Witam. Dwa miesiące temu odeszlam od partnera wraz z naszym dzieckiem które ma ponad roczek. Mieliśmy dom, który jest na niego ,razem urzadzalismy go od podstaw. Życie przy dziecku zmienia się o 180 stopni. Kto ma ten zrozumie. Starałam się być jak najlepszą mamusia kosztem zaniedbywania uczuć do partnera. Brakowało u nas rozmowy na poważne tematy. Klotnie jakie były zamiast o nich porozmawiać, wyjaśnic ...on mówił żeby nie rozgrzebywac. Mój byly partner jest typem osoby która trzyma wszystko w sobie.. kazde emocje, nie chce się dzielić z nikim. Mało z kim potrafi o poważnych tematach rozmawiac. Nawet nie wiecie jakie to jest wkurzające mówić jak do sciany! Od czerwca zaczęły się ciche dni, próbowałam rozmawiać jakoś ratować związek ale on jakby jednym uchem wlatywalo drugim wylatywalo. Myślałam ze może moja wyprowadzka z mala da mu do myślenia i zrozumie co jest dla niego ważne. Nawet jego mama mówiła żeby został sam to zrozumie. Dostałam prace po macierzyńskim i chciałam coś wynajac na jakis czas. On o tym wiedział. Mówił ze jest może typem samotnika ze chce odpocząć itd. Wyprowadzilam się najpierw do rodziców. Los okazał się okrutny. Straciłam prace, musiałam odwołać wynajem. Tak naprawdę nie mam pracy, mieszkania ani faceta. Mam tylko moja kochana córeczkę. Szukam ciągle pracy ale to nie takie łatwe. Ojciec małej pokazał swoim zachowaniem ze zależy mu tylko na malej płaci alimenty oraz bierze mała 3 razy w tyg. Jeździ do rodziców bo mu dużo pomagają. Oni wierza ze kiedyś się ułoży... ale jak ma się ułożyć jak mu chyba duma urazona nie pozwala żeby coś zrobić bo to ja się wynioslam.. Jak ja mogłam wytrzymywac miesiąc nieodzywania sie. Nie potrafil radzić sobie z emocjami. Jego sposob to nieodzywanie sie. Czulam sie wykonczona psychicznie. Osoby zaufane radzily ze moze wyprowadzka dobrze nam zrobi...Mieszkamy aktualnie w małym pokoju u moich rodziców. Nie moge się odnalezc... tak bardzo chciałabym zapewnić jej warunki godne. Mieliśmy razem stworzyć dom dla.malej i wyszło ze zostałam sama z nia
on bardzo kocha mała ale tylko chyba ja...pozwolił nam odejść, mieszka sam i mu dobrze, zyje bez stresowo jak napisał mi. Dziecka chcieliśmy oboje dlaczego facet tak łatwo odpuszcza jak przychodzi kryzys?
no i kontaktujemy się tak naprawdę w sprawie małej, kiedy ja bierze itp..
1 2019-11-01 18:12:25 Ostatnio edytowany przez weroska33 (2019-11-01 18:21:07)
Podobne tematy
Po prostu przelicytowałaś, zdarza się. Myślałaś, że po wyprowadzce zacznie płakać i jęczeć, a tu zonk! Może czytał te same poradniki co ty:) Ciesz się, że z małą chce mieć kontakt i płaci alimenty, bo to nie takie pewne w naszych czasach.
Wiesz co były ku temu powody. Pisał do swojej koleżanki wcześniej później byle głupia kłótnia sprawiła ze przestał się odzywac. Wiem ze on ma taki charakter. Wcześniej mówił ze mamy dać sobie szansę ze względu na mala i na tym ustalo. Byłam wykończona psychicznie, człowiek wracal do.domu i nie miał do kogo się odezwać. Myślałam ze odczuje pustke jak odejdziemy na jakiś czas on wiedział o tym, był przygotowany. Ale to będzie chyba odejście na zawsze..
4 2019-11-01 18:46:28 Ostatnio edytowany przez 12miecio12 (2019-11-01 18:48:41)
Piszesz o ile rozumiem co piszesz,,zanieduje partnera, bo chce byc jak najlepsza mamusia dla dziecka, wyprowadzam sie od niego" I nie rozumiesz dlaczego on dba tylko o wasze dziecko, a nic nie robi w kwestii twojego powrotu, tobie jest teraz bardzo zle bo masz kiepskie warunki bytowe, czy dobrze rozumiem?
Facet jest skryty, dusi w sobie uczucia, ale to dla ciebie nie jest odkrycie po porodzie? Takim jest od zawsze I to ty zdecydowalas sie na niego a nie na innego, sama przyznajesz ze go zaniedbujesz, wyprowadzasz sie - a czy nie uwazasz ze to dla niego ulga, ze on oczekiwal od zony zaangazowania, jakis uczuc? Skoro ich nie dostal, ba dalas mu kopa poprzez wyprowadzke, to moze on stwierdza ze kocha wasze dziecko, a skoro przez ciebie zostal odrzucony, zdeptany, to tak widocznie musialo byc, pogodzil sie z tym? O ucuzcia powinny dbac bie strony w zwiazku, bo samotnie nikt zwiazku nie pociagnie, wy wyraznie rozmineliscie w swoich oczekiwaniach oraz w tym co sobie wzajemnie dawaliscie jako para
Wiekszosc facetow, czuje sie mocno odrzucona, zaniedbana po tym jak zona urodzi dziecko I skupia swoje uczucia, swoja uwage na dziecku, ty sama to potwierdzasz w swoim wpisie
Piszesz ze on pisal do swojej kolezanki, a czy postawilas sprawe ostro o czym to pisanie? bo moze pisal bo czul sie mocno zaniedbany, odrzucony, ty dodtkowo decydujesz ze wyprowadzasz sie z dzieckiem, to on odpuszcza
Liczysz się z tym, że będziesz musiala zacząc poważnie traktowac swoją sytuacje? Nie mieliście ślubu, więc wszystko co za sobą zostawiłaś, łącznie z domem w który jak zrozumiałam włożyłaś sporo własnego wysiłku i pracy, po prostu przepadło? Czy nie powinnaś porozmawiać z partnerem, aby jakoś zrekompensował ci ten wkład? Czy on potraktował to jak prezent od losu i wystarczy mu, że płaci alimenty na dziecko?
Dlaczego zdecydowałaś się z nim zamieszkać, urządzać jego dom, w końcu rodzić dziecko a nie wzięliście ślubu?
6 2019-11-01 18:59:54 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-11-01 19:53:45)
Liczysz się z tym, że będziesz musiala zacząc poważnie traktowac swoją sytuacje? Nie mieliście ślubu, więc wszystko co za sobą zostawiłaś, łącznie z domem w który jak zrozumiałam włożyłaś sporo własnego wysiłku i pracy, po prostu przepadło? Czy nie powinnaś porozmawiać z partnerem, aby jakoś zrekompensował ci ten wkład? Czy on potraktował to jak prezent od losu i wystarczy mu, że płaci alimenty na dziecko?
Dlaczego zdecydowałaś się z nim zamieszkać, urządzać jego dom, w końcu rodzić dziecko a nie wzięliście ślubu?
Tak wiem.o tym. Jest to bardzo poważna sprawa, wszystko.zwalilo mi się na glowe. Wszystko urzadzalam z nim, dokladalam się ile mogłam. Jego tłumaczenie jest takie ze to ja się wyprowadzilam. Nic sam od siebie nie chce rozmawiać na ten temat. Wie ze nie mam pracy ze u rodziców są ciężkie warunki. Zamieszkalismy razem po urodzeniu małej. Miało być wcześniej kilka miesięcy lecz budowa się przesunela. Ślubu nie chciałam mieć, on proponował cywilny jak byłam w ciąży. Ale dla mnie ślub nie był priorytetem
Talu, piszesz o ile rozumiem co piszesz,,zanieduje partnera, bo chce byc jak najlepsza mamusia dla dziecka, wyprowadzam sie od niego" I nie rozumiesz dlaczego on dba tylko o wasze dziecko, a nic nie robi w kwestii twojego powrotu, tobie jest teraz bardzo zle bo masz kiepskie warunki bytowe, czy dobrze rozumiem?
Facet jest skryty, dusi w sobie uczucia, ale to dla ciebie nie jest odkrycie po porodzie? Takim jest od zawsze I to ty zdecydowalas sie na niego a nie na innego, sama przyznajesz ze go zaniedbujesz, wyprowadzasz sie - a czy nie uwazasz ze to dla niego ulga, ze on oczekiwal od zony zaangazowania, jakis uczuc? Skoro ich nie dostal, ba dalas mu kopa poprzez wyprowadzke, to moze on stwierdza ze kocha wasze dziecko, a skoro przez ciebie zostal odrzucony, zdeptany, to tak widocznie musialo byc, pogodzil sie z tym? O ucuzcia powinny dbac bie strony w zwiazku, bo samotnie nikt zwiazku nie pociagnie, wy wyraznie rozmineliscie w swoich oczekiwaniach oraz w tym co sobie wzajemnie dawaliscie jako para
Wiekszosc facetow, czuje sie mocno odrzucona, zaniedbana po tym jak zona urodzi dziecko I skupia swoje uczucia, swoja uwage na dziecku, ty sama to potwierdzasz w swoim wpisie
Piszesz ze on pisal do swojej kolezanki, a czy postawilas sprawe ostro o czym to pisanie? bo moze pisal bo czul sie mocno zaniedbany, odrzucony, ty dodtkowo decydujesz ze wyprowadzasz sie z dzieckiem, to on odpuszcza
Masz racje jest taki od zawsze. Bywaly momenty ze potrafił coś napisać o uczuciach a nie mówił. Oboje się zaniedbywalismy bo wszystko kręciło się wokół małej, pisał do koleżanki typu ze fajne były czasy kiedyś ze jak będzie miała ochotę to mogą się spotkać to tak pokrótce... Był wtedy u kolegi jak to pisał i się mocno napil. Później tłumaczył się ze to koleżanka z którą ma kontakt co 3 msc i nic ich nie łączy. Przeciez w związku trzeba rozmawiać na poważne tematy, walczyć o.siebie.. może on potrzebuje czasu nie wiem
Masz racje jest taki od zawsze. Bywaly momenty ze potrafił coś napisać o uczuciach a nie mówił. Oboje się zaniedbywalismy bo wszystko kręciło się wokół małej, pisał do koleżanki typu ze fajne były czasy kiedyś ze jak będzie miała ochotę to mogą się spotkać to tak pokrótce... Był wtedy u kolegi jak to pisał i się mocno napil. Później tłumaczył się ze to koleżanka z którą ma kontakt co 3 msc i nic ich nie łączy. Przeciez w związku trzeba rozmawiać na poważne tematy, walczyć o.siebie.. może on potrzebuje czasu nie wiem
Trzeba mieć też choć minimum zaufania, którego Ci brakowało.
Boje sie ze moze byc juz za pozno na odbudowe relacji z jego strony, sama piszesz ze go mocno zaniedbalas, poczul sie odrzucony, I w jego glowie zostaly tylko uczucia do dziecka, bo przeciez ty go nie chcesz, nic nie robisz zeby bylo dobrze, ba zostawilas go I wyprowadzilas sie z dzieckiem, nie wiem czy jest szansa ze to on zacznie zabiegac na ciebie? te wszystkie sygnaly, ktore od ciebie od dluzszego czasu dostaje, to same kopniaki, kazdy ma swoj limit bicia glowa w sciane. Jak on doszedl do wniosku ze co by nie zrobil to ty I tak go nie chcesz, to sorry ale nie bedzie akcji z jego strony, bo on sie zwyczajnie boi, ze sie osmieszy, a ty I tak go odepchniesz
9 2019-11-01 19:09:51 Ostatnio edytowany przez weroska33 (2019-11-01 19:10:51)
Boje sie ze moze byc juz za pozno na odbudowe relacji z jego strony, sama piszesz ze go mocno zaniedbalas, poczul sie odrzucony, I w jego glowie zostaly tylko uczucia do dziecka, bo przeciez ty go nie chcesz, nic nie robisz zeby bylo dobrze, ba zostawilas go I wyprowadzilas sie z dzieckiem, nie wiem czy jest szansa ze to on zacznie zabiegac na ciebie? te wszystkie sygnaly, ktore od ciebie od dluzszego czasu dostaje, to same kopniaki, kazdy ma swoj limit bicia glowa w sciane. Jak on doszedl do wniosku ze co by nie zrobil to ty I tak go nie chcesz, to sorry ale nie bedzie akcji z jego strony, bo on sie zwyczajnie boi, ze sie osmieszy, a ty I tak go odepchniesz
Wiesz co to zaniedbywanie chodzi ze nie sypialismy razem od paru miesiecy, bywaly sytuacje ale rzadkie. Dzielilismy się wstawaniem do małej. Starałam się być dobra dziewczyna robiłam obiadki sprzatalam , czesto gdzieś jezdzilismy ..
