netkobietyWszystkie działy
Stres, lęk, nerwica, depresja

Co to znaczy żyć?

3 085 odpowiedzi145 006 wyświetleńzałożony przez Shinigami, 10.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

Jeśli przeżywasz kryzys, porozmawiaj z kimś od razu: Telefon zaufania dla dorosłych 116 123, w nagłym zagrożeniu 112. Wypowiedzi na forum nie zastępują pomocy specjalisty.


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 … 24 25 26 27 28 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 626 do 1 690 z 3 086 ]

1 626

Odp: Co to znaczy żyć?

Nie tylko ja ciebie tak odbieram, a zdania takie jak to właśnie na to wskazują:

Gdybym miał się kierować tylko wyglądem to nigdy nie znalazłbym dziewczyny bo wątpię by taka idealna w ogóle istniała.


Równie dobrze mógłbyś napisać coś w stylu "może i brzydka, ale jaką mam, taką pcham". Taki to ma wydźwięk.


A kisnę co do terapii, bo wątpię, abyś na nią chodził. Powtarzasz słowa "terapeutki", które dziwnym trafem brzmią dokładnie jak to, co ci tu wszyscy po kolei pisali już wcześniej.

1 627

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Nie tylko ja ciebie tak odbieram, a zdania takie jak to właśnie na to wskazują:

Gdybym miał się kierować tylko wyglądem to nigdy nie znalazłbym dziewczyny bo wątpię by taka idealna w ogóle istniała.

Równie dobrze mógłbyś napisać coś w stylu "może i brzydka, ale jaką mam, taką pcham". Taki to ma wydźwięk.

A kisnę co do terapii, bo wątpię, abyś na nią chodził. Powtarzasz słowa "terapeutki", które dziwnym trafem brzmią dokładnie jak to, co ci tu wszyscy po kolei pisali już wcześniej.

Nie ma czegoś takiego jak idealny wygląd, nie w prawdziwym świecie. W filmach, grach czy anime tak ale jest z tym jeden problem. Takie dziewczyny nie istnieją, więc trzeba wrócić do rzeczywistości i zaakceptować fakt, że w niej nic nie jest idealne. Moja dziewczyna jest najlepszym co mnie spotkało w tej gównianej rzeczywistości. Pierwszy raz w życiu czuję, że na prawdę zaczynam się zmieniać.

Nie dziwnym trafem tylko dokładnie tak jest. Spora część tego co już powiedziała i wciąż mi mówi terapeutka jest dokładnie tym co wiele osób mi tu pisało. Nawet ty miałeś sporo racji ale wiesz jaka jest różnica kiedy ty coś piszesz i kiedy robi to terapeutka? Ona jest prawdziwą terapeutką z uprawnieniami do prowadzenia terapii, dodatkowo ją znam więc jej wierzę. Ciebie nie znam, nie wiem kim na prawdę jesteś i czy choć jedno twoje słowo jest prawdziwe. Na dodatek z nią da się normalnie rozmawiać, ona nie ma obsesji na punkcie racji i udowadniania swojego zdania. Ona potrafi powiedzieć to wszystko bez mieszania z błotem i patrz w jakiś dziwny sposób to działa. A skąd wiem, że działa? Bo po każdym spotkaniu czuje się jakbym przebiegł maraton.

1 628 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-10-17 21:54:28)

Odp: Co to znaczy żyć?

A do Jacka to i tak nie dotrze, Shini smile
Ale przy okazji to fajnie się Ciebie ostatnio czyta, serio. I, jak widać, z tą poprzednią terapią przyczyna niepowodzenia jednak nie po Twojej stronie była, choć oczywiście Jack inaczej uważa.

1 629 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-18 10:16:54)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Nie ma czegoś takiego jak idealny wygląd, nie w prawdziwym świecie. W filmach, grach czy anime tak ale jest z tym jeden problem. Takie dziewczyny nie istnieją, więc trzeba wrócić do rzeczywistości i zaakceptować fakt, że w niej nic nie jest idealne. Moja dziewczyna jest najlepszym co mnie spotkało w tej gównianej rzeczywistości. Pierwszy raz w życiu czuję, że na prawdę zaczynam się zmieniać.


Nawet Priscilla ci już napisała, że zaczyna jej być tej twojej dziewczyny zwyczajnie żal. A skoro kilka osób ci piszę praktycznie dokładnie to samo to przyjmij do wiadomości, że tak właśnie brzmisz jak się o tej swojej dziewczynie wypowiadasz: "może i brzydka, ale za to moja".


Nie dziwnym trafem tylko dokładnie tak jest. Spora część tego co już powiedziała i wciąż mi mówi terapeutka jest dokładnie tym co wiele osób mi tu pisało


Więc albo poznaliśmy cię tu lepiej niż ci się wydaje, bo jednak trafnie cię oceniliśmy, albo ta twoja terapeutka jest o kant dupy skoro potrzebuje iluś tam miesięcy względem tego, co ludzie na necie po kilku twoich postach byli w stanie ci trafnie napisać. Takie hasła z twojej strony powoli każą mi przypuszczać, że jednak nie masz dziewczyny i nie jesteś na żadnej terapii.


Muqin niby co ma do mnie dotrzeć? Przecież Shini tu klepie kropka w kropkę to, co mu ludzie wcześniej wytykali, a na co ty byłaś obruszona, że skąd my to wiemy? A jednak....jak widać wiemy, bo ta terapeutka mówi mu to samo. Jedyna różnica polega na tym, że do słowa pisanego oboje dorabiacie sobie emocje, których de facto tam nie ma.

1 630 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-10-18 14:48:39)

Odp: Co to znaczy żyć?

To, co i tak wiem, że do ciebie, Jacuś,  nie dotrze, zatem nie poświęcę czasu na walenie głową w mur, bo to głupie zajecie.
A jako że zwyczajowo rozbijam gówno na atomy doprecyzuję - być może gdybym się bardzo, bardzo wysiliła, po jakimś czasie by dotarło. Ale mi się nie chce... smile

1 631

Odp: Co to znaczy żyć?

Skoro cała terapia Shiniego, a przynajmniej znaczna jej część polega na tym, że terapeutka powtarza mu to samo, co już przeczytał na tym forum, to z czym ty się chcesz Muqin kłócić?

Przecież takiej terapii nie da się traktować poważnie.

1 632

Odp: Co to znaczy żyć?

Ależ ja się wcale nie chcę kłócić, Jack.  Ani do niczego cie przekonywać, ani próbować ci czegoś wyjaśniać w tej sprawie. Do podejmowania jakichkolwiek tego typu działań zdołałeś mnie skutecznie zniechęcić, jak pisałam, walenie głową w mur mnie nie bawi, a orki na ugorze podejmować nie zamierzam. Nie łapiesz , o co biega z psychoterapią no to nie łapiesz, z tym da się żyć, żyłeś ileś lat i zapewne tak pozostanie. smile

1 633

Odp: Co to znaczy żyć?

Nie, nie łapię o co biega z psychoterapią, która polega na powtarzaniu ogólników i oczywistości, przed którymi i Shini się bronił i ty. A już tym bardziej nie rozumiem konieczności wielu miesięcy pracy, aby ostatecznie dojść do takich samych wniosków, jakie anony z netu wyciągały na podstawie jednego-dwóch postów Shiniego.

To się kupy nie trzyma. Bo albo wychodzi na to, że jednak mamy rację - czego nie możesz przyjąć - albo Shini kolejny raz kłamie. Bo jak widać jego terapeutka powiedziała wprost, że jest w zbyt wygodnej sytuacji życiowej. A to przeczy posiadaniu jakichkolwiek większych problemów poza byciem zwyczajnym malkontentem i leniem.

1 634 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-10-18 17:31:51)

Odp: Co to znaczy żyć?

.

1 635

Odp: Co to znaczy żyć?

Byłabym bardzo zdziwiona, gdyby było inaczej.  To, że ci się nie trzyma kupy jest logiczną konsekwencją  braku wystarczającej wiedzy na temat psychoterapii. smile

1 636

Odp: Co to znaczy żyć?

LOOOOL

Nie no oczywiście.

To ma ogromny sens - powtarzanie banałów przez X miesięcy, aby tylko wyciągnąć kasę i nie powiedzieć nic ponad to, co każdy anon w necie  jest w stanie zrobić na podstawie kilku zdań.

Poważna ta terapia.

Tyle, że nie istniejąca podobnie do partnerki Shiniego.

1 637

Odp: Co to znaczy żyć?

Zdecydowanie wolę cię czytać w wątkach, w których masz coś z sensem do powiedzenia. smile

1 638

Odp: Co to znaczy żyć?

Bo tu nie masz absolutnie żadnych argumentów, bo sam Shini cię ich pozbawił pisząc o swojej "terapii".

1 639

Odp: Co to znaczy żyć?

Dla mnie jeśli chodzi o  psychoterapię nie jesteś partnerem do dyskusji. Podobnie jak ja dla ciebie w sprawach, na których ty się znasz lepiej ode mnie. Różnica taka, że ja się nie mądrzę i nie ciskam, jak pojęcia o temacie  nie mam albo mam słabiuśkie. Pa, Jacuś smile

1 640

Odp: Co to znaczy żyć?

A jednak to robisz. Tym czasem terapeutka Shiniego stwierdziła mu dokładnie to samo, co my tu wszyscy mu pisaliśmy - kompletnie wbrew temu co zawzięcie twierdziłaś. I jak babka faktycznie chce mu pomóc, a nie wydoić go z kasy (na co się zanosi) to stanie przed tym samym dylematem co po poprzedniej terapii - gadać można w nieskończoność, a tu przede wszystkim chodzi o to, że trzeba zacząć robić.

Ile można godzin wytopić, aby leń zrobił i wysłał CV i zaliczył jakieś rozmowy?

1 641

Odp: Co to znaczy żyć?

Pa, Jacuś! smile

1 642

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Ile można godzin wytopić, aby leń zrobił i wysłał CV i zaliczył jakieś rozmowy?

Ile będzie trzeba, a jeśli nie godzin to dni, tygodni czy miesięcy, to bez znaczenia. Liczy się ostateczny efekt.

Jakim cudem komuś tak nieomylnemu jak ty umknęła najważniejsza informacja dotycząca mojej terapii? To jest na NFZ, nie wydałem na tą terapię ani grosza.

1 643

Odp: Co to znaczy żyć?

Ile będzie trzeba, a jeśli nie godzin to dni, tygodni czy miesięcy, to bez znaczenia. Liczy się ostateczny efekt.

Efekt jest zerowy. Mijają kolejne miesiące, a nie dzieje się nic ponad to, co ci pisaliśmy już na samym początku. Prawda jest taka, że tak jak nie zrobiłeś tego do tej pory, tak nie zrobisz tego w ogóle. I w końcu staniesz przed tym samym co w poprzedniej terapii - czyli koniecznością działania. Najlepszym dowódem na to, że nie działa to jest to, że się umościłeś w dupie i zamiast czuć na sobie presję, to znalazłeś wymówkę: no przecież jesteś w terapii....więc nawet jak zajmie to lata, to gdzieś tam w końcu może coś zrobisz.


To jest na NFZ, nie wydałem na tą terapię ani grosza.

Chociaż tyle.

1 644

Odp: Co to znaczy żyć?

No, no, no..

