netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jestem kochanką - cierpię

158 odpowiedzi19 567 wyświetleńzałożony przez Tiw07, 29.07.2021

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jestem kochanką - cierpię

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 159 ]

66 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-08-04 11:50:03)

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Myślę, że dla dzieci - o ile rodzice nie fundują im jkiejs patologii,  wyzwisk, bicia ich czy siebie nawzajem - jest lepiej, gdy rodzice są razem. Inna sprawa, że kiedy rodzic jest głęboko nieszczęśliwy,  trudno mu być super rodzicem. Człowiek żyje w wiecznym żalu do siebie, do rodziny - czuje się jak zakładnik.
Jeśli jest możliwość naprawy związku -  lepiej go naprawiać, zwłaszcza gdy są dzieci. Rozwód rodziców to trauma. Choć życie w lodówce małżeństwa rodziców też pełnią szczęscia nie jest i rodzi złe wzorce na przyszłość.
Tak czy siak - sytuacja jest trudna, bo w którą stronę byś nie ruszył, będą jakieś ofiary.

67

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Raf19784 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Problem w tym że to - kochamy - to zwykła fikcja, nie kochacie osób tylko ich wyobrażenie a przecież te osoby to oszuści, kłamczuchy, zdrajcy. Uważacie że takie osoby są wartościowe w związku? Bo ja uważam ze to egoiści którzy dostali swoje i poszli dalej a Wy trwacie w miejscu no bo przecież -KOCHAM - taka zaćma.

Osobiście znam kilka par które zaczynały od romansu i są teraz szczęśliwi od wielu lat.. Oczywiście warunkiem jest prawdziwe uczucie obustronne.. Nie generalizowalbym że każdy kto jest w romansie to seryjny oszust..

Chcesz powiedzieć że znasz KILKA par co weszły w romans/zdradę i teraz razem tworzą wspólnie szczęśliwe związki z osobami z romansu?
Każdy co tkwi w romansie jest oszustem - Ty też - przecież oszukują współmałżonków.
Tylko trzeźwe spojrzenie na romans daje szansę na otrzeźwienie.

68

Odp: Jestem kochanką - cierpię
maku2 napisał/a:

Chcesz powiedzieć że znasz KILKA par co weszły w romans/zdradę i teraz razem tworzą wspólnie szczęśliwe związki z osobami z romansu?
Każdy co tkwi w romansie jest oszustem - Ty też - przecież oszukują współmałżonków.
Tylko trzeźwe spojrzenie na romans daje szansę na otrzeźwienie.

Dokładnie tak - są teraz szczęśliwi z osobami z którymi był romans..
Ja to widzę trochę inaczej - jesli jestes singlem też poznajesz innych, czasem rodzi się milosc.. Będąc w związku też możesz się zakochać w kims innym, zwłaszcza jeśli w tym związku coś nie gra od dawna.. Oczywiście że lepiej zakończyć związek wcześniej i dopiero szukać nowej milosci.. Ale to jest teoria - a życie to zycie.

69 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-04 12:46:23)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Raf19784 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Chcesz powiedzieć że znasz KILKA par co weszły w romans/zdradę i teraz razem tworzą wspólnie szczęśliwe związki z osobami z romansu?
Każdy co tkwi w romansie jest oszustem - Ty też - przecież oszukują współmałżonków.
Tylko trzeźwe spojrzenie na romans daje szansę na otrzeźwienie.

Dokładnie tak - są teraz szczęśliwi z osobami z którymi był romans..
Ja to widzę trochę inaczej - jesli jestes singlem też poznajesz innych, czasem rodzi się milosc.. Będąc w związku też możesz się zakochać w kims innym, zwłaszcza jeśli w tym związku coś nie gra od dawna.. Oczywiście że lepiej zakończyć związek wcześniej i dopiero szukać nowej milosci.. Ale to jest teoria - a życie to zycie.

To jest wybór nie tylko teoria nic samo się nie dzieje ,romans się planuje i go chce ,trudno natomiast zapanować i zawrócić mieć wpływ od pewnego momentu podjęcia decyzji na intensywne emocje i zadziałania wstecz ,ja to porównuje do naciśnięcia spustu stopniowo,nie da się zatrzymać łatwiutko całego procesu po naciśnięciu ,to naciśnięcie to wybór i decyzja na działanie psychiki i chemii w ciele które są nierozłączne nie ma już takiej kontroli nad swoimi uczuciami.

70

Odp: Jestem kochanką - cierpię
paslawek napisał/a:

To jest wybór nie tylko teoria nic samo się nie dzieje ,romans się planuje i go chce ,trudno natomiast zapanować i zawrócić mieć wpływ od pewnego momentu podjęcia decyzji na intensywne emocje i zadziałania wstecz ,ja to porównuje do naciśnięcia spustu stopniowo,nie da się zatrzymać łatwiutko całego procesu po naciśnięciu ,to naciśnięcie to wybór i decyzja na działanie psychiki i chemii w ciele które są nierozłączne nie ma już takiej kontroli nad swoimi uczuciami.

Nie zgodzę się że romans się planuje.. No chyba że ktoś robi to seryjnie..
Za to w pełni się zgodzę z faktem że bardzo trudno to później zatrzymać lub zawrócić z tej drogi.

71

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Raf19784 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Chcesz powiedzieć że znasz KILKA par co weszły w romans/zdradę i teraz razem tworzą wspólnie szczęśliwe związki z osobami z romansu?
Każdy co tkwi w romansie jest oszustem - Ty też - przecież oszukują współmałżonków.
Tylko trzeźwe spojrzenie na romans daje szansę na otrzeźwienie.

Dokładnie tak - są teraz szczęśliwi z osobami z którymi był romans..
Ja to widzę trochę inaczej - jesli jestes singlem też poznajesz innych, czasem rodzi się milosc.. Będąc w związku też możesz się zakochać w kims innym, zwłaszcza jeśli w tym związku coś nie gra od dawna.. Oczywiście że lepiej zakończyć związek wcześniej i dopiero szukać nowej milosci.. Ale to jest teoria - a życie to zycie.

No chciałoby się powiedzieć w jakim towarzystwie się obracasz że znasz KILKA par ja nie znam ani jednej takiej pary.
Co takiego zadziało się w Twoim małżeństwie że zdecydowałeś się na romans? zainteresowanie ładnej kobiety?
Masz 6 letnie dziecko a piszesz że od lat było źle z czego 3 lata to romans - dziwnie zbieżna korelacja.

72 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-08-04 13:04:08)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Raf19784 napisał/a:
paslawek napisał/a:

To jest wybór nie tylko teoria nic samo się nie dzieje ,romans się planuje i go chce ,trudno natomiast zapanować i zawrócić mieć wpływ od pewnego momentu podjęcia decyzji na intensywne emocje i zadziałania wstecz ,ja to porównuje do naciśnięcia spustu stopniowo,nie da się zatrzymać łatwiutko całego procesu po naciśnięciu ,to naciśnięcie to wybór i decyzja na działanie psychiki i chemii w ciele które są nierozłączne nie ma już takiej kontroli nad swoimi uczuciami.

Nie zgodzę się że romans się planuje.. No chyba że ktoś robi to seryjnie..
Za to w pełni się zgodzę z faktem że bardzo trudno to później zatrzymać lub zawrócić z tej drogi.

Też pozwolę sobie się nie zgodzić. Nie pamiętam planowania u siebie. W stylu  - teraz zrobię to i powiem tamto, żeby on zrobił to i to.  Raczej było to bezmyślne surfowanie na fali cudownych początkowo emocji.  Nie myślałam za wiele. Było mo cudownie i nie myślałam o tym, co dalej. Trochę jak z piciem. Pijesz. Fajnie jest, aż nie wiadomo kiedy urywa się film. Decyzja była w momencie pójścia na kawę. "To tylko kawa".  A na kawie historie o smutnym życiu.  Potem, po jakichś 4-5 miesiącach myśli,że przecież to bez sensu. A emocje hulają już tak, że sama myśl o przerwaniu tego  wydaje się jak skok bez spadochronu. Przeraża. Boisz się bólu. Co jest paradoksem, bo przecież trwając w tej relacji,  również Cię boli...

Maku2 - nie widzę związku. Ciąża może się pojawić także u niekoniecznie szczęśliwych małżeństw. W niektórych takich małżenstwach uprawia się seks.

73

Odp: Jestem kochanką - cierpię
maku2 napisał/a:

No chciałoby się powiedzieć w jakim towarzystwie się obracasz że znasz KILKA par ja nie znam ani jednej takiej pary.
Co takiego zadziało się w Twoim małżeństwie że zdecydowałeś się na romans? zainteresowanie ładnej kobiety?
Masz 6 letnie dziecko a piszesz że od lat było źle z czego 3 lata to romans - dziwnie zbieżna korelacja.

Najmłodsze dziecko ma 6 lat.. Było wyczekiwane dlugo.. Dopiero później zaczęło się psuć.. Dlaczego romans - zaczęło się od rozmów i rozumienia siebie.. I później już poszko krok po kroku.. Nikt tego nie planowal.. Żadne z nas nie zdradzilo wczesniej..

74 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-04 13:20:30)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Raf19784 napisał/a:
paslawek napisał/a:

To jest wybór nie tylko teoria nic samo się nie dzieje ,romans się planuje i go chce ,trudno natomiast zapanować i zawrócić mieć wpływ od pewnego momentu podjęcia decyzji na intensywne emocje i zadziałania wstecz ,ja to porównuje do naciśnięcia spustu stopniowo,nie da się zatrzymać łatwiutko całego procesu po naciśnięciu ,to naciśnięcie to wybór i decyzja na działanie psychiki i chemii w ciele które są nierozłączne nie ma już takiej kontroli nad swoimi uczuciami.

