netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

282 odpowiedzi19 087 wyświetleńzałożony przez Załamana42, 06.11.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 283 ]

131

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
anna.zakochana napisał/a:

ulle, no jakby to powiedzieć, właśnie przykład z sąsiadem jest tym błędem logicznym smile czemu - polis wyjaśnia wyżej. to totalnie nie jest temat rozmowy.

co można zrobić? dużo rzeczy. tak jak można pracować nad empatią czy inteligencją emocjonalną, można pracować nad logiką. są zarówno lektury jak i po prostu można dla rozrywki porozwiązywać zadania z konkursów matematycznych.

Naprawdę? A same nie odbiegłyście od tematu podchwytując i wykłócając się o temat, jak to określiłaś, "nie na temat"? I powołując się na "temat na temat" tylko wtedy, kiedy Wam pasuje w ten sposób gruntując argumenty "nie na temat"? Przecież to aż w oczy razi. Czysta erystyka. A fe! Barbarzyńców i idiotów próbujecie zrobić z Ulle i Rossanki. Gdzie ta Wasza nauka logiki i empatii poszła? W las? big_smile

132 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-11-07 23:37:54)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Nie dogadamy się.
Wy wychowujcie dzieci po swojemu w otoczeniu motylków, kolorowych baloników oraz tęczy, a ja będę wychowywała po swojemu, ponieważ nie chce wychować kaleki życiowej, której wydawać się będzie, że wszyscy będą ją kochać, szanować i pomagać. Rozstaczanie nad dzieckiem parasola ochronnego źle skończy się dla dziecka.
Życie z nikim się nie pieści i trzeba nauczyć dziecko asertywności, trochę bezczelności, żeby potrafiło się komuś postawić, mieć pozycję w grupie, a nie siedzieć w kącie jak cicha myszka.
Mam teraz ogromny wpływ na moje wnuki i ja nie certole się z nimi, doskonale wiedzą, co babcia pozwala, a co jest poza wszelką dyskusja. Trzeba huknac, to huknę, trzeba dać klapsa, to dam i dzięki temu nie mam problemów z tym, że dziecko mi nie je, bo kaprysi albo zasypia godzinami. Mnie zasypiają góra pięć minut itd rodzice natomiast na każdym kroku muszą użerać się z dziećmi, a koniec końców zawsze proszą mnie, żebym nakarmiła, ubrała albo ululala. Ani mnie, ani moim wnukom do głowy nawet nie przyjdzie, żeby robić mi pod górkę. Idę do nich na pewniaka, bo to nie one będą mną rządzić, tylko słuchać mnie, a na dobre im to wyjdzie.
A rodzice? Patrzą zazdroszczą, podpytuje, jak ja to robię, że mam takie efekty, bo przy nich dzieci robią na co tylko mają ochotę. Dziecko nie doje posiłku i jedzie głodne do żłobka, tata siedzi i lula ponad godzinę, bo on uważa, że dziecko musi się wykrzyczeć, no i dziecko wariuje przed snem, krzyczy na całą chałupę, a tata się męczy, a rano dziecko budzi się z płaczem, bo jest niewyspane i jak tu jechać do żłobka?
Mnie natomiast zasypia w dwie minuty, rano wstaje wypoczęte i chętnie je śniadanie.
Dziecko musi znać granice i niestety czasem trzeba odwołać się do mniej przyjemnych metod wychowawczych, głównie dla dobra dziecka, które od początku powinno uczuć się życia.

133

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Ulle, ale rozchodzi się o to, że ani ja ani Szeptuch ani Polis nie powiedzieliśmy, że ma zasad nie być.

Żadne z nas też nie rzyga tęczą, nie sra konfetti i nie roztacza parasola.

Po prostu nie ma klapsów i hukania.

134

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Bez klapsów i hukania... A co niedobrego robicie? Bo jak nic to sracie konfetti.  Czy po prostu łagodną przemoc psychiczną uważacie za lepszą od łagodnej przemocy fizycznej? Tak. Szlabany i te podobne to znęcanie się psychiczne. Co robicie kiedy Wasze wykłady nie działają?

135

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

a czemu utożsamiamy dawanie klapsów ze stawianiem granic a niedawanie z rozpuszczaniem dziecka? smile myślę że tu wszyscy się akurat zgadzamy, że stawianie granic to bezpieczeńśtwo dla dziecka, nikt tego nie podważa. tak samo nikt nie podważa, że każde dziecko jest inne i trzeba dostosować się do jego osobowości. w większości Ulle w t Twoją wypowidzą się zgadzam. ja już widzę jak moja kilkunastomiesięczna córka te granice testuje. doskonale rozumie 'nie wolno' i urządza mi tantrumy jak czegoś zabronię i doskonale wie jak mówię żeby zrobiła coś "sama" bo już próbuje zarządzać żeby jej przynosić coś bo jej się nie chce. ja wiem że mam małą sanginiczkę choleryczkę w domu, ale żeby postawić jej granicę nie potrzebuję klapsów ani huków tylko konsekwencji i stanowczości w tym co wolno a co nie.

ale chcę zwrócić uwagę również na fakt, że dziecko "najgorzej" zachowuje się przy matce  z definicji - bo tam się czuję najbezpieczniej (czasem jest to ojciec, ale zazwyczaj matka) i pokazuje wszystkie swoje emocje. przy innych osobach od małego się dostosowuje do warunków społecznych. im bardziej musi "udawać" na co dzień tym bardziej później rodzice "obrywają" bo dziecko odreagowuje. więc część z tego o czym piszesz ulle może mieć też podłoże w tym że tak, dzieci wiedzą że nie mogą przy Tobie okazać swoich emocji a wiedzą że przy rodzicach mogą. nie twierdzę że tak na pewno jest, bo przecież nie znam Was, ale to znany mechanizm i warto o nim wiedzieć.

@Deep ja jak mówię mam malutkie dziecko, ale np. tutaj jest pedagog która pracuje z trudnymi dziećmi i sama ma 5 i ani nie huka ani nie bije swoich dzieci.
https://www.youtube.com/watch?v=Z8FkJBYADpk&t=1019s

136

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Anno, nie wierzę tej pani na którą się powołujesz. Słowa nic nie kosztują, a znam jej twórczość.

137 Ostatnio edytowany przez rossanka (2022-11-08 00:22:10)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:
ulle napisał/a:

Anno, łatwo jest napisać, że rossanka popełnia błędy logicznie, tylko że w ten sposób przypinasz jej wizytówkę takiej, która nie potrafi logicznie myśleć, a to nieprawda ja np żadnych nielogicznych błędów u niej nie zauważyłam.
Ross dostała więc od Ciebie taka informację i co ona może z czymś takim zrobić? Będzie pytała Ciebie i innych, żeby wskazano jej te rzekome błędy logiczne, podczas gdy ona pisze bardzo logicznie.
Ma udowadniać, że nie wielbłądem?
Ross jest po prostu konkretna i trzyma się blisko ziemi. Podała świetny przykład z sąsiadem, który pieklil się i po chamsku odzywał się do ludzi. Najpierw Ross tłumaczyła mu spokój ie kulturalnie i cierpliwie, wtedy on wchodził jej głowę, aż któregoś dnia Ross wydarła się po chamsku  i od tej pory ma z nim spokój.

No, ale co to ma do tematu? Co innego wychować jeszcze nieukształtowane dziecko, a co innego dorosły facet, który widać wychowywał się w takim środowisku, gdzie szanowało się tego co się wydrze, do tego się przystosował i teraz tylko takie komunikaty robią na nim wrażenie, bo widać inaczej nie potrafi.

Możliwości kształtowania przez wychowanie dziecka są zupełnie inne niż dorosłego, w dodatku obcego człowieka.

Ja tutaj żadnej logiki nie widzę. Czy chodzi wam o to, że widać on od zawsze taki był i już będąc niemowlęciem kilkudniowym należało dyscyplinować go krzykiem, bo po prostu w dna ma posłuch jedynie dla siły i krzyków?

Nie wiem może jakaś dziwna jestem, ale nie widzę równości pomiędzy dzieckiem, a dorosłym facetem.

To jest akurat bardzo klarowne, ludzie są rózni. Jednemu dorosłemu możesz zwrócić uwagę, czy porozmawiać spokojnie i często bywa, że ludzie sami się reflektują mówiąc, o faktycznie sąsiadko, bedę parkował przodem do Pani okien, bo rzeczywiście jak odpalam silnik to spaliny lecą prosto w pani okna, jakoś o tym nie pomyślałem. A inny powie, spadaj Pani, nie masz babo innych zmartwień? w tym drugim przypadku spróbujesz grzecznie porozmawiać to otrzymasz wiązankę. A jak mu odpyskujesz  jego językiem dodając parę przekleństw, to zadziała. Bo on grzecznie nie rozumie, do niego trzeba ostro, chamsko i o dziwo mozesz nawet zyskać to, ze będzie Ci mówił pierwszy dzień Dobry.
Z dziecmi tak samo jednemu wytłumaczysz na spokojnie a inne będzie to miało gdzieś, uzna Cię za słabą i będzie lekceważyło, a terapia wstrząsowa ustawi go do pionu.

138

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
anna.zakochana napisał/a:

jestem w szoku ile osób tutaj popiera kary fizyczne. myślałam, że mamy mądrzejsze społeczeństwo.. 100% racji ma Wielokropek i Szpetuch, ostatnie dwa posty to nic dodać nic ująć.

ross, kolejny błąd logiczny, na litość boską, Ty powinnaś lekcje logiki wziąć. nie mówię złośliwie, tylko po prostu nie da się dyskutkować jak ktoś tak kręci tym kotem wkoło cały czas..
Loka to ma cierpliwość big_smile big_smile

A w którym momencie ta lekcja logiki? Możesz podać przykład?

139

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Farmer napisał/a:

Rossanka ma rację (po części).

Ale nie chodzi o bicie dziecka, tylko danie przysłowiowego klapsa.
Dzieci są różne, a charakter widać już u malucha.

Jak charakter wredny (jak u Rossanki smile ), to jeszcze w dzieciństwie można go względnie łatwo skorygować.
Wprowadzenie dyscypliny, ustalenie zasad i ich respektowanie (łącznie z porządnym laniem paskiem po dupie) niejednego/-ą sprowadziło na dobrą drogę.
Ale oczywiście nie chodzi o wyżywanie się, silne razy, a jasno postawione granice i kary za ich nieprzestrzeganie (kara na konsolę/smartfon jest teraz dotkliwsza niż lanie paskiem).
Do niektórych po prostu inaczej się nie trafi.

Jak si e z Tobą (nie wiem kim jesteś zwykle nie zgadzam), tak tutaj się zgadzam. Dzieci sa rózne i pod ksiązkę nie można wszystkich jednakowo wychowywać, tylko mówić ich językiem.

140

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
DeepAndBlue napisał/a:

Bez klapsów i hukania... A co niedobrego robicie? Bo jak nic to sracie konfetti.  Czy po prostu łagodną przemoc psychiczną uważacie za lepszą od łagodnej przemocy fizycznej? Tak. Szlabany i te podobne to znęcanie się psychiczne. Co robicie kiedy Wasze wykłady nie działają?

Można np. pomyśleć, dlaczego dziecko robi to co robi? Jaka potrzeba za tym stoi? Jeśli jest niegrzeczne to może próbuje zwrócić na siebie uwagę rodzica? Może zwyczajnie chce się pobawić, uwagi? Jeśli nie mogę, to proponuję inne rozwiązania. Bardzo dużo można załatwić taką próbą wczucia się i zrozumienia problemu, żeby poszukać innego rozwiązania.

Taka sytuacja.

Jak mnie raniła jakimś przedmiotem to do tej pory wystarczyło powiedzieć jasno, że tak nie wolno, bo to mnie boli i zabrałam tę rzecz za drugim razem jeśli się powtórzyło. Potem było oburzenie i manifestacyjne leżenie na podłodze, to powiedziałam, że rozumiem, że jest zła, że zabrałam tę rzecz i powtórzyłam, że nie można tak robić, bo to boli. Podziałało i wystarczyło.

Ogólnie zauważyłam, że bardzo pomaga wczuwanie się w perspektywę dziecka i mówienie mu, że rozumiem, że tak czujesz, dawanie jasno do zrozumienia, że może tak czuć albo wprost 'możesz być zła'. Pozwalanie na emocje.
Jak się wywracała przy bieganiu i zaczynała płakać, ale nic się nie stało, to mówiłam. 'Nic ci nie jest. Pewnie się przestraszyłaś?' To pamiętam, że tylko tak spojrzała na mnie i powiedział 'tak, przestraszyłam się' i od razu przestała płakać i poszła biegać dalej.

141

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
anna.zakochana napisał/a:

jestem w szoku ile osób tutaj popiera kary fizyczne. myślałam, że mamy mądrzejsze społeczeństwo.. 100% racji ma Wielokropek i Szpetuch, ostatnie dwa posty to nic dodać nic ująć.

ross, kolejny błąd logiczny, na litość boską, Ty powinnaś lekcje logiki wziąć. nie mówię złośliwie, tylko po prostu nie da się dyskutkować jak ktoś tak kręci tym kotem wkoło cały czas..
Loka to ma cierpliwość big_smile big_smile

A w którym momencie ta lekcja logiki? Możesz podać przykład?

dziadek/sąsiad (zgubiłam się)  podajesz go jako przykład że tak samo jest z dzieckiem bo on źle zareagował na tłumaczenie i huknięcie zadziała. i "są takie jednostki". tylko zachowanie dziadka to implikacja jego wychowania (no i generalnie doświadczeń). błąd logiczny polega na tym że oddzielasz te dwie kwestie i traktujesz niezależnie (wychowanie i zachowanie później) a jedno wynika z drugiego.

DeepAndBlue napisał/a:

Anno, nie wierzę tej pani na którą się powołujesz. Słowa nic nie kosztują, a znam jej twórczość.