Trochę mnie tu nie było, ale widzę, że u Ciebie Shini zaszły drobne zmiany smile
Gratuluję! Fajnie, że zrobiłeś krok do przodu i zasmakowałeś czegoś nowego. Podążaj śmiało dalej! smile

1 645

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Muqin, bardzo chętnie dałbym z tym na luz ale nie bardzo da radę. Porównywanie się jest tak mocno wbite do głowy, że na tą chwilę nie widzę możliwości by tego nie robić. Może dalszą terapia coś na to zaradzi.

Obawiałem się, że to napiszesz. Wolałbym nie mieszać w to nikogo innego ale tak jak piszesz to może okazać się konieczne.

Czystym może i nie ale to jest główny cel życia każdego zwierzęcia. Chodzi tu bardziej o to, że dla zwierząt żyjących wolno są tylko dwie opcje, przetrwać albo zginąć. Ludzie mają ich znaczenie więcej co poza oczywistymi korzyściami powoduje też problemy nieznane dla zwierząt.

Żeby mieć coś do opowiedzenia to jak najbardziej warto jak najwięcej zobaczyć. Uciechy jeszcze nigdy z tego nie miałem ale może po prostu nigdy nie widziałem nic co by mnie wystarczająco ucieszyło. Z samymi interakcjami międzyludzkimi jest podobnie. Nigdy nie rozumiałem co jest w nich takiego super ale zawsze wiedziałem, że powinno się mieć ich jak najwięcej i być w nich jak najlepszym, bo tego wymaga społeczeństwo. Dziś ten temat był ostro poruszany na terapii.

Nie wiem czemu wyskoczył, byłem tam nie raz i nic nadzwyczajnego nie widziałem poza tą architekturą. To znaczy jedynie tyle, że będę musiał się bardziej zagłębić w temat. Żyrardów i Łódź łączy fakt, że w obu miastach były zakłady włókiennicze. Czyżby właśnie z tym było związane wydarzenie, o którym piszesz? Będę szukał dalej.

Co do muzeów to zawsze chciałem pójść do tego z dinozaurami. Wybacz, nie pamiętam nazwy. Pamiętam jeszcze, że kiedyś w Warszawie organizowali wystawę ludzkich organów. Coś takiego też zawsze chciałem zobaczyć.

Bagiennik, teraz to aż mnie zaciekawiłeś co to za zawód. Wierz mi, że nie musisz mi tłumaczyć zwierzęcych zwyczajów stadnych. Obejrzałem mnóstwo filmów przyrodniczych. Wiem, że wilki czy szympansy znacząco się różnią od planktonu. W pełni się zgadzam, że od zwierząt można się na prawdę wiele nauczyć jednak wciąż niewiele ma to wspólnego z ludzkimi problemami natury psychicznej w XXI wieku. Zwierzęta, które z jakiegoś powodu nie wpasowują się w swoje społeczeństwo umierają. Ludzie nie bo współczesna nauka i technologia to umożliwiają. Gdybyśmy się przenieśli kilkaset lat wstecz jednostki takie jak ja umierały by przed osiągnięciem dorosłości. Zresztą nawet nie trzeba kilkuset lat, wystarczyłyby czasy sprzed wynalezienie antybiotyków i nie dożył bym nawet połowy obecnego wieku.

Co do chodzenia po lesie nie bardzo mogę się wypowiedzieć bo jeszcze tego nie próbowałem. To znaczy nie samemu i nie ogarniając wszystko samemu. Dlatego pisałem, że to by wymagało przygotowania. Nie mam w tym doświadczenia i wszystko musiałbym robić na oko, nie wiadomo czy w lesie byłby zasięg by mieć internet. To też nawet nie jest tak, że jakoś szczególnie tego chcę czy żeby mnie to bardzo ciekawiło. Bardziej widzę w tym możliwość odbodźcowania się.

Wiem i dlatego zawsze mówiłem, że jeśli ktoś zdoła opracować jakiś sposób na tymczasowe lub nawet trwałe wyłączenie emocji będzie jedno z największych osiągnięć w historii ludzkości. Co do tego przekonania o mieszaniu z błotem i traktowania jak śmiecia przynajmniej już wiem skąd mi się to bierze. Ja wciąż widzę to tak, że wszyscy mogą te błędy popełniać tylko ja nie. Przerabiam to na terapii od samego jej początku i dziś był kolejny raz. Zaczynam się wręcz kłócić z terapeutką. Wracając do tematu po prostu nie widzę tego by ktokolwiek, a zwłaszcza rodzice dali mi możliwość do próbowania, popełniania błędów i uczenia się na nich.

Ja myślę, że ta niechęć do osób opanowanych wynika z czegoś innego. Ze strachu przed skutecznością takich osób. Im mniej człowiek kieruje się emocjami tym bardziej jest skuteczny, tym mniej się waha czy obawia własnego niepowodzenia. We wszystkich scenariuszach gdzie maszyny pokonują ludzi robią to nie dzięki zaawansowanym możliwościom obliczeniowym czy bazie danych zawierajacej całą wiedzę ludzkości. Maszyny wygrywają bo nigdy się nie wahają, nigdy nie rezygnują, nie boją się ani nie mają depresji, po prostu działają z niezrównaną skutecznością. Im bardziej człowieka przypomina taką maszynę tym większą niechęć wzbudza bo kojarzy się z kimś kto się nie zawaha. Przynajmniej ja tak to widzę. Dziś na terapii sporo rozmawialiśmy o relacjach międzyludzkich i o tym, że ja mam to nieźle wypaczone więc możliwe, że powyższe spojrzenie też mam błędne. Mimo wszystko wolałbym w ogóle ich nie mieć i być całkowicie bezuczuciową maszyną ale mieć realny wpływ na swoje życie niż żeby tak bardzo mnie blokowały.

Co do zimowych wycieczek mam zimową kurtkę, buty, a nawet czapkę i rękawiczki. Na chodzenie po mieście zestaw jak znalazł ale na całodniową wyprawę do lasu już nie bardzo. W ogóle nie spodziewałem się, ten las wywoła coś takiego co tu się zadziało. Gdybym wiedział, że będzie z tego aż taka afera to nawet bym o tym nie wspomniał. Chciałem tylko napisać, że teraz aktualnie nie mam sprzętu na takie wyprawy, niektórzy gdyby mogli to chcieliby za to ukrzyżować. Nie muszę pisać o kogo chodzi bo co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości ale trzeba mieć na prawdę dużo czasu żeby klepać takie ilości postów o tak błahej sprawie. Wracając do tematu, faktycznie nie mam takiego wyposażenia i tak jak piszesz na luzie mógłbym iść kupić parę rzeczy. Przykładowo te buty, mam ciepłe i dość wytrzymałe, na warunki panujące w mieście czy jego obrzeżach są bardziej niż wystarczające ale koło prawdziwych trekingowych to one nawet nie stały.

Pytałeś czy się obawiam kilkugodzinnej wycieczki w teren przy obecnych warunkach. Trochę tak bo nawet nie wiem czy bym dojechał na miejsce startu takiej wycieczki moim 19 letnim samochodem z oponami wielosezonowymi.

Priscilla, kontakt z dziewczyną jest ale co do powrotu nic się nie wyjaśniło. Wybacz ale nie napiszę nic więcej, zresztą już kiedyś zostałem tu mocno upomniany za wypisywanie naszych prywatnych spraw.

Oj, Shini, toż ja wiem, że z tym dawaniem na luz u Ciebie problem wielki jak stodoła smile Tym niemniej - jak myśl Twoja pobiegnie w kierunku tematu gotowania, porównaj się  najpierw z Muqin.

Pływanie - ja jestem wodne zwierze, ale nawet takim jak ja, co to pływają z lubością od wczesnego dzieciństwa pomoc w poprawianiu techniki nie zaszkodzi, choć uczona byłam. In lepiej pływasz technicznie tym ci się przyjemniej i wydajniej płynie. Do czego taki trener? Żeby zobaczył co należy, bo  jak człowiek płynie to sam siebie nie widzi. Osobiście korzystałam z takiej pomocy w poprawianiu techniki mając już uprawnienia ratownika.

W pewnym sensie masz rację, żyć albo zginąć. To  i u ludzi jest, ale ludzie mają większą możliwość długiego egzystowania na obrzeżach stada.

Uciecha z oglądania czegoś...no ja się to sporo musiałam nauczyć, i to wcale nie w dzieciństwie, dopiero sporo po 30-ce. No miałam szczęście, bo miałam od kogo. O ile z przyrodą poszło u mnie naturalnie, o tyle ze zwiedzaniem oj, orka na ugorze na początku była i sporo się musiałam nauczyć i napracować, żeby dojść do momentu "to fajne, lubię!". Początki były trudne, a nagroda w postaci prawdziwej uciechy mocno odroczona.
Interakcje z ludźmi wcale nie zawsze są fajne, to raczej chyba warto uznać, że są potrzebne w jakimś zakresie, ale ilość w jakość nie przechodzi, co najwyżej jak masz dużo to masz większy wybór z kim chcesz, a z kim na pewno nie. Jak masz mało to niejako musisz brać "jak leci", bo jeśli odrzucisz to zostanie zero, a bez tych interakcji słabo się żyje.
Wracając do Żyrardowa to tak po prostu łażąc raczej trudno coś więcej zobaczyć niż ogólnie specyficzną architekturę, która po krótkim czasie powszednieje. Jak się ma trochę historycznego zacięcia powszednieje później, ale jednak dom to dom. W Żyrardowie znalazłam stosowne muzeum lokalne, w tym muzeum jedną taką atrakcję co to może być fajna czyli escape room związany z tym, z czego słynął Żyrardów czyli produkcją lnu. Escape room ogólnie może być fajny, jak dobrze zrobiony.
Łódź i Żyrardów owszem, włókiennictwo. Atrakcja, co ją znalazłam, ma z tym związek odnośnie lokalizacji, ale już jeśli chodzi o samą atrakcję tylko umiarkowany, ona się wiąże z czym innym raczej i wydaje się (być może) wychodzić naprzeciw Twoim potrzebom natury raczej psychologicznej i tych klimatów.
A co jest motoryzacyjnego w Łodzi 1 lutego?
Jakie do diaska jest muzeum z dinozaurami w Warszawie? Weź mi poszukaj, please.

Chodzenie po lesie to Shini poczekaj na wiosnę, toż to miałby być dla Ciebie relaks i przyjemność łagodna i miła, a nie jakaś szkoła przetrwania połączona z koniecznością zakupów. Ja mam dużą wprawę w obcowaniu z tzw. naturą i, w przeciwieństwie do niektórych,  mam dla tejże natury spory szacunek, albowiem miałam się okazję przekonać, ze w ostatecznym rozliczeniu ona ma nade mną solidną przewagę, a nie ja nad nią. Kilkugodzinnej wycieczki do lasu w obecnych warunkach bać to bym się nie bała, ale obiektywnie dla osoby niewprawnej to by się mogła taka wycieczka skończyć może nie tragicznie, ale też nie przyjemnymi wspomnieniami i chęcią powtórki z wątpliwej rozrywki.

