szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 111 do 165 z 196 ]

111

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Capricornus napisał/a:

O, Myszencja, widzę postęp, gratuluję smile Napiszesz coś więcej w swoim wątku?

O, dzień dobry ;-) czy postęp to nie wiem, w głowie wciąż szumi ale romans zakończony. Jak będę miała moc to napisze update :-)

Zobacz podobne tematy :

112

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:

Jeszcze chciałam dodać ze zwierzyłam się z mojego romansu dwóm przyjaciółkom, okazało się ze obie również były w romansie, jedna w bardzo krótkim, druga prawie trzyletnim. Na dodatek maja inne koleżanki które również miały romanse...dopiero dotarło do mnie ze żyłam jakiejś ułudzie i myslalam, ze moja zdrada to coś wyjątkowego. A to wszystko wyglada tak samo tylko zakończenia różne. Bardzo dużo jest zdrady dookoła....

Napisz coś więcej jak się żyje w małżeństwie tej co ukryła 3 letni romans i dalej jest z mężem. Ciekawe jak ona to w głowie poukładała, no ale tego się nie dowiemy.

113

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Hrefi napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:

Jeszcze chciałam dodać ze zwierzyłam się z mojego romansu dwóm przyjaciółkom, okazało się ze obie również były w romansie, jedna w bardzo krótkim, druga prawie trzyletnim. Na dodatek maja inne koleżanki które również miały romanse...dopiero dotarło do mnie ze żyłam jakiejś ułudzie i myslalam, ze moja zdrada to coś wyjątkowego. A to wszystko wyglada tak samo tylko zakończenia różne. Bardzo dużo jest zdrady dookoła....

Napisz coś więcej jak się żyje w małżeństwie tej co ukryła 3 letni romans i dalej jest z mężem. Ciekawe jak ona to w głowie poukładała, no ale tego się nie dowiemy.

Żyje się inaczej, jakby on-kochanek, zabrał jej coś co już nigdy nie wróciło na swoje miejsce. Ona wie, ze jeśli by go zobaczyła to wszystko by wróciło ( nie widzieli się od roku, wyjechał za granice).  Ona twierdzi ze nie jest tak jak było przed, jakas cześć jej została z nim. Ona nigdy nie chciała do niego odejść, to była chemia, szał, emocjonalne połączenie dusz. Teraz to wspomina jak koszmarne uzależnienie, zaniedbała dom i dzieci. Mąż się domyślał ale nigdy nie tego od niej nie usłyszał ani sam nie szukał. Jak ona to w głowie poukładała? Doszli ( ona doszła )do wniosku ze w innym życiu byliby razem ale nie w tym. On potem wchodził w związki i nadal czekał aż ona zmieni zdanie. Związki się rozpadały jeden za drugim. Dopiero jak wyjechał to się skończyło.

114

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Słowem zrobiła rozpierduchę w życiu kilku osób i gdyby on nie odszedł raczej małżeństwa już by nie było co nadal jest możliwe jeśli on wróci. Słowem ona tęskni, czeka a mąż robi za czasoumilacza - przykre.

Mąż się domyślał ale nigdy nie tego od niej nie usłyszał ani sam nie szukał.

Czy się domyślał? nie koniecznie. Zależy co ona mu mówiła w czasie jej romansu.
A jaki był powód że wdała się w ten romans?

115

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Maku, nie podoba mi się Twoje jednostronne podejście do tematu. Ona zrobiła rozpierduche, a może on -kochanek ? On sam nie wyjechał, ona mu kazała. Pisać do niej w trakcie związków z innymi kobietami mu nie kazała. Ona miała kilka okazji aby odejść od męża ale tego nie zrobiła bo nie chciała. Od męża nie odejdzie bo kochanek jest tylko kochankiem, tym drugim. Jak go zobaczy to wróci haj a nie tęsknota za życiem z nim.
Nie było powodu żadnego specjalnego- fascynacja i szaleństwo.
Ci co tego nie przeżyli nie zrozumieją ze wcale nie musi być powod. Ze to może być po prostu jakiś moment w życiu, w którym dwie osoby, które nigdy by ze sobą nie stworzyły związku nagle są dla siebie całym światem. Gdyby nie to ze sama to przeżyłam to bym teraz śmiała się z tego jak z telenoweli;-)

116

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo kochanek jest tylko kochankiem, tym drugim.Nie było powodu żadnego specjalnego- fascynacja i szaleństwo.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak go zobaczy to wróci haj a nie tęsknota za życiem z nim.

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.

117

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
maku2 napisał/a:

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo kochanek jest tylko kochankiem, tym drugim.Nie było powodu żadnego specjalnego- fascynacja i szaleństwo.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak go zobaczy to wróci haj a nie tęsknota za życiem z nim.

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.



Czy wróci to zależy tylko i wyłącznie od kochanka czy dalej pozwoli sobie na bycie tym drugim . Zwykle kończy się to wymówkami bo dzieci bo kredyty bo sramto i tamto a z reguły brakuje odwagi na odejście . Ludzie wola zostać w tym co maja i dusić się niż zaryzykowac .

118

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Szary80 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo kochanek jest tylko kochankiem, tym drugim.Nie było powodu żadnego specjalnego- fascynacja i szaleństwo.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak go zobaczy to wróci haj a nie tęsknota za życiem z nim.

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.



Czy wróci to zależy tylko i wyłącznie od kochanka czy dalej pozwoli sobie na bycie tym drugim . Zwykle kończy się to wymówkami bo dzieci bo kredyty bo sramto i tamto a z reguły brakuje odwagi na odejście . Ludzie wola zostać w tym co maja i dusić się niż zaryzykowac .

Dokładnie tak, dochodzi praktycznie do rozpadu małżeństwa a gdy czas podjąć decyzję to nagle sobie przypominają o mężu/żonie i dzieciach.
Ogromna cześć kochanków tylko gada o wspólnym życiu ale gdy może się to stać to odchodzą. Dlaczego to mówią? a żeby mieć stały dostęp do kochanki a właściwie do jej ciała. Gdy na horyzoncie pojawia się wizja wspólnego życia to znikają pod hasłem nie będę rozbijał rodziny.
Kochanek ma to gdzieś czy jest pierwszy czy jest drugi JEŚLI ma dostęp do części wspólnej smile

119

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
maku2 napisał/a:
Szary80 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.



Czy wróci to zależy tylko i wyłącznie od kochanka czy dalej pozwoli sobie na bycie tym drugim . Zwykle kończy się to wymówkami bo dzieci bo kredyty bo sramto i tamto a z reguły brakuje odwagi na odejście . Ludzie wola zostać w tym co maja i dusić się niż zaryzykowac .

Dokładnie tak, dochodzi praktycznie do rozpadu małżeństwa a gdy czas podjąć decyzję to nagle sobie przypominają o mężu/żonie i dzieciach.
Ogromna cześć kochanków tylko gada o wspólnym życiu ale gdy może się to stać to odchodzą. Dlaczego to mówią? a żeby mieć stały dostęp do kochanki a właściwie do jej ciała. Gdy na horyzoncie pojawia się wizja wspólnego życia to znikają pod hasłem nie będę rozbijał rodziny.
Kochanek ma to gdzieś czy jest pierwszy czy jest drugi JEŚLI ma dostęp do części wspólnej smile



Bo fajnie jest jak trwa haj ale bajka się kończy gdy przychodzą argumenty o wspólnych planach i zaczyna się wymyślanie ze to ze tamto i nie mogę bo bla bla bla . Gorzej gdy po czasie odzywają się z pretensjami ze doprowadziłeś ich do gowna w związku do którego musieli wrócić bo tak wybrali . I wtedy właśnie nie liczyli się z konsekwencjmi które kiedyś poniosą . Życie .

120

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
maku2 napisał/a:
Szary80 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.



Czy wróci to zależy tylko i wyłącznie od kochanka czy dalej pozwoli sobie na bycie tym drugim . Zwykle kończy się to wymówkami bo dzieci bo kredyty bo sramto i tamto a z reguły brakuje odwagi na odejście . Ludzie wola zostać w tym co maja i dusić się niż zaryzykowac .

Dokładnie tak, dochodzi praktycznie do rozpadu małżeństwa a gdy czas podjąć decyzję to nagle sobie przypominają o mężu/żonie i dzieciach.
Ogromna cześć kochanków tylko gada o wspólnym życiu ale gdy może się to stać to odchodzą. Dlaczego to mówią? a żeby mieć stały dostęp do kochanki a właściwie do jej ciała. Gdy na horyzoncie pojawia się wizja wspólnego życia to znikają pod hasłem nie będę rozbijał rodziny.
Kochanek ma to gdzieś czy jest pierwszy czy jest drugi JEŚLI ma dostęp do części wspólnej smile



Zgodzę się tez z tymi rodzajami kochanków ze są tacy co się pobawią i myk ale są tez tacy co poważnie do tego podchodzili a ogon podkulila druga strona .

121

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
maku2 napisał/a:

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo kochanek jest tylko kochankiem, tym drugim.Nie było powodu żadnego specjalnego- fascynacja i szaleństwo.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak go zobaczy to wróci haj a nie tęsknota za życiem z nim.

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.

Ale nikt nie szuka winnych a ona siebie nie wybiela. Romans odżyje jak on wróci, ona to wie. Dlatego on ma nie wracać, a jak wróci to ona nie chce go widzieć. A jak będzie życie pokaże.

