każdym razie ostatnio jest niezbyt ciekawe pod tym względem i jeśli to nie jest efekt diety to już na prawdę nie wiem co z tym zrobić.
Mam nadzieję, że nie pominąłem niczego ważnego i klasycznie dziękuję wszystkim, którzy dotarli do końca tego posta.
1 771 2026-02-17 22:12:51 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-02-17 22:13:27)
Nie było mnie dwa dni ale już jestem i lecę z odpowiedzią.
1. Nie mam pojęcia skąd się wzięła informacja, że leki sam sobie odstawiłem. Było dokładnie tak jak napisała Mrs.Happiness i jestem prawie pewien, że o tym pisałem. Leki zostały odstawione na zalecenie psychiatry i pod jego kontrolą. Właśnie tak jak powinno się to robić czyli stopniowo. To ja zapytałem psychiatry czy mogę je odstawić bo w tamtym momencie faktycznie było całkiem dobrze, dodatkowo ich efektem ubocznym były problemy z tą hydrauliką. Teraz znów jest trochę gorzej i ponownie zastanawiam się czy pójść po jakieś inne. Przypominam, że głównym powodem brania tamtych leków były wybuchy złości i coraz trudniejsza do kontrolowania agresja. Teraz nie mam z tym problemów, za to zaczynają się pojawiać inne, typowo depresyjne.
2. Co do terapii i tego, że nie robimy na niej innych rzeczy niż rozmowa. Terapeutka wprost mi powiedziała, że to na mnie nie zadziała tak samo jak "praca domowa". Nie dlatego, że bym tego nie robił tylko wręcz przeciwnie. Traktowałbym to zbyt poważnie, jak obowiązek, jak sprawa życia i śmierci by tylko było zrobione. Narzucił bym na siebie mega presję, tylko bym się stresował nie wyciągając z tego nic pożytecznego. Terapeutka już na samym początku terapii powiedziała, że najskuteczniejsza będzie dla mnie forma po prostu rozmowy. Wyrzucania z siebie wszystkiego co normalnie tłumie jak tylko mogę. Tylko tam mam możliwość skonfrontowania się z moimi emocjami, nie muszę ich tłumić i mogę robić to pod fachowym okiem. W kompetencje terapeutki póki co nie wątpię. Po każdym spotkaniu jestem nieźle zmęczony co znaczy, że jakąś robotę robię. Odkąd jestem na tej terapii udało się już przecież osiągnąć jedną z rzeczy, które jeszcze niedawno uważałem za nierealne.
3. O treningu i całej mojej sportowej historii pisałem już wielokrotnie ale co tam, napiszę jeszcze raz. Nigdy nie trenowałem zawodowo, to zawsze miało charakter amatorski, rekreacyjny. Każde zawody na jakich kiedykolwiek byłem też były jedynie amatorskie. Tam nie było żadnych testów antydopingowych czy ważenia. Zacznijmy w ogóle od tego, że ostatni medal zdobyłem mając jakieś 12-13 lat, nie licząc takich za sam udział. To były zawody dla dzieci, zabawa ale nazwa "mistrzostwa Polski" brzmi fajnie więc tak to nazywali. To nie miało zbyt wiele wspólnego z takimi zawodami czy walkami jakie można oglądać w telewizji. Poza tym zawsze trenowałem na siłowni i kiedyś sporo biegałem. Wszystko na czuja, całą wiedzę czerpiąc z internetu. Na publicznej siłowni byłem dosłownie dwa razy w życiu. Gdyby nie YT nawet bym nie wiedział, że w ogóle powinno się mieć dietę dostosowaną do treningu. Poza sztukami walki nigdy nie miałem żadnego trenera czy mentora, który by mi wytłumaczył co i jak. Te sztuki walki zawsze były na zasadzie płacenia za miesiąc i dziś jesteś, następnym razem może cię nie być i nikt nie zwracał na to uwagi. Skąd osobowe też dość często się zmieniał. Nawet teraz na kickboxingu skład mojej grupy jest już zupełnie inny niż kiedy ja zaczynałem. Nie ma czegoś takiego żeby trener pilnował czy ktoś ma dietę albo jaki prowadzi tryb życia. Nie ma żadnego członkostwa w klubie czy czegoś podobnego
4. Nie wiem skąd ta obsesja na punkcie mojego uzależnienia od masturbacji. Nikt nigdy mi nie zdiagnozował konkretnie tego uzależnienia, ani psychiatra ani terapeutka. Mam uzależnienie behawioralne dotyczące ogólnie ekranów, komputera, telefonu, telewizora itd, a dokładniej wynikającej z tego szybkiej dopaminy. Zalicza się do tego porno ale to wciąż tylko jeden z czynników. Najprawdopodobniej to właśnie jest głównym źródłem mojego przebodźcowania, a więc także zmęczenia, senności i braku koncentracji. Głównym, nie jedynym. Z samą masturbacją nie mam problemu, a przynajmniej nie według definicji uzależnienia od niej.
5. Tak samo nie rozumiem co fakt zdania matury i skończenia studiów ma wspólnego z tym, że nie jestem w stanie zmienić pracy. W szkole zawsze byłem przeciętny i tak samo mi poszło na maturze. Na studiach szło mi znacznie lepiej, a pracę licencjacką i magisterką pisało się nawet przyjemnie bo były to tematy, które mnie w miarę interesowały. Wszystko było na czas w pierwszym terminie. Przez całe studia chyba dwa razy miałem poprawki we wrześniu. Szukanie informacji i źródeł do pisania prac nie było szczególnie trudne. Jednakże wiedziałem czego szukam i mniej więcej gdzie tego szukać. To zupełnie inna sytuacja niż nie wiedzieć nawet czego szukać. Co do prawa jazdy to twierdzenie, że udało mi się to bezproblemowo jest kompletną bzdurą. Chyba z 10 razy podchodziłem do tego egzaminu. Nic innego w życiu nie dostarczyło mi takich ilości stresu. Mimo iż wszystko wiedziałem i umiałem stresowałem się tak bardzo, że dosłownie cały się trząsłem. Uwalałem najprostsze manewry, a ze dwa razy uwaliłem jeszcze zanim ruszyłem z miejsca. Zdawanie tego prawa jazdy zajęło mi chyba z 5 lat, to był koszmar.
6. Ta terapia jest dla mnie jedyną dostępną bo jest na NFZ. Czekałem na nią ponad dwa lata i nawet gdybym chciał to nie mógłbym tak po prostu jej zmienić bo to pewnie by oznaczało kolejne lata czekania. Póki co to nie ważne bo nie zamierzam jej zmieniać. Psychiatra był prywatnie, a każda wizyta kosztowała prawie 400 zł. Dodam jeszcze, że moja terapeutka ma też prywatny gabinet i z tego co pamiętam za pojedyncze spotkanie bierze chyba nawet więcej niż u tego psychiatry. Mi się udało na NFZ i nie zamierzam tego marnować.
7. Problemy gastryczne są nadal i powiem szczerze, że już nie mam pomysłu co z tym zrobić. Robiłem do tej pory wiele różnych badań i wszystkie wychodziły dobrze. Diety nie mam jakiejś super ale też nie jest najgorsza. Ograniczyłem słodycze, fast foodów nie jem prawie w ogóle. Laktozy, na którą jestem uczulony też jak najmniej. Z produktów, które jem najczęściej to makarony, mięso, ziemniaki, pieczywo i owoce. Piję w większości wodę, herbatę i kawę. Rzeczy takie jak Cola czy energetyki coraz rzadziej. Ostatnio też sporo mrożonek i podejrzewam, że to one mogą powodować efekty uboczne. Już mi się kończą pomysły co innego mógłbym jeść niż to co wymieniłem. W każdym razie ostatnio jest niezbyt ciekawe pod tym względem i jeśli to nie jest efekt diety to już na prawdę nie wiem co z tym zrobić.
Mam nadzieję, że nie pominąłem niczego ważnego i klasycznie dziękuję wszystkim, którzy dotarli do końca tego posta.
Od jak dawna jesteś już na tej terapii? Robisz coś więcej czy tylko rozmawiacie?
1 772 2026-02-17 23:01:02
Bardzo jesteś skrupulatny, Shini
i bardzo cierpliwy.
Kojarzę, ze masz problemy gastryczne, ale sorki, nie za dobrze zapamiętałam , jakie konkretnie. Za takich znanych paskudztw to mi się kojarzy zespół jelita wrażliwego czyli IBS. Jakiś lekarz drążył w kierunku tej diagnozy? IBS nie za bardzo wychodzi w badaniach, bardziej z tego co wiem w wywiadzie medycznym.
1 773 2026-02-17 23:34:28
Od jak dawna jesteś już na tej terapii? Robisz coś więcej czy tylko rozmawiacie?
Od niemal równego roku. Tylko rozmawiamy.
Bardzo jesteś skrupulatny, Shini
i bardzo cierpliwy.
Kojarzę, ze masz problemy gastryczne, ale sorki, nie za dobrze zapamiętałam , jakie konkretnie. Za takich znanych paskudztw to mi się kojarzy zespół jelita wrażliwego czyli IBS. Jakiś lekarz drążył w kierunku tej diagnozy? IBS nie za bardzo wychodzi w badaniach, bardziej z tego co wiem w wywiadzie medycznym.
Szkoda tylko, że ta skrupulatność i cierpliwość nie pomagają w zmianie pracy.
Najprościej opisując mam spore problemy z częstym siedzeniem w toalecie. W ciągu dnia jeszcze da się przeżyć ale poranki to jest masakra. Każdy poranny wyjazd obojętnie gdzie to jest mega stres i dostosowanie niemal wszystkiego do szukania łazienki. To jest jedna z tych rzeczy, których nikomu bym nie życzył. Oczywiście, że lekarz do tego dążył, badań było wiele. IBS wielokrotnie było podejrzewane ale nigdy nie było oficjalnie zdiagnozowane.
1 774 2026-02-17 23:37:22 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-02-17 23:38:10)
Julia life in UK napisał/a:Od jak dawna jesteś już na tej terapii? Robisz coś więcej czy tylko rozmawiacie?
Od niemal równego roku. Tylko rozmawiamy.
Muqin napisał/a:Bardzo jesteś skrupulatny, Shini
i bardzo cierpliwy.
Kojarzę, ze masz problemy gastryczne, ale sorki, nie za dobrze zapamiętałam , jakie konkretnie. Za takich znanych paskudztw to mi się kojarzy zespół jelita wrażliwego czyli IBS. Jakiś lekarz drążył w kierunku tej diagnozy? IBS nie za bardzo wychodzi w badaniach, bardziej z tego co wiem w wywiadzie medycznym.Szkoda tylko, że ta skrupulatność i cierpliwość nie pomagają w zmianie pracy.
Najprościej opisując mam spore problemy z częstym siedzeniem w toalecie. W ciągu dnia jeszcze da się przeżyć ale poranki to jest masakra. Każdy poranny wyjazd obojętnie gdzie to jest mega stres i dostosowanie niemal wszystkiego do szukania łazienki. To jest jedna z tych rzeczy, których nikomu bym nie życzył. Oczywiście, że lekarz do tego dążył, badań było wiele. IBS wielokrotnie było podejrzewane ale nigdy nie było oficjalnie zdiagnozowane.
A nie masz żadnych zadań ja od razu dostalam już dziś zadania,a wczoraj mialam wstepna diagnoze Tylko,ze to sa zadania przygotowujace do psychoterapii, musze wszystko zapisywac w czwartek mam przeczytac jak mi szlo,jak sie czulam itd
1 775 2026-02-19 14:06:52
Nie powinni też zapisywać niektórych leków bez wcześniejszych badań, a to robią.
Prawie nie ma takich leków, które realnie wymagają takiej procedury jeśli pacjent nie zgłasza żadnych dodatkowych dolegliwości. Realia medycyny jako nauki, a realia lecznictwa opartego na NFZ to dwie różne bajki. Wygląda to tak:
Procedura wychodzenia z leków z grupy SSRI (selektywne inhibitory zwrotnego wychwytu serotoniny) w ramach NFZ opiera się na
stopniowym zmniejszaniu dawki pod nadzorem lekarza psychiatry (lub lekarza POZ). Celem jest uniknięcie zespołu odstawiennego, który może wystąpić przy nagłym przerwaniu leczenia.
Redukcja jest co 10-25% co 2-4 tygodnie. Im dłużej się na lekach jest - tym dłużej się z nich wychodzi. Nie da się tego zrobić legalnie inaczej. Zwłaszcza, że jak Shiniemu leków zabrakło z dnia na dzień, to dość mocno to odczuł.
Widzisz, tu nie chodzi o to, że ta jedna jedyna rzecz nie gra. Chodzi o to, że to jest kolejna rzecz, która się nie styka. Jak to się ma do jego psychoterapii? Sama stwierdziłaś, ze nie jest z nim lepiej, to kto w takim razie wpadł na genialny pomysł odstawienia tych leków i na jakiej podstawie?
Rok temu dodałbyś do równania jeszcze to, że jest prawiczkiem i nigdy nie miał dziewczyny, a jednak to się zmieniło.
Rok temu nie był prawiczkiem. Jak go prostytutka masturbowała za pieniądze, to nie da się powiedzieć, że był prawiczkiem.
No i przecież chronologia się zgadza. Trzy miesiące po wizycie u psychiatry zakończył brać leki. To chyba nie jest za krótki czas?
Nie, chronologia się nie zgadza. Jeśli w drugiej połowie października pisał, że "za miesiąc" odstawia leki, a w styczniu pisze, że już od 3 miechów jest bez to nie dość, że brakuje tu miesiąca (co już pal licho - tydzień w tą czy w tamtą i każdemu może się rozjechać), ale to po prostu świadczy o tym, że żadnej redukcji dawki nie było. Przy jego objawach żaden lekarz na okres świąteczny nie przeprowadziłby redukcji leków tylko ze względu na problem ze wzwodem, bo nie ma on związku z lekiem, bo zaburzeń takich przy masturbacji nie ma. Najwyżej zmieniliby mu lek na inny z tej grupy lub wprowadzili inny, np naltrekson albo fluoksetynę.
Jak się nie ma masy oszczędności, żeby się zbadać wzdłuż i wszerz prywatnie, to diagnostyka może trwać bardzo długo.
Ale on jej nie zaczyna. On miał pierdylion badań porobionych na przestrzeni lat. W tym badania zaburzeń snu, tomografię itp. Gdybyś czytała jego inne wątki, to byś wiedziała.
