netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

218 odpowiedzi27 730 wyświetleńzałożony przez dori3483, 05.11.2019

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 131 do 195 z 219 ]

131 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-07 21:46:06)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

pasławku Nie chcę wchodzić z nikim w żadne spory smile Dla mnie pewne sprawy są oczywistą oczywistością. Wszelkie wywody, usprawiedliwienia czy potencjalne powody zdrady to jedno.
Drugie i najważniejsze w tym wszystkim to właśnie to połączenie egoistycznego podejścia połączonego z brakiem empatii dla drugiej strony jest kluczowa. Przeświadczenie, że nagle moje osobiste potrzeby są nadrzędne i musze zrobić wszystko, żęby je spełnić. Jak zresztą można oddzielać świadomość krzywdzenia drugiej strony od decyzji o "skoku w bok"? Dla osoby zdradzającej, tak jak opisała Wielokropek jest to zresztą obojętne, jakie były powody zdrady, osoba taka czuyje sie oszukana i upokorzona, tak jak wspominał karn.W wypadku, jeśli ktoś usprawiedliwia swoją zdradę, to przecież nic innego jak mydlenie oczu zdradzanemu, a kłamstwa czy manipulacje są same w sobie świadomym działaniem, niekoniecznie w przypadku zdrady partnerskiej.

132 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-11-07 22:35:17)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
Wielokropek napisał/a:

Osoba zdradzająca była czy nie była świadomą wyrządzanych krzywd?
Była czy nie była empatyczną?
Miała powody czy ich nie miała?

Czytam tę wymianę poglądów i zastanawiam się nad jej celem.
Jeśli zdradzająca była świadoma (lub nie była), była empatyczna (lub nie była), miała powody do zdrady (lub nie miała) zmienia to przeżycia osoby zdradzonej? Dzięki temu jest szczęśliwa? Radosna? Akceptuje zdradę?


Jeśli ktoś obleje mnie wodą, jestem mokrą i złą i to niezależnie od jego motywacji.

O nie Wielokropku, mnie najbardziej interesują motywy ludzkich działań, więc mi palców na klawiaturze nie knebluj ;-) :-)
Dla mnie ma znaczenie, czy ktoś oblał mnie wodą, bo takie były jego INTENCJE, żeby mnie zmoczyć, czy zapomniał, że zazwyczaj tamtędy przechodzę, gdy wylewał wodę przez okno. Bo od tego zależy, co będę czuła wobec danej osoby.

W ogóle uważam, że wbrew pewnemu wydźwiękowi, który pojawił się w tym wątku, że „baby są głupie”, to „głupota bab ma drugie dno” i jest to coś, czemu należałoby się przyjrzeć zamiast w protekcjonalny i pobłażliwy sposób bagatelizować.

133

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Docen to co masz.Masz do kogo wracac  gdzie w domu czeka maz i dziecko bo inni moga tylko o tym pomarzyc  wink

134 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-11-07 22:53:33)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
MagdaLena1111 napisał/a:

O nie Wielokropku, mnie najbardziej interesują motywy ludzkich działań, więc mi palców na klawiaturze nie knebluj ;-) :-)
Dla mnie ma znaczenie, czy ktoś oblał mnie wodą, bo takie były jego INTENCJE, żeby mnie zmoczyć, czy zapomniał, że zazwyczaj tamtędy przechodzę, gdy wylewał wodę przez okno. Bo od tego zależy, co będę czuła wobec danej osoby. (...)

Nikogo, w tym Ciebie, nie knebluję. Podobnie jak Ty i wszyscy pozostali uczestnicy dyskusji mogę wyrażać swoje zdanie, a że - jak się okazało - jest ono sprzeczne z Twoim... . Ani to Tobie, ani mnie, ani nikomu ust nie zamyka.

W uczuciach jestem prosta, one pojawiają się u mnie (w tym przykładzie) na skutek czyjegoś zachowania. Gdy poznam motywy oblania mnie wodą, mogą ulec zmianie, choć początkowo ich nie znając będę wściekła. Podejrzewam jednak, że będąc zdradzoną, niezależnie od motywów zdradzającego, ciepłych uczuć przeżywać nie będę.

135 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-07 23:03:45)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Każda ze stron widzi to trochę inaczej. Pomijam fakt,że skutki polania wodą, jak zimna by on anie była, przynoszą trochę inne skutki niż zdrada smile Sęk w tym, jak zdradę widzą zdradzany i zdradzający oraz jaki czas musi upłynąć, żeby chociaż trochę emocje z obu stron opadły. Zdrada i wszystkie związane z nią okoliczności są przecież na tyle silnym wstrząsem, że niemal niemożliwym dla zdradzającego jest rozważanie, jaką motywacją kierował się zdradzacz, moze poza skrajnymi przypadkami. Przynajmniej na początku skrzywdzona osoba nie będzie akceptować żadnych argumentów wyjaśniających postępowanie winowajcy.

136 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-11-07 23:12:10)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
Wielokropek napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

O nie Wielokropku, mnie najbardziej interesują motywy ludzkich działań, więc mi palców na klawiaturze nie knebluj ;-) :-)
Dla mnie ma znaczenie, czy ktoś oblał mnie wodą, bo takie były jego INTENCJE, żeby mnie zmoczyć, czy zapomniał, że zazwyczaj tamtędy przechodzę, gdy wylewał wodę przez okno. Bo od tego zależy, co będę czuła wobec danej osoby. (...)

Nikogo, w tym Ciebie, nie knebluję. Podobnie jak Ty i wszyscy pozostali uczestnicy dyskusji mogę wyrażać swoje zdanie, a że - jak się okazało - jest ono sprzeczne z Twoim... . Ani to Tobie, ani mnie, ani nikomu ust nie zamyka.

W uczuciach jestem prosta, one pojawiają się u mnie (w tym przykładzie) na skutek czyjegoś zachowania. Gdy poznam motywy oblania mnie wodą, mogą ulec zmianie, choć początkowo ich nie znając będę wściekła. Podejrzewam jednak, że będąc zdradzoną, niezależnie od motywów zdradzającego, ciepłych uczuć przeżywać nie będę.

O żebym tak dożyła tej pociechy, że odpowiesz tym samym na emotikonki, które umieszcza się w wypowiedziach nie bez przyczyny.

Po pierwsze, dyskusja bez odmiennych punktów widzenia - umiera, więc dobrze, że są różnice. Po drugie, póki co znalazły się też osoby podzielające jakąś część mojej opinii. Po trzecie, próbę omijania intencji działania i skupienie się jedynie na warstwie emocjonalnej, odebrałam jako odsuwanie dyskusji od tego, co TEŻ istotne, bo człowiek to istota emocjonalna, ale ludzki umysł być może powstał po to, żeby te emocje okiełznać, więc proces emocjonalny niech idzie z poznawczym pod rękę. Nikomu od tego nie ubędzie.

Jak sama zauważyłaś, obróbka poznawcza i poznanie intencji może zmienić postrzeganie czynów. W ten sposób może się okazać, że pomyliło się przyczynę ze skutkami, więc to, że jestem mokra nie było celem tego, kto wylał na mnie wiadro wody, bo przyczyna mogła być zupełnie inna, ale w istocie jest skutkiem jego działania, pominiętym i nie uwzględnionym w działaniu
Teraz ja filozofuję ;-)

137 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-07 23:16:57)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Jeśli owo porównanie do oblewania wodą miałby przyrównać do zdrady, to dla zdradzanego, zawsze ważniejszy będzie chyba fakt, że jest mokry a nie dlaczego został oblany..

138 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-11-07 23:20:04)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Pozostaję przy swoim zdaniu. smile

I, jak napisał bagienni_k, skutki oblania wodą i zdrady są inne. Gdy poznam motywy zdrady jestem pewna, że z osoby wściekłej i upokorzonej nie stanę się radosną i szczęśliwą; przy mniejszym kalibrze - oblania wodą - po poznaniu przyczyn podskakiwać do góry też nie będę.



***

bagienni_k napisał/a:

Jeśli owo porównanie do oblewania wodą miałby przyrównać do zdrady, to dla zdradzanego, zawsze ważniejszy będzie chyba fakt, że jest mokry a nie dlaczego został oblany..

BINGO!

139 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-11-07 23:25:22)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
bagienni_k napisał/a:

Jeśli owo porównanie do oblewania wodą miałby przyrównać do zdrady, to dla zdradzanego, zawsze ważniejszy będzie chyba fakt, że jest mokry a nie dlaczego został oblany..

Raczej to dla mnie rzecz oczywista.
Ale może Wysoki Sąd w okolicznościach łagodzących uwzględni, czy czyn był z premedytacją, czy w afekcie :-)



Wielokropku, zostanę przy swoim zdaniu, że nie tylko emocje są ważne, ale warto włączyć do procesu emocjonalnego obróbkę poznawczą.

140

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Co by to było, gdyby zdrada była karalna..? Jeśli lądowałoby się w więzieniu, to trzeba było chyba zbudować osobne zakłady karne.. smile taka mała dygresja smile

141 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-11-07 23:35:39)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Jak się nie dowie skąd ta woda to będzie mokry jeszcze nie raz.

wklejam ściągę:

Taoizm - Zdarza się wdepnąć w gówno
Konfucjanizm - Konfucjusz powiada: "zdarza się wdepnąć w gówno"
Islam - Jeśli wdepnie się w gówno to jest to wola Allacha
Buddyzm - Jeśli wdepnie się w gówno, to nie jest to gówno
Katolicyzm - Wdeptujesz w gówno, bo jesteś grzeszny
Kalwinizm - Wdeptujesz w gówno, bo się opieprzasz
Judaizm - Dlaczego w to gówno wdeptujemy właśnie my?
Luteranizm - Jeśli wdeptujesz w gówno, uwierz, a nie wdepniesz więcej
Prezbiterianizm - Jeśli ktoś ma wdepnąć w gówno, to niech to nie będę ja
Zen - Czym jest gówno?
Jezuityzm - Jeśli wdepniesz w gówno i nikt tego nie poczuje, to czy ono na prawdę śmierdzi?
Christian Science - Jeśli wdepniesz w gówno, nie przejmuj się - to samo przejdzie
Hedonizm - Jeśli wdepniesz w gówno - raduj się
Hare Krishna - Równo w gówno. Rama, rama, om, om...
Rastafarianizm - Sztachnijmy się tym gównem
Hinduizm - Wdeptywało się już w to gówno
Mormonizm - Wdeptywało się już w to gówno i wdeptywać się będzie
Ateizm - Nie ma w co wdepnąć
Agnostycyzm - Może jest w co wdepnąć, a może nie
Stoicyzm - No i wdeptuje się w gówno. Co z tego ? Nie rusza mnie to
Świadkowie Jehowy - Wpuść nas, a powiemy ci, dlaczego wdeptuje się w gówno
Adwentyści Dnia Siódmego - Jedynie w soboty nie wdeptuje się w gówno.

142

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Jak już filozofujemy o świadomości i duchowości  to też sobie pozwolę


"Leciał wróbel i zauważył idącego ślepego.
- Osram go - pomyślał sobie.
Walnął z góry... a ślepy... unik w lewo!
Poleciał po kolegę. Spróbowali we dwóch... ale ślepy unik w prawo, unik w lewo, w prawo i znów uniknął "ostrzału";).
Wkurzyły się wróble i poleciały po resztę gromadki.
Całe stado próbuje osrać ślepego... ale temu znowu się udało!!!
Jaki z tego morał?
...
Ślepy gówno widzi!"

143 Ostatnio edytowany przez karn (2019-11-08 01:23:06)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
bagienni_k napisał/a:

Co by to było, gdyby zdrada była karalna..? Jeśli lądowałoby się w więzieniu, to trzeba było chyba zbudować osobne zakłady karne.. smile taka mała dygresja smile

Zdrada nie jest karalna nie dlatego, że cierpienie wyrządzone człowiekowi jest zbyt małe, ale dlatego, że nie miałoby to sensu. Funkcją prawa i karalności w naszej części świata jest zachowanie ładu społecznego, a nie sprawiedliwość rozumiana jako ukaranie proporcjonalne do sprawionej krzywdy innemu człowiekowi. Ukaranie złodzieja ma sens, bo jakby złodziejstwo było legalne to byłby niezły rozpierdziel. Ale jaką karę należałoby dać zdradzającemu, żeby to miało sens ? Do więzienia i zostawić zdradzonego z utrzymaniem rodziny samemu ? Finansową, żeby z budżetu domowego jeszcze zdradzony musiał również stracić ? Ukamienowanie, żeby zdradzony przeżył dodatkowe piekło patrząc jak jego ukochana/ukochany dostaje kamieniami ? Dobrze, że w naszej kulturze tego nie ma. Całe szczęście, że jest za to rozwód z orzeczeniem o winie skutkujący podziałem majątku na niekorzyść winowajcy. To przynajmniej jest fair.

Magdalena. Masz rację, że nie należy podawania przyczyny zdrady jako "zaniedbywania przez partnerów" bagatelizować skoro tak dużo kobiet go podaje, to coś musi być na rzeczy. Ale nie należy też bagatelizować tego, że większość mężczyzn nie zgadza się z tym argumentem. Moim zdaniem wy czujecie, że mężczyzna kiedyś swoim zachowaniem sprawiał, że czułyście pożądanie. Potem już nie sprawia, że je czujecie. Czyli mężczyzna się nie stara albo robi to źle. Jest to całkiem logiczne. wink Tylko, że zupełnie nie o to chodzi. Na początku związku, o ile jest atrakcyjność, bo o nią tutaj chodzi, każde drobne nawet gesty wzbudzają pożądanie. Nie trzeba żadnych wielkich bukietów kwiatów ani kolacji w wykwintnej restauracji. Jak się kobiecie podobałem i czuła "to coś" to głupia impreza czy spacer kończyły się w łóżku. Oczywiście kina, teatry, restauracje, prezenty są fajnym tłem wydarzeń, ale nie o tego typu "starania" chodzi. Ja to ciągle robiłem nawet po latach. Tylko to przestało działać. Różnica to jest nowość, zdobywanie, atrakcyjność, tajemniczość, ekscytacja, niepewność związana z początkiem relacji vs znany wzdłuż i wszerz człowiek, z którym się jest od lat i wszystko się widziało i wszystko się o nim wie. Dlatego mnie nie przekonuje argument "bo partner się nie stara". Do tego na początku się człowieka idealizuje i rozkręca fantazje na jego temat. To nie druga osoba sprawia, że czujemy pożądanie i zakochanie. Robią to prawa natury i dzieje się to samo w naszych głowach. Weź chociaż przykład Dori smile Jak ten gość ze sklepu się stara ? Nic nie robi. Po prostu się popatrzył parę razy i dziewczynę ścięło z nóg. Wszystko dzieje się w jej głowie, a gość wystarczy, że okaże minimum zainteresowania i będzie najpewniej seks.

144 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-11-08 09:52:59)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Sprawa prosta, jak drut: Autorka zadurzyla sie, BO DO TEGO DOPUSCILA.
Gdyby kolega-obiekt westchnien i goracych spojrzen- posunal sie do przodu i z jego inicjatywy  nastapilaby wymiana telefonow, doszloby do zdrady, jestem tego w 100% pewna.

I wtedy ci, ktorzy tu debatuja tak rzesko i rozlegle  na temat zdrady,  mieli by jeszcze wieksze pole do popisu, bo na razie dyskusja jest  empiryczna i na sucho.

Do kazdego gowna mozna dopisac gornolotna filozofie. Mozna uzywac metafor i porownan.
Dzis porownujecie zdrade do oblania woda, jutro porownacie do pierdnecia po grochowce.

A tu sytuacja jest jasna, bezfilozoficzna  i klarowna: Autorce maz sie troche sprzykrzyl, ciezko przychodzi jej mysl o monogamii seksualnej, jest podatna na zewnetrzne bodzce seksualno- hormonalne. Prostymi slowy- nalezy ona do ludzi sklonnych do zdrady. Do kobiet, ktorym z lekkoscia piorka majty opadaja na widok przystojnego faceta, ktory wykaze MINIMUM zainteresowania.

I na nic zdadza sie tu wasze wywody, gornolotne porownania, dlugasne zdania na temat istoty zdrady malzenskiej.
Zdrada to oszustwo.
Tyle na temet.

145

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
karn napisał/a:

Magdalena. Masz rację, że nie należy podawania przyczyny zdrady jako "zaniedbywania przez partnerów" bagatelizować skoro tak dużo kobiet go podaje, to coś musi być na rzeczy. Ale nie należy też bagatelizować tego, że większość mężczyzn nie zgadza się z tym argumentem. Moim zdaniem wy czujecie, że mężczyzna kiedyś swoim zachowaniem sprawiał, że czułyście pożądanie. Potem już nie sprawia, że je czujecie. Czyli mężczyzna się nie stara albo robi to źle. Jest to całkiem logiczne. wink Tylko, że zupełnie nie o to chodzi. Na początku związku, o ile jest atrakcyjność, bo o nią tutaj chodzi, każde drobne nawet gesty wzbudzają pożądanie. Nie trzeba żadnych wielkich bukietów kwiatów ani kolacji w wykwintnej restauracji. Jak się kobiecie podobałem i czuła "to coś" to głupia impreza czy spacer kończyły się w łóżku. Oczywiście kina, teatry, restauracje, prezenty są fajnym tłem wydarzeń, ale nie o tego typu "starania" chodzi. Ja to ciągle robiłem nawet po latach. Tylko to przestało działać. Różnica to jest nowość, zdobywanie, atrakcyjność, tajemniczość, ekscytacja, niepewność związana z początkiem relacji vs znany wzdłuż i wszerz człowiek, z którym się jest od lat i wszystko się widziało i wszystko się o nim wie. Dlatego mnie nie przekonuje argument "bo partner się nie stara". Do tego na początku się człowieka idealizuje i rozkręca fantazje na jego temat. To nie druga osoba sprawia, że czujemy pożądanie i zakochanie. Robią to prawa natury i dzieje się to samo w naszych głowach. Weź chociaż przykład Dori smile Jak ten gość ze sklepu się stara ? Nic nie robi. Po prostu się popatrzył parę razy i dziewczynę ścięło z nóg. Wszystko dzieje się w jej głowie, a gość wystarczy, że okaże minimum zainteresowania i będzie najpewniej seks.

To, że wszystko jest w głowie, to niemal moje życiowe motto, więc całkowicie się z Tobą zgadzam.
Przypadek autorki tego wątku zostawiam zupełnie na boku, bo jak dla mnie ona zachowuje się jak egzaltowana nastolatka.