OK, masz oczywiście do tego prawo. a czemu nie wierzysz? ja osobiście za nią nie przepadam jako osobą, ale uważam że ma mądre treści i gada z sensem.
dużo o potrzebach dziecka, dużo przykładów jakie podała teraz polis. to zresztą chyba główna zmiana w nurcie wychowania - uznania potrzeb i emocji dziecka.
dziecko jako część rodziny - ważne jak każdy inny członek, ale nie najważniejsze.

swoją drogą ja sama miałam ojca który na mnie hukał. chodziłam przy nim na baczność. jadłam wszystko jak on był w domu. przy mamie grymasiłam.
ale w środku mnie się gotowało i nigdy nie czułam się bezpiecznie. jak miałam 12 lat to myślałam sobie że "jak będę duża" to się zemszczę.
oprócz tego że przez jego zachowania, swoje musiałam długo korygować, to straciłam do niego szacunek i nie chcę mieć nic więcej poza poprawną relacją.
także nie polecam.

142 Ostatnio edytowany przez DeepAndBlue (2022-11-08 02:57:00)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Anno nie wiem czy wychwyciłaś ale polis mnie tylko zacytowała ale nie odpowiedziała na moje pytanie. Zastosowała za to sztuczkę erystyczną na którą się nabrałaś. Ona NIE odpowiedziała na pytanie: co robicie jeśli wykłady NIE działają? Ona napisała, że w przypadku jej małego dziecka wykłady (jeszcze) działają. I oby jej działały. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.

Co do tej kobiety to nie chcę jej teraz rozbierać na drobne. Na pozór jest spójna... Na pozór. Ale dla mnie to taka sobie fasada. Brzmi mundrze, ale nie dla mnie. Odnoszę wrażenie, że wykuła pewien materiał i go recytuje ale nie mówi z serca, czyli doświadczenia. To jeden powód. Znajdzie się ich więcej ale kurczę, no... Gdzie Autorka tongue

Edit: A! I rodzic z dzieckiem nie musi się lubić. To są dwa indywidua, które niekoniecznie ze sobą będą współgrać jak w reklamie płatków śniadaniowych. Natomiast trochę mnie uderzyło to, że masz do niego pretensje o to, że musiałaś nad sobą pracować. No wiesz co? Przecież to każdy (nie)musi robić na własną rękę. Brzmi roszczeniowo.

143

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
DeepAndBlue napisał/a:

Anno nie wiem czy wychwyciłaś ale polis mnie tylko zacytowała ale nie odpowiedziała na moje pytanie. Zastosowała za to sztuczkę erystyczną na którą się nabrałaś. Ona NIE odpowiedziała na pytanie: co robicie jeśli wykłady NIE działają? Ona napisała, że w przypadku jej małego dziecka wykłady (jeszcze) działają. I oby jej działały. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.
.

Też nie dostałam odpowiedzi, a co gdy tłumaczenia, rozmowy nic nie dają? Zamiastctego, że bycie ostrym, kary-to nic nie da. Jak dotrzeć do dziecka, które po prostu nie słucha, po raz nty ucieknie z lekcji, ukradnie coś, albo nie szanuje innych osób, czy dyryguje o której rodzina ma iść spać jak w przykładzie Ulle?
To jest wszystko ładnie, gdy dziecko jest w miarę posłuszne i rozmowy przy osza efekty. A co, jeśli mówi mówisz i nic?

144

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
DeepAndBlue napisał/a:

Anno nie wiem czy wychwyciłaś ale polis mnie tylko zacytowała ale nie odpowiedziała na moje pytanie. Zastosowała za to sztuczkę erystyczną na którą się nabrałaś. Ona NIE odpowiedziała na pytanie: co robicie jeśli wykłady NIE działają? Ona napisała, że w przypadku jej małego dziecka wykłady (jeszcze) działają. I oby jej działały. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.
.

Też nie dostałam odpowiedzi, a co gdy tłumaczenia, rozmowy nic nie dają? Zamiastctego, że bycie ostrym, kary-to nic nie da. Jak dotrzeć do dziecka, które po prostu nie słucha, po raz nty ucieknie z lekcji, ukradnie coś, albo nie szanuje innych osób, czy dyryguje o której rodzina ma iść spać jak w przykładzie Ulle?
To jest wszystko ładnie, gdy dziecko jest w miarę posłuszne i rozmowy przy osza efekty. A co, jeśli mówi mówisz i nic?

Dzieci są bardzo bystre i już od najmłodszych lat doskonale wyczuwają dorosłych. Potrafią też nieźle między nimi lawirować, szczególnie gdy rodzice nie trzymają jednolitego frontu wychowawczego.
Trzeba po prostu od samego początku uczyć dziecko, gdzie są granice.
Załóżmy, że są dwie mamy.
Pierwsza posiada wysoką tolerancję na wrzaski dziecka, nie mam na myśli płaczu, gdy coś boli, tylko darcie się dla samego darcia i wymuszanie. Tej kobiecie takie zachowania dziecka nie przeszkadzają, więc nie będzie prowadziła dziecka w tym kierunku, żeby przestało się drżeć. Wiadomo że skoro tak dziecko od początku nauczy się, że może tyranizować wszystkich dookoła swoim darciem się.
Druga mama posiada niska tolerancję na opisane wyżej zachowania dziecka i akurat ona będzie szukała sposobów na to, żeby nie utrwalać w dziecku tego typu zachowań. Sama będzie dzięki temu mniej zmęczona, zestresowana i da żyć otoczeniu. Dziecko nauczy się, że są granice i nie będzie miało potrzeby, by wymuszać na dorosłych, gdyż wyczuje, że taka metoda niczego nie załatwi.
Ważny jest, jak napisałam wcześniej, jednolity front wychowawczy, a nie jeden rodzic czegoś wymaga, a drugi robi mu krecia robotę.
W moim przypadku jest tak, że ja nienawidzę krzyków, kłótni, nigdy nie podnoszę głosu, jednak gdy vis powiem kogoś potrafi mocno zaboleć. Bardziej niż gdybym się darła.
Skoro więc nie toleruje rozwydrzonych dzieci, toteż logiczne jest, że nie pozwolę na to, by mamy człowiek rządził sobie mną.
Nie reaguje po prostu na wymuszania, zamiast tego biorę stanowczym gestem małego tyrana za rękę i proponuje inny obiekt zainteresowania mówiąc spokojnie ale stanowczo, że koniec z darciem się. Działa. Gdy siadam z nim do karmienia, to nie pokazuje komórki z bajkami, nie podsuwam żadnych zabawek, bo jest pora jedzenia a nie zabawy. Gdy zaczyna się kręcić albo marudzić ja też reaguje albo spojrzeniem albo swoim stanowczym tonem, nakazuje siedzieć prosto i nie pozwalam pakować rąk do buzi.
Naprawdę idzie tego wszystkiego nauczyć, tylko należy robić to konsekwentnie i zawsze tak samo. Za postępy i właściwe zachowanie trzeba chwalić, ponieważ dzieci lubią podobać się dorosłym. Mówię wtedy brawo albo bije brawo - dziecko jest przeszczęśliwe i najlepiej byłoby, gdyby dorosły non stop mówił brawo brawo brawo.
Uczę w ten sposób, że opłaca się słuchać dorosłego.
Dzieci doskonale wyłapują sygnały z otoczenia.
Nie wychowywac małego domowego tyrana.

Udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że istnieją dzieci dobre i dzieci złe. Jest to ściśle związane z budową mózgu, a ponadto dzieci dziedziczą pewne cechy charakteru.
Oprócz tego należy też powiedzieć wprost, że generalnie dzieci potrafią być bardzo okrutne. Znane są przypadki wyśmiewania się z innych, dokuczanie im, podstawianie nogi i notoryczne robienie komuś na złość.
W większości przypadkach pomaga tłumaczenie i proszenie, jednak bywają takie dzieci, do których nie trafia nic.
Wtedy idzie w ruch pomoc specjalistyczna i wspomaganie się karami lub, jak napisał Szeptuch, odbieranie przywilejów.
Ale to i tak nie pomaga. Niestety, przykro to stwierdzić, ale bywają takie jednostki, które po prostu nie rokują.
W takim przypadku należy tylko mieć nadzieję, że życie nauczy je rozumu, bo jak dostanie raz albo sto razy po łbie, to może się czegoś nauczy.
Przychodzi taki czas na człowieka, że osiąga swoje dno rozumiane bardzo indywidualnie.
Część dzieci wyplynie na powierzchnię, a część niestety pogrąży się jeszcze bardziej. Dlatego istnieją różne instytucje służące do izolacji złych ludzi od tych, którzy starają się żyć normalnie.
W procesie produkcyjnym zawsze muszą być straty. Nie ma tak, że wykorzystano materiał w stu procentach.
Bywa, że kogoś oświeci dopiero na łożu śmierci, a bywa i tak, że nie oświeci go nigdy.

145 Ostatnio edytowany przez rossanka (2022-11-08 10:30:14)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Ulle o to mi chodziło. Tu jest calu czas dyskusja, ale o czymś innym  ja piszę właśnie o takich przypadkach, w którym prośby, rozmowy  pogadanki nic nie daja( dziecko jest zdrowe, nie ma stwierdzonych dysfunkcji). Tylko jak dotąd nie mam odpowiedzi, bo pogadanki działają, rozmowy też, ale u ogółu, większości dzieci, tylko, że większość to nie wszyscy. a jeśli dziecko jest nieznośne to wina wychowania i tak jest w ogólnych, w większości przypadków, gdy dzieci są raczej bezproblemowe, lub uda sie do nich trafić rozmową.  Tylko, że one są różne,  na jedno podziała rozmowa, na drugie ostry ton, na kolejne kara w postaci zabrania konsoli, jeszcze inne za karę nie pójdzie na zajęcia piłki nożnej, albo za karę dostanie pół kieszonkowego, a na niektóre zadziała nie bicie do krwi, bo nie o tym mówimy, ale klap w pupę, ostrzejszy ton i tyle. I to nie będzie dla niego trauma, ale otrzeźwienie. Większym przeżyciem moze być natomiast dla niego zakaz widzenia po szkole z kolegami, gdy idą pograć w piłkę czy na komputerze, czy zmiana zdania, wypisanie nagle dziecka z wycieczki szkolnej.
Jak piszesz, są i dobre i złe dzieci, po prostu złe i wychowanie niewiele tu może odmienić, dziecko się maskuje ale to jest i będzie niedobry człowiek. Nie miał nikt takich znajomych dzieci z podwórka?
A są i dobre dzieci,  dorosli, wychodzący z przemocowych domów, gdzie był alkohol, zaniedbanie  i brak wsparcia, a są tacy, którzy mimo tego wyszli na ludzi jak to się mówi. Czasem całe rodzeństwa, czasem jedno wyjdzie na prostą a drugie stoczy się.
To są kwestie indywidualne.

Co do przykładu, że bierzesz dziecko za rękę jak szaleje i reagujesz- czytałam, że to jest też właśnie przemoc, gdy dziecko wierzga i wyje w sklepie- nie można brać go siła za rękę i wynosić że sklepu bo to przemoc i naruszenie jego granic, brak respektu dla jego uczuć .
Druga metoda-przeczekanue w tym sklepie aż dziecku przejdzie szał - tez niektórzy psychologowie negatywnie oceniają te postępowanie, rodzic zostawia dziecko by się uspokoiło, a dziecko odbiera to jako opuszczenie i nie liczenie się z jego emocjami.
Jak  sądzę klap w pupę, wzięcie za rękę i wyprowadzenie  z budynku- to już patologia - powiedzieliby inni.

146

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:

Ulle o to mi chodziło. Tu jest calu czas dyskusja, ale o czymś i num  ja piszę właśnie o takich przypadkach, w którym prośby, rozmowy  pogadanki nic nie daja( dziecko jest zdrowe, nie ma stwierdzonych dysfunkcji). Tylko jak dotąd nie mam odpowiedzi, bo pogadanki działają, rozmowy też a jeśli dziecko jest nieznośne to wina wychowania i tak jest w ogólnych, w większości przypadków, gdy dzieci są raczej bezproblemowe, lub uda dmsie do nich trafić rozmową.  Tylko, że one są różne,  na jedno podziała rozmowa, na drugie ostry ton, na kolejne kara w postaci zabrania konsoli, jeszcze inne za karę nie pójdzie na zajęcia piłki nożnej, albo za karę dostanie pół kieszonkowego, a na niektóre zadziała nie bicie do krwi, bo nie o tym mówimy, ale klap w pupę, ostrzejszy ton i tyle. I to nie będzie dla niego trauma, ale otrzeźwienie. Większym przeżyciem moze być zakaz widzenia po szkole z kolegami, gdy idą pograć w piłkę czy na komputerze, czy zmiana zdania, wypisanie nagle dziecka z wycieczki szkolnej.
Jak piszesz, są i dobre i złe dzieci, po prostu złe i wychowanie niewiele tu może odmienić, dziecko się maskuje ale to jest i będzie niedobry człowiek. Nie miał nikt takich znajomych dzieci z podwórka?
A są i dobre dzieci,  dorosli, wychodzący z przemocowych domów, gdzie był alkohol, zaniedbanie  i brak wsparcia, a są tacy, którzy mimo tego wyszli na ludzi jak to się mówi. Czasem całe rodzeństwa, czasem jedno wyjdzie na prostą a drugie stoczy się.
To są kwestie indywidualne.

Co do przykładu, że bierzesz dziecko za rękę jak szaleje i reagujesz- czytałam, że to jest też właśnie przemoc, gdy dziecko wierzga i wyje w sklepie- nie można brać go siła za rękę i wynosić że sklepu bo to przemoc i naruszenie jego granic, brak respektu dla jego uczuć .
Druga metoda-przeczekanue w tym sklepie aż dziecku przejdzie szał - tez niektórzy psychologowie negatywnie oceniają te postępowanie, rodzic zostawia dziecko by się uspokoiło, a dziecko odbiera to jako opuszczenie i nie liczenie się z jego emocjami.
Jak  sądzę klap w pupę, wzięcie za rękę i wyprowadzenie  z budynku- to już patologia - powiedzieliby inni.

