Shinigami napisał/a:Muqin, bardzo chętnie dałbym z tym na luz ale nie bardzo da radę. Porównywanie się jest tak mocno wbite do głowy, że na tą chwilę nie widzę możliwości by tego nie robić. Może dalszą terapia coś na to zaradzi.
Obawiałem się, że to napiszesz. Wolałbym nie mieszać w to nikogo innego ale tak jak piszesz to może okazać się konieczne.
Czystym może i nie ale to jest główny cel życia każdego zwierzęcia. Chodzi tu bardziej o to, że dla zwierząt żyjących wolno są tylko dwie opcje, przetrwać albo zginąć. Ludzie mają ich znaczenie więcej co poza oczywistymi korzyściami powoduje też problemy nieznane dla zwierząt.
Żeby mieć coś do opowiedzenia to jak najbardziej warto jak najwięcej zobaczyć. Uciechy jeszcze nigdy z tego nie miałem ale może po prostu nigdy nie widziałem nic co by mnie wystarczająco ucieszyło. Z samymi interakcjami międzyludzkimi jest podobnie. Nigdy nie rozumiałem co jest w nich takiego super ale zawsze wiedziałem, że powinno się mieć ich jak najwięcej i być w nich jak najlepszym, bo tego wymaga społeczeństwo. Dziś ten temat był ostro poruszany na terapii.
Nie wiem czemu wyskoczył, byłem tam nie raz i nic nadzwyczajnego nie widziałem poza tą architekturą. To znaczy jedynie tyle, że będę musiał się bardziej zagłębić w temat. Żyrardów i Łódź łączy fakt, że w obu miastach były zakłady włókiennicze. Czyżby właśnie z tym było związane wydarzenie, o którym piszesz? Będę szukał dalej.
Co do muzeów to zawsze chciałem pójść do tego z dinozaurami. Wybacz, nie pamiętam nazwy. Pamiętam jeszcze, że kiedyś w Warszawie organizowali wystawę ludzkich organów. Coś takiego też zawsze chciałem zobaczyć.
Bagiennik, teraz to aż mnie zaciekawiłeś co to za zawód. Wierz mi, że nie musisz mi tłumaczyć zwierzęcych zwyczajów stadnych. Obejrzałem mnóstwo filmów przyrodniczych. Wiem, że wilki czy szympansy znacząco się różnią od planktonu. W pełni się zgadzam, że od zwierząt można się na prawdę wiele nauczyć jednak wciąż niewiele ma to wspólnego z ludzkimi problemami natury psychicznej w XXI wieku. Zwierzęta, które z jakiegoś powodu nie wpasowują się w swoje społeczeństwo umierają. Ludzie nie bo współczesna nauka i technologia to umożliwiają. Gdybyśmy się przenieśli kilkaset lat wstecz jednostki takie jak ja umierały by przed osiągnięciem dorosłości. Zresztą nawet nie trzeba kilkuset lat, wystarczyłyby czasy sprzed wynalezienie antybiotyków i nie dożył bym nawet połowy obecnego wieku.
Co do chodzenia po lesie nie bardzo mogę się wypowiedzieć bo jeszcze tego nie próbowałem. To znaczy nie samemu i nie ogarniając wszystko samemu. Dlatego pisałem, że to by wymagało przygotowania. Nie mam w tym doświadczenia i wszystko musiałbym robić na oko, nie wiadomo czy w lesie byłby zasięg by mieć internet. To też nawet nie jest tak, że jakoś szczególnie tego chcę czy żeby mnie to bardzo ciekawiło. Bardziej widzę w tym możliwość odbodźcowania się.
