Ulle,
to co napisałaś jest karykaturą.
Jeśli zaś tyle zrozumiałaś z mych postów, to współczuję. Nie mam zamiaru przekonywać Cię do czegokolwiek.
Podobne tematy
Ulle,
to co napisałaś jest karykaturą.
Jeśli zaś tyle zrozumiałaś z mych postów, to współczuję. Nie mam zamiaru przekonywać Cię do czegokolwiek.
Wielokropku, wiesz że ja wysoko cenie sobie Twoje rady, ale szczerze?
Dokładnie tyle właśnie zrozumiałam z Twojej wcześniejszej wypowiedzi i w ogóle z całej tej dyskusji.
Dla mnie to wszystko jest kuriozalne i tak durne, że słów mi brakuje.
Wiem że to karykatura, zaznaczyłam to, jednak czyz w praktyce wygląda to inaczej?
198 2022-11-09 09:44:46 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-11-09 10:02:37)
Wygląda. ![]()
***
Kolejna ściąga.
Adele Fabe, Elaine Mazlish, Jak mówić żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły
(Niektóre wypowiedzi są, moim zdaniem, albo źle przetłumaczone, albo też nienaturalne, ale książka jest cenna ze względu na pokazanie relacji, którą można stworzyć, na zachęcenie do refleksji nad własnym sposobem bycia i podanie przykładów reakcji, zwłaszcza w trudnych sytuacjach.)
***
I jeszcze jedno. ![]()
Buntem dziecka (w tym nastolatka) nie trzeba się martwić, martwić się warto (ale też na martwieniu się nie należy kończyć), gdy dziecko jest potulne i nie buntuje się.
To może napiszmy odwrotną karykaturę, w której głównym środkiem wychowawczym jest klaps i wrzask?
Czh mogę iść uderzyć męża za to, że nie wyniósł śmieci? A mogę mu dać klapsa za to, że rozbił talerz? A za to, że nie zjadł do końca obiadu, albo że ze spaceru wrócił pół godziny później mogę mu zabrać telefon i odciąć internet?
200 2022-11-09 10:04:36 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-09 10:09:24)
To co ja zrozumiałam z tej dyskusji:
Jest jedna strona, która uważa, że są złe dzieci. Tak po prostu złe same z siebie, zło w nich było od samego początku.
Jest druga strona, która uważa, że tak zwane ‘złe dzieci’ to efekt kiepskich metod wychowawczych, braku prawdziwej bliskości.
Co do złych dzieci, to ciekawa jestem, co myślą na swój temat rodzice takich złych dzieci? Czy uważają się z najlepszych rodziców na świecie, którzy byli doskonali, idealni i absolutnie wszystko zrobili dobrze, na pewno by to pokazali jacy z nich rodzice roku, tylko pech chciał, że im się takie podłe i złe dziecko urodziło? Czy tacy rodzice widzą, że może coś należało zrobić inaczej, popełnili błędy, czy w ogóle nic nie jest ich winą, bo przecież zrobili wszystko najlepiej na świecie i wszystko to wina tego podłego i złego dziecka?
201 2022-11-09 10:23:27 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-11-09 10:29:28)
Wniosek z tego?
Zanim zdecydujesz się urodzić dziecko musisz skończyć przynajmniej jakiś kurs z z zakresu, jak wychować dziecko według nowoczesnych standardów albo przynajmniej przeczytać zestaw lektur obowiązkowych w tym zakresie, jednak najlepiej należałoby ukończyc studia z zakresu pedagogiki, psychologii i tym podobnych.
Znam stosunkowo młode jeszcze małżeństwo z siedmioletnia córeczka. Rodzice tak się dobrali, że właśnie szykują się do rozwodu. Mąż nie jest chodzącym ideałem i daleko mu do anioła w ludzkiej postaci, ale powiedzmy sobie, jest to człowiek z życia wzięty.
Żona to chodząca encyklopedia wszelkich mądrości, niezwykle elokwentna oraz wymowna. Gdy zaczyna vis tłumaczyć, to końca nie ma jej wywodów. Podczas trwania jej monologów można by było pięć razy umrzeć i pięć razy ożyć - koszmar.
Jednak ona tak uwielbia słychać swojego głosu i jest tak przekonana o tym, że ludzie słuchają jej jak wyroczni, że wywody jej nie mają końca.
Mają siedmioletnia córkę, która ostatnio coś nabroila - pani w szkole powiedziała o tym rodzicom.
Oboje wzięli więc córkę na rozmowę.
Mała na wstępie poprosiła tylko o to, żeby tato porządnie wydarł się na nią i dał jej szlaban na korzystanie z tableta, tylko żeby mama znowu nie tłumaczyła jej, co zrobiła źle, bo ona wie, co zrobiła.
Mama już brała oddech, by rozpocząć wykład, jednak prośba córki mocno zbiła ja z tropu.
Aha, żeby nie było, jej mama uwielbia monologi, jednak jako mama nowoczesna i uświadomiona ona odróżnia zjawisko mówienia do kogoś od zjawiska rozmowy z kimś, tak więc to miała być rozmowa z córka i tłumaczenie jej.
Aż się śmieje, gdy to piszę, bo znam tych ludzi, więc wiem, czego najbardziej bała się ta 7-latka
I jeszcze jeden i jeszcze raz ![]()
Nie mówiłyśmy tu o monologu.
Koniec.
Ciąża trwa 9 miesięcy, przeczytanie w trakcie kilku książek o wychowywaniu dzieci nie zaszkodzi.
A to już dawno zostało zauważone, że żeby zostać kierowcą samochodu trzeba zdać egzamin, a żeby zostać rodzicem nie trzeba kończyć żadnego kursu, nie trzeba zdawać żadnego egzaminu, nic nie trzeba poza byciem płodnym. Rodzicem może być każdy, dlatego jakość będzie różna, jeden stworzy kochającą rodzinę, inny dysfunkcyjną, a jeszcze inny całkowicie patologiczną.
ulle dalej idziesz w karykaturę. Na tej samej zasadzie, to na gruncie tego, że są po prostu źli ludzi możemy zacząć debatować, dlaczego pracodawcy nie mogą lać swoich pracowników? Wszak, jeśli ktoś jest z gruntu zły od samego urodzenia i nic absolutnie się nie da z tym zrobić, inaczej nie da się do tego człowieka dotrzeć, to pracodawca powinien mieć możliwość dotarcia do takiego pracownika w skuteczny sposób jakim jest bicie i krzyk. Na przykład publiczna lanie przy innych pracownikach za spóźnianie się.
(...) Ciąża trwa 9 miesięcy, przeczytanie w trakcie kilku książek o wychowywaniu dzieci nie zaszkodzi.
Jasne, że nie.
Znając Twe podejście, nie mam wątpliwości w jaki sposób wychowywać będziesz syna. Pamiętaj tylko: dbaj o siebie (nie tylko teraz), jesteś ważną osobą. ![]()
205 2022-11-09 10:59:14 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-11-09 10:59:32)
Ulle, przeczytaj jeszcze raz post Wielokropek - tam naprawdę wszystko jest.
choćby to
Mała na wstępie poprosiła tylko o to, żeby tato porządnie wydarł się na nią i dał jej szlaban na korzystanie z tableta, tylko żeby mama znowu nie tłumaczyła jej, co zrobiła źle, bo ona wie, co zrobiła.
Mama już brała oddech, by rozpocząć wykład, jednak prośba córki mocno zbiła ja z tropu.
Aha, żeby nie było, jej mama uwielbia monologi, jednak jako mama nowoczesna i uświadomiona ona odróżnia zjawisko mówienia do kogoś od zjawiska rozmowy z kimś, tak więc to miała być rozmowa z córka i tłumaczenie jej.
Aż się śmieje, gdy to piszę, bo znam tych ludzi, więc wiem, czego najbardziej bała się ta 7-latka
Napisałaś o pogadankach, nazywam je kazaniami i wiem, że ich prawienie przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Owe pogadanki nie są rozmową. Rozmowa polega na dialogu, a jego podstawą jest... słuchanie i słyszenie tego, co druga osoba (także dziecko) mówi. Konia z rzędem temu, kto owe pogadanki lubi, kto ich słucha (a nie udaje, że to robi). Zwykle ludzie (nie tylko dzieci, choć one najbardziej), dopóty się ich psychicznie nie ubezwłasnowolni i nie oduczy myślenia, chcą wiedzieć dlaczego mają coś zrobić, i odpowiedzią, która ich satysfakcjonuje nie jest np.: "Bo tak", "Bo jestem starszy", "Bo wiem lepiej", it.p. Zapamiętaniu pomaga zrozumienie, ono ułatwia oddzielenie ziarna od plew i... podjęcie decyzji. Chyba, że celem jest ulepienie człowieka podporządkowanego, miałkiego, który siebie samego nie szanuje i prawa innych (zawsze) przedkłada nad swoje (nazywam ich "przepraszającymi za to, że żyją").
i ja się zgadzam że edukacja dotycząca rodzicielstwa kuleje. ludzie z jakiegoś powodu uznają że mają te kompetencje. to są kompetencje jak każde inne, trzeba je zdobyć. a nieliczni je zdobyli we własnym domu.
dla mnie Ulle i Rossanko brakuje Wam empatii wobec dzieci - nie widzę w Waszych wypowiedziach uznania że te dzieci również mają prawo wyrazić swoje emocje oraz zaspokoić swoje potrzeby.
tych przykładów rozmów nie skomentuję bo tam nie ma ani szacunku matki do siebie samej ani szacunku dziecka do matki. a my mówimy o wychowaniu gdzie podstawą jest obustronny szacunek.
Lady Loka napisał/a:(...) Ciąża trwa 9 miesięcy, przeczytanie w trakcie kilku książek o wychowywaniu dzieci nie zaszkodzi.
Jasne, że nie.
![]()
Znając Twe podejście, nie mam wątpliwości w jaki sposób wychowywać będziesz syna. Pamiętaj tylko: dbaj o siebie (nie tylko teraz), jesteś ważną osobą.
Dzięki
póki co skupiam się na tym, żeby donosić, ale staram się właśnie jakąś jedną mądrzejszą książkę miesięcznie przeczytać i znakeżć chociaż jedną rzecz, która mi się przyda.
Ale to też można łatwo porównać choćby to sposobów przewijania dziecka czy podnoszenia. Teraz jest masa filmików nagranych lrzez fizjoterapeutów o tym, jak prawidłowo przewijać czy podnosić dziecko, żeby mu nie zrobić krzywdy. Czy wiedzieliśmy o tym 20 lat temu? Nie. Wiedza idzie do przodu. Wiedza o dziecięcej psychice też. Czy to znaczy, że rodzice nam robili świadomie krzywdę podnosząc nas w zły sposób? Nie.
Czy to znaczy, że mamy olać to, jakie wskazania są teraz, bo przecież kiedyś się tak podnosiło i żyjemy? Zostawiam do własnego rozpatrzenia.
dla mnie Ulle i Rossanko brakuje Wam empatii wobec dzieci - nie widzę w Waszych wypowiedziach uznania że te dzieci również mają prawo wyrazić swoje emocje oraz zaspokoić swoje potrzeby.
ek.
I nie przeczytasz u mnie takich wypowiedzi, o tym, że dzieci mają prawo wyrazić swoje emocje, bi nie pisze o dzieciach, które są tłamszone, nie pozwala im się na płacz, czy złość, czy bucie żywiołowym.
Cały czas pisze o dzieciach, którym tłumaczysz, rozmawiasz, opiekujesz się psychicznie a one mimo tego nie usłuchają, przytakną i zrobią swoje, albo na złość, albo z przekory, bo tak. I możesz sobie z nimi rozmawiać w nieskończoność a on i tak zrobi swoje. Jest złośliwe, lubi robić krzywdę innym, nieprzyjemne w obyciu, inne dzieci od niego też uciekają, bo ma po prostu wredny charakter, nie miałaś takich dzieci w szkole, które były po prostu złośliwe w stosunku do innych?
Co do zaspokajania swoich potrzeb to właśnie trzeba nauczyć dziecko, że nie zawsze będzie miało zaspokojone swoje potrzeby. Nie mize w każdej chwili wyjść do kolegów, czy dostać zabawki czy zamiast iść do szkoły pójść do kina bo ma taką potrzebę. Tak życie nie wygląda.
anna.zakochana napisał/a:dla mnie Ulle i Rossanko brakuje Wam empatii wobec dzieci - nie widzę w Waszych wypowiedziach uznania że te dzieci również mają prawo wyrazić swoje emocje oraz zaspokoić swoje potrzeby.
ek.I nie przeczytasz u mnie takich wypowiedzi, o tym, że dzieci mają prawo wyrazić swoje emocje, bi nie pisze o dzieciach, które są tłamszone, nie pozwala im się na płacz, czy złość, czy bucie żywiołowym.
Cały czas pisze o dzieciach, którym tłumaczysz, rozmawiasz, opiekujesz się psychicznie a one mimo tego nie usłuchają, przytakną i zrobią swoje, albo na złość, albo z przekory, bo tak. I możesz sobie z nimi rozmawiać w nieskończoność a on i tak zrobi swoje. Jest złośliwe, lubi robić krzywdę innym, nieprzyjemne w obyciu, inne dzieci od niego też uciekają, bo ma po prostu wredny charakter, nie miałaś takich dzieci w szkole, które były po prostu złośliwe w stosunku do innych?
Co do zaspokajania swoich potrzeb to właśnie trzeba nauczyć dziecko, że nie zawsze będzie miało zaspokojone swoje potrzeby. Nie mize w każdej chwili wyjść do kolegów, czy dostać zabawki czy zamiast iść do szkoły pójść do kina bo ma taką potrzebę. Tak życie nie wygląda.
1. Nikt nie napisał o tym, że dziecko zawsze będzie miało zaspokojone swoje potrzeby.
2. Jak dziecko jest złośliwe to trzeba się zastanowić, kto mu taki model zachowania "sprzedał". Czyli znowu rozbija się o błędy w wychowaniu.
209 2022-11-09 11:30:38 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-11-09 11:31:03)
anna.zakochana napisał/a:dla mnie Ulle i Rossanko brakuje Wam empatii wobec dzieci - nie widzę w Waszych wypowiedziach uznania że te dzieci również mają prawo wyrazić swoje emocje oraz zaspokoić swoje potrzeby.
ek.I nie przeczytasz u mnie takich wypowiedzi, o tym, że dzieci mają prawo wyrazić swoje emocje, bi nie pisze o dzieciach, które są tłamszone, nie pozwala im się na płacz, czy złość, czy bucie żywiołowym.
Cały czas pisze o dzieciach, którym tłumaczysz, rozmawiasz, opiekujesz się psychicznie a one mimo tego nie usłuchają, przytakną i zrobią swoje, albo na złość, albo z przekory, bo tak. I możesz sobie z nimi rozmawiać w nieskończoność a on i tak zrobi swoje. Jest złośliwe, lubi robić krzywdę innym, nieprzyjemne w obyciu, inne dzieci od niego też uciekają, bo ma po prostu wredny charakter, nie miałaś takich dzieci w szkole, które były po prostu złośliwe w stosunku do innych?