Rossanko, ja nie muszę ciągnąć małego za rękę, wyginajacego się i histeryzujacego - to byłoby przemocowe zachowanie.
On po prostu zna mnie na tyle, czuje że nie ustąpię i gdy poproszona przez rodziców o pomoc wkraczam, to już sam mój widok go otrzeźwia. Tak przynajmniej jest póki co, bo jak będzie później, to pojęcia nie mam.
Na razie skucha się mnie bardzo.
Może to też kwestia mojej osobowości, bo ja naprawdę cenie sobie wygodę i komfort psychiczny i gdy ktoś próbuje mi to odebrać umiem zawalczyć o swoje.
Jeszcze do niedawna rodzice dziecka nie zgadzali się że mną i serce ich bolało, że ja nie mam krzty zrozumienia dla małego.
Ja natomiast świetnie rozumiem jego potrzeby, ale nie pozwalam na to, by wchodził mi na głowę i sobie tym szkodził
Przy nich mamy robi to, co chce. Przestali dawać sobie z nim radę, bo to odbija się na karmieniu go i zasypianiu albo przebieraniu. Zaczęli więc wspomagać się osoba babci i chociaż trochę z oporami, ale zaczynają pewne rzeczy zmieniać. .nie może być przecież tak, żeby dziecko chodziło głodne, bo rodzicom nie udało się go nakarmić albo wszyscy idą spać późno, bo mamy akurat ma ochotę wydzierać się. Rano jest niewyspany i od samego świtu są z nim problemy.
Dla dobra dziecka i dla dobra samego siebie nie można stawiać wszystkiego na głowie.
Zły to dom, w którym rządzi dziecko.

147

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Był kiedyś w TV emitowany taki program, chyba "Superniania". Część ludzi się z tego nabijała, inni wątpili w skuteczność takich zabiegów. W każdym razie, widziałem parę urywek z tego programu i powiem szczerze, jak niektóre dzieciaki się zachowywały, to święty by nie wytrzymał...Na mnie najgorzej chyba działa wrzask, hałas i ten wszechogarniający harmider.

148 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-08 11:55:44)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
DeepAndBlue napisał/a:

Anno nie wiem czy wychwyciłaś ale polis mnie tylko zacytowała ale nie odpowiedziała na moje pytanie. Zastosowała za to sztuczkę erystyczną na którą się nabrałaś. Ona NIE odpowiedziała na pytanie: co robicie jeśli wykłady NIE działają? Ona napisała, że w przypadku jej małego dziecka wykłady (jeszcze) działają. I oby jej działały. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.


Eh, nie mam takiego przykładu, nie miałam aż takiego problemu zwyczajnie. Przede wszystkim najpierw staram się zrozumieć emocje, akceptuje je. Samo to już robi bardzo dużo i potrafi uspokoić dziecko, sama byłam w szoku jak szybko. Jak widzę po zachowaniu, że dziecko czegoś chce to szukam sposobu jak zaspokoić tę potrzebę. Nigdy mi się nie darła bóg wie ile. No sami się zastanówić macie ochotę krzyczeć i ostro dokazywać osobie, która was rozumie, stara się zrozumieć wasz punkt widzenia? Osobie, która jak jest z wami, to stara się zaspokajać wasze potrzeby? Traktować was i wasze potrzeby poważnie? Jaki macie wtedy powód jako dziecko do takich skrajnych sytuacji jakie tutaj opisujecie?

Czy jako dorośli jak krzyczycie to od tak bez powodu zupełnie? Jak płaczecie to bez powodu? Czy jednak stoją za tym emocje i powód? No to z dziećmi jest tak samo, jak coś robią takiego to mają jakiś powód. Trzeba tylko zabawić się w zmianę perspektywy i wyobrazić sobie co taka mała osoba może czuć i się domyślić, które zdarzenie mogło wywołać takie uczucie. Nazwać te emocje. Nawet na dorosłych takie podejście działa, że jak się im powie, że tak twoje uczucia są ok, to co czujesz jest normalne, nie poucza się ich, że powinni czuć inaczej, bo przecież wiesz lepiej co X ma czuć w związku z sytuacją Y, to widać potem, że się czują zrozumieni i ciebie lubią. I dzieci i dorośli źle reagują jak się im próbuje powiedzieć, że ich emocje są bezsensu, bezpodstawne, a w ogóle to powinni czuć inaczej, bo ja tak mówię.

rossanka ci rodzice próbowali szukać pomocy, żeby rozwiązać ten problem? Masz tu podcast, ktory jest dokładnie o tym o czym piszesz.
https://open.spotify.com/episode/26gztFoHdkdVoRmQuWRa9T

I jak pisałyśmy, dziecko w domu nie ma rządzić, rodzic też powinien pilnować swoich granic. Obecne wychowanie, to nie jest wychowanie bezstresowe popularne chyba 20 lat temu.

149

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

polis, ja Cię kocham i bym Ci z chęcią wina nalała big_smile big_smile

ja myślę że my się nie dogadujemy na samych założeniach: Wy zakłądacie, że kryczące dziecko to przyczyna a my - że skutek.

150

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
anna.zakochana napisał/a:

polis, ja Cię kocham i bym Ci z chęcią wina nalała big_smile big_smile

ja myślę że my się nie dogadujemy na samych założeniach: Wy zakłądacie, że kryczące dziecko to przyczyna a my - że skutek.

+1

151

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
anna.zakochana napisał/a:

polis, ja Cię kocham i bym Ci z chęcią wina nalała big_smile big_smile

ja myślę że my się nie dogadujemy na samych założeniach: Wy zakłądacie, że kryczące dziecko to przyczyna a my - że skutek.

Krzycz ace dziecko może być tez przyczyna tego, że rodzic nie reaguje a raczej reaguje w ten sposób, że czeka aż dziecku minie napad szału, dziecko krzyczy, biega , histeryzuje, nie chce iśc spać, rodzic przeczkuje az mu to minie, i dopiero kłada się wszyscy spać, umęczeni.
Nie reagujesz, nie pacyfikujesz dziecka - to masz później w domu małego krzykacza.

152

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:
DeepAndBlue napisał/a:

Anno nie wiem czy wychwyciłaś ale polis mnie tylko zacytowała ale nie odpowiedziała na moje pytanie. Zastosowała za to sztuczkę erystyczną na którą się nabrałaś. Ona NIE odpowiedziała na pytanie: co robicie jeśli wykłady NIE działają? Ona napisała, że w przypadku jej małego dziecka wykłady (jeszcze) działają. I oby jej działały. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.


Eh, nie mam takiego przykładu, nie miałam aż takiego problemu zwyczajnie. Przede wszystkim najpierw staram się zrozumieć emocje, akceptuje je. Samo to już robi bardzo dużo i potrafi uspokoić dziecko, sama byłam w szoku jak szybko. Jak widzę po zachowaniu, że dziecko czegoś chce to szukam sposobu jak zaspokoić tę potrzebę. Nigdy mi się nie darła bóg wie ile. No sami się zastanówić macie ochotę krzyczeć i ostro dokazywać osobie, która was rozumie, stara się zrozumieć wasz punkt widzenia? Osobie, która jak jest z wami, to stara się zaspokajać wasze potrzeby? Traktować was i wasze potrzeby poważnie? Jaki macie wtedy powód jako dziecko do takich skrajnych sytuacji jakie tutaj opisujecie?

.

Myślę, ze trzeba tez nauczyć, ze nie każda potrzeba będzie zapewniona tak jak w dorosłym życiu. Na przykład dziecko chce zestaw lego za 200 zł. A następnego dnia kolejny za 300zł. A potem jeszcze nową hulajnogę. Albo nie chce iść spać, chce oglądać bajki do północy. Albo nie chce jeść obiadu, bo czuje potrzeb e jedzenia cukierków. Nie zapewnisz mu za każdm razem zspokojenia tych jego potrzeb. Raz mu kupisz Lego ale przecież nie co tydzień. Raz moze nie zjeść obiadu, tylko opchać się słodycznami, ale przecież nie codziennie i nie co drugi dzień.
Myślisz że dzieci zrozumieją? Że one pomyślą: mama ma racje od cukierków zepsują mi się zęby,  faktycznie Lego jest drogie a przeciez pieniędzy trzeba mieć jeszcze na życie, rzeczywiście rodzice mają rację, że nie pozwalają mi oglądać bajek do 24tej bo rano do przedszkola będę nie wyspany.
Dziecko chce tu i teraz a odmowe słodyczy, czy niepozwolenie oglądania bajek do północy - to dla niego cos  wstylu: rodzice są niedobrzy, ja chce a oni mi nie pozwalają, będę marudzić dalej aby mi pozwolili bo ja chce.

153

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
polis napisał/a:
DeepAndBlue napisał/a:

Anno nie wiem czy wychwyciłaś ale polis mnie tylko zacytowała ale nie odpowiedziała na moje pytanie. Zastosowała za to sztuczkę erystyczną na którą się nabrałaś. Ona NIE odpowiedziała na pytanie: co robicie jeśli wykłady NIE działają? Ona napisała, że w przypadku jej małego dziecka wykłady (jeszcze) działają. I oby jej działały. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie.


Eh, nie mam takiego przykładu, nie miałam aż takiego problemu zwyczajnie. Przede wszystkim najpierw staram się zrozumieć emocje, akceptuje je. Samo to już robi bardzo dużo i potrafi uspokoić dziecko, sama byłam w szoku jak szybko. Jak widzę po zachowaniu, że dziecko czegoś chce to szukam sposobu jak zaspokoić tę potrzebę. Nigdy mi się nie darła bóg wie ile. No sami się zastanówić macie ochotę krzyczeć i ostro dokazywać osobie, która was rozumie, stara się zrozumieć wasz punkt widzenia? Osobie, która jak jest z wami, to stara się zaspokajać wasze potrzeby? Traktować was i wasze potrzeby poważnie? Jaki macie wtedy powód jako dziecko do takich skrajnych sytuacji jakie tutaj opisujecie?

.

Myślę, ze trzeba tez nauczyć, ze nie każda potrzeba będzie zapewniona tak jak w dorosłym życiu. Na przykład dziecko chce zestaw lego za 200 zł. A następnego dnia kolejny za 300zł. A potem jeszcze nową hulajnogę. Albo nie chce iść spać, chce oglądać bajki do północy. Albo nie chce jeść obiadu, bo czuje potrzeb e jedzenia cukierków. Nie zapewnisz mu za każdm razem zspokojenia tych jego potrzeb. Raz mu kupisz Lego ale przecież nie co tydzień. Raz moze nie zjeść obiadu, tylko opchać się słodycznami, ale przecież nie codziennie i nie co drugi dzień.
Myślisz że dzieci zrozumieją? Że one pomyślą: mama ma racje od cukierków zepsują mi się zęby,  faktycznie Lego jest drogie a przeciez pieniędzy trzeba mieć jeszcze na życie, rzeczywiście rodzice mają rację, że nie pozwalają mi oglądać bajek do 24tej bo rano do przedszkola będę nie wyspany.
Dziecko chce tu i teraz a odmowe słodyczy, czy niepozwolenie oglądania bajek do północy - to dla niego cos  wstylu: rodzice są niedobrzy, ja chce a oni mi nie pozwalają, będę marudzić dalej aby mi pozwolili bo ja chce.

Nikt nie napisał, że podstawą wychowania powinno być kupowanie dziecku wszystkiego, na co ma ochotę.

154

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
polis napisał/a:


Eh, nie mam takiego przykładu, nie miałam aż takiego problemu zwyczajnie. Przede wszystkim najpierw staram się zrozumieć emocje, akceptuje je. Samo to już robi bardzo dużo i potrafi uspokoić dziecko, sama byłam w szoku jak szybko. Jak widzę po zachowaniu, że dziecko czegoś chce to szukam sposobu jak zaspokoić tę potrzebę. Nigdy mi się nie darła bóg wie ile. No sami się zastanówić macie ochotę krzyczeć i ostro dokazywać osobie, która was rozumie, stara się zrozumieć wasz punkt widzenia? Osobie, która jak jest z wami, to stara się zaspokajać wasze potrzeby? Traktować was i wasze potrzeby poważnie? Jaki macie wtedy powód jako dziecko do takich skrajnych sytuacji jakie tutaj opisujecie?

.

Myślę, ze trzeba tez nauczyć, ze nie każda potrzeba będzie zapewniona tak jak w dorosłym życiu. Na przykład dziecko chce zestaw lego za 200 zł. A następnego dnia kolejny za 300zł. A potem jeszcze nową hulajnogę. Albo nie chce iść spać, chce oglądać bajki do północy. Albo nie chce jeść obiadu, bo czuje potrzeb e jedzenia cukierków. Nie zapewnisz mu za każdm razem zspokojenia tych jego potrzeb. Raz mu kupisz Lego ale przecież nie co tydzień. Raz moze nie zjeść obiadu, tylko opchać się słodycznami, ale przecież nie codziennie i nie co drugi dzień.
Myślisz że dzieci zrozumieją? Że one pomyślą: mama ma racje od cukierków zepsują mi się zęby,  faktycznie Lego jest drogie a przeciez pieniędzy trzeba mieć jeszcze na życie, rzeczywiście rodzice mają rację, że nie pozwalają mi oglądać bajek do 24tej bo rano do przedszkola będę nie wyspany.
Dziecko chce tu i teraz a odmowe słodyczy, czy niepozwolenie oglądania bajek do północy - to dla niego cos  wstylu: rodzice są niedobrzy, ja chce a oni mi nie pozwalają, będę marudzić dalej aby mi pozwolili bo ja chce.

Nikt nie napisał, że podstawą wychowania powinno być kupowanie dziecku wszystkiego, na co ma ochotę.

A nie pisałam tylko o kupowaniu, wycięłas tylko ten fragment. Pominełas oglądanie bajek do nocy i jedzenie ciastek zamiast obiadu.