Niechęć do osób opanowanych może wynikać z prostej rzeczy - z podświadomego lęku. Bo jak nie widzisz czyichś emocji to nie wiesz, wróg czy przyjaciel. Im mniej się człek kieruje emocjami tym jest skuteczniejszy? A to emocje dają napęd do działania. Nie muszą być widoczne, ale muszą istnieć. Tak zwani psychopaci nie są pozbawieni emocji, ich różne działania silnie kręcą, choć z zewnątrz może tego nie być widać. Na czystym rozumie daleko się z działaniem nie zajedzie, to jak latać mając jedno skrzydło duże, a drugie skarlałe, wychodzi latanie w kółko. Zresztą na siebie spójrz, racjonalnie to Ty umiesz i to całkiem dobrze. I tkwisz, bo emocje...
Fajnie, ze się z terapeutka kłócisz. smile

1 646

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Jakie do diaska jest muzeum z dinozaurami w Warszawie? Weź mi poszukaj, please.

Są możliwe dwie opcje:

1) https://muzeumewolucji.pl/

2) https://www.pgi.gov.pl/muzeum/

1 647

Odp: Co to znaczy żyć?

Takie perełki w stolicy? No, no.. trzeba będzie odwiedzić smile'

Tematyka szczególnie bliska, chociaż ciekawość podpowiada, aby odwiedzić każdy ciekawy zakątek. W Krakowie, swego czasu, odwiedziłem muzeum farmacji smile
https://muzeumfarmacji.uj.edu.pl/pl/strona-glowna/

1 648

Odp: Co to znaczy żyć?

Chciałam odpowiedzi od Shini'ego, nie od ciebie, Jack.

1 649

Odp: Co to znaczy żyć?
bagienni_k napisał/a:

Takie perełki w stolicy? No, no.. trzeba będzie odwiedzić smile'

Tematyka szczególnie bliska, chociaż ciekawość podpowiada, aby odwiedzić każdy ciekawy zakątek. W Krakowie, swego czasu, odwiedziłem muzeum farmacji smile
https://muzeumfarmacji.uj.edu.pl/pl/strona-glowna/


Polecam to muzeum co jest pod Sukiennicami. Bardzo fajne smile

1 650

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Chciałam odpowiedzi od Shini'ego, nie od ciebie, Jack.


Nie uzyskałabyś, bo on "chciał pójść". A nie to, że poszedł. Efekt by był jak z każdym poprzednim jego "chciałbym". Nieskończone dywagacje, a ostatecznie zero działania i tak jak do tej pory nigdzie nie pojechał i nigdzie nie poszedł, tak i w tym wypadku by to było. Ileż to on już tu rzeczy nie pisał, że chciałby....

1 651

Odp: Co to znaczy żyć?

No na pewno twoje wtręty do rozmowy z Shini są mi są potrzebna niczym przysłowiowemu zającowi dzwonek. Wielce "odkrywcze", zaiste.

1 652

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Oj, Shini, toż ja wiem, że z tym dawaniem na luz u Ciebie problem wielki jak stodoła smile Tym niemniej - jak myśl Twoja pobiegnie w kierunku tematu gotowania, porównaj się  najpierw z Muqin.

Pływanie - ja jestem wodne zwierze, ale nawet takim jak ja, co to pływają z lubością od wczesnego dzieciństwa pomoc w poprawianiu techniki nie zaszkodzi, choć uczona byłam. In lepiej pływasz technicznie tym ci się przyjemniej i wydajniej płynie. Do czego taki trener? Żeby zobaczył co należy, bo  jak człowiek płynie to sam siebie nie widzi. Osobiście korzystałam z takiej pomocy w poprawianiu techniki mając już uprawnienia ratownika.

W pewnym sensie masz rację, żyć albo zginąć. To  i u ludzi jest, ale ludzie mają większą możliwość długiego egzystowania na obrzeżach stada.

Uciecha z oglądania czegoś...no ja się to sporo musiałam nauczyć, i to wcale nie w dzieciństwie, dopiero sporo po 30-ce. No miałam szczęście, bo miałam od kogo. O ile z przyrodą poszło u mnie naturalnie, o tyle ze zwiedzaniem oj, orka na ugorze na początku była i sporo się musiałam nauczyć i napracować, żeby dojść do momentu "to fajne, lubię!". Początki były trudne, a nagroda w postaci prawdziwej uciechy mocno odroczona.
Interakcje z ludźmi wcale nie zawsze są fajne, to raczej chyba warto uznać, że są potrzebne w jakimś zakresie, ale ilość w jakość nie przechodzi, co najwyżej jak masz dużo to masz większy wybór z kim chcesz, a z kim na pewno nie. Jak masz mało to niejako musisz brać "jak leci", bo jeśli odrzucisz to zostanie zero, a bez tych interakcji słabo się żyje.
Wracając do Żyrardowa to tak po prostu łażąc raczej trudno coś więcej zobaczyć niż ogólnie specyficzną architekturę, która po krótkim czasie powszednieje. Jak się ma trochę historycznego zacięcia powszednieje później, ale jednak dom to dom. W Żyrardowie znalazłam stosowne muzeum lokalne, w tym muzeum jedną taką atrakcję co to może być fajna czyli escape room związany z tym, z czego słynął Żyrardów czyli produkcją lnu. Escape room ogólnie może być fajny, jak dobrze zrobiony.
Łódź i Żyrardów owszem, włókiennictwo. Atrakcja, co ją znalazłam, ma z tym związek odnośnie lokalizacji, ale już jeśli chodzi o samą atrakcję tylko umiarkowany, ona się wiąże z czym innym raczej i wydaje się (być może) wychodzić naprzeciw Twoim potrzebom natury raczej psychologicznej i tych klimatów.
A co jest motoryzacyjnego w Łodzi 1 lutego?
Jakie do diaska jest muzeum z dinozaurami w Warszawie? Weź mi poszukaj, please.

Chodzenie po lesie to Shini poczekaj na wiosnę, toż to miałby być dla Ciebie relaks i przyjemność łagodna i miła, a nie jakaś szkoła przetrwania połączona z koniecznością zakupów. Ja mam dużą wprawę w obcowaniu z tzw. naturą i, w przeciwieństwie do niektórych,  mam dla tejże natury spory szacunek, albowiem miałam się okazję przekonać, ze w ostatecznym rozliczeniu ona ma nade mną solidną przewagę, a nie ja nad nią. Kilkugodzinnej wycieczki do lasu w obecnych warunkach bać to bym się nie bała, ale obiektywnie dla osoby niewprawnej to by się mogła taka wycieczka skończyć może nie tragicznie, ale też nie przyjemnymi wspomnieniami i chęcią powtórki z wątpliwej rozrywki.

Niechęć do osób opanowanych może wynikać z prostej rzeczy - z podświadomego lęku. Bo jak nie widzisz czyichś emocji to nie wiesz, wróg czy przyjaciel. Im mniej się człek kieruje emocjami tym jest skuteczniejszy? A to emocje dają napęd do działania. Nie muszą być widoczne, ale muszą istnieć. Tak zwani psychopaci nie są pozbawieni emocji, ich różne działania silnie kręcą, choć z zewnątrz może tego nie być widać. Na czystym rozumie daleko się z działaniem nie zajedzie, to jak latać mając jedno skrzydło duże, a drugie skarlałe, wychodzi latanie w kółko. Zresztą na siebie spójrz, racjonalnie to Ty umiesz i to całkiem dobrze. I tkwisz, bo emocje...
Fajnie, ze się z terapeutka kłócisz. smile

Problem to o wiele za mało powiedziane, nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się "dać na luz". Temat gotowania na razie zniknął.

Wiem i wiem też, że moje umiejętności pływania do najlepszych nie należą. Chciałbym je poprawić choćby po to by po prostu dobrze to umieć jeśli kiedy wydarzy się jakaś sytuacja tego wymagająca. Pływanie to też jedna z najlepszych form treningu i aż szkoda tego nie wykorzystać. Mimo to jednak wolałbym samemu to ogarnąć. Powód tego jest klasyczny, lęk przed oceną. No i nie bardzo wiem skąd wziąć takiego trenera.

Właśnie o tym pisałem. Dopiero ostatnie kilkaset lat umożliwia życie na granicy stada. W starożytnej Sparcie jednostki takie jak ja albo by zrzucili ze skały albo by zginęły w pierwszych tygodniach szkolenia wojskowego.

Ja nie mam od kogo się tego nauczyć ale mam jakąś taką ciekawość z oglądania nowych rzeczy. Prawdę mówiąc to dla mnie zwiedzanie jest nawet ciekawsze niż przebywanie wśród natury. To też nie tak, że tego nie lubię. Po prostu przebywanie w miejscu bez technologii przywołuje i mnie niezbyt miłe wspomnienia choćby z faktu braku łazienki co jak już wiesz dla mnie jest sporym problemem. Dodatkowo moje uzależnienie spowodowałoby, że pierwsze takie całodniowe lub dłuższe wyjścia do miejsc bez żadnych ekranów i bez dużych dawkach dopaminowych byłyby wręcz bolesne. Wymagałoby to czasu na przyzwyczajenie. Niestety to prawda, że bez interakcji słabo się żyje i moim zdaniem to jedna z największych słabości gatunku ludzkiego. Prawdę mówiąc wolałbym mieć jak najmniej interakcji z innymi ludźmi ale niestety tak się nie da żyć nad czym ubolewam. Bez wątpienia chodzi o jakość ale o to jest bardzo trudno. Z tymi opcjami do wyboru to też nie jest takie dobre. Kiedy musisz wybierać z kim chcesz utrzymywać kontakt lub pogłębiać relacje musisz także kogoś odrzucić. Tak samo mając na przykład dwie kandydatki na dziewczynę do wyboru wybierając jedną krzywdzisz drugą. Chyba nikt nie chciałby być ani wybierającym ani nie zostać wybranym.
Nie tylko w Żyrardowie ale w każdym innym miejscu działa to tak samo. Idąc po prostu po mieście nie da się nawet zwrócić uwagi na to co otacza bo jest za dużo innych myśli. Kiedy idę przez miasto samemu to w większości myślę o tym dlaczego jestem sam i jakie to jest złe. Kiedy idę w jakieś miejsce w konkretnym celu już da się skupić na tym celu i nie myśleć o niczym innym, przynajmniej do czasu wyjścia z tego miejsca. Nigdy nie byłem w Escape roomie i pójście tam samemu jakoś źle mi się kojarzy szczególnie, że ktoś to będzie oglądał na kamerach i najpewniej się śmiał z moich prób rozwiązywania zagadek. Czy dobrze rozumiem, że nazwałaś Żyrardów domem? Coraz bardziej zawiły opis tej atrakcji i coraz bardziej mnie ciekawi co to może być. To wydarzenie motoryzacyjne to coś jak wyścig po torze przeszkód motorami. Wybacz, nie wiem jak to się fachowo nazywa. Co do muzeów z dinozaurami to namiary już mamy, trzeba będzie sprawdzić te miejsca.

Masz rację, że chyba trzeba będzie z tym poczekać do wiosny. Też mam podejrzenia, że teraz taka wycieczka nie byłaby zbyt przyjemna. Mega ból głowy byłby z powodu samego odstawienia ekranów. A jeszcze warunki pogodowe i brak wprawy w wielokilometrowych wyprawach. To wszystko sprawiłoby, że taka wyprawa zamiast być przyjemną byłaby raczej jak ciężki trening trwający wiele godzin. Taki trening jest dobry ale ani trochę przyjemny.