Zdaję sobie sprawę z tego, że przyczyn zdrady jest nieskończenie wiele i raczej to, co podsuwają zdradzacza swoim partnerom jako powód jest często zwykłą próbą „podzielenia się winą”. A to nie w tym rzecz, żeby przerzucać się winą, bo jak dla mnie zdrada jest przede wszystkim zbrodnią na związku, a nie drugiej osobie. Chociaż wielu zdradzonych uwielbia się taplać w poczuciu bycia ofiarą, bo takie wygodne.
Niemniej zdrada często odbywa się etapami (nawet w przypadku tego wątku tak jest), bo zdradzający buduje sobie w głowie coraz bardziej karkołomne i zadziwiające uzasadnienia i usprawiedliwienia dla swojej zdrady. Rzadko kiedy jest to chwila i jedno spotkanie. W tym czasie nie dzieje się to, co się Tobie wydaje, czyli że zdradzający ogarnia się i myśli o zdradzie w kategorii ciosu wymierzonego w stałego partnera, ale wręcz przeciwnie tworzy w swojej głowie kolejne wyjaśnienia, począwszy od tego, że to nic złego, że wymieniamy zalotne spojrzenie, to przecież nic złego, że mi się podoba, to nic złego, że z sobą rozmawiamy, że opowiadamy sobie o niespełnieniu w dotychczasowym związku. Potem, że to nic złego, że pocałowała, on pewnie też tak robi w swojej pracy, na swoich wyjazdach, itd. Jakbyś na chwilę oderwał się od swojego poczucia krzywdy i spróbował wejść w umysłowy świat zdradzacza, to mógłbyś dostrzec całkiem nową perspektywę, ale ok, rozumiem, że to może być nie do zniesienia.

Inna sprawa, to jest kwestia tego, że ja nie rozumiem do końca, jak można być z kimś naprawdę blisko i nie widzieć, że ta osoba oddaliła się na tyle, że idzie w zdradę i romans. W mojej definicji związku nie mieści się taka sytuacja, że nie dostrzegam tego, że partner buja w obłokach i jest nieobecny, wyłapałabym pierwsze sygnały, chyba, że nie byłoby między nami wcale prawdziwej bliskości, a partner byłby trochę jak stary mebel. To nie zarzut, to spostrzeżenie.
Pewnie za chwilę pojawi się coś o tym, że nie da się stałe zapewnić w związku ciągłych fajerwerków. Oczywiście, że nie. Ja nie o tym. Mnie chodzi o prawdziwą bliskość, gdzie ludzie są sobą autentycznie zainteresowani, bo nie ulega dla mnie wątpliwości, że w każdy związek ma swoją inercję i nie rozpada się przy pierwszym problemie, bo ludzie zawsze poświęcają coś dla związku. Także kryzys jest wpisany w dynamikę związku, ale jeśli dwoje ludzi jest ze sobą naprawdę blisko, to takie rzeczy wyłapują w mig i rozmawiają o tym, szukają wspólnie rozwiązania. Stąd też moje pojawiające się nieco wyżej stwierdzenie, że zdrada jest przede wszystkim zbrodnią na związku. A ja naprawdę nie wierzę, że w związku, w którym pojawiła się zdrada, ludzie byli z sobą rzeczywiście blisko, raczej dzielili wspólną przestrzeń.

146

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Gosia Kolejny celny post! smile

karn Żartowałem oczywiście z tą karą smile To byłoby zbyt skomplikowane do ogarnięcia.
Przyczyna dla których do zdrady doszło, poza próbą usprawiedliwienia zdradzającego mogą jedynie sprawić, że zaczniemy inaczej patrzeć i podchodzić do naszych relacji. Staramy sie coś naprawić, odbudować poskłądać na nowo. Tylko, mimo wszystko, cały czas gdzieś tam z tyłu głowy, będzie widniało u zdradzonego to przykre wspomnienie i ciężko go będzie tak całkowicie wyeliminować. Tam gdzie okażę się to możliwe i wszytko na nowo ożyje, świadczy to tylko o tym jak mocno ludzie są ze sobą związani i potrafią wspólnie pokonywać przeszkody, piętrzące się  na ich drodze. Sztuką jest przeprowadzić tą naprawę i odbudowę, ZANIM do zdrady dojdzie, nie zasłaniając się enigmatycznymi i pustymi sloganami typu: "nie starał się" czy "nie dba o mnie", bo tutaj się kryje cała gama przeróżnych działań, jakie możemy podejmować, choć nigdy nie mamy gwarancji, że to poprawi sytuację.Musimy w pierwszej kolejności panować nad tymi ciągłymi potrzebami zażywania tych nowości, przestać tak bardzo idealizować to co obce i nieosiągalne. Przykład Autorki i nawet Twój karn o tej dziewczynie z klubu pokazuje to idealnie. W tym drugim przypadku, patrząc na to z boku, wydaje się to czystym absurdem, jeśli ktoś widzi mnie pierwszy raz w życiu i jest w statnie mnie ocenić i porównywać do swojego partnera, przypisując mi niestworzone cechy. Niestety absurdalność takiej sytuacji znika po dośc krótkiej chwili, kiedy sobie uświadomimy jak bardzo odaje to istotę relacji międzyludzkich, szczególnie w dzisiejszych czasach. Niepewność, adrenalina, wrażenia i emocje non stop, 24 h/dobę - inaczej życie staje się nudne...

147

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

A ja naprawdę nie wierzę, że w związku, w którym pojawiła się zdrada, ludzie byli z sobą rzeczywiście blisko, raczej dzielili wspólną przestrzeń.

Zgadzam się z Tobą, brak bliskości zabija związek.

148 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-08 12:03:33)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Tylko znowu, czytając tutaj wiele wątków, mam wrażęnie, że poczucie bliskości też bywa względne. Każdy z partnerów może to widzieć ianczej, choćby z uwagi na nieco rozbieżną skalę oczekiwań co do owej bliskości czy tez "starania się".Zbyt często strona oszukiwana dowiaduje się o całej sprawie nadspodziewanie późno, niekoniecznie już po zdradzie, ale powiedzmy, że tuż przed. Bywa tak, że wtedy zdradzany dopiero sobie uświadamia, że coś jest nie tak a zdradzający juz od dawna coś planował lub przynajmniej nie był zadowolony z panującego stanu rzeczy.
Zdrada wymierzona w związek a nie w osobę? A czym jest związek, jak nie połączeniem relacji i życia dwojga ludzi..To nie żaden spirytualny byt, tylko właśnie wspólnota ludzi, istot żyjących i czujących, którzy zdecydowali się wspólnie iść przez życie. Zatem jeśli uznamy że związek budują OBIE osoby a zdrada ten związek i relacje między ludźmi niszczy, to pasuje to chyba tylko do późniejszego etapu i konsekwencji zdrady dla obojga, nie zaś do etapu poczatkowego, kiedy jedna strona zaczyna oszukiwać drugą, znajdujac w sobie owe usprawiedliwienia dla dokonywanych przez siebie czynów. Wtedy z pewnością osoba zdradzająca jest raczej zadowolona ze swoich działań, ona wręcz upaja się tym, niezależnie od faktycznego powodu zdrady. Jest szczęśliwa, po prostu. Zatem, zdrada W TYM MOMENCIE będzie wymierzona głównie w partnera, który odczuje zrozumiałą w takiej sytuacji gorycz porażki.
Jeśli winowajca nie jest świadomy krzywdy wyrządzanej drugiej stronie( a tak przecież jest) a powinien, to automatycznie czyni go to oszustem, tak jak wspomniała Gosia. Oczywistym jest, że ludzie bedąc ze sobą blisko, powinni rozmawiać i doszukiwać się problemów, następnie je rozwiązując. Ale czy tak rzeczywiście jest w przypadku zdrad? Ano nie , bo znacznie ŁATWIEJ jest przecież przejść obokjętnie i udawać że nie ma problemu, tylko skorzystać z łatwiejszego sposobu, jakim jest skok w bok. Chęć spróbowania nowości i przeżycia przygody wydaje się atrakcyjniejsza niż naprawa istniejacego problemu, o czym wspomniał karn O tym, że jest to trudne widać choćby po historiach na forum, gdzie można sobie porównać liczbę związków, które się rozpadły po zdradzie a tych, które się udąło uratować przed zdradą - tutaj ponowny ukłon w stronę Beyondblackie smile

149

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Widzę, że co niektóre panie za dużo się naczytały Stiega Larssona
To, że zostałem skrzywdzony w swoim życiu przez dwie kobiety, wcale nie oznacza że nienawidzę kobiet.
Az muszę się zapytać swojej ukochanej, czy czasem nie dostrzega w moich oczach wobec niej jakichś krwiożerczych instynkt ów, big_smile
Ja piszę tylko o tym, o czym mężczyźni zapomnieli, karmieni od setek lat romantycznym, a do tego fałszywym obrazem kobiet jako biednych, niewinnych i zagubionych istotek , miłości i relacji międzyludzkich.
Już dawno przestałem się oszukiwać, widząc świat oraz ludzi takimi jakimi są naprawdę, już bez tych różowych okularów, stąpając twardo po ziemi, pozbylem się tych romantycznych złudzeń.
Powtórzę
Kobiety to takie same ***** jak faceci, tak samo wyrachowane a przy tym dużo sprytniejsze.
Do tego mające wsparcie stereotypów i naleciałości społecznych.
Na faceta wystarczy rzucić fałszywy cień podejrzenia, czyli oszczerstwo i już musi udowadniać, że nie jest wielbłądem.
A kobieta?
Każdy kit wciśnie wszystkim dookoła i przekonując siebie i wszystkich, że to ona jest ofiarą. I zaraz znajdzie się cała masa rycerzy broniących jej czci i honoru Choć jak widac po kilku postach, nie zawsze to się udaje i jest zdziwko, wielkie nieszczęście i pretensje do złego losu.
Ja nie mówię czy to dobrze czy źle,
Tak po prostu jest i im szybciej facet podejdzie tak do sprawy tym mniej nieprzyjemności w życiu go czeka.
Co wcale nie oznacza to, że nie może cieszyć się życiem, szczęściem, partnerstwem i miłością.
Zasmucę Was drogie Panie, ale życie jeszcze nie raz wam pokaże, że rzadko która z was przed 50-tką nie ma nic wspólnego z młodą siksą.
To nie są żadne stereotypy czy też męski szowinizm czy też nienawiść do kobiet, co dwie z nich usiłują mi wmówić
Sam kiedyś byłem młodym gnojem. I z takimi też miałem do czynienia.
Skończmy z tym psychologicznym bełkotem.
Nie rozbierajmy zdrady na czynniki pierwsze.
Ludzie zdradzają i będą zdradzać, ponieważ większość to banda złych, znudzonych, sk****nów (niezależnie od płci oczywiście)- Bo to wyłącznie nam ma być dobrze .
Nie myśli się o tych których krzywdzimy, nie myśli się o rodzinie, dzieciach, o tym co się może z nimi stać, gdy qrestwo ujrzy światło dzienne
Liczy się tu i teraz!
Cała reszta może iść w p***u Według mnie to są prawdziwe powody zdrady.
Wszystko inne jest tylko próbą jej racjonalizacji i usprawiedliwienia.
Dając szansę, rzadko kto ma świadomość, że walczy o kogoś, kogo nikt już nie chce.
Gachowi zabawka się znudziła a ma własną żonę na karku, albo upatrzony nowy model i najchętniej pozbyłby się przechodzonego i przeterminowanego towaru.
I w tym momencie na scenę wkracza zdradzony partner.
Skruszona -a dokładnie kopnięta w cztery litery przez kochanka -cudzołożnica wraca "ciałem" na pole prawowitego właściciela .
I wszyscy żyją długo i szczęśliwie.Kurtyna.
Kolejny raz "miłość" wygrała ze złem i występkiem big_smile
Jako ludzie mamy tendecję do wypierania z pamięci traumatycznych wydarzeń.
Jednak w zdecydowanej większości przypadków się to nie udaje,
Jakby było inaczej, to psychiatrzy i psychologowie nie mieliby co robić.

karn
Decydowanie, czy chce się być z niewierną, to jednak nie to samo, co zdecydowanie np. o kolorze ścian w salonie,prawda?
Kiedy byłem młody i głupi, zaopatrzony w tą moją jedyną, dla której szybciej bym się zabił niż pozwoliłbym sobie na to, aby ją skrzywdzić, dostałem od niej cios, którego bym się w życiu nie spodziewał.
No i kuźwa, ponieważ kochałem ją tą durna, mlodzieńczą miłością, nabrałem się na ten cały kobiecy spektakl, smutek, płacze, sarenkowe  oczka.
Gdy padł drugi cios z jej strony, było naprawdę że mną źle
Tego co przechodziłem, nie muszę Ci mówić
Tylko dzięki potężnej pracy wykonanej nad sobą, wyszedłem z tego cało. Nabrałem pewności siebie i już wiedziałem.
Jeśli będę kogoś kochać, to mądrze. Tzn tak, by nigdy nie pozwolić na wszystko tej, którą obdarze uczuciem
Nie, nie zamknąłem się w pancerzu, cieszylem się korzystałem w pełni z życia
Poznałem była już żonę, na świat przyszła córka,,
Kilkanaście lat naprawdę fajnego małżeństwa, bo w tym czasie jakoś skarg z drugiej strony nie słyszałem i jebud
Mojej eks żonie najwyraźniej się nudziło i postanowiła sobie trochę to swoje ustabilizowane życie urozmaicić,
Niestety dla niej, nie rzucam słów na wiatr, trzymam się zasad i jestem konsekwentny
Nikomu nie pozwolę robić sobie jaj z mojej miłości.
Na brak szacunku tym bardziej
Coś nie pasowało - powiedz.
Wiesz jak to jest gdy słowa ukochanej kobiety stoją w kompletnej sprzeczności z tym co miałem w materiale dowodowym, z tym co w momencie pełnego rozkwitu romansu słyszałem z jej ust, a były kierowane pod moim adresem.
Nie dałem się tym razem nabrać
Po prostu zakończyłem to co ona zaczęła.
Wiesz, gdy już było po wszystkim, podeszła do mnie i zapytała mnie, czemu o nią nie walczyłem
Powiedziałem jej :tej którą kochałem, już nie ma
A tą która zdradziła, nie było warto
Zacytuję na koniec Tobie to, co napisałem zioomowi
*Pozbądź się poczucia winy, syndromu sztokholmskiego, poczucia bycia bezradną ofiarą.
Przeczołgaj tą kobietę i spuść na wartki strumień obojętności. Nie ma kocham, nie ma spróbujmy jeszcze raz!
W miłości nie ma miejsca na takie cierpienie, jakie Ci zafundowała! Zastanów się dobrze :wart jest ktoś taki Twojego uczucia? *
Ja bym się będąc Na twoim miejscu, tak bardzo bym się nie śpieszył z dalszym planowaniem z nią życia.
Bo za drugim razem, czego Ci oczywiście nie życzę, może być jeszcze gorzej niż to co przeszedłeś.

LIBRA38

.. To dlaczego ja mam niby ją rozbijać?

Ależ Ty już to zrobiłaś. Myślisz, że jak sama siebie nadal będziesz oszukiwać, to będzie tak jak dawniej? Że kochając się z mężem pozbędziesz się tego wstrętu i odrazy
Że zapomnisz o tych upojnych chwilach spędzonych w ramionach kochanka?
Tak jak napisałem teraz Twoje małżeństwo to już układ, fikcja
Najwyraźniej chcesz wrócić wbrew sobie i przeciwko sobie.
Bo po prostu, kopnięta przez kochanka w tyłek, nie masz do kogo wrócić
Gdyby tylko kochanek się wyraźnie określił, twój mąż, dotychczasowa rodzina zostałyby tylko wspomnieniem
A gdyby małżonkowi przyszło do głowy stanąć na Twojej drodze do szczęścia i stawiałby opór, to wszelkimi sposobami bezlitośnie byś go z tej drogi usunęła
Oszukuj siebie dalej.. Bo mnie nie oszukasz

Życzę wszystkim udanego długiego weekendu

150

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
Losu napisał/a:
karn napisał/a:

Libra. "Romans nie dzieje się bez przyczyny". Nie. Nie zgadzam się z Tobą. Miałaś prawie 20 lat pełnego i super związku z namiętnością. Oczekiwanie, że tak ma być lat 50 do śmierci przez cały czas jest wybacz, ale odrealnione. Jeśli obecny stan Twojego związku uważasz za potencjalną przyczynę romansu to ja już nie wiem jak wierzyć w wierność kobiet. W sytuacji, w której się znajdujesz, pomyśl i rozmawiaj jak coś zmienić. Może za parę miesięcy czy rok wszystko wróci do stanu poprzedniego. A jak się nie uda to zostaw męża i wtedy zacznij szukać szczęścia w innym miejscu. Jak po 20 latach związku go zdradzisz to zniszczysz człowieka. "Romans nie dzieje się bez przyczyny". Podłe stwierdzenie. Jak jest przyczyna nie do przejścia to powinno być rozstanie, nie romans. Romans bierze się tylko z jednej przyczyny: niedojrzałości i słabości osoby, która zdradza.

Dori. I co z Twoją koleżanką ? Super, że jej się "udało". A co z jej poprzednim partnerem ? Jak przeżył zdradę ? Oczywiście, kogo to obchodzi smile I tak, drobny szczegół, obecny partner Twojej koleżanki nie miał żony i był chętny na związek. Super. A co gdyby nie był lub miał żonę i nie chciał jej zostawić ? Koleżanka byłaby w słabym związku po zdradzie partnera zakochana w kochanku, który by jej nie chciał. Bardzo fajne życie.

Jak czytam logikę kobiet na temat zdrady, to naprawdę mi się odechciewa małżeństwa, a w szczególności wspólnoty majątkowej. Przysięga wierności to archaizm. Na dzisiejsze czasy powinna brzmieć "Będę Ci wierna, dopóki będziesz mnie kręcił i będzie między nami chemia, a jak nie to będę Cię zdradzać. Chyba, że kochanek będzie mnie chciał to wtedy Cię zostawię."
Kumpel, "pies na baby" z natury, który się zawsze naturalnie podobał kobietom, powiedział mi jakiś czas temu, że każdą zajętą kobietę z pewnym momencie jej związku można zaciągnąć do łóżka jak się odpowiednio jej w głowie zawróci. Bo nie ma opcji, żeby przez lata bycia razem zawsze w związku było dobrze. Tylko trzeba dobrze patrzeć i widzieć, której kobiecie brakuje teraz namiętności w związku. Powiedziałem mu, że chyba go powaliło i nie każda taka jest i większość kobiet najpierw się rozstanie jeśli im źle a później będzie szukać przygód. Ale co raz bardziej skłaniam się do zmiany poglądów. W sumie to z czasów singielskich samemu częściej poznawałem kobiety zajęte niż wolne jakby się nad tym zastanowić.

Masz śmiecia nie kumpla z takimi ludźmi sam bym się nie zadawał. jeśli się z nim zadajesz jesteś taki sam. Mój św pamięci kuzyn skoczył z 4 piętra przez takiego gnoja. Na imprezie upoił ją a ona po alkoholu szalała chciała tylko drinka z piwem aa on zrobił diabła z duża ilością likru przez co nie czuć było procentów i środka pobudzającego libido. Gdy była upojona po kłótni którą wcześniej słyszał nagadał jej bzdur o nim by wpierw ją odsunąć od niego a później zaczął dawać jej komplementy gierki bzdety nie znam się na tym. Skończyło się seksem. Mąż był bardzo wrażliwy gdy doszło to od kogoś z zewnątrz pomimo jednorazowego seksu rzucił się z okna.

To zabrzmi może brutalnie ale każdy jest odpowiedzialny za swój los!
Składanie odpowiedzialności (dosłownie) za swoje życie w ręce drugiego człowieka to podłość. Bardzo nie podobają mi się zagrywki typu: zabił się bo kochanek.