155

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Myślę, ze trzeba tez nauczyć, ze nie każda potrzeba będzie zapewniona tak jak w dorosłym życiu. Na przykład dziecko chce zestaw lego za 200 zł. A następnego dnia kolejny za 300zł. A potem jeszcze nową hulajnogę. Albo nie chce iść spać, chce oglądać bajki do północy. Albo nie chce jeść obiadu, bo czuje potrzeb e jedzenia cukierków. Nie zapewnisz mu za każdm razem zspokojenia tych jego potrzeb. Raz mu kupisz Lego ale przecież nie co tydzień. Raz moze nie zjeść obiadu, tylko opchać się słodycznami, ale przecież nie codziennie i nie co drugi dzień.
Myślisz że dzieci zrozumieją? Że one pomyślą: mama ma racje od cukierków zepsują mi się zęby,  faktycznie Lego jest drogie a przeciez pieniędzy trzeba mieć jeszcze na życie, rzeczywiście rodzice mają rację, że nie pozwalają mi oglądać bajek do 24tej bo rano do przedszkola będę nie wyspany.
Dziecko chce tu i teraz a odmowe słodyczy, czy niepozwolenie oglądania bajek do północy - to dla niego cos  wstylu: rodzice są niedobrzy, ja chce a oni mi nie pozwalają, będę marudzić dalej aby mi pozwolili bo ja chce.

Nikt nie napisał, że podstawą wychowania powinno być kupowanie dziecku wszystkiego, na co ma ochotę.

A nie pisałam tylko o kupowaniu, wycięłas tylko ten fragment. Pominełas oglądanie bajek do nocy i jedzenie ciastek zamiast obiadu.

Na jedno wychodzi. O tym też nikt nie powiedział.
Ty ciągle uznajesz to, co my mówimy za wychowanie, w którym dziecko może wszystko, a tak wcale nie jest.
I dopóki to nie dotrze, to nie ma sensu.

Bo my mówimy o zupełnie innym modelu wychowania niż Tobie się wydaje.

156

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Nikt nie napisał, że podstawą wychowania powinno być kupowanie dziecku wszystkiego, na co ma ochotę.

A nie pisałam tylko o kupowaniu, wycięłas tylko ten fragment. Pominełas oglądanie bajek do nocy i jedzenie ciastek zamiast obiadu.

Na jedno wychodzi. O tym też nikt nie powiedział.
Ty ciągle uznajesz to, co my mówimy za wychowanie, w którym dziecko może wszystko, a tak wcale nie jest.
I dopóki to nie dotrze, to nie ma sensu.

Bo my mówimy o zupełnie innym modelu wychowania niż Tobie się wydaje.

Domyslam się o jakim tylko ono nie jest do końca dobre, bo dzieciak wejdzie Ci na głowę. Dwie znajome maja wnuki, wnuki sa właśnie tak chowanie, ze się tylko tłumaczy, kar nie ma, krzyknąć na nie nie można, małe czorty wyrosły z tego, co skarżą się te panie. Krzyknąć nie maożna, ukarać nie można, trzeba wychować po partnersku, bo można skrzywdzić uczucia innych i taki jest efekt. A dzieciaki nieusłuchane, niegrzeczne i rozwydrzone.
Dla obrazu to dzieci od 4 to gdzieś około 10 roku życia. Te panie, babcie, około 70ki, a matki tych dzieci i ojcowie - jedna para trochę po 40stce, druga para młodsza, około 35 lat mają.

Pisze nie to co wyczytaam z ksiązek ale właśnie przywołując te przykłady z zycia.

157 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-08 13:59:09)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
polis napisał/a:


Eh, nie mam takiego przykładu, nie miałam aż takiego problemu zwyczajnie. Przede wszystkim najpierw staram się zrozumieć emocje, akceptuje je. Samo to już robi bardzo dużo i potrafi uspokoić dziecko, sama byłam w szoku jak szybko. Jak widzę po zachowaniu, że dziecko czegoś chce to szukam sposobu jak zaspokoić tę potrzebę. Nigdy mi się nie darła bóg wie ile. No sami się zastanówić macie ochotę krzyczeć i ostro dokazywać osobie, która was rozumie, stara się zrozumieć wasz punkt widzenia? Osobie, która jak jest z wami, to stara się zaspokajać wasze potrzeby? Traktować was i wasze potrzeby poważnie? Jaki macie wtedy powód jako dziecko do takich skrajnych sytuacji jakie tutaj opisujecie?

.

Myślę, ze trzeba tez nauczyć, ze nie każda potrzeba będzie zapewniona tak jak w dorosłym życiu. Na przykład dziecko chce zestaw lego za 200 zł. A następnego dnia kolejny za 300zł. A potem jeszcze nową hulajnogę. Albo nie chce iść spać, chce oglądać bajki do północy. Albo nie chce jeść obiadu, bo czuje potrzeb e jedzenia cukierków. Nie zapewnisz mu za każdm razem zspokojenia tych jego potrzeb. Raz mu kupisz Lego ale przecież nie co tydzień. Raz moze nie zjeść obiadu, tylko opchać się słodycznami, ale przecież nie codziennie i nie co drugi dzień.
Myślisz że dzieci zrozumieją? Że one pomyślą: mama ma racje od cukierków zepsują mi się zęby,  faktycznie Lego jest drogie a przeciez pieniędzy trzeba mieć jeszcze na życie, rzeczywiście rodzice mają rację, że nie pozwalają mi oglądać bajek do 24tej bo rano do przedszkola będę nie wyspany.
Dziecko chce tu i teraz a odmowe słodyczy, czy niepozwolenie oglądania bajek do północy - to dla niego cos  wstylu: rodzice są niedobrzy, ja chce a oni mi nie pozwalają, będę marudzić dalej aby mi pozwolili bo ja chce.

Nikt nie napisał, że podstawą wychowania powinno być kupowanie dziecku wszystkiego, na co ma ochotę.

Dokładnie tak, nie chodzi o pozwalanie na wszystko, z zaspokajaniem potrzeb to chodzi o zaspokajanie potrzeb emocjonalnych, a nie zachcianek materialnych czy oglądnie bajek do północy, za tymi zachciankami stoją potrzeby, np. chcę lego, bo koleżanki w przedszkolu takie mają i tutaj jest potrzeba przynależności, którą może zaproponować zaspokoić i rozwiązać inaczej. I tak czasami dziecko zwyczajnie musi się zmierzyć z frustracją, że nie ma oglądania bajek do północy. Nikt nie mówi o trzymani dzicka pod kloszem, gdzie ma być zawsze miło, świat ma dawać same pozytywne emocje, i wszystko ma być po jego myśli.

rossanka dalej widzę, nie zarejestrowałaś, że rodzice w tym wszystkim też powinni dbać o swoje granice. Jak nie potrafisz dbać w zdrowy sposób o swoje granice i masz z tym problem, to oczywiście, że ci dziecko na głowę wejdzie, ale to wtedy TY masz problem i to twój problem, a nie, że problem jest z dzieckiem.

158

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

A nie pisałam tylko o kupowaniu, wycięłas tylko ten fragment. Pominełas oglądanie bajek do nocy i jedzenie ciastek zamiast obiadu.

Na jedno wychodzi. O tym też nikt nie powiedział.
Ty ciągle uznajesz to, co my mówimy za wychowanie, w którym dziecko może wszystko, a tak wcale nie jest.
I dopóki to nie dotrze, to nie ma sensu.

Bo my mówimy o zupełnie innym modelu wychowania niż Tobie się wydaje.

Domyslam się o jakim tylko ono nie jest do końca dobre, bo dzieciak wejdzie Ci na głowę. Dwie znajome maja wnuki, wnuki sa właśnie tak chowanie, ze się tylko tłumaczy, kar nie ma, krzyknąć na nie nie można, małe czorty wyrosły z tego, co skarżą się te panie. Krzyknąć nie maożna, ukarać nie można, trzeba wychować po partnersku, bo można skrzywdzić uczucia innych i taki jest efekt. A dzieciaki nieusłuchane, niegrzeczne i rozwydrzone.
Dla obrazu to dzieci od 4 to gdzieś około 10 roku życia. Te panie, babcie, około 70ki, a matki tych dzieci i ojcowie - jedna para trochę po 40stce, druga para młodsza, około 35 lat mają.

Pisze nie to co wyczytaam z ksiązek ale właśnie przywołując te przykłady z zycia.

Nope. To dalej nie to. W sensie może to i to, ale na pewno nie ten efekt, więc coś z metodą po drodze poszło źle.
Bo ja tak jak mówiłam znam sporo dzieciaków tak wychowywanych i to są dzieci mega fajne, kulturalne, o wiele dojrzalej wyrażające emocje niz rówieśnicy.

159

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Myślę, ze trzeba tez nauczyć, ze nie każda potrzeba będzie zapewniona tak jak w dorosłym życiu. Na przykład dziecko chce zestaw lego za 200 zł. A następnego dnia kolejny za 300zł. A potem jeszcze nową hulajnogę. Albo nie chce iść spać, chce oglądać bajki do północy. Albo nie chce jeść obiadu, bo czuje potrzeb e jedzenia cukierków. Nie zapewnisz mu za każdm razem zspokojenia tych jego potrzeb. Raz mu kupisz Lego ale przecież nie co tydzień. Raz moze nie zjeść obiadu, tylko opchać się słodycznami, ale przecież nie codziennie i nie co drugi dzień.
Myślisz że dzieci zrozumieją? Że one pomyślą: mama ma racje od cukierków zepsują mi się zęby,  faktycznie Lego jest drogie a przeciez pieniędzy trzeba mieć jeszcze na życie, rzeczywiście rodzice mają rację, że nie pozwalają mi oglądać bajek do 24tej bo rano do przedszkola będę nie wyspany.
Dziecko chce tu i teraz a odmowe słodyczy, czy niepozwolenie oglądania bajek do północy - to dla niego cos  wstylu: rodzice są niedobrzy, ja chce a oni mi nie pozwalają, będę marudzić dalej aby mi pozwolili bo ja chce.

Nikt nie napisał, że podstawą wychowania powinno być kupowanie dziecku wszystkiego, na co ma ochotę.

Dokładnie tak, nie chodzi o pozwalanie na wszystko, z zaspokajaniem potrzeb to chodzi o zaspokajanie potrzeb emocjonalnych, a nie zachcianek materialnych czy oglądnie bajek do północy, za tymi zachciankami stoją potrzeby, np. chcę lego, bo koleżanki w przedszkolu takie mają i tutaj jest potrzeba przynależności, którą może zaproponować zaspokoić i rozwiązać inaczej. I tak czasami dziecko zwyczajnie musi się zmierzyć z frustracją, że nie ma oglądania bajek do północy. Nikt nie mówi o trzymani dzicka pod kloszem, gdzie ma być zawsze miło, świat ma dawać same pozytywne emocje, i wszystko ma być po jego myśli.

rossanka dalej widzę, nie zarejestrowałaś, że rodzice w tym wszystkim też powinni dbać o swoje granice. Jak nie potrafisz dbać w zdrowy sposób o swoje granice i masz z tym problem, to oczywiście, że ci dziecko na głowę wejdzie, ale to wtedy TY masz problem i to twój problem, a nie, że problem jest z dzieckiem.

Ja zarejestrowałam, bo ja bym sobie dziecku nie dała wejśc na głowę. o tym pisze.

A co do potrzeb, dziecko ma potrzebe oglądać właśnie bajkę czy bawić się zamiast iść spac. I ono to odczuje w sposób: rodzice sa żli, bo nie dają mi sie pobawić, każa iść spac. Dziecko nie zrozumie, ze to dlatego aby było wyspane, tylko, że rodzice nie pozwalają mi się bawić, nie lubię ich,

160

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Na jedno wychodzi. O tym też nikt nie powiedział.
Ty ciągle uznajesz to, co my mówimy za wychowanie, w którym dziecko może wszystko, a tak wcale nie jest.
I dopóki to nie dotrze, to nie ma sensu.

Bo my mówimy o zupełnie innym modelu wychowania niż Tobie się wydaje.

Domyslam się o jakim tylko ono nie jest do końca dobre, bo dzieciak wejdzie Ci na głowę. Dwie znajome maja wnuki, wnuki sa właśnie tak chowanie, ze się tylko tłumaczy, kar nie ma, krzyknąć na nie nie można, małe czorty wyrosły z tego, co skarżą się te panie. Krzyknąć nie maożna, ukarać nie można, trzeba wychować po partnersku, bo można skrzywdzić uczucia innych i taki jest efekt. A dzieciaki nieusłuchane, niegrzeczne i rozwydrzone.
Dla obrazu to dzieci od 4 to gdzieś około 10 roku życia. Te panie, babcie, około 70ki, a matki tych dzieci i ojcowie - jedna para trochę po 40stce, druga para młodsza, około 35 lat mają.

Pisze nie to co wyczytaam z ksiązek ale właśnie przywołując te przykłady z zycia.

Nope. To dalej nie to. W sensie może to i to, ale na pewno nie ten efekt, więc coś z metodą po drodze poszło źle.
Bo ja tak jak mówiłam znam sporo dzieciaków tak wychowywanych i to są dzieci mega fajne, kulturalne, o wiele dojrzalej wyrażające emocje niz rówieśnicy.

Nie jesteś z nimi 24/24 może tam jest coś jeszcze.
a moze takie chcaraktery a z dziecko z innym charakterem będzie rogate, mało plastyczne i nie urobisz go gadkami, bo przytaknie, a potem i tak zrobi swoje.

161

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Domyslam się o jakim tylko ono nie jest do końca dobre, bo dzieciak wejdzie Ci na głowę. Dwie znajome maja wnuki, wnuki sa właśnie tak chowanie, ze się tylko tłumaczy, kar nie ma, krzyknąć na nie nie można, małe czorty wyrosły z tego, co skarżą się te panie. Krzyknąć nie maożna, ukarać nie można, trzeba wychować po partnersku, bo można skrzywdzić uczucia innych i taki jest efekt. A dzieciaki nieusłuchane, niegrzeczne i rozwydrzone.
Dla obrazu to dzieci od 4 to gdzieś około 10 roku życia. Te panie, babcie, około 70ki, a matki tych dzieci i ojcowie - jedna para trochę po 40stce, druga para młodsza, około 35 lat mają.