Dokładnie tak i dlatego się mówi, że ten kto nigdy się nie śmieje jest najbardziej niebezpieczny. Dlatego też pisałem wcześniej o maszynach z oczywistym nawiązaniem do Terminatora. Terminator nigdy nie zmienia wyrazu twarzy, zawsze zimna kalkulacja i niemal 100% skuteczność. To jest bardziej skomplikowane niż to co teraz piszemy. Faktycznie emocje często są źródłem podejmowania działań ale są także źródłem ich nie podejmowania. Gdyby nie strach, zwątpienie, niepewność czy podejrzliwość żadne działanie nie byłoby problemem. Przykład z maszynami też nie jest najlepszy bo one zawsze działają według jakiejś dyrektywy, są zaprogramowane do konkretnych. SI uzyskujące samoświadomość to już bardziej odległa wizja. Psychopaci też nie są szczególnie dobrym przykładem bo to wciąż zwykli ludzie. Jednak w większości przypadków są też bardzo inteligentni, a im ktoś jest inteligentniejszy tym lepiej potrafi kontrolować emocje. To dar, którego ceną w przypadku psychopatów jest niezdolność do życia w społeczeństwie. I właśnie dlatego twierdzę, że z samym czystym rozumem można by było osiągnąć bardzo dużo ale musiałoby być całkowicie bez emocji, które to uniemożliwiają. Zobaczymy o co się z nią pokłócę w tym tygodniu.

1 653 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-20 12:53:52)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Powód tego jest klasyczny, lęk przed oceną. No i nie bardzo wiem skąd wziąć takiego trenera.

A próbowałeś......na basenie? LOL


Tak samo mając na przykład dwie kandydatki na dziewczynę do wyboru wybierając jedną krzywdzisz drugą. Chyba nikt nie chciałby być ani wybierającym ani nie zostać wybranym.

Pierdolisz. 99,99% ludzi to nic a nic nie obchodzi.


Też mam podejrzenia, że teraz taka wycieczka nie byłaby zbyt przyjemna. Mega ból głowy byłby z powodu samego odstawienia ekranów.

LOL. Skąd ty takie debilizmy bierzesz?


To jest bardziej skomplikowane niż to co teraz piszemy.

Nie. To co robisz to dziecinne wysrywy i klasyczne dorabianie piździe uszu.


Gdyby nie strach, zwątpienie, niepewność czy podejrzliwość żadne działanie nie byłoby problemem.

Rodzą się ludzie z takimi zaburzeniami i bardzo szybko umierają.


Jednak w większości przypadków są też bardzo inteligentni, a im ktoś jest inteligentniejszy tym lepiej potrafi kontrolować emocje.

Ponownie - skąd ty takie wysrywy bierzesz? Z dupy? To jest kolejny dowód na to, ze nie chodzisz na żadną terapię. Zacznij.

1 654

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini

Powiem tak: z tego wszystkiego, co teraz napisałeś, jedyny sens ma stwierdzenie, że do takiego Escape Room'u warto iść w grupie, zamiast samemu. Cała frajda z takiej rozrywki to właśnie praca w grupie, czy przynajmniej we dwie osoby. Byłem kilka razy, dlatego mówię ze swojego doświadczenia: dużo łatwiej i przyjemniej jest razem, wspólnie odkrywać kolejne wskazówki, niezbędne do rozwiązania zadania.

Pływanie: jeśli chcesz się nauczyć => szukasz instruktora w odpowiednim miejscu

Wycieczka - była o tym wcześniej mowa => wystarczy Ci minimum, aby wybrać się chociażby na kilkugodzinny spacer, nie trzeba specjalnie niczego planować. Nie wybierasz się na Rysy ani tym bardziej na survival zimą.

Interakcje z ludźmi - oczywiście, że warto. Powiem więcej: trzeba. Trzeba, aby normalnie żyć czy nawet przeżyć..

Zastanów się tak w ogóle, czy cokolwiek Cię może zainteresować, tak samo z siebie, abyś nie potrzebował koniecznie drugiej osoby do tego, aby się cieszyć z nowych doświadczeń.

1 655

Odp: Co to znaczy żyć?
bagienni_k napisał/a:

Zastanów się tak w ogóle, czy cokolwiek Cię może zainteresować, tak samo z siebie

Warto zaznaczyć, że masturbacja i anime tutaj się nie liczą.

1 656 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-20 16:36:34)

Odp: Co to znaczy żyć?

Masturbację ciężko uznać za zainteresowanie, raczej można to włożyć między, hmm, potrzeby, realizowane, jeśli nie czuje się spełniony..

Co do anime, to pewnie się Kolega zna na tym lepiej(na pewno ode mnie), więc może niech sam oceni, czy to jest dla niego ważne. Do momentu, kiedy zacząłem się udzielać w tym wątku, nie miałem bladego pojęcia, co to tak dokładnie naprawdę jest, więc ciężko mi powiedzieć, czy można to uznać za interesujący rodzaj hobby.
To tak, jak z oglądaniem Netflixa - niektórzy uważają to za ciekawe zajęcie, inni tego nawet nie wpisują w rubrykę " co robisz w wolnym czasie?".

1 657

Odp: Co to znaczy żyć?
bagienni_k napisał/a:

Masturbację ciężko uznać za zainteresowanie, raczej można to włożyć między, hmm, potrzeby, realizowane jeśli nie czuje się spełniony..

Co do anime, to pewnie się Kolega zna na tym lepiej(na pewno ode mnie), więc może niech sam oceni, czy to jest dla niego ważne. Do momentu, kiedy zacząłem się udzielać w tym wątku, nie miałem bladego pojęcia, co to tak dokładnie naprawdę jest, więc ciężko mi powiedzieć, czy można to uznać za interesujący rodzaj hobby.


Pisałem to w kontekście jego uzależnień. Poza tym jego pasja dot. anime czy mangi jest ograniczona do biernego i bezrefleksyjnego przyjmowania treści.

Ogólnie na anime/mangę jest wieloletni hajp (w zasadzie od czasów szału na pokemony i dragon balla). Na tym można zarabiać obecnie. Do tego stopnia, że nawet sieciówki od lat mają ciuchy z postaciami/tytułami popularnych serii. To było niszowe za czasów mojego dzieciństwa jedynie.

1 658 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-20 18:43:17)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Masturbację ciężko uznać za zainteresowanie, raczej można to włożyć między, hmm, potrzeby, realizowane jeśli nie czuje się spełniony..

Co do anime, to pewnie się Kolega zna na tym lepiej(na pewno ode mnie), więc może niech sam oceni, czy to jest dla niego ważne. Do momentu, kiedy zacząłem się udzielać w tym wątku, nie miałem bladego pojęcia, co to tak dokładnie naprawdę jest, więc ciężko mi powiedzieć, czy można to uznać za interesujący rodzaj hobby.


Pisałem to w kontekście jego uzależnień. Poza tym jego pasja dot. anime czy mangi jest ograniczona do biernego i bezrefleksyjnego przyjmowania treści.

Ogólnie na anime/mangę jest wieloletni hajp (w zasadzie od czasów szału na pokemony i dragon balla). Na tym można zarabiać obecnie. Do tego stopnia, że nawet sieciówki od lat mają ciuchy z postaciami/tytułami popularnych serii. To było niszowe za czasów mojego dzieciństwa jedynie.

Mój kuzyn małolat chodzi do klubu mangi i co miesiąc czytaja sobie mange z innymi dzieciakami. Inny znajomy ma internetowy sklep z figurkami i gadżetami kolekcjonerskimi. Nie jest to jego główne źródło dochodu, ale zawsze. 
W każdym korpo 20-25 to zawsze ustrzeli się kilku mangowiczów. Ale to chyba raczej miejskie hobby. Na wsi może rzeczywiście mangowicze moga funkcjonować jako dziwak. Tak samo jak z LGBT. W warszawie parada, na podlasiu ksiądz z ambony grzmi i lanie po szkole jak założysz rurki.
Tylko że on już nie jest nastolatkiem w szkole, tylko może jeździć po całej polsce i nawet nocowac w aucie na konwentach anime jak chce pojechac do innego kraju, a ma mało kasy.

1 659 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-20 18:46:34)

Odp: Co to znaczy żyć?
bagienni_k napisał/a:

Shini

Powiem tak: z tego wszystkiego, co teraz napisałeś, jedyny sens ma stwierdzenie, że do takiego Escape Room'u warto iść w grupie, zamiast samemu. Cała frajda z takiej rozrywki to właśnie praca w grupie, czy przynajmniej we dwie osoby. Byłem kilka razy, dlatego mówię ze swojego doświadczenia: dużo łatwiej i przyjemniej jest razem, wspólnie odkrywać kolejne wskazówki, niezbędne do rozwiązania zadania.

Nie. Jest dużo eventów integracyjnych, nawet te słynne rekolekcje dla singli big_smile Shini nie jest jakiś wyjatkowy. Dużo ludzi się przeprowadza, szuka nowego towarzystwa, albo po prostu jest samotnikiem, ale chce się rozerwać. Na pewno można znaleźć event w miare zbliżony do escape roomu, albo w necie znelźć paczke ludzi z którymi sobie pójdziesz.
Prawda jest taka, że nawet na forum, gdyby koleś był sympatyczny to by skrzyknał bez problemu na wspólny wypad.
Myślę że dużo samotnych ludzi ma problem, bo im się wydaje że muszą iść z kimś, ale nikogo to nie obchodzi.

1 660

Odp: Co to znaczy żyć?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:


W każdym korpo 20-25 to zawsze ustrzeli się kilku mangowiczów.

A po kilku kieliszkach to i ludki 30-35 się przyznają do tego bez bicia.

1 661

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:


W każdym korpo 20-25 to zawsze ustrzeli się kilku mangowiczów.

A po kilku kieliszkach to i ludki 30-35 się przyznają do tego bez bicia.

Początki naruto, dragonball to już 30+. Chociaż wydaje mi się że młodsi czesciej oglądają

1 662

Odp: Co to znaczy żyć?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:


W każdym korpo 20-25 to zawsze ustrzeli się kilku mangowiczów.

A po kilku kieliszkach to i ludki 30-35 się przyznają do tego bez bicia.

Początki naruto, dragonball to już 30+. Chociaż wydaje mi się że młodsi czesciej oglądają


Pokolenie wychowane na dragon ballu i pokemonach to dziś mają nawet i okolice 40stki. Sam pamiętam szał na dragon balla i oglądałem z kolegami.


Kapitan Tsubasa, Czarodziejki z Księżyca, Gigi, Yataman, Generał Daimos - to niektóre słynne tytuły mojego dzieciństwa. Praktycznie wszyscy to oglądali przed erą cartoon network. Było to ciekawsze niż większość wieczorynek, Reksia czy Rumcajsa.

1 663 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-20 19:34:58)

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini, niecałą godzinę temu wróciłam z Warszawy, więć temat na milion procent jest aktualny. Otóż przejeżdżam sobie przez Stary Mokotów, a tam bilbord, którego trudno nie zauważyć z (a jakże!) ofertą pracy: "Straż Miejska rekrutuje". Sprawdziłam już i stawki dla pracownikow SM w Warszawie kształtują się następująco:

Przykładowe wynagrodzenia w SM Warszawa:

Aplikant – ok. 6 200 zł
Młodszy strażnik – ok. 6 400 zł
Strażnik – ok. 6 600 zł
Młodszy inspektor – ok. 6 700 zł
Inspektor – ok. 6 900 zł
Starszy inspektor – ok. 7 100 zł

ale... to jest tylko podstawowe wynagrodzenie, bo do tego dochodzą dodatki (np. za wysługę lat), premie, trzynasta pensja, świadczenia socjalne, pakiet medyczny czy nawet program mieszkań służbowych, co może całkiem pokaźnie zwiększyć całkowite zarobki.