151 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-08 13:36:04)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

After Może ująłeś to zbyt dosadnie i mało dyplomatycznie, ale w dużej mierze masz rację. Pewne kwestie są na tyle oczywiste i jednoznaczne, iż ciężko z nimi dyskutować. Nie ma sensu się zatem powtarzać.

Zwróciłem tylko uwagę na jedną rzecz, opartą o Twój przykład. Jeśli żyjesz z kimś w związku, wydaje Ci się, że wszystko jest OK, po czym nagle spada na Ciebie taka bomba, jak zdrada. Decydujesz się odejść, po czym słyszysz tekst od ZRADZAJĄCEJ = WINNEJ osoby: dlaczego o nią nie walczyłeś? Tego typu wypowiedzi zahaczają już o bezczelność i perfidię. Bo kto ma walczyć przede wszystkim o związek do ciasnej anielki w takiej sytuacji? Osoba zdradzona czy zdradzająca? To jest chyba najgorsze upodlenie, jak osoba skrzywdzona wpędza się w poczucie winy, będąc przekonaną, że to ona zrobiła coś niewłaściwego.

152

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Chyba jednak w tym szczęśliwym małżeństwie czegoś Ci brakuje, skoro oglądasz się za innymi facetami.

153

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Magdalena, Ad "Inna sprawa, to jest kwestia tego, że ja nie rozumiem do końca, jak można być z kimś naprawdę blisko i nie widzieć, że ta osoba oddaliła się na tyle, że idzie w zdradę i romans", spójrz co napisał After:

"Wiesz jak to jest gdy słowa ukochanej kobiety stoją w kompletnej sprzeczności z tym co miałem w materiale dowodowym, z tym co w momencie pełnego rozkwitu romansu słyszałem z jej ust, a były kierowane pod moim adresem."

Dokładnie! Ja oczywiście, że widziałem, że dziewczyna się oddala emocjonalnie. Intuicja i niespójność w jej zachowaniach mówiły mi wiele. Ale rozmawiałem z nią i pięknie trzepocząc rzęsami mówiła mi prosto w twarz: "Ależ ja Cię kocham, chcę mieć z Tobą dzieci i wziąć ślub. No przecież nigdy bym Cie nie zdradziła." Buzi buzi buzi. Mój kochany, cudowny, wspaniały. A jak drążyłem temat, co do jej zmian zachowania i oddalenia się ode mnie, częstego wychodzenia z nowymi znajomymi itp. to usłyszałem klasyczne: "Nie będziesz mnie ograniczał.", "Nie będziesz mnie zamykał w złotej klatce.", "Potrzebuję przestrzeni" big_smile Przy czym ja nigdy nie ograniczałem odkąd byliśmy razem i nagle zaczęła takie rzeczy mówić. Dla mnie czas zanim się dowiedziałem był jednym z najtrudniejszych w życiu. Słyszałem od ukochanej słowa, a intuicja mi mówiła coś innego. Ten wewnętrzny konflikt przeżywany tygodniami to jest coś potwornego.

Partner podejrzewa zdradzającego o romans. Tylko zagłusza podejrzenia zaufaniem.

Emocjonalne oddalanie się nie jest przyczyną zdrady. Jest jej objawem i narzędziem, które stosuje zdradzający, żeby do zdrady się przygotować. Przecież trzeba by być totalnym psychopatą, żeby zdradzać osobę, z którą ma się bliską emocjonalną więź. Zdradzający nie dość, że najpierw się oddala, "potrzebuje przestrzeni" to jeszcze oczernia w swoich oczach partnera. Na miesiące przed zdradą już dziewczynie zaczęło nagle wszystko we mnie przeszkadzać. Przypisywała mi bardzo dużo negatywnych cech.

"jak dla mnie zdrada jest przede wszystkim zbrodnią na związku, a nie drugiej osobie"

Nie zgadzam się. Związek nie ma emocji, związek nie cierpi, nie ma osobowości. Rozumiem, że zdradzający nie zdradza po to, aby krzywdzić. Krzywdzenie jest efektem ubocznym. Ale rani drugą osobę. Nie wierzę w to, że nie zdaje sobie z tego sprawy. To nie jest tak, że zdradzający idzie idzie i nagle się potyka i wpada na sterczącego penisa czy tam sterczącym penisem wpada akurat w jakąś kobietę i nie zdąży pomyśleć o ukochanym smile Zdradzający ma dziesiątki godzin, dni lub tygodni na przemyślenie wszystkiego w zależności od sytuacji i na 100% nie raz myślał o tym, że zrani. Tylko, że zdradzający zakłada, że zdrada nie wyjdzie na jaw. To jest główny jego sposób na nie ranienie.

"Chociaż wielu zdradzonych uwielbia się taplać w poczuciu bycia ofiarą"

Absolutnie nie. Ja wiem, że są osoby, które lubią się nad sobą użalać. Ale jest to drobny % społeczeństwa. Natomiast zdradę bardzo przeżywa każdy. Znam ludzi zdradzonych, widać tutaj na form też jak to przeżywają. Zdrada jest doświadczeniem traumatycznym. Jeśli tylko część ludzi ma osobowość użalającą się nad sobą, a cierpi każdy to Twoje stwierdzenie jest dla mnie nielogiczne. Jeśli o mnie chodzi to dla mnie rozpaczanie i cierpienie jest stratą czasu. Mam ciekawe życie i dużo rzeczy do roboty bardziej interesujących niż taplanie się w poczuciu bycia ofiarą.

"Jakbyś na chwilę oderwał się od swojego poczucia krzywdy i spróbował wejść w umysłowy świat zdradzacza"

Uwierz, że zrozumienie umysłu zdradzacza to jest dla mnie priorytet od samego początku. Ja akurat swoje w życiu przeżyłem i mam dużo doświadczeń z zajętymi kobietami z przeszłości. Nie żebym to planował, ale pomiędzy dwoma moimi długimi związkami parę dobrych lat dużo imprezowałem i randkowałem. Smutne, ale jeśli "szło" za łatwo i ktoś był mną bardzo szybko zainteresowany to później się okazywało, że jest chłopak czy narzeczony. Wynudzona związkiem kobieta bez mocnego kręgosłupa moralnego i własnych zasad jak poczuje pożądanie do kogoś jest bardzo łatwym celem dla doświadczonych w relacjach z kobietami mężczyzn. Dlatego znam dobrze świat zdradzacza, chociaż samemu nigdy nie zdradziłem. Jest to nic więcej jak egoizm, brak dojrzałości, nierealne oczekiwania wobec własnego związku i brak zrozumienia czym jest monogamia. To ostatnie jest kluczowe. Ludzie sądzą, że jak przestaje kręcić partner, a zaczynają inni to znaczy, że "to nie ta połówka jabłka". Mało kto rozumie, że instynkty są normalne i monogamia jest wbrew biologii i trzeba sporo wysiłku włożyć w wierność.

Można dużo filizofować, racjonalizować i zastanawiać się nad stanem związku, bogactwem relacji, "przyczynami zdrady" itd. Ale ostatecznie to jest zdjęcie majtek i dupczenie za przeproszeniem. Seks jest świetny. Seks z nową osobą, do której się poczuło tzw. chemię i spełnia się pragnienie, które w głowie się budowało przez jakiś czas, jest wspaniałym przeżyciem. Ogromne emocje, podniecenie, doświadczenia. Ego uwielbia takie nowe zdobycze. Proste, pierwotne, przyjemne. I zdradzający dlatego zdradza. A to, że "partner zaniedbywał" czy "w związku brakowało więzi emocjonalnej" albo "bo partner za mało w domu sprząta wink" - bo i takie wytłumaczenia ludzie podają, itp. to jest bezsensowne racjonalizowanie, zmniejszanie własnego poczucia winy i przenoszenie odpowiedzialności za swoje czyny na partnera, który w tym czasie z pełnym zaufaniem nie był niczego świadomy. Winny jest tylko jeden - zdradzający.

kejt38
"każdy jest odpowiedzialny za swój los!"
Upraszające życie i nieprawdziwe stwierdzenie. Rozumiem, że więźniowie w obozach też byli odpowiedzialni za swój los ? Jesteśmy wszyscy połączeni i zależni od siebie. Częściowo odpowiadamy za swój los, ale częściowo jesteśmy w rękach innych. Oczywiście ten człowiek, który się zabił mógł zareagować inaczej. Jego osobowość i doświadczenia miały znaczenie. Zarówno on jak i jego żona byli odpowiedzialni za to i żona powinna część winy wziąć na siebie.

After, im bardziej czytam co piszesz, tym bardziej się z Tobą zgadzam. Ale trochę złości na kobiety masz jednak smile

154

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
karn napisał/a:

Magdalena, Ad "Inna sprawa, to jest kwestia tego, że ja nie rozumiem do końca, jak można być z kimś naprawdę blisko i nie widzieć, że ta osoba oddaliła się na tyle, że idzie w zdradę i romans", spójrz co napisał After:

"Wiesz jak to jest gdy słowa ukochanej kobiety stoją w kompletnej sprzeczności z tym co miałem w materiale dowodowym, z tym co w momencie pełnego rozkwitu romansu słyszałem z jej ust, a były kierowane pod moim adresem."

Dokładnie! Ja oczywiście, że widziałem, że dziewczyna się oddala emocjonalnie. Intuicja i niespójność w jej zachowaniach mówiły mi wiele. Ale rozmawiałem z nią i pięknie trzepocząc rzęsami mówiła mi prosto w twarz: "Ależ ja Cię kocham, chcę mieć z Tobą dzieci i wziąć ślub. No przecież nigdy bym Cie nie zdradziła." Buzi buzi buzi. Mój kochany, cudowny, wspaniały. A jak drążyłem temat, co do jej zmian zachowania i oddalenia się ode mnie, częstego wychodzenia z nowymi znajomymi itp. to usłyszałem klasyczne: "Nie będziesz mnie ograniczał.", "Nie będziesz mnie zamykał w złotej klatce.", "Potrzebuję przestrzeni" big_smile Przy czym ja nigdy nie ograniczałem odkąd byliśmy razem i nagle zaczęła takie rzeczy mówić. Dla mnie czas zanim się dowiedziałem był jednym z najtrudniejszych w życiu. Słyszałem od ukochanej słowa, a intuicja mi mówiła coś innego. Ten wewnętrzny konflikt przeżywany tygodniami to jest coś potwornego.

Partner podejrzewa zdradzającego o romans. Tylko zagłusza podejrzenia zaufaniem.

Emocjonalne oddalanie się nie jest przyczyną zdrady. Jest jej objawem i narzędziem, które stosuje zdradzający, żeby do zdrady się przygotować. Przecież trzeba by być totalnym psychopatą, żeby zdradzać osobę, z którą ma się bliską emocjonalną więź. Zdradzający nie dość, że najpierw się oddala, "potrzebuje przestrzeni" to jeszcze oczernia w swoich oczach partnera. Na miesiące przed zdradą już dziewczynie zaczęło nagle wszystko we mnie przeszkadzać. Przypisywała mi bardzo dużo negatywnych cech.

"jak dla mnie zdrada jest przede wszystkim zbrodnią na związku, a nie drugiej osobie"

Nie zgadzam się. Związek nie ma emocji, związek nie cierpi, nie ma osobowości. Rozumiem, że zdradzający nie zdradza po to, aby krzywdzić. Krzywdzenie jest efektem ubocznym. Ale rani drugą osobę. Nie wierzę w to, że nie zdaje sobie z tego sprawy. To nie jest tak, że zdradzający idzie idzie i nagle się potyka i wpada na sterczącego penisa czy tam sterczącym penisem wpada akurat w jakąś kobietę i nie zdąży pomyśleć o ukochanym smile Zdradzający ma dziesiątki godzin, dni lub tygodni na przemyślenie wszystkiego w zależności od sytuacji i na 100% nie raz myślał o tym, że zrani. Tylko, że zdradzający zakłada, że zdrada nie wyjdzie na jaw. To jest główny jego sposób na nie ranienie.

"Chociaż wielu zdradzonych uwielbia się taplać w poczuciu bycia ofiarą"

Absolutnie nie. Ja wiem, że są osoby, które lubią się nad sobą użalać. Ale jest to drobny % społeczeństwa. Natomiast zdradę bardzo przeżywa każdy. Znam ludzi zdradzonych, widać tutaj na form też jak to przeżywają. Zdrada jest doświadczeniem traumatycznym. Jeśli tylko część ludzi ma osobowość użalającą się nad sobą, a cierpi każdy to Twoje stwierdzenie jest dla mnie nielogiczne. Jeśli o mnie chodzi to dla mnie rozpaczanie i cierpienie jest stratą czasu. Mam ciekawe życie i dużo rzeczy do roboty bardziej interesujących niż taplanie się w poczuciu bycia ofiarą.

"Jakbyś na chwilę oderwał się od swojego poczucia krzywdy i spróbował wejść w umysłowy świat zdradzacza"

Uwierz, że zrozumienie umysłu zdradzacza to jest dla mnie priorytet od samego początku. Ja akurat swoje w życiu przeżyłem i mam dużo doświadczeń z zajętymi kobietami z przeszłości. Nie żebym to planował, ale pomiędzy dwoma moimi długimi związkami parę dobrych lat dużo imprezowałem i randkowałem. Smutne, ale jeśli "szło" za łatwo i ktoś był mną bardzo szybko zainteresowany to później się okazywało, że jest chłopak czy narzeczony. Wynudzona związkiem kobieta bez mocnego kręgosłupa moralnego i własnych zasad jak poczuje pożądanie do kogoś jest bardzo łatwym celem dla doświadczonych w relacjach z kobietami mężczyzn. Dlatego znam dobrze świat zdradzacza, chociaż samemu nigdy nie zdradziłem. Jest to nic więcej jak egoizm, brak dojrzałości, nierealne oczekiwania wobec własnego związku i brak zrozumienia czym jest monogamia. To ostatnie jest kluczowe. Ludzie sądzą, że jak przestaje kręcić partner, a zaczynają inni to znaczy, że "to nie ta połówka jabłka". Mało kto rozumie, że instynkty są normalne i monogamia jest wbrew biologii i trzeba sporo wysiłku włożyć w wierność.

Można dużo filizofować, racjonalizować i zastanawiać się nad stanem związku, bogactwem relacji, "przyczynami zdrady" itd. Ale ostatecznie to jest zdjęcie majtek i dupczenie za przeproszeniem. Seks jest świetny. Seks z nową osobą, do której się poczuło tzw. chemię i spełnia się pragnienie, które w głowie się budowało przez jakiś czas, jest wspaniałym przeżyciem. Ogromne emocje, podniecenie, doświadczenia. Ego uwielbia takie nowe zdobycze. Proste, pierwotne, przyjemne. I zdradzający dlatego zdradza. A to, że "partner zaniedbywał" czy "w związku brakowało więzi emocjonalnej" albo "bo partner za mało w domu sprząta wink" - bo i takie wytłumaczenia ludzie podają, itp. to jest bezsensowne racjonalizowanie, zmniejszanie własnego poczucia winy i przenoszenie odpowiedzialności za swoje czyny na partnera, który w tym czasie z pełnym zaufaniem nie był niczego świadomy. Winny jest tylko jeden - zdradzający.

kejt38
"każdy jest odpowiedzialny za swój los!"
Upraszające życie i nieprawdziwe stwierdzenie. Rozumiem, że więźniowie w obozach też byli odpowiedzialni za swój los ? Jesteśmy wszyscy połączeni i zależni od siebie. Częściowo odpowiadamy za swój los, ale częściowo jesteśmy w rękach innych. Oczywiście ten człowiek, który się zabił mógł zareagować inaczej. Jego osobowość i doświadczenia miały znaczenie. Zarówno on jak i jego żona byli odpowiedzialni za to i żona powinna część winy wziąć na siebie.

After, im bardziej czytam co piszesz, tym bardziej się z Tobą zgadzam. Ale trochę złości na kobiety masz jednak smile

Brawo! Cały Twój post to kwintesencja tego, co można o zdradzie powiedzieć. Jednak te dwa zaznaczone fragmenty, jak dla mnie najlepiej oddają istotę problemu z całym jego skopmpliowanym tłem. Nie ma sensu nieczego więcej dodawać. 1000 % poparcia smile

155

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

bagienni_k
Pewnie, że można napisać bardziej finezyjnie, bardziej delikatnie
Podążając śladem tego  przykładu gówna
Czy jak je zapakuję w eleganckie opakowanie, to nagle nim przestanie być i nie będzie tak samo śmierdzieć?
A wracając do tych słów
Dla mnie to pytanie mnie nie upokorzyło
Bo to była raczej z jej strony taka desperacka próba szukania  jakiegokolwiek cienia nadziei .
Znam ją doskonale i wiedziałem, o co jej kaman.

karn
Jeszcze coś. W świetle polskiego prawa, nie ma czegoś takiego jak podział majątku na niekorzyść strony zdradzającej
Z zasady dzieli się równo, po 50%. Są oczywiście wyjątki, np majątek wniesiony do małżeństwa, będący własnością przed ślubem, darowizny na rzecz małżonka i jeszcze parę rzeczy.
Także jeśli już oberwałeś, to na zimne dmuchaj i jeśli będziesz planował ślub, to spisz intercyzę i od razu zrób rozdzielczość majątkową
Ona jest w grupie wysokiego ryzyka
Po co Ci kłopoty?
Mając świadomość tego co zrobiła i jeśli Ciebie kocha, to dla niej nie powinno to być żadnym problemem
Jak będzie się buntowac, to tnij równo z trawą. Nawet się wtedy nie zastanawiaj

156 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-08 16:33:24)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Jasna sprawa, że g***o opakowane w papierek nadal jest odpadem. Czasami te próby opakowywania są nie tyle najgorsze, co najbardziej żenujące, próbą ratowania się zdradzającego z opresji. Nie jestem w stanie również uwierzyć w to, że takie zachowania są podejmowane na trzeźwo, racjonalnie. W przeciwnym razie, takiego człowieka należałoby skreślić bezpowrotnie, gdyż tego typu wyrachowanie jest nie do przyjecia. Tym bardziej, jak ofiara zdrady wybacza winowajcy a po jakimś czasie, sytuacja się powtarza.
Odniosę się jeszcze do tego fragmentu o pozornej sprzeczności między istniejącą bliskością a brakiem zdolności do wykrywania w związku zgrzytów. Przecież tak jest praktycznie zawsze, kiedy powodem kryzysu czy późniejszego rozstania nie jest jakiś konkretny czy jednocznaczny czynnik. Niezadowolony partner i potencjalny zdradzacz mówi zupełnie co innego a inaczej się zachowuje. Czytając historie na forum, jakże często widzi się sprzecznośći w zachowaniu osób zdradzających. Z jednej strony partner może nas karmić głodnymi kawałkami, zapewniając o miłości, uczuciu czy silnej więzi a z drugiej, w sytuacjach kryzysowych mówić i zachowywać się tak, jakby były odrębnymi osobami. Dochodzi do tego nagłe dostrzeganie w partnerze samych negatywnych cech. Jeśli partnerzy dojdą do porozumienia i potrafią sobie nawzajem przedstawić swoje problemy czy wątpliwości, problem znika. Jednak jak wiemy, do rozmów i porumienia dochodzi rzadko a potem do zdrady to już zostaje tylko jeden krok.

