netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

126 odpowiedzi29 371 wyświetleńzałożony przez Krzysztof_bydgoszcz, 10.05.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 127 z 127 ]

66

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Nie potrafisz dostrzec, że są dwa rodzaje "wyglądu"- to, na co mamy wpływ (CIUCHY, CZYSTOŚĆ, FRYZURA), i to, z czym się urodziliśmy (ODSTAJĄCE USZY, KRTÓKIE NOGI, ZA DUŻY NOS)? I o ile to drugie rzeczywiście ma dla mnie niewielkie znaczenie, o tyle niedbanie o siebie świadczy o byciu FLEJĄ. A ja się z takimi nie umawiam. Kto z resztą chciałby się umówić z takim facetem/kobietą?

Więc gdy mówiłam o moich "nieodpowiadających" mi kumplach, to stanowczo chodziło mi o niedbanie o swój wygląd (co z resztą wymieniłam: "z reguły albo nie dbali o sylwetkę, albo o ciuchy, albo leciał im łupież z głowy, albo kapał tłuszcz, albo nie dbali o cerę, albo nosili jedną koszulkę cały tydzień"- wszystko to nie jest wadą WRODZONĄ). To Ty sobie dopisałeś, że chodzi mi o coś innego.

A teraz proszę, udowodnij mi brak logiki, bo na razie udowodniłeś, że brak Ci argumentów.

67 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-09-19 15:48:50)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

No to niech będzie ta rozmowa tutaj.

busiu napisał/a:

A teraz proszę, udowodnij mi brak logiki, bo na razie udowodniłeś, że brak Ci argumentów.

Mi nie są potrzebne żadne argumenty. Napisałaś dwie sprzeczne rzeczy i jedna z nich musi być nieprawdą i koniec.
Sprawa jest rozstrzygnięta, jak napisał straceniec:

straceniec napisał/a:

@busiu:
Po takim zestawieniu:
"zwyczajnie mi się nie podobali z wyglądu" + "owszem, można było pogadać, pośmiać się, ale nic więcej".

Nie przekonasz już jakiegokolwiek mężczyzny, że myślałaś zupełnie inaczej...

No ale dla sportu mogę się jeszcze z tobą pokłócić jak tak bardzo chcesz.

Wiadomo, kobiety jedno myślą, drugie mówią, trzecie chcą, czwarte robią.
I potrafią doskonale wyjaśnić każdemu że nie ma u nich żadnych sprzeczności, jak twierdzą.
straceniec do mnie

straceniec napisał/a:

Gwarantuję ci, że da się tę sprzeczność jakoś wytłumaczyć po kobiecemu, ale nie podejmuję się tego zadania ;

no po kobiecemu to na pewno

busiu napisał/a:

Ach, macie mnie! Jest w tym pewna sprzeczność, choć z mojego punktu widzenia nie do końca.

No i tak się to zaczyna. "pewna sprzeczność, ale z mojego punktu nie do końca".
I ja mam jej udowodnić brak logiki, sama sobie to jak narazie udowodniła, a ja to mam robić.

busiu napisał/a:

albo nosili jedną koszulkę cały tydzień"- wszystko to nie jest wadą WRODZONĄ). To Ty sobie dopisałeś, że chodzi mi o coś innego.

Nic sobie nie dopisałem. Ja cały czas pod pojęciem "wygląd" mam na myśli wygląd. Ty napisałaś sama, wprost i bardzo jasno że chodzi o wygląd, więc ja mówiłem i mówię nadal o wyglądzie (całym, ogólnie).

busiu napisał/a:

Więc gdy mówiłam o moich "nieodpowiadających" mi kumplach, to stanowczo chodziło mi o niedbanie o swój wygląd (co z resztą wymieniłam: "z reguły albo nie dbali o sylwetkę, albo o ciuchy, albo leciał im łupież z głowy, albo kapał tłuszcz, albo nie dbali o cerę, albo nosili jedną koszulkę cały tydzień"

A po czym to wszystko poznałaś? Że nie dbają o sylwetkę, że coś tam coś tam?
Po wyglądzie!!!

Sama napisałaś "nie podobali mi się z wyglądu"
No chyba że wypytywałaś ich ile godzin tygodniowo który ćwiczy, kto jakich kosmetyków używa...
Ale wtedy byś napisała coś w stylu "nie podobał mi się ich styl życia" czy coś takiego, ale ty napisałaś "nie podobali mi się z wyglądu"
więc oceniłaś ich po wyglądzie.

I jeszcze; nie napisałaś "nie podobało mi się jak dbają o swój wygląd" tylko napisałaś "nie podobali mi się z wyglądu".

Wiem że przywykłaś nie odpowiadać na moje trudne pytania, ale;
Jeśli jest dwóch chłopaków, pierwszy mocno dba o sylwetkę, a drugi nie, i ten drugi ma zdecydowanie lepszą sylwetkę to który będzie dla ciebie atrakcyjniejszy?
Ja oczywiście znam odpowiedź.
A powyższa sytuacja nie jest jakaś wyjątkowa. To normalne, geny ludzie mają różne, np. ludzie mają różny metabolizm, jeden się mocno odchudza a i tak ma nadwagę, a drugi je co popadnie i ile wlezie i ma tyle ciała ile powinien. To był tylko przykład.
Albo inny - mam kolegę co ma bardzo zniszczoną twarz (wołaliśmy na niego pryszcz) i zapewniam cię że on o cerę dbał najbardziej z nas wszystkich (miał powód). I co?  Jego cera będzie ci się bardziej podobać? Czy też podoba ci się po prostu jak facet siedzi godzinę w łazience, i chodzi do kosmetyczki, że takie męskie to dla ciebie jest czy co?
Znałem takiego chudzielca co zdecydowanie dbał bardziej o właściwą wagę (miał mocną niedowagę) niż np. ja, a mimo to mu było widać żebra, kości policzkowe na twarzy i miał bardzo cienkie ręce. No i oczywiście miał on mniejsze powodzenie od tych co mieli prawidłową wagę bez dbania o nią.
(miał zerowe powodzenie właśnie z tego powodu)

busiu napisał/a:

Mojego obecnego chłopaka nie opisałabym jako Adonisa- łysieje, ma nijaki zarost, w dodatku jest blondynem

Ani to czy jest łysy czy nie, ani kolor włosów nie ma wpływu na atrakcyjność mężczyzny.

-------------------------------------
jeszcze jest taka rzecz, że ludzie brzydsi wydają się bardzie brudni i bardziej flejami

68 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-19 20:49:14)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

(Uwaga: w tym poście piszę jedynie o sobie, nie wypowiadam się o ''kobietach generalnie'' - nie znam ich)

Wygląd jest w jakimś stopniu ważny. Jednak jeśli twierdzisz, że jest ''najważniejszy'', to po prostu muszę się nie zgodzić. Nie i już!
Wychodziłoby na to, że tym, co mnie najbardziej pociąga w facetach, jest wygląd - a to nieprawda.

Wyobraźmy sobie dwie sytuacje:
1. Facet brzydki, bardzo inteligentny i zabawny - będzie mnie pociągać (chyba że jest zdeformowany jak Quasimodo - to nie wiem), jednak
2. Niezbyt kumata kopia Brada Pitta - jest dla mnie aseksualna

Dla mnie bardziej inteligencja (plus parę innych cech) pełni rolę fetyszu niż wygląd fizyczny. To mnie najbardziej kręci i nikt nie wmówi mi, że jest inaczej, bo wiem co czuję. Jeśli facet nie jest umysłowo ogarnięty, to żadnej iskry we mnie nie wzbudzi, choćby nie wiem jak wyglądał. Mówimy oczywiście o miłości i zakochaniu.

I jeszcze jedno - gdy naukowcy badają w jaki sposób ludzie oceniają atrakcyjność to robią to na dwa sposoby.
Albo się ich pytają "na co zwracacie uwagę" albo sami przedstawiają im mnóstwo osób a potem na koniec tylko pytają o ogólną ocenę atrakcyjności (i sami wyciągają wnioski)
Jak myślisz, który sposób jest rzetelniejszy? Bo te dwa sposoby rozmijają, wychodzi w nich co innego, i tylko jeden sposób daje obraz bliższy prawdzie.
Który jest bardziej uznawany przez naukowców? (zdecydowanie bardziej)

Żaden z tych sposobów nie jest zbytnio rzetelny wink Przede wszystkim - należy zdefiniować tę atrakcyjność. Kiedy mam ocenić atrakcyjność osoby, którą ledwo co poznałam, siłą rzeczy będę kierować się głównie jej wyglądem (ewentualnie tonem i barwą głosu, postawą, językiem ciała). Dopiero przy dłuższej znajomości ocena atrakcyjności może się znacznie zmienić (i tu nawet możemy wstawić przykład busiu i jej chłopaka). Zastanawiam się też, jakie polecenie otrzymali badani. Ja prawdopodobnie inaczej oceniłabym czyjąś atrakcyjność ''dla innych ludzi'' i ''dla mnie''. Np. podoba mi się chłopak, który wiem, że dla innych nie ejst zbytnio przystojny. Albo podoba mi się aktor XYZ, który mógłby być uznawany za brzydkiego. Ale powtarzam, jeśli pytamy o atrakcyjność ''po poznaniu'', to naturalne jest, że oceniać będziemy głównie wygląd, bo innych cech nie znamy.

Co do pierwszego doświadczenia, jest dobre, ale to jest właściwie tylko ''ankieta''. Bardziej miarodajny byłby eksperyment (który ogranicza błędy pomiaru wynikające właśnie z takiego ''pytania uczestników'' - przecież oni mogą nawet zmyślać). Musiałby to być jednak eksperyment na szeroką skalę, uwzględniający znajomości długoterminowe.. albo bardzo sprytną manipulację zmiennymi.

Co do ocen atrakcyjności fizycznej, na nią naprawdę też wpływają inne cechy. Nie ma tak, że jest wygląd - i już ;P Polecam badanie Wojciszke z huśtawką emocjonalną (''na moście''), w którym faceci po przeżytym ''stresie'' widzieli ankieterkę jako bardziej atrakcyjną, zachowywali się w stosunku do niej inaczej (bo za powód swojego szybszego bicia serca uznawali ją ;P). To by też tłumaczyło, dlaczego kobiety jako atrakcyjniejszych postrzegają facetów, którzy zapewniają im jakieś ''emocje''.



PS Co do mojej ''obsesji'',wynikającej z kompleksów, to w ogromnym stopniu się z niej wyleczyłam, i.. co ciekawe, kiedy ''odwracałam'' sytuację, myśląc o tym jak widzę swojego faceta, to mi mijała. Bo on wcale idealny nie jest, a mi niczego w nim nie brakowało.
PS2 O co chodzi z za dużym nosem?

69 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-09-20 20:00:06)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Będąc jeszcze dzieckiem oglądałem sobie jakiś film, w którym chłopak pożyczył swoją koszulę dziewczynie. Gdy on ją miał ubraną wyglądała mi beznadziejnie brzydko, gdy ona ją ubrała, stwierdziłem że się myliłem - ta koszula jednak jest całkiem łada. Patrzyłem na to przez chwilę z tym uczuciem, jak dociera do mnie że ta koszula jednak jest ładna, i po kolejnej chwili się zorientowałem że ta koszula nie wyładniała, po prostu jej bardziej pasuje, na niej lepiej leży. Z jakiegoś niewiadomego powodu na niej ładniej wygładała - tak myślałem. Kontemplowałem sobie ten obraz myśląc "ale ta koszula ładnie na niej wygląda, jest świetna, super" - coś takiego. Po filmie myślałem jeszcze o tym. Dosyć ciekawe to było na mnie, dlaczego to koszula na niej mi się tak bardzo podobała, a na nim nie. Później, jako że do telewizji jakiś tam drobny dostęp miałem, coś tam oglądałem, i zauważyłem że koszulki na kobietach w ogóle ładniej leżą, po kilku takich obejrzeniach zauważyłem że koszulka lepiej leży na kobiecie bo ona ma takie uwypuklenia na klacie, a jeszcze później doszedłem do wniosku że to nie to jak ta koszulka na niej leży mi się podoba tylko same te jej uwypuklenia.
No i w końcu, wreszczcie zrozumiałem że mi się po prostu piersi podobają.
Nie było łatwo mi do tego dojść.

To jest bardzo trudna materia - atrakcyjność.
Nawet mi (a jestem akurat obeznany w temacie) jest trudno powiedzieć kiedy twarz jest ładna, a kiedy brzydka. Przeciętny burak, w ogóle nie umie powiedzieć, on podświadomie wie która twarz jest ładna, a która brzydka, ale nie wie dlaczego. Jak jest inteligeny albo oczytany to coś tam będzie umiał wyjaśnić, ale człowiek nigdy nie ma wpływu na to co mu się podoba, może tylko sam siebie obserwować (albo innych) i się domyślać.

Jest taki eksperyment psychologiczny. Facet zahipnotyzowuje kobietę i mówi jej że po ustaniu hipnozy, w jakiejś tam godzinie ma wziąć parasolkę i wyjść na zewnątrz. Odhipnotyzowuje ją, oni sobie wszyscy rozmawiają (w pokoju jest kilka więcej osób), i gdy na zegarze wybija ta godzina ona przestaje interesować się rozmową, zaczyna się dziwnie kręcić, aż w końcu wstaje i bierze parasol. Więc się ją pytają (ci którzy wiedzą o co chodzi) - czemu i gdzie ona wychodzi, i po co jej ta parasolka. Ona odpowiada coś w stylu: "taka ładna pogoda, muszę się przewietrzyć, a parasolką - no może zacząć padać". Ona zawsze w takiej sytuacji "zna" odpowiedź, nigdy nie odpowie "nie wiem" i nigdy nie wspomni o hipnozie. Zawsze, albo do domu musi iść, albo coś tam albo coś tam.

To co nam się podoba jest w naszej podświadomości i my tylko sami siebie możemy obserwować, i nie mamy na to żadnego wpływu.
Poza tym ludzie są znacznie bardziej podobni w preferencjach niż się im wydaje (gdy wymieniają co im się podoba a co nie), po prostu każdy inaczej zinterpretował sam siebie. Gdy mają wskazać które osoby są dla nich atrakcyjne wychodzi na to że wskazują te same osoby.

wikipedia napisał/a:

W pewnym eksperymencie naturalnym obserwowano osoby, które po raz pierwszy spotkały się na randce. Badacze wiedzieli, jakie cechy osobowości posiadają obie strony, oceniano także ich wygląd. Okazało się, że jedynym czynnikiem skorelowanym z wyrażeniem zainteresowania ponownym spotkaniem był wygląd. Jeśli osoba była atrakcyjna, druga strona chciała się ponownie spotkać. Żadne cechy osobowości (np. inteligencja, ekstrawersja, otwartość, dobre przystosowanie, kobiecość, męskość, dominacja, uległość, zależność, niezależność, szczerość itp.) nie korelowały z ochotą do ponownych spotkań. Zastanawiające było także to, że gdy badani byli proszeni o uzasadnienie swojego pragnienia, to wymieniali zwykle poczucie humoru, inteligencję, przyjacielskość, dobre zrozumienie itp., ale nie wymieniali atrakcyjności. Ten wynik interpretuje się jako niechęć do przyznania, iż wygląd człowieka ma wpływ na nasz stosunek do drugiej osoby

Paulina napisał/a:

Wychodziłoby na to, że tym, co mnie najbardziej pociąga w facetach, jest wygląd - a to nieprawda.

Prawda, żeby mówić co najbardziej podoba ci się w facecie, najpierw musisz uznać że to facet, a poznajesz to po wyglądzie, a dopiero potem mówić o jakiś tam jego cechach.

EDIT. A ten eksperymet został wykorzystany w serialu dr Hause. Hause zakłada się z tym blondłwłosym chirurgiem że jego powodzenie zawdzięcza tylko wyglądowi. Więc chirurg ma iść na kilka rozmów z kobietami (takie specjalne miejsce randkowe, gdzie przychodzi po 20 osób i każdy z każdym po 10 minut rozmawia, a na koniec wrzuca się kartki do takiej urny, z kim chcemy się ponownie spotkać). No więc chirurg rozmawia z tymi kobietami specjalnie zachowując się fatalnie. A i tak kobiety chcą się z nim spotkać ponownie. Hause wygrywa zakład, chirurg jest przerażony ile zawdzięcza kształtowi swojej szczęki.
A ten eksperyment to nie wymysł reżysera.

Paulina napisał/a:

Dla mnie bardziej inteligencja (plus parę innych cech) pełni rolę fetyszu niż wygląd fizyczny. To mnie najbardziej kręci i nikt nie wmówi mi, że jest inaczej, bo wiem co czuję. Jeśli facet nie jest umysłowo ogarnięty, to żadnej iskry we mnie nie wzbudzi, choćby nie wiem jak wyglądał. Mówimy oczywiście o miłości i zakochaniu.

A pociągałaby ci się dziewczyna która ma wyjątkowo bardzo męski charakter, jest bardzo inteligentna, itd?
(zakładam że jesteś hetero)

Jak wolałabyś szukać sobie partnera Paulinka, iść na siłownię i tam wśród napakowanych gości szukać jakiegoś całkiem inteligentnego, czy pójść do klubu szachowego i wśród inteligentnych znaleźć tego całkiem przystojnego?
Miażdżąca większość dziewczyn wybiera pierwszy sposób, zakładając że najpierw wygląd a potem inteligencja (czyli wśród przystojnych szukają inteligentnego, a nie wśród inteligentnych przystojnego). Takie priorytety.

Kolejna rzecz - jakaś dziewczyna, chyba truskaweczka albo busiu, nie pamiętam, napisała że umawiając się na randkę od razu odrzuca tych którzy nie są na tyle przystojni aby iść z nimi do łóżka (to była odpowiedź na taki problem, że ona się umawia, wszystko jest ok, a potem ma iść do łóżka, a on nie jest zbyt piękny, i jest problem).
Więc ktoś taki jest z góry skreślony, nie ma nawet szansy wykazać się inteligencją i wszystkim innym, nie jest mu to do niczego potrzebne.

Inteligencja....
cie pociąga
to zapewne w filmach poro jakie oglądasz najpierw facet rozwiązuje krzyżówkę i to cię nakręca a potem dopiero zaczyna się seks, w którym on na głos rozwiązuje zadania matematyczne.
A twój chłopak zamiast striptizu rozwiązuje zadania z fizyki, a jako nastolatka zamiast plakatu półnagiego Brada Pita miałaś programistę przy komputerze z napisem "IQ = 170".

Paulina napisał/a:

Co do pierwszego doświadczenia, jest dobre, ale to jest właściwie tylko ''ankieta''.

No właśnie że wychodzą bzdury. Naukowcy tylko po to je robią aby zobaczyć w czym lubią kłamać ludzie i jakie mają złudzenia a potem badać po co one są.

Paulina napisał/a:

Bardziej miarodajny byłby eksperyment (który ogranicza błędy pomiaru wynikające właśnie z takiego ''pytania uczestników'' - przecież oni mogą nawet zmyślać). Musiałby to być jednak eksperyment na szeroką skalę, uwzględniający znajomości długoterminowe.. albo bardzo sprytną manipulację zmiennymi.

Ludzie to badający mają głowy na karku, zapewniam.

Paulina napisał/a:

Co do ocen atrakcyjności fizycznej, na nią naprawdę też wpływają inne cechy.

Jasne że wpływają, ale wyraźnie mniej.
----------------------------------
Wiecie że w historii wyborów prezydenckich USA tylko raz albo dwa (nie pamiętam właśnie czy raz czy dwa) wygrał kandydat niższy od konkurenta.
A wiecie ilu ludzi z tych milionów głosujących mówi że dla niego jest wzrost prezydenta ważny?

Dla was też dziewczyny, ten wyższy, z głębokim głosem tzw w płuc będzie miał więcej charyzmy, a jak więcej charyzmy to jego słowa stają się jakie takie bardziej przekonywujące...
Albo człowiek w okularach wydaje się bardzie inteligentny, aż można zacząć bardziej cenić ten jego intelekt, ale to tylko wygląd (okulary).
------------

wikipedia napisał/a:

Ludzie są zwykle przekonani, że osoby ładne są inteligentniejsze i szczęśliwsze niż brzydkie.(...)Ogólnie rzecz biorąc, istnieje skłonność przypisywania osobom ładnym cech pożądanych i wysoko cenionych w danej kulturze. W kulturze zachodniej jest to np. inteligencja (...)Najsilniejszy i najbardziej zastanawiający związek wykryto między wyglądem fizycznym a przypisywaniem dobroci i zła. Ludzie ładni traktowani są jako dobrzy, a brzydcy jako źli ("ładny=dobry", "brzydki=zły"). Skłonność do przypisywania ludziom urodziwym dobroci jest potwierdzona przez wiele eksperymentów[41]. Jest ona także znacznie silniejsza niż tendencja do przypisywania ludziom brzydkim złych cech moralnych(...)Ciekawostki: w starożytnym Egipcie rozprawy sądowe odbywały się w całkowitych ciemnościach, tak aby sędzia nie widział przestępcy

70 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-22 18:33:06)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paweł24 napisał/a:

W pewnym eksperymencie naturalnym obserwowano osoby, które po raz pierwszy spotkały się na randce. Badacze wiedzieli, jakie cechy osobowości posiadają obie strony, oceniano także ich wygląd.

Dałeś mi do myślenia tym cytatem z wikipedii o znaczeniu wyglądu na ''pierwszych randkach'' smile Akurat w moim przypadku to nie ma zastosowania, ponieważ poznałam kogoś w internecie i zainteresowałam się nim, nie znając jego wyglądu.

Jednak ogólnie mówiąc - znów ta ''pierwsza randka'', pierwsze wrażenie. Z jednej strony, jeśli wygląd to naprawdę JEDYNY czynnik, który w sposób istotny zwiększał prawdopodobieństwo drugiej randki, to o czymś świadczy, oczywiście. Z drugiej strony, trudno uwierzyć, że wygląd byłby głównym czynnikiem, który ma znaczenie także w dalszym etapie znajomości.
Zwykle z upływem czasu (w danej relacji) wygląd traci na wartości.


Paweł24 napisał/a:

A pociągałaby ci się dziewczyna która ma wyjątkowo bardzo męski charakter, jest bardzo inteligentna, itd?
(zakładam że jesteś hetero)

Napisałam ''bardziej niż wygląd'', a nie, że charakter jest jedynym czynnikiem wink

Paweł24 napisał/a:

Hause wygrywa zakład, chirurg jest przerażony ile zawdzięcza kształtowi swojej szczęki.

Zauważ, że jest to 10 minut rozmowy, więc taka randka bazuje, jak mówiłam wcześniej, głównie na ''pierwszym wrażeniu''. Przy dłuższej znajomości House pewnie zyskałby znaczną przewagę nad chirurgiem w ocenie atrakcyjności - zakładając, że jego osobowość jest bardziej dla kobiet atrakcyjna. Dowodzi tego zresztą popularność grającego House aktora - nie jest przystojniakiem, jednak wiele fanek postrzega go jako wyjątkowo atrakcyjnego (utożsamiając go z graną postacią).

Paweł24 napisał/a:

Jak wolałabyś szukać sobie partnera Paulinka

Szukałabym wśród ludzi podzielających moje zainteresowania, przede wszystkim wink Co do facetów, najpierw sprawdzam czy mi pasują umysłowo. Co mi po wyglądzie, skoro nawet nie chce mi się z danym osobnikiem przebywać? Uczciwie się teraz zastanawiam nad tym i wydaje mi się, że naprawdę tak jest. Pewnie najlepiej byłoby się przekonać, przeprowadzając na mnie eksperyment ;> (bo mogę sama siebie oszukiwać wink)
Wiem jednak np., że z kolegą w mojej ocenie przystojnym (ponoć w autobusie się o niego przypadkowe dziewczyny ocierały,choć może koloryzował), ale nie robiącym na mnie wrażenia innymi cechami, nie chciałam się spotkać. Mimo że on chciał. Owszem, oceniałam jego atrakcyjność jako wyższą niż gdyby był brzydki, głupi też nie był, ale to nie wystarczyło, nie było żadnej iskry. Z kolei mój facet na pierwszych spotkaniach niezbyt mi pasował z wyglądu, ale mimo to chciałam dać temu szansę, byłam nim o wiele bardziej zainteresowana. Nawet podniecał mnie jego dotyk mimo fizycznego ''niepodobania'' (może to przez feromony, nie wiem).
Tutaj mamy prosty przykład, że cechy niefizyczne okazały się dla mnie ważniejsze.


Paweł24 napisał/a:

Miażdżąca większość dziewczyn wybiera pierwszy sposób, zakładając że najpierw wygląd a potem inteligencja (czyli wśród przystojnych szukają inteligentnego, a nie wśród inteligentnych przystojnego). Takie priorytety.

A co myślisz, gdy widzisz ładną dziewczynę z brzydkim facetem lub vice versa? Czy określenie ''miażdżąca'' opierasz na obserwacji otoczenia? Nie musisz się rozwodzić nad odpowiedzią wink (tylko trochę mnie to interesuje,a to pewnie szeroki temat)

Paweł24 napisał/a:

Inteligencja....cie pociąga (...) A twój chłopak zamiast striptizu rozwiązuje zadania z fizyki, a jako nastolatka zamiast plakatu półnagiego Brada Pita miałaś programistę przy komputerze z napisem "IQ = 170".''

Hehe big_smile Nie. Bardzo imponują mi ludzie z pasją. Z osiągnięciami naukowymi - podziwiam. Elokwentni, potrafiący jasno i klarownie wyrażać swoje myśli. Mający własne zdanie i przemyślenia. Z oryginalnymi pomysłami. Ogólnie wszystko to, co powoduje, że ktoś jest ciekawą osobą wink Oczywiście nie zawsze tak było, w podstawówce podkochiwałam się najpierw w chłopaku, który był przystojnym cwaniakiem, potem jakiś zauroczył mnie barwą głosu i piegami, kolejny był śmieszny, potem dopiero wyklarowało się to, czego naprawdę chcę - czyli cały szereg, zestaw cech. Bystrość umysłu jest jedną z najatrakcyjniejszych dla mnie, powodującą, że człowiek na długo pozostaje ciekawy i może czymś zaskoczyć.

Paweł24 napisał/a:

Wiecie że w historii wyborów prezydenckich USA tylko raz albo dwa (nie pamiętam właśnie czy raz czy dwa) wygrał kandydat niższy od konkurenta.
A wiecie ilu ludzi z tych milionów głosujących mówi że dla niego jest wzrost prezydenta ważny?