Ale on tez mało od siebie dawal. Przecież są różne rozwiazania, mamy dla kogo walczyć dla naszej córeczki ale co ja mogę sama osiągnąć. .
Kolejna pokerowa zagrywka z blefem pt. wyprowadzę się a on poczuje co stracił i przyjdzie na kolanach. A tu zonk, brak zainteresowania i być może ulga z drugiej strony. Dość powszechne przekonanie wśród pań że warto w ten sposób testować partnera, doradzane przez przyjaciółki. Osobiście tez miałem okazję tego doświadczyć, z podobnym skutkiem dla byłej już eks.
Pozostaje Ci Autorko pogodzić się że z tym że partner najwyraźniej też miał dosyć i nie będzie zabiegał o Twój powrót, albo poddać się w tym rozdaniu i liczyć na ugodowy powrót do relacji, albo zachować pokerowy spokój i liczyć że parter się przełamie.
No nieźle... Więc teraz możesz liczyć tylko na siebie i rodziców. Przede wszystkim cały swoj wysiłek włoż w znalezienie pracy, żebyś nieco stanela na nogi. U rodzicow jest może nieco ciasno, ale nie rzucaj się od razu na wynajem mieszknia, odbij się trochę finansowo. Musisz się wziąć za siebie i ogarnąć, dla siebie i małej. Jesli będziesz pracować, uskładasz nieco grosza a rodzice ci trochę pomogą, to z czasem może kupisz jakieś niewielkie, skromne mieszkanko na kredyt.
Tak ci radzę, jakby sprawa z twoim partnerem była przesądzona, ale mam wrażenie, że tak czy siak nie dobraliście się. Poza tym, widzisz czym kończy się bezgraniczne zaufanie do partnera i nie dbanie o własne sprawy, wlasną niezalezność, przede wszystkim finansową i mieszkaniową.
12 2019-11-01 19:12:48 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-11-01 19:52:31)
Kolejna pokerowa zagrywka z blefem pt. wyprowadzę się a on poczuje co stracił i przyjdzie na kolanach. A tu zonk, brak zainteresowania i być może ulga z drugiej strony. Dość powszechne przekonanie wśród pań że warto w ten sposób testować partnera, doradzane przez przyjaciółki. Osobiście tez miałem okazję tego doświadczyć, z podobnym skutkiem dla byłej już eks.
Pozostaje Ci Autorko pogodzić się że z tym że partner najwyraźniej też miał dosyć i nie będzie zabiegał o Twój powrót, albo poddać się w tym rozdaniu i liczyć na ugodowy powrót do relacji, albo zachować pokerowy spokój i liczyć że parter się przełamie.
Czasami ciężko znaleźć sposób na ratowanie zwiazku jak druga osoba jest bierna
No nieźle... Więc teraz możesz liczyć tylko na siebie i rodziców. Przede wszystkim cały swoj wysiłek włoż w znalezienie pracy, żebyś nieco stanela na nogi. U rodzicow jest może nieco ciasno, ale nie rzucaj się od razu na wynajem mieszknia, odbij się trochę finansowo. Musisz się wziąć za siebie i ogarnąć, dla siebie i małej. Jesli będziesz pracować, uskładasz nieco grosza a rodzice ci trochę pomogą, to z czasem może kupisz jakieś niewielkie, skromne mieszkanko na kredyt.
Tak ci radzę, jakby sprawa z twoim partnerem była przesądzona, ale mam wrażenie, że tak czy siak nie dobraliście się. Poza tym, widzisz czym kończy się bezgraniczne zaufanie do partnera i nie dbanie o własne sprawy, wlasną niezalezność, przede wszystkim finansową i mieszkaniową.
Tak musze liczyć tylko na siebie jest ciężko bardzo ciężko ale musze, dla mojej córki
13 2019-11-01 19:28:01 Ostatnio edytowany przez Jacekk (2019-11-01 19:31:27)
Jacekk napisał/a:Kolejna pokerowa zagrywka z blefem pt. wyprowadzę się a on poczuje co stracił i przyjdzie na kolanach.
Czasami ciężko znaleźć sposób na ratowanie zwiazku jak druga osoba jest bierna
Zgadza się, nikt nie mówi że jesteś winna tego co było w związku, wina zawsze jest gdzieś pośrodku. Chodzi o to że taka wyprowadzka może być traktowana jako porzucenie i uwłaczająca dla partnera. Możliwe też że partner nie chciał ratować relacji i ta wyprowadzka jest dla niego rozwiązaniem. Całkiem możliwe że jak go jeszcze trochę przetrzymasz a on nie nawiąże nowej relacji to odczuje brak Ciebie, dziecka, i będzie dążył do pojednania. Być może też powinnaś przemyśleć czy ten związek miał (ma) szanse trwać dalej i czy jest sens jego ratowania.
14 2019-11-01 19:35:37 Ostatnio edytowany przez weroska33 (2019-11-01 19:37:16)
weroska33 napisał/a:Jacekk napisał/a:Kolejna pokerowa zagrywka z blefem pt. wyprowadzę się a on poczuje co stracił i przyjdzie na kolanach.
Czasami ciężko znaleźć sposób na ratowanie zwiazku jak druga osoba jest bierna
Zgadza się, nikt nie mówi że jesteś winna tego co było w związku, wina zawsze jest gdzieś pośrodku. Chodzi o to że taka wyprowadzka może być traktowana jako porzucenie i uwłaczająca dla partnera. Możliwe też że partner nie chciał ratować relacji i ta wyprowadzka jest dla niego rozwiązaniem. Całkiem możliwe że jak go jeszcze trochę przetrzymasz a on nie nawiąże nowej relacji to odczuje brak Ciebie, dziecka, i będzie dążył do pojednania. Być może też powinnaś przemyśleć czy ten związek miał (ma) szanse trwać dalej i czy jest sens jego ratowania.
Chciałabym żeby się ułożylo, jest ojcem mojego dziecka... ale wiem ze musielibysmy zacząć rozmawiać jak.cos się dzieje złego i pracować nad soba. Eh niby łatwo się gada a w praktyce inaczej. Wiem ze nie moge sobie robić nadziei tylko żyć dalej i ogarnąć się finansowo bo dziecko musi mieć swój kącik. ..
15 2019-11-01 19:42:44 Ostatnio edytowany przez Hrefi (2019-11-01 19:46:12)
Zawsze się dziwię gdy słyszę, że o związek trzeba walczyć. Jak to potwornie brzmi. Czyli inaczej mówiąc to chyba znaczy że jedna ze stron nie chce już związku, nic się nie układa ale druga strona chce na siłę zmusić pierwszą do bycia razem. To chyba jest ta walka.
Udany związek sam się kręci swoją mocą napędowa. Jak trzeba walczyć to znaczy dla mnie, że już jest musztarda po obiedzie czy jak tam się mówi.
@weroska33
A czemu nie masz z nim ślubu? Dla mężczyzn ślub to skrajne niekorzystne rozwiązanie i nikomu nie polecam ale dla kobiet wręcz odwrotnie. Miała byś pół domu, mogłabyś wystąpić o alimenty na siebie.
Chciałabym żeby się ułożylo, jest ojcem mojego dziecka... ale wiem ze musielibysmy zacząć rozmawiać jak.cos się dzieje złego i pracować nad soba. Eh niby łatwo się gada a w praktyce inaczej. Wiem ze nie moge sobie robić nadziei tylko żyć dalej i ogarnąć się finansowo bo dziecko musi mieć swój kącik. ..
Jak najbardziej, i właśnie też o dziecko tu chodzi, o to by miało oboje rodziców, co jest ogromnie ważne. Może użytkowniczki z forum podpowiedzą Ci jak spróbować nawiązać z nim rozmowę jako wstęp do naprawy związku.
Zawsze się dziwię gdy słyszę, że o związek trzeba walczyć. Jak to potwornie brzmi. Czyli inaczej mówiąc to chyba znaczy że jedna ze stron nie chce już związku, nic się nie układa ale druga strona chce na siłę zmusić pierwszą do bycia razem. To chyba jest ta walka.
Udany związek sam się kręci swoją mocą napędowa. Jak trzeba walczyć to znaczy dla mnie, że już jest musztarda po obiedzie czy jak tam się mówi.
@weroska33
A czemu nie masz z nim ślubu? Dla mężczyzn ślub to skrajne niekorzystne rozwiązanie i nikomu nie polecam ale dla kobiet wręcz odwrotnie. Miała byś pół domu, mogłabyś wystąpić o alimenty na siebie.
Wiesz nie każdy chce slubu dla mnie to zawsze była rzecz drugorzędna. Nie myslalam o tym zeby miec polowe domu tu nie o to chodzi
Znasz związek wieloletni który by funkcjonował bez "pomocy" i kryzysów? ![]()
Udany związek sam się kręci swoją mocą napędowa. Jak trzeba walczyć to znaczy dla mnie, że już jest musztarda po obiedzie czy jak tam się mówi.
Sam się kręci na początku, później motylki ustają i jest proza życia, ludzie tracą wspólne wizje i cele, nie potrafią rozmawiać, poddają się emocjom. I wtedy jest miejsce na walkę o związek jako ciężka praca z ustępstwami, albo relacja się kończy.
Hrefi napisał/a:Udany związek sam się kręci swoją mocą napędowa. Jak trzeba walczyć to znaczy dla mnie, że już jest musztarda po obiedzie czy jak tam się mówi.
Sam się kręci na początku, później motylki ustają i jest proza życia, ludzie tracą wspólne wizje i cele, nie potrafią rozmawiać, poddają się emocjom. I wtedy jest miejsce na walkę o związek jako ciężka praca z ustępstwami, albo relacja się kończy.
Dokładnie tak jest. Kto był w związku parę lat to wie jak to jest.
weroska33, proszę, byś nie publikowała postu pod postem, to wbrew naszemu Regulaminowi. Zamiast tego, używaj opcji "edytuj".
Wiesz nie każdy chce slubu dla mnie to zawsze była rzecz drugorzędna. Nie myslalam o tym zeby miec polowe domu tu nie o to chodzi
Znasz związek wieloletni który by funkcjonował bez "pomocy" i kryzysów?
Też jestem zdania że ślub nie daje dużych gwarancji. W Twoim przypadku dom jest jego majątkiem odrębnym i nie był by objęty wspólnością małżeńską. Twój wkład w remonty i wyposażenie może być traktowany jako poniesione nakłady. W małżeństwie czy bez małżeństwa przysługuje Ci roszczenie o ich zwrot, jeżeli będziesz potrafiła wykazać że je poniosłaś.
weroska33 napisał/a:Wiesz nie każdy chce slubu dla mnie to zawsze była rzecz drugorzędna. Nie myslalam o tym zeby miec polowe domu tu nie o to chodzi
Znasz związek wieloletni który by funkcjonował bez "pomocy" i kryzysów?Też jestem zdania że ślub nie daje dużych gwarancji. W Twoim przypadku dom jest jego majątkiem odrębnym i nie był by objęty wspólnością małżeńską. Twój wkład w remonty i wyposażenie może być traktowany jako poniesione nakłady. W małżeństwie czy bez małżeństwa przysługuje Ci roszczenie o ich zwrot, jeżeli będziesz potrafiła wykazać że je poniosłaś.
Owszem, ale trudniej np. udowodnić moment od ktorego wnosi się roszczenie, co np. w malżeństwie nie ma miejsca, liczy się data ślubu.
Z tego co dziewczyna pisala, to dom był w budowie gdy ona była w ciąży, więc gdyby byli malżeństwem miałaby prawo do spłaty nawet wtedy, gdy nie poniosła realnie kosztów budowy po połowie. To ogromna różnica.
Zawsze dziwię się kobietom, że rodzą dzieci, skazują się na wypadniecie z toru pracy zawodowej na długi przecież okres, poswięcają się wychowaniou wspólnych przeciez dzieci i nie próbują się zabezpieczyć. No ale kazdy ma swój rozum.