157

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
dori3483 napisał/a:

Cześć wszystkim

Pewnie po dodaniu tego posta zostanę zjedzona żywcem ale muszę się po prostu wygadać, bo nie mam komu.
Mam dobrego męża od 4 lat, córeczkę, dobrą pracę, budujemy się..generalnie wszystko się układa. Nie mogę na nic narzekać a jednak. Nie wiem co się stało, a właściwie co mi odbiło ale zauroczyłam się, bo chyba tak to można nazwać w żonatym facecie.
Nie znam go osobiście i nie wiem czy go poznam nawet. Widujemy się niemalże codziennie w drodze do pracy. Robimy zakupy w tym samym sklepie rano. Nigdy wcześniej nie zwracałam uwagę na niego . Normalny facet, który raz czy dwa popatrzył mi się prosto w oczy jak się mijaliśmy. Do czasu kiedy spotkałam go na mieście idąc z córką i po prostu przyciagnął mnie jego wzrok. Nie wiem jak to wytłumaczyć nawet . Po prostu stał po drugiej stronie ulicy i patrzył mi się prosto w oczy tak długo, że wyglądało to jakby się "zawiesił na kilka minut". Odwzajemniłam to spojrzenie. Nie powiem było mi miło. Od tamtej pory wszystko się nagle zmieniło. Zaczęłam zwracać na niego bardziej uwagę i zauważyłam,że ze wzajemnością. Oczywiście robię to ukradkiem ale no właśnie...czuję jakbym zdradzała męża. Powiem szczerze, że zauroczyłam się nim do tego stopnia, że nie miałabym nic przeciwko temu aby podszedł do mnie i porozmawiał, poprosił o numer. Nie wiem co się ze mną dzieje ale po prostu chyba zgłupiałam. Jest starszy od mojego męża o  co najmniej kilkanaście lat. Taka starsza kopia mojego męża.
Sprawa trochę wymknęła mi się spod kontroli ,bo codziennie czekam aż go zobaczę, a przynajmniej mam taką nadzieję, że rano się choĆ zobaczymy.
Zgłupiałam , bo 4 latach małżeństwa, szczęśliwego małżeństwa mam zwyczajną ochotę na romans. Ja wiem, że zmierza to wszystko do mojego nieuchronnego upadku. Sama nie raz ostrzegałam niejedną koleżankę przed takimi sytuacjami dopóki taka sytuacja nie spotkała mnie.


Dobrze chociaż,że zdajesz sobie sprawę z tego,że psujesz wszystko,lub dążysz do tego,aby wszystko zepsuć.Niby jesteś szczęśliwą mężatką z 4-letnim stażem,a chcesz popełnić wielkie głupstwo.Facet starszy od Twojego wspaniałego - Twoim zdaniem - męża,a myślisz o ewentualnym z nim romansie. Pomyśl ile stracisz jeśli wdasz się w ten "romans". Zastanów się dobrze,zanim popełnisz błąd swojego życia. Facet starszy - wiadomo - szuka przygód,pobawi się i zostawi Ciebie i nie tylko zapewne on,bo mąż też nie będzie chciał być rogaczem. A co zrobisz,to już Twoja i decyzja i sprawa,obyś tylko dobrze na tym wyszła.

158 Ostatnio edytowany przez After (2019-11-08 18:29:29)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

.. After, im bardziej czytam co piszesz, tym bardziej się z Tobą zgadzam. Ale trochę złości na kobiety masz jednak..

Nie mam żadnej złości, tylko wkurza mnie jak jakaś znudzona związkiem cichodajka zaczyna się użalać nad swoim losem, bo kochanek kopnął w tylek, zamiast się przyznać sama przed sobą :nudziłam się, więc dałam dupy
I konstruuje ten móz**ebny konstrukt myślowy, aby przekazać światu jak to jej źle w małżeństwie było i jaka ona teraz biedna i nieszczęśliwa. Zwala winę na wszystkich dookoła, ale broń Boże nie weźmie winy za  podkręślę to wyraźnie, SWÓJ WYBÓR
Tak jak pisałem, najpierw próba ratowania związku - Wspólna. Nie ma widoków na przyszłość - odchodzę
Jak słyszę słowa będę o nią walczył to dostaje drgawek.
Jedyną walką jaka może być w sytuacji zdrady to walka na sali sądowej o orzeczenie o winie
I położenie takiej osoby na półkę 'Pozamiatane"

Zrobiłeś błąd za który zaplaxiłeś straszną cenę
Nie chodzi mi o to, że pozwoliłeś jej wrócić
Bo zrobiłeś coś znacznie gorszego
Pozwoliłeś jej aby wbila Ciebie w poczucie winy ZA JEJ WYBÓR I JEJ DECYZJĘ.
Zwiazek to dwie osoby i to one równo odpowiadają za jego jakość
Gdzie była ona?
Masz chłopaku naprawdę wręcz komfortową sytuację.
Nie masz dzieci, póki co żadnych poważnych zobowiązań finansowychw dodatku, mimo młodego wieku, widzę że jesteś już ukształtowanym, młodym, fajnym chłopakiem z zasadami
I masz bardzo dużą przewagę..
Przewagę wieku, Masz jeszcze sporo lat życia przed sobą. Dobrze się zastanów nad konsekwencją Twojej decyzji
Bo co będzie, jak się jej trafi drugi kleks, już w trakcie malzestwa, a na świecie będą Twoje małe skarby?
Wiesz, nie twierdzę kadegorycznie, że każdy zdrajca nie zasługuje na otrzymanie szansy
Czasem bowiem jakiś jeden, jedyny raz w chwili słabości po alkoholu się może przecież każdemu zdarzyć
Tylko że wtedy zawsze musi to być twój kaprys
I trzeba być na tyle silnym, aby to udźwignąć
Ale również na tyle silny aby być gotowym wykopać za drzwi
A to już wyższa szkoła jazdy i wymaga ogromnej pracy nad sobą
Nigdy nie dawaj szansy, gdy jeszcze jesteś potwornie sponiewierany i po prostu słaby.

Nie można też pójść w skrajności i uogólniać że każdy każdego zdradza.
Bo wtedy by się każdy pi***ił z każdym. A wiesz dobrze, że przecież aż tak źle nie jest
Bo jeszcze są na tym świecie przyzwoici ludzie. Zarówno faceci, jak i kobiety
Może nadejść taki dzień, gdy ktoś Ci to udowodni i pokaże
A Ty stojąc przed własnym odbiciem w lustrze stwierdzisz :
Po jaki ***j ja się tak męczyłem?
Życie nauczyło mnie jednego
Nie jest ważnym co ja czuję do kogoś z kim jestem
Znacznie ważniejsze jest to co ten ktoś do mnie czuje
A jedyną osobą na którą mam wpływ, jestem ja sam. I od wyłącznie od siebie mogę to wyegzekwowac
Co do wyborów drugiej osoby jest jak z naszym wpływem na ocean.
Jaki ja mam wpływ na to że pochłonie w swoich odmentach kolejny statek czy kolejne ludzkie życie, na to aby się zliitował?
Mogę tylko z bezsilności zaciskac zęby a on i tak zrobi swoje

159

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Cześć, mnie zainteresowało jedno Twoje stwierdzenie: też jestem z rozbitej rodziny. Jeśli nie jest to dla Ciebie zbyt bolesne, napisz proszę czy ojciec opuscił mamę czy może mama zostawiła tatę? Widze tutaj pewna analogię..

160 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-11-09 07:23:01)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

[tu był off top]
Ws zdrady można różne rzeczy pisać ale nie ma to żadnego porównania ze nagłą stratą rodziców jeśli jest się osobą samotną nie mająca nawet przyjaciółki czy nawet koleżanki czy kolegi(nasze drogi się rozeszły) Znajomi z pracy to się nawet nie liczy.
Mi się wydaje iż ludzie z rozbitej rodziny sami nieświadomie wybierają ludzi rozbijających rodziny. Moja rodzina to rodzina bez miłości żyjąca z sobą z rozsadko z stąd ja i bart nie mamy nikogo. Nawet specjalnie nie ciągnie nas do innych nie potrafimy rozmawiać z kobietami inaczej niż służbowo czy pofilozofować rozmawiać o polityce . Kolegów też za dużo nie mamy. Za to wrogów od groma.

161

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
MagdaLena1111 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Jedno jest pewne: zdrada jest i zawsze będzie oszustwem i wielką krzywdą, przejawem podłości w stosunku do drugiego człowieka. Nie zmienią tego żadne okolicznpości, usprawiedliwianie się czy nasze instynkty. Zdradzając, świadomie wyrządzamy krzywdę drugiemu człowiekowi i tyle.

Eee...bagienny Nie zgadzam się z tym. Sęk w tym, że zdradzający przeważnie w ogóle nie myśli o osobie, którą zdradza, więc mówienie o tym jak o świadomym zadawaniu krzywdy drugiemu człowiekowi uważam za przesadę. W tym przypadku krzywda i cierpienie drugiej osoby jest skutkiem ubocznym działania zdradzacza.
To osoby zdradzone najczęściej robią dramat, bo jak to może być, że ktoś mi zrobił coś takiego i nie może pojąć, że intencją zdradzacza nie było wymierzenie ciosu prosto w osobę zdradzaną, ale poprawa własnego samopoczucia. Najczęściej ci, którzy zdradzają, mają po prostu za mało empatii, żeby sobie uświadomić, co poczuje zdradzony albo wypierają podobne myśli.

Cel nie zmienia tego, czego jest się świadomym. Jak rąbnę dziecku lizaka, to moim celem może być chwilowa przyjemność zeżarcia cukierka, co nie zmienia faktu, że jestem świadoma, że wyrządzam tym dziecku krzywdę. Nawet, jeśli w danej chwili o tym nie myślę.
Z tym brakiem empatii też się nie zgodzę, konsekwencje zdrady są zbyt oczywiste, żeby się tłumaczyć zwykłym "nie wiedziałem". Co najwyżej "nie myślałem o tym w tamtej chwili (bo myślałem tylko o tym, na co mam ochotę", ale nie uwierzę, ktoś naprawdę nie jest świadomy, że zdradzając, wyrządza krzywdę osobie, z którą jest w związku. Nie myśleć o konsekwencjach w danym momencie nie oznacza, że się o nich nie wie. Bardziej już - że przestały kogoś obchodzić.

162 Ostatnio edytowany przez balin (2019-11-10 10:33:39)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

SaraS cały problem polega na tym, że nasze działanie nie jest świadome. To skomplikowany wynik wielu czynników. Mało kto dostrzega działanie swojego ciała jak robota i potrafi analizować jego postępowanie.

163 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-10 11:34:34)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

balin W naszym zachowaniu jest sporo działań nieświadomych, ale gdyby podciągnąć je pod całość, nie bylibyśmy gatunkiem rozumnym. Dorosłe, odpowiedzialne zycie, to zdolnoiść przewidywania konsekwencji swoich działań. W przypadku, kiedy osoba zdradzająca idzie w tango, przestaje ją obchodzić dotychczasowe życie, sprawy i obowiązki. Nie myśli o tym, że kogoś krzywdzi, mówiac brzydko ma na to po prostu "wywalone".

164

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Balin, nieświadomie to ja mogę zrobić coś "automatycznie", np. odgonić muchę machnięciem ręki i - jeśli jestem zajęta - ledwo to zarejestrować. Zdrada jest jednak czymś innym, wykracza poza to, co można nazwać nieświadomym działaniem; to nie jest odruch. Oczywiście ktoś może być głupi, bezmyślny, mieć w nosie konsekwencje, liczyć, że się nie wyda i milion innych rzeczy, ale to wciąż nie jest nieświadomość.

165 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-11-10 13:25:04)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

After, przez Twoje posty, nie tylko w tym temacie przebija  nie tyle nienawiść do kobiet ( bezsensowna byłaby nienawiść do istot pożądanych), co rozczarowanie że żle zakwaliikowałeś ją jako partnerkę godną zaufania, nie potrafiłeś ocenić sytuacji czyli żal do siebie.
Jest takie przysłowie, kto się gorącym sparzył ten na zimne dmucha..
Tylko że dmuchanie na jabłka czy gruszki jest bezsensowne i zabiera nam przyjemność jedzenia.

166 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-10 14:33:02)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Cóż, każdy to widzi a przynajmniej ujmuje trochę inaczej. W moim odczuciu, pomimo dosadności wypowiedzi, wiadomo o co Koledze chodzi i nie ma co mu się dziwić w żadnym wypadku. Jeżeli słyszę w jednym momencie co innego, niż jeszcze nie tak dawno i nagle wszystko zaczyna partnerce we mnie przeszkadzać, ciężko nie ocenić faktycznej sytuacji, takiej jaką jest. Wymagamy jednak( chyba?) od partnera pewnej szczerośći i otwartości, chęci do rozmowy i próby naprawy. Jeśli tego nie ma, cóż to może oznaczać? Ano to,że jesteśmy już dla partnera obojętni..Jeszcze kiedy potem ktoś od NAS WYMAGA , żebyśmy walczyli o związek, podczas gdy to ON powinien walczyć. Mamy do czynienia z klasycznym przserzucaniem winy na drugą stronę i chęć wybielenia samewgo siebie. Ot wszystko:)

167

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Ale ja nie twierdzę że After zle zinterpretował ostatecznie swoją sytuację.
Twierdzę tylko ze wyciągnął z niej wnioski uproszczone na przyszłość. Które niby mają go chronić, a pomijają indywidualizm kobiety z którą jest.
W ten sposób jakaś Ania zapłaci rachunek za Kasię co zawiodła..
I o ile słuszne i zrozumiałe w jego wypadku będzie brak drugiej szansy w przypadku nielojalności w związku, to ogólny brak zaufania może mu relację załatwić.

168 Ostatnio edytowany przez karn (2019-11-10 21:16:18)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

After, dzięki za rady. Zawsze sam uważałem, że nie ma sensu kontynuować związku po zdradzie, ale jak się znalazłem w takiej sytuacji to okazało się, że nie potrafię się rozstać. Mam ogromny konflikt wewnętrzny, bo część mnie bardzo kocha, a druga cześć to zdrowy rozsądek, który mi mówi, że muszą mi jaja odrosnąć po tej całej sytuacji. U mnie dziewczyna nie poszła z tym człowiekiem do łóżka, było całowanie na imprezie, 2 spotkania na "kawę", pisanie wieczorami. Widziałem po niej, że coś jest nie tak, więc przeczytałem wiadomości na jej komputerze. W ostatniej chwili to przerwałem, bo już planowała się na weekend spotkać i z kumpelą się dogadały, że będzie miała alibi u niej. Nie wiem czy by się dalej posunęła czy nie, ale sądzę, że tak. Czy dobrze robię dając jej szansę - pewnie nie. Chcę zobaczyć czy zmądrzeje i czy czegoś ją to nauczyło.

Spoko, nie kupiłem bzdetów, że jestem współwinny za zdradę bo zaniedbywałem. Ale musiałem najpierw zrozumieć dokładnie motyw. I tak jak pisałem, mam swoje doświadczenia z zajętymi kobietami z przeszłości i mam tylko jedną opinię na ten temat: zdrada jest wyłącznie winą i odpowiedzialnością zdradzającego. 100%. Nie ma żadnego ale ani bo.

Elu, z tym poparzeniem i dmuchaniem na zimne. Dużo kobiet zdradza (mężczyzn też, ale to osobny temat, bo inne są motywy i zachowania), a bardzo dużo kobiet pisze, że zdrada może mieć powody i że jak ktoś zaniedbuje w związku to zdrada może się przytrafić itp. Kobiety nie zakładają "kategorycznego nie" dla zdrady, ale uznają temat za co najmniej skomplikowany. Nie wiem, ile procentowo, ale z moich doświadczeń życiowych - dość dużo. Tutaj na forum się tylko w tym utwierdziłem. Oczywiście, że jest też dużo osób, które nie zdradziło i nigdy nie zdradzą. Pewnie większość. Ale zdradzających, niezależnie czy jest 15, 25 czy 40%, to i tak dużo. I trzeba być tego świadomym, chociażby po to, żeby wyczuć po partnerce/partnerze, kiedy jest coś nie tak i uniknąć niezłego g**. Niestety, ale ludzie, którzy żyją w przekonaniu, że partner to ich nigdy nie zdradzi, nie będą w stanie dostrzec nawet oczywistych sygnałów. Ja wziąłem komputer dziewczyny do ręki, bo widziałem podobieństwa w jej zachowaniu, a zachowaniu zdradzających kobiet, które w życiu znałem. Gdyby nie to, to być może miałbym teraz rogi do sufitu. Kto wie, może nawet byłbym 'szczęśliwym' tatusiem oczekującym dziecka (tylko, że nie swojego) i niczym mąż Dori biegałbym właśnie po placu budowy powiększając nam mieszkanie wink Na akcie urodzenia bym się podpisał i do końca życia tyrałbym na nie swoje dziecko. Mała dygresja co do tego - panowie, róbcie test na ojcostwo przed podpisaniem czegokolwiek. Oczywiście kobiety mnie za to zjadą, nie słuchajcie ich. Prawo skonstruowane jest dla nas debilnie. Ja już takie historie wierności w swoim życiu widziałem, że lepiej zrobić test i znieść obrazę żony niż mieć potem wychowywać nie swoje dziecko nie wiedząc o tym.

After, co do wspólnoty majątkowej. To zależy. Wspólnota majątkowa została wymyślona lata temu, kiedy rodzinę zakładało się mając 20 lat z założeniem, że jedno z partnerów inwestuje w studia, robi karierę, przeważnie mężczyzna, a kobieta opiekuje się dzieckiem i domem. W takiej sytuacji ma to sens. I jeśli dziś ludzie się tak dogadują, że jedno pracuje więcej i ciężej a drugie więcej w domu to ok. Ale jeśli ktoś samemu skończył studia, samemu inwestował lata w karierę, zaczyna zarabiać konkretne pieniądze mając lat 30 i partner/partnerka chce dzielić się obowiązkami domowymi na pół, a jedno ma trudniejszą pracę niż drugie to z jakiego powodu ma być wspólnota majątkowa ? Zgadzam się, że wtedy nie ma to sensu. Jak dla mnie to jest patologia, inwestujesz lata w siebie, pracujesz ostro, trafisz na partnera (dowolnej płci), który za bardzo pracowity to nigdy nie był. Pobędziecie parę lat razem, leniwy partner zdradzi i koniec małżeństwa i właśnie utopiłeś lata ciężkiej pracy (pracy nie tylko z małżeństwa, na pensję się pracuje od czasów studiów, potem robiąc karierę, znacznie wcześniej) dzieląc się na pół.

SaraS, dokładnie. Zdrada to nie jest jakiś odruch ciała jak odgonienie muchy, przypadkowa szybka erekcja i zupełnie odruchowe zdjęcie majtek wink

169 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-11-10 23:53:16)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Karn Ileż pychy jest w stwierdzeniu, że ktoś, kto Ciebie zdradzał, to myślał w tym czasie o Tobie i bólu, który Ci sprawia. 