Dla was też dziewczyny, ten wyższy, z głębokim głosem tzw w płuc będzie miał więcej charyzmy, a jak więcej charyzmy to jego słowa stają się jakie takie bardziej przekonywujące...
Albo człowiek w okularach wydaje się bardzie inteligentny, aż można zacząć bardziej cenić ten jego intelekt, ale to tylko wygląd (okulary).

Masz rację, tak w istocie jest. Ludzie oceniają innych bardzo płytko, po pozorach, bazując na stereotypach (niżej podpisana też, mimowolnie). To wszystko jest jednak 'pierwsze wrażenie', które przy bliższym poznaniu może się zmienić. Diametralnie. Często nie ma czasu (lub zasobów umysłowych) na trafniejszą ocenę. Wzrost mężczyzny jest często uważany za wskaźnik ''męskości''. Ładniejsi ludzie są postrzegani jako dobrzy, inteligentniejsi, wzbudzają więcej sympatii. (Eksperyment z ładnym i brzydkim dzieckiem, które coś przeskrobało: brzydkiemu nauczycielka przypisywała złośliwość, a ładne tłumaczyła, że ono tak niechcący).


Jednak jeśli ładni ludzie są postrzegani jako inteligentniejsi, to czy nie powinno to tez działać odwrotnie? Inteligentni/zabawni/sympatyczni postrzegani jako ładniejsi?
Bo u mnie tak to działa - i myślę, że nie tylko u mnie.
Mam na to tysiące przykładów z własnego życia. Np. żywiłam niechęć do sąsiadki, bo miała ''twarz jak małpa'' (miałam 12 lat, teraz się tego oczywiście wstydzę) a przy bliższym poznaniu bardzo ją polubiłam i zaczęłam uważać za atrakcyjną też fizycznie.

Miałam doświadczenie ze znajomą - gdy ją zobaczyłam z bliska to troszkę jej współczułam, tak 'staro' wyglądała.. Jednak ona sama uważa się za seksowną - widać w jej wypowiedziach i zachowaniu - więc ja sama zaczęłam mimowolnie tak myśleć. Paru facetów też.

Inny przykład: kogo uznasz za atrakcyjniejszego - nieśmiałego przystojniaka, czy rozmownego i pewnego siebie przeciętniaka? Ja wręcz ''automatycznie'' uznałabym tego drugiego za bardziej interesującego.Osoby pewne siebie oceniam jako atrakcyjniejsze, zupełnie, jakby ktoś przestawiał we mnie jakąś dźwignię.

Eksperyment: badanym pokazano zdjęcia sylwetek kobiet. W grupie kontrolnej oceniali tylko zdjęcia, w drugiej pod zdjęciem widniało także parę zdań opisujących charakter każdej z nich. Mieli oceniać TYLKO sylwetki. Nie muszę jednak mówić, że wygląd tych z ''pozytywnymi'' cechami charakteru był oceniany wyżej niż w grupie kontrolnej, zaś tych z negatywnymi niżej?  W innym badaniu okazało się, że przy uwzględnieniu ''fajnego'' charakteru badani uznawali za atrakcyjny szerszy ''zakres'' sylwetek niż normalnie. Byli bardziej łagodni w ocenie (no i robili to mimowolnie). Jest to prosty przykład tego, jak poza-fizyczne cechy wpływają na postrzeganie wyglądu.

Pociągająca osobowość niesamowicie upiększa fizys, zaś osobowość odpychająca - oszpeca wink W jakim stopniu dla kogo, to już pewnie zależy od różnic indywidualnych. Pod stwierdzeniem ''dla ludzi najważniejszy jest wygląd'' na pewno się nie podpiszę. Jest zbyt ogólne - a sytuacje i ludzie są różni smile

71

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

na szczescie dla mezczyzn, ich wyglad nie jest wazny smile kobietom podobaja sie rozni mezczyzni (kiedys zrobiono nawet badania potwierdzajace ta sprawe)
mezczyzna zeby byc atrakcyjny musi byc schludny, elegancki i pieknie pachniec. chociaz czasem wystarczy, ze pieknie pachnie smile i uwierz, madre kobiety nie wiaza sie z facetem dla wygladu... tylko dla charakteru, poczucia bezpieczenstwa itd. a 170 cm wzrostu to nie jest malo. powiedzialabym, ze to nawet standard na polske

72 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-09-28 16:59:34)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:

(...)House aktora - nie jest przystojniakiem (...)

No jeśli nawet Hough Laurie nie jest przystojny, to właśnie krzysztof dostał niezłego kopniaka.

paulina20 napisał/a:

Szukałabym wśród ludzi podzielających moje zainteresowania...

Wymigujesz się od odpowiedzi. Dałem ci wybór spośród dwóch konkretnych rzeczy. Ewentualnie można wstawić sobie tam inne rzeczy, tak aby były to miejsca skupiające albo zwykle brzydkich i inteligentnych, albo zwykle głupich i przystojnych.
I teraz wszystkie dziewczyny wolą szukać wśród tych przystojnych tego inteligentnego rodzynka.

A potem jeszcze niektóre (jak np ty) mówią że mają tego inteligentnego. Bo był najinteligentniejszy na siłowni! Jako on inteligentny, och, ach...
No w takim postępowaniu to jasne że nastawia się na szukanie i cenienie inteligencji. Jak przystojni są wszyscy to jakich cech miałybyście szukać. Przecież przystojni to oni już są.

Gdyby np. na świecie były tylko takie dziewczyny które podobają mi się z wyglądu to też bym mówił że szukam jakiś tam fajnych cech charakteru, no bo przecież nie urody, innych przecież nie ma, nieurodziwych nie ma.
Gdyby jedak były brzydkie dziewczyny....
a ja bym miał takie magiczne okulary na nosie że bym ich w ogóle nie widział, to mówiłbym dokładnie to samo - że ja szukam u dziewczyny tych fajnych cech charakteru.

No i wy takie coś macie, nie bierzecie innych po prostu pod uwagę, kompletnie, zero, null, tak bardzo, że wam sie nawet zdaje że na wygląd nie patrzycie.

paulina20 napisał/a:

Co mi po wyglądzie, skoro nawet nie chce mi się z danym osobnikiem przebywać?

Nic. Wiadomo że nic.
Ale to żaden argument.
Bo jak ma dobry wygląd to może ci się z nim cokolwiek chcieć lub nie, a jak nie ma dobrego wyglądu to na pewni nie będzie ci sie chciało.

paulina20 napisał/a:

Wiem jednak np., że z kolegą w mojej ocenie przystojnym (ponoć w autobusie się o niego przypadkowe dziewczyny ocierały,choć może koloryzował), ale nie robiącym na mnie wrażenia innymi cechami, nie chciałam się spotkać. Mimo że on chciał. Owszem, oceniałam jego atrakcyjność jako wyższą niż gdyby był brzydki, głupi też nie był, ale to nie wystarczyło, nie było żadnej iskry.

No i co z tego????????????
Mnie też do pięknej np. dody nie ciągnie, a jakoś takich idiotycznych wniosków nie wyciągam.
Ba, mogę powiedzieć że żadna z dziewczyn w których byłem zakochany nie była uważana za piękność, i koledzy o nich nigdy nie mówili "ta to jest laska" itp podobnych rzeczy. Z wyglądu jednej nawet się śmiali bo była bardzo chuda.
Ale też takich idiotyzmów, że wygląd nie jest najważniejszy nie wygaduję.
Żadna dziewczyna w której byłem zakochany nie była brzydka.
Jedna z kolei (która we mnie się zakochał) była opisana przez kolegę jako pasztet, a i tak chciałem przynajmniej do niej podejść i porozmawiać (sama wiem że się bała) tylko po tym  opisie zrezygnowałem żeby sie ze mnie koledzy nie śmiali.
Ale tak to bym do dziewczyny podszedł. I też takich głupot jak ty nie wygaduję.

paulina20 napisał/a:

Z kolei mój facet na pierwszych spotkaniach niezbyt mi pasował z wyglądu, ale mimo to chciałam dać temu szansę, byłam nim o wiele bardziej zainteresowana. Nawet podniecał mnie jego dotyk mimo fizycznego ''niepodobania'' (może to przez feromony, nie wiem).

"niezbyt pasował z wyglądu". No wiadomo, Jorg Clouney ci pasował, a on nim nie był. A tu nagle szok, taki zwykły też może być podniecający!

paulina20 napisał/a:

Tutaj mamy prosty przykład, że cechy niefizyczne okazały się dla mnie ważniejsze.

Tutaj mamy przykład czegoś czego nie mogę powiedzieć bo jest zakazane na tym forum.

paulina20 napisał/a:

A co myślisz, gdy widzisz ładną dziewczynę z brzydkim facetem lub vice versa?

NIGDY CZEGOŚ TAKIEGO NIE WIDZIAŁEM
Mimo że zwracam uwagę. Napisałem to już zresztą.

paulina20 napisał/a:

Czy określenie ''miażdżąca'' opierasz na obserwacji otoczenia?

Nie, na obserwacji swojego wnętrza. (sarkazm).

paulina20 napisał/a:

Hehe  Nie. Bardzo imponują mi ludzie z pasją. Z osiągnięciami naukowymi - podziwiam. Elokwentni, potrafiący jasno i klarownie wyrażać swoje myśli. Mający własne zdanie i przemyślenia. Z oryginalnymi pomysłami. Ogólnie wszystko to, co powoduje, że ktoś jest ciekawą osobą

I to co z tego????
Mi też, no i co?
Mi może Einstein impunuje. No i co z tego?!?!?!?!??????????

paulina20 napisał/a:

Oczywiście nie zawsze tak było, w podstawówce podkochiwałam się najpierw w chłopaku, który był przystojnym cwaniakiem, potem jakiś zauroczył mnie barwą głosu i piegami, kolejny był śmieszny, potem dopiero wyklarowało się to, czego naprawdę chcę - czyli cały szereg, zestaw cech. Bystrość umysłu jest jedną z najatrakcyjniejszych dla mnie, powodującą, że człowiek na długo pozostaje ciekawy i może czymś zaskoczyć.

No jedną z.
Ja ci też mogę wymienić jedne z najważniejszych dla mnie rzeczy u dziewczyny aby mi się podobała.
Co się z resztą zmienia, jak się pozna kogoś kto nie pasuje do tego opisu naszego ulubionego typu to okazuje się że też się podoba, i nagle zaczyna się weryfikacja "swoich upodobań" i "swojego typu".
Jedno nie zmienia się nigdy. Nigdy nie podoba się ktoś kto należy do tych 5% najbrzydszych.

paulina20 napisał/a:

Masz rację, tak w istocie jest. Ludzie oceniają innych bardzo płytko, po pozorach, bazując na stereotypach (niżej podpisana też, mimowolnie). To wszystko jest jednak 'pierwsze wrażenie', które przy bliższym poznaniu może się zmienić. Diametralnie

Bliższego poznania nie ma z powodu skreślenia na podstawie "pierwszego wrażenia". I charakter jest już do niczego potrzebny jak już napisałem.

paulina20 napisał/a:

Jednak jeśli ładni ludzie są postrzegani jako inteligentniejsi, to czy nie powinno to tez działać odwrotnie? Inteligentni/zabawni/sympatyczni postrzegani jako ładniejsi?
Bo u mnie tak to działa - i myślę, że nie tylko u mnie.

Tak, to prawda.
Ale wygląda się zawsze, a inteligencją błyszczy tylko jak są do tego okazje.

paulina20 napisał/a:

Inny przykład: kogo uznasz za atrakcyjniejszego - nieśmiałego przystojniaka, czy rozmownego i pewnego siebie przeciętniaka?

1. Ja akurat jestem hetero (i facetem, czy chłopakiem, czy mężczyzną, czy ciepłą kluchą, jakkolwiek wy to/mnie nazywacie)
2. Zauważ że skontrastowałaś dwa typu.
"nieśmiałego przystojniaka" i "pewnego siebie przeciętniaka"
naprzeciwko pewnego siebie jest nieśmiały
a naprzeciwko przystojniaka jest przeciętniak
a nie brzydal, go pominęłaś. jest tylko przystojny lub przeciętny. Nieśmiały lub pewny siebie. Wszystko wchodzi w grę, ale nie brzydki.
Przystojniak (czyli bardzo przystojny, wyraźnie powyżej średniej przystojności, nawet Hough Laurie sie nie kwalifikuje), "przystojniak" czyli ten co jest najwyżej w hierarchi wg wyglądu, aż do tego przeciętniaka. Innych nie ma. W ogóle nie bierze się pod uwagę.
Tak samo jak ktoś napisał że koebietom się różni podobają. Jednym "bardzo wysocy" a drugim "ci średniego wzrostu". I na tej podstawie durny wniosk że wzrost nie ma znaczenia. Ale są jeszcze ci bardzo niscy, i oni już jednak odczuwają na sobie co innego.

paulina20 napisał/a:

Ja wręcz ''automatycznie'' uznałabym tego drugiego za bardziej interesującego.Osoby pewne siebie oceniam jako atrakcyjniejsze, zupełnie, jakby ktoś przestawiał we mnie jakąś dźwignię.

Ja gdybym posegregował wszystkie polskie dziewczyny wg urody, te wszystkie parę milionów w wieku 19-22 lata, i gdyby się okazała że ta miss polski (w moim guście) ma wyjątkowo paskudny charakter a ta wice-miss jest świetna z charakteru to też bez najmniejszego wahania wybrałbym tą drugą. Niezależnie czy do małżeństwa czy do jednego szybkiego numerka.
Ale tak debilnego wniosku tak ty, że wygląd nie jest najważniejszy nie wyciągam z tego.

paulina20 napisał/a:

Pociągająca osobowość niesamowicie upiększa fizys, zaś osobowość odpychająca - oszpeca  W jakim stopniu dla kogo, to już pewnie zależy od różnic indywidualnych. Pod stwierdzeniem ''dla ludzi najważniejszy jest wygląd'' na pewno się nie podpiszę. Jest zbyt ogólne - a sytuacje i ludzie są różni

No i teraz już bez komentarza.


szyszek napisał/a:

na szczescie dla mezczyzn, ich wyglad nie jest wazny  kobietom podobaja sie rozni mezczyzni (kiedys zrobiono nawet badania potwierdzajace ta sprawe)

Kiedyś jeden rosyjski uczony udowodnił że możliwe jest wytworzenie antygrawitacji. Skonstruwał taką deskę, z antygrawitacją, i na niej dosłownie zaczął latać po ulicach Moskwy (tak metr nad asfaltem).
A wiesz czemu nikt go nie widział?
Bo wynalazł również płaszcz w którym jest się niewidzialnym i latał w tym płaszczu.

73 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-28 17:15:01)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Zdefiniuj proszę - co to znaczy że coś jest ''najważniejsze''?
Ja to rozumiem tak, że tylko/głównie to się liczy i reszta nie ma znaczenia. Co to jest ten mityczny ''najważniejszy wygląd''? Jasne, że jest najważniejszy, bo z kosmitą byś się nie zadał. Ale w takim razie rozum też jest najważniejszy! Model z IQ roślinki jest jak dmuchana lalka (=atrakcyjność mniej więcej taka sama jak kosmity).
Jeśli wziąć pod uwagę skrajności, to 'wszystko' jest najważniejsze.
Równie ciężko jest stworzyć związek i z człowiekiem zdeformowanym, i z tym z umysłem ameby, i z patologicznym psychopatą, i z kloszardem bez grosza przy duszy. Na tej podstawie mogę stwierdzić, że wygląd, rozum, dobro i bogactwo są najważniejsze...
Weź totalną skrajność i ZAWSZE okaże się, że bez pewnego komponentu ani rusz.

Paweł24 napisał/a:

gdyby się okazała że ta miss polski (w moim guście ma wyjątkowo paskudny charakter) a ta wice-miss jest świetna z charakteru to też bez najmniejszego wahania wybrałbym tą drugą

Wszystko sprowadza się do prostego dodawania i odejmowania. Sumujemy wartość każdej z cech, i bierzemy tego, kto punktów zebrał najwięcej. Dla różnych ludzi wartość konkretnych cech jest różna. Niektóre wyglądowi przyznają mnożnik 1, a charakterowi 5, inni odwrotnie. Dla mnie cechy charakteru mają zdecydowanie wyższy mnożnik - dlatego mówię, że wygląd nie jest dla mnie najważniejszy.

Weźmy owe dwie skrajności:
Model, który ze swoim umysłem pierwotniaka wykrztusi mi tylko ''gu ga, gu ga'' i będzie się ładnie uśmiechał.
Brzydal z garbem, zezem, brakami w uzębieniu, deformacją twarzy i ciała, z którym wspaniale mi się rozmawia i czuję ''pokrewieństwo dusz''.
Ten pierwszy nadaje się najwyżej do seksu, ten drugi jako wspaniały przyjaciel.
Dwie hipotetyczne sytuacje. Dwie totalne skrajności, żeby było sprawiedliwie - na widok pierwszego miękną kolana, przy rozmowie z drugim mięknie serce. Do drugiego mogłabym czuć miłość (to jest pewne, że czułabym, na pewno taką braterską). Pewnie z pociągiem seksualnym byłoby gorzej. Przy pierwszym czułabym najwyżej pociąg seksualny - ale to nawet nie jest pewne, bo u mnie w dużej mierze zależy to od charakteru partnera. Koleś, który ''nie myśli'' byłby dla mnie raczej aseksualny. Coś jak wibrator.

Paweł24 napisał/a:

Mi może Einstein impunuje. No i co z tego?!

To z tego, że u mnie ''imponowanie czymś'' stricte wiąże się z pociągiem seksualnym tongue

Paweł24 napisał/a:

Bliższego poznania nie ma z powodu skreślenia na podstawie "pierwszego wrażenia". I charakter jest już do niczego potrzebny jak już

Błagam. Naprawdę tak robisz, że z brzydkim człowiekiem już nie porozmawiasz? Bo co, bo parzy? Zaraża? A może o tym, czy chcesz się z kimś związać, decydujesz w ciągu pierwszych 10 sekund?
Twoją przypadłością jest to, że generalizujesz zachowanie pewnej grupki osób na całą populację (dla nich liczy się tylko ''pierwsze wejrzenie'' i wygląd).
Swoją drogą, nawet 400-kilowemu Meksykaninowi udało się ożenić - może to dlatego, że pierwsze wrażenie na pewno robi ''oszałamiające'' big_smile Wszechogarniające, rzekłabym tongue

Paweł24 napisał/a:

Tak, to prawda.
Ale wygląda się zawsze, a inteligencją błyszczy tylko jak są do tego okazje.

Ta sama kwestia. Będziesz chciał się z kimś związać, bo go zobaczysz? Ja tak nie mam. Wszystko sprowadza się do środowiska poznawania - czy jest do tego okazja, czy nie. Jeśli mowa o podchodzeniu na ulicy, to rzeczywiście brzydki ma znacznie, znacznie trudniej. Tak samo jak nieśmiały.

Paweł24 napisał/a:

Wymigujesz się od odpowiedzi. Dałem ci wybór spośród dwóch konkretnych rzeczy. Ewentualnie można wstawić sobie tam inne rzeczy, tak aby były to miejsca skupiające albo zwykle brzydkich i inteligentnych, albo zwykle głupich i przystojnych.

Prędzej szukałabym wśród brzydkich i inteligentnych - ale i tak mi nie uwierzysz, bo kiedy mam inne zdanie, to ''gadam głupoty'' wink

74 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-09-28 18:21:34)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:

Zdefiniuj proszę - co to znaczy że coś jest ''najważniejsze''?

Zajrzyj sobie do słownika, jak ty nie rozumiesz co to znaczy takie popularne polskie słowo jak "najważniejsze" to za bardzo nie pogadamy.


paulina20 napisał/a:

Ja to rozumiem tak, że tylko/głównie to się liczy i reszta nie ma znaczenia. Co to jest ten mityczny ''najważniejszy wygląd''? Jasne, że jest najważniejszy, bo z kosmitą byś się nie zadał. Ale w takim razie rozum też jest najważniejszy! Model z IQ roślinki jest jak dmuchana lalka (=atrakcyjność mniej więcej taka sama jak kosmity).
Jeśli wziąć pod uwagę skrajności, to 'wszystko' jest najważniejsze.
Równie ciężko jest stworzyć związek i z człowiekiem zdeformowanym, i z tym z umysłem ameby, i z patologicznym psychopatą, i z kloszardem bez grosza przy duszy. Na tej podstawie mogę stwierdzić, że wygląd, rozum, dobro i bogactwo są najważniejsze...
Weź totalną skrajność i ZAWSZE okaże się, że bez pewnego komponentu ani rusz.
(...)
Wszystko sprowadza się do prostego dodawania i odejmowania. Sumujemy wartość każdej z cech, i bierzemy tego, kto punktów zebrał najwięcej. Dla różnych ludzi wartość konkretnych cech jest różna. Niektóre wyglądowi przyznają mnożnik 1, a charakterowi 5, inni odwrotnie. Dla mnie cechy charakteru mają zdecydowanie wyższy mnożnik - dlatego mówię, że wygląd nie jest dla mnie najważniejszy.ej

No i sama sobie odpowiedziałaś, mogę przyjąć te dodawanie i odejmowanie.
Tylko że moim zdaniem u każdej osoby największą wartość mnożnika ma wygląd.

paulina20 napisał/a:

Weźmy owe dwie skrajności:
Model, który ze swoim umysłem pierwotniaka wykrztusi mi tylko ''gu ga, gu ga'' i będzie się ładnie uśmiechał.
Brzydal z garbem, zezem, brakami w uzębieniu, deformacją twarzy i ciała, z którym wspaniale mi się rozmawia i czuję ''pokrewieństwo dusz''.
Ten pierwszy nadaje się najwyżej do seksu, ten drugi jako wspaniały przyjaciel.

Czyli ten pierwszy ma większe powodzenie u dziewczyn!!!
Bo mówimy o relacjach damsko-męskich, amory i te sprawy.
Ten drugi mógłby być też moim przyjacielem. No i co? Jestem z tego powodu homoseksualistą?
Dla ciebie też mógłby być tylko przyjacielem, tak samo jak tamci dla busiu, którzy jej się z wyglądu nie podobają i na tej podstawie zostali odrzuceni. Odrzuceni, powtarzam - odrzuceni.

paulina20 napisał/a:

Dwie hipotetyczne sytuacje. Dwie totalne skrajności, żeby było sprawiedliwie - na widok pierwszego miękną kolana, przy rozmowie z drugim mięknie serce. Do drugiego mogłabym czuć miłość (to jest pewne, że czułabym, na pewno taką braterską)

No właśnie. Braterską, a z bratem ślubu się nie bierze, seksu nie uprawia, dzieci nie ma itd.
O braterskiej nie mówimy.


I weź pod uwagę (ważne!) taką rzecz. Ten bardzo przystojny i bardzo głupi, może znaleźć sobie taką dziewczynę co jest teś bardzo głupia i bardzo piękna (ich głupota nie będzie im wzajemnie przeszkadzać, mogą się związać i jest ok, prawdziwy związek mężczyzny i kobiety), natomiast ten skrajny brzydal nie zwiąże się ze skrajną brzudulą. Choćby tylko dlatego że nie będzie w tym żadnego seksu, żadnego erotyzm, nic w tej kwestii. Ale też z innych powodów.

paulina20 napisał/a:

Pewnie z pociągiem seksualnym byłoby gorzej. Przy pierwszym czułabym najwyżej pociąg seksualny - ale to nawet nie jest pewne, bo u mnie w dużej mierze zależy to od charakteru partnera. Koleś, który ''nie myśli'' byłby dla mnie raczej aseksualny. Coś jak wibrator.

Był film (przewidziany dla dorosłych, ale nie w sensie że jakieś sceny że dzieci nie mogą oglądać, tylko dla dojrzałych widzów raczej przewidziany) w którym dziewczyna zakochuje się upośledzonym umysłowo chłopaku.
Czyli skrajność. Nie ma natomiast filmu w którym dziewczyna zakochuje się w Quasimodo. Jest za to bajka, przewidziana dla dzieci które w ogóle jeszcze nie odczuwają istnienia erotyzmu.

paulina20 napisał/a:

''Bliższego poznania nie ma z powodu skreślenia na podstawie "pierwszego wrażenia". I charakter jest już do niczego potrzebny jak już napisałem.''
Błagam. Naprawdę tak robisz, że z brzydkim człowiekiem już nie porozmawiasz? Bo co, bo parzy? Zaraża? A może o tym, czy chcesz się z kimś związać, decydujesz w ciągu pierwszych 10 sekund?

Tak myślałem że tak powiesz. Mogę porozmawiać, ale nie będzie to sprawdzanie czy ta dziewczyna jest na tyle fajna z charakteru żeby się z nią przespać, bo już z góry wiem że tego nie chcę. Mogę pogadać tak samo jak z kolegą, albo 70-letnią kobietą. Natmomiast na randkę z nią się nie umówię.
Tak jak już wpsominałem, jak na forum jakaś dziewczyna napisała, chyba busiu albo truskaweczka.

PS. Czyli po 10 sekundach nie mogę być pewien że chcę się z tą osobą związać, ale mogę być pewien że nie chcę się związać. Żeby było jasne.

paulina20 napisał/a:

Swoją drogą, nawet 400-kilowemu Meksykaninowi udało się ożenić - może to dlatego, że pierwsze wrażenie na pewno robi ''oszałamiające

Nie ma sensu brać tego pod uwagę, zbyt rzadki przypadek. To są większe skrajności i rzadsze przypadki niż homo czy les. To jest tak jakbyśmy zaraz zoofilów czy federsów przywołali.
Mówmy o normalnych zdarzeniach, z którymi się stykami, a nie wyczytać w tandetnej gazecie która wyszokuje takie szokujące wyczyny spośród 6 miliardów ludzi na świecie.

paulina20 napisał/a:

''Wymigujesz się od odpowiedzi. Dałem ci wybór spośród dwóch konkretnych rzeczy. Ewentualnie można wstawić sobie tam inne rzeczy, tak aby były to miejsca skupiające albo zwykle brzydkich i inteligentnych, albo zwykle głupich i przystojnych.''
Prędzej szukałabym wśród brzydkich i inteligentnych - ale i tak mi nie uwierzysz, bo kiedy mam inne zdanie, to ''gadam głupoty''

Teraz akurat masz rację - nie uwierzę.

No ale biorąc pod uwagę że sama laską za która chłopy na budowie gwizdają nie jesteś może czujesz że nie miałabyś powodzenia wśród tych lepszych, więc obniżasz sobie poprzeczkę. No i sama sobie wmawiasz że wygląd nie jest taki istotny żeby się lepiej czuć.
No i szukasz tego niby inteligentnego, nie płytkiego chłopaka, co również nie tylko na wygląd będzie patrzył.


paulina20 napisał/a:

Ja to rozumiem tak, że tylko/głównie to się liczy i reszta nie ma znaczenia. Co to jest ten mityczny ''najważniejszy wygląd''? Jasne, że jest najważniejszy, bo z kosmitą byś się nie zadał. Ale w takim razie rozum też jest najważniejszy! Model z IQ roślinki jest jak dmuchana lalka (=atrakcyjność mniej więcej taka sama jak kosmity).