Wielu lekarzy nie chce wypisywać od razu większej ilości zleceń, więc tak łazisz po sto razy jak debil i czekasz pojedynczo na kolejne badanie
To nie jest kwestia tego, ze nie chcą, tylko nie mogą ze względu na regulacje NFZ. Co przy objawach, jakie deklarował Shini nie ma większego znaczenia tak naprawdę, bo takie rzeczy jak IBS-D czy zespół zespół somatyczny w przebiegu depresji nie wymagają dodatkowych badań. To się diagnozuje na podstawie objawów zgłaszanych przez pacjenta. Tak samo jak tężyczkę diagnozuje się jedynie na podstawie próby tężyczkowej i de facto podstawowym badaniu krwi.
A przecież jakieś diagnozy Shini uzyskał, inaczej nie dostałby leków od psychiatry.
Wiesz - ciężko się rozmawia z kimś, kto nie czytał jego wątków i postów na temat jego stanu zdrowia. Nie chodzi o depresję, którą wiadomo, że ma od lat. Chodzi m.in o przewlekłe zmęczenie, problemy jelitowe, migreny itp. Tak samo jak nie chodzi o jego lęk społeczny, bo to też wiadomo od lat, bo to miał zdiagnozowane jeszcze za dzieciaka. Przecież sporty walki to nie jest jego wymysł, ani jego rodziców. To zalecenie szkolnej psycholog/pedagog jeszcze w wieku wczesnoszkolnym. Gdzie miał też diagnozowaną dysgrafię, do czego przyznał się niedawno, choć wcześniej twierdził, ze nigdy niczego mu nie zdiagnozowali.
Potrafiłeś przyjść się czepiać, że sobie ze mną gada na luzie o filmach i anime, bo dyskusja była za mało wnikliwa.
Oj nie. Interpretujesz to przez własne doświadczenia rodzinne, o jakich opowiadałaś. Mi chodziło o coś zgoła innego. Nie przeszkadzała mi rozmowa kompletnie. Ale sposób dyskusji i jej powierzchowność. Bo wcześniejsza narracja jaką m.in Shini utrzymywał polegała na tym, że jego wiedza i rozumienie tematów, którego pasjonują jest bardzo wnikliwe, bo wiele komplementów słyszał o swojej inteligencji, a na wiele tematów nie miał jak porozmawiać, bo wiedział więcej od wszystkich.
1 776 2026-02-19 14:08:00
Terapia działa.
Widzisz co chcesz widzieć.
1 777 2026-02-19 14:32:24
Zaspokajasz swoja potrzebę pisania o Shinim. Po raz kolejny dokonujesz wyboru, podejmujesz decyzję taką a nie inną. Po raz kolejny usiłujesz uczynić z niego kłamcę, publicznie, wiedząc, że on nie ma żadnej możliwości udowodnienia, iż nie kłamie. Piszesz o Shinim w sposób, w jaki piszesz , bo chcesz, możesz oraz potrzebujesz. Nadal "dla beki" czy już z innych powodów?
Owszem, moim zdaniem jak na razie terapia działa. Podstawą do mojej takiej a nie innej opinii jest wiedza, zdobyta miedzy innymi dzięki lekturze fachowych książek dotyczących tematu psychoterapii, z których o jednej nawet pisałam, wskazując i autora i tytuł. Czy terapia Shiniego zakończy się sukcesem nie wiem, nie mam zdolności jasnowidzenia. Dobrze Shiniemu życzę, zatem mam nadzieję, że będzie z nim lepiej po terapii niż przed terapią.
1 778 2026-02-19 14:36:27 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-02-19 14:52:35)
1. Nie mam pojęcia skąd się wzięła informacja, że leki sam sobie odstawiłem. Było dokładnie tak jak napisała Mrs.Happiness i jestem prawie pewien, że o tym pisałem. Leki zostały odstawione na zalecenie psychiatry i pod jego kontrolą. Właśnie tak jak powinno się to robić czyli stopniowo. To ja zapytałem psychiatry czy mogę je odstawić bo w tamtym momencie faktycznie było całkiem dobrze, dodatkowo ich efektem ubocznym były problemy z tą hydrauliką. Teraz znów jest trochę gorzej i ponownie zastanawiam się czy pójść po jakieś inne. Przypominam, że głównym powodem brania tamtych leków były wybuchy złości i coraz trudniejsza do kontrolowania agresja. Teraz nie mam z tym problemów, za to zaczynają się pojawiać inne, typowo depresyjne.
W pierwszej kolejności lekarz zmieniłby ci dawkę lub wprowadził inny lek. Nie wychodzi się z SSRI tylko i wyłącznie dlatego, że ci kilka razy nie stanął. Prędzej dostałbyś do kompletu sildenafil. Bo tak jest szybciej, taniej i z większą korzyścią dla pazernego systemu.
2. Co do terapii i tego, że nie robimy na niej innych rzeczy niż rozmowa. Terapeutka wprost mi powiedziała, że to na mnie nie zadziała tak samo jak "praca domowa". Nie dlatego, że bym tego nie robił tylko wręcz przeciwnie.
I tak powiedziała na podstawie tego, że nigdy nie wcielałeś w życie wniosków z poprzednich terapii? No ciekawe.
3. O treningu i całej mojej sportowej historii pisałem już wielokrotnie ale co tam, napiszę jeszcze raz. Nigdy nie trenowałem zawodowo, to zawsze miało charakter amatorski, rekreacyjny. Każde zawody na jakich kiedykolwiek byłem też były jedynie amatorskie. Tam nie było żadnych testów antydopingowych czy ważenia.
Testów nie musi być, ale się o tym zawsze mówiło i pisało np tutaj. Art z 2008 roku:
https://bieganie.pl/zdrowie/dopingowicz … -blachnio/
Zapytanie o amfetaminę na głównym (i największym) forum sportowym w PL z 2002 roku:
https://www.sfd.pl/Amfetamina_a_mi%C4%9 … 22947.html
Efedrynka, wpis na największym forum biegowym w polskim internecie z 2003 roku:
https://bieganie.pl/forum/viewtopic.php?t=6417
Amatorzy na dopingu - art z 2017 roku:
https://magazynbieganie.pl/amator-na-dopingu/
A to najlepiej mówi o skali dopingu u amatorów:
https://eurosport.tvn24.pl/kolarstwo/ko … tory.shtml
Komu nie chce się czytać streszczę - w amatorskich zawodach kolarskich na linii startu ogłoszono, że na mecie będzie kontrola antydopingowa. Z 182 startujących 130 się wycofało gdzieś na trasie. LOL
Z resztą, obecny hajp na bycie fit zapoczątkował głównie Zyzz w 2007, który jawnie pochodził i wspomagaczy i zażywanych dragów.
To były zawody dla dzieci, zabawa ale nazwa "mistrzostwa Polski" brzmi fajnie więc tak to nazywali.
LOL, nie Shini - to tak nie działa. Nie da się nazwać dla fanu 'mistrzostwa polski' czegoś tam, bo to nielegalne w sportach kwalifikowanych jakimi są (w większości) sporty walki. To jest oficjalnie używana nomenklatura w ściśle określonych sytuacjach. Można sobie zrobić mistrzostwa polski w pchaniu karuzeli, ale nie mistrzostwa polski w karate/kick boxingu/boksie itd w których uczestniczyłyby różne szkoły.
Wszystko na czuja, całą wiedzę czerpiąc z internetu.
Nie bez przyczyny o rzeczach, na temat których się dziwiłeś, bo "nikt ci nigdy nie powiedział" wrzucałem linki z portali sportowych. Na każdym jednym kanale na Youtubie jest i zawsze była o tym mowa. Czy to z zakresu dietetyki, czy suplementacji czy ćwiczeń uzupełniających.
Nie ma czegoś takiego żeby trener pilnował czy ktoś ma dietę albo jaki prowadzi tryb życia. Nie ma żadnego członkostwa w klubie czy czegoś podobnego
A podobno jesteś pasjonatem...
4. Nie wiem skąd ta obsesja na punkcie mojego uzależnienia od masturbacji.
Sam o niej pisałeś w jednym ze swoich tematów. Że w lato to nawet nie jesteś w stanie iść normalnie ulicą.
5. Tak samo nie rozumiem co fakt zdania matury i skończenia studiów ma wspólnego z tym, że nie jestem w stanie zmienić pracy.
Wszystko. W czasie nauki na tych etapach jest o wiele więcej i o wiele bardziej stresujących rzeczy niż złożenie CV na ogłoszenie o pracę. Jak ty sobie ogarnąłeś praktyki? Bo żadna uczelnia nie robi tego za studenta.
ajprościej opisując mam spore problemy z częstym siedzeniem w toalecie. W ciągu dnia jeszcze da się przeżyć ale poranki to jest masakra. Każdy poranny wyjazd obojętnie gdzie to jest mega stres i dostosowanie niemal wszystkiego do szukania łazienki. To jest jedna z tych rzeczy, których nikomu bym nie życzył. Oczywiście, że lekarz do tego dążył, badań było wiele. IBS wielokrotnie było podejrzewane ale nigdy nie było oficjalnie zdiagnozowane
Komiczne jest to w kontekście tego, że 3 lata siedzisz na forum, od 3 lat rozpisujesz się o swoim zdrowiu i jak to nikt nie potrafi ci powiedzieć, co ci dolega, a IBS pojawił się magicznie dopiero kiedy o nim wspomniałem, że już dawno zostałby zdiagnozowany.
Uwaga, leczenie IBS-D w przebiegu depresji: nospa i/lub stoperan.
1 779 2026-02-19 14:37:28
Owszem, moim zdaniem jak na razie terapia działa.
Zaspokajasz swój matczyny instynkt i syndrom zbawicielki.
1 780 2026-02-19 14:49:57
Jak na opiekuńczą mamusię to strasznie słabo się staram.
Usiłujesz przekierować rozmowę z opisu tego, co ty robisz na mnie i moja osobę. Nie będzie z tego nic.
1 781 2026-02-19 14:54:19
Jak na opiekuńczą mamusię to strasznie słabo się staram.
Usiłujesz przekierować rozmowę z opisu tego, co ty robisz na mnie i moja osobę. Nie będzie z tego nic.
Wiesz co - rozmowa z tobą tak wygląda. Nie znasz jego poprzednich wpisów, nie czytałaś a czepiasz, że punktuję kolejne zmiany narracji.
To może najpierw poczytaj jego poprzednie tematy i wpisy zanim zaczniesz się dopierdalać do innych bez sensu?
1 782 2026-02-19 15:47:52
Aż tak potrzebujesz rozmawiać o Shinim, że nawet staruszka, co jej się z tej starości w głowie pojebało dobra, jeśli nikogo innego chętnego nie ma?
Aż tak potrzebujesz "punktować" nieścisłości w wieloletnim zestawie jego wpisów?
Po co? Dla beki? Żeby go zdyskredytować? Żeby go zniechęcić do pisania w jego własnym wątku? Żeby w oczach forumowiczow uczynić z niego kłamcę?
Skąd wiesz, że ja , będąc, jak to uprzejmie określiłeś, pojebaną staruszką z upodobaniem do dzielenia gówna na atomy (to też twoje określenie ) już dawno nie przeczytałam i nie przeanalizowałam sobie absolutnie wszystkich wpisów Shiniego na tym forum? No nie wiesz, bo niby skąd miałbyś wiedzieć.
Ja się dopierdalam do innych? Jeśli już to trochę teraz do ciebie i tylko w tym wątku. Mogę przestać. Podobnie jak ty możesz przestać "punktować" Shiniego, przynajmniej w tym wątku.
1 783 2026-02-19 17:32:23
No nie wiesz, bo niby skąd miałbyś wiedzieć.
Bo nie pierdoliłabyś takich głupot. Oprócz ciebie i Mrs.Happiness absolutnie każdy zrezygnował z jakiejkolwiek większej interakcji z nim ze względu na wiecznie ten sam schemat - wieczne "ja" i wieczne "no niepojęte, ja tego nie rozumiem, bo mi nikt nie powiedział". I nieustanne kręcenie jak z tym IBS. Póki o tym nie napisałem - słowem przez LATA się o tym nie zająknął. Utrzymywał, że pomimo badań nikt nie był w stanie powiedzieć co mu dolega. Bo przecież IBS-D czy zespół somatyczny to takie niesłychane i niespotykane dolegliwości w przebiegu depresji, ze diagnozuje się to dekadami. A ten wątek ("nikt nie potrafi powiedzieć co mi dolega) pojawiał się w obu swoich wątkach na temat zdrowia i w każdym innym miejscu, gdzie ten temat się nawinął. A było tego naprawdę sporo.
To też tak jak z tym sportem, którego mianował się pasjonatem. Jaka jest szansa na to, że amator-pasjonat w ciągu 20lat nie napotkał nic o diecie, suplementacji i ćwiczeniach uzupełniających skoro mowa jest o tym dosłownie wszędzie? Nie ma ani jednego portalu o sporcie, ani jednego kanału na youtube, na którym by to nie było poruszane. Nawet TUTAJ rozmowy na ten temat były.
Mogę przestać. Podobnie jak ty możesz przestać "punktować" Shiniego, przynajmniej w tym wątku.
Czysta hipokryzja. Jak ty robisz to jest ok. Inni punktują kłamstwa i zmiany narracji to używasz argumentu "oprawcy". A robisz dokładnie to samo. Witamy po ciemnej stronie mocy.
Osobiście to mi koło chuja lata, ale patrzenie jak się tłumaczysz z własnej hipokryzji jest doprawdy rozczulające.
1 784 2026-02-19 19:10:44
A wersja "po zanalizowaniu Muqin ma inne wnioski i opinię na temat" już w grę nie wchodzi? Jedynie wnioski i opinie bytu internetowego Jack Sparrow są tymi prawidłowymi? Czyli klasyczne WIEM LEPIEJ. Tak Wielki Nauczycielu, wiesz lepiej. Programowo. Oraz niewątpliwie.
Hipokryzja? Czy ja kiedykolwiek twierdziłam, że jestem miła, sympatyczna, rozumiejąca, współczująca i opiekuńcza dla wszystkich, których na swej drodze spotkam? Nic z tych rzeczy, Jack. Ja taka być umiem. Ale umiem też taka wcale nie być. I nigdy tego nie ukrywałam, nawet w tym wątku to o sobie napisałam.
Nie użyłam ani słowa "oprawcy" ani "oprawca" w odniesieniu do ciebie. Stwierdziłam tylko, że twoje do Shiniego i o Shinim pisanie wykazuje bardzo zauważalne podobieństwo do zachowań szkolnych dręczycieli wobec ofiary dręczenia. Taką mam opinię i ją wyraziłam. Ty możesz opinie wyrażać, ja też mogę. Przy czym moja opinia nawet nie dotyczy ciebie jako człowieka tylko twoich postów kierowanych do innego, konkretnego człowieka i to zasadniczo od jakiegoś czasu w jednym właściwie wątku.