Co do zaspokajania swoich potrzeb to właśnie trzeba nauczyć dziecko, że nie zawsze będzie miało zaspokojone swoje potrzeby. Nie mize w każdej chwili wyjść do kolegów, czy dostać zabawki czy zamiast iść do szkoły pójść do kina bo ma taką potrzebę. Tak życie nie wygląda.
no i właśnie brak Ci empatii do tego "wrednego" dziecka - DLACZEGO ono tak się zachowuje?
nie zdarzyło Ci się nigdy być złośliwą wobec kogoś? robiłaś tak bo jesteś wredna czy robiłaś tak ze względu na jakieś okoliczności w swoim życiu? innymi słowy - raczej był powód dla którego byłaś złośliwa, prawda?
rossanka napisał/a:anna.zakochana napisał/a:dla mnie Ulle i Rossanko brakuje Wam empatii wobec dzieci - nie widzę w Waszych wypowiedziach uznania że te dzieci również mają prawo wyrazić swoje emocje oraz zaspokoić swoje potrzeby.
ek.I nie przeczytasz u mnie takich wypowiedzi, o tym, że dzieci mają prawo wyrazić swoje emocje, bi nie pisze o dzieciach, które są tłamszone, nie pozwala im się na płacz, czy złość, czy bucie żywiołowym.
Cały czas pisze o dzieciach, którym tłumaczysz, rozmawiasz, opiekujesz się psychicznie a one mimo tego nie usłuchają, przytakną i zrobią swoje, albo na złość, albo z przekory, bo tak. I możesz sobie z nimi rozmawiać w nieskończoność a on i tak zrobi swoje. Jest złośliwe, lubi robić krzywdę innym, nieprzyjemne w obyciu, inne dzieci od niego też uciekają, bo ma po prostu wredny charakter, nie miałaś takich dzieci w szkole, które były po prostu złośliwe w stosunku do innych?
Co do zaspokajania swoich potrzeb to właśnie trzeba nauczyć dziecko, że nie zawsze będzie miało zaspokojone swoje potrzeby. Nie mize w każdej chwili wyjść do kolegów, czy dostać zabawki czy zamiast iść do szkoły pójść do kina bo ma taką potrzebę. Tak życie nie wygląda.no i właśnie brak Ci empatii do tego "wrednego" dziecka - DLACZEGO ono tak się zachowuje?
nie zdarzyło Ci się nigdy być złośliwą wobec kogoś? robiłaś tak bo jesteś wredna czy robiłaś tak ze względu na jakieś okoliczności w swoim życiu? innymi słowy - raczej był powód dla którego byłaś złośliwa, prawda?
Nie. Po co miałabym to robić?
Moje drogie koleżanki, mnie i jak mniemam rossance nie brakuje empatii do dzieci, jednak w przeciwieństwie do Was nie jestem idealistką, tylko osobą, która patrzy na ludzi, na życie trzeźwym okiem. To nie znaczy, że Wy nie patrzycie trzeźwo, owszem patrzycie, ale nie rozumiecie, że teoria a praktyka, to dwie różne sprawy.
Nie jestem empatyczna - to znaczy, że gdy niespełna dwulatek ma akurat ochotę na to, by bawić się moja komórka, pilotem albo grzebać w dozowniku na leki,v lub wybebeszac moja torebkę, to ja powinnam pozwolić mu na nieszanowanie mojej prywatności, tylko siąść i tłumaczyć mu, że tak nie wolno, a gdy dalej będzie się darł i wymuszał na mnie, żebym pozwoliła mu rzucać moim pilotem na podłogę, to jestem egoistką, która nie rozumie potrzeb dziecka?
No absurd, więc skoro już jesteśmy przy absurdach, to proszę bardzo, niech w takim razie to dziecko uszanuje moja prywatność i moje potrzeby. Dlaczego tylko ja mam szanować jego potrzeby, a on moich nie musi
Zabieram dziecku bez żadnego pardonu rzeczy, które nie powinny robić za zabawkę, a w odpowiedzi on się drze i rzuca na podłogę. To co ja mam wtedy zrobić?
Otóż w takich sytuacjach zachowuje się normalnie, nie ustępuję, bo jeszcze tego by brakowało i nie płacze razem z nim, tylko wkurzam się, że muszę słuchać kolejnego darcia się i po raz kolejny walczyć o swoje
Wtedy wkraczają rodzice, którzy łapią biedne skrzywdzone dziecko i natychmiast dają mu swoje komórki sobie piloty.
Teoria a praktyka, normalne codzienne życie, to naprawdę dwie różne sprawy
A potem jakie są efekty? Otóż takie, że w różnych trudnych sytuacjach nieradzenia sobie z dzieckiem rodzice proszą mnie o pomoc, bo jeśli nie byłoby mnie, to np nie zjadłby kolacji i poszedł spać z pustym żołądkiem, bo akurat tak się uparł. Przyszła zła babcia i na oczach rodziców wzięła i nakarmiła dziecko. Ciekawe dlaczego jej się to udało, a rodzicom nie.
Więcej zdrowego rozsądku, tylko tyle i aż tyle.
rossanka napisał/a:anna.zakochana napisał/a:dla mnie Ulle i Rossanko brakuje Wam empatii wobec dzieci - nie widzę w Waszych wypowiedziach uznania że te dzieci również mają prawo wyrazić swoje emocje oraz zaspokoić swoje potrzeby.
ek.I nie przeczytasz u mnie takich wypowiedzi, o tym, że dzieci mają prawo wyrazić swoje emocje, bi nie pisze o dzieciach, które są tłamszone, nie pozwala im się na płacz, czy złość, czy bucie żywiołowym.
Cały czas pisze o dzieciach, którym tłumaczysz, rozmawiasz, opiekujesz się psychicznie a one mimo tego nie usłuchają, przytakną i zrobią swoje, albo na złość, albo z przekory, bo tak. I możesz sobie z nimi rozmawiać w nieskończoność a on i tak zrobi swoje. Jest złośliwe, lubi robić krzywdę innym, nieprzyjemne w obyciu, inne dzieci od niego też uciekają, bo ma po prostu wredny charakter, nie miałaś takich dzieci w szkole, które były po prostu złośliwe w stosunku do innych?
Co do zaspokajania swoich potrzeb to właśnie trzeba nauczyć dziecko, że nie zawsze będzie miało zaspokojone swoje potrzeby. Nie mize w każdej chwili wyjść do kolegów, czy dostać zabawki czy zamiast iść do szkoły pójść do kina bo ma taką potrzebę. Tak życie nie wygląda.1. Nikt nie napisał o tym, że dziecko zawsze będzie miało zaspokojone swoje potrzeby.
2. Jak dziecko jest złośliwe to trzeba się zastanowić, kto mu taki model zachowania "sprzedał". Czyli znowu rozbija się o błędy w wychowaniu.
Częściowo tak, a częściowo charakter.
Możesz mieć trójkę dzieci i każde z nich będzie miało inny charakter ,
Jedno może być wycofane, spokojne, lubić zwierzątka.
Inne będzie bardziej śmiałe, wszedzie go będzie pełno, będzie chciało postawić na swoim gdy będzie chciało ogladać kreskówki zamiast iśc spac.
A trzecie będzie marudne, nic mu się nie będzie podobał, bajka nie taka, obiad nie taki, plac zabaw też mu się nie będzie podobał, bo nie.
I to sa ich charaktery z niczego nie wynikają, te osoby po prostu takie są.
A to już dawno zostało zauważone, że żeby zostać kierowcą samochodu trzeba zdać egzamin, a żeby zostać rodzicem nie trzeba kończyć żadnego kursu, nie trzeba zdawać żadnego egzaminu, nic nie trzeba poza byciem płodnym. Rodzicem może być każdy, dlatego jakość będzie różna, jeden stworzy kochającą rodzinę, inny dysfunkcyjną, a jeszcze inny całkowicie patologiczną.
ulle dalej idziesz w karykaturę. Na tej samej zasadzie, to na gruncie tego, że są po prostu źli ludzi możemy zacząć debatować, dlaczego pracodawcy nie mogą lać swoich pracowników? Wszak, jeśli ktoś jest z gruntu zły od samego urodzenia i nic absolutnie się nie da z tym zrobić, inaczej nie da się do tego człowieka dotrzeć, to pracodawca powinien mieć możliwość dotarcia do takiego pracownika w skuteczny sposób jakim jest bicie i krzyk. Na przykład publiczna lanie przy innych pracownikach za spóźnianie się.
Pracodawca ukarze pracownika zwalniając go z pracy i tyle z tego będzie. Nie b ędzie trzymał tego, kto notorycznie się spóźnia. Jesli osoba się ocknie, to w kolejnej pracy nie będzie sie ciągle spózniać. Drastyczny środek może spowodowac pozytywny skutek.
Loka: wydaje mi się że kiedyś te książki czy poradniki nie miały takiej racji bytu jak dziś.
Te 20 lat temu dużo ludzi żyło albo w domach wielorodzinnych albo bardzo blisko swoich rodziców, mogąc liczyć na ich wiedzę doświadczenie czy pomoc. Teraz sytuacja jest inna, ludzie wyjeżdżają na drugi koniec świata nieraz, i są od tej skarbnicy wiedzy odcięci. Ja sam przeczytałem masę książek przygotowując się do roli ojca, i uważam że większość to oczywiste oczywistości, albo brednie, nie mogące się równać z tym co się dowiedziałem od przyjaciół
Ulle, dalej wyolbrzymiasz.
Zacytuj, gdzie którekolwiek z nas powiedziało, że dziecku trzeba pozwalać na wszystko.
Dalej nie rozumjecie różnicy między mówieniem do dziecka, a rozmową z dzieckiem. Więc ta dyskusja serio nie ma sensu. Bo jedyne co z Ross robicie, to wyolbrzymianie różnych przykładów, żeby udowodnić, że rozmowa nie ma sensu, tymczasem jednocześnie w żadnym z tych przykładów nie ma faktycznej rozmowy, bo rozmowa to nie samo tłumaczenie i nie monolog.
To co ja zrozumiałam z tej dyskusji:
Jest jedna strona, która uważa, że są złe dzieci. Tak po prostu złe same z siebie, zło w nich było od samego początku.
Jest druga strona, która uważa, że tak zwane ‘złe dzieci’ to efekt kiepskich metod wychowawczych, braku prawdziwej bliskości.
Co do złych dzieci, to ciekawa jestem, co myślą na swój temat rodzice takich złych dzieci? Czy uważają się z najlepszych rodziców na świecie, którzy byli doskonali, idealni i absolutnie wszystko zrobili dobrze, na pewno by to pokazali jacy z nich rodzice roku, tylko pech chciał, że im się takie podłe i złe dziecko urodziło? Czy tacy rodzice widzą, że może coś należało zrobić inaczej, popełnili błędy, czy w ogóle nic nie jest ich winą, bo przecież zrobili wszystko najlepiej na świecie i wszystko to wina tego podłego i złego dziecka?
Jest trzecia opcja, ze rodzice nie widzą że to złe dziecko, oni autentycznie myślą, ze to dobre dziecko, tylko nauczyciele się uwzieli, koledzy z klasy nie chcą się kolegować, bo są wrednu i zazdroszczą, a to, że dziecko okasuje się, że pali trawkę, pije i zaczeły sie kradzierze, to wina złego towarzystwa, w które ono wpadło, bo koledzy podwórka i klasy nie chcą się z nim przyjaznic, to sobie znalazło inne towarzystwo. Rodzicom trudno jest przyznać, że mogli zawalić wychowanie bo zabrakło twardszej ręki i dyscypliny (nie pisze tu o biciu, bo zaraz będzie krzyk, ale o tym, ze d domu jednak rządzą rodzice a nie dziecko, oni decydują o której ono idzie spać, o tym, że ma odrobić lekcje, albo ograniczają mu gry komputerowe, pilnują aby chodził do szkoły, uczą, ż e niedobrym pomysłem jest podejście do innego dziecka w parku i zabranie mu zabawki, bo ta akurat się mu podoba - uczą poszanowania cudzej własnści).
rodzice wydają polecenia, inaczej jakby wyglądał dzień takiego 8 latka? Pojść do szkoły możeby i poszedł. Ale pozniej? Czy ogarnąby , ze trzeba pozmywac po sobie naczynia, iśc się kąpać, spać o 22giej, zjeść obiad warzywa, wypić eode czy sok, odrobić lekcje? Watpie. Jakby mu dać luz, dzieciak jadłby chipsy, popijał colą, grał w nieskończoność a na zeszyty nawetby nie spojrzał.
Tak wygląda wychowanie, rodzic ustawia dziecku plan i wydaje polecenia co ma robić: ubieraj się, wychodzimy już do szkoły, przynieś mi zeszyty, zobaczymy co masz zadane, idz czytaj lekture, idz się myć, zgaś już swiatło i idz spac i tak dalej.
Loka: wydaje mi się że kiedyś te książki czy poradniki nie miały takiej racji bytu jak dziś.
Te 20 lat temu dużo ludzi żyło albo w domach wielorodzinnych albo bardzo blisko swoich rodziców, mogąc liczyć na ich wiedzę doświadczenie czy pomoc. Teraz sytuacja jest inna, ludzie wyjeżdżają na drugi koniec świata nieraz, i są od tej skarbnicy wiedzy odcięci. Ja sam przeczytałem masę książek przygotowując się do roli ojca, i uważam że większość to oczywiste oczywistości, albo brednie, nie mogące się równać z tym co się dowiedziałem od przyjaciół
Dlatego ja te książki filtruję przez zdrowy rozsądek ![]()
Poza tym ja akurat mam rodzinę blisko, a i tak widzę, jak bardzo wiedza poszła do przodu. Jak ostatnio tłumaczyłam rodzicom o fotelikach i bazach do fotelików to byli w szoku, bo za ich czasów dziecko w łupinie się na kolanach wiozło ze szpitala do domu.
Ulle, dalej wyolbrzymiasz.
Zacytuj, gdzie którekolwiek z nas powiedziało, że dziecku trzeba pozwalać na wszystko.Dalej nie rozumjecie różnicy między mówieniem do dziecka, a rozmową z dzieckiem. Więc ta dyskusja serio nie ma sensu. Bo jedyne co z Ross robicie, to wyolbrzymianie różnych przykładów, żeby udowodnić, że rozmowa nie ma sensu, tymczasem jednocześnie w żadnym z tych przykładów nie ma faktycznej rozmowy, bo rozmowa to nie samo tłumaczenie i nie monolog.
Nie pisze, ze rozmowa nie ma sensu, bo w wiekszości przypadków to wystarcza, rozmowy z dzieckiem, tłumaczenie, wyjaśnianie,
Pisze, że co w przypadku jak to nie działa? rozmawiasz, tłumaczysz, wyjaśniać a dziecko- na nie to nie działa. Co ma zrobić to zrobi po kryjomu gdy nie będziesz widziała.
Przecię znie wiesz jakie dziecko Ci się trafi? Może spokojne, któremu b edziesz tłumaczyć, rozmawiać z nim i tym będziesz nim kierowała, a może takim, przy którym będziesz rwała włosy z głowy, bo ono i tak zrobi potem po swojemu.