Dla mnie nie ulega wątpliwościom, że po prostu łatwiej Ci przyjąć, że partnerka chciała wymierzyć Tobie cios w serce niż to, że to Ty źle wybrałeś partnerkę. Nie wydaje się Tobie, że mogłeś popełnić błąd inwestując oprócz uczuć, także zaufanie i nadzieję w związek z kimś, kto nie zrozumiał, że atrakcyjność związku nie leży w jego początkowej fazie, świeżości i fascynacji, która budzi pożądanie, ale że najważniejsze jest stworzenie wspólnej drużyny, gdzie dwoje tworzy atmosferę, która sprzyja rozwojowi relacji, poczuciu bezpieczeństwa i wzajemnej atrakcyjności? Ojej, mogłoby się okazać, że pokochałeś „pustaka”. Piszesz, że widziałeś niespójność w zachowaniu partnerki, a jednak wierzyłeś w słowa, które okazały się deklaracjami bez pokrycia. Hm...wierzyłeś, bo chciałeś wierzyć. Sam wcześniej pisałeś, że wszystko jest w głowie. Może zatem przyjmij do wiadomości, że dużo działo się TYLKO w Twojej głowie. Bo w rzeczywistości nie było tej kobiety, którą chciałeś widzieć w swojej partnerce, ale słaby człowiek, który szukał poza związkiem zaspokojenia deficytów i któremu zabrakło odwagi i uczciwości, żeby stanąć przed Tobą w prawdzie. Nie związałeś się z osobą, dla której związek z Tobą byłby na tyle wartościowy, żeby zrezygnować z nastawienia na siebie i na swoje cele (stąd zbrodnia na związku) . Po prostu pomyliłeś się.

Oczywiście, że byłoby lepiej, gdyby ludzie, którym ufamy i powierzymy siebie, swoje sekrety, swoje nadzieje i swoje zaufanie, nie zawodzili nas oraz dotrzymywali obietnic. Ale cóż, świat nie kręci się tylko wokół Ciebie i czasami ludzie zachowują się nie tak, jak Ty to sobie wyobrażasz oraz jak chcesz i pragniesz, bo ludzie kierują się swoim, NIE Twoim - interesem. A to, w jaki sposób dbają o własne interesy zależy od ich dojrzałości i klasy. W Twoim przypadku wygląda na to, że związałeś się z kimś, kto postawił swój interes wyżej niż Twoje potrzeby, a przy tym nie miał ani zbyt wiele klasy, ani dojrzałości, aby postąpić inaczej. I nie wierzę, że ktoś, kto zachował się w ten sposób wobec Ciebie, szanuje innych ludzi i zachowuje się wobec nich fair. Jeśli nie zauważyłeś wcześniej takich zachowań, to nie chciałeś zauważyć albo może myślałeś, że jesteś tak wyjątkowy, że Ciebie potraktuje jednak inaczej.
Myślę też, że przypisując swojej partnerce świadome wymierzenie w Ciebie ciosu, zwyczajnie ją przeceniasz. Ona raczej kierowała się po prostu swoim interesem, zbudowanym na jej wewnętrznej walce z sobą i wyzwaniem, jakim mógł być dla niej związek i poradziła sobie tak, jak w tamtym momencie swojego życia potrafiła. Przypisujesz jej jakieś głębsze intencje, bo bardzo chcesz, żeby jednak Twoja osoba była obecna w tamtym czasie w jej umyśle, tak jak ona była w Twoim, podczas gdy w rzeczywistości Ty najprawdopodobniej po prostu w tamtym czasie dla niej nie istniałeś, nie liczyłeś się. Zapomniała o Tobie. Stałeś się dla niej nikim. Nic nie zmieni to, że chcesz myśleć o sobie jak o osobie obecnej w jej umyśle w czasie gdy Cię zdradzała. (a’propos sądzę, że takie quasi odwetowe zachowanie jak zachowanie Aftera wobec zdradzającej, to de facto próba stania się kimś dla osoby, dla której wcześniej stało się właśnie nikim, co zostało wyrażone poprzez akt zdrady).
Karn, pewnie, że cała sytuacja wyglądały inaczej, gdyby Twoja partnerka najzwyczajniej w świecie dorosła do pewnych standardów i potrafiła z Tobą porozmawiać o deficytach, które odczuwała a które postanowiła zaspokoić poza związkiem. Byłoby świetnie, jeśli potrafiłaby Tobie powiedzieć o tym, co czuje i czym się kieruje, ale widocznie inaczej nie umiała niż kłamać i oszukiwać. Być może sama nie umiała zmierzyć się z prawdą o sobie, a co dopiero wyjaśnić to Tobie w kulturalny sposób.

Powtórzę jeszcze raz, bo wydaje mi się to szczególnie istotne, że to, iź ludzie często zachowują się beznadziejnie, bez krztyny sumienia, to nie oznacza, że potrafią uruchamiać w Tobie cierpienia, które odczuwałeś i leczyłeś przez miesiące na terapiach. To Ty to robisz. Nikt nie zdoła włożyć ręki do Twojej klatki piersiowej i ścisnąć Twoje serducho. To Ty to robisz, interpretując sytuację w ten sposób (pamiętaj wszystko jest w Twojej głowie) i stawiając siebie w świetle jupiterów jako osobę stałe obecną w myślach osoby, na której Tobie zależało, podczas, gdy ta osoba tak naprawdę myślała tylko o sobie i swoich potrzebach oraz własnej satysfakcji. Bo podczas gdy Ty przypisujesz komuś jakieś głębsze intencje i rozkminy z Tobą w roli głównej, to w rzeczywistości w ogóle się nie liczyłeś.  Przykre to, ale nie mniej przykre niż karmienie się przeświadczeniem, że ktoś z premedytacją pragnął Cię zranić.
Nie masz żadnego wpływu na to, co ktoś zrobi, ale masz wpływ na to, co Ty z tym zrobisz. Jak każdego i mnie spotykały, spotykają i będą spotykać niewłaściwe zachowania innych wobec mnie, ale to ode mnie zależy, jaką nadam tym wydarzeniom wagę i jak długo będę hodowała i pielęgnowała w sobie poczucie bycia ofiarą, bo „jak ktoś mógł zrobić mi coś takiego”.

170

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
MagdaLena1111 napisał/a:

Karn Ileż pychy jest w stwierdzeniu, że ktoś, kto Ciebie zdradzał, to myślał w tym czasie o Tobie i bólu, który Ci sprawia. 

Dla mnie nie ulega wątpliwościom, że po prostu łatwiej Ci przyjąć, że partnerka chciała wymierzyć Tobie cios w serce niż to, że to Ty źle wybrałeś partnerkę. Nie wydaje się Tobie, że mogłeś popełnić błąd inwestując oprócz uczuć, także zaufanie i nadzieję w związek z kimś, kto nie zrozumiał, że atrakcyjność związku nie leży w jego początkowej fazie, świeżości i fascynacji, która budzi pożądanie, ale że najważniejsze jest stworzenie wspólnej drużyny, gdzie dwoje tworzy atmosferę, która sprzyja rozwojowi relacji, poczuciu bezpieczeństwa i wzajemnej atrakcyjności? Ojej, mogłoby się okazać, że pokochałeś „pustaka”. Piszesz, że widziałeś niespójność w zachowaniu partnerki, a jednak wierzyłeś w słowa, które okazały się deklaracjami bez pokrycia. Hm...wierzyłeś, bo chciałeś wierzyć. Sam wcześniej pisałeś, że wszystko jest w głowie. Może zatem przyjmij do wiadomości, że dużo działo się TYLKO w Twojej głowie. Bo w rzeczywistości nie było tej kobiety, którą chciałeś widzieć w swojej partnerce, ale słaby człowiek, który szukał poza związkiem zaspokojenia deficytów i któremu zabrakło odwagi i uczciwości, żeby stanąć przed Tobą w prawdzie. Nie związałeś się z osobą, dla której związek z Tobą byłby na tyle wartościowy, żeby zrezygnować z nastawienia na siebie i na swoje cele (stąd zbrodnia na związku) . Po prostu pomyliłeś się.

Oczywiście, że byłoby lepiej, gdyby ludzie, którym ufamy i powierzymy siebie, swoje sekrety, swoje nadzieje i swoje zaufanie, nie zawodzili nas oraz dotrzymywali obietnic. Ale cóż, świat nie kręci się tylko wokół Ciebie i czasami ludzie zachowują się nie tak, jak Ty to sobie wyobrażasz oraz jak chcesz i pragniesz, bo ludzie kierują się swoim, NIE Twoim - interesem. A to, w jaki sposób dbają o własne interesy zależy od ich dojrzałości i klasy. W Twoim przypadku wygląda na to, że związałeś się z kimś, kto postawił swój interes wyżej niż Twoje potrzeby, a przy tym nie miał ani zbyt wiele klasy, ani dojrzałości, aby postąpić inaczej. I nie wierzę, że ktoś, kto zachował się w ten sposób wobec Ciebie, szanuje innych ludzi i zachowuje się wobec nich fair. Jeśli nie zauważyłeś wcześniej takich zachowań, to nie chciałeś zauważyć albo może myślałeś, że jesteś tak wyjątkowy, że Ciebie potraktuje jednak inaczej.
Myślę też, że przypisując swojej partnerce świadome wymierzenie w Ciebie ciosu, zwyczajnie ją przeceniasz. Ona raczej kierowała się po prostu swoim interesem, zbudowanym na jej wewnętrznej walce z sobą i wyzwaniem, jakim mógł być dla niej związek i poradziła sobie tak, jak w tamtym momencie swojego życia potrafiła. Przypisujesz jej jakieś głębsze intencje, bo bardzo chcesz, żeby jednak Twoja osoba była obecna w tamtym czasie w jej umyśle, tak jak ona była w Twoim, podczas gdy w rzeczywistości Ty najprawdopodobniej po prostu w tamtym czasie dla niej nie istniałeś, nie liczyłeś się. Zapomniała o Tobie. Stałeś się dla niej nikim. Nic nie zmieni to, że chcesz myśleć o sobie jak o osobie obecnej w jej umyśle w czasie gdy Cię zdradzała. (a’propos sądzę, że takie quasi odwetowe zachowanie jak zachowanie Aftera wobec zdradzającej, to de facto próba stania się kimś dla osoby, dla której wcześniej stało się właśnie nikim, co zostało wyrażone poprzez akt zdrady).
Karn, pewnie, że cała sytuacja wyglądały inaczej, gdyby Twoja partnerka najzwyczajniej w świecie dorosła do pewnych standardów i potrafiła z Tobą porozmawiać o deficytach, które odczuwała a które postanowiła zaspokoić poza związkiem. Byłoby świetnie, jeśli potrafiłaby Tobie powiedzieć o tym, co czuje i czym się kieruje, ale widocznie inaczej nie umiała niż kłamać i oszukiwać. Być może sama nie umiała zmierzyć się z prawdą o sobie, a co dopiero wyjaśnić to Tobie w kulturalny sposób.

Powtórzę jeszcze raz, bo wydaje mi się to szczególnie istotne, że to, iź ludzie często zachowują się beznadziejnie, bez krztyny sumienia, to nie oznacza, że potrafią uruchamiać w Tobie cierpienia, które odczuwałeś i leczyłeś przez miesiące na terapiach. To Ty to robisz. Nikt nie zdoła włożyć ręki do Twojej klatki piersiowej i ścisnąć Twoje serducho. To Ty to robisz, interpretując sytuację w ten sposób (pamiętaj wszystko jest w Twojej głowie) i stawiając siebie w świetle jupiterów jako osobę stałe obecną w myślach osoby, na której Tobie zależało, podczas, gdy ta osoba tak naprawdę myślała tylko o sobie i swoich potrzebach oraz własnej satysfakcji. Bo podczas gdy Ty przypisujesz komuś jakieś głębsze intencje i rozkminy z Tobą w roli głównej, to w rzeczywistości w ogóle się nie liczyłeś.  Przykre to, ale nie mniej przykre niż karmienie się przeświadczeniem, że ktoś z premedytacją pragnął Cię zranić.
Nie masz żadnego wpływu na to, co ktoś zrobi, ale masz wpływ na to, co Ty z tym zrobisz. Jak każdego i mnie spotykały, spotykają i będą spotykać niewłaściwe zachowania innych wobec mnie, ale to ode mnie zależy, jaką nadam tym wydarzeniom wagę i jak długo będę hodowała i pielęgnowała w sobie poczucie bycia ofiarą, bo „jak ktoś mógł zrobić mi coś takiego”.

AŁĆ  wink

171 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-11 01:28:19)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Powiem Ci karn, że mimo wszystkich Twoich przeżyć, naprawdę przyjemnie czyta się Twoje posty. Rzadko kiedy ktoś potrafi przedstawić zawiłe sytuacje w tak dosadny i prosty sposób. Przeżyłeś swoje, masz doświadczenie w takich relacjach i wesz jak to się odbywa. Nie trzeba i nie należy zbytnio tego wszystkiego komplikować.

W moim odczuciu, to nie pycha tylko zwyczajne rozgoryczenie i żal, nic więcej. Jeśli pozostajemy w trwałej relacji oczekujemy właśnie od partnera spełnienia podstawowych potrzeb, pragniemy uczucia, zaufania i wytrwalości w budowaniu wspólnej przyszłości. Przyjmujemy, że związek oznacza automatycznie tworzenie pewnej wzajemnej płaszczyzny porozumienia. W przypadku jakichkolwiek kryzysów czy zaburzeń, trzeba w sobie znależć odwagę do zmierzenia się z problemem. Jeśli zatem zauważamy niespójność w czyimś zachowaniu, to automatycznie oznacza, że dla tego kogoś nie jesteśmy już ważni. Kierujac się zatem swoim czystym, egoistycznym interesem AUTOMATYCZNIE I JEDNOCZEŚNIE wymierza nam właśnie cios, całkowicie burząc nasze zaufanie i niszcząc wszystko, co tworzyło podwaliny relacji. Nie mogę zrozumieć oddzielania tych dwóch kwestii. Skoro związek tworzą ludzie a nie jest to jakiś niematerialny spirytualny byt, to krzywdzimy ludzi. A kogo krzywdzimy, jeśli MY postępujemy egoistycznie w celu osiągnięcia wcześniej zamierzonego celu? Ano krzywdzimy TYLKO I WYŁĄCZNIE drugą stronę, całkowicie świadomie i bez skrupułów. Tak, jak wspomniała SaraS zespół zachowań prowadzących do zdrady, to NIE JEST jakiś pojedynczy odruch, który wykonujemy nieświadomie, tak jak w przypadku, kiedy dotkniemy ręką rozżażonej metalowej płyty. Wychodzę z założenia, że gdybyśmy nie chcieli nikogo krzywdzić, to w większości przypadków tak łatwo do romansów mogłoby nie dochodzić. Skoro druga strona postępuje tak a nie inaczej, ewidentnie dochodzi u niej do przewartościowania pewnych priorytetów. Odczuwa lęk czy też obawę przed zmierzeniem się trudnnym wyborem i ewentualnymi konsekwencjami popełnionych czynów. To, że pewne określone zachowania zdradzającego mogą wywołać ścisłe reakcje organizmu a co za tym idzie zachowania, jest to oczywiste. Tylko nikt mi nie wmówi, że druga strona, ZA KAŻDYM razem całkowicie wyzbywa się tej świadomości, że właśnie poprzez swoje działania, wywoła takie a nie inne reakcje u drugiej strony. Wiadomo: zdradzany będzie czuł zupełnie co innego niż zdradzajacy, wiec tym bardziej nie widzę tutaj zbrodni na związku, lecz na jednej osobie, skoro zdradzający ma w tym momencie swój związek gdzieś. NIE MOGĘ zatem rozdzielić samolubnego działania zdradzacza z jednej strony od szokującej reakcji i krzywdy osoby zdradzanej z drugiej. Jedno z drugim się ściśle łączy. Z pewnością osoba skrzywdzona BĘDZIE MUSIAŁA sobie z tym wszystkim jakoś poradzić i zapanować nad tym co dzieję się w jej umyśle. Tylko, że ta druga strona, zdradzająca, powinna wiedzieć, chcąc zaspokoić swoje pragnienia, jakie efekty wywoła to u partnera. I owszem, będąc w związku z drugim człowiekiem, który jest dla mnie tak ważny, mam prawo zastanawiać się nad tym właśnie: " Jak on/ona mógł mi to do ch***y zrobić?" Wiadomo przecież co się wtedy czuje i jak wielki szok przeżywamy. To co będzie później oczywiście zależy tylko od nas.

W każdym razie zawsze możemy domniemywać nad przyczyną zdrady czy potencjalnymi wyjaśnieniami, jak również alterntywnymi scenariuszami. OCZYWISTYM jest jednak to, że zdrada jest najzwyklejszym i świadomym oszustwem, wymierzonym PRZECIWKO drugiej stronie: skoro zdradzamy i oszukujemy naszego partnera, to jak to inaczej nazwać?
Karn Życzę mimo wszystko, żeby sie ułożyło smile

172 Ostatnio edytowany przez karn (2019-11-11 02:09:12)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
paslawek napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Karn Ileż pychy jest w stwierdzeniu, że ktoś, kto Ciebie zdradzał, to myślał w tym czasie o Tobie i bólu, który Ci sprawia. 

Dla mnie nie ulega wątpliwościom, że po prostu łatwiej Ci przyjąć, że partnerka chciała wymierzyć Tobie cios w serce niż to, że to Ty źle wybrałeś partnerkę. Nie wydaje się Tobie, że mogłeś popełnić błąd inwestując oprócz uczuć, także zaufanie i nadzieję w związek z kimś, kto nie zrozumiał, że atrakcyjność związku nie leży w jego początkowej fazie, świeżości i fascynacji, która budzi pożądanie, ale że najważniejsze jest stworzenie wspólnej drużyny, gdzie dwoje tworzy atmosferę, która sprzyja rozwojowi relacji, poczuciu bezpieczeństwa i wzajemnej atrakcyjności? Ojej, mogłoby się okazać, że pokochałeś „pustaka”. Piszesz, że widziałeś niespójność w zachowaniu partnerki, a jednak wierzyłeś w słowa, które okazały się deklaracjami bez pokrycia. Hm...wierzyłeś, bo chciałeś wierzyć. Sam wcześniej pisałeś, że wszystko jest w głowie. Może zatem przyjmij do wiadomości, że dużo działo się TYLKO w Twojej głowie. Bo w rzeczywistości nie było tej kobiety, którą chciałeś widzieć w swojej partnerce, ale słaby człowiek, który szukał poza związkiem zaspokojenia deficytów i któremu zabrakło odwagi i uczciwości, żeby stanąć przed Tobą w prawdzie. Nie związałeś się z osobą, dla której związek z Tobą byłby na tyle wartościowy, żeby zrezygnować z nastawienia na siebie i na swoje cele (stąd zbrodnia na związku) . Po prostu pomyliłeś się.