Ograniczyłam się też do jednego tylko aspektu twoich postów czyli uporczywego, publicznego zarzucania Shiniemu kłamstwa w sprawach, w których on nie ma żadnej możliwości udowodnienia, że kłamcą nie jest.
Niczego więcej nie tknęłam.
Nadal nie pojmuję, czemu z takim uporem rozmawiasz ze staruszką, której się w głowie ze starości pojebało.
I czekam na pojawienie się tu kogoś, od kogo się dowiem wielu wielce paskudnych rzeczy na swój temat. Pojawi się znany juz nick czy pojawi się zupełnie inny?
1 785 2026-02-20 13:19:24
A wersja "po zanalizowaniu Muqin ma inne wnioski i opinię na temat" już w grę nie wchodzi?
Nie bardzo. Nie przy tylu zmianach wersji historii życia Shiniego.
Hipokryzja?
Tak - hipokryzja. Każdemu kto nie głaszcze Shiniego po główce tylko punktuje jego bajki nazywasz w taki lub inny sposób oprawcą.
Nie użyłam ani słowa "oprawcy" ani "oprawca" w odniesieniu do ciebie. Stwierdziłam tylko, że twoje do Shiniego i o Shinim pisanie wykazuje bardzo zauważalne podobieństwo do zachowań szkolnych dręczycieli wobec ofiary dręczenia.
Semantyka i semimarketingowy bełkot ala "nie jesteś debilem, tylko mówisz i postępujesz debilnie". Jak coś wygląda jak kaczka, brzmi jak kaczka i zachowuje się jak kaczka, to pewnie jest kogutem, nie? Uważaj, bo od tych szpagatów coś sobie poprujesz.....
Ograniczyłam się też do jednego tylko aspektu twoich postów czyli uporczywego, publicznego zarzucania Shiniemu kłamstwa w sprawach, w których on nie ma żadnej możliwości udowodnienia, że kłamcą nie jest.
LOL. Nazywam go kłamcą ze względu na RÓŻNE WERSJE WYDARZEŃ jakie tu przedstawiał, które nie mogą istnieć jednocześnie. A nie na podstawie pojedynczych wtrętów - chodzi o sumę rozbieżnych opisów tych samych zdarzeń, tych samych aktywności.
Nadal nie pojmuję, czemu z takim uporem rozmawiasz ze staruszką, której się w głowie ze starości pojebało.
I czekam na pojawienie się tu kogoś, od kogo się dowiem wielu wielce paskudnych rzeczy na swój temat. Pojawi się znany juz nick czy pojawi się zupełnie inny?
No tak się właśnie zastanawiam na ile ma to ogólnie sens skoro mieszają ci się rozmówcy i przypisujesz im treści, których nie są autorami.
1 786 2026-02-20 13:43:29
Po raz kolejny dokonujesz świadomego wyboru czyli ciągniesz temat.
1 787 2026-03-13 04:04:07
Nie jestem entuzjastką NFZ, Smutna. Jestem realistką. Prywatnie jest bardzo nierówno i liczba bezczelnie ciągnących kasę z biednych chorych zatrważająco wzrosła, in dłuższe kolejki na NFZ tym silniej sektor prywatny się polaryzuje i dla własnego dobra warto go równie krytycznie traktować jak publiczny.
Z prawdziwym zdziwieniem stwierdziłam, ze moja NFZ-owa lekarka rodzinna jest o kilka klas lepszym lekarzem od iluś prywatnych, których przećwiczyłam wcześniej, uznając, że "prywatnie= lepiej".
Prawda, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne.
1 788 2026-03-24 16:25:24
Muqin napisał/a:Shini, też korzystam z internetu i żadne memy mi nie wyskoczyły ani filmy na YT z tym zdarzeniem związane. Kompletnie nic mnie nie zbombardowało.
Ba, ja nawet nie miałabym pojęcia o całych tych wydarzeniach gdybym na wątek na forum nie zajrzała, bez świadomości iż taki klub istnieje też można żyć. Jak zaczniesz na inne tematy czytać, to cię będzie internet "bombardował" czymś innym niż taka sieczka bezsensowna. Ewidentnie znam dziesiątki ciekawszych tematów do podrążenia.
Innymi słowy naczytałeś się, naoglądałeś i efekty widać.Ciężko żeby bombardował czymś innym skoro spora część tego co słycham na YT jest w tematyce relacji damsko-męskich. Memy to co innego, tam wyskakuje wszystko co jest aktualnie na czasie. Wbrew pozorom nie są takie złe. Ze stron z memami można się dowiedzieć o wszystkich aktualnych wydarzeniach jeszcze zanim powiedzą o tym w wiadomościach i to nawet bez medialnej propagandy.
Te akcja z klubu sama w sobie nie robi na mnie szczególnego wrażenia. Ciekawi mnie za to jakie psychologiczne mechanizmy za tym stały.
No właśnie, Shini, ciężko, żeby bombardował Cię czymś innym... tak mi się skojarzyło z tym, co kiedyś pisałeś, że nie masz poczucia własnej sprawczości w życiu. Skąd to skojarzenie? Ano stąd, że piszesz trochę tak, jakbyś nie dostrzegał, że na to, czym Cię ten internet "bombarduje" masz wpływ, no bombarduje i już.
Przecie internet to nie byt inteligentny, nie żadna osoba, nie równorzędny partner, nawet nie wróg, to kretyn.
Od Ciebie zależy, czym Cię bombarduje. Doskonałe poletko do poćwiczenia poczucia własnej sprawczości.
Spora część tego, czego słuchasz na YT jest w tematyce relacji damsko - męskich czyli logiczne - Ty możesz spowodować, że bombardowany kretyńską sieczką luźno związaną z tymi tematami nie będziesz. Możesz to sprawić.
Pytanie otwarte - na ile w tym momencie Twojego życia i terapii drążenie relacji damsko- męskich w necie jest dla Ciebie pożyteczne, twórcze, coś sensownego wnosi? Skoro kierunek- psychologia to może podrążenie relacji z rodzicami, relacji w rodzinie byłoby bardziej twórcze? Ostatecznie tkwisz w rodzinie ewidentnie dysfunkcyjnej miejscami, nie Ty jeden, ludzie z takich układów wychodzą, usamodzielniają się, takie układy rodzinne są opisane, sporo o tym w necie jest, także na YT. Jakie mechanizmy psychologiczne powodują, że Twoja matka jest jaka jest na przykład.
Memy wciągają jak magnes... a realistycznie wcale nie jest tak, że o wszystkich aktualnych wydarzeniach można się ze stron z memami dowiedzieć. Memy ktoś tworzy i memy ktoś wrzuca. Dowiadujesz się o tych wydarzeniach, które zainteresowały kogoś. Nie dowiadujesz się, jeśli kogoś nie zainteresowały. Czyli dajesz się jakimś osobom prowadzić niczym, nic Ci nie ujmując, pokorne cielę. A tak być nie musi. Możesz (sprawczość) zdecydować, skąd chcesz czerpać informacje o wydarzeniach aktualnych.
1 789 2026-03-24 20:05:37
Wybacz ale ja obecnie nie czuję ani trochę sprawczości. Co do inteligencji internetu to jest raczej kwestia czasu i to niezbyt dużego. Jeszcze trochę i byt kierujący internetem będzie przewyższał człowieka pod niemal każdym względem nie posiadając nawet małej części jego ograniczeń.
Ależ w tym nie ma zupełnie nic pożytecznego bo nie to jest celem. Te wszystkie treści, których słucham nie mają mi czegoś dać tylko utrzymać mnie we w miarę stabilnym stanie. Coś jak leki. Słucham tego wszystkiego żeby zagłuszyć własne myśli, żeby choć na chwilę się uwolnić od ogromnej ilości myśli przelewających się przez moją głowę. Żeby choć na chwilę przestać analizować, zamartwiać się, narzucać sobie presję i stresować.
Wysłuchałem już mnóstwo podcastów na temat relacji z rodzicami i w rodzinie, o dysfunkcyjnych układach, o mechanizmach psychologicznych również. Jedynie o tym, że ktoś wyszedł z układu podobnego do mojego nigdy jeszcze nie słyszałem, takiego czegoś nie widziałem ani na YT ani nigdzie indziej w internecie, w realu też nie. Inna sprawa, że nigdy nie znałem nikogo kto byłby w sytuacji podobnej do mojej.
Na pewno bardziej uwierzę memom niż mediom głównego nurtu. Jeśli nie media ani memy to skąd czerpać informacje?
1 790 2026-03-24 20:29:52
Skoro już mój wątek trochę ożył to trochę go zaktualizuję. Ujmując moją obecną sytuację najkrócej jest źle, gorzej niż kiedykolwiek. Mam tu na myśli mój stan psychiczny. Mam coraz więcej typowo depresyjnych objawów, ledwo już jestem w stanie funkcjonować na co dzień. W pracy popełniam coraz więcej błędów. Coraz częściej tracę nad sobą panowanie, szybko się denerwuję, mam bardzo duże spadki nastroju i coraz więcej destrukcyjnych myśli. Fizycznie też czuję się coraz gorzej, ból głowy jest niemal bez przerwy. W związku z powyższym ponownie poszedłem do psychiatry i dostałem nowe leki. Jednak minie trochę czasu zanim zaczną działać, a ja coraz częściej się zastanawiam czy w ogóle dożyję tego momentu. Szczególnie, że w najbliższym czasie są moje 30 urodziny i ten dzień mnie wręcz przeraża. Wiem, że będę się wtedy czuł podobnie jak w sylwestra co opisywałem już na forum. To powinien być dzień świętowania, pewnego podsumowania dotychczasowego życia i nadziei na jeszcze lepszą przyszłość. Będzie jeszcze większa samotność, pustka i bezsens. Przy moim obecnym stanie na prawdę nie wiem czy przetrwam coś takiego. Czuję się na prawdę okropnie i najchętniej bym się położył by już się nie obudzić. Niestety coś mi na to nie pozwala i cały czas mam jakieś dziwne przeczucie, że nie teraz i nie w taki sposób powinna się zakończyć moja historia. Z jakiegoś powodu cały czas mam jakieś szczątki wątpliwej nadziei, że te leki, wizyty u psychiatry, dalsza diagnoza i terapia jeszcze mogą mi pomóc. A może po prostu jestem zbyt słaby żeby zrobić jedyną rzecz, która by mnie od razu uwolniła od tego wszystkiego. No i nie chciałbym żeby przeze mnie ktoś inny poczuł się podobnie jak ja teraz.
1 791 2026-03-24 23:13:12
Tego to się akurat domyślam, Shini. Poczucie nie sprawczości pojawi się samoistnie, je się mozolnie buduje. Z małych i większych cegiełek. ![]()
Niefajnie się porobiło z tą Twoją psychiką. Podobno bywa tak, że musi być gorzej nim będzie lepiej, ale takie teksty obawiam się raczej irytują niż są pomocne.
Mądrze, ze poszedłeś do psychiatry i nowe leki dostałeś.
Nie skupiaj się ma "magicznej dacie", to tylko dzień, znaczenie sami mu nadajemy, albo i nie. Urodziny przestałam obchodzić jak miałam lat 18, kiedyś urodziny to było coś "dla dzieci".
Przeczucia bywają ważne - nie teraz i nie w taki sposób i jasne, że jest nadzieja.
Trzymaj się. Dasz radę.
1 792 2026-03-25 00:16:10 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-03-25 00:16:29)
Skoro już mój wątek trochę ożył to trochę go zaktualizuję. Ujmując moją obecną sytuację najkrócej jest źle, gorzej niż kiedykolwiek. Mam tu na myśli mój stan psychiczny. Mam coraz więcej typowo depresyjnych objawów, ledwo już jestem w stanie funkcjonować na co dzień. W pracy popełniam coraz więcej błędów. Coraz częściej tracę nad sobą panowanie, szybko się denerwuję, mam bardzo duże spadki nastroju i coraz więcej destrukcyjnych myśli. Fizycznie też czuję się coraz gorzej, ból głowy jest niemal bez przerwy. W związku z powyższym ponownie poszedłem do psychiatry i dostałem nowe leki. Jednak minie trochę czasu zanim zaczną działać, a ja coraz częściej się zastanawiam czy w ogóle dożyję tego momentu. Szczególnie, że w najbliższym czasie są moje 30 urodziny i ten dzień mnie wręcz przeraża. Wiem, że będę się wtedy czuł podobnie jak w sylwestra co opisywałem już na forum. To powinien być dzień świętowania, pewnego podsumowania dotychczasowego życia i nadziei na jeszcze lepszą przyszłość. Będzie jeszcze większa samotność, pustka i bezsens. Przy moim obecnym stanie na prawdę nie wiem czy przetrwam coś takiego. Czuję się na prawdę okropnie i najchętniej bym się położył by już się nie obudzić. Niestety coś mi na to nie pozwala i cały czas mam jakieś dziwne przeczucie, że nie teraz i nie w taki sposób powinna się zakończyć moja historia. Z jakiegoś powodu cały czas mam jakieś szczątki wątpliwej nadziei, że te leki, wizyty u psychiatry, dalsza diagnoza i terapia jeszcze mogą mi pomóc. A może po prostu jestem zbyt słaby żeby zrobić jedyną rzecz, która by mnie od razu uwolniła od tego wszystkiego. No i nie chciałbym żeby przeze mnie ktoś inny poczuł się podobnie jak ja teraz.
Banalne slowa do góry glowa Shini. Gorszy okres przykra sprawa ale nic nie trwa wiecznie i ten gowniany okres tez sie skończy. Musisz przeczekać ze świadomością ze sie skończy.
Marne to pocieszenie ale każdy ma swój krzyż- niektorzy lekki inni ciężki. Obecnie masz ciężki ale przyjdzie czas ze go zrzucisz
1 793 2026-03-25 00:22:27
Skoro już mój wątek trochę ożył to trochę go zaktualizuję. Ujmując moją obecną sytuację najkrócej jest źle, gorzej niż kiedykolwiek. Mam tu na myśli mój stan psychiczny. Mam coraz więcej typowo depresyjnych objawów, ledwo już jestem w stanie funkcjonować na co dzień. W pracy popełniam coraz więcej błędów. Coraz częściej tracę nad sobą panowanie, szybko się denerwuję, mam bardzo duże spadki nastroju i coraz więcej destrukcyjnych myśli. Fizycznie też czuję się coraz gorzej, ból głowy jest niemal bez przerwy. W związku z powyższym ponownie poszedłem do psychiatry i dostałem nowe leki. Jednak minie trochę czasu zanim zaczną działać, a ja coraz częściej się zastanawiam czy w ogóle dożyję tego momentu. Szczególnie, że w najbliższym czasie są moje 30 urodziny i ten dzień mnie wręcz przeraża. Wiem, że będę się wtedy czuł podobnie jak w sylwestra co opisywałem już na forum. To powinien być dzień świętowania, pewnego podsumowania dotychczasowego życia i nadziei na jeszcze lepszą przyszłość. Będzie jeszcze większa samotność, pustka i bezsens. Przy moim obecnym stanie na prawdę nie wiem czy przetrwam coś takiego. Czuję się na prawdę okropnie i najchętniej bym się położył by już się nie obudzić. Niestety coś mi na to nie pozwala i cały czas mam jakieś dziwne przeczucie, że nie teraz i nie w taki sposób powinna się zakończyć moja historia. Z jakiegoś powodu cały czas mam jakieś szczątki wątpliwej nadziei, że te leki, wizyty u psychiatry, dalsza diagnoza i terapia jeszcze mogą mi pomóc. A może po prostu jestem zbyt słaby żeby zrobić jedyną rzecz, która by mnie od razu uwolniła od tego wszystkiego. No i nie chciałbym żeby przeze mnie ktoś inny poczuł się podobnie jak ja teraz.
