bagienni_k napisał/a:Wątek założyła kobieta, która dopuściła się zdrady, bo brakowało jej trochę emocji w życiu a do tego przyczynia się do rozbicia innej rodziny, jednak za całe zło tego świata obwinia męża, czyli osobę, która jest w tym wszystkim poszkodowana. W ten sposób usiłuje zracjonalizowac swoje postępowanie. Jakiej reakcji na jej zachowanie należy się spodziewać?
Nie obwinia go za całe zło świata, tylko za to, że:
1. Swoim zachowaniem od lat okazuje jej brak szacunku i jest chamem jakich mało:
„Powiedział że będę musiała iść do pracy, na co ja z chęcią przystanę pod warunkiem że obowiązki domowe dzielimy na pół, stwierdził że nie ma takiej opcji bo nie po to mnie brał”.
Co razi tym bardziej, ze poza wiadomymi okresami, które uniemożliwiają autorce prace, autorka tez pracuje zawodowo. Nie jest tak, ze zajmuje się „jedynie” domem i dziećmi. Ale nawet gdyby tak było, to taki chamski tekst jest poniżej jakiegokolwiek poziomu.
Innymi słowy, mąż traktuje autorkę jak przedmiot. Osobna kwestia, ze autorka z niewiadomych względów pozwala się tak traktować, bo żadna szanująca się kobieta nie zostałaby z mężem, który mówi i myśli! o niej jak o rzeczy.
2. Gdy autorka była z dzieckiem w szpitalu (w szpitalu, a nie na wczasach), „dzwonił i marudził jak to mu ciężko, żebym wracała bo nie ma kto poprać, że jest bałagan”.
Innymi słowy, wyczekiwał (a w zasadzie oczekiwał) jej powrotu tylko dlatego, ze zabrakło mu sprzątaczki i praczki. Co potwierdza teorie, ze traktuje żonę jak przedmiot i lubi jej używać, a konkretnie jej rak, bo jaśnie pan jest stworzony do wyższych celów i nie po to ja sobie wziął!, żeby teraz wykonywać jakiekolwiek domowe obowiązki. Nawet wyjęcie naczyń ze zmywarki uwłacza godności jaśnie pana.
3. Gdy autorka prosiła, żeby zaopiekował się własnymi dziećmi, bo obawiała się zostawić je pod opieka jego matki z uwagi na problemy zdrowotne teściowej, zignorował jej słowa i obawę o bezpieczeństwo dzieci i i tak ściągnął swoją matkę. A ponieważ mimo nieobecności żony mąż nie uznał za stosowne zmienić plany i zająć się dziećmi - w opiece nad dziećmi teściowa zmieniał teść. Oczywiście żona była w tym czasie w szpitalu, a nie na wczasach.
4. Nie spędza w ogóle czasu z dziećmi - nie zajmuje się nimi, nie pomaga w lekcjach, nie bawi się z nimi. Oczywiście nie spędza tez czasu z żona.
5. Sam wychodzi, kiedy tylko ma ochotę, ale gdy autorka chce gdzieś wyjść, kłamie ze chce spędzić czas z nią i dziećmi, tylko po to, żeby uwiązać ja w domu, a przede wszystkim zapewne w obawie, ze w tym czasie on musiałby zająć się dziećmi. A wspólnego czasu i tak oczywiście z rodzina nie spędza.
6. Poniża syna - nazywa własne dziecko mięczakiem.
7. Na łzy żony reaguje chamsko i bez uczuć.
8. Wyśmiewał żonę, gdy dbała o powrót do figury po porodzie.
9. Nie dba o siebie do tego stopnia, ze nawet nie myje zębów.
10. Nigdy nie staje po stronie żony.
bagienni_k napisał/a: Toż takie historie chyba w 95 % są przewidywalne, sztampowe i schematyczne. Żadnej przemocy, żadnego zaniedbywania tylko zwykłe rozczarowanie codziennym, stabilnym życiem, bez polotu i adrenalinki, bez codziennego zdobywania i okazywania atencji, bez tej pociągającej nowości - od razu tzw "nuda i rutyna". Oczywiście wszystkiemu jest winny ten, kto tak naprawdę jest ofiarą, czyli osoba zdradzana. Cierpią na tym dzieci i cierpi lub będzie cierpieć tamta żona/rodzina. Jedna wielka krytyka i "jazda" po osobie, którą się skrzywdziło przy jednoczesnej racjonalizacji i usprawiedliwianiu własnych działań.
