Cześć, od pewnego czasu w wyniku obserwacji wśród rodziny, znajomych i otoczenia zacząłem dochodzić do wniosku że ludzie po pewnym wieku przestają mieć już czas na własne życie tj. czas dla samego siebie na budowane relacji, znajomości itp. i chciałbym zapytać czy też tak uważacie, czy tylko moje środowisko jest takie... dziwne?
Wydaje się, że najlepszy wiek na zawieranie związków i znajomości to okres szkolny i czas studiów, a jeśli w tym okresie się nie uda stworzyć związku, to później jest już tylko trudziej. Pisałem i rozmawiałem z wieloma dziewczynami i chyba każda miała dzień wypełniony od rana do wieczora. Rano praca/studia, a później praca po pracy, dorabianie itp. Ja nie mam nic przeciwko pracy, też pracuje, często długo, ale zawsze staram się utrzymywać balans pomiędzy czasem na prace i życiem poza pracą na rozwój zainteresowań, czy zwykłe obijanie się i sprawiania sobie przyjemności wydając zarobione pieniądze. Mam wrażenie że jeśli w wieku ok. 27 lat już nie mieszka się ze sobą to nie ma czasu się spotkać, przez co też nie da się rozwinąć znajomości, bo ile można pisać ze sobą? Nie ma to jak spotkanie w 4 oczy i rzeczywista rozmowa. Może to cecha małych miast?
Niektóre są zajęte, że przez cały tydzień nie mają czasu odpisać, a w weekend nie mają czasu na spotkanie, czy nawet dłużej popisać, bo nadrabiają to na co nie miały czasu przez tydzień
. No ale to już raczej jednoznaczna oznaku braku zainteresowania i raczej odpisanie z grzeczności, bądz z nudów niż faktyczna chęc kontynuacji znajomości.
Podobne tematy
Wiesz co, jak ktoś chce to znajdzie czas, naprawdę. Nawet przy pracy, studiowaniu jednocześnie ![]()
Ja obserwuje istotnie że po okresie szkolno-studenckim ilość i łatwość zawieranych znajomości spada. Ale wcale nie wiem czy to przez brak czasu.
4 2022-02-08 23:39:28 Ostatnio edytowany przez Istotka6 (2022-02-08 23:40:17)
Ja obserwuje istotnie że po okresie szkolno-studenckim ilość i łatwość zawieranych znajomości spada. Ale wcale nie wiem czy to przez brak czasu.
Bo mniej możliwości do poznania ludzi, zaczyna się liczyć też bardziej na jakość znajomości a nie ilość.
W momencie edukacji mamy wiele ludzi do poznania, później obszar się zmniejsza kiedy do dyspozycji zwykle mamy zamknięte koło w pracy, czy też ewentualnie znajomi znajomych.
Bym doszukiwała też potrzebe większej integracji na etapie edukacji niż w życiu późniejszym. Chyba też stajemy się bardziej rozważni w dobieraniu znajomych. Trochę też odnoszę wrażenie, że bogatsi o doświadczenia, podchodzimy z większym dystansem do napotkanych znajomości.
Cześć, od pewnego czasu w wyniku obserwacji wśród rodziny, znajomych i otoczenia zacząłem dochodzić do wniosku że ludzie po pewnym wieku przestają mieć już czas na własne życie tj. czas dla samego siebie na budowane relacji, znajomości itp. i chciałbym zapytać czy też tak uważacie, czy tylko moje środowisko jest takie... dziwne?
Wydaje się, że najlepszy wiek na zawieranie związków i znajomości to okres szkolny i czas studiów, a jeśli w tym okresie się nie uda stworzyć związku, to później jest już tylko trudziej. .
Coś w tym jest. Im starszy wiek, tym więcej obowiązków, mniej czasu, sporo znajomych się wykrusza, trudniej poznać nowych.
Kolejna osoba która ma 27 lat a wypowiada się jakby się miała zaraz do grobu kłaść.
To chyba to pokolenie z czy jakie tam inne, ze wszyscy są zajęci sobą i nie maja czasu dla innych.