Ja bym na Twoim miejscu poszła do neurologa zbadać ten ból głowy, czasem psychiczne problemy mają podłoże w tych fizycznych... ale rozumiem Cię, bo też niedawno mialam podobny okres depresyjny, on z pewnością minie niedługo
1 794 2026-03-25 17:19:28 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-03-25 17:19:55)
Tego to się akurat domyślam, Shini. Poczucie nie sprawczości pojawi się samoistnie, je się mozolnie buduje. Z małych i większych cegiełek.
Niefajnie się porobiło z tą Twoją psychiką. Podobno bywa tak, że musi być gorzej nim będzie lepiej, ale takie teksty obawiam się raczej irytują niż są pomocne.
Mądrze, ze poszedłeś do psychiatry i nowe leki dostałeś.
Nie skupiaj się ma "magicznej dacie", to tylko dzień, znaczenie sami mu nadajemy, albo i nie. Urodziny przestałam obchodzić jak miałam lat 18, kiedyś urodziny to było coś "dla dzieci".
Przeczucia bywają ważne - nie teraz i nie w taki sposób i jasne, że jest nadzieja.
Trzymaj się. Dasz radę.
Muqin, czytam czasem Ciebie i chcę Ci napisać, że masz w sobie dużo życzliwości, zrozumienia, dobrej woli, takiego ludzkiego, normalnego podejścia, bez zadęcia i złośliwości, bez wredności. Nie ma w Tobie tego przymusu odwetu, jaki niektórzy mają, że muszą innym odpłacić pięknym za nadobne;) Szacun!
1 795 2026-03-26 17:55:22 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-03-26 18:01:53)
Ujmując moją obecną sytuację najkrócej jest źle, gorzej niż kiedykolwiek. Mam tu na myśli mój stan psychiczny. Mam coraz więcej typowo depresyjnych objawów, ledwo już jestem w stanie funkcjonować na co dzień. W pracy popełniam coraz więcej błędów. Coraz częściej tracę nad sobą panowanie, szybko się denerwuję, mam bardzo duże spadki nastroju i coraz więcej destrukcyjnych myśli. Fizycznie też czuję się coraz gorzej, ból głowy jest niemal bez przerwy. W związku z powyższym ponownie poszedłem do psychiatry i dostałem nowe leki.
To jak tam Muqin, jak tam wieczne jojanie nad Shinim przynosi efekty? Jakaś poprawa w związku z terapią nastąpiła, czy zgodnie z tym co de facto wszyscy to mówili - że będzie gorzej - to jednak jest gorzej?
Jedynie o tym, że ktoś wyszedł z układu podobnego do mojego nigdy jeszcze nie słyszałem,
Pierdolisz farmazony. Nikt cię nie gwałcił, nikt na tobie fajków nie gasił, do dragów cię nie przymuszał. Nawet pasem za słabe stopnie nigdy nie dostałeś. Miałeś wszystko - bo i z kolegami się spotykałeś i na obozy jeździłeś i pasje realizowałeś i rodzice fortunę wydali, aby zapewnić ci lepszy start niż sami mieli. Przestań się za nimi wiecznie chować, bo to jest żałosne w chuj. Dostałeś leki, dostałeś wsparcie profesjonalne (psychiatra/psycholog) - wykorzystaj to do wprowadzenia zmian zamiast czekać z założonymi rękami aż się samo zrobi. Nie zrobi się. Tak jak ci to połowa tego forum pisała, że jak nie weźmiesz dupy w troki to będzie tylko gorzej - i tak też się stało.
Nie ważne ile razy upadniesz - ważne abyś wstał, otrzepał się i wyciągnął wnioski z upadku. A ty uparcie babrasz się w gównie uważając, że magicznie samo zmieni się w czekoladę. Nie zmieni się. Robienie z siebie sieroty/ofiary w niczym ci tu nie pomoże. Wręcz odwrotnie. Co widać na załączonym obrazku twojej obecności na tym forum.
Zacznij wreszcie działać. Nie czytać, nie słuchać. Działać. Bo tylko działaniem się zmienia rzeczywistość. Nie wiecznym marudzeniem i nieustającymi dyskusjami o tym samym.
1 796 2026-03-28 21:50:12
Tego to się akurat domyślam, Shini. Poczucie nie sprawczości pojawi się samoistnie, je się mozolnie buduje. Z małych i większych cegiełek.
Niefajnie się porobiło z tą Twoją psychiką. Podobno bywa tak, że musi być gorzej nim będzie lepiej, ale takie teksty obawiam się raczej irytują niż są pomocne.
Mądrze, ze poszedłeś do psychiatry i nowe leki dostałeś.
Nie skupiaj się ma "magicznej dacie", to tylko dzień, znaczenie sami mu nadajemy, albo i nie. Urodziny przestałam obchodzić jak miałam lat 18, kiedyś urodziny to było coś "dla dzieci".
Przeczucia bywają ważne - nie teraz i nie w taki sposób i jasne, że jest nadzieja.
Trzymaj się. Dasz radę.
Obawiam się, że bez tej wyprowadzki od rodziców zbudowanie sprawczości nie będzie możliwe. Faktycznie takie teksty nie są zbyt pomocne ale dobrze wiedzieć, że ktoś wierzy w to w co ja już tracę wiarę.
Już chyba czuję pierwsze efekty tych leków bo objawy depresyjne doskwierają trochę mniej. Jednak do stanu przynajmniej stabilnego jeszcze daleko.
Staram się nie przywiązywać do tej daty ale nie jest łatwo. Ciągle mam paskudne, że ten dzień to powinno być coś wielkiego i czuję się żałośnie z tym, że nie będzie z tego kompletnie nic.
Wiem, co ciekawe moje przeczucia całkiem często się sprawdzają.
Banalne slowa do góry glowa Shini. Gorszy okres przykra sprawa ale nic nie trwa wiecznie i ten gowniany okres tez sie skończy. Musisz przeczekać ze świadomością ze sie skończy.
Marne to pocieszenie ale każdy ma swój krzyż- niektorzy lekki inni ciężki. Obecnie masz ciężki ale przyjdzie czas ze go zrzucisz
Po to właśnie są leki żeby dać radę to przeczekać.
Zobaczymy czy uda się go zrzucić. Dzięki za słowa wsparcia.
1 797 2026-03-28 22:25:17
To jak tam Muqin, jak tam wieczne jojanie nad Shinim przynosi efekty? Jakaś poprawa w związku z terapią nastąpiła, czy zgodnie z tym co de facto wszyscy to mówili - że będzie gorzej - to jednak jest gorzej?
Pierdolisz farmazony. Nikt cię nie gwałcił, nikt na tobie fajków nie gasił, do dragów cię nie przymuszał. Nawet pasem za słabe stopnie nigdy nie dostałeś. Miałeś wszystko - bo i z kolegami się spotykałeś i na obozy jeździłeś i pasje realizowałeś i rodzice fortunę wydali, aby zapewnić ci lepszy start niż sami mieli. Przestań się za nimi wiecznie chować, bo to jest żałosne w chuj. Dostałeś leki, dostałeś wsparcie profesjonalne (psychiatra/psycholog) - wykorzystaj to do wprowadzenia zmian zamiast czekać z założonymi rękami aż się samo zrobi. Nie zrobi się. Tak jak ci to połowa tego forum pisała, że jak nie weźmiesz dupy w troki to będzie tylko gorzej - i tak też się stało.
Nie ważne ile razy upadniesz - ważne abyś wstał, otrzepał się i wyciągnął wnioski z upadku. A ty uparcie babrasz się w gównie uważając, że magicznie samo zmieni się w czekoladę. Nie zmieni się. Robienie z siebie sieroty/ofiary w niczym ci tu nie pomoże. Wręcz odwrotnie. Co widać na załączonym obrazku twojej obecności na tym forum.
Zacznij wreszcie działać. Nie czytać, nie słuchać. Działać. Bo tylko działaniem się zmienia rzeczywistość. Nie wiecznym marudzeniem i nieustającymi dyskusjami o tym samym.
Samo pisanie na forum nie przyniesie efektów nie ważne kto będzie pisał. Jednak nawet samo pisanie może pomóc zrozumieć wiele rzeczy i ułatwia życie kiedy na co dzień nie ma się z kim nawet porozmawiać.
Typowo boonerskie myślenie. Brakuje jeszcze "tym młodym to się w dupach poprzewracało od dobrobytu". Rodzice nigdy nie mieli żadnej fortuny, a ja nigdy nie miałem pasji ani niczego innego wartego rozwijania. Faktem jest, że znaczna część mojej sytuacji to robota rodziców. Nie chcieli dla mnie niczego złego i nie można ich winić ale teraz to nie ma znaczenia. Zanim będzie można mówić o wykorzystywaniu leków do wprowadzania zmian najpierw muszą w pełni zadziałać.
To prawda, że bycie ofiarą nie może, tak samo jak dowalanie osobie w marnym stanie psychicznym.
A tu mamy klasykę czyli "jak nasz depresję to idź pobiegaj". Wiem od dawna, że tylko działanie może cokolwiek zmienić i niestety przypominanie o tym nie pomoże.
Jeszcze co do tego neurologa to raczej nie będzie konieczne. Nie raz byłem u neurologa i robiłem różne badania łącznie z rezonansem i tomografią. Nie wyszło z nich nic niepokojącego. Ten ból najprawdopodobniej ma pochodzenie psychiczne. To nie znaczy, że nie będę dalej sprawdzał wszelkich zdrowotnych dolegliwości. Mam już zapisane trzy wizyty u różnych lekarzy. Oczywiście jeśli wyjdzie, że znów powinienem iść do neurologa to pójdę.
1 798 2026-03-28 22:32:03
Jack Sparrow napisał/a:To jak tam Muqin, jak tam wieczne jojanie nad Shinim przynosi efekty? Jakaś poprawa w związku z terapią nastąpiła, czy zgodnie z tym co de facto wszyscy to mówili - że będzie gorzej - to jednak jest gorzej?
Pierdolisz farmazony. Nikt cię nie gwałcił, nikt na tobie fajków nie gasił, do dragów cię nie przymuszał. Nawet pasem za słabe stopnie nigdy nie dostałeś. Miałeś wszystko - bo i z kolegami się spotykałeś i na obozy jeździłeś i pasje realizowałeś i rodzice fortunę wydali, aby zapewnić ci lepszy start niż sami mieli. Przestań się za nimi wiecznie chować, bo to jest żałosne w chuj. Dostałeś leki, dostałeś wsparcie profesjonalne (psychiatra/psycholog) - wykorzystaj to do wprowadzenia zmian zamiast czekać z założonymi rękami aż się samo zrobi. Nie zrobi się. Tak jak ci to połowa tego forum pisała, że jak nie weźmiesz dupy w troki to będzie tylko gorzej - i tak też się stało.
Nie ważne ile razy upadniesz - ważne abyś wstał, otrzepał się i wyciągnął wnioski z upadku. A ty uparcie babrasz się w gównie uważając, że magicznie samo zmieni się w czekoladę. Nie zmieni się. Robienie z siebie sieroty/ofiary w niczym ci tu nie pomoże. Wręcz odwrotnie. Co widać na załączonym obrazku twojej obecności na tym forum.
Zacznij wreszcie działać. Nie czytać, nie słuchać. Działać. Bo tylko działaniem się zmienia rzeczywistość. Nie wiecznym marudzeniem i nieustającymi dyskusjami o tym samym.
Samo pisanie na forum nie przyniesie efektów nie ważne kto będzie pisał. Jednak nawet samo pisanie może pomóc zrozumieć wiele rzeczy i ułatwia życie kiedy na co dzień nie ma się z kim nawet porozmawiać.
Typowo boonerskie myślenie. Brakuje jeszcze "tym młodym to się w dupach poprzewracało od dobrobytu". Rodzice nigdy nie mieli żadnej fortuny, a ja nigdy nie miałem pasji ani niczego innego wartego rozwijania. Faktem jest, że znaczna część mojej sytuacji to robota rodziców. Nie chcieli dla mnie niczego złego i nie można ich winić ale teraz to nie ma znaczenia. Zanim będzie można mówić o wykorzystywaniu leków do wprowadzania zmian najpierw muszą w pełni zadziałać.
To prawda, że bycie ofiarą nie może, tak samo jak dowalanie osobie w marnym stanie psychicznym.
A tu mamy klasykę czyli "jak nasz depresję to idź pobiegaj". Wiem od dawna, że tylko działanie może cokolwiek zmienić i niestety przypominanie o tym nie pomoże.
Jeszcze co do tego neurologa to raczej nie będzie konieczne. Nie raz byłem u neurologa i robiłem różne badania łącznie z rezonansem i tomografią. Nie wyszło z nich nic niepokojącego. Ten ból najprawdopodobniej ma pochodzenie psychiczne. To nie znaczy, że nie będę dalej sprawdzał wszelkich zdrowotnych dolegliwości. Mam już zapisane trzy wizyty u różnych lekarzy. Oczywiście jeśli wyjdzie, że znów powinienem iść do neurologa to pójdę.
Ja to rozumiem to pisanie na forum,bo też zanim.zaczelam psychoterapie to leżałam całymi dniami w lozku i nie miałam.wogole energii nic robić to pisanie na forum to mi dużo pomoglo i ogólnie korzystanie z social mediow, a tak by nie było internetu to bym się patrzyla w sufit to już dawno bym zdurniała...Ja jestem właśnie za tym,żeby osoby w depresji,czy innych problemach z psychika,jeżeli nie są w stanie wyjść z domu i się regularnie z kimś spotykać to ,żeby właśnie korzystały z social mediow i chociaż w ten sposób mieli kontakt z ludzmi
1 799 2026-03-29 18:25:38
Muqin napisał/a:Tego to się akurat domyślam, Shini. Poczucie nie sprawczości pojawi się samoistnie, je się mozolnie buduje. Z małych i większych cegiełek.