122 Ostatnio edytowany przez assassin (2019-03-17 12:40:55)

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:

Ja jestem żona która zdradziła. Moj wątek jest gdzieś tam niżej. Moj mąż nic nie wie i nigdy się nie dowie. Moj romans trwał krótko, z kolega z pracy. To co jest najtrudniejsze dla mnie to ponowne pełne zaangażowanie się w życie domowe, uwolnienie się od zakazanych emocji jest cholernie trudne i mam nadzieje ze kiedyś już na 100% o nim zapomnę. Póki co wychodzę emocjonalnie z tego romansu który był niczym więcej jak ulotnym uniesieniem. Fizycznie już od dawna nas nic nie łączy.  Wydarzyło się, nie drę szat  ale nigdy więcej w nic podobnego nie wejdę, rozwala bardzo emocje i trzęsie fundamentami które wydawały się były nienaruszalne. Dla mnie to było najbardziej zaskakujące, ze nigdy bym się po sobie tego nie spodziewała a jednak. W każdym razie ze wszystkich sił staram się żyć jak kiedyś, wierze ze ten dzień nastanie.
Jeszcze chciałam dodać ze zwierzyłam się z mojego romansu dwóm przyjaciółkom, okazało się ze obie również były w romansie, jedna w bardzo krótkim, druga prawie trzyletnim. Na dodatek maja inne koleżanki które również miały romanse...dopiero dotarło do mnie ze żyłam jakiejś ułudzie i myslalam, ze moja zdrada to coś wyjątkowego. A to wszystko wyglada tak samo tylko zakończenia różne. Bardzo dużo jest zdrady dookoła....

Cóż, małżeństwo, rodzina, ba... zwykły związek jak się okazuje na Twoim przykładzie to strata czasu.

EDIT Zresztą wielu innych z tego forum też.

123 Ostatnio edytowany przez Szary80 (2019-03-17 12:50:04)

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo kochanek jest tylko kochankiem, tym drugim.Nie było powodu żadnego specjalnego- fascynacja i szaleństwo.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak go zobaczy to wróci haj a nie tęsknota za życiem z nim.

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.

Ale nikt nie szuka winnych a ona siebie nie wybiela. Romans odżyje jak on wróci, ona to wie. Dlatego on ma nie wracać, a jak wróci to ona nie chce go widzieć. A jak będzie życie pokaże.



„ Romans odżyje jak On wróci , ona to wie . Dlatego on ma nie wracać a jak wróci to ona nie chce go widzieć.”
Z tego co dobrze zrozumiałem po tych dwóch zdaniach to mój wniosek jest taki ze fajnie jak by wrócił . Nie wiem czy Ty to zauważyłaś czytając powyższy tekst wink
Ona by chciała tego romansu ale nic nie może zrobić a druga sprawa jest taka ze nigdy nie wierz w to co usłyszysz i polowe tego co widzisz . Człowiek człowiekowi zawsze powie co innego niż myśli bo w oczach innych wyszedłby na słabego smile

124

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo kochanek jest tylko kochankiem, tym drugim.Nie było powodu żadnego specjalnego- fascynacja i szaleństwo.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak go zobaczy to wróci haj a nie tęsknota za życiem z nim.

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.

Ale nikt nie szuka winnych a ona siebie nie wybiela. Romans odżyje jak on wróci, ona to wie. Dlatego on ma nie wracać, a jak wróci to ona nie chce go widzieć. A jak będzie życie pokaże.

A gdzie w tym wszystkim jest jej mąż? Który niby ma żonę ale tylko na papierze bo uczuciami (a wcześniej i ciałem) jest z innym? Ona latami kłamała oszukiwała a Ty takiej osobie powierzyłaś swój sekret? Hazardzistka.

125

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Przecież odejście do kochanka jest bez sensu, bo idąc do niego idziemy tylko i wyłącznie za tym samym, co mieliśmy ze swoim mężem, czy żoną przez pierwsze kilka lat. Tak samo krótko bedzie to trwać z kochankiem, bo tak działa nasz organizm.

-

126

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
maku2 napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.

Ale nikt nie szuka winnych a ona siebie nie wybiela. Romans odżyje jak on wróci, ona to wie. Dlatego on ma nie wracać, a jak wróci to ona nie chce go widzieć. A jak będzie życie pokaże.

A gdzie w tym wszystkim jest jej mąż? Który niby ma żonę ale tylko na papierze bo uczuciami (a wcześniej i ciałem) jest z innym? Ona latami kłamała oszukiwała a Ty takiej osobie powierzyłaś swój sekret? Hazardzistka.



Dlatego wyżej napisałem ze to co Ona jej powiedziała jest czymś innym co myślała i co czuje .

127

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Burzowy napisał/a:

Przecież odejście do kochanka jest bez sensu, bo idąc do niego idziemy tylko i wyłącznie za tym samym, co mieliśmy ze swoim mężem, czy żoną przez pierwsze kilka lat. Tak samo krótko bedzie to trwać z kochankiem, bo tak działa nasz organizm.



Tego nigdy nie wiesz . Ludzie porozstawiali się dla kochanków i do dzisiaj żyją razem nie żałując podjętej decyzji . Tamto nigdy by się nie zmieniło a było by tylko gorzej a tak dostali nowe życie i lepsze od tego co było . Nie mówię ze wszyscy ale większość .

128

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
maku2 napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Myszko a jakie mam mieć podejście? przecież to ona była w częścią wspólną obu zbiorów czyli męża i kochanka. A dlaczego? bo na to pozwoliła. Gdyby nie jej zgoda na romans nie doszłoby do rozpierduchy w jej życiu i rodziny. Nie można obarczać winą kochanka za to że dostał zgodę na romans. Jeśli tak robi Twoja znajoma to odsuwa od siebie winę i zakłamuje rzeczywistość.

Od męża nie odejdzie bo teraz ma stabilne życie, rodzinę, męża który ją kocha tym nudnym kochaniem ale dba o nią i dzieci a skoro tak to czy dla motylków i orgazmów warto to samemu niszczyć i to bez powodu?

Jak z nim była to też czuła taki haj, czyli jest możliwe że ten romans odżyje.

Ale nikt nie szuka winnych a ona siebie nie wybiela. Romans odżyje jak on wróci, ona to wie. Dlatego on ma nie wracać, a jak wróci to ona nie chce go widzieć. A jak będzie życie pokaże.

A gdzie w tym wszystkim jest jej mąż? Który niby ma żonę ale tylko na papierze bo uczuciami (a wcześniej i ciałem) jest z innym? Ona latami kłamała oszukiwała a Ty takiej osobie powierzyłaś swój sekret? Hazardzistka.

Maku, wzrusza mnie Twoja troska o mnie ;-) nie martw się, naprawdę. Duże dziewczynki jesteśmy i sobie poradzimy. Wiedziała co robi, podobnie jak je. Ponosimy teraz tego konsekwencje. Ja łapie pion a ona ma nadzieje ze nigdy więcej go nie zobaczy, albo minie na tyle dużo czasu ze nie wzbudzi w niej tych chemicznych uczuc.

129

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Szary80 napisał/a:
Burzowy napisał/a:

Przecież odejście do kochanka jest bez sensu, bo idąc do niego idziemy tylko i wyłącznie za tym samym, co mieliśmy ze swoim mężem, czy żoną przez pierwsze kilka lat. Tak samo krótko bedzie to trwać z kochankiem, bo tak działa nasz organizm.



Tego nigdy nie wiesz . Ludzie porozstawiali się dla kochanków i do dzisiaj żyją razem nie żałując podjętej decyzji . Tamto nigdy by się nie zmieniło a było by tylko gorzej a tak dostali nowe życie i lepsze od tego co było . Nie mówię ze wszyscy ale większość .

Dokładnie. Gdyby związki z kochankami zawsze nie wychodziły to nie byłoby rozwodów, drugich małżeństw i ludzie tkwiliby w chorych układach tylko dlatego ze każdy następny byłby taki sam. A to nieprawda przecież. Kochanek/ kochanka to tez człowiek, może mieć dobre lub złe intencje jak każdy inny. Ma tez uczucia i potrafi się zakochać, nie demonizujmy ich.

130

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:
Szary80 napisał/a:
Burzowy napisał/a:

Przecież odejście do kochanka jest bez sensu, bo idąc do niego idziemy tylko i wyłącznie za tym samym, co mieliśmy ze swoim mężem, czy żoną przez pierwsze kilka lat. Tak samo krótko bedzie to trwać z kochankiem, bo tak działa nasz organizm.



Tego nigdy nie wiesz . Ludzie porozstawiali się dla kochanków i do dzisiaj żyją razem nie żałując podjętej decyzji . Tamto nigdy by się nie zmieniło a było by tylko gorzej a tak dostali nowe życie i lepsze od tego co było . Nie mówię ze wszyscy ale większość .

Dokładnie. Gdyby związki z kochankami zawsze nie wychodziły to nie byłoby rozwodów, drugich małżeństw i ludzie tkwiliby w chorych układach tylko dlatego ze każdy następny byłby taki sam. A to nieprawda przecież. Kochanek/ kochanka to tez człowiek, może mieć dobre lub złe intencje jak każdy inny. Ma tez uczucia i potrafi się zakochać, nie demonizujmy ich.



W zupełności się z Tobą zgodzę  wink

131

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:
maku2 napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:

Ale nikt nie szuka winnych a ona siebie nie wybiela. Romans odżyje jak on wróci, ona to wie. Dlatego on ma nie wracać, a jak wróci to ona nie chce go widzieć. A jak będzie życie pokaże.

A gdzie w tym wszystkim jest jej mąż? Który niby ma żonę ale tylko na papierze bo uczuciami (a wcześniej i ciałem) jest z innym? Ona latami kłamała oszukiwała a Ty takiej osobie powierzyłaś swój sekret? Hazardzistka.