Nie zgodzę się że romans się planuje.. No chyba że ktoś robi to seryjnie..
Za to w pełni się zgodzę z faktem że bardzo trudno to później zatrzymać lub zawrócić z tej drogi.

Planuje się  znajomość,podtrzymywanie ciekawości i rodzaj fascynacji się wywołuje bo takie rzeczy pochodzą od nas,w romansie wspólnie i ze zgodnością  , buduje intymność od początku bardzo dokładne ,bardzo taktycznie ,strategicznie i precyzyjnie nawet  ruchy i słowa, cięgle się myśli o wywoływanym efekcie działań i słów szuka potwierdzenia i wzajemność pewności ,zakłada się i domyśla planowo - w sporej części w ukryciu przed sobą i w podświadomości, ale każde następne spotkanie każdy następny etap , gest ruch i nawet "spontaniczność" i przyzwolenia na mowę ciała, planuje się ,w pewnej części już świadomie, tak jak to co się mówi ,teraz tego nie widzisz ,bo prawdopodobnie 5,10 lat temu faktycznie nie planowałeś romansu i być może romanse Ciebie dziwiły, gorszyły, śmieszyły takie rzeczy zaczyna się dostrzegać z dystansu i kiedy przestaje się siebie bezustannie usprawiedliwiać i tłumaczyć ,a gotowe wymówki o tym braku planów i braku wpływu na uczucia niby niechciane ,ale...  i że to silniejsze od was od nas - są dostępne w zasięgu ręki i rozumu płyną z "eteru" ludzie się powtarzają i naśladują w tym co myślą i mówią,to mało oryginalne, banalne przekonania "gotowce" odtwarzane nieco bez głębszej refleksji od pokoleń, wystarczą jednak na krótką metę i uspokajają na jakiś czas bo łatwe są i wygodne znieczulają i usypiają.

75

Odp: Jestem kochanką - cierpię
paslawek napisał/a:
Raf19784 napisał/a:
paslawek napisał/a:

To jest wybór nie tylko teoria nic samo się nie dzieje ,romans się planuje i go chce ,trudno natomiast zapanować i zawrócić mieć wpływ od pewnego momentu podjęcia decyzji na intensywne emocje i zadziałania wstecz ,ja to porównuje do naciśnięcia spustu stopniowo,nie da się zatrzymać łatwiutko całego procesu po naciśnięciu ,to naciśnięcie to wybór i decyzja na działanie psychiki i chemii w ciele które są nierozłączne nie ma już takiej kontroli nad swoimi uczuciami.

Nie zgodzę się że romans się planuje.. No chyba że ktoś robi to seryjnie..
Za to w pełni się zgodzę z faktem że bardzo trudno to później zatrzymać lub zawrócić z tej drogi.

Planuje się  znajomość,podtrzymywanie ciekawości i rodzaj fascynacji się wywołuje bo takie rzeczy pochodzą od nas,w romansie wspólnie i ze zgodnością  , buduje intymność od początku bardzo dokładne ,bardzo taktycznie ,strategicznie i precyzyjnie nawet  ruchy i słowa, cięgle się myśli o wywoływanym efekcie działań i słów szuka potwierdzenia i wzajemność pewności ,zakłada się i domyśla planowo - w sporej części w ukryciu przed sobą i w podświadomości, ale każde następne spotkanie każdy następny etap , gest ruch i nawet "spontaniczność" i przyzwolenia na mowę ciała, planuje się ,w pewnej części już świadomie, tak jak to co się mówi ,teraz tego nie widzisz ,bo prawdopodobnie 5,10 lat temu faktycznie nie planowałeś romansu i być może romanse Ciebie dziwiły, gorszyły, śmieszyły takie rzeczy zaczyna się dostrzegać z dystansu i kiedy przestaje się siebie bezustannie usprawiedliwiać i tłumaczyć ,a gotowe wymówki o tym braku planów i braku wpływu na uczucia niby niechciane ,ale...  i że to silniejsze od was od nas - są dostępne w zasięgu ręki i rozumu płyną z "eteru" ludzie się powtarzają i naśladują w tym co myślą i mówią,to mało oryginalne, banalne przekonania "gotowce" odtwarzane nieco bez głębszej refleksji od pokoleń, wystarczą jednak na krótką metę i uspokajają na jakiś czas bo łatwe są i wygodne znieczulają i usypiają.

Nie wiem jakie masz doświadczenia ale nadal się nie zgodzę z teza planowania wejscia w romans.. Jak spotkasz te odpowiednią osobe to możesz z nią gadać i gadać i fakt - buduje się wiez wtedy.. Można mieć dobrego kumpla tej samej plci, czasem jednak zdarza się że trafiamy na takiego kumpla płci przeciwnej.. Mozna unikać jakichkolwiek kontaktów z innymi - bo nie daj boże okaze się że ktoś z kimś rozumie się bez slow..

76

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Raf19784 napisał/a:
paslawek napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Nie zgodzę się że romans się planuje.. No chyba że ktoś robi to seryjnie..
Za to w pełni się zgodzę z faktem że bardzo trudno to później zatrzymać lub zawrócić z tej drogi.

Planuje się  znajomość,podtrzymywanie ciekawości i rodzaj fascynacji się wywołuje bo takie rzeczy pochodzą od nas,w romansie wspólnie i ze zgodnością  , buduje intymność od początku bardzo dokładne ,bardzo taktycznie ,strategicznie i precyzyjnie nawet  ruchy i słowa, cięgle się myśli o wywoływanym efekcie działań i słów szuka potwierdzenia i wzajemność pewności ,zakłada się i domyśla planowo - w sporej części w ukryciu przed sobą i w podświadomości, ale każde następne spotkanie każdy następny etap , gest ruch i nawet "spontaniczność" i przyzwolenia na mowę ciała, planuje się ,w pewnej części już świadomie, tak jak to co się mówi ,teraz tego nie widzisz ,bo prawdopodobnie 5,10 lat temu faktycznie nie planowałeś romansu i być może romanse Ciebie dziwiły, gorszyły, śmieszyły takie rzeczy zaczyna się dostrzegać z dystansu i kiedy przestaje się siebie bezustannie usprawiedliwiać i tłumaczyć ,a gotowe wymówki o tym braku planów i braku wpływu na uczucia niby niechciane ,ale...  i że to silniejsze od was od nas - są dostępne w zasięgu ręki i rozumu płyną z "eteru" ludzie się powtarzają i naśladują w tym co myślą i mówią,to mało oryginalne, banalne przekonania "gotowce" odtwarzane nieco bez głębszej refleksji od pokoleń, wystarczą jednak na krótką metę i uspokajają na jakiś czas bo łatwe są i wygodne znieczulają i usypiają.

Nie wiem jakie masz doświadczenia ale nadal się nie zgodzę z teza planowania wejscia w romans.. Jak spotkasz te odpowiednią osobe to możesz z nią gadać i gadać i fakt - buduje się wiez wtedy.. Można mieć dobrego kumpla tej samej plci, czasem jednak zdarza się że trafiamy na takiego kumpla płci przeciwnej.. Mozna unikać jakichkolwiek kontaktów z innymi - bo nie daj boże okaze się że ktoś z kimś rozumie się bez slow..

Miałem dwa romanse w swoim życiu dawno temu, jeden jako bardzo młody 22-23 latek zdradzałem narzeczoną, a parę lat potem miałem romans w pracy jako singiel z mężatką jej  małżeństwo było bez dzieci  ,i pewnie stąd różnica w perspektywie .
Ukrywanie,wypieranie przed sobą intencji ,motywów i tego niby nie planowania,pewnego rodzaju desperacji w wypełnianiu jakichś braków lub niezaspokojonych potrzeb odkrywanie "niecodziennych" intymnych emocji i chęć powtarzania ich to jeden z elementów całej gry w romans,wyznania ,wszelkie ,podobieństwa,idealizowanie, porozumienie i zrozumienie, wzruszenia i euforie ze zwierzania się komuś, to skutki a nie przyczyny romansu ,później okazuje się ile w tym było magicznego życzeniowego myślenia i złudzeń .

77

Odp: Jestem kochanką - cierpię
paslawek napisał/a:

Miałem dwa romanse w swoim życiu dawno temu, jeden jako bardzo młody 22-23 latek zdradzałem narzeczoną, a parę lat potem miałem romans w pracy jako singiel z mężatką jej  małżeństwo było bez dzieci  ,i pewnie stąd różnica w perspektywie .
Ukrywanie,wypieranie przed sobą intencji ,motywów i tego niby nie planowania,pewnego rodzaju desperacji w wypełnianiu jakichś braków lub niezaspokojonych potrzeb odkrywanie "niecodziennych" intymnych emocji i chęć powtarzania ich to jeden z elementów całej gry w romans,wyznania ,wszelkie ,podobieństwa,idealizowanie, porozumienie i zrozumienie, wzruszenia i euforie ze zwierzania się komuś, to skutki a nie przyczyny romansu ,później okazuje się ile w tym było magicznego życzeniowego myślenia i złudzeń .

Uwazasz się za "seryjnego" zdradzacza? Czy wyciągnąłeś wnioski i unikasz potencjalnie niebezpiecznych znajomosci?