Niefajnie się porobiło z tą Twoją psychiką. Podobno bywa tak, że musi być gorzej nim będzie lepiej, ale takie teksty obawiam się raczej irytują niż są pomocne.
Mądrze, ze poszedłeś do psychiatry i nowe leki dostałeś.
Nie skupiaj się ma "magicznej dacie", to tylko dzień, znaczenie sami mu nadajemy, albo i nie. Urodziny przestałam obchodzić jak miałam lat 18, kiedyś urodziny to było coś "dla dzieci".
Przeczucia bywają ważne - nie teraz i nie w taki sposób i jasne, że jest nadzieja.
Trzymaj się. Dasz radę.Obawiam się, że bez tej wyprowadzki od rodziców zbudowanie sprawczości nie będzie możliwe. Faktycznie takie teksty nie są zbyt pomocne ale dobrze wiedzieć, że ktoś wierzy w to w co ja już tracę wiarę.
Już chyba czuję pierwsze efekty tych leków bo objawy depresyjne doskwierają trochę mniej. Jednak do stanu przynajmniej stabilnego jeszcze daleko.
Staram się nie przywiązywać do tej daty ale nie jest łatwo. Ciągle mam paskudne, że ten dzień to powinno być coś wielkiego i czuję się żałośnie z tym, że nie będzie z tego kompletnie nic.
Wiem, co ciekawe moje przeczucia całkiem często się sprawdzają.
Taka możliwość, że bez wyprowadzki nie da rady zwyczajnie istnieje. System rodzinny, w którym wyrosłeś i tkwisz jest z tych silnych.
Taka moja intencja była, że pomóc tekst nie pomoże, ale zawszeć ktoś tam, co nadal wytrwale kciuki trzyma to też coś. Małe, ale coś. No trzymam, Shini, nieustająco.
Z urodzinami trochę jak z Sylwestrem - ustalono odgórnie, że mianowicie jakiegoś dnia "powinno" być super. W związku z tym ja w ramach buntu (bo nie znoszę, jak mi jakaś banda obcych coś narzuca) Sylwestra obchodzę jeśli mam chęć akurat na zabawę, a urodziny zwyczajnie olałam dawno temu. Żyję, mam się dobrze. Świętować to należy jeśli już to sukcesy, nie daty. Także pozornie niewielkie sukcesy. IMHO.
1 800 2026-03-29 19:01:34
Shinigami napisał/a:Muqin napisał/a:Tego to się akurat domyślam, Shini. Poczucie nie sprawczości pojawi się samoistnie, je się mozolnie buduje. Z małych i większych cegiełek.
Niefajnie się porobiło z tą Twoją psychiką. Podobno bywa tak, że musi być gorzej nim będzie lepiej, ale takie teksty obawiam się raczej irytują niż są pomocne.
Mądrze, ze poszedłeś do psychiatry i nowe leki dostałeś.
Nie skupiaj się ma "magicznej dacie", to tylko dzień, znaczenie sami mu nadajemy, albo i nie. Urodziny przestałam obchodzić jak miałam lat 18, kiedyś urodziny to było coś "dla dzieci".
Przeczucia bywają ważne - nie teraz i nie w taki sposób i jasne, że jest nadzieja.
Trzymaj się. Dasz radę.Obawiam się, że bez tej wyprowadzki od rodziców zbudowanie sprawczości nie będzie możliwe. Faktycznie takie teksty nie są zbyt pomocne ale dobrze wiedzieć, że ktoś wierzy w to w co ja już tracę wiarę.
Już chyba czuję pierwsze efekty tych leków bo objawy depresyjne doskwierają trochę mniej. Jednak do stanu przynajmniej stabilnego jeszcze daleko.
Staram się nie przywiązywać do tej daty ale nie jest łatwo. Ciągle mam paskudne, że ten dzień to powinno być coś wielkiego i czuję się żałośnie z tym, że nie będzie z tego kompletnie nic.
Wiem, co ciekawe moje przeczucia całkiem często się sprawdzają.Taka możliwość, że bez wyprowadzki nie da rady zwyczajnie istnieje. System rodzinny, w którym wyrosłeś i tkwisz jest z tych silnych.
Taka moja intencja była, że pomóc tekst nie pomoże, ale zawszeć ktoś tam, co nadal wytrwale kciuki trzyma to też coś. Małe, ale coś. No trzymam, Shini, nieustająco.
Z urodzinami trochę jak z Sylwestrem - ustalono odgórnie, że mianowicie jakiegoś dnia "powinno" być super. W związku z tym ja w ramach buntu (bo nie znoszę, jak mi jakaś banda obcych coś narzuca) Sylwestra obchodzę jeśli mam chęć akurat na zabawę, a urodziny zwyczajnie olałam dawno temu. Żyję, mam się dobrze. Świętować to należy jeśli już to sukcesy, nie daty. Także pozornie niewielkie sukcesy. IMHO.
Moim zdaniem wyprowadzka z domu rodzinnego to najlepsze co może zrobić
1 801 2026-03-31 09:14:05
Taka możliwość, że bez wyprowadzki nie da rady zwyczajnie istnieje. System rodzinny, w którym wyrosłeś i tkwisz jest z tych silnych.
Taka moja intencja była, że pomóc tekst nie pomoże, ale zawszeć ktoś tam, co nadal wytrwale kciuki trzyma to też coś. Małe, ale coś. No trzymam, Shini, nieustająco.
Z urodzinami trochę jak z Sylwestrem - ustalono odgórnie, że mianowicie jakiegoś dnia "powinno" być super. W związku z tym ja w ramach buntu (bo nie znoszę, jak mi jakaś banda obcych coś narzuca) Sylwestra obchodzę jeśli mam chęć akurat na zabawę, a urodziny zwyczajnie olałam dawno temu. Żyję, mam się dobrze. Świętować to należy jeśli już to sukcesy, nie daty. Także pozornie niewielkie sukcesy. IMHO.
Taka możliwość nie tylko istnieje ale w moim przypadku może być też jedyną dającą prawdziwy efekt. Dlatego widzę moją obecną sytuację jako bez wyjścia. Problemy, które aktualnie mam w dużej mierze powinny zostać rozwiązane przez tą wyprowadzkę ale jednocześnie ją uniemożliwiają. W sensie najpierw musiałbym rozwiązać problemy, które uniemożliwiają zrobienie czegoś co właśnie powinno je rozwiązać. To błędne koło.
Co do tekstu to faktycznie dam w sobie nie pomoże ale jak już pisałem i jak dodała Julka to na prawdę jest potrzebne. Przecież to nawet nie jest tak, że w ogóle nie wychodzę z domu i z nikim się nie spotykam, a mimo to brakuje mi takiego codziennego kontaktu z ludźmi z mojego pokolenia. Jak pójdę na jakieś wydarzenie typu targi fantastyki albo nawet na zwykłe spotkanie z kolegami to jest fajnie. A potem jak już stamtąd wracam to czuję się jak wrak bo za mało, za krótko, za szybko. Czuję mega niedosyt i czuję się wręcz żałośnie, że wracam do tej nudy i beznadziei. Forum jest chyba jedyną taką codzienną odskocznią od tego.
Sukcesów nie ma w ogóle więc zostają tylko daty. Kilka dni temu wszedłem na chwilę na FB, pierwsze co zaczęło mi wyskakiwać to zdjęcia i relacje właśnie z urodzin znajomych jeszcze ze szkoły. Mimo iż nie widziałem tych ludzi ponad 10 lat to przez samo zobaczenie, że oni świętowali poczułem się jak totalny śmieć. To mi przypomniało jak bardzo jestem spóźniony z wieloma rzeczami. Oni na tych zdjęciach byli otoczeni znajomymi, z partnerami/partnerkami, niektórzy już ze swoimi rodzinami. Ładnie ubrani, na zorganizowanej imprezie w jakimś lokalu. A mnie pewnie nawet nie byłoby stać na wynajęcie takiego lokalu. I choć nie przepadam za tego typu świętowaniem to i tak poczułem się totalnie gorszy, a to tylko parę zdjęć z FB. I tak samo jest z każdą podobną okazją jak choćby ten sylwester.
1 802 2026-03-31 22:26:47 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-03-31 22:27:16)
Przecież to nawet nie jest tak, że w ogóle nie wychodzę z domu i z nikim się nie spotykam, a mimo to brakuje mi takiego codziennego kontaktu z ludźmi z mojego pokolenia. Jak pójdę na jakieś wydarzenie typu targi fantastyki albo nawet na zwykłe spotkanie z kolegami to jest fajnie. A potem jak już stamtąd wracam to czuję się jak wrak bo za mało, za krótko, za szybko. Czuję mega niedosyt i czuję się wręcz żałośnie, że wracam do tej nudy i beznadziei.
Zauważ jednak, że nawet jeśli wyprowadzisz się od rodziców, to po spotkaniu ze znajomymi też będziesz wracał do siebie i do codziennej rutyny. Dążę do tego, że przecież nie na tym polega Twój problem.
Sukcesów nie ma w ogóle więc zostają tylko daty. Kilka dni temu wszedłem na chwilę na FB, pierwsze co zaczęło mi wyskakiwać to zdjęcia i relacje właśnie z urodzin znajomych jeszcze ze szkoły. Mimo iż nie widziałem tych ludzi ponad 10 lat to przez samo zobaczenie, że oni świętowali poczułem się jak totalny śmieć. To mi przypomniało jak bardzo jestem spóźniony z wieloma rzeczami. Oni na tych zdjęciach byli otoczeni znajomymi, z partnerami/partnerkami, niektórzy już ze swoimi rodzinami. Ładnie ubrani, na zorganizowanej imprezie w jakimś lokalu. A mnie pewnie nawet nie byłoby stać na wynajęcie takiego lokalu. I choć nie przepadam za tego typu świętowaniem to i tak poczułem się totalnie gorszy, a to tylko parę zdjęć z FB. I tak samo jest z każdą podobną okazją jak choćby ten sylwester.
Ja co prawda obchodzę urodziny, ale ani 30-tki, ani 40-tki nie obchodziłam hucznie, a jedynie w kameralnym gronie najbliższych mi osób. Podobnie jak Muqin zupełnie nie mam parcia na wszelkie rocznice (w tym urodzin) i inne Sylwestry, wolę celebrować realne sukcesy. W kwestii okrągłych urodzin w lokalu uważam wręcz, że więcej z tym zamieszania i problemu niż osobistej przyjemności.
Myślę, że Ty sam nadajesz rangę tej dacie, skupiając się na niej bardziej niż warto.
P.S.
Ze swoją dziewczyną (byłą dziewczyną?) masz jeszcze jakikolwiek kontakt?
1 803 2026-03-31 23:15:06
Shinigami napisał/a:Przecież to nawet nie jest tak, że w ogóle nie wychodzę z domu i z nikim się nie spotykam, a mimo to brakuje mi takiego codziennego kontaktu z ludźmi z mojego pokolenia. Jak pójdę na jakieś wydarzenie typu targi fantastyki albo nawet na zwykłe spotkanie z kolegami to jest fajnie. A potem jak już stamtąd wracam to czuję się jak wrak bo za mało, za krótko, za szybko. Czuję mega niedosyt i czuję się wręcz żałośnie, że wracam do tej nudy i beznadziei.
Zauważ jednak, że nawet jeśli wyprowadzisz się od rodziców, to po spotkaniu ze znajomymi też będziesz wracał do siebie i do codziennej rutyny. Dążę do tego, że przecież nie na tym polega Twój problem.
Shinigami napisał/a:Sukcesów nie ma w ogóle więc zostają tylko daty. Kilka dni temu wszedłem na chwilę na FB, pierwsze co zaczęło mi wyskakiwać to zdjęcia i relacje właśnie z urodzin znajomych jeszcze ze szkoły. Mimo iż nie widziałem tych ludzi ponad 10 lat to przez samo zobaczenie, że oni świętowali poczułem się jak totalny śmieć. To mi przypomniało jak bardzo jestem spóźniony z wieloma rzeczami. Oni na tych zdjęciach byli otoczeni znajomymi, z partnerami/partnerkami, niektórzy już ze swoimi rodzinami. Ładnie ubrani, na zorganizowanej imprezie w jakimś lokalu. A mnie pewnie nawet nie byłoby stać na wynajęcie takiego lokalu. I choć nie przepadam za tego typu świętowaniem to i tak poczułem się totalnie gorszy, a to tylko parę zdjęć z FB. I tak samo jest z każdą podobną okazją jak choćby ten sylwester.
Ja co prawda obchodzę urodziny, ale ani 30-tki, ani 40-tki nie obchodziłam hucznie, a jedynie w kameralnym gronie najbliższych mi osób. Podobnie jak Muqin zupełnie nie mam parcia na wszelkie rocznice (w tym urodzin) i inne Sylwestry, wolę celebrować realne sukcesy. W kwestii okrągłych urodzin w lokalu uważam wręcz, że więcej z tym zamieszania i problemu niż osobistej przyjemności.
Myślę, że Ty sam nadajesz rangę tej dacie, skupiając się na niej bardziej niż warto.P.S.
Ze swoją dziewczyną (byłą dziewczyną?) masz jeszcze jakikolwiek kontakt?
Ja też urodzin jakoś hucznie nie obchodzę,nawet nie lubię
1 804 2026-03-31 23:57:31
Nie wiem Shini czy trolujesz, czy jesteś tak podatny na autosugestie bo zaczyna sprawadzać się to co mówiłam jakiś czas temu. Nie każda terapia pomaga.
Moim zdaniem Muqin i inne świrki podkręcają twoje złe wyobrażenie o terapii jako takiej. Na terapii przepracujesz to i tamto i życie samo się ułoży. Co moze mieć sens jeśli jesteś masz problemy które uniemożliwiają ci funkcjonowanie jako tako normalnie - narkotyki, alkohol, uzależnienia, liczne próby samoójcze, albo bycie psycholem z patologii co nie potrafi nawet dzień dobry powiedzieć- ale w twoim przypadku po prostu się nie aplikuje.
Nie przepracujesz czegoś i życie nie stanie się lżejsze. Wręcz przeciwnie. Życie będzie wymagać coraz więcej pracy, bez względu na to co będziesz robił z terapeutą.