Książka książką, ale ludzie to żywe jednostki. Nawet u lekarza - jest cały plan leczenia, a sa przyadki, gdzie leczenie trzeba zmodyfikowac, bo organizm jest inny i tradycyjna terapia nie przynosi efektów.
Z resztą sam lekarz - musi miec i przygotowanie medyczne, ale pozniej praktyka na zywych oganizmach to już inna bajka,
polis napisał/a:To co ja zrozumiałam z tej dyskusji:
Jest jedna strona, która uważa, że są złe dzieci. Tak po prostu złe same z siebie, zło w nich było od samego początku.
Jest druga strona, która uważa, że tak zwane ‘złe dzieci’ to efekt kiepskich metod wychowawczych, braku prawdziwej bliskości.
Co do złych dzieci, to ciekawa jestem, co myślą na swój temat rodzice takich złych dzieci? Czy uważają się z najlepszych rodziców na świecie, którzy byli doskonali, idealni i absolutnie wszystko zrobili dobrze, na pewno by to pokazali jacy z nich rodzice roku, tylko pech chciał, że im się takie podłe i złe dziecko urodziło? Czy tacy rodzice widzą, że może coś należało zrobić inaczej, popełnili błędy, czy w ogóle nic nie jest ich winą, bo przecież zrobili wszystko najlepiej na świecie i wszystko to wina tego podłego i złego dziecka?
Jest trzecia opcja, ze rodzice nie widzą że to złe dziecko, oni autentycznie myślą, ze to dobre dziecko, tylko nauczyciele się uwzieli, koledzy z klasy nie chcą się kolegować, bo są wrednu i zazdroszczą, a to, że dziecko okasuje się, że pali trawkę, pije i zaczeły sie kradzierze, to wina złego towarzystwa, w które ono wpadło, bo koledzy podwórka i klasy nie chcą się z nim przyjaznic, to sobie znalazło inne towarzystwo. Rodzicom trudno jest przyznać, że mogli zawalić wychowanie bo zabrakło twardszej ręki i dyscypliny (nie pisze tu o biciu, bo zaraz będzie krzyk, ale o tym, ze d domu jednak rządzą rodzice a nie dziecko, oni decydują o której ono idzie spać, o tym, że ma odrobić lekcje, albo ograniczają mu gry komputerowe, pilnują aby chodził do szkoły, uczą, ż e niedobrym pomysłem jest podejście do innego dziecka w parku i zabranie mu zabawki, bo ta akurat się mu podoba - uczą poszanowania cudzej własnści).
rodzice wydają polecenia, inaczej jakby wyglądał dzień takiego 8 latka? Pojść do szkoły możeby i poszedł. Ale pozniej? Czy ogarnąby , ze trzeba pozmywac po sobie naczynia, iśc się kąpać, spać o 22giej, zjeść obiad warzywa, wypić eode czy sok, odrobić lekcje? Watpie. Jakby mu dać luz, dzieciak jadłby chipsy, popijał colą, grał w nieskończoność a na zeszyty nawetby nie spojrzał.
Tak wygląda wychowanie, rodzic ustawia dziecku plan i wydaje polecenia co ma robić: ubieraj się, wychodzimy już do szkoły, przynieś mi zeszyty, zobaczymy co masz zadane, idz czytaj lekture, idz się myć, zgaś już swiatło i idz spac i tak dalej.
A wkesz, Ross, że taki plan dnia to można ustalić razem z dzieckiem? ![]()
Wiesz, że można to zrobić w innej formie niż polecenia i rozkazy?
8latek jest uczony planu dnia od małego, a nie wtłoczony w niego nagle, jak ma 8 lat. Ty nie masz nagle 8latka z próżni, który nie miał żadnych zasad. Masz dziecko, które wychowujesz od małego. Uczysz rutyny wieczornej, uczysz sprzątania po sobie. Dziecko uczy się patrząc na Ciebie. A nie że nagle musisz rozkazywać, bo nie wiadomo czemh pojawił Ci się w domu 8latek.
I dalej będę jednak uparcie mówić, że jak masz dziecko, które kradnie i pali trawkę, to winę za to ponoszą rodzice. A jak rodzice są bezkrytyczni względem dziecka, to tym bardziej.
Lady Loka napisał/a:Ulle, dalej wyolbrzymiasz.
Zacytuj, gdzie którekolwiek z nas powiedziało, że dziecku trzeba pozwalać na wszystko.Dalej nie rozumjecie różnicy między mówieniem do dziecka, a rozmową z dzieckiem. Więc ta dyskusja serio nie ma sensu. Bo jedyne co z Ross robicie, to wyolbrzymianie różnych przykładów, żeby udowodnić, że rozmowa nie ma sensu, tymczasem jednocześnie w żadnym z tych przykładów nie ma faktycznej rozmowy, bo rozmowa to nie samo tłumaczenie i nie monolog.
Nie pisze, ze rozmowa nie ma sensu, bo w wiekszości przypadków to wystarcza, rozmowy z dzieckiem, tłumaczenie, wyjaśnianie,
Pisze, że co w przypadku jak to nie działa? rozmawiasz, tłumaczysz, wyjaśniać a dziecko- na nie to nie działa. Co ma zrobić to zrobi po kryjomu gdy nie będziesz widziała.
Przecię znie wiesz jakie dziecko Ci się trafi? Może spokojne, któremu b edziesz tłumaczyć, rozmawiać z nim i tym będziesz nim kierowała, a może takim, przy którym będziesz rwała włosy z głowy, bo ono i tak zrobi potem po swojemu.Książka książką, ale ludzie to żywe jednostki. Nawet u lekarza - jest cały plan leczenia, a sa przyadki, gdzie leczenie trzeba zmodyfikowac, bo organizm jest inny i tradycyjna terapia nie przynosi efektów.
Z resztą sam lekarz - musi miec i przygotowanie medyczne, ale pozniej praktyka na zywych oganizmach to już inna bajka,
Ross, bo Ty naprawdę nie rozumiesz, że to nie jest tak, że bum i masz złe dziecko. 10x już to pisałam i więcej mi się już nie chce.
Nie napisałam nigdzie, że książka jest planem, schematem, którego koniecznie musisz używać, bo inaczej klapa. I nie napisałam, że ja je tak traktuję.
Rossanko,
wychowanie ma wiele twarzy. Można, jak proponujesz, oprzeć je na wydawaniu poleceń, na zakazach i nakazach, można też za jego podstawę uznać bliskość i wtedy to ona będzie drogowskazem do traktowania dziecka. Bycie blisko z dzieckiem nie oznacza braku granic, nie oznacza zamiany ról przez rodziców i dzieci, oparte jest na wzajemnym szacunku (a dość szybko dziecko uczy się na czym ów szacunek polega, bo źródłem - wbrew myśleniu niektórych - nie jest strach, a metodą do jego zbudowania - podporządkowanie), na podążaniu za potrzebami (rzeczywistymi, nie zaś wymyślonymi przez rodziców) dziecka, itd, itd.. Na ten temat mnóstwo mądrych, doświadczonych, kompetentnych osób napisało książki; gdyby chcieć przytoczyć choć część tego dorobku, lista i tak byłaby olbrzymia, wymienię zatem tylko dwie:
1. Marshall Rosenberg, Porozumienie bez przemocy
2. Michel Gazal, Zjedz zupkę i bądź cicho.Można wydawać polecenie i egzekwować ich wykonanie, można - co z pozoru jest trudniejsze - uczyć dziecko współpracy, samodzielności, odpowiedzialności, podejmowania decyzji i ponoszenie ich konsekwencji. Jak to zrobić? Przez objaśnianie dziecku świata, pokazywania różnych rozwiązań i konsekwencji każdego z nich. Wyżej napisałaś, że rodzic wydaje polecenie umycia się, a niektóre dzieci (te niewytresowane i nieulegające naciskom i manipulacji) ich nie wykonują. Można inaczej. Można powiedzieć dziecku o tym, jakie są skutki umycia się, a jakie braku higieny i... dziecku pozostawić decyzję. Gdy raz, drugi, trzeci przekona się, że (w przypadku mniejszych dzieci) pupa po zsikaniu się i jej nieumyciu, szczypie, albo usłyszy (w przypadku starszych) od kolegów, że śmierdzi i wszyscy się od niego odsuwają, to - zapewniam Cię - problemy z nakłanianiem do mycia znikną.
Anthony de Mello napisał/a:Pewien człowiek zaczął dawać swemu dobermanowi duże dawki tranu, ponieważ powiedziano mu, że jest on dobry dla psów.
Codziennie trzymał głowę protestującego psa między kolanami, otwierał mu na siłę szczęki i wlewał płyn do gardła.
Pewnego dnia pies wyrwał się i rozlał tran na podłogę.
Potem, ku wielkiemu zaskoczeniu mężczyzny, powrócił, żeby wylizać łyżkę.
Wtedy to człowiek odkrył, że pies nie protestował przeciwko tranowi, lecz metodzie jego aplikowania.Napisałaś o pogadankach, nazywam je kazaniami i wiem, że ich prawienie przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Owe pogadanki nie są rozmową. Rozmowa polega na dialogu, a jego podstawą jest... słuchanie i słyszenie tego, co druga osoba (także dziecko) mówi. Konia z rzędem temu, kto owe pogadanki lubi, kto ich słucha (a nie udaje, że to robi). Zwykle ludzie (nie tylko dzieci, choć one najbardziej), dopóty się ich psychicznie nie ubezwłasnowolni i nie oduczy myślenia, chcą wiedzieć dlaczego mają coś zrobić, i odpowiedzią, która ich satysfakcjonuje nie jest np.: "Bo tak", "Bo jestem starszy", "Bo wiem lepiej", it.p. Zapamiętaniu pomaga zrozumienie, ono ułatwia oddzielenie ziarna od plew i... podjęcie decyzji. Chyba, że celem jest ulepienie człowieka podporządkowanego, miałkiego, który siebie samego nie szanuje i prawa innych (zawsze) przedkłada nad swoje (nazywam ich "przepraszającymi za to, że żyją").
rossanka napisał/a:(...) Dlaczego tak jest, ze dziecko przy rodzicach jest rozwydrzone, a przy obcych spokojne? (...)
Czasem takie zachowanie dzieci jest wynikiem błędów popełnionych przez rodziców, czasem efektem badania granic przez dziecko, czasem efektem tego, że przy rodzicach dziecko czuje się bezpiecznie i odreagowuje to, co przeżył. Bez poznania konkretnego dziecka, rodziców i sytuacji nie można odpowiedzialnie udzielić odpowiedzi na pytanie "dlaczego tak jest...?". A i słowa są różnie rozumiane przez różne osoby, także "rozwydrzenie" dla wielu osób może nieść zupełnie różne zachowania. Nie zapomnę pewnego pana, który w trakcie pogawędki powiedział, że jego dziecko ma olbrzymi bałagan w swym pokoju, gdy dopytałam o ten bałagan, usłyszałam, że szkolne książki są ustawione (bo, co sam przyznał, są ustawione) niezgodnie z ustalonym przez niego schematem.
I jeszcze o przemocy
L. R. Knost napisał/a:Jeśli jesteś dorosłym, który wierzy, że dzieci należy bić, gdy nie spełniają oczekiwań dorosłych, to zdecydowanie nie wyrosłeś na porządnego człowieka, mój przyjacielu. Wyrosłeś na skrzywdzonego człowieka, ponieważ to właśnie skrzywdzeni ludzie krzywdzą ludzi. Klaps nie jest wychowaniem. Klaps jest krzywdzeniem. Kropka.
Andrzej Wiśniewski napisał/a:Przemoc nie polega tylko na tym, że się ludzie tylko tłuką, biją…
Przemoc istnieje także na poziomie bardzo subtelnych zachowań, kiedy nie pozwalamy naszemu partnerowi zaistnieć, wtłaczamy go w klatkę naszych wyobrażeń, oczekiwań i trzymamy go tam przy użyciu całego arsenału różnych fochów, pragnień, kontroli, krytyki, odmawiania mu poczucia wartości, itd.A co do mówienia przez dzieci do rodziców/osób starszych po imieniu. Ani mnie to szokuje, ani dziwi. Ważne, by zgoda na skrócenie dystansu (ale też uproszczenie dogadywania się) była wynikiem własnych przemyśleń, nie zaś jedynie efektem mody i silenia się na "bycie równym gościem". Zapewniam też, że można szanować kogoś, do kogo mówi się po imieniu i nie szanować kogoś, do kogo zwraca się wymieniając wszelkie jego tytuły naukowe lub 'tato/mamo'.
Dziękuję za uwagę.
Można kogos nie szanowac i mówic mu na Pan, Pani.
Szczerze wyobrażasz sobie w polskich szkołach zamiast pani od matematyki czy pana od geografii mamy Marka i Kaśkę? Syn wraca sze szkoły i mówki: Kaśka nam dzisiaj zadała dwa zadania. Albo: Marek, nie przeczytałem na dzisiaj nic o Afryce, na jutro Ci przeczytam?
Poza tym na ulicy tez jesteś ze wszystkimi na Ty? W sklepie mówisz do sprzedawczyni: Czy w Pani sklepie sa zwroty towarów, może mi pani pokazac Ten krem, czy ma pani wydać z 50 zł? Czy mówisz Podaj mi prosze ten krem, czy masz rozmieni c 50 zł, Czy jak będę chaciała zwrócić torebkę to przyjmiesz mi mój zwrot?
Co do wydania poleceń - już to pisałam. Jak nie wydawac poleceń dziecku?
Chcesz przykładowo, aby poszło na boisko ale wróciło do domu za godzinę. Jak mu to powiesz? Idz ale za godzinę przyjdż do domu.
Loka, bo udało Ci się napisać złota myśl ot " mów do..., rozmawiaj z..." i teraz co chwilę będziesz to przypominała, jakbyś Amerykę odkryła.
Ja też kilka postów wcześniej napisałam o rozmowie z 7- latka, bo odróżniam monolog od dialogu.
Czy naprawdę uwierzysz we wszystko, co napisali? Nie powiesz mi chyba, że gdy wyczytałas np w wyborczej, to tam była tylko święta prawda, a gdy przeczytasz w "Do rzecz" to tam tylko bełkot i kłamstwa.
Trzeba wspierać się poradnikami, ale nie można dać się zwariować i traktować wszystkiego, co tam napisali, jako prawdę objawioną.
To o czym Wy piszecie to tylko kolejna moda, kolejny pomysł na wychowywanie dzieci, nic więcej.
Wiele już było roznych teorii, a czas weryfikował je i pokazywał ich absurd albo wręcz idiotyzm.
Lepiej kierować się własnym rozumem, słuchać ludzi doświadczonych i przede wszystkim chodzić twardo po ziemi.
Przyjedź do mnie i spróbuj przemówić do rozumu dwulatkowi, żeby nie walił moja komórka w podłogę.
Będziesz mu tłumaczyła?
Ja też mówię " nie wolno" a on co? Ma to gdzieś, ponieważ on chce walić moja komórka o podłogę. Mam ulegać czemuś takiemu?
rossanka napisał/a:Lady Loka napisał/a:Ulle, dalej wyolbrzymiasz.