Pisze nie to co wyczytaam z ksiązek ale właśnie przywołując te przykłady z zycia.

Nope. To dalej nie to. W sensie może to i to, ale na pewno nie ten efekt, więc coś z metodą po drodze poszło źle.
Bo ja tak jak mówiłam znam sporo dzieciaków tak wychowywanych i to są dzieci mega fajne, kulturalne, o wiele dojrzalej wyrażające emocje niz rówieśnicy.

Nie jesteś z nimi 24/24 może tam jest coś jeszcze.
a moze takie chcaraktery a z dziecko z innym charakterem będzie rogate, mało plastyczne i nie urobisz go gadkami, bo przytaknie, a potem i tak zrobi swoje.

Ty też nie jesteś 24/7 z ludźmi, o których piszesz, więc argument tak samo od czapy.

Dziecko, które żyje w konkretnych zasadach od samego początku nawet nie wie, że możw być inaczej, więc nie zrobi swoje.

I po tym ciągle widać, że dalej rozmijamy się w podstawach.
Piszesz w poprzednim poście o tym, że dziecko ma potrzebę bajki zamiast spania. Wiadomo, że dziecko uczy się też testując granice rodzica. Natomiast jeżeli od samego początku jest tak, że jest dobranocka i potem spanie, a rodzic jest konsekwentny, to po prostu tego się nie zmienia. A ze starszym dzieckiem zawsze można porozmawiać o tych potrzebach, o tym, że zasada jest taka, a nie inna, a drugą bajkę wybierze sobie kolejnego dnia.

My tu takie wycinki tylko piszemy, może w tym problem, ze trzeba znać podstawy i widzieć to w praktyce, żeby lepiej zrozumieć.

162

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:

albo za karę dostanie pół kieszonkowego, a na niektóre zadziała nie bicie do krwi, bo nie o tym mówimy, ale klap w pupę, ostrzejszy ton i tyle. I to nie będzie dla niego trauma, ale otrzeźwienie.

Czy dziecko jest jakimś innym człowiekiem niż dorosły?
Z ciekawości pytam, bo - adekwatnie do tego co napisałaś, wyobraziłam sobie, że za błąd popełniony np. w pracy, szef przychodzi i leje mnie w tyłek, albo w gębę. Albo odbiera mi pół wypłaty bo niedostatecznie dobrze wykonałam jego polecenie, lub wrzeszczy na mnie i krzyczy. To jest niesamowicie interesujące, bo w przypadku dorosłych, to się nazywa przemoc, skandaliczne, mobbing, niedopuszczalne, i idzie się z tym do pip-u, do prawnika i do sądu.
A w przypadku dzieci? To się nagle nazywa wychowanie, którego potrzebują big_smile

163

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Jestem w szoku. Mam dwójkę dzieci, z tego jedno jest naprawdę wyjątkowo trudne bo ma zespół Aspergera. Ale nie zdarzyło mi się użyć przemocy fizycznej nigdy. O przepraszam, raz dałam klapsa jak synek miał 3 latka i mnie "testował" patrząc mi w oczy i wylewając wodę z wanny mimo prośby by tego nie robił. Strach i rozczarowanie, które wtedy zobaczyłam w jego oczach sprawiło, że już nigdy więcej tego nie zrobiłam i nie zrobię. Tak, zdarza mi się huknac jak ferajna przegina. Ale moje dzieci mają ze mną bardzo bliska relacje. Czasem śpimy razem (nieczęsto bo lubię się wysypiac;), rozmawiają ze mną i dzielą się swoimi problemami, nie boją o nic zapytać. Nie boją się. Nie wyobrażam sobie relacji rodzic- dziecko opartej na strachu przed karą fizyczna. Przecież ta relacja wtedy nigdy nie zawiera poczucia bliskości, ciepła - skoro w tyle głowy wiem, że jak zrobię coś źle to ta osoba zrobi mi krzywdę. To nie jest bliskość i zaufanie. To strach, miłość warunkowa ("będę dla Ciebie dobry tylko pod warunkiem, a jak nie to zrobię Ci krzywdę"). Nie dziwię się że tyle ludzi nie potrafi wejść głębiej emocjonalnie w relacje skoro tak czuli wobec tych najważniejszych osób w życiu...
Tak, czasem mamy nerwowo w domu jak dzieci się spóźniają do szkoły bo rano się guzdrza albo jak się ze sobą kłócą. Jesteśmy tylko ludźmi. Ale naprawdę rozmowa plus konsekwentne egzekwowanie rzeczy daje radę. Mój synek wie, że jeśli rano nie będzie się ogarniał i spóźni do szkoły to nie ma kompa tego dnia. Nie trzeba używać przemocy. Tylko jasny komunikat i nie wycofywać się z tego.
Bycie w relacji z osobą, która na gorsze zachowanie reaguje agresją to chodzenie po polu minowym. To badziew a nie relacja.

164

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Strach może być też przed przemocą psychiczna, do tego klapsa nie trzeba.
Poza tym tu się też rozchodzi o respekt. Dziecko czuję respekt przed rodzicem i dlatego go słucha, a nie dlatego, że rozumie, że zrobił coś źle. Nie śmieci na dywan bo wie, że dostanie jare, zakaz oglądania bajek. Na przykład.
Małe dziecko nie rizumuje w ten sposób,że nie będę robił czegoś, bo to niedobre, tylko nie będę robić czegoś, bo rodzice sie dowiedzą i będzie karą.
W zasadzie nie wiem na ile dziecko nie zrobi czego, czego nie wolno robić bo rzeczywiście coś do niego dotrze, czy z obawy przed karą, np tydzień bez słodyczy, odwołanie wyjścia do kina, zabranie ulubionej zabawki i tak dalej.
Idąc tym tokiem myślenia może być strach nie przed karą fizyczna ale przed karą psychiczną typu : dziecko chciało wyjść do kolegów na piłkę  ale za kare zostaje w domu.

165 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-11-08 16:35:55)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Przerażającym dla mnie jest to, że w środku Europy, w XXI wieku jest jeszcze tak wielu ludzi, którzy w przemocy wobec słabszych i zależnych od nich osób nie tylko nie widzą niczego złego, ale dalej ją stosują i zachwalają jako skuteczną metodę wychowawczą. Prawdą jest spostrzeżenie (niestety, nie znam autora) o tym, że musi wymrzeć jedno-dwa pokolenia, by w myśleniu na temat tego, co naprawdę służy dzieciom, zaszła zmiana.

Poniżej opinie psychoterapeuty i pedagoga

Andrzej Wiśniewski napisał/a:

Nie ma «niedobrych» dzieci. Są tylko te, które mają niskie poczucie własnej wartości, które testują relacje z rodzicami, bo czują się zagrożone i niepewne. A najlepszym testem w takiej sytuacji jest «niegrzeczność». Skoro rodzice reagują, to znaczy, że im zależy na mnie i mnie kochają. Dzieci uczą się, że lepsza jest złość niż obojętność. Często wręcz prowokują rodziców do takich zachowań, aby tylko nie doświadczyć emocjonalnego chłodu. Są dzieci, które biernie odreagowują uczucie złości. Takie, które zawsze stają okoniem. Tym dzieciakom jest najtrudniej. Nie dość, że czują się odrzucone, to jeszcze nie mogą wyrazić tego, co czują. Mogą się tylko źle uczyć, nie dbać o porządek w pokoju, pomalować flamastrem świeżo odmalowaną ścianę. Są jeszcze dzieci, które ratują związki rodziców. Zaczynają się źle uczyć po to, aby rodzice musieli razem troszczyć się o nie i nie rozstawać się.

Janusz Korczak napisał/a:

Wszystko co osiągnięte tresurą, naciskiem, przemocą jest nietrwałe, niepewne, zawodne.

Ale co oni wiedzą (dokładniej: wiedzieli) o dzieciach, ich wychowaniu i skutkach... .

166

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Są niedobre dzieci i z takich wyrastają niedobzi dorośli.
Na szczęście to jakis ułamek.

Wracając do tematu, dlaczego sana rozmowa z dzieckiem nie może zakończyć sprawy? Dlaczego dziecko jest jarane a to obcięciem kieszonkowego, zakazem oglądania telewizji, albo zakazem pójścia na zajęcia sportowe czy wyjścia do kolegów?
Dlaczego są te kary albo inaczej zabranie przywilejów?

167

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Jasne. Niektóre dzieci są "niedobre", tak same z siebie, od urodzenia. Im na pewno pomoże stosowanie przemocy, a stosowanie kar jest kolejną świetną metodą tresury.


Można jednak wychowywać inaczej: bez strachu, przemocy (fizycznej czy psychicznej), bez kar, w serdecznej, życzliwej relacji (ale do tego potrzebna między innymi jest i szacunek wobec dziecka, i cierpliwość, i stanowczość, i konsekwencja, i jasne granice, i praca nad sobą, i - co może najważniejsze - brak lęku przed bliskością). Ale przecież można "łatwiej": oprzeć wychowanie (albo myślenie o nim) na strachu, bo to ułatwia uporanie się z własną traumą - wychowania przez przemocowych rodziców.

168

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:

Strach może być też przed przemocą psychiczna, do tego klapsa nie trzeba.
Poza tym tu się też rozchodzi o respekt. Dziecko czuję respekt przed rodzicem i dlatego go słucha, a nie dlatego, że rozumie, że zrobił coś źle. Nie śmieci na dywan bo wie, że dostanie jare, zakaz oglądania bajek. Na przykład.
Małe dziecko nie rizumuje w ten sposób,że nie będę robił czegoś, bo to niedobre, tylko nie będę robić czegoś, bo rodzice sie dowiedzą i będzie karą.
W zasadzie nie wiem na ile dziecko nie zrobi czego, czego nie wolno robić bo rzeczywiście coś do niego dotrze, czy z obawy przed karą, np tydzień bez słodyczy, odwołanie wyjścia do kina, zabranie ulubionej zabawki i tak dalej.
Idąc tym tokiem myślenia może być strach nie przed karą fizyczna ale przed karą psychiczną typu : dziecko chciało wyjść do kolegów na piłkę  ale za kare zostaje w domu.

Nikt nie stawia przemocy psychicznej jako alternatywy dla przemocy fizycznej.
Właśnie o to chodzi, że stosujący przemoc nie ma żadnego respektu u swojej ofiary. Jest tylko rosnąca nienawiść.
Małe dziecko jak najbardziej można uczyć tego, że są konsekwencje konkretnych zachowań. Rozsypie kredki, musi je zebrać. Mówimy o dzieciach, które to rozumieją, bo nikt nie daje kary miesięcznemu dziecku, które strąci coś ruszając ręką. A przynajmniej taką mam nadzieję.

No chyba, że niektórzy chcą, żeby te dzieci od nich zwiały mając 20 lat i więcej kontaktu z rodzicami nie miały. To wtedy luz, przemoc psychiczna, fizyczna, jak kto lubi. Tylko potem na starość pamiętajcie, że jak nasikacie do łóżka nie panując nad pęcherzem to można Was pobić.

169

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Ale jak najbardziej  małe dziecko(niemowlak wiadomo ze nie) jest w stanie zrozumieć ze jego zachowanie jest niedobre.czy szkodliwe.

Np gdy dziecko nieumiejętnie je,co kończy sie np zbitym talerzem,pokazać mu (oczywiście nie dawać do ręki) że jest do niebezpieczne,bo te ostre fragmenty mogą zrobić krzywdę,trzeba to potem posprzątać, i nawet uważając,można się skaleczyć.

Gdy dziecko jest kłótliwe,przeszkadza innym można z nim porozmawiać i zapytać, czy samo lubi gdy jemu sie przerywa,czy jest mu dobrze gdy jakieś inne dziecko na niego krzyczy.

Myśle że umiejętne poprowadzenie rozmowy,aby nakierować dziecko na taka drogę,aby sama postawiło sie  w miejscu kogoś innego,jest najskuteczniejszym sposobem przekazania mu tego co chcemy przekazać.
Dzieci maja naprawdę rozwinięta empatie, i z tego trzeba korzystać.

I naprawdę rozbawiło mnie stawianie znaku równości pomiędzy biciem dziecka a zabraniem kieszonkowego za złe zachowanie.

170

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:

Ale jak najbardziej  małe dziecko(niemowlak wiadomo ze nie) jest w stanie zrozumieć ze jego zachowanie jest niedobre.czy szkodliwe.

Np gdy dziecko nieumiejętnie je,co kończy sie np zbitym talerzem,pokazać mu (oczywiście nie dawać do ręki) że jest do niebezpieczne,bo te ostre fragmenty mogą zrobić krzywdę,trzeba to potem posprzątać, i nawet uważając,można się skaleczyć.

Gdy dziecko jest kłótliwe,przeszkadza innym można z nim porozmawiać i zapytać, czy samo lubi gdy jemu sie przerywa,czy jest mu dobrze gdy jakieś inne dziecko na niego krzyczy.

Myśle że umiejętne poprowadzenie rozmowy,aby nakierować dziecko na taka drogę,aby sama postawiło sie  w miejscu kogoś innego,jest najskuteczniejszym sposobem przekazania mu tego co chcemy przekazać.
Dzieci maja naprawdę rozwinięta empatie, i z tego trzeba korzystać.

I naprawdę rozbawiło mnie stawianie znaku równości pomiędzy biciem dziecka a zabraniem kieszonkowego za złe zachowanie.

Tylko w takim razie po co te kary typu zabranie konsoli, zakaz gry, zakaz wyjścia na boisko czy nie dawanie orzez tydzień pieniędzy na chipsy.