78 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-08-04 13:52:34)

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Też uważam jak Pasławek, ze zdradę/romans sie planuje, jak jest sie w stalym związku, malzenstwie. Moj mąż planował i jaki on pomysłowy był smile normalnie wierzyłam

79

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Raf19784 napisał/a:

Dlaczego romans - zaczęło się od rozmów i rozumienia siebie.. I później już poszko krok po kroku.. Nikt tego nie planowal.. Żadne z nas nie zdradzilo wczesniej..

I nie miałeś bladego pojęcia dokąd to zmierza? I mam w to uwierzyć?
Na początku nie planowałeś ale później jednak plan się pojawił - zgadzam się z paslawkiem.

80 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-04 15:45:41)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Raf19784 napisał/a:
paslawek napisał/a:

Miałem dwa romanse w swoim życiu dawno temu, jeden jako bardzo młody 22-23 latek zdradzałem narzeczoną, a parę lat potem miałem romans w pracy jako singiel z mężatką jej  małżeństwo było bez dzieci  ,i pewnie stąd różnica w perspektywie .
Ukrywanie,wypieranie przed sobą intencji ,motywów i tego niby nie planowania,pewnego rodzaju desperacji w wypełnianiu jakichś braków lub niezaspokojonych potrzeb odkrywanie "niecodziennych" intymnych emocji i chęć powtarzania ich to jeden z elementów całej gry w romans,wyznania ,wszelkie ,podobieństwa,idealizowanie, porozumienie i zrozumienie, wzruszenia i euforie ze zwierzania się komuś, to skutki a nie przyczyny romansu ,później okazuje się ile w tym było magicznego życzeniowego myślenia i złudzeń .

Uwazasz się za "seryjnego" zdradzacza? Czy wyciągnąłeś wnioski i unikasz potencjalnie niebezpiecznych znajomosci?

W pewnym sensie miałem wtedy " komfortową" sytuacje po tych przejściach, bo równolegle leczyłem się z uzależnień co ułatwiło mi obserwowanie swoich uczuć i myślenia, na tych różnych poziomach i dawanie sobie z nimi rady
,dlatego pewnie często pewne stany w romansach opisuje i porównuje do nałogowego/"narkotykowego" myślenia i odczuwania
jak się okazuje nie ja jeden,
choć nie wszyscy użytkownicy mieli problem z alkoholem i narkotykami w życiu,
można się z takim stanowiskiem zgadzać lub nie jest wiele podobieństw do zażywania substancji ,ale są też różnice ,
można mieć przecież inne spojrzenie na tę samą rzecz i zjawisko - normalka.
Potem już nie wchodziłem w regularne romanse i nie uważam się za "seryjnego" zdradzacza. wiem że romanse zorały mi psychikę na pewnych etapach życia ,nie jest to jednak wyrok czy stygmat dla mnie, czy jakaś "obowiązkowa"etykieta i predestynacja bez mojego w tym udziału, to zdradzanie pozwolenie na to jest decydowaniem nie mam wątpliwości co do tego,mam też zacięcie do łamania wzorów w swoim życiu i nie ulegania schematom, to skutek i zasługa bardzo szerokiej terapii niewątpliwie .
Czegoś mnie to chyba jednak nauczyło przeżycia i przejścia w przeszłości,bo w małżeństwie nie zdradziłem przez  ponad 20 lat żony, choć miałem dwie pewne, oczywiste i "jasne"okazje do wejścia w romanse, bez kitu i domysłów,konfabulacji,
odciąłem się i zakończyłem te znajomości bez żalu i poczucia straty w bardzo  wczesnej fazie poznawania się uwodzenia i flirtowania,uznałem że to nie dla mnie i się nie nadaje do tego kompletnie i nie chce mi się ,mam jednak świadomość tego że była możliwość pójścia w takie znane koleiny,bardzo wiele wzorów,znaków emocji i uczuć po prostu zaczynało się odtwarzać jak z taśmy a ja kompletnie nie chciałem powrotu do tych stanów uznałem że konsekwencje będą przewidywalne znane i nieciekawe, nic nowego wyjątkowego ,wolę swoje małżeństwo w niedoskonałej i nieidealnej formie bo taka jest miłość tak zwana prawdziwa  moim zdaniem oczywiście.

81 Ostatnio edytowany przez Dayzee (2021-08-04 14:53:27)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
paslawek napisał/a:
Raf19784 napisał/a:
paslawek napisał/a:

Miałem dwa romanse w swoim życiu dawno temu, jeden jako bardzo młody 22-23 latek zdradzałem narzeczoną, a parę lat potem miałem romans w pracy jako singiel z mężatką jej  małżeństwo było bez dzieci  ,i pewnie stąd różnica w perspektywie .
Ukrywanie,wypieranie przed sobą intencji ,motywów i tego niby nie planowania,pewnego rodzaju desperacji w wypełnianiu jakichś braków lub niezaspokojonych potrzeb odkrywanie "niecodziennych" intymnych emocji i chęć powtarzania ich to jeden z elementów całej gry w romans,wyznania ,wszelkie ,podobieństwa,idealizowanie, porozumienie i zrozumienie, wzruszenia i euforie ze zwierzania się komuś, to skutki a nie przyczyny romansu ,później okazuje się ile w tym było magicznego życzeniowego myślenia i złudzeń .

Uwazasz się za "seryjnego" zdradzacza? Czy wyciągnąłeś wnioski i unikasz potencjalnie niebezpiecznych znajomosci?

(...)wolę swoje małżeństwo w niedoskonałej i nieidealnej formie bo taka jest miłość tak zwana prawdziwa  moim zdaniem oczywiście.

Aż mi się serce ścisnęło... ile prawdy w tych słowach. Stały, "normalny" związek może nie jest idealny, nie ma w nim fajerwerków dzien w dzień, ale daje spokój. Poczucie spełnienia, poczucie tego, że jest się we własciwym miejscu, we własciwym czasie z własciwą osobą. Chcialabym tego kiedyś doswiadczyć.
Romans nie da nigdy takiego poczucia bezpieczenstwa...

82

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Raf, Ty nieźle samego siebie bajerujesz. Jasne, romans jest kwestią przypadku big_smile

Z doświadczenia wiem, że tak wcale nie jest. Jakieś dwa lata temu mialam mini kryzys z partnerem- za dużo pracy, rutyna, podobne klimaty- i napatoczył sie taki kolega, co byl ciekawy, nadawał na tych samych falach, był atrakcyjny, a juz chemia mega. Jakoś od początku byłam w stanie zauwazyć gdzie to może prowadzić. Owszem, seksualnie ciagnęlo mnie, ale z drugiej strony nie chcialam zdradzać, bo kocham mojego faceta i dobrze wiedzialam, że ten cały haj bierze sie z tego, że latwiej jest uciec od codzienności niż zacząc rozwiązywać problemy. Zerwalam kontakt i skupilam się na wlasnym związku- nigdy tego nie żalowalam.

Także nie podawaj glodnych kawalków jak to romans dzieje się bez Twojego udziału.

83 Ostatnio edytowany przez Olinka (2021-08-05 11:33:52)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Raf19784 napisał/a:

Nie zgodzę się że romans się planuje.. No chyba że ktoś robi to seryjnie..
Za to w pełni się zgodzę z faktem że bardzo trudno to później zatrzymać lub zawrócić z tej drogi.

Moim zdaniem trzeba bardzo pragnąć cierpienia żeby planować romans. To niedorzeczne- w moim rozumowaniu. Analizując ostatnio dość dogłębnie moją relację z nie moim mężem przypomniała mi się jedna z rozmów,  taka jeszcze nie na płaszczyźnie romansu. Zapytałam go ( jeszcze wtedy praktycznie nic o nim nie wiedząc) czy ma dzieci.
Usłyszałam,  tak mam , ale w życiu jestem sam.
Czyżby to właśnie słowo "sam " otworzyło moje wszystko na Niego?
Wtedy zaczęłam planować,  ale nie romans bo przecież był sam.
Pozdrawiam pierwszym pocaunku okazało się, że jednak oprócz dzieci jest jeszcze żona.
I określenie zasad" nie mogę Ci nic obiecać ".
A ja już rozkochana,  pozbawiona rozsądku,  nie umiejąca zrezygnować z tej namiastki.......nawet nie wiem czego.
Wtedy się nie zatrzymałam a teraz On zawraca mnie z tej drogi. 
Nie przychodzi.
Już do mnie nie przychodzi.




--------------
Jeśli posługujesz się cytatem, rób to, proszę, w sposób, który nie będzie budził wątpliwości, które słowa są Twojego autorstwa, a które pochodzą z czyjejś wypowiedzi. W tym celu możesz użyć tagów 'quote' lub posłużyć się cudzysłowem. Tym razem Twój post edytowałam, ale w przyszłości proszę o stosowanie się do tej zasady.
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka

84

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Nie zgodzę się że romans się planuje.. No chyba że ktoś robi to seryjnie..
Za to w pełni się zgodzę z faktem że bardzo trudno to później zatrzymać lub zawrócić z tej drogi.