Maku, wzrusza mnie Twoja troska o mnie ;-) nie martw się, naprawdę. Duże dziewczynki jesteśmy i sobie poradzimy. Wiedziała co robi, podobnie jak je. Ponosimy teraz tego konsekwencje. Ja łapie pion a ona ma nadzieje ze nigdy więcej go nie zobaczy, albo minie na tyle dużo czasu ze nie wzbudzi w niej tych chemicznych uczuc.

Myszko nie martwię się o Ciebie czy Twoje koleżanki bo macie teraz to co chciałyście(chyba) nad czym pracowałyście, po prostu żal mi Waszych mężów żyjących w ułudzie dobrego małżeństwa.

132

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Myszko nie martwię się o Ciebie czy Twoje koleżanki bo macie teraz to co chciałyście(chyba) nad czym pracowałyście, po prostu żal mi Waszych mężów żyjących w ułudzie dobrego małżeństwa.

Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. Nie będę się wypowiadać nt małżeństwa koleżanki ale moje było i jest całkiem udane. Oczywiście można dywagować ze gdyby było to bym męża nie zdradziła  itp itd ale to nie jest takie czarno-białe. Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. Ale to coś to za mało aby przekreślać blisko 20 lat wspólnego życia. Muszę z tym żyć. Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. Nauczka dla mnie - nie wchodzić w romanse nigdy więcej. Bardzo zajmuje głowę i oddała od tego co ważne.

133

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:

Myszko nie martwię się o Ciebie czy Twoje koleżanki bo macie teraz to co chciałyście(chyba) nad czym pracowałyście, po prostu żal mi Waszych mężów żyjących w ułudzie dobrego małżeństwa.

Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. Nie będę się wypowiadać nt małżeństwa koleżanki ale moje było i jest całkiem udane. Oczywiście można dywagować ze gdyby było to bym męża nie zdradziła  itp itd ale to nie jest takie czarno-białe. Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. Ale to coś to za mało aby przekreślać blisko 20 lat wspólnego życia. Muszę z tym żyć. Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. Nauczka dla mnie - nie wchodzić w romanse nigdy więcej. Bardzo zajmuje głowę i oddała od tego co ważne.

Co za racjonalizacja. Gratuluję podjęcia decyzji. Grunt, że tobie jest dobrze.

"Jesteśmy marionetkami tańczącymi na sznurkach tych, którzy żyli przed nami, a pewnego dnia nasze dzieci przejmą po nas sznurki i będą tańczyły zamiast nas."

134

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:

Myszko nie martwię się o Ciebie czy Twoje koleżanki bo macie teraz to co chciałyście(chyba) nad czym pracowałyście, po prostu żal mi Waszych mężów żyjących w ułudzie dobrego małżeństwa.

Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. Nie będę się wypowiadać nt małżeństwa koleżanki ale moje było i jest całkiem udane. Oczywiście można dywagować ze gdyby było to bym męża nie zdradziła  itp itd ale to nie jest takie czarno-białe. Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. Ale to coś to za mało aby przekreślać blisko 20 lat wspólnego życia. Muszę z tym żyć. Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. Nauczka dla mnie - nie wchodzić w romanse nigdy więcej. Bardzo zajmuje głowę i oddała od tego co ważne.

Wzruszające..... tongue

135 Ostatnio edytowany przez maku2 (2019-03-17 14:51:55)

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:

Myszko nie martwię się o Ciebie czy Twoje koleżanki bo macie teraz to co chciałyście(chyba) nad czym pracowałyście, po prostu żal mi Waszych mężów żyjących w ułudzie dobrego małżeństwa.

Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. Nie będę się wypowiadać nt małżeństwa koleżanki ale moje było i jest całkiem udane. Oczywiście można dywagować ze gdyby było to bym męża nie zdradziła  itp itd ale to nie jest takie czarno-białe. Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. Ale to coś to za mało aby przekreślać blisko 20 lat wspólnego życia. Muszę z tym żyć. Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. Nauczka dla mnie - nie wchodzić w romanse nigdy więcej. Bardzo zajmuje głowę i oddała od tego co ważne.

Oczywiście że jest czarno-białe ale my tak już mamy że jak coś złego zrobimy to szukamy wytłumaczenia naszego zachowania. Zobacz jak Ty to robisz:
-moje było i jest całkiem udane - skoro tak to dlaczego mąż nosi rogi?
I jak to wytłumaczyłaś?
-Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. - czyli zamiast to odzyskać w małżeństwie czy też znaleźć coś nowego u męża to poszukałaś u gacha - strasznie to płytkie i krzywdzące oczywiście nie Ciebie.
-Muszę z tym żyć. - biedactwo, współżyłaś z innym facetem a to było takie wyczerpujące fizycznie.
- Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. - Zgodziłabyś się żeby i Twój mąż tak podładował swoje baterie? Czy też jemu nie wolno?
A i wisienka na torcie
-Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. -Czyli można zdradzać pod warunkiem że druga strona nie wie? No to ja mam nadzieję ze Twój mąż zna tą zasadę.

136

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:
Capricornus napisał/a:

O, Myszencja, widzę postęp, gratuluję smile Napiszesz coś więcej w swoim wątku?

O, dzień dobry ;-) czy postęp to nie wiem, w głowie wciąż szumi ale romans zakończony. Jak będę miała moc to napisze update :-)

Byle nie upgrade wink

"Któregoś dnia zrozumiesz, że szukasz tego, co już posiadasz."
Anthony de Mello

137

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Capricornus napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:
Capricornus napisał/a:

O, Myszencja, widzę postęp, gratuluję smile Napiszesz coś więcej w swoim wątku?

O, dzień dobry ;-) czy postęp to nie wiem, w głowie wciąż szumi ale romans zakończony. Jak będę miała moc to napisze update :-)

Byle nie upgrade wink

Spoko, nie będzie ani update ani upgrade tym bardziej. Już mi się odechciało bo melodia na mnie wciąż ta sama.
Mam fajnego męża, nic mu nie brakuje, w niczym nie jest gorszy od kochanka a w milionach rzeczy lepszy. To mi odwaliło i to moj wysiłek aby wrócić do tego co było.

138

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Myszencja, a to nie jest tak, że teraz będzie ci łatwiej wejść w kolejny romans? Masz już doświadczenie, lepiej będziesz wstanie kontrolować emocje. Całkiem kuszące.

139

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:

Spoko, nie będzie ani update ani upgrade tym bardziej. Już mi się odechciało bo melodia na mnie wciąż ta sama.
Mam fajnego męża, nic mu nie brakuje, w niczym nie jest gorszy od kochanka a w milionach rzeczy lepszy. To mi odwaliło i to moj wysiłek aby wrócić do tego co było.

Ależ właśnie nie! Szanuję Cię za to, że potrafiłaś to przerwać jak również za to, co napisałaś o mężu. Powodzenia smile

"Któregoś dnia zrozumiesz, że szukasz tego, co już posiadasz."
Anthony de Mello

140

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
maku2 napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:

Myszko nie martwię się o Ciebie czy Twoje koleżanki bo macie teraz to co chciałyście(chyba) nad czym pracowałyście, po prostu żal mi Waszych mężów żyjących w ułudzie dobrego małżeństwa.

Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. Nie będę się wypowiadać nt małżeństwa koleżanki ale moje było i jest całkiem udane. Oczywiście można dywagować ze gdyby było to bym męża nie zdradziła  itp itd ale to nie jest takie czarno-białe. Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. Ale to coś to za mało aby przekreślać blisko 20 lat wspólnego życia. Muszę z tym żyć. Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. Nauczka dla mnie - nie wchodzić w romanse nigdy więcej. Bardzo zajmuje głowę i oddała od tego co ważne.

Oczywiście że jest czarno-białe ale my tak już mamy że jak coś złego zrobimy to szukamy wytłumaczenia naszego zachowania. Zobacz jak Ty to robisz:
-moje było i jest całkiem udane - skoro tak to dlaczego mąż nosi rogi?
I jak to wytłumaczyłaś?
-Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. - czyli zamiast to odzyskać w małżeństwie czy też znaleźć coś nowego u męża to poszukałaś u gacha - strasznie to płytkie i krzywdzące oczywiście nie Ciebie.
-Muszę z tym żyć. - biedactwo, współżyłaś z innym facetem a to było takie wyczerpujące fizycznie.
- Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. - Zgodziłabyś się żeby i Twój mąż tak podładował swoje baterie? Czy też jemu nie wolno?
A i wisienka na torcie
-Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. -Czyli można zdradzać pod warunkiem że druga strona nie wie? No to ja mam nadzieję ze Twój mąż zna tą zasadę.

Maku, nie pamietam Twojej historii ale domyślam się ze jesteś zdradzonym mezem ? To nie jest tak ze myśli się racjonalnie: stop, nie całuj mnie kolego bo najpierw muszę poszukać w mezu czy przypadkiem nie ma tego co ty mi możesz dać. To tak nie działa, nie w moim przypadku przynajmniej. Nie chce mi się już tłumaczyć bo to ani moj wątek, ani nie mam chęci. Wszystkie „zamiast” czy inne „można było” łatwo się mówi po szkodzie. Uwierz mi, ze wyciągnęłam wnioski na przyszłość.

141

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:
Szary80 napisał/a:
Burzowy napisał/a:

Przecież odejście do kochanka jest bez sensu, bo idąc do niego idziemy tylko i wyłącznie za tym samym, co mieliśmy ze swoim mężem, czy żoną przez pierwsze kilka lat. Tak samo krótko bedzie to trwać z kochankiem, bo tak działa nasz organizm.



