netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jestem kochanką - cierpię

158 odpowiedzi19 569 wyświetleńzałożony przez Tiw07, 29.07.2021

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jestem kochanką - cierpię

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 159 z 159 ]

131

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Szukałby innej? Może. A może z jego strony to niechęć do szukania, skoro może wrócić do tego co było.
Czyny. Nie słowa.



Na czym bazować?
Na sobie.
Na budowanym/odbudowanym poczuciu własnej wartości i ważności (dla siebie).
Na własnej godności i szacunku do siebie samej.
Na decyzji, by nie karmić się trucizną i/lub erzacami.
Na świadomości siebie i swoich potrzeb i zaspokajaniu ich w korzystny dla siebie sposób.

132

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Ja chwytam się tego bo tak bardzo pragnę być kochana.  Po kilku nieudanych związkach odpusciłam i byłam 3 lata sama. Ja mam już tyle lat, ja nie potrafię już oszukiwać wszystkich , że jest mi dobrze. Tym bardziej,  że moi rodzice , mimo że jestem 12 lat po rozwodzie twierdzą,  że wobec Boga jestem żoną.
Nadeszło apogeum mojej samotności,  pojawił się On.
Dalszy przebieg wydarzeń znacie.

133

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Czyny nie słowa.

Czyli co on ma zrobić,  byście uwierzyli w jego miłość do mnie??

134

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Czyny nie słowa.

Czyli co on ma zrobić,  byście uwierzyli w jego miłość do mnie??

Uwierzyć w miłość kogoś kto oszukuję żonę, dzieci, Ciebie też?
Gdyby jego intencje były szczere to najpierw by się rozstał, a potem mieszał Tobie w głowie. Raczej nie liczy się z Twoimi uczuciami, raczej liczy, że będziesz w tym układzie trwać, a jemu jest tak wygodnie.

135

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Czyny nie słowa.

Czyli co on ma zrobić,  byście uwierzyli w jego miłość do mnie??

Napiszę wprost - moim zdaniem bawisz się z nami.

136

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Czyny nie słowa.

Czyli co on ma zrobić,  byście uwierzyli w jego miłość do mnie??

Ty tak serio?
Wyjścia są dwa: albo odpowiada Ci rola kochanki, albo - co od jakiegoś czasu podejrzewam - historia Twa wzięta jest z sufitu.
Jeśli historia jest prawdziwą, to coraz bardziej Ci współczuję; jeśli jest zmyślona, też Ci współczuję.


Oooo! Olinko, właśnie. smile
Melodramat na tle osnuty.

137

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Nadeszło apogeum mojej samotności,  pojawił się On.
Dalszy przebieg wydarzeń znacie.

No to faktycznie wybawiciel .... Tym bardziej , że Ty i tak jestes sama a dodatkowo masz jego żonę i dzieci na karku( bo na sumieniu raczej nie).
Albo się ogarniesz albo się niw ogarniesz. Przecież to Twoje życie. Z pewnością w tym zyciu nie raz zaplaczesz u jego boku. A przeciez to nie tak powinno wygladac.

138 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-07 20:48:26)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Czyny nie słowa.

Czyli co on ma zrobić,  byście uwierzyli w jego miłość do mnie??