23 2019-11-01 20:23:01 Ostatnio edytowany przez 12miecio12 (2019-11-01 20:24:12)
Zagrywka z wyprowadzaniem to niestety niewypal, pewnie by zadzialalo ale w innych okolicznosciach, bo z jego punktu widzenia wszystko sie miedy wami posypalo, sama piszesz ze od wielu miesiecy nie sypialiscie ze soba, wiec to zrozumiale ze on poczul sie odrzucony przez ciebie, kiedy sie wyprowadzilas, to on nie teskni, bo nie ma za czym tesknic, bo niby za twoimi pretensjami, za to ze sprowadzilas go do roli lokaja I bankomatu, wiesz dlaczego on po pijaku pisal do tej kolezanki, bo nie mial partnerki, szukal drugiego czlowieka do ktorego moglby sie przytulic, a nie tylko kogos kto nim pomiata, sama piszesz ze on skryty, to I ci tego na glos nie powie
Owszem o ile faktycznie chcesz to z powrotem posklejac, to ty musisz pierwsza wyciagnac reke, zrob mu dobra kolacje, wyjedzcie gdzies razem, bo pewnie gdzies tam w glebi serca on ciagle za taka ty jaka bylas dla niego kiedys dawno, od partnera trzeba wymagac, ale trzeba go tez wynagradzac, bo inaczej to sie wystraszy I zostawi
Jacekk napisał/a:weroska33 napisał/a:Wiesz nie każdy chce slubu dla mnie to zawsze była rzecz drugorzędna. Nie myslalam o tym zeby miec polowe domu tu nie o to chodzi
Znasz związek wieloletni który by funkcjonował bez "pomocy" i kryzysów?Też jestem zdania że ślub nie daje dużych gwarancji. W Twoim przypadku dom jest jego majątkiem odrębnym i nie był by objęty wspólnością małżeńską. Twój wkład w remonty i wyposażenie może być traktowany jako poniesione nakłady. W małżeństwie czy bez małżeństwa przysługuje Ci roszczenie o ich zwrot, jeżeli będziesz potrafiła wykazać że je poniosłaś.
Owszem, ale trudniej np. udowodnić moment od ktorego wnosi się roszczenie, co np. w malżeństwie nie ma miejsca, liczy się data ślubu.
Z tego co dziewczyna pisala, to dom był w budowie gdy ona była w ciąży, więc gdyby byli malżeństwem miałaby prawo do spłaty nawet wtedy, gdy nie poniosła realnie kosztów budowy po połowie. To ogromna różnica.
Zawsze dziwię się kobietom, że rodzą dzieci, skazują się na wypadniecie z toru pracy zawodowej na długi przecież okres, poswięcają się wychowaniou wspólnych przeciez dzieci i nie próbują się zabezpieczyć. No ale kazdy ma swój rozum.
Tzn jak wypadniecie z toru pracy? Ja pracowalam przez 5 lat w firmie. Nie można być niczego pewnym w życiu. Są to sytuacje losowe. O jakie zabezpieczenie Ci chodzi ?
Przede wszystkim to czy ty chcesz jego powrotu czy rozliczenia ze swojego wkladu w dom?
Przede wszystkim to czy ty chcesz jego powrotu czy rozliczenia ze swojego wkladu w dom?
Ja nie chce żadnego rozliczenia we wkład. Razem stworzyliśmy dom. Ja chciałabym żeby nasze dziecko miało pełna rodzine. Jeżeli los skazał mnie na bycie samotna matka a pomału dochodzi to do mnie to musze mimo wszystko stanąć na nogi. Jestem ogarnięta osoba powinnam znaleźć pracę . Lecz to wszystko trwa długo. .. Mam też dobry kontakt z jego rodzicami, szkoda tego wszystkiego, mamy dużo wspomnień i przezyc
Owszem, ale trudniej np. udowodnić moment od ktorego wnosi się roszczenie, co np. w malżeństwie nie ma miejsca, liczy się data ślubu.
Z tego co dziewczyna pisala, to dom był w budowie gdy ona była w ciąży, więc gdyby byli malżeństwem miałaby prawo do spłaty nawet wtedy, gdy nie poniosła realnie kosztów budowy po połowie. To ogromna różnica.
Ogólnie masz rację, w małżeństwie zakłada się że wszelkie nakłady i ulepszenia, poniesione zostały z majątku wspólnego małżonków i podlegają podziałowi w sytuacji rozwodu. Jeżeli któryś z małżonków to kwestionuje to powinien to udowodnić.
Jeżeli Autorka posiada jakiekolwiek dokumenty zakupu, przelewy płatności, świadków to może żądać zwrotu poniesionych nakładów. Ale na razie jest na etapie prób ratowania związku i nie powinna teraz tego poruszać. W odpowiednim momencie tamten facet sam powinien się poczuwać do rozliczenia tych wydatków.
Salomonka napisał/a:Jacekk napisał/a:Też jestem zdania że ślub nie daje dużych gwarancji. W Twoim przypadku dom jest jego majątkiem odrębnym i nie był by objęty wspólnością małżeńską. Twój wkład w remonty i wyposażenie może być traktowany jako poniesione nakłady. W małżeństwie czy bez małżeństwa przysługuje Ci roszczenie o ich zwrot, jeżeli będziesz potrafiła wykazać że je poniosłaś.
Owszem, ale trudniej np. udowodnić moment od ktorego wnosi się roszczenie, co np. w malżeństwie nie ma miejsca, liczy się data ślubu.
Z tego co dziewczyna pisala, to dom był w budowie gdy ona była w ciąży, więc gdyby byli malżeństwem miałaby prawo do spłaty nawet wtedy, gdy nie poniosła realnie kosztów budowy po połowie. To ogromna różnica.
Zawsze dziwię się kobietom, że rodzą dzieci, skazują się na wypadniecie z toru pracy zawodowej na długi przecież okres, poswięcają się wychowaniou wspólnych przeciez dzieci i nie próbują się zabezpieczyć. No ale kazdy ma swój rozum.Tzn jak wypadniecie z toru pracy? Ja pracowalam przez 5 lat w firmie. Nie można być niczego pewnym w życiu. Są to sytuacje losowe. O jakie zabezpieczenie Ci chodzi ?
Ale nie pracujesz, a teraz będzie ci trudniej znaleźć pracę, bo matkę z malym dzieckiem niechętnie się do pracy przyjmuje. Oczywiscie życze ci, żebys znalazla prace i to szybko. Resztę napisałam wyżej, przeczytaj.
Z pewnościa, przez jeszcze dlugi czas będzie ci duuuużżo trudniej, niż twojemu partnerowi, nawet jesli będzie płacił reguralnie alimenty na dziecko. Gdybyś była sama i rozstala się z partnerem, to sprawa nie byłaby taka paskudna, prawda? Kiedy pojawiają się dzieci, to wszystko się zmienia. Wtedy trzeba mieć pewnośc, że jesli cokolwiek się stanie, to masz albo swoj kąt i gdzie się podziać z dzieckiem, albo dom się sprzedaje, dzieli pieniadze i każde idzie w swoją stronę. Jakoś twojego partnera nie boli że jego ukochana córka nie ma własnego kąta? To ma być od teraz tylko twoje zmartwienie?
12miecio12 napisał/a:Przede wszystkim to czy ty chcesz jego powrotu czy rozliczenia ze swojego wkladu w dom?
Ja nie chce żadnego rozliczenia we wkład. Razem stworzyliśmy dom. Ja chciałabym żeby nasze dziecko miało pełna rodzine. Jeżeli los skazał mnie na bycie samotna matka a pomału dochodzi to do mnie to musze mimo wszystko stanąć na nogi. Jestem ogarnięta osoba powinnam znaleźć pracę . Lecz to wszystko trwa długo. .. Mam też dobry kontakt z jego rodzicami, szkoda tego wszystkiego, mamy dużo wspomnień i przezyc
Moim zdaniem nie licz na to ze to on zrobi pierwszy krok, po tym jak wykopnelas go z loza, sprowadzilas do roli opiekuna dla dziecka on sie czuje mocno poraniony, I jak naprawde chcesz abyscie z powrotem byli razem, to ty powinnas mu udowodnic ze jest dalej dla ciebie tym samym facetem jak bylo to kiedys. Porozmawiaj ze swoimi czy jego rodzicami czy zaopiekuja sie pare dni dzieckiem zebyscie mogli wyjechac I wyjasnic sobie wszystko, ale zacznij od jakis drobnych gestow, wspolna kolacja, wspolna rozmowa, niech on znowu zobaczy te ciebie z ktora kiedys poszedl do lozka, ja wiem I rozumiem masz mase zaslug bo urodzilas dziecko, zajmujesz sie nim, ale widzisz facet to tez takie troche duze dziecko, jak go od czasu do czasu nie przytulisz, nie dostanie w pore cyca, to masz problem
weroska33 napisał/a:Salomonka napisał/a:Owszem, ale trudniej np. udowodnić moment od ktorego wnosi się roszczenie, co np. w malżeństwie nie ma miejsca, liczy się data ślubu.
Z tego co dziewczyna pisala, to dom był w budowie gdy ona była w ciąży, więc gdyby byli malżeństwem miałaby prawo do spłaty nawet wtedy, gdy nie poniosła realnie kosztów budowy po połowie. To ogromna różnica.
Zawsze dziwię się kobietom, że rodzą dzieci, skazują się na wypadniecie z toru pracy zawodowej na długi przecież okres, poswięcają się wychowaniou wspólnych przeciez dzieci i nie próbują się zabezpieczyć. No ale kazdy ma swój rozum.Tzn jak wypadniecie z toru pracy? Ja pracowalam przez 5 lat w firmie. Nie można być niczego pewnym w życiu. Są to sytuacje losowe. O jakie zabezpieczenie Ci chodzi ?
Ale nie pracujesz, a teraz będzie ci trudniej znaleźć pracę, bo matkę z malym dzieckiem niechętnie się do pracy przyjmuje. Oczywiscie życze ci, żebys znalazla prace i to szybko. Resztę napisałam wyżej, przeczytaj.
Z pewnościa, przez jeszcze dlugi czas będzie ci duuuużżo trudniej, niż twojemu partnerowi, nawet jesli będzie płacił reguralnie alimenty na dziecko. Gdybyś była sama i rozstala się z partnerem, to sprawa nie byłaby taka paskudna, prawda? Kiedy pojawiają się dzieci, to wszystko się zmienia. Wtedy trzeba mieć pewnośc, że jesli cokolwiek się stanie, to masz albo swoj kąt i gdzie się podziać z dzieckiem, albo dom się sprzedaje, dzieli pieniadze i każde idzie w swoją stronę. Jakoś twojego partnera nie boli że jego ukochana córka nie ma własnego kąta? To ma być od teraz tylko twoje zmartwienie?
Wiesz jak to jest człowiek myśli o zabezpieczeniach finansowych za późno. Bo myśli ze się ułoży w życiu. Nie przypuszczałam ze sytuacja się tak potoczy, może musimy swoje odczekać ale z drugiej strony czy ten czas nie wpłynie niekorzystnie. .. no i właśnie chyba jest tylko moje, bierze często mała do siebie ale to nie zmienia faktu że nie mamy stałego miejsca pobytu. Widzę ze rozumiesz w jakiej sytuacji jestem. Dzięki
Salomonka napisał/a:weroska33 napisał/a:Tzn jak wypadniecie z toru pracy? Ja pracowalam przez 5 lat w firmie. Nie można być niczego pewnym w życiu. Są to sytuacje losowe. O jakie zabezpieczenie Ci chodzi ?
Ale nie pracujesz, a teraz będzie ci trudniej znaleźć pracę, bo matkę z malym dzieckiem niechętnie się do pracy przyjmuje. Oczywiscie życze ci, żebys znalazla prace i to szybko. Resztę napisałam wyżej, przeczytaj.
Z pewnościa, przez jeszcze dlugi czas będzie ci duuuużżo trudniej, niż twojemu partnerowi, nawet jesli będzie płacił reguralnie alimenty na dziecko. Gdybyś była sama i rozstala się z partnerem, to sprawa nie byłaby taka paskudna, prawda? Kiedy pojawiają się dzieci, to wszystko się zmienia. Wtedy trzeba mieć pewnośc, że jesli cokolwiek się stanie, to masz albo swoj kąt i gdzie się podziać z dzieckiem, albo dom się sprzedaje, dzieli pieniadze i każde idzie w swoją stronę. Jakoś twojego partnera nie boli że jego ukochana córka nie ma własnego kąta? To ma być od teraz tylko twoje zmartwienie?Wiesz jak to jest człowiek myśli o zabezpieczeniach finansowych za późno. Bo myśli ze się ułoży w życiu. Nie przypuszczałam ze sytuacja się tak potoczy, może musimy swoje odczekać ale z drugiej strony czy ten czas nie wpłynie niekorzystnie. .. no i właśnie chyba jest tylko moje, bierze często mała do siebie ale to nie zmienia faktu że nie mamy stałego miejsca pobytu. Widzę ze rozumiesz w jakiej sytuacji jestem. Dzięki
Macie duze szanse aby znowu stac sie rodzina, tylko ty musisz mu znowu pomoc stac sie twoim facetem, musisz mu przypomniec jak bardzo kiedys wam bylo razem dobrze, ja doskonale wiem ze dziecko wiele zmienia we wzajemnych relacjach, ale trzeba zrobic wszystko aby partner nie poczula sie totalnie odrzucony, jak truten co zrobil co do niego nalerzalo, wiec teraz ma szlaban na wszystko
32 2019-11-01 21:07:01 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-11-01 21:08:12)
Wiesz jak to jest człowiek myśli o zabezpieczeniach finansowych za późno. Bo myśli ze się ułoży w życiu. Nie przypuszczałam ze sytuacja się tak potoczy, może musimy swoje odczekać ale z drugiej strony czy ten czas nie wpłynie niekorzystnie. .. no i właśnie chyba jest tylko moje, bierze często mała do siebie ale to nie zmienia faktu że nie mamy stałego miejsca pobytu. Widzę ze rozumiesz w jakiej sytuacji jestem. Dzięki
Nawet nie wiesz, jak bardzo rozumiem.