Co więcej źle prowadzona terapia oddala cię od ułatwienia sobie zycia. Marnujesz swoje zasoby umysłowe na zgłębianie swoioch myśli i emocji, ale ich zrozumienie nie rozwiąże twoich problemów. Zamiast nabyć jakieś umiejętności- zrobić kurs opiekuna obozu, prawo jazdy na motor, nauczyć się języka obcego, cokolwiek co ma kontakt z rzeczywistością, albo nawet wyjść z kolega na piwo, nabywasz umiejętność autorefleksji. Przez co nie masz czasu na nabywanie umiejętności, które są dla ciebie potrzebne do normalnego funkcjonowania. Gdybyś tyle samo czasu co na rozmowy z terapeutą i gadanie na forum spędził na cokolwiek co ma jakąkolwiek wartość w prawdziwym życiu to byś już dawno wszystko ogarnął.
Nie, terapia magicznie niczego ci nie ułatwi. Wręcz wyrobi ci nawyk poświęcania coraz więcej czasu i uwagi na zgłębianie swoijego wnętrza, który ogólnie jest szkodliwy. Wiele terapeutów odwraca się od przepracowywania problemów, a nawet tworza nurty terapii które polegają w skrócie na zasadzie - im mniej myslisz tym lepiej, a cała terapia skupia się na coachingu jak masz zrobić żeby nie myśleć.
1 805 2026-04-01 00:01:14
Nie wiem Shini czy trolujesz, czy jesteś tak podatny na autosugestie bo zaczyna sprawadzać się to co mówiłam jakiś czas temu. Nie każda terapia pomaga.
Moim zdaniem Muqin i inne świrki podkręcają twoje złe wyobrażenie o terapii jako takiej. Na terapii przepracujesz to i tamto i życie samo się ułoży. Co moze mieć sens jeśli jesteś masz problemy które uniemożliwiają ci funkcjonowanie jako tako normalnie - narkotyki, alkohol, uzależnienia, liczne próby samoójcze, albo bycie psycholem z patologii co nie potrafi nawet dzień dobry powiedzieć- ale w twoim przypadku po prostu się nie aplikuje.
Nie przepracujesz czegoś i życie nie stanie się lżejsze. Wręcz przeciwnie. Życie będzie wymagać coraz więcej pracy, bez względu na to co będziesz robił z terapeutą.
Co więcej źle prowadzona terapia oddala cię od ułatwienia sobie zycia. Marnujesz swoje zasoby umysłowe na zgłębianie swoioch myśli i emocji, ale ich zrozumienie nie rozwiąże twoich problemów. Zamiast nabyć jakieś umiejętności- zrobić kurs opiekuna obozu, prawo jazdy na motor, nauczyć się języka obcego, cokolwiek co ma kontakt z rzeczywistością, albo nawet wyjść z kolega na piwo, nabywasz umiejętność autorefleksji. Przez co nie masz czasu na nabywanie umiejętności, które są dla ciebie potrzebne do normalnego funkcjonowania. Gdybyś tyle samo czasu co na rozmowy z terapeutą i gadanie na forum spędził na cokolwiek co ma jakąkolwiek wartość w prawdziwym życiu to byś już dawno wszystko ogarnął.
Nie, terapia magicznie niczego ci nie ułatwi. Wręcz wyrobi ci nawyk poświęcania coraz więcej czasu i uwagi na zgłębianie swoijego wnętrza, który ogólnie jest szkodliwy. Wiele terapeutów odwraca się od przepracowywania problemów, a nawet tworza nurty terapii które polegają w skrócie na zasadzie - im mniej myslisz tym lepiej, a cała terapia skupia się na coachingu jak masz zrobić żeby nie myśleć.
Zmieniłaś sobie nick Smutna Dziewczyna na nowy ?
1 806 2026-04-01 00:05:57 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-04-01 00:06:45)
Tak, chociaż to raczej dlatego, że zapomniałam hasła, a nie zależy mi na rebrandingu forumowym.
To co Shini opisujesz - nudzi ci się wracać do pustego domu- to po prostu wynik tego że dziadziejesz jako stary kawaler. To nie jest jakis złożony stan psychologiczny.
1 807 2026-04-01 14:19:19
Taka możliwość nie tylko istnieje ale w moim przypadku może być też jedyną dającą prawdziwy efekt. Dlatego widzę moją obecną sytuację jako bez wyjścia. Problemy, które aktualnie mam w dużej mierze powinny zostać rozwiązane przez tą wyprowadzkę ale jednocześnie ją uniemożliwiają. W sensie najpierw musiałbym rozwiązać problemy, które uniemożliwiają zrobienie czegoś co właśnie powinno je rozwiązać. To błędne koło.
Co do tekstu to faktycznie dam w sobie nie pomoże ale jak już pisałem i jak dodała Julka to na prawdę jest potrzebne. Przecież to nawet nie jest tak, że w ogóle nie wychodzę z domu i z nikim się nie spotykam, a mimo to brakuje mi takiego codziennego kontaktu z ludźmi z mojego pokolenia. Jak pójdę na jakieś wydarzenie typu targi fantastyki albo nawet na zwykłe spotkanie z kolegami to jest fajnie. A potem jak już stamtąd wracam to czuję się jak wrak bo za mało, za krótko, za szybko. Czuję mega niedosyt i czuję się wręcz żałośnie, że wracam do tej nudy i beznadziei. Forum jest chyba jedyną taką codzienną odskocznią od tego.Sukcesów nie ma w ogóle więc zostają tylko daty. Kilka dni temu wszedłem na chwilę na FB, pierwsze co zaczęło mi wyskakiwać to zdjęcia i relacje właśnie z urodzin znajomych jeszcze ze szkoły. Mimo iż nie widziałem tych ludzi ponad 10 lat to przez samo zobaczenie, że oni świętowali poczułem się jak totalny śmieć. To mi przypomniało jak bardzo jestem spóźniony z wieloma rzeczami. Oni na tych zdjęciach byli otoczeni znajomymi, z partnerami/partnerkami, niektórzy już ze swoimi rodzinami. Ładnie ubrani, na zorganizowanej imprezie w jakimś lokalu. A mnie pewnie nawet nie byłoby stać na wynajęcie takiego lokalu. I choć nie przepadam za tego typu świętowaniem to i tak poczułem się totalnie gorszy, a to tylko parę zdjęć z FB. I tak samo jest z każdą podobną okazją jak choćby ten sylwester.
Z tego, co piszesz mogłoby wynikać, że zatoczyłeś kółko i nadal tkwisz w błędnym kole, które na forum już dawniej opisywałeś nie widząc żadnego słabszego miejsca z którym ono mogłoby zostać przerwane? Dostrzegasz jakąś zmianę związaną z terapią czy jest dokładnie tak samo, jak było?
Co do zdjęć wrzucanych na FB to raczej ludzie nie wrzucają zdjęć ilustrujących ich kłopoty, problemy oraz trudności. O czym łatwo zapomnieć jak się takie zdjęcia ogląda.
1 808 2026-04-01 14:36:30
Nie każda terapia pomaga.
Ameryki tym nie odkryłaś. Wiadomo, że nie każda terapia pomoże, bo jej efekty w większej mierze zależne są od pacjenta, niż od terapeuty.
Moim zdaniem Muqin i inne świrki podkręcają twoje złe wyobrażenie o terapii jako takiej.
Thanks, girl <3
Na terapii przepracujesz to i tamto i życie samo się ułoży. Co moze mieć sens jeśli jesteś masz problemy które uniemożliwiają ci funkcjonowanie jako tako normalnie - narkotyki, alkohol, uzależnienia, liczne próby samoójcze, albo bycie psycholem z patologii co nie potrafi nawet dzień dobry powiedzieć- ale w twoim przypadku po prostu się nie aplikuje.
Jak ktoś jest narkomanem, albo alkoholikiem, to tym bardziej sama rozmowa mu nie pomoże. Dostrzeżenie problemu i zlokalizowanie jego źródła to dopiero pierwszy krok. Duży, ale absolutnie niewystarczający, by realnie odmienić swoje życie. Najważniejsza i najtrudniejsza zarazem jest praca nad sobą, by w przyszłości z problemami radzić sobie w zdrowy sposób, zamiast dążyć do samozagłady.
Nie przepracujesz czegoś i życie nie stanie się lżejsze. Wręcz przeciwnie. Życie będzie wymagać coraz więcej pracy, bez względu na to co będziesz robił z terapeutą.
Moim zdaniem przepracowanie przeszłości jest ważne i przynosi ulgę. Pod warunkiem, że efektem końcowym jest odpuszczenie, żeby tego wiecznie nie przeżywać na nowo.
Zamiast nabyć jakieś umiejętności- zrobić kurs opiekuna obozu, prawo jazdy na motor, nauczyć się języka obcego, cokolwiek co ma kontakt z rzeczywistością, albo nawet wyjść z kolega na piwo, nabywasz umiejętność autorefleksji. Przez co nie masz czasu na nabywanie umiejętności, które są dla ciebie potrzebne do normalnego funkcjonowania. Gdybyś tyle samo czasu co na rozmowy z terapeutą i gadanie na forum spędził na cokolwiek co ma jakąkolwiek wartość w prawdziwym życiu to byś już dawno wszystko ogarnął.
Bez przesady z tym czasem, terapia to jedna godzina tygodniowo. Jak się na forum nie siedzi dniami i nocami, to ono też nie jest przeszkodą w rozwoju. Shini ma znacznie większy problem z wyborem, w jakim kierunku chciałby się rozwijać, niż ze znalezieniem czasu na nabywanie konkretnej umiejętności.
1 809 2026-04-01 18:45:13
Zauważ jednak, że nawet jeśli wyprowadzisz się od rodziców, to po spotkaniu ze znajomymi też będziesz wracał do siebie i do codziennej rutyny. Dążę do tego, że przecież nie na tym polega Twój problem.
Ja co prawda obchodzę urodziny, ale ani 30-tki, ani 40-tki nie obchodziłam hucznie, a jedynie w kameralnym gronie najbliższych mi osób. Podobnie jak Muqin zupełnie nie mam parcia na wszelkie rocznice (w tym urodzin) i inne Sylwestry, wolę celebrować realne sukcesy. W kwestii okrągłych urodzin w lokalu uważam wręcz, że więcej z tym zamieszania i problemu niż osobistej przyjemności.
Myślę, że Ty sam nadajesz rangę tej dacie, skupiając się na niej bardziej niż warto.P.S.
Ze swoją dziewczyną (byłą dziewczyną?) masz jeszcze jakikolwiek kontakt?
Wiem i zastanawiam się jak ludzie sobie z tym radzą. Chodzi o to, że się "wyszaleli" i nie czują tego niedosytu? Czy może w domu mają równie dużo emocji i nawet nie odczuwają tej samotności, które dopada mnie po powrocie ze spotkania lub jakiegoś wydarzenia? Czy jeszcze coś innego?
Sam tego nie rozumiem ale w takie dni mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i myślą "co za przegryw", że nie imprezuje wtedy kiedy większość ludzi to robi. To jest kompletna głupota bo przecież ja nie jestem typem imprezowicza i wręcz nie przepadam za dużymi imprezami. Tak samo nie przepadam za byciem w centrum uwagi ale cały czas mam paskudne wrażenie, że powinienem choć nie mam pojęcia dlaczego.
Nie mam kontaktu i nie mam też możliwości zaktualizowania statusu związku. Jak to powiedziała terapeutka jestem w stanie totalnego zawieszenia i nie mogę z tym nic zrobić, dosłownie. Wszystkie towarzyszące związkowi formy bliskości zniknęły dla mnie szybciej niż się pojawiły. Stało się dokładnie to czego najbardziej się obawiałem czyli zdążyłem spróbować, zaczęło mi się podobać i nagle wszystko zniknęło. To też jest jeden z powodów pogorszenia się mojego stanu psychicznego. Wybacz ale wolałbym nic więcej nie pisać na temat powodów tej sytuacji.
Na resztę odpiszę później.
1 810 2026-04-01 20:01:16
Wiem i zastanawiam się jak ludzie sobie z tym radzą. Chodzi o to, że się "wyszaleli" i nie czują tego niedosytu? Czy może w domu mają równie dużo emocji i nawet nie odczuwają tej samotności, które dopada mnie po powrocie ze spotkania lub jakiegoś wydarzenia? Czy jeszcze coś innego?
Nie wiem jak inni, ale ja w domu właśnie staram się wyciszyć. Nie da się cały czas być na wysokich obrotach, zwłaszcza jeśli nie jest się, jak ja, żądnym ciągłych wrażeń introwertykiem. Gdzieś w końcu muszę naładować baterie, zwłaszcza że żyję dosyć szybko i intensywnie.
Sam tego nie rozumiem ale w takie dni mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i myślą "co za przegryw", że nie imprezuje wtedy kiedy większość ludzi to robi. To jest kompletna głupota bo przecież ja nie jestem typem imprezowicza i wręcz nie przepadam za dużymi imprezami. Tak samo nie przepadam za byciem w centrum uwagi ale cały czas mam paskudne wrażenie, że powinienem choć nie mam pojęcia dlaczego.
Warto nauczyć się podejścia: mogę, ale nie muszę, bo co z tego, że inni robią tak czy tak albo zachowują się tak czy tak - Ty nie jesteś "inni" i cokolwiek robisz, powinieneś robić w zgodzie z sobą. Pod warunkiem oczywiście, że nikogo przy okazji nie krzywdzisz.
Nie mam kontaktu i nie mam też możliwości zaktualizowania statusu związku. Jak to powiedziała terapeutka jestem w stanie totalnego zawieszenia i nie mogę z tym nic zrobić, dosłownie. Wszystkie towarzyszące związkowi formy bliskości zniknęły dla mnie szybciej niż się pojawiły. Stało się dokładnie to czego najbardziej się obawiałem czyli zdążyłem spróbować, zaczęło mi się podobać i nagle wszystko zniknęło. To też jest jeden z powodów pogorszenia się mojego stanu psychicznego. Wybacz ale wolałbym nic więcej nie pisać na temat powodów tej sytuacji.
Mimo wszystko dzięki za odpowiedź, bo przeszło mi przez myśl, że możesz w ogóle nie chcieć o tym nawet wspominać.
Dla mnie ta sytuacja jest co najmniej zastanawiająca. Przypuszczam, że coś się między Wami zadziało bardzo niedobrego, bo normalnie człowiek (podobno bliski) z dnia na dzień tak radykalnie się nie odcina.
Coś chyba poszło bardzo nie tak i obawiam się, że tu doszedł do głosu Twój brak umiejętności społecznych. Być może jej także.
Niemniej jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, to mogę to tylko uszanować.
1 811 2026-04-01 20:19:44 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-04-01 20:23:40)
WesołaDziewczyna007 napisał/a:Nie każda terapia pomaga.
Ameryki tym nie odkryłaś. Wiadomo, że nie każda terapia pomoże, bo jej efekty w większej mierze zależne są od pacjenta, niż od terapeuty.
.....