Ty tak serio? Piszesz o krzywdzie. Szczerze? Jakkolwiek uważam, ze nie ma usprawiedliwienia dla zdrady, a w większości przypadków zdrada równa się wielka! krzywda, tak w tym przypadku mam przeczucie graniczące z pewnością, ze choć autorka bezdyskusyjnie jest winna zdrady, to jakkolwiek to zabrzmi - męża nie skrzywdziła. Jak jej zdrada może być krzywdząca dla człowieka, który ma i od początku miał ja za nic? Żeby mogła być mowa o krzywdzie, mąż musiałby ja wcześniej chociaż szanować, ze o uczuciach nie wspomnę. Jeśli się dowie, z cała pewnością ucierpi jego ego, ale ze on będzie cierpiał, szczerze wątpię. Taki przykład: nie czuje się skrzywdzona samym faktem, ze dla mojego ojca znaczę niewiele i ze nie wiem jak to jest mieć ojca w domu. Byłoby to dla mnie nieszczęściem (a w definicje krzywdy wpisane jest między innymi poczucie nieszczęścia, które dana osobę dotyka), gdybym miała z ojcem więź i gdybym go kochała, ale skoro nie ma ani więzi, ani miłości, to sam obiektywnie smutny fakt mnie nie dotyka.
Żeby nie było - uważam za przejaw skrajnej głupoty i skrajnej nieodpowiedzialności zrobienie sobie aż trójki dzieci z takim „mężem” i „ojcem”. W życiu nie zrozumiem takich kobiet jak autorka - nie uczących się na błędach, nie wyciągających wniosków, pozbawionych instynktu samozachowawczego, a przede wszystkim decydujących się na kolejne dzieci z człowiekiem takiego pokroju i w tak funkcjonującej rodzinie. Nigdy nie zrozumiem i nie znajdę usprawiedliwienia dla zdrady. Ale nie zmienia to faktu, ze w tym konkretnym przypadku zdrada autorki blednie przy litanii czynów, których wobec autorki i dzieci dopuścił i dopuszcza się jej mąż.
uczenczarnoksieznika napisał/a: Teraz jedyne co możesz zrobić to postarać się być lepszą żoną dla swojego męża.
Nie wierze w to, co czytam. W żadnym stopniu nie usprawiedliwiam tej i jakiejkolwiek innej zdrady, ale zauważ uczenczarnoksieznika ze do wiadomego momentu autorka była dobra żona, a ten mężczyzna nigdy nie był dobrym mężem. Autorka jest tez dobra matka, a ten mężczyzna nie jest i nigdy nie był dobrym ojcem. Nie szanuje żony, poniża ja i syna, wobec syna stosuje przemoc emocjonalna, a autorka ma posypać głowę popiołem i być lepsza żona dla takiego męża. Dobre! Rozbawiłaś mnie.
Nie tyle mam wrażenie, ze jak ktoś napisał, autorka żyje w alternatywnej rzeczywistości, co ze wiele osób tu piszących czyta jakiś alternatywny tekst, w którym jest mowa tylko o zdradzie autorki, a o tym jakim mężem, ojcem i w ogóle człowiekiem jest ten mężczyzna - już nie.
Autorko, zrobisz jak zechcesz, ale jeśli masz jakieś resztki szacunku do samej siebie, to znajdź swoją godność, która dawno temu gdzieś najwyraźniej zgubiłaś, i odejdź od tego człowieka, nie wdając się w zbędne tłumaczenia, co i z kim zrobiłaś. Odejdź dla siebie i dzieci. On nie szanuje Ciebie, nie szanuje dzieci. Na co Ty jeszcze liczysz w tym związku? Nie szkoda Ci dzieci, które w takiej rodzinie uczą się braku szacunku dla matki, dla kobiet w ogóle? Bo taki przykład daje im Twój mąż, traktując Cię jak gorsza od niego. Jak kogoś, kto nie zasługuje na oświadczyny, na miłość i wsparcie, a przede wszystkim, na szacunek. Wreszcie jak praczkę, sprzątaczkę, kucharkę. Jaki przykład dajesz im Ty, nie szanując samej siebie i od lat pozwalając mężowi na takie traktowanie? Jeśli my nie będziemy szanować samych siebie i będziemy pozwalać innym na pewne zachowania względem nas, to ci inni tez nie będą nas darzyć specjalnym szacunkiem. Wybór należy do Ciebie.