Życzę ci siły i dobrych wyborów. No i uśmiechu, bo naprawdę wszystko jeszcze się ułoży ![]()
33 2019-11-01 21:09:21 Ostatnio edytowany przez weroska33 (2019-11-01 21:10:45)
weroska33 napisał/a:Salomonka napisał/a:Ale nie pracujesz, a teraz będzie ci trudniej znaleźć pracę, bo matkę z malym dzieckiem niechętnie się do pracy przyjmuje. Oczywiscie życze ci, żebys znalazla prace i to szybko. Resztę napisałam wyżej, przeczytaj.
Z pewnościa, przez jeszcze dlugi czas będzie ci duuuużżo trudniej, niż twojemu partnerowi, nawet jesli będzie płacił reguralnie alimenty na dziecko. Gdybyś była sama i rozstala się z partnerem, to sprawa nie byłaby taka paskudna, prawda? Kiedy pojawiają się dzieci, to wszystko się zmienia. Wtedy trzeba mieć pewnośc, że jesli cokolwiek się stanie, to masz albo swoj kąt i gdzie się podziać z dzieckiem, albo dom się sprzedaje, dzieli pieniadze i każde idzie w swoją stronę. Jakoś twojego partnera nie boli że jego ukochana córka nie ma własnego kąta? To ma być od teraz tylko twoje zmartwienie?Wiesz jak to jest człowiek myśli o zabezpieczeniach finansowych za późno. Bo myśli ze się ułoży w życiu. Nie przypuszczałam ze sytuacja się tak potoczy, może musimy swoje odczekać ale z drugiej strony czy ten czas nie wpłynie niekorzystnie. .. no i właśnie chyba jest tylko moje, bierze często mała do siebie ale to nie zmienia faktu że nie mamy stałego miejsca pobytu. Widzę ze rozumiesz w jakiej sytuacji jestem. Dzięki
Macie duze szanse aby znowu stac sie rodzina, tylko ty musisz mu znowu pomoc stac sie twoim facetem, musisz mu przypomniec jak bardzo kiedys wam bylo razem dobrze, ja doskonale wiem ze dziecko wiele zmienia we wzajemnych relacjach, ale trzeba zrobic wszystko aby partner nie poczula sie totalnie odrzucony, jak truten co zrobil co do niego nalerzalo, wiec teraz ma szlaban na wszystko
To nie jest takie łatwe. Nasz kontakt opiera się tylko na malej, on przyjeżdża po nią. Może wpadnie jakieś słowo i czasami coś napiszemy o małej. Pytałam miesiąc temu czy odpowiada mu sytuacja jaka jest a on ze widocznie tak musiało być. Wiem ze w głębi serca odczuwa zal ale nic z tym nie zrobi. Ciągle ja wychodziłam z inicjatywą ratowania związku. Rozmawiałam a raczej próbowałam... im bardziej próbowałam rozmawiać tym bardziej chyba go to wkurzalo.A gdzie tu staranie obustronne. Może rzeczywiście się poddal a może pogubil. Kazdy mówi ze potrzeba czasu, zwariować można od tego czekania
12miecio12 napisał/a:weroska33 napisał/a:Wiesz jak to jest człowiek myśli o zabezpieczeniach finansowych za późno. Bo myśli ze się ułoży w życiu. Nie przypuszczałam ze sytuacja się tak potoczy, może musimy swoje odczekać ale z drugiej strony czy ten czas nie wpłynie niekorzystnie. .. no i właśnie chyba jest tylko moje, bierze często mała do siebie ale to nie zmienia faktu że nie mamy stałego miejsca pobytu. Widzę ze rozumiesz w jakiej sytuacji jestem. Dzięki
Macie duze szanse aby znowu stac sie rodzina, tylko ty musisz mu znowu pomoc stac sie twoim facetem, musisz mu przypomniec jak bardzo kiedys wam bylo razem dobrze, ja doskonale wiem ze dziecko wiele zmienia we wzajemnych relacjach, ale trzeba zrobic wszystko aby partner nie poczula sie totalnie odrzucony, jak truten co zrobil co do niego nalerzalo, wiec teraz ma szlaban na wszystko
To nie jest takie łatwe. Nasz kontakt opiera się tylko na malej, on przyjeżdża po nią. Może wpadnie jakieś słowo i czasami coś napiszemy o małej. Pytałam miesiąc temu czy odpowiada mu sytuacja jaka jest a on ze widocznie tak musiało być. Wiem ze w głębi serca odczuwa zal ale nic z tym nie zrobi. Ciągle ja wychodziłam z inicjatywą ratowania związku. Rozmawiałam a raczej próbowałam... im bardziej próbowałam rozmawiać tym bardziej chyba go to wkurzalo.A gdzie tu staranie obustronne. Może rzeczywiście się poddal a może pogubil. Kazdy mówi ze potrzeba czasu, zwariować można od tego czekania
Trudno jest odbudowac raz zburzone, w nim jest silna uraza po tym jak miesiacami odrzucalas jego checi na to aby bylo jak dawniej, abyscie dalej byli rowniez dla siebie a nie tylko dla dziecka, zacznij od malych krokow, zapros na wypicie herbaty, I staraj sie mu uswiadomic ze zdajesz sobie sprawe jak bardzo go zranilo twoje odrzucenie, podkreslaj jak bardzo ci go brakuje jako faceta, musisz troche polaskotac jego ego, bo on mocno poturbowany
35 2019-11-01 21:27:51 Ostatnio edytowany przez Jacekk (2019-11-01 21:33:19)
Trudno jest odbudowac raz zburzone, w nim jest silna uraza po tym jak miesiacami odrzucalas jego checi na to aby bylo jak dawniej, abyscie dalej byli rowniez dla siebie a nie tylko dla dziecka,
Nie stawiaj winy po stronie Autorki, Jej pochopnym działaniem była wyprowadzka i z opisów wynika że to Autorka próbowała ratować związek a partner raczej to olewał. Dlatego obecnie, umizgiwanie się jemu przez Autorkę nie jest dobrym pomysłem, Ona też ma swoją godność.
Obecnie partner nie wykazuje zainteresowania i tylko jego urażona ambicja może go tłumaczyć. Gdyby nie fakt że sama Autorka chce pomimo wszystko ratować związek oraz jest to bardzo ważne z uwagi na dziecko, to można by Autorce doradzać aby sobie odpuściła, bo cały ambaras aby dwoje chciało na raz.
12miecio12 napisał/a:Trudno jest odbudowac raz zburzone, w nim jest silna uraza po tym jak miesiacami odrzucalas jego checi na to aby bylo jak dawniej, abyscie dalej byli rowniez dla siebie a nie tylko dla dziecka,
Nie stawiaj winy po stronie Autorki, Jej pochopnym działaniem była wyprowadzka i z opisów wynika że to Autorka próbowała ratować związek a partner raczej to olewał. Dlatego obecnie, umizgiwanie się jemu przez Autorkę nie jest dobrym pomysłem, Ona też ma swoją godność.
Poczytaj od poczatku, zaraz w pierwszym poscie ona pisze ze skupila sie na dziecku I zaniedbywala partnera, potem pisze ze seksu nie chciala z nim od miesiecy, owszem ona ma tez swoja godnosc, ale powiedz mi jak facet ma uwierzyc ze bedzie cokolwiek lepiej jak wroci do niej, ona musi mu cos dac z siebie a nie tylko narzekac
12miecio12 napisał/a:Trudno jest odbudowac raz zburzone, w nim jest silna uraza po tym jak miesiacami odrzucalas jego checi na to aby bylo jak dawniej, abyscie dalej byli rowniez dla siebie a nie tylko dla dziecka,
Nie stawiaj winy po stronie Autorki, Jej pochopnym działaniem była wyprowadzka i z opisów wynika że to Autorka próbowała ratować związek a partner raczej to olewał. Dlatego obecnie, umizgiwanie się jemu przez Autorkę nie jest dobrym pomysłem, Ona też ma swoją godność.
Wina zawsze jest pośrodku. Ja przez te 2 miesiące sobie przemyslalam różne kwestie i doszłam do wniosków ale czy on to zrobił nie wiem, zaczęłam wątpić czy wiem co faceci myślą. Jacek tak jak mówisz próbowałam rozmowa, bez skutku. A decyzja o wyprowadzce byla przeze mnie przemyślana nie było pod wpływem emocji on o tym wiedział jakby się na to godzil. Jego mama ze mamy dać sobie czas ze on tez odczuwa zal i ma emocje w sobie ale nic nie wykazywał i nie wykazuje. Jest dobrym tatusiem bo kocha mała i się zajmuje nią. Tylko szkoda że człowiek tak szybko się poddal i córka nie będzie miała pełnej rodziny. Dokładnie mam swoją godność ile mogę ja coś robić w tym kierunku, przestałam i czekam na rozwój sytuacji. On ma 33 lata w tym wieku facet powinien inaczej myśleć
38 2019-11-01 21:47:20 Ostatnio edytowany przez Jacekk (2019-11-01 23:19:42)
Poczytaj od poczatku, zaraz w pierwszym poscie ona pisze ze skupila sie na dziecku I zaniedbywala partnera, potem pisze ze seksu nie chciala z nim od miesiecy, owszem ona ma tez swoja godnosc, ale powiedz mi jak facet ma uwierzyc ze bedzie cokolwiek lepiej jak wroci do niej, ona musi mu cos dac z siebie a nie tylko narzekac
Autorka zajmując się maleńkim dzieckiem miała prawo się na nim skupiać i mieć nastroje, a on jako dorosły facet powinien to uwzględniać i tolerować. Ja widzę z opisów że to Autorka wykazywała się inicjatywą w naprawie relacji i obecnie też do tego dąży, czego nie można powiedzieć o Jej partnerze. On doskonale widzi Jej przełamywanie się, i albo się tym nasyca jako swoją wygraną nic przy tym nie robiąc w kierunku pojednania, albo zlewa wszystko bo mu przestało zależeć i jest tak wygodnie. Ogólnie, jak by nie patrzeć to źle o nim świadczy. Dlatego uważam że oczywiście, Autorka powinna wysyłać sygnały i pokazywać swoją dobrą wolę ale nie powinna się poniżać, prosząc go o uwagę, rozmowę czy pojednanie.
12miecio12 napisał/a:Poczytaj od poczatku, zaraz w pierwszym poscie ona pisze ze skupila sie na dziecku I zaniedbywala partnera, potem pisze ze seksu nie chciala z nim od miesiecy, owszem ona ma tez swoja godnosc, ale powiedz mi jak facet ma uwierzyc ze bedzie cokolwiek lepiej jak wroci do niej, ona musi mu cos dac z siebie a nie tylko narzekac
Autorka zajmując się maleńkim dzieckiem miała prawo się na nim skupiać i mieć nastroje, a on jako dorosły facet powinien to uwzględniać i tolerować. Ja widzę z opisów że to Autorka wykazywała się inwencją w naprawie relacji i obecnie też do tego dąży, czego nie można powiedzieć o Jej partnerze. On doskonale widzi Jej przełamywanie się, i albo się tym nasyca jako swoją wygraną nic przy tym nie robiąc w kierunku pojednania, albo zlewa wszystko bo mu przestało zależeć i jest tak wygodnie. Ogólnie, jak by nie patrzeć to źle o nim świadczy. Dlatego uważam że oczywiście, Autorka powinna wysyłać sygnały i pokazywać swoją dobrą wolę ale nie powinna się poniżać, prosząc go o uwagę, rozmowę czy pojednanie.
Przez taki okres czasu wszystko się wypalić może, związek trzeba cały czas pielęgnować, a nie przez kilkanaście miesięcy mieć wywalone na partnera i po czasie sobie przypomnieć o nim. Chłop się może pakować już nie chce w coś takiego, szkoda mu nerwów itp. Dużo ludzi nagle zapowiada zmianę, a po chwili panuje szara rzeczywistość.