Tego nigdy nie wiesz . Ludzie porozstawiali się dla kochanków i do dzisiaj żyją razem nie żałując podjętej decyzji . Tamto nigdy by się nie zmieniło a było by tylko gorzej a tak dostali nowe życie i lepsze od tego co było . Nie mówię ze wszyscy ale większość .

Dokładnie. Gdyby związki z kochankami zawsze nie wychodziły to nie byłoby rozwodów, drugich małżeństw i ludzie tkwiliby w chorych układach tylko dlatego ze każdy następny byłby taki sam. A to nieprawda przecież. Kochanek/ kochanka to tez człowiek, może mieć dobre lub złe intencje jak każdy inny. Ma tez uczucia i potrafi się zakochać, nie demonizujmy ich.

Bardzo to wszystko chwiejne, bo ludzie nie biorą rozwodów tylko dlatego, ze mają kochanków. Zakochać też się nie zakochasz jeśli tego nie chcesz, człowiek ma nad tym kontrole. Jezeli oczywiście chce. Z tym co napisał Szary, ze większość takich związków wychodzi tez śmiem wątpić, bo obserwuje co innego, nigdzie nie ma takiego potwierdzenia, za to jest trochę badań, które by to podwazaly. Nie wnikam i nie oceniam, ale dorabianie do tego jakiejs ideologii, próba ukazania takich zachowań w pozytywnym świetle... jest lekko nie teges.

-

142

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Hrefi napisał/a:

Myszencja, a to nie jest tak, że teraz będzie ci łatwiej wejść w kolejny romans? Masz już doświadczenie, lepiej będziesz wstanie kontrolować emocje. Całkiem kuszące.

Hahaha, nie ma czegoś takiego jak kontrola emocji;-) emocje maja to do siebie ze nie da się ich kontrolować. Cały czas jeszcze szumi mi w głowie, bo romans zakończył się kilka tyg temu i mojego absztyfikanta widuje w pracy. Wiec cały czas „kontroluje” emocje i nie chce tego przechodzić kolejny raz.
I najważniejsze, moj mąż jest za fajnym mezem abym mu fundowała takie atrakcje. Kocham go i chce mu to pokazywać każdego dnia, tak jak on pokazuje mi tylko ja durna tego nie widziałam przez ostatnie miesiące.

143

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Hahaha, nie ma czegoś takiego jak kontrola emocji;-) emocje maja to do siebie ze nie da się ich kontrolować

No to jednak jest nowość.

-

144

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Burzowy napisał/a:

Hahaha, nie ma czegoś takiego jak kontrola emocji;-) emocje maja to do siebie ze nie da się ich kontrolować

No to jednak jest nowość.

No jasne. Bo ty potrafisz przewidzieć ze na drodze pojawi się niedźwiedź, który wywoła u ciebie lek i już wiesz jak zareagujesz i jak opanujesz swój strach.
No widzisz, ja nie potrafię wiec wole nie wchodzić do lasu, gdzie może być niedźwiedź.

145

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Capricornus napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:

Spoko, nie będzie ani update ani upgrade tym bardziej. Już mi się odechciało bo melodia na mnie wciąż ta sama.
Mam fajnego męża, nic mu nie brakuje, w niczym nie jest gorszy od kochanka a w milionach rzeczy lepszy. To mi odwaliło i to moj wysiłek aby wrócić do tego co było.

Ależ właśnie nie! Szanuję Cię za to, że potrafiłaś to przerwać jak również za to, co napisałaś o mężu. Powodzenia smile

Jeśli to szczere, to dziękuje:-)

146

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:

Jeśli to szczere, to dziękuje:-)

Heh, no ja już Cię gdzieś tam na początku pojechałam i wystarczy, więc szczere big_smile

"Któregoś dnia zrozumiesz, że szukasz tego, co już posiadasz."
Anthony de Mello

147

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Sam mam romans od 1.5 roku więc pozwolę sobie napisać tak - poskakanie po kutangu kochanka a następnie powrót do męża wychwalanie jaki to on cudowny i kochany jest wysokim stopniem ....

Nie wiem, ja sobie jeszcze swojego romansu i niechybnego jego końca w głowie jeszcze nie ułożyłem.

Ale gdzieś mi tak głęboko w duszy coś mówi, że nie można tak wrócić do żony i udawać, że wszystko jest cacy. Co teraz? Mam ją pod rękę na spacery prowadzić i buziaki dawać? Udawać kochające się małżeństwo?

148

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Hrefi, ale romans Myszencji trwał krótko, dwa miesiące bodajże? I spójrz, jak ona mimo wszystko wypowiada się o swoim mężu. U Ciebie została przekroczona pewna granica, zza której nie ma już powrotu, więc w Twoim przypadku moim zdaniem możliwy jest już tylko ruch w jednym kierunku...

"Któregoś dnia zrozumiesz, że szukasz tego, co już posiadasz."
Anthony de Mello

149

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Capricornus napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:

Jeśli to szczere, to dziękuje:-)

Heh, no ja już Cię gdzieś tam na początku pojechałam i wystarczy, więc szczere big_smile

Mało kto nie pojechał wiec luz;-) dzięki.

150

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Herfi, łączy nas tylko jedno - oboje zdradziliśmy tych, którym przysięgaliśmy wierność.
Nic więcej. Nie oceniaj mnie, jak ja nie oceniam ciebie. Co masz zrobić z żona która 1,5 roku zdradzales? Nie wiem, wymysl coś.  Zreszta, przeleciałem tylko twój wątek bo długi niemiłosiernie, ty nie chcesz być z ta żona wiec o co szum. I kochanka cały czas na tapecie, wiec tym bardziej wybór prosty. Ja takiego nie miałam ;-)

151

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Myszencja123 napisał/a:
maku2 napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:

Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. Nie będę się wypowiadać nt małżeństwa koleżanki ale moje było i jest całkiem udane. Oczywiście można dywagować ze gdyby było to bym męża nie zdradziła  itp itd ale to nie jest takie czarno-białe. Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. Ale to coś to za mało aby przekreślać blisko 20 lat wspólnego życia. Muszę z tym żyć. Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. Nauczka dla mnie - nie wchodzić w romanse nigdy więcej. Bardzo zajmuje głowę i oddała od tego co ważne.

Oczywiście że jest czarno-białe ale my tak już mamy że jak coś złego zrobimy to szukamy wytłumaczenia naszego zachowania. Zobacz jak Ty to robisz:
-moje było i jest całkiem udane - skoro tak to dlaczego mąż nosi rogi?
I jak to wytłumaczyłaś?
-Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. - czyli zamiast to odzyskać w małżeństwie czy też znaleźć coś nowego u męża to poszukałaś u gacha - strasznie to płytkie i krzywdzące oczywiście nie Ciebie.
-Muszę z tym żyć. - biedactwo, współżyłaś z innym facetem a to było takie wyczerpujące fizycznie.
- Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. - Zgodziłabyś się żeby i Twój mąż tak podładował swoje baterie? Czy też jemu nie wolno?
A i wisienka na torcie
-Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. -Czyli można zdradzać pod warunkiem że druga strona nie wie? No to ja mam nadzieję ze Twój mąż zna tą zasadę.

Maku, nie pamietam Twojej historii ale domyślam się ze jesteś zdradzonym mezem ? To nie jest tak ze myśli się racjonalnie: stop, nie całuj mnie kolego bo najpierw muszę poszukać w mezu czy przypadkiem nie ma tego co ty mi możesz dać. To tak nie działa, nie w moim przypadku przynajmniej. Nie chce mi się już tłumaczyć bo to ani moj wątek, ani nie mam chęci. Wszystkie „zamiast” czy inne „można było” łatwo się mówi po szkodzie. Uwierz mi, ze wyciągnęłam wnioski na przyszłość.

Nie Myszko nie zostałem zdradzony.
Problem w tym że wdałaś się w romans chociaż nie miałaś powodu zdradzać, przynajmniej tak utrzymujesz. A zatem zdradziłaś bo?...tego sama nie wiesz, i to musisz wyjaśnić inaczej nadal będziesz w strefie rażenia.
Pamiętaj tego romansu też nie chciałaś ale się zdarzył, dlaczego? to zadanie domowe - ustal powód.
Twój wniosek - nigdy więcej romansów- nic nie da jeśli nie znasz odpowiedzi na pytanie- dlaczego.

152

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
maku2 napisał/a:
Myszencja123 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Oczywiście że jest czarno-białe ale my tak już mamy że jak coś złego zrobimy to szukamy wytłumaczenia naszego zachowania. Zobacz jak Ty to robisz:
-moje było i jest całkiem udane - skoro tak to dlaczego mąż nosi rogi?
I jak to wytłumaczyłaś?
-Czegoś chwilowo zabrakło, co znalazłam u kolegi. - czyli zamiast to odzyskać w małżeństwie czy też znaleźć coś nowego u męża to poszukałaś u gacha - strasznie to płytkie i krzywdzące oczywiście nie Ciebie.
-Muszę z tym żyć. - biedactwo, współżyłaś z innym facetem a to było takie wyczerpujące fizycznie.
- Nie żałuje tego co zrobiłam bo to były cudowne chwile z naprawdę fajnym facetem. - Zgodziłabyś się żeby i Twój mąż tak podładował swoje baterie? Czy też jemu nie wolno?
A i wisienka na torcie
-Czasem jest tak ze czego oczy nie widza tego sercu nie żal. -Czyli można zdradzać pod warunkiem że druga strona nie wie? No to ja mam nadzieję ze Twój mąż zna tą zasadę.