171 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-11-08 17:47:01)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Ale jak najbardziej  małe dziecko(niemowlak wiadomo ze nie) jest w stanie zrozumieć ze jego zachowanie jest niedobre.czy szkodliwe.

Np gdy dziecko nieumiejętnie je,co kończy sie np zbitym talerzem,pokazać mu (oczywiście nie dawać do ręki) że jest do niebezpieczne,bo te ostre fragmenty mogą zrobić krzywdę,trzeba to potem posprzątać, i nawet uważając,można się skaleczyć.

Gdy dziecko jest kłótliwe,przeszkadza innym można z nim porozmawiać i zapytać, czy samo lubi gdy jemu sie przerywa,czy jest mu dobrze gdy jakieś inne dziecko na niego krzyczy.

Myśle że umiejętne poprowadzenie rozmowy,aby nakierować dziecko na taka drogę,aby sama postawiło sie  w miejscu kogoś innego,jest najskuteczniejszym sposobem przekazania mu tego co chcemy przekazać.
Dzieci maja naprawdę rozwinięta empatie, i z tego trzeba korzystać.

I naprawdę rozbawiło mnie stawianie znaku równości pomiędzy biciem dziecka a zabraniem kieszonkowego za złe zachowanie.

Tylko w takim razie po co te kary typu zabranie konsoli, zakaz gry, zakaz wyjścia na boisko czy nie dawanie orzez tydzień pieniędzy na chipsy.

Ano po to aby w sytuacji w której rozmowa nie działa,pokazać że wszystko ma swoje konsekwencje.

np gdy dziecko sie notorycznie spóźnia do szkoły, rozmowy nie działają,to konsekwencja tego będzie to że będzie osobiście do tej szkoły zawożone.
Jest akcja,jest reakcja.

ale nigdy,przenigdy bicie dziecka nie przyniesie nic dobrego , przyniesie tylko jeszcze większe problemy.

172 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2022-11-08 18:00:06)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Rossanko, rozumiem że dopasowujesz tak wszystko żeby Ci się wersja kleiła więc wpadłaś na pomysł żeby egzekwowanie ustaleń (brak kompa.za złe zachowanie) zrównać z przemocą psychiczną i tym samym usprawiedliwić przemoc fizyczną. Epickie.
Tylko nieprawdziwe.

173

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

I tak przez przypadek, ale za to bardzo wyraźnie, bez retuszu, widać na czym polega łańcuch przemocy. To też wytłumaczenie przyczyn, dla których tak trudno wyeliminować przemoc z przestrzeni publicznej (bo jest ona stosowana nie tylko wobec dzieci).

174

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
PainIsFinite napisał/a:

Rossanko, rozumiem że dopasowujesz tak wszystko żeby Ci się wersja kleiła więc wpadłaś na pomysł żeby egzekwowanie ustaleń (brak kompa.za złe zachowanie) zrównać z przemocą psychiczną i tym samym usprawiedliwić przemoc fizyczną. Epickie.
Tylko nieprawdziwe.

No a co to jest innego? Nie wystarczy rozmowa i wyjaśnienie dziecku, co zrobiło niewłaściwego i że nie można tak postępować?

Po co więc te zabieranie konsoli, kieszonkowego, albo szlaban na fast foodach na tydzień czy zakaz wychodzenia po zajęciach do kolegów orzez tydzień? A to są częste kary. Nie bicie ale kary.

A dziecko ma różne pomysły, potrafi za to znienawidzić rodziców, bo zabraniają mu gry na komputerze  zabawy z kolegami czy nie dali pieniędzy na drobne wydatki.

175

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:
rossanka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Ale jak najbardziej  małe dziecko(niemowlak wiadomo ze nie) jest w stanie zrozumieć ze jego zachowanie jest niedobre.czy szkodliwe.

Np gdy dziecko nieumiejętnie je,co kończy sie np zbitym talerzem,pokazać mu (oczywiście nie dawać do ręki) że jest do niebezpieczne,bo te ostre fragmenty mogą zrobić krzywdę,trzeba to potem posprzątać, i nawet uważając,można się skaleczyć.

Gdy dziecko jest kłótliwe,przeszkadza innym można z nim porozmawiać i zapytać, czy samo lubi gdy jemu sie przerywa,czy jest mu dobrze gdy jakieś inne dziecko na niego krzyczy.

Myśle że umiejętne poprowadzenie rozmowy,aby nakierować dziecko na taka drogę,aby sama postawiło sie  w miejscu kogoś innego,jest najskuteczniejszym sposobem przekazania mu tego co chcemy przekazać.
Dzieci maja naprawdę rozwinięta empatie, i z tego trzeba korzystać.

I naprawdę rozbawiło mnie stawianie znaku równości pomiędzy biciem dziecka a zabraniem kieszonkowego za złe zachowanie.

Tylko w takim razie po co te kary typu zabranie konsoli, zakaz gry, zakaz wyjścia na boisko czy nie dawanie orzez tydzień pieniędzy na chipsy.

Ano po to aby w sytuacji w której rozmowa nie działa,pokazać że wszystko ma swoje konsekwencje.

np gdy dziecko sie notorycznie spóźnia do szkoły, rozmowy nie działają,to konsekwencja tego będzie to że będzie osobiście do tej szkoły zawożone.
Jest akcja,jest reakcja.

ale nigdy,przenigdy bicie dziecka nie przyniesie nic dobrego , przyniesie tylko jeszcze większe problemy.

Błąd jest no założyłeś,  że jakaś netoda w końcu pomoże. Są dzieci, którym wystarczy rozmowa, czy zabranie przywilejów, czy osobiste odwiezienie do szkoły i narobienie wstydu orzed kolegami. Jeśli to zadziała, to bardzo dobrze. Tylko co, jeśli to nie działa, nigdy nie działali, można było gadać, prosić, odwozić, zabierać zabawki, a efekt żaden bo dziecko i tak zrobiło swoje ?
Co zrobisz, jak karzesz dziecku myć się i spać, albo odnieść po sobie talerzyk a ono mówi nie? Siła go nie zmusisz.

176

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Ale czyja to jest wina że rozmowa z dzieckiem nie działa?
Dziecka?
czy dorosłego,który najpierw zaniedbał kwestie wychowawcze,a gdy obudził sie z rekom w nocniku, to wpadł na "genialny pomysł" że trzeba to dziecko uderzyć.
My z żona nie doprowadziliśmy do takiego momentu, ze rozmowa czy zabranie przywilejów nie działa.
Wiec myślę ze do rodzicielstwa trzeba od samego początku podchodzić poważnie, bo to najważniejsza rola jaka może człowiekowi się przydarzyć.
I reagować na bieżąco, a nie udawać że problemów nie ma i płakać gdy wszystko pierdolnie.

I trzeba umieć stanąć w prawdzie i przed samym sobą się przyznać,że sie spierdoliło sprawę.
I zamiast stosować przemoc wobec dziecka,udać sie po specjalistyczną pomoc.

177

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:

Ale czyja to jest wina że rozmowa z dzieckiem nie działa?
Dziecka?
czy dorosłego,który najpierw zaniedbał kwestie wychowawcze,a gdy obudził sie z rekom w nocniku, to wpadł na "genialny pomysł" że trzeba to dziecko uderzyć.
My z żona nie doprowadziliśmy do takiego momentu, ze rozmowa czy zabranie przywilejów nie działa.
Wiec myślę ze do rodzicielstwa trzeba od samego początku podchodzić poważnie, bo to najważniejsza rola jaka może człowiekowi się przydarzyć.
I reagować na bieżąco, a nie udawać że problemów nie ma i płakać gdy wszystko pierdolnie.

I trzeba umieć stanąć w prawdzie i przed samym sobą się przyznać,że sie spierdoliło sprawę.
I zamiast stosować przemoc wobec dziecka,udać sie po specjalistyczną pomoc.

A moze tak jest bo te rozmowy nie zadziałały i było za miękkie wychowanie?
To jest teraz dość częste. Brak respektu do rodziców. Co dziwne, przy wujku,babci czy innych członkach rodziny, dziecko nie jest rozwydrzone i okazuje się, że umie się zachować.

178

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Ale czyja to jest wina że rozmowa z dzieckiem nie działa?
Dziecka?
czy dorosłego,który najpierw zaniedbał kwestie wychowawcze,a gdy obudził sie z rekom w nocniku, to wpadł na "genialny pomysł" że trzeba to dziecko uderzyć.
My z żona nie doprowadziliśmy do takiego momentu, ze rozmowa czy zabranie przywilejów nie działa.
Wiec myślę ze do rodzicielstwa trzeba od samego początku podchodzić poważnie, bo to najważniejsza rola jaka może człowiekowi się przydarzyć.
I reagować na bieżąco, a nie udawać że problemów nie ma i płakać gdy wszystko pierdolnie.

I trzeba umieć stanąć w prawdzie i przed samym sobą się przyznać,że sie spierdoliło sprawę.
I zamiast stosować przemoc wobec dziecka,udać sie po specjalistyczną pomoc.

A moze tak jest bo te rozmowy nie zadziałały i było za miękkie wychowanie?
To jest teraz dość częste. Brak respektu do rodziców. Co dziwne, przy wujku,babci czy innych członkach rodziny, dziecko nie jest rozwydrzone i okazuje się, że umie się zachować.

Ale czyja to jest wina?
Przecież nie dziecka,że rodzice uznali że dziecko będzie się wychowywać samo, a oni sa jako dekoracja.
Nie wystarczy dać jeść,ubrać i zapewnić dach and głowa aby nazywać sie rodzicami.
Jeżeli Rodzice uznali że bajki w tv/internet/czy znajomi wychowają ich dziecko lepiej,bo oni mają ważniejsze sprawy,no to zbierają to co zasiali.
wiec dlaczego to dziecko ma być bite?

179

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:
rossanka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Ale czyja to jest wina że rozmowa z dzieckiem nie działa?
Dziecka?
czy dorosłego,który najpierw zaniedbał kwestie wychowawcze,a gdy obudził sie z rekom w nocniku, to wpadł na "genialny pomysł" że trzeba to dziecko uderzyć.
My z żona nie doprowadziliśmy do takiego momentu, ze rozmowa czy zabranie przywilejów nie działa.
Wiec myślę ze do rodzicielstwa trzeba od samego początku podchodzić poważnie, bo to najważniejsza rola jaka może człowiekowi się przydarzyć.
I reagować na bieżąco, a nie udawać że problemów nie ma i płakać gdy wszystko pierdolnie.

I trzeba umieć stanąć w prawdzie i przed samym sobą się przyznać,że sie spierdoliło sprawę.
I zamiast stosować przemoc wobec dziecka,udać sie po specjalistyczną pomoc.

A moze tak jest bo te rozmowy nie zadziałały i było za miękkie wychowanie?
To jest teraz dość częste. Brak respektu do rodziców. Co dziwne, przy wujku,babci czy innych członkach rodziny, dziecko nie jest rozwydrzone i okazuje się, że umie się zachować.

Ale czyja to jest wina?
Przecież nie dziecka,że rodzice uznali że dziecko będzie się wychowywać samo, a oni sa jako dekoracja.
Nie wystarczy dać jeść,ubrać i zapewnić dach and głowa aby nazywać sie rodzicami.
Jeżeli Rodzice uznali że bajki w tv/internet/czy znajomi wychowają ich dziecko lepiej,bo oni mają ważniejsze sprawy,no to zbierają to co zasiali.
wiec dlaczego to dziecko ma być bite?

Nie o tym pisze.
Jak stosowali rozmowy, ale jak grochem o ścianę. Nie miałeś w rodzinie dzieci, którym można było tłumaczyć po sto razy a one i tak zrobiły po swojemu albo po kryjomu przed rodzicami? A nie było bicia tylko tłumaczenie, rozmowy i tak dalej?
A i tak byłypotem wagary, używki, a jako małe dzieci były nieznośne i uparte?

180

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Rossanka ja byłem bity,głodzony,przypalany papierosami czy kaleczony rozbitymi butelkami po alkoholu.
I jak myślisz,czy te "metody wychowawcze" w jakikolwiek sposób nakłoniły mnie do spełniania woli rodziców?
Czy dzięki nim zacząłem szanować rodziców? Czułem przed nimi respekt?
Gdy tylko zdałem maturę wyniosłem sie z domu i tyle ich widziałem. Dzis mam 36 lat i tych ludzi od tamtej pory na oczy nie widziałem,nie uważam ich za rodzinę,i nie dbam co sie z nimi stanie na starość.

Natomiast w mojej nowej rodzinie która stworzyłem i do której mnie przyjęto nigdy nie widziałem,a nie nie słyszałem żeby ktoś stosował przemoc,bo aktualny ja,od razu by na nia zareagował.
W gronie w którym aktualnie sie obracam owszem wystarcza tylko rozmowa/zabranie przywilejów.

181 Ostatnio edytowany przez polis (2022-11-08 21:58:03)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Myślę, że rossanka chce sprawdzić nasze umiejętności wychowawcze przez neta big_smile

Sama się przecież zachowuje w tym temacie jak to dziecko, które opisuje, któremu mówisz, tłumaczysz i jak grochem o ścianę.

182

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:

Rossanka ja byłem bity,głodzony,przypalany papierosami czy kaleczony rozbitymi butelkami po alkoholu.
I jak myślisz,czy te "metody wychowawcze" w jakikolwiek sposób nakłoniły mnie do spełniania woli rodziców?
Czy dzięki nim zacząłem szanować rodziców? Czułem przed nimi respekt?
Gdy tylko zdałem maturę wyniosłem sie z domu i tyle ich widziałem. Dzis mam 36 lat i tych ludzi od tamtej pory na oczy nie widziałem,nie uważam ich za rodzinę,i nie dbam co sie z nimi stanie na starość.

Natomiast w mojej nowej rodzinie która stworzyłem i do której mnie przyjęto nigdy nie widziałem,a nie nie słyszałem żeby ktoś stosował przemoc,bo aktualny ja,od razu by na nia zareagował.
W gronie w którym aktualnie sie obracam owszem wystarcza tylko rozmowa/zabranie przywilejów.