Wiem i dlatego zawsze mówiłem, że jeśli ktoś zdoła opracować jakiś sposób na tymczasowe lub nawet trwałe wyłączenie emocji będzie jedno z największych osiągnięć w historii ludzkości. Co do tego przekonania o mieszaniu z błotem i traktowania jak śmiecia przynajmniej już wiem skąd mi się to bierze. Ja wciąż widzę to tak, że wszyscy mogą te błędy popełniać tylko ja nie. Przerabiam to na terapii od samego jej początku i dziś był kolejny raz. Zaczynam się wręcz kłócić z terapeutką. Wracając do tematu po prostu nie widzę tego by ktokolwiek, a zwłaszcza rodzice dali mi możliwość do próbowania, popełniania błędów i uczenia się na nich.
Ja myślę, że ta niechęć do osób opanowanych wynika z czegoś innego. Ze strachu przed skutecznością takich osób. Im mniej człowiek kieruje się emocjami tym bardziej jest skuteczny, tym mniej się waha czy obawia własnego niepowodzenia. We wszystkich scenariuszach gdzie maszyny pokonują ludzi robią to nie dzięki zaawansowanym możliwościom obliczeniowym czy bazie danych zawierajacej całą wiedzę ludzkości. Maszyny wygrywają bo nigdy się nie wahają, nigdy nie rezygnują, nie boją się ani nie mają depresji, po prostu działają z niezrównaną skutecznością. Im bardziej człowieka przypomina taką maszynę tym większą niechęć wzbudza bo kojarzy się z kimś kto się nie zawaha. Przynajmniej ja tak to widzę. Dziś na terapii sporo rozmawialiśmy o relacjach międzyludzkich i o tym, że ja mam to nieźle wypaczone więc możliwe, że powyższe spojrzenie też mam błędne. Mimo wszystko wolałbym w ogóle ich nie mieć i być całkowicie bezuczuciową maszyną ale mieć realny wpływ na swoje życie niż żeby tak bardzo mnie blokowały.
Co do zimowych wycieczek mam zimową kurtkę, buty, a nawet czapkę i rękawiczki. Na chodzenie po mieście zestaw jak znalazł ale na całodniową wyprawę do lasu już nie bardzo. W ogóle nie spodziewałem się, ten las wywoła coś takiego co tu się zadziało. Gdybym wiedział, że będzie z tego aż taka afera to nawet bym o tym nie wspomniał. Chciałem tylko napisać, że teraz aktualnie nie mam sprzętu na takie wyprawy, niektórzy gdyby mogli to chcieliby za to ukrzyżować. Nie muszę pisać o kogo chodzi bo co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości ale trzeba mieć na prawdę dużo czasu żeby klepać takie ilości postów o tak błahej sprawie. Wracając do tematu, faktycznie nie mam takiego wyposażenia i tak jak piszesz na luzie mógłbym iść kupić parę rzeczy. Przykładowo te buty, mam ciepłe i dość wytrzymałe, na warunki panujące w mieście czy jego obrzeżach są bardziej niż wystarczające ale koło prawdziwych trekingowych to one nawet nie stały.
Pytałeś czy się obawiam kilkugodzinnej wycieczki w teren przy obecnych warunkach. Trochę tak bo nawet nie wiem czy bym dojechał na miejsce startu takiej wycieczki moim 19 letnim samochodem z oponami wielosezonowymi.
Priscilla, kontakt z dziewczyną jest ale co do powrotu nic się nie wyjaśniło. Wybacz ale nie napiszę nic więcej, zresztą już kiedyś zostałem tu mocno upomniany za wypisywanie naszych prywatnych spraw.
Oj, Shini, toż ja wiem, że z tym dawaniem na luz u Ciebie problem wielki jak stodoła
Tym niemniej - jak myśl Twoja pobiegnie w kierunku tematu gotowania, porównaj się najpierw z Muqin.
Pływanie - ja jestem wodne zwierze, ale nawet takim jak ja, co to pływają z lubością od wczesnego dzieciństwa pomoc w poprawianiu techniki nie zaszkodzi, choć uczona byłam. In lepiej pływasz technicznie tym ci się przyjemniej i wydajniej płynie. Do czego taki trener? Żeby zobaczył co należy, bo jak człowiek płynie to sam siebie nie widzi. Osobiście korzystałam z takiej pomocy w poprawianiu techniki mając już uprawnienia ratownika.