Maku, nie pamietam Twojej historii ale domyślam się ze jesteś zdradzonym mezem ? To nie jest tak ze myśli się racjonalnie: stop, nie całuj mnie kolego bo najpierw muszę poszukać w mezu czy przypadkiem nie ma tego co ty mi możesz dać. To tak nie działa, nie w moim przypadku przynajmniej. Nie chce mi się już tłumaczyć bo to ani moj wątek, ani nie mam chęci. Wszystkie „zamiast” czy inne „można było” łatwo się mówi po szkodzie. Uwierz mi, ze wyciągnęłam wnioski na przyszłość.

Nie Myszko nie zostałem zdradzony.
Problem w tym że wdałaś się w romans chociaż nie miałaś powodu zdradzać, przynajmniej tak utrzymujesz. A zatem zdradziłaś bo?...tego sama nie wiesz, i to musisz wyjaśnić inaczej nadal będziesz w strefie rażenia.
Pamiętaj tego romansu też nie chciałaś ale się zdarzył, dlaczego? to zadanie domowe - ustal powód.
Twój wniosek - nigdy więcej romansów- nic nie da jeśli nie znasz odpowiedzi na pytanie- dlaczego.

Maku, ja już wiem dlaczego. Doszłam do tego choc łatwo nie było bo wydawało się, ze nie ma oczywistego powodu albo, co „oczywiste” powod jest w moim mezu. Rozkminilam dzięki moim przyjaciółkom, to godziny rozmow z nimi pozwolily mi dojść do sedna sprawy. Nie będę o tym pisać bo znowu wyleje się na mnie strumień jadu ;-) a tego nie potrzebuje.
Dlatego mówię, za kolejny romans dziękuje bardzo:-)

153

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
Hrefi napisał/a:

Sam mam romans od 1.5 roku więc pozwolę sobie napisać tak - poskakanie po kutangu kochanka a następnie powrót do męża wychwalanie jaki to on cudowny i kochany jest wysokim stopniem ....

Nie wiem, ja sobie jeszcze swojego romansu i niechybnego jego końca w głowie jeszcze nie ułożyłem.

Ale gdzieś mi tak głęboko w duszy coś mówi, że nie można tak wrócić do żony i udawać, że wszystko jest cacy. Co teraz? Mam ją pod rękę na spacery prowadzić i buziaki dawać? Udawać kochające się małżeństwo?


Ty poprzez swój romans zaniedbałeś żonę i to konkretnie . Twój powrót do domu będzie możliwy ale w głowie będziesz codziennie sobie wbijał „ ze romansu nie było , ze nic takiego się nie wydarzyło „ będziesz sam sobie zaprzeczał . Będą dni kiedy będziesz sobie radził ale będą dni i tych może być więcej kiedy dostaniesz bumerangiem w głowę i wtedy padniesz . Bumerang to przeszłość i romans czyli same cudowne chwile których w domu już nie będziesz miał . Może sobie z tym poradzisz ale będzie Ci cholernie ciężko . Napewno nie będzie już tak samo i kto wie czy dusząc to wszystko w sobie nie doprowadzisz do rozstania twojego i żony bo przyszłości raczej z nią to ty nie widzisz . Chcesz udawać ze wszystko jest ok ? Proszę bardzo ale uwierz mi ze to jest na krótka metę . Ja nie wiem co bym zrobił na twoim miejscu ale czeka Cię ciężki okres w życiu .

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Witam wszystkich i dziękuję za zagorzałą dyskusję.
Zarówno za pomyje - które pewnie mi sie należą ale radzę sobie z nimi już dobrze i nic nie racjonalizuje jak i refleksje innych osób.

Nie pisałem długo bo... dużo się działo i dzieje. Zaraz będzie 11 miesiąc a My ciągle jak w rollercosterze. Tak tak cały czas walczę chociaż czasem emocje nade mną też biorą górę.
Ale siły cały czas są. Emocje mogą trwać godzinę czy dwie (najdłużej "udało nam się" nie być ze soba i nie kontaktować pewnie koło 48 godzin). Możecie się śmiać lub nie ale ja i tak nie zamieniłbym tej huśtawki uczuć na nic innego. Bo to pokazuje jak wielkie uczucie między nami było (i jest) i jak bardzo skrzywdziłem osobę która tak mnie kochała i zaufała. Nie ma co się rozpisywać co dzieje się między nami - są dni naprawdę bardzo dobre - nawet już zdarza się że żona z własnej woli mnie przytuli (tak przez 10 miesięcy tego nie było - nie wiem czy wszyscy sobie wyobrażają jak wielka to strata). Ale zaraz ma odruch zachowawczy i cofa rękę. Nadal się boi i ucieka, nie chce pokazać sygnału że się otwiera, nie chce być skrzywdzona ponownie. Rozumiem to i choć boli jak cholera to jednak daje mega motywację.

Chciałbym odpowiedzieć na kilka postów - jeżeli jakieś pytania czy kwestie pominąłem przepraszam. To bardzo ciężki i dynamiczny okres w moim życiu i "intelektualnie" niestety nie wróciłem jeszcze do szybkości działania z przed zdrady.

Ela210
to Ty zdradziłeś- wiesz dlaczego? - to pytanie pada z każdej strony i pewnie odpowiadałem na nie setki razy. Ale nie ma tutaj dobrej odpowiedzi. Czynników było kilka:
- egoizm i chęć dostarczenia sobie dreszczu emocji/podbudowania się - wkońcu zbliżam się do 40-tki,
- pozycja zawodowa (myślałem że jak jestem joł na eksponowanym stanowisku i relatywnie dobrze zarabiający to przecież to nic takiego),
- środowisko (właśnie w pracy) - tutaj upatruję największego zatrucia swojego ego (nie zganiam na innych ale rzeczywiście fakt zdrad i zachowań nie mieszczących się w kanonach rodzinnych w miejscu gdzie pracuję był na porządku dziennym i niestety przesiąkłem tym w jakimś stopniu. Dzisiaj już - pomimo dalszej pracy w tym samym miejscu z tym towarzystwem zerwałem kontakt świadomie).
- fakt iż sam nie wierzyłem iż nie będę "rogaczem" do końca życia. Znowu nie usprawiedliwiam się - po prostu był to jeden z czynników, pewnie głupi, płytki, samolubny ale tylko stwierdzam fakt.
- i najważniejsze bez czego do niczego by nie doszło - okazje. Ja zdrady nie szukałem - ona szukała mnie. A więc początki to imprezy, alkohol, wyjazdy itp. To żaden argument zmniejszający moją winę ale teraz już wiem jak minimalizować ryzyko, co dzieje się z moim organizmem np. po alkoholu, jakie bariery puszczają itp. To bardzo ważna wiedza która będzie procentować na przyszłość.
W mojej bowiem ocenie - w przyszłości okazje nadal będą się zdarzać, będą wokół atrakcyjne kobiety być może dające różne sygnały itp. Ale właśnie obecny rok (i pewnie przyszłe lata) pozwala mi zdiagnozować czemu wtedy zachowałem się tak a nie odwróciłem na pięcie i poszedłem do rodziny i jestem pewien że w przyszłości po pierwsze przez swoje działanie zminimalizuje ilość takich "okazji" do minimum, po drugie będę wiedział dokładnie wszystkie za i przeciw i podejmę zawsze właściwą decyzję. Ktoś może powiedzieć że to kalkulacja zysku/strat - nie miłość. Nie zgadzam się. Życie to sztuka wyborów i każdy wybór jest w jakimś stopniu kalkulacją. małżeństwo vs bycie singlem, dziecko vs brak dziecka, mieszkanie z rodzicami/samotnie itd itd. Uczucia nie mają tutaj jedynego znaczenia.

"Skupiasz się na emocjach żony- a powinieneś na sobie.
A jedyne pytanie na które odpowiedż żonę i interesuje to czy będziesz dalej zdradzać. A Ty chyba się w to wgłębiać nie chcesz.
Tylko poczekasz, zdarzy się czy nie. A Ona chce pewności. I chyba jej nie uzyska"

Nie zgadzam się - pracuje nad sobą tak jak pisałem każdego dnia. Ucze się chociaż to trudne. Mam jak to stwierdzono mało empatii - przyczyny znam chociaż to osobny temat (i nazwijmy to obronną reakcją na traumę z dzieciństwa). Ale 10 miesięcy to mało czasu aby wszystko przeanalizować, przepracować. Tym bardziej że nie ma sensu zmieniać się o 180 stopni bo przecież żona nie pokochała mnie za to że jestem inny ale za to jaki jestem - trzeba tylko pewne cechy czy zachowania przekuć na coś lepszego. Wierz mi że wglębiam się w to każdego dnia i nie chcę zdradzać. Widok żony i dziecka cierpiących przeze mnie katuszy, dom przewrócony do góry nogami, dzieciak w wieku szkolnym któremu zdarzyło się posiusiać w nocy przez piekło które zgotowałem daje twarde zderzenie z rzeczywistością. Czy zona uzyska pewność? tego nie wiem. Mam nadzieję. Czy ja mam pewność? Mam nadzieję że tak. W życiu nic nikomu na zawsze nie jest dane więc jak napisze tak mam pewność 100% życie może mnie zweryfikować. Każdy ma prawo uważac co chce ale dopóki życie nie wystawi go na taki czy inny scenariusz - weryfikacji nie ma. To moje zdanie. Dzisiaj wierzę w to że nawet po wyrzuceniu mnie z domu, gdy zaczepi mnie Miss Świata i na siłe będzie ciągnąć do pokoju kusząc perspektywami miłosnych uniesień to.... wyrwę rękę z uścisku, powiem że jest mi miło to słyszeć ale ja mam dla kogo zyć i nie będę krzywdził swojej rodziny i zawalał Naszego życia przez chwile zapomnienia.