Jesteś młody, sprawny, wysportowany, masz wyższe wykształcenie - jaki znajdziesz powód, żeby się tą ofertą przypadkiem nie zainteresować? wink

1 664 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-01-20 19:41:57)

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Shini, niecałą godzinę temu wróciłam z Warszawy, więć temat na milion procent jest aktualny. Otóż przejeżdżam sobie przez Stary Mokotów, a tam bilbord, którego trudno nie zauważyć z (a jakże!) ofertą pracy: "Straż Miejska rekrutuje". Sprawdziłam już i stawki dla pracownikow SM w Warszawie kształtują się następująco:

Przykładowe wynagrodzenia w SM Warszawa:

Aplikant – ok. 6 200 zł
Młodszy strażnik – ok. 6 400 zł
Strażnik – ok. 6 600 zł
Młodszy inspektor – ok. 6 700 zł
Inspektor – ok. 6 900 zł
Starszy inspektor – ok. 7 100 zł

ale... to jest tylko podstawowe wynagrodzenie, bo do tego dochodzą dodatki (np. za wysługę lat), premie, trzynasta pensja, świadczenia socjalne, pakiet medyczny czy nawet program mieszkań służbowych, co może całkiem pokaźnie zwiększyć całkowite zarobki.

Jesteś młody, sprawny, wysportowany, masz wyższe wykształcenie - jaki znajdziesz powód, żeby się tą ofertą przypadkiem nie zainteresować? wink

On zarabia podobnie brutto. Chyba pisał że ma ok 4-5k na rękę? Plus takiej pracy jest taki że można łączyć z inną. Np. dyżur 24 godziny odbierania telefonów- a w praktyce ogladania anime, bo telefony nie są non stop; odespać i potem taxówka, czy dorabianie w budowlance- większosc kolesi w SM tak robi, więc może nawet ktoś go zatrudni u siebie. Z tymi dodatkami to też nie idzie od razu, ale akurat zginąć mu nie dadzą. Może jego szwagier by go nawet zatrudnił na umowę o dzieło, bo by mu płacił mniej?
Plus o co chodzi z tym jego szwagrem? Zwolninli go? Zbankrutował? Czy nadal tam pracuje?

1 665

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Shini, niecałą godzinę temu wróciłam z Warszawy, więć temat na milion procent jest aktualny. Otóż przejeżdżam sobie przez Stary Mokotów, a tam bilbord, którego trudno nie zauważyć z (a jakże!) ofertą pracy: "Straż Miejska rekrutuje". Sprawdziłam już i stawki dla pracownikow SM w Warszawie kształtują się następująco:

Przykładowe wynagrodzenia w SM Warszawa:

Aplikant – ok. 6 200 zł
Młodszy strażnik – ok. 6 400 zł
Strażnik – ok. 6 600 zł
Młodszy inspektor – ok. 6 700 zł
Inspektor – ok. 6 900 zł
Starszy inspektor – ok. 7 100 zł

ale... to jest tylko podstawowe wynagrodzenie, bo do tego dochodzą dodatki (np. za wysługę lat), premie, trzynasta pensja, świadczenia socjalne, pakiet medyczny czy nawet program mieszkań służbowych, co może całkiem pokaźnie zwiększyć całkowite zarobki.

Jesteś młody, sprawny, wysportowany, masz wyższe wykształcenie - jaki znajdziesz powód, żeby się tą ofertą przypadkiem nie zainteresować? wink

Shini nie słuchaj , nie idź do straż miejskiej , bo to patałachy i pacany są
i jak pójdziesz to realnie będziesz mieć do czynienia ze złośliwymi starymi punkowcami
nie dasz z tym rady
nikt nie da
szkoda zdrowia i energii

1 666

Odp: Co to znaczy żyć?

Bagiennik, to oczywiste, że do escape roomu lepiej iść w grupie choćby po to by łatwiej było rozwiązywać zagadki. Niestety nie mam aktualnie nikogo z kim mógłbym tam pójść.

Co do pływania to zapytałem kiedyś recepcjonistki na basenie i instruktora. Powiedziała, że nie mają instruktorów i mogę sobie co najwyżej poszukać w internecie.

Z tą wycieczką chodzi bardziej o to, że nie mam teraz do tego formy. Kondycję mam nienajgorszą ale wytrzymałość długodystansową już nie bardzo. Podejrzewam, że po 4-5km to już przestałoby by być przyjemne, szczególnie na mrozie i będąc grubo ubranym. Chyba faktycznie trzeba by poczekać aż zrobi się cieplej.

Wiem, że warto i powiem więcej, to nawet potrafi być przyjemne. Mnie wkurza jedynie fakt, że to jest niemal niezbędne do życia.

Nawet sobie nie wyobrażasz ile razy się nad tym zastanawiałem. Na prawdę poza anime, grami i filmami nie mam niczego czym mógłbym się cieszyć będąc samemu. Obojętnie dokąd pójdę i co będę tam robił samemu nie potrafię niczym się cieszyć.

Skoro już jesteśmy przy anime to można na tym co najwyżej dorobić jakieś grosze. Nigdy nie słyszałem by ktoś mógł się utrzymać z pracy ściśle związanej z anime. Jedyne rodzaje pracy z tym związane o jakich słyszałem to właśnie takie koszulki czy kubki z nadrukami, sprzedaż na przykład fanartów czy praca w sklepach takich jak Yatta lub Komikslandia. Tworzenie figurek tak by były porządnej jakości jest bardzo czasochłonne, kosztowne i wymaga precyzji na poziomie zegarmistrza. Hajp na to jest jedynie w dużych miastach, wszędzie indziej ludzie na to patrzą niezbyt pozytywnie. Anime wciąz się kojrzy z bajkami dla dzieci, a czasem nawet z porno. Podobnie wygląda sytuacja z grami, dorosły facet jeśli się przyzna, że gra w gry często zostaje potraktowany jako niedojrzały albo przegryw. Szczerze wątpie by ktokolwiek się do tego przyznał w miejscu pracy. Współpracownicy, a już zwłaszcza szef z korpo jak i każdej innej pracy raczej nie potraktowaliby poważnie osoby, która ogląda anime. Dodam jeszcze, że Dragon Balla nigdy nie oglądałem ale Naruto było początkiem mojej historii z anime, znam na pamięć każdy szczegół.

Smutna o ile jeżdżenie po kraju i spanie w samochodzie jeszcze miałoby sens to z tymi innymi krajami poleciałaś trochę za daleko. Jechać samochodem do innego kraju to jest przecież kilka tysięcy kolometrów, a więc wiele dni bez przerwy w drodze. Już pomijając fakt, że trzeba mieć porządny samochód to jeszcze dochodzi do tego mnóstwo innych rzeczy takich jak urlop, zapas gotówki, ubezpieczenie i wszystko inne niezbędne do przetrwania. Spanie w samochodzie w innym kraju parząc na to co się w niektórych dzieje to byłoby wręcz proszenie się o śmierć, a przynajmniej o kradzież wszystkiego co się ma przy sobie łącznie z tym samochodem. I to wszystko całkowicie samemu nie mając nawet do kogo się odezwać. Takie jeżdżenie nawet po Polsce byłoby średnio przyjemne, a co dopiero po innych krajach.

Priscilla, odpowiedź jest prosta. Nie wierzę w ani jedno słowo zawarte w takim ogłoszeniu. 6200 na najniższym stanowisku, jakby jakiś strażnik miejski to zobaczył to zapewne by się tarzał ze śmiechu, a jakby usłyszał o tych mieszkaniach służbowych to by z tego śmiechu umarł. Zresztą podobnie jak w każdej innej służbie. Miałem kiedyś okazję poznać paru strażników miejskich i wszyscy byli starzy, z bebzonami, a o studiach nawet nie słyszeli.

1 667 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-21 00:34:30)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Priscilla, odpowiedź jest prosta. Nie wierzę w ani jedno słowo zawarte w takim ogłoszeniu. 6200 na najniższym stanowisku, jakby jakiś strażnik miejski to zobaczył to zapewne by się tarzał ze śmiechu, a jakby usłyszał o tych mieszkaniach służbowych to by z tego śmiechu umarł. Zresztą podobnie jak w każdej innej służbie. Miałem kiedyś okazję poznać paru strażników miejskich i wszyscy byli starzy, z bebzonami, a o studiach nawet nie słyszeli.

Tego nie było w ogłoszeniu. Informacja, że SM rekrutuje znajdowała się na bilbordzie, napisałam przecież. Nie trzeba jednak włożyć wielkiego wysiłku, żeby sprawdzić pewnego typu informacje, a już na pewno jaka w tym przypadku jest podstawa płacowa. 

Wydaje się oczywiste, że nie znam specyfiki tego miejsca, ale po pierwsze, to jak w każdej dużej organizacji, tak i w SM stanowiska są różne i ludzie są różni, dlatego można mieć do czynienia z patologią, ale równie dobrze można całkiem spokojnie siedzieć sobie w ciepełku za biurkiem. Po drugie - nie ukrywam, że w dużej mierze chciałam sprawdzić, czy sam temat w ogóle Cię zainteresuje, czy też z zasady i z marszu będziesz na "nie”.
I tak się składa, że wcale, ale to wcale nie jestem zaskoczona wink

1 668 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-21 17:18:56)

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini Litości...

Poszukać w sieci instruktora? I co w tym takiego trudnego? Niewykonalnego? Proszę Cię...
Wycieczka: 4-5 km? Chłopie! A kto Ci każe wybierać się na całodzienną eskapadę? Nie pokonujesz przecież 20 czy 50 km, ale raptem kilka!
Nawet, jakbyś przeszedł te 1 km lub dwa, to nie powiesz, że po takiej wycieczce padniesz martwy? Nie jesteś w stanie przejść tych kilku km?
Może po prostu nie chcesz, bo nie widzisz w tym niczego ciekawego? Wtedy ok, nie każdy musi prowadzić aktywny czy nawet umiarkowanie aktywny tryb życia(choć prędzej czy później odbije się to na jego zdrowiu). To samo, jeśli chodzi o wycieczki samochodem: jeśli nawet nie chcesz bądź nie chcesz wydawać kasy na noclegi, to możesz od biedy spać nawet w swoim zwykłym aucie na siedzeniu. Nie trzeba kupować od razu Campera albo LandCruisera, żeby się gdziekolwiek wybrać. Pierwsza wycieczka raczej nie odbędzie się na drugi koniec świata czy nawet kontynentu..

Jeśli nie cieszy Cię nic poza anime czy grami, to zorganizuj sobie życie z ich udziałem, nawet to zawodowe(jeśli jest to możliwe). Sam znasz ten świat dobrze, więc wiesz, co można z tego wyciągnąć. Dla mnie  to jest kompletnie obce, więc tutaj niczego Ci nie doradzę.

W kwestii relacji z ludźmi, to powinieneś to omówić na terapii(jeśli na nią rzeczywiście chodzisz). Sam nie jestem( a przynajmniej nie byłem od zawsze) specjalnie ekstrawertyczny. Lubię spokój i ciszę, ale nie czuję wstrętu do ludzi. Z pewnością interakcje społeczne bywają owocne i budujące, przynajmniej do pewnego stopnia - nie trzeba być od razu duszą towarzystwa. Sam wiem, jak przez to przechodziłem, kiedy na początku studiów, będąc w grupie, ciężko mi było się czasem odezwać. Wcześniej miałem do tego zupełnie inne podejście, lecz z czasem niejako się do tego przekonałem. Przy tym, widząc, że bez tych umiejętności ciężko będzie w dorosłym życiu, nie uciekałem od tego na siłę, choćby przyjmując propozycję spotkań zamiast się od nich wykręcać.