Moim zdaniem trzeba bardzo pragnąć cierpienia żeby planować romans. To niedorzeczne- w moim rozumowaniu. Analizując ostatnio dość dogłębnie moją relację z nie moim mężem przypomniała mi się jedna z rozmów,  taka jeszcze nie na płaszczyźnie romansu. Zapytałam go ( jeszcze wtedy praktycznie nic o nim nie wiedząc) czy ma dzieci.
Usłyszałam,  tak mam , ale w życiu jestem sam.
Czyżby to właśnie słowo "sam " otworzyło moje wszystko na Niego?
Wtedy zaczęłam planować,  ale nie romans bo przecież był sam.
Pozdrawiam pierwszym pocaunku okazało się, że jednak oprócz dzieci jest jeszcze żona.
I określenie zasad" nie mogę Ci nic obiecać ".
A ja już rozkochana,  pozbawiona rozsądku,  nie umiejąca zrezygnować z tej namiastki.......nawet nie wiem czego.
Wtedy się nie zatrzymałam a teraz On zawraca mnie z tej drogi. 
Nie przychodzi.
Już do mnie nie przychodzi.

Można dyskutować tydzień na temat schematów rozpoczęcia romansu. Chyba punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ocena z własnego miejsca często najbardziej wydaje nam się słuszna. Inaczej oceni to osoba, która jest sama przez dłuższy czas, ma jakieś deficyty i pragnienia i nagle pojawia się ktoś  kto podaje na tacy gotowca. Inaczej spojrzy ktoś, komu wali się w związku i uwikła się w trudną relację. Inaczej podejdzie osoba patrząca całkiem z zewnątrz. Tego nie da się porównać. Uważam, że jakby nie było się w danej sytuacji, to ciężko jest komuś narzucać swoje zdanie. Z mojej strony największemu wrogowi roli kochanki nie życzę, bo jej obrywa się najbardziej.
Tiw.. czy nie dało Ci do myślenia, że na tym wypadzie z żoną nie było tak całkiem źle? Przecież on się nie odzywał. Czyli wcale nie potrzebował kontaktu z Tobą. Możliwe, że całkiem dobrze spędził czas, przemyślał.. a ten Twój foch po jego powrocie był mu nawet na rękę. Ma pretekst, żeby nie przychodzić. Może nadinterpretuję, ale wniosek jeden - jak nie przychodzi, to tym lepiej dla Ciebie. Nastaw się teraz na rzeczywistość bez niego.

85

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Czy któryś z mężczyzn może mi powiedzieć co spowodowało sytuację w której się znalazłam?
Jakie macie myślenie,  czym byście się kierowali będąc na miejscu mojego nie-męża.
Miał tydzień urlopu,  powiedziałam nie przyjeżdżaj,  nie odwiedzaj mnie przez ten czas. Z jednej strony zrobiłam to dla tego, że bałam się,  że przyjedzie na buziaka,  na szybki seks i powie: sorry,  śpieszę się,  muszę lecieć.
A z drugiej strony,  może to perfidne ale mi było potrzebne by sprawdzić czy podczas tego urlopu on , sam z siebie znajdzie czas by spotkać się ze mną.  Nie wiem gdzie? Może w lesie, polnej drodze.  Dałby mi wtedy poczucie,  że jestem ważna.
Na tym etapie niestety patrzę na siebie przez pryzmat jego zachowań.
Był u mnie w pracy kilka razy dziennie.
W poniedziałek wyszedł i zniknął.
Niby jego samochod stoi tam gdzie zawsze,  ale mnie już nie ma  . Zniknęłam z jego rozkładu dnia.
I proszę,  powiedzcie z Waszego męskiego spojrzenia dlaczego tak się zachowuje.

86 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-05 09:05:49)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Moim zdaniem trzeba bardzo pragnąć cierpienia żeby planować romans. To niedorzeczne- w moim rozumowaniu.

Mało kto chyba tak robi planuje cierpienie ,znajomość na początku na ogół zaczyna się dość niewinnie  i raczej po pierwszym zainteresowaniu akcji i reakcji ,oczekuje się i planuje następną i następną przyjemność,bliskość ,czułość i to się pojawia,dzieje,nie myśli się o tym co później będzie ,bo tego się nie wie,planuje się oczekiwaniem,przyzwoleniem i pozwoleniem,najpierw na rozmowy,flirt,uwodzenie ,zgodą na pierwszy pocałunek,seks.
Z tego co pamiętam to dla mnie w pierwszym okresie to nie był wcale romans tak kompletnie o tym nie myślałem,ani że dzieje stanie się coś złego,nie byłem w stanie przewidzieć konsekwencji emocjonalnych,inni ludzie to mięli romanse i głupio postępowali nie my,nasza miłość była wyjątkowa i szczególna niby niegroźna i bezpieczna ,potem myślenie skręciło w stronę zakazanej,nie rozumianej przez innych miłości brzmiało nieźle. 

Tiw07 napisał/a:

Wtedy się nie zatrzymałam a teraz On zawraca mnie z tej drogi. 
Nie przychodzi.
Już do mnie nie przychodzi.

Czekasz i wyglądasz na niego ?
Przyjdzie ,przyjdzie nie ma co ,to jest zwykle bardziej prawdopodobne.Masz w głowie jego figurę i łatwo wykorzystać to jako punkt zaczepienia,niemal cały czas myślisz i rozmyślasz, co za wami,co z Tobą ,dlaczego tak się czujesz i robisz raz to czego nie chcesz,choć bardzo chcesz ,czujesz to czego nie chcesz ,dlaczego on to ci robi ,co się dzieje .
odpowiedzi tak naprawdę są bardzo proste macie romans i gracie ze sobą.On jakoś tam manipuluje i Ty manipulujesz akurat teraz sobą w celu rozpoznania sprawdzenie tego co on myśli o Tobie i czy coś zamierza zmienić.
Zależy jak chcesz to widzieć ,to jego milczenie ,jak interpretujesz i analizujesz jego intencje i jego stosunek do Ciebie ile czasu na to przeznaczasz
czy dostałaś karę za focha i chłód czy przestrzeń na przemyślenia i refleksję - tak będziesz się czuć z tym i w tym.
Tylko czy Ty chcesz tego czy nie i czego chcesz w tym od siebie.Ty wybierasz kolejność uczuć i brak panowania nad nimi.
To niezłośliwe - co teraz planujesz powiedzieć ,pokazać zrobić i jak chcesz się poczuć ,kiedy on się zjawi ,bo on się zjawi łatwo nie odpuści
chyba że jest z tych takich zaawansowanych nałogowców ale to też nie łatwo wypuścić z rąk źródło przyjemności ,czasem w romansie musi być przykro żeby potem było przyjemniej i było ukojenie,tak dynamika dramat bywa częścią romansu ,sielanka jest też czymś nietrwałym ,a organizm nie jest przygotowany i przystosowany do odczuwania euforii bezustannie .

87

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Przyjechał do pracy,  samochód stoi na parkingu.
Nie przyszedł.
Ja też jestem w pracy.
I nie daje rady.
Nie mogę powstrzymać łez.

Co takiego złego zrobiłam,  że  tak mnie odstawił???
Wy wiecie,  że to  koniec.
Proszę przekonajcie mnie o tym bo te poranki i ta nadzieja,  że może właśnie dzisiaj przyjdzie mnie zabija.
Olał mnie, prawda,  zdjął mi koszulkę z numerem 2, już się znudziłam.
To, że w poniedziałek powiedziałam,  że nie wiem czy chcę rozmawiać wykorzystał jako pretekst,  prawda?

88

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

(...) Wolałbym,  żeby to on się wycofał. (...)

Zrobił to.

89 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-05 09:22:29)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Przyjechał do pracy,  samochód stoi na parkingu.
Nie przyszedł.
Ja też jestem w pracy.
I nie daje rady.
Nie mogę powstrzymać łez.

Co takiego złego zrobiłam,  że  tak mnie odstawił???
Wy wiecie,  że to  koniec.
Proszę przekonajcie mnie o tym bo te poranki i ta nadzieja,  że może właśnie dzisiaj przyjdzie mnie zabija.
Olał mnie, prawda,  zdjął mi koszulkę z numerem 2, już się znudziłam.
To, że w poniedziałek powiedziałam,  że nie wiem czy chcę rozmawiać wykorzystał jako pretekst,  prawda?

Tiw dłuższa droga przed Tobą ,bardzo pragniesz i pożądasz jego przyjścia.
w następny poniedziałek on pewnie przyjdzie i polecisz ,odlecisz ,odpuścisz mu wszystko ,te całe dwa tygodnie milczenie.Odstawienie i wycofanie  też pójdzie w niby niepamięć ,byle tylko przyszedł i coś powiedział - przeprosił i się wytłumaczył Ty zrozumiesz.
Pytasz dlaczego przez tydzień urlopu się nie odzywał ,jedną z możliwości jest być może to że jest doświadczonym chłodnym graczem,mniej więcej wie jak Ciebie uwikłać milczeniem ,drugą był mocno zajęty i bawił się świetnie z rodziną ,przy okazji postawił przed żoną zasłonę dymną tym że nie odchodził w ustronne miejsce zadzwonić i wysłać smsa ,no niby mógł w ubikacji ,ale może nie tęsknił aż tak ,bo zakładał że Ty i tak czekać będziesz bez względu na jego milczenie i rozumiesz to że on musiał stwarzać pozory przed żoną.
Jeżeli ma doświadczenie w romansowaniu to liczy się z tym i wie że bardzo wiele romansów przez nieuwagę i nieostrożność wychodzi na jaw na wakacjach właśnie ,inna scenografia i aranżacja ,więcej czasu z rodziną i inne od niego oczekiwania ,jest jakby pod stałą obserwacją ,albo tak się czuje ,niekoniecznie tak jest ,inny rozkład dnia.
Trudno wejść mu do głowy ,osoby uwikłane w romans przyjmują rożne strategie i postawy .
Tylko nie wiem w czy wiedza o tym co on kombinuje ma Ci pomóc ,ponieważ mam wrażenie że za wszelką cenę chcesz uchwycić się jakiejś nadziei,chcesz ulgi i byle jakiego wytłumaczenia i usprawiedliwienia ,a będziesz cierpieć ,bo masz fazę nienasycenia i stajesz się coraz bardziej zazdrosna i zaborcza  o kochanka ,koniecznie on ma zdecydować o Twoim życiu i kontynuacji romansu .