Nie. Dmuchane lalki są kupowane, jest ma nie popyt zwykłych facetów (nie wariatów). Nawet jest filmik na youtube jak student z akademika się z taką zabawia, przyłapali go.
Jest to dla normalnych psychicznie ludzi.
A nie sądzę żeby normalny psychicznie chciałby mieć seks z kosmitą.

Wibratory mają większe powodzenie u dziewczyn niż ja.


paulina20 napisał/a:

Jeśli wziąć pod uwagę skrajności, to 'wszystko' jest najważniejsze.
Równie ciężko jest stworzyć związek i z człowiekiem zdeformowanym, i z tym z umysłem ameby, i z patologicznym psychopatą, i z kloszardem bez grosza przy duszy. Na tej podstawie mogę stwierdzić, że wygląd, rozum, dobro i bogactwo są najważniejsze...
Weź totalną skrajność i ZAWSZE okaże się, że bez pewnego komponentu ani rusz.

Przez ciebie muszę się powtarzać.
To ty napisałaś "przystojniak" i "przeciętniak". Czyli poszłaś w kierunku skrajnie przystojnego, i aż do momentu przeciętniaka, a nie skrajnie brzydkiego.

Nie napisałaś "nieśmiały przeciętniak" i "średnio pewny siebie brzydal", tylko napisałaś "nieśmiały przystojniak" i "pewny siebie przciętniak".
Widzisz różnicę?
Robisz rozrzutu jeśli chodzi o charakter, od skrajności do skrajności, ale nie robisz takiego samego rozrzutu w wyglądzie. A uczciwie powinnaś.
Chyba pokazałem to na przykładzie z tą miss polski.

Tak samo jak ta co napisała "jednym kobietą się podobają się bardzo wysocy, a drugim ci średniego wzrostu".
Ona poszła w tę pozytywną skrajność ze wzrostem (wiadomo co jest pozytywne, bo wszystkim podoba się to samo), ale już nie poszła w drugą skrajność.

paulina20 napisał/a:

Jeśli wziąć pod uwagę skrajności, to 'wszystko' jest najważniejsze.
Równie ciężko jest stworzyć związek i z człowiekiem zdeformowanym, i z tym z umysłem ameby, i z patologicznym psychopatą, i z kloszardem bez grosza przy duszy. Na tej podstawie mogę stwierdzić, że wygląd, rozum, dobro i bogactwo są najważniejsze...
Weź totalną skrajność i ZAWSZE okaże się, że bez pewnego komponentu ani rusz.

Chodzi o to że największą korelacją z powodzeniem u płci przeciwnej wykazuje wygląd.

75

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Paweł - tak z ciekawości zapytam: a możesz opisać ogólnie jak wyglądasz? Skoro napisałeś "nawet wibratory mają większe powodzenie u dziewczyn niż ja" i przyczyn tego upatrujesz w kiepskim wyglądzie.

76 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-09-28 19:11:55)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Zojka, no mogę, ale po co. Z resztą takie rzeczy to raczej na priv.
I jesteś trzecią osobą na tym forum która się tym interesuje.

77 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-28 18:49:22)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

''Mówmy o normalnych zdarzeniach, z którymi się stykami, a nie wyczytać w tandetnej gazecie która wyszokuje takie szokujące wyczyny spośród 6 miliardów ludzi na świecie.''
(Dlaczego zakładasz, że gazeta o tym pisząca musiała być tandetna? To zresztą nie była gazeta, tylko ten ''tandetny'' internet. W każdym razie - źródło informacji nie podważa jej znaczenia.)

A jeśli mowa o przeciętniakach, to ee tam - każdy mi pasuje.
Jeśli miałabym wybrać zestaw wysoka intel/przeciętny wygląd lub przeciętna intel/świetny wygląd, to oczywiście wybrałabym pierwsze combo.
Jeśli jakaś cecha jest dla mnie ''najważniejsza'', to chyba naturalnie chcę, żeby była jak najwyższa? Brzmi logicznie, czyż nie?

Jest chyba jednak też ukryte założenie, żeby dążyć bardziej do ''uśrednienia'' kosztem skrajności. Cenimy jedne cechy wyżej, drugie niżej, ale wszystko w pewnych ramach (takich 'progach minimalnych'). U mnie np. próg minimalny dla wyglądu jest niższy (większość facetów bym zaakceptowała), zaś dla charakteru wyższy (tutaj 'przeszłaby' zdecydowanie mniejsza część).

Przy przykładzie z Quasimodo-geniuszem i modelem-rośliną najzwyczajniej w świecie brakuje mi wyobraźni. Takie skrajne przypadki rzadko zdarzają się realnie - musiałabym coś takiego przeżyć. Jeśli jednak bardziej ''uśrednić'' te skrajności, to bez wahania wybrałabym fascynującego mnie swoją osobowością brzydala (bo ten już by progu dosięgał). A do seksu też prędzej wolałabym przeciętnego chłopaka z przeciętną inteligencją, niż niekumatego modela - bardziej by mnie pociągał, bo suma wartości jego cech byłaby dla mnie wyższa (jako że inteligencja ma wyższy mnożnik).


Jeśli to nie świadczy o tym, że wygląd nie jest najważniejszy, to ja nie wiem co. Można podsumować, że największą wagę ma ogólna suma cech. Potem, po kolei, liczą się cechy z najwyższymi minimalnymi progami (bardziej się liczą, bo mniej jest osobników spełniających kryteria. Jakby na świecie wszyscy pasowali mi z charakteru - więc już było obojętne, z kim jestem - do głosu musiałyby dojść inne kryteria. Wtedy też mówiłabym, że dla mnie najbardziej liczy się wygląd plus coś tam).

''Mogę pogadać tak samo jak z kolegą, albo 70-letnią kobietą. Natmomiast na randkę z nią się nie umówię.''
Nawiasem mówiąc, jest taka para polskich aktorów, 22 latka i 80 latek (Łapicki chyba się nazywa). Raczej nie są ze sobą dla kasy wink

''No ale biorąc pod uwagę że sama laską za która chłopy na budowie gwizdają nie jesteś może czujesz że nie miałabyś powodzenia wśród tych lepszych, więc obniżasz sobie poprzeczkę. No i sama sobie wmawiasz że wygląd nie jest taki istotny żeby się lepiej czuć.
No i szukasz tego niby inteligentnego, nie płytkiego chłopaka, co również nie tylko na wygląd będzie patrzył.''
Masz rację z drugim i trzecim zdaniem. Łudzę się, że mój facet na wygląd nie patrzy, okazuje się jednak, że robi to właściwie każdy (ci, których bym o to nie podejrzewała, też). Jednak jest różnica między ''patrzeniem na wygląd'' a ''uznawaniem go za najważniejszy''. W sumie o te progi minimalne chodzi.

W jakim stopniu sama patrzę na wygląd jest mi bardzo trudno powiedzieć, bo mogę wyobrazić sobie fascynację kimś ''w oderwaniu'' od wyglądu. Sam wygląd/widok faceta z kolei mnie jakoś nie podnieca. Tu też mam jednak dylemat, bo.. zaczyna mnie podniecać, kiedy jakieś inne cechy już mnie zafascynują. Wydaje się, że po prostu u mnie coś innego odpowiada za wzbudzanie zainteresowania niż ''oczy''  (aż się nasuwa znane powiedzenie, że kobiety zakochują się uszami).

''To ty napisałaś "przystojniak" i "przeciętniak". ''
Się przyczepiłeś do tego przykładu wink Szczerze mówiąc, napisałam to tylko po to, żeby tak nie ''skrajnościować'', tylko dać przykład bardziej z życia.

78

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Pytam w kontekście toczącej się dyskusji na temat znaczenia wyglądu wink nic osobistego, bez obaw wink Bo z tego co napisałeś zrozumiałam, że nie masz powodzenia u kobiet z powodu wyglądu (taka jest Twoja opinia).

Jeśli nie chcesz mówić, to oczywiście nie mów.

Forum jest generalnie anonimowe, w tym sensie bezpieczne. Być może przywiązujesz nadmierną wagę do swojego wyglądu jako źródła niepowodzeń - jest okazja, żeby skonfrontować swoje wyobrażenia z opinią innych ludzi, zwłaszcza że to byłaby opinia kobiet.

Zgadzam się co do tego, że wygląd ma znaczenie - potencjalny partner (obojętnie czy partner do związku czy potencjalny kochanek) musi być też dla mnie pociągający seksualnie. I prawdą jest też, że nie każdy z nas jest atrakcyjny dla drugiej płci w tym samym stopniu. Są tacy, którzy podobają się wielu osobom, i tacy którzy znacznie rzadziej wzbudzają zainteresowanie.

Tym niemniej w wyniku tej długiej dyskusji dalej nie wiem, co to dla Ciebie znaczy atrakcyjność fizyczna u mężczyzny lub jej brak (brzydota).

Jest coś takiego jak kanon atrakcyjności - cechy uznawane w danym czasie i miejscu za atrakcyjne (zdjęcia męskich modelu są odbiciem takiego kanonu atrakcyjności w naszym świecie tu i teraz). Moje własne preferencje odbiegają jednak od tego kanonu. Oczywiście patrząc na zdjęcia tych mężczyzn jestem w stanie zgodzić się z tym, że są oni przystojni. Tym niemniej moje ciało nie reaguje. Na poziomie intelektualnym rozumiem, że ci mężczyźni są przystojni, ale mój biologiczny mózg śpi. Może te bodźce są niewystarczające, a może po prostu ktoś przesadził z Photoshopem i przypadkowo usunął te wszystkie linie i niuanse, na które mogłabym zareagować. wink

Być może w dzisiejszych medialnych czasach wielu z nas zbytnio utożsamia piękno własnej płci z tym, co oglądamy w mediach, nabierając fałszywego przekonania, że tylko tacy ludzie mogą liczyć na miłość i uznanie.

Czy chcesz wiedzieć, jakie mam wyobrażenie o Tobie i jak Cię oceniam jako mężczyznę na podstawie tego co przeczytałam? wink

79 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-09-28 19:30:06)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:

Jeśli to nie świadczy o tym, że wygląd nie jest najważniejszy, to ja nie wiem co.

Nie świadczy. A czemu nie świadczy to napisałem w poprzednich postach i się nie będę powtarzał.

Zojka napisał/a:

Forum jest generalnie anonimowe, w tym sensie bezpieczne.

Ja mam takie cechy charakterystyczne że gdybym je opisał, i ktokolwiek znajomy by tu przypadkiem wszedł i przeczytał to nie miałby wątpliwości że to ja.

Zojka napisał/a:

Być może przywiązujesz nadmierną wagę do swojego wyglądu jako źródła niepowodzeń

Nie.

Zojka napisał/a:

- jest okazja, żeby skonfrontować swoje wyobrażenia z opinią innych ludzi, zwłaszcza że to byłaby opinia kobiet.

Zojka, jak ci naprawdę na tym zależy to mogę się opisać, tylko powiedz wprost że chcesz.
Mi niczyja opinia nie jest potrzebna.

Zojka napisał/a:

Czy chcesz wiedzieć, jakie mam wyobrażenie o Tobie i jak Cię oceniam jako mężczyznę na podstawie tego co przeczytałam?

No napisz. Bo chyba chcesz napisać.

btw. Tylko raz zdarzyło się żeby ktoś nazwał mnie "mężczyzną". Jakaś dziennikarka abo dziennikarz który mnie nigdy nie widział i pisał o mnie w gazecie.

80

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Paweł, dla siebie samej nie muszę wyrażać tutaj opinii o Tobie. I tak wiem, co myślę. smile Mogę podzielić się swoimi wrażeniami, jeśli to byłoby w czymkolwiek dla Ciebie pomocne. Mam jednak wrażenie, że i tak uparcie trzymałbyś się swojego poglądu. Ostatecznie trudno też to rozstrzygnąć, nie wiedząc, jak wyglądasz. Hmm, nie wiem co takiego charakterystycznego masz w wyglądzie, że obawiasz się rozpoznania. Jakkolwiek byś nie wyglądał - czy masz garba, odstające uszy, czy cokolwiek innego - takich ludzi jest wielu.

Skoro wprost, to proszę bardzo - tak, chciałabym, żebyś się opisał.

81 Ostatnio edytowany przez apoteoza (2011-10-01 08:21:47)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paweł24 napisał/a:
paulina20 napisał/a:

Jeśli to nie świadczy o tym, że wygląd nie jest najważniejszy, to ja nie wiem co.

Nie świadczy. A czemu nie świadczy to napisałem w poprzednich postach i się nie będę powtarzał.

Nieprawda. Tak naprawdę, to najważniejsza jest kasa. I wszyscy o tym doskonale wiemy.

Link
Link

82 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-09-28 21:02:23)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Zojka napisał/a:

Mam jednak wrażenie, że i tak uparcie trzymałbyś się swojego poglądu.

I słusznie.

Zojka napisał/a:

Skoro wprost, to proszę bardzo - tak, chciałabym, żebyś się opisał

O, to lubię.
No to masz ten opis:

1. Największy problem, nie do zaakceptowania: krzywy kręgosłup. Nie garb, ale mocno krzywy i we wszystkie strony. Wszystko mogę przełknąć, ale nie te odstające łopatki.
2. Na granicy akceptowalności: mam małego, czyli 12-13 cm długości, 14 obwodu.

180-185 cm wzrostu, 72 kg wagi, cienkie kości, wąskie ramiona, chyba z zero procent tłuszczy, w wyniku czego rysują mi się na ciele wszystkie mięśnie, szczególnie na brzuchu, gdzie jak mówią mam "sześciopaka" albo "kaloryfer". Długie nogi, długie ręce, duże stopy, małej powierzchni tors, średnio opalony, średnio owłosiony, trochę zapadnięta klata w wyniku schorzenia kręgosłupa. Sporo blizn na ciele, których nie opiszę bo to cechy charakterystyczne.
Twarz - gruba szyja, brunet, niewyraźne szaro-niebieskie oczy, krótkie rzęsy, takie mdłe, rybie spojrzenie. Średnio gęsty zarost.

Paulina napisał/a:

Nieprawda. Tak naprawdę, to najważniejsza jest kasa. I wszyscy o tym doskonale wiemy.

No ja już mówiłem. Co innego co się najbardziej ceni, a co innego najbardziej ułatwia zdobycie partnera.
Jak gdziekolwiek wejdziesz to tego przystojnego łatwo wyłowić, tego bogatego trudniej.
I poza tym ja mówię o powodzeniu ogólnie, a nie tylko o długich związkach, do których kobiety bardziej szukają zamożnych niż do romansów. Ja mówię o wszystkich kontaktach.

Poza tym taki facet jest zapewne zdradzany przez te kobiety z przystojnym chydraulikiem, to po pierwsze, po drugie nawet jeśli nie byłby zdradzany, to i tak wiedząc że jest z nim dzięki jego pieniądzom nie czułby w tym szczerej miłości, więc z mojego (faceta) punktu widzenia to nie jest raczej jego powodzenie. Bo podobnie to ja mógłbym powiedzieć że mam powodzenie, bo ile ja ładnych dziewczyn przeleciałem, wow, jak jakiś Casanova.

83

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Pawle, jakoś w wyglądzie u Ciebie straszliwych cech nie widzę wink

Krzywy kręgosłup można leczyć - a poza tym jak napisałeś, te wystające łopatki wcale nie są tak bardzo zauważalne dla innych ludzi. Co do kaloryfera na brzuchu - to nie bardzo jest dla mnie jasne, czy ludzie zwracają na to uwagę pozytywnie, czy negatywnie? Rozmiar penisa, tu chyba masz jakieś niepotrzebne kompleksy - to jest normalny rozmiar. Dopasowany do typowej długości pochwy u kobiety według tego, co wyczytałam kiedyś w jakiejś książce. Poza tym tych parametrów na pierwszy rzut oka nie widać, więc to na pewno kobiet nie odstrasza. Ale wiem, że w tym względzie Wam facetom nic się nie da przetłumaczyć - jak któryś sobie wbije kompleksy w tym zakresie, to się z uporem maniaka tego trzyma wink

Wiesz, jakiś czas temu przeżyłam małe zauroczenie pewnym wysokim chudzielcem, więc jak widać gusta są różne wink Co więcej wcześniej wydawało mi się, że wysoki chudzielec to nie mój typ - jak widać myliłam się i mężczyzna oddziałując umiejętnie na kobietę, może wpłynąć na jej wyobraźnię nawet w tym względzie. Teraz z zainteresowaniem przyglądam się na ulicy wysokim i bardzo szczupłym facetom smile Niebiesko-szare niewyraziste oczy i mdłe rybie spojrzenie - to już sobie wkręcasz. To jest zapewne to, co widzisz w lustrze, gdy z niezadowoleniem się sobie przyglądasz. Spróbuj się uśmiechnąć i wyobrazić sobie coś miłego - spojrzenie się zmieni.

Nie do końca rozumiem, jak to w końcu jest z tym wyglądem u Ciebie - odniosłam wrażenie, że obwiniasz swój wygląd o brak powodzenia u kobiet, a z drugiej strony piszesz:

I właściwie nic innego bym w sobie nie zmieniał. No jasne że daleko mi do Brada Pita, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy żeby cokolwiek zawracać sobie głowę wyglądem.

Teraz moje małe spostrzeżenie na Twój temat na podstawie tego, co napisałeś (bo opinia to chyba za dużo powiedziane):

Pozytywne - sprawiasz wrażenie inteligentnej osoby i umiesz posługiwać się sprawnie językiem polskim. Dla mnie (i wiem, że dla wielu innych kobiet też) to istotna cecha, nawet powiedziałabym, że taki seksualny afrodyzjak - głupi mężczyźni na mnie nie działają. Zresztą Paulina usiłowała Ci to wytłumaczyć. Z drugiej strony - masz taki sposób dyskusji, że irytujesz i męczysz. Czepiasz się słówek, doszukujesz na siłę sprzeczności, kwestionujesz odczucia innych ludzi. Można kwestionować poglądy, ale jeśli kobieta opowiada o swoich doświadczeniach (jest dla mnie świetnym facetem mimo, że z wyglądu nie jest super), to trzeba to przyjąć - uczuć nie trzeba udowadniać, po prostu są. O ile inteligencja przyciąga, to ta druga cecha - czepliwość - raczej nie zachęca. Nie wiem jak rozmawiasz z kobietami w swoim otoczeniu, ale jeśli na ogół dyskutujesz w taki czepliwy sposób, to rzeczywiście możesz nie być najbardziej faworyzowanym facetem w grupie big_smile

84 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-09-28 21:30:20)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Zojka napisał/a:

a poza tym jak napisałeś, te wystające łopatki wcale nie są tak bardzo zauważalne dla innych ludzi. Co do kaloryfera na brzuchu - to nie bardzo jest dla mnie jasne, czy ludzie zwracają na to uwagę pozytywnie, czy negatywnie

Zdecydowanie pozytywnie.

Ale to jest tak, że raz mi prostytutka mówi: "fajny kaloryfer", i zapewne szczerze, ale jej nie wolno jej wspomnieć o moich łopatkach.
A koledzy to nie do końca wiem czemu, mogę sie tylko zastanawiać, oni potrafią wyśmiać jednego że ma małe dłonie, przez co jest "niemęski" nie zwracając uwagę na jego pozytywy, a w moim przypadku odwrotnie, na wadu w ogóle nie zwracają uwagi, tylko mi zazdroszczą brzucha.
Nie wiem, czemu, oni tacy są. Siedzę sobie z dwoma takimi na ławce (co jeden to bardziej napakowany) i jeden mówi: widzieliście go, jaki chudy, i się śmieją z niego (z jakiegoś przechodnia). Ja mówię: "ja się tam nie śmieję, nie jestem lepszy", a on na mnie patrzy (na ramiona) i takim mocnym tonem: "ale tu tu jednak coś maaaasz".

Zojka napisał/a:

Nie do końca rozumiem, jak to w końcu jest z tym wyglądem u Ciebie - odniosłam wrażenie, że obwiniasz swój wygląd o brak powodzenia u kobiet, a z drugiej strony piszesz:

Solstafir napisał/a:

I właściwie nic innego bym w sobie nie zmieniał. No jasne że daleko mi do Brada Pita, ale nigdy by mi nie przyszło do głowy żeby cokolwiek zawracać sobie głowę wyglądem.

Chodzi o to że tylko kręgosłup jest dla mnie przeszkodą, nic innego.

Zojka napisał/a:

Pozytywne - sprawiasz wrażenie inteligentnej osoby i umiesz posługiwać się sprawnie językiem polskim

Zabawne, teraz jestem w słabej kondycji intelektualnej (fizycznej z resztą też) i wg mnie piszę fatalnie.

85 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-28 22:45:09)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paweł24 napisał/a:
Paulina napisał/a:

Nieprawda. Tak naprawdę, to najważniejsza jest kasa. I wszyscy o tym doskonale wiemy.

No ja już mówiłem. Co innego co się najbardziej ceni, a co innego najbardziej ułatwia zdobycie partnera.
Jak gdziekolwiek wejdziesz to tego przystojnego łatwo wyłowić, tego bogatego trudniej.

E tam. Wystarczy mieć oko na szczegóły, typu drogi zegarek, dobra bryka. A jak jeszcze sypnie ci kasą to już widać, że fajniejszy od takiego niezaradnego przystojniaczka.

Paweł24 napisał/a:

I poza tym ja mówię o powodzeniu ogólnie, a nie tylko o długich związkach, do których kobiety bardziej szukają zamożnych niż do romansów. Ja mówię o wszystkich kontaktach.

Ogólne powodzenie we ''wszystkich kontaktach'' zapewnia pewność siebie, otwartość, inteligencja i poczucie humoru. Kasą ani wyglądem fajnej rozmowy nie załatwisz.

Paweł24 napisał/a:

Poza tym taki facet jest zapewne zdradzany przez te kobiety z przystojnym chydraulikiem, to po pierwsze, po drugie nawet jeśli nie byłby zdradzany, to i tak wiedząc że jest z nim dzięki jego pieniądzom nie czułby w tym szczerej miłości

A z takim przystojnym to już będą ze szczerej miłości? Daruj big_smile A czym się różni miłość do kasy od miłości do wyglądu? tongue A miłość do czyjegoś charakteru? Też taka szczera nie jest, bo charakter może się zmienić wink Różnica jest tylko taka, że najłatwiej pozbyć się kasy/wyglądu, a charakter zmienić najtrudniej.
W ogóle, jakoś tak śmiesznie to brzmi - dziewczyna chce być z facetem na dobre i na złe dlatego, że fajnie wygląda big_smile Najszczersza miłość świata.

Zojka napisał/a:

kwestionujesz odczucia innych ludzi

O, w końcu zwerbalizowałaś coś, co mnie tu męczy od początku. Jakkolwiek bym nie napisała o swoich odczuciach - i tak okażą się błędne, bo Paweł wie najlepiej, co jest dla mnie atrakcyjne wink I basta! Mogę mówić tysiąc razy, że wolę banany, wciąż jednak tak naprawdę wolę winogrona, tylko nie chcę się przyznać.

Z jednej strony dobre jest zadawanie pytań, zmuszanie do myślenia, podważanie tego, co uważamy za słuszne. Tomi się podobało i sformułowałam tu parę nowych wniosków. (Zmieniłam poglądy na mniej idealistyczne tongue) Ale traktowanie rozmówcy jak nieświadomego swoich podstawowych odczuć i preferencji - wręcz rzutowanie na niego SWOICH preferencji obojętnie, jakie argumenty padają - do konstruktywnej dyskusji nie prowadzi.

Ja jestem otwarta na zmianę poglądów. Paweł zaznaczył, że ''i tak zdania nie zmieni'', więc prawdopodobnie uzna, że majaczę, a żadnego rozeznania w swoich emocjach i upodobaniach nie mam.

Paweł24 napisał/a:

nie zwracając uwagę na jego pozytywy, a w moim przypadku odwrotnie, na wadu w ogóle nie zwracają uwagi, tylko mi zazdroszczą brzucha

Stawiam na to, że cie lubią i: albo chcą ci dodać otuchy, albo naprawdę widzą cię lepiej niż 'obcych'.
Podobnie to działa w miłości wypływającej z czegoś więcej niż powierzchowność. Wygląd dostaje wtedy dużego plusa. I to - w moim przypadku - większego, niż super wygląd nadałby innym cechom. Tak jak mówiła Zojka - głupi mężczyźni są aseksualni, brzydcy niekoniecznie wink

PS Chyba kończę tu dyskusję, bo troche mi to czasu dzisiaj zjadło, a wszystko co miało być powiedziane, chyba już zostało. Możesz, Pawle, mieć poglądy takie jak chcesz - że wygląd jest najważniejszy w ocenie atrakcyjności płci przeciwnej. Dla pewnej grupy ludzi na pewno tak jest. Nie wszyscy są jednak wycięci z tego samego wzorca. Ja wciąż uważam, że ważne są różnice indywidualne. Jest takie powiedzenie - ''statystycznie człowiek i pies na spacerze mają po 3 nogi''.

Może tobie wystarczy zobaczyć piękną kobietę, żeby czuć do niej pociąg - u mnie włącza się to dopiero, kiedy facet potrafi mnie rozśmieszyć i zaimponować mi inteligencją. Period.

86

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:
Paweł24 napisał/a:

Poza tym taki facet jest zapewne zdradzany przez te kobiety z przystojnym chydraulikiem, to po pierwsze, po drugie nawet jeśli nie byłby zdradzany, to i tak wiedząc że jest z nim dzięki jego pieniądzom nie czułby w tym szczerej miłości

A z takim przystojnym to już będą ze szczerej miłości? Daruj

Ja nie mówię że z tym przystojnym byłaby ze szczerej miłości, ale ten facet tak by to odczuwał.
Bo ja to rozróżniam.
Podobnie jak twoje odczucia od prawdy.

87 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-28 23:47:05)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

A prawda jest tylko jedna. Najmojsza wink



..Ok. To podsumuj, jaka jest według ciebie prawda? I czego ta prawda dotyczy. Tak w paru zdaniach.