1 669

Odp: Co to znaczy żyć?

....

4-5km to standardowy spacerek z psem po parku. 45 minut szybkim tempem. Godzinka dla wolnych. Każdy mój sąsiad chodzi na takie spacery, dzieci na sankach biegając pod górkę spędzają 2-3 godziny i jakoś żyją.
Moim zdaniem to masz bardzo głęboką depresje. Może powinieneś zmienić psychiatrę? Brzmisz bardzo smutno. Nie Shini. Spacer 4km to nie problem. Przecież odśnieżenie podjazdu to jest 30 minut, godzina. To jak to robisz niby? Narąbać drewna też z 30 minut na mrozie. A ty chodzić nie umiesz? Moim zdaniem twój poziom pesymizmu, czarnowidztwa, to nie jest kwestai charakteru ale jakies poważne problemy. Oczywiście że anime i seriale bo to nie kosztuje wysiłku. Każdy z depresją woli oglądać M jak miłość, zamiast wyjść do ludzi. Moim zdaniem możesz miec depresje od tak dawna, że nawet nie wiesz, że masz depresje już. Albo coś innego. Robiłeś sobie jakieś internetowe testy?

1 670

Odp: Co to znaczy żyć?
Priscilla napisał/a:

Jesteś młody, sprawny, wysportowany, masz wyższe wykształcenie - jaki znajdziesz powód, żeby się tą ofertą przypadkiem nie zainteresować? wink


Służby mundurowe odpadają. Nie przejdzie psychotestów, a w zależności jakie on tam psychotropy łyka, to może i oblać narkotesty.

1 671

Odp: Co to znaczy żyć?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

....

4-5km to standardowy spacerek z psem po parku. 45 minut szybkim tempem. Godzinka dla wolnych. Każdy mój sąsiad chodzi na takie spacery, dzieci na sankach biegając pod górkę spędzają 2-3 godziny i jakoś żyją.
Moim zdaniem to masz bardzo głęboką depresje. Może powinieneś zmienić psychiatrę? Brzmisz bardzo smutno. Nie Shini. Spacer 4km to nie problem. Przecież odśnieżenie podjazdu to jest 30 minut, godzina. To jak to robisz niby? Narąbać drewna też z 30 minut na mrozie. A ty chodzić nie umiesz? Moim zdaniem twój poziom pesymizmu, czarnowidztwa, to nie jest kwestai charakteru ale jakies poważne problemy. Oczywiście że anime i seriale bo to nie kosztuje wysiłku. Każdy z depresją woli oglądać M jak miłość, zamiast wyjść do ludzi. Moim zdaniem możesz miec depresje od tak dawna, że nawet nie wiesz, że masz depresje już. Albo coś innego. Robiłeś sobie jakieś internetowe testy?

Na treningi sztuk walki i na siłkę chodzi, ale godzinny spacerek to dla niego wyznanie. Acha. No pewnie.


On już jest pod opieką psychiatryczną i dostaje leki. Asentre. Stosuje się ją w zaburzeniach lękowych i depresyjnych.

1 672

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Co do pływania to zapytałem kiedyś recepcjonistki na basenie i instruktora. Powiedziała, że nie mają instruktorów i mogę sobie co najwyżej poszukać w internecie.

Basen w stolicy/jej obrzeżach i bez szkoły pływania? Tak, jasne. Na pewno.


Z tą wycieczką chodzi bardziej o to, że nie mam teraz do tego formy. Kondycję mam nienajgorszą ale wytrzymałość długodystansową już nie bardzo. Podejrzewam, że po 4-5km to już przestałoby by być przyjemne, szczególnie na mrozie i będąc grubo ubranym. Chyba faktycznie trzeba by poczekać aż zrobi się cieplej.

Dobra kondycja, ale przerasta cię max godzinny spacer?

Nigdy nie słyszałem by ktoś mógł się utrzymać z pracy ściśle związanej z anime.

Nie brakuje takich. Podobno taki inteligenty jesteś i trzeba ci tłumaczyć jak pasję można spieniężyć? Z resztą nawet nie o to chodzi - nie ma takiego musu. Jedynie to obrazuje możliwości.

Hajp na to jest jedynie w dużych miastach

Mieszkasz na przedmieściach STOLICY.

Szczerze wątpie by ktokolwiek się do tego przyznał w miejscu pracy. Współpracownicy, a już zwłaszcza szef z korpo jak i każdej innej pracy raczej nie potraktowaliby poważnie osoby, która ogląda anime.

LOL. Tak jak jasne.


Już pomijając fakt, że trzeba mieć porządny samochód

Że co? Długo nad tym myślałeś, co?

1 673

Odp: Co to znaczy żyć?

Bagiennik, nic w tym trudnego ale czy to nie powinno działać tak, że na basenie powinien być instruktor? Bez żadnego szukania przez internet i karkołomnego umawiania się na spotkania tak żeby każdemu pasowało? Kiedy z wyprawy do lasu zmieniło się w zwykły spacer? To pierwsze wymagałoby zaplanowania i przygotowania. To drugie może zrobić każdy i niemal w każdej chwili bez żadnych przygotowań. Spacer koło domu na te 5km to totalny luz choć przyznam, że na dystanse takie jak ten lub większe tylko biegałem. Nigdy nie byłem na tak długim spacerze. Wyprawa na przykład do tego Kampinosu nawet na 5km wymagałaby najpierw 50km jazdy samochodem więc i tak byłaby z tego całodniowa wyprawa. Co do mojej wytrzymałości to nawet po długiej przerwie dałbym radę nawet i te 50km gdybym musiał ale tu przecież chodzi o przyjemność i relaks. Dałbym radę znacznie więcej niż te 5 czy nawet 50km ale przecież tu nie chodzi o pokonywanie swoich ograniczeń czy nawet o trening. Kiedyś biegałem po 20km ale to był trening, który planowałem i przygotowywałem się. Ten Kampinos też nie wziął się znikąd. Kiedyś w tej organizacji robiliśmy tam marsze właśnie po 50km i się udawało. To prawda, że nie widzę w tym nic ciekawego, na pewno nie robiąc to samemu. Nie zależy mi na jakimś szczególnie aktywnym trybie życia ale zależy mi na tym żeby dobrze wyglądać i być zdrowym na ile to możliwe. No dobrze, weźmy spanie w samochodzie. I jak to miałoby wyglądać w zimę. Spać w samochodzie przy kilkunasto stopniowym mrozie bez ogrzewania? Dałoby się to w ogóle przeżyć?

Już wcześniej napisałem co da się z tego wyciągnąć. O niczym więcej nie wiem. Nie znam żadnego sposobu jak możnaby było zarabiać na tym tyle żeby w pełni się utrzymać.

Omawiałem te kwestie na terapii już wiele razy i niemal za każdym razem do tego wracamy. Ja też nie czuję wstrętu do ludzi. Ja jestem zbyt podejrzliwy i nieufny. Ciągle mam wrażenie, że wszyscy będą chcieli się zabawić moim kosztem, i że tylko mnie wszyscy widzą gorzej niż innych. Myślałem, że udało mi się wygrać z chociaż tym jednym demonem z lat nastoletnich ale nic się nie zmieniło.

Smutna, wyobraź sobie, że do najbliższego parku trzeba najpierw jechać 20km samochodem. Mógłbym się trochę pokłócić co robią moi sąsiedzi i ich dzieci ale to niczego nie wniesie. Napiszę tylko, że już nie pamiętam kiedy ostatnio widziałem kogoś na spacerze, o dzieciach na sankach nawet nie wspominając. Oczywiście, że mam depresję, jej się nie da wyleczyć, można jedynie zwalczać objawy. U psychiatry ostatnio byłem jakieś pół roku, leki odstawiłem jakieś 3 miesiące temu bo było w miarę stabilnie. I wciąż jest, wcześniej przed lekami było o wiele gorzej. Wierz mi, że teraz moje smutne brzmienie to nic w porównaniu z tym co było w moich latach nastoletnich i jeszcze kilka lat wstecz. Odśnieżenie podjazdu ostatnio zajęło mi mniej niż 30 min ale nie będę ukrywał, że plecy mnie bolały. Z rąbaniem drewna sytuacja wygląda trochę inaczej. Po pierwsze to zawsze robi się w lato, zwykle najpóźniej w sierpniu zapas drewna na całą zimę jest już przygotowany. Po drugie tego się nie robi przez 30 min tylko kilka dni po wiele godzin żeby jak najszybciej skończyć całą robotę. Ponownie mój obecny poziom czarnowidztwa i pesymizmu nie jest nawet blisko tego co było kiedyś. Teraz wiem, że to jest i było bardzo nie w porządku, kiedyś tego nie wiedziałem i myślałem, że to normalne. Najprawdopodobniej miałem tą depresję już od wczesnych lat szkolnych, tak na oko gdzieś od początku gimnazjum. Jakie dokładniej testy masz na myśli?

Co do służb to akurat prawda. Najprawdopodobniej nie przeszedłbym psychotestów nawet jeśli już nie biorę leków. Asentra miała efekty uboczne, które zauważyłem dopiero teraz kiedy już się skończyła.

1 674

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Bagiennik, nic w tym trudnego ale czy to nie powinno działać tak, że na basenie powinien być instruktor?

Mieszkałem w różnych miastach i jeszcze nie widziałem basenu bez szkoły pływania. Nawet jak wyszukuję na terenie warszawy i okolicach to mam wyniki, ze KAŻDY basen ma albo własną szkołę pływania (należącą do zarządcy obiektu), albo jest to firma zewnętrzna prowadząca takie usługi (wynajmuje wtedy tory na godziny). ZALINKUJ mi ten niby basen bez szkoły pływania. Chętnie zadzwonię i skonfrontuję.


ez żadnego szukania przez internet i karkołomnego umawiania się na spotkania tak żeby każdemu pasowało?

Basenów jest bardzo mało, a zapotrzebowanie jest OGROMNE.


Kiedy z wyprawy do lasu zmieniło się w zwykły spacer?

Tu nigdy wyprawy nie było. Bo i jaka to 'wyprawa' do Kampinosu czy w podobny rejon?

Nigdy nie byłem na tak długim spacerze.

No nie pierdol. Kurwa mać, to fizycznie nie jest możliwe, bo to dystans do pokonania w 45min do godziny MAX.


Wyprawa na przykład do tego Kampinosu nawet na 5km wymagałaby najpierw 50km jazdy samochodem więc i tak byłaby z tego całodniowa wyprawa.

Godzinka jazdy w jedną, godzinka spaceru i godzinka jazdy z powrotem. Krakowskim targiem - max ze 4h jak się lenisz, ociągasz i jesteś fajtłapa.

Kiedyś w tej organizacji robiliśmy tam marsze właśnie po 50km i się udawało.

vs.

Spacer koło domu na te 5km to totalny luz choć przyznam, że na dystanse takie jak ten lub większe tylko biegałem. Nigdy nie byłem na tak długim spacerze.


Nie zależy mi na jakimś szczególnie aktywnym trybie życia

Napisał facet, co to jeszcze nie tak dawno temu twierdził, ze sport i aktywność to jego pasja. Stąd sporty walki, treningi, obozy, siłownia (w tym domowa) i treningi biegowe.