90

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

(...) Co takiego złego zrobiłam,  że  tak mnie odstawił??? (...)

To

(...)  chciałabym się od niego dowiedzieć,  zapytać go kim dla niego jestem. (...)
Powiedział mi, że dziwnie się zachowuje,  że nie chciałam go pocałować. (...)

Kochanka ma być czasoumilaczem: bezkonfliktowa, pozbawiona fochów i jakichkolwiek oczekiwań.
Popsułaś się. Tylko tyle i aż tyle.

91 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-05 09:47:46)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Wielokropek napisał/a:

Popsułaś się.

I jeszcze psujesz "wszystko" Tiw ,
a miało być tak prosto i tak pięknie .jasny układ - bez renegocjacji.Trzeba Ci kawę na ławę a to trudne do powiedzenia wprost widocznie dla niego ,jak poznasz prawdę to może się rozmyślisz ,albo czar pryśnie
Ty utrudniasz ,komplikujesz,wydziwiasz,stwarzasz kłopotliwe ,takimi "manifestacjami" nie chcesz powiedzieć,nie ciesząc się na powitanie,będzie Twoja wina i to Ty będziesz przepraszać ,prosić o wybaczenie ,błagać o spotkanie jak podejmiesz takie wyzwanie.
jemu przecież na tym urlopie było ciężko ( albo lekko,a ciężko jest lekko żyć ).

92

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Przyjechał do pracy,  samochód stoi na parkingu.
Nie przyszedł.
Ja też jestem w pracy.
I nie daje rady.
Nie mogę powstrzymać łez.

Co takiego złego zrobiłam,  że  tak mnie odstawił???
Wy wiecie,  że to  koniec.
Proszę przekonajcie mnie o tym bo te poranki i ta nadzieja,  że może właśnie dzisiaj przyjdzie mnie zabija.
Olał mnie, prawda,  zdjął mi koszulkę z numerem 2, już się znudziłam.
To, że w poniedziałek powiedziałam,  że nie wiem czy chcę rozmawiać wykorzystał jako pretekst,  prawda?

Idę o zakład że jeszcze przyjdzie.. Ale Ty powinnaś trzymać się od niego z daleka - to seryjny zdradzacz z tego co piszesz.. Można by podejsc do tematu inaczej gdyby facet się zakochał - zdarza się - może to sobie bylibyście pisani.
Pilnuj się i bądź twarda - mocne postanowienia i ich realizacja.

93

Odp: Jestem kochanką - cierpię
paslawek napisał/a:

(...) Trzeba Ci kawę na ławę a to trudne do powiedzenia wprost widocznie dla niego ,jak poznasz prawdę to może się rozmyślisz ,albo czar pryśnie (...)

Jak to "trudne dla niego"? Przecież w pierwszym swym poście autorka przytoczyła jego słowa:

Tiw07 napisał/a:

(...) Powiedział " mam dzieci,  niczego nie mogę Ci obiecać ". (...)

Od tego momentu znała prawdę i zgodziła się być kochanką.

94

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Już tak boli mnie dusza i ciało, że chcę z nim jakiegokolwiek kontaktu. 
Ostatkiem sił powstrzymuje się,  żeby mu napisać,  że szampan   który otworzył w poniedziałek już gnije,  chcę mu napisać,  ze go wyleję,  chcę zapytać czemu nie umie rozmawiać,  czemu nie przychodzi.
To takie poniżające.
Ale może wtedy odpisze,  a może nie . I to nie odpisanie pogrąży mnie w rozpaczy z której może długo nie wyjdę.
Wiem, ze to wszystko jest strasznie poniżające dla mnie ale szukam ulgi.  Chcę wiedzieć,  żeby jutro znów nie czekać.

95

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Już tak boli mnie dusza i ciało, że chcę z nim jakiegokolwiek kontaktu. 
Ostatkiem sił powstrzymuje się,  żeby mu napisać,  że szampan   który otworzył w poniedziałek już gnije,  chcę mu napisać,  ze go wyleję,  chcę zapytać czemu nie umie rozmawiać,  czemu nie przychodzi.
To takie poniżające.
Ale może wtedy odpisze,  a może nie . I to nie odpisanie pogrąży mnie w rozpaczy z której może długo nie wyjdę.
Wiem, ze to wszystko jest strasznie poniżające dla mnie ale szukam ulgi.  Chcę wiedzieć,  żeby jutro znów nie czekać.

Niestety ten proces potrwa.. Ledwo go rozpoczęłas..

96

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Typowe, jeśli wszystko to jest prawdą, objawy odstawienne.

97

Odp: Jestem kochanką - cierpię

" mam dzieci,  niczego nie mogę Ci obiecać "
Cwaniak - sprytne to było z jego strony i wizja dzieci nieszczęśliwych przez Tiw ( w domyśle ),ale wyżej ktoś napisał coś w tym stylu ,zupełnie inaczej by zabrzmiało :
"Tiw ja chcę tylko i wyłącznie  z Tobą  seksu i czasem pogadać od poniedziałku do piątku weekendy odpadają - nic więcej ,wchodzisz w to albo nie ,jeżeli się zakochasz ,będziesz liczyć na związek to z nami koniec "
Kwestia tego w co chce się wierzyć i co chce się słyszeć

98

Odp: Jestem kochanką - cierpię

paslawku,
jasnym jest, że kochanek autorki jest cwaniakiem; ona zaś na jego cwaniactwo przystała.

99 Ostatnio edytowany przez Badas (2021-08-05 10:28:13)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Już tak boli mnie dusza i ciało, że chcę z nim jakiegokolwiek kontaktu. 
Ostatkiem sił powstrzymuje się,  żeby mu napisać,  że szampan   który otworzył w poniedziałek już gnije,  chcę mu napisać,  ze go wyleję,  chcę zapytać czemu nie umie rozmawiać,  czemu nie przychodzi.

Ja pier.....zostałaś KOCHANKĄ świadomie, a nie z przymusu. Świadomie wlazłaś z butami w życie innej kobiety i dzieci. Razem z nim deptałaś to małżeństwo świadomie. Świadomie z nim sypiałaś. Teraz świadomie chcesz żeby on dla ciebie rozwalał dalej tą rodzinę. Tu nie ma punktu widzenia zależnego od siedzenia. Ja dla takich osób nie mam współczucia ani zrozumienia. Każda ze stron budzi we mnie totalny brak szacunku.

100

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Już tak boli mnie dusza i ciało, że chcę z nim jakiegokolwiek kontaktu. 
Ostatkiem sił powstrzymuje się,  żeby mu napisać,  że szampan   który otworzył w poniedziałek już gnije,  chcę mu napisać,  ze go wyleję,  chcę zapytać czemu nie umie rozmawiać,  czemu nie przychodzi.

Umie, tylko nie chce.

Tiw07 napisał/a:

To takie poniżające.
Ale może wtedy odpisze,  a może nie . I to nie odpisanie pogrąży mnie w rozpaczy z której może długo nie wyjdę.
Wiem, ze to wszystko jest strasznie poniżające dla mnie ale szukam ulgi.  Chcę wiedzieć,  żeby jutro znów nie czekać.

Ale przecież wiesz już wszystko, i to wiesz od dawna.
Na podstawie wiedzy jaką masz o nim, dawno już mogłaś podjąć decyzję o tym, czy czekać, czy nie.
Przecież nie dostałaś teraz nagle jakichś nowych informacji, które zmieniałyby Twoją sytuację.

101 Ostatnio edytowany przez takata (2021-08-05 11:09:33)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Już tak boli mnie dusza i ciało, że chcę z nim jakiegokolwiek kontaktu. 
Ostatkiem sił powstrzymuje się,  żeby mu napisać,  że szampan   który otworzył w poniedziałek już gnije,  chcę mu napisać,  ze go wyleję,  chcę zapytać czemu nie umie rozmawiać,  czemu nie przychodzi.
To takie poniżające.
Ale może wtedy odpisze,  a może nie . I to nie odpisanie pogrąży mnie w rozpaczy z której może długo nie wyjdę.
Wiem, ze to wszystko jest strasznie poniżające dla mnie ale szukam ulgi.  Chcę wiedzieć,  żeby jutro znów nie czekać.

Może nie trzeba Cię więcej poklepywać po placach a powiedzieć wprost " jesteś żałosna a takich kobiet żaden facet nie szanuje "
Jesteś żałosna nie dlatego że wdałaś się w romans ale dlatego, że przestałaś się szanować jako kobieta. On wszedł w romans z kimś innym niż jesteś teraz i dziś nie chce podnóżka, którym może pomiatać jak ..., tylko partnerki z którą może uprawiać seks.

