Inaczej gdybysmy nie mieli dziecka, szybciej bym zapomniała. Widzę że mnie rozumiesz, my kobiety jakos inaczej to wszystko odbieramy. Dokładnie kobieta zrobi wszystko by ratować związek nim odejdzie..tak było w moim przypadku, dlatego już się zamknelam i kontaktuje się z nim jak on coś napisze o małej. Ja chcę pokazać że sobie radzę, musze.
Niech sobie siedzi ze swoją urazona duma ja się płaszczyc nie będę, szanujmy się. Trzeba stanąć na nogi. Jak sobie radzisz po tych 4 miesiącach? Dziecka nie macie?
Tala, pierwsze 2 miesiące to była rozpacz, która sięgnęła dna. Nie wierzyłam, że to się dzieje na prawdę.
Dzieci wspólnych nie mieliśmy, planowaliśmy po ślubie. Mój ex ma córkę 12 letnią z poprzedniego małżeństwa, a ja 7 letniego syna, z którym moj były spędził pół jego życia i nawet nie zapytał, jak sobie radzimy. Byliśmy też związani zawodowo, więc właściwie nagle zostałam dodatkowo bez pracy. Miałam wrażenie, że wszystko mi się zawaliło na głowę i że wszystko straciłam. Dopiero od niedawna zaczynam odbudowywać swój świat i dochodzę do wniosku, że nie straciłam niczego, wszystko zyskałam - SIEBIE.
Czytam to forum od jakiegoś czasu, i wiele mądrych osób już tu się wypowiedziało i zgadzam się z tym całkowicie. Po rozstaniu potęgujemy swój ból idealizując nasze związki. Ale to jest iluzja. Mój komfort życia zmienił się na gorsze, ale tylko chwilowo, wierze, że potem będzie lepiej, bo ból minie, a ja nie muszę już żyć z człowiekiem, który emocjonalnie jest pusty, który pytany nie odpowiada, i nie wiadomo, co czuje i co myśli, więc jakakolwiek próba rozmowy to ogromna frustracja - tak się po prostu nie da!
Wysyłam Ci mnóstwo wsparcia, żebyś dała radę przetrwać te chwile. Wiem, że chciałaś rodziny, domu i stabilizacji i w najgorszych momentach pomyśl, że to wszystko będziesz miała, tylko z innym człowiekiem, z kimś kto w kryzysie będzie potrafił schować swoje ego do kieszeni w imię Wszego dobra.