12miecio12 napisał/a:Poczytaj od poczatku, zaraz w pierwszym poscie ona pisze ze skupila sie na dziecku I zaniedbywala partnera, potem pisze ze seksu nie chciala z nim od miesiecy, owszem ona ma tez swoja godnosc, ale powiedz mi jak facet ma uwierzyc ze bedzie cokolwiek lepiej jak wroci do niej, ona musi mu cos dac z siebie a nie tylko narzekac
Autorka zajmując się maleńkim dzieckiem miała prawo się na nim skupiać i mieć nastroje, a on jako dorosły facet powinien to uwzględniać i tolerować. Ja widzę z opisów że to Autorka wykazywała się inwencją w naprawie relacji i obecnie też do tego dąży, czego nie można powiedzieć o Jej partnerze. On doskonale widzi Jej przełamywanie się, i albo się tym nasyca jako swoją wygraną nic przy tym nie robiąc w kierunku pojednania, albo zlewa wszystko bo mu przestało zależeć i jest tak wygodnie. Ogólnie, jak by nie patrzeć to źle o nim świadczy. Dlatego uważam że oczywiście, Autorka powinna wysyłać sygnały i pokazywać swoją dobrą wolę ale nie powinna się poniżać, prosząc go o uwagę, rozmowę czy pojednanie.
Miecio chyba dorosłe zycie z dzieckiem nie opiera się wyłącznie na seksie. Chodzi o zrozumienie obojga stron. Wnioskuję po wypowiedziach ze nie masz kobiety i dziecka. Zaniedbywanie w sensie oboje skupiliśmy się bardziej na dziecku a my jako para byliśmy na 2 miejscu i to nas oddaliło.
Jacku ja od jakiegoś czasu nie pokazuje że się przelamuje tylko pokazuje że sobie radzę w sensie nie pokazuje swoich słabości bo wiem jak to dziala niestety. Tak jak mi psycholog mówiła może on myśli " niech zobaczy jak to jest ". Czuje ze nic nie mogę zrobić dlatego też kontaktuje się oficjalnie co do małej. Czy on odczuje kiedyś brak nasz? A może się już pogodzil z faktem. Choć byłam ostatnio w domu bo mam jeszcze klucz to ma zdjęcia małej, na telefonie ma też i na fb zdjęcie z mala. Ale w domu taka pustka jest. Najwidoczniej mu to odpowiada
41 2019-11-01 22:04:15 Ostatnio edytowany przez Jacekk (2019-11-01 22:29:21)
Przez taki okres czasu wszystko się wypalić może, związek trzeba cały czas pielęgnować, a nie przez kilkanaście miesięcy mieć wywalone na partnera i po czasie sobie przypomnieć o nim.
Czy Wy macie świadomość, doświadczenie, co to znaczy zajmować się jako matka noworodkiem, To dziecko ma obecnie rok, czyli te problemy powstały tuż po urodzeniu. Jak Ty to widzisz, Autorka miała mieć na głowie noworodka i jeszcze martwić się i pielęgnować relację z partnerem, który najpewniej już wtedy miał wywalone na relację, bo nie wierzę że jego podejście zmieniło się tak nagle, najpewniej to już trwało od dawna.
TypowyCharlie napisał/a:Przez taki okres czasu wszystko się wypalić może, związek trzeba cały czas pielęgnować, a nie przez kilkanaście miesięcy mieć wywalone na partnera i po czasie sobie przypomnieć o nim.
Czy Wy macie świadomość, doświadczenie, co to znaczy zajmować się jako matka noworodkiem, To dziecko ma obecnie rok, czyli te problemy powstały tuż po urodzeniu. Jak Ty to widzisz, Autorka miała mieć na głowie noworodka i jeszcze martwić się i pielęgnować relację z partnerem, który najpewniej już wtedy miał wywalone na relację, bo nie wierzę że jego podejście zmieniło się tak nagle, najpewniej to już trwało od dawna.
Przed urodzeniem małej prawie w ogóle nie było kłótni. Nie zdążyliśmy razem zamieszkać przed urodzeniem bo budowa się przedłużyla i tak naprawde byliśmy rzuceni na głęboka wodę. Wiem ze trzeba mieć sile aby walczyć o związek. Jak pisał do koleżanki powiedział i tak nie układa nam się od pół roku to moge sobie pisać do kogo chce. Było mówione w emocjach. Ale po tej sytuacji coś we mnie peklo i zaufanie ucierpiało.
TypowyCharlie napisał/a:Przez taki okres czasu wszystko się wypalić może, związek trzeba cały czas pielęgnować, a nie przez kilkanaście miesięcy mieć wywalone na partnera i po czasie sobie przypomnieć o nim.
Czy Wy macie świadomość, doświadczenie, co to znaczy zajmować się jako matka noworodkiem, To dziecko ma obecnie rok, czyli te problemy powstały tuż po urodzeniu. Jak Ty to widzisz, Autorka miała mieć na głowie noworodka i jeszcze martwić się i pielęgnować relację z partnerem, który najpewniej już wtedy miał wywalone na relację, bo nie wierzę że jego podejście zmieniło się tak nagle, najpewniej to już trwało od dawna.
Popatrz, a znam przypadki które potrafią się zająć dzieckiem i relacjami w związku, kosmici pewnie albo jacyś nienormalni. Aktualnie to wiemy że problemy się pojawiły wraz z dzieckiem, więc wątpię że wcześniej było be i nie dobrze. Każdy związek trzeba pielęgnować, a szczególnie w trudnych chwilach takie jak te. Dla Ciebie może różnicy nie zrobi fakt że będziesz w związku przez pewien okres traktowany jak 5 koło u wozu ale niektórzy tak nie potrafią.
44 2019-11-01 22:29:37 Ostatnio edytowany przez Jacekk (2019-11-01 23:08:18)
Jacku ja od jakiegoś czasu nie pokazuje że się przelamuje tylko pokazuje że sobie radzę w sensie nie pokazuje swoich słabości bo wiem jak to dziala niestety. Tak jak mi psycholog mówiła może on myśli " niech zobaczy jak to jest ". Czuje ze nic nie mogę zrobić dlatego też kontaktuje się oficjalnie co do małej. Czy on odczuje kiedyś brak nasz? A może się już pogodzil z faktem. Choć byłam ostatnio w domu bo mam jeszcze klucz to ma zdjęcia małej, na telefonie ma też i na fb zdjęcie z mala. Ale w domu taka pustka jest. Najwidoczniej mu to odpowiada
I bardzo dobrze, jesteś świadoma jak to działa, do tego ja bym Ci radził abyś wysyłała dyskretne ale zrozumiałe sygnały, że jesteś za naprawą związku. Jeżeli on dojrzeje do tego i będzie mu zależało to powinien to podchwycić, co da Wam możliwość rozmowy, ustaleń i negocjacji. Jednocześnie żadne w Was nie będzie czuło się przegrane. Czy on odczuje brak? Pewnie cały czas czuje, pytanie dlaczego nic nie robi w kierunku odzyskania?, albo to kwestia czasu, albo kalkulując stwierdza że tak jest mu dobrze, w końcu dziecko, rodzina, to obowiązki i ograniczenia.
Przed urodzeniem małej prawie w ogóle nie było kłótni. Nie zdążyliśmy razem zamieszkać przed urodzeniem bo budowa się przedłużyla i tak naprawde byliśmy rzuceni na głęboka wodę. Wiem ze trzeba mieć sile aby walczyć o związek. Jak pisał do koleżanki powiedział i tak nie układa nam się od pół roku to moge sobie pisać do kogo chce. Było mówione w emocjach. Ale po tej sytuacji coś we mnie peklo i zaufanie ucierpiało.
No widzisz, coraz więcej się wyjaśnia, związek bez wspólnego zamieszkiwania to same przyjemności. A tutaj się złożyło wspólne zamieszkanie które samo w sobie rodzi ograniczenia i weryfikuje wiele rzeczy w relacji, spotęgowane problemami związanymi z zajmowaniem i ogromem obowiązków opieki nad noworodkiem. Najwyraźniej dla partnera tego było za wiele, za duży szok, za dużo zmian, za dużo ograniczeń.
Ja rozumiem twojego faceta, przed urodzeniem dziecka jest kochankiem, partnerem, po urodzeniu kiedy zamieszkaliscie razem i wydawalo mu sie ze bedzie jeszcze lepiej, nagle dostaje mocnego kopa prosto w jaja, sprowadzono go do roli wynies-przynies-pozamiataj-zmien pieluche, i kiedy ty na dodatek sie wyprowadzasz to dla niego jest w sumie ulga, bo czuje ze jako partner i kochanek juz nie byl ci potrzebny, on nie walczy, bo ty przez wyprowadzke za mocno go upokorzylas, uciekasz ze stworzonego dla was gniazdka
Poza tym, widzisz czym kończy się bezgraniczne zaufanie do partnera i nie dbanie o własne sprawy, wlasną niezalezność, przede wszystkim finansową i mieszkaniową.
Tak samo, jak bezgraniczne zaufanie do partnerki połączone z niedbaniem o swoje interesy.
Swoją drogą, facet autorki też mógłby np. zrobić test DNA na ojcostwo aby upewnić się, czy córka aby na pewno jest JEGO. ![]()
To jest co prawda mój ulubiony przykład, ale jak widzisz, to co napisałaś działa w obie strony, bez względu na płeć.
Swoją drogą, facet autorki też mógłby np. zrobić test DNA na ojcostwo aby upewnić się, czy córka aby na pewno jest JEGO.
To jest co prawda mój ulubiony przykład, ale jak widzisz, to co napisałaś działa w obie strony, bez względu na płeć.
Nie chcę uchodzić tu za Białego Rycerza
, ale czy Ty widzisz w jakim świetle stawiasz Autorkę, tą sugestią testu DNA?
Aby o czymś takim myśleć i oficjalnie proponować to trzeba mieć jakieś podstawy, jakiekolwiek, bo inaczej jest to jak parszywe pomówienie.
48 2019-11-02 00:15:13 Ostatnio edytowany przez gogo7r (2019-11-02 00:16:57)
Jacekk napisał/a:12miecio12 napisał/a:Poczytaj od poczatku, zaraz w pierwszym poscie ona pisze ze skupila sie na dziecku I zaniedbywala partnera, potem pisze ze seksu nie chciala z nim od miesiecy, owszem ona ma tez swoja godnosc, ale powiedz mi jak facet ma uwierzyc ze bedzie cokolwiek lepiej jak wroci do niej, ona musi mu cos dac z siebie a nie tylko narzekac
Autorka zajmując się maleńkim dzieckiem miała prawo się na nim skupiać i mieć nastroje, a on jako dorosły facet powinien to uwzględniać i tolerować. Ja widzę z opisów że to Autorka wykazywała się inwencją w naprawie relacji i obecnie też do tego dąży, czego nie można powiedzieć o Jej partnerze. On doskonale widzi Jej przełamywanie się, i albo się tym nasyca jako swoją wygraną nic przy tym nie robiąc w kierunku pojednania, albo zlewa wszystko bo mu przestało zależeć i jest tak wygodnie. Ogólnie, jak by nie patrzeć to źle o nim świadczy. Dlatego uważam że oczywiście, Autorka powinna wysyłać sygnały i pokazywać swoją dobrą wolę ale nie powinna się poniżać, prosząc go o uwagę, rozmowę czy pojednanie.
Miecio chyba dorosłe zycie z dzieckiem nie opiera się wyłącznie na seksie. Chodzi o zrozumienie obojga stron. Wnioskuję po wypowiedziach ze nie masz kobiety i dziecka. Zaniedbywanie w sensie oboje skupiliśmy się bardziej na dziecku a my jako para byliśmy na 2 miejscu i to nas oddaliło.
Jacku ja od jakiegoś czasu nie pokazuje że się przelamuje tylko pokazuje że sobie radzę w sensie nie pokazuje swoich słabości bo wiem jak to dziala niestety. Tak jak mi psycholog mówiła może on myśli " niech zobaczy jak to jest ". Czuje ze nic nie mogę zrobić dlatego też kontaktuje się oficjalnie co do małej. Czy on odczuje kiedyś brak nasz? A może się już pogodzil z faktem. Choć byłam ostatnio w domu bo mam jeszcze klucz to ma zdjęcia małej, na telefonie ma też i na fb zdjęcie z mala. Ale w domu taka pustka jest. Najwidoczniej mu to odpowiada
Zaczynam chyba powoli rozumiec jaki jest twoj problem Tala, jak wiele polek bylas pewna ze po urodzeniu mu dziecka, on jest juz totalnie twoj, nie musisz juz w ogole o niego/siebie, dbac, totalna laba, robisz co chcesz, seks tylko jak tobie sie zachce, ale nie czesciej niz raz na pol roku, bo ty rozdajesz karty jak nie bedzie kolo cibie skakal to mu zabierasz dziecko i sie wyprowadzasz, doszlo do tego i tu zonk, on zamiast skamlac o twoj laskawy powrot wydaje sie byc pogodzony, ba wrecz ze spokojem do tego podchodzi, i teraz u ciebie panika, to nie tak mialo byc, on ci mial przecie jesc z reki, skamlac na wycieraczce abys laskawie wrocila, oops, nie wyszlo
Nie daj się wpędzić w poczucie winy.