Kasia - Kicia - w zasadzie odpowiedziałem również na Twoje pytanie: "Dlaczego Ty zdradziles zone?"

Serdeczna:
"I żeby nie było rozłąka na miesiąc czy dwa to żadna kara i konsekwencja." - może powiem brzydko i bezpośrednio ale jeżeli nie przeżyłaś takiej sytuacji po stronie po której jestem to nie masz pojęcia o czym mówisz. Trudność relacji dla osoby zdradzającej wg mnie - jest odwrotnie proporcjonalny niż dla osoby zdradzanej. Ilość stresu, napięcia, uczuć, emocji jest tak duża że ciężko funkcjonować i nie zwariować.  Znowu nie użalam się - trzeba przyjąć na klatę - ale ten fakt pozostanie ze mną do końca życia - nawet jak żona mi wybaczy czy też odejdzie. To już będzie brzemie zdradzającego - o ile oczywiście jest ze sobą szczery. Nie umniejszam tymsamym tragedii żony i jej traumy która towarzyszy jej przecież każdego dnia. Tylko że ona nic nie musi - a ja muszę - jeżeli chcę ją odzyskać.

smallangel
dziękuję za Twoje posty - są bardzo budujące. Wiele jest w tym racji. Zdaję sobie sprawę że nie wszyscy są w stanie wybaczyć. U nas problem jest taki iż ja jestem kilka kroków dalej w przepracowaniu tego co się stało, żona niestety nadal tkwi w krzywdzie i bólu. Sesje na pewno trochę dają ale żona do tej pory nie bardzo chce skorzystać z indywidualnych - które to znowu bardzo wiele dały mnie. No cóż pożyjemy zobaczymy - chciałbym jej pomóc ale w tej kwestii moja pomoc jest ostatnią której potrzebuje. I tutaj wg mnie jest rola dla dobrej przyjaciółki - ale naprawdę dobrej która wysłucha i pokieruje taką osobą a nie tylko powie: rzuć go, wykorzystaj, daj sobie spokój itp. I nie chodzi mi o to że ma zostać - ale jeżeli ten związek zakończy się teraz (a ona tego nie przepracuje) to będzie jej bardzo trudno jakąkolwiek relacje zbudowac w przyszłości z facetem. Można powiedziec że tutaj już relacja jest przejrzysta, stało się - zrobiłem to co zrobiłem, skrzywdziłem najbardziej jak mogłem. Już nie ma złudzeń, motyli, miłości z bajki. Jest wielkie uczucie i dwa rozdarte serca (w zasadzie 3 bo mała też) które cierpią przez mój egoizm. I ja wierzę że na tym da się jeszcze coś zbudować - a przekonamy się pewnie za 4-5 lat tak jak mówisz.

Leila01 - dzięki za miłe słowa. Mam nadzieję że za 10 lat ktoś napisze tak o nas.

Mycha66 - wiem o czym piszesz. Brzydko mówiąc ja też teraz mam mniej cierpliwości niż 5 miesięcy temu ale muszę ją mieć i gdzieś znaleźć. Boję się tego wyniszczania - chociaż widzę sporo pozytywów. Naprawdę są dni kiedy z całą odpowiedzialnością mówię iż jest nam lepiej niż było kiedykolwiek. Najgorsze są jednak miejsca i symbole - otóż żona "zmusiła mnie" do powiedzenia wszystkiego ze szczegółami, datami itp (podobno są osoby które nie chcą wiedzieć ale i są takie którym tylko taka informacja dale możliwość zmierzenia się z tym). Natomiast teraz to odbija się rykoszetem gdyż nie da się wszystkiego wymazać z życia. Ok można zmienić miejsce zamieszkania itp ale na ile to ucieczka a na ile decyzja aby budować nowe życie. Wg mnie uciekać przed wszystkim też nie ma sensu.

cdn

155

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

Witam wszystkich i dziękuję za zagorzałą dyskusję.
Zarówno za pomyje - które pewnie mi sie należą ale radzę sobie z nimi już dobrze i nic nie racjonalizuje jak i refleksje innych osób.

Nie pisałem długo bo... dużo się działo i dzieje. Zaraz będzie 11 miesiąc a My ciągle jak w rollercosterze. Tak tak cały czas walczę chociaż czasem emocje nade mną też biorą górę.
Ale siły cały czas są. Emocje mogą trwać godzinę czy dwie (najdłużej "udało nam się" nie być ze soba i nie kontaktować pewnie koło 48 godzin). Możecie się śmiać lub nie ale ja i tak nie zamieniłbym tej huśtawki uczuć na nic innego. Bo to pokazuje jak wielkie uczucie między nami było (i jest) i jak bardzo skrzywdziłem osobę która tak mnie kochała i zaufała. Nie ma co się rozpisywać co dzieje się między nami - są dni naprawdę bardzo dobre - nawet już zdarza się że żona z własnej woli mnie przytuli (tak przez 10 miesięcy tego nie było - nie wiem czy wszyscy sobie wyobrażają jak wielka to strata). Ale zaraz ma odruch zachowawczy i cofa rękę. Nadal się boi i ucieka, nie chce pokazać sygnału że się otwiera, nie chce być skrzywdzona ponownie. Rozumiem to i choć boli jak cholera to jednak daje mega motywację.

Chciałbym odpowiedzieć na kilka postów - jeżeli jakieś pytania czy kwestie pominąłem przepraszam. To bardzo ciężki i dynamiczny okres w moim życiu i "intelektualnie" niestety nie wróciłem jeszcze do szybkości działania z przed zdrady.

Ela210
to Ty zdradziłeś- wiesz dlaczego? - to pytanie pada z każdej strony i pewnie odpowiadałem na nie setki razy. Ale nie ma tutaj dobrej odpowiedzi. Czynników było kilka:
- egoizm i chęć dostarczenia sobie dreszczu emocji/podbudowania się - wkońcu zbliżam się do 40-tki,
- pozycja zawodowa (myślałem że jak jestem joł na eksponowanym stanowisku i relatywnie dobrze zarabiający to przecież to nic takiego),
- środowisko (właśnie w pracy) - tutaj upatruję największego zatrucia swojego ego (nie zganiam na innych ale rzeczywiście fakt zdrad i zachowań nie mieszczących się w kanonach rodzinnych w miejscu gdzie pracuję był na porządku dziennym i niestety przesiąkłem tym w jakimś stopniu. Dzisiaj już - pomimo dalszej pracy w tym samym miejscu z tym towarzystwem zerwałem kontakt świadomie).
- fakt iż sam nie wierzyłem iż nie będę "rogaczem" do końca życia. Znowu nie usprawiedliwiam się - po prostu był to jeden z czynników, pewnie głupi, płytki, samolubny ale tylko stwierdzam fakt.
- i najważniejsze bez czego do niczego by nie doszło - okazje. Ja zdrady nie szukałem - ona szukała mnie. A więc początki to imprezy, alkohol, wyjazdy itp. To żaden argument zmniejszający moją winę ale teraz już wiem jak minimalizować ryzyko, co dzieje się z moim organizmem np. po alkoholu, jakie bariery puszczają itp. To bardzo ważna wiedza która będzie procentować na przyszłość.
W mojej bowiem ocenie - w przyszłości okazje nadal będą się zdarzać, będą wokół atrakcyjne kobiety być może dające różne sygnały itp. Ale właśnie obecny rok (i pewnie przyszłe lata) pozwala mi zdiagnozować czemu wtedy zachowałem się tak a nie odwróciłem na pięcie i poszedłem do rodziny i jestem pewien że w przyszłości po pierwsze przez swoje działanie zminimalizuje ilość takich "okazji" do minimum, po drugie będę wiedział dokładnie wszystkie za i przeciw i podejmę zawsze właściwą decyzję. Ktoś może powiedzieć że to kalkulacja zysku/strat - nie miłość. Nie zgadzam się. Życie to sztuka wyborów i każdy wybór jest w jakimś stopniu kalkulacją. małżeństwo vs bycie singlem, dziecko vs brak dziecka, mieszkanie z rodzicami/samotnie itd itd. Uczucia nie mają tutaj jedynego znaczenia.

"Skupiasz się na emocjach żony- a powinieneś na sobie.
A jedyne pytanie na które odpowiedż żonę i interesuje to czy będziesz dalej zdradzać. A Ty chyba się w to wgłębiać nie chcesz.
Tylko poczekasz, zdarzy się czy nie. A Ona chce pewności. I chyba jej nie uzyska"

Nie zgadzam się - pracuje nad sobą tak jak pisałem każdego dnia. Ucze się chociaż to trudne. Mam jak to stwierdzono mało empatii - przyczyny znam chociaż to osobny temat (i nazwijmy to obronną reakcją na traumę z dzieciństwa). Ale 10 miesięcy to mało czasu aby wszystko przeanalizować, przepracować. Tym bardziej że nie ma sensu zmieniać się o 180 stopni bo przecież żona nie pokochała mnie za to że jestem inny ale za to jaki jestem - trzeba tylko pewne cechy czy zachowania przekuć na coś lepszego. Wierz mi że wglębiam się w to każdego dnia i nie chcę zdradzać. Widok żony i dziecka cierpiących przeze mnie katuszy, dom przewrócony do góry nogami, dzieciak w wieku szkolnym któremu zdarzyło się posiusiać w nocy przez piekło które zgotowałem daje twarde zderzenie z rzeczywistością. Czy zona uzyska pewność? tego nie wiem. Mam nadzieję. Czy ja mam pewność? Mam nadzieję że tak. W życiu nic nikomu na zawsze nie jest dane więc jak napisze tak mam pewność 100% życie może mnie zweryfikować. Każdy ma prawo uważac co chce ale dopóki życie nie wystawi go na taki czy inny scenariusz - weryfikacji nie ma. To moje zdanie. Dzisiaj wierzę w to że nawet po wyrzuceniu mnie z domu, gdy zaczepi mnie Miss Świata i na siłe będzie ciągnąć do pokoju kusząc perspektywami miłosnych uniesień to.... wyrwę rękę z uścisku, powiem że jest mi miło to słyszeć ale ja mam dla kogo zyć i nie będę krzywdził swojej rodziny i zawalał Naszego życia przez chwile zapomnienia.