Ot i odpowiedź na Twoje pytanie. A będzie jeszcze gorzej bo za chwilę znajdzie inną , a nie jakąś rozmemłaną histeryczkę..

jedna rada dla Ciebie, wywal dziada ze wszystkich kontaktów, telefonu internetu, maili. Zasłoń okna i nie pokazuj się tam gdzie może być on. Pewnie jak zobaczy, że jest  olewany to się uaktywni, bo przecież takiego jebaki nie można od tak olać.. A wtedy mama nadzieje będziesz sama wiedziała co masz robić..

102

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Kobieto, ale po co Ci to? Piszesz w takim tonie jakbyś byla uzależniona od tego faceta ..no ale jeszcze jakby warto byl od kogo się tak uzalezniac. Pocierpisz, poplaczesz a potem przejdzie i na przyszłość uważaj żeby znowu nie wejść w takie bagno. Tak szczerze to piszesz na anonimowym forum bo wstyd się przed ludzmi przyznać ze mialo się romans z żonatym. Serio tak fajnie wstydzic się swoich uczuć?  I ukrywać z uczuciem ? Nie można poznać wolnego faceta i planować z nim urlop? Albo fajny weekend? Przeciez to co robisz to strata czasu. Chyba kochanki po prostu lubią adrenalinke i troche poplakac nad sobą.
A teraz się rozkleilas i rozmemlalas a on czegoś takiego nie chce. Ma już w domu kim się opiekowac- dzieci a od zwracania glowy i historii jest żona.
Dlatego przygotuj się na to , że on o Ciebie walczyć nie będzie. Nawet muzułmanie odchodzą od posiadania więcej niż jednej partnerki życiowej.
Nie wiem na co liczylas i na co teraz liczysz ale żeby zachować chociaz skrawek godności to weź i go olej. Skup się na sobie żeby sobie jakoś pomóc no i zaopiekować się sobą. Na niego nie licz.

103

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Już tak boli mnie dusza i ciało, że chcę z nim jakiegokolwiek kontaktu. 
Ostatkiem sił powstrzymuje się,  żeby mu napisać,  że szampan   który otworzył w poniedziałek już gnije,  chcę mu napisać,  ze go wyleję,  chcę zapytać czemu nie umie rozmawiać,  czemu nie przychodzi.
To takie poniżające.
Ale może wtedy odpisze,  a może nie . I to nie odpisanie pogrąży mnie w rozpaczy z której może długo nie wyjdę.
Wiem, ze to wszystko jest strasznie poniżające dla mnie ale szukam ulgi.  Chcę wiedzieć,  żeby jutro znów nie czekać.

Chcesz pełni relacji... a masz jakby pół, bo to tylko romans.
Zatem wyrzucasz romans na śmietnik.
Płaczesz, że nie masz nic.

Chcesz nie czekać jutro? To wbij sobie do głowy że to koniec i nie czekaj...

Będziesz czekać? To trzeba było nie niszczyć romansu jak chciał Cię pocałować...

104

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Tiw, nie dalej jak wczoraj napisałaś:

Tiw07 napisał/a:

Zabrzmi to drastycznie,  ale od teraz zaczynam planować.
Planować morderstwo tej głupiej miłości jaką go darzę.

Dziś z kolei:

Tiw07 napisał/a:

Przyjechał do pracy,  samochód stoi na parkingu.
Nie przyszedł.
Ja też jestem w pracy.
I nie daje rady.
Nie mogę powstrzymać łez.

Jeżeli mądrze, w tym rozsądnie, sobie tego nie poukładasz i nie podejmiesz radykalnej decyzji, każdego ranka historia będzie się powtarzać. Będziesz umierać z tęsknoty, poczucia żalu, zapewne też złościć się, ale przede wszystkim czekać, że on mimo wszystko przyjdzie, że romans się nie kończy. Musisz jednak zdać sobie sprawę, że nawet jeśli tak się stanie, to i tak w końcu nastąpi moment, kiedy po raz kolejny uświadomi Ci, że jesteś TYLKO kochanką i ponownie się od Ciebie odsunie. Wtedy będzie Ci jeszcze trudniej.

Jeśli mam być szczera, naiwnie liczysz na coś, co nie ma prawa się zdarzyć, bo on wyraźnie dał Ci do zrozumienia gdzie jest Twoje miejsce w tym szeregu. Nigdy nie przeskoczysz swojego statusu, a im dłużej potrwa ta sytuacja, tym bardziej oboje będziecie tego pewni.

I tak, na ten moment wykorzystał pretekst. Wbrew pozorom faceci mają problem z kończeniem romansów, choćby dlatego, że nie wiedzą do czego zdolna jest druga strona i jak bardzo namiesza im jeszcze w życiu. Teraz z kolei może powiedzieć, że strzeliłaś głupiego focha i że to była Twoja decyzja, a on to jedynie wziął pod uwagę.

105

Odp: Jestem kochanką - cierpię

To co mówię pewnie czasem się wyklucza.
Widzę to dokładnie.  Ja kocham i jest we mnie tyle sprzecznych emocji,  że w jednej chwili planuję morderstwo a w drugiej pragnę, żeby dźwięk się otworzyły i żeby w nich stanął On.
Ja mam moralniaka,  nie jestem bez serca ale proszę uwierzcie jeszcze na początku gdy nic nas nie łączyło powiedział: mam dzieci,  ale jestem sam.
Dopiero po pocaunku usłyszałam: nie mogę Ci nic obiecać.
Ale ja już byłam po drugiej stronie.
Zaopiekował moje braki,  zapełnił pustki. Pewnie jestem egoistką ale nie potrafiłam się wycofać.
Nigdy nie stawiałam mu warunków,  nie żądałam,  żeby dla mnie zmienił swoje życie.
Nie da się zaprogramować serca.
Bycie kochanką jest złe,  bo niszczy rodzinę.  Ale to nie ja go wybrałam,  nigdy nie powiedziałam złego słowa na jego żonę.
Nie usprawiedliwiam się ale to jemu czegoś brakowało  i znalazł to u mnie. W kobiecie głodnej uczucia.
Kochanka też ma serce i również cierpi.

106

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

W kobiecie głodnej uczucia.
Kochanka też ma serce i również cierpi.

I po co się skazywać na to cierpienie? Przeciez to dobrze znany wszystkim scenariusz z fatalnym zakończeniem. Rozsądek podpowiada najpierw poczekac az rozstanie się z żona a pozniej układać sobie życie.
Pokochaj najpierw siebie i zacznij siebie szanować.
Nie będziesz wtedy " głodna uczucia" ani nie będziesz wpadać w byle jakiego ramiona.
Może jakaś terapia ? Myslalas kiedyś o tym?
Zamiast wyniszczać swoja duszę zadbaj o nią.

107

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

(...) Kochanka też ma serce i również cierpi.

To bądź dobrą dla siebie i nie dokładaj sobie cierpień. Poszukaj też dobrego psychoterapeuty, by w bezpiecznych warunkach uporać się ze swym dzieciństwem, które tak negatywnie interweniuje w Twej (i nie tylko Twej) teraźniejszości, i które interweniować będzie dalej, gdy ciągle będziesz głodną uczucia a jedyną drogą jego zaspokojenia jest dla Ciebie rzucenie się w objęcia tego, kto zechce Cię (wybacz) użyć. To też może być przestrzeń na zbudowanie przez Ciebie poczucia własnej wartości, na wybaczenie sobie.

108

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

To co mówię pewnie czasem się wyklucza.
Widzę to dokładnie.  Ja kocham i jest we mnie tyle sprzecznych emocji,  że w jednej chwili planuję morderstwo a w drugiej pragnę, żeby dźwięk się otworzyły i żeby w nich stanął On.
Ja mam moralniaka,  nie jestem bez serca ale proszę uwierzcie jeszcze na początku gdy nic nas nie łączyło powiedział: mam dzieci,  ale jestem sam.
Dopiero po pocaunku usłyszałam: nie mogę Ci nic obiecać.
Ale ja już byłam po drugiej stronie.
Zaopiekował moje braki,  zapełnił pustki. Pewnie jestem egoistką ale nie potrafiłam się wycofać.
Nigdy nie stawiałam mu warunków,  nie żądałam,  żeby dla mnie zmienił swoje życie.
Nie da się zaprogramować serca.
Bycie kochanką jest złe,  bo niszczy rodzinę.  Ale to nie ja go wybrałam,  nigdy nie powiedziałam złego słowa na jego żonę.
Nie usprawiedliwiam się ale to jemu czegoś brakowało  i znalazł to u mnie. W kobiecie głodnej uczucia.
Kochanka też ma serce i również cierpi.

Jesteś idealnym materiałem na kochankę, nie stawiasz warunków, nie żądasz zmian, złego słowa nie powiesz. Jednym słowem potulny ideał z którym można się przespać, odreagować gorszy dzień, napić się szampana. Tak o zresetować się i można wracać do rodzinnych obowiązków. Pokazałaś swoje emocje raz, pokazałaś nerwy i jak najbardziej było to zrozumiałe. Każdy by się wkurzył. A Ty teraz, mam wrażenie najchętniej byś go przepraszała za swoje zachowanie. Byle się zjawił, byle znowu się zaciągnąć nim. Wszyscy jak jeden po kolei mówią ratuj się, uciekaj z tego, Walcz o siebie, bo tylko sobie szkodzisz, a Ty z uporem trzymasz się tej tęsknoty. Też się trzymałam.. poszlo nie w miesiące, tylko w lata. Okazało się, że stoję na granicy depresji. Nie będę tu opowiadać, ale Twój wybór, możesz sprawdzić na własnej skórze. Założę się, że skończysz w podobnym miejscu. Zapytaj siebie czy warto.