Oczywiście, że byłoby lepiej, gdyby ludzie, którym ufamy i powierzymy siebie, swoje sekrety, swoje nadzieje i swoje zaufanie, nie zawodzili nas oraz dotrzymywali obietnic. Ale cóż, świat nie kręci się tylko wokół Ciebie i czasami ludzie zachowują się nie tak, jak Ty to sobie wyobrażasz oraz jak chcesz i pragniesz, bo ludzie kierują się swoim, NIE Twoim - interesem. A to, w jaki sposób dbają o własne interesy zależy od ich dojrzałości i klasy. W Twoim przypadku wygląda na to, że związałeś się z kimś, kto postawił swój interes wyżej niż Twoje potrzeby, a przy tym nie miał ani zbyt wiele klasy, ani dojrzałości, aby postąpić inaczej. I nie wierzę, że ktoś, kto zachował się w ten sposób wobec Ciebie, szanuje innych ludzi i zachowuje się wobec nich fair. Jeśli nie zauważyłeś wcześniej takich zachowań, to nie chciałeś zauważyć albo może myślałeś, że jesteś tak wyjątkowy, że Ciebie potraktuje jednak inaczej.
Myślę też, że przypisując swojej partnerce świadome wymierzenie w Ciebie ciosu, zwyczajnie ją przeceniasz. Ona raczej kierowała się po prostu swoim interesem, zbudowanym na jej wewnętrznej walce z sobą i wyzwaniem, jakim mógł być dla niej związek i poradziła sobie tak, jak w tamtym momencie swojego życia potrafiła. Przypisujesz jej jakieś głębsze intencje, bo bardzo chcesz, żeby jednak Twoja osoba była obecna w tamtym czasie w jej umyśle, tak jak ona była w Twoim, podczas gdy w rzeczywistości Ty najprawdopodobniej po prostu w tamtym czasie dla niej nie istniałeś, nie liczyłeś się. Zapomniała o Tobie. Stałeś się dla niej nikim. Nic nie zmieni to, że chcesz myśleć o sobie jak o osobie obecnej w jej umyśle w czasie gdy Cię zdradzała. (a’propos sądzę, że takie quasi odwetowe zachowanie jak zachowanie Aftera wobec zdradzającej, to de facto próba stania się kimś dla osoby, dla której wcześniej stało się właśnie nikim, co zostało wyrażone poprzez akt zdrady).
Karn, pewnie, że cała sytuacja wyglądały inaczej, gdyby Twoja partnerka najzwyczajniej w świecie dorosła do pewnych standardów i potrafiła z Tobą porozmawiać o deficytach, które odczuwała a które postanowiła zaspokoić poza związkiem. Byłoby świetnie, jeśli potrafiłaby Tobie powiedzieć o tym, co czuje i czym się kieruje, ale widocznie inaczej nie umiała niż kłamać i oszukiwać. Być może sama nie umiała zmierzyć się z prawdą o sobie, a co dopiero wyjaśnić to Tobie w kulturalny sposób.

Powtórzę jeszcze raz, bo wydaje mi się to szczególnie istotne, że to, iź ludzie często zachowują się beznadziejnie, bez krztyny sumienia, to nie oznacza, że potrafią uruchamiać w Tobie cierpienia, które odczuwałeś i leczyłeś przez miesiące na terapiach. To Ty to robisz. Nikt nie zdoła włożyć ręki do Twojej klatki piersiowej i ścisnąć Twoje serducho. To Ty to robisz, interpretując sytuację w ten sposób (pamiętaj wszystko jest w Twojej głowie) i stawiając siebie w świetle jupiterów jako osobę stałe obecną w myślach osoby, na której Tobie zależało, podczas, gdy ta osoba tak naprawdę myślała tylko o sobie i swoich potrzebach oraz własnej satysfakcji. Bo podczas gdy Ty przypisujesz komuś jakieś głębsze intencje i rozkminy z Tobą w roli głównej, to w rzeczywistości w ogóle się nie liczyłeś.  Przykre to, ale nie mniej przykre niż karmienie się przeświadczeniem, że ktoś z premedytacją pragnął Cię zranić.
Nie masz żadnego wpływu na to, co ktoś zrobi, ale masz wpływ na to, co Ty z tym zrobisz. Jak każdego i mnie spotykały, spotykają i będą spotykać niewłaściwe zachowania innych wobec mnie, ale to ode mnie zależy, jaką nadam tym wydarzeniom wagę i jak długo będę hodowała i pielęgnowała w sobie poczucie bycia ofiarą, bo „jak ktoś mógł zrobić mi coś takiego”.

AŁĆ  wink

AŁĆ wink

MagdaLena1111
Ciekawe jest jak przywiązanie człowieka do ego wpływa na myślenie. Być może rzeczywiście trudno mi przyznać, że popełniłem w wyborze błąd i nie chciałem widzieć jej taką, jaka ona jest. Muszę się nad tym zastanowić.

Co do przeżyć, oczywiście moje emocje technicznie i chemicznie dzieją się w mojej głowie. Nikt mi fizycznie nic nie robi. Ale jesteśmy istotami uwarunkowanymi biologicznie i społecznie. Zdrada, przeżycia i myśli z nią związane wywołują emocje. Wiem, że to jest w mojej głowie. Rodzimy się i kształtujemy się z wbudowanymi emocjonalnymi reakcjami na wydarzenia. Przeżywamy je podobnie. Jedni po zdradzie przez lata nie są w stanie budować związku, inni są, ale nie potrafią zaufać. Jeszcze inni, jak ktoś wspomniany wyżej, popełniają samobójstwo, inni czują złość i się mszczą i zdradzają. Każdy może przerobić to w głowie zgodnie z własnymi możliwościami. Oczywiście można umysłem wiele zmienić, ale biorąc pod uwagę to uwarunkowanie, to innych zachowania wzbudzają w nas emocje. Chciałbym myśleć tak, że wszystko jest ode mnie zależne. Życie byłoby łatwiejsze, ale tak nie jest.

"Ileż pychy jest w stwierdzeniu, że ktoś, kto Ciebie zdradzał, to myślał w tym czasie o Tobie i bólu, który Ci sprawia. "
Ja uważam, że osoba zdradzająca myśli o odczuciach osoby zdradzanej. Nie mówię, że w samym momencie wkładania komuś języka w usta. W trakcie seksu, to wiadomo, że myśli o swojej satysfakcji lub satysfakcji nowego partnera. Ale pomiędzy spotkaniami jest dużo czasu. Myśli o tym i musi sobie jakoś z tym poradzić. To dlatego dewaluuje partnera w swoich oczach. Dlatego wszystko w partnerze irytuje. Dlatego szuka "powodów" zdrady w stylu zaniedbywania, nie sprzątania w domu itp. Wszystko, żeby się nie czuć źle z tym jak się kogoś rani. Jak już się stwierdzi, że to przecież partnera wina, bo zaniedbuje, to już można wyciszyć sumienie i nie myśleć smile Zresztą, być może niektórzy myślą, inni nie. Ja kiedy poznaję jakaś fajną dziewczynę będąc w związku i przychodzą mi kosmate myśli to automatycznie myślę o partnerce. Myślę o tym, jak małej kochanej dziewczynie pęka serce, jak płacze za tym co jest niszczone między nami. Jak płacze i cierpi. I mi zawsze na samą myśl przechodziły jakieś fantazje o innych kobietach. No ale ja to ja.

bagienni_k
Dzięki wielkie ! smile Też uważam właśnie, że zachowania wywołują w nas określone reakcje. Przynajmniej tak wyjściowo. Człowiek może swoim umysłem się w dużym stopniu przeprogramować nawet tak, że na widok pomidora będzie uciekał a na myśl o zdradzie będzie głodny wink No, ale większość zdradzonych ludzi jednak czuje mocny ból.

173

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
karn napisał/a:

Co do przeżyć, oczywiście moje emocje technicznie i chemicznie dzieją się w mojej głowie. Nikt mi fizycznie nic nie robi. Ale jesteśmy istotami uwarunkowanymi biologicznie i społecznie. Zdrada, przeżycia i myśli z nią związane wywołują emocje. Wiem, że to jest w mojej głowie. Rodzimy się i kształtujemy się z wbudowanymi emocjonalnymi reakcjami na wydarzenia. Przeżywamy je podobnie. Jedni po zdradzie przez lata nie są w stanie budować związku, inni są, ale nie potrafią zaufać. Jeszcze inni, jak ktoś wspomniany wyżej, popełniają samobójstwo, inni czują złość i się mszczą i zdradzają. Każdy może przerobić to w głowie zgodnie z własnymi możliwościami. Oczywiście można umysłem wiele zmienić, ale biorąc pod uwagę to uwarunkowanie, to innych zachowania wzbudzają w nas emocje. Chciałbym myśleć tak, że wszystko jest ode mnie zależne. Życie byłoby łatwiejsze, ale tak nie jest.

"Ileż pychy jest w stwierdzeniu, że ktoś, kto Ciebie zdradzał, to myślał w tym czasie o Tobie i bólu, który Ci sprawia. "
Ja uważam, że osoba zdradzająca myśli o odczuciach osoby zdradzanej. Nie mówię, że w samym momencie wkładania komuś języka w usta. W trakcie seksu, to wiadomo, że myśli o swojej satysfakcji lub satysfakcji nowego partnera. Ale pomiędzy spotkaniami jest dużo czasu. Myśli o tym i musi sobie jakoś z tym poradzić. To dlatego dewaluuje partnera w swoich oczach. Dlatego wszystko w partnerze irytuje. Dlatego szuka "powodów" zdrady w stylu zaniedbywania, nie sprzątania w domu itp. Wszystko, żeby się nie czuć źle z tym jak się kogoś rani. Jak już się stwierdzi, że to przecież partnera wina, bo zaniedbuje, to już można wyciszyć sumienie i nie myśleć smile Zresztą, być może niektórzy myślą, inni nie. Ja kiedy poznaję jakaś fajną dziewczynę będąc w związku i przychodzą mi kosmate myśli to automatycznie myślę o partnerce. Myślę o tym, jak małej kochanej dziewczynie pęka serce, jak płacze za tym co jest niszczone między nami. Jak płacze i cierpi. I mi zawsze na samą myśl przechodziły jakieś fantazje o innych kobietach. No ale ja to ja.

karn, lepiej zastanów się, dlaczego Tobie łatwiej myśleć o działaniu drugiej osoby w kategoriach okrucieństwa wobec Ciebie niż obojętności. Co Tobie daje pielęgnowanie w sobie obrazu siebie jako osoby skrzywdzonej, że preferujesz to niż uznanie, że druga osoba może być czasami słabym, tchórzliwym człowiekiem, dla którego w pewnym momencie jej życia stałeś się co najwyżej przeszkodą w drodze do realizacji jej własnych celów?
Co Tobie daje projektowanie na innych własnego stanu umysłu, wartości, sposobów postępowania i oczekiwanie, że będą działali tak, jak Ty w obliczu pokus i zdarzeń? Czyżbyś uważał się za wzorcowego człowieka? Właśnie boleśnie doświadczyłeś na własnej skórze, że jednak ludzie mogą być różni i zachowywać się różnie. Oddanie swego życia w cudze ręce oraz nadzieja nie uchronią Ciebie przed rozczarowaniami.
Co Ciebie blokuje, żeby zrozumieć, że ludzie są różni i nie każdy musi zachowywać się tak jak Ty w określonych okolicznościach? Rozumiem, że w ten sposób świat i ludzie  stają się bardziej przewidywalni. Dobrze Ci życzę, kolega, właśnie dlatego lepiej staraj się poznawać ludzi, z którymi żyjesz i w różnych okolicznościach, potem akceptować ich takimi, jacy są, zamiast żyć własnymi założeniami i wyobrażeniami. Tak będzie lepiej dla Ciebie.
Oczywiście jesteś doskonały, ale w takim razie więcej akceptacji dla faktu, że nie wszyscy tacy są.

Po raz kolejny wspomnę, że nie odnoszę się do procesu emocjonalnego. Dla mnie emocje są informacją o tym, co dla mnie jest istotna. Więc nie lekceważę Twojego bólu. Jednak zachęcam, żebyś własnym emocjom się poprzyglądał jakby z oddali.Gdy coś mnie porusza, to się temu przyglądam i zastanawiam, jak to świadczy o mnie, co mi to mówi i pokazuje, ale nie szukam z automatu winnego mojego cierpienia, bo one są wewnątrz mnie a nie na zewnątrz. Pozwalam im przez siebie przechodzić, nie zatrzymywać, szczególnie jeśli są bolesne, bo po co zatrzymywać się przy nich na dłużej i pielęgnować w sobie cierpienie. Zatem jeśli okazało się, że dla drugiej osoby nie byłeś tak ważny jak ona dla Ciebie, co powoduje Twoje cierpienie, to możesz sobie pooglądać jak to, że ktoś Ciebie nie uszanował, zlekceważył Twoje pragnienia i potrzeby, wpływa na Ciebie. Jak to pokazuje, że pragniesz być dla kogoś interesem nadrzędnym ponad jej potrzebami. Oczywiście masz do tego pełne prawo. Ale zaraz za tym, spróbuj pomyśleć, że jednak jesteście odrębnymi ludźmi i każdy kieruje się swoim interesem.

Myślę, że to dobry moment, żeby zakończyć tę „dyskusję”. Bo już niewiele ona dla mnie wnosi. Mam nadzieję, że Cię to nie urazi.

174

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
Thich Nhat Hanh - Cud uważności napisał/a:

W rzeczywistości nasze myśli i uczucia to my. One są częścią nas. Mamy skłonność, by traktować je, a przynajmniej niektóre z nich, jako wrogie siły, które przeszkadzają w koncentracji i zakłócają jasność umysłu. Lecz naprawdę, kiedy złościmy się, to my sami jesteśmy złością. Kiedy jesteśmy szczęśliwi, to my sami jesteśmy szczęściem. Kiedy mamy jakieś myśli, to my sami jesteśmy tymi myślami. Jesteśmy jednocześnie strażnikiem i gościem. Jesteśmy zarówno umysłem, jak i obserwatorem tego umysłu. Zatem odganianie myśli lub też rozkoszowanie się nią jest nieistotne. Ważne jest, by być świadomym tej myśli.

Carl Gustav Jung napisał/a:

Wartość człowieka ostatecznie nigdy nie wyraża się w stosunku do danego człowieka, tylko w stosunku do siebie samego. Dlatego też nigdy nie ma co uzależniać naszego poczucia własnej wartości albo też poczucia własnej godności od innych ludzi, bez względu na to, jak cierpielibyśmy z tego powodu.


Jiddu Krishnamurti - Wolność od znanego napisał/a:

Czy znacie swe własne obawy? I co w związku z tym czynicie? Czy uciekacie przed nimi, czy wynajdujecie może jakieś pojęcia i wyobrażenia, którymi się przed strachem osłaniacie? Ale ucieczka przed strachem powoduje tylko jego nasilenie. Jedną z większych przyczyn strachu jest to, że nie chcemy zobaczyć siebie takimi, jakimi jesteśmy. Toteż, tak samo jak swe lęki i strachy, powinniśmy zbadać wszystkie drogi ucieczki od nich, jakie w miarę czasu stworzyliśmy. Jeśli umysł i intelekt starają się strach przezwyciężyć, stłumić go, zapanować nad nim, wytłumaczyć go, to powstaje tarcie i konflikt, którego skutkiem jest zmarnowanie energii. Po pierwsze, zapytać trzeba siebie, czym jest strach i jak powstaje? Co rozumiemy przez samo słowo "strach"? Pytam o to, czym jest strach, a nie o to, czego się boję.

Magdaleno pisałem że można być o Ciebie spokojnym - dalej jestem :)
Pozdrowienia

175

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
MagdaLena1111 napisał/a:

Myślę też, że przypisując swojej partnerce świadome wymierzenie w Ciebie ciosu, zwyczajnie ją przeceniasz. Ona raczej kierowała się po prostu swoim interesem, zbudowanym na jej wewnętrznej walce z sobą i wyzwaniem, jakim mógł być dla niej związek i poradziła sobie tak, jak w tamtym momencie swojego życia potrafiła. Przypisujesz jej jakieś głębsze intencje, bo bardzo chcesz, żeby jednak Twoja osoba była obecna w tamtym czasie w jej umyśle, tak jak ona była w Twoim, podczas gdy w rzeczywistości Ty najprawdopodobniej po prostu w tamtym czasie dla niej nie istniałeś, nie liczyłeś się. Zapomniała o Tobie. Stałeś się dla niej nikim. Nic nie zmieni to, że chcesz myśleć o sobie jak o osobie obecnej w jej umyśle w czasie gdy Cię zdradzała. (a’propos sądzę, że takie quasi odwetowe zachowanie jak zachowanie Aftera wobec zdradzającej, to de facto próba stania się kimś dla osoby, dla której wcześniej stało się właśnie nikim, co zostało wyrażone poprzez akt zdrady).

Nie obraź się, ale wydaje mi się, że mylisz pojęcia. To świadome wymierzenie ciosu, o którym piszesz, nie oznacza, że ona to miała na celu. Więc tak, zgadzam się, że mogła kierować się tylko swoim interesem, że partner jej nie obchodził, nie liczyły się jego uczucia itd., a jej jedynym celem było zrobienie tego, na co ona ma ochotę, bez patrzenia na konsekwencje. Tylko że to nie wyklucza tego, że BYŁA ŚWIADOMA, że komuś tym robi krzywdę. Oczywiście nie musiała się nad tym zastanawiać w trakcie samego aktu, nie musiała prowadzić długich rozważań w żadnym momencie, wreszcie: nie musiała mieć na celu skrzywdzenia kogokolwiek, ale była świadoma, że tak właśnie robi.
Powtórzę się: to, że zabiorę dzieciakowi lizaka, bo mam na lizaka ochotę, nie oznacza, że nie jestem świadoma tego, że robię dziecku krzywdę - mimo że przecież to wcale nie było moim celem i mimo że wyrywając mu cukierka z ręki, wcale o jego krzywdzie nie musiałam myśleć.

176 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-11-11 12:20:02)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

więc wyrywając lizaka nie będziesz osobą złą i niemoralną, a właśnie głupią. I wiele zdrad tak przebiega.
Jak się takie rzeczy dzieją to albo jesteśmy w związku z kimś, kto ZAWSZE był egocentryczny a nie chcieliśmy tego dostrzec, albo od jakiegoś czasu MY nie istnieje, z różnych przyczyn, w tym z przyczyn zdradzonego też.
Więc podzielam zdanie że zdrada nie jest żadnym wymierzonym w drugą osobę ciosem, może być własną potrzebą lub świadomą lub nie chęcią zakończenia związku w którym komuś żle.
Natomiast jak ktoś nie ma refleksji na temat swego zachowania i próbuje zrzucić to na zdradzonego to nie ma sensu 2 szansa.
Karn, wybacz, ale wg mnie tracisz czas..

177 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-11-11 12:25:20)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
Ela210 napisał/a:

więc wyrywając lizaka nie będziesz osobą złą i niemoralną, a właśnie głupią.

Tym razem ode mnie łapka w górę Elu smile
Ignorancja i głupota wyposażona w nawet super  sprawny intelekt nigdy nie dorówna prawdziwej świadomości

178

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
Ela210 napisał/a:

więc wyrywając lizaka nie będziesz osobą złą i niemoralną, a właśnie głupią. I wiele zdrad tak przebiega.

Nie zgodzę się. W końcu jestem świadoma, że kogoś krzywdzę, tylko mnie to nie obchodzi - czyli właśnie będę osobą złą, niemoralną, egoistką itd. Głupim można nazwać małe dziecko, które nie rozumie, że ciągnąc kota za ogon, sprawia mu ból. Ono rzeczywiście jest nieświadome tego, że krzywdzi zwierzaka. Dorosła osoba, która zdradza? Świadoma jest zawsze.