U psychiatry ostatnio byłem jakieś pół roku, leki odstawiłem jakieś 3 miesiące temu bo było w miarę stabilnie.

LOL. Jaaaasne.

Odśnieżenie podjazdu ostatnio zajęło mi mniej niż 30 min ale nie będę ukrywał, że plecy mnie bolały

I ty niby uprawiasz sporty walki tak?

1 675

Odp: Co to znaczy żyć?

Shini

Osobiście nie uczęszczam na basen(sam nie przepadam za pływaniem), ale mogę się domyślać, że raczej w takich miejscach owi instruktorzy się znajdą. Jeśli mówimy przynajmniej o dużych ośrodkach miejskich a takowy masz pod nosem w postaci stolicy...
Co do wyprawy, to nigdy nie było o niej mowy, bo 4 km spacer nie jest żadną wyprawą! Jest zaledwie ledwo wyczuwalnym spacerem dla przeciętnego człowieka w kwiecie wieku, który nie jest niepełnosprawny lub nie ma poważnych problemów zdrowotnych, jak skrajna otyłość. Nie trzeba się do niej specjalnie przygotowywać, przynajmniej w takim rozumieniu, kiedy należy poświęcać na to sporo czasu i wysiłku.
Inne przyczyny mogą leżeć jedynie w psychice.
Rozkładasz niemal wszystko na czynniki pierwsze, analizując skrupulatnie każdy detal, który często nie powinien podlegać żadnym wątpliwościom. Proste rzeczy urastają według Ciebie do rangi niemożliwych. Potrafisz znaleźć wymówkę, często absurdalną, dosłownie na każą możliwą propozycję, radę czy wskazówkę. Rozpisujesz się niezmiernie na każdy temat, żeby przyciągnąć uwagę swoją bezradnością, jednak całkowicie odchodząc od głównego tematu. Ciężko dalej cokolwiek Ci doradzać czy podsumować jakiekolwiek sugestie.
Ja się poddaję.
Przepracuj to wszystko solidnie, bo inaczej nie będziesz znajdował powody, aby nie pójść rano do sklepu po bułki.
Smutna może mieć rację co do Twojego stanu - możesz mieć depresję, bo rzadko kiedy ktoś reaguje w ten sposób na niemal każdorazową próbę delikatnego nawet skierowania na drogę, prowadzącą dopiero do poprawy swojej sytuacji. Nikt sam za Ciebie niczego nie zrobi.

1 676 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-01-26 00:38:00)

Odp: Co to znaczy żyć?

Bagiennik, ja też myślałem, że znalezienie instruktora na basenie będzie formalnością. Nawet nie podejrzewałem, że może go nie być.

Nie wiem skąd wy bierzecie te dystanse ale nie znam nikogo kto chodzi na krótkie spacery po 4-5km. Znam kilka osób chodzących na spacery po mojej ulicy, która cała ma niemal równy 1km. W dwie strony czyli max 2km to szczyt spacerów w mojej miejscowości. Nigdy też nie słyszałem by ktokolwiek mówił o tym, że chodzi na takie spacery. Bieganie to co innego ale spacery po kilka kilometrów to w moim otoczeniu coś niezwykłego. Do najbliższego sklepu oddalonego o 2km już jedzie się samochodem tak jak w każde inne miejsce niezależnie od odległości.

Niczego nowego nie odkryłeś. Od dawna wiadomo, że rozkładam wszystko na drobne części i mam prze to spory problem. Jak już pisałem niemal wszystko we mnie stara się mnie odciągnąć od każdej zmiany. Przykładowo dziś pojechałem na WOŚP przy stadionie. Była niezła walka z samym sobą czy jechać tam czy nie. Ostatecznie pojechałem ale ile myśli, analizowania, rozważania za i przeciw przy czym przeciw było oczywiście znacznie więcej. Jeszcze przed wyjściem z domu głowa mnie rozbolała na tyle, że musiałem wziąć lek przeciwbólowy. Tak jest bardzo często. Ból głowy towarzyszy mi tak często i tak długo, że czasami nawet nie zauważam kiedy zaczyna boleć bo już uznaję to za coś normalnego. Na miejscu tak samo, tak wielki natłok myśli, że ciężko było się skupić na koncertach. No i oczywiście uczucie totalnego niedopasowania do miejsca i sytuacji. Jak zawsze kiedy jestem sam w miejscach publicznych czułem się jakby nie powinno mnie tam być albo jakbym na to nie zasługiwał. Nie wiem czy kiedykolwiek się od tego uwolnię.

Z tym bólem pleców jest już podobnie jak z bólem głowy. Już chyba nie pamiętam kiedy ostatnio nic mnie nie bolało niezależnie od tego ile trenowałem, jak trenowałem lub jeśli przez jakiś czas nie trenowałem.

Jeszcze ten przykład z bułkami, przecież w tym przypadku nie ma nad czym się nawet zastawiać. Jeśli mieszkasz samemu to nie masz wyboru i musisz kupić te bułki bo inaczej nie będziesz mieć co jeść. To nie jest kwestia lubienia tego lub nie ani nawet wyboru tylko kupisz i zjesz albo umrzesz z głodu. Nad tym czy oddychać czy nie też raczej nikt się nie zastanawia.

1 677 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-26 00:57:51)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Nie wiem skąd wy bierzecie te dystanse

Z doświadczenia. 45min do godziny spaceru to daje taką odległość. Te mityczne 10tyś kroków dziennie to ok 6-8km.

Od dawna wiadomo, że rozkładam wszystko na drobne części

Zacząłeś tak dopiero jak zauważyłeś, ze zapewnia ci to atencję i ojojanie ze strony niektórych użytkowników. Na początku twojej obecności tutaj byłeś zupełnie inny.

Z tym bólem pleców jest już podobnie jak z bólem głowy. Już chyba nie pamiętam kiedy ostatnio nic mnie nie bolało niezależnie od tego ile trenowałem, jak trenowałem lub jeśli przez jakiś czas nie trenowałem.

O swoich problemach ze zdrowiem pisałeś wielokrotnie. I każdy ci pisał i mówił to samo - wliczając w to twoją terapeutkę: wyprowadź się od rodziców, zacznij samodzielne życie i zadbaj o zdrową dietę. A magicznie 90% twoich objawów minie.

A tak to żonglujesz sobie lekami bez ładu i składu, nie dbasz o higienę snu i odżywiasz się rozgotowaną papką kartoflano-makaronową, a narzekasz, że jesteś wiecznie zmęczony, że boli cię głowa i regularnie dostajesz sraki.

Tak swoją drogą to jest też najlepszy dowód, że na żadną terapię nie chodzisz, bo takie bóle głowy i ciągłe zmęczenie są jednymi z najczęstszych skutków uzależnienia od masturbacji.

1 678

Odp: Co to znaczy żyć?

Chodziło mi o takie auto testy internetowe czy masz depresje.
Moim zdaniem jesteś poważnie chory psychicznie. Nie słuchaj internetowych gawędziarzy tylko zmieniaj psychiatrów i terapeutów, aż ci ktoś dobierze leki tak, że zaczniesz normalnie funkcjonować.

1 679

Odp: Co to znaczy żyć?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Chodziło mi o takie auto testy internetowe czy masz depresje.
Moim zdaniem jesteś poważnie chory psychicznie. Nie słuchaj internetowych gawędziarzy tylko zmieniaj psychiatrów i terapeutów, aż ci ktoś dobierze leki tak, że zaczniesz normalnie funkcjonować.

Właśnie zrobiłem kilka takich testów. Ich wyniki w większości są takie same czyli depresja, w niektórych wyszło nawet, że ciężka. Poziom lęku i stresu też na wysokim poziomie. Tyle tylko, że nie da mi to nic poza potwierdzeniem przypuszczeń. A najgorsze jest to, że terapeutka już drugi tydzień z rzędu mi odwołała wizytę. I to nie pierwszy raz dzieje się coś takiego. Poza tym nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Jednak to, że nie ma wizyty kiedy czuję, że by mi się przydała jest mocno niepokojące. To ona wyznaczyła termin cotygodniowych spotkań, a w ciągu ostatnich miesięcy już nie raz jej nie było właśnie tego dnia. Jeszcze gorsze jest to, że w takim terminie co tydzień jest dla mnie możliwe chyba tylko dzięki obecnej pracy, którą przecież muszę zmienić jak najszybciej. W godzinach popołudniowych lub wieczornych nie ma możliwości bo to NFZ. Muszę przy tym zostać bo prywatnie mnie nie stać. Poza tym czuję, że ta terapeutka jest na prawdę w porządku i na prawdę czuję, że coś się dzieje kiedy już dojdzie do wizyty. Leki brałem już dość długo, łącznie parę lat i poza w miarę stabilnością emocjonalną nie dawały nic więcej. Za to zawsze miały efekty uboczne. Nigdy nie pomogły dokonać żadnej zmiany. Terapia do tej pory w tym pomogła choć jeszcze nie w kwestii tych najważniejszych zmian. Wracając jeszcze do tych testów na niektóre z pytań odpowiadałem niemal bez zastanowienia, wybierając tę najgorsze odpowiedzi. To stało się dla mnie tak oczywiste, że dopiero po chwili zauważałem, że odpowiadam bardzo niepokojąco z perspektywy "normalnego" człowieka.

1 680

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Chodziło mi o takie auto testy internetowe czy masz depresje.
Moim zdaniem jesteś poważnie chory psychicznie. Nie słuchaj internetowych gawędziarzy tylko zmieniaj psychiatrów i terapeutów, aż ci ktoś dobierze leki tak, że zaczniesz normalnie funkcjonować.

Właśnie zrobiłem kilka takich testów. Ich wyniki w większości są takie same czyli depresja, w niektórych wyszło nawet, że ciężka.


Skoro byłeś u psychiatry, który ci zdiagnozował to samo i przepisał ci asentrę, to co te testy miały wnieść?



Leki brałem już dość długo, łącznie parę lat i poza w miarę stabilnością emocjonalną nie dawały nic więcej.

Bo one mają dawać właśnie to. I nic więcej.


Wracając jeszcze do tych testów na niektóre z pytań odpowiadałem niemal bez zastanowienia, wybierając tę najgorsze odpowiedzi

Czyli celowo oszukujesz, żeby uzyskać jak najgorszy wynik wskazujący na jak największy problem. Bo to zdejmuje z ciebie odpowiedzialność za własny dobrostan.

1 681

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

Skoro byłeś u psychiatry, który ci zdiagnozował to samo i przepisał ci asentrę, to co te testy miały wnieść?

Bo one mają dawać właśnie to. I nic więcej.

Czyli celowo oszukujesz, żeby uzyskać jak najgorszy wynik wskazujący na jak największy problem. Bo to zdejmuje z ciebie odpowiedzialność za własny dobrostan.

Nic poza zaspokojeniem ciekawości i potwierdzeniem tego co wiem od dawna.

To by znaczyło, że musiałbym je brać chyba przez całe życie.

Podobno to ja piszę sprzeczne ze sobą rzeczy, a teraz ty właśnie to zrobiłeś. "Bez zastanowienia" uniemożliwia zrobienie czegoś "celowo". To mi się odpala z automatu. Przykładowo pojawia się pytanie "Czy czujesz się bezwartościowy?" albo "Czy nie widzisz dla siebie żadnej przyszłości?". Odpowiadam całkowicie twierdząco nawet się nie zastanawiając nad odpowiedzią. Taka odpowiedź jest i odkąd tylko pamiętam zawsze była tak oczywista, że odpowiedź leci od razu. Chyba jedyne momenty kiedy tak nie było to jak spędzałem czas z dziewczyną.