88 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-29 00:41:25)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Dopiszę jeszcze - już bardziej uczciwie się zastanawiać nad sobą nie umiem. A nie wierzyć własnym odczuciom (albo podejrzewać, że samemu możesz się w czymś nieświadomie oszukiwać) to uczucie bardzo niewygodne smile Jeśli możesz sobie coś uświadomić, to pół biedy. Ja jednak szczerze próbuję i nie widzę. Jeśli jest inaczej, niż tak jak myślę, to moim zdaniem samopoznanie człowieka nie jest możliwe. Stworzyłam ładną teoryjkę, która mi wszystkie niuanse rozjaśniła i wytłumaczyła - jeśli ona tez jest błędna, to chyba jako ludzie jesteśmy skazani na błądzenie smile Za dużo sił naraz nami kieruje, a świadomość jest zbyt mała.

Ciekawa jestem w każdym razie, jakiej prawdy nie dostrzegam z twojego punktu widzenia, czego sobie nie uświadamiam.

PS Trafiłam na fajny artykuł dla nas wink
Paulinka jeszcze raz wkleisz link i się pożegnamy. Regulamin jasno stwierdza, że nie odsyłamy użytkowników do innych stron, a ponadto stawiamy na własne wypowiedzi. Chcesz podeprzeć się jakimś artykułem?- to zacytuj wybrany fragment i podaj autora.
apoteoza

89

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Masz 170 wzrostu,to nie tylko,tylko aż.To wcale nie jest mało,widziałam niższych.Piszesz,że jesteś bardzo brzydki,to Ty tak piszesz,bo musisz wiedzieć,że nie ma ludzi brzydkich,są tylko czasami bardzo zaniedbani.11 lat obok siebie to kawał czasu,nie wiem,czy nie doczytałam,czy Wy razem mieszkacie?A co na to Wasze dzieci,o ile je macie?Chłopie weź się za siebie.O ile nie masz rozwodu,to go przeprowadź,zrób coś z sobą,Masz dopiero 45 lat jeszcze długie życie przed Tobą.A założę się,że sporo masz zalet,które kobiety docenią w Tobie,jeszcze będziesz szczęśliwy,tylko działaj szybko,bo czas niestety ucieka.Głowa do góry i życzę Ci jeszcze dużo,dużo szczęścia.Powodzenia i do usłyszenia.Trzymaj się!!.

90

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

no to pomogliscie Krzysztofowi...
az raz od pierwszego postu sie wypowiedzial! Krzysztofie czy Ty jeszcze tutaj jestes?

91

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Paulina, może i masz takie odczucie że najbardziej cenisz inteligencję, nawet mogę w to uwierzyć, ale prawda i tak jest taka że łatwiej cię uwieść za pomocą dobrego wyglądu a nie dobrej inteligencji.

92 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-30 19:58:03)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Paweł, może i masz takie odczucie, że u dziewczyny ważny jest wygląd, ale prawda jest taka, że najważniejszy jest dla ciebie charakter smile I nawet jeśli powiesz, że bez miseczki D dziewczyna dla ciebie nie istnieje, to ja wiem, że po prostu nie zdajesz sobie sprawy, że wystarczy ci, żeby była inteligentna i miła.


Myślałam, że napiszesz coś konkretnego. W poprzednich postach podałam przykład dosłownie zaprzeczający twojemu stwierdzeniu (które jest kolejną próbą ''czytania mi w myślach'', ''znania mnie lepiej niż ja sama'') - wnioskuję więc, że ty mnie po prostu nie czytasz big_smile

Tylko krowa nie zmienia poglądów. I widzę, że twojej chęci wrzucenia wszystkich ludzi do jednego worka tez absolutnie nic nie zmieni. To zależy, jakie kto ma priorytety w życiu - jedni chcą słuchać uszami i patrzeć oczami, inni próbują dopasować wszystko dookoła do tego, co mają już w głowie. Tak prościej. Ani to myślenia, ani przebudowywania istniejących w głowie schematów nie wymaga.

I powodzenia ci w tej drodze. Tylko następnym razem trochę tak mniej otwarcie wpieraj rozmówcom swoje przekonania, gdy argumentów brak..

Też mogę wypisać milion rzeczy o Twoich preferencjach, w ogóle cię nie znając. A potem upierać się, że na pewno taki jesteś. I już nie zaprzeczysz. Najwyżej wtedy powiem, że prawdziwe jest tylko to, co ja mówię wink Myślałam, że jesteś gotowy na otwartą dyskusję, jednak gdy z góry przyjmujesz założenie, że masz wiedzę absolutną, to chyba pomyliłeś forum.

93 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-09-30 21:50:44)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:

Paweł, może i masz takie odczucie, że u dziewczyny ważny jest wygląd, ale prawda jest taka, że najważniejszy jest dla ciebie charakter

Ja mam argumentu że dla ciebie najważniejszy jest wygląd, a ty że dla mnie jest charakter nie masz.

paulina20 napisał/a:

Myślałam, że napiszesz coś konkretnego. W poprzednich postach podałam przykład dosłownie zaprzeczający twojemu stwierdzeniu (które jest kolejną próbą ''czytania mi w myślach'', ''znania mnie lepiej niż ja sama'') - wnioskuję więc, że ty mnie po prostu nie czytasz :

A ja podałem podałem przykłady przeczące twojemu rozumowaniu, to ty mnie nie czytasz.

paulina20 napisał/a:

Tylko krowa nie zmienia poglądów.

Ty też przecież tak samo nie przyznajesz mi racji jak ja tobie.
Przypomnę ci tylko że napisałaś: "po prostu nie mogę się zgodzić, nie i już".
I rzeczywiście, nie zwracając uwagi na istotne rzeczy jakie napisałem się nie zgodziłaś.

paulina20 napisał/a:

I widzę, że twojej chęci wrzucenia wszystkich ludzi do jednego worka tez absolutnie nic nie zmieni.

To nie jest jakaś chęć, tylko normalna obserwacja, że ludzie te same osoby wskazują jako atrakcyjne, i te same jako nieatrakcyjne, to o czymś świadczy. Rusz głową.

paulina20 napisał/a:

To zależy, jakie kto ma priorytety w życiu - jedni chcą słuchać uszami i patrzeć oczami, inni próbują dopasować wszystko dookoła do tego, co mają już w głowie. Tak prościej. Ani to myślenia, ani przebudowywania istniejących w głowie schematów nie wymaga.

O to samo co ty mnie oskarżasz sam mógłbym ciebie.

No jednak muszę się powtórzyć:

wikipedia napisał/a:

W pewnym eksperymencie naturalnym obserwowano osoby, które po raz pierwszy spotkały się na randce. Badacze wiedzieli, jakie cechy osobowości posiadają obie strony, oceniano także ich wygląd. Okazało się, że jedynym czynnikiem skorelowanym z wyrażeniem zainteresowania ponownym spotkaniem był wygląd. Jeśli osoba była atrakcyjna, druga strona chciała się ponownie spotkać. Żadne cechy osobowości (np. inteligencja, ekstrawersja, otwartość, dobre przystosowanie, kobiecość, męskość, dominacja, uległość, zależność, niezależność, szczerość itp.) nie korelowały z ochotą do ponownych spotkań. Zastanawiające było także to, że gdy badani byli proszeni o uzasadnienie swojego pragnienia, to wymieniali zwykle poczucie humoru, inteligencję, przyjacielskość, dobre zrozumienie itp., ale nie wymieniali atrakcyjności. Ten wynik interpretuje się jako niechęć do przyznania, iż wygląd człowieka ma wpływ na nasz stosunek do drugiej osoby

Jak widzisz wszyscy tak mówią. I wszyscy uważają się za te wyjątki co to na wygląd nie patrzą, tylko cenią sobie: inteligencję, ekstrawersję itd.
No ale po ich decyzjach wychodzi na to że są w błędzie, dla nich najważniejszy jest wygląd.
Za to ty jesteś tym jednym prawdziwym wyjątkiem, który akurat ma rację. - oczekujesz ode mnie żebym ci w coś takiego uwierzył.

Powyższy tekst z wiki (plusz to co cytuję poniżej) zamyka dyskusję. Ja mam rację, a ty nie.

paulina20 napisał/a:

A co myślisz, gdy widzisz ładną dziewczynę z brzydkim facetem lub vice versa?

Paweł napisał/a:

NIGDY CZEGOŚ TAKIEGO NIE WIDZIAŁEM

I znowu - nigdy, ale to nigdy nie widziałem ładnej dziewczyny z brzydkim facetem lub vice versa.
I to też już jest argument absolutnie decydujący.
No ale ty pewno powiesz że ty jesteś akurat tym wyjątkiem, że ciebie mógłbym spotkać z tym brzydkim facetem.
Nie ważne że w życiu widziałem z tysiąc par, i nigdy brzydcy ludzie to nie są. Znam również pary, są bogaci, biedny, inteligentni, głupi, pracowici lub lenie, porządni lub nieporządni, wszystko tylko nie jedno - nigdy nie są brzydcy.
To o czymś świadczy.
Ja twoje niby argumenty rozwiązałem, że wcale nie potwierdzają twojej tezy, a ty moich nie.
Nie wyjaśniłaś mi czemu nigdy nie widziałem pary w której chłopak jest brzydszy ode mnie (a są tacy, znam) lub dziewczyna którą uznałbym za brzydką.


To ty jedno co potrafisz mówić, że dla ciebie najważniejszy jest inteligencja, tak czujesz a więc tak jest.
W dodatku mówisz że ja swoje preferencje rzutuję na innych, w tym na ciebie, mimo że nic takiego z tego co pisałem nie wynika.
Ja nie uważam że skoro dla mnie najważniejszy jest wygląd to dla wszystkich musi być. Ja uważam że skoro dla wszystkich najważniejszy jest wygląd to dla mnie też musi być (bo zawieram się w "wszyscy").
Ja nie uciekam od tego co jest napisane w wiki, a ty tak.

94 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-09-30 23:07:54)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paweł24 napisał/a:
paulina20 napisał/a:

Myślałam, że napiszesz coś konkretnego. W poprzednich postach podałam przykład dosłownie zaprzeczający twojemu stwierdzeniu (które jest kolejną próbą ''czytania mi w myślach'', ''znania mnie lepiej niż ja sama'') - wnioskuję więc, że ty mnie po prostu nie czytasz :

A ja podałem podałem przykłady przeczące twojemu rozumowaniu, to ty mnie nie czytasz.

Napisałeś tylko ''i co z tego''.

Paweł24 napisał/a:

I znowu - nigdy, ale to nigdy nie widziałem ładnej dziewczyny z brzydkim facetem lub vice versa.

To, że ty nie widziałeś, nie znaczy, że nikt nie widział.

Paweł24 napisał/a:

Znam również pary, są bogaci, biedny, inteligentni, głupi, pracowici lub lenie, porządni lub nieporządni, wszystko tylko nie jedno - nigdy nie są brzydcy.

Wychodzi na to, że nikt nie jest brzydki.

Paweł24 napisał/a:

Ja twoje niby argumenty rozwiązałem, że wcale nie potwierdzają twojej tezy, a ty moich nie.
Nie wyjaśniłaś mi czemu nigdy nie widziałem pary w której chłopak jest brzydszy ode mnie (a są tacy, znam) lub dziewczyna którą uznałbym za brzydką.

Słabo patrzysz. Wiesz, w swoim mniemaniu rozmawiasz z dziewczyną, którą łatwiej uwieść wyglądem niż tym co w głowie, więc podejrzewam, że w realu równie słabo się rozglądasz. (-> silny filtr poznawczy). Dla mnie na przykład Donald Trump jest dość brzydki tongue

Paweł24 napisał/a:

To ty jedno co potrafisz mówić, że dla ciebie najważniejszy jest inteligencja, tak czujesz a więc tak jest.

Oczywiście. Poza tym powiedziałam, że zainteresowałam/zafascynowałam się kimś nie widząc go, gadając tylko przez internet. Nie wiem, w jaki sposób miałoby to potwierdzić twoją tezę o ''najważniejszym wyglądzie'', więc czekam na wyjaśnienie.

I jeszcze co do eksperymentu z wiki: w dłuższej znajomości i tak wyjdzie na jaw, kto jakie ma naprawdę cechy. Nie da się ''udawać'' inteligenta, jesli się nim nie jest, obojętnie jak boski ma się uśmiech. Po prostu nie da big_smile

No i teraz sedno sprawy:

Paweł24 napisał/a:

Ja uważam że skoro dla wszystkich najważniejszy jest wygląd to dla mnie też musi być (bo zawieram się w "wszyscy").

Ja nie zakładam, że jeden eksperyment rzutuje na całą populację. Musisz sobie odświeżyć wiedzę, czym jest prawdopodobieństwo w naukach społecznych. To nie jest fizyka. 0,8 to już korelacja silna. Zgadnij, czemu nie 1? Co się dzieje z pozostałymi 0,2? Jest to część próby, dla której korelacja się nie potwierdziła. A korelacja 0,5? To już korelacja średnia, a wynika z niej tylko, że jedynie w połowie przypadków między czynnikami występuje związek.

Nie wiem, czy wiesz jak wygląda prawidłowy wykres korelacji - nigdy jednak nie jest to prosta linia - zawsze są to wyniki rozsiane wokół niej.
Jeszcze ciekawostka o korelacji:

wikipedia napisał/a:

W przypadku rozkładu dalekiego od dwuwymiarowego normalnego lub istnienia w próbie obserwacji odstających współczynnik korelacji Pearsona może fałszywie wskazywać na nieistniejącą korelację

Korelacja nigdy nie wyniesie jeden, jeśli badamy rzeczy tak niestałe, jak zależności społeczne, preferencje, cechy osobowości - ba, w wielu przypadkach nawet nie powinna! Jeśli badamy zestaw zwykle współwystępujących ze sobą cech, to korelacja między nimi powinna wynieść więcej niż 0,8 - ale nie 1, bo to znaczy, że test prawdopodobnie dwa razy pyta o to samo. Właśnie dlatego, że ludzie nie są tacy sami! Nie są wycięci z jednego wzorca i każdy test, eksperyment uwzględnia różnice indywidualne. Zakładanie BRAKU takich różnic - to dopiero głupota!

Eksperyment odkrywa prawidłowości, które z danym prawdopodobieństwem można uogólnić na daną populację, ale pojedyncze przypadki wcale nie muszą być z nimi zgodne.  Różnice indywidualne występują w eksperymentach zawsze - chyba, że bada się klony.

Nawet badanie profesjonalnym testem psychologicznym daje tylko pewność, że wynik zawiera się w pewnych ramach (np. jeśli wynik pokaże, że masz 5 sten w ekstrawertyzmie, to ''na pewno'' możesz jedynie zakładać, że mieści się on w przedziale 3-7). Tutaj nie ma prawd absolutnych.

Jeśli spodziewasz się, że poczytasz o paru eksperymentach i już będziesz wiedział wszystko o całej ludzkości, to jesteś w błędzie.

Zauważ, że ja w całej rozmowie posługuję się pojęciami ''grupa osób'', ''część osób'', ''niektórzy'', ''pewne osoby''. Nie daję sobie prawa do wyrokowania o wszystkich - nie mam go. Jestem świadoma swojej zbyt małej wiedzy, musiałabym siedzieć w mózgach wszystkich. A Ty myślisz, że siedzisz nawet w moim.

A na końcu, na podstawie pewnego sławnego eksperymentu mogę powiedzieć, że JESTEM PEWNA, że na polecenie autorytetu zaaplikowałbyś drugiemu człowiekowi śmiertelny wstrząs elektryczny. Nawet bez zmuszania. Nie odmówiłbyś smile

95

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:

Zgódźmy się co do tego, że każdy w jakimś tam stopniu patrzy na wygląd (inaczej moglibyśmy się zakochać nawet w kimś o nie-humanoidalnych kształtach, nie?).

przecierz kazdy ma humanoidalne kształty.

paulina20 napisał/a:

Jakby ktoś przystojny nie musiał już nic sobą reprezentować. To jest przesada w drugą stronę.

no ale jesli człowiek jest nie atrakcyjny a ma iq Einsteina ,to nic mu to nie da.



paulina20 napisał/a:

Czy Wy wymagacie od kobiet tylko urody i niewiele więcej? Czy nijak braku urody nie mogłyby ''nadrobić''? Jeśli tak, to rozumiem wasze radykalne podejście.

no brak urody jest nie do nadrobienia






Paweł24 napisał/a:
mensa napisał/a:
Paweł24 napisał/a:

Na jakiej planecie?

tak ,sa tacy ludzie o wyjatkowo wysokim poziomie empatii.oni bazuja jedynie na cechach charakteru i co ciekawe osoby takie sa nie urodziwe.(nie sa ogolnie uznawane za atrakcyjne,wrecz odwrotnie).

Moja odp:
Gdyby było tak że jacyś ludzie nie patrzą na wygląd musieliby być bi-seksualni, albo w ogóle aseksualni
A nie ma takich ludzi co nie patrzą na wygląd. Są za to ludzie którzy mówią że nie patrzą na wygląd, ale to nie to samo.

to ciekawe ale znałem kiedys małolate co twierdziła ze jej facet jest brzydki ale ma to cos. z reszto naukowcy nie potwierdzaja jakoby dosłownie kazdy zwracał uwage na wygląd.

96 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-10-01 16:07:43)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Paulina, jasne że muszę pisać "co z tego" bo takie dziwne rzeczy piszesz że inaczej się nie da. np.


paulina20 napisał/a:

Oczywiście. Poza tym powiedziałam, że zainteresowałam/zafascynowałam się kimś nie widząc go, gadając tylko przez internet. Nie wiem, w
jaki sposób miałoby to potwierdzić twoją tezę o ''najważniejszym wyglądzie'', więc czekam na wyjaśnienie.

Wczoraj była ładna pogoda. W jaki sposób potwierdza to że dla ciebie najważniejsza jest inteligencja? Czekam na wyjaśnienie.

paulina20 napisał/a:

Oczywiście. Poza tym powiedziałam, że zainteresowałam/zafascynowałam się kimś nie widząc go, gadając tylko przez internet. Nie wiem, w
jaki sposób miałoby to potwierdzić twoją tezę o ''najważniejszym wyglądzie'', więc czekam na wyjaśnienie.

W żaden. To nie potwierdza mojej tezy, ale twojej z pewnością też nie.


paulina20 napisał/a:

Oczywiście. Poza tym powiedziałam, że zainteresowałam/zafascynowałam się kimś nie widząc go, gadając tylko przez internet. Nie wiem, w
jaki sposób miałoby to potwierdzić twoją tezę o ''najważniejszym wyglądzie'', więc czekam na wyjaśnienie.

Paweł napisał/a:

Kiedyś przypadkiem poznałem jedną dziewczynę na czacie. Świetnie i długo nam się rozmawiało więc wymieniliśmy się numerami gg.
I tak zaczęła się pewna przyjaźń. Gadaliśmy ze sobą niemal codziennie. Nie o jakiejś erotyce, nie było żadnego podrywania, ona miała chłopaka, ale zdążyliśmy się dobrze poznać, z bardzo prywatnych rzeczy mi się zwierzała, o zdanie pytała nie raz, ogólnie poznaliśmy się bardzo dobrze, i lubiliśmy i bardzo dużo rozmawialiśmy na gg.W końcu, tak po miesiącu wysłałem jej swoje zdjęcie, od tego momentu kontakt z nią się urwał, zero odzewu z jej strony. Od momentu kiedy wysłałem jej zdjęcie słowem już się nie odezwała. Śmieszne to jest, ale tak było.

Ta dziewczyna też zainteresowała się kimś z internetu nie znając jego wyglądu.

A raz napisałem "co z tego" to zrozumiałaś o co chodzi.

paulina20 napisał/a:

Zauważ, że ja w całej rozmowie posługuję się pojęciami ''grupa osób'', ''część osób'', ''niektórzy'', ''pewne osoby''. Nie daję sobie prawa do wyrokowania o wszystkich - nie mam go. Jestem świadoma swojej zbyt małej wiedzy, musiałabym siedzieć w mózgach wszystkich. A Ty myślisz, że siedzisz nawet w moim.

Możesz mi napisać nawet że jesteś absolutnie przekonana że jesteś żyrafą, i tak odczuwasz, i ja tego odczucia nie będę kwestionował, ale i tak mnie nie przekonasz że jesteś żyrafą, co byś nie mówiła.

Wiem też dobrze że (posługując się twoją metaforą) wszyscy ludzie co mówią że wolą banany to i tak wybierają winogrona (jeśli mogą), więc ja widząc to uznawam że też wolą winogrona sugerując się tym co robią a nie mówią, tylko że wolą jednocześnie mówić że wolą banany. I nie przekonasz mnie że ty jesteś akurat tą osobą która mówi że woli banany, i akurat w twoim wypadku jest to prawda.

paulina20 napisał/a:

A na końcu, na podstawie pewnego sławnego eksperymentu mogę powiedzieć, że JESTEM PEWNA, że na polecenie autorytetu zaaplikowałbyś drugiemu człowiekowi śmiertelny wstrząs elektryczny. Nawet bez zmuszania. Nie odmówiłbyś

Nie zaprzeczyłbym bez argumentów

mesna napisał/a:

to ciekawe ale znałem kiedys małolate co twierdziła ze jej facet jest brzydki ale ma to cos. z reszto naukowcy nie potwierdzaja jakoby dosłownie kazdy zwracał uwage na wygląd..

Nie potwierdzają też że każdy rodzię się z 10 palcami u rąk, i np. dwiema nogami (jedna dziewczynka urodziła się z czterema).

mesna napisał/a:

Przy dłuższej znajomości House pewnie zyskałby znaczną przewagę nad chirurgiem w ocenie atrakcyjności - zakładając, że jego osobowość jest bardziej dla kobiet atrakcyjna.

Co takiego jest w nim atrakcyjnego? To że ogląda pornosy i we własnym mieszkaniu prostytutki przyjmuje, czy to że jest wyjątkowo niemiły, wręcz wredny, albo te że nie umie o siebie zadbać (nie ogolony, pije, pali, uzależniony od leków).
Ty zapewne powiesz że jest inteligentny.
A wg mnie dla kobiet najważniejsze są trzy rzeczy:
- dobry wygląd
- być "alfa"
- kasa
W serialu jest mocno wyeksponowane jego bycie "alfa" co akurat zawdzięcza wiedzy i inteligencji, ale to nie ma znaczenia, może to zawdzięczać czemukolwiek, byle by był "alfa".
Poza tym dobrze wygląda, no i nie widać tego w serialu, ale powinien mieć dużo kasy.

Donald Trump ma oczywiście kasę, która z tych trzech rzeczy jest najważniejsza, można dyskutować, na pewno dla żadnej kobiety nie jest najważniejsza inteligencja, są tylko te trzy rzeczy, no i ja akurat uważam że największy wpływ na powodzenie ma wygląd.

97

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

OK. Paweł, masz rację, masz absolutną rację wink

98

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

wiem smile

99

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Tak, poczytałam Waszą dyskusję [tzn kawałek] i zgadzam się z Pauliną, ale to nie będzie chyba zaskoczeniem. Z tego co widzę Pawle zarzuciłeś mi, że ja odrzucałam facetów ze względu na wygląd, ale tu się pomyliłeś, najwidoczniej pomyliłeś mnie z inną użytkowniczką.
W sumie Paulina napisała niemalże chyba wszystko co mogłabym napisać o sobie.
W moim życiu wygląd też nie jest decydujący.
Mój były też nie zachwycał: niski, twarz nieciekawa, ogólnie fizjonomia też. Ale tu decydujące było to czym mnie zainteresował. Gdy Go poznałam, to nie miałam na wiele ochoty, ale to bardziej dlatego, że byłam młoda i nie byłam pewna czego chce itp. Jednak On starał się i ja dałam mu szansę. Byłam w Nim prawdziwie zakochana, ciężko zniosłam rozstanie, a to On mnie zostawił. Byłam z Nim 2 lata.
Dlatego, poznałam, naprawdę wielu ludzi i wygląd nie był decydujący, tzn to, że ktoś nie spodobał mi się nie sprawiało, że Go olewałam i nie dawałam szansy. Nie, dawałam szansy i czasem taka osoba zyskiwała w moich oczach. A gdy facet zainteresuje kobietę, to mimo gorszego wyglądu może sprawić, że Ona zacznie Go pożądać całą sobą, "wypięknieje" On w Jej oczach.
Dla mnie wygląd też nie sprawi, że zacznę faceta pożądać. U mnie to wiążę się z miłością. Nie pożądałam nikogo prócz mojego faceta. Na początku po prostu Go poznawałam, z czasem przyszło pożądanie i pewność, że z Nim chce być. Ładna buzia to dla mnie za mało. Mogę jedynie stwierdzić:"O, ładna buzia". Tyle.
Dla niektórych na pewno wygląd jest bardzo ważny; na tyle, że co do niego mają bardzo duże wymagania i jeżeli ktoś ich nie spełnia, to nie dadzą szansy, nie pójdą z tą osobą na randkę itp. Ale nie każdy taki jest. Czasem naprawdę warto dać szansę, życie potrafi nas nieźle zaskoczyć.

100

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

A ja chciałabym odwrócić kota ogonem i zapytać jakim cudem zdaniem forumowicza Pawła24 brzydcy ludzie łączą się w pary? Większość ludzi na świecie jest brzydkich, ładnych jest mniej i pewnie dlatego są dla nas tacy niezwykli. A jednak ludzkość nie wyginęła. Mam wielu znajomych, większość nie jest ładnych, a często od lat są w związkach małżeńskich. Nawet forumowicz krzysztof, który ten wątek zapoczątkował ma żonę. Czy mam uwierzyć, że wszyscy Ci ludzie zawarli te związki tylko dlatego, że uznali, ze nie byliby w stanie znaleźć nikogo innego? Czy może jednak uważają siebie nawzajem za atrakcyjnych?

Kwestia druga - atrakcyjność. Podobno nie ma kobiet brzydkich, są tylko niezadbane. I tu się zgodzę również jeżeli chodzi o mężczyzn. Tak, nie polecę na kogoś, kto wyhodował na plechach włosy niczym dywan, tak, nie polecę na kogoś, kto się nie myje. Brak estetyki i higieny moi drodzy, nie urody, odstręcza najbardziej. 

Kwestia trzecia - ta okrutna natura. Jaskiniowa i prehistoryczna natura kobiety nie każde jej wybierać przystojniaka, a samca silnego, o dobrych genach, który potrafi sobie radzić, zapewni byt jej i potomstwu, będzie ją chronił. Dlatego z przystojniakami można się umawiać, ale jeśli nie spełniają innych warunków to się za nich nie wychodzi.

No i jeszcze kwestia gustów. Kanony się zmieniają, w pewnych krajach atrakcyjni są ludzie otyli, bo to znaczy, że stać ich na jedzenie mięsa, a w innych szczupli, bo to znaczy, że stać ich na operacyjne usunięcie żeber w talii.