Jeżeli to wsio prawda ,to jakby Ciebie darzył miłością i kochał to by  Ciebie nie zniewalał nawet za Twoją zgodą i na Twoje prośby.Nie zasłaniał Ci świata i światła sobą i swoimi chciejstwami ,brakami swoimi kłamstwami wikłając Ciebie w nie.
To co jest w tej waszej miłości to życie na 1/8 gwizdka w półmroku,z mnóstwem ograniczeń,warunków i zabezpieczaniem się niejawnością na setki sposobów ,to klatka dla Ciebie pudełeczko szuflada w której za wszelką cenę chcesz widzieć przestrzeń a tam jest ciemno a nie przestrzennie ,jest za ciasno ,nic tam nie wyrośnie ,bo za mało świtała.
Zadowalasz się mrokiem i ochłapem ,szczęściem na 1/8 z doskoku na szybki numer,za słowa które nic nie znaczą bo żadne działanie oprócz słów ,łatwych gestów i seksu - nie pójdą ,jak chcesz to niech Ci to wystarczy - nie jęcz bo na więcej nie masz szans ,choćbyś stawała na głowie ,robiła miny,wdzięczyła się ,płakała,błagała ,Twoje oczekiwania i
Twoja samotność to Twój problem ,karmisz nimi swoje pragnienia ,"podpisałaś lojalkę" nie ma odwrotu ,dałaś to sobie zrobić ,na Twoich oczach ,tanio Cię kupił a Ty się tanio sprzedałaś.
a on o nich wie o Twoich brakach i marzeniach i korzysta do woli,dostajesz jeszcze jego oszustwa i sumienie do czyszczenia,od reszty Ci wara nie masz wstępu dalej . ,próbuje Ci powiedzieć że tak wygląda miłość,i to klęczenie to wielki hallo ,a to podróba jest i imitacja ,tania błyskotka ,która nie jest światłem ,nie zastąpi go w tym mroku w którym żyjesz, tylko od czasu do czasu dostając trochę czułości i słów.
Jest wiele sposobów na omotanie Ciebie - ponieważ jesteś na to gotowa ,zgadzasz się i chcesz być omotana ,dobrowolnie oddajesz się w niewolę ,bo ktoś Ci powiedziała że nie ma nic ponad to co możesz mieć,a Ty bardzo chcesz wierzyć że na więcej nie zasługujesz ,należy Ci się mrok ,to nie jest miłość ,żadne w tym szczęście  wolność ,tylko trochę najzwyczajniejszej przyjemności od czasu do czasu ,na jedną ósmą gwizdka.
Nie rób z siebie ofiary ,bo nią nie jesteś.

139 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-08-07 17:30:48)

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Po przeczytaniu tego:

Tiw07 napisał/a:

Przyszedł do mnie wczoraj.
Uklęknął przede mną,  wtulił głowę w mój brzuch i powiedział: kocham Cię.

Zaczynam mieć spore wątpliwości co do prawdziwosci tego wątku...

Jose Maria de Barbados przychodzi do swej kochanki Juanity Julii de Sanchez, tuli się do jej brzucha i szepcze "Kocham cię..."

Toż scena jak z wenezuelskiego tasiemca. Odpuszczam, ale poczytam chętnie te arcyciekawą opowieść.

140

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Tiw, skoro już koniecznie chcesz przekonać się na własnej skórze jak szkodliwy jest romans i jak paskudna jest rola w jaką się pakujesz. Zrób to. Wejdź w to dalej skoro na słowo nie wierzysz. Może czasem trzeba się porządnie sparzyć, żeby dotarło. Ale taka rada, skorzystasz jeśli chcesz.. Wybadaj rynek, zorientuj się w jakichś dobrych terapeutach, bo ostatecznie skończysz na kozetce. Do tego zaprogramuj sobie psychikę tak, by nigdy nie być zazdrosną o żonę, ot tak wbrew naturze wbij sobie do głowy, że gościu bzyka Ciebie i żonę, w zależności od rozkładu tygodnia. Tobie mówi, że kocha, jej też to pewnie mówi. Jak się kładziesz spać, to jesteś sama, wtedy zmiana żony, grzecznie czekasz. Już wiesz, że foch jest niewskazany. Jak Ci będzie czegoś trzeba, sytuacja alarmowa Cie dopadnie przykładowo, pamiętaj..  zanim zadzwonisz do niego  upewnij się, że możesz. Jak będzie na wakacjach tulił żonę, kupował jej torta na urodziny i kwiaty na dzień kobiet to czasem się nie wychylaj. Ty jesteś druga, masz czekać! Po jakimś czasie, jak już do perfekcji nauczysz się tłumić emocje, w końcu któregoś dnia spojrzysz w lustro i zobaczysz cień siebie. Teraz Ci smakuje, ale zapłacisz za to pózniej sobą. Życzę Ci odpornej psychiki, braku oczekiwań i gotowości na bolesne lądowanie. Trzymam kciuki za Ciebie.

141

Odp: Jestem kochanką - cierpię

oj Tiw... Sama to sobie robisz...