Zacytuj, gdzie którekolwiek z nas powiedziało, że dziecku trzeba pozwalać na wszystko.Dalej nie rozumjecie różnicy między mówieniem do dziecka, a rozmową z dzieckiem. Więc ta dyskusja serio nie ma sensu. Bo jedyne co z Ross robicie, to wyolbrzymianie różnych przykładów, żeby udowodnić, że rozmowa nie ma sensu, tymczasem jednocześnie w żadnym z tych przykładów nie ma faktycznej rozmowy, bo rozmowa to nie samo tłumaczenie i nie monolog.
Nie pisze, ze rozmowa nie ma sensu, bo w wiekszości przypadków to wystarcza, rozmowy z dzieckiem, tłumaczenie, wyjaśnianie,
Pisze, że co w przypadku jak to nie działa? rozmawiasz, tłumaczysz, wyjaśniać a dziecko- na nie to nie działa. Co ma zrobić to zrobi po kryjomu gdy nie będziesz widziała.
Przecię znie wiesz jakie dziecko Ci się trafi? Może spokojne, któremu b edziesz tłumaczyć, rozmawiać z nim i tym będziesz nim kierowała, a może takim, przy którym będziesz rwała włosy z głowy, bo ono i tak zrobi potem po swojemu.Książka książką, ale ludzie to żywe jednostki. Nawet u lekarza - jest cały plan leczenia, a sa przyadki, gdzie leczenie trzeba zmodyfikowac, bo organizm jest inny i tradycyjna terapia nie przynosi efektów.
Z resztą sam lekarz - musi miec i przygotowanie medyczne, ale pozniej praktyka na zywych oganizmach to już inna bajka,Ross, bo Ty naprawdę nie rozumiesz, że to nie jest tak, że bum i masz złe dziecko. 10x już to pisałam i więcej mi się już nie chce.
Nie napisałam nigdzie, że książka jest planem, schematem, którego koniecznie musisz używać, bo inaczej klapa. I nie napisałam, że ja je tak traktuję.
O tym cały czas pisze. Są różne charaktery a nieumiejętne podejscie sprawia, ze dziecko o danym charakterze jest z biegiem czasu zcoraz bardziej złośliwe, wredne i uszczypliwe.
Bo to nie by ła dobra metoda na nie, takie tłumaczenie, dialogi, rozmowy. A może do niego trzeba było ostro, krótko i wyjaśnić wszystko w dwóch zdaniach?
Dzieci sa rózne. I na różne może zadziałać coś innego. Dla jednego karą będzie wypisanie z zajęć basenu, bo ono kocha pływać. A dla drugiego zapisanie na basen to będzie kara, bo ono nienawidzi wody i się boi.
I ksiązka książką, a życie życiem.
Coś jak według książki, dziecko powinno jesć to to i tamto, aby się dobrze rozwijać. A potem się okazuje, ze na to dziecko ma alergię, albo tamtego po prostu nie lubi i musisz wszytko modyfikować pod nie.
224 2022-11-09 12:15:14 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-11-09 12:19:38)
Nie mam swoich dzieci, ale coś tam od siebie dorzucę..
W otoczeniu swoim, głównie w najbliższej rodzinie, nie znam ani jednego przypadku, gdzie dziecko nie "oberwałoby" od rodzica słowną reprymendą czy nawet krzykiem. Nie nazwałbym tego jakąś regularną przemocą, bo raczej zdarzało się to sporadycznie, w wyjątkowych sytuacjach, jak już po raz 10-ty czy 20-ty, rozmowa z dzieckiem nie przynosiła rezultatu. Nie mnie to oceniać. NIe wydaje też ze swojej strony żadnego osądu, czy to jest właściwa forma postępowania czy też nie. To jedynie obserwacje z boku. Jeśli miałbym określić częśtotliwość tego typu interwencji, to może w jednym albo 2 przypadkach na 10, kiedy właśnie dziecku trzeba było coś przekazać w formie nakazu czy rozkazu, uzupełnionego podniesionym głosem.
Co innego taka sytuacja, jak u m nie w bloku, gdzie do mieszkania obok wprowadziła się kilka miesięcy temu rodzina z 2 dzieci. Ojca nie widuję, może gdzieś racuje dalej, ale prawie codziennie słychać krzyki tej kobiety, skierowane w stronę dzieci. Nawet siedząc u siebie w domu, słyszę je wyraźnie a kiedy stałem raz przy windzie, to mnie aż uszy bolały, bo kobieta chyba swoje płuca wypluwała, tak głośno się darła na dzieci.
Być może właśnie rozbija się wszystko o to, żęby rozmawiać Z dzieckiem a nie DO dziecka. Natomaist sam, będąc owym dzieckiem, miałem jakoś dziwny posłuch u rodziców. Wiedziałem skądś, że skoro czegoś ode mnei oczekują czy nawet mi każą, to mają rację i powinienem to zrobić. Mówię tutaj głównie o podstawowych kwestiach, jak choćby wspomniane mycie zębów czy wyłączenie telewizora. Ogólnie, z mniejszym lub większym skutkiem, wpoiłem sobie, że raczej warto słuchać dorosłych
Nie sądzę też, żeby mnie poddawali w dziecińśtwie jakiejś tresurze czy innej formie przymusu
Część ludzi z mojego otoczenia, np. starsze kuzynostwo, miało tą przewagę, że w wychowaniu ich dzieci uczestniczyli dziadkowie. Ze zrozumiałych względów, kiedy rodzice pracują/pracowali, ktoś się nimi musiał zająć. Z tego, co widzę, zawsze, w miarę możliwości, zostawiali dzieci pod opieką dziadków, zamiast zapisać je do żłobka czy przedszkola, o niani nie wspominam nawet. Część z tego, co można znaleźć w niektórych poradnikach, zostało zapewne przekazane młodym rodzicom przez dziadków.
225 2022-11-09 12:30:35 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-09 13:00:02)
polis napisał/a:To co ja zrozumiałam z tej dyskusji:
Jest jedna strona, która uważa, że są złe dzieci. Tak po prostu złe same z siebie, zło w nich było od samego początku.
Jest druga strona, która uważa, że tak zwane ‘złe dzieci’ to efekt kiepskich metod wychowawczych, braku prawdziwej bliskości.
Co do złych dzieci, to ciekawa jestem, co myślą na swój temat rodzice takich złych dzieci? Czy uważają się z najlepszych rodziców na świecie, którzy byli doskonali, idealni i absolutnie wszystko zrobili dobrze, na pewno by to pokazali jacy z nich rodzice roku, tylko pech chciał, że im się takie podłe i złe dziecko urodziło? Czy tacy rodzice widzą, że może coś należało zrobić inaczej, popełnili błędy, czy w ogóle nic nie jest ich winą, bo przecież zrobili wszystko najlepiej na świecie i wszystko to wina tego podłego i złego dziecka?
Jest trzecia opcja, ze rodzice nie widzą że to złe dziecko, oni autentycznie myślą, ze to dobre dziecko, tylko nauczyciele się uwzieli, koledzy z klasy nie chcą się kolegować, bo są wrednu i zazdroszczą, a to, że dziecko okasuje się, że pali trawkę, pije i zaczeły sie kradzierze, to wina złego towarzystwa, w które ono wpadło, bo koledzy podwórka i klasy nie chcą się z nim przyjaznic, to sobie znalazło inne towarzystwo. Rodzicom trudno jest przyznać, że mogli zawalić wychowanie bo zabrakło twardszej ręki i dyscypliny (nie pisze tu o biciu, bo zaraz będzie krzyk, ale o tym, ze d domu jednak rządzą rodzice a nie dziecko, oni decydują o której ono idzie spać, o tym, że ma odrobić lekcje, albo ograniczają mu gry komputerowe, pilnują aby chodził do szkoły, uczą, ż e niedobrym pomysłem jest podejście do innego dziecka w parku i zabranie mu zabawki, bo ta akurat się mu podoba - uczą poszanowania cudzej własnści).
Ten twój przykład pokazuje takiego właśnie słabego rodzica, co nie potrafi przyznać się przed sobą, że gdzieś popełnił błąd, z czymś ma problem, i ten błąd nie polegał na tym, że nie lał dziecka. Może komunikuje się nie aż tak dobrze, bo to, że się umie mówić nie znaczy, że z automatu jest się mistrzem komunikacji i kompetencji miękkich. Może rodzic ma problem ze stawianiem granic, a może ma swoje niezaspokojone potrzeby, bo jego rodzice mieli z tym problem i on teraz też ma i jego dziecko teraz też ma, albo może ma problem z wyrażaniem jakieś emocji co wpłynęło na relacje z dzieckiem. Ale nie, to na pewno nie to, z całą pewnością problem leży w tym, że ten rodzic nie lał dziecka, które już pewnie urodziło się złe do szpiku kości.
Dalej widzę miotanie się pomiędzy przemocowym wychowaniem, a bezstresowym wychowaniem, gdzie pomiędzy jednym i drugim jest chyba dla ciebie jakaś wielka czarna dziura.
ulle, ja przede wszystkim widzę bardzo dużą różnicę pomiędzy czytaniem wyborczej, a wzięciem się za czytanie książki polecanego tutaj np. Marshall B. Rosenberga, który miał doktorat w psychologii klinicznej i który pracował jako mediator w rejonach konfliktów zbrojnych, z tego co czytałam Palestyna, Izrael, Ruanda. Moja wstępna ocena jego jako źródła wiedzy i kogoś kto może mieć coś interesującego do powiedzenia na temat komunikacj jest taka, że może ktoś z taką przeszłością ma faktycznie coś ciekawszego do powiedzenia niż przeciętny szary człowiek, który nigdy nie mediował w tak ciężkich sytuacjach.
rossanka napisał/a:polis napisał/a:To co ja zrozumiałam z tej dyskusji:
Jest jedna strona, która uważa, że są złe dzieci. Tak po prostu złe same z siebie, zło w nich było od samego początku.
Jest druga strona, która uważa, że tak zwane ‘złe dzieci’ to efekt kiepskich metod wychowawczych, braku prawdziwej bliskości.
Co do złych dzieci, to ciekawa jestem, co myślą na swój temat rodzice takich złych dzieci? Czy uważają się z najlepszych rodziców na świecie, którzy byli doskonali, idealni i absolutnie wszystko zrobili dobrze, na pewno by to pokazali jacy z nich rodzice roku, tylko pech chciał, że im się takie podłe i złe dziecko urodziło? Czy tacy rodzice widzą, że może coś należało zrobić inaczej, popełnili błędy, czy w ogóle nic nie jest ich winą, bo przecież zrobili wszystko najlepiej na świecie i wszystko to wina tego podłego i złego dziecka?
Jest trzecia opcja, ze rodzice nie widzą że to złe dziecko, oni autentycznie myślą, ze to dobre dziecko, tylko nauczyciele się uwzieli, koledzy z klasy nie chcą się kolegować, bo są wrednu i zazdroszczą, a to, że dziecko okasuje się, że pali trawkę, pije i zaczeły sie kradzierze, to wina złego towarzystwa, w które ono wpadło, bo koledzy podwórka i klasy nie chcą się z nim przyjaznic, to sobie znalazło inne towarzystwo. Rodzicom trudno jest przyznać, że mogli zawalić wychowanie bo zabrakło twardszej ręki i dyscypliny (nie pisze tu o biciu, bo zaraz będzie krzyk, ale o tym, ze d domu jednak rządzą rodzice a nie dziecko, oni decydują o której ono idzie spać, o tym, że ma odrobić lekcje, albo ograniczają mu gry komputerowe, pilnują aby chodził do szkoły, uczą, ż e niedobrym pomysłem jest podejście do innego dziecka w parku i zabranie mu zabawki, bo ta akurat się mu podoba - uczą poszanowania cudzej własnści).
Ten twój przykład pokazuje takiego właśnie słabego rodzica, co nie potrafi przyznać się przed sobą, że gdzieś popełnił błąd, z czymś ma problem, i ten błąd nie polegał na tym, że nie lał dziecka. Może nie komunikuje się nie aż tak dobrze, bo to, że się umie mówić nie znaczy, że z automatu jest się mistrzem komunikacji i kompetencji miękkich. Może rodzic ma problem ze stawianiem granic, a może ma swoje niezaspokojone potrzeby, bo jego rodzice mieli z tym problem i on teraz też ma, albo może ma problem z wyrażaniem jakieś emocji co wpłynęło na relacje z dzieckiem. Ale nie, to na pewno nie to, z całą pewnością problem leży w tym, że ten rodzic nie lał dziecka, które już pewnie urodziło się złe do szpiku kości.
Dalej widzę miotanie się pomiędzy przemocowym wychowaniem, a bezstresowym wychowaniem, gdzie pomiędzy jednym i drugim jest chyba dla ciebie jakaś wielka czarna dziura.
ulle, ja przede wszystkim widzę bardzo dużą różnicę pomiędzy czytaniem wyborczej, a wzięciem się za czytanie książki polecanego tutaj np. Marshall B. Rosenberga, który miał doktorat w psychologii klinicznej i który pracował jako mediator w rejonach konfliktów zbrojnych, z tego co czytałam Palestyna, Izrael, Ruanda. Moja wstępna ocena jego jako źródła wiedzy i kogoś kto może mieć coś interesującego do powiedzenia na temat komunikacj jest taka, że może ktoś z taką przeszłością ma faktycznie coś ciekawszego do powiedzenia niż przeciętny szary człowiek, który nigdy nie mediował w tak ciężkich sytuacjach.
Taki człowiek na pewno ma wiele mądrych rzeczy do powiedzenia, szczególnie że jest nie tylko teoretykiem, ale przede wszystkim praktykiem. Fakt, bazuje na takich krajach, jak Palestyna, Izrael, calkowicue nam obcych kulturach, ale pomijając już to, taki człowiek na pewno ma coś do powiedzenia.
O wyborczej, to nawet nie chce mi się pisać, podałam taki przykład chcąc przekonać innych, by nie traktowali wszystkiego, co przeczytają jako prawdę objawioną, bo kretyni też potrafią pisać.
Moim zdaniem nie chodzi tutaj o dyskusje na temat tego czy lepsze jest wychowanie przymusowe albo jak wolicie przemocowe, czy bezstresowe.
Już nie mówiąc o tym, że idei wychowania bezstresowego też nie można tak spłaszczac i sprowadzać tylko do tego, że dziecko nie może mieć żadnego stresu i dlatego wolno mi robić to, na co ma ochotę
Uważam, że to dzisiejsze nowoczesne wychowanie ma bardzo dużo wspólnego z wychowaniem bezstresowym. Tak naprawdę jest jego kalka.
Może tylko jest o odrobinę bardziej oderwane od rzeczywistego życia i dedykowane nie ludziom, tylko aniołom w ludzkiej skórze, jakimś nadnaturalnym osobom.
Za dwie trzy dekady po naszej planecie kroczyć będą całe zastępy młodych, świetnie przygotowanych do życia aniołów.
Już ja to widzę oczami swojej wyobraźni.
Z autorytetami bym też uważała.
Superniania miała dobre wyniki w pracy z cudzymi dziećmi, ale swoje wychowała już nie bardzo.
Rodzic często traci obiektywizm co do swojego dziecka.