Nie jesteś jedyną odpowiedzialną za to, że w związku źle się działo. Fakt, decyzja o wyprowadzce była pochopna i przez to błędna, ale Twojemu facetowi słabo zależy, co widać wyraźnie po tym, co opisujesz.
Po urodzeniu dziecka masz prawo na jakiś czas zapomnieć o seksie, a obowiązkiem partnera jest to uszanować. Dziecko jest owocem miłości DWÓCH osób, nie jednej, nie można wymagać od świeżo upieczonej matki, by była matką/żoną/kochanką jednocześnie, bo najczęściej nie jest to możliwe fizycznie i czasowo. W moim przypadku po porodzie z powikłaniami i późniejszymi problemami ze zdrowiem, seksu nie było ponad rok. Nie wyobrażam sobie, by mąż miał mnie z tego powodu zostawić. A jak go o to pytam, to odpowiada wprost: "trzeba być mężczyzną, a nie dupkiem". Jak już udało mi się dojść do siebie, to zaczęły się problemy z synem (obecnie zdiagnozowane spektrum autyzmu), co też ma spory wpływ na intymność, musieliśmy wszystko przewartościować, poukładać, znaleźć na to czas, trwało to trochę. Przede wszystkim dużo rozmawialiśmy i mam wrażenie, że tego w Twoim związku zabrakło.
Możecie wciąż jeszcze spróbować, bo rozstać się można zawsze.
Czego Ty byś chciała? Czego chciałby mąż? Porozmawiajcie.
Salomonka napisał/a:Poza tym, widzisz czym kończy się bezgraniczne zaufanie do partnera i nie dbanie o własne sprawy, wlasną niezalezność, przede wszystkim finansową i mieszkaniową.
Tak samo, jak bezgraniczne zaufanie do partnerki połączone z niedbaniem o swoje interesy.
Swoją drogą, facet autorki też mógłby np. zrobić test DNA na ojcostwo aby upewnić się, czy córka aby na pewno jest JEGO.
To jest co prawda mój ulubiony przykład, ale jak widzisz, to co napisałaś działa w obie strony, bez względu na płeć.
A co ma jedno do drugiego? Jeśli facet zupełnie bez powodu robiłby test DNA dziecka, to albo jest du..kiem, albo jest psychicznie chory, albo jedno i drugie. Nie chcę tutaj zasiewać tego tematu, bo był wałkowany na forum jakiś czas temui i aż mdli mnie, gdy przypomnę sobie argumenty na "tak" niektórych panów.
Niezależność materialna od partnera w przypadku gdy nie ma ślubu i nie buduje się wspólnego majątku, to zupełnie inna sprawa i dotyczy to obu stron, zarówno mężczyzny jak i kobiety.
Tutaj jak widać facet został z nowowybudowanym domem, dobrą pracą i widywaniem dziecka wtedy, gdy mu to odpowiada i jest mu wygodnie. Dziewczyna została z dzieckiem, bez pracy, bez środków do życia i w maleńkim pokoiku u rodziców (Bogu dzięki, że zgodzili się ją przyjąć). Jakoś kochający tatuś nie czuje dyskomfortu, że rodzina którą stworzył znalazła się w niedostatku i jest zdana tylko na siebie. I nie chodzi o powody tej sytuacji, bo to zupełnie inna kwestia. Dziewczyna nie zrobiła nic złego, nie zdradziła go, nie oszukala, nie pobiła, nie okradła. Po prostu nie dogadywali się i za taki stan rzeczy trudno winić tylko ją. Można równie dobrze założyć, że facet wykorzystuje przewagę materialną nad nią i próbuje ją sprowadzić do roli proszącej, przepraszajacej, obiecujacej poprawę i nie wnoszącej sprzeciwu nigdy i o nic.
Dziewczyna się wyprowadziła od niego, ale on przecież wiedział, że to zrobi bo ostrzegała i co? I wielkie NIC. Nic nie zrobił, bo pewnie liczył że albo się na to nie zdobędzie, albo NIE BĘDZIE MIAŁA DOKĄD PÓJŚĆ, albo jesli już się na to zdecyduje, to z powodu niewygody i trudnych warunków szybciutko wróci skruszona. A tu zong!
Właśnie tak się rodzi przemoc ekonomiczna. Zakamuflowana, bez siniaków, bez awantur i niebieskiej karty. Spokojniutko wprowadza się w związku własne zasady których pzrestrzegania strzeże przewaga zasobności portfela. Dlatego tak ważana jest dla kobiety niezależność finansowa, aby w tym trudnym czasie gdy zostaje matką, wiele w jej zyciu się zmienia i często zostaje bez pracy, nie była zależna tylko od partnera. Chocby dlatego, by rozmawiać z nim jak równy z równym a nie być zmuszaną do przepraszania i podlizywania, bo może się zgodzi dalej z nią żyć. W związku oboje ponoszą winę za wszelkie nieporozumienia i oboje powinni chcieć rozmawiać i rozwiązywać problemy. Wyprowadzka dziewczyny nie wzięła się z niczego, była to manifestacja tego, że jest nieszczęsliwa i ze coś złego się miedzy nimi dzieje. Inny temat to to, czy gdyby byli małżeństwem i budowali ten dom, to dziewczyna by się z niego wyprowadzila, gdyby czuła się w 100% u siebie, ale to tylko gdybanie i nie będę tego rozwijać.
Dobrze, że dziewczyna jest pod opieką psychologa
związałaś się z kompletnie niedojrzałym i niepoważnym człowiekiem, który nie potrafi rozmawiać i wyjaśniać problemów. urodziłaś dziecko nie biorąc z nim ślubu (nie, że to źle bo przynajmniej nie musisz się szarpać z rozwodem ale z drugiej strony skończyłaś goła i wesoła). do tego dochodzi jego flirtowanie z koleżanką i ewidentna tęsknota za życiem singla. wyprowadziłaś się, a po nim to spłynęło jak po kaczce, a wręcz się ODSTRESOWUJE. to nie mogło się dobrze skończyć.
jak dla mnie to tu nie ma do czego wracać.
Ja rozumiem twojego faceta, przed urodzeniem dziecka jest kochankiem, partnerem, po urodzeniu kiedy zamieszkaliscie razem i wydawalo mu sie ze bedzie jeszcze lepiej, nagle dostaje mocnego kopa prosto w jaja, sprowadzono go do roli wynies-przynies-pozamiataj-zmien pieluche, i kiedy ty na dodatek sie wyprowadzasz to dla niego jest w sumie ulga, bo czuje ze jako partner i kochanek juz nie byl ci potrzebny, on nie walczy, bo ty przez wyprowadzke za mocno go upokorzylas, uciekasz ze stworzonego dla was gniazdka
Decydując się na dziecko facet powinien być świadomy ze wszystko się zmienia, nie ma się ochoty jak kiedyś na zbliżenia. .dochodzi dużo obowiązków, nieprzespanych nocy itp. Oboje dzielilismy się obowiązkami w sprzątaniu, gotowałam obiadki, zabieralam dziecko do moich rodziców w odwiedziny on w tym czasie robił swoje rzeczy mógł odpocząć. Wkoncu mieszkał w swoim rodzinnym mieście a ja się przeniosłam z mojej miejscowości oddalonej o 30 km. Byłam tam sama miałam tylko jego i mała i ...Jego rodziców oddalonych dwie ulice dalej
53 2019-11-02 12:13:15 Ostatnio edytowany przez weroska33 (2019-11-02 12:18:27)
X77 napisał/a:Salomonka napisał/a:Poza tym, widzisz czym kończy się bezgraniczne zaufanie do partnera i nie dbanie o własne sprawy, wlasną niezalezność, przede wszystkim finansową i mieszkaniową.
Tak samo, jak bezgraniczne zaufanie do partnerki połączone z niedbaniem o swoje interesy.
Swoją drogą, facet autorki też mógłby np. zrobić test DNA na ojcostwo aby upewnić się, czy córka aby na pewno jest JEGO.
To jest co prawda mój ulubiony przykład, ale jak widzisz, to co napisałaś działa w obie strony, bez względu na płeć.A co ma jedno do drugiego? Jeśli facet zupełnie bez powodu robiłby test DNA dziecka, to albo jest du..kiem, albo jest psychicznie chory, albo jedno i drugie. Nie chcę tutaj zasiewać tego tematu, bo był wałkowany na forum jakiś czas temui i aż mdli mnie, gdy przypomnę sobie argumenty na "tak" niektórych panów.
Niezależność materialna od partnera w przypadku gdy nie ma ślubu i nie buduje się wspólnego majątku, to zupełnie inna sprawa i dotyczy to obu stron, zarówno mężczyzny jak i kobiety.
Tutaj jak widać facet został z nowowybudowanym domem, dobrą pracą i widywaniem dziecka wtedy, gdy mu to odpowiada i jest mu wygodnie. Dziewczyna została z dzieckiem, bez pracy, bez środków do życia i w maleńkim pokoiku u rodziców (Bogu dzięki, że zgodzili się ją przyjąć). Jakoś kochający tatuś nie czuje dyskomfortu, że rodzina którą stworzył znalazła się w niedostatku i jest zdana tylko na siebie. I nie chodzi o powody tej sytuacji, bo to zupełnie inna kwestia. Dziewczyna nie zrobiła nic złego, nie zdradziła go, nie oszukala, nie pobiła, nie okradła. Po prostu nie dogadywali się i za taki stan rzeczy trudno winić tylko ją. Można równie dobrze założyć, że facet wykorzystuje przewagę materialną nad nią i próbuje ją sprowadzić do roli proszącej, przepraszajacej, obiecujacej poprawę i nie wnoszącej sprzeciwu nigdy i o nic.
Dziewczyna się wyprowadziła od niego, ale on przecież wiedział, że to zrobi bo ostrzegała i co? I wielkie NIC. Nic nie zrobił, bo pewnie liczył że albo się na to nie zdobędzie, albo NIE BĘDZIE MIAŁA DOKĄD PÓJŚĆ, albo jesli już się na to zdecyduje, to z powodu niewygody i trudnych warunków szybciutko wróci skruszona. A tu zong!Właśnie tak się rodzi przemoc ekonomiczna. Zakamuflowana, bez siniaków, bez awantur i niebieskiej karty. Spokojniutko wprowadza się w związku własne zasady których pzrestrzegania strzeże przewaga zasobności portfela. Dlatego tak ważana jest dla kobiety niezależność finansowa, aby w tym trudnym czasie gdy zostaje matką, wiele w jej zyciu się zmienia i często zostaje bez pracy, nie była zależna tylko od partnera. Chocby dlatego, by rozmawiać z nim jak równy z równym a nie być zmuszaną do przepraszania i podlizywania, bo może się zgodzi dalej z nią żyć. W związku oboje ponoszą winę za wszelkie nieporozumienia i oboje powinni chcieć rozmawiać i rozwiązywać problemy. Wyprowadzka dziewczyny nie wzięła się z niczego, była to manifestacja tego, że jest nieszczęsliwa i ze coś złego się miedzy nimi dzieje. Inny temat to to, czy gdyby byli małżeństwem i budowali ten dom, to dziewczyna by się z niego wyprowadzila, gdyby czuła się w 100% u siebie, ale to tylko gdybanie i nie będę tego rozwijać.
Dobrze, że dziewczyna jest pod opieką psychologa
Jakie testy DNA? Co wy mówicie. Żarty jakieś
Mała nawet jest podobna do niego a nie do mnie.
A tak wgl to od wczoraj mieszkam u rodziców, wcześniej mieszkałam u siostry mają dom ale nie chce nadwyrezac ich gościnności a tak wgl pytała juz kiedy się wyprowadzamy także pokój u rodziców jest jedyną opcja. Gdyby nie to miałabym możliwość u teściów mieszkać mają dom ale mieszkaja dwie ulice od swojego syna. On wiedział o wyprowadzce, ja miałam wrażenie ze on chce tego, ze nie zdaje sobie sprawy co będzie jak zostanie sam. On mnie zlewal przez ostatni miesiąc moje próby rozmowy okazały się niewypalem, z jego rodzicami próbowałam tez rozmawiać oni byli załamani, płakali..mówili że jakkolwiek to się potoczy ze mi pomogą. Póki co jestem na etapie szukania pracy, mam jakieś pieniądze zaoszczędzone..zawsze coś.