109

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

To co mówię pewnie czasem się wyklucza.
Widzę to dokładnie.  Ja kocham i jest we mnie tyle sprzecznych emocji,  że w jednej chwili planuję morderstwo a w drugiej pragnę, żeby dźwięk się otworzyły i żeby w nich stanął On.
Ja mam moralniaka,  nie jestem bez serca ale proszę uwierzcie jeszcze na początku gdy nic nas nie łączyło powiedział: mam dzieci,  ale jestem sam.
Dopiero po pocaunku usłyszałam: nie mogę Ci nic obiecać.
Ale ja już byłam po drugiej stronie.
Zaopiekował moje braki,  zapełnił pustki. Pewnie jestem egoistką ale nie potrafiłam się wycofać.
Nigdy nie stawiałam mu warunków,  nie żądałam,  żeby dla mnie zmienił swoje życie.
Nie da się zaprogramować serca.
Bycie kochanką jest złe,  bo niszczy rodzinę.  Ale to nie ja go wybrałam,  nigdy nie powiedziałam złego słowa na jego żonę.
Nie usprawiedliwiam się ale to jemu czegoś brakowało  i znalazł to u mnie. W kobiecie głodnej uczucia.
Kochanka też ma serce i również cierpi.

Tiw, ja Cię nie oskarżam, bo skoro tu jesteś i prosiłaś o pomoc, zadając przy tym pytanie "jak się uwolnić, jak stanąć na nogi i zrozumieć, że z tego nic nie będzie", to po pierwsze nie tego potrzebujesz, a po drugie wyraźnie zaczynasz przeglądać na oczy. Rzecz w tym, że to co czujesz, ale wbrew pozorom wciąż odrzucasz, musisz przyjąć do wiadomości i zaakceptować. Bez tej świadomości nie ruszysz do przodu i dalej będziesz cierpieć, zresztą z czasem coraz bardziej. 

Uwierz, że ten facet nie da Ci szczęścia, w ogóle da Ci wyłącznie tyle, ile sam uzna za słuszne i na ile dla NIEGO będzie to dobre i wygodne. To jest egoista i Ty się tutaj zupełnie nie liczysz. Zresztą sama spójrz - było tyle emocji, nadziei, a nawet słów, które tak bardzo potrzebowałaś usłyszeć, a zostało Ci jedno, wielkie NIC. On jest cyniczny, w końcu "niczego nie obiecywał", a przecież musiał zdawać sobie sprawę, że jeśli był między Wami seks, namiętność, tajemnica, to możesz się zauroczyć. Dla niego to wszystko jest jednak bardzo proste - albo jest tak jak on tego chce, albo pokazuje bardzo wyraźnie gdzie jest Twoje miejsce. Przez cały tydzień nie dał znaku życia, nie interesowało go, że na pewno czekasz na jakikolwiek sygnał zainteresowania, potem jakby nigdy nic, zresztą przy okazji upokarzając Cię, po prostu sobie wyszedł, a teraz karze, bo nie zareagowałaś tak, jak pan i władca sobie tego życzył. Dla niego Twoje uczucia nie mają ŻADNEJ wartości, liczy się tylko to, czego on chce i na ile jesteś w stanie zrobić mu - jakkolwiek dwuznacznie to nie zabrzmi - dobrze.

Im szybciej to do Ciebie dotrze, tym krótsza będzie Twoja droga do zdrowienia.

110

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Na moją uległość i na bycie idealną kochanką ma pewnie wpływ wiele rzeczy,  które zdarzyły się w mojej przeszłości.  Nieudane małżeństwo,  trafianie na facetów,  którzy mnie wykorzystywali finansowo. Jestem po 40 i jestem sama.  Skomlę o miłość,  bo nigdy nie czułam się kochana. 
Napisał mi dzisiaj , że za mną tęskni,  że obserwuje mnie od wielu lat, że teraz gdy mnie nie ma czuje się jak ktoś,  komu odebrano największe marzenie i powiedziano  :  ono nigdy się nie spełni.
I ja na głodzie miłości powinnam mu powiedzieć: odejdż???

111

Odp: Jestem kochanką - cierpię

To zależy od Twego celu. Jeśli chcesz zjeść truciznę, padnij przed nim na kolana, całuj jego stopy i błagaj o przebaczenie.
Jeśli chcesz faktycznie zadbać o siebie, zerwij jakikolwiek kontakt i idź na terapię.

112 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-05 22:10:51)

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Na moją uległość i na bycie idealną kochanką ma pewnie wpływ wiele rzeczy,  które zdarzyły się w mojej przeszłości.  Nieudane małżeństwo,  trafianie na facetów,  którzy mnie wykorzystywali finansowo. Jestem po 40 i jestem sama.  Skomlę o miłość,  bo nigdy nie czułam się kochana. 
Napisał mi dzisiaj , że za mną tęskni,  że obserwuje mnie od wielu lat, że teraz gdy mnie nie ma czuje się jak ktoś,  komu odebrano największe marzenie i powiedziano  :  ono nigdy się nie spełni.
I ja na głodzie miłości powinnam mu powiedzieć: odejdż???

bardzo okrutny człowiek z niego moim zdaniem ,a najgorsze jest to że kiedy on pisze Ci takie rzeczy musi się sam okłamać ,że wierzy w to co napisał to mroczny wariant - mogę się mylić pod wpływem różnych znanych mi historii takich i z własnego i cudzego doświadczenia głębiej i od wewnątrz poznanego
jest jednak  bardzo bardzo prawdopodobny ten wariant i facet to może nawet nie jest jakiś wielki potwór ,chce swego i to co mu się należy,to co mu obiecałaś,a  jak jest menda to nie poprzestanie na manipulowaniu i graniu na Twojej słabości i emocjach ,marzeniach,deficytach będzie Ciebie obarczał i poruszał czułe struny,wiedz że to taki rodzaj zniewalania i uzależniania kogoś za pomocą niby pięknych słów .Od Ciebie wiele zależy jednak co wybierasz  i nie musisz ulegać pod wpływem słów .
Ołowiowy cukier silna trucizna też jest słodki .

113

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Napisał mi dzisiaj , że za mną tęskni,  że obserwuje mnie od wielu lat, że teraz gdy mnie nie ma czuje się jak ktoś,  komu odebrano największe marzenie i powiedziano  :  ono nigdy się nie spełni.
I ja na głodzie miłości powinnam mu powiedzieć: odejdż???

O naiwności!
Swoją drogą kiedy to napisał? Po godz. 19:08, a przed 21:20?

114

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Na moją uległość i na bycie idealną kochanką ma pewnie wpływ wiele rzeczy,  które zdarzyły się w mojej przeszłości.  Nieudane małżeństwo,  trafianie na facetów,  którzy mnie wykorzystywali finansowo. Jestem po 40 i jestem sama.  Skomlę o miłość,  bo nigdy nie czułam się kochana. 
Napisał mi dzisiaj , że za mną tęskni,  że obserwuje mnie od wielu lat, że teraz gdy mnie nie ma czuje się jak ktoś,  komu odebrano największe marzenie i powiedziano  :  ono nigdy się nie spełni.
I ja na głodzie miłości powinnam mu powiedzieć: odejdż???

To w sumie, po co zmieniać schematy. Jak Cie wykorzystywali, to jeden w tę czy we tę.. Ten też Cię wykorzystuje. Wyciśnie z Ciebie resztki radości życia. Nie jesteś jedyną kobietą po przejściach. To nie może być Twoje wytłumaczenie. Chciałabym tak bardzo przemówić Ci do rozsądku, ale tak żeby dotarło - nie popełniaj moich błędów i błędów wielu kobiet, które w bólach wychodziły z romansu. Mimo tego, że Cię ciągnie, to nie skończy się dobrze. Będziesz cierpieć na własne życzenie. Zwróć jeszcze uwagę, że mówiły Ci tutaj osoby, że on się odezwie. Przetrzyma Cię i się odezwie, a Ty z maslanymi oczami będziesz chętna lecieć. Zobacz, jak dokładnie się sprawdza. Możliwe, że każda historia jest inna, ale niestety, Twoja NIE jest wyjątkowa. I albo mu odmawiasz teraz i go wyrzucasz na amen albo odstawiaj go stopniowo. Ale wbij sobie w końcu do głowy, że z tym człowiekiem skończysz jak narkoman. Naćpany, leżący pod mostem narkoman błagający o więcej. Współczuję Ci, że się w to wpakowałaś.

115

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Tiw, kurcze, Twoja historia pokazuje podłość a raczej egoizm zdradzacza, żony nie zostawi, Tobie nie daje szans na szczęście z kimś innym a nawet dojście do ładu z samą sobą. On nie kocha nikogo chyba.
Tiw, masz 40 lat, to nie jest dużo, możesz wszystko, uwierz w to, może idź na jakiś kurs, zajęcia, studia, poznaj nowych ludzi - mnie to pomogło, może także Tobie pomoże.
Masz jakiegos zwierzaka? Ja mam, tulę go, spacerujemy, to też pomaga.