101 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-10-03 19:40:38)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Entropia napisał/a:

westia trzecia - ta okrutna natura. Jaskiniowa i prehistoryczna natura kobiety nie każde jej wybierać przystojniaka, a samca silnego

A silny to jest taki co ma dużo mięśni, mało tłuszczu, jest wysoki, ma szerokie ramiona, wielką klatę, szeroką szczękę (też oznaka siły) itd.
Innymi słowy, silny to jest przystojny, a przystojny to silny. (jeśli ma cechy świadczące o sile to jest przystojny, jeśli jest przystojny tzn że ma cechy świadczące o sile). Jaśniej już nie mogę, to jest tak oczywiste że już nie wiem nawet jak to tłumaczyć.

Kiedyś słuchałem prezentacji nt piękna (ogólenie). Gdy osoba to referująca przeszła do piękna ludzi, to o mężczyznach było tylko tyle: "piękny mężczyzna to umięśniony", nic więcej, i wyobraź sobie, nikt się nie zdziwił, nie było żadnych kontrowersji.
(napakowany=przystojny=silny)

Twój argument jest tak samo bzdurny, jak gdybym ja powiedział że dla mnie uroda w ogóle nie ma znaczenia, po prostu natura każe mi szukać takiej co ma płaski brzuch (nie jest w ciąży), jest zdrowa (ma dobre geny), jest młoda (te rodzą zdrowsze dzieci) itd można by wszystkie cechy świadczące o urodzie wymienić. I wyjdzie że uroda w ogóle dla nikogo nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Nonsens oczywiście, bo to właśnie jest uroda.
Wtedy wyszłoby że "uroda nie ma znaczenia, ważne żeby miał(a) np. dobre geny, a dobre geny tak przypadkiem akurat się składa rozpoznaje po wyglądzie, ale nie chodzi o wygląd, tylko o geny".
"nie ważne jak wygląda, ważne żeby wyglądał że ma dobre geny" - zabawne

Ale dla ciebie ja w wyszukiwarce dziewczyn wpisuję "od 18 do 22" nie dlatego że młodsze są ładniejsze, tylko dlatego że te rodzą zdrowsze dzieci (których oczywiście z nimi miał nie będę, zawsze są solidne zabezpieczenia).

Widać ludzie dużo potrafią się natrudzić żeby tylko wymyślić jakąś drogę rozumowania potwierdzającą że nie oceniają innych po wyglądzie.
A ja konsekwentnie będę to obalał.

Entropia napisał/a:

Dlatego z przystojniakami można się umawiać, ale jeśli nie spełniają innych warunków to się za nich nie wychodzi.

To nie jest argument, i wie to każdy kto umie czytać ze zrozumieniem i rozumować logicznie na poziomie przeciętnego gimnazjalisty.

Z resztą mówisz podobnie jak Paulina, która powiedziała że z najtępszym przystojniakiem można się przespać, a z brzydalem o najwspanialszym wnętrzu nie można (twierdząc jednocześnie że wygląd nie jest najważniejszy):

Paulina napisał/a:

Model, który ze swoim umysłem pierwotniaka wykrztusi mi tylko ''gu ga, gu ga'' i będzie się ładnie uśmiechał.
Brzydal z garbem, zezem, brakami w uzębieniu, deformacją twarzy i ciała, z którym wspaniale mi się rozmawia i czuję ''pokrewieństwo dusz''.
Ten pierwszy nadaje się najwyżej do seksu, ten drugi jako wspaniały przyjaciel.

Czyli ten drugi szans nie ma na nic, a ten pierwszy może "co najwyżej" zaliczyć ostatnią bazę.
Żeby nie brzmiało to tak nieładnie (te "zaliczyć ostatnią bazę") to można innymi słowy powiedzieć że z tym pierwszym możecie się kochać (w takim sensie w jakim kobieta kocha się z mężczyzną) a z tym drugim nie możecie się kochać w takim sensie w jakim kobieta kocha się z mężczyzną.

Entropia napisał/a:

A ja chciałabym odwrócić kota ogonem i zapytać jakim cudem zdaniem forumowicza Pawła24 brzydcy ludzie łączą się w pary?Większość ludzi na świecie jest brzydkich, ładnych jest mniej i pewnie dlatego są dla nas tacy niezwykli. A jednak ludzkość nie wyginęła.

1. Poczytaj wcześniejsze posty.
2. Właśnie między innymi dzięki temu że jest selekcja naturalna ludzkość nie wyginęła.
3. Jak już się łączą to dlatego że uroda to nie wszystko, a po drugie, niektórzy wolą wziąć takie byle co żeby w ogóle kogoś mieć, ale to rzadkość.

Entropia napisał/a:

Mam wielu znajomych, większość nie jest ładnych, a często od lat są w związkach małżeńskich.

Może nie są ładni, ale nie są też brzydcy, z resztą ja dobrze wiem co to jest dla was "ładny", dla was np. Brad Pitt nie jest jakoś bardziej umięśniony, on jest normalny pod tym względem (dla was, tak wam się wydaje).
Albo taki Bruce Willis - znając kobiety one są w stanie powiedzieć że Bruce Willis nie jest ładny.

Entropia napisał/a:

Nawet forumowicz krzysztof, który ten wątek zapoczątkował ma żonę.

Z którą ożenił się wiele lat temu, kiedy jeszcze nie miał brzucha i w ogóle wyglądał znacznie lepiej.

Entropia napisał/a:

Czy mam uwierzyć, że wszyscy Ci ludzie zawarli te związki tylko dlatego, że uznali, ze nie byliby w stanie znaleźć nikogo innego?

To prawda jest (że nie byli wstanie, a czy oni sami tak uznali to nie wiem, ale za pewnie tak).

Entropia napisał/a:

Czy może jednak uważają siebie nawzajem za atrakcyjnych

To że ktoś piękny z brzydkim się zwiąże to się nie zdarza (no chyba że dla kasy, to osobny temat, to już powiedziałem czemu tego nie rozpatruję), ktoś brzydki z brzydkim prawie nigdy, ale wśród tych brzydali zdarzają się wyjątki (ale to są wyjątki, podkreślam wyjątki, wśród pięknych z kolei wyjątkiem jest ten co jest samotny). Chyba nawet przez te twoje klapki na oczach dostrzegach tak rażącą oczywiśtość że ludzie brzydcy znacznie, ale to znacznie częściej są samotni. No więc znam taką parę, raczej brzydki-zdecydowanie brzydka. Ale oni są po trzydziestce, wcześniej za pewno lepiej wyglądali.

I z całą pewnością nie uważam że uważają się za takich atrakcyjnych, gdyby tak było oboje nie staraliby się odchudzać, jeden drugiego nagabywałby żeby się nie odchudzał, a oni robią odwrotnie.

Entropia napisał/a:

Kwestia druga - atrakcyjność. Podobno nie ma kobiet brzydkich, są tylko niezadbane. I tu się zgodzę również jeżeli chodzi o mężczyzn. Tak, nie polecę na kogoś, kto wyhodował na plechach włosy niczym dywan, tak, nie polecę na kogoś, kto się nie myje. Brak estetyki i higieny moi drodzy, nie urody, odstręcza najbardziej.

Czytałaś wszystkie posty w temacie? Jak nie to przeczytaj. Dokładnie.

Coś mi się przypomniało. Kiedyś z takim jednym wyjątkowo przystojnym siedziałem latem przez kilka godzin w takim garażu, temperatuta tam była co najmniej 40, a prawdopodobnie powyżej 50 stopni. Przez kilka godzin byliśmy cali mokrzy z potu. Później jak zwykle mieliśmy iść na piwo, i tak się złożyło (z powodów organizayjnych, nie pamiętam jakich) że nie poszliśmy się wykąpać, tylko tacy prosto do pubu.
Niestety spotkaliśmy tam znajomych (głównie jego, zn go wszyscy zawsze chcą poznać, więc może się przysiąść do każdego).
Kilka dziewczyn tam było, on na starcie oznajmił: "jesteśmy spoceni jak świnie" i tak potem z nimi siedzieliśmy, i jak zwykle obserowałem jak mu się dziewczyny podlizują, i robią wszystko żeby się do niego zbliżyć. On tego nie dostrzega, jest przyzwyczajony, może myśli że on tak ciekawie opowiada, że takie ciekawe rzeczy robi, a one udają że ich to interesuje i podoba im się to co on robi.
(koledzy "nie spoceni jak świnie" też tam byli")

Entropia napisał/a:

Kwestia trzecia - ta okrutna natura. Jaskiniowa i prehistoryczna natura kobiety nie każde jej wybierać przystojniaka, a samca silnego, o dobrych genach, który potrafi sobie radzić, zapewni byt jej i potomstwu, będzie ją chronił. Dlatego z przystojniakami można się umawiać, ale jeśli nie spełniają innych warunków to się za nich nie wychodzi.

A dobre geny ma ten co jest przystojny, a więc jest silny (bo jest przystojny), a więc potrafi ją chronić, a poza tym ona chce aby jej dzieci też miały dzieci, cechy fizyczne są bardziej dziedziczne niż pozycja społeczna czy cechy charakteru.

Entropia napisał/a:

No i jeszcze kwestia gustów. Kanony się zmieniają, w pewnych krajach atrakcyjni są ludzie otyli, bo to znaczy, że stać ich na jedzenie mięsa, a w innych szczupli, bo to znaczy, że stać ich na operacyjne usunięcie żeber w talii.

Znaczy wg ciebie ludzie brzydcy wyjeżdżają do krajów gdzie będą uważani za pięknych żeby sobie kogoś znaleźć?

Entropia napisał/a:

Tak, nie polecę na kogoś, kto wyhodował na plechach włosy niczym dywan, tak, nie polecę na kogoś, kto się nie myje. Brak estetyki i higieny moi drodzy, nie urody

Włosy na plecach z higieną nie mają nic wspólnego, za to z estetyką (czyli wyglądem, urodą, pięknem, jak zwał tak zwał) ma.
I co wy z tym myciem się?

Entropia napisał/a:

Podobno nie ma kobiet brzydkich, są tylko niezadbane. I tu się zgodzę również jeżeli chodzi o mężczyzn.

Entropia napisał/a:

Większość ludzi na świecie jest brzydkich

Za pewno znowu się dowiem że "z kobiecego punktu widzenia tutaj nie ma sprzeczności"

102

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Paweł, zgadzam się z większością tego, co tutaj napisałeś. Ale ubawiłem się nieźle z tego, co Busiu wypisywała hehe.
W końcu sama się w "kozi róg" zagoniła heh.

103 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-10-04 22:44:46)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Mi się wydaje, że to prędzej faceci tak mają, że wygląd jest dla nich czymś priorytetowym. Nawet z tych waszych ulubionych badań tak wynika wink Jednak wciąż zakładam istnienie znaczących różnic indywidualnych między nimi - jeden nawet na mnie nie spojrzy, dla innego nasza zgodność charakterów sprawi, że stanę się dla niego piękna. W sumie to też kolejna zależność.. lubienie zwiększa atrakcyjność wink

Post użytkowniczki z kompletnie innego tematu, który subskrybuję (zaznaczę wam fragment, który chodzi)
''sadze, ze jakbys od niej odszedl to bys zalowal i stwierdzil ze zeczywiscie twarz to nie wszystko....zmienic sie jej nie da aczkolwiek widze tez ze masz jakies urojenia mi sie zawsze na poczatku zaden nie podobal dopiero pozniej jakos sie do nich przekonywalam...moze ci to przejdzie ale jesli nie to po co sie meczyc moze lepiej miec ladniejsza ale z gorszym charakterem???''


Poza tym jeśli Paweł pisze ''dziewczynom podoba się cecha x, y, z, i nic poza tym'', nie dając im nawet szansy na stwierdzenie, że cenią także cechy a, b lub c, no to.. pozamiatane.
To tak, jakbym ja mówiła: ''faceci cenią tylko twarz, biust i pewność siebie, inteligencja u kobiet nie ma nic do rzeczy, jeśli nawet mówią o inteligencji, to na pewno mają na myśli biust''. To jest po prostu przeinaczanie słów.

Tak swoją drogą, to mój chłopak nie ma więcej kasy niż ja (nie kupował mi prezencików, jest z biedniejszej rodziny itp),  z wyglądem jak było na początku już mówiłam, nie jest ''alfa'' (jeśli rozumieć to jako przebojowość i pewność siebie w towarzystwie) - ale dla mnie jest bardzo męski, a to powodu innych cech, które cenię. Zafascynował mnie właśnie nimi smile Tak więc w moim przypadku lista kryteriów stworzonych przez Pawła jest po prostu zbyt wąska. Co zresztą nie dziwi - w 3 kryteriach nie opiszesz całej populacji, jak mówiłam.

Ja uważam, że ludzi powinno się rozpatrywać jednostkowo. Bez szuflad. Ograniczanie listy kryteriów do sztucznej listy ''najpopularniejszych'' to szufladkowanie. Chociaż dla mnie inteligencja i poczucie humoru tez jest jednym z najpopularniejszych, o ile facet ma okazję je zaprezentować wink Paweł widocznie zaobserwował co innego, ewentualnie wrzucił je do worka ''alfa'' - a dla mnie to nie jest tożsame, bo inteligencja nie zawsze idzie w parze z przebojowością. A nie tylko przebojowi ludzie łączą się w pary wink
Nawiasem mówiąc, przypomniał mi się jeden wykładowca, w którym wszystkie dziewczyny się ''podkochiwały'' big_smile Potrafił bardzo zabawnie opowiadać i komentować, i o wygląd nie chodziło (bo za atrakcyjniejszego niż inni wykładowcy uznałyśmy go dopiero po paru zajęciach z nim tongue) smile

104 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-10-04 23:18:31)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:

Poza tym jeśli Paweł pisze ''dziewczynom podoba się cecha x, y, z, i nic poza tym'', nie dając im nawet szansy na stwierdzenie, że cenią także cechy a, b lub c, no to.. pozamiatane.
To tak, jakbym ja mówiła: ''faceci cenią tylko twarz, biust i pewność siebie, inteligencja u kobiet nie ma nic do rzeczy, jeśli nawet mówią o inteligencji, to na pewno mają na myśli biust''. To jest po prostu przeinaczanie słów.

Ja do takich wniosków doszedłem obserwując kobiety, dowiadując się tego i owego, ale nie ich słowami, bo w nich jest najmniej prawdy.

Pamiętam jak w szkole podstawowej mieliśmy jaką taką lekcję o tych sprawach, gdzie każdy miał powiedzieć, jakie cechy chciałby widzieć u swojej dziewczyny/chłopaka. Wtedy nikt nie miał dziewczyny/chłopaka oprócz jednej osoby. Ja wtedy nie miałem zielonego pojęcia (zero absolutne) co może podobać się dziewczyną. Jedna dziewczyna miała chłopaka, gdy do niej doszło powidziała: "przystojny, wysoki, czarne włosy, niebieskie oczy, miły..." i jeszcze jakieś tam cechy charakteru których nie pamiętam. Ale pamiętam że mój wniosek był taki (porównałem te cechy do cech jej chłopaka którego znałem) że z wyglądu zgadza się wszystko. (był wysoki, miał czarne włosy, niebieskie oczy, i z perspektywy czasu teraz już wiem też że był i jest przystojny). Natomiast był jedną z najmniej miłych osób w szkole, jego charakter nie pasował w ogóle.
I z cech charakteru chyba jeszcze inteligencję wymieniła. On miał bardzo słabe oceny.

To tylko jeden przykład z baaardzo wielu.
Już dawno zauważyłem że to co kobiety mówią nie zgadza się z tym co robią/chcą robić.
A tak, to wcześniej w to wszystko wierzyłem, że trza być "miłym, kulturalnym, inteligentnym, ładnie poprosić" itp głupoty.

paulina20 napisał/a:

Tak swoją drogą, to mój chłopak nie ma więcej kasy niż ja (nie kupował mi prezencików, jest z biedniejszej rodziny itp),  z wyglądem jak było na początku już mówiłam, nie jest ''alfa'' (jeśli rozumieć to jako przebojowość i pewność siebie w towarzystwie) - ale dla mnie jest bardzo męski, a to powodu innych cech...

Tylko że to z powodu twoich cech. Nie chcę cię obrazić Paulina, z resztą na forum nie wolno. Powinnaś się domyślić.

paulina20 napisał/a:

Ja uważam, że ludzi powinno się rozpatrywać jednostkowo. Bez szuflad. Ograniczanie listy kryteriów do sztucznej listy ''najpopularniejszych'' to szufladkowanie (chociaż dla mnie inteligencja i poczucie humoru tez jest jednym z najpopularniejszych, o ile facet ma okazję je zaprezentować - no ale Paweł widocznie zaobserwował co innego, ewentualnie wrzucił je do worka ''alfa''.) Btw, przypomniał mi się jeden wykładowca, w którym wszystkie dziewczyny się ''podkochiwały''  Potrafił bardzo zabawnie opowiadać i komentować

Wykładowca jest przykładem "alfa".
Mam nadzieję że nie muszę tego rozwijać.

paulina20 napisał/a:

Poza tym jeśli Paweł pisze ''dziewczynom podoba się cecha x, y, z, i nic poza tym'', nie dając im nawet szansy na stwierdzenie, że cenią także cechy a, b lub c, no to.. pozamiatane.
To tak, jakbym ja mówiła: ''faceci cenią tylko twarz, biust i pewność siebie, inteligencja u kobiet nie ma nic do rzeczy, jeśli nawet mówią o inteligencji, to na pewno mają na myśli biust''. To jest po prostu przeinaczanie słów.

Pokaże ci co to przeinaczanie słów:

Paweł napisał/a:

A wg mnie dla kobiet najważniejsze są trzy rzeczy:
- dobry wygląd
- być "alfa"
- kasa

paulina20 napisał/a:

Poza tym jeśli Paweł pisze ''dziewczynom podoba się cecha x, y, z, i nic poza tym'',

Zajrzyj wreszcie do słownika i sprawdź co znaczy "najważniejsze".

105

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paweł24 napisał/a:

To tylko jeden przykład z baaardzo wielu.
Już dawno zauważyłem że to co kobiety mówią nie zgadza się z tym co robią/chcą robić.
A tak, to wcześniej w to wszystko wierzyłem, że trza być "miłym, kulturalnym, inteligentnym, ładnie poprosić" itp głupoty.

Nie wiem jak u ciebie, ale u mnie aparat poznawczy od czasów podstawówki znacznie się rozwinął wink Mówiłam nawet, jak ewoluowały moje kryteria. Możliwe, że wtedy mówiłabym to samo, co tamta dziewczynka. A dziewczynka w podstawówce postrzega świat trochę inaczej, niż 20, 30, 40-letnia kobieta. Poczytaj posty Kriss - sądzisz, że ona naprawdę nie jest świadoma, czego wymaga od faceta?

Ja tam nie wiem, czy trzeba ''ładnie poprosić''. Z mojej auto-obserwacji wynika, że atrakcyjni są dla mnie faceci znający swoją wartość (niekoniecznie muszą o niej krzyczeć).

Poza tym jestem pewna, jakim facetem nie byłabym w stanie się zafascynować (przynajmniej na tym etapie życia, może potem mój gust się zmieni) - wiem, jakie cechy są mi teraz niezbędne. Tak jak ty nie poszedłbyś do łóżka z 70-letnią staruszką.

Paweł24 napisał/a:

Tylko że te cechy to są twoje cechy. Nie chcę cię obrazić Paulina, z resztą na forum nie wolno. Powinnaś się domyślić.

No i bardzo dobrze, że nie chcesz mnie obrazić, bo ja cie nie obrażam wink Ale jasne wyrażanie, co się ma na myśli, nie jest na forum zabronione - ba, jest wskazane.

Paweł24 napisał/a:

Wykładowca jest przykładem "alfa".
Mam nadzieję że nie muszę tego rozwijać.

A przydałoby się - wyjaśnić chociaż, jakiego faceta uważasz za ''alfa'' - jakie cechy są niezbędne, a jakie opcjonalne. Czy mozliwy jest nieatrakcyjny fizycznie alfa?

106 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-10-05 16:37:45)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:
Paweł24 napisał/a:

To tylko jeden przykład z baaardzo wielu.
Już dawno zauważyłem że to co kobiety mówią nie zgadza się z tym co robią/chcą robić.
A tak, to wcześniej w to wszystko wierzyłem, że trza być "miłym, kulturalnym, inteligentnym, ładnie poprosić" itp głupoty.

Nie wiem jak u ciebie, ale u mnie aparat poznawczy od czasów podstawówki znacznie się rozwinął wink Mówiłam nawet, jak ewoluowały moje kryteria. Możliwe, że wtedy mówiłabym to samo, co tamta dziewczynka. A dziewczynka w podstawówce postrzega świat trochę inaczej, niż 20, 30, 40-letnia kobieta.

Ja oczywiście nie sugeruję się tylko tym co widziałem i słyszałem w podstawówce. To był tylko przykład jak już powiedziałem, jeden w wielu, a taki bo ten akurat mi się przypomniał i był bardzo wyrazisty.

paulina20 napisał/a:

Z mojej auto-obserwacji wynika, że atrakcyjni są dla mnie faceci znający swoją wartość (niekoniecznie muszą o niej krzyczeć).

Teraz uwaga:
Weźmy takiego faceta: bezdomny ćpun, nosiciel HIV, nie ma ręki bo mu amputowali, nie ma zębów, wyniszczone zdrowie, bardzo słaba kondycja intelektualna z powodu narkotyków. Taki facet jest bezwartościowy dla każdego pracodawcy. Jest też bezwartościowy dla każdej dziewczyny jako partner.
Kiedy ci się będzie bardziej podobał (lub mniej niepodobał), wtedy kiedy zna swoją wartość (czyli wie że jest bezwartościowym śmieciem) czy wtedy kiedy jej nie zna, i z pewnością siebie zgłasza się do pracodawców po pracę, czy pewien że mu się uda podrywa dziewczyny?

Jeszcze innymi słowy, tak krócej, tak abyś nie miała możliwości nie zrozumieć sensu, czy odwrócić kota ogonem.
Jest jakiś bezwartościowy facet. Nie będzie ci się podobał bo jest bezwartościowy. Ale kiedy ta jedna jego cecha będzie sprawiać że będzie ci się mniej niepodobał, wtedy kiedy ten człowiek wie że nie ma żadnej wartości (czyli zna swoją wartość) czy wtedy kiedy wydaje mu się że jest coś wart (czyli nie zna swojej wartości)?

Po twojej odpowiedzi CDN.

paulina20 napisał/a:

Wykładowca jest przykładem "alfa".
Mam nadzieję że nie muszę tego rozwijać.
A przydałoby się - wyjaśnić chociaż, jakiego faceta uważasz za ''alfa'' - jakie cechy są niezbędne, a jakie opcjonalne. Czy mozliwy jest nieatrakcyjny fizycznie alfa?

Jest możliwy, podałem przecież że są to osobne cechy.
Chociaż atrakcyjność fizyczna jest wskazana (ułatwia).

Nie ma chyba jakiś niezbędnych cech. Trudno podać jakąś zawsze sprawdzającą się definicję. Chyba każdy czuje co znaczy być "alfa" (no może oprócz ciebie).

Przykładowo facet który wydaje polecenia na pewno jest alfa.
(ale to zawsze w danej grupce, np. wykładowca na sali jest alfa, ale gdy np. przyjdzie dziekan to już nie).

Albo gdy ktoś ma takie coś, że jak zaczyna mówić to wszyscy milkną, słuchają go i nikt mu nie przerywa.
Albo gdy wszyscy w otoczeniu boją się go i lubią jednocześnie, gdy dziewczyna zobaczy że inni się go boją i lubią, to wtedy jej się podoba.
Z resztą, właśnie przyszła mi na myśl jedna z rzeczy dzięki której wiem że wszystkim dziewczynom muszą się podobać te same osoby.
Np. dlatego że wy chcecie aby koleżanki zazdrościły wam faceta.

107

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paweł24 napisał/a:

Jeszcze innymi słowy, tak krócej, tak abyś nie miała możliwości nie zrozumieć sensu, czy odwrócić kota ogonem.
Jest jakiś bezwartościowy facet. Nie będzie ci się podobał bo jest bezwartościowy. Ale kiedy ta jedna jego cecha będzie sprawiać że będzie ci się mniej niepodobał, wtedy kiedy ten człowiek wie że nie ma żadnej wartości (czyli zna swoją wartość) czy wtedy kiedy wydaje mu się że jest coś wart (czyli nie zna swojej wartości)?

Po pierwsze tutaj się różnimy, bo ja uważam, że każdy człowiek ma (taką niezbywalną) wartość. Po drugie, najpierw weźmy przykład z drugiej półki - facet inteligentny, zabawny (i nawet przystojny) z niesamowicie zaniżoną/niestabilną samooceną. Myślisz, że będzie mi się podobał? Może przez pierwsze parę dni, dopóki nie zorientuję się w jego humorkach/charakterze wink (Ten przykład pochodzi z autopsji, nie z wyobraźni.)

Co do ćpuna - myślę, że znając swoją wartość przede wszystkim się do tego stanu nie doprowadzi (dlaczego ludzie ćpają? wg mnie nie są szczęśliwi w swoim życiu bez narkotyków). No ale załóżmy. Oczywiście, że atrakcyjniejszy będzie ten robiący coś w kierunku poprawy niż leżący w śmietniku i użalający się nad sobą. Tutaj dochodzimy do przykładu cechy, która mi bardzo imponuje, bo wiem jakiej siły ducha wymaga i też u mnie samej o nią trudno smile U mężczyzny, z definicji ''tego silnego'' jest bardzo atrakcyjna, chociaż wierzę, że u kobiet podobnie (wyobraźmy sobie taką, która próbuje nowych rzeczy, podejmuje wyzwania, i taką, która wątpi w swoje siły w każdej dziedzinie, a nawet zastanawia się, co facet w niej widzi big_smile). Wiara we własne siły to nie narcyzm.

Paweł24 napisał/a:
paulina20 napisał/a:

Wykładowca jest przykładem "alfa".
Mam nadzieję że nie muszę tego rozwijać.
A przydałoby się - wyjaśnić chociaż, jakiego faceta uważasz za ''alfa'' - jakie cechy są niezbędne, a jakie opcjonalne. Czy mozliwy jest nieatrakcyjny fizycznie alfa?

Jest możliwy, podałem przecież że są to osobne cechy.
Chociaż atrakcyjność fizyczna jest wskazana (ułatwia).

Nie ma chyba jakiś niezbędnych cech. Trudno podać jakąś zawsze sprawdzającą się definicję. Chyba każdy czuje co znaczy być "alfa" (no może oprócz ciebie).