1 682

Odp: Co to znaczy żyć?

Testy są po to żeby sprawdzić czy to osoba chora psychicznie. Wychodzi że tak, więc chłopak powinien skierować sie po profesjonalną pomoc. Głupie rady z forum nic nie pomogą.

1 683

Odp: Co to znaczy żyć?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Testy są po to żeby sprawdzić czy to osoba chora psychicznie. Wychodzi że tak, więc chłopak powinien skierować sie po profesjonalną pomoc. Głupie rady z forum nic nie pomogą.

To nawet nie w tym rzecz. Standardowe testy w przypadku "typowej, polskiej mentalności" bardzo często u ludzi zdrowych pokazują depresję i alkoholizm.

Robienie ich na pałę zawsze daje taki sam rezultat. Ważny jest kontekst i diagnostyka różnicowa.

1 684

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Nic poza zaspokojeniem ciekawości i potwierdzeniem tego co wiem od dawna.

Podobno to ja piszę sprzeczne ze sobą rzeczy, a teraz ty właśnie to zrobiłeś. "Bez zastanowienia" uniemożliwia zrobienie czegoś "celowo".

Bez zastanowienia, a celowo to nie są sprzeczności. Ty całe życie klepiesz te testy, bo to samo robiła z tobą szkolna pedagog i psycholog, które to zdiagnozowały ci dysgrafię (czy co tam masz) i wysłały na sporty walki. To samo robiła z tobą poprzednia psycholożka i obecna i to samo robił z tobą psychiatra. Jak się klepie to samo całe życie to się wie co trzeba mówić/zaznaczać, żeby otrzymać konkretny wynik. Na pewnym etapie to zwykły nawyk, przyzwyczajenie, które ma z ciebie zdjąć odpowiedzialność za swoje życie i popełnione błędy.


To by znaczyło, że musiałbym je brać chyba przez całe życie.

Po pierwsze nie specjalnie wierzę, że na jakąkolwiek terapię chodzisz, bo klepiesz wzajemnie wykluczające się rzeczy, które niekiedy są tak irracjonalne i tak komicznie żałosne, że słów brakuje. Gdyby to było choć w części prawdziwe, to nie przebrnąłbyś przez ogólniak, nie mówiąc już o studiach. Tym czasem, żonglujesz sobie dawkami i okresami brania, nie zgłaszasz wszystkich objawów i nie wykorzystujesz leków, aby wyprowadzić swoje życie na prostą. Leki to nie jest coś, co za ciebie wykona robotę. To jest tylko narzędzie. Jak go nie wykorzystujesz, to i takie masz efekty. Poza tym, po tylu latach - jak to twierdzisz - już dawno ktoś by się skapnął, że ściemniasz. Bo albo by ci wielokrotnie zmieniali dawki, albo wprowadzili inny lek lub leki (w liczbie mnogiej), bo spokojnie 90% problemów ze zdrowie jakie tu kiedykolwiek opisałeś to psychosomatyka. Co kolejne wyniki twoich badań to potwierdzały.

Póki się nie wyprowadzisz od rodziców i póki nie zmienisz nawyków życiowych (w szczególności diety i nie zrobisz czegoś ze swoim uzależnieniem), to dalej będziesz tkwił w tym swoim marazmie, wiecznie marudząc na wszystko.

1 685

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Testy są po to żeby sprawdzić czy to osoba chora psychicznie. Wychodzi że tak, więc chłopak powinien skierować sie po profesjonalną pomoc. Głupie rady z forum nic nie pomogą.

To nawet nie w tym rzecz. Standardowe testy w przypadku "typowej, polskiej mentalności" bardzo często u ludzi zdrowych pokazują depresję i alkoholizm.

Robienie ich na pałę zawsze daje taki sam rezultat. Ważny jest kontekst i diagnostyka różnicowa.

Przecież widzisz kontekst. To są według ciebie wypowiedzi osoby w pełni zdrowej? Jego nawet myślenie o życiu męczy, a co dopiero samo życie.

1 686 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-02-02 16:13:55)

Odp: Co to znaczy żyć?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Przecież widzisz kontekst. To są według ciebie wypowiedzi osoby w pełni zdrowej? Jego nawet myślenie o życiu męczy, a co dopiero samo życie.


On tutaj tyle wersji siebie opowiadał, że nie wiadomo co jest prawdziwe, a co wymyślne dla atencji. Zauważ, że w początkach swojej obecności tutaj wcale taki nie był. On dopiero się taki stał jak zauważył, że robienie z siebie sieroty zapewnia mu ojojanie, uwagę i pole do rozmowy, bo o niczym innym niż on sam przecież dyskutować nie potrafi.


Jeśli cokolwiek jest prawdziwe, to przecież jego domowe robienie testów nie ma sensu, bo chodzi i do psychologa i do psychiatry. I nie pierwszy raz w swoim życiu. I leki jednak dostawał, bo ktoś już go zdiagnozował.

Czy wymaga pomocy? Tak

Czy uzyska ją na tym forum? Nie.

Ale niczego zmieni jeśli będzie kłamał/pomijał niewygodne objawy u psycholog czy psychiatry i nie będzie wcielał wniosków z terapii w życie wykorzystując leki jako narzędzie do samopomocy. Wieczne jojczenie nikogo nie wyprowadziło na prostą.

1 687

Odp: Co to znaczy żyć?

Odkąd skończyłem szkołę podstawową nikt ani razu nie dawał mi do zrobienia tego typu testów. Ani psychiatra, ani poprzednia terapeutka, ani też obecna.

Jsk miałbym "żonglować" dawkami skoro od kilku miesięcy już nie biorę żadnych leków?

Niby co miałoby mi uniemożliwić ukończenie liceum, a potem studiów?

Jaki byłem na początku mojej obecności na forum? Ja nie zauważyłem różnicy poza tym, że teraz zadaję o wiele mniej pytań.

A już to co mnie ciekawi najbardziej czyli jakie objawy pominąłem?

Z tym o wyprowadzce od rodziców i zmianie nawyków w pełni się zgadzam. Właśnie to jest głównym celem wszystkich obecnych działań terapeutycznych.

1 688 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2026-02-02 16:38:03)

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Przecież widzisz kontekst. To są według ciebie wypowiedzi osoby w pełni zdrowej? Jego nawet myślenie o życiu męczy, a co dopiero samo życie.


On tutaj tyle wersji siebie opowiadał, że nie wiadomo co jest prawdziwe, a co wymyślne dla atencji. Zauważ, że w początkach swojej obecności tutaj wcale taki nie był. On dopiero się taki stał jak zauważył, że robienie z siebie sieroty zapewnia mu ojojanie, uwagę i pole do rozmowy, bo o niczym innym niż on sam przecież dyskutować nie potrafi.


Jeśli cokolwiek jest prawdziwe, to przecież jego domowe robienie testów nie ma sensu, bo chodzi i do psychologa i do psychiatry. I nie pierwszy raz w swoim życiu. I leki jednak dostawał, bo ktoś już go zdiagnozował.

Czy wymaga pomocy? Tak

Czy uzyska ją na tym forum? Nie.

Ale niczego zmieni jeśli będzie kłamał/pomijał niewygodne objawy u psycholog czy psychiatry i nie będzie wcielał wniosków z terapii w życie wykorzystując leki jako narzędzie do samopomocy. Wieczne jojczenie nikogo nie wyprowadziło na prostą.

Jaki jest cel tej rozmowy? Czego w tej rozmowie oczekujesz? Dlaczego wchodzisz ze mną i pośrednio z nim w rozmowę?
Nawiasem jojczenie to jest objaw depresji. Każda jego wypowiedz sugeruje poważne problemy psychiczne. Z terapii powoli zrobił sobie całą swoją osobowość. Do zwykłych czynności i jakiegokolwiek zaangażowania w jego własne życie potrzebuje "działań terapeutycznych".

1 689

Odp: Co to znaczy żyć?
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Jaki jest cel tej rozmowy? Czego w tej rozmowie oczekujesz? Dlaczego wchodzisz ze mną i pośrednio z nim w rozmowę?

Zabijam czas prokrastynując, bo mi się nie chce wziąć za robotę smile


Do zwykłych czynności i jakiegokolwiek zaangażowania w jego własne życie potrzebuje "działań terapeutycznych".

Które sumarycznie nie zmieniają niczego.

1 690

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Odkąd skończyłem szkołę podstawową nikt ani razu nie dawał mi do zrobienia tego typu testów. Ani psychiatra, ani poprzednia terapeutka, ani też obecna.

Tak, a receptę na SSRI dostałeś na ładny uśmiech.


Jsk miałbym "żonglować" dawkami skoro od kilku miesięcy już nie biorę żadnych leków?

Brałeś, nie bierzesz, a w międzyczasie miałeś przerwy - nawet wątek o tym przecież założyłeś.


Niby co miałoby mi uniemożliwić ukończenie liceum, a potem studiów?

Taką sierotą życiową, co to ani me, ani be. Nie zaliczyłbyś żadnej kartkówki, żadnej klasówki, matury, kolokwium czy egzaminu. Jeśli przerasta cie wyjście na spacer, napisanie CV czy znalezienie instruktora pływania, to ja nie wiem jak miałbyś dobrnąć do matury.


Jaki byłem na początku mojej obecności na forum?

Wprost - nie byłeś taką mamejowatą pizdą, co to ma dwie lewe ręce do wszystkiego.


A już to co mnie ciekawi najbardziej czyli jakie objawy pominąłem?

Tak jak wybiórczo podchodzisz zawsze do rozmowy tutaj, tak i terapeutce czy psychiatrze też nie wszystko mówisz. To raz nigdzie nie byłeś - to jeździłeś na obozy. To nigdy z nikim silniejszym się nie sparingowałeś - to zdobywałeś medale. To niczego od ciebie rodzice nie wymagali - to byłeś zasypywany bojowymi zadaniami od ojca. To nikt w ciebie nic nie inwestował - to rodzice na korepetycje itp wydali równowartość nowego samochodu. To nigdy nie mogłeś się rozwijać i nic ciebie nie interesowało - to znowu miałeś pasję do sportu i ćwiczyłeś różne style walk, to cię nikt nigdy nie diagnozował, a potem że masz dysgrafię. I tak w każdym temacie. Aby tylko uwaga była skupiona na tobie.

Gdybyś szczerze pogadał o uzależnieniu, to skończyłbyś na terapii uzależnień biorąc androcur lub coś podobnego. A skoro asentra nie działa, to albo byłoby dostosowywanie dawki (jej zwiększenie) albo zmieniliby ci ją na coś innego.


Z tym o wyprowadzce od rodziców i zmianie nawyków w pełni się zgadzam. Właśnie to jest głównym celem wszystkich obecnych działań terapeutycznych.


Nie, nie wyprowadzisz się. Bo ci tam z byt wygodnie i sumarycznie dobrze. Za nic nie ponosisz odpowiedzialności, o nic nie musisz się martwić. Jedzonko zrobione, zakupki, pranie, sprzątanie, koń zwalony - można iść spać.

Posty [ 1 626 do 1 690 z 3 086 ]

Strony Poprzednia 1 … 24 25 26 27 28 … 48 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026