142

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Biorę do serca i rozumu każdą Waszą wypowiedź.
Ale zapytam :  czy wiecie co to znaczy kochać?.
Czy uważacie, że  gdybym to ja  miała męża to po 4 mać romansu mając dwójkę dzieci poleciałabym do sądu z papierami rozwodowymi.
Gdzie tu rozsądek, gdzie odpowiedzialność.
I dlaczego uważacie,  że jestem zabawką.
Miałam męża, wiem jak mnie traktował.
A tu wreszcie poczułam co to jest miłość.
I czemu uważacie,  że mnie wykorzystuje   że jego kocham Cię jest nic niewarte.
Jest tyle innych kobiet.....

143

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Biorę do serca i rozumu każdą Waszą wypowiedź.
Ale zapytam :  czy wiecie co to znaczy kochać?.
Czy uważacie, że  gdybym to ja  miała męża to po 4 mać romansu mając dwójkę dzieci poleciałabym do sądu z papierami rozwodowymi.
Gdzie tu rozsądek, gdzie odpowiedzialność.
I dlaczego uważacie,  że jestem zabawką.
Miałam męża, wiem jak mnie traktował.
A tu wreszcie poczułam co to jest miłość.
I czemu uważacie,  że mnie wykorzystuje   że jego kocham Cię jest nic niewarte.
Jest tyle innych kobiet.....

Ale większość ma rozum i się szanuje. Takich jak ty, bez obrazy jest niewiele.. Dlatego są tak cenne dla pewnej grupy facetów. Co n ie zmienia faktu, że jak twój Adonis spotka kogoś bardziej atrakcyjnego pod tym względem dla siebie, przestaniesz dla niego istnieć z minuty na minutę. Wtedy jego klęczenie przed tobą i jego slowa "kocham cię" będą dla ciebie tylko podzwonnym twojej naiwności.

144

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Tiw...pytasz "Czy wy wiecie co to znaczy kochać?"...a czy Ty wiesz co to znaczy kochać drugiego człowieka?...no może Ty go kochasz, jak to mawiają miłość jest ślepa, ale czy on Cię kocha? Może dla Ciebie to tak wygląda, ale on kocha przede wszystkim samego siebie, własny zadek i wygodę. Gdyby kochał Cię naprawdę, to nie mógłby patrzeć jak się męczysz i nie zniósłby dalszego funkcjonowania w takim zakłamaniu i obłudzie. Co on tak naprawdę dla Ciebie zrobił, nie licz jakiś kradzionych chwil, czy lewych kombinacji, żeby się spotkać. Nie porównuj kochanka do męża, bo to życie na całkiem innych zasadach. On teraz jest mężem dla innej kobiety i tak po prostu obiektywnie zobacz co z niego za mąż... Kawał kłamcy, kombinatora i ściemniacza, a ty łzy wylewasz za takim cudem. Zapamiętaj, jeśli by naprawdę Cię szczerze kochał, to dawno by sprawy załatwił i nie zasłaniał się dziećmi. Opamiętaj się dziewczyno!

145 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-08-07 21:22:33)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Biorę do serca i rozumu każdą Waszą wypowiedź.
Ale zapytam :  czy wiecie co to znaczy kochać?.
Czy uważacie, że  gdybym to ja  miała męża to po 4 mać romansu mając dwójkę dzieci poleciałabym do sądu z papierami rozwodowymi.
Gdzie tu rozsądek, gdzie odpowiedzialność.
I dlaczego uważacie,  że jestem zabawką.
Miałam męża, wiem jak mnie traktował.
A tu wreszcie poczułam co to jest miłość.
I czemu uważacie,  że mnie wykorzystuje   że jego kocham Cię jest nic niewarte.
Jest tyle innych kobiet.....

Jakby  cię kochał, to by się rozwiódł.  Jesteś czasoumilaczem, zabawką, przystankiem w drodze do i z pracy. To jego "kocham cię" g.ówno znaczy. A  ty jesteś uzależniona.

146 Ostatnio edytowany przez Badas (2021-08-07 22:57:29)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Ale zapytam :  czy wiecie co to znaczy kochać?.


I dlaczego uważacie,  że jestem zabawką.
Miałam męża, wiem jak mnie traktował.
A tu wreszcie poczułam co to jest miłość.
I czemu uważacie,  że mnie wykorzystuje   że jego kocham Cię jest nic niewarte.
Jest tyle innych kobiet.....