Tatuś mieszka sam powiedział ze nie wie czy mu lepiej samemu ale żyje bezstresowo. Taki jest mocny w pisaniu ale jak go widzę to widać ze go to boli, albo ja juz sobie wmawiam. Jak mala jest u niego to idzie do rodziców, dziadkowie szaleja za mała, robią obiadki itp. Niby dobrze ale to tatuś powinien brać odpowiedzialność. Mama wyręcza nieświadomie syna. Jak mieszkałam z nim przychodzili co dwa dni do nas. Jemu to odpowiadalo wiadomo... gdyby jeszcze zapowiadali wizyty albo pukali do drzwi bo nie zawsze tak bylo:) ale teraz brakuje mi wizyt u nich, ale stwierdziłam ze narazie nie będę do nich jeździć. Może za pół roku rok, kiedy sobie ułoże życie, wkoncu są dziadkami mojej córki. No i jeszcze jego gadanie ze nie wie czego on chce. Nie podjął żadnej próby ratowania zwiazku. Tez mam wrażenie ze myśli ze odczuje "biede" i wrócę. I jeszcze pamiętam jak mi napisał : ,, powtarzam Ci ze masz tu zostać bo opłaty i kaucja kosztuja". Odebrałam to jako zostań bo cię nie stać bo jesteś tylko.mama mojego dziecka. A 2 msc przed rozstaniem mówił ze mnie kocha. Juz w to zaczęłam wątpić. Dlaczego rozmowa dla facetów jest taka ciężka, wiem ze go bolało ze nie sypiamy razem. Przychodził z nocki szedł spac do góry żeby się wyspac, a ja zajmowałam się mala itd. Nie mowie ze wgl nie sypialismy razem ale nie codziennie, sam mówił idź do góry się wyśpij ja zostane z mala. Jest dużo do opisywania sytuacji..
gogo7r napisał/a:Ja rozumiem twojego faceta, przed urodzeniem dziecka jest kochankiem, partnerem, po urodzeniu kiedy zamieszkaliscie razem i wydawalo mu sie ze bedzie jeszcze lepiej, nagle dostaje mocnego kopa prosto w jaja, sprowadzono go do roli wynies-przynies-pozamiataj-zmien pieluche, i kiedy ty na dodatek sie wyprowadzasz to dla niego jest w sumie ulga, bo czuje ze jako partner i kochanek juz nie byl ci potrzebny, on nie walczy, bo ty przez wyprowadzke za mocno go upokorzylas, uciekasz ze stworzonego dla was gniazdka
Decydując się na dziecko facet powinien być świadomy ze wszystko się zmienia, nie ma się ochoty jak kiedyś na zbliżenia. .dochodzi dużo obowiązków, nieprzespanych nocy itp. Oboje dzielilismy się obowiązkami w sprzątaniu, gotowałam obiadki, zabieralam dziecko do moich rodziców w odwiedziny on w tym czasie robił swoje rzeczy mógł odpocząć. Wkoncu mieszkał w swoim rodzinnym mieście a ja się przeniosłam z mojej miejscowości oddalonej o 30 km. Byłam tam sama miałam tylko jego i mała i ...Jego rodziców oddalonych dwie ulice dalej
Ale a moge jedynie oceniac jego postepowanie z punktu widzenia faceta, i ja to widze tak, owszem zawsze jest tak ze kiedy urodzi sie dziecko zmienia sie u nas grafik, bo tum dzieckiem trzeba sie zamowac, przewijac, karmic, kapac, ale jezeli dla mojej partnerki jest to okazja na szlaban na seks, a jednoczesnie mamy konflikty, bo to normalne w stresie, a jeszcze nagle partnerka sie wyprowadza to faet ma okazje do przemyslen, i do czego dochodzi, seksu miedzy nami uz nie ma, ona ma dziecko, wiec od tego momentu jej na mnie juz nic nie zalerzy skoro odeszla, to trudno, dziecka sie nie wypre, ale chyba musze poszukac takiej kobiety, ktorej bedzie zalerzalo na mnie i bedzie o mnie dbala
weroska33 napisał/a:gogo7r napisał/a:Ja rozumiem twojego faceta, przed urodzeniem dziecka jest kochankiem, partnerem, po urodzeniu kiedy zamieszkaliscie razem i wydawalo mu sie ze bedzie jeszcze lepiej, nagle dostaje mocnego kopa prosto w jaja, sprowadzono go do roli wynies-przynies-pozamiataj-zmien pieluche, i kiedy ty na dodatek sie wyprowadzasz to dla niego jest w sumie ulga, bo czuje ze jako partner i kochanek juz nie byl ci potrzebny, on nie walczy, bo ty przez wyprowadzke za mocno go upokorzylas, uciekasz ze stworzonego dla was gniazdka
Decydując się na dziecko facet powinien być świadomy ze wszystko się zmienia, nie ma się ochoty jak kiedyś na zbliżenia. .dochodzi dużo obowiązków, nieprzespanych nocy itp. Oboje dzielilismy się obowiązkami w sprzątaniu, gotowałam obiadki, zabieralam dziecko do moich rodziców w odwiedziny on w tym czasie robił swoje rzeczy mógł odpocząć. Wkoncu mieszkał w swoim rodzinnym mieście a ja się przeniosłam z mojej miejscowości oddalonej o 30 km. Byłam tam sama miałam tylko jego i mała i ...Jego rodziców oddalonych dwie ulice dalej
Ale a moge jedynie oceniac jego postepowanie z punktu widzenia faceta, i ja to widze tak, owszem zawsze jest tak ze kiedy urodzi sie dziecko zmienia sie u nas grafik, bo tum dzieckiem trzeba sie zamowac, przewijac, karmic, kapac, ale jezeli dla mojej partnerki jest to okazja na szlaban na seks, a jednoczesnie mamy konflikty, bo to normalne w stresie, a jeszcze nagle partnerka sie wyprowadza to faet ma okazje do przemyslen, i do czego dochodzi, seksu miedzy nami uz nie ma, ona ma dziecko, wiec od tego momentu jej na mnie juz nic nie zalerzy skoro odeszla, to trudno, dziecka sie nie wypre, ale chyba musze poszukac takiej kobiety, ktorej bedzie zalerzalo na mnie i bedzie o mnie dbala
Wg mnie rozmowa powinna być ważniejsza od seksu. Jakiś czas temu ja mu mówiłam ze brakuje między nami uczucia ze zachowujemy się jak koledzy, mówił ze będzie się starał żeby tego nie spieprzyc i na słowach się skończyło. A teraz on powtórzył moje słowa. Widzisz do czego doprowadza brak rozmowy:(
Ok, ale o co ty właściwie masz do niego pretensje? Nie ma obowiązku latać za osobą, która wzięła dziecko i wyprowadziła się. Czy nie było tak, że miałaś pracę, czułaś się mocna więc postanowiłaś opuścić męża, ale niestety nic nie poszło po twojej myśli i teraz wylewasz żale? Jeszcze raz powtórzę - ciesz się, że kocha małą i chce uczestniczyć w jej wychowaniu. Ty zajmij się sobą.
gogo7r napisał/a:weroska33 napisał/a:Decydując się na dziecko facet powinien być świadomy ze wszystko się zmienia, nie ma się ochoty jak kiedyś na zbliżenia. .dochodzi dużo obowiązków, nieprzespanych nocy itp. Oboje dzielilismy się obowiązkami w sprzątaniu, gotowałam obiadki, zabieralam dziecko do moich rodziców w odwiedziny on w tym czasie robił swoje rzeczy mógł odpocząć. Wkoncu mieszkał w swoim rodzinnym mieście a ja się przeniosłam z mojej miejscowości oddalonej o 30 km. Byłam tam sama miałam tylko jego i mała i ...Jego rodziców oddalonych dwie ulice dalej
Ale a moge jedynie oceniac jego postepowanie z punktu widzenia faceta, i ja to widze tak, owszem zawsze jest tak ze kiedy urodzi sie dziecko zmienia sie u nas grafik, bo tum dzieckiem trzeba sie zamowac, przewijac, karmic, kapac, ale jezeli dla mojej partnerki jest to okazja na szlaban na seks, a jednoczesnie mamy konflikty, bo to normalne w stresie, a jeszcze nagle partnerka sie wyprowadza to faet ma okazje do przemyslen, i do czego dochodzi, seksu miedzy nami uz nie ma, ona ma dziecko, wiec od tego momentu jej na mnie juz nic nie zalerzy skoro odeszla, to trudno, dziecka sie nie wypre, ale chyba musze poszukac takiej kobiety, ktorej bedzie zalerzalo na mnie i bedzie o mnie dbala
Wg mnie rozmowa powinna być ważniejsza od seksu. Jakiś czas temu ja mu mówiłam ze brakuje między nami uczucia ze zachowujemy się jak koledzy, mówił ze będzie się starał żeby tego nie spieprzyc i na słowach się skończyło. A teraz on powtórzył moje słowa. Widzisz do czego doprowadza brak rozmowy:(
Dajesz mu szlaban na seks a uczucia on ma budowac slowami, nie dziw sie ale nie wychodzi nikomu na dobre taka tresura
Ok, ale o co ty właściwie masz do niego pretensje? Nie ma obowiązku latać za osobą, która wzięła dziecko i wyprowadziła się. Czy nie było tak, że miałaś pracę, czułaś się mocna więc postanowiłaś opuścić męża, ale niestety nic nie poszło po twojej myśli i teraz wylewasz żale? Jeszcze raz powtórzę - ciesz się, że kocha małą i chce uczestniczyć w jej wychowaniu. Ty zajmij się sobą.
Dlaczego łatwo odpuścił skoro tak mu zależało żeby stworzyć rodzinę, po coś budował ten dom, dlaczego ne potrafił rozmawiać jak coś się działo. Unikał rozmowy trzymał wszystko w sobie. Nie byliśmy malzenstwem, może wtedy by to inaczej wyglądało. Mówił ze nie chce się wyszaleć ze ma to już za sobą. Sam nie wie czego chce, słabo dowiedzieć się ze jest typem samotnika po latach spędzonych razem
BEKAśmiechu napisał/a:Ok, ale o co ty właściwie masz do niego pretensje? Nie ma obowiązku latać za osobą, która wzięła dziecko i wyprowadziła się. Czy nie było tak, że miałaś pracę, czułaś się mocna więc postanowiłaś opuścić męża, ale niestety nic nie poszło po twojej myśli i teraz wylewasz żale? Jeszcze raz powtórzę - ciesz się, że kocha małą i chce uczestniczyć w jej wychowaniu. Ty zajmij się sobą.
Dlaczego łatwo odpuścił skoro tak mu zależało żeby stworzyć rodzinę, po coś budował ten dom, dlaczego ne potrafił rozmawiać jak coś się działo. Unikał rozmowy trzymał wszystko w sobie. Nie byliśmy malzenstwem, może wtedy by to inaczej wyglądało. Mówił ze nie chce się wyszaleć ze ma to już za sobą. Sam nie wie czego chce, słabo dowiedzieć się ze jest typem samotnika po latach spędzonych razem
To normalne ze kobieta nie wspolzyje w pologu, ale kiedy po tym okresie dalej odmawia, bo nie to nie dziw sie dlaczego on odpuszcza, bo nagle sie budzi z reka w nocniku przy tobie, ma partnerke, kochanke, buduje dla niej dom, rodzi sie dziecko i nagle sie okazuje ze przez prawie rok czasu nie ma partnerki, kochanki, kocha dziecko, ale nie chce byc tylko lokajem, nie umie sie doprosic o seks, ty sie wyprowadzasz, to kamien mu spadl z serca, teraz facet wreszcie ma spokoj, dziecko kocha i sie nim zajmuje, potrzebuje tylko znalesc dla siebie partnerke, kochanke co nie bedzie proste bo jest nieufny, na tobie sie sparzyl
Kazdy ma jakis limit prosb i staran, u jednego jest wiekszy u drugiego mniejszy, ale jego sie chyba wyczerpal
weroska33 napisał/a:BEKAśmiechu napisał/a:Ok, ale o co ty właściwie masz do niego pretensje? Nie ma obowiązku latać za osobą, która wzięła dziecko i wyprowadziła się. Czy nie było tak, że miałaś pracę, czułaś się mocna więc postanowiłaś opuścić męża, ale niestety nic nie poszło po twojej myśli i teraz wylewasz żale? Jeszcze raz powtórzę - ciesz się, że kocha małą i chce uczestniczyć w jej wychowaniu. Ty zajmij się sobą.