179 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-11-11 13:46:47)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
SaraS napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Myślę też, że przypisując swojej partnerce świadome wymierzenie w Ciebie ciosu, zwyczajnie ją przeceniasz. Ona raczej kierowała się po prostu swoim interesem, zbudowanym na jej wewnętrznej walce z sobą i wyzwaniem, jakim mógł być dla niej związek i poradziła sobie tak, jak w tamtym momencie swojego życia potrafiła. Przypisujesz jej jakieś głębsze intencje, bo bardzo chcesz, żeby jednak Twoja osoba była obecna w tamtym czasie w jej umyśle, tak jak ona była w Twoim, podczas gdy w rzeczywistości Ty najprawdopodobniej po prostu w tamtym czasie dla niej nie istniałeś, nie liczyłeś się. Zapomniała o Tobie. Stałeś się dla niej nikim. Nic nie zmieni to, że chcesz myśleć o sobie jak o osobie obecnej w jej umyśle w czasie gdy Cię zdradzała. (a’propos sądzę, że takie quasi odwetowe zachowanie jak zachowanie Aftera wobec zdradzającej, to de facto próba stania się kimś dla osoby, dla której wcześniej stało się właśnie nikim, co zostało wyrażone poprzez akt zdrady).

Nie obraź się, ale wydaje mi się, że mylisz pojęcia. To świadome wymierzenie ciosu, o którym piszesz, nie oznacza, że ona to miała na celu. Więc tak, zgadzam się, że mogła kierować się tylko swoim interesem, że partner jej nie obchodził, nie liczyły się jego uczucia itd., a jej jedynym celem było zrobienie tego, na co ona ma ochotę, bez patrzenia na konsekwencje. Tylko że to nie wyklucza tego, że BYŁA ŚWIADOMA, że komuś tym robi krzywdę. Oczywiście nie musiała się nad tym zastanawiać w trakcie samego aktu, nie musiała prowadzić długich rozważań w żadnym momencie, wreszcie: nie musiała mieć na celu skrzywdzenia kogokolwiek, ale była świadoma, że tak właśnie robi.
Powtórzę się: to, że zabiorę dzieciakowi lizaka, bo mam na lizaka ochotę, nie oznacza, że nie jestem świadoma tego, że robię dziecku krzywdę - mimo że przecież to wcale nie było moim celem i mimo że wyrywając mu cukierka z ręki, wcale o jego krzywdzie nie musiałam myśleć.


SaroS, a co ma piernik do wiatraka? Wydaje mi się, że czegoś nie doczytałaś lub nie zrozumiałaś.
Nie ma tu mowy o świadomości krzywdy, ale o jej INTENCJONALNOŚCI. ALBO coś robisz w celu jej zadania, ALBO staje się ona skutkiem ubocznym braku czyjeś empatii lub choćby wyobraźni, żeby dostrzec konsekwencje w postaci czyjegoś cierpienia, lub wyparcia niechcianych treści na skraj świadomości. A jak dalece inaczej może wygląda ciąg myśli oraz karkołomnych uzasadnień, które ktoś sobie tworzy w głowie, żeby „mieć czyste sumienie” pisałam wcześniej, więc przykro mi, że to się nie pokrywa z Twoimi oczekiwaniami, jak człowiek powinien funkcjonować.

Wybacz, ale podany przykład jest tendencyjną manipulacją. „Dziecko”, czyli ktoś słabszy nad kim dorosły ma przewagę? Co jeszcze dorzucisz, niepełnosprawność?


Pasławku :-)

180

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Ja domyślam się o co chodzi Sarze. Pewnie chodzi jej o zamiar i jego umyślność.W kk jeśli ktoś jedzie po pijaku i spowodujesz wypadek  to jest to czyn zawsze w zamiarze umyślnym, niezależnie od intencji. Podejmujesz ryzyko więc jest to czyn zawsze umyślny.Pewnie jej chodziło o to samo, że masz świadomość krzywdy,którą możesz zrobić więc jest to czyn umyślny zawiniony.

181 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-11 15:41:26)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
SaraS napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Myślę też, że przypisując swojej partnerce świadome wymierzenie w Ciebie ciosu, zwyczajnie ją przeceniasz. Ona raczej kierowała się po prostu swoim interesem, zbudowanym na jej wewnętrznej walce z sobą i wyzwaniem, jakim mógł być dla niej związek i poradziła sobie tak, jak w tamtym momencie swojego życia potrafiła. Przypisujesz jej jakieś głębsze intencje, bo bardzo chcesz, żeby jednak Twoja osoba była obecna w tamtym czasie w jej umyśle, tak jak ona była w Twoim, podczas gdy w rzeczywistości Ty najprawdopodobniej po prostu w tamtym czasie dla niej nie istniałeś, nie liczyłeś się. Zapomniała o Tobie. Stałeś się dla niej nikim. Nic nie zmieni to, że chcesz myśleć o sobie jak o osobie obecnej w jej umyśle w czasie gdy Cię zdradzała. (a’propos sądzę, że takie quasi odwetowe zachowanie jak zachowanie Aftera wobec zdradzającej, to de facto próba stania się kimś dla osoby, dla której wcześniej stało się właśnie nikim, co zostało wyrażone poprzez akt zdrady).

Nie obraź się, ale wydaje mi się, że mylisz pojęcia. To świadome wymierzenie ciosu, o którym piszesz, nie oznacza, że ona to miała na celu. Więc tak, zgadzam się, że mogła kierować się tylko swoim interesem, że partner jej nie obchodził, nie liczyły się jego uczucia itd., a jej jedynym celem było zrobienie tego, na co ona ma ochotę, bez patrzenia na konsekwencje. Tylko że to nie wyklucza tego, że BYŁA ŚWIADOMA, że komuś tym robi krzywdę. Oczywiście nie musiała się nad tym zastanawiać w trakcie samego aktu, nie musiała prowadzić długich rozważań w żadnym momencie, wreszcie: nie musiała mieć na celu skrzywdzenia kogokolwiek, ale była świadoma, że tak właśnie robi.
Powtórzę się: to, że zabiorę dzieciakowi lizaka, bo mam na lizaka ochotę, nie oznacza, że nie jestem świadoma tego, że robię dziecku krzywdę - mimo że przecież to wcale nie było moim celem i mimo że wyrywając mu cukierka z ręki, wcale o jego krzywdzie nie musiałam myśleć.

W pełni zgadzam się z SarąS i pozostanę przy swoim zdaniu.

W moim odczuciu to o czym pisze pasławek dotyczy w przeważającej części sytuacji, jaka ma miejsce już po fakcie. Ewentualnie, w sytuacji odrzucenia czy dłuższej samotności, kiedy uparcie szukamy swojej drugiej połowy. To, jakie działania podejmiemy po zdradzie, jak to przeżyjemy co zrobimy z tymi wszystkimi emocjami to jedno. NIe podlega to dla mnie dyskusji.

Natomiast fakt, czym jest zdrada w rzeczywistości i to jak odbiera ją osoba zdradzona w niedługim czasie po całym zdarzeniu, wydaje mi się jednoznaczna, całkowicie zgodna z punktem widzenia karn i SaryS. Zastanawia mnie to ciągłe notoryczne oddzielanie emocji i przeżyć jednej osoby od drugiej. Ogólnie rzecz biorąc tak jest, jednak między dwójką ludzi w związku granice zaczynają się trochę zacierać. Będąc z kimś w związku staramy się spełniać okreslone potrzeby drugiej strony. Wszystko to co robimy, mówimy, czujemy przy tej osobie, ona to w pewien sposób odbiera. Zatem nie da się kierować się tylko tym, co MY uważamy za korzystne, ciekawe i potrzebne, ale należy brać pod uwagę, jak ta druga strona może odczuć nasze działania. W tym kontekście, sposób myśleniakarn, że warto opanowywać swoje słabości w odpowiednim momencie jest nie tyle idealny, co prawidłowy, biorąc pod uwagę zdrową relację między dwojgiem ludzi. Sądząc, że każdy będzie w związku się inaczej zachowywać, można się zastanawiać, czy w ogóle jest sens w jakikolwiek związek wchodzić, skoro zawsze możę coś drugiej stronie odpalić. Nie przewidzimy na dodatek co może spowodować kryzys ani jak go rozpoznać. Dlatego myślę, że bliska więź dwojga ludzi WYMAGA przestrzegania elemntarnych zachowań i pewnej etykiety, w myśl: " Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe"
Przechodząc do sedna sprawy: CZY MA TO JAKIEKOLWIEK ZNACZENIE dla zdradzanego, że jego/jej partner robi to świadomie czy celowo( te dwa slowa sa chyba uważane zresztą w języku polskim za SYNONIMY). Czy osoba pokrzywdzona odczuwa różnicę z faktu, że jej partner ją oszukał, bo chciał umyślnie jej krzywdę zrobić, czy tez owa krzywda jest wynikiem ubocznym działania zdradzacza? O to mi głównie chodzi! Jeśli nasz partner nie będzie wiedział, że przez swoje wybryki może nas skrzywdzić, przestaje być partnerem a staje się w pwenym sensie wrogiem.Działając egoistycznie niszczy nas, nie siebie ani nie związek, bo związek tworzymy MY anie każdy z nas z osobna. Emocje jakie przeżywamy dzieją się w naszych głowach, to prawda. Ale przecież nie biorą się znikąd. Jeśli już czerpiemy radość z obecności partnera i relacji z nim, to w przypadku zdrady AUTOMATYCZNIE ON staje się przczyną naszej krzywdy, ZUPEŁNIE NIEZALEŻNIE od tego, czy to jest efekt uboczny jego działań czy w pełni świadome wyrządzana nam krzywda. Ja zwyczajnie nie potrafię tego rozdzielić, może w teorii to wygląda tak ładnie i skadnie, ale końcowy efekt jest TAKI SAM! Karn bardzo słusznie, moim zdaniem, podał przykład co się dzieje w umyśle zdradzającego, niejako pomiędzy samym aktem zdrady, chociażby kiedy niewierny małżonek wraca od kochanka do żony. Czy w jego działaniu można mówić o nieświadomości? Czy jest jakikolwiek sens rozdzielać tutaj na czynniki pierwsze bezpośrednie motywy jego działania? Fakt jest taki, że skacząc w bok, krzywdzi swoim działaniem partnera i to się liczy. Czy będzie to miało znaczenie, że partner mnie zdradził, bo chciał mi umyślnie dokopać czy tez może sie zakochał i poszedł w tango? Czara goryczy skupia się przede wszystkim na oszustwie, kłamstwie i braku szacunku, wyrażonego poprzez zdradę a nie przez jakieś drobne niuanse, które pięknie wyglądają tylko w teorii, albo co najwyżej stają się widoczne w niewielkim stopniu po jakimś czasie. Tylk odlaczego tak wiele związków, które się rozpadają przez zdradę, nie zostaje odbudowanych, właśnie z powodu owego czystego KŁAMSTWA i OSZUSTWA, co jest w pełni zrozumiałe.
Natomiast prawdziwe powody zdrady będzie znał tylko zdradzający i to, dlaczego tak postąpił, wie również tylko on. Sam bedzie się musiał zmierzyć ze skutkami swojego postępowania. Również to, jak zareaguje osoba zdradzona oraz czy i jak sobie poradzi z tym ciężarem, to już zupełnie inna bajka. Sądzę jednak, że też ciężko podejmować słuszne decyzje co do dalszych losów związku, próbując rozróżnić, czy motyw zdrady leżał bezpośrednio w chęci czynienia krzywdy czy też był efekterm ubocznym spełnienia jakiejś mniej lub bardziej określonej potrzeby zdradzającego. Jedno jest pewne: zdrada, wraz ze wszystkimi zachowaniami do niej prowadzącymi, NIE JEST przecież jakimś prostym odruchem, wykonywanym bezwolnie.

EDIT: Chio Jak dla mnie w punkt! smile

182

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Mnie bardzo niepokoi to przesuwanie granic i brnięcia w stwierdzenia ,że nie mogę od drugiej człowieka nie wspomnę już że partnera oczekiwać uczciwości,przyzwoitości, wierności,a mogę tylko od siebie. Analogicznie idąc za tym dalej za jakiś czas przy ugruntowaniu takich poglądów strach będzie wyjść na ulicę,bo nie będę mogła oczekiwać że nie dostanę w łep,że nie zostanę okradnięta a ludzie na ulicy zachowają się według obowiązujących zasad współżycia społecznego.

183 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-12 00:04:07)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
Chio napisał/a:

Mnie bardzo niepokoi to przesuwanie granic i brnięcia w stwierdzenia ,że nie mogę od drugiej człowieka nie wspomnę już że partnera oczekiwać uczciwości,przyzwoitości, wierności,a mogę tylko od siebie. Analogicznie idąc za tym dalej za jakiś czas przy ugruntowaniu takich poglądów strach będzie wyjść na ulicę,bo nie będę mogła oczekiwać że nie dostanę w łep,że nie zostanę okradnięta a ludzie na ulicy zachowają się według obowiązujących zasad współżycia społecznego.

Choć pewnie tak to zabrzmiało, ale chyba nie o to Magdzie chodziło. Myślenie pod kątem przesuwania granic jest zwyczajnie niedorzeczne i absurdalne, bo w takim układzie po co w ogóle ludzie wchodziliby w związki, skoro chcą postępować tylko wedle tego, co oni uważają za stosowne, nie licząc się z drugą stroną..?
Mnie bardziej irytuje rozdrabnianie i rozkładanie na czynniki pierwsze pewnych kwestii. Szczególnie ta próba rozdzielenia motywacji zdrady, kiedy niby to bezpośrednia intencja w skrzywdzeniu drugiej strony ma niby mieć inną rangę ważności, niż jeśli zdrada jest efektem ubocznym czegoś. Tylko czego? Bo nawet to, co do samej zdrady prowadzi już jest przecież równią pochyłą i także stanowi niejako objaw niechęci do partnera. W jaki sposób osoba skrzywdzona ma odczuwać tutaj różnicę? Dla niej jest to absolutnie wszystko jedno: do zdrady doszło, zdradzony czuje się oszukany i żadne niuanse nie będą tutaj istotne. Tak często ludzie decydują się zakończyć definitywmnie związek, jeśli tylko pojawiła się jednorazowa zdrada i nieistotny jest dokładny motyw czy działanie. Ważny dla skrzywdzonego jest fakt, że został oszukany i okłamany. Tylko tyle i aż tyle. Im dłużej trwa zdrada, tym gorzej. Wydaje mi się, że te domniemane różnice w postrzeganiu przyczyn samej zdrady zanikają wtedy całkowicie, bo jak można mówić o nieświadomym i nieumyślnym działaniu w trackie trwania dłuższego romansu? No nie da rady..

To co zrobi później zdradzony, to zupełnie inna sprawa.

184

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Wiesz Bagienni to co dziś Tobie, mnie wydaje się absurdalne i niedorzeczne, za 10,15 lat może być normalne. W sumie 20 lat temu nikt nie pomyślałby, że świat pójdzie tak do przodu pod względem kulturowym,społecznym. Dużo się zmieniło ale to inna kwestia. Porownamy jak będziemy na tym forum;)

185

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Chio
No właśnie strona, w którą zmienia się świat jak dla mnie nie jest normalna. Nie cierpię konformizmu i nawet jak za 10, 15 lat coś zostanie przyjęte przez ogół za normę, nie oznacza, że jest rozwinięciem "do przodu". Pewne rzeczy są wbudowane w naszą biologię, jak np. pewność, że wychowuje się swoje potomstwo, że nie jest się okłamywanym i żadne ujarzmianie zdrady przez dzisiejszą kulturę tego nie zmieni.

MagdaLena1111
Rzeczywiście ciągle o tej zdradzie myślę. Jest to mało korzystne dla mnie. Chyba to przez konflikt wewnętrzny jaki mam. Kocham i chcę dać szansę, ale inna część mnie nie chce. I ta inna część ciągle tym zadręcza wzbudzając złość. Jakbym liczył, że cierpienie zmotywuje mnie to do zakończenia związku. Faktycznie nie tędy droga. Dzięki! Btw. dużo logiki i empatii w Twoich wypowiedziach, chociaż ja świat widzę trochę inaczej.

"Co Tobie daje projektowanie na innych własnego stanu umysłu, wartości, sposobów postępowania i oczekiwanie, że będą działali tak, jak Ty w obliczu pokus i zdarzeń? Czyżbyś uważał się za wzorcowego człowieka? Właśnie boleśnie doświadczyłeś na własnej skórze, że jednak ludzie mogą być różni i zachowywać się różnie. Oddanie swego życia w cudze ręce oraz nadzieja nie uchronią Ciebie przed rozczarowaniami.
Co Ciebie blokuje, żeby zrozumieć, że ludzie są różni i nie każdy musi zachowywać się tak jak Ty w określonych okolicznościach? Rozumiem, że w ten sposób świat i ludzie  stają się bardziej przewidywalni. Dobrze Ci życzę, kolega, właśnie dlatego lepiej staraj się poznawać ludzi, z którymi żyjesz i w różnych okolicznościach, potem akceptować ich takimi, jacy są, zamiast żyć własnymi założeniami i wyobrażeniami. Tak będzie lepiej dla Ciebie.
Oczywiście jesteś doskonały, ale w takim razie więcej akceptacji dla faktu, że nie wszyscy tacy są."

Nigdy! wink Właśnie powinienem się trzymać własnego systemu wartości i otaczać ludźmi, którzy mają podobny. Nie powinienem akceptować krzywdzenia mnie. Ludzie są odrębni i mogą robić, co chcą tylko do granicy ranienia innych, bez znaczenia czy robią to celowo. Nie uważam siebie za człowieka doskonałego, ale moje podejście do wierności związku jest po prostu lepsze, proste i jedyne właściwe: "nie zdradzać. koniec kropka." niezależnie od uczuć, emocji, stanu związku, fazy księżyca.

Ja wiem, że uczucia i emocje. Że ktoś był słaby, tchórzliwy, zagubiony, nieszczęśliwy, zaniedbany, podniecony, znudzony, zauroczony, uwiedziony, rozczarowany związkiem i wiele wiele innych. Ale jak dla mnie to jest za dużo kombinowania i rozmyślania. Tak jak pisał bagienni_k rozdrabniania i rozkładania na czynniki pierwsze. Jakoś ja mogę mieć zasadę wypracowaną przez rozum dawno temu, której trzymam. I tak, uważam, że jestem lepszy od innych pod tym względem i wszystkim Wam polecam wypracowanie sobie takiej zasady. I jak się jej trzymam to czuję, że mam więcej klasy i rośnie mi poczucie własnej wartości. A seks lubię i też mi brakuje pozazwiązkowych przygód.

I jeszcze jedno, uczucia uczuciami, ale związek małżeński, oprócz romantycznej miłości, to umowa pomiędzy dwojgiem ludzi mająca na celu wspólne założenie rodziny. Uczucia można szybko zmienić. Ale w małżeństwie są ważniejsze tematy: dzieci i majątek. Rozwodnicy jakich znam, a już się paru pojawiło, mają największy problem nie z emocjami, tylko ze wspólnym kredytem, dziećmi; emocje i uczucia ogarniają szybko. To są istotne sprawy. Małżeństwo to jest bardzo poważny kontrakt. Na majątek pracuje się latami i przeważnie wcale nie wspólnie, bo studia i karierę często robiło się osobno. Uważam, że zdradzająca osoba przy rozwodzie powinna zostać mocno finansowo ukarana. Przykładowo całość lub 80% majątku z małżeństwa powinno iść dla zdradzonego. Zdrada w małżeństwie to nie jest tylko zranienie uczuć. To jest ogromne oszustwo dotyczące wielu aspektów życia.

