Widzę, że wiele osób tutaj krytykuje tę dziewczynę, że nieźle się ustawiła, itd., np:
wieka napisał/a:Ona nie ma zamiaru nic zmieniać, wiek tu nie ma nic do rzeczy, wygodnie dla siebie się "ulokowała", bo drugiego takiego jak Ty nie znajdzie, a jak już to takiego co nie będzie mu przeszkadzał bałagan czy brak obiadu.
Moim zdaniem to raczej autor nieźle się ustawił. Mieszkają u niego, ale wszystkie rachunki płacą na pół (gdyby mieszkał sam to by płacił całość, bo przecież nie wziąłby sobie obcej osoby do mieszkania żeby parę stówek oszczędzić, nie ten wiek), wszystkie wyjścia płacą na pół, generalnie rozliczają się jak współlokatorzy a nie para, seks pewnie jest i jakość też pewnie ok, bo jakby było inaczej to autor by o tym wspomniał. No jeszcze jakby gotowała i sprzątała to byłby full serwis 
Odniosę się najpierw do sytuacji z lutego, gdy pracowała. Autor pisał:
takiJa1988 napisał/a:Sprawa wygląda tak ,że gdy ona ma wolne bądź np zaczyna pracę na 14 prawie nigdy nie wyrabia się z ugotowaniem obiadu czy też zrobieniem jakiś grubszych porządków. Ja natomiast byłem przyzwyczajony w domu do standardu typu: kto pierwszy wraca z pracy przygotowuje obiad/rozpoczyna przygotowanie.
...
Ja już zalożyłem sobie tak ze chyba po prostu nie bede na nią patrzył tylko będe sprzątał sam i gotował też jak zajdzie potrzeba. Może zrobi się jej w końcu głupio, że ona do 14 siedziala w domu a ja po pracy odwalam za nią robotę.
Z Twojego podejścia i jej ówczesnej pracy zmianowej wynikałoby, że ona musiałaby gotować i sprzątać non stop. No bo albo siedzi w domu do 14 i "nic nie robi" (gdy ma zmianę 14-22) albo wraca wcześniej z pracy niż Ty (pracuje 6-14, Ty pewnie do 17). Co to w ogóle za tekst że "ona do 14 siedziala w domu a ja po pracy odwalam za nią robotę."? Dlaczego ona niby miałaby PRZED PRACĄ odwalać za Ciebie robotę, żebyś Ty po pracy mógł leżeć i pachnieć? Napisałeś: "gdy ona (...) zaczyna pracę na 14 prawie nigdy nie wyrabia się z ugotowaniem obiadu czy też zrobieniem jakiś grubszych porządków." Czyli wychodzi na to, że to Ty dnia poprzedniego, gdy wróciłeś z pracy o tej 17-18 (a ona była w pracy do 22) nie wyrobiłeś się ze zrobieniem jakichś grubszych porządków, zostawiłeś jej syf i oczekiwałeś, że ona ten syf ogarnie rano. To co robiłeś przez te 4 godziny od 18 do 22?
Widzimy tylko perspektywę autora. Nie zdziwiłabym się, gdyby ta dziewczyna przez pierwszy miesiąc czy dwa wspólnego mieszkania sama ogarniała chatę, a autor tego kompletnie nie doceniał i nie widział i w końcu ona powiedziała dość. I wtedy autor zauważył ten syf wokół i brak obiadu.
I teraz komentarz do sytuacji po utracie przez nią pracy:
Dla mnie ten wasz związek jest dziwny. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że partner nagle traci pracę, a ja wymagam, by ze swoich oszczędności na czarną godzinę partycypował w wydatkach. Naturalnym byłoby dla mnie powiedzieć: słuchaj, rozumiem że jest ci ciężko po utracie pracy, zwłaszcza psychicznie, więc na razie ja będę opłacać rachunki, nie chcę dokładać ci zmartwień. Jak znajdziesz nową pracę to wtedy wrócimy do wcześniejszych ustaleń." Uderzył mnie również tekst, gdy ona powiedziała do koleżanki przez telefon, że jest strasznie głodna, a Ty na to, że Tobie to lotto, bo Ty jadłeś wcześniej w pracy. Serio Ci lotto, że partnerka jest głodna? Ja bym zapytała: "przypadkiem usłyszałem waszą rozmowę, jesteś głodna? Dlaczego nic sobie nie ugotujesz /przygotujesz? Wszystko w porządku? Powiedz mi, jak Ty się czujesz z tą sytuacją, mogę Ci jakoś pomóc? Jeśli potrzebujesz się wygadać, z czymś sobie nie radzisz to jestem tutaj żeby Cię wysłuchać i pomóc." Może ona wpadła w jakąś depresję/ poczucie bezsensu życia po tej utracie pracy? Może jest nieszczęśliwa i robi tylko absolutne minimum, bo na więcej nie ma siły? Wcale bym się nie zdziwiła. Wcześniej miała pracę zmianową, która strasznie rozregulowuje rytm dnia i samopoczucie, a teraz w ogóle nie ma pracy, więc straciła poczucie bezpieczeństwa, na dodatek przejada oszczędności. I jeszcze mieszka "u Ciebie", co lubisz podkreślać. A teraz jeszcze bardziej oczekujesz od niej, by ogarniała sprzątanie i gotowanie za was dwoje, no bo przecież "siedzi w domu i nic nie robi". Niejedna osoba wpadłaby w depresję.