Bez przesady z tym czasem, terapia to jedna godzina tygodniowo. Jak się na forum nie siedzi dniami i nocami, to ono też nie jest przeszkodą w rozwoju. Shini ma znacznie większy problem z wyborem, w jakim kierunku chciałby się rozwijać, niż ze znalezieniem czasu na nabywanie konkretnej umiejętności.
Nie pisze tego na flow. Moja wypowiedz to mniej więcej parafraza stanowiska Adriana Wellsa-dość legitnego naukowca i praktyka, który sam zauważył, że ma pacjentów którzy latami chodzą na terpie, robią co im każą - jedni z mniejszym zaangażowaniem inni większym- ale ostatecznie efektów brak. I stwierdził miej więcej to co Jack - wystarczy mniej myśleć. A po każdej współczesnej formie terapii myśli się więcej.
Ale on tu jest codziennie od iluśtam lat. Przeczytał co mu kazała Muqin, był u jednego terapeuty, teraz od kilku miesięcy jest u drugiego. Tylko pomyśl ile można zrobić w takim czasie nawet gadając ze zwykłym doradcą zawodowym. Jego gównym celem od kilku lat było nauczenie sie funkcjonowac normalnie - nawiązywac satysfakcjonujące kontakty z ludzmi, w szczególności z kobietami, oraz wprowadzenie zmian w życiu zawodowym. Teraz okazuje się, że to już terapia dla terapii i możliwości obcowania z osobą terapeucką.
Co gorsza, on skończył WAT, więc wcześniej mógł nawet skusić się na jakieś tymczasowe zachaczenie się w wojsku gdyby była recesja, a teraz nawet nie ma takiej opcji. Ale tak, musi więcej pracować na terapii.
1 812 2026-04-01 21:12:47
Nic dokonaniom ni wiedzy pana Adriana Wellsa nie ujmując jest on miedzy innymi twórcą nowej wersji psychoterapii czyli psychoterapii metapoznawczej.
Jest to metoda jak najbardziej współczesna.
Kolejna odsłona od lat znanego sporu miedzy psychoanalitykami a pozawczo behawioralnymi, od zawsze poznawszy zarzucają analitykom, że dużo gadania i brak efektów i twierdzą, że ich (czyli poznawczych) terapie są najskuteczniejsze.
Smutna, weź daruj.
Pogadaj z Shinm jak człowiek z człowiekiem, tak dla odmiany. Dasz radę?
1 813 2026-04-01 22:33:29 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-04-01 22:41:30)
Mimo wszystko dzięki za odpowiedź, bo przeszło mi przez myśl, że możesz w ogóle nie chcieć o tym nawet wspominać.
Dla mnie ta sytuacja jest co najmniej zastanawiająca. Przypuszczam, że coś się między Wami zadziało bardzo niedobrego, bo normalnie człowiek (podobno bliski) z dnia na dzień tak radykalnie się nie odcina.
Coś chyba poszło bardzo nie tak i obawiam się, że tu doszedł do głosu Twój brak umiejętności społecznych. Być może jej także.
Niemniej jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, to mogę to tylko uszanować.
Jeszcze tylko krótkie wyjaśnienie. Między nami nie wydarzyło się kompletnie nic niepokojącego i nie chodziło o nasze umiejętności społeczne. To jest bardzo ciężka i nietypowa sytuacja. Dzięki, że nie drążysz bardziej. To jest jeden z tych tematów, o których nie rozmawia się więcej niż to konieczne do rozmowy o swoich problemach i stanie psychicznym.
1 814 2026-04-02 13:39:31 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-02 13:45:42)
Rodzice nigdy nie mieli żadnej fortuny,
A czyi rodzice zainwestowali równowartość samochodu w korepetycje? Kto jeździł na obozy? Kto chodził do różnych szkół walki? Ile za to wszystko zapłacili twoi rodzice?
a ja nigdy nie miałem pasji ani niczego innego wartego rozwijania.
Sporty walki, siłownia, bieganie, anime, manga. To + twoje wykształcenie i pokryliśmy 3 branże (z kilku-kilkunastu) o największym zysku i rozwoju w ciągu ostatnich dwóch dekad (vide Marvel i bicie rekordów kolejnymi ekranizacjami komiksów, a przecież nawet sieciówki mają linie ciuchów z postaciami z anime i mangi, cała branża fit- a tego tłumaczyć nie trzeba, no i security i nieustający nabór do służb wszelakich i nie tylko od ok 16 lat.)
Faktem jest, że znaczna część mojej sytuacji to robota rodziców.
Nie. To tylko i wyłącznie konsekwencje twoich decyzji. Nie twoich rodziców.
Ten ból najprawdopodobniej ma pochodzenie psychiczne.
Dzień dobry. ABC psychologii i psychiatrii. Gdybyś nie kłamał lekarzom i na terapiach oraz nie zaniedbywał leczenia, to jest to do diagnozy i opanowania w przysłowiowe 5 minut (podobnie jak twoje perturbacje jelitowe). Bo to tylko i wyłącznie konsekwencja uzależnienia od porno/masturbacji i ciągłego (celowego - bo sam to sobie robisz bez absolutnie żadnej przyczyny) nakręcania się.
Ja co prawda obchodzę urodziny, ale ani 30-tki, ani 40-tki nie obchodziłam hucznie, a jedynie w kameralnym gronie najbliższych mi osób. Podobnie jak Muqin zupełnie nie mam parcia na wszelkie rocznice (w tym urodzin) i inne Sylwestry, wolę celebrować realne sukcesy. W kwestii okrągłych urodzin w lokalu uważam wręcz, że więcej z tym zamieszania i problemu niż osobistej przyjemności.
Myślę, że Ty sam nadajesz rangę tej dacie, skupiając się na niej bardziej niż warto.
Amen. Większość osób nie obchodzi hucznie swoich urodzin, a traktuje to raczej jako okazję do spotkań w gronie najbliższych i tyle. Już pominę fakt, że jeszcze do niedawna w ogromnej części domów urodzin kompletnie nie obchodzono. Celebrowano imieniny. Nie urodziny.
Wiele terapeutów odwraca się od przepracowywania problemów, a nawet tworza nurty terapii które polegają w skrócie na zasadzie - im mniej myslisz tym lepiej, a cała terapia skupia się na coachingu jak masz zrobić żeby nie myśleć.
Na tym polega neuroplastyczność i utrwalanie wzorców. Już ze dwie dekady temu zaczęto rezygnować z tego podejścia np w sporcie. Bo robienie milionów przysiadów "aż się nauczysz techniki" się nie sprawdza. Bo tak się utrwala nieprawidłowe. Lepiej zrobić kilka powtórzeń perfekcyjnych (lub blisko) i zrobić przerwę. Potem kolejnych kilka i tak dalej. Aż wejdzie pamięć mięśniowa (adaptacja motoneronaula) Od gadania dla samego gadania w ciąż i wciąż o tym samym to się powoli odchodzi, bo to tylko i wyłącznie utrwalanie szkodliwych wzorców myślowych i emocjonalnych.
Tylko pomyśl ile można zrobić w takim czasie nawet gadając ze zwykłym doradcą zawodowym.
Doradcą zawodowym + zajęcia z umiejętności społecznych. Po dwóch latach już by zdążył zmienić robotę i się wyprowadzić. Zwłaszcza, ze nawet tutaj dostawał mnóstwo linków do prac BEZ DOŚWIADCZENIA, czy specjalistycznych kursów.
I właśnie - kończył WAT. A wszystkie służby mundurowe od ostatnich 16 lat (kiedy powstało NSR) prowadzą nieprzerwany nabór.
Jak ktoś jest narkomanem, albo alkoholikiem, to tym bardziej sama rozmowa mu nie pomoże. Dostrzeżenie problemu i zlokalizowanie jego źródła to dopiero pierwszy krok. Duży, ale absolutnie niewystarczający, by realnie odmienić swoje życie. Najważniejsza i najtrudniejsza zarazem jest praca nad sobą, by w przyszłości z problemami radzić sobie w zdrowy sposób, zamiast dążyć do samozagłady.
Stare i średnio aktualne, bo oparte na stereotypach, że "normalny i porządny człowiek nic nie bierze", co jest sumarycznie bujdą na resorach. Większość ludzi coś bierze bez konkretnego powodu. Nie ma kontynentu i nie ma kraju na świecie, w którym czegoś by nie opanowano, aby "porozmawiać z duchami". Już pominę fakt, że cały hi-tech jest opracowywany pod wpływem halucynogenów.
1 815 2026-04-02 14:01:38
Świadoma decyzja i wolny wybór - "napiszę w tym wątku po raz kolejny, zarzucę Shiniemu kłamstwo bo mogę oraz dla beki".
Tak Jack, właśnie znowu to zrobiłeś.
1 816 2026-04-02 17:02:46 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-04-02 17:08:15)
Mrs.Happiness napisał/a:Jak ktoś jest narkomanem, albo alkoholikiem, to tym bardziej sama rozmowa mu nie pomoże. Dostrzeżenie problemu i zlokalizowanie jego źródła to dopiero pierwszy krok. Duży, ale absolutnie niewystarczający, by realnie odmienić swoje życie. Najważniejsza i najtrudniejsza zarazem jest praca nad sobą, by w przyszłości z problemami radzić sobie w zdrowy sposób, zamiast dążyć do samozagłady.
Stare i średnio aktualne, bo oparte na stereotypach, że "normalny i porządny człowiek nic nie bierze", co jest sumarycznie bujdą na resorach. Większość ludzi coś bierze bez konkretnego powodu. Nie ma kontynentu i nie ma kraju na świecie, w którym czegoś by nie opanowano, aby "porozmawiać z duchami". Już pominę fakt, że cały hi-tech jest opracowywany pod wpływem halucynogenów.
Zalezy od substancji, ale przy uzależnieniu nie fizycznym terapia jest wyjątkowo prosta, bo najłatwiej monitorować postępy. Cel jest jasny i klarowny, nikt nie ma wątpliwości że to jest główny problem. Było ci źle w dzieciństwie? No fajnie, ale nie ma czasu na rozmowy o tym, bo przeciez możesz umrzeć od przdawkowania, więc o dzieciństwie pogadamy potem, a teraz skupiamy się na odstawianiu substancji. Shini by nie wyrobił jako heroinista od 10 lat gadający że chce z tym zerwać na forum, bo by jego życie już do tego czasu zrobiło sie zbyt nieznośne. Terapeuta, który mu nie umie pomóc po kilku miesiącach by poszedł do kosza bo cel terapii jest oczywisty - koniec z substancjami - więc łatwo zmierzyć czy są postępy. W przypadku rozmytych objawów terapia jest trudna bo trzeba się autodiagnozować, a autodiagnozowanie czasem utrwala to z czym terapia ma walczyć. Trudno też mierzyć postepy. Wręcz się mierzy antypostępy - źle się czujesz, no to super bo musi być gorzej zanim będzie lepiej. I nine da się powiedzieć czy terapaia działa czy nie działa. I można to ciągnąć miesiącami.
1 817 2026-04-02 22:15:27 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-04-02 22:50:59)
Nie wiem Shini czy trolujesz, czy jesteś tak podatny na autosugestie bo zaczyna sprawadzać się to co mówiłam jakiś czas temu. Nie każda terapia pomaga.
Moim zdaniem Muqin i inne świrki podkręcają twoje złe wyobrażenie o terapii jako takiej. Na terapii przepracujesz to i tamto i życie samo się ułoży. Co moze mieć sens jeśli jesteś masz problemy które uniemożliwiają ci funkcjonowanie jako tako normalnie - narkotyki, alkohol, uzależnienia, liczne próby samoójcze, albo bycie psycholem z patologii co nie potrafi nawet dzień dobry powiedzieć- ale w twoim przypadku po prostu się nie aplikuje.
Nie przepracujesz czegoś i życie nie stanie się lżejsze. Wręcz przeciwnie. Życie będzie wymagać coraz więcej pracy, bez względu na to co będziesz robił z terapeutą.
Co więcej źle prowadzona terapia oddala cię od ułatwienia sobie zycia. Marnujesz swoje zasoby umysłowe na zgłębianie swoioch myśli i emocji, ale ich zrozumienie nie rozwiąże twoich problemów. Zamiast nabyć jakieś umiejętności- zrobić kurs opiekuna obozu, prawo jazdy na motor, nauczyć się języka obcego, cokolwiek co ma kontakt z rzeczywistością, albo nawet wyjść z kolega na piwo, nabywasz umiejętność autorefleksji. Przez co nie masz czasu na nabywanie umiejętności, które są dla ciebie potrzebne do normalnego funkcjonowania. Gdybyś tyle samo czasu co na rozmowy z terapeutą i gadanie na forum spędził na cokolwiek co ma jakąkolwiek wartość w prawdziwym życiu to byś już dawno wszystko ogarnął.
Nie, terapia magicznie niczego ci nie ułatwi. Wręcz wyrobi ci nawyk poświęcania coraz więcej czasu i uwagi na zgłębianie swoijego wnętrza, który ogólnie jest szkodliwy. Wiele terapeutów odwraca się od przepracowywania problemów, a nawet tworza nurty terapii które polegają w skrócie na zasadzie - im mniej myslisz tym lepiej, a cała terapia skupia się na coachingu jak masz zrobić żeby nie myśleć.
Od samego początku nie było żadnej pewności, że terapia pomoże ale to jedyne co mi jeszcze zostało.
Oczywiście, że terapia sama w sobie nie sprawi, że wszystko się ułoży. Skąd wzięłaś całkowity brak uzależnień? Pisałem już nie raz, że mam spory problem z uzależnieniem od komputera, telefonu i ogólnie szybkiej dopaminy. Wiem, że może być trudno w to uwierzyć ale to uzależnienie utrudnia życie niewiele mniej niż alkohol czy narkotyki. Licznych prób samobójczych nie było ale kto wie co by było gdybym nie dostał nowych leków. W czym według ciebie miałoby mi pomóc prawo jazdy na motor? Obojętnie jakie kursy czy uprawnienia bym zrobił nawet bym z nich nie skorzystał z tego samego powodu, z którego nie mogę skorzystać ze studiów o ile to w ogóle możliwe. Dlatego najpierw chce zmienić pracę, a potem robić kursy, konkretnie pod to. Spotkania z kolegami są możliwe tylko jeśli oni mają czas co zdarza się rzadko ale ostatnio coraz częściej. Pójście na piwo jest wręcz niewykonalne bo zawsze muszę jechać samochodem ale za to robimy inne rzeczy, na przykład gramy w planszówkę.
To co Shini opisujesz - nudzi ci się wracać do pustego domu- to po prostu wynik tego że dziadziejesz jako stary kawaler. To nie jest jakis złożony stan psychologiczny.