Psychologia psychologią, ale postawić profesora psychologii koło wierzgającego, plującego i rzucającego się na podłogę 2latka w markecie i co dalej? 2 latek nie wie, że profesor.
Tu są piękne wypowiedzi, że widać wychowanie zawiniło, że dziecko zachowuje się tak a nie inaczej. Może zawiniło. A mize nie. Moze rodzice robili tak jak radzą w podręcznikach psychologii, i w większości to pomogło, tylko co jeśli został procent, w którym to nie pomaga?
Przeglądałam kiedyś fora dla rodziców i byly przypadki, gdzie opadały już ręce, bo dosłownie nie działało nic. Oczywiście dostawały porady, że zrob to i yo, rozmawiaj, przytulaj, dowiedz się co w przedszkolu, szkole bo u nas to pomogło. I wierze, że pomogło ale wierzę i w to, że inne kobiety postępowały tak samo i z jednym dzieckiem to zadziałało, a z innym nie. Piszę o takich przypadkach.
Wszystko pięknie jak dziecko jest plastyczne, da się je urobic, albo trochę krnąbrne, ale przez odpowiednie postępowanie zrozumie, że nie należy gryzc, albo krasc, bo to jest możliwe. Co w przypadkach gdy te metody nie działają? Bo to też jest możliwe, tylko ludzie się tym głośno nie chwalą że czasami mają dość swoich dzieci, nie działa nic, a publicznie do tego soe nie przyznają? Usłyszą w zamian za to, że widać popełnili jakiś błąd w wychowaniu, bo oni postępowali tak i tak i nie mieli później problemu z dzieckiem.
jak moja córka bierze telefon to mówię 'kochanie, to jest mamusi. Ty masz tutaj swojego króliczka / książeczkę / cokolwiek". i owszem, pierwsze dwa czy 3 czy 5 razy płakała. przytulam i mówię że rozumiem że jest zła niemniej telefon jest mamy. i ku mojemu zaskoczeniu, teraz jak mówię że coś jest mamusi to mi to po prostu oddaje.
dziecko które nie ma jeszcze 1,5 roku. !
tak samo z innymi rzeczami. powiedzmy podniosła jakiegoś śmiecia z podłogi. jak była sytuacja że jej to po prostu zabrałam "w panice" to był ryk. a jak mówię "kochanie, czy możesz to oddać mamusi?" to ona po prostu z uśmiechem mi to oddaje.
trzeba wiedzieć też jak zadawać pytania i dawać dziecku taki wybór jaki ma mieć na swój wiek. jak mówię 'poczytamy teraz tą książeczkę" bo chcę żeby usiadła na krzesełku to ona mówi mi NIE (jedyne słowo które aktualnie potrafi powiedzieć). a jak pokazuję dwie książki i pytam się "którą książeczkę chcesz poczytać" to ona mi pokazuje którą. i nie ma problemu. a ja nie wydaję poleceń.
to są super prostackie przykłady, nie wymagają żadnej cierpliwości ode mnie, tylko zrozumienia potrzeby tego że dziecko też chce mieć wpływ na swoje życie. i danie mu tej możliwości.
jak moja córka bierze telefon to mówię 'kochanie, to jest mamusi. Ty masz tutaj swojego króliczka / książeczkę / cokolwiek". i owszem, pierwsze dwa czy 3 czy 5 razy płakała. przytulam i mówię że rozumiem że jest zła niemniej telefon jest mamy. i ku mojemu zaskoczeniu, teraz jak mówię że coś jest mamusi to mi to po prostu oddaje.
dziecko które nie ma jeszcze 1,5 roku. !tak samo z innymi rzeczami. powiedzmy podniosła jakiegoś śmiecia z podłogi. jak była sytuacja że jej to po prostu zabrałam "w panice" to był ryk. a jak mówię "kochanie, czy możesz to oddać mamusi?" to ona po prostu z uśmiechem mi to oddaje.
trzeba wiedzieć też jak zadawać pytania i dawać dziecku taki wybór jaki ma mieć na swój wiek. jak mówię 'poczytamy teraz tą książeczkę" bo chcę żeby usiadła na krzesełku to ona mówi mi NIE (jedyne słowo które aktualnie potrafi powiedzieć). a jak pokazuję dwie książki i pytam się "którą książeczkę chcesz poczytać" to ona mi pokazuje którą. i nie ma problemu. a ja nie wydaję poleceń.
i.
Nie o tym.pisze
Twoja córka zrozumiała i oddaje Ci twój telefon i bardzo dobrze, ba nią metoda zadziałała. A co jak to nie działa. No nie działa. Porozmawiaj z in ymi matkami, mogą tulić, tłumaczyć, dawać króliczka, i nic dziecko chce telefon, dostaje spazmów, gryzie i nie przetłumaczysz. Piszę o takich przypadkach.
Książeczkę, spokojnie, możesz spytać czy czytasz jej o misiu czy o strażaku.
A co z myciem? Pytasz się czy się chce myć?
Czy z wyjściem do sklepu?
Po prostu ubierasz ją i wychodzisz do sklepu. Decydujesz za nią.
Kiedyś miałam z koleżanką i jej synkiem pójść na spacer i płac zabaw. Przychodzę a ona się pyta 3 latka, czy on chce iść na huśtawki. Odpowiedź była nie, bo on chce się bawić w domu klockami. Ona na to, że może zamiast klockami pójdziemy jednak na plac zabaw, bo jest ciepło. Dziecko dalej-nie bo on chce zostać i układać klocki.
To zostaliśmy w domu. Myślałam, że padnę.
Drugi przykład, to samo dziecko, wieczór, ona mówi, Kamilku chodź do łazienki się myć. On na to nie.
Ona nadal chidz, trzeba się umyć. On że nie chce. Ona na to czy chce iść brudny spać, on że tak.
Ona nie ustępuje i tak dalej. Wabi go,że dostanie zabawkę do wanny i tak dalej, on nadal, że nie. Skończyło się tak, że był ryk, wrzask, finalnie poszedł spać bez tego mycia.
Na pytanie, czy to tak zawsze, ona odpowiadała, że nie będzie go do niczego zmuszała i robiła na siłę skoro on nie chce.
Standardem było też bieganie małego do 23tej po domu bo mu się nie chce spać, ona czeka jak sam się położy, bo nic nie da wzięcie go do łóżka i czytanie bajek jak on nie chce, chyba że sam zechciał.
Przypomniała mi się zagadka, którą kiedyś zadała mi przyjaciółka:
"Co to jest?
Zdobyłam z wielkim trudem, mam go dużo, chcę oddać za darmo, nikt nie chce wziąć."
Gdy długo nie mogłam znaleźć rozwiązania, usłyszałam: "Doświadczenie."
Bardzo, z całego serca, dziękuję wszystkim za tę dyskusję, dzięki niej po raz kolejny, co z tego, że niespodziewanie, przyjrzałam się sobie, swej drodze do punktu, w którym teraz jestem. Gdybym, będąc bardzo młodą kobietą, mogła przeczytać mądre książki, których teraz jest mnóstwo, gdybym miała obok siebie przytomnego, życzliwego i serdecznego człowieka, który chwyciłby mnie za rękę i zatrzymał, zachęcając do zrewidowania mych poglądów, to konsekwencje mych błędów byłyby mniejsze, i nie chodzi tu o mnie, ale o te, które na skutek mych decyzji ponieśli inni.
Dziękuję też za kolejną lekcję i przypomnienie tego, co naprawdę jest ważne, a co, biegnąc, czasem mi umyka.
Ponieważ życie w tak trudnym, niespokojnym i mocno niestabilnym czasie do prostych nie należy, życzę nam wszystkim (także sobie) odwagi i łagodności (także wobec siebie samych).
rossanka, chodzi o to że ja tak od początku robię. od maleńkiego. DLATEGO ona to rozumie. nie dlatego że taka po prostu jest. cały czas mylisz przyczynę ze skutkiem.
w kwestii np. placu zabaw - można dużo rzeczy zaproponować. pierwsze co bym zrobiła to powiedziałą takiemu dziecku że rozumiem że się chce pobawić, mama chce iść na spacer i czy możemy tak zrobić że pobawi się jescze 10/15 minut a później pójdziemy na spacer. i że możemy klocki wziąć. ale tu widzę błąd wcześniej. dzieci są często zaskakiwane "decyzjami" - są czymś zajęte a ktoś przychodzi i mówi że ma zrobić coś innego. jeśli masz jakieś zadanie w pracy i jesteś w połowie i nagle przychodzi szef i mówi "w tym momencie masz to rzucić i zacząć robić coś innego" to jesteś zadowolona? na moje oko to dziecko nie było przygotowane zawczasu i poinformowane o planach matki. powinno wiedzieć wcześniej że "dzisiaj przyjdzie ciocia i będziemy chcieli pójść na spacer. chciałbyś pójść na plac zabaw A czy B?" zauważ że w Twoich przykładach tylko nakazujesz, a nie dajesz ŻADNEJ sprawczości dziecku.
Anno, Ty chyba żartujesz, prawda?
Mała ma półtora roku i oddaje Ci Twój telefon z uśmiechem na twarzy?
Poczekaj w takim razie jeszcze trochę i przekonasz się przez jakie akcje przyjdzie Ci jeszcze przejść.
Nie dziwię się też, że chcesz pójść z dzieckiem do psychologa, bo płacze zostając sam na sam z ojcem, a Ciebie nie ma na widoku.
Oj dziewczyno, Ty kompletnie nie znasz życia, będzie jeszcze mocno bolał tyłek.
No nic, może uda nam się pogadać za jakąś dekadę na przykład - zapewniam Cię, że zmienisz swoje dzisiejsze poglądy tak, że sama siebie wtedy nie poznasz z okresu dzisiejszego swojego stanu świadomości.
Mój wnuk jest zupełnie inny niż Twoja córka i chociaż jego starsza siostrzyczka była wychowywana jeszcze bardziej liberalnie niż on, to są oboje tak różni od siebie, jakby pochodzili od innych rodziców i wychowywali się w innych domach i na innych kontynentach.
Anno, wiele atrakcji jeszcze przed Tobą, no ale na tym właśnie polega życie.
rossanka, chodzi o to że ja tak od początku robię. od maleńkiego. DLATEGO ona to rozumie. nie dlatego że taka po prostu jest. cały czas mylisz przyczynę ze skutkiem.
w kwestii np. placu zabaw - można dużo rzeczy zaproponować. pierwsze co bym zrobiła to powiedziałą takiemu dziecku że rozumiem że się chce pobawić, mama chce iść na spacer i czy możemy tak zrobić że pobawi się jescze 10/15 minut a później pójdziemy na spacer. i że możemy klocki wziąć. ale tu widzę błąd wcześniej. dzieci są często zaskakiwane "decyzjami" - są czymś zajęte a ktoś przychodzi i mówi że ma zrobić coś innego. jeśli masz jakieś zadanie w pracy i jesteś w połowie i nagle przychodzi szef i mówi "w tym momencie masz to rzucić i zacząć robić coś innego" to jesteś zadowolona? na moje oko to dziecko nie było przygotowane zawczasu i poinformowane o planach matki. powinno wiedzieć wcześniej że "dzisiaj przyjdzie ciocia i będziemy chcieli pójść na spacer. chciałbyś pójść na plac zabaw A czy B?" zauważ że w Twoich przykładach tylko nakazujesz, a nie dajesz ŻADNEJ sprawczości dziecku.
Jaką sprawczosc moze mieć dziecko przy czynności mycia się, czy pójścia spać? 3 latwk nie decyduje, czy ma się umyć i oktorej iść spać tylko rodzice. Tu nie ma żadnego targowania się.
A sytuacja, gdy do domu przychodzi gość, i wszyscy zostają w domu zamiast pójść na spacer bo 3 latek nie chce wyjść, to już kuriozum.
A kiedyś nastąpi zderzenie, bo matka będzie musiała wyjść do pracy a on do przedszkola czy szkoły i nie będzie tutaj już żadnych pytań bo ono będzie musiało wyjść. I wtedy to dopiero przeżyje szok. Jak to zawsze,
mama dawałami wybór, a teraz nie mogę wybrać, czy mam iść do szkoły czy przedszkola czy zostać w domu?
Z teszta wypowiedzi, twoja córka ma dopięto 1,5 roku, więc efektów jeszcze nie znasz. To wyjdzie po latach.
Miałam w rodzinie przez całe życie dzieci, teraz mają one po 40, 20 , 15 lat i widzę jak takietraktowaniw dzieci bez dyscypliny przyniosło efekty.
Moim zdaniemwychowanie lat 80 nie było dobre, pełno było nadużyc ale teraz jest przegięcie w drugą stronę a dzieci nie mogą rządzić i to nie są równorzędni partnerzy. Oni nie decydują, gdzie ma mieszkać rodzina, z kim spotykać rodzice, czy pójdzie do szkoły czy woli grać w komputer czy z kim spotyka się po rozwodzie ojciec, albo gdzie powinna pracować matka. Rządzą rodzice. Mając jednak na uwadze indywidualizm dziecka, powinni mu zapewnić rozwój. Gdy widzą, że nie ma głowy do nauk ścisłych, nie pchać go na profil matematyczny, bo ono może kochać sztukę i chce zostać malarzem. Albo dać wolna rękę co do fryzury, chłopak chce nosić długie wlosy-niech nisi, jeśli nawet rodziców skręca na ten widok.
I tak dalej. Mam nadzieję, że to jasne. Dziecko to nie partner. Partnerami są dla siebie małżonkowie.
234 2022-11-09 14:49:11 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2022-11-09 14:57:12)
Loka, bo udało Ci się napisać złota myśl ot " mów do..., rozmawiaj z..." i teraz co chwilę będziesz to przypominała, jakbyś Amerykę odkryła.
Ja też kilka postów wcześniej napisałam o rozmowie z 7- latka, bo odróżniam monolog od dialogu.Czy naprawdę uwierzysz we wszystko, co napisali? Nie powiesz mi chyba, że gdy wyczytałas np w wyborczej, to tam była tylko święta prawda, a gdy przeczytasz w "Do rzecz" to tam tylko bełkot i kłamstwa.
Trzeba wspierać się poradnikami, ale nie można dać się zwariować i traktować wszystkiego, co tam napisali, jako prawdę objawioną.
To o czym Wy piszecie to tylko kolejna moda, kolejny pomysł na wychowywanie dzieci, nic więcej.
Wiele już było roznych teorii, a czas weryfikował je i pokazywał ich absurd albo wręcz idiotyzm.
Lepiej kierować się własnym rozumem, słuchać ludzi doświadczonych i przede wszystkim chodzić twardo po ziemi.Przyjedź do mnie i spróbuj przemówić do rozumu dwulatkowi, żeby nie walił moja komórka w podłogę.
Będziesz mu tłumaczyła?
Ja też mówię " nie wolno" a on co? Ma to gdzieś, ponieważ on chce walić moja komórka o podłogę. Mam ulegać czemuś takiemu?
Dzięki, że mi uświadamiasz w 1 akapicie, jaka ja głupia jestem, bo raz udało mi się coś powiedzieć. Szkoda tylko, że w dalszym ciągu nie odróżniasz monologu od dialogu, co pokazują wszystkie Twoje rozdmuchane przykłady.