Dlaczego łatwo odpuścił skoro tak mu zależało żeby stworzyć rodzinę, po coś budował ten dom, dlaczego ne potrafił rozmawiać jak coś się działo. Unikał rozmowy trzymał wszystko w sobie. Nie byliśmy malzenstwem, może wtedy by to inaczej wyglądało. Mówił ze nie chce się wyszaleć ze ma to już za sobą. Sam nie wie czego chce, słabo dowiedzieć się ze jest typem samotnika po latach spędzonych razem
To normalne ze kobieta nie wspolzyje w pologu, ale kiedy po tym okresie dalej odmawia, bo nie to nie dziw sie dlaczego on odpuszcza, bo nagle sie budzi z reka w nocniku przy tobie, ma partnerke, kochanke, buduje dla niej dom, rodzi sie dziecko i nagle sie okazuje ze przez prawie rok czasu nie ma partnerki, kochanki, kocha dziecko, ale nie chce byc tylko lokajem, nie umie sie doprosic o seks, ty sie wyprowadzasz, to kamien mu spadl z serca, teraz facet wreszcie ma spokoj, dziecko kocha i sie nim zajmuje, potrzebuje tylko znalesc dla siebie partnerke, kochanke co nie bedzie proste bo jest nieufny, na tobie sie sparzyl
Kazdy ma jakis limit prosb i staran, u jednego jest wiekszy u drugiego mniejszy, ale jego sie chyba wyczerpal
Ale jakie odmawia ? Jak już była okazja do tego to nastąpiło tylko było to rzadko. Nie przesadzajmy ale w okresie gdy dziecko jest małe potrzeby nasze powinny poczekać a jak już to porozmawiać o nich. Ilu osobom życie seksualne się pogorszyło a potrafią być ze sobą mimo wszystko, trzeba tylko chcieć. Mogą być kryzysy w związku ale trzeba walczyć i starać się żeby było lepiej
"Dlaczego łatwo odpuścił skoro tak mu zależało żeby stworzyć rodzinę, po coś budował ten dom, dlaczego ne potrafił rozmawiać jak coś się działo. Unikał rozmowy trzymał wszystko w sobie. Nie byliśmy malzenstwem, może wtedy by to inaczej wyglądało. "
takim go wzięłaś to takiego miałaś, czego się spodziewałaś? pewnie typowo- że po dziecku się nagle zmieni?
"Mówił ze nie chce się wyszaleć ze ma to już za sobą."
mówić to można wiele rzeczy. dorosła a nawina.
"Sam nie wie czego chce, słabo dowiedzieć się ze jest typem samotnika po latach spędzonych razem""
on wie czego chce- życia bez ciebie.
62 2019-11-02 14:10:09 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-11-03 11:59:27)
Tala, nie daj się wpędzić w poczucie winy.
Nie jesteś jedyną odpowiedzialną za to, że w związku źle się działo. Fakt, decyzja o wyprowadzce była pochopna i przez to błędna, ale Twojemu facetowi słabo zależy, co widać wyraźnie po tym, co opisujesz.Po urodzeniu dziecka masz prawo na jakiś czas zapomnieć o seksie, a obowiązkiem partnera jest to uszanować. Dziecko jest owocem miłości DWÓCH osób, nie jednej, nie można wymagać od świeżo upieczonej matki, by była matką/żoną/kochanką jednocześnie, bo najczęściej nie jest to możliwe fizycznie i czasowo. W moim przypadku po porodzie z powikłaniami i późniejszymi problemami ze zdrowiem, seksu nie było ponad rok. Nie wyobrażam sobie, by mąż miał mnie z tego powodu zostawić. A jak go o to pytam, to odpowiada wprost: "trzeba być mężczyzną, a nie dupkiem". Jak już udało mi się dojść do siebie, to zaczęły się problemy z synem (obecnie zdiagnozowane spektrum autyzmu), co też ma spory wpływ na intymność, musieliśmy wszystko przewartościować, poukładać, znaleźć na to czas, trwało to trochę. Przede wszystkim dużo rozmawialiśmy i mam wrażenie, że tego w Twoim związku zabrakło.
Możecie wciąż jeszcze spróbować, bo rozstać się można zawsze.
Czego Ty byś chciała? Czego chciałby mąż? Porozmawiajcie.
Masz bardzo wyrozumialego i dojrzałego meza- to się ceni. Widać po wypowiedziach jak kobiety różnią się od facetów. Uważam że jeżeli osobom zależy to powinny rozmawiać co można zrobić żeby było lepiej a nie obrażać się jak dziecko. Myślałam ze jest bardziej dojrzaly. Niech pomieszka sam. Do mnie zaczynają się odzywac z firm także jest możliwe ze dostane niedługo prace. Mam taką nadzieje. To nie było tak ze wyprowadzka to była pochopna decyzja, rozmawiałam z nim na ten temat ze jeżeli to tak ma wyglądać a nie chcesz ze mną rozmawiać ze mowie jak do sciany ze to będzie jedyne wyjście. Miałam nadzieję że przemyslimy swoje zachowanie bo czasami warto dać "odpocząć " związkowi. Niektórym wiem ze to pomaga innych oddala. Ja chcę jak najlepiej dla mojej córeczki, nie będę go prosić o to żebym mogła wrócić, nikogo się nie zmusi do miłości.
"Dlaczego łatwo odpuścił skoro tak mu zależało żeby stworzyć rodzinę, po coś budował ten dom, dlaczego ne potrafił rozmawiać jak coś się działo. Unikał rozmowy trzymał wszystko w sobie. Nie byliśmy malzenstwem, może wtedy by to inaczej wyglądało. "
takim go wzięłaś to takiego miałaś, czego się spodziewałaś? pewnie typowo- że po dziecku się nagle zmieni?
"Mówił ze nie chce się wyszaleć ze ma to już za sobą."
mówić to można wiele rzeczy. dorosła a nawina.
"Sam nie wie czego chce, słabo dowiedzieć się ze jest typem samotnika po latach spędzonych razem""
on wie czego chce- życia bez ciebie.
Wiem ze nie brakuje mu imprez itp. To nie ten typ.
Możliwe ze chce życia beze mnie.
Dyskusja na forum ma raczej charakter czy ktoś ma podobny problem a nie jakieś insynuacje
A ja Cię bardzo dobrze rozumiem. Też odeszłam od swojego partnera 4 miesiące temu(ślubu nie było, mieliśmy go zaplanowany za kilka miesięcy) i nawet nie drgnął, choć twierdził, że kochał mnie ponad życie.
Uważam, że ślub nie ma tutaj nic do rzeczy i nawet gdyby był, niewiele by zmienił. Żadna, zdrowa na umyśle kobieta, mając wspólny dom, dziecko i partnera u boku nie decyduje się na wyprowadzkę "ot tak po prostu", skoro podjęłaś taką decyzję, to znaczy że doszłaś do ściany i nie widziałaś na tamten moment innego wyjścia z sytuacji. Na prawdę trudno jest podejmować jakikolwiek dialog z człowiekiem, który jedyne co potrafi to wbić wzrok w podłogę i się w sobie zamknąć, po czym i tak zrobi swoje, bo przecież 'wie lepiej'.
Ponad to, zupełnie się nie zgadzam z niektórymi opiniami zamieszczonymi w Twoim wątku, że skoro zabrałaś dziecko i sobie poszłaś to teraz masz co chciałaś. Nie. To Ty zostałaś porzucona przez niego, bo jak ta piłeczka od ping ponga ciągle się odbijałaś od jego milczenia. A jaśnie Pan teraz siedzi i ma urażoną dumę. Wyprowadzka, to tylko skutek.
Bardzo Ci współczuję, bo wiem co przeżywasz, żal i gorycz za postawę człowieka, którego wybrałaś sobie do życia i na ojca swojego dziecka, za zamiecione marzenia o domu (dosłownie i w przenośni), za brak refleksji i wzięcia odpowiedzialności. Ale wiesz co? Do pieca z takim "facetem". I nie daj sobie wmówić, że to Ty byłaś taka zła i przewrotna, że dostałaś na co zasłużyłaś. BZDURA.
Nie chcę popadać w jadowity ton, ale strasznie mnie wkurza próba odwrócenia kota ogonem.
Tala a ja Cię bardzo dobrze rozumiem. Też odeszłam od swojego partnera 4 miesiące temu(ślubu nie było, mieliśmy go zaplanowany za kilka miesięcy) i nawet nie drgnął, choć twierdził, że kochał mnie ponad życie.
Uważam, że ślub nie ma tutaj nic do rzeczy i nawet gdyby był, niewiele by zmienił. Żadna, zdrowa na umyśle kobieta, mając wspólny dom, dziecko i partnera u boku nie decyduje się na wyprowadzkę "ot tak po prostu", skoro podjęłaś taką decyzję, to znaczy że doszłaś do ściany i nie widziałaś na tamten moment innego wyjścia z sytuacji. Na prawdę trudno jest podejmować jakikolwiek dialog z człowiekiem, który jedyne co potrafi to wbić wzrok w podłogę i się w sobie zamknąć, po czym i tak zrobi swoje, bo przecież 'wie lepiej'.
Ponad to, zupełnie się nie zgadzam z niektórymi opiniami zamieszczonymi w Twoim wątku, że skoro zabrałaś dziecko i sobie poszłaś to teraz masz co chciałaś. Nie. To Ty zostałaś porzucona przez niego, bo jak ta piłeczka od ping ponga ciągle się odbijałaś od jego milczenia. A jaśnie Pan teraz siedzi i ma urażoną dumę. Wyprowadzka, to tylko skutek.
Bardzo Ci współczuję, bo wiem co przeżywasz, żal i gorycz za postawę człowieka, którego wybrałaś sobie do życia i na ojca swojego dziecka, za zamiecione marzenia o domu (dosłownie i w przenośni), za brak refleksji i wzięcia odpowiedzialności. Ale wiesz co? Do pieca z takim "facetem". I nie daj sobie wmówić, że to Ty byłaś taka zła i przewrotna, że dostałaś na co zasłużyłaś. BZDURA.
Nie chcę popadać w jadowity ton, ale strasznie mnie wkurza próba odwrócenia kota ogonem.
Inaczej gdybysmy nie mieli dziecka, szybciej bym zapomniała. Widzę że mnie rozumiesz, my kobiety jakos inaczej to wszystko odbieramy. Dokładnie kobieta zrobi wszystko by ratować związek nim odejdzie..tak było w moim przypadku, dlatego już się zamknelam i kontaktuje się z nim jak on coś napisze o małej. Ja chcę pokazać że sobie radzę, musze.
Niech sobie siedzi ze swoją urazona duma ja się płaszczyc nie będę, szanujmy się. Trzeba stanąć na nogi. Jak sobie radzisz po tych 4 miesiącach? Dziecka nie macie?
Tala a ja Cię bardzo dobrze rozumiem. Też odeszłam od swojego partnera 4 miesiące temu(ślubu nie było, mieliśmy go zaplanowany za kilka miesięcy) i nawet nie drgnął, choć twierdził, że kochał mnie ponad życie.
Uważam, że ślub nie ma tutaj nic do rzeczy i nawet gdyby był, niewiele by zmienił. Żadna, zdrowa na umyśle kobieta, mając wspólny dom, dziecko i partnera u boku nie decyduje się na wyprowadzkę "ot tak po prostu", skoro podjęłaś taką decyzję, to znaczy że doszłaś do ściany i nie widziałaś na tamten moment innego wyjścia z sytuacji. Na prawdę trudno jest podejmować jakikolwiek dialog z człowiekiem, który jedyne co potrafi to wbić wzrok w podłogę i się w sobie zamknąć, po czym i tak zrobi swoje, bo przecież 'wie lepiej'.
Ponad to, zupełnie się nie zgadzam z niektórymi opiniami zamieszczonymi w Twoim wątku, że skoro zabrałaś dziecko i sobie poszłaś to teraz masz co chciałaś. Nie. To Ty zostałaś porzucona przez niego, bo jak ta piłeczka od ping ponga ciągle się odbijałaś od jego milczenia. A jaśnie Pan teraz siedzi i ma urażoną dumę. Wyprowadzka, to tylko skutek.
Bardzo Ci współczuję, bo wiem co przeżywasz, żal i gorycz za postawę człowieka, którego wybrałaś sobie do życia i na ojca swojego dziecka, za zamiecione marzenia o domu (dosłownie i w przenośni), za brak refleksji i wzięcia odpowiedzialności. Ale wiesz co? Do pieca z takim "facetem". I nie daj sobie wmówić, że to Ty byłaś taka zła i przewrotna, że dostałaś na co zasłużyłaś. BZDURA.
Nie chcę popadać w jadowity ton, ale strasznie mnie wkurza próba odwrócenia kota ogonem.
Kto tu napisał, że była "zła i przewrotna", czy że "dostała na co zasłużyła"? Odeszła z dzieckiem, a facet nie osmarkał się i nie rzucił na ziemię plackiem - tylko tyle i aż tyle. Ja też kiedyś blefowałem i myślałem, że zostałem z niczym, ale po jakimś czasie zrozumiałem, że tamta tego nie chciała, więc w sumie wyszło na plus. To samo autorka - blefowała, facet nie zagrał tak jak chciała, a teraz lament! Po czym ten lament? Jeżeli on jej nie kocha i nie chce z nią być, powinna cieszyć się, że odeszła.