Ludzi można poznać wszędzie, wystarcza chęci, serio. Wiadomo ze ludzie łącza się w pary, dzieci i maja mniej czasu ale na tej planecie jest wiele osób które tego nie robią i maja podobne zainteresowania i potrafią się spotykać.
Każdy wiek jest dobry na zawieranie znajomości, a nie tylko szkoły czy studia, jak przestaniesz się ograniczać zauważysz ze ludzie maja podobne problemy do twoich i może w końcu ich zapoznasz i będziecie mogli wyskoczyć razem na jakieś piwko wieczorem.
7 2022-02-09 09:45:55 Ostatnio edytowany przez Legat (2022-02-09 09:46:21)
Ludzi można poznać wszędzie, wystarcza chęci, serio.
Oczywiście tutaj kobietom jest dużo łatwiej.
Zdaje się Autor ogranicza się jedynie, do internetowego zabawiacza i tak jest traktowany. Gdy jest ciężko, gdy jest źle, można sobie z nim pogadać, rozweseli, czas z nim miło zleci. Gdy zły stan lub nuda przechodzi, odkłada się go do szuflady.
Hm. Jak zaczynałam spotykać się z obecnym partnerem to pracowałam w dwóch różnych miejscach (łącznie wychodziło zazwyczaj ok. 250 h) oddalonych od siebie w dodatku o 50 km, a do tego studiowałam zaocznie (na szczęście większość mogłam zrobić e-learningowo) i dziwnym trafem czas na spotkanie zawsze się znalazł.
Moim zdaniem to nie kwestia czasu, tylko zainteresowania. I to zainteresowanie musi pojawić się wcześniej, bo wiadomo, że dla randoma z internetu czy gościa, którego ledwo znałam, nie stawałabym na głowie i wybrałabym raczej spanko i święty spokój niż spotkanie. Więc wg mnie problem raczej leży w tym, że przy większej liczbie obowiązków niekoniecznie się marzy o przypadkowych randkach, a gdy obowiązków mało, to i z nudów można było z kimś wyskoczyć. Jak masz, powiedzmy, tylko dwie godziny wolne, to wybierzesz raczej sprawdzonych przyjaciół, pasję, relaks, cokolwiek "pewnego", a nie poznawanie nowego faceta, co może okazać się stratą - tego tak cennego - czasu. Ale jak już się facet stanie interesujący, to i czas przestanie być problemem. ![]()
9 2022-02-09 11:09:53 Ostatnio edytowany przez jjbp (2022-02-09 11:12:35)
jjbp napisał/a:Ja obserwuje istotnie że po okresie szkolno-studenckim ilość i łatwość zawieranych znajomości spada. Ale wcale nie wiem czy to przez brak czasu.
Bo mniej możliwości do poznania ludzi, zaczyna się liczyć też bardziej na jakość znajomości a nie ilość.
W momencie edukacji mamy wiele ludzi do poznania, później obszar się zmniejsza kiedy do dyspozycji zwykle mamy zamknięte koło w pracy, czy też ewentualnie znajomi znajomych.
Bym doszukiwała też potrzebe większej integracji na etapie edukacji niż w życiu późniejszym. Chyba też stajemy się bardziej rozważni w dobieraniu znajomych. Trochę też odnoszę wrażenie, że bogatsi o doświadczenia, podchodzimy z większym dystansem do napotkanych znajomości.
Od siebie dodam jeszcze że do okresu studenckiego każdy jest na podobnym etapie życiowym: brak wielkich zobowiązań, nauka, jakieś dorywcze prace. A potem to już się bardzo rozjeżdża, ilość ścieżek którymi ludzie idą i tempo rozwoju jest bardziej różnorodne
Kwestia priorytetów. Dla każdego doba ma 24h… Też studiuję i pracuję, ale znajduję czas dla chłopaka, żeby gdzieś wyjść albo przynajmniej porozmawiać przez telefon. Zamykam się w jednym pokoju na HO, w międzyczasie odkurza roomba, przywożą lunch, a potem szybko się przebieram i wychodzę na randkę. Tylko stały kontakt buduje więź, jak komuś nie zależy to odpuszcza i się zasłania brakiem czasu imho.