Nie chodzi o to, że dom jest pusty bo przecież nie jest. Chodzi o to, że nie mam w pobliżu nikogo w podobnym wieku. Nikogo z kim mógłbym pogadać na jakikolwiek z moich tematów, o jakichś formach kontaktów fizycznych nie wspominając. To samo w sobie faktycznie nie jest złożonym stanem psychologicznym ale już efekty takiego stanu rzeczy mogą się nim stać.
Nie pisze tego na flow. Moja wypowiedz to mniej więcej parafraza stanowiska Adriana Wellsa-dość legitnego naukowca i praktyka, który sam zauważył, że ma pacjentów którzy latami chodzą na terpie, robią co im każą - jedni z mniejszym zaangażowaniem inni większym- ale ostatecznie efektów brak. I stwierdził miej więcej to co Jack - wystarczy mniej myśleć. A po każdej współczesnej formie terapii myśli się więcej.
Ale on tu jest codziennie od iluśtam lat. Przeczytał co mu kazała Muqin, był u jednego terapeuty, teraz od kilku miesięcy jest u drugiego. Tylko pomyśl ile można zrobić w takim czasie nawet gadając ze zwykłym doradcą zawodowym. Jego gównym celem od kilku lat było nauczenie sie funkcjonowac normalnie - nawiązywac satysfakcjonujące kontakty z ludzmi, w szczególności z kobietami, oraz wprowadzenie zmian w życiu zawodowym. Teraz okazuje się, że to już terapia dla terapii i możliwości obcowania z osobą terapeucką.
Co gorsza, on skończył WAT, więc wcześniej mógł nawet skusić się na jakieś tymczasowe zachaczenie się w wojsku gdyby była recesja, a teraz nawet nie ma takiej opcji. Ale tak, musi więcej pracować na terapii.
Jeśli według ciebie terapia nie działa to co innego jeszcze mógłbym zrobić? Da się zrobić cokolwiek żeby mniej myśleć? Pytam serio bo dałbym na prawdę wiele za to żeby mniej myśleć. Niemal bez przerwy o czymś myślę o analizuję. Tak było jeszcze przed terapią.
Nie potrafię funkcjonować normalnie i to też było jeszcze przed terapią. Do tej pory w tym nie pomogła, a ty chcesz powiedzieć, że jeszcze w tym przeszkadza? Skąd zarówno ty jak i Jack wzięliście ten WAT? Nigdy nic takiego nie pisałem. Gdybym mógł dostać się na WAT i skończyć te studia to tej rozmowy pewnie by nie było. Po studiach na WAT raczej nikt nie ma problemu ze znalezieniem dobrej pracy.
Zalezy od substancji, ale przy uzależnieniu nie fizycznym terapia jest wyjątkowo prosta, bo najłatwiej monitorować postępy. Cel jest jasny i klarowny, nikt nie ma wątpliwości że to jest główny problem. Było ci źle w dzieciństwie? No fajnie, ale nie ma czasu na rozmowy o tym, bo przeciez możesz umrzeć od przdawkowania, więc o dzieciństwie pogadamy potem, a teraz skupiamy się na odstawianiu substancji. Shini by nie wyrobił jako heroinista od 10 lat gadający że chce z tym zerwać na forum, bo by jego życie już do tego czasu zrobiło sie zbyt nieznośne. Terapeuta, który mu nie umie pomóc po kilku miesiącach by poszedł do kosza bo cel terapii jest oczywisty - koniec z substancjami - więc łatwo zmierzyć czy są postępy. W przypadku rozmytych objawów terapia jest trudna bo trzeba się autodiagnozować, a autodiagnozowanie czasem utrwala to z czym terapia ma walczyć. Trudno też mierzyć postepy. Wręcz się mierzy antypostępy - źle się czujesz, no to super bo musi być gorzej zanim będzie lepiej. I nine da się powiedzieć czy terapaia działa czy nie działa. I można to ciągnąć miesiącami.
Skąd pomysł, że przy uzależnieniu niefizycznym jest łatwiej? Uzależnienia behawioralne może nie powodują takich szkód zdrowotnych ale są równie trudne lub nawet trudniejsze do wyleczenia. W tym przypadku nie da się odstawić substancji, nie da się zrobić detoksu od całej technologii bo bez niej nie da się funkcjonować w dzisiejszych czasach. Terapeutka nie może pójść do kosza bo jest na NFZ, czekałem na nią ponad dwa lata. Poza tym moim zdaniem ta terapia działa, bardzo wolno ale działa. Ta terapeutka to jedna z najlepszych osób jakie w życiu spotkałam. To pierwsza osoba, która podeszła do mojej sytuacji poważnie i rzetelnie. Czuję, że ona może być w stanie mi pomóc i wolę wierzyć temu przeczuciu niż nie robić zupełnie nic w kwestii poprawy mojej sytuacji.
1 818 2026-04-02 22:45:47
Z tego, co piszesz mogłoby wynikać, że zatoczyłeś kółko i nadal tkwisz w błędnym kole, które na forum już dawniej opisywałeś nie widząc żadnego słabszego miejsca z którym ono mogłoby zostać przerwane? Dostrzegasz jakąś zmianę związaną z terapią czy jest dokładnie tak samo, jak było?
Co do zdjęć wrzucanych na FB to raczej ludzie nie wrzucają zdjęć ilustrujących ich kłopoty, problemy oraz trudności. O czym łatwo zapomnieć jak się takie zdjęcia ogląda.
Dokładnie tak, nadal tkwię w tym samym błędnym kole. W sferze psychicznej cały czas coś się dzieje, w fizycznej niestety wciąż nie. Odkąd zacząłem tą terapię była jedna duża zmiana. Udało mi wejść w związek i mimo jego aktualnej sytuacji faktem jest, że udało mi się dokonać jednej rzeczy, którą wcześniej uważałem za wręcz niemożliwą. No właśnie zbyt łatwo o tym zapomnieć.
Jak ktoś jest narkomanem, albo alkoholikiem, to tym bardziej sama rozmowa mu nie pomoże. Dostrzeżenie problemu i zlokalizowanie jego źródła to dopiero pierwszy krok. Duży, ale absolutnie niewystarczający, by realnie odmienić swoje życie. Najważniejsza i najtrudniejsza zarazem jest praca nad sobą, by w przyszłości z problemami radzić sobie w zdrowy sposób, zamiast dążyć do samozagłady.
Moim zdaniem przepracowanie przeszłości jest ważne i przynosi ulgę. Pod warunkiem, że efektem końcowym jest odpuszczenie, żeby tego wiecznie nie przeżywać na nowo.
Bez przesady z tym czasem, terapia to jedna godzina tygodniowo. Jak się na forum nie siedzi dniami i nocami, to ono też nie jest przeszkodą w rozwoju. Shini ma znacznie większy problem z wyborem, w jakim kierunku chciałby się rozwijać, niż ze znalezieniem czasu na nabywanie konkretnej umiejętności.
Dokładnie tak, to jest pierwszy krok, który może trwać na prawdę długo. Pracy nad sobą też trzeba się dopiero nauczyć i przełamać do wykonania w niej pierwszego kroku. Dla mnie prawdziwa praca zacznie się dopiero jak zmienię tą pracę i wyprowadzę się od rodziców.
Osiągnięcie tego odpuszczenia to już byłby mega sukces.
Ja jeszcze czuję niedosyt, chciałbym więcej niż jedną godzinę tygodniowo. Co do problemu z wyborem to nawet nie do końca tak. Żeby mówić o wyborze trzeba najpierw mieć jakieś konkretne opcje, a ja nawet ich nie mam.
Nie wiem jak inni, ale ja w domu właśnie staram się wyciszyć. Nie da się cały czas być na wysokich obrotach, zwłaszcza jeśli nie jest się, jak ja, żądnym ciągłych wrażeń introwertykiem. Gdzieś w końcu muszę naładować baterie, zwłaszcza że żyję dosyć szybko i intensywnie.
Warto nauczyć się podejścia: mogę, ale nie muszę, bo co z tego, że inni robią tak czy tak albo zachowują się tak czy tak - Ty nie jesteś "inni" i cokolwiek robisz, powinieneś robić w zgodzie z sobą. Pod warunkiem oczywiście, że nikogo przy okazji nie krzywdzisz.
Niestety da się ale z czasem coraz mniej czego jestem chyba najlepszym przykładem. Ja prawie w ogóle nie ładuje baterii, na pewno nigdy na full. Jedynie tylko podładowuję do poziomu niezbędnego do życia minimum. Nie mam żadnego miejsca ani warunków umożliwiających wyciszenie, wyłączenie myślenia choć na chwilę czy tym bardziej uwolnienie się od nieustającego napływu bodźców.
Obawiam się, że na chwilę obecną nie da rady robić czegoś w zgodzie ze sobą bo nawet nie mam siebie. Terapeutka powiedziała, że mimo mojego wieku jestem na etapie nastolatka. Zależny i pod mocnym wpływem rodziców. Nie jestem w stanie wykształcić własnej osobowości, określić własnych potrzeb ani nawet decydować o własnym życiu. Płynę z prądem wyznaczonym przez rodziców i całe otoczenie. Nie jestem jak inni ani jak "ja", w pewnym sensie w ogóle nie "jestem".
1 819 2026-04-02 22:52:39
Muqin napisał/a:Z tego, co piszesz mogłoby wynikać, że zatoczyłeś kółko i nadal tkwisz w błędnym kole, które na forum już dawniej opisywałeś nie widząc żadnego słabszego miejsca z którym ono mogłoby zostać przerwane? Dostrzegasz jakąś zmianę związaną z terapią czy jest dokładnie tak samo, jak było?
Co do zdjęć wrzucanych na FB to raczej ludzie nie wrzucają zdjęć ilustrujących ich kłopoty, problemy oraz trudności. O czym łatwo zapomnieć jak się takie zdjęcia ogląda.Dokładnie tak, nadal tkwię w tym samym błędnym kole. W sferze psychicznej cały czas coś się dzieje, w fizycznej niestety wciąż nie. Odkąd zacząłem tą terapię była jedna duża zmiana. Udało mi wejść w związek i mimo jego aktualnej sytuacji faktem jest, że udało mi się dokonać jednej rzeczy, którą wcześniej uważałem za wręcz niemożliwą. No właśnie zbyt łatwo o tym zapomnieć.
Mrs.Happiness napisał/a:Jak ktoś jest narkomanem, albo alkoholikiem, to tym bardziej sama rozmowa mu nie pomoże. Dostrzeżenie problemu i zlokalizowanie jego źródła to dopiero pierwszy krok. Duży, ale absolutnie niewystarczający, by realnie odmienić swoje życie. Najważniejsza i najtrudniejsza zarazem jest praca nad sobą, by w przyszłości z problemami radzić sobie w zdrowy sposób, zamiast dążyć do samozagłady.
Moim zdaniem przepracowanie przeszłości jest ważne i przynosi ulgę. Pod warunkiem, że efektem końcowym jest odpuszczenie, żeby tego wiecznie nie przeżywać na nowo.
Bez przesady z tym czasem, terapia to jedna godzina tygodniowo. Jak się na forum nie siedzi dniami i nocami, to ono też nie jest przeszkodą w rozwoju. Shini ma znacznie większy problem z wyborem, w jakim kierunku chciałby się rozwijać, niż ze znalezieniem czasu na nabywanie konkretnej umiejętności.
Dokładnie tak, to jest pierwszy krok, który może trwać na prawdę długo. Pracy nad sobą też trzeba się dopiero nauczyć i przełamać do wykonania w niej pierwszego kroku. Dla mnie prawdziwa praca zacznie się dopiero jak zmienię tą pracę i wyprowadzę się od rodziców.
Osiągnięcie tego odpuszczenia to już byłby mega sukces.
Ja jeszcze czuję niedosyt, chciałbym więcej niż jedną godzinę tygodniowo. Co do problemu z wyborem to nawet nie do końca tak. Żeby mówić o wyborze trzeba najpierw mieć jakieś konkretne opcje, a ja nawet ich nie mam.
Priscilla napisał/a:Nie wiem jak inni, ale ja w domu właśnie staram się wyciszyć. Nie da się cały czas być na wysokich obrotach, zwłaszcza jeśli nie jest się, jak ja, żądnym ciągłych wrażeń introwertykiem. Gdzieś w końcu muszę naładować baterie, zwłaszcza że żyję dosyć szybko i intensywnie.
Warto nauczyć się podejścia: mogę, ale nie muszę, bo co z tego, że inni robią tak czy tak albo zachowują się tak czy tak - Ty nie jesteś "inni" i cokolwiek robisz, powinieneś robić w zgodzie z sobą. Pod warunkiem oczywiście, że nikogo przy okazji nie krzywdzisz.
Niestety da się ale z czasem coraz mniej czego jestem chyba najlepszym przykładem. Ja prawie w ogóle nie ładuje baterii, na pewno nigdy na full. Jedynie tylko podładowuję do poziomu niezbędnego do życia minimum. Nie mam żadnego miejsca ani warunków umożliwiających wyciszenie, wyłączenie myślenia choć na chwilę czy tym bardziej uwolnienie się od nieustającego napływu bodźców.
Obawiam się, że na chwilę obecną nie da rady robić czegoś w zgodzie ze sobą bo nawet nie mam siebie. Terapeutka powiedziała, że mimo mojego wieku jestem na etapie nastolatka. Zależny i pod mocnym wpływem rodziców. Nie jestem w stanie wykształcić własnej osobowości, określić własnych potrzeb ani nawet decydować o własnym życiu. Płynę z prądem wyznaczonym przez rodziców i całe otoczenie. Nie jestem jak inni ani jak "ja", w pewnym sensie w ogóle nie "jestem".
I co terapeutka Tobie zaproponowała w związku z tym oprócz oczywiście brania tabletek? Dostałeś jakieś konkretne porady jak sobie z tym poradzić?
1 820 2026-04-02 23:01:38
Shini. Pracuje z Ukraińcami. Uciekli przed wojną. Nie maja nikogo z rodziny na miejscu. Niektórzy ledwo cos w naszym języku powiedzą. Każdy jest na swoim. Czasem sami cos wynajmuja czasem we dwójkę. Daleko od stolicy. Nie głodują. Niektórzy mocno starają sie ustabilizować. Walka o status rezydenta. Cel który wszyscy mamy z tytulu urodzenia w Poslce. Niektórzy w swojej specjalizacji poszli tak do przodu ze nie chce z nikim innym pracować i zarabiają więcej niz Polacy. Da sie. Potrzebujesz wyjść z domu.
Córka się wyprowadziła. Wielkie dziecko. Miałem obawy. Parę miesięcy na swoim i poukładana dorosła kobieta jest. Musisz skoczyć na głęboka wode