Ela210 napisał/a:No przykro mi, ale widzę sporą różnicę w tym, że po latach związku ktoś bzyknął pannę na imprezie i pakuje się mu manatki, a tym że ktoś wbija drugą osobę w ziemię, by samemu się wybielić i traktuje zdradzonego jak wroga. Są zdrady i niewierności. Dla mnie nie tożsame.
Ciekawi mnie, czy to jest tylko moje odczucie czy różnica pomiędzy kobietami i mężczyznami. Dla mnie bzyknięcie na imprezie czy krótki romans wynikający ze słabości, tchórzostwa, zagubienia i ukrycie tego, po czym powrót do związku, nawet szczęśliwego jest dużo gorsze niż gdyby partnerka zdradziła mnie nawet z premedytacją z jakiejś złości na mnie czy po prostu jako bodziec (czy bolec
) do zakończenia związku, po czym mi to powiedziała i zerwała ze mną. Druga sytuacja jest czysta.
Podobnie dużo gorsza jest dla mnie zdrada seksualna niż emocjonalna. Gdyby moja dziewczyna się z zauroczyła w przyjacielu czy koledze w pracy, ale postawiła granicę i się sama opanowała, nie poszła z kimś do łóżka i sama uznała, że musi znajomość zakończyć, bo jej uczucia idą za daleko i mi się do tego przyznała to jest ok. Świadczyłby to o sile jej charakteru i wybranie mnie pomimo chęci wskoczenia do łóżka innemu byłoby dla mnie cenne. Zresztą, nie wydaje mi się, żeby na kilkadziesiąt lat wspólnego życia nie przeżyć chwilowego zauroczenia kimś innym.
Najgorsze są dla mnie kobiety, które nad sobą zapanować nie potrafią i postępują zgodnie z własnymi uczuciami i emocjami. Uczucia i emocje się podczas związku zmieniają, raz jest lepiej, raz gorzej. Nic mnie tak nie irytuje jak słaba, "biedna zagubiona" dziewczyna pełna emocji, konfliktów pt. "kocham misia ale chce zdjąć majtki dla Zenona z pracy", co ja biedna mam zrobić? I tak jak piszesz, sama się wybiela i robi różne pokrętne zawirowania w głowie, żeby obwinić zdradzonego. A potem biedne i zagubione piszą na forach, że kochanek nie chce zostawić żony i są takie nieszczęśliwe. Jest dużo mężczyzn, którzy uwodzą kobiety dla frajdy i budowania ego. I oni takie słabe "sztuki" wyczuwają i żyjąc zgodnie z zasadą "pies by nie wziął jakby suka nie dała; grunt, żeby to nie była dziewczyna kumpla" i jak kobieta nie ma twardych zasad moralnych i kieruje się głównie uczuciami w danym momencie, to nie wiem jak takiej ufać. A dokładniej, nie wiem jak taka kobieta ma ufać sobie.
Więc Magdalena, motyw motywem, można się zastanawiać jak bardzo była świadoma czy nie świadoma i czy myślała o partnerze czy o sobie. Dla mnie to jest mało istotne. Ja chciałbym być z kimś, kto ma głowę na karku i po prostu nie zdradzi nawet jak całą sobą będzie tego pragnąć.
Btw. Myślę, że dla wielu mężczyzn zdrada seksualna niezależnie od motywów jest czymś potwornym z powodów czysto biologicznych, które są zaszyte głęboko w nas i przekładają się na odczuwane emocje. Ewolucyjnie, największą stratą dla mężczyzny jest wychowanie i opiekowanie się nie swoim potomkiem. Zainwestowanie swojego czasu i środków na odchowanie dzieciaka sąsiada. Mężczyzna, który świadomie wybiera bycie z kobietą z dzieckiem, musi samemu przerobić ten problem w sobie, żeby zwalczyć instynkty. Natomiast bycie oszukanym i zaskoczonym po latach to jest dramat i bardzo takim mężczyznom współczuje. Niedawno się dowiedziałem, że mamy w Polsce prawo mówiące, że jak się nawet nieświadomie potwierdzi na akcie urodzenia ojcostwo to już później można być zmuszonym do płacenia na nie swoje dziecko. To już kompletna bzdura i zgadzam się z Afterem, że prawo jest mocno niesprawiedliwe dla mężczyzn. Kobieta, która ma dziecko ze zdrady, o czym mąż się dowiaduje po latach, powinna być na rzecz męża ukarana finansowo i to solidnie. Jeśli mężczyzna tak zadecyduje, powinna przy rozwodzie oddać mu całość kosztów utrzymania dziecka. To jest oszustwo na skalę wielkich pieniędzy. Prawo nie służy jednak sprawiedliwości tylko ładowi społecznemu. A byłby niezły bałagan jakby nagle tysiące dzieci straciło źródło utrzymania. Ja na 100% zrobię test zanim cokolwiek podpiszę jak już będę miał dziecko.