Kasia - Kicia - w zasadzie odpowiedziałem również na Twoje pytanie: "Dlaczego Ty zdradziles zone?"

Serdeczna:
"I żeby nie było rozłąka na miesiąc czy dwa to żadna kara i konsekwencja." - może powiem brzydko i bezpośrednio ale jeżeli nie przeżyłaś takiej sytuacji po stronie po której jestem to nie masz pojęcia o czym mówisz. Trudność relacji dla osoby zdradzającej wg mnie - jest odwrotnie proporcjonalny niż dla osoby zdradzanej. Ilość stresu, napięcia, uczuć, emocji jest tak duża że ciężko funkcjonować i nie zwariować.  Znowu nie użalam się - trzeba przyjąć na klatę - ale ten fakt pozostanie ze mną do końca życia - nawet jak żona mi wybaczy czy też odejdzie. To już będzie brzemie zdradzającego - o ile oczywiście jest ze sobą szczery. Nie umniejszam tymsamym tragedii żony i jej traumy która towarzyszy jej przecież każdego dnia. Tylko że ona nic nie musi - a ja muszę - jeżeli chcę ją odzyskać.

smallangel
dziękuję za Twoje posty - są bardzo budujące. Wiele jest w tym racji. Zdaję sobie sprawę że nie wszyscy są w stanie wybaczyć. U nas problem jest taki iż ja jestem kilka kroków dalej w przepracowaniu tego co się stało, żona niestety nadal tkwi w krzywdzie i bólu. Sesje na pewno trochę dają ale żona do tej pory nie bardzo chce skorzystać z indywidualnych - które to znowu bardzo wiele dały mnie. No cóż pożyjemy zobaczymy - chciałbym jej pomóc ale w tej kwestii moja pomoc jest ostatnią której potrzebuje. I tutaj wg mnie jest rola dla dobrej przyjaciółki - ale naprawdę dobrej która wysłucha i pokieruje taką osobą a nie tylko powie: rzuć go, wykorzystaj, daj sobie spokój itp. I nie chodzi mi o to że ma zostać - ale jeżeli ten związek zakończy się teraz (a ona tego nie przepracuje) to będzie jej bardzo trudno jakąkolwiek relacje zbudowac w przyszłości z facetem. Można powiedziec że tutaj już relacja jest przejrzysta, stało się - zrobiłem to co zrobiłem, skrzywdziłem najbardziej jak mogłem. Już nie ma złudzeń, motyli, miłości z bajki. Jest wielkie uczucie i dwa rozdarte serca (w zasadzie 3 bo mała też) które cierpią przez mój egoizm. I ja wierzę że na tym da się jeszcze coś zbudować - a przekonamy się pewnie za 4-5 lat tak jak mówisz.

Leila01 - dzięki za miłe słowa. Mam nadzieję że za 10 lat ktoś napisze tak o nas.

Mycha66 - wiem o czym piszesz. Brzydko mówiąc ja też teraz mam mniej cierpliwości niż 5 miesięcy temu ale muszę ją mieć i gdzieś znaleźć. Boję się tego wyniszczania - chociaż widzę sporo pozytywów. Naprawdę są dni kiedy z całą odpowiedzialnością mówię iż jest nam lepiej niż było kiedykolwiek. Najgorsze są jednak miejsca i symbole - otóż żona "zmusiła mnie" do powiedzenia wszystkiego ze szczegółami, datami itp (podobno są osoby które nie chcą wiedzieć ale i są takie którym tylko taka informacja dale możliwość zmierzenia się z tym). Natomiast teraz to odbija się rykoszetem gdyż nie da się wszystkiego wymazać z życia. Ok można zmienić miejsce zamieszkania itp ale na ile to ucieczka a na ile decyzja aby budować nowe życie. Wg mnie uciekać przed wszystkim też nie ma sensu.

cdn



To był twój wybor i twoja decyzja i nikt nie ma prawa tego krytykować . Nigdy nie mów nigdy to stare powiedzenie ale jak potrafi człowieka skołować to nie jeden już się przekonał . Za kilka lat będziesz widział efekty swojej pracy i oby to przyniosło efekty . Jedynym minusem tego wszystkiego jest to ze twoja żona kiedyś jak weźmie rewanż to Ci powie ze ty tez mogłeś to i ja tez mogłam i wtedy zobaczysz jak to jest poczuć być zawiedzionym . Oczywiście nie życzę Ci tego ale często tak bywa . Trzymaj się i powodzenia życzę .

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

dzięki Szary 80.
No cóż to iż żona może wziąć rewanż trzeba wziąc z dobrodziejstwem inwentaża. Z jednej - egoistycznej strony wydaje się to nie takie straszne. W teorii pozwala wybielić się albo zgubić poczucie winy. Chociaż nigdy bym tego nie chciał (pomimo tego co już wiem to i tak nie wiem jak bym się czuł w takiej sytuacji - gdybanie tutaj nie da odpowiedzi). Z drugiej strony jednak nie życzyłbym tego żonie. Bo potem (o ile mielibyśmy być razem) to już doskonale wiem z czym by się borykała - nawet jeżeli jej wyrzuty po odwecie byłyby znacznie mniejsze.

Dodam jeszcze tym osobom które mówią że udaję, że idę na wygodnictwo itp - myślę że nie wiele osób zdaje sobie sprawę z tego na jaką wojnę taki zdradzający się szykuje chcąc zawalczyć.
Trzeba: spojrzeć w twarz:
- rodzinie (tak rodzice, teściowie wiedzą i myślą swoje)
- dziecku - to jest najtrudniejsze bo ono kocha bezgranicznie a tak bardzo się boi
- przyjaciołom - paradoksalnie okazuje się jak dużo ich jest jak odsiejesz tych którzy sami żyją w zakłamaniu małżeńskim
- jeżeli jesteś głową domu to trzeba to wszystko pogodzić z obowiązkami, wsparciem dla żony, pozytywnym nastawieniem i robieniem 2x więcej rzeczy niż wczesniej. I tak ma być - nie narzekam - to wybór.

Odejście jest proste:
- mógłbym przecież dalej spotykac się z wieloma kobietami i miec dreszczyk emocji
- nie musiałbym akceptować wybuchów żony czy też pewnych zachowań które mi przeszkadzają
- finansowo poradzę sobie bez problemów - nawet jakby było orzeczenie o winie na moją niekorzyść (żona ma dowody - sam jej ich dostarczyłem)
- dziecko jest rzeczywiscie wielkim dylematem - ono mocno trzyma bo nie jest niczemu winne - chociaż teoretycznie wiem że jeżeli np. kłótnie byłyby codziennie czy sztuczny dom - to dla dziecka to żadna pozytywna sytuacja - już lepiej osobno rodzice ale spokój

Ale zrozumiałem że kocha się za to kim jest dana osoba a nie za to kim chcielibyśmy aby była. I jak wieje wiatr w oczy to paradoksalnie czujesz że żyjesz i walczysz. Kto wie może przed nami rok życia, może dziesięć a może pięcdziesiat. Drugi raz w taką miłość nie wierzę (może się mylę ale sprawdzać nie mam zamiaru).

I ostatnie - na bazie swojego doświadczenia - rzeczywiście ważne jest postanowienie i wybór w momencie gdy zdrada ujrzy światło dzienne. Ja natomiast nie miałem nigdy nawet złudzenia że chce jakkolwiek wiązać się z kochanką (co może wcale dobrze o mnie nie świadczy gdyż można uznać iż poniekąd wykorzystałem również ją. Niemniej jednak układ był od początku jasny i żadnych obietnic nie było - wręcz przeciwnie komunikat był jasny że rodzinę mam.) Słabe to i powodu do dumy nie przynosi - ale sprowadza na ziemię. Etap wybielania się czy wyparcia mam za sobą - tak jak i etap poczucia winy (ok on nigdy w 100% nie zniknie). Teraz jestem w etapie budowania i pokazywania najdroższym jak bardzo mi zależy a jak będzie zobaczymy.
P.S. Właśnie sms od żony po wczorajszej "kłótni" że chyba nic z tego ale... cóż dopóki piłka w grze..... I bynajmniej nie jestem natrętem czy psycholem który nachodzi czy terroryzuje.
Dla tych co kibicują - trzymajcie kciuki - dla pozostałych - no cóż każda historia inna i nie ma co mierzyć ją skalą własnych doświadczeń.
Pokora to fajne słowo i mam szansę jej się nauczyć bo karma wraca i zycie weryfikuje nawet największych "cwaniaków".
Ja wracam do swojej walki - a wszystkich którzy wchodzą na forum "przed" bo coś tam czują że się zadziać może - kategorycznie ostrzegam aby tego nie robili bo to KATASTROFA!! Ale... czy ja bym posłuchał??.... Mądry Polak po szkodzie. 3majcie się

157

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

dzięki Szary 80.
No cóż to iż żona może wziąć rewanż trzeba wziąc z dobrodziejstwem inwentaża. Z jednej - egoistycznej strony wydaje się to nie takie straszne. W teorii pozwala wybielić się albo zgubić poczucie winy. Chociaż nigdy bym tego nie chciał (pomimo tego co już wiem to i tak nie wiem jak bym się czuł w takiej sytuacji - gdybanie tutaj nie da odpowiedzi). Z drugiej strony jednak nie życzyłbym tego żonie. Bo potem (o ile mielibyśmy być razem) to już doskonale wiem z czym by się borykała - nawet jeżeli jej wyrzuty po odwecie byłyby znacznie mniejsze.