Mi nie o to chodzi, żeby stosować takie metody  no to są nie metody.
Tylko co jak rozmowa nic nie daje, możesz rozmawiać, prosić, wymagać,  tłumaczyć i nic? Bo są takie dzieci, a potem wyrastają takie nastolatki. Zwykle rozmowa,  tłumaczenie wystarczy, tylko ja piszę o skrajnych przypadkach, gdzie możesz sobie gadać a dziecko nic z tego nie robi i nadal albo nie chce się uczyć  albo woli oglądać bajki do północy zamiast iść spać, bo tak chce i go siłą nie zmusisz.
To się czasem zdarza, rodzice proszą, tłumaczą a dziecko ma ich gdzieś. Za to posłucha wujka czy ciotkę którzy mają stanowczą, ostrzejszy rękę i nie dadzą sobie wejść na głowę.


Przykro mi, że Cię to spotkało tym miłej słyszeć, że poukładałeś sobie życie.

183

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
polis napisał/a:

Myślę, że rossanka chce sprawdzić nasze umiejętności wychowawcze przez neta big_smile

Sama się przecież zachowuje w tym temacie jak to dziecko, które opisuje, któremu mówisz, tłumaczysz i jak grochem o ścianę.

I powiedz teraz jaką tym komentarzem wystawiasz dobie ocenę?

184

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:

(...) Tylko co jak rozmowa nic nie daje, możesz rozmawiać, prosić, wymagać,  tłumaczyć i nic? (...)

Jeśli rozmowa z dzieckiem dotąd przynosiła oczekiwane rezultaty, to pora na zorientowanie się, co się zmieniło.


(...) ja piszę o skrajnych przypadkach, gdzie możesz sobie gadać a dziecko nic z tego nie robi i nadal albo nie chce się uczyć  albo woli oglądać bajki do północy zamiast iść spać, bo tak chce i go siłą nie zmusisz. (...)

To najwyższy czas na spojrzenie na siebie, co ja robię, że dziecko mnie nie słucha. Podpowiedź: "gadanie" jest jedną z wielu barier skutecznie blokujących porozumienie (i dotyczy to nie tylko dzieci).


(...) rodzice proszą (...)

Prośba zakłada dwie odpowiedzi: 'tak lub 'nie'. Jeśli ktokolwiek oczekuje jedynie 'tak', to nie prosi, ale rozkazuje, a osoba, której rozkaz dotyczy ma odrzec "tak jest", trzasnąć kopytani i wykonać zadanie.


(...) rodzice proszą tłumaczą a dziecko ma ich gdzieś. Za to posłucha wujka czy ciotkę którzy mają stanowczą, ostrzejszy rękę i nie dadzą sobie wejść na głowę. (...)

A to w wychowaniu chodzi o to, by dziecko wykonywało polecenia? I znowu... przyjrzeć się sobie, temu,  co i w jaki sposób mówię do dziecka. Ostrzejsza ręka nie jest potrzebna, by dziecko nie "weszło dorosłemu na głowę".


Co sprzyja, oprócz tego co w postach wyżej napisałam, wychowaniu bez strachu i przemocy? Pozwoleniu dziecku na bycie samodzielnym (bo jeśli dzieci nie są spacyfikowane, to zwykle do samodzielności się rwą), zgoda na ponoszenie przez nich konsekwencji, także ich decyzji. Tak. Wiem. Napisałam to wszystko w olbrzymim skrócie.

185

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:
rossanka napisał/a:

A moze tak jest bo te rozmowy nie zadziałały i było za miękkie wychowanie?
To jest teraz dość częste. Brak respektu do rodziców. Co dziwne, przy wujku,babci czy innych członkach rodziny, dziecko nie jest rozwydrzone i okazuje się, że umie się zachować.

Ale czyja to jest wina?
Przecież nie dziecka,że rodzice uznali że dziecko będzie się wychowywać samo, a oni sa jako dekoracja.
Nie wystarczy dać jeść,ubrać i zapewnić dach and głowa aby nazywać sie rodzicami.
Jeżeli Rodzice uznali że bajki w tv/internet/czy znajomi wychowają ich dziecko lepiej,bo oni mają ważniejsze sprawy,no to zbierają to co zasiali.
wiec dlaczego to dziecko ma być bite?

Nie o tym pisze.
Jak stosowali rozmowy, ale jak grochem o ścianę. Nie miałeś w rodzinie dzieci, którym można było tłumaczyć po sto razy a one i tak zrobiły po swojemu albo po kryjomu przed rodzicami? A nie było bicia tylko tłumaczenie, rozmowy i tak dalej?
A i tak byłypotem wagary, używki, a jako małe dzieci były nieznośne i uparte?

Dwie rzeczy.
Możesz mówić do, a możesz rozmawiać z.
Jeżeli mówisz do i masz wyrąbane, bo powiedziałaś swoje, to efekt jest taki, że walisz grochem o ścianę.
Ale zawsze możesz rozmawiać z. I wtedy efekt jest zupełnie inny.
Dla mnie dziecko jest równorzędnym domownikiem i ma prawo mieć wpływ na niektóre rzeczy. I ma prawo podejmować decyzje w pewnym zakresie. Dzięki temu dziecko czuje, że ma wpływ na to, co się dzieje i czuje się bardziej komfortowo. Poza tym dalej uważam, że charakter dziecka jest wypadkową charakteru rodzica. Ja nie wierzę w teorie o z gruntu złych dzieciach. Dziecko przesiąka rodzicami od życia płodowego. Jak dziecko nie słucha i nie jest to bunt Xlatka, to rodzice po drodze zawalili.

186

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:

(...) Możesz mówić do, a możesz rozmawiać z. (...)

BINGO!
Krótkie zdanie mówiące wszystko o porozumieniu bądź jego braku.


Bardzo za nie dziękuję, proszę też o zgodę na przytaczanie go w różnych sytuacjach.
Kłaniam się nisko. smile

187

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Wielokropek napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

(...) Możesz mówić do, a możesz rozmawiać z. (...)

BINGO!
Krótkie zdanie mówiące wszystko o porozumieniu bądź jego braku.


Bardzo za nie dziękuję, proszę też o zgodę na przytaczanie go w różnych sytuacjach.
Kłaniam się nisko. smile

Ależ proszę bardzo, używaj ile chcesz big_smile

188

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Wielokropek napisał/a:
rossanka napisał/a:

(...) Tylko co jak rozmowa nic nie daje, możesz rozmawiać, prosić, wymagać,  tłumaczyć i nic? (...)

Jeśli rozmowa z dzieckiem dotąd przynosiła oczekiwane rezultaty, to pora na zorientowanie się, co się zmieniło.


(...) ja piszę o skrajnych przypadkach, gdzie możesz sobie gadać a dziecko nic z tego nie robi i nadal albo nie chce się uczyć  albo woli oglądać bajki do północy zamiast iść spać, bo tak chce i go siłą nie zmusisz. (...)

To najwyższy czas na spojrzenie na siebie, co ja robię, że dziecko mnie nie słucha. Podpowiedź: "gadanie" jest jedną z wielu barier skutecznie blokujących porozumienie (i dotyczy to nie tylko dzieci).


(...) rodzice proszą (...)

Prośba zakłada dwie odpowiedzi: 'tak lub 'nie'. Jeśli ktokolwiek oczekuje jedynie 'tak', to nie prosi, ale rozkazuje, a osoba, której rozkaz dotyczy ma odrzec "tak jest", trzasnąć kopytani i wykonać zadanie.


(...) rodzice proszą tłumaczą a dziecko ma ich gdzieś. Za to posłucha wujka czy ciotkę którzy mają stanowczą, ostrzejszy rękę i nie dadzą sobie wejść na głowę. (...)

A to w wychowaniu chodzi o to, by dziecko wykonywało polecenia? I znowu... przyjrzeć się sobie, temu,  co i w jaki sposób mówię do dziecka. Ostrzejsza ręka nie jest potrzebna, by dziecko nie "weszło dorosłemu na głowę".


Co sprzyja, oprócz tego co w postach wyżej napisałam, wychowaniu bez strachu i przemocy? Pozwoleniu dziecku na bycie samodzielnym (bo jeśli dzieci nie są spacyfikowane, to zwykle do samodzielności się rwą), zgoda na ponoszenie przez nich konsekwencji, także ich decyzji. Tak. Wiem. Napisałam to wszystko w olbrzymim skrócie.

Dziecko i tak wykonuje polecenia. Każesz mu wieczorem myć sie i spać i gasić swiatło a nie oglądać telewizję. Lazesz mu wynosić śmieci, sprzątnąć po sobie, posprzątać klatkę chomikowi, odrobić lekcje - oczywiście dostosowane to jest do wieku dziecka. Przy 2 latku robisz sama, 10,latek sam się już umyje, wyślesz go po ziemniaki i może umyć po sobie naczynia. I to Ty nim kierujesz, przypoinasz albo każesz coś zrobić, typu: idz i wynieś śmieci.

Czy w wychowaniu chodzi o to aby wykonywac polecenia? Patrząc na rodziny z dziecmi to tak. Jak napisłam wyżej, rodzic mówi Jasiu idz i wynieś śmieci (czy cokolwiek, jest już 22ga gas już swiatło i idz spac bo na 8mą do szkoły). I Jasiu się musi tutaj dostosować. Podobnie jak inne polecenia, typu wynieś po sobie naczynia, wrzucaj brudne ubrania do kosza na bieliznę, nie wychodz teraz z pokoju bo podłoga swieżo umyta, wróć o 19tej z podwórka do domu.
wszystko jak mówie do stosowane do wieku dziecka. Dziecko musi wykonywac te polecenia i rodzice to egzekwują. Choć czasem jest coężko, bo dziecko powie Ci nie będę wynosił śmieci, nie odniose brudnych naczyń a brudne ubrsnia rozrzuci na podłodze.

Pisze o rozmowach, które właśnie nie przynoszą rezultatów sa dzieci, które nic sobie nie robią z pogadanek.
sa rózne charaktery u dorosłych i dzieci.
Sa dzieci bardziej otwarte i zamknięte, melancholijne albo przeciwnie, bardzo wesołe, bardziej usłuchane i te niepokorne, wrażliwe i szorstkie, sa też po prostu wredne i złośliwe, kótre ciesza się jak moga komuś cos zabrac, zepsuć, doprowadzić do łez, i takie, które znęcają się na d kolegami, wyszydzają, wyśmiejwają dla swojej satysfakcji.

189

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Ale czyja to jest wina?
Przecież nie dziecka,że rodzice uznali że dziecko będzie się wychowywać samo, a oni sa jako dekoracja.
Nie wystarczy dać jeść,ubrać i zapewnić dach and głowa aby nazywać sie rodzicami.
Jeżeli Rodzice uznali że bajki w tv/internet/czy znajomi wychowają ich dziecko lepiej,bo oni mają ważniejsze sprawy,no to zbierają to co zasiali.
wiec dlaczego to dziecko ma być bite?

Nie o tym pisze.
Jak stosowali rozmowy, ale jak grochem o ścianę. Nie miałeś w rodzinie dzieci, którym można było tłumaczyć po sto razy a one i tak zrobiły po swojemu albo po kryjomu przed rodzicami? A nie było bicia tylko tłumaczenie, rozmowy i tak dalej?
A i tak byłypotem wagary, używki, a jako małe dzieci były nieznośne i uparte?

Dwie rzeczy.
Możesz mówić do, a możesz rozmawiać z.
Jeżeli mówisz do i masz wyrąbane, bo powiedziałaś swoje, to efekt jest taki, że walisz grochem o ścianę.
Ale zawsze możesz rozmawiać z. I wtedy efekt jest zupełnie inny.
Dla mnie dziecko jest równorzędnym domownikiem i ma prawo mieć wpływ na niektóre rzeczy. I ma prawo podejmować decyzje w pewnym zakresie. Dzięki temu dziecko czuje, że ma wpływ na to, co się dzieje i czuje się bardziej komfortowo. Poza tym dalej uważam, że charakter dziecka jest wypadkową charakteru rodzica. Ja nie wierzę w teorie o z gruntu złych dzieciach. Dziecko przesiąka rodzicami od życia płodowego. Jak dziecko nie słucha i nie jest to bunt Xlatka, to rodzice po drodze zawalili.

Są złe dzieci. I wystarczy, ze trafią na miękkich rodziców. Dlaczego tak jest, ze dziecko przy rodzicach jest rozwydrzone, a przy obcych spokojne? Albo nastolatki - z tymi jest już zupełnie ciekawie, Czasami rodziców mają za nic, za słabeuszy, nieudaczników, bo akutrat rodzice maja łagodniejsze, mniej stanowcze i mocne charaktery a dziecko im się trafi twarde, cwane i krnąbrne - i do takich paradoksalnie czesto może przemówić ktoś z zewnątrz i to całkiem stanowczy i ostry, a u kogo nastolatek odnajdzie autorytet. Co dziwne, nie obrazi się za ostrzejsze traktowanie czy dosadne słowa, ale bedzie miał do niego coś na kształt szacunku, będzie się liczył z jego zdaniem i jego opinie staną się dla niego ważne.

Przykład w szkole - jak nauczyciel był miękki, dzieci i młodzież momentalnie go wyczuły. I szacunku i posłuchu miał zero. Nie chodzi o wrzaski, bo ktoś może wrzeszczeć na uczniów, a oni i tak wyczują, że on jest miękki i eż nie będa mieli do niego szacunku. Chodzi o twardsza postawę i nie danie sobie wejśc na głowę. Niestety, nie jestem za tym, aby w szkołach nauczyciele i uczniowie byli sobie równi. Nauczyciel musi tu rządzić, to nie jest ich kolega. Z resztą u nas nie bardzo sobie to wyobrażam. Nauczyciel sprawdza prace domową a uczeń mówi: Waldek, nie odrobiłem, bo zapomniałem, wez mi nie wstawiaj jedynki.