186

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

I właśnie dlatego że to poważny kontrakt, to nie zawiera się go z kimś kto już na początku zawiódł. Zwłaszcza jak nie ma dzieci.

187

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Zygac mi się już chce...
Qwa Mac wszyscy się wkoło zdradzaja6

188

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
karn napisał/a:

Nigdy! wink Właśnie powinienem się trzymać własnego systemu wartości i otaczać ludźmi, którzy mają podobny. Nie powinienem akceptować krzywdzenia mnie. Ludzie są odrębni i mogą robić, co chcą tylko do granicy ranienia innych, bez znaczenia czy robią to celowo. Nie uważam siebie za człowieka doskonałego, ale moje podejście do wierności związku jest po prostu lepsze, proste i jedyne właściwe: "nie zdradzać. koniec kropka." niezależnie od uczuć, emocji, stanu związku, fazy księżyca.

Ja wiem, że uczucia i emocje. Że ktoś był słaby, tchórzliwy, zagubiony, nieszczęśliwy, zaniedbany, podniecony, znudzony, zauroczony, uwiedziony, rozczarowany związkiem i wiele wiele innych. Ale jak dla mnie to jest za dużo kombinowania i rozmyślania. Tak jak pisał bagienni_k rozdrabniania i rozkładania na czynniki pierwsze. Jakoś ja mogę mieć zasadę wypracowaną przez rozum dawno temu, której trzymam. I tak, uważam, że jestem lepszy od innych pod tym względem i wszystkim Wam polecam wypracowanie sobie takiej zasady. I jak się jej trzymam to czuję, że mam więcej klasy i rośnie mi poczucie własnej wartości. A seks lubię i też mi brakuje pozazwiązkowych przygód.

Brawo! O to mi chodzi. Odniosę się do tego fragmentu. To, że wybrałeś widocznie tak, jak Magda pisała, niedopowiednią osobę, skoro zawiodła Twoje zaufanie, nie znaczy to, że masz zmieniać swoje zasady, czy nabierać wątpliwości, co do ich słuszności. W moim odczuciu właśnie takie pogląday są normalne i prawidłowe. Nie masz zatem sobie nic do zarzucenia w kwestii wyznawanych wartości i powinieneś tylko rzeczywiście dobrze wybadać i szukać osób, reprezentujących podobne do Ciebie poglądy. Nie ma co komplikować pewnych spraw, tam gdzie są one jasne i przejrzyste smile

189 Ostatnio edytowany przez After (2019-11-12 12:22:48)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Dla mnie nie podlega dyskusji, że działanie osoby zdradzajacej, to w pełni świadomy akt największego okrucieństwa, w dodatku mający cechy wręcz sadystycznego pastwienia się nad kimś, kto był kiedyś(celowo piszę kiedyś) tam im osobą bardzo bliską
Twierdzenie, że postępowanie zdrajcy nie jest działaniem umyślnym mogłoby mieć uzasadnienie wtedy i tylko wtedy, gdybyśmy traktowali zdrajczynie/ zdrajców jako osoby kompletnie niepoczytalne i pozbawione rozumu. To, że w chwili zdrady staliśmy się dla zdrajcy/czyni nikim, tego nie zmieni.
Co niektórzy, zapewne zorientowani w temacie wiedzą, że, ktoś, ujmę to w sposób uproszczony, kto jest psycho lub socjopatą nie jest dla niego żadną okolicznoscia łagodzącą, A wręcz odwrotnie.

brak odpowiedzialności, impulsywność,słaba kontrola swojego zachowania, skłonność do manipulacji i oszustwa, brak empatii i współczucia, brak wyrzutów sumienia, zawyżona i nieadekwatna samoocena, łatwość wypowiedzi, powierzchowny urok osobisty


brak empatii, troski o drugiego człowieka, traktowanie ludzi instrumentalnie, wykorzystywanie ich dla własnych celów, brak przywiązania do drugiego człowieka, nienawiązywanie prawdziwej przyjaźni, brak czułości i troski w związkach, brak wstydu i wyrzutów sumienia.


Czyż te powyższe cytaty nie kojarzą się z czymś, czego na własnej skórze doświadczyli zdradzeni?
A to właśnie są cechy osobowości psycho/socjopatycznych.
No i osoba  zdradzona
Czuje się skrzywdzoną , oszukaną, upokorzoną? Ma do tego prawo aby się tak czuć.
Ale, i tutaj jest pełna zgoda, najważniejsze jest, aby jak najszybciej podnieść się, wyjść z roli bezbronnej, zagubionej ofiary, pozbyć się tego cholernego syndromu sztokholmskiego
Skupić się na sobie, nie dać się wbić w poczucie winy i jak ja to ujmuję, jak najszybciej przeistoczyć się z bezbronnej ofiary w bezlitosnego drapieżnika.

Ela210
Moja Ty Pytio forumowa big_smile. Skąd bierzesz te swoje dotyczące mojej osoby oceny, kompletnie mnie nie znając?
Naprawdę myślisz, że będąc już 7 lat w nowym związku zrobiłem to tylko po to, aby się mścić na jakieś Kasi, Zdzisi czy Ani?
Sądzisz, że po zdradzie dziewczyny tylko po to ponad rok ostro pracowałem nad sobą, pomimo totalnego doła, upodlenia i zerowej wiary w siebie niemal wywracając całe moje dotychczasowe życie do góry nogami,
By przez przez pryzmat tego co się stało stać się bezlitosną maszyną do zabijania.
Niezdolną do pokochania kogokolwiek prócz samego siebie?
Rozczaruję Ciebie. Nic z tych rzeczy.

MagdaLena1111
To nie są działania quasi odwetowe. Ja bym tego odwetem, nawet quasi nie nazywał. To jest adekwatna odpowiedź, moje prawo do obrony, w sytuacji, gdy bezczelny złodziej nie dość że wszedł jak do swojego mieszkania aby mnie okraść, to jeszcze próbuje mnie pobić..
Gdybym nawkładał plomb jej kochankowi, zaciekle walczyłbym o jej odzyskanie to wtedy można stwierdzić, że pokazałem jej, że jest dla mnie kimś ważnym.

karn
Pisząc tutaj podrzucam coś co w pierwszym odruchu zaślepionego, otępiałego i zamulonego umysłu wydaje się czystym szaleństwem.
Dla mnie z perspektywy czasu po prostu to wszystko jest zwyczajnie nie warte tego całego zachodu, tych emocji, tego cierpienia.
Zostaję zdradzony?
Po jaką cholerę mam sobie zatruwać tym swoje życie i umysł?
A na pewno tak będzie w przypadku "wybaczenia".

Edit
Widzisz, to dziewczę było na tyle zdeterminowane, że miała wszystko zaplanowane że szczegółami. Nawet alibi
To nie było coś spontanicznego
Następnym razem może być sprytniejsza i już takich śladów nie zostawi.
To również musisz wziąć pod uwagę
Jeśli teraz ją przeciąganiesz psychicznie po przysłowiwej podłodze, odsuniesz się uczuciowo od niej, a ona się nie podda i będzie walczyć o Ciebie, wtedy dopiero będziesz wiedział czy jest naprawdę warta tego przez co przechodzisz.

190 Ostatnio edytowany przez MJX (2019-11-12 12:38:00)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Rzeczywiście ciągle o tej zdradzie myślę. Jest to mało korzystne dla mnie. Chyba to przez konflikt wewnętrzny jaki mam. Kocham i chcę dać szansę, ale inna część mnie nie chce. I ta inna część ciągle tym zadręcza wzbudzając złość. Jakbym liczył, że cierpienie zmotywuje mnie to do zakończenia związku. Faktycznie nie tędy droga. Dzięki! Btw. dużo logiki i empatii w Twoich wypowiedziach, chociaż ja świat widzę trochę inaczej.

karn

czy dzisiaj, po roku, podjąłbyś taką samą decyzję? Czy dałbyś Wam szansę?

191 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-11-12 13:29:54)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

After. Nie nad odurzajacymi kadzidlami ale zupełnie racjonalnie nad espresso wyciągam swoje wnioski na podstawie tego co sam piszesz. smile
Wybacz ale tu na forum droga odbudowywania się po katastrofie jest tak powszechna ze juz za serce nie chwyta niewierna narzeczona wobec opowieści o mężach co nie poznają na ulicy własnych dzieci spacerując z kochanką.
I gdyby te wszystkie kobiety w tym dziale takie miały wnioski na temat ogółu mężczyzn jak Ty piszesz o kobietach, przebywaloby Ci się tu mocno niekomfortowo

192 Ostatnio edytowany przez After (2019-11-12 15:01:14)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Ela210
Ja nie rozgraniczam czy to facet zdradza, czy też kobieta
W równie ostrym tonie potrafię i im dowalić.
A co do kobiet, to wskaż mi w tym poście, który w tym wątku napisałem jakiekolwiek zdanie nieprawdziwe.?
Wiem również, jacy są faceci. Dla mnie ojciec unikający kontaktu z własnym dzieckiem, unikający płacenia alimentów na nie to zwykły smiec.
Tylko to nie oni mają tak uprzywilejowana prawnie pozycję jaką mają kobiety.
Niedługo aby nie zostać oskarżonym o gwałt na małżonce /partnerce przed seksem będzie musiała złożyć pisemne oświadczenie, że robi to w pełni świadomie i dobrowolnie
Brzmi jak jakiś żart, ale i do takich pomysłów i to zawartych w prawie dochodzi bodajże w Szwecji.
To że faceci są ofiarami przemocy domowej do mediów nie dociera lub nie chcą o tym mówić.
Cokolwiek bym o takich facetach myślał - takie są fakty

.

193 Ostatnio edytowany przez SaraS (2019-11-13 10:33:58)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
MagdaLena1111 napisał/a:
SaraS napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Myślę też, że przypisując swojej partnerce świadome wymierzenie w Ciebie ciosu, zwyczajnie ją przeceniasz. Ona raczej kierowała się po prostu swoim interesem, zbudowanym na jej wewnętrznej walce z sobą i wyzwaniem, jakim mógł być dla niej związek i poradziła sobie tak, jak w tamtym momencie swojego życia potrafiła. Przypisujesz jej jakieś głębsze intencje, bo bardzo chcesz, żeby jednak Twoja osoba była obecna w tamtym czasie w jej umyśle, tak jak ona była w Twoim, podczas gdy w rzeczywistości Ty najprawdopodobniej po prostu w tamtym czasie dla niej nie istniałeś, nie liczyłeś się. Zapomniała o Tobie. Stałeś się dla niej nikim. Nic nie zmieni to, że chcesz myśleć o sobie jak o osobie obecnej w jej umyśle w czasie gdy Cię zdradzała. (a’propos sądzę, że takie quasi odwetowe zachowanie jak zachowanie Aftera wobec zdradzającej, to de facto próba stania się kimś dla osoby, dla której wcześniej stało się właśnie nikim, co zostało wyrażone poprzez akt zdrady).

Nie obraź się, ale wydaje mi się, że mylisz pojęcia. To świadome wymierzenie ciosu, o którym piszesz, nie oznacza, że ona to miała na celu. Więc tak, zgadzam się, że mogła kierować się tylko swoim interesem, że partner jej nie obchodził, nie liczyły się jego uczucia itd., a jej jedynym celem było zrobienie tego, na co ona ma ochotę, bez patrzenia na konsekwencje. Tylko że to nie wyklucza tego, że BYŁA ŚWIADOMA, że komuś tym robi krzywdę. Oczywiście nie musiała się nad tym zastanawiać w trakcie samego aktu, nie musiała prowadzić długich rozważań w żadnym momencie, wreszcie: nie musiała mieć na celu skrzywdzenia kogokolwiek, ale była świadoma, że tak właśnie robi.
Powtórzę się: to, że zabiorę dzieciakowi lizaka, bo mam na lizaka ochotę, nie oznacza, że nie jestem świadoma tego, że robię dziecku krzywdę - mimo że przecież to wcale nie było moim celem i mimo że wyrywając mu cukierka z ręki, wcale o jego krzywdzie nie musiałam myśleć.


SaroS, a co ma piernik do wiatraka? Wydaje mi się, że czegoś nie doczytałaś lub nie zrozumiałaś.
Nie ma tu mowy o świadomości krzywdy, ale o jej INTENCJONALNOŚCI. ALBO coś robisz w celu jej zadania, ALBO staje się ona skutkiem ubocznym braku czyjeś empatii lub choćby wyobraźni, żeby dostrzec konsekwencje w postaci czyjegoś cierpienia, lub wyparcia niechcianych treści na skraj świadomości. A jak dalece inaczej może wygląda ciąg myśli oraz karkołomnych uzasadnień, które ktoś sobie tworzy w głowie, żeby „mieć czyste sumienie” pisałam wcześniej, więc przykro mi, że to się nie pokrywa z Twoimi oczekiwaniami, jak człowiek powinien funkcjonować.

Wybacz, ale podany przykład jest tendencyjną manipulacją. „Dziecko”, czyli ktoś słabszy nad kim dorosły ma przewagę? Co jeszcze dorzucisz, niepełnosprawność?

Może nie zrozumiałam, bywa. big_smile Odnosiłam się głównie do pierwszych zdań z Twojego posta. Napisałaś, że nie myślała w tej chwili o partnerze tylko o swoim interesie - zgadzam się z tym. Napisałaś to jednak jako zaprzeczenie "świadomie wymierzonego ciosu". Z tym się nie zgadzam, bo uważam, że niezależnie od intencji, świadoma wyrządzanej krzywdy była.

Tak samo zresztą tylko do pewnego stopnia się zgodzę z tym, co napisałaś w odpowiedzi. Owszem, albo coś robisz, żeby wyrządzić krzywdę, albo ta krzywda staje się skutkiem ubocznym, ALE - w przypadku zdrady - skutkiem ubocznym, którego jest się świadomym, i to celowego działania. Znaczy, może się wydawać, że to niewielka różnica, ale "skutek uboczny braku czyjejś empatii/wyobraźni" idzie mocno w stronę zdjęcia odpowiedzialności ze zdradzającego. No przecież na brak empatii czy wyobraźni nic nie poradzi, to właściwie ta krzywda to mu wyszła niechcący,  nie wiedział, biedactwo. No nie, dobrze wiedział, a to, co sobie tworzy w głowie na własne usprawiedliwienie, tego nie zmienia (a nawet to potwierdza, bo skoro ktoś potrzebuje wybielenia się, to wie, że nabroił; jeśli szuka powodów, dla których to była wina partnera, to wie, że tego partnera skrzywdził itd.).

A dziecko w przykładzie zupełnie przypadkowe, akurat miałam lizaka przed nosem (ekhem, kupionego... xD) i skojarzył mi się z dzieckiem. Równie dobrze mogłam zerwać z głowy fajną czapkę jakiejś równolatce. Na to samo wyjdzie. Swoją drogą, rozumiem, że dzieckiem niby łatwiej grać na uczuciach, ale generalnie bardzo mi się nie podoba takie podejście - ja tam uważam, że zabranie czegoś dziecku jest tak samo złe jak zabranie czegoś dorosłemu albo niepełnosprawnemu. Kradzież to kradzież.

194 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-11-13 10:56:14)

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
SaraS napisał/a:

(...)Tak samo zresztą tylko do pewnego stopnia się zgodzę z tym, co napisałaś w odpowiedzi. Owszem, albo coś robisz, żeby wyrządzić krzywdę, albo ta krzywda staje się skutkiem ubocznym, ALE - w przypadku zdrady - skutkiem ubocznym, którego jest się świadomym, i to celowego działania. Znaczy, może się wydawać, że to niewielka różnica, ale "skutek uboczny braku czyjejś empatii/wyobraźni" idzie mocno w stronę zdjęcia odpowiedzialności ze zdradzającego. No przecież na brak empatii czy wyobraźni nic nie poradzi, to właściwie ta krzywda to mu wyszła niechcący,  nie wiedział, biedactwo. No nie, dobrze wiedział, a to, co sobie tworzy w głowie na własne usprawiedliwienie, tego nie zmienia (a nawet to potwierdza, bo skoro ktoś potrzebuje wybielenia się, to wie, że nabroił; jeśli szuka powodów, dla których to była wina partnera, to wie, że tego partnera skrzywdził itd.) (...)

W tym leży cały problem. Jedni potrafią znaleźć te drobne niuanse i tworzyć dwa zupełnie różne scenariusze. Inni dostrzegają, ze efekt ich obu będzie mimo wszystko taki sam. Pytanie podstawowe brzmi, jak to odczuwa osoba zdradzona? W moim odczuciu, z jej punktu widzenia nie ma ŻADNEJ różnicy. Zostałem zdradzony = zostałem perfidnie oszukany i okłamany, czyli mówiąc krótko: SKRZYWDZONY.
Mogłoby być inaczej, gdbyśmy przyjęcli, że sama zdrada, jak i zachowania ją poprzedzające wykonywane będą ZUPEŁNIE bezwolnie, poza świadomością osoby zdradzającej, co dla mnie jest czystym absurdem. Nie da się sprowadząc tak złożonego procesu to jakiegoś prostego odruchu, wykonywanego instynktownie. Dopuszczajac się zdrady każdy jest świadomy tego co robi, zdając sobie sprawę, zę swoim postępowaniem krzywdzi drugą osobę w związku. I to ma moim zdaniem najistotniejsze znaczenie. Tym barrdziej, kiedy pojedynczy skok w bok przeradza się w dłuższy romans. Jak inaczej wytłumaczyć choćby to, kiedy wspomniana przez Aftera niewiasta chciała sobie zapewnić alibii przed partnerem, chcąc wyjechać do swojego wielbiciela? GDZIE tutaj jest nieświadomość w czynieniu krzywdy?

195

Odp: Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym
bagienni_k napisał/a:

Jak inaczej wytłumaczyć choćby to, kiedy wspomniana przez Aftera niewiasta chciała sobie zapewnić alibii przed partnerem, chcąc wyjechać do swojego wielbiciela? GDZIE tutaj jest nieświadomość w czynieniu krzywdy?

Czasami jest tak, że w języku brakuje słów na określenie pewnych postaw i zachowań. Jeżeli przyjmiemy, że świadomość, to jasność, stanie w miejscu, gdzie widać oczywistość prawdy. To uznamy, że cytowane zachowanie jest nieświadome. Gdyby zdradzający mieli świadomość tego co robią, już po fakcie i opadnięciu emocjonalnego kurzu, nie mówili by o sobie jak o ofierze tego co się stało.
My tu komentujący nadużywamy z oceną sytuacji, bo widzimy wszystko z innej perspektywy. Zgodnie z tym co tu mówię, dzięki temu mamy większą świadomość (jasność). Co oczywiście nie znaczy, że postawieni w podobnej sytuacji, ale z innymi zmiennymi, nie zachowamy się tak jakby nas kompletnie ogłupiło, jakby nam zabrało świadomość.

Posty [ 131 do 195 z 219 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Mam męża, a zadurzyłam się w żonatym

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026