116

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Autorko 40 lat to nie jest dużo. Znam osoby po 40 , którym udało się ułożyć sobie życie z kimś. Może tak od razu to nie przyszlo bo wymagało PRACY NAD SOBĄ. Oczywiście Twoją sprawa możesz ulec temu Panu i wybrać tą łatwiejszą drogę, zaspokoić od razu głód emocjonalny. Ulzy, ale na chwilę bo potem delikwent znowu zniknie pochłonięty rodzinnymi obowiązkami.
Uświadom sobie ,że miłość nie boli,nie rani..z powodu miłości do drugiej osoby nie cierpi się tak jak Ty teraz. Miłość uskrzydla, daje poczucie bezpieczeństwa, daje bezpieczną przystań.
To co Was łączy to nie jest uczucie. Z Twojej strony to jakieś niezrozumiałe uzależnienie a z jego wyrahowanie.

117

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Drogie Bravo.
Wsadziłam łapę do wrzącej wody i cierpię.
Błagam, doradźcie co mam robić (wyjęcie łapy z wrzątku nie wchodzi w grę).

118

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Noben w punkt, dokładnie tak, Kochanka jest w takim punkcie zamroczenia że można chamsko powiedzieć  " trudno o mur łebem tłuc.....itd"                                                                                                                                         ktoś tam rozkosznie napisał że uważa iż ona, Kochanka cierpi najbardziej i to jest właśnie na ten czas, najbardziej odpowiednia do rozmowy z Autorką osoba i narracja, wszystko inne 'groch o ścianę'

119

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Najrozsądniej i najlepiej dla Ciebie będzie zostawić tę relację. Nic Ci ona nie daje dobrego, zabiera czas i zatruwa psychikę. Facet Cię nie kocha. Ba - on Cię nawet nie lubi, skoro tak Tobą manipuluje. W dupie Cię ma jako człowieka.  Bawi się Tobą, Twoimi emocjami, może nawet ma niezły ubaw widząc Twoje psie przywiązanie. Pogoń go wreszcie i zacznij żyć.

120

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Ania2019 napisał/a:

może idź na jakiś kurs, zajęcia, studia, poznaj nowych ludzi - mnie to pomogło, może także Tobie pomoże.
Masz jakiegos zwierzaka? Ja mam, tulę go, spacerujemy, to też pomaga.

Poszukaj czegoś co zabije pustkę emocjonalną w Tobie i wypełni potrzebę bliskości w Tobie

121

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Chcę z całego serca podziękować każdemu z osobna za pomoc, ktorą mi daliście,  za każde słowo,  które zmusiło mnie do refleksji. Za każde współczucie i każdą krytykę .
Wszystko to mam w głowie i sercu.
Ten trudny czas udało mi się przetrwać tylko dzięki temu, że byliście ze mną.
Ja żyłam tym co od Was dostawałam.
Przetrwałam, bez płaczu, złych myśli tylko dzięki każdemu z Was.
Dziękuję z całej siebie.

Przyszedł do mnie wczoraj.
Uklęknął przede mną,  wtulił głowę w mój brzuch i powiedział: kocham Cię.

Pewnie jeszcze do Was wrócę .

122

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Tiw07,
dbaj o siebie, bo warto! smile

Życzę szczęścia (bo rozumu i umiejętności korzystania z niego masz sporo).

123

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Przyszedł do mnie wczoraj.
Uklęknął przede mną,  wtulił głowę w mój brzuch i powiedział: kocham Cię.

Pewnie jeszcze do Was wrócę .

Czad
Nie wytrzymał chłopina do poniedziałku,
inaczej zadziałał choć też przewidywalnie -
odpłynęłaś ? Trudno parę miesięcy masz przed sobą tego samego co do tej pory "falowanie i spadanie" .
a w weekend zabierze Ciebie gdzieś ,czy masz sama siedzieć i czekać do poniedziałku ?
Czyli co ? "to kocham Cię" to wystarczy ? Komu i do czego ? Słowa ,słowa.
Skoro kocha to co się stanie ,co zrobi dla Ciebie,czy tylko ma być jak wcześniej ?
Ty masz zrobić znowu coś dla niego ? Czy nic nikt nie ma robić ?
Takie kochanie bez działania - na słowa i gesty ,aha ?
Naprawdę dbaj w tym o siebie na ile się da - zrób coś też ze sobą przez ten czas czekaj tylko na niego i do dyspozycji
ale to całe pisanie to nadaremno ,tylko chciałaś przetrwać te parę dni - nic więcej .
Sporo przed Tobą jeszcze - nie wszystko Ci się spodoba to nie koniec ,aż do dna z drugiej strony nie ma co się tak ślizgać ,jak już jesteś w tym to wejdź do końca widocznie nie da się inaczej.
Trzymaj się .

124

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Szkoda, im dalej chcesz głodować i się zaspakajać resztkami starego zepsutego jedzenia , tym dłużej będziesz cierpieć.
Ktoś wyżej miał rację, chciałaś tylko przeżyć te kilka dni. Ale myślę, że nie jesteś jeszcze gotowa na rezygnację. Zepsute,  niezdrowe jedzenie skutkuje niestrawnością. Jeszcze Ci się to odbije. Już się męczysz,  może być tylko gorzej.
Zacznij dać o swoje zdrowie,  również psychiczne.

125

Odp: Jestem kochanką - cierpię
paslawek napisał/a:
Tiw07 napisał/a:

Przyszedł do mnie wczoraj.
Uklęknął przede mną,  wtulił głowę w mój brzuch i powiedział: kocham Cię.

Pewnie jeszcze do Was wrócę .

Czad
Nie wytrzymał chłopina do poniedziałku,
inaczej zadziałał choć też przewidywalnie -
odpłynęłaś ? Trudno parę miesięcy masz przed sobą tego samego co do tej pory "falowanie i spadanie" .(…)

Zdziwiło Cię to, pasławku?
Wątpię :-)
Przecież właśnie dlatego, że ją wzruszają takie tanie chwyty, to jest kochanką i wylądowała w takiej relacji.
Nazywam to „mentalnością kochanek”, czytam te ich wątki i wszystkie są jak od linijki, nadają piątej głębi i dziesiątego sensu tanim gestom, żeby dokopać się do pożal boziu - romantyzmu czy też wielkiej „miłości”.

126

Odp: Jestem kochanką - cierpię
MagdaLena1111 napisał/a:
paslawek napisał/a:
Tiw07 napisał/a:

Przyszedł do mnie wczoraj.
Uklęknął przede mną,  wtulił głowę w mój brzuch i powiedział: kocham Cię.

Pewnie jeszcze do Was wrócę .

Czad
Nie wytrzymał chłopina do poniedziałku,
inaczej zadziałał choć też przewidywalnie -
odpłynęłaś ? Trudno parę miesięcy masz przed sobą tego samego co do tej pory "falowanie i spadanie" .(…)

Zdziwiło Cię to, pasławku?
Wątpię :-)
Przecież właśnie dlatego, że ją wzruszają takie tanie chwyty, to jest kochanką i wylądowała w takiej relacji.
Nazywam to „mentalnością kochanek”, czytam te ich wątki i wszystkie są jak od linijki, nadają piątej głębi i dziesiątego sensu tanim gestom, żeby dokopać się do pożal boziu - romantyzmu czy też wielkiej „miłości”.

Nie zdziwiło . smile
nic a nic
zwłaszcza że to dopiero 4 miesiące ,za 6 to będzie się działo lub za 8.

127

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Tiw07 napisał/a:

Przetrwałam, bez płaczu, złych myśli tylko dzięki każdemu z Was.
Dziękuję z całej siebie.

Przyszedł do mnie wczoraj.
Uklęknął przede mną,  wtulił głowę w mój brzuch i powiedział: kocham Cię.

Pewnie jeszcze do Was wrócę .

Na pewno tutaj wrócisz bo płacz się dopeiro zacznie.
O kurde" kocham Cię" z jego ust naprawdę coś znaczy? Jeżeli tak on widzi miłość do drugiej osoby to szczerze wolałabym żeby mnie nie kochal.
On nawet szacunku do Ciebie nie ma w sumie to nawet Cię nie lubi...
Zrobisz jak zechcesz. Skoro jaraja Ciebie skrajne emocje od których ewidentnie jesteś uzależniona to ok, ale jezeli dazysz do normalności to nie jest ok.

128

Odp: Jestem kochanką - cierpię
Pipolinka87 napisał/a:

O kurde" kocham Cię" z jego ust naprawdę coś znaczy? Jeżeli tak on widzi miłość do drugiej osoby to szczerze wolałabym żeby mnie nie kochal.
On nawet szacunku do Ciebie nie ma w sumie to nawet Cię nie lubi...

Pomijając przy tym, że w pewnym wieku wypadałoby jednak znać znaczenie pewnych słów i z jednej strony bardziej je ważyć, z drugiej rozumieć kiedy są szczere, a kiedy bez najmniejszej wartości, rzucone po to tylko, by osiągnąć określony cel. Tutaj są one jedynie środkiem do zmiękczenia kochanki, która przestała być "posłuszna", formą przekupstwa, osiągnięcia określonej korzyści. Dla mnie bez najmniejszego znaczenia.

129

Odp: Jestem kochanką - cierpię

Póki co bohater wątku kochał autorkę... używać. Czy ten czas milczenia cokolwiek zmienił?

Czyny, nie słowa.

130

Odp: Jestem kochanką - cierpię

To na czym mam bazować, gdy kocham.
Gdyby to było takie nijakie,  odpuściłby sobie mnie mnie i szukał innej.
Pewnie dla takich mężczyzn to żaden problem.

Mimo wszystko znów dziękuję,  że pochylacie się nad moją  nieudolnością.

Posty [ 66 do 130 z 159 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jestem kochanką - cierpię


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026