190

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie o tym pisze.
Jak stosowali rozmowy, ale jak grochem o ścianę. Nie miałeś w rodzinie dzieci, którym można było tłumaczyć po sto razy a one i tak zrobiły po swojemu albo po kryjomu przed rodzicami? A nie było bicia tylko tłumaczenie, rozmowy i tak dalej?
A i tak byłypotem wagary, używki, a jako małe dzieci były nieznośne i uparte?

Dwie rzeczy.
Możesz mówić do, a możesz rozmawiać z.
Jeżeli mówisz do i masz wyrąbane, bo powiedziałaś swoje, to efekt jest taki, że walisz grochem o ścianę.
Ale zawsze możesz rozmawiać z. I wtedy efekt jest zupełnie inny.
Dla mnie dziecko jest równorzędnym domownikiem i ma prawo mieć wpływ na niektóre rzeczy. I ma prawo podejmować decyzje w pewnym zakresie. Dzięki temu dziecko czuje, że ma wpływ na to, co się dzieje i czuje się bardziej komfortowo. Poza tym dalej uważam, że charakter dziecka jest wypadkową charakteru rodzica. Ja nie wierzę w teorie o z gruntu złych dzieciach. Dziecko przesiąka rodzicami od życia płodowego. Jak dziecko nie słucha i nie jest to bunt Xlatka, to rodzice po drodze zawalili.

Są złe dzieci. I wystarczy, ze trafią na miękkich rodziców. Dlaczego tak jest, ze dziecko przy rodzicach jest rozwydrzone, a przy obcych spokojne? Albo nastolatki - z tymi jest już zupełnie ciekawie, Czasami rodziców mają za nic, za słabeuszy, nieudaczników, bo akutrat rodzice maja łagodniejsze, mniej stanowcze i mocne charaktery a dziecko im się trafi twarde, cwane i krnąbrne - i do takich paradoksalnie czesto może przemówić ktoś z zewnątrz i to całkiem stanowczy i ostry, a u kogo nastolatek odnajdzie autorytet. Co dziwne, nie obrazi się za ostrzejsze traktowanie czy dosadne słowa, ale bedzie miał do niego coś na kształt szacunku, będzie się liczył z jego zdaniem i jego opinie staną się dla niego ważne.

Przykład w szkole - jak nauczyciel był miękki, dzieci i młodzież momentalnie go wyczuły. I szacunku i posłuchu miał zero. Nie chodzi o wrzaski, bo ktoś może wrzeszczeć na uczniów, a oni i tak wyczują, że on jest miękki i eż nie będa mieli do niego szacunku. Chodzi o twardsza postawę i nie danie sobie wejśc na głowę. Niestety, nie jestem za tym, aby w szkołach nauczyciele i uczniowie byli sobie równi. Nauczyciel musi tu rządzić, to nie jest ich kolega. Z resztą u nas nie bardzo sobie to wyobrażam. Nauczyciel sprawdza prace domową a uczeń mówi: Waldek, nie odrobiłem, bo zapomniałem, wez mi nie wstawiaj jedynki.

Nie Ross. Twarde, cwane i krnąbrne dziecko jest efektem tego, co miało w domu przez poprzednie lata.

Strasznie smutne to Twoje wyobrażenie rodziny.

I znowu - nikt nawet nie proponował, żeby uczniowie nauczycielom byli równi albo mówili po imieniu.

191

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Tak uciekając od tematu, a propos mówienia po imieniu.

Tez zauważacie ze nastała jakaś moda aby mówić rodzicom po imieniu?
Zdarza mi sie syna ze szkoły odbierać jak skończy szybciej,i na parkingu słyszę jak sporo dzieciaków (szkoła podstawowa) mówi do rodzica po imieniu, szczytem był tekst "no Mariola trochę sie spóźniłaś" aż mi włosy stanęły dęba że tak można sie odezwać do mamy.

192

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Szeptuch napisał/a:

Tak uciekając od tematu, a propos mówienia po imieniu.

Tez zauważacie ze nastała jakaś moda aby mówić rodzicom po imieniu?
Zdarza mi sie syna ze szkoły odbierać jak skończy szybciej,i na parkingu słyszę jak sporo dzieciaków (szkoła podstawowa) mówi do rodzica po imieniu, szczytem był tekst "no Mariola trochę sie spóźniłaś" aż mi włosy stanęły dęba że tak można sie odezwać do mamy.

To nie od dzisiaj, mam rówieśniczki, które tak robią.
Mnie lotto, jak inni decydują, sama bym na to nie poszła.

193

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom
Lady Loka napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Tak uciekając od tematu, a propos mówienia po imieniu.

Tez zauważacie ze nastała jakaś moda aby mówić rodzicom po imieniu?
Zdarza mi sie syna ze szkoły odbierać jak skończy szybciej,i na parkingu słyszę jak sporo dzieciaków (szkoła podstawowa) mówi do rodzica po imieniu, szczytem był tekst "no Mariola trochę sie spóźniłaś" aż mi włosy stanęły dęba że tak można sie odezwać do mamy.

To nie od dzisiaj, mam rówieśniczki, które tak robią.
Mnie lotto, jak inni decydują, sama bym na to nie poszła.

Masz racje,ich sprawa.
Gdy dziecko jest dorosłe to jeszcze jeszcze,choć ja bym tez na to nie poszedł.
Ale scena gdzie dziecko w wieku 11 lat w ten sposób zwraca sie do rodzica, dla mnie dziwne,wręcz szokujące.
Ale może dlatego że ja jestem konserwą.

194 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2022-11-09 08:16:44)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Rossanko,
wychowanie ma wiele twarzy. Można, jak proponujesz, oprzeć je na wydawaniu poleceń, na zakazach i nakazach, można też za jego podstawę uznać bliskość i wtedy to ona będzie drogowskazem do traktowania dziecka. Bycie blisko z dzieckiem nie oznacza braku granic, nie oznacza zamiany ról przez rodziców i dzieci, oparte jest na wzajemnym szacunku (a dość szybko dziecko uczy się na czym ów szacunek polega, bo źródłem - wbrew myśleniu niektórych - nie jest strach, a metodą do jego zbudowania - podporządkowanie), na podążaniu za potrzebami (rzeczywistymi, nie zaś wymyślonymi przez rodziców) dziecka, itd, itd.. Na ten temat mnóstwo mądrych, doświadczonych, kompetentnych osób napisało książki; gdyby chcieć przytoczyć choć część tego dorobku, lista i tak byłaby olbrzymia, wymienię zatem tylko dwie:
1. Marshall Rosenberg, Porozumienie bez przemocy
2. Michel Gazal, Zjedz zupkę i bądź cicho.


Można wydawać polecenie i egzekwować ich wykonanie, można - co z pozoru jest trudniejsze - uczyć dziecko współpracy, samodzielności, odpowiedzialności, podejmowania decyzji i ponoszenie ich konsekwencji. Jak to zrobić? Przez objaśnianie dziecku świata, pokazywania różnych rozwiązań i konsekwencji każdego z nich. Wyżej napisałaś, że rodzic wydaje polecenie umycia się, a niektóre dzieci (te niewytresowane i nieulegające naciskom i manipulacji) ich nie wykonują. Można inaczej. Można powiedzieć dziecku o tym, jakie są skutki umycia się, a jakie braku higieny i... dziecku pozostawić decyzję. Gdy raz, drugi, trzeci przekona się, że (w przypadku mniejszych dzieci) pupa po zsikaniu się i jej nieumyciu, szczypie, albo usłyszy (w przypadku starszych) od kolegów, że śmierdzi i wszyscy się od niego odsuwają, to - zapewniam Cię - problemy z nakłanianiem do mycia znikną.

Anthony de Mello napisał/a:

Pewien człowiek zaczął dawać swemu dobermanowi duże dawki tranu, ponieważ powiedziano mu, że jest on dobry dla psów.
Codziennie trzymał głowę protestującego psa między kolanami, otwierał mu na siłę szczęki i wlewał płyn do gardła.
Pewnego dnia pies wyrwał się i rozlał tran na podłogę.
Potem, ku wielkiemu zaskoczeniu mężczyzny, powrócił, żeby wylizać łyżkę.
Wtedy to człowiek odkrył, że pies nie protestował przeciwko tranowi, lecz metodzie jego aplikowania.


Napisałaś o pogadankach, nazywam je kazaniami i wiem, że ich prawienie przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Owe pogadanki nie są rozmową. Rozmowa polega na dialogu, a jego podstawą jest... słuchanie i słyszenie tego, co druga osoba (także dziecko) mówi. Konia z rzędem temu, kto owe pogadanki lubi, kto ich słucha (a nie udaje, że to robi). Zwykle ludzie (nie tylko dzieci, choć one najbardziej), dopóty się ich psychicznie nie ubezwłasnowolni i nie oduczy myślenia, chcą wiedzieć dlaczego mają coś zrobić, i odpowiedzią, która ich satysfakcjonuje nie jest np.: "Bo tak", "Bo jestem starszy", "Bo wiem lepiej", it.p. Zapamiętaniu pomaga zrozumienie, ono ułatwia oddzielenie ziarna od plew i... podjęcie decyzji. Chyba, że celem jest ulepienie człowieka podporządkowanego, miałkiego, który siebie samego nie szanuje i prawa innych (zawsze) przedkłada nad swoje (nazywam ich "przepraszającymi za to, że żyją").


rossanka napisał/a:

(...) Dlaczego tak jest, ze dziecko przy rodzicach jest rozwydrzone, a przy obcych spokojne? (...)

Czasem takie zachowanie dzieci jest wynikiem błędów popełnionych przez rodziców, czasem efektem badania granic przez dziecko, czasem efektem tego, że przy rodzicach dziecko czuje się bezpiecznie i odreagowuje to, co przeżył. Bez poznania konkretnego dziecka, rodziców i sytuacji nie można odpowiedzialnie udzielić odpowiedzi na pytanie "dlaczego tak jest...?". A i słowa są różnie rozumiane przez różne osoby, także "rozwydrzenie" dla wielu osób może nieść zupełnie różne zachowania. Nie zapomnę pewnego pana, który w trakcie pogawędki powiedział, że jego dziecko ma olbrzymi bałagan w swym pokoju, gdy dopytałam o ten bałagan, usłyszałam, że szkolne książki są ustawione (bo, co sam przyznał, są ustawione) niezgodnie z ustalonym przez niego schematem.


I jeszcze o przemocy

L. R. Knost napisał/a:

Jeśli jesteś dorosłym, który wierzy, że dzieci należy bić, gdy nie spełniają oczekiwań dorosłych, to zdecydowanie nie wyrosłeś na porządnego człowieka, mój przyjacielu. Wyrosłeś na skrzywdzonego człowieka, ponieważ to właśnie skrzywdzeni ludzie krzywdzą ludzi. Klaps nie jest wychowaniem. Klaps jest krzywdzeniem. Kropka.

Andrzej Wiśniewski napisał/a:

Przemoc nie polega tylko na tym, że się ludzie tylko tłuką, biją…
Przemoc istnieje także na poziomie bardzo subtelnych zachowań, kiedy nie pozwalamy naszemu partnerowi zaistnieć, wtłaczamy go w klatkę naszych wyobrażeń, oczekiwań i trzymamy go tam przy użyciu całego arsenału różnych fochów, pragnień, kontroli, krytyki, odmawiania mu poczucia wartości, itd.




A co do mówienia przez dzieci do rodziców/osób starszych po imieniu. Ani mnie to szokuje, ani dziwi. Ważne, by zgoda na skrócenie dystansu (ale też uproszczenie dogadywania się) była wynikiem własnych przemyśleń, nie zaś jedynie efektem mody i silenia się na "bycie równym gościem". Zapewniam też, że można szanować kogoś, do kogo mówi się po imieniu i nie szanować kogoś, do kogo zwraca się wymieniając wszelkie jego tytuły naukowe lub 'tato/mamo'.



Dziękuję za uwagę. smile

195 Ostatnio edytowany przez ulle (2022-11-09 09:39:32)

Odp: Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Sytuacja absurdalna, czyli jak powiedzieć dziecku, by poszło się umyć bez używania trybu rozkazującego, nakazującego.
- Jasiu, zbliża się pora pójścia do łóżka, bo jak widzisz za okienkiem jest już ciemno, więc co musisz teraz zrobić?  - sugeruje mama, najdelikatniej jak tylko potrafi, żeby broń Boże nie urazić małego człowieka wydając mu polecenie pójścia do łazienki.

- no i co z tego? Nie pójdę do łazienki, bo jestem zajęty - odpowiada Jaś

- tak Jasiu, alez ja szanuje Twoja prywatność i rozumiem, że realizujesz teraz potrzebę grania, jednak są czynności, które teraz powinny być dla ciebie nsjwazniejsze- mama nie poddaje się.

- dobra mamo, zaraz

- rozumiem, że potrzebujesz jeszcze chwili dla siebie i niczego ci nie narzucam, ale robi się coraz pozniej- mama nie ustępuje

- mamo, już dawno bym skończył gdybyś nie brzeczala mi nad uchem

- Jasiu, proponuje więc, żebyśmy teraz usiedli, ponieważ jeśli się oczywiście na to zgodzisz porozmawiamy teraz o zaletach grania i dbania o higienę osobistą - nieśmiało odzywa się mama.

- o matko święta, zaczęło się. Znowu będzie wykład - Jaś jest już mocno podkurzony i zakłada słuchawki na uszy.

Mama poddaje się i bezradnie idzie do drugiego pokoju, do męża, by poradzić się go i prosić o wsparcie, oczywiście jeśli mąż wyrazi zgodę.

- przepraszam, że ci przeszkadzam, ale mam do ciebie prośbę.

Itd, itd

Serio?
Tak ma wyglądać dzisiejsze, rozumiem że nowoczesne, wychowanie?
Dla mnie to jest chore.

Posty [ 131 do 195 z 283 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zniszczyłam życie sobie i dzieciom

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026