Co do akapitu 2 nie będę się powtarzać, bo już to pisałam.
Nie przyjdę uświadamiać Twojego 2letniego wnuka, oszalałaś? Cały czas mówię, że nie dostajesz dziecka z próżni. 2latek rzucający telefonem jest zapewne wypadkową tego, że rodzice pozwalali na wszystko i dziecko rządziło w domu, więc teraz jest mamo ratuj i musisz naprawiać. Tylko że w tym, o czym ja mówię, Wielokropek i polis też mówią to nie polega na tym, że kontrolę nad rodziną przejmuje dziecko, więc znowu podajesz argument, który się niczego nie trzyma.
Ale pewnie lepiej uderzyć niż czytać o rozwoju dziecka
usprawiedliwianie przemocy zawsze spoko, no nie?
Edit. Ulle, a tak na serio czy Ty tak mówisz dla mówienia, czy poszukałaś jakichś zagadnień na temat tego modelu wychowania, o którym mówimy? Widziałaś jakieś przykłady? Bo jak porównujesz to do bezstresowego i piszesz o aniołach, to mam wrażenie, że ja mówię o podłodze, a Ty o suficie. Tobie się ciągke wydaje, że to zakłada, że dziecko może wszystko, a tak nie jest. Dlatego warto poobserwować rodziny, które takie coś pokazują. I zobaczyć, jak to wygląda też w praktyce, zwłaszcza jeżeli akurat ktoś dzieli się też gorszymi momentami.
Ulle, Twoje "nie dziwię się że chcesz pójść z dzieckiem do psychologa, bo płacze zostając sam na sam z ojcem, a Ciebie nie ma na widoku." brzmi jak szpila - więc prosiłabym żebyś rozwinęła co masz na myśli bym się mogła odnieść wprost do zarzutu. bo w tym momencie Twoja wypowiedź jest pasywno agresywna. "oj kochanie nie znasz życia" to żaden argument a traktowanie innych z wyższością.
akcje na pewno mnie czekają bo mimo wszystko ona ma w sobie dużą dozę choleryka (po mamie
). ale ja lubię wyzwania. i z chęcią pogadam z Tobą za dekadę tak samo jak gadam teraz z ludźmi którzy mi mówili że się nie znam i nie wrócę do pracy przed tym jak mała skończy rok. wiadomo że pewne rzeczy się zrewidują czy zmodyfikują (np. nie wprowadzałam jedzenia 100% blw jak chciałam bo mała uwielbiała słoiczki), niemniej co do PODSTAW i WARTOŚCI którymi się kieruję - jestem siebie pewna.
@rossanka podałam Ci przykłady sprawczości. może wybrać czy ma iść spać teraz czy za 5 minut. czy najpierw umyje zęby czy najpierw posprząta zabawki nie chodzi o wielkie wybory czy będzie chodził do szkoły. to jak w pracy. pewnie zadania wiesz że musisz wykonać ale lepiej się pracuje jak np. masz wpływ na to JAK coś zrobisz albo czy zrobisz zadania w kolejności A B czy B A.
anna.zakochana napisał/a:rossanka, chodzi o to że ja tak od początku robię. od maleńkiego. DLATEGO ona to rozumie. nie dlatego że taka po prostu jest. cały czas mylisz przyczynę ze skutkiem.
w kwestii np. placu zabaw - można dużo rzeczy zaproponować. pierwsze co bym zrobiła to powiedziałą takiemu dziecku że rozumiem że się chce pobawić, mama chce iść na spacer i czy możemy tak zrobić że pobawi się jescze 10/15 minut a później pójdziemy na spacer. i że możemy klocki wziąć. ale tu widzę błąd wcześniej. dzieci są często zaskakiwane "decyzjami" - są czymś zajęte a ktoś przychodzi i mówi że ma zrobić coś innego. jeśli masz jakieś zadanie w pracy i jesteś w połowie i nagle przychodzi szef i mówi "w tym momencie masz to rzucić i zacząć robić coś innego" to jesteś zadowolona? na moje oko to dziecko nie było przygotowane zawczasu i poinformowane o planach matki. powinno wiedzieć wcześniej że "dzisiaj przyjdzie ciocia i będziemy chcieli pójść na spacer. chciałbyś pójść na plac zabaw A czy B?" zauważ że w Twoich przykładach tylko nakazujesz, a nie dajesz ŻADNEJ sprawczości dziecku.
Jaką sprawczosc moze mieć dziecko przy czynności mycia się, czy pójścia spać? 3 latwk nie decyduje, czy ma się umyć i oktorej iść spać tylko rodzice. Tu nie ma żadnego targowania się.
A sytuacja, gdy do domu przychodzi gość, i wszyscy zostają w domu zamiast pójść na spacer bo 3 latek nie chce wyjść, to już kuriozum.
A kiedyś nastąpi zderzenie, bo matka będzie musiała wyjść do pracy a on do przedszkola czy szkoły i nie będzie tutaj już żadnych pytań bo ono będzie musiało wyjść. I wtedy to dopiero przeżyje szok. Jak to zawsze,
mama dawałami wybór, a teraz nie mogę wybrać, czy mam iść do szkoły czy przedszkola czy zostać w domu?
Z teszta wypowiedzi, twoja córka ma dopięto 1,5 roku, więc efektów jeszcze nie znasz. To wyjdzie po latach.
Miałam w rodzinie przez całe życie dzieci, teraz mają one po 40, 20 , 15 lat i widzę jak takietraktowaniw dzieci bez dyscypliny przyniosło efekty.
Moim zdaniemwychowanie lat 80 nie było dobre, pełno było nadużyc ale teraz jest przegięcie w drugą stronę a dzieci nie mogą rządzić i to nie są równorzędni partnerzy. Oni nie decydują, gdzie ma mieszkać rodzina, z kim spotykać rodzice, czy pójdzie do szkoły czy woli grać w komputer czy z kim spotyka się po rozwodzie ojciec, albo gdzie powinna pracować matka. Rządzą rodzice. Mając jednak na uwadze indywidualizm dziecka, powinni mu zapewnić rozwój. Gdy widzą, że nie ma głowy do nauk ścisłych, nie pchać go na profil matematyczny, bo ono może kochać sztukę i chce zostać malarzem. Albo dać wolna rękę co do fryzury, chłopak chce nosić długie wlosy-niech nisi, jeśli nawet rodziców skręca na ten widok.
I tak dalej. Mam nadzieję, że to jasne. Dziecko to nie partner. Partnerami są dla siebie małżonkowie.
Proszę, zacytuj chociaż jeden fragment, w którym ktoś napisał, że dziecko ma decydować o wszystkim, że dziecko rządzi rodziną i że dziecko ma mieć wolną rękę we wszystkim.
Bo od kilku stron Ci cały czas mówię, że tak nie jest, a Ty ciągle swoje.
Przypomniała mi się zagadka, którą kiedyś zadała mi przyjaciółka:
"Co to jest?
Zdobyłam z wielkim trudem, mam go dużo, chcę oddać za darmo, nikt nie chce wziąć."
Gdy długo nie mogłam znaleźć rozwiązania, usłyszałam: "Doświadczenie."Bardzo, z całego serca, dziękuję wszystkim za tę dyskusję, dzięki niej po raz kolejny, co z tego, że niespodziewanie, przyjrzałam się sobie, swej drodze do punktu, w którym teraz jestem. Gdybym, będąc bardzo młodą kobietą, mogła przeczytać mądre książki, których teraz jest mnóstwo, gdybym miała obok siebie przytomnego, życzliwego i serdecznego człowieka, który chwyciłby mnie za rękę i zatrzymał, zachęcając do zrewidowania mych poglądów, to konsekwencje mych błędów byłyby mniejsze, i nie chodzi tu o mnie, ale o te, które na skutek mych decyzji ponieśli inni.
Dziękuję też za kolejną lekcję i przypomnienie tego, co naprawdę jest ważne, a co, biegnąc, czasem mi umyka.
Ponieważ życie w tak trudnym, niespokojnym i mocno niestabilnym czasie do prostych nie należy, życzę nam wszystkim (także sobie) odwagi i łagodności (także wobec siebie samych).
Wielokropku, podzielam Twój pogląd i również dziękuję za te dyskusje.
Ja też, gdybym tylko mogła cofnąć czas, to uniknelabym wielu błędów, jednak nie dzięki przeczytanym po drodze książkom troszkę lepiej niż kiedyś poznałam życie i ludzi, ja raczej dzięki wnikliwej obserwacji i dzięki licznym kopniakom, jakie wymierzylo mi życie.
Niektórzy ludzie mówią, że chociaż popełnili w życiu mnóstwo błędów, to jednak niczego nie żałują.
Ja należę do tych osób, które wielu swoich zachowań z przeszłości bardzo żałują.
Żałuję np że kiedyś byłam na tyle krótkowzroczna, że nie przewidziałam, iż sposób w jaki wychowuje córkę nie sprawdzi się w jej dorosłym życiu.
Dzisiaj nadrabiam czas i staram się poprawiać różne stare niedociągnięcia, ale niestety, mimo że niektóre rzeczy już poprawiłam albo jestem w trakcie, to jednak wiele moich bledow będzie ciągnąć się przez kolejne pokolenia.
Miło się dyskutowało na tym wątku, tyle tylko że niewiele na temat problemów autorki, która zresztą milczy.
238 2022-11-09 15:12:40 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-09 15:14:40)
Anno, Ty chyba żartujesz, prawda?
Mała ma półtora roku i oddaje Ci Twój telefon z uśmiechem na twarzy?
Poczekaj w takim razie jeszcze trochę i przekonasz się przez jakie akcje przyjdzie Ci jeszcze przejść.
Nie dziwię się też, że chcesz pójść z dzieckiem do psychologa, bo płacze zostając sam na sam z ojcem, a Ciebie nie ma na widoku.
Oj dziewczyno, Ty kompletnie nie znasz życia, będzie jeszcze mocno bolał tyłek.
Moim zdaniem lepsze takie podejście, jak ma problem to szukam rozwiązania, pomocy, innych sposobów radzenia sobie z sytuacją niż rozkładanie rąk i stwierdzenie, że teraz to już nic mi nie zostało tylko krzyk i lanie. To, że nasi dziadkowie robili tak, a nie inaczej nie znaczy, że to ich podejście było dobre, czy że byli nieomylni.
Poza tym tak samo podchodzi się do dzieci starszych. Możesz rozkazać ‘idź odrabiać lekcje!’ a może spytać ‘wolisz odrabiać teraz lekcje z matematyki czy polskiego?’ I to zupełnie inaczej brzmi dla dziecka niż rozkaz, a nie jest też żadną zachętą czy pozwoleniem na nieodrabianie lekcji.
Ty masz takie doświadczenie, my mamy inne. Ja zauważyłam, że dzieci bardzo szybko wychwytują kto traktuje je poważnie i z szacunkiem i potrafią to docenić.
rossanka po pierwsze ty zdajesz sobie sprawę, że teraz w przedszkolach jest okres adaptacji dziecka i nie jest jak kiedyś, że pierwszego dnia zwyczajnie zostawiasz dziecko i idziesz do pracy na 8 godzin?
Dwa, dawanie wyboru dziecku w pewnych sprawach jest ważne, żeby nauczyć dziecko podejmowania decyzji. Powiedz mi, kiedy dziecko ma się nauczyć podejmować decyzje jak mamusia zawsze wie lepiej i o wszystkim decyduje? Jak będzie mieć 18 lat to magicznie nauczy się tej sztuki podejmowania samodzielnych decyzji? Zastanów się jaką samodzielnością i umiejętnością będzie odznaczać się dziecko, któremu wydawano polecania? Prędzej, albo się zbuntuje w wieku nastoletnim, że matka mu ględzi i nic tylko rób tak jak ona chce, a nastolatek chce inaczej i zacznie robić po swojemu albo wychowasz ofermę, która w wieku 18 lat nie będzie umiała decyzji podjąć i się będzie ciebie pytać o wszystko jak małe dziecko albo dostosowywać się do ciebie czekając na twoją aprobatę.
Trzy, zacytuj, gdzie tutaj ktokolwiek pisze o tym, że to dziecko ma rządzić w domu? Chyba nie powiesz mi, że danie dziecku wyboru jaką książeczkę chce teraz czytać czy pytanie o to, którego przedmiotu wolałoby się uczyć najpierw to dawanie dziecku pozwolenia na rządzenie w domu?
Ulle,
w przeciwieństwie do Ciebie, nigdy nie chciałam (i dalej nie chcę) cofnięcia czasu. To, jaką teraz jestem, jest (także) efektem tego, co mnie spotkało i/lub czego byłam autorką. Moje błędy, na szczęście, nie miały takiej siły rażenia, bym teraz musiała cokolwiek nadrabiać i poprawiać. Gdybym miała tę wiedzę i takie umiejętności, jakie mam dzisiaj, a których osiągniecie wymagało ode mnie i wiele potu, i łez, i czasu, i siły, i determinacji, to byłabym lepszym niż byłam człowiekiem.
By rozwiać wątpliwości, uprzedzić ewentualne uwagi: byłam wystarczająco dobrym człowiekiem, a me dorosłe już dzieci dobrze funkcjonują w rzeczywistości. ![]()
anna.zakochana, Lady Loka,
jestem pod wielkim wrażeniem Waszej mądrości; z przyjemnością czytam to, co napisałyście i trzymam kciuki. Będąc w podobnym do Was wieku, nie byłam, niestety, tak mądra.
Chapeau bas!
rossanka napisał/a:anna.zakochana napisał/a:rossanka, chodzi o to że ja tak od początku robię. od maleńkiego. DLATEGO ona to rozumie. nie dlatego że taka po prostu jest. cały czas mylisz przyczynę ze skutkiem.
w kwestii np. placu zabaw - można dużo rzeczy zaproponować. pierwsze co bym zrobiła to powiedziałą takiemu dziecku że rozumiem że się chce pobawić, mama chce iść na spacer i czy możemy tak zrobić że pobawi się jescze 10/15 minut a później pójdziemy na spacer. i że możemy klocki wziąć. ale tu widzę błąd wcześniej. dzieci są często zaskakiwane "decyzjami" - są czymś zajęte a ktoś przychodzi i mówi że ma zrobić coś innego. jeśli masz jakieś zadanie w pracy i jesteś w połowie i nagle przychodzi szef i mówi "w tym momencie masz to rzucić i zacząć robić coś innego" to jesteś zadowolona? na moje oko to dziecko nie było przygotowane zawczasu i poinformowane o planach matki. powinno wiedzieć wcześniej że "dzisiaj przyjdzie ciocia i będziemy chcieli pójść na spacer. chciałbyś pójść na plac zabaw A czy B?" zauważ że w Twoich przykładach tylko nakazujesz, a nie dajesz ŻADNEJ sprawczości dziecku.
Jaką sprawczosc moze mieć dziecko przy czynności mycia się, czy pójścia spać? 3 latwk nie decyduje, czy ma się umyć i oktorej iść spać tylko rodzice. Tu nie ma żadnego targowania się.
A sytuacja, gdy do domu przychodzi gość, i wszyscy zostają w domu zamiast pójść na spacer bo 3 latek nie chce wyjść, to już kuriozum.