W pewnym sensie masz rację, żyć albo zginąć. To i u ludzi jest, ale ludzie mają większą możliwość długiego egzystowania na obrzeżach stada.
Uciecha z oglądania czegoś...no ja się to sporo musiałam nauczyć, i to wcale nie w dzieciństwie, dopiero sporo po 30-ce. No miałam szczęście, bo miałam od kogo. O ile z przyrodą poszło u mnie naturalnie, o tyle ze zwiedzaniem oj, orka na ugorze na początku była i sporo się musiałam nauczyć i napracować, żeby dojść do momentu "to fajne, lubię!". Początki były trudne, a nagroda w postaci prawdziwej uciechy mocno odroczona.
Interakcje z ludźmi wcale nie zawsze są fajne, to raczej chyba warto uznać, że są potrzebne w jakimś zakresie, ale ilość w jakość nie przechodzi, co najwyżej jak masz dużo to masz większy wybór z kim chcesz, a z kim na pewno nie. Jak masz mało to niejako musisz brać "jak leci", bo jeśli odrzucisz to zostanie zero, a bez tych interakcji słabo się żyje.
Wracając do Żyrardowa to tak po prostu łażąc raczej trudno coś więcej zobaczyć niż ogólnie specyficzną architekturę, która po krótkim czasie powszednieje. Jak się ma trochę historycznego zacięcia powszednieje później, ale jednak dom to dom. W Żyrardowie znalazłam stosowne muzeum lokalne, w tym muzeum jedną taką atrakcję co to może być fajna czyli escape room związany z tym, z czego słynął Żyrardów czyli produkcją lnu. Escape room ogólnie może być fajny, jak dobrze zrobiony.
Łódź i Żyrardów owszem, włókiennictwo. Atrakcja, co ją znalazłam, ma z tym związek odnośnie lokalizacji, ale już jeśli chodzi o samą atrakcję tylko umiarkowany, ona się wiąże z czym innym raczej i wydaje się (być może) wychodzić naprzeciw Twoim potrzebom natury raczej psychologicznej i tych klimatów.
A co jest motoryzacyjnego w Łodzi 1 lutego?
Jakie do diaska jest muzeum z dinozaurami w Warszawie? Weź mi poszukaj, please.
Chodzenie po lesie to Shini poczekaj na wiosnę, toż to miałby być dla Ciebie relaks i przyjemność łagodna i miła, a nie jakaś szkoła przetrwania połączona z koniecznością zakupów. Ja mam dużą wprawę w obcowaniu z tzw. naturą i, w przeciwieństwie do niektórych, mam dla tejże natury spory szacunek, albowiem miałam się okazję przekonać, ze w ostatecznym rozliczeniu ona ma nade mną solidną przewagę, a nie ja nad nią. Kilkugodzinnej wycieczki do lasu w obecnych warunkach bać to bym się nie bała, ale obiektywnie dla osoby niewprawnej to by się mogła taka wycieczka skończyć może nie tragicznie, ale też nie przyjemnymi wspomnieniami i chęcią powtórki z wątpliwej rozrywki.
Niechęć do osób opanowanych może wynikać z prostej rzeczy - z podświadomego lęku. Bo jak nie widzisz czyichś emocji to nie wiesz, wróg czy przyjaciel. Im mniej się człek kieruje emocjami tym jest skuteczniejszy? A to emocje dają napęd do działania. Nie muszą być widoczne, ale muszą istnieć. Tak zwani psychopaci nie są pozbawieni emocji, ich różne działania silnie kręcą, choć z zewnątrz może tego nie być widać. Na czystym rozumie daleko się z działaniem nie zajedzie, to jak latać mając jedno skrzydło duże, a drugie skarlałe, wychodzi latanie w kółko. Zresztą na siebie spójrz, racjonalnie to Ty umiesz i to całkiem dobrze. I tkwisz, bo emocje...
Fajnie, ze się z terapeutka kłócisz. 