Aż żal czytać to wszystko. Jeden wielki chłam. Najpierw chcesz pomocy, bo cierpisz. Teraz robisz co chcesz. Ty lepiej juz o nic tu nie pytaj. I nie skarż się. Zyj sobie z czyimś mężem, ojcem jakiś obcych ci dzieci. Bez wyrzutów sumienia, bo przecież kochasz naprawdę. Wreszcie kochasz.
Więc cierp sobie.
Ja już wcześniej pisałam, dla takich osób nie mam współczucia, a już tym bardziej szacunku. Dla mnie to moralne dno każdej ze stron.

147

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Ale zapytam :  czy wiecie co to znaczy kochać?.
.

No wlasnie chyba nie wiem bo w moim odczuciu miłość to nie płacz, cierpienie, tęsknota, upokorzenie a potem mówienie do brzucha" kocham Cie".
Autorko to Twoje życie i jeżeli chcesz żeby wygladalo jak telenowela latynoamerykańska naszpikowane emocjami to tylko Twoja sprawa.
A tak poza tym" jest tyle innych kobiet" , ktore mają równo pod sufitem i nie wjeda w zwiazek z żonatym facetem. Pamiętam jak bylam młodsza i taki żonkoś nagabywal mnie przez portal randkowy. Oczywiście ze zona nie kocha, śpią osobno itd. Tak naprawde nie sa razem. Popeosilam więc o namiar na żonę żeby potwierdziła tą żałosną historie i o dziwo kontakt się urwal. Pełno jest takich zonatych obrzydliwych typów i naprawdę nie jest im latwo znaleźć worek na sperme i oddaną powierniczke zalosnych historii w jednym.
Dlatego facet się Ciebie trzyma. Bo gdzie taką glupia druga znajdzie? Mowi " kocham" żeby Ciebie zatrzymać bo widzi jak pragniesz to słyszeć. Ale co to ma z miłością wspolnego?Ukrywanie sie po katach? I " nic Ci nie mogę obiecać"? big_smile

148

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Tiw, kochasz go, on mowi, ze kocha Ciebie, on ma rodzine i nie odejdzie od nich dla Ciebie, skoro Wam tak dobrze, to zyjcie tak dalej,
ale czas leci a nic się nie zmienia i pewnie się nie zmieni. Smutne to, ale skoro tego chcesz, to Twoj wybor i Twoje zycie. Gdybys  moze chciala, to moze moglabys mieć dziecko, albo realizowac się w akcje, które wypełnia pustke w sobie, albo nawet tulic szczeniaczka czy kociatko, albo podrozowac, nie wiem... A nie siedzieć i czekać az on wyrwie sie z domu na chwile do Ciebie.

149

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Autorka w swoim pierwszym poście odpowiedziała już sobie dlaczego w tej roli tak dobrze się odnajduje.  I jak widać nie chce nic z tym zrobić. Upokarza się sama przed sobą by dostać jakieś ochłapy miłości,  prawdziwego uczucia , samotnych wieczorów , samotnych świąt.

Autorko, więc trwaj w tym jeśli to Twoja definicja miłości i recepta na szczęście.  I nie jęcz.  Przyzwyczajaj się do tej roli,  do roli bycia drugą , do kradzionych chwil jakieś żony , jakiś dzieci. Skoro dla niego rodzina taka wazna ze Ci nic nie moze obiecac to stwarza na pewno tez w domu takie pozory,  spedza z nimi świeta,  urlopy , sypia z żoną, budzi sie kolo niej, daje jej kwiaty na dzien kobiet,  chodzi na kolacji we dwoje ,jezdzi do tesciow na obiadki, tanczy z żoną na uroczystosciach,  obejmuje ja,  cmoka w czolo, robi jej herbate Jak jest Chora.
Chyba nie myślisz,  że tego wszystkiego nie ma ? Ze ja ma w nosie i ryzykuje swoim zachowaniem rozpad tak waznej dla niego rodziny, gdzie nawet kochanka która kocha nad zycie nie moze tu nic wskórać?
Na co Ty liczysz?