Jeśli alfa to takie cechy jakie podałeś, to mój facet nie jest alfa. Jeśli alfa to dystans do siebie i poczucie własnej wartości, to jest wink Wiesz, dla mnie męskość to nie tylko to, czy się faceta ''boją'' - to trochę prymitywne.
A co mam na myśli z poczuciem wartości? Nigdy nie pytał, czy mi się podoba, nie użalał/narzekał na siebie, miał swoje zdanie. Nie czuł potrzeby np. ''przechwalania się'', był pogodny i życzliwy dla innych. Te cechy, poza innymi, mnie zafascynowały smile Oczywiście, jak mówiłam, trzeba mieć też możliwość ''zaprezentowania ich'', poznania się - nie zawsze taka możliwość istnieje. Wtedy można odnieść mylne wrażenie, że te cechy nic nie znaczą.

Paweł24 napisał/a:

Z resztą, właśnie przyszła mi na myśl jedna z rzeczy dzięki której wiem że wszystkim dziewczynom muszą się podobać te same osoby.
Np. dlatego że wy chcecie aby koleżanki zazdrościły wam faceta.

Może i miło jest, jeśli koleżanka faceta ''zazdrości'', ale to (czy facet się podoba koleżankom, czy nie) powinno być kryterium wyboru maksymalnie w gimnazjum. Nie rozstanę się z facetem tylko dlatego, że koleżanka powie, że jej się nie podoba. To by dopiero było big_smile (A osoba, która tak robi, musi mieć okropnie zaniżoną samoocenę i raczej nie dojrzała do związku.) Rozumiem, że koleżanki mogą ''podpowiadać'', ''dawać rady'' - ale w momencie kiedy jesteśmy pewne, że nam się facet podoba, koleżanka nie powinna mieć nic do gadania.
Co do pierwszego zdania, zgodzę się, że są osoby generalnie atrakcyjniejsze (podobające się większej grupie osób), ale nie muszą to być ''wszyscy'' wink Człowiek nie jest banknotem 100 dolarowym, żeby wszystkim się podobał big_smile To raczej fizycznie niemożliwe. Chociażby taki Bednarek, którym żeńska część Polski się tak zachwycała ostatnio - w moim typie by nie był (za głupi big_smile)

A to post z innego tematu, akurat na temat wink Wg ciebie dowodzi, że wygląd nie jest najważniejszy dla niektórych jednostek, czy nie dowodzi? Bo dla mnie bardzo dobitnie pokazuje, że wiele cech może wygląd ''przebić'' - sam zresztą to stwierdziłeś na przykładzie alfa.

Natalia19 napisał/a:

Ja byłam z chłopakiem 11 miesięcy-moje koleżanki pytały się jak ja moge z nim być.Podobno jestem ładna dziewczyną chodź ja sama tak nie uważam, a On nie był do niczego podobny...Nie dbał o siebie itp. Ja stawiam na naturalność...a jednak z Nim byłam...
Zawsze gdy się z nim spotykałam to nie myślałam o jego wyglądzie ale o tym jak mi z nim  było dobrze...ile dawał mi szczęścia.!I Ty też o tym pomyśl.!dobrze Ci to zrobi.!

108

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paulina napisał/a:

Po drugie, najpierw weźmy przykład z drugiej półki - facet inteligentny, zabawny (i nawet przystojny) z niesamowicie zaniżoną/niestabilną samooceną. Myślisz, że będzie mi się podobał? Może przez pierwsze parę dni, dopóki nie zorientuję się w jego humorkach/charakterze  (Ten przykład pochodzi z autopsji, nie z wyobraźni.).

Wiedziałem, że nie ma już dla mnie ratunku.

109 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-10-06 16:19:44)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
mathey napisał/a:
Paulina napisał/a:

Po drugie, najpierw weźmy przykład z drugiej półki - facet inteligentny, zabawny (i nawet przystojny) z niesamowicie zaniżoną/niestabilną samooceną. Myślisz, że będzie mi się podobał? Może przez pierwsze parę dni, dopóki nie zorientuję się w jego humorkach/charakterze  (Ten przykład pochodzi z autopsji, nie z wyobraźni.).

Wiedziałem, że nie ma już dla mnie ratunku.

Haha big_smile Może jakaś nadzieja jest, musisz tylko udawać, że takiej nie masz ;P

110 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-10-06 17:40:01)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

W tamtym poście napisałem Paulina, "ale proszę, przeczytaj sobie to trzy razy, i konkretnie odpowiedz" bo się spodziewałem że będziesz unikać odpowiedzi. Niepotrzebnie w edycji tą uwagę jak widzę usunąłem.
Bo odpowiedź niby jest ale mało konkretna.

Paweł napisał/a:

Weźmy takiego faceta: bezdomny ćpun, nosiciel HIV, nie ma ręki bo mu amputowali, nie ma zębów, wyniszczone zdrowie, bardzo słaba kondycja intelektualna z powodu narkotyków. Taki facet jest bezwartościowy dla każdego pracodawcy. Jest też bezwartościowy dla każdej dziewczyny jako partner.
Kiedy ci się będzie bardziej podobał (lub mniej niepodobał), wtedy kiedy zna swoją wartość (czyli wie że jest bezwartościowym śmieciem) czy wtedy kiedy jej nie zna, i z pewnością siebie zgłasza się do pracodawców po pracę, czy pewien że mu się uda podrywa dziewczyny?

paulina20 napisał/a:

Oczywiście, że atrakcyjniejszy będzie ten robiący coś w kierunku poprawy niż leżący w śmietniku i użalający się nad sobą.

I to jest jak rozumiem odpowiedź na moje pytanie.
Czyli z tych dwóch opcji lepszy jest ten co NIE ZNA SWOJEJ WARTOŚCI.

Jak widać ja wiem lepiej co tobie się podoba. Wcześniej mówiłaś że podoba ci się bardziej ten kto zna swoją wartość, a ja udowodniłem że może być całkowicie odwrotnie.
(bo znanie swojej wartości nie ma żadnego znaczenia, chodzi o to żeby ją mieć).

paulina20 napisał/a:

Po pierwsze tutaj się różnimy, bo ja uważam, że każdy człowiek ma (taką niezbywalną) wartość.

Powyższe jest sprzeczne z tym co mówisz, że facet głupi i bez poczucia humoru jest dla ciebie nieatrakcyjny (czyli bezwartościowy).
Jest też sprzeczne z tym:

paulina20 napisał/a:

Po drugie, najpierw weźmy przykład z drugiej półki - facet inteligentny, zabawny (i nawet przystojny) z niesamowicie zaniżoną/niestabilną samooceną. Myślisz, że będzie mi się podobał? Może przez pierwsze parę dni, dopóki nie zorientuję się w jego humorkach/charakterze  (Ten przykład pochodzi z autopsji, nie z wyobraźni.

A więc ktoś kto uważa że jest bezwartościowy jest rzeczywiście dla ciebie bezwartościowy. A więc logicznie rzecz biorąc są dla ciebie ludzie bezwartościowi.

Chcesz też mi powiedzieć że bezdomny ćpun z HIV, bez ręki, o niskim IQ (przypominam że sama mówiłaś że cenisz IQ, i ten kto je ma jest dla ciebie atrakcyjny) jest dla ciebie wartościowy jako potencjalny partner????! Przyszły mąż?! Ojciec dzieci? Głowa rodziny i kochanek?
No jasne że nie jest wartościowy. Tak samo jak byś miała przyjąć pracownika do firmy (jednego spośród dziesięciu kandydatów) to wybierasz tego najbardziej wartościowego dla firmy. I co, nie wiedziała byś kogo przyjąć bo każdy jest tak samo wartościowy dla firmy?
Jasne że byś wiedziała - ćpun nie jest wartościowy.
Tak samo jak dla ciebie ktoś mało inteligentny nie ma wysokiej wartości.
(sama mówiłaś kto ci imponuje, a więc jeżeli w ogóle można ci zaimponować, to znaczy że można w twoich oczach zyskać większą wartość).

paulina20 napisał/a:

A co mam na myśli z poczuciem wartości?

napisałaś "zna swoją wartość"
"czuje swoją wartość" musiałoby znaczyć to samo

paulina20 napisał/a:

Nigdy nie pytał, czy mi się podoba, nie użalał/narzekał na siebie, miał swoje zdanie. Nie czuł potrzeby np. ''przechwalania się'', był pogodny i życzliwy dla innych.

Znanie swojej wartości to znanie swojej wartości a nie bycie życzliwym czy jeszcze co innego.


paulina20 napisał/a:

A to post z innego tematu, akurat na temat  Wg ciebie dowodzi, że wygląd nie jest najważniejszy dla niektórych jednostek, czy nie dowodzi? Bo dla mnie bardzo dobitnie pokazuje, że wiele cech może wygląd ''przebić'' - sam zresztą to stwierdziłeś na przykładzie alfa.

Natalia19 napisał/a:

Ja byłam z chłopakiem 11 miesięcy-moje koleżanki pytały się jak ja moge z nim być.Podobno jestem ładna dziewczyną chodź ja sama tak nie uważam, a On nie był do niczego podobny...Nie dbał o siebie itp. Ja stawiam na naturalność...a jednak z Nim byłam...
Zawsze gdy się z nim spotykałam to nie myślałam o jego wyglądzie ale o tym jak mi z nim  było dobrze...ile dawał mi szczęścia.!I Ty też o tym pomyśl.!dobrze Ci to zrobi.!

Doskonały dowód tego że mam rację. Forum to cała kopalnia takich, dobrze że jeden mi podałaś bo byłbym o tym zapomniał.
Zauważ (z twoją słabą zdolnością poznawczą jak zwykle przeoczyłaś), że ona napisała:
"podobno jestem ładną dziewczyną". Nie "podobno inteligentną", "podobno pewną siebie" czy z "wysoką samooceną" czy "zadbaną", tylko "ładną". Tylko ta jedna cecha i żadna inna nie była wymieniona gdy mowa o tym czy może ją być stać na lepszego chłopaka.
Bo jak wiadomo, niemal tylko uroda się liczy.
---------
Miałem o tym wspomnieć, ale zapomniałem właśnie.
Trzeba czytać między wierszami, tam jak ludzie się zapomną jest najwięcej prawdy.
Np. jest taki program w którym facet robi wywiad z człowiekiem w rajdowym samochodzie przy bardzo ostrej jeździe i wtedy zadaje mu pytania.

To jest tak, jak jedna koleżanka drugiej ma powiedzieć czy jest jest on na tyle fajny żeby się może z nim umówić, albo coś w tym kierunku, to w pierwszej kolejności mówi że jest przystojny, albo nie.
Albo mówi "tak, jest fajny" i można zauważyć że zwykle ma na myśli jak wygląda.

Kiedyś jedna dziewczyna mi powiedziała tak: "miałam chłopaka, nie był jakoś bardzo przystojny, ale za to..."
Jak widać uroda dla niej ma największe znaczenie.
Zdanie wskazuje że pierwszą cechą świadczącą ogólnej atrakcyjności jest "przystojność". Wszystko inne jest na dalszym miejscu.
Bo tego w pierwszej kolejności szuka.

----------
weźmy matheya, nie może być przystojny, inteligentny, i w ogóle mieć same zalety, i jednocześnie mieć niską samoocenę.
B wtedy samoocena zależałaby od... samooceny.
Co jest nieprawdą.

Z resztą ja definiuję samoocenę, jako ocenianie tego jak inni nas oceniają.
Tzn nie ma samooceny jako takiej, jest samoocena w sensie że przewiduję ocenę siebie przez innych. Lub już oceniam ocenę innych o siebie.
Czyli jak uważam że inni ocenią mnie wysoko to mam wysoką samoocenę, a jak uważam że ocenią mnie nisko to mam niską samoocenę.

--------------
Może napiszę o pewności siebie tak przez was gloryfikowanej.

Można zaobserwować że ludzi pewni że są w stanie wykonać skok narciarski na mamuciej skoczni zwykle rzeczywiście potrafią, a ludzie o niskiej samoocenie swojej wartości jako skoczek, i baaardzo niepewni tego że potrafią (a konkretnie pewnie że nie potrafią) rzeczywiście nie umieją.
I można wyciągnąć debilny wniosek że umiejętność wykonania takiego skoku zależy od tego czy jest się pewnym że potrafi i że aby umieć to wykonać trza pracować nad swoją pewnością siebie.

Otóż tak to nie działa, ludzie którzy skaczą na takich skoczniach są pewni że potrafią dlatego że potrafią, a nie potrafią dlatego że są pewni że potrafią.
Ja jestem baardzo niepewien czy umiałbym wykonać skok narciarki na mamuciej skoczni z tekemarkiem (a konkretnie jestem prawie pewien że nie potrafię) dlatego że nie potrafię, a nie jest tak że nie potrafię bo jestem pewien że nie potrafię.
Adam Małysz jest pewien że potrafi dlatego że potrafi, a nie potrafi dlatego że jest pewien że potrafi.
Jasne?

Jakby skocznia umiała mówić, to by mówiła że ci umieją na niej skoczyć i się nie połamać co są pewni że to umieją (no bo rzeczywiście tak jest). I jakby ją ktoś zapytał o radę, co należy robić aby umieć na niej skoczyć to by powiedziała: "bądź pewny siebie".
Tylko że ona nigdy nie widziała tych wszystkich szkoleń, tego jak ludzie zdobywają doświadczenie na mniejszych skoczniach, ona tylko widzi tych ludzi w momencie jak do niej podchodzą, i tylko po tym ocenia.
No i wy na takiej samej zasadzie mówicie że aby wam się podobać to trzeba być jest "samoocena, poczucie własnej wartości, pewność siebie.." itp bzdury.


Ja wiem jak to brzmi, mam namyślę że ktoś rozumie co chcę powiedzieć.

Jeszcze to przewałkuję, bo to ważne:
Jeżeli ja np. umiem jeździć na sportowym motocyklu o dużej mocy, to nie dlatego umiem bo z pewnością siebie na niego wsiadam, tylko wsiadam na niego pewien że dam radę, bo wiem że umiem.
A jakby ktoś Paulina np. tobie doradzał co musisz robić siadając na taki motocykl pierwszy raz, i powiedział że (sugerując się mną) że masz być pewna że dasz sobie radę to jest to idiota.7


paulina20 napisał/a:

Po drugie, najpierw weźmy przykład z drugiej półki - facet inteligentny, zabawny (i nawet przystojny) z niesamowicie zaniżoną/niestabilną samooceną. Myślisz, że będzie mi się podobał? Może przez pierwsze parę dni, dopóki nie zorientuję się w jego humorkach/charakterze  (Ten przykład pochodzi z autopsji, nie z wyobraźni.).

Miał niską samoocenę bo wiedział że ci się nie podoba/nie będzie podobał. A nie odwrotnie.

111 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-10-07 01:21:11)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paweł24 napisał/a:
paulina20 napisał/a:

Oczywiście, że atrakcyjniejszy będzie ten robiący coś w kierunku poprawy niż leżący w śmietniku i użalający się nad sobą.

I to jest jak rozumiem odpowiedź na moje pytanie.
Czyli z tych dwóch opcji lepszy jest ten co NIE ZNA SWOJEJ WARTOŚCI.

Znający swoją wartość wie, do czego jest zdolny jako człowiek, jakie ma możliwości, wierzy w swoje ''wewnętrzne skarby'' i w to, że może coś dać innym ludziom. Podkreślam ponownie, że ''świadomość własnej wartości'' to nie narcyzm - w moim rozumieniu to bycie dobrym dla siebie i traktowanie siebie z szacunkiem. (To jest też kolejne założenie, z którego wychodzę - każdy jest godny szacunku.)

Niewierzący w swoją wartość obojętnie, ile tych cech posiada, zawsze będzie się czuł bezwartościowy.

Jeśli znać swoja wartość można tylko w momencie posiadania już jakichś dokonań/zalet, to bez nich jest się ''bez wartości'', ergo nie dąży się do zdobycia niczego, bo jest się świadomym swojego ''braku wartości''.

A jeśli już ''mierzyć'' wartość człowieka - przecież można to robić na tysiące różnych sposobów. Można rozpatrywać ją z poziomu atrakcyjności interpersonalnej, seksualnej, tego ile daje innym szczęścia/miłości/wiedzy/nauki/cierpienia/bólu/jakich udziela lekcji.
Nieśmiały, o ograniczonych horyzontach, pomocny i dobry dla innych - ma dużą wartość czy małą?
Bogaty, brzydki właściciel przedsiębiorstwa, prowadzący działalność filantropijną - jaka jest jego wartość?
Przystojny, wredny, ale inteligentny - ile jest wart?
Totalitarny przywódca zabijający miliony osób jednym podpisem i jednocześnie katowane w dzieciństwie dziecko - ile jest wart? czy dał coś ludzkości?

Przecież ocena zależy od tego, jaką przyjmiemy perspektywę i jakie kryteria! Skąd wiesz, które kryteria są ''najbardziej słuszne''? Skąd wiesz, że twoja wiedza jest obiektywna?
Moim zdaniem za mało mamy kompetencji i wiedzy (ba - nawet prawa) żeby oceniać czyjąś wartość - jako człowieka. Dlatego wychodzę z założenia, że każdy człowiek ma wartość niezbywalną.

Jeśli przychodzi do oceny ''wartości'' potencjalnego partnera/przyjaciela/pracodawcy/kolegi/rodzica, to każdy tworzy własne kryteria. Moje wobec partnera są ściśle określone, ale by siedzieć koło kogoś w autobusie wystarczy mi, żeby ''nie śmierdział''. Człowieka można oceniać tylko pod kątem ''sprawdzania się w danej roli'', jednak całego życia i wszystkich emocji danego człowieka nie znamy i nigdy znać nie będziemy, żeby móc stwierdzić ''ten jest generalnie bezwartościowy''.

Paweł24 napisał/a:

Jak widać ja wiem lepiej co tobie się podoba. Wcześniej mówiłaś że podoba ci się bardziej ten kto zna swoją wartość, a ja udowodniłem że może być całkowicie odwrotnie.
(bo znanie swojej wartości nie ma żadnego znaczenia, chodzi o to żeby ją mieć).

O tak, rzeczywiście - ludzie dużo mówią między wierszami - '' ja wiem lepiej co tobie się podoba'' big_smile

Jak mówiłam, każdy człowiek ma jakąś wartość, dlatego, że jest człowiekiem (nawet gwałciciele i mordercy). Jeśli człowiek zaczyna mieć wartość tylko w momencie posiadania jakichś cech, to co jest wartością - człowiek czy te cechy?

Paweł24 napisał/a:
paulina20 napisał/a:

Nigdy nie pytał, czy mi się podoba, nie użalał/narzekał na siebie, miał swoje zdanie. Nie czuł potrzeby np. ''przechwalania się'', był pogodny i życzliwy dla innych.

Znanie swojej wartości to znanie swojej wartości a nie bycie życzliwym czy jeszcze co innego.

A chleb to chleb wink Przy tworzeniu chleba bierzemy chleb i już mamy chleb, czy mieszamy wodę, mąkę i drożdże? W moim rozumieniu świadomość własnej wartości składa się m.in. cech, które wypisałam powyżej. Dlaczego? Choćby:
bycie życzliwym dla innych -> nie zazdroszczenie im -> poczucie własnej wartości (świadomość, że jej miarą nie są jedynie twoje osiągnięcia)
bycie życzliwym dla innych -> brak potrzeby dowartościowywania się na innych -> poczucie własnej wartości
itd.

Paweł24 napisał/a:

Doskonały dowód tego że mam rację. Forum to cała kopalnia takich, dobrze że jeden mi podałaś bo byłbym o tym zapomniał.
Zauważ (z twoją słabą zdolnością poznawczą jak zwykle przeoczyłaś), że ona napisała:
"podobno jestem ładną dziewczyną". Nie "podobno inteligentną", "podobno pewną siebie" czy z "wysoką samooceną" czy "zadbaną", tylko "ładną". Tylko ta jedna cecha i żadna inna nie była wymieniona gdy mowa o tym czy może ją być stać na lepszego chłopaka.
Bo jak wiadomo, niemal tylko uroda się liczy.

A nie sądzisz, że napisała, że jest ładna, ponieważ właśnie na tej płaszczyźnie dokonywała oceny chłopaka? Albo chciała dać do zrozumienia, że nie była z nim ''z musu'' czy ''bo nie miała wyboru'', tylko mimo jego wyglądu - chciała. Myślę że wspomniała o tym, bo jest świadoma, jakie są stereotypy. A stereotypy są właśnie takie, że dla każdego wygląd przy wyborze partnera jest sprawą absolutnie kluczową, i tylko ''brzydka'' mogłaby być z ''brzydkim''. Ona dowodzi tylko, że w jej przypadku stereotyp nie działa. (Kolejny stereotyp, który się teraz nasunie, to taki, że chłopak miał kasę - tego jednak nie wiemy, a że Natalia wspomina, że w jego towarzystwie czuła się szczęśliwa - uznajmy, że świetnie się z nią dogadywał i był generalnie zajebisty z charakteru.)

Paweł24 napisał/a:

To jest tak, jak jedna koleżanka drugiej ma powiedzieć czy jest jest on na tyle fajny żeby się może z nim umówić, albo coś w tym kierunku, to w pierwszej kolejności mówi że jest przystojny, albo nie.
Albo mówi "tak, jest fajny" i można zauważyć że zwykle ma na myśli jak wygląda.

Ok, i co z tego? Ładniejsi maja z początku łatwiej - to już ustaliliśmy w pierwszych postach. U niektórych ''nieładny'' nie ma szans (co wychodzi na początku). Tak samo jak u niektórych ''nieinteligentny'' (to wyjdzie później). To też ustaliliśmy. Teraz zależy, w jakie kobiety się celuje, z którymi wymaganiami i jak bardzo pochopne w swych ocenach.

Paweł24 napisał/a:

Kiedyś jedna dziewczyna mi powiedziała tak: "miałam chłopaka, nie był jakoś bardzo przystojny, ale za to..."
Jak widać uroda dla niej ma największe znaczenie.

Największe? To czemu tak się poświęcała i była z nim z powodu tego kompletnie nieważnego ''ale za to''? Taka siostra miłosierdzia z niej była? tongue

Jeśli znaczenie czegoś jest ''największe'', to 'brak/niedostateczna jakość' tego czegoś powinien kompletnie wykluczać daną osobę - dobrze rozumuję?

Paweł24 napisał/a:

weźmy matheya, nie może być przystojny, inteligentny, i w ogóle mieć same zalety, i jednocześnie mieć niską samoocenę.
B wtedy samoocena zależałaby od... samooceny.

Co jest nieprawdą.

Z resztą ja definiuję samoocenę, jako ocenianie tego jak inni nas oceniają.

Jaka będzie samoocena inteligentnej i ładnej dziewczyny, która była przez rodziców niekochana (wyzywana, krytykowana) przez całe życie? W dorosłości ją chwalą - myślisz, że w to wierzy?
Nie zawsze nasza samoocena jest adekwatna na skutek tego, co ktoś nam błędnie wmówił.

Ten koleś, którego przykład podałam - naprawdę był i przystojny (a więc powierzchownie oceniany przez innych dobrze), zabawny i interesujący. Jednak najmniejsza krytyka (lub domniemanie krytyki) powodowała, że stawał się kapryśny, obrażalski i bardzo niepewny siebie. Zaczynał ''odpowiadać atakiem na atak'' (który wcale nie nastąpił) albo wygłaszał o sobie tak negatywne opinie, które przez myśl by mi (i zapewne jego otoczeniu) nie przeszły. W jego mniemaniu nie zasługiwał na nic, ani na dziewczynę, ani na miłość, ani na szacunek. Trochę stawało się to samospełniającą się przepowiednią. Dlaczego tak robił? Przypuszczam, że mama go nie kochała (bez ironii - powiedziała mu raz czy dwa, że lepiej, żeby się nie urodził).

Podobnie jest zresztą ze mną i samooceną - miałam przypadek sprawdzić to ''empirycznie'' w związku, jak zresztą można przeczytać w moim temacie. Jeśli mam niska samoocenę, to automatycznie wszystkie płaszczyzny życia dostosowują się do niej (relacje interpersonalne, damsko-męskie, potencjalne sukcesy w różnych przedsięwzięciach i postanowieniach).

Znowu - jest to zależność DWUstronna, nie jednostronna. Samoocena jest skutkiem tego, co słyszymy od innych - ale też inni oceniają nas w zależności od naszej samooceny, życie nam się układa tak, jak uznamy, że ''zasługujemy''. Czy dostrzegasz, w którym z tych obszarów mamy realny wpływ?

Paweł24 napisał/a:

Tzn nie ma samooceny jako takiej, jest samoocena w sensie że przewiduję ocenę siebie przez innych. Lub już oceniam ocenę innych o siebie.
Czyli jak uważam że inni ocenią mnie wysoko to mam wysoką samoocenę, a jak uważam że ocenią mnie nisko to mam niską samoocenę.

Skąd możesz wiedzieć, co myślą inni? Przy takim ujęciu sprawy samoocena jest z gruntu niestabilna (i niesłuszna), ponieważ ludzie oceniają cię
-przez pryzmat tego co sami myślą o sobie
-przez pryzmat tego co przeżyli
-na podstawie powierzchowności/poszlak/stereotypów (nie siedzą w twojej głowie i nie wiedzą, co masz w środku, ponadto spotykają cię jedynie w pewnych specyficznych sytuacjach)

A ty oceniasz ich potencjalne myśli o tobie
-interpretując ich zachowanie i słowa, które w wielu przypadkach mogą być rozumiane dwuznacznie
-przez pryzmat tego, co sam o sobie sądzisz (jeden z najmocniejszych filtrów poznawczych - jesteśmy wrażliwi głównie na informacje z otoczenia, które potwierdzają nasze poglądy, mamy tendencje do ignorowania tych, które im przeczą - właśnie taką strategię stosujesz w tym temacie, kiedy każde zdanie interpretujesz tylko tak, że najważniejszy jest wygląd - nie dopuszczasz interpretacji przeciwnych)

No i pytanie dnia - skąd pewność, że twoja samoocena jest adekwatna? Nie zaniżona lub zawyżona? Jak to rozpoznać? Przecież reakcje otoczenia w dużej mierze dostosują się do twojej samooceny, przecież dzięki samoocenie osiągasz cos lub sam się sabotujesz już na starcie. Przecież swoją ''wartość'' można oceniać na setkach różnych płaszczyzn.