A kiedyś nastąpi zderzenie, bo matka będzie musiała wyjść do pracy a on do przedszkola czy szkoły i nie będzie tutaj już żadnych pytań bo ono będzie musiało wyjść. I wtedy to dopiero przeżyje szok. Jak to zawsze,
mama dawałami wybór, a teraz nie mogę wybrać, czy mam iść do szkoły czy przedszkola czy zostać w domu?
Z teszta wypowiedzi, twoja córka ma dopięto 1,5 roku, więc efektów jeszcze nie znasz. To wyjdzie po latach.
Miałam w rodzinie przez całe życie dzieci, teraz mają one po 40, 20 , 15 lat i widzę jak takietraktowaniw dzieci bez dyscypliny przyniosło efekty.
Moim zdaniemwychowanie lat 80 nie było dobre, pełno było nadużyc ale teraz jest przegięcie w drugą stronę a dzieci nie mogą rządzić i to nie są równorzędni partnerzy. Oni nie decydują, gdzie ma mieszkać rodzina, z kim spotykać rodzice, czy pójdzie do szkoły czy woli grać w komputer czy z kim spotyka się po rozwodzie ojciec, albo gdzie powinna pracować matka. Rządzą rodzice. Mając jednak na uwadze indywidualizm dziecka, powinni mu zapewnić rozwój. Gdy widzą, że nie ma głowy do nauk ścisłych, nie pchać go na profil matematyczny, bo ono może kochać sztukę i chce zostać malarzem. Albo dać wolna rękę co do fryzury, chłopak chce nosić długie wlosy-niech nisi, jeśli nawet rodziców skręca na ten widok.
I tak dalej. Mam nadzieję, że to jasne. Dziecko to nie partner. Partnerami są dla siebie małżonkowie.Proszę, zacytuj chociaż jeden fragment, w którym ktoś napisał, że dziecko ma decydować o wszystkim, że dziecko rządzi rodziną i że dziecko ma mieć wolną rękę we wszystkim.
Bo od kilku stron Ci cały czas mówię, że tak nie jest, a Ty ciągle swoje.
To kto ma rządzić i wydawać polecenia?
rossanka, chodzi o to że ja tak od początku robię. od maleńkiego. DLATEGO ona to rozumie. nie dlatego że taka po prostu jest. cały czas mylisz przyczynę ze skutkiem.
w kwestii np. placu zabaw - można dużo rzeczy zaproponować. pierwsze co bym zrobiła to powiedziałą takiemu dziecku że rozumiem że się chce pobawić, mama chce iść na spacer i czy możemy tak zrobić że pobawi się jescze 10/15 minut a później pójdziemy na spacer. i że możemy klocki wziąć. ale tu widzę błąd wcześniej. dzieci są często zaskakiwane "decyzjami" - są czymś zajęte a ktoś przychodzi i mówi że ma zrobić coś innego. jeśli masz jakieś zadanie w pracy i jesteś w połowie i nagle przychodzi szef i mówi "w tym momencie masz to rzucić i zacząć robić coś innego" to jesteś zadowolona? na moje oko to dziecko nie było przygotowane zawczasu i poinformowane o planach matki. powinno wiedzieć wcześniej że "dzisiaj przyjdzie ciocia i będziemy chcieli pójść na spacer. chciałbyś pójść na plac zabaw A czy B?" zauważ że w Twoich przykładach tylko nakazujesz, a nie dajesz ŻADNEJ sprawczości dziecku.
Bo są sytuację gdzie dziecko nie może mieć sprawczosci. Na przykład matka idzie do pracy a dziecko do przedszkola. I tu nie ma dyskusji, że może pójdzie do przedszkola za godzinę bo chce teraz poleżeć albo chce dziś zostać w domu.
Nie ma też dyskusji, że chce chodzić tylko na wuef, polski o historie a na geografie i matematykę nie chce chodzić.
Wybór to może mieć w tym,czy chce się napić soku wiśniowego czy bananowego, albo czy chce lego zamek czy lego restauracje. Albo czy chce chodzić na basen ,tenis, albo nie chce żadnych zajęć po szkole.
Przykład z tym, żeby 3 latkowi opowiadać jakie plany ma matka na dzień jest dziwny.
3 latek raz chce oglądać bajkę, za 10 minut będzie chciał układać klocki a za kolejne 10 będzie chciał się ganiac po mieszkaniu. Hipotetycznie co jak wyjście na spacer jest spontaniczne, bo akurat zrobiła się pogoda i rodzice chcą wykorzystać ładna pogodę na spacer, a mieli pojechać na zakupy(które odłożyli więc na wieczor), mają zostać w domu bo3 letnie dziecko nie chce wyjść?
Ulle, Twoje "nie dziwię się że chcesz pójść z dzieckiem do psychologa, bo płacze zostając sam na sam z ojcem, a Ciebie nie ma na widoku." brzmi jak szpila - więc prosiłabym żebyś rozwinęła co masz na myśli bym się mogła odnieść wprost do zarzutu. bo w tym momencie Twoja wypowiedź jest pasywno agresywna. "oj kochanie nie znasz życia" to żaden argument a traktowanie innych z wyższością.
akcje na pewno mnie czekają bo mimo wszystko ona ma w sobie dużą dozę choleryka (po mamie
). ale ja lubię wyzwania. i z chęcią pogadam z Tobą za dekadę tak samo jak gadam teraz z ludźmi którzy mi mówili że się nie znam i nie wrócę do pracy przed tym jak mała skończy rok. wiadomo że pewne rzeczy się zrewidują czy zmodyfikują (np. nie wprowadzałam jedzenia 100% blw jak chciałam bo mała uwielbiała słoiczki), niemniej co do PODSTAW i WARTOŚCI którymi się kieruję - jestem siebie pewna.
@rossanka podałam Ci przykłady sprawczości. może wybrać czy ma iść spać teraz czy za 5 minut. czy najpierw umyje zęby czy najpierw posprząta zabawki nie chodzi o wielkie wybory czy będzie chodził do szkoły. to jak w pracy. pewnie zadania wiesz że musisz wykonać ale lepiej się pracuje jak np. masz wpływ na to JAK coś zrobisz albo czy zrobisz zadania w kolejności A B czy B A.
A ono powie za 5 minut,że jednak nie chce spać. I co mu zrobisz?
Czy najpierw umyje żeby czy posprzaya zabawki, a ono powie, nie będę sprzątał. Wchodzisz do pokoju,a on siedzi na podłodze i się bawi a o sprzątaniu nie ma mowy. Albo mówi, że teraz nie będzie sprzątał tylko idzie spac-autentyk.
Dzieci nie mam ale wychowałam się z dziećmi, a że bam najstarsza z rodzeństwa, kuzynostwa to widziałam jak i co się wyprawiało. Latanie po pokoju do północy, bo dziecko spac nie chce, ganianie za dzieckiem wokoło stu i karmienie go o obiadem i inne akcje. Co dziwne tak było tylko przy rodzicach bo przy cioci już tego nie było. Ale ciotka czy wujek byli stanowczy i jak trzeba było to też huknęli ostro.
Co dziwne mieli posłuch i szacunek u dziecka, a ono wcale nie odwróciło się później od nich. Podczas gdy rodzice to byli"durnie i debile" I szacunku dziecka nie mieli ani teraz ani jak już się zrobili dorośli.
Lady Loka napisał/a:rossanka napisał/a:Jaką sprawczosc moze mieć dziecko przy czynności mycia się, czy pójścia spać? 3 latwk nie decyduje, czy ma się umyć i oktorej iść spać tylko rodzice. Tu nie ma żadnego targowania się.
A sytuacja, gdy do domu przychodzi gość, i wszyscy zostają w domu zamiast pójść na spacer bo 3 latek nie chce wyjść, to już kuriozum.
A kiedyś nastąpi zderzenie, bo matka będzie musiała wyjść do pracy a on do przedszkola czy szkoły i nie będzie tutaj już żadnych pytań bo ono będzie musiało wyjść. I wtedy to dopiero przeżyje szok. Jak to zawsze,
mama dawałami wybór, a teraz nie mogę wybrać, czy mam iść do szkoły czy przedszkola czy zostać w domu?
Z teszta wypowiedzi, twoja córka ma dopięto 1,5 roku, więc efektów jeszcze nie znasz. To wyjdzie po latach.
Miałam w rodzinie przez całe życie dzieci, teraz mają one po 40, 20 , 15 lat i widzę jak takietraktowaniw dzieci bez dyscypliny przyniosło efekty.
Moim zdaniemwychowanie lat 80 nie było dobre, pełno było nadużyc ale teraz jest przegięcie w drugą stronę a dzieci nie mogą rządzić i to nie są równorzędni partnerzy. Oni nie decydują, gdzie ma mieszkać rodzina, z kim spotykać rodzice, czy pójdzie do szkoły czy woli grać w komputer czy z kim spotyka się po rozwodzie ojciec, albo gdzie powinna pracować matka. Rządzą rodzice. Mając jednak na uwadze indywidualizm dziecka, powinni mu zapewnić rozwój. Gdy widzą, że nie ma głowy do nauk ścisłych, nie pchać go na profil matematyczny, bo ono może kochać sztukę i chce zostać malarzem. Albo dać wolna rękę co do fryzury, chłopak chce nosić długie wlosy-niech nisi, jeśli nawet rodziców skręca na ten widok.
I tak dalej. Mam nadzieję, że to jasne. Dziecko to nie partner. Partnerami są dla siebie małżonkowie.Proszę, zacytuj chociaż jeden fragment, w którym ktoś napisał, że dziecko ma decydować o wszystkim, że dziecko rządzi rodziną i że dziecko ma mieć wolną rękę we wszystkim.
Bo od kilku stron Ci cały czas mówię, że tak nie jest, a Ty ciągle swoje.
To kto ma rządzić i wydawać polecenia?
Nie złapiesz mnie za słówka, nie dam się ![]()
Już o tym wielokrotnie napisałam, a Ty i tak dalej swoje, jakby wszystko to, co napiszemy przelatywało obok. Weź poczytaj nasze posty, tam masz dokładną odpowiedź na to, o co pytasz.
rossanka napisał/a:Lady Loka napisał/a:Proszę, zacytuj chociaż jeden fragment, w którym ktoś napisał, że dziecko ma decydować o wszystkim, że dziecko rządzi rodziną i że dziecko ma mieć wolną rękę we wszystkim.
Bo od kilku stron Ci cały czas mówię, że tak nie jest, a Ty ciągle swoje.
To kto ma rządzić i wydawać polecenia?
Nie złapiesz mnie za słówka, nie dam się
Już o tym wielokrotnie napisałam, a Ty i tak dalej swoje, jakby wszystko to, co napiszemy przelatywało obok. Weź poczytaj nasze posty, tam masz dokładną odpowiedź na to, o co pytasz.
Bo rządzi rodzic, chociazby się nie wiem jak zapierało. Dziecko jak dorośnie i jak samo zostanie rodzicem, to ono będzie rządzić i tak dalej..
Poza tym tak samo podchodzi się do dzieci starszych. Możesz rozkazać ‘idź odrabiać lekcje!’ a może spytać ‘wolisz odrabiać teraz lekcje z matematyki czy polskiego?’ I to zupełnie inaczej brzmi dla dziecka niż rozkaz,u?
To jest manipulacja w białych rękawiczkach, bo dziecko nie ma tu wyboru, musi odrobić lekcje tylko pytanie jest tak sformuowane, z e wygląda na to, ze ma wybór.
Coś jak nie chcesz zostawać po godzinach za friko w pracy, a szef Ci powie: woli pani zostac po godzinach dzisiaj czy jutro?
246 2022-11-09 17:05:56 Ostatnio edytowany przez anna.zakochana (2022-11-09 17:07:15)
nie, bo nadgodziny nie są obowiązkowe. a odrabianie lekcji jest. więc jak chcesz przenieść to na grunt dorsłych to będzie to szef pytający "chcesz mieć spotkanie ze mną w śrdę czy piątek?" zamiast "za godzinę u mnie w gabinecie"
@Wielokropek <3
Dzisiaj grzecznie zapytam wnuka czy będzie jadł kolację i jak znam życie pokręci buntowniczo głową, że nie. Zapytam go też czy zechce usiąść na swoim krzesełku, wątpię żeby się zgodził.
A na koniec jak się wkurzę, to posadzę "siłą" na krzesełku i dam kolację. Wszystko to pod warunkiem, że rodzice mnie o to poproszą, bo w sumie to nie moja sprawa, a oni mogą przecież woleć, żeby mały poszedł spać głodny. To nic że obudzi się z wrzaskiem za trzy cztery godziny zadając mniam mniam.
Dziewczyny ja dziękuję już za ciąg dalszy tej dyskusji, bo ktoś tu robi z kogoś głupka.
To niemożliwe, żeby istniały takie mamy w realnym życiu. Nawet głupota ma jednak swoje granice.
nie, bo nadgodziny nie są obowiązkowe. a odrabianie lekcji jest. więc jak chcesz przenieść to na grunt dorsłych to będzie to szef pytający "chcesz mieć spotkanie ze mną w śrdę czy piątek?" zamiast "za godzinę u mnie w gabinecie"
@Wielokropek <3
No właśnie to jest dobry orzyklad. Bo akurat dziecko nie ma wyboru. Szkoła jest obowiązkowa. Ty możesz nadgodzin nie wziąć, dziecku nie mozesz dac wyboru czy chodzić do szkoły na lekcje czy nie . Dlatego zastosowałaś pytanie manipulacyjne, na które mogła być tylko jedna odpowiedź, twierdzaca.
Widzisz już różnice? Ono nie ma żadnego wyboru i tak musi zrobić te lekcje i polski i matematykę i plastykę i chemie. Czyli twoje pytanie to nie był żaden wybór dla niego.
249 2022-11-09 17:45:34 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-11-09 17:48:31)
W ramach komentarza:
Podstawową zasadą dialogu jest głębokie słuchanie. To znaczy respektowanie tego, co ktoś do nas mówi, nawet jeśli się z tym nie zgadzamy.
Dzisiaj grzecznie zapytam wnuka czy będzie jadł kolację i jak znam życie pokręci buntowniczo głową, że nie. Zapytam go też czy zechce usiąść na swoim krzesełku, wątpię żeby się zgodził.
A na koniec jak się wkurzę, to posadzę "siłą" na krzesełku i dam kolację. Wszystko to pod warunkiem, że rodzice mnie o to poproszą, bo w sumie to nie moja sprawa, a oni mogą przecież woleć, żeby mały poszedł spać głodny. To nic że obudzi się z wrzaskiem za trzy cztery godziny zadając mniam mniam.
Dziewczyny ja dziękuję już za ciąg dalszy tej dyskusji, bo ktoś tu robi z kogoś głupka.
To niemożliwe, żeby istniały takie mamy w realnym życiu. Nawet głupota ma jednak swoje granice.
Ulle a zrob tak z ciekawości. Zapytaj czy chce zjeść czy nie chce zjeść tej kolacji, bo mize się mylę, może faktycznie coś zje.