150

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Zgadzam się z każdym, kto chce Cię od tej sytuacji odciągnąć. Nie wiem co jeszcze można tutaj dodać, wszystko zostało powiedziane. Głupotę popełniasz nazywając to miłością. Jeśli on się rozwiedzie, będzie z Tobą, ułoży życie tak byście mogli je dzielić, wtedy jestem skłonna uwierzyć, że to miłość. Teraz, te jego słowa o miłości to nic innego jak gra. Może facet i się zauroczył, ale nie kocha Cię. Nie odzywał się, kiedy był na wyjeździe i pal licho o powody, po prostu Cię olał. Później potraktował Cię jak histeryczkę i wyszedł, a na koniec padł na kolana i mówi, że kocha. To jest zabawa Tobą, Twoimi uczuciami. On Ci serwuje emocje, nieważne że bolesne, ale to emocje. Nie siedzisz już ciągle samotna w monotonnej codzienności, tylko masz dawki adrenaliny. Tu pocierpisz, tam popłaczesz, tu się pomartwisz, a na koniec uwierzysz, że to miłość. Pomieszanie z poplątaniem. Z tego nie wychodzi się cało. A cierpisz, bo on jest z inną kobietą i nie może być Twój. Tylko, że to akurat część stała tego układu. Jak już chcesz być w tym bagnie, to chociaż dbaj o siebie. Nie rób z faceta pępka świata, miej swój świat, a on jak musi niech tylko będzie jego dodatkiem. Dbaj o relacje że znajomymi, wychodź gdzieś, rozwijaj się niezależnie od niego. Wszyscy Ci mowią nie wchodź w to, a Ty jak ćma do światła, Twój wybór. W najlepszym wypadku tylko osmalisz sobie skrzydełka, w najgorszym nie będzie co zbierać. Lecisz na własne ryzyko.

151 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-08-09 17:19:38)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Badas napisał/a:

Śmieszna jesteś z tym bólem kochanki.
Nie, ona nie zrobiła nic złego, działała nieświadomie, po omacku? Nie wiedziała, że facet ma zonę, dzieci, nie wiedziała, że zostaje kochanką? Wiedziała. W czym problem.

Kochanka nie przysięgła nikomu wierności tylko mąż.

blueangel napisał/a:

kobieto, masz 40lat i potrzeba bliskosci nie jest zadnym wytlumaczeniem na robienie takiego swinstwa. on jest zonaty i dzieciaty i ty o tym wiesz (ze on sam jest  moralnie na dnie i 5 metrach mulu chyba wspominac nie musze). jest wielekobiet, ktore tez nigdy nie byly kochane, ani w rodzinie, ani przez kolezanki, ani przez jak to sie wydawalo "tego jedynego" i nie sypiaja z zonatymi.
rozumiem, ze rozum jedno, uczucia drugie, bo sama musialam ucinac podejmowac podobne decyzje, i nikomu nie jest wtedy latwo, ale to rozum nas odroznia od zwierzat.
a onse znajdziekolejna glupia. nie jestes pierwsza, ani ostatnia.ot, zwykly worek na sperme.
a jeslinie wiesz jak to uciac porozmawiaj z jego zona. napewno wam w tympomoze. (nie zartuje). chcesz zeby ktos inbny podjal decyzje i wszystko poprowadzil- najlepsze wyjscie.
najlepiejsiez nia spotkaj. niczym nie ryzykujesz to on bedzie mial konsekwencje,bo to on jest jej mezem. nie powinnas tez mu wspolczuc,po tym jak traktuje i ja i ciebie i swoje dzieci.
mam alergie na takich  kolesi.
sorry za spacje. cos mi sie dzieje z klawiatura...

Tym jej nie przekonasz. Syty nie zrozumie głodnego. Tyczy zarówno samotnej kochanki jak i osoby mającej męża. Obie grupy mają inne priorytety z racji swoich relacji. Np praca na akord, praca zlecenie, praca ze stały, wynagrodzeniem itd. Moralność jest wynikowa z doświadczeń. Nawet w małżeństwo opiera się w większości na egoizmie tłumaczonym w różny czasem mocno pokrętny sposób.