Dodam jeszcze tym osobom które mówią że udaję, że idę na wygodnictwo itp - myślę że nie wiele osób zdaje sobie sprawę z tego na jaką wojnę taki zdradzający się szykuje chcąc zawalczyć.
Trzeba: spojrzeć w twarz:
- rodzinie (tak rodzice, teściowie wiedzą i myślą swoje)
- dziecku - to jest najtrudniejsze bo ono kocha bezgranicznie a tak bardzo się boi
- przyjaciołom - paradoksalnie okazuje się jak dużo ich jest jak odsiejesz tych którzy sami żyją w zakłamaniu małżeńskim
- jeżeli jesteś głową domu to trzeba to wszystko pogodzić z obowiązkami, wsparciem dla żony, pozytywnym nastawieniem i robieniem 2x więcej rzeczy niż wczesniej. I tak ma być - nie narzekam - to wybór.

Odejście jest proste:
- mógłbym przecież dalej spotykac się z wieloma kobietami i miec dreszczyk emocji
- nie musiałbym akceptować wybuchów żony czy też pewnych zachowań które mi przeszkadzają
- finansowo poradzę sobie bez problemów - nawet jakby było orzeczenie o winie na moją niekorzyść (żona ma dowody - sam jej ich dostarczyłem)
- dziecko jest rzeczywiscie wielkim dylematem - ono mocno trzyma bo nie jest niczemu winne - chociaż teoretycznie wiem że jeżeli np. kłótnie byłyby codziennie czy sztuczny dom - to dla dziecka to żadna pozytywna sytuacja - już lepiej osobno rodzice ale spokój

Ale zrozumiałem że kocha się za to kim jest dana osoba a nie za to kim chcielibyśmy aby była. I jak wieje wiatr w oczy to paradoksalnie czujesz że żyjesz i walczysz. Kto wie może przed nami rok życia, może dziesięć a może pięcdziesiat. Drugi raz w taką miłość nie wierzę (może się mylę ale sprawdzać nie mam zamiaru).

I ostatnie - na bazie swojego doświadczenia - rzeczywiście ważne jest postanowienie i wybór w momencie gdy zdrada ujrzy światło dzienne. Ja natomiast nie miałem nigdy nawet złudzenia że chce jakkolwiek wiązać się z kochanką (co może wcale dobrze o mnie nie świadczy gdyż można uznać iż poniekąd wykorzystałem również ją. Niemniej jednak układ był od początku jasny i żadnych obietnic nie było - wręcz przeciwnie komunikat był jasny że rodzinę mam.) Słabe to i powodu do dumy nie przynosi - ale sprowadza na ziemię. Etap wybielania się czy wyparcia mam za sobą - tak jak i etap poczucia winy (ok on nigdy w 100% nie zniknie). Teraz jestem w etapie budowania i pokazywania najdroższym jak bardzo mi zależy a jak będzie zobaczymy.
P.S. Właśnie sms od żony po wczorajszej "kłótni" że chyba nic z tego ale... cóż dopóki piłka w grze..... I bynajmniej nie jestem natrętem czy psycholem który nachodzi czy terroryzuje.
Dla tych co kibicują - trzymajcie kciuki - dla pozostałych - no cóż każda historia inna i nie ma co mierzyć ją skalą własnych doświadczeń.
Pokora to fajne słowo i mam szansę jej się nauczyć bo karma wraca i zycie weryfikuje nawet największych "cwaniaków".
Ja wracam do swojej walki - a wszystkich którzy wchodzą na forum "przed" bo coś tam czują że się zadziać może - kategorycznie ostrzegam aby tego nie robili bo to KATASTROFA!! Ale... czy ja bym posłuchał??.... Mądry Polak po szkodzie. 3majcie się


Głowa do góry . Powodzenia życzę .

158

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Autorze,

Fajnie się to czyta, naprawdę...
Człowiek nie jest nieomylny, nie jest ideałem, popełnia błędy.
Ważne jednak aby umieć się zmierzyć z tymi błędami, wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje życie.
Nie każdego stać na taką autorefleksję i autoanalizę. B!a czasem do końca życia trwają w wyparciu, że przecież to nie ich wina....
Ty umiałeś odrzeć się z tej obłudy i jesteś na dobrej drodze aby stać się innym człowiekiem, lepszym człowiekiem.
I tego Ci życzę.

159

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada
po drugiej stronie napisał/a:

smallangel
dziękuję za Twoje posty - są bardzo budujące. Wiele jest w tym racji. Zdaję sobie sprawę że nie wszyscy są w stanie wybaczyć. U nas problem jest taki iż ja jestem kilka kroków dalej w przepracowaniu tego co się stało, żona niestety nadal tkwi w krzywdzie i bólu. Sesje na pewno trochę dają ale żona do tej pory nie bardzo chce skorzystać z indywidualnych - które to znowu bardzo wiele dały mnie. No cóż pożyjemy zobaczymy - chciałbym jej pomóc ale w tej kwestii moja pomoc jest ostatnią której potrzebuje. I tutaj wg mnie jest rola dla dobrej przyjaciółki - ale naprawdę dobrej która wysłucha i pokieruje taką osobą a nie tylko powie: rzuć go, wykorzystaj, daj sobie spokój itp. I nie chodzi mi o to że ma zostać - ale jeżeli ten związek zakończy się teraz (a ona tego nie przepracuje) to będzie jej bardzo trudno jakąkolwiek relacje zbudowac w przyszłości z facetem. Można powiedziec że tutaj już relacja jest przejrzysta, stało się - zrobiłem to co zrobiłem, skrzywdziłem najbardziej jak mogłem. Już nie ma złudzeń, motyli, miłości z bajki. Jest wielkie uczucie i dwa rozdarte serca (w zasadzie 3 bo mała też) które cierpią przez mój egoizm. I ja wierzę że na tym da się jeszcze coś zbudować - a przekonamy się pewnie za 4-5 lat tak jak mówisz.

I to jest clou wszystkiego, tego rollercoastera.
Twoja Żona tkwi w pozycji ofiary, póki z tego nie wyjdzie, nie zrozumie pewnych spraw - tak będzie wyglądało Wasze życie.
Wiem, bo sama to przeszłam.
Nie mniej w poczuciu krzywdy, bólu, cierpenia, w braku wiary w drugiego człowieka, w miłość osoby, którą się kocha a zdradził - zrozumienie pewnych spraw przychodzi bardzo trudno.
Twoje cierpliwość i wyrozumiałość - ma tu ogromne znaczenie, mam nadzieje, że masz w sobie duże pokłady smile

Jeśli chodzi o przyjaciółkę, jeśli ma się poczucie, że straciło się godność (a mam wrażenie, że u Twojej Żony tak jest - błędnie swoją drogą) - to niestety wstyd nie pozwoli Jej powiedzieć o wszystkim. Co więcej dobrze by było gdyby ten ktoś rozumiał nas, kogoś kogo zdradzono. Inaczej... puste słowa.

Powodzenia smile

160

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Moi rodzice to przykład takiego związku, w którym zdrada zakończyła się happy endem. Chyba 25 lat po ostatniej zdradzie, do dziś są razem i piękna z nich para starszych zakochanych w sobie ludzi.

161

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

67Eve piękne co napisałaś smile Moje demony pojawiają się rzadko ale za to w najmniej oczekiwanym momencie.

"Nie psuj tego, co obecne, pragnąc tego, czego nie ma, lecz uświadom sobie, że o to, co masz teraz, kiedyś mogłeś się tylko modlić." Epikur z Samos

162

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Ale ja nie twierdzę, że mojego taty nie nachodzą demony. Zwłaszcza, że mężczyźni gorzej od nas znoszą bycie zdradzonymi.

163

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Niekoniecznie go nachodzą bo może sam miał romanse tylko o tym nie trabil. A może wybrał wygodę..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

164

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Dopóki nie weszłam na stronę netkobiety i nie przeczytałam tego co wypisują "zdradzacze" wierzyłam , że można. Czas naprawdę goi rany. Goi chociaż one pozostają. Jestem 13 lat po tym jak się dowiedziałam. Mąż wydawał się wiarygodny w swoim żalu albo ja wierzyłam w to co tak bardzo pragnęłam wierzyć. Tak czy inaczej dzięki jego uporowi i walce jestem szczęśliwa.
Chciałam w odwecie zrobić to samo, ale zbyt mocno szanuję siebie , żeby zrobić z siebie ścierkę.
Uważam,że to łajdactwo zostawać z żoną z wygody, poczucia obowiązku czy czegokolwiek innego niż miłość.

165

Odp: szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Sama od kilkunastu miesiecy wiem o zdradzie meza. Może gdyby walczyl tak jak ty opisujesz swoja walke udałoby sie nam. Niestety u nas jest inaczej. Żadna terapia mu nie pomaga. Chodzimy tez razem ale on jak slyszy ze powinien cos zmienic to wychodzi.  Dlatego nie mam juz zludzen ze musi odejsc.

Posty [ 111 do 165 z 196 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » szczęśliwe zakończenie związków w których pojawiła się zdrada

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018