A potem go podejdź podstępem po chwili spytaj czy chce zjeść kanapkę czy zupę ( czy co tam jest przygotowane). Ciekawe, czy zaskoczy?
W ramach komentarza:
Małgorzata Braunek napisał/a:Podstawową zasadą dialogu jest głębokie słuchanie. To znaczy respektowanie tego, co ktoś do nas mówi, nawet jeśli się z tym nie zgadzamy.
Przecież pisze, że są dzieci które nie słuchają i nie zgadzają się i możesz tak z nimi rozmawiać.
Posłuchaj kiedyś co mówi między sobą młodzież i dzieci jak myślą że nikt ich nie słucha.
rossanko,
którą młodzież i które dzieci? Wszystkich nie dam rady podsłuchać, a część opinii dzieci/młodzieży (i to wcale ze mną niespokrewnionych) znam.
Dziękuję za radę. ![]()
rossanko,
którą młodzież i które dzieci? Wszystkich nie dam rady podsłuchać, a część opinii dzieci/młodzieży (i to wcale ze mną niespokrewnionych) znam.Dziękuję za radę.
Jak to którą? Wyrywkowo. Pełno ich w parkach, na ławeczkach osiedlowych, boiskach. Posłuchaj lepiej co i jak one między sobą mówią i o rodzicach też.
Co do przyklady z lekcjami, miałam dopisać. Dziecko nie jest głupie i szybko się uczy. A jak będzie miało 15 lat, a rodzice będą przeciwnie piercingowi przyjdzie i powie, mamo, tato, najpierw mam sobie przekłuć język czy wargę?
254 2022-11-09 18:03:31 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-09 18:05:49)
Jest to mały wybór, ale brzmi inaczej niż rozkaz, to już dużo. Na takie małe wybory życiowe można dziecku pozwolić jak to co zje na kolację czy niech samo sobie wybierze w czym chce iść do przedszkola. Nie mówiąc już o tym, że daje spore pole do popisu, jeśli chodzi o rozmowę. Np. może zapytać czy dziecko, jeśli często zaczyna od matematyki czy woli zaczynać od matematyki, bo lubi matematykę?
Z tą kolację to widzę, że nie załapałyście. Można zapytać, czy na kolację woli kanapki czy coś tam innego co możecie zrobić?
Zapytam jeszcze raz w jaki sposób chcecie nauczyć dziecko podejmowania decyzji, jeśli dziecko ma siedzieć cicho i słuchać poleceń?
Wielokropek napisał/a:rossanko,
którą młodzież i które dzieci? Wszystkich nie dam rady podsłuchać, a część opinii dzieci/młodzieży (i to wcale ze mną niespokrewnionych) znam.Dziękuję za radę.
Jak to którą? Wyrywkowo. Pełno ich w parkach, na ławeczkach osiedlowych, boiskach. Posłuchaj lepiej co i jak one między sobą mówią i o rodzicach też.
Co do przyklady z lekcjami, miałam dopisać. Dziecko nie jest głupie i szybko się uczy. A jak będzie miało 15 lat, a rodzice będą przeciwnie piercingowi przyjdzie i powie, mamo, tato, najpierw mam sobie przekłuć język czy wargę?
I ty oczywiście wiesz, jak były wychowywane te dzieci, bo przecież siedziałaś z nimi osobiście w domu i widziałaś na własne oczy w jaki sposób rodzice ich wychowują?
anna.zakochana napisał/a:nie, bo nadgodziny nie są obowiązkowe. a odrabianie lekcji jest. więc jak chcesz przenieść to na grunt dorsłych to będzie to szef pytający "chcesz mieć spotkanie ze mną w śrdę czy piątek?" zamiast "za godzinę u mnie w gabinecie"
@Wielokropek <3
No właśnie to jest dobry orzyklad. Bo akurat dziecko nie ma wyboru. Szkoła jest obowiązkowa. Ty możesz nadgodzin nie wziąć, dziecku nie mozesz dac wyboru czy chodzić do szkoły na lekcje czy nie . Dlatego zastosowałaś pytanie manipulacyjne, na które mogła być tylko jedna odpowiedź, twierdzaca.
Widzisz już różnice? Ono nie ma żadnego wyboru i tak musi zrobić te lekcje i polski i matematykę i plastykę i chemie. Czyli twoje pytanie to nie był żaden wybór dla niego.
już też zaczynam wysiadać, ale rossanka przeczytaj jeszcze raz mój komentarz bo teraz przekręcasz.
SĄ w życiu rzeczy obowiązkowe i nie chodzi o to że dziecko ma wolny wybór we WSZYSTKIM. ma obowiązki i MA GRANICE. dałam Ci przykład ze spotkaniem z szefem - ono jest OBOWIĄZKOWE. teraz uważasz że jak szef zapyta czy chcesz w środę czy piątek to jest manipulacja?
wolisz jak przyjdzie i powie "za godzinę u mnie" ? czy wolisz jak uwzględni w tym obowiązku jakieś Twoje preferencje? co sprawi że będziesz do niego lepiej nastawiona?
@Ulle Ty również przekręcasz. po co kogoś pytać czy chce usiąść na krzesełku skoro realnie nie ma tego wyboru. totalnie nie o tym mówimy.
a druga sprawa to mi się od razu nasuwa myśl co był robione jak dziecko szło głodne, budziło się i prosiło o mniam mniam? bo jeśli dostawało jeść to sorry, ale tak to nie powinno działać.
ale jedzenie to w ogoóle całkiem odrębny temat i może nie kontynuujmy bo to już będzie grubo ![]()
Lady Loka napisał/a:rossanka napisał/a:To kto ma rządzić i wydawać polecenia?
Nie złapiesz mnie za słówka, nie dam się
Już o tym wielokrotnie napisałam, a Ty i tak dalej swoje, jakby wszystko to, co napiszemy przelatywało obok. Weź poczytaj nasze posty, tam masz dokładną odpowiedź na to, o co pytasz.
Bo rządzi rodzic, chociazby się nie wiem jak zapierało. Dziecko jak dorośnie i jak samo zostanie rodzicem, to ono będzie rządzić i tak dalej..
A czy jak ja mówię mężowi, że ma wynieść śmieci, to nim rządzę?
Ja nie uważam, że w rodzinie ktoś rządzi, po prostu jest się rodziną. Nie lubię, kiedy ktoś mi rozkazuje i nie robię tego innym, także nie będę robić tego dzieciom. Rutynę i nawyki można wprowadzać inaczej niż pokazując palcem i rozkazując.
Poza tym dziecko widzi od samego początku, że w rodzinie jest podział obowiązków, że się po sobie sprząta, że się wynosi śmieci, jak się ro dobrze poprowadzi, to dziecko będzie to robić, bo to będzie dla niego naturalne, a rodzic nie będzie musiał rządzić.
Rossanko,
od jakiegoś czasu wiem, że bardzo się różnimy w sposobie widzenia świata i ludzi, w tym wątku okazało się, że różnice te dotyczą także sposobu wychowania i traktowania dzieci/młodzieży.
***
Zwolenników tzw. twardej ręki, nakazów, zakazów, zachęcam do powrotu do swej przeszłości i przypomnienia sobie tego, co czuli, co myśleli, na co mieli ochotę, gdy dorośli z ich otoczenia traktowali ich tak, jak traktowali. I refleksji nad tym, co zrobili ze sobą, by te doświadczenia przerobić na "To było dla mojego dobra. Dzięki temu jestem dobrym człowiekiem."
Na koniec ![]()
Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich pamięta o tym.
258 2022-11-09 18:41:23 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2022-11-09 18:45:43)
Ja mam taką rozkminę.
Jak byłam dzieckiem, nie lubiłam igieł. Serio, potwornie. Bałam się szczepień, nie chciałam sobie dać pobierać krwi, do tego stopnia, że jak skończyłam 18 lat to odmówiłam dalszych szczepień, a badania zrobiłam sobie dopiero pod koniec studiów. Moja mama ciągała mnie na szczepienia siłą, często biorąc z zaskoczenia, że ktoś idzie z igłą.
A potem pracowałam w przychodni zdrowia właśnie w momencie największego obłożenia czyli szczepień i pobran i widzę różnicę w momencie, kiedy rodzic takiemu kilkulatkowi wytłumaczy, co się dzieje, po co się to dzieje, że tak, zaboli, ale tylko chwilę, że to się robi po to, żeby być zdrowym itd. Dziecko siada, potrafi powiedzieć, że się boi, ale nie jest sparaliżowane strachem, nie ucieka, da sobie zrobić co trzeba, potem dostanie kolorowankę i jest mniej niezadowolone niż byłp wcześniej.
I daje to o wiele lepszy skutek niż rodzice, którzy dziecku rozkazują usiąść na krześle, wyciągnąć rękę i nie krzyczeć.
Jestem już dorosłym człowiekiem i sama musiałam przepracować to, czego nie zrobili moi rodzice. Czyli to, że zabiegi medyczne mają nam pomóc, że poboli, ale potem będzie lepiej i że robię to dla długofalowych korzyści zdrowotnych.
I ja o takim sposobie wychowania mówię. W którym mogę dziecku wytłumaczyć, że tak, musi odrobić lekcje, musi iść do szkoły i musi iść na szczepienia. Że nie wszystko w życiu jest super przyjemne, nie wszystko idzie po naszej myśli, ale zawsze możemy o tym porozmawiać, pomarudzić i nikt na nikogo krzyczeć nie będzie.
Dostęp do własnych emocji to super sprawa, ja zobaczyłam, że moja mama ma emocje dopiero w tym roku. Mam 30 lat i dopiero teraz moja mama potrafi ze mną o tym rozmawiać. A mój tata to już w ogóle nie wyraża swoich emocji do nas, w sensie do swoich dzieci. Byłam w szoku, jak mama mi kiedyś powiedziala, że tata zobaczył gdzieś matkę z dzieckiek i powiedział mamie, że mu smutno, że u nas nie wyszło. Byłam w szoku, bo w życiu nie widziałam, żeby mój tata jakiekolwiek emocje przejawiał.
Ja sama się uczę swoich emocji na terapii. Uczę się, że mogę powiedzieć, że się czegoś boję. Że mogę powiedzieć, że cos jest dla mnie przerażające i trudne, a potem iść i to zrobić, bo wiem, że trzeba. Ale mogę o tym porozmawiać, mogę ponarzekać, mogę to przeanalizować z terapeutką.
W całym moim pisaniu tutaj sens jest taki, że ja nie będę mojemu dziecku mówić, że może robić co chce. Ale nie będę mu zabraniać wyrażania swojej opinii na ten temat. Bardzo chętnie pomarudzę z nim o tym, jak nie chce mu się iść do szkoły, zrozumiem jego emocje, po czym zbierzemy się i i tak pójdziemy, bo obydwoje będziemy wiedzieć, że po prostu trzeba. Dziecko nie będzie rządzić w domu, ale będzie miało prawo głosu. I jego głos będzie zawsze wysłuchany, a nawet jeżeli zrobimy inaczej niż on chce, to to inaczej będzie wspólnie omówione tak, żeby dziecko wiedziało, że jest możliwość dyskusji, że zostało wysłuchane i jakie są powody innej decyzji. A te powody muszą być inne niż "bo ja tak chcę, a ty masz się słuchać, bo inaczej dostaniesz klapsa". No i tam, gdzie można dziecku dać wybór też warto to robić. Tak jak z tym odrabianiem lekcji czy tym, co jest na kolację.
Dziecko będzie uczone wyrażania swoich emocji. Będziemy rozmawiać o źródłach lęku, powodach płaczu, oczywiście wszystko dostosowane do wieku dziecka.
I tyle właściwie. Rozpisałam się trochę. Ale ciągle mam wrażenie, że jestem niezrozumiana, więc może teraz będzie łatwiej dojść do tego, o jaki sposób wychowania mi chodzi i że to nie polega na rządach dzieci czy na oglądaniu bajek całą noc i jedzeniu chipsów na kolację.
Tak mnie wzięło na rozkminy o zabiegach medycznych, bo obiecałam sobie, że zanim zajdę w drugą ciążę to zrobię sobie cały przegląd i musiałam usunąć kilka zębów
panikę miałam przednią, kilka tygodni jęczałam terapeutce, jakie to będzie straszne. I mogłam olać. A poszłam i zrobiłam. Teraz panikuję przed wtorkowym zabiegiem jak nie wiem co, a też pójdę grzecznie i położę się w szpitalu, bo bez tego w życiu nie będę mieć żywego dziecka.
Tylko chciałabym, żeby moje dziecko nie miało w sobie aż takiego lęku jaki ja noszę przez to, że byłam do wielu rzeczy zmuszana. Rzeczy, które nie są straszne, ale w mojej głowie mają rangę największego koszmaru.
Rossanko,
od jakiegoś czasu wiem, że bardzo się różnimy w sposobie widzenia świata i ludzi, w tym wątku okazało się, że różnice te dotyczą także sposobu wychowania i traktowania dzieci/młodzieży.***
Zwolenników tzw. twardej ręki, nakazów, zakazów, zachęcam do powrotu do swej przeszłości i przypomnienia sobie tego, co czuli, co myśleli, na co mieli ochotę, gdy dorośli z ich otoczenia traktowali ich tak, jak traktowali. I refleksji nad tym, co zrobili ze sobą, by te doświadczenia przerobić na "To było dla mojego dobra. Dzięki temu jestem dobrym człowiekiem."Na koniec
Antoine de Saint-Exupery napisał/a:Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich pamięta o tym.
Oczywiście, ze się róznimy bo ludzie sa różni.
"co czuli, co myśleli, na co mieli ochotę, gdy dorośli z ich otoczenia traktowali ich tak, jak traktowali" ale nie o tym jest dyskusja to w jakim celu jest przypomnienie sobie jak dorośli traktowali nas jak traktowali?
Dyskusja jest o dzieciach, do których własnie to nie dociera. Możesz rozmawiać, prosić, podawac przykłady i nic. Jakie rady dla takich rodziców? A muszą oni być sfrustrowani takimi opiniami, że ja robiłam tak i tak i moje dziecko zachowije się tak i tak, więc coś musisz robić źle. A tamten rodzic robi dokładnie to samo, ale kurka wodna, trafiło mu się cięższe dziecko i na nie te sposoby nie działają nic a nic.
Z resztą wypowiedzieć się o tym mogą osoby, mające kilkoro dzieci. Jednemu wystarczyllo wytłkumaczyć, że wagary to zły pomysł, a inny bez przerwy zrywa się z lekcji.
Albo jeden przyswoi, że papierosy dla 10 latka to też zły pomysł, a jego rodzeństwo chowane tak samo będzie się ktyło ze skrętami za garażami. A potem zdziwienie, ze jak to, przeciez dzieci chowaliśmy tak samo. Bo dzieci mają różne charktery.
Jednemu powiesz, poczekaj tu chwile pójde po coś do kuchni, zaraz przyjdę i dziecko będzie siedziało spokojnie licząc wzorki na firance w pokoju. a drugie będzie wisiało na żyrandolu, a komunikat miały taki sam.
Dyskusja jest o dzieciach, do których własnie to nie dociera.
Ale to Ty chyba dyskutujesz sama ze sobą, bo my tu zupełnie o czym innym mówimy ![]()