Doda - jaką ma samoocenę? Ma zarówno oddanych fanów jak i zaciekłych anty-fanów. Powinna się nienawidzić czy kochać? Przecież niektórzy uważają ja za mniej niż zero..
Chcę w tym miejscu pokazać, że nie ma czegoś takiego jak ''absolutnie zgodna z prawdą samoocena''. Można więc rozpatrywać samoocenę jako narzędzie - jako coś, co pozwala nam nawiązywać korzystne dla nas stosunki z otoczeniem i wierzyć w swoje siły na tyle, by osiągać ważne dla nas cele.


Paweł24 napisał/a:

Jakby skocznia umiała mówić, to by mówiła że ci umieją na niej skoczyć i się nie połamać co są pewni że to umieją (no bo rzeczywiście tak jest). I jakby ją ktoś zapytał o radę, co należy robić aby umieć na niej skoczyć to by powiedziała: "bądź pewny siebie".
Tylko że ona nigdy nie widziała tych wszystkich szkoleń, tego jak ludzie zdobywają doświadczenie na mniejszych skoczniach, ona tylko widzi tych ludzi w momencie jak do niej podchodzą, i tylko po tym ocenia.
No i wy na takiej samej zasadzie mówicie że aby wam się podobać to trzeba być jest "samoocena, poczucie własnej wartości, pewność siebie.." itp bzdury.

Wiem o co chodzi. Chodzi o kwestię ''a co jeśli wierzę w coś, co jest fałszem?'' Sama jej do końca nie rozwiązałam wink Wyjaśniając mój punkt widzenia tobie, sama lepiej go teraz zrozumiałam.

Wróćmy do przykładowego 'faceta'. Facet pewny siebie jest atrakcyjny z powodu cech, które z tego wynikają. Jeśli wewnątrz wciąż zadaje sobie pytanie ''czy  jestem tego warty?'', ''czy na to zasługuję?'', to jest skazany na wieczna huśtawkę - raz uzna, że nie jest warty i sam to sobie odbierze, raz odwrotnie, i zacznie działać w tym kierunku (..aż do kolejnej huśtawki).

Co do sportowców - gdzie byłby teraz Pudzian, Małysz, zdobywca Mount Everestu i wszyscy inni, którzy potrzebowali wytrwałości i ćwiczeń nawet mimo niepowodzeń? Gdzie byłby Paderewski, który w szkole muzycznej usłyszał ''pan się do tego nie nadaje''? (ewentualnie był to inny pianista, mogłam pomylić nazwiska)

Paweł24 napisał/a:

A jakby ktoś Paulina np. tobie doradzał co musisz robić siadając na taki motocykl pierwszy raz, i powiedział że (sugerując się mną) że masz być pewna że dasz sobie radę to jest to idiota.7

Mogę być pewna, że ''dam radę się nauczyć'', a wtedy rzeczywiście wzrasta prawdopodobieństwo, że nie poddam się po pierwszym nieudanym razie, będę wytrwała i rzeczywiście się nauczę.
Wracając do przykładu Małysza - jak myślisz, dlaczego taki ważny jest psycholog sportowy? Czy Małysz byłby w stanie oddać świetny skok nie wierząc, że jest w stanie to zrobić? Czy Khalidov byłby zdolny wygrać walkę?

Żeby podjąć jakiekolwiek działanie, jakąkolwiek akcję, najpierw musi się pojawić element wiary/pewności - że potrafimy, że jesteśmy w stanie, że mamy pewien potencjał.

Cała kwestia ''słuszności'' wiary we własne siły jest niesamowicie złożona. Wydaje mi się jednak, że rzeczywiście wiara potrafi ''czynić cuda'', a przykłady można znaleźć choćby w słynnych książkach ''Sekret'', ''Potęga podświadomości'', ''Tak jak człowiek myśli'' itd. A tak bardziej ''naukowo'', to czytałam artykuł o tym, że osoby pewne siebie są bardziej skłonne do ryzyka i skupiają się na ''osiągnięciu sukcesu'', podczas gdy niepewne są ostrożne i skupiają się na ''uniknięciu porażki''. Teraz można zadawać sobie pytanie, czy skłonność do ryzyka jest zła i w jakich warunkach. A także, w jakim stopniu ryzykiem jest samo życie i dążenie w nim do zmian wink

Zastanawiająca jest kwestia milionerów (którzy sami te miliony zarobili). Jeśli byliby ''rozsądni'', to z łatwością znaleźliby w otoczeniu, mediach, gdziekolwiek - mnóstwo przykładów ludzi, którym rozkręcenie biznesu się nie udało, którzy zbankrutowali. I ze spuszczona głową powędrowaliby na etat. A jednak coś ich powstrzymało. Oni myśleli inaczej, mieli swoją wizję. Jako że wierzyli w swój potencjał, porażki traktowali jedynie jak naukę, informację zwrotną - i  w końcu dopięli swego. Czy to nie daje do myślenia?

Paweł24 napisał/a:
paulina20 napisał/a:

Po drugie, najpierw weźmy przykład z drugiej półki - facet inteligentny, zabawny (i nawet przystojny) z niesamowicie zaniżoną/niestabilną samooceną. Myślisz, że będzie mi się podobał? Może przez pierwsze parę dni, dopóki nie zorientuję się w jego humorkach/charakterze  (Ten przykład pochodzi z autopsji, nie z wyobraźni.).

Miał niską samoocenę bo wiedział że ci się nie podoba/nie będzie podobał. A nie odwrotnie.

wink Nie - ja się w nim nawet lekko zakochałam (i powiedziałam mu to). Z pewnością nie byłam dla niego niemiła - jednak jego przewrażliwienie na punkcie własnej osoby zrobiło swoje. Stwierdzenie ''na pierwszej stronie pracy inżynierskiej masz mnóstwo błędów interpunkcyjnych'' potrafił zgeneralizować na ''cała twoja praca jest do dupy'' (a wewnątrz pewnie poszedł u niego monolog, że on cały jest do dupy). A następnie podsumował, że takich rzeczy się przyjaciołom nie mówi.. (przypominam w tym momencie jak brzmiało pierwsze zdanie big_smile) tongue Nie wspomnę już kompletnym braku dystansu do siebie przy jakichkolwiek żartach na swój temat. Nie umiał być inny, bo każde negatywne zdanie brał na poważnie. Właśnie takie coś obniża atrakcyjność.

112 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-10-07 16:30:13)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:
Paweł24 napisał/a:

Tzn nie ma samooceny jako takiej, jest samoocena w sensie że przewiduję ocenę siebie przez innych. Lub już oceniam ocenę innych o siebie.
Czyli jak uważam że inni ocenią mnie wysoko to mam wysoką samoocenę, a jak uważam że ocenią mnie nisko to mam niską samoocenę.

Skąd możesz wiedzieć, co myślą inni? Przy takim ujęciu sprawy samoocena jest z gruntu niestabilna (i niesłuszna), ponieważ ludzie oceniają cię
-przez pryzmat tego co sami myślą o sobie
-przez pryzmat tego co przeżyli
-na podstawie powierzchowności/poszlak/stereotypów (nie siedzą w twojej głowie i nie wiedzą, co masz w środku, ponadto spotykają cię jedynie w pewnych specyficznych sytuacjach)

A ty oceniasz ich potencjalne myśli o tobie
-interpretując ich zachowanie i słowa, które w wielu przypadkach mogą być rozumiane dwuznacznie
-przez pryzmat tego, co sam o sobie sądzisz (jeden z najmocniejszych filtrów poznawczych - jesteśmy wrażliwi głównie na informacje z otoczenia, które potwierdzają nasze poglądy, mamy tendencje do ignorowania tych, które im przeczą - właśnie taką strategię stosujesz w tym temacie, kiedy każde zdanie interpretujesz tylko tak, że najważniejszy jest wygląd - nie dopuszczasz interpretacji przeciwnych)

hmm...

paulina20 napisał/a:

Po drugie, najpierw weźmy przykład z drugiej półki - facet inteligentny, zabawny (i nawet przystojny) z niesamowicie zaniżoną/niestabilną samooceną. Myślisz, że będzie mi się podobał? Może przez pierwsze parę dni, dopóki nie zorientuję się w jego humorkach/charakterze  (Ten przykład pochodzi z autopsji, nie z wyobraźni.

A skąd możesz wiedzieć co on myślał (i w ogóle wszyscy inni)?
Przecież oceniałaś go:
-przez pryzmat tego co sama o sobie myślisz
-przez pryzmat tego co przeżyłaś
-na podstawie powierzchowności/poszlak/stereotypów (nie siedziałaś w jego głowie i nie wiedziałaś, co ma w środku, ponadto spotykałaś go jedynie w pewnych specyficznych sytuacjach)

Oceniałaś jego potencjalne myśli o sobie:
-interpretując ich zachowanie i słowa, które w wielu przypadkach mogą być rozumiane dwuznacznie...

Paweł24 napisał/a:
paulina20 napisał/a:

Oczywiście, że atrakcyjniejszy będzie ten robiący coś w kierunku poprawy niż leżący w śmietniku i użalający się nad sobą.

I to jest jak rozumiem odpowiedź na moje pytanie.
Czyli z tych dwóch opcji lepszy jest ten co NIE ZNA SWOJEJ WARTOŚCI.

paulina20 napisał/a:

Znający swoją wartość wie, do czego jest zdolny jako człowiek, jakie ma możliwości

No tak, a ty wybrałaś tego co ma większe mniemanie o sobie niż ma naprawdę, a więc tego co nie zna swojej wartości.

paulina20 napisał/a:

wierzy w swoje ''wewnętrzne skarby''

Nie no, jeśli wierzy w swoje wewnętrzne skarby a ich nie ma to nie zna swojej wartości

paulina20 napisał/a:

i w to, że może coś dać innym ludziom

Ale jak "wie" że może coś dać ludziom, a naprawdę to nic nie może tzn że tesh nie zna swojej wartości

paulina20 napisał/a:

(To jest też kolejne założenie, z którego wychodzę - każdy jest godny szacunku.)

A takim wypadku pojęcie szanowania kogoś trochę traci sens.

paulina20 napisał/a:

Przecież ocena zależy od tego, jaką przyjmiemy perspektywę i jakie kryteria! Skąd wiesz, które kryteria są ''najbardziej słuszne''? Skąd wiesz, że twoja wiedza jest obiektywna?

No to zaskocz mnie, pokaż że się myliłem, i że bezdomny głupi ćpun z HIV i bez ręki oceniasz wysoko jako dobrego kochanka dla ciebie.

paulina20 napisał/a:

Moim zdaniem za mało mamy kompetencji i wiedzy (ba - nawet prawa) żeby oceniać czyjąś wartość - jako człowieka. Dlatego wychodzę z założenia, że każdy człowiek ma wartość niezbywalną.

jakbyś jeszcze nie zauważyła, my nie mówimy o wartości człowieka jaką należy podkreślić w lewicowej konstytucji, tylko wartości jako partnera (i nie do tenisowego debla)


paulina20 napisał/a:

Jak mówiłam, każdy człowiek ma jakąś wartość, dlatego, że jest człowiekiem (nawet gwałciciele i mordercy). Jeśli człowiek zaczyna mieć wartość tylko w momencie posiadania jakichś cech, to co jest wartością - człowiek czy te cechy?

Człowiek z cechami.


paulina20 napisał/a:
Paweł24 napisał/a:
paulina20 napisał/a:

Nigdy nie pytał, czy mi się podoba, nie użalał/narzekał na siebie, miał swoje zdanie. Nie czuł potrzeby np. ''przechwalania się'', był pogodny i życzliwy dla innych.

Znanie swojej wartości to znanie swojej wartości a nie bycie życzliwym czy jeszcze co innego.

A chleb to chleb  Przy tworzeniu chleba bierzemy chleb i już mamy chleb, czy mieszamy wodę, mąkę i drożdże? W moim rozumieniu świadomość własnej wartości składa się m.in. cech, które wypisałam powyżej. Dlaczego? Choćby:
bycie życzliwym dla innych -> nie zazdroszczenie im -> poczucie własnej wartości (świadomość, że jej miarą nie są jedynie twoje osiągnięcia)
bycie życzliwym dla innych -> brak potrzeby dowartościowywania się na innych -> poczucie własnej wartości
itd.

1. Dr hause po to jest taki wredny i numery wycina ludziom aby podkreślić swoją wartość jako lekarza. W sensie że mu wolno więcej niż innym lekarzom - no bo go przecież nie zwolnią.
Może też zachowywać się infantylnie a i tak będę go słuchać - bo inni mają tak dobre zdanie o nim jako o lekarzu że nawet jak się wydurnia to i tak on jest tym najmądrzejszym.
2. Jeżeli jednak jest tak jak piszesz, że poprzez bycie życzliwym dla innych jego ocena wzrasta, to w takim razie on dowartościowuje właśnie poprzez bycie życzliwym.

paulina20 napisał/a:

A nie sądzisz, że napisała, że jest ładna, ponieważ właśnie na tej płaszczyźnie dokonywała oceny chłopaka?

Nie.

paulina20 napisał/a:

Albo chciała dać do zrozumienia, że nie była z nim ''z musu'' czy ''bo nie miała wyboru'', tylko mimo jego wyglądu - chciała. Myślę że wspomniała o tym, bo jest świadoma, jakie są stereotypy. A stereotypy są właśnie takie, że dla każdego wygląd przy wyborze partnera jest sprawą absolutnie kluczową, i tylko ''brzydka'' mogłaby być z ''brzydkim''. Ona dowodzi tylko, że w jej przypadku stereotyp nie działa. (Kolejny stereotyp, który się teraz nasunie, to taki, że chłopak miał kasę - tego jednak nie wiemy, a że Natalia wspomina, że w jego towarzystwie czuła się szczęśliwa - uznajmy, że świetnie się z nią dogadywał i był generalnie zajebisty z charakteru.)

ja jestem niewierny Tomasz, jak nie włożę palca to nie uwierzę

teraz mogę tylko snuć podejrzenia, gdzie jest chaczyk
może ona z tym chłopakiem "chodziła" w taki sposób w jaki ja chodzę z moim kolegom
Czyli zwykła przyjaźń, może seksu w tym nie było.

paulina20 napisał/a:
Paweł24 napisał/a:

To jest tak, jak jedna koleżanka drugiej ma powiedzieć czy jest jest on na tyle fajny żeby się może z nim umówić, albo coś w tym kierunku, to w pierwszej kolejności mówi że jest przystojny, albo nie.
Albo mówi "tak, jest fajny" i można zauważyć że zwykle ma na myśli jak wygląda.

Ok, i co z tego?

To z tego że opisując coś zaczyna się od najistotniejszych cech aż do szczegółów. No jak to co z tego?
To jest dowód że wygląd jest dla nich najważniejszy.

paulina napisał/a:
Paweł24 napisał/a:

Kiedyś jedna dziewczyna mi powiedziała tak: "miałam chłopaka, nie był jakoś bardzo przystojny, ale za to..."
Jak widać uroda dla niej ma największe znaczenie.

Największe? To czemu tak się poświęcała i była z nim z powodu tego kompletnie nieważnego ''ale za to''?

Mógłym tutaj wiele rzeczy napisać, napiszę jedną:
Ona nie napisała "był brzydki", albo "wyglądał przeciętnie", ani nawet "nie był przystojny", ona dokładnie napisała: "nie był bardzo przystojny".
Poza tym przypominam co ja myślę o tym jak dziewczyny wyrażają się o wyglądzie.
Tamten chłopak podobno miał duże powodzenie.


Paweł24 napisał/a:

weźmy matheya, nie może być przystojny, inteligentny, i w ogóle mieć same zalety, i jednocześnie mieć niską samoocenę.
B wtedy samoocena zależałaby od... samooceny.

Co jest nieprawdą.

Z resztą ja definiuję samoocenę, jako ocenianie tego jak inni nas oceniają.

Paulina napisał/a:

Jaka będzie samoocena inteligentnej i ładnej dziewczyny, która była przez rodziców niekochana (wyzywana, krytykowana) przez całe życie?

Nie wiem, to chyba jest mało istotne, ale podobno wtedy jest niższa.

Paulina napisał/a:

W dorosłości ją chwalą - myślisz, że w to wierzy?

nie wiem.
I nie wiem co to ma do rzeczy. Zn wiem - pleciesz bez sensu.

Paulina napisał/a:

Podobnie jest zresztą ze mną i samooceną - miałam przypadek sprawdzić to ''empirycznie'' w związku, jak zresztą można przeczytać w moim temacie. Jeśli mam niska samoocenę, to automatycznie wszystkie płaszczyzny życia dostosowują się do niej (relacje interpersonalne, damsko-męskie, potencjalne sukcesy w różnych przedsięwzięciach i postanowieniach).

Jeżeli wmówię sobie że trawa jest czerwona (skutecznie) i na nią spojrzę to o! Naprawdę jest czerwona! (dla mnie wtedy)

Paulina napisał/a:

Znowu - jest to zależność DWUstronna, nie jednostronna. Samoocena jest skutkiem tego, co słyszymy od innych - ale też inni oceniają nas w zależności od naszej samooceny, życie nam się układa tak, jak uznamy, że ''zasługujemy''. Czy dostrzegasz, w którym z tych obszarów mamy realny wpływ?

Jak chcę aby inni uważali mnie np za chudego to metodą nie jest samemu zacząć uważać się za chudego, tylko zacząć się odchudzać!

Paulina napisał/a:

Ten koleś, którego przykład podałam - naprawdę był i przystojny (a więc powierzchownie oceniany przez innych dobrze), zabawny i interesujący. Jednak najmniejsza krytyka (lub domniemanie krytyki) powodowała, że stawał się kapryśny, obrażalski i bardzo niepewny siebie. Zaczynał ''odpowiadać atakiem na atak'' (który wcale nie nastąpił) albo wygłaszał o sobie tak negatywne opinie, które przez myśl by mi (i zapewne jego otoczeniu) nie przeszły. W jego mniemaniu nie zasługiwał na nic, ani na dziewczynę, ani na miłość, ani na szacunek. Trochę stawało się to samospełniającą się przepowiednią. Dlaczego tak robił? Przypuszczam, że mama go nie kochała (bez ironii - powiedziała mu raz czy dwa, że lepiej, żeby się nie urodził).

A ja przypuszczam że uznałaś go za bezwartościowego dlatego że inni go za takiego uznawali (np. jego mam, i pewno inni których tu nie wspominasz). Ale mogę się mylić.

Paulina napisał/a:

Doda - jaką ma samoocenę? Ma zarówno oddanych fanów jak i zaciekłych anty-fanów. Powinna się nienawidzić czy kochać? Przecież niektórzy uważają ja za mniej niż zero..

jak ktoś mądry powiedział: "wrogowie są miarą znaczenia człowieka"


Paulina napisał/a:

Co do sportowców - gdzie byłby teraz Pudzian, Małysz, zdobywca Mount Everestu i wszyscy inni, którzy potrzebowali wytrwałości i ćwiczeń nawet mimo niepowodzeń? Gdzie byłby Paderewski, który w szkole muzycznej usłyszał ''pan się do tego nie nadaje''? (ewentualnie był to inny pianista, mogłam pomylić nazwiska).

Gdyby Adam Małysz w młodości zaczął podnosić ciężary i chciał zostać najsilniejszym człowiekiem świata i był tego pewien, to człowiek który go do tego namawia jest idiotą/chce mu zaszkodzić/żartuje sobie z niego.
A gdyby Pudzian w młodości chciał zacząć skakać na nartach to też nic by mu pewność siebie nie pomogła.
A gdyby ktoś brzydki chciał kogoś w sobie rozkochać to też mu pewność siebie nic w tym nie pomorze.
No ale można swoje cechy wykorzystać w czym odwrotnym, np. chudzielec Małysz powinien zrezygnować z podnoszenia ciężarów, Pudzian z prób skoków na nartach, a ktoś brzydki z uwodzenia kobiet.
Małysz powinien wykorzystać swoje predyspozycje do skoków, Pudzian do podnoszenia ciężarów, a brzydal co najwyżej zrobić się jeszcze brzydszy i grać w jakimś black metalowym zespole.

Paulina napisał/a:

Wracając do przykładu Małysza - jak myślisz, dlaczego taki ważny jest psycholog sportowy?

Moim zdaniem jest niepotrzebny.

Paweł napisał/a:

Czy Małysz byłby w stanie oddać świetny skok nie wierząc, że jest w stanie to zrobić? Czy Khalidov byłby zdolny wygrać walkę?

Tak.

dyskucja bez końca

113 Ostatnio edytowany przez mensa (2011-10-07 21:10:02)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Entropia napisał/a:

A ja chciałabym odwrócić kota ogonem i zapytać jakim cudem zdaniem forumowicza Pawła24 brzydcy ludzie łączą się w pary? Większość ludzi na świecie jest brzydkich, ładnych jest mniej i pewnie dlatego są dla nas tacy niezwykli. A jednak ludzkość nie wyginęła. Mam wielu znajomych, większość nie jest ładnych, a często od lat są w związkach małżeńskich. Nawet forumowicz krzysztof, który ten wątek zapoczątkował ma żonę. Czy mam uwierzyć, że wszyscy Ci ludzie zawarli te związki tylko dlatego, że uznali, ze nie byliby w stanie znaleźć nikogo innego? Czy może jednak uważają siebie nawzajem za atrakcyjnych?

za to odpowiadaja feromony



Entropia napisał/a:

No i jeszcze kwestia gustów. Kanony się zmieniają, w pewnych krajach atrakcyjni są ludzie otyli, bo to znaczy, że stać ich na jedzenie mięsa, a w innych szczupli, bo to znaczy, że stać ich na operacyjne usunięcie żeber w talii.

tłuszczu i weglowaodanow,nie miesa!!! od mięsa sie nie tyje bo białko zwieksza przemiane materii a zwłaszcza jego nadmiar

114

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

tłuszczu i weglowaodanow,nie miesa!!! od mięsa sie nie tyje bo białko zwieksza przemiane materii a zwłaszcza jego nadmiar

A co z tymi, ktorzy bialka jesc nie moga? Ja cierpie na nietolerancje glukozy, wiec u mnie odpadaja zarowno bialka, jak i weglowodawny. Moge jesc je jedynie w niewielkich ilosciach, a pomimo to nie chudne. W chwili obecnej czekam na leki. Mam nadwage, ale staram sie prowadzic zdrowy styl zycia, dieta, cwiczenia, spacery. Mam za to znajoma, szczuplutka, ktora naraz zjada 20 tostow grubo posmarowanych maslem orzechowym i duzy sloik Nutelli, Sport? Ruch - "Po co, przeciez jestem ladna".

115

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Jaskółka, to czym ty się żywisz - tłuszczami i warzywami? Hm, i nie przesadzasz z tymi 20 tostami? Może to było po całym dniu niejedzenia? tongue Zależy jak dobrze ją znasz, ale trudno mi uwierzyć że non stop się opycha, bo inaczej byłaby jakimś ewenementem. (Chociaż takie też istnieją.) Czasem może się wydawać, że ktoś dużo je, ale np. nieregularnie się odżywia i po takiej uczcie przez tydzień automatycznie mniej je. Albo nie uprawia sportu, ale za to dużo chodzi i szaleje na dyskotekach.

Paweł24 napisał/a:
Paulina napisał/a:

Podobnie jest zresztą ze mną i samooceną - miałam przypadek sprawdzić to ''empirycznie'' w związku, jak zresztą można przeczytać w moim temacie. Jeśli mam niska samoocenę, to automatycznie wszystkie płaszczyzny życia dostosowują się do niej (relacje interpersonalne, damsko-męskie, potencjalne sukcesy w różnych przedsięwzięciach i postanowieniach).

Jeżeli wmówię sobie że trawa jest czerwona (skutecznie) i na nią spojrzę to o! Naprawdę jest czerwona! (dla mnie wtedy)

Nie tak dosłownie, ale rzeczywiście mniej więcej tak to działa. Dla otoczenia często też zaczyna stawać się czerwona, lub chociażby czerwonawa (zależnie od tego, o jakich obszarach mówimy, jak duży wpływ może jednostka na daną rzecz wywrzeć). Człowiek nie jest tylko biernym ''odbiorcą'' rzeczywistości, ma tez zdolność ją kreować i zmieniać.

Paweł24 napisał/a:
Paulina napisał/a:

Znowu - jest to zależność DWUstronna, nie jednostronna. Samoocena jest skutkiem tego, co słyszymy od innych - ale też inni oceniają nas w zależności od naszej samooceny, życie nam się układa tak, jak uznamy, że ''zasługujemy''. Czy dostrzegasz, w którym z tych obszarów mamy realny wpływ?

Jak chcę aby inni uważali mnie np za chudego to metodą nie jest samemu zacząć uważać się za chudego, tylko zacząć się odchudzać!

Weźmy przykład osoby grubej, której nadwaga ma przyczynę w niewłaściwym trybie życia (czyli inaczej niż u Jaskółki). Włóżmy ją w ciało szczupłej. Jaka będzie po roku?
Weźmy osobę szczupłą, która zdrowo się odżywia i uprawia sport, wsadźmy ją w ciało grubej. Jak zareaguje, widząc siebie w lustrze i co zacznie robić? Powie ''to nie ja'', będzie żyć tak jak dotychczas i znów stanie się szczupła. Zmiany zaczynają się od wewnątrz.

Jest takie powiedzenie, że ''odchudzanie zaczyna się w głowie''. Moim zdaniem wszelkie zmiany zaczynają się w głowie. Nie tylko kiedy mówimy o sferze psychicznej, ale fizycznej, na którą psychiczna ma wpływ, też. Ostatnio dowiedziałam się ciekawej rzeczy - że nie tylko wrzody, nowotwory, ale nawet taka choroba jak łuszczyca może być powodowana stresem (a przy nauczeniu człowieka lepszego radzenia sobie ze stresem zaczyna zdrowieć).

No, a wracając do samooceny. Wciąż sądzę, że to zależność dwustronna, i nawet jeśli jesteśmy do kogoś uprzedzeni, ale on jest silny psychicznie i pewny siebie, to mimowolnie zaczynamy go cenić ''wyżej'', czuć ''respekt''. A jeśli osoba piękna i inteligentna uważa się za zero, sami zaczynami postrzegać ją jako ''w jakiś sposób gorszą'' (bo sama nam podprogowo przemyca te informacje).
Teraz zależy w jakim stopniu uzależniamy swoją samoocenę od innych. Im w mniejszym, tym większy komfort psychiczny i swoboda w relacjach międzyludzkich - bo nie czujemy wtedy, jakby każde potencjalne słowo czy zachowanie innych mogło być dla nas zagrożeniem.
Jeśli nawet jesteśmy piękni, uroczy i lubiani, ale wciąż nie czujemy się pewnie w swojej skórze, to mimo setek komplementów będzie nam brakowało dystansu do siebie (czyt. ironiczny żart, jeśli trafi w czuły punkt, odbierany będzie jako prawda/obraza), własne myśli będą nam pewność odbierać i dołować, krytyka będzie życie burzyła itp - bo słowa innych będą traktowane jak wyrocznia i będą zdolne zachwiać naszą psychiczną równowagą.
Przeżyłam/przeżywam to ja i jest to przypadek kolegi, którego opisuję poniżej.