Moim zdaniem zdradę się planuje ale nie romans osoby wolnej tu większość osób pada spontanicznie. Nikt kto myśli kalkulacyjnie nie chce być kochankiem/kochanką. Połączcie moje posty po dałem za wiele zamiast jednego.
Jak dla mnie to albo ona jest wyjątkowo mało bystra albo co podejrzewam trolling.

152 Ostatnio edytowany przez polis (2021-08-09 15:55:38)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Socjallibertarianin napisał/a:
Badas napisał/a:
Góral_ka napisał/a:

To nie Ty zrobiłaś źle,

Śmieszna jesteś z tym bólem kochanki.


Nie, ona nie zrobiła nic złego, działała nieświadomie, po omacku? Nie wiedziała, że facet ma zonę, dzieci, nie wiedziała, że zostaje kochanką? Wiedziała. W czym problem.

Kochanka nie przysięgła nikomu wierności tylko mąż.

Wiem, że ból emocjonalny czy przemoc emocjonalną się bagatelizuje w tym kraju, ale to co kochanka i zdradzający robi, to właśnie jest świadome zadawanie bólu emocjonalnego innej kobiecie. Nie ma dla mnie aż tak dużej różnicy pomiędzy tym, a łysym gościem bijącym innych baseballem. Łysy gość zadaje ból fizyczny, a kochanka/zdradzający zadają wspólnie emocjonalny. Co innego dla manie jak nie wie, że gość jest żonaty i przed nią to zataja.

Dorosły człowiek wie, że jak kogoś kopnie, to będzie drugą osobę bolało. Tak samo powinien wiedzieć, że jak ma współudział w świństwie, to też robi komuś ogromną przykrość i zadaje ból.

153

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Dla zrozumienia  - ta historia jest prawdziwa.
To się dzieje.


Z pewnością to co do Was piszę, co robię jest głupie i infantylne,  ale po prostu kocham.

Na środę zapisałam się do terapeuty.

154

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Jak się uwolnić,  jak stanąć na nogi i zrozumieć,  że z tego nic nie będzie. Jak nie żyć iluzją?
Proszę o pomoc.

W taki sam sposób, w jaki wchodziłaś w ten romans, tyle, że w odwrotnym kierunku.
Weszłaś dokladnie tak, jak się wchodzi do wody. Krok po kroku, powoli badając grunt.
Teraz wrzuć wsteczny. Pomaleńku, dzień po dniu wycofuj się z tej relacji, odmawiaj spotkań, nie prowokuj bliskości, szukaj regularnych i absorbujących Cię zajęć w tygodniu. Poproś jakieś życzliwe osoby, by dzwoniły do Ciebie właśnie w godzinach jego odwiedzin. Weź ze schroniska psa, który nie znosi mężczyzn w swoim otoczeniu. Postaraj się brać przykład z Twojego kochanka, by Twoje dziecko było dla Ciebie równie ważne, jak dla niego jego dzieci i byś spędzała z nim tyle samo czasu ile on ze swoją rodziną. Odmierzaj, tak jak on - pipetką - czas poświęcony na Waszą znajomość...

155 Ostatnio edytowany przez Badas (2021-08-10 07:12:26)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Z pewnością to co do Was piszę, co robię jest głupie i infantylne,  ale po prostu kocham.

Miłość nigdy nie jest głupia, ale to co zrobiłaś i robisz z nią jest zwyczajnie niemoralne. Niszczące kogoś, komu jak ktoś słusznie zauważył, nie przysięgałeś, ale kogo świadomie krzywdzisz wchodząc w czyjeś życie. Tu przysięgi nie mają nic do rzeczy. Dla mnie takie wchodzenie pomiędzy dwie osoby, nie można tłumaczyć tym, że jakbym nie ja to i tak by zdradzał, to nie moja żona, ja jej nie obiecywałam, to jego wina. Tu chodzi o Twoją postawę wobec innej kobiety, na miejscu której byś teraz być nie chciała. To twoje zachowanie jest dla mnie niczym nie wytłumaczalnym, świadomym działaniem, nastawionym na związek z czyimś mężem. Jest złe, krzywdzące, jest dnem moralnym. Zwykłym świństwem.
Nie odkochuj się i nie rezygnuj z tego związku i tej "miłości". Nie teraz kiedy już tyle zła wyrządzilście. Jedyne co teraz możesz zrobić, to wziąć tego faceta jak najszybciej i uwolnić tą żonę od kogoś takiego. Również pozbawionego zasad.

156

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Jestem po rozwodzie ładnych parę lat. I też, jak Ty uwierzyłam w to, że "żona jest złą, zimną jak lód wariatką". A ja to jestem taka och i taka ach i gdyby nie dzieci, to już bylibyśmy razem. I nawet jestem w stanie Cię zrozumieć. Że człowiek, ktory nigdy nie zaznał miłości od własnego męża, a może i od wcześniejszych niby bliskich osób, uwierzy w taką "miłość". Pełną słów. Ja też kochałam. Człowiek wierzy w dosłownie byle co. Byle zatkać czymkolwiek tę ziejącą wewnątrz niego pustkę. Jak głodny jedzenia naje się ze śmietnika, tak głodny uczucia nazwie miłością to, co nawet obok niej nie stało.
Z wielkim trudem udało mi się zerwać tę relację. Ale, Tiwi - po tym panu spotkałam całe mnóstwo innych "w kryzysie", "żona zła", " seksu nie uprawiają" itd itp. Całe mnóstwo takich karaczanów. Nie jest Twoją sprawą jaka jest, a jaka nie jest żona. Najpewniej jest normalną kobietą, czasem zmęczoną opieką nad dziećmi, pracą, a na pewno nie jest kimś, kto powinien być oszukiwany.
Inna sprawa, że nie wiesz jak tam jest. Najpewniej normalnie.
Jeden z tych uciśnionych, skarżących się mi miesiąc temu ze łzami w oczach mężów, dodał na fejsa fotki z wakacji. Jak się z żoną obściskuje. Kryzys, że hej.

Idź na tę terapię i przestań żyć życiem tamtego człowieka. Zacznij swoim. Uspokój się. Oswój samotność. Wtedy zaczniesz z niej wychodzić. Bo teraz i tak jesteś samotna. Powiedz mu, zeby Ci pokój pomógł wymalować. Albo koło w aucie zmienić. Już widzę jak leci.

Dalej jesteś sama i będziesz sama tkwiąc w relacji bez przyszłości.  Z oszustem.

157

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Dla zrozumienia  - ta historia jest prawdziwa.
To się dzieje.


Z pewnością to co do Was piszę, co robię jest głupie i infantylne,  ale po prostu kocham.

Na środę zapisałam się do terapeuty.

Terapia to bardzo dobry krok. Najlepsze co mozesz zrobić to zajac sie soba i to tak żeby nie miec czasu na tego Pana. Może jakies hobby? Kolezanki ? No i masz tez jeszcze dziecko a i nastolatek potrzebuje uwagi. Nadbuduj swoją wartość. Pomysl sobie , ze ZADNA kobieta by go nie chciala. No bo zadna by nie poszla w to więcej dlaczego Ty sobie pozwalasz na bycie poduszka dla zonkosia.

158

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Dzięki Waszym sugestiom zdecydowałam się iść do terapeuty. I najdziwniejsze jest to, że tak naprawdę tego nie chciałam, bo czuję się przeterapeutyzowana.
Ja dobrze znam teorię,  zasady, schematy.
Ale to do mnie do pracy przyszedł człowiek,  zwykły klient i zaczęliśmy rozmawiać o życiu.
Okazało się,  że  on jest terapeutą i od razu , z miejsca podjęłam decyzję i poprosiłam o spotkanie.
Od tego momentu jakby inaczej na to patrzę,  wierzę,  że ktoś z boku, z dystansu mnie wysłucha i naprowadzi na chodźby małą ścieżkę,  zapali jakiś płomyk za którym pójdę.
Pokładam w tym spotkaniu nadzieję,  bo wiem , że sama z tego mroku nie wyjdę.

159

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Z uwagi na pożegnanie się z Autorką wątku, jego dalsze istnienie nie ma sensu, dlatego zostaje zamknięty.
Z pozdrowieniami, Olinka

Posty [ 131 do 159 z 159 ]

Strony Poprzednia 1 2 3

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jestem kochanką - cierpię


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026