Jak się buduje dobrą, stabilną samoocenę i od czego ona jeszcze zależy? Temat rzeka (na który zresztą mało wiem wink) Mogę jedynie powiedzieć, że podstawą są własne myśli i zdolność do ich obserwacji, kierowanie nimi.

Paweł24 napisał/a:
Paulina napisał/a:

Ten koleś, którego przykład podałam - naprawdę był i przystojny (a więc powierzchownie oceniany przez innych dobrze), zabawny i interesujący. Jednak najmniejsza krytyka (lub domniemanie krytyki) powodowała, że stawał się kapryśny, obrażalski i bardzo niepewny siebie. Zaczynał ''odpowiadać atakiem na atak'' (który wcale nie nastąpił) albo wygłaszał o sobie tak negatywne opinie, które przez myśl by mi (i zapewne jego otoczeniu) nie przeszły. W jego mniemaniu nie zasługiwał na nic, ani na dziewczynę, ani na miłość, ani na szacunek. Trochę stawało się to samospełniającą się przepowiednią. Dlaczego tak robił? Przypuszczam, że mama go nie kochała (bez ironii - powiedziała mu raz czy dwa, że lepiej, żeby się nie urodził).

A ja przypuszczam że uznałaś go za bezwartościowego dlatego że inni go za takiego uznawali (np. jego mam, i pewno inni których tu nie wspominasz). Ale mogę się mylić.

Nie uznałam go za bezwartościowego. Nie umiem tak określać ludzi. Zabawne, on zwykł czasem mawiać, że ''pewnie nim gardzę'' - a ja nie pamiętam, żebym o kimś tak myślała. Kiedy stwierdziłam, że tak często używa tych słów, jakby sam gardził niektórymi ludźmi (zresztą chyba tak było). I że ja tak po prostu nie zwykłam myśleć o innych. Wtedy w końcu przestał to powtarzać. Uważam, że to bardzo mocne słowa  - nienawiść, pogarda i bezwartościowość. Nie chcę mówić, że jestem święta - ale jakoś nie przechodzą mi przez gardło, bo rzadko doświadczam aż tak negatywnych odczuć.

Dlaczego tak wzbraniasz się przed uznaniem, że istnieje ktoś bez większych ''niedoskonałości'' (fizycznych i umysłowych) i wciąż czuje się jak zero? Perfekcja we wszystkim wciąż nie gwarantuje zadowolenia i szczęścia, zostają jeszcze strefa emocjonalna, która u niektórych bardzo mocno szwankuje. Ja nie byłam do niego uprzedzona i przez jakiś czas (dość długi) próbowałam mu pomóc, bo mu współczułam. On obiektywnie nie miał żadnych podstaw, by być sam - nawet tzw. ''rynkowo gorsi'' faceci mieli kobiety. Nadał sam sobie niższą wartość i otoczenie się do tego dostosowało.

Zresztą, zgodnie z poniższym twierdzeniem, nawet jeśli otoczenie by go nie znosiło i wszyscy się na niego uparli, to przecież by świadczyło o tym, że jest ważny (ew. że mu zazdroszczą), co powinno mu samoocenę podnieść wink

Paweł24 napisał/a:

jak ktoś mądry powiedział: "wrogowie są miarą znaczenia człowieka"

Swoją drogą, uważasz Dodę za znaczącą osobę? Dlaczego właśnie ona jest tak znana i tak ją kochają, skoro w Polsce są też inne, nie mniej utalentowane i ładne wokalistki? Ja sądzę, że wybiła się dzięki zabójczej pewności siebie - gdyby jej nie miała, pewnie nie potrafiłaby się zareklamować i nadal śpiewałaby najwyżej do kotleta w restauracjach. Właśnie tym niektórzy talent nadrabiają tongue

Odnośnie psychologii sportu:

W ciągu ostatnich 25 lat psychologia sportu przekształciła się z nauki będącej "na zewnątrz" procesu szkolenia w jego część standardową, wspierającą pracę zespołów trenerskich. W wielu krajach stała się integralnym elementem sterowania rozwojem sportowców, podobnie jak ma to miejsce z przygotowaniem kondycyjnym, opieką medyczną czy wsparciem ze strony fizjologii żywienia.

W nowoczesnym szkoleniu najlepszych na świecie sportowców uczestniczą wielokierunkowo różni specjaliści, których celem jest wzmocnienie potencjału i efektywności działania sportowego. Od początku lat 80-tych obserwowany jest we wszystkich krajach bardzo wyraźnie trend rosnącej liczby psychologów sportu bezpośrednio zaangażowanych w proces przygotowań do imprez o najwyższej randze, w tym mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, tak w sporcie amatorskim jak i zawodowym [2, 5, 7, 8, 9, 14, 28, 32, 34, 40, 63, 65, 67, 89, 109, 111, 119, 132].

Wszyscy olimpijczycy są w swojej dyscyplinie wybitnymi sportowcami, ale w danym dniu tylko jeden z nich może być zwycięzcą. W obliczu presji różnią się pomiędzy sobą zdolnością do podejmowania trafnych decyzji oraz kontrolowania emocji. W popularnym rozumieniu, celem konsultowania się z psychologami ma być opanowanie przez sportowców sztuki sterowania emocjami i samokontroli, która zmniejszy ryzyko popełnienia błędu w najtrudniejszych momentach walki [12, 15, 26, 29, 70, 76, 88].

Psychologowie, którzy podpisują kontrakty z zespołami olimpijskimi, spędzają tygodnie, miesiące i lata, pomagając zawodnikom w opanowaniu zdolności kierowania zasobami umysłowymi, "oswojenia" lęku, wykorzystania sprawności motorycznej i wyobraźni, ukierunkowania celów, sterowania procesami uwagi i koncentracji, doskonalenia strategii komunikowania się, pełnego powrotu do zdrowia po kontuzjach, pogłębienia i przyspieszenia procesu odnowy i in., zgodnie z hasłem: Kluczem do zwycięstwa i osiągnięcia maksymalnego rezultatu jest połączenie funkcji umysłu i ciała.

W uproszczeniu mówi się, że dla olimpijczyków poprzeczka ustawiona jest bardzo wysoko. Ekstremalnie wysoki jest poziom presji i żądań kierowanych pod ich adresem w sytuacjach startowych. Psychologowie sportu pracują z zawodnikami nie tylko w celu złagodzenia dokuczliwego stresu, utrudniającego działanie. Głównie chodzi o to, aby zarówno najmłodsi atleci, jak i starsi mistrzowie umieli wykorzystywać stres dla osiągnięcia lepszych rezultatów i pokonania przeciwników w sportowej rywalizacji [3, 4, 30, 37, 38, 52, 57, 81, 83].

(...)

Udział w światowej rywalizacji i licznych startach musi opierać się na stabilnej i silnej motywacji, a przygotowanie sportowców, którzy latami dążą do mistrzostwa i mają po temu zapewnione warunki, wymaga ogromnych nakładów. W stronę psychologów kierowane jest więc pytanie, czy można ukształtować cechy charakterystyczne dla tzw. ludzi sukcesu przy mniejszym nakładzie środków i w krótszym czasie?

Za cechy rozpoznawalne osób, które potrafią realizować wielkie dążenia (artystów, polityków, sportowców), uznaje się następujące symptomy:
-niemal bez zastrzeżeń wierzą w siebie i we własne możliwości;
-są zdolne do pełnej koncentracji i poświęcenia, aby zrealizować wybrane cele;
-potrafią wyobrazić sobie swój wyczyn na wiele dni i tygodni wcześniej;
-analizują brak sukcesu, w celu poprawy strategii lub metody działania;
-są w stanie oderwać się od niepowodzeń i odnaleźć nowe "wyzwania" w kolejnych wydarzeniach;
-nawet po porażce nie zaliczają siebie do pokonanych.

Siła wizualizacji

Już dawno stwierdzono fakt, że umysł podświadomy nie jest w stanie rozróżnić tego co sobie wyobrażamy, od tego co widzimy naprawdę. Dlatego też wszelkiego rodzaju wizualizacje mają tak ogromne zastosowanie w rozwoju osobistym. Jeżeli wyobrażasz sobie jakąś bardzo przyjemną sytuację Twoje emocje i kinestetyka pójdą za nią, tak jakby na prawdę się działa. Przykładowo jeżeli wyobrażasz sobie, że wygłaszasz przemówienie i wszyscy słuchają Cię z zaciekawieniem, prawdopodobnie zwiększy się w Twoim ciele poziom adrenaliny i endorfin, przyspieszy Ci się puls i poprawi ukrwienie mózgu.

Jeżeli wizualizujesz sobie, że ktoś celuje w Ciebie rewolwerem i za chwile może wystrzelić, możesz cały spocić się, a nogi zaczną trząść się z przerażenia. (...) To co sobie wizualizujesz jest dla Twojego podświadomego umysłu tak samo prawdziwe i wywołuje te same reakcje fizjologiczne i biochemiczne co realny bodziec.

Trening mentalny a rozmiar bicepsa

Kilka lat temu przeprowadzono badanie, które miało wykazać jak silny jest wpływ naszych myśli na rozwój i funkcjonowanie naszych organizmów. Badanie było sponsorowane przez fundację wspierającą rozwój sportu i o ile dobrze pamiętam, szukającą zdrowych odpowiedników szkodliwych środków dopingujących. Eksperyment przeprowadzono na 3 niezależnych grupach.

Znaleziono 30 osób, które prowadziły bierny tryb życia, głownie siedząc za komputerem, kierownicą, bądź też biurkiem w pracy i które nie praktykowały żadnych ćwiczeń fizycznych, ani siłowni, ani aerobów, ani nawet porannej gimnastyki. Podzielono je na 3 grupy 10-osobowe.

Przed eksperymentem dokonano dwóch pomiarów każdego uczestnika: po pierwsze dokonano pomiaru obwodu bicepsa luzem i napiętego a następnie przeprowadzono sprawdzian wytrzymałości mięśniowej polegający na wykonaniu maksymalnej ilości powtórzeń określonym ciężarem na modlitewniku. Wszystkie wyniki zapisano.

Grupa pierwsza nie dostała żadnego zadania, miała przez 3 miesiące prowadzić swój standardowy tryb życia.

Grupa druga miała przez 3 miesiące, codziennie, przez 20-30 minut, wyobrażać sobie jak najwyraźniej trening mięśni bicepsów. Z zamkniętymi oczami mieli wizualizować sobie ruch swoich przedramion opartych o modlitewnik, chłód sztangi ściskanej w zamkniętych dłoniach, napięcie mięśni, rozluźnienie po powtórzeniu. Naturalnie każda z tych osób miała możliwość wykonać 1 raz dane ćwiczenie samym gryfem bez odważników żeby mieć wzorzec do powtarzania. Plus wykonywała wcześniej również wspomniany pomiar wytrzymałości.

Trzecia grupa natomiast 3 razy w tygodniu wykonywała trening na modlitewniku 4 serie po 12 powtórzeń.

Po trzech miesiącach zebrano wszystkie grupy i dokonano ponownie tych samych pomiarów co przed rozpoczęciem eksperymentu.

Co się okazało?

Oczywiście grupa trenująca na siłowni miała największy przyrost masy mięśniowej, zmierzony w postaci wzrostu obwodu bicepsów oraz wytrzymałości mierzonej podczas ćwiczenia na modlitewniku.

Co jednak było najbardziej zaskakujące cała grupa, która wykonywała wyłącznie trening mentalny miała wyraźny przyrost zarówno masy mięśniowej jak i wytrzymałości zmierzonej ilością powtórzeń, wykonywanych określonym ciężarem, na modlitewniku.

Grupa, która nie wykonywała żadnych ćwiczeń, ani fizycznych ani mentalnych, odnotowała po części niewielkie przyrosty, po części niewielkie spadki, po części mniej więcej, bardzo zbliżone rezultaty.

Co się okazuje? Sam mentalny trening naszego ciała ma duży wpływ na jego rozwój i funkcjonowanie.

Przeprowadzono również oparty na tym samym założeniu eksperyment w jednym z niemieckich szpitali, a mianowicie wzięto 40 pacjentów, którzy mieli złamaną nogę. Połowa z nich wykonywała trening mentalny, w którym dokładnie ze wszystkimi szczegółami wyobrażała sobie, że normalnie chodzi, gra w piłkę nożną, jeździ na nartach, wchodzi po schodach, klęka, skacze, wykonuje przysiady. Mieli angażować w te wyobrażenie wszystkie zmysły tak, by było jak najbardziej rzeczywiste i prawdziwe.

Co się okazało?

Grupa, która wykonywała trening mentalny miała mierzalnie znacznie mniejszy zanik mięśni po unieruchomieniu nogi od grupy, która tego treningu nie wykonywała i potrzebowała relatywnie znacznie krótszej rehabilitacji by móc sprawnie chodzić.

Takich przykładów są setki i nie wystarczyłoby tutaj miejsca by je przytaczać, mnożyć i mnożyć. Mają Ci one zobrazować dwie rzeczy: siłę Twojej podświadomości oraz siłę wizualizacji.

W momencie gdy wizualizujesz coś sobie dokładnie, tak jak już wspomniałem na początku artykułu, Twój umysł dostaje silny bodziec, którego na poziomie podświadomym nie jest w stanie odróżnić od bodźca prawdziwego, widzianego "fizycznie". Podświadomie zatem reaguje na bodziec, który jest po prostu wizualizacją, jak na otaczającą go ?realną? rzeczywistość.

Wiara w siebie
Zawodnik musi być pewny siebie, znać swoją wartość, wierzyć we własne możliwości, tak by w pełni wykorzystać swój potencjał. Dariusz Parzelski: ?Wielu sportowców osiąga świetne rezultaty podczas treningów, ale nie na zawodach. Bo właśnie nie wierzą w siebie. Człowiek jest w stanie bardzo dużo zrobić, ale przeszkadzają mu myśli, które pojawiają się w sytuacji stresu, kryzysu.?By zbudować pewności siebie, najczęściej stosowany jest trening pozytywnego myślenia. Taki jest ważny zwłaszcza dla długodystansowców, którzy muszą się nauczyć podróżować z własnymi myślami.

116

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Jaskółka, to czym ty się żywisz - tłuszczami i warzywami? Hm, i nie przesadzasz z tymi 20 tostami? Może to było po całym dniu niejedzenia? tongue Zależy jak dobrze ją znasz, ale trudno mi uwierzyć że non stop się opycha, bo inaczej byłaby jakimś ewenementem. (Chociaż takie też istnieją.) Czasem może się wydawać, że ktoś dużo je, ale np. nieregularnie się odżywia i po takiej uczcie przez tydzień automatycznie mniej je. Albo nie uprawia sportu, ale za to dużo chodzi i szaleje na dyskotekach.

Obecnie zywie sie wszystkim, ale w bardzo malych ilosciach, ze wzgledu na niezbyt dobry stan zdrowia. Z "dieta" mojej znajomej natomiast nie przesadzam. Ona bardzo lubi jesc, gotowac rowniez. Potrafi po upieczeniu ciasta zjesc naraz pol blachy i jeszcze nie miec dosc. I wbrew pozorom tak szybka przemiana materii nie jest chyba az tak rzadko spotykana. Znam jeszcze dwie dziewczyny, ktore jedza naprawde bardzo duzo kalorycznego jedzenia i sa szczuplutkie.

117

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Jaskółka napisał/a:

Jaskółka, to czym ty się żywisz - tłuszczami i warzywami? Hm, i nie przesadzasz z tymi 20 tostami? Może to było po całym dniu niejedzenia? tongue Zależy jak dobrze ją znasz, ale trudno mi uwierzyć że non stop się opycha, bo inaczej byłaby jakimś ewenementem. (Chociaż takie też istnieją.) Czasem może się wydawać, że ktoś dużo je, ale np. nieregularnie się odżywia i po takiej uczcie przez tydzień automatycznie mniej je. Albo nie uprawia sportu, ale za to dużo chodzi i szaleje na dyskotekach.

Obecnie zywie sie wszystkim, ale w bardzo malych ilosciach, ze wzgledu na niezbyt dobry stan zdrowia. Z "dieta" mojej znajomej natomiast nie przesadzam. Ona bardzo lubi jesc, gotowac rowniez. Potrafi po upieczeniu ciasta zjesc naraz pol blachy i jeszcze nie miec dosc. I wbrew pozorom tak szybka przemiana materii nie jest chyba az tak rzadko spotykana. Znam jeszcze dwie dziewczyny, ktore jedza naprawde bardzo duzo kalorycznego jedzenia i sa szczuplutkie.

Hm, ja jem sporo kalorycznego jedzenia i mam nadwagę ;D Byłam w normie (chociaż nigdy szczupła), kiedy ćwiczyłam 3 x w tygodniu, chodziłam spać lekko głodna i jadłam coś słodkiego 2-3x w tygodniu. nie były to jakieś wielkie wyrzeczenia, zwłaszcza jesli się człowiek przyzwyczai, a jednak efekt dobry w dłuższym okresie czasu.. biorąc pod uwagę fakt, jak przytyłam przez to, że przestałam ćwiczyć wink

Dopytywałam, bo ja raczej nie znam osób z taką przemianą. Mój kuzyn jest szczupły, je czekoladę i fast foody, ale za to praktycznie wcale innych rzeczy - czyli nie wychodzi tego dużo kalorii big_smile W dodatku uprawia sport. Mój facet jest szczupły, lubi np. parówki z majonezem, ale poza tym to je umiarkowane porcje. Koleżanka ma przyzwyczajenia z domu, że nie je ziemniaków, tylko zwykle mięso z warzywami, i lubi aktywnie spędzać czas.. Więc takiego obżartucha, któremu wszystko ujdzie płazem, raczej nie znam. A czasem może się wydawać, że ktoś się obżera, jeśli przy nas zdarzy mu się zjeść dużą porcję. Dlatego byłam ciekawa jak dobrze znasz te koleżanki. Z drugiej strony, jeśli masz stwierdzoną jakąś chorobę upośledzającą przemianę materii, to tak czy siak będzie ci trudniej niż przeciętnemu Kowalskiemu.

118

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paweł24 napisał/a:

Nie potwierdzają też że każdy rodzię się z 10 palcami u rąk, i np. dwiema nogami (jedna dziewczynka urodziła się z czterema).

no własnie wyjatki sie zdarzaja a Ty jeszcze przed chwila pisałes ,ze sie nie zdarzaja.

Paweł24 napisał/a:
mesna napisał/a:

Przy dłuższej znajomości House pewnie zyskałby znaczną przewagę nad chirurgiem w ocenie atrakcyjności - zakładając, że jego osobowość jest bardziej dla kobiet atrakcyjna.

Co takiego jest w nim atrakcyjnego? To że ogląda pornosy i we własnym mieszkaniu prostytutki przyjmuje, czy to że jest wyjątkowo niemiły, wręcz wredny, albo te że nie umie o siebie zadbać (nie ogolony, pije, pali, uzależniony od leków).
Ty zapewne powiesz że jest inteligentny.
A wg mnie dla kobiet najważniejsze są trzy rzeczy:
- dobry wygląd
- być "alfa"
- kasa
W serialu jest mocno wyeksponowane jego bycie "alfa" co akurat zawdzięcza wiedzy i inteligencji, ale to nie ma znaczenia, może to zawdzięczać czemukolwiek, byle by był "alfa".
Poza tym dobrze wygląda, no i nie widać tego w serialu, ale powinien mieć dużo kasy.

Donald Trump ma oczywiście kasę, która z tych trzech rzeczy jest najważniejsza, można dyskutować, na pewno dla żadnej kobiety nie jest najważniejsza inteligencja, są tylko te trzy rzeczy, no i ja akurat uważam że największy wpływ na powodzenie ma wygląd.

pomyliłesm posty. ja o rzadnym hausie nie pisałem




Jaskółka napisał/a:

tłuszczu i weglowaodanow,nie miesa!!! od mięsa sie nie tyje bo białko zwieksza przemiane materii a zwłaszcza jego nadmiar

A co z tymi, ktorzy bialka jesc nie moga? Ja cierpie na nietolerancje glukozy, wiec u mnie odpadaja zarowno bialka, jak i weglowodawny. ".

ale jakich białek nie mozna Pani jesc? roslinnych czy zwierzecych? nie wszystkie produkty białkowe zwieraja glukoze.

119 Ostatnio edytowany przez Paweł24 (2011-10-31 18:38:45)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
Paweł24 napisał/a:

Z resztą, właśnie przyszła mi na myśl jedna z rzeczy dzięki której wiem że wszystkim dziewczynom muszą się podobać te same osoby.
Np. dlatego że wy chcecie aby koleżanki zazdrościły wam faceta.

Paulina napisał/a:

Może i miło jest, jeśli koleżanka faceta ''zazdrości'', ale to (czy facet się podoba koleżankom, czy nie) powinno być kryterium wyboru maksymalnie w gimnazjum. Nie rozstanę się z facetem tylko dlatego, że koleżanka powie, że jej się nie podoba. To by dopiero było  (A osoba, która tak robi, musi mieć okropnie zaniżoną samoocenę i raczej nie dojrzała do związku.)

Vinnga wzmieniając co się jej podoba w facecie napisała:

vinnga napisał/a:

- w rozmowie będzie wtrącał "koleżanka mi powiedziała", "moje koleżanki" itp - w ten sposób delikatnie podkreśla, że jest osobą lubianą w towarzystwie

I teraz najlepsze - ona uważa że jej się to podoba nie dlatego że (wg mojej tezy) podobają jej się ci faceci którzy podobają się innym kobietom (tylko dlatego że facet który tak mówi ma wysokie poczucie własnej wartości.

To większy fragment tej wypowiedzi:

vinnga napisał/a:

Oto przykłady wypowiedzi, reakcji faceta z wysokim poczuciem własnej wartości (WPWW) (zdrowym poczuciem!):
odpowiedź na pytanie dlaczego jesteś sam: "bo tak mi wygodniej", "nie ma to jak życie singla", "a gdzie ja znajdę czas na dziewczynę w moim zajętym życiu?"
Facet o niskim poczuciu własnej wartości by powiedział "bo żadna mnie nie chce", albo "nigdy mi się nie układało z kobietami", albo "zawsze byłem zbyt nieśmiały".
- jeśli facet z WPWW, jeśli wygląda inaczej niż reszta tłumu twierdzi, że to jest jego niepowtarzalny styl i że jemu tak wygodnie. Z własnych fizycznych niedoskonałości będzie żartował (np. "chude rączki, ale pracowite" )Facet z niskim poczuciem własnej wartości (NPWW) będzie twierdził, że on tak zawsze wygląda, ale się tego wstydzi, chciałby wyglądać inaczej, ale nie wie jak
- w rozmowie będzie wtrącał "koleżanka mi powiedziała", "moje koleżanki" itp - w ten sposób delikatnie podkreśla, że jest osobą lubianą w towarzystwie
- nigdy nie powie wprost, że jest super extra fantastyczny. On to daje do zrozumienia między wierszami. I między wierszami widać, że nie wstydzi się swojego wyglądu, tego co mówi, swojego światopoglądu. Ma swoje zdanie i umie je (kulturalnie) wyrażać.

(tylko pozostaje pytanie czemu pewien swojej wartości to jest ten co podkreśla że jest lubiany, a nie ten co podkreśla że nie jest lubiany)

120

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

To jest zdanie Vinngi. W moim odczuciu osoba pewna siebie nie będzie przejmować sie tym, że ktoś jej nie lubi wink (A co za tym idzie, podlizywać się tej osobie, atakować ją lub czuć się źle dlatego, że nie wzbudza sympatii wszystkich.) Jednocześnie też będzie szanować uczucia innych. Osoba pewna traktuje siebie jak równego innym, nie czuje się od nich ''gorsza'' (przy porównywaniu zawsze znajdzie się ktoś lepszy i gorszy, trzeba być dla samego siebie ważnym i wartym zachodu). To jest moja definicja osoby pewnej siebie.
Zazwyczaj tez jest lubiana, bo potrafi być wyluzowana, bez obaw przed odrzuceniem okazuje sympatię, jest otwarta w stosunku do innych. Bywają też osoby pozornie ''pewnie siebie'', ale nieszanujące uczuć innych. Jakoś je wykluczam z mojej definicji, jako w ukryty sposób zakompleksione. Może sie mylę.

Ja np. uważam swojego chłopaka za całkiem pewnego siebie mimo, że jest nieśmiały, bo nie mówi nigdy o jakichś kompleksach i zawsze traktował mnie jak równą sobie. Pewność siebie to złożone pojęcie.
A o właściwą interpretację zdania Vinngi pytajmy Vinngę.

121

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
paulina20 napisał/a:

uważam swojego chłopaka za całkiem pewnego siebie mimo, że jest nieśmiały

Uśmiałem się.

122

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
gothka napisał/a:

Przy poszukiwaniach partnerki warto wykorzystać internet. Takie mamy czasy, że coraz więcej ludzi poznaje się w ten sposób.

I znowu wciskacie mu bajki . Żadnych internetów tylko ruszaj na polowanie

123

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Ja natomiast uważam że każdy facet jest piękny jeśli ma piękny charakter:)przynajmniej dla mnie.Kiedyś poznałam faceta(dla moich znajomych był brzydalem)może i dla mnie na początku też,ale gdy się bliżej poznaliśmy dostrzegłam w nim piękno które jest pięknięjsze i trwalsze od przelotnego.

124

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
xxx999 napisał/a:
gothka napisał/a:

Przy poszukiwaniach partnerki warto wykorzystać internet. Takie mamy czasy, że coraz więcej ludzi poznaje się w ten sposób.

I znowu wciskacie mu bajki . Żadnych internetów tylko ruszaj na polowanie

Dlaczego bajki? I gdzie ma ''polowac''? na dyskotece?

125 Ostatnio edytowany przez mensa (2011-11-06 22:22:04)

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.
xxx999 napisał/a:
gothka napisał/a:

Przy poszukiwaniach partnerki warto wykorzystać internet. Takie mamy czasy, że coraz więcej ludzi poznaje się w ten sposób.

I znowu wciskacie mu bajki . Żadnych internetów tylko ruszaj na polowanie

do lasu czy nałake.... bo na ulicy to tylko dla pewnych siebie.

126

Odp: Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Czy w dalszym ciągu chciałbyś kogoś poznać?

Posty [ 66 do 127 z 127 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Jestem 11 lat samotny w malżeństwie.Mam tego